Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 10 mar 2014, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Tajemnica do kasacji

Czy NSA nakaże ujawnić TVP, ile wyłożyła na zakup szkalującego Polaków serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”?

Stowarzyszenie Patria Nostra docieka, ile TVP zapłaciła za emisję godzącego w dobre imię Polaków niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Do tej pory sądy stawały po stronie stacji, która odmówiła udzielenia takiej informacji, ale stowarzyszenie odwołało się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Patria Nostra przez swojego pełnomocnika mec. Bartłomieja Topę kwestionuje w całości wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z grudnia ubiegłego roku, który uznał, że TVP słusznie odmówiła udzielenia informacji o kosztach emisji niemieckiego serialu, powołując się m.in. na tajemnicę handlową.

– Zaskarżenie określone treścią skargi obejmuje wyrok WSA w Warszawie w całości. Owemu wyrokowi został zarzucony szereg naruszeń, których w przekonaniu strony skarżącej dopuścił się sąd I instancji – podkreśla Lech Obara, przewodniczący Patria Nostra.

– Po pierwsze, kwestionowany jest pogląd, iż przedmiotowa informacja publiczna ma charakter tajemnicy przedsiębiorstwa – stwierdza. Obara wskazuje, że zgodnie z przepisami prawa tego typu informacje są w przedsiębiorstwach utajniane poprzez nadanie im odpowiednich klauzul poufności, czego TVP nie uczyniła. – Brak jest jakichkolwiek dowodów wskazujących na podjęcie przez TVP SA takich działań w stosunku do przedmiotowej informacji publicznej – zaznacza przewodniczący Patria Nostra.

Obara zarzuca sądowi dokonanie błędnej interpretacji przepisów o poufności tego typu informacji, nie biorąc pod uwagę faktu, że TVP nie jest klasycznym przedsiębiorstwem.

– Telewizja Polska jako podmiot finansowany ze środków publicznych, a nadto realizujący misję publiczną nie może być oceniany jedynie według kryteriów ekonomicznych, a zatem nie podlega również tym samym regułom, co podmioty działające w sektorze prywatnym. Nie jest on więc stricte uczestnikiem rynku, a co za tym idzie – nie może być postrzegany jako podmiot swobodnie konkurujący z innymi podmiotami na rynku – ocenia Obara. Dlatego z racji „pełnienia misji publicznej oraz finansowania ze środków publicznych” TVP nie powinna blokować tego typu informacji o kosztach emisji poszczególnych filmów czy seriali.

Poza tym w ocenie stowarzyszenia doszło do naruszenia przepisów o informacji publicznej poprzez jej ograniczenie. – Przepis ten ma za zadanie chronić osoby trzecie przed ujawnieniem dotyczących ich informacji znajdujących się w posiadaniu przedsiębiorcy, a nie – jak wynika z wyroku sądu I instancji – ograniczać prawo obywatela do informacji publicznej – stwierdza Obara.

Zbulwersowane wymową niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, zarzucającego m.in. żołnierzom Armii Krajowej postawy antysemickie, Stowarzyszenie Patria Nostra wystąpiło do TVP o udzielenie jako informacji publicznej, ile kosztował ten serial. Telewizja odmówiła, a sprawa we wrześniu ubiegłego roku trafiła do sądu administracyjnego, który rozpruje takie sprawy. Jednak WSA przyznał rację TVP.

– Ten serial wzbudził duże emocje i dobrze, że telewizja emituje programy, które pokazują inne poglądy. Musimy być otwarci na różne światopoglądy, nierzadko niezgodne z naszym interesem – argumentował sędzia Adam Lipiński w uzasadnieniu wyroku odrzucającym skargę stowarzyszenia.

– Telewizja publiczna to nie jest jakieś forum studyjne, gdzie się przedstawia różne poglądy, ona realizuje konkretną misję publiczną, utrzymuje się z publicznych środków – ripostował Obara.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 19 mar 2014, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Plugawienie to ulubione zajęcie wszelkiej bolszewicczyzny. Sami będąc zgnilizną moralną, próbują tę zgniliznę wskazywać ludowi tam gdzie jej nie ma. Takie złodziejskie zawołanie "łapaj złodzieja".

Hucpa w Hajnówce

Burmistrz Hajnówki toleruje jadowite capstrzyki szkalujące żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.

W niedzielę w hajnowskim domu kultury zorganizowano spotkanie: „Romuald Rajs ’Bury’ – nie nasz bohater”. Prezentowano na nim filmy szkalujące żołnierzy podziemia niepodległościowego. Mieszkańcy Hajnówki wystosowali w tej sprawie list otwarty.

„Protestujemy przeciwko jawnej dyskryminacji mniejszości polskiej przez władze samorządowe oraz placówki kulturalno-oświatowe podległe burmistrzowi miasta Hajnówka” – czytamy w piśmie.

Podczas ostatniego spisu ludności 20 proc. mieszkańców gminy określiło swoją narodowość jako białoruską. Osób wyznania prawosławnego jest tu natomiast ok. 70 procent.

Sowieckie celebracje
„Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonać się o stronniczości władz i dyrekcji poszczególnych jednostek – głównie Hajnowskiego Domu Kultury” – piszą autorzy listu. I podają przykłady: „Utrudnia się nam przeprowadzanie patriotycznych akademii i oprawy uroczystości związanych z ważnymi dla Polski wydarzeniami. Władze miasta pozwalają na to, aby 1 i 17 września odbywały się imprezy rozrywkowe, urządza się zabawy w rocznicę tych wydarzeń. Polacy nie mogą organizować swoich spotkań i uroczystości, zmuszeni są szukać miejsca w salkach przy kościołach lub zwyczajnie rezygnować z tych patriotycznych przedsięwzięć” – wskazują.

Wytykają też władzom Hajnówki tolerowanie komunistycznych patronów ulic jak Hanka Sawicka czy Paweł Finder i organizowanie uroczystości z okazji rocznic „wyzwolenia” Hajnówki przez Armię Czerwoną (17 lipca). „Przedstawiciele władz samorządowych składają wówczas kwiaty na pomnikach sowieckich okupantów” – czytamy w liście.

10 lipca 2011 r. władze miasta zorganizowały na cmentarzu żołnierzy Armii Czerwonej uroczysty pochówek trzech sołdatów. Działo się to dokładnie w rocznicę rozpoczęcia operacji obławy augustowskiej, w wyniku której oddziały Smiersza i NKWD zamordowały 1,5 tys. żołnierzy Armii Krajowej.

– Napisaliśmy ten list protestacyjny, bo mamy już dość dyskryminacji nas, czyli patriotycznie nastawionych mieszkańców miasta, oraz lżenia polskich bohaterów narodowych, którymi byli niewątpliwie żołnierze zbrojnego podziemia niepodległościowego – mówi „Naszemu Dziennikowi” jedna z sygnatariuszek listu, która z obawy przed represjami, jakie mogą ją spotkać w środowisku, gdzie żyje, nie chce ujawnić swojego nazwiska.

– Nie widzę w tym nic złego. Czy może być zarzutem to, że noszę kwiaty na cmentarz żołnierzy radzieckich. Żołnierz nie wybiera, gdzie ginie – odpowiada, pytany o celebrowanie sowieckich rocznic, Jerzy Sirak, burmistrz Hajnówki.

– Pamięć o tym, co złego po wojnie dokonał na naszym terenie „Bury” i jego ludzie, jest tu wciąż żywa. Dlatego nie ma co się dziwić, że wielu mieszkańców gminy uważa ich za bandytów. Dla mnie osobiście te złe czyny „Burego” stawiają go na równi z Jurgenem Stropem [funkcjonariusz SS, dowodzący pacyfikacją powstania w warszawskim getcie – przyp. red.] – uważa Jerzy Sirak.

Spór o „Burego”
Czarę goryczy przelało zorganizowanie w ostatnią niedzielę spotkania pt. „Romuald Rajs ’Bury’ – nie nasz bohater”. Na stronach internetowych samorządów (starostwa, urzędu miasta i domu kultury) przed imprezą umieszczono kontrowersyjny plakat reklamujący spotkanie i projekcje filmów. Jest na nim postać żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego stojącego z karabinem nad klęczącymi kobietą i dzieckiem. Treść plakatu wywołała oburzenie wielu mieszkańców Hajnówki.

Spotkanie pt. „Romuald Rajs ’Bury’ – nie nasz bohater” zorganizowano w Hajnowskim Domu Kultury, instytucji podległej miejskiemu samorządowi. Oficjalnym organizatorem tego wydarzenia było Bractwo Prawosławne św. Cyryla i Metodego w Hajnówce. Prezentowane podczas niego filmy reżyserował Grzegorz Kalina, reportażysta TVP Białystok oraz TV Biełsat. Jest on również działaczem mniejszości białoruskiej w Polsce. – Niektóre filmy i innego rodzaju wypowiedzi pana Kaliny aż ociekają od komunistycznej propagandy, najczęściej wymierzonej przeciwko żołnierzom podziemia niepodległościowego. Szczególna nienawiść zieje z nich do kpt. Romualda Rajsa „Burego”, dowódcy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Ale szkalują też Danutę Siedzikównę „Inkę” czy majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, pokazując tych bohaterów narodowych jako bandytów – relacjonuje Bogusław Łabędzki, prezes Stowarzyszenia Historycznego im. Danuty Siedzikówny „Inki” w Hajnówce, który był obecny na spotkaniu i pokazie filmowym. – W działaniach podejmowanych przez to środowisko przeważa prymitywna narracja, jakoby katolicy na tych terenach podczas wojny i po niej mordowali prawosławnych. Przy tym pewne fakty się celowo pomija, na przykład nie podając, że w oddziale „Burego” była spora grupa żołnierzy prawosławnych. Przecież nawet jego zastępca Mikołaj Kuroczkin ps. „Leśny” też był prawosławny – dodaje Łabędzki.

Rościsław Kuncewicz, dyrektor Hajnowskiego Domu Kultury, przyznaje, że wydał zgodę na jadowity capstrzyk pod swoim dachem. – Nie miałem powodów, żeby odmówić. Natomiast za treści przedstawione podczas spotkania odpowiada jego organizator, czyli w tym przypadku Bractwo Prawosławne św. Cyryla i Metodego w Hajnówce – twierdzi.

„Nasz Dziennik” zapytał Kuncewicza o trudności, jakie napotykają polskie organizacje patriotyczne w organizowaniu w podległej mu miejskiej placówce uroczystości związanych z wydarzeniami czy osobami związanymi z podziemiem niepodległościowym.

– Nikt ze mną w sprawie zorganizowania takich spotkań patriotycznych w domu kultury nie rozmawiał. Na takie spotkania czy uroczystości się zgadzam, jedynie gdy wnoszą o to organizacje zarejestrowane prawnie, posiadające NIP. Na pewno nie udzielę takiej zgody organizacjom faszyzującym – mówi.

Dopytywany o powód „zniknięcia” z frontowej ściany budynku domu kultury tablicy z polskim godłem państwowym, odpowiada, że po remoncie elewacji tablica z godłem była słabo przymocowana. – Nie wiem, co się z nią stało. Być może zerwał ją wiatr albo jakieś osoby – dywaguje dyrektor Kuncewicz.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nowce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 kwi 2014, 16:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Redukowanie narodowi jego świadomości historycznej dokonywane jest nie tylko poprzez fałszowanie przeszłości, jej plugawienie, ale poprzez przewartościowywanie wydarzeń. Współcześni heretycy kulturowi, czyli ideolodzy, nadają faktom, wydarzeniom, dorobkowi kulturowemu inne niż naturalne znaczenie. Prawd jest wiele, każdy ma swoją, stąd wszyscy mają rację, ale jedyna racja jest i tak niepodważalna. Tą racją jest patologiczne postrzeganie świata przez tfurcuff ideologii. Dziś ideologiczną normalnością jest seksualne zdziczenie, a zdrowo rozsądkowe spojrzenie na tę patologię jest ścigane prawem i karane.

Relatywizowanie przeszłości

W statucie Komunistycznej Partii Polski (KPP) czytamy, że jest ona partią marksistowsko-leninowską, a źródeł swojej działalności ideowo-programowej upatruje w idei komunistycznej. KPP głosi hasła antykapitalistyczne i antyimperialistyczne, a także postuluje zastąpienie własności kapitalistycznej własnością społeczną. Zadziwiające jest to, że KPP istnieje od 2002 r.

W analogicznej sytuacji, gdyby zaczęła funkcjonować rasistowska partia narodowo-socjalistyczna, wszyscy dziwiliby się, jak to jest możliwe, przecież kojarzy się ona ze zbrodniami i jest ideologią niemożliwą do zaakceptowania. Niestety, w całym europejskim świecie nie ocenia się w porównywalny sposób komunizmu i narodowego socjalizmu. Dzieje się tak ze względu na to, że komunizm w nowej, neomarksistowskiej wersji cały czas funkcjonuje. Ów czerwony sztandar w tej nowoczesnej postaci nie został jeszcze zwinięty. W związku z czym potępienie tego klasycznego komunizmu tak trudno przychodzi również w Polsce.

Proszę sobie wyobrazić reakcję na widok kogoś, kto ma czapkę z symbolem swastyki i porównać z tym, jak są odbierane osoby noszące czapki z symbolem sowieckiej gwiazdy czy koszulki z wizerunkiem Lenina. To porównanie wskazuje, jak dużo jest jeszcze do zrobienia w kontekście uświadomienia zagrożeń płynących z ideologii komunistycznej oraz rozliczenia komunizmu.

Marksizm w klasycznym wydaniu nie wzbudza już powszechnego zainteresowania, dlatego występuje teraz w nowej wersji. Tego typu działanie ma na celu relatywizowanie tej ideologii czy może nawet utopii. Jej odżywanie w tej nowej postaci – tj. rewolucji kulturalnej, seksualnej i genderowej – ułatwia relatywizowanie wydarzeń z przeszłości. Dzięki temu współczesny czerwony sztandar nie będzie kojarzył się źle. Natomiast skutkiem takiego postępowania będą utrudnienia w osądzaniu zbrodniarzy.

prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 05 cze 2014, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Świat w coraz większym stopniu budowany jest na kłamstwach, półprawdach, dezinformacji.
Podobnie jest u nas w Polsce. Nawała kłamstw, zafałszowań, niedopowiedzeń, manipulacji idąca poprzez media, poprzez edukację, poprzez zakłamaną literaturą jest tak wielka, że zaczyna przytłaczać ludzi mających skromniejsze przygotowanie wychowawcze, edukacyjne i narzucać im nieprawdziwe spojrzenie na codzienność, na przeszłość, na własne życie, na życie państwa, narodu, Kościoła, na kulturę, na ekonomię, na medycynę i lecznictwo itd.
Potrzeba naszej wielkiej pracy, aby dać temu odpór, aby odwrócić trend fałszowania rzeczywistości, aby wykształcić polskie elity kulturowe, które nie będą podatne na wpływy fałszywej propagandy. Zalążkami tej pracy u podstaw są Radio Maryja, Telewizja Trwam, Nasz Dziennik i wiele stron internetowych, między innymi i nasza strona Polskiego Forum.


Pomocnicy Putina i Merkel

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Beata Falkowska

W Pańskiej najnowszej książce „Zatruwanie pamięci”, która stanowi wybór tekstów publikowanych w „Naszym Dzienniku”, opisuje Pan różne przykłady fałszowania historii i oczerniania Polaków. Na co Pan liczy, przypominając określony wybór swojej publicystyki?
– Książka jest dla każdego, kto szuka wiedzy i krytycznie myśli o niedawnej przeszłości. Nie ma w niej gotowych recept, co i jak robić, ale jest prostowanie spraw tragicznie zaplątanych, przykrytych stosami tandetnej dydaktyki, wynikającej ze złej woli i nieprawdopodobnej ignorancji.

Ten wybór pokazuje, że trzeba i można się bronić przed gołosłownymi, ale niezwykle głośnymi zarzutami, przed fałszem i obłudą przystrojoną w pseudonaukowe piórka. Pokazuje także, że „król jest nagi” – szermierze rzekomego postępu i oświecenia z bliska okazują się bardzo często poststalinowską ciemnotą, choć utytułowaną i instytucjonalnie mocno osadzoną w strukturach naszego państwa.

„Król”, czyli kto? Komu przede wszystkim i dlaczego zależy na fałszowaniu polskiej historii?
– To nie jest zjawisko jednowymiarowe. Określone grupy interesów, ale też siły polityczne, mają możliwości i cel prowadzenia takiej polityki historycznej, jaka jest dla nich przydatna. W dzisiejszym świecie doznajemy przeróżnych aktów agresji, nie tylko bezpośredniej, siłowej. Jest agresja polityczna, ideologiczna, jest też historyczna, w której historię, w oderwaniu od faktów i kontekstu, traktuje się jako inwektywę. Polega to na systematycznym obrażaniu, negowaniu tego, co dla nas ma szczególną wartość. Wypaczanie naszej historii polega z jednej strony na negowaniu tego, co jest oczywiste, z drugiej zaś na „produkowaniu” całkiem nowych rzeczy, niemających w ogóle miejsca, w myśl zasady: „niech się bronią”.

I udowadniają, że obozy koncentracyjne nie były „polskie”.
– Niemcy, mając przecież bardzo nieczyste sumienia, „uspokajają” je wynalazkiem, że winni wszystkiemu byli naziści, nie oni. W dokumentach konspiracyjnych, prasie, oświadczeniach itp. Polskiego Państwa Podziemnego nie ma jednak takiego określenia. Są przede wszystkim Niemcy, ale też Szwaby, Teutoni, Germanie… Walka toczyła się również na poziomie semantyki. Dziś, zastępując Niemców „nazistami”, można doprowadzić – jak się okazuje – do ich utożsamiania z Polakami, bo przecież obozy koncentracyjne były „w Polsce” (która na skutek wojny i okupacji przestała istnieć), były to wręcz „polskie obozy”. Podobną politykę fałszowania przeszłości mamy ze strony Rosji. Jak my o Katyniu, to oni o jeńcach sowieckich po 1920 r., jakby to było równoważne. Przypomnijmy: w Katyniu i innych miejscach Sowieci bestialsko, z premedytacją wymordowali polskich oficerów, polską inteligencję. Natomiast wysoka śmiertelność wśród jeńców sowieckich wynikała z ogólnych warunków panujących wówczas w wyniszczonej Europie. Głód, brak lekarstw, niedostateczna higiena i wreszcie straszliwa grypa hiszpanka, która uśmierciła miliony ludzi. To przecież nie to samo… My mówimy o ponownym zniewoleniu po 1944 r., oni o bezwarunkowym „wyzwoleniu”. Mamy też do czynienia z krajowymi „pomocnikami” w szerzeniu takich tez, zarówno proniemieckich, jak też prosowieckich i prorosyjskich. Widać, jak straszne spustoszenia dokonały się w Polsce na skutek utraty niepodległości w 1939 r. ze strony obu okupantów i ich polityki wytępienia naszych elit. Wreszcie etnocentryczna wizja historii, prezentowana przez niektóre środowiska żydowskie w świecie i w Polsce. Niepokojące jest to, że zjawisko antypolonizmu, odnoszącego się przede wszystkim do naszej historii, nasila się w ostatnich latach, dochodząc do granic absurdu. Polskie władze i polskie instytucje praktycznie nic z tym nie robią. Fakt, że jest wolność badań naukowych i wolność myśli, nie upoważnia jeszcze nikogo do głoszenia takich tez, jak np. że „Polacy są w jakiś sposób winni śmierci wszystkich trzech milionów Żydów”. Wiemy, że to nieprawda, ale taki przekaz idzie w świat i gruntuje mocne przekonanie, że jesteśmy narodem zawziętych antysemitów.

Jakie są skutki antypolskiej nagonki w sprawie Jedwabnego? Czy od wydanych w 2000 roku „Sąsiadów” udało się jakoś wyprostować obraz Polaków jako współsprawców holokaustu? A może przeciwnie?
– Skutki są dla nas opłakane. Jan Tomasz Gross został wielkim uczonym, ekspertem, choć przecież wykazał się niesłychaną ignorancją, ukrywaną pod butą i pewnością siebie. Obraz Polaków od tamtej kampanii dyfamacyjnej nie został wyprostowany, skądże. Raczej jest jeszcze gorzej, co kiedyś przecież trudno było sobie wyobrazić. A przypomnijmy, nawet śledztwo, prowadzone pospiesznie przez IPN, nie pozwoliło na takie przekonanie, że to my jako społeczność jesteśmy winni. Zostało umorzone, sprawców nie znaleziono, wszelkie dowody, jakie wyszły na jaw (lub zaczęły wychodzić), przeczyły całkowicie tezom Grossa. Ale on nic w swej publicystyce mimo to nie zmienił. Jego klakierzy też nie.

A co z prawdą o tym i innych wydarzeniach, jak Koniuchy i Naliboki, które stały się głośne po akcji z Jedwabnem? Czy nagłośnienie tych spraw przyczyniło się do wzrostu naszej wiedzy historycznej?
– Te sprawy instytucje polskiego państwa pozamiatały pod dywan. Wystarczy porównać kampanię propagandową, prowadzoną przez lata w Polsce i na świecie przez instytucje polskie i polityków, uczonych, publicystów z Polski (kosztem olbrzymich nakładów), dotyczącą Jedwabnego, z kompletną ciszą na temat tych wydarzeń, gdzie dysponujemy praktycznie pełną dokumentacją popełnionych zbrodni na Polakach (są to źródła wielostronne, nie tylko polskie), mamy nawet częściowe imienne listy zbrodniarzy. I nic.

Jak podsumowałby Pan naukowe ustalenia na temat stosunku Polaków do Żydów i holokaustu w czasie II wojny światowej?
– Tego się nie da podsumować. Ustalenia, o jakich mówimy, zmieniają się, mimo upływu lat następuje częściowa albo całościowa weryfikacja (choćby dotycząca liczby zamordowanych w obozach). Regres dotyczy sprawy najważniejszej. O ile przez blisko 30 lat powojennych mieliśmy jednak bazowanie na twardych faktach, o tyle dziś coraz częściej podstawą nowych ustaleń są np. „wrażenia” i „odczucia”. Czyli nie jest ważne, jak było, tylko jak się komuś obecnie wydaje. To już nie jest nauka, to toporna ideologia i prostacka propaganda.

Proces zdejmowania odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie z Niemców i przenoszenie jej na ich ofiary to realizowany metodycznie plan. Na stronach „Zatruwania pamięci” pokazuje Pan m.in. mechanizmy dzielenia ofiar na lepsze i gorsze.
– Potwornie kłamliwy serial „Nasze matki, nasi ojcowie” robi furorę na świecie. A my pokazujemy to w publicznej telewizji i jeszcze za to płacimy! Dziś walka musi się toczyć nawet o to, że obozy zagłady i koncentracyjne nie były polskie, nie jakieś „nazistowskie”, lecz w pełni niemieckie, i to Niemcy je zakładali i jakże precyzyjnie, metodycznie uśmiercali w nich miliony ludzi. Trzeba to stale, systematycznie i coraz głośniej przypominać, bo może się już niedługo okazać, że Niemcy byli wyłącznie ofiarami. Tak jest np. ze sprawą powojennych wysiedleń – to ich interesuje, zaś to, co było ich przyczyną, już nie…

Jakie grupy Polaków są szczególnie mocno oczerniane i dlaczego? Dyżurnym chłopcem do bicia są środowiska katolickie, NSZ. Zmowa kłamstwa i milczenia wokół NSZ trwa, choć przełamują ją np. różne grupy młodych ludzi odwołujących się do tej tradycji.
– Wszystko zależy od tego, kto oczernia i jaki ma cel. Ogólnie w świecie całe Polskie Państwo Pod- ziemne było antysemickie, bo nie uratowało Żydów. To, że Polaków też nie mogło uratować, nie ma żadnego znaczenia. Historia II wojny i okupacji staje się płaska, ma tylko jeden aspekt.

NSZ są przedmiotem fałszywej propagandy, ale praktycznie tylko w kraju. Za granicą nie ma takiego różnicowania, zasadniczo to Polacy, a nie poszczególne organizacje, są wszystkiego winni. W Polsce też pamiętamy histerię rozpętaną przez „Gazetę Wyborczą” przed 50. rocznicą Powstania Warszawskiego. Narodziła się wówczas wizja, że „AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta”. Choć praktycznie wszystkie twierdzenia tej gazety zostały obalone, „dyskusja” przeniosła się za granicę i tamte publikacje są dowodem, że… Polacy rozliczają się ze swą historią. Pamiętajmy o tym, że „Wyborcza” ze swych twierdzeń się nie wycofała, choć została przyłapana na gorącym uczynku: posługiwano się fałszowaniem cytatów dokumentów, a nawet publikacji książkowych, co bardzo łatwo można sprawdzić!

Co przede wszystkim zostało zaniedbane w obszarze pamięci historycznej przez kolejne polskie rządy?
– Tak naprawdę chyba wszystko. Powinniśmy od razu po 1989 roku rozpocząć od badań podstawowych i rzetelnych publikacji, w tym – co bardzo ważne – źródłowych. Pojawiło się jednak bardzo dużo publicystyki, wspomnień itp., natomiast zabrakło badań historii na poziomie lokalnym, gdzie jeszcze można było dość łatwo ustalić elementarne fakty, żyli przecież dość liczni świadkowie. To i tak trzeba zrobić, choć będzie coraz trudniej. Do III RP bardzo łagodnie przeniesiono instytucje i komunistyczną kadrę „naukową”, która broni swych pozycji, a także swego rzekomego dorobku z okresu Polski Ludowej. Nauka nie została przecież w ogóle zdekomunizowana.

Opisuje Pan absurdalne programy antydyskryminacyjne finansowane przez MEN. Śledzi Pan treści podręczników do historii?
– Nie jestem w stanie na bieżąco śledzić podręczników szkolnych, choć to powinno być robione systematycznie. Za każdym razem, gdy taki podręcznik otwieram, to wiem, że „strach się bać”. Zamiast rzetelnej wiedzy mamy tam bardzo dużo prostackich ocen, ideologii, czyli kontynuowana jest polityka „po linii i na bazie” (jak za komuny), tyle że na nieco wyższym poziomie.

Czy ktoś z aparatu propagandowego Polski Ludowej (oczywiście mowa o „utytułowanych” towarzyszach i towarzyszkach) stracił prawo wykonywania zawodu za wieloletnie publiczne kłamstwa? Nawet „uczeni” z różnego rodzaju „instytutów naukowych” i partyjnych uczelni zostali uwłaszczeni w III RP. Tadeusz Mazowiecki zrównał ich stopnie i tytuły naukowe z tymi, które uzyskiwane były na w miarę normalnych uczelniach. Czyli cała hałastra od badania „ruchu robotniczego”, „podstaw marksizmu-leninizmu”, a także od opisywania „okresu walki o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej” nadal komunizuje polską młodzież.

Gdy patrzy Pan w przyszłość, przeważa nadzieja czy raczej pesymizm co do świadomości historycznej Polaków, młodych pokoleń?
– Zawsze jest nadzieja, ona jest silniejsza. Mamy w sobie dość siły do odrodzenia. Młode pokolenie oddolnie, niezmuszane, szuka ideałów, tożsamości, rodzi się poczucie dumy z przynależności narodowej i odnoszenie się do historii najnowszej tam, gdzie było bohaterstwo i patriotyczne postawy. To w gruncie rzeczy klęska całej polityki historycznej Polski Ludowej i następnego ćwierćwiecza, gdzie realizowano prawie to samo, tyle że już łagodniej, z oczywistych względów. Pierwsza dekada Polski Ludowej to było zabijanie przeciwników, odzieranie ich z godności, zohydzanie. Później zabijanie nie było już potrzebne, więc zabijano prawdę o nich. Minęły lata i obecnie bardzo często dzieci lub bliscy krewni tamtych orędowników „postępu” i „jasnogrodu” bronią ich życiorysów, ich wyborów – że oni jakoby musieli tak robić i de facto kontynuują ich zakłamane dzieło.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/81261,p ... erkel.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 29 lip 2014, 17:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Doborowe polskie oddziały alfonsów i syfilityków w powstaniu warszawskim, czyli o obłędzie Zychowicza

Andrzej Wadas

Rok temu napisałem recenzję z Obłędu44 Zychowicza Jako ze i w tym roku książka jest eksponowana w księgarniach, postanowiłem rzecz upublicznić.
========================
Piotr Zychowicz, Obłęd’44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2013, ss. 511, il. 65.

Żyjemy w epoce asertywności, którą cechuje znamienny paradoks dobrze zilustrowany przez porzekadło, że gdzie anioł obawia się postawić swą stopę, tam głupiec przebiegnie. Odkąd muza Klio przestała być natchnieniem historyków, całe tabuny durniów tratują jej niwę siląc się na objaśnianie prawd historycznych, o których nie mają zielonego pojęcia. W dobie think-tanków i spin doktorów za tłumaczenie historii wzięli się również dziennikarze, którzy zamiast informować o faktach, wyjaśniają nam świat wzorem staroegipskich kapłanów. Niedawno na naszej ziemi ojczystej objawił się niczym gwiazda zaranna redaktor Piotr Zychowicz, aby, jako nowy Herodot, położyć kamień węgielny pod nauki historyczne w Polsce.

Przyuważyłem sobie naszego „ojca historiografii” kilka lat temu, gdy, jako „cichociemny”, niczym awatar redaktora Maja, biegał w nagonce za Davidem Irvingiem, podając się za …Izraelczyka. O tych bohaterskich wyczynach, na miarę działalności partyzanckiej braci Bielskich, skwapliwie donosiła na gorąco „Gazeta Wyborcza”.
Wstyd, kiedy dziennikarz sprzeniewierza się własnemu powołaniu i walczy z wolnością słowa w imię poprawności politycznej lansowanej przez wpływowe lobby, zniżając się do roli chłopaka na posyłki. No cóż, nie każdy może pozwolić sobie na komfort własnego zdania, nawet uczeń prof. Wieczorkiewicza. Daleko pada niekiedy jabłko od jabłoni. Sam ojciec Krąpiec wysiedział niejedno kukułcze jajo u siebie na KUL-u. Tym niemniej trudno pogodzić się z dwulicowym podejściem Zychowicza, gdy oskarża innych o lansowanie politycznej poprawności (s.348), a sam stoi dzielnie na jej warcie. Powtarzając do znudzenia, że powstanie warszawskie było „obłędem”, zupełnie inną miarą mierzy powstanie w getcie warszawskim. W tym drugim przypadku kryteria poprawności politycznej należy zachować w całej rozciągłości. „Żydzi w getcie w 1943 roku mieli rację, organizując powstanie, gdyż wiedzieli, że nie mają nic do stracenia, że są skazani. Buntując się, wybierając śmierć z bronią w ręku, nadali tej śmierci sens, wartość” (s.347). Śmierć Żydów miała zatem – według Zychowicza - jak najbardziej sens i wartość, śmierć Polaków była sensu, celu i wartości pozbawiona.

Niedawno Zychowicz bawił się w snucie alternatywnego scenariusza losów Polski na wzór „Fatherland’u” Roberta Harrisa. Czyżby naiwnie uwierzył, że sukces marketingowy sensacyjnej publicystyki daje prawo do wchodzenia w buty Makiawela. Nakręcono machinę marketingową, zapychając bestsellerem witryny księgarń w dużych miastach. Książka, jak to coraz częściej się zdarza, została też „wnikliwie” zrecenzowana przez kilku cwaniaków, którzy nie zadali sobie trudu, żeby ją przeczytać.
Rodzi się przy tej okazji pytanie do Masłonia i Cenckiewicza, czy aby wiedzą, co nam rają na „skrzydełkach” książki? Masłoń robi z siebie pośmiewisko namaszczając Zychowicza na następcę Józefa Mackiewicza. Autor „Kontry” przypomina swym lapidarnym i bezprzymiotnikowym stylem dobrego teologa scholastycznego. U Zychowicza jest odwrotnie: bombarduje on czytelnika przymiotnikami niczym dziennikarz prasy bulwarowej. Między Józefem Mackiewiczem i Piotrem Zychowiczem istnieje zatem tyleż podobieństwa, co między publicystyką Jerzy Narbutta i Adama Michnika.
Cenckiewicz poprzestał niestety na łaskawym pożyczeniu autorowi paru broszurek, bo stawiam konia z rzędem, że książki nie czytał, gdyby to bowiem był uczynił zanim poszła do druku, szepnąłby koledze słówko dobrej rady. Nie śmiem nawet przypuszczać, że doktor habilitowany nauk historycznych nie potrafi odróżnić rzetelnej książki historycznej od paszkwilu. I jeszcze jedno kuriozum: historyk mieniący się obrońcą tradycji katolickiej promuje rzecz pod hasłem, że „w polityce nie ma miejsca na honor i moralne zwycięstwo”. Czyni to, powtórzmy, autor książki „Anna Solidarność”. Skoro nie ma miejsca w polityce na moralność, to czemuż to czepiać się Wałęsy? Był skuteczny. Do „hekatomby” nie doszło. Z Matką Boską Częstochowską w klapie, zapominając o honorze, łasił się do Kiszczaka i Jaruzelskiego niczym pies do pana. Substancja biologiczna narodu w Szmaciakach, Rychach i Zbychach przetrwała.


Obłęd’44 został napisany z myślą o czytelniku naiwnym i nienawykłym do analizy tekstu historycznego. Ludzi z branży historycznej Zychowicz potraktował z lekceważącą dezynwolturą, niczym Jan Tomasz Gross mieszkańców Jedwabnego. Nie licząc bowiem niestarannie sporządzonej bibliografii, cytowane obficie w tekście fragmenty z innych prac (wśród których dominuje publicystyka dziennikarska - od Cata Mackiewicza po Ziemkiewicza) nie zostały opatrzone przypisami. Stąd sprawdzanie ich dokładności przypomina szukanie wiatru w polu. Nawet indeks osobowy jest bałamutny, pewne nazwiska występują bowiem w tekście, a nie ma ich w spisie.

Krytykując sztabowców Komendy Głównej AK za bałagan w przygotowaniach do Powstania, Zychowicz serwuje nam podobny na kartkach własnej książki; lamentując nad partactwem elit Rzeczpospolitej doby wojny, karmi nas dyletancko, niczym drugi Robert Langton, własną wersją „kodu” Powstania Warszawskiego.
Oczywiście pojawia się i sam Chrystus, tym razem w „egzegezie” Rafała Ziemkiewicza, który zestawia bluźnierczo Mękę Pańską z zagładą miasta, pisząc nieprawdę, jakoby „ tragedia [Powstania- AW] stała się świętością nie podlegającą żadnej refleksji, żadnej interpretacji (s. 481). Przed Zychowiczem historycy polscy żyli w ciemnocie i ucisku intelektualnym, niczym Żydzi w niewoli egipskiej. Stąd, jak na Mojżesza polskiej historiografii przystało, przyniósł nam nowe, ujęte w punktach objawienie o bałwochwalstwie przywódców państwa polskiego- ludzi o skrzywionych charakterach (s. 476) i straszliwej nemezis jaka nas za ich zdradę spotkała (s. 480).

Zychowicz zabiera się do analizy tragedii Powstania z taktem i elegancją przypominającą ataki JanuszaTazbira na Oskara Haleckiego drukowane w latach 50. w „Kwartalniku Historycznym”[1]. Halecki miał knuć zdradę z rewanżystami niemieckimi, dowództwo AK i Mikołajczyk spiskują z Sowietami. Nasz Dan Brown ma również podobny problem ze źródłami jak jego amerykański pierwowzór. Szczodrze czerpie z myśli Adama Doboszyńskiego, ale w bibliografii nie uświadczy czytelnik ani jednej jego pracy. Znajdują się natomiast w niej zgodnie Bogdan Musiał z Włodzimierzem Borodziejem, chociaż nie wiadomo po co, gdyż autor ich w ogóle nie cytuje. W tego typu publikacjach wystarczy spis kilkunastu starannie dobranych, przeczytanych i przemyślanych pozycji. Czytelnik nie potrzebuje bibliografii Powstania na miarę dobrego doktoratu.

Non multa sed multum! Wśród źródeł znajduje się też niepotrzebnie praca „Kościół a powstanie warszawskie” , gdyż o stosunku Kościoła Katolickiego do Powstania czytelnik nic się z książki Zychowicza nie dowie. I to zarówno jeśli idzie o oficjalne dokumenty kościelne, jak też o objawienia maryjne z Siekierek opisywane przez księdza Józefa Bartnika[2].
Z bibliografii dowiadujemy się natomiast, że autor wypożyczył od Sławomira Cenckiewicza kilkanaście broszur Stanisława „Cata” Mackiewicza. Wzrusza hojność Cenckiewicza, ale czytelnik wolałby zapewne tytuły publikacji i rok wydania. Zaś redaktor Zychowicz, zanim zacznie pouczać zawodowych historyków, niech nauczy się najpierw stawiać przypisy.


Parę słów o metodologii. Obłęd’44 cechuje się obłędem metodologicznym. Autor stawia szereg karkołomnych tez, które albo pozostawia bez dowodu, albo też broni per fas et nefas. Pal licho dziadowskie uogólnienia na poziomie niedouczonego maturzysty, jakoby literatura o powstaniu była „łzawa i heroiczna” (s.353 ); „rzeczy bolesne wyciera się z dziejów Powstania” (s. 350, co? kto? gdzie?); jako Polacy wolimy „niekompetentnych partaczy – byle tylko mieli usta pełne frazesów i patriotycznych sloganów – od fachowców i zimnych realistów (s. 361). Spuśćmy zasłonę milczenia na niesprawiedliwe uogólnienie, jakoby w Polsce historia nie służyła dochodzeniu do prawdy, ale budowaniu dumy narodowej (s. 363).
Podobnych „przemyśleń” czytelnik znajdzie o wiele więcej, a przecież trzeba być idiotą (idiota = laik, vir indoctus), ażeby z przekonaniem podobne rzeczy wypisywać. Cenckiewicz chwali te bajdurzenia jako „rozdrapywanie zabliźnionych ran”. Ja powtórzę za Ojcem Chrzestnym, że takie „rozdrapywanie ran” obraża nie tylko pamięć powstańców, ale też i inteligencję czytelnika.

Zychowicz oskarża gołosłownie Kwaterę Główna AK o zdradę narodową. Podobne zarzuty podnosi pod adresem Mikołajczyka. Ciężkie obelgi nie są poparte twardymi dowodami. Jest to podejście i nienaukowe i niekatolickie. Znakomita tradycja scholastyczna nauczała, że zanim przejdziemy do krytyki drugiej strony, trzeba ukazać jej najmocniejsze argumenty i zaatakować w najsilniejszym punkcie.
U Zychowicza druga strona jest ukazana w sposób karykaturalny. Nie tylko nie obowiązuje go zasada „audiatur et altera pars”, ale dla obrony własnego stanowiska nie waha się spotwarzyć przeciwnika. Tworzy dwa sztuczne obozy: w jednym są źli dowódcy AK i renegaccy przedstawiciele rządu RP (Sikorski, Mikołajczyk, Bór Komorowski, Okulicki, Tatar, Rzepecki, Pełczyński), w drugim bohaterowie (szeregowi żołnierze AK, ludność Warszawy i przeciwnicy powstania).
Ci pierwsi zasługują tylko na dyskredytację. W tym celu autor ucieka się do kalumnii i wyzwisk, co czyni użyczając głosu ich przeciwnikom. Czarny charakter przywódców AK ukazywany jest poprzez argumenty ad personas, w sytuacji, gdzie liczyć się winien argument merytoryczny; do spotwarzania wykorzystuje wstydliwe epizody z wcześniejszego życia, zaś słowa wypowiedziane „przy kielichu” urastają do rangi dokumentów dyplomatycznych wagi państwowej.
I tak generał Tatar używa plugawego języka, szydzi z przygodnie spotkanego murzyna, o żonie mówi, że jest „kotna”, nawet - każe wierzyć czytelnikowi Zychowicz - tak niewinne, kolokwialne określenie jak „ociec” w jego ustach było sprośną obelgą. I tak grubiaństwo, o które oskarża generała Tatara, udziela się samemu oskarżycielowi. Przed oczyma ukazuje nam galerię kreatur „ o umysłach egzaltowanych pensjonarek” (s.10), którym nie szczędzi szyderstw : Okulicki to pijak, Bór- Komorowski to nieudacznik (a może i dewot, który podczas powstania ponoć się modlił), Mikołajczyk to „chłopski warchoł” i „kawaler jałtański”. Temu ostatniemu zmienia nawet nazwisko na „Mikołaj Mikołajewicz Mikołajczyk”. Zabieg ma dodatkowo ośmieszyć osobistego wroga Zychowicza, ażeby czytelnik łatwiej mógł zapamiętać imputowaną mu zdradziecką działalność na rzecz Stalina. Wdzięczność należy się autorowi, iż nie nazwał premiera „Józefem Wissarionowiczem Mikołajczykiem”. Nawet gdyby Zychowicz miał rację w niektórych oskarżeniach, dyskredytuje go sposób w jaki je podnosi.

Rozprawiwszy się z elitą polityczną AK i Rządu na wychodźstwie, Zychowicz nie szczędzi czytelnikowi jaskrawych uogólnień na zasadzie omne ignotum pro magnifico. Już na wstępie pierwszego rozdziału zauważa on, że w wyniku drugiej wojny światowej Polska poniosła największą klęskę w swych długich i tragicznych dziejach. Dlaczego czytelnik ma przyjąć na słowo to stwierdzenie za pewnik historyczny.
Może największą klęską w dziejach narodu polskiego były czasy panowania Jana Kazimierza opisane w „Klimakterach” Wespazjana Kochowskiego?[3] Może upadek Rzeczpospolitej w XVIII wieku? Według Juana Donoso Cortesa największe klęski wiążą się z masową apostazją, z odchodzeniem narodów od Jezusa Chrystusa, nawet jeśli czynią to z pełnym brzuchem[4].
Magister historii po studiach na Uniwersytecie Warszawskim powinien mieć przyzwoity ogląd całych dziejów Polski i znać też jako tako świat. Wysławiana przez Zychowicza Anglia straciła pokolenie „brylantów” podczas pierwszej wojny światowej, przegrała również drugą wojnę światową, ma dzisiaj 200 tys. aborcji rocznie, co odpowiada naszym stratom w Powstaniu, utraciła kolonie (jej stan posiadania przypomina sytuację po przegranej wojnie stuletniej), zaś lansowana od dekad polityka multi-kulti prowadzi do bałkanizacji kraju. Czarną przyszłość Anglii przewidywał już znany polityk i filolog klasyczny Enoch Powell w przemówieniu „The Rivers of Blood”.
I na co zdał się jej ten cały realizm? Mają teraz prawie taki sam syf u siebie, jak my pod świetlanymi rządami „chłodnych realistów” – pana premiera Tuska i pana prezydenta Komorowskiego[5].

Churchill służy swą mądrością Zychowiczowi jako autor motto do książki: „Nie było takiego błędu, którego Polacy by nie popełnili”, co jest tylko przykładem skrajnego łajdactwa Churchilla ( i głupoty ze strony Zychowicza) , gdyż sugeruje ten „znakomity pod względem skuteczności” i nagrodzony Noblem „za obronę ludzkich wartości” premier, iż największym błędem Polaków było zaufanie jego własnym zapewnieniom. Skoro Polacy – Panie Redaktorze - mieli „egzaltowany umysł pensjonarki” wierząc zapewnieniom Churchilla, skąd ta pewność, iż powyższy cytat nie jest równie kłamliwy, jak owe zapewnienia?

W polityce nie ma kategorii moralnych (s. 368), zaś w polityce międzynarodowej liczy się tylko siła (s. 477). Jeśli zatem cynizm, chłodna kalkulacja, zdrada i wiarołomstwo stanowią słupy milowe proponowanej przez Zychowicza polityki, to autor musi się spodziewać, że kategorii moralnych nie ma też w pracy historyka. Wystarczy, że jest skuteczny, że książka się dobrze sprzedaje. Pomimo licznych zapewnień o nienagannym patriotyzmie, czego gwarantem mają być nawet przodkowie cierpiący w Powstaniu, trudno traktować książkę Zychowicza jako wyraz dobrej woli i czystych intencji. Gdyby bowiem autorowi zależało na tych rzeczach, tekst byłaby rzetelny co do treści i nienaganny w formie, a zamiast egzaltowanego języka (który autor wyśmiewa u innych) mielibyśmy rzeczową analizę.

Zychowicz zakłada prawdopodobnie, że przeciętny czytelnik jego książki będzie podatny na manipulacje propagandy, gdyż ze stachanowską pracowitością powtarza te same zbitki słów wybrane ze skarbczyka nowomowy, wśród których króluje rzeczownik „hekatomba”. Niczym młotem pneumatycznym wbija nam do głowy, że powstanie było ludobójstwem polsko-polskim przygotowanym w sposób zbrodniczy przez Rząd RP i rozmyślnie wykonanym na własnym narodzie, że był to akt zdrady narodowej na rzecz Stalina, który okazał się jedynym beneficjentem Powstania, że była to Zagłada, Ludobójstwo, Obłęd, Szaleństwo, Wariactwo, Mord, Masakra, Zbrodnia, Opętanie, Masowe Samobójstwo. Brak tylko „Holokaustu” i „Shoah” - dwóch wielkich terminów zarezerwowanych dla Żydów.
Trzeba podkreślić, iż Zychowicz stwierdzając jakoby wobec Powstania obowiązywała poprawność polityczna łże w żywe oczy (s.348), gdyby bowiem istniała, autor nie ośmieliłby się podobnej książki napisać. Można targać Biblię i pisać wszystko, co ślina na język przyniesie o Powstaniu. Za to nie idzie się do więzienia. Zychowicz boi się natomiast, jak diabeł święconej wody, prawdziwej poprawności politycznej, tam stąpa delikatnie, jak anioł, na paluszkach. Patrz choćby dezinformujący rozdział o Retingerze. Porównuje dowództwo Armii Krajowej do meksykańskiej junty, stwierdzając, że „grupa ta pchnęła Polskę do największego szaleństwa w jej obfitujących w szaleństwa dziejach” (s.156). Może w tym miejscu warto byłoby coś wspomnieć o masonerii, o przyjaźni Retingera z Eliasem Plutarcho Callesem. Ale czytelnik nic więcej się nie dowie. Tutaj poprawność polityczna obowiązuje w pełnej rozciągłości.

Zychowicz powiada, ze okupanci eksterminowali nasze elity, ale z książki jasno wynika, że to właśnie owe elity doprowadziły do nieszczęścia. Cóż to więc za elity, które nie potrafią myśleć i na trzeźwo oceniać sytuacji. A co z elitami, które przeżyły? Autor cytuje opinię Miłosza o Andrzejewskim (s.382), jakoby ten drugi zapisał się do partii z powodu … Powstania (sic!). Innymi słowy, przegrane Powstanie dało wszystkim placet na świnienie się, a wiadomo przecież skądinąd, że „poputczik” Miłosz utracił cnotę już przed sierpniem 1944. A co z wartościami reprezentowanymi przez autora, czyżby Powstanie przetrąciło „kręgosłup” intelektualny również i jemu? I jeszcze kuriozalne zdanie z pierwszej strony: „Polacy patrzą dziś na druga wojnę światową z bezbrzeżnym zachwytem”. Którzy Polacy? Gdzież ten bezbrzeżny zachwyt?
Autorowi Obłędu’44 zdaje się, że odkrywa Amerykę, a tymczasem uprawia nachalną propagandę.

Zychowicz chłoszcze niemiłosiernie historyków chodzących zarówno na pasku obcych potencji jak i własnej głupoty; ci łowcy grantów naukowych hołdują legendzie powstańczej, a czynią to dla brudnego zysku lub próżnej chwały. Potulnie lansują od sześćdziesięciu lat wszystkie tezy „tradycyjnej historiografii”, która skrzętnie ukrywa przez Polakami prawdę o Powstaniu. Czyżby? Przecież „rozdrapywali już rany” Powstania genialni redaktorzy z „Wyborczej”. Tylko osioł uwierzy, że Zychowicz jako pierwszy rozerwał zasłonę spisku naukowego. Uczynił to już wcześniej, w sposób altruistyczny, nie licząc się ani z brudnym zyskiem ani z próżną chwałą, choćby redaktor Cichy.

Tam gdzie źli historycy - owi „hurrapatriotyczni upiększacie historii z tytułami naukowymi” (s.203) - nie wystarczą, jako chłopcy do bicia, autor imputuje nam en gros, jako nacji, że „typowo dla Polaków zrzucamy winy za własne błędy na innych” (s. 324). Wcześniej myślałem, że paskudny ów zabieg wynika z grzechu pierworodnego, ze skażenia upadłej natury człowieka. Tymczasem jest inaczej: wszyscy biorą winy na siebie, tylko Polacy zrzucają na innych. Zychowicz odkrył również na miarę nagrody „Antyfaszysty Roku” straszliwy „nacjonalistyczny dogmat”: „Polacy mają być bowiem lepszym typem człowieka, który się nigdy nie myli” (s. 363 ). „Wolimy tych, którzy mówią to, co chcielibyśmy usłyszeć, choćby było to kłamstwem, od tych, którzy walą nam prosto w oczy przykrą prawdę”. Na koniec owego przenikliwego wywodu dostało się jeszcze kobietom: „Doprawdy rację miał ten, kto porównał naród polski do kobiety”. Czyżby autor uważał, że w imię walki z legendami, mitami, stereotypami należy jeszcze bardziej banalizować owe legendy i upraszczać stereotypy?

Szeregowi żołnierze Powstania to wielcy bohaterowie, o czym Zychowicz zapewnia nas wielokrotnie. Jednak podaje jako tajemnicę poliszynela (s.356), iż podczas Powstania rozstrzeliwano powstańców za gwałty na ludności. Czyżby wspaniały, bohaterski żołnierz z pokolenia brylantów zachowywał się jak szturmujący miasta niemieckie czerwonoarmista? Tego się nie dowiemy. Nie wyjaśnia też, co przez „gwałt” rozumie. Czy w sensie ścisłym jako raptus puellae, czy też jako zabranie komuś siłą pierzyny na barykadę? Nie ma przypisu, nie ma wyjaśnienia, jest rzucone ciężkie jak głaz oskarżenie.

Jest natomiast dogmatyczna konstatacja, że śmierć wszystkich poległych i zamordowanych w Powstaniu „nie mogła w żaden sposób wpłynąć na to, czy ich ukochana Polska będzie, czy nie będzie niepodległa” (s. 233). Sensu nie miało poświęcenie i ofiary złożone podczas wojny! W ogóle? Z zasady? Każde poświecenie? Otóż Zychowicz (rocznik ’80) jest przekonany, głosząc wszem i wobec, że oddanie życia za ojczyznę nie miało sensu. Skąd on to wie? Za chwilę powie, że śmierć męczenników chrześcijańskich też nie miała sensu. Można się było jakoś się z tym Neronem dogadać. Prof. Wolniewicz zachodził w głowę nad duchem proroczym Jerzego Buzka, gdy ten ogłosił ex cathedra, wzorując się na Stalinie i Kim Ir Senie, że „człowiek jest gospodarzem świata”, dzisiaj Zychowicz ogłasza, że śmierć powstańców nie miała sensu. Ciężkie oskarżenia i surowe wyroki, na miarę proroków Natana i Jeremiasza, którymi bałby się szermować nawet ktoś pokroju Piotra Skargi i Józefa Szujskiego, rzuca niefrasobliwie nieopierzony dziennikarz. Z okładki patrzy na mnie łobuzersko uśmiechnięty młody mężczyzna, od którego bałbym się kupić używany samochód, a cóż dopiero wykładnię historyczną Powstania.

Tymczasem – poucza Zychowicz - można się było dogadać z gen. Erichem von dem Bach-Zalewskim, bo co prawda zabijał dalej mężczyzn, ale zakazał mordować kobiet i dzieci (s. 342). Trzeba więc było wyjść z katakumb i lizać wielkim stopy, o czym pisał już Marian Hemar:

„Wychodźcie z katakumb, czcigodni biskupi,
Neron zgodliwszy. Krew na arenie obsycha,
I tylko Chilon Chilonides, jak głupi
Na krzyżu zdycha”[6].

Brak umiaru w słowach sprawia, że autor niejednokrotnie sobie przeczy. Niejednokrotnie na tej samej stronie. Najbardziej rażą sądy uogólniające, które pozbawione są trzeźwej analizy, o przenikliwości nie wspominając. Oskarżając na przykład przeciwników o posługiwanie się argumentami metafizycznymi (s. 241), sam się do nich ucieka, stwierdzając choćby, że „Powstanie … okaleczyło nas na wieczność” (s.356). Po co Zychowiczowi „wieczność”, skoro lansuje pogańską wizję świata, bez Boga i bez wartości wyższych. Ciceroniańskie dulce et decorum est pro patria mori zastępuje kultem siły i chłodną kalkulacją typową dla niewolnika. Myślenie sowieckie, przed którym tak bardzo chciał uratować innych, wdarło się niestety do jego własnej głowy, zastępując myślenie klasycznie polskie, oparte o trójcę: Bóg – honor – ojczyzna. Może więc do tragedii Powstania doszło, gdyż zapomnieliśmy jako naród o Bogu. Teraz, aby nie dopuścić do kolejnej dziejowej katastrofy, powinniśmy zapomnieć o honorze, lekceważąc przestrogę Juwenalisa: summum crede nefas animam præferre pudori et propter vitam vivendi perdere causa, A co z ojczyzną? Kto ją obroni, kiedy obalimy filary na których została zbudowana? No właśnie, kto?

Otóż za Polskę – ideał Zychowicza - powinni ginąć w pierwszym rzędzie złodzieje, alfonsi i syfilitycy (s.334). Zamknijmy na chwilę oczy kontemplując wizję hufców spod Grunwaldu i zastępów husarii spod Wiednia składających się z podobnych „rycerzy”. No i w wymiarze Christianitas: rycerze sans peur et sans reproche - de Bayard – syfilitykiem, Zawisza Czarny – alfonsem, Joanna d’Arc – ladacznicą, du Guesclin – złodziejem. Polska była, jest i będzie na miarę jej obrońców.
Alfonsi ujawnili się niedawno pod Pałacem Namiestnikowskim sikając na znicze i układając krzyż z puszek po piwie. Czy tacy „obrońcy’ obronią Najjaśniejszą Rzeczpospolitą?

Powyższe uwagi nie pretendują do recenzji naukowej. Książka nie może liczyć na takową krytykę, gdyż nie spełnia warunków stawianych pracy naukowej. Brak jej bowiem i rzetelności warsztatowej i aparatu naukowego i roztropnego - sine ira et studio - podejścia. Zamiast rzeczowej analizy niełatwej przecież materii przedmiotu (zalecanej zresztą skwapliwie przez autora innym), sam mentor rzuca się na swych przeciwników niczym zaślepiony Ajaks na stado baranów. Efekt końcowy to – posługując się słownictwem autora – intelektualne „kamikadze” i zawodowe „harakiri” „niekompetentnego partacza” (s.361). Po co więc ta recenzja? Po prostu z troski o tych czytelników, którzy uwierzą autorowi. Niech będą błogosławieni dziennikarze, którzy, nie mając nic do powiedzenia, nic też nie napisali (choćby i z własnego lenistwa), albowiem ustrzegli się w ten sposób wiecznego wstydu.

I na koniec puenta z „Roczników” Jan Długosza, który zapisał pod rokiem 1464 następujące zdarzenie:

Teolog Sędziwój – kanonik gnieźnieński, pobożny mąż – na rozkaz Boży przedstawia królowi Kazimierzowi przyczyny klęski chojnickiej.[7]


Kiedy król Polski Kazimierz zatrzymał się w Brześciu, przybył do jego najjaśniejszego majestatu mistrz Studium Krakowskiego Sędziwój, inaczej Sandek, paryski doktor teologii, kanonik gnieźnieński, z pochodzenia Polak, szlachcic z rodu i domu Korabiów[8], mąż rzadkiej pobożności i gorliwości oraz bardzo wielkiej miłości do Boga, który gdy się dowiedział, że król Kazimierz i jego wojsk walczyło bez powodzenia pod Chojnicami, przez kilka całych nocy ubrany we włosiennicę i pochylony ku ziemi przed wizerunkiem Męki Chrystusa, który przywiózł z sobą z Paryża, padłszy na ziemię, szlochając głęboko i płacząc, błagał Boga, aby mu objawił, z powodu jakiej winy dopuścił, że król polski Kazimierz i jego wojsko prowadzące słuszną wojnę ponosi klęskę ze strony nielicznego wroga. Kiedy przez całą noc zawodził, uzyskał objawienie, że ta klęska nastąpiła raczej wskutek ogromnych zbrodni króla niż ludu. Niech zatem wstanie, niech idzie osobiście do króla polskiego i niech mu udzieli nagany z powodu jego wielkich występków wyjawionych wówczas w pełni temuż Sandkowi. Bo doczeka się poprawy swej sytuacji, jeśli godną pokutą naprawi swe przestępstwa. Ubrany przeto we włosiennicę, boso przybył do Brześcia i miał kazanie w języku ojczystym do króla i tłumu ludu, a potem, poszedłszy za królem do zamku, uzyskał tajną audiencję z wykluczeniem wszystkich. Kiedy w czasie audiencji król kazał mu powstać i stać w czasie, gdy będzie przedstawiał Boże posłanie, zaczął tak: „Ja ciebie, powiada Pan, kiedy byłeś młodszy i wzgardzony w oczach wszystkich, z małego uczyniłem wielkim i najpierw wyniosłem na stanowisko księcia Litwy, a potem na króla Polski. Uwolniłem cię siedmiokrotnie od zabójstwa przygotowanego na twoją głowę, dodałem honoru wspaniałym małżeństwem, poddałem w władanie Prusy i Pomorze, uczyniłem cię sławnym na całym świecie, wyniosłem cię ponad wszystkich królów polskich; ty jednak bardzo ciężkimi zbrodniami skłoniłeś mnie do gniewu, wyśmiałeś moje kary i do dzisiejszego dnia nie chciałeś się nawrócić do karzącego Ojca”. Wypomniał mu jego najobrzydliwsze błędy w postaci, w jakiej się ich dopuścił, oświadczając, że jeśli nie ustanie, to się narazi na ciężką pomstę Boga ani żadnej jego dzieło nie będzie się mogło udać, a jego potomstwo, choć liczne i mające się powiększyć, wyginie[9].

(Jana Długosza kanonika krakowskiego Dziejów Polski ksiąg dwanaście (księga XII), [w:] tenże, Dzieła Zebrane, ed. Alexander Przezdziecki, t.V, Kraków 1870, s. 179-180.)

Powstanie warszawskie było ostatnim rycerskim zrywem Rzeczpospolitej. Zrywem rycerzy bez koni, bez zbroi, bez broni. Jego tragedię mógłby może opisać wielki dramaturg grecki, gdyby potrafił swym geniuszem połączyć wielkość Ajschylosa, Sofoklesa, Eurypidesa i Seneki; może się z nią zmierzyć tylko ten, komu nieobce świętość, cierpienie i mądrość. Nie można o sprawach wielkich pisać z ordynarną krzykliwością[10]. Jakaż szkoda, że nie mamy w Polsce Anno Domini 2013 doktorów na miarę Sędziwoja z Czechla[11].
Przeminęło plemię Kadłubków, Długoszów, Szujskich. Idzie plemię Zychowiczów.

Andrzej Wadas, Kraków

________________________________________
[1] J. Tazbir, Fałsz historyczny i zdrada narodu w pracach O. Haleckiego, „Kwartalnik Historyczny”, r. 60, nr 3, s. 172 – 195.
[2] J. Bartnik, E. Storożyńska, Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą. Dzieje kultu i łaski, Wydawnictwo Drukarnia Sióstr Loretanek, Warszawa 2011.
[3] Historya panowania Kana Kazimierza z Klimakterów Wespazyana Kochowskiego przez współczesnego tłómacza w skróceniu na polski język przełożona wydana z rękopisu w roku 1840 przez Edwarda Raczyńskiego, t. 1- 2, Nakładem i czcionkami N. Kamieńskiego i Spółki, Poznań 1859.
[4] M.Donoso Cortes, Essai sur le catholicisme, le liberalisme et le socialisme, Paris 1851.
[5] „Churchill był wielkim człowiekiem kosztem wielkości swojej ojczyzny (…) Odziedziczył wielkie imperium, a pozostawił wyspiarski naród u wybrzeży Europy, zaprzepaszczając trzy stulecia bogactwa, potęgi i prestiżu.
P. Buchanan, Churchill, Hitler i niepotrzebna wojna. Jak Wielka Brytania straciła swoje imperium, a Zachód stracił świat, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2013, s. 420- 421. A great civilization, whose greatest possession is liberty, is on the edge of extinction and we have very little time to save it" (P. Hitchens, The Abolition of Britain, p. XI).
[6] Cytat za; J. Mackiewicz, W cieniu krzyża. Kabel Opatrzności, [w:] tenże, Dzieła, t. 9, Kontra, Londyn 1994, s. 9 z nlb.11.
[7] Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego dzieło Czcigodnego Jana Długosza kanonika krakowskiego gorliwego badacza dziejów swego narodu zestawione z największą starannością i dbałością o prawdę historyczną. Księga Dwunasta 1445 – 1461, PWN, Warszawa 2004, s. 250
[8] Długosz był zaprzyjaźniony z Sędziwojem z Czecha, dlatego też relację o tych wydarzeniach uzyskał od samego Sędziwoja (por. W. Drelicharz, op. cit.; J.Wiesiołowski, op. cit. s. 101.
[9] Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego dzieło czcigodnego Jana Długosza kanonika krakowskiego gorliwego badacza dziejów swego narodu zestawione z największą starannością i dbałością o prawde historyczną. Księga Dwunasta 1445 – 1461, PWN, Warszawa 2004, s. 250
[10] To bardzo trafne określenie stylu pisarskiego Zychowicza zapożyczyłem od prof. Bogusława Wolniewicza. Patrz: tenże, „Obłęd’44” i afera Jasiewicza, „Czas Najwyższy”, R. 24 (2013), nr. 35 – 36, s. XIII.
[11] Sędziwój z Czecha h. Korab. Magister sztuk wyzwolonych Uniwersytetu Krakowskiego 1429, wykładał na dziale sztuk 1429-1432, bakałarz teologii Uniwersytetu paryskiego 1444, kanonik gnieźnieński 1432 – 1458 uczestnik soboru w Bazylei 1441 (W. Drelicharz, Sędziwój z Czechla, PSB, t. XXXVI , s. 394 – 399; J. Wiesiołowski, Sędziwój z Czecha 1410- 1476. Studium z dziejów kultury umysłowej Wielkopolski, „Studium Źródłoznawcze” 1964, 9, s. 75- 104).

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 16 sie 2014, 06:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Zafałszowywanie ludzkiej, społecznej, czy narodowej świadomości, jest kolonizacją natury człowieka, realizowaną w celu uczynienia go uległym i bezwolnym, oraz jest pozbawianiem go ludzkiej godności.
Wymaganie szacunku dla bezwzględnego i okrutnego wroga, dla barbarzyńskiej przemocy, jest działaniem typowo gangsterskim.


Cześć dla czerwonych ohyd

Należy czcić i szanować pomniki ku czci Armii Czerwonej tak samo jak inne pomniki – przekonuje gimnazjalistów autor programu edukacji regionalnej dla jednej z podwarszawskich gmin.

Program edukacji regionalnej dla miasteczka Latowicz i okolic prezentuje się w zasadzie poprawnie pod względem krzewienia postaw patriotycznych. Jest w nim i o Powstaniu Styczniowym, i o Armii Krajowej, i o parafiach. Jednak jedna z lekcji przewiduje nauczanie o pomnikach i miejscach pamięci ku czci Armii Czerwonej, które autor programu, nauczyciel miejscowego gimnazjum i lokalny regionalista Zygmunt Gajowniczek, stawia na równi z innymi obeliskami.

„Na Mazowszu znajduje się wiele pomników i miejsc pamięci poświęconych żołnierzom Armii Czerwonej, którzy polegli na ziemi polskiej w walce z niemieckim okupantem. Pamiętaj, że obowiązkiem każdego Polaka jest otaczanie ich taką samą czcią i pamięcią jak wszystkich innych grobów nieznanego żołnierza” – konstatuje Gajowniczek.

– Należy odróżnić dwie rzeczy: miejsca, w których leżą polegli żołnierze sowieccy, od pomników, które były stawiane ku czci „wyzwolicieli”. A wiemy, że oni nam wolności nie nieśli, tylko dokładnie odwrotnie. Mamy więc do czynienia z fałszowaniem historii Polski – wytyka Ryszard Proksa, szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

– Zbudowano nam w czasach komuny mnóstwo pomników upamiętniających Armię Czerwoną. Często fałszywie przekonując, że to jest miejsce, gdzie znajdują się groby. Najczęściej tak nie jest, w wielu takich przypadkach, kiedy już usuwano tego rodzaju pomniki, okazywało się, że nie ma tam żadnego grobu – wskazuje poseł Ryszard Terlecki (PiS) z sejmowej komisji edukacji, były szef krakowskiego oddziału IPN.

Proksa podkreśla, że w podręcznikach i programach nauczania nie wolno propagować nieprawdy historycznej. – Szczególnie w podręcznikach dla młodzieży należy wskazać, co było Polsce narzucone, i odnieść to do faktów historycznych. Niestety, takie wstawki mamy w różnych miejscach. Wszystko zależy od recenzenta, od nieuwagi pewnych osób, które lekceważą takie elementy. W efekcie nasza młodzież wyciąga później błędne wnioski odnośnie do tego, co rzeczywiście się stało po tzw. wyzwoleniu Polski. Nie powinno być na ten temat dywagacji w podręczniku, jakoby były to pomniki dla wyzwolicieli – podkreśla Proksa.

Błyszczy gwiazda niesławy
– Ogłupia się młodych ludzi całkowitą nieprawdą historyczną. Młody człowiek, kiedy idzie do szkoły i mija po drodze taki pomnik, to myśli, że winni jesteśmy wdzięczność sowieckiej armii. Kiedy ogląda „Czterech pancernych”, ciągle powtarzanych w telewizji, to myśli, że to byli prawdziwi przyjaciele, wyzwoliciele. I nabiera całkowicie bzdurnego przekonania o naszej przeszłości, podobnie jak oglądając te pomniki – podkreśla Terlecki.

Program „Historia Regionu Latowickiego. Dziedzictwo kulturowe w regionie. Program nauczania w klasach I-III gimnazjum” został dopuszczony do nauczania przez MEN jeszcze w 2001 roku.

Nakazując cześć dla takich pomników, Gajowniczek piętnuje zarazem wszelkie inicjatywy umieszczania na nich farbą krytycznych napisów. „Marginalne incydenty niszczenia po 1989 r. miejsc pamięci żołnierzy radzieckich są haniebnym, nagannym i chuligańskim wybrykiem, którego nic nie może usprawiedliwić!” – grzmi. Na koniec podaje przykłady takich brył z okolicy. „Takie miejsca pamięci znajdują się w Dębem Wielkiem i Mińsku Mazowieckim”.

Podkreślmy, że w oficjalnym wykazie miejsc pamięci z 1997 r. pomnik w Dębem Wielkiem określany jest przez stronę rosyjską jako wzniesiony „ku czci radzieckich wyzwolicieli”. Nie jest to pomnik na mogiłach żołnierskich, chociaż miejscowy wójt snuje takie przypuszczenia. W Mińsku pomnik znajduje się co prawda na terenie cmentarza żołnierzy sowieckich, ale nie bezpośrednio na mogiłach, a ponadto sami Rosjanie w oficjalnym wykazie określają go jako pomnik „wdzięczności Armii Czerwonej”. Oba są zwieńczone czerwoną gwiazdą. Obecne są także napisy o „Wiecznej sławie żołnierzy radzieckich”.

Taka symbolika wzbudza zastrzeżenia samych mieszkańców. „Cmentarz jest cmentarz, kogo on by nie był. Ale mnie się np. nie podoba kamień/pomnik przy stacji dla rosyjskich ’bohaterów’. Druga sprawa. Pomnik na cmentarzu rosyjskich żołnierzy zazwyczaj błyszczy. Tak jak odnowiony pomnik przy Dębem Wielkiem. Tu i tu dobrze widoczny sierp i młot. A w Mińsku są miejsca pamięci AKowców zarośnięte trawą. Czy tylko ja uważam, że coś jest nie tak?” – pisze na forum Mińska Mazowieckiego internauta pod nickiem „ft.”.

– Problem poważniejszy dotyczy symboli armii sowieckiej. Są cmentarze, groby niemieckie na terenie Polski, ale nie ma na nich swastyk czy symboli SS, mimo że ci żołnierze walczyli w armii hitlerowskiej. Umieszczanie gwiazdy, sierpa i młota, które są jednak symbolem okupacji sowieckiej dla nas, jest więc z pewnością niewskazane. Te znaki powinny zostać bezwzględnie usunięte. Jest wszak przepis kodeksu karnego, że umieszczanie symboli komunistycznych podlega karze –wskazuje Ryszard Terlecki.

Za czasów prezesury Janusza Kurtyki Instytut Pamięci Narodowej podjął akcję zmierzającą do eliminacji komunistycznego nazewnictwa. W niektórych miejscach napotykała ona na silny opór.

– Jak dobrze wiemy, gdzie lewica w samorządach ma coś do powiedzenia, tam blokuje tego rodzaju działania. Ale zdarza się tak i tam, gdzie lewicy nie ma. Samorządowcy dla świętego spokoju tolerują te pomniki czy upamiętnienia – ubolewa poseł.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -ohyd.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 11 wrz 2014, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Świadomość idioty siłą rzeczy musi być budowana na braku wiedzy, na fałszu, na podsuwaniu rzeczywistości zdeformowanej jako najprawdziwszej w świecie.
Tym zajmują się: chora edukacja, media, celebryty, całe polityczne lewactwo i karierowicze naukawi - ta wyliczona tu reszta też jest chora.
Jeszcze nie wymarli ci, którzy osobiście doznali tragedii wojennych, przetrwali męczarnie obozowe, a już próbuje się wymienić załogę niemieckich obozów i na miejsce oprawców podstawić ofiary tych niemieckich zbrodniarzy.
Oczywiście byli to Polacy, według najnowszych stwierdzeń dominantów politycznych, naukawych, czy medialnych.
W polskich obozach musieli przecież znęcać się nad ludźmi i mordować ich ... Polacy.

Takie oto jest przesłanie tych wszystkich "miłujących pokój i demokrację" cwaniaczków do ludzi, z których pragnie uczynić się, co najwyżej naiwnych i łatwo wiernych kretynów.
Tak właśnie produkuje się ogłupiałą masę ludzką. Kłamstwem, fałszem, niewiedzą, i symulacją rzeczywistości.


IPN kontra „polskie obozy”

Adam Białous

Przeciwdziałanie fałszowaniu historii niemieckich obozów koncentracyjnych przez zagraniczne media to główny temat konferencji „Pamięć, tożsamość, odpowiedzialność”, którą dziś w Warszawie organizują Stowarzyszenie Patria Nostra oraz IPN.

Prelegenci omówią przyczyny i znaczenie dla polskiej kultury zjawiska pojawiania się w zagranicznych środkach masowego przekazu, z akcentem położonym na media niemieckie, określeń typu „polski obóz koncentracyjny” czy „polski obóz zagłady”.
– Używanie w mediach sformułowania „polskie obozy zagłady” jest bardzo niebezpieczne ze względu na szerokie rozpowszechnianie tego kłamstwa. Głównym celem tej konferencji jest wskazanie, jakie zagrożenia niesie ze sobą takie fałszowanie historii – powiedział „Naszemu Dziennikowi” mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra. Podczas konferencji omówione też zostaną prawne możliwości przeciwdziałania temu zjawisku, w szczególności na drodze sądowej, cywilnej i karnej.
Obecność na konferencji i wygłoszenie referatów zapowiedzieli liczni goście ze świata akademickiego oraz działacze społeczni. Wśród nich m.in. prof. dr hab. Zbigniew Mazur (Instytut Zachodni), który wystąpi z referatem „Dyskurs relatywizacji i dyskurs odciążania w niemieckiej polityce historycznej a »polskie obozy«”. Natomiast dr Joanna Lubecka (IPN) wygłosi wykład „Słowo w służbie propagandy. Niemiecka narracja dotycząca II wojny światowej”. Głos zabiorą również świadkowie historii Janina Luberda-Zapaśnik (więźniarka obozu w Lebrechsdorf) oraz Karol Tendera (więzień obozu Auschwitz). W ostatniej części konferencji mowa będzie o prawnych środkach ochrony prawdy historycznej. Jak domagać się karania przed sądem za jej fałszowanie, powiedzą prawnicy prowadzący procesy przeciwko niemieckim mediom piszącym o „polskich obozach zagłady”. Wśród nich będą mec. Lech Obara i Szymon Topa.
Stowarzyszenie Patria Nostra powstało w Olsztynie na początku 2013 roku. Skupia byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych funkcjonujących na terenie okupowanej Polski, prawników i inne osoby. Prawnicy Stowarzyszenia reprezentują m.in. Zbigniewa Osewskiego w procesie przeciwko wydawcy dziennika „Die Welt”, wytoczonym za określenia: „polski obóz zagłady” i „polski obóz koncentracyjny”. W ubiegłym roku tylko w niemieckich opiniotwórczych mediach kłamliwego sformułowania „polski obóz zagłady” czy „polski obóz koncentracyjny” użyto aż 30 razy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/96639,ipn ... obozy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 wrz 2014, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
W III RP w obieg publiczny wtłacza się coraz więcej kłamstwa.
Nasza niepodległość znów się nam oddala.
Budujmy więc mocne podstawy dla działań, które pozwolą nam odzyskać nasz Polski Dom, naszą Ojczyznę.


Konserwator stalinowskiej propagandy

Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków wpisał do rejestru zabytków cmentarz żołnierzy sowieckich w Bolęcinie.

„Bohaterskim żołnierzom Armii Radzieckiej, oswobodzicielom Polski, poległym w walce z hitlerowskim okupantem, wdzięczni mieszkańcy powiatu płońskiego, ciechanowskiego, działdowskiego, mławskiego i płockiego” – takiej treści inskrypcję wyryto na pokaźnym pomniku zlokalizowanym pośrodku cmentarza, na którym stoi sowiecki żołnierz.

– Na naszym terytorium istnieją także mogiły poległych żołnierzy z Wehrmachtu. Byli narzędziem polityki Hitlera. Mimo to mają swoje cmentarze. Mają nazwiska – tam, gdzie są ustalone. Ale nie ma kłamliwych napisów o tym, że nas wyzwolili, nie ma swastyk i symboli niemieckiego totalitaryzmu. Bo byłyby obraźliwe dla naszej pamięci narodowej, byłyby obraźliwe dla pamięci ofiar niemieckiego terroru – ocenia w rozmowie „Naszym Dziennikiem” dr Maciej Korkuć z krakowskiego Biura Edukacji Publicznej IPN i wykładowca Akademii Ignatianum w Krakowie.

W ocenie historyka, symbole sowieckiego totalitaryzmu na cmentarzu w Bolęcinie są obraźliwe dla ofiar komunistycznego terroru oraz żołnierzy, którzy walczyli i ginęli po 1944 r. w walce o wolną i niepodległą Polskę.

Monument na cmentarzu został odsłonięty 9 maja 1948 roku. Sam cmentarz powstał w 1945 r., pochowano na nim prawie 2,5 tys. żołnierzy sowieckich.

Nagrobki są późniejsze, pochodzą z początku lat 50. XX wieku. Od niedawna wraz ze stalową bramą i ogrodzeniem traktowane są jako zabytek. W uzasadnieniu decyzji Rafał Nadolski, mazowiecki wojewódzki konserwator zabytków, stwierdził, że „cmentarz ma wartość historyczną jako miejsce pochówku żołnierzy poległych w trakcie walk w 1944 i 1945 r. na północnym Mazowszu, a także wartość artystyczną jako realizacja przestrzenna nekropolii w konwencji socrealistycznej”. W piśmie Nadolskiego czytamy: „Z uwagi na zachowanie wartości historycznych i artystycznych cmentarz wojenny w Bolęcinie odpowiada definicji legalnej zabytku zawartej w art. 3 ust. 1 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, zostaje wpisany niniejszą decyzją do rejestru zabytków nieruchomych województwa mazowieckiego i podlega, wraz z otoczeniem, ochronie prawnej”.

Maciej Korkuć przypomina, że sowieccy żołnierze ginęli na ziemiach polskich jako narzędzie polityki Stalina. Częścią tej polityki była likwidacja polskich aspiracji wolnościowych.

– Tysiące obywateli RP aresztowano, mordowano i wywożono do łagrów. Zainstalowano władze w pełni zależne od Stalina. Od razu w całej Polsce budowano „pomniki wdzięczności” dla Armii Czerwonej. Stawiano je także na cmentarzach, gdzie kłamliwe hasła miały utwierdzać propagandową wizję historii. Te pomniki miały być i były jednym z narzędzi okupacyjnej polityki sowieckiej wymierzonej w polską suwerenność – podkreśla historyk.

– Groby wojenne w każdym cywilizowanym kraju powinny podlegać ochronie. Jednak na kłamliwe napisy mówiące o „wyzwoleniu”, „wdzięczności”, stawiane przez ludzi Stalina i samych Sowietów, nie powinniśmy się godzić – stwierdza Maciej Korkuć.

Wpisu do rejestru zabytków cmentarza w Bolęcinie dokonano w ekspresowym tempie. 27 czerwca 2014 r. wszczęto z urzędu postępowanie w sprawie wpisania go do rejestru, zaś 17 lipca 2014 r. dokonano jego komisyjnych oględzin, porównując stan obecny z zarejestrowanym na karcie ewidencyjnej z 1986 roku. Po stwierdzeniu, że stan cmentarza w zasadniczych jego elementach nie uległ zmianie od czasu wykonania ewidencji – 24 lipca postępowanie dowodowe zakończono. A pod koniec sierpnia cmentarz trafił do rejestru zabytków.

„Cmentarz zajmuje większość działki o numerze ewidencyjnym 150/3, a założony został na planie prostokąta w układzie trzech pasm (centralnie trawnik z krzewami, flankowany kwaterowymi układami zbiorowych mogił), zakończonych dwoma pasami długich mogił zbiorowych, za którymi wysokie drzewa zamykające perspektywę widokową. W paśmie środkowym, za trawnikiem wysoki kamienny postument (na kilkustopniowym cokole) z tablicą inskrypcyjną, zwieńczony rzeźbą stojącego żołnierza” – czytamy w przygotowanym opisie. Sowiecką nekropolię okala ogrodzenie z betonu i stali. – Cmentarz ma bez wątpienia wartość historyczną i był obiektem zainteresowania Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, stąd decyzja o jego wpisie do rejestru zabytków. Chronimy tego typu obiekty – mówi Agnieszka Żukowska, rzecznik prasowy Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Według Macieja Korkucia, na cmentarzu powinny znaleźć się napisy, rzeczowo objaśniające, że spoczywają tam „żołnierze Armii Czerwonej polegli w walce z Niemcami w latach 1944-1945”.

– Wpisanie tego obiektu, i tak objętego ochroną, do rejestru zabytków jawi się jako próba zakonserwowania wykutej w kamieniu stalinowskiej propagandy w obecnym jej kształcie. Powoływanie się na rzekome „wartości artystyczne” dostrzeżone w „konwencji socrealistycznej” nie zwalnia urzędników państwowych z szacunku dla pamięci narodowej, szacunku dla ofiar sowieckiej okupacji i komunistycznego systemu. Dotyczy to także konserwatora zabytków – kwituje Korkuć.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... gandy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 paź 2014, 07:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Włosi znów o „polskich obozach”

ŁS, PAP

Włoski dziennik „La Repubblica” nazwał Auschwitz „byłym polskim obozem koncentracyjnym”. To kolejny taki skandaliczny błąd we włoskich mediach mimo licznych protestów i monitów ze strony polskiej. Ambasada RP także tym razem zapowiedziała interwencję w redakcji. Określenie „były polski obóz koncentracyjny” znalazło się w zamieszczonej w rzymskim dzienniku relacji z podróży edukacyjnej do Auschwitz grupy ponad 140 licealistów z Wiecznego Miasta wraz z burmistrzem włoskiej stolicy Ignazio Marino.

http://www.naszdziennik.pl/wp/104617,wl ... ozach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 04 gru 2014, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Historia elementem gry politycznej

Szef Centrum Rosyjsko–Polskiego Dialogu i Porozumienia Jurij Bondarenko poinformował o przekazaniu 450 tys. rubli, czyli około 30 tys. zł, na budowę w Krakowie pomnika sowieckich żołnierzy, którzy zginęli w polskich obozach jenieckich po wojnie 1920 roku.

O wpłacie na rzecz budowy pomnika Bondarenko poinformował na portalu społecznościowym Twitter. Według niego, wpłatę wsparli również jego „polscy przyjaciele”. Jak stwierdził, chciałby, aby ruch ten wzbudził refleksję wśród polskich władz i doprowadził do poparcia inicjatywy budowy pomnika.

Pomnik, który miałby stanąć w Krakowie na cmentarzu Rakowickim, według strony rosyjskiej byłby oddaniem czci żołnierzom sowieckim, którzy „zginęli w obozach koncentracyjnych” w czasie wojny 1920 roku. Według prof. Mieczysława Ryby, inicjatywy tego typu są próbą odwracania uwagi od zbrodni katyńskiej oraz jej usprawiedliwiania.

– Budowa tego pomnika to jest próba legalizacji pewnego kłamstwa, które się powiela, aby bezpośrednio usprawiedliwić zbrodnię katyńską. Rosjanie, chcąc się z tego wykpić, pokazują, że Polacy pierwsi dokonali zbrodni wojennych wymordowania jeńców 1920 roku. Oczywiście rzecz nie ma potwierdzenia w faktach ani źródłach, jednakże próbuje się ją lansować w różny sposób. Wydaje się, że próba budowy takiego pomnika dokładnie temu ma służyć – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl prof. Mieczysław Ryba.

Według założeń Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia jest organizacją mającą na celu inicjowanie i wspieranie działań podejmowanych w obu krajach na rzecz dialogu, a co za tym idzie – wspólnego pojednania i zbliżenia narodów. Jak twierdzi prof. Ryba, u podstaw funkcjonowania tej instytucji leży inny system wartości i pojęć, który diametralnie różni się od tego, który reprezentują polskie organizacje tego typu.

– Mamy tu do czynienia z różnicami cywilizacyjnymi. Inaczej to sobie wyobrażamy. My, mówiąc o pojednaniu, uważamy, że należy mówić o prawdzie i konieczne jest oparcie na niej relacji. Ażeby mogło się to stać, Rosjanie musieliby tę kategorię uznawać. Natomiast dla nich historia jest tylko i wyłącznie elementem gry politycznej. Dla nich prawda nie jest celem, a za cel służy użyteczność polityczna. Dlatego też od czasu do czasu, kiedy na rękę jest im pokazać swoje łagodne oblicze, mówią dużo o pojednaniu. Dla nich czynnik siły jest to jedyne miejsce, gdzie należałoby się spotkać i jednać. Dla nas jest to czynnik prawdy – stwierdził historyk.

Główny ciężar przeprowadzenia zbiórki pieniędzy spoczywa na Rosyjskim Towarzystwie Wojskowo-Historycznym. Organizacja ta została założona dwa lata temu dekretem Władimira Putina.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cznej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 30 sty 2015, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Pius XII był „Schindlerem z Watykanu”, a nie „papieżem Hitlera”

Obrazek
Fot. Joachim Specht / pl.wikipedia.org


Był „Schindlerem z Watykanu”, a nie „papieżem Hitlera” - tak o Piusie XII mówi włoska reżyserka Liana Marabini, autorka filmu „Shades of Truth”. Jego światowa prapremiera odbędzie się w Rzymie 2 marca, w rocznicę urodzin i wyboru papieża czasów II wojny światowej, oskarżanego o sprzyjanie nazistom.

W filmie, wyprodukowanym przez Condor Pictures we współpracy z Liamar Media World, a kręconym w Rzymie, Asti, Berlinie, Nowym Jorku i Lizbonie, zebrane są nieznane dotychczas świadectwa Żydów uratowanych przez papieża. W maju film ma być przedstawiony na festiwalu w Cannes, a we wrześniu w Filadelfii, z okazji Światowego Spotkania Rodzin z udziałem papieża Franciszka. Po watykańskiej prapremierze, będzie wyświetlany w 335 salach kinowych we Włoszech, 280 we Francji, a także w Belgii, Niemczech, USA, Argentynie, Brazylii, Australii, Hiszpanii i Portugalii, a dopiero potem trafi do telewizji.

Scenariusz, autorstwa samej Marabini, oparty został na dokumentacji historycznej, liczącej ponad 100 tys. stron. Ukazuje ona „ciche działania” Piusa XII na rzecz Żydów, dzięki czemu stał się „Schindlerem z Watykanu”. - Uratował ich od deportacji i śmierci ponad 800 tys. - liczbę imponującą - podkreśla włoska reżyserka. Wyjaśnia, że swe działania papież podejmował w różny sposób: od listownych dyspozycji, dawanych biskupom na całym świecie, w których zalecał kompleksową opiekę nad zagrożonymi Żydami, aż po ukrywanie ich w budynkach kościelnych, także wewnątrz murów Watykanu, a szczególnie w swej letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Wolę Piusa XII wykonywały m.in. liczne zgromadzenia zakonne w Rzymie, a także bazyliki papieskie w Wiecznym Mieście, otwierając swe bramy dla zagrożonych Żydów.

Marabini prowadziła swe badania, studiując zastrzeżone dokumenty watykańskie i wysłuchując nieznanych dotychczas świadectw ocalonych. - Konsultowałam setki źródeł historycznych w Watykanie i innych miejscach. Spotykałam ludzi, słuchałam ich świadectw i je rejestrowałam, filmowałam ich gdy wspominali Piusa XII ze łzami w oczach. Wszyscy byli Żydami. Ktoś miał ponad 90 lat, inni byli potomkami, najczęściej dziećmi lub wnukami, Żydów uratowanych przez wielkiego papieża - powiedziała reżyserka włoskiemu dziennikowi „Il fatto quotidiano”.

Gazeta zaznacza, że film może ukazać bezzasadność opinii środowisk żydowskich, oskarżających Piusa XII o to, że był „papieżem Hitlera”, gdyż publicznie milczał nt. prześladowania Żydów.

http://www.niedziela.pl/artykul/13785/Pius-XII-byl-„Schindlerem-z-Watykanu”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 03 lut 2015, 16:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Skandal? "Polskie obozy koncentracyjne" na stronie izraelskiego instytutu Yad Vashem

Obrazek
Drut kolczasty otaczający obóz koncentracyjny / Shutterstock)


Sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne" jest nie tylko nieprawdziwe, ale na dodatek krzywdzące, bo zamienia miejscami kata i ofiarę. Tym bardziej może dziwić, że sformułowaniami takimi posługuje się instytut Yad Vashem w Izraelu zajmujący się badaniami nad zagładą Żydów w czasie II wojny światowej.

Według informacji, jakie można znaleźć na stronach Yad Vashem, SS-Obersturmführer Christian Wirth, komendant obozu koncentracyjnego w Bełżcu i twórca systemu zagłady Żydów wprowadzonego w Treblince i Sobiborze tak naprawdę był budowniczym "polskich obozów koncentracyjnych" (ZDJĘCIE 1). To jednak nie jedyna taka wpadka instytutu zajmującego się badaniem Holokaustu i honorowaniem osób, które z narażeniem życia ratowały Żydów w czasie II wojny światowej. W innych artykułach publikowanych na stronie łatwo znaleźć podobne stwierdzenia (ZDJĘCIE 2, ZDJĘCIE 3).

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że sam Yad Vashem wielokrotnie zwracał uwagę na sformułowanie "Polish concentration camps" pojawiające się regularnie w zachodniej prasie. Jak pisał emerytowany już kierownik Działu Historyczno-Badawczego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, doktor Franciszek Piper, według profesora Israela Gutmana z Instytutu Pamięci Yad Vashem w Izraelu jedną z form negowania Holocaustu jest używanie określenia "polskie obozy koncentracyjne". Jest to świadoma czy nieświadoma forma zamiany ofiary w kata i próba rozmycia kwestii odpowiedzialności za popełnione zbrodnie.

Polskie ministerstwo spraw zagranicznych wielokrotnie zapowiadało wytaczanie procesów o kłamstwo oświęcimskie osobom, które używają stwierdzenia "polski obóz koncentracyjny" w odniesieniu do obozów wybudowanych przez Niemców w okupowanej Polsce.

Do tej pory wystarczyły interwencje u autorów bądź redakcji, by niezgodne z prawdą historyczną określenia były korygowane.

"Polskie obozy koncentracyjne" pojawiały się w prasie i internecie ostatnio zwłaszcza przy okazji relacji z uroczystości związanych z 70. rocznicą wyzwolenia Auschwitz-Birkenau.

Interweniowaliśmy w około 20 sprawach błędnego kodu pamięci "polskie obozy", który pojawił się w artykułach związanych z rocznicą - podało biuro prasowe MSZ, zapytane w tej sprawie przez "Rzeczpospolitą".

http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ ... ashem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 25 lut 2015, 13:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/02/2 ... -birkenau/

Żydzi swoim zachowaniem potwierdzają pogłoski, że holokaust to mit. Gdyby naprawdę żydów mordowano w Oświęcimiu, szanowali by pomordowanych rodaków. Najwidoczniej wbrew propagandzie to nie żydzi, ale Polacy byli w większości ofiarami komór gazowych. Tak wynika z postawy żydów oraz z całej feerii kłamstw odnośnie sprawców masowych mordów jak i budowniczych obozów koncentracyjnych. Prawdy nie poznamy dopóki każda próba badania zbrodni hitlerowskich będzie tępiona. Pozostały więc spekulacje, a zachowanie żydów względem tragedii II wojny światowej jest wielce wymowne.

Świadectwo z zajścia w Muzeum Auschwitz-Birkenau
Posted by Marucha w dniu 2015-02-24 (wtorek)

Świadectw opisujących zachowanie się żydowskiego bydła w Polsce jest pełno – wandalizowanie hoteli, wulgarne odnoszenie się do obsługi, sranie na dywan [tak!], wywalanie telewizorów przez okna, bydlęce maniery w miejscach wymagających bodaj minimum kultury…
Oto jeszcze jedno z nich.
Admin


Szanowny Dyrektorze Muzeum Auschwitz, Panie Piotrze Cywiński.
Napisałam do Pana to świadectwo w języku polskim i angielskim, będąc bardzo poruszona sytuacją z jaką się spotkałam podczas zwiedzania Muzeum, a przecież wcześniej miejscem kaźni, mordu i cmentarzem wielu Narodów.
Cześć, hołd i honor jaki oddałam z mymi bliskimi tym pomordowanym niewinnym istotom ludzkim, była zakłócana przez wielu izraelskich wycieczkowiczów, którzy zamiast modlitwy zanieśli tam hałas, żarty i brak szacunku. Zachowywali się tak bardzo głośno jak na targowisku, co nie służyło ani modlitwie ani przemyśleniom w zadumie. Oprócz tego znieważenia – zbezczeszczenia, odważono się na akt wandalizmu i próby kradzieży własności muzealnej, co spowodowało, że nie zawahałam się powiadomić o tym władz straży muzealnej i Pana, Panie Dyrektorze.
Auschwitz i Auschwitz II Birkenau jako Pomnik Zagłady wpisany na listę UNESCO, nie powinien być tak hańbiony, niszczony i rozkradany przez jakichkolwiek zwiedzających, a takie zachowania, które opisałam świadczą jedynie o bardzo niskiej kulturze i niskiej świadomości zwiedzających, dla których holokaust milionów jest jedynie igraszką. „ICH LOS – PRZESTROGĄ” dla innych narodów i pokoleń, a my powinniśmy otaczać to szczególnie traumatyczne miejsce – pamięcią, strzec go ze stanowczością i odwagą, by historia nigdy więcej się nie powtórzyła. W trakcie pisania świadectwa dot. zdarzenia w Muzeum jest również mój przyjaciel, brytyjski policjant, który również wyśle do Pana maila w związku ze sprawą.

Oto treść mego świadectwa
Jestem turystką, pochodzę z Dolnego Śląska. Od lat mieszkam w Anglii. Wraz z osobą towarzyszącą, tj. brytyjskim policjantem, wybrałam się do Oświęcimia, by pokazać Anglikowi – niemiecki nazistowski obóz zagłady Auschwitz i Auschwitz II Birkenau.
Było to we wtorek 29 października 2013 roku.
Wiedzieliśmy, że jest to bardzo smutne i tragiczne miejsce, naznaczone krwią i prochami niewinnych Polaków, Romów, Rosjan, Brytyjczyków i Żydów, deportowanych ze wszystkich krajów okupowanej Europy.
Dla mnie to miejsce szczególne – największy obóz zagłady III Rzeszy – świadectwo ludobójstwa, dokonanego przez hitlerowców w czasie II wojny światowej. Oglądając ogrodzenia, druty kolczaste, wieże strażnicze, baraki, szubienice, komory gazowe, krematoria – trudno sobie wyobrazić, że to „ludzie ludziom zgotowali ten los”.
W Oświęcimiu więźniami byli Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, Pan Franciszek Gajowniczek, którego osobiście znała moja rodzina z Mińska Mazowieckiego, był też Pan rotmistrz Witold Pilecki, polski bohater i Osoba dla mnie historycznie bardzo ważna oraz Edyta Stein, co spowodowało, że chciałam zobaczyć to miejsce kaźni i pokazać je bliskim.
To miała być dla nas lekcja historii i oddanie hołdu pomordowanym i modlitwa za nich. Podczas zwiedzania Muzeum wraz z angielskojęzyczną grupą, podążaliśmy w smutku, skupieniu, zamyśleniu i głębokim milczeniu za przewodnikiem, który opowiadał nam o holokauście Polaków, Rosjan, Romów, Brytyjczyków i Żydów w Oświęcimiu.
W mojej grupie byli Amerykanie, Brytyjczycy, Irlandczycy, ludzie z Singapuru i ja Polka. Zdawałam sobie sprawę, że cokolwiek wydarzyło się tam w przeszłości za drutami obozu, nie miało to nic wspólnego z radością i żartami. Słuchałam opowiadań przewodnika, ale moja uwaga skierowana na „życie” więźniów obozu zagłady, przerywana była głośnym i prowokacyjnym zachowaniem różnych grup młodych ludzi w białych kurtkach, którzy usiłowali zwrócić naszą uwagę na siebie. Wywijali swoimi flagami tak jak podczas meczu lub w marszu podczas radosnej majówki. Przy tym głośno się śmiali i żartowali, co było w moich oczach bardzo niestosowne i nie na miejscu, gdyż szli Drogą Śmierci i męczeństwa 1,5 mln zamordowanych tam ludzi. Czyż oni nie mieli wiedzy, że hitlerowcy systematycznie głodzili, torturowali i wymordowali tam głównie Polaków i Żydów. Ich los powinien być przestrogą dla nas współczesnych i powinniśmy w milczeniu oddać hołd, cześć i szacunek pomordowanym ofiarom nazizmu.
Byłam poruszona zachowaniem tych ludzi, co wyglądali na wycieczkowiczów czy bardzo głośnych turystów, którzy przyjechali z Izraela do Disneylandu, by się zabawić i zamanifestować hałasem swoją obecność w obozie. Naprawdę przeszkadzało to w zwiedzaniu, bo nie można było usłyszeć co mówi przewodnik, gdyż ludzie w białych kurtkach z niebieskimi gwiazdami Dawida na plecach byli hałaśliwi i nieznośni, zagłuszali głos przewodnika, obnosząc się swoim głośnym czy wesołkowatym zachowaniem.
Nigdy czegoś podobnego nie widziałam wcześniej na żadnym cmentarzu świata, a Auschwitz jest bardzo traumatycznym miejscem, jest cmentarzem pełnym ludzkich prochów i cieni z przeszłości. Cmentarzem, gdzie życie zgubili niewinni Polacy i Żydzi, ale to niewiele znaczyło dla hałaśliwych obywateli z Izraela. Było to dla mnie szokiem, jak młodzież żydowska i ich liderzy nie potrafią uszanować miejsc męczeństwa swoich przodków, nie potrafią się stosownie zachować w obecności prochów czy innych niemych świadków mordów z przeszłości.
Auschwitz dla nich – to była krajoznawcza piesza wycieczka po parku rozrywki typu Disneyland. Tak to postrzegałam, będąc bardzo niezadowolona, widząc dzikie manifestacyjno-prowokacyjne zachowania obywateli izraelskich.
Przed godz. 17:00 przewodnik zakończył oprowadzanie nas po Auschwitz Birkenau, więc poszłam z mym towarzyszem podróży – Anglikiem do toalet. W długiej hałaśliwej kolejce aż na zewnątrz terenu Muzeum, wystałam się do toalety. Miałam wrażenie, że jestem na głośnym targu, gdzie po hebrajsku hałaśliwie bez końca rozmawiano. Potem zmierzałam wraz z przyjacielem w kierunku wyjścia, przechodząc przez tory kolejowe przy tzw. „Bramie Śmierci”. Było to na terenie obozu, tuż przy bramie wjazdowej do obozu Auschwitz II Birkenau – przy budynku byłej głównej wartowni SS, właśnie przy „Bramie Śmierci”. Wtem zobaczyłam dwóch żydowskich młodych mężczyzn, którzy zachowywali się w dziwny sposób, zwracając moją uwagę na siebie.
Otóż namawiali się oni coś planując i rzeczywiście zobaczyłam na własne oczy jak jeden z nich zaczął wyrywać i wyrwał z trzaskiem długi kawałek drewna z podkładu kolejowego. Po czym ten długi na około pół metra kawał drewna trzymał w ręce i chciał schować do swego plecaka. Osłupiałam i zamarłam w miejscu gdzie to się wydarzyło, gdyż wiedziałam, że wszystko co się znajduje w obozie zagłady Auschwitz i Auschwitz Birkenau jest Pomnikiem Pamięci i obiektem UNESCO, więc jest prawnie chronione. Zawołałam do chłopaka po angielsku – co ty robisz? tak nie wolno! niszczysz własność muzeum, idę wezwać policję…Spojrzałam na zegarek, była godz. 17:15. Chłopak położył drewno na miejsce, z którego go wcześniej wyrwał, a ja natychmiast poszłam wezwać straż muzealną i zgłosić akt wandalizmu.
Razem ze strażnikiem wróciliśmy na miejsce zniszczenia a ja pokazałam mu dwóch izraelskich młodzieńców, którzy jeszcze tam stali i rozmawiali po hebrajsku. Strażnik spytał o ich paszporty, ale oni odmówili wylegitymowania się, więc spytał ponownie o ich liderów, opiekunów wycieczki. Nie mógł się o nic doprosić, jak gdyby wszyscy liderzy nagle się rozpłynęli i nikt nie posiadał paszportów. Po pół godzinie zjawili się liderzy, którzy próbowali wmówić mi naocznemu świadkowi, że nic nie widziałam, że nic nie słyszałam, że tylko mi się wydawało, że widzę czy słyszę trzask wyrywanego drewna z podkładu kolejowego przy „Bramie Śmierci”. To samo chcieli wmówić memu przyjacielowi, brytyjskiemu policjantowi, że tylko mu się wydawało, że coś widział, a w ich mniemaniu, to w zasadzie też nic nie słyszał.
To była manipulacja, która miała zatuszować fakt dewastacji mienia Muzeum Pomnika.
Stanowczo na głos powiedziałam tam zebranym Żydom, że bezczelnie manipulują faktami i dobrze wszyscy o tym wiemy, że chcą ukryć i zatuszować fakt niszczenia i wandalizmu w obiekcie muzealnym UNESCO.

Zakomunikowałam
Jako świadek wydarzenia i tak ujawnię prawdę nt skandalicznego zachowania się obywateli izraelskich w obozie śmierci, obozie zagłady Żydów i Polaków. Ujawnię jak obywatele izraelscy hańbią swym bezczelnym zachowaniem miejsce holokaustu Polaków i Żydów.
Jaki lekki i niepoważny stosunek mają ci współcześni Żydzi do prochów i do cieni po swych żydowskich pomordowanych przodkach. Ci młodzi ludzie, których spotkałam nie uszanowali pamięci ofiar Obozu poprzez niewłaściwe zachowanie, gdy odwiedzali to miejsce czy też dewastowali przez wyrywanie drewna z podkładów torów kolejowych, które miały służyć jako pamiątka z Auschwitz.
Wszystko to mówiłam głośno. Każdy z Żydów, który tam stał – słuchał niemy i osłupiały, tak że moja stanowcza mowa stała się dla nich pogadanką i prawdziwą lekcją historii, uświadamiającą czym jest Auschwitz i jak powinniśmy się tam zachować – oddając pokłon i cześć pomordowanym.
Z napisów na kurtkach zorientowałam się, że ludzie z Izraela są z organizacji Szalom. Jeden z Żydów spytał mnie dlaczego chcę ukarać tamtego chłopaka… Odpowiedziałam mu, że nie o karę tu chodzi ale o wandalizm i ignorancję ludzi z jego narodu, którzy bezczeszczą obóz koncentracyjny. Niemieccy naziści traktowali obóz jako przemysł zagłady a dzisiejsi Żydzi traktują obóz jako przemysł hałaśliwej rozrywki.
Powiedziałam, że to co robią obywatele żydowscy w obozie zagłady Polaków i Żydów – jest wielkim grzechem przeciwko Bogu i przeciwko swym przodkom – żydowskim ofiarom holokaustu i że powinni się tego wstydzić.
Na tym skończyłam swój monolog, który mam nadzieje, dał rozbawionemu i niepoważnemu towarzystwu z Izraela coś do przemyślenia.
Xenia Jacoby, Wielka Brytania.
* * *
Szanowna Pani,
W imieniu Dyrektora Piotra M.A. Cywińskiego i Zastępcy Dyrektora Andrzeja Kacorzyka dziękuję za relację Pani i Pana Trainora.
Mogę Panią zapewnić, że podjęte zostały działania, które mają na celu zminimalizowanie podobnych przypadków w przyszłości. W ubiegły piątek miało miejsce spotkanie Dyrekcji Muzeum z przedstawicielką Ministerstwa Edukacji Izraela w sprawie zachowania grup izraelskich na terenie byłego obozu Birkenau. Mamy nadzieję, że członkowie izraelskich delegacji, a w szczególności ich liderzy, wreszcie zrozumieją jak ważne jest zachowane autentyzmu Miejsca Pamięci Auschwitz dla przyszłych pokoleń.
Liderzy-przewodnicy izraelscy otrzymają wkrótce list od MEI oraz Muzeum Auschwitz, w którym jeszcze raz przypominane zostaną zasady zachowania na terenie PMA-B.
Z naszej strony dokładamy wszelkich starań, aby podobne akty wandalizmu tropić i surowo karać.
Zostałem również upoważniony przez Dyrektora Cywińskiego do przesłania Pani oraz Panu Trainorowi drobnego upominku w podziękowaniu za wspaniałą postawę. Czy mógłbym w związku z tym poprosić Panią o przesłanie mi swojego adresu do korespondencji?
Pozdrawiam serdecznie,
Tomasz Michaldo Metodyka Oprowadzania Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau

http://kronikanarodowa.pl/index.php?opt ... 5#comments


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 04 mar 2015, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Bohater z plebiscytu

Muzeum Historii Polski objęło swoim patronatem plebiscyt jednego z miesięczników na polskiego bohatera II wojny światowej. Wśród 30 „kandydatów” wytypowanych przez redakcję znalazł się gen. Zygmunt Berling. Warto się zastanowić, czy Berling zasłużył na to, żeby w jakikolwiek sposób nazywać go bohaterem.

Był to człowiek, który zdradził swój kraj i zdradził mundur. Poszedł na współpracę z NKWD. Będąc w wojsku generała Andersa, nie wyszedł z ZSRS razem z nim. Był więc dezerterem. Zaocznie skazano go na karę śmierci. Został wydalony z wojska i zdegradowany do stopnia szeregowca.

Faktem jest, że stał na czele ludzi, dla których powierzona mu armia była jedyną szansą na wyjście z ZSRS i ocalenie życia, lecz to nie przekreśla wszystkiego, co było wcześniej. Jego czyny całkowicie go dyskredytują. Poszedł na współpracę z komuną, zdradził państwo polskie i zdradził przysięgę, którą złożył. O nazywaniu go bohaterem lub nawet sugerowaniu, że mógłby nim być, nie powinno być mowy.

Pamiętajmy jednak, że to, że Berling walczył po stronie sowieckiej, w żaden sposób go nie dyskredytuje. Dlatego że w tamtych czasach bardzo wielu ludzi walczyło po stronie sowieckiej. Kluczowe jest to, jaki miał status przed wojną, a w 1939 r. odszedł ze służby i został skazany przez sąd honorowy w związku z aferą obyczajową. Następnie, dostając się do sowieckiego obozu, zrobił to, czego zrobić nie powinien – poszedł na współpracę z wrogiem. To tak jakby polscy obrońcy września 1939 roku w obozach jenieckich poszli na współpracę z gestapo. To jest dokładnie to samo.

Widział także, co się stało z jego towarzyszami broni. Nie znamy jego roli, czy pośredniczył w śmierci wielu oficerów polskich w sowieckich obozach. Nie wiemy, czy stosował selekcję – kto może zostać przy życiu, kto się jeszcze może przydać do stworzenia namiastki rzekomego polskiego wojska. Tego nie wiemy. Ale fakt współpracy z NKWD przekreśla go całkowicie. Zasługi walki z Niemcami w żadnym wypadku nie wybielają jego innych czynów.

Kwestią zupełnie inną jest to, czy plebiscyty tego rodzaju mają sens. To są zabawy dla ludzi, którzy lubią widowiska. Trzeba pamięć o tych, którzy przyczynili się do zwycięstwa nad Niemcami. Ludzi tych trzeba jednak honorować zupełnie inaczej. Tytuł, który padnie za sprawą przypadkowego plebiscytu, nie jest dobrą formą. Nie mam nic przeciwko plebiscytom. Można robić takie, która z celebrytek ma dłuższą grzywkę i czy się nam to podoba czy nie... Kto chce, może brać w tym udział… ale cyrku nad trumnami bohaterów robić nie można!

Leszek Żebrowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... scytu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 06 mar 2015, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
„DIE WELT” NIE MUSI PRZEPRASZAĆ ZA „POLSKIE OBOZY”

Warszawski Sąd oddalił wniosek przeciwko wydawcy niemieckiego dziennika „Die Welt” za użycie na łamach tego pisma nazwy „polskie obozy”.
Ten skandaliczny wyrok – polskiego sądu – oznacza, że wydawca Axel Springer nie musi płacić odszkodowania i ponownie przepraszać za zakłamywanie historii.
Ponadto kosztami postępowania został obciążony powód, ponieważ przegrał proces w całości.

Obrazek

Zdaniem sądu zwrot „polski obóz” jest nieprawdziwy i zakłamuje historię, ale pozew Zbigniewa Osewskiego wobec wydawcy „Die Welt” podlega oddaleniu, bo słowa te nie odnosiły się bezpośrednio do powoda.
Zbigniew Osewski zapowiada apelację.

Zdaniem europosła PiS i byłego ministra kultury Kazimierza Michała Ujazdowskiego – wyrok jest skandaliczny.
– Mam nadzieję, że Sąd Najwyższy przyzna rację Panu Osewskiemu. Ponadto potrzebna jest zmiana w prawie karnym. Tylko wtedy będziemy silni wobec kłamstwa godzącego w dobre imię Polski – przekonuje polityk.

Czytaj cały komentarz Kazimierza Ujazdowskiego do sprawy! http://www.warszawskagazeta.pl/felieton ... ch-smierci

Werdykt sądu oznacza, że niemiecka gazeta nie poniesie odpowiedzialności za swoje działania.

http://www.warszawskagazeta.pl/kraj/ite ... skie-obozy


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /