Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 124 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 22 maja 2014, 19:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=11302

62 lat w cieniu zbrodni. Tyle trwało dochodzenie sprawiedliwości. Mówi ofiara komunistów, którego ojca – bohatera obrony Wybrzeża zamordowano metodą katyńską
mar 04, 2014 Admin Bohaterowie 0

Obrazek
Dr Witold Mieszkowski po 62 latach doczekał się identyfikacji szczątków swego ojca komandora Stanisława Mieszkowskiego (FOT. M. BORAWSKI)


Doktor arch. Witold Mieszkowski jest synem kmdr. Stanisława Mieszkowskiego – najwyższego rangą oficera Marynarki Wojennej, skazanego na śmierć po okrutnym „śledztwie” i zamordowanego w więzieniu mokotowskim 16 grudnia 1952 roku. Wraz z nim komuniści zamordowali wówczas innych wybitnych oficerów polskiej marynarki, wypromowanych jeszcze przed wojną: kmdr. Jerzego Staniewicza i kmdr. por. Zbigniewa Przybyszewskiego.
Wszyscy trzej byli bohaterami obrony Wybrzeża w roku 1939. Wojnę spędzili w niemieckim oflagu. Po wojnie podjęli służbę w zdominowanej przez oficerów sowieckich polskiej marynarce – by mieć wpływ na formację młodych marynarzy przybywających nad morze z całego kraju.
Witold Mieszkowski miał lat 14, gdy ojciec umierał od katyńskiego strzału w piwnicy mokotowskiej. Doczekał identyfikacji śmiertelnych szczątków ojca na powązkowskiej Łączce! Po 62 latach życia w cieniu zbrodni, po 62 latach traumy!
Wkrótce ukaże się książka dr. Witolda Mieszkowskiego, poniżej zamieszczamy fragmenty rozdziału „Ostatni wyrok”. Dedykujemy je rodzinom wszystkich Żołnierzy Wyklętych – z nadzieją, że tak jak dr Mieszkowski doczekają identyfikacji swoich zamordowanych bliskich i ich godnego pochówku.
Piotr Szubarczyk, źr. Nasz Dziennik, Wtorek, 4 marca 2014, Nr 52 (4894)
Jak uczciwemu człowiekowi postępować należy, żeby sobie niezależne stanowisko w społeczeństwie wyrobić, zasłużyć na tegoż uznanie, oraz jak mu służyć – jest obowiązkiem każdego składającego ten święty łańcuch, co się narodem nazywa”
– pisał w roku 1887 Feliks Brochocki, szlachetny polski ziemianin, powstaniec styczniowy. Często wracam myślami do tych słów.
Aleja Niepodległości, Koszykowa, Chałubińskiego, Oczki, Nowowiejska i Sucha (dziś Krzywickiego). To jeszcze Śródmieście albo już Ochota. Przejeżdżam tramwajem ulicą Nowowiejską regularnie od 60 lat! Wpierw, w strasznych latach stalinowskich, przyjeżdżałem tu jeszcze z Gdyni, zawsze pełen lęku. Zaczynałem marszrutę z placu Narutowicza, potem obok starynkiewiczowych filtrów na ulicę Suchą, do szarego gmaszyska Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

„Sprawiedliwość socjalistyczna”
To właśnie tam, w pierwszych dniach stycznia 1953 r., po zakomunikowaniu mi, wówczas 15-latkowi, że dokonano mordu sądowego na moim Ojcu, płk Stanisław Zarakowski zadał mi do dziś złowrogo brzmiące w moich uszach pytanie:
Czy wierzysz w sprawiedliwość socjalistyczną?”. Osłupiałem! I choć niebawem miałem się ubiegać o wcześniejsze dopuszczenie mnie do matury, odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem: „Nigdy w nią nie wierzyłem, nie wierzę i nigdy nie uwierzę!”. Zabrakło mi wszakże odwagi, aby wychodząc z przestronnego gabinetu, trzasnąć za sobą drzwiami…


lewej Stanisław Mieszkowski


Trzy lata później, w czasie „odwilży”, na Nowowiejskiej składaliśmy całą naszą rodziną pierwsze wnioski o ukaranie winnych zbrodni, o podanie do wiadomości publicznej morderstwa sądowego, o ekshumację.
Później, w trwającym długie lata milczeniu i ukrywaniu przez reżim zbrodni na narodzie, jeździłem Nowowiejską na Politechnikę, a do strasznego gmaszyska uczęszczałem na „studium wojskowe”. Jeszcze później przyjeżdżałem tu tramwajem ze Wschodniej Ściany, chodziłem pieszo z Alei, przez ostatnich 30 lat jeździłem „15” Marszałkowską i Nowowiejską z Żoliborza.

Sądy nierychliwe
U progu „trzeciej niepodległości” bywałem tam znowu częściej. Żądałem dopuszczenia mnie do przechowywanych w gmaszyskach akt śledztwa i procesu Siedmiu Komandorów. Nad opasłymi tomami ślęczałem godzinami. Dopingowałem mjr. Bogdana Włodarczyka, młodego wówczas prokuratora NPW, by się nie dawał adwokatowi Witoldowi Rozwencowi – sprytnemu obrońcy komunistów, wśród nich Zarakowskiego. Złożyłem w NPW, z pomocą senatora Piotra Łukasza Andrzejewskiego, wniosek o aresztowanie byłego naczelnego prokuratora wojskowego i – jeśli rzeczywiście chorował – o osadzenie go w szpitalu więziennym. Niestety, wniosek nasz został oddalony.
Również w późnych latach 90. bywałem często na Nowowiejskiej, głównie na rozprawach Mikołaja Kulika, oprawcy marynarzy, funkcjonariusza okrutnej, gdyńskiej Informacji Wojskowej.
Kontaktowałem się z historykami zajmującymi się zbrodniami komunistycznymi: dr. Tadeuszem Skutnikiem, dr. Tadeuszem Swatem, prof. płk. Jerzym Poksińskim, prof. kmdr. Czesławem Ciesielskim, dr. por. Zbigniewem Palskim. Zacząłem też sam pisać i z rzadka publikować w prasie.

„Po co to wszystko?”
Niektórzy znajomi dziwili się tym moim zajęciom pozauczelnianym. Niekiedy wyznawcy moralnego relatywizmu uciekali się nawet do krytyki niecodziennych moich zainteresowań i „trwonienia czasu”… Mawiali: „Zamiast tak biegać na Nowowiejską i na plac Krasińskich, lepiej byś zrobił habilitację”…
No cóż, nie czytali tych dwóch krótkich listów, które napisał do mnie Ojciec z Mokotowa, oczekując w celi na śmierć…
Wypełniając przekazaną mi w listach wolę Ojca, starałem się w życiu tak postępować, by zawsze zachowywać się przyzwoicie i odpowiedzialnie, bez ociągania się zabiegać o prawdę i sprawiedliwość. A to oznacza także: o ekshumację i godny pochówek Komandorów.

W „państwie prawa”
Wiosną 2011 roku zakończył się przed Wojskowym Sądem Garnizonowym na Nowowiejskiej, wlokący się od dobrych kilku lat – proces oprawców z wojskowych służb informacyjnych. Główny Zarząd Informacji, mieszczący się w gmachu położonym na przedłużeniu al. Niepodległości, na rogu Chałubińskiego i Oczki, był w latach 40. i 50. najstraszniejszą, zbrodniczą organizacją, funkcjonującą pod dyktando Iwana Sierowa w pojałtańskiej Polsce. Kierowany bezpośrednio z Moskwy przez przysłanych tu oficerów NKWD Dymitra Wozniesienskiego i Antona Skulbaszewskiego, wspomaganych przez wojskowy aparat sądowniczy z Wilhelmem Świątkowskim. Tam właśnie zaprojektowano, wyreżyserowano i zrealizowano odrażającą zbrodnię pod nazwą „Spisek w wojsku”.
Ujawnione wreszcie przed sądem zbrodnie komunistyczne, popełnione na wyższych oficerach Marynarki Wojennej, w ramach jednego z procesów odpryskowych owego „spisku”, solidnie udokumentowane przez prokuratora IPN Piotra Dąbrowskiego, zakwalifikowane zostały wreszcie jako zbrodnie przeciw ludzkości.

Od dawna dopominałem się o taką kwalifikację.
Już z samym rozpoczęciem spóźnionego procesu były poważne kłopoty. Zszedł bowiem z tego świata kolejny z sześciu oprawców oficerów Marynarki Wojennej. Był rok 2008. Przez dwa kolejne lata zaniechań, marazmu i dezorganizacji na Nowowiejskiej, 11 marca 2010 r. Sąd Garnizonowy zajął się sprawą pięciu pozostałych oskarżonych i wreszcie wydał wyrok po upływie już „tylko” trzynastu miesięcy. Wyrok ogłoszono 6 maja 2011 r. Jako jeden z nielicznych obecnych na sali sądowej ze statusem pokrzywdzonego, wysłuchałem czytanego przez mjr Agnieszkę Kobylińską uzasadnienia.
Uważałem zawsze, że wyegzekwowanie od władzy publicznej skazania za zbrodnie, niezależnie od odległości w czasie popełnionych przestępstw, było i będzie zawsze konieczne dla moralnej „higieny” społeczeństwa – jeśli poważnie myślimy o zdrowej wspólnocie narodowej i państwie prawa!


Rocznica śmierci kmdr St. Mieszkowskiego


Każdemu człowiekowi należy dać możliwość poznania i uzmysłowienia sobie stanu jego człowieczeństwa. Należy dać szanse ekspiacji, wyrażenia żalu za winy, zadane cierpienia i wyrządzone krzywdy. Przy okazji procesów – funkcjonariuszy również ich dzieciom i wnukom trzeba dać szanse poznania prawdy – nawet gdy jest wstydliwa i bolesna. Jest to warunek ich świadomej przynależności do wspólnoty.
Można ubolewać, że wszystkie te, jednoznacznie określone dziś i ogłoszone publicznie fakty, docierają do Polaków z takim strasznym opóźnieniem. Moje doświadczenia z aparatem śledczym III RP i z salą sądową pokazywały permanentny brak „woli politycznej” w tropieniu i wskazywaniu ewidentnych zbrodni komunistycznych, obnażyły opieszałość w ściganiu oprawców i odwlekanie ponad miarę przez niezreformowany aparat sądowniczy rzetelnego dociekania sprawiedliwości. Ujawniły też wciąż powszechny, acz skrywany brak świadomości ogromu popełnianych zbrodni, demoralizację komunistycznego aparatu ucisku i zatwardziałego uporu w trwaniu na pozycjach ideologicznych, przywleczonych ze Wschodu.

Buta
Taka postawa, wzmacniana zatrważającym marazmem i milczeniem społeczeństwa, grubokreskową ślepotą i wygodną pobłażliwością nowej władzy, rodziły u oprawców tchórzliwą ucieczkę od odpowiedzialności i całkowity brak pokory, ekspiacji. Ba, niekiedy wręcz chamstwo i wyzywającą butę, nierzadko ewidentną (nie karaną…) obrazę sądu! Przykładem niekończących się, nieporadnych, koszmarnych rozpraw jest sprawa zdeklarowanej swołoczy z gdyńskiej Informacji Wojskowej, „śledczego” Mikołaja Kulika.
Nieco lepiej od Kulika zachowywali się ostatnio przed sądem jego kamraci, oficerowie śledczy z GZI na Oczki, odpowiadający, podobnie jak inni komunistyczni oprawcy, z wolnej stopy. Obserwowałem ich, a oni unikali mego wzroku. Długo udawali też, że się nie znają. Starali się mówić jak najmniej. Proponowali sądowi odczytanie z kartki okrągłych zdań, z których nic nie wynikało. Zapytywani wprost o fakty, zasłaniali się niepamięcią. Obnosili się ze swą oczywistą „niewinnością”.

Sprawiedliwość „w zawiasach”
mieszkowski2W końcu jednak kolejny skład warszawskiego Wojskowego Sądu Garnizonowego uznał materiał, zgromadzony przez prokuraturę, za wystarczający. Wysłuchał nielicznych żyjących pokrzywdzonych: Helenę Zawilską, Andrzeja Kraszewskiego, jego brata Jerzego i mnie, pozostałych pokrzywdzonych przesłuchał w miejscach ich zamieszkania. Wykazał wolę działania i uznał oprawców – „śledczych” Informacji Wojskowej winnymi zarzucanych im zbrodni.
Ach, te wyroki… Oskarżony Józef Kulak, za znęcanie się nad kmdr. por. Robertem Kasperskim – rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na 2 lata… Oskarżony Tadeusz Jurczak, za znęcanie się nad kmdr. por. Kazimierzem Kraszewskim, mjr. Tadeuszem Twarogowskim i mjr. Apoloniuszem Zawilskim – dwa lata z zawieszeniem na 3 lata… Oskarżony Henryk Pocheć, za znęcanie się nad moim Ojcem – rok z zawieszeniem na 2 lata… Oskarżony Leonard Kuźniak, za znęcanie się nad kmdr. Marianem Wojcieszkiem, ppłk. Sergiuszem Pisarczukiem i mjr. Tadeuszem Twarogowskim – 2 lata z zawieszeniem na 3 lata… Oskarżony Władysław Antolak, za znęcanie się nad mjr. Tadeuszem Twarogowskim – na rok z zawieszeniem na 2 lata…


Smutek po latach

Obrazek

W słotną listopadową niedzielę byliśmy z żoną na Mokotowie, na Rakowieckiej… Tam za drutami, w pierwszą niedzielę Adwentu, po raz pierwszy od sześćdziesięciu lat odbyło się spotkanie rodzin pomordowanych tu naszych ojców, mężów i braci. Spotkaliśmy się najpierw na Mszy św., sprawowanej przez duchowieństwo warszawskie. Potem udaliśmy się w zimnych murach rozległego, przecie jeszcze carskiego [!] więzienia, do cel śmierci, przez które przechodzili kiedyś nasi najbliżsi. Przeszliśmy długim tunelem do jednego z trzech bunkrów, gdzie po bolszewicku strzelano im w tył głowy.
Teraz czekamy cierpliwie na obiecywane solennie przed wyborami poszukiwania ich doczesnych szczątków i powązkowską ekshumację, chociaż na Łączce…

Bogu niech będą dzięki!
Pisałem to wszystko w listopadzie 2011 roku. Dopisałem 6 lutego 2014 roku: „Dzwoni pan Krzysztof Szwagrzyk: ’Panie Witoldzie, czy będą Państwo u siebie w domu w ciągu najbliższych dwudziestu minut?’ Będziemy… ’To ja zaraz do Państwa jadę’”…
„O wy, którzy na świat idziecie z północą, chytrość rozumem a złość nazywacie mocą. Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie, myśli Boga oszukać, oszuka sam siebie” (Adam Mickiewicz)…


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 30 maja 2014, 15:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/3329- ... byego-zsrr

Piętnaście milionów zamordowanych Polaków na terenach byłego ZSRR
czwartek, 29 maja 2014 21:29 Adam Bednarczyk

Rozpoczęto pracę nad tłumaczeniem dziewięciotomowego opracowania dotyczącego wymordowania około piętnastu milionów Polaków na terenach należących do byłego ZSRR w latach 1919 do 1953 roku. Opracowanie to zostało dokonane za wiedzą i pozwoleniem Prezydenta Federacji Rosyjskiej - Władimira Władimirowicza Putina. Według mojego tłumaczenia tytuł tego opracowania brzmi: "Martyrologia Polaków w północnej i zachodniej części Rosji 1919 -1953".
Z tytułu wynikałoby, że dotyczy tylko części dokonanych mordów na Polakach na terenie Rosji. Autorzy uzyskali dostęp do tajnych rosyjskich archiwów. Znaczną część zespołu autorskiego stanowią Polacy na stałe mieszkający na terenie Federacji Rosyjskiej. Morderstw na Polakach dokonywało NKWD. W tym samym czasie to samo NKWD wymordowało około dwudziestu milionów Rosjan. W opracowaniu podawane są miejscowości kaźni, liczby osób zamordowanych i nazwiska decydentów. Według przekazanej mi informacji celem tego opracowania jest pokazanie, że decydentami tych morderstw nie byli Rosjanie i że naród rosyjski nie ponosi odpowiedzialności za martyrologię Polaków na wschodzie. Opracowanie to zostało dostarczone do Polski przez wnuka byłego Marszałka Wojska Polskiego PRL - Konstantego Rokossowskiego

Polsko-Polonijne Zgromadzenie Niepodległościowe

Adam Bednarczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 10 cze 2014, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Kwerenda w kazachskich archiwach

Kazachstan zapowiada przekazanie polskiemu IPN ponad 200 dokumentów dotyczących śledztw deportacyjnych.

Przez wiele lat władze Kazachstanu nie były przychylne inicjatywie budowy polskich cmentarzy ani kwerendom w archiwach. Sytuacja uległa diametralnej zmianie w ubiegłym roku. W ostatnim czasie na terenie tego państwa poświęcono cztery polskie cmentarze. Zaawansowane są też prace w kilkunastu archiwach, które na potrzeby śledztw białostockiego IPN przygotowują obszerny zbiór materiałów dotyczących wywózek obywateli RP na Wschód.

– W Kazachstanie obowiązywała sowiecka wykładnia historii, że gen. Anders zdradził ZSRS i wyszedł z jego terenów ze swoją armią. Prawdziwy przełom nastąpił w ubiegłym roku. Symbolem tego była wizyta w Warszawie w 2013 r. przedstawicieli kilku kazachskich obwodów, którzy przywieźli nam ziemię z cmentarzy, gdzie spoczywają Polacy z armii Andersa – mówi Maciej Dancewicz, naczelnik wydziału zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

– Te urny planujemy wmurować w posady pomnika Bitwy o Monte Cassino w Warszawie w przyszłym roku, w 75. rocznicę pierwszej wywózki do ZSRS. Chcemy na nim również umieścić tablicę z podziękowaniami za pomoc, jakiej narody Kazachstanu udzieliły deportowanym – zapowiada Dancewicz.

W kwietniu ROPWiM otworzyła w Kazachstanie dwa nowe cmentarze, w Sypataj Batyra i Mankent. Później były dwie kolejne nekropolie, w Szokpak i Ługowoje, wybudowane wprawdzie 10 lat temu, ale do tej pory nie było zgody na ich otwarcie.

Wśród osób, które brały udział w tych uroczystościach, była Elżbieta Zubrycka, wywieziona z matką jako małe dziecko. – Kazachowie byli dla nas bardzo mili i serdeczni. Cieszę się, że nareszcie nasi rodacy, którzy szli z gen. Andersem, a zmarli na terenie Kazachstanu, doczekali się tak godnych miejsc spoczynku – mówi Zubrycka. Grunt pod cmentarz ofiarowali Amira i Asłan Kikinadze z Sypataj Batyra.

Na terenie Kazachstanu, Uzbekistanu i Kirgistanu jest 20 polskich cmentarzy. Miejsca, w których znajdowały się groby Polaków, ROPWiM określiła już w latach 90., głównie dzięki wskazaniu przez miejscową ludność. Mogiły nie były opisane. Wiele z nich udało się jednak zidentyfikować. Sprawa była prostsza w przypadku żołnierzy, bo wojsko prowadziło ewidencję. Trudniej ustalić tożsamość cywilów, konieczna jest kwerenda w archiwach m.in. w Londynie i Rosji.

Odrębny problem to pochówki osób, które zmarły z wycieńczenia lub głodu, czy ofiar katorgi w łagrach i kołchozach. Trwają poszukiwania takich cmentarzy, prace są trudne, bo często były to pojedyncze pochówki. Ogromną trudność sprawia też fakt, że moskiewskie władze likwidowały i zacierały ślady po tych cmentarzach, stawiając w ich miejscu np. chlewnie.

ROPWiM planuje budowę kolejnych cmentarzy w Azji. – Te najważniejsze chcemy zbudować w Tadżykistanie i Turkmenistanie. W tym drugim państwie szczególnie chodzi nam o budowę cmentarza w Krasnowodzku, z tego portu armia Andersa oraz osoby cywilne wyruszyły okrętami poprzez Morze Kaspijskie do Iranu – tłumaczy Dancewicz.

O przełomie w kontaktach z władzami Kazachstanu mówi również prokurator Dariusz Olszewski, który prowadzi śledztwo w sprawie deportacji obywateli polskich z województwa białostockiego od 17 września 1939 r. do czerwca 1941.

– W ubiegłym roku skierowałem wniosek o pomoc prawną do Prokuratury Generalnej Republiki Kazachstanu. Szczerze mówiąc, po odmowie takiej pomocy przez Rosję i Białoruś, nie miałem nadziei, że Kazachstan odpowie inaczej. Jakież było jednak moje zaskoczenie, kiedy otrzymałem z tamtejszej prokuratury generalnej pozytywną odpowiedź, która zawierała informację o możliwości przekazania mi ogromu materiałów z archiwów, które będą bardzo pomocne w śledztwie – zaznacza prokurator Olszewski.

– Kilka miesięcy temu poprosiłem więc Kazachstan o przesłanie 220 dokumentów m.in. z archiwum obwodów: akmolińskiego, astrachańskiego, karagandyjskiego, pawłodarskiego, mangistauskiego, kokczetawskiego, oraz miast Astana i Ałmaty. Z moich informacji wynika, że trwają zaawansowane prace nad przygotowaniem tych często bezcennych, do tej pory nieznanych nam dokumentów – dodaje. Warto podkreślić, że Astana przekazuje Polsce dokumenty mimo braku umowy o wzajemnej pomocy prawnej.

W dwustustronicowym spisie dokumentów, jaki dostał po pierwszym wniosku o pomoc prawną z Kazachstanu, są też te dotyczące polskich cmentarzy w Kazachstanie. Niektóre z nich powstały jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku, mogą na nich spoczywać zesłańcy z okresu zaborów i powstań narodowych.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iwach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 20 cze 2014, 06:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
W Sobiborze mordowali też komuniści

Dziesięć osób, których szkielety odkryto podczas prac archeologicznych na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Sobiborze, mogło paść ofiarą powojennych zbrodni NKWD lub UB.

Wskazują na to przedmioty, jakie znaleziono w jamach grobowych na terenie dawnego obozu, które biegli zbadali na zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej. Przypadek z Sobiboru nie jest zresztą jedyny, gdy komuniści wykorzystywali po wojnie tereny dawnych niemieckich obozów zagłady do ukrywania swoich zbrodni.

Śledztwo w sprawie szczątków odnalezionych w Sobiborze prowadzi lubelski oddział IPN. Dokumenty na ten temat Instytut otrzymał w ubiegłym roku z Prokuratury Rejonowej we Włodawie. W toku postępowania IPN oddał do ekspertyzy wiele przedmiotów odkrytych przy szczątkach dziesięciu osób. Są to m.in. pociski, guziki, szczątki ubrań, w tym wojskowych butów.

Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, podstawowe ustalenie dokonane przez prokuratorów IPN na podstawie wyników tej ekspertyzy jest takie, że osoby, których dotyczy śledztwo, zostały zamordowane w Sobiborze, kiedy nie było już tam niemieckiego obozu.

W ekspertyzie sporządzonej przez prok. Dariusza Antoniaka z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie czytamy, że choć „z analizy łusek, pocisków oraz innych przedmiotów – artefaktów, znalezionych w omawianych grobach szkieletowych nie można wyciągnąć jednoznacznych wniosków na temat sprawców i czasu egzekucji pochowanych w tych grobach osób”, to jednak „więcej argumentów przemawia za egzekucją tych osób już po zakończeniu funkcjonowania Obozu Zagłady Żydów w Sobiborze i zakończeniu działań wojennych na froncie sowiecko-niemieckim w roku 1944”.

Tę informację potwierdza też archeolog powołany przez IPN w charakterze biegłego.

– Z większości poczynionych przez nas, archeologów, ustaleń wynika, że zabójstwa tych dziesięciu osób, których szczątki do tej pory udało się nam odkryć, zostały dokonane po zakończeniu działalności niemieckiego obozu – tłumaczy archeolog Wojciech Mazurek.

– Odkryte pochówki bardziej przypominają nam okres powojenny, kiedy NKWD i UB zwalczały zbrojne podziemie niepodległościowe. Teren obozu w Sobiborze byłby dla bezpieki doskonałym miejscem ukrycia zwłok pomordowanych przez nich patriotów, gdyż w razie ich odkrycia winą za te zbrodnie, jakby automatycznie, obciążeni zostaliby Niemcy – dodaje.

IPN znane są inne podobne przypadki takiego trybu funkcjonowania komunistycznej bezpieki.

Antropolodzy badają szkielety
Czynności procesowe w śledztwie będą jeszcze trwały. Osiem odkrytych wiosną 2013 r. szkieletów jest obecnie zabezpieczonych w pracowni antropologicznej w Lublinie, gdzie są badane na potrzeby śledztwa IPN. Szkielety kolejnych dwóch osób odnalezione jesienią 2013 r. nie zostały jeszcze podjęte. Zanim ta czynność zostanie wykonana, na początku lipca do Sobiboru mają przyjechać genetycy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie na stałe współpracujący z Instytutem w pracach ekshumacyjnych. Ze szkieletów odkrytych w Sobiborze pobiorą próbki DNA. Po wyizolowaniu profili DNA specjaliści podejmą próbę identyfikacji. Ten proces przeprowadzony zostanie podczas badań porównawczych z profilami krewnych ofiar zbrodni komunistycznych i nazistowskich znajdujących się w Polskiej Bazie Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów w Szczecinie.

Prokuratorów z IPN przekonują jeszcze inne fakty, że za zamordowaniem tych ludzi stoi NKWD lub UB. Odkryte przez archeologów w Sobiborze jamy grobowe to pierwsze pochówki tzw. szkieletowe, jakie archeolodzy znaleźli tu podczas prac prowadzonych od 2010 roku. Niemcy opróżniali doły śmierci w ramach akcji Sonderaktion 1005 przeprowadzonej na przełomie roku 1943 i 1944. Szczątki ludzkie palili lub niszczyli w inny sposób, tak by zatrzeć ślady zbrodni. Do tego niektóre odkryte doły śmierci zostały wykopane w miejscach, gdzie podczas funkcjonowania obozu stały krematoria. Inne ustalenie dotyczy fragmentów ubrań znalezionych przy szkieletach.

Tymczasem, jak przypomina IPN, takie przypadki były niezgodne z praktykami niemieckich oprawców. Dlatego, jak czytamy w informacji Instytutu, hipotezę wskazującą na komunistów jako autorów zbrodni „postawiono przede wszystkim na podstawie generalnej zasady, stosowanej przez Niemców podczas II wojny światowej, polegającej na konieczności rozebrania się żydowskich ofiar przed egzekucją”.

Archeolog Wojciech Mazurek powiedział nam również, że mieszkańcy miejscowości położonych niedaleko Sobiboru przekazali mu informację, że w końcowych latach wojny i powojennych do Sobiboru jeździły samochody ciężarowe NKWD. Świadkowie ci mieli słyszeć strzały z broni palnej, jakie dochodziły z terenu byłego obozu. Tajemnicze pochówki odkryła polska ekipa międzynarodowej grupy archeologów podczas prac prowadzonych w celu przygotowania terenu pod budowę państwowego muzeum w Sobiborze.

Tuż po odkryciu mogił archeolodzy powiadomili organy ścigania. Śledztwo w czerwcu 2013 r. wszczęła Prokuratura Rejonowa we Włodawie. Wszystkie szkielety, oprócz jednego, są kompletne i wskazują, że pochowano tu samych mężczyzn. Wiek zamordowanych osób specjaliści określają na od 20 do 60 lat. Na większości zbadanych przez antropologów czaszek stwierdzono ślady przestrzału, strzelano z bliskiej odległości w potylicę lub skroń. „Na czaszce obecne dwa otwory wlotowe i wylotowe po kulach” – czytamy w ekspertyzie. Te pochówki, odmienne niż w przypadku wcześniej odnalezionych na terenie obozu w Sobiborze dołów śmierci, nie pozwoliły Prokuraturze Rejonowej we Włodawie na jednoznaczne przypisanie tej zbrodni Niemcom, dlatego sprawa trafiła do lubelskiego IPN.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nisci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 12 lip 2014, 05:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zło nie znosi prawdy. Zło najlepiej czuje się w zakłamaniu, w dezinformacji, w wynaturzeniu, w zbrodni.
Po tym możemy je poznać. Zło nie ma godności. Samo nie abdykuje, gdy np. afery, korupcja, taśmy prawdy, zły stan gospodarki wołają o dymisję zła. Zło sposobem, oszustwem, zastraszeniem, podstępem, wymuszeniem zabiega o dalsze swoje panowanie.
Zła nie można dopuścić do władzy, bo zniszczy wszystko i wszystkich.
Zło trzeba zawczasu rozpoznać i zdusić w zarodku, zanim jako zaraza, jako infekcja rozpłynie się po nas wszystkich.


Prawda o zbrodniach komunistycznych wciąż kole w oczy

Z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem, historykiem, pełnomocnikiem prezesa IPN ds. poszukiwania miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, kierującym pracami ekshumacyjnymi na warszawskim Służewie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki jest efekt prac archeologiczno-ekshumacyjnych na cmentarzu przy parafii św. Katarzyny w Warszawie-Służewie?

– Dziś możemy już z całą pewnością powiedzieć, że cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej jest drugim obok kwatery „Ł” na Wojskowych Powązkach największym w Warszawie miejscem, gdzie grzebano ofiary terroru komunistycznego. Efektem naszych prac jest potwierdzenie, że obszar, który znajduje się na tym cmentarzu, a wówczas będący jeszcze szczerym polem, rzeczywiście jest terenem pochówków więziennych z lat 1946-1948, gdzie pochowano kilkuset ludzi straconych, zamordowanych, ale też zmarłych w więzieniach, aresztach i obozach na terenach Warszawy w wyniku brutalnych śledztw. Efektem tych naszych prac jest określenie pola więziennego, jego kształtu, wielkości, ale także odnalezienie szczątków 23 osób, z których podjęliśmy szczątki czterech osób. Różnica wynika z faktu, że ogromna większość odnalezionych szczątków ofiar znajduje się, przynajmniej częściowo, pod współczesnymi pomnikami. W takich przypadkach nie możemy podejmować szczątków częściowo. Dlatego po zbadaniu, udokumentowaniu szczątki te zostały pozostawione w tych samych miejscach.

Jak te prace archeologiczne przebiegały?

– Prace były prowadzone w ramach projektu naukowo-badawczego „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956”. Nie różniły się one zasadniczo od wszystkich działań tego typu, które podejmujemy na terenie całego kraju, a których celem jest odnalezienie pochówku ofiar terroru komunistycznego. Prace takie przebiegają według ściśle określonej procedury. Poprzedza je wielomiesięczny okres przygotowań realizowany poprzez kwerendy archiwalne i badania historyczne. Następnie przystępujemy do prac ziemnych, które realizowane są w konkretnym miejscu przez zespół składający się z archeologów, antropologów, medyków sądowych i historyków. Z chwilą odnalezienia szczątki są dokumentowane przez specjalistów w miejscu odnalezienia, fotografowane, opisywane, a następnie przenoszone na stół do badań w polowym laboratorium realizowanych przez lekarza sądowego. Z wykonanych oględzin sporządzany jest protokół badań sądowo-medycznych, szczątki są jeszcze raz fotografowane, a następnie składane do trumienek i chowane. Podobnie było i tym razem.

Prace na Służewie były jednak szczególne... Na czym polegała trudność?

– Największa trudność wiązała się z brakiem miejsca. Trzeba wziąć pod uwagę, że teren dawnych pochówków więziennych, który był wówczas w szczerym polu, jest dzisiaj fragmentem cmentarza, na którym znajduje się kilkaset współczesnych nagrobków. Jest to obszar bardzo gęsto zabudowany, ze stosunkowo niewielką przestrzenią, która pozwalałaby na założenie sondażu, a więc miejsca, gdzie rozpoczynamy prace ziemne. Najszersze z sondaży, jakie udało nam się założyć w tym wypadku, miały zaledwie 120 cm szerokości, inne były jeszcze węższe, co najlepiej świadczy o skali problemu. Na tym polegała największa trudność. Szczupłość miejsca najbardziej utrudniała nam prace. Nie mogliśmy sobie pozwolić na żadne działania szerokopłaszczyznowe, z tego też powodu ogromna większość prac została wykonana rękoma archeologów i wolontariuszy bez użycia jakiegokolwiek sprzętu ciężkiego.

Definitywnie zakończyli Państwo prace w tym miejscu?

– Jest to zakończenie pewnego etapu prac. To, co udało się nam ustalić, nakazuje w moim głębokim przekonaniu znalezienie sił i środków na kontynuację tych działań w przyszłości. Na razie jednak trudno mi określić, kiedy mogłoby to nastąpić. Póki co musimy spokojnie zakończyć nasze prace, posprzątać teren, wrócić do domu, przeanalizować zgromadzony materiał i zastanowić się, w jaki sposób można by tu w przyszłości powrócić i podjąć dalsze działania.

Co stoi na przeszkodzie, aby te prace były kontynuowane?

– Jest kilka czynników, o których nie chciałbym publicznie mówić. Odpowiem zatem na tyle, na ile mogę na pana pytanie. Jestem optymistą, jeżeli chodzi o możliwość kontynuacji naszych prac w przyszłości tutaj, na Służewie, mimo trudnych warunków, jakie tu istnieją.

Sprawy nie ułatwia z pewnością fakt, że wczoraj na teren prac wkroczyła policja i prokuratura.

– Z informacji, jakie otrzymaliśmy od przedstawiciela prokuratury, wynika, że powodem wejścia prokuratury i policji na miejsce naszych prac było zawiadomienie o znalezieniu szczątków ludzkich podczas naszych prac archeologicznych. Chcę powiedzieć, że działania policjantów i prokuratorów były działaniami rutynowymi, jakie realizuje się zawsze przy tego typu zawiadomieniu o odnalezieniu szczątków. Te działania trwały od ok. godz. 14.00 do godz. 20.00. Wszyscy członkowie zespołu, wolontariusze, ale też media, które towarzyszą na co dzień naszej pracy, wspólnie obserwowaliśmy te działania. Zakończyły się one zabezpieczeniem przez prokuraturę trumienek ze szczątkami ofiar komunizmu i przewiezieniem ich do Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie.

Z komunikatu prokuratury wynika, że ujawniono szkielety czterech osób, które znajdowały się poza oficjalnie utworzonymi grobami. Jakie były przyczyny podjęcia działań przez śledczych?

– Nie znam powodu. Trudno mi nawet uzmysłowić sobie, że nasze działania, prace, ich jakość na jakimkolwiek etapie mogłyby być zakwestionowane. Jeżeli jest jakikolwiek powód, to jest mi on zupełnie nieznany. Warto, żeby na to pytanie odpowiedziały osoby, które podjęły taką interwencję.

Działania policyjno-prokuratorskie, z jakimi mieliśmy do czynienia, są rutynowe w przypadku badań archeologicznych?

– Absolutnie nie. Z tego typu działaniami spotykamy się po raz pierwszy. Chcę dodać, że ani przez chwilę podczas tych wielogodzinnych działań nie spotkaliśmy się z jakąkolwiek negatywną postawą ze strony policji i prokuratury, przeciwnie, swoje działania wykonywali profesjonalnie. Zresztą nie ukrywając, że nie rozumieją, po co ich właściwie wezwano do prac archeologicznych realizowanych przez instytucję posiadającą nie tylko wszystkie możliwe zezwolenia, ale także specjalistów z zakresu medycyny sądowej, antropologii czy archeologii.

Jako kierujący pracami informował Pan swoich zwierzchników o odnalezieniu podczas badań szczątków ludzkich?

– 30 czerwca rozpoczęliśmy na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej prace archeologiczno-sondażowe. Po odnalezieniu szczątków ludzkich 1 lipca zgłosiłem ten fakt, a już 2 lipca prokuratorzy IPN otrzymali ode mnie pisemne zgłoszenie. Tego samego dnia prokuratorzy IPN byli u nas i na miejscu obserwowali podejmowane działania, zapoznając się z całym procesem poszukiwań i badań. Dokonali też oględzin miejsca przechowywania podjętych przez nas szczątków. Wszystko zatem było legalne od początku do końca, na każdym etapie naszych działań. Jednocześnie prokuratorzy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, widząc brak przesłanek do podjęcia czynności przez pion śledczy IPN, zgodnie z procedurą o fakcie odnalezienia szczątków ludzkich podczas prac archeologicznych na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej poinformowali o tym fakcie prokuraturę powszechną.

Skoro wszystko przebiegało zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, to jaki może być powód tak spektakularnych działań policji i prokuratury?

– Jak pan redaktor zauważył, z połączenia tych informacji wynika jednoznacznie, że problem wcale nie dotyczy jakości naszych prac, rzetelności czy też braku jakichkolwiek zezwoleń. Problem tkwi gdzie indziej…

Komu może zależeć, żeby torpedować prace zmierzające do odkrywania kolejnych komunistycznych zbrodni?

– Zdziwiłby się pan, jak wiele jest takich osób. Mimo upływu czasu wciąż są ludzie, którym nie na rękę jest odkrywanie miejsc pochówków, które pokazują rozmiar zbrodni dokonywanych na polskich patriotach tylko dlatego, że byli Polakami, mówili i działali na rzecz niepodległej Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -oczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 16 lip 2014, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ks. Isakowicz-Zaleski: Nie kłammy ws. Wołynia!

Ks. Isakowicz-Zaleski: Nie kłammy ws. Wołynia! "Posłowie spaprali sprawę upomnienia się o ludobójstwo".

"Nie kłammy w sprawie Wołynia!" - apeluje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w rozmowie z lokalnym serwisem DamiTV. Duchowny zbija argumenty tych, którzy sugerują, by w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę zawiesić postulaty wyjaśnienia i uznania ludobójstwa na Wołyniu. "A kiedy był na to dobry czas? Od 25 lat mówiono, że nie teraz, kiedyś... To wina większości polskich polityków, którzy przespali to ćwierćwiecze. A dziś problemy są, narastają jak wrzód, a politycy boją się tych tematów. Rok temu nie było na Ukrainie walk, a odmówiono uznania ludobójstwa za historyczny fakt" - ocenia.

Zdaniem księdza żeby relacje polsko-ukraińskie były dobre, trzeba powiedzieć, kto był katem i jaka była prawda historyczna.

"Ukraina jest nieprawdopodobnie podzielona ws. ideologii Bandery i zbrodni ludobójstwa popełnionego przez UPA. Część Ukraińców kontynuuje jednak tę ideologię – widać to wyraźnie na zachodzie, gdzie Swoboda zdobyła 11 procent. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że trzeba szukać porozumienia z Polakami" - tłumaczy.

Jak dodaje ks. Isakowicz-Zaleski, to nie naród ukraiński wymordował polski naród, ale wrzód, który wyrósł na narodzie ukraińskim. Podkreśla przy tym, by sprawę ludobójstwa podnosić w szkołach. "Młodzież nie uczy się o tym w szkole. Świadomość o tym wydarzeniu rośnie tylko dlatego, że społecznicy, organizacje katolickie czy harcerze mówią o tym. Tegoroczne uroczystości zgromadziły garstkę ludzi, żadnych polityków..." - mówi duchowny, dodając, że w relacjach polsko-ukraińskich powinniśmy się skupić na wspólnych bohaterach, a nie oddawać cześć banderowcom.

"Nie kłammy dalej w sprawie ludobójstwa. Każde kłamstwo nas oddala od zgody" - kończy zasłużony kapłan.

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z37bnMhjp8

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1160218341


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 17 lip 2014, 06:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Jak widać rządzące Polską zbrodnicze hordy lewackie obawiają się prawdy.
Co więc kryje ziemia w miejscu w którym lewactwo nie pozwala szukać? Kogo możemy tam znaleźć, że kołtuny aż tak boją się tej prawdy?


Strażnicy pamięci

Poświęcenie, oddanie sprawie i pełen profesjonalizm – przez blisko dwa tygodnie ekipa kierowana przez profesora Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, prowadziła prace archeologiczno-sondażowe na warszawskim Służewie.

Pani Magda twierdzi, że sprowadziła ją tu potrzeba serca. Ma dwadzieścia kilka lat i studiuje w Warszawie. Mimo iż nie zawsze jej praca jako wolontariuszki przy ekshumacjach na cmentarzu przy ulicy Wałbrzyskiej spotykała się ze zrozumieniem u kolegów i koleżanek, nie zrażało jej to. Była pewna, że jej obecność w tym miejscu naznaczonym cierpieniem żołnierzy niezłomnych ma głęboki sens.

– Ci ludzie, którzy zostali tutaj pogrzebani w pośpiechu, to męczennicy za sprawę narodową. Budzą mój wielki szacunek – podkreśla pani Magda, która wcześniej pracowała już przy ekshumacjach na Łączce. – Chciałam zrobić coś dobrego i ważnego, dlatego tu przyszłam. Interesuję się historią Żołnierzy Wyklętych, praca tutaj to kontynuacja tych zainteresowań – dodaje pani Barbara, która uczestniczyła w ekshumacjach po raz pierwszy w życiu.

Podobnych młodych osób przewinęło się przez Wałbrzyską kilkadziesiąt. Niekiedy jednego dnia było ich tak wielu, że musieli czekać w kolejce, by wyrzucić wiadro z ziemią z wykopu sondażowego, pomóc przy oczyszczaniu szczątków czy pilnować, by za taśmę odgradzającą wykop od miejsc ogólnodostępnych, nie dostał się nikt nieupoważniony. Było to potrzebne, gdyż archeolodzy pracowali w skrajnie trudnych warunkach, wykopy z powodu ciasnoty maksymalnie miały szerokość 1,3 metra i mimo iż były szalowane, groziło niebezpieczeństwo osunięcia się ziemi na pracujących w nich specjalistów.

W wolontariacie pomagały osoby praktycznie w każdym wieku. Wśród nich starszy pan, który mimo siwych włosów z wielkim zapałem opróżniał podawane mu z jamy grobowej wiadra pełne ziemi. – To mój obowiązek – mówił.

Ściśnięci między grobami
Wszędzie masywne, współczesne pomniki, między którymi z trudnością można postawić stopę. Przed grobami liczne wylewki betonowe, uniemożliwiające prace, i wąskie alejki. To naprawdę niezwykły wyczyn założyć tu między nagrobkami wykop sondażowy, a tego przecież dokonała ekipa profesora Szwagrzyka i to nie jeden, lecz wiele razy.

Mało tego, udało im się wyznaczyć obszar pola więziennego, na którym w latach 40. XX wieku komuniści chowali swoje ofiary z więzienia mokotowskiego i wielu innych miejsc Warszawy. – Udało się określić w dużej części jego obszar, odnaleźliśmy szczątki 23 ludzi, które znajdowały się pod chodnikiem i pod bocznymi alejkami – informuje prof. Szwagrzyk.

Pracowali w wykopach, w nieprzepuszczających powietrza kombinezonach. Praktycznie co dnia natrafiali na nowe szczątki ludzkie. – Kiedy rozpoczynamy kopać kolejny sondaż, w pewnym momencie pojawia się lub nie zarys jamy grobowej. Taka jama ma inne wypełnisko niż ziemia dookoła, odróżnia się kolorem i konsystencją – mówi archeolog Jakub Wichary. Powoli, z zachowaniem wszelkich prawideł naukowych archeolodzy odsłaniali warstwę po warstwie zalegającą daną jamę grobową, dokumentując cały czas każdy etap swoich prac. Za pomocą specjalistycznych narzędzi wydobywali każdą dostępną kość ofiary. – Komunistom nie wystarczyło zabicie naszych żołnierzy, chcieli ich absolutnie upokorzyć, niszcząc ich szczątki. To pokazuje tragedię i jednocześnie grozę tego systemu. Widok rzuconych w bezładzie ciał jest dla mnie szokujący – mówi wolontariuszka Magda.

Ksiądz prałat Józef Maj, proboszcz parafii św. Katarzyny na warszawskim Służewie w latach 1985-2013, jest przekonany, że na tutejszym cmentarzu może leżeć do dwóch tysięcy więźniów. – Stojąc nad odkrytym grobem, zobaczyłem zmasakrowaną czaszkę człowieka, którego szkielet był odsłaniany. Rozbity nos, wybite zęby, zgruchotana żuchwa. Ta czaszka powinna być symbolem tortur, przez jakie ci ludzie przechodzili – stwierdza ksiądz prałat.

Pochowani bez szacunku
W jamach grobowych znaleziono w sumie szczątki 23 osób, głównie młodych mężczyzn, z czego podjęto jedynie cztery kompletne szkielety, które udało się rozłożyć na stole oględzinowym w porządku anatomicznym i zbadać. Pozostałe były badane w ziemi.

– Nie udało się otworzyć całkiem jam grobowych, szczątki wchodziły gdzieś w profile wykopów pod groby, co powodowało, że nie mogliśmy ich wydobyć. Stąd prowadziliśmy oględziny in situ [w miejscu] – zaznacza dr Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Medyk zauważa, że na szczątkach nie stwierdzono zmian urazowych, które mogły prowadzić do zgonu, jak typowe postrzały głowy, które spotykaliśmy na Łączce. Nie wyklucza, że odkryte osoby zostały powieszone. Dziś po tylu latach potwierdzenie tego faktu jedynie na podstawie zachowanych szczątków jest jednak trudne.

Dwa z badanych na stole szkieletów miały złamania kości udowych, dwa inne wygojone urazy złamania kości nosa z przemieszczeniem, doznane na pewien czas przed śmiercią. To może wskazywać, że ofiary były torturowane. Najmłodszy szkielet należał do mężczyzny w wieku 17-20 lat, pozostałe do osób po 20., 30. i 40. roku życia. Część z nich znajdowała się w pojedynczych grobach, niekiedy pochowani byli w trumnach, z których pozostał jedynie zarys lub kawałeczki drewna, inni leżeli w grobach masowych.

Co ciekawe, w większości grzebano nagie zwłoki, archeolodzy nie znaleźli praktycznie żadnych śladów materialnych po ubraniu, poza kilkoma guzikami i fragmentami butów, szelek czy innych przedmiotów.

– Półtora roku przed śmiercią przyszedł do mnie z płaczem pewien ubek. Był majstrem budowlanym, zatrudnionym przez UB „do robót ścisłych”, czyli tajnych i specjalnego znaczenia. Był dwa razy na cmentarzu, gdy wrzucano ciała do dołów. Widział, że były nagie i miały przywiązane na sznurku do dużego palca u nogi kartki z wypisanym numerem. Brak elementów ubrań przy ekshumowanych obecnie potwierdza pośrednio tę tezę – zwraca uwagę ksiądz prałat Józef Maj.

Nagość chowanych ciał to nie jedyna charakterystyczna cecha tych pochówków. Już pobieżny rzut oka na odkryte szkielety w dołach dawał jasny obraz, w jaki sposób po śmierci ci zabici żołnierze niezłomni zostali potraktowani. Wrzucano ich do dołów śmierci jak padłe zwierzęta. W jednej z pierwszych jam grobowych znaleziono szczątki sześciu ofiar, z których podjąć udało się tylko jedną osobę, bo jej szkielet był kompletny. Pięciu innych, leżących tuż obok, nie wydobyto, bo archeolodzy nie mogli dotrzeć do ich czaszek, które leżą pod współczesnymi nagrobkami. Wszyscy byli rzuceni w nieładzie, jeden na drugim. Ktoś upadł do dołu na twarz i w takiej pozycji został już w ziemi jako bolesny wyrzut dla przyszłych pokoleń. Zwłoki innego zasypano w pozycji jakby półsiedzącej, innego z twarzą zwróconą do góry, w kierunku oprawców i grabarzy, którzy starali się zatrzeć za sobą wszelkie ślady.

– Nie mamy wątpliwości, że to więźniowie. Świadczy o tym pochówek, który został tutaj przez nas odkryty. Ci ludzie są w dużym dole, ich szczątki zostały wrzucone, są nieułożone, splecione ze sobą – stwierdza prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Wspólna sprawa
Codziennie na Wałbrzyskiej spotykałem wielu ludzi, którzy zapewniali o swoim wsparciu dla poszukiwań ofiar komunizmu, dzielili się wspomnieniami z lat młodości lub dzieciństwa, kiedy widzieli, jak na cmentarz zwożono na furmankach ciała zamordowanych i potajemnie ich grzebano. Dla utrudzonej pracą w upale ekipy mieli często niespodziankę: domowe wypieki i inne smakołyki, napoje.

Z wielką radością przez archeologów, medyków sądowych i wolontariuszy witany był zawsze dr Witold Mieszkowski, syn odnalezionego na Łączce dowódcy floty komandora Stanisława Mieszkowskiego, który podobnie jak na Powązkach przynosił im już legendarne domowe paszteciki, które wszyscy z wielkim smakiem pałaszowali.

– Te wykopaliska to bardzo ważna publiczna sprawa. 28 lutego w Belwederze powiedziałem, że nie robię już tego dla siebie i dla mojego ojca, bo jego akurat odnaleziono. Robię to dla moich i nie tylko moich wnuków, żeby wiedzieli, gdzie są ich korzenie – mówi dr Mieszkowski.

Do profesora Szwagrzyka zgłosiły się już trzy rodziny, które są właścicielami współczesnych nagrobków umiejscowionych na polu więziennym na Służewie. Zadeklarowały, że w przypadku drugiego etapu prac na Wałbrzyskiej wyrażą pełną zgodę na prace poszukiwawczo-ekshumacyjne pod grobami ich bliskich. – To dla nas bardzo ważne, mam na uwadze przede wszystkim piękną postawę tych ludzi, którzy nie myślą wyłącznie w kategorii własnego, rodzinnego czy osobistego interesu, tylko mają świadomość, że jest to sprawa znacznie szersza i dotycząca nas wszystkich – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Na razie nie wiadomo, kiedy może dojść do drugiego etapu prac badawczych na tutejszym cmentarzu. Pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego jest jednak zadowolony z dotychczasowych badań przeprowadzonych na Służewie, drugim obok Łączki największym w Warszawie polu grzebalnym ofiar terroru komunistycznego. – Wydaje mi się, że w tych nieprawdopodobnie trudnych warunkach wykonaliśmy zadanie, które przyjęliśmy, przyjeżdżając tutaj. Będziemy kontynuować tu pracę, choć nie wiadomo jeszcze, kiedy to nastąpi – zastrzega prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Wielkim zaskoczeniem dla ekipy pracującej na Służewie było wkroczenie w ubiegły czwartek na cmentarz policji i prokuratury. Na wniosek prokuratora Dariusza Gabrela, dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, sprawa odnalezienia szczątków ludzkich na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej została przekazana do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Pełne szkielety wydobytych z dołów śmierci osób prokuratura rejonowa zabezpieczyła w Zakładzie Medycyny Sądowej. – Nikt nie ma zamiaru zaprzestać tych prac, ani nie ma zamiaru w nich przeszkadzać. Niepoważne wydaje się stwierdzenie, że kierownictwo Instytutu, które zainicjowało te poszukiwania, w tej chwili stara się je zablokować – oświadczyła niedawno Agnieszka Rudzińska, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 18 lip 2014, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=14515

Białystok: niemowlęta wśród ofiar komunistycznej bezpieki
Agnieszka Jaremczak 16.07.2014

Poszukiwanie szczątków ofiar zbrodni UB na terenie Aresztu Śledczego w Białymstoku będzie kontynuowane we wrześniu. Dotychczasowe prace szokują: na miejscu byli grzebani nie mężczyźni, ale także kobiety i dzieci, w tym niemowlęta.

Prace na terenie aresztu rozpoczęły się w ubiegłym roku. Wówczas odkryto pierwsze szczątki. Kontynuowano je w maju tego roku. Znaleziono szczątki około 180 osób. Wśród ofiar komunistycznych represji były kobiety i dzieci.
Ekshumacje prowadzone były głównie na tyłach aresztu, na terenie dawnego ogrodu tej placówki, potem także w piwnicach budynku administracyjnego.
Podczas majowych ekshumacji znaleziono około 20 jam, w których mogą znajdować się ludzkie szczątki, ale nie wszystkie udało się zbadać. Dlatego we wrześniu poprowadzone zostaną dalsze prace ekshumacyjne. Będą to także prace sondażowe, które dotyczyć będą ustalenia kolejnych miejsc, gdzie mogą znajdować się ludzkie szczątki. - Trzeba wreszcie ustalić jak wielkie jest to "pole śmierci" - mówi prokurator pionu śledczego IPN w Białymstoku Zbigniew Kulikowski.

Na terenie są szczątki ofiar z różnych okresów okupacji wojennej, jak również ofiary zbrodni UB. IPN przypuszcza, że sprawcy tych zbrodni już nie żyją, dlatego należy się skupić na identyfikacji ofiar.
W komunikacie IPN poinformowało też, że biegli z zakładu medycyny sądowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku zbadali przekazane im przez IPN szczątki osób znalezione na terenie aresztu w lipcu ubiegłego roku. Biegli ustalili, że należą one do trzech różnych osób płci męskiej. - Jeden z mężczyzn w chwili śmierci miał mniej niż 20 lat, drugi zaś - od 30 do 40 lat. Stan szczątków trzeciego mężczyzny nie pozwolił na określenie jego wieku - napisano. W czaszce młodszego z mężczyzn znajduje się otwór, który - zdaniem biegłego - może być śladem po postrzale z broni palnej.
Prokuratorzy białostockiego oddziału Instytutu prowadzą śledztwa dotyczące m.in. zabójstw członków polskich organizacji niepodległościowych, dokonywanych przez funkcjonariuszy UB w latach 1944-56 na terenie białostockiego więzienia (obecnie aresztu śledczego).
Według historyków IPN teren obecnego Aresztu Śledczego w Białymstoku, czyli dawnego więzienia karno-śledczego przy ul. Kopernika, jest jednym z lepiej udokumentowanych archiwalnie miejsc egzekucji ofiar białostockiego Urzędu Bezpieczeństwa.

IPN: bez zmiany prawa niemożliwe będzie odnalezienie wszystkich ofiar>>>

Do tej pory szacowali, że mogą tam spoczywać szczątki od kilkudziesięciu do ponad dwustu ofiar zbrodni komunistycznych. Chodzi o osoby zamordowane na terenie tego więzienia oraz te, które zginęły w potyczkach i obławach na terenie dawnego województwa białostockiego i tu zostały pochowane. Dotychczasowe wyniki prac zaskakują ich o tyle, że są tam odkrywane nie tylko pochówki mężczyzn, czego się spodziewano, ale też kobiet i dzieci, w tym niemowląt.

PAP/asop


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 20 lip 2014, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wolna-polska.pl/wiadomosci/talm ... ow-2014-04

Talmudyczne obozy ludobójstwa dla Polaków !
OPUBLIKOWANO KWIECIEŃ 17, 2014PRZEZ POLONUSKAW HISTORIA

Obrazek

Talmudyczne obozy ludobójstwa Polaków to de facto obozy NKWD dla jeńców polskich.Wykaz obozów koncentracyjnych dla Polaków, jeńców polskich –i miejsca masowego odosobnienia trzech grup jeńców polskich w niewoli radzieckiej . Nie są tu wymienione inne miejsca odosobnienia polskich jeńców w ZSRR, takie jak więzienia Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy – gdzie zgromadzono oddzielnie aresztowanych polskich oficerów w liczbie około tysiąca osób, czy więzienie NKWD na Łubiance w Moskwie.
Podane obozy zostały podzielone na potrzeby tego hasła na obozy jenieckie właściwe, w których władze radzieckie w zasadzie przestrzegały warunku konwencji o jeńcach i nie zmuszały ich do pracy niewolniczej, oraz na obozy jenieckie pracy, w których jeńcy wykonywali roboty przymusowe. Dla miejsc przetrzymywania pierwszej grupy jeńców użyto znanego z historiografii podziału na obozy specjalne i rozdzielcze, a dla drugiej grupy wprowadzono rozróżnienie na obozy przejściowe i poamnestyjne.

Obozy NKWD w czasie „Operacji polskiej” (1933-1938)
Po zakończeniu w 1924 r. repatriacji, na podstawie Traktatu ryskiego (1921 r.), w ZSRR pozostało ok. 1,1-1,2 mln Polaków. Większość (ok. 900-950 tys.) mieszkała na Ukrainie i Białorusi, gdzie przeważali chłopi (ok. 80 proc.), osiedleni w XVII-XVIII w., oraz najczęściej na terenach przed I rozbiorem Polski i w pobliżu granicy polsko-sowieckiej. Istniały też polskie skupiska w dużych miastach, takich jak Kijów, czy Mińsk, Leningrad i Moskwa. W samej Rosji, na Zakaukaziu i Syberii było łącznie
ok. 200 tys. Polaków. W 11 sierpnia1937 r. Jeżow podpisał rozkaz operacyjny nr 00485, który zapewniał, m.in. „całkowitą likwidację (…) podstawowych zasobów ludzkich polskiego wywiadu w ZSRR”. „Polska operacja”, określana;” na 3 miesiące”, była parokrotnie przedłużana i zakończyła się decyzją NKWD i Rady Komisarzy Ludowych z 15 listopada 1938 r. Przez parę miesięcy trwało też „czyszczenie” wśród tych enkawudzistów, którzy brali udział w operacji. Represje wobec Polaków objęły zarówno czołówkę działaczy komunistycznych (m.in. stracono 46 członków i 24 zastępców członków KC), jak i „zwykłych obywateli”; zarówno robotników, jak i – przede wszystkim – chłopów. Według sprawozdania NKWD z 10 lipca1938 r., aresztowano łącznie 134 519 Polaków – ok. 53 proc. na Białorusi i Ukrainie, z których większość trzymano w obozach NKWD. Do chwili podjęcia decyzji z 15 listopada1938 r. liczba aresztowanych wynosiła ok. 150 tys. Szacuje się, że 40-50 proc. Czyli ok. 75 tys. zostało rozstrzelanych.Pozostałych deportowano do Kazachstanu lub osadzono w obozach NKWD.

Obozy przetrzymywania pierwszej grupy:
Obozy wymienione poniżej funkcjonowały w umownym okresie od 17 września 1939 r. do końca maja 1940 r., czyli zakończenia tzw. rozładowania obozów specjalnych (zbrodnia katyńska).

Obozy jenieckie właściwe:
Dla pierwszej grupy jeńców utworzono je na mocy rozkazu nr 0308 z 19 września 1939 r. Ławrientija P. Berii w celu rozmieszczenia przekazywanych organom NKWD zatrzymanych przez Armię Czerwoną na anektowanych wschodnich obszarach Polski w wyniku agresji 17 września 1939 r. polskich jeńców wojennych. Literatura podaje ponad sto takich obozów, a najbardziej znane tzw. właściwe obozy jenieckie to (z podaniem lokalizacji geograficznej, komendanta i komisarza w momencie utworzenia obozu oraz stanujeńców przed rozładowaniem dla obozów specjalnych i obozu griazowieckiego):

Obozy specjalne:
kozielski (Kozielsk k. Kaługi w obwodzie kałuskim (Rosja) przy linii kolejowej Smoleńsk – Bachmutowo – Kozielsk, ok. 250 km na południowy wschód od Smoleńska – w klasztorze Swiato-Wwiedienskaja Optina Pustyń (Pustelnia Optyńska), opisywany w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego; komendant: st. lejt. bp Wasilij Nikołajewicz Korolow, komisarz st. politruk Michał Michajłowicz Aleksiejew; początkowo obóz przejściowy dla przekazania jeńców Niemcom, potem obóz specjalny oficerski ze względu na przeładowanie obozu starobielskiego; wg Ośrodka „KARTA” z tego obozu zamordowano 4410 osób
ostaszkowski (Ostaszków w obwodzie kalinińskim, obecnie twerskim, Rosja), na północny zachód od Kalinina (Tweru) przy linii kolejowej Wielkie (Wielikije) Łuki – Pieno – Bołogoje, a właściwie na odległej o 11 km od Ostaszkowa wysepce Stołbnyj na jeziorze Seliger w pobliżu wioski Żar – w klasztorze Niłowa Stołbienskaja Pustyń (Pustynia Niłowska); komendant: st. lejt. bp Paweł Fiodorowicz Borisowiec, komisarz st. politruk Iwan Aleksiejewicz Jurasow; obóz dla policjantów, pracowników służby
więziennej, wywiadu oraz żandarmów; wg Ośrodka „KARTA” z tego obozu zamordowano 6314 osób
starobielski (Starobielsk w obwodzie woroszyłowgradzkim, obecnie ługańskim, Ukraina), nad rzeczką Ajdar na drodze Millerowo – Kuliansk i linii kolejowej Staniczno-Ługanskoje – Urazowo – w klasztorze Pokrowskim (Opieki) Matki Bożej; komendant: kap. bp Aleksander Grigoriewicz Bierieżkow, komisarz Michał Michajłowicz Kirszyn; pierwszy specjalny obóz oficerski; wg Ośrodka „KARTA” z tego obozu zamordowano 3739 osób.

Obozy rozdzielcze, przejściowe i zbiorcze:
griazowiecki (Griazowiec pod Wołogdą, (Rosja) na linii kolejowej Jarosław – Wołogda), w byłym klasztorze, później domu wczasowym przedsiębiorstwa Siewierolies, ok. 8 km od miasta i stacji kolejowej; komendant: por. bp Michał Filippow; miejsce gromadzenia jeńców wyselekcjonowanych przez NKWD z obozów specjalnych do realizacji perspektywicznych planów, w maju 1940 r. było ich 395 juchnowski (Juchnow koło Kaługi, Rosja) nad rzeką Ugrą na drodze Małojarosławiec – Miatliewo – Rosławl, faktycznie w byłym sanatorium gruźliczym Pawliszczew (Pawliszew) Bor (często obóz jest identyfikowany jest pod tą nazwą), 500 m od wsi Szczełkanowo, 32 km od stacji kolejowej Babynino na linii Tichonowa Pustyń k. Kaługi – Suchiniczi; komendant: mjr bp Filip Josifowicz Kadyszew, komisarz batalionowy Ewel Sołomonowicz Gilczienok: jużski (Juża w obwodzie iwanowskim, Rosja) niedaleko od rzeki Klaźmy, na terenie miasteczka Talicy, 30 km od miasta Juża i 47 km od stacji kolejowej Wiazniki; komendant: mł. por. bp Aleksander Fiłatowicz Kij, komisarz st. por. bp Grigorij Wasiljewicz Korotkow kozielszczański (Kozielszczyna w obwodzie połtawskim, (Ukraina) przy linii kolejowej Postawa – Kriemieńczug, 500 m od stacji kolejowej; komendant: st. por. bp W. Ł. Sokołow, komisarz kap. F. S. Akulienko orański (Oranki pod Gorkim (obecnie i poprzednio Niżnij Nowgorod, Rosja), niedaleko od miasta Bogorodzk i linii kolejowej Arzamas – Gorki (Niżnij Nowgorod), w byłym klasztorze; komendant: st. por. bp I. Sorokin, komisarz por. bp W. p. Kuźniecow putywlski (Putywl’ w obwodzie sumskim (Ukraina)) na drodze Sumy – Głuchow w klasztorze safroniewskim, 40 km od Putywla i 12 km od stacji kolejowej Tiotkino na linii Sumy – Worożba – Drużba; komendant: mjr bp Nikołaj Nikołajewicz Smirnow, komisarz batalionowy Siemion Piotrowicz Wasiagin; obóz przejściowy dla przekazania jeńców Niemcom wołogodzki lub zaonikijewski (Wołogda, Rosja), w pomieszczeniach zlikwidowanego domu dziecka 18 km od Wołogdy w pobliżu osiedla Zaonikijewo; komendant: Matwiejew, p.o. komisarza Timofiej Fiodorowicz Sazonow.

Obozy jenieckie pracy przymusowej.Najbardziej znanymi obozami jenieckimi pracy były:
obóz rówieński (od grudnia 1939 r. zwany lwowskim) – system około 20 punktów obozowych rozlokowanych wzdłuż budowanej w morderczym tempie drogi strategicznej Nowogród Wołyński (Nowograd Wołyńskij) – Lwów przez Równe (Rowno), Dubno i Brody; komendant: Iwan Fediukow; skierowano tu 15.500 osób, z czego w grudniu 1939 r. Polaków było 14.211, w tym 12.482 szeregowców i 1364 podoficerów obozy na potrzeby kopalń żelaza i wapienia ze zjednoczenia „Nikopol-Marganiec” na Ukrainie podległego Ludowemu Komisariatowi Metalurgii Żelaza; planowano tu skierowanie tu 8500 Polaków, a ostatecznie osadzono około 10.300 osób: obóz krzyworoski (Krzywy Róg w obwodzie dniepropietrowskim, Ukraina); około 6800 jeńców obóz jeleno-karakubski; około 1900 jeńców obóz zaporoski (Zaporoże, Ukraina); około 1600 jeńców.

Obozy ON:
W enuncjacjach radzieckich z kwietnia 1943 roku, a w ślad za nimi w sprawozdaniu komisji Burdenki ze strony ZSRR badającej, a faktycznie fałszującej zbrodnię katyńską, pojawiła się informacja, że na wiosnę 1940 roku jeńcy z trzech obozów specjalnych zostali zgrupowani w trzech blisko leżących, około 30-40 km od Smoleńska, obozach specjalnego przeznaczenia (pracy przymusowej na drogach) nr 1-ON, 2-ON, 3-ON. Umieszczono ich tam bez prawa do korespondencji, co uprawdopodobniało nagłe ustanie wymiany listów. Po wybuchu wojny mieli być pozostawieni na pastwę losu ze względu na brak wagonów, wpaść w ręce Niemców i na przełomie lata i jesieni 1941 roku zostać rozstrzelani przez nich. Cała ta wersja nie wytrzymuje krytyki – komisja podała z imienia i nazwiska komendanta tylko jednego obozu (1-ON), nikt z tych obozów nie uciekł, nie zmarł, nie został aresztowany lub przemieszczony do innego obozu. Pozostawienie na pastwę losu tych obozów też byłoby zadziwiające wobec uporczywych ewakuacji innych obozów, jak chociażby znajdującego się – nie jak Smoleńsk – w bezpośredniej bliskości granicy obozu lwowskiego. Ewakuację tego obozu przeprowadzono pieszo, nie koleją, do tego mając podobną liczbę więźniów prawie w całości doprowadzono ich pod bombami do obozu starobielskiego. Ponadto pomimo twierdzeń o wpadnięciu w ręce Niemców więźniów trzech obozów, czyli około 15 tys. osób, i zamordowaniu ich wszystkich w Katyniu, znaleziono tam zwłoki w liczbie zgodnej z liczbą
przetrzymywanych w jednym, kozielskim obozie. Tym niemniej wersja taka jest w Rosji propagowana w ramach tzw. kłamstwa katyńskiego (publicysta J. Muchin, gubernator A. Tiulejew).

Obozy przetrzymywania drugiej grupy:
Obozy te stanowiły miejsca przetrzymywania jeńców pomiędzy zakończeniem tzw. rozładowania obozów (zbrodnia katyńska) a okresem przejściowym po 12 sierpnia 1941 r. ogłoszeniem tzw. amnestii.

Obozy jenieckie właściwe:
Podane poniżej obozy nie funkcjonowały stale w podanym wyżej okresie ze względu na przemieszczenia jeńców i związane z tym ich zamykanie i otwieranie. Niektóre obozy jako w dalszym ciągu funkcjonujące były wymienione wyżej.

Obozy przejściowe:
juchnowski, znany też jako Pawliszczew (Pawliszew) Bor (Juchnow koło Kaługi, Rosja); przemieszczano przez niego docelowo wyselekcjonowanych do obozu griazowieckiego jeńców z obozów specjalnych; zgromadzono tu też przejętych jeńców polskich internowanych w krajach bałtyckich, w styczniu 1941 r. było ich 2752, z których wiosną 1941 r. wywieziono do obozu ponojskiego 2495 osób; 5 lipca 1941 r. obóz ewakuowano do obozu griazowieckiego (1300 osób)
kozielski, znany też jako Kozielsk II (Kozielsk k. Kaługi w obwodzie kałuskim (Rosja); w lecie 1940 r. ten pusty były obóz specjalny uruchomiono ponownie i zgromadzono tu przejętych jeńców polskich internowanych w krajach nadbałtyckich, w styczniu 1941 r. było ich 2448, z których wiosną 1941 r. wywieziono do obozu ponojskiego 1428 osób; na przełomie czerwca i lipca 1941 r. ewakuowano z niego do obozu griazowieckiego 1224 jeńców polskich oraz 181 internowanych francuskich, angielskich i belgijskich wojskowych przemieszczonych w lutym 1941 r. z więzienia butyrskiego w Moskwie.
Obozy „poamnestyjne” griazowiecki (Griazowiec pod Wołogdą, (Rosja); jeńcy ocaleli (wyselekcjonowani) z likwidacji obozów specjalnych oraz jeńcy internowani w krajach nadbałtyckich, przemieszczeni do obozu kozielskiego i juchnowskiego i stamtąd wyselekcjonowani (1673 osoby, z tego 395 osób ocalałych z pierwszej grupy z obozów specjalnych)
jużski (Juża w obwodzie iwanowskim, Rosja); jeńcy przeniesieni z zespołu Północnego Obozu Kolejowego (Siewżeldorłag) oraz część jeńców z obozu ponojskiego (9567 osób) suzdalski (Suzdal w obwodzie władimirskim, (Rosja); część jeńców przeniesionych z obozu ponojskiego (1967 osób) starobielski (Starobielsk w obwodzie woroszyłowgradzkim, obecnie ługańskim, Ukraina); jeńcy ewakuowani po 22 czerwca 1941 r. z obozu lwowskiego (12.002 osoby).

Obozy jenieckie pracy przymusowej:
obóz lwowskim (do grudnia 1939 r. zwany rówieńskim) – wykorzystywany w dalszym ciągu do forsownej budowy drogi strategicznej Nowogród Wołyński – Lwów, po 22 czerwca 1941 r. ewakuowano do obozu starobielskiego około 14 tysięcy osób (w tym około 11 tysięcy Polaków) – ofiary ewakuacji szacuje się na około 1900 osób (zidentyfikowanych przez Ośrodek „KARTA” – 1328) zespół Północnego Obozu Kolejowego (Siewżeldorłag) rozlokowany w dorzeczu Peczory, w południowo-wschodniej części obwodu archangielskiego (Rosja) i sąsiednich terenach Komi ASRR; do budowy Północno-pieczorskiej Magistrali Kolejowej przemieszczeni tam zostali jeńcy z obozów: krzyworoskiego, jeleno-karakubskiego i zaporoskiego w liczbie około 8 tysięcy osób
obóz ponojski (Ponoj w obwodzie murmańskim nad Morzem Białym, Rosja); przemieszczeni tam zostali jeńcy z obozów: kozielskiego i juchnowskiego na budowę NKWD nr 106 (tworzenie lotniska wojskowego).

Obozy przetrzymywania trzeciej grupy:
Wkroczenie Armii Czerwonej na wschodnie tereny II Rzeczypospolitej rozpoczęło masowe akcje represyjne przeciwko polskim zbrojnym organizacjom niepodległościowym. Pojmanych ich członków gromadzono w obozach filtracyjnych i przejściowych m.in. w Białymstoku, Lublinie, Skrobowie k. Lubartowa (niekiedy podawanego jako „Skrobowo”), Przemyślu, Sokołowie Podlaskim, Miednikach Królewskich k. Wilna. Część z nich siłą lub dobrowolnie wcielano do Armii Berlinga i do Armii Czerwonej, a większość wywożono do poniższych obozów w głębi Rosji:
obóz borowiczyński nr 270 (Borowiczy w obwodzie nowogrodzkim, Rosja); 5795 osób
obóz czerebowiecki (?) (Czerebowiec (?), Rosja)
obóz diagilewski (Diagiliewo pod Riazaniem na linii kolejowej Moskwa – Riazań, Rosja)
obóz dubrowski (Dubrowsk, Rosja)
obóz griazowiecki (Griazowiec pod Wołogdą, (Rosja)
obóz kałuski (Kaługa, Rosja)
obóz ostaszkowski nr 41 (Ostaszkow w obwodzie kalinińskim, obecnie twerskim, Rosja); łącznie z obozem riazańskim 4307 osób
obóz riazański nr 178-454 (Riazań, Rosja)
obóz saratowski nr 0321 (Saratów, Rosja);
obóz stalinogorski kontrolno-filtracyjny nr 283 i jeniecki nr 388 (Stalinogorsk w obwodzie moskiewskim – obecnie Krasnogorsk, Rosja); 6326 osób
obóz staliński kontrolno-filtracyjny nr 240 (Stalino w Donbasie, obwód doniecki, Ukraina); łącznie z obozem saratowskim 4782 osoby.
Oprócz wymienionych obozów żołnierze AK i innych zbrojnych organizacji niepodległościowych byli skazywani lub kierowani do obozów pracy w Workucie, Archangielsku, Murmańsku, lub do zimowego wyrębu lasu, jak uczyniono z wszystkimi osadzonymi w obozie kałuskim zmuszonymi do takiej pracy w rejonie korobowskim pod Moskwą.

Obozy powojenne NKWD dla Polaków w ZSRR.Trzy podstawowe typy obozów NKWD po wojnie nosiły nazwy:
A) Obozy
B) Obozy kontrolno-filtracyjne
C) Bataliony robocze

Oto niektóre obozy NKWD dla Polaków po II wojnie światowej i ilość internowanych lub uwięzionych w ZSRR:
Internowani na Uralu; 3940 osób, które w latach 1945–48 przeszły przez obóz kontrolno-filtracyjny nr 0302 w obwodzie Mołotowskim i obozy jenieckie nr 231 i nr 523 w obwodzie Swierdłowskim. dla obywateli Polski, którzy zostali aresztowani w latach 1944–45 i byli przetrzymywani bez wyroku w obozach NKWD–MWD ZSRR jako internowani.
Uwięzieni w Ostaszkowie i Riazaniu; 4307 internowanych Polaków i obywateli polskich, którzy w latach 1944-1947 przeszli przez obozy jenieckie nr 41 w Ostaszkowie w obwodzie kalinińskim i nr 178–454 pod Riazaniem i łagrów w rejonie Workuty,
5690 Polaków i obywateli polskich innych narodowości aresztowanych po 4 stycznia 1944, więzionych w Workutłagu, Rieczłagu, Intłagu, Minłagu, Obskim ITŁ i Budowie 501 oraz innych łagrach podległych Północnemu Zarządowi Budowy Kolei.
Uwięzieni w Stalinogorsku; 6326 Polaków i obywateli polskich więzionych w obozie kontrolno-filtracyjnym nr 283 i obozie jenieckim nr 388 NKWD-MWD ZSRR w latach 1944-1950.
Uwięzieni w Borowiczach; 5795 Polaków i przedwojennych obywateli polskich innych narodowości więzionych w obozie jenieckim nr 270 NKWD ZSRR w latach1944-1949.
W kwietniu – maju 1945, po publicznym wezwaniu, aresztowanych przez NKWD, wysłano do pracy przymusowej w kopalniach Donbasu, kilkadziesiąt tysięcy górników – obywateli Polski z terenu województwa śląskiego. Do Polski wrócili nieliczni po dziesięciu latach.

Obozy i więzienia NKWD w PRL-u:
Zgodnie z rozkazem (nr 220169) Naczelnego Dowództwa , z 1 sierpnia 1944r. NKWD i Smiersz (kontrwywiad wojskowy), postępując za linią frontu na terenie Polski zakładało obozy i więzienia dla AK i opozycji. Wedle raportu z października, w ramach wykonania rozkazu w ciągu kilku miesięcy zatrzymano i rozbrojono ok. 25 tys. żołnierzy AK.
Ławrientij Beria w Rozkazie nr 001266/44 z 15 października 1944 r. powołał do stacjonowania w Polsce, 64 Dywizję Strzelców, a w terenach przygranicznych wraz z jednostkami NKWD z Białorusi i Ukrainy. Nie bierzemy tu pod uwagę obozów NKWD na terenach przedwojennej wschodniej Polski. (Np.Sowieci przetrzymywali od lata 1944 r. kilka tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, (w raportach z Wileńszczyzny wspomina się nawet o 8 000), w obozie (na terenie ruin zamku) w Miednikach Królewskich koło Wilna).
Do końca 1944 r. NKWD i Smiersz zatrzymały ok. 17 tys. osób, z czego ponad 4 tys. zostało przesłanych do obozów w głębi ZSRR. Oddziały sowieckie, od 1 marca 1945 r. podporządkowane Głównemu Doradcy NKWD przy polskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, działały w Polsce do wiosny 1947 r., a potem te funkcje przyjął UB.
Liczbę zamordowanych i zamęczonych w więzieniach i łagrach w latach 1944-1956 ustalili historycy na ponad pół miliona, w tym 80 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej i 31,5 tysięcy żołnierzy oddziałów leśnych (poakowskich, narodowych i innych.
Na podstawie dokumentacji MBP można ustalić, że w Polsce w kwietniu 1945 r. funkcjonowało 16 obozów (Mrowino, Studzieniec, Świętochłowice – Zgoda, Jaworzno, Zimne Wody, Potulice, Jarosław, Mysłowice, Mielęcin, Wadowice, Krotoszyn, Gdańsk, Łódź, Popkowice, Poniatowa, Łęgnowo), w których było ulokowanych 27 826 więźniów.
W drugiej połowie roku liczba obozów i kolonii rolnych wynosiła 28 placówek (doszły nowe: Głaz, Kcynia, Krzesimów, Leszno – Gronowo, Inowrocław, Oświęcim, Janikowo, Jaksice, Gniewkowo, Będzin, Targowa Górka, Abramów, Stalowa Wola, Toruń – Rudak, Kruszwica, Warszawa, Złotów; przestały zaś funkcjonować: Poniatowa, Gdańsk, Krotoszyn, Wadowice, Zimne Wody, Świętochłowice – Zgoda Od stycznia 1945 r. do sierpnia 1946 r zatrzymały łącznie ok. 47 tys. osób.

A oto tylko niektóre więzienia i obozy NKWD na terenie PRL:
Krzesimów koło Łęcznej, (lipiec 1944 – sierpień 1948) – Pierwszy obóz NKWD na terenie Polski lubelskiej, gdzie zamordowano kilkaset osób, – stąd wywożono do łagrów sowieckich.
Zamek w Lublinie, {w styczniu 1954 r. więzienie przeniesiono do Chełma}- Zamek w Rzeszowie (1944 – 1956) – więzienia NKWD na ziemiach wschodniej RP – miejsca kaźni tych „ze wschodu”,którzy najwcześniej i najdłużej walczyli.
Wronki, Rawicz, Fordon…(1945 – 1956) – trzy „centralne” więzienia komunistyczne i około 20 innych, przez które „przeszło” od 150 do 200 tysięcy żołnierzy drugiej konspiracji.
Jaworzno obóz pracy -6 kwietnia 1945 Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na podstawie okólnika nr 42 utworzyło Centralne Obozy Pracy, powołując obozy w Warszawie, Poniatowie, Krzesimowie, Potulicach i Jaworznie i w (1950 – 1956)Progresywne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie – dla młodocianych więźniów politycznych. Trafiali do niego więźniowie, których wiek nie przekraczał 21 roku życia. Historycy szacują, że przez więzienie przeszło około 5 tys.
Majdanek- Lublin (KL) (VII 1944 – XII 1945) – obóz NKWD – stąd wywożono do łagrów sowieckich.
Przemyśl -założenie w jesieni 1944 r. Obozu Przejściowego NKWD nr 49 dla AK i przeciwników okupacji sowieckiej oraz wywożenie stąd do obozów na Syberii i najczęściej do m. Borowicze, gdzie znajdował się kompleks łagrów NKWD dla AK (Uprawienie nr 270).
Więzienie Montelupich w Krakowie – Od wkroczenia AR w 1945 w budynku znajdowało się ciężkie więzienie Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD, przez które przeszło kilka tysięcy polskich żołnierzy, głównie z Armii Krajowej oraz WiN, z których część wywieziono w głąb ZSRR na zesłanie
Poznań „Specłagier NKWD nr 2 – Dokumenty świadczą o ponad 800 więźniach przebywających w tym obozie w 1945 r., i potem, w dyspozycji poznańskiego WUBP. Wśród przetrzymywanych znajdowali się wyżsi oficerowie AK, a także żołnierze NSZ i działacze SN.}
Trzebuska, Turza koło Sokołowa Małopolskiego (VIII – X 1944) -Obóz NKWD i jedno z miejsc masowych mordów.
KL Warschau Obóz koncentracyjnego – Konzentrationslager. Od stycznia 1945 r., do maja 1945 r. prowadzony przez NKWD, a potem do 1949 r. przez UB; Obóz Pracy przy ul. Gęsiej, gdzie w straszliwych warunkach przetrzymywano Akowców innych więźniów politycznych . Poniosło tam śmierć ok. 1800 osób.
1945 r., od stycznia do maja obóz NKWD (a potem UB do 1949 r.), przy ul. Gęsiej, gdzie w straszliwych warunkach przetrzymywano żołnierzy Armii Krajowej, jeńców i „innych przestępców”. Zachowały się przekazy o egzekucjach w tym obozie, dokonywanych przez NKWD. Po wojnie poniosło tu śmierć ok. 1800 osób.
Skrobów koło Lubartowa, na Lubelszczyźnie, obóz NKWD dla żołnierzy AK (1944 – 1945)
Kąkolewnica Obóz NKWD dla AK, od września 1944 r. do listopada 1945r. przebywało 2500-3000 więźniów. Uroczysko Baran w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego. Od jesieni 1944 do przełomu stycznia i lutego 1945 roku rozstrzeliwano żołnierzy AK, ale także WiN i BCh.
Rembertów – Specjalny obóz NKWD nr 10 na terenie fabryki Zakłady Amunicyjne Pocisk Sp. Akc., dla łącznie 8 000 Polaków; żołnierzy i działaczy Polskiego Państwa Podziemnego. Od września 1944 do lipca 1945 r. NKWD więziło tu, m.in. gen. Emila Fieldorfa „Nila” . 21 maja1945 odział AK rozbił więzienie i uwolnił 1 446 ludzi, przeznaczonych do wywiezienia do Rosji.
Oświęcim Obozy NKWD i UB, do jesieni 1945 r. w byłym obozie lub w pobliżu, koło dworca kolejowego „Gemeinschaftslagru”. Drugi z obozów – założony w obrębie byłego KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince – istniał do marca 1946 roku. W obozach tych przebywało około 15 tysięcy osób, głównie opornych Polaków wobec władzy. Komendantem obozu był sowiecki pułkownik o nazwisku Masłobojew. W księgach parafialnych odnotowano tam zgony 144 osób. Na terenie Śląska działało blisko 30 innych mniejszych obozów NKWD, o których zachowały się jedynie fragmentaryczne relacje ludności miejscowej i osób więzionych.
Toszek obóz NKWD – w ciągu siedmiu miesięcy zmarło w nim około 3,3 tys. więźniów, a dalszych blisko tysiąc – zmarło z wycieńczenia -wkrótce po wyjściu na wolność.
Kędzierzyn i Blachownia oraz w Huta „Hermann Göring” w Łabędach- obozy NKWD, gdzie więźniowie demontowali fabryki i urządzenia, wywożone później do Związku Radzieckiego
Obozy NKWD w Ciechanowie, Działdowie, Świebodzinie i Grudziądzu, z których wyruszyło do obozów około 25 tysięcy osób w głąb Rosji.Mrowino – Obóz NKWD dla polskich więźniów politycznych od 1945 do 28 czerwca 1956 roku, kiedy to, ok. godz. 18.30 powstańcy poznańscy napadli i wyzwolili jeńców.
Działdowo – na miejscu zagłady przez Niemców 10 tys. Polaków – Obóz Nakazowo Rozdzielczy NKWD Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych dla AK i z Deutsche Volksliste oraz jako przejściowy przy wysiedleniach Polaków z terenu Pomorza do łagrów Związku Sowieckiego od 18 stycznia 1945 do października 1945 r., z Powiatową Komendanturą Wojenną, której komendantem był mjr Witalim Szitow.
Białystok – ul. Ogrodowa (w 1944 r. więzienie i siedziba NKWD, S 1/92)
Kolno – więzienia i siedziba NKWD (S15/95);
Wykaz IPN miejsc grzebania ofiar zbrodniczej działalności aparatu terroru w Polsce w latach 1944 – 1956 zawiera 186 miejsc, w których spoczywają szczątki ofiar komunistycznego państwa bezprawia.

Za:http://rafzen.wordpress.com/2014/03/17/talmudyczne-obozy-koncentracyjne-dla-polakow/




http://www.prawy.pl/historia/6160-roczn ... wcu-1941-r

Rocznica masakr NKWD w czerwcu 1941 r.
Paweł Brojek czwartek, 26, czerwiec 2014 05:13

Obrazek

W czerwcu 1941 r., tuż po ataku Niemiec na Związek Radziecki, NKWD dokonało masowych zbrodni na tysiącach polskich więźniów politycznych, przetrzymywanych w więzieniach na terenach zachodniej Ukrainy i Białorusi. Uznanych za najbardziej niebezpiecznych „wrogów rewolucji” mordowano na miejscu, nierzadko w bestialski sposób. Wielu zginęło w trakcie wyczerpujących marszy ewakuacyjnych.

22 czerwca 1941 r. Niemcy dokonały agresji zbrojnej na Związek Radziecki. Dzień później władze sowieckie zarządziły natychmiastową ewakuację ponad 40 tys. polskich więźniów przebywających w więzieniach NKWD na terenie zachodniej Białorusi i Ukrainy.

Dwa dni później szef NKWD Ławrientij Beria polecił rozstrzelać wszystkich więźniów, w odniesieniu do których toczyło się śledztwo oraz skazanych za „działalność kontrrewolucyjną”, „sabotaż gospodarczy”, „dywersję” i „działalność antysowiecką”. Chodziło o niedopuszczenie do sytuacji, w której więźniowie polityczni zostaliby przechwyceni przez wkraczających Niemców.

Największej masowej zbrodni NKWD dokonało w więzieniach we Lwowie, m.in. w tzw. Brygidkach, gdzie więźniów wyciągano z cel i ustawiano przed lufami karabinów maszynowych. Wycofujących się do cel i barykadujących drzwi mordowano granatami wrzucanymi przez okna.

W „Brygidkach” egzekucje zagłuszano włączonymi silnikami samochodów. W więzieniu na ul. Łąckiego więźniów dodatkowo torturowano i okaleczano. Mord trwał przez kilka dni aż do 29 czerwca, gdy sowieci zaczęli opuszczać miasto. Liczbę ofiar masakr we lwowskich więzieniach szacuje się na ok. 4 tys.

Sytuacja wyglądała podobnie w innych miastach na Kresach. W więzieniu w Łucku sowieccy oprawcy zmasakrowali więźniów na podwórzu więziennym, strzelając z karabinów maszynowych i rzucając granaty; w ten sposób zamordowali ponad 2 tys. Ukraińców i Polaków.

W większości likwidowanych więzień egzekucji dokonywano rozstrzeliwując w piwnicach, celach, na dziedzińcach. Czasami stosowano jednak bardziej „wyszukane” metody. Tak było w miejscowości Dobromil na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie więźniowie ginęli od uderzeń żelaznym młotem w tył głowy. Ciała zabitych wywożono do pobliskiej warzelni soli w Lacku-Salinie i wrzucano do szybu.

W Oleszycach k. Lubaczowa, więźniów przetrzymywanych tam w zamku Sapiehów, spalono. W Berdyczowie część osadzonych została wysadzona przez NKWD wraz z budynkiem. We wszystkich tych miejscach bezwzględnie unicestwiano tylko więźniów politycznych. Przestępców pospolitych z reguły zwalniano.

Liczne ofiary pociągnęły też za sobą same ewakuacje, zwłaszcza piesze. W czasie forsownych, wielokilometrowych marszów mordowano opadających z sił, niedokarmionych i odwodnionych więźniów. Tak było podczas ewakuacji więzienia w Mińsku, w czasie której z kilkunastu tysięcy prowadzonych więźniów przeżyło kilkudziesięciu. Trasę Mińsk – Czerwień miejscowa ludność nazwała „drogą śmierci”.

Szacuje się, że w czerwcu i lipcu 1941 r. z rąk oprawców z NKWD mogło ponieść śmierć nawet 30 tys. więźniów. Większość śledztw w sprawie zbrodni, prowadzonych przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, została umorzona z powodu niewykrycia sprawców przestępstw.

Na zdjęciu: Ofiary mordów NKWD we Lwowie, więzienie przy Łąckiego, początek lipca 1941 roku, fot.: Jerzy Węgierski „Lwów pod okupacją sowiecką”, Warszawa 1991

Paweł Brojek

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 08 wrz 2014, 08:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Musimy utrwalać pamięć historyczną

Z Andrzejem Pasierbskim, synem śp. Heleny Pasierbskiej – inicjatorki Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”, rozmawia Magdalena Pachorek

Ponary to miejsce największej kaźni obywateli polskich na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Świadkiem jakiej zbrodni jest to miejsce?
– W Ponarach – niegdyś podwileńskiej miejscowości, a obecnie dzielnicy Wilna – zginęli Żydzi polskiego pochodzenia, którzy całymi rodzinami padali od kul do dołów. Z powodu zaplanowanego przez Hitlera holokaustu śmierć poniosło ponad 70 000 Żydów. Zbrodnia ponarska to także masowe zabójstwo wielu młodych Polaków – harcerzy, uczniów i absolwentów wileńskich gimnazjów oraz członków ZWZ-AK, oficerów Wojska Polskiego i przedstawicieli elit intelektualnych, którzy zostali zabici za podjęcie zbrojnej walki o niepodległość Ojczyzny. Zanim jednak umarli, przez wiele miesięcy byli przesłuchiwani i torturowani w więzieniu na Łukiszkach i w siedzibie gestapo przy ulicy Ofiarnej. Pierwsza egzekucja miała miejsce 4 lipca 1941 roku, a ostatnia w pierwszej połowie lipca 1944. W największej z nich, 2 września 1941 roku, życie straciło aż 3700 osób.

Egzekutorami byli Niemcy i litewscy ochotnicy z organizacji Ypatingasis Burys. Litewscy oprawcy byli pod wpływem alkoholu, przez co nie wszystkie ich strzały były śmiertelne. Ranni byli dobijani, sporadycznie zdarzały się też przypadki ucieczki przysypanych warstwą ziemi osób. Szacuje się, że wskutek zbrodni ponarskiej zginęło ponad 100 tysięcy polskich obywateli różnych narodowości, w tym około 25 tys. Polaków.

Czym zajmuje się Stowarzyszenie „Rodzina Ponarska”?
– To stowarzyszenie założyła w 1994 roku Helena Pasierbska, która od 1981 roku zajmowała się tematyką Ponar – gromadziła materiały archiwalne, dokumenty, relacje oraz pamiątki przekazywane przez rodziny ofiar. Oprócz dziesiątek publikacji, odczytów i wywiadów napisała książki poświęcone zbrodni ponarskiej, a także więzieniu na Łukiszkach, gdzie przebywała przez pół roku po aresztowaniu za działalność konspiracyjną. Była potencjalną ofiarą Ponar i wdzięczna za przeżycie postanowiła działać na rzecz odkrywania i upowszechniania prawdy o tej zbrodni. Uważała, że obowiązkiem żyjących jest utrwalanie prawdy i pamięci jako zadośćuczynienie męczeńskiej śmierci tysięcy Polaków, których prochy pozostały w ziemi wileńskiej.

Obowiązkiem tej organizacji jest przekazywanie przyszłym pokoleniom prawdy historycznej o ludobójstwie w Ponarach i o gehennie Polaków, którzy na Wileńszczyźnie polegli, walcząc o wolność Ojczyzny. Szczególną troską otaczamy miejsce straceń w Ponarach, gdzie odbywają się uroczystości państwowe, a przy pomniku-ołtarzu odprawiane są Msze Święte.

14 września br. w Płocku nastąpi odsłonięcie kolejnej tablicy ponarskiej – jakie przesłanie one niosą ze sobą?
– Pierwsza tablica ponarska została odsłonięta w 1986 roku w warszawskim kościele pw. św. Jacka. Tablica w Płocku będzie już dwudziestym ósmym tego typu symbolem pamięci tysięcy Polaków, którzy zginęli w Ponarach. Fundatorem tej tablicy jest pani Renata Buśko, wiceprezes Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”, która od lat w różny sposób wspiera inicjatywy ponarskie. Pozostałe tablice znajdują się m.in. we Wrocławiu, Lublinie, Gdańsku, Białymstoku, Toruniu, Bydgoszczy i Szczecinie. Celem tablic ponarskich jest upamiętnianie ofiar ponarskiego mordu. Mają także informować o tej przemilczanej zbrodni na Narodzie Polskim.

Dziękuję za rozmowę.

--------------------------------------------------------------------------------

Uroczystość odsłonięcia Tablicy Ponarskiej w kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa znajdującej się na cmentarzu parafalnym przy al. F. Kobylińskiego w Płocku odbędzie się 14 września br. (niedziela) o godz. 11.20.

Program:

godz. 11.20 – słowo o Ponarach

godz. 11.30 – Eucharystia

– odsłonięcie tablicy ponarskiej

– program patriotyczny

Magdalena Pachorek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy ... yczna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 17 wrz 2014, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Przeciw sowieckiej republice

Nie było żadnej wątpliwości co do tego, że metody NKWD górowały nad gestapowskimi. Działania sowieckiego okupanta były stokroć bardziej niebezpieczne i skuteczne od niemieckiego„ – stwierdzał komendant główny Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski, porównując obie okupacje. ”W każdym kraju istnieją przestępcy i mniejsza lub większa grupa oportunistów, gotowa do współpracy z władzą rządzącą, bez względu na jej pochodzenie i wartość moralną. Niemcom w ciągu pełnych pięciu lat rzadko kiedy udało się kogoś nakłonić do jawnego aktu zdrady. W okupacji sowieckiej sytuacja była zupełnie inna. Tam można było ukrywać oportunizm pod płaszczykiem zmiany przekonań politycznych. Moskale, posługując się hasłami społecznymi, a nie narodowymi, znaleźli kolaboracjonistów i dzięki temu potrafili przeniknąć głęboko w życie społeczeństwa„ – dodawał.

Bolszewizm osiągnął perfekcyjną umiejętność rozbijania więzi społecznych. Wszechobecny aparat bezpieczeństwa, prawo zezwalające na karanie nie tylko za przygotowywanie czynu, ale za ”jego zamiar„, powodowały, że każdy stawał się potencjalnym ”wrogiem„, czyniły działalność konspiracyjną o wiele trudniejszą niż ”za Niemca„. Niestety, nazwisk wielu bohaterów antysowieckiego podziemia lat 1939-1941 już nie poznamy. W PRL był to temat całkowicie przemilczany. Pionierskie badania podjął u jej schyłku prof. Tomasz Strzembosz, autor wielu prac na ten temat poświęconych m.in. konspiracji nad Biebrzą i w Augustowskiem oraz ”Sagi o ’Łupaszce’, ppłk. Jerzy Dąmbrowskim„, legendarnym kresowym zagończyku z czasów walk z bolszewikami, który ponownie stanął do walki z Sowietami w 1939 roku, ale ich zemsta szybko go dosięgnęła. Świadkowie, jeżeli przeżyli aresztowania, łagry, nie wracali do tych wydarzeń, a archiwa NKWD nie oddadzą pełnego obrazu.

Znęcają się w okropny sposób
Istotę czerwonej okupacji, przynoszącej o wiele głębsze spustoszenia niż niemiecka, dobrze oddają wspomnienia Karoliny Lanckorońskiej, Grażyny Lipińskiej czy twórczość Józefa Mackiewicza, który w dogłębny sposób potrafił rozpoznać i wyrazić, co czynią z nami Sowieci.

Na zajętych przez nich ziemiach Polacy stali się ofiarami nie tylko zewnętrznego agresora, ale również działań podejmowanych przez część ludności białoruskiej, ukraińskiej, żydowskiej. I nie było to tylko wypowiedzenie lojalności Rzeczypospolitej, której byli obywatelami: budowanie bram powitalnych na cześć Armii Czerwonej, podejmowanie jej chlebem i solą, ale czynny udział w zbrodniczym, okupacyjnym aparacie.

”Co drugi Żyd paraduje po mieście [Chełmie] z karabinem, a jeśli już nie z karabinem, to już z czerwoną opaską… Znęcają się w okropny sposób nad polskimi żołnierzami, że aż strach pisać. Głodnych i pobitych trzymają po tygodniach w parszywych komórkach. Naprowadzają bolszewików na domy oficerów i podoficerów. W tym kierunku przoduje pewien krawiec chełmski, u którego ubierali się przeważnie oficerowie. Za jego to sprawą wszyscy oficerowie, którzy zdążyli zbiec, obecnie dostali się w ręce bolszewików!„ – notował w swoim pamiętniku Wincenty Pietrzykowski.

Podobne treści pojawiają się niemal we wszystkich świadectwach z tego czasu. Profesor Hugo Steinhaus wspominał o masach żydowskiej biedoty we Lwowie wychodzącej na spotkanie Sowietów, ustrojonej w kokardy i czerwone gwiazdy. Inni z zapałem ”rozbrajali oficerów polskich, całowali tanki sowieckie i głaskali armaty„. Były jednak i wyjątki. Barbara Mękarska-Kozłowska wspominała, jak pod domem stała starsza Żydówka i płakała, widząc czułe sceny witania agresorów przez jej rodaków. Mękarska zapytała ją: ”Dlaczego pani płacze? To przecież moją, a nie pani ojczyznę spotkało takie nieszczęście„… I usłyszała: ”Dziecko moje, jak ty możesz tak mówić… Przecież Polska to też i moja ojczyzna„.

Wartości wywrócone do góry nogami
I ta Polska po 17 września 1939 roku miała zostać zlikwidowana, zastąpiona nowym tworem, a mieszkańcy, którzy znaleźli się pod okupacją, mieli być użyci do ”organizowanej odgórnie i trzymanej ’na krótkim postronku’, ale głębokiej rewolucji społeczno-polityczno-gospodarczej. Wywierając presję psychiczną na mieszkańców tych ziem, przejmując istotne ogniwa władzy i przekazując je przybyłym ze wschodu funkcjonariuszom, a zwłaszcza odwracając do góry nogami hierarchię wartości z dawna ustalonych i – zdawałoby się – niewzruszalnych, przekształcono w przyspieszonym tempie ten kraj w część republiki sowieckiej„ – wyjaśniał prof. Tomasz Strzembosz.

Tym bardziej na naszą pamięć zasługują ci, którzy tym działaniom się przeciwstawili. Wśród nich, obok ”dorosłej„ konspiracji, nie zabrakło i najmłodszego pokolenia –harcerzy wychowanych w szkole II Rzeczypospolitej. We Lwowie harcmistrz Witold Słaby stanął na czele Harcerskiej Organizacji Niepodległościowo-Wojskowej. Kilka miesięcy później wpadł w ręce NKWD, ale łagier przeżył i dotarł do armii gen. Andersa, a jego organizacja stała się częścią Szarych Szeregów.

W Białymstoku tajny hufiec powołali harcerze pod komendą podharcmistrza Mariana Dakowicza. Jego pierwszym drużynowym został Ryszard Kaczorowski, późniejszy prezydent RP na wychodźstwie. Organizacja nawiązała kontakt z Kwaterą Główną Szarych Szeregów, a harcerze złożyli ślubowanie na ręce nowego komendanta chorągwi Gabriela Pietraszewskiego.

Białostocką tradycją było składanie w uroczystość Wszystkich Świętych kwiatów i palenie świec przed kapliczką ks. Pawła Grzybowskiego, patrona miejscowych harcerzy z ”błękitnej piętnastki„. Tak też było 1 listopada 1939 roku, gdy na cmentarzu w Starosielcach harcerze udekorowali groby żołnierzy z 1920 i 1939 roku oraz kapliczkę ks. Grzybowskiego. Już następnej nocy NKWD dokonało aresztowań wśród uczestników tej akcji, co jednak nie rozbiło ich organizacji, gdyż już 11 listopada 1939 roku czerwona milicja rozpędziła manifestację harcerzy na cmentarzu wojskowym. Poważny cios zadała tej konspiracji dopiero wywózka do łagrów 10 lutego 1940 roku.

Gimnazjaliści bronią święta Niepokalanego Poczęcia NMP
W pobliskiej Łomży, już w październiku 1939 roku, młodzież szkół średnich powołała w podziemiu antysowiecką organizację kierowaną przez instruktora Związku Harcerstwa Polskiego harcmistrza Jana Majewskiego. Wśród uczennic działalność zapoczątkowały harcerki żeńskiego Gimnazjum im. Marii Konopnickiej: Urszula Mieduszewska, Hanna Wójcicka, Janina Gugacka, które uczestniczyły w obronie Łomży. Dziewczęta, po wciągnięciu koleżanek z innych klas, nawiązały kontakt z harcmistrzem Majewskim i jego harcerzami z I Drużyny Harcerskiej oraz innymi członkami – uczniami szkół średnich. W listopadzie 1939 roku struktura podporządkowała się Służbie Zwycięstwu Polski w Warszawie. Łomżyńscy harcerze zorganizowali dwa strajki szkolne jako wyraz oporu przeciw sowietyzacji.

8 grudnia 1939 roku, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej – przed wojną obchodzoną jako święto państwowe, zniesione przez Sowietów – znaczna część młodzieży gimnazjalnej – wbrew nakazowi władz okupacyjnych – nie poszła do szkoły, lecz na Mszę Świętą do kościoła Ojców Kapucynów. Już wcześniej był on miejscem konspiracyjnych spotkań, a szczególną pomoc młodzieży okazywał ojciec Atanazy – Jan Niziołek. W odpowiedzi na strajk NKWD aresztowało wielu harcerzy i uczniów.

Drugi strajk odbył się w styczniu 1940 roku. Młodzież zaprotestowała przeciwko przekształceniu miejscowego Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w tzw. dziesięciolatkę i wprowadzeniu języków rosyjskiego oraz białoruskiego. Tuż przed pierwszą, lutową wywózką NKWD uwięziło inicjatorów protestu. Łomżyńska organizacja zajmowała się jednocześnie rozrzucaniem ulotek, rozlepianiem plakatów, drukowaniem konspiracyjnych gazetek oraz tekstów patriotycznych pieśni. ”Celem naszym było podtrzymywanie na duchu młodzieży i całego społeczeństwa oraz uspokajanie, że to jest okres przejściowy i niedługo zwyciężymy i znowu będziemy wolni„ – wspominała Hanna Wójcicka, jedna z inicjatorek konspiracji. Pa- triotyczna młodzież robiła wszystko, aby uchronić siebie i kolegów od bolszewickich metod zmierzających do całkowitego zniewolenia umysłów.

”Skażenie duchem powstańczym„
W Łomżyńskiem w odpowiedzi na okupację sowiecką rozwinęła się partyzantka. Na tym terenie ludność wiejska była narodowości polskiej i zachowała żywe tradycje niepodległościowe oraz powstańcze. Były też sprzyjające warunki do działań zbrojnych. Po wrześniu 1939 roku rozległe i niedostępne bagna nad Biebrzą i Narwią stały się schronieniem dla leśnych oddziałów złożonych głównie z ukrywających się żołnierzy Wojska Polskiego. Do znanych baz w tych rejonach należała tzw. Zielona Wyspa nad Narwią pod Tykocinem, na której do stycznia 1940 roku ukrywało się kilkudziesięciu żołnierzy. Białe Bagno koło wsi Giełczy i Pniewo kryło oddział mjr. Stefana Drewnowskiego oraz ułanów Podlaskiej Brygady Kawalerii.

W pobliskich wsiach jako pierwsi sieć konspiracyjną stworzyli jesienią 1939 roku ks. dziekan Marian Szumowski, proboszcz z Jedwabnego, wraz z ks. Stanisławem Cudnikiem, proboszczem z Burzyna. W grudniu 1939 roku przekazali oni organizację pod komendę Aleksandra Burskiego, oficera Wojska Polskiego. Pod jego dowództwem konspiracja objęła ponad 20 nadbiebrzańskich wsi. Od Wielkanocy 1940 roku uroczysko Kobielno było stałą bazą dla 100-200 partyzantów Burskiego. Przechodzili oni szkolenie wojskowe, prowadzili akcje dywersyjne i wywiadowcze oraz wykonywali wyroki śmierci na funkcjonariuszach NKWD i konfidentach.

W czerwcu 1940 roku z powodu zdrady baza na uroczysku Kobielno została rozbita przez dziesięciokrotnie większe siły sowieckie, a reszta oddziałów przeszła do Puszczy Augustowskiej. Rok później w ostatniej wywózce znaczna część mieszkańców nadbiebrzańskich wsi została wywieziona w głąb Rosji, a miesiąc przed nią udało się jeszcze wykonać wyrok śmierci na komendancie NKWD w Jedwabnem, lejtnancie Dymitrze Szewielewie.

W dokumencie NKWD z 1941 roku opisywano nastroje, tak charakterystyczne dla tego regionu. ”Wraz z ustanowieniem władzy radzieckiej w zachodnich obwodach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej rejon jedwabnowski, z powodu silnych wpływów nacjonalistycznych i braku działań masowo-politycznych, stał się terenem polskich wystąpień powstańczych i kontrrewolucyjnych. Przeważająca część rad wiejskich: siestrzańska, przestrzelska, kossakowska, romanowska, radziłowska niemal w całości były skażone duchem powstańczym, a każda miejscowość stawała się ’placówką powstańczą’, na której czele stał komendant. W swej antyradzieckiej działalności, oprócz werbunku kadr powstańczych i przygotowań do powstania zbrojnego, wrogi element nacjonalistyczny podjął się stosowania otwartych aktów terroru wobec lokalnego aktywu radzieckiego„.

”Jesteście od tej chwili żołnierzami Armii Wyzwolenia„
W Augustowskiem już od jesieni 1939 roku działało kilka niepodległościowych organizacji podziemnych. Największą z nich była Polska Armia Wyzwolenia dowodzona przez ułana pchor. Edwarda Stankiewicza ”Dawera„. Powstała być może przy udziale legendarnego ”Hubala„, mjr. Henryka Dobrzańskiego. Skupiała ona przede wszystkim ludzi młodych, ale także wielu nauczycieli wiejskich i podoficerów zawodowych Wojska Polskiego. Prowadziła pracę propagandową, wykonywała wyroki na konfidentach i kolaborantach, przygotowywała się do otwartego powstania zbrojnego.

Do partyzanckich oddziałów Polskiej Armii Wyzwolenia, wcielonej następnie do Związku Walki Zbrojnej, wstąpiło wielu augustowskich gimnazjalistów, m.in.: Mieczysław Borkowski ”Ataman„, Stanisław Moroz, Józef Kleja, Zofia Tomaszewska, Antoni Pałubiński ”Kniaź„. Młodzi partyzanci przeprowadzali brawurowe akcje, np. zdobywając broń i mundury w czasie napadu na wartowników. Swoje zaprzysiężenie zapamiętała Sabina Daszkówna. ”Zostaliśmy wprowadzeni do pokoju przez kobietę –najpewniej gospodynię. Za chwilę wszedł oficer Wojska Polskiego w mundurze. Wrażenie było tak niesamowite i tak wielkie wzruszenie, że łzy przysłoniły nam wzrok. Złożyliśmy przysięgę wierności i pamiętam słowa: Jesteście od tej chwili żołnierzami Armii Wyzwolenia„.

Jak zauważył prof. Strzembosz, pierwszy badacz tego zagadnienia, partyzantka nad Biebrzą oraz w Augustowskiem po 17 września 1939 roku, mimo wyjątkowego terroru, osiągnęła taką skalę jak wystąpienia przeciwko Niemcom w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1943-1944. Jeżeli ten drugi fakt funkcjonuje w narodowej świadomości, to czas najwyższy, aby przywrócić naszej pamięci ten pierwszy – zmagania przeciwko Sowietom, od walk Korpusu Ochrony Pogranicza, obrony Grodna, bitwy pod Kodziowcami, Szackiem, Wytycznem, po antysowiecką konspirację i partyzantkę na Podlasiu.

Dr Jarosław Szarek, IPN Kraków

http://www.naszdziennik.pl/mysl/97729,p ... blice.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 18 wrz 2014, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Sowieckie marsze śmierci

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Fragment książki Piotra Szubarczyka „Czerwona apokalipsa”.

Powszechnie znane jest w Polsce określenie marsze śmierci, odnoszące się do ewakuacji na zachód więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, położonych na terenie okupowanej Polski i wschodnich Niemiec, wobec nadciągającej armii sowieckiej – na przykład ewakuacji KL Stutthof na początku 1945 roku. Tym „ewakuacjom” towarzyszyły liczne zbrodnie na więźniach, którzy nie mieli sił iść dalej.

Znane są, dzięki amerykańskiej kinematografii, równie zbrodnicze japońskie marsze śmierci, na przykład bataański marsz śmierci (Bataan Death March) – przemarsz w warunkach ekstremalnych amerykańskich i filipińskich jeńców wojennych do japońskiego obozu koncentracyjnego w O’Donnell (1942), podobnie sandakański marsz śmierci – podczas wojny na Pacyfiku.

Relacje o niemieckich i japońskich marszach śmierci bledną jednak przy relacjach dotyczących sowieckich zbrodni na więźniach politycznych, po niemieckim ataku w czerwcu 1941 roku.

Stosy ciał
We Lwowie były cztery więzienia, po 17 września 1939 r. zajęte przez sowietów i zapełnione wkrótce przez więźniów politycznych, głównie Polaków. Jedno znajdowało się w dawnym więzieniu wojskowym przy ulicy Zamarstynowskiej, dwa inne mieściły się w byłych budynkach policyjnych przy ulicach Jachowicza i Łąckiego. Czwarte, chyba najbardziej znane, znajdowało się przy ulicy Kazimierzowskiej i mieściło się w renesansowym gmachu z początków XVII w., dawnej siedzibie żeńskiego zakonu św. Brygidy. Po likwidacji zakonu w roku 1784 gmach został zamieniony na więzienie, stąd jego zwyczajowa nazwa Brygidki.

„22 czerwca 1941 r. nad sterroryzowane przez NKWD miasto nadleciały bombowce. Spadające bomby oznajmiły mieszkańcom, że Niemcy zaatakowały Sowiety. Jeszcze tego samego dnia oddziały NKWD i milicji, wraz z rodzinami, zaczęły w panice opuszczać Lwów” – pisze Waldemar Kowalski.

Następnego dnia „w Brygidkach, opuszczonych wieczorem 23 czerwca przez funkcjonariuszy NKWD, więźniowie zaczęli się dobijać do drzwi cel, gdy nikt ich nie otwierał dla wyniesienia przepełnionych ’paraszy’ (kiblów)” – relacjonuje wydarzenia Jerzy Węgierski. „Nad ranem, zaniepokojeni, dojrzeli przez szpary między deskami ’kozyrów’ (blind), że na ’wyszkach’ (kogutkach – wieżach strażniczych) nie ma strażników. W jednej z cel wyrwali deski z podłogi i używając ich jako taranu wyłamali drzwi, w innej wylali ’parasz’ na podłogę, rozbili ją i obręczami wyłamali drzwi. Potem otworzyli inne cele. Tłum więźniów zebrał się na podwórzu więzienia, ale nie mogli oni sforsować zewnętrznych bram. Część tylko zdołała znaleźć wyjście i wydostała się z więzienia – przez wyważoną z zewnątrz bramę i przez dach”.

Niestety, zbrodnicza załoga więzienia po okresie paniki wróciła na teren więzienia: „Z dwu stron otworzyła ogień z karabinów maszynowych do zgromadzonych więźniów. Niektórzy uciekający zginęli już na ulicy. Ci, których nie dosięgły na podwórzu kule, powrócili do swoich cel, do współwięźniów, którzy bali się przedtem opuścić więzienie. Cele zamknięto, więźniom kazano ułożyć się na podłodze, nie pozwalając się podnosić, następnie zaczęto wywoływać po trzech, czterech i rozstrzeliwać przy warkocie zapuszczonych silników samochodowych. Zwalniano z więzienia jedynie więźniów kryminalnych. Pozostający jeszcze w więzieniu przy życiu więźniowie nie dostawali już odtąd jedzenia. Tak trwało przez wszystkie dni aż do soboty. W sobotę zapadła w więzieniu cisza. Z jednej z ocalałych cel na piętrze zobaczono odjeżdżających samochodami funkcjonariuszy NKWD. Zdołano jakoś otworzyć klapę ’karmuszki’ – otworu we drzwiach, przez który podawano do celi jedzenie – i jakiś chudy więzień przedostał się tędy na korytarz. Otworzył drzwi swej celi i celi naprzeciwko, gdzie jeszcze pozostali żywi więźniowie. Zaczęli ostrożnie schodzić na dół. Dostali się do kuchni, gdzie w kotłach była jeszcze gorąca zupa. Potem uwolnili jeszcze zamknięte w jednej z cel siedzące tam przerażone, półnagie kobiety. Spod jakichś drzwi spływał na korytarz strumyk krwi. Gdy drzwi otwarto, oczom ukazały się ułożone w stosy ciała pomordowanych więźniów. Krew płynęła spod bramy więziennej ulicą Byka i spływała do ścieku podwórzowego po drugiej stronie ulicy, gdzie był skład żelaza. Spośród kilku tysięcy więźniów trzymanych w Brygidkach ocalało – poza tymi, którym udało się zbiec wcześniej – zaledwie około stu mężczyzn z dwu cel i garstka kobiet”.

Żywcem zamurowani
Po ucieczce zbrodniarzy do więzienia ruszyli mieszkańcy Lwowa, by szukać uwięzionych tu swoich bliskich. Wcześniej się bali, gdyż słyszeli dochodzące stąd strzały. „Ich najgorsze przeczucia potwierdziły się. Zastali stosy trupów. Część z nich, leżących już od kilku dni w upale, rozkładała się. Potworny odór wyczuwalny był przez wiele kolejnych dni na odległość kilkuset metrów […]. Ta rzeź dała satysfakcję jedynie Niemcom. Przyjeżdżali całymi grupami, robili zdjęcia i kręcili filmy. Bez problemów dopuszczali mieszkańców do identyfikacji zwłok. W sobie tylko właściwy sposób starali się też w tym pomóc. Skierowano do więzienia zatrzymanych w łapankach Żydów. Poranionym, w poszarpanej odzieży, niejednokrotnie zmasakrowanym i skatowanym nakazano wynoszenie i układanie ciał w rzędach. Część trupów, dla ułatwienia utrudnionej na skutek obrażeń i rozkładu identyfikacji, przed ułożeniem nakazano umyć. Obnażona mieszkańcom przez Niemców prawda o zbrodni sowietów pokazała, że więźniów nie tylko rozstrzeliwano. Okazało się, że wiele cel zamurowano z ludźmi tak stłoczonymi, że umarli stojąc. Nie brakowało też ciał, przy których już pobieżne oględziny wskazywały na to, że przed śmiercią więźniowie byli poddawani wymyślnym torturom”.

Z kilku tysięcy więźniów ocalało około stu. Nie można było policzyć wszystkich ofiar, gdyż część ciał spłonęła na skutek pożaru wznieconego przez NKWD. Szacuje się zamordowanych na blisko pięć tysięcy.

Nie było to jedyne więzienie, gdzie NKWD dokonało w tym okresie masowych mordów na więźniach. Podobne dantejskie sceny rozgrywały się także w innych lwowskich więzieniach. Przy Zamarstynowskiej zginęło około 3 tysięcy więźniów, przy Łąckiego 4 tysiące.

Władysław Broniewski, „poeta rewolucyjny”, przebywał w więzieniu na Zamarstynowie od stycznia 1940 roku. Miał szczęście, bo po czterech miesiącach trafił na Łubiankę w Moskwie i nie przeżył tragedii lwowskiej. Mimo to, pod wrażeniem wrogości, jaką okazywało NKWD Polakom, napisał kilka antysowieckich wierszy, odtworzonych z pamięci po lipcu 1941 r., gdy trafił do armii generała Andersa.

Kolaboranci na sztandarach gender
W tym samym czasie, kiedy Broniewski układał swoje „nielegalne” wiersze w zamarstynowskim więzieniu, rozkwitała legalna antypolska kolaboracja z wrogiem. Jej symbolicznym przykładem był plugawy wiersz Elżbiety Szemplińskiej pod znamiennym tytułem „Prawdziwa ojczyzna”, opublikowany w gadzinowym polskojęzycznym „Czerwonym Sztandarze” we Lwowie 13 grudnia 1939 roku. Wcześniej Szemplińska podpisała 19 listopada 1939 r. oświadczenie pisarzy polskich, dziękujących Armii Czerwonej za „wyzwolenie” i za przyłączenie Lwowa do zachodniej Ukrainy. Niestety, Szemplińska była w tym czasie poza zasięgiem sądów specjalnych AK…



Prawdziwa ojczyzna

Dawno, jeszcze byłam dzieckiem,

napisałam w szkolnym zeszycie,

na święto niepodległości:

„zamieniliśmy zabór niemiecki na polski”…

I zsiniał ze złości, i grzmiał nauczyciel.



A potem, kiedy knebel cenzury dławił gardła,

kiedy policja w nocy budziła kolbami (…)

my pełni dumy i wzgardy,

my pełni wściekłości i rozpaczy,

myśmy myśleli:

w naszej prawdziwej ojczyźnie – inaczej

– w ojczyźnie gdzie sierp i młot.

Po wojnie autorka, członkini PPR i PZPR, była „ambasadorem” Polski komunistycznej w Luksemburgu. Była zamieszana w tym czasie w rabunek części polskiego skarbu z FON… Współcześnie jej „twórczość”, jako „interesującej poetki i prozaiczki”, oraz „niezwykła biografia” są przedmiotem badań gender studies w Gdańsku.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/97949,s ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 22 wrz 2014, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
1494 ofiary

Jutro we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie pogrzeb ekshumowanych w tym roku szczątków prawie półtora tysiąca osób zamordowanych przez Sowietów.

– Ekshumowaliśmy groby, które odkryliśmy już w zeszłym roku. Najpierw grób o numerze 6, w którym znaleźliśmy szczątki 618 osób, potem grób nr 7, w którym były szczątki 857 osób, oraz cztery dużo mniejsze groby, w których łącznie pochowanych było 19 osób – relacjonuje dr Dominika Siemińska.

Eksploracje prowadzono w tej samej strefie, w której już wcześniej znajdowano groby. W wolnych przestrzeniach między odkrytymi pochówkami przeprowadzono wykopy sondażowe, ale bez efektów. Przez 2,5 miesiąca archeolodzy znaleźli we Włodzimierzu w sumie 1494 osoby. W zestawieniu z poprzednimi latami liczba sięga ponad 2,6 tys. ofiar. Sowieci rozstrzeliwali w pobliżu grobów. Dowodem ma być bardzo duża ilość łusek znajdowana w grobach. W większości były to łuski produkcji sowieckiej 7,62 mm TT.

– Ciała były przemieszane, szczątki mocno sprasowane, przesypywane warstwami wapna, więc zarówno same kości, jak i przedmioty, które przy nich znajdowaliśmy, były bardzo mocno zniszczone. W grobie nr 6, który miał wymiary 6,5 x 5,5 metra oraz głębokość maksymalnie 70 cm, znaleźliśmy ponad 600 osób – zaznacza Siemińska.

Zdarzały się takie sytuacje, że jedna czaszka wchodziła w drugą. Kości noszą ślady postrzałów w różnych miejscach, nie tylko na czaszkach.

– Na pewno wiemy, że byli tam pochowani Polacy. Ale kto jeszcze oprócz nich i czy jeszcze, tego niestety nie jesteśmy w stanie powiedzieć. Guziki były polskie. Czy wrócimy tu w przyszłym roku, zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie i układać się będzie nasza współpraca – informuje dr Dominika Siemińska.

To nie jedyny „mały Katyń”
Pogrzeb zaplanowano na jutro. Szczątki zostaną złożone w grobie, który zostanie wykopany w tej samej kwaterze, w której dotąd chowano ofiary odkryte na terenie grodziska. Spoczną we wspólnych dużych trumnach, będzie ich 70.

W ubiegłym roku dr hab. Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, deklarował, że we Włodzimierzu powstanie w tym roku duży monument. Ze względu na fakt, że odkryto bardzo wiele nowych grobów, wstrzymano się na razie z jego realizacją.

– Okazało się, że te groby są duże i prace jeszcze trwają, więc nie można na razie jeszcze przewidzieć, jak dalej będzie wyglądała ta kwatera na cmentarzu – tłumaczy Siemińska.

Miejsc jak to we Włodzimierzu, zwanych „małymi Katyniami”, jest na terenie Ukrainy, Białorusi i Litwy znacznie więcej.

Włodzimierz Wołyński to jedno z niewielu miejsc, w których do tej pory prowadzone były prace archeologiczne i ekshumacyjne. Sowieckie więzienie funkcjonowało tu do 1954 r., zaś w 1956 r. zamieniono je na szpital. Egzekucji dokonywały zarówno oddziały NKWD, jak i niemieckie. W wyniku przypadkowego znalezienia dużej mogiły w 1997 r. przez ukraińską firmę poszukiwawczą ekshumowano szczątki 97 osób. Ujawniono przy nich przedmioty wskazujące na to, że byli to zapewne głównie polscy żołnierze i cywile. W 2010 r. ukraińscy archeolodzy z Łucka rozpoczęli kolejne prace na terenie dawnego zamku Kazimierza Wielkiego. W ich wyniku natrafiono na kolejną zbiorową mogiłę.

Poza Włodzimierzem Wołyńskim polska ekipa szukała w tym roku szczątków polskich żołnierzy w innych miejscach. – W maju i czerwcu szukaliśmy żołnierzy KOP, którzy polegli w trakcie bitwy pod Szadkiem. Udało nam się ekshumować 8 osób. To było 7 żołnierzy i policjant, którzy spoczywali w 5 grobach na terenie różnych miejscowości. Ekshumowaliśmy także koło Dubna 16 żołnierzy, którzy zginęli w trakcie bombardowania przez Niemców pociągu we wrześniu 1939 r. Zostali pochowani tuż przy linii kolejowej – informuje Siemińska.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy ... fiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 24 wrz 2014, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Tak mordują ludzi ideologie.
Największe bestialstwo wywodzi się z ideologii, a ideologie z podszeptów szatana.


Ciała spalone wapnem

Piotr Czartoryski-Sziler

Z dr Dominiką Siemińską, kierującą pracami poszukiwawczo-ekshumacyjnymi na terenie dawnego grodziska we Włodzimierzu Wołyńskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Co było najtrudniejsze na tym etapie prac?
– Sama ekshumacja grobów, ponieważ były one wyjątkowo duże, gdyż bardzo duża liczba osób w nich spoczywała. W jednej jamie grobowej znaleźliśmy 618 osób, w drugiej 857 osób, zaś w czterech dużo mniejszych grobach kolejnych 19 osób. To w sumie bardzo duża ilość szczątków. Samo ich podnoszenie z dołów śmierci było bardzo trudne.

Co wykazały badania antropologiczne?
– Te badania są jeszcze w fazie opracowywania, jeszcze nie ma raportu końcowego. W jednym i w drugim dużym grobie mieliśmy do czynienia ze szczątkami zarówno kobiet, dzieci, jak i mężczyzn. Ich liczba jeszcze dokładnie nie jest znana. Zaobserwowaliśmy na szczątkach urazy będące śladami po postrzałach, zarówno na czaszce, jak i innych kościach. Wiek ofiar poznamy po szczegółowym raporcie antropologa.

Dużo przedmiotów znaleźli Państwo przy szczątkach?
– Ze względu na to, że oba duże groby były mocno przesypane wapnem, to przy szczątkach zachowało się niewiele przedmiotów. Znaleźliśmy je tylko w tej strefie, do której wapno się nie dostało. Są wśród nich buty wojskowe, choć niewielka ilość, pojedyncze guziki, medaliki katolickie, grzebienie, okulary. Ciała były mocno przemieszane, wręcz sprasowane. Zdecydowana większość ofiar pochowanych w tych grobach to byli cywile. Nie ma jednak archiwaliów i danych mówiących o tym, kto to był. Zachowały się także łuski po nabojach. Ekshumowane w tym roku ofiary zostały zamordowane najprawdopodobniej przez NKWD.

Pani ekipa będzie kontynuować ekshumacje w przyszłym roku?
– Jeżeli będą znalezione kolejne mogiły, to na pewno tak. W tym roku, tak jak i w poprzednich latach, razem z nami swoje poszukiwania prowadzili archeolodzy ukraińscy. Ze względu na wielkość odnalezionych w tym roku grobów do prac ekshumacyjnych zaangażowani byli wszyscy, więc nie było już czasu na szukanie kolejnych miejsc. Dlatego oprócz tych grobów, które ekshumowaliśmy, na kolejne już nie trafiliśmy.

Ale twierdziła Pani, że kolejne groby znajdują się zapewne z drugiej strony grodziska, obok budynku dawnego więzienia NKWD.
– Tak ludzie mówią, ale jest to bardzo duży teren. Na sprawdzenie go i znalezienie wszystkich grobów potrzeba jeszcze dużo czasu.

W ubiegłym roku znaleźli Państwo w dołach śmierci cztery odznaki policyjne. Czy już wiadomo, do kogo należały?
– Niestety nie udało nam się jeszcze tego ustalić. W archiwach trwają prace mające na celu zidentyfikowanie nazwisk tych osób.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/99369,cia ... apnem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 24 wrz 2014, 08:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Strzępy mundurów mówią za nich

Zostały po nich tylko strzępy polskich mundurów i guziki z orłem w koronie, ale prawda o zbrodni żyje nadal
Piotr Czartoryski-Sziler Włodzimierz Wołyński

We Włodzimierzu Wołyńskim odbył się uroczysty pogrzeb 1494 ofiar NKWD, które polsko-ukraińska ekipa archeologów ekshumowała w tym roku.

Ceremonia pogrzebowa odbyła się z udziałem polskich i ukraińskich przedstawicieli władz państwowych i żołnierzy obu państw. Do Włodzimierza przyjechał m.in. wiceminister obrony Maciej Jankowski, gen. bryg. Krzysztof Szymański, dyrektor gabinetu szefa BBN, gen. bryg. Wiesław Grudziński, dowódca Garnizonu Warszawa, Agnieszka Rudzińska, wiceprezes IPN, gen. bryg. Jarosław Frączyk i przedstawiciele środowiska 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

Podniosłości ceremonii dodawał udział Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

– Tak godna reprezentacja władz Rzeczypospolitej świadczy dobitnie o znaczeniu, jakie państwo polskie przywiązuje do dzisiejszego uroczystego pochówku polskich i ukraińskich ofiar obu totalitaryzmów – niemieckiego i sowieckiego, pomordowanych w 1941 roku – powiedział dr hab. Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Kunert podziękował ekipie polskich archeologów pod kierownictwem dr Dominiki Siemińskiej, jak również archeologom ukraińskim z oddziału wołyńskiego Ukraińskiej Akademii Nauk za ogromny wysiłek odnalezienia i ekshumowania niewinnie zamordowanych ludzi.

Ze strony ukraińskiej, oprócz przedstawicieli wojska ukraińskiego i władz lokalnych z merem Włodzimierza Wołyńskiego Petro Sahaniukiem na czele, w uroczystości uczestniczyli m.in. członkowie Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Upamiętnienia Ofiar Wojny i Represji Politycznych Ukrainy. – Ważna jest pamięć o tych męczennikach, których utrata jest równie bolesna dla Polski, jak i Ukrainy. Dziękujemy Polakom, że pomagają nam we wspólnych pracach przy ekshumacjach. W sumie znaleziono już tutaj 2634 osoby – podkreślił Sahaniuk.

Zabierający po nim głos Ukraińcy wskazywali na paralelę między czasem II wojny światowej i współczesnością. Mówili o powadze niebezpieczeństwa, jakie „idzie z putinowskiej Moskwy”, pokazując na złożone w grobie trumny ze szczątkami sowieckich ofiar.

Generał Krzysztof Szymański przypomniał, że ostatni żyjący wśród nas świadkowie tamtych lat mogą dziś otwarcie mówić o okresie pogardy i zniewolenia, nazywając po imieniu bestialstwo zbrodniarzy i męczeństwo ich ofiar.

– Zostali zamordowani z pogwałceniem wszelkich narodowych praw i konwencji cywilizowanego świata. Zostali zgładzeni bez procesów i wyroków przez funkcjonariuszy NKWD z woli i rozkazu najwyższych władz Związku Sowieckiego. Ludzkość miała się nigdy nie dowiedzieć o ich losie, a doły śmierci na zawsze ukryć ich ciała i prawdę o zbrodni – mówił generał.

I choć po tych ludziach zostały dziś już tylko guziki z orłem, medaliki katolickie, strzępy polskich mundurów, pasów, butów, numerów identyfikacyjnych i obrączki, to przetrwała prawda o zbrodni na Polakach, którzy do końca byli niezłomni.

– Historia małymi krokami przynosi osąd moralny katów z sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. Jednak do dziś jeszcze nie wiemy wielu faktów o tym, co po 17 września 1939 r. działo się na wschodnich terenach Rzeczypospolitej. Nie znamy wielu miejsc wschodniej martyrologii; wierzymy jednak, że nie zabraknie wyobraźni, mądrości i woli działań innym w uzupełnianiu białych kart historii. Nie możemy milczeć i ustawać w poszukiwaniach, nie wolno nam nigdy zapomnieć o ofiarach komunistycznego totalitaryzmu – wskazał generał Szymański. – Spotykamy się dzisiaj nad wspólnym grobem anonimowych ofiar, aby wspólnie oddać im hołd i pokłonić się ich cierpieniu, lecz także jednoznacznie powiedzieć, że zbrodnie będą zawsze pamiętane – zapewnił wiceszef MON Maciej Jankowski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/99387,str ... -nich.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 124 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /