Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wracają do nas
PostNapisane: 23 sie 2013, 05:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Mieliśmy o Nich zapomnieć, co najwyżej wiedzieć o Nich, że to bandyci.
Jednak Oni wracają do nas, odzyskują swoją tożsamość i świadczą o tych, którzy ich bestialsko pomordowali. Bandyci to zaprzańskie bestie komunistycznego terroru. To najgorsze gnidy jakie kiedykolwiek wydała Ziemia Polska. Nigdy w historii naszej nasza Ojczyzna nie była tak zapaskudzona bestialskim, zdziczałym szambem jak to się stało w PRL-u i trwa w III RP.

Wrócili do nas i teraz poprowadzą nas do tego celu, który próbowali sami realizować. Poprowadzą nas do podmiotowej suwerenności naszej wystarczająco już umęczonej Ojczyzny.


Przy trumnie wuja „Zapory”

Z Krystyną Frąszczak, siostrzenicą mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Po 64 latach od egzekucji na Rakowieckiej genetycy zidentyfikowali ciało „Zapory”. To z pewnością wzruszający dzień dla Pani i Pani rodziny, trudno zapanować nad emocjami?
– Te emocje stopniowały się, jak zaczęły się prace na Łączce, to po cichu mówiono, że być może on tu spoczywa. Potem z Instytutu Pamięci Narodowej poproszono nas o dostarczenie materiału genetycznego, więc znów pojawiła się kolejna malutka nadzieja. Gdy odkryto grób dziewięciu, stwierdzono, że może to być grupa „Zapory”, jego współtowarzyszy wraz z jednym, straconym także w tym dniu innym człowiekiem. Wtedy prawdopodobieństwo odnalezienia wuja jeszcze się zwiększyło.

Myśleliśmy – a nuż zgadza się to z datami w kronikach, w których zapisano czas ich zgonu. Wtedy dowiedziałam się, że jest jednak ogromny problem z identyfikacją i materiał DNA od dalszych osób spokrewnionych – czyli ode mnie i mojej kuzynki, jako najbliższych krewnych „Zapory” – nie wystarczą do potwierdzenia jego profilu genetycznego. Ponieważ moja matka była siostrą Hieronima Dekutowskiego, zostałam wówczas poproszona o poszukanie jakiejś rzeczy, która mogłaby jeszcze nosić jej ślady. Przypomniałam sobie, że mam ładny futrzany kołnierz, który mama nosiła na szyi. Pan dr Andrzej Ossowski, gdy ze mną rozmawiał, stwierdził, że to bardzo możliwe, że zostały na nim jakieś ślady DNA mamy. Wtedy profesor Krzysztof Szwagrzyk tłumaczył, że muszą liczyć się z pieniędzmi i ewentualna ekshumacja moich rodziców będzie ostatecznością. Wysłałam szal, lecz po jakimś czasie dostałam informację, że nie udało się tego badania zrobić.

Ekshumacja rodziców okazała się więc konieczna?
– Tak. Ekshumacja była przesuwana w czasie, gdyż pojawiła się kwestia zdobycia na nią odpowiednich środków. Miała być na początku wiosny tego roku, lecz ostatecznie odbyła się pod jej koniec. Profesor Szwagrzyk chciał mieć stuprocentową pewność, że odnalazł tak ważnego człowieka jak Dekutowski. Mówił jednak, że już badania antropologiczne wskazywały na to, że go znaleźli. Przynajmniej ja miałam takie informacje.

Żyliśmy nadzieją, że już jest coraz bliżej końca. Nie byliśmy jednak pewni w stu procentach. Gdy we wspólnym grobie znaleziono i zidentyfikowano jego dwóch podkomendnych, prawdopodobieństwo, że on również tam jest, było już spore. Dlatego jak mówiłam, te emocje bardzo rozłożyły się w czasie. One narastały, dlatego stopniowo mogliśmy się przygotować do tego, że „Zaporę” faktycznie odnaleziono. Co nie oznacza, że emocje związane z oficjalnym ogłoszeniem tego faktu na konferencji nie były duże. To niesamowite wydarzenie, że mamy już stuprocentową pewność, że to on. Żałuję tylko bardzo, że moi bliscy, czyli matka Dekutowskiego i moja matka, a jego siostra, nie doczekały tej radosnej chwili. Byłyby bardzo szczęśliwe, że ciało wuja się odnalazło.

Niestety, ekshumacje są spóźnione o kilkadziesiąt lat, nie dożyli ich rodzice „Zapory”.
– Tak niestety jest. Wierzę jednak, że mama i babcia obserwują to „z góry” i też się cieszą. Jesteśmy szczęśliwi, że pamięć o „Zaporze” została przywrócona, że nie będzie już bezimiennym, leżącym gdzieś w nieznanym miejscu człowiekiem, ale będzie miał w końcu swój pogrzeb. To wielka ulga. Przecież tych jego pustych, symbolicznych grobów trochę jest, np. w Lublinie czy Tarnobrzegu.

Czy rodzina postanowiła już, gdzie „Zapora” zostanie pochowany?
– Jako rodzina skłanialibyśmy się do tego, by wszyscy ekshumowani zostali pochowani na Łączce. Także mój wuj, bo to byłoby godne miejsce. Nie mogę jednak wypowiadać się w imieniu innych rodzin, tylko wuja. Przyszedł mi jednak do głowy pomysł, by w tym symbolicznym grobie „Zapory” w Tarnobrzegu umieścić urnę z ziemią z dołu, w którym go znaleziono. Tak jak bierze się – jako pewien symbol – ziemię z Katynia czy innych miejsc. Profesor Szwagrzyk stwierdził w rozmowie ze mną, że to dobre rozwiązanie, żeby taka urna z ziemią z Łączki znalazła się w grobie w Tarnobrzegu. I pewnie tak zrobimy.

Doktor Witold Mieszkowski, syn komandora Stanisława Mieszkowskiego, dowódcy floty zamordowanego w więzieniu mokotowskim, wyszedł z propozycją szczególnego uhonorowania Łączki jako miejsca pamięci narodowej. Co Pani sądzi o tym pomyśle?
– Byłoby to piękne. Nie wiem tylko, jak mogłoby być to rozwiązane, przecież leży tam część oprawców naszych bliskich. Jeżeli nie będą tu pomieszane groby oprawców z ofiarami, to jestem jak najbardziej za tym pomysłem. Wspaniałe by było, gdyby rodziny ekshumowanych, a przynajmniej większość, nie zabierały szczątków ich bliskich do swoich miejscowości, tylko tu pochowały. Myślę, że – oprócz pieniędzy, jakie na ten szczytny cel uhonorowania Łączki powinno dać państwo – gdyby zawiązał się tu jakiś komitet, to wielu ludzi z pewnością za zaszczyt poczytywałoby sobie danie na ten cel jakichś środków, by mieć w tym także swój udział. Gdy budowane były symboliczne obeliski czy tablice w miejscach pamięci Dekutowskiego, to ludzie bardzo chętnie wpłacali pieniądze, by mieć wkład w jego upamiętnienie. Dziś jest czas rekompensaty dla naszych bohaterów, którzy przywracani są pamięci narodowej. Niestety, Dekutowski dla wielu nadal jest niewygodny, od czasu do czasu słyszę jeszcze, że to postać „kontrowersyjna”. To bardzo przykre. Oby prawda o „Zaporze” była coraz lepiej przedstawiana, by docierać z nią do coraz większych rzesz – także tych nieprzekonanych. Myślę, że wtedy takie głosy nie będą się już więcej pojawiały.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... apory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 23 sie 2013, 20:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Śpiący rycerze. Mieli odejść, a „wstają”, znowu są wśród nas.

Instytut Pamięci Narodowej zidentyfikował kolejne szczątki bohaterów, których pogrzebano na warszawskiej Łączce. IPN zaprezentował wyniki badań genetycznych 9 ofiar reżimu komunistycznego. Wśród nich jest m.in. mjr Zygmunt Szendzielarz “Łupaszka” oraz mjr Hieronim Dekutowski “Zapora”*.

Jest taka stara, piękna legenda o rycerzach śpiących gdzieś pod Giewontem, czekających na sygnał, aby powstać, gdy Polska będzie w potrzebie.
Kiedy przeczytałam informacje o identyfikacji właśnie tych, legendarnych dowódców ostatnich żołnierzy Wolnej Polski, to nie wiedzieć czemu, właśnie opowieść o śpiącym wojsku przyszła mi na myśl.

Mieli odejść bezpowrotnie, zniknąć z pamięci, nie wystarczyło ich zamordować, trzeba było jeszcze zbezcześcić zwłoki, a potem ukryć w dołach zasypanych śmieciami. Przykryć ich umęczone ciała grobami oprawców, zdobnymi w marmury i granity.

Ale oni „wstają”, znowu są wśród nas, już nie tylko w legendzie. Powracają z niebytu, z otchłani zła, z groty zapomnienia…

….. jeden z rycerzy wstał i zapytał:
- Czy czas już wstawać?
- Jeszcze nie, ale konie macie już podkute – odparł stary człowiek do rycerza – Idźcie spać.
- A kiedy wojsko wstanie?
- Jak przyjdą złe czasy dla kraju.**

* http://blogmedia24.pl/node/64534

**http://e-zakopane.pl/legendy/spiacy_rycerze.html

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... more-15088


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 24 sie 2013, 06:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Żołnierski testament

Jaroslaw Szarek

Oficer I Brygady Legionów Stanisław Kaszubski „Król” po bitwie pod Łowczówkiem dostał się do niewoli rosyjskiej i „za zdradę” został powieszony w Pilźnie w styczniu 1915 roku. Kozacka sotnia stratowała końmi mogiłę bohatera, żeby nie pozostał po niej żaden ślad. Kilka miesięcy później – gdy Rosjanie opuścili miasto – jego ciało zostało odnalezione, a w Dzień Zaduszny urządzono uroczysty pogrzeb. Prezes Naczelnego Komitetu Narodowego Władysław Leopold Jaworski powiedział: „Grób Kaszubskiego stratowano końmi, aby go nikt nie odnalazł, a jednak z równej jednako szarej płaszczyzny naszej ojczystej ziemi potrafiono odszukać szczątki naszego bohatera, aby je uczcić, aby je wywyższyć jako symbol. Stoimy nad mogiłą, ale nie smutni i ze łzą. Stoimy dumni i z nadzieją. Dumni, bo mamy dowód, że chociaż płacimy śmiercią, wyznajemy przed światem to, co uznajemy za prawdę. Pełni nadziei, bo wart jest odrodzenia naród, co takich wydaje synów!”. Kapitan I Brygady, późniejszy historyk, Marian Kukiel dopowiedział: „Umarłeś inaczej, umarłeś nieżołnierską, męczeńską śmiercią. Ale konając tak, byłeś nieodrodnym od swoich poprzedników żołnierzem polskim. (…) Wierzę, że o Twój grób ostrzyć będą bagnetów stal nowe pokolenia polskich żołnierzy, o ile przyjdzie jeszcze za wolność, za wiarę, za świętą sprawę Polski toczyć bój z szatanem”.

O takie groby ostrzyło broń następne pokolenie Polaków, którym przyszło znów stanąć do walki „za wolność, za wiarę, za świętą sprawę”, tym razem z prawdziwie szatańskim systemem, jakim był komunizm. Wśród nich byli mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” i mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”. Dzisiaj wydobywamy ich zbezczeszczone szczątki, aby je godnie pogrzebać. Zrodzona z Okrągłego Stołu III RP potrzebowała na to blisko ćwierć wieku – dłużej niż przetrwała II Rzeczpospolita, która szanowała swych bohaterów i dbała o ich pamięć. Wychowała całe pokolenie Dekutowskich, Szendzielarzy, Pileckich, Cieplińskich, Sojczyńskich…

Odkrywani na powązkowskiej Łączce rycerze niepodległej Polski doczekają wreszcie godnych pogrzebów. Nad ich grobami staną najbliżsi – ci, którzy doczekali… Bo wielu nie dożyło dnia chwały swoich mężów, ojców, braci. Latami odwiedzali symboliczne groby, podczas gdy w alejach zasłużonych spoczywali komunistyczni zdrajcy – oprawcy i kaci wymordowanych.

Stoimy dopiero na początku drogi, bo po 1989 roku władze rzekomo niepodległej i wolnej Polski uczyniły wiele, aby nazwiska tych, którzy nigdy się nie poddali, nie trafiły do podręczników szkolnych, aby nie trafiły do serc młodzieży. Dopilnowały tego dzieci i wnuki tych, którzy ich prześladowali, sądzili i skazywali, a potem zabijali słowem, pisząc haniebne wiersze, książki, artykuły. I dzisiaj jeszcze wciąż słyszymy ich głos, zohydzający wszystko, co stanowi o naszej tożsamości.

Pamięć o bohaterach powoli wraca dzięki uporowi ich bliskich – uporowi wbrew prześladowaniom w PRL i szyderstwu w III RP. Wreszcie godnie ich pogrzebiemy. Przed nami wciąż jednak pozostaje najtrudniejsze zadanie: wypełnienie testamentu, jaki nam pozostawili. Budowa Polski, o jakiej marzył major Szendzielarz: „wolnej i czystej jak łza”. Aby to się powiodło, musimy walczyć o przywrócenie znaczenia słowom i wartościom, za które oni umierali, a które brzmią: patriotyzm, honor, prawda, odwaga. To jest dług, jaki musimy wobec nich spłacić, i nie wolno nam się od tego uchylić.

Autor jest historykiem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/51880,zol ... ament.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 27 sie 2013, 05:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Odzyskałam dziadka

Z Anną Tasiemską, wnuczką Władysława Borowca „Żbika”, zamordowanego w 1948 r. w więzieniu mokotowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Kiedy dowiedziała się Pani, że dziadek może leżeć na Łączce?
– Z telewizji i doniesień prasowych dowiedziałam się, że już rozpoczęły się prace ekshumacyjne. Sama z kolei wiedziałam, że na pomniku-murze na powązkowskiej Łączce znajduje się tabliczka z imieniem i nazwiskiem mojego dziadka. Jej zdjęcie znalazłam w internecie trzy lata temu. Od razu zadzwoniłam wtedy do Instytutu Pamięci Narodowej, gdzie udzielono mi wszelkiej pomocy i podano telefony do prof. Krzysztofa Szwagrzyka i dr. Andrzeja Ossowskiego.

Wcześniej pamięć o dziadku nie była w rodzinie kultywowana?
– Była. Ale nic praktycznie o jego działalności nie wiedziano. W czasach komunistycznych, po wszystkich ciężkich zajściach, aresztowaniach, bano się o nim głośno mówić. Babcia była przesłuchiwana i śledzona przez służby bezpieczeństwa, zresztą mama podobnie, jak również inni członkowie rodziny. Przeżycia okupacji niemieckiej, a później sowieckiej, a także świadomość tego, czym dziadek się zajmował, doprowadziły do wczesnej śmierci babci. Zmarła w wieku 47 lat. Miałam wówczas zaledwie kilka miesięcy, więc przed śmiercią babcia nie mogła mi o dziadku nic powiedzieć. Po latach, będąc już osobą dorosłą, nie opuszczała mnie – podobnie jak mamy – cicha nadzieja, że odnajdziemy miejsce spoczynku Władysława Borowca. Co jakiś czas wpisywałam w internecie jego imię i nazwisko, gdyż wiedziałam, że można tam znaleźć coraz więcej informacji, bo przecież co jakiś czas otwierane są jakieś archiwa. To właśnie wtedy dowiedziałam się o pomniku na Powązkach i zobaczyłam zdjęcie tabliczki z nazwiskiem dziadka. Wtedy pierwszy raz przeczytałam też o Łączce, czyli kwaterze „Ł”. Zaczęłam czytać więcej na ten temat, później odnalazłam – także w internecie – życiorys dziadka. Było to dla mnie niesamowitą rzeczą, bo znałam tylko datę jego śmierci, a nie wiedziałam, kiedy się urodził. Gdy do moich rąk trafiły dokumenty dziadka, w których zobaczyłam jego zdjęcie i podpis, czułam wielkie wzruszenie. Ono z każdym dniem potęguje się, bo dowiaduję się o nim coraz więcej budujących informacji.

W jaki sposób Pani rodzina zdobyła dokumenty Władysława Borowca?
– Moja mama, zanim 17 lat temu zachorowała na alzheimera, a później na chorobę nowotworową, zdążyła być na procesie w Warszawie rehabilitującym dziadka. Miał on miejsce w 1991 i 1992 roku. Wtedy otrzymała jego paszport, kenkartę i przepustkę Biura Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych, w którym dziadek pracował jako księgowy, a później intendent przy polskiej misji wojskowej w Berlinie. Dziadek był tam także tłumaczem języka angielskiego, znał bowiem cztery języki obce. Mama dowiedziała się wówczas, że „Żbik” był bohaterem. Zmarła dziesięć miesięcy temu, miesiąc po pobraniu materiału genetycznego. Niestety, nie zdążyła przed śmiercią usłyszeć, że dziadek został zidentyfikowany. Informację o jego rozpoznaniu otrzymałam ok. 3 tygodni temu. Aż do teraz nie mieliśmy stuprocentowej pewności, że on leży na Łączce. Dopiero identyfikacja DNA tak naprawdę dała pewność i w końcu tożsamość dziadka została odzyskana.

Miała Pani świadomość, że dziadek jest jednym z żołnierzy wyklętych?
– Takiej świadomości przez długi czas nie miałam, ponieważ siostry babci, które już też nie żyją, nic mi na jego temat nie przekazały. Jedynie najbliższa kuzynka mamy miała szczątkową wiedzę od swego ojca, który był w tej organizacji co dziadek. Muszę powiedzieć, że także mama nie miała dużej wiedzy o jego działalności. Mówiła mi tylko, że dziadek walczył z okupacją sowiecką o wolną i niepodległą Polskę. Dlatego ten rok jest tak naprawdę dla mnie przełomowy. Mam nadzieję, że teraz będę mogła dowiedzieć się czegoś więcej o dziadku z dokumentacji zgromadzonej w IPN albo w innych instytucjach i poznam, czym dokładnie się zajmował.

Rodzina zdecydowała już, gdzie „Żbik” zostanie pochowany?
– Jeszcze na ten temat nie rozmawiałam z osobami reprezentującymi poszczególne instytucje i nie wiem, jakie mają plany. W zeszłym roku słyszałam o zbiorowej mogile na Łączce. Wydaje mi się, że to dobry pomysł, gdyż byłaby ona także symbolem tamtego reżimu totalitarnego. Dostosuję się do tego, co uzna większość rodzin. Rozważam jednak także pochowanie dziadka w grobie rodzinnym. Już 13 czy 14 lat temu na cmentarzu w Poznaniu umieściliśmy na grobie babci symboliczną tabliczkę z imieniem i nazwiskiem dziadka. Wtedy bowiem, po procesach rehabilitacyjnych, uzyskaliśmy informację na temat daty jego śmierci. Dziś w tym grobie spoczywa także moja mama. Dziadek babcię bardzo kochał, więc byłoby to dla nas ważne i symboliczne, jakby dołączył także do swojej żony i córki. Poznań był także jego ukochanym miastem, więc podjęcie ostatecznej decyzji nie będzie łatwe. Marzeniem mamy było dowiedzieć się, gdzie są pogrzebane szczątki dziadka i jeżeli to będzie możliwe, godne ich pochowanie. Mam nadzieję, że będę mogła teraz spełnić życzenie mamy.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iadka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 28 sie 2013, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Nie chciał umierać tak młodo

Z Julittą Winiarską-Mikrut, siostrzenicą Zygfryda Kulińskiego „Albina”, zamordowanego w 1950 r. w więzieniu mokotowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Trudno chyba przygotować się na taką chwilę, jak ostatnia konferencja IPN, na której padło nazwisko Pani wujka.
– Tak. To było dla naszej rodziny wielkie wydarzenie, wręcz święto. Nie wyobrażałam sobie, żeby mogło mnie tam wtedy nie być. Czekaliśmy na tę chwilę wiele lat. Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że wreszcie jest przywracana pamięć i dobre imię mojemu wujkowi i wszystkim żołnierzom niezłomnym – wyklętym, że wreszcie przestaną być nazywani bandytami. Cieszymy się, że historia jest wreszcie odkłamywana i odkrywane jest prawdziwe oblicze tamtych lat. Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim osobom i instytucjom, które swoim wielkim zaangażowaniem przyczyniły się do ocalenia od zapomnienia bohaterów naszego Narodu, umożliwiając im godny powrót do polskiej historii.

Wiedzieli Państwo wcześniej, że wuj może być pogrzebany na Łączce?
– Gdy w ubiegłym roku prowadzone były na Łączce pierwsze ekshumacje, dowiedziałam się, że tam byli wrzucani do dołów oficerowie i żołnierze podziemia zamordowani w więzieniu mokotowskim. Od tego momentu śledziłam wszelkie wypowiedzi i wywiady, których udzielał prof. Krzysztof Szwagrzyk. Oglądałam przede wszystkim Telewizję Trwam, a w niej „Polski punkt widzenia”. Śledziłam też w internecie wszelkie informacje, jakie się pojawiały na ten temat. Później dowiedziałam się, że została utworzona Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów i że można oddawać materiał genetyczny do porównania.

Zgłosiła się Pani do genetyków?
– Mieszkam w Niemczech i stamtąd od początku pilotowałam tę sprawę, bo żyją jeszcze trzy siostry wujka. Czwartą siostrą była moja mama, która już niestety nie żyje. Wujek nie zdążył założyć rodziny, więc na nas spoczywał obowiązek. Skontaktowałam się od razu z ciociami i prosiłam je, żeby ten materiał oddały. Wszystkie trzy uczyniły to w lutym tego roku. Kiedy na stronie internetowej IPN przeczytałam apel skierowany do rodzin z prośbą o pilny kontakt i na zamieszczonej liście znalazłam nazwisko wujka, wówczas wzrosły moje nadzieje i przypuszczenia, że może on być tam pochowany. Nie spodziewaliśmy się jednak, że tak szybko, mimo całej trudności badań genetycznych, wujka uda się zidentyfikować. Tym bardziej że te badania kilka razy są powtarzane, bywają też trudności z pobraniem DNA, bo nie zawsze szczątki są w dobrym stanie. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że udało się go rozpoznać w tak krótkim czasie.

Rodzina szukała ciała „Albina”?
– Od początku. Kiedy wujek dostał wyrok śmierci, jego ojciec pisał do Bieruta o ułaskawienie, lecz ten jego prośbę odrzucił. Moja mama w tym czasie chodziła do liceum w Raciążu i musiała ze względu na wujka stamtąd uciekać. Znalazła się we Wrocławiu, gdzie skończyła liceum pedagogiczne i dostała nakaz pracy w Głuszycy pod Wałbrzychem, gdzie też zamieszkała. Gdy byłam dzieckiem, uczęszczałam może do 4 lub 5 klasy szkoły podstawowej, wtedy mama powiedziała mnie i mojemu rodzeństwu o swoim bracie. O wujku wówczas nie można było głośno mówić, bo naszych żołnierzy nazywano bandytami, zaplutymi karłami reakcji itd. Przestrzegła nas, abyśmy nikomu o tym nie opowiadali, bo mogą ją za to zamknąć w więzieniu. Całe lata o wujku nic praktycznie nie wiedzieliśmy. Rodzina nie wiedziała nawet, kiedy dokładnie został wykonany na nim wyrok i gdzie leży.

Ale wiedziano, że był więźniem Rakowieckiej?
– Tak. Rodzina podejrzewała, że wyrok został wykonany, ponieważ wróciła paczka, którą wysłali mu na Wielkanoc do więzienia na Rakowiecką. Kiedy najstarsza siostra wujka, ciocia Tenia, pojechała tam, aby się czegoś więcej dowiedzieć, usłyszała: „Jeszcze się o takiego bandytę pytasz?”. Rodzina nie dostała ani ciała, ani aktu zgonu. O tym, że został stracony 29 marca 1950 r., niedługo po swoich 26. urodzinach, o której godzinie oraz że zginął od strzału w tył głowy, dowiedzieliśmy się dopiero kilkanaście lat temu dzięki panu Jackowi Pawłowiczowi z Instytutu Pamięci Narodowej.

W jaki sposób rodzina wspominała Zygfryda Kulińskiego? Rozmawialiście o nim, o tym, co robił?
– Pamiętam, że co roku na Wszystkich Świętych, kiedy jako dzieci zapalaliśmy wujkowi pod krzyżem znicze, u mamy ożywały szczególne wspomnienia. Opowiadała nam o nim, że był wesołym, pełnym życia młodym człowiekiem. Był jedynym synem spośród pięciorga dzieci. Pamięć o nim była u nas zawsze żywa. Wujka Zyśka – bo tak go w domu nazywali – bardzo przypominał wyglądem, usposobieniem i charakterem mamie – i nie tylko jej – mój brat Jacek. Pamiętam, że gdy podczas wakacyjnego pobytu w Gralewie, kiedy odwiedzaliśmy kiedyś na cmentarzu rodzinne groby, Jacka zobaczyła i usłyszała kobieta, która była sympatią wujka, była przekonana, że zobaczyła ducha. Zapadły mi też w pamięć momenty, kiedy mama, płacząc, przytaczała słowa z listów, jakie wujek pisał z więzienia. Zwłaszcza ostatniego, w którym żegnał się z rodziną. Rozpaczał, że jeszcze jest tak młody, a musi już umierać. Żegnając się, przepraszał za wszystko, każdego z osobna, nawet nieżyjącą matkę. Płakaliśmy razem z mamą.

Jak wyglądało jego ostatnie spotkanie z siostrami?
– Najmłodsza z sióstr wujka, Janina, zapamiętała, że widziała go po raz ostatni, gdy przyszedł pewnej nocy do domu. Długo rozmawiał wtedy z ojcem, który był hallerczykiem, pytał o każdą z sióstr. Janina usłyszała, jak na końcu dopytywał się o nią, o najmłodszą latorośl. Te wizyty były bardzo ryzykowne, dom był pod stałą obserwacją, rewizje były na porządku dziennym, a nawet na jakiś czas zamieszkał tam funkcjonariusz UB. Moją mamę często zatrzymywali sąsiedzi, gdy wracała ze szkoły z Raciąża, ostrzegając ją właśnie przed odbywającą się w domu rewizją.

Gdzie chcą Państwo pochować „Albina”?
– Cały czas trwają dyskusje. Rodzina chciałaby, żeby chociaż trochę jego szczątków zostało pochowanych w rodzinnym grobie w Gralewie koło Płońska. Jak się stanie, jeszcze nie wiemy. Rozważamy także jego pochówek na Łączce, ale sam profesor Krzysztof Szwagrzyk stwierdził, że jeszcze długa droga do tego. Żałuję tylko, że mama nie dożyła momentu odnalezienia wujka, bo by się naprawdę cieszyła.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mlodo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 25 wrz 2013, 06:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Biją się o „Zaporę”

Radni sejmiku lubelskiego przyjęli jednogłośnie uchwałę dotyczącą sprowadzenia odnalezionych na Łączce szczątków mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Radni chcą, żeby prochy żołnierza spoczęły na cmentarzu w Lublinie, w pierwszym grobie mającej tu powstać Kwatery Zaporczyków. Głównym argumentem przemawiającym za pochówkiem „Zapory” w Lublinie ma być fakt, że oddział Hieronima Dekutowskiego operował głównie na terenie Lubelszczyzny.

– „Zapora” całe swoje dorosłe życie poświęcił walce z okupantem niemieckim, a później komunistycznym na ziemi lubelskiej. Tu bezpośrednio trafił z Londynu jako cichociemny posłany na ziemię lubelską, tu walczył w miejscowym AK i WiN –tłumaczy Andrzej Pruszkowski, szef klubu radnych PiS.

– Na naszych ziemiach pamięć o „Zaporze” i o tym dobru, jakie dla mieszkańców Lubelszczyzny uczynił, ciągle trwa. Stąd nasze stanowisko, które jest przede wszystkim wyrazem wdzięczności – dodaje.

W Lublinie jest symboliczny grób-pomnik Dekutowskiego. Nie ma dnia, by nie płonęły na nim znicze. W tym mieście jest również gimnazjum, które nosi imię „Zapory”. Szkoła znajduje się przy ulicy Lipowej, tuż obok cmentarza, na którym twórcy przyjętego w sejmiku stanowiska chcieliby pochować bohaterskiego żołnierza.

Autorzy stanowiska podkreślają, że decyzja o pochówku „Zapory” w Lublinie nie należy do nich ani do żadnego z urzędów, ale do rodziny Hieronima Dekutowskiego. W specjalnym piśmie radni zwrócili się więc z prośbą do rodziny majora „Zapory” o zgodę na pochówek w Lublinie.

– Wiemy, że obecnie wśród członków rodziny majora trwa dyskusja o miejscu, w którym mają spocząć jego doczesne szczątki. My naszym stanowiskiem chcieliśmy m.in. przedstawić argumenty przemawiające za wyborem Lublina –mówi Pruszkowski. Podkreśla, że stanowisko jest również deklaracją pomocy samorządu województwa w przygotowaniu transportu i zorganizowaniu pogrzebu.

Radni, którzy przyjęli stanowisko w sprawie pochówku „Zapory” w Lublinie, działali na prośbę różnych środowisk patriotycznych, m.in. Zarządu Głównego WiN i społecznego komitetu budowy pomnika majora. Chcą, by na cmentarzu przy ul. Lipowej zbudować Kwaterę Zaporczyków.

Pomnik grobowy Dekutowskiego miałby być pierwszym ulokowanym w Kwaterze Zaporczyków grobowcem. Później przy ul. Lipowej urządzano by pochówki innym żołnierzom „Zapory”. Pomoc w przygotowaniu projektu kwatery zadeklarował już wybitny lubelski architekt Stanisław Machnik. Zawiązał się też społeczny komitet budowy pomnika „Zapory” i Kwatery Zaporczyków. Pomysłodawcy podkreślają, że to dopiero wstępny projekt, który chcą jeszcze skonsultować z rodzinami żołnierzy.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... apore.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 25 lut 2014, 08:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Szesnastu z Łączki

Szesnaście nowych nazwisk zidentyfikowanych ofiar terroru komunistycznego z powązkowskiej Łączki ujawni w piątek IPN. Wiele wskazuje na to, że jest wśród nich dowódca Floty komandor Stanisław Mieszkowski.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że zidentyfikowano 16 osób, wśród nich dowódcę Floty komandora Stanisława Mieszkowskiego.

Mieszkowski został aresztowany pod fałszywym zarzutem szpiegostwa 20 października 1950 r. przez funkcjonariuszy Głównego Zarządu Informacji MON. Dwa lata po brutalnym śledztwie, 21 lipca 1952 r., Najwyższy Sąd Wojskowy skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowskim w Warszawie 16 grudnia 1952 roku.

Z informacji „Naszego Dziennika” wynika, że genetycy są też bliscy pełnej identyfikacji mjr. Adama Lazarowicza, zastępcy prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Lazarowicz został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa 5 grudnia 1947 r. w Żninie. Po niesłychanie brutalnym śledztwie w październiku 1950 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na czterokrotną karę śmierci i 33 lata pozbawienia wolności. Został zamordowany 1 marca 1951 r. razem ze swoim dowódcą płk. Łukaszem Cieplińskim w więzieniu mokotowskim w Warszawie. 1 marca 2013 r. minister obrony Tomasz Siemoniak awansował go pośmiertnie do stopnia podpułkownika.

Oficjalnego komunikatu Instytutu Pamięci Narodowej o konferencji jeszcze nie ma. Nic na jej temat nie wie również Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta, które tego ważnego wydarzenia nie umieściło do tej pory w swoich zapowiedziach prasowych.

Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk zaznacza jednak w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że komunikat pojawi się zapewne dzisiaj.

– Mamy żelazną zasadę, że z mediami rozmawiamy trzy dni przed taką konferencją. Dziś mogę tylko potwierdzić, że odbędzie się ona w piątek w Belwederze. Cieszy nas angażowanie się czynników państwowych w takie wydarzenia, bo to nadaje im odpowiednią rangę – mówi Arseniuk.

Na oficjalne potwierdzenie terminu konferencji czekają: prof. Krzysztof Szwagrzyk kierujący pracami ekshumacyjnymi na Łączce i dr Andrzej Ossowski, szef Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów. – Jesteśmy przygotowani do prezentacji wyników naszej pracy – zapewnia Ossowski.

Dopytywany, jak wielu zidentyfikowanych osób możemy się spodziewać, odpowiada, że do piątku ta liczba może się jeszcze zmienić. – Mamy osoby typowane, więc ich liczba może właściwie zmieniać się do samego końca – tłumaczy Ossowski.

Nazwiska mają zostać podane podczas piątkowej uroczystości z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych z udziałem prezydenta.

Do tej pory badacze zidentyfikowali szesnaście osób spoczywających na Łączce. Wśród nich ppłk. Stanisława Kasznicę, ostatniego dowódcę Narodowych Sił Zbrojnych, por. Tadeusza Pelaka, por. Bolesława Budelewskiego, Stanisława Abramowskiego, legendarnych dowódców AK i WiN: mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, a także Władysława Borowca „Żbika”, Henryka Borowego-Borowskiego „Trzmiela”, Zygfryda Kulińskiego „Albina”, Józefa Łukaszewicza „Walka”, Henryka Pawłowskiego ps. „Henryk Orłowski”, Wacława Walickiego „111”, Eugeniusza Smolińskiego ps. „Kazimierz Staniszewski”, Ryszarda Widelskiego „Irydiona”, Edmunda Zbigniewa Bukowskiego „Edmunda” i Stanisława Łukasika „Rysia”. Na Łączce przeprowadzono dwa etapy ekshumacji.

Obecnie trwają rozmowy i ustalanie warunków trzeciego, według planów – ostatniego etapu, który ze względu na problemy techniczne wynikające z usytuowania grobów nad miejscami pochówków będzie najtrudniejszy. Pierwszy etap prac ekshumacyjnych trwał w lipcu i sierpniu 2012 roku. W tym czasie odnaleziono szczątki 117 osób. Drugi prowadzono w maju i czerwcu ubiegłego roku, kiedy udało się wydobyć z ziemi szczątki 82 osób. Do wydobycia zostało jeszcze kilkadziesiąt ciał.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... aczki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 01 mar 2014, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Obrońcy Helu wracają

Obrazek

Do wczoraj dół numer 16 skrywał ponurą tajemnicę. Z płytkiego wykopu IPN podjął ciała siedmiu ludzi „Zapory”. Kilka metrów dalej spod betonu wydobyto szczątki komandorów.

Nazwiska kolejnych 12 żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z powązkowskiej Łączki ujawnił wczoraj Instytut Pamięci Narodowej.

Są wśród nich ofiary sowieckiej Informacji Wojskowej: komandor Stanisław Mieszkowski, dowódca Floty, i komandor Zbigniew Przybyszewski.

– Zwłok mojego ojca poszukiwałem 60 lat – mówił w trakcie uroczystej prezentacji efektów prac identyfikacyjnych wyraźnie wzruszony dr Witold Mieszkowski, syn komandora. – Dla nas ten dzień jest pierwszym, w którym nie czujemy się obywatelami drugiej kategorii – dodał.

Mieszkowski, Przybyszewski i trzeci komandor Jerzy Staniewicz zostali straceni w 1952 r., w efekcie procesów pokazowych dotyczących rzekomych spisków w wojsku lub szpiegostwa. Ich rehabilitacji i godnego uczczenia domagał się zmarły na emigracji bohaterski wiceadmirał Józef Unrug, dowódca obrony Wybrzeża, który skapitulował jako jeden z ostatnich 2 października 1939 roku.

– Honor marynarki został splamiony przez nieodwracalny krok mordu sądowego popełniony na wychowankach, byłych podwładnych admirała, współobrońcach Helu. Tego admirał nigdy nie zapomniał – stwierdził swego czasu syn wiceadmirała Horacy Unrug.

Szczątki komandorów odnaleziono wiosną ubiegłego roku pod asfaltową aleją na Powązkach Wojskowych. – Zostali uśmierceni metodą katyńską, strzałem w potylicę – relacjonuje prof. Krzysztof Szwagrzyk z IPN, kierujący poszukiwaniami ofiar terroru komunistycznego.

Ludzie „Zapory” w dole nr 16
Genetycy zidentyfikowali też dziesięciu innych żołnierzy podziemia niepodległościowego, których szczątki odnaleziono w kwaterze na Łączce. Wśród nich są: ostatni komendant Wileńskiego Okręgu AK ppłk Antoni Olechnowicz, kolejni towarzysze legendarnego cichociemnego mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”: ppor. Roman Groński, por. Jerzy Miatkowski, por. Edmund Tudruj i por. Arkadiusz Wasilewski.

Wśród rozpoznanych są też oficerowie przedwojennego Wojska Polskiego, którzy padli ofiarą rzekomego spisku w wojsku: mjr Jan Czeredys, ppłk Aleksander Kita i ppłk Marian Orlik. A także żołnierz NSZ Karol Rakoczy i WiN por. Adam Gajdek.

Zidentyfikowani rozmieszczeni byli w pięciu dołach śmierci, w większości pod asfaltową alejką. – Zostali wrzuceni do dołów bez trumny, uśmierceni metodą określaną jako katyńska, strzałem w potylicę z bliskiej odległości – mówił Szwagrzyk.

– Poza jednym przypadkiem wszyscy zostali wrzuceni do dołów twarzą do ziemi, jako jedyny w trumnie został pochowany mjr Jan Czeredys – dodał. „Zapora” wraz z towarzyszami spoczywali w dole nr 16. – Tam pochowano mjr. Dekutowskiego, cichociemnego, i jego podkomendnych – prezentował Szwagrzyk. –W jaki sposób umieszczono ich w wąskim, zbyt małym jak na taką liczbę osób dole? Robiono to, układając ciała ofiar przeciwlegle do siebie – mówił.

Genetycy są bliscy identyfikacji trzeciego komandora. – Robimy wszystko, żeby na kolejnej konferencji identyfikacyjnej ogłosić nazwisko komandora Jerzego Staniewicza – zapewnił Szwagrzyk. Problemem jest jednak znalezienie osób blisko z nim spokrewnionych.

– My musimy mieć materiał porównawczy, musimy mieć rodziny. Jeżeli nie mamy bliskich osób spokrewnionych, to jesteśmy bezsilni. Są osoby, ale to jest dalekie pokrewieństwo i musimy dotrzeć do osób z bliższym pokrewieństwem – mówi nam dr Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, kierujący badaniami identyfikacyjnymi.

– Od dwóch lat udowadniamy, że możliwe jest nie tylko odnalezienie doczesnych szczątków osób zamordowanych, ale także ich identyfikacja, przywrócenie im wbrew planom oprawców własnego imienia i nazwiska. W ten sposób wypełniamy podstawowy obowiązek wobec ofiar, wobec ich bliskich – stwierdził prezes IPN dr Łukasz Kamiński.

– Nie spoczniemy, póki nie wykorzystamy każdej możliwości odnalezienia i zidentyfikowania szczątków naszych bohaterów, godnego ich pogrzebu i przywrócenia ich zbiorowej pamięci Polaków – podkreślił Kamiński.

– Trudno mi się mówi, ale muszę to powiedzieć. Na Łączce stała się rzecz straszna. Kto tam przynajmniej raz był, to odczuwa, te zdjęcia nie oddają tej atmosfery. To musi być miejsce narodowej dumy, a nie tragedii, ale żeby do tego doprowadzić, trzeba by pokonać jeszcze dużo progów – podkreślił Witold Mieszkowski.

Łączka i Wałbrzyska
IPN wraz z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa intensywnie przygotowują się do trzeciego etapu badań na Łączce. Jak podkreśla prof. Szwagrzyk, ciągle w ziemi spoczywa około 90 ofiar terroru stalinowskiego. – Wiosną tego roku, przy niezbędnym wsparciu instytucji państwowych i samorządowych, przeprowadzimy trzeci etap prac na Łączce – zapowiada Kamiński.

– Dopinamy szczegóły, pieniądze są, metoda jest, trzeba jeszcze załatwić sprawy formalne – zapewnia prezes IPN. – Jeżeli pod względem formalnym będziemy gotowi, zaczynamy prace – tłumaczy, dodając, że nie może w tej chwili podać precyzyjnego terminu, ale przypuszczalnie będzie to późna wiosna.

Poważnym problemem jest to, że na części Łączki realizowane były nowe pochówki, często osób z komunistycznego aparatu. Chodzi o aż 195 grobów. Zdaniem niektórych rodzin ofiar należy je zwyczajnie przenieść.

– Uważam, że jednak tych pochowanych pod osłoną stanu wojennego trzeba będzie przenieść i tu będzie rola dla władz miasta, dla zarządu tego cmentarza, po to, żeby ten trzeci etap, który podejmujemy, mam nadzieję wspólnie, się spełnił – twierdzi Mieszkowski.

Ale trzeci etap na Łączce to nie jedyne zamierzenia IPN w tym roku.

– Czekają nas prace poszukiwawcze w bardzo wielu miejscach w Polsce – zaznacza Kamiński.

Badacze chcą przebadać teren na ul. Wałbrzyskiej w Warszawie.

– Ze zdjęcia lotniczego zrobionego wiosną 1947 r. możemy zorientować się, gdzie leży to słynne pole Bokusa, gdzie w latach 1946-1948 pochowano kilkuset więźniów – informuje Szwagrzyk. Z tych fotografii wynika, że znajdowało się tam wówczas ponad 90 grobów. – To jest jedno z miejsc, które chcielibyśmy jeszcze w tym roku móc przebadać . Problem, podobnie jak z Łączką, jest ten sam, tam są już współczesne mogiły – zaznacza Szwagrzyk.

Co z uroczystym pochówkiem?
Planowany na 27 września, w 75.rocznicę utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego, uroczysty pochówek żołnierzy zidentyfikowanych po ekshumacjach na Łączce może zostać przesunięty w czasie. Według prezydenta Bronisława Komorowskiego, obecnego na uroczystości ogłoszenia kolejnych identyfikacji w Belwederze, trzeba będzie wyznaczyć datę pochówku, uwzględniając m.in. „postęp w zakresie identyfikacji ofiar”. Komorowski podkreślił, że pochówek ten powinien mieć charakter uroczystości państwowej.

Pozostaje też kwestia odpowiedniego pomnika. Pojawiają się pomysły budowy panteonu.

– Przybyłem tutaj ze swoimi wnukami. To dla nich będzie to, co zrobimy na Łączce wszyscy razem, nie dla nas – podsumował Mieszkowski.

Jak poinformował minister sprawiedliwości Marek Biernacki, w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej, gdzie w latach 1948-1956 wykonywano wyroki śmierci m.in. na żołnierzach podziemia niepodległościowego, powstanie Muzeum Ofiar Komunizmu. W tym celu w najbliższym czasie budynek zostanie wyłączony z normalnego użytkowania.

Zakończone zostały także prace w podziemiach na ul. Koszykowej, gdzie mieściły się katownie UB. –Może je przejąć Muzeum Powstania Warszawskiego – poinformował Biernacki. Dodał, że resort sprawiedliwości ma je przekazać w tym roku.

Z kolei szef MON Tomasz Siemoniak zapewnił, że w budynku przy ul. Żwirki i Wigry w Warszawie przewidziane jest upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych. – Oni są potrzebni jako symbole niezłomności i dochowania przysięgi – podkreślił Siemoniak.

Dotychczas z kwatery na Łączce wydobyto szczątki ok. 200 osób, do sierpnia ubiegłego roku zidentyfikowano 16 osób, w tym słynnych dowódców oddziałów AK i WiN mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, a także ostatniego dowódcę Narodowych Sił Zbrojnych ppłk. Stanisława Kasznicę.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... acaja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 01 mar 2014, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
W tych ludziach bestialsko pomordowanych przez komunistycznych oprawców zginęliśmy my wszyscy, gdyż my wszyscy myślimy i czujemy podobnie jak oni. Ta zbrodnia nie dotyczyła tylko tych ludzi. To była zbrodnia na całym naszym narodzie.
Dziś pomordowani wracają do nas i budzą nas z letargu nieuwagi.


Bohaterowie mają nazwiska

Instytut Pamięci Narodowej zidentyfikował szczątki kolejnych dwunastu żołnierzy zamordowanych przez komunistów, które ekshumowano z kwatery „Ł” cmentarza Wojskowego na warszawskich Powązkach

Jan Czeredys
(1912-1948)

Major Wojska Polskiego. We wrześniu 1939 r. walczył w obronie Twierdzy Modlin. Podczas okupacji udzielał się w strukturach konspiracyjnych Armii Krajowej. W drugiej połowie 1944 r. wstąpił do WP, został szefem sekcji eksploatacyjnej w Departamencie Kwaterunkowo-Budowlanym MON. W 1948 r. stał się ofiarą czystek politycznych w WP w tzw. sprawie kwatermistrzowskiej. Aresztowany wraz z płk. Jerzym Brońskim i ppłk. Stefanem Długołęckim, niesłusznie oskarżony o udział w „monopolu prywatnych firm na dostawy do wojska”. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego z 3 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 grudnia 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Szczątki mjr. Jana Czeredysa odnaleziono wiosną 2013 roku.



Adam Gajdek
(1915-1949) ps. „Agata”, „Antek”, „Olek”

Podoficer Wojska Polskiego, żołnierz Związku Walki Zbrojnej, AK, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. We wrześniu 1939 r. służył w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku. Łącznik ZWZ, następnie AK na Rzeszowszczyźnie. W 1944 r. powołany do ludowego Wojska Polskiego. Kontynuował działalność niepodległościową w ramach „Nie”, DSZ i Zrzeszenia WiN. Zagrożony aresztowaniem, zdezerterował i ukrywał się w Krakowie. W IV Zarządzie Głównym WiN w 1947 r. został szefem siatki wywiadowczej o kryptonimie „Instytut Bakteriologiczny”. Aresztowany 17 października 1947 r., po kilku tygodniach brutalnego śledztwa przewieziony do siedziby MBP w Warszawie. Wyrokiem sądu wojskowego z 23 października 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 14 stycznia 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Szczątki Adama Gajdka odnaleziono latem 2012 roku.



Roman Groński
(1926-1949) ps. „Żbik”

Porucznik Zrzeszenia WiN, oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego. Od 1943 r. ukrywał się, aby uniknąć wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec. Od 1944 r. w oddziale Kedyw por. „Zapory”. Walczył w czasie akcji „Burza”. Rozbrojony przez Sowietów. Od października 1944 r. ponownie w szeregach oddziału „Zapory”. Ujawniony w 1945 r., nie zaniechał działalności. Po powrocie „Zapory” z Czechosłowacji ponownie w szeregach oddziału. Od czerwca 1946 r. dowódca patrolu żandarmerii, zwalczał pospolity bandytyzm. Po śmierci por. Michała Szeremickiego „Misia” objął dowództwo nad jego plutonem. Nie ujawnił się. 16 września 1947 r. w Nysie zatrzymany przez UB w trakcie próby przedostania się na Zachód wraz z „Zaporą”. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Szczątki Romana Grońskiego odnaleziono latem 2012 roku.



Aleksander Adam Kita
(1912-1952)

Podpułkownik Wojska Polskiego. W kampanii wrześniowej dowodził kompanią ckm 1. batalionu 45. Pułku Piechoty 13. DP Armii „Prusy”. Wzięty do niewoli, okupację spędził w jenieckich obozach. Powołany do WP, szef sztabu 39. Pułku Piechoty 12. Dywizji Piechoty. Przeniesiony do Sztabu Generalnego WP, awansowany do stopnia podpułkownika. Aresztowany 23 maja 1952 r. przez oficerów Zarządu Informacji pod nieprawdziwym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem NSW pod przewodnictwem ppłk. Juliusza Krupskiego z 8 sierpnia 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 3 grudnia 1952 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Decyzją z 6 kwietnia 1956 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa uchyliła wyrok z 8 sierpnia 1952 roku.



Jerzy Miatkowski
(1923-1949) ps. „Zawada”

Żołnierz AK, podporucznik Zrzeszenia WiN, oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego. Uczestnik Powstania Warszawskiego, po upadku którego dostał się do niewoli niemieckiej. Po powrocie do Polski w 1946 r. wstąpił do oddziału mjr. Dekutowskiego. Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka”. Awansował do stopnia podporucznika, został adiutantem mjr. „Zapory”. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1947 r. ujawnił się w związku z ogłoszoną przez władze komunistyczne amnestią, powrócił do stolicy. W obawie przed aresztowaniem przez wojskową bezpiekę zdecydował się na opuszczenie kraju. Zatrzymany 15 września 1947 r. w Nysie wraz z mjr. Dekutowskim i jego najbliższymi współpracownikami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.



Stanisław Mieszkowski
(1903-1952)

Komandor Marynarki Wojennej. Jako ochotnik wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Absolwent Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. We wrześniu 1939 r. dowodził kanonierką „Generał Haller”, uczestnicząc w obronie polskiego wybrzeża przed lotnictwem niemieckim, 3 września wraz z załogą okrętu wzmocnił załogę Helu, walcząc w obronie półwyspu do kapitulacji. Jeniec niemieckich obozów. W 1945 r. rozpoczął służbę w Głównym Urzędzie Morskim jako kapitan portu w Kołobrzegu. Skierowany do Marynarki Wojennej w Gdyni. Dowódca Flotylli Trałowców, organizator Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni. Od 1947 r. szef Sztabu Głównego Marynarki Wojennej (od 1948 r.
w stopniu komandora), 15 listopada 1949 r. został dowódcą Floty. Aresztowany 20 października 1950 r. przez funkcjonariuszy Zarządu Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem NSW z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej



Antoni Olechnowicz
(1905-1951) ps. „Krzysztof”, „Kurkowski”, „Lawicz”, „Pohorecki”, „Meteor”

Kpt. dypl. Wojska Polskiego, podpułkownik Armii Krajowej, ostatni komendant Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej. Od lipca 1941 r. do połowy 1942 r. pełnił funkcję komendanta Garnizonu Miasta Wilna. Później dowódca Inspektoratu „A” (Wilno i powiat wileńsko-trocki). W kwietniu 1944 r. objął dowództwo I Zgrupowania AK, którym dowodził podczas operacji „Ostra Brama”. Jako jeden z nielicznych oficerów wileńskiej AK uniknął w lipcu 1944 r. aresztowania przez NKWD. Nie podporządkował się DSZ na Kraj. Kontynuował samodzielnie działalność jako dowódca eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK. W grudniu 1945 r. podporządkował sobie oddziały partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Aresztowany 26 czerwca 1948 r. we Wrocławiu. Wyrokiem WSR w Warszawie z 2 listopada 1949 r. skazany na karę śmierci. Stracony 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.



Marian Orlik
(1916-1952)

Podpułkownik Wojska Polskiego. Na początku października 1939 r. dostał się do niewoli, w której przebywał do końca okupacji niemieckiej. Po wojnie wrócił do rodzinnych Szamotuł. W maju 1945 r. powołany do służby wojskowej. W połowie 1951 r. otrzymał awans na stopień podpułkownika i został przeniesiony do Centrum Wyszkolenia Medycznego w Łodzi. W lutym 1952 r. zrezygnował ze służby. Trzy miesiące później zatrzymany
przez Informację Wojskową pod nieprawdziwym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem NSW z 8 sierpnia 1952 r. skazany na karę śmierci. Stracony 3 grudnia 1952 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.



Zbigniew Przybyszewski
(1907-1952)

Komandor Marynarki Wojennej. Wiosną 1938 r. objął dowództwo baterii na Helu, którą umiejętnie dowodził we wrześniu 1939 roku. Jego bateria zwyciężyła w pojedynku ogniowym z pancernikami Schleswig-Holstein i Schlesien. Został wtedy ranny. Do 1945 r. przebywał w niemieckich obozach. W lipcu 1945 r. powołany jako wykładowca do służby wojskowej w Szkole Specjalistów Morskich. W 1946 r. organizował Samodzielny Dywizjon Artylerii Nadbrzeżnej. Wyznaczony na dowódcę Dywizjonu Ścigaczy i awansowany na pomocnika szefa Oddziału Sztabu Głównego Marynarki Wojennej. Aresztowany 17 września 1950 r. przez Informację Wojskową pod zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem NSW z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r. w więzieniu
przy ul. Rakowieckiej.



Karol Rakoczy
(1928-1950)

Żołnierz Ruchu Oporu Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.
Jako szesnastolatek wiosną 1946 r. wstąpił do oddziału ROAK Obwodu „Mewa”. W październiku 1947 r. wspólnie z oddziałem podporządkował się działającej na terenie Mazowsza północno-
-zachodniego 11. Grupie Operacyjnej NSZ, dowodzonej przez por. Stefana Bronarskiego „Liścia”. Aresztowany po walce z grupą operacyjną UB-KBW nieopodal wsi Sinogóra w powiecie mławskim. Na skutek postrzału kręgosłupa cierpiał na całkowity bezwład kończyn dolnych. Wyrokiem WSR w Warszawie z 29 września 1949 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 marca 1950 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.
Szczątki Rakoczego odnaleziono w 2012 roku.



Edmund Tudruj
(1923-1949) ps. „Mundek”

Porucznik Armii Krajowej/Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego.
W czasie akcji „Burza” rozbrojony wraz z oddziałem przez Sowietów pod Polanówką. W październiku 1944 r. zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego, do obozu w Borowiczach, skąd powrócił w marcu 1946 roku. Od maja 1946 r. ponownie w szeregach oddziału kpt. „Rysia”. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Zdecydował się na opuszczenie kraju wraz z mjr. „Zaporą” i kpt. „Rysiem”, podczas którego 16 września 1947 r. został aresztowany w Nysie przez funkcjonariuszy UB. 15 listopada 1948 r. skazany przez WSR w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz
z mjr. „Zaporą” i pięcioma innymi współtowarzyszami.



Arkadiusz Wasilewski
(1925-1949) ps. „Biały”

Porucznik Armii Krajowej/Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, oddziału Dekutowskiego. Do AK wstąpił w 1943 r. po ucieczce z robót przymusowych. Ukrywał w domu kobietę pochodzenia żydowskiego. Od 1943 r. żołnierz oddziału w Obwodzie Sokołów Podlaski AK, a następnie kpt. Stanisława Łokuciewskiego „Małego” na Lubelszczyźnie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej zgłosił się do wojska. Skierowany do Wojsk Wewnętrznych – formacji stworzonej do likwidacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego. W maju 1945 r. zdezerterował i wstąpił w szeregi zgrupowania „Zapory”. Ujawnił się w sierpniu 1945 r., w grudniu aresztowany przez funkcjonariuszy UB. Brutalnie przesłuchiwany na Zamku Lubelskim. Po zwolnieniu z więzienia wrócił w szeregi oddziału „Zapory”. Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka” do sierpnia 1947 roku. W 1947 r. podjął nieudaną próbę przedostania się na Zachód. Aresztowany w Nysie. Wyrokiem WSR w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Stracony 7 marca 1949 roku.
--------------------------------------------------------------------------------

Źródło: IPN

Pełne biogramy na portalu NaszDziennik.pl

http://www.naszdziennik.pl/wp/69735,boh ... wiska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 01 mar 2014, 15:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7462
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
W tych ludziach bestialsko pomordowanych przez komunistycznych oprawców zginęliśmy my wszyscy, gdyż my wszyscy myślimy i czujemy podobnie jak oni. Ta zbrodnia nie dotyczyła tylko tych ludzi. To była zbrodnia na całym naszym narodzie.


Tak prawdę powiedziawszy, to należałoby postawić przed sądem tych wszystkich stalinowskich bandytów, którzy zamordowali Polaków pragnących wolnej i niepodległej Polski, wolnej od Sowieckiej Rosji, i którzy o taką Polskę walczyli. No ale my nigdy takiego procesu się nie doczekamy. Komuniści po 1944 roku zawsze czuli się w Polsce bezkarni, i nadal się czują, choć oficjalnie komunizmu w Polsce już nie ma.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 02 mar 2014, 21:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Tajemnica „Białego krzyża”


To było jesienią 1956 r. Wieczorem w drzwiach stanął nieogolony mężczyzna w długim, zniszczonym płaszczu – tak Krzysztof Klenczon, muzyk Czerwonych Gitar wspominał pierwsze spotkanie ze swoim ojcem.

Zaraz po wojnie, gdy Krzysztof miał trzy lata, tatę, uczestnika antykomunistycznego oporu, zabrał Urząd Bezpieczeństwa. Czesław Klenczon zdołał wymknąć się z łap bezpieki. Przez 11 lat ukrywał się na Pomorzu. Siostra gitarzysty opowiada, że ojciec po powrocie do domu zamykał się z synem w pokoju i całą noc opowiadał – jakby chciał nadrobić w ten sposób lata rozłąki. Gdy po 1968 r. komunistyczna cenzura dopuściła do głównego nurtu wątki partyzanckie, Krzysztof komponuje „Biały krzyż”. Utwór wygrywa konkurs piosenki w Opolu i staje się wielkim przebojem. Propagandyści PRL‑u nawet nie podejrzewają, że nie jest to bynajmniej pieśń o Armii Ludowej.

Czy Krzysztof, śpiewając „wraca dziś pamięć o tych, których nie ma”, przewidział, że pamięć o kolegach taty, o bohaterach antykomunistycznej, niezłomnej armii, mordowanych przez komunistów, powróci z taką siłą?

Że po latach Krzysztof Szwagrzyk dopisze do tej pieśni finał? Bo dzięki ekshumacjom na Łączce wiemy, że biały krzyż już wie, „kto pod nim śpi!”.

za: http://niezalezna.pl/52414-tajemnica-bialego-krzyza

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... go-krzyza/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 31 mar 2014, 06:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Odnalazła grób ojca

Dzięki „Naszemu Dziennikowi” kolejne osoby odnajdują swoich bliskich. Zofia Smyrgała z domu Małek z Lisiej Góry, dziś blisko osiemdziesięcioletnia kobieta, odnalazła ojca. Władysław Małek figuruje na opublikowanej przez nas liście ofiar niemieckiego obozu z Przedzielnicy.

– To dla mnie wielka radość i wielkie wzruszenie. Bardzo chcę jeszcze stanąć nad mogiłą ojca, zapalić mu znicz i odmówić modlitwę nad jego grobem – wyznała w rozmowie z nami Zofia Smyrgała. Jej ojca na wydrukowanej 15 marca br. przez „Nasz Dziennik” liście odnalazł proboszcz parafii z Lisiej Góry. Na ogłoszeniach parafialnych w niedzielę poprosił, by do zakrystii zgłosiła się rodzina Władysława Małka.

– Kiedy to usłyszałam, od razu pomyślałam, że znalazł się grób tatusia. Ciarki mnie przeszły – mówi pani Zofia. Proboszcz przekazał rodzinie listę. Dane się zgadzały się, pomyłka była w jednym tylko zapisie. Na liście Władysław Małek figurował jako kawaler, tymczasem był on żonaty i miał sześcioro dzieci. Władysław Małek urodził się 4 marca 1894 roku w Lisiej Górze (powiat Tarnów). Zmarł 30 lipca 1942 roku.

W księdze zmarłych parafii w Nowym Mieście, na podstawie której powstała lista ofiar niemieckiego więzienia w Przedzielnicy, wpisano, że powodem śmierci było wyczerpanie. Jednak w rodzinie mężczyzny mówiło się, że został zastrzelony przez Niemców, kiedy wracał z robót do więzienia. – Ja miałam siedem lat. Pamiętam do dziś, jak Niemcy przyszli i zabrali nam tatusia. Wciąż go widzę, jak idzie przed domem prowadzony przez gestapowców. Najmłodsza moja siostra Maria miała wówczas dwa lata – opowiada pani Zofia. Wspomina, że Niemcy zabrali także jej najstarszą siostrę i wywieźli na roboty do Niemiec. Ona na szczęście wróciła po wojnie. – Moja mama zmarła 32 lata temu. Do dziś żyję tylko ja i moja młodsza siostra. Jest ona już bardzo schorowana – mówi. Pani Zofia wspomina, że jej mama jeździła i odwiedzała ojca w więzieniu. – Kiedyś przyjechała i powiedziała, że ojciec wróci do domu za tydzień. A w tym czasie zamiast niego doczekaliśmy się informacji, że nie żyje – wyznaje ze łzami w oczach.

W pamięci rodziny zatarła się nazwa więzienia, gdzie przebywał Władysław Małek. – Myśleliśmy, że został pochowany w Stanisławowie. Z taką informacją żyliśmy aż do teraz. Dziś jednak już wiemy, gdzie znajduje się mogiła tatusia. To takie ważne. Na pewno będziemy chcieli tam dotrzeć – mówi pani Zofia. Także wnuczka Władysława Małka – pani Józefa Smyrgała, potwierdza to, że będą chcieli się wybrać do Nowego Miasta. – Kiedy ksiądz proboszcz przekazał nam tę informację, najpierw byłam ogromnie zdziwiona. Minęło przecież tyle lat. Teraz wszyscy się cieszymy, a najbardziej mama. W listopadzie skończy już osiemdziesiąt lat i wreszcie doczekała się – wie, gdzie jest jej tata – zaznacza pani Józefa.

Rodzina Władysława Małka jest już trzecią, która odnalazła swoich bliskich od momentu opublikowania przez nas listy 266 polskich więźniów Niemieckiego Zakładu Karnego w Przedzielnicy. Zaniedbana zbiorowa mogiła, gdzie zostali pochowani, znajduje się na tzw. starym cmentarzu w Nowym Mieście. Ta miejscowość leży dziś na Ukrainie, ale bardzo blisko granicy z Polską. Staraniem tamtejszych duszpasterzy 7 czerwca br. na mogile zostanie postawiony prosty drewniany krzyż.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -ojca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 19 wrz 2014, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Przywrócimy im imię

Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku o tej porze roku jest zwykle pusty. Czasem między grobami można zobaczyć starszych ludzi sprzątających groby swoich bliskich, czasem pojawi się ktoś, aby zmieść zeschłe liście z symbolicznych mogił Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”.

Dla mnie i dla Ani cmentarz przy ulicy Giełguda jest miejscem szczególnym – od dziesięciu lat 1 listopada przy grobach „Inki” i „Zagończyka” organizujemy spotkania, aby uczcić pamięć bohaterów. Wspólnie z kibicami, harcerzami i coraz liczniej przychodzącymi mieszkańcami Gdańska wspominamy tych, których sąd komunistyczny skazał na śmierć i nieistnienie. Poprzez poezję, pieśni z tamtych lat staramy się przywrócić im należne miejsce w świadomości gdańszczan. Mówimy o nich i w jakimś sensie do nich. W ten niezwykły sposób rokrocznie realizuje się tajemnica świętych obcowania. Tym razem jednak przemówiły mogiły.

Wolontariusze
Pierwszy zadzwonił Milan, kibic gdańskiej Lechii. „Słyszałeś, że w środę przyjeżdża Szwagrzyk z ekipą?”. Nie słyszałem (byłem w drodze na koncert). Zadzwoniłem do Ani, ona już wiedziała. Wszystko było poza słowami – od dawna wiedzieliśmy, że nie może nas zabraknąć, kiedy rozpoczną się poszukiwania. Telefon do profesora upewnił nas, że pracy na cmentarzu nie zabraknie.

Ania zaczęła dzwonić do przyjaciół od lat zajmujących się upamiętnianiem żołnierzy podziemia niepodległościowego. Robert prowadzi firmę, każdy dzień nieobecności w pracy to strata dochodów. Trochę się martwi, że nie będzie mógł przyjść. Rozłącza się, ale za chwilę oddzwania: „Całe życie bym żałował, gdybym nie wziął w tym udziału”. Na cmentarz przyjeżdża codziennie.

Milan nie ma tyle swobody, musi być w pracy. Nie mogąc wziąć urlopu, pracuje kilka godzin rano, przebiera się i pędzi do firmy.

Waldek przyjechał aż z Bydgoszczy. Nie wiedział, gdzie i za ile będzie mieszkał, ale nie wyobrażał sobie, że może go zabraknąć w ekipie.

Jarek planował popracować tylko jeden dzień. Teraz wspólnie z Robertem i Patrykiem przyjeżdża z Malborka codziennie.

Marysia przychodzi po szkole. Każdego ranka musimy ją przekonywać, że szkoła jest równie ważna jak wykopaliska, a ona ciągle swoje: „Tato, mamo! Wykopaliska potrwają tylko kilka dni”. Przybiega więc na cmentarz, wchodzi do dołu, kopie, wynosi wiadra pełne ziemi.

Są jeszcze inni, niektórych nie znam nawet z imienia. Wiem jednak, że podobnie jak my przyszli tutaj, zostawiając swoje domowe i zawodowe obowiązki, aby odkryć to, co w zamysłach złych ludzi miało pozostać ukryte.

Sondowanie gruntu
Ziemia niełatwo ujawnia swoje tajemnice. Miejsca typowane są przez archeologów po części na podstawie archiwaliów, po części na podstawie intuicji. Wytrwale przebijając się przez zwały gruzu, kłębowiska korzeni drzew, mamy nadzieję, że natkniemy się na poszukiwane szczątki.

Robert i Ania pracują bez wytchnienia. Dół staje się coraz głębszy – Czy ty się kiedyś zmęczysz, Robert? – pyta półżartem Krzysztof Szwagrzyk. Odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Zmęczenie jest sprawą wtórną, parafrazując słowa Herberta: „jest mało czasu/trzeba dać świadectwo”. Kilka wytyczonych wstępnie stanowisk nie daje spodziewanych wyników, jednak pojawiające się co pewien czas pojedyncze kości sugerują, żeby kopać głębiej. Fachowo nazywa się to „sondowaniem”.

Pierwszy dzień wykopalisk nie przynosi żadnych rezultatów. Drugiego dnia w okolicach pomnika upamiętniającego żołnierzy podziemia archeolodzy natknęli się na pierwszy szkielet. Wszyscy na chwilę odrywamy się od pracy, choć z oczywistych względów nie wiadomo, czyje szczątki odnaleziono. Z napięciem przyglądamy się pracy zawodowców, którzy z pieczołowitością wydobywają kości z ziemi. Chyba wszyscy mamy nadzieję, że to któryś z naszych chłopców.

Przerwa nie trwa długo, zabieramy się ponownie do pracy. Zasada jest taka, że kiedy natkniemy się na jakiekolwiek kości, przywołujemy któregoś z antropologów, medyków sądowych lub archeologa, aby określił, czy są one pochodzenia ludzkiego, czy zwierzęcego (zwierzęce też odkładamy na bok; laik, widząc kości na hałdzie ziemi, mógłby posądzić nas o brak poszanowania dla szczątków ludzkich).

Pod koniec dnia Marysia i Ania odkrywają kość udową. Prace na tym stanowisku będą jednak kontynuowane dopiero następnego dnia. Zasada jest taka, że nie można zostawić odkrytego szkieletu na noc. Trzeba go podjąć, zabezpieczyć. Teren cmentarza nie jest chroniony na tyle, aby można było być spokojnym o znalezisko. Zanim podejmie się szkielet, aby przekazać go do dalszych badań, musi być sporządzona dokumentacja dotycząca miejsca, sposobu ułożenia itp. Te procedury powodują, że prace przebiegają w określonym tempie, ale my się niecierpliwimy, chcielibyśmy już wydobyć ich wszystkich spod gruzu i pochować tak, jak na to zasługują.

Czy to „Inka”?
W drugim dniu wykopalisk ujawnia się zbiorowa mogiła, w której znajdują się cztery pochówki. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie są to zwyczajne groby. Zaledwie kilkadziesiąt centymetrów pod ziemią (któż by chował tak płytko?) pochowani w półtrumnach (tylko spodnia część trumny bez wieka). Waldemar Kowalski, były wicedyrektor Aresztu Śledczego w Gdańsku, zatrudniony obecnie w Muzeum II Wojny Światowej, jest pewny, że to pochówki więzienne.

Archeolodzy warstwa po warstwie odkrywają znalezisko. Z ziemi najpierw wyłaniają się kości czołowe, oczodoły, centymetr po centymetrze ukazują się sylwetki ludzkie. Zmarli ułożeni są w nienaturalny sposób. Niby w trumnach, ale nikt im nie złożył rąk na piersiach, są ułożone wzdłuż ciała, pod plecami i ogołocone. Nie ma w tych trumnach różańców ani medalików, nie ma żadnych osobistych rzeczy. Patrząc na nich, zastanawiamy się, kim byli za życia.

Dziwne, ale ten widok nie mrozi nam krwi w żyłach, nie stawiamy też sobie hamletowskich pytań o sens ludzkiego istnienia. Chciałoby się każdego z nich przytulić, ucałować roztrzaskane czoło w podzięce za ofiarę życia. Skąd właściwie wiemy, że to ofiary komunizmu? Trudno powiedzieć, coś w duszy nam mówi, że tak.

Leżą blisko siebie, spróchniałe trumny stykają się krawędziami, w jednej z nich znajduje się szkielet kobiety. Nie trzeba być antropologiem, żeby to ocenić – na stopach zachowały się resztki damskich butów (podeszwy na obcasie). Ciekawe, że jest to jedyna zachowana część garderoby, jaką znaleziono w odkrytych mogiłach. Pozostali są nadzy. Być może chowano ich w bieliźnie, która szybko uległa rozkładowi, stąd też brak guzików, pasków, sprzączek znajdowanych zwykle podczas wykopalisk.

Nadzieja, że może to być Danuta Siedzikówna, rośnie, kiedy dowiadujemy się, że szkielet należał do bardzo młodej kobiety. Dla wszystkich jest oczywiste, że dopiero po przeprowadzeniu badań genetycznych nasze przeświadczenia, czy raczej wyobrażenia, zamienią się w wiedzę, ale cóż… sfera pragnień rządzi się swoimi prawami. Zresztą, czy jeśli ta młoda kobieta okazałaby się kimś innym, należałby się jej mniejszy szacunek?

Wszyscy wiemy, że każdy znaleziony przez nas szkielet miał kiedyś imię, nazwisko, rodzinę. Wrzucając ich do bezimiennych dołów, przysypując gruzem, komuniści odebrali im najbardziej podstawowe atrybuty ludzkiego bytowania. Victor Emanuel Frankl w książce „Homo patiens” napisał, że w obozie koncentracyjnym człowiek był „zobiektywizowany”. Proces obiektywizacji polegał na wymazywaniu resztek cech indywidualnych, imię i nazwisko zastępowane było numerem. Spoczywającym na gdańskim cmentarzu komuniści odmówili nawet tego. Nie ma numeru ani księgi ewidencyjnej, jest płytki dół i ciało oczekujące, aż ktoś przywróci mu imię lub choćby dwie literki N.N., postawi krzyż na grobie.

Prawda o komunizmie
Znalezisko zadecydowało o przeniesieniu prac w pobliże odkrytych trumien. Okazuje się, że był to dobry trop. W kolejnych dołach ujawniają się nowe ciała. Sposób pochówku zawsze ten sam. Po zdarciu darni, gruzowiska (cegły, ceramika, kawałki betonu, kamienie) ukazują się ludzkie szkielety ułożone w różnych pozycjach. Jeden z nich spoczywa twarzą do ziemi, nogi zgięte w kolanach, czaszka wzniesiona nieco do góry, jakby niegdyś opierała się skronią o profil zbyt małego dołu. Ponad miednicą kilka dużych granitowych brukowców. Trudno to nawet nazwać grobem.

Poszerzając wykop, w odległości kilkudziesięciu centymetrów od stóp nieznanej osoby, natykam się na czaszkę kolejnej ofiary, za chwilę następna. Czaszki ułożone są na boku, blisko siebie, dzieli je może 30 cm, nie mają trumien. Kim byli? Jak zginęli?

W wykopie obok kolejny szkielet, dobrze zachowana sztuczna szczęka może świadczyć, że nie był to młody człowiek. Dlaczego zginął, dlaczego nie wydano ciała rodzinie? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy. Te groby mówią nam więcej o komunizmie niż niejedno opracowanie naukowe. Cóż więcej bowiem świadczy o danej cywilizacji niż stosunek do zmarłych?

Jaki będzie los odkrytych szczątków? Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie „Inki” i „Zagończyka”. Po podjęciu wytypowanych szkieletów część stanowisk zostaje zakopana, ale wierzymy, że wiosną prace ruszą od nowa.

Poszukiwania „Inki” i „Zagończyka” w naturalny sposób przyczyniają się do wzrostu zainteresowania tematem zbrodni komunistycznych, ale też budują wspólnotę, zaufanie, które pamiętam z okresu „Solidarności”. Jesteś z naszej strony, i to mi wystarczy. Pan Waldek, o którym wspomniałem wyżej, znalazł nocleg u nieznanych sobie ludzi. Przyjęli go do siebie, chcąc w pośredni sposób przyczynić się do sprawy upamiętniania bohaterów podziemia. Kiedy poszli zrobić zakupy, a sprzedawca dowiedział się, dla kogo chcą przygotować obiad, odmówił przyjęcia pieniędzy. Grzegorz Pelowski, znany gdański cukiernik, gdy Ania poprosiła go o wodę, przygotował dodatkowo gratis ciastka i kanapki dla ekipy. Na cmentarzu pojawiają się też osoby z kwiatami, z poczęstunkiem. To drobiazgi, ale właśnie takie drobne gesty dowodzą, że tak naprawdę nie poszukujemy grobów, tylko odkrywamy fundamenty.

Andrzej Kołakowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/98533,p ... -imie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 26 wrz 2014, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
W naszej łacińskiej kulturze człowiek jest najwyższym dobrem, zarówno za życia, jak i po śmierci.
W barbarzyńskich kulturach człowiek ma co najwyżej znaczenie i to tylko wtedy gdy jest silny, bogaty, gdy ma władzę.
Tak jest na wschodzie Europy i tak jest na jej zachodzie. W Polsce jest inaczej, bo my jesteśmy narodem najwyżej ucywilizowanym na całym kontynencie. Jeszcze wiele z tej wysokiej kultury w nas przetrwało i jeszcze jest nas wielu, choć ogólny poziom naszej kultury wciąż się obniża.
Pieczołowitość i zaangażowanie w poszukiwaniu ciał naszych bestialsko pomordowanych przodków, aby przywrócić im należną godność świadczy o tym , że "jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy".


Nowe nazwiska z Łączki

IPN ogłosi w niedzielę nowe nazwiska zidentyfikowanych żołnierzy, których szczątki ekshumowano na warszawskiej Łączce.

Uroczystość odbędzie się 28 września o godz. 13.00 w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, a noty identyfikacyjne wręczy, podobnie jak ostatnio, prezydent Bronisław Komorowski. Związane jest to z 75. rocznicą powstania Polskiego Państwa Podziemnego.

Z ustaleń „Naszego Dziennika” wynika, że genetykom udało się zidentyfikować kilka kolejnych osób. Prawdopodobnie będzie to grupa poniżej dziesięciu osób.

Do tej pory badaczom z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie i jednostkom współpracującym w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów udało się zidentyfikować 28 osób spośród ponad 200 szczątków wydobytych podczas kilku etapów prac ekshumacyjnych na powązkowskiej Łączce. Wśród nich znaleźli się tak znani dowódcy podziemia niepodległościowego, jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” czy ostatni dowódca Narodowych Sił Zbrojnych ppłk Stanisław Kasznica. Nadal jednak czekamy na zidentyfikowanie szczątków takich bohaterów, jak rtm. Witold Pilecki, gen. August Fieldorf „Nil” czy płk Łukasz Ciepliński.

Udało się również wreszcie przełamać blokadę rezerwy budżetowej przeznaczonej właśnie na prace nad identyfikacją ofiar zbrodni komunistycznych, nie tylko z Łączki, ale i z całej Polski.

Sejmowa komisja finansów poparła wniosek IPN, pozytywnie zaopiniowany przez szefa resortu finansów, o przeznaczeniu miliona złotych na badania identyfikacyjno-genetyczne.

– Zmiana ta dotyczy jednego z priorytetowych badań Instytutu związanych z ustalaniem tożsamości osób, które zostały pozbawione życia w związku z popełnieniem zbrodni komunistycznych. Ma ona na celu uruchomienie jeszcze w tym roku i zrealizowanie wszystkich zaplanowanych na ten rok identyfikacji – podkreśla Jacek Paszkiet, dyrektor generalny IPN.

– Kwota ta została podzielona: część tych środków będzie realizowana w oddziale białostockim, część w oddziale warszawskim, tam gdzie odnaleziono największą ilość szczątków – zaznacza. – To będą dwa oddziały: białostocki i warszawski, czyli te oddziały, w których prokuratorzy prowadzą śledztwa w sprawach zbrodni komunistycznych – dodaje.

Pieniądze są niezbędne do dokończenia zaplanowanych na ten rok prac. Urzędnik przypomina, że badacze pobrali już próbki DNA z odnalezionych szczątków, ale na wyniki badań trzeba poczekać. – To jest dosyć złożony proces, wymaga pobrania materiału porównawczego od żyjących członków rodzin i przez szereg prób dokonuje się porównania materiału genetycznego. To są bardzo kosztowne badania, długotrwałe, i stąd tak złożona procedura – tłumaczy dyrektor.

– Jednocześnie chciałem zaznaczyć, że zarówno śledztwa, jak i projekt mają charakter rozwojowy i planowane są kolejne odkrycia, które będą skutkowały zwiększeniem wydatków na cele identyfikacyjne w przyszłym roku i w latach kolejnych – mówi Paszkiet.

Kwota miliona złotych, przyznana jeszcze w ubiegłym roku, zostanie podzielona na dwie części. Pierwsza, w wysokości 650 tys. zł, trafi bezpośrednio do IPN na śledztwa dotyczące zbrodni komunistycznych. Mają one być przeznaczone m.in. na badania identyfikacyjne szczątków ofiar.

Pozostała część (350 tys. zł) trafi ostatecznie – a przez prawie rok były z tym problemy, m.in. związane z tym, które tak naprawdę ministerstwo ma skierować te środki – do Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Uczelnia ta, na mocy porozumienia z IPN i ROPWiM, prowadzi Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów. Ostatecznie zdecydowano, że to Ministerstwo Zdrowia skieruje tę kwotę do pomorskiej uczelni.

Uniwersytet chce za tę kwotę zakupić specjalistyczne narzędzia informatyczne pozwalające na porównanie z profilami genetycznymi odnalezionych ofiar materiału DNA pochodzącego od ich dalekich krewnych. W przypadku pewnej grupy nie udało się niestety uzyskać materiału porównawczego od bliskich krewnych, a próbki od dalszych osób spokrewnionych sprawiają więcej trudności w badaniach.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... aczki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wracają do nas
PostNapisane: 27 wrz 2014, 06:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Genetycy znaleźli „Żmudzina”

Cichociemny major Bolesław Kontrym „Żmudzin” jest jedną z osób zidentyfikowanych wśród ofiar podjętych z warszawskiej Łączki.

Instytut Pamięci Narodowej już po raz czwarty ma podać kolejne nazwiska osób, których szczątki wydobyte na powązkowskiej Łączce udało się zidentyfikować. Uroczystość odbędzie się w niedzielę w Pałacu Prezydenckim w Warszawie.

– Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski z okazji 75. rocznicy utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego weźmie udział w uroczystości wręczenia przez Instytut Pamięci Narodowej not identyfikacyjnych członkom rodzin ofiar terroru komunistycznego – podaje Kancelaria Prezydenta.

Jak ustalił „Nasz Dziennik”, genetykom udało się zidentyfikować kolejnych kilka osób. Obok mjr. Bolesława Kontryma wśród osób o ustalonej tożsamości jest dwóch żołnierzy Armii Krajowej z garnizonu wileńskiego, jeden z Kedywu, drugi z wywiadu, kapitan i porucznik, straceni w 1949 i 1950 roku.

Osoba „Żmudzina”, niestety, nie jest zbyt powszechnie znana, a jak podkreślają badacze, powinna się stać symbolem całego pokolenia.

Ojciec Kontryma dosłużył się stopnia pułkownika w carskiej armii. Mały Bolek jako jedenastolatek trafił do szkoły kadetów w Kijowie, później w Jarosławiu nad Wołgą. W 1915 r. przerwał naukę i zaciągnął się do armii carskiej, został skierowany na przyspieszony kurs chorążych w Saratowie i wysłany na front karpacki, gdzie dowodził oddziałem zwiadowczym. W maju 1918 r. rozbroili go Niemcy. Po ucieczce z niewoli Kontrym walczy z bolszewikami w Archangielsku. W lipcu 1919 r. wcielony do Armii Czerwonej, walczył na froncie fińskim, awansuje do stopnia kombryga. W lutym 1922r. Kontrym nawiązał kontakt z attaché wojskowym przy polskiej ambasadzie w Moskwie płk. Romualdem Wolikowskim, któremu dostarcza informacji wywiadowczych. Zagrożony przez sowiecki kontrwywiad przekracza nielegalnie polską granicę w grudniu 1922 roku. W kraju zweryfikowany w stopniu porucznika służy najpierw w Straży Granicznej, później Granicznej Policji Państwowej.

Wywodzący się z rodziny z Kresów o głęboko patriotycznych tradycjach Kontrym już przed wojną, służąc w policji, walczył z ruchem komunistycznym. Znany jest również jego wypad na teren Związku Sowieckiego i aresztowanie załogi posterunku sowieckiego celem wymiany na porwanego wcześniej przez NKWD polskiego żołnierza. „Świadom swych obowiązków, posiada zmysł analizy i obserwacji, rozważny i stanowczy, w warunkach bojowych orientuje się bardzo dobrze, działa w sposób prosty, spokojnie, konsekwentnie, zdolny do podjęcia szybkich i rozsądnych postanowień, bardzo dobry bojowiec, żołnierz nie uznający zmęczenia” – w ten sposób go charakteryzowali.

19 września 1939 r. na rozkaz dowódcy przekroczył granicę litewską. Walczył pod Narwikiem. W sierpniu 1941 r. przeszedł kurs spadochronowy, oficerski kurs łączności i kurs szturmowo-strzelecki w 1.Brygadzie Spadochronowej. W kwietniu, rok później, skończył kurs dla cichociemnych. Na polecenie gen. Stefana Roweckiego opracował plan odbicia więźniów w Pińsku. Brawurową akcją dowodził jego kolega z policji por. Jan Piwnik „Ponury”. W marcu 1943 r. Kontrym zostaje szefem Kedywu Okręgu Brześć AK. Po wojnie obronnej 1939 r. prze- dostał się na Zachód. Powrócił do okupowanej Polski w 1942 r. jako cichociemny. Kierował specjalnym oddziałem bojowym wykonującym m.in. wyroki na kolaborantach. Podczas Powstania Warszawskiego atakował m.in. gmach PAST-y. Po upadku zrywu ponownie znalazł się na Zachodzie u gen. Stanisława Maczka. Ale po raz drugi wrócił do zniewolonego przez Sowietów kraju.

15 marca 1947 r., na polecenie szefa IW płk. Dymitra Wozniesienskiego założono mu teczkę, dzień po powrocie do kraju. Śledczy chcieli zmusić Kontryma do wydania polskich wywiadowców działających w KPP do 1939 roku. „Ojciec głośno wyrażał pogląd, że żadna emigracja nie budowała Polski i miejscem naszym jest Ojczyzna” – podkreślał we wspomnieniach jego syn Władysław Kontrym.

Informacja Wojskowa cały czas śledziła jego ruchy. Po aresztowaniu w 1948 r. był przetrzymywany w tajnym więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Mimo straszliwych tortur nigdy nie ujawnił żadnych informacji. Został skazany w 1952 r. na karę śmierci. Wyrok wykonano 2 stycznia 1953 r. w mokotowskim więzieniu, przez powieszenie. Koledzy z kompanii „Żmudzina” mieli bezpośrednią relację od współwięźnia z sąsiedniej celi na Mokotowie, który opowiadał, że słyszał przez ścianę jęki bitego żołnierza. Oprawcy tłukli go pończochami wypełnionymi piaskiem. Nie można wykluczyć, że były to ostatnie chwile jego życia.

Rehabilitacji dokonał jeszcze komunistyczny sąd w 1957 r., stwierdzając, że Kontrym „dzielnie, mężnie walczył z okupantem i był jednym z najodważniejszych członków Armii Krajowej. Uniewinnienie stanowi Dlań akt pełnej rehabilitacji i przywraca mu honor i cześć, a Jego Rodzinie moralną satysfakcję”.

Dotychczas spośród ok. 200 wydobytych szczątków z Łączki zidentyfikowano 28 osób, w tym tak wybitnych żołnierzy AK i WiN, jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” czy ostatni dowódca NSZ płk Stanisław Kasznica.

IPN nadal poszukuje szczątków takich postaci, jak gen. August Emil Fieldorf „Nil” oraz rotmistrz Witold Pilecki. Najprawdopodobniej nadal spoczywają w dołach śmierci na Łączce. W ich przypadku badacze posiadają materiał genetyczny od bliskich krewnych, co znacznie ułatwia badania genetyczne. Chociaż przyczyną może też być zły stan próbek.

Niedawno informowano, że uzyskano 112 indywidualnych profili genetycznych spośród 194 ekshumowanych na Łączce. W przypadku pozostałych 82 osób brak profili wynika z wysokiego stopnia degradacji materiału genetycznego, dlatego też próbuje się uzyskać DNA z innych próbek.

Przeszkodą jest także brak materiału porównawczego. Wiele rodzin nadal nie ma świadomości, że ich bliscy mogą spoczywać na Łączce.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dzina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /