Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Swiadomość budowana na fałszu

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 21 kwi 2015, 05:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Może nie tyle obarczyliśmy się winą, co wrobiono nas przy czynnym udziale V kolumny jaką jest rząd obecny i przy aktywnym udziale wszelkiej maści usłużnych karierowiczów, co to żyją z polskiego podatnika, ale zadeptywanie polskości służy im za trampolinę do wybicia się i osiągnięcia sukcesu życiowego.

Obarczaliśmy się winą za holokaust, no to teraz mamy

Na wszystkie możliwe sposoby omawiana jest w mediach w Polsce wypowiedź szefa FBI Jamesa B. Comeya – w której mówił o udziale w holokauście także Polaków – „w ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski i Węgier, wielu innych miejsc, nie zrobili niczego złego”.

Wypowiedź była jak najbardziej oficjalna, miała miejsce na spotkaniu z przedstawicielami środowisk żydowskich w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie w dniu 15 kwietnia, a treść jego przemówienia dopiero w sobotę opublikował „Washington Post”.

Nie była to pierwsza wypowiedź tego rodzaju wysokiego urzędnika amerykańskiego. Przypomnijmy, że w 2012 roku podczas – co znamienne – wręczania przyznanego pośmiertnie Janowi Karskiemu Medalu Wolności (temu, który przedstawił także prezydentowi USA Franklinowi Rooseveltowi dokumenty o holokauście dokonywanym przez Niemców) prezydent Barack Obama przeczytał z promptera, „że ten kurier podziemia AK został przeszmuglowany do getta warszawskiego i polskiego obozu śmierci”.

Później w liście skierowanym do prezydenta Komorowskiego ponoć za tę wypowiedź przeprosił, ba – miał się nawet zobowiązać, że będzie tego rodzaju wypowiedzi zwalczał, ale publicznie żadnych przeprosin jednak nie było.

Po blisko 24-godzinnym namyśle polskie MSZ ustami rzecznika prasowego wezwało ambasadora USA Steve'a Mulla do resortu już w niedzielę po południu i jeden z wiceministrów wręczył mu notę z protestem i wezwaniem do przeprosin.

To minimum tego, co państwo polskie powinno zrobić, ale jednocześnie w mediach mieliśmy wręcz festiwal wypowiedzi polityków Platformy i przedstawicieli rządu Kopacz, którzy bagatelizowali wypowiedź dyrektora FBI, sugerując, że wzięła się ona zapewne z niewiedzy albo też że była najwyżej niemądra.

Królował wręcz w mediach minister w kancelarii premiera Władysław Bartoszewski, który uznał tę wypowiedź za jeden z idiotyzmów, jakich wiele pojawia się na całym świecie, więc nie ma co zawracać sobie tym głowy.

Zadziwiający był brak reakcji na tę wypowiedź uczestniczącego w niedzielę w kampanii wyborczej prezydenta Komorowskiego, którego o to, czy zareaguje, pytał szef jego sztabu wyborczego Robert Tyszkiewicz podczas spotkania z uczestnikami uniwersytetów trzeciego wieku (mina prezydenta na zdjęciach opublikowanych na Twitterze aż nadto wymowna).

Zareagował, i to bardzo dobitnie, kandydat Prawa i Sprawiedliwości europoseł Andrzej Duda, który podczas składania wieńca na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Krakowie-Płaszowie, podkreślając, że chodzi o wypowiedź wysokiego urzędnika USA, powiedział między innymi: „Żadna niewiedza historyczna, żadna ignorancja nie może usprawiedliwiać haniebnego obrażania innych narodów. Naziści to nie byli ludzie znikąd, to nie byli kosmici, nazistami byli Niemcy. Oczekuję i myślę, że wszyscy oczekujemy, że jako Polacy zostaniemy przeproszeni w sposób bardzo wyraźny, zdecydowany i czytelny dla całego świata przez pana Jamesa Comeya”.

Ta smutna historia każe przypomnieć z całą mocą posunięcia ostatnich lat rządu Platformy i PSL, bowiem to Polski Instytut Sztuki Filmowej kierowany przez Agnieszkę Odorowicz hojnie pieniędzmi publicznymi wspierał takie filmy jak „Pokłosie” czy „Ida” (nagrodzony ostatnio amerykańskim Oscarem), gdzie bardzo wyraźnie pokazywano uczestnictwo Polaków w mordowaniu Żydów.

Telewizja publiczna z kolei pod światłym kierownictwem prezesa Brauna (z nadania prezydenta Komorowskiego) zakupiła i wyemitowała niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym to partyzanci z AK atakują niemiecki pociąg, ale po ustaleniu, że w towarowych wagonach są przewożeni Żydzi, ryglują je i pozwalają, by jechały dalej do jakiegoś obozu koncentracyjnego.

Jeżeli dołożymy do tego odrzucenie w pierwszym czytaniu przez posłów Platformy i PSL przygotowanego przez Prawo i Sprawiedliwość projektu ustawy o ściganiu z urzędu na całym świecie osób przypisujących Polakom udział w holokauście, pokazuje to nastawienie rządzących do tego poważnego problemu.

Brak poważnej polityki historycznej, redukcja nauki historii w szkołach, w tym także w liceach ogólnokształcących, dopełniają tylko tego niezwykle smutnego obrazu.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -mamy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 14 maja 2015, 15:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Tylko bezwzględność w wiadomym sobie celu buduje swój świat na fałszu. Tak robią ludzie bez moralności, bez empatii, bez sumień, bez serc. Tak działają tylko potwory, obojętnie czy jako pojedyńcze osobniki, czy jako grupy społeczne, czy jako grupy interesu, czy jako narody. Tak czyni tylko psująca się tkanka społeczna, zarażona zwyrodnieniem.

Antypolski sojusz kata z ofiarą

Od wielu już lat jesteśmy świadkami pisania historii na nowo, a właściwie powinno się mówić - bezczelnego jej fałszowania - gdyż pisanie na nowo może również oznaczać powrót do dawno zapomnianej prawdy.
Nie da się ukryć, że w tym barbarzyńskim i obelżywym dla nas Polaków procederze pierwsze skrzypce gra tylko z pozoru egzotyczny sojusz Niemców z Żydami, czyli kata z jego ofiarą. Nie należy jednak utożsamiać tego sojuszu z syndromem sztokholmskim. W tym przypadku w grę wchodzi zwykły cyniczny i wyjątkowo podły wspólny szeroko pojęty interes.

Wiadomo, Niemcy od wieków uważający się za rasę wyższą i predysponowaną do przewodzenia innym nacjom musieli podjąć takie działania. Nie można nagle z dnia na dzień stać się wzorem do naśladowania i podporządkowywać sobie Europy przy pomocą kamuflażu w postaci Unii Europejskiej, z ciągnącym się od czasu ostatniej wojny piętnem narodu zbrodniarzy i ludobójców. Trzeba było sukcesywnie i cierpliwie, krok po kroku zrzucać z siebie ten ciążący balast i obarczać hańbą polski naród, który jako pierwszy z bronią w ręku przeciwstawił się Hitlerowi. To nie serial „Nasze matki, nasi ojcowie” był pierwszy. Pamiętam doskonale wielkie przedsięwzięcie propagandowe sprzed jedenastu lat, mające na celu promocję filmu „Upadek” w reżyserii Olivera Hirschbiegela. Jego akcja dzieje się w bunkrze Hitlera pod Kancelarią Rzeszy i rozgrywa pomiędzy kilkunastoosobową grupką umundurowanych czarnych, zielonych i brunatnych ludzików terroryzujących biedny zniewolony niemiecki naród. Zbrodniarze nawet nie stąpają po niemieckiej ziemi, ale działają pod jej powierzchnią niewidoczni dla przedstawicieli narodu. Ani słowa w tym filmie o tym, że ci ludzie z bunkra wyniesieni zostali do władzy przez rozentuzjazmowany i oczarowany zbrodniarzami naród, który kibicował Hitlerowi i spółce w jego zbrodniczych napaściach na inne państwa. Marzenia Führera o powiększeniu niemieckiej przestrzeni życiowej na wschód były przecież marzeniami niemal całego ówczesnego niemieckiego społeczeństwa. Cała fabuła sprowadzała się do przedstawienia kilku ryjących pod ziemią ślepych kretów psujących obrzydliwymi kopcami piękny niemiecki idylliczny krajobraz kulturalnego narodu.

I teraz zajmijmy się zagadkowym pytaniem, dlaczego Żydzi, naród poddany przez Niemców ludobójczej zagładzie, tak ochoczo przyłączyli się do swojego oprawcy i współodpowiedzialnymi za Holokaust czynią Polaków? Najprościej byłoby powiedzieć, że chodzi tylko o pieniądze, czyli te 65 mld dolarów, które chce wyłudzić od Polaków „Przedsiębiorstwo Holokaust”. Jest jednak coś jeszcze. Żydzi podobnie jak Niemcy chcą zmyć z siebie wielką hańbę i bijąc się w cudze piersi zakrzyczeć niewygodną i wstydliwą prawdę o tym, że jako naród nie zdali egzaminu z człowieczeństwa, uczciwości, dzielności oraz lojalności wobec swoich współbraci w obliczu rozgrywającej się największej tragedii XX wieku.

Są fakty, o których nigdy nie zająknie się Michnik, Gebert, Gross czy Smolar. Największa żydowska myślicielka XX wieku, Hannach Arendt pisała w swojej książce, „Eichmann w Jerozolimie”: Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii.
Warto też przytoczyć przywołany przez prof. Jerzego Roberta Nowaka w książce „Żydzi przeciw Żydom” fragment wstrząsającej relacji, Barucha Milcha, który tak opisywał żydowskie losy na wschodnich terenach okupowanej Polski: W każdym razie Judenrat stał się narzędziem w rękach gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami członkowie później się wyrażali, są 'Gestapem na ulicy żydowskiej'. Powołali Ordnungsdienst [służbę porządkową - J.R.N.] jako organ wykonawczy składający się z najgorszych elementów […] w gruncie rzeczy Judenrat zaczął prowadzić politykę rabunkową w celu napełnienia własnych kieszeni, by tymi pieniędzmi przekupić władze i gestapo, ale tylko w celu zabezpieczenia losu swoich i najbliższej rodziny. Nie znam ani jednego wypadku, żeby Judenrat bezinteresownie pomógł któremuś Żydowi. […] Do wykonania swoich niecnych czynów, jak ściąganie ogromnych podatków i nałożonych kontrybucji, łapanie do łagrów i napadów na domy żydowskie, Judenraty używały swojej Ordnungsdienst, której dawali procent z łupu, a ci ludzie w liczbie dziesięciu-piętnastu napadali na ludzi, bijąc w okrutny sposób, niszcząc i rabując, cokolwiek się dało, i to ze straszną bezwzględnością.
Dalej czytamy: Judenrat załatwił z tymi mordercami, że do trzech godzin dostarczy im żądane trzysta osób. Sami Żydzi musieli łapać i wydawać braci i siostry w ręce katów, którzy stali na placu folwarku, obok naszego mieszkania, i przyprowadzonych przyjęli pałkami albo nahajkami, a później wywieźli na rzeź do Bełżca (...) Judenratowcy i Ordnungsdienst, przy pomocy ukraińskiej policji i kilku Niemców, którym jeszcze zapłacono, by prędko pracowali, gonili po ulicach, jak wściekłe psy czy opętańcy, a pot się z nich lał strumieniami […] Straszny to był widok, jak Żyd Żyda prowadził na śmierć […]

Jak widzimy najlepiej jest zakrzyknąć łapaj złodzieja i odwracać uwagę od niewyobrażalnej wprost hańby własnego narodu. Najłatwiej tropić szmalcowników wśród Polaków. Oczywiście szmalcownicy istnieli, tak jak istnieli rabusie żydowskiego majątku, ale Polskie Państwo Podziemne ich ścigało i likwidowało zaś dokumenty Armii Krajowej jasno dowodzą, że wywodzili się oni niemal w 100% z marginesu, a mówiąc wprost były to zwykłe ludzkie męty, których nie brakuje w żadnym społeczeństwie. I tu dochodzimy do kolejnej niewygodnej i haniebnej prawdy o postawie Żydów. Otóż żydowscy zdrajcy szmalcownicy i rabusie wywodzili się bardzo często z elit, o czym Hannah Arendt tak pisała we wspomnianej książce: O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano.

Najlepszym przykładem jest tu przedwojenny wpływowy przemysłowiec, Chaim Rumkowski, z nadania niemieckiego okupanta pan i władca w łódzkim getcie, z którego to getta był dumny i uważał je za żydowskie państwo z własną walutą w postaci „chaimków” i „rumków”, trzema więzieniami i urządzonym w okazałej willi własnym haremem kompletowanym ze sprowadzanych tam pięknych Żydówek. Rumkowski wydawał w getcie nawet znaczki pocztowe ze swoją podobizną. Ten tyran terroryzował i prześladował przedstawicieli własnego narodu, a przemawiając w maju 1941 roku do mieszkańców getta mówił: Dyktatura nie jest brzydkim słowem. Dzięki dyktaturze zdobyłem uznanie Niemców dla mojej pracy. A gdy mówią: Litzmannstadt Ghetto, odpowiadam: To nie getto, to miasto pracy. Oto Żyd odwołujący z entuzjazmem do hasła Arbeit macht frei , widniejącego nad bramami obozów zagłady.

W ubiegłym tygodniu obejrzałem sobie z bezpiecznej odległości „Tomasza Lisa na żywo”. Jednym z zaproszonych dyskutantów był publicysta „Gazety Wyborczej”, Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski, syn Bolesława Geberta, żydowskiego komunisty i sowieckiego agenta o pseudonimie „Ataman”. Trzeba dodać, agenta i zapiekłego wroga Polski, który wyrządził naszej ojczyźnie niepowetowane szkody. Rozmowa dotyczyła wypowiedzi amerykańskiego szefa FBI, który oskarżył Polaków o współudział w Holokauście. W pewnym momencie Gebert z wyraźnym niezadowoleniem i złością w głosie powiedział, że według badań, 60% dzisiejszych Polaków uważa się za największą ofiarę II wojny światowej, kiedy jeszcze parę lat temu tak myślących było tylko 30%. Szanowny panie Gebert, Polacy najwyraźniej mądrzeją i zgodnie narodowym instynktem bliższe są im ofiary setek spalonych przez Niemców polskich wsi i stodół niż tej stodoły w Jedwabnem znanej na całym świecie dzięki kłamstwom Tomasza Grossa. Polacy, co zrozumiałe wolą pamiętać, o swoich bohaterskich rodakach, którzy ginęli w Katyniu, Palmirach, na Wołyniu czy już po wojnie w stalinowskich kazamatach od strzału w tył głowy. Polacy - co nie powinno nikogo dziwić - wolą pamiętać o tysiącach polskich patriotów wymordowanych po wojnie przez żydokomunę. Mają do tego święte prawo, a co najważniejsze, nie domagają się w zamian, aby w Izraelu oddawano hołd powstańcom warszawskim, czczono Żołnierzy Niezłomnych czy budowano tam muzeum historii Polski.

Proponuję, aby Żydzi, którzy obłudnie pracują nad etyką ludzkości z wyłączeniem własnego narodu, przejrzeli się w lustrze. Może uda im się dostrzec czarne karty własnej historii? Tak na rozgrzewkę proponuje znaleźć, chociaż jednego Żyda, który po wkroczeniu sowietów do Polski uratował przed wywózką na nieludzką ziemię przynajmniej jednego Polaka ukrywając go w swoim domu czy obejściu? I nie musi być to pomoc czysta i bezinteresowna. Niech będzie i taki, który uczynił to za pieniądze.
Mimo iż nie groziła za taką pomoc kara śmierci, do dziś nazwisko takiego Żyda nie jest nikomu znane. Jak wyglądają na tym tle zarzuty środowisk żydowskich mówiące, że zbyt mało Polaków zaryzykowało utratę życia, czyli poniesienie kary śmierci wraz z całą rodziną za jakąkolwiek pomoc Żydom? Jak może taki zarzut stawiać Gross, który w wydarzeniach marca 68 roku po przesłuchaniu na milicji miał takiego pietra, że trzęsły mu się portki? Mówią o tym dzisiaj jego koledzy tacy jak na przykład Czesław Bielecki. Panie Gross, nie groziła panu wtedy kara śmierci, a co najwyżej dziesięć pompek i pięć przysiadów. Jak zwykły tchórz może komukolwiek zarzucać brak odwagi? W ramach resocjalizacji proponuje panu policzyć sobie drzewka sprawiedliwych zasadzone w instytucie Jad Waszem w Jerozolimie. Czy więcej jest tam tych polskich czy francuskich? Przypominam niezorientowanym, że we Francji za pomoc Żydom groziła grzywna w wysokości 50 franków.

Prawda jest taka, że naród polski i naród żydowski były wielkimi ofiarami II wojny światowej i co jest nie do przełknięcia dla strony żydowskiej, to nie im, ale Polakom udało się zachować godność i honor.
History is written by the victros – powiedział Winston Churchill. Jest to smutna prawda mówiąca o tym, że Historia jest pisana przez zwycięzców. Dzisiaj jesteśmy świadkami precedensu. Kłamliwą wersje historii piszą do spółki, pokonany w wojnie i jego ofiara, której nie udało mu się do końca unicestwić. Trzeba powiedzieć, że bardziej haniebnego duetu świat dawno nie widział. Najsmutniejsze niestety jest to, że bez udziału polskich sprzedajnych i zdradzieckich łże-elit oraz „pedagogiki wstydu” serwowanej społeczeństwu przez środowisko „Gazety Wyborczej”, czyli, jak mawia Stanisław Michalkiewicz, żydowskiej gazety dla Polaków, ten podły plan nie miałby żadnych szans na powodzenie.

W 1989 roku władzę w Polsce przejęła banda zwykłych drani i arcyłotrów, których trzeba czym prędzej odsunąć od władzy i przykładnie ukarać. Inaczej my również utracimy swój honor i co najsmutniejsze stanie się to bez jednego wystrzału oddanego w naszym kierunku przez wroga.
Pamiętajmy, że jak mówi stare arabskie przysłowie, Lepiej umrzeć z głodu, niż nasycić się chlebem zdobytym w poniżeniu.

http://kokos.salon24.pl/647425,antypols ... a-z-ofiara


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 maja 2015, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Wojciech Wencel

My z Napoleonem?

Czynienie sobie bożków z możnych tego świata nie prowadzi do niczego dobrego.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 18/2015

Dyrektor FBI James Comey, który niedawno oskarżył Niemców, Polaków i Węgrów o pomaganie anonimowym nazistom w mordowaniu Żydów, skreślił odręczny list do ambasadora III RP w Waszyngtonie. Napisał w nim m.in.: „Żałuję, że powiązałem w mojej wypowiedzi Polskę z Niemcami, gdyż Polska została zaatakowana i była okupowana przez Niemcy. Państwo Polskie nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści”.


Czy tak sformułowane wyjaśnienie można traktować jako oficjalne przeprosiny? Premier Ewa Kopacz uznała, że „to i tak więcej, niż można było się spodziewać”. Prezydent Bronisław Komorowski stwierdził filozoficznie, że pismo Comeya „wskazuje na głęboką refleksję, jego osobistą, ale być może także struktur państwa amerykańskiego, idącą w dobrą stronę”. A minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna zawyrokował: „Lepiej późno niż wcale. Sprawa jest zamknięta”.

Wygląda więc na to, że szef FBI nie przepraszając, jednak przeprosił. I nie wspominając ani słowem o ratowaniu Żydów przez Polaków, z pewnością miał to na myśli. Zresztą nie bądźmy przesadnie upierdliwi, bo nawet dziecko wie, że w języku dyplomatycznym światowych mocarstw nie istnieje słowo „przepraszam”. Ważne, że minęło zagrożenie dla tradycyjnej przyjaźni polsko--amerykańskiej, ufundowanej na historycznym poświęceniu Pułaskiego i Kościuszki. Rząd III RP może wrócić do żebrania w Waszyngtonie o dwa śmigłowce i dwunastu gniewnych ludzi w mundurach, a reszta narodu – ustawić się w kolejce po pozwolenie na wjazd do USA. Ewentualnie pomodlić się do różowego słonika i wygrać wizę na dorocznej loterii.

Rozumiem, że w interesie Polski jest szukanie sprzymierzeńców, którzy byliby w stanie zabezpieczyć nas przed agresją Rosji. Unia Europejska jest tak słaba, że obecność w jej strukturach nie wystarczy nam do skutecznej obrony. Coraz częściej dosięga mnie jednak uczucie irytacji, gdy obserwuję zmowę milczenia w kwestii realnej polityki Białego Domu. Prawda jest bowiem taka, że Amerykanie wcale nie myślą o III RP w kategoriach strategicznego sojusznika i nie robią praktycznie nic, żeby zwiększyć nasze bezpieczeństwo w regionie. A my zamiast zdecydowanie domagać się od nich spłaty moralnego długu za Teheran i Jałtę (z odsetkami!), bierzemy za dobrą monetę polityczne slogany, jak ten wypowiedziany przez Baracka Obamę w 2014 r. w Warszawie: „Stoimy ramię w ramię, teraz i zawsze, za wolność waszą i naszą”. Redaktor emigracyjnych „Wiadomości”, Mieczysław Grydzewski, napisał w 1951 r., że „społeczeństwo polskie ma skłonność do brania na serio i do upajania się nic nie znaczącymi frazesami, wypowiadanymi na temat Polski przez cudzoziemców”. Niestety, od tamtej pory niewiele się zmieniło.

A przecież powinniśmy już wiedzieć, że czynienie sobie bożków z możnych tego świata nie prowadzi do niczego dobrego. Boleśnie przekonali się o tym nasi przodkowie, którzy na początku XIX w. przelewali krew za Francję i układali świeckie litanie do Napoleona. Tę chorobliwą zależność najlepiej opisał Elias Regnault w książce „L’Odyssée Polonaise” (Paryż 1862): „Nigdy jeszcze w historii szlachetna żarliwość nie spotkała się z tak okrutną odpłatą. Przez cały czas swego panowania Napoleon łudził Polaków mirażem ojczyzny i raz po raz go rozwiewał. Odwoływał się do ich uczucia, by we właściwej chwili skorzystać z niego dla ubicia własnego interesu. Przyrzekał narodowi polskiemu zmartwychwstanie, by godzić się później na wepchnięcie go z powrotem do grobu. Posługiwał się Polakami jako groźbą przy każdym alarmie wojennym i cofał tę groźbę przy każdym zawieszeniu broni. Nigdy nie myślał poważnie o wskrzeszeniu Polski, a jeśli o nim mówił, to tylko po to, by wycisnąć z Polski rekruta i straszyć wrogów powrotem widma. Nie wiadomo, kogo bardziej podziwiać: czy stanowczość Napoleona w prowadzeniu tej złowrogiej gry, za każdym razem uwieńczanej powodzeniem, czy upartą cierpliwość nieszczęsnych Polaków, którzy wytrwali w swojej wierze do końca i naiwnie biorąc kusiciela za zbawcę, uczynili z Napoleona bohatera swojej legendy”.

W XX w. doczekaliśmy się wreszcie własnego wodza z prawdziwego zdarzenia, Józefa Piłsudskiego, ale po jego śmierci znów zaczęliśmy szukać sobie Napoleonów, wyznaczając im misję zbawiania Polski. A ci, zwłaszcza Churchill i Roosevelt, doświadczali nas jeszcze okrutniej niż robił to cesarz Francuzów. Nie przeszkadza nam to wciąż deklarować się jako „najbardziej proamerykański naród na świecie” i z nadzieją spoglądać przez ocean. Wprawdzie trudno spodziewać się cudów po Obamie, ale już za chwileczkę, już za momencik urna z głosami zacznie się kręcić i nowy, republikański prezydent USA wyprowadzi nas z grobu. Czyżby? James Comey to również republikanin.

Żeby nie było wątpliwości: nie uważam, że najlepszym programem dla Polski jest polityczna izolacja. Marzy mi się jednak zerwanie z tradycją odlewania złotych cielców na obraz i podobieństwo władców Babilonu. Mamy już bowiem swojego Pana, który dwa tysiące lat temu otworzył przed nami bramy niezwyciężonego Królestwa Wolności. Wystarczy pójść za Nim.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2015 ... eonem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 15 cze 2015, 18:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Ścigać za „polskie obozy zagłady”

Obrazek
Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik


Najnowszy wpis dr. Jerzego Bukowskiego na blogAiD

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie popiera apel Teresy Adamczyk, córki jednego z uczestników pierwszej deportacji polskich więźniów do niemieckiego obozu śmierci Auschwitz z 14 czerwca 1940 roku, aby użycie terminu „polskie obozy zagłady” było ścigane z urzędu.

Takie określenie często pojawia się w mediach na całym świecie, budując błędne przekonanie, że Polacy byli współsprawcami holokaustu, podczas gdy to właśnie nasi rodacy nieśli pomoc Żydom pomimo grożącej im za to kary śmierci ze strony niemieckich okupantów. Najwięcej przyznawanych przez jerozolimski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem najwyższych izraelskich odznaczeń cywilnych przyznawanych nie-Żydom „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” posiadają obywatele II Rzeczypospolitej, a władze Polski Podziemnej z całą surowością karały tych, którzy wydawali Żydów Niemcom.

Pomimo to - jak powiedziała wczoraj, stojąc przy ścianie straceń na dziedzińcu bloku 11 w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, Teresa Adamczyk - „jesteśmy świadkami kolejnych skandalicznych i niemających nic wspólnego z wiedzą i prawdą historyczną wypowiedzi osób publicznych, których głos dociera do milionów ludzi i wielu środowisk na całym świecie”, a wyczerpują one definicję kłamstwa oświęcimskiego.

Wzywamy organa ścigania RP, aby w każdym przypadku użycia kłamliwego i obraźliwego sformułowania „polskie obozy zagłady” rozpoczynały postępowanie prokuratorskie.

dr Jerzy Bukowski

rzecznik POKiN

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... glady.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 lip 2015, 07:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Kto wygrał pod Grunwaldem?

Obrazek
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Najnowszy wpis dr. Jerzego Bukowskiego na blogAiD.

Kierowane przez ministra kultury Federacji Rosyjskiej Władimira Medinskiego Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, które zasłynęło z kuriozalnej propozycji postawienia na cmentarzu Rakowickim w Krakowie pomnika dla sowieckich jeńców z wojny 1920 roku, rzekomo zamordowanych i zagłodzonych w „polskich obozach śmierci”, wzięło się za korektę wcześniejszej historii.

W zamieszczonej na stronie internetowej notatce pt. „Grunwaldzka bitwa. 15 lipca 1410 r. – pamiętna data wojskowej historii Rosji” można przeczytać, że „tego dnia 1410 roku rosyjskie wojska i ich sojusznicy: Litwini, Polacy i Czesi odnieśli zwycięstwo nad niemieckimi rycerzami w grunwaldzkiej bitwie”, ponieważ „smoleńskie pułki wytrzymały nacisk rycerzy Zakonu Krzyżackiego, decydując o losach bitwy”.

Dla Towarzystwa nie ma znaczenia, że na 50 chorągwi dowodzonych przez króla Polski Władysława II Jagiełłę i Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda tylko trzy związane były z ziemią smoleńską. „Zapomnieli” także, iż w tamtym czasie Smoleńsk należał do Litwy pozostającej w unii z Rzeczpospolitą.

Rosjanie i Niemcy są mistrzami w uprawianiu polityki historycznej, przy czym fakty nie odgrywają dla nich zbyt wielkiej roli. Skoro Europę podbili w czasie II wojny światowej tajemniczy naziści, ewentualnie hitlerowcy, a nie Niemcy, to o zwycięstwie pod Grunwaldem na pewno zdecydowali Rosjanie.

Dr Jerzy Bukowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... aldem.html

Wypadałoby się zapytać czy wojskami rosyjskimi dowodził król polski, czy car?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 lip 2015, 10:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Gdyby Polacy tak samo rozumowali, to okazałoby się, że 90% bitew na Ziemi wygrała Polska.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 lip 2015, 11:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/07/1 ... -zabijali/

Kłamstwa na poziomie superhucpy - zwyrodniali mordercy ofiarami, a ofiary mordercami.

Kopia artykułu:

Jak Polacy i Rosjanie niewinnych Ukraińców pod Przebrażem zabijali
Posted by Marucha w dniu 2015-07-15 (środa)

Przebraże na Wołyniu – symbol dramatycznej samoobrony zagrożonej zagładą ludności polskiej. Warowny polski obóz, gdzie przerażeni ogromem zbrodni dokonywanej przez UPA i ludność ukraińską Polacy skupili się, żeby ocalić życie. Od 10 do 20 tysięcy ludzi, dzieci, kobiet i starców, skupionych na małym terytorium oczekiwało niemal codziennie ataku, drżąc o swoje życie.
Samoobrona w Przebrażu mogła liczyć tylko na siebie i działający w pobliżu duży oddział partyzancki sowieckiej płk. Nikołaja Prokopiuka, z którym nawiązano kontakt. 30 sierpnia 1943 roku kilka tysięcy upowców i miejscowej ludności zaatakowało Przebraże w celu całkowitej likwidacji tego punktu oporu. Porażka zakończyła by się rzezią zgromadzonej tu ludności polskiej.

Obrazek
Ukraińskie uroczystości k. wsi Hajowe.


W rocznicę tych wydarzeń na Wołyniu miejscowe władze i aktywiści partia Swoboda oddali „hołd „zamordowanym” Ukraińcom. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele miejscowych władz. Dzisiaj nie ma już wsi Przebraże, jest w pobliżu wieś Hajowe.
Oto jak widza te wydarzenia Ukraińcy. Tekst relacjonujący bitwę o Przebraże zamieszczono na stronie internetowej volynrada.gov.ua. Tłumaczenia dokonał jeden z Kresowiaków, a nadesłał Wiesław Tokarczuk. Oto fragmenty:
„Pierwszy zastępca szefa wołyńskiej rady obwodowej Ołeksandr Pyrożyk i deputowany obwodowej rady Mykoła Dawydiuk odwiedzili leśny masyw w pobliżu wsi Hajowe (rejon kiwercki), gdzie latem 1943 roku odbył się masowy mord na Ukraińcach dokonany przez polskich szowinistów i rosyjskich partyzantów. Deputowani chcą uwiecznić pamięć rozstrzelanych żołnierzy UPA i ludności cywilnej miejscowych wsi, stawiając na miejscu tragedii znak pamiątkowy.
„To była jedna z najbardziej dramatycznych i najmniej zbadanych stron wołyńskiej tragedii. Dramatyzm sytuacji polega na tym, że do zbrojnego konfliktu między Polakami a Ukraińcami wtrącili się rosyjscy partyzanci, którzy zaczęli zabijać nieuzbrojonych ukraińskich cywili. W tym nierównym boju prawie 200 żołnierzy UPA próbowało wyprowadzić spod ognia oddziałów polskiej samoobrony nieuzbrojonych ukraińskich mieszkańców, a w tym czasie tak zwani „czerwoni” partyzanci zaszli Ukraińców od tyłu i zaczęli strzelać im w plecy. W rezultacie zabito prawie 1500 bezbronnych Ukraińców. Dokładne miejsce rozstrzelania do tej pory nie było ustalone, na miejscu, gdzie masowo przelewała się krew naszych rodaków, dotąd nie było nawet jednego prawosławnego krzyża” – określił cel poszukiwawczej ekspedycji Ołeksandr Pyrożyk.
Według świadectw historyków, do połowy 1943 roku we wsi Przebraże (teraz Hajowe) żyło w przybliżeniu 20 tysięcy Polaków. Tu przebywała tak zwana samoobrona, która była dobrze uzbrojona. Jako że tych żołnierzy trzeba było wyżywić, ich oddziały, jak mówią świadkowie tych wydarzeń, regularnie zajmowały się grabieżami, maruderstwem i poniżaniem ukraińskiej ludności, która żyła na pobliskim terytorium, w szczególności w rejonie Kołek, Cumania, Zwirowa, Ołyki.
Miejscowi żołnierze UPA postanowili dać nauczkę polskim napastnikom. Po zmobilizowaniu się przy wsparciu oficerów OUN-UPA z Galicji i miejscowych Ukraińców, prawie 200 powstańców podeszło pod Przebraże. Bój odbywał się 31 sierpnia 1943 roku na wschód od polskiej kolonii Przebraże, na uroczysku Józefin. […] W tym nierównym boju Ukraińcy zaznali wielkich strat i odnieśli porażkę. […] W tych latach okupanci rozgrabili, spalili do cna i w pełni zniszczyli tu kilka miejscowości: Józefin, Majdan Jeziorski, Zofiówka, Jaromel, Dobra. Teraz tam gdzie były te miejscowości są lasy, chaszcze i pola.
Do tej pory nic nie upamiętnia wielkiej tragedii, jaka zdarzyła się wtedy na ziemi wołyńskiej. Natomiast na kraju Hajowego jest uporządkowany polski cmentarz i pamiątkowy obelisk. A Ukraińcom na swojej ziemi nie jeszcze nie udało się oddać należnej czci bohaterom. […]
Ołeksandr Pyrożyk uważa, że ustalenie historycznej prawdy pomoże Ukraińcom i Polakom znaleźć porozumienie i uchwycić to, kto naprawdę jest dla nas geopolitycznym partnerem a kto wrogiem. „Wielu historyków skłania się do tego, że „rzeź wołyńska” między Polakami a Ukraińcami była sprowokowana z Kremla. Rosjanie nigdy nie chcieli samoistijnej Ukrainy i byli gotowi tymczasowo oddać nasze terytoria nawet Polakom. Dzisiaj rosyjska agresja na południu i wschodzie Ukrainy pokazała całemu światu, kto jest kim. I dzisiaj Polacy, którzy też zaznali rosyjskiego ucisku i represji, stają się pierwszym sojusznikiem Ukrainy. Jestem przekonany, że wspólna pamięć, wyznanie przez nas, że coś takiego było, że my o tym wiemy i o tym pamiętamy, nie szukając więcej winnych tej tragedii, pozwoli nam odbudować normalne, cywilizowane stosunki” – zauważył zastępca szefa obwodowej rady.
Deputowany rady obwodowej Mykoła Dawydiuk będący historykiem, który od dawna badał opisany temat, także ma własną opinię odnośnie tych wydarzeń. „Jakoś i dla Polaków, i dla radzieckich partyzantów największym wrogiem byli nie tyle Niemcy, ile ukraińscy powstańcy. To świadczy, że ukraiński narodowy ruch był zawsze kością w gardle dla naszych sąsiadów, którzy mają pretensje do naszego terytorium. Powinniśmy mieć wyważony stosunek do tej kwestii, ale musimy patrzeć zgodnie z prawdą na naszą przeszłość i pokazywać przykład naszym sąsiadom Polakom. Trzeba patrzeć na historię nie tylko ze strony propagowanej prawdy swojego narodu ale i z obiektywnej strony historii.” – dodaje Mykoła Dawydiuk”.
Tyle relacja. Tak więc, z napastników mających zamiar dokonania masowego mordu, robi się tutaj ofiary. W artykule nie ma ani słowa o tym, dlaczego powstała samoobrona w Przebrażu. Z kontekstu wynika, że chodziło o mordowanie bezbronnych Ukraińców. No i stary motyw „trzeciej reki”, czyli Rosjan. To oni mieli być sprawcą całej tragedii. Tu od razu warto dodać, że dowodzący oddziałem sowieckim płk. Prokopiuk był… Ukraińcem z Odessy. Pisząc o współdziałaniu Polaków z partyzantami sowieckimi w artykule „Partyzantka sowiecka wobec zagłady ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku” („Niepodległość i pamięć”, nr 43-44/ 2013) tak opisałem ten epizod:
„Największym sukcesem zakończyła się współpraca polskiej samoobrony z partyzantami sowieckimi we wsi Przebraże (pow. Łuck). Było w niej zgromadzonych ok. 10.500 uchodźców i miejscowej ludności (są dane mówiące nawet o 20.000 uchodźców). Od samego początku z dowództwem obrony Przebraża współpracowały trzy radzieckie oddziały partyzanckie: Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki. Tak potężna polska forteca, która nie tylko chroniła zgromadzoną tu wielotysięczną rzeszę cywilów, to w dodatku podejmowała ataki na wsie ukraińskie będące zapleczem dla UPA (likwidacja wsi Trościaniec) – była celem aż trzech szturmów ze strony ukraińskich nacjonalistów, w tym największego w dniu 30 sierpnia 1943 roku.
Przebraże zostało zaatakowane z trzech stron, tylko na flance południowej nie było oddziałów UPA. W decydującym momencie boju, dowództwo obrony Przebraża wysłało łącznika do stacjonującego kilka kilometrów od pola bitwy oddziału Nikołaja Prokopiuka. Wysłannik dotarł szczęśliwie do celu i przywiózł wiadomość, że w oznaczonym wcześniej miejscu zjawi się oddział partyzantki sowieckiej. Prokopiuk zaatakował atakujących nacjonalistów ukraińskich od tyłu mając do dyspozycji 150 ludzi i 60 konnych. W tym samym czasie Polacy uderzyli na upowców idąc na spotkanie partyzantom Prokopiuka. Bitwa zakończyła się całkowitym pogromem UPA. Od tej pory nie podjęto już ataku na Przebraże.
Henryk Cybulski tak opisał nastroje po bitwie: „Oddział radziecki [Prokopiuka] szykował się do odmarszu. Wraz z Albertem serdecznie dziękowaliśmy pułkownikowi Prokopiukowi za okazaną pomoc. Walka ta jeszcze bardziej zacieśniła naszą współpracę, braterstwo i przyjaźń. Patrząc za oddalającym się oddziałem radzieckim przypomniałem sobie pierwsze tygodnie wzajemnej nieufności i niedowierzania. Przełamywaliśmy je krok za krokiem, uzgadniając wspólne cele i stanowiska, pomagając sobie, służąc radą i pomocą. W Przebrażu przed szkołą oczekiwał nas wielotysięczny tłum. Okrzykom i wiwatom nie było końca. Patrzyłem na rozradowane twarze ludzi i było mi dziwnie dobrze. Jeszcze nigdy w życiu nie doznałem takiego uczucia i jeszcze nigdy w życiu nie widziałem dookoła siebie tylu szczęśliwych ludzi”. Jesienią 1943 roku obrońcy Przebraża, na propozycję innego oddziału partyzantki sowieckiej dowodzonego przez Kowalenkę wzięli udział w likwidacji upowskiej wsi Omelno”.
Pisałem też: „Według najnowszych ustaleń na 142 polskie samoobrony 7 współpracowało z partyzantką sowiecką. Były to: w powiecie Kostopol: Huta Stara (współpraca ze zgrupowaniem kpt. Iwana Szytowa), Peresieki, Rudnia Potasznia, Rudnia Stryj, Huta Stepańska. W powiecie Łuck: Przebraże (współpraca z oddziałami Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki). W powiecie Sarny: Staryk. Liczna 7 samoobron na 142 nie oddaje jednak znaczenia tej współpracy. Jeśli bowiem uświadomimy sobie, że większość samoobron liczyła 20-30 obrońców, a tylko dwie samoobrony współpracujące z sowiecką partyzantką, czyli Huta Stepańska i Przebraże, miały razem ok. 1000 obrońców i broniły ok. 15.000 ludności, ocena musi być inna. Wszystkie samoobrony współpracujące z partyzantami sowieckimi, prócz Huty Stepańskiej, przetrwały, w tym największa na Wołyniu w Przebrażu”.
W zgodnej opinii Polaków, którzy przeżyli zagładę Wołynia, partyzanci sowieccy byli jedyną realną siłą, na którą mogli liczyć. Nie jest to w smak banderowcom, którzy po dziś dzień próbują wykorzystywać ten fakt do usprawiedliwienia swoich zbrodniczych poczynań, znajdując czasami (coraz częściej) głosy poparcia w Polsce ze strony obsesyjnych antykomunistów i chorobliwych rusofobów.

Jan Engelgard

http://mysl-polska.pl/550


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 21 lip 2015, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Dlaczego ciągle unikamy prawdy?

Obrazek

Z Krystyną Markut, prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Kultury Polskiej z Florydy, która od 10 lat niesie materialną pomoc Polakom na Ukrainie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Od lat z Florydy niesie Pani pomoc Polakom na Wschodzie. Jak to się zaczęło?
– Zaczęło się to 11 lat temu, kiedy byłam w siedzibie Światowego Zarządu Kresowian i tam poznałam Marię Mirecką-Loryś. Wiedziałam, że jeździ na Kresy i pomaga naszym rodakom. Postanowiłam dołączyć do tej drużyny, i tak jest nas dzisiaj trzy: Maria Mirecka-Loryś, Danuta Skalska i moja skromna osoba. Trwa to już 10 lat. Właśnie wróciłam z kolejnego wyjazdu na Ukrainę.

Na czym polega wsparcie i do kogo konkretnie jest ono adresowane?
– Pieniądze zbieram wśród Polaków na Florydzie, starając się pomóc naszym rodakom w ich ciężkiej doli. Ponieważ znają mnie dobrze, mają do mnie zaufanie i dlatego, kiedy tylko słyszą, że adresatem tej pomocy są nasi rodacy na Ukrainie, szczodrze włączają się w to dzieło. Trzeba jednak powiedzieć, że w tym roku ta pomoc była niestety mniejsza niż zazwyczaj, w zasadzie o połowę. Jest to spowodowane kryzysem, który dotyka także Stany Zjednoczone. Nie wszyscy mają pieniądze, natomiast ci, którzy je posiadają, boją się je wydawać w obawie przed jeszcze trudniejszymi czasami. Adresatami tej pomocy są Polacy, najczęściej ludzie starzy, schorowani, bo młodzi albo uciekli do Polski, albo zasymilowali się z Ukraińcami i jakoś sobie radzą. Natomiast te nasze stare babcie, bo dziadków jest niestety coraz mniej, bo albo zginęli na wojnie, albo wywiezieni pozostali w śniegach Syberii, te kobiety mają tak niskie uposażenia, że w zasadzie nie bardzo wiedzą, czy wydać je na lekarstwa, czy na chleb. Dlatego trzeba im pomóc.

Skąd Pani zainteresowanie Kresami?
– Jestem lwowianką, pochodzę z rodziny Sawów, która została zamordowana siekierami przez UPA w Korościatyniu w nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. W 1945 r., kiedy miałam 10 lat, wraz z moją mamusią opuściłyśmy Lwów i tylko dzięki temu nie jestem jedną z kobiet, które tam pozostały i dziś wegetują. Dlatego mam moralne zobowiązanie w stosunku do tych ludzi, żeby pomóc im w ich ciężkiej doli. Polacy organizują się wokół polskich katolickich świątyń, dlatego za pośrednictwem księży staramy się dotrzeć do tych najbiedniejszych. Podczas Mszy św. spotykamy się z naszymi rodakami i rozdajemy im pieniądze. Mamy też zaufanych księży, którzy pomagają Polakom, orientują się w ich sytuacji i także za ich pośrednictwem zebrane pieniądze trafiają do najbiedniejszych Polaków. Najczęściej za te pieniądze kupują lekarstwa, żywność i środki czystości. Są tacy księża, jak chociażby we Lwowie, którzy odwiedzają swoich parafian, przynoszą jedzenie. To są księża z powołania, ubodzy, ale ofiarni, odpowiedzialni, nie tak jak w Ameryce. Pomoc dociera też do polskich szkół, ale tych, w których uczą się polskie dzieci, co jest teraz rzadkością.

Co konkretnie ma Pani na myśli?
– Jak powiedziała nam Maria Krych, dyrektorka szkoły w Hałuszczyńcach, połowa uczniów to polskie, a druga połowa to ukraińskie dzieci, które chcą się uczyć języka polskiego. A wszystko po to, żeby móc w przyszłości przyjechać na studia do Polski. Taka jest prawda. W większości polskich świątyń Msze św. odprawiane są w języku polskim, ale już kazania są głoszone po ukraińsku. Kiedy pytałyśmy, z czego to wynika, w odpowiedzi usłyszałyśmy, że starsi ludzie już nie bardzo rozumieją język polski, za to doskonale znają język ukraiński.

Ukraina to także pamięć ofiar zbrodni OUN-UPA. Czy Pani zdaniem polskie władze dbają, aby pamięć o rzezi wołyńskiej była właściwie, w świetle historycznej prawdy postrzegana także na Ukrainie?
– To bardzo dziwne, ale niestety nie! Już 21 lat ciągle powtarzamy na Światowym Zjeździe Kresowian w Częstochowie nasz postulat, aby rzeczy zostały nazwane po imieniu. To była zbrodnia ludobójstwa i tej prawdy nie da się ukryć, i tej prawdy nigdy się nie wyrzekniemy. W przeciwnym razie będziemy zakłamywać swoją własną historię, a naród, który nie dba o swoją historię i jej przekazywanie następnym pokoleniom, podważa swój byt. Mówimy o tym, głosimy to i ciągle jesteśmy odrzucani, a politycy owijają w bawełnę prawdę, tym samym ją wypaczając. Dlaczego ciągle unikamy tej prawdy, prawdy o ludobójstwie Polaków dokonanym na Wołyniu i Kresach Rzeczypospolitej przez nacjonalistów ukraińskich? To bardzo boli, tym bardziej że autorami tego wybielania Ukraińców świadomego czy nie są niestety także Polacy. W imię poprawności politycznej nie wolno zakłamywać historii o zbrodni ludobójstwa. Przyjaźni i dobrosąsiedzkich stosunków nie da się zbudować bez prawdy, która jest fundamentem wszelkiego dobra.

Jak Ukraińcy odbierają pomoc, jakiej udziela im Polska, i czy nie powinniśmy tego wykorzystać do wymuszenia – skoro nie można inaczej – jednoznacznego stanowiska w sprawie potępienia zbrodni UPA?
– Z tamtej strony widać tylko wyciągniętą dłoń w oczekiwaniu na wsparcie, a z drugiej strony pojawia się zaciśnięta pięść. Mówiąc o konieczności przyznania przez najwyższe władze Ukrainy, że zbrodnie UPA dokonane na ludności polskiej to ludobójstwo, ma pan jak najbardziej rację, pytanie tylko, jak to zrobić? Jak przekonać najpierw władze w Warszawie do tego, aby w bardziej stanowczy sposób zabiegały o to w imię Polskiej Racji Stanu, a z drugiej, jak wymóc to na rządzie w Kijowie, który niestety sprzyja zbrodniarzom, gloryfikując UPA? Tymczasem nacjonalizm ukraiński rozwija się w najlepsze, czego przykładem mogą być flagi banderowskie łopoczące nad restauracjami w pobliżu granicy z Polską. Im dalej w głąb Ukrainy w kierunku centralnym i wschodnim, tym tych przejawów nacjonalizmu jest mniej. Owszem, słyszałyśmy, że na Podolu nawet płoty malują w barwach czerwono-czarnych, ale osobiście tego nie widziałyśmy.

Czy wobec przejawów odradzającego się nacjonalizmu ukraińskiego za naszą wschodnią granicą jest rzeczywiście powód do niepokoju?
– Z pewnością jest i to bardzo uzasadniony powód do niepokoju. Niepokojące jest również to, że np. największy pomnik Stepana Bandery jest zaraz przy kościele pw. Św. Elżbiety we Lwowie, a polska świątynia katolicka w Tarnopolu jest przy ul. Bandery. Czy musimy wciąż otrzymywać takie policzki, czy nie można tego zmienić, czy nie da się wymóc na władzach Ukrainy, aby unikać sytuacji, gdzie największy zbrodniarz, który mordował nasze polskie dzieci, nasze matki i ojców, widnieje w nazwie ulic czy w formie pomników, rozdrapując krwawiącą ranę w naszych polskich sercach.

Jakie są zatem oczekiwania środowisk kresowych oraz naszych rodaków na Ukrainie wobec polskich władz?
– Wcale nie jestem pewna, czy Polacy na Ukrainie czegokolwiek oczekują od polskich władz. Starsi są przyzwyczajeni do biedy i niedostatków i oni już niczego nie oczekują. Mamy taką naszą podopieczną Polkę we wsi Kołybajówka nieopodal Kamieńca Podolskiego, bardzo dzielna kobieta, której w Kazachstanie, kiedy miała 18 amputowano obie zakażone gangreną dłonie. Dziś ta już starsza pani ma 93 lata, ale patriotyzmu mógłby się od niej uczyć nie jeden. Mimo wieku zapowiada, że dopóki sił starczy, mimo biedy, jakiej doświadcza, będzie dbała o polski kościół, o polskich sąsiadów. Odwiedzamy ją każdego roku.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rawdy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 07 wrz 2015, 13:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Przemilczanie, pomijanie, lekceważenie faktów też jest próbą fałszowania historii. Zastępowanie prawdy pustką medialną, bądź zakrzykiwanie jej innymi sensacjami tłoczonymi do umysłów, dla odwrócenia uwagi o minionych wydarzeniach, jest świadomym bezczeszczeniem prawdy, lekceważeniem faktów i służy nie tyle kulturze, czy edukacji, ale ideologicznym namiętnościom politycznych psychopatów, realizowanym w tzw. wyższych celach.

Zapomniany 1 września – polska porażka w „bitwie o pamięć”

Obrazek
Dzicz niemiecka forsuje szlaban graniczny we wrześniu 1939r.
By Hans Sönnke [Public domain], via Wikimedia Commons


1 września kojarzy nam się z rozpoczęciem roku szkolnego oraz początkiem II Wojny Światowej. Dla nas, Polaków, fakt, że globalny konflikt rozpoczął się właśnie od ataku Niemiec na nasz kraj, jest oczywisty. Jednak nie cały świat podziela w tej sprawie nasze poglądy. Wiele narodów czci rocznicę początku II Wojny Światowej w zupełnie innym terminie. Niektóre z nich, chociaż z ich perspektywy globalny konflikt zaczął się kiedy indziej, przypominają o wydarzeniach z 1 września 1939 roku. Niestety o 1 września pamięta coraz mniej osób. Przegląd informacyjnych portali internetowych dobitnie unaocznia porażkę naszej polityki historycznej w tej materii.

Zachodnie serwisy informacyjne niemal w ogóle nie donosiły o rocznicy przypadającej 1 września. Zaledwie kilka niszowych, anglojęzycznych portali przypomniało, że tego dnia roku 1939 Niemcy zaatakowały Polskę, co rozpoczęło II Wojnę Światową. Jednak nawet gdy coś pisano, to byłby to wspomnienia ludzi wtedy żyjących, a nie opis dziejów politycznych czy wojskowych. Można by próbować tłumaczyć to faktem, że Brytyjczycy wypowiedzieli wojnę Hitlerowi 3 września. Czy jednak tego dnia wspomniano o rocznicy? Również nie! Skala zapomnienia jest tutaj nawet większa niż w przypadku rocznicy ataku Niemiec na Polskę.

1 września na żadnym francuskojęzycznym portalu informacyjnym nie znaleźliśmy wzmianki o przypadającej wtedy rocznicy. Czy trzeciego września było inaczej? Skądże. Wyszukiwanie haseł w stylu „drôle de guerre” (pol. dziwna wojna – okres od 3 września 1939 do niemieckiej ofensywy na zachodzie wiosną 1940 roku) nie prowadzi nas do oczekiwanych rezultatów. Francuzi są pod względem pamięci najgorsi. Lepiej od nich wypadają nawet narody niezaangażowane w II Wojnę Światową czy walczące w niej, ale nie mające styczności z polską areną działań zbrojnych. Przypomnienie wydarzeń z 1 września znajdziemy na stronach hiszpańskojęzycznych, węgierskich, włoskich a nawet tureckich.

Skala niepamięci porównywalna z angielską przejawia się w „niemieckim internecie”. Tutaj jednak zapomnienie można próbować wyjaśnić winą i wstydem potomków sprawców cierpienia i śmierci milionów ludzi w całej Europie.

Kto więc pamięta o 1 września? O dziwo naród, którego oficjalna historiografia umiejscawia początek II Wojny Światowej w czerwcu 1941 roku. W rosyjskojęzycznym internecie, nawet w popularnych serwisach informacyjnych i na stronach agencji prasowych, pojawiały się wzmianki o zdarzeniach z Polski z roku 1939. Co ciekawe, donoszą o tym także rosyjskojęzyczne portale skierowane do innych państw i narodów – Ukrainy, Kazachstanu, Abchazji, czy Tatarów. W wielu wypadkach strony te nie unikają informacji o sowieckiej napaści na Polskę z 17 września. Bywa nawet, że okres od 1 września 1939 do 22 czerwca 1941 roku jest nazywany pierwszą fazą II Wojny Światowej.

Różne historiografie, z racji odmiennych historii narodowych mają własne podejścia do daty początku II Wojny Światowej. Wydarzeniem chronologicznie najwcześniejszym jest wybuch wojny japońsko-chińskiej 7 lipca 1937. Na to uwagę zwracają Azjaci. Konflikt ten nie miał jednak wymiaru ogólnoświatowego do czasu japońskiego ataku na kolejny kraj – Stany Zjednoczone, co miało wszak miejsce dopiero 7 grudnia 1941 roku. To ta data jest początkiem amerykańskiego udziału w konflikcie. Europejska historiografia zachodnia zwraca uwagę nie tylko na 1 września, ale i na 3 września jako początek wojny światowej. Wtedy zgodnie z postanowieniami traktatowymi Wielka Brytania, Francja, Nowa Zelandia oraz Australia wypowiedziały wojnę III Rzeszy. Historiografia rosyjska za początek wojny uważa 22 czerwca 1941 roku, gdy Niemcy zaatakowały ZSRS, co zapoczątkowało Wielką Wojnę Ojczyźnianą.

Mimo różnic w postrzeganiu początków II Wojny Światowej, będących naturalną konsekwencją istnienia narodowych historiografii, zapomnienie o 1 września musi szokować. To widoczny znak klęski polskiej polityki historycznej – na tej niwie ponosimy nieustanne porażki. Niemieckie obozy śmierci stały się polskimi, zbrodniarze to beznarodowi hitlerowcy lub naziści (a coraz częściej także Polacy), w świecie żywa jest pamięć o powstaniu w Getcie, ale już nie o polskim bohaterstwie z 1944 roku.

Jak widać, pamięć o pierwszym września stała się kolejną ofiarą w nieustannych dążeniach światowych przywódców, do wymazania prawdy o II Wojnie Światowej.

Michał Wałach

http://www.pch24.pl/zapomniany-1-wrzesn ... 951,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 wrz 2015, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Nie ma zgody na relatywizowanie historii

Obrazek

List Pawła Ukielskiego, zastępcy prezesa IPN, opublikowany w „Die Welt” w odpowiedzi na artykuł Jana Grossa „Żadnego poczucia wstydu”

14 września 2015 r. Jan T. Gross opublikował tekst o domniemanej współczesnej ksenofobii Polaków w kontekście win z okresu II wojny światowej.

Historyczne rozważania zaczyna Gross tyleż efektownym, co fałszywym twierdzeniem, że Polacy w czasie wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. Pochylmy się nad faktami. Polska była pierwszym krajem napadniętym przez III Rzeszę, który podjął walkę. 17 września została zaatakowana przez sojusznika Hitlera, Związek Sowiecki, co uniemożliwiło dalszy opór. Rząd ewakuował się na Zachód, a we Francji utworzono polską armię, która brała udział w wojnie francusko-niemieckiej i w bitwie o Anglię. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej utworzono dwie polskie armie na terenie ZSRR z Polaków wywiezionych tam przez sowiecki reżim. Żołnierze polscy walczyli w Afryce, we Włoszech, wyzwalali Francję i Holandię. W okupowanej Polsce utworzono Polskie Państwo Podziemne, dysponujące wojskiem, które podjęło otwartą walkę w czasie Powstania Warszawskiego. Straty wojenne Polski szacuje się na 6 milionów ofiar oraz gigantyczne zniszczenia materialne.

Wbrew twierdzeniom Grossa, działania tysięcy ludzi ratujących Żydów nie były podejmowane tylko na własną rękę. Polskie Państwo Podziemne jasno określiło swój stosunek do ludobójstwa na ludności żydowskiej, penalizując zbrodnie i denuncjacje. W jego ramach działała Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Przedstawicielem Polski był Jan Karski, który przewiózł raport o Holocauście dla władz polskich i angielskich do Londynu, następnie przedstawił go osobiście prezydentowi Rooseveltowi. To m.in. za jego pośrednictwem Polska bezskutecznie domagała się pomocy dla Żydów.

Nie oznacza to, że wśród Polaków nie było zbrodniarzy i jednostek zdegenerowanych przez wojnę. Nie można jednak porównywać zbrodni popełnianych we własnym imieniu i wbrew państwu polskiemu z totalitarną machiną ludobójczą z państwową legitymizacją III Rzeszy.

Dokładne liczby nie są znane. Nie wiemy, ilu Żydów zginęło z rąk Polaków, a ilu zostało zadenuncjowanych. Trudno też oszacować liczbę Niemców zabitych przez Polaków na frontach II wojny światowej oraz w okupowanym kraju. Cała nasza wiedza wskazuje jednak, że straty zadane przez Polaków Niemcom są zdecydowanie wyższe niż ofiary zbrodni na żydowskich współobywatelach.

W Polsce panuje zgoda, że każda zbrodnia zasługuje na potępienie. Jednocześnie podobna jednomyślność dotyczy niezgody na relatywizację historii, rozmywanie odpowiedzialności oraz fałszowanie faktów.

IPN

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 07 paź 2015, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
"Elity" władzy nie tylko tkwią w PRL, ale chodzą na pasku "naszych" kolonizatorów. Służą diabłu, i wszystkim, tylko nie Polsce i nie nam Polakom.

Elity władzy tkwią w PRL

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jeśli w podręczniku do historii dla szkół ponadgimnazjalnych pt. „Poznać przeszłość. Wiek XX” pomija się chociażby walki Wojska Polskiego z Armią Czerwoną czy fakt złamania przez Polaków szyfrów Enigmy, informacje o Szarych Szeregach, a Armia Krajowa jest potraktowana lakonicznie, za to np. bitwę pod Stalingradem uzupełnia cała masa zdjęć, to jest to tylko efekt niedouczenia i braku profesjonalizmu osób, które decydują o tym, co będzie w programie nauczania, czy może jest to celowe działanie?
– To są świadome, celowe i nieodosobnione działania, które po 1989 r. mają miejsce cały czas z niewielkimi przerwami. Proszę pamiętać, że pozostałe po PRL instytucje i pozostała obsada kadrowa pozostały praktycznie w nienaruszonym stanie. Przykładem może być Związek Nauczycielstwa Polskiego – bardzo mocno skomunizowany, gdzie osoby niezwiązane z poprzednią słusznie minioną epoką, które chciały się wybić, musiały niestety szukać sobie innego miejsca. To powodowało, że podręczniki szkolne pisali praktycznie ci sami ludzie. Kiedy pojawiały się odstępstwa od tej reguły i ludzie, którzy pisali inne podręczniki, jak chociażby książka Andrzeja Szcześniaka – zresztą bardzo dobra, to momentalnie spotkała się z krytyką, a on sam z nagonką. Co ciekawe, krytyka była ze strony zdeklarowanych stalinistów, jak np. związana z komunistyczną bezpieką Maria Turlejska – autorka chyba najbardziej ohydnych podręczników w okresie powojennym. To powodowało, że książki o prawdziwej historii były wycofywane i dzisiaj ich już nie ma.

Ideologizacja sięgała nawet podręczników szkolnych?
– Mało tego, nie tylko, że była, ale wciąż jest instrumentem, który ma służyć wychowaniu nowego pokolenia w duchu może nie stalinowskim, bo dziś nie ma już takiej potrzeby, ale w dalszym ciągu polegającym na pilnowaniu, żeby tzw. słuszna linia była zachowana. Jest to zatem pewna odmiana marksizmu, tyle że ugrzecznionego, ugłaskanego, ale wciąż obecnego.

Czyja to wina, że wciąż deformowana jest prawda historyczna?
– To jest niestety w dużym stopniu nasza wina: rodziców, środowiska, otoczenia, że nie ma odpowiedniego nacisku. Rodzice nie sprawdzają, nie przeglądają podręczników swoich dzieci i nie domagają się, aby historia była wolna od wypaczeń i kłamstw. Tym samym godzą się z tym, że dzieci są własnością państwa, że państwo ma do nich pierwszeństwo i tak na dobrą sprawę może z nimi robić, co chce. Rodzice niestety stajemy z boku i nawet jeśli się nam coś nie podoba, to nie reagujemy, aby obecna władza przypadkiem się na nas nie obraziła, bo to może zaszkodzić naszym dzieciom. Tym samym wyrządzamy krzywdę naszym dzieciom. To wszystko sprawia, że nasze dzieci, młodzież otrzymują taką, a nie inną wiedzę historyczną, z która idą w świat.

To smutna konstatacja, ale co możemy zrobić, aby się temu przeciwstawić i aby prawda historyczna wróciła do podręczników szkolnych?
– Przede wszystkim trudno się spodziewać, żeby ten zaklęty krąg rozerwali i przestawili na właściwe tory ludzie, którzy w wielu przypadkach wywodzą się z formacji i rodzin komunistycznych. Tak czy inaczej trzeba to jednak zrobić i powiedzieć jasno, że nie było w Polsce wyzwolenia po 1944 r., tylko było ponowne zniewolenie, w którym udział brało jedno z mocarstw ZSRS już od września 1939 r. w zmowie z Niemcami. Trzeba powiedzieć, że później ludzie, którzy zdobyli władzę, sprawowali ją w sposób bardzo brutalny, a komunizm to nie była sielanka i tylko odbudowa Warszawy czy różnych obiektów przemysłowych, ale przez szereg powojennych lat mieliśmy potworne represje, których efektem było zamordowanie przez służalców moskiewskiego reżimu stu kilkudziesięciu tysięcy ludzi – polskich patriotów i nawet podejrzenie o opór wobec władzy tzw. ludowej groziło śmiercią, a przynajmniej więzieniem. Niestety nie naucza się dzisiaj o dziejach tego ostatniego powstania narodowego – powstania antykomunistycznego, nie naucza się o terrorze i represjach, nie mówi się też, kto te represje stosował. Najważniejsze postaci z tamtego kręgu powinny być wymienione z nazwisk ze zdjęciami pokazane publicznie ku przestrodze, aby młodzież widziała, co to byli za ludzie. Szczególnie w szkołach ponadgimnazjalnych powinna być rozbudowana historia najnowsza Polski i świata, która łączy się bezpośrednio z naszą teraźniejszością stanowiącą jej kontynuację. Jeszcze nie wszyscy świadkowie tej historii odeszli, stąd wiele faktów można konsultować z rodzicami w domach, z dziadkami, słowem z rodzinną pamięcią, jak to naprawdę wyglądało. Tego niestety jest bardzo niewiele, tego się oducza, o tym się ma zapomnieć, natomiast wrzuca się sprawy bardzo ogólne, które mają większe znaczenie dla Sowietów jak obrona Stalingradu niż dla nas Polaków. Pomijanie naszego udziału w wojnie 1939 r., kiedy powstrzymując inwazję Niemiec, nie działaliśmy jedynie w swoim interesie, ale powstrzymując front zarówno niemieckich nazistów, jak i sowieckich komunistów działaliśmy także w interesie świata. Nasza ofiara pozwoliła innym wzmocnić się, przygotować i podjąć obronę. Natomiast Sowieci działali tylko i wyłącznie w swoim interesie po to, żeby ratować własną skórę. Wreszcie zażądali od aliantów dużą część Europy Środkowo-Wschodniej i to, co chcieli otrzymali. Konsekwencje tych działań ponosimy my, i to do dziś. Tyle się mówi o repatriacji Polaków ze Wschodu, ale tak naprawdę nie mamy do czynienia z repatriacją, bo ci ludzie nie wracają z Ameryki Południowej czy z Australii, ale z własnych stron rodzinnych, gdzie ich rodziny zaznaczyły swą obecność już kilkaset lat wstecz. Tego wszystkiego jednak nie ma w tym podręczniku do historii. Niemniej jednak to wszystko musi się znaleźć w podręczniku, który będzie nauczał prawdziwej historii Polski i świata.

Kto powinien napisać taki podręcznik i jak zahamować ten trend deformowania historii?
– Powinny to zrobić osoby odpowiednio do tego przygotowane, które będą pozbawione tego zacietrzewienia ideologicznego, o którym mówiłem wcześniej. Jeśli bowiem babcia była w UB, a ojciec w SB i cała rodzina była partyjna, to trudno, żeby wnuczek czy syn napisał historię prawdziwą – odmienną od historii własnej rodziny, bo deprecjonowałby działalność swoich przodków, a po części także i samego siebie. Jaki zatem tytuł mają ci ludzie, żeby pisać obiektywnie, skoro tego nie potrafią czy wręcz ukrywają prawdę. Cierpią na tym najmłodsze pokolenia, które wychodzą ze szkoły kompletnie nieprzygotowane, jeśli chodzi o wiedze historyczną. Ten trend da się zahamować poprzez prace własną. Młodzież – na szczęście – sama się uczy, sama szuka. To, co dziś obserwujemy, to oddolny pęd do nauki, oddolny trend szukania prawdy i znajdowania jej.

Czy nie jest tak, że to, czego nie udało się narzucić okupantom, zwłaszcza sowieckiemu, dzisiaj sami wkładamy do podręczników historii, zakłamując, a przynajmniej zezwalając na fałszowanie prawdy historycznej?
– To niestety smutna rzeczywistość. Warto jednak pamiętać, jakie mamy obecnie władze, jakie formacje o tym decydują. Dzisiaj nauka szczególnie historii – jak wcześniej wspomniałem – nie jest obiektywna i w ujęciu tej władzy nie może być obiektywna, bo stanowi narzędzie do sprawowania władzy i kształtowania postaw społecznych. Obecna koalicja rządząca w Polsce wywodzi się wprost z PRL. Platforma Obywatelska nie powstała w 2000 r., a PSL w 1989 r., ale obie te partie mają swoje korzenie w 1944 r. Sądząc po najsilniejszej części tej koalicji Platformie, to nawet w okresie międzywojennym w strukturach Komunistycznej Partii Polski (KPP) – sowieckiej agentury można pokazać bardzo wiele przykładów osób, które się do tego przyczyniły, tę partię budowały. Kamyczek do tej lawiny przyłożył gen. Gromosław Czempiński, który publicznie, oficjalnie uznał się za „ojca chrzestnego” tej formacji. Mamy zatem do czynienia z partiami, które wywodzą się z PRL. Przed Platformą była Unia Wolności, która przedtem nazywała się Unia Demokratyczna, która jeszcze wcześniej powstała z formacji dysydentów komunistycznych. Główne role odgrywały tu osoby, które osobiście były członkami partii komunistycznej albo wywodziły się z rodzin komunistycznych, jak to miało miejsce chociażby w przypadku Adama Michnika.

A jak to wyglądało w przypadku PSL, wcześniej ruchu chłopskiego?
– Komuniści usunęli częściowo również fizycznie funkcjonariuszy partii chłopskiej – tej zdrowej normalnej, która działała w Polskim Państwie Podziemnym czy w okresie międzywojennym II Rzeczpospolitej i obsadzili w ich miejsce własną agenturę. Potrzebowali bowiem takiego aparatu władzy w terenie, na wsi, co oficjalnie nazywało się formacją sojuszniczą, a tak naprawdę był to wasal, który wykonywał polecenia. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL), które przemianowało się z dnia na dzień na partię niepodległościową, nawiązującą tradycją do Wincentego Witosa czy do Stanisława Mikołajczyka, nie ma z tamtymi ludźmi nic wspólnego. Młodzieżówka ZSL była dowodzona w latach 80. przez funkcjonariuszy PZPR. Obecny wicepremier Janusz Piechociński, który jest dzisiaj symbolem tego ugrupowania – PSL mówił wprost, że po puczu, który zorganizowali młodzi ludowcy z tego właśnie zaplecza wychowanego przez komunistów, że ci, którzy przyszli po 1989 r. jak Roman Bartoszcze czy inni, którzy chcieli odnowić i uzdrowić ruch chłopski, chcieli zdekomunizować tę formację, która się przed tym broniła. Chcąc nie chcąc, powiedział prawdę. Jak zatem możemy się dziwić, że mamy taką, a nie inną oświatę, skoro rządzą nami ludzie rodem z minionej epoki, która choć formalnie minęła, to faktycznie wciąż jest obecna w skrytych bądź jawnych naśladowcach.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... w-prl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 paź 2015, 06:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Bohater z bratnią krwią na rękach

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W myśl nowej strategii narodowo-patriotycznej wychowania dzieci i młodzieży, podpisanej przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenko, wzorem dla młodych Ukraińców powinna być Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Jakie wartości może czerpać młodzież z wzorców tego typu?
– Ukraina jest uboga, jeśli chodzi o tradycje niezależności państwowej i narodowych bohaterów, i wciąż poszukuje swojej tożsamości między Europą a Azją, także tej mentalnej. Ani hetman Pawło Skoropadski, symbol ukraińskiej reakcji, ani hetman Symon Petlura, sprzymierzeniec Polski w wojnie z bolszewikami w latach 20. – nie są autorytetami dla młodych Ukraińców. Dla nich wzorem jest hetman Bohdan Chmielnicki, przywódca powstania kozackiego przeciwko Rzeczypospolitej, potem długo, długo nie ma nikogo i nagle, wraz z postsowiecką niepodległością, zaczyna wzmagać się wśród Ukraińców kult Stepana Bandery, w trakcie II wojny światowej przywódcy nacjonalistów ukraińskich, odpowiedzialnego za ich zbrodnie na Polakach w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Zbrodniarza okrzyknięto, uznano oficjalnie bohaterem narodowym Ukrainy. Rozumiem tęsknotę Ukraińców za własnymi bohaterami, Polacy też taką mają, tylko że ukraiński „bohater” ma polską, bratnią krew na rękach, co nie może być ani dobrym przykładem, ani właściwym wzorem dla relacji polsko-ukraińskich.

Historia UPA to historia m.in. ludobójstwa na Wołyniu, czego prezydent Ukrainy musi być świadomy. Gloryfikowanie tej formacji może być więc świadomą prowokacją względem Polski?
– Faktycznie ma to posmak swoistej prowokacji. Tylko pojawia się pytanie, czemu ona miałaby służyć. Ja rozumiem, że Bandera i żołnierze OUN-UPA walczyli z wojskami sowieckimi o niezależność państwa i dziś, wobec agresji rosyjskiej na Krymie i we wschodnich prowincjach państwa, takiej postawy władze Ukrainy oczekują od armii. Oczekują odwagi, waleczności, poświęcenia, aby nie było więcej przypadków zdrady i przejścia na stronę rosyjską, jak to miało miejsce w przypadku kilku kapitanów okrętów wojennych Ukrainy, zacumowanych w krymskim porcie przed anschlussem półwyspu. Tylko nie rozumiem, dlaczego władze Ukrainy tak ignorują uczucia narodowe swego życzliwego sąsiada, orędownika interesów ukraińskich w Europie. Faktycznie wygląda to tak, że my do Ukraińców z sercem, a oni otwarcie kpią z Polaków, z naszej dumy narodowej i z naszej narodowej pamięci. Szkoda, że tak się dzieje, bo była szansa naprawdę dobrego ułożenia wzajemnych stosunków, zbudowania silnej koalicji gospodarczej i politycznej.

Możliwe jest zbudowanie dobrych relacji między Polską a Ukrainą, bez rozliczenia przeszłości?
– Myślę, że bez prawdy historycznej, bez zgodnego oddania czci polskim ofiarom i ich upamiętnienia, a także bez wspólnego potępienia zbrodni i odcięcia się od zbrodniarzy ukraińskich, zaprzestania ich publicznej gloryfikacji, na co Niemców po wojnie było stać, a Ukraińców nie – nie uda się zbudować dobrych, trwałych, opartych na wzajemnym szacunku relacji polsko-ukraińskich. Polacy po prostu nie zaufają Ukraińcom, jeśli oni będą tkwili w kłamstwach, jeśli będą negować fakty historyczne, jeśli to Polaków będą obciążali fikcyjnymi zarzutami prześladowania Ukraińców. Jeśli nawet były jakieś przypadki niesprawiedliwości po naszej stronie, to nie było zbrodni.

Wołyń jest ciągle żywy w pamięci Polaków. Z większymi emocjami podchodzą do tego wydarzenia Polacy na Kresach. Jak Kresowiacy odbierają to, że rząd w Warszawie nie zabiega z właściwą determinacją o upamiętnienie ofiar tragedii?
– To jest poważny problem. Obecny rząd przyjął trzy założenia w relacjach polsko-ukraińskich. Pierwsze, że trzeba wspierać młodą, niezależną Ukrainę za wszelką cenę. Tylko gdzie są granice tej ceny? Czy będziemy wspierać Ukrainę za cenę naszego interesu narodowego i naszej godności? Drugie, że historia nie może rzutować na obecne relacje międzypaństwowe. Tylko czy da się budować teraźniejszość i przyszłość na trwałych, zdrowych fundamentach, gdy zapominamy o przeszłości i godzimy się na budowanie wzajemnych relacji na kłamstwie? Trzecie, że „zbrodnia wołyńska” nie ma większego znaczenia i nie należy do niej wracać, by nie prowokować Ukraińców. Czy to oznacza, że dla tego rządu nie liczą się Polacy, ich odczucia, pamięć i doświadczenia Kresowiaków, że bardziej liczy się dobre samopoczucie Ukraińców?

A my w Polsce dostatecznie czerpiemy z naszej historii, aby lepiej wychowywać przyszłe pokolenia?
– Powinniśmy uczyć nasze dzieci nie tylko szacunku i tolerancji dla innych narodów, ale też patriotyzmu. Patriotyzm to postawa dnia codziennego, w pracy, w rodzinie, w życiu społecznym i politycznym – obywatelskim, ale też odwaga, gotowość na walkę, poświęcenia i wyrzeczenia. Aby kochać Ojczyznę, aby z nią się identyfikować, trzeba znać jej dzieje, historię, zwycięstwa i porażki, bohaterów i prawdę o ofiarach, trzeba znać jej kulturę, rodzimą sztukę i literaturę, pielęgnować język polski, tradycje narodowe i państwowe, moralność w życiu prywatnym i publicznym. Trzeba wychowywać młodzież w duchu trzech pojęć, stanowiących naszą dewizę narodową: Bóg. Honor. Ojczyzna! Dopiero tak ukształtowana młodzież będzie gwarantem nie tylko przetrwania Polski, ale jej rozkwitu, wielkości i chwały.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/145553 ... ekach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 01 mar 2016, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Wobec prawdy nie może być kompromisu

Środowiska kresowe sprzeciwiają się kolejnej – ich zdaniem – próbie zakłamywania historii w odniesieniu do zbrodni nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w latach 1939-1945. Jednocześnie apelują o używanie wobec tych faktów terminologii „ludobójstwo”, a nie tylko „męczeństwo” Kresowian. W tej sprawie zwrócili się do najwyższych władz RP: prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz przewodniczących kół poselskich.

Spór dotyczy projektu ustawy Prawa i Sprawiedliwości o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, która ma uczcić pamięć pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA Kresowian na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Środowiska kresowe z całego kraju z jednej strony z uznaniem odnoszą się do intencji autora projektu ustawy posła Michała Dworczyka, z drugiej zaś za niedopuszczalne uznają brzmienie samego tytułu tego projektu, a także niektórych sformułowań użytych w uzasadnieniu.

– Jesteśmy wdzięczni, że ktoś w końcu zainteresował się kolejnymi obchodami rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, jednak trudno zaakceptować nam próbę fałszowania historii poprzez używanie nazwy, której celem jest uniknięcie słowa „ludobójstwo” w odniesieniu do zbrodni dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Zbigniew Kopociński, lekarz ze 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, członek Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.

W jego ocenie, stosowanie zamiast prawnej definicji „ludobójstwo” autorstwa dr. Rafała Lemkina zamienników, które można określić mianem nowotworów słownych, typu: „czystki etniczne”, „męczeństwo”, „wydarzenia wołyńskie”, „tragedia wołyńska”, jest zdecydowanie nie na miejscu i służy zakłamywaniu rzeczywistości.

Prawdę należy nazwać po imieniu
Nie ulega wątpliwości, że na Kresach w latach 1939-1945 miało miejsce ludobójstwo, którego na Polakach, a także na obywatelach polskich wywodzących się z innych kultur etnicznych, np. ormiańskiej, żydowskiej, czeskiej, dokonali mordercy z OUN-UPA. Kresowianie przypominają ten niepodważalny fakt uznany przez poważnych badaczy problematyki kresowej, historyków, a także prokuratorów IPN. Zauważają, że ofiarami ludobójstwa byli też Ukraińcy, którym obca była ideologia nacjonalizmu. W ocenie autorów listu, historia tych sprawiedliwych Ukraińców – ludzi honoru, którzy byli mordowani przez banderowców za pomoc udzielaną zabijanym Polakom – może być pomostem łączącym narody polski i ukraiński. Dlatego sugerują, aby i ten wątek został podjęty przez polskie władze.

Propozycję posła Michała Dworczyka dotyczącą projektu ustawy o uczczeniu 11 lipca jako Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, gdzie użyta jest nazwa „męczeństwo Kresowian”, a nie „ludobójstwo Kresowian”, uważają za niedopuszczalną. Wskazują, że określenie „męczeństwo Kresowian” bardziej pasuje do opisu literackiego i nie oddaje istoty rzeczy, nie mówi też całej prawdy. Dlatego w tytule ustawy – jako termin prawny – powinno się znaleźć pojęcie „ludobójstwo”.

„Wedle nas, pełne brzmienie nazwy ustawy powinno wyglądać następująco: Ustawa w sprawie ustanowienia 11 Lipca Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię” – czytamy w liście środowisk kresowych, które podnoszą, że tylko tak zredagowany tytuł ustawy odda historyczną prawdę o wydarzeniach sprzed lat i ostatecznie spełni wieloletnie oczekiwania i nadzieje Kresowian. Ich zdaniem, projekt ustawy rozmywa odpowiedzialność za konkretną zbrodnię: zaprojektowaną, zorganizowaną i wykonaną przez konkretnych zbrodniarzy z OUN i UPA. W ich ocenie pojednanie polsko-ukraińskie jest potrzebne, ale nie można go budować na kłamstwie i fałszu.

„Chcemy uniknąć już nieraz stosowanej manipulacji, choćby takiej, jak osławione sformułowanie »czystka etniczna o znamionach ludobójstwa«” – argumentują Kresowianie. Dlatego zwracają się z apelem do autora projektu ustawy oraz innych parlamentarzystów, aby w wystąpieniach publicznych dla określenia masowych zbrodni na Polakach dokonanych przez OUN-UPA używali zgodnej z prawdą terminologii: „ludobójstwo”.

W ocenie dr. Zbigniewa Kopocińskiego, określenia i uzasadnienia używane w ustawie powinny być jasne i precyzyjne, tak aby ponad wszelką wątpliwość określały sprawców zbrodni: formacje OUN-UPA. Niedopuszczalne jest także używanie w uzasadnieniu ustanowienia tego święta przez autora projektu jednym tchem zbrodniarzy sowieckich, niemieckich i ukraińskich – faktycznych sprawców zbrodni ludobójstwa.

– Zastanawiające, że w projekcie jest mowa o męczeństwie Kresowian w I i II Rzeczypospolitej, podczas II wojny światowej, co sprawia wrażenie, że autor chce 11 lipca powiązać ze wszystkimi kataklizmami, które nawiedziły ludność polską Kresów Wschodnich. Służy to jedynie ukryciu jednego i konkretnego narodu, który zorganizował i dokonał zbrodni ludobójstwa 11 lipca. Wymienianie innych zbrodniarzy, którzy akurat z Wołyniem i datą 11 lipca nie mieli nic wspólnego, służy wyłącznie rozmyciu odpowiedzialności Ukraińców. W ten sposób datę tę można połączyć ze zdziczałymi hordami Czyngis-chana, oddziałami sułtana Mehmeda IV czy szwedzkimi żołdakami Karola Gustawa. Wszystkie te nacje mordowały Polaków, ale nie mają nic wspólnego z datą 11 lipca – zauważa dr Kopociński.

Tym samym środowiska kresowe apelują o zmianę nazwy na 11 Lipca Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Ponadto chcą, aby w uzasadnieniu ustawy o ustanowieniu tego dnia jako faktycznych sprawców wymienić jedynie zbrodniarzy ukraińskich, domagają się używania nazwy „ludobójstwo” jako prawidłowego określania masowych mordów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

– Przyjęcie wadliwej ustawy zaowocuje tym, że po kilku latach polska młodzież będzie miała kompletny mętlik w głowie i nikt nie będzie kojarzył 11 lipca z apogeum zbrodni ludobójstwa dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów – argumentuje dr Zbigniew Kopociński.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... omisu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 17 sie 2016, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Kłamstwa ścigane z mocy prawa

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Możliwe, że już wkrótce w Polsce pojawi się nowy rodzaj przestępstwa – przypisywanie Polsce bezpośredniego albo pośredniego udziału w zbrodniach III Rzeszy i jej sojuszników. Rząd przyjął projekt ustawy w tej sprawie. To jest droga, którą warto iść?
– To jest droga, którą nie tylko warto, ale trzeba iść. Dziwię się, że dopiero teraz rząd zajął się tak ważną sprawą, bo przecież od bardzo wielu lat pojawiają się w zachodnich mediach kłamliwe, zniesławiające Polskę i Polaków określenia typu „polski obóz koncentracyjny (śmierci, zagłady)”. W ten sposób część odpowiedzialności za zbrodnie dokonywane w majestacie III Rzeszy Niemieckiej przerzuca się na nas. Cieszę się, że z inicjatywy ministra sprawiedliwości nastąpi przełom w tej dziedzinie.

Według planów osoby, które używają sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, muszą się liczyć z karą grzywny lub więzienia do 3 lat. Tu rodzi się pytanie o egzekwowanie prawa. Nie obawia się Pan, że zasłoną dla tego typu stwierdzeń będzie działalność artystyczna albo wolność słowa?
– Wolność słowa nie powinna pozostawać w rażącej sprzeczności z prawdą historyczną, a w tym przypadku nie ma miejsca na żadne niedomówienia. Zbrodnie wojenne popełniali na terytorium Polski okupanci i chcę to mocno podkreślić, ponieważ często używa się określenia naziści. A kim oni byli: Polakami, Anglikami czy może ufoludkami? W obozach zagłady zlokalizowanych na ziemiach polskich mordowani byli przez Niemców przedstawiciele wielu narodowości, podobnie jak w łagrach i gułagach sowieckich. Jeżeli chodzi o wolność artystyczną, to sprawa przedstawia się inaczej i nikt nie będzie karał tych, którzy dla osiągnięcia efektu literackiego czy plastycznego rozejdą się z prawdą dziejową. Winno to być jednak każdorazowo wyraźnie zaznaczone, aby nikt nie pomylił realiów z fikcją.

A co z oczernianiem naszego kraju poza granicami Polski? Projekt zakłada ściganie prawne także cudzoziemców. W Pana ocenie skuteczna walka z kłamstwami historycznym nie wymaga szerszego planu wykraczającego poza pozwy sądowe?
– Oprócz pozwów sądowych musi być także zdecydowana reakcja Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Instytutu Pamięci Narodowej oraz polskich placówek dyplomatycznych. Każdy nasz rodak, który spotka się z fałszem historycznym w tej materii, powinien powiadomić polskie władze. Przy tej okazji należy bardzo podziękować Reducie Dobrego Imienia Macieja Świrskiego, która od dawna nagłaśnia takie przypadki i zmusza zachodnie media do stosownych reakcji. Teraz będzie mieć wreszcie pełne wsparcie państwa.

Oskarżanie Polaków o zbrodnie holokaustu spotyka się ze zdecydowaną reakcją rządu, oraz mediów w Polsce. Tak stanowczego stanowiska nie obserwujemy w przypadku nazywania nas ludobójcami przez Ukraińców. Między oboma kłamstwami nie ma znaku równości?
– Ludobójstwo jest zawsze ludobójstwem i nie ma znaczenia, kto go dokonał. Z taką samą reakcją muszą spotykać się próby równie enigmatycznego jak niezgodnego z prawdą historyczną nazywania rzezi wołyńskiej „masową zbrodnią z elementami ludobójstwa” czy też negowania odpowiedzialności Związku Sowieckiego za Katyń, z czym mieliśmy niedawno do czynienia w wypowiedzi młodej komunistki, która zmazała z grobowca Bolesława Bieruta w Alei Zasłużonych Powązek Wojskowych adekwatne dla tej ponurej postaci słowo „kat”. Karane z mocy prawa winny być i kłamstwo oświęcimskie, i katyńskie, i wołyńskie.

Rząd dużo mówi o planie na rolnictwo, banki, gospodarkę itd. W działaniach Rady Ministrów widzi Pan taki plan na tworzenie wizerunku Polski w świecie oraz na walkę z kłamstwami historycznymi?
– Ogromne nadzieje w tej materii wiążę z nowym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej dr. Jarosławem Szarkiem. Jest on człowiekiem niesłychanie wyczulonym na wszelki fałsz historyczny i z pewnością merytorycznie wspomoże rząd w ściganiu kłamców starających się odciążyć sumienia rzeczywistych sprawców aktów ludobójstwa i zbrodni wojennych dokonanych na Polakach.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... prawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 lip 2017, 06:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Zaplanowana antypolska propaganda

Do 20 proc. przypadków sformułowań „polskie obozy koncentracyjne” wynika z niewiedzy; natomiast w zdecydowanej części przypadków to jest celowe działanie – ocenia Mira Wszelaka. Prezes Fundacji Reduta Dobrego Imienia odniosła się do komentarzy zagranicznych mediów w związku z wizytą pary książęcej w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof.

Obrazek

– Media amerykańskie i brytyjskie niestety po raz kolejny użyły sformułowania niewłaściwego, sformułowania niezwykle szkalującego polski wizerunek i przede wszystkim prawdę historyczną, a mianowicie „polski obóz koncentracyjny” – mówi Mira Wszelaka, prezes Fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom.

Informacje pojawiły się na pasku informacyjnym amerykańskiej stacji CNN, w USA Today oraz brytyjskiej prasie – „Daily Mail” oraz „Daily Mirror”. Sytuacja spotkała się z szybką i zdecydowaną interwencją ze strony m.in. Muzeum w Stutthof, Muzeum Auschwitz-Birkenau, internautów oraz Fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom.

– W przypadku „Daily Mirror” i USA Today poprawiono informację, niestety na „nazistowski obóz koncentracyjny”, natomiast w przypadku „Daily Mail” – na „niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny” i przeproszono – mówi Wszelaka i dodaje: „»Daily Mail« poinformował nas również, że uwrażliwi wszystkich dziennikarzy na to, żeby stosowali właściwe sformułowanie i redaktor naczelny ma nadzieję, że już nigdy nie powtórzy się taka sytuacja”.

Z informacji, którymi dysponuje Fundacja Reduty Dobrego Imienia, wynika, że sformułowania typu „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie getto”, „nazistowska Polska” czy „polskie SS”, w około 20 proc. przypadków pojawiają się z niewiedzy. – Najgorsza sytuacja pojawia się wtedy, kiedy takie przekłamania podaje któraś z zagranicznych agencji informacyjnych, ponieważ wtedy obieg fałszywej informacji rusza lawinowo – ocenia rozmówczyni PAP.

– Natomiast w zdecydowanej części przypadków to jest celowe działanie, które jest wynikiem już utrwalonego przekazu, z którym mamy do czynienia od lat 50. Tylko przez wiele lat nikt nie reagował i nagle stwierdzono, że jest to problem – mówi Wszelaka i informuje, że interwencje na dobrą sprawę rozpoczęły się dopiero kilka lat temu.

Prezes Fundacji przyznaje, że takie interwencje powinny przebiegać możliwie jak najszybciej i przy zaangażowaniu jak największej liczby osób. Tylko takie działanie – jej zdaniem – pomoże zapobiegać propagowaniu fałszywych informacji, które – jak mówi – szkalują dobre imię Polski. – Zwłaszcza w przypadku, kiedy dotyczy to takich wizyt, które ten wizerunek Polski miały naprawiać, miały pokazać Polskę i pokazują Polskę w bardzo dobrym świetle – mówi Wszelaka.

Z doświadczenia Fundacji wynika, że w większości przypadków, po wystosowaniu prośby do mediów o sprostowanie, nie ma z nim problemu. Jeśli jednak nie przynosi to skutku, kierowany jest wniosek do sądu – taka sytuacja obecnie jest w przypadku francuskiego „Le Figaro”, które odmówiło sprostowania szkalującej informacji.

Fundacja Reduta Dobrego Imienia współpracuje z prawnikami i jak informuje jej prezes, jej działania często pokrywają się z interwencjami MSZ.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ganda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /