Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 21 wrz 2014, 17:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Orle dzieci Grodna

Pani Zofia Jasińska tuliła w ramionach konającego syna. Szeptała mu: - Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!!!...

Wojna zawitała do Grodna już 1 września 1939 roku. Przyniosły ją na swych skrzydłach samoloty Luftwaffe. W miasto uderzyły niemieckie bomby. Naloty powtórzyły się w następnych dniach.

Grodno, ważny ośrodek kulturalny i oświatowy, liczyło wówczas około 58 tysięcy mieszkańców. Stacjonował tu jeden z większych garnizonów Wojska Polskiego, jednak po wybuchu wojny gród ogołocono z żołnierzy. Pozostało tylko kilka słabych pododdziałów, niemal całkowicie pozbawionych broni ciężkiej. Mimo to podjęto przygotowania do obrony. Do garstki wojskowych licznie dołączyli cywilni ochotnicy, w tym młodzież, a nawet dzieci. Jednym z chętnych do walki był trzynastoletni Tadzik Jasiński, wychowanek grodzieńskiego Zakładu Dobroczynności, jedyny syn służącej Zofii Jasińskiej.

Rebelia
Na wieść o dokonanej 17 września 1939 roku inwazji sowieckiej na Kresy Wschodnie w wielu miejscowościach ujawniły się komunistyczne grupy dywersyjne, rekrutujące się przeważnie z mniejszości narodowych - Żydów, Białorusinów i Ukraińców.

Owi „opaskowcy” (nazwani tak od czerwonych opasek noszonych na ramieniu) siali terror, atakowali ludność cywilną i mniejsze oddziały wojska, mordowali urzędników, oficerów, policjantów i duchownych (katolickich oraz prawosławnych). Bywało, że odnosili znaczące sukcesy, zdobywając ważne stacje kolejowe czy mosty (jak na przykład most w Łunnie na drodze wiodącej do Grodna). Czasem rebelianci podejmowali ambitne próby opanowania całych miejscowości. Tak było w Skidlu, gdzie kilka tuzinów Żydów i Białorusinów zajęło miasteczko i wprowadziło w nim rewolucyjne rządy. Zdołali zamordować kilkanaście osób, zanim Skidel oswobodziła wysłana z Grodna ekspedycja wojskowo-policyjna.

Również i w samym Grodnie doszło do buntu zbrojnego. W dniach 17, 18 i 19 września na ulicach trwała strzelanina. Żydowscy „opaskowcy” otworzyli ogień w stronę polskich patroli. Na ulicy Brygidzkiej stanowiska strzeleckie dywersantów umiejscowione były na balkonach żydowskich kamienic. Na Dominikańskiej z okien domów rzucano granaty ręczne, a z dachu jednego z budynków prażył ogniem karabin maszynowy. Na centralnym placu Stefana Batorego bojówkarze wydali wojsku otwartą bitwę, wykorzystując jako osłonę rowy przeciwlotnicze, wykopane wcześniej przez ludność.

Wojsko i policja, wspomagane przez cywilnych ochotników, zdławiły bunt. W mieście przywrócono porządek. W następnych miesiącach komunistyczna propaganda będzie usiłowała przedstawić rozgromienie grodzieńskiej czerwonej „piątej kolumny” jako dokonany rzekomo przez Polaków pogrom niewinnej ludności żydowskiej…

Szturm
Atak regularnych sił Armii Czerwonej nastąpił 20 września nad ranem. Kolumna czołgów z sowieckiej 27. Brygady Pancernej sforsowała most na Niemnie i rozbiła pierwsze barykady.

W mieście przywitały ją granaty ręczne i butelki zapalające. Oba działka przeciwlotnicze, jakimi dysponowali obrońcy, biły ogniem na wprost. Kilka wozów stanęło w płomieniach, pozostałe salwowały się ucieczką. Wśród poległych tankistów ludność rozpoznała trzech miejscowych Żydów, którzy przed wojną zbiegli do Związku Sowieckiego, a teraz powrócili w szeregach najeźdźców, zapewne w charakterze przewodników.

Jeszcze tego samego dnia do Grodna dotarły znaczne siły wroga, wypierając obrońców z południowych przedmieść. W nocy artyleria sowiecka rozpoczęła nękający ostrzał miasta. Nazajutrz rano rozpoczął się szturm. Po południu 21 września walki przeniosły się do centrum grodu.

Żywe tarcze, żywe barykady
Mały Tadzik Jasiński stanął tego dnia do walki uzbrojony w butelkę z benzyną. Przy pierwszej okazji cisnął ją w sowiecki czołg. Niestety, nie zapaliła się, a czerwonoarmiści pochwycili chłopca, pobili go brutalnie i przywiązali do swego wozu bojowego, pod lufą armatnią.

Tak „zabezpieczony” czołg ruszył ulicami miasta w stronę polskich pozycji. Wrażenie, jakie wśród polskich obrońców wywołał widok postaci dziecka rozkrzyżowanego na pancerzu, było piorunujące. Grupa walczących na tym odcinku nastolatków zawahała się. Ale dowodzący nimi starszy mężczyzna w mundurze listonosza rzucił twardy rozkaz:

- Ognia!

Czołg pełzł w stronę Polaków, a pociski obrońców krzesały iskry na jego pancerzu, przeszywały też raz po raz dziecięcą „tarczę”… Nagle na jezdnię wybiegła kobieta. Grażyna Lipińska, nauczycielka, teraz dowodząca zespołem sanitariuszek, stanęła na drodze pancernego kolosa, niczym żywa zapora.

Kierowca czołgu też okazał się człowiekiem. Nie zmiażdżył kobiety gąsienicami, ostro zahamował. Kanonada po obu stronach umilkła na chwilę, niezwykłość sytuacji zaskoczyła wszystkich. A pani Grażyna rzuciła się do pojazdu, zaczęła szarpać więzy na rękach chłopca. Ujrzała rany i krew ściekającą po pancerzu. Zaraz podbiegła do niej koleżanka z noszami. Razem ułożyły na nich bezwładne ciało. Tadzik był wciąż przytomny.

- Chcę do mamy – wyszeptał z wysiłkiem.

Z czołgu wyskoczył oficer. Wrzeszczał na Polki, wygrażał im pistoletem. Z pobliskiego domu wybiegł młody Żyd; dołączył do oficera, coś wykrzykiwał, groził pięścią kobietom i rannemu dzieciakowi. Sanitariuszki nie zwracały na nich uwagi. Chwyciły za nosze, ruszyły pędem w stronę szpitala. Wydawały się zupełnie ignorować wroga, który w każdej chwili mógł im wpakować kulę w plecy.

W szpitalu na widok rannego cały personel rzucił się do pomocy. Chłopiec krwawił z pięciu ran postrzałowych. Przeprowadzona transfuzja nie dała oczekiwanych rezultatów. Do szpitala przybiegła matka. Jej Tadzik umierał, jednak nie jak krwawy ochłap przywiązany do sowieckiego pancerza, ale wśród bliskich, na skrawku wciąż wolnej Polski, otoczony miłością. Pani Zofia Jasińska tuliła w ramionach konającego syna. Szeptała mu:
- Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!!!...

Upadek
Ostatnie oddziały polskie opuściły Grodno 22 września nad ranem. Sowieci zajęli miasto kosztem 57 poległych i 159 rannych sołdatów, musieli też skreślić ze stanu 19 czołgów i 4 samochody pancerne. Ogłosili o zabiciu w walce 644 żołnierzy polskich oraz wzięciu 1 514 jeńców.

Co ciekawe, na listach zdobytego uzbrojenia znalazło się jedynie 710 sztuk broni ręcznej oraz maszynowej, również działko przeciwlotnicze i moździerz, z czego wynikałoby, że tylko co trzeci zabity lub wzięty do niewoli „polski żołnierz” był uzbrojony (!). Przypuszczalnie do „jeńców” zaliczono również aresztowanych mieszkańców, natomiast oszacowanie zabitych Polaków zapewne uzupełniono o zamordowanych po walce jeńców i cywilów.
Zemsta za opór stawiany „siłom wyzwoleńczym” była okrutna. Pod Psią Górką Sowieci stracili w masowej egzekucji około dwudziestu „faszystowskich bojówkarzy” – chłopców w wieku od 10 do 20 lat. Zabijano też na Myśliwskiej Górce, w lasku Sekret, w Nowej Kolonii i w innych miejscach. Tylko w ciągu dwóch dni od zdobycia miasta uśmiercono około trzystu osób. Odnotowano przypadki wiązania ofiar drutem kolczastym, obcinania im nosów i uszu, wyłupywania oczu. W obławach na patriotów i mordowaniu ich wzięli aktywny udział miejscowi komuniści żydowscy i białoruscy. W następnych miesiącach nastąpiły procesy obrońców, w tym proces o udział w „pogromie grodzieńskich Żydów”, to jest w stłumieniu rebelii czerwonych dywersantów (wśród oskarżonych o ów „akt zbrodniczego antysemityzmu” był Boruch Kierszenbejm, żydowski obywatel miasta…).

Grodno walczyło bronione przez garść żołnierzy, cywilów, a nawet dzieci, a wokoło walił się w gruzy stary świat. Mały Tadzik Jasiński i pozostałe Orlęta Grodzieńskie własną krwią zaświadczali o polskości swego miasta. Za władanie Rzeczypospolitej nad tą ziemią oddali życie również Polacy z wyboru, tacy jak gimnazjalista Chaim Margolis, poległy od bolszewickiej kuli, gdy osłaniał odwrót swego oddziału. Ale polska armia, ułani z chorągwiami i pieśnią na ustach, już nie powrócili.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/orle-dzieci-grodna,25449,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 04 lis 2014, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/11/02/an ... ci-grodna/

Andrzej Solak: Orle dzieci Grodna
03.11.2014

Obrazek

Pani Zofia Jasińska tuliła w ramionach konającego syna. Szeptała mu: – Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!!!…

Wojna zawitała do Grodna już 1 września 1939 roku. Przyniosły ją na swych skrzydłach samoloty Luftwaffe. W miasto uderzyły niemieckie bomby. Naloty powtórzyły się w następnych dniach.
Grodno, ważny ośrodek kulturalny i oświatowy, liczyło wówczas około 58 tysięcy mieszkańców. Stacjonował tu jeden z większych garnizonów Wojska Polskiego, jednak po wybuchu wojny gród ogołocono z żołnierzy. Pozostało tylko kilka słabych pododdziałów, niemal całkowicie pozbawionych broni ciężkiej. Mimo to podjęto przygotowania do obrony. Do garstki wojskowych licznie dołączyli cywilni ochotnicy, w tym młodzież, a nawet dzieci. Jednym z chętnych do walki był trzynastoletni Tadzik Jasiński, wychowanek grodzieńskiego Zakładu Dobroczynności, jedyny syn służącej Zofii Jasińskiej.

Rebelia
Na wieść o dokonanej 17 września 1939 roku inwazji sowieckiej na Kresy Wschodnie w wielu miejscowościach ujawniły się komunistyczne grupy dywersyjne, rekrutujące się przeważnie z mniejszości narodowych – Żydów, Białorusinów i Ukraińców.
Owi „opaskowcy” (nazwani tak od czerwonych opasek noszonych na ramieniu) siali terror, atakowali ludność cywilną i mniejsze oddziały wojska, mordowali urzędników, oficerów, policjantów i duchownych (katolickich oraz prawosławnych). Bywało, że odnosili znaczące sukcesy, zdobywając ważne stacje kolejowe czy mosty (jak na przykład most w Łunnie na drodze wiodącej do Grodna). Czasem rebelianci podejmowali ambitne próby opanowania całych miejscowości. Tak było w Skidlu, gdzie kilka tuzinów Żydów i Białorusinów zajęło miasteczko i wprowadziło w nim rewolucyjne rządy. Zdołali zamordować kilkanaście osób, zanim Skidel oswobodziła wysłana z Grodna ekspedycja wojskowo-policyjna.
Również i w samym Grodnie doszło do buntu zbrojnego. W dniach 17, 18 i 19 września na ulicach trwała strzelanina. Żydowscy „opaskowcy” otworzyli ogień w stronę polskich patroli. Na ulicy Brygidzkiej stanowiska strzeleckie dywersantów umiejscowione były na balkonach żydowskich kamienic. Na Dominikańskiej z okien domów rzucano granaty ręczne, a z dachu jednego z budynków prażył ogniem karabin maszynowy. Na centralnym placu Stefana Batorego bojówkarze wydali wojsku otwartą bitwę, wykorzystując jako osłonę rowy przeciwlotnicze, wykopane wcześniej przez ludność.
Wojsko i policja, wspomagane przez cywilnych ochotników, zdławiły bunt. W mieście przywrócono porządek. W następnych miesiącach komunistyczna propaganda będzie usiłowała przedstawić rozgromienie grodzieńskiej czerwonej „piątej kolumny” jako dokonany rzekomo przez Polaków pogrom niewinnej ludności żydowskiej…

Szturm
Atak regularnych sił Armii Czerwonej nastąpił 20 września nad ranem. Kolumna czołgów z sowieckiej 27. Brygady Pancernej sforsowała most na Niemnie i rozbiła pierwsze barykady.
W mieście przywitały ją granaty ręczne i butelki zapalające. Oba działka przeciwlotnicze, jakimi dysponowali obrońcy, biły ogniem na wprost. Kilka wozów stanęło w płomieniach, pozostałe salwowały się ucieczką. Wśród poległych tankistów ludność rozpoznała trzech miejscowych Żydów, którzy przed wojną zbiegli do Związku Sowieckiego, a teraz powrócili w szeregach najeźdźców, zapewne w charakterze przewodników.
Jeszcze tego samego dnia do Grodna dotarły znaczne siły wroga, wypierając obrońców z południowych przedmieść. W nocy artyleria sowiecka rozpoczęła nękający ostrzał miasta. Nazajutrz rano rozpoczął się szturm. Po południu 21 września walki przeniosły się do centrum grodu.

Żywe tarcze, żywe barykady
Mały Tadzik Jasiński stanął tego dnia do walki uzbrojony w butelkę z benzyną. Przy pierwszej okazji cisnął ją w sowiecki czołg. Niestety, nie zapaliła się, a czerwonoarmiści pochwycili chłopca, pobili go brutalnie i przywiązali do swego wozu bojowego, pod lufą armatnią.
Tak „zabezpieczony” czołg ruszył ulicami miasta w stronę polskich pozycji. Wrażenie, jakie wśród polskich obrońców wywołał widok postaci dziecka rozkrzyżowanego na pancerzu, było piorunujące. Grupa walczących na tym odcinku nastolatków zawahała się. Ale dowodzący nimi starszy mężczyzna w mundurze listonosza rzucił twardy rozkaz:
- Ognia!
Czołg pełzł w stronę Polaków, a pociski obrońców krzesały iskry na jego pancerzu, przeszywały też raz po raz dziecięcą „tarczę”… Nagle na jezdnię wybiegła kobieta. Grażyna Lipińska, nauczycielka, teraz dowodząca zespołem sanitariuszek, stanęła na drodze pancernego kolosa, niczym żywa zapora.
Kierowca czołgu też okazał się człowiekiem. Nie zmiażdżył kobiety gąsienicami, ostro zahamował. Kanonada po obu stronach umilkła na chwilę, niezwykłość sytuacji zaskoczyła wszystkich. A pani Grażyna rzuciła się do pojazdu, zaczęła szarpać więzy na rękach chłopca. Ujrzała rany i krew ściekającą po pancerzu. Zaraz podbiegła do niej koleżanka z noszami. Razem ułożyły na nich bezwładne ciało. Tadzik był wciąż przytomny.
- Chcę do mamy – wyszeptał z wysiłkiem.
Z czołgu wyskoczył oficer. Wrzeszczał na Polki, wygrażał im pistoletem. Z pobliskiego domu wybiegł młody Żyd; dołączył do oficera, coś wykrzykiwał, groził pięścią kobietom i rannemu dzieciakowi. Sanitariuszki nie zwracały na nich uwagi. Chwyciły za nosze, ruszyły pędem w stronę szpitala. Wydawały się zupełnie ignorować wroga, który w każdej chwili mógł im wpakować kulę w plecy.
W szpitalu na widok rannego cały personel rzucił się do pomocy. Chłopiec krwawił z pięciu ran postrzałowych. Przeprowadzona transfuzja nie dała oczekiwanych rezultatów. Do szpitala przybiegła matka. Jej Tadzik umierał, jednak nie jak krwawy ochłap przywiązany do sowieckiego pancerza, ale wśród bliskich, na skrawku wciąż wolnej Polski, otoczony miłością. Pani Zofia Jasińska tuliła w ramionach konającego syna. Szeptała mu:
- Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!!!…

Upadek
Ostatnie oddziały polskie opuściły Grodno 22 września nad ranem. Sowieci zajęli miasto kosztem 57 poległych i 159 rannych sołdatów, musieli też skreślić ze stanu 19 czołgów i 4 samochody pancerne. Ogłosili o zabiciu w walce 644 żołnierzy polskich oraz wzięciu 1 514 jeńców.
Co ciekawe, na listach zdobytego uzbrojenia znalazło się jedynie 710 sztuk broni ręcznej oraz maszynowej, również działko przeciwlotnicze i moździerz, z czego wynikałoby, że tylko co trzeci zabity lub wzięty do niewoli „polski żołnierz” był uzbrojony (!). Przypuszczalnie do „jeńców” zaliczono również aresztowanych mieszkańców, natomiast oszacowanie zabitych Polaków zapewne uzupełniono o zamordowanych po walce jeńców i cywilów.
Zemsta za opór stawiany „siłom wyzwoleńczym” była okrutna. Pod Psią Górką Sowieci stracili w masowej egzekucji około dwudziestu „faszystowskich bojówkarzy” – chłopców w wieku od 10 do 20 lat. Zabijano też na Myśliwskiej Górce, w lasku Sekret, w Nowej Kolonii i w innych miejscach. Tylko w ciągu dwóch dni od zdobycia miasta uśmiercono około trzystu osób. Odnotowano przypadki wiązania ofiar drutem kolczastym, obcinania im nosów i uszu, wyłupywania oczu. W obławach na patriotów i mordowaniu ich wzięli aktywny udział miejscowi komuniści żydowscy i białoruscy. W następnych miesiącach nastąpiły procesy obrońców, w tym proces o udział w „pogromie grodzieńskich Żydów”, to jest w stłumieniu rebelii czerwonych dywersantów (wśród oskarżonych o ów „akt zbrodniczego antysemityzmu” był Boruch Kierszenbejm, żydowski obywatel miasta…).
Grodno walczyło bronione przez garść żołnierzy, cywilów, a nawet dzieci, a wokoło walił się w gruzy stary świat. Mały Tadzik Jasiński i pozostałe Orlęta Grodzieńskie własną krwią zaświadczali o polskości swego miasta. Za władanie Rzeczypospolitej nad tą ziemią oddali życie również Polacy z wyboru, tacy jak gimnazjalista Chaim Margolis, poległy od bolszewickiej kuli, gdy osłaniał odwrót swego oddziału. Ale polska armia, ułani z chorągwiami i pieśnią na ustach, już nie powrócili.

Andrzej Solak

Zródło: http://www.pch24.pl/orle-dzieci-grodna,25449,i.html , 22 wrzesnia 2014
Andrzej Solak jest absolwentem historii UJ, dziennikarzem, sekretarzem redakcji miesięcznika „Wzrastanie”, autorem kilku książek, w tym wydanych w Wydawnictwie eSPe Modlitwy mieczy i Męczenników katolickich ostatniego stulecia. Prowadzi portal http://www.krzyzowiec.prv.pl .

Zobacz artykuły pióra Andrzeja Solaka na naszym portalu > > > TUTAJ .
POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.03


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 09 sty 2015, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=21255

1 października 1939 doszło do zapomnianej zbrodni na Polakach. Prawdę o niej fałszowano. Bestialstwo „wyzwolicieli” przypominało najgorsze zbrodnie bolszewickie
paź 01, 2014 Admin II wojna światowa 0

Z czasów wojny 1919-1920 roku Polacy zapamiętali wiele ohydnych bolszewickich zbrodni na jeńcach wojennych i na ludności cywilnej. Przed wojną powszechnie znane było na przykład męczeństwo obrońców Zadwórza pod Lwowem.

Gdy w roku 1939 armia sowiecka wkroczyła bezprawnie na terytorium Rzeczypospolitej, by rzekomo „chronić” część obywateli polskich, których sowieci – nie wiadomo z jakich powodów – uznali za „swoich”, sytuacja się powtórzyła.

Jednym z najsmutniejszych miejsc tamtych zbrodni było Wytyczno na Lubelszczyźnie, w powiecie włodawskim. Zbrodnia dokonała się w niedzielę 1 października 1939.

Uznając polskich oficerów za „wrogów klasowych”, a żołnierzy stawiających opór za „bandytów”, armia sowiecka już we wrześniu i październiku 1939 zamordowała, według szacunków, około dwa i pół tysiąca polskich oficerów, żołnierzy i policjantów. Nie zginęli w walce, lecz jako jeńcy wojenni. Powinni być dopisani do rachunku katyńskiego!

Pierwszymi ofiarami sowieckich zbrodni byli obrońcy polskich granic – oficerowie i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Wierni przysiędze żołnierskiej, bronili granicy Rzeczypospolitej przed napastnikami, którzy wtargnęli na jej terytorium. W rejonie miasta Sarny (woj. wołyńskie) sowieci rozstrzelali całą kompanię z batalionu KOP „Sarny”, wziętą do niewoli, razem 280 oficerów i żołnierzy!

Znanym już i często przytaczanym w literaturze historycznej, wymownym przykładem zbrodni wojennej na bezbronnych jeńcach była śmierć oficerów i podoficerów Pińskiej Flotylli Rzecznej, którzy – zgodnie z niepisanym prawem honorowym marynarki wojennej na całym świecie – zatopili przed kapitulacją swe okręty, by nie stały się łupem wojennym przeciwnika. Zostali za to zamordowani 26 września 1939 w Mokranach (rejon Brześcia) – nie przez NKWD, lecz przez regularny oddział sowieckich sił pancernych.

Największych zbrodni dokonano w Rohatynie (woj. stanisławowskie), gdzie dokonano rzezi na żołnierzach polskich i na ludności cywilnej, w Grodnie, Nowogródku, Sarnach i w Tarnopolu, także w Wołkowysku, Oszmianie, Świsłoczy,Mołodecznie, Kosowie Poleskim, Chodorowie, Złoczowie i Stryju. Po wkroczeniu do miasteczka czy osiedla dokonywano masowych rzezi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. W Rohatynie rzeź taka trwała cały dzień”. W świetle relacji naocznych świadków, przytaczanych m.in. przez Juliana Siedleckiego, w Grodnie wiązano polskich jeńców i ciągnięto ich czołgami po bruku. W Grodnie wymordowano 130 uczniów [harcerzy] i podchorążych, dobijano rannych i obrońców. Dwunastoletniego Tadzika Jasińskiego przywiązano do czołgu […]. Po opanowaniu Grodna nastąpiły represje; rozstrzeliwano aresztowanych na tzw. Psiej Górze i w lasku «Sekret». Na placu pod farą leżał wał zamordowanych. Była to reakcja na obronę miasta przez żołnierzy wojska polskiego i harcerzy oraz na poskromienie dywersyjnej akcji jaczejekkomunistycznych w przeddzień sowieckiego „wyzwolenia”.

Atmosferę „wyzwolenia” przez sowietów Grodna oraz dramatycznego epizodu z Tadziem Jasińskim oddają liczne polskie relacje, m.in. relacja Grażyny Lipińskiej, więzionej później w Mińsku za działalnośc niepodległościową:

Przeraźliwy zgrzyt ślimaka… Czołg staje tuż przede mną. Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy z Danką [Bukowińską]uwalniać rozkrzyżowane, skrępowane gałganami ramiona chłopca. Nie zdaję sobie dokładnie sprawy, co się wokół dzieje. Z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni brauning – grozi nam; z sąsiedniego domu, z podniesioną do góry pięścią wybiega młody Żyd, ochrypłym głosem krzyczy – o coś oskarża nas i chłopczyka […]. Z domów wyległa czerń żydowska – twarze rozradowane, szwargocą. Wielu z nich wita tankistów po bolszewicku, przez podniesienie ręki z zaciśniętą pięścią. Gdzie się oni tego nauczyli? Ale kwiatów nie ma, tylko czerwona krew na brukach i krwawa na niebie łuna.

Znane są liczne przypadki rozstrzeliwania przez żołnierzy sowieckich wziętych do niewoli żołnierzy polskich w rejonie Wilna. Sowieci nie dotrzymywali żadnych umów o kapitulacji, „oficerskie słowa” ich komandirów nie miały żadnego znaczenia. Dowódca obrony Lwowa, gen. Władysław Langner, skutecznie obronił się przed atakami niemieckimi i podpisał kapitulację z dowództwem sowieckim. Przewidywała ona, po złożeniu broni, wymarsz polskiego wojska i policji w kierunku granicy rumuńskiej. Po poddaniu się wszystkich jeńców wywieziono w głąb Związku Sowieckiego, do obozów. Część odnalazła się potem na listach katyńskich. Niektórzy oficerowie, świadomi wartości umów z sowietami, popełnili samobójstwo. Gdy kolumna policjantów minęła rogatkę przy ulicy Zielonej, zostali oni zastrzeleni. Innych zamordowano w Brygidkach. Żołnierze sowieccy rabowali domy i gwałcili kobiety, a sowiecka komenda miasta nie reagowała.

O okrucieństwie i bezprawiu, pod parasolem ochronnym armii czerwonej lub z jej aktywnym udziałem, świadczą liczne, przerażające relacje, m.in. cytowana przez Czesława Grzelaka relacja wójta gminy Urszulin pod Wytycznem, Józefa Klaudy:

Na drodze w pobliżu mego domu leżał żołnierz polski, ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce, Polce, że nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa (…). W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych, wziętych do niewoli żołnierzy polskich (…). Po boju bolszewicy polecili rannych wnieść do domu ludowego, gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając żadnej pomocy lekarskiej (…). Wszyscy zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych odarto z mundurów a dokumenty złożono na stosie i spalono.

22 września 1939, po obronie Grodna, sowieci rozstrzelali w Spoćkiniach (25 km od Grodna), strzałem w tył głowy, gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego i jego adiutanta. Znamy wstrząsającą relację żony generała, Alfredy:

Widok, który się ukazał moim oczom, był tak okropny, że nie miałam sił iść dalej […]. Mąż leżał twarzą do ziemi, lewa noga pod kolanem była przestrzelona w poprzek z karabinu maszynowego. Tuż obok leżał kapitan [adiutant generała - PSz] z czaszką rozłupaną na dwoje […], na czerepie sterczały zmierzwione, oblepione krwią włosy […]. Oczy i nos [generała]stanowiły jedną, krwawą masę, a mózg wyciekał uchem […]. Zginął, a wraz z nim wyniki dwudziestokilkuletniej pracy w Grodnie, wraz z dwutysięczną biblioteką i wszystkim, czym żył przez lat 49. Nic po nim nie pozostało, prócz pamięci i rozpaczy w moim sercu.

Za oddziałami Armii Czerwonej posuwały się siły specjalne NKWD, dokonujące aresztowań i zbrodni na lokalnych elitach polskich, do czego wykorzystywały informacje przekazywane przez miejscowe jaczejki i organizującą się „milicję ludową”. Tę „milicję”, złożoną z sowieckich kolaborantów różnych narodowości, nielojalnych obywateli Rzeczpospolitej wysługujących się agresorowi, można porównać do Selbstschutzu w niemieckiej strefie okupacyjnej. Jedni i drudzy dopuścili się licznych zbrodni na obywatelach Rzeczpospolitej w pierwszym okresie okupacji.

O ty, co się wydarzyło 1 października 19349 w Wytycznie, pisał Andrzej Panasiuk w Dziejach wsi Wytyczno (w historii gminy Urszulin):

W dniach 30 września i 1 października 1939 oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Ruckemana, stoczyły tu ciężki bój z jednostkami armii czerwonej, które dokonywały odwrotu za linię demarkacyjną na Bugu. Zanim doszło do boju, we wrześniowych dniach przez Wytyczno najpierw przechodziło tysiące uciekinierów z zachodniej części Polski, a następnie niewielkie grupki żołnierzy z rozbitych polskich oddziałów.

Po przeprawieniu się przez Bug oddziały KOP (liczące około 3.000 żołnierzy) przybyły 30 września w okolice Wytyczna. Przemarsz wojska odbywał się prawie bez przeszkód, jedynie batalion „Bereźne”, stanowiący tylną straż kolumny, natknął się przy przekraczaniu szosy Chełm-Włodawa w rejonie wsi Osowa na jakiś pododdział sowiecki z 2 czołgami. Celne strzały z małej odległości armaty 75 mm zapaliły czołgi i skutecznie ostudziły zapał do ataku piechoty nieprzyjacielskiej.

W ciągu nocy i nad ranem 1 października maszerując od strony Lubowierza osiągnięto rejon Wytyczna, otoczony bagnami, wodami Jeziora Wytyckiego i niewielkimi lasami. Przecinała go szosa Włodawa-Lublin, na której odbywał się ciągły ruch jednostek sowieckich.

Dowódcy oddziałów polskich 30 września późnym wieczorem zatrzymali się w domu wójta Józefa Klaudy, który te chwile zapamiętał następująco: Wracając wieczorem 30 września 1939 (sobota) z urzędu gminnego w Urszulinie do swojego domu w Wytycznie (jechałem rowerem), zostałem zatrzymany przez żołnierzy polskich, pilnujących mostku na szosie obok jeziora. Po wylegitymowaniu puszczono mnie do domu. W czasie rozmowy z plutonowym, dowódcą placówki, dowiedziałem się, że pochodzi on z Wileńszczyzny i służy w Korpusie Ochrony Pogranicza. W domu zastałem generała ze sztabem. Jak się okazało, był to dowódca KOP, gen. bryg. Wilhelm Orlik-Rückemann. Poinformowałem go o sytuacji w okolicy i niedawnym przemarszu armii czerwonej w kierunku na Cyców-Łęcznę-Lublin.

Rankiem następnego dnia – w niedzielę 1 października – od strony starego gościńca prowadzącego do Łęcznej, około godziny 8, pokazało się trzech jezdnych. Po stwierdzeniu przez lornetkę, że to bolszewicy, w tym oficer – leżący przy erkaemie kapral (stanowisko erkaemu znajdowało się przy skrzyżowaniu dróg, obok mego domu) pociągnął po jezdnych serią. Oficer spadł z konia, dwaj pozostali odjechali galopem. Po kilkunastu minutach z tego samego kierunku nadleciały pociski artyleryjskie, a jednocześnie ukazała się atakująca piechota bolszewicka, wsparta samochodami pancernymi.

Do pierwszych starć doszło już 1 października, pomiędzy pierwszą a drugą w nocy, gdy czołowe oddziały zaczęły przekraczać szosę, aby skryć się w lasach na zachód od niej i podążać dalej w kierunku Parczewa. Ówczesny mieszkaniec Kantoru Longin Samson wspomina, jak około 1 w nocy wpadło do naszej chałupy wojsko polskie. (…)Weszli, od progu wołając: „światła nie palić!” W tym samym czasie usłyszeliśmy trzy głośne wystrzały. Jak się okazało, strzały zapaliły sowieckie trzy czołgi, co było u nas widać przez niedaleki cmentarz.

Do rana szosę przekroczyła większa część pułku KOP „Sarny”, tabory i artyleria, która została umieszczona przy jeziorze, od strony Wólki Wytyckiej. Sama miejscowość nie została obsadzona, a jedynie dozorowana przez oddział saperów z jednym rkm. Żołnierze batalionów pułku „Sarny” zajęli natomiast pozycje wśród bagien i lasków na Łowiszowie. Batalion „Polesie” nie przekroczył drogi i rozłożył się w rejonie wsi Wytyczno.

Oddziały polskie zostały zaatakowane przez jadącą od strony Urszulina kolumnę czołgów sowieckich 36 brygady pancernej, które wycofywały się za linię demarkacyjną na Bugu. Po zauważeniu oddziałów polskich, Sowieci zatrzymali się w okolicy zabudowań Romaniuka i dworu w Czernikowie. O świcie wysłali na zwiad 3 jeźdźców konnych, jednak po ich rozpoznaniu Polacy rozpoczęli ostrzał z rkm-ów. Oficer zginął, pozostałych dwóch uciekło galopem. Po kilkunastu minutach z tego samego kierunku rozpoczęła ostrzał artyleria, a następnie wzdłuż szosy od strony Urszulina natarła piechota wsparta czołgami i ostrzałem artyleryjskim. W pierwszym starciu Polacy ogniem działek przeciwpancernych i pojedynczych armat 75 mm zniszczyli czołg wroga i 3 traktory komsomolec. Ostrzał artyleryjski wojsk sowieckich skierowany został na polskie pozycje artyleryjskie w Wólce Wytyckiej.

Rosjanie dokładnie wiedzieli, jakiego nieprzyjaciela mają przed sobą i jakie jest jego położenie. Nad jednostkami KOP-u krążyły samoloty nieprzyjacielskie i atakowały ich stanowiska bombami oraz ogniem karabinów maszynowych. Artyleria w sile 4 baterii również ostrzeliwała nieprzerwanie polskie stanowiska. W odpowiedzi polskie działa nie były dłużne i pomimo ostrzału, zmuszającego je do ciągłych zmian stanowisk, powstrzymywała skutecznie kolejne ataki piechoty, niszcząc następne 2 czołgi. Ciężkie i ręczne karabiny maszynowe Polacy ukrywali gdzie tylko to było możliwe. Ostrzały ze stogów siana, drzew, okien domów, czy pływających po jeziorze łodziach utrudniały sowietom natarcie na polskie pozycje. W swoich raportach Rosjanie pisali, jak jeden z oddziałów poniósł dotkliwe straty od ognia z takiej pływającej łodzi.

Niestety, polskim artylerzystom zaczęło brakować amunicji. Ogień stawał się coraz rzadszy, strzelali już tylko do dobrze widocznych i rozpoznanych celów. Przed południem na obie baterie pozostało tylko 20 pocisków. Coraz częściej dochodziło do walki bezpośredniej. Doszło do walki na bagnety, co doprowadziło do zniszczenia 170 ludzi przeciwnika – z przesadą zapisano w jednym z sowieckich raportów.

Generał Orlik-Rückemann, chcąc zyskać na czasie i odwrócić uwagę nieprzyjaciela od szosy, aby przegrupować jak najwięcej polskich oddziałów do lasu na zachód od Wytyczna, przed godziną dziewiątą wydał drogą radiową rozkaz do dowódcy batalionu „Polesie”, aby ten uderzył na skrzydło przeciwnika, które znajdowało się przed południowym skrajem lasu, na wschód od Wytyczna. Atak miał ubezpieczać batalion „Bereźne”. Mimo potwierdzenia rozkazu, uderzenie nie nastąpiło. Zarówno dowódca batalionu „Polesie” ppłk Dyszkiewicz, jak i ppłk Jacek Jura bezskutecznie próbowali poderwać swoich żołnierzy do ataku. Zmęczeni i całkowicie wyczerpani, nie byli wstanie do dalszej walki. Jeden z żołnierzy Jerzy Giżycki po latach wspominał:

Po zwycięskiej bitwie pod Szackiem przeszliśmy przez Bug i kierując się na Włodawę dotarliśmy do wsi Wytyczno. Tutaj z marszu zostaliśmy rozlokowani na polach uprawnych z kapustą. Mieliśmy nieprzespane noce i żadnego jedzenia, tak więc korzystając z okazji, czekając na atak, posilaliśmy się surową kapustą, by zaspokoić pierwszy głód. Nie trwało to długo, gdyż po chwili widzieliśmy nacierającą tyralierę sowieckiej piechoty w dużej ilości. Próby poderwania nie udają się, gdyż był silny ostrzał z karabinów maszynowych i broni ręcznej. Pada koło mnie mój towarzysz Romek Gawłowski, uczeń gimnazjalny. Część z kopistów zaczęła się poddawać, część w panice porzuciła broń i rozproszyła się po okolicy. Przy oficerach pozostało niewielu, a batalion „Polesie” przestał praktycznie istnieć. Ja i inni żołnierze zostajemy odprowadzeni na tyły, gdzie na wielkiej polanie, otoczonej czołgami następowała zbiórka jeńców – żołnierzy i oficerów – dodaje Giżycki.

Prawie cała wieś została zajęta przez wroga, a do niewoli, według przesadzonych sowieckich meldunków, wzięto 400 osób. Wobec takiego obrotu sprawy i meldunku ppłk Sulika, że jego żołnierze nie wytrzymają następnego silnego uderzenia wojsk sowieckich, gen. Orlik-Rückemann postanowił zwołać naradę dotyczącą możliwości prowadzenia dalszej walki. W naradzie udział wzięli płk Bittner, ppłk Sulik, mjr Czernik, mjr Gawroński i mjr Marcinkiewicz.

Po naradzie z oficerami, wobec beznadziejnej sytuacji bojowej, gen. Orlik-Rückemann zdecydował, że o 12 żołnierze zaprzestaną walki i spróbują oderwać się od nieprzyjaciela, kierując się w lasy koło Sosnowicy, gdzie nastąpi rozwiązanie wojsk KOP-u oraz rozproszenie pododdziałów i żołnierzy w różnych kierunkach. Nie mając już możliwości dalszej walki, chciałem przynajmniej ratować żołnierzy – pisał Ruckemann. Byliśmy już na zachód od Bugu i rozproszonym żołnierzom nie grozi już niewola. Oficerowie po przebraniu się też mogą niewoli uniknąć. Ogłosiłem moją decyzję.

Do poszczególnych oddziałów walczących bezpośrednio z wrogiem poszły odpowiednie rozkazy. Pierwszy odskok na południe od lasu w m. Sosnowice, skąd oddziały rozchodzą się w różnych kierunkach. Artyleria po oddaniu ostatnich strzałów niszczy działa. Oddziały niszczą broń po oddaniu pierwszego odskoku. Dowódcy żegnają się tam z oddziałami. Sztab grupy KOP przesunie się do lasu na południe Parczewa i tam będzie czekał na oficerów, z którymi chcę jeszcze omówić możliwość naszej dalszej pracy. Pozostawione działa miały być zniszczone.

Jednak nie wszystkim udało się przebić przez pierścień wroga. Batalion „Rokitno”, maszerujący za głównymi siłami wojsk KOP-u, nie przeszedł na drugą stronę szosy i w większości dostał się do niewoli. Batalion „Bereźne”, który po starciu z czołgami nieprzyjacielskimi w rejonie Osowy maszerował jako straż tylna całego zgrupowania, dotarł do szosy znacznie dalej na wschód od Wytyczna, w rejon Dominiczyna, i musiał przez cały dzień odpierać ataki piechoty nieprzyjaciela, dowożonej samochodami od strony Dubeczna. Był również atakowany z powietrza. W godzinach popołudniowych wykorzystał chwilowe osłabienia ataków i przedostał się przez szosę. W rejonie Sosnowicy na szosie Włodawa-Parczew stoczył kolejną potyczkę z czołgami sowieckimi, niszcząc dwa z nich. Batalion KOP „Bereźne” nie złożył broni. Dołączyły do niego grupy żołnierzy KOP, które nie wykonały rozkazu niszczenia broni i rozproszenia się. Tego rozkazu nie wykonała również bateria armat, która z rejonu Wólki Wytyckiej, bezdrożami Durnego Bagna dotarła w lasy parczewskie, gdzie dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”. Wśród żołnierzy, którym udało się przebić z okrążenia, był gen. Ruckemann.

Jeszcze przez jakiś czas po opuszczeniu przez kopistów swoich pozycji, niebo nad Wytycznem i Wólką Wytycką rozjaśniały wybuchy pocisków artyleryjskich i krechy pocisków broni maszynowej. Nieświadome niczego dowództwo sowieckie nakazywało dalszy ostrzał opuszczonych przez Polaków pozycji. Na ten obszar wojsko sowieckie wkroczyło po upływie około 2 godzin, orientując się w końcu, że polskie oddziały rozproszyły się. Nad okolicznymi lasami przelatywały samoloty zwiadowcze, w celu ustalenia kierunku odejścia polskich żołnierzy. Wielu z nich zabito, a jeszcze więcej wzięto do niewoli. Następnie nakazano miejscowej ludności zebrać z pół i lasków poległych oraz rannych i umieścić przed domem ludowym.

W ostatniej bitwie KOP pod Wytycznem zginęło podczas walk najprawdopodobniej 93 żołnierzy polskich (w tym strzelcy Bronisław Babiej, Roman Gawłowski, Jefimka Bebko, Józef Biernacki, zamordowany we dworze Leonard Boguciński, Władysław Matusik, Michał Czeczuga, Józef Czyż, Bolesław Gajrdzik, Jan Kozanek, Jan Kramek,Józef Mikula, Jan Piliński, Stefan Ptaszkowski, Antoni Banasiuk, zamordowany w Mietiułce Stefan Stachyra,Kazimierz Sykut, Józef Świerczyński, podporucznicy rezerwy Józef Śnieżno i lekarz Józef Trzpil oraz dowódca Batalionu KOP „Małyńsk” mjr piechoty Lucjan Grott), a około 400 zostało wziętych do niewoli.

Wielu z żołnierzy zostało zamordowanych w niewoli lub zmarło wskutek zadanych ran (w tym dowódca Brygady KOP „Polesie” Tadeusz Różyczki-Kołodziejczyk, dowódca Batalionu KOP „Rokitno” mjr piechoty Maciej Wojciechowski, komendant kwatery głównej Apolinary Jagodziński i dowódca Pułku KOP „Baranowicze” ppłk piechoty Jacek Jura, którzy najprawdopodobniej zostali zamordowani w podwłodawskich lasach, kpt. Antoni Stańkowski, który zmarł w szpitalu włodawskim 14 października, kpt. łączności Stanisław Antoni Solarski, zamordowany w Borysiku i pochowany na cmentarzu w Wereszczynie, strzelec Marceli Warmszel zmarły w szpitalu włodawskim 4 października, podporucznicy rezerwy Stefan Zakrzewski i Stanisław Kłosowski oraz Adam Zalewski zmarli w szpitalu we Włodawie. Jan Mazurzmarł w trakcie transportu do Włodawy, ranni Stochmiałk i Wójcicki zmarli w Sosnowicy i zostali pochowani na miejscowym cmentarzu). Źródła są rozbieżne, co do strat wojsk sowieckich, w swoich raportach sowieci podają liczbę 31 zabitych i 94 rannych. Niektóre źródła podają liczbę zabitych kilkakrotnie większą od liczby poległych Polaków. Tak sądził Józef Klauda, tłumacząc, iż straty sowieckie, jako strony atakującej, musiały być proporcjonalnie wyższe, stąd wściekłość i zemsta na bezbronnych.

Z cywilów zginęła mieszkanka wsi Wytyczno Stanisława Sokołowska, którą kule dosięgły, gdy przebiegała przez szosę, by ratować swojego wnuka. Pierwsza kula trafiła w nogę, druga już w głowę. Gdy wszyscy wybiegli opłakiwać kobietę, zaczęły palić się budynki Sokołowskich tak, że całe gospodarstwo strawił ogień. Tam znajdował się sowiecki obserwator, który przekazywał swoim położenie polskich oddziałów. Gdy go zauważyli, to w kierunku zabudowań Sokołowskich Polacy zaczęli strzelać pociskami artyleryjskimi. Zabili sowieta, ale jednocześnie spłonęło całe ich gospodarstwo – wspomina Longin Samson. Całą rodzinę przyjęło do siebie małżeństwo Andersów. Ofiar byłoby zapewne więcej, jednak wielu mieszkańców tego dnia schowało się we wcześniej przygotowanych schronach. Nasz ojciec wykopał wcześniej schron pokryty grubymi belami i przykrył je ziemią. Jak tylko samoloty latały, to nas wszystkich schował opowiada Marianna Prucnal.

Poległych w bitwie pochowano na skraju lasu łowiszowskiego, 3 ciała żołnierzy wyznania Mojżeszowego miejscowi Żydzi przewieźli i pochowali na włodawskim kirkucie. Mieszkańcy zwożący zwłoki poległych żołnierzy z pobojowiska, w tym Jan Trojanowski, wykopali na miejscu bitwy w Kantorze 2 mogiły, w których – jak twierdził Trojanowski – umieszczono 72 ciała. Obecny w tym dniu Józef Klauda naliczył zaś 87 pochowanych ciał w największej mogile. Liczbę tą uzupełniaEdward Romanowski, inicjator i główny organizator budowy obecnego pomnika upamiętniającego poległych. Szacuje, że łącznie pochowanych mogło być 104 polskich obrońców.

Poległych żołnierzy sowieckich pochowano na Wielkim Łanie, gdyż po bitwie w tej wsi ich wojska zatrzymały się na noc.

W listopadzie 1950 prochy poległych polskich żołnierzy ekshumowano i przewieziono na zbiorowy cmentarz we Włodawie. W miejsce dawnego pochówku w 1989 usypano kopiec i wybudowano symboliczny cmentarz.

Ze szczególną bezwzględnością sowieci obeszli się z żołnierzami, którzy trafili do niewoli. Ukazuje to relacja wójta Józefa Klaudy. Pamiętał, że bolszewicy nakazali ludności zebrać z pól poległych oraz rannych i pozwozić na plac przed Domem Ludowym. Rannych polecili wnieść do Domu Ludowego, gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając pomocy lekarskiej. Pozamykali również okiennice, aby nikt nie mógł wydostać się ze środka. Dopiero w poniedziałek 2 października 1939 zjechała z Włodawy sowiecka kolumna sanitarna, niby w celu udzielenia rannym pomocy lekarskiej. Oczywiście, wszyscy ranni zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych z ran żołnierzy polskich obdarto z mundurów, a dokumenty złożono na stos i spalono, aby uniemożliwić w przyszłości ich identyfikację. Umundurowaniem podzielili się żołnierze sowieccy i miejscowi Ukraińcy.
Wytyczno. Cmentarz wojenny poległych i zamordowanych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, fot.: IPN

Wytyczno. Cmentarz wojenny poległych i zamordowanych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, fot.: IPN

Podobne relacje przedstawia inny ze świadków, Longin Samson. Wspomina, jak ruski żołnierz poszedł do Kremera, gdzie było trzech rannych żołnierzy polskich i wziął ze sobą najlżej rannego. Przeprowadził go na cmentarz, gdzie były doły wykopane. Kazał mu wejść do tego dołu i powoli przysypywał rannego. Polski żołnierz chwytał się „ruskiego” za nogi i błagał o litość, mówiąc, że ma żonę i dwoje dzieci. Po chwili bolszewik wyciągnął pistolet i go zastrzelił strzałem w głowę.

Jerzy Giżycki wspomina, jak całą noc pędzono nas do Lubomla, nie pozwalając po drodze odpocząć, ani napić się, ani nic zjeść. Ci, którzy marszu nie wytrzymywali, byli po drodze dobijani przez konwojentów. Dopiero w Lubomlu udało się po raz pierwszy otrzymać trochę jedzenia oraz jakąś wodę i po załadowaniu nas do pociągów, do wagonów towarowych, odtransportowano nas do ukraińskiego miasta Szepietówki. Tam posegregowano oficerów i żołnierzy.

Oficerowie już do domów nie wrócili, zginęli w Katyniu, Kozielsku, czy Starobielsku, żołnierzy pozostałych puszczono do domów (zamieszkałych na terenie zajętym przez Sowiety) lub wywieziono na Sybir.

Wielu najstarszych mieszkańców pamięta jeszcze zachowanie miejscowych Ukraińców. Gdy wojsko sowieckie zbliżało się do wsi, Ukraińcy pospiesznie ustawili na początku wsi od strony kościoła drewnianą bramę z przyczepionymi licznymi czerwonymi wstążkami. Sami zaś nakładali na ramiona czerwone szmaty. Podczas toczonej walki niektórzy miejscowi Ukraińcy strzelali za węgła do broniących się żołnierzy KOP-u […]. Józef Klauda wspominał, jak już po zakończeniu walk w rowie przydrożnym, biegnącym obok moich zabudowań, czerwonoarmista zastrzelił bezbronnego szeregowca, każąc mu uprzednio podejść do siebie. Przed zgonem żołnierz ten zdążył mi jeszcze powiedzieć, że nazywa się Kazimierz Sykut. Na drodze, w pobliżu mego domu, leżał żołnierz ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce – Polce, że nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa. Sąsiadka przekazała mi jego nazwisko. W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych, wziętych do niewoli żołnierzy polskich. Ciała ich polecili zakopać w przydrożnym rowie. Na prośbę miejscowej nauczycielki, która przypuszczała, że jednym z rozstrzelanym może być jej mąż. Rozkopałem w nocy, po odejściu bolszewików, mogiłę rozstrzelanych. Jeden z nich miał dokumenty na nazwisko Leonard Bogudziński, szeregowy. Przy ciałach dwóch pozostałych nie było dokumentów ani znaków tożsamości. Mąż nauczycielki wrócił po kilku dniach. Rozebranych do bielizny żołnierzy polskich, w liczbie osiemdziesięciu siedmiu, pochowano w rogu prawosławnego cmentarza, znajdującego się naprzeciwko młyna. Trzech żołnierzy wyznania Mojżeszowego zabrali Żydzi na kirkut do Włodawy, a trzech rozstrzelanych (jak podałem wyżej) zakopano w rowie przy szosie.

O kolejnych polskich żołnierzach, zabitych przez ukraińskich cywilów, wspomina inny ówczesny mieszkaniec sąsiadującego Dominiczyna Edmund Brożek: Dwaj oficerowie wojska polskiego, uczestnicy bitwy pod Wytycznem, przyszli do wsi Dominiczyn z prośbą, by sołtys skierował ich na nocleg do polskiej rodziny. Sołtys Stanisław Tomaszewski uczynił to, lecz w tym samym momencie zjawiło się trzech Ukraińców z czerwonymi opaskami, byli to: Chwećko, Borowski i Zieliński. Wymienieni Ukraińcy zabrali rozbrojonych oficerów, mówiąc do sołtysa, że sami ich przenocują. Było to przed wieczorem. W nocy wyprowadzono oficerów polskich za budynki Stanisława Wojtaluka. Zostali rozstrzelani na dróżce wśród zarośli, graniczących z łąką Wakuły i Mielniczuka. Miejsce, w którym dokonano zabójstwa, nazwane było „Peseryta”. Następnego dnia rano martwi oficerowie zostali odnalezieni przez chłopców pasących krowy.

Podobnych przypadków było więcej, o jednym opowiada Marianna Prucnal: Moja teściowa opowiadała, jak do jednego żołnierza strzelali Ukraińcy. Trafili jego, ale nie zabili. Wieczorem teść z teściową zabrali go do stodoły i opatrzyli rany. Poprosił, aby powiadomić rodzinę z Warszawy. Jego żona przyjechała, ale w nocy Ukraińcy przyszli i jego dobili. Ktoś musiał przyskarżyć.

Nie wszyscy jednak zginęli, wielu polscy mieszkańcy okolicznych wsi przebrali w cywilne ubrania, a następnie rozproszyli się po lasach.

Podobne zachowywali się niektórzy Żydzi, którzy służyli Sowietom za przewodników. Pracujący we dworze w Czernikowie Żyd o przezwisku Pachcia przeprowadził wojsko sowieckie przez Kochanowskie i Olszowo, by skierować ich na stacjonującą w Wólce Wytyckiej polską artylerię przeciwpancerną.

Nie wszyscy Ukraińcy przejawili wrogość do Polaków, u jednego z nich schronienie w dniu bitwy znalazł ks. Kazimierz Szlędak.

Po bitwie grupy pościgowe armii czerwonej wyłapały około 300 żołnierzy polskich. Widziano ich 2 października pędzonych pod konwojem w stronę lasów pieszowolskich przez wieś Wielki Łan, na wschód. Zostali prawdopodobnie wymordowani w lasach włodawskich. Byli wśród nich dowódcy KOP-u płk dypl. Tadeusz Różyczki-Kołodziejczyk, płk KOP „Sarny”Lucjan Grott i ppłk Jacek Jura. Druga kilkudziesięcioosobowa grupa jeńców była prowadzona przez Urszulin, Świerszczów w stronę Trawnik. Ci zostali prawdopodobnie rozstrzelani i pochowani na cmentarzu protestanckim w jednej z wiosek – kolonii niemieckiej na południe od Świerszczowa, choć kpt. Stanisława Antoniego Stolarskiego zamordowano już w okolicach wsi Borysik. Większość zbiorczego batalionu KOP „Polesie” i część batalionu KOP „Rokitno”, czyli około 800 żołnierzy, którzy nie zdołali przekroczyć szosy, rozproszyło się po lasach lub dostało się do niewoli i wszelki ślad po nich zaginął.

Po polskich i sowieckich żołnierzach pozostało we wsi i okolicznych lasach bardzo dużo broni. Była przy poległych, ale przede wszystkim chowali ją rozpraszający się po lasach kopiści, którym bez broni było o wiele łatwiej „przeniknąć do cywila”. Zakopywali w miejscach wiadomych tylko dla nich samych lub przekazywali polskim mieszkańcom z prośbą o ukrycie. Do dziedzica Grzmisława Krassowskiego z Pieszowoli przybył jeden z dowódców oddziału, z prośbą o ukryciu większej ilości broni. Została zakopana między stawami w kilku drewnianych skrzyniach.

Przebywająca u Krassowskich wiosną 1940 znana poetka Krystyna Krahelska (autorka Hej, chłopcy, bagnet na broń, poległa w Powstaniu Warszawskim) dla upamiętnienia bitwy pod Wytycznem napisała pieśń Kołysanka o zakopanej broni, znaną również pod tytułem Smutna rzeka:

Smutna rzeka, księżyc po niej pływa,
Nad nią ciemne dłonie chyli klon,
Śpij dziecino, nic się nie odzywa,
Śpi w mogiłach zakopana broń.
Smutna rzeka, usnął las ciernisty,
Srebrne gwiazdy spadły w srebrną toń,
Gdzieś po polach, gdzieś po lasach mglistych,
Czujnie drzemie zakopana broń.
Smutna rzeka, księżyc po niej spłynął,
Ciemna noc na liściach kładzie dłoń,
Śpij dziecino, śpij żołnierski synu,
Już niedługo obudzimy broń.

Prawdę o bitwie pod Wytycznem utrzymywano w tajemnicy i skutecznie fałszowano. Tylko uczestnicy bitwy oraz miejscowa ludność znała prawdę. Do 1989 oficjalnie o bitwie mówiło się niewiele, a jeżeli już, to za stronę przeciwną uznawano Niemców. W jednej z nielicznych wzmianek, umieszczonej w „Tygodniku Chełmskim” z 1981 roku, napisano:Rankiem 1 października oddziały zgrupowania KOP stoczyły walkę z wojskami niemieckimi, które uderzyły kierunku południowego od szosy Trawniki-Włodawa. Po krótkim starciu gen. Ruckeman-Orlik zarządził rozwiązanie zgrupowania. Wojsko rozproszyło się w terenie.

Piotr Szubarczyk, źródło: Wolnapolska.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2015, 09:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
76. rocznica napaści ZSRR na Polskę. Jej konsekwencją były Zbrodnia Katyńska i masowe deportacje



17 września 1939 r. Armia Czerwona napadła na Polskę, realizując pakt Ribbentrop-Mołotow. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ok. 10 tys. oficerów. Konsekwencją sowieckiej agresji stała się Zbrodnia Katyńska i masowe deportacje setek tysięcy obywateli polskich w głąb ZSRS.


Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin - zastępca Mołotowa - odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty. Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.:

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską.

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską. Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę):

Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii.

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych.

Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Decyzja o wymordowaniu polskich jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz Polaków przetrzymywanych w więzieniach NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej została podjęta na podstawie pisma, które ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria skierował do Stalina. Szef NKWD, oceniając w nim, że wszyscy wymienieni Polacy „są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej”, wnioskował o rozpatrzenie ich spraw w trybie specjalnym, „z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary - rozstrzelanie”.

Po trwających miesiąc przygotowaniach, 3 kwietnia 1940 r. rozpoczęto likwidację obozu w Kozielsku, a dwa dni później obozów w Starobielsku i Ostaszkowie. Przez następnych sześć tygodni Polacy wywożeni byli z obozów grupami do miejsc kaźni.

Z Kozielska 4 404 osoby przewieziono do Katynia i zamordowano strzałami w tył głowy. 3 896 jeńców ze Starobielska zabito w pomieszczeniach NKWD w Charkowie, a ich ciała pogrzebano na przedmieściach miasta w Piatichatkach. 6 287 osób z Ostaszkowa rozstrzelano w gmachu NKWD w Kalininie, obecnie Twer, a pochowano w miejscowości Miednoje. Łącznie zamordowano 14 587 osób.

Na mocy decyzji z 5 marca 1940 r. wymordowano również około 7 300 Polaków przebywających w różnych więzieniach na terenach włączonych do Związku Sowieckiego: na Ukrainie rozstrzelano 3 435 osób (ich groby prawdopodobnie znajdują się w Bykowni pod Kijowem), a na Białorusi około 3,8 tys. (pochowanych prawdopodobnie w Kuropatach pod Mińskiem). Większość z nich stanowili aresztowani działacze konspiracyjnych organizacji, oficerowie nie zmobilizowani we wrześniu 1939 r., urzędnicy państwowi i samorządowi oraz „element społecznie niebezpieczny” z punktu widzenia władz sowieckich.

Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”.

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS.

Liczba wszystkich ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana. Prof. Andrzej Paczkowski odnosząc się do tej kwestii pisał:

Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach - od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę wpół przymusową - ponad 1 milion osób, a więc co dziesiątego obywatela Rzeczypospolitej, który mieszkał lub znalazł się na tym terytorium. Nie mniej niż 30 tys. osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”. („Czarna księga komunizmu” - A. Paczkowski „Polacy pod obcą i własną przemocą”).

AM/PAP

autor: DODATEK HISTORYCZNY

http://wpolityce.pl/historia/265576-76- ... deportacje

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2015, 21:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Dziś rocznica IV Rozbioru Polski

Obrazek

17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej. Tym samym nastąpił IV Rozbiór Polski.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa.

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco: "W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia".

IV rozbiór Polski

Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, pomimo tego, iż przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat. Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał: "Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie - i to było bezcenne - gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona". (A. Garlicki "Historia 1815-1939. Polska i świat").

Informacja na temat tajnego protokołu będącego integralną częścią sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji nie dotarła do Polski, pomimo tego, iż przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

Sowieckie pozory

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał: "Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRR. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych". (J.Beck "Ostatni raport")

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji.

"Nóż w plecy"

Obrazek

Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski - komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja.

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin - zastępca Mołotowa - odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty. Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: "Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską".

Obrazek

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: "Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji".

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Obrazek
17.09.2015 - Zamach na suwerenność Polski!

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał: "Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów". (W.Materski "Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939")

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: "Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką".

Reakcje na napaść

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: "Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski. (...) W pierwszym momencie spontaniczną reakcją na otrzymane wiadomości był odruch bić się z Sowietami. Po prostu trudno było pogodzić się z myślą, żeby nowy agresor bez oporu zajmował nasz kraj, żeby bezprzykładny, zdradziecki jego czyn pozostał bez zbrojnej odpowiedzi z naszej strony. Szybko jednak nastąpiła refleksja. Czym się bić? Całość wojsk zwrócona była przeciw Niemcom, związana ciężkimi walkami odwrotowymi. Granicę sowiecką dozorowały jedynie słabe oddziały KOP, za którymi znajdowały się różne luźne formacje etapowe, tyłowe, dowództwa lokalne i wyewakuowane z zachodniej części Polski itp. Walkę tymi wojskami prowadzić było niemożliwe. A zresztą w jakim celu? Wobec masowej inwazji sowieckiej, walka taka żadnego konkretnego rezultatu dać nie mogła. Chodzić mogło tylko o jeden cel - o zbrojną demonstrację, protest wobec świata przeciwko podstępnej agresji drugiego wroga. A protestem tym były strzały cofających się oddziałów KOP, skierowane przeciw czołowym oddziałom najeźdźcy. Poza to Naczelny Wódz nie chciał wychodzić, widząc niemożliwość i bezcelowość jakiejkolwiek walki z Sowietami w tych warunkach".

Obrazek

Gen. Wacław Stachiewicz: Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski.

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): "Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii".

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września "wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse". (P.Wieczorkiewicz "Historia polityczna Polski 1935-1945")

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP "Sarny", brygada KOP "Polesie" oraz jednostki KOP "Kleck" i "Baranowicze". Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP "Iwieniec", "Głębokie" i "Krasne".

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna "Polesie", w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

Bilans sowieckiej agresji

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

W starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie.

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został "Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni", któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: "Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRR uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami".

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: "Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i +oddając+ Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) - w zamian za przesunięcie do +radzieckiej strefy wpływów+ Litwy - miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego". (A.Paczkowski "Pół wieku dziejów Polski 1939-1989")

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż "nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach".

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce "Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania" pisał: "Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach - od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową - ponad 1 milion osób (). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób".

Za: Dzieje.pl

http://www.fronda.pl/a/dzis-rocznica-iv ... 57051.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 18 wrz 2015, 21:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Cios w plecy - bunt mniejszości na Kresach

Obrazek
Fot. Krzysztof Wojciewski/FORUM


We wrześniu 1939 roku, kiedy państwo polskie chwiało się pod ciosami agresorów, na wschodnich rubieżach kraju zapłonęły nowe ognie. Oto ujawnił się wewnętrzny wróg.

Rebelia OUN

Pierwsi chwycili za broń aktywiści Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).
Mieli oni dobre relacje z niemieckimi służbami specjalnymi – wszak u boku Wehrmachtu maszerowały na Polskę dwa kurenie (bataliony) ounowskiego Legionu Ukraińskiego, utworzonego z rusińskich obywateli Niemiec, byłej Czechosłowacji i… Polski. „Legioniści” starali się nie wystawiać nosa na pierwszą linię frontu, za to namiętnie agitowali za III Rzeszą w zajętych przez Niemców miejscowościach Polski południowo-wschodniej.

Bardziej chętni do powąchania prochu byli bojówkarze OUN z oddziałów dywersyjnych działających na polskim zapleczu. W nocy z 12 na 13 września potężny, szacowany na 700 ludzi oddział rebeliantów uderzył na Stryj. Napastnicy chcieli wyzyskać fakt ewakuowania garnizonu z tego miasta, wszakże przeliczyli się srogo. Błyskawiczna akcja ze strony przebywającego w pobliżu batalionu 49. Pułku Piechoty uratowała miasto. Większość hajdamaków uciekła, 40 złapanych zakończyło żywot przed plutonem egzekucyjnym.

W wielu innych miejscowościach Małopolski Wschodniej i Wołynia również bywało gorąco. I tak we wsi Nadiatycze (woj. stanisławowskie) duża bojówka OUN musiała ustąpić pola przybyłej kompanii policji – w trakcie wymiany ognia padło 12 policjantów oraz 15 terrorystów. Pod Bolechowem (pow. Stryj) odparto atak na tabory wojskowe…

Mimo wszystko rozmiary antypolskiego „powstania” OUN nie spełniły oczekiwań jego autorów. W szeregi rebeliantów (wedle ich własnych danych) miało zgłosić się wszystkiego 7729 „striłców”, z których 160 padło w walce. Dla porównania ponad 100 000 obywateli narodowości ukraińskiej wypełniło swój obowiązek walcząc w szeregach Wojska Polskiego, a 7800 z nich oddało życie za Rzeczpospolitą.

Pierwsza rzeź wołyńsko-małopolska

Ponieważ otwarta walka z uzbrojonym przeciwnikiem wychodziła ounowcom nieszczególnie, rychło skierowali oni swą aktywność na napady na małe grupki żołnierzy, a przede wszystkim na mordowanie ludności cywilnej.
Owa taktyka objawiła się m.in. we wsi Sławentyn (pow. Podhajce), gdzie rezuni używając broni palnej, siekier, wideł i noży zmasakrowali 85 cywilów, nie szczędząc kobiet ani dzieci, wiele ofiar torturując z wyszukanym okrucieństwem. Zbrodnie przybrały największe rozmiary w powiatach brzeżańskim i podhajeckim (woj. tarnopolskie), łuckim i lubomelskim (woj. wołyńskie) oraz drohobyckim (woj. lwowskie). Dotychczasowe ustalenia dokumentują śmierć blisko 3300 Polaków zamordowanych przez bojówkarzy ukraińskich (zapewne ofiar było znacznie więcej). Dla terrorystów OUN stanowiło to solidną zaprawę przed masowym ludobójstwem, zrealizowanym w następnych latach.

Niemieccy mocodawcy wspierali ruchawkę OUN we własnym interesie. Przed 17 września, nie mając pewności, czy Stalin wywiąże się ze swych sojuszniczych zobowiązań, rozważali nawet możliwość powołania marionetkowego państwa ukraińskiego w Małopolsce Wschodniej, na wzór Słowacji. Jednak taki scenariusz stał się nieaktualny po włączeniu się Sowietów do antypolskiej agresji. Stalin jako koalicjant oferował bez porównania więcej niż banda bojówkarzy, którym najlepiej wychodziło terroryzowanie bezbronnych cywilów.

Piąta kolumna Stalina

Po 17 września miał miejsce szereg wystąpień bojówek komunistycznych rekrutujących swych członków przede wszystkim spośród mniejszości narodowych – Żydów, Białorusinów i Ukraińców.
Dywersanci mordowali urzędników, oficerów wojska, policjantów i duchownych. Odnotowano wiele przypadków ostrzeliwania przemieszczających się kolumn wojskowych. Były i ambitniejsze akcje – bojówkarzom niekiedy udawało się zająć i utrzymać stacje kolejowe lub ważne mosty. Podjęto nawet próby opanowania miast.

W Grodnie rewolta miejscowych komunistów (głównie Żydów) została zdławiona przez żołnierzy, policjantów i cywilnych ochotników. W Skidlu, Jeziorach i Stepaniu tubylczy rewolucjoniści zrazu odnieśli sukces, opanowując te miejscowości i zaprowadzając w nich swe porządki. Szybko jednak nastąpiła kontrakcja polskich sił wojskowych, zakończona każdorazowo pogromem dywersantów.

Członkowie czerwonych bojówek dopuszczali się okrutnych zbrodni na jeńcach oraz osobach cywilnych uznanych za reakcjonistów. Po ustanowieniu sowieckiej władzy ze zdwojoną energią przyłączali się do antypolskich represji. Jak grzyby po deszczu wyrastały ochotnicze „czerwone milicje”, „milicje ludowe”, „grupy samoobrony” i „gwardie robotnicze”, które nieraz potrafiły swym okrucieństwem przyćmić zbrodnie dokonywane przez regularne wojska okupanta. W Mokranach ukraińscy „opaskowcy” (zwani tak od czerwonych opasek noszonych na rękawach) rozstrzelali 18 marynarzy Flotylli Pińskiej, przekazanych im pod straż przez czerwonoarmistów. W zdobytym przez Sowietów Grodnie aktywiści żydowscy i białoruscy współdziałali z okupantem w aresztowaniach i brutalnych egzekucjach, podpalali domy, denuncjowali polskich sąsiadów. W osadach wojskowych w Budowli i Lerypolu z wyszukanym okrucieństwem zgładzono 22 osoby. W Brzostowicy Małej dokonano odrażającej masakry około 50 osób, którym najpierw wlewano do ust rozrobione z wodą wapno, a następnie pogrzebano je żywcem. W Bojarach ofiary ukamienowano. W Snitowie ukrzyżowano duchownego prawosławnego sprzyjającemu Polakom, zaś funkcjonariuszowi policji wypruto wnętrzności…

Bramy triumfalne

Kolaboracja z sowieckim najeźdźcą miała zaskakująco szeroki zasięg.
Z całą pewnością część oddziałów dywersyjnych działała w ścisłej łączności z sowieckimi służbami specjalnymi. Inne grupy powstawały samorzutnie, a deklarowana przez ich aktywistów miłość do „dyktatury proletariatu” jako ustroju sprawiedliwości społecznej szła w zawody z całkiem przyziemną chęcią grabieży. Nie sposób zaprzeczyć, że w zajścia włączył się z ochotą element przestępczy.

Tym niemniej byłoby błędem szukać winy jedynie wśród agentów sowieckich i kryminalistów. Wkraczające wojska czerwonego agresora były oklaskiwane przez tłumy Żydów, Białorusinów i Ukraińców, którzy z entuzjazmem świętowali upadek państwa polskiego. Sowietów witały bramy triumfalne, transparenty i kwiaty. Odnotowano przypadki dziękczynnego całowania pancerzy czołgów, a nawet butów (!) zdobywców przez ogarniętych ekstazą entuzjastów nowego porządku. Wśród witających byli nie tylko komuniści czy sympatycy komunizmu – również członkowie elit politycznych i finansowych, przedstawiciele samorządów lokalnych, działacze Bundu, organizacji związkowych i społecznych…

Na gruzach idei

W tych dniach legła w gruzach idea wielonarodowego państwa obywatelskiego – wspólnego domu dla przedstawicieli wszystkich nacji, kultur i religii.
Szukanie przyczyn tego faktu w rzekomym ucisku narodowościowym w okresie dwudziestolecia międzywojennego prowadzi donikąd. Jakiekolwiek błędy popełnione przez państwo polskie, jakiekolwiek zatargi etniczne w województwach wschodnich nie usprawiedliwiają tak wielkiej fali rzezi, pogromów, dewastacji i rabunków, tak masowo i ostentacyjnie deklarowanej zdrady.

Współcześnie niektórzy historycy żydowscy występują z twierdzeniem, że Żydzi radośnie powitali Sowietów, ponieważ ci ostatni ocalili ich przed Hitlerem. Twierdzenie to ściśle współgra z tezą propagandy sowieckiej o Ukraińcach i Białorusinach „wziętych w opiekę” przez Armię Czerwoną. Jak jednak usprawiedliwić dość masowy akces przedstawicieli mniejszości narodowych do oddziałów dywersyjnych, które – zarówno ounowskie, jak i komunistyczne - w kampanii wrześniowej wystąpiły w roli sojuszników III Rzeszy? Jak wyjaśnić sytuację w Lubomli (woj. wołyńskie), zajętej przez wojska Wehrmachtu, z którym lojalnie współpracował miejscowy żydowsko-ukraiński komitet rewolucyjny? Albo też wypadki z Kobrynia, gdzie żydowscy komuniści zostali uzbrojeni przez… Niemców?

Wszakże trzeba tu zaznaczyć, że nie wszyscy przedstawiciele mniejszości poszli drogą zdrady. Wielu z nich dochowało wierności Rzeczypospolitej. Kiedy dziś zawodowi kłamcy próbują przedstawić stłumienie komunistycznej rewolty w Grodnie jako „pogrom ludności żydowskiej”, warto przypomnieć żydowskich obrońców tego miasta (a zatem współsprawców rzekomego „pogromu”!), takich jak Boruch Kierszenbejm (potem uwięziony przez Sowietów), czy gimnazjalista Chaim Margolis (poległy śmiercią bohatera). Postaci takie winny stanowić wyrzut sumienia dla klakierów wiwatujących na cześć Stalina. Kierszenbejm i Margolis udowodnili, że można było zachować się inaczej.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/cios-w-plecy---bunt ... 215,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 25 wrz 2015, 14:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://konserwatyzm.pl/artykul/13222/wiecej-pokory

Bohdan Piętka: Więcej pokory
21 września 2015

Obrazek

Rocznica agresji sowieckiej 17 września 1939 roku jest od wielu lat dla orientacji politycznej określającej się mianem „obozu niepodległościowego”, a kojarzonej najogólniej ze środowiskiem „Gazety Polskiej” oraz PiS, okazją do manifestowania nieprzejednanej wrogości wobec Rosji.
W tym roku „obóz niepodległościowy” manifestował w licznym towarzystwie czerwono-czarnych przyjaciół z Ukrainy. Antyrosyjski sojusz „obozu niepodległościowego” z banderowcami jest faktem od dawna i nikt w tym środowisku nie próbuje już tego ukrywać.
Tradycyjnie rocznicę 17 września „obóz niepodległościowy” uczcił atakami na nieliczne już w Polsce pomniki Armii Czerwonej. Na takim właśnie pomniku, stojącym w Warszawie w Parku Skaryszewskim – obok napisów „precz z komuną” i „czerwona zaraza” – wymalowano obok siebie swastykę i kotwicę Polski Walczącej. W Pieniężnie natomiast zdjęto z cokołu popiersie gen. Iwana Czerniachowskiego, dowódcy 3. Frontu Białoruskiego, który zginął podczas operacji wschodniopruskiej w lutym 1945 roku. Wcześniej monument przyozdobiły napisy „kat Armii Krajowej”, „morderca”, „hańba” itp. Warto przypomnieć, że znana wypowiedź burmistrza Pieniężna Kazimierza Kiejdy o tym, że gen. Czerniachowski był „katem Armii Krajowej, który kazał aresztować i rozstrzelać dowództwo Okręgu Wileńskiego AK oraz wysłać do sowieckich łagrów-obozów śmierci 6 tys. żołnierzy AK” została oprotestowana przez uczestnika tamtych wydarzeń – żołnierza 2. Północnego Zgrupowania AK, prof. Tadeusza Krzymowskiego. Przypomniał on, że to nie Czerniachowski kazał aresztować dowództwo AK na Wileńszczyźnie, ale Stalin, nikogo nie rozstrzelano, a kilka tysięcy żołnierzy AK deportowano nie do „obozów śmierci”, ale do obozu jenieckiego w Kałudze pod Moskwą, skąd wszyscy wrócili do Polski w 1946 roku („Fałszywe mity z generałem w tle”, „Przegląd” nr 37, 7-13.09.2015, s. 16-19). Świadectwo prof. Krzymowskiego nie ma jednak żadnego znaczenia dla ludzi, którzy nienawiść do Rosji i negację PRL podnieśli do rangi ideologii państwowej. Dla czytelników „Gazety Polskiej” oraz portalu niezależna.pl Krzymowski to po prostu jeszcze jeden „uśpiony agent” Kremla – jak to się określa w tym środowisku.
Uderzające jest to, że obiektem agresji „obozu niepodległościowego” są tylko pomniki Armii Czerwonej. Nie są nimi natomiast pomniki Wehrmachtu, liczne szczególnie na Opolszczyźnie, upamiętniające żołnierzy zarówno kajzerowskich Niemiec z pierwszej wojny światowej jak i hitlerowskich Niemiec z drugiej wojny światowej. Zastrzeżeń „niepodległościowców” nie budzą również pomniki Ukraińskiej Powstańczej Armii, wzniesione nielegalnie w województwie podkarpackim. Jeśli padają one ofiarą „aktów wandalizmu”, to jedynie ze strony – jak to określa „Gazeta Polska” – „trolli Putina”. Uderzające jest wreszcie to, że „niepodległościowcy” hałaśliwie świętują rocznicę 17 września, a głuchym milczeniem pomijają rocznicę 1 września, czyli rzeczywistego rozpoczęcia drugiej wojny światowej. Wpisują się tym samym w filozofię historyczno-polityczną wyłożoną przez Piotra Zychowicza w książkach „Pakt Ribbentop-Beck” i „Opcja niemiecka”. Przede wszystkim jednak wpisują się w niemiecką politykę historyczną. Dalekosiężnym celem polityki historycznej Berlina, czego tam nikt nie ukrywa, jest przecież zdjęcie z Niemiec odium odpowiedzialności za rozpętanie drugiej wojny światowej i popełnione podczas niej zbrodnie oraz podzielenie się tą odpowiedzialnością z innymi państwami. Nie tylko z Rosją, z Polską także, co mogliśmy zobaczyć na filmie „Nasze matki, nasi ojcowie”.
Centralne obchody rocznicy 17 września „obóz niepodległościowy” zorganizował pod ambasadą rosyjską w Warszawie z udziałem warszawskiego klubu „Gazety Polskiej” oraz jego ukraińskich przyjaciół. Anita Czerwińska domagała się „solidarności europejskiej” przeciw „imperialnej polityce Putina”, Tomasz Sakiewicz powtórzył swoją znaną mantrę, że dzisiejsza Rosja jakoby niczym nie różni się od „Rosji stalinowskiej” oraz stwierdził, że „imperializm rosyjski można pokonać tylko wtedy, gdy się sięga do testamentu Pierwszej Rzeczypospolitej”, a Adam Borowski (honorowy konsul Czeczeńskiej Republiki Iczkerii w Polsce) powiedział, że Polacy nie mogą bać się wojny z Rosją i muszą być na nią gotowi. Najbardziej wymowne było jednak wystąpienie pani Natalii Panczenko z ukraińskiej Fundacji Otwarty Dialog i aktywistki organizacji EuroMajdan Warszawa. Pani Panczenko zasłynęła dotąd z pouczania Polaków, że czerwono-czarna flaga OUN-Bandery, wszechobecna podczas rewolty kijowskiej w 2014 roku, symbolizuje jakoby dążenia wolnościowe i demokratyczne, a przede wszystkim jest to ponoć „flaga zwycięstwa”. W swoim wystąpieniu Panczenko stwierdziła, że Rosja była i jest „pierwszym terrorystą świata”, że nie tylko napadła na Polskę w 1939 roku i na Ukrainę w 2014 roku, ale podobno „nie było roku”, żeby na kogoś nie napadała. Po tak płomiennej mowie panie Panczenko i Czerwińska padły sobie w objęcia. Manifestację zakończył jakiś osiłek z mikrofonem, wykrzykujący w stronę ambasady Rosji: „Bóg was ukarze, mordercy, zbrodniarze”.
W TV „Republika” natomiast red. Katarzyna Gójska-Hejke oraz „eksperci od Rosji” – Jerzy Targalski i Wiktor Ross – zastanawiali się nad możliwością uzyskania przez Polskę odszkodowań od Rosji za zbrodnie popełnione przez ZSRR. Jerzy Targalski wyjaśnił, że nie byłoby z tym problemu, gdyby rząd polski był suwerenny, ale jego zdaniem jest zależny od Kremla.
Na marginesie tego szaleństwa należałoby się zastanowić czy współczesna Rosja rzeczywiście jako jedyna ponosi odpowiedzialność za agresję ZSRR na Polskę i jej następstwa. Czy np. pani Panczenko – Ukrainka identyfikująca się z ruchem banderowskim – ma moralne prawo oskarżać o to Rosję? Nie można nie zauważyć, że częścią składową ZSRR w 1939 roku była nie tylko Rosyjska Federacyjna SRR, ale także Ukraińska SRR. Ta ostatnia obok Rosyjskiej FSRR i Białoruskiej SRR miała też po 1945 roku odrębnego ambasadora w ONZ jako pełnoprawny członek tej organizacji. Czy zatem Rosja jest jedynym następcą ZSRR, ponoszącym wyłączną odpowiedzialność za jego działania? „Niepodległościowcy” odpowiedzą, że tak, bo Ukraina była pod „sowiecką okupacją”. A Rosja nie była pod „sowiecką okupacją”? Czy aby bolszewizm nie został Rosji narzucony po pięcioletniej krwawej wojnie domowej? Czy aby etniczni Rosjanie nie stanowili największej liczby jego ofiar? Jest wiele prawdy w tezie Aleksandra Sołżenicyna o tzw. Antyrosji, wedle której ZSRR był zaprzeczeniem Rosji.
Nie ulega wątpliwości, że proste stawianie znaku równania pomiędzy Rosją a ZSRR jest daleko idącym uproszczeniem. ZSRR nie był państwem zorganizowanym na zasadzie narodowościowej, ale internacjonalistycznej i ideologicznej – marksistowsko-leninowskiej. Tę właśnie ideologię chciał eksportować poza swoje granice. Państwo bolszewickie tworzyli i kierowali nim ludzie różnych narodowości, w tym – o czym pani Panczenko powinna pamiętać – także Ukraińcy. Niezależnie od tego, że pierwszym językiem urzędowym w ZSRR był rosyjski, kierownicy tego państwa mówili o „narodzie radzieckim” i „ludziach radzieckich”. Były to pojęcia sztuczne, których stosowanie miało prowadzić – zgodnie z internacjonalistyczną i marksistowsko-leninowską doktryną – do zastąpienia identyfikacji narodowościowej przez identyfikację ideologiczną. Próba interpretowania polityki kierownictwa ZSRR, w tym jego działań zbrodniczych, w kategoriach identyfikacji narodowościowej jest niebezpieczna, bo konsekwentne potraktowanie takiego punktu widzenia mogłoby poważnie zaszkodzić nie tylko stosunkom Polski z Ukrainą, ale także z Gruzją i Izraelem, o czym red. Sakiewicz powinien pamiętać.
Pan red. Sakiewicz i jego ukraińscy przyjaciele stoją jednak na stanowisku, że za 17 września 1939 roku wyłączną winę ponoszą Rosja i Rosjanie. Powinno się raczej mówić o rosyjskich komunistach, tak jak mówimy o niemieckich nazistach, by nie obarczać odpowiedzialnością za nazizm wszystkich Niemców. Czy jednak w sowieckiej agresji na Polskę uczestniczyli tylko rosyjscy komuniści? Jednostki Armii Czerwonej, które uderzyły na Polskę 17 września 1939 roku były zorganizowane w dwóch frontach – Froncie Białoruskim i Froncie Ukraińskim. Idąc śladem rozumowania ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, że KL Auschwitz wyzwolili Ukraińcy, ponieważ jednostka wyzwalająca obóz należała do 1. Frontu Ukraińskiego, należałoby stwierdzić, że agresji na Polskę w 1939 roku dokonali Białorusini i Ukraińcy, a nie Rosjanie. Że absurd? Tak, jeżeli patrzymy na historię w oderwaniu od rzeczywistości, co czyni się nagminnie nie tylko w szeregach „obozu niepodległościowego”.
Dowódcą Frontu Ukraińskiego w 1939 roku był komandarm (późniejszy marszałek) Siemion Timoszenko, etniczny Ukrainiec pochodzący ze wsi Furmanka koło Odessy. To m.in. z jego polecenia masowo rozrzucano ulotki wzywające „lud Zachodniej Białorusi i Ukrainy”, by mordował „polskich panów i oficerów”. Na wezwanie to odpowiedziała część Białorusinów, Ukraińców i Żydów – komunistów, sympatyków komunizmu lub pospolitych kryminalistów – tworząc bojówki nazwane później Czerwoną Gwardią, które mordowały i rabowały nie tylko polskich panów, ale Polaków w ogóle. Jak nieprzyjemne może być zagłębianie się w narodowościowe szufladkowanie „ludzi radzieckich” pokazuje chociażby przykład kombryga (później generała porucznika) Siemiona Moisijewicza Kriwoszeina, który 22 września 1939 roku razem z gen. Heinzem Guderianem i gen. Mauritzem von Wiktorinem przyjmował sowiecko-niemiecką paradę zwycięstwa w Brześciu nad Bugiem. Kriwoszein niestety nie był Rosjaninem, ale Żydem. W ten temat dalej lepiej się nie zagłębiać z wiadomego powodu, o czym dobrze wie większość historyków polskich, którzy do dzisiaj nie podjęli poważnych badań nad udziałem Żydów w zbrodniach komunistycznych oraz ich kolaboracją z władzami sowieckimi na okupowanych Kresach Wschodnich w latach 1939-1941.
Wracając jednak do komunistów ukraińskich związanych z agresją sowiecką na Polskę w 1939 roku, nie sposób nie wspomnieć o wybitnym radzieckim mężu stanu Nikicie Chruszczowie. Jako członek Rady Wojennej Kijowskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego (przekształconego 17 września 1939 roku we Front Ukraiński) brał on osobisty udział w planowaniu „wyzwalania Zachodniej Ukrainy”. Następnie jako I sekretarz KC WKP(b) Ukraińskiej SRR był współodpowiedzialny za politykę okupacyjną na włączonych do sowieckiej Ukrainy ziemiach polskich, w tym przede wszystkim za deportacje Polaków na Syberię i do Kazachstanu w latach 1939-1941 oraz ich wysiedlenia w latach 1944-1946. W niszczeniu wrogiego elementu polskiego Chruszczow był równie konsekwentny jak banderowcy, chociaż działał z innych pobudek ideologicznych. Ale czy nie w tym samym celu? Ukraińców nie zabrakło też wśród wykonawców zbrodni katyńskiej. Jednym z głównych organizatorów tej zbrodni był przecież Ukrainiec Piotr Soprunienko, w 1940 roku naczelnik Zarządu do spraw Jeńców Wojennych NKWD.
Mówiąc o 17 września 1939 roku nie można nie wspomnieć o tym, o czym pani Panczenko i pan red. Sakiewicz pamiętać nie chcą – czyli o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich. Antypolskie powstanie w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu nacjonaliści ukraińscy wszczęli już 12 września 1939 roku. Agresja sowiecka i chaos powstały w następstwie załamania się polskiej państwowości umożliwiły im dokonanie we wrześniu i październiku 1939 roku tego, co Ewa Siemaszko trafnie nazwała pregenocydalną fazą ludobójstwa z lat 1943-1944. 17 września 1939 roku dał początek nie tylko zbrodniom sowieckim (według pani Panczenko i red. Sakiewicza rosyjskim) na Polakach, ale także ukraińskim, które kilka lat później przekształciły się w zorganizowane ludobójstwo. Sam wybuch drugiej wojny światowej 1 września 1939 roku otworzył nacjonalistom ukraińskim drogę również do kolaboracji z Niemcami hitlerowskimi, której owocem był m.in. ich udział w zagładzie Żydów (pogromy lwowskie w 1941 roku, zbrodnie na Żydach ukraińskich formacji policyjnych w służbie niemieckiej).
Zniszczenie polskości na Kresach Wschodnich było m.in. dziełem Ukraińców, którzy działali trójtorowo: jako funkcjonariusze i komuniści sowieccy oraz kolaboranci ZSRR, jako kolaboranci Niemiec hitlerowskich (Ukrainische Hilfspolizei, Schutzmannschaften, dywizja SS-Galizien) oraz jako bojówki OUN i Ukraińska Powstańcza Armia. Dlatego od pani Panczenko, zaliczającej się do grona epigonów OUN/UPA, należałoby wymagać więcej pokory w interpretowaniu historii przy okazji rocznicy 17 września.

Bohdan Piętka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 26 wrz 2015, 14:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/72279

17 września 1939 roku. Pamiętamy !
Maryla, czw., 17/09/2015 - 16:10

17 września 1939 roku, Armia Czerwona bez wypowiedzenia wojny zaatakowała Polskę. Zgodnie z radziecko-niemieckim porozumieniem zawartym w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow, Armia Czerwona przekroczyła granice Polski. Związek Radziecki złamał pakt o nieagresji, który miał obowiązywać do końca 1945 roku. Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.
Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski - komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Prof. Materski: "Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką".
28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został "Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni", któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: "Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRR uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami"."
11 września 2015 r. Martin Schulz zagroził użyciem przymusu wobec państw UE, które nie sprzeciwiają się systemowi relokacji – rozmieszczenia imigrantów. – Potrzebujemy ducha europejskiej wspólnoty. I w razie konieczności, to musi być siłą narzucone – przekonywał Niemiec.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 27 paź 2015, 19:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nowastrategia.org.pl/polski- ... 1939-roku/

POLSKI PILOT, KTÓRY UWIERZYŁ W POKOJOWE ZAMIARY SOWIETÓW WE WRZEŚNIU 1939 ROKU!
cze 29, 2015 Jakub Zyska

Obrazek
Myśliwce PZL P.11c / Źródło:Wikimedia


W połowie września 1939 roku sytuacja wojsk polskich walczących z Niemcami była bardzo trudna, mimo to marszałek Śmigły-Rydz wraz ze swym sztabem wierzył w ostatnią szansę obrony w oparciu o tzw. „przedmoście rumuńskie”. Sowiecki atak na Polskę 17 września 1939 roku, zburzył nie tylko plan marszałka lecz okazał się także istnym kataklizmem dla tysięcy Polaków walczących na froncie.
17 września 1939 roku, o świcie siły dwóch sowieckich frontów na całej długości przekroczyły całą granicę z Polską. Zgodnie z kłamliwą i oszczerczą retoryką Stalina, „wobec upadku Polski Armia Czerwona wkraczała by zapewnić ochronę Ukraińcom i Białorusinom zamieszkującym terytorium polskie, a także by uwolnić naród polski od nieszczęśliwej wojny” (sic!) W celu propagandowego poparcia wtargnięcia w granicę II RP, sowieci zrzucali duże ilości ulotek zapewniających o ich pokojowych zamiarach. Działania te miały na celu zdezorientować i rozbić moralnie stronę polską. Trzeba przyznać, że w wielu miejscach ta taktyka przyniosła pewne skutki w postaci rozprężenia w oddziałach polskich. Wspomina o tym w swych wspomnieniach szef sztabu generalnego gen. Wacław Stachiewicz:
„Dezorientacja w terenie była zupełna na skutek zachowania się żołnierzy sowieckich, którzy – jak brzmiały meldunki – na ogół nie strzelają, do naszych odnoszą się z demonstracyjną przychylnością, częstują papierosami itp., mówiąc, że przychodzą nam na pomoc przeciw Niemcom. Jedne oddziały meldują, że się bronią, inne odchodzą pod naciskiem sowieciarzy, inne nie wiedzą w ogóle co robić i jak odnieść się do sowietów”.

Obrazek
Sowiecka ulotka propagandowa zrzucana 17 września 1939/Źródło:Wikimedia


Pierwszy opór przeciw najeźdźcy stawili dzielni żołnierze z Korpusu Ochrony Pogranicza, jednak 25 batalionów na blisko 1400 kilometrowej granicy nie mogły powstrzymać naporu wroga posiadającego przewagę liczebną. Sytuację pogarszała postawa Śmigłego-Rydza, który zwlekał z podjęciem kluczowej decyzji o zachowaniu się wojska wobec sowietów. Chaos pogłębił nadany przez radio 17 września o godzinie 21:40 rozkaz, mówiący o tym by ewakuować się do Rumunii i na Węgry najkrótszymi drogami oraz „z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów”.
Opuszczenie przez naczelne władze terytorium Polski stanowiło kolejny cios w i tak już nadwyrężone morale Polaków walczących z najeźdźcami. Brak kluczowej decyzji o określeniu sowietów jako wrogów doprowadził do tego, iż wielu z Polaków uwierzyło w przyjazne zamiary sowietów. Wśród nich był podporucznik pilot Aleksander Wróblewski, który w przeciwieństwie do kolegów odlatujących ostatnimi sprawnymi maszynami do Rumunii niewątpliwie w wyniku szoku skierował swój samolot na wschód! Łudząc się możliwością dalszej walki z Niemcami u boku sowietów pilot w czasie lądowania rozbił swój samolot i doznał niewielkich obrażeń. Jego relację na temat tych wydarzeń odnajdujemy w książce III/1 Dywizjon Myśliwski:
„Przyjęli mnie dość życzliwie, ale na wszelki wypadek zamknęli najpierw w chlewie ze świniami, a potem w miejscowej „pace”, gdzie przesiedziałem do 25 września i skąd przewieźli mnie z grupą jeńców do Kozielszczyna. Po kilku tygodniach dowiedzieliśmy się o pakcie z Niemcami i ponownych rozbiorach Polski. Rozpacz była okropna, szczególnie, że na 8000 jeńców byłem jedynym, który im sam dobrowolnie wlazł w ręce. Pobyt w Rosji wyleczył mnie ze wszystkich złudzeń, jakich chwyciłem się w tragicznej chwili.”

Obrazek
Jedyny zachowany egzemplarz myśliwca PZL P.11c znajdujący się w Muzeum Lotnictwa Polskiego, to właśnie na takiej maszynie swój ostatni lot w kampanii wrześniowej odbył ppor. Wróblewski/ Źródło: Wikimedia


Podporucznik Wróblewski miał jednak szczęście, gdyż w przebraniu szeregowca zdołał dostać się do grupy skierowanej na wymianę z Niemcami, a następnie uciec z pociągu w którym transportowano go do obozu w głębi Rzeszy. Po przedostaniu się na teren okupacji niemieckiej, pilot działał jako kurier na trasie Warszawa – Budapeszt, następnie zaś przedostał się do Francji gdzie odtwarzane było Wojsko Polskie. W 1941 roku został pilotem słynnego Dywizjonu 303 jednak pozostał w cieniu swoich słynnych kolegów. 25 marca 1942 roku skończyło się „wojenne szczęście” naszego bohatera, bowiem zginął zestrzelony nad kanałem La Manche.

Bibliografia:
Jurga T., 1939.Obronna Polski i Europy, Warszawa 2014
Łydżba Ł., Rogusz M., III/1 Dywizjon Myśliwski, Czerwonak 2015
Pawlak J., Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939, Warszawa 1982
Stachiewicz W., Pisma, Tom II:Rok 1939, Paryż 1979


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 18 kwi 2016, 12:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/24-wrzesnia-1939-r ... -husynnem/

24 września 1939 roku, miała miejsce bitwa pod Husynnem
24 września 2015 00:00

Obrazek

Bitwa została stoczona pomiędzy oddziałami polskimi w sile szwadronu konnego Policji Państwowej, szwadronu zapasowego 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich i batalionu chemicznego, a oddziałami Armii Czerwonej.
Tego dnia pomiędzy Strzyżowem a Hrubieszowem batalion rozpoznawczy 81 Dywizji Strzeleckiej stoczył walkę z polskim pododdziałem. Nieco później kierującemu na południe oddziałowi dowodzonemu przez majora w stanie spoczynku Witolda Radziulewicza drogę zastąpiła piechota sowiecka. Polacy próbowali przełamać kordon nieprzyjaciela szturmem. Szarża około 400 polskich policjantów oraz ostrzał z 36 moździerzy 81mm, które posiadał batalion chemiczny, spowodowały panikę i duże straty w oddziałach sowieckich. Niestety nieprzyjaciel do walki rzucił formację pancerną, w efekcie Polacy zostali okrążeni i po krwawej walce zmuszeni do poddania się. Straty polskie to 143 zabitych i 139 rannych, straty sowieckie to 80 zabitych i 113 rannych.

(Na zdjęciu: Formacja konna Policji Państwowej. Źródło zdjęcia: Wikipedia).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 24 kwi 2016, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/28-wrzesnia-1939-r ... -szackiem/

28 września 1939 roku, rozpoczęła się bitwa pod Szackiem
28 września 2015 00:01

Obrazek

Naprzeciw siebie stanęły: grupa żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza licząca 4000 żołnierzy oraz sowiecka 52 Dywizja Strzelecka licząca 13000 żołnierzy. Polską grupą dowodził generał Wilhelm Orlik-Rückemann.
28 września na polskie pozycje znajdujące się na wschód i południowy wschód od Szacka ruszyły sowieckie czołgi z 411 batalionu pancernego oraz samochody pancerne z piechotą. Oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza podpuściły nieprzyjaciela blisko po czym otworzyły ogień z dział przeciwpancernych oraz karabinów maszynowych. Podczas tego starcia Polacy zniszczyli osiem sowieckich czołgów T-26. Mimo wieści o rozbiciu 411 batalionu pancernego pułkownik Russijanow długo nie wysyłał posiłków oddziałom walczącym w rejonie Szacka. W tym czasie ruszyło polskie natarcie na wieś, które poprowadził podpułkownik Nikodem Sulik. Polacy po krwawych walkach zdobyli Szack oraz zaopatrzenie, które się tam znajdowało. Sowieci przeprowadzili kontratak, który załamał się w ogniu polskiej artylerii oraz karabinów maszynowych.
29 września Polacy wycofali się w kierunku przeprawy przez Bug w Grabowie. Bitwa zakończyła się taktycznym zwycięstwem polskich żołnierzy. Straty polskie to około 500 zabitych, rannych i zaginionych, kilka ciężarówek i działek. Straty sowieckie to nieco ponad 80 zabitych, 185 rannych, 12 czołgów T-26, 5 ciągników T-20 Komsomolec.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 01 maja 2016, 11:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/1-pazdziernika-193 ... wytycznem/

1 października 1939 roku, miała miejsce bitwa pod Wytycznem
1 października 2015 00:02

Obrazek

Bitwa została stoczona pomiędzy jednostkami Korpusu Ochrony Pogranicza, a oddziałami Armii Czerwonej.
Oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza po wyczerpujących walkach z sowietami na Polesiu i Wołyniu, stanęły na odpoczynek w rejonie Kosynia. 30 września żołnierze KOP ruszyli w kierunku Parczewa by dołączyć do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” pod dowództwem generała Franciszka Kleeberga.
1 października w miejscowości Wytyczno przy próbie przekroczenia szosy Włodawa-Lublin doszło do bitwy z oddziałamy pancernymi Armii Czerwonej, które natarły od strony Włodawy. Po kilkugodzinnej walce dowódca grupy Korpusu Ochrony Pogranicza generał Wilhelm Orlik-Rückemann nakazał odwrót po czym rozwiązał grupę. Żołnierze w małych grupkach przedostali się do lasów gdzie rozpoczęli walkę konspiracyjną.
Straty polskie to 93 zabitych i 200 rannych, straty sowieckie to 4 czołgi T-26, 3 ciągniki Komsomolec, 31 zabitych, 101 rannych.
(Źródło zdjęcia: Kozienickie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 11 lip 2016, 08:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/29-listopada-1939- ... 1939-roku/

29 listopada 1939 roku, Rada Najwyższa Związku Sowieckiego nadała przymusowe sowieckie obywatelstwo obywatelom polskim zamieszkałym na terytorium polskim zagarniętym przez ZSRS we wrześniu 1939 roku
29 listopada 2015 00:01

Obrazek

W związku z dekretem Rady Najwyższej mieszkańcy tych ziem utracili obywatelstwo polskie. Osoby te miały zdać dotychczasowe dokumenty polskie jako dokumenty obce i uzyskać paszporty sowieckie. Tzw. paszportyzację, czyli wydawanie dowodów osobistych przeprowadzano do maja 1940 r. Bez paszportów nie można było meldować się w miejscu zamieszkania, poruszać się po ZSRS, korzystać z przysługujących praw itp. Ludność polska nie chciała utracić obywatelstwa polskiego i w zasadzie odmówiła zdania dokumentów polskich i nabycia nowych paszportów. Na tym tle powstało wielkie zadrażnienie pomiędzy ludnością polską a władzami. Wyjątek stanowili tu komuniści i Żydzi, którzy na ogół uznawali polecenia władz. Społeczność polska stosowała wobec nich bojkot towarzyski. Przymusowe narzucanie obywatelstwa skutkowało m.in. poborem ok. 210 tys. młodych Polaków do Armii Czerwonej. Nie był to jedyny skutek wprowadzenia dekretu. Przede wszystkim obywatele Rzeczypospolitej zostali objęci sowiecka jurysdykcją, co spowodowało liczne aresztowania i zsyłki – głównie za „wrogą działalność”.

(Na zdjęciu wojska ZSRS zajmujące wschodnie tereny Polski. Fot. CAF /PAP)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 24 mar 2017, 19:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://znadniemna.pl/21863/atak-na-grodno/

Atak na Grodno

Zgodnie z zapowiedzią, publikujemy kolejny fragmenty powieści o majorze Benedykcie Serafinie. Ten opowiada o wydarzeniach 20 września 1939 r., czyli tych najbardziej znanych. Wkrótce również te mniej znane…

Obrazek

Po prawej widniała przysadzista budowla Starego Zamku, rozbudowanego w XVI wieku przez króla Stefana Batorego. Po lewej – oddzielony od starego głębokim jarem Nowy Zamek, czy raczej pałac, zbudowany w XVIII wieku przez króla Augusta III, gdzie odbywał się co trzeci sejm w I Rzeczypospolitej. Teraz znajdował się tu szpital. Oba stały na wysokiej skarpie nad Niemnem. Teraz, na górze skarpy wyryte były okopy. Przy Starym Zamku, starannie zamaskowany, stał ciężki karabin maszynowy. W okopach znajdowali się żołnierze z karabinami wycelowanymi na drugą stronę rzeki. Wojskowi wyglądali po trochu jak zbieranina z różnych oddziałów, ale byli to w większości ludzie, którzy zgłosili się już po pierwszym okresie mobilizacji lub nie dotarli do swych oddziałów. Ubrani w mundury, wyciągnięte z magazynów, przeważnie starego kroju, noszący francuskie hełmy typu Adrian z charakterystycznym grzebieniem na górze, używane już tylko przez kawalerię. W innych oddziałach mieli niemieckie czy austriackie Stahlhelmy. No i uzbrojenie, stare lebele i berthiery.

Obrazek

– Panie majorze, melduję atak nieprzyjaciela! – zasalutował młody podchorąży, dowodzący grupą kilkudziesięciu żołnierzy. Zdyszany Serafin wskoczył do okopu. Żołnierze czekali w pogotowiu i tylko od czasy do czasu odzywał się basem pamiętający Wielką Wojnę austriacki ckm Schwarzlose.
– Czołgi wjechały przez most… – ciągnął podchorąży. – Nikt ich nie zatrzymał, bo i jak? Nie byliśmy przygotowani, a posterunki z tamtej strony najwyraźniej nie wytrzymały. Dopiero teraz się przestraszyli i już nie jadą…
Serafin chwycił za lornetkę. Po drugiej stronie Niemna, na podejściu do mostu, stał czołg. Niemiecki? Chyba nie, nie widać było białego krzyża na wieży. Sowiecki? Z tej odległości wyglądał na sowiecki BT, ale może się mylił? Czołg nie ruszał się, nie strzelał – czyżby uszkodzony? Po wschodniej stronie rzeki, koło kościoła pobernardyńskiego, na wzgórzu nad ulicą prowadzącą od mostu, obrońcy Grodna ustawili działo przeciwlotnicze 40 mm, znakomitego boforsa – pewno to z niego czołg został trafiony. Ale też do boforsów nie było pocisków przeciwpancernych, a czołgi, w odróżnieniu od samolotów, miały pancerz.

[img][img]http://znadniemna.pl/wp-content/uploads/2017/03/Grodno_zajecie_przez_Sowietow-480x335.jpg[/img][/img]

Popatrzył raz jeszcze. Na moście stał odkryty samochód osobowy, który palił się i dymił. Obok widać było leżące, nieruchome postacie w mundurach.
– Ile wjechało do miasta? – spytał Serafin.
– Nie wiem, cztery, może pięć? – odparł podchorąży. – Reszta została po tamtej stronie, chyba się boją albo czekają… My nie strzelamy, bo nie mamy do kogo. Piechota nie atakuje, a ze zwykłego karabinu do czołgu nie ma po co. Cekaem to co innego, ale na taką odległość nawet pociski pepanc nie pomogą. Nasi strzelają, żeby postraszyć Sowietów…
– Przerwać ogień – rozkazał. – Strzelać tylko w razie możliwości dosięgnięcia przeciwnika. Oszczędzać amunicję!

Piotr Kościński

Obrazek

Znadniemna.pl za grodno1939.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 18 wrz 2017, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Cios w plecy

O świcie 17 września 1939 roku wojska sowieckie przekroczyły wschodnią granicę Polski, łamiąc wszelkie umowy i traktaty międzynarodowe. Ponad 600 tysięcy sołdatów, wspieranych przez broń pancerną i lotnictwo, wdarło się na Kresy Rzeczypospolitej.

Obrazek

Stalin brał odwet za wiktorię warszawską 1920 roku i powstrzymany wtedy przez Wojsko Polskie pochód komunistów w głąb Europy. Sowiecka Rosja wespół z ówczesnym jej sojusznikiem – niemiecką III Rzeszą – realizowała plan, którego celem było wywrócenie ładu pokojowego w Europie. Zniszczenie Polski, nazwanej haniebnie przez ludowego komisarza spraw zagranicznych Sowietów Wiaczesława Mołotowa „bękartem traktatu wersalskiego”, było pierwszym punktem tej szaleńczej koncepcji.

Kto wywołał wojnę?
Współczesna historiografia rosyjska, podobnie jak ta z okresu komunistycznego, z uporem podtrzymuje, iż II wojna światowa wybuchła w czerwcu 1941 roku, czyli w chwili ataku Niemiec na ZSRS. Przyjmując taką narrację, Rosjanie przedstawiają się światu jako naród, który był największą ofiarą tej wojny. Jest to wygodna optyka, ponieważ na potrzeby wewnętrzne uwalnia świadomość rosyjską od poczucia winy za wybuch II wojny światowej, a na potrzeby zewnętrzne zwalnia z odpowiedzialności prawnej za zbrodnie dokonane w latach 1939-1941 na Narodzie Polskim.

Tymczasem prawda jest inna, choć niewątpliwie dla Rosjan bolesna. Za wybuch najstraszniejszej z wojen w dziejach ludzkości odpowiedzialne są w równym stopniu dwa państwa: narodowo-socjalistyczne Niemcy i komunistyczna Rosja. Tym dwóm państwom bowiem zależało, aby zburzyć porządek, jaki zapanował w Europie po I wojnie światowej. Dla realizacji swych totalitarnych planów nie wahały się rozpętać piekła na ziemi, uzurpując sobie prawo decydowania o losach innych państw i narodów.

W okresie międzywojennym Polska jako pierwsza dostrzegała to niebezpieczeństwo. W 1920 roku wojska polskie stawiły czoła komunizmowi, zatrzymując jego ekspansję na Zachód. W 1933 r., kiedy Adolf Hitler i jego towarzysze z Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej obejmowali władzę w Niemczech, Marszałek Józef Piłsudski, widząc wypływające z tego zagrożenia, zakulisowo proponował rządowi Francji podjęcie działań w ramach tzw. wojny prewencyjnej wymierzonej w III Rzeszę. Zachodnie mocarstwa niebezpieczeństwa nie dostrzegały, a polską ofertę stłumienia w zarodku totalitarnych zapędów Niemiec odrzuciły. Z perspektywy czasu widać, że był to jeden z ostatnich momentów uratowania pokoju i co za tym idzie, milionów istnień ludzkich.

23 sierpnia 1939 roku współpraca Niemiec i ZSRS w dziele zniszczenia Polski i zburzenia pokoju europejskiego znalazła wyraz w podpisanym na Kremlu „diabelskim pakcie” dzielącym Europę Środkowo-Wschodnią na dwie strefy wpływów. Od nazwisk sygnatariuszy przeszedł on do historii jako „pakt Ribbentrop-Mołotow”, choć właściwsze byłoby raczej określenie „pakt Hitler-Stalin”. Na Kremlu podpisano wtedy wyrok śmierci na Polskę, ale także na Łotwę, Estonię i Finlandię.

W walce z brunatnym agresorem
Mając w ręku traktat o przyjaźni z Sowietami, Hitler podjął decyzję o agresji na Polskę. 1 września 1939 roku, atakując zaciekle z lądu, morza i powietrza, wojska niemieckie wtargnęły na teren Rzeczypospolitej. Polska koncepcja obrony zakładała prowadzenie możliwie jak najdłuższej wojny granicznej. Obawiano się, że Hitlerowi na tym etapie wojny wystarczy jedynie zajęcie dawnego zaboru pruskiego. A w tej sytuacji Polska podzieli los Czechosłowacji, na której rozbiór wyraziły rok wcześniej zgodę mocarstwa zachodnie. Polska musiała męstwem swych żołnierzy udowadniać swe prawa do Wielkopolski, Śląska i Pomorza. Wojna graniczna miała być jednak tylko etapem. Potem miało dojść do przegrupowania i umocnienia linii Wisły, a gdyby i to się nie powiodło – wycofanie na południowo-wschodnie rubieże kraju i dalsza walka.

Żaden z polskich dowódców nie zakładał, że Polska tę wojnę wygra samodzielnie. Zbyt duża była dysproporcja sił walczących stron. Klucz do zwycięstwa leżał jedynie w koalicyjnym charakterze wojny. Rzeczpospolita, zawierając sojusze z Francją i Wielką Brytanią, otrzymała gwarancje, że mocarstwa te pospieszą z realną pomocą. Szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz stwierdzał wyraźnie: „Zatrzymać ofensywę niemiecką będziemy mogli dopiero, gdy nastąpi zmiana niekorzystnego stosunku sił, związana z odciążeniem naszego frontu przez ofensywę na Zachodzie. Działania nasze do tej chwili mają charakter walki o czas, walki o przetrwanie”.

Dlatego gdy 3 września 1939 roku Francja i Anglia wypowiedziały formalnie Niemcom wojnę, pojawiły się radość i nadzieja wśród walczących żołnierzy wspieranych bohatersko przez ludność cywilną. Mimo przegranej bitwy granicznej polski opór nie malał, ale tężał. W kwaterze głównej Hitlera zapanował strach. Ofensywy Zachodu Niemcy bali się jak ognia, wiedząc, że wprowadzając na teren Polski znaczące siły militarne, odsłaniają swe zachodnie granice. Tłumacz Hitlera dr Paul Schmidt pozostawił znamienną relację z odprawy, która odbyła się 3 września 1939 r. po południu. „’Co teraz?’ – zapytał Hitler, zwracając się do Ribbentropa. Miał dzikie spojrzenie, jak gdyby zarzucał swemu ministrowi spraw zagranicznych, że go wprowadził w błąd, jeśli chodzi o prawdopodobną reakcję brytyjską. Göring zwrócił się do mnie mówiąc: ’Jeśli przegramy tę wojnę, to niech Bóg ma nas w swojej opiece’”.

Tego samego dnia wieczorem na osobiste polecenie Hitlera wysłana została tajna depesza do sowieckiego sojusznika z prośbą o pomoc w szybkim zdławieniu polskiego oporu. „Ten czas jeszcze nie nadszedł. Być może jesteśmy w błędzie, ale wydaje się nam, że przez przesadny pośpiech możemy narazić na szwank naszą sprawę i przyczynić się do jedności pomiędzy naszymi przeciwnikami” – odpisał po dwóch dniach Mołotow. Stalin też nie miał pewności co do zachowania się państw zachodnich. Wolał czekać.

„Laliśmy krew osamotnieni”
W odległym o półtora tysiąca kilometrów od Warszawy spokojnym francuskim miasteczku Abbeville zebrała się 12 września 1939 roku Najwyższa Rada Wojenna, w której zasiadali dowódcy francuscy i brytyjscy. Nad stołem map sztabowcy alianccy podjęli zaskakującą i brzemienną w skutki decyzję: mimo wypowiedzenia wojny, nie będzie akcji zbrojnej przeciwko III Rzeszy! Lotnicy brytyjscy, zamiast zrzucać bomby na niemieckie zakłady zbrojeniowe, zrzucali ulotki „apelujące do sumień” żołnierzy Wehrmachtu. Francuzi natomiast uprawiali ogródki nieopodal linii Maginota. Późniejszy marszałek Francji i powojenny dowódca sił lądowych NATO w Europie Alphonse Juin pisał: „Cóż za niewybaczalny błąd! Pozwoliliśmy zdruzgotać Polskę związaną z nami paktem sojuszniczym. Cóż za hańba!”.

Za ten błąd i hańbę Europa i świat zapłaciły milionami ofiar. Niestety, o decyzji niepodejmowania ofensywy zachodni sojusznicy „zapomnieli” powiadomić Polaków. Decyzję tę poznał jednak dobrze wywiad niemiecki, a wraz z nim sowiecki. Przekonało to Stalina, że nie musi zwlekać. Ambasador niemiecki w Moskwie Friedrich-Werner von Schulenburg meldował w nocy z 16 na 17 września Ribbentropowi: „Armia Czerwona przekroczy dziś rano granicę sowiecką na całej długości od Połocka do Kamieńca Podolskiego. […] Samoloty sowieckie rozpoczną już dzisiaj bombardowanie terenów na wschód od Lwowa”.

W sztabie Hitlera zapanowała radość. Po raz kolejny w dziejach sprzymierzone siły niemiecko-rosyjskie miały zetrzeć z map świata niepodległą Polskę.

W obliczu czerwonej nawałnicy
Ambasador RP w Moskwie Wacław Grzybowski został wezwany w nocy z 16 na 17 września do ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS. Zastępca Mołotowa przedstawił mu kuriozalną notę „uzasadniającą” wkroczenie Armii Czerwonej na teren Polski. Powodem miał być upadek państwa polskiego i konieczność ochrony ludności ukraińskiej i białoruskiej przed… inwazją niemiecką. Co ciekawe, „argumentem” tym posiłkują się do dziś niektórzy historycy rosyjscy, gdy próbują wytłumaczyć, co żołnierze sowieccy robili w Wilnie, Łucku, Równem, Brześciu czy Stanisławowie przed czerwcem 1941 roku…

Warto zaznaczyć, że w chwili sowieckiej inwazji ponad połowa terytorium Polski znajdowała się nadal pod całkowitą kontrolą wojska i administracji polskiej, a na pozostałych terenach trwał zacięty opór. Walczyła Warszawa, bronił się Hel, trwała największa bitwa kampanii wrześniowej nad Bzurą. Na rozkaz marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza oddziały polskie kierowały się na wolny od wroga obszar południowo-wschodni. Tam na tzw. przedmościu rumuńskim miały odtworzyć zdolność bojową i dalej walczyć.

Wojna, która miała mieć charakter błyskawiczny, toczyła się wbrew oczekiwaniom i ku zaskoczeniu Hitlera już blisko trzy tygodnie. Niemiecki agresor na skutek silnego oporu wojsk polskich wykrwawiał się. Wydłużała się odległość między frontem a zapleczem wojennym, co przysparzało stronie niemieckiej wiele problemów natury logistycznej. Nawet brak stosownej reakcji aliantów zachodnich nie przekreślał ostatecznie losu Polski walczącej z brunatnym najeźdźcą. Los ten przesądził dopiero atak czerwonego agresora.

Płonące Kresy
„Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny aż po dzień dzisiejszy, wytrzymując napór ogromnej przewagi całości bez mała niemieckich sił zbrojnych, nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności. Stanęliśmy tedy nie po raz pierwszy w dziejach w obliczu nawałnicy zalewającej nasz kraj z zachodu i wschodu” – pisał w odezwie do rodaków prezydent RP prof. Ignacy Mościcki. Był to jeden z ostatnich dokumentów podpisanych przez głowę państwa na terytorium Rzeczypospolitej.

Wieczorem 17 września prezydent, rząd i Naczelny Wódz przekroczyli granicę z Rumunią, aby stamtąd przedostać się do Francji i kierować dalszą walką. Wydaje się, że była to decyzja trudna, ale konieczna z punktu widzenia racjonalnie pojmowanego interesu kraju. Zachowana została bowiem konstytucyjna ciągłość i legalność władz.

Tymczasem sześć armii sowieckich parło na zachód, aby z końcem września połączyć się w braterskich uścisku z niemieckimi towarzyszami walk „z pańską Polską”. Bohaterski opór stawiały im oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza, Brygada Rezerwowa Kawalerii „Wołkowysk”, Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, wspierane przez harcerzy, strzelców, ludność cywilną. Do księgi chwały oręża polskiego wpisały się: obrona Wilna, trzydniowe walki o Rejon Umocniony „Sarny”, bitwa pod Kodziowcami, stoczona w nocy z 21 na 22 września przez 101. pułk ułanów z pancernymi zagonami Frontu Białoruskiego, bitwa pod Szackiem, w której oddziały KOP dowodzone przez gen. Wilhelma Orlika-Rückemana powstrzymały elitarną 52. Dywizję Strzelecką Armii Czerwonej, oraz boje pod Wytycznem, Jabłonią i Milanowem.

Do narodowej legendy przeszła dwudniowa obrona Grodna, gdzie liczące kilkuset żołnierzy oddziały Wojska Polskiego wspierane przez młodocianych ochotników – dumnych następców Orląt Lwowskich z 1918 roku – stawiły czoła natarciu XV Korpusu Pancernego, VI Korpusu Kawalerii i 21. Brygadzie Czołgów Ciężkich. Na grodzieńskim cmentarzu po dziś dzień palą się zawsze znicze i leżą biało-czerwone kwiaty na mogile trzynastoletniego Tadzia Jasińskiego, który broniąc swego miasta, obrzucał tanki butelkami z benzyną. Pojmany przez sowieckich żołdaków, został przywiązany do czołgu jako żywa tarcza. Skatowany do nieprzytomności, odbity przez kolegów, konał na rękach swej mamy, słysząc przed śmiercią jej słowa: „Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Ułani z chorągwiami! Śpiewają!!!”.

Los wziętych do niewoli Polaków był tragiczny. Oficerów rozstrzeliwali Sowieci najczęściej na miejscu. Los taki spotkał m.in. dowódcę Okręgu Korpusu III Grodno gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego, którego pod Sopoćkiniami żołnierze Armii Czerwonej strzałem w tył głowy zamordowali na oczach żony. Załogę Lwowa, która poddała się Sowietom, wywieziono w głąb ZSRS, a oficerów umieszczono w obozie starobielskim. Dokonali żywota zamordowani przez NKWD w Charkowie i wrzuceni do dołów śmierci w Piatichatkach. Łącznie Sowieci wzięli do niewoli blisko ćwierć miliona żołnierzy i 18 tysięcy oficerów.

Był to dopiero początek gehenny. Brunatny i czerwony okupant rozpoczął wspólną, skoordynowaną akcję wyniszczania Narodu Polskiego, której symbolem stały się z jednej strony Palmiry i Auschwitz, a z drugiej Katyń i GUŁAG. Polska, rozgrabiona i rozdarta przez sąsiadów i zostawiona przez sprzymierzonych, płaciła ogromną daninę za wierność ideałom i wartościom, które od wieków tworzyły fundament cywilizacji łacińskiej. Przetrwała i po wielu latach zwyciężyła, bo nie zginął duch Narodu. Bo Polacy pozostali wierni wskazaniu Marszałka Piłsudskiego: „Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo!”.

Jan Józef Kasprzyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/189259, ... plecy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /