Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 10:09 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
mateusz-57 napisał(a):
spójrzcie na te najbardziej znane portale - jakoś przypadająca dzisiaj rocznica dla nich zupełnie nie istnieje.....


Lewackie portale nie będą tego wydarzenia nagłaśniać, bo to jest temat wstydliwy dla naszych tfu somsiadów, tak jak i Katyń zresztą.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 10:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Zresztą po 10.09.2010r. nie wypada już o tym mówić i pisać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 11:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
17 września 1939 - Ballada wrześniowa Jacek Kaczmarski



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 11:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Herbert Zbigniew

17 IX

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze - łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą - i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 14:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2010/09/17/zadeptywacze/

Jak wyglądał najazd bolszewicki w 1939 i jakie było jego znaczenie.

Kopia artykułu:

Zadeptywacze
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-09-17
Napaść ZSRS na Polskę
Sowiecki „Piemont” we Lwowie był poletkiem doświadczalnym. Ci, którzy zdali egzamin z kolaboracji, zostali zarządcami w PRL
————————————————————————————————–
Dr Bohdan Urbankowski

„Niemiec zabije tylko nasze ciała, Rosjanin – dusze” – słowa przypisywane Józefowi Beckowi okazały się w dużym stopniu prorocze. Cieleśnie, materialnie udało się nam po II wojnie zmartwychwstać, ale duchowo – nie. Na dłuższą metę skutki sowieckiego podboju okazały się bardziej zabójcze, jeśli śmierć można stopniować.
Nie znaczy to, że niemieccy okupanci byli łagodniejsi. Byli tak samo bestialscy jak sowieccy. Niemcy to bombardowanie Wielunia, wymordowanie jeńców – obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, groby w Palmirach i krematoria w Auschwitz. Rosjanie zaś to masakra obrońców Grodna, cztery deportacje, Katyń. I tysiące zadeptanych polskich mogił.
Ale niemiecka okupacja trwała kilkakrotnie krócej, nie była połączona z wieloletnią indoktrynacją. Niemcy rządzili tylko poprzez fizyczny terror, Rosjanie od etapu terroru fizycznego zdążyli przejść do terroru psychicznego i – w przeciwieństwie do Niemców – potrafili stworzyć potężną sieć kolaborantów, propagandzistów i kontrolerów opartą na agenturze, jaką były Komunistyczna Partia Polski, a później Polska Partia Robotnicza. Na tej bazie stworzono, mówiąc z rosyjska, łże-elity: wojskowe, gospodarcze, moralne i w dużym stopniu – kulturowe. Gdzie jest armia, tam wcześniej czy później pojawiają się prostytutki. Ale tylko Rosjanie oddali im władzę. Wcześniej były dwie nieudane próby: w roku 1920 – Polska Republika Rad ze stolicą w Białymstoku, w 1939 – strefa okupacji sowieckiej, którą jeden z ideologów stalinizmu, Henryk Szyper, nazwał nawet „Lwowskim Piemontem”.
Pierwszą z tych prób zlikwidowały wojska Piłsudskiego, drugą przerwali Niemcy. Ale po pokonaniu Niemców Rosjanie powrócili do swych planów i rozszerzyli strefę okupacyjną na całą Polskę. „Pokolenie 17 września” – jeśli można wprowadzić taką nazwę – oddało w niewoleniu własnego kraju nieocenione wprost usługi. Funkcjonowało przez kilkadziesiąt lat. Jego potomkowie i wychowankowie działają nadal. Dlatego zbrodnie sowieckie nie są w naszych sumieniach osądzane tak jak niemieckie, zdrada na rzecz Sowietów nie jest uważana za zdradę, za nazwanie starych agentów agentami grożą w III RP kary.
Obrazy krwią malowane
17 września. Miasteczko Dzisna nad Dźwiną. O świcie, korzystając z osłony mgły, Sowieci przeprawiają się przez rzekę. Przewodnikiem jest niejaki Szulman, syn właściciela sklepu bławatnego, komunista. Rosjanie atakują strażnicę Korpusu Ochrony Pogranicza, zaskoczenie jednak się nie udaje. Kilkakrotnie mniej liczni Polacy podejmują walkę. Bronią się wiele godzin, zaczyna brakować amunicji. Połowa obrońców poniosła śmierć, części udało się wycofać. Dowodzący obroną por. Adam Domaniewski został ranny i wzięty do niewoli. Zabitych Polaków Rosjanie o dziwo pochowali – i zadeptali miejsce pochówku. Tak samo kiedyś zadeptywano partyzantów z Powstania Styczniowego. Potem trwał kilkugodzinny bój o miasteczko. Do żołnierzy KOP dołączyli policjanci, także uczniowie gimnazjum. Orlęta z Dzisny, o których historia zapomniała. Dowodził podporucznik rezerwy, miejscowy nauczyciel Zygmunt Girgowicz. Ranny, również dostał się do niewoli. I Domaniewski, i Girgowicz zostaną zamordowani w Katyniu.
Strażnica Kopciowo, również nad Dźwiną. Kilku Polaków broni się przed kompanią NKWD kpt. Zorina liczącą 90 ludzi. Gdy amunicja zaczęła się kończyć – postanowili odskoczyć. Odwrót osłaniał erkaemista sierż. Marek Pietrzak. Podobno zabił aż 26 żołnierzy wroga. Po wystrzelaniu amunicji rzucił się z szablą na Sowietów – otoczyli go w kilkunastu i zakłuli bagnetami. Z wściekłością dźgali nawet martwego. Z wściekłością i strachem.
I jeszcze ten dziwny przypadek: Biała Strażnica (otynkowana na biało) w Szapowałach koło Rakowa. Przewaga atakujących Rosjan znów kilkakrotna. Ich dowódca czołga się w kierunku okna strażnicy, by wrzucić granat. W tym momencie atakuje go pies. Zaczyna się szamotanina, granat eksploduje, człowiek i pies giną. Sowieci się cofają. Zdobędą Białą Strażnicę dopiero, gdy nadjadą czołgi. Obroną placówki dowodził kpr. Niedzielski – zginął. Tu także zabitych Polaków zadeptano.
Ludobójstwo na polach bitew
Trupy najłatwiej ukryć wśród innych poległych. Sowieci popełniali ludobójstwo wprost na polach bitew. To ich wkład w sztukę wojenną.
Szosa pod Kostopolem, 21 lub 22 września. Sowieci prowadzą polskich jeńców. Około 200 oficerów, za nimi Policja Państwowa i około 2 tys. żołnierzy. W pewnym momencie pada rozkaz, by siadać na poboczu i „otdychat’” (odpoczywać). Siadają śmiertelnie znużeni. Tymczasem szosą nadjeżdżają samochody. W kolumnie ustawiają się naprzeciw jeńców. Pierwszy naprzeciw końca kolumny, ostatni naprzeciwko czoła. Pada rozkaz, by wstać. Podnoszą się i nagle słyszą salwy. Kilkadziesiąt niewidocznych w pierwszej chwili pulomiotów umieszczonych na samochodach strzela z bliska w ich twarze, piersi, brzuchy… Ocalało tylko kilkunastu – rzucili się w stronę strzelających, przeczołgali się pod samochodami na drugą stronę szosy i dobiegli do pobliskiego lasu. Przez ponad pół wieku milczeli – jak milczał autor tej relacji Edmund Zaremba. Po prostu się bał.
I jedna z ostatnich scen: Niemirówek na Lubelszczyźnie. Nocą z 26 na 27 września wkraczają Sowieci. Zaskakują nocujący tu oddział podchorążych. Chłopaków powiązano drutem kolczastym, ustawiono niby stogi zboża i obrzucono granatami.
Przypomniane tu wydarzenia łączy jedno: polska literatura nie poświęciła im ani linijki. Obrońcy Westerplatte doczekali się wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Antoni Słonimski napisał „Alarm dla miasta Warszawy”, Wojciech Żukrowski – „Śpiew kanonierów”. Rok 1939 ma całą antologię. Ale tylko zachodni front. A przecież we Lwowie i Wilnie przebywało wówczas kilkudziesięciu literatów – uchodźców z Warszawy. Jedni uciekali od Niemców, drudzy – do Rosjan. Ci drudzy to przeważnie lewicowcy omamieni sowiecką propagandą.
Twórczość lwowska
We Lwowie także powstawały wiersze. Niemal od pierwszego dnia okupacji. Poeci drukowali je w… organie najeźdźców. (Od października 1939 r. nazywał się on „Czerwony Sztandar”, ale pierwotny tytuł brzmiał „Słowo Żołnierza. Organ Zarządu Politycznego Frontu Ukraińskiego”). Tutaj już 5 listopada Adam Ważyk zamieścił wiersz „Do inteligenta uchodźcy”, w którym tak opisywał polski Wrzesień:
To stało się tak nagle, rozbite pociągi,
zdarte druty, na torach wydrążone leje,
zamiast wodzów – półgłówki, zamiast armii – włóczęgi,
widma nocą ciągnące, by skryć się, gdy zadnieje.
Stanisław Jerzy Lec, skądinąd autor pierwszego polskojęzycznego wiersza ku czci Stalina, pisał o wojsku inaczej – ale mówił o armii zaborców:
Czerwona Armia – kraj pod bronią
szósta część globu – cały świat,
siła płynąca z serc ku skroniom
płonąca krwią ku chwale Rad.
Swoistym reko rdzistą okazał się Leopold Lewin, który w pierwszą rocznicę najazdu pochwalił i rewolucję październikową, i najazd sowiecki na Polskę dokonany 22 lata później! Chyba nikogo nie zdziwią dwie dodatkowe informacje: pierwsza, że Lewin był także twórcą hymnu UB, napisanego w 1954 roku, i druga, że współpracował z SB, kryjąc się pod kryptonimem „L”. Był wzorcowym reprezentantem „pokolenia 17 września”.
A kończąc wątek najazdu. W jego pierwszą rocznicę, we wrześniu 1940 r. polscy pisarze w „Czerwonym Sztandarze” opublikowali „Poemat kolektywny ku czci wyzwolenia”. Napisany był rzeczywiście zespołowo przez Srula Aszenberga, Piotra Kożucha, Lucjana Szenwalda, Jurija Szkrumelaka, Adama Ważyka i Hersza Webera.
Również we wrześniu, dla uczczenia tego samego święta, do Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy uroczyście wstąpili: Jerzy Borejsza, Tadeusz Boy-Żeleński, Jan Brzoza, Leon Chwistek, Aleksander Dan, Zuzanna Ginczanka, Halina Górska, Mieczysław Jastrun, Juliusz Kleiner, Stanisław Jerzy Lec, Leon Pasternak, Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Adolf Rudnicki, Włodzimierz Słobodnik, Elżbieta Szemplińska, Lucjan Szenwald, Wanda Wasilewska, Stanisław Wasylewski, Adam Ważyk, Bruno Winawer.
Wstąpili i… nic. Nawet nie wypada wypominać. A gdyby Aszenberg z Ważykiem napisali poemat z okazji utworzenia Generalnej Guberni? Lewin – ku czci armii Hitlera? Lec – na cześć samego Hitlera? Nie obrażajmy naszych literatów takimi podejrzeniami! Nikt u nas wierszy ku czci o k u p a n t ó w nie pisał, Rosjanie byli w y z w o l i c i e l a m i…
Ta asymetria ocen bierze się stąd, że rząd dusz objęli w Polsce ludzie z „pokolenia 17 września”. Ci, którzy przeszli na stronę zadeptywaczy grobów. Oni stali się propagandzistami, wytwórcami tej brudnej mgły, w której oparach żyjemy do dzisiaj. Skąd jednak ta asymetria zachowań?
Gatki zamiast pancerza
Zauważyć trzeba, że służalczy pisarze nie stanowili elity II RP. To władza sowiecka uczyniła z nich elitę. Owszem – byli krzykliwi, brak talentów nadrabiali lewicowym radykalizmem. Byli niedowartościowani i próżni. Większość z nich nie wierzyła w żadne wartości – ani religijne, ani patriotyczne, ani nawet w wartość samej literatury. Nie mieli poczucia jakiejkolwiek misji, nie mieli czemu być wierni. I to nowi zaborcy wykorzystali. Pisarze, tacy jak: Zofia Kossak-Szczucka, Juliusz Kaden-Bandrowski czy Antoni Gołubiew, także młodsi – pokolenie „Sztuki i Narodu”, byli chronieni niejako pancerzem podwójnym: wartości patriotycznych i religijnych. Wiedzieli, co to jest godność pisarza, nie wstydzili się słowa „misja”. Poeci „lewicowi” tak naprawdę nie byli nawet lewicowi – może z wyjątkiem Lecha Piwowara czy Władysława Broniewskiego, ci jednak wylądowali w więzieniach. Tak zwani lewicowcy po prostu pozbyli się wartości uznawanych za prawicowe, w przypadku Żydów – za syjonistyczne. A innych sobie nie przyswoili. Nie mieli żadnego pancerza, woleli modne ciuchy, a czasem biegali w samych gatkach – ale oczywiście postępowych. Wierząc tylko w dobra materialne, musieli uznać, że wszystko jest na sprzedaż – razem z nimi. Sprzedawali się więc za mieszkania, za przydziały żywności, za druk, za puste tytuły i za to, że nie zostali zesłani.
Przypomnijmy, że sowiecka okupacja to także czas deportacji. Około półtora miliona Polaków znalazło się w łagrach. Większość z nich nie wróciła. To nie miejsce, by opisywać szczegółowo horror tych wywózek. Warto jednakże odnotować, że między III a IV deportacją, w sierpniu 1940 r. polscy postępowi pisarze rozegrali mecz z równie postępowymi aktorami. Mecz zaszczycił oberkat Ukrainy Nikita Chruszczow. Na bramce stał Wasylewski (ten był jednak wtyczką podziemia), do ataku poszedł Putrament, sędziował Boy. Podobno w naszej drużynie był Ważyk, zapamiętany przez Szemplińską z powodu ogromnych gatek. Właściwie były to same gatki i jakiś łepek nad nimi – wspominała po latach poetka. Najmłodszym zaś z grających pisarzy był Szenwald, który zwrócił uwagę nie grą, lecz okrzykami ku czci. Też był w czerwonych gatkach. W jakich gatkach i czy w ogóle wystąpił Jan Śpiewak – trudno powiedzieć.
Bandycki „Piemont”
Ci, którzy stawali okoniem: Broniewski, Teodor Parnicki, Herminia Naglerowa, Beata Obertyńska, Wacław Grubiński – zostali aresztowani. Metoda była więc we wszystkich dziedzinach podobna: usuwanie autentycznej elity i zastępowanie własną. Gorszą – ale to nawet lepiej dla zaborców.
Dla przykładu spójrzmy na politykę. Aresztowani zostali trzej dawni premierzy: Leon Kozłowski, Leopold Skulski i Aleksander Prystor. Pierwszy, którego od wykonania wyroku ocalił układ Sikorski – Majski, trafi po przygodach do Berlina, zginie podczas bombardowania. Skulski zostanie zakatowany w twierdzy brzeskiej lub łagrze, Prystor – na Butyrkach. Uwięziono obu braci Piłsudskiego – Jana i Kazimierza; wywieziono prezydenta Wilna Wiktora Maleszewskiego, wiceprezydenta Kazimierza Grodzickiego i wielu członków władz miejskich. Aresztowani zostali także profesorowie Uniwersytetu Stefana Batorego: Stanisław Cywiński, Czesław Czarnowski, Stanisław Kościałkowski i inni.
Podobne aresztowania – na mniejszą skalę z braku tak wielkich nazwisk – przeprowadzono we wszystkich większych miastach. Oczywiście wykańczano także kadrę wojskową i urzędników państwowych, nauczycieli i księży. Do łagrów – wbrew umowie – pognano obrońców Lwowa, potem aresztowani zostali kolejni dowódcy Polskiej Organizacji Walki o Wolność: Marian Januszajtis, Mieczysław Boruta-Spiechowicz, Zygmunt Dobrowolski; aresztowana została dyrektor szkoły Sióstr Benedyktynek Maria Wierzyńska i jej uczennice…
Na miejsce niszczonej elity „produkowano” własną. Proces produkcji był podobny jak w przypadku nowej elity literackiej. Na ogół wystarczała groźba kija i obietnica marchewki. Dokonano – jak to określił sam Stalin – „pieriekowki dusz” i w ten sposób stworzono „nowych”, czyli sowieckich ludzi. Nastawionych na dobra, ale nie na wartości, zdolnych do konsumpcji i wydalania, lecz nigdy do poświęceń. Pies ze strażnicy w Szapowałach był lepszym Polakiem od Borejszy i Putramenta.
To nowe pokolenie miało objąć władzę. Przypomnijmy więc najważniejsze nazwiska. We Lwowie robił karierę Władysław Gomułka – przyszły sekretarz PPR; także Aleksander Kowalski – późniejszy sekretarz Komitetu Warszawskiego PPR, przewodniczący ZWM; również Janusz Zarzycki – jeden z peerelowskich szefów Związku Młodzieży Polskiej, Głównego Zarządu Politycznego WP i wiceminister obrony; Wiktor Grosz (Izaak Medres) – szef Informacji Wojskowej; także nadzorca kultury – Jerzy Borejsza. Z pomniejszych zaś urzędników z lwowskiego chowu i chlewu wywodzili się późniejsi ministrowie: oświaty – Stanisław Skrzeszewski (przejściowo sprawy zagraniczne); kultury – Wincenty Rzymowski, propagandy – Stefan Matuszewski; również dwaj wiceministrowie: spraw zagranicznych – Marian Naszkowski, łączności – Henryk Baczko. We Lwowie zaczynali karierę dyrektor szkoły partyjnej Roma Granas; szef wydawnictw wojskowych i szkolnych Adam Bromberg; szefowa V Departamentu MBP (partie, organizacje wyznaniowe i kulturalne) Julia Brystigerowa; ba, sam naczelny ideolog PRL Adam Schaff rozpoczynał jako starszy agitator marksizmu-stalinizmu we Lwowie. Aleksander Ford kierował filmem – wyrósł na szefa Czołówki Filmowej; Ida Kamińska, aktorka, która kandydowała do sowieckich władz z ramienia Armii Czerwonej, stała się zawodowym dyrektorem. A skoro mowa o ludziach kultury, dorzućmy jeszcze parę „lwowskich” nazwisk: Erwin Axer, Aleksander Bardini, Roman Szydłowski, Paweł Hoffman, Henryk Holland itd., itp. Pełna lista kolaborantów musiałaby być ta długa jak rosnąca pod niemiecką okupacją folkslista.
Sowiecki „Piemont” był poletkiem doświadczalnym. Ci, którzy zdali egzamin z kolaboracji, zostali zarządcami w Priwislańskim Kraju. Literaturą zaczęli dyrygować Borejsza z Ważykiem i Putramentem, filmem – Ford z Toeplitzem, teatrem – Szydłowski z Bardinim i Kamińską. Nadzorcą filozofii został starszy agitator Adam Schaff. Co gorsza, z tej samej ekipy, z jej odrzutów, rekrutowała się późniejsza opozycja. Jacek Kuroń, Karol Modzelewski czy Adam Michnik nie chcieli odrzucenia materialistycznego państwa, chcieli tylko jego usprawnienia. Nie sprowadzili do kraju żołnierzy Września i Powstania Warszawskiego – promowali powrót partyjniaków odtrąconych z aparatu władzy i propagandy w roku 1968, dogadywali się z cynicznymi liderami PZPR, których mianowali ludźmi honoru.
Proces, który rozpoczął się 17 września, był czymś więcej niż klęską i zmianą ekipy władzy. Był czymś więcej niż zmianą władzy mądrej na sprytną, która, by się utrzymać, musi dobierać sobie jeszcze podlejszych od siebie współpracowników. Idealizm II Rzeczypospolitej został zastąpiony materializmem, a więc wiarą w siłę, w to, że nie warto się za cokolwiek poświęcać, z jakiejkolwiek korzyści zrezygnować. Po 17 września w Polsce nastąpiła wymiana elity na jakościowo inną. Z duszami, które nastawione tylko na świat materialny właściwie przestawały być duszami. Były puste. Martwe.
http://www.naszdziennik.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 15:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2010/09/17/ ... wkroczyli/

Gdyby nie dywersyjna decyzja Rydza-Śmigłego, który zakazał walki z Sowietami, opór Polski byłby od strony wschodniej znacznie silniejszy. Pomimo to i tak zapisano tu wiele bohaterskich kart.

Kopia artykułu:

„Sowieci wkroczyli…”
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-09-17
Tysiące żołnierzy i oficerów Korpusu Obrony Pogranicza, Wojska Polskiego, wspieranych przez ochotników, harcerzy, stawiło opór Armii Czerwonej
Agresja Moskwy na Polskę – bez wypowiedzenia wojny i z pogwałceniem międzynarodowych umów – była usankcjonowaniem podpisanego w sierpniu 1939 roku na Kremlu przez ministra spraw zagranicznych Niemiec Joachima von Ribbentropa i komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa niemiecko-sowieckiego paktu o nieagresji. Na mocy podpisanych ustaleń oba państwa dzieliły się zdobycznymi terytoriami, co dla Polski oznaczało faktycznie IV rozbiór.
„Dziś o godzinie szóstej rano armia sowiecka przekroczy granicę Polski na całej linii od Połocka do Kamieńca Podolskiego” – zapewnił Józef Stalin niemieckiego ambasadora w Moskwie nocą z 16 na 17 września 1939 roku. Natychmiast po spotkaniu na Kreml został wezwany ambasador Rzeczypospolitej. Była trzecia w nocy, gdy Wacławowi Grzybowskiemu wręczono notę: „Warszawa jako stolica Polski już nie istnieje (…). Państwo polskie i jego rząd praktycznie przestały istnieć…”. Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia noty, odpowiadając, że „suwerenność państwa istnieje, dopóki żołnierze armii regularnej się biją”.
Stalin pije zdrowie Hitlera
Pomiędzy Berlinem a Moskwą istniały różnice w podejściu do dalszych losów Polski. Niemcy byli skłonni do utworzenia niewielkiego, marionetkowego i kadłubowego państwa polskiego. Sowieci chcieli całkowitej likwidacji II Rzeczypospolitej i podzielenia się jej ziemiami wcielonymi w granice obu zaborców. W czasie bankietu na Kremlu w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 roku po zakończeniu niemiecko-sowieckich rozmów Stalin wzniósł toast: „Wiem, jak bardzo naród niemiecki kocha swego Führera; dlatego pragnąłbym wypić za jego zdrowie”. Tuż przed odlotem do Berlina von Ribbentrop powiedział: „Niemcom i Rosji powodziło się dawniej zawsze źle, gdy żyły ze sobą w nieprzyjaźni, a dobrze, gdy łączyła ich przyjaźń. Wczorajszy dzień był epokowy dla obu narodów. Führer i Stalin opowiedzieli się za przyjaźnią”. Tej prawdy dowodzą relacje między Moskwą i Berlinem już od kilku wieków, a dzisiaj jesteśmy świadkami jej odrodzenia.
Dla Polski ta przyjaźń oznaczała zawsze koniec niepodległości. Tak było też w 1939 roku. W Moskwie w kolejnym sowiecko-niemieckim traktacie znalazł się zapis, iż: „obie strony nie będą tolerowały na swych terytoriach jakiejkolwiek agitacji polskiej, która by dotyczyła terytoriów drugiej strony. Będą one tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej agitacji oraz informować się wzajemnie o zastosowaniu w tym celu odpowiednich środków”. Jesienią 1939 roku wschodnie ziemie „byłej Polski” zostały „na wieczne czasy” włączone do Związku Sowieckiego. Wszystkim obywatelom mieszkającym na tych terenach nadano przymusowo sowieckie obywatelstwo. Odmawiający jego przyjęcia trafili do łagrów. Sowiecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow oświadczył wtedy: „Wystarczyło jedno mocne uderzenie na Polskę najpierw ze strony armii niemieckiej, a potem zaś ze strony Armii Czerwonej, aby nic nie pozostało z Polski, tego pokracznego bękarta traktatu wersalskiego”…
„Bijemy się uporczywie”
Tymczasem już o świcie 17 września do polskiego dowództwa zaczęły napływać niepokojące depesze znad wschodniej granicy: „Od godz. 3 w rejonie Podwłoczyska, Husiatyn, Załucze, jakieś oddziały nierozpoznane z powodu ciemności usiłują przekroczyć granicę; walka z oddziałami KOP (Korpusu Obrony Pogranicza) trwa” – meldował mjr Bieńkowski. „O godz. 4.20 rozpoznano w rej. Podwłoczyska oddziały sowieckie” – donosił nieco później kpt. Fryzendorf. Pułkownik Marceli Kotarba nadawał o szóstej rano: „Oddziały armii sowieckiej przekroczyły granicę polską. Przewaga bardzo duża na wszystkich kierunkach. Bijemy się uporczywie…”.
Taka postawa nie zyskała jednak wsparcia nie tylko władz Rzeczypospolitej, ale także – co szczególnie bolesne – Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego, który wydał kapitulancką dyrektywę: „z Sowietami nie walczyć”. Jeszcze przed jej rozpowszechnieniem wśród części oficerów nie były rzadkie wypowiedzi wpisujące się w jej ducha, co prof. Jerzy Łojek tłumaczył „już nie prowokacją, lecz nawet sowiecką infiltracją niektórych ogniw polskiego dowództwa”. Jest zdumiewające, iż bez względu na epokę Rosja zawsze mogła liczyć w wolnym świecie nie tylko na swą agenturę, ale jakże licznych „poputczików” czy pożytecznych idiotów. Tak było w XVIII i XX wieku. Nie brakuje ich też dzisiaj. Jedni podpisują gazowe kontrakty, inni budują bolszewikom pomniki. Jutro być może zechcą je postawić także agresorom z 17 września 1939 roku.
Honor Polski uratowały tysiące żołnierzy i oficerów Korpusu Obrony Pogranicza, Wojska Polskiego, wspieranych często przez ochotników, harcerzy, którzy pozostawili wiele przykładów bohaterstwa. To oni stawili opór blisko pół milionowi żołnierzy sowieckich (do końca września ich liczba wzrosła do 1,5 miliona).
W pierwszych godzinach bronili się żołnierze Korpusu Obrony Pogranicza. Pod Grodnem sowiecki marsz powstrzymali kawalerzyści 110. rezerwowego pułku ułanów, w którym walczył mjr Henryk Dobrzański, późniejszy „Hubal”, oraz ułani rotmistrza Ryszarda Wiszowatego. Przez trzy dni broniło się Grodno, gdzie żołnierzy wspierali miejscowi uczniowie i harcerze, butelkami z benzyną podpalając sowieckie czołgi. Wśród poległych był 13-letni Tadeusz Jasiński, symbolizujący najmłodszych obrońców miasta. Pojmany i skatowany przez Sowietów został przywiązany do wieżyczki czołgu atakującego polskie pozycje i zginął od kul. Gdy Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski spotkał się z grupą obrońców Grodna, powiedział: „Jesteście nowymi Orlętami. Postaram się, żeby wasze miasto otrzymało Virtuti Militari i tytuł Zawsze Wiernego”… Pod Kodziowcami nad Czarną Hańczą 101. pułk rezerwowy ułanów powstrzymał nacierające oddziały pancerne. Zniszczono 22 czołgi, umożliwiając wycofanie się pozostałym jednostkom. „Mając już doświadczenie z walk grodzieńskich o skuteczności zwalczania czołgów butelkami z benzyną, zaopatrzyłem swój szwadron w odpowiedni zapas tej prymitywnej broni. Nieprzyjaciel ponawiał swoje uderzenie 11 lub 12 razy, lecz za każdym razem musiał się cofnąć, pozostawiając na przedpolu płonące czołgi” – wspominał rotmistrz Narcyz Łopianowski, kawaler Krzyża Walecznych i Virtuti Militari, któremu udało się przeżyć sowiecką niewolę. Po przedostaniu się do Wielkiej Brytanii został cichociemnym. Zrzucony do Polski walczył w Powstaniu Warszawskim jako dowódca odcinka „Sarna” w Śródmieściu. Przez kilkanaście dni walczył z Sowietami gen. Wilhelm Orlik-Rückemann dowodzący wojskami KOP na Polesiu i Wołyniu. Stoczył z nimi kilkadziesiąt potyczek, bitwy pod Wytycznem i Szackiem. Na południu bili się kawalerzyści płk. Władysława Andersa, który ranny trafił do sowieckiej niewoli. Brześć był oblegany przez obu najeźdźców, ostrzeliwała go artyleria niemiecka i sowiecka. W tym mieście 28 września 1939 roku odbyła się słynna wspólna defilada zwycięzców przyjmowana przez gen. Heinza Guderiana i sowieckiego dowódcę brygady Siemiona Kriwoszeina. Żołnierze płk. Tadeusza Kaliny-Zieleniewskiego bohatersko bili się pod Krzemieniem i Momotami. Dowódca Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszek Kleeberg walczył z czerwonoarmistami pod Jabłonią, Parczewem i Milanowem. Jego żołnierze ostatni bój z Sowietami stoczyli 4 października 1939 roku, w przeddzień swej kapitulacji przed Niemcami.
„Małe Katynie”
Od pierwszych godzin sowieckiej okupacji towarzyszyły egzekucje wziętych do niewoli żołnierzy Wojska Polskiego i Korpusu Obrony Pogranicza oraz ludności cywilnej. Taki los czekał Polaków zbrojnie przeciwstawiających się najazdowi ze wschodu. Wspomnieć można wymordowanie żołnierzy, rannych i personelu szpitala wojskowego w Grabowcu. To o tej zbrodni śp. prof. Wiktor Zin pisał: „Trzeba pamiętać, że my, mieszkańcy Zamojszczyzny, mamy także swój „Mały Katyń”". Na liście miejsc pacyfikacji i mordów są m.in. Tarnopol, Nowogródek, Grodno, Oszmiana, Sarny, Złoczów, Wołkowysk, Mołodeczno… Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Górze Koliszówce koło Sopoćkiń. „Jechaliśmy może pięć minut, gdy zamajaczyły przed nami dwa czołgi sowieckie. Posypały się strzały karabinowe z tyłu i z przodu. Odwrotu nie było… obskoczyli nas żołnierze sowieccy… dwaj komisarze zaczęli nas rewidować” – wspominała Alfreda Wilczyńska, zamknięta przez Sowietów w stodole, gdy jej męża gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego (żołnierza I Brygady Legionów i wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r.) wraz z jego adiutantem kpt. art. Mieczysławem Strzemskim odprowadzono na bok. Po chwili usłyszała strzały z broni maszynowej i Sowieci odjechali, pozostawiając zwłoki zamordowanych Polaków. Zabito ich z pogwałceniem wszelkich międzynarodowych umów, ale takie mordy na jeńcach po 17 września 1939 roku nie były czymś wyjątkowym, a ich zwieńczeniem był Katyń, Twer, Charków…
Pod sowiecką okupacją znalazła się ponad połowa terytorium ziem Rzeczypospolitej i 13,5 mln jej obywateli. Okupant rozpoczął systematyczną eksterminację ludności polskiej, a szczególnie niepodległościowych elit aresztowanych, mordowanych i wywożonych na „nieludzką ziemię”. Najtragiczniejszy był jednak fakt, iż Zachód pozostał obojętny wobec agresji Moskwy i zajęcia połowy terytorium państwa polskiego przez ówczesnego „najlepszego sojusznika Hitlera”. Więcej, usankcjonowały to w następnych latach decyzje mocarstw, których zwieńczeniem były jałtańskie postanowienia uznające sowieckie zdobycze po 17 września 1939 roku. Po raz kolejny odebraliśmy lekcję, iż w najdramatyczniejszych momentach wolny świat pozostawia nas samych za cenę „niepogarszania swych stosunków z Rosją”.
Autor jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie.
http://www.naszdziennik.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 15:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/36894

Obrona Grodna to jeden z najsłynniejszych fragmentów walki z najazdem hord bolszewickich z 1939 roku.

Kopia artykułu:

Obrona Grodna w 1939 roku
avatar użytkownika godziembagodziemba, pt., 17/09/2010 - 07:34
Agresja dokonana 17 września 1939 roku przez Związek Sowiecki na Polskę walczącą z hitlerowskimi Niemcami, w zdecydowany sposób ułatwiła Hitlerowi szybkie pokonanie oporu polskiego. Propaganda sowiecka swoje działania agresywne wobec Polski u boku Hitlera ideologizowała jako ,, bratnią pomoc ”.
Mimo dyrektywy Wodza Naczelnego Wojska Polskiego o nie podejmowaniu taktycznych działań wojennych przeciw Armii Sowieckiej, dochodzi do szeregu walk na froncie wschodnim. Jednymi z większych walk jakie żołnierz polski stoczył we wrześniu 1939 roku z sowieckim agresorem, były walki o Grodno.

Jednostki Wojska Polskiego stacjonujące w okresie międzywojennym w Grodnie zostały przeniesione w sierpniu 1939 roku nad granicę niemiecką. Natomiast nowo sformowana Grupa Operacyjna "Grodno" z zadaniem ochrony miasta od zachodu i północnego zachodu, 10 września została rozwiązana, a jej najlepsze oddziały skierowano do wzmocnienia obrony Lwowa.

Płk Bohdan Hulewicz dowódca Obszaru Warownego Grodno rozkazał przeprowadzić przygotowania do obrony miasta przed Niemcami. Jedną z jego decyzji, która miała poważne znaczenie podczas późniejszej obrony przed Armią Czerwoną, było stworzenie zapasów butelek z mieszanką zapalającą. W ich użyciu przeszkolono następnie żołnierzy, jak i ochotników.

17 września – na wieść o agresji sowieckiej na Polskę – doszło w mieście do dywersji komunistycznej, ale została ona szybko stłumiona. 18 września do miasta przybył z Pińska gen. Józef Olszyna-Wilczyński dowódca DOK III, jednak jeszcze tego samego dnia wyjechał z miasta, nie wyznaczając niestety żadnego oficera odpowiedzialnego za obronę. Grodno opuścili także starosta Walicki i prezydent miasta Cieński oraz niektórzy urzędnicy. Uaktywniło to w mieście ponownie miejscowych komunistów, głównie Żydów, którzy opanowali położony w centrum Grodna plac Batorego. Dzięki śmiałej akcji plutonu 31 batalionu wartowniczego bunt ponownie został zdławiony.

Faktycznymi przywódcami obrony i przygotowań do niej stali się wiceprezydent miasta Roman Sawicki i komendant miejscowej Rejonowej Komendy Uzupełnień mjr Benedykt Serafin. Obaj podjęli decyzje wzmocnienia obrony Grodna poprzez wykopanie rowów i wybudowanie zapór przeciwczołgowych oraz przeszkolenie ochotników i służb pomocniczych.
W sumie w Grodnie w przededniu ataku sowieckiego znajdowały się zaledwie dwa niepełne bataliony piechoty, uzbrojone tylko w broń ręczną oraz 2 działka pplot. typu Bofors kal. 40 mm. W trakcie walk obronę zasilili licznie cywilni ochotnicy, a zwłaszcza harcerze, uczniowie miejscowych szkół gimnazjalnych i zawodowych oraz urzędnicy państwowi. Ogółem liczebność polskich sił obrony liczyła około 2 tysięcy osób.

Nad ranem 20 września sowiecki batalion rozpoznawczy 27 Brygady Pancernej mjr. Bogdanowa w sile 11 czołgów zaatakował miasto przez most drogowy. Grupa została jednak na moście silnie ostrzelana przez polskich obrońców, którzy zniszczyli kilka czołgów. Sukcesyjnie pod Grodno dotarły inne sowieckie oddziały pancerne, piechota i artyleria, zajmując pozycje wyjściowe do generalnego natarcia.

21 września do miasta dotarł gen. bryg. w stanie spoczynku Wacław Przeździecki, który przejął dowództwo obrony miasta i ogłosił, że zgodnie z rozkazami Naczelnego Wodza należy przygotować się do ewakuacji na Litwę. Większość obrońców nie chciała przyjąć do wiadomości tej decyzji.

Kolejne ataki sowieckie były odpierane przez polskich obrońców., jednak po południu oddziały 119 pułku strzeleckiego wzmocnione czołgami 27 BPanc. przełamały polską obronę, docierając do centrum, gdzie doszło do ciężkich walk. „ Pamiętam, jak kilkunastoletni chłopiec skoczył na czołg – wspominała prof. Eugenia Dyner - i chciał wrzucić do środka granat przez otwarty właz. Jednak nie zdążył, zastrzeliła go obsługa czołgu. Ale sami nie ustrzegli się butelek z benzyną. Od płonącego paliwa zajęło się ubranie jednego z czołgistów. Pamiętam, że mimo iż był naszym wrogiem, zaczęliśmy go ratować, po prostu odruchowo. Takiego zachowania nigdy nie było widać po sowieckich żołnierzach”.

W trakcie walk Sowieci wykorzystywali do osłony czołgów polskich cywilów, a w jednym przypadku do pancerza zostało przywiązane dziecko. „Ale ja widzę – wspomina Grażyna Lipińska - na dalekim czołgu jasną plamę. Nagła, straszna pewność! Głogów! (…) Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy z Danką uwalniać rozkrzyżowane, skrępowane gałganami ramiona chłopca. Nie zdaję sobie sprawy, co się wokół dzieje. A z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni trzyma brauning, za nim drugi – grozi nam. Z sąsiedniego domu z podniesioną do góry pięścią wybiega młody Żyd, ochrypłym głosem krzyczy, o coś oskarża nas i chłopczyka. Dla mnie oni nie istnieją, widzę tylko oczy dziecka pełne strachu i męki. I widzę jak uwolnione z więzów ramionka wyciągają się do nas z bezgraniczną ufnością. Wysoka Danka jednym ruchem unosi dziecko z czołgu i składa na nosze. Ja już jestem przy jego głowie. Chwytamy nosze i pozostawiając oniemiałych naszym zuchwalstwem oprawców, uciekamy w stronę szpitala. Nazywa się Tadeusz Jasiński, ma 13 lat, jedyne dziecko Zofii Jasińskiej, służącej, nie ma ojca, wychowanek Zakładu Dobroczynności. Poszedł na bój, rzucił butelkę z benzyną na czołg, ale nie zapalił, nie umiał… Wyskoczyli z czołgu, bili, chcieli zabić, a potem skrępowali na froncie czołgu. Danka sprowadza matkę. Nie pomaga transfuzja krwi. Chłopiec coraz słabszy, zaczyna konać. Ale kona w objęciach matki i na skrawku wolnej Polski, bo szpital wojskowy jest ciągle w naszych rękach. Matka umierającego chłopca, zrozpaczona i jednocześnie pobudzona czynem synka, szepcze mu: „Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Śpiewają...”

Do późnego wieczoru w mieście przetrwało tylko kilka odizolowanych punktów oporu. Były to Zamek Królewski, zespół szkół zawodowych i budynki koszar 81 pp. Nad ranem 22 września z Grodna wydostali się dwaj faktyczni przywódcy polskiej obrony, czyli wiceprezydent R. Sawicki i mjr B. Serafin wraz z ostatnią częścią obrońców. Do południa do miasta weszły sowieckie jednostki. „Z domu – wspomina G. Lipińska – wyległa czerń żydowska – twarze rozradowane, szwargoczą. Wielu z nich wita tankistów po bolszewicku przez podniesienie ręki z zaciśniętą pięścią. (…) Ale kwiatów nie ma, tylko czerwona krew na brukach i krwawa na niebie łuna”.

Według źródeł sowieckich do niewoli wzięto ok. 1 tys. Jeńców. Większość oficerów została rozstrzelana na miejscu. Zabito także około 300 cywilnych obrońców miasta. Mordów dokonywano głównie na Psiej Górce i "Krzyżówce", gdzie między innymi zabito około 20 uczniów broniących Domu Strzelca. Koło Poniemunia rozstrzelano podchorążych, prawdopodobnie z 77 pułku piechoty w Lidzie.
Zamordowany został także gen. Józef Olszyna-Wilczyński, który wracał do Grodna, gdy toczyły się walki o miasto. Kilkanaście kilometrów od Grodna trafił na oddział Sowietów. Trzeba pamiętać, że wtedy nie było tam łączności telefonicznej. Generał prawdopodobnie nie znał miejscowej sytuacji. Zamierzał dostać się na Litwę. Nie zdążył. Sowiecki oficer z napotkanego patrolu wyciągnął go z samochodu i zastrzelił na oczach żony.

Straty sowieckie są oficjalnie oceniane na 53 zabitych i 161 rannych oraz zniszczonych 19 czołgów i 3 samochody pancerne. Część badaczy uważa, że były one zdecydowanie większe – np. mjr Serafin oceniał straty sowieckie na 800 zabitych.
Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, podczas inspekcji 6 Dywizji Piechoty w ZSRR w grudniu 1941 roku, w rozmowie z ocalałymi obrońcami Grodna powiedział: „Jesteście nowymi Orlętami. Postaram się, żeby wasze miasto otrzymało Virtuti Militari i tytuł zawsze Wiernego”. Nigdy tej obietnicy nie spełnił…..

W 2010 roku w trakcie prac budowlanych odkryto w Grodnie w pobliżu dawnych polskich koszar fragmenty ludzkich szczątków, które mogą należeć do polskich żołnierzy broniących miasta w 1939 roku. Dobrze, że nie potwierdziły się informacje, iż są to sowieccy żołnierze. Dobrze, że prezydent Białorusi, na której terytorium znajduje się obecnie Grodno, porzucił prorosyjską politykę. Obecny prezydent III RP oraz sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa mogliby bowiem chcieć – w imię dalszego utrwalania przyjaźni polsko-rosyjskiej - sfinansować budowę kolejnego pomnika ku czci „bohaterskich” żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej.

Wybrana literatura:

R. Szawłowski – Wojna polsko-sowiecka 1939
C. Grzelak – Kresy w czerwieni
G. Lipińska – Jeśli zapomnę o nich…
godziemba - blog



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 17 wrz 2010, 20:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/36903

Główną siłą, która opierala się najazdowi hord bolszewickich w 1939 był Korpus Ochrony Pogranicza, którym dowodził wówczas generał Wilhelm Orlik-Rückemann.

Kopia artykułu:

Pamięć Żołnierzom K.O.P., pamięć niedzieli 17.IX.1939
avatar użytkownika nissannissan, pt., 17/09/2010 - 10:38

Obrazek
D-ca KOP gen. Wilhelm Orlik-Rückemann (1894 – 1986)


Kampania Wrześniowa na Polesiu i Wołyniu
17.IX.1939 - 1.X.1939
(...) byłem świadkiem i uczestnikiem walk Korpusu Ochrony Pogranicza /później będę pisał KOP/, które się zaczęły właśnie 17 września, a które doprowadziły oddziały KOP z samej granicy polsko-bolszewickiej aż na zachód od Bugu. W książkach wydanych w Kraju są bardzo krótkie wzmianki o walkach KOP, ale w formie narzucającej domysł, że KOP walczył z Niemcami. (...) To, że o tych walkach prawie nic się nie wie, umożliwia podtrzymywanie tezy reżimu, że bolszewicy przyszli we Wrześniu nam na pomoc.
Wspomnienie to napisałem na podstawie nie tylko pamięci, ale głównie na podstawie szczegółowych notatek, które spisałem w parę miesięcy po wydarzeniach. Wszystkie oceny sytuacji, wydarzeń i osób są osobistymi ocenami gen. W. Orlik-Rueckemanna, ostatniego dowódcy Korpusu Ochrony Pogranicza. [1]
Przed 17 września
We wrześniu 1939 r. byłem w składzie sztabu dowództwa KOP i brałem udział w jego czynnościach. Pod wpływem wypadków wojennych już w pierwszych dniach wojny dowodzenie oddziałami granicznymi z Warszawy stawało się iluzoryczne. Dowódca KOP zdecydował ewakuację dowództwa KOP z Warszawy do Pińska. (...)
Dowództwo KOP nie uzyskało żadnych decyzji co do użycia KOP - ani w Naczelnym Dowództwie, ani w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Zatwierdzono tylko pisemnie spalenie akt mobilizacyjnych dowództwa KOP. (...)
17 września 1939
Dnia 17 września dowództwo KOP otrzymało w Dawidgródku o godzinie 5 rano pierwsze wiadomości z odcinków granicznych o agresywnym zachowaniu się bolszewików i o próbach przekroczenia granicy. Po stronie bolszewickiej oprócz oddziałów granicznych wystąpiły również wojska regularne. Dały się ustalić silne uderzenia piechoty i broni pancernej na północ i południe od Polesia. Dowództwo KOP wydało rozkazy szczegółowo ustalające sposób walki, organizację oraz zadania oddziałów. Dowództwo KOP zdawało sobie sprawę ze słabości własnych sił. Słabość ta wynikała z:
a/ nikłych stanów liczebnych KOP /przesunięcie odwodów dla utworzenia nowych oddziałów i przedłużenia naszych skrzydeł na południu do armii gen. Kazimierza Fabrycego/;
b/ słabego uzbrojenia, braku artylerii i działek przeciwpancernych;
c/ dużego procentu mniejszości narodowych;
d/ braku wyposażenia do działań ruchomych, braku taborów i kuchni polowych.
Dowództwo KOP nie rozporządzało dosłownie żadnymi polowymi środkami łączności. Już w pierwszym dniu wojny dowództwo KOP miało łączność tylko z brygadą “Polesie”, pułkiem “Sarny” i baonem “Kleck”. [2] (...)
Dzień 18 września
W godzinach rannych napór nieprzyjaciela nieco silniejszy. (...) pod wieczór znowu podjęcie działań. (...)
W terenie rosną nastroje pro-bolszewickie. Dowództwo KOP przejeżdżając z Dawidgródka do Stolina natknęło się w miejscowości Bereżno na bramę powitalną wystawioną przez ludność dla bolszewików w przekonaniu, że KOP już opuścił ten teren.
Dzień 19 września
Baon “Kleck” i baon “Ludwikowo” wycofują się przez lasy w kierunku na Łuniniec bez kontaktu z nieprzyjacielem. Baon “Sienkiewicze” cofa się pod silnym naporem około dwóch baonów piechoty z artylerią i czołgami na Łuniniec.
Baon “Dawidgródek” wycofuje się we wczesnych godzinach na Stolin pod naporem co najmniej baonu piechoty z czołgami. Pułk “Sarny” trzyma się mimo ciężkich walk. Stwierdzono /po stronie nieprzyjaciela/ około pułku piechoty z artylerią i czołgami, i małymi oddziałkami konnymi. (...)
Gen. Kleeberg nie ma wiadomości o Naczelnym Dowództwie. Brześć nad Bugiem padł, pod Kobryniem walczył płk Epler, Kowel w naszym ręku. Warszawa i Lwów bronią się. Gen. Kleeberg chce zebrać swoją grupę w rejonie Kamienia Koszyrskiego i 23 września ruszyć w kierunku południowym na Kowel, a następnie na Łuck. Dowódca KOP zgłasza swój akces. (...) Rozdzielenie obu grup powinno się skończyć w rejonie Kowla. (...)
Dzień 23 i 24 września
Zostały wydane rozkazy w nocy 22 na 23 września, zarządzające zmianę kierunku marszu grupy KOP z południowego /Czeremoszno-Kowel/ na zachodni /Kamień Koszyrski-Włodawa/. (...)
Bitwa pod Szackiem
Kolumna północna idąc bardzo złymi drogami osiąga rano 28 września lizjerę lasu pod miejscowością Mielniki. Kolumna południowa osiąga przed świtem 28 września swym czołem lizjerę lasu na wschód od miejscowości Szack. (...)
Miejscowość Szack jest zajęta przez piechotę i czołgi bolszewickie. Dowódca grupy KOP, wracając w nocy z lizjery lasu pod miejscowością Szack do miejscowości Borowo, spotyka gros oddziałów kolumny południowej i ppłka Sulika, któremu wydaje krótkie dyspozycje: “Będziemy się bić z bolszewikami. Ubezpieczyć las i zorganizować obronę przeciwpancerną”.
Walka rozpoczęła się około godziny 8-ej rano, 28 września. Kolumna czołgów bolszewickich została dopuszczona do lizjery lasu na 500 do 600 metrów i przyjęta celnym ogniem działek ppanc., a następnie dział 75 mm. Zanim zdążyła się rozwinąć i podejść do lasu, została w przeważnej części zniszczona.
Mjr Balcerzak, dowódca baonu, uderza swoim batalionem na miasto Szack. Natarcie to, wsparte ogniem naszej artylerii, rozwija się pomyślnie i po gwałtownej walce przed i w samej miejscowości opanowuje ją około godziny 12-ej, rozbijając i odrzucając na północ bolszewików. Był to zmotoryzowany oddział rozpoznawczy w składzie 8 czołgów /7-8 ton rosyjskiego Vickers`a/ i ponad jedna kompania strzelecka na samochodach. Nieprzyjaciel w popłochu wycofał się, pozostawiając poza czołgami jeszcze jeden czołg zaopatrzenia typu amfibia, 5 samochodów ciężarowych, 2 działka, parę ckm-ów i część swojej kancelarii, złożonej w jednym z domów. (...)
O godz. 13-ej dowódca grupy spotkał się w Szacku z ppłk. Sulikiem. W drodze z lasu do miejscowości widział palące się bolszewickie czołgi. (...)
Około godziny 14-ej z kierunku północnego zaznaczyło się już nowe działanie bolszewickie na miejscowość. (...)
Wśród papierów bolszewickich został znaleziony rozkaz dowództwa 52-ej dywizji strzeleckiej do działań w dniu 28 września. Dywizja ta działała z Kobrynia i miała za zadanie oczyszczenie terenu na wschód od rzeki Bug w szerokim pasie do wysokości miasta Włodawa. Analogiczną akcję oczyszczającą miały wykonać na zachód od Bugu inne wielkie jednostki. Grupa KOP, nazwana w tym rozkazie “bandą polskich oficerów” (...) miała być zlikwidowana w godzinach rannych dnia 28 września (...).
Wieczór 29-go i 30 września
(...) Grupa KOP liczy 30 września około 3.000 ludzi. (...) Przemarsz do miejscowości Wytyczno bez żadnych wypadków.
Przy przekraczaniu szosy Włodawa-Trawniki, tuż na zachód od miejscowości Wytyczno, między godziną 1-ą a 2-ą w nocy 1 października, szosą z południa uderza na czołowe oddziały nasze kolumna czołgów bolszewickich. Zostaje ona przyjęta ogniem działek ppanc. i polówek, i odrzucona, tracąc 4 czołgi. Pod osłoną rozwiniętego baonu przechodzi następny baon i zaczynają przechodzić tabory.
O świcie dnia 1 października wzdłuż szosy i na zachodnią część miejscowości Wytyczno naciera piechota bolszewicka z czołgami, wsparta ogniem paru baterii. W tym czasie koniec taborów przechodzi szosę i kryje się w lesie na zachód od szosy. Natarcie bolszewickie zostaje odrzucone, artyleria nasza na stanowiskach rozpoczyna swój ogień. Artyleria bolszewicka ostrzeliwuje silnie las Wólka Wytyczna.
Około godz. 9-ej (...) bateria 75 mm ma jeszcze około 60 pocisków, haubice 8 do 10 na baterię. Mamy już ciężkie straty. (...)
Między godz. 8 a 9 rano przez radio baon “Polesie” dostał rozkaz uderzenia (...) na skrzydło nieprzyjaciela. Rozkaz ten został odebrany, ale natarcie nie wyruszyło. (...) ppłk Dyszkiewicz i ppłk Jur próbowali poderwać batalion do natarcia, ale ruszyła z nimi tylko garstka żołnierzy. Poszczególne grupki żołnierzy koło domów w Wytycznem zaczęły się poddawać. W tym też czasie ppłk Sulik /dowódca pułku “Sarny”/ zameldował dowódcy grupy KOP, że obrona absolutnie do wieczora nie wytrzyma. Żołnierze są wyczerpani, brak amunicji, zredukowane stany oddziałów; obawia się, czy potrafi odeprzeć jeszcze jeden zdecydowany atak.
O godz. 10.30 dowódca grupy KOP zwołał na odprawę dowódców będących na miejscu: płk Bittner /zastępca dowódcy grupy/, ppłk Sulik /dowódca pułku “Sarny”/, mjr Czernik /dowódca artylerii/, mjr Gawroński /szef sztabu grupy/, mjr Marcinkiewicz /ze sztabu dowództwa grupy/. Wszyscy zgodnie ocenili, że obrona w każdej chwili może być przełamana; jesteśmy stale pod groźbą oskrzydlenia z zachodniego kierunku, któremu nic przeciwstawić już nie możemy; artyleria jest wykończona /pozostało dosłownie na obie baterie 20 pocisków razem/; walczymy z przewagą, żołnierz jest wyczerpany fizycznie i moralnie, znający ogólną katastrofalną sytuację kraju [3], w każdej chwili może się załamać; już to się stało z baonem “Polesie”.
Przed dowódcą grupy KOP stały trzy ewentualności do wyboru:
1. walka do ostateczności - musi skończyć się zagładą,
2. oderwać się od nieprzyjaciela i rozproszyć się - uratowanie żołnierzy,
3. kapitulować - poddać się.
Dowódca grupy KOP gen. Orlik-Rueckemann nie mogąc zwyciężyć, nie chciał kapitulować, ale chciał uratować żołnierzy. Byliśmy już na zachód od rzeki Bug, na terytorium etnograficznie polskim. O ile oderwanie się uda, rozproszonym żołnierzom nie grozi niewola.
O godzinie 11-ej, dnia 1 października, dowódca grupy KOP ogłosił swoją decyzję i wydał rozkazy. O godzinie 12-ej kończymy walkę i odrywamy się pod przykryciem lasu. (...)
Dowództwo grupy (...) dotarło do lasu na południe od miejscowości Parczew i tu około godz. 16-ej zebrało się około 30 oficerów ze sztabu grupy, z pułku “Sarny” i artylerzyści.
Przynieśli oni następujące wiadomości: przerwanie walki, osiągnięcie pierwszego odskoku i rozproszenie się zostało przeprowadzone pomyślnie. (...)
Dowódca KOP przedstawił zebranym, że mimo zakończenia przez nas otwartej walki orężnej w mundurze żołnierza polskiego nie wolno nam się wycofywać z walki. Walka ta musi być przez nas od tej chwili inaczej prowadzona. Musimy znowu przejść do konspiracji. (...)
Większości tych 30 oficerów udało się szczęśliwie dotrzeć do Warszawy (...).
Zestawienie działań bojowych grupy KOP od 17 IX do 1 X 1939
I. Marsze
Marszowy wysiłek grupy w ciągu 18 dni marszów /noc z 29/30 bez marszu/ wynosił od 380 do 447 km. Na jeden dzień marszu przeciętnie 32 km. Na 13 dni marszowych wypadało 6-7 marszów nocnych.
II. Walki
Oddziały KOP walczyły w czasie 15 dni działań w ciągu od 6 do 9 dni. Walczyły dwa do czterech dni nad granicą Państwa, stoczyły jedną potyczkę z dywersantami pod Ratnem i dwie bitwy /z Armią Czerwoną/ pod Szackiem i pod Wytycznem. W sumie oddziały grupy KOP walczyły nad granicą na odcinku około 300 km, zbierając się ze strażnic w kompanie i baony w walce; organizują grupę KOP w składzie około 8 baonów, 2 baterii i jednego szwadronu, i znad granicy przechodzą w walkach przez całe Polesie ze wschodu na zachód, przebijają się przez nieprzyjaciela do Bugu, niszcząc w tych walkach nieprzyjacielowi 17 czołgów i przynajmniej jeden samolot. (...)
gen. WILHELM
ORLIK-RUECKEMANN
Opracował Leopold Jerzewski [właśc.: Jerzy Łojek], Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1985, str. 20., I wydanie krajowe, projekt okładki: N. L. [właśc.: Marek Kopyt]
[1] tu i później autor pisze o sobie w trzeciej osobie liczbie pojedynczej. (red.)
[2] baon - skrót od batalion (red.)
[3] w całej relacji gen. W. Orlik-Rueckemanna jest to jedyna wzmianka o dostrzeganiu w tym momencie ogólnej beznadziejnej sytuacji Rzeczypospolitej; wydaje się, że dla motywacji działań tej grupy ogólne położenie obrony kraju długo nie miało istotnego znaczenia o charakterze demoralizującym (L. J.)

nissan - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 18 wrz 2010, 09:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Agresja Sowiecka na Polskę 17 IX 1939

W dniu 17 IX 1939 r., bez wypowiedzenia wojny, Związek Radziecki dokonał zbrojnego napadu na Polskę. Fakt ten określa się jako "wbicie noża w plecy" walczącym z Niemcami Polakom, lub po prostu nazywa się go IV rozbiorem Polski.
Stał się on następstwem paktu Ribbentrop-Mołotow zawartego pomiędzy Niemcami i Związkiem Radzieckim w dniu 23 VIII t. r. W tajnym załączniku paktu, ZSRR zobowiązywał się do zbrojnego ataku na Polskę w przypadku, gdyby III Rzesza znalazła się z nią w stanie wojny. Umowa stała się możliwa do zrealizowania już 17 IX, gdyż dzień wcześniej Stalin rozejmem w Moskwie zakończył wojnę z Japonią. W dniu sowieckiej agresji, o godz. 3.00 rano wręczono ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu w Moskwie notę dyplomatyczną, w której przedstawiono fałszywy pretekst rozpoczęcia działań. Napisano w niej bowiem, że państwo polskie przestało istnieć, rząd polski uciekł z kraju i że oni biorą pod opiekę zamieszkujących Kresy Wschodnie Ukraińców i Białorusinów. Notę nie przyjętą przez ambasadora, wręczono równocześnie z chwilą przekraczania granicy przez Armię Czerwoną. Związek Radziecki uznał, że straciły moc wszystkie dotychczasowe umowy z Polską.
Wiadomość o przekroczeniu wschodniej granicy dotarła po kilku godzinach do rządu przebywającego jeszcze w wolnej Polsce - w
Kutach. Znajdował się tam także Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły, który wydał następującą dyrektywę: "Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii." Lakoniczny komunikat wprowadzał zamęt wśród oddziałów polskich, co uwydatniło się chociażby w przypadku obrony Lwowa. Konsekwencją braku jasnych decyzji było również wzięcie w toku działań wojennych do niewoli radzieckiej ok. 250 tys. żołnierzy polskich, w tym kilkunastu tysięcy oficerów, rozstrzelanych w 1940 r. w masowych egzekucjach w lesie katyńskim.
Wkraczające oddziały wroga liczyły, wg różnych szacunków, ponad 600 tys. żołnierzy, 4700 czołgów i 3300 samolotów. Porównując nacierających z siłami hitlerowskimi przekraczającymi 1 IX 1939 r. granicę Polski, sowieci posiadali dwukrotną przewagę w lotnictwie i broni pancernej nad Niemcami.
Wojska radzieckie posuwały się na okupowanych terenach szybko, zwłaszcza na południu, aby uniemożliwić przedostanie się wojsk polskich do Rumunii i na Węgry. Opór stawiały im nieliczne oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, Brygada Rezerwowa Kawalerii "Wołkowysk" i Samodzielna Grupa Operacyjna "Polesie". W serii bitew na całym froncie, wojska polskie podjęły próbę opóźnienia marszu jednostek sowieckich. Do najbardziej znanych należała obrona Rejonu Umocnionego Sarny oraz bitwa pod Szackiem. Broniły się też pojedyncze miasta, takie jak Wilno, Grodno i Lwów. Wskutek szybkiego marszu niebawem doszło do spotkania armii niemieckich i radzieckich. Dnia 22 IX 1939 r. dowódcy obu armii odebrali w Brześciu Litewskim defiladę wojsk pancernych, w związku z przekazaniem miasta przez Wehrmacht Armii Czerwonej. ZSRR i III Rzesza podpisały ponadto 28 IX t. r. traktat o granicach i przyjaźni, nazywany drugim paktem Ribbentrop-Mołotow, przypieczętowujący rozbiór Polski i dzielący strefy wpływów w państwach nadbałtyckich.
Wraz z postępem regularnego wojska sowieckiego, wkraczały oddziały NKWD, które dokonywały masowej eksterminacji ludności kresowej. Z grup narodowościowych najbardziej prześladowano Polaków, zwłaszcza wojskowych i inteligencję. Już w toku działań wojennych najeźdźcy dokonywali samosądów, podburzając przy okazji do tego samego mieszkańców. W pierwszej kolejności ginęli ci, którzy stawiali opór Armii Czerwonej. Spośród wyższych stopniem dowódców, tuż po wzięciu do niewoli, został zastrzelony strzałem w tył głowy, dowódca Okręgu Korpusu nr III w Grodnie i obrońca Grodzieńszczyzny, gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński. Niedługo po rozpoczęciu okupacji poczęto organizować deportacje ludności kresowej w głąb Związku Radzieckiego, zwłaszcza na Syberię i do Kazachstanu. Dokonywano masowych grabieży polskiego majątku narodowego i dóbr prywatnych, wywożąc całe zakłady przemysłowe, infrastrukturę kolejową i samochodową, zwierzęta, eksponaty muzealne, archiwalia i biblioteki.
Jeszcze we wrześniu 1939 r. zrównano w wartości rubla i złotówkę oraz zniesiono konta bankowe, przez co nastąpiła szybka pauperyzacja społeczeństwa.
Grzegorz Chajko

http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... 17-ix-1939


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 04 paź 2010, 16:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/1137/jak-moj ... i-sowietow

Oto jak wyglądała postawa żydów będących obywatelami Polski wobec bolszewickiego najazdu.

Kopia artykułu:

Jak mojżeszowi witali Sowietów
portret użytkownika SpiritoLiberoSpiritoLibero, 4 października, 2010 - 13:02
Rzeczpospolita

zdrada

Blog


Blog
17 września minął jakoś bez echa na portalu Niepoprawni.pl
Blogerzy zajęci roztrząsaniem coraz to nowych wyczynów posła P. i premiera T. Tudzież przyczyn apatii Prezesa nie do końca, moim zdaniem, zauważyli rocznicę IV Rozbioru Rzeczypospolitej.
Zaspałem i ja ale z tym większym animuszem chcę nadrobić zaległości.
Jako, że jestem Naczelnym Żydożercą na NP.pl chciałbym zapodać na tę okoliczność fragment pracy dr. Andrzeja Leszka Szcześniaka „Judeopolonia II. Anatomia zniewolenia”.
Książka miała wejść kiedyś do kanonów lektur szkolnych lecz z wiadomych powodów ten zacny pomysł upadł.
Wybrany fragment traktuje o stosunku naszych współobywateli wyznania mojżeszowego do bolszewickiego najeźdźcy.
A oni potem dzieci spłodzili.
A te dzieci trzymają (na razie) ster Najjaśniejszej.
Nie wszyscy byli tacy. Ale byli w ogromnej mniejszości. Niedobitki tych lojalnych wobec Państwa Polskiego zabrał Katyń, Oświęcim i Kołyma. Potem UB. A potem zostali wyeksportowani w 68' , żeby zasilić Państwo Izraela.
„(...)Rezygnując zatem z analizy stosunku wywrotowych partii żydowskich do najazdu
sowieckiego, możemy jednak prześledzić zachowanie się społeczności żydowskiej po
wkroczeniu Sowietów na ziemie polskie. To, co się stało 17 września 1939 roku na
Kresach II Rzeczypospolitej, było całkowitym zaskoczeniem dla Polaków, jak i dla obiektywnych obserwatorów, było zaprzeczeniem zdrowego rozsądku, było ekstazą graniczącą z obłędem; było czymś, czego normalnie myślący człowiek nie jest w stanie zrozumieć. Oddaje to najlepiej tytuł niniejszego podrozdziału, wyrażony słowami starego Żyda: „To są czasy Mesjasza i sam Stalin jest
Mesjaszem"
Żeby odzwierciedlić szał radości, jaki zapanował wówczas wśród
Żydów, oddajmy głos świadkom tamtych wydarzeń. Gdy do miasta Baranowicze
wkraczała Armia Czerwona, Żydzi całowali zakurzone buty żołnierzy. Dzieci pobiegły
do parku, narwały jesiennych kwiatów i zasypały nimi żołnierzy. (...) Czerwone flagi
znaleziono dosłownie w mgnieniu oka i całe miasto zostało nakryte czerwienią.
Armia Czerwona wkroczyła do Wilna wczesnym rankiem w czwartek 19 września
1939 r., spotykając się z entuzjastyczny m przyjęciem żydowskich mieszkańców Wilna
(...) Szczególny zapał przejawiały grupy lewicowe i ich młodzi członkowie, którzy
skupiali się wokół kolumn czołgów Armii Czerwonej, ze szczerymi pozdrowieniami i
kwiatami.
Naoczny świadek tych wydarzeń pisał: „W Tarnopolu, wszyscy Żydzi w mieście witali
sowiecką armię z satysfakcją i odprężeniem”..
Edmund Kasprzycki, pracownik Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego w Lubomlu,
w swoim pamiętniku napisał: W pierwszych dniach października 1939 roku zgłosili się
Żydzi z miasta Lubomla z prośbą o wysłanie telegramu do Stalina. Telegram zawierał
kilkaset słów i był podpisany przez siedemdziesięciu Żydów. W telegramie tym była
prośba, by Stalin łaskawie przygarnął ich do swego serca. Ponadto treść telegramu
zawierała dużo pochwał (dla) Stalina za wkroczenie j ego wojska na Wołyń
Wielki polski matematyk pochodzenia żydowskiego, profesor Hugon Steinhaus
zaskoczony i rozgoryczony postawą Żydów, pisał o „olbrzymiej masie" biedoty
żydowskiej, która wyległa na spotkanie bolszewików ustrojona w kokardy i gwiazdy czerwone, aż budziła śmiech oficerów rosyjskich. Inni rozbrajali oficerów polskich na ulicach, całowali tanki
rosyjskie i głaskali armaty.
To serwilistyczne całowanie przez Żydów sowieckich butów, czołgów i armat stało się
swoistą modą i wymieniane jest w licznych relacjach i opracowaniach. Pisze o tym
nawet, znany z antypolskich kłamstw, Jan Tomasz Gross: całowano nawet czołgi,
Żydzi jak się wydaje mieli predylekcję do całowania czołgów; jakoś nikt nie
wspomina, by robili to Ukraińcy czy Białorusini.
W wielu relacjach i wspomnieniach podawane są liczne przypadki takiego
postępowania Żydów wobec wkraczających oddziałów sowieckich. W miastach Żydzi
stanowili zdecydowaną większość entuzjastów bolszewickiego reżimu, o czyni
informują nas dokumenty i relacje. A oto jedna z nich, sporządzona przez polskiego
żołnierza:
„Udałem się do Równego. W mieście panował ruch. Widziałem pochód
komunistyczny prowadzony przez grupę Żydów, którzy witali wkraczających
bolszewików. W pochodzie tym, liczącym około 300 osób, 90% to byli Żydzi. Oni
wznosili okrzyki na cześć wkraczających oddziałów bolszewickich”.
We Lwowie naprzeciw Teatru Wielkiego z namiętnym przemówieniem powitalnym
pod adresem dowódcy sowieckiej dywizji czołgów wystąpił miejscowy rabin. W
przemówieniu wyraził wdzięczność żydowskiej społeczności za długo oczekiwaną
śmierć polskiego państwa. Na zakończenie opisu zachowania się Żydów w czasie
wkraczania wojsk sowieckich na ziemie polskie podamy jeszcze podsumowania
dokonane przez osoby mające wgląd do najważniejszych dokumentów. Naczelny
Dowódca Związku Walki Zbrojnej Stefan Rowecki-Grot w notatce z 25 września 1941
roku pisze: Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już
szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk
bolszewickich.
Fakt, że żydostwo na Kresach zdradziło Polskę i całkowicie poddało się najeźdźcom,
zauważony został również przez bezstronnych obserwatorów zagranicznych. Brytyjskie
Ministerstwo Spraw Zagranicznych na przykład jednoznacznie uznało, że Żydzi byli
głównymi kolaborantami ze Związkiem Sowieckim w latach 1939-1941.
„Szalało NKWD i milicja żydowska"
Serwilistyczne witanie przez Żydów sowieckich najeźdźców, wylewem namiętnych
uczuć, wręcz z ekstazą", wywołało u Polaków niesmak i odrazę. Gdyby na tym się
tylko skończyło, sprawa nie byłaby warta, aby się nią zajmować. Rzecz jednak w tym,
iż zdrada żydowska przybrała również inne, zbrodnicze formy i rozmiary przekraczająca wręcz wyobraźnię.
Żydzi od pierwszych chwil najazdu włączyli się w pełni w bolszewicką „rewolucję z
zewnątrz" i włączyli się w realizowanie wszystkich jej form. Do najbardziej
rozpowszechnionych działań należały wówczas napady na ludność cywilną połączone z
rabunkiem, pozbawieniem wolności, biciem i niestety, bardzo często z morderstwami.
Ofiarami tych zajść padali przede wszystkim przedstawiciele zamożniejszych warstw
społeczeństwa polskiego: ziemianie i ich rodziny, bogatsi chłopi, osadnicy cywilni.
Poza tym grabieże, napady i mordy dotyczyły przedstawicieli grup społecznych i
zawodowych, które były blisko związane z Państwem Polskim: urzędników
państwowych i samorządowych, policjantów, żołnierzy i oficerów WP, osadników
wojskowych, nauczycieli.
Uczestnicy bandyckich wystąpień przeciwko Polsce rekrutowali się nie tylko spośród
biedoty i skomunizowanych mas plebsu żydowskiego (w miastach) i białorusko-
ukraińskiego (na wsiach). Te zawsze były wrogie Polsce i ich agresja raczej nie
wywoływała zdziwienia. Zaskoczeniem jednak był udział rabinów, członków związków
wyznaniowych i ortodoksów w rytualnych często strojach. Ci przed wojną byli na ogół
lojalni wobec Państwa Polskiego. Sowietów poparła również bez zastrzeżeń lewacka,
„postępowa" inteligencja żydowska.
Mechanizm działania bolszewickiej„rewolucji z zewnątrz" z udziałem w niej Żydów
był stosunkowo prosty. Po opuszczeniu miejscowości przez polskie oddziały
wojskowe, a jeszcze przed wkroczeniem Sowietów, Żydzi tworzyli natychmiast
samozwańcze uzbrojone bojówki, nazywając je „czerwoną milicją". „Milicja" ta
zaczynała uważać się za lokalną władzę i, niestety, także za forpoczty bolszewickiej
rewolucji. Wobec tego przyjmowała także „rewolucyjne" metody działania. Zaczynały
się one od ataków na polskie instytucje: posterunki policji, magazyny, urzędy oraz od
grabieży polskiego mienia, zarówno państwowego, jak i prywatnego. Ataki na
instytucje oraz grabieże połączone były z mordowaniem polskich funkcjonariuszy
państwowych i ludności cywilnej. Następowało to nie tylko w przypadku stawiania
oporu, ale również na skutek euforii rewolucyjnej. Większe oddziały „milicji"
żydowskiej -kierowane na ogół przez dywersantów sowieckich - wywoływały rozruchy
w miastach, atakując mniejsze oddziały wojskowe i maruderów.
Po wkroczeniu Sowietów, probolszewiccy Żydzi pomagali w wyłapywaniu i
pilnowaniu wziętych do niewoli polskich żołnierzy, organizowali obławy na
ukrywających się oraz stanowili kadrę donosicieli, wskazując enkawudzistom
wszystkich potencjalnych przeciwników władzy sowieckiej, wszystko to było niestety
połączone z masowymi aresztowaniami i przesłuchiwaniami Polaków przy użyciu
tortur.
Gdy Sowieci zaczęli tworzyć własną administrację, przywieźli ze sobą niewielką kadrę
(też przeważnie pochodzenia żydowskiego), ale główny trzon tej administracji
stanowili lokalni Żydzi.”
Tyle dr. Szcześniak.
A potem to już poszło.
Teraz mamy u Rządu potomków Stolzmanów, Szechterów, Bormanów, którzy stare gówno starają się ubrać w nowy papierek.
I niech nikogo nie zmylą te pozorne ruchy na polskiej „scenie” politycznej.
Czy będzie Kaczor czy Donald to zawsze będzie nas krępować ten sam talmudyczny badziew.
Az w końcu nie pozbędziemy się tej rakowej narośli.

»
SpiritoLibero - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 07 gru 2010, 09:46 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
17 Września

Dziś mija 70 lat od wejścia wojsk radzieckich na teren Polski.

O godzinie 2.00 w nocy wezwano do Komisariatu Spraw Zagranicznych Wacława Grzybowskiego ambasadora RP w Moskwie. Została mu odczytana nota: "Wojna niemiecko-polska ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego [...] Warszawa jako stolica już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego Rząd przestały faktycznie istnieć [...]".

O godzinie 4.20 już oddziały KOP dostrzegły pierwsze oddziały sowietów naruszające granicę koło Podwołoczysk. W tym momencie nastąpiło pogwałcenie czterech umów międzynarodowych: traktatu ryskiego z 1921 r., protokołu Litwinowa z 1929 r., paktu o nieagresji z Polską z 1932r. (przedłużonego w 1934 r.do końca 1945 r. (sic!)) oraz konwencji londyńskiej.

Nóż w plecy został wbity II Rzeczypospolitej z wielką siłą. Trudno dzisiaj rozstrzygnąć ilu ludzi ucierpiało od tego aktu agresji. Faktem jest, że prawie każda polska rodzina ma w pamięci kogoś, kto stracił życie w wyniku napaści sowieckiej. Katyń, Charków, Miednoje były "logiczną konsekwencją" umów spisanych między III Rzeszą a ZSRR 23.08.1939.

Co to oznacza dla dzisiejszej generacji Polaków? Czy 17 września jest zakorzeniony w zbiorowej pamięci czy mgliście majaczy między bardziej znanymi datami 01.09.1939 czy 01.08.1944?

W III RP rocznica 17.09.1939 nie została odpowiednio "uhonorowana" i wprowadzona do kanonu świąt państwowych, które stanowią o tożsamości Polaków. A szkoda, ponieważ jest to dzień, w którym jak na dłoni widać, czym była II Wojna Światowa dla tej części Europy. Doświadczenie dwóch totalitaryzmów znajduje pełen obraz właśnie w tej dacie. Ktoś mógłby powiedzieć - przecież to pakt Ribbentrop-Mołotow jest cezurą tego wydarzenia. Zgoda. Na płaszczyźnie politycznej to 23.08.1939 jest ważniejszy. Jednak pamięć narodu zdecydowanie bardziej może odwołać się do "namacalnego" faktu - agresji. Nie ma bardziej wymownej sceny niż ta w filmie Andrzeja Wajdy "Katyń", gdy na moście spotykają się uciekający obywatele polscy, jedni uciekają przed sowietami drudzy zaś przed Niemcami.

Jednak ta data nosi na sobie jeszcze jedno brzemię. Niewątpliwie jest nim fakt nierozliczenia z historią - i to nie tylko w Polsce. Chociażby przywołany wyżej "Katyń" Wajdy, którego dystrybucja na Zachodzie miała niemałe problemy, dobrze to ilustruje. Także recenzje na temat tego obrazu, w których można zauważyć dysonans poznawczy między Zachodem a Polska, jest najlepszym przykładem braku jednej wizji na Imperium Zła po obu stornach dawnej Żelaznej Kurtyny. Nazizm rozliczono, komunizm nadal tli się w umysłach lewicowo nastawionej elity Zachodu.

http://lubczasopismo.salon24.pl/histori ... 7-wrzesnia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 14 lut 2011, 14:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=32308

Artykuł przybliża nam, jak wyglądało wkraczanie armii czerwonej do miast polskich po agresji z 17 września 1939.

Kopia artykułu:

Co to za armia? – z pamiętnika Ewy
Aktualizacja: 2011-02-13 11:39 pm

21 września 1939. Pogoda dalej sprzyja. Po mieście biegają Żydzi. Są uradowani, bo nadciąga czerwona armia. Do Przemyślan dochodzą wieści o gwałtach chłopów ukraińskich i o tym, że Sowieci aresztują Polaków, a wybitniejsze jednostki rozstrzeliwują. Warszawa i Lwów dalej walczą. Polska policja przemyślańska została osaczona na posterunku przez bandy ukraińskie. Po południu, przez Przemyślany, przeciągnął pierwszy sowiecki czołg, pomalowany na kolor zgniłozielony. W czołgu, wychylony do połowy, stał żołnierz sowiecki w skórzanej kurtce i w obu rękach trzymał rewolwery, wymierzone w okna mieszkań. Twarz żołnierza groźna, głowa duża, a kości policzkowe wystające. Zapewne pochodził ze stepów mongolskich. Czołg przejechał ulice miasta i zawrócił. Po krótkiej chwili nadjechały trzy inne czołgi. Znowu wymierzono rewolwery w okna mieszkań. Żołnierze sowieccy zarośnięci. Wybiegłam na ulicę i poszłam do dr Zimmermanna, gdzie na podwórzu i w mieszkaniu przebywały luźne oddziały wojska polskiego. Oficerowie zdenerwowani, wyczekują, co będzie. Oficerowie polscy słuchają Warszawy i Lwowa, żyją resztkami nadziei. W pół godziny, po tych trzech czołgach, poczęły masowo napływać czołgi i samochody ciężarowe pełne żołnierzy. Żołnierze sowieccy są nędznie odziani, w lekkich mundurach, coś w rodzaju luźnych bluz i w parcianych butach. Karabiny noszą bez pasów, na zwykłych sznurach. Żaden z żołnierzy nie posiada tornistra, jedynie koce przewieszone przez ramię, a u pasa zwisają na sznurkach podniszczone garnuszki. Zaś zza owijaczy wystają drewniane łyżki. „Co to za armia?”- pomyślałam.
Ulice i gmachy publiczne obstawiono wojskiem sowieckim. Na podwórzu dr Zimmermanna, Sowieci przeprowadzają rewizję osobistą obozujących tam rozbitków Armii Polskiej. Do mieszkania doktora weszli Sowieci i z miejsca rozpoczęli rewizję, konfiskując zegarki i pierścionki. Opuściłam mieszkanie dr Zimmermanna i wyszłam na ulicę. Przed gmachem Starostwa stała nasza rozbrojona policja, z kapitanem Mayerem na czele. Poprzez kordony żołnierzy sowieckich doszłam do domu. Z balkonu mieszkania obserwowałam te masy wojska sowieckiego, przeciągającego przez Przemyślany. Nierzadko czołg na chodzie ciągnął na łańcuchu inny czołg który odmówił posłuszeństwa. Masy te szły i szły. Z okien domów ukraińców obrzucano wojsko sowieckie kwiatami. Ukraińcy wiwatowali na cześć czerwonej armii za to, iż wyzwoliła ich spod „jarzma” polskiego.
Na murach miasta rozplakatowano ukazy, zaprowadzono godzinę policyjną. Nikomu po zachodzie słońca nie wolno przebywać na ulicy. Drugi raz nakazuje zdanie broni i amunicji. Policję polską zaaresztowano i osadzono w więzieniu, a z gmachów publicznych ściągnięto ukraińskie chorągwie. Wieczorem słucham Warszawy i Lwowa. Walki nadal trwają. Zbyszek pomaga mi przechować biżuterię. Chłopcy uradzili, że najbezpieczniej będzie w kontaktach elektrycznych. Pod znakiem niepewnego jutra, późno wieczorem, poszłam na spoczynek.
22 września 1939. Umarła „wilna Ukraina”,a powstała „zapadna Ukraina”. Na gmachach publicznych wywieszono czerwone chorągwie z młotem i sierpem. W sądzie grodzkim „rabotaje” sowieckie N.K.W.D., policja polityczna. Przez miasto dalej przeciągają „krasno armiejcy”, wygląd ich jednakowy. Na chodniki wylegli Żydzi, gdzieniegdzie pada okrzyk, za to na balkonie Ukrainka- żona adwokata, obrzuca wojsko sowieckie kwiatami i wyraża radość za to, że armia sowiecka obdarzyła Ukraińców wolnością. Spośród miejscowej szumowiny, świata złodziejskiego, zorganizowano czerwoną milicję. Są to Ukraińcy, Żydzi i dwóch Polaków. Po południu milicja przystąpiła do aresztowań. Nie przebierano. Nawet biednego szewca Józefa Leszczyszyna aresztowano, chyba za to, że jest Polakiem. Jakis usłużny Żyd doniósł, że starosta Mikrowicz przebywa w sąsiednim lesie. Wysłano oddziały wojska i milicji, otoczono las, zaaresztowano starostę Mikrowicza i osadzono go w więzeniu. Komendantem miasta został sowiecki starszy lejtnant Wertycher. Polacy nie opuszczają domów, czekają na bieg wypadków. Późno wieczorem dotarła wieść o kapitulacji Lwowa. Lwów poddano czerwonej armii. Warszawa walczy nadal. Zbyszek doradził mi, abym spaliła Mietka mundur i papiery, aby uniknąć kłopotów. Rozpaliłam ogień w kotlinie. Wpierw spłonęły nasze pamiątki osobiste, potem różne dokumenty, a na końcu pocięty w kawałki mundur.
23 września 1939. Rano odwiedził mnie milicjant Żyd w towarzystwie żołnierza sowieckiego i rozmontowali aparat telefoniczny. Nie wychodzę z domu, stoję w oknie i zza firanki obserwuję ulicę. Marysia, służąca moja, przyniosła wiadomość, iż po południu odchodzi do Lwowa pociąg, a od jutra będzie normalna komunikacja kolejowa. Może mama przyjedzie do Przemyślan? Po obiedzie do miasta wyszedł Zbyszek, w towarzystwie Franciszka Szrama, by wybadać sytuację, ponieważ nocą zamierzają wyruszyć do Lwowa. W domu pozostał Zenon Piotrowski, nie wzięli go ze sobą ze względu na jego wybitny wzrost. Postawa Piotrowskiego wzbudza podejrzenie, bo w niczym nieprzypominał typu proletariackiego. Zbyszek i Szram długo nie wracają. Zenon zdenerwowany, co chwila wychodzi na balkon, wypatruje kolegów. Szarzało, gdy powrócili Zbyszek i Szram. Uznali, iż powinni natychmiast opuścić Przemyślany. Przygotowałam posiłki, zjedli i wyruszyli w drogę. Skłopotana wypadkami dnia, pokrzepiona na duchu głosem bohaterskiej Warszawy, o północy poszłam spać.
Drzemię. Przed sekundą w jadalni wybiła godzina pierwsza. Na ulicy panuje spokój, słychać jedynie kroki nocnych patroli. Nagle przed kamienicą powstał ruch i słyszę gwałtowne dobijanie do bramy wejściowej. Leżę w łóżku i drżę ze strachu. Zabrakło mi siły, by wstać i zapalić nocną lampkę. Hałas na ulicy ustał, ale słyszę ciężkie kroki zdążające na piętro. Doszedł do mnie szept pod drzwiami wiodącymi do przedpokoju. W przedpokoju zapaliłam światło elektryczne, stanęłam pod drzwiami i zapytałam: -Kto tam? -Natychmiast otworzyć, ważna sprawa- powiedział zza drzwi ktoś po polsku. Przez sekundę nie wiedziałam, co począć, ale w ostateczności postanowiłam otworzyć drzwi. Jacyś uzbrojeni ludzie, w rosyjskich mundurach, odepchnęli mnie od drzwi i z rewolwerami w ręku, wbiegli do przedpokoju. Oniemiałam. Milicjant Żyd przyłożył mi bagnet do piersi, powiedział: -Będzie rewizja. Naprzeciw mnie stanął oficer sowiecki, otoczony dwoma podoficerami, z wymierzonymi we mnie rewolwerami. Oficer wydał milicjantowi dyspozycję, a ten przetłumaczył ją na język polski. -Proszę odchylić drzwi do pokoju i zapalić światło- padł nakaz. Spełniłam nakaz. Milicjant polecił mi wejść do pokoju, idąc za mną z wymierzonym we mnie karabinem. Jeden z podoficerów wymierzył rewolwer w drzwi wiodące do następnego pokoju, a inni przewracali mieszkanie. Musiałam otworzyć szafę, a podoficerowie gwałtownie wpychali do szafy ręce uzbrojone w rewolwery i tarmosili naszą garderobę, po czym oświetlili wnętrze szafy ręcznymi latarkami. I tak przeszli całe mieszkanie. Gdy nieco ochłonęłam, zapytałam: -Kogo szukacie? -Było doniesienie, że przed godziną ktoś wszedł do tej kamienicy- powiedział milicjant. Boże, to na pewno był Mietek, on jedyny posiada klucz do bramy. Pozornie zachowałam zimną krew. -Teraz będzie rewizja całej kamienicy- zapowiedziano. Chodzimy od mieszkania do mieszkania. Wszędzie wchodzę pierwsza. Przeszukali mieszkania, piwnice, a w końcu zaszli na strych. Na strychu był zbiornik na wodę, do którego kazali mi zajrzeć, po czym sami zaglądali. Kamienica obstawiona wojskiem. Na zakończenie oficer kierujący rewizją zapytał: -Kto posiada radio? -Ja posiadam radio. -Rewizja zakończona, śpijcie spokojnie- powiedział ów oficer. -Spokonie po trzygodzinnej mordędze?! Zaraz z rana pójdę z zażaleniem do komendanta miasta Wertychera i opowiem, jaką urządziliście mi noc- powiedziałam. Na to oficer z uśmieszkiem powiedział: -Ja jestem Wertycher. Leżąc w łóżku rozmyślałam, cóż znaczyła ta rewizja przeprowadzona przez samego komendanta miasta? Oka nie zmrużyłam. Rano poszłam na stację kolejową, by pierwszym pociągiem, odchodzącym o godzinie 5-tej rano, pojechać do Lwowa.
Ze Lwowa do Kazachstanu – kartki z pamiętnika kuzynki Ewy
Za: Pamietnik Ewy - blogspot


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 01 wrz 2012, 13:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=59935

Moim zdaniem wbrew komunistycznej propagandzie Polska w 1939 roku była dobrze przygotowana do wojny, a nawet bardzo dobrze jak na swój potencjał. Polska armia należała do najsilniejszych w Europie i choć sprzętowo ustępowała francuskiej, to wolą walki z nawiązką te braki nadrabiała. W starciu sam na sam z Niemcami czy ZSRR, największymi potęgami militarnymi ówczesnego świata Polska wcale nie była bez szans. Tylko wojna z tymi dwoma potęgami na raz mogła być dla Polski klęską i taką się okazała. Gdyby nie atak z 17 września, zapewne niemiecki Blitzkrieg zakończyłby się ustabilizowaniem frontu polsko-niemieckiego pod Warszawą. Niemieckie kłopoty w Polsce skusiłyby Francję i Anglię do wkroczenia na teren bezbronnych praktycznie Niemiec zachodnich i zakończyłoby wojnę w zarodku. Atak ZSRR przede wszystkim załamał polski opór pod względem moralnym, bo właśnie bohaterska walka polskich żołnierzy była największym atutem polskich wojsk. Załamanie się morale sprawiło, że cała obrona po 17 września posypała się już bardzo szybko.

Kopia artykułu:

Udział sowieckich służb wywiadowczych i specjalnych w przygotowaniu ataku na Polskę – Patryk Pietrasik
Aktualizacja: 2012-08-31 9:24 pm

1 września 1939 roku niemieckim atakiem na Westerplatte rozpoczęła się II wojna światowa. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom do wojny nie przyłączył się wówczas Związek Sowiecki. Jak pisze Wiktor Suworow: ,,Skutek jest taki, że on [Hitler], i tylko on uchodzi odtąd za jedynego winowajcę”. Brak współdziałania militarnego nie oznaczał jednak, że Związek Sowiecki w początkowej fazie wojny w ogóle nie brał udziału. Samoloty niemieckie korzystały z nawigacji, nad terytorium Polski, z radzieckiej pomocy radiowej, umożliwiającej dokładne namierzanie pozycji. Nie mówił tego pierwszy, oficjalny niemiecki, komunikat wojenny z 1 września.
Niemców nie zadawalała tak rozumiana pomoc; przede wszystkim chodziło im o bezpośredni udział Związku Sowieckiego w prowadzeniu wojny. 3 września Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych Rzeszy Niemieckiej, wysłał telegram do ambasadora niemieckiego w Moskwie, von Schulenberga, z prośbą o poinformowanie, ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS, Wiaczesława Mołotowa o fakcie przekroczenia przez Wehrmacht granicy strefy wpływów radzieckich celem pościgu wojsk polskich. Padło wówczas pytanie o datę przystąpienia ZSRS do wojny. W odpowiedzi na to otrzymał, dwa dni później, przez ambasadora, odpowiedź Mołotowa: ,,Jesteśmy zgodni w opinii, że w odpowiednim momencie bezwarunkowo będziemy musieli rozpocząć konkretne działania. Jesteśmy jednak zdania, że ten moment jeszcze nie nadszedł’’. Takich ,,rozmów’’ na linii MSZ Rzeszy Niemieckiej – ambasada niemiecka w Moskwie było kilka. Zazwyczaj strona niemiecka otrzymywała mało konkretne odpowiedzi. Wreszcie, 16 września, ambasador komunikował, że ,,wojskowa interwencja Związku Sowieckiego nastąpi lada dzień, może nawet jutro lub pojutrze’’. Następnego dnia, między godziną 2:00 a 5:20 Schulenberg informował: ,,Armia Czerwona dziś rano o godzinie 6:00 przekroczy granicę sowiecką na całej długości od Połocka do Kamienia Podolskiego’’. Związkowi Sowieckiemu w ten sposób udało się opóźnić agresję aż o 17 dni i nie wystąpić razem z Niemcami jako współagresor.

17 września o świcie rozpoczął się sowiecki atak na Polskę. Była to akcja bardzo dobrze przygotowana pod względem rozpoznania sił bojowych przeciwnika. W okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej wywiad sowiecki wzmógł swoją aktywność na wschodnich rubieżach państwa polskiego. Szczególny nacisk centrala w Moskwie kładła na rozpoznanie potencjału militarnego Wojska Polskiego. Informacji takich dostarczały placówki wywiadowcze rozmieszczane na terenie kraju m.in. grupa warszawska. Przekazała ona szereg informacji na temat struktury organizacyjnej WP. Po ataku Niemiec na Polskę i zaangażowaniu znacznej ilości polskich sił zbrojnych przeciwko Wehrmachtowi, jasne się stało, że w przypadku agresji sowieckiej ochronę wschodniej granicy podejmą tylko nieliczne jednostki polskie. Ustalenie tego jakie jednostki pozostały na wschodzie było jednym z zadań wywiadu. Uczyniono to poprzez rozpracowywanie placówek Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP). Zbierano informacje o tym jakie jednostki przybywały do placówek oraz w jakiej sile. Rozpracowywano także same placówki. Obserwowano ruch polskich jednostek w sowieckiej strefie wpływów, przykładowo: 15 września Razwiedupr (wywiad wojskowy) informował o narastającym ruchu transportów wojskowych na linii kolejowej Chełm-Kowel-Łuck oraz o przybyciu w okolice Czortkowa silnego oddziału kawalerii. Podobnych meldunków do centrali w Moskwie wpływało bardzo dużo. Moskwa wiedziała o niemal każdym ruchu wojsk polskich. Obserwacje wojsk polskich prowadził wywiad także z terytorium innych państw – Czechosłowacji, Litwy oraz Rumunii – w ramach współpracy wojskowej. W ambasadzie ZSRS w Warszawie od dawna sporządzano różnego rodzaju ekspertyzy – o charakterze politycznym – jak np. analiza stosunków polsko-rumuńskich (Rumunia była najkrótszą drogą do ucieczki zagrozonych wojsk polskich zarówno przed siłami niemieckimi jak i sowieckimi. W Sowietach próbowano ustalić jak władze rumuńskie przyjmą wojska polskie) – ale także ekspertyzy o np. stanie zalesienia w Polsce wschodniej pod kątem możliwości obronnych. Codziennie do Moskwy przesyłano informacje o zawartości prasy polskiej. Dzięki temu poznawano opinie społeczeństwa polskiego o zagrożeniu wojennym. Starano się także poznać ustosunkowanie najważniejszych osobistości życia politycznego w Polsce do zagrożenia sowieckiego. Nieco wcześniej podjęto rozpracowywanie strażnic KOP-u. Ustalenie stanu osobowego strażnic powierzono zwerbowanym wcześniej agentom. Sowieci korzystali także z tzw. wywiadu białego. Polegał on na uzyskiwaniu informacji z prasy lub oficjalnych publikacji. Przykładowo w taki sposób, w 1934 roku, w posiadanie radzieckich wywiadowców, wszedł dokument z zasadami organizacji i dyslokacji jednostek KOP – u. W kwestii rozpracowywania potencjału militarnego Rzeczpospolitej kierownictwo wywiadu wojskowego ściśle współpracowało, w dniach poprzedzających agresję, z jednostkami niemieckimi. Te przekazywały służbom wywiadowczym Armii Czerwonej informacje o napotkanych przez siebie oddziałach, ich wartości bojowej oraz o przypuszczalnym kierunku przemarszu w sowieckiej strefie interesów. Na terenach przygranicznych wywiad zajął się tworzeniem grup dywersyjnych złożonych głównie z Ukraińców i Białorusinów niechętnych władzy polskiej. Grupy takie, były odpowiednio wyposażane i miały występować wspólnie z Armią Czerwoną przeciw garnizonom wojskowym, a gdzie takich nie było, albo też były dość słabo wyposażone, jednostki występowały przed regularnymi oddziałami sowieckimi zajmując mniejsze miasteczka.

Równolegle z rozpracowywaniem potencjału militarnego Rzeczypospolitej, wojska Armii Czerwonej szykowały się do natarcia. 6 września sformowano sztaby frontów. Do walki przeciw Polsce zorganizowano dwa fronty – Front Białoruski i Front Ukraiński.

Frontem Białoruskim dowodził generał armii Michaił Kowaliow. W jego dyspozycji pozostawały cztery armie – 3.4,10 i 11. 3 Armią dowodził generał korpusu Wasilij Kuzniecow. Składała się ona z trzech dywizji strzelców (5, 27, 50), dywizji kawalerii (24) oraz brygady pancernej (23). 4 Armią dowodził generał dywizji, przyszły bohater Stalingradu, Wasilij Czujkow. Pod swoją komendą miał dwie dywizje strzelców (8, 52), dwie brygady pancerne (29, 32) oraz Dnieprzańską Flotyllę Wojenną. 10 Armią, najsłabszą wśród armii Frontu, dowodził generał korpusu Iwan Zacharin. Miał on do dyspozycji tylko trzy dywizje strzelców (6, 33, 121). 11 Armia, prowadzona przez generała dywizji Nikifora Miedwiediewa, składała się z trzech dywizji kawalerii (4, 6, 11), trzech brygad pancernych (2, 21, 27), brygady strzelców zmechanizowanych (20) oraz dwóch dywizji strzelców (4, 13). Uzupełnienie 11 Armii stanowiły Mińska Grupa Szybka oraz Dzierżyńska Grupa Zmechanizowana. Ponadto w skład wojsk Frontu Białoruskiego weszły Wojska Ochrony Pogranicza Białorusi. Ogółem Front liczył 378 610 żołnierzy, 3167 dział i moździerzy i 2406 czołgów.

W skład Frontu Ukraińskiego, pod rozkazami generała Siemiona Timoszenki, wchodziły trzy grupy armii: Szepietowska GA , Wołoczyńska GA oraz Kamieniecka GA. Szepietowską GA dowodził generał dywizji Iwan Sowietnikow. Liczyła ona pięć dywizji strzelców (44, 45, 60, 81, 87) oraz brygadę pancerną (36). Generał korpusu Filip Golikow, dowódca Wołoczyńskiej GA, posiadał trzy dywizje kawalerii (3, 5, 14), trzy brygady pancerne (10, 24, 38) oraz dwie dywizje strzelców (96, 97). Kamieniecka GA pod dowództwem generała korpusu Iwana Tiuleniewa składałas się z czterech dywizji kawalerii (9, 16, 32, 34), czterech brygad pancernych (4, 5, 23, 26) oraz brygady strzelców zmechanizowanych (1) i dwóch dywizji strzelców (72, 99). Do Frontu dołączono Wojska Ochrony Pogranicza Ukrainy. Razem Front liczył 238 978 żołnierzy, 1792 dział i moździerzy oraz 2330 czołgów. Ogółem przeciw Polsce wystawiono 617 588 żołnierzy, 4959 dział i moździerzy oraz 4736 czołgów.
Do wojsk włączono również siły specjalne. Czym miały się zajmować na terytorium Polski sprecyzował w kolejnych dniach Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrientij Beria. Dnia 8 września wydał rozkaz oddelegowania dodatkowego personelu NKWD do zachodnich stref kraju, gdzie koncentrowało się wojsko. Z nich utworzono dziesięć grup operacyjno-czekistowskich (tzw. obergruppy), które zasiliły szeregi Zachodniego i Kijowskiego Okręgu Wojskowego (w pierwszym okręgu grupy liczyły 40-55 osób, w drugim 50-70 osób. Składały się z doświadczonych pracowników aparatu bezpieczeństwa ZSRS). Dodatkowo do dyspozycji dowódców obergrupp wydzielone zostały trzystu osobowe bataliony do przeprowadzania zadań specjalnych. Jednostki te, wkraczając obok regularnych oddziałów radzieckich, miały zajmować najważniejsze obiekty wojskowe i cywilne na terytorium kraju. Miały także zabezpieczać archiwa państwowe (szczególny nacisk kładziono na archiwa policji oraz ekspozytur wywiadu – II Oddziału Sztabu Generalnego WP).

15 września Beria nakazał aresztowania, po wkroczeniu do Polski, przedstawicieli administracji państwowej, funkcjonariuszy policji i wywiadu oraz ważniejszych działaczy politycznych i społecznych (do nich NKWD zaliczyło przedstawicieli Polskiej Partii Socjalistycznej, Stronnictwa Narodowego, Stronnictwa Pracy, Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Partii Socjalistyczno-Radykalnej, Frontu Jedności Narodowej, Białoruskiej Organizacji Narodowo-Socjalistycznej, Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji oraz Rosyjskiego Związku Ogólnowojskowego). Listy z nazwiskami ludzi niebezpiecznych organom specjalnym dostarczał wywiad (W rzeczywistości aresztowano o wiele więcej ludzi niż znajdowało się na listach. Było to spowodowane działaniem konfidentów, którzy wydawali organom sowieckim swoich wrogów osobistych – bardzo często całkiem niewinnych ludzi – niewinnych z punktu widzenia polskiego).

Wszystkie te przygotowania organów specjalnych miały służyć jednemu: jak najszybszego zajęcia strefy wpływów (należy pamiętać, że oddziały komandosów przydzielone obergruppom niekiedy miały zadanie opanowania jakiś ważnych strategicznie punktów – stacje kolejowe, mosty, ośrodki administracyjne – i utrzymania ich do czasu przybycia regularnej armii) ustalonej 23 sierpnia oraz zdławienia ducha Polaków (poprzez aresztowania czołowych działaczy, organizowanie publicznych egzekucji itd.).

Patryk Pietrasik

Opracowano na podstawie:
Agresja sowiecka na Polskę w świetle dokumentów 17 września 1939, t. 1 – 3, Geneza i skutki agresji. Działania Frontu Ukraińskiego. Działania Frontu Białoruskiego, red. E. Kozłowski, Warszawa 1994 – 1996.
Kołakowski P., NKWD i GRU na ziemiach polskich 1939 – 1945, Warszawa 2002

Za: materiałów autorskich


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 03 wrz 2012, 06:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Obraz dwóch agresorów

Z prof. Pawłem Machcewiczem, dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, rozmawia Maciej Walaszczyk

Podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę muzeum premier Donald Tusk mówił, że II Rzeczpospolita była państwem bezradnym, bezbronnym, słabym. Czy taka będzie polska narracja historyczna, o której mówił Pan we wprowadzeniu, opowieść o bezradnej II Rzeczypospolitej?
- Pokażemy drogę do wojny, pokażemy, że Polska zrobiła wszystko, co mogła, by się zabezpieczyć. Pokażemy polski wysiłek militarny, sojusze z Francją i Wielką Brytanią. Nie można jednak ukrywać, że ponieśliśmy klęskę. Jeśli dobrze zrozumiałem premiera, to powinniśmy z tego wyciągać taki wniosek, aby być jak najsilniejszym państwem, z jak najsilniejszą armią. Chyba to chciał powiedzieć premier, jeśli mogę interpretować jego słowa.


Sądzi Pan, że konwencja, którą tutaj przedstawicie, będzie wywoływała spory i polemiki?
- Historia najnowsza zawsze budzi kontrowersje i mam świadomość, że i nasze muzeum będzie budziło kontrowersje. Pokażemy Związek Sowiecki jako agresora, który obok III Rzeszy dokonuje rozbioru Polski. To jest dla nas prawdą historyczną, ale nie wszędzie jest to takie oczywiste. Władze Rosji na pewno nie będą tym zachwycone. Nie jest to jednak nasze główne zmartwienie. Mamy pokazywać historyczną prawdę.


To ma być właśnie ten element, który Muzeum II Wojny Światowej włączy do ogólnoeuropejskiej narracji historycznej?
- W narracji europejskiej brakuje wielu rzeczy. Brakuje wiedzy o tym, że II wojna światowa zaczęła się na skutek współpracy III Rzeszy ze Związkiem Sowieckim. To jest pierwsza rzecz, której brakuje. Poza tym fakt rozbioru Polski dokonany przez te dwa kraje we wrześniu 1939 r., terror sowiecki wobec Polaków i wobec narodów bałtyckich. Brakuje również wiedzy o tym, jak brutalna była niemiecka okupacja w Polsce. O tym się zapomina. Dlatego też poprzez te fragmenty ekspozycji, których projekt dziś pokazywaliśmy, a więc terror okupacyjny, np. rozstrzeliwanie Polaków w Bydgoszczy, czy obozy koncentracyjne, które zajmują sporą część naszej ekspozycji, chcemy przypomnieć Europie, że to jest również ważna część polskiej martyrologii. Jej częścią będzie np. opowieść o Auschwitz. Bo prawda o polskiej martyrologii w tym obozie jest również mało rozpowszechniona w Europie. Przed naszym muzeum stoi wiele zadań.


Ale w krótkim filmie, będącym wirtualną przechadzką po muzeum, widziałem jednak generała Francisco Franco wśród totalitarnych dyktatorów, takich jak Stalin czy Hitler. To chyba zbyt daleko idący przejaw poprawności politycznej.
- To nieporozumienie, które wymagało komentarza. Była to część ekspozycji pokazująca destrukcję ładu wersalskiego. Pokazujemy wojnę domową w Hiszpanii, obok Monachium jako te wydarzenia, które prowadzą do wojny. Nigdy nie stawiałbym gen. Franco obok Hitlera czy Stalina. Był to dyktator, ale to oczywiście zupełnie inna historia.

Dziękuję za rozmowę.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sorow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 17 września - agresja ZSRR na Polskę
PostNapisane: 03 wrz 2012, 08:34 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Cytuj:
Z prof. Pawłem Machcewiczem, dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, rozmawia Maciej Walaszczyk

Podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę muzeum premier Donald Tusk mówił, że II Rzeczpospolita była państwem bezradnym, bezbronnym, słabym.


Za to dzisiejsza Polska to silne państwo, zdolne przeciwstawić się takim potęgom jak Rosja czy Niemcy. :roll:

II Rzeczypospolita wychowała wielu Polaków kochających Polskę, gotowych życie za Nią oddać. Wychowała pokolenie Rudego, Alka, Zośki, pokolenie Kolumbów, pokolenie AK-owców. Dzięki takim ludziom Polacy byli w stanie przeciwstawić się potędze Niemiec, bronili się dość długo, i gdyby nie cios w plecy zadany przez Sowietów 17 września to zapewne bronili by się jeszcze dłużej.

A dzisiaj ? Przypuszczam, że w przypadku zbrojnej napaści Niemiec bądź Rosji, Polska zostałaby opanowana w kilka dni. Nie mamy armii, nie mamy Polaków gotowych życie oddać za Ojczyznę. Armia jest po to, aby uczestniczyć w "misjach" NATO przeciwko krajom Bliskiego Wschodu. Dzisiejsi Polacy to w większości tzw. Europejczycy, którzy chętniej śpiewają Odę do Radości niż Mazurek Dąbrowskiego. Ale o tym wszystkim oszust von Tusk nie wspomni.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /