Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 124 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 03 paź 2014, 11:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/10 ... i-samotny/

Generał Leopold Okulicki – WIELKI SAMOTNY
Opublikowano 02/10/2014 by emjot

http://hej-kto-polak.pl/wp/wp-content/u ... onana-w-więzieniu-NKWD-na-Łubiance-150x150.jpg]
68 lat temu – 18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się Proces Szesnastu. Nigdy pewnie nie poznamy prawdy o ostatnich tygodniach gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, ostatniego komendanta AK. Po moskiewskim procesie żył w więzieniu z dziesięcioletnim wyrokiem jeszcze przez półtora roku. – pisze Anna Zechenter (IPN)

18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się proces 16 polskich patriotów, przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. — Przed sowieckim sądem stanęli przywódcy Państwa i Narodu polskiego aresztowani podstępnie przez NKWD w marcu 1945 w Pruszkowie pod Warszawą (gdzie zostali zaproszeni przez generała I.A. Sierowa w celu odbycia rozmów politycznych).

http://www.youtube.com/watch?v=1UUlxos3Ce4

Fragmenty z pokazowego procesu moskiewskiego szesnastu przywódców Podziemnego Państwa Polskiego, który odbył się w Moskwie w Domu Związków. — Widoczny generał Leopold Okulicki odmówił adwokata bronił się sam. Sam proces był rejestrowany przez sowietów dla celów propagandowych w języku rosyjskim.
Anna Zechenter

Generał Leopold Okulicki „Niedźwiadek”

http://hej-kto-polak.pl/wp/wp-content/u ... onana-w-więzieniu-NKWD-na-Łubiance1.jpg

Nigdy pewnie nie poznamy prawdy o ostatnich tygodniach generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, — ostatniego komendanta Armii Krajowej.
Po moskiewskim procesie przywódców Polski Podziemnej w czerwcu 1945 r. żył w więzieniu z dziesięcioletnim wyrokiem jeszcze przez półtora roku.
Pozostały fragmenty listu, który zamierzał wysłać do Stalina – litery kreślone z widocznym wysiłkiem:
„Postawa narodu polskiego w ciągu przeszło pięcioletniej nieprzerwanej walki z Niemcami była wspaniała…”.
Stalówka drze papier, atrament zalewa słowa.
„Największym dorobkiem walki konspiracyjnej są ludzie ideowo zaprawieni do walki o wolność…”.
List pisany słabnącą ręką jest świadectwem woli walki do końca – jak to leżało w jego naturze.
Pozostał po nim protokół sekcji, o którym jeszcze długo – a może nigdy – nie będziemy mogli powiedzieć, — czy jest prawdziwy; — świstek z odręczną notatką z grudnia 1946 roku:
„Zwłoki więźnia Okulickiego można spalić w krematorium na zasadach ogólnych”.

Walkę z nim stoczy sąd krzywoprzysiężny
Generał Leopold Okulicki został 18 czerwca 1945 r. wprowadzony pod eskortą NKWD na salę sądową w Moskwie.
Kiedy usiadł na ławie oskarżonych, znalazł się w gronie piętnastu mężczyzn, ubranych jak i on, w cywilne garnitury, przygotowane przez Sowietów specjalnie na tę okazję.
Dostrzegł znajome, choć wymęczone i zmienione twarze. Siedzieli rozdzieleni przez enkawudzistów – jakby z tej sali mogli jeszcze zagrozić potędze ZSRS.
Wszyscy oni tworzyli władze Polski Podziemnej i z tej właśnie racji Sowieci chcieli, a nawet musieli się ich pozbyć.
Mieli wobec Polski plany, w których nie było miejsca dla ludzi pozbawionych złudzeń co do celu moskiewskiej polityki.
Oskarżonych zwieziono na ten proces z Łubianki – głównego więzienia NKWD/KGB, gdzie przez prawie trzy miesiące od porwania z Polski przez NKWD przeżywali udrękę osamotnienia oraz niekończące się przesłuchania.
W marcu 1945 r. ściągnięto ich podstępem na spotkanie dowództwem Armii Czerwonej. — Zamiast obiecanych rozmów czekało ich aresztowanie i błyskawiczna wywózka do Moskwy.
— „Tym razem — po raz pierwszy w dziejach sowieckiej „sprawiedliwości” — na ławie oskarżonych zasiedli nie sowieccy obywatele, lecz obywatele Państwa i żołnierze Narodu, który pierwszy wypowiedział wojnę hitleryzmowi”
– pisał 19 czerwca 1945 r. londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza Polskiego”, organ Rządu RP na Uchodźstwie.
W akcie oskarżenia zarzucono Polakom, że
„uprawiali sabotaż i terror przeciwko Czerwonej Armii, posiadali nielegalne radiostacje oraz szerzyli propagandę antysowiecką”.
Generała Okulickiego oskarżono dodatkowo o szpiegostwo. — On jeden spośród porwanych miał za sobą długie i dramatyczne doświadczenia z Sowietami.

Wezwany do boju bez chwały…
Był w grupie czterech oficerów przeprowadzonych potajemnie przez kuriera z końcem października 1940 r. na obszar sowieckiej okupacji, gdzie Związek Walki Zbrojnej – poprzednik Armii Krajowej – poszedł w rozsypkę po serii poważnych wpadek.
Pułkownik Okulicki miał odbudować struktury dowodzenia i zorganizować system łączności radiowej oraz kurierskiej z Warszawą w Białostockiem i Lwowskiem.
Trzeba było stworzyć sieć wywiadu, opierając się na ludziach sprawdzonych.
Wyruszyli na wschód we czworo: Okulicki „Mrówka” z Bronisławą Wysłouchową „Birutą” oraz dwóch oficerów z radiostacją.
Przez linię Ribbentrop-Mołotow — prowadził niejaki Zymon „Waldy”.
Przed granicą obu okupacji rozdzielili się: Okulicki i „Biruta” poszli przez Rawę Ruską, oficerowie z „Waldym” inną trasą. — Ci ostatni nigdy do Lwowa nie dotarli, — bowiem Zymon był prowokatorem NKWD.
Tymczasem Okulicki założył dzięki pomocy „Biruty” swoją placówkę we Lwowie.
Był ostrożny, bo świadom, że porusza się po grząskim gruncie. Na miejscu zorientował się natychmiast, jak głęboko inwigilacja sowiecka sięgała w lwowskie struktury podziemne.
Za sprawą „Waldego” NKWD znało od początku jego prawdziwe nazwisko, funkcję i zamiary.
W styczniu 1941 r. Okulicki zdecydował się wysłać do Warszawy pierwszych łączników, w tym „Birutę”.
Na lwowskim dworcu zjawił się „Waldy”, by — „osobiście nadzorować przerzut”. — Kurierzy nie zdążyli nawet wyjechać z miasta – zostali aresztowani już na dworcu.
Potem przyszła kolej na Okulickiego.
Znalazł się w okrytym ponurą sławą więzieniu Brygidki, w dawnym klasztorze.
Podczas pięciu miesięcy śledztwa zorientował się, że infiltracja sięga samej Komendy Głównej ZWZ.
Przesłuchiwał go Iwan Sierow
– ten sam, który nadzorował deportacje setek tysięcy Polaków do łagrów w latach 1940-1941, — ponosił odpowiedzialność za zbrodnię katyńską wiosną 1940 r., — a pięć lat później miał uprowadzić władze Polski Podziemnej z Okulickim do Moskwy.

…i do męczeństwa
Ostatecznie pogrążył Okulickiego raport, który miała przy sobie „Biruta”.
Po odszyfrowaniu go NKWD zyskało dowód, że działalność Okulickiego wymierzona była w Sowiety, a nie – jak twierdził, broniąc się – przeciw Niemcom.
Wówczas przeniesiono go do więzienia Lefortowo w Moskwie. — Dręczony ponad miesiąc przesłuchaniami, pozbawiony snu, zamykany w celi z ostrym światłem niszczącym wzrok, nie wydał nikogo.
Z wyczerpania zaczął chorować na serce.
Sformułowano wobec niego akt oskarżenia, który zawiódłby go zapewne pod mur.
— Do procesu nie doszło, bowiem III Rzesza uderzyła w czerwcu 1941 r. na Sowiety, zajmując w błyskawicznym tempie obszary opuszczane przez uciekających w panice krasnoarmiejców.
Okulickiego uratowała lipcowa umowa Sikorski – Majski, przewidująca utworzenie w ZSRS polskiej armii.
Dziesiątki tysięcy więźniów – żołnierzy okazały się Stalinowi w tej dramatycznej chwili potrzebne.
Łubiankę opuścił wówczas gen. Władysław Anders, — któremu rząd w Londynie wyznaczył zadanie twórcy Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS.
Leopold Okulicki z oskarżonego stał się szefem sztabu Andersa. — Armia zaczęła się formować we wrześniu 1941 r. w wyznaczonych przez władze ZSRS miejscowościach na południu Rosji pod Orenburgiem i w okolicach Saratowa.
Trudno było Okulickiemu wypełniać swoje zadanie – Sowieci nie chcieli opuszczać budynków przeznaczonych dla polskiego sztabu, utrudniali wypełnianie ustaleń dokonywanych między Andersem a Stalinem.

Dawnych Polaków duma i szlachetność

Obrazek

Był prawą ręką dowódcy. W grudniu 1941 r. znalazł się w składzie delegacji pod wodzą gen. Władysława Sikorskiego, która rozmawiała na Kremlu z dowództwem sowieckim na temat dramatycznej sytuacji formowanej armii polskiej.
Lekceważenie przyjętych wtedy ustaleń przez władze sowieckie, głównie drastyczne zmniejszenie racji żywnościowych dla głodujących ludzi, — były tematem rozmów marcowych 1942 r. Andersa i Okulickiego z Mołotowem oraz Stalinem na Kremlu.
Sowiecki przywódca nie był skłonny do ustępstw. — Zdążył już zorientować się, że Armia Andersa nie będzie wobec niego tak lojalna, jak spodziewał się w gorących letnich miesiącach 1941 roku. — Jego zamiarem było fizyczne i psychiczne wyniszczenie polskich żołnierzy.
Sytuacja Okulickiego była trudna. — Człowiek uparty i nieznoszący obłudy, nie nadający się żadną miarą do uprawiania „dyplomacji” z Sowietami, popadał w konflikty z „łącznikami” – de facto nadzorcami enkawudowskimi.
Nie mógł znieść zwłaszcza obecności pułkownika NKWD Kondratiuka, który niedawno torturował Wysłouchową i prowadził śledztwo przeciwko niemu samemu.
Sowieci z kolei okazywali mu otwartą niechęć, a nawet wrogość ze względu na lwowski okres jego działalności.
W takich warunkach gen. Anders zdecydował się – ze względów czysto taktycznych i za zgodą Okulickiego – przesunąć go w marcu 1942 r. na stanowisko dowódcy 7. Dywizji Piechoty formującej się w Kermine w Uzbekistanie.
O swoim podwładnym pisał w samych superlatywach:
„Płk dypl. Okulicki współpracował ze mą jako Szef Sztabu od pierwszych dni organizacji naszej armii w ZSRR.
W tych najcięższych chwilach, kiedy siedem miesięcy współpracy można śmiało policzyć za siedem lat, płk dypl. wykazał tyle niespożytej energii i hartu ducha. (…)
Cieszę się niezmiernie, że dziękując mu za wielką pomoc wykazaną naszej sprawie, mogę wyrazić całkowitą pewność i wiarę, że taki żołnierz nie zawiedzie nigdy na żadnym stanowisku w pracy dla Polski”.
Kiedy w kwietniu 1943 r. Niemcy ogłosili wiadomość o odkryciu grobów polskich oficerów w Katyniu, — pułkownik był wstrząśnięty – przecież sam dopytywał się Stalina o losy zaginionych, a w odpowiedzi usłyszał, że generalissimus nic o całej sprawie nie wie.
Może dlatego Okulicki zaczął starać się o szybki powrót do kraju i konspiracji, choć wiedział, że przyjdzie mu ją kontynuować pod nieuchronnie nadciągającą sowiecką okupacją.
Zrezygnował wówczas z propozycji objęcia dowództwa doborowej 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Wybrał drogę stromą i ciężką – wiodącą jednak wprost do kraju.
Kiedy Anders walczył o każdą porcję żywności dla żołnierzy, kobiet i dzieci, w Londynie — po śmierci premiera Sikorskiego w katastrofie na Gibraltarze, nad głowami wygnańców odprawiała się wielka polityka:
— kandydatem na stanowisko po Sikorskim był gen. Kazimierz Sosnkowski, zwalczany m.in. przez ludowca Stanisława Mikołajczyka.
Okulicki wyjechał w lipcu 1943 r. wraz z grupą wysłanników Andersa do Londynu, — by poprzeć gen. Sosnkowskiego, który zajął po śmierci Sikorskiego stanowisko Naczelnego Wodza.
Przybyli za późno: — Mikołajczyk właśnie został zaprzysiężony jako premier.

Krwią polewać ziemię
Okulicki doczekał powrotu do kraju dopiero w maju 1944 r., kilka miesięcy przed Powstaniem Warszawskim.
Został zrzucony ze spadochronem już w stopniu generała, a następnie przewieziony do Warszawy.
Naczelny Wódz miał wobec niego specjalne oczekiwania: — chciał mianowicie, by Okulicki powstrzymał wybuch Powstania Warszawskiego.
Sosnkowski zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że — „sojusznik naszych sojuszników” — nie jest naszym sojusznikiem,
— zaś Okulicki miał w jego planach odegrać główną rolę w budowie podziemia na terenach przyszłej okupacji sowieckiej.
Było to zadanie trudne, ale Okulickiego zawsze wyznaczano do takich zadań – najcięższych, obarczonych wielkim ryzykiem i mających nikłe szanse powodzenia.
Sosnkowski rekomendował komendantowi głównemu Armii Krajowej Tadeuszowi Komorowskiemu „Borowi” swego wysłannika:
„Miał on otrzymać dowództwo dywizji (…) obecnie walczącej we Włoszech.
Z przykładną i zasługującą na szacunek godnością zrzekł się tej perspektywy, aby przyjąć moją propozycję udania się do kraju, którą uczyniłem, wiedząc, jak dalece Kraj odczuwa brak starszych wiekiem, doświadczonych i wykształconych oficerów”.

„Bór” mianował go zastępcą szefa sztabu KG AK.
Okulicki przybył wprawdzie z instrukcjami od Sosnkowskiego, — ale obraz sytuacji w kraju sprawił, że zajął stanowisko inne, niż tego w Londynie oczekiwano.
Pułkownik Adam Sanojca, szef Oddziału Organizacyjnego KG AK, wspominał po wojnie:
„Rozmawialiśmy właściwie przez całą noc. Okulicki zaczął wykładać tezę gen. Sosnkowskiego. — Wyjaśnił mi, że powinniśmy zaprzestać walki z Niemcami w celu zaoszczędzenia naszych sił do walki z Rosją.
W tym punkcie zwrotnym wojny – mówi, przekazując mi instrukcję Sosnowskiego – naszym jedynym obowiązkiem jest chronić masę biologiczną Narodu polskiego.
Po długim lojalnym przedstawieniu mi tej tezy wyłożył mi swój punkt widzenia, który był diametralnie różny. — Według niego, powinniśmy się bić z Niemcami tak, by pozostać w walce do końca”.
Okulicki chciał walczyć z Niemcami, ale za głównego wroga uważał ZSRS.
Walka przeciw Niemcom dawać miała nam prawo moralne do upominania się po wojnie o swoje.
Gdybyśmy się wycofali, nie mielibyśmy nic do powiedzenia – tak rozumował.
Trafnie, jak mało kto, odczytywał sowieckie intencje.
Jego kalkulacja była prosta: — tylko fakt dokonany, zdobycie Warszawy, może zmusić Sowiety do ustępstw i traktowania Polski jak partnera.
Wiedział już wówczas, jak Sowieci potraktowali wileńską AK – sądził, że ten sam los spotka większość żołnierzy Polski Podziemnej.
Trzeba było więc działać, a nie czekać na zajęcie kraju przez NKWD i krwawe represje.
Przed samym Powstaniem przyjął nowy pseudonim „Niedźwiadek” – ten, pod którym przeszedł do historii.
Został wyznaczony na komendanta AK w przypadku aresztowania „Bora” przez NKWD w zdobytej, — jak przewidywano, — przez Polaków Warszawie.
Kiedy powstanie się załamało i zapadła decyzja o kapitulacji stolicy, Okulicki – wówczas już następca „Bora” – wyszedł 3 października z ludnością cywilną, a potem wydostał się z piekła obozu w Pruszkowie.

A placem boju będzie dół kryjomy
Znalazł dla siebie kryjówkę w Częstochowie, skąd prowadził – zdawałoby się – skazaną na niepowodzenie rekonstrukcję Komendy Głównej AK.
Działał w powszechnej atmosferze klęski, chaosu, beznadziei. Wiązał w całość rozproszoną i rozbitą Armię Krajową, nakazywał nie atakować Niemców bez potrzeby – chyba że w obronie ludności cywilnej.
Wykładał swoje racje prezydentowi Władysławowi Raczkiewiczowi, pisząc z początkiem grudnia:
„Jedyną i najsilniejszą zaporę wobec zagrożeń sowieckich w stosunku do Polski stanowi jej pozycja w obozie sprzymierzonych zdobyta dzięki roli, jaką ona odegrała w walce z Niemcami i wierności, z jaką wywiązuje się ze swych zobowiązań sojuszniczych.
W tę właśnie pozycję moralną, jaką zdobyliśmy w świecie, uderzyła propaganda sowiecka, — starając się zaszczepić w opinii anglosaskiej wątpliwość co do szczerości naszego stanowiska wobec Niemców, oskarżając Polski Ruch Podziemny o bierność, sabotowanie walki lub wprost otwartą współpracę z nieprzyjacielem”.
Sam żył na granicy nędzy.
Rozpaczliwe położenie go nie złamało – był człowiekiem stworzonym do działania w takich sytuacjach. — Te cechy charakteru, które utrudniały mu stosunki z innymi, okazały się w krytycznej sytuacji zbawienne.
Był jednym z nielicznych, którzy mogli sprostać ogólnemu zamętowi. — Czynił wszystko, by zapanować nad sytuacją – skomplikowaną, nieczytelną nawet dla niego.
Bo czy ktokolwiek – poza NKWD – mógł być wówczas dobrze poinformowany?
Okulicki wyznaczył sobie zadania i parł do przodu ze swoją koncepcją działania na przetrwanie i ratowanie niedobitków.
Rozpoczął szeroką akcję zabezpieczania rodzin żołnierzy poległych, wziętych do niewoli lub uwięzionych.
Jego polecenia miały na celu uchronienie jak największej liczby ludzi z AK, — dlatego zabraniał im ujawniania się przed Sowietami.
Uważał, że Londyn nie ma pojęcia ani o rzeczywistych rozmiarach represji sowieckich, ani o sytuacji w kraju.

Syn poległ w walkach pod Ankoną
Jego pozycja w polskim Londynie była słaba.
Premier Mikołajczyk miał mu za złe, że o Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego założonym przez Sowietów z polskich komunistów — mówił „zdrajcy”.
Skąd miał Mikołajczyk wiedzieć, do czego zdolni są bolszewicy?
Był chłopskim politykiem z Poznańskiego, zasłużonym w Powstaniu Wielkopolskim 1918-1919. — Jego wrogiem byli zawsze Niemcy, a sowieckie zagrożenie miał poznać dopiero po latach, kiedy w 1947 r. musiał uciekać z komunistycznej Polski w bagażach brytyjskiego konsula.
W listopadzie 1944 r. premierem został – na szczęście dla Okulickiego – Tomasz Arciszewski.
Wreszcie 21 grudnia prezydent Raczkiewicz mianował go komendantem głównym AK na obszar obu okupacji.
Kiedy położenie Okulickiego stało się na tyle stabilne, na ile było to wówczas możliwe, spadł nań cios – najcięższy chyba w życiu.
— 22 grudnia dostał wiadomość o śmierci jedynego syna, Zbyszka.
— Chłopak walczył w 2. Korpusie pod dowództwem Andersa pod Ankoną.
„Mimo silnego ognia artyleryjskiego podchorąży Okulicki 8 sierpnia 1944 r. wysłany jako obserwator wysunięty, wykrył gniazdo broni maszynowej i chciał je ogniem artylerii obezwładnić. Został ciężko ranny”
– zanotowano w jego karcie ewidencyjnej.
Zmarł tego samego dnia w szpitalu polowym.
Ojciec widział go ostatni raz we wrześniu 1939 roku.
„Miał dwadzieścia lat. Nikogo w życiu tak nie kochałem, jak jego”
– powiedział emisariuszowi, którego właśnie odprawiał do Londynu.
Nie miał czasu na własny ból, kiedy tysiące chłopców takich jak Zbyszek ginęło po lasach od niemieckich i sowieckich kul.

Wyzwanie przyśle mu szpieg nieznajomy
W styczniu 1945 r., kiedy ruszyła sowiecka ofensywa, generał wydał rozkaz, który miał ochronić żołnierzy AK przed represjami.
„W przekonaniu, że (…) zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę, zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi Armii Krajowej”.
Równocześnie kazał pozostawić w terenie sieć sztabów i struktur, zachować łączność i magazynować broń. — Na przyszłość…
Nadeszły wreszcie dramatyczne wydarzenia marca 1945 r.:
„zaproszenie” od dowódcy Armii Czerwonej na rozmowy; warunek, by uczestniczył w nich Okulicki i wreszcie podjęta – wbrew zdrowemu rozsądkowi – decyzja Delegata Rządu na Kraj Jana Stanisława Jankowskiego o spotkaniu z Sowietami w Pruszkowie.
Krótko przedtem Okulicki depeszował do gen. Andersa w Londynie:
— „Represje i aresztowania żołnierzy AK trwają bez przerwy. Konieczna jest interwencja Anglosasów. Do tego czasu aresztowano ponad 40 tysięcy. Ich los niewiadomy. — Armia Czerwona i władze sowieckie grabią, co się da.
Zachowują się jak w zdobytym wrogim kraju. Jedynym władcą jest NKWD”.
Po drodze do Pruszkowa generał spóźnił się na kolejkę, potem zepsuł mu się samochód. Uparł się, jak zwykle, i dojechał rowerem, wypełniając polecenie Jankowskiego.
***
Czy Leopold Okulicki zmarł na serce w więzieniu na Łubiance kwadrans po pierwszej w południe w wigilię 1946 r. – jak utrzymywali Sowieci?
Czy został rozstrzelany przez NKWD – jak twierdzili współwięźniowie?
Odpowiedź na to pytanie może kiedyś nadejdzie, — nie zmieni ona jednak tej prawdy, że życie swoje oddał Niepodległej.
Swoją postawą podczas procesu szesnastu obnażył prawdziwe, nadal urzeczywistniane zamiary Rosji wobec Polski.
Prasa emigracyjna w Londynie pisała wówczas to, co i dzisiaj trzeba powtórzyć:
„Moskwa czyni wszelkie wysiłki, ażeby wykazać Narodowi polskiemu, że nie może liczyć na pomoc nikogo i nie może się odwołać do żadnego trybunału”.
Anna Zechenter: —Autorka jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie.
naszdziennik.pl/
19 czerwca 2013
Za; http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=52179

Obrazek
Niedawni sojusznicy, teraz – według „Timesa” – „polscy agenci”!


Polscy przywódcy pod strażą NKWD na „procesie” w Moskwie (naszdziennik.pl)
Jedna odpowiedź na „Wielki samotny, generał Leopold Okulicki”
emka pisze:21 czerwca 2013 o 02:55
21 czerwca 1945 r. w Moskwie zapadł wyrok w procesie 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, porwanych w marcu z Pruszkowa.
Wysłannik prezydenta Harry’ego Trumana do Moskwy, Harry Hopkins, depeszował, by nie protestować, — bo Stalin obiecał mu, że wyroki będą łagodne.
Historycy sugerują, że Hopkins był idiotą. — Niestety, było jeszcze gorzej.
Amerykanie i Brytyjczycy oddawali właśnie wiernego sojusznika pod sowiecką kuratelę, przekształcając Polskę w dominium sowieckie.
Stalin zabiłby polskich przywódców od razu, — ale to byłoby niepoprawne politycznie. — Wiedział, że może to zrobić później.
Sowieci zamordowali więc gen. Leopolda Okulickiego, ostatniego komendanta głównego Armii Krajowej, i wicepremiera Jana Stanisława Jankowskiego w więzieniu – zanim odbyli karę.
W moskiewskiej „Prawdzie” i w londyńskim „Timesie” zamieszczono tego samego dnia antypolskie komentarze.
„Prawda”:
„Naród radziecki przywitał z zadowoleniem wyrok (…). Cios wymierzony polskiemu ruchowi nielegalnemu jest ciosem wymierzonym planom i zamiarom wszystkich wrogów pokoju”.
„Times”:
„Nie ma w tych zeznaniach nic, co by zdziwiło tych, którzy śledzili z niepokojem antysowiecką działalność polskich agentów tutaj i za granicą”!
Ponad tłum zachodnich pismaków, zafascynowanych Stalinem, szydzących z naszej tragedii, — wybijał się głos wielkiego pisarza George’a Orwella, autora „Roku 1984”.
W przesłaniu do brytyjskiej inteligencji (1944) napisał:
„Nawet nie myślcie, że przez lata będziecie służalczo lizać buty sowieckiego reżimu i nagle znowu powrócicie do duchowej godności”!
O procesie moskiewskim mówił wprost:
„Polacy zostali oskarżeni o to, że usiłowali zachować niepodległość własnego państwa”.
Nikt nie słuchał Orwella. — Dwa tygodnie później alianci przestali uznawać legalny rząd RP.

Piotr Szubarczyk
http://www.naszdziennik.pl/wp/36361,pro ... nastu.html




https://forumemjot.wordpress.com/2014/1 ... ntem-nkwd/

Gen. Leopold OKULICKI – był prowokatorem i AGENTEM NKWD…???
Opublikowano 02/10/2014 by emjot

Wyjaśnienie sensu poniższej publikacji: — od razu na wstępie — autorka bloga zastrzega, że do interpretacji prezentowanych dokumentów zachowuje daleko idący dystans — a już zupełnie nie podziela konkluzji zawartych przez autora tekstu Jana Sidorowicza — zawartego w podsumowaniu opublikowanego artykułu na stronie, jak sami o sobie piszą: STRONA PRZECIWNIKÓW KULTU SPRAWCÓW POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Obrazek

— Zamieszczam tę publikację — jako typową postawę współczesnych tzw. pragmatycznych i racjonalnych „patriotów” , którzy na każdym kroku i przy każdej okazji deprecjonują POLSKĄ MARTYROLOGIĘ — a już dosłownie z pianą na ustach lubują się w sposób szczególny w atakach na POWSTANIE WARSZAWSKIE — jako rzekomo zupełnie pozbawione sensu.
Tym bardziej, że owi „patriotyczni” krytykanci poczynają sobie coraz śmielej:
— dzisiaj w 2 października 2014 — w 75 rocznicę upadku Powstania Warszawskiego — jakże smutną dla Polaków — niejaki Kuba Wątły w swoim programie „Krzywe zwierciadło” (super.stacja) w obecności zaproszonego jako „gość programu” pana Bobera — odważył się Polakom powiedzieć prosto w twarz: — „jeszcze po 70 latach czci się i stawia pomniki „polskim zbrodniarzom” takim jak Bór Komorowski…”
— Pan Bober zastanawiał się, czy powinien wyjść… Pan Bober zdobył się jednak na odwagę i został — za to przytoczył krążący po internecie wpis, pod którym podpisało się wielu internautów: — „ZA TAKĄ POLSKĘ, TO BYŚMY WALCZYLI — ZA TAKĄ JAK DZISIAJ JUŻ NIE!!! — co bardzo zbulwersowało prowadzącego…
Ciekawe, że ci sami pragmatycy zupełnie nie kwestionują pozbawionego jakichkolwiek szans, powstania w getcie warszawskim, które z góry skazywało zamieszkującą tam biedną ludność na śmierć — czy liczyli na „dobrych” Niemców? — bo podobno najbardziej bali się Polaków — więc na Polaków nie liczyli — na pewno nie!!!
A już radzenie „nie mieszania BOGA do ludzkich konfliktów — bo powoduje to tragiczne skutki” — gdyż — „kapelani często tego samego wyznania, stoją po obu stronach frontu, poświęcają sztandary i armaty, zagrzewając żołnierzy do wzajemnego zabijania się, oczywiście walcząc za „słuszną sprawę” — i przytaczanie kontrargumentu — „Niemcy mordując bezbronną ludność nosili na pasach napis „Gott mit uns” (Bóg z nami)” — jest grubym nadużyciem…
Zalecane w miejsce BOGA — WIEDZA, WYOBRAŹNIA, KREATYWNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ — jakkolwiek bardzo pożądane w życiu doczesnym — nie są wystarczające do zbawienia duszy ani nawet do moralnego życia, jeśli źródłem nie jest prawo naturalne — dla ludzi wierzących wynikające z Objawienia — a dla nie wierzących na drodze poznania rozumowego. Podstawowym celem tego prawa jest zachowanie życia.
Tak więc wszelkie zło na świecie — wynika z odrzucenia prawa naturalnego — to jest odrzucenia BOGA — a nie odwrotnie!!!
NIE HASŁA SIĘ LICZĄ I SŁOWA — LECZ CZYNY — Z MIŁOŚCI SĄDZENI BĘDZIECIE!
emjot
————————————————————–

Od 70 lat toczyły się dywagacje — jakie były motywy działania , nadzieje oraz kwalifikacje sprawców tej katastrofy narodowej, jaką było Powstanie.
W zamieszczonych poniżej publikacjach znani historycy zgodnie ustalili, że glówni sprawcy, czyli Okulicki, Bór-Komorowski, Pełczyński i Chruściel, — byli ludźmi bez wyobrażni politycznej, bez poczucia opowiedzialności i byli też dyletantami w sprawach ówczesnych środków walki.

Obrazek

Są też zgodni, że byli oni pod wpływem Okulickiego, który zdobywał sobie popleczników, głosząc hasła o potrzebie „wielkiego zrywu dla ratowania Rzeczpospolitej”. — Jest też konsensus, że Okulicki nie mógł być autorem tak szaleńczego pomysłu, ale KTOŚ musiał za nim stać.
Od kilku lat mamy już materiały opublikowane dyskretnie przez nieznane szerzej wydawnictwo MSWiA (okładka obok), z których wyłania się przerażająca prawda:
— Gen. Leopold OKULICKI – był prowokatorem, AGENTEM NKWD, — realizującym cele sowieckiej polityki
DOWODY:
We wrześniu 1940 r. gen. Stefan Rowecki, Komendant Główny ZWZ, mianował Okulickiego komendantem okupacji sowieckiej. — Okulicki wyruszył z Warszawy 23 października i przybył do Lwowa 2 listopada.
— Jako przewodnik towarzyszył Okulickiemu ppor. Bolesław Zymon, jak się okazało – sowiecki prowokator.
21 stycznia 1941 r. Okulicki został zatrzymany przez NKWD.
Najpierw w śledztwie obszernie poinformował — jakie są plany i obsada jego Komendy Głównej ZWZ w Warszawie, łącznie z prawdziwymi nazwiskami i pseudonimami jej czołowych osobistości, wraz z jego opiniami o nich.
Podawał też adresy kwater kontaktowych Komendy Głównej ZWZ w Warszawie. — Zdradza, że wcześniej, celem organizacji ZWZ we Lwowie został wysłany gen. Tokarzewski, który przechodził granicę jako Fantiej Michajłowicz Mironow i został złapany.
W ten sposób wydał gen. Tokarzewskiego, który nie rozpoznany, przebywał w gułagu w Kraju Komi. — Po tej informacji, generał został ściągnięty na Łubiankę i torturowany, a życie mu uratowało podpisanie umowy Sikorski-Majski.

Obrazek

Składa również deklarację:

„W przekonaniu, że zwycięstwo ZSRR da Narodowi polskiemu możność życia i rozwoju narodowego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego, zeznanie swoje napisałem i deklaruję chęć dalszej pracy.
Będzie Polska czerwona, dobrze, byle tylko była. Zrobi to jej zresztą dobrze, wyzwoli i odkryje nowe, nieznane dotąd siły Narodu”.
Dwa i pół roku później, Okulicki został zrzucony do Polski,
— formalnie jako emisariusz Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, — ale nigdy nie powoływał się na jego rozkazy czy sugestie, lecz uparcie dążył do wywołania powstania.
Mówił:
“potrzebny jest czyn, tylko przez walkę można wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości”.
Członków Komendy Głównej AK, którzy wyrażali obawy, posądzał o defetyzm i tchórzostwo.
Borowi-Komorowskiemu groził, że jeśli nie wyda rozkazu do Powstania, to stanie się drugim Skrzyneckim.
Cały czas parł do walki, — namawiał członków KG, aby Borowi-Komorowskiemu przedstawiali fałszywy obraz sytuacji, — aby przyśpieszyć wydanie rozkazu. (Jan Ciechanowski)
Na naradach KG AK mówił:
„W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami aż opinia publiczna wymusi na rządach zmianę decyzji z Teheranu”
(zachowały się stenogramy z narad KG AK).
31 lipca na naradzie porannej Komendy Głównej w komplecie, — stwierdzono, że nie ma przesłanek, aby wydać już rozkaz do walki.
Kolejna narada została wyznaczona na godzinę 18.00. — W godzinach popołudniowych Okulicki w okolicznościach bliżej nieznanych narzucił wydanie rozkazu.
Wszelkie poszlaki pozwalają postawić uzasadnioną hipotezę, że w ostatnich godzinach poprzedzających wydanie rozkazu — Bór-Komorowski był szantażowany przez obu generałów, że jeśli nie wyda rozkazu – rozkaz wydadzą oni sami.
Bór i wezwany chwilę później Delegat Rządu Jankowski, (który też znał ustalenia z godzin rannych i południowych) woleli wybrać rozwiązanie zalegalizowane niż oddać całkowicie stery w ręce zbuntowanej junty (J.Matłachowski, publikacja nr 5).
Tylko tym można wytłumaczyć następujące zachowanie się Bora-Komorowskiego.
— Po wydaniu rozkazu (o godz.17.45) — gdy przybył szef wywiadu KG, Iranek Osmecki z informacją, że sowiecki zagon pancerny pod Wołominem został rozbity i Niemcy przejęli inicjatywę — miał jeszcze czas na odwołanie rozkazu, ale tego nie zrobił.
Świadkowie zgodnie stwierdzają, że był kompletnie załamany i powtarzał tylko:
”Nic się już nie da zrobić”
– wiedząc, że odwołanie rozkazu było jeszcze możliwe.
Po Powstaniu — Okulicki, mianowany Komendantem AK, — wysłał depeszę do Prezydenta RP Raczkiewicza, że Powstanie spełniło swoje zadanie, co świadczy, że wynik tej tragedii był zgodny z jego planem.

Obrazek

W dniu 28 marca 1945 r. — szesnastu przedstawicieli Rządu RP oraz głównych stronnictw politycznych zostało podstępnie aresztowanych przez NKWD i wywiezionych do Moskwy.
Rola Okulickiego w tym jest nie jasna,
— bo to wicepremier Jankowski pierwszy spotykał się z gen. Sierowem – generałem NKWD.
27 marca Jankowski poszedł na kolejne spotkanie wraz z Okulickim i nie powrócili.
Nazajutrz dołączyła reszta i wszyscy zostali aresztowani.
Dziś dysponujemy częścią dokumentów, udostępnionych za prezydentury Borysa Jelcyna.
— Gdy prezydent Wałęsa poprosił Jelcyna o udostępnienie całości dokumentów, ten odpowiedział, że nie może tego uczynić,
— „bo byśmy się rozpłakali i musieli przepisać całą swoją historię”.
Z opublikowanych dokumentów wynika (patrz okładka), że — Okulicki, przed pokazowym procesem, składał zeznania jak agent, który wykonał zadanie (rozpętanie powstania w Warszawie), — ale chce być nadal sowietom przydatny, oczekując nagrody, w postaci zaoferowania mu ważnej funkcji w komunistycznych władzach.
— Tu się przeliczył, bo sowieci stosowali inny system nagradzania wykorzystanych już agentów – po prostu likwidowali ich.
Podobnie jak w roku 1941, — aby zlikwidować resztki Podziemia Niepodległościowego, — Okulicki ujawnia wszystko, co mogło jeszcze interesować bolszewików.
— Podaje liczebność istniejących jeszcze oddziałów, dziesiątki nazwisk i pseudonimów, informuje o radiostacjach i lokalach konspiracyjnych.
— Ujawnił też, że na czele nowej organizacji „NIE” stoi gen.Emil Fieldorf.
— Zdradził też, gdzie organizowane są kursy dla żołnierzy II Korpusu Andersa, wysyłanych potem z misją do Polski. — Obciążał w zeznaniach współoskarżonych.
Pisał listy kolejno do szefa Bezpieki, Mierkułowa, potem do ministra Berii, po raz kolejny oferując współpracę.
Pisze m.in.:
„Poważna część broni (AK) rozeszła się razem z ludźmi po terenie. Broń tą, dla spacyfikowania kraju należałoby możliwie szybko odebrać.
Z początku należałoby stworzyć dobrze działający aparat administracyjny, a potem go oczyścić z elementów nieodpowiednich i wprowadzić na ich miejsce ludzi pewnych.
Konieczne jest zlikwidowanie wszystkich organizacji tajnych i jawnych, które nie są w dyspozycji tymczasowego rządu polskiego (t.zn. PKWN) i przez to mogłyby przejawiać działalność zakłócającą spokój i bezpieczeństwo publiczne”.
To wszystko znajdziemy w 12 protokółach ze śledztwa. — Jego zeznania złożone w Moskwie kosztowały tysiące ludzi utratę wolności lub życia.
Na pokazowym procesie grał rolę polskiego patrioty, który jakoby zrozumiał, że tylko przyjaźń ze Związkiem Radzieckim i.t.d…
Skąd my znamy tą retorykę?
We wrześniu z więziennej celi pisze jeszcze list do samego Stalina, — oczywiście bez echa, bo był już zbędnym świadkiem wielkiej prowokacji.
Wystarczy?
Sceptycy powiedzą: ale brak dokumentu nakazującego Okulickiemu rozpętanie w Warszawie Powstania. — Tylko, że takie polecenia, wydaje agentowi oficer prowadzący – ustnie, — który być może przebywał w Warszawie.
Niemniej jednak wszystkie dokumenty i poszlaki składają się w logiczną całość jak puzzle.
To zapłaczcie teraz razem ze mną…
Zdrada Okulickiego pozostawia tez odium hańby na pozostałych osobnikach procesu decyzyjnego, prowadzącego do wybuchu Powstania.
Rząd premiera Mikołajczyka odsunął Naczelnego Wodza PSZ, — gen. Sosnowskiego, — od prawa decydowania, podejmując uchwałę, że jest to decyzja polityczna, należąca do Rządu.
Następnie Mikołajczyk scedował prawo podjęcia ostatecznej decyzji na wicepremiera Jankowskiego i Komendanta A.K. gen. Bora-Komorowskiego.
Gen. Pełczyński i płk Chruściel — dali się zmanipulować przez Okulickiego — i w dniu 21 lipca podjęto decyzję o wywołaniu Powstania w Warszawie,
— co nie było przewidywane w planach operacji „Burza” i Warszawa nie była przygotowana na taki scenariusz.
Chruściel („Monter”) — będący pod wpływem Okulickiego, — dopuścił się wydania 27 lipca rozkazu mobilizacji oddziałów AK na pozycjach wyjściowych do ataków, — bez uzgodnienia z Borem-Komorowskim. ( J. Kurdwanowski, poz nr 2).
28 lipca tysiące młodych ludzi albo nie zgłosiło się do pracy, albo wyszło z niej przedwcześnie, aby stawić się na punkty zborne.
Po południu 28 lipca, gen Bór, odwołał rozkaz mobilizacji, a żołnierze AK rozeszli się do domów następnego dnia.
Była to masowa dekonspiracja żołnierzy AK i tajnych lokali, — groziło to falą masowych aresztowań. — Wywarło to też deprymujący efekt na morale żołnierzy, bo zapoznali się z żałosnym stanem uzbrojenia i wielu nie stawiło się już na drugą mobilizację.
Za samowolne wydanie tego rozkazu, płk Chruściel powinien stanąć przed sądem polowym jeszcze przed wybuchem Powstania.
Skompromitował się również kontrwywiad Polskich Sił Zbrojnych, dopuszczając do wysłania z tak ważną misją Okulickiego, — człowieka który wyszedł żywy z Łubianki!
Mogło ich zainteresować też to, że Okulicki przyjaźnił się z Berlingiem, który pierwszy poszedł na współpracę z sowietami.
W czasie studiów w Wyższej Szkole Wojennej (1925-27) mieszkali w tym samym pokoju.
— Również to, powinno zaniepokoić, że Okulicki próbował przeciwstawić się decyzji o wyprowadzeniu formowanej przez Andersa Armii Polskiej do Persji.
Nawoływał, aby tych wygłodzonych i nie przeszkolonych ludzi — wysłać już na front przy boku Armii Czerwonej.
Jeszcze przed śmiercią Okulickiego, — został on 8 października 1945 roku, rozkazem Szefa Sztabu Głównego PSZ gen. Stanisława Kopańskiego, — skreślony ze stanu Polskich Sił Zbrojnych, — przestając być formalnie żołnierzem i generałem Rzeczypospolitej.
Jest to fakt bez precedensu, — bo żołnierz pozostaje w ewidencji armii nawet po śmierci, — gdyż należy się jemu godny pochówek.
———————————————————-
Zamieszczone zdjęcie Powstańca/hej-kto-polak.pl we wstępie do art. – emjot
Na odreagowanie polecam artykuł Anny Zechenter – pracownika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie: Generał Leopold Okulicki – WIELKI SAMOTNY
oraz zamieszczony pod artykułem komentarz — fragment z „Procesu szesnastu” — autorstwa pana Piotra Szubarczyka z którego cytuję fragment:

„21 czerwca 1945 r. w Moskwie zapadł wyrok w procesie 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, porwanych w marcu z Pruszkowa. Wysłannik prezydenta Harry’ego Trumana do Moskwy, Harry Hopkins, depeszował, by nie protestować, bo Stalin obiecał mu, że wyroki będą łagodne. Historycy sugerują, że Hopkins był idiotą. Niestety, było jeszcze gorzej. Amerykanie i Brytyjczycy oddawali właśnie wiernego sojusznika pod sowiecką kuratelę, przekształcając Polskę w dominium sowieckie.[...]
W moskiewskiej „Prawdzie” i w londyńskim „Timesie” zamieszczono tego samego dnia antypolskie komentarze. — „Prawda”: „Naród radziecki przywitał z zadowoleniem wyrok (…). Cios wymierzony polskiemu ruchowi nielegalnemu jest ciosem wymierzonym planom i zamiarom wszystkich wrogów pokoju”. — „Times”: „Nie ma w tych zeznaniach nic, co by zdziwiło tych, którzy śledzili z niepokojem antysowiecką działalność polskich agentów tutaj i za granicą”!
oraz:
„głos wielkiego pisarza George’a Orwella, autora „Roku 1984”.W przesłaniu do brytyjskiej inteligencji (1944) napisał:
„Nawet nie myślcie, że przez lata będziecie służalczo lizać buty sowieckiego reżimu i nagle znowu powrócicie do duchowej godności”! O procesie moskiewskim mówił wprost: „Polacy zostali oskarżeni o to, że usiłowali zachować niepodległość własnego państwa”.
Nikt nie słuchał Orwella. Dwa tygodnie później alianci przestali uznawać legalny rząd RP.
————————————————————-
cd. publikacji pana Jana Sidorowicza:

Należy wyciągnąć wnioski z tej tragedii.
Muzeum Powstania Warszawskiego ma nie tylko epatować bohaterstwo i poświęcenie Powstańców, — ale ujawniać całą prawdę o powstaniu:
— zdradę, brak wiedzy, brak wyobraźni i odpowiedzialności naczelnych dowódców, co przyniosło w efekcie śmierć miasta i 200 tysięcy mieszkańców.
Wpajanie młodym ludziom cnoty bohaterstwa już nie jest najważniejsze.
Kolejna wojna nie będzie na bagnety, — a od operatora drona nie będzie się wymagać bohaterstwa, — tylko kompetencji.
Dlatego słowa: wiedza, wyobraźnia i odpowiedzialność winny zastąpić dotychczasową dewizę — BÓG, HONOR I OJCZYZNA.
Uzasadnienie:
Mieszanie BOGA do ludzkich konfliktów powoduje tragiczne skutki. Kapelani często tego samego wyznania, stoją po obu stronach frontu, poświęcają sztandary i armaty, zagrzewając żołnierzy do wzajemnego zabijania się, oczywiście walcząc za „słuszną sprawę”.
Żołnierzom towarzyszy przeświadczenie, że Bóg jest po ich stronie, i ma ich w opiece, więc podejmują najwyższe ryzyko i ku zadowoleniu dowódców robią krwawą jatkę.
Nota bene Niemcy mordując bezbronną ludność nosili na pasach napis „Gott mit uns” (Bóg z nami).
— Jeszcze dziś wiele konfliktów zbrojnych wybucha z powodu różnic religijnych. Np. aktualny konflikt w Irlandii Północnej.
W czasie II Wojny Światowej katoliccy Chorwaci zabijali prawosławnych Serbów lub wydłubywali im oczy, jeśli ci nie przeszli na katolicyzm A błogosławieni byli przez samego błg. Alojzego Stepinaca (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alojzy_Wiktor_Stepinac).
Słowo HONOR uległo dewaluacji i nie funkcjonuje już ani w walce ani w dyplomacji. — Minęły czasy rycerstwa, pojedynków, kodeksu Bodziewicza, a nawet — „oficerskie słowo honoru” — jest dziś bezwartościowe.
Gdy minister Beck, w słynnym przemówieniu 5 maja 1939 powiedział, że dla Polaków najważniejszy jest honor, — wywołało to konsternację na salonach dyplomatycznych.
Słowo OJCZYZNA ma dziś wielorakie znaczenie. — Zależy z jaką grupą społeczną czy regionem geograficznym człowiek się utożsamia. — Może czuć się Polakiem, — ale może przede wszystkim Ślązakiem lub Europejczykiem, albo wszystkim naraz.
Słowo to napędza takie pojęcia jak patriotyzm, a to z kolei nacjonalizm i dalej szowinizm i ksenofobię — zarzewie większości wojen.
W 1914 panujące monarchie, nota bene ze sobą skoligacone, poklócily się i miliony ludzi, poddane indoktrynacji rzuciło się na siebie z patriotycznymi hasłami na ustach – aby się pozabijać.
Patriotyzm może być cenny w czasach pokoju do budowania społeczeństwa obywatelskiego.
— W czasach wojny zalecałbym pragmatyzm, a nawet oportunizm na wzór czeski, — od tego się przynajmniej nie umiera.
Bo patriotyzm może okazać się autodestrukcyjny, jak podczas Powstania Warszawskiego.
We współczesnym świecie, — aby godnie żyć, — potrzebna jest WIEDZA.
Ale nabytej wiedzy, — aby była spożytkowana, — musi towarzyszyć WYOBRAŹNIA I KREATYWNOŚĆ.
A nad tym musi czuwać poczucie ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje działania.
Tych cech zabrakło przywódcom Powstania.
I dlatego dewiza:
WIEDZA, WYOBRAŹNIA, KREATYWNOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ – winna być wpajana młodzieży nie tylko w Muzeum Powstania Warszawskiego
— ale we wszystkich szkołach i uczelniach, aby nie popełniać tragicznych w skutkach błędów Naszych Przodków.
Zwłaszcza, że kultura polityczna społeczeństwa jest nadal niska, — uprawiamy nadal kult przywódcy, który został bohaterem za „ułańską szarżę” i — wyznawanie dewizy , że „jakoś to będzie”.
Stają nowe pomniki i szuka się winnych.
Jan Matlachowski (publikacja nr 5) napisal:
Powstanie Warszawskie żyje i żyć powinno w naszej narodowej świadomości całą głębią szacunku dla szczytów bohaterstwa i zadumą nad jego historyczną prawdą.
Powstanie to nie tylko wielka epopeja bezgranicznego bohaterstwa milionowej stolicy i jej Powstańców.
Szczytów tego bohaterstwa nic nie zdoła przesłonić ani przewyższyć.
Powstanie Warszawskie to patos 63 dni walki, prowadzonej w warunkach istnego piekła, w czasie której miasto legło w gruzy, spopieleniu uległy bezcenne skarby kultury, życie straciło setki tysięcy ludzi a reszta mieszkańców milionowej stolicy poszła na tułaczkę i poniewierkę.
Była to katastrofa narodowa.
Powstanie Warszawskie to synonim polskiego heroizmu i niemieckiego barbarzyństwa.
Tym niemniej powszechny heroizm i jego kult nie może przesłaniać problemu odpowiedzialności. — Na tych, co szafują życiem ludzi, ich dorobkiem i zasobami kultury narodowej, — ciąży wyjątkowa odpowiedzialność.
Powstanie to wielkie historyczne wydarzenie, — którego prawda powinna być należycie znana, — aby kłamstwa o nim nie rodziły zatrutych owoców.
Powstanie Warszawskie rodzi nakaz podejmowania wzmożonych wysiłków nad właściwą i powszechną poprawą kultury politycznej Narodu.
Prawda o Powstaniu unaocznia skutki niewłaściwego mechanizmu selekcji i doboru właściwego człowieka na właściwe stanowisko.
— Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbania (na przestrzeni wieków i do dziś), zasad umiejętnego rządzenia się.
Pamięć o Powstaniu winna uczyć kultu wielkości człowieka oraz kultu kompetencji i odpowiedzialności za życie i wartości Narodu.
Czas na polską szkołę realizmu i kult rzetelnej kompetencji.
O to wołają gruzy Warszawy i tysiące poległych, a wołają na miarę wielkości i powszechności bohaterstwa ujawnionego w Powstaniu.
Jan Sidorowicz
jan.sidorowicz@gmail.com

Obrazek
Jan Sidorowicz - Autor w Warszawie w 1944 roku 4_gazetawarszawska.com


Obrazek
Tadeusz hr Komorowski z żoną, hrabianka Ireną Lamezan-Salins i dziećmi _gazetawarszawska.comi


GLORIA VICTIS ! Londyn 1946
———————————-
STRONA PRZECIWNIKÓW KULTU SPRAWCÓW POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
Niniejsza edycja 2014 jest już ostatnią
WEDŁUG NAS DALSZE DYSKUSJE NA TEMAT POWSTANIA SĄ JUŻ BEZCELOWE
http://www.powstanie.pl/

Za: http://gazetawarszawska.com/index.php/s ... entem-nkwd


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 25 paź 2014, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Sąd miał gotowy wyrok

Z Witalisem Skorupką ps. „Orzeł”, byłym żołnierzem Kedywu AK, skazanym na karę śmierci, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Wpadł Pan w ręce UB w połowie 1945 roku?
– Tak. Brałem udział w akcji wymierzonej w Urząd Bezpieczeństwa. Do strzelaniny doszło na Wybrzeżu Kościuszkowskim w Warszawie. Byłem tam w obstawie, w cywilnym ubraniu. Broniłem kolegi, swojego żołnierza z Kedywu. Zostałem ranny, enkawudziści przestrzelili mi prawe płuco. Znalazłem się w więzieniu przy ulicy Strzeleckiej na warszawskiej Pradze, gdzie urzędował Iwan Sierow, sowiecki generał; przyczynił się on do porwania i aresztowania 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, których następnie sądzono w Moskwie. Tutaj mieściła się też główna komenda Enkawu. Przeszedłem wyjątkowo brutalne śledztwo i tortury urągające człowieczeństwu. Byłem lżony, bity i kopany. Polewano mnie lodowatą wodą w karcerze. Jednym z przesłuchujących był Józef Światło. enkawudziści przesłuchiwali mnie po rosyjsku. Siedziałem w celi nr 1, tuż pod schodami razem z „Hardym” z Komendy Głównej Szarych Szeregów. Spędziłem tu pierwsze trzy miesiące. Dawali nam w puszkach po konserwach amerykańskich jakąś pseudozupę czy kawę i kazali do nich się potem załatwiać.

Śledztwo z początku było szczególnie okrutne. Miałem kenkartę na konspiracyjne nazwisko Witold Orliński, jednak po blisko trzech miesiącach odkryli, że nazywam się Witalis Skorupka. Bałem się, że znajomość mojego nazwiska naprowadzi ich na ślad zabitych przeze mnie dwóch enkawudzistów podczas akcji „Burza” w 1944 roku.

W jakich okolicznościach zginęli?
– Działo się to w Siedlcach w 1944 roku. UB dokonywał aresztowań wśród ukrywających się żołnierzy Armii Krajowej i innych organizacji niepodległościowych. Szedłem wtedy główną ulicą Starowiejską. Miałem dobre papiery. W pewnym momencie natknąłem się na patrol NKWD – jednego oficera i podoficera z automatem. Obok nich stał cywil. Był to Polak, którego znałem. Na mój widok zaczął pokazywać na mnie i coś do nich mówić. Kazali mi się zatrzymać i od razu mnie aresztowali. Prowadzili mnie kilka metrów przed sobą, zdałem sobie sprawę, że idę na śmierć, bo wiedziałem już wtedy, że UB zaczął mordować akowców. Włożyłem do ust papierosa i udawałem, że szukam zapałek. Był to trik, którego nauczyłem się na szkoleniu Kedywu. Zmyliło to Sowietów, a ja w tym czasie z kieszeni na biodrze wyciągnąłem pistolet. Pierwszy padł oficer, drugi puścił się za mną w pościg, ale też dostał. Sprawa w Siedlcach stała się głośna, NKWD przeprowadziło obławę, ale udało mi się wtedy uciec.

Siedział Pan później w więzieniu przy ulicy 11 listopada na Pradze?
– Byłem więziony w celi nr 5, siedziałem, czekając na wykonanie kary śmierci. W 18. dniu przeżyłem tam pozorowaną egzekucję ubrany w śmiertelne łachy niemieckie. W 30. dniu dowiedziałem się, że jestem ułaskawiony. Ale zawdzięczam to tylko temu, że zabiłem dwóch Niemców. Prokurator Żyd napisał o tym wydarzeniu, podkreślając, że śmierć poniosło z mojej ręki dwóch gestapowców, którzy likwidowali getto siedleckie. Ten zapis figurował w aktach do Bieruta, sugerując, że zasługuję na łaskę. Karę śmierci zmieniono mi w 1945 roku na 10 lat odsiadki. Odsiedziałem 8 lat, prawie 7 we Wronkach i rok w Warszawie. Z więzienia wyszedłem w 1953 roku.

Jak wyglądała akcja z gestapowcami?
– 1 kwietnia 1944 roku brałem udział w akcji na niemieckie magazyny rolnicze w centrum Siedlec. Żołnierze Kedywu obezwładnili strażnika, a następnie wdarli się do środka, gdzie sterroryzowali bronią pracowników magazynów i obecnych tam kilku niemieckich żołnierzy. Żołnierze zaczęli rekwirować towary, nie wiedząc, że godzinę wcześniej podobnego skoku na magazyny dokonała inna polska organizacja wojskowa. Tamci żołnierze przechwycili magazynową kasę i wycofali się z miasta. Poinformowany został o tym jednak posterunek gestapo, który znajdował się niedaleko. Tamtego dnia, niczego się nie spodziewając, gdy wyszedłem na dziedziniec magazynu, zobaczyłem podjeżdżający samochód z Niemcami. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn w czarnych skórzanych płaszczach. Okazało się, że jest to szef Kriminalpolizei Kraft i jego szofer Manz. Przyjechali przeprowadzić śledztwo w sprawie pierwszego napadu, nie spodziewali się oporu. Dzieliło mnie od nich kilka metrów, zacząłem strzelać. Kraft padł trupem. Później dostał Manz. Gdy pracownicy magazynów zadzwonili na gestapo, żeby poinformować o śmierci szefa, ci wzięli to początkowo za żart primaaprilisowy. Przez wiele lat pewne rzeczy z mojej przeszłości utajniałem, wkrótce ujrzą one jednak po raz pierwszy światło dzienne. Przygotowuję bowiem do druku książkę opowiadającą historię mojego życia.

Wracając do mojego aresztowania, gdyby enkawudziści wiedzieli, że zabiłem ich dwóch kolegów, nigdy by mnie nie ułaskawili. Przez dłuższy czas siedziałem jako Orliński. Byłem pierwszym więźniem z tamtej strony Wisły skazanym na karę śmierci.

Był Pan sądzony w tzw. procesie kiblowym?
– Tak, w celi. Sąd siedział na stołkach za stołem, a ja wraz z trzema innymi oskarżonymi staliśmy. Wyrok sąd miał już gotowy. To nie trwało godzinami, lecz raptem może godzinę. Po odczytaniu wyroku wyprowadzono nas z celi na piętro wyżej. Tam czekałem wiele dni na egzekucję. Nie wiem, czy z tamtej grupy, która ze mną była, ktoś jeszcze żyje, chyba nie. Ci, którzy byli mordowani w więzieniu praskim, leżą na kirkucie żydowskim i na Bródnie pod płotem, tak jak na powązkowskiej Łączce. Niektórzy mówią nawet, że jedni pochowani są także przy ul. Grochowskiej na cmentarzyku, na którym chowano ofiary epidemii. Do dziś nie ma miejsc upamiętniających te osoby. Jako prezes Związku Skazanych na Karę Śmierci walczyłem o upamiętnianie tych pomordowanych, ale z Urzędem ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, jak również z innymi instytucjami do tego powołanymi, nie da się dojść do porozumienia. Cały czas zależy mi na nagłośnieniu tego i uczczeniu tych nieupamiętnionych kolegów z więzienia praskiego. Tam nie ma nic poza pomnikiem i stwierdzeniem, że byli tu mordowani ludzie w 1944 i 1945 roku. Między innymi został tam powieszony kawaler Orderu Virtuti Militari, mój dowódca, płk Lucjan Szymański „Janczar”, inspektor Komendy Głównej AK, który dwa razy odznaczał mnie Krzyżem Walecznych. Aresztowano go prawie przy stole wigilijnym, bo 23 grudnia 1944 roku, a 6 marca 1945 roku już powieszono na drzewie, które nadal tam rośnie.

Domagał się Pan sprawiedliwości po 1989 roku?
– Tak, po Okrągłym Stole. Wtedy Sejm uchwalił ustawę o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego i ten sąd wojskowy, który mnie skazał, zrehabilitował mnie i dostałem odszkodowanie. Proces rehabilitacyjny miałem na Mokotowie, zresztą prowadziła go moja żona, która jest adwokatem. Dziś od czasu do czasu mam spotkania z różnymi ludźmi, począwszy od młodzieży, po kibiców różnych klubów, bo chcą poznać ode mnie prawdę historyczną. Mam jeszcze trochę energii, więc staram się z nimi spotykać i opowiadać o tamtych czasach. Mówię o tym, że odebrałem w domu patriotyczne wychowanie, w podobny sposób ukształtowały mnie szkoła i harcerstwo. Że dla nas, ludzi pokolenia II RP, walka o wolną Polskę była czymś naturalnym, była naszym obowiązkiem. Byliśmy gotowi dla Polski umrzeć, ale byliśmy gotowi dla niej również walczyć. Po sędziach i prokuratorach, którzy nas sądzili, nie ma już śladu. Jest jednak jeszcze wiele miejsc kaźni polskich oficerów, które czekają na upamiętnienie

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wyrok.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 21 lis 2014, 08:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie tylko w obronie ojca

Adam Kruczek

Do ostatnich chwil żyła Polską i walczyła o jej honor. To dlatego, a nie dla osobistej satysfakcji, domagała się prawdy o mordzie sądowym dokonanym na jej ojcu, a także sprawiedliwego osądzenia sprawców tej zbrodni. Zmarła cztery lata temu na atak serca, nie doczekawszy się ani rzetelnego śledztwa wyjaśniającego okoliczności śmierci gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, ani odnalezienia miejsca, w którym zostało ukryte ciało generała, ani ukarania zbrodniarzy winnych jego śmierci i całej rzeszy polskich patriotów. Po latach nierównej walki nie miała zresztą złudzeń, że dokona się to za jej życia. Nadzieje wiązała z młodym pokoleniem.

W dniu, w którym w podziemiach więzienia na Rakowieckiej mordowano jej ojca, Maria Fieldorf-Czarska była w wojskowej prokuraturze. Pytała o ojca, lecz zatajono przed nią fakt egzekucji, która odbyła się 24 lutego 1953 r. o godz. 15.00. W 55. rocznicę tej zbrodni bezskutecznie prosiła, aby właśnie o tej godzinie wyświetlono film „On wierzył w Polskę” autorstwa Aliny Czerniakowskiej. – Nawet na to sobie ojciec nie zasłużył – mówiła z goryczą w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Córka bohatera

Daty, koincydencja w czasie, miały dla Marii Fieldorf-Czarskiej duże znaczenie. Często podkreślała swoją niemal organiczną więź z ojcem, którego traktowała jako swoiste metrum na całe życie. W tej więzi istotne było dla niej nawet to, że urodziła się tego samego dnia co on, 20 marca, tylko 30 lat później.

Obrazek
Generał August Emil Fieldorf z córkami Marią (pierwsza z lewej) i Krystyną, 1937 r. (FOT. ARCH. IPN)


Istotnie, miała się na kim wzorować. Ochotnik legionista, uczestnik kampanii wileńskiej i wojny polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej, pułkownik polskiej armii tworzonej we Francji, przerzucony już w 1940 r. jako pierwszy emisariusz do okupowanej Polski, dowódca Kedywu Komendy Głównej AK – bojowego jądra Armii Krajowej, łagiernik, wreszcie – ofiara odrażającego mordu sądowego dokonanego przez komunistów po sfingowanym procesie – listą zasług i skalą patriotycznego poświęcenia gen. bryg. August Emil Fieldorf „Nil” mógłby obdzielić niejedną historyczną postać.

Bohatera takiego formatu Orderem Orła Białego uhonorował dopiero w 2006 r. prezydent Lech Kaczyński, i to – jakby znając odpowiedź – bez pytania o zdanie kapituły tego najwyższego polskiego odznaczenia, w której zasiadali Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki i Władysław Bartoszewski, który zresztą publicznie zdystansował się od przyznania generałowi tego orderu. Uhonorowaniu gen. „Nila” orderem dopiero w 16. roku „wolnej Polski” trudno się dziwić, skoro wcześniej prezydentami III RP byli kolejno Jaruzelski, Wałęsa i Kwaśniewski.

Mordercy pod parasolem

Sądowy mord na legendarnym generale dokonany przez powieszenie – co miało oprócz fałszywych oskarżeń dodatkowo go upodlić – to szczególnie ciążąca na komunistach zbrodnia. Brał w niej udział cały szereg znanych z imienia i nazwiska funkcjonariuszy stalinowskiego reżimu, takich jak m.in. Helena Wolińska, Aleksander Warecki, Mieczysław Widaj, Zygmunt Wizelberg, Kazimierz Górski, Wiktor Leszkowicz, Benjamin Wajsblech, Maria Gurowska, Paulina Kern, Emil Merz, Igor Andrejew, Gustaw Auscaler, Alicja Graff czy Witold Gatner.

Wielu z nich wyjechało do Izraela, niektórzy jako „marcowi” emigranci trafili do Wielkiej Brytanii, lecz część żyła jeszcze w kraju, gdy w czerwcu 1989 r. ogłoszono, że w Polsce „skończył się komunizm”.

Wziąwszy na serio tę propagandę, Maria Fieldorf-Czarska rozpoczęła starania o postawienie przed sądem sprawców mordu na jej ojcu. Wielokrotnie występowała do prokuratury o wszczęcie śledztwa i skazanie winnych, lecz żaden z komunistycznych sędziów, prokuratorów czy śledczych nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Zostało co prawda w 1992 r. wszczęte śledztwo obejmujące część osób zaangażowanych w sfingowany proces gen. Fieldorfa, ale prowadziła je niemająca pełni uprawnień prokuratorskich Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ślamazarnie prowadzone postępowanie doprowadziło do postawienia w stan oskarżenia sędzi Marii Gurowskiej, która cały czas broniła słuszności swojego wyroku śmierci na generała. Nastąpiło to jednak dopiero w 1997 r., a Gurowska zmarła rok później, ani razu nie pojawiwszy się w sądzie. Helena Wolińska-Brus, stalinowska prokurator, która podpisała nakaz aresztowania gen. Fieldorfa, zabiegi IPN o jej ekstradycję do Polski uznała za przejaw… antysemityzmu.

Gdy rozgoryczona Maria Fieldorf-Czarska wskazywała na udział w mordzie sądowym na swoim ojcu „przeważnie sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego”, gdy twierdziła, „że gdyby mój ojciec był Żydem i Polacy by go tak skazali, to Polacy byliby już dawno osądzeni. A ponieważ jest odwrotnie, to niestety mamy to, co mamy”, została w „Gazecie Wyborczej” posądzona o antysemityzm przez Ryszarda Bugajskiego, reżysera filmu o… generale Fieldorfie. Ostatecznie postraszony przez panią Marię procesem Bugajski w pokrętny sposób ją przeprosił.

Zofia Optułowicz-Pilecka, córka bohaterskiego Witolda Pileckiego, zgładzonego w wyniku sądowej zbrodni przez komunistów, pamięta o małostkowej szykanie, jaka spotkała Marię Fieldorf-Czarską na premierze filmu Bugajskiego.

– Zostałyśmy posadzone w bardzo odległych miejscach, chociaż przecież pani Maria miała wyjątkowe prawo do zajęcia honorowego miejsca – wskazuje Zofia Pilecka-Optułowicz. – Ze względu na nią było to dla mnie bardzo bolesne – dodaje.

Pani Zofia, która u zarania III RP musiała stoczyć prawdziwe boje o rehabilitację swojego wielkiego ojca, zwraca uwagę na wspólnotę łączącą ją z córką gen. Fieldorfa. – Rakowiecka, zbrodnia, obaj nie mają grobów, widać, jak losy naszych ojców splatały się od początku do końca – podkreśla córka Witolda Pileckiego. – Choć nie kontaktowałyśmy się zbyt często, na pewno duszami byłyśmy zjednoczone, mając podobne doświadczenia, kłopoty i troski. Obie marzyłyśmy, aby odnalazły się te szczątki, które okażą się szczątkami naszych ojców, ale dziś i profesor Krzysztof Szwagrzyk, choćby nie wiem, jak się starał, nie zrobi wiele bez woli politycznej naszych władz – zauważa.

Znalazła wolną Polskę

Maria Fieldorf-Czarska, łączniczka i sanitariuszka Armii Krajowej, uczestnik operacji „Ostra Brama” w Wilnie, zwykła podkreślać, cytując wiersz Stanisława Balińskiego, że jej prawdziwą Ojczyzną jest Polska Podziemna – szlachetna, bez kompromisów czy uległości. Te wartości znalazła w Rodzinie Radia Maryja. Do końca była wierną słuchaczką Radia oraz widzem Telewizji Trwam.

Zastanawiając się nad przyczyną tej wspólnoty duchowej, o. Piotr Dettlaff, redemptorysta pracujący w Radiu Maryja, który przewodniczył w Oliwie Mszy św. pogrzebowej Marii Fieldorf-Czarskiej, podkreśla, jak wielkie nadzieje na wolną, niepodległą, suwerenną Rzeczpospolitą Polską rodziły się w sercu pani Marii w 1989 roku. Marzyła o państwie, w którym istotną rolę odgrywać będzie sprawiedliwość, a komunistyczni zbrodniarze, także ci, którzy zabrali jej ojca, zostaną rozliczeni ze swoich zbrodni. Te nadzieje zostały zawiedzione i podeptane w wyniku układu okrągłostołowego.

– W 1991 r. powstaje Radio Maryja, następnie „Nasz Dziennik”, Telewizja Trwam i kolejne dzieła katolickie, które budowane są w duchu solidarności międzyludzkiej, służby Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu, a zatem na fundamentach i wartościach bliskich sercu jej i jej ojca – wskazuje o. Dettlaff. – Pani Maria mówiła wprost: Radio Maryja i Telewizja Trwam są dla mnie wolną Polską – akcentuje.

Broniła tego, co kochała

Wzorem bohaterskiego ojca Maria Fieldorf-Czarska do końca życia angażowała się czynnie w obronie wartości, które były jej drogie. Nie potrafiła przejść obojętnie wobec antypolskich działań, z którymi spotkała się po 1989 roku. W latach 90. wystąpiła w obronie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, który do dziś nie doczekał się adekwatnego uznania swoich zasług dla Polski.

– Patrząc na niego, widziałam mego ojca, bo on też stał samotnie, przeciwstawiając się złu – mówiła. – Dla mnie papierkiem lakmusowym stosunku do patriotyzmu i wartości człowieka był zawsze stosunek do płk. Kuklińskiego. Obrona płk. Kuklińskiego zbliżyła ją do Zbigniewa Herberta, z którym korespondowała.

Jednym ze sposobów reagowania na patologie III RP były dla Marii Fieldorf-Czarskiej listy otwarte publikowane w mediach. Na rok przed śmiercią ostro zaprotestowała w ten sposób przeciwko próbom przypisania Polakom przez Niemców i pewne środowiska żydowskie w Polsce udziału w holokauście.

„Ze zdumieniem stwierdziłam, że jedyna różnica między spieglowskimi specjalistami od zamazywania odpowiedzialności Niemców za zbrodnie na obywatelach Polski narodowości żydowskiej a Panią polega na tym, że Pani robi to z większą złością wobec Polaków i jeszcze bardziej niesprawiedliwie niż Niemcy” – pisała w liście skierowanym do dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego.

W formie listu otwartego skierowanego do Donalda Tuska broniła też Radia Maryja i jego dyrektora. „Nie mogę pojąć, jak można, będąc wybranym na tak wysokie stanowisko, kierować się zemstą zamiast dobrem państwa, które zostało powierzone Pana opiece?” – pytała retorycznie Tuska na progu jego pierwszej kadencji. „Przypuszczam, że Pan zaprzestanie niegodnych Premiera ataków na Dyrektora Radia Maryja, o. Tadeusza Rydzyka, i przekaże swoim urzędnikom, aby uszanowali katolicką Rozgłośnię Radio Maryja. Bardzo chciałabym zmienić swoje zdanie o Premierze swojego Kraju, które nie jest pozytywne, dlatego mam nadzieję, że otrzymam odpowiedź”.

Zarówno na ten list, jak i następny skierowany do premiera Tuska na kilka miesięcy przed śmiercią Maria Fieldorf-Czarska nie otrzymała odpowiedzi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114383,ni ... -ojca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 21 maja 2015, 13:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... z-oun-upa/

Dziś szczególnie potrzebne są takie czyny, upamiętniające straszliwą banderowską zbrodnię. Bo teraz rządzą Polską banderowscy zbrodniarze i pamięć o ich zbrodniach jest zwalczana.

Kopia artykułu:

Leśnicy odsłonili pomnik ku czci pomordowanych przez OUN-UPA
Posted by Marucha w dniu 2015-05-20 (środa)

Przypomina tragiczne wydarzenia sprzed lat, o których niemal się w Polsce nie mówi, choć pochłonęły tysiące ofiar.



W Świętoszowie leśnicy zasadzili 370 czerwonych buków i odsłonili obelisk upamiętniający ich 370 kolegów (leśników i innych pracowników lasów oraz tartaków) zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w latach 40. XX wieku w dawnych województwach: lwowskim, tarnopolskim, stanisławowskim i Małopolsce Wschodniej.

Obrazek
Swietoszow mapa


Leśnicy jako ówczesna inteligencja byli mordowani w czasie czystek etnicznych, kiedy UPA-OUN zabijało dziesiątki tysięcy Polaków.
Alfred Janicki, Prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa mówi, że obelisk przypomina tragiczne wydarzenia sprzed lat, o których niemal się w Polsce nie mówi, choć pochłonęły tysiące ofiar.
W uroczystościach wzięli udział kombatanci, sybiracy, miłośnicy kresów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej, leśnicy, członek zarządu województwa dolnośląskiego, Tadeusz Samborski, delegacje żołnierzy, i młodzieży.
Obelisk ustawiono z okazji 70-lecia Lasów Państwowych na Dolnym Śląsku.

http://www.prw.pl/articles/view/42630/L ... ez-OUN-UPA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 22 maja 2015, 12:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Brzemię Kaina

Obrazek

Rozbicie obozu NKWD w Rembertowie przeszło do legendy jako jedna z najgłośniejszych akcji polskiego podziemia antykomunistycznego. Przerażająca prawda o głównym bohaterze tego przedsięwzięcia wyszła na jaw wiele lat później.

Obóz Specjalny nr 10 pod zarządem NKWD umiejscowiony był na terenie przedwojennych Zakładów Amunicyjnych „Pocisk 2” w Rembertowie. Sowieci przetrzymywali w nim zarówno pojmanych Niemców, jak i aresztowanych Polaków. Obóz stanowił etap przejściowy między aresztowaniem a wywózką do łagru. Przeszło przezeń szereg wybitnych osobistości, jak: dowódca Kedywu gen. August Emil Fieldorf, członek Delegatury Rządu na Kraj Witold Bieńkowski czy były prokurator Najwyższego Sądu Wojskowego, generał Edward Gruber.
Pomysłodawcą rozbicia obozu w Rembertowie był kapitan Walenty Suda „Młot” – dowódca Obwodu Mińskiego Mazowieckiego Delegatury Sił Zbrojnych. Zadanie to zlecił młodemu, zaledwie 22-letniemu oficerowi, Edwardowi Wasilewskiemu „Wichurze”.

„Wichura”

Edward Wasilewski, rodem ze Stanisławowa (pow. Mińsk Mazowiecki), mimo młodego wieku posiadał bogaty staż partyzancki i konspiracyjny. Już w grudniu 1939 roku, jako 16-latek wstąpił w szeregi ruchu oporu. Udzielał się początkowo w Korpusie Obrońców Polski, następnie w Szarych Szeregach. Kolportował prasę podziemną, pełnił też funkcję łącznika. Pracował na swe utrzymanie jako pomocnik ślusarza, równocześnie kontynuując naukę na tajnych kompletach, uwieńczoną zdaniem konspiracyjnej matury. Z czasem trafił do Kedywu Obwodu AK Mińsk Mazowiecki. Ukończył konspiracyjną podchorążówkę, a od lutego 1944 roku służył w leśnym oddziale partyzanckim. Walkę przeciw okupantowi niemieckiemu zakończył w stopniu podporucznika.

W sierpniu 1944 roku, zgodnie z założeniami Akcji „Burza”, oddział w którym służył „Wichura” ujawnił się przed wkraczającymi Sowietami. „Wyzwoliciele” natychmiast rozbroili akowców. Wasilewski trafił do obozu internowania na Majdanku (umiejscowionym na terenie dawnego niemieckiego kacetu). Szczęśliwie zdołał stamtąd zbiec i powrócił w rodzinne strony. Natychmiast nawiązał kontakt z odradzającą się konspiracją poakowską spod znaku Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ). Otrzymał rozkaz utworzenia oddziału partyzanckiego, co niezwłocznie uczynił.

Oddział „Wichury” działał na terenie Obwodu DSZ „Kamień” obejmującego miasto i powiat Mińsk Mazowiecki. Przeprowadził szereg brawurowych akcji, m.in. rozbijając kilka posterunków MO, likwidując szereg konfidentów wroga oraz ścierając się z oddziałami pacyfikacyjnymi komunistów.

Akcja

Do ataku na Rembertów „Wichura” otrzymał do pomocy oddział dywersyjny ppor. Edmunda Świderskiego „Wichra”. Ogółem podczas tej akcji miał pod swoją komendą 43 żołnierzy. Począwszy od 18 maja 1945 roku przeprowadzano rozpoznanie terenu planowanej operacji, badając rozmieszczenie sił wroga i słabe punkty w systemie obrony. W owym czasie liczba więźniów w obozie sięgała około 2 tysięcy osób. Ponad połowę z nich stanowili Polacy. Byli oni przetrzymywani w trudnych warunkach, cierpieli z powodu głodu i brutalności strażników. Stłoczono ich w budynku hali fabrycznej oraz w barakach. Dostępu do obozu strzegły dwa oddzielone rowem ogrodzenia z drutu kolczastego oraz wieżyczki strażnicze.

19 maja wieczorem „Wichura” skoncentrował swe siły we wsi Długa Kościelna, na wschód od Rembertowa. Atak nastąpił w nocy z 20 na 21 maja. Partyzanci sforsowali bramę likwidując wartowników, następnie ostrzelali wieżyczki strażnicze i wartownie NKWD.
Sowieci mimo zaskoczenia podjęli walkę. Wymiana ognia była gwałtowna.

„Leśni” zdołali przedrzeć się do baraków z więźniami. Wyłamali drzwi do pomieszczeń, w których przetrzymywani byli Polacy, wzywając ich do ucieczki i ratowania się na własną rękę. Jednak nie wszyscy więźniowie zdecydowali się na ten krok. Ostatecznie ku bramie ruszył tłum około 500 osób. Partyzanci osłaniali ich ogniem. Wkrótce opuścili teren obozu. Akcja trwała zaledwie 25 minut. Straty własne wyniosły jedynie 3 rannych, nieprzyjacielskie szacowano na około 15 zabitych.

Po szturmie

Akcja w Rembertowie wywołała olbrzymie wrażenie w całym kraju. Układano o niej wiersze i śpiewano pieśni. Z ust do ust przekazywano sobie przesadzone wieści o rzekomo aż 68 zabitych enkawudzistach i jakoby 1 400 ocalonych więźniach. W rzeczywistości los znacznej części uciekinierów był tragiczny. Komuniści rzucili za nimi w pogoń olbrzymie siły. Podziemie i okoliczna ludność nie byli w stanie udzielić schronienia setkom zbiegłych więźniów. Ujęto około dwustu osób. Zostały one skierowane na powrót do Rembertowa, gdzie enkawudyści poddali je bestialskiej „obróbce”. Do katowania zatrzymanych użyto metalowych rurek, drewnianych pałek i desek nabitych gwoździami. Relacje świadków mówiły o kilkudziesięciu rozstrzelanych bądź zmarłych w wyniku pobicia. W lipcu Sowieci zamknęli Obóz Specjalny nr 10, przenosząc więźniów do innych ośrodków odosobnienia.

Oddział „Wichury” kontynuował walkę do września 1945 roku, kiedy to na rozkaz przełożonych ujawnił się i złożył broń. Władze szybko złamały warunki obiecanej amnestii. Wśród aresztowanych był również Edward Wasilewski, którego bezpodstawnie oskarżono o kontynuowanie działalności konspiracyjnej. Spędził w więzieniu rok. Nawet gdy opuścił celę, nie oznaczało to końca jego dramatu.

Pogromcy czerwonych katowni

Rozbicie obozu w Rembertowie zdobyło wyjątkowy rozgłos, jednak podobnych ataków na komunistyczne obozy i więzienia przeprowadzono wiele. Zanim „Wichura” ruszył do swego wiekopomnego ataku, zanotowano udane akcje odbicia zatrzymanych m.in. z więzienia UB w Tarnobrzegu (15 ocalonych) i w Biłgoraju (kolejnych 65). Miała też miejsce udana ucieczka 11 oficerów AK oraz… tuzina pilnujących ich żołnierzy „ludowego” Wojska Polskiego z lubelskiego Zamku.

W następnych miesiącach po ataku na Rembertów oddział porucznika Zygmunta Kęski „Świta” zatrzymał w rejonie Bąkowa pociąg przewożący aresztowanych – ocalono wtedy 120 osób. Kapitan Edward Heda „Szary” wziął szturmem więzienie w Kielcach (354 uwolnionych), zaś porucznik Stefan Bembiński „Harnaś” rozbił więzienie w Radomiu (292 uratowanych). W następnym roku czerwone katownie rozbijali m.in. kapitan Stanisław Sojczyński „Warszyc” (w Radomsku – 57 ocalonych więźniów), major Józef Kuraś „Ogień” (więzienie św. Michała w Krakowie, gdzie uwolniono 64 osoby), podporucznik Stanisław Łanecki „Przelotny” (w Pułtusku – 56 uwolnionych)...

Ogółem na obszarze „Polski pojałtańskiej” partyzantom udało się rozbić cztery obozy internowanych zarządzane przez NKWD, 84 więzienia i areszty UB, liczne areszty w posterunkach MO oraz szereg konwojów z więźniami. Oswobodzono w tych akcjach ponad 5 tysięcy osób.

Zdrajca „Huragan”

22 sierpnia 1968 roku o warszawski bruk roztrzaskało się ludzkie życie. Nazajutrz gazety poinformowały o tragicznej śmierci zasłużonego dziennikarza, pracownika redakcji tygodnika „Przyjaciółka” Edwarda Wasilewskiego.

Mówiło się, że nieszczęśnik wypadł przez okno swego mieszkania na skutek nieuwagi. Niektórzy szeptali o samobójstwie. Znajomi denata napomykali półgębkiem o postępującej u niego od lat, wyniesionej z więzienia gruźlicy, o pogłębiającym się alkoholizmie. Towarzysze broni przypomnieli w sporządzonej klepsydrze bohaterstwo wojenne Wasilewskiego i jego odznaczenia – Krzyż Virtuti Militari, trzykrotnie przyznany Krzyż Walecznych, Krzyż Zasługi z Mieczami… Oczywiście nie mogło być mowy o upamiętnieniu akcji w Rembertowie, ale dla wielu „Wichura” pozostał legendą. Przerażająca prawda o zmarłym wyszła na jaw wiele lat później, dzięki historykom badającym archiwa bezpieki.

Po zwolnieniu z więzienia w 1947 roku „Wichura” znajdował się pod stałą obserwacją UB. Był poddawany szykanom, miał kłopoty ze znalezieniem pracy. Popadł w depresję, co skwapliwie wykorzystali werbownicy resortu. - Zobowiązuję się do współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego oraz do dochowania ścisłej tajemnicy. Materiały dostarczone do UB będę podpisywał „Huragan” – stwierdzał we własnoręcznie sporządzonym oświadczeniu we wrześniu 1950 roku.

Okazał się wyjątkowo niebezpiecznym agentem. Początkowo rozpracowywał dawnych działaczy PSL, potem zaprzęgnięto go do gier operacyjnych wymierzonych w resztki konającego podziemia niepodległościowego. Odegrał złowrogą rolę m.in. w działaniach przeciw oddziałom partyzanckim Jana Kmiołka „Wira”, Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, Jana Tabortowskiego „Bruzdy”, Jana Sałapatka „Orła” i innych. Łatwo zdobywał zaufanie i przyjaźń konspiratorów, legenda wyzwoliciela obozu w Rembertowie otwierała przed nim wszystkie drzwi…

„Wystawiani” przezeń partyzanci ginęli od kul oddziałów pościgowych albo trafiali w ręce śledczych. W zamian dawny „Wichura” otrzymywał od UB znaczne gratyfikacje pieniężne, załatwiono mu też pracę w wymarzonym zawodzie dziennikarza.

Ponoć zaczął mówić i myśleć jak zagorzały komunista. Chyba jednak nie czuł się najlepiej w tym kostiumie. Zwierzchnicy z UB raportowali o pogłębiających się kłopotach z alkoholem, które niekiedy niweczyły starannie zaplanowane operacje. W 1960 roku, po 10 latach, współpracę zakończono. Podziemie było zniszczone, a znajomości „Huragana” nie przedstawiały już żadnej wartości dla jego mocodawców.

Dawny bohater wojenny, a potem zdrajca pozostał sam z ciężarem wspomnień. Prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy, czy jego śmierć była zwykłym wypadkiem, czy może brzemię kainowej zbrodni okazało się dlań za trudne do udźwignięcia. Zginął człowiek, w życiu którego starczyło miejsca na wiele heroizmu – a potem na wiele podłości.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/brzemie-kaina,35875,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 18 cze 2015, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zaplute karły reakcji

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

18 czerwca 1945 r. rozpoczął się pokazowy proces polityczny przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Zaproszeni na rozmowy z komunistami polscy patrioci zostali podstępnie aresztowani i wywiezieni do Moskwy. Tam rozpoczął się ich proces…
– Geopolityka szła w tym kierunku, że alianci, czyli ci, którzy od początku wojny niejako byli w sojuszu z Polską, za swojego strategicznego sojusznika uważali Związek Sowiecki. To ze Stalinem na konferencjach w Jałcie i Teheranie rozstrzygali o tym, co się z Europą będzie działo. W związku z tym rozmowy z Sowietami miały być próbą pokazania dobrej woli rządu polskiego. Pamiętajmy, że w czasie kryzysu katyńskiego zerwano stosunki ZSRS z rządem na uchodźtwie. Starano się pokazać, że jedyną legalną władzą w Polsce są przedstawiciele rządu emigracyjnego. Nie spodziewano się, że w sposób tak cyniczny Sowieci będą chcieli zlikwidować państwo podziemne i jego przedstawicieli. Oczywiście Sowieci się z niczym nie liczyli, co jest zrozumiałe. A to, co jest szczególnie przykre, w ogóle nie liczył się z tym Zachód.

Proces nie spotkał się z żadną reakcją międzynarodową?
– Tak, nie było żadnej reakcji. Sowieci bardzo zręcznie rozegrali tę sprawę. Te wyroki jak na warunki sowieckie nie były aż tak katastrofalne. Co prawda kilku przywódców zmarło w więzieniach, ale części z nich udało się wrócić do Polski. To jednak nie zmienia faktu, że alianci nie upomnieli się o przywódców kraju sojuszniczego. W momencie, gdy przedstawiciele legalnej władzy zostają aresztowani, reakcja Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych powinna być stanowcza. W tej sprawie możemy więc mówić o podwójnej zdradzie – Moskwy oraz Zachodu.

Jakie zarzuty usłyszeli przywódcy?
– Oskarżenie zostało oparte o działalność antysowiecką. Zarzucano im m.in. niszczenie sowieckiej partyzantki podczas okupacji. Oznacza to, że oskarżano ich o kolaborację z Niemcami. Jednak to tylko niektóre z szeregu zarzutów wyssanych z palca. Chodziło o to, żeby Polskę niepodległą zniszczyć i totalnie upokorzyć.

Proces sparaliżował działalność państwa podziemnego?
– Proces ten dokonywał się w pewnym ciągu zdarzeń. Olbrzymim paraliżem państwa podziemnego była klęska Powstania Warszawskiego. To na nim skupiły się władze i główny wysiłek militarny. Pamiętajmy, że wraz z wkraczaniem Armii Czerwonej ujawniali się poszczególni dowódcy. To też ten paraliż następował stopniowo. Aresztowanie szesnastu dowódców Polski podziemnej i ich skazanie było już dobiciem tego państwa.

Jak proces przedstawiała komunistyczna propaganda w Polsce?
– Przenieśmy się od czasów retoryki, którą posługiwali się komuniści. Wszystko można streścić w haśle „zaplute karły reakcji” i to jest odpowiedź na to pytanie. To znaczy, że adekwatnie do skali oskarżeń sowieckich uważano, że zarzuty są prawdziwe. Toteż przejęcie przez komunistów władzy uznano od strony moralnej za jak najbardziej zasadne.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... akcji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 21 cze 2015, 12:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=26972

20 czerwca 1944 – Zbrodnia w Glinciszkach
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky

Obrazek
Odnowiony przez Polaków cmentarz w Glinciszkach, z mogiłami ofiar „policji” litewskiej.


To była ohydna zbrodnia litewskich kolaborantów Hitlera na niewinnych mieszkańcach polskiej wsi Glinciszki na Wileńszczyźnie. Pociągnęła za sobą polski odwet na mieszkańcach litewskiej wsi Dubinki. Dziś Litwini mówią tylko o Dubinkach i udają, że zbrodni w Glinciszkach nie było. To ich „polityka historyczna”. Uczą się tego od Żydów, którzy udają, że polska niechęć do Żydów pod okupacją sowiecką nie miała żadnego związku z działalnością żydowskich kolaborantów Stalina, że to „polski antysemityzm, wyssany z mlekiem matki”. Więc my musimy mówić i o Glinciszkach, i o bolesnych doświadczeniach mieszkańców Jedwabnego „za pierwszego sowieta” (1939-41). Inaczej nigdy nie będziemy rozumieli tego, co się wtedy działo.
20 czerwca 1944 litewski „oddział pomocniczy” okupacyjnej policji niemieckiej zamordował 38 Polaków – mieszkańców wsi Glinciszki. Litewscy bandyci napadli na polską wieś w czasie, gdy mężczyźni byli w większości w pracy. Zabijali przede wszystkim kobiety i dzieci. Tak zemścili się za śmierć czterech litewskich policjantów w walce z oddziałem 5 Wileńskiej Brygady AK. Nie udało im się zwyciężyć w walce z polskimi partyzantami, więc postanowili to sobie powetować. Co do wyniku „walki” z kobietami i dziećmi mogli być pewni, że będzie zwycięski…
W Glinciszkach z rąk bandytów ponieśli śmierć: Salomea Bałendowa (lat 46), Irenka Bałendówna (15), Terenia Bałendówna (3), Wanda Bałendówna (21), Paweł Bitowt (33), Mikołaj Dubieniecki, Jankowski, Józef Klukowski (36), Władysław Komar (34), Ludmiła Koneczna (40), Jarek Koneczny (14), Józef Koneczny (40), Boguś Łukasik (5), Helena Łukasikowa (33), Władysław Mackiewicz (20), Maria Matalańcowa (22), Irenka Matalańcowa (3), Antek Mieżaniec (17), Jadwiga Nowicka (24), Władzia Nowicka (5), Romejko, Mieczysław Sobolewski (22), Michał Stankiewicz (66), Apolonia Stankiewiczowa (63), Maria Szalkowska (21), Wacław Szalkowski (24), Olek Szewiel (12), Marianek Szewiel (10), Felicja Szewielowa (43), Karol Szymyniec, Konstancja Wenclawska, Feliks Wenclawski, Kostuś Wenclawski (8), Joanna Wiszkielowa (78), Longin Zienkiewicz (35), Józek Żytliński (16) i dwaj niezidentyfikowani mężczyzni.
Pracownicy majątku Glinciszki zostali przez bandytów zgonieni do kaplicy w glinciskim pałacu i mieli być też zamordowani, ale… nadjechali Niemcy i rozgonili morderców… Takie to są polskie doświadczenia na Kresach! Nie zapominajmy, że są ono często zupełnie inne niż w innych regionach Polski. Wkroczenie Niemców do Wilna, po prawie 2 latach litewskiej i sowieckiej okupacji miasta (1939-41), miejscowi Polacy przyjęli z wielką ulgą…
Dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK, rtm. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – wstrząśnięty zbrodnią i możliwością powtórzenia się podobnych „akcji” litewskich – nakazał rajd w terenie, demonstrację siły polskiej brygady partyzanckiej, jej obecności jako zakonspirowanej jednostki Wojska Polskiego. To miało być ostrzeżenie. I wtedy doszło do następnej tragedii. Polscy żołnierze, z których niektórzy starcili bliskich w Glinciszkach, bez zgody dowództwa zastrzelili 23 czerwca (w dniu pogrzebu ofiar zbrodni w Glinciszkach) 27 mieszkańców litewskiej wsi Dubinki. To był spontaniczny, niekontrolowany przez dowództwo odwet. Niestety, to też była zbrodnia. Jeśli jednak dziś próbuje się sądzić tylko za Dubinki, a o Glinciszkach się zapomina; jeśli się udaje, że nie ma skutków bez przyczyny – to nie jest pamięć, tylko kłamstwo.
Świadkiem zbrodni w Glinciszkach i jej niedoszłą ofiarą była Irena Sławińska (*1913 †2004) – wówczas młoda nauczycielka (oficjalnie pracownica rolna majątku), nauczająca tajnie polską młodzież. Po wojnie wybitny profesor KUL-u, znawczyni teatru i twórczości Cypriana K. Norwida. Ona też była świadkiem ekshumacji 26 czerwca 1944 i ona sporządziła pierwszą listę zamordowanych. O Glinciszkach pisała w swej ostatniej książce Szlakami moich wód (Lublin 2004).
Zamordowany 20 czerwca przez litewskich „policjantów” Władysław Komar (*1910 †1943) umierał nie w Glinciszkach, tylko niedaleko Podbrzezia, w tej samej gminie. To on sprowadził Niemców na pomoc i zapobiegł większej zbrodni. Został zamordowany w drodze powrotnej do Wilna, mimo obecności niemieckiego oficera, który próbował się temu przeciwstawić! To nie jedyny taki przypadek. W Ponarach pod Wilnem Litwini zamordowali m.in. prof. Kazimierza Pelczara (†17 IX 1943), wybitnego polskiego lekarza. Także wbrew woli Niemców, którzy cenili Pelczara jako jednego z prekursorów onkologii. Zapiekłość, z jaką Litwini próbowali „lituanizować” Wileńszczyznę, korzystając z warunków wojennych, była nie mniejsza niż zapiekłość ukraińskich zbrodniarzy z Wołynia. Tylko możliwości, na szczęście, były mniejsze…
Władysław Komar należał do konspiracyjnej siatki AK. Był przed wojną znanym sportowcem. Biegał przez płotki, skakał w dal i wzwyż (7 miejsce na mistrzostwach Europy w 1934). Jego żoną była również znana lekkoatletka Wanda z Jasieńskich. Mieli córkę Marię i synka Władka. W chwili zabójstwa ojca Władek miał 3 latka. 29 lat później, na igrzyskach olimpijskich w Monachium, zdobył dla Polski złoty medal olimpijski w pchnięciu kulą. Stał na najwyższym olimpijskim podium i płakał. Myślał o ojcu, któremu nie mógł się pochwalić medalem i nie mógł nawet głośno o nim mówić, bo jego śmierć nie pasowała do obrazu historii, obowiązującego w Polsce sowieckiej. Oto polska, nie leczona trauma.
W pierwszych latach po wojnie najbardziej znaną osobą o nazwisku Komar był generał UB, dowódca KBW… Tyle tylko, że nazwisko Wacław Komar nosił jako „przykrywkę”. W rzeczywistości był to Mendel Kossoj ps. „Kucyk”, przed wojną członek Międzynarodówki komunistycznej. Dlaczego ludzie nie szanują nazwisk swoich ojców i dziadków? Ile razy Władek Komar musiał wyjaśniać, że nie ma nic wspólnego z sowieckim „generałem”?
Cmentarzyk ofiar zbrodni w Glinciszkach, na terenie gminy Podbrzezie, w czasach sowieckich nazywany był oficjalnie cmentarzem „żertw faszyzma” (ofiar faszyzmu)! Trudno zaprzeczyć, że to nieprawda. Tylko że faszystów „podmieniono”… A dziś próbuje się przemilczać ich zbrodnię. W imię jakich racji?
Pierwszy krzyż w Glinciszkach został postawiony przez rodaków ze Związku Polaków na Litwie. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa też poczuła się odpowiedzialna za to miejsce i wygląda ono dziś inaczej. Co roku 20 czerwca – w rocznicę zbrodni – odbywa się tu uroczystość ad memoriam, poprzedzona Mszą św., z udziałem Polaków z Wileńszczyzny. Pamiętajmy o Glinciszkach.

Piotr Szubarczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 11 lip 2015, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Upomnijmy się o Wołyń

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Rafał Stefaniuk

Dziś obchodzimy 72 rocznicę Krwawej niedzieli na Wołyniu. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej. Historia Polski zna mroczniejsze wydarzenie?
– Trudno jest porównywać wydarzenia, gdzie w grę wchodzi martyrologia i ofiary liczy się nie w dziesiątkach lecz w dziesiątkach tysięcy, a skala tego była potworna. Należy pamiętać, że 11 lipca 1943 roku to jest data umowna. Wtedy to nastąpiło nasilenie eskalacji terroru. Eksterminacja zaczęła się już jesienią 1942 r. i trwała do początku lat 50., czyli bardzo długo. Natomiast tego szczególnego dnia UPA, czyli organizacja nazistowska, bo ich pion polityczny wchodził w skład międzynarodówki faszystowskiej, i to już przed wojną, ustaliła, że ten dzień będzie wyjątkowo krwawy dla Polaków. To było jednoczesne uderzenie w bardzo wielu miejscach. Jednorazowe zbrodnie pochłaniały kilkaset, czasami jeszcze więcej ofiar. Krwawa Niedziela nie jest wydarzeniem wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Pamiętamy o niej dlatego, że cechuje ją olbrzymia skala zbrodni popełnionych jednego dnia. Po tym dniu w wielu miejscowościach te zbrodnie dalej trwały.

Jak długo?
– Na ziemiach Polski Ludowej do początku lat 50. To samo działo się na terenach zabranych nam przez Stalina i oddanych komunistycznej Ukrainie, której spadkobiercą jest dzisiejsza Republika Ukraińska. Wszędzie tam, gdzie można było spotkać jednostki i patrole UPA, dokonywano zbrodni.

Nie mówi się o tym, ale zbrodnia wołyńska jest także pasmem zbrodni wcześniejszych.
– Dokładnie tak. W 1918 r., gdy powstawała II Rzeczpospolita, także mieliśmy do czynienia ze zbrodniami ludobójstwa ze strony ukraińskiej, które zostały zapomniane. Z kolei 17 września 1939 r., a nawet do dwóch dni wcześniej, bojówki sowieckie, które tworzyli także ukraińscy zbolszewizowani bandyci wykorzystywali wydarzenia na Kresach do mordowania Polaków. Wtedy także zginęło kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Wreszcie 22 czerwca 1941 r. Ukraińcy razem z Niemcami weszli na terytorium województwa lwowskiego. Tam dokonywali eksterminacji wspólnie z Niemcami.

Dlaczego ta część polskiej martyrologii jest znana najmniej?
– Państwo polskie traktuje ten temat tak, jakby chciało Wołyń wyprzeć z naszej świadomości. Jest lansowana polityka przyjaźni i w związku z tym zbrodniarzom się odpuszcza. Wyobraźmy sobie taką samą politykę wobec nazistów niemieckich. Jest to nie do przyjęcia i nie do pomyślenia. W przypadku Wołynia mamy z tym do czynienia. To jest nasza tragedia, że ekipy rządowe się zmieniają, natomiast polityka historyczna w tym zakresie, zmienia się niewiele albo nie bardzo.

Niemcy oficjalnie przeprosili za zbrodnie III Rzeszy oraz odcięli się od nich. Dlaczego tego samego nie robią Ukraińcy?
– Nie robią, bo się obawiają konsekwencji. Uważają także, że to oni są ofiarami. Niektórzy politycy ukraińscy są na tyle bezczelni, że mówią: „a dowody macie?”. Tym samym śmieją się nam w twarz. Polska po roku 1989 nie zamknęła żadnego śledztwa w sprawie zbrodni dokonanych przez Ukraińców. W ciągu ostatnich 25 lat nie postawiono żadnego oskarżenia, nie wskazano sprawców, a w niektórych przypadkach można było ująć sprawców i ich osądzić. To nie jest tak, że nie mamy danych i informacji. Świadomie i celowo robi się to, aby śledztwa przedłużać w nieskończoność, a następnie umarzać z powodu śmierci sprawców. Gdyby była bardzo ostra polityka w tym zakresie, niezależna od polityki bieżącej, to być może dużą część tych zbrodni można byłoby na tyle ujawnić i ukarać sprawców, że to by wreszcie do Ukraińców dotarło.

W dniu wizyty Bronisława Komorowskiego w ukraińskim parlamencie Ukraińcy uznali członków UPA za „bojowników o wolność” i nadali im szczególne przywileje. Prezydent nie protestował. Interesy są ważniejsze niż honor?
– Prezydent Bronisław Komorowski jest szczególnym przypadkiem, który zapisze się najgorzej w naszej historii. Nawet na tle tego, co robił Lech Wałęsa, będzie to traktowane zupełnie inaczej i to jeszcze gorzej. Wałęsie się dużo wybacza, bo się go traktuje jako prostego człowieka, który ma proste podejście do wszystkiego i dał się manipulować. Komorowski jest jednak człowiekiem, za którym ktoś i coś stoi. To nie jest jego własna działalność i polityka. To widać jak na dłoni.

I w tę politykę wpisuje się udział w uroczystościach na cześć płk. Clausa von Stauffenberga?
– Jego wystąpienia w obronie Clausa von Stauffenberga, pokazywanie jako bohatera II wojny światowej, porównywanie tego, co robiła mizerna opozycja niemiecka, do działań Armii Krajowej, to jest skandal! To jest człowiek, który działa przeciwko nam. Jest pozbawiony godności i honoru. Von Stauffenberg był obrońcą tego, co na Niemcy zdobyli na Wschodzie. On chciał zgładzić Hitlera, aby dogadać się z Zachodem. Co do Polaków i Żydów jego polityka nie różniła się od tej prowadzonej przez Hitlera. To była polityka ludobójcza. Polacy dalej byliby traktowani jako podludzie, a Żydzi byliby przeznaczeni do zagłady. Jaki to jest bohater? Jak można porównywać do Armii Krajowej, która stawiała opór Hitlerowi przez tyle lat, nazistowskiego bandytę? Pułkownik von Stauffenberg był tym, który wykonywał rozkazy 1 września 1939 r. i był bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójczy i barbarzyński atak na Wieluń. To było jeszcze przed Westerplatte. To jest znane, tylko komu? Jeżeli to jest bohater, to jaką organizacją jest Armia Krajowa? Polacy bronili godności, wolności i życia nie tylko swojego. To było poświęcenie za całą Europę. To my pierwsi przeciwstawiliśmy się zbrodniom niemieckim. Gdy prezydent Rzeczypospolitej uczestniczy w takiej szopce, to znaczy, że działa przeciwko nam. I robi to jawnie i otwarcie.

Prymas Wyszyński powiedział: „Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości”. My ciągle nie potrafimy zadbać o pamięć o pomordowanych…
– Jak się sami za to nie weźmiemy, nie będziemy wymuszać na każdej władzy, obojętnie jaka będzie, to te słowa się ziszczą. Jak już mówiłem, ekipy się zmieniają, a polityka wobec Wołynia różni się jedynie w szczegółach. Jak sami tego nie wyszarpiemy, to nikt nam tego nie załatwi. Musimy zrozumieć, że trzeba walczyć o swoje sprawy za każdym razem. Nawet w przypadkach, które wydają się beznadziejne. Spotykamy się z postawą: „Co ja mogę zrobić? Oni mają media, polityków, banki, a my co?” A my mamy siebie! Naród ma większość! Wystarczy tylko tę większość uruchomić, zorganizować i wymuszać na władzy, żeby robiła to, co my chcemy. Ministrowie to nie są ludzie, których upoważniamy do tego, żeby się objadali ośmiorniczkami, popijali drogie wino i śmiali się nam w nos, opowiadając skrajne wulgarne dowcipy i rechocząc przy tym jak barbarzyńcy spod budki z piwem. Minister to jest sługa. To jest człowiek powołany do tego, żeby się wsłuchiwać w to, co my chcemy, i taką politykę ma realizować, jaką chce większość Polaków. Do tej pory nie mamy z tym do czynienia. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wolyn.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 18 lip 2015, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/4290- ... i-polskich

Zapraszamy do zapoznania się z portalem Martyrologia Wsi Polskich
niedziela, 12 lipca 2015 14:03 Administrator

Szanowni Państwo,
„Świat powinien wiedzieć, ile nas Polaków kosztowało prawo do swojego miejsca na ziemi” – te słowa Jana Pawła II papieża Polaka, stały się mottem tworzonego Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich. Słowa te zostaną wyryte we wnętrzu kaplicy powstającego obiektu i będą wstępem do narracji o martyrologii mieszkańców wsi w okresie II wojny światowej pod okupacją niemiecka i sowiecką.
Nikt nie zdoła policzyć pomników, pamiątkowych krzyży, tablic i obelisków, które zostały wzniesione po II wojnie światowej na polskich wsiach. Jeden z takich właśnie krzyży stanął w Michniowie w 1945 r. Na prostej tablicy nieliczni ocaleni mieszkańcy wsi umieścili inskrypcję: Grób zbiorowy szczątek niewinnie wymordowanych i żywcem spalonych przez Niemców w dniach 12 i 13 lipca 1943 roku w Michniowie oraz imiona, nazwiska i wiek ofiar. Wyjątkowo okrutna pacyfikacja tej podkieleckiej wioski przez niemieckie siły policyjne i śmierć 204 osób spowodowały, że z biegiem lat Michniów stał się centrum pamięci i symbolem męczeństwa mieszkańców 817 polskich wsi, spacyfikowanych w czasie tragicznych lat II wojny światowej.
Historia michniowskiego Mauzoleum sięga głęboko wstecz do pierwszych lat powojennych, kiedy to w małej drewnianej chacie znalazła swe miejsce Izba Pamięci, a w niej ekspozycja pamiątek pozostałych po zamordowanych mieszkańcach wsi. Bezcenne dowody przechowywane niczym relikwie przypominały o tej zbrodni. Stopniowo, zmieniając technikę prezentacji i narracji historycznej, Izba Pamięci ewoluowała, przekształcając się w Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich, które słowem i obrazem kultywuje pamięć o tragicznych losach mieszkańców wsi polskich pod okupacją niemiecką i sowiecką. Pokazuje wyniszczające skutki materialne i ludzkie II wojny światowej dla Narodu Polskiego i wszystkich jego warstw społecznych, szczególnie mieszkańców wsi.
W ramach prac nad rozbudową i modernizacją istniejącego Mauzoleum został zrealizowany wspólny projekt Instytutu Pamięci Narodowej i Muzeum Wsi Kieleckiej – portal edukacyjny Martyrologia Wsi Polskich. Portal przybliża założenia merytoryczne i architektoniczne nowego budynku ekspozycyjnego, który, miejmy nadzieję, przywróci wsi polskiej należne miejsce zarówno w świadomości historycznej społeczeństwa polskiego, jak też w badaniach naukowych nad dziejami II wojny światowej.
Wchodząc w poszczególne moduły, na które podzielony jest portal, zapoznajemy się z wstrząsającymi obrazami barbarzyństwa, metodami zabijania i zadawania cierpienia. W pierwszym module, na tle okupacji niemieckiej na Kielecczyźnie, poznajemy historię Michniowa ze szczególnym uwzględnieniem okresu wojennego i pacyfikacji 12-13 lipca 1943 r. W kolejnych modułach przedstawione zostały wszelkie formy represji wobec ludności wiejskiej na terenie Generalnego Gubernatorstwa: wysiedlenia, przesiedlenia, pacyfikacje, zbiorowe egzekucje, obozy zagłady. Zapoznajemy się także z wyzyskiem ekonomicznym, polityką grabieży i nieludzką pracą robotników przymusowych. Osobne miejsce, wynikające ze specyfiki tych terenów, poświęcono historii wsi polskiej na Kresach Wschodnich i na ziemiach wcielonych do III Rzeszy Niemieckiej. Ponadto w nowo projektowanym Mauzoleum i prezentowanym portalu edukacyjnym przedstawiono rolę i udział mieszkańców wsi w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego i ratowaniu skazanych na zagładę Żydów.
Zapraszamy do zapoznania się z portalem Martyrologia Wsi Polskich i do odwiedzania Mauzoleum w Michniowie. Szczególnie gorąco zachęcamy do swoistego współtworzenia portalu, poprzez publikację wspomnień, fotografii, dokumentów. Czekamy na Państwa pomoc, aby razem wzbogacać wiedzę o tamtych tragicznych dniach.

dr Łukasz Kamiński
Prezes
Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Karpiński
Dyrektor
Muzeum Wsi Kieleckiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 04 paź 2015, 15:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/20-czerwca-1944-ro ... linciszki/

20 czerwca 1944 roku, 100-osobowy oddział litewskiej Saugumy z Podbrzezia dokonał mordu na 39 Polakach, mieszkańców podwileńskiej miejscowości Glinciszki
20 czerwca 2015 00:01



Zbrodnia ta była odwetem za wydarzenia z rana, kiedy to patrol 5 Wileńskiej Brygady AK urządził w pobliżu Glinciszek zasadzkę, w której zginęło czterech litewskich ochotników z patrolu policyjnego. 258 Batalion Policji Litewskiej wtargnął do Glinciszek i dokonał zbrodni na 38 mieszkańcach wsi. Większość zabitych stanowiły kobiety, dzieci oraz starcy. Ofiarami padło też kilku przypadkowych przejezdnych.

W czasie II wojny światowej majątek Glinciszki znajdował się pod administracją niemiecką. Funkcję administratora sprawował jednak Polak – Władysław Komar – żołnierz AK, ojciec znanego sportowca i mistrza olimpijskiego. Na wieść o zbrodni przybył do wsi wraz z niemieckimi reprezentantami zarządu majątku, dzięki czemu zapobiegł dalszemu rozlewowi krwi. Niestety tego samego dnia, w drodze powrotnej do Wilna, został zastrzelony przez Litwinów. Dlatego mówi się o 39 ofiarach zbrodni w Glinciszkach.

Trzy dni później, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK – mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” wydał rozkaz dokonania krwawego odwetu na mieszkańcach wsi Dubinki (z tej miejscowości pochodziła większość litewskich policjantów odpowiedzialnych za glinciską zbrodnię). W wyniku pacyfikacji zginęło 27 cywilów.

(Na zdjęciu tablica pamiątkowa przy grobach pomordowanych w 1944 r. mieszkańców Glinciszek, fot. pomnikiwojen.blox.pl)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 24 paź 2015, 20:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/71840

Polski Rejon Narodowy im. Juliana Marchlewskiego, tzw. Marchlewszczyzna lub Polrajon
Maryla, pt., 17/07/2015 - 12:51

Ideą powstania ,,marchlewszczyzy’’ miał być eksport komunizmu ze wzorcowej republiki na tereny Rzeczpospolitej. Decyzja o powołaniu rejonu zapadła 22 marca 1925 r. Obwód ten powołano do życia na terenie Ukrainy (okolice Żytomierza) z powodu licznych skupisk ludności polskiej, która na tym obszarze stanowiła aż 10 % ludności. Stolicą tego obszaru autonomicznego było małe miasteczko Dołbysz (3 tysiące mieszkańców), któremu zmieniono nazwę na Marchlewsk.

Obrazek

W tym celu utworzono 55 polskich szkół, prasę wydawano w języku polskim zaś językiem urzędowym był polski. Ludność była intensywnie ,,edukowana’’ przez propagandystów radzieckich. Nawet gramatyka poddana była cenzurze aparatu radzieckiego, wprowadzono zapis fonetyczny ( bez rozróżniania np. ,,u’’ i ,,ó’). Uważano, że poprawna gramatyka to naleciałość burżuazji, która jest zbędna dla klasy robotniczej. Aby pokazać postęp technologiczny w republice radzieckiej na terenie ,,marchlewszczyzy’’, szybko powstawały ośrodki przemysłowe, huty, elektrownie. Wszystkie te działania miały na celu wykształcenie klasy robotniczej, która miała zanieść rewolucję do Rzeczpospolitej.
Brak inteligencji oraz duża niechęć ludności wiejskiej do kolektywizacji spowodowały małe zainteresowanie ideologią komunizmu wśród mieszkańców obwodu. Intensywną walkę podjęto również z religią katolicką poprzez zamykanie świątyń, wydawanie pism ateistycznych, czy propagandę antykościelną. Marchlewszczyzna przetrwała tylko dekadę i w 1935r. zlikwidowano obwód. Zamknięto wszystkie placówki oświatowe, kulturalne zaś elity polityczne poddano represjom. Doszukać można się kilku przyczyn takiego działania, a mianowicie opór przed kolektywizacją i początki czystek w aparacie władzy. Tomasza Dąbala rozstrzelano w 1937r., podobnie jak wielu polskich komunistów, którzy padli ofiarą terroru. To właśnie w tym okresie rozpoczęto masowe przesiedlenia narodów, które były niepotrzebne władzy radzieckiej jak np. Tatarzy krymscy, Kałmucy. Z populacji ok.70 000 ludzi, którzy zamieszkiwali obwód ponad 10 000 przesiedlono na tereny Kazachstanu i Syberii. Tak zakończył się nieudany eksperyment radziecki, który miał pokojową drogą zanieść komunizm do Polski. Marchlewszczyzna została zlikwidowana w 1935 r. Przyczyny nagłego podjęcia tej decyzji nie są jasne. Być może zaważyły tutaj względy polityczne, wewnętrzna walka w łonie partii, która była także przyczyną czystek stalinowskich i masowych represji wobec wielu grup społecznych ZSRR. Być może powodem tego był opór przed kolektywizacją, który uzmysłowił decydentom, iż próba stworzenia modelowej, radzieckiej małej Polski i przeszczepienia jej na grunt Polski właściwej nie powiodła się. Niewykluczone także, że już wówczas Stalin miał inne plany co do przyszłości Polski i nie chciał mieć na terytorium Związku Radzieckiego zorganizowanych polskich jednostek autonomicznych.

Obrazek

http://kresy24.pl/wp-content/uploads/20 ... komunizmu/
http://kresy24.pl/56825/przy-lekturze-k ... szczyznie/

https://www.youtube.com/embed/EUcwaZH66YY

Marchlewszczyzna - Kontrowersje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 27 cze 2016, 10:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33121-rocznica-masakr-n ... -1941-r-2/

Rocznica masowych zbrodni dokonywanych na Polakach przez NKWD w czerwcu 1941 r.
Paweł Brojek Opublikowano 26 czerwca 2016

Obrazek

W czerwcu 1941 r., tuż po ataku Niemiec na Związek Radziecki, NKWD dokonało masowych zbrodni na tysiącach polskich więźniów politycznych, przetrzymywanych w więzieniach na terenach zachodniej Ukrainy i Białorusi. Uznanych za najbardziej niebezpiecznych „wrogów rewolucji” mordowano na miejscu, nierzadko w bestialski sposób. Wielu zginęło w trakcie wyczerpujących marszy ewakuacyjnych.
22 czerwca 1941 r. Niemcy dokonały agresji zbrojnej na Związek Radziecki. Dzień później władze sowieckie zarządziły natychmiastową ewakuację ponad 40 tys. polskich więźniów przebywających w więzieniach NKWD na terenie zachodniej Białorusi i Ukrainy.
Dwa dni później szef NKWD Ławrientij Beria polecił rozstrzelać wszystkich więźniów, w odniesieniu do których toczyło się śledztwo oraz skazanych za „działalność kontrrewolucyjną”, „sabotaż gospodarczy”, „dywersję” i „działalność antysowiecką”. Chodziło o niedopuszczenie do sytuacji, w której więźniowie polityczni zostaliby przechwyceni przez wkraczających Niemców.
Największej masowej zbrodni NKWD dokonało w więzieniach we Lwowie, m.in. w tzw. Brygidkach, gdzie więźniów wyciągano z cel i ustawiano przed lufami karabinów maszynowych. Wycofujących się do cel i barykadujących drzwi mordowano granatami wrzucanymi przez okna.
W „Brygidkach” egzekucje zagłuszano włączonymi silnikami samochodów. W więzieniu na ul. Łąckiego więźniów dodatkowo torturowano i okaleczano. Mord trwał przez kilka dni aż do 29 czerwca, gdy sowieci zaczęli opuszczać miasto. Liczbę ofiar masakr we lwowskich więzieniach szacuje się na ok. 4 tys.
Sytuacja wyglądała podobnie w innych miastach na Kresach. W więzieniu w Łucku sowieccy oprawcy zmasakrowali więźniów na podwórzu więziennym, strzelając z karabinów maszynowych i rzucając granaty; w ten sposób zamordowali ponad 2 tys. Ukraińców i Polaków.
W większości likwidowanych więzień egzekucji dokonywano rozstrzeliwując w piwnicach, celach, na dziedzińcach. Czasami stosowano jednak bardziej „wyszukane” metody. Tak było w miejscowości Dobromil na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie więźniowie ginęli od uderzeń żelaznym młotem w tył głowy. Ciała zabitych wywożono do pobliskiej warzelni soli w Lacku-Salinie i wrzucano do szybu.
W Oleszycach k. Lubaczowa, więźniów przetrzymywanych tam w zamku Sapiehów, spalono. W Berdyczowie część osadzonych została wysadzona przez NKWD wraz z budynkiem. We wszystkich tych miejscach bezwzględnie unicestwiano tylko więźniów politycznych. Przestępców pospolitych z reguły zwalniano.
Liczne ofiary pociągnęły też za sobą same ewakuacje, zwłaszcza piesze. W czasie forsownych, wielokilometrowych marszów mordowano opadających z sił, niedokarmionych i odwodnionych więźniów. Tak było podczas ewakuacji więzienia w Mińsku, w czasie której z kilkunastu tysięcy prowadzonych więźniów przeżyło kilkudziesięciu. Trasę Mińsk – Czerwień miejscowa ludność nazwała „drogą śmierci”.
Szacuje się, że w czerwcu i lipcu 1941 r. z rąk oprawców z NKWD mogło ponieść śmierć nawet 30 tys. więźniów. Większość śledztw w sprawie zbrodni, prowadzonych przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, została umorzona z powodu niewykrycia sprawców przestępstw.
Paweł Brojek
Na zdjęciu: Ofiary mordów NKWD we Lwowie, więzienie przy Łąckiego, początek lipca 1941 roku, fot.: Jerzy Węgierski „Lwów pod okupacją sowiecką”, Warszawa 1991

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 11 lip 2016, 21:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pamięci tych, którzy zginęli

Specjalne orędzie na 73. rocznicę zbrodni wołyńskiej przesłał łaciński metropolita lwowski ks. abp Mieczysław Mokrzycki. Przypomniał w nim, że kolejny raz będziemy wspominali rocznicę tragicznych wydarzeń „Krwawej Niedzieli” 11 lipca 1943 roku, które stały się symbolem zbrodni na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wezwał duchowieństwo i wiernych do modlitwy w tym dniu w duchu pojednania i przebaczenia we wspólnocie Kościoła.

„Modlitwa liturgiczna zanoszona do Boga w tym szczególnym czasie, jakim jest Nadzwyczajny Jubileuszowy Rok Miłosierdzia Bożego, niech będzie pochyleniem się nad grobami braci i sióstr, którzy przez chrzest święty zostali włączeni we wspólnotę Kościoła i zanurzeni w śmierć Chrystusa, która nie kończy życia, ale – jak modlimy się i wyznajemy – jest tylko przejściem do nowego lepszego życia, a nasza rozłąka ze zmarłymi jest tylko przejściowa” – stwierdził przewodniczący Episkopatu łacińskiego Ukrainy.

Wspominając wydarzenia, które wpisały się w historię żyjących obok siebie od stuleci narodów, a szczególnie Polaków i Ukraińców, przywołał fragment wspólnej deklaracji, podpisanej w Warszawie 28 czerwca 2013 przez zwierzchników Kościołów rzymskokatolickiego i greckokatolickiego z Polski i Ukrainy. Na krótko przed 70. rocznicą wydarzeń wołyńskich napisali oni: „Pragniemy dzisiaj oddać hołd niewinnie pomordowanym, ale i przepraszać Boga za popełnione zbrodnie oraz raz jeszcze wezwać wszystkich, Ukraińców i Polaków, mieszkających na Ukrainie, w Polsce i gdziekolwiek na świecie, do odważnego otwarcia umysłów i serc na wzajemne przebaczenie i pojednanie”.

Nawiązując do tego apelu, ks. abp Mokrzycki dodał od siebie: „Dopełnieniem tego niech będą słowa św. Jana Pawła II, który powiedział: »Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli«. Te słowa Wielkiego Papieża stanowią dla nas najlepszą podpowiedź, jak ma wyglądać droga pojednania. Jest ona tylko jedna: to droga prawdy, ponieważ prawda jednoczy, a nieprawda dzieli”.

W tym duchu wezwał wiernych, aby złożyli hołd i uczcili pamięć tych, którzy zginęli nagłą i niespodziewaną śmiercią oraz aby wyrazili uznanie tym, którzy ryzykując własne życie, ratowali bliźnich przed zagładą czy w inny sposób stawali w ich obronie w tamtych dramatycznych czasach. „Proszę również, abyśmy oprócz modlitwy zadbali o miejsca pamięci, jakimi są cmentarze i zbiorowe mogiły. Wiele z nich zostało odkrytych i doczekało się uporządkowania, wiele czeka jeszcze na godne upamiętnienie” – napisał metropolita lwowski. Zaapelował o podjęcie prób odszukania takich miejsc i ustawienia tam choćby krzyża – „znaku wiary, miłości i przebaczenia”.

Zachęcił też, aby „w duchu pojednania i przebaczenia stanąć we wspólnocie Kościoła i zawołać: »Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata«, a szczególnie dla tej części świata, w której zabrakło miłości bliźniego, a sercami zawładnęło zło niosące śmierć i zniszczenie”. „Pochylając się nad historią naszych braci i sióstr, prośmy: »Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie«” – zakończył swe przesłanie ks. abp Mieczysław Mokrzycki.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ineli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 29 lip 2016, 08:39 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
„Mordujcie polskie kobiety i dzieci”. Odnaleziono rozkazy Ukraińskiej Powstańczej Armii

Obrazek

W Chochłowie (gmina Dołhobyczów) w województwie lubelskim odkopano stalową tubę. Znajdowały się w niej dokumenty Ukraińskiej Powstańczej Armii odpowiedzialnej za zbrodnie dokonane na dziesiątkach tysięcy Polaków. Materiały potwierdzają ludobójczy charakter działalności organizacji.

Tuba została odnaleziona 11 marca na jednej z działek w korzeniach starego drzewa. Właściciel działki przekazał ją na policję, ta zaś przekazała ją Instytutowi Pamięci Narodowej. Przez ostatnie miesiące pracownicy lubelskiego oddziału IPN zajmowali się konserwacją dokumentów, które okazały się instrukcjami przesyłanymi oddziałom UPA oraz propagandą organizacji. Ujawniają one ludobójczy charakter UPA.

Instrukcje nakazują jej członkom bezwzględne traktowanie ludności polskiej, także mordowanie polskich kobiet i dzieci, jeśli uznają to za konieczne. Wśród dokumentów znalazł się także fragment rozkazu nr 1, który nakazywał Ukraińcom zabijanie swoich polskich mężów bądź żony. Dokumenty zostały sporządzone prawdopodobnie przez sotnię „Krapka”.

Jak powiedział w rozmowie z portalem kresy.pl prokurator Jacek Nowakowski, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z oddziału IPN w Lublinie, tuba zawierała dokumenty w języku niemieckim i ukraińskim. Według wstępnych oględzin rulon zawierał szacunkowo kilkadziesiąt kartek różnych rozmiarów, w tym bardzo małych. Dokumenty dotyczą okresu 1942-43.

Źródło: kresy.pl

MWł

http://www.pch24.pl/mordujcie-polskie-k ... 982,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawda o zbrodniach na narodzie polskim
PostNapisane: 13 wrz 2016, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/36965-uroczysta-msza-sw ... snia-2016/

Tak wyglądało sowieckie "wyzwolenie" Polski. A dziś Rosja ma pretensje do Polaków, że nie są wdzięczni.

Kopia artykułu:

Uroczysta Msza Święta w intencji osób zamordowanych i zadręczonych przez NKWD i UB w katowniach praskich w latach 1944-1954 – Warszawa, 13 września 2016
AW Opublikowano 12 września 2016

Obrazek

14 września br. przypada 72 rocznica wkroczenia na Pragę wojsk sowieckich i ludowego Wojska Polskiego. Od tego dnia, gdy po drugiej stronie Wisły rozgrywał się dramat Powstania, tu na Pradze NKWD przy współudziale UB rozpoczęło planową eksterminację polskich patriotów. Chcielibyśmy aby ten dzień, podobnie jak 1 sierpnia, stał się trwałym symbolem niekończącej się walki w imię hasła „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”. Z tych powodów Oddział IPN w Warszawie już po raz piąty organizuje uroczystości poświęcone „Pamięci ofiar zamordowanych i zadręczonych przez NKWD i UB w katowniach praskich w latach 1944-1956”.
Centralnym punktem uroczystości będzie Msza Św., o celebrowanie której został poproszony J. E. Ks. Biskup Marek Solarczyk.
Nabożeństwo zostanie odprawione 13 września 2016 r. (wtorek) o godz. 18.00 w Bazylice Katedralnej św. Floriana i św. Michała Archanioła, przy ul. Floriańskiej 3 w Warszawie.
Po Mszy w miejscach praskich katowni NKWD i UB zostaną złożone kwiaty. W uroczystości wezmą udział: przedstawiciele środowisk kombatanckich, grupa historyczna „Zgrupowanie Radosław”, harcerze, młodzież oraz mieszkańcy Warszawy.
Zapraszamy do udziału w tak ważnej dla pamięci ofiar uroczystości.

Źródło: IPN

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 124 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /