Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 22 sie 2012, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Gen niepodległości

Wychodzący z PRL półinteligent nie potrzebował i nie rozumiał pojęcia niepodległości

Niepodległość pojawiła się na horyzoncie polskiej wyobraźni dopiero około 1733 r. – jako pojęcie odrębne od indywidualnej wolności. Caryca (Anna Iwanowna) pierwszy raz wybrała wtedy polskiego króla, wprowadzając go przy pomocy swojego wojska na tron. Carscy ambasadorowie jednak już wcześniej (od kilkunastu lat) gospodarowali w Warszawie, a na prowincji ich porządki wprowadzali sołdaci. Wtedy dopiero polska szlachta zaczęła pojmować, że jest taka wartość jak niepodległość, wcześniej nieznana, bo naturalna jak powietrze. Kiedy tego powietrza zaczęło brakować, kiedy z jego braku zaczęła się dusić obywatelska tożsamość, Stanisław Konarski począł upowszechniać nie tylko myśl o naprawie Rzeczypospolitej, ale i samo pojęcie niepodległości.
Nie od razu, ale w ciągu następnych kilkudziesięciu lat przyjęło się ono jako najważniejsze słowo w politycznym wokabularzu Polaków. Walczono o tę niepodległość zaciekle i uparcie przez następnych bez mała dwieście lat. Z wielkimi ofiarami w każdym kolejnym pokoleniu – wśród powstańców, konspiratorów, emigrantów, legionistów. Udział w tej sztafecie był największym powodem do dumy. „Niech o tem wie daleka potomność, że jeżeli Ojczyzny bronić nie umieliśmy, tedy umrzeć za nią umieliśmy" – pisał Kazimierz Pułaski w imieniu konfederatów barskich doświadczających niepowodzenia swoich starań o ratowanie Rzeczypospolitej.

Etos niepodległościowy

Powstania niepodległości nie uratowały, ale pamięć o bohaterach walki o niepodległość była przekazywana – wbrew zaborcom. I ożywiała najlepszych. Dlaczego? Bo rozumiano, że chodzi o własny dom, o to, by czuć się w nim u siebie i urządzać go po swojemu, a nie po prusku czy po rusku. I że bez walki zbrojnej, bez osobistego poświęcenia tego wspólnego domu się nie odzyska, nie odbierze się go z rąk potężnych zaborców. Sporo było tych, którzy myśleli i postępowali inaczej, nie tak bohatersko. Ale tych, którzy walczyli o niepodległość, nikt nie wyśmiewał.
Następujące po kolejnych zrywach powstańczych represje to oczywisty koszt. Jego wielkość była na bieżąco krytykowana przez zwolenników – mówiąc anachronicznie – pracy organicznej i adaptacji do warunków suwerenności ograniczonej czy nawet jej braku, którzy uważali, że pokojową drogą pracy nad podniesieniem wewnętrznego poziomu Polski osiągnie się cel najważniejszy: modernizację, a wtedy niepodległość nie będzie już tak konieczna. Ten etos był najbliższy zdobycia przewagi w społecznej wyobraźni po wyjątkowo drastycznych prześladowaniach polskości wywołanych przegranym powstaniem styczniowym. W końcu jednak etos niepodległościowy odżył. Czy okazał się niepotrzebny?

Niepodległość przyniosła Polsce dopiero wielka wojna między zaborcami, a nie kolejne powstanie. Nie w listopadzie 1918 r., ale przede wszystkim w sierpniu 1920 r. Polacy pokazali, że nie są jednak „wyzwoleńcami", którzy przyjęli wolność z obcych rąk, ale że w swej wspólnocie rozumieją wartość niepodległości i są gotowi płacić za nią najwyższą cenę. Inaczej niż masy ludności Ukrainy, Białorusi, Rosji, nie poszli za głosem klasowej zemsty, ale stanęli do obrony zagrożonego bolszewickim najazdem kraju. Przywiązaniu do idei niepodległości dały dowód setki tysięcy ochotników i jeszcze więcej poborowych, którzy nie zdezerterowali, ale walczyli o Polskę i jej granice w latach 1918-1921. Nie tylko zresztą przeciw bolszewikom, ale także w powstaniach wielkopolskim i śląskich. Nie tylko przeciw spadkobiercom mocarstw zaborczych w Niemczech i (sowieckiej) Rosji, ale także wbrew woli mocarstw zachodnich, które chciały Polski małej i zależnej od ich łaski, powstała II Rzeczpospolita.

Radość z odzyskanego śmietnika

Tamta niepodległość nie przyniosła raju na ziemi, nie powstały szklane domy; gorzko komentują jej rzeczywiste spełnienie słowa, które padają w powieści „Generał Barcz" Juliusza Kadena-Bandrowskiego: „Radość z odzyskanego śmietnika". A jednak jakże ważne było to poczucie, konstytutywne dla całej świadomości międzywojnia, że sami odzyskaliśmy ten śmietnik własnego politycznego życia, że w związku z tym sami też możemy, a nawet więcej – mamy obowiązek – go porządkować, budować na jego miejscu coś lepszego. Tamto wyzwolenie należało jednak do naszych dziadów – tych, którzy wyszli z Oleandrów, walczyli pod Rokitną, szli z Francji z Hallerem, z Rosji z Dowborem, bronili Lwowa, stawili się na wezwanie do obrony kraju latem 1920 r. Po sierpniowej bitwie warszawskiej Polacy nie mieli wątpliwości, że sobie przede wszystkim, swojej ofierze zawdzięczają odzyskanie wolności dla kraju.
Ten rodzaj wyzwolenia nie zapewnił rozwiązania wszystkich politycznych problemów i społecznych bied, dał jednak coś więcej niż formalną, państwową niepodległość – dał Polakom poczucie rzeczywistej, suwerennej podmiotowości i w związku z tym odpowiedzialności za dobro wspólne. Spierano się o kształt wspólnego domu. Nikomu poza komunistami nie przychodziło jednak do głowy, by oddać komuś innemu jego urządzenie. Sam Piłsudski wystawiał gorzki rachunek na naradzie ze swoimi współpracownikami w kwietniu 1931 r. w Belwederze: „Zasadniczo złą cechą dotychczasowych stosunków w Polsce jest to, że dają one siłę wszystkim szujom, natomiast nie dają siły Państwu i wyrzucają poza nawias tych wszystkich, którzy bezsennie spędzali noce z myślą o Niepodległości lub dla Niej pracowali. Po prostu ci ludzie znaleźli się w Polsce w mniejszości, w myśl demokratycznych zasad zostali pokonani i przegłosowani przez wszystkich tych, którzy w tej pracy o Niepodległość nie brali żadnego udziału".

Nie tylko demokracja, ale też żmudne budowanie administracji, rozwijanie życia gospodarczego – z takimi ludźmi, jacy są – nie sprzyja imponderabiliom. O niepodległości jednak nie zapominano. Nie pozwalała o niej zapomnieć mimo wszystko cena, jaką za nią zapłacono, oraz państwowe i społeczne wychowanie: systematycznie przypominające tę wielką wartość. Były także autentyczne wzory poświęcenia, odwagi i skuteczności w budowaniu polskiej niepodległości. Nie chwilowe konstrukcje PR, ale prawdziwi budowniczowie i obrońcy Rzeczypospolitej. Było poczucie godności reprezentowane na arenie międzynarodowej przez władze RP. I o nim najdosadniej mówił Piłsudski na swej ostatniej wielkiej naradzie politycznej, w marcu 1934 r., kiedy powtarzał zgromadzonym na niej premierom, by w stosunkach z innymi państwami „nigdy nie zniżać głowy, tzn. przestrzegać godności", by – jak to ujął – „nie włazić Zachodowi w dupę", by szukać źródeł niezależności Polski przede wszystkim w aktywnej polityce wschodniej.

Jaruzelski jak Stalin

Między Rosją Stalina a Niemcami Hitlera nie było jednak miejsca dla niepodległego państwa. Przed żadnym z tych totalitarnych systemów II Rzeczpospolita głowy nie schyliła. Poległa w nierównym starciu. Mogła się utrzymać, jedynie wyrzekając się niepodległości. Nie zrobiła tego. To był jej polityczny i moralny testament. Podpisany przez żołnierzy września 1939 r., setki tysięcy obywateli Polski Podziemnej, żołnierzy PSZ, powstańców warszawskich.
Stalin wygrał. Na miejscu II RP wyrosła PRL. Budowali ten twór komuniści i ci, którzy uznali, że trzeba z nimi współpracować – bo taka jest „mądrość etapu" (copyright: Stanisław Stomma). Niepodległość w świecie po Jałcie wydawała się abstrakcyjnym pojęciem. Szkoły i propaganda pozaszkolna PRL robiły wszystko, by to pojęcie zafałszować. Jego duch jednak kołatał się jeszcze w domowych wspomnieniach o tych, którzy o niepodległość walczyli. I w kolejnych zrywach próbujących ją znowu przybliżyć: od czerwca 1956 r., przez poprowadzone przez prymasa Wyszyńskiego obchody milenijne 1966 r., wielkie spotkanie narodu z Janem Pawłem II w 1979 r., po „Solidarność". Odbudowywane na tej drodze poczucie podmiotowości społeczeństwa udało się jednak komunistom raz jeszcze złamać. Stan wojenny ma tu znaczenie porównywalne tylko ze stalinowską „pieriekowką dusz".

Nowa mądrość etapu

Kiedy niepodległość wreszcie przyszła, to jej odczucie było radykalnie odmienne, płytsze, bardziej ulotne niż 70 lat wcześniej. Nie było ofiar – na szczęście. Niestety, łatwo zapomniano o tych, które wcześniej torowały drogę do wolności. Bohaterami zostali ogłoszeni tylko ci, którzy umieli się porozumieć z dotychczasowymi panami, ci, którzy zrozumieli nową „mądrość etapu". Symboliczny pod tym względem był okrzyk Bronisława Geremka broniącego 5 czerwca 1989 r. kontraktu „okrągłego stołu" przed społeczeństwem, które dzień wcześniej odrzuciło ten kontrakt w głosowaniu, skreślając tzw. listę krajową PZPR. Okrzyk Pacta sunt servanda! oznaczał zastąpienie wizji zwycięstwa narodu po pięćdziesięcioletniej walce o odzyskanie politycznej podmiotowości paktem z władcami PRL, który nam tę podmiotowość darował. Symbolem nowej rzeczywistości było także przyjęcie przez nowego premiera Tadeusza Mazowieckiego szefa KGB Władimira Kriuczkowa jako pierwszego zagranicznego gościa. To nie były symbole odzyskiwanej niepodległości, tylko symbole przyjmowania statusu wyzwoleńców.
Uderzające były jednak nie te gesty, ale to, że nie wzbudziły one specjalnego oporu. Zostały społecznie zaakceptowane. Naturalnie, nie bez pomocy wspierających ich wymowę mediów (z Andrzejem Drawiczem i Lwem Rywinem na czele). Niepodległość okazała się jednak nie tylko niepotrzebnym balastem dla części elit nowej, III RP, ale również pojęciem niezrozumiałym dla wielkiej części jej obywateli. Dlaczego? No cóż, nie było powodu do żadnej walki o granice. Te były niezmienne od 1945 r. Państwo, acz w tak specyficznej formie jak PRL, traktowano jako dane i oczywiste.

Szkoła półinteligencji

Nie docierało jeszcze do skołatanych przez propagandę głów, że gospodarczy sukces i sukces modernizacji wiążą się z poczuciem obywatelskiej wspólnoty, zaufania we własnym państwie i we własne państwo, z ochroną przez to państwo interesów i swoistości wspólnoty narodowej. III RP tworzyły generacje wychowanych przez PRL półinteligentów. Istotę tego wychowania – bez historii, bez rzetelnej wiedzy o świecie, bez prawdy – i najgłębsze społeczne konsekwencje proroczo przewidział w swym „Dzienniku" Kisiel: „Wychowano ją [młodzież PRL-owską] bez jedzenia mięsa – bez znajomości najnowszej historii Polski i sytuacji świata, bez wiedzy o genezie wszystkiego, co nas otacza – wobec tego, nie wiedząc, że mięso istnieje, nie może go ona świadomie pragnąć. Pragnie za to strojów (zagranicznych), przegłupich radiowo-telewizyjnych piosenek, celebruje urlop i słońce, jakby tu była co najmniej Nicea, poza tym nic jej nie obchodzi. No i ten żargonik z telewizyjnych kabaretów: pseudodowcipny, nonszalancki, pusty. Polska Ludowa to wielka szkoła półinteligencji, wszyscy będą półinteligentami, nawet ci, co kończą wyższe uczelnie".
Inaczej niż chłop, który bronił II RP w sierpniu 1920 r. i wrześniu 1939 r., inaczej niż inteligent, który spierał się namiętnie o jej kształt i gotów był także złożyć dla niej ofiarę najwyższą (jak oficerowie z Katynia, jak warszawscy chłopcy z powstania), inaczej w końcu niż robotnik „Solidarności" – wychodzący z PRL półinteligent nie potrzebował i nie rozumiał pojęcia niepodległości. Był doskonałym tworzywem dla nowych „inżynierów dusz" wskazujących świetlaną przyszłość „transformacji" i organizujących nagonki na kolejnych jej wrogów. Szkoła i najważniejsze media III RP podtrzymywały i rozwijały ten gatunek. Niepodległość nie była już do niczego potrzebna. Nie mogła być zrozumiała, kiedy symbolem jej ofiarodawcy stawał się generał Jaruzelski, a jednocześnie w roli Piłsudskiego próbowano obsadzić Wałęsę.
Pozostawała tylko ucieczka – do Europy. To nawet zdrowy odruch. Zdrowy, bo ozdrowieńczy. Kiedy już Polska znalazła się we wspólnocie europejskiej, okazało się, że państwa w niej funkcjonujące nie zanikają tak ochoczo, że twardo bronią swoich interesów, często kosztem tych, którzy nie potrafią tego robić, którzy się nie szanują. Młody człowiek wychowany w poczuciu, że wystarczy pozbyć się balastu polskości, by odnaleźć się w roli Europejczyka, przekonuje się – kiedy już pracuje w Londynie – że jednak nadal jest z Polski. I tym m.in. różni się od innych, od swoich gospodarzy, sąsiadów, kolegów z pracy. I albo staje się to dla niego powodem do wstydu, albo pobudką do poszukania w tej swoistości czegoś wartościowego. To pierwszy krok do zrozumienia, że niepodległość może mieć swoje zalety. Że może warto pamiętać, a raczej przypomnieć sobie tych, którzy ją zbudowali. Bo tylko niepodległość – w jakiejś jej formie – pozwala wesprzeć tożsamość. I tylko pamięć pozwala ją przechować. A poczucie zobowiązania wobec niej – rozwinąć jej treść i zobaczyć swoją osobistą wartość w kontekście głębszym niż kufel w najbliższym pubie


SUKCESY II RZECZPOSPOLITEJ

Stabilny złoty – przed II wojną światową złoty polski (wprowadzony do obiegu w 1924 r. w wyniku reformy Władysława Grabskiego) należał do najbardziej stabilnych walut. Był oparty na parytecie złota – pokrycie w złocie polskiej waluty nie mogło być niższe niż 30 proc. Wprowadzenie takiego rozwiązania gwarantowało niewielkie wahania cen oraz niską inflację. Ówczesny złoty był wart około 9,5 obecnego złotego.


Port w Gdyni – budowę nowego portu oraz miasta rozpoczęto w 1921 r. . Port dawał możliwość pełnego wykorzystania należącego do Polski odcinka wybrzeża, był także zapleczem dla marynarki wojennej. W ciągu kilkunastu lat Gdynia z rybackiej wioski zmieniła się w 120-tysięczne miasto. Równolegle rozpoczęto budowę kolejowej magistrali węglowej (o długości ok. 500 km), która pozwoliła ominąć niemieckie terytorium. Centralny Okręg

Przemysłowy – inwestycję w widłach Wisły i Sanu rozpoczęto pod koniec lat 30. W COP powstało ponad 100 zakładów, m.in. elektrownia w Rożnowie, huta i zakłady zbrojeniowe w Stalowej Woli. Kolejne fabryki powstały w Dębicy (syntetyczny kauczuk, opony i farby), w Mielcu (samoloty oraz części do nich), w Rzeszowie (silniki lotnicze) i w Dębie (amunicja).

Literacka Nagroda Nobla – w 1924 r. Władysław Reymont za powieść „Chłopi" otrzymał Nagrodę Nobla. Kontrkandydatami do tej nagrody byli Stefan Żeromski i Tomasz Mann. Autor „Chłopów" był drugim Polakiem, który otrzymał to wyróżnienie (w 1905 r. uhonorowano nim Henryka Sienkiewicza)

Lwowska szkoła matematyczna – jeden z najbardziej znanych w Europie ośrodków zajmujących się analizą funkcjonalną (dziedziną matematyki powstałą na początku XX wieku). Głównymi teoretykami szkoły byli Stefan Banach i Hugo Steinhaus. W 1929 r. matematycy założyli czasopismo „Studia Mathematica", które w krótkim czasie stało jednym z najbardziej znanych na świecie czasopism matematycznych.

Złamanie kodu Enigmy – w 1932 r. trzej polscy kryptolodzy Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski złamali kod maszyny szyfrującej Enigma, która była wykorzystywana przez Niemców m.in. do kodowania
meldunków wojskowych. W ciągu pięciu lat Polacy odkodowali kilka tysięcy tajnych dokumentów. Tuż przed wybuchem tajemnicę Enigmy przekazano Brytyjczykom, co bardzo pomogło aliantom w wygraniu wojny z Niemcami. Polska szkoła immunologiczna – jej twórcą był Ludwik Hirszfeld, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości współtworzył Państwowy Zakład Higieny w Warszawie. Prowadził badania nad grupami krwi, a wprowadzone przez niego oznaczenie (0, A, B oraz AB) jest stosowane do dziś.


SUKCESY III RZECZPOSPOLITEJ

Członkostwo w NATO – w 1999 r. Polska jako jedno z trzech pierwszych państw (obok Czech i Węgier) należących do dawnego Układu Warszawskiego przystąpiła do Paktu Północnoatlantyckiego.

Członkostwo w Unii Europejskiej – od 1 maja 2004 r. Polska jest członkiem UE. Staliśmy się największym odbiorcą dotacji unijnych, m.in. na budowę autostrad oraz rozwój przedsiębiorstw. Po przyjęciu do UE dla Polaków otwarto większość rynków pracy.

Wzrost gospodarczy – 16 lat hossy. Od 1992 r. Polska odnotowuje co roku wzrost gospodarczy. W 1995 r. przyrost PKB był największy i wyniósł 7 proc. W tym roku wyniesie prawdopodobnie około 5 proc.

Literacka Nagroda Nobla – w 1996 r. Wisława Szymborska otrzymała
literacką Nagrodę Nobla. Była to czwarta Nagroda Nobla w dziedzinie literatury dla Polaków. W 1980 r. otrzymał ją Czesław Miłosz.
Niebieski laser – w 2001 r. zespół kierowany przez prof. Sylwestra Porowskiego opracował technologię produkcji lasera emitującego niebieskie światło (tradycyjnie światło w laserach było czerwone). Światło niebieskie pozwala na skupienie wiązki lasera na mniejszym polu. Tym samym można zwiększyć ilość zapisywanych informacji na płytach CD.
Odkrycie nowych planet – w 1992 r. prof. Aleksander Wolszczan odkrył trzy pierwsze planety poza Układem Słonecznym. Do tej pory sądzono, że nasz układ jest unikatowy w całym kosmosie. Przez cztery kolejne lata układ planet Wolszczana był jedynym znanym poza Układem Słonecznym. W 2008 r. zespół, w którego skład wchodzili także Polacy, m.in. prof. Andrzej Udalski, odkrył układ planetarny podobny do Słonecznego.

Autor: Andrzej Nowak
Współpraca: Agnieszka Sijka

http://www.wprost.pl/ar/143936/Gen-niepodleglosci/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 08 lis 2013, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Polonia uczci odzyskanie niepodległości

Polacy mieszkający w najdalszych zakątkach świata będą świętowali 95. rocznicę odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości. Uroczystości odbędą się także w Stanach Zjednoczonych.

W Niles pierwsze uroczystości odbędą się już w najbliższą sobotę, 9 listopada. Uczestnicy obchodów spotkają się o godz. 15.30 (czasu lokalnego) na cmentarzu św. Wojciecha, gdzie znajduje się Pomnik Katyński. Odprawiona zostanie tam Msza św. w intencji Ojczyzny. W ten sposób Polacy tam mieszkający pragną także oddać hołd polskim bohaterom, którzy niezłomnie i odważnie walczyli o wolną Ojczyznę, często płacąc najwyższą cenę. W trakcie uroczystości wystąpi chór im. Paderewskiego.

Po zakończeniu oficjalnych obchodów ich uczestnicy zaproszeni zostali do klubu LEGACY (przy 5522 W. Belmont w Chicago), gdzie Polacy spotkają się, by wspólnie świętować odzyskanie przez nasz kraj niepodległości.

Następnego dnia tj. 10 listopada br. w bazylice mniejszej pw. św. Jacka w Chicago (3636 West Wolfram Street, Chicago IL 60618) sprawowana będzie Msza św. w intencji wszystkich walczących o niepodległy byt państwa polskiego. Początek Eucharystii o godz. 12.30 (czasu lokalnego).

Następnie po Mszy św. w sali Resurrection Hall odbędzie się prezentacja wystawy „Droga do niepodległości od Marszałka Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego do żołnierzy wyklętych i do czasów współczesnych”.

Kolejnym punktem obchodów będzie spotkanie z reżyserem Grzegorzem Braunem. Za posrednictwem łącz internetowych będzie mówił na temat: „Marsz Narodu Polskiego ku wolności w ostatnich stuleciach”. Początek telekonferencji z reżyserem o godz. 14.00 (czasu lokalnego).

Na uroczystości zapraszają: Niezależna Grupa Motocyklowa ANDERS, Klub Motocyklowy LEGACY MC oraz Stowarzyszenie Rajd Katyński Pamięć i Tożsamość.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 09 lis 2013, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Jak odbudować suwerenność

Z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym teoretykiem zarządzania, rozmawia Beata Falkowska

Panie Profesorze, rozmawiamy w przededniu Święta Niepodległości. Zapytam na początku słowami hymnu: jeszcze Polska nie zginęła?

– Struktura gospodarki polskiej wskazuje na naszą podległość ekonomiczną. Przekaz, który chciałbym, aby zabrzmiał 11 listopada, to: odzyskajmy naszą niepodległość ekonomiczną, zachowajmy niepodległość polityczną. W obliczu coraz mocniejszych tendencji sfederalizowania Unii Europejskiej grozi nam pozbawienie wolności i niezależności typu politycznego.

To ostatni moment na podjęcie walki o suwerenność ekonomiczną?

– Tak, rzecz jasna nie w sensie absolutnym, że nagle całość polskiej gospodarki znajdzie się w polskich rękach, chodzi o osiągnięcie struktury ekonomicznej właściwej niepodległym państwom w Europie, czyli 15 pierwszym krajom Unii Europejskiej. W Niemczech jest 6 proc. zagranicznych banków, we Francji 10 proc., w Danii ok. 20 procent. Podstawowe źródło finansowania, kredytowania znajduje się tam w rękach rodzimych placówek, zainteresowanych rozwojem własnego kraju. To daje możliwość prowadzenia samodzielnej polityki finansowej, którą suwerenne państwo musi prowadzić. U nas na 63 banki tylko 3 są polskie, w tym tylko 1 bank ma 100 proc. polskiego kapitału. A zyski banków sięgają 15 mld zł rocznie.

W efekcie olbrzymia większość rozwoju, inwestycji jest finansowana przez obce banki, które prowadzą swoją politykę.

– W tej chwili mamy status ekonomiczny podobny do statusu krajów pokolonialnych. W zbyt dużym stopniu działamy na rzecz obcego kapitału, który co roku wyprowadza miliardy złotych zysku z naszego kraju. Wszędzie na świecie funkcjonują dziś przedsiębiorstwa o mieszanej strukturze właścicielskiej, ale to nieprawda, że wielki kapitał międzynarodowy nie ma narodowości, każda firma ma wyraźny charakter narodowy państwa posiadającego najwięcej udziałów. W państwach ekonomicznie niepodległych tylko 20-30 proc. przedsiębiorstw to podmioty zagraniczne, reszta własne. U nas ta proporcja jest odwrócona. Efekt? Zyski zagranicznych firm działających w Polsce są wyprowadzane za granicę. Zagraniczne markety zakupują głównie towary we własnym kraju, a pracownicy zagraniczni pracujący w Polsce są lepiej opłacani od Polaków. Musimy natychmiast zacząć odwracać te wektory. W Europie obecnie robią to Węgry.

W latach 80. jeździł Pan po uniwersytetach w USA z wykładami o idei „Solidarności”. Zdławiono ją w zarodku, by móc budować III Rzeczpospolitą ze wszystkim jej patologiami.

– Liczyłem na „Solidarność”. Geremek, Kuroń, Michnik, Wałęsa – to było realne szefostwo „Solidarności” w okresie przełomu ustrojowego. Idea tego ruchu została zaprzepaszczona, idea nawiązująca do katolickiej nauki społecznej, myśli Jana Pawła II. Nasza transformacja przerodziła się w proces utraty niepodległości ekonomicznej. Nie mieliśmy niepodległości politycznej za PRL, ale mieliśmy potencjał produkcyjny, nawet w przemyśle włókienniczym. Do dziś mam polski garnitur kupiony w Nowym Jorku na Manhattanie, nieporównywalnie tańszy niż garnitury amerykańskie. Masowo je kupowano, nawet przyjeżdżając z okolicznych miejscowości.

Myśli Pan, że wielu Polaków dziś jechałoby do odleglejszego sklepu, by kupić polski produkt?

– Tak, ale polski produkt musi być tańszy, i z reguły jest tańszy. Wzestawieniach opublikowanych w moich pracach udowadniam, że dominujące w supermarketach importowane produkty są droższe od polskich tej samej jakości.

W paradygmat zachowania niepodległości politycznej powinna być także wpisana kategoryczna niezgoda na tendencje fe- deracyjne w Unii Europejskiej, czemu początek daje euro. Rząd Tuska obrał odwrotny kurs i prze do euro. To byłby finis Poloniae?

– Już traktat lizboński obniżył znacznie siłę naszego głosu na forum Rady Europejskiej w porównaniu z traktatem nicejskim. Decydującym wyznacznikiem siły decyzyjnej państwa stała się liczba ludności. Oczywiście dało to znaczną przewagę Niemcom, my spadliśmy do kategorii państwa peryferyjnego. Cały czas środowiska profederacyjne forsują pomysł „jednej” Europy. Wizja jednego świata bezpaństwowego została ujęta expressis verbis w konstytucji Związku Sowieckiego, gdzie w nawiązaniu do starej heglowskiej koncepcji zapisano, że po zdobyciu świata przez socjalizm zlikwiduje się państwa. Wstępny projekt traktatu przekształcającego UE w federację jest już gotowy. O nim się już dyskutuje.

A suzeren będzie w Berlinie…

– Niemcy są jedynym krajem, który zyskał nieporównywalnie dużo w polityce unijnej. Są obecnie drugim światowym eksporterem po USA. Plasują się na czwartej pozycji po USA, Chinach i Japonii, jeśli chodzi o potencjał ekonomiczny. Jednak w perspektywie długofalowej potencjał Niemiec prawdopodobnie wyeliminuje z pierwszej trójki Japonię. Pamiętamy, że opanowanie Europy przez Niemcy jest od dawna tradycyjną koncepcją niemiecką, począwszy od Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a także podstawą Niemiec hitlerowskich. W ramach tej ostatniej Polska miała przestać istnieć.

Niestety nie jest prawdą, że obecnie nastąpiło faktyczne pojednanie polsko-niemieckie. Doszło do formalnego pojednania, które sprowadziło się do nadania pełnych praw mniejszości niemieckiej w Polsce, przy jednoczesnym braku statusu mniejszości narodowej Polaków mieszkających w Niemczech. Do dziś Niemcy nie zwróciły w pełni majątku zagrabionego w czasie wojny Związkowi Polaków w Niemczech „Rodło”.

Polityka historyczna Berlina konsekwentnie relatywizuje niemieckie winy i zbrodnie.

– To w prasie niemieckiej stale powtarza się sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne”. Dofinansowany przez oficjalny niemiecki urząd serial pokazuje wręcz zbrodniczy antysemityzm żołnierzy Armii Krajowej. Ciężko dopatrzeć się postawy autentycznego pojednania Berlina, a wszystko to w sytuacji olbrzymiej przewagi niemieckiego kapitału w Polsce w przedsiębiorstwach i rynku prasy.

Dla człowieka, który przeżył okupację, walczył w Powstaniu, to chyba brzmi jak czarny sen?

– Odpowiem pani wspomnieniem. Podczas okupacji jechałem kiedyś wieczorem tramwajem. Do stojącego na ulicy esesmana jakiś podchmielony mężczyzna zaczął z uśmiechem mamrotać „Heil Hitler”. Seria z pistoletu. Sekundę później leżał martwy. Tramwajarza sparaliżowało. Nie mógł ruszyć z miejsca. „Jedź” – musiałem go szturchnąć.

Nawet jeśli Unia Europejska nie przybierze kształtu federacji, może wykończyć nas demografia.

– Ostatnie dane GUS donoszą, że ponad 3 mln Polaków są za granicą. Do pewnego momentu to było korzystne dla struktury dochodu narodowego, bo pracujący za granicą przysyłali pieniądze rodzinom w Polsce, ale od pewnego momentu to zjawisko osłabło, bo emigrować zaczęły całe rodziny. Dane za ostatnie półrocze dotyczące emigracji to 70 tys. Polaków w ostatnim półroczu. Jednak najtragiczniejszą sprawą jest wymieranie polskiego społeczeństwa. Wskaźnik rozrodczości w Polsce oscyluje na granicy 1,3, wśród Polek w Wielkiej Brytanii wynosi 2,5.

Niektórzy cieszą się, że zaludniamy Polakami Wielką Brytanię i inne państwa.

– Nie jest tak, bo migracja wynaradawia. Z moich badań w Kanadzie wynika, że najczęściej w trzecim pokoleniu Polacy mieszkający za granicą już nie mówią po polsku, mają co najwyżej mglistą wiedzę o polskich korzeniach. Dlatego tak ważna jest walka o ekonomiczną niepodległość, by Polacy mogli żyć godnie we własnej Ojczyźnie, a wskaźnik rozrodczości wrócił do niedawnej tradycji wielodzietnych rodzin. A to wymaga konkretnej motywacji, także ekonomicznej, wysokich dodatków rodzinnych. Trzeba więc opracować precyzyjny program ekonomiczny, maksymalnie oszczędne gospodarowanie. A co robią tymczasem polskie władze samorządowe? Przytoczę drobny, acz symptomatyczny przykład. Warszawa kupiła ostatnio autobusy Mercedesa, a mamy świetne polskie autobusy Solarisy. Polityka inwestycyjna polskich władz powinna więc zaczynać się od hasła: kupujemy polskie. Tego zawołania nie ma w przestrzeni publicznej. Niedostatecznie wykorzystano też szansę wypromowania za granicą polskiej, zdrowej, ekologicznej, nieskażonej żywności.

A nasza żywność jest unikalna w skali Europy.

Solarisy przegrywają z Mercedesami, polskie sery z francuskimi etc. Kompleks polskości karmi się bezrefleksyjnym zapatrzeniem w mityczny Zachód. Jak go zwalczać?

– Uwierzyć w siebie i wziąć się do pracy. Wykładając na wielu uczelniach zagranicznych, miałem studentów różnego pochodzenia. Najlepszymi byli wszędzie Żydzi, ale Polacy dorównywali, a nawet nieraz ich przewyższali pomysłowością, intelektualną inicjatywą.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

– Niestety Polacy zdecydowanie ustępowali zmysłem porządku, starannością, planowością działania. Wszędzie, gdzie było 3-4 Polaków, byłem pewny, że gdy termin oddania pracy przypada np. 1 kwietnia, to tylko Polacy złożą prace po terminie. Dobre, ale po terminie. Kolejne sprawy, które rzucały się w oczy, to niepunktualność, niestaranność. Mamy jako naród problem z wdrażaniem genialnych pomysłów w życie. Niestety obecne środowiska polityczne charakteryzuje płytkość intelektualna, nikt nie mówi polskiej młodzieży zdecydowanie: nie wyjeżdżaj, bierz się za pracę tu, w Polsce. Masz takie i takie możliwości, są unijne pieniądze do wzięcia, to je bierz. Ale kto ma to mówić młodym? Korporacja zawodowych polityków, którzy całe życie żyją z polityki? Naszym problemem jest dobór kadry kierowniczej. Polską nie mogą rządzić zawodowi politycy np. z wykształceniem historycznym. Muszą to być ludzie z fachowym i praktycznym przygotowaniem w sferze zarządzania. Nie można też akceptować władzy bez właściwego długofalowego programu.

Młodzi wyjeżdżają albo wchodzą w tryby „korporacyjnego feudalizmu”, nabijając konta szefom w Tokio, Berlinie czy Nowym Jorku. Czas wojowników nie może przecież odejść wraz z Pańskim pokoleniem.

– Musimy walczyć o postawę inicjatywy, energii, przedsiębiorczości . My biliśmy się w Powstaniu, teraz trzeba się też bić, nie zbrojnie, ale rozwijać swoje możliwości, talenty. Wykaż inicjatywę! Nie myśl tylko o wyjeździe czy stanowisku w zagranicznej korporacji, pomyśl, co samemu możesz zdziałać! Ale taka postawa musi wynikać ze świadomości, że chcemy żyć w niepodległej ekonomicznie Polsce, żeby nie była kolonią.

Właśnie opisał Pan tak wyśmiewaną postawę patriotyczną.

– My byliśmy inaczej wychowywani, i jeśli chodzi o patriotyzm, i przedsiębiorczość. Nas uczono oszczędzania od małego. Jak zdawałem maturę, miałem 200 zł oszczędności. To była wysokość średniej miesięcznej pensji, kupiłem wtedy najbardziej nowoczesny rower z trzema biegami. Gdy miałem 16 lat, miałem już pomysł na własny biznes. Szalone powodzenie miały wówczas w Warszawie kina. Wykonałem kosztorys, ile potrzebuję, by wynająć salę kinową. Do spółki włączyłem pełnoletnią sąsiadkę. Ona zarezerwowała wynajem przez nas tej sali kinowej. Pierwszy seans miał się odbyć 1 września 1939 roku. Oczywiście się nie odbył, a program wynajmu sali mieliśmy na kilka miesięcy.

Całkiem „nowoczesny” był tamten przedwojenny patriotyzm.

– We współczesnej formie postawa patriotyczna wymaga ogólnokrajowej dynamicznej polityki przedsiębiorczego państwa, dynamicznego, śmiałego programu. Nie filozofii „tu i teraz”, ale walki o wyjście z pozycji neokolonialnej. Bijmy się, walczmy o niepodległość ekonomiczną, taką jaką ma 15 pierwszych krajów UE, i kategorycznie nie rezygnujmy z aktualnej samodzielności politycznej. Skończmy z priorytetem peryferyjnej problematyki konfliktów wewnątrzpartyjnych.

Kto walczy, ten wygrywa?

– Przeżyłem sowiecki obóz, 86 proc. przebywających tam zginęło. Też byłem załamany. Byłem niemal całkowicie sparaliżowany, ruszałem głową i rękoma. Koledzy wieszali się na siedząco. Za jedną porcję zupy można było kupić sznur. Zdecydowałem się.

To było w nocy i uświadomiłem sobie wówczas, że jest 1 sierpnia. Wróciła złość bojowa, wspomnienie walki, powiedziałem: o nie, ja wam jeszcze pokażę. Miałem szczęście. Był tam jeden górnik, który bardzo mnie lubił, pełnił funkcję felczera. Powiedział do mnie: masz spodnie, marynarkę, płaszcz, buty. To już coś. Zdobędziemy dla ciebie czosnek, może także skondensowane mleko. Udało się.

Co dzień jadłem ten czosnek. Zacząłem także ćwiczyć. Doszedłem do siebie. Ci przeżyli, którzy walczyli. Masę rzeczy można jeszcze w Polsce odwrócić, zrobić, ale pod jednym warunkiem – że układ rządzący będzie nastawiony na perspektywę rozwoju. Wszystko można jeszcze zrobić.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/59107,j ... nnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 16 lis 2013, 11:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Notyfikacja z kazamatów Cytadeli

Piotr Szubarczyk

W sobotę, 16 listopada 1918 r., Józef Piłsudski notyfikował odrodzenie Rzeczypospolitej Polskiej. Notyfikacja w dyplomacji oznacza podanie do wiadomości innym państwom ważnego postanowienia. Nie mieliśmy jeszcze głowy państwa. Tytuł Naczelnika Państwa zostanie Piłsudskiemu nadany dopiero 22 listopada. Nie chciał on jednak zwlekać z ogłoszeniem światu, że Polska jest niepodległa. Więc zrobił to jako dowódca sił zbrojnych:

„Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski. Sytuacja polityczna w Polsce i jarzmo okupacji nie pozwoliły dotychczas narodowi polskiemu wypowiedzieć się swobodnie o swym losie (…). Państwo Polskie powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych. Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez sto czterdzieści lat ciążyła nad losami Polski – przez ustrój zbudowany na porządku i sprawiedliwości (…). Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej”.

Dokument został wysłany szefom państw Zachodu. Sposób jego ekspedycji był symboliczny, fascynujący. Nadano go w formie depeszy z radiostacji WAR, zbudowanej pomiędzy III i IV Bastionem Cytadeli Warszawskiej. Radosną wiadomość poniosły w świat dwie anteny i aparatura Telefunkena o mocy 4 kW. Notyfikacja Rzeczypospolitej z kazamatów Cytadeli! Z miejsca śmierci Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego. Nie można było tego zrobić piękniej. Ta radiostacja odegra także ważną rolę w czasie Cudu nad Wisłą.

Obrazek
Działobitnia Cytadeli, gdzie stały maszty radiostacji WAR, z której wysłano depeszę notyfikującą RP


Proszę nauczycieli, by na lekcjach historii i na apelach z okazji Święta Niepodległości przypominali uczniom tę piękną notyfikację i sposób jej ekspedycji.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59746,not ... adeli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 20 lis 2013, 17:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
BEZ RYZYKA NIE MA WOLNOŚCI I SUWERENNOŚCI

Bez ryzyka, a przynajmniej gotowości poniesienia ryzyka, można dostać tylko namiastkę wolności i namiastkę suwerenności. I taki ochłap na pocieszenie nam rzucono. Teraz od młodych zależy, czy to zmienią, dlatego powinni robić swoje. A społeczeństwo jeżeli nie chce skończyć jako stado baranów w rzeźni, musi sobie zdawać sprawę z tego, co się dzieje i nie poddawać się tresurze. Ani Michnika, ani innych samozwańczych „zbawicieli Polski”, tylko kierować interesem narodowym, interesem państwowym.

BEZ RYZYKA NIE MA WOLNOŚCI I SUWERENNOŚCI

ze Stanisławem Michalkiewiczem, w PRL działaczem opozycji, po ’89 roku - członkiem Trybunału Stanu, autorem projektu polskiej konstytucji, wykładowcą akademickim, publicystą i autorem książek o tematyce społeczno-politycznej, rozmawiała Aldona Zaorska

Czy Pana zdaniem atak na Ruch Narodowy, który miał miejsce poprzez ujawnienie prywatnej korespondencji pana Holochera to przypadek? Jakoś trudno uwierzyć, by Wikileaks zajmowało się polskim ruchem narodowym, skoro wcześniej opisywało grube afery… Może jest to działanie zamierzone i celowe, bo komuś ruch narodowy w Polsce bardzo się nie podoba?

Uważam, że jest to element proklamowanej jeszcze w ubiegłym roku przez establishment „świętej wojny z faszyzmem”. A jeśli wojna (cokolwiek miałoby to oznaczać), to muszą być działania wojenne i ich ofiary. Dlatego ujawnienie rozmów pana Holochera prowadzonych na Facebooku, traktuję jako element tej wojny. Moim zdaniem stoją za tym nie żadni hakerzy lewaccy, tylko po prostu tajne służby, które w ramach tej wojny z faszyzmem takie rzeczy robią. To gorzka, ale dobra nauczka dla wszystkich, że w takim kraju jak nasz, w warunkach naszej młodej demokracji trzeba stosować minimum konspiracyjne. Traktowanie serio takich rzeczy jak tajemnica korespondencji i tym podobne „dyrdymały” jest dowodem naiwności. W kraju, w którym jest siedem tajnych służb i każda, oprócz tego, że kręci swoje lody, ma ręce pełne roboty, trzeba po prostu bardzo uważać. Swobodnie to można rozmawiać w tzw. bezpiecznym pokoju a nie rozprawiać o nich na Facebooku.

Mamy do czynienia z próbą rozbicia ruchu narodowego niejako od środka?

Na pewno taka działalność destrukcyjna jest prowadzona przez tajne służby w stosunku do tych środowisk, które są przez nie uznane za niebezpieczne czy jakieś niepożądane. To zresztą dzieje się nie tylko w Polsce i nie od dziś.. Przypomnę tutaj sytuację z początku transformacji ustrojowej na Węgrzech, kiedy tam partia komunistyczna już się rozwiązała, to trochę zdezorientowani Węgrzy skupili się wokół partii, która się odtworzyła z przedwojennej jeszcze partii drobnych posiadaczy. I co się stało? Zaledwie w ciągu roku pojawiło się w tej partii pięć odłamów i w ogóle przestała ona się liczyć na tamtejszej scenie politycznej. To pokazuje, że taka praktyka jest stosowana i ci młodzi ludzie, którzy mają może mniejsze doświadczenie polityczne powinni sobie z tego zdawać sprawę i troszeczkę ostrożniej się zachowywać.

Atak na polski ruch narodowy jest tylko elementem ogólnoeuropejskiej propagandy, wcale nie oderwanym o tego co dzieje się w innych krajach?

Oczywiście, że tak. Socjalizm, czy komunizm, jak mówi prof. Wolniewicz, nie umarł, tylko mutuje. Obecnie taką mutacją państwa socjalistycznego jest Unia Europejska, w której ideologią obowiązującą jest marksizm kulturowy, zw. inaczej polityczną poprawnością. Marksizm kulturowy to jest strategia rewolucji komunistycznej zaproponowana przez Antoniego Gramsciego - włoskiego komunistę jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego stulecia, która została odkryta na nowo przez przywódców rewolty młodzieżowej z roku 1968. Zapowiedzieli oni wtedy długi marsz przez instytucje, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku zakończyli go całkowitym sukcesem. Symbolami tego sukcesu są m.in. amerykański prezydent Bill Clinton i Yoschka Fischer - niemiecki minister spraw zagranicznych. Pokolenie rewolucjonistów z 1968 roku zaczęło kierować instytucjami o zasięgu ponadnarodowym i ideałom swojej młodości zaczęło nadawać postać nie intelektualnej propozycji do dyskusji, tylko ideologii obowiązującej, obowiązujących norm prawnych, za którymi stoi przemoc państwa. W strategii marksizmu kulturowego chodzi o dokonanie rewolucji na terenie kulturowym, chodzi o to, jak mówił Gramsci, żeby do kultury burżuazyjnej wprowadzić tzw. ducha rozłamu, tzn. żeby tym kategoriom kulturowym tradycyjnym nadać zupełnie nową, odmienną treść. I to się robi. Pamiętać trzeba, że państwo socjalistyczne ma charakter totalitarny i jak każde państwo totalitarne nie toleruje żadnej władzy poza własną. Nie toleruje władzy rodzicielskiej, bo to też jest władza i w dodatku autonomiczna względem państwowej, nie toleruje władzy religijnej, bo to też jest władza i w dodatku autonomiczna względem władzy państwowej. Itd. Dlatego mamy walkę z rodziną, Kościołem instytucjonalnym - wszystko w imię tego totalniactwa. Warto zwrócić uwagę na to, co śpiewali marksiści - leniniści w swoim hymnie, czyli Międzynarodówce - „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata” .

Co jest więc tym śladem?

Cywilizacja łacińska, znienawidzona przez dwie bardzo łatwe do wyodrębnienia grupy - Żydów i socjalistów. Przez Żydów dlatego, że jednym z fundamentów cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, a chrześcijański uniwersalizm podważa, a nawet w pewnym sensie ośmiesza żydowskie roszczenia do wyjątkowości. W związku z tym Żydzi od dwóch tysięcy lat nienawidzą łacińskiej cywilizacji i jak tylko mają okazję, to próbują ją obalić w taki czy inny sposób. Socjaliści z kolei nienawidzą łacińskiej cywilizacji, ponieważ ona jest elementem starego porządku, który oni chcą zniszczyć. Problem tylko w tym, że nie proponują żadnego alternatywnego rozwiązania, a mówiąc wprost - nie wymyślą żadnej nowej cywilizacji. I rzeczywiście ten proces obejmuje całą Europę a nawet więcej niż Europę, bo również Stany Zjednoczone. Właśnie w nim należy upatrywać źródeł presji na narody europejskie, którym na poziomie ponadnarodowym narzuca się różne pomysły, które prawdopodobnie zostałby odrzucane na poziomach narodowych. Warto zauważyć, że w wyniku tej potwornej presji, w europejskich narodach budzi się reakcja odwrotna - właśnie reakcja nacjonalistyczna, reakcja patriotyczna atakowana przez niektóre kręgi.

Lewackie?

Nie tylko. Zaledwie kilka dni temu pan redaktor Adam Michnik był gościem w programie pana Tomasza Lisa i bardzo się zaniepokoił właśnie tą ogólnoeuropejską reakcją, którą określił mianem „faszyzującej”. I jak zwykle się pomylił. On nawet w tej swojej pysze nie zauważa, że prezentuje żydowski punkt widzenia a nie obiektywny, ponieważ to właśnie z żydowskiego punktu widzenia budzenie się nastrojów patriotycznych wśród narodów europejskich może być uważane za niebezpieczne, za groźne, ponieważ jeśli tak na chłodno i bez emocji się temu przyjrzeć, to łatwo można zauważyć, że Żydzi nie tolerują żadnego nacjonalizmu poza własnym. Proszę zwrócić uwagę, że w krajach swojego osiedlenia generalnie, poza nielicznymi wyjątkami zwalczają nacjonalizm, natomiast sami swój kraj i swoje grupy społeczne organizują się na zasadzie nacjonalistycznej. Podam przykład - w Polsce działa ogólnopolskie stowarzyszenie studentów żydowskich, a więc organizacja zorganizowana na zasadzie nacjonalistycznej - to nie są np. studenci socjaliści czy liberałowie, tylko studenci żydowscy. I ta nacjonalistyczna organizacja… zwalcza przejawy nacjonalizmu. Absurd? Ale jak działa! To pokazuje, że Żydzi wiedzą co dobre i żałują tego co dobre wszystkim innym. Moim zdaniem wspomniana ogólnoeuropejska reakcja oczywiście jest pozytywna, ponieważ świadczy o tym, iż narody europejskie nie poddają się tej presji biernie tylko próbują na nią reagować.

Dlaczego władze nasze nie popierają patriotycznych postaw?

Są dwie możliwości odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze - ponieważ są za głupie, żeby pewne rzeczy rozumieć. Ja chętnie w to wierzę, że wśród tych władz jest mnóstwo idiotów i to nawet idiotów w sensie medycznym. Natomiast druga możliwość, nie wykluczająca zresztą pierwszej, jest taka, że dla tzw. władz polskich, czyli bezpieczniackich watah, które zawłaszczyły sobie cały kraj podczas transformacji ustrojowej to przebudzenie, zwłaszcza młodzieży, stanowi zagrożenie utraty korzyści płynących do ich kieszeni z faktycznej okupacji Polski. To dlatego władze reagują alergicznie na ruch patriotyczny. Mnie to wcale nie zaskakuje, dlatego, że jestem przekonany od dawna, że ci, którzy rządzą Polską to niekoniecznie muszą być przedstawiciele konstytucyjnych organów państwa. Tak naprawdę punkt ciężkości władzy leży poza konstytucyjnymi organami państwa. Już nie wspominam o tym, że ci którzy Polską rządzą, rządzą nią źle. Podobnie jest w innych państwach. Proszę zwrócić uwagę - mamy teraz do czynienia z gigantyczną aferą podsłuchową, ale to, co najważniejsze w niej jest pomijane. Jeżeli np. pani Angela Merkel godziła się na podsłuchiwanie swoich obywateli, to niech się nie dziwi, że ona też jest podsłuchiwana. To samo dotyczy wszystkich innych polityków - jeżeli się pewne zasady łamie, to się je łamie i nie ma potem co się oburzać na innych.

Nie potępia Pan nacjonalizmu?

Nacjonalizm to jest ideologia polityczna, według której każda wspólnota etniczna powinna się politycznie zorganizować w państwo. W niektórych sytuacjach ten pogląd jest słuszny, innych sytuacjach wręcz przeciwnie, ale nie ma w nim nic demonicznego. Natomiast trzeba go odróżnić od patriotyzmu. Patriotyzm, jak ja go rozumiem polega na tym, żeby w działaniach politycznych kierować się interesem państwowym. Oczywiście dla soldateski, która jest główną watahą okupującą nasz nieszczęśliwy kraj, patriotyzm jest zagrożeniem, dlatego że soldateska kosztem państwowego interesu próbuje realizować własne interesy grupowe. To ma swoje konsekwencje w postaci sytuacji trudnej dla młodego pokolenia, które obciążone gigantycznym już długiem publicznym, poza emigracją właściwie nie ma przed sobą żadnej jasnej perspektywy. A ponieważ młodzi ludzie chcieliby żyć w tym kraju a nie na obczyźnie, to rysuje się bardzo poważny konflikt interesów pomiędzy naszymi aktualnymi okupantami a młodym pokoleniem.

W mediach „głównego ścieku” mamy taki ciąg myślowy patriotyzm = nacjonalizm = faszyzm..

Problem polega na tym, że nasi okupanci najwyraźniej nie wiedzą, co to jest faszyzm, albo po prostu nadużywają tego słowa do zwalczania tych, którzy stanowią dla nich, podkreślam - dla nich - potencjalne zagrożenie. Faszyzm nie polega na tym, że np. nie lubi się Żydów, albo podnosi rękę w rzymskim salucie. Istotą faszyzmu jest pogląd, że państwu wszystko wolno. Warto się odwołać do formuły wymyślonej przez twórcę faszyzmu - Benito Mussoliniego, który głosił „wszystko w państwie, nic przeciw państwu, nic poza państwem”. To pokazuje, że dla faszystów państwo jest wartością nadrzędną, której podporządkowane powinno być absolutnie wszystko. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Co znaczy „wszystko w państwie”? Tylko tyle, że każda forma ludzkiej aktywności powinna być podporządkowana nadzorowi biurokratycznemu. Nic poza państwem, to znaczy, że niedozwolona jest i tępiona będzie każda forma ludzkiej aktywności, jeżeli nie została zatwierdzona przez państwową biurokrację. Drugą cechą, wspólną zresztą z komunizmem jest, że faszyzm istotnie ma charakter totalitarny i nie toleruje żadnej władzy poza własną. Kiedy posiada się tę wiedzę, to widać, że faszyzm Polsce rzeczywiście zagraża i Europie, tylko nie z tej strony, na którą wskazują nasi okupanci. To oni są faszystami. Jeżeli pani Krystyna Szumilas, którą podejrzewam o to, że ma, że tak powiem, jakieś słabości we władzach umysłowych w sensie medycznym, lekceważy protesty rodziców i uważa, że dzieci są „państwowe”, w związku z tym Ministerstwo Edukacji może o nich decydować, to to jest właśnie faszyzm. Mamy do czynienia w Polsce przez cały czas ze starą taktyką, iż faszyści prawdziwi urządzają polowania na faszystów rzekomych. To naprawdę nic nowego.

Nie obawia się Pan, że to, iż młodzi się organizują stanie się pretekstem do działań w nich wymierzonych - typu uznania ich organizacji za faszystowskie i wprowadzenia zakazu ich działalności?

Ja się nie obawiam. To już ma miejsce. Wojna z „faszyzmem” została proklamowana 11 listopada ubiegłego roku. Te przygotowania do wojny są bardzo zaawansowane, nie tylko w ramach jesiennej konfrontacji rządu z obywatelami. Proszę zwrócić uwagę, że 23 października uchwalona została ustawa o psychuszkach, która wprowadza w Polsce kategorię „osoby stwarzającej zagrożenie”. Co to znaczy? Ta osoba jeszcze nic nie zrobiła, ale nasi okupanci podejrzewają, że może coś zrobić w przyszłości, w związku z tym stwarzają sobie możliwość wsadzenia takiej osoby do psychuszki, gdzie jest przewidziany reżim więzienny, łącznie z możliwością używania środków przymusu bezpośredniego wobec takich osób. Pretekstem było oczywiście wypuszczenie na wolność kilkunastu zbrodniarzy ale to był tylko pretekst, bo tak naprawdę chodzi o stworzenie pozorów legalności prewencyjnych więzień, takich samych, jakie działały w Sowietach za czasów Breżniewa, kiedy wracze sowieccy wynaleźli jednostkę chorobową „schizofrenii bezobjawowej”. Wtedy też próbowano w Polsce psychuszki wprowadzić, ale to się nie udało a teraz nasi okupanci postawili na swoim. Drugie narzędzie, które już było w Sejmie to ustawa legalizująca tzw. bratnią pomoc, czyli udział cudzoziemskich formacji zbrojnych w tłumieniu rozruchów na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Ona została wycofana z obrad przez MSW ale w każdej chwili może zostać wprowadzona i co więcej - może zostać uchwalona. Proszę zwrócić uwagę, że ustawę wprowadzającą w Polsce psychuszki poparło 408 posłów ze wszystkich klubów parlamentarnych. Tu porozumienie ponad podziałami okazało się nagle możliwe. To pokazało, że nasz establishment niby prowadzi między sobą straszliwą wojnę ale jak przychodzi do rozstrzygania spraw konfrontacji z obywatelami, porozumienie ponad podziałami jest możliwe.

Może nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, co ta ustawa w rzeczywistości oznacza?

Podejrzenie, że nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, nad czym głosują, byłoby niegrzeczne. Ja myślę, że jednak wiedzieli i zrobili to świadomie. Dlaczego tak uważam? Otóż najmniej posłów głosowało za ustawą o psychuszkach z tej dziwnie osobliwej trzódki Palikota. Jeśli dobrze pamiętam to spośród nich tylko 8 posłów ją poparło a dwudziestu kilku się wstrzymało lub nawet było przeciw. Ja rozumiem, że w ich przypadku to instynkt samozachowawczy doszedł do głosu, gdyż mam wątpliwości co do władz umysłowych ludzi z tej trzódki, więc mogli się obawiać (być może słusznie), że ustawa ta w nich uderzy, ale generalnie posłowie z innych klubów parlamentarnych ustawę tę poparli.

Porozumienie ponad podziałami przy niepoinformowaniu o tym opinii publicznej?

Owszem. Media głównego nurtu (a mam wrażenie, że także spora część tych „niezależnych) pracują w służbie ciszy, tzn, kierują uwagę opinii publicznej na jakieś „duperele”, natomiast o ważnych sprawach nie piszą. Na przykład - w marcu tego roku bawiła w Warszawie delegacja HEART, czyli żydowskiego zespołu, który ma na celu odzyskiwanie mienia pożydowskiego w Europie Środkowej. Robert Brown jako przewodniczący tej delegacji wypowiadając się dla izraelskiej gazety o tej wizycie, powiedział, że rozmawiali z sześcioma ministrami rządu pana premiera Tuska i z przedstawicielami opozycji parlamentarnej i że w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych „nastąpił przełom”. A chodzi o 65 miliardów dolarów! Nasi politycy nie powiedzieli ani słowa! A zatem rozumiem, że stało się coś takiego, o czym polska opinia publiczna ma nie wiedzieć. Proszę zwrócić uwagę - Brown rozmawiał z Sikorskim, Rostowskim i Gowinem i żaden z nich się tymi rozmowami, a zwłaszcza przyjętymi w ich trakcie ustaleniami nie pochwalił. Rozmawiał też z przedstawicielami opozycji. I ci milczą.

Ma Pan o to żal do Jarosława Kaczyńskiego?

Z całym szacunkiem dla jego przejść, ale wydaje się, że jedyną troską Jarosława Kaczyńskiego jest ugruntowanie w Polsce kultu jego zmarłego brata - prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nas i inne sprawy interesują. Dlaczego nie powiedział, o czym rozmawiał z panem Brownem i do jakich konkluzji doszli? Czy zgodził się na realizację żydowskich roszczeń majątkowych, czy nie? To jest ważniejsze od pomnika Lecha Kaczyńskiego. A w tej sprawie akurat panuje zgodna cisza. Dopiero teraz się nożyce odezwały, bo przed wizytą pana prezydenta Komorowskiego w Izraelu (nawiasem mówiąc - nie wiem w ogóle, po co tam jedzie) dwie panie - działaczka przemysłu Holokaustu i stojąca na czele ziomkowstwa polskiego izraelskich Żydów, napisały do niego list z gwałtowną supliką, żeby te roszczenia majątkowe zostały zrealizowane. Zwracam się z apelem do wszystkich Polaków, niezależnie od sympatii politycznych, żeby odżałowali 1,50 na znaczek pocztowy i napisali do posła, na którego głosowali w ostatnich wyborach, że jeżeli ośmieli się przyłożyć rękę do tego rabunku Polski, to niech już nigdy nie liczy na żaden głos poparcia - ani on sam, ani partia, do której on należy. Warto poświęcić 1,50 zł na znaczek, bo tu chodzi o 200 mld złotych, na które Polskę chcą obrabować.

Ale próby zwrócenia uwagi na bezprawność tych żądań natychmiast wywołują oskarżenia o „faszyzm” i to bynajmniej nie w kręgach rządowych…

Ponieważ w Polsce na temat faszyzmu istotnie została przez michnikowszczyznę rozpętana prawdziwa histeria. Nie wiem, po co Michnik to robi, nie wykluczam, że z szowinizmu żydowskiego, ale mniejsza o to. Dzieje się coś złego w polskim aparacie państwowym, który jak się domyślam, jest infiltrowany przez agenturę, będącą częściowo w służbie Mossadu. Przy czym mówiąc o służeniu Mosadowi myślę o naszych generałach, pułkownikach i pomniejszych oficerach z tajnych służb, a nie obcych. Natmiast moim zdaniem szczególnie niepokojące, że wszystkie pięknie brzmiące hasła o tolerancji, prawach mniejszości itp., prędzej czy później doprowadzają do bezprawia i terroru. Te narzędzia terroru zostały już stworzone i są stosowane bardzo szeroko i tak często, że przeciętny człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, kiedy jest im poddawany. Dla przykładu karane jest „kłamstwo oświęcimskie”, czyli każda próba podważania zatwierdzonych do wierzenia „dogmatów oświęcimskich”, podczas, gdy ja sam pamiętam (a nie żyję przecież jakość szczególnie długo, bo mam 65 lat), że za mojego życia było już kilka „absolutnie pewnych” liczb ofiar obozu oświęcimskiego. Przygotowuje się penalizację homofobii, czyli każdej formy sprzeciwiania się sodomitom itd., itd. - krótko mówiąc to właśnie prawo nasze pod wpływem soldateski i różnych grup nacisku ulega postępującej coraz szybciej faszyzacji i temu właśnie trzeba się przeciwstawić. Faszyzmu nie ma w środowiskach narodowych. On jest zupełnie, gdzie indziej i z innego miejsca atakuje.

Co więc stanie się ze środowiskami narodowymi, patriotycznymi?

Nie wiem. Nie potrafię przewidywać przyszłości, ale ta „święta wojna z faszyzmem” musi jakoś się rozwijać i musi jakoś się zakończyć. Wydaje mi się, że narzędzia są już przygotowane, ale decyzja, co do tego, w jaki sposób się soldateska rozprawi z młodzieżowym ruchem sprzeciwu, jeszcze nie zapadła. Chcę przy tym podkreślić, że mówiąc o młodzieżowym ruchu, mam na myśli nie tylko ruch narodowy, ale w ogóle ruch młodzieżowy, młodych ludzi, bo on ma wiele różnych nurtów. Moim zdaniem opcje są dwie. Albo utnie mu głowę poprzez wyłapanie i wyeliminowanie wszystkich przywódców (niekoniecznie fizyczne, może „tylko” poprzez pozamykanie do więzień czy psychuszek), wypali ranę po odcięciu głowy rozpalonym żelazem i posypie solą dla pewności, albo obetnie mu głowę i przyprawi własną główkę - taką detaszkę. Jest to tyle prawdopodobne, że taka główka już jest przygotowana w postaci Instytutu Myśli Państwowej. Tam są panowie Moczulski, Giertych, Kazio Marcinkiewicz, Michał Kamiński (który kiedyś tylko zewnętrznie przypominał prosię) - wszyscy już gotowi i czekający na sygnał. Oni oczywiście będą udawać strasznych radykałów po to, żeby młodzi za nimi poszli. Bezpieka zawsze takie rzeczy robiła, niewykluczone, że chce to powtórzyć.

Co więc młodzi powinni zrobić?

Być czujni, ostrożni i nie dać się sprowokować. Niepodobna przewidzieć, w jaki sposób prowokacja się odbędzie, bo możemy przewidzieć sto wariantów, a oni zastosują sto pierwszy. Trzeba reagować elastycznie na rozwój wydarzeń. Trzeba uważać, ale trzeba na ryzyko konfrontacji z bezpieczniacką władzą pójść. Nie ma innej rady. Myśmy trochę lekkomyślnie uwierzyli w ’89 roku pod wpływem takich osób jak pan Tadeusz Mazowiecki, nieboszczyk i innych jeszcze szatanów, że można wolność polityczną i suwerenność odzyskać bez żadnego ryzyka. Otóż to jest nieprawda - bez ryzyka, a przynajmniej gotowości poniesienia ryzyka, można dostać tylko namiastkę wolności i namiastkę suwerenności. I taki ochłap na pocieszenie nam rzucono. Teraz od młodych zależy, czy to zmienią, dlatego powinni robić swoje. A społeczeństwo jeżeli nie chce skończyć jako stado baranów w rzeźni, musi sobie zdawać sprawę z tego, co się dzieje i nie poddawać się tresurze. Ani Michnika, ani innych samozwańczych „zbawicieli Polski”, tylko kierować interesem narodowym, interesem państwowym.

http://kokos.salon24.pl/549245,bez-ryzy ... werennosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 17 gru 2013, 13:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/2680- ... ada-1918-r

11 Listopada 1918 R.
środa, 30 października 2013 05:03 Administrator

11 LISTOPADA 1918 R.
Polska odzyskała niepodległość.
Historyczna depesza.
Do Pana Prezydenta Stanów Zjednoczonych,
Do Królewskiego Rządu Angielskiego,
Do Królewskiego Rządu Włoskiego,
Do Cesarskiego Rzadu Japońskiego,
Do Rządu Niemieckiego i do Rzadów wszystkich Państw wojujących i neutralnych.
Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej, pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski.
Sytuacja polityczna w Polsce i jarzmo okupacji nie pozwoliły dotychczas Narodowi Polskiemu wypowiedzieć się swobodnie o swym losie.Dzięki zmianom, które nastąpiły wskutek świetnych zwycięstw armii sprzymierzonych – wznowienie niepodległości Polski staje się odtąd faktem dokonanym.
Państwo Polskie powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych. Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez 140 lat ciążyła nad losami Polski – przez ustrój zbudowany na porządku i sprawiedliwości.Opierając się na Armii Polskiej pod moją komendą, mam nadzieję, że odtąd żadna armia obca nie wkroczy do Polski, nim nie wyrazimy w tej sprawie formalnej woli naszej. Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej.

16 listopada 1918 r.

Wódz Naczelny Józef Piłsudski.

PIERWSZY ROZKAZ.
W dzień po proklamacji niepodległości, 12-go listopoda 1918r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał pierwszy rozkaz do Wojska Polskiego:
“Żołnierze! Obejmuję nad wami komendę w chwili, gdy serce w każdym Polaku bije silniej i żywiej, gdy dzieci Naszej Ziemi ujrzały słońce swobody w całym jej blasku.
Z wami razem przeżywam wzruszenie tej godziny dziejowej, z wami razem ślubuję życie i krew swoją poświęcić na rzecz dobra Ojczyzny i szczęścia Jej obywateli.
Żołnierze! W ciągu wojny światowej, w różnych miejscach i warunkach, tworzyły się próby formacji wojskowych polskich. Przy kalectwie – zdawało się – nieuleczalnym naszego narodu, próby nawet gdy były szczytne i bohaterskie, były z konieczności karle i jednostronne. Pozostałością tych stosunków jest nie jednolitość, szkodliwa w wojsku.
Liczę na to, że każdy z was potrafi siebie przezwyciężyć i zdobędzie się na wysiłek dla usunięcia różnic i tarć klik i zaścianków w wojsku dla szybkiego wytworzenia koleżeńskiego poczucia i ułatwienia pracy.
Żołnierze! Cały nasz naród staje teraz przed zagadnieniem, które rozwiązywać będzie mógł tylko przy nadzwyczajnym wysiłku i naprężeniu swej woli i siły. W swoim zakresie zagadnienia te stoją i przed nami. Rozwiązać je będzie nam tym trudniej, że twarda służba nasza nakłada nieraz więcej cięzarów na uczucia i serce żołnierza. Zarówno w najradośniejszych jak i najcięższych chwilach, żołnierz musi być opanowanym i zrównoważonym, zdolnym do wykonania swego zadania w porządku i dokładnie. Wykroczenia pod tym względem są tym łatwiejsze, gdy wszystko dookoła w tej podniecającej chwili nie ma tych dodatkowych cieżarów, jakie zawsze na sobie niesie żołnierz. Chciałbym, abym pod tym względem nie potrzebował robić Wam wyrzutów i abym mógl, zdając sprawę ze swych czynności przed Narodem, powiedzic sumiennie o sobie i owas, że byliście nie tylko pierwszymi, ale i dobrymi żołnierzami zmartwych- wstałej Polski.

Wódz Naczelny Józef Pilsudski.

Szanowny czytelniku.
Jak co roku wkraczamy w nastrój Święta Niepodległości 11.XI.1918 r. Ojcowie Niepodlegległości tamtego okresu jak: komendant Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, gen. Józef Haller i wielu innych twórców i obrońców II Rzeczypospolitej Polskiej w pełni sprawdzili się w pracy na rzecz Niepodległości Polski.
Matka Polka.
Poza wpływami , które płyną z historii, z literatury , przekazu starszych niezastąpioną role odgrywa Matka Polka. Główną osobą która zajmowała się kształtowaniem duchowym i ideowym dzieci w rodzinie Piłsudskich była Matka, wielka nieugięta patriotka , Maria z Billewiczów. Wychowuje całe rodzeństwo w atmosferze polskiego patriotyzmu , przywiązania do wielkich tradycji , narodowej dumy i godności. W Polsce, w Wielkim Księstwie Litewskim, jak i wszędzie, gdzie żyją Polacy, poczucie krzywdy narodowej, kult wolności, dążenie do odzyskania niepodległości, wola walki o nią stwarza często fakt wyjątkowej roli, jaką spełnia kobieta polska. Nie ma chyba narodu, w którym w latach nieszczęść narodowych czy osobistych załamań z tych przyczyn kobieta odgrywała często tak wielką rolę, jak Matka Polka. Działa ona w tedy przez moc swego ducha, twardą wolę obrony ideałów, bezprzykładne poświęcenie osobiste, oddanie pełne sprawie narodowej – Ojczyznie. W okresach życiowych prób jest ona nieraz podstawą oporu patriotycznego, co hartem swej woli podtrzymuje swoją rodzinę -wspólnotę, w zachowaniu wiary, rodzimej kultury, języka, obyczaju. W rodzinie Józefa Piłsudskiego wpływ matki na syna był wyjątkowy, co zaowocowało też wyjątkowo.
Matka zaszczepia w młodym Józefie kult polskiej kultury, uczy historii ojczystej, utworów wieszczów narodowych, rozwija wolę walki i poświęcenia o wolność Polski, budzi dumę i godność Polaka i nie zachwianą wiarę w przyszłość Polski.Wspólne modlitwy kończy zwykle Matka “BĘDZIE POLSKA W IMIĘ PANA”.
Nauki jakie wyniusł z domu przyszły Marszałek Polski zachowuje przez całe życie.
“Matka mnie do tej roli, jaka mnie wypadła chowała” mówi.Głęboki związek duchowy zachowa syn z myślą matki w latach, gdy już jej nie będzie wśród żywych. “Gdy jestem w rosterce “ mówi “ ze sobą, gdy wszyscy są przeciw mnie, gdy wokoło podnosi się burza oburzenia i zarzutów, gdy okoliczności nawet są pozornie wrogie mym zamiarom – wtedy pytam się samego siebie, jakby matka kazała mi w tym wypadku postąpić i czynię to, co uważam za jej prawdopodobne zdanie, za jej wolę, już nie oglądając się na nic”.
Pierwszy nakaz Marszałka który z jego działalności wynika: -życie człowieka nie ma pełnej wartosci, gdy jest pozbawione ideału. Dla Polaka jest to wolność Polski. Taką była treść życia Piłsudskiego i pokolenia, które prowadził. Taki kierunek wskazał i dla polskiego jutra – dla nas.
Pisząc o Komendancie J. Piłsudskim nie sposób pominąc Jego zawierzenie do Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wyruszając na fronty I Wojny Światowej, Komendant otrzymał od swych żołnierzy w srebrze wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Szła Ona z Nim przez całe życie, aż do trumny. Komendant Józef Piłsudski w wyjątkowych okazjach, Matkę Boską Ostrobramską nazywał Wielka Księżna Litewska.
Myśli Komendanta.
Komendant mówił: “Strzeszcie się agentur. Idzcie swoją drogą, służąc Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych co służą obcym”.
“Przed Polską stoi wielkie pytanie, czy ma być państwem równorzędnym z wielkimi potęgami świata, czy ma być państwem małym, potrzebującym opieki możnych….”
“Zwyciężą ci, którzy mają w sobie radosną pogodę i miłość życia, których żadna przeciwność nie łamie.”
“Siła bez wolności i sprawiedliwości jest tylko przemocą i tyranią. Sprawiedliwość i wolność bez siły jest gadulstwem i dzieciństwen,”
“A zawsze myślę, ze tak żyć, jak żyłem-warto było-warto było ten ból i zmęczenie przezwyciężać-jak przezwyciężałem…”
Szanowni Państwo, jednak od czasu do czasu ukazują się plugawe oceny działalności pod adresem głównie Komendanta Józefa Piłsudskiego. Nie mam najmniejszej ochoty wchodzić w dyskusje z osobami, które żerują i opierają swoje wywody na wrogim, spłyconym, tendencyjnym podejściu w ocenie sprawy niepodległości polski.Taka działolność to jest podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Brońmy dobrego imienia Tych co krwią i czynem zbrojnym przyczynili się do Zmartwychwstania Rzeczypospolitej.

Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego
“Orzeł Strzelecki”
Komendant Grzegorz Waśniewski.

Guelph. 11.XI.2013r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 28 gru 2013, 19:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Wojciech Wencel

Duch niepodległości

Dobre sąsiedztwo Polski i Rosji jest możliwe tylko przez separację.

"Gazeta Polska" 13 listopada 2013

W 1936 r., kilka miesięcy po pogrzebie Józefa Piłsudskiego, ukazały się w Warszawie dwie niezwykłe książki. W tomie wierszy „Wolność tragiczna” Kazimierz Wierzyński formułował duchowy testament Marszałka: „Skazuję was na wielkość. Bez niej zewsząd zguba”. Słowa te brzmiały tak wiarygodnie, że później wielokrotnie brano je za dosłowny cytat z Piłsudskiego. Z kolei w zbiorze manifestów „Imperializm idei” Stanisław Piasecki pisał: „W tym miejscu jesteśmy dziś – [...] na przeciągu wichrów ze wschodu i zachodu. Tu można być tylko albo czymś wielkim i potężnym, albo nie być”.

Podobną diagnozę geopolityczną stawiali dwaj – wydawałoby się – zupełnie różni ludzie. Pierwszy – piłsudczyk, ulubieniec „Wiadomości Literackich” i lew salonowy II RP – nawiązywał do mitu Polski jagiellońskiej i wciąż żywej tradycji Legionów. Za Piłsudskim wzywał Polaków do realizowania „ziszczalnych marzeń” na drodze rozumu i męstwa. Drugi – narodowiec, redaktor „Prosto z Mostu”, przenikliwy krytyk liberalnych elit – odrzucając dziewiętnastowieczną koncepcję egoizmu narodowościowego, kreślił wizję naszej chrześcijańskiej misji w Europie. Obaj byli maksymalistami gardzącymi krótkowzrocznym „pragmatyzmem” politycznym. „Problem naszego istnienia – pisał Piasecki – nie wygląda: z Niemcami przeciw Rosji ani z Rosją przeciw Niemcom, bo obie te koncepcyjki szachowe oznaczają likwidację Polski jako narodu, jako odrębności duchowej i cywilizacyjnej”.

Było za co umierać

Ten polityczny maksymalizm sprawdził się po wybuchu wojny. „Przy wszystkim – zaświadczał w 1943 r. Wierzyński – co krytycznego można powiedzieć o walkach wrześniowych w Polsce, istotą ich nie przestanie być bitność żołnierza i poświęcenie ludności. Był to poryw powszechny i świadomy – [...] równy całopaleniu”. Podobnie było później – w krajowym podziemiu i na wielkich frontach. Po raz kolejny w dziejach Rzeczpospolita przystąpiła do wojny jako straż przednia Zachodu, najdalej wysunięta na wschód awangarda cywilizacji europejskiej. W pięknym wierszu „Via Appia” Wierzyński pisał: „Biją się polskie pułki/ O Nike Samotracką,/ O stare ateńskie zaułki,/ O tysiące minionych lat./ O Akropol i Kapitol,/ O Grecję i Rzym/ Uderza ułańskie kopyto,/ Artyleryjski dym”.

Walcząc o niepodległość własnego państwa i duchową ciągłość Europy, Polacy bili się o swoją wielkość. Pełni grzechów i cnót jak wszyscy, urodzeni w kraju podobnym do innych, naprawdę wierzyli, że „tylko wtedy warto żyć, gdy jest coś, za co warto umierać”. Stanęli do walki nie dlatego, że – jak sugerują głupcy – ekstaza umierania jest polskim ideałem, ale dlatego, że Polska słaba i tchórzliwa nie odrodziłaby się już nigdy. W dobrych zawodach wzięli udział, bieg ukończyli, umów sojuszniczych dochowali. Fakt, że zostali zdradzeni przez aliantów, nie może być argumentem przeciwko nim. Kwestionować sens krwi przelanej pod Monte Cassino i w powstaniu warszawskim, naśmiewać się z wiary w fundamenty cywilizacji europejskiej i apeli do „sumienia świata”, to tak jakby kpić z bohaterów greckiej tragedii albo chrześcijańskich męczenników. To podważać nasze prawo do wielkości, sens istnienia i – na dłuższą metę – gwarancję niepodległości.

Szaleńcy wolności

Najwybitniejszy publicysta polityczny w historii Polski, piłsudczyk Ignacy Matuszewski, pisał w 1942 r. w nowojorskim „Nowym Świecie”: „Jeśli potrzeba wolności jest szaleństwem, w takim razie naród polski jest szalony. Naród polski niekiedy sam tak sądził i próbował się z szaleństwa uleczyć. Po katastrofach legionowych czy powstań przychodziły okresy, kiedy szukano jakiegoś sposobu, aby ułożyć się z musem życia; po Dąbrowskim przychodził Lubecki, po romantyzmie – pozytywizm. Daremnie. W ciągu jednej nocy Mochnacki obalał dzieło Lubeckiego – i Polska szła za nim. Jedynym realistą w pokoleniu pozytywizmu okazał się »romantyk« Piłsudski, odrzucający kompromis. Bo naród polski nie umie współżyć z niewolą, nie umie oddychać półwolnością, odrzuca wszelką zależność. I wszystko jedno, czy jest to dobrze czy źle, rozumnie czy szaleńczo. To jest fakt”.

Podobno z faktami się nie dyskutuje, a jednak wciąż pojawiają się w Polsce ludzie, którzy każą nam wybierać między niemiecką a rosyjską strefą wpływów albo rzucają hasło „Przede wszystkim Europa!”. To się teraz nazywa „nowoczesny patriotyzm”. Jaki on nowoczesny? I jaki patriotyzm? Już w 1952 r. na łamach londyńskich „Wiadomości” niepodległościowy socjalista Adam Pragier twierdził, że zwolennicy „przemian charakteru narodowego”, pracy organicznej i pragmatyzmu, „przesłaniają tymi hasłami własną dążność do jako tako normalnego życia, bez »przekleństwa polskości«. [...] jak długo można, korzystają z prawa mimikry, przyparci do muru, pytają: cóż to jest właściwie niepodległość?”.

Przemoc i gwałt

Jeśli mamy dziś prawo krytykować polskich polityków i oficerów za ich wojenne decyzje, to za samobójczy „pragmatyzm” w stosunkach z Sowietami. Nie chodzi już o nieszczęśliwie sformułowany rozkaz Edwarda Śmigłego-Rydza „Z bolszewikami nie walczyć...” z września 1939 r., kiedy trzeba było możliwie szybko przerzucić armię na Zachód. Chodzi o katastrofalną politykę „respektowania realnego układu sił na świecie” w wykonaniu gen. Władysława Sikorskiego i o żałosną próbę ugody z komunistami, podjętą przez Stanisława Mikołajczyka. „Osobliwy pozytywizm okazał się całkiem oderwany od rzeczywistości” – podsumowywał Pragier. Jeszcze trudniejsza do wytłumaczenia jest łatwość, z jaką oficerowie AK kierujący Akcją „Burza” na Kresach, a później przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego przyjmowali zaproszenia do rozmów, tradycyjnie kończących się egzekucjami, wywózką do łagru bądź procesem w Moskwie.

Powstrzymywanie niechęci do Rosji w imię politycznego realizmu nie jest żadną cnotą. Przeciwnie: realizm polityczny wymaga od Polski wyciągnięcia konsekwencji z wiecznej prawdy wyrażonej w wierszu Wierzyńskiego: „Bo cokolwiek się stanie, jak świat się pozmienia,/ Niezmienna wasza przemoc i gwałt i nienawiść”. Niestety, gdy stało się to jasne dla całego obozu niepodległościowego, było już za późno na zdecydowane działania polityczne. Heroiczny wysiłek Żołnierzy Wyklętych z AK i NSZ w okupowanym kraju nie mógł odwrócić zbiorowego losu.

Separacja lub wojna

Wbrew opiniom naiwnych, Rosja się nie zmienia. Demoniczną naturę miało imperium Iwana Groźnego, Piotra I, Mikołaja II, Stalina. Posiada ją również państwo Putina, które realizuje antypolską politykę głównie środkami gospodarczymi. „Jak znaleźć łączność duchową – pytał retorycznie Matuszewski – między Polską i krajem, którego średniowiecze jest tatarskie, który nie zna odrodzenia, w którym »oświecenie« promieniuje z Piotrowej olbrzymiej pięści, szarpiącej brody bojarskie? Jakież może być współżycie polityczne ludów, które znały nadmiar swobód i zbytek wolności – z krajem, gdzie od zarania dziejów, bez przerwy, bez zmiany, aż po dziś dzień trwa ustrój nieoświeconego absolutyzmu?”. I dodawał, że dobre sąsiedztwo Polski i Rosji jest możliwe tylko przez separację. Wszelkie zatarcie granicy dzielącej nas od bizantyjsko-mongolskiej kultury i mentalności oznacza konflikt cywilizacyjny, a w konsekwencji wojnę.

Po 10 kwietnia 2010 r. Donald Tusk straszył Polaków taką perspektywą w kontekście upartego upominania się o prawdę o Smoleńsku. Mylił się. Jeśli mamy dziś powody do niepokoju, to przez politykę polsko-rosyjskiego „zbliżenia”, która uaktywniła obcą agenturę i poszerzyła możliwości ingerencji w nasze życie polityczne, kulturalne, gospodarcze. Każdy Polak, wyposażony w naturalny instynkt niepodległości, wyczuwa to zagrożenie. Kto je bagatelizuje czy stawia na entym miejscu w hierarchii polskich wyzwań, albo ma nieczyste intencje, albo – jak dziecko – buja w obłokach.

Idealizm, czyli realizm

Do zabezpieczenia polskiej niepodległości nie wystarczą hasła słowiańskiej dumy i siły, szczery wstręt do zgnilizny moralnej Zachodu i chęć obalenia republiki Okrągłego Stołu. Potrzebny jest realizm. Nie taki, który prowadzi do kompromisu ze złem, lecz taki, który pozwala odróżniać Moskwę od Brukseli czy Tel Avivu i dostrzegać sowieckie korzenie panującego w III RP systemu kłamstwa. Stanisław Piasecki zdawał sobie sprawę z miejsca Polski na mapie. Potęgę chrześcijańskiego idealizmu traktował jako oręż w walce z sąsiednimi materializmami: sowieckim bolszewizmem i rasizmem niemieckim.

Po Smoleńsku rozwinął się ruch niepodległościowy, który posiada wystarczające środki intelektualne i polityczne, by w dłuższej perspektywie zmienić Polskę. Nie chciałbym, aby młodzi patrioci, którzy mimo to wybrali Ruch Narodowy, obudzili się za rok lub dwa na wyspie Utopia, ze świadomością, że ich idealizm poszedł na marne.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2013 ... gosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 16 sty 2014, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Testament Polski Walczącej

Piotr Szubarczyk

Mija 70 lat od powołania w styczniu 1944 r. ważnej struktury Polskiego Państwa Podziemnego – Rady Jedności Narodowej. Była to reprezentacja polityczna naszego Państwa Podziemnego na terenie okupowanego kraju, namiastka polskiego Sejmu, który z oczywistych powodów nie mógł wtedy działać.

W czasie niemiecko-sowieckiej okupacji najważniejszą częścią Polskiego Państwa Podziemnego było podziemne wojsko – Armia Krajowa i inne konspiracyjne formacje wojskowe, uznające legalny rząd Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, nie kolaborujące z żadnym okupantem – tak jak to czyniły stworzone przez Moskwę GL i AL. Ztego powodu nie zaliczamy ich do Polskiego Państwa Podziemnego, lecz do delegatur okupanta na terenie Polski niezależnie od tego, jakie były intencje szeregowych członków tych formacji.

Zamiast Sejmu
Rada Jedności Narodowej powstała na podstawie dekretu rządu RP z 30 lipca 1942 r. „o tymczasowej organizacji władz na ziemiach Rzeczypospolitej”, parafowanego przez prezydenta RP. Z założenia była organem doradczym i politycznie opiniodawczym dla delegata rządu RP na Kraj, który był formalnie wicepremierem rządu RP, przebywającym jednak nie na uchodźstwie, lecz na terenie okupowanego kraju. Rada miała podnieść prestiż delegata i wiarygodność wszelkich podejmowanych przez niego działań. Miała go uchronić od zarzutów działalności partyjnej, skoro jego polityczny konsultant w postaci Rady Jedności Narodowej był gremium złożonym z przedstawicieli wszystkich najważniejszych partii w okupowanej Polsce – od PPS-u do Stronnictwa Narodowego.

W skład RJN weszło po trzech przedstawicieli głównych stronnictw politycznych: PPS, SL, SP, SN oraz przedstawicieli duchowieństwa katolickiego, a od lipca 1944 r. także Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”, organizacji „Ojczyzna”, Zjednoczenia Demokratycznego i spółdzielczości. Sama nazwa miała podkreślać potrzebę jedności i wspólnego działania wszystkich Polaków – niezależnie od tego, jak bardzo by się różnili w poglądach politycznych – wobec rysującej się realnie groźby nowej, sowieckiej okupacji całej Polski. Wobec groźby uczynienia z naszego państwa dominium sowieckiego.

Na ratunek Rzeczypospolitej
Ogłoszenie 9 stycznia 1944 r. ukonstytuowania się Rady Jedności Narodowej mogło mieć związek z niepokojącym wydarzeniem osiem dni wcześniej: na polecenie Moskwy komuniści utworzyli w Warszawie pseudoparlament dla zniewalanej na nowo Polski, czyli tzw. Krajową Radę Narodową (KRN). Ta stalinowska atrapa utworzy później pseudorząd dla Polski w postaci tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Stalin dbał o zachowanie wszelkich pozorów „legalności” swych bezprawnych działań. Tego oczekiwali po nim „nasi” alianci, ratujący swój „image” w obliczu bezprecedensowej zdrady najwierniejszego sojusznika w tej wojnie i w obliczu politycznego kontraktu stulecia: podziału świata na wolny i sowiecki.

15 marca 1944 r. Rada Jedności Narodowej ogłosiła ważną deklarację: „O co walczy naród polski”, wykluczającą jakiekolwiek poddaństwo powojennej Polski wobec Związku Sowieckiego. Opowiedziała się za niezmiennością polskiej granicy na wschodzie oraz za poszerzeniem polskiego terytorium na zachodzie i północy. Jednocześnie zarysowała w tej deklaracji dość radykalny program reform społecznych i gospodarczych. Ten radykalizm, oprotestowany przez Stronnictwo Narodowe jako zbyt „czerwony”, miał być antidotum na propagandowe działania sowieckich kolaborantów spod znaku stalinowskiej KRN. Mimo różnic politycznych między narodowcami a socjalistami czy ludowcami ta deklaracja nie spowodowała żadnego rozłamu w Radzie. Wszyscy rozumieli, że w tym momencie liczy się tylko suwerenność Polski i skuteczność działania. Trzeba było izolować moskiewskich kolaborantów, zdrajców Narodu Polskiego i fundamentalnego interesu naszego państwa: niepodległego bytu po wojnie.

Przeciw Jałcie
Rada Jedności Narodowej natychmiast oprotestowała postanowienia konferencji jałtańskiej (4-11 lutego 1944 r.) w sprawie polskiej. Na nic to się zdało, miało jednak wielkie znaczenie moralne i ma je dziś także – dla nas.

W marcu 1945 r. generał NKWD Iwan Sierow aresztował w Pruszkowie – na rozkaz z Moskwy – większą część członków Rady Jedności Narodowej. Zachód nie protestował! Członkowie Rady byli sądzeni razem z innymi przywódcami Polskiego Państwa Podziemnego w Moskwie, w „procesie”, który nie ma precedensu w historii nowożytnego świata! Nominalny „sojusznik” – a w każdym razie „sojusznik naszych sojuszników” – „sądził” przywódców sojuszniczego państwa za ich działalność skierowaną od początku wojny przeciwko wspólnemu wrogowi! Za śmierć milionów Polaków w tej walce! Towarzyszyły temu „procesowi” wyjątkowo podłe, szydercze wobec Polaków komentarze prasy zachodniej, inspirowane przez rządy „naszych sojuszników”. „Wolny świat” zachwycał się „wujaszkiem Joe”. Zbrodnie tego „wujaszka” nie dotyczyły wszak „wolnego świata”, lecz egzotycznej Polski, której zadaniem jest cierpieć. Tak to się utrwaliło w Europie już w XIX wieku…

W teatrze Stalina
17 maja 1945 r. Rada Jedności Narodowej i pełniący obowiązki delegata rządu RP Stefan Korboński wydali odezwę do Narodu Polskiego, będącą bodaj ostatnią publiczną próbą ratowania tego, czego już się uratować nie dało. W odezwie wykazano maksimum dobrej woli: „W przyszłości, w rezultacie pokojowych i przyjaznych stosunków, będzie można za zgodą Rosji Sowieckiej, w atmosferze wzajemnego zaufania, podjąć na nowo próby chociażby częściowego naprawienia tych krzywd, jakie umowa w Jałcie wyrządziła Narodowi Polskiemu”. Ale ani Sowiety, ani Zachód nie były zainteresowane jakąkolwiek reinterpretacją haniebnej zmowy jałtańskiej w duchu poszanowania Narodu Polskiego – najwierniejszego sojusznika Zachodu w walce z socjalizmem Niemiec Hitlera, najbardziej okrwawionego ze wszystkich narodów uczestniczących w IIwojnie światowej.

Tymczasem „nasi alianci” grali swoją rolę w teatrze Stalina do końca. Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wysłał do kraju politycznego naiwniaka i fantastę (oby tylko to…) Stanisława Mikołajczyka, który odegrał rolę listka figowego Zachodu w „rządzie” rzekomej „jedności narodowej” pod batutą stalinowskiego agenta (od lat 20. XX wieku) – Bolesława Bieruta. Obecność Mikołajczyka w tym „rządzie” pozwoliła „naszym aliantom” na bezczelny i jawnie antypolski ruch: wycofali uznanie dla legalnego rządu RP w Londynie (towarzyszącemu im przez lata walki z Niemcami!) i uznali stalinowski twór z Bierutem. Stało się to 5-6 lipca 1945 roku.

Testament
Kilka dni wcześniej, 1 lipca, Rada Jedności Narodowej rozwiązała się, wydając jednocześnie bardzo ważne dokumenty programowe: „Do Narodu Polskiego i Narodów Zjednoczonych” (przypominający cele wojenne Polski i potrzebę zachowania suwerenności) oraz „Testament Polski Walczącej”, w którym żądała m.in.:

„Opuszczenia terytorium Polski przez wojska sowieckie oraz przez rosyjską policję polityczną. Zaprzestanie prześladowań politycznych, którego dowodem będzie: zwolnienie skazanych i uwięzionych w procesie moskiewskim, amnestia dla więźniów politycznych oraz dla wszystkich żołnierzy AK i dla tak zwanych ’oddziałów leśnych’, powrót Polaków wywiezionych w głąb Rosji i likwidacja obozów koncentracyjnych przypominających smutnej pamięci metody totalizmu niemieckiego, zniesienie systemu politycznego, znajdującego wyraz w istnieniu tak zwanego Ministerstwa Bezpieczeństwa. Zjednoczenie i uniezależnienie Armii Polskiej przez: spolszczenie korpusu oficerskiego w armii gen. Rola-Żymierskiego, honorowy powrót z bronią wojsk polskich z zagranicy, połączenie w jedną całość i na równych prawach armii z zagranicy oraz byłej Armii Krajowej z armią gen. Żymierskiego. Zaprzestanie dewastacji gospodarczej kraju przez władze okupacyjne. Dopuszczenie wszystkich polskich stronnictw demokratycznych do udziału w wyborach pięcioprzymiotnikowych. Zapewnienie niezależności polskiej polityki zagranicznej. Stworzenie pełnego samorządu terytorialnego, społeczno-gospodarczego i kulturalno-oświatowego (…)”.

Te żądania miały charakter podstawowy, elementarny. Zniewolona Polska żebrała u „wolnego świata” – poprzez pożegnalną deklarację namiastki parlamentu Polskiego Państwa Podziemnego – prawa do samostanowienia dla wykrwawionego w wojnie, najwierniejszego sojusznika. Daremnie.

Ludzie
Pierwszym przewodniczącym Rady Jedności Narodowej był Kazimierz Pużak z PPS-WRN – w młodości więzień carskiego Szlisselburga, uczestnik wojny z bolszewikami, powstaniec warszawski, w czerwcu 1945 r. sądzony w Moskwie, w maju 1948 r. w Polsce. Został zamęczony w więzieniu w Rawiczu 30 kwietnia 1950 roku.

Jego zastępcą był Józef Grudziński ze Stronnictwa Ludowego. Został zamordowany przez Niemców we wrześniu 1944 r., podczas Powstania Warszawskiego.

Zastępcą Pużaka był też Franciszek Urbański ze Stronnictwa Pracy. Sądzony w Moskwie, po powrocie do Polski wkrótce zmarł. Także w Moskwie sądzono Kazimierza Bagińskiego z SL.

Jednym z przedstawicieli SP w Radzie i jej przewodniczącym (od marca 1945 r.) był Jerzy Braun – legendarny instruktor harcerski, poeta, krytyk literacki, ostatni Delegat Rządu RP na Kraj (od czerwca 1945 r.). Po wojnie więzień polityczny. Bezpieka wybiła mu zęby i połamała żebra, wydłubała jedno oko. Dzieci bezpieczniaków śpiewały potem na ogniskach harcerskich pieśń druha Jerzego z listopada 1918 roku: „Płonie ognisko i szumią knieje”.

Najbardziej znanym członkiem Rady, obok Kazimierza Pużaka, był Tomasz Arciszewski z PPS, późniejszy premier rządu RP (XI 1944 – VII 1947), który tak skomentował Jałtę 13 lutego 1945 r.: „Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytorium, przez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej, Naród Polski przyjmuje jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników”. Mimo upływu lat nie da się tego lepiej i dokładniej wyrazić.

Z życiorysów ludzi współtworzących Radę Jedności Narodowej lub z nią związanych można by spisać księgę polskiego patriotyzmu i poświęcenia. Tu wymieniłem tylko kilka znanych nazwisk. Im wszystkim należy się nasza pamięć i znajomość ich „Testamentu Polski Walczącej”, bo tak naprawdę nie został do dziś wypełniony. I osobna lekcja historii w szkołach.

http://www.naszdziennik.pl/wp/65385,tes ... zacej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 03 mar 2014, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Przyspieszone narodowe rekolekcje

Przywracanie Żołnierzy Wyklętych narodowej świadomości stało się już elementem przyspieszonych narodowych rekolekcji.

Przed Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie przyszło w sobotę kilka tysięcy osób. Górowały nad nimi portrety oficerów i żołnierzy konspiracyjnych oddziałów AK, NSZ, NZW i WiN, biało-czerwone flagi. Ludzie z opaskami na rękawach, harcerze, żołnierze, kibice, członkowie organizacji społecznych i partii politycznych PiS, Prawicy Rzeczypospolitej i Solidarnej Polski wysłuchali apelu poległych, który odczytali wspólnie aktorka Ewa Dałkowska i Adam Borowski, opozycjonista z czasów PRL, wydawca i działacz społeczny. Uroczystościom towarzyszyła świetna muzyka z najnowszej płyty „Żołnierze Niezłomni – Podziemna armia powraca”, wspólnie zaśpiewali i zagrali: Jan Pietrzak, Jerzy Zelnik, Leszek Czajkowski, Paweł Piekarczyk i Andrzej Perkman. W ciągu ostatnich dni dali też kilka specjalnych koncertów, m.in. w bazylice Świętego Krzyża, a wczoraj w katedrze warszawsko-praskiej.

Historyk prof. Jan Żaryn nawiązał do wyników prac na tzw. Łączce na warszawskim Powązkach.

– Uczestniczymy w pewnym procesie rozpoznawania życiorysów Żołnierzy Wyklętych. To takie szybkie rekolekcje narodowe, tylko w dziedzinie odzyskiwania wiedzy na temat tego, co stało się na Łączce, co stało się w wielu miejscach w Polsce – powiedział Żaryn. Profesor UKSW Wiesław Wysocki dodał, że w Polsce nie ma miejsca na pomniki podległości i zaprzaństwa, nawiązując w ten sposób do wywołanego przez władze Warszawy i Platformę Obywatelską sporu o sowiecki monument na Pradze.

– W stolicy nie ma miejsca na pomnik „Czterech Śpiących” i obelisk utrwalaczy władzy ludowej. Owszem, potrzebne jest muzeum Armii Podziemnej, ale niekoniecznie może za 30 lat – mówił prof. Wysocki.

Podkreślał – za tekstem ulotki kolportowanej przez oddział mjr. „Łupaszki” – że w obecnej sytuacji trzeba, by Polska była rządzona przez Polaków wybranych przez Naród.

Andrzej Melak zauważył, że walka żołnierzy drugiej konspiracji jest dzisiaj natchnieniem dla tysięcy młodych Polaków.

– Młode pokolenie czuje sercem i duchem to, co i wy czuliście, przejęło wasze ideały. Dzisiaj, gdy przywracane są nazwiska, postaci i osobowości tylu bezimiennych, musimy się martwić, jak powinna przyjąć was polska ziemia – podkreślał Melak, odnosząc się do planów pochówku ekshumowanych na Powązkach bohaterów. – Nie mogą obok was stać pomniki zdrady i zaprzaństwa – mówił do uczestników sobotnich uroczystości.

W całej Warszawie kwestowano w sobotę na rzecz Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, gromadzącej DNA ofiar powojennych zbrodni komunistycznych i ich krewnych, tak by ułatwić identyfikację.

Przez cały dzień warszawiacy składali kwiaty i palili znicze, zaciągali honorowe warty przed dziesiątkami miejsc pamięci związanych z komunistycznym terrorem. Tak było m.in. na kwaterze „Ł”. W uroczystościach wzięli udział m.in. członkowie Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej, Fundacji „Łączka”, kibicie Legii i Hutnika Warszawa. Po złożeniu kwiatów kilkaset osób przeszło cmentarnymi alejami w kolumnie prowadzonej przez członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej Narodowych Sił Zbrojnych, nawiedzając kolejno groby: prof. Józefa Szaniawskiego, ostatniego więźnia politycznego PRL, płk. Ryszarda Kuklińskiego, oraz symboliczne mogiły: mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

Kilkadziesiąt osób zgromadziło się też przed tablicą pamiątkową przy ul. Rakowieckiej, gdzie mieścił się areszt śledczy MBP. Wartę honorową przed budynkiem zaciągnęli rekonstruktorzy ze Zgrupowania „Radosław”. W uroczystości wzięli udział członkowie Korporacji Akademickiej Sarmatia i Aquilonia oraz NSZZ Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa.

Tak samo było na kwaterze „45N” cmentarza Bródnowskiego, gdzie znajduje się miejsce potajemnych pochówków, na rogu ulicy 11 Listopada i Szwedzkiej, gdzie urzędował sowiecki trybunał wojenny, prokurator i NKWD, przed pomnikiem ku czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach w miejscu, gdzie w latach 40. i 50. mieściło się tzw. Toledo, czyli Więzienie Karno-Śledcze nr III, obok budynków przy ul. Strzeleckiej, byłej siedzibie NKWD i Wojewódzkiego UBP, oraz przed tablicą pamiątkową Stołecznego UBP przy ul. Cyryla i Metodego. Hołd ofiarom sowieckich represji oddano także przed pomnikiem ofiar NKWD w miejscu dawnego obozu specjalnego NKWD nr 10 w Rembertowie, w katowniach NKWD, Informacji Wojskowej i UB w Radości, Miedzeszynie, Włochach, przy ul. Oczki i Koszykowej oraz na cmentarzu na Służewiu – miejscu potajemnych pochówków.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ekcje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 26 lip 2014, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Niepodległość realna

O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej, prosimy Cię, Panie„ – pisał Adam Mickiewicz w ”Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego„ wydanych w Paryżu w 1832 roku. W następnych dziesięcioleciach wiele razy Polacy nadzieje na odzyskanie niepodległej Ojczyzny wiązali z wojną pomiędzy zaborcami. Ale nie było to tylko czekanie. Był również czyn, często związany z ogromnym poświęceniem, ofiarą.

Długo by wymieniać XIX-wieczne powstańcze zrywy, konspiracje, walkę o ojczysty język i modlitwę, szkołę i ojcowiznę. Pozbawiony swej państwowości, skazany na unicestwienie Naród trwał, zachowując pamięć o swej wielowiekowej, dumnej przeszłości przywoływanej w dziełach poetów, pisarzy, malarzy. I nie tylko trwał, ale jeszcze przyciągał ku sobie obcych. Iluż to obcokrajowców w nieistniejącej Polsce znalazło wtedy swą nową ojczyznę, oddając jej swe talenty. Zostawali poetami, uczonymi, lekarzami, nauczycielami, wychowując kolejne pokolenia Polaków.

”Nie uczono nas nienawidzić przeszłości, nie zohydzano dziejów, nie zaszczepiano nienawiści, a uczono kochać Polskę, cały naród, jakim był przedtem…„ – wspominał galicyjską szkołę jeden z rówieśników XX wieku Józef Herzog. Wraz z trójką swych braci i ”tysiącami im podobnych„ chwycił za karabin, gdy zaczęła się ”wojna powszechna„. Miał dziewięć lat, gdy do Krakowa w pięćsetną rocznicę zwycięstwa nad Krzyżakami w 1410 roku przybyli Polacy ze wszystkich zaborów, aby odsłonić potężny pomnik Grunwaldzki ufundowany przez słynnego kompozytora i pianistę Ignacego Paderewskiego. Wtedy po raz pierwszy chóry wykonały jedną z najsłynniejszych polskich pieśni – ”Rotę„ Marii Konopnickiej. W jednym z jej wersów śpiewamy: ”Twierdzą nam będzie każdy próg…„. I tego progu zaborcy nigdy nie zdobyli – progu domu rodzinnego – czy był on w ziemiańskim pałacu, czy w szlacheckim dworku, chłopskiej chacie, rzemieślniczej czynszówce w kamienicy, gdzie na ścianach Reytan, Kościuszko i odwieczne Opiekunki, Orędowniczki: Ta z Jasnej Góry i Ta z Ostrej Bramy. I jeszcze kilka książek. Wśród nich Sienkiewicz, Mickiewicz…

A wojna powszechna, o którą wołał wieszcz, z czasem stawała się coraz bardziej realna, i to na tyle, że nim się rozpoczęła, już snuto wizje jej przebiegu. 21 lutego 1914 roku sala Towarzystwa Geograficznego w Paryżu wypełniła się około pięciuset słuchaczami. Wśród nich był również Władysław Mickiewicz, syn autora ”Ksiąg pielgrzymstwa…„. Przybyli, aby wysłuchać wykładu organizatora polskiego ruchu strzeleckiego w Galicji Józefa Piłsudskiego. Obecny na spotkaniu rosyjski socjalista Wiktor Czernow zanotował przewidywania przyszłego marszałka Polski: ”Rosja będzie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei będą pobite przez siły anglo-francuskie (lub anglo-amerykańsko-francuskie). Wschodnia Europa będzie pobita przez Europę środkową, a środkowa z kolei przez zachodnią. To wskazuje Polakom kierunek ich działań, czyli pierwsza faza wojny – jesteśmy z Niemcami przeciw Rosji. Druga, końcowa faza wojny – jesteśmy z Anglią i Francją przeciw Niemcom„.

I nie to jest chyba najważniejsze, że Piłsudskiemu udało się przewidzieć bieg wypadków, ale cel. Była nim Niepodległa Polska i ku niej wkrótce wyruszył ze swymi strzelcami, później legionistami, zalążkiem Wojska Polskiego nieistniejącego od 1831 roku. Polacy mieli być nie tylko statystami dziejów, ale stworzyć własną siłę, która pozwoli wykorzystać międzynarodową koniunkturę.

Gdy Legiony Polskie złożyły już pierwszą daninę krwi, w Warszawie jesienią 1914 roku Roman Dmowski, przywódca ruchu narodowego, antagonista Piłsudskiego, w czasie wieczorów dyskusyjnych dla członków stronnictwa organizowanych w Muzeum Przemysłu i Handlu został zapytany przez młodego człowieka o wizję przyszłej Polski. Przywołał wtedy historię sprzed wojny, gdy Serbia prowadziła negocjacje z monarchią austro-węgierską. I zwykle szybko się one kończyły. Austriacy zamykali granicę przed stadami serbskiej trzody stanowiącej główne źródło serbskiego eksportu. To wystarczało, aby zmusić małe, niezdolne do dłuższego oporu państwo do kapitulacji. I Dmowski wyciągał wnioski: ”Otóż, proszę panów, taka mała Polska, ściśnięta między Rosją a Niemcami, nadto jeszcze pozbawiona morza, na pewno by miała jakieś świnie czy coś w tym rodzaju, co by sprawiło, że jej niepodległość rychło okazałaby się fikcją. Naszym zadaniem nie jest tworzenie fikcji. My dążymy przede wszystkim do zjednoczenia narodu między innymi dlatego, że zjednoczonemu, wielkiemu narodowi łatwiej będzie wywalczyć i utrzymać istotną niepodległość„.

Wiele dzieliło Piłsudskiego i Dmowskiego, różnili się swymi koncepcjami, ale w tej kwestii się spotykali. Przed stu laty pragnęli dla Polski realnej, nie fikcyjnej niepodległości, a taką mógł, w tym miejscu Europy – między Rosją a Niemcami – obronić jedynie świadomy swej wielkości Naród, zdolny zbudować na tyle silne państwo, aby to nie inni decydowali o jego niepodległości.

Dr Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/87819,n ... ealna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 09 sie 2014, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Jak nie odebrać sobie wolności?

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Choć człowiek jest z natury stworzeniem społecznym, to sama społeczność może przybierać różne formy, i nie musi to być koniecznie państwo. Zresztą i państwa występują pod różnymi postaciami, bo nawet państwo historycznie to samo różni się istotnie w zależności od epoki lub ustroju. Co innego Polska Piastów, co innego I Rzeczpospolita, a jeszcze co innego PRL. Nie można więc absolutyzować pojęcia państwa, a to oznacza, że państwa mogą być nie tylko różne, ale również lepsze lub gorsze.

Więcej, mogą być bardzo złe. A bardzo złe są wtedy, gdy zamiast wychodzić naprzeciw naturalnemu pragnieniu człowieka, by żyć w społeczności, zamieniają to pragnienie na nienawiść: państwa do człowieka i człowieka do państwa. Państwo nienawidzi ludzi, a ludzie nienawidzą państwa. Zachodzi to wówczas, gdy państwo stanowi taką formę zorganizowanej społeczności, w której dominują cele partykularne jednostki (tyran) lub grupy (partia) i w której natura ludzka zostaje podporządkowana ideologii (komunizm).

Ten naturalny porządek rzeczy, jaką jest potrzeba i miłość do społeczeństwa, poczynając od rodziny, a kończąc na państwie, może zostać nie tylko naruszony, ale wręcz wywrócony. Wówczas człowiek boi się, a nawet nienawidzi to, co z natury miało być dla niego celem i oparciem. Nic więc dziwnego, że Arystoteles, na bazie historycznych doświadczeń Ateńczyków, których ustrój miasta często się zmieniał, stwierdził, że polityczne ustroje mogą być albo zdrowe, albo zwyrodniałe.

Zdrowe są wtedy, gdy każdy obywatel wie, że państwo obejmuje wszystkich obywateli tak, by każdy mógł być szczęśliwy. Zwyrodniałe wówczas, gdy niektórzy, a nawet większość skazani są na nieszczęście. Trudno w tym drugim wypadku mówić o miłości do państwa, które jest niesprawiedliwe, a wobec obywateli staje się agresorem. Takie państwo – z punktu widzenia ludzkiej natury – jest państwem chorym.

Mogą to być różne choroby. Czasem jest to skutek choroby, na jaką cierpi przywódca, psychopata lub ktoś, kto ubzdurał sobie, że jest równy bogom. Czasem może to być choroba wynikająca z zachłanności, gdy pragnienie zysku przyćmiewa rozum. Czasem jest to choroba, której źródła sięgają megalomanii narodowej lub rasowej. Czasem te różne motywy łączą się, tworząc system zła, w którym nie tylko trudno jest żyć, ale który nie wiadomo, jak pokonać.

Siła państwa
Państwo jako struktura zorganizowana posiada do dyspozycji potężne instytucje na każdym poziomie władzy, takie jak władza wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza. A więc to państwo decyduje, co ma być zrobione, zgodnie z jakim prawem i wedle jakich kryteriów sprawiedliwości. W pewnych wypadkach dochodzi do tego, że pluralizm instytucji i kompetencji państwa jest tylko pozorny, ponieważ de facto władza skupiona jest w jednym ręku: jednego tyrana lub jednej partii.

Są państwa ewidentnie totalitarne, gdzie przemoc jest główną metodą sprawowania władzy, gdzie rządzi wojsko lub policja. Ale są takie, gdzie ta przemoc jest ukryta, zawoalowana, pośrednia, gdzie ani wojsko, ani policja nie rzucają się w oczy, gdzie nie tylko panuje pozorny spokój, ale co więcej, gdzie obywatele mają cieszyć się największą wolnością. Wśród tych ostatnich na czoło wysuwają się państwa, których ustrój nosi miano demokratyczno-liberalnego.

Właśnie w państwach o ustroju demokratyczno-liberalnym, wbrew samej nazwie, istnieje największe zagrożenie dla wolności, większe niż w państwach jawnie totalitarnych. Dlaczego?

Dlatego że w państwach jawnie totalitarnych przemoc ma charakter głównie fizyczny, natomiast w państwach demokratyczno-liberalnych jest to przemoc głównie wewnętrzna, czyli ingerująca w ludzką psychikę w tym kierunku, aby zaszedł proces samozniewolenia. A ponieważ Polska należy dziś do obozu państw demokratyczno-liberalnych, dlatego trzeba bardzo jasno ukazać, na czym ten proces samozniewolenia polega i jak się przed nim bronić.

Liberalizm, czyli wolność?
Słowo „liberalizm” pochodzi od słowa „libertas”, które znaczy wolność. Aby wolność stała się zniewoleniem, musi dokonać się pewien proces uwzględniający bardzo skomplikowaną strukturę psychiczno-intelektualną człowieka. Musi też nastąpić zafałszowanie ludzkiej wolności w punkcie wyjścia.

Ojcowie liberalizmu, tacy jak Locke czy Hume, twierdzą, że wolność jest prawem człowieka, ponieważ wszyscy ludzie rodzą się wolni. Twierdzenie to nie tylko nie jest prawdą, ale jest groźne w swoich praktycznych konsekwencjach. Groźne właśnie dla wolności. Błąd dotyczy zarówno wolności w nas, jak i wolności w odniesieniu do tego, do czego jesteśmy wolni.

Niemowlak nie jest wolny. Jego pragnienia płyną z natury, za ich realizację odpowiadają rodzice. Proces zdobywania wolności trwa wiele lat. Wolności, czyli świadomego i racjonalnego wyboru. Takiego wyboru nie posiada niemowlak, ale posiada prawo jak najbardziej ludzkie, żeby do takiego stanu dojrzeć. A właśnie ideologia liberalizmu dokonuje tu manipulacji: z jednej strony głosi, że rodzimy się wolni, z drugiej robi wszystko, żeby człowiek nie dojrzał do prawdziwej wolności.

Liberalizm jest subiektywizmem: człowiek nie poznaje prawdy obiektywnej, co odzwierciedla przekonanie, że każdy ma prawo do swoich własnych poglądów. To przekonanie jest atrakcyjne i wygodne, ale cena, jaką za nie płacimy, jest wysoka. Nasze poglądy nie mają mocy ustanawiania rzeczywistości, a jeśli nie są zgodne z zastaną rzeczywistością, to nie są prawdziwe, czyli są po prostu wymysłem, mrzonką, zabawką, albo… narzędziem czy wręcz bronią, która ma zmieniać lub niszczyć rzeczywistość.

Kultura zamknięcia
Odebranie człowiekowi zdolności poznawania prawdy albo odebranie możliwości wejścia na żmudną drogę umiejętności poznawania prawdy, otwiera drzwi do solipsyzmu, czyli zamknięcia się w sobie. Jest to stan, w którym człowiek jest bezsilny, ponieważ nie ma żadnych kryteriów odróżnienia realnego dobra od zła, czy dokładniej mówiąc – poznania prawdy o dobru i prawdy o złu, co wymaga wyjścia poza siebie, ku rzeczywistości. Ale właśnie kultura zachodnia, w jakiej obecnie żyjemy, jest kulturą zamkniętą na prawdę, czy to w zakresie sztuki, czy etyki, czy edukacji, czy nauki, czy filozofii, czy również wiary. Takie zamknięcie służy samozniewoleniu.

Wolność bez obiektywnej prawdy, odsłanianej za pomocą kultury, jest kulturą wewnętrznego zniewolenia, czyli antykulturą. Bo antykultura polega na tym, że zamiast rozwijać ludzkie naturalne inklinacje, w tym inklinację do poznania prawdy, hamuje je lub przekierowuje w stronę przeciwną, czyli w tym wypadku w stronę fałszu lub oderwanych od rzeczywistości idei.

Liberalizm głosi kult wolności, ale jest to wolność bez prawdy, a tym samym to nie jest wolność, lecz zniewolenie.

To zniewolenie pogłębia się wskutek deprecjonowania ludzkiej woli na rzecz uczuć. Liberalizm jest emocjonalizmem, a więc to, co mamy brać za wyraz ludzkiej wolności, jest de facto ekspresją naszej uczuciowości. Uczuciowość ta pozbawiona hamulców płynących zarówno ze strony rozumu, jak i ze strony woli, popycha nas w kierunku celów, które mogą być szkodliwe i dla nas, i dla otoczenia. Bo przecież to rozum rozpoznaje realne dobro lub zło, to wola daje przyzwolenie lub zakazuje, a nie uczucia same w sobie, które są w skutkach nieobliczalne, ponieważ są tyleż mocne, co ślepe.

Znak wolności
Mówiąc w sposób odpowiedzialny o wolności, musimy pamiętać o tym, że wolność nie jest tym, co posiadamy od urodzenia. Posiadamy wolną wolę, ale wolności musimy się uczyć. Właściwie to inni uczą nas wolności, a nade wszystko rodzice. Uczą, pokazując (i tłumacząc) prawdę o dobru i złu, dając przykład silnej woli, czyli takiej, która niewzruszenie idzie za dobrem i nie ulega złu. Kultura permisywizmu (róbcie, co chcecie) jest antykulturą, ponieważ nie liczy się ani z prawdą o dobru i złu, ani ze znaczeniem odpowiedzialności, jaka spoczywa na ludzkiej woli za podejmowaną decyzję.

By nie oddać własnej wolności w epoce dominującego liberalizmu, musimy najpierw tę wolność w sobie wyrobić, a następnie jej bronić. Wolność jest zadana, nie tylko w wymiarze narodowym czy państwowym (suwerenność), ale również w wymiarze osobistym. Zadana, to znaczy, że trzeba ją zdobyć dzięki odpowiedniemu wychowaniu, i to w środowisku, które reprezentuje odpowiednio wysoki poziom kultury. Ciężar ten spoczywa głównie na rodzicach, gdyż z wyjątkiem Kościoła pozostałe instytucje przeniknięte są duchem liberalizmu, a więc ich celem nie jest wychowanie do wolności.

Gdy człowiek posiądzie wolność, czyli zdolność samostanowienia w świetle prawidłowo odczytanej prawdy o dobru i złu, w co zaangażowany jest rozum, jak i wola, to wówczas staje nieustannie przed dylematem: jak realizować dobro, jak unikać zła? Bo to jest właśnie znakiem wolności.

W warunkach liberalizmu wolność taką próbuje się nieustannie podmienić, nawet na jej przeciwieństwo: czyń zło, unikaj dobra, nie potrzebujesz rozumu, wystarczy odruch serca albo ekspresja emocji. Z każdej strony nasza autentyczna wolność jest podkopywana i niszczona. Skutki bywają opłakane, całe pokolenia są już bezwolne, choć pole do działania jest olbrzymie. Tymczasem wystarczyłyby rozum i wola, które rozwinięte (wychowane) do odpowiedniego poziomu byłyby w stanie pomóc człowiekowi w kierowaniu się we właściwą stronę.

Autor jest kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, etykiem, kulturoznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/90429,jak ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 20 wrz 2014, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Wolności zniewalane

Od początków XIX wieku mówi się i pisze coraz więcej i głębiej o wolności, ale przede wszystkim o wolności socjalnej, gospodarczej, politycznej, naukowej i kulturalnej. I to jest bardzo ważne i doniosłe. Ale za mało jest uwzględniana wolność umysłowa, moralna i duchowa. A właśnie w tych dziedzinach wolność jest coraz bardziej zniewalana, paradoksalnie i przez współczesny skrajny liberalizm, aż dochodzi do swego rodzaju terroryzmu w narzucaniu siłą określonych ideologii, światopoglądów i różnych orientacji umysłowych. Narzucanie to, rzekomo oparte na podstawach naukowych, bardziej oddala współczesnego człowieka od prawdy i wolności osobowej niż pradawne mitologie.

Alienacja umysłowa
Pierwszy chyba Hegel wskazał na dwuwartościowość ludzkiej twórczości, która z jednej strony przynosi coraz więcej wolności w opanowywaniu świata, ale jednocześnie z drugiej strony podbija człowieka w niewolę, i to drugie nazwał „alienacją” (Entfremdung), czyli przez swoją moc twórczości człowiek staje się sam sobie obcy. Zjawisko to dziś bardzo się nasiliło i powstał paradoks, że skrajny liberalizm skrajnie zniewala umysł człowieka. „Człowiek dzisiejszy – pisał św. Jan Paweł II już w pierwszym roku swojego pontyfikatu 1979 – zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem – i bardziej jeszcze – pracy jego umysłu, dążeń jego woli. Owoce tej wielorakiej działalności człowieka […] skierowują się zbyt rychło przeciw człowiekowi. Zostają przeciw niemu skierowane lub mogą zostać skierowane przeciw niemu. Na tym zdaje się polegać główny rozdział dramatu współczesnej ludzkiej egzystencji w jej najszerszym i najpowszechniejszym wymiarze. Człowiek coraz bardziej bytuje w lęku” („Redemptor hominis”, nr 15).

Na płaszczyźnie umysłowej i duchowej zniewolenie niosą szczególnie błędne kierunki umysłowe, fałszywe ideologie, irracjonalne formy mentalności, światopoglądy, typy cywilizacyjne, mody myślowe, systemy prawne i etyczne, i inne. Na przykład słusznie powiedział Michał Łuczewski, że dziś sumienie i etykę wypiera mentalność techniczno-mitologiczna („Gazeta Wyborcza”, 29-31.08.2014). W związku zaś z 75. rocznicą wybuchu II wojny światowej i w czasie groźby wybuchu na wschodzie III wojny światowej stajemy jeszcze raz przed tajemnicą, jak to się dzieje, że jakiś jeden człowiek lub grupa ludzi o cechach, jak się później okazuje, psychopaty, oszusta czy zbrodniarza, osiąga tak olbrzymi i potężny wpływ, że nawet 80 proc. wielomilionowego państwa, często ludzi mądrych skądinąd, uczonych i religijnych, podbija w niewolę duchową i z pieśnią na ustach realizują jego zbrodnicze idee. Czy te miliony hipnotyzuje władca dzięki swej magii? Czy on tylko odczytuje głębsze nurty w świadomości tych ludzi? Myślę, że jedno i drugie jednocześnie. Na przykład sam Hitler ze swoją ideologią nie przekształciłby nigdy tysięcy i milionów Niemców w napastników i morderców. Dlatego stoi zawsze przed społeczeństwami wielkie zadanie prawdziwej religii, która jedna może dać wolność duchową.

Jezus nauczał, że ostatecznie wszelkie zniewolenie, tak jednostek, jak i społeczeństw, pokonuje prawda o Bogu, czyli Bóg jako Prawda i Wolność najwyższa. „Jezus powiedział do Żydów, którzy mu uwierzyli: ’Jeżeli będziecie trwali w nauce mojej, będziecie prawdziwie uczniami moimi i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli’” (J 8,31-32). Prawda o prawdziwym, żywym Bogu daje najwyższą duchową i doczesną wolność. Wolność ta to uzyskanie dziecięctwa Bożego, przezwyciężenie determinizmów doczesnych, czyli „żywiołów tego świata” (Ga 4,3-5). To wolność „od” błędów religijnych, błędnego światopoglądu, fałszywych wartości i błędnej drogi życia i zarazem wolność „do” Prawdy najwyższej, do pełni życia ludzkiego, do pełnego rozwoju osoby i do osiągnięcia ostatecznego sensu istnienia.

Samozniewalanie się przez nienawiść
Chrześcijaństwo przypomina, że jest takie paradoksalne zjawisko, iż człowiek, który nienawidzi bliźniego, sam siebie zniewala duchowo i czyni sobie wielką krzywdę. Kto nienawidzi bliźniego, nawet niekiedy źle postępującego, nie widzi w nim żadnego dobra, nie przebacza mu, gdy ten żałuje i przeprasza czy pokutuje, a zwłaszcza – co dziś się zdarza coraz częściej u ludzi znieprawionych – kiedy ktoś nienawidzi człowieka dlatego, że jest on uczciwy, sprawiedliwy, dobry i religijny, to sam popada w niewolę swej nienawiści, z której nie ma wyjścia. „Kto nienawidzi brata swego, jest w ciemności” (1 J 2,9). A nawet „każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3,15). Bóg jest pełen miłosierdzia, ale nienawidzi zła, grzechu (Jdt 5,17). „Przez zawiść weszła na świat śmierć” (Mdr 2,24). Oczywiście, w miłości bliźniego nie chodzi zawsze o afekt i naturalną sympatię, lecz o miłość duchową, o życzliwość czerpaną od Boga. Poza tym taka miłość bliźniego godzi się z „nienawiścią” do jego ciężkich grzechów i „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Ps 47,10).

Tymczasem jest takie niewytłumaczalne zjawisko, że pewni ludzie, nawet i mieniący się chrześcijanami, „mają w nienawiści dobro” (Mi 3,2). I jest potworne, że i u nas zaistniały całe partie, ugrupowania i ośrodki, które po prostu nienawidzą samego Boga, Chrystusa, Kościoła Bożego, Ewangelii, etyki ogólnoludzkiej i całego dziedzictwa katolickiego. A choć sam Chrystus zapowiadał, że On sam i jego wszyscy uczniowie będą u wielu „w nienawiści bez powodu” (J 15,25, por. J 7,7; 15, 18 i inne), to jednak nie jest to dla dojrzałej osobowości ludzkiej normalne. Jest to ciężki grzech. A choć ci nienawistnicy tłumaczą się, że oni nienawidzą w chrześcijaństwie tylko samego zła, to jednak jest to nadal tylko pogłębianie samozniewalania i samooszukiwania. Wypływa ono albo z ciężkich win własnych, które chce się zdezawuować w ten sposób, albo po prostu z wypaczeń osobowościowych, gdyż nie jest to tylko spokojny ateizm, lecz haniebna i szatańska walka z Bogiem. Co ich pcha do tego, by zabierać innym wiarę i tak mordować ich duchowo?

Wyrazistym przykładem tego jest żądanie owych ludzi, by w Polsce zepchnąć Kościół katolicki, i tylko katolicki, do podziemia, zerwać konkordat, uznać wiarę w Boga za coś negatywnego w państwie, usunąć ze szkół nauczycieli religii, duchownych i świeckich, wyrzucić kapelanów ze wszystkich instytucji i ośrodków, łącznie ze szpitalami i z wojskiem, usunąć manifestujących wiarę katolików z wyższych stanowisk i urzędów, znieść wszelkie dotacje dla katolickich szkół, domów opieki, hospicjów i sierocińców, nie ubezpieczać katolickich misjonarzy polskich, nie dopuszczać żadnych dotacji z UE na potrzeby Kościoła i jego działalności publicznej, nie wspierać konserwacji budynków kościelnych ani ich budowania. Skąd te wszystkie żądania? A bo katolicy jako tacy nie mogą korzystać z budżetu państwowego. Jest to oczywiście obłędne, bo z budżetu mogą korzystać tylko ateiści i wrogowie Kościoła. Tymczasem na budżet płacą w 90 co najmniej procentach właśnie katolicy. Idąc za myślą owych dziwnych ludzi, należałoby postawić sprawę podatków i budżetu tak: niech owi ludzie utrzymują się tylko ze swoich podatków, a katolicy ze swoich. Dlaczego katolicy mają łożyć na swoich wściekłych wrogów? Podobnie np. i prof. Magdalena Środa zaatakowała („Gazeta Wyborcza”, 20.08.2014) niedawno red. Krzysztofa Ziemca za to, że przyjął on w TVP wywiad – „nie za swoje pieniądze” – ojca Bashobory z Ugandy, żarliwego głosiciela Chrystusa jako Uzdrowiciela duszy i ciała. Powstaje przecież zasadnicze pytanie, dlaczego władze państwowe otwierają u nas coraz szerzej drzwi dla tego rodzaju „nowoczesnych wolności”. I obawiamy się, żeby nie za takie rzeczy nasi byli nagradzani stanowiskami w ateizującej UE, przy czym nasi „domowi” okazują się bardziej antychrześcijańscy niż na Zachodzie.

Apatrydzi, wasale i przeciwnicy powstań
Brak miłości Boga i bliźniego powoduje też duże osłabienie czy nawet zupełny brak miłości ojczyzny i narodu. Niektórzy jeszcze wykazują uczucie względem małej ojczyzny, czyli okolicy, regionu swojego pochodzenia, ale już coraz mniej żywi uczucia względem wielkiej ojczyzny (apatrydzi). Najczęściej umysłowość takich ludzi jest zniewolona przez ideologie rewolucyjne i ateizujące. Od dawna już ludźmi „bezojczyźnianymi” byli wszelkiego rodzaju lewicowcy. U nas chwalą się oni, że „serce jest po lewej stronie”. Ale trzeba pamiętać, że „lewa strona” już od tysiącleci była uważana za gorszą od prawej, za buntowniczą i rujnującą porządek, dziedzictwo i kulturę, a także i religię. Znaczenie to wyłania się choćby ze zdania Księgi Koheleta z III w. przed n.Chr.: „Mędrzec zwraca się ku swej prawej stronie, a serce głupca trzyma się strony lewej” (Koh 10,2). Rodzi się tu pytanie, czy ewentualne przyjęcie przez nowoczesne lewice Boga jako najwyższego Wyzwoliciela społecznego i duchowego, jak w latynoamerykańskiej „teologii wyzwolenia”, nie tchnęłoby w lewicę nowego, bardzo twórczego ducha. Papież Franciszek chce dialogować z potępianą dotychczas teologią wyzwolenia, która chce wolność społeczną i polityczną wywieść z ducha chrześcijaństwa. Ale problem jest bardzo trudny, bo grozi albo upolitycznienie religii, albo ureligijnienie polityki. Lewica nie chce zachowania całego kodeksu etyki chrześcijańskiej. Jednakże bardzo wielu katolików czuje się socjalistami, ale jednocześnie i autentycznymi katolikami, i uważają, że nie poddali się zniewalającej duchowo ideologii socjalizmu ateistycznego. Tam jednak, gdzie nie ma i nie było silniejszej tradycji chrześcijańskiej, etyka ruchów lewicowych jest bardzo negatywna.

Mamy zatem również do czynienia ze zjawiskiem, że politycy „bezojczyźniani” i „beznarodowi” nie mają swojej naturalnej tożsamości i łatwo oddają swój kraj jakiemuś seniorowi jako wasalny, przynajmniej w pewnych dziedzinach. Tak i nasze polskie władze po roku 1989 poszukują jakby swojego seniora, o którego chcą oprzeć Polskę: a to o Rosję, kontynuując komunizm, a to o Niemcy, silne gospodarczo i politycznie, a to o UE jako o „nową ojczyznę europejską” i „nowy naród europejski”. Ale tracimy przy tym naszą tożsamość i autentyczność. Może myślą, że Polskę uratują i rozwijają, ale faktycznie ją powoli unicestwiają. Niebezpieczeństwo to rozumieją głęboko wybitni profesorowie, jak Witold J. Kieżun, Andrzej Nowak, Jacek Bartyzel, Piotr Jaroszyński, ks. bp Adam Lepa, Zdzisław Krasnodębski, Andrzej Zybertowicz i wielu innych, a także całe grupy bardzo bystrych i erudycyjnych dziennikarzy i pisarzy, związanych z tygodnikami niezależnymi od mediów propagandowych, i inni, ale mało jest polityków, którzy by to wielkie niebezpieczeństwo dostrzegali i głęboko rozumieli.

Fatalna była zwłaszcza wasalizująca polityka PO wobec Rosji. Władimir Putin to dalekosiężny polityk. Ukraińcy mówią, że on już od lat słał swoich ludzi na Ukrainę Wschodnią. A my dopiero dziś zaczynamy lepiej rozumieć, po co nakazał on patriarsze rosyjskiemu Cyrylowi dokonać pojednania Cerkwi z Kościołem katolickim w Polsce. Cerkiew rosyjska długo się opierała. Albo jakże fatalne było całkowite powierzenie Rosji badań nad katastrofą smoleńską przez premiera Donalda Tuska, co przypomina jako żywo akt oddania Rzeczypospolitej w „matczyne ręce” carycy Katarzyny II w roku 1795. Podobną łaskawość carycową okazał prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, gdy w czasie wizyty w Warszawie „oznajmił” na Zamku Królewskim, że wyniki polskich badań nad katastrofą smoleńską „nie będą się różniły od wyników MAK”, choć jak się okazało, MAK dokonał wielu manipulacji antypolskich. Co gorsza, nasi lennicy postanowili, że kto u nas nie przyjmuje co do przecinka raportu MAK, a następnie kalkującego go we wszystkim raportu polskiego, to ma być traktowany i karany jako „kłamca smoleński” pod taką samą sankcją jak „kłamca oświęcimski”. I do dziś właściwie przedstawia się, że wszystkie zaniedbania i błędy w organizacji lotu Tu-154M nie wiązały się bynajmniej z nienawiścią do suwerennej i wyraźnie propolskiej polityki braci Kaczyńskich, lecz wypływały ze strony antyrosyjskiej postawy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Mają być bez żadnego znaczenia takie sprawy jak: śmierć całej polskiej generalicji NATO, spętanie przy pomocy Niemiec całej UE więzami gospodarczymi, zestrzelenie pasażerskiego samolotu malezyjskiego rakietą wyprodukowaną w Rosji, ataki Rosji na Polskę za to, że próbuje bronić Ukrainy, a nawet wygrażanie Polsce bronią atomową. A wreszcie pewna grupa ludzi żąda gwałtownie, z poparciem PO, kary za rozwiązanie WSI, tak silnie w swoim czasie związanych z rosyjskim GRU. Lenniczy duch w stosunku do Rosji bynajmniej nie wygasł. Takie są atuty imperium.

I wreszcie z apatrydami i materialistami nie warto dyskutować na temat powstań patriotycznych i narodowych, a nawet i wojen obronnych, bo oni po prostu są wewnętrznie zniewoleni i nie odbierają na falach ojczyźnianych i narodowych, i mają materialistyczny i utylitarny system wartości. Tymczasem w nauce historii są stosowane także duchowe sądy wartościujące (J. Topolski). Faktycznie bywają u nas potępiane niemal wszystkie powstania, nie tylko nieudane, ale czasami i udane – jako zbyteczne. Są to: konfederacja barska (1768-1772), Insurekcja Kościuszkowska (1794), Powstanie Listopadowe (1830-1831), Powstanie Styczniowe (1863-1864), Powstania Wielkopolskie (1794, 1806, 1846, 1848, 1918-1919, 1956), Powstania Śląskie (1919-1921), Powstanie Sejneńskie (1919), wojna obronna (1939), Zbrojny Ruch Oporu przeciwko Niemcom (1940-1945) i przeciwko Sowietom (1944-1956), Powstanie Warszawskie (1944), „Solidarność” (1980-1989). Otóż można i należy dyskutować nad sytuacją powstania, nad jego organizacją, momentem wybuchu, przebiegiem, o zakorzenieniu w społeczeństwie, o ideach, o racjach za i przeciw jego materializacji, ale nie można dyskutować o samym jego sensie duchowym, wartości wolnościowej i o znaczeniu dla egzystencji, bytowości i tożsamości narodowej. Walka o wolność i niepodległość to nie jest ani romantyzm, ani szaleństwo, choćby w najgorszych okolicznościach, ale jest to obrona pełnego człowieczeństwa, indywidualnego i społecznego. Nie wystarcza sama wolność fizyczna, ekonomiczna i behawioralna. Rachmistrze materialni i czysto utylitarni powstań patriotycznych i narodowych nie znają prawidłowości historycznej, że kraje i narody, które nie podejmowały zrywów, choćby nieudanych, przeciwko zniewalającym je wrogim siłom, wcześniej czy później ginęły na zawsze, jak Sumerowie, Akadowie, Drawidowie, Medowie, Persowie, Egipcjanie, Celtowie i tylu innych. A naród, zwłaszcza w sferze duchowej, jest, jak dotychczas, najwyższym stopniem antropogenezy społecznej.

Zniewalająca niemoralność
Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że dziś bardzo wielka liczba wybitnych polityków prowadzi życie niemoralne. Ma temu sprzyjać ideologia skrajnego liberalizmu. Ale niemoralność jest największym zniewoleniem duchowym i umysłowym. Nawet „najczystszy” liberał nie jest wolny, jeśli jest głęboko niemoralny. I taki typ człowieka po prostu „nie może” nie być wrogiem chrześcijaństwa i Ewangelii, bo nie ma wolności. Chrystus powiedział: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34). Największe zniewolenie i spustoszenie duchowe sieją niewątpliwie: powszechne zakłamanie i oszustwa w pracy i produkcji, żądza pieniądza, rozpusta seksualna, korupcja, nieprzestrzeganie podstawowych praw, pycha, cwaniactwo, lekkomyślność, no i chamstwo. Szlachetni, religijni i starsi Polacy nie chcą na ogół przyjmować, że jest bardzo źle, ale przesadny optymizm czyni społeczeństwo bezbronnym. Trzeba patrzeć pozytywnie i twórczo, ale nie bezkrytycznie, bo pewne ugrupowania mogą wszystko zniszczyć. Przede wszystkim na górze cementuje się jakaś czapa, jak popsuty aparat radiowy czy telewizyjny, który fal duchowych, moralnych i w ogóle o wysokich wartościach już po prostu nie odbiera.

I wtedy nie usłyszy się żadnego głosu spoza materii i ciała. Takich ludzi – pisze św. Paweł – „wydał Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę nieczystych myśli, aby czynili to, co niestosowne. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości, potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości” (Rz 1,26-31). I Pismo jeszcze dodaje, że sprawcy tych złych czynów „nie tylko, że je sami popełniają, to jeszcze chwalą tych, którzy to czynią” (w. 32).

Istotnie, taka pochwała wszelkiej niemoralności w rozumieniu Kościoła ma dziś poczesne miejsce w ideologii UE pod przykrywką „fundamentalnych praw” dzisiejszego człowieka. Kościół katolicki przeżywa dziś znowu ciężką nawałnicę. W pierwszych wiekach w Imperium Romanum musiał „świadczyć” krwią prawdy wiary, od końca IV wieku musiał bronić moralności, która w wolności i w agonii imperium bardzo słabła (według Papieża św. Leona Wielkiego), a dziś obie te fazy historii Kościoła zeszły się razem i trzeba nawet krwią bronić na świecie i prawd dogmatycznych, i zasad moralności (według św. Jana Pawła II i Papieża Franciszka).

W Polsce – trzeba to wyraźnie powiedzieć – fala ta coraz bardziej i nas zalewa, pochłaniając wolność umysłu i duszy. Mamy ponad milion uzależnionych alkoholików i kilka milionów pijących za dużo, nawet kierowców. Polacy – zwłaszcza młodzi – używają trzy razy więcej narkotyków niż średnio w innych krajach Europy, może poza Holandią. Szerzy się korupcja niemal na wszystkich szczeblach, złodziejstwo, manipulacje, aborcje, in vitro, związki partnerskie, seksoholizm, cwaniactwo, chamstwo, a przede wszystkim oszustwa i zakłamanie we wszystkich dziedzinach, poczynając od władzy i mediów oficjalnych. No i rządzi ciągle „sprawiedliwość inaczej”. Pobrzmiewa echo słów mędrca Pańskiego z III w. przed n.Chr.: „Wynosi się głupotę na wysokie stanowiska, podczas gdy zdolni siedzą nisko” (Koh 10,6). W ogóle życie społeczne, polityczne i kulturalne jest spętane jakimiś ukrytymi dla publiczności więzami, których też wyborcy jako „pożyteczni idioci” nie mogą w żaden sposób zerwać ani nawet rozluźnić. I najgłośniej wołają, że mamy pełną wolność, ci, którzy stają się naszymi dyktatorami i niszczycielami dusz. Chciałoby się teraz głośno wołać słowami Księgi Judyty: „Panie, Boże niebios, spójrz na ich pychę i zmiłuj się nad poniżeniem naszego narodu!” (Jdt 6,19) – nad poniżeniem naszego Narodu Polskiego – przez ludzi, którzy głoszą pełne wyzwolenie z religii i Dekalogu, a sami są zniewoleni umysłowo i moralnie! Jakże słusznie „Nasz Dziennik” w ramach dzisiejszej „Modlitwy Narodu Polskiego” nawołuje do odmawiania i realizowania Litanii Narodu Polskiego zainicjowanej w roku 1914 przez pomocniczego biskupa lwowskiego Władysława Bandurskiego (zm. 1932), a obecnie dopełnionej aż do wezwania do św. Jana Pawła II i zatwierdzonej przez ks. kard. Stanisława Dziwisza 26 sierpnia br. do prywatnego odmawiania. Trzeba się modlić za Polskę, bo „czasy są złe”, wbrew opinii ludzi, którzy się sami duchowo zniewalają. Trzeba się modlić, żeby Bóg uwolnił Ojczyznę od takich ludzi.

I nie jest to chyba czysty przypadek, że podejmujemy dziś na nowo Litanię Narodu Polskiego, Litanię, która była dziełem patriotów polskich z roku 1914, a więc w czasie zaborów i w klimacie wszczynającej się zawieruchy wojennej. Dzisiaj zaś jest bardzo niepokojące, że inspirator imperialny Putina Aleksander Gielewicz Dugin podobno sugeruje Putinowi i Niemcom coś podobnego do paktu Ribbentrop-Mołotow względem Polski, tyle że, na razie, nie o charakterze militarnym, lecz ekonomicznym, dyplomatycznym i politycznym. W każdym razie Polska nie byłaby państwem ściśle samoistnym, lecz raczej tylko „korytarzem” między tymi mocarstwami. Może dlatego, kiedy Amerykanie przyjmowali Polskę do NATO, Niemcy w roku 1997 napierały, by zgodzić się na żądanie Rosji, żeby w Polsce nie było baz NATO. I teraz Angela Merkel chce ten punkt za wszelką cenę utrzymać. Toteż ostatnio na szczycie NATO w Newport niemiecka kanclerz zgodziła się tylko na szpicę wojskową, i to tylko w Szczecinie, który może uchodzić politycznie za miasto niemieckie. Oczywiście. Owa szpica ma mieć charakter tylko „motelu natowskiego”, do którego przyjeżdżałby wymieniające się grupy „turystów” wojskowych. Nie jest jeszcze ustalone dokładnie, w jakiej liczbie. Mówi się o 5 tysiącach, ale nie wiadomo, czy to chodzi o sam Szczecin, czy też o wszystkie cztery takie „hotele” w ogóle na wschodzie, czyli i w innych państwach. I zakrawa już na ironię, że w razie ataku, np. rakietowego ze strony Rosji, szpica będzie miała od 2 do 5 dni na reakcję. Prawdopodobnie, gdyby np. Rosjanie zdobyli w ciągu 5 dni Warszawę, to żołnierze NATO wyruszyliby na rowerach ze Szczecina „z pomocą” Polakom. Podobnie została potraktowana Ukraina, która dostała tylko 15 mln euro, co starczyłoby tylko na konsolację dla wojska po utracie Ukrainy Wschodniej. W tej sytuacji rozumiemy lepiej, dlaczego Niemcy dołożyły się do budowy North Stream, dlaczego nie chciały natowskiej komisji do badania katastrofy smoleńskiej i dlaczego zabiegały o prorosyjską politykę Tuska, a teraz Merkel wzięła go pod swoją bliższą „opiekę”. Teraz Niemcy rozwijają pełną akcję, by w nowych wyborach nie wygrało PiS, bo cała polityka rosyjsko-niemiecka wobec Polski by „się rypła”. Niestety, tej rozmaitej ingerencji Niemiec w nasze życie wewnętrzne w celu osłabienia naszej tożsamości nie rozumieją całe niektóre partie i ogół słabych polityków.

***
Ludzie łatwo dostrzegają kryzysy gospodarcze, socjalne, polityczne i kulturowe, a odsuwają na plan dalszy kryzysy umysłowe, duchowe i moralne. Tymczasem te drugie są najwyższej wagi i one to zaległy obecnie nad całą Europą i rujnują już i Polskę, która nie ma swojego gospodarza. Choć wolność duchowa jest istotną strukturą człowieka, bez której nie byłby bytem osobowym, to jednak niektóre kierunki i ideologie, dążące jedynie do mitologicznej i fałszywej wolności czysto materialnej, zniewalają jedną i drugą, czyli i materialną, i duchową. Główną winę za to ponosi odrzucanie Boga i Kościoła. Bóg jest miłosierny, lecz „nie łudźcie się! Bóg nie dozwoli z siebie szydzić” (Ga 6,7). I my, katolicy, którym Chrystus wywalczył wolność duchową, nie powinniśmy dawać się zabijać na duszy. Jak to się dzieje, że Europą chrześcijańską, a zwłaszcza naszym Narodem katolickim, rządzą z wrogością niewielkie grupy, i to dzięki naszym wyborom, zwolennicy „śmierci Boga w państwie”, a nawet tacy, co chcą zabić nasze dusze? Jezus mówił: „Bójcie się Tego, który może zatracić ciało i duszę” (Mt 10,28).

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/98711,w ... alane.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 04 lis 2014, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Mamy wszystko w swoich rękach. Mamy Polskę wolną, ale nadal nie potrafimy przegnać z Niej pasożytów zaprzańskich, którzy bezwzględnie Ją okradają i czerpią nieprzyzwoite zyski tylko dlatego, że my wciąż dajemy się traktować jak niewolnicy w naszym kraju, na naszej ziemi, tu w Polsce.

Nareszcie wolni

Józef Konrad Korzeniowski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Na tym zasadza się siła i przyszłość tego, co było tak surowo zabronione nie dawniej niż dwa lata temu: niezależności Polski wyrażonej w istnieniu Państwa Polskiego. Przychodzi ono na świat moralnie wolne, nie dzięki swoim cierpieniom, ale dzięki swojemu cudownemu odrodzeniu i zadawnionym prawom, wynikającym z zasług wobec Europy. Ani jeden z walczących na wszystkich frontach świata nie zginął świadomie za wolność Polski. Tej zaszczytnej sposobności odmówiono nawet jej własnym dzieciom. I dobrze się stało! Opatrzność, niezbadana w swoich wyrokach, okazała się łaskawa – inaczej bowiem brzemię wdzięczności byłoby zbyt ciężkie, poczucie zobowiązania zbyt przygniatające, radość wybawienia zbyt potężna dla śmiertelnych, którzy jak reszta ludzkości są zwykłymi grzesznikami w obliczu Najwyższego. Ci, którzy ginęli na Wschodzie i na Zachodzie, tyle po sobie zostawiając bólu i tyle dumy, nie ginęli ani za powstanie państw, ani za puste słowa, ani nawet za ocalenie wielkich ideałów. Nie ginęli ani za demokrację, ani za alianse, za systemy ani nawet za abstrakcyjną sprawiedliwość, która jest niezgłębioną tajemnicą. Ginęli za coś zbyt głębokiego do wyrażenia słowami, zbyt potężnego dla zwykłych mierników, wedle których rozum oblicza korzyści życia i śmierci, zbyt świętego dla próżnych rozważań snutych ustami marzycieli, fanatyków, humanitarystów i mężów stanu. Ginęli…

Fragment pochodzi ze „Zbrodni rozbiorów”, 1919 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Chyba już zapomnieliśmy, jak wielką rzeczą było dla tamtych pokoleń odzyskanie niepodległości, czyli posiadanie własnego państwa, w którym wszystko jest nasze, a my możemy żyć tak, jak lubimy, jak żyli nasi wolni przodkowie. Zapomnieliśmy, a może nie dojrzeliśmy do tego, żeby tak właśnie chcieć żyć dzisiaj, we własnym państwie, miast błąkać się wśród obcych, gdy nasza Ojczyzna jest na wyciągnięcie ręki i gdy jeszcze bije jej serce.

http://www.naszdziennik.pl/wp/106909,na ... wolni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 11 lis 2014, 12:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Ocalić wolność, o którą walczyli nasi praojcowie

Nie byłoby niepodległości naszej Ojczyzny, gdyby dom polski konsekwentnie nie podtrzymywał miłości do niej - podkreslił ks. abp Stanisław Gądecki w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. sprawowanej w bazylice św. Krzyża w Warszawie z okazji 96. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Przewogniczący Konferencji Episkopatu Polski przestrzegał przed absolutyzowaniem wolności, zarówno tej osobistej jak i społecznej. Dodał, że zagraża nam utrata moralnych i duchowych postaw, na jakich opiera się nasza wolność.

W dzisiejszej homilii hierarcha zwrócił uwagę, że trudno zrozumieć odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku inaczej jak tylko w kategoriach nadzwyczajnych dzieł Bożej Opatrzności - podaje Katolicka Agnecja Informacyjna (KAI). Ks. abp Gądecki zaznaczył, że przywykliśmy mówić, iż 11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, wolność i suwerenność po 123 latach niewoli. Tymczasem - jak zauważył hierarcha - w ostatnich trzech wiekach Polska była pozbawiona wolności znacznie dłużej. Przypomniał, że faktyczna utrata suwerenności Rzeczpospolitej nastąpiła w roku 1717, kiedy tzw. Sejm Niemy uznał, że gwarantem praw Polski jest Car Rosji. Jednak już w 1704 roku armia rosyjska wkroczyła w granice Polski. Oznacza to - wskazał kaznodzieja - 214 lat poddaństwa.

W dalszej części homilii metropolita poznański wyjaśniał dalej, że wraz z upadkiem II RP nasza ojczyzna ponownie utraciła niepodległość we wrześniu 1939 roku, gdy Niemcy i Rosja po raz kolejny dokonały agresji na Polskę i zlikwidowały niepodległe państwo. Z kolei Polska Ludowa, utworzona na rozkaz Stalina i istniejąca do 1990 roku, była także pozbawiona suwerenności, przy zachowaniu pozorów niepodległości.

- Patrząc w dzieje, przed i po 1918 roku, otrzymujmy porażający bilans około 265 lat pozbawienia Polski autentycznej wolności. Z tego wynika, że kilkanaście pokoleń Polaków od początku XVIII wieku nie miało niepodległego państwa, a ci, którzy je mieli byli zupełnymi wyjątkami. Właśni kimś takim jest również obecne młode pokolenie Polaków, pokolenie przełomu Polski podległej i niepodległej - mówił przewodniczący KEP.

Jak podaje KAI arcybiskup Gądecki pytał retorycznie czy dzisiejsze pokolenie rozumie cenę, jaką zapłaciła nasza Ojczyzna za to, abyśmy byli tu, gdzie jesteśmy; czy zachowa wdzięczność dla milionów rodaków, którzy w imię wolności Ojczyzny byli więzieni, zsyłani na Sybir i do obozów, albo zginęli?

Jednocześnie przewodniczący KEP zachęcał, by w Święto Niepodległości dziękować Bogu i ludziom, którzy przez wieki niewoli zachowali w sercu pragnienie niepodległości, ratując nas przed utratą tożsamości. - Należy dziękować przed wszystkim za domy rodzinne, najsilniejszy szaniec, o który rozbijały się zapędy rusyfikacyjne i germanizacyjne. Nie byłoby niepodległości naszej ojczyzny, gdyby dom polski konsekwentnie nie podtrzymywał miłości do niej - dodał.

Hierarcha zwrócił uwagę, że należy dziękować również za wielkich mężów stanu, którzy natchnieni wiarą w Boga i miłością ojczyzny przygotowali zmartwychwstanie kraju. Wśród nich arcybiskup wymienił Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego, Józefa Piłsudskiego, Wincentego Witosa i Wojciecha Korfantego. - Dziękujemy wreszcie ludziom Kościoła tamtych czasów. Przy braku polskiej szkoły wiodącą rolę w pielęgnowaniu ducha patriotycznego przejął Kościół katolicki, który oprócz podstawowej pracy duszpasterskiej, działał tak w sferze oświatowej, spółdzielczości, jak i w dziedzinie parlamentarnej - podkreślił.

Arcybiskup Gądecki przypomniał również wielkich świętych i błogosławionych, którzy w okresie niewoli narodowej pomagali nam „zrzucać z siebie okowy niewoli duchowej”. Wymienił m.in.: Alberta Chmielowskiego, Honorata Koźmińskiego, Rafała Kalinowskiego, Marcelinę Darowską, Franciszkę Siedlicką i Urszulę Ledóchowską, którzy pracowali nad religijnym i moralnym odrodzeniem Polaków.

W swym rozważaniu ks. abp Gądecki zastanawiał się, jak dziś ocalić i umocnić wolność, o którą walczyli nasi praojcowie. Jak zaznaczył „możemy ją wzmocnić dbając o wolność osobistą i społeczną”.

Metropolita poznański zachęcał również do odpowiedzialnego wykorzystywania wolności przestrzegając przed błędnym rozumieniem jej istoty. Polemizował z rozpowszechnionym dziś przekonaniem, także w świecie nauki i sztuki, że być wolnym to znaczy czynić wszystko, na co ma się ochotę - podaje KAI.

Ksiądz abp Gądecki wyjaśnił zebranym w kościele św. Krzyża, że zgodnie z tym poglądem artysta lub naukowiec powinien kierować się wyłącznie swoimi celami, postępem wiedzy czy wyrażaniem swoich ideałów, bez względu na jakiekolwiek zasady moralne.

- Gdyby nauka miała być wolna od zasad moralnych to nie byłoby żadnego tytułu, aby oskarżać lekarzy niemieckich, przeprowadzających doświadczenia na więźniach obozów koncentracyjnych - mówił.

W opinii przewodniczącego Episkopatu za mitem o łatwej wolności kryje się zwykłe tchórzostwo wobec prawdy o człowieku, a także lenistwo w obliczu wymagań płynących z korzystania z wolności w sposób odpowiedzialny.

W trakcie swej homilii ks. abp Gądecki mówił o wolność społecznej, zewnętrznej. Podkreślił, że to sprawa o wiele poważniejsza niż zwykła zmiana rządu, czy poprawa warunków ekonomicznych Narodu. - Jeśli nadrzędnym celem nie będzie odzyskanie suwerenności Polaka to wszystkie inne reformy sprowadzą się do zmiany haseł lub sztandarów - przestrzegł hierarcha. Jednocześnie dodał, że także ten rodzaj wolności nie może być nieograniczony, bowiem bezwzględna wolność polityczna nie jest możliwa, gdyż każde życie w społeczeństwie wyznacza granice wolności; wolność polityczna musi być ograniczona przez wolność innych.

- Wolność polityczna jest zagrożona jeśli instytucje przestają służyć celom cnoty i jeśli zawodzi samodyscyplina społeczeństwa - podkreślił ks. abp Gądecki i zwrócił uwagę, że tak wielu z nas żyje według czysto pragmatycznych standardów przyjemności, bogactwa i władzy, a tym samym ciągle zagraża nam utrata moralnych i duchowych postaw, na jakich opiera się nasza wolność.

Metropolita poznański wskazał także na zasady, które powinny obowiązywać w dziedzinie polityki. Wymienił tu: uczciwość, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymania i poszerzania władzy za wszelką cenę.

Podkreślił, że zasady te znajdują swoje najgłębsze źródło w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państwa. - Gdy te zasady nie są przestrzegane zanika sam fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawione jest stopniowo na ryzyko zagrożenia i na rozkład - przestrzegł ks. abp Gądecki.

Jak dodaje KAI na zakończenie przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski dziękował Bogu i ludziom za odzyskanie wolności. Modlił się o miłosierdzie Boże dla żołnierzy, którzy w każdym pokoleniu stawali do powstań. Natomiast Matkę Bożą hierarcha prosił o pomyślność dla naszej ojczyzny, o wzrost energii duchowych i materialnych obywateli, o to, abyśmy nie tylko w nadzwyczajnych ale i w całkiem zwyczajnych warunkach potrafili wspinać się na wyżyny ducha, abyśmy nie zapomnieli, że nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość pozostają w ręku Boga.

IK

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... cowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 20 lis 2014, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30423
Postulat niepodległości

Wojciech Reszczyński

Niepodległość nie jest sama w sobie celem. Niepodległość jest jednym z najważniejszych środków do realizacji celów, jakie stawia sobie suwerenny naród.

Niestety, Święto Niepodległości obchodzone w III RP nie połączyło ze sobą całego Narodu. Władza, na czele z prezydentem, ma od trzech lat swój „Marsz dla Niepodległej” szlakiem pomników polskich bohaterów narodowych. Uczestników dowożą autokary, oficjeli chronią borowcy, za czołówką polityków podąża armia urzędników państwowych i samorządowych. Największa w kraju partia opozycyjna PiS świętuje w Krakowie w obawie o prowokacje, które od zawsze towarzyszą temu największemu polskiemu świętu. Prowokuje prymitywna chuligańska młodzież, niekiedy sami policjanci. Młodzi zjednoczeni w Ruchu Narodowym maszerują pod swoimi transparentami i hasłami („polski handel, polska ziemia w polskich rękach”, „zero złotych na dewiację”), kontestując okrągłostołowy układ III RP łącznie z parlamentarną opozycją. W Święto Niepodległości Polski 11 listopada nie ma jedności narodowej. Wdzięczna pamięć o twórcach polskiej wolności, o polskim Narodzie, który 96 lat temu niepodległość tę wywalczył zbrojnie, już nie wystarcza. Liczy się polskie dziś, teraz i jutro, tak odmiennie rozumiane przez uczestników marszów.

Nie mogą porwać społeczeństwa banalne przemówienia prezydenta Bronisława Komorowskiego, dla którego Święto Niepodległości to okazja do kolejnego radowania się z wolności odzyskanej w 1989 roku, tej wolności, która wyniosła go na szczyty władzy. Banalność to prezydencki „wzór niepodległości”, na który składa się „rodzina, konkurencyjność gospodarcza, bezpieczeństwo militarne i stopień zintegrowania Polski ze światem zewnętrznym”. Bez wnikania, czym jest w istocie ten kuriozalny „wzór niepodległości”, każdy z wymienionych tu chaotycznie celów został już dawno skompromitowany i zaprzepaszczony. Rodzina jest zagrożona omnipotencją państwa będącego na usługach antyrodzinnej, antypolskiej ideologii. Gender i inne tego typu wynalazki to cios w model polskiej tradycyjnej rodziny, w której rodzice winni mieć niekwestionowane prawo do wychowywania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem i wiarą. Oczekiwana „konkurencyjność gospodarcza” w kraju sprowadzonym przez obecne elity do roli konsumentów zatrudnionych w handlu i usługach graniczy z naiwnością. Postulat zapewnienia „bezpieczeństwa militarnego”, po latach świadomego rozbrajania i osłabiania militarnego kraju, to więcej niż hipokryzja. I w końcu integracja Polski ze światem. Nie my, kraj sprowadzony do postkolonialnych reguł gospodarczych, dyktować będziemy warunki tej integracji. Bezideowość, miałkość tego prezydenckiego „programu niepodległości” wynika z faktu, że rządzące III RP elity wybrały rządzenie wbrew podstawowym interesom Narodu.

Tylko zbrodnią wobec Narodu można nazwać doprowadzenie do emigracji ponad 2,5 miliona młodych Polaków. Polska wielka rodzina utraciła ich i ich dzieci, przyszłość Narodu. Polska gospodarka straciła efekty ich pracy dla kraju, zarobki, świadczenia dla emerytów. Polska armia straciła swoich obrońców Ojczyzny, a Europa Środkowa – kraj aspirujący od wieków do swojego godnego miejsca wśród innych narodów regionu.

To nie mogło się wydarzyć przypadkowo czy z głupoty. Dlatego Ruch Narodowy nazywa to zdradą i okupacji, i znajduje coraz szersze poparcie. Podobnie opozycja, ale nie ta spod znaku SLD.

Prawdziwa niepodległość to zgodność celów społeczeństwa, Narodu i władzy będącej na jego usługach. To władza ma obowiązek realizowania celów, jakie stawia sobie niepodległy naród jako konstytucyjny suweren. Jednym z nich, będących w istocie cechą polskości, jest oczekiwanie od życia zbiorowego zgodności z podstawowymi zasadami etyki. To cecha naszej cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej. Ta sama etyka dla obywateli i dla państwa. Bo Ojczyzna, jak nauczał św. Jan Paweł II, to nasze „być” i nasze „mieć”. Nasze, czyli polskie imponderabilia. Kto tego nie rozumie, wyobcowuje się z polskości.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114075,po ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /