Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 03 wrz 2012, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
Cytuj:
Podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę muzeum premier Donald Tusk mówił, że II Rzeczpospolita była państwem bezradnym, bezbronnym, słabym.


Za to dzisiejsza Polska to silne państwo, zdolne przeciwstawić się takim potęgom jak Rosja czy Niemcy. :roll:

Polska z dwoma największymi militarnymi potegami ówczesnego świata walczyła w 1939 dłużej, niż Francja i Wielka Brytania z samymi tylko Niemcami. To mówi nam o sile ówczesnej armii polskiej.

Coltrane napisał(a):
A dzisiaj ? Przypuszczam, że w przypadku zbrojnej napaści Niemiec bądź Rosji, Polska zostałaby opanowana w kilka dni.

Gorzej - obawiam się, że na samą zapowiedź ataku Polska natychmiast by skapitulowała, a lemingi by kapitulację poparły, byle tylko zapewniono im wolność grillowania, oglądania Polsatu i TVNu, no i oczywiście czytania GW. Zatem nie kilka dni, ale kilka minut trwałby dziś opór Polski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 15 wrz 2012, 11:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=58163

17 września 1939: Cios w plecy
Opublikowano 14 września 2012, autor: emka

Sowieci zadają Polsce cios w plecy – Armia Czerwona niespodziewanie przekracza granicę RP. Film „Cios w plecy” jest próbą przedstawienia podłoża, przebiegu i następstw napaści na Polskę. Zawiera wiele wstrząsających archiwalnych zdjęć filmowych i fotograficznych. Obrazuje propagandę i antypolskie działania po przegranej wojnie 1920 roku.

Autor filmu wykorzystał również nie znane zdjęcia przedstawiające wymierzone przeciw Polsce współdziałania Niemiec i ZSRR oraz dokumenty i relacje pokazujące przebieg walk z sowieckim najeźdźcą na froncie i w podziemiu. Materiały filmowe, zdjęcia i dokumenty uzupełniają wypowiedzi świadków i uczestników zdarzeń, jak Hansa von Horwartha – w 1939 roku pracownika ambasady Niemiec w Moskwie, Michaiła Kostina – w 1939 roku ambasadora ZSRR w Warszawie, Adama Kotuły i Jerzego Giżyckiego – weteranów walk, Jana Tumiłowicza – zesłanego do Kazachstanu.
Scenariusz i reżyseria: Jerzy Redlich. Produkcja 1997.

http://www.youtube.com/embed/khOOLaXXvxA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2012, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Orlęta grodzieńskie

Pod pretekstem ochrony mieszkających w II RP Ukraińców i Białorusinów, a naprawdę zgodnie z układem Ribbentrop-Mołotow, 17 września Armia Czerwona uderzyła na Polskę łamiąc pakt o nieagresji. Wiadomość o agresji była zaskoczeniem dla wszystkich. Naczelny wódz Edward Rydz-Śmigły wydał dyrektywę: "Z bolszewikami nie walczyć, chyba że w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia".

Tak opisuje reakcję w Grodnie tamtejsza nauczycielka i działaczka społeczna Grażyna Lipińska: "Napaść sowiecka na Polskę! Jestem na ulicy. Podniecenie dużo większe niż było 1 września. Ludzie wybiegli z domów nie tylko po to, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby upewnić się o nowym nieszczęściu lecącym na kraj, ale przede wszystkim po to, aby słowami, gestami, krzykiem, płaczem bezsilnym wyładować gniotące piersi oburzenie, przeogromne, przerastające nasz hart i rozum. Przeradza się ono później u jednych w niepokój, pęd do ucieczki - u drugich w pragnienie czynu, żądzę mściwej walki".

Bezbronne miasto

Mieszkańcy Grodna w końcu sierpnia 1939 r. dowiedzieli się z prasy, że 23 tego miesiąca w Moskwie podpisany został pakt o nieagresji pomiędzy Związkiem Sowieckim a Niemcami, zwany od nazwisk podpisujących go ministrów spraw zagranicznych paktem Ribbentrop-Mołotow, ale nie przewidywali, że wkrótce jego konsekwencje tak boleśnie w nich uderzą.

W ujawnionym tekście paktu było tylko stereotypowe stwierdzenie, że oba państwa nie mają wobec siebie agresywnych zamiarów, ale już to oznaczało nową jakość w polityce europejskiej - oto nastąpiło porozumienie pomiędzy państwami, które do tej pory stały po przeciwnych stronach rysującej się konfrontacji, które kierowały przeciwko sobie najcięższe armaty w propagandowej wojnie. Prawdziwy sens układu zawarty był jednak w załączniku - tajnym protokole, w którym ZSRS i Niemcy dzieliły się strefami wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Już kilkadziesiąt godzin później treść tajnego protokołu znali Amerykanie, a także nasi sojusznicy Francuzi, ale nie uznali za stosowne, by poinformować o tym stronę polską.

Grodno, miasto w województwie białostockim, było dużym garnizonem wojskowym. Znajdowało się tam Dowództwo Okręgu Korpusu nr III (na czele którego w 1939 r. stał gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński), dowództwo 29. DP, dwa pułki piechoty (76. i 81.), 29. pułk artylerii lekkiej i inne drobniejsze jednostki. Już przed 1 września 29. DP została przetransportowana na zachód i wzięła udział w walkach z Niemcami w ramach armii "Prusy", 10 września resztę wojsk wysłano do Lwowa i wzięły one udział w obronie tego miasta.

Poza bombardowaniami Grodno początkowo nie odczuwało bezpośredniego zagrożenia agresją. Dopiero po zajęciu przez Niemców Białegostoku (15 września) zaczęło to być realne. Ale i wówczas myślano wyłącznie o zagrożeniu ze strony Niemców. Szczególnie obserwowano szosę z Białegostoku do Grodna. Poszczególne kompanie, które osłaniały północno-zachodnie rubieże Grodna, ostrzeliwały patrole niemieckie, które zaczęły pojawiać się na motocyklach bądź w lekkich pojazdach. Od początku wojny Niemcy naciskali na Związek Sowiecki, aby przystąpił do działań przeciwko Polsce. Stało się to jednak możliwe dopiero wtedy, kiedy Józef Stalin upewnił się, że Anglia i Francja nie dotrzymają w pełni zobowiązań sojuszniczych i nie przystąpią całością sił do wojny przeciwko Niemcom (tak postanowiono 12 września podczas narady we francuskim miasteczku Abbeville, ale nie poinformowano o tym strony polskiej).

Aktywni komuniści

Równocześnie z agresją Armii Czerwonej podjęły działalność przygotowywane wcześniej przez Sowietów siatki dywersyjne, oparte na strukturach - formalnie rozwiązanej, ale utrzymującej stare kontakty - Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, poparte przez sympatyków komunizmu wywodzących się w dużym stopniu spośród ludności białoruskiej, a w miastach - żydowskiej.

W najłagodniejszej formie przejawiało się to w budowaniu bram powitalnych i przyjmowaniu agresorów z radością, co budziło zgrozę i zdumienie miejscowych Polaków. Były jednak także napady bandyckie na pojedynczych polskich żołnierzy i policjantów, ziemian, przedstawicieli administracji państwowej i samorządowej.

Do prób dywersji komunistycznej doszło też w samym Grodnie już 17 września, jak wspomina jeden z młodych obrońców Grodna Jan Siemiński: "Wracająca z frontu [przeciwniemieckiego] kompania z harcerzami ochotnikami została ostrzelana ogniem z broni ręcznej i krótką serią maszynowej. Jak zdołaliśmy zauważyć, strzelano ze strychów domów mieszkalnych położonych przy ulicy Indurskiej".

Takich incydentów było więcej i powtarzały się w następnych dniach, ale sytuacja w samym mieście była opanowana. Natomiast do groźnej rebelii komunistycznej, i to na dużą skalę, doszło w pobliskim Skidlu. Rebelia ta w historiografii sowieckiej uzyskała nawet miano powstania skidelskiego. Sytuacja w tym miasteczku powróciła do normy dopiero po interwencji karnej ekspedycji wysłanej z Grodna 19 września.

W duchu patriotycznym

W Grodnie, pomimo różnych incydentów ze strony dywersantów, dominowały nastroje patriotyczne. W mieście były dwa niepełne bataliony piechoty (z ośrodka zapasowego 29. DP) oraz batalion wartowniczy, różne grupy policjantów i żandarmerii, a przede wszystkim cywilni ochotnicy: harcerze, gimnazjaliści, urzędnicy - razem ponad 2 tys. ludzi, którzy mogli bronić miasta.

Dowódcą garnizonu był początkowo płk w st. spocz. Bronisław Adamowicz, ale wielką rolę w przygotowaniach do obrony i później odegrali komendant miejscowej Rejonowej Komendy Uzupełnień mjr Benedykt Władysław Serafin i wiceprezydent miasta Roman Sawicki.

Walki w Grodnie rozpoczęły się od rana 20 września, kiedy to grupa czołgów sowieckich pojawiła się niespodziewanie po zachodniej stronie Niemna i część z nich bez przeszkód, przez most, dotarła do centrum miasta. Pierwszy dzień obrony to głównie walki z czołgami: w godzinach popołudniowych na obrzeżach i w centrum miasta było ich już kilkadziesiąt. Obrońcom brak było broni przeciwpancernej, ale zdeterminowani atakowali czołgi butelkami z benzyną.

Wśród agresorów byli też młodzi komuniści grodzieńscy, którzy przed wojną uciekli do ZSRS, a teraz we własnym mieście pełnili rolę przewodników: "Na ziemi leżał jeden bolszewik zabity, a drugi ranny, jakiś cywil niósł karabin i chciał kolbą zabić tego rannego, lecz posterunkowy Maskaluk przeszkodził mu w tym, co wywołało niezadowolenie wśród tłumu. Ten zaś ranny wołał: "Nie ubiwajtie, ja prijechał was oswabodit". Co jeszcze bardziej rozjuszyło tłum. Przy zabitym posterunkowy Moskaluk znalazł jego prawo jazdy, w którym czytaliśmy: "Tiechnik wtorogo ranga Aleksandrowicz (imienia nie pamiętam), miesto rożdzienia gor. Grodno". Okazało się, że policja znała rodzinę tych Żydów, ten właśnie był ścigany za działalność komunistyczną i zbiegł do Rosji" (K. Liszewski, Wojna polsko-sowiecka 1939 r., Londyn 1988, s. 63).

Symbol obrony Grodna

Pod wieczór strona sowiecka rozpoczęła silny ostrzał artyleryjski miasta. Obrońcy Grodna w nocy z 20 na 21 września podejmowali próby przepraw przez Niemen i atakowania tam przeciwnika. Siły obrońców tej nocy wzmocniły się, bo przybyła Rezerwowa Brygada Kawalerii "Wołkowysk" z gen. bryg. w st. spocz. Wacławem Przeździeckim, który z racji starszeństwa objął na kilkanaście godzin dowództwo obrony.

Od rana 21 września trwały walki, przy czym strona sowiecka zmieniła taktykę: 80 czołgów (a wkrótce dołączyły dalsze) i 15 samochodów pancernych przydzielono pododdziałom piechoty, które atakowały z różnymi efektami w poszczególnych punktach miasta.

Symbolem obrony Grodna stał się 13-letni Tadzio Jasiński, którego Sowieci użyli jako żywej tarczy. Tak opisuje jego śmierć Grażyna Lipińska:
"Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy z Danką uwalniać rozkrzyżowane, skrępowane gałganami ramiona chłopca. Nie zdaję sobie sprawy, co się wokół dzieje. A z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni trzyma brauning, za nim drugi - grozi nam. Z podniesioną po bolszewicku do góry pięścią, wykrzywioną w złości twarzą, ochrypłym głosem krzyczy, o coś oskarża nas i chłopczyka. Dla mnie oni nie istnieją, widzę tylko oczy dziecka pełne strachu i męki. I widzę, jak uwolnione z więzów ramionka wyciągają się do nas z bezgraniczną ufnością. Wysoka Danka jednym ruchem unosi dziecko z czołgu i składa na nosze. Ja już jestem przy jego głowie. Chwytamy nosze i pozostawiając oniemiałych naszym zuchwalstwem oprawców, uciekamy w stronę szpitala.
Chłopczyk ma pięć ran od kul karabinowych (wiem - to polskie kule siekają po wrogich czołgach) i silny upływ krwi, ale jest przytomny. W szpitalu otaczają go siostry, doktorzy, chorzy. - Chcę mamy - prosi dziecko. Nazywa się Tadeusz Jasiński, ma 13 lat, jedyne dziecko Zofii Jasińskiej, służącej, nie ma ojca, wychowanek Zakładu Dobroczynności. Poszedł na bój, rzucił butelkę z benzyną na czołg, ale nie zapalił, nie umiał... Wyskoczyli z czołgu, bili, chcieli zabić, a potem skrępowali na froncie czołgu. Danka sprowadza matkę. Nie pomaga transfuzja krwi. Chłopiec coraz słabszy, zaczyna konać. Ale kona w objęciach matki i na skrawku wolnej Polski, bo szpital wojskowy jest ciągle w naszych rękach (G. Lipińska, Jeśli zapomnę o nich..., s. 26).

Równocześnie w trakcie walki część obrońców ewakuowała się w kierunku na Litwę. Wieczorem w mieście pozostały już nieliczne punkty oporu, a nad ranem 22 września reszta obrońców Grodna, w tym wiceprezydent Roman Sawicki i mjr Serafin, opuściła Grodno lub rozproszyła się po domach. Tegoż dnia dochodziło jeszcze do wymiany ognia z małymi grupami obrońców. Straty Armii Czerwonej w czasie walk w Grodnie, według danych sowieckich, wyniosły: 53 zabitych, 161 rannych, 19 czołgów i 3 samochody pancerne wyeliminowane z walki.

Bezimienne groby

Walki skończyły się, ale mieszkańcy Grodna nadal płacili cenę za obronę swojego miasta przed sowiecką agresją. W różnych punktach miasta i na jego obrzeżach: w lasku "Sekret", na Myśliwskiej Górce, w Nowej Kolonii (Poniemuń), pod wsią Pyszki i w innych miejscach, rozstrzelano około 300 obrońców Grodna. W następnych tygodniach wyłapano i aresztowano następnych, jak np. por. rez. Piotra Boguckiego (w cywilu kierownik szkoły powszechnej im. Stefana Batorego), który dowodził harcerzami i innymi ochotnikami - został skazany na karę śmierci. Kuriozalny proces odbył się w Grodnie w czerwcu 1940 r.: oskarżonym zarzucono udział w "antysemickim pogromie" we wrześniu 1939 r. - tak określono tłumienie komunistycznej rebelii w tym mieście po 17 września.

Część ofiar walk i mordów sowieckich dokonanych na obrońcach Grodna została przez tamtejszych mieszkańców pochowana, część pozostała w przypadkowych miejscach. W 1993 r. podczas prac budowlanych w Grodnie na terenie byłego majątku Druck dokonano ekshumacji szczątków ponad 90 obrońców, które przeniesiono na cmentarz wojskowy. Leżą tam skromnie, pod bezimiennymi krzyżami, bez tablicy, bez informacji, że to oni stanęli w obronie miasta przed sowiecką agresją. Nadal nieznane jest miejsce pogrzebania pozostałych ofiar ludobójstwa dokonanego na obrońcach Grodna.

Nie wspomina się o nich w polskich podręcznikach do nauczania historii, tak jak np. o obrońcach Poczty Polskiej w Gdańsku. Warto tu jeszcze przytoczyć opinię historyka rosyjsko-białoruskiego Aleksandra Tatarenki ("Niedozwolona pamięć. Zachodnia Białoruś w dokumentach i faktach, 1921-1954, Sankt Petersburg 2006), który stwierdza, że jeden z pierwszych aktów masowej zagłady jeńców wojennych i ludności cywilnej, poprzedzających tragedię Katynia, miał miejsce w Grodnie we wrześniu 1939 roku.

Dr Jan Jerzy Milewski, IPN Oddział w Białymstoku

http://www.naszdziennik.pl/mysl/10112,o ... nskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2012, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/59951

73 rocznica barbarzyńskiej i haniebnej agresji Sowietów na Polskę!
Krzysztofjaw, ndz., 16/09/2012 - 13:20

Jutro kolejna rocznica – już 73 – najbardziej tchórzliwego, barbarzyńskiego i chamskiego ataku na Polskę w całej jej historii. 17 września 1939 r., łamiąc traktaty międzynarodowe, w tym: obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Sowiecka wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym nazistowsko-komunistyczne ustalenia zawarte w tajnym protokole zawartego 23.08.1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow a właściwie Stalin-Hitler. Ta zbrodnicza i barbarzyńska napaść na broniącą się cały czas Polskę była niczym innym właśnie jak realizacją IV Rozbioru Polski dokonanego przez socjalistycznych, marksistowskich oraz nizistowskich, niemieckich nieprzyjaciół, od zawsze nienawidzących Polski i Polaków.

Nie był to atak przypadkowy a jego przygotowania Sowieci rozpoczęli zaraz po swojej klęsce w wojnie z Polską w 1920 roku a nawet wcześniej. Był po prostu realizacją zapowiedzi - wcale nie uważającego się za człowieka rosyjskiego a nawet gardzącego rodowitymi Rosjanami i dowiezionego na rewolucję ze Szwajcarii - W.I. Lenina: "Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią. Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami".

Po wojnie polsko - bolszewickiej z 1920 roku w Moskwie stało się jasne, że sami sowieccy bolszewicy nie są w stanie pokonać Polski i rozszerzyć swojego panowania na całą Europę. Potrzebna im zatem była nowa wielka wojna, której sojusznikiem mogły być jedynie upokorzone - w swoim mniemaniu - Traktatem Wersalskim Niemcy - tak samo nienawidzący Polski i niezgadzający się na jej istnienie jak Sowieci. Oba kraje łączyła wspólna historia i dokonanie rozbiorów Polski, oba kraje w latach 20-tych XX wieku były geopolitycznie alienowane...
16 kwietnia 1922 roku komisarz spraw zagranicznych Rosji Gieorgij Cziczerin i minister spraw zagranicznych Niemiec Walther Rathenau podpisali we włoskim Rapallo układ militarno - handlowy. Zmieniał on diametralnie sytuację zarówno Niemiec jak i Rosji. Inicjatorami podpisania owego układu byli Sowieci. Niemniej zarówno dla nich, jak dla Niemców był to układ idealny. Niemcom pozwalał ominąć obostrzenia Traktatu Wersalskiego i swobodnie szkolić oraz zbroić się militarnie na terenach sowieckich, dla Rosjan był niezbędny dla budowy swojego przemysłu zbrojeniowego i swojej gospodarki.

Punktem zwrotnym współpracy sowiecko-niemieckiej było objęcie w Niemczech władzy przez socjalistę i szefa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), Adolfa Hitlera. Program jego partii oparty był - podobnie jak komunistów w Rosji Sowieckiej - na ideach K. Marksa i nie miał nic wspólnego z ówczesnym ruchem faszystowskim. Wielu nazistów wywodziło się z szeregów niemieckich komunistów. Sam Hitler uważał się za ucznia Stalina, choć obaj myśleli o sobie jako o wrogach konkurujących między sobą w dążeniu do identycznego celu, jakim było wojenne opanowanie jak największej ilości narodów Europy a nawet swiata.

Kulminacyjnym aktem owej współpracy było podpisanie wspomnianego paktu Ribbentrop-Mołotow. Warto zwrócić uwagę, że inicjatorem jego tajnego protokołu - m.in. likwidującego ostatecznie Polskę - był sam J. Stalin. W. I. Lenin to właśnie jego obwiniał za klęskę z 1920 roku. J. Stalin z tej nienawiści nie chciał nawet, aby Polska istniała jako jedna z republik sowieckich. Dlatego też już w 1938 roku zlikwidował polską sekcję kominternu (jako przyszłego zalążka komunistycznego rządu w Polsce) a jej członków wymordował. Już wtedy chyba zdecydował, że Polska w żadnej formie nie będzie istniała, nawet jako kolejna republika ZSRR.
Zgodnie z zapisami owego paktu CCCP miała graniczyć z Rzeszą na Wiśle. Ten IV Rozbiór Polski dawał Sowietom ponad połowę naszego kraju, razem z prawobrzeżną częścią Warszawy. Ponadto zapisy paktu dawały Stalinowi: Łotwę, Estonię, Finlandię i część Rumunii. Oczywiście też Niemcy zyskali: Sowieci przekazali im olbrzymią ilość surowców, w tym stali, paliw i zboża, niezbędnymi dla rozwoju niemieckiej armii. Niemcy ponadto przekazali Rosjanom plany swych najlepszych pancerników i czołgów. W myśl postanowień umowy niemieccy doradcy pomagali w sowieckich fabrykach wprowadzać nowe technologie a sami uczyli się od Sowietów, jak wykorzystywać więźniów obozów do pracy. Uzgodniono też ścisłą współpracę NKWD z niemieckim gestapo, zwłaszcza w zwalczaniu polskiego ruchu oporu.

Jedną z tragiczniejszych kart naszej historii jest fakt, że treść paktu Ribbentrop-Mołotow i jego tajnego załącznika znana była aliantom tuż po jego podpisaniu. Nie przekazano go jednak Polsce! Można to oceniać jedynie w kategoriach zdrady Polski dokonanej przez jej sojuszników: Anglię i Francję. Gdyby Polacy znali zapisy tajnego protokołu inaczej wyglądałaby cała kampania wrześniowa i inaczej musielibyśmy zareagować na sowiecką agresję! Inaczej też musieliby zachować się alianci w obliczu żądania przez Polskę pomocy w czasie agresji przez dwa ludobójcze totalitaryzmy. A my czekaliśmy naiwnie na pomoc aliantów w dniu 3 września i później...

Mimo tego - po agresji Niemiec - Polska broniła się. 16 września 1939 sytuacja Niemiec była bardziej niż beznadziejna. Brakowało paliwa i pojawiały się problemy logistyczne. Luftwaffe musiała odwołać szereg lotów. Straty w sprzęcie zmotoryzowanym wynosiły połowę stanu. Polskie wojska postępowały według planu defensywnego przygotowanego przed wojną, trwała bitwa nad Bzurą, którą - gdyby nie sowiecka agresja - mogliśmy nawet wygrać i zmienić losy kampanii wrześniowej. A. Hitler wielokrotnie wzywał J. Stalina do wypełnienia ich umowy i ataku na Polskę. Nastąpiła ona 17 września, po zakończeniu w dniu 16 września na wschodzie japońsko-sowieckiej bitwy nad Chałchin – Goł. J. Stalin musiał - zanim zaatakuje Polskę - mieć pewność, że nie będzie walczył na "dwóch frontach".
Należy też wskazać, że Francja i Anglia zdecydowały 12 września 1939 roku (podczas konferencji w Abbeville) o nie udzieleniu przez nich zbrojnej pomocy Polsce w walce z Niemcami. Była to ich ostateczna zdrada, o której też wiedział J. Stalin i jego wówczas przyjaciel w walce A. Hitler. Ci zdrajcy jeszcze okłamali Polskę, że uderzą właśnie 17 września.

Pod koniec dnia 16 września do oddziałów sowieckich zgromadzonych w strefie przygranicznej dotarł tajny rozkaz K. Woroszyłowa nr 16634 o treści: "Uderzać o świcie siedemnastego", czyli od samego początku wojny Sowieci byli gotowi do uderzenia...

Jakże wtedy pomiędzy 3 a 6 rano Józef Stalin musiał być zadowolony. Czekał tyle dni, bo aż 17 od momentu kiedy jego serdeczny, socjalistyczny przyjaciel Adolf Hitler napadł równie barbarzyńsko na Polskę - tego "koszmarnego bękarta Traktatu Wersalskiego" jak określał to jego przecież ukochany minister Wiaczesław Mołotow (często można tez spotkać łagodniejsze tłumaczenie tegoż cytatu - moim zdaniem łagodzone "na siłę": "poroniony płód traktatu wersalskiego").

Łącznie Sowieci skierowali do walki z "Polskimi Panami" prawie - według różnych źródeł - od 0,6 do 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 - 3 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 - 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 - 18 tys. oficerów (dane zróżnicowane: zależnie od źródła i sposobu kwalifikacji). Wielu z tych oficerów i i innych znamienitych Polaków zostało później - w roku 1940 - bestialsko zamordowanych na terenie Rosji Sowieckiej w jednej z największych zbrodni ludobójstwa, tzw: Zbrodni Katyńskiej. Na obchody jej 70 rocznicy leciał w kwietniu 2010 roku do Katynia śp. Lech Kaczyński i wielu patriotów, którzy w dzisiejszych czasach walczyli o polskość i naszą niepodległość. Trudno oprzeć się wrażeniu podobnego celu jaki przyświecał śmierci tych elit... z roku 1940 i 2010...
W czasie wojny z sowietami i po niej, w wyniku, agresji, deportacji, przesiedleń zginęło około 2 miliony Polaków...
Warto o tej dacie przypominać, bo znów stała się niewygodna... choć stanowi jedną z najważniejszych i najbardziej haniebnych dat w historii stosunków sowiecko-polskich.

Jakże teraz możemy żałować, iż nie usłyszymy więcej takich słów:
http://www.youtube.com/watch?v=TZ7_FR-SPBU


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2013, 19:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/80146/n ... nia-1939-r

Nie zapomnijmy o 17 września 1939 r.

Jerzy Andrzej Skrodzki

Obrazek
Spotkanie żołnierzy Wehrmachtu i Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. na wschód od Brześcia.
[Fot. Ehlert, Max / wikipedia.pl]


Dziś nie powinniśmy zapomnieć o ziemi, po której stąpały całe pokolenia Waszych przodków.
Wiktoria Blacharska,
„Brasławszczyzna”, Gdańsk 2004
Wschodnia połowa przedwojennej Polski była spolonizowana, ale wielokulturowa i wielonarodowa. Było to dziedzictwem Polski Jagiellońskiej, bo nie wyobrażano sobie Polski bez Wilna, Grodna, Lwowa i Kresów.
Gdy w 1939 r. szykowała się niemiecka napaść na Polskę, władze polskie podpisały sojusz wojskowy z Wielką Brytanią i Francją, który przewidywał ich wystąpienie zbrojne w 14. dniu po wypowiedzeniu przez nie wojny. Termin ten zbiegł się z sowiecką agresją na wschodnią Polskę. Nasi sojusznicy wycofali się ze swych obietnic, twierdząc, że układ przewidywał tylko wojnę z Niemcami. Jak pokazały późniejsze dzieje II wojny światowej, utrata wschodniej Polski była na rękę aliantom pomimo protestów emigracyjnego rządu polskiego. Wtedy nie było powszechnie wiadome, że zawarty 23 sierpnia 1939 r. układ o nieagresji pomiędzy Niemcami a Sowietami zawierał tajny protokół o wspólnym rozbiorze Polski. I tak 17 września 1939 r. zaczęła się wojna Sowietów z Polską, zwana „nożem w plecy”. Front był rozległy - od Łotwy do Rumunii. Nie było to przewidziane przez władze polskie. We wschodniej Polsce zgromadzone były olbrzymie zapasy wojenne dla stawienia ostatecznego oporu Niemcom, ale wojska tam były nieliczne, głównie Korpus Ochrony Pogranicza. Dzisiejsze badania historyków wskazują, że wojska niemieckie były już wówczas zmęczone i cierpiały z powodu braku materiałów i paliw. Sowiecka agresja przyszła im w porę. Stało się to 17 września o godz. trzeciej w nocy, gdy w Moskwie ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu wręczono notę o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Polsce. Ambasador Grzybowski nie przyjął tej noty - rząd polski był jeszcze w kraju, nadal trwały walki z Niemcami.
Atak sowiecki był niespodziewany - Armia Czerwona zaskoczyła polskie placówki; gdy żołnierze byli jeszcze we śnie, przez otwarte okna do sal sypialnych wrzucano granaty, uprzednio zabijając wartowników. Trudno ustalić wielkość tego uderzenia. Źródła niemieckie oceniają te siły na 20-24 dywizje piechoty, 15 dywizji kawalerii i 9 brygad czołgów. Użyto również samolotów bombowych.
Historia tej wojny jest wciąż w stadium opracowań. Mówi się o obronie Wilna i Grodna, o bohaterstwie żołnierzy KOP-u, o marynarzach Flotylli Pińskiej. Cała wschodnia część Polski była objęta beznadziejnymi walkami z Sowietami. Wielu generałów dostało się do niewoli. Władysław Anders, ranny, dostał się do osławionego więzienia NKWD na Łubiance w Moskwie. Mieczysław Smorawiński i Bronisław Bohaterowicz zginęli w Katyniu i mają swoje osobne, zidentyfikowane jeszcze przez Niemców mogiły. Zasłużyli się jako obrońcy Kresów gen. Wilhelm Orlik-Rückemann, gen. Władysław Langner i gen. Franciszek Kleeberg - bohater późniejszej bitwy z Niemcami pod Kockiem. Sowieci jeńców polskich pędzili w długich marszach. Zaczęły się aresztowania i wywózki ludności polskiej.
Dopiero po 1989 r. z trudem przebijała się prawda o 17 września 1939 r. Dowodzą tego choćby trudności z pomnikiem mającym upamiętnić walki z Sowietami i masowe wywózki ludności na Wschód. Ówczesne władze Warszawy wręcz nie chciały tego pomnika. Wreszcie po długich przetargach znalazł on dobre miejsce w ruchliwym punkcie Warszawy.
Autorem pomnika jest Maksymilian Biskupski, a odsłonięto go 17 września 1995 r. Pomysł dzieła jest genialny - przedstawia on wagon towarowy pełen krzyży, a na podkładach toru umieszczono napisy z miejscami bitew i deportacji. Co roku 17 września odbywa się tutaj apel poległych i cały pomnik płonie zniczami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2013, 20:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawymsierpowym.pl/index.php/2013/09/2736/

17 września 1939
17.09.2013 by admin under historia

Obrazek
e-polska.info


Trzy lata przed wybuchem II wojny światowej, amerykański publicysta prorokował: „stworzenie aliansu Rosji z Rzeszą, łącząc z jednej strony naturalne bogactwa ZSRR z wielkim przemysłem niemieckim, mogłoby stworzyć potęgę, przed którą każdy czynnik w Europie musiałby się ugiąć”[1]. Ten alians został zawarty 23 sierpnia 1939 roku, kosztem IV rozbioru Polski. Poniższy artykuł jest syntezą brunatnego i czerwonego socjalizmu, który podpalił całą Europę.
Po wypowiedzeniu przez Francję i Anglię wojny III Rzeszy, rząd Niemiec obawiając się walk na dwa fronty, ponaglał swojego najlepszego sojusznika jakim była Rosja Sowiecka do zaatakowania wschodniej granicy Polski. Jednak Rosjanie przyjęli pozycję wyczekującą (bardziej by tu pasowało słowo asekuracyjną, bo a nuż, widelec jednak Francuzi i Anglicy pomogą Polsce, i co wtedy?). Dopiero po podpisaniu 12 września 1939 roku w miasteczku Abbeville (w północnej Francji) przez „polskich sprzymierzeńców” – czyli Francję i Anglię tajnego porozumienia, pozostawiając Polskę samą sobie, Kraj Rad przystąpił do realizacji swoich celów.
Pierwszym krokiem było powołanie pod broń przeszło półtora miliona mężczyzn. Działaniom tym towarzyszyła nachalna antypolska agitacja w prasie oraz w radiu. Stalin zaczął działać pełną parą: „Ambasadorowi polskiemu w Moskwie doręczono w nocy z 16 na 17 bm. (września 1939 przyp. M.K.) notę rządu sowieckiego, w której się donosi, iż Rosja zmuszona została celem zabezpieczenia swych interesów oraz ochrony Białorusinów i Ukraińców w Polsce wschodniej, dać rozkaz swym siłom zbrojnym, ażeby dnia 17 września o godz. 6-tej moskiewskiej rachuby czasu tj. o godz. 4-tej czasu naszego przekroczyły granicę sowiecko-polską. (…) Wkroczenie wojsk rosyjskich w Polsce wschodniej dzieje się wobec zachowania pełnej neutralności w obecnym konflikcie. Ponieważ bierze się pod uwagę, że państwo polskie przestało istnieć, dlatego wszelkie z państwem tym umowy* utraciły swą ważność. Rozkaz ten doniesie się wszystkim w Moskwie powierzonym misjom zagranicznym, oraz ogłosi się w prasie i po stacjach radiofonicznych. Rząd sowiecki podejmuje owe kroki celem zabezpieczenia spokoju i porządku we wschodniej części Polski”[2]. Żeby usprawiedliwić cyniczną grę Sowieci wystosowali do rządów innych państw następującą notę: „Panie ambasadorze! Polsko-niemiecka wojna wykazała wewnętrzny rozstrój i niemożliwość utrzymania państwa polskiego. W okresie 10–cio dniowych działań wojennych Polska utraciła wszystkie swe okręgi przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa już jako stolica państwa nie istnieje. Polski rząd rozpadł się i już żadnego znaku życia nie wykazuje. To oznacza, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestał istnieć. Przez to umowy zawarte pomiędzy Unią Sowiecką a Polską straciły swoją ważność. Pozostawiana sobie samej bez wodzów, Polska zmieniła się w dogodny obszar dla rozmaitych przypadków i niespodzianek, które by mogły stworzyć dla Sowietów grożące niebezpieczeństwo. Wobec tego rząd sowiecki, który dotąd był neutralny, nie może się zachować względem tych faktów nadal neutralnym. Rząd sowiecki nie może się i do tego obojętnie ustosunkować, że spokrewnieni z nim Ukraińcy i Białorusini, mieszkający na terytorium Polski, a narażeni na samowolę losu, mieliby pozostać bez opieki. Wobec powyższych faktów rząd sowiecki nakazał armii czerwonej dać wojsku rozkaz, przekroczyć granicę i wziąć pod swą opiekę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi. Równocześnie zamierza rząd sowiecki przedsięwziąć wszelkie środki, by wyprowadzić naród polski z nieszczęsnej wojny, w którą był wmieszany przez swych nieroztropnych wodzów, i dać mu możliwość rozpocząć znowu pokojowe życie.”[3]. Te pełne cynizmu słowa w całości były nieprawdą, bo cały czas rząd polski przebywał na terytorium państwa polskiego i de facto sprawował kontrolę nad trudną sytuacją, ale co należy tu podkreślić to właśnie uderzenie znienacka na Polskę zmusiła sanacyjny rząd do ucieczki (właśnie w nocy z 17 na 18 września przez Zaleszczyki rząd RP ewakuował się do Rumunii). „Nóż w plecy” jaki zadała nam Rosja zniweczyła dalszą walkę z Niemcami. Wkroczenie wojsk sowieckich wprowadziło chaos w dowództwie polskim, bo docierały do sztabu sprzeczne informacje (podawane przez czerwonych najeźdźców). Otóż sami Rosjanie mówili, że będą razem z Polakami bić się z Niemcami, oraz że idą z odsieczą dla Polski. Ba, przekraczając granicę polsko-sowiecką czołgi i samochody rosyjskie miały zatknięte biało-czerwone flagi na znak „przyjaźni”. Dlatego w wielu miejscach na granicy polsko-rosyjskiej nie dochodziło do walk. Zdezorientowani polscy żołnierze nie podejmowali żadnych działań wojennych, zwłaszcza, że nie było odpowiednich rozkazów. I jak zauważył Władysław Pobóg-Malinowski w swoim dziele: „Sowieckie uderzenie nożem w plecy armii polskiej było w oczach obu bandytów krokiem o kilka dni spóźnionym. Hitler spodziewał się i potrzebował pomocy szybciej. Stalin niepokoił się, czy za to spóźnienie swoje nie zapłaci utratą części umownego łupu. 18 września nazajutrz po napaści na Polskę, w rozmowie z wezwanych na Kreml Schulenbergiem i attache wojskowym Köstringiem, Stalin powołując się na „znaną mu niechęć wszystkich dowódców do oddawania terytorium zdobytego”, dał wyraz obawie, czy dowództwo Wehrmachtu postąpi tak, jak rozkaże Hitler i że warunki układu zostaną dokładnie wypełnione.
(…) Nie odrzucano tu jeszcze możliwości „utrzymania niepodległego państwa polskiego” – karłowatego, oczywiście, ostateczną wszakże w tej sprawie decyzję uzależniono od „interesów obu stron” i „toku dalszych wydarzeń”. Hitler skłonny był kadłubkowe państewko „stworzyć”; stanowczo nie chciał tego Stalin, który też 25 września wystąpił z oświadczeniem, że „w załatwieniu sprawy polskiej należy unikać wszystkiego, co mogłoby wywołać tarcia między Rzeszą Niemiecką i Związkiem Sowieckim”: z tego względu „pozostawienie jakiegoś niepodległego, okrojonego państwa polskiego” byłoby „rozwiązanie błędnym” (…)”[4]. I aby wszystko było jasne proszę sobie przeanalizować poniższe oświadczenie: „Dla uniknięcia jakichkolwiek nieuzasadnionych wiadomości o zadaniach niemieckich i rosyjskich wojsk, które działają na terenach Polski, oświadcza rząd niemiecki oraz sowiecki, że czynności tych wojsk nie mają nic na celu, co by było sprzeczne z interesami Niemiec lub Rosji albo z duchem i literą paktu o nieagresji (23 sierpnia 1939, przyp. M.K.) zawartego między Niemcami a Rosją. Przeciwnie, zadania tych wojsk polegają na tym, aby ustalić w Polsce porządek i spokój, który został zniszczony przez rozpad państwa polskiego, dopomóc ludności Polski i stworzyć warunki dla nowego uregulowania ich państwowego bytu”[5]. Jaki „pokój” Rosjanie i Niemcy stworzyli Polakom to najlepiej wie pokolenie, które tę gehennę przeżyło. Na szczęście ówczesna prasa polska podawała do publicznej wiadomości jakie to „pokojowe” zamiary czerwonoarmiści mają na myśli: „Wobec plotek krążących w stolicy, przypominamy, że Sowiety zdradziecko napadły na nas, gdyśmy krwawili w walce zaciętej z Niemcami. Zajęli oni olbrzymią połać kraju. Z województw zajętych przez nich nadchodzą wieści pełne groźby. Palą oni wsie i miasta, wprowadzając swój ustrój, usuwając ze szkół i urzędów Polaków, zastępując ich Rosjanami i Żydami. Przychodzą oni do nas jako grabieżcy pozostałych ziem polskich idąc w ślady carskiej Rosji Piotra Wielkiego i okrutnej Katarzyny. Zewsząd nadchodzą wieści, że kościoły są przez nich pohańbione, pamiątki polskie bezczeszczone. O żadnym kompromisie z Sowietami nie ma mowy. My Polacy nie robiliśmy różnic między zaborcami, dziś więc tego nie wolno też nam robić. Nie damy Sowietom Wilna, Lwowa i Lublina. Nie damy Rosji Małopolski, Wołynia, Podlasia i Polesia”[6]. Niestety perspektywa walki na dwa fronty była niemożliwa. Dzięki uderzeniu znienacka na Polskę, Rosja „dobiła konającego”. Nie było żadnej możliwości obrony. Sowieci pomogli Niemcom w rozwiązaniu kwestii polskiej. Polska jako państwo przestało istnieć. A dwaj najlepsi sojusznicy, którzy rozpętali pożogę wojenną podzielili się łupem jakim była Polska: „Rząd Niemiecki a Rząd U.S.R.R ustalały linię demarkacyjną między armią Niemiecką a armią Czerwoną. Linia demarkacyjna przebiega wzdłuż rzek Pisa, Narew, Wisła i San. (…) Linia demarkacyjna ustalona między rządami Rzeszy i Rosji Sowieckiej przebiega przejrzyście i prosto. Przy ogólnym kierunku północno-południowym wynikającym z obszaru osiedlenia obu narodów linia ta biegnie od Karpat do granicy Prus Wschodnich, wzdłuż wielkich rzek, San, Wisła, Narew i Pisa. Nawiązując do tak prostych określeń geograficznych wszystkie dalsze pertraktacje okazują się zbyteczne. (….) Umowa o przeprowadzeniu linii demarkacyjnej nie jest najnowszej daty. Istniała już wtedy gdy rząd rosyjski wydał rozkaz wkroczenia. W rozmowach moskiewskich między oficerami rosyjskimi i niemieckimi pozostawały do uregulowania tylko szczegóły dotyczące zmiany i oddawania odcinków bojowych. Ugoda doszła do skutku w najkrótszym terminie – w terminie liczącym nie dnie, lecz godziny. Oddawanie terenów zajętych dotychczas przez wojska niemieckie nastąpi w międzyczasie w sposób koleżeński. Procedura ta wprowadzona w życie najpierw pod Lwowem stosowana jest również przy oddawaniu innych ważniejszych miast i urządzeń mających znaczenie komunikacyjne i gospodarcze. W ten sposób uniemożliwione będzie wszelkie działanie bandytów i partyzantów. Ta współpraca obu wielkich armii prowadzi wkrótce do uspokojenia kraju doprowadzonego przez obłęd rządu polskiego do ruiny.”[7] Żeby było ciekawiej „Już 9 września 1939 r. Mołotow przekazał rządowi faszystowskiemu za pośrednictwem Schulenburga osobiste gratulacje z okazji wejścia wojsk niemieckich do Warszawy (co było nieprawdą bo Warszawa poddała się dopiero 28 września 1939 – przyp. M.K.). Gdy w kwietniu 1940 r. dotarła do Moskwy informacja o inwazji wojski niemieckich w Norwegii i Danii, Mołotow wysłał na ręce Schulenberga list z wyrazami zrozumienia i życzenia sukcesów. Podobny list otrzymała ambasada z okazji wtargnięcia hitlerowskich wojsk do Belgii, Holandii i Luksemburga w maju 1940r.”[8] Ale wracając do naszej historii. Już 28 września Mołotow podpisuje jeszcze jedno porozumienie z Niemcami. I oczywiście także do tego paktu dołączono trzy tajne protokoły, jeden z nich zawierał zakaz „agitacji polskiej” na obszarze ZSRR i Niemiec (czyli na terytorium Polski), ze względów na szkodliwość interesów obu stron: „(…) Niemcy i Rosja podpisały w Moskwie pakt, który zawierał trzy traktaty „Rząd niemiecki i rząd ZSRR po rozpadzie dotychczasowego państwa polskiego uważają wyłącznie za swe zadanie na tych obszarach przywrócić spokój i porządek i zapewnić tam żyjącym narodowościom i odpowiadający ich narodowej odrębności spokojny byt”[9] i dalej „Niemcy i Rosja Sowiecka nakreśliły przeto wyraźną granicę między obustronnymi obszarami swych interesów, aby każde z nich na swojej części dbało o pokój i ład i przeszkodziło wszystkiemu co drugiemu partnerowi mogłoby przyczynić szkody”[10]. Co ciekawe gadzinówka niemiecka podawała: „Liczono się ozięble oświadczają w Londynie- z możliwością okupacji Polski wschodniej przez Rosję także na wypadek, gdyby Rosja sowiecka zgadzała się wówczas na proponowany przez mocarstwa zachodnie sojusz”[11]. Jak wynika z powyższej informacji, obojętnie czy Rosja podpisałaby układ z Francją i Anglią czy też nie i tak by Polsce odebrano wschodnie tereny.
W październiku 1939 roku rosyjskie gazety pisały z zachwytu nad polityką Führera, przy czym usprawiedliwiały rozbiór Polski „celami pokojowymi”. Tymczasem 10 października 1939r. do Moskwy przybywa delegacja przemysłowo-handlowa na czele z ambasadorem Ritterem i kierownikiem delegacji Schnurrem. Po oficjalnej audiencji ogłoszono następujący komunikat: „W trakcie rozmów uzgodniono, że program gospodarczy, przyjęty w czasie ostatniej bytności niemieckiego ministra spraw zagranicznych w Moskwie, będzie realizowany przez obie strony w tempie przyspieszonym i w dużych rozmiarach. W szczególności postanowiono, że Rosja sowiecka przystąpi niezwłocznie do zaopatrywania Rzeszy niemieckiej w surowce, a Niemcy natychmiast rozpoczną eksport produktów przemysłowych do ZSRR”[12]. „Sukces” rozbioru Polski został oficjalnie przypieczętowany w Moskwie (w stolicy kraju miłującego pokój i demokrację). Jak podawała jedna z ówczesnych gazet: „Kanclerz Hitler dokonał w dniu 19 października ratyfikacji paktu granicznego i przyjaźni pomiędzy Niemcami a Rosją sowiecką, podpisanego w Moskwie w dniu 28-go września 1939 r. Równocześnie ratyfikował on należący do tego paktu protokół dodatkowy, który zawiera dokładny opis linii, wytyczonej dla rozgraniczenia interesów obu państw na terenie dotychczasowego państwa polskiego. Jak z Moskwy donoszą również prezydium Wszechrosyjskiego Sowietu ratyfikowało układ graniczny, zawarty w dniu 28 września pomiędzy Niemcami a Rosją sowiecką, jak też podpisany w dniu 4 października w Moskwie protokół dodatkowy”[13]. Dlatego już w listopadzie 1939 roku Hitler (dzięki Rosji) wiedział, że może uderzyć w zachodnią Europę, po prostu miał zapewnione zaplecze gospodarcze: „(…) Artkuły żywnościowe sprowadza Rzesza nieznanymi drogami i w sposób zapewniający szybki transport”[14]. Tymi tajnymi drogami były transporty rosyjskie, które dostarczały zboże, paliwo i inne produkty niezbędne do prowadzenia wojny.
Jednak cyniczna gra Stalina w 1941 roku obróciła się przeciw niemu. Gdy Hitler wydał rozkaz napaści na ZSRR, (jak podają niektóre źródła) Stalin przez 3 godz. nie wychodził ze swojego pokoju, ani nie odbierał telefonów (tak się zawiódł na swoim najlepszym sojuszniku). Dwaj cwaniacy – ludobójcy, którzy chcieli z Europy zrobić obóz koncentracyjny wzięli się za łby. Jak to się wszystko skończyło to szanowni Państwo dobrze wiedzą. Umowa z 23 sierpnia 1939 (a zrealizowana 17 września) została jeszcze raz dotrzymana podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku, kiedy to Sowieci biernie przyglądali się wyrzynaniu powstańców oraz cywilnych mieszkańców Warszawy.
Marek Kopaczyk
*Było to sprzeczne z obowiązującym w tym czasie prawem podpisanym przez Polskę i ZSRR. Otóż Rosjanie pogwałcili następujące umowy: pakt Ligi Narodów z 28 czerwca 1919 roku (zwłaszcza aspektu dotyczącego integralności), paktu Brianda-Kelloga z 27 sierpnia 1928 roku, dodatkowo wzmocnionego tzw, Protokółem Litwinowa z 9 lutego 1929 roku (wyrzeczenie się wojny z nakazem uregulowania sporów pokojowo), paktu o nieagresji z 25 lipca 1932 (prolongowanego w 1934, a mającego obowiązywać aż do 1945 roku) oraz londyńskiej konwencji z 3 lipca 1933, która określała pojęcie napastnika.


[1] Wyrok moskiewski uchronił Europę od sojuszu Rosji z Niemcami, Ilustrowany Kurier Codzienny z 18 czerwca 1937.
[2] Wkroczenie Rosjan do Polski wschodniej, Ilustrowany Kurier Codzienny z 18 września 1939.
[3] Nota sowiecka do zagranicznych misji, Państwo polskie przestało istnieć, Ilustrowany Kurier Codzienny z 18 września 1939.
[4] W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, okres 1939- 1945, Gdańsk 1989, s. 52-53.
[5] Zupełne porozumienie między Niemcami a Rosją Sowiecką. Wspólna deklaracja obu rządów, Ilustrowany Kurier Codzienny z 19 września 1939.
[6] Sowiety są również zaborcami!, Ilustrowany Kurier Warszawski z 28 września 1939.
[7] Jak przebiega linia demarkacyjna? Ostateczne ustalenie między Niemcami a Rosją, Ilustrowany Kurier Codzienny z 23 września 1939.
[8] Roj A. Miedwiediew, Ludzie Stalina, Warszawa 1986, s. 29-30.
[9] Niemiecko – sowiecki pakt, Ilustrowany Kurier Codzienny z 30 września 1939.
[10] Niemcy i Sowiety, Dobry Wieczór Kurier Czerwony z 9 października 1939.
[11] Moskwa otrzymałaby także jako sojuszniczka mocarstw zachodnich Polskę wschodnią, Ilustrowany Kurier Codzienny z 20 września 1939.
[12] Niemcy otrzymają natychmiast surowce z Rosji, Nowy Kurier Warszawski z 11 października 1939.
[13] Kanclerz Hitler ratyfikował pakt niemiecko-rosyjski, Nowy Kurier Warszawski z 21 października 1939.
[14] Rzesza nie boi się wojny gospodarczej, Goniec Krakowski z 9 listopada 1939.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 21 paź 2013, 21:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/09/18 ... na-polske/

Agresja sowiecka na Polskę
Posted by Marucha w dniu 2013-09-18 (środa)

17 września wojska Armii Czerwonej przekroczyły granicę sowiecko-polską na całej długości ,,biorąc pod opiekę ludność i mienie zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy’’. Złamanie umów z Polską (traktat pokojowy między Polską a Rosją i Ukrainą z 18 marca 1921 roku w Rydze, pakt o nieagresji z 25 lipca 1932 roku oraz przedłużenie umowy o nieagresji do dnia 31 grudnia 1945 roku z 5 maja 1934 roku) i innych umów międzynarodowych (złamano: pakt Brianda-Kellogga z 27 sierpnia 1932 roku, protokół Litwinowa z 9 lutego 1929 roku oraz konwencję o definicji agresora z 3 lipca 1933 roku) tłumaczono jako nieobowiązujących wraz z upadkiem państwa polskiego

,,Warszawa jako stolica Polski już nie istnieje. Rząd Polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego Rząd przestały faktycznie istnieć. Dlatego też straciły ważność traktaty zawarte między ZSRR a Polską’’.

Wejście Armii Czerwonej do Polski było konsekwentną realizacją założeń paktu Ribbenrop-Mołotow. Polskie władze, nie wiedząc o protokole dodatkowym do paktu całkowicie ignorowały zagrożenie sowieckie, chociaż pojawiały się opinie przestrzegające przed wspólną, niemiecko-sowiecką, agresją. Tak np. uważał znakomity historyk dziejów XVIII wiecznych, Szymon Askenazy. W swoich ,,Esejach dla Kasandry’’ pisał:
,,Tylko zupełnie naiwni mogą sobie wyobrażać, że Polska może toczyć wojnę inaczej niż na dwa fronty.

Obrazek

Niemcy nie mogą przekroczyć granicy pod Zbąszyniem bez tego, aby Rosjanie przekroczyli ją ze swej strony pod Baranowiczami. Trzeba się liczyć z najprostszym mechanizmem takich wypadków. Przed uderzeniem na Polskę Niemcy zgromadzą przeważające siły i zapewnią sobie neutralność czy bezczynność mocarstw zachodnich. Będzie więc bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później zajmą kraj i dojdą aż do Baranowicz. Czy Rosjanie mogą czekać aż Niemcy dojdą do ich granicy? Nie. Elementarna przezorność każe im już przekroczyć granicę i zająć, co się da, aby mieć coś w ręku przy pertraktacjach z Niemcami i w razie możliwego konfliktu trzymać ich jak najdalej od własnych granic.
Czy tego dnia Unia Sowiecka będzie w aliansie z Niemcami, czy też z Anglią i Francją, czy nawet z nami, będzie to zależne od gry aliansów na ten dzień, ale bynajmniej nie zmieni sprawy. Przejście granicy i zajęcie wschodniej części Polski będzie w owej chwili dla Rosji sprawą nierównie pilniejszą od gry aliansów’’.
O możliwości zbliżenia Rzeszy Niemieckiej z ZSRS ostrzegał także Ryszard Wraga w tekście ,,Sowiety grożą Europie” z roku 1935.
Jako pierwsze ofiarą grup specjalnych NKWD padły strażnice Korpusu Ochrony Pogranicza. Były one słabo obsadzone (większość personelu wysłano do walki przeciwko Niemcom) i dosyć dobrze rozpracowane. Wojska radzieckie wkraczające do Polski były serdecznie witane przez mniejszości narodowe, w małych miasteczkach na wschodzie kraju, gdzie te mniejszości stanowiły procentową większość tych miasteczek szczególnie chodzi o Żydów i Białorusinów.
Ujawniały się także, wcześniej zorganizowane grupy dywersyjne. Gupy te miały ułatwiać posuwanie się wojsk Armii Czerwonej wgłąb terytorium Polski, i to robiły (Przykładowo opanowały most na Niemnie w miasteczku Łuna w powiecie grodzieńskim i utrzymały go do przybycia regularnych oddziałów Armii Czerwonej).
Wkraczanie wojsk sowieckich powodowało dezinformacje wśród żołnierzy polskich; nie wiedziano jak się zachować. Sytuację gmatwała jeszcze bardziej Dyrektywa Naczelnego Wodza w sprawie zachowania się Wojska Polskiego w związku z wkroczeniem Armii Czerwonej na terytorium Polski. Niektórzy bez walki poddawali się czerwonoarmistom. Wśród tych byli również tacy, co poddawali się jednostkom Armii Czerwonej, nie ze względu na rozkaz Naczelnego Wodza, ale po prostu dlatego że, w okresie poprzedzającym wojnę zostali po prostu zwerbowani przez wroga.
Tak było np. z pułkownikiem Janem Skorbohatym-Jakubowskim i jego kilkoma kompaniami piechoty chroniącym garnizon w Dubnie. Na kilka godzin przed dyrektywą Wodza Naczelnego oświadczył on podległym mu żołnierzom by nie stawiali żadnego oporu w razie spotkania z jednostkami sowieckimi. Stwierdził, że Armia Czerwona przychodzi Wojsku Polskiemu na ratunek, razem z nim walczyć przeciw Niemcom.
Dyrektywa, wprowadzała czasem takie zamieszanie, że żołnierze nie wiedzieli czy rzeczywiście jest ona prawdziwa, przykładowo: pułkownik Zdzisław Zajączkowski, dowódca 3 pp KOP, na odprawie oficerów, po otrzymaniu meldunków o dyrektywie Wodza Naczelnego miał powiedzieć:

,,Nie mam żadnych rozkazów do poddawania się wojskom Rosji sowieckiej. To, co słyszę, że wyszedł jakiś rozkaz z Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich, aby nie walczyć z wojskami sowieckimi – to na pewno bolszewicka dywersja. Uważam Rosję sowiecką za takiego samego wroga jak Niemców’’.

28 września skapitulowała Warszawa. Hitler i Stalin uważali kampanie w Polsce za zakończoną. Oba państwa zyskiwały tym samym wspólną granicę. Została ustalona podczas porozumienia moskiewskiego z sierpnia 1939 roku. Jednak wobec zajęcia przez siły niemieckie większej części terytorium Polski niż to ustalono w tajnym protokole, granica niemiecko-sowiecka wymagała rewizji. Wstępnie granicę wytyczono 22 września, nazywając ją linią demarkacyjną. Miała ona przebiegać ,,wzdłuż biegu rzeki Pisa do jej ujścia do rzeki Narew; dalej wzdłuż Narew do jej ujścia do rzeki Bug; następnie rzeką Bug do jej ujścia do rzeki Wisły, dalej Wisłą do ujścia Sanu i potem rzeką San do jej źródeł’’.
W ten sposób tereny niemieckiej strefy okupacyjnej zostały powiększone (od układu z sierpnia). Oba rządy uznały tą granicę za nienaruszalną (artykuł 2). Ponadto w protokole dodatkowym ustalono zasady współdziałania przy zwalczaniu ewentualnego polskiego ruchu niepodległościowego.
Na zajmowanych przez siły radzieckie terenach grupy operacyjno-czekistowskie przystępowały do aresztowań, zajmowania budynków oraz konfskowaniu broni. Do 1 października na Ukrainie Zachodniej aresztowano tylko 3914 osób. Armia Czerwona nie była przygotowana do przyjmowania tak dużej liczby jeńców wojennych. Wbrew konwencjom międzynarodowym, postanowiono przekazać ich w ręce aparatu bezpieczeństwa traktując jako ,,element kontrrewolucyjny’’. 19 września, na mocy rozkazu ludowego komisarza spraw wewnętrznych Berii, zająć miał się nimi Zarząd do Spraw Jeńców Wojennych (podlegał on NKWD).
W okresie, od rozpadu skruktur dotychczasowej władzy do momentu zainstalowania się administracji sowieckiej, władzę na terenach zajętych sprawowały, wydzielone z jednostek specjalnych oraz dokoptowanych do nich miejscowych agentów, ideowych komunistów (pochodzenia polskiego, ukraińskiego czy żydowskiego) oraz różnego rodzaju przestępców (poza, oczywiście przestępcami politycznymi), oddziały tzw. czerwonej milicji. Nie były one skrępowane jakimiś przepisami i stanowiły element przejściowej, nieograniczonej, władzy radzieckiej na tych terytoriach. Aresztować mogły każdego, kogo uznano za ,,element antysowiecki’’. Ich działania były kierowane przez służby specjalne.
Po zakończeniu działań wojennych i uregulowaniu spraw granicznych z Niemcami, Józef Stalin postanowił uprawomocnić zajęcie tych terenów.
Na 22 października przewidziano wybory powszechne, w których ludność zajętych terenów, poprzez wybranych delegatów, miała opowiedzieć się za przyłączeniem tych terytoriów do ZSRR. Od początku października trwały intensywne przygotowania do wyborów, w których uczestniczyły jednostki Armii Czerwonej oraz służby bezpieczeństwa. Aresztowano osoby stanowiące, zdaniem bezpieki, zagrożenie dla władz komunistycznych. Głównym celem tych aresztowań było zastraszenie przez terror społeczeństwa polskiego oraz wykluczenie z niego jednostek sprzeciwiających się okupantom.
Wybory 22 października odbyły się w atmosferze terroru. Tuż przed wyborami zarządzono spis ludności, rzekomo celem sporządzenia dokładnych list mieszkańców dla potrzeb wyborów. Rzeczywiście, listy te sporządzono, aby mieć dokładne dane osób, które wkrótce miano transportować wgłąb ZSRR. Ludzi, którzy nie wzięli udziału w wyborach traktowano jako ,,wrogów ludu’’ i w niedalekim czasie czekały ich nieprzyjemności ze strony organów bezpieczeństwa z rozstrzelaniem włącznie.
Przedstawiciele wybrani do Zgromadzeń Ludowych zwrócili się z prośbą do Rady Najwyższej ZSRR o włączeniu ziem do Związku Sowieckiego. W pierwszych dniach listopada Rada Najwyższa ZSRR zaakceptowała ich ,,prośbę’’ i wydała odpowiednie dekrety o przyłączeniu ,,Zachodniej Białorusi’’ i ,,Zachodniej Ukrainy’’ do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Patrykp

http://prawica.net/35693


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 10 mar 2014, 15:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/01/06/pi ... -ziemiach/

Piotr Doerre: Sowieci na naszych ziemiach
6 STY 2014 O 16:47

Obrazek

Dokładnie 70 lat temu pierwsi żołnierze sowieccy przekroczyli na Wołyniu granice II Rzeczypospolitej sprzed 1939 r. w marszu za wycofującym się Wehrmachtem. Tak oto zaczynał się kolejny już, po 1920 i 1939 roku zwycięski pochód Armii Czerwonej przez wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, który tym razem miał ostatecznie już oderwać je od Polski. Zaczynała się również sowiecka okupacja całych ziem polskich, którą de facto zakończył dopiero proces opuszczania Polski przez wojska rosyjskie w początku lat 90.
Pewien znajomy historyk prowadzący zajęcia w liceum ogólnokształcącym opowiadał mi, że kiedy zadał swoim uczniom pytanie, w którym miesiącu 1944 roku wojska Stalina wkroczyły do Polski, kilku przytomniejszych (reszta w ogóle nie miała pojęcia, jakie wydarzenia miały miejsce w rzeczonym roku) bez namysłu odpowiedziało, że musiało to być latem, skoro słynny manifest PKWN-u wydano z datą 22 lipca, zaś jeden (olimpijczyk i pasjonat historii XX wieku) sprecyzował nawet, że pierwsze oddziały I Frontu Białoruskiego przekroczyły Bug już 20 lipca. Bug! A więc dla młodych Polaków – i to również tych posiadających, mimo wieloletnich wysiłków systemu edukacyjnego, jakąkolwiek wiedzę o historii naszego kraju – to złowieszcze pojęcie „linia Curzona” wyznacza wschodnią granicę dawnej Polski. Co jest za nią? Wiadomo – Ukraina, Białoruś, Litwa, w najlepszym wypadku jakieś mityczne i enigmatyczne „Kresy”. Gdyby mieszkańcom przedwojennego Lwowa lub Grodna powiedzieć, że pochodzą z „Kresów”, popukaliby się w głowę – wszak ich miasta znajdowały się w geograficznym centrum państwa polskiego.
Taki jest efekt operacji propagandowej, jaką komuniści dokonali na umysłach Polaków, w wyniku której udało im się wyrzucić ze świadomości całych pokoleń fakt przynależności do wielkiego duchowego dziedzictwa naszego narodu nie tylko miast takich jak Lwów, Stanisławów, Wilno, Grodno czy Nowogródek, ale również wielkich ziem Podola, Rusi Czerwonej i Białej, Wołynia, Litwy. Operacji, w efekcie której w myśleniu o Narodzie zwyciężył paradygmat etnosu. Od tego czasu Polska jest dla nas tylko tam, gdzie w zwarty sposób zamieszkują etniczni Polacy, zresztą nawet o tych – jak o rodakach z Wileńszczyzny – łatwo zapominamy, jeśli żyją poza aktualnymi granicami naszego państwa.
Dziś skutki ponad półwiecznego zabiegu na narodowej pamięci wzmacniają jeszcze nakazy politycznej poprawności, zgodnie z którymi rzekomo nie wypada naszym sąsiadom, których państwa rozpościerają się na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, przypominać o naszej wielowiekowej tam obecności, nie jako okupantów, jak chcą tamtejsi nacjonaliści, lecz gospodarzy. W ten sposób w imię jakiejś przejściowej ideologii wypieramy się wielkiego dziedzictwa Polski złotego i srebrnego wieku, a także wielkiego posłannictwa, jakie nałożył na naszą królową Jadwigę i jej poddanych Chrystus z wawelskiego krucyfiksu, kiedy rzekł do niej:Fac quod vides, co skłoniło ją do małżeństwa z Jagiełłą i rozpoczęło proces chrystianizacji Litwy, zaś ogromne obszary państwa władanego przez pogańskiego księcia poddało wpływowi cywilizacji łacińskiej.
Choć to promieniowanie zachodniej cywilizacji na wschodnie, przede wszystkim ruskie ziemie Rzeczypospolitej przez wieki próbowało osłabiać, a nawet zwalczać carstwo moskiewskie, które oparło swą doktryną państwową na eurazjatyckiej odmianie wschodniej schizmy, to najpoważniejszy cios zadał mu dopiero Związek Sowiecki. Jest w tym swoisty paradoks – to właśnie czerwone imperium rządzone przez zbrodniczą idologię powstałą w sercu Europy sprawiło, że zachodnie granice Ukrainy, Białorusi i Litwy stały się de facto granicami Azji. Chociaż to konsekwentna polityka władców Rosji od Piotra I do Katarzyny II sprawiła, że Rzeczpospolita zniknęła z mapy świata, a jej wschodnie tereny poddane zostały intensywnej rusyfikacji, to dopiero bolszewicy najpierw wyeliminowali fizycznie setki tysięcy tych, którzy byli apostołami łacińskiej cywilizacji – Polaków żyjących nad Berezyną czy na Żytomierszczyźnie poza granicami ustalonymi w traktacie ryskim, zaś w latach 1939-1941 rozpoczęli destrukcję zarówno substancji ludzkiej, jak i materialnej zagarniętych ziem II Rzeczypospolitej.
To jednak dopiero wejście sowieckich wojsk na tereny dawnej RP przed 70 laty przesądziło o przynależności politycznej tych ziem, za którą szło coś znacznie więcej. Nie dość, że nasze elity złożyć musiały kolejną daninę krwi i cierpienia, nie dość, że miliony Polaków w ciągu kilku następnych lat musiały opuścić tereny za „linią Curzona”, pozostawiając tam swoje mienie –domy, dwory, pałace, ale również archiwa, dzieła sztuki, rodzinne pamiątki, nie dość, że prześladowania, deportacje i mordy dotknęły w jeszcze większym stopniu niepolskich mieszkańców Ukrainy, Białorusi i Litwy, to jeszcze rozpoczęła się programowa, choć barbarzyńska dewastacja tych ziem w ramach sowieckiego państwa. Skutkiem jest ich zapóźnienie cywilizacyjne, z którego nie podniosą się z pewnością jeszcze przez długie lata lub nawet stulecia.

Piotr Doerre

Źródło: http://www.pch24.pl/sowieci-na-naszych- ... z2pfVRFHTv , 2014-01-06

POLISH CLUB ONLINE, 2014.01.06


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 30 mar 2014, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/67095

LWÓW 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU
aleksander szumanski, sob., 29/03/2014 - 18:16

LWÓW 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU
W środowisku polskich historyków panuje opinia, że z dniem 17 września 1939 kampania wrześniowa została ostatecznie przegrana. Trudno się z tym nie zgodzić. Do agresora z zachodu, dysponującego prawie 2 milionami żołnierzy, 10 tys. dział, 2800 tys. czołgów oraz 2 tys. samolotów, dołączył nieprzyjaciel, który rzucił do walki ponad 300 tys. żołnierzy, 4 tys. dział, 5 tys. czołgów oraz tysiąc samolotów. Wojsko Polskie, poważnie osłabione walkami na zachodzie nie miało fizycznych szans powstrzymania takiej siły. Lecz czy rzeczywiście tak było? Czy na wschodzie naprawdę nie było wojsk, mogących jeżeli nie powstrzymać, to chociaż stawić twardy opór Armii Czerwonej?
"Długośmy na ten dzień czekali, z nadzieją niecierpliwą w duszy, kiedy bez słów towarzysz Stalin na mapie fajką strzałki ruszy..."
Tysiąc - kilometrowa granica Rzeczypospolitej ze Związkiem Radzieckim, wyznaczona w 1921 roku na mocy postanowień pokojowych w Rydze, niemal cały czas zwracała uwagę polskich władz oraz dowództwa armii. Obronę jej powierzono, utworzonemu w 1924 roku Korpusowi Ochrony Pogranicza, który skupiał się na walce z "rajdami" i dywersją małych sowieckich oddziałów, przekraczających granice, zwykle w celu porywania i mordowania przedstawicieli polskich władz oraz podpalania wiosek czy posterunków granicznych.
KORPUS OCHRONY POGRANICZA (KOP)
Korpus Ochrony Pogranicza, KOP – formacja wojskowa czasu pokoju utworzona w 1924 roku do ochrony wschodniej granicy II Rzeczypospolitej przed penetracją agentów, terrorystów i zwartych uzbrojonych oddziałów dywersyjnych przerzucanych przez sowieckie służby specjalne z terenu ZSRR na terytorium II Rzeczypospolitej. W czasie stanu wojny funkcja KOP miała dobiec końca, a jego jednostki miały zgodnie z planem mobilizacyjnym zasilić oddziały i pododdziały Wojska Polskiego w linii.
Wkrótce po podpisaniu traktatu ryskiego w marcu 1921 roku po zakończonej zwycięsko wojnie z bolszewikami 1919 – 1920, władze sowieckie rozpoczęły kampanię odrzucania uznania ustalonej traktatem granicy z Polską. W tym celu w pierwszych latach powojennych zaczęto w Związku Sowieckim potajemnie organizować i szkolić terrorystyczne bandy, składające się z Białorusinów i Ukraińców zamieszkałych po obu stronach granicy. Zakrojona na szeroką skalę akcja dywersyjna prowadzona w sposób zorganizowany, oraz grasujący bezkarnie pospolity bandytyzm białoruskich i ukraińskich, a czasem także i litewskich mniejszości narodowych zamieszkujących obszary przygraniczne, stworzyły niezwykle niebezpieczny stan zagrożenia, którego słabe siły policyjne nie mogły opanować.
Po licznych aresztowaniach w latach 1922 – 23 bandytyzm ten nieco przycichł, ale już w roku następnym szczególnie aktywna w terroryzowaniu ludności okazała się tzw. „Ukraińska Organizacja Wojskowa”. Palono polskie domy i całe zagrody, rabowano mienie , grabiono dobytek, mordowano Polaków. Ustawiczne naruszanie granicy, coraz śmielsze głębokie wnikanie zorganizowanych wrogich band z terytorium Rosji i Litwy w tereny już nie tylko pogranicza, ale i przygranicznych powiatów i województw, brak możliwości spokojnej pracy, niepewność życia mieszkańców, oraz bezsilność organów państwowych – spowodowały powszechny ferment i najwyższe zagrożenie na całym obszarze Kresów Południowo – Wschodnich.
Zagrożenie to doszło do szczytu w roku 1924, kiedy z terytorium Rosji liczący około stu uzbrojonych ludzi oddział pod dowództwem oficera Armii Czerwonej przekroczył granicę i w nocy z 3/4 sierpnia 1924 roku zaatakował miejscowość Stołpce w województwie nowogródzkim. Bandyci opanowali miasteczko, splądrowali liczne sklepy i domy, a przed wycofaniem zniszczyli posterunek policji i stację kolejową, rabując dobytek i mordując kilkunastu mieszkańców – Polaków.
Po wydarzeniach w Stołpcach, oraz wobec całkowitej bierności władz sowieckich i litewskich, popierających wręcz potajemnie dywersję i terroryzm na wschodnich terenach Rzeczypospolitej, rząd polski postanowił utworzyć specjalną formację wojskową dla opanowania sytuacji. Formacji tej nadano nazwę Korpusu Ochrony Pogranicza – KOP, podporządkowując ją Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.
Zadaniem korpusu było spacyfikowanie całej wschodniej granicy państwa, zlikwidowanie wszelkich zagrożeń i wrogich wobec państwa polskiego działań, zapewnienie miejscowej ludności opieki i spokoju, oraz ugruntowanie pełnego stanu bezpieczeństwa publicznego. Obszar przygraniczny został podzielony na trzy strefy:
Droga graniczna – do 15 m. szerokości od linii granicznej, strefa nadgraniczna – od 1 do 6 km. szerokości oraz pas graniczny do 30 km. szerokości w głąb kraju.
Organizację korpusu powierzono gen. dyw. Henrykowi Minkiewiczowi, który był równocześnie pierwszym dowódcą KOP / 1924 – 1929 /. Kolejno dowódcami byli:
gen. bryg. Stanisław Tassaro / 1929 – 1930 /,
gen. bryg. Jan Truszewski / 1930 – VIII. 1939 /,
i od 31 sierpnia 1939 roku gen. bryg. Wilhelm Orlik – Rückemann.
Pierwsze trzy brygady KOP już w listopadzie 1924 roku objęły najbardziej zagrożone wojewódzkie odcinki graniczne – wołyński, nowogrodzki i wileński, a w dalszej kolejności - tarnopolski, całe Polesie, granice z Litwą, Łotwą, Prusami Wschodnimi w rejonie Suwałk i Rumii. Korpus składał się z wyborowych jednostek o pełnych stanach osobowych. Kontyngent żołnierzy służby czynnej był specjalnie dobierany, głównie z województw zachodnich. Wkrótce też widoczne były wyjątkowo pozytywne rezultaty wytężonej i zarazem niebezpiecznej dla żołnierzy KOP działalności. Nie tylko bowiem uniemożliwione zostały wszelkie dalsze próby naruszania granicy z zewnątrz, nie tylko stłumione i opanowane wrogie dla państwa i groźne dla ludności wystąpienia ukraińskich, białoruskich i litewskich band dywersyjnych, ale przede wszystkim wprowadzone zostały na całym obszarze – spokój, ład i pełne poszanowanie prawa.
Wojenne działania KOP były zależne od kierunku zagrożenia i rozwoju sytuacji na froncie . W wypadku wojny na wschodzie korpus miał pełnić rolę pierwszego rzutu osłony walczącej armii. Nie przewidywano bowiem użycia korpusu w całości, jako formacji bojowej. W wypadku wojny na zachodzie kraju, KOP miał wystawić pełne wielkie jednostki bojowe, oraz inne oddziały pomocnicze, po czym korpus miał się częściowo odtworzyć i nadal pełnić służbę na wschodniej granicy.
W 1939 roku KOP zmobilizował trzy pełne brygady górskie, dwie pełne rezerwowe dywizje piechoty / 35 i 38 /,dalsze dwie / 33 i 36 /, dywizje rezerwowe piechoty o niepełnych stanach osobowych oraz kilka innych mniejszych oddziałów pomocniczych.
Wszystkie te siły zostały przerzucone na front zachodni. Na granicy wschodniej pozostały jedynie osłabione i niepełne jednostki korpusu, odtworzone głównie z rezerwistów i poborowych. Nie dysponowały one dlatego tym samym wysokim poziomem uzbrojenia, wyszkolenia i spoistości, jaki prezentowały jednostki KOP przerzucone do walki z Niemcami. Rozlokowane w nadgranicznych stanicach od Dźwiny po Dniestr, na odcinku długiej, liczącej 1412 granicy z sowietami, w sile zaledwie 24 batalionów piechoty, 2 batalionów fortecznych, oraz 7 szwadronów i 1 dywizjonu kawalerii, zaatakowane 17 września 1939 roku przez liczącą blisko milion żołnierzy armię sowiecką – stawiały zacięty opór, broniąc polskiej granicy państwowej w walkach trwających do 1 października 1939 roku, spotkały się dlatego ze szczególną bezwzględnością sowieckiego agresora. Rannych żołnierzy dobijano, albo umierali oni z zadanych ran bez pomocy lekarskiej, a wziętych do niewoli oficerów i szeregowych mordowano bestialsko na miejscu.. Podobny los spotkał żołnierzy i oficerów korpusu więzionych później w Ostaszkowie. Wiosną 1940 roku wszyscy zostali wymordowani przez NKWD.
Z rąk sowieckich oprawców zginął również w Katyniu Henryk Minkiewicz, generał w stanie spoczynku ,organizator i pierwszy dowódca KORPUSU OCHRONY POGRANICZA.
Dopiero podpisanie między dwoma państwami w 1932 roku paktu o nieagresji oraz protokołu "o dobrosąsiedzkich stosunkach" w listopadzie 1938 roku unormowało sytuację.
Uległa jednak ona gwałtownemu pogorszeniu pod koniec sierpnia następnego roku, kiedy to III Rzesza oraz Związek Radziecki ku zaskoczeniu całego świata podpisały pakt o nieagresji, nazwany od nazwisk sygnatariuszy Paktem Ribbentrop-Mołotow. Stanowiło to kres francusko-angielskich zabiegów o pozyskanie do koalicji antyniemieckiej Związku Radzieckiego i w zasadzie przesądziło o wybuchu wojny. Tajna klauzula jaką zawierała ów umowa odkreślała podział stref wpływów obydwu państw w Europie Środkowej i Wschodniej. W radzieckiej strefie interesów znalazły się Finlandia, Estonia oraz Łotwa, a także pośrednio Rumunia i Polska. Niemcy zaakceptowali pretensje Sowietów do Besarabii i Północnej Bukowiny - części Rumunii, które przed I wojną światową znajdowały się w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. W Polsce granice radzieckich interesów stanowiły rzeki Wisła, Narew i San. Niemcy zadowolili się terenami zachodniej części Rzeczypospolitej oraz wpływami na Litwie.
Znaczenie paktu oraz zagrożenie jaki ze sobą niósł zostało przez Polskę zignorowane. Minister spraw zagranicznych Józef Beck nie mógł uwierzyć, że dwaj najzagorzalsi wrogowie gotowi są porozumieć się w jakiejkolwiek politycznej kwestii. Zbagatelizowano fakt, iż tego typu umowy podpisywane są przez państwa mające wspólne granice, a przecież Związek Sowiecki nie graniczył z III Rzeszą. Jeszcze...
1 września 1939 roku o godzinie 4:45 Wojska niemieckie, realizując plan "Fall Weiss" przekroczyły granice Rzeczypospolitej. Wybuchł konflikt polsko-niemiecki, który wkrótce przerodził się w II wojnę światową.
Wojsko Polskie stanęło do z góry przegranej batalii o młodą, bo zaledwie dwudziestoletnią niepodległość. Biło się dzielnie o czym świadczą przykłady takich bitew jak: Westerplatte, Węgierska Górka, Mokra, Wizna, Bzura czy wiele innych bardziej lub mniej znanych batalii.
Jednak na skutek błędów w rozmieszczeniu wojsk, spóźnionej mobilizacji, objęcia fatalnej doktryny wojennej oraz przygniatającej przewagi technicznej wroga, po dwóch tygodniach walk sytuacja była niemalże krytyczna:
Warszawa - główny punkt oporu - została okrążona; w "korytarzu pomorskim", ostatnimi siłami broniły się odcięte od reszty kraju wojska Lądowej Obrony Wybrzeża;
Niemcy po rozgromieniu polskich armii w centrum kraju podchodzili pod Chełm i Lwów, a polskie armie "Poznań" i "Pomorze" po początkowych sukcesach kontrataku pod Kutnem zostały niemal całkowicie unicestwione.
12 września (9 dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom) na konferencji w Abbeville, przedstawiciele Sztabów Generalnych zachodnich sojuszników Polski - Anglii i Francji uznali, że żadna pomoc materialna nie ma sensu wobec szybkości z jaką wojska niemieckie posuwały się w głąb terytorium państwa polskiego.
Stanowiło to pogwałcenie traktatów sojuszniczych jakie Anglicy i Francuzi zawarli z Polską tym bardziej, że o wynikach tych rozmów nie powiadomiono rządu walczącego kraju...
Stalin, który od swych agentów na zachodzie dowiedział się o postanowieniach konferencji w Abbeville zrozumiał, iż dostał zielone światło do wypełnienia zobowiązań zawartych w Pakcie Ribbentrop-Mołotow. Niemcy już od 8 września nalegali na szybkie włączenie się ZSRR do walki. Lecz 8 września wojna nie była jeszcze rozstrzygnięta. Tydzień późnej już tak...
"...Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy i zanim zmilkł zagrzmiały działa, to w bój z szybkością nawałnicy Armia Czerwona wyruszała..."
O 3:00 nad ranem, 17 września 1939 r. wojska sowieckie przekroczyły granicę polską. Wejście to różniło się całkowicie od tego „niemieckiego" sprzed dwóch tygodni.
Mijając posterunki graniczne, czerwonoarmiści wymachiwali do zaskoczonych żołnierzy KOP-u białymi flagami, czołgiści w otwartych wieżyczkach czołgów wykrzykiwali: Wpieriod ! Na Germańca ! Rebiata !
Mimo tego wiele strażnic KOP-u stawiło zacięty opór. Najdłużej broniły się placówki "Ludwikowo", "Sienkiewicze" oraz "Dawidówek".
Do Sztabu Generalnego pierwsze wiadomości o przekroczeniu granicy przez Sowietów nadeszły około godziny 6:00. Tak brzmiał meldunek dowódcy pułku KOP "Podole", ppłk Marceli Kotarba:
"Przewaga bardzo duża, bijemy się uporczywie i będę się starał jak najdłużej moje kierunki osłaniać...
W podobnym tonie przybywało innych meldunków z pozostałych odcinków nowego, wschodniego frontu. Naczelne dowództwo - co zrozumiałe - wpadło w panikę. Mnożyły się przesadzone informacje o postępach wojsk sowieckich: w południe nadeszły wiadomości o przekroczeniu przez Armię Czerwoną Dniestru pod miejscowością Uśnieczek, 40 kilometrów od Kołomyi.
Mimo, iż okazało się to nieprawdą, w obliczu całkowitego chaosu i niemal beznadziejnej sytuacji szef francuskiej misji wojskowej w Polsce gen. Faury naciskał na marszałka Rydza-Śmigłego - Wodza Naczelnego by jak najszybciej wyruszył w stronę granicy rumuńskiej.
Było to zachowanie uzasadnione. Widmo pochwycenia przedstawicieli polskich władz i wojska przez Sowietów stawało się coraz bardziej realne, a gdyby ziściło się stanowiłoby całkowitą katastrofę.
W wyniku narady z ministrem spraw zagranicznych, Józefem Beckiem oraz premierem Felicjanem Sławoj-Składkowskim, marszałek Rydz-Śmigły zrezygnował z planów utworzenia obrony na linii Dniestru, na tzw. "przedmościu rumuńskim" - gdzie zamierzał czekać na ofensywę sojuszników na zachodzie - i wydał kontrowersyjny do dziś rozkaz:
"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry, najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub prób rozbrajania oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii. W nocy z 17 na 18 września Naczelny Wódz wraz z polskimi władzami przekroczył granicę Rumunii, gdzie został internowany".
Rozkaz ten pogłębił chaos jaki powstał w wyniku wkroczenia wojsk sowieckich. Wielu dowódców liniowych nie wiedziało jak zachować się w obliczu nowego zagrożenia zwłaszcza, że czerwonoarmiści celowo dezinformowali Polaków, głosząc, iż przekroczyli granicę w charakterze sojuszników w walce z Niemcami.
Wiele jednostek podjęło jednak próby oporu przeciw przeważającemu pod każdym względem nieprzyjacielowi. W północno-wschodnich regionach kraju w rezultacie ciężkich walk rozbite zostały Baony KOP "Krasne", "Budsław" oraz "Iwieniec".
W Wilnie, przygotowywanym od połowy września do odparcia ataku niemieckiego skoncentrowano 8 batalionów piechoty wspartych 14 lekkimi działami oraz dwoma działami przeciwlotniczymi.
17 września do Wilna wycofały się oddziały pułku KOP "Wilno", 20 Bateria Plot. oraz Baon Obrony Narodowej "Postawy".
Łącznie garnizon miasta stanowiło prawie 7 tys. żołnierzy, jednak pozbawionych artylerii i broni przeciwpancernej. Funkcję dowódcy obrony objął najstarszy stopniem oficer - pułk dypl. Jarosław Okulicz-Kozaryn.
Wieczorem 18 września, po otrzymaniu meldunków o zbliżaniu się czołgów sowieckich wydał on rozkaz odwrotu na granicę litewską, po czym sam opuścił Wilno.
Zamieszanie jakie powstało w wyniku wydania takiego rozkazu sprawiło, iż doszło do szeregu nieskoordynowanych walk z wkraczającą do miasta Armią Czerwoną. Do końca walczyli harcerze i warta honorowa przy grobie z sercem marszałka Piłsudskiego na Rossie.
Zdecydowana większość improwizowanego garnizonu Wilna wycofała się z miasta i w dniach 19-20 września przekroczyła granicę Litwy.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Grodnie. Stacjonowały tutaj tylko słabo uzbrojone oddziały rezerwowe oraz wartownicze, dowodzone przez płk. w stanie spoczynku Bronisława Adamowicza.
Dowódca Okręgu Warownego "Grodno" zamierzał wykonać rozkaz gen. Olszyny-Wilczyńskiego i ewakuować wojsko z miasta w razie pojawienia się Armii Czerwonej.
Całkowicie inne stanowisko prezentował wiceprezydent Grodna Roman Sawicki, który wezwał ludność cywilną do budowy umocnień oraz walki z nieprzyjacielem.
20 września do miasta od południowego zachodu wjechało około 20 sowieckich czołgów XV Korpusu Pancernego.
Bez przeszkód pokonały most na Niemnie i dotarły do centrum. Tu natrafiły na twardy opór: celny ogień działka plot. oraz młodzież szkolna uzbrojona w butelki z benzyną unieszkodliwiły 8 czołgów.
Pozostałe zostały zmuszone do odwrotu. Obrońców wzmocnili żołnierze zgrupowania "Wołkowysk" gen. w stanie spoczynku Wacława Przeździeckiego (Rezerwowa Brygada Kawalerii), którzy weszli do miasta w nocy z 20 na 21 września.
Dowodzenie objął gen .Wacław Przeździecki.
Następnego dnia Sowieci ponowili atak. Piechota wsparta czołgami oraz silną artylerią w ciągi kilku godzin dotarła do mostu na Niemnie i opanowała go. Czołgi ponownie wjechały do centrum. Wobec beznadziejnej sytuacji Polacy zdecydowali się na odwrót.
Walki trwały do późnych godzin wieczornych. Ich złowrogim epilogiem było wymordowanie przez Sowietów wziętych do niewoli obrońców Grodna (ich masowe groby odkryto dopiero w roku 1992...).
Większość Rezerwowej Brygady Kawalerii, stanowiącej trzon obrony Grodna, wkrótce przekroczyła granicę Litwy. Generał Olszyna-Wilczyński został 22 września zatrzymany pod Spockiniami przez zmotoryzowaną kolumnę sowiecką i wraz ze swym adiutantem kpt. w stanie spoczynku Mieczysławem Skrzemeskim zamordowany...
"...Zwycięstw się szlak ich serią znaczy,
Sztandar wolności okrył chwała,
Głowami polskich posiadaczy
Brukują Ukrainę całą.
Pada Podole,
W hołdach Wołyń,
Lud pieśnią wita ustrój nowy,
Płoną majątki i kościoły
I Chrystus z kulą w tyle głowy...". To utwór anonimowy.
Na znacznie twardszy opór trafiła Armia Czerwona na południe od bagien Prypeci, na Polesiu, Wołyniu i Podolu.
Znajdowały się tam większe zgrupowania wojsk polskich, przygotowujących się do walki z Niemcami.
Na Polesiu dowódca OK nr IX gen. Franciszek Kleeberg skoncentrował podległe sobie wojska na linii Brześć - Pińsk.
Dysponował on siłą 20 batalionów piechoty, które jednak wspierało tylko 10 dział polowych i niewiele więcej przeciwpancernych. Część tych sił już toczyła walki z Niemcami (Zgrupowanie "Kobryń" płk Adama Eplera, w sile 7 batalionów, 10 dział oraz 4 działa ppanc.) w rejonie Kobrynia, gdzie podeszła 2 Dywizja Zmotoryzowana.
Na tzw. Polesiu Wołyńskim stacjonowało (w garnizonach, ośrodkach zapasowych czy w trakcie przemarszu) dalsze 30 batalionów , 40 dział polowych, kilkanaście ppanc., 11 czołgów i 3 pociągi pancerne. To była już dosyć znaczna siła, z którą tak Wehrmacht idący od zachodu jak i Armia Czerwona musiały się liczyć.
Gdy późnym wieczorem 18 września gen. Kleeberg otrzymał rozkaz Naczelnego Wodza postanowił skoncentrować podległe sobie oddziały w rejonie na zachód od Kowla.
Stamtąd zamierzał wyruszyć w kierunku granicy rumuńskiej i zgodnie z otrzymanym rozkazem przekroczyć ją. Jego grupa oderwawszy się od Niemców ze śpiewem na ustach pomaszerowała na Kowel, gdzie jak mówiono było "wiele wojska, dużo sprzętu i olbrzymie zapasy amunicji i środków do dalszej walki".
Po dotarciu w zamierzony rejon, oddziały te zostały zreorganizowane i nazwane Samodzielną Grupą Operacyjną "Polesie". Nawiązano kontakt z wojskami sowieckimi, które już dotarły do Kowla, w celu zapewnienia swobodnego przemarszu do granicy.
Wobec fiaska negocjacji, gen. Kleeberg rozkazał marsz na Włodawę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wykorzystując pas "ziemi niczyjej" jaki nagle wytworzył się między wycofującymi się Niemcami, a prąca na zachód Armią Czerwoną umożliwi mu swobodny dostęp do Bugu pod Włodawą. Dalej planował marsz na pomoc jedynemu pewnemu punktowi oporu - Warszawie...
22 września SGO "Polesie" w rejonie miejscowości Maloryt napotkała zgrupowanie ppłk Ottokara Brzozy-Brzeziny, które po zreorganizowaniu utworzyło 50 Dywizje Piechoty "Brzoza".
Pięć dni później oddziały Kleeberga wkroczyły do Włodawy, entuzjastycznie witane przez ludność cywilną. Do SGO "Polesie" dołączyły kolejne jednostki, m.in. dwubrygadowa Dywizja Kawalerii "Zaza" (utworzona z niedobitkow Suwalskiej Brygady Kawalerii oraz oddziałów Podlaskiej Brygady Kawalerii), pod dowództwem gen. Podhorskiego.
Tego też dnia do żołnierzy dotarły wieści o kapitulacji Warszawy, co postawiło dalszy marsz na zachód pod wielkim znakiem zapytania... Po długiej i burzliwej naradzie generałowie zdecydowali się poprowadzić swe wojsko w kierunku na Dęblin, a stamtąd przebić się w Góry Świętokrzyskie i zainicjować wojnę partyzancką.
29 września podjęto marsz na Radzyń-Łuków. Zanim jednak doszło do kontaktu z wojskami niemieckimi, stoczono szereg zwycięskich bitew z Armią Czerwoną, usiłującą zniszczyć siły polskie.
60 Dywizja Piechoty "Kobryń" płk Adama Eplera pokonała wojska sowieckie pod Jabłonią, a dzień później również pod Milewem. Godny odnotowania jest fakt, iż wzięto znaczną liczbę jeńców sowieckich, którzy na własną prośbę zostali wcieleni do jednostek polskich, gdyż odmówili powrotu do swoich. Brali oni udział w dalszych walkach aż do końca kampanii...
Dużo trudniejsze zadanie miał dowódca KOP-u, gen. Orlik-Ruckeman. Dysponował on siłą 16 batalionów piechoty (w tym jednym batalionem saperów), 7 szwadronami kawalerii oraz 14 działami. Nie były to małe siły, lecz zostały one rozciągnięte na długości prawie 250 km, co nie dawało szans skutecznej obrony.
Minęły trzy dni zanim wojska te skoncentrowały się w wyznaczonym przez generała rejonie. 22 września wyruszyła w kierunku przeprawy na Bugu pod Szackiem, gdzie dotarła 27 września tylko po to by dostrzec sowieckich żołnierzy z 52 Dywizji Strzelców.
Doszło do bitwy. Zupełnie zaskoczeni Sowieci ponieśli ciężkie straty (zniszczono lub zdobyto 20 czołgów, oraz wzięto do niewoli 300 jeńców) i zmuszeni zostali pozostawić pole Polakom.
Grupa gen. Orlika-Ruckemana przekroczyła Bug. Kolejnym celem było przedostanie się do lasów na południe od Parczewa.
Niestety 1 października Polaków pod Wytycznem zaatakowały sowieckie czołgi. Walki trwały przez kilka godzin. Wobec kończącej się amunicji, żołnierze Grupy oderwali się od nieprzyjaciela i odeszli w rejon lasów pod Sosnowicą, gdzie Grupa została rozwiązana.
Pod Włodzimierz na Wołyniu Armia Czerwona podeszła już 19 września. W samym mieście otoczyło siły polskie w koszarach Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii.
Polski dowódca wysłał parlamentariuszy z warunkami kapitulacji, które zapewniały zachowanie broni osobistej oraz swobodny przemarsz do Rumunii.
Sowiecki dowódca, Komdiw Bogomołow zgodził się na te warunki, ale gdy tylko żołnierze polscy opuścili koszary oznajmił, iż "na skutek zmian zaszłych w sytuacji międzynarodowej oficerowie musza złożyć broń i od tej chwili są uważani za jeńców wojennych." Później ich nazwiska znalazły się na listach katyńskich...
Zupełnie nie powiodły się plany obrony Równego przez oddziały KOP-u. Na miasto uderzały czołgi 5 Armii komdiwa Sowietnikowa, które z łatwością łamały obronę pułku KOP "Równe". Baon "Ostróg" został zniszczony już na granicy, baon „Dederkały” zmuszony do odwrotu na Poczajów i Brody.
Bez walki oddano Tarnopol mimo iż miasto posiadało silny kilkutysięczny garnizon, który mógł bronić się nawet do tygodnia. Jedynie mała grupka oficerów i szeregowców ostrzelała z wieży kościoła wkraczające oddziały sowieckie. Zostali natychmiast schwytani i rozstrzelani na miejscu...
Już 19 września Armia Czerwona podeszła pod Lwów, który w tym czasie opierał się od zachodu atakom wojsk niemieckich.
Dowódca Samodzielnej Brygady Pancernej płk Iwanow wystosował do dowódcy obrony Lwowa, gen. Langera żądanie poddania miasta. Nie czekając na odpowiedź, Sowieci przypuścili 20 września próbę wkroczenia do Lwowa.
Zostali jednak odparci tracąc jeden czołg. Mimo iż nastroje wśród żołnierzy garnizonu oraz ludności cywilnej były dobre, zapasów żywności starczyłoby na trzy miesiące, a amunicji na około dwa tygodnie obrony, gen. Langer oraz jego sztab byli przeciwni kontynuowaniu walki ze względu na „brak możliwości poprawy ogólnego położenia kraju”, które pod dwudziestu dniach wojny było beznadziejne.
Rano 22 września polska delegacja podpisała w Winnikach dokument, na mocy którego przekazano miasto Lwów Armii Czerwonej.
Punkt 8 gwarantował oficerom wolność osobistą i nietykalność własności. Gen. Langer po podpisaniu dokumentu miał powiedzieć: „Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez 10 dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie...”
Sowieci złamali postanowienia zapisane w punkcie 8 i wielu z oficerów broniących Lwowa zostało wymordowanych w Starobielsku.
„...Już starty z map wersalski bękart,
Już wolny Żyd i Białorusin,
Już nigdy polska ręka
Ich do niczego nie przymusi.
Nową wolność głosi Prawda,
Świat cały wieść obiega w lot,
Że jeden odtąd łączy sztandar gwiazdę,
Sierp hackenkreuz i młot !”… Utwór napisany przez Wandę Wasilewską i Jerzego Putramenta (przedwojennego agenta NKWD).
29 września w Moskwie po burzliwych negocjacjach (Niemcy proponowali pozostawić kadłubowe państwo polskie bez Pomorza, Wielkopolski i Śląska, ze wschodnią granicą od Grodna po Przemyśl.
Na takie rozwiązanie nie godził się Stalin, argumentując, że może to stanowić w przyszłości niebezpieczeństwo dla dobrych stosunków między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim) podpisano trzy protokoły, regulujące nową granice między obydwoma państwami.
Niemcy w zamian za ziemie między Wisłą, Bugiem i Sanem zgodzili się przekazać Litwę sowieckiej strefie wpływów. Obie strony zobowiązały się wspólnie walczyć z polskim podziemiem niepodległościowym oraz nie tolerować żadnej polskiej agitacji dotyczącej terytorium drugiej strony.
„...Tych dni historia nie zapomni, gdy stary ląd w zdumieniu zastygł...”
W 1992 roku Rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało w Moskwie książkę „Grif siekrietnosti snjat”, w którym podaje dokładną ilość sprzętu wojennego zdobytego we wrześniu i październiku 1939 roku w Polsce.
Oto bilans:
247325 karabinów, 8566 ciężkich karabinów maszynowych, 12783 szable, 740 dział różnych kalibrów, 36 czołgów, 64 samochody pancerne, 131 samolotów oraz 4579 innych pojazdów mechanicznych.
Łącznie stanowi to uzbrojenie co najmniej trzech armii polowych z 1939 roku !
W oparciu o prawie 30 ośrodków zapasowych przeniesionych z centrum kraju można było zorganizować twardą obronę.
Dodatkowo na wschodzie stacjonowały liczne garnizony kresowe ze znaczną ilością rezerw uzbrojenia. To na wschód wycofywały się wojska pobite przez Niemców by zreorganizować się i podjąć na nowo walkę.
Podjęcie obrony na „przedmościu rumuńskim” było jak najbardziej możliwe. Stacjonowały już tam czołgi płk Maczka, brygada zmotoryzowana oraz batalion czołgów mjr Łuckiego, liczący łącznie 50 maszyn, z których ani jeden nie oddał strzału...
Lecz tego typu błędów podczas ostatniej fazy kampanii popełniono znacznie więcej. Jeden być może jest tutaj kluczowy.
Gdyby siły KOP-u generałów Kleeberga i Orlika-Ruckemana wycofały się na południe, a nie podjęły zgubny marsz na zachód, to najprawdopodobniej w rejonie Kowla doszło by do wielkiej bitwy z Armią Czerwoną.
Oprócz samych wojsk obu generałów znajdowały się tam znaczne siły polskie m.in. batalion kolarzy ze Śląska, dywizjon 36 moździerzy 81mm kpt. J. Cebuli, kilka baterii artylerii lekkiej oraz 18 czołgów. Zgrupowanie to odeszło na Krasnystaw zamiast podjąć próbę obrony w rejonie Łucka.
W samym Łucku znajdowało się 9 tys. żołnierzy w tym tysiąc oficerów, którzy poddali się Sowietom bez walki. Bardzo prawdopodobne, że wsparte jednostkami KOP-u Kleeberga i Orlika-Ruckemana mogłoby stanowić twardy orzech do zgryzienia dla wojsk sowieckich.
Rodzi się jednak pytanie czy w obliczu całkowitej klęski na froncie zachodniej i centralnej Polski, wielka bitwa na wschodzie miałaby jakieś znaczenie.
Zapewne nie. Przedłużyło by to kampanię o kilka tygodni lecz na jej wynik nie było by w stanie wpłynąć. Spalono by więcej sowieckich czołgów, zabito więcej czerwonoarmistów, lecz i polskie straty były by zdecydowanie większe.
Część z tych wojsk podjęła udaną próbę przebicia na Węgry i Rumunię, gdzie po długiej odysei wzmocniły skład polskiej armii we Francji, a później Wielkiej Brytanii.
Część zrzuciła mundur i zakopała broń, która mogła przydać się w późniejszej walce partyzanckiej. Myślę i nie jestem w tym odosobniony, że nie mamy prawa dziś oceniać decyzji dowódców walczących wtedy z Armią Czerwoną.
Ich rozkazy nawet te najbardziej kontrowersyjne miały jakąś podstawę i zostały wydane z myślą o dobru kraju oraz armii. Mimo iż w większości były one fatalne w skutkach to okoliczności w jakich je wydano w całości zmazują winę z tych, którzy te decyzje podejmowali.
Jednym z najdzielniejszych dowódców kampanii wrześniowej był Wilhelm Orlik-Rückemann.
Urodził się 1 sierpnia 1894 we Lwowie w rodzinie polskiej o korzeniach żydowskich. W latach 1910-1911 organizował skautowy Oddział "Zarzewia" w I Gimnazjum Realnym we Lwowie, na tamtejszej Politechnice rozpoczął w 1912 roku studia na wydziale budowy dróg i mostów. Studia te przerwała jednak I wojna światowa.
Był żonaty z Różą Fajans, która pochodziła ze znanej warszawskiej rodziny Fajansów, właścicieli m. in. "Żeglugi na Wiśle" i działaczy społeczności żydowskiej.
W sierpniu 1914 wstąpił do Legionów Polskich. Był oficerem 6 Pułku Piechoty. W 1917, po kryzysie przysięgowym, został wcielony do cesarskiej i królewskiej Armii. Służył w niej m.in. w 19 pułku strzelców. Ukończył też w 1918 roku szkołę oficerów rezerwy.
4 listopada 1918 przeszedł do Wojska Polskiego. Podczas wojny polsko-ukraińskiej w 1919 dostał się do niewoli, jednak został z niej zwolniony po podpisaniu sojuszu między Piłsudskim a Petlurą.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej wyróżnił się jako zdolny dowódca. 16 sierpnia 1920 roku otrzymał dowództwo nad 1 pułkiem czołgów i dowodził nim do 1921.
W 1921r. uzyskał zezwolenie na przybranie do nazwiska rodowego "Rückemann" nazwiska "Orlik Kazimierz” . Bohater z pod Kocka. Wielokrotnie odznaczany:
Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari
Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski
Krzyż Niepodległości
Krzyż Walecznych (czterokrotnie)
Złoty Krzyż Zasługi
Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości
Odznaka "Znak Pancerny" - nr. 243
„...I święcić będą nam potomni po pierwszym września, siedemnasty...”
Opracował Aleksander Szumański
Literatura, źródła, cytaty:

http://www.historycy.pl jak naprawdę wyglądał lwów 17 września 1939 r

aleksander szumanski - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 11 wrz 2014, 20:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
75. rocznica agresji ZSRS na Polskę

Do uroczystego oddania hołdu obrońcom naszej wschodniej granicy sprzed 75 lat oraz ofiarom sowieckiej okupacji Polski zaprasza wszystkich mieszkańców i gości Krakowa tamtejszy Oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Uroczystościom, zaplanowanym na środę, 17 września, przyświeca hasło: „Grodno 1939 – Kresowe Westerplatte – w obronie przed agresją sowiecką”. – W sposób szczególny chcemy przywołać pamięć bohaterskich obrońców Grodna – miasta, które w tych tragicznych dniach zasłużyło sobie na miano Kresowego Westerplatte – mówi Dorota Korohoda, asystent prasowy IPN w Krakowie.

Uroczystości rozpoczną się o godz. 17.00 Mszą Świętą w bazylice Mariackiej w intencji obrońców Rzeczypospolitej przed agresją ZSRS w dniu 17 września 1939 r. oraz wszystkich ofiar sowieckiej okupacji Polski. Godzinę później nastąpi przemarsz, który wraz z Kompanią Honorową Wojska Polskiego przejdzie ulicą Grodzką pod Krzyż Katyński, gdzie zostanie odmówiony Apel Pamięci. Kolejnym punktem programu będzie koncert poświęcony pamięci Orląt Grodzieńskich w Filharmonii Krakowskiej (wstęp za zaproszeniami, które można od 12 września odbierać w Filharmonii Krakowskiej).

Jak wyjaśniają organizatorzy uroczystości, obrona Grodna we wrześniu 1939 roku przed sowiecką agresją była zarówno w PRL, jak i ZSRS tematem zakazanym. – Dlatego bohaterstwo mieszkańców miasta nie funkcjonuje w polskiej świadomości narodowej, w przeciwieństwie do pamięci o obrońcach Poczty Gdańskiej, Westerplatte, Wizny, Warszawy, którzy walczyli z niemieckim najeźdźcą – podkreśla Korohoda.

Przez lata na milczenie byli skazani żyjący obrońcy Grodna, których los rozrzucił po świecie. Jednym z niewielu dziś żyjących jest kpt. Jerzy Krusenstern mieszkający w Krakowie. – Podczas walk przygotowywał butelki z benzyną, a jego koledzy podpalali nimi sowieckie czołgi – mówi asystentka prasowa IPN.

Bohaterstwo obrońców Grodna znalazło uznanie w oczach Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego. W grudniu 1941 roku podczas inspekcji Armii Polskiej w ZSRS, wysłuchawszy relacji kilku z nich, powiedział: „Jesteście nowymi Orlętami. Postaram się, żeby wasze miasto otrzymało Virtuti Militari i tytuł Zawsze Wiernego”. Tej obietnicy nie udało mu się spełnić.

Obronę miasta przed Sowietami organizowali wiceprezydent Roman Sawicki i szef Wojskowej Komendy Uzupełnień mjr Benedykt Serafin. Na wezwanie pierwszego z nich do kopania okopów i zapór przeciwczołgowych stawiły się tysiące ludzi. Z kolei drugi pozostawił przebywającym w koszarach 81. pułku piechoty żołnierzom wybór: kto chce odejść – niech odejdzie, kto chce walczyć – niech zostanie. Pozostali wszyscy oficerowie z Komendy Miasta i harcerze. Wraz ze zdeterminowanymi cywilami było to około 2 tys. ludzi, którzy gotowi byli bronić miasta.

Dorota Korohoda mówi: – Po przekroczeniu wschodniej granicy Polski przez Armię Czerwoną w Grodnie uaktywnili się sympatyzujący z komunizmem miejscowi Żydzi i Białorusini. Od 17 września 1939 roku przez trzy kolejne dni ostrzeliwali polskie oddziały, udało im się też zająć jeden z kluczowych punktów miasta, jakim był plac im. Stefana Batorego. Po opanowaniu rebelii postąpiono z nimi zgodnie z prawem wojennym. Nie zniechęciło to następnych dywersantów, służących sowieckim czołgistom za przewodników po mieście.

Spodziewano się Armii Czerwonej od wschodu, tymczasem 20 września pojawiła się ona – ku zaskoczeniu obrońców – od strony zachodniej. Dziesięciu sowieckim czołgom udało się wjechać przez most na Niemnie do miasta. W walce z nimi najskuteczniejsze okazały się butelki z benzyną. Tak rozpoczęła się obrona Grodna, w której brały udział nawet kilkunastoletnie dzieci.

Za udział w walkach jeszcze w 1939 roku całe polskie rodziny wywożono do Kazachstanu. Były to pierwsze deportacje, jakich doświadczyła ludność Kresów ze strony Sowietów.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 14 wrz 2014, 20:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
17 września 1939 roku datą IV rozbioru Polski

Bogusław Homicki

[fragment książki "Ciekawe życie w PRL-u?" traktujący o tym wydarzeniu.]

23 sierpnia minęła kolejna rocznica podpisania Paku Ribbetropp -Mołotow, w którym oficjalnie zwarto układ o nieagresji pomiędzy tymi państwami a w tajnym aneksie - o jednoczesnej napaści na Polskę i połączeniu swoich granic na Bugu. Był to innymi słowy akt czwartego rozbioru Polski. Niemcy "podpuszczone" przez Stalina wykonały swoją część planu zgodnie z planem i 1 września zaatakowały Polskę. Tymczasem Stalin ociągał się z wypełnieniem swojej części planu chcąc stworzyć pozory, że musi wyzwolić "zachodnie tereny Białorusi i Ukrainy" przed polskimi "burżujami" bo państwo polskie przestało istnieć. Odczekał tak do 17 września a następni zajął 52% naszego terytorium. Następnie, zdradzeni przez aliantów, utraciliśmy te ziemie. I tak jest do dzisiaj.

==================

Lata 1939 – 1945 to kolejny przykład przewrotności i chytrości Stalina, ciągle nie rezygnującego ze swoich agresywnych planów wobec państw Europy zachodniej.

Z jednej strony 23 sierpnia 1939 roku zawiera z Hitlerem pakt o nieagresji, znany jako pakt Ribbentrop-Mołotow, i popycha Hitlera do wojny z całą Europą, a z drugiej jako kraj „neutralny” anektuje, stanowiące 52,1% przedwojennego terytorium, wschodnie tereny Polski, w tym Wołyń i Polesie ze Lwowem, które nawet Petlura - przywódca nacjonalistów ukraińskich uznawał za polskie, co potwierdził w porozumieniu zawartym z Piłsudskim. W ten sposób data 17 września 1939 roku staję się datą IV rozbioru Polski.

W czasie, gdy Hitler prowadzi wyniszczającą wojnę z krajami zachodniej Europy „neutralny” ZSRR atakuje (3.XI) Finlandię, anektuje Karelię, zagarnia w czerwcu 1940 roku niemal bez walki kraje nadbałtyckie, tj. Litwę, Łotwę i Estonię, zajmuje Mołdawię oraz dokonuje agresji i zbrojnego zajęcia części Rumunii (tj. Besarabii i Bukowiny). Jeszcze przed atakiem Niemców na Polskę, w sierpniu anektuje Mongolię oraz w błyskawicznej, niewypowiedzianej wojnie atakuje i zwycięża wojska japońskie nad Chałchyn-Gołem, przejmując także będącą pod okupacją Japonii chińską Mandżurię. Pokonanie Japończyków zabezpieczyło Stalina przed atakami Japonii od wschodu i tym samym dało możliwość skoncentrowania się na mobilizowaniu wojsk do, przygotowywanej na rok 1941 agresji na Niemcy.

Pakt Ribbentrop-Mołotow został wymyślony przez Stalina po to, aby rękami Hitlera rozpętać drugą wojnę światową, zrujnować i osłabić Europę, w tym również Niemcy a potem samemu zaatakować, realizując leninowski zamysł zapanowania komunizmu nad Europą a potem nad całym światem.

Okupacja radziecka

Okupacja przez Niemców zachodnich terenów Polski do Bugu ma bogatą literaturę, dlatego pomijam ten temat w mojej książce. Ale była też okupacja drugiej połowy Polski – okupacja radziecka. Była to jak najbardziej okupacja, chociaż komuniści wymyślili dla niej inne określenie – wyzwolenie polskich mas pracujących spod ucisku burżujów. Jednak pozostanę przy prawidłowym określenie. A więc radziecka okupacja połowy Polski to nie było „neutralne” administrowanie.

Od pierwszych dni następuje wynaradawianie terenów wschodnich z ludności o narodowości polskiej. 10 lutego 1940 roku rozpoczęły się masowe deportacje ludności polskiej. Polaków wywożono do obozów (łagrów) na Ukrainie, Białorusi, Kazachstanie i na Syberii. Nieprzerwanie płynęły, a raczej turkotały transporty Polaków wiezionych na poniewierkę i zagładę. Ogółem liczba wywiezionych Polaków z Kresów Wschodnich, w latach 1939 – 41, mimo rozbieżności źródeł, oscyluje około jednego miliona osób, zmieniając całkowicie narodowościową strukturę tych terenów.

Deportacje zwane wywózkami rozpoczęły się już w lutym 1940 roku. Były przeprowadzane co dwa miesiące i łącznie w ten sposób wywieziono w głąb terenów ZSRR ponad milion Polaków. Wywózki można nazwać pośrednim ludobójstwem, bo każdy transport trwał około miesiąca i w tym czasie z głodu, wyziębienia oraz nieludzkich warunków transportu umierało w drodze od 10 do 20 procent z każdego transportu. Łączna liczba deportowanych, osadzonych w więzieniach, skazanych i zesłanych do obozów pracy przymusowej, jeńców wojennych, młodzież wcieloną do Armii Czerwonej i batalionów pracy oraz wszystkich wywiezionych mniej lub bardziej przymusowo do pracy w radzieckich fabrykach i kopalniach przekroczyła jeden milion Polaków.

Dalsza część tego ludobójstwa odbywała się w miejscach zesłania na Syberii, Kołymie, Workucie podczas katorżniczej pracy, w wyniku głodu, wycieńczenia, pobicia, mrozu a także zatrucia podczas pracy w kopalniach ołowiu i innych rud metali i surowców. Do ludobójstwa bezpośredniego należy zaliczyć wyprowadzanie na Morze Białe barek wypełnionych jeńcami i niezdolnymi już do pracy więźniami i zatapianie ich. W ten sposób stracono od 3 do 7 tysięcy polskich jeńców. O innym ludobójstwie jest poniżej.

Stalin dwadzieścia lat musiał czekać na zmazanie hańby klęski pod Radzyminem w 1920 roku i na zemstę. Wiosną 1940 roku ma miejsce zbrodnia nad zbrodniami dokonana na internowanych w obozach Katyniu, Ostaszkowie, Kozielsku i Starobielsku polskich oficerach i ludności cywilnej tak opisana przez Wikipedię „Zbrodnia katyńska (ros. Катынский расстрел, ang. Katyn massacre) – zbrodnia komunistyczna polegająca na rozstrzelaniu wiosną 1940 roku co najmniej 21 768 obywateli Polski, w tym ponad 10 tys. oficerów wojska i policji, na mocy decyzji najwyższych władz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich zawartej w tajnej uchwale Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 roku (tzw. decyzja katyńska). Egzekucji ofiar, uznanych za „wrogów władzy sowieckiej” i zabijanych strzałami w tył głowy z broni krótkiej, dokonała radziecka policja polityczna NKWD”. Ofiarami zbrodni, oprócz oficerów i szeregowych, byli naukowcy, lekarze, inżynierowie, prawnicy, nauczyciele, urzędnicy państwowi, przedsiębiorcy.

Na tereny „oczyszczane” z Polaków sprowadzano rodowitych Rosjan. Codzienne życie w okupowanym kraju przysparzało poniżenia lub narażania się na etykietkę „antysowieckiego elementu” i trafienie do więzienia bądź wywózkę na Sybir w kolejnej deportacji. Aresztowanym można było zostać z byle powodu. Nawet posiadacz białych rąk mógł zostać aresztowany jako „niepewny element”. Sprawiedliwie należy przyznać, że wynaradawianie i niszczenie inteligencji odbywało się w obydwu strefach okupacyjnych (niemieckiej i sowieckiej) z jednakowym nasileniem.

W strefie sowieckiej Już 22 października 1939 roku na terenach „zachodniej Białorusi” i „zachodniej Ukrainy” odbyły się przymusowe plebiscyty, na które zganiano ludność w celu wyboru nowych, marionetkowych władz i zgromadzenia ludowego. Powstałe w ten sposób zgromadzenia Zach. Białorusi i Zach. Ukrainy już na pierwszych swoich „nadzwyczajnych” posiedzeniach podjęły uchwały o zwrócenie się do Rady Najwyższej ZSRR z prośbą o przyłączenie okupowanych terenów do ZSRR.

Do zniewalania polskich umysłów licznie przystąpili polscy pisarze- i poeci -kolaboranci, który w swoich utworach werbalnie sławili komunizm, chociaż realnie szalał terror. Wymienię tu za Bohdanem Urbankowskim kilka nazwisk: Aleksander Watt, Leon Kubiak, Adolf Rudnicki, Wisława Szymborska, Lucjan Szenwald, Adam Ważyk, Jerzy Putrament i inni.

W terminologii i literaturze do dzisiaj utrzymują się dwa określenia na te same zdarzenia militarne; od Zachodu Niemcy Polskę napadły, natomiast od Wschodu ZSRR –zajmując 52% terenów należących do Polski - te tereny wyzwolił od polskich „burżujów” i obszarników. I chyba dlatego Niemcy jako „najeźdźcy” po skończonej wojnie powrócili do siebie a Związek Radziecki jako wyzwoliciel, chociaż nazywa się już inaczej, pozostaje tam do dzisiaj.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 15 wrz 2014, 15:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Komunikaty z pola walki. 17-28 września 1939 roku

Z książki ZMOWA. IV ROZBIÓR Polski. Oprac. Andrzej Leszek Szcześniak. Alfa, 1990


17 września 1939 r. Miejsce postoju.
Depesza Naczelnego Wodza
w sprawie zadań walczących Jednostek
i zachowania się wobec Armii Radzieckiej

Sowiety wkroczyły. Zarządzam ogólne wycofanie na Ru¬munię i Węgry najkrótszymi drogami. Z Sowietami nie wal¬czyć, tylko w razie (natarcia) z ich strony lub próby rozbrojenia naszych oddziałów. Zadanie dla Warszawy i (Modlina), które mają bronić się przed Niemcami, bez zmian.
Miasta, do których podeszły Sowiety, powinny z nimi per¬traktować w celu wyjścia garnizonów do Rumunii lub Wę¬gier.


Naczelny Wódz
E. Śmigły-Rydz
Marszałek Polski
Wojna obronna Polski..., s. 888.
-----------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
(Raboczo-Krestjanskaja Krasnaja Armija ¬–
Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona),
17 września 1939 r.

Rankiem 17 września wojska Robotniczo-Chłopskiej Czerwonej Armii przeszły granicę na całe) zachodniej linii, od rzeki Zachod¬nia Dźwina (nasza granica z Łotwą), do rzeki Dniestr (nasza gra¬nica z Rumunią).
Wypierając słabe czołowe oddziały regularne i rezerwy armii polskiej, nasze wojska wieczorem 17 września dotarły na północy - na Zachodniej Białorusi - do miejscowości Głubokoje (Głębo¬kie), stacji Parafianowo, opanowały węzeł kolejowy Mołodeczno i miejscowość Wołożyn.
Na kierunku baranowieckim oddziały Czerwonej Armii przepra¬wiły się przez rzekę Niemen i zajęły Korelicze i miejscowość Mir, Połoneczka, węzeł kolejowy Baranowicze i Snow.
Na południu - na Zachodniej Ukrainie - nasze wojska zajęły miasta Równe, Dubno, Zbaraż, Tarnopol, Kołomyję.
Nasze lotnictwo zestrzeliło 7 polskich myśliwców i zmusiło do lądowania 3 ciężkie bombowce, ich załogi zostały zatrzymane.
Ludność wita wszędzie oddziały Czerwonej Armii z wielką radością.

--------------------------

WOJNA POLSKO-NIEMIECKA

Berlin, 17 września (TASS).
Główne dowództwo armii niemiec¬kiej opublikowało dziś komunikat wojenny, w którym oświadcza: ,,16 września wojska niemieckie, operujące na południu Polski, szybko kontynuowały natarcie. Lwów jest okrążony z trzech stron. Wojska polskie, wycofujące się na południowy wschód zostały odcięte. W centrum Polski wojska niemieckie kontynuują natarcie w kierunku Lublina.
Na północny wschód od Radomia zostało zajęte miasto Dęblin. Wojska niemieckie zdobyły tam 100 polskich samolotów. Wojska niemieckie zajęły Kutno, w tym rejonie przekroczono rzekę Bzurę. Na wschodzie Polski wojska niemieckie opanowały twierdzę Brześć Litewski, Wzięto do niewoli 600 jeńców. Na południe od Brześcia Litewskiego, w okolicach Włodawy, został nawiązany kontakt między czołowymi, zwiadowczymi oddziałami armii nie¬mieckiej, prowadzącymi natarcie od Prus Wschodnich i wojskami nacierającymi z Górnego Śląska i Słowacji.
Warszawa jest całkowicie okrążona. Próby przedarcia się okrą¬żonych wojsk polskich na południowy wschód od Warszawy, przez Siedlce, zostały udaremnione. W walkach w okolicach War¬szawy wojska niemieckie wzięły do niewoli 12 tysięcy jeńców, zdobyły 80 dział, 6 samochodów pancernych, 11 samolotów. Lot¬nictwo niemieckie przez cały dzień bombardowało drogi, którymi wycofywały się wojska polskie. Zbombardowano radiostacje pol¬skie w Wilnie i Baranowiczach. Niemieckie siły morskie. prowadzi¬ły ostrzeliwanie artyleryjskie resztek oddziałów polskich w rejonie Gdyni i na półwyspie Hel. .


"Prawda", Organ Komitetu Centralnego nr 259, 18 września 1939 r.
----------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
18 września 1939 r.

18 września wojska Czerwonej Armii kontynuowały wypieranie oddziałów armii polskiej i pod wieczór zajęły:
- na północy - na Zachodniej Białorusi - miasto Święciany, węzeł kolejowy Lida, miasto Nowogródek, miejscowość Orla (nad rzeką Niemen), miasta Słonim, Wołkowysk i stację kolejową Jag¬lewicze (na linii Mińsk-Brześć Litewski);
- na południu - na Zachodniej Ukrainie - węzeł kolejowy Samy, miasta Łuck, Stanisławów, Halisz, Krasne, Buczacz.
Czołowe oddziały Armii Czerwonej zbliżają się do miast Lwowa
i Wilna.

"Prawda" nr 260, 19 września 1939 r.

-----------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
19 września 1939 r.

W ciągu 19 września oddziały Czerwonej Armii kontynuowały wypieranie wojska polskiego i pod koniec dnia zajęły:
- na północy - na Zachodniej Białorusi, po dwugodzinnej walce - miasto Wilno, miejscowość Berestowica (50 km na za¬chód od Białegostoku), miasto Prużany, miasto Kobryń (40 km na północny wschód od Brześcia Litewskiego);
- na południu - na Zachodniej Ukrainie - miasta Włodzi¬mierz Wołyński, Sokal (nad rzeką Bug), Brody, Bóbrka, Rohatyn, Dolina. Oddziały kawalerii i czołgów osiągnęły północno¬-wschodnie i południowe przedpola miasta Lwowa.
---------------------------

"Prawda" nr 261, 20 września 1939 r.

DZIŚ W NUMERZE:

Wczoraj oddziały. Czerwonej Armii, kontynuując wypieranie wojska polskiego, zajęły miasto Grodno, Lwów, Kowel.
W ciągu czterech dni wzięto do niewoli ponad 60000 polskich żołnierzy i oficerów, zdobyto 280 dział, 120 samolotów.
Ludzie pracy Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi entu¬zjastycznie witają wojska sowieckie i pomagają im w przywraca¬niu porządku w wyzwolonych miejscowościach.
Ludzie pracy ZSRR, radośnie pozdrawiając Czerwoną Armię, wypełniającą swoje zaszczytne obowiązki, bolszewickimi zwycię¬stwami na froncie pracy umacniają potęgę naszej wielkiej ojczy¬zny.
------------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY ]
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
20 września 1939 r.

W dniu 20 września oddziały Czerwonej Armii kontynuowały wypieranie wojsk polskich i do końca dnia zajęły:
- na północy - na Zachodniej Białorusi ~ miasto Grodno;
- na południu - Na Zachodniej Ukrainie - miasto Kowel i Lwów.

W okresie od 17 do 20 września oddziały Czerwonej Armii roz¬broiły trzy dywizje piechoty polskiej, dwie brygady kawalerii i wie¬le mniejszych jednostek armii polskiej. Według bardzo niepełnych danych wzięto do niewoli ponad 60000 żołnierzy i oficerów, zajęto umocnione rejony: Wilno, Baranowicze, Mołodeczno i Sarny wraz z pełnym uzbrojeniem, artylerią i amunicją. Z licznego sprzętu wo¬jennego dotychczas obliczono: 280 dział i 120 samolotów. Obli¬czanie przyjętej zdobyczy trwa nadal.
--------------------------------

"Prawda" nr 262, 21 września 1939 r.

DZIŚ W NUMERZE:

Wczoraj oddziały Czerwonej Armii zajęły miasto Pińsk.
Trwa nadal oczyszczanie z resztek armii polskiej zajętych terytoriów na Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainie.
W wyzwolonych miastach powstają tymczasowe zarządy miej¬skie.

------------------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
21 września 1939 r.

Oddziały Czerwonej Armii w ciągu 21 września umacniały się na wcześniej zdobytych pozycjach.
Kontynuując oczyszczanie zajętych terytoriów Zachodniej Bia¬łorusi i Zachodniej Ukrainy z resztek armii polskiej, na południe od linii Kobryń - Łuniniec, oddziały Czerwonej Armii 21 września o godz. 19.00 zajęły miasto Pińsk w okolicach Lwowa i Sarn.

"Prawda" nr 263, 22 września 1939 r.

------------------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEGO RKKA,
22 września 1939 r.

22 września oddziały Czerwonej Armii, działające na Zachodniej Białorusi, zajęły miasto Białystok i twierdzę Brześć Litewski i przystąpiły do oczyszczania Lasów Augustowskich (na północ¬ny zachód od miasta Grodno) z resztek armii polskiej.
Na Zachodniej Ukrainie oddziały Czerwonej Armii, prowadzące operację likwidacji resztek armii polskiej, oczyściły z grup oficer¬skich okolice miasta Sarny. W trakcie likwidowania oporu oddzia¬łów polskich w okolicach Lwowa w dniu dzisiejszym wojskom Czerwone, Armii poddało się 6 dywizji piechoty i dwa samodziel¬ne pułki strzelców z gen. Langnerem na czele. Według niepełnych danych w okresie od 17 września do 21 września wzięto do niewo¬li 120 tysięcy żołnierzy i oficerów armii polskiej, zdobyto 380 dział, 1400 karabinów maszynowych.

"Prawda" nr 264, 23 września 1939 r.
-----------------------

KOMUNIKAT OPERACYJNY
SZTABU GENERALNEG RKKA,
28 września 1939 r.

Oddziały Czerwonej Armii, kontynuując marsz ku linii demarka¬cyjnej, 28 września weszły na linię Grajewo-Czyżew (20 km na południowy zachód od Mazowiecka), Wysokie Mazowieckie, Mię¬dzyrzec, Krępiec (12 km na południowy wschód od Lublina), Szczebrzeszyn, Mołodycz (15 km na północny zachód od Luba¬czowa), Przemyśl, Ustrzyki (40 km na południowy zachód od Przemyśla).
Kontynuując operację likwidacji resztek wojsk polskich na Za¬chodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainie oddziały Czerwonej Armii rozbroiły i wzięły do niewoli w okolicach Krukienic pięć puł¬ków kawalerii z 15 działami, a oprócz tego zlikwidowały pojedyn¬cze grupy wojsk polskich.

"Prawda" nr 270, 29 września 1939 r.

=======================

Ostatni rozkaz
marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego
do Polskich Sił Zbrojnych

Z terytorium Rumunii, 20 września 1939 r.

Żołnierze!

Najazd bolszewicki na Polskę nastąpił w czasie wykonywania przez wojska naszego manewru, którego celem było skoncentro¬wanie się w południowo-wschodniej części Polski, tak by mając dla otrzymywania zaopatrzenia i materiału wojennego komunika¬cję i łączność przez Rumunię z Francją i Anglią móc dalej pro¬wadzić wojnę. Najazd bolszewicki uniemożliwił wykonanie tego planu.

Wszystkie nasze wojska zdolne do walki były związane działa¬niem przeciw Niemcom. Uważam, że w tej sytuacji obowiązkiem moim jest uniknąć bezcelowego przelewu krwi w walce z bolsze¬wikami i ratować to, co da się uratować. Strzały oddane przez KOP do bolszewików stwierdziły, że nie oddajemy naszego teryto¬rium dobrowolnie. A ponieważ w pierwszym dniu bolszewicy do naszych oddziałów nie strzelali, ani też ich nie rozbrajali, więc są¬dziłem, że możliwym będzie przez pewien czas wycofać dość du¬żo wojska na terytorium Węgier i Rumunii. A chciałem to zrobić w tym celu, by móc was następnie przewieźć do Francji i tam organizować armię polską. Chodziło mi o to, by polski żołnierz brał w dalszym ciągu udział w wojnie i by przy zwycięskim zakoń¬czeniu wojny istniała Armia Polska, która by reprezentowała Pol¬skę i jej interesy.
O tym najważniejszym dziś celu musicie pamiętać. Choćby wa¬runki waszego życia były najcięższe, musicie przetrwać nie zapo¬minając, że jesteście żołnierzami, których obowiązuje dyscyplina I honor żołnierski. Ci, którzy ulegając słabości ducha albo pod¬szeptom obcych agentów sieją wśród was zwątpienie i chcą w wasze szeregi wprowadzić rozprzężenie, ci ludzie są na usłu¬gach wroga.
Trzeba zacisnąć zęby i przetrwać. Położenie się zmieni, wojna jeszcze trwa. Będziecie jeszcze bić się za Polskę i wrócicie do Polski, przynosząc jej zwycięstwo.

Naczelny Wódz
Edward Śmigły-Rydz
Marszałek Polski


http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2014, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Niech Sowieci wreszcie uderzą

Kto i kiedy wywołał II wojnę światową? Wiadomo: Hitler, 1 września 1939 roku. A przecież kataklizm ten rozpętały dwie potęgi – Niemcy i Sowieci. Czy w podręcznikach nie powinno być jasno napisane, że rozpoczął się on od najazdu III Rzeszy i ZSRS na Polskę 1 i 17 września 1939 roku? Sowiecka dyplomacja zręcznie wykorzystała w 1939 roku niemiecką napaść na II Rzeczpospolitą, a Stalin opóźniał swoją inwazję tak długo, jak było to możliwe bez szkody dla ZSRS. A wszystko po to, by wystąpić – w przeciwieństwie do niemieckiego „agresora” – jako „wyzwoliciel”.

Zabieg się powiódł, czego dowodem niech będzie fakt, że ani na Zachodzie, ani nawet w Polsce nie obchodzi się oficjalnie rocznicy sowieckiej inwazji. Nikt na świecie nawet tej daty nie zna. Dobrze, jeżeli ktoś w ogóle słyszał o niemieckim uderzeniu na Polskę 1 września 1939 roku.

Jak za carycy Katarzyny
„Rozpad państwa polskiego” – tym argumentem posłużyły się już w XVIII wieku mocarstwa ościenne, pozbawiając I Rzeczpospolitą suwerenności. Podobnie było w 1939 roku. Polska zawsze przeszkadzała obu potęgom w ekspansji terytorialnej, musiały ją więc unicestwić rozbiorami, a później, w 1939 roku, wymazać ją z mapy, wchodząc ze sobą znów w tymczasowy sojusz.

15 września 1939 roku Niemcy zaproponowały Sowietom wydanie wspólnego komunikatu, z którego wyłaniać miał się przerażający obraz Polski – pustki administracyjnej i ekonomicznej rozwierającej się w miejscu „byłej” Rzeczypospolitej. „Wobec widocznego upadku Polski w dotychczasowym kształcie narodowościowym rząd Rzeszy i rząd ZSRS uważają za konieczne, aby położyć kres niedającym się utrzymać dotychczasowym stosunkom politycznym i gospodarczym na tych terenach. Uznają one za swoje wspólne zadanie przywrócenie porządku i spokoju w ich naturalnych strefach interesów i doprowadzenie tam do nowej regulacji [stosunków], mając na względzie ustalenie naturalnych granic i zdolnych do życia tworów gospodarczych” – tak brzmiał niemiecki projekt oświadczenia. Sowieci go odrzucili, chcąc uniknąć zarzutu o współdziałanie z hitlerowskim najeźdźcą. Udało im się dzięki skutecznej propagandzie uprawianej przez 75 lat przekonać świat, że II wojnę światową wywołał Hitler.

Ci, którym dane jeszcze było uczyć się historii Polski, usłyszą w słowach niedoszłego komunikatu echo dokumentu wydanego ponad półtora wieku wcześniej, gdy imperatorowa Katarzyna i pruski władca Fryderyk Hohenzollern uznali we wrześniu 1772 roku, że „wszystko zostało zniszczone, prawo, porządek, handel, a nawet rolnictwo”, i że nie mogą „zwlekać dłużej w zajęciu zdecydowanego stanowiska w tych krytycznych okolicznościach”. Ustalili zatem, że „należy działać niezwłocznie, by doprowadzić do pokoju i porządku w Polsce”, by zapobiec „ruinie i rozkładowi tego państwa”. Oba mocarstwa zgłosiły – jak w 1939 roku – „poważne pretensje do niektórych posiadłości Rzeczypospolitej, których nie mogą zaniedbać i zdać na los wydarzeń. Uzgodniły więc i postanowiły między sobą, by ujawnić ich zadawnione pretensje i ich słuszne prawa do tych części Rzeczypospolitej, które każdy z nich gotów jest udowodnić”.

Ramię w ramię
Do dziś nie wiadomo, czy w 1939 roku istniał dokument regulujący militarne współdziałanie Hitlera ze Stalinem. W tajnym protokole z 23 sierpnia nie wymieniono daty dziennej sowieckiej napaści, pozostajemy więc w sferze domysłów i wysnuwamy wnioski z faktów oraz ich kontekstu.

Pewne ślady wskazujące na to, że dokonano ustaleń natury wojskowej, mówią same za siebie. Już 1 września 1939 roku szef sztabu Luftwaffe poprosił ludowego komisarza telegrafów i telefonów o udostępnienie do nawigacji lotniczej rozgłośni radiowej w Mińsku. Zależało mu na tym, by w eter często wysyłane były słowa „Mińsk” oraz – w wolnych chwilach – ciągły sygnał z wplecionym hasłem „Richard Wilhelm 1.0”. Sowieci zgodzili się tego samego dnia na pierwszy postulat, co do drugiego mieli wątpliwości. Wiemy zatem, że niemieckie siły zbrojne zgłaszały tego rodzaju oczekiwania, że czuły się uprawnione do stawiania swoich żądań. A czyniły to przecież nie za sprawą samodzielnej decyzji szefa Luftwaffe. „Nie można wykluczyć, że wśród dokumentów jeszcze nieujawnionych są i takie, które stanowiły podstawę współdziałania w sferze czysto wojskowej” – pisał Jerzy Łojek (pod pseudonimem Leopold Jerzewski) w książce „Agresja 17 września 1939 roku” z 1990 roku. Nie ma większego znaczenia fakt, że Łojek opinię tę wyraził wiele lat temu, bowiem od tamtej pory stan wiedzy w tej kwestii się nie zmienił. Podobne wnioski wysnuwa Andrzej Knorowski: „Na podstawie faktów można postawić tezę, że taki dokument – o charakterze bardzo ogólnym – został sporządzony i podpisany przez obie strony” – pisze w pracy „Paragrafy niezgody” z 2002 roku.

Stalin każe Hitlerowi czekać
Uderzywszy na Polskę, Niemcy nie mogli doczekać się we wrześniu 1939 roku wkroczenia sojuszniczej Armii Czerwonej od wschodu. Stalin, ponaglany nieustannie przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima Ribbentropa za pośrednictwem ambasadora w Moskwie Friedricha-Wernera von Schulenburga, odwlekał inwazję na Polskę, wynajdując wciąż nowe wymówki przed wypełnieniem zobowiązań podjętych w tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Ale rząd Niemiec był uparty i coraz bardziej niespokojny.

Napięcie rosło, monity Berlina stawały się coraz bardziej naglące. Niemcy chcieli za wszelką cenę mieć wspólnika, który zdjąłby z nich odium winy za napaść, a jego udział pozwoliłby przedstawić ich agresję jako „ratowanie ludności”.

Osobami dramatu były z jednej strony minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentrop i jego ambasador w Moskwie Friedrich-Werner von Schulenburg, a z drugiej – ludowy komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow.

Już 3 września Ribbentrop zleca Schulenburgowi, by ten natychmiast dowiedział się od Mołotowa, „kiedy Związek Sowiecki uzna za konieczne, żeby rosyjskie siły zbrojne zostały użyte do działań przeciwko polskim siłom zbrojnym w rosyjskiej strefie interesów w celu wejścia w posiadanie tego terytorium”. „Dla nas byłoby to nie tylko odciążenie, lecz także działanie w duchu moskiewskich porozumień leżące w sowieckim interesie” – każe podkreślić w rozmowach.

„Zbytni pośpiech może zaszkodzić sprawie”
Ponieważ Mołotow odpowiada 9 września, że „moment ten jeszcze nie nadszedł”, i podkreśla: „Wydaje się nam, że zbytni pośpiech może zaszkodzić sprawie i przyczynić się do zjednoczenia przeciwników”, Niemcy przypuszczają szturm dyplomatyczny na Moskwę. „Musimy i będziemy bić armię polską tam, gdzie ją spotkamy – pisze Ribbentrop tego samego dnia do swego ambasadora w Moskwie – Operacje wojskowe czynią szybsze postępy, niż oczekiwaliśmy. Armia polska – według wszelkich oznak – znajduje się w stanie rozkładu. Ze względu na te okoliczności zalecam pośpiech w podjęciu przez Pana ponownie rozmów z Mołotowem o wojskowych zamierzeniach rządu sowieckiego. Możliwe, że wezwanie sowieckiego attaché wojskowego do Moskwy wskazuje na to, że przygotowuje się tam decyzje. Dlatego proszę, aby Pan […] zagadnął Mołotowa na ten temat i o wynikach rozmowy powiadomił telefonicznie”.

Mowa tu o wezwaniu 7 września do Moskwy generała lejtnanta Maksima Purkajewa, który pojawił się w Berlinie już 2 września rano. Przybył tam przez Szwecję wraz z całą misją wojskową, a fakt ten przemawia za hipotezą, że jakieś ustalenia dotyczące współpracy wojskowej w rozbiorze Polski poczyniono – wszak misje wojskowe nie przybywają ni stąd, ni zowąd, bez wcześniejszych uzgodnień. O samym Purkajewie pisał ambasador von Schulenburg do MSZ w Berlinie 4 września: „W kwestii kompetencji oficerów sowieckich przybyłych do Berlina Mołotow oświadczył, że attaché wojskowy Purkajew jest człowiekiem znaczącym i bardzo doświadczonym pod względem wojskowym. Został on […] wprowadzony w ogólne zagadnienia dotyczące ustaleń niemiecko-sowieckich”. Schulenburg zaznacza przy tym, że Mołotow prosi, aby „wszystkie ważniejsze sprawy – podobnie jak dotąd – załatwiać tylko z nim”.

Uwaga ta, świadcząca, że delikatne kwestie pozostawiano do rozstrzygnięcia na najwyższym szczeblu, może stanowić jeszcze jedną przesłankę wyjaśniającą brak dokumentów, które – jeżeli powstawały na poziomie przywódców obu państw lub szefów MSZ – mogą znajdować się w Moskwie pod kluczem. Rosjanie nie chwalą się swoją współpracą z Hitlerem, zgodnie z obowiązującą wciąż wykładnią Stalina, że II wojna światowa to „wielikaja otieczestwiennaja wojna”, rozpoczęta uderzeniem Rzeszy na Sowiety w 1941 roku.

„My tylko pomagamy”
Owego gorącego 9 września niemiecki ambasador przekazuje do Berlina dobre wieści: Mołotow oświadczył mu o godz. 15.00, że „sowieckie działania wojskowe rozpoczną się jeszcze w tych dniach”. Wreszcie późnym wieczorem donosi Ribbentropowi: „Na podstawie danych [pochodzących z kręgów] Armii Czerwonej mnożą się zewnętrzne oznaki, wskazujące jednoznacznie, że zanosi się na sowieckie wystąpienie militarne; powoływanie dużej liczby rezerwistów do 45 lat, szczególnie z wykształceniem technicznym i lekarzy, nagłe zniknięcie środków żywności pierwszej potrzeby, przygotowywanie budynków szkolnych na szpitale, ograniczenie wydawania benzyny i inne”.

Mija niecała doba i oto 10 września Schulenburg słyszy od samego Mołotowa, że „rząd sowiecki został całkowicie zaskoczony nieoczekiwanie szybkimi niemieckimi sukcesami wojskowymi. […] Armia Czerwona na podstawie naszych pierwszych komunikatów liczyła na jeszcze kilka tygodni, które teraz skurczyły się do niewielu dni. Sowieccy wojskowi znaleźli się w związku z tym w ciężkim położeniu, ponieważ w tutejszych warunkach potrzebowaliby jeszcze około 2-3 tygodni”. „Nacisnąłem Mołotowa – donosi swojemu szefowi – aby […] określił, w jakim stopniu rozstrzygnięta będzie szybkość działania Armii Czerwonej”.

I w tym momencie Sowieci ujawniają swoje intencje: „Mołotow oznajmił, że rząd sowiecki zamierzał dalsze posuwanie się wojsk niemieckich przyjąć jako powód do oświadczenia, że Polska rozpadła się, w następstwie czego Związek Sowiecki zmuszony został przyjść z pomocą Ukraińcom i Białorusinom ’zagrożonym przez Niemców’. Te argumenty pozwolą uzasadnić interwencję Związku Sowieckiego, jednocześnie umożliwią uniknięcie zarzutu, że Związek Sowiecki występuje jako agresor”.

Takie postawienie sprawy uraziło Niemców – sojusznik najwyraźniej zamierza odżegnać się od niemieckiej operacji militarnej, a to uniemożliwi Berlinowi prowadzenie kłamliwej propagandy, według której Polskę należało podzielić – propagandy wykorzystującej argumenty te same co podczas I rozbioru Polski.

„Najpierw zajmijcie Warszawę”
W kolejnych dniach wydarzenia nabierają tempa. 13 września Ribbentrop nakazuje swojemu ambasadorowi, by powiadomił stronę sowiecką, że „gdy tylko ustali się dokładny wynik zbliżającej się teraz do swego kresu wielkiej bitwy o Polskę, będziemy w stanie udzielić Armii Czerwonej informacji, o którą prosiła, dotyczącą licznych jednostek armii polskiej”.

Pobrzmiewa w tej obietnicy szantaż: „Powiemy wam, co wiemy, jeżeli wreszcie uderzycie”. Sowieci rozumieją ten język – następnego dnia Schulenburg otrzymuje odpowiedź od Mołotowa: „Gotowość Armii Czerwonej została osiągnięta wcześniej, niż oczekiwano. Dlatego akcja sowiecka może nastąpić wcześniej, niż przyjmował podczas ostatniego spotkania [10 sierpnia]”. Zarazem jednak pojawia się powtórnie sygnał o zamiarach zdystansowania się ZSRS od Niemców: „Dla politycznej podbudowy sowieckiego wkroczenia najwyższą wartość miałoby wejście do akcji dopiero wtedy, gdyby stolica Polski – Warszawa – padła”. Dlatego Mołotow prosi, aby „w najbliższym terminie zakomunikować, kiedy można liczyć na zajęcie Warszawy”.

15 września strona niemiecka znów naciska na Mołotowa, by wyznaczył „dzień i godzinę, kiedy jego wojska podejmą ofensywę”. Ale Ribbentrop wciąż upiera się przy wspólnym komunikacie, podkreślającym równoległe działanie obu stron. I uzasadnia, że treść komunikatu planowanego przez Sowiety „byłaby niezgodna z wzajemnie wyrażonym życzeniem ustalenia przyjacielskich stosunków między oboma państwami, które przed światem wystąpiłyby jako przeciwnicy”.

Gdy następnego dnia Schulenburg informuje Ribbentropa, że „wojskowa interwencja Związku Sowieckiego nastąpi lada dzień, może nawet jutro lub pojutrze”, musi dołożyć łyżkę dziegciu: „Mołotow dodał, że wspólny komunikat nie będzie konieczny. Rząd sowiecki zamierza swoje wkroczenie uzasadnić następująco: Państwo polskie rozpadło się i przestało istnieć […]. Wszelkie zawarte z Polską układy są nieważne […]. Związek Sowiecki poczuwa się do obowiązku, aby wkroczyć w imię ochrony swych ukraińskich i białoruskich braci oraz zapewnić tej nieszczęsnej ludności możliwość spokojnej pracy. Mołotow prosił […] aby ze względu na ciężkie położenie rządu sowieckiego […] nie czynić przeszkód. Związek Sowiecki nie widzi, niestety, innego pretekstu, ponieważ dotychczas Związek Sowiecki nie troszczył się o położenie swoich mniejszości w Polsce i musi w jakiś sposób usprawiedliwić wobec zagranicy swoją interwencję”.

Sowiecka wersja historii wygrywa
I wreszcie nadchodzi 17 września, a Schulenburg słyszy o godzinie 2.00 w nocy od Stalina, że „Armia Czerwona dziś rano o godzinie 6.00 przekroczy granicę sowiecką na całej długości od Połocka do Kamieńca Podolskiego”.

Uzgodniony wreszcie wspólny komunikat, opublikowany 18 września, nie zdołał zatrzeć wymowy sowieckiego, opublikowanego 17 września – chociaż w tym wspólnym była mowa i o tym, że „działania wojsk nie zakładają jakiegokolwiek celu sprzecznego z interesami Niemiec czy Związku Sowieckiego”, i o tym, że „zadanie tych wojsk polega na tym, aby przywrócić w Polsce porządek i pokój, naruszone przez rozpad państwa polskiego i pomóc ludności Polski w przebudowie warunków jej bytu państwowego”.

Moskiewska machina propagandowa pracowała dalej na pełnych obrotach, ziemie zajęte na mocy „wolnych wyborów” zostały włączone do ZSRS – a świat ogłuchł. I słuchu do dzisiaj nie odzyskał.

Dość wspomnieć „misję pokojową” Federacji Rosyjskiej, która właśnie „zaprowadza porządek” na wschodniej Ukrainie przy żałosnych i bezradnych protestach mocarstw oraz milczącej zgodzie Niemiec. Chociaż Berlin doskonale rozumie, co oznaczają zapewnienia Rosjan, że na zajętym przez nich terytorium „nikt nie zostanie rozstrzelany bezpodstawnie”…

Anna Zechenter, IPN Kraków

http://www.naszdziennik.pl/mysl/97831,n ... derza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2014, 18:49 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Pakt który doprowadził do jednej z największych potworności w historii świata

Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2014, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Nierówna walka obrońców kresowych stanic

Pierwszymi, którzy inwazję Sowietów przyjęli niemal wprost na swoje piersi, byli żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. 17 września 1939 roku stanęli oni do nierównej walki z wielokrotnie przewyższającymi ich liczebnie siłami wroga.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego stosunki między Polską a ZSRS do 1932 roku regulował Traktat Ryski z 18 marca 1921. Trudno jednak mówić o uporządkowanych relacjach, bo ów traktat był – pisząc w wielkim skrócie – efektem przepędzenia Armii Czerwonej przez polskich żołnierzy z terytorium naszego kraju. Fundamentem paktu było więc upokorzenie jednej ze stron tamtej wojny.

Dopiero w latach 30. rozpoczął się proces normalizacji stosunków polsko-sowieckich, co zupełnie słusznie może kojarzyć się nam z nie tak dawnym przecież odprężeniem polityki zagranicznej współczesnej Rosji. W lipcu 1932 roku Polska i Związek Sowiecki podpisały układ o nieagresji, prolongowany później w maju 1934 do końca… 1945 roku. Stalinowi do uzyskania statusu „gołębia pokoju” brakowało jeszcze uwiarygodnienia się przed społecznością międzynarodową. Do takowego doszło w Londynie, 3 lipca 1933 roku, gdzie ZSRS podpisał tzw. protokół Litwinowa określający definicję agresora oraz działań stanowiących agresję.

Stalin niespecjalnie brał sobie jednak do serca poczynione zobowiązania, o czym – jak wiadomo – boleśnie przekonaliśmy się na własnej skórze.

Opuszczeni i zapomniani

Moskwa, uporawszy się z czystkami dokonywanymi na przeciwnikach politycznych, postanowiła przejść pod koniec lat 30. do ofensywy dyplomatycznej. Jej efektem było zawarcie niemiecko-rosyjskiego paktu Ribbentrop – Mołotow, sankcjonującego podział terytoriów Europy Wschodniej, w tym Polski.

Stalin wypowiedział Polsce wojnę 17 września 1939 roku. Dwa dni wcześniej Armia Czerwona otrzymała rozkaz przystąpienia do ataku, który uargumentowano w ten sposób: „Naród białoruski, ukraiński i polski spływają krwią w wojnie rozpoczętej przez rządzącą klikę obszarniczo-kapitalistyczną Polski i Niemiec. Robotnicy i chłopi Białorusi, Ukrainy i Polski powstali do walki ze swoim odwiecznym wrogiem – obszarnikami i kapitalistami”. Z kolei do ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Moskwie trafiła specjalna nota, informująca o podjętej decyzji. Od początku do końca była ona zakłamana, wszak dla Sowietów właśnie fałsz stanowi najtwardszy oręż służący usprawiedliwieniu popełnionych zbrodni. „Państwo polskie i rząd polski faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły moc obowiązującą traktaty zawarte miedzy ZSRS a Polską” – napisali agresorzy.

W polskiej historiografii rzadko zwraca się uwagę na walki naszych żołnierzy z Armią Czerwoną w kampanii wrześniowej. Ta ostatnia kojarzona jest bowiem wyłącznie z wojną polsko-niemiecką. Aż dziw bierze, że to, co działo się na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej, nadal pozostaje w cieniu walk toczonych z Wehrmachtem. Nie da się tego usprawiedliwić inaczej, jak poważnym zaniedbaniem edukacji historycznej, choć na pewno niemały wpływ na taki stan rzeczy miała propagowana przez lata PRL oficjalna wersja historii, która – jeśli już w ogóle zajmowała się tym, co działo się po 17 września 1939 roku – snuła wzruszającą opowieść o wyzwalaniu białoruskich, ukraińskich i polskich robotników oraz chłopów z jarzma wojny narzuconego im przez obszarników.

Bitwa pod Szackiem

Szkoda, że starcia z Sowietami pokrywa dzisiaj kurz zapomnienia, bo polski żołnierz bił się z armią Stalina nie mniej mężnie niż z hitlerowskim Wehrmachtem. Nie wszystkie jednostki zgromadzone w obszarze sowieckiej agresji podporządkowały się rozkazowi marszałka Rydza-Śmigłego, część żołnierzy uznała go bowiem za prowokację. Polskie wojsko i ochotnicy bijąc się z Armią Czerwoną składali daninę krwi w obronie polskich miast – Wilna, Lwowa czy Grodna.

Szczególnym bohaterstwem wykazały się jednak jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza, które jako pierwsze przyjmowały uderzenie Armii Czerwonej. Ich dowódca, gen. Wilhelm Orlik-Ruckemann, mimo, że dysponował siłami niewielkimi w stosunku do agresora, wydał swoim podwładnym rozkaz przeciwstawienia się wszelkim próbom przekroczenia granicy przez wojska sowieckie. Jednostki KOP z trudem podejmowały walkę z przeważającymi siłami wroga. Już 19 września na granicy polsko-rosyjskiej pod Oszmianami, po zaciętej walce skapitulował szwadron „Krasne” a pod Dubnem kolejny – „Derdakały”. Sowieci opanowywali stopniowo kolejne garnizony graniczne. Padały więc Baranowice, Ostróg i Krzemieńce.

Jednak Orlik-Ruckemann nie myślał o poddaniu się, szczególnie, że dwóm batalionom Korpusu („Kleck” i „Ludwikowo”) udało się nad ranem 20 września odrzucić atak wojsk pancernych i jednostek piechoty nieprzyjaciela spod Ossowa do Dubojów. Dowódca wiedząc, że sytuacja nie jest beznadziejna, ocenił jako realną szansę przebicia się do centralnej Polski. Ściągnąwszy w tym celu podległe sobie jednostki utworzył zgromadzenie liczące około 9 tysięcy żołnierzy. Ruszyli oni forsownym marszem, kierując się na Warszawę. KOP-owcom udało się przerwać pozycje sowieckie i przekroczyć Bug.

Nie sposób było jednak uniknąć walki z Sowietami. Doszło do niej ostatecznie w okolicach wsi Szack. Wroga armia uderzyła na żołnierzy Korpusu, wyprzedzając ich atak. Grząski teren nie pomagał czołgom 411. batalionu pancernego i Polacy, dopuściwszy je nieco bliżej, rozbili atak wroga. Głównym celem KOP było jednak uderzenie na Szack, przeprowadzone zresztą skutecznie. Walkę o wieś żołnierze Orlika-Ruckemanna stoczyli krwawo: walcząc bagnetami. Zdobycie Szacka było ważnym momentem strategicznym w działaniach KOP, bowiem przyniosło wyczerpanemu zgrupowaniu chwile wytchnienia – zdobyto tam nie tylko broń, ale także żywność. Niestety, wkrótce Sowieci przeprowadzili kontratak, a próba zastosowania przez Polaków manewru oskrzydlającego nie powiodła się. W konsekwencji, mimo bohaterskiej postawy podwładnych, Orlik-Ruckemann musiał zrezygnować z dalszego marszu w zgrupowaniu, wydając rozkaz rozproszenia oddziałów.

Krótka historia Korpusu

KOP stanowił niezwykłą formację, powołaną do obrony wschodniej granicy przede wszystkim przed sowieckimi dywersantami. Historia tej formacji była krótka, bo jedynie 15-letnia, ale zasługi KOP dla zachowania spokoju w zapalnych regionach granicznych są nieocenione. Świetnie wyszkoleni żołnierze stanowili szpicę państwa polskiego, gotową jako pierwsza przyjąć na siebie atak wroga. Tak też postąpili po 17 września 1939 roku, kiedy wielu z nich starcie z Sowietami przepłaciło życiem, do końca broniąc granic Rzeczpospolitej.

Dziś, 75 lat po sowieckim najeździe, warto wspomnieć mężnych strażników kresowych stanic.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/nierowna-walka-obro ... 469,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /