Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Swiadomość budowana na fałszu

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 25 kwi 2013, 18:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Świadomość, a szczególnie świadomość historyczna to wspaniała tarcza antymedialna, antypropagandowa. Daje gwarancje nietykalności kulturowej. Nie można "owinąć w bawełnę" umysłu człowieka świadomego. Więc jeżeli ktoś ma wobec ludzi, wobec ludzkości złe zamiary, to musi prawdę historyczną wymazać z procesów edukacyjnych i zastąpić ją fałszem, czyli jak mawiał ks. Tischner "gówno prawdą". To właśnie na świecie obecnie się dzieje i to na niewyobrażalnie wielką skalę.

Czego chcą od nas biedni Niemcy?

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jeżeli ktoś ze swoich sukcesów – ze swojej historii, ze swojego dorobku cywilizacyjnego, ze swojej polityki – jest zadowolony, potrafi dawać temu wyraz. Emanuje spokojem i pogodą ducha, która udziela się także innym. Nie zazdrości. Potrafi mówić o swoich błędach bez skrępowania. Przeprasza za swoje dawne zbrodnie, o ile je popełnił, bez obłudy przyznając się do nich. Jest wielkoduszny. Chce żeby inni cieszyli się razem z nim z jego osiągnięć. Jest pełen wdzięku.

Biedny naród niemiecki nie ma spokoju.

Niemcy nie są zadowoleni. Dowodem regularna kąsania, którą uprawiają od lat ponad dwudziestu wobec Polaków, którzy przecież w niczym im nie zagrażają. Są słabsi. Politycznie, gospodarczo, militarnie.

Dlatego co sezon mamy nowy film, serial, książkę, wystawę, kampanię w prasie – np. dowcipy o polskich mężach stanu jako o „kartoflach” – która ma jeden cel: pokazać Polaków jako obrzydliwców. Obłudników, którzy przywłaszczyli sobie tytuł narodu bohaterskiego, który nie tylko dzielnie bronił się przed napastnikami (jednocześnie dwoma) we wrześniu 1939 roku, ale walcząc o niepodległość bez chwili wytchnienia przez pięć wojennych lat, z narażeniem życia ocalał również tysiące skazanych przez Niemców na zagładę Żydów.

Nie ocalił jednak wszystkich polskich Żydów. Niestety, nie był w stanie nawet zapobiec zagładzie ponad trzech milionów własnych rodaków, zabijanych tylko dlatego, że byli Polakami.

Ponad pół wieku po tym bezspornym fakcie historycznym, jakim była agresja na Polskę i pięcioletnie okupowanie jej, Niemcy wciąż mają problem. Nie mogą uporać się duchowo i mentalnie z tym z bagażem własnej historii, w którą my, Polacy jesteśmy wbrew swojej woli wplątani. On ich przytłacza, powoduje, że uginają im się nogi pod tym ciężarem. Nie dziwmy się. Tak naprawdę nie nastąpiło nigdy duchowe oczyszczenie z wojennych win.

Normalna dla człowieka sytuacja, który popełnił poważne przestępstwo, zbrodnię – w wypadku Niemców jest to zbrodnia napaści na sąsiednie państwo i dokonywania w nim ideologicznie motywowanego ludobójstwa - to sytuacja, w której człowiek ten dokonuje rachunku sumienia, w którym uświadamia sobie charakter zła, które popełnił, a także jego źródło. Przyznaje się do tego zła, rozpoznaje swój osobisty upadek, swoją słabość (lub pomyłkę, której stał się ofiarą, pułapkę w którą wpadł – za swoim przyzwoleniem), a następnie przeprasza za to Boga, żałuje swojego czynu, prosi o przebaczenie. I przyjmuje pokutę oraz dokonuje zadośćuczynienia za swoje winy. Naprawia to co zepsuł, o ile to w jego mocy. Wynagradza krzywdy. Bez tego nie ma możliwości uzyskania przebaczenia, ani też człowiek ten nigdy nie odzyska równowagi duchowej.

Nikt nigdy nie wymyślił lepszej formuły dźwignięcia się z upadku, nawet z zupełnego moralnego dna, niż ta, którą daje Kościół. Ze zła można się wyzwolić, podnieść się z upadku – tylko upadając na kolana przez Bogiem. Jeżeli te akty woli nie nastąpią, człowiek nie ma szansy na podniesienie się. Upada coraz niżej. Tak samo jak z człowiekiem jest i ze społeczeństwem.

Zauważmy, w przypadku Niemców to my, Polacy – głosem naszych biskupów – prosiliśmy o przebaczenie. Ofiara wyciągnęła rękę do kata! To było coś niebywałego. Coś niezwykle rzadkiego w historii powszechnej. To był gest z samego serca chrześcijaństwa, gest prawdziwego przebaczenia, jedynej drogi do pojednania. Zgorszenie całego świata było ogromne. Komuniści byli przerażeni. Ugodzono w sam rdzeń ich ideologii nienawiści i imperatywu walki (klas i narodów). To było prawdziwie heroiczne zmaganie się polskiego Kościoła z upiorami wojny wykorzystywanymi przez marksistów, by zabić wiarę w Polakach. Nasi biskupi wiedzieli z jaką duchową potęgą mają do czynienia. Uczynili ten gest bynajmniej nie dlatego, że Polacy czuli się wobec Niemców winni. Przeciwnie, Polacy mieli moralne prawo do obrony. Jeśli zabijali napastników, to w obronie własnej. Jeżeli zaś potem wyciągnęli rękę, to po to, by uratować swoje dusze przed śmiertelną chorobą nienawiści, w jaką z premedytacją próbowali nas wciągnąć komuniści, nieustannie podżegając do antyniemieckości. Ale to w Polsce przyjąć się nie mogło.

Polska bowiem naprawdę przyjęła chrześcijaństwo w 966 roku.

Sytuacja narodu niemieckiego jest inna. Dlatego niemiecka psychika odmawia wciąż przyjęcia prawdziwej wiedzy o istotnych – nie tylko politycznych, ale przede wszystkim duchowych, ideologicznych - do głębi antychrześcijańskich źródłach ostatniej wojny, a w związku z tym – także o jej prawdziwym przebiegu.

Stąd m.in. i ostatnie przedsięwzięcie, oglądany przez blisko 20 – milionową niemiecką widownię serial telewizji ZDF „Matki i ojcowie”, pamflet historyczny wyprodukowany za duże pieniądze. Odzwierciedla on niemieckie aktualne wishful thinking na temat Polski: pokazuje wiernie i dokładnie, jacy powinniśmy być, jak powinniśmy wyglądać, jak się zachowywać, by Niemcy – którym nie pozwolono dokonać prawdziwego oczyszczenia i duchowej ekspiacji – wreszcie się uspokoili. Powinniśmy być antysemitami i zbrodniarzami w oczach świata. Prymitywami kierującymi się najniższymi motywacjami, zniewolonymi przez barbarzyńskie instynkty.

Wrzesień 1939, Armia Krajowa, Państwo Podziemne, NSZ, Powstanie Warszawskie, a potem jeszcze ostatnie polskie powstanie, czyli samotna walka Żołnierzy Wyklętych, to za dużo jak na biednych Niemców, którzy z ostatnich stu lat mogą poszczycić się tylko Wilhelmem Canarisem i małą, naprawdę bardzo małą garstką katolików (oraz nieco większą protestantów), którzy odrzucili Hitlera. (Co nie znaczy, że nie było wśród tej garstki prawdziwych świętych, przykładem Teresa Neumann, czy niemiecka karmelitanka żydowskiego pochodzenia, św. Edyta Stein, zagazowana razem ze swoim rodzeństwem w KL Auschwitz – Birkenau.)

Ewidentna przewaga gospodarcza nie może pomóc, jak widać, naszym sąsiadom. Coś im wciąż dolega. Coś boli, coś chwyta ich za gardło. Mogliby przecież czuć się panami sytuacji, zwłaszcza w tej części świata. Opanowali finansowo w dużej części kontynent. Kontrolują sytuację w UE. Nasze władze uważają ich za największego sojusznika, patrona, dobroczyńcę i protektora. Dają to odczuć, na wszelkie możliwe sposoby, nam i całemu światu. Czego więcej chcieć?

A jednak coś tkwi w tkance tego narodu, co mu bardzo przeszkadza. Coś o czym nigdy się nie mówi. Istnieje w głębi duszy niemieckiej lęk.

Agresja zawsze jest przejawem lęku. Często głęboko ukrytego. Znam osobiście kilku bardzo kulturalnych Niemców, u których każda próba nawiązania do historii ostatniej wojny wywołuje nieopisany lęk. Nie są w stanie, nie potrafią na ten temat rozmawiać.

Co tu się naprawdę dzieje?

Trzeba zdać sobie sprawę, że te wszystkie głośne filmowe produkcje, książki pisane na zamówienie wywołujące ogólnoświatowe dyskusje o „polskiej zbrodni w Jedwabnem”, wystawy i „polskie obozy koncentracyjne” to nic innego jak seria komplementów – komplementów a rebours – pod naszym adresem. Wypowiadanych tylko w innym języku niż ten, który znamy – bo ten właściwy chrześcijaństwu ludzie ci utracili. Zatem wypowiadają się w języku przynależnym tamtejszej aktualnej kulturze. Na pewno nie całej. Ale tej, która dziś w Niemczech niewątpliwie dominuje, która ogarnęła sferę duchowych wpływów w kraju naszych sąsiadów. Wyparła resztki kultury katolickiej tego niegdyś – przed reformacją – centrum europejskiego katolicyzmu. Kraju, który wcale nie miał duszy mieszczańskiej – jak dziś nieraz postrzegamy błędnie w Polsce niemiecką specyfikę kulturową. To był kraj uniwersytetów, nieprawdopodobnie pięknych katedr, wielkiej teologii, rozkwitu myśli katolickiej, wspaniałej sztuki sakralnej, muzyki, poezji. W tych dziedzinach Niemcy byli inspiracją także dla nas, wiele im zawdzięczamy.


Tu dygresja: Zauważmy, czy język, jakim posługujemy się w Polsce w debacie na temat niemieckiego serialu nie zakłamuje sedna sprawy? Ze strony tych, którzy chcieliby całą sprawę zbanalizować i zatuszować na prędce oraz tych, którzy szukają propagandowego usprawiedliwienia dla Niemców, typowe terminy, jakie pojawiają się w tej dyskusji, to: polskie przeczulenie („przecież te filmy to tylko rozrywka!”)”, wizerunek Polaków w Niemczech się pogarsza (sic!) (a więc sami jesteśmy wszystkiemu winni), oraz: nieokreślona potrzeba zerwania z mitem niewinnej polskiej ofiary i brak rozliczenia Polaków ze swoich grzechów wobec Żydów.

Z naszej strony zaś padają najczęściej ogólnikowe stwierdzenia o przekroczeniu standardów przez Niemców, o tym, że trzeba zrozumieć powody, dla których powstanie filmu było możliwe (ależ tak, już od czterdziestu przynajmniej lat Polacy chorują na chroniczną niemożność zrozumienia…). Jeden z publicystów zauważył: „Prawicę [w Niemczech] Polacy irytują jako ci, którzy wysiedlili ich dziadków, a lewicę odpycha od nas wizerunek antysemitów”.

Pojawił się też postulat, że: „potrzebna jest odważna polska polityka historyczna…protesty gazet i zwykłych ludzi nie wystarczą…”

Niestety, nasi publicyści, mocno zdenerwowani serialem „Matki i ojcowie”, potykając się o ten nowy język. Jeden jednak z autorów napisał: „Holokaust jako globalny symbol zła w historii skutecznie wypiera inne konkurencyjne symbole”. Zaraz potem publicysta ów zauważył, że w Niemczech postępuje proces dechrystianizacji i że chrześcijaństwo jako wspólna płaszczyzna porozumienia Polaków i Niemców już nie istnieje. Że „Niemcy to kraj coraz bardziej pogański”. Tu zbliżamy się do sedna zagadnienia.

Warto zastanowić się, jak to jest, że jedne symbole w tym kraju wypierają inne. Co to za zjawisko, z jakiej dziedziny? Czy jest to proces naturalny?

I czy rzeczywiście tylko właściwa polityka historyczna będzie wystarczającym remedium?

Lęk przed strażnikiem – kretem

Czy nie jest tak, że Polacy po prostu komuś w świecie przeszkadzają? Przeszkadza ich katolicyzm. Przeszkadza ich upór w powracaniu do własnej przeszłości, która jest przeszłością katolickiego państwa świadomego obowiązków wobec Boga, zakorzenienie całej ich historii i kultury w chrześcijaństwie. Przeszkadza Jasna Góra. Przeszkadza nade wszystko maryjność Polaków. Dlatego musiała powstać „Lista Schindlera” zamiast filmu o Żegocie, o rodzinie Ulmów, o Marii Kann, Zofii Kossak – Szczuckiej i tysiącach innych osób ryzykujących życiem, by ofiarować je za braci – także tych z innego narodu i religii. Dlatego też, wiele lat wcześniej, zanim jeszcze komukolwiek przyśniły się scenariusze, w których Polacy odmalowani są jako prawdziwi antybohaterowie ostatniej wojny, poeta piszący po polsku – który sam siebie nie jeden raz określał jako Litwin, zafascynowany marksizmem dyplomata w służbie Polsce Ludowej w dobie stalinizmu, a później emigrant – Czesław Miłosz, musiał napisać wiersz zatytułowany „Biedny chrześcijanin patrzy na getto”. Tak naprawdę to właśnie on mógł być natchnieniem dla twórców „Matek i ojców”.

…Powoli, drążąc tunel posuwa się strażnik – kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej
Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze
Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy
Pszczoły odbudowują czerwony ślad
Mrówki odbudowują miejsce po moim ciele.

Boję się, tak się boję strażnika – kreta.
Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy,
Który siadywał dużo w blasku świec
Czytając wielką księgę gatunku.

Cóż powiem mu, ja, Żyd Nowego Testamentu
Czekający od dwóch tysięcy lat na powrót Jezusa?
Może rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu
I policzy mnie między pomocników śmierci
Nieobrzezanych.

Wierszowi „Biedny chrześcijanin patrzy na getto”, który jest zapisem artystycznym lęku przed tym, by nie być opieczętowanym jako antysemita, tylko dlatego, że nie spłonęło się razem z Żydami, towarzyszy w wypisach szkolnych inny, równie oskarżycielski utwór Miłosza, „Campo di Fiori”, w którym zagłada getta warszawskiego dokonana rękami Niemców porównana jest ze spaleniem na stosie Giordano Bruno. Ostrze oskarżenia jest wyraźne: katami są chrześcijanie. Ofiarami, całkowicie niewinnymi, naród żydowski i wolnomyśliciele (szerzący herezje i bluźnierstwa), tacy jak Giorgano Bruno.

Polacy – katolicy nie pasowali do świata Czesława Miłosza i nie pasują do dzisiejszych realiów. Do świata, którego wspaniałym odzwierciedleniem są współczesne Niemcy. Znakomicie zorganizowane, bezpieczne, bogate i – wyludniające się z roku na rok (jeśli idzie o ludność niemiecką). Polacy przeszkadzali w 1939 i przeszkadzają dziś. Wręcz fizycznie – ze swoimi zasadami, ze swoją wiarą, tradycją, historią są kimś bardzo nie kompatybilnym, coraz bardziej obcym dla dzisiejszego świata, sprzecznym z nim.

„Polski katolicyzm zawiódł !”

W czasie ostatniej wojny John Dewey przeprowadzał badania w polskiej społeczności Filadelfii. W jego zespole pracowali również bracia Blanshard. Opracowany przez nich raport końcowy głosił: „…>sprawdzianem wartości każdej instytucji czy społeczności jest to, (…) do jakiego stopnia umożliwia ona absolutną wolność rozwoju i w jakim stopniu zachęca do niej swych członków<. Jak stwierdził Jones, polski katolicyzm zawiódł. >Jest to świat, który nie jest naszym światem, świat, w którym niezależny krytycyzm i bezinteresowna nauka muszą pozostać nieznane, świat, w którym wciąż pokutują prymitywne wyobrażenia i fantazje rodem ze średniowiecza< („Journal of American History”, czerwiec 1997, s. 105–106; cyt. za Jonesem). Katolickie dzielnice robotnicze w Filadelfii dawały liczne powołania kapłańskie, miały też silną reprezentację polityczną, a powojenny wzrost populacji groził wzrostem wpływów katolickich. Na tym właśnie polegał >problem katolicki< – a rozwiązaniem była antykoncepcja” (cyt. za Carey J. Winters: „Naturalne planowanie rodziny – >katolicka antykoncepcja<”?).

Co Niemcy – czy też może ci, którzy sterują dziś ich polityką kulturalną – chcą osiągnąć produkcjami w rodzaju „Matek i ojców”? Oprócz tego, że dają do zrozumienia, że wiedzą kim jesteśmy, czym jest Polska, i to odbiera im spokój?

A co chcieli osiągnąć Szwedzi w XVII wieku? Czy napaść na nas tego protestanckiego kraju miała jedynie charakter rabunkowy? Wyłowiony niedawno z Wisły statek z okresu „potopu” z dziełami sztuki, elementami wyposażenia kościołów, pałaców i rezydencji potwierdza, że nie było żadnej przesady w obrazie tego najazdu, jaki przechowała polska historiografia, jako celowej próby unicestwienia naszej państwowości i zatarcia wszelkich śladów naszej kultury. Weterani wojny trzydziestoletniej (która była konfliktem na tle religijnym pomiędzy protestanckimi państwami Rzeszy niemieckiej wspieranymi m.in. przez Szwecję i Danię, a katolicką dynastią Habsburgów) zajęli Warszawę i prawie całą Polskę. Protestanckie państwo przygotowywało niedwuznacznie rozbiór Rzeczypospolitej. Uratować nas mógł jedynie cud. I ten cud się wydarzył.

Prof. Oskar Halecki, Polak z wyboru (po matce – Austriak) pisze: „Jak arka Noego wśród potopu, nieprzyjacielowi opierał się klasztor częstochowski. Przeor Augustyn Kordecki zebrał garść żołnierzy wokół cudownego obrazu Matki Boskiej, czczonego od wieków. Po czterdziestu dniach oblężenia Szwedzi byli zmuszeni, po raz pierwszy, do odwrotu. Stało się to w dzień po Bożym Narodzeniu”. To był dla Polaków znak, którzy wszyscy odczytali jednoznacznie. „Niewiele znaczyło teraz, ze z początkiem 1656 roku >wielki< elektor poszedł jeszcze dalej w swej nielojalności, zawierając przymierze z królem szwedzkim i poddając się jego zwierzchnictwu jako książę Prus. W kilka dni potem konfederacja tyszowiecka zjednoczyła ogromną większość polskiego możnowładztwa i szlachty wokół Jana Kazimierza, który powrócił z wygnania…. Główni zdrajcy zginęli, powaleni ciosem śmierci, jakby wyrokiem nieba…”. Pod wodzą Stefana Czarnieckiego i Pawła Sapiehy odzyskaliśmy wolność.

A co takiego chcieli osiągnąć Prusacy, Rosjanie i Austriacy w XVIII wieku rozdrapując między siebie nasze ziemie i zamykając polskie klasztory, kościoły i szkoły? Rzekomo katolicka Austria w tym samym czasie dekretem cesarskim (słynne „dekrety józefińskie”) zamknęła na swoim terytorium ponad tysiąc klasztorów. Czy chciano tylko wzbogacić się naszym kosztem i umocnić swoją państwowość? Przypomnijmy pełen cynizmu list jednego z zaborców, króla pruskiego, który jest komentarzem do Traktatu Rozbiorowego Państwa Polskiego: Zjednoczy to trzy religie, grecką [tj. prawosławną – EPP], katolicką i kalwińską, przyjmujemy bowiem komunię z jednego i tego samego ciała eucharystycznego, jakim jest Polska, a jeśli nie jest to dla dobra naszych dusz, będzie to z pewnością dla dobra naszych krajów (z listu Fryderyka II do księcia Henryka).

Campo di Fiori
Gdy Czesław Miłosz pisał w Warszawie w 1943 roku swój wiersz o płonącym stosie Giordano Bruno i płonącym getcie warszawskim (przypomnijmyjego fragment:

„(…)Wspomniałem Campo di Fiori ,

W Warszawie przy karuzeli
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.
Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
Morał ktoś może wyczyta,
że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.
Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.
Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.
I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.”),
nie wiedział z pewnością, że niewiele lat po wojnie, w Niemczech, inny poeta, a raczej filozof, jak się go często określa (oba te pojęcia trzeba traktować bardzo umownie)– piszący wszakże prozą i posługujący się doskonale językiem aforyzmów, Theodor Wiesengrund Adorno, jeden z głównych przywódców tzw. Nowej Lewicy, sformułuje analogiczne oskarżenie. Zupełnie niesłychane! Całkowicie fałszywe - wobec wszystkich narodów, które chciałyby kiedykolwiek podążać za wskazaniami Ewangelii. O ile zachowały chrześcijańską tożsamość, oskarży je bez zahamowań o zbrodnicze zamiary i o faktyczną zbrodnię. Nawet jeśli nie popełnioną czynem, to obecną w umyśle. Nikt, dosłownie nikt, kto zachowa coś z myślenia realistycznego, posługiwania się kategoriami bytowymi, a w konsekwencji cześć i miłość wobec Stwórcy i Trójcy Świętej, nie ujdzie przed tym oskarżeniem.


Niemcy po II wojnie światowej – gdy zdaniem całej międzynarodowej opinii powinny były, po historycznych zbrodniach, jakich się dopuściły, przejść przez okres zwany denazyfikacją - stały się terenem intensywnego wsączania w nie ideologii Nowej Lewicy – poprzez masowy trening w szkołach, na uczelniach, w mediach i całej kulturze (finansowany przez Republikę Federalną i Stany Zjednoczone). Na mocy decyzji rządu Stanów Zjednoczonych, przy biernej akceptacji kanclerza Adenauera, jej program miał – w deklaracjach – przynieść konieczne wyplenienie zarodków przyszłego ideologicznego szaleństwa, podobnego do tego, które ogarnęło III Rzeszę. Nie było od tego odwołania. Wyrok zapadł. Grupa ideologów (szefowie Instytutu Badań Socjologicznych z Frankfurtu nad Menem) z Adorno, Horkheimerem i Habermasem na czele, została uznana za reprezentantów alternatywnego wobec ideologii nazistowskiej nurtu ideowego, który uzdrowi Niemcy, ponieważ w czasach hitlerowskich ludzie ci, jako neomarksiści, słusznie obawiając się represji, wyemigrowali do Stanów. Społeczeństwo niemieckie hermetycznie zamknięto w sofizmatach nowej ideologii, zręcznie wykorzystując ogólne poczucie winy i zarazem karność tego społeczeństwa w przyjmowaniu narzucanych z góry dyrektyw. Dziś – po ustąpieniu oficjalnej ideologii komunistycznej w państwach bloku sowieckiego – ideologia Nowe Lewicy króluje nie napotykając w zasadzie żadnych przeszkód w świecie mediów i kultury nie tylko w Niemczech, ale na całym globie. Pisze o tym w wydanej ostatnio książce ks. prof. Tadeusz Guz („Rozmowy niedokończone z ks.prof. Tadeuszem Guzem z lat 2006-2007”, wyd. SS Loretanki, 2012).

„Co jest sercem metafizyki?” , pyta ks. prof. T. Guz. „Sercem metafizyki jest racjonalny dostęp ludzkiego intelektu do poznania Boga. Nie tylko do zasadniczego poznania rzeczywistości, ale intelekt człowieka jest tak wielki, że on na płaszczyźnie swojej własnej natury osiąga Boga, i to Boga prawdziwego. I w związku z tym, jeśli Nowa Lewica mówi, że musimy radykalnie odrzucić metafizykę, to oznacza to (…), po pierwsze – radykalnie zerwać z Absolutem”.

Serial telewizji ZDF jest skromnym – choć w polskim odbiorze bardzo drastycznym – przykładem tego rodzaju myślenia. Myślenia przełożonego na język opowieści filmowej para – dokumentalnej, czy historycznej. Nie ma bowiem takiego fałszerstwa, które nie mogłoby być popełnione w ramach tej nowej dla Niemców (od czasu zakończenia ostatniej wojny), ideologii – popełnione i zarazem od razu usprawiedliwione. Zasadniczym przedmiotem ataku w tym filmie, wbrew pozorom, nie jest obraz Polaków walczących z Niemcami w szeregach AK w czasie ostatniej wojny, ale samo pojęcie Boga, Boga jako źródła Prawdy i Ojca wszystkich ludzi. (Przypomnijmy zapowiedź: „Bunt wznieci słowo poety…”, tak, prawdziwy bunt wobec prawdy, wobec rzeczywistości, ergo wobec bohaterstwa, wobec poświęcenia, miłosierdzia, wobec wszelkiego piękna, jakie istnieje w człowieku z łaski Boga). Dlatego wszystko można zrobić z prawdą historyczną i wszystko można zrobić z człowiekiem. Nie ma barier, nie ma tabu. U twórców serialu, pojętnych uczniów w szkole Nowej Lewicy, nie można odnotować niczego, co przypominałoby rumieniec wstydu czy zażenowania z powodu wulgarnego klamstwa, jakiego się dopuścili. I to nas, Polaków, istotnie może dziś szokować. Czesław Miłosz fałszujący (z talentem) w 1943 roku obraz życia Warszawy pod okupacją hitlerowską – ale też Karol Marks, Georg F. Hegel, Immanuel Kant i sam Martin Luter – byliby zadowoleni oglądając ten filmowy obraz.

czytaj: Czego chcą od nas biedni Niemcy? część II

http://ewapolak-palkiewicz.pl/czego-chc ... ni-niemcy/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 25 kwi 2013, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Czego chcą od nas biedni Niemcy? cz.II

Ewa Polak-Pałkiewicz

Mamy powody, by protestować. Ostatnia produkcja telewizyjna naszych zachodnich sąsiadów „Matki i ojcowie” jest filmem antypolskim. Reakcją oficjalną powinny zająć się władze polityczne. Świat naukowy powinien robić wszystko, by prawda o udziale Polaków w ratowaniu nie tylko własnej Ojczyzny, ale obywateli pochodzenia żydowskiego, była ukazana jak najpełniej. Opinia publiczna na szczęście mobilizuje się do odpierania kłamstw.


Jako katolicy i Polacy powinniśmy jednak patrzeć szerzej, zauważyć cały kontekst, w jakim pojawia się serial zrealizowany przez niemiecką telewizję. Wtedy dostrzeżemy, że jest on czymś na kształt krzyku dziecka, które przeżywa ogromny ból, którego źródła nie zna. Ponieważ coś go boli, na oślep rzuca się na tych, którzy stoją blisko niego i bije ich pięściami. Jest bowiem tak bardzo przerażone tym, co dzieje się z jego ciałem. Dorośli znają takie reakcje dzieci porażonych ciężkim bólem. Ten ból, który przeżywają Niemcy, jest bólem z powodu niemożliwości dotarcia do prawdy o sobie. O tym, co zrobiono z Niemcami w czasach rządów Hitlera i wkrótce po nich. I o tym, co – jeszcze dużo wcześniej – uczynił z ich życiem duchowym Martin Luter. Ten stan jest trudny do zniesienia. Mówi o tym m.in. właśnie ten film, jeszcze jeden krzyk rozpaczy tego społeczeństwa. Biednego, nie w sensie materialnym, ale duchowym.

To, co moglibyśmy zrobić najmniej sensownego, to odpłacić tą samą monetą. „Zrobili nam krzywdę, oszkalowali nas, którzyśmy byli w czasie wojny – a wcześniej jeszcze podczas zaborów – ich ofiarą. W gruncie rzeczy nigdy nie naprawili wyrządzonych nam krzywd. A teraz jeszcze bezczelnie kłamią na nasz temat, że byliśmy antysemitami. A zatem odpowiedzmy im równie grubo. Nazwijmy ich oszczercami…”. W ten sposób jednak spełnilibyśmy ukryte oczekiwania tych, którzy za tą prowokacją stoją (nie koniecznie wykonawców). A za taktyką jej inspiratorów kryje się rachuba, że damy się wciągnąć w tę pułapkę: nienawiść za nienawiść. „Oni nas pięścią w twarz, my oddajmy im kopniakiem. Pogardźmy nimi…”. Taką reakcję przewiduje scenariusz wydarzeń. Na to zawsze liczą prowokatorzy. Zarzuty o antysemityzm Polaków zawsze pojawiają się w znaczących momentach historycznych.Gdy odparliśmy w 1920 roku bolszewików, gazety angielskie próbowały oskarżyć Polaków o antysemickie wybryki. Wtedy swoje prywatne śledztwo przeprowadzili G.K. Chesterton i H. Bellooc i udowodnili, że są to oszczerstwa. Zbrodnię katyńską także próbowano „przykryć” inspirowanym przez komunistów tzw. pogromem kieleckim.

Cios wymierzony jest starannie i wielokrotnie przećwiczony. Ma przede wszystkim przeciwnika oślepić, odebrać mu, bodaj na chwilę, rozum, zniweczyć jego spokój, spowodować zamęt w duszy.

Nie sam cios jest groźny dla wierzących Polaków, choć może mocno boleć, tak jak serial „Matki i ojcowie”, tylko przewidywana przez ukrytego napastnika reakcja, jaką ma wywołać. I tego, tak naprawdę, trzeba się obawiać.

Jeżeli propaguje się dziś na świecie opinię, że Polacy puszczają płazem zniewagi, pomijają zemstę, to dlatego, że świat nienawidzi


sytuacji, gdy jego prowokacje trafiają w próżnię. Tak, istotnie, Polacy z reguły – naturalnie są i wyjątki – nie odpowiadają wetem za wet. Dlaczego? Bo są nadal w ogromnej części katolikami. Chcą naśladować swojego Pana. Potrafią być wielkoduszni. Zemsta ich nie interesuje. Podżeganie do niej wywołuje – u najbardziej myślących z nich – ziewanie. Interesuje ich coś innego. To co interesowało rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Pawła Włodkowica: zdemaskowanie fałszu, skompromitowanie myślenia elit europejskich dających przyzwolenie na gwałty wywoływane przez Krzyżaków, rzekomo w obronie chrześcijaństwa. Zdemaskowanie umysłowej schizofrenii przeciwników. Ukazanie błędu. Przygwożdżenie argumentami heretyków – co czynił ks. Piotr Skarga. Dotarcie do źródła kłamstwa, obnażenie go publiczne, by nie mogło być już narzędziem uwodzenia. (Taką rolę pełnił m.in. Adam Mickiewicz – wobec Europy – ukazywał z ogromną przenikliwością, czym jest Rosja. Jaka jest natura carskiego despotyzmu. Odpłacono mu za to zesłaniem i najprawdopodobniej również nasłaniem na niego Towiańskiego).

Zniewagi, podszczypywania, a nawet kopniaki, są tylko dowodem bezsiły. Faktycznym przyznaniem się do słabości. Dlatego nie pozwólmy sobie na wykrzykiwanie, że Niemcy to prostacy. Staniemy się wtedy ofiarą udanej prowokacji. Nasi wrogowie będą zacierać ręce. Wyrzekniemy się – dla chwili wątpliwej satysfakcji – tego, co jest naszą jedyną siłą: Ewangelii. Stańmy przy prawdzie.

Polscy harcerze, którzy ginęli w czasie okupacji niemieckiej w walkach ulicznych w stolicy, dokonując najbardziej brawurowych ataków na dowódców SS, modlili się, by nie mieć serca obciążonego kamieniem nienawiści. Znawca historii ostatniej wojny, profesor Tomasz Strzembosz przypominał, że to przedwojenny etos rycerski, którym przepojone były instytucje wychowawcze i życie wielu polskich rodzin, pozwolił licznym przedstawicielom młodzieży harcerskiej przeżyć czas wojny – mimo konieczności toczenia walki z bronią w ręku – bez moralnych chorób. „Dwudziestoletniego poetę, żołnierza II kompanii batalionu «Zośka» phm. Jana Romockiego «Bonawenturę», stać było na to, aby po ponadrocznej akcji dywersyjno-bojowej, po przeżyciu śmierci wielu kolegów, napisać: «Uchroń od zła i nienawiści, / Niechaj się odwet nasz nie ziści, / Na przebaczenie im przeczyste / Wlej w nas moc, Chryste!»”[1].
Propaganda sowiecka w Polsce usiłowała przez wiele lat niezmordowanych wysiłków utrwalić w Polakach nienawiść do Niemców. Sytuacja sprzyjała. Pamięć wydarzeń okupacyjnych była rozpalona. Mówiło się wówczas wiele o odwiecznym germańskim duchu ekspansji i agresji. (I tak to zresztą widzieliśmy w historii i do dziś często widzimy – duch ten skierowany jest przeciw wszystkiemu, co łagodne, tkliwe, uważne, refleksyjne, swobodne, różnorodne i nieuporządkowane w sposób sztywny i z góry zaplanowany, słowem – przeciw odwiecznej polskości zakorzenionej w łagodnym słowiańskim charakterze i przyjętym w 966 roku z rąk czeskiego biskupa, św. Wojciecha, katolicyzmie).

Jednak na uproszczeniach zaprawionych ideologią podawanych przez komunistów nie dało się zbudować żadnej trwałej postawy. Polscy biskupi w 1965 roku powiedzieli wyraźnie, co myślą o takich próbach… Dziś Polacy wyjeżdżają do Niemiec i nierzadko wracają podbudowani postawą „odwiecznych wrogów”; widzą ludzi takich samych jak oni, a nieraz bardziej uczciwych, sumiennych, sprawiedliwych.

Teresa z Bawarii

W latach 1939 – 1948 w Niemczech nieprzerwanie trwało racjonowanie żywności. Żywność przydzielana była na kartki – tak jak jeszcze niedawno, w czasie stanu wojennego w Polsce (kartki na cukier, na mięso). „W ciągu tych dziewięciu lat jeden tylko obywatel – a raczej obywatelka – nie miał prawa do tych kartek. Odebrano jej natychmiast, z urzędowym uzasadnieniem, że ich nie potrzebuje, zważywszy, że nic nie je ani nie pije. Dawano jej natomiast podwójny przydział mydła, w uznaniu konieczności cotygodniowego prania bielizny poplamionej krwią”. Tak o Teresie Neumann (1898 – 1962) pisze Vittorio Messori. (V. Messori, „Przemyśleć historię”, wyd. m Kraków 1999)

„Tak więc pedantyczna, bezosobowa biurokracja germańska – nawet biurokracja Trzeciej Rzeszy! – poświadczyła jeden z najbardziej tajemniczych >przypadków w dziejach< – Teresy Neumann z Konnersreuth w Górnej Bawarii, wieśniaczki, która przez 36 lat żywiła się tylko konsekrowaną hostią. I która co tydzień, od czwartku wieczór do niedzieli rano, przeżywała w swoim ciele misterium męki – śmierci – zmartwychwstania Jezusa”.


Hitler bał się tej kobiety panicznie. A nade wszystko, jak zaznacza Messori, „bał się jej wizji, zapowiadających dla niego dies irae”. Ta pogodna i zażywna niewiasta, gospodyni wiejska, była bowiem wielką mistyczką. Po dwukrotnym uzdrowieniu jej, najpierw z paraliżu, potem ze ślepoty, przez swoją imienniczkę, św. Teresę z Lisieux (ojciec , żołnierz walczący na froncie zachodnim, przywiózł jej z Francji obrazek świętej), została obdarzona łaską stygmatów. Krew płynęła szerokimi strugami nie tylko z ran na rękach, nogach i głowie, ale także z jej oczu. W niedzielę rano budziła się w najlepszym zdrowiu i wracała do swoich codziennych zajęć.

W czasie mistycznego snu głośno powtarzała słowa towarzyszące wydarzeniom, które ukazywało w tak dramatyczny sposób jej ciało – były to słowa w języku aramejskim, greckim i łacińskim, których, jako mieszkanka wioski, posługująca się jedynie lokalnym dialektem, nie mogła znać. Kościół niemiecki (diecezja ratyzbońska) otoczył Teresę Neumann dyskretną opieką i nadzorem. Zezwolił też na przeprowadzenie badań medycznych, które miały wykluczyć przypadek oszustwa. Przeprowadzał je kilkakrotnie dr. Fritz Gerlich, który pod wpływem stygmatyczki nawrócił się na katolicyzm i wziął ślub kościelny ze swoją żoną w kościele w Eichstatt. Napisał też dwutomowe dzieło, gdzie bronił jej wiarygodności przed próbami ośmieszania Teresy Neumann w jej własnej Ojczyźnie.

Przed wojną Teresa i jej rodzina, choć zdecydowanie odrzucająca ideologię nazistowską, tak jak prawie wszyscy katolicy bawarscy, nigdy nie ucierpiała z powodu represji policyjnych. Zabobonny lęk Fuhrera przed prostą kobietą z głębokiej prowincji jest jednym z najbardziej przekonywujących świadectw, z jakimi mianowicie siłami musiało zmagać się społeczeństwo niemieckie w czasie jego dyktatury – i przed czym siły tego rodzaju się cofają.

Ta córka skromnego krawca i robotnicy rolnej, przy całej swojej religijności i intensywności duchowych przeżyć i cierpień, ujmowała i zadziwiała jednocześnie otoczenie pogodą, skłonnością do żartów i dziecinnych, w swej prostocie, zabaw. Na zdjęciach widać ją często roześmianą, jej żywa ruchliwa twarz z trudem zachowywała powagę. Vittorio Messori przytacza jej skargę – dzieliła się ną z bliskimi – że nie potrafiła zdobywać się nigdy na solenną powagę. „Dobry to znak wiarygodności”, dodaje włoski pisarz, „w zestawieniu z głęboką powagą, jaka zawsze towarzyszy mistyfikatorom i maniakom religijnym”.

Teresa Neumann oprócz swojego zwykłego prostego życia skupionego na domu i ogrodzie „przyjmowała, pocieszała i uzdrawiała tysiące pielgrzymów, odpowiadała osobiście na niezliczone listy”. (V. Messori) Przepowiednie tej bawarskiej mistyczki dotyczą m.in. ważnej dla świata już powojennego roli Polski, z jej historycznym centrum, Warszawą… Niewielu o niej pamięta, niewielu katolików w ogóle o niej słyszało; kilka lat temu rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny, po wieloletnich staraniach tysięcy osób świeckich. Mimo to wydaje się, że Teresa Neumann została zapominana przez Kościół niemiecki. Dlaczego? „Czy właśnie takie jak jej przypadki nie są obce lub co najmniej kłopotliwe dla niektórych naszych współczesnych sposobów pojmowania wiary?”, pyta Messori.

Niezrozumiane orędzie

W zestawieniu z osamotnieniem i niezrozumieniem, czy wręcz z zabobonnym lękiem, z jakim spotykała się Teresa Neumann w swojej Ojczyźnie, czy – dziś zwłaszcza – w Kościele niemieckim, warto wspomnieć, że również List biskupów polskich do współbraci w biskupstwie w Niemczech (wówczas podzielonych na dwa państwa, zgodnie z dwiema – amerykańską i sowiecką – strefą okupacyjną) spotkał się z zastanawiającym chłodem i niezrozumieniem. Zarówno w społeczeństwie polskim, jeszcze zbyt na świeżo rozpatrującym doświadczenia wojenne, jak i wśród pewnej części duchowieństwa, a zwłaszcza pośród samych adresatów. To zadziwiające, ale wyciągnięcie ręki do braci zza zachodniej granicy, odebrano mylnie jako gest czysto polityczny i – przykro to powiedzieć – właściwie ręka ta zawisła w powietrzu. Intencje Listu nie zostały zrozumiane.

W odpowiedzi biskupi niemieccy przyjęli wprawdzie zaproszenie na uroczystości związane z Millenium Chrztu Polski, ale jednocześnie uczynili unik w sprawie granicy na Odrze i Nysie (przypomnijmy, były to czasy, gdy RFN zmierzała usilnie do zrewidowania decyzji w sprawie tej granicy). W ten sposób dali do zrozumienia polskiemu Kościołowi, że ich zdaniem historia ostatniej wojny i jej następstw wciąż nas dzieli. Autor i inicjator Listu, arcybiskup wrocławski Bolesław Kominek doskonale znał realia, w jakich znalazła się ludność niemiecka zmuszona do opuszczenia swoich siedzib i ziemi po wojnie. List nie pomijał tej drażliwej kwestii, przeciwnie, z dużą delikatnością i dbając o rzetelną argumentację starano się w nim przedstawić historyczne uwarunkowania tej decyzji. W liście, napisanym po niemiecku, znalazło się streszczenie polskich dziejów.

Komuniści peerelowscy uznali, że polscy biskupi dopuścili się zdrady, sfałszowali historię i że wysługują się Niemcom. Odpowiedź propagandy pojawiła się natychmiast. Były nią szkalujące Kościół publikacje w prasie i masowa akcja odczytów i „wieców protestacyjnych”, na które spędzano robotników w wielkich zakładów. Z księżmi przeprowadzano indywidualne „pedagogiczne” rozmowy, w których biskupi przedstawiani byli jako czarne owce. List stał się idealną okazją dla komunistów, by oczernić Kościół. Nie da się ukryć, że w pewnej części ten plan się powiódł.

W Liście sprzed pięćdziesięciu blisko lat, najbardziej znamienne - z dzisiejszej perspektywy – jest uprzytomnienie charakteru specyficznej „dziedzicznej wrogości sąsiedzkiej”, a zarazem przypomnienie, że przezwyciężenie jej może odbyć się tylko na gruncie wiary katolickiej:

„Pomosty między narodami budują najlepiej właśnie ludzie święci, tylko tacy, którzy mają szczere intencje i czyste ręce. Nie dążą oni do zabrania czegokolwiek bratniemu narodowi: ani języka, ani obyczajów, ani ziemi, ani dóbr materialnych”, zauważają polscy biskupi.

Mówiąc o ofiarach strony polskiej poniesionej podczas ostatniej wojny, biskupi wymienili „ponad 6 milionów obywateli polskich, w większości pochodzenia żydowskiego”.

Nie kryli tragicznego dla Polski bilansu wojny, o którym społeczeństwo dzisiejszych zjednoczonych Niemiec zdaje się zapominać:


„Kierownicza warstwa inteligencji została po prostu zniszczona; 2 tysiące kapłanów i 5 biskupów (jedna czwarta ówczesnego Episkopatu) zostało mordowanych w obozach. Setki kapłanów i dziesiątki tysięcy osób cywilnych zostały rozstrzelane na miejscu w chwili rozpoczęcia wojny (tylko w diecezji chełmińskiej 278 kapłanów). Diecezja włocławska straciła w czasie wojny 48% swych księży, diecezja chełmińska – 47%. Wielu innych wysiedlono. Zamknięto wszystkie szkoły średnie i wyższe, zlikwidowano seminaria duchowne. Każdy niemiecki mundur SS nie tylko napawał Polaków upiornym strachem, ale stał się przedmiotem nienawiści do Niemców. Wszystkie rodziny polskie musiały opłakiwać tych, którzy padli ich ofiarą. Nie chcemy wyliczać wszystkiego, aby na nowo nie rozrywać nie zabliźnionych jeszcze ran. Jeśli przypominamy tę straszliwą polską noc, to jedynie po to, aby nas dziś łatwiej było zrozumieć, nas samych i nasz sposób dzisiejszego myślenia… Staramy się zapomnieć. Mamy nadzieję, że czas – ten wielki boski kairos – pozwoli zagoić duchowe rany”.

Biskupi próbowali możliwie głęboko wniknąć w sytuację społeczną naszych niedawnych wrogów. „Polska granica na Odrze i Nysie jest, jak to dobrze rozumiemy, dla Niemców nad wyraz gorzkim owocem ostatniej wojny”, pisali, „masowego zniszczenia, podobnie jak jest nim cierpienie milionów uchodźców i przesiedleńców niemieckich” Ale zarazem wyjaśniali, że Polska nie miała decydującego głosu w sprawie swych powojennych granic: „Stało się to na międzyaliancki rozkaz zwycięskich mocarstw, wydany w Poczdamie 1945 r. Większa część ludności opuściła te tereny ze strachu przed rosyjskim frontem i uciekła na Zachód. Dla naszej Ojczyzny, która wyszła z tego masowego mordowania nie jako zwycięskie, lecz krańcowo wyczerpane państwo, jest to sprawa egzystencji (nie zaś kwestia większego >obszaru życiowego<). Gorzej – chciano by 30-milionowy naród wcisnąć do korytarza jakiegoś „Generalnego Gubernatorstwa” z lat 1939 – 1945, bez terenów zachodnich, ale i bez terenów wschodnich, z których od roku 1945 miliony polskich ludzi musiały odpłynąć na >poczdamskie tereny zachodnie<. Dokąd zresztą mieli wtedy pójść, skoro tak zwane Generalne Gubernatorstwo razem ze stolicą Warszawą leżało w gruzach, w ruinach. Fale zniszczenia ostatniej wojny przeszły przez kraj nie tylko jeden raz, jak w Niemczech, lecz od 1914 r. wiele razy, to w jedną, to w drugą stronę, jak apokaliptyczni rycerze, pozostawiając za każdym razem ruiny, gruzy, nędzę, choroby, zarazy, łzy, śmierć oraz rosnące kompleksy odwetu i nienawiści”.

Pasterze polskiego Kościoła zauważyli postawę ludzi dużego formatu moralnego zza zachodniej granicy w czasie terroru hitlerowskiego: „Wiemy doskonale, jak wielka część ludności niemieckiej znajdowała się pod nieludzką, narodowosocjalistyczną presją. Znane nam są okropne udręki wewnętrzne, na jakie swego czasu byli wystawieni prawi i pełni odpowiedzialności niemieccy biskupi, wystarczy bowiem wspomnieć kardynała Faulhabera, von Galena i Preysinga. Wiemy o męczennikach „Białej Róży”, o bojownikach ruchu oporu z 20 lipca, wiemy, że wielu świeckich i kapłanów złożyło swoje życie w ofierze (Lichtenberg, Metzger, Klausener i wielu innych). Tysiące Niemców (…) dzieliło w obozach koncentracyjnych los naszych polskich braci…”

I dodawali na koniec z całą otwartością: „I mimo tego wszystkiego, mimo sytuacji obciążonej niemal beznadziejnie przeszłością, właśnie w tej sytuacji, czcigodni Bracia, wołamy do Was: próbujmy zapomnieć. Żadnej polemiki, żadnej dalszej zimnej wojny…(…). Jeśli po obu stronach znajdzie się dobra wola – a w to nie trzeba chyba wątpić – to poważny dialog musi się udać i z czasem wydać dobre owoce, mimo wszystko…(…)Niech tym kieruje miłosierny Zbawiciel i Maryja Panna, Królowa Polski, Regina Mundi i Mater Ecclesiae”.

„Nielegalny krzyż”

Leon Wyczółkowski – Giewont o zachodzie słońca
Czy wezwanie do wzajemnego przebaczenia może komuś w świecie chrześcijańskim być nie na rękę? Nie pasować? A sama modlitwa, zapewnienie o niej - tam zwłaszcza, gdzie niegdyś

dymiły piece krematoriów w niemieckich obozach zagłady? Trudno byłoby sobie to wyobrazić w tamtym czasie, gdy pisany był List do biskupów niemieckich. A było to na któtko przed zakończeniem obrad Soboru. A jednak właśnie coś takiego zdarzyło się w trzydzieści prawie lat po zaadresowaniu pokojowego orędzia do pasterzy niemieckiego Kościoła. Karmelitanki z Poznania osiedliły się przy murze dawnego hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu, w zdewastowanym budynku starego teatru, który własnym kosztem przywróciły do stanu funkcjonalności i zamieniły na klasztor. Zaledwie po dwóch latach życia w klasztorze, w którym oddawały się modlitwie za ofiary i oprawców, zostały w sposób wyjątkowo brutalny zaatakowane i zmuszone do opuszczenia swojego domu. Taki był wynik kilkuletniej międzynarodowej kampanii, której ideologiczny motyw przybrał polityczno-religijne oblicze, a w której wzięli udział przedstawiciele Żydów, ale i hierarchii Kościoła. Ten niebywały skandal był na różne sposoby tuszowany i zakłamywany. Niestety, w ciągu tych trzydziestu lat opinia katolicka, w tym i niektórzy hierarchowie, jakby utracili zdolność przemawiania w sposób szczery, jasny i zrozumiały dla wszystkich – tak jak wypowiadali się w 1965 roku polscy biskupi.

„Znak to niepokojący, gdy modlitwa wywołuje zgorszenie”, pisze Vittorio Messori, „gdy chce się ją stłumić niemal domagając się wyłączności, żydowskiego copyright w stosunku do miejsca, które ONZ ogłosiła >dziedzictwem ludzkości< właśnie dlatego, że obok Żydów zostali tu wymordowani również inni…” Ci inni, polscy duchowni katoliccy, rzesze Polaków, a oprócz nich także przedstawiciele innych narodów słowiańskich, także Cyganie. Wszyscy, którzy byli dla sług Hitlera jedynie śmieciami Europy.

Wkrótce po tych wstrząsających wydarzeniach, gdy przy murze dawnego obozu nie było już modlitwy polskich zakonnic, a ostatnie dwie z nich opuściły swój klasztor, przeszkodą dla Żydów stał się również sam krzyż stojący na Żwirowisku obok klasztoru.

Polacy, modlitwa i krzyż – ta całość okazuje się zawsze nie do przyjęcia. A przecież jest ona nierozerwalna. Bo jest prawdziwa od tysiąca lat.

To nie jest przebrzmiała historia. Zaledwie 10 kwietnia wieczorem wypowiedziane zostały na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przez Jarosława Kaczyńskiego słowa o tym, że Polska znajduje zawsze swoją siłę w Chrystusie, bo jej tożsamość wyrasta z chrześcijaństwa. Słuchało ich kilkudziesięciotysięczne patriotyczne zgromadzenie, które przybyło modlić się za poległych trzy lata temu pod Smoleńskiem i oddać im hołd. Takich słów nie powiedziałby publicznie dziś nikt z polityków (może poza Victorem Orbanem?). Codzienne gazety prawicowe - o innych nie wspominam - starannie przemilczały te właśnie słowa. Jarosława Kaczyńskiego ocenzurowano.2.) Trudno o lepszą ilustrację do piosenki Jana Pietrzaka, rozbrzmiewającej podczas rocznicowego spotkania w Warszawie: Nielegalne kwiaty, nielegalny krzyż… Krzyż z kwiatów, układany codziennie przez Warszawiaków w czasie stanu wojennego przed kościołem Świętej Anny, był tak samo „nielegalny” - znikał natychmiast, rozbierany w ciemnościach przez milicję i tajniaków - jak ten, który przeszkadzał na Żwirowisku przy KL Auschwitz. I ten, który wyprowadzono pod osłoną sierpniowej nocy z placu przed Pałacem Prezydenckim, przy którym modlono się za ofiary Smoleńska. „Nielegalny” tak samo, jak słowa przywódcy opozycji o Polsce do tłumu patriotów – przybyszy z całego kraju i zza granicy. O Polsce, którą chce się „zdelegalizować” od wielu lat, na różne sposoby, bo należy do Chrystusa. Istotnie: nielegalny naród, nielegalna Polska…

„Legalna” dziś jest tylko nienawiść. Choćby taka jaką niesie antypolonizm. Taka, jaką chciano by nam przypisać, nazywając nas antysemitami.


Dokończenie wkrótce
____________________

[1] Prof. Tomasz Strzembosz, „Refleksje o Polsce i podziemiu”, Warszawa 1990

2.) W tydzień po rocznicowej manifestacji tygodnik „Gazeta Polska” (z 17. IV.) opublikował całość przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Oto w dokładnym brzmieniu omawiany fragment: „”(…)…najważniejsza jest miłość ojczyzny, a miłość ojczyzny w przypadku Polski oznacza miłość prawdy, która odnosi się do zwykłych ludzkich spraw, ale także i tej najważniejszej, która odnosi się do Boga. Bo korzeniem Rzeczypospolitej jest Chrystus – to mówił ks. Piotr Skarga, to pozostaje aktualne po dziś dzień i zawsze będzie aktualne. Póty będziemy silni, póty będziemy gotowi i będziemy w stanie się obronić, póki korzeniem Rzeczypospolitej będzie Chrystus. Powtarzam to jeszcze raz, bo o tym trzeba pamiętać – szczególnie w tych trudnych dla naszej ojczyzny dniach. (…)”

http://ewapolak-palkiewicz.pl/czego-chc ... mcy-cz-ii/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 25 kwi 2013, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Czego chcą od nas biedni Niemcy? (dokończenie)

Ewa Polak-Pałkiewicz

„W Niemczech funkcjonuje stereotyp Polaka antysemity”, obwieszcza w jednym z tygodników opinii wydawanych w Polsce prof. Hans Henning Hahn, historyk z uniwersytetu w Oldenburgu. „Nie dotyczy on wyłącznie polskiego ruchu oporu, tylko wszystkich Polaków i jest popularny również w innych krajach”.

Profesor Hahn dodaje, że jest on „oczywiście nieprawdziwy”, ale zarazem „dość silnie ugruntowany”.

Dalszy wywód rozmówcy tygodnika upewnia, że źródła i dzieje tego stereotypu są czymś na kształt niezbadanego żywiołu, który po prostu rodzi się i trwa, nie podlegając w zasadzie modyfikacjom. I nie ma na niego rady. Nauka jest wobec niego bezsilna, „stereotypy są nieracjonalne”.

Jeden ze słuchaczy Radia Maryja tego rodzaju zjawiska, popularne zarówno w świecie naukowym jak i medialnym, nazywa celnie Einhammerung (tak jak czynią to sami Niemcy), czyli „młotkowanie” fałszu i nieprawdy.

Mówiąc o nieprawdziwości stereotypu Polaka antysemity, niemiecki historyk wspomina jednak, iż w związku z tym, że w Polsce mieszkało przed wojną najwięcej Żydów – spośród krajów europejskich – „różne środowiska żydowskie zapamiętały raczej negatywne doświadczenia związane z życiem w Polsce. Zbiorowa pamięć żydowskiego społeczeństwa jest pamięcią ofiar, a ofiary rzadko zapamiętują, że spotkało je coś pozytywnego”.

Ale to nie wszystko. Indagowany przez swego rozmówcę prof. Hahn stwierdza, że istnieje również i inne pochodzenie tego stereotypu: niemieckie powieści pisane pod koniec XIX wieku. Przypomnijmy, były to czasy kanclerza Otto von Bismarcka i jego polityki napastliwie wrogiej wobec Kościoła katolickiego, a szczególnie wobec polskości i katolicyzmu Polaków, polityki zwanej (dla zakumulowania rzeczywistych intencji) „Kulturkampf”. Drugim zaś okresem, w którym ponownie ten krzywdzący Polaków stereotyp pojawił się w Niemczech i „odrodził się na dobre” był, zdaniem niemieckiego naukowca, przełom lat 80. i 90. XX wieku.

Zagadka funkcjonowania opinii o innym narodzie – które są jednoznacznie krzywdzące i w sposób oczywisty (dla ludzi nauki, ale i dla wszystkich uczciwych i uważnych uczestników i świadków historii) nieprawdziwe, a zarazem zaskakująco trwałe w świadomości społecznej – daje się rozwikłać, gdy przypatrzymy się tym dwóm charakterystycznym okresom historycznym, o jakich wspomniał niemiecki uczony.

Nazizm hitlerowski w Niemczech nie zrodził się nagle, nie przyszedł nie wiadomo skąd, był od kilku wieków przygotowywany. To teza, głęboko i starannie umotywowana, jaką przedstawił w wydanej ostatnio książce ks. prof. Tadeusz Guz („Rozmowy niedokończone…z lat 2006-2007″, wyd. SS Loretanki, 2012). Nazizm nie jest w historii duchowej kraju naszych zachodnich sąsiadów jedynie przypadkiem (co nie oznacza, że odpowiada za niego wyłącznie ciąg wcześniejszych wydarzeń historycznych; osobista odpowiedzialność Hitlera i jego współpracowników nie podlega kwestii). Dokonując rzekomej denazyfikacji przemycono w Niemczech ideologię Nowej Lewicy i zgodnie z nią zaczęto rozliczać ludzi z tradycyjnych postaw. Z przywiązania i miłości Ojczyzny, utożsamiania się z własnym narodem, rodzinności – piętnując (nierzadko publicznie) te postawy i wprowadzając atmosferę strachu przed rzekomym nawiązywaniem do skompromitowanej przeszłości poprzez wierność im. Autor książki, który kilkanaście lat spędził w Niemczech, pracując naukowo w jednym z akademickich ośrodków katolickich, stwierdza, że „jednym z filarów nazizmu hitlerowskiego jest teoria ewolucji Darwina. Innymi są systemy filozoficzne Hegla, Marksa, Engelsa, Nietzschego, materializm”. Te wszystkie ideologie znalazły w Niemczech wdzięczną glebę umysłową i rozpleniły się bez przeszkód w wieku XIX i u progu XX wieku. Ksiądz profesor akcentuje szczególnie teorię Darwina – dziś przeżywającą wręcz triumfalny come back w podręcznikach szkolnych i publikacjach naukowych wydawanych m.in. w naszym kraju, ale i na całym świecie. Na tym podglebiu w latach 60. ub. wieku mogła się zainstalować w Niemczech Federalnych mentalność i kultura (tj. kontrkultura) Nowej Lewicy. Jej prominentni reprezentanci w myśli społecznej i kulturze to (oprócz Teodora Adorno), Max Horkheimer Jurgen Habermas, Ludwig i Herbert Marcuse, Erich Frommm, Bertold Brecht, a w sztuce także Derrida, Rorty i Lyotard, którzy odrzucili kryterium prawdy i wybrali bunt. Wraz z tą ideologią uruchomiony został nieprawdopodobny chaos, który w życie społeczne Republiki Federalnej Niemiec wprowadziła rewolta studentów 1968 roku. Było to nic innego jak zradykalizowanie stanowiska i metod dawnej marksistowskiej lewicy, podkreśla ks. prof. T. Guz.

Autor książki wskazuje, że proces denazyfikacji Niemiec w praktyce przebiegał analogicznie do procesu dekomunizacji Polski. Faktycznej dekomunizacji u nas nie było.

Ideologia jest maską

Dlaczego w niektórych rejonach świata łatwiej niż gdzie indziej udaje się sprzedawać zatrute idee jako dobro i ludzie przyjmują je bez protestu, zanim się zorientują, czym dali się zainfekować?

W książce ks. prof. Guza pada na ten temat wiele celnych spostrzeżeń. Cechą trucicieli umysłów jest przywdziewanie masek jest. Nie mając nic wartościowego do zaoferowania wyspecjalizowali się w „robieniu wrażenia”, że są np. kimś dla świata opatrznościowym, mają właściwe lekarstwo na nędzę i upadek, na frustrację, głód i zwątpienie. A takie potrzeby tkwią w każdym społeczeństwie – i w każdym człowieku. Wyrażają one w gruncie rzeczy ukrytą, czasem głęboko, tęsknotę za Bogiem.

Maski dobroczyńców ludzkości przylepiają się łatwo tam, gdzie stosowany jest pewien chwyt – lansowanie własnych produktów przebiega równolegle z hałaśliwym piętnowaniem konkurentów i tych, którzy mogliby ukazać właściwy wymiar mistyfikacji. Tak jak na bazarze: sprzedawcy podejrzanego towaru dobrze wiedzą, że zawsze opłaci im się zachwalając głośno własne produkty – choćby były zepsute i cuchnące – zarazem bezczelne psuć opinię o towarze uczciwego handlarza i o nim samym. Działa niezawodnie.

W wypadku Nowej Lewicy zasada ta została podniesiona do rangi odkrycia naukowego i zyskała nazwę teorii krytycznej. Krytykować wszystko i wszystkich – a zwłaszcza tych, którzy mogą nas zdemaskować – możliwie rozgłośnie i bez żadnych hamulców, wykorzystując ufność, łatwowierność, prostolinijność, szlachetność i dobrą wolę ludzi niezorientowanych w podstępie. Szczególnie opłaca się wykorzystywać naturalny dla ludzi szlachetnych szacunek do autorytetów – dziś wyłącznie kreowanych przez media i środowiskową opinię. Analogiczna jest postawa tej grupy Niemców, która autoryzuje dzieła takie jak serial „Matki i ojcowie”. Dzieła, które nie mówią prawdy o przyczynach ostatniej wojny i nie pokazują rzetelnie jej przebiegu - prawdy, na która czeka od ponad siedemdziesięciu lat społeczeństwo niemieckie - tylko w bardzo sugestywny sposób wskazują współwinnego: mają nim być Polacy.

Ta metoda ma pewną zasadniczą cechę: nie może być na dłuższą metę do niczego przydatna. Bo prawdy nie da się zabić (ani zneutralizować, ani przykryć choćby najbardziej atrakcyjnie spreparowanymi obrazami filmowymi). Wypłynie jak oliwa, jak mówi się kolokwialnie w Polsce, czyli ukaże się w pełnym blasku, wcześniej czy później. Oby nie było wtedy za późno dla naszych sąsiadów.

O tym zjawisku mówi również prof. Hahn z uniwersytetu w Oldenburgu, zauważając, że „zbyt często rozróżnia się u nas Niemców i nazistów….choć nie każdy Niemiec był nazistą, Niemcy jako społeczeństwo ponoszą odpowiedzialność za nazizm (…) Holokaust został przeprowadzony w imieniu państwa niemieckiego i nie zmienia tego fakt, że rządzili nim wówczas zbrodniarze. Natomiast antysemici w innych krajach, którzy Niemcom pomagali, działali we własnym imieniu, a nie w imieniu swoich narodów czy państw”.

Okupacja, której „nie było”

Ciekawe, że w refleksji nad ostatnią wojną całkowicie umyka dziś wielu Niemcom – także autorowi cytowanych wyżej opinii – że niemiecka zbrodnia Holokaustu nie była jedyną zbrodnią wojenną państwa naszych sąsiadów. Była nią również chronologicznie wcześniejsza zbrodnia napaści Niemiec na Polskę i okupowania jej, wraz z niezliczonymi przypadkami bestialstwa wobec polskiej ludności cywilnej, zaplanowanego wyniszczania elity polskiego narodu – poddania eksterminacji zarówno duchowieństwa jak przedstawicieli świata nauki (choćby uwięzienie przez SS 6 listopada 1939 roku stu kilkudziesięciu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni polskich i wysłanie ich do obozów w Sachsenhausen, potem Dachau, znane pod nazwą Sonderaktion Krakau; wielu z nich tego nie przeżyło). To nie była zwykła grabież polskiej ziemi i polskiego majątku i ustanowienie obcej administracji pod strażą karabinów maszynowych, czołgów i bombowców, to była wojna totalna z narodem polskim, w której zmuszeni byli brać również udział niemieccy katolicy. Wymazanie tego ze świadomości tak wielu współczesnych Niemców jest niebezpiecznym zabiegiem psychologiczno – społecznym, który posiada również aspekt duchowy, trudny do przecenienia; jest tworzeniem fałszywego obrazu historii i uniemożliwia dokonanie moralnego oczyszczenia.

Prof. Robert Traba z Instytutu Studiów Politycznych PAN, pracujący również w Berlinie (w polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej) zauważa, w jednym z wywiadów zamieszczonych w polskiej prasie przy okazji omawiania sprawy niemieckiego serialu, niezaprzeczalny fakt, że „w całym procesie przepracowania niemieckiej przeszłości związanej z nazizmem i Holocaustem brakuje kategorii, której nie przepracowano w pamięci społecznej. Chodzi mianowicie o >Besatzung<, czyli okupację”. Prof. Traba próbuje to wyjaśnić:

„…[okupacja Polski] nie funkcjonuje w pamięci społeczeństwa niemieckiego, ponieważ w dacie 1 września 1939 roku nie kumulują się emocje, poczucie tragedii i ofiary >własnego narodu<. Polska jest [dla Niemców] bliskim geograficznie, ale dalekim emocjonalnie, trochę niezrozumiałym sąsiadem. (…) Niemcy nie mają świadomości, że każdy dzień życia był dla Polaków realną groźbą biologicznego unicestwienia. I nie chodziło tylko o działania gestapo czy SS, ale także niemieckiej administracji bądź żandarmerii, która podejmowała nieraz akcje pacyfikacyjne nie mniej okrutne aniżeli działania Einsatzgruppen na Wschodzie. Jeśli ta refleksja nie trafi do pamięci społecznej i nie zostanie przepracowana, to obawiam się, że ciągle będziemy zderzać się z murem niezrozumienia i obojętności”.

W ten właśnie sposób niedawna historia, najstraszliwsze wydarzenie XX wieku, historia, której uczestnicy jeszcze żyją, staje się „narracją”, czyli „hagadą”, niezobowiązującą opowieścią…

Co możemy jako katolicy uczynić dla naszych niemieckich braci, by ta refleksja nad własną przeszłością przestała być uporczywie odrzucana i wypierana z ich zbiorowej pamięci? By Niemcy zrozumieli, że obok nich, tuż za wschodnią granicą, żyją wciąż ofiary ich niedawnej agresji? By nie ulegali łatwemu mechanizmowi wypierania, w którym sami siebie są skłonni postrzegać jako faktyczne „ofiary” (ofiary wojny ze Związkiem Sowieckim, potem ofiary wysiedleń z Ziem Zachodnich, które w wyniku przegranej przez nich wojny znalazły się w obrębie polskiego państwa). W tej wizji Polski i Polaków po prostu nie ma.

Można też zapytać inaczej: Dlaczego na współczesnym targowisku idei – dotyczy to także tych idei, które odciskają swój kształt na interpretacji najnowszej historii – tak łatwo zwycięża fałsz? Warto przypomnieć w tym miejscu, ile atramentu wylano, także w Polsce, by zainplantować w umysłach i wyobraźni przeświadczenia typu: „Bóg umarł w Oświęcimiu”, „wiara po Oświęcimiu nie ma podstaw” etc., próbując zaszantażować adresatów tych pozbawionych sensu, pseudofilozoficznych haseł, że są naiwni i prymitywni, o ile trzymają się jeszcze nauki Kościoła.

Ks. prof. Tadeusz Guz dostrzega zjawisko odwiecznej pretensji w dziejach ludzkości – jest to postawa ludzi, którzy nie są w stanie pogodzić się z istnieniem zła, cierpienia i bólu ludzkiego. (W zakres tego cierpienia mogą wchodzić także ustawiczne wyrzuty sumienia). Stąd wciąż ponawiane próby, by tego ciężaru się pozbyć w sposób definitywny. Ksiądz profesor nie nazywa wprawdzie tej pretensji pokusą, odrzuceniem Krzyża, ale pokazuje jak sprytnie wykorzystują to nastawienie profesjonalni sprzedawcy podrobionego towaru. „…historia jest pełna skarg współczesnej i minionej ludzkości – i dlatego też w obliczu tego dramatu i cierpienia człowieka praktycznie wiara w Boga nie ma racji istnienia”, jak podpowiadają liderzy Nowe Lewicy, panowie Horkheimer i Adorno. W obliczu tak wielu nieszczęść, które przyniosła ostatnia wojna, „zaufanie w to, co wieczne, musi się rozpaść”.

Ks. prof. Tadeusz Guz zaznacza, że każda ideologia jest maską, którą się nakłada, by zdeformować rzeczywistość, by przedstawić ją jako karykaturę, a w rezultacie – zanegować ją. „Krytyka to jest najprecyzyjniejsze narzędzie, jakim posługuje się nowa lewica, I jest ona…skutecznym zniewalaniem współczesnego człowieka”. Wynalazkiem Nowej Lewicy jest krytyka jako światopogląd i jako sposób życia. „ …krytyka dla Hegla ma swoje granice, krytyka w systemie Marksa i Engelsa ma swoje granice, nawet krytyka u Edmunda Husserla też ma swoje granice. (…) [W przypadku nowej lewicy] nie możemy zerwać z krytyką…Adorno, Habermas, Horkheimer krytykują Marksa i Engelsa. I powiadają tak: >Marks! Ty do pewnego etapu dopuszczałeś rewolucję, a jeśli społeczeństwo osiągnie ten poziom komunizmu, to wtedy zrywamy z rewolucją!…nowa lewica powiada tak: Trzeba zrewolucjonizować codzienność! To znaczy, jeśli rewolucja nie będzie permanentna i codzienna, to wtedy jest to koniec ideologii nowej lewicy. To wtedy przegrywamy”.

Pierwszy był Luter

Ksiądz profesor zauważa, że zgodnie z własną definicją„nowa lewica traktuje oświecenie francusko-niemieckie jako zsekularyzowaną formę monoteizmu judaistycznego”.

Oświecenie podążyło szlakiem myślowym wytyczonym przez reformację i Marcina Lutra (skądinąd bardzo zajadłego antysemitę; swoiście zagadkowy był także antysemityzm Voltaire`a oraz Hitlera, co interesująco naświetla V. Messori), który jako pierwszy zinterpretował w swojej teologii byt – Boga, jako sprzeczność. Zdaniem Księdza Profesora największy dramat protestantyzmu polega właśnie na tym, że zasadami dobra i zła Luter obciążył samego Boga, twierdząc, że „śmierć i zło istnieją w samym Bogu Objawienia…”.

Według Lutra człowiek nie jest istotą wolną, wolny jest tylko Bóg. Dlatego w samym łonie tego bardzo konsekwentnego systemu myślowego, jakim jest protestantyzm, systemu„istotowo różnego od nauki Kościoła” - Kościół „nieprzypadkowo sklasyfikował protestantyzm jako herezję” - powstał liberalizm (jako reakcja), a później także rozwinął się tu kapitalizm, socjalizm i komunizm. Wszystkie te systemy ideologiczne „mają swoje główne źródło w reformacji Marcina Lutra”. Na płaszczyźnie prawdy o Bogu, o Chrystusie, o Kościele, o nauce Kościoła, o treści wiary, między Kościołem a protestantyzmem „istnieją nie tylko jakieś przeciwieństwa, jakieś różnice zdań - istnieją sprzeczności”, podkreśla autor cytowanej książki.

W ślad za Lutrem podążyła cała plejada nowożytnych myślicieli, którzy określili życie jako sprzeczność – „dlatego, że tak pojęli Boga”: Zygmunt Freud, Charles Darwin, Karol Marks, Georg Hegel, Fichte, Schelling, Nietzsche, Kierkegaard, Martin Heidegger, Edmund Husserl. Wielu z nich utorowało drogę Hitlerowi, Marksowi, Engelsowi, Leninowi. I w ich wizji „społeczeństwo czy historia, czy przyroda zostały pojęte jako sprzeczność.(…)… u Charlesa Darwina wymiar biologiczny życia został pojęty jako walka. Ale to nie jest obiektywna i sprawiedliwa interpretacja życia…”

Dla neomarksistów, którzy idą w tym samym kierunku jeszcze dalej, „ścieżki zbawienia, które są przez Chrystusa zagwarantowane, są niczym wysublimowane praktyki magiczne…Oni powiadają, że to jest po prostu mitologia, którą uprawia Kościół rzymskokatolicki”, wyjaśnia ks. prof. T. Guz. Odrzucają definitywnie Mesjasza, prawdziwego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

Odrzucają także wyobrażenie mesjasza, czyli państwo ateistyczne, materialistycznie pojęte państwo demokratyczne - jakie lansowała tradycyjna lewica marksistowska wciągając zarazem ludzkość na ścieżki gnozy.

Największy dramat ludzkiego rozumu

Fakt zajęcia przez myśl nowożytną – począwszy od reformacji – negatywnego stanowiska wobec Osoby Jezusa z Nazaretu jako Mesjasza ks. prof. T. Guz określa jako „największy dramat, także dla ludzkiego rozumu. Proszę zobaczyć, jak ten rozum w nowożytności się miota. On staje się zlepkiem wrażeń w empiryzmie brytyjskim, on jest jakąś ideą abstrakcyjną w idealizmie niemieckim, on w oświeceniu – tym materialistycznym, francuskim – staje się tylko jakimś ubocznym produktem materii. On jest skasowany, po prostu, w materializmie Marksa czy Feuerbacha, i jeśli, to jest …epifenomenem, czyli jakimś rodzajem materii…(…) Co się dzieje z rozumem w teorii ewolucji Darwina czy Ernsta Haeckla? Czy z rozumem fenomenologicznym u Husserla czy Heideggera…w jakie sprzeczności jest uwikłany. To jest ogromne cierpienie rozumu! I przecież te dwie wojny światowe w dwudziestym stuleciu to jest nic innego jak rozum w sprzeczności, który nie może sobie poradzić”.

Jednym z dzisiejszych wykwitów myślenia opartego na sprzecznościach i odrzuceniu Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, Mesjasza, jest wymysł, że Polacy, naród, który w czasie ostatniej wojny uratował od zagłady największą ilość Żydów, jest narodem antysemickim. Taką wizję Polaków lansuje wiele produktów światowej kultury - okrzyczanych jako arcydzieła, wydarzenia i bestsellery - kultury wyrosłej na ideologii, która zrodziła się ze sprzeczności. Taką tezę stawia dziś serial wyprodukowany w Niemczech, „Matki i ojcowie”. Tu nie ma mowy o racjonalnej i uczciwej postawie wobec prawdy. O żadnym obiektywizmie. To nie jest wizja, ktorą dałoby się obronić na gruncie faktów historycznych. Widać tu nieszczęsne uwikłanie rozumu, niemożliwość rozeznania rzeczywistości.

Zgodnie z ideologią, jaka wyłania się z za tej produkcji, nawet gdyby Polacy uratowali wszystkich Żydów, i sami, jako naród, ponieśliby z tego powodu z rąk Niemców śmierć, także byliby antysemitami. Dlaczego?

Oszukać Boga

Czym była postawa ratowanie Żydów w czasie ostatniej wojny przez Polaków? Czy tylko aktem desperackiej odwagi, przekory wobec najeźdźców z Zachodu, pokazania im, że nie są panami sytuacji?

Kluczem do zrozumienia tej postawy Polaków jest zasada, iż jeśli ufa się Bogu i odnosi się wszystko do Niego, tak w sprawach doczesnych, jak i w sprawach zbawienia, wtedy przywiązanie do własnego życia nie przeszkadza w oddaniu Bogu tego, co należy mu ofiarować – miłości ponad wszystko. I wtedy miłość własna ustępuje miłości Boga. Wówczas można zdobyć się na ofiarę z samego siebie. Wtedy właśnie staje się możliwa postawa, jaka była udziałem tysięcy Polaków (wciąż nie znamy wszystkich ich nazwisk), którzy ratowali w czasie wojny Żydów: przechowywali ich we własnych domach i budynkach gospodarczych, karmili, chronili, zapewniali im pracę, wyrabiali fałszywe dokumenty, znajdowali miejsca w klasztorach, które przygarniały tak wiele dzieci żydowskich, przerzucali przez mury getta żywność, broń i leki. Wyprowadzali stamtąd dzieci i całe rodziny. Leczyli ich i ubierali. Wiedzieli aż nazbyt dobrze, że za to przysługuje im od okupantów niemieckich kara śmierci, wykonywana z reguły natychmiast, bo nie tylko odczytywali komunikaty rozlepiane na murach miast i wiosek, ale niemal codziennie widzieli na własne oczy lub odbierali od naocznych świadków informacje o mordowaniu rodaków z powodu obrony Żydów.

A jednak Polacy czynili to. Które ze współczesnych pragmatycznych społeczeństw to zrozumie? Komu dziś pomieści się to w głowie… „Bóg umarł w Oświęcimiu”?

Taka postawa może być porównana tylko z postawą męczenników za wiarę. Bo ona także wynika z radykalnego wyboru Boga. Św. Szczepan przy swojej męczeńskiej śmierci mówił z wielką radością i zachwytem: „Widzę niebiosa otwarte…” Męczennicy za wiarę oraz ci, którzy ratowali Żydów mają wiele wspólnego.

Miłość własna ustępuje miejsca miłości Boga, gdy człowiek przejdzie przez wiele doświadczeń bardzo trudnych, dozna wielu upokorzeń. Naród – jego reprezentatywna część – podobnie. To nie jest proste. Lata zaborów zaprawiły tę najszlachetniejszą część narodu polskiego do znoszenia cierpień wprost niewyobrażalnych, i do wielkiego męstwa. I pomimo okrutnych prześladowań duchowieństwa katolickiego, któremu także na tysiące sposobów uniemożliwiano jego posługę, w wielu Polakach umocniły wiarę. Z jaką wiarą przyjmował Romuald Traugutt zakladaną mu na oczy opaskę i pętlę na szyję i całował krzyż podawany mu przez spowiednika, ojca kapucyna…

„Z im większą gotowością przyjmiesz te doświadczenia i upokorzenia, tym silniej Bóg będzie cię wspierał”, przypomina o. Nicolas Grou TJ („Przewodnik życia duchowego”). „Powoli będziesz nabierał coraz większego męstwa i mocy; w miarę tego, jak przestaniesz liczyć na własne siły, nabędziesz mocy Bożej, a z nią będziesz w stanie wszystkiego dokonać, wszystko potrafisz zwyciężyć. Doskonała miłość, mówi Święty Jan, oddala bojaźń. Wszelką bojaźń oprócz bojaźni Boga i sprzeciwiania się Jego woli”.

Bawarska wieśniaczka, Teresa Neumann, która była mistyczką obdarzoną stygmatami i która nie bała się mówić – w epoce Hitlera! – jakie zagrożenie dla duszy każdego Niemca niesie nazizm hitlerowski, przewidywała również kary, jakie spadną na jej naród w wyniku przyjęcia tej ideologii.

„Sprawiedliwość Boga jest straszna”, przypomina mistrz życia duchowego , o. Nicolas Grou, „I trzeba się jej zawsze bać…Ale dla kogo jest ona straszna? Czy dla tych, którzy jak dobre dzieci czczą Go, kochają i służą Mu jak Ojcu? Którzy niczego Mu nie chcą odmówić i we wszystkim pragną Mu się podobać?…Jeżeli oni kochają Boga, Bóg kocha ich jeszcze bardziej. On (…) przebacza im, gdy tylko zwrócą się do Niego z miłością i żalem, a jeżeli chce ich ukarać, karze ich jeszcze w tym życiu, w sposób pożyteczny dla ich zbawienia. (…) Sprawiedliwość Boga jest straszna tylko dla tych, którzy albo przez zarozumiałość, albo przez rozpacz nie uciekają się do Jego miłosierdzia; dla tych, którzy kochają grzech i nie chcą go porzucić; którzy nie mają dobrej woli i chcieliby, gdyby to było możliwe, oszukać Boga”.

Takie pragnienie, chęć oszukania Boga, może wzbudzić też ogromny lęk przed uznaniem rozmiaru swoich nieprawości.

Wybór Boga sprawą rozumu

Tu chodzi o Jezusa Chrystusa.

„Miłość, która się z Bogiem rozlicza, szuka własnej korzyści, wyznacza sobie granice, nie jest miłością doskonalą; aby miłość była godna Boga, trzeba, by była bez miary, by nie zważała na żadne ludzkie względy, na ludzką roztropność, by doszła do szaleństwa Krzyża.

Będziesz miłował Boga – miłością rozumną, przekładając Go nad wszystko, miłością wyższą nad wszystko, co jest godne miłości.

Będziesz miłował Boga – nie przez jakiś czas, ale zawsze, w każdej chwili; od dojścia do rozumu, aż do ostatniego tchu życia”. (o. Nicolas Grou)

Jeżeli Polacy – tak bardzo reprezentatywna ich część, tak liczna jak w żadnym innym kraju na świecie – ratowali Żydów podczas ostatniej wojny, w strefie okupacyjnej, tuż pod okiem Niemców,

którzy karali ich za to śmiercią, to czynili to nie dlatego, że jakoś szczególnie, wyjątkowo lubili Żydów. Lubienie czy nie lubienie nie miało tu nic do rzeczy. Czynili to z miłości do Boga. Miłości do Boga bowiem nie da się pogodzić z biernością i obojętnością wobec losu człowieka skazanego przez nienawiść. Nienawiść, która tak łatwo przekształca się w czasach współczesnych – tak jak stało się to w czasie niemieckiej okupacji – w zimne, wykalkulowane, zaplanowane w szczegółach systemowe działanie: w antysemicką, antypolską (czy wrogą wobec jakiegokolwiek narodu lub grupy społecznej) propagandę, potem zaś w metodyczne zabijanie – z powodu religii, narodowości, rasy czy przekonań.

Relacja wobec Boga decyduje o wszystkim!

Moja ś. p. Mama opowiadała mi o wstrząsie, jakim był dla niej, uczestniczki przedwojennej Pielgrzymki Akademickiej na Jasną Górę, napis na wagonie pociągu z Warszawy, który zobaczyła wysiadając w Częstochowie: „Precz z Żydami!” To było coś najohydniejszego, co mogło się podczas tej pielgrzymki przytrafić. Manifestacja religijności zaprawiona nienawiścią! To było dzieło prawdziwie szatańskie – i tak też odebrane zostało przez ogromną większość studentów, którzy natychmiast zaczęli likwidować napis.

Katolicy nigdy nie przyjmą antysemityzmu (o ile pozostaną wierni Kościołowi i Tradycji i nie dadzą sobie swojego katolicyzmu całkowicie zniekształcić). Polacy są narodem katolickim i próby przypisywania nam antysemityzmu są zawsze działaniem „z zewnątrz”, działaniem wyjątkowo perfidnym, obliczonym przede wszystkim na urobienie międzynarodowej opinii o nas. Jeżeli działania te napotykają na podatny grunt, to tylko u ludzi o zmanipulowanej psychice, którzy poszukują prostej wizji świata i łatwego alibi dla swoich własnych grzechów i słabości – w takiej sytuacji dobrze jest mieć kogoś, kogo można oskarżyć o „całe zło” i poprawić sobie samopoczucie. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który przed wojną w swoich wydawnictwach bynajmniej Żydów nie głaskał po główkach, tylko twardo mówił im prawdę w oczy, w czasie wojny otwierał dla nich drzwi swojego klasztoru, gdy trzeba było ich ratować przed fizycznym unicestwieniem. Mówienie o jego „antysemityzmie” jest całkowitą pomyłką. W Oświęcimiu poszedł na śmierć do bunkra głodowego także nie z powodu specjalnego afektu wobec człowieka, którego przecież prawie nie znał. Powodem była miłość do Boga. I wielkie pragnienie Boga. Wcale nie pragnienie cierpienia, które musiało na tej drodze stanąć.

„Jest rzeczą pewną, że im zupełniej ktoś przez cierpienie i pokorę umrze samemu sobie, tym obfitsze życie ma w Bogu, im bardziej ktoś wyzuwa się z samego siebie, tym głębiej zatapia się w Boga”. (o. N. Grou)

Jakie jest zatem faktyczne podłoże antysemityzmu? Antysemityzm oznacza zawsze antychrześcijaństwo. Luter antysemita fałszował je i zaprzeczał mu. ”Z pozycji chrześcijaństwa katolickiego nie można być antysemitą. Tak jak nie można być anty-Niemcem. Czy też anty-Rosjaninem, czy anty-Polakiem”. Ta postawa jest sprzeczna z uznaniem bytowości człowieka i każdego Narodu, podkreśla ks. prof. T. Guz. Sprzeciwia się temu metafizyka.

Antysemityzm ma zawsze podłoże ideologiczne. Antysemityzm, lansowanie go i praktykowanie, oznacza także antypolonizm. Niech nie łudzą się wydawcy antysemickich druków. Bo coś co ma ostrze antychrześcijańskie jest także zawsze antypolskie.

Maryja upomina się o Prawdę

Nurt lucyferyczny w kulturze lansuje zasadę, że trzeba mieć stale przeciwnika. „Nawet jak nie ma żadnego, to się wynajduje na przykład coś takiego jak feminizm”, zauważył jeden z rozmówców ks. prof. T. Guza. Nienawiść do jakiegokolwiek narodu, grupy społecznej, religijnej, jest zdradą Boga. Podobnie jak bierność wobec błędów – np. nie prostowanie kłamstw, nie przeciwstawianie się fałszywym ideologiom, czy istotnemu wpływowi na Kościół fałszywych religii. Bo to wszystko toruje drogę nienawiści.

Nienawiści do kogokolwiek z ludzi – jak również zgody rozumu na fałsz, czyli świadomy błąd – nie wolno mieszać z wiarą w Chrystusa. To największa nieprawość. To coś, co całkowicie separuje człowieka od Boga.

Przeciwko temu występuje zawsze sama Matka Boża.

To Maryja w 1877 roku, w czasie największego nasilenia bismarckowskich represji wobec Polaków – katolików w zaborze pruskim, i walki z polskością, głosiła w Gietrzwałdzie swoje orędzie w języku polskim. Ukazując się jako Królowa, w otoczeniu rzesz Aniołów, ogłosiła wówczas – dwadzieścia lat po objawieniach w Lourdes – że jest Najświętszą Maryją Panną Niepokalanie Poczętą.

Tytuł ten zawiera zarazem najgłębszą prawdę o Jej Synu, Bogu i Człowieku – kwestionowaną w dobie już wówczas nabierającego rumieńców i coraz bardziej wpływowego modernizmu. Stanowczo wskazywała na Różaniec jako środek skutecznej obrony przed wszelkim duchowym złem. Odpowiedź na to orędzie Królowej Polski była imponująca. Gietrzwałd stał się miejscem pielgrzymek setek tysięcy Polaków ze wszystkich zaborów. Pielgrzymowali także Niemcy. Było bardzo wiele uzdrowień, udokumentowanych i opisanych. W czterdzieści lat później odzyskaliśmy niepodległość. Potem jednak o objawieniach – łącznie było ich 160! – dziwnie szybko zapomniano. Spisał je dla potomnych – w języku polskim i niemieckim – z największą starannością, wspaniały kapłan katolicki, ks. Augustyn Weichsel, Niemiec, proboszcz parafii w Gietrzwałdzie. Kapłan ten był przez władze pruskie prześladowany, a nawet więziony, właśnie z powodu swojej niezmiernie pozytywnej, a zarazem pełnej statecznej powagi i mądrości (Kościół nazywa tę cechę roztropnością) postawy wobec objawień - od początku ich trwania – i wszelkich towarzyszacych im okoliczności .

Kondycję wewnętrzną usposabiająca do przyjmowania ideologii nienawiści i nieustannego szukania wrogów ma dziś coraz większa liczba ludzi, również z powodu błędów, które wdarły się do nauczania niektórych ludzi Kościoła – Kościoła, który ma obowiązek wobec Boga głosić prawdziwą naukę Ewangelii, nieskażone Magisterium. Maryja o tym nieustannie przypomina. Jej osobiste ukazanie się i słowa wypowiedziane przez Nią w Gietrzwałdzie są wielkim wezwaniem dla Polski. O modlitwę i wierność Prawdzie. Odpowiedzialność za niestosowanie się do tego wezwania i lekceważenie misji Kościoła jest ogromna.

Nowa Lewica w drogiej połowie lat 80. i w latach 90. zyskała reprezentację polityczną niemal w całym tzw. Starym Świecie; w Stanach doszli wtedy do władzy neokonserwatyści. To wówczas neoliberalizm i globalizm stał się główną ideą polityczną i główną siłą napędowa polityki światowej. I wtedy właśnie, jak przypomina prof. Hahn, Niemcy po raz kolejny (po epoce bismarckowskiej) zaczęli postrzegać Polaków jako antysemitów. Dziś zapomina się już nawet w kraju naszych zachodnich sąsiadów o stereotypie „polnische Wirtschaft”, na rzecz „polskiego antysemity”. Gdy jednak dociekliwy rozmówca prof. Hahna próbuje ustalić, czy Niemcy, którzy po ten stereotyp sięgają, mieli możliwość zapoznania się z uwagami wszystkich stron dyskusji np. wokół książek J.T. Grossa, autora „Sąsiadów” i „Złotych żniw”, dowiaduje się, że takiej szansy nie było: „…do świadomości niemieckich czytelników dotarła wyłącznie książka Grossa lub jej recenzje prasowe. Wszystkie publikacje polemiczne oraz te, w których wytykano Grossowi nierzetelność czy weryfikowano przebieg wydarzeń i liczbę ofiar, odczytano u nas jako próby wybielania historii lub w ogóle ich nie zauważono”.

Czy więc rzeczywiście „stereotypy są nieracjonalne”, czy raczej mieliśmy do czynienia z typowym – rozłożonym w czasie – przypadkiem Einhammerung, którego dzisiejszym triumfalnym podsumowaniem jest film „Matki i ojcowie”, największa produkcja niemieckiej telewizji publicznej ZDF?

„Dusza odłączona od Boga jest umarła jak ciało odłączone od duszy. Śmierć duszy nie pozbawia jej istnienia, ale dusza traci przez nią poznanie i miłość Boga. Ta śmierć przejawia się i w tym, że dusza traci spokój i szczęście, jest w ciągłej trwodze i zamieszaniu; pragnie poznać i kochać najwyższe dobro, a zaspokoić tego pragnienia nie może…” (o. Nicolas Grou).

„Dla bezbożnych pokoju nie ma…” (Iz 48,22).

__________________________________________________

W najbliższym czasie ukaże się Aneks do tekstu, w którym m.in. można będzie przeczytać:

Kim był Otto von Bismarck?

Messori a powstanie warszawskie.

Św. Klemens Hofbauer – Apostoł Warszawy

„Jam jest tu… Jan Kiliński”

Wiersz niemieckiego oficera Wehrmachtu o Polsce

http://ewapolak-palkiewicz.pl/czego-chc ... konczenie/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 09 maja 2013, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/content/homoseksu ... rali-nazim

Homoseksualiści wspierali nazim

Według żydowskich historyków Scotta Lively i Kevina Abramsa, homoseksualistami lub biseksualistami byli m.in.: wódz Hitlerjugend Baldur von Schirach, Generalny Gubernator Hans Frank, adiutant Hitlera Wilhelm Bruckner, szofer Hitlera Emile Maurice, Julius Streicher, Walther Funk, Hermann Goering i Reinhard Heydrich.


Do końca lat 70-tych XX wieku nie była to żadna nowina, że partia nazistowska roiła się od wszelkiego typu dewiantów seksualnych. Dopiero później zaczęła się kłamliwa propaganda robiąca z dewiantów ofiary nazizmu, co jest bezczelnym kłamstwem.

Zbrodniarzy przerobiono na ofiary i to się udało - chyba nawet postawiono pomnik prześladowanym przez nazizm homoseksualistom. Istne kuriozum.

Teraz robi się ofiary z Niemców, by i oni stali się ofiarami nazizmu.

A kim byli naziści - o tym informuje GW w każdą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Niemcy, mordercy narodów, staną się ofiarami, a Polacy, rzeczywiste ofiary, sprawcami. Podobnie, jak ofiarami zrobiono dewiantów, którzy w większości wchodzili w skład NSDAP.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 09 maja 2013, 20:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Asindziej napisał(a):
Homoseksualiści wspierali nazim

Nie wiele się zmieniło dziś. Nazizm lekko zmutował i stworzył nazibolszewizm zwany potocznie eurobolszewizmem, a pedały nadal wiodą prym we wszystkich strukturach tego skarlałego kulturowo projektu zwanego Unią Europejską.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 10 maja 2013, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Nie wiele się zmieniło dziś. Nazizm lekko zmutował i stworzył nazibolszewizm zwany potocznie eurobolszewizmem, a pedały nadal wiodą prym we wszystkich strukturach tego skarlałego kulturowo projektu zwanego Unią Europejską.


Czyli wystarczy zanęcić jakimś złem, a wnet zaroi się od wszelkiej maści dewiantów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 11 maja 2013, 05:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Jaka władza, taka historia

Charakterystycznym rysem tegorocznych uroczystości trzeciomajowych była ich instrumentalizacja do bieżących celów politycznych.

Szczególną manipulację historią można było zaobserwować w miastach i miejscowościach, w których rządzi Platforma Obywatelska.

Przedstawiciele władz różnego szczebla, związani z tą partią, w swoich przemówieniach posłużyli się sztampową matrycą opracowaną zapewne przez specjalistów od propagandy. W ten sposób na skalę masową popłynął następujący przekaz: obecny obóz władzy to grupa szlachetnych, dobrych patriotów i reformatorów, którzy prowadzą państwo polskie ku świetlanej przyszłości.

Natomiast opozycja w swym głównym nurcie została porównana do Targowicy, która w powszechnej świadomości Polakom kojarzy się z narodową zdradą, a więc wyjątkowo negatywnie.

Ci, którzy suflowali takie tezy przemówień, popisali się zarówno niewiedzą, jak i nieroztropnością, by nie powiedzieć głupotą. Uznali jednak, że cel uświęca środki, choć ta metoda prędzej czy później prowadzi do efektu odwrotnego od zamierzonego.

Przekonali się o tym komuniści, którzy swoją propagandę opierali na instrumentalizowaniu historii i fałszu, na przykład w kwestii ludobójstwa katyńskiego, lecz Polacy absolutnie nie wierzyli w ten kłamliwy przekaz, choć była to oficjalna wykładnia, za odstępstwo od której wtrącano do więzienia.

Manipulowanie historią dla celów politycznych – by ratować spadające notowania i prestiż władzy, którą źle albo bardzo źle ocenia już 73 proc. Polaków – jest bardzo niebezpieczne. Przecież tezy przemówień są fałszywe i można je bardzo łatwo odwrócić.

To prawda, że król Stanisław August, który bywa dzisiaj przedstawiany jako wzór reformatora ratującego Polskę od upadku, brał udział w uchwaleniu Konstytucji 3 maja. Podpisał ją, jednak następnie zmienił front. 24 lipca 1792 roku przystąpił do Targowicy, której patronowała caryca Katarzyna, a dzień później nakazał złożyć broń wojskom polskim bohatersko walczącym z Rosjanami w obronie Konstytucji 3 maja i niepodległości.

Na znak protestu patrioci, w tym tacy dowódcy wojskowi, jak ks. Józef Poniatowski czy gen. Tadeusz Kościuszko, złożyli dymisję, a przeciwnicy konfederacji targowickiej Stanisław Małachowski i Ignacy Potocki wyjechali na emigrację. W trakcie Insurekcji Kościuszkowskiej, 9 maja 1794 r., na mocy wyroku sądu kryminalnego zostali powieszeni tacy targowiczanie, którzy jako parlamentarzyści Sejmu Wielkiego wcześniej podpisali Konstytucję 3 maja, jak biskup Józef Kazimierz Kossakowski czy hetman polny litewski Józef Zabiełło.

To obecna władza – a nie główny nurt opozycji, znany ze swego patriotyzmu i zdecydowanego stawiania polskiej racji stanu – jest spolegliwa wobec Berlina i Moskwy. Są to ośrodki władzy państw, które u schyłku XVIII w. dokonały rozbiorów Polski.

Dowodem uległości jest złowieszcza deklaracja ministra spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska oddająca Polskę pod protektorat Niemiec w ramach Unii Europejskiej. Z kolei synonimem swoistej zależności od Moskwy jest wspólna gra z Rosjanami na osłabienie pozycji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a następnie, po 10 kwietnia 2010 roku, oddanie kluczy do wyjaśnienia tragedii smoleńskiej w ręce rosyjskie.

Z odniesieniami historycznymi wykorzystywanymi do celów politycznych trzeba zatem uważać. Obecna władza liczy jednak zapewne na niewiedzę historyczną Polaków. I podobnie jak komuniści ogranicza nauczanie historii w polskich szkołach.

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... toria.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 16 maja 2013, 05:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Kogo uwiera Pilecki

Zenon Baranowski

Można się było spodziewać, że nastąpi atak na mojego ojca – mówi oburzony Andrzej Pilecki, komentując tekst tygodnika „Polityka”. Autor sugeruje w nim, że rtm. Witold Pilecki „wysypał” kolegów w ubeckim śledztwie.

– I za to dostał karę śmierci!? – wskazuje absurdalność takich twierdzeń syn bohaterskiego rotmistrza. – Za dużo się mówi o nim na całym świecie, w związku z tym trzeba mu przywalić. Można się było spodziewać, że będą różne ataki – stwierdza Andrzej Pilecki. – Nie wiem, kto może takie rzeczy pisać – dodaje. Andrzej Pilecki wskazuje, że nigdy ze strony rodzin współpracowników jego ojca nie było nawet cienia sugestii, że doszło do jakiegokolwiek niehonorowego wobec nich zachowania jego ojca.

„Polityka” krytykuje też IPN, któremu autor artykułu pt. „Tajemnica Witolda Pileckiego”, literaturoznawca prof. Andrzej Romanowski zarzuca niewłaściwe metody badawcze.

– Do krytycznej opinii autora tekstu na temat IPN zdążyliśmy się już przyzwyczaić, tym razem jednak atak Romanowskiego na Instytut dotyczy postaci rtm. Witolda Pileckiego – zauważa w swoim stanowisku rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk. – Autor z tylko sobie zrozumiałych względów próbuje udowodnić, że rotmistrz Pilecki nie był tak do końca bohaterem, jakim chcielibyśmy go widzieć. Swój wywód opiera na wyrwanym z kontekstu protokole przesłuchania rotmistrza Pileckiego przez UB z 8 maja 1947 roku – podkreśla.

Arseniuk zwraca uwagę, że „czytelnik artykułu może czuć się zde-zorientowany i powziąć wątpliwość co do niezłomności i bohaterstwa Witolda Pileckiego”, dlatego przytacza kilka faktów, zaznaczając, że Romanowski, pisząc artykuł, nie zadał sobie trudu, żeby się z nimi zapoznać, i „formułuje nieuprawnione sądy”, jak twierdzenia o rzekomym „sypaniu” kolegów. A podkreślmy, że Romanowski dokonuje tego, reinterpretując znane od dawna dokumenty, co do których nikt nie miał żadnych wątpliwości.

– Według znanych przekazów nikt ze współoskarżonych nigdy nie formułował żadnych zastrzeżeń co do postawy rotmistrza Pileckiego w śledztwie. Nieprawdziwą i nieuprawnioną tezę, sformułowaną przez Romanowskiego o współpracy rotmistrza Pileckiego z reżimem („uwięziony rotmistrz zdecydował się na lojalność wobec tego państwa”) ostatecznie podważa fakt, że jako jedyny z całej grupy sądzonych został stracony – podkreśla Arseniuk.

– Niepokojący jest fakt, że Romanowski zdaje się legitymizować stalinizm wraz ze wszystkimi jego okrucieństwami („zarzuty stalinowskiego państwa polskiego, sformułowane najpierw ustami prokuratora, a potem potwierdzone przez sąd, były poważne – to Pilecki musiał zrozumieć. Notabene dzisiejszy historyk – rzetelny historyk – tę rację Polski pojałtańskiej powinien również rozumieć, wziąć ją pod uwagę”) – wskazuje rzecznik IPN.

Instytut Pamięci Narodowej kwestionuje też próbę podważenia okrutnych tortur Pileckiego.

– Romanowski ignoruje powszechnie dostępną wiedzę o stalinowskich metodach śledczych, a w szczególności relacje świadków o torturach wobec rotmistrza Pileckiego – podkreśla rzecznik IPN. – Według relacji sądzonych razem z nim współwięźniów – Tadeusza Płużańskiego i Marii Szelągowskiej, a także księdza Antoniego Czajkowskiego – w czasie przesłuchań rotmistrz był torturowany, wyrwano mu paznokcie z rąk i nóg, miał miażdżone jądra, był nabijany na nogę od stołka – wskazuje.

– Romanowski w żaden sposób nie odnosi się do faktu, że 8 maja 1947 r. rtm. Witolda Pileckiego przesłuchiwał Eugeniusz Chimczak, jeden z najokrutniejszych stalinowskich śledczych w Polsce. W 1996 r. Chimczak został skazany na 7,5 roku więzienia w procesie Adama Humera, ale nie odbył kary ze względu na zły stan zdrowia – kontynuuje.

– Jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, może odwiedzić kwaterę „Ł” na warszawskich Powązkach Wojskowych i zapoznać się z pracą medyków sądowych, którzy pokażą mu ślady tortur na czaszkach i szkieletach ekshumowanych osób – bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego.

Arseniuk zapowiada, że „kwestie poruszone w niniejszym oświadczeniu zostaną szczegółowo rozwinięte w osobnym opracowaniu historyków z IPN”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/32752,kog ... lecki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 16 maja 2013, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Etycznie ten Romanowski ani trochę nie różni się od tych, co skatowali i zamordowali rotmistrza Pileckiego i innych bohaterów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 15 cze 2013, 11:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Apel do mediów w sprawie haniebnej postawy znacznej części posłów Sejmu RP

Dyskusja Komisji Sejmowej w sprawie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1939-1947 budzi niepokój i wstyd. Wielu posłów prezentuje nadmierną troskę o tzw. „wrażliwość Ukraińców” - tymczasem nie chodzi im o naród ukraiński lecz o pogrobowców Bandery. Zdumiewający jest ton i brak uwzględnienia interesów i racji zarówno narodu polskiego jak i narodu ukraińskiego. Przypominam, że ofiarami zbrodni dokonanych przez faszystowskie formacje OUN-UPA byli obywatele polscy Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, wśród których wymordowano zarówno niewinnych i bezbronnych Polaków jak i Ukraińców, a także Żydów, Rosjan, Czechów, Ormian i Romów. Tymczasem, w wypowiedziach niektórych parlamentarzystów dominuje banderofilstwo i antypolonizm. Operuje się ogólnikami i sloganami o pojednaniu i partnerstwie strategicznym z Ukrainą, a w istocie chodzi o pojednanie z „rzecznikami banderyzmu”, którzy nadal kultywują i rozwijają ideologię integralnego nacjonalizmu ukraińskiego.
Dla przybliżenia Czytelnikom ideologii OUN-UPA ukazuję program ich działalności.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) na swym I Kongresie w 1929 roku przyjęła za swoją ideologię faszystowską doktrynę Dmytra Doncowa. Według niej nacja ukraińska, jako gatunek w przyrodzie, pozostaje w permanentnych walkach o byt i przestrzeń z innymi nacjami, a siłami motorycznymi w nich są: przemoc, ekspansja, fanatyzm, rasizm, bezwzględność, nienawiść, amoralność. Na czele narodu ukraińskiego miał stanąć „wódz”, mający do swej dyspozycji „mniejszość inicjatywną” (analogię do „czarnych koszul” B. Mussoliniego i „brązowych koszul” A. Hitlera), która wobec mas narodu ukraińskiego, nazywanych „czernią”, „tłumem”, „bydłem”, miała stosować „twórczą przemoc”. Te przymioty OUN pozbawiały ją cech formacji narodowo-wyzwoleńczej narodu ukraińskiego. Dążenie OUN do powołania do życia jednonarodowego państwa nie oznaczało wyzwolenia narodu ukraińskiego, lecz panowanie nad nim.

Przyjęte przez ten założycielski Kongres OUN uchwały przewidywały utworzenie faszystowskiego państwa ukraińskiego o obszarze 1 200 000 km2, a metodą jego tworzenia miało być „usunięcie” (doprowadzenie do nieistnienia) nieukraińskiej ludności terytoriów uważanych przez OUN za ukraińskie terytoria etnograficzne.

W okresie międzywojennym OUN była członkiem międzynarodówki faszystowskiej o nazwie „Zjazd Zjednoczonych Nacjonal-socjalistycznych Organizacji” z siedzibą w Stuttgarcie, której patronował Josepf Göbbels.

OUN wzięła udział w agresji Niemiec hitlerowskich na Polskę, a więc była współuczestnikiem wywołania II wojny światowej. Do dyspozycji Niemiec OUN dała takie formacje zbrojne, jak: Legion Ukraińskich Nacjonalistów, bataliony „Nachtigall” i „Roland”, dywizję Waffen SS-Galizien, 31 batalion SD.

OUN frakcja Melnyka współdziałała z Niemcami hitlerowskimi przez cały okres wojny, natomiast OUN frakcja Bandery współpracowała z nimi o końca wojny z wyjątkiem okresu od maja do grudnia 1943 roku. Melynkowskie pułki policyjne dywizji Waffen SS-Galizien dokonując zagłady wsi Huta Pieniacka, dopuściły się zbrodni wojennych.

Formacje OUN dokonały zbrodni ludobójstwa, w szczególności na ludności polskiej, ukraińskiej i żydowskiej (znany pogrom ludności żydowskiej we Lwowie w pierwszych dniach lipca 1941 roku, „Dni Petlury” w obwodach: lwowskim, krzemienieckim, tarnopolskim i stanisławowskim). Melynkowski Kureń Bukowiński, przekształcony przez Niemców na policję ukraińską, od września 1941 r. odegrał główną rolę w rozstrzeliwaniu Żydów i innych mieszkańców Kijowa w Babim Jarze. Powstała z inicjatywy OUN ukraińska policja pomocnicza brała aktywny udział w eksterminacji ludności żydowskiej na okupywanym przez Niemcy terytorium. W lipcu 1941 r. pierwszy zastępca Stepana Bandery – Jarosław Stećko, jako „premier” powołanego przez OUN Bandery „rządu” napisał, że „jest za przeniesieniem na Ukrainę niemieckich metod eksterminacji Żydów”.

W latach 1943-1944, utworzone przez OUN Bandery – tzw. Ukraińska Powstańcza Armia, „Służba Bezpeky”, Polowa Żandarmeria, Oddziały Specjalnego Przeznaczenia – z motywów doktrynalnych, w sposób planowy i zorganizowany dokonały ludobójstwa na ludności polskiej, ofiarami którego padło co najmniej 150 tys. bezbronnych ludzi – od niemowląt do starców, a w latach 1941-1950 zabójstw masowych na cywilnej ludności ukraińskiej, powodując śmierć męczeńską około 80 tys. ludzi. Dowódca UPA Roman Szuchewycz (ps. Taras Czuprynka) krytykowany za zbyt dużą liczbę ofiar ukraińskich powiedział: Jeśli trzeba będzie zlikwidować nawet połowę Ukraińców, to ta druga połowa będzie czysta jak szklanka źródlanej wody.

W pierwszej połowie XX wieku Europa była świadkiem działalności trzech totalitaryzmów: hitlerowskiego, stalinowskiego i banderowsko-melynkowskiego. Najokrutniejsze z wszystkich było ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów. Obozy hitlerowskie i stalinowskie część osób przeżyło, a kto się dostał w ręce OUN-UPA nie tylko nie miał szans na przeżycie, ale ginął w niewyobrażalnych męczarniach, gdyż stosowano wymyśle tortury, aby Ofiara cierpiała jak najdłużej. Szczególnie bestialskim był przymus – pod groźbą męczeńskiej śmierci – mordowania strony polskiej w rodzinach mieszanych (mąż Ukrainiec musiał własnoręcznie zamordować żonę Polkę i córkę, a syn dziedziczący po ojcu narodowość i wyznanie – własną matkę i siostrę). Z równym okrucieństwem wymordowano około dwustu duchownych katolickich. Zbrodni dokonywano nawet w trakcie odprawianej Mszy św., a w siedmiu kościołach w czasie przestępowania dzieci do Pierwszej Komunii św.

Niemcy potępiły hitleryzm, Rosjanie potępili stalinizm. Tylko władze Ukrainy nie potępiły ludobójstwa i zbrodni wojennych, dokonanych rękami OUN-UPA. Co gorsza, polscy politycy nie chcą tego ludobójstwa nazwać po imieniu.

Przedstawiciele polskiego Parlamentu, zdają się nie traktować poważnie tej zbrodni, mimo wyraźniej wykładni Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Łukasza Kamińskiego. Podczas pierwszego posiedzenia wspomnianej Komisji Sejmowej Prezes IPN podkreślał, że termin „ludobójstwo” ma wymiar prawny, który jest zawarty nie tylko w konwencji ONZ, ale też w polskim kodeksie karnym. Przypomniał, że Sejm już kilka lat temu określił rzeź Ormian mianem ludobójstwa, podobnie jak w przypadku wielkiego głodu na Ukrainie. – Śledztwa prowadzone przez prokuratorów IPN, a jest ich kilkadziesiąt, definiują tę zbrodnię jako zbrodnię ludobójstwa – wskazywał. W ocenie Kamińskiego, formuły pojednania, oparte na niepamięci i szukaniu kompromisowych form oceny, okazały się jałowe. Przypomniał, że debata o zbrodni wołyńskiej dotyczy również relacji polsko-rosyjskich, bo Moskwa podnosi, że inaczej w Polsce traktuje się zbrodnie sowieckie a inaczej ukraińskie (za „Nasz Dziennik”, 6 czerwca 2013 r.).

W związku z powyższym w imieniu środowisk kresowych, kombatanckich i patriotycznych zwracam się do przedstawicieli mediów z gorącym apelem o wspomożenie Kresowian w ich wysiłkach dążących do ukazania prawdy o tragedii Kresów i nazwanie zbrodni ludobójstwa i ich sprawców po imieniu, a także o godne uczczenie i upamiętnienie Ofiar tego bezprzykładnego bestialstwa.

Jan Niewiński

Przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego,

Wiceprzewodniczący Społecznego Komitetu Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa

http://ksd.media.pl/aktualnosci/1218-ap ... w-sejmu-rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 21 cze 2013, 05:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Historia Europy XX wieku, wydana w Berlinie w 2039 roku

Janusz Wojciechowski

Rozdział trzynasty: Faszyzm i antysemityzm w Polsce. Wypędzenie Niemców i zagłada Żydów.

1. W latach trzydziestych nasilił się w Polsce faszyzm, którego szczególnymi cechami był skrajny nacjonalizm, antygermanizm oraz odwieczny polski antysemityzm. Masowym zjawiskiem w Polsce stały się krwawe pogromy ludności żydowskiej oraz ataki na ludność niemiecką.

Na przełomie sierpnia i września 1939 roku ataki te szczególnie przybrały na sile. Polskie bojówki dokonały napaści na radiostację niemiecką w Gliwicach, a w Gdańsku pracownicy Poczty Polskiej bez żadnego powodu zaczęli ostrzeliwać niemieckich policjantów. Polska placówka wojskowa na Westerplatte zaatakowała z kolei załogę (uczącą się młodzież) z niemieckiego okrętu szkolnego „Schleswig-Holstein”, ostrzeliwując go z karabinów maszynowych.

Wobec tych ataków oraz w obliczu dramatycznie pogarszającej się sytuacji ludności żydowskiej, a także mniejszości niemieckiej w Polsce kanclerz Rzeszy Adolf Hitler zdecydował o skierowaniu do Polski niemieckiej wojskowej misji stabilizacyjnej. Niemieckie siły pokojowe zostały jednak w wielu miejscach zaatakowane przez polskie jednostki militarne i paramilitarne. Mimo tych ataków niemiecka misja stabilizacyjna została w Polsce zainstalowana, a pod nadzorem generalnego gubernatora Hansa Franka, przy aktywnym zaangażowaniu niemieckich sił pokojowych, rozpoczęło się w Polsce Niemieckie Dzieło Odbudowy. Polacy stanowczo jednak odmówili współpracy w tym dziele, a nawet dopuszczali się licznych ataków na nie, w tym zamachów terrorystycznych na żołnierzy niemieckich sił pokojowych.



2. Szczególnym problemem okazało się zagrożenie ludności żydowskiej, która w liczbie 3,5 miliona zamieszkiwała ziemie polskie. Polscy faszyści i antysemici dążyli do całkowitego wymordowania tej ludności. Do krwawego ataku Polaków na Żydów doszło między innymi w miejscowości Jedwabne, gdzie kilkudziesięciu polskich faszystów, głównie chłopów, otoczyło szczelnym kordonem około 1500 miejscowych Żydów, po czym brutalnie ich zamordowało, podpalając w stodole. Niestety, niemieckie siły pokojowe nie zdążyły udzielić mordowanym Żydom pomocy i nie zapobiegły tej zbrodni.

Szczególną nienawiścią do ludności żydowskiej wykazywała się polska organizacja terrorystyczna pod nazwą Armia Krajowa, co symbolicznie ukazał między innymi dość już dawny niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie” z 2013 roku.

W tej sytuacji niemieckie siły pokojowe zdecydowały o ochronie ludności żydowskiej w specjalnych strefach ochronnych, tzw. gettach. Największe getto powstało w Warszawie, gdzie dla pełniejszej ochrony przed agresją Polaków zostało otoczone specjalnie zbudowanym murem.

Nie uchroniło to niestety ludności żydowskiej od niemal całkowitej zagłady, do której doszło w latach 1942-1943. Wtedy to Żydzi zostali wywiezieni do polskich obozów zagłady i tam zamordowani. Aktywną rolę w wywożeniu Żydów odegrali między innymi polscy kolejarze.

Znaczną liczbę Żydów uratowali od zagłady Niemcy, w tym zwłaszcza niemiecki przedsiębiorca Oskar Schindler, który ukrył i przechował we własnej fabryce ponad tysiąc żydowskich robotników, dzięki czemu uniknęli oni śmierci z rąk Polaków.

W wielu przypadkach Polacy przemocą zmuszali niemieckich żołnierzy, żandarmów i urzędników do udziału w zabijaniu Żydów. 3. Innym przykładem agresywnego zachowania polskich faszystów była sytuacja na Zamojszczyźnie. Tam polskie organizacje terrorystyczne, zwłaszcza faszystowskie Bataliony Chłopskie, dopuściły się na przełomie lat 1942-1943 masowych zbrodniczych ataków na miejscowych osadników niemieckich. Bardzo trudna stała się tam zwłaszcza sytuacja dzieci, wobec czego władze niemieckie nakazały ich ewakuację. Tysiącami dzieci ewakuowanych z Zamojszczyzny troskliwie zaopiekowały się rodziny niemieckie.

Eskalacją polskiego faszyzmu w sierpniu 1944 roku stało się tak zwane powstanie warszawskie, rozpoczęte brutalnym atakiem na niemieckich urzędników i żołnierzy sił pokojowych w Warszawie. Po dwóch miesiącach nieustannych ataków Polacy w akcie wściekłości zburzyli Warszawę, opuścili miasto i wycofali się do Pruszkowa. W ruinach zburzonej przez Polaków Warszawy ukrywał się żydowski pianista Władysław Szpilman, którego od śmierci z rąk Polaków uratował bohaterski niemiecki oficer kapitan Hosenfeld. 4. W latach 1944-1945 sytuacja niemieckich sił w Polsce stała się szczególnie trudna, między innymi na skutek rozpoczętej w 1944 roku agresji rosyjskiej na Niemcy. W tych warunkach niemieckie oddziały pokojowe stopniowo opuszczały Polskę. Niestety, doszło wówczas do brutalnego, zbrodniczego wypędzenia kilku milionów Niemców z odwiecznych, prastarych ziem germańskich, z takich między innymi miast jak: Breslau, Stettin, Danzig, Posen czy Litzmanstadt. Tę zbrodnię ludobójstwa, dokonaną na narodzie niemieckim, przypomina Centrum Wypędzonych w Berlinie utworzone dzięki staraniom i zaangażowaniu niemieckiej kanclerz Angeli Merkel (obchodzącej właśnie 85-lecie urodzin) oraz działaczki Związku Wypędzonych Eriki Steinbach. Mimo oczywistego charakteru zbrodni ludobójstwa na niewinnych Niemcach niektóre ośrodki w Polsce, głównie prawicowe, nadal kwestionują to ludobójstwo. 5. Niestety, polski faszyzm, który przyniósł Europie i światu straszne zbrodnie i zniszczenia w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku, po stu latach znów się odrodził. We współczesnej Polsce doszło do nasilenia się ruchów neofaszystowskich, nacjonalistycznych i homofobicznych, które budzą w Niemczech uzasadnione zaniepokojenie. Opinia publiczna w Niemczech, a także w innych krajach Europy podnosi uzasadnione obawy, aby kolejny raz z Polski nie rozlał się na Europę zbrodniczy polski faszyzm. Obawa ta jest tym silniejsza, że polskie środowiska antyfaszystowskie, skupione wokół „Gazety Wyborczej”, są niestety coraz słabsze.

Z tych względów rozważa się, czy niemiecka misja stabilizacyjna, brutalnie przerwana w 1945 roku, nie powinna zostać wznowiona.

Autor jest europosłem z ramienia PiS, byłym prezesem NIK.

http://www.naszdziennik.pl/wp/36333,his ... -roku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 21 cze 2013, 20:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Tym razem niemiecka świadomość historyczna, polityczna, społeczna. Niemcom zależy na tej świadomości ich obywateli. Nie ma dla nich, jak zwykle, znaczenia, czy budowana będzie ona na fałszu, czy na prawdzie, czy też na sprytnie przyrządzonej mieszaninie prawdy z fałszem.
Prawdziwe w tym filmie jest to że była wojna, że ginęli ludzie i że Niemcy znaleźli się w Polsce i w ZSRS. Reszta to już fałsz większy, lub mniejszy.
Moim zdaniem dobrze, że mogliśmy ten film obejrzeć. Okazało się już z samego tytułu filmu, że dzisiejsi Niemcy mają matki i mają ojców i to dzięki nim zapisywały się przez wiele lat karty światowej historii. A więc istnienie historii jest faktem, a nie tylko zbytecznym balastem obciążającym naszą dzisiejszą codzienność, bezużytecznym wałkowaniem dawno minionej przeszłości. To fakt z którym trzeba się zmierzyć. Skoro tak jest u Niemców to i u nas pewnikiem jest podobnie. Przecież my też mamy swoją historię.

Plusem zaprezentowania w tv. tej niemieckiej produkcji jest to, że trudniej będzie po emisji tego filmu wmawiać Polakom, że przeszłość jest bez znaczenia i że mają bezrefleksyjnie używać życia w słynnej zagrodzie zwanej "tu i teraz". Bo skoro Niemcy mają matki i ojców to i my też musimy ich mieć, a do tego dochodzą jeszcze dziadowie, pradziadowie itd. Czyli mamy też swoją historię. Tylko czy ją znamy? Co my wiemy o naszych matkach i o naszych ojcach? Czy nas to w ogóle interesuje? Czy może inni licząc na naszą ignorancję opowiedzą nam jak Niemcy w swoim filmie ... naszą historię?


„Unsere Mütter, unsere Väter” 2/3

Niestety, aby ten tekst mógł się ukazać w bieżącym wydaniu Warszawskiej Gazety musiał być napisany jeszcze przed emisją ostatniego, trzeciego odcinka niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”.

Muszę przyznać, że film obejrzałem z dwóch prostych powodów.

Po pierwsze, krytykowanie czegoś, czego się nie czytało lub nie widziało upodobnia nas do żałosnych „elit” III RP, które, jak pamiętamy książkę Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie „zrecenzowały” i potępiły zanim się ukazała w sprzedaży. W bezwstydny jak to u nich bywa sposób nie pozostawili suchej nitki na autorze i jego pracy nie biorąc jej nawet do ręki.

No cóż Salon po raz kolejny potwierdził wtedy, ze jest śmierdzącym wychodkiem, czyli idąc w ślady klasyka „szambem, a nie perfumerią”.

Drugi powód to żelazna zasada mówiąca, że zawsze trzeba starać się poznać zamiary i metody działania potencjalnego wroga.

Serial kręcony był z myślą o Niemcach i to właśnie tamte społeczeństwo miało na podstawie ukazanych losów bohaterów z jednej pamiątkowej fotografii, wyrobić sobie opinię o pokoleniu ich ojców i dziadów odpowiedzialnym za rozpętanie największej i najbardziej zbrodniczej wojny w dziejach ludzkości.

Jakie przesłanie dla młodego pokolenia Niemców niesie ten obraz?

Nie ma się czego wstydzić i ciągle odprawiać narodowej pokuty!

Na bok trzeba odłożyć wszystkie znane nam do tej pory ustalenia o błędach strategicznych Hitlera, liczenie poszczególnych dywizji i rozpatrywanie wariantów alternatywnych typu „niepotrzebna wojna na dwa fronty”.

Z filmu wynika, że Niemcy poniosły klęskę głównie dlatego, że w swojej masie są narodem zbyt humanitarnym, szlachetnym, wrażliwym, empatycznym i pacyfistycznym. A niemiecki antysemityzm? Owszem był, ale jak wynika z serialu głównie wywołany rozkazem i strachem przed jego niewykonaniem.

Co innego Polacy i Ukraińcy. Oni okazali się być prawdziwymi żydożercami i bestiami, które w zestawieniu z narodem niemieckim i żydowskim, no może z wyjątkiem garstki nazistów i SS-manów, nie zdają testu z „Człowieczeństwa”.

Podsumowując i nieco ironizując.

Po pierwsze to nie Polacy powinni mieć najwięcej zasadzonych drzewek w Yad Vaszem, ale żołnierze rycerskiego Wehrmachtu.

Po drugie „Drang nach osten” z cywilizacyjnym ratunkiem dla dzikich ludów tak, ale na Boga nie takimi jak dawniej metodami.

Z punktu widzenia niemieckiej polityki historycznej, „Unsere Mütter, unsere Väter” to świetna robota.

Bardziej radykalnej i bezczelnej oraz kłamliwej obróbki mniej wartościowych ludów dokonają tamtejsi miejscowi pożyteczni idioci, garnący się na niemieckie i żydowskie salony poprzez plucie na swoich pobratymców „dziełami” typu „Pokłosie”.

Trzeba odłożyć na bok złość, a nawet wściekłość i stwierdzić, że Niemcy to poważne państwo z prawdziwą odpowiedzialna elitą, czego niestety nie możemy powiedzieć o polskiej republice bananowej.

Nie miejmy do nich pretensji gdyż nie leży w ich interesie historyczna prawda i dowartościowywanie Polaków, zwłaszcza, że samozwańcze polskie elity plują na nas o wiele mocniej i częściej.

Czas się organizować gdyż żarty się już dawno skończyły.

http://kokos.salon24.pl/515778,unsere-m ... -v-ter-2-3


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 cze 2013, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Nie nasze matki, nie nasi ojcowie

Paulina Gajkowska

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki, rozmawia Paulina Gajkowska

Jak ocenia Pan jako socjolog społeczne skutki, jakie może wywołać emisja niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, utrwalającego krzywdzące dla Polaków, fałszywe stereotypy, m.in. o antysemityzmie żołnierzy Armii Krajowej?
– Chciałbym na początku zaznaczyć, że pojawiały się głosy, że serial wzbudzał również protesty wśród niektórych Niemców niezgadzających się z taką wizją historyczną. Oczywiście, ważniejsze i bardziej opiniotwórcze były pochwały i próby legitymizowania tego propagandowego filmu przez czołowych historyków niemieckich. Serial „Nasze matki, nasi ojcowie” nie ma nic wspólnego z faktami. Utrwala zideologizowaną narrację. Jest nieudolną według mnie próbą zafałszowania historii na modłę współczesnej polityki historycznej Niemiec. Polega ona na relatywizowaniu odpowiedzialności za II wojnę światową, za zbrodnie na Polakach, Żydach i innych narodowościach. Zasadza się ona również na próbie zrzucenia tej odpowiedzialności, realizując w ten sposób nurt „polskich obozów śmierci”. Film jest w wysokim stopniu antypolski i nie może być źródłem merytorycznej dyskusji, pomimo że taka dyskusja jest potrzebna. Musi ona jednak opierać się na faktach, a nie fantasmagoriach reżyserów. Z drugiej strony, mamy obecnie debatę wokół kluczowych kwestii związanych z II wojną światową, w tym losów narodowych, odpowiedzialności za krzywdy itd. Ten film w pewnej mierze na nowo ją prowokuje, jednak jest to z gruntu debata nierówna i powodująca wiele niedomówień, ponieważ podstawą jest obraz zakłamany.

Jeden z uczestników rozmowy o filmie po jego emisji w TVP stwierdził, że jest „antynazistowski”.
– Zasadniczo we współczesnej myśli historycznej Niemiec jest forsowana narracja relatywizująca podstawowe fakty. Niemcy nie próbują nawet uporać się z ciężarem winy i odpowiedzialności. Uciekają od niej, legitymizując takimi produkcjami przekaz o współodpowiedzialności Polaków. Dlatego mamy w tym filmie wątek antysemityzmu żołnierzy Armii Krajowej. Jest to takie oswajanie z alternatywną rzeczywistością, w której prawdziwi antysemici przestają nimi być. Propaganda przez film jest jedną z najłatwiejszych form narzucania wizji ideologicznej, ponieważ obraz jest zawsze bardziej sugestywny niż słowo. A ponieważ ta produkcja nie ma wartości edukacyjnej, nie ma również żadnej wartości merytorycznej, to jedyne, co w niej ma wzbudzić zainteresowanie, to sugestywny przekaz.

W przekazie tym nie brakuje bajkopisarstwa, jak w scenie, w której sowiecki oficer mówi, że Sowieci są wyzwolicielami, a nie gwałcicielami.
– To pokazuje również, że zwycięża bardzo poprawna politycznie wizja. Wracając do kwestii relatywizowania historii, należy pamiętać, że wśród historyków niemieckich po II wojnie światowej popularna była szkoła, którą można nazwać próbą rozliczenia przeszłości, bez wybielania i rozmywania odpowiedzialności za własne zbrodnie. Dzisiaj jednak wygrywa polityka historyczna przekłamująca prawdę. Obecnie nie widzimy prób rozliczania przeszłości ani nawet udźwignięcia przez współczesnych historyków niemieckich ciężaru winy za kształt tej przeszłości.

W dyskusji po emisji serialu padło stwierdzenie próbujące wyjaśnić chyba „kontrowersyjne” treści w filmie, wskazujące na problem dużej nieświadomości współczesnych Niemców w zakresie historii najnowszej. Co ciekawe, taka teza pada ze strony doradcy serialu. Czy nie jest to błędne koło?
– Takie tłumaczenie jest paradoksalne i pokrętne. Albo jest tak, że treść serialu wynika z niewiedzy historycznej, albo taka treść jest celowa. W obydwu jednak przypadkach skutek jest jeden: zakłamany przekaz jest utrwalany w mentalności widzów. Zatem nieświadomość współczesnych Niemców jest owocem polityki i całego procesu ideologizowania faktów i naginania ich do własnych interesów.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/36481,nie ... cowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 cze 2013, 11:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
„UNSERE MÜTTER, UNSERE VÄTER”- kilka refleksji

Wyzwolenie Europy Środkowej nastąpiło w roku 1989. Wielcy tego świata zastanawiają się po cichu do dziś: Czy odrodzenie tych narodów było potrzebne?

Współczesne, najważniejsze dla nas metropolie takie jak Berlin, czy Moskwa stanowią teraz „hegemonów zastępczych” byłych swoich kolonii, m. in.Polski i korzystają ze swego monopolu na tworzenie wizerunku poszczególnych krajów całej Europy Środkowej w świecie.
Aktualnie nasi wielcy sąsiedzi ugruntowują w świecie opinię, że jesteśmy podobno społeczeństwem szowinistycznym, prymitywnym i nietolerancyjnym.

I antysemickim!!!

Ba mamy być największymi antysemitami na świecie! W urabianiu tej opinii przodują ostatnio Niemcy oraz niektóre środowiska żydowskie. Mamy być paskudami, którzy nie chcą się przyznać do swojego antysemityzmu.

I nie chcemy przyjąć imputowanej nam w bezczelny sposób odpowiedzialności za współudział w holokauście. Nie chcemy przyjąć współwiny za holokaust, wciskanej nam przez usiłujących to czynić przede wszystkim Niemców.

Aktualnie rządzący III RP zupełnie nie dbają o prawdę historyczną i nie prowadzą żadnej polityki historycznej, godząc się na wersje historii przedstawiane przez naszych hegemonów.

Nie uczestniczymy w tworzeniu własnego wizerunku - nasza narracja do wielkiego świata nie dociera! Zresztą rządzący w Polsce o to nie dbają, a prawdę mówiąc starają się nawet, żeby nie docierała!Dba o to Ministerstwo Kultury.

Najnowszym przykładem takich działań jest fałszujący historię niemiecki film „Unsere Mütter, Unsere Väter”!

Ten film jest przykładem nawrotu propagandy w stylu d-ra Goebbelsa!

To taka post hitlerowska propaganda z okresu wczesnego Hitlera.

Wielu apologetów tej propagandy można znaleźć w sporej ilości nawet na Salonie24 – aktualnie, dzisiaj na blogu niejakiego Amsterna 3.14.

Słusznie zwrócił uwagę Szewach Weiss w dyskusji po wyświetleniu filmu w TVP, na wypowiedź konsultanta historycznego filmu - Żyda prof. Juliusa H. Schoepsa, który pracuje i mieszka w Niemczech, że rozwija propagandę zgodną z niemiecka polityką historyczną usiłującą uczynić z Polaków antysemitów.

Zastanowić się trzeba, czy Niemcy wchodzą na drogę powtórki swojej historii z okresu po traktacie Wersalskim?

Nie można nigdy zapominać o historii Niemiec i jeszcze długo należy na nich "keep an eye"!

Syn Hansa Franka - znanego prominenta III Rzeszy, jednego z większych morderców w historii ludzkości- Niklas Frank powiedział przecież o swoich rodakach Niemcach: "NIE UFAM WAM WSZYSTKIM"!

Czy nasze społeczeństwo wkrótce się przebudzi i wyrzuci aktualnie rządzących III RP historyków – realizatorów polityki naszych hegemonów, na śmietnik historii?

http://zbigwie.salon24.pl/515496,unsere ... -refleksji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 cze 2013, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Nie szukaliśmy śmierci

Wojna to jest bardzo poważna sprawa. Nie dla histeryków czy panikarzy, ale dla mądrych ludzi. Na wojnie ludzie szafują swoim życiem i chociażby to wymaga bardzo dużego spokoju i szacunku przy rozmowie o wojnie. Na wojnie ludzie albo łamią albo hartują swoje charaktery. I doprawdy jest bardzo trudno oceniać ludzi którzy na wojnie walczyli, przeżywając ich sytuację czy rozterki samemu siedząc na wygodnym fotelu we własnym mieszkaniu.

Wojna jest zawsze toczone przez dwie strony. Dla porządku strona, które rozpoczyna wojnę nazywa się agresorem, druga strona zaś staje się napadniętym. W II Wojny Światowej to Niemcy w dniu 1 września 1939 roku napadli na Polskę. Nie mieli ku temu żadnych powodów, żadnego Cassus Belli. Ówczesna Polska nie prowadziła agresywnej polityki wobec Niemiec, nie planowała ataku na Niemcy. Atak taki był przez Polskę rozważany w roku 1933, ale wtedy dysproporcja sił była zdecydowanie na korzyść Polski i taka wojna polsko-francuska przeciwko Niemcom skończyłaby się najprawdopodobniej bardzo pomyślnie zarówno dla Polski jak i dla Niemiec, które w ten sposób pozbyłyby się rządów Hitlera.

Wojna Polsko-Niemiecka od samego początku była wojną nierówną. Dysproporcja sił wojskowych, gospodarczych była zdecydowanie po stronie niemieckiej. Sojusznicy Polskę zawiedli i Polska wojnę prowadziła samotnie. To bardzo rozzuchwaliło Niemców, którzy doprawdy pozwalali sobie na bardzo dużo.

Należy też pamiętać, że doktryna nazizmu, koncepcje nadczłowieka, którą Niemcy w czasie wojny głosili, często bez refleksji nad jej konsekwencjami, również prowadziła do nadużywania praw wojny. To Niemcy wymyślili koncepcję wojny totalnej. To Niemcy w czasie konferencji w Wansee wymyślili „Ostateczne rozwiązanie kwestii Żydowskiej”, którą to koncepcje później zastosowali z całą brutalnością i konsekwencją. Niemcy za swoją doktrynę zostali osądzenie przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Norymberdze i tego wyroku Niemcy nigdy nie zakwestionowali.

To wszystko jednak nie oznacza, że Niemcy w czasie wojny nie mogli dokonywać czynów bohaterskich, że nie zachowywali się wobec siebie, czy też czasem wobec swoich przeciwników w sposób godny, przyjacielski i koleżeński. To też nigdy nie oznaczało i nie oznacza, że ludność Niemiecka nie cierpiała w czasie wojny. Tylko, że ilekroć człowiek szuka przyczyny tych wszystkich nieszczęść, to zawsze musi dojść do tego 1 września 1939 roku, kiedy Niemcy napadli na Polskę. Tej daty nie da się ani obejść, ani przeskoczyć. Jakakolwiek dyskusja o tym co działo się w czasie II Wojny Światowej bez wymienienia daty 1 września 1939 roku jest fałszywa i nie prowadzi do prawdy.

Rozumiem, że Niemcy chcieliby być dumni ze swoich przodków z czasów II Wojny Światowej, tak jak dumni mogą być Polacy, Anglicy czy Amerykanie. Wierzę, że Niemcy dokonywali w czasie wojny takich czynów na poziomie jednostkowym, z którym można byłoby być dumnym. Tylko, że historia to nauka która operuje nie jednostkami ale całymi narodami. I tak jak niegodne czyny niektórych Polaków w czasie wojny nigdy nie przekreślą bohaterstwa całego narodu Polskiego, tak chociażby jeden najbardziej dumny czyn jednego z Niemców nie przekreśli tego, że Niemcy w czasie wojny jako Naród zachowali się w sposób barbarzyński i niegodny.

Zabrakło Niemcom tego jednego czynu. Zrzucenia Hitlera. Zrzucenia NSDAP. Masowego wystąpienia z SS. Niemcy nie wykorzystali nawet swojej szansy po lipcowym zamachu Stauffenberga. Przestraszyli się upadającego Hitlera i własnej śmierci i pogrążyli się w końcowym akcie szaleństwa, wierząc w wunderwaffe i kolejną wojnę między Sowietami a Aliantami Zachodnimi.

Polacy nie bali się Hitlera w 1939 roku. Nie bali się Hitlera też w 1940 roku, kiedy Polacy zapamiętali nazwę Palmiry. Nie bali się też Hitlera w 1941 roku, kiedy Niemcy ruszyli na Moskwę, a Europa od Norwegii aż po Grecji w całości była oflagowana hitlerowskimi flagami. Wreszcie Polacy nie przestraszyli się Hitlera w 1944 roku kiedy w Warszawie rozpoczęliśmy nasze bohaterskie Powstanie. I za to właśnie Polacy są i będą bohaterami II Wojny Światowej. A Niemcy do końca powinny się zastanawiać nad tym, jak to się stało, że nikt spośród nich nie potrafił w skuteczny sposób przeciwstawić się Hitlerowi.


Koła historii nieubłaganie poruszają się naprzód. Coraz mniej jest ludzi, którzy bezpośrednio pamiętali czasy Wielkiej Wojny. Jeszcze pokolenie, dwa.. i II Wojna Światowa stanie się jednym z wielu krwawych epizodów historii. Okrucieństwa wojny poszarzeją, nie będziemy słyszeli bólu zabijanych, łez płaczących nad zmarłymi, nie będziemy czuli strachu cywilów. Mówiąc o latach 1939-1945 będziemy mówili o wojnie, tak jak mówimy o wojnie trzydziestoletniej, północnej, stuletniej, wojnie dwóch Róź, siedmioletniej, trzynastoletniej… Chociaż jedna rzecz będzie zawsze II Wojnę Światową wyróżniać i to będą piece krematoryjne zbudowane przez Niemców w Oświęcimiu, w Treblince, na Majdanku czy w Chełmnie.

Niemcy dzisiejsze i przyszłe mają prawo do swojej pomyślności i do swojego szczęścia. Swoimi talentami i pracowitością mają Niemcy wszelkie znaki do osiągnięcia tego. Ale muszą Niemcy pamiętać też o tym, że Polacy też mają swoje prawo do szczęścia i do swojego rozwoju według własnego pomysłu. Niemiecka wizja historii ma swoją granice, tak jak wszystko w stosunkach polsko – niemieckich na Odrze i Nysie Łużyckiej. Przekraczanie tej granicy, chociażby działo się w sposób jak najbardziej zakamuflowany, poprzez wizję wspólnej europejskiej historii, w której nie jest jasnym kto i kiedy i kogo napadł, zawsze spotka się z twardym sprzeciwem Polski i Polaków. Tak twardym, że będziemy gotowi znów poszukać śmierci. Na fałszywej nucie nic nie wygramy. Szukajmy w historii prawdy, to znajdziemy po obu stronach granicy szczerych przyjaciół i sąsiadów.

http://www.youtube.com/watch?v=liuLY8LWeXM

http://grudqowy.salon24.pl/515563,nie-s ... my-smierci


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /