Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 24 gru 2014, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Skarb niepodległości

Pamięć rocznicy odzyskania niepodległości wynika z obowiązku oddania hołdu tym wszystkim, którzy przez pokolenia krwią, ofiarą i duchem bili się o wolną Polskę. Byli wśród nich żołnierze, powstańcy, księża i artyści, była szlachta i lud. Wielkiej odwagi, ale i wytrwałości potrzeba, aby nie zwątpić, że dzień wolności nadejdzie, choć mijać będą dni, miesiące, lata, a nawet pokolenia.

Jakże wzruszające jest pierwsze oficjalne wystąpienia Ignacego Jana Paderewskiego na ziemi amerykańskiej. Mijała właśnie setna rocznica drugiego rozbioru Polski, a trzydziesta wybuchu powstania styczniowego. Był 8 kwiecień 1893 roku. Mistrz na obiedzie wydanym na jego cześć przez Lotus Club mówił: „Pokochałem Wasz kraj, zanim go jeszcze poznałem, a to z tej prostej przyczyny, pozwólcie mi powiedzieć, że ten kraj jest jedynym, w którym żyją swobodnie tysiące Polaków i cieszą się wolnością, a każdy mój rodak może powiedzieć to, co chce o przeszłości i przyszłości swego kraju bez obawy, że zostanie aresztowany. Niedawno, gdy toczyliście wspaniałą walkę przeciw niewolnictwu, nasz biedny naród uczynił ostatnią próbę odzyskania wolności. Nasze losy są odmienne — Warn się powiodło, nam nie, ale daliście nam dużo szczęścia: uwierzyliśmy, że nie jesteśmy sami"1. Polakom, mimo rozbiorów i mimo powstańczych klęsk, potrzebna była wiara, że nie są sami. Ta wiara dodawała im nadziei, a za nadzieją szła siła, tak potrzebna do kolejnych zrywów. Polonia w Ameryce dowiodła wówczas, że pamięta o Ojczyźnie, o swoich bliskich i rodakach, którzy zostali w kraju. Paderewski inicjował szereg akcji, których efektem było zebranie olbrzymich funduszy, a gdy nadszedł decydujący moment, tysiące ochotników czynem zbrojnym udowodniło swój gorący patriotyzm. Nie łudźmy się, Polska nie odzyskałaby niepodległości, gdyby nie jedność całego Narodu, jedność wyższa ponad waśnie i podziały polityczne, jedność, której nie oddzielały ani góry, ani oceany, była to jedność Polaków na całym świecie.

Oddając im hołd, tym znanym, jak Paderewski, Sienkiewicz, Modrzejewska, Piłsudski, Dmowski, Korfanty, Witos, i tym nieznanym, choć również w swej ofiarności wielkim, patrzymy na nich jako na wzór, który nas dziś zobowiązuje, abyśmy nie zaprzepaścili tego wielkiego dziedzictwa, jakiemu na imię Polska.

Obchodząc rocznicę odzyskania niepodległości, musimy wyraźnie rozumieć, co to znaczy niepodległość, zwłaszcza w naszej polskiej tradycji. Niepodległość to suwerenność, a suwerenność to samostanowienie w wymiarze politycznym i narodowym. Jako Polacy wolność mierzymy nie anarchią, jaką fałszywie zarzucała nam propaganda zaborcza, zwłaszcza rosyjska, ani też władzą absolutną i despotyczną, jakiej nie brak było w Prusach - ale możliwością decydowania przez nas samych o sobie. Polski ideał, którego wyrazem była Konstytucja 3 Maja, a którą jednym pociągnięciem przekreślili zaborcy, polegał na upodmiotowieniu, czyli uszlachetnieniu całego narodu. Wolność to samostanowienie narodu, decydowanie o sobie za pośrednictwem wybranych władz. Ale władze te mają liczyć się z wolą narodu i służyć mu w granicach niepodległego państwa.

Patrząc dziś na kierunek przemian, jakim poddawana jest Polska, zarówno ten bliższy pod postacią Unii Europejskiej, jak i ten dalszy w wymiarze globalistycznym, z niepokojem obserwujemy, jak niepodległość traci swoje realne kształty: nie ma niepodległości bez ziemi - wyprzedawana jest polska ziemia; nie ma niepodległości bez własnego przemyski - wyprzedawane są (i to za bezcen) polskie zakłady; nie ma niepodległości bez własnego prawa - sejm ustanawia tysiące praw, które mają udowodnić, że nie mamy już własnych praw; o kierunku polityki polskiej nie decyduje naród, ale politycy posłuszni wytycznym przychodzącym z instytucji międzynarodowych. Niepodległość bez własnej ziemi, bez własnego przemysłu, bez własnego prawa i bez rodzimej władzy jest fikcją. Nie takie aspiracje ma polski Naród, nie o to walczyły pokolenia. Trzeba otworzyć szeroko oczy, trzeba patrzeć i rozumieć.

Powstaje pytanie: dlaczego publicznie nie wolno o tym głośno mówić? Dlaczego nie wolno mówić o zagrożonej niepodległości? Powstała jakaś publiczna zmowa milczenia.

Joseph Conrad, Polak, ale pisarz angielski, gdy zastanawiał się nad okolicznościami, w jakich Polska odzyskała niepodległość - a było to w pierwszą rocznicę tego wielkiego wydarzenia — zauważył: „Na tym świecie, gdzie wszystko przemija, nawet najbardziej uparte upiory znikają wreszcie ze starych domostw, z ludzkich sumień. Czy to postęp oświecenia, czy upadek wiary? W latach poprzedzających wojnę upiór Polski tak już się stawał niewidoczny, że niemożliwe było uzyskanie najmniejszej o nim wzmianki w gazetach. Młody Polak, przybywający z Paryża, był tym ogromnie oburzony; ja wszakże - pisze dalej Conrad - pozwalając sobie na to poczucie dystansu, które jest wytworem starszego wieku, dłuższego doświadczenia i skłonności do medytacji, odmawiałem podzielania jego uczuć. Chodził, żebrząc o jakieś słowo na temat Polski, do wielu wpływowych ludzi - i wszyscy co do jednego odpowiadali mu, że to wykluczone"2. Tak, była wówczas światowa zmowa milczenia. Dziś coraz mocniej ta zmowa milczenia dotycząca realnej niepodległości Polski znów zaczyna nas osaczać. Ktoś chce nas uczynić obcymi na własnej ziemi, wrogimi wobec samych siebie. Do tego za żadne skarby nie wolno dopuścić.

Różne są koleje losów poszczególnych narodów i państw; ileż narodów zanikło, ile imperiów się rozpadło, ale Polska... Jaki los nas czeka?

Rok przed śmiercią i rok po wybuchu II wojny światowej, Igancy Jan Paderewski, ten sterany życiem 80-letni starzec z pełną werwą i siłą wypowiedział w Paryżu i w Szwajcarii do swoich rodaków te słowa: „... wszyscy wierzymy w jedno i wiary tej nic nam nie jest w stanie wydrzeć: zwyciężymy!... Polska jest nieśmiertelna!". I my powtórzmy, oddając hołd bohaterom i przejmując na siebie odpowiedzialność za Polskę: zwyciężymy! Polska jest nieśmiertelna!

Powyższy tekst został wygłoszony w Chicago i we Wrocławiu w 82. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę.

Piotr Jaroszyński
"Ocalić polskość"

Przypisy:
1 I. J. Paderewski, Myśli o Polsce..., dz. cyt, s. 51.
2 J. Conrad, The Crime of Partition (Zbrodnia rozbiorów), w: Dzieła, t. XXVIII [A], Londyn 1975. Tekst został pominięty w wydaniu polskiej edycji dziel J. Conrada.

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... epodlegoci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 30 gru 2014, 14:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Jaka suwerenność?

W 1990 roku ojciec prof. Mieczysław Krąpiec napisał niewielką książeczkę pt. Suwerenność – czyja? (Łódź). Był to czas przemian, gdy dla wielu upadek komunizmu wydawał się oczywisty i odzyskanie niepodległości wydawało się oczywiste. Dla wielu, ale nie dla wszystkich. Zadanie ludzi mądrych, a Ojciec Profesor parał się przecież filozofią, polega na tym, aby w porę dostrzegać i ostrzegać. Tak było też z książeczką o suwerenności, która powstała pod wpływem chwili, ale zawierała drogocenne myśli, na które mógł sobie pozwolić prawdziwy mistrz intelektu.

Bo jak to właściwie jest z tą suwerennością? Zazwyczaj suwerenność i niepodległość ujmujemy w kategoriach państwowych lub narodowych. Mówimy więc, że Polska odzyskała niepodległość w roku 1918, bo przez 123 lata była pod zaborami, czyli podlegała trzem obcym mocarstwom, nie miała własnej państwowości, ani też rządu. Mówimy, że naród nasz jest suwerenny, czyli sam o sobie decyduje w demokratycznych wyborach. Te pojęcia są więc w miarę jasne, oswoiliśmy się z nimi, stanowią podstawową zbitkę informacyjną, jaką znaleźć można w podręcznikach szkolnych lub w gazetach. A jednak problem istnieje, ponieważ suwerenność i niepodległość to nie są kategorie wyłącznie polityczne. Więcej, to nie są kategorie głównie polityczne, ale antropologiczne, bo suwerenność i niepodległość to indywidualny stan każdego człowieka. Bez suwerenności człowieka nie będzie żadnej suwerenności, a zwłaszcza politycznej.

W pierwszym rzędzie to człowiek jest suwerenem, czyli kimś kto jest zdolny do podejmowania decyzji, do jej egzekwowania i odpowiadania za nią. Jest zdolny, ale czy potrafi? Edukacja, kultura, cywilizacja – to są środowiska, w których człowiek wyrasta i w których suwerenność może w sobie rozwijać lub ją pozostawić w stanie niedorozwoju. Ideałem greckim, jaki legł u podstaw kultury zachodniej, był właśnie człowiek-suweren, człowiek, który potrafi inteligentnie rozeznać sytuację, jest prawy, więc decyzję podejmie zgodnie z sumieniem, ma charakter, czyli konsekwentnie będzie szedł do obranego celu. Suwerenem nie może być człowiek intelektualnie nierozgarnięty, moralnie pokręcony, o słabej woli. Dla ułatwienia i Grecy, i Rzymianie jednych nazywali ludźmi wolnymi, a drugich – niewolnikami. Mówienie o „niewoli grzechu” w etyce chrześcijańskiej, to nawiązanie do tej właśnie tradycji klasycznej, która opierała się na bystrej obserwacji ludzkiej kondycji: siły, ale i słabości.

Przechodząc do porządku politycznego i społecznego musimy sobie uświadomić, że nie będzie ani niepodległości państwa, ani suwerenności narodu, jeśli nie będzie suwerenności i niepodległości w każdym z nas. A nie będzie ich w nas, jeśli będziemy ludźmi intelektualnie ociężałymi, którymi łatwo manipulować, zwłaszcza poprzez media, jeśli wyrocznią w sprawach kryteriów dobra i zła moralnego będą dla nas środowiska zdemoralizowane, choć wyniesione na piedestał władzy, jeśli będziemy ludźmi bez charakteru i silnej woli. Każdy z nas musi dostrzec jasno i wyraźnie, że podmiotem suwerenności i niepodległości jest najpierw on sam. Jeżeli tego nie widzi, jeżeli nie ma takiej potrzeby ani takiego pragnienia, to zawsze ktoś obcy będzie nim rządził, a w czasach wolności niepodległość polityczna będzie tylko iluzją.

Jest niesamowite, gdy obserwujemy, jak procesy globalizacyjne, które przecież uderzają w podstawy suwerenności politycznej, pracują nad tym, aby nie wykształcić w człowieku suwerenności osobowej. Głównym narzędziem są tu dominujące, czyli tzw. mainstreamowe media, pozostające przecież pod kontrolą globalistów. O ile dawniej samodzielności myślenia uczyła szkoła przekazując nie tylko wiedzę, ale również narzędzia i metody jej samodzielnego zdobywania i weryfikacji, a harcerstwo było kuźnią charakterów, o tyle obecnie pole to zawłaszczają media, które w szczegółach mówią, piszą, pokazują, nie tylko jak, ale co człowiek ma myśleć, jak ma oceniać, jak odczuwać, czego chcieć, co robić. Jak ma nie myśleć, co ma potępiać, czego nie robić. Nie tylko jak ma myśleć, ale przy pomocy jakich słów. Następuje tak głęboka penetracja ludzkiej psychiki i ludzkiego ducha, że człowiek zostaje całkowicie ubezwłasnowolniony. Gdy się obudzi, nie ma własnych myśli, lecz jego pierwszym odruchem jest włączenie radia lub telewizora – bo tam są jego myśli. Gdy je śniadanie, już nie rozmawia z domownikami, ale komentuje to, co usłyszał. Gdy idzie ulicą lub jedzie autobusem, zatyka sobie uszy słuchawkami. Gdy prowadzi samochód, słucha stacji radiowych. Nawet gdy nie chce się wsłuchiwać, to i tak nastawia radio lub telewizor, tyle że ciszej, ale wystarczająco głośno, by zagłuszyć własne myśli.

Jak, mając tak bardzo osłabiony czy wręcz otępiały mózg, można rozwijać, pielęgnować i chronić wewnętrzną suwerenność? Jest to niemożliwe.

Niepodległość państwa, to sprawa dużo głębsza niż zmiana rządu czy poprawa warunków ekonomicznych. Wszystko to może sprowadzić się tylko do zmiany haseł lub sztandarów, jeśli nadrzędnym celem nie będzie odzyskanie suwerenności człowieka, suwerenności Polaka.

Piotr Jaroszyński

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... -suwerenno


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 12 maja 2016, 11:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/4-pazdziernika-191 ... e-francji/

4 października 1918 roku, generał Józef Haller objął naczelne dowództwo nad Armią Polską we Francji
4 października 2015 00:02

Obrazek

Armia Polska we Francji była uznawana za „jedyną, samodzielną, sojuszniczą i współwalczącą armię polską”. Była to ochotnicza formacja wojskowa, która powstała w czasie I wojny światowej w 1917 roku. Od koloru umundurowania zwana „błękitną armią”. Powołana dekretem prezydenta Francji Raymonda Poincarégo 4 czerwca 1917 roku z inicjatywy Romana Dmowskiego.
Początkowo dowodził nią francuski generał Louis Archinard, jednak na mocy porozumienia z 18 września Komitet Narodowy Polski przejął nad nią pełną kontrolę. 4 października dowództwo nad najlepiej wyszkoloną , uzbrojoną i wyposażoną częścią WP zostało powierzone Józefowi Hallerowi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 11 lis 2016, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
98 lat temu Polska odzyskała niepodległość

Obrazek

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące I wojnę światową. Po ponad 120 latach Polska odzyskiwała niepodległość.

Na przełomie października i listopada 1918 r. wobec rozpadu monarchii austro-węgierskiej i zapowiedzi bliskiej klęski Niemiec Polacy coraz wyraźniej odczuwali, że odbudowa niepodległego państwa polskiego jest bliska.

Sytuacja międzynarodowa była dla Polski wyjątkowo korzystna. Cztery lata wcześniej w chwili wybuchu I wojny światowej Polacy mogli jedynie pomarzyć o tym, że w momencie jej zakończenia wszystkie trzy państwa zaborcze będą właściwie bezsilne. W wyniku trwającej 52 miesiące wojny łącznie poległo lub zmarło z ran ok. 9,5 mln żołnierzy (szacunki wahają się od 8,4 do 11,8 mln); ok. 20 mln odniosło rany. Wśród poległych i zaginionych bez wieści było ok. 500 tys. Polaków, żołnierzy różnych armii zaborczych.

Szansy danej przez historię Polacy nie zmarnowali i aktywnie przystąpili do przejmowania władzy na ziemiach polskich okupowanych przez państwa centralne.

W Cieszynie już od 19 października 1918 r. działała i sprawowała funkcje rządowe Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem księdza Józefa Londzina.

28 października 1918 r. w Krakowie posłowie polscy do parlamentu austriackiego powołali Polską Komisję Likwidacyjną, która dwa dni później przejęła władzę w Galicji. Na jej czele stanął Wincenty Witos, przywódca PSL "Piast".

31 października rozpoczęto przejmowanie władzy w okupowanej przez Austro-Węgry części Królestwa. W nocy z 6 na 7 listopada w zajętym kilka dni wcześniej Lublinie powołano Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem został Ignacy Daszyński, przywódca galicyjskich socjalistów.

W Warszawie od września 1917 r. działała powołana przez Niemcy i Austro-Węgry Rada Regencyjna. Jej członkami byli książę Zdzisław Lubomirski, arcybiskup Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. W grudniu 1917 r. Rada Regencyjna utworzyła gabinet ministrów, na czele którego stanął Jan Kucharzewski.

Na początku listopada 1918 r. regenci zdawali sobie sprawę, że ich polityczna rola dobiega końca i starali się powołać rząd, który miałby szerokie poparcie społeczne i któremu mogliby oddać władzę z przekonaniem, że w możliwie krótkim czasie przeprowadzi on wybory do Sejmu.

Sytuację polityczną w Warszawie zmieniło w sposób zasadniczy przybycie 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina uwolnionego z twierdzy magdeburskiej Józefa Piłsudskiego. Na Dworcu Głównym powitał go m.in. reprezentujący Radę Regencyjną książę Zdzisław Lubomirski.

Tuż po przybyciu do Warszawy Piłsudski odbył rozmowy z członkami Rady Regencyjnej. W ich wyniku zrezygnował z planowanego wyjazdu do Lublina, gdzie od trzech dni na wyzwolonych terenach działał Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Rząd ten zresztą na wiadomość o jego powrocie z Magdeburga oddał mu się do dyspozycji.

Na decyzję Piłsudskiego o pozostaniu w stolicy bez wątpienia miał wpływ fakt, iż w dniu jego przybycia do Warszawy niemiecka okupacja była już w stanie rozkładu i perspektywa utworzenia Rządu Narodowego w stolicy wydawała się bardzo bliska.

Generalny Gubernator gen. Hans von Beseler potajemnie opuścił miasto, a Polska Organizacja Wojskowa razem z żołnierzami Polskiej Siły Zbrojnej, będącej pod rozkazami Rady Regencyjnej, przystąpiły do rozbrajania stacjonujących w Warszawie oddziałów niemieckich. Na ogół akcja rozbrajania przebiegała bez walki, choć zdarzały się również ostre starcia. Do zaciętych walk doszło m.in. przy opanowywaniu Ratusza i Cytadeli.

Przyjazd Piłsudskiego do Warszawy wywołał powszechny entuzjazm jej mieszkańców i tylko o jeden dzień wyprzedził wiadomość o tym, że w okolicach Compiegne delegacja rządu niemieckiego podpisała zawieszenie broni, które kończyło działania bojowe I wojny światowej.

W tych dniach Polacy uświadomili sobie, że po latach niewoli odzyskali niepodległość. Atmosferę tej wyjątkowej chwili tak opisywał Jędrzej Moraczewski: "Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma +ich+. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (...) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu najwyższej radości" (J. Moraczewski "Przewrót w Polsce").

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna "wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju" przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.

Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, oświadczając jednocześnie, iż "od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu".

Piłsudski mając powszechne poparcie społeczne, zdecydował się przejąć władzę od regentów, podkreślając w ten sposób jej ciągłość i legalny charakter. Nie wszyscy byli zadowoleni z tej procedury, wskazując na to, iż Piłsudski nie powinien być sukcesorem instytucji powołanej do życia przez okupantów.

Rząd lubelski rozwiązał się, Rada Regencyjna ustąpiła, a Polska Komisja Likwidacyjna zaakceptowała istniejącą sytuację. 13 listopada właśnie szefowi rozwiązanego rządu lubelskiego Ignacemu Daszyńskiemu Piłsudski powierzył misję tworzenia nowego gabinetu. Zakończyła się ona jednak niepowodzeniem, przede wszystkim z powodu sprzeciwu stronnictw prawicowych, zwłaszcza Narodowej Demokracji.

Ostatecznie 18 listopada pierwszy oficjalny rząd niepodległej Polski utworzył inny socjalista Jędrzej Moraczewski, który nie wzbudzał tak wielkich obaw prawicy, jak Daszyński.

Cztery dni później 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził "Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej". Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa "Najwyższą Władzę Republiki Polskiej" i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.

Dekretem z 28 listopada 1918 r. wybory do Sejmu zarządzone zostały na 26 stycznia 1919 r.

Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej granice. 29 listopada 1918 r. Piłsudski zwracając się w Belwederze do grona najbliższych współpracowników tak mówił o odzyskanej niepodległości: "Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (...) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu" (B. Miedziński "Wspomnienia", "Zeszyty Historyczne", z. 37, Paryż 1976).

W okresie międzywojennym toczono ostre spory o to, które z wydarzeń jesieni 1918 r. uznać należy za symboliczny moment odzyskania przez Polskę niepodległości.

Z punktu widzenia piłsudczyków najważniejszym wydarzeniem było przybycie 10 listopada do Warszawy z magdeburskiej twierdzy Piłsudskiego. Z kolei lewica przekonywała o znaczeniu utworzonego w Lublinie rządu Daszyńskiego.

Ostatecznie Sejm RP w 1937 r. uznał, że Święto Niepodległości obchodzone będzie 11 listopada "jako rocznica odzyskania przez naród polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego wodza narodu w walkach o wolność ojczyzny".

W latach 1939-1944 oficjalne lub jawne obchodzenie Święta Niepodległości było niemożliwe. W roku 1945 władze komunistyczne świętem państwowym uczyniły dzień 22 lipca. W okresie PRL Święto Niepodległości zostało zakazane. Jakiekolwiek próby kultywowania obchodów dnia 11 listopada groziły surowymi represjami ze strony władz.

Święto Niepodległości 11 listopada przywrócono ustawą Sejmu wybranego w czerwcu 1989 r.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... glosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 12 lis 2016, 11:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/bylo-historii-pols ... 1918-roku/

Nie było w historii Polski ostatnich trzech wieków ważniejszej daty nad 11 listopada 1918 roku….
Opublikowane 2016/11/11 w II RP - rocznice/III RP - rocznice/Polska Ludowa - rocznice

Nie było w historii Polski ostatnich trzech wieków ważniejszej daty nad 11 listopada 1918 roku. Pierwsze obchody Święta Niepodległości, jako ustawowego dnia świątecznego w Rzeczypospolitej Polskiej, odbyły się jednak dopiero w roku 1937. Polacy nie czekali na ustawę, lecz świętowali 11 Listopada już w latach 20. Wspominano wszystkie polskie czyny zbrojne, prowadzące do niepodległości. W pierwszych latach odrodzonej Polski żyli jeszcze weterani Powstania Styczniowego, których stawiano za wzór dla młodzieży.

Wbrew ukutemu w listopadzie 1918 r. powiedzonku malkontentów, że „ni z tego ni z owego była Polska od pierwszego”, niepodległość nie przyszła znikąd. Była wymodlona, wywalczona i wycierpiana przez kilka pokoleń Polaków. Polska powstawała wbrew obojętności, małostkowości i brakowi wiary u wielu rodaków. Nie chcemy już od was uznania, ni waszych mów, ni waszych łez. Skończyły się dni kołatania do waszych serc, do waszych kies. Te słowa, napisane przez młodego żołnierza w ważnym dla sprawy polskiej roku 1917, oddają ówczesne nastroje. Polską niepodległość roku 1918 wyrąbali ludzie o wielkich sercach, wielkiej wierze, szanujący swoich przodków, którzy dla wolności umierali. Walka o wolność, gdy się raz zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna (Adam Mickiewicz).

Odzyskanie przez Polskę niepodległości w roku 1918 wspominamy najczęściej w romantycznej otoczce naszej wielkiej poezji emigracyjnej, z obrazami Wojciecha i Jerzego Kossaków w tle, z piosenkami o rozkwitających pąkach białych róż i rozwijającym się rozmarynie. Tak trzeba, zwłaszcza wtedy, gdy opowiadamy o tamtych czasach naszej młodzieży. Zbiorowy obraz listopadowych dni roku 1918 – ukształtowany jeszcze przed wojną – jest dla Polaków rodzajem afirmacji oraz podświadomego odruchu serca, by jeszcze bardziej upiększyć to, co wyczekiwane i wytęsknione przez pokolenia – ziściło się. Jest też przejawem nieprzemijającej tęsknoty do Polski czystej jak łza, ucieleśnionej w literackich i malarskich apoteozach wielkiego Brygadiera, człowieka oddanego bez reszty swojemu narodowi nawet wtedy, gdy popełniał błędy.

Wiele było wcześniej zawiedzionych nadziei! Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu – płakał Mickiewicz w swojej narodowej epopei, wspominając rok 1812. Napoleon ruszał na Rosję w czerwcu, ale poeta czas snów o niepodległości nazwał wiosną, która symbolizuje odrodzenie, podniesienie się do nowego życia. Poeta krajowy Franciszek Kowalski pisał z podobnym uniesieniem o listopadzie 1830 r.: Wesół kraj, szczęsny kraj, gdzie listopad przywiódł maj. Niestety, także „wiosna” Powstania Listopadowego nie przyniosła upragnionej wolności – tak samo jak tego późniejszego, z męczennikiem sprawy narodowej Romualdem Trauguttem, i wielu innymi, mniej znanymi dziś ogółowi Polaków dramatycznymi uniesieniami tamtych czasów, które miały prowadzić prostą drogą ku niepodległości.

Polską wiosnę niepodległości, „polski maj” przywiódł nieoczekiwanie dla wielu rodaków listopad 1918 r. Jednak tamtego listopada nie da się rozpatrywać w oderwaniu od całego ciągu zdarzeń, które po nim nastąpiły: krwawych potyczek z Ukraińcami o polski Lwów i wschodnią Małopolskę (z polskimi Orlętami, na których się wychowa pokolenie młodych żołnierzy Armii Krajowej), powstania wielkopolskiego, powstań śląskich, walk o ziemię cieszyńską, plebiscytów na pograniczu niemieckim, a przede wszystkim bez okrutnej wojny z bolszewikami o być albo nie być odrodzonego państwa. Lata 1918-1922 wydały licznych bohaterów, w które będzie zapatrzone pierwsze pokolenie Polaków urodzonych w wolnym już kraju.

W okresie listopadowych, narodowych wypominków pojawia się pytanie o cenę niepodległości z roku 1918. Nikt nam jej nie podarował. Ani cesarze niemiecki i austriacki, wabiący Polaków mirażami ograniczonej wolności, by ich pozyskać przeciwko państwom Ententy, ani Mikołaj II car Rosji, zapewniający o naszym prawie do wolności, ale u boku Rosji, ani przywódca bolszewickiej rewolucji, który dekretował na papierze prawo wszystkich narodów do samostanowienia, by je natychmiast po tych zapewnieniach ujarzmić jeszcze twardszą ręką a z Polski uczynić „trupa”, przez którego miała prowadzić droga do wszechświatowego, bolszewickiego chaosu. Nawet prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson nie podarował nam wolności, choć jego deklarację z roku 1918 o potrzebie wskrzeszenia państwa polskiego z dostępem do morza przyjęliśmy z wdzięcznością.

Polska powstawała w krwawych bojach, dalekich od idyllicznych obrazków z oleodruków. Bo wciąż na jawie widzę i co noc mi się śni, że ta, co nie zginęła, wyrośnie z naszej krwi– pisał Edward Słoński i on najlepiej rozumiał tę prawdę jako poeta, zarazem żołnierz legionów.

W czasach PRL-u splugawiono nam bohaterskie lata 1918-1922, a obca propaganda, wspomagana przez renegatów, chciała nas upokorzyć i przenicować, nazywając w latach 50. wojnę z bolszewikami o wolność Polski i Europy „najazdem jaśniepanów polskich na kraj radziecki”! Nie dziw, że dzieci i wnuki ówczesnych renegatów, „elity” Polski postkomunistycznej, unikają dziś historii, szermując hasłami „postępu” – tak jak ich ojcowie i dziadkowie w czasach Polski sowieckiej.

Nie istnieją dziś w zbiorowej świadomości takie wydarzenia, jak bohaterstwo batalionu ochotniczej młodzieży Bolesława Zajączkowskiego pod Zadwórzem, „polskimi Termopilami”, jak podjazdowe, brawurowe walki kawalerii legendarnego rotmistrza Jerzego Dąmbrowskiego „Łupaszki” z Samoobrony Wileńskiej przeciwko bolszewikom w roku 1919. Nie istnieją, bo rotmistrz został zamordowany przez NKWD w więzieniu, w roku 1941, w Polsce sowieckiej był „bandytą”, tak jak człowiek, który podczas ostatniej wojny przejął jego pseudonim. Mało kto dziś wie cokolwiek o czynach młodziutkiego pułkownika Leopolda Lisa-Kuli (Jeleńskiego), bo takich bohaterów Polska sowiecka sobie nie życzyła. Zamiast tego pokazywano nam film o Czapajewie. Nie pisze się o cudzie stutysięcznej Armii Ochotniczej, sformowanej gdy bolszewicy stali już u wrót Warszawy i wielu ze strachem unosiło swe głowy w bezpieczne miejsca. Mało kto wreszcie wie o polskim zwycięstwie w największej bitwie kawaleryjskiej XX w., gdy 31 sierpnia 1920 r. pod Komarowem oddziały gen. Władysława Sikorskiego rozbiły sławetną konarmię Siemiona Budionnego. O tym nie wolno było pisać w Polsce sowieckiej. Dlaczego teraz nie gloryfikujemy bohaterów tak spektakularnego zwycięstwa? Czy nie na tym polega edukacja historyczna i duma z własnej przeszłości?

5 sierpnia 1921 r. – w 56 rocznicę śmierci Romualda Traugutta na stokach Cytadeli – marszałek Józef Piłsudski odznaczył ostatnich uczestników Powstania Styczniowego orderami Virtuti Militari. Cała Polska wiedziała wówczas, jaka jest wartość i siła tradycji niepodległościowej i jak potrzebne jest jej przekazywanie następnym pokoleniom. Trzeba o tym pamiętać dziś jak może nigdy przedtem. Kilkudziesięcioletnia komunistyczna indoktrynacja zastąpiona bowiem została nihilizmem i z lekka tylko zawoalowanym szyderstwem wobec naszej tradycji niepodległościowej. Przerwany został w czasach komunistycznych naturalny przekaz pokoleniowy w rodzinie i poprzez szkołę.

Potrzebna jest radosna, nieskrępowana przez żadne nowoczesne ideologie, afirmacja naszej niepodległości. Przeżywana w sercach i objawiona na zewnątrz. Niech też nie zabraknie w Święto Niepodległości biało-czerwonych barw – nie tylko na budynkach publicznych, ale przede wszystkim na balkonach i w oknach naszych domów. Cieszmy się. Bóg nam dał, że Listopad przywiódł Maj.

Piotr Szubarczyk, źródło: Wolna Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 09 lis 2017, 20:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
W rocznicę niepodległości

Rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów skłaniać może do wielu refleksji. Zależy, kto się zastanawia i z kim zamierza się dzielić swoimi przemyśleniami. Ja chciałbym temat ten podjąć jako potomek szlachty zaściankowej, która od wieków losy swoje związała z Nowogródczyzną, ale która po 6-letnim pobycie na Syberii nie mogła już wrócić w swoje rodzinne strony, lecz zamieszkała w powojennej Polsce. Chciałbym podzielić się refleksjami z tymi, którzy po dziś dzień mieszkają na Białorusi.

W czasie zaborów babcia moja, Anna (um. 1989), mieszkała w zaścianku Nowiki Małe. Opowiadała mi, że nauczyciel przychodził wieczorami do domu i pokazywał, jak należy pięknie i poprawnie czytać po polsku. Książka była jedna – Biblia. A za domem ktoś zawsze pilnował, czy aby nie nadchodzi rosyjski żandarm. W ten sposób moja babcia potrafiła mówić nie tylko «po prostu», jak większość mieszkańców wiosek, ale właśnie po polsku, choć z lekkim kresowym akcentem, wtrącając czasem zwroty lokalne, np. «ot kali». Język polski tak silnie wszedł w serce i duszę całej rodziny, że gdy później została zesłana na Syberię (10 lutego 1940 r.), to nawet 6-letni pobyt czwórki małych dzieci nie zdołał ich zruszczyć. Więcej, ojciec mój, Czesław, już po wojnie, zdał w Łodzi do Szkoły Teatralnej i został aktorem, by pięknie i wzorcowo grać po polsku główne role w wielu sztukach, a także w filmach. Razem napisaliśmy książkę o kulturze słowa polskiego, ja mam okazję prowadzić na ten temat wykłady na poziomie uniwersyteckim. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie babcia. Bo cóż, wyobraźmy sobie, że nie znałaby polskiego zbyt dobrze, jakże łatwo Rosjanie zaliczyliby w końcu moją rodzinę do jakiejś innej narodowości i nie pozwoliliby opuścić Związku Sowieckiego. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki: zostać tam, daleko, bez możliwości rozwoju i oddychania piękną kulturą polską, która jest oknem na cały cywilizowany świat.

Uświadomiłem to sobie bardzo żywo w czasie mojego pobytu w rodzinnych stronach latem tego roku. Zanika polska mowa, nawet w kościołach. W ten sposób potomkowie polskich przodków zostaną odcięci od własnej historii, historii swojego rodu i swojego narodu. Zostaną też odcięci odprzyszłości, bo nie znając języka polskiego nie będą potrafili odnaleźć się ani wśród mieszkańców obecnej Polski, ani wśród Polonii świata, której jest co najmniej 20 milionów. Więc jaki w tym rozum, żeby Polak z Białorusi nie znał polskiego!

Zabory to przymusowa służba wojskowa w obcej armii. Wiemy, że służba ta za caratu mogła trwać nawet 25 lat. Cóż to był za koszmar, gdy rodzicom zabierano syna, który najprawdopodobniej już nie wracał, bo na wojnie łatwo o nieszczęście. A jeśli wracał, to jako starzec sterany życiem, niezdolny już do niczego. Mój dziadek brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej, choć nie wiem dokładnie, ile lat musiał służyć. Wiem natomiast, co powtarzał: «nigdy nie strzelałem do ludzi, tylko w powietrze». Widzę wciąż swojego dziadka, gdy siedzieliśmy obok siebie na wozie ciągniętym przez Kasztankę. Mimo że doświadczony przez życie, był człowiekiem niezwykle delikatnym, wrażliwym i pogodnym. Taki typ ludzi spotkać można głównie na kresach, im było trudno zaadaptować się w Polsce centralnej. Brał udział w wojnie, która nie była jego wojną ani jego narodu. Więc po co zabijać obcych ludzi?

Okres niepodległości na kresach, to taki łyk świeżego powietrza. Starano się nadrobić jak najszybciej wszystkie zaległości kulturalne i edukacyjne. Oczkiem w głowie były szkoły, które niosły wszystko, co buduje i umacnia polskość: język ojczysty, historia, literatura, pieśni, tańce, obyczaje, wiara. Nasz własny, cudowny świat.

Ale świat ten nie trwał długo, po dwudziestu latach załamał się ponownie. Tym razem uderzenie było podwójne, bo na dawny carski imperializm nałożył się sowiecki komunizm. Gniótł wszystko, co napotkał, zabijał, wywoził. Zdawało się, że następuje już definitywny kres narodowości polskiej. Tak była znienawidzona nienawiścią kosmiczną, apokaliptyczną. Ale za co, pytamy? Cośmy złego zrobili? Odpowiedzią były kłamstwa i jeszcze większa nienawiść.

Dzieje narodu polskiego jednak się nie skończyły. Trwamy. Widocznie mamy ciągle jakąś misję do spełnienia, musimy, jak przypomniał św. Jan Paweł II, na nowo odczytywać dzieło Adama Mickiewicza, naszego rodaka z naszych stron, który w chwili wielkiego natchnienia napisał «Księgi Pielgrzymstwa i Narodu Polskiego». Tam jest odpowiedź. Ale by czytać i rozumieć, musimy znać język polski, ten język, którym nasi przodkowie zwracali się przede wszystkim do Boga. Tego języka nie wolno nam zapomnieć. Ten język przywraca niepodległość i uczy, jak być wolnym.

Piotr Jaroszyński
Magazyn Polski NR 11 (131) LISTOPAD 2016

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... odleglosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 10 lis 2017, 19:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
D. TUSK PIERWSZY RAZ PRZYJĄŁ ZAPROSZENIE NA OBCHODY ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI

Były premier Donald Tusk po raz pierwszy pozytywnie odpowiedział na zaproszenie prezydenta Andrzeja Dudy i weźmie udział w uroczystościach Święta Niepodległości.

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński poinformował, że zaproszenia dla byłych prezydentów i premierów do udziału w obchodach Święta Niepodległości były wysyłane co roku.

– W tym roku po raz pierwszy za kadencji prezydenta Andrzej Dudy przewodniczący Donald Tusk odpowiedział pozytywnie. Odpowiedział, że weźmie udział w części obchodów 11 listopada. Poprosił także o możliwość złożenia wieńca. Kancelaria Prezydenta przychyliła się do prośby Donalda Tuska – powiedział Krzysztof Łapiński.

Ta niecodzienna sytuacja jest komentowana w parlamencie. Wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński wskazał, że święto 11 listopada jest świętem wszystkich Polaków.

– Jestem zadowolony za każdym razem, jak Polacy przy okazji takiej uroczystości, jak święto 11 listopada, potrafią świętować razem i chociaż na chwilę schować spory polityczne – akcentował Joachim Brudziński.

Według informacji PAP, na uroczystości w tym roku nie będzie byłych prezydentów: Lecha Wałęsy i Bronisława Komorowskiego oraz byłego premiera Leszka Millera.

11 listopada przypada 99. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Kulminacją obchodów narodowego Święta Niepodległości będzie tradycyjnie uroczysta odprawa wart przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Przemówienie na pl. Piłsudskiego wygłosi prezydent Andrzej Duda.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/tu ... dleglosci/

Cytuj:
Według informacji PAP, na uroczystości w tym roku nie będzie byłych prezydentów: Lecha Wałęsy i Bronisława Komorowskiego oraz byłego premiera Leszka Millera.

Tym starszym panom już się nie śni dalsza kariera, więc tradycyjnie polskie święto mogą zlekceważyć.

Cytuj:
– W tym roku po raz pierwszy za kadencji prezydenta Andrzej Dudy przewodniczący Donald Tusk odpowiedział pozytywnie. Odpowiedział, że weźmie udział w części obchodów 11 listopada. Poprosił także o możliwość złożenia wieńca. Kancelaria Prezydenta przychyliła się do prośby Donalda Tuska – powiedział Krzysztof Łapiński.

Tusk natomiast ma zapewne polecenie niemieckie nadal działać na szkodę Polski, więc zaczyna się lansować na gruncie patriotycznym, bo tylko taką możliwość widzi w swoimi antypolskimi oczami, aby się choć trochę odbudować. Ma nadzieję, że uda mu się z pomocą niemieckich towarzyszy uniknąć odpowiedzialności karnej za ośmioletni rozbój w naszej Ojczyźnie.
A Platformie bardzo, ale to bardzo brakuje takiego herszta jakim był Tusk.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 11 lis 2017, 22:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
"Polacy kochają i cenią wolność, jak niewiele krajów"

Polacy kochają i cenią wolność, jak niewiele krajów; dziś piękne święto, okażmy szacunek Polsce i dla Niej szanujmy siebie - napisał na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski z okazji Święta Niepodległości życzy Polakom, aby ciągle dbali o nasz kraj.
"Heroizmem, miłością do ojczyzny, krwią, modlitwą i mądrością 99 lat temu Polacy odzyskali wolność. Kochamy ją i cenimy jak niewiele krajów na świecie. Dziś piękne święto, okażmy szacunek naszej Polsce i dla Niej szanujmy siebie" - napisał w sobotę na Twitterze marszałek Kuchciński.
Również marszałek Karczewski złożył życzenia z okazji Święta Niepodległości. "W dniu Narodowego Święta #11Listopada, w 99. rocznicę Odzyskania Niepodległości, wszystkim Polkom i Polakom życzę, abyśmy dumni i szczęśliwi ciągle dbali o Polskę!" - zaznaczył na Twitterze marszałek Senatu.
PAP

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 1655031144


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 12 lis 2017, 20:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
O Marszu Niepodległości i histerii lewackich elit

Marsz Niepodległości szedł wczoraj pod hasłem: "My chcemy Boga" i spotkał się z olbrzymim hejtem ze strony mediów tzw. Salonu. Dlaczego? Bo "Salon" i, niestety, elity dzisiejszej UE (dzisiejszej bo wkrótce, mam nadzieję, już nie) boją się Boga, boją się patriotyzmu, boją się idei państw narodowych, boją się ludzi i niesterowanej demokracji.
Wielotysięczny marsz pod hasłem "My chcemy Boga" nie mógł przejść tak normalnie ulicami europejskiej stolicy. Nie było jak zrobić policyjnej prowokacji (nie ten rząd), ani zwykłej prowokacji z krwawymi ofiarami (Obywatele RP), ani zablokować marszu administracyjnie (HGW), ani nawet zrobić bitwy z antifą (zwalczana, niekonfrontacyjna ustawa Kaczyńskiego), za to udało się wprowadzić do środka kilku - kilkunastu prowokatorów z odpowiednimi hasełkami i transparentami. I właśnie aktywność tej garści osób zdominowała przekazy, również międzynarodowe, z wielkiego patriotycznego marszu.

Hasło "My chcemy Boga" jest wołaniem o przywrócenie wartości. Bo Bóg to symbol dobra, prawdy, sprawiedliwości, prawa i pomyślności. Jeżeli ludzie o to wołają to znaczy, że tych wartości im brakuje. Marsz pod hasłem "My chcemy Boga" jest nie tylko wołaniem, jest deklaracją czynu. Jeśli czyn taki deklarują ludzie starsi czy nastawieni pacyfistycznie jak w akcji "Różaniec bez granic" to nie jest to jeszcze takie groźne. Jeśli jednak w jedno miejsce stawia sie 6,5 dywizji młodych ludzi - głównie kibiców sportowych, głośno deklarujących przywiązanie do ojczyzny i do Boga, to sprawa wygląda inaczej. Stąd potrzeba ich medialnego trepowania, przypisywania im najgorszych intencji, albo przynajmniej odstraszania od nich tzw normalsów.

Bo elity dzisiejszej Europy boją się wartości, boją się Boga, nie chcą go i odrzucają. Boją się przywrócenia zwykłej ludzkiej przyzwoitości, życia wg 10 przykazań. Wolą grzać się w ciepełku lewackiej hipokryzji opartej na filarach cenzury, politpoprawności, korumpowania, wyzyskiwania słabszych. Niestety.
Obawiają się też zapewne konfliktów religijnych w islamizującej się Europie. Jednak wcześniej czy później konflikty te nastąpią. Jeśli nie między islamem a chrześcijaństwem to między islamem a laicyzmem. Chowanie głowy w piasek nic tu nie pomoże.

W kategoriach politycznych hasła "My chcemy Boga" jak również "Chwała bohaterom" to oczywiste nawiązania do wizyty Donalda Trumpa w PL i jego słynnego przemówienia warszawskiego, gdzie wygłosił credo wolnego świata. Nie jest więc przypadkiem ostra reakcja sił antytrumpowskich.

Druga strona medalu to jednak zbyt duża podatność organizacji związanych z ruchem narodowym na prowokacje, tudzież różne dziwne idee. Nigdy specjalnie nie ufałem organizacjom narodowym głównie w związku z opinią o wyjątkowo dużej ich infiltracji. Rzeczywistość zdaje się to potwierdzać.

Jednak warto zdawać sobie sprawę, że, jakby nie było, nawet gdyby na Marszu Niepodległości nie było żadnego celtyckiego krzyża, żadnego kontrowersyjnego okrzyku to szczujnie takie jak Agora, TVN, lewackie antifa czy Razem zawsze taki marsz ogłoszą marszem faszystowskim i zawsze znajdą czy zmyślą coś co tę opinię uzasadni. Po prostu boli sama idea państw narodowych, patriotyzmu, Boga. Boli zwłaszcza gdy wyznają ją ludzie młodzi. Bo pokolenie '68 przemija. Na następców wychowali sobie zdegenerowanych technokratów, którzy nic z idei '68 nie rozumieją, zdolni są jedynie od bezmyślnego kopiowania. a na ich miejsca zmierzają ludzie, którzy mają swojej idee i są gotowi ich bronić. Tu leży przyczyna ograniczania demokracji w UE, której jesteśmy świadkami, a która jeszcze się pogłębi. Bo czerwona "burżuazja" przyzwyczaiła się do swoich przywilejów opartych na wyzyskiwaniu i hejtowaniu murzynów, również tych białych.

A Marsz Niepodległości? Mam nadzieję, że pozostanie i będzie kwitnął. Pozostanie bo po prostu jest fajny i ma pozytywne idee. A Polacy lubią fajne imprezy i pozytywne idee. Psy szczekają karawana idzie dalej.


UPD2
PS
A tak koniec końców, zastanówmy się, 6 dywizji młodych mężczyzn w wieku poborowym w jednym miejscu. A gdyby tak dać każdemu kałacha (o co w PL nie trudno) i gdyby policja ministra Błaszczaka pochowała się w komisariatach, a wojsko w myśl doktryny Kozieja zastanawiało się kto niby ma podjąć decyzję i jaką, to może być tak, że w ciągu dnia, dwóch mogłaby zniknąć głowa całego garbu uzależnień i uwikłań wisząca nad rozwojem PL
I to jest chyba prawdziwa przyczyna histerii elit "Salonu". Nie sam fakt, że coś takiego się dzieje, lecz strach, że coś takiego jest możliwe. I dlatego ten nieprzewidywalny "polski motłoch" musi się bać i być ciągle trepowany i tresowany jeśli nie akcją Widelec to choćby naklejaniem łatki "faszysta". Trzeba go tresować jak psa Pawłowa. By przede wszystkim bał się, że gdzieś tam pojawi się celtycki krzyż czy bzdurne hasełko. Ma być "przerażający, brudny, zły" a nie walczyć o swoje. No i oczywiście nie może być strzelnic w każdej gminie. A Bóg jest tutaj podwójnie groźny. Bo jeszcze jest w PL znane hasło "Jeśli Bóg z nami to któż przeciw nam"?

UPD

Może jeszcze, w związku z faktem, że widzę, iż jest spora dezinfo na forach moja własna krótka relacja z marszu:

Przyjechałem gdy śpiewano hymn i wszyscy zachowywali się z szacunkiem: stali z odkrytymi głowami wielu śpiewało. Na początku był duży tłok, dało się przechodzić jedynie po obrzeżach, ruszenie zajęło kilkadziesiąt minut. Początkowo marsz szedł wolno, co raz zatrzymując się. Nieco tempa nabrał na moście ale już trochę wcześniej można było przemieszczać się w przód w tył i na boki (mniejszy ścisk). To co zwracało uwagę przede wszystkim to niesamowita ilość ludzi młodych: 20-30, byli licealiści ale większość to szczebel wyżej, większość to mężczyźni, ale były też i dziewczyny, zwykle b. ładne, do 1/5. Mniej więcej co trzecia osoba miała flagę narodową, bardzo dużo ponad połowa biało czerwone opaski. Był jakiś chłopak na wózku inwalidzkim (samobieżnym) również rodziny, najcześciej ojcowie z synami, ale też przede mną szła matka z dwójka szkrabów, ale nie było tego zbyt wiele. Raczej mało.

Atmosfera była b. patriotyczna, czuło się to, najbardziej chyba przez flagi, od czasu do czasu wiał mocny wiatr i flagi, wyprostowane, głośno łopotały, ale też atmosfera zabawy, święta, jakiejś radości (pewnie dlatego, że gdy w jednym miejscu jest tak dużo tak młodych ludzi to po prostu jest radość i śmiechy). Skandowano dużo haseł (szedłem chyba obok jakiejś grupy kibiców, być może z Katowic)
Najczęstsze hasła:
- raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę
- cześć i chwała bohaterom
- w górę serca jeb.ć TVN
- biało - czerwone to barwy niezwyciężone
Potem
przeciwko banderowcom i "uchodźcom" (co ciekawe 5-6 m. z przodu szła grupa z flagami ukraińskimi)
kilka razy o Polsce katolickiej
Ze dwa razy przeciw homoseksualistom
Dwa razy hymn Polski
0 rasistowskich, 0 faszytowskich, nic o białej rasie, nic o ku-klux-klan, 0 o narodowym socjaliżmie, 0 o krwi.
Ot po prostu hasła jakie zawsze spotyka sie na większych manifestacjach. Nie wiem czy były obok mnie jakieś transparenty, chyba nie. Po praskiej stronie mijaliśmy jakiś czarny z chyba celtyckim krzyżem niesiony przez ludzi w charakterystycznych białych czapkach, ale raczej nikt specjalnie nie zwracał na to uwagi.
Najbardziej wyróżniają Marsz Niepodległości:
- petardy, dość często wybuchające ale z daleka od marszu, z czasem człowiek już na nie nie reaguje
- dużo dymu z rac, co jest dosyć fajne, ciekawe widoki np. ojciec z synkiem do pasa razem trzymający zapalone flary na środku torowiska. Flary palone były też tak, że blisko nie było ludzi, tworzył się pusty krąg
- niesamowicie duża liczba młodych ludzi
- brak wozów z nagłośnieniem wewnątrz pochodu. Z reguły są i ktoś zarządza. Tutaj pełna spontaniczność
Reszta jak w każdej dużej manifestacji.

Jeśli o alkohol chodzi, to był ale jakoś niesamowicie mało patrząc na skład. Jakaś butelka z piwem, jakieś przemieszczające się małpki i butelki z colą. No ale gdy przypomnę sobie swoje czasy studenckie, to przy takiej wielkiej imprezie to jest jakaś niezwykła posucha. Przez cały marsz widziałem tylko jednego idącego szlaczkiem, a i tego ubezpieczały dwie dziewczyny. Nawet palących papierosy było tyle co kot napłakał. Tak, że duża samodyscyplina.

Kolejna rzecz, która mocno mnie dziwiła to praktyczny brak śmieci. Nie byłem na wiecu, wracałem tą samą trasą i śmieci praktycznie brak. Jak na tyle osób nic. Resztki po racach, to najczęściej, Czasem butelki, ale rzadko raz na kilkadziesiąt metrów. No ale tak to jest jak młode byczki przyjeżdżają na imprezę. Dziwne, że nie było widać półlitrówek. Wystarczyło by miasto puściło ekipę by szybko sprawdziła tory i można było puszczać tramwaje. Co bardzo przydałoby się.

https://www.salon24.pl/u/foros/821805,o ... ckich-elit


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 25 lis 2017, 15:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Oblicza niepodległości

Zagrożenie niepodległości może mieć różne oblicza. – Czy można mówić o uszanowaniu niepodległości, gdy ma miejsce nieuzasadniona interwencja organizacji międzynarodowych w sprawy wewnętrzne kraju? – pytał w Toruniu ks. kard. Zenon Grocholewski.

O współczesnych zagrożeniach dla niepodległości i o sposobach ich niwelowania rozmawiają uczestnicy międzynarodowego kongresu „Katolicy i niepodległość”, który odbywa się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Założyciel uczelni, o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, wyraził radość, że studenci mają okazję tak wiele się nauczyć od prelegentów z całego świata.

Ksiądz kardynał Zenon Grocholewski zwrócił uwagę, że obecne zagrożenia niepodległości są coraz mniej dostrzegalne. Mimo to one występują i wywierają mocny wpływ na naszą codzienność. – Czy nie jest zagrożeniem niepodległości np. ingerencja obcych mediów starających się narzucić jakiemuś krajowi ich własną ideologię czy wizję rzeczywistości? Czy można mówić o uszanowaniu niepodległości, gdy ma miejsce nieuzasadniona interwencja organizacji międzynarodowych w sprawy wewnętrzne kraju, uzależnienie od obcego kapitału? – pytał długoletni prefekt watykańskiej Kongregacji Edukacji Katolickiej. Jak wskazał, koniecznością staje się w tych warunkach obrona klasycznie rozumianej demokracji. – Nie można dopuścić do tego, żeby realna polityczna siła wyrazu narodów ustępowała w obliczu presji nieuniwersalnych interesów wielonarodowych, które je osłabiają i przekształcają w jednolite systemy władzy finansowej służące nieznanym imperiom – ostrzegł prelegent.

W kontekście troski o niepodległość ważne jest, żebyśmy mieli świadomość, co jest celem polityki i wyznacznikiem tego, czy jest ona zdrowa. – Jeżeli celem jest dobro tylko jednostek, to nie jest to polityka, tylko hochsztaplerstwo – mówił prof. Piotr Jaroszyński. Już starożytni Grecy wybierali polityków, aby ci reprezentowali ich interesy. – Jeżeli polityk odchodził od programu wyborczego, to go zwalniano – stwierdził. Według filozofa, nie możemy być zakładnikami liberalnej koncepcji demokracji anglosaskiej, która polega na tym, że politykowi potrzebne jest tylko to, żeby był wybrany. Polityk powinien nas rzeczywiście reprezentować.

O etykę w polityce
Profesor Grzegorz Kucharczyk dodał, że pragnienie niepodległości nie może przesłonić podstawowych zasad etycznych. – Polityka musi być etyczna. To ma być patriotyzm cywilizacji łacińskiej, która wyznaje zasadę o prymacie etyki – przekonywał.

Nieuświadamianym zagrożeniem dla niepodległości jest alkoholizm, plaga nie tylko w naszym kraju. – Jednym z fundamentalnych warunków odzyskania niepodległości przez nasze państwo była trzeźwość Narodu. To duszpasterze i świeccy, patrioci zatroskani o losy swoich bliskich i o los Ojczyzny podjęli wielką pracę na rzecz trzeźwości Polaków i polskich rodzin. Wiedzieli, że nie zginie tylko ten Naród, który zachowa wewnętrzną wolność – zaznaczyła Agnieszka Muzyk, wiceprezydent Łomży. Jak podała, w momencie odzyskania niepodległości przez Polskę spożycie alkoholu wahało się od 1,5 do 2 litrów na osobę rocznie, dziś jest to ponad 10 litrów. – Polskość musi kojarzyć się z umiarem, a nie z pijaństwem i proalkoholową mentalnością – dodała.

Pierwotnie podczas kongresu miała zabrać głos premier Beata Szydło. Jednak nie było to możliwe z racji jej udziału w szczycie Partnerstwa Wschodniego w Brukseli. Wystosowała jednak specjalny list, który odczytał minister Paweł Szrot. „W przededniu 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości pytanie o powinności polityków wobec zachowania suwerenności narodowej czy państwowej nabiera symbolicznego wymiaru” – napisała premier. „Dążenia Polaków do odzyskania suwerenności nie tylko na polach bitew, ale także przez pielęgnowanie języka, tradycji i religii, są dla nas wszystkich ważnym odniesieniem. Muszą wywołać refleksję nad istotą daru wolności” – akcentowała Beata Szydło. Jak dodała, nasze dzieje ugruntowały nas w przekonaniu, że wolność nie jest nam dana raz na zawsze. „Do strzeżenia suwerenności są zobowiązani szczególnie ci, którym na mocy społecznego wyboru i zaufania powierzono sprawowanie władzy publicznej. Władzy, która powinna być traktowana w kategoriach służby obywatelom, urzeczywistniająca się w oddaniu kraju i trosce o przyszłe pokolenia” – zwróciła uwagę szefowa rządu.

Rafał Stefaniuk Toruń

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 18 gru 2017, 15:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Niepodległość – początki państwa

Obrazek
Bolesław Chrobry z drużyną, zbiory Muzeum Wojska Polskiego

Pojęcie niepodległości w dzisiejszym rozumieniu w ówczesnym czasie nie istniało – wyjaśnia Łukasz Jędrzejczak kustosz sali średniowiecza w Muzeum Wojska Polskiego. Świat postrzegany był jako uporządkowany i zhierarchizowany system. Na szczycie tej drabiny stał cesarz i tylko jego w pewien sposób możemy uznać za w pełni niezależnego władcę (władza świecka). Suwerenem władzy duchowej był papież. W XI i XII wieku miały miejsce co prawda spory pomiędzy władzą papieską i cesarską. Jeśli chodzi o sytuację państwa polskiego u początków jego powstania, to wszystko zależało od tego czy rządził król czy książę. Wyniesienie do rangi królestwa dawało pełną niezależność i honorową zależność od cesarza. Wyrażało się to m.in. tym, że Mieszko, jako książę, musiał płacić trybut cesarzowi oraz nie mógł występować zbrojnie przeciwko niemu. Choć z drugiej strony prowadził w miarę niezależną politykę. Z kolei Bolesław Chrobry w projektach politycznych Ottona III był postrzegany jako bliski współpracownik cesarski. Uwieńczeniem tej niezależności Polski była jego koronacja. Jeszcze raz warto podkreślić, że pojęcie niepodległości w tamtym czasie wynikało z natury państwa, oraz z tego czy było to księstwo czy królestwo. W tym kontekście należy podkreślić i zapamiętać datę 1025 r. kiedy to Bolesława Chrobrego koronowano na króla i od tej daty można mówić w pewnym sensie o pełnej niezależności państwa.

Opublikowano: 18.12.2017 11:32.

https://www.salon24.pl/u/jaspe/830417,n ... ki-panstwa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 14 lut 2018, 21:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
W obronie suwerenności i demokracji

Oświadczenie Prawicy Rzeczypospolitej.

Prawica Rzeczypospolitej wyraża zdecydowany sprzeciw wobec uruchomienia „unijnego mechanizmu dotyczącego demokracji, praworządności i praw podstawowych”. Wprowadzenie takiego stałego mechanizmu nadzoru państw oznaczałoby permanentne podważanie ich suwerenności i wolności ich narodów.

Zwracamy uwagę, że powołując się na prawa podstawowe, obecne władze Unii prowadzą politykę, która im zaprzecza. W imię nie mających żadnych podstaw traktatowych „praw seksualnych” neguje się prawo do życia (potwierdzone w art. 2 Karty Praw Podstawowych), w imię ideologii gender – wychowawcze prawa rodziny (potwierdzone w art. 14 tejże Karty), w imię autorytetu Unii – demokratyczne konsultacje społeczne (jak w wypadku Węgier). Proponowany „mechanizm nadzoru demokracji” stałby się właśnie zasadniczym instrumentem wzmacniania tej polityki.

Wyrażamy poważne zaniepokojenie publicznymi wypowiedziami, uznającymi uruchomienie tego nadzoru za „bardzo ciekawą i ważną inicjatywę”, zasługującą choćby na wstępne „poparcie”. Przypominamy, że polscy posłowie w Parlamencie Europejskim byli jednymi z tych (obok posłów Wielkiej Brytanii, Francji, Węgier, Słowacji, Łotwy i Grecji), którzy w większości wystąpili przeciw uruchomieniu takiej instytucji.

Zadaniem władz Rzeczypospolitej jest organizowanie europejskiego sprzeciwu wobec takich pomysłów, których realizacja – niezależnie od uruchamiania bezprawnej presji na poszczególne państwa – stałaby się kolejnym czynnikiem zamętu i kryzysu w polityce europejskiej.

W imieniu Prawicy Rzeczypospolitej:

Marian Piłka, Krzysztof Kawęcki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... racji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 02 lis 2018, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Nie zmarnujmy dnia jedności Polaków

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami główne obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Im bliżej, tym o jedność chyba trudniej. Czy mimo wszystko stać nas na ponadpartyjne porozumienie?
– 11 listopada stał się jednym z najważniejszych dni dla nas, Polaków. Jest w sposób niekwestionowany dniem świątecznym. Dla ludzi, którzy myślą w kategoriach niepodległościowych – niezależnie od poglądów, czy to będzie nawiązanie do tradycji piłsudczykowskiej, narodowej czy innych nurtów – ten dzień jest sprawą najważniejszą. I tu – używając języka politologicznego – możemy mówić o pewnym konsensusie, że jest to dzień jedności Polaków również m.in. za sprawą Marszu Niepodległości.

Ale jeszcze kilkanaście lat temu 11 listopada nie był aż tak mocno zakorzeniony w świadomości Polaków…
– Owszem tak było w powszechnym odbiorze, natomiast za czasów PRL były środowiska antykomunistyczne, które organizowały w tym dniu obchody – mimo restrykcji. To pokazuje, że 11 listopada zawsze – w pewnych kręgach – funkcjonował. I mimo że po 1989 roku święto to zostało oficjalnie przywrócone, to jednak w powszechnej świadomości jako święto narodowe Polaków 11 listopada nie funkcjonował. I dopiero m.in. dzięki Marszowi Niepodległości, również dzięki innym inicjatywom stał się dniem dla nas ważnym. Natomiast co do form obchodzenia tego dnia, to moim zdaniem jest to sprawa drugorzędna. To, że nie wszyscy idą w Marszu Niepodległości organizowanym przez środowiska narodowe, też nie świadczy o jakimś podziale. Oczywiście źle się dzieje, że nie ma jednego wspólnego marszu. Do Warszawy w tym dniu zjeżdżają przecież ludzie z całej Polski, w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych, ale niepodległościowych, narodowych, którzy kochają Ojczyznę i występują pod biało-czerwonymi flagami. I dla nich udział w takim marszu jest rzeczą bardzo ważną.

Prawo i Sprawiedliwość nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości organizowanym 11 listopada przez narodowców. Jak Pan sądzi, dlaczego?
– Źle się stało, że największa partia polityczna – Prawo i Sprawiedliwość nie przyjęła zaproszenia do udziału w Marszu Niepodległości, w tym wspólnym święcie. Przecież – wcześniej – politycy tej formacji brali udział w tej wielkiej, narodowej manifestacji przywiązania do Ojczyzny i wartości narodowych. To, że w tym roku nie pójdą – sądzę, że jest to bardziej decyzja kierownictwa PiS, trochę niezrozumiała. Przeniesienie obchodów do Krakowa może wynikać ze względów wizerunkowych, z obawy, że próba organizacji przez PiS odrębnego pochodu mogłaby wypaść gorzej od Marszu Niepodległości. I to są jak się wydaje przyczyny, że PiS nie pójdzie 11 listopada w marszu w Warszawie. Obawiam się, że u podłoża może leżeć też pewna niechęć do szeroko rozumianego nurtu narodowego, co jest w ogóle niezrozumiałe zwłaszcza w kontekście wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że dla dobra Polski są skłonni w samorządach zawrzeć koalicje czy porozumienia – w zasadzie z wszystkimi, z którymi można to zrobić – nawet z SLD. U źródeł decyzji o nieuczestniczeniu PiS w Marszu Niepodległości jest też kwestia – niestety – ulegania propagandzie, którą uprawiają lewicowi, liberalni politycy Unii Europejskiej chcący przedstawić Polskę jako kraj, w którym znaczną rolę odgrywają siły skrajnie prawicowe, szowinistyczne czy wręcz neofaszystowskie, a wyrazem tego ma być właśnie Marsz Niepodległości. Kierownictwo PiS ulega zatem tej poprawności politycznej i stąd też taka, a nie inna decyzja.

Prezydent Andrzej Duda mimo zaproszenia też nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości. Jest Pan tym faktem zaskoczony?
– Źle się stało, że głowy państwa w tym dniu nie będzie na Marszu Niepodległości. To dziwne, zważywszy, że ze strony Kancelarii Prezydenta RP pojawiały się gesty – powiedziałbym – przychylne wobec tej inicjatywy. Były listy od prezydenta czytane na Marszu Niepodległości – chociażby w ubiegłym roku. Oczywiście rozumiem, że prezydent ma rozliczne obowiązki w tym dniu, ale – jak sądzę – mógłby tak ułożyć swój kalendarz, żeby np. otworzyć Marsz Niepodległości i być w tym miejscu przynajmniej na początku, a przynajmniej skierować przesłanie do uczestników, którzy przybędą z całej Polski. Myślę, że to jest powinność prezydenta RP, aby przemówić do Polaków, do ludzi młodych. Nawet jeśli prezydent Duda ma jakieś oczekiwania od organizatorów, jak ten marsz – w jego rozumieniu – powinien wyglądać, to była to doskonała okazja, żeby jako głowa państwa takie przesłanie skierował. Myślę, że dla prezydenta byłaby to także okazja do przekazania – zwłaszcza młodemu pokoleniu Polaków – lekcji patriotyzmu, może nawet jakiejś edukacji patriotycznej. Stąd takie zaproszenie powinno zostać przyjęte. Marsz Niepodległości organizują ludzie młodzi i myślę, że choć za patriotyzm się nie dziękuje, bo to powinność i obowiązek, to za tę społeczną inicjatywę, za kultywowanie pamięci historycznej należą się im słowa uznania. Mimo różnych prowokacji – jak pamiętamy – czy prób rozbijania Marszu Niepodległości udało się go ocalić. Myślę, że taki gest obecności głowy państwa byłby także rzeczą ważną dla podbudowania autorytetu zarówno prezydenta RP i w ogóle państwa polskiego. Szkoda, że Andrzej Duda z tego nie skorzystał. Nie wiem, jakie są tego przyczyny, ale nie sądzę, żeby faktycznym powodem było to, że organizatorzy nie są w stanie zagwarantować oczekiwań, żeby marsz odbywał się tylko i wyłącznie pod biało-czerwonymi flagami. Może więc jakaś obawa, niechęć pojawiła się być może w otoczeniu prezydenta Dudy. Tyle tylko, że on sam jest suwerenem i powinien podejmować decyzje w takich sprawach.

Ale w Marszu Żywych w Auschwitz-Birkenau upamiętniającym ofiary Holokaustu prezydent Duda brał udział…
– Słusznie pan redaktor zauważył. W kontekście tego wydarzenia – Marszu Żywych w Auschwitz-Birkenau, kiedy prezydent Duda jest w stanie brać aktywny udział, a w Marszu Niepodległości – i to w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – niestety nie, to jest to zasmucające. To zaniechanie prezydenta wpisuje się także w różne inne, jeśli chodzi o kształtowanie polityki historycznej przez polskie władze, w tym również głowy państwa. Dotyczy to niestety daleko idących zaniechań odnośnie do relacji np. polsko-ukraińskich. Odmowa objęcia patronatem prezydenta RP społecznych obchodów 74. rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu, czyli ludobójstwa na ludności polskiej dokonanego przez OUN-UPA, mimo iż środowiska kresowe prosiły, apelowały o to, było czymś niedobrym. Jakby nie było, jest to obowiązek prezydenta, który reprezentuje państwo polskie. Kolejną kwestią są relacje polsko-żydowskie, gdzie również widać brak symetrii i jakiejś klarownej, jasnej linii postępowania. Mamy zatem politykę – delikatnie rzecz ujmując – mało zdecydowaną.

Panie Doktorze, czy Polska jeszcze nie jest gotowa na jeden wspólny marsz i czy może być lepsza okazja do wspólnego manifestowania jedności jak 100. rocznica odzyskania niepodległości?
– Uważam, że ta nadarzająca się okazja została już, niestety, stracona, zmarnowana. Lepszej okazji niż 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości i wspólny marsz już nie będzie. Oczywiście, jak wspominałem, udało się wiele, tzn. w wymiarze symbolicznym uznania 11 listopada Dniem Odzyskania Niepodległości. W przeszłości różne obozy proponowały różne daty, jednak 11 listopada był świętem, które przyjęło się w II Rzeczypospolitej, ale powiedziałbym, że jest nawet bardziej akceptowany teraz przez Polaków niż przed wojną. Przed II wojną światową oczywiście było to święto państwowe, jednak bardziej związane z kręgami piłsudczykowskimi, natomiast teraz stało się bardziej uniwersalne i gdyby taki wspólny Marsz Niepodległości zgromadził najwyższe władze państwa polskiego i wszystkie siły polityczne – mimo różnic i podziałów, to byłaby to rzecz bezsprzecznie wielka. Powiedzmy to sobie otwarcie, że przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby wziąć udział w Marszu Niepodległości w Warszawie, a później czy wcześniej także we wspólnych uroczystościach państwowych. Nikt przecież nie chce ograniczać bądź sprowadzać uroczystości 11 listopada tylko do Marszu Niepodległości. Dlatego należało uszanować inicjatywę społeczną, inicjatywę oddolną. W Marszu Niepodległości wezmą udział nie tylko środowiska narodowe – organizatorzy, ale także różne grupy rekonstrukcyjne, i cała masa ludzi, różnych środowisk niezależnych, którzy są zaangażowani i nie szczędzą wysiłku, żeby marsz się odbył. Dlatego nie można tego marszu traktować w kategoriach partyjnych, twierdząc, że jest to marsz narodowców, marsz endecki, bo jest to marsz uniwersalny i tym bardziej nie można pozwolić, żeby cały wysiłek włożony w tę cenną inicjatywę został zaprzepaszczony.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/202 ... lakow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 03 lis 2018, 19:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Najpierw wolność przyszła na Jasną Górę

Najpierw wolność przyszła na Jasną Górę – takim hasłem ojcowie paulini zapraszają do wspólnego jubileuszowego świętowania. Jutro 4 listopada odbędą się Jasnogórskie Obchody 100-lecia Odzyskania Niepodległości.

Obrazek

O tym, co dokładnie wydarzyło się sto lat temu 4 listopada na Jasnej Górze, mówi o. Mariusz Tabulski, definitor generalny zakonu paulinów.

– Pododdział wojska polskiego z 22. Pułku Piechoty, pod dowództwem podporucznika Artura Wiśniewskiego, uwolnił Jasną Górę spod władzy zaborcy. Znakiem wolności tego świętego skrawka naszej Ojczyzny było wywieszenie na wieży jasnogórskiej biało-czerwonej flagi. Wiemy ze świadectw ojców, z kroniki klasztornej, że przeor Jasnej Góry o. Piotr Markiewicz przyjął polskich żołnierzy z wielkimi honorami – opowiada o. Mariusz Tabulski.

Program jubileuszowych uroczystości na Jasnej Górze jest bardzo bogaty. W niedzielę, 4 listopada, w jasnogórskiej bazylice Mszy św. za odzyskaną wolność będzie przewodniczył ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Ulicami Częstochowy krokiem Poloneza przejdą dzieci i młodzież. Na jasnogórskich błoniach odtworzone zostaną wydarzenia z 4 listopada 1918 r. Pod szczytem zapłonie ogień wolności i trwać będzie patriotyczny piknik. Z sanktuaryjnej wieży wywieszona zostanie stumetrowa flaga Polski.

Małgorzata Bochenek

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... -gore.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niepodległość, wolność, suwerenność, podmiotowość
PostNapisane: 10 lis 2018, 18:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Ani rocznica, ani niepodległość

Obrazek
Pixabay.com


Na sto lat trwania naszej Ojczyzny, jakie upłynęły od roku 1918, prawdziwe niepodlegli byliśmy zaledwie dwie dekady. Okupacje spod znaku hakenkrojca i sierpomłota to nie jedyne zaistniałe w polskiej historii przeszkody uniemożliwiające postrzeganie naszego kraju jako w pełni niepodległego i wolnego.

Nie dajmy sobie wmówić, że od stu lat jesteśmy niepodlegli! Nieprawdą jest też, że przed stuleciem odzyskaliśmy niepodległość. W rzeczywistości nie ma czego świętować, gdyż jeśli faktycznie wierzymy, że prawda nas wyzwoli, to naszej Ojczyźnie bardzo jeszcze daleko do prawdziwej wolności.

Już na pierwszy rzut oka widać wyraźnie, że twierdzenie, iż Polska jest od stu lat krajem niepodległym, to najzwyklejsze kłamstwo. A lata okupacji niemieckiej? A czas, kiedy naszym krajem rządziły posłuszne moskiewskim włodarzom pacynki? Oczywiście nie brak utożsamiających PRL z Polską, ciekawe jednak, że równocześnie wzdrygają się oni na myśl, że ktokolwiek mógłby to samo twierdzić o Generalnym Gubernatorstwie. Jedno jest pewne: w obu przypadkach mamy do czynienia z wyrobami polskopodobnymi, stworzonymi dla doraźnych korzyści okupanta.

Niestety, można odnieść wrażenie, iż po roku 1989 wciąż tkwimy w matriksie nazywanym niepodległą Polską. Bardzo jednak łatwo przekonać się, że słowa te niewiele znaczą w zetknięciu z rzeczywistością – po prostu nie wytrzymują konfrontacji z faktami.

Po pierwsze, obowiązujące w naszym kraju prawo musi być zgodne z wytworami unijnych biurokratów. Notabene, płaszczyzn, na których obowiązuje wspominana podległość jurysdykcyjna z każdym miesiącem przybywa. Dotyczy ona bowiem już nie tylko spraw gospodarczych, ale nade wszystko światopoglądowych, ze szczególnym uwzględnieniem genderowo‑antynatalistycznej agendy. Kryją się za nią między innymi akceptacja dla homomałżeństw z prawem do adopcji oraz rozszerzanie zakresu tak zwanych praw reprodukcyjnych (aborcja, antykoncepcja i tym podobne). Wyobraźmy sobie sytuację, w której Warszawa zechciałaby zakończyć rzeź nienarodzonych dzieci. Jak wielkie larum podniosłoby się w całym „postępowym” świecie!

Aby móc skutecznie działać na tym polu, potrzeba, aby Polska była Polską, a na to się, niestety, jak na razie wcale nie zanosi.

Po drugie, nie musimy słuchać wrzasku unijnych kacyków, aby się przekonać, jak mało niepodległym krajem pozostaje nasza Ojczyzna. Wystarczy sobie przypomnieć całą aferę wokół zmiany w ustawie o IPN, a nade wszystko ekstraordynaryjne tempo, w jakim przeprowadzono nowelizację prawa, uwzględniającą dobitnie wyrażone sugestie płynące z USA i Izraela. Czy tak działa niepodległe państwo, które powstało z kolan?

Dążenie ku niepodległości politycznej stanowi jednak tylko jedną z odsłon boju o Polskę. Zwycięstwo nie będzie jednak możliwe, jeśli obowiązujące prawo i obyczaje nie będą zgodne z nauczaniem Jezusa Chrystusa. Choć z pewnością trudno w to uwierzyć zastępom zawodowo sceptycznych ekspertów, w nauczaniu Mistrza z Nazaretu oraz w Tradycji Jego Kościoła można odnaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, jak również rozwiązanie każdego problemu. Trzeba tylko dać szansę Prawdzie, a ona nas wyzwoli. Dopóki nasza Ojczyzna nie zdecyduje się na ten krok, dopóty nie będzie czego świętować, gdyż wolność i niepodległość wciąż pozostają odległym mirażem.

Łukasz Karpiel

https://www.pch24.pl/ani-rocznica--ani- ... 5,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /