Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Swiadomość budowana na fałszu

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 22 cze 2013, 12:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Rozumiem, że Niemcy chcieliby być dumni ze swoich przodków z czasów II Wojny Światowej, tak jak dumni mogą być Polacy, Anglicy czy Amerykanie. Wierzę, że Niemcy dokonywali w czasie wojny takich czynów na poziomie jednostkowym, z którym można byłoby być dumnym.


Niemcy swoimi kalumniami pod adresem AK udowodnili, że są dumni z czynów swoich przodków i że kontynuują ich dzieło, tyle, że innymi metodami. Dziś procentowo więcej Niemców jest dumnych z dokonywanych na Polakach mordów, niż Polaków dumnych z bohaterskich czynów swych przodków w obronie Polski i całej Europy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 01 lip 2013, 20:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
OBWĄCHIWANIE ludzi - tu też Niemcy zamienili role

Niemieccy naukowcy zajmujący się "badaniem" i stopniowaniem wartości ludzi według ras uważali, że obok cech takich jak wygląd i kształt czaszki, kolor oczu, budowa nosa czy uszu, także zapach wydzielany przez człowieka jest pomocny w określeniu przynależności rasowej. Ślad niemieckich prądów umysłowych tamtego czasu znalazłem na ilustracji w polskim piśmie satyrycznym z 1933 r.

Obrazek

A tak Niemcy (z partnerami bizensowymi) projektują własne dokonania na Polaków - niemiecki serial "Nasze matki, nasi ojcowie" akt.2, scena 1: grający żołnierza AK sprawdza węchem czy ma do czynienia z Żydem (cała sekwencja jakby żywcem przeniesiona z niemieckich fotografii)

Wszystko na odwrót.

***

I trochę polskiej profetyki z 1933 r.:

Obrazek

http://nick.salon24.pl/517281,obwachiwa ... enili-role


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 11 lip 2013, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Kult zbrodniczej ideologii

Adam Kruczek

Jeszcze 10 lat temu w czasie obchodów 60. rocznicy zbrodni wołyńskiej w Porycku ukraińska milicja momentalnie spacyfikowała niewielką manifestację ukraińskich nacjonalistów wymachujących czerwono-czarną chorągwią UPA. Dziś będący poważną siłą w parlamencie Ukrainy ideowi spadkobiercy Dmytro Doncowa, Stepana Bandery i Romana Szuchewycza nie tylko publicznie zaprzeczają zbrodniom dokonanym przez OUN-UPA na Polakach, ale oficjalnie protestują przeciwko wizycie prezydenta Polski w Łucku na Wołyniu, gdzie w tym roku mają się odbyć uroczystości ku czci ofiar.

Niestety, wysuwający pretensje terytorialne wobec Polski, zyskujący masowe poparcie na obecnej Ukrainie Zachodniej i zdobywający kolejne szczeble władzy nacjonalizm ukraiński, będący kontynuacją faszystowskiej ideologii Doncowa, w imię której bestialsko pomordowano według różnych szacunków od 130 do 200 tys. tysięcy bezbronnych polskich Kresowian, nie wywołuje żadnych przejawów dezaprobaty ze strony państwa polskiego.

Kłamstwo wołyńskie wczoraj i dziś

Zacieranie śladów po zbrodni wołyńskiej zaczęło się 70 lat temu i trwa do dziś. Doszczętne palenie całych wsi, wycinanie sadów, zaorywanie terenów po polskich wioskach – to prymitywne, ale skuteczne próby tuszowania mordów. Dzięki temu dziś możliwa jest sytuacja przytoczona przez jednego z dziennikarzy, któremu zagadnięta o stosunki ukraińsko-polskie młoda Ukrainka gdzieś spod Równego na Wołyniu szczerze zdziwiona odpowiedziała: „A to tu byli jacyś Polacy?”.

Od początku banderowcy stosowali też bardziej subtelne metody dezinformacji, w ramach której wyrzynanie polskich wiosek przedstawiano w meldunkach jako karę za współpracę z Niemcami czy Sowietami, a niewielkie placówki samoobrony podnoszono do wielkości bastionów. Przygotowywano też i rozprowadzano na Zachodzie fałszywki o „polskich zbrodniach” na Kresach pisane po francusku, angielsku czy niemiecku.

Po wojnie, gdy na odebranych Polsce Kresach zapanował sowiecki terror, w czasie którego fizycznie zlikwidowano Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię, a jej pogrobowców zastraszono i zmuszono do milczenia, ideologia nacjonalizmu ukraińskiego przetrwała w ośrodkach diaspory ukraińskiej na Zachodzie. Dużym nakładem sił i kosztów przez lata opracowywano tam historię UPA, wymazując lub usiłując przedstawić w fałszywym świetle dokonane przez nią zbrodnie i całą winą obarczając Polaków.

„W Kanadzie już po pierwszych miesiącach mojego tutaj pobytu zetknąłem się z wręcz zoologicznym nacjonalizmem ukraińskim, z nienawiścią do wszystkiego, co polskie” – tak opisał pierwsze wrażenia z kontaktu z tamtejszą diasporą ukraińską w swoich wspomnieniach prof. Wiktor Poliszczuk, Ukrainiec z mieszanej polsko-ukraińskiej rodziny, który w 1981 r. wyemigrował z Polski do Kanady.

Niegodziwość tej postawy skłoniła Poliszczuka do rozległych źródłowych badań nad nacjonalizmem ukraińskim, dzięki czemu po latach, uzyskując kolejne tytuły naukowe, stał się operującym ogromną erudycją jednym z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie, jak nikt inny potrafiąc demaskować fałsze banderowskiej wizji historii.

Historia w służbie propagandy

– Po powstaniu państwa ukraińskiego w 1991 r. Ukraińcy w zasadzie znali tylko taką domową, ludową wersję swojej historii, ponieważ w Związku Sowieckim nie prowadzono rzetelnych badań historycznych na uniwersytetach – wskazuje prof. Czesław Partacz, historyk, badacz losów Polski i Ukrainy oraz stosunków polsko-ukraińskich. – Z pomocą przyszła im duża diaspora ukraińska z Kanady, Stanów Zjednoczonych czy Niemiec, skąd nadesłano ogromne ilości drukowanych tam przez banderowców książek, które na Ukrainie potraktowano jak najpoważniej.

Odmalowane w nich dzieje i zasługi OUN-UPA były zbyt piękne, by mogły być prawdziwe, i od razu zrodziły zrozumiałe podejrzenia o nierzetelność. Zwłaszcza że obowiązująca dotąd historiografia sowiecka traktowała upowców jak bandytów. Dlatego władze ukraińskie powołały pięcioosobowy zespół archiwistów ze Służby Bezpeky w celu przeglądu archiwów i wydania werdyktu w sprawie OUN-UPA.

Z powstałego raportu wynikało, że nie był to żaden ruch niepodległościowy, tylko organizacja, która popełniła ogromne zbrodnie. Jednak decyzją Rady Najwyższej Ukrainy z 1 lutego 1993 r. postanowiono nie upubliczniać wyników badań.

– Werdykt trafił do sejfu i do 2005 r. nie ujrzał światła dziennego, a historycy, działając nieco po omacku, na podstawie zeznań banderowców zaczęli gloryfikować UPA – mówi prof. Partacz. – W 1997 r. powołano jeszcze drugą komisję złożoną już z historyków, na czele której stanął prof. Stanisław Kulczycki, wicedyrektor Instytutu Historii Ukraińskiej Akademii Nauk. Komisja ta stworzyła swoisty panegiryk na temat OUN-UPA, oczyszczający tę organizację ze zbrodni i podkreślający jej działanie niepodległościowe.

Profesor Kulczycki, wcześniej sowiecki, a następnie ukraiński historyk przyznający się do polskich korzeni, w 2009 r. postanowieniem prezydenta RP za wybitne zasługi w rozwijaniu współpracy między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP.

Ale wręcz symbolicznym przedstawicielem polityki historycznej Ukrainy doby prezydenta Wiktora Juszczenki (który specjalnym dekretem nadał zbrodniarzowi Banderze pośmiertnie tytuł bohatera Ukrainy) stał się Wołodymyr Wiatrowycz, mimo młodego wieku powołany najpierw na dyrektora Centrum Badań Ruchu Wyzwoleńczego we Lwowie, a następnie awansowany na dyrektora Państwowego Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, instytucji posiadającej zbiory dokumentów analogiczne do polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Podejrzewany o niszczenie materiałów kompromitujących OUN-UPA został zdymisjonowany z tego stanowiska po dojściu do władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. W przypadku Wiatrowycza trudno jest mówić o ignorancji czy braku dostępu do dokumentów, lecz o działaniu z premedytacją w politycznym celu gloryfikacji OUN-UPA przy tendencyjnym wykorzystaniu warsztatu historycznego. Stąd w środowisku naukowym jego prace są wręcz wyśmiewane, ale poglądy znajdują poklask i propagandowe zastosowanie w politycznych kręgach nacjonalistycznych.

– On zaczął pisać rzeczy niestworzone, np. to, że Ukraińcy nie zabili ani jednego Żyda, a udział OUN w holokauście to mit – zaznacza prof. Czesław Partacz. – A przecież dziś nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Niemcy organizowali holokaust na ziemiach obecnej Ukrainy przy pomocy ukraińskiej policji pomocniczej. Przykładowo, kilku Niemców prowadziło grupę kilku tysięcy Żydów, a pilnowało ich, a później rozstrzeliwało kilkudziesięciu policjantów ukraińskich. Ta policja później poszła do lasu i stanowiła zręby UPA. Oni robili prawdziwe polowania na Żydów, tak samo zresztą jak później na Polaków.

Pseudohistoryczne spojrzenie na historię OUN-UPA zdołało się już rozpowszechnić szczególnie na dzisiejszej Ukrainie Zachodniej jako potwierdzona naukowo prawda.

– W tej chwili, gdy rozmawia się z zaangażowanym Ukraińcem na temat zbrodni wołyńskiej, to natychmiast spotyka się z zarzutem, że to Polacy mordowali Ukraińców, a nie odwrotnie – wskazuje prof. Partacz. – Te manipulacje świadomością historyczną poszły na Ukrainie w bardzo złą stronę, wielu prominentnych historyków okłamuje tam własny naród, nakręca spiralę kłamstwa i nienawiści. Ukraina podzieliła się na tych na zachodzie, którzy robią z wojaków UPA bohaterów, i tych na wschodzie kraju, którzy uważają ich za rezunów i zbrodniarzy.

Nie wiedzieli, co ich czeka

Paradoks walki prowadzonej pod egidą OUN od końca lat 30. ubiegłego wieku polegał na tym, że ogromne ofiary, setki tysięcy zabitych, ok. 200 tys. wywiezionych przez Sowietów na Syberię i do Kazachstanu – czynione były w imię powstania państwa ukraińskiego, co prawda niepodległego, ale typu skrajnie nazistowskiego, bez mniejszości narodowych, jednoetnicznego i drastycznie totalitarnego, w którym „lepsza szlachta”, a więc członkowie OUN, miała rządzić resztą, „hołotą”, „nieokiełznanym bydłem”.

Z obowiązującej w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów doktryny Dmytro Doncowa, która była pewnym rodzajem „darwinizmu społecznego”, wynika, że każda nacja, w tym nacja ukraińska, jak gatunek w przyrodzie pozostaje w permanentnej walce o byt i przestrzeń z innymi nacjami. Wewnętrzna struktura nacji ma charakter hierarchiczny, na jej czele ma stać „wódz”, ktoś w rodzaju niemieckiego führera, za którego od 1940 r. przez większości nacjonalistów uważany był Stepan Bandera. Członkowie OUN stanowili „gwardię” nazywaną przez Doncowa „mniejszością inicjatywną”, która wobec reszty narodu ukraińskiego, zwanego „czernią”, „bydłem”, stosowała „twórczą przemoc”.

– Tak naprawdę Ukraińcy mieli szczęście, że banderowcom nie udało się tego państwa zbudować, bo dopiero zrozumieliby, co to znaczy terror państwa – zaznacza prof. Partacz. Zapowiedź tego porządku mogło stanowić zamordowanie przez OUN-UPA ok. 40 tys. własnych rodaków niezbyt angażujących się w tworzenie nowego wspaniałego świata.

Tymczasem po dziesiątkach lat i niewielkich retuszach ideologia integralnego nacjonalizmu Doncowa znów stała się niezwykle atrakcyjna dla szerokich rzesz, głównie młodzieży ukraińskiej. W miastach i na wsiach Ukrainy Zachodniej wznoszone są setki pomników „bohaterów” OUN-UPA, przeważnie Bandery, ulicom nadawane są ich imiona. Za sprawą pseudohistorycznych argumentów, pieniędzy bogatej diaspory zachodniej i miejscowych oligarchów, propagandy państwowej głównie za czasów Wiktora Juszczenki, a także zastosowania nowoczesnych metod komunikacji odwołująca się do tej ideologii początkowo marginalna partyjka o nazwie Ogólnoukraińskie Zjednoczenie Swoboda opanowała znaczącą część władz samorządowych na Ukrainie Zachodniej, a także odnotowała spektakularny sukces w ostatnich wyborach parlamentarnych, wprowadzając 37 posłów.

Uważa się, że kluczem do tego sukcesu było połączenie hałaśliwego i radykalnego nacjonalizmu w wersji OUN, gloryfikowania UPA i sprzeciwu wobec jakichkolwiek prób obciążania tej formacji zbrodniami na ludności cywilnej, a z drugiej strony – umiejętne korzystanie z wirtualnej rzeczywistości internetu, błyskawicznej komunikacji, stron internetowych, całej blogosfery, czym skutecznie udało się Swobodzie dotrzeć do ludzi młodych. To właśnie działacze tej partii hałaśliwie protestowali w Hucie Pieniackiej w lutym 2009 r., gdy prezydenci Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko odsłaniali pomnik upamiętniający zamordowanych Polaków w 1944 r. przez Ukraińców z Dywizji SS Galizien. Jej udziałem był również nocny nalot w 2011 r. na obóz archeologów dokonujących ekshumacji ofiar zbrodni w Ostrówkach i próba odebrania im wydobytych szczątków pomordowanych Polaków. Młodzi Ukraińcy byli też w 2009 r. uczestnikami prowokacyjnego rajdu rowerowego im. Stepana Bandery, który zamierzał również przejechać przez terytorium Polski. Na szczęście zamysł nacjonalistów został zablokowany przez władze RP.

Empatia dla banderowskich ekscesów

Na Ukrainie Zachodniej działa blisko dziesięć skrajnie nacjonalistycznych ugrupowań politycznych. Są bardzo aktywne, czym zdobywają szybko nowych zwolenników. Oklejają ulotkami klatki schodowe, przystanki, autobusy, wydają książki czołowych ideologów nacjonalizmu ukraińskiego, budują im pomniki, uczestniczą w masowych nacjonalistycznych imprezach organizowanych przez zdominowane przez działaczy Swobody samorządy miast z okazji rocznic związanych z walkami UPA czy złożonej z ukraińskich ochotników Dywizji SS Galizien.

Tymczasem w Polsce istnieje swego rodzaju blokada informacyjna na temat tego zjawiska. Polska opinia publiczna ma niewielkie szanse zobaczenia w telewizji wielotysięcznych manifestacji banderowskich maszerujących np. przez Lwów nocą, z pochodniami, wykrzykujących obok antyrosyjskich, antyżydowskich, również antypolskie hasła. Nie nagłaśnia się zbytnio wystąpień nacjonalistycznych przywódców odbierających cześć ofiarom banderowskich zbrodni, wysuwających terytorialne żądania pod adresem Polski i grożących odebraniem „etnicznych ziem ukraińskich”. Tego rodzaju ekscesy nie wywołują też żadnych reakcji dyplomatycznych strony polskiej, tradycyjnie już pełnej empatii i wyrozumiałości dla tych zachowań.

Przed lekceważeniem tego rodzaju tendencji przestrzega prof. Bogumił Grott, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który przypomina, że integralny nacjonalizm ukraiński, bardzo dynamiczny i stosujący w przeszłości różne skrajnie brutalne i skuteczne metody podporządkowywania sobie własnego społeczeństwa, jest zjawiskiem groźnym, mogącym przemówić do mentalności tamtejszych mas kształtowanych przez dziesiątki lat w systemie totalitarnym.

– Nacjonalizm ten, pielęgnując wrogość do Polski i Polaków i wysuwając rozmaite roszczenia, powinien napotkać po naszej stronie należyty odpór – uważa prof. Grott. – Bardzo się cieszyłem z powstania niepodległego państwa ukraińskiego, ale teraz widzę, że sprawy mogą się wymknąć z rąk jak ostry nóż, którym się można poważnie zranić. W tej sytuacji ważne jest posiadanie siły, która może służyć ku obronie, oczywiście mówię tu o sile świadomościowej, duchowej, pewnej konsolidacji psychicznej. Nie służy temu tak silnie oddziałujący na społeczeństwo i na czynniki rządzące dogmatyczny liberalizm zwany też przeze mnie michnikowszyzną, który niszczy tkankę Narodu, odbierając mu poczucie tożsamości i sens oporu przeciwko siłom, które mogą w przyszłości stanowić poważny problem dla państwa i Narodu Polskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/47714,kul ... logii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 lip 2013, 05:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Nobel za szyderstwa

„Nobel w dziedzinie cierpienia”, „szukanie dziury w całym” – w tak szyderczy sposób greckokatolicki duchowny określa głosy historyków i rodzin ofiar wzywające do określenia zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa.

„Wołyń. Ludobójstwo jako Nobel za cierpienie” i „Wołyń. Kat ofiarą” – to tytuły dwóch felietonów, jakie na stronie internetowej grekokatolicy.pl zamieścił ks. Bogdan Pańczak. Tytuły jednoznaczne i prowokacyjne. W rzeczywistości zawierają w sobie to, co jest dziś problemem ukraińskich historyków, którzy masowe i okrutne mordy na Polakach próbują usprawiedliwiać i niuansować, sprowadzając je do „chłopskiego konfliktu etnicznego” czy wojny między Armią Krajową a UPA.

Teksty zawierają oczywiście komentarze do tego, co działo się podczas obchodów 70. rocznicy rzezi wołyńskiej. Ich autor zarzuca środowiskom kresowym, ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu czy ks. bp. Ignacemu Decowi sakralizację martyrologii Polaków i nieświadome podnoszenie jej do rangi żydowskiego holokaustu.

„Ludzie, którzy utożsamiają się z ofiarami, pragną określenia przeszłych zbrodni mianem ludobójstwa, uważając, że dzięki temu świadomość o nich dorówna tej o Holocauście” (s. 446). Tymi ludźmi są Ukraińcy dotknięci Hołodomorem, Ormianie naznaczeni śmiercią z rąk Turków, bośniaccy muzułmanie wybijani przez Serbów i wiele innych narodów. W ten sposób wszyscy chcą być podobnymi do Żydów. Skalski, Popek i inni pretendują jednak na coś więcej, na zrównanie z nimi” – pisze ks. Pańczak, zarzucając Leonowi Popkowi, historykowi lubelskiego oddziału IPN, i Janowi Skalskiemu ze Światowego Kongresu Kresowian przesadne wywyższanie ofiar ukraińskich zbrodni nad inne.

„Nazwanie tragedii własnego narodu ’ludobójstwem’ zyskało rangę nagrody Nobla w dziedzinie cierpienia. A kto nie pragnie takiego wyróżnienia?” – pyta. W innym z felietonów pisze, że „nie jest łatwo oceniać postrzeganie – i to raczej nie osamotnione – swego narodu jako drugiego Chrystusa. Nie tylko Polacy spośród chrześcijańskich narodów tak uwznioślają swoje cierpienia”.

W jego ocenie, publikacje związane z 70. rocznicą tragedii wołyńskiej wzmacniają negatywny obraz Ukraińców, „rozszerzając skalę ich zbrodni na Polakach”. Sugeruje wprost, że historyczne opisy przebiegu i skali zbrodni są przesadzone. Z drugiej zaś – pisze autor – „cierpieniu Polaków nadaje rysy ewangelicznej ofiary i stawia na równi z tragedią Holocaustu”.

„Ambona, mikrofon reportera, dyktafon dziennikarza; hierarcha, kapłan, świeccy. Szeroki jest krąg osób i środków, za pomocą których sprawa Wołynia zdominowała dziś stosunki polsko-ukraińskie” – pisze ks. Pańczak, sugerując, że w Polsce powstał propagandowy front, przy pomocy którego strona polska, wyolbrzymiając skalę wołyńskiej tragedii, chce upokarzać Ukraińców.

Duchowny greckokatolicki przypisuje sakralizacje ofiary niewinnych istot, jak choćby mordowanych w amoku dzieci czy brzemiennych kobiet.

W jego ocenie, biskup świdnicki ks. prof. Ignacy Dec, przemawiając 5 lipca podczas Mszy św. w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu i porównując śmierć dzieci przybijanych po pięcioro do drzew w starej alei lipowej do rzezi niemowląt w Betlejem, nie miał do tego prawa.

Dziwnie te komentarze brzmią w kontekście podpisanej w przeddzień obchodów 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej przez przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i na Ukrainie oraz Greckokatolickiego i Bizantyjsko-Ukraińskiego wspólnej deklaracji w tej sprawie. „Prawda, która niczego nie upiększa i nie pomija, która niczego nie przemilcza, ale prowadzi do przebaczenia i darowania win” – napisano w tym dokumencie.

Jak trudna to prawda, najlepiej wiedzą rodziny pomordowanych, badacze tych wydarzeń i wszyscy ci, którzy przeczytali choć jedną książkę historyczną poświęconą zbrodniom UPA. Tym, co z pewnością najbardziej ujmuje w wypowiedziach świadków rzezi, jest trwająca od kilku dziesięcioleci zmowa milczenia na ten temat. Sprawa była niechętnie podejmowana w okresie PRL, a po 1989 roku stała się – jak słusznie podkreślają – zakładnikiem polityki.

Kosztem godnego upamiętnienia ofiar, przywrócenia im należnego miejsca w zbiorowej pamięci doprowadzono do sytuacji, w której po 70 latach polski Sejm nie jest w stanie jednogłośnie i zgodnie z prawdą ogłosić, że na Kresach dokonano ludobójstwa.

Co gorsza, Warszawa biernie obserwuje proces budowy świadomości historycznej Ukraińców poprzez stawianie liderom OUN i UPA pomników, honorowanie ich nazwiskami nazw ulic, placów i szkół. Mordercy Polaków stają się bohaterami narodowymi państwa ukraińskiego. A z tych, którzy głośno mówią o grozie tragedii, greckokatolicki duchowny szydzi.

„Czy sami, szukając dziury w całym, niegotowi do przyjęcia słów przeprosin, nadal będą trwać w maksymalistycznym oczekiwaniu zrównania Zbrodni Wołyńskiej z Holocaustem?” – pyta ks. Pańczak. To prowokacyjne pytanie pokazuje, jak trudno przyjąć prawdę, do której wzywają hierarchowie Kościołów. Tym bardziej pokornego wyznania win.

– Takie porównania są szydercze i nie na miejscu. Jak ono brzmi w kontekście ostatniej deklaracji Kościołów? – pyta Ewa Siemaszko, badaczka ukraińskich zbrodni na Wołyniu.

– Każdy naród ma prawo do czczenia swoich ofiar i kładania im hołdu. Bezprawne jest zarzucanie, że chcemy być lepszymi czy większymi ofiarami od innych. Każdemu można by to zarzucić, ale też nikt nie ma monopolu na cierpienie. A takie stawianie sprawy jest brakiem szacunku dla ofiar tej zbrodni – ocenia.

– Jeśli niektórzy księża grekokatoliccy rozgrzeszali swoich wiernych ze zbrodni na Polakach i święcili narzędzia zbrodni, to duchowieństwo greckokatolickie powinno dziś pochylić się nad tym problemem. Niestety współudział w tej zbrodni jest nieszczęściem tego Kościoła – dodaje.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 01 sie 2013, 06:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Powtórka z Jedwabnego?

Stowarzyszenie Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie wydało opracowanie oskarżające żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego o mordowanie Żydów.

Publikację „Śladami Żydów. Lubelszczyzna” firmuje Stowarzyszenie Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie, Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny i Muzeum Historii Żydów Polskich. Opracowaniem tekstów zajmowała się dr Marta Kubiszyn z Zakładu Kultury i Historii Żydów UMCS. To rodzaj przewodnika po miejscowościach zamieszkiwanych kiedyś przez ludność wyznania mojżeszowego.

Najbardziej oburzającym wątkiem publikacji Kubiszyn jest historia holokaustu w Uchaniach. Wynika z niego, że w lesie pod Uchaniami od listopada 1942 r. ukrywała się (z pomocą mieszkańców) grupa ok. 80 Żydów, która w lipcu 1944 r., na dwa tygodnie przed końcem okupacji niemieckiej, została otoczona i wymordowana przez polskich partyzantów, również mieszkańców Uchań. Ocaleć miało jedynie dziewięć osób. Mieszkańcy gminy są oburzeni.

– Żydów mordowała żandarmeria niemiecka. Po co pleść takie głupoty. Armia Krajowa to było wojsko polskie, walczyliśmy z Niemcami, a nie z Żydami. To, co ta pani napisała, to warte kupy śmiechu! My jeszcze Żydom pomagaliśmy, a nie ich mordowaliśmy – mówi wyraźnie wzburzony mjr Antoni Wiech, jeden z żołnierzy AK z Uchań.

– Rozmawiałem z mieszkańcami Uchań i okolic. Z ich relacji wynika jednoznacznie, że nikt Żydów nie mordował. Wręcz przeciwnie – niesiono im pomoc. Byli dokarmiani, ukrywani, chronieni przed zagładą. Bezsensowne byłoby, gdyby najpierw się tych ludzi chroniło, a potem zabijało – dodaje Andrzej Jaroszyński, prezes ŚZŻAK Koło Rejonowe w Uchaniach.

– Nic nie wiem o takim wydarzeniu. To wszystko wydaje się nieprawdopodobne. Niemożliwe, by do tej pory, kilkadziesiąt lat po wojnie, tego typu wydarzenie, w które mieliby być zamieszani żołnierze AK, nie było nagłośnione, badane, analizowane, żeby nikt się w tej sprawie nie wypowiadał – mówi Leszek Żebrowski, historyk.

Relacji świadków z wydarzeń II wojny światowej jest wiele, ale gros z nich okazuje się często nieprawdziwe.

– Dlatego każdy konkretny przypadek powinien być zawsze dokładnie zbadany. Niedopuszczalne jest opieranie się tylko na samych relacjach świadków. Poza tym jeden świadek to nie jest świadek – jego relacja musi być weryfikowana – dodaje.

– Moim zdaniem, ten artykuł miał za cel nagonkę na mieszkańców Uchań i żołnierzy AK, którzy przecież z niewinnymi ludźmi nie walczyli. Nie licowało to z godnością żołnierza Polskiego Państwa Podziemnego – dodaje.

Jaroszyński wysłał w tej sprawie list do Kubiszyn, domagając się przeprosin i sprostowania. Na jej publikację zareagował też Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Zamość. „Wyrażamy nasze głębokie oburzenie faktem, iż dopuściła się Pani przekłamania historii żołnierzy Armii Krajowej działających na terenie miejscowości Uchanie w powiecie hrubieszowskim” – pisze Związek w liście z 29 lipca br. adresowanym do Kubiszyn.

Korekta albo proces

Weterani przypominają, że doniesienia, jakoby grupę 80 Żydów wymordowali polscy żołnierze, są kłamliwe i wpisują się w nagonkę na żołnierzy Armii Krajowej i Naród Polski. „Pani praca staje w jednym szeregu z takimi paszkwilami jak niemiecki serial ’Nasze matki, nasi ojcowie’ czy powtarzające się w prasie zagranicznej artykuły ze sformułowaniami ’polskie obozy koncentracyjne’” – piszą kombatanci.

„Tekst w Pani wykonaniu jest o tyle bolesny, że dokonany przez naukowca z polskiego uniwersytetu, opłacanego przez polskich podatników, w tym przez kombatantów AK i mieszkańców Uchań, którzy zostali przez Panią oszkalowani” – podnosi dalej Związek, żądając natychmiastowej korekty informacji pod groźbą sankcji prawnych.

„Czujemy się bowiem w obowiązku bronić honoru żołnierzy Armii Krajowej poległych w walce o niepodległą Rzeczpospolitą” – podkreślają żołnierze.

Analogiczne pismo Związek wystosował do współwydawcy, Stowarzyszenia Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie. Od władz uczelni domaga się z kolei przeprowadzenia rozmowy z Kubiszyn.

„Żywimy ogromną nadzieję, że Magnificencja stanie wraz z nami w obronie honoru żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego poległych w obronie niepodległej Rzeczypospolitej” – pisze Związek w liście do prof. Stanisława Michałowskiego, rektora Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Dopytywane o sprawę biuro prasowe uczelni odpowiada, że prof. Michałowski jest na urlopie, a informacji będzie mogło udzielić najwcześniej w poniedziałek. Jednocześnie biuro odmówiło podania telefonu do dr Kubiszyn.

Pytanie o reakcję na list ŚZŻAK „Nasz Dziennik” skierował też do Stowarzyszenia Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie. Czekamy na odpowiedź.

– Tak poważny atak na żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i ludność Uchań jest ze wszech miar nieuprawniony. Społeczność lokalna twierdzi, że pomagała ludności pochodzenia żydowskiego, absolutnie nie było żadnej zbiorowej akcji skierowanej przeciwko Żydom – komentuje Sławomir Zawiślak, prezes zamojskiego ŚZŻAK, zarazem poseł PiS.

Zawiślak nie chce na razie skonkretyzować, jakie kroki prawne Związek zamierza podjąć wobec autorki publikacji i wydawcy. – To będzie zależało od odpowiedzi z ich strony. Na pewno nie pozostawimy jednak tej sprawy bez odzewu – deklaruje.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... bnego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 01 sie 2013, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Weterani przypominają, że doniesienia, jakoby grupę 80 Żydów wymordowali polscy żołnierze, są kłamliwe i wpisują się w nagonkę na żołnierzy Armii Krajowej i Naród Polski. „Pani praca staje w jednym szeregu z takimi paszkwilami jak niemiecki serial ’Nasze matki, nasi ojcowie’ czy powtarzające się w prasie zagranicznej artykuły ze sformułowaniami ’polskie obozy koncentracyjne’” – piszą kombatanci.


Wspólnie dziś mordercy Polaków obrzucają kalumniami naszych niezłomnych bohaterów. Akcja propagandowa czasowo znakomicie zgrana z utworzeniem niemieckiego serialu rzucającego bezczelne kłamstwa. Niemal natychmiast kłamstwa te potwierdzono "naukowo" przez zawodowych kłamców. Kolejny raz żydzi wyjaśniają nam czynem, czemu nasi przodkowie nazywali ich parchami - teraz wiemy, że bardziej parszywego ludu na Ziemi nie było i nie będzie.

Dziś, tak jak we wrześniu 1939, Niemcy i żydzi dokonują wspólnej agresji na Polskę. Wtedy atakowano fizycznie, dziś mentalnie. Ale w obu przypadkach cel mają ten sam - wymordowanie Polaków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 03 sie 2013, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Kto i dlaczego nieustannie próbuje aż do skutku, budować ludzką świadomość oparta na wymyślonych, nieprawdziwych faktach? Na to pytanie koniecznie musimy sobie odpowiedzieć. Kto i dlaczego? Jeżeli tych wrogich nam zjawisk nie przejrzymy, nie zrozumiemy do końca, to nasza świadomość, w tym świadomość historyczna w szczególności, będą nie pełne.
Mocna i dojrzała świadomość jest odporna na wszelkie fałszywe informacje. Jest nietykalna dla manipulantów wiedzą polityczną, gospodarczą, kulturową, czy historyczną.
Zło boi się prawdy, bo przy prawdzie zło samoistnie ginie, zanika, rozpada się w nicość. Dlatego wciąż stara się nasycać nas kłamliwą propagandą aby nie utracić kontroli nad nami.
To nie jest frazes, gdy uważamy że "tylko prawda nas wyzwoli" spod mocy zła, spod mocy fałszywej propagandy.
Żyjąc w prawdzie jesteśmy niepodatni na żadną ideologię, na żadną papkę medialnej propagandy, na to co nam mówią zawodowi oszuści, żyjący z kłamstwa.


W Uchaniach nie mordowała AK

Po publikacji „Naszego Dziennika”

„Niefortunny błąd redaktorski” – tak dr Marta Kubiszyn i Stowarzyszenie Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie tłumaczą umieszczenie w jednej z firmowanych przez nich publikacji oskarżenia żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego o mordowanie Żydów.

„Nie miałam żadnego wpływu na pojawienie się w tekście o Uchaniach błędnie zredagowanej informacji o morderstwie Żydów. Ze swojej strony pragnę wyrazić ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i przeprosić wszystkie osoby, które poczuły się urażone opublikowaniem tej informacji” – pisze Kubiszyn w oświadczeniu przysłanym „Naszemu Dziennikowi”. I zapewnia, że będzie zachęcać Stowarzyszenie Panorama Kultur, współwydawcę publikacji, do naprawy – jak mówi – „błędu”.

Impulsem do oświadczenia jest zdecydowana reakcja środowisk kombatanckich na publikację „Śladami Żydów. Lubelszczyzna” z 2011 roku wydaną przez Stowarzyszenie Panorama Kultur, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie, Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny i Muzeum Historii Żydów Polskich.

Opracowaniem tekstów zajmowała się dr Marta Kubiszyn z Zakładu Kultury i Historii Żydów UMCS. Chodziło o fragment dotyczący historii Uchań na Lubelszczyźnie. Z tekstu wynika, że w lesie pod Uchaniami od listopada 1942 r. ukrywała się (z pomocą mieszkańców) grupa ok. 80 Żydów, która w lipcu 1944 r., na dwa tygodnie przed końcem okupacji niemieckiej, została jakoby otoczona i wymordowana przez polskich partyzantów, również mieszkańców Uchań. Ocaleć miało jedynie dziewięć osób. Środowiska kombatanckie uznały tę publikację za kłamliwą, domagając się przeprosin i sprostowania.

„Pani praca staje w jednym szeregu z takimi paszkwilami jak niemiecki serial ’Nasze matki, nasi ojcowie’, czy powtarzające się w prasie zagranicznej artykuły ze sformułowaniami ’polskie obozy koncentracyjne’. Fałsz w Pani wykonaniu jest o tyle bolesny, że dokonany przez naukowca z polskiego uniwersytetu, opłacanego przez polskich podatników, w tym przez kombatantów AK i mieszkańców Uchań, którzy zostali przez Panią oszkalowani” – pisał Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Zamość.

Kubiszyn tłumaczy, że fragment o wymordowaniu uchańskich Żydów dodał bez jej wiedzy jeden z redaktorów, już po ostatecznej redakcji i korektach wprowadzonych przez historyków.

Miało dojść do niefortunnego zniekształcenia relacji jednego ze świadków – Mosze Opatowskiego, mieszkańca Lublina, który w czasie okupacji ukrywał się w okolicach Uchań.

– Zamordowanie grupy Żydów pod Uchaniami tuż przed końcem wojny jest faktem potwierdzonym przez co najmniej dwóch świadków, choć nie jest jasne, kto dokonał tej zbrodni. Nieznana jest także rzeczywista liczba ofiar – podkreśla Kubiszyn.

– Tego rodzaju uściślenia zabrakło w tekście o Uchaniach, co przyczyniło się do wprowadzenia dezinformacji i spowodowało zrozumiałe oburzenie mieszkańców Uchań, środowisk kombatanckich oraz innych osób – dodaje, zaznaczając, że relacje świadków dotyczące także holokaustu Żydów są często rozbieżne i nieprecyzyjne, a znajdujące się w nich informacje są niemożliwe do weryfikacji. Sprawcy mordu na Żydach mogli być pospolitymi przestępcami.

Errata rany nie zaleczy

W sprawie publikacji wypowiedział się też Emil Majuk, prezes Stowarzyszenia Panorama Kultur, koordynator projektu „Śladami Żydów. Lubelszczyzna”.

„Wyrażam głęboki żal i ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji. Nie było naszym celem skandalizowanie ani obrażanie i zniesławianie nikogo. Żywię głęboki szacunek do dokonań Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, zależy mi, aby jej historia była przedstawiana w prawdziwy, niezafałszowany w żadną stronę sposób. Przepraszam Weteranów, mieszkańców Uchań i wszystkie osoby urażone zniekształconą informacją przedstawioną w przewodniku” – pisze Majuk w liście do „Naszego Dziennika”.

Deklaruje, że w kolejnych wydaniach przewodnika informacja zostanie sprostowana w sposób uzgodniony ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK, a do bibliotek, które otrzymały wydanie pierwsze, zostanie rozesłana errata. Sprostowanie będzie zawierać informację, że napadu nie dokonali partyzanci, lecz bandyci podający się za partyzantów oraz że ich ofiarą padło kilka, a nie kilkadziesiąt osób.

W sprawie publikacji wypowiedział się też Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

– Uczelnia uważa za niedopuszczalne wprowadzanie jakichkolwiek, a tym bardziej niezweryfikowanych, informacji do tekstu pracownika naukowego naszego Uniwersytetu. Tego rodzaju zniekształcenia prowadzą jedynie do nieporozumień, sporów, a nawet konfliktów – podkreśla Aneta Adamska z Biura Prasowego UMCS.

Weterani Armii Krajowej nie kryją jednak, że cała sprawa pozostaje dla nich bardzo bolesna.

– Do tej pory nikt nie przyznał jednak, że to nie Armia Krajowa mordowała Żydów. W Uchaniach przez kilka lat stacjonowała policja niemiecka, to Niemcy mordowali Żydów. Dlaczego nikt o tym nawet nie wspomniał? – pyta Antoni Wiech, jeden z żołnierzy AK z Uchań.

– Jeszcze raz podkreślam, to nie Armia Krajowa walczyła z Żydami. My walczyliśmy z Niemcami – dodaje.

Tłumaczenia autorki publikacji i jej wydawcy nie chce natomiast komentować Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Zamość. – Dopóki nie otrzymamy pisemnej odpowiedzi na nasze listy – tłumaczy Sławomir Zawiślak, prezes Związku.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... la-ak.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 03 paź 2013, 21:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/09/01 ... -krzyzowi/

Naziści wciąż istnieją i robią, to co zawsze - zwalczają Polskę, atakują Chrześcijaństwo, promują rasizm, dewiacje seksualne, powszechną deprawację. Niedawno obronili swoją zdobycz - eugeniczny masowy mord na dzieciach nienarodzonych. Ale dziś zwą siebie liberałami, i jak na bezczelnych i brutalnych kłamców przystało, nazistami zowią Polaków.

Kopia artykułu:

Swastyka przeciw Krzyżowi
Posted by Marucha w dniu 2013-09-01 (niedziela)

Siedemdziesiąt cztery lata temu – we wrześniu 1939 roku – Niemcy hitlerowskie napadając na Polskę rozpoczęły II wojnę światową. Ideologia narodowo socjalistyczna jest niejednokrotnie przedstawiana jako ideologia „skrajnej prawicy”. Niekiedy twierdzi się nawet, że program hitlerowski wyrósł z chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, którego charakterystyczną cechą miał być również antysemityzm.

Obrazek

Jednak wszystkie te twierdzenia są pozbawioną historycznych podstaw mistyfikacją. W rzeczywistości hitlerowski narodowy socjalizm, obok komunizmu, należał do dwóch głównych wrogów chrześcijaństwa w Europie. A wrogość ta oznaczała dla milionów chrześcijan (także w Polsce) męczeńską śmierć.
Zdaniem wszystkich biografów Adolfa Hitlera przyszły wódz III Rzeszy, chociaż urodzony w rodzinie katolickiej, już w okresie szkolnym trwale oddalił się od Kościoła. Ta utrata wiary manifestowała się przede wszystkim zaprzestaniem jej praktykowania. Jak pisze austriacka badaczka wiedeńskich lat Hitlera (czyli przed rokiem 1914), mieszkając w stolicy Austro-Węgier nigdy nie chodził on do kościoła, jego życie sakramentalne nie istniało. Przywódca III Rzeszy przyznawał w 1942 roku: Mając trzynaście, czternaście, piętnaście lat nie wierzyłem już w nic, zresztą żaden z moich kolegów nie wierzył już w tak zwaną komunię, poza paroma zupełnie głupimi prymusami! Tylko że ja wtedy byłem zdania, że to wszystko trzeba wysadzić w powietrze!


Okultyzm, gnoza, narodowy socjalizm

Odrzuciwszy zatem znienawidzone chrześcijaństwo, swe młodzieńcze (formacyjne) lata Hitler przeznaczył na zagłębianie się w lekturę pism tworzących na przełomie XIX i XX wieku w Austrii „ariozofów”, łączących pangermańską mitologię polityczną z okultyzmem (teozofią) i gnozą. W pismach takich twórców, jak Guido von List czy Jörg Lanz von Liebenfels (cysters wyrzucony z zakonu z powodu homoseksualizmu) – w swojej retoryce łudząco przypominających tropiącego dawne spiski i tajemnice Dana Browna – młody Hitler czytał o dawnej cywilizacji ario-germańskiej zniszczonej przede wszystkim przez Kościół katolicki (ewangelizacja Germanii); o wspaniałej religii Wotana, która przechowuje swoje tajemnice w znakach runicznych (m.in. swastyce). Wszystko jest jeszcze możliwe do odzyskania – przekonywali twórcy okultystycznej wersji rasizmu. Najpierw trzeba uporać się z pierwszym wrogiem cywilizacji aryjskiej, czyli z katolicyzmem, następnie z tzw. „niższymi rasami” (Liebenfels zalecał, na przykład, ich palenie jako ofiar dla Boga). W ten sposób będzie możliwy powrót do „aryjskiej moralności”, w tym „aryjskiej moralności seksualnej”. Liebenfels, któremu temat ów był szczególnie bliski, zalecał między innymi tworzenie specjalnych eugenicznych klasztorów, w których „aryjskie samce rozpłodowe” miały dbać o przedłużenie czystości aryjskiej krwi.
Po roku 1933 te – wydawać by się mogło – szalone pomysły autorów niszowych pisemek stały się oficjalną polityką narodowosocjalistycznych Niemiec. Himmler – dowódca SS – postarał się nawet o realizację pomysłów Liebenfelsa w postaci utworzonego pod auspicjami SS tzw. Lebensborn (aryjskie „źródło życia”, innymi słowy domy uciech dla wyselekcjonowanych rasowo oficerów SS). Reichsführer należał zresztą wśród elity III Rzeszy do osób szczególnie zafascynowanych okultyzmem, gnozą (z niej wypływała cała koncepcja SS jako „wybranej elity”) oraz filozofiami Dalekiego Wschodu (nieprzypadkowo to właśnie Himmler organizował wyprawy do Tybetu, by zapoznać się z „dziedzictwem myśli” dalajlamów).


Kulturkampf i nordycka euroreligia

Wzorców do walki z katolicyzmem szukali przywódcy NSDAP także w niedawnej przeszłości Niemiec – w rozpętanym przez Bismarcka Kulturkampfie. Deklarowali przy tym, że w swojej walce z Kościołem będą jeszcze skuteczniejsi od „żelaznego kanclerza”. Dzięki relacjom Hermanna Rauschninga – w swoim czasie jednego z bliskich współpracowników Hitlera – wiemy, że wódz III Rzeszy wytykał Bismarckowi, iż próbował on poradzić sobie z katolicyzmem za pomocą paragrafów i pruskiego wachmistrza. A do tego – jak mówił swoim współpracownikom Führer – by braciszkom dobrać się do skóry, trzeba było przede wszystkim użyć ośmieszania i zohydzania i wycelować je w lud i młodzież.
Wrogość do chrześcijaństwa ujawniał również główny (obok Hitlera) ideolog narodowego socjalizmu, Alfred Rosenberg. Jego książka Mit XX wieku, należała wraz z Mein Kampf Hitlera do lektur obowiązkowych wszystkich członków NSDAP, a po roku 1933 stała się jednym z kompendiów ideowych „Tysiącletniej Rzeszy”.
Na kartach swojej książki Rosenberg pisał: Kościoły wszystkich wyznań ogłosiły: Wiara kształtuje człowieka… Jednakże Nordycko-Europejska Religia – świadomie lub też nie – ogłasza: to człowiek kształtuje swoją wiarę, lub precyzyjniej: człowiek określa rodzaj i zawartość wyznawanej przez siebie wiary [pogr. G.K.]. Główny ideolog narodowego socjalizmu zgłosił ponadto postulat utworzenia w Niemczech „Kościoła ludowego” (Volkskirche), który przede wszystkim miał stać na straży honoru narodowego i niemieckiego chrześcijaństwa. Także postać Jezusa została swoiście przez Rosenberga zreinterpretowana: Jezus jawi się nam dzisiaj jako świadomy siebie mistrz. (…) Dla germańskich ludów liczy się Jego życie, a nie Jego śmierć, gloryfikowana przez rasy alpejskie i śródziemnomorskie.
Radykalny antropocentryzm, fascynacja okultyzmem i gnozą, postulat „ludowego Kościoła” – wszystko to w jakiś szczególny sposób zbliża narodowy socjalizm do współczesnego New Age’u, postmodernistycznego bałaganu myślowego, współczesnych naprawiaczy Kościoła (jakże podobnie do postulatu Volkskirche brzmi wezwanie współczesnych „reformatorów” Kościoła z Austrii: Wir sind die Kirche – My [lud] jesteśmy Kościołem).


Kościół katolicki mówi: NIE!

W roku 1934 książka Rosenberga znalazła się na rzymskim Indeksie ksiąg zakazanych. Kościół w Niemczech wskazywał zresztą antychrześcijańskie oblicze ruchu hitlerowskiego jeszcze przed rokiem 1933. W liście pasterskim episkopatu Bawarii z roku 1931 czytamy między innymi: Narodowy socjalizm zawiera w swoim programie kulturalnym herezje, ponieważ albo odrzuca, albo interpretuje w błędny sposób żywotne ­punkty doktrynalne wiary katolickiej. Również dlatego, że wedle deklaracji jego przywódców, pragnie on zastąpić wiarę chrześcijańską jakąś nową koncepcją świata. Kierownictwo narodowego socjalizmu stawia rasę ponad religią. Odrzuca ona objawienie Starego Testamentu, a nawet Dekalog Mojżesza. (…) Według punktu 24. programu narodowosocjalistycznego, chrześcijańskie prawo moralne, które jest przecież wiecznie ważne, winno się dostosować do sentymentu moralnego rasy germańskiej. (…) Sądząc po wystąpieniach partii [narodowosocjalistycznej] i jej szefów, można skonstatować, że to, co narodowy socjalizm nazywa chrześcijaństwem, nie jest chrześcijaństwem pochodzącym od Chrystusa.
Podobne słowa znajdowały się w oficjalnych wypowiedziach całego niemieckiego Kościoła również po roku 1933. W czerwcu 1934 roku niemieccy biskupi przestrzegali wiernych przed nowoczesnymi poganami, którzy żądają innego, narodowego, niemieckiego kościoła o odrębnej – jak mówią – nauce i moralności, i zamiast świętej liturgii jedynego, powszechnego Kościoła, pragną wprowadzić sztucznie wskrzeszone, dawne ludowe obrzędy. Dwa lata później, w innym liście pasterskim, niemieccy biskupi stwierdzali, że uszczupla się ciągle zakres działania chrześcijaństwa i Kościoła i ostatecznie zamyka się [Kościół] w murach świątyni.


Neopoganie w akcji

Słowa niemieckich biskupów odnosiły się w ten sposób do realizowanej w latach 1933-1939 hitlerowskiej polityki systematycznego likwidowania katolickich organizacji społecznych (zwłaszcza młodzieżowych – w roku 1936 oficjalnie wprowadzono monopol Hitlerjugend na „narodowe wychowanie”, co oznaczało likwidację wszystkich szkół katolickich), Akcji Katolickiej oraz katolickiej prasy w Niemczech. Wszystko to odbywało się pomimo zawartego w lipcu 1934 roku konkordatu między Niemcami a Watykanem. Hitlerowi bowiem konkordat służył wyłącznie jako taktyczne ustępstwo w okresie konsolidowania władzy. Po uporaniu się z wewnątrzpartyjną opozycją („noc długich noży”) oraz innymi politycznymi przeciwnikami Hitler przeszedł do realizacji własnej wersji Kulturkampfu.
Zgodnie z tym, co mówił w wąskim kręgu zaufanych osób, nie zamierzał ograniczać się do czysto represyjnych decyzji. Mniej więcej od roku 1935 prasa hitlerowska w Niemczech nie ustawała w kampaniach oszczerstw rzucanych na katolickie duchowieństwo. Wulgarny antysemityzm łączono tam z równie brutalnym antykatolicyzmem (księżom zarzucano wszystko: od rozpusty po handel obcymi walutami). W Rosji bolszewickiej rolę taką spełniało pismo „Bezbożnik”. W III Rzeszy jego odpowiednikiem był „Der Stürmer” w wulgarny sposób karykaturujący na równi Żydów i katolickich księży. Ton i częstotliwość napaści na katolików w prasie hitlerowskiej radykalnie zaostrzyły się po roku 1937, po publikacji encykliki Piusa XI Mit brenennder Sorge potępiającej w całości narodowy socjalizm (rozpowszechnianie encykliki w Niemczech zostało oficjalnie zakazane przez władze państwowe).


Potępienie narodowego socjalizmu

Stolica Apostolska już wcześniej nie kryła swojego negatywnego stosunku do ideologii NSDAP. W maju 1935 roku Pius XI przyjmując na audiencji pielgrzymów niemieckich stwierdził, iż wszystkiego próbuje się, by zniszczyć w Niemczech życie chrześcijańskie i katolickie. (…) Za pomocą tzw. „chrześcijaństwa pozytywnego” dąży się do dechrystianizacji Niemiec i zawrócenia ich ku barbarzyńskiemu pogaństwu. Trzy lata później, na czas wizyty Hitlera u Mussoliniego, papież wycofał się do Castel Gandolfo, gdzie nawiązując do przystrojenia Rzymu swastykami z okazji wizyty Führera nad Tybrem mówił do wiernych: Oto w Rzymie bez żadnej potrzeby zatknięto znak innego krzyża, który nie jest krzyżem Chrystusa. To wystarczy, by zrozumieć, jak bardzo trzeba się modlić, modlić, modlić… Jeszcze w ostatnim swym orędziu bożonarodzeniowym skierowanym do świata (24 XII 1938), Pius XI mówił o krzyżu wrogim krzyżowi Chrystusa.
Całościowe potępienie ideologii narodowosocjalistycznej znalazło się we wspomnianej encyklice Piusa XI Mit brennender Sorge, skierowanej w roku 1937 do Kościoła w Niemczech (jak każda encyklika, miała ona charakter powszechnego Magisterium). Papież Pius XI po raz kolejny odrzucił w niej rasizm, a także odniósł się do tzw. Führerprinzip – czyli niemal boskiego kultu oddawanego Führerowi. Pius XI pisał: Kto wynosi ponad skalę wartości ziemskich rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce i czyni z nich najwyższą normę wszelakich wartości, także religijnych i oddaje im cześć bałwochwalczą, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga-Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze.
Encyklika Mit brennender Sorge odrzucała również zasadę pozytywizmu prawniczego, a więc zasadę wyższości prawa stanowionego nad wiecznymi normami prawa naturalnego. A więc zasadę, która w warunkach narodowosocjalistycznej III Rzeszy objawiła się takimi wynaturzeniami, jak tzw. ustawy norymberskie – jak najbardziej legalnie uchwalone przez niemiecki parlament, ale depczące prawo naturalne i niezbywalną godność człowieka. W encyklice Piusa XI potępiającej hitleryzm, czytamy: Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. (…) Ponieważ jest On jedynym Stwórcą, ma prawo domagać się posłuszeństwa od poszczególnych jednostek i od wszelkiego rodzaju społeczności. Posłuszeństwo to odnosi się do wszystkich dziedzin życia, w których kwestie moralne domagają się uzgodnienia z niezmiennym prawem Bożym i skutkiem tego – poddania zmiennego prawa ludzkiego niezmiennemu prawu Bożemu. W innym miejscu – odrzucając tezę, że to co dobre dla „Tysiącletniej Rzeszy” jest również moralnie słuszne, papież dodaje: W życiu wewnętrznym państwa, mieszając dziedzinę pożytku z dziedziną prawa, zapoznaje ona zasadniczą prawdę, że człowiek jako osoba posiada prawa dane mu od Boga, przeto muszą one być strzeżone przed wszelkimi atakami ze strony społeczeństwa, które by chciało im zaprzeczyć, zniszczyć je lub zlekceważyć.


Ostateczne rozwiązanie kwestii katolickiej

W roku 1937 – po publikacji encykliki – gestapo stwierdzało wprost w jednym ze swoich raportów: Nie może już być pokoju między państwem narodowosocjalistycznym a Kościołem katolickim. Roszczenia Kościoła, mające charakter totalitarny [sic!], stanowią wyzwanie dla władz państwowych. Z tym „wyzwaniem” władze III Rzeszy radziły sobie w charakterystyczny dla siebie sposób. Szacuje się, że narodowi socjaliści podczas II wojny światowej zamordowali w Niemczech, Austrii i na terytoriach okupowanych ok. 4 tysięcy katolickich księży. Władze hitlerowskie miały również sprecyzowany plan, co zrobić z Kościołem katolickim w razie zwycięskiego dla III Rzeszy zakończenia wojny. Prawa ręka Hitlera, Reichsleiter Martin Bormann w okólniku do wszystkich gauleiterów (zwierzchników hitlerowskiej administracji w terenie) z 9 czerwca 1941 roku, pisał: Wszelkie wpływy przeszkadzające w prowadzeniu narodu przez Führera z pomocą NSDAP lub mające temu zaszkodzić, muszą być udaremnione. Coraz bardziej należy odwracać naród od Kościołów i ich organów, proboszczów. (…) Nigdzie nie należy pozwalać Kościołom na zyskanie ponownego wpływu na kierowanie narodem. Musi on być bez reszty i ostatecznie złamany.


Polscy męczennicy

Miejscem, gdzie owo „łamanie” Kościoła przebiegało szczególnie bezwzględnie, była okupowana przez Niemców Polska. W tym kontekście osoba św. Maksymiliana Kolbe jest najbardziej znana, choć nie jedyna. Podczas pielgrzymki do Ojczyzny w roku 1999 Jan Paweł II dokonał w Warszawie beatyfikacji 108 polskich męczenników, którzy zginęli z rąk Niemców w czasie II wojny światowej. Wśród wyniesionych wówczas na ołtarze znalazło się wielu księży i biskupów (abp Nowowiejski i bp Wetmański z Płocka, bp Góral z Lublina). Ogółem naziści wymordowali w czasie II wojny światowej około 2000 polskich kapłanów i ponad 200 sióstr zakonnych. Najostrzejsze represje spadały na katolicyzm na obszarach bezpośrednio wcielonych do III Rzeszy (w Wielkopolsce – zwanej przez hitlerowców Krajem Warty, na Pomorzu oraz w okręgu łódzkim). Było to prawdziwe księżobójstwo. W diecezji włocławskiej wymordowano 49 procent duchowieństwa, w chełmińskiej 48 procent, w łódzkiej niemal 37 procent, w poznańskiej 31 procent. Na polskim Pomorzu (diecezje włocławska i chełmińska) z sześciuset dziewięćdziesięciu księży, narodowi socjaliści aresztowali (według wciąż nieprecyzyjnych szacunków) czterystu sześćdziesięciu, spośród których dwustu czternastu poniosło śmierć (wymordowano, między innymi, całą kapitułę katedralną w Pelplinie). Resztę kapłanów wygnano na teren Generalnej Guberni. Do roku 1940 na Pomorzu pełniło posługę duszpasterską zaledwie dwudziestu księży.
Dowódca SS i policji w Poznaniu w następujący sposób wyjaśniał motywy kierujące władzami niemieckimi w zamykaniu prawie wszystkich kościołów oraz masowym aresztowaniu księży: Zamknięcie polskich kościołów i internowanie polskiego duchowieństwa było uderzeniem w ostateczną podstawę polskiego poczucia wspólnoty i ducha oporu. Złudzeń nie pozostawiał również Arthur Greiser – szef władz okupacyjnych w Wielkopolsce – gdy w 1942 roku mówił: Wiadomo wam z historii, że polski kler katolicki zawsze był bojownikiem najzaciętszej walki narodowościowej skierowanej przeciwko narodowi niemieckiemu. Było to śmiertelnym grzechem byłej administracji pruskiej i rządu pruskiego, że nie tylko nie ukrócił działalności polskiego kleru katolickiego, ale wprost przeciwnie, dał mu jeszcze broń do ręki przeciw nam (…). Kler ten tak długo był neutralny, jak długo nie chodziło o coś antyniemieckiego.
Na uwagę zasługuje, że powyższej eksterminacji duchowieństwa katolickiego przez Niemców towarzyszyła nieskrywana niczym nienawiść i pogarda dla katolicyzmu jako takiego. Tym bowiem należy tłumaczyć zburzenie pomnika Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu czy fakt, że na dni największych fal aresztowań polskich księży wybierano daty związane z kultem maryjnym (15 sierpnia – Wniebowzięcie NMP, 26 sierpnia – święto Matki Bożej Częstochowskiej, 7 października – Matki Boskiej Różańcowej).

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/swastyka-przeciw-kr ... 327,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 23 paź 2013, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Unijne bolszewictwo wsparło stare anachroniczne już bolszewictwo sowieckie i tak godność nas wszystkich stała się przedmiotem prawnej drwiny made in UE.

Po wyroku

Filip Frąckowiak

Piszę, mając wciąż w myślach poniedziałkowy, wstydliwy wyrok Trybunału w Strasburgu. Najbardziej boli, że cios zadali nam ci, od których oczekiwaliśmy niezawisłej oceny. Po prostu sprawiedliwości. Przecież Trybunał skazał Rumunię za zabicie jednego manifestanta i zranienie czworga podczas dławienia manifestacji w Timisoarze w grudniu 1989 r., mimo że Rumunia przystąpiła do konwencji dopiero w 1994 roku.

Polacy będą się odwracać jeszcze bardziej od instytucji europejskich. Niesprawiedliwość spotkała nas od tych, którzy na ramieniu mają godło Unii Europejskiej. To pokazuje jednocześnie rosnące wpływy rosyjskie w Europie. Moskwa już odzyskała siły po upadku Związku Sowieckiego. Już jest gotowa do ponownego rozmawiania z Zachodem z pozycji siły. Paradoksalnie wyrok w Strasburgu pomaga to zrozumieć. Niezależny sąd europejski nie pozwoli, by Armię Czerwoną i Rosję, nawet jeśli popełniała zbrodnie, prowadzić do ukarania. Nikt nie będzie karał państwa rosyjskiego. Taka jest wymowa tego werdyktu. Jeśli ktoś miał wcześniej wątpliwości, że tak jest, to teraz je stracił. Trybunał w Strasburgu wie, gdzie leżą sprawiedliwość i wina. Ale celowo nie wskazał, kto jest winny. Ten wyrok to upokorzenie dla Polaków.

Gdzie są teraz ci, którzy chcieli pojednania z Rosją po 10 kwietnia 2010 roku? Ci, którzy go chcieli, są współodpowiedzialni za to, że Rosja ma znów zdolność rozmawiania z pozycji siły, a europejskie instytucje bronią rosyjskich zbrodniarzy. Chciałbym dobrych stosunków z Rosją. Tak jak chciałbym pokoju na świecie. Ale trzeba powiedzieć jasno, co może być napisane tylko w tej gazecie – w „Naszym Dzienniku”: pojednanie między Polską a Rosją nie może być celem samym w sobie. Polska nie ma najmniejszych powodów, żeby w czymkolwiek Rosji ustępować. Niektórzy ludzie, politycy na najwyższych szczeblach, dziennikarze na ich usługach być może robią to w interesie Rosji, mylą pojęcia „kompromis”, „pojednanie” i „spolegliwość”. Oni traktują pojednanie jako spolegliwość. Oczywiście Polski wobec Rosji. Nie wolno do tego dopuścić. Trzy dni przed katastrofą Władimir Putin nad dołami polskich oficerów w Katyniu nawet się nie zająknął, kto zabił 21 tysięcy bezbronnych polskich jeńców wojennych. Żaden rozsądny Polak nie może ufać Putinowi. Rosjanie podzielili Polaków w sprawie Smoleńska, tak jak kiedyś dzielili, wprowadzając w Polsce komunizm, awansując swoich popleczników oraz więżąc i zabijając przeciwników. Tyle tylko, że teraz, choć podzieleni, Polacy nie mordują się wzajemnie. Choć i tu zaczynam mieć wątpliwości. Bo przecież Marek Rosiak zginął w oczywistych okolicznościach – zabity przez politycznego przeciwnika. O sprawie krążącego seryjnego samobójcy nie wspominając.

Dziś może tylko wolność naszych sumień pozwala osądzać, kto jest zbrodniarzem, a kto nie. Trudno wciąż mówić o nienawiści. Jedynie żal i upokorzenie nam w sercach zostają.

Kolejnym przykładem nakazywania przez Rosjan zamykania ust Polakom jest odezwa ambasadora Rosji w sprawie gdańskiego pomnika czerwonoarmisty: „Jestem głęboko oburzony wybrykiem studenta gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, który poprzez swoją pseudosztukę znieważył pamięć ponad 600 tys. żołnierzy radzieckich poległych w walce o wolność i niepodległość Polski”.

Pomnik autorstwa Jerzego Bohdana Szumczyka przedstawia żołnierza Armii Czerwonej, który gwałci ciężarną kobietę. Pomnik wart jest obrony, mimo że rosyjska zemsta pewnie przyjdzie w postaci kolejnego embarga na polskie mięso. Jako komentarz do odezwy ambasadora chciałbym zauważyć, że nam, Polakom, też nie podobają się pomniki w całej Rosji Lenina i Stalina – morderców Polaków. Nie podobają nam się także czerwone gwiazdy na Kremlu i melodia rosyjskiego hymnu. A jeśli ktoś szuka pseudosztuki, to znajdzie ją w postaci sierpów i młotów w moskiewskim metrze. Ale to jest wasz kraj i róbcie z nim, co chcecie. Polskę zostawcie już w spokoju.

Autor jest dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/57567,po-wyroku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 23 paź 2013, 10:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Unijne bolszewictwo wsparło stare anachroniczne już bolszewictwo sowieckie i tak godność nas wszystkich stała się przedmiotem prawnej drwiny made in UE.

Jedno i drugie bolszewictwo, to to samo bolszewictwo, jeno metody zmieniono na bardziej perfidne, które okazały się skuteczniejsze. A potępić swoich nie mogli, bo tam niejeden miał dziada, którego Polacy sprali w 1920 pod Warszawą albo nad Niemnem. A możliwe, że i któryś z katyńskich morderców to jakiś krewniak.

Cytuj:
Kolejnym przykładem nakazywania przez Rosjan zamykania ust Polakom jest odezwa ambasadora Rosji w sprawie gdańskiego pomnika czerwonoarmisty: „Jestem głęboko oburzony wybrykiem studenta gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, który poprzez swoją pseudosztukę znieważył pamięć ponad 600 tys. żołnierzy radzieckich poległych w walce o wolność i niepodległość Polski”.

Pomnik autorstwa Jerzego Bohdana Szumczyka przedstawia żołnierza Armii Czerwonej, który gwałci ciężarną kobietę. Pomnik wart jest obrony, mimo że rosyjska zemsta pewnie przyjdzie w postaci kolejnego embarga na polskie mięso. Jako komentarz do odezwy ambasadora chciałbym zauważyć, że nam, Polakom, też nie podobają się pomniki w całej Rosji Lenina i Stalina – morderców Polaków. Nie podobają nam się także czerwone gwiazdy na Kremlu i melodia rosyjskiego hymnu. A jeśli ktoś szuka pseudosztuki, to znajdzie ją w postaci sierpów i młotów w moskiewskim metrze. Ale to jest wasz kraj i róbcie z nim, co chcecie. Polskę zostawcie już w spokoju.


Obsceniczne porno wskazuje na żyda - takie przedstawianie prawdy historycznej niezgodne jest z polskim duchem. Ten "pomnik", przy okazji objaw ludzkiego zdziczenia, wyraźnie uczyniony został na niemieckie zlecenie - może nawet samej Eriki Steinbach, by wykazać martyrologię biednego narodu niemieckiego, pierwszej ofiary nazizmu. A przy okazji ma przypomnieć "niemieckość" Gdańska, bo wszak to Niemki były gwałcone przez sowieckich żołdaków, a cała ta akcja masowych gwałtów była pomysłem NKWD. Celem było zastraszenie Niemców, bo sparaliżowany strachem wróg łatwiejszy jest do pokonania.

A reakcja ambasadora Rosji - typowy objaw moskiewskiego zakłamania, znanego nam do stuleci. Mamy tu więc niemiecko-rosyjską rozgrywkę, a ofiarą polityczną będzie Polska.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 28 paź 2013, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Jednak nie wszyscy prawnicy w UE to tylko służby prawnicze. Są i wśród nich niezależni od koniunktury politycznej, czy aktualnie wyznawanej ideologii, ludzie gotowi służyć prawdzie i dobru, a nie politykom.

Czworo sprawiedliwych

„Trwała odmowa sprawiedliwości” – w ten sposób czworo sędziów ETPC definiuje orzeczenie Strasburga w sprawie katyńskiej. „Nasz Dziennik” ujawnia zdanie odrębne od wyroku

Niekorzystny dla Polski wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nie zapadł jednomyślnie. Mniejszość inaczej ocenia sytuację prawną, wyraźnie liczy się też z kontekstem polityczno-historycznym sprawy i poczuciem sprawiedliwości wobec poszkodowanych.

Całkowicie zgodnie z oczekiwaniem skarżących głosowało czworo sędziów. Chcieli, by Trybunał uznał swoje kompetencje do badania rzetelności rosyjskiego śledztwa z punktu widzenia obowiązku ścigania zabójstwa i stwierdził, że doszło do naruszenia art. 2 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności mówiącego o prawie do życia. Nie mają też wątpliwości, że złamano zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania (art. 3) rodzin katyńskich przez rosyjskie władze.

Zdanie odrębne napisali: Ineta Ziemele z Łotwy (przewodnicząca jednej z izb), Vincent De Gaetano (Malta), Julia Laffranque z Estonii i Helen Keller ze Szwajcarii. Ich opinia liczy 13 stron. To mniej więcej tyle samo, co kluczowy wywód prawny większości.

Kwestia granic tzw. obowiązku proceduralnego nie pojawiła się po raz pierwszy przed sędziami ze Strasburga.

Czy Trybunał może sądzić sprawy, których wyjściowe zdarzenie, będące naruszeniem praw człowieka, nastąpiło przed wejściem w życie Konwencji, w oparciu o stwierdzone nieprawidłowości proceduralne zachodzące po krytycznej dacie ratyfikacji? Taka jest właśnie sprawa Katynia.

Sama zbrodnia wymyka się ramom czasowym jurysdykcji Trybunału, ale rosyjskie śledztwo (1990-2004) już niekoniecznie, bo Rosja przystąpiła do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w 1998 roku.

Za rozstrzygające w tej kwestii uważa się uzasadnienie wyroku Wielkiej Izby z 2009 r. w sprawie Šiliha przeciwko Słowenii.

Formułuje ono trzy zasady, którymi kieruje się Trybunał:

Po pierwsze, bezpośredniej ocenie Trybunału podlegają tylko te działania lub zaniechania pozwanego państwa, które nastąpiły po jego związaniu się obowiązkami wynikającymi z Konwencji.

Po drugie, musi istnieć rzeczywisty związek między wydarzeniem wyjściowym (np. zbrodnią morderstwa) a wejściem w życie Konwencji w danym państwie. Pojęcie „rzeczywistego związku” jest tu najmniej jasnym sformułowaniem. Kolejne wyroki próbowały doprecyzować jego sens. W praktyce sprowadza się on do tego, żeby istotna część wymaganych kroków proceduralnych (czynności śledczych) przypadła po dacie ratyfikacji, pełniącej rolę „daty krytycznej”.

Wreszcie trzecia zasada (tzw. klauzula humanitarna) mówi, że może istnieć sytuacja, gdy „rzeczywisty związek” powstaje na skutek „konieczności zapewnienia, że gwarancje i wartości założycielskie konwencji są chronione w rzeczywisty i skuteczny sposób”.

Uzasadnienie skargi i późniejszego odwołania do Wielkiej Izby wykazywało, że mamy do czynienia z sytuacją z drugiej i trzeciej zasady. Związek wejścia w życie konwencji w Rosji ze sprawą katyńską powstaje zarówno w wyniku zaistnienia szeregu ważnych faktów w śledztwie po 1998 r., jak i z przyczyn związanych ze szczególnie poważnym charakterem zbrodni. W pierwszym przypadku chodzi o pozyskanie informacji o nieuwzględnionych dotąd ofiarach zbrodni (lista ukraińska), wreszcie o samo umorzenie śledztwa i utajnienie jego postanowienia wraz z częścią akt oraz odmową uznania rodzin katyńskich za poszkodowanych. W drugim przypadku wskazuje się, że mamy do czynienia ze zbrodnią wojenną o masowej skali, a więc niepodlegającą przedawnieniu i poważnie naruszającą zasady państw cywilizowanych, jasno sformułowane i powszechnie przyjmowane już w momencie jej popełnienia.

Dla czworga sędziów jednak „zasady Šiliha” nie mają znaczenia absolutnego. Ważniejszy jest jeden z obowiązków całego systemu prawa międzynarodowego: dochodzenie i osądzenie znaczących naruszeń praw człowieka.

„To oczywiste, że trybunał był wezwany do znalezienia związku między konwencją” a tym obowiązkiem. A więc powinien albo rozpatrzyć sprawę katyńską niezależnie od „zasad Šiliha”, albo zastosować je w odmienny sposób. Skarga przeciwko Słowenii dotyczyła śledztwa w sprawie śmierci jednej osoby na skutek błędu lekarskiego, co różni się niewątpliwie od masakry ponad 21 tys. polskich jeńców.

Warunek dobrej woli Rosji

„W pierwszym przypadku argument, że skuteczne śledztwo może być utrudnione z powodu upływu czasu, jest niepodważalny i poprawny. Jednakże w drugim przypadku skuteczność śledztwa w istocie nie zależy od dostępności dowodów, ale raczej dobrej woli zainteresowanego państwa” – piszą sędziowie. O ile w sprawie Šiliha mieliśmy raczej problem techniczno-organizacyjny z zebraniem dowodów po długim czasie, to na temat Katynia „ostateczne dowody znajdują się w rosyjskich archiwach bez względu na siedemdziesiąt lat, które minęły od zdarzenia”.

Poddając krytyce rozumowanie przyjęte przez większość sędziów, opinia mniejszości wskazuje na „wąskie rozumienie” kroków proceduralnych, do jakich zobowiązane są państwa-strony konwencji. Ogranicza się ono w wyroku do „procedur karnych, cywilnych lub dyscyplinarnych” prowadzących do „wskazania i ukazania odpowiedzialnych oraz ustalenia odszkodowania”, nie zaś w innych celach, takich jak „ustalenie prawdy historycznej”.

Tymczasem oba cele w pewnych przypadkach są powiązane i wzajemnie uzależnione. W praktyce śledztwa mogą iść „ręka w rękę”, szczególnie wobec kształtującego się orzecznictwa międzynarodowych trybunałów o „prawie do prawdy historycznej”.

Taszuchadżijewa przeciw Rosji

Odpierając argument o braku wątpliwości co do śmierci polskich jeńców w okresie po 1998 r., czworo sędziów wskazuje na wyrok sprzed dwóch lat w sprawie Taszuchadżijewa przeciwko Rosji, która również dotyczy „zaginięcia”. „Obowiązek proceduralny trwa potencjalnie tak długo, jak długo los osoby nie zostanie ustalony, zaś postępujący brak wymaganego dochodzenia stanowi ’naruszenie ciągłe’. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy w ostateczności ma miejsce uznanie zgonu, a także w sytuacji, gdy śmierć nastąpiła przed ratyfikacją konwencji przez pozwane państwo”.

Zaś w sprawie Blečicia przeciwko Chorwacji Wielka Izba orzekła, że „brak skutecznego śledztwa sam w sobie jest rdzeniem zarzutu naruszenia, który ma swój oddzielny zakres stosowalności”. Cała lista spraw dowodzi, że w innych przypadkach poszczególne izby oraz Wielka Izba uznawały „nowe materiały po krytycznej dacie za ponowny [świeży] obowiązek dochodzenia”.

Szereg przykładów z orzecznictwa ETPC nie pozwala też zgodzić się na rozróżnienie skarżących na mniej i bardziej poszkodowanych, według ich wieku i pokrewieństwa z ofiarami zbrodni katyńskiej, jak to uczyniła Izba w pierwszym wyroku.

„Szokujące utajnienie”

Sędziowie omawiają też zaniedbania władz rosyjskich w śledztwie, w tym jego „szokujące” utajnienie. Zwracają uwagę, że „początkowo jawne śledztwo zakończyło się całkowicie tajnie”. To naruszenie zasad Rady Europy, polegające na niedostarczeniu żądanych informacji Trybunałowi, pozostawione co gorsza bez realnych konsekwencji. „Po raz pierwszy w historii trybunału naruszenie art. 38 zostało stwierdzone jako wyizolowane. We wszystkich sprawach, w których trybunał stwierdził niedopełnienie obowiązków wynikających z art. 38, również orzekał naruszenie innego prawa zapisanego w konwencji, głównie art. 2 lub 3”.

A zatem wyrok ogłoszony tydzień temu stanowi prawną osobliwość w orzecznictwie Trybunału.

Zdanie odrębne podkreśla, że zasady praw człowieka zapisane w konwencji nie mogą być rozpatrywane „w izolacji, ale w założeniu miały być zharmonizowane z prawem międzynarodowym”. Fundamentalne zasady praw człowieka istniały w 1940 r. i nie były nowością także dla ZSRS. Tak jak obecna Rosja jest następcą prawnym państwa sowieckiego, tak ono jest następcą Imperium Rosyjskiego.

Czworo sędziów przypomina, że car Mikołaj II uczestniczył w 1899 r. w międzynarodowej konferencji pokojowej w Hadze, a Rosja jest jednym z państw założycielskich IV konwencji haskiej (ratyfikowała ją w 1909 r.). W czasie zbrodni katyńskiej istniała już konwencja genewska z 1929 r., która nakazuje humanitarne traktowanie jeńców. ZSRS jej nie ratyfikował, ale podane w niej zasady uważa się za powszechny standard prawa humanitarnego, którego kolejnym wyrazem (a nie źródłem) jest też Europejska Konwencja Praw Człowieka.

Casus Kononowa

Autorzy konwencji specjalnie z myślą o zbrodniach wojennych dodali w art. 7 (zakaz karania za czyny, dla których nie ma kary przewidzianej w obowiązującym prawie) paragraf umożliwiający ściganie zbrodni podlegającej karze „według ogólnych zasad uznanych przez narody cywilizowane”. To właśnie w oparciu o tę zasadę Wielka Izba uznała za słuszne skazanie na Łotwie sowieckiego partyzanta Wasilija Kononowa za mordy na cywilach, choć nie były one czynami zabronionymi z punktu widzenia prawa sowieckiego.

„W sytuacji, z jaką mamy do czynienia, gdy władze państwowe zaprzeczały jakiemukolwiek związkowi i odpowiedzialności w odniesieniu do zbrodni katyńskiej przez ponad 40 lat, samo liczenie czasu prowadzi do absurdalnych rezultatów. W szczególności okres impasu, gdy wszelkie kroki proceduralne były kompletnie zablokowane, a ofiary nie miały najmniejszej nadziei na postęp w ustaleniu, kto jest odpowiedzialny za śmierć ich bliskich, nie może działać na niekorzyść skarżących” – pisze czworo sędziów.

Wreszcie pada argument natury ogólniejszej. „Podkreślamy, że poza niezaprzeczalnym prawem skarżących do wyświetlenia losu swoich rodzin równocześnie obowiązek dochodzenia i ścigania sprawców ciężkich naruszeń praw człowieka (…) służy fundamentalnemu interesowi publicznemu do wyciągnięcia przez naród nauki z historii i walki z bezkarnością” – czytamy w zdaniu odrębnym.

Na koniec sędziowie dzielą się z opinią publiczną Europy żalem z powodu takiej, a nie innej postawy swoich kolegów, pozwalając sobie na pewną dozę emocji: „Tym wyrokiem trybunał stracił szansę wypełnienia bardzo ważnego zadania, by bronić ’wartości konwencji’. Przez to pozbawił ją swojego humanitarnego efektu w tej sprawie i potencjalnie osłabił jej przyszłe zastosowanie. Takie podejście jest nie do obrony, jeśli system konwencji ma wypełniać rolę, dla której go stworzono – ustanowienia sądu, który stanowiłby ’sumienie’ Europy”. Aby osiągnąć ten cel, gwarancja praw człowieka musi być zapewniona w Trybunale nie „teoretycznie i iluzorycznie, ale praktycznie i skutecznie”, zaś „interpretacja zasady humanitarnej przez większość sprzeciwia się temu najważniejszemu celowi”, jest wręcz „najbardziej niehumanitarna”.

„Wyrażamy nasz głęboki sprzeciw i niezadowolenie z rozstrzygnięcia większości w tej sprawie – sprawie najbardziej odrażających naruszeń praw człowieka, które sprawia, że zamienia długą historię opóźnienia sprawiedliwości w trwałą odmowę sprawiedliwości” – kończy się zdanie odrębne Ziemele, De Gaetano, Laffranque i Keller.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iwych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 15 lis 2013, 18:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2541/zydowsk ... entracyjne

"Żydowskie obozy koncentracyjne"
zetjot, 30 września, 2013 - 16:41

Noooo, z tym musiałem obowiązkowo natychmiast do netu. W "Do rzeczy" Paweł Kukiz przedstawia genialny w swej prostocie pomysł określania przynależności obozów koncentracyjnych. Rozwiązuje wszelkie dotychczasowe problemy i usuwa wątpliwości i to w zgodzie z semantyką. Po prostu od narodowości ofiar. Kto zginął w Auschwitz ? W większości Żydzi - a więc mamy do czynienia z żydowskim obozem koncentracyjnym. Polecam lekturę.

zetjot - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 gru 2013, 08:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
W demokratycznym świecie UE, oczernianie Polaków, zaprzeczanie faktom jest już tylko co najwyżej skandalem. Przestępstwem natomiast według nowych wytycznych Komitetu Centralnego Unii Europejskiej jest niechęć do pederastów, odmowa udzielenia im ślubu, walka z mordowaniem nienarodzonych, pozamedyczna pomoc w uleczeniu choroby, wskazywanie winnych niszczenia, okradania i zakłamywania.

Skandal, ale przestępstwa nie ma

Prokuratura Generalna nie będzie podważać uzasadnienia Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Mokotowa, która z braku znamion przestępstwa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie użycia zwrotu „polskie obozy zagłady” w jednej z niemieckich gazet.

Prokuratura Generalna w opublikowanym wczoraj specjalnym oświadczeniu uznała, że decyzja warszawskiej prokuratury jest „prawidłowa i wydana z poszanowaniem obowiązujących przepisów prawa”.

– Prokuratura Generalna oświadcza, że określenie „polskie obozy zagłady” jest skandaliczne, niedopuszczalne i zawsze powinno spotykać się z potępiającą reakcją – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. Zaznacza jednak, że w takich sytuacjach najważniejsze jest dokonanie prawnokarnej oceny wypowiedzi, szczególnie z uwzględnieniem całokształtu okoliczności jej towarzyszących, w tym motywacji i zamiaru wypowiadającego te słowa.

– Prokuratura ocenia, czy dana wypowiedź została sformułowana celowo, świadomie i z zamiarem znieważenia, czy też wynika np. z ignorancji wobec historycznych faktów, jest efektem niewiedzy bądź słownym lapsusem. Należy przy tym podkreślić, że zawsze słowa takie powinny zostać uznane za niedopuszczalne – tłumaczy rzecznik. Oświadczenie prokuratury to reakcja na apel dyrektorów muzeów na terenie byłych niemieckich obozów, skierowany m.in. do Prokuratora Generalnego, krytykujących warszawskich śledczych za uzasadnienie odmowy wszczęcia śledztwa.

„W poczuciu całkowitej bezsilności wobec rozumowania prokuratury wnosimy do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości i rzecznika praw obywatelskich o pomoc w zwalczaniu tego znieważającego Polskę i Polaków kłamstwa na temat największej tragedii współczesnej Europy – niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i zagłady” – piszą dyrektorzy muzeów: Auschwitz, Bełżec, Sobibór, Treblinka, Kulmhof, Stutthof w Sztutowie, Gross-Rosen w Rogoźnicy oraz na Majdanku, wraz z sekretarzem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.

W ich ocenie, prokuratura w praktyce przyznała rację mediom, które pisząc o „polskich obozach zagłady”, odmawiają zamieszczenia sprostowania i przeprosin, tłumacząc, że chodziło jedynie o geograficzne położenie na ziemiach polskich.

„Niemieckie nazistowskie obozy III Rzesza budowała na terenach do niej wcielonych bądź przez nią okupowanych. Nie jest znane historykom istnienie jakiegokolwiek obozu zagłady położonego na ziemiach polskich w czasie istnienia na tych ziemiach polskiej państwowości” – wskazują dyrektorzy, podkreślając, że w przeciwieństwie do prokuratury czują się określeniem „polskie obozy zagłady” głęboko znieważeni.

Martyniuk tłumaczy, że zgodnie z prawem, użycie tego skandalicznego zwrotu nie oznacza, że w każdym przypadku, niejako automatycznie mamy do czynienia z przestępstwem. – W tej konkretnej sprawie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego ustaliła, że autor sformułowania „polskie obozy zagłady” nie działał z zamiarem znieważenia Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej. Wskazuje na to również treść całego artykułu, niemającego charakteru znieważającego – tłumaczy Martyniuk.

Prokuratura Rejonowa dla Warszawy-Mokotowa z braku znamion przestępstwa odmówiła w październiku br. wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Uznała, że stwierdzenie to, użyte w niemieckim artykule, nie wskazuje na fakt, że obozy zagłady zakładali Polacy. „Sformułowanie ’polskie obozy zagłady’, choć wyjątkowo niefortunne, nie miało na celu wskazania, iż obozy takie zakładali Polacy, a jedynie, iż położone one były na ziemiach polskich” – napisali prokuratorzy, uzasadniając odmowę wszczęcia śledztwa.

Nie przekonuje to dyrektorów placówek, którzy chcieliby, by prokuratura wycofała się ze swego stanowiska. – Jest ono nietrafione, niecelowe, krzywdzące pamięć byłych więźniów, którzy odeszli w trakcie wojny i po niej, jak również tych jeszcze żyjących – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Tarnowski, dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ie-ma.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 18 gru 2013, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Prokuratura Generalna w opublikowanym wczoraj specjalnym oświadczeniu uznała, że decyzja warszawskiej prokuratury jest „prawidłowa i wydana z poszanowaniem obowiązujących przepisów prawa”.


Może decyzja i wydana została z poszanowaniem przepisów, może i "prawidłowa" w sensie prawniczego języka, ale sprzeczna z sensem istnienia prokuratury, którą można z czystym sumieniem zlikwidować bez szwanku dla społecznego interesu. Bo prokuratura nie istnieje po to, by być zgodną z przepisami, ale by w zgodzie z przepisami pilnować interesu Polski i Polaków. Jeśli tego nie czyni, jest zbędna i powinna być zlikwidowana.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Swiadomość budowana na fałszu
PostNapisane: 03 lut 2014, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
„Polskie obozy” jak kłamstwo oświęcimskie

Z mec. Lechem Obarą, prezesem Stowarzyszenia Patria Nostra, rozmawia Adam Białous
Niemiecki Związek Historyków potępił zwrot „polskie obozy koncentracyjne” akurat w czasie, gdy w Sejmie ruszyły prace nad ustawą penalizującą ten zwrot. Przypadek?
– Przez lata nikt nie dostrzegał w Niemczech problemów, jakie wywołuje używanie tego kłamliwego sformułowania. Dlatego trzeba być zadowolonym z faktu, że po raz pierwszy niemiecka instytucja w sposób jednoznaczny potępiła używanie tego zwrotu, który niestety najczęściej pojawia się właśnie w niemieckich mediach. Tylko w ubiegłym roku w niemieckich opiniotwórczych mediach sformułowania „polskie obozy zagłady czy koncentracyjne” użyto aż 30 razy. Jednak potrzebna byłaby jeszcze podobna deklaracja ze strony przedstawicieli niemieckich władz państwowych. Jeśli chodzi o list niemieckich historyków, to nie mogę się zgodzić ze słowami, które padają na jego końcu, iż w „wolnym kraju nie jest rzeczą władzy definiowanie prawdy historycznej ani ograniczanie swobód historykom za pomocą kar”. Aby ocenić tę wypowiedź, nie waham się użyć słowa „hipokryzja”, dlatego że sami Niemcy już dawno ustanowili u siebie prawa, które przeczą tym słowom. To właśnie niemiecki system prawnokarny ma rozbudowany system kar za negowanie odpowiedzialności Niemców za holokaust i samego holokaustu. Holocaust-Leugnung, czyli kłamstwo oświęcimskie, jest karane w tym kraju z urzędu wyrokami do 5 lat pozbawienia wolności. Artykuł 133 niemieckiego kodeksu karnego mówi, że każda forma zniekształcania prawdy o holokauście, wbrew oczywistym faktom, stanowi pomniejszanie winy Niemców odpowiedzialnych za ludobójstwo. Natomiast art. 185 kk stwierdza jasno, że każde zaprzeczenie ludobójstwu czy nazistowskiej formie dyktatury obraża nie tylko pomordowanych Żydów, ale i ich potomków. A czyż obarczanie winą za dokonanie holokaustu innego narodu niż Niemcy nie jest jego zaprzeczaniem?

Były próby podważania tych przepisów w Niemczech?
– Wnoszono tam skargi, że te artykuły mogą ograniczać wolność badań naukowych. Jednak Federalny Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie stwierdził, że artykuły te nie naruszają prawa dotyczącego wolności naukowców, ponieważ kłamstwo o ludobójstwie pozostaje w sprzeczności nie tylko z wolnością nauki, ale i z moralnością. Trybunał podsumował swój werdykt, że prawda o holokauście jest faktem i nie trzeba jej udowadniać. Tak więc postulat niemieckich historyków, aby w Polsce nie karać za używanie fałszującego historię określenia „polskie obozy zagłady czy koncentracyjne” (które w istocie jest kłamstwem oświęcimskim), podczas gdy w Niemczech karze się je surowo, jest nie do przyjęcia.

Do karania za kłamstwo oświęcimskie obliguje umowa międzynarodowa.
– Zarówno Niemcy, jak i Polska są członkami Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) i na łonie tego Sojuszu zobowiązały się do przeciwstawienia się zniekształcaniu prawdy historycznej o holokauście. W Niemczech, jak wspomniałem, grozi za to kara do 5 lat więzienia i wysokie grzywny. W Polsce jest art. 55 ustawy o IPN, według którego zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim, komunistycznym lub wojennym podlega ściganiu. W definicji negacjonizmu, która została sformułowana przez IHRA, zniekształcanie prawdy o holokauście polega m.in. na próbach rozmycia odpowiedzialności za utworzenie obozów koncentracyjnych i obozów śmierci zakładanych i prowadzonych przez nazistowskie Niemcy przez obarczanie winą innych narodów i grup etnicznych. Na podstawie tej definicji to, co czynią niemieckie media, używając określenia „polskie obozy zagłady” czy „polskie getto”, wyczerpuje tę przesłankę definicji negacjonizmu.

Projekt ustawy przewidującej karę 5 lat więzienia za używanie określeń typu „polskie obozy” jest procedowany w komisji sprawiedliwości. To dobra propozycja?
– Mamy nadzieję, że dojdzie wreszcie do tego, iż w polskim prawie pojawi się przepis, który podobnie jak w Niemczech będzie służył ściganiu osób fałszujących pamięć o zbrodniach nazistowskich, w tym o obozach koncentracyjnych. Mówię specjalnie „będzie służył”, gdyż według doktryny prawa taki przepis już obowiązuje, ale problem w tym, że nie jest stosowany. Mam tu na myśli przepis art. 55 ustawy o IPN, który przewiduje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej tego, kto zaprzecza publicznie i wbrew faktom m.in. zbrodniom nazistowskim. Niestety, jak wynika z mojej praktyki, jest zbyt ogólny, co najwyraźniej sprawia, że organy ścigania nie próbują nawet go zastosować, gdy spotykamy się z „polskimi obozami”. Stąd też wspomniana inicjatywa może doprowadzić do jego uszczegółowienia i pobudzić organy ścigania do działania.

Jakimi sprawami zajmuje się obecnie Stowarzyszenie Patria Nostra?
– Podejmujemy prawne działania przeciwko szkalowaniu Narodu Polskiego w mediach zagranicznych i polskich. Członkami olsztyńskiego stowarzyszenia są m.in. prawnicy i więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych. Wiceprezesem stowarzyszenia jest Janina Luberda-Zapaśnik, prezes oddziału Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, również była więźniarka tych obozów, m.in. w Potulicach koło Piły, gdzie zginęło czworo jej młodszego rodzeństwa. Obecnie reprezentujemy Zbigniewa Osewskiego, który wytoczył precedensowy proces cywilny „Die Welt”. Pozwał wydawcę gazety za naruszenie swoich dóbr osobistych wskutek użycia w artykule z 2008 roku pt. „Asafs Reise um die Welt” (Podróże Asafa dookoła świata) określenia „polski obóz koncentracyjny”. Proces w tej sprawie w warszawskim sądzie okręgowym rozpoczął się we wrześniu 2012 roku. W sierpniu 2013 r. do sprawy przystąpiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, dając tym wyraz, że sprawa używania fałszywych określeń obozów koncentracyjnych usytuowanych na terytorium Polski ma wagę ogólnospołeczną. Za użycie określenia „polskie obozy zagłady” Stowarzyszenie Patria Nostra pozwało też wydawcę niemieckiego pisma „Focus”. Ostatnio stowarzyszenie złożyło pozew przeciwko niemieckiej telewizji publicznej ZDF za stwierdzenie, że Sobibór to „polski obóz zagłady”. 13 czerwca 2013 r. do prokuratury w Berlinie trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wraz z wnioskiem o wszczęcie postępowania karnego w stosunku do twórców serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” oraz wydawców gazety „Bild” w związku z artykułem prasowym z ubiegłego roku pt. „Nie wszyscy służyliśmy – najważniejsze pytania do eposu telewizyjnego”. Smutne jest, że ogromny ciężar kosztów związanych z prowadzeniem tych postępowań w obronie dobrego imienia Polski Stowarzyszenie musi dźwigać samo, bez żadnej pomocy państwa.

Dziękuję za rozmowę.
Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /