Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 225 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 23 lip 2016, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Tak umierał „Wilczur”

Z Aleksandrą Milanowską, córką por. Aleksandra Życińskiego „Wilczura”, zamordowanego przez UB 24 września 1948 r., rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Pani rodzice poznali się w partyzantce?
– Tak. W domu rodziców mamy była skrzynka kontaktowa wszystkich tutejszych partyzantów. Dom rodzinny położony był blisko lasu, przechodziło się tylko przez rzekę Kamienną i z tego lasu wszyscy tu przychodzili. Babcia gotowała im obiady, prała rzeczy osobiste, nieraz opatrywała im rany. Z tego domu właśnie moja mama ps. „Zośka” wysyłana była jako łączniczka w różne miejsca. Nie była wysoka, więc często brano ją za dziecko i łatwiej mogła się gdzieś przedostać, przenosząc różne rzeczy. Tak rodzice się poznali, byli wtedy młodymi ludźmi. 2 lutego 1948 r. wzięli ślub na polanie na Wykusie i pozostali razem w lesie aż do ich aresztowania przez UB 7 maja 1948 r. niedaleko Kielc. Podobno ktoś ich wsypał i UB ich otoczyło. Nie poddali się bez walki, ale tamtych było więcej.

Co było dalej?
– Przewieziono ich do Kielc do Urzędu Bezpieczeństwa na ul. Focha. Później, po procesach Sądu Wojskowego w Kielcach na sesjach wyjazdowych w Starachowicach osadzono ich w więzieniu w Kielcach. Mama, która była już wtedy w ciąży ze mną, otrzymała wyrok 7 lat więzienia, natomiast tato wraz z trzema kolegami został skazany 31 lipca 1948 r. na trzykrotną karę śmierci za „założenie i dowodzenie grupą bandytów, mającą na celu dokonywanie zamachów na organa bezpieczeństwa publicznego, zmierzające do zmiany przemocą ustroju państwa polskiego”. W dniu wykonania wyroku na ojcu mama zdążyła się z nim jeszcze zobaczyć. Ojciec powiedział jej, że ksiądz ich wszystkich wyspowiadał, przyjęli Komunię Świętą i jadą dziś na wykonanie wyroku kary śmierci.

Jak zareagowała Pani mama?
– Zemdlała i nie pamiętała już, co dalej się z nią działo. Bardzo źle się czuła i nie mogła dojść do siebie, była przecież tuż przed rozwiązaniem ciąży. Nie pamięta także samego porodu, który nastąpił 4 października w więzieniu. O szczegółach tamtego strasznego dla niej dnia, gdy ostatni raz zobaczyła męża, powiedział mi jeden z żyjących jeszcze współwięźniów, który siedział w celi z ojcem w więzieniu przy ul. Zamkowej w Kielcach. Gdy wyprowadzano „Wilczura” i jego trzech kolegów, w ostatniej drodze miał towarzyszyć im ksiądz, którego UB ostatecznie nie zabrało. Mój ojciec krzyknął wówczas: „Niech żyje wolna Polska!”. Wtedy jeden z ubeków kopnął go i kazał szybko wsiadać do samochodu. Każdy, kto mógł, patrzył przez okna więzienia na tę scenę. Wyrok został wykonany tego dnia w Zgórsku o godz. 19.00.

Kiedy dowiedzieliście się, że por. Aleksander Życiński właśnie tam może spoczywać?
– Do tego miejsca było nam bardzo trudno dotrzeć, dochodziliśmy do niego przez lata różnymi ścieżkami. Jednak dopiero teraz Fundacja „Niezłomni” dokonała odkrycia ich grobu i ojciec został zidentyfikowany, za co jestem bardzo wdzięczna. Wcześniej były różne miejsca wskazywane przez IPN, m.in. kielecki stadion. Współwięźniowie ojca mówili bowiem, że któryś z wartowników przekazał im informację, że tę czwórkę żołnierzy wywieziono najpierw na stadion, gdzie miano ich rozstrzelać. Ojciec krzyknął jednak: „Żołnierze, jesteśmy takimi samymi żołnierzami jak wy! Nie róbcie tego! Walczyliśmy o wolną Polskę!”. To podobno trochę ich skonsternowało i nie wiedzieli, co mają czynić. Wsadzili ich więc ponownie w samochód i wywieźli do lasu w Zgórsku, gdzie wykonali na nich wyrok.

W 1992 r. Pani ojciec został zrehabilitowany.
– Tak. Wtedy wpadły w nasze ręce zeznania gajowego, który twierdził, że widział, jak do lasu przywieźli żołnierzy. Opisuje w nich, że przyjechał samochód, który przywiózł 4 ludzi. Gajowy, cały czas siedząc w krzakach, widział, jak ci żołnierze kopią jakiś dół. Później zaczęła się strzelanina, więc gubiąc but, uciekł do gajówki. Ten gajowy poszedł później do księdza Walusiaka, który spowiadał żołnierzy przed śmiercią, by mu pokazać to miejsce, ale ksiądz nie mógł wówczas przyjechać. Gajowy posadził więc w tym miejscu drzewko. Wydaje mi się, że właśnie pod jego konarami Fundacja „Niezłomni” znalazła ojca i jego trzech kolegów. To, że ich w końcu znaleźli, to ogromna radość dla rodziny. 24 września minie 68 lat poszukiwań grobu ojca. Tego dnia, w rocznicę jego śmierci o godz. 13.00 odbędzie się jego pogrzeb w parafii św. Ludwika w Bliżynie.

Co Pani wie o ojcu z przekazów mamy i relacji jego kolegów?
– Moja babcia, czyli mama ojca, bardzo dużo opowiadała na jego temat, gdy jeszcze byłam młodą dziewczyną. Tato zawsze na piersiach nosił medalik, stąd babcia podkreślała zawsze: „Pamiętaj, gdy znajdą jakiegoś człowieka i będzie miał medalik, to będzie twój ojciec”. Choć nieraz rodzice próbowali go nakłonić, żeby zaprzestał już z kolegami partyzanckiej działalności, zawsze podkreślał, że nie zrobi tego, bo Polska musi być wolna. Babcia zawsze opowiadała, że tato był bardzo dobrym chrześcijaninem i opiekuńczym człowiekiem. Bardzo za nim tęskniła i miała do końca nadzieję, że wróci. Słuchała Wolnej Europy i podkreślała: „Oluś jeśli wróci, to pamiętaj, powiedz mu, że ja go bardzo kochałam i tęskniłam za nim”.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lczur.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 22 wrz 2016, 08:21 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Twarze Inki

Obrazek

We wrześniu Teatr Nie Teraz dwukrotnie zaprezentuje swój – można by z pewną emfazą powiedzieć – legendarny spektakl „Wyklęci”. Będą to pokazy zrealizowane w dwóch naprawdę niezwykłych miejscach – w Muzeum AK w Krakowie i podczas festiwalu Niepokorni-Niezłomni-Wyklęci w Gdyni. A więc najpierw w mieście gdzie przed laty stanął pierwszy pomnik Danusi Siedzikówny „Inki”, a później tam, gdzie Danusię 70 lat temu zamordowano i gdzie po siedmiu dekadach z państwowymi honorami pochowano jej odnalezione szczątki. I tak jak bez Danusi nie byłoby naszego spektaklu, tak trudno sobie bez niej wyobrazić dzisiejszą Polskę.

Piszę ten tekst 28go dnia sierpnia. Świadomie wybrałem tę datę, aby stukaniem w klawiaturę jakoś „podotykać” rocznicy śmierci młodej dziewczyny urodzonej 3 września 1928 r. w miejscowości Guszczewina na Podlasiu. Celebrując dzisiaj datę śmierci „Inki”, jednocześnie wpisujemy do kalendarza nową datę jej narodzin, jako symbolu nowej Polski. Nowej, czyli odcinającej się od tego państwa po „okrągłym stole” i pewnie też państwa tęskniącego za niegdysiejszą wielkością. Czy tak czuł to Prezydent RP Andrzej Duda pochylając głowę nad trumnami Danusi Siedzikówny i zabitego wraz z nią Feliksa Salmanowicza „Zagończyka”? Czy wobec tego będą to również narodziny kraju rozumiejącego pojałtańską zdradę aliantów? I czy to zrozumienie da w końcu Polakom szansę na odrzucenie postsowieckiej mentalności, czy da szansę na powrót do narodowej tożsamości?

Ciekawe, że twarzą nowej Polski będzie teraz ta dziewczyna. Nie jej słynny dowódca major Szendzielarz „Łupaszka”, odnaleziony po latach na warszawskiej „Łączce”. Nie będą twarzami naszej Ojczyzny generałowie polskiej armii podziemnej – Leopold Okulicki „Niedźwiadek” czy Emil Fieldorf „Nil”. Nie będą tragiczni – Józef Kuraś „Ogień” czy filmowo pokolorowany Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”. Nie będzie też tą twarzą wciąż nie mający swego grobu rotmistrz Pilecki… Wybraliśmy „Inkę”, bo jesteśmy sentymentalni, uczuciowi, romantyczni – jak to Słowianie. Wybraliśmy młodą kobietę, bo w Polsce, jak nigdzie na świecie, kobiety szanuje się naprawdę i po rycersku. Nasze serca mocniej biją, gdy myślimy o tej dziewczynie, która oddała życie za swój kraj. Także, gdy cytujemy jej ostatnie słowa przekazane babci, albo, kiedy zaglądamy w jej oczy utrwalone na starej fotografii. Ewangelia św. Jana jest jak zawsze profetyczna: Nie dziw się, że powiedziałem ci: trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha (J 3,8)

Kiedyś uświadomiłem sobie, że spektakle Teatru Nie Teraz są opowieściami o sprawach niemożliwych. A więc – jak niektórzy sobie z nas żartują – wszystko jest u nas „nie teraz”. Danusia Siedzikówna żyła życiem „nie teraz”. Przecież mogła iść do szkoły, mogła „odbudowywać” kraj po sześciu latach wojny, mogła się włączyć, manifestować i… zapomnieć. Była też – jakby to dzisiaj powiedziano - niepoprawna politycznie. Jej wybór był właśnie z gatunku tych niemożliwych, bo pozornie pozbawionych nadziei; bo był nieracjonalny, straceńczy, jak to zawsze w takich sytuacjach tłumaczą ci, którzy stchórzyli. Ale przecież jej wybór był w zgodzie ze składaną przysięgą, był w zgodzie z pamięcią o rodzicach. Był to bowiem wybór honorowy, polski.

Polacy w roku ubiegłym politycznie w końcu wybrali PRZESZŁOŚĆ. I słusznie, bo bez niej nie ma przyszłości. Od lat obserwowałem to na widowniach naszych spektakli. Widziałem jak się zmienia narzucana młodym ludziom obstrukcja własnej historii. Okazało się, że patriotyzm to jest jednak temat pożądany. Okazało się, że widzowie nam wierzą – nam, czyli teatrowi. I okazuje się, że Polska nie musi być nudna. Że naród to jest temat. A los 17-latki, która oddaje życie za swój kraj, zaczyna nas bardzo, ale to bardzo obchodzić. Dodajmy, że w tym całym „nie teraz” jest jeszcze wiara w Boga, bez której bohaterowie antykomunistycznego podziemia nie poradziliby sobie w świecie, gdzie tak bardzo ich zdradzono i skrzywdzono.

Wokoło coraz więcej koszulek z podobizną Danusi „Inki”. Powstają wiersze i pieśni; jest rajd i szkoła jej imienia, no i odsłania się tablice pamiątkowe oraz inicjuje zbiórki pieniędzy na planowane pomniki. Boję się tego oswajania bohaterów. Brania ich na smycz doraźnej polityki i serialowych wzruszeń. Na pewno pamiętacie, jaki piękny pogrzeb miał Wołodyjowski? A czy pamiętacie również jak pokonał w walce Hamdi-beja? Polsce jest potrzebny rycerz z obnażoną szablą i ta dziewczyna z Podlasia, która nie tyle chciał umrzeć, co pokonać wroga i wypędzić ze swego kraju komunistów i wszystkich zaprzańców. Ludzie nie kochają Małego Rycerza za to, że umarł, ale za to jak zwyciężał. Nie uczmy się kochać „Inki” za jej cierpienia i śmierć, ale za to, że stanęła do walki.

Faktycznie, po 70-ci latach państwo polskie spełniło swój obowiązek, co do katolickiego i godnego pochówku swych żołnierzy. Teraz czas na wypełnienie testamentu „Inki” i „Zagończyka”, przesłania, które nam poprzez nich zostawiło całe pokolenie Wyklętych. Mamy więc „kochać Polskę” i – jakby co – „zachować się jak trzeba”. To wcale niełatwe, szczególnie, gdy tak niezdefiniowanym jest podmiot tego kochania, czyli polska racja stanu, a rozmyte hierarchie wartości nadal skutecznie demolują etykę i moralność.

Pogrzeb to dopiero początek, a „Inka” na nas patrzy…

Tomasz A. Żak

http://www.pch24.pl/twarze-inki,45590,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 20 paź 2016, 10:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Podwójna zbrodnia

Zostali zamordowani przez konfidenta UB.

Obrazek

Przybrany ojciec Antoniego Żubryda pracował jako starszy woźny w Gimnazjum Męskim Królowej Zofii w Sanoku, w którym rodzina zajmowała służbowe mieszkanie. Chłopak nie był wzorowym uczniem, a z powodu swojego mocnego i nieustępliwego charakteru sprawiał nawet kłopoty wychowawcze. Na czesne w gimnazjum nie było go stać, więc uczył się w publicznej wieczorówce, ale krótko, bo w 1933 roku złożył podanie do podoficerskiej szkoły dla małoletnich w Śremie. Ukończył ją w 1936 roku i dostał przydział do 40. Pułku Piechoty „Dzieci Lwowskich” we Lwowie. Przed wojną został plutonowym służby stałej.

W 1939 roku bronił mostów na Wiśle w Warszawie. Za męstwo w walce awansował na sierżanta i dostał Krzyż Walecznych. Z niewoli niemieckiej został zwolniony po kilku dniach i wrócił do Sanoka. Współpracował z ZWZ, a utrzymywał się z przemytu przez niemiecko-sowiecką granicę. W kwietniu 1940 roku uciekł z transportu na przymusowe roboty do Niemiec.

Wkrótce, namówiony przez kolegę, pod pseudonimem „Orłowski” zaczął współpracować z wywiadem sowieckim, dostarczając za wynagrodzeniem dane o niemieckich wojskach w rejonie Sanoka. Do siatki wywiadowczej wciągnął także siostrę swojej żony Janiny, Jadwigę Praczyńską, która nieoczekiwanie w maju 1941 roku zgłosiła się na komisariat policji niemieckiej i opowiedziała o swojej współpracy z Sowietami. Na podstawie jej zeznań w listopadzie 1941 roku został aresztowany Antoni. Po dwóch latach śledztwa doczekał się wyroku śmierci, ale udało mu się uciec z miejsca egzekucji w Mydlnikach pod Krakowem.

Postrach komunistów
Po wkroczeniu do Sanoka Armii Czerwonej, w sierpniu 1944 roku, Żubryd zaoferował Sowietom dalszą współpracę. Najpierw został oficerem śledczym i tłumaczem w NKWD, a potem w stopniu podporucznika śledczym i zastępcą komendanta w PUBP w Sanoku. Jak twierdzą świadkowie, Żubryd porozumiał się w tej sprawie z konspiracyjnym Stronnictwem Narodowym. W pracy zajmował się głównie volksdeutschami, konfidentami Gestapo i członkami UPA. Starał się natomiast pomagać więzionym Polakom, ostrzegał przed aresztowaniami, ułatwiał ucieczki.

Po pewnym czasie przełożeni bardziej zainteresowali się pracą i przeszłością Żubryda, co nie uszło jego uwadze. Na początku czerwca 1945 roku przejął rozkaz o swoim zwolnieniu i 8 czerwca „opuścił samowolnie pracę”, zabierając ze sobą z aresztu w piwnicach budynku UB dziesięciu więźniów, a z więzienia przy ul. Kościuszki dwie osoby. W Malinówce czekała na niego żona i kilkunastu przyszłych partyzantów.

Jesienią 1945 roku Żubryd, występujący teraz pod pseudonimem „Zuch”, podporządkował sobie większość oddziałów zbrojnych działających w powiatach Brzozów, Krosno i Sanok. Przyjął zwierzchnictwo Stronnictwa Narodowego, a jego oddział został nazwany Samodzielnym Batalionem Operacyjnym NSZ. Komenda Główna awansowała go do stopnia kapitana. Batalion kwaterował najczęściej w Niebieszczanach, gdzie miał magazyn broni i zapasów żywności oraz prowizoryczny szpital polowy prowadzony przez dwie siostry nazaretanki. Oddział cieszył się dużym poparciem mieszkańców, bo chronił ich przed atakami sotni UPA i represjami aparatu bezpieczeństwa. Jak to określiło UB, Żubryd, „pałając nienawiścią i chęcią zemsty przede wszystkim do pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, organizował zasadzki i napady terrorystyczne”, rozbrajał i demolował posterunki MO, niszczył dokumentację w urzędach gminnych i pocztowych, organizował zasadzki i napady zbrojne na oddziały MO, UB, KBW„.

”Zuch„ był postrachem komunistów w Bieszczadach, a ponieważ dobrze znał nie tylko teren, na którym działał, ale także większość pracowników i współpracowników UB, a przede wszystkim ich metody, stawał się nieuchwytny i niepokonany. A do tego potrafił być naprawdę zuchwały. Mimo że polowały na niego wszystkie komunistyczne służby, lubił w przebraniu przychodzić do Sanoka lub jeździć ciężarówkami po mieście. Latem 1945 roku pozwolił sobie nawet z kilkoma partyzantami na obejrzenie meczu piłki nożnej na stadionie w Sanoku, siedząc na burcie studebackera. Pluton dowodzony przez samego majora wykonał samodzielnie około 25 ataków zbrojnych.

Tajny agent
Po poważnych stratach zadanych oddziałowi ”Zucha„, w czerwcu 1946 roku Żubryd zaczął się ukrywać i przygotowywać do wyjazdu do Austrii. Przerzut nie doszedł do skutku, bo Żubrydowie zostali zamordowani przez przyjętego do oddziału byłego akowca, ale zarazem konfidenta UB Jerzego Vaulina vel Mara ”Mewę„. 25 października 1946 roku zgłosił się on do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krośnie i oświadczył, że poprzedniego dnia około godz. 20.00 w lesie między wsiami Wolą Orzechowską i Malinówką zastrzelił Antoniego Żubryda i jego żonę Janinę.

Według prokuratury, która w 1997 roku badała sprawę, Jerzy Vaulin ”dopuścił się tego czynu z inspiracji byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Z polecenia UB w okresie od czerwca do września 1946 r. rozpracował oddział, a następnie zabił Żubrydów. Pozbawił ich życia strzałami w tył głowy z broni palnej typu Browning FN – kal. 7,65 mm. Działał jako tajny agent wprowadzony do oddziału NSZ w celu jego rozpracowania i fizycznej likwidacji dowództwa„. Vaulin przyznał się do zabójstwa, ale utrzymywał, że działał w obronie koniecznej, i kategorycznie zaprzeczył, że był tajnym agentem UB w oddziale ”Zucha„.

Miejsce pochowania Żubrydów nie jest znane. Istnieje przypuszczenie, że znajduje się ono wokół zamku w Rzeszowie. Symboliczny grób postawiono tam, gdzie znaleziono zwłoki zamordowanych. Niedaleko gajówki, z której wyszli z mordercą, syn majora Janusz Niemiec ufundował stalowy krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem i tablicą poświęconą Antoniemu i Janinie Żubrydom oraz wszystkim żołnierzom oddziału ”Zucha„.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

http://www.naszdziennik.pl/mysl/168651, ... odnia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 19 lut 2017, 11:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/76981

70. rocznica śmierci mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca"
Żołnierze Wyklęci, ndz., 19/02/2017 - 09:26

70. rocznica śmierci mjr. Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" i kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zb ign iew Herbert

Obrazek

Mjr. Franciszek Jaskulski "Zagończyk" i kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc" .

W dniu dzisiejszym, 19 lutego 2017 roku, przypada 70. rocznica zamordowania przez komunistycznych oprawców dwóch wybitnych oficerów podziemia antykomunistycznego w Polsce: mjr. Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" i kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca”.

19 lutego 1947 r., na trzy dni przed wejściem w życie ustawy amnestyjnej, w dwóch różnych więzieniach stracono dowódcę oddziałów Związku Zbrojnej Konspiracji, mjr. "Zagończyka" (http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/04 ... zyk-1.html) (w Kielcach) i twórcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, kpt. "Warszyca" (http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/04 ... -1947.html) (w Łodzi). Ci dwaj oficerowie Wojska Polskiego, Armii Krajowej i powojennej partyzantki niepodległościowej, to jedni z najbardziej bohaterskich żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i najwspanialsze postacie antykomunistycznego oporu przeciwko sowietyzacji Polski.

Obrazek
Protokół wykonania wyroku śmierci na mjr. Franciszku Jaskulskim "Zagończyku"


Obrazek
Protokół wykonania wyroku śmierci na kpt. Stanisławie Sojczyńskim "Warszycu"


Obejrzyj film Aliny Czerniakowskiej pt. "Czy warto było tak żyć?" o życiu i walce kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca", dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego (kliknij w obrazek).
https://www.youtube.com/watch?v=cE6EeA2pVG8

Obrazek
GLORIA VICTIS !


Więcej na temat mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca" czytaj:

Mjr Franciszek Jerzy Jaskulski "Zagon", "Zagończyk" (1913 – 1947)>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/04 ... zyk-1.html

Ppor. Tadeusz Zieliński "Igła">
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2012/06 ... zN-12.html

Grzegorz Wąsowski, O nieznanym pośredniku wolności i zwycięskiej walce z sowietami 15 czerwca 1946 roku pod Zwoleniem >
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2011/12 ... etami.html

Kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc" i Konspiracyjne Wojsko Polskie (KWP)>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/04 ... -1947.html

III Komenda Konspiracyjnego Wojska Polskiego kpt. Jana Małolepszego "Murata">
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2010/09 ... sc-13.html

Kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc" (30 III 1910 - 19 II 1947)>
http://www.solidarni.waw.pl/19luty1947_warszyc.htm

Kpt. "Warszyc" - Generałem Brygady !>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2009/11 ... e-dla.html

Tragiczna rocznica... >
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2007/02 ... znica.html

61 rocznica śmierci mjr. „Zagończyka” i kpt. "Warszyca”>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/02 ... kiego.html

Mjr "Zagończyk" i Kpt. "Warszyc" - GLORIA VICTIS !!!>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2009/02 ... ICTIS.html

KONSPIRACYJNE WOJSKO POLSKIE "WARSZYC">
http://www.kwp-warszyc.fc.pl/

Na poligonie na Brusie trwają poszukiwania szczątków Stanisława Sojczyńskiego - "Warszyca" i jego żołnierzy>
http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/830565.html

Ksawery Jasiak, Działalność partyzancka Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Z dziejów II Konspiracji w środkowej Polsce w latach 1945-1955 >
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2009/02 ... AC-15.html

Tomasz Toborek, Stanisław Sojczyński i Konspiracyjne Wojsko Polskie >
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/01 ... TAC-4.html

Fundacja "Pamiętamy" - pomnik mjr. "Zagończyka i jego żołnierzy w Radomiu>
http://www.fundacjapamietamy.pl/index.p ... &Itemid=71

"Czy warto było tak żyć?" - film Aliny Czerniakowskiej o życiu i walce kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca", dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego>
https://www.youtube.com/watch?v=cE6EeA2pVG8

Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2014/01 ... skich.html

Żołnierze Wyklęci - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 01 mar 2017, 22:33 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3279
Wyklęci przez komunę Żołnierze Niezłomni

Obrazek

V Wileńska Brygada Armii Krajowej w marszu
Szanowni Państwo,
w dzisiejszym newsletterze przesyłamy tekst Tadeusza Płużańskiego pochodzący z najnowszego numeru naszego czasopisma Reduta Online

Zespół Reduty Dobrego Imienia

1 marca 1951 roku komunistyczne władze zamordowały w więzieniu mokotowskim w Warszawie członków IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Razem z prezesem ppłk Łukaszem Cieplińskim od strzału w tył głowy zginęło sześciu jego współpracowników – mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt. Franciszek Błażej, kpt. Józef Rzepka, por Karol Chmiel, por Józef Batory. 38 letni Ciepliński wiedział, że nie będzie miał pogrzebu, tylko zostanie wrzucony w tajemnicy do jakiegoś bezimiennego dołu. Dlatego tuż przed śmiercią połknął medalik z Matką Boską. To jak dotąd nie wystarczyło do identyfikacji jego szczątków na „Łączce” Powązek Wojskowych w Warszawie. Łukasz Ciepliński nawet w III RP pozostaje wyklęty, ale jego idea przetrwała. Idea Żołnierza Niezniszczalnego, Niezłomnego.

Po prezesie IV Zarządu WiN zostało niewiele pamiątek. Zachowały się jednak grypsy – pisane w tajemnicy przed ubecją listy do rodziny. Czekając w celi śmierci na wykonanie wyroku Ciepliński pisał je do żony i małego syna Andrzejka, którego nigdy osobiście nie poznał.

„Bądź Polakiem, to znaczy całe zdolności zużyj dla dobra Polski i wszystkich Polaków. (…) Bądź katolikiem, to znaczy pragnij poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu”.

„W ostatnich godzinach życia Bogu dziękuję za to, że mogę umierać za Jego wiarę świętą, za moją Ojczyznę oraz za to, że dał mi tak dobrą Żonę i wielkie szczęście rodzinne. Łukasz”.

„Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska”. Ciepliński miał rację. Prawda i idea Chrystusowa zwyciężają. Wyklęci przez komunę żołnierze II RP wracają do świadomości Polaków. Szatański plan wasali Moskwy, aby zatrzeć po nich wszystkie ślady, wymazać ich z historii, nie powiódł się. Nasi żołnierze przetrwali, bo byli Niezłomni.

Alojzy Grabicki, naczelnik więzienia mokotowskiego w latach 1945–1954 kiedyś, wizytując celę, powiedział do „Łupaszki”: „Na was to bym nie wykonywał [wyroku], tylko bym was trzymał w więzieniu. Czasem bym was kazał przewieźć po mieście, żebyście widzieli, że Warszawa się buduje, że w Polsce jest dobrze, a wy siedzicie zbankrutowani. To by dla was była większa kara. Bo wykonaniem to się wam idzie z pomocą”. Żonie jednego ze skazanych odparł: „Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana”.

Grabicki brał udział w egzekucji mjr Zygmunta Szendzielarza. Morderca sądowy Mieczysław Widaj skazał wcześniej polskiego bohatera na osiemnastokrotną karę śmierci. Szczątki „Łupaszki” zostały odnalezione na „Łączce”, ale wielu naszych bohaterów nadal spoczywa w bezimiennych dołach śmierci. W stanie wojennym decyzją Jaruzelskiego zbudowano na nich cmentarz. Klątwa dyktatora wciąż trwa.

W to, że jej dowódca przeżyje, wierzyła 17-letnia sanitariuszka 5. Brygady Wileńskiej AK Danuta Siedzikówna, która powiedziała niedługo przed śmiercią: „Lepiej, że ja jedna zginę”. W dokumentach IPN znajduje się „Prośba o łaskę do Obywatela Prezydenta”, czyli Bolesława Bieruta, nosząca datę 3 sierpnia 1946 r. Mimo iż pisana jest w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna”), nie została jednak podpisana przez „Inkę”, tylko przez jej obrońcę z urzędu – Jana Chmielowskiego. „Inka” odmówiła podpisania pisma, w którym jej koledzy z oddziału zostali nazwani „bandytami”. A w grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. To kwintesencja niezłomności.

W sądzie żaden z oskarżonych nie przyznał się do absurdalnych zarzutów, nie pokajał się. Hieronim Dekutowski „Zapora” wziął na siebie całą odpowiedzialność. Pytany, dlaczego zamiast ujawnić się, pozostał ze swoimi żołnierzami, odpowiedział: „Byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką, byłem ich dowódcą. Nie mogłem umyć rąk i zostawić ich jak grupy bandyckie w terenie, bez dowództwa”.

Tak samo Stanisław Kasznica, ostatni komendant Narodowych Sił Zbrojnych. Jego siostra Eleonora wspomina: „Ojciec bardzo namawiał Stacha, aby uciekł z Polski. Jeżeli się nie mylę, to nawet organizowano transport lotniczy, by przerzucić go na Zachód. Brat jednak kategorycznie odmówił. Uzasadniał, że nie może się sam ratować i zostawić w Polsce podkomendnych”.

W czerwcu 1946 r. bohater KL Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki dostał informację o grożącym mu niebezpieczeństwie. Nie wykonał rozkazu gen. Andersa wzywającego go do Włoch, co określił słowami: „Ja stąd nie wyjadę. Ktoś tu musi trwać bez względu na konsekwencje”.

Rotmistrz Pilecki, maltretowany na Rakowieckiej, do końca pozostał wierny Polsce i Bogu. Pozostał Niezłomny. „Dlatego więc piszę niniejszą petycję. By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano. Bo choćby mi przyszło postradać me życie. Tak wolę – niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę” – pisał w wierszu „Dla Pana Pułkownika Różańskiego” (Mokotów, 14 maja 1947 r.). Za swoje ideały oddał życie 25 maja 1948 r., zamordowany sowieckim strzałem w potylicę przez kata Mokotowa ubeka Piotra Śmietańskiego. Mój Ojciec – bliski współpracownik i kurier Witolda do gen. Andersa – nieprzypadkowo nazywał swojego dowódcę „świętym polskiego patriotyzmu”.

A to opinia sędzi Marii Gurowskiej, skierowana do Sądu Najwyższego w sprawie innego bohatera AK: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje. Skazany wykazał wielkie natężenie woli przestępczej”. (…) Zdaniem sądu nie istnieje możliwości resocjalizacji skazanego”.

24 lutego 1953 r. komuniści zamordowali generała „Nila”. Prokurator Witold Gatner moment ten opisał następująco: „Byłem zdenerwowany, napięty. Czułem, że trzęsą mi się nogi. Skazany patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał. Po odczytaniu dokumentów zapytałem skazanego, czy ma jakieś życzenie. Na to odpowiedział: «Proszę powiadomić rodzinę». Oświadczyłem, że rodzina będzie powiadomiona. Zapytałem ponownie, czy jeszcze ma jakieś życzenia. Odpowiedział, że nie. Wówczas powiedziałem: «Zarządzam wykonanie wyroku». Kat i jeden ze strażników zbliżyli się (…). Postawę skazanego określiłbym jako godną. Sprawiał wrażenie bardzo twardego człowieka. Można było wprost podziwiać opanowanie w obliczu tak dramatycznego wydarzenia”.

W czasach PRL-u nie można było o nich mówić, zaś w III RP ten temat jeszcze kilka lat temu również właściwie nie istniał. Komuniści wyrwali nam w ten sposób kawał naszej historii, naszej tradycji; nasz patriotyczny kręgosłup. Tradycji insurekcyjnej, heroicznej, bo to, co się działo po 1944 roku trzeba określić jasno – ostatnim polskim powstaniem zbrojnym. Powstaniem wymierzonym w Sowietów. Ostatnim jak dotąd antykomunistycznym powstaniem. Dlatego PRL tak metodycznie niszczył pamięć o tym. Niezłomni mieli zniknąć na zawsze – jakby wojna dla Polski skończyła się w 1945 roku, jakby żaden opór przeciwko drugiemu sowieckiemu okupantowi w ogóle nie istniał.

A ten kręgosłup wciąż się nam wyrywa. Dlatego priorytetową sprawą musi być zmiana programów nauczania. Tak, aby polska młodzież dowiedziała się przede wszystkim o naszych współczesnych bohaterach – Cieplińskim, Szendzielarzu, Dekutowskim, Kasznicy, Pileckim, Fieldorfie. Tylko wtedy młodzi ludzie będą mogli zrozumieć, czym jest pookrągłostołowa III RP. Zobaczą dramat polskiej elity zamordowanej przez komunę, która nielegalnie przejęła władzę i jest wpływowa do dziś. Tak wykształcone, wychowane w wartościach Bóg-Honor-Ojczyzna, kolejne pokolenie Polaków będzie dalej nasze państwo zmieniało.

Walka, a często ofiara życia żołnierzy II konspiracji niepodległościowej, to symbol niezłomnej postawy bohaterów, a także hańby ich oprawców, którzy mordowali polskich patriotów, a potem przez lata zabijali pamięć o nich, nazywając zdrajcami i bandytami, wyrzucając na śmietnik historii. Dziś walczymy o to, aby przywrócić im należne miejsce w pamięci następnych pokoleń.

Podniosłe, niczym niezakłócone obchody powstania w getcie warszawskim pokazują, że można mówić o historii bez nienawiści. Pokazują, że heroiczna, choć pozbawiona szans walka ma sens. Tak, jak sens miały wszystkie polskie powstania: kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe, w końcu powstanie warszawskie i powstanie Żołnierzy Niezłomnych. Prof. Henryk Elzenberg napisał: „Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy”.

Następca „Zapory” kpt. Zdzisław Broński „Uskok” zdaje się rozwijać tę myśl: „Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności! Jeśli walczymy i ponosimy ofiary, to dlatego że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni, w wolnej Ojczyźnie”.

Nie tylko w grypsie prezesa WiN ppłk Cieplińskiego kluczowe jest przesłanie o Zmartwychwstaniu Polski i Jej wiernych żołnierzy. Tak samo brzmiały ostatnie słowa innych bohaterów Niepodległej, skazanych przez Sowietów i ich polskich kolaborantów. Słowa przekazywane rodzinom czy współwięźniom. Mówili, że umierają za wolną Polskę i za wiarę w Boga. W jednej z homilii ks. prał. Józef Maj z kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewie, gdzie komuna też zakopała ofiary swojego reżimu w zbiorowych dołach, mówił: – Ich niezłomność bardzo często była podyktowana nie tylko walką o niepodległość, ale także wiarą w Boga i wiernością Jego prawom.

„My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej! (…) Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię” – tak cel powojennej walki przedstawiał kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, dowódca 6. Brygady Wileńskiej AK, legenda Podlasia.

Dziś my możemy powiedzieć – nie spoczniemy, dopóki wszyscy zamordowani przez komunę Żołnierze Niezłomni nie zostaną ekshumowani z dołów śmierci na „Łączce” cmentarza na Powązkach Wojskowych w Warszawie, następnie zidentyfikowani i upamiętnieni w wielkim narodowym panteonie. Musimy ich wydobyć także ze wszystkich bezimiennych miejsc na terenie całej Polski. Aby w końcu przestali być Żołnierzami Wyklętymi, byśmy mogli ich nazywać już tylko Żołnierzami Niezłomnymi.

Pilecki, „Łupaszka”, sanitariuszka „Inka” już dziś są bohaterami młodzieży. Bo oni zachowali się jak trzeba. Spróbujmy być tacy, jak Wyklęci przez komunę Żołnierze Niezłomni.

Tadeusz Płużański

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 01 mar 2017, 22:42 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Żołnierze Wyklęci na ziemiach odzyskanych

Obrazek

Gdy na stacjach kolejowych zatrzymywał się pociąg przewożący „Wyklętych” na pytanie ludności, kto jest tam wieziony, strażnicy z KBW odpowiadali, że folksdojcze, bandyci i terroryści. W odpowiedzi Wyklęci więźniowie zaczynali śpiewać, ile sił w gardłach piosenki partyzanckie, czym przekonali do siebie wiele osób – mówi Bartłomiej Ilcewicz, sekretarz Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Temat Żołnierzy Wyklętych na tak zwanych ziemiach odzyskanych jest w III RP traktowany, najdelikatniej mówiąc, po macoszemu. Dlaczego?

Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze: działalność Żołnierzy Wyklętych na innych terenach Polski jest dużo lepiej udokumentowana. Powodem jest przede wszystkim to, że na ziemiach odzyskanych Wyklęci nie stoczyli tak wielu walk jak ich towarzysze broni na Lubelszczyźnie, na północnym Mazowszu czy w Małopolsce.

Po drugie: na terenie ziem odzyskanych było znacznie mniej Żołnierzy Wyklętych niż na wschodzi czy w centrum Polski i dlatego ich działalność dla polskiego podziemia niepodległościowego miała mniejsze znaczenie.

Po trzecie: na ziemiach wchodzących przed wojną w skład III Rzeszy polskie podziemie, mówiąc najogólniej, czuło się niepewnie. Nie stała za nim tak bohatersko jak w centrum i na wschodzie Polski ludność cywilna, bez której ciężko było funkcjonować i przeżyć w konspiracji przez dłuższy czas.

Na szczęście cały czas odnajdywane są nowe dokumenty, cały czas prowadzone są poszukiwania i ekshumacje Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych i jestem przekonany, że już niedługo temat ten będzie „odkryty” dla szerszego gremia Polaków.

Sprawa nie wydaje się taka prosta, zważywszy m.in. na to, że co najmniej połowa dokumentów UB na temat działalności Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych została sfałszowana. Komuniści w swoich archiwach obarczali ich odpowiedzialnością za swoje kradzieże, gwałty i mordy dokonywane na ludności cywilnej.

To prawda, a dużą rolę w tym procederze odegrało to, że ziemie odzyskane traktowano jako tereny nowe i komuniści przez pierwsze lata nowej okupacji nie bardzo wiedzieli jak przekonać tamtejszą ludność do „mądrości” zawartych w ideologii Marksa, Engelsa i Lenina.

W moim przekonaniu fałszowanie na tak wielką skalę archiwów UB na Pomorzu Zachodnim, w zachodniej Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku było spowodowane tym, że komuniści po prostu bali się działalności polskiego podziemia niepodległościowego. Ziemie odzyskane bardzo długo były „oczkiem w głowie” nowych okupantów. Nie wyobrażali oni sobie, że na terenach stanowiących przykład „wzorcowego działania komunizmu”, na których przesiedla się ludzi, na których powstają Państwowe Gospodarstwa Rolne może dziać się coś - z ich punktu widzenia - niedobrego.

Działalność Żołnierzy Niepodległości była czymś niedopuszczalnym i dlatego od początku wszelkimi możliwymi sposobami UB tworzyła „krwawy mit” bestii wywodzących się z AK i NSZ.

Żołnierzom Wyklętym na ziemiach odzyskanych zarzuca się dzisiaj przede wszystkim to, że likwidując posterunki komunistycznych służb i komitety PPR-u mieli na celu przede wszystkim eksterminację „niewinnych funkcjonariuszy”, którzy wstąpili do służb lub partii „za chlebem”.

Tego typu przesłanie było efektem komunistycznej propagandy jakże gorliwie wówczas wprowadzanej. Tytuły ówczesnych gazet codziennie „krzyczały”, że bandyci z AK zamordowali z zimną krwią dzielnego PPR-owca. Chodziło o to, żeby pokazywać tych żołnierzy, którzy złożyli przysięgę obrony Ojczyzny przed okupantem niezależnie od tego, czy przyjdzie on z Niemiec czy ZSRR, jako terrorystów.

W wielu wspomnieniach Żołnierzy Wyklętych walczących na Pomorzu Zachodnim pojawia się obraz, jak żołnierze byli przewożeni np. z aresztu w Szczecinie do więzienia we Wronkach. Często ostentacyjnie prowadzono ich przez miasto i przedstawiano jako folksdojczy współpracujących z Niemcami Adolfa Hitlera, którzy „na szczęście” zostali pokonani przez zatroskanych o losy Polski komunistów.

Żołnierze Wyklęci w miarę swoich możliwości bronili się przed tymi fałszywymi oskarżeniami. Podam przykład: gdy na stacjach kolejowych zatrzymywał się pociąg przewożący „Wyklętych” na pytanie ludności, kto jest tam wieziony strażnicy z KBW odpowiadali, że folksdojcze, bandyci i terroryści. W odpowiedzi „Wyklęci” więźniowie zaczynali śpiewać, ile sił w gardłach piosenki partyzanckie, czym przekonali do siebie wiele osób.

Jak powstawały oddziały Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych? Co spowodowało, że było wśród nich tak wielu nastolatków i osób, które nie ukończyły 25. roku życia?

Młodzież odegrała ogromną rolę w kształtowaniu się podziemia niepodległościowego na ziemiach odzyskanych.

Działo się tak przede wszystkim dlatego, że oddziały po-AK-owskie działały głównie w centralnej i wschodniej Polsce. Tam były skupiska żołnierzy, które miały oparcie w środowiskach związanych z podziemiem w czasie II Wojny Światowej. Ziemie odzyskane były zupełnie nowymi terenami, na które część żołnierzy AK próbowała uciec w poszukiwaniu schronienia przed komunistami. Ze względu na to, że siatka AK-owska nie była dobrze rozbudowana, można powiedzieć, że mieliśmy tam do czynienia z trzecią konspiracją, skupiającą przede wszystkim nastolatków.

Na ziemiach odzyskanych powstało wiele grup młodzieżowych związanych z podziemiem, które prowadziły tzw. „mały sabotaż”, będący kontynuacją tego, co miało miejsce w czasie II Wojny Światowej. Wielu z tych młodych ludzi wywodziło się z rodzin o tradycjach patriotycznych, AK-owskich i narodowych. To właśnie oni zasilali podziemne organizacje niepodległościowe tworzone przede wszystkim w szkołach, w harcerstwie i środowiskach przykościelnych.

Na samym Pomorzu Zachodnim istniało wiele takich organizacji, skupiających młodych ludzi w wieku od 14 do 20 lat m.in. „Związek Młodych Patriotów” z Myśliborza, „Związek Rewolucyjnej Młodzieży Polskiej” z Kamienia Pomorskiego czy „Trzej muszkieterowie” ze Szczecina.

Trzeba zaznaczyć, że niemal wszyscy nastolatkowie, którzy zostali złapani przez bezpiekę, byli traktowani jak ich starsi koledzy czy ci, którzy byli czynnie zaangażowani w „drugą konspirację”. Dla nich również prowadzono specjalne obozy, że wymienię tylko słynny obóz w Jaworznie.

Jak kształtowały się struktury komunistyczne na ziemiach odzyskanych? Czy tam również były tak potężnie rozbudowane jak w centrum i na wschodzie Polski?

Jak najbardziej. Komuniści na ziemiach odzyskanych próbowali przejąć całkowitą kontrolę. Trzeba pamiętać, że na zachodnie ziemie Polski przybywali wówczas ludzie ze wschodu Rzeczypospolitej, gdzie stracili wszystko. Część z nich niewątpliwie przenosiła ze sobą polskie tradycje, a tego bała się władza komunistyczna. Nie mogła ona pozwolić, aby na nowym, poniekąd „dziewiczym” obszarze powstały jakiekolwiek struktury czy też organizacje niepodległościowe. Dlatego właśnie m.in. Pomorze Zachodnie zostało bardzo mocno obsadzane przez komunistów i od początku na dużą skalę infiltrowano jego mieszkańców.

Jeśli popatrzymy na późniejsze procesy społeczne jak np. obecne preferencje wyborcze, to zauważymy, że w wielu miejscowościach na ziemiach odzyskanych przeważają ludzie z poprzedniej nomenklatury. Komuniści odpowiednio „zagospodarowali” bowiem ziemie odzyskane, dzięki czemu mogli wprowadzać „modelową” dyktaturę w postaci PGR-ów, osadników wojskowych etc. Ziemie odzyskane były dla nich niezwykle ważne i każdy przejaw buntu, jak chociażby skromna działalność konspiracyjna Żołnierzy Wyklętych był momentalnie pacyfikowany.

Jednym z ciekawszych wydarzeń to potwierdzających był tzw. zlot młodzieży w Szczecinie w 1946 roku. Przybycie bardzo dużej liczby młodych ludzi, głównie harcerzy, nastawionych patriotycznie zaskoczyło komunistów. W odpowiedzi na ten „incydent” na polską młodzież spadły represje w postaci m.in. maksymalnej kontroli i infiltracji nastolatków.

Na szczęście Żołnierze Wyklęci również mieli swoich agentów w Urzędzie Bezpieczeństwa i komitetach PPR, że wspomnę tylko o ludziach ppor. Zdzisława Badocha ps. „Żelazny”.

Oczywiście. Żołnierze „Żelaznego” to jeden z przykładów takich działań. Na ziemiach odzyskanych, tak jak i w innych miejscach Polski, przyjęto taktykę polegającą na przenikaniu do struktur komunistycznych, aby sprawdzić jak bardzo są one rozbudowane, w jaki sposób będzie prowadzona walka z podziemiem etc.
Infiltracja UB stanowiła „wyższy poziom” tego typu działalności, ale bardzo wielu Żołnierzom Wyklętym udało się obsadzić stanowiska na komisariatach MO. Pozwoliło to na zdobywanie broni i amunicji, pozyskiwaniu informacji i przestrzeganiu przed nadchodzącymi obławami.

„Żelazny” to jednak nie tylko infiltracja, ale również walka na śmierć i życie z komunistami.
Odkąd okupant sowiecki zaczął coraz mocniej infiltrować polskie społeczeństwo i wprowadzać zasady „dyktatury proletariatu”, coraz dynamiczniej „rozwijała się” PPR. Komuniści byli bardzo gorliwi w swoich działaniach i dlatego dostawali „upomnienia” od polskiego podziemia niepodległościowego. Jeśli to nie pomogło, wówczas następowała likwidacja osób, które walczyły z „Wyklętymi” czy też, co jest warte podkreślenia, z Kościołem katolickim.

W większości przypadków „upomnienia” nie przyniosły żadnego skutku. Komuniści nie reagowali na sygnały typu: „Człowieku, możesz się jeszcze nawrócić! Nie donoś! Nie organizuj pogadanek! Nie walcz z Kościołem!”. Nie robiły na nich wrażenia ani listy upominające, ani „przestrogi oko w oko”, nie przemawiały do nich kary cielesne i dlatego byli oni likwidowani, m.in. przez szwadron „Żelaznego”.

4 grudnia 1948 roku strzałem w tył głowy zostają zamordowani Wacław Borodziuk ps. „Orzeł” (lat 23), Edward Kokotko ps. „Wrzos” (lat 29), Zenon Łozicki (lat. 20), Waldemar Klimczewski (lat 20) i Edward Kozieradzki (lat 20). Ich śmierć była komunistycznym pokazem siły, czy też istniała dla nich jakakolwiek szansa na przeżycie?

Same wyroki i morderstwa dokonane na żołnierzach Bojowego Oddziału Armii wskazują, że komuniści nie zamierzają tolerować jakichkolwiek walk niepodległościowych i jakiejkolwiek „reakcji”, jak władza „ludowa” nazywała konspirację antykomunistyczną. Pokazem siły i bezwzględności miały być pokazowe procesy, relacjonowane przez prasę i radio. Organizowano je po to, by utwierdzić społeczeństwo, że ze stalinowską dyktaturą nikt nie wygra.

W 2009 roku, na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie ekshumowano i zidentyfikowano szczątki pięciu osób, wśród nich byli: Zenon Łozicki, Wacław Kasprzyński, Edward Kokotko, Edward Kosieradzki i Waldemar Klimczewski. Wydobyto ich z tak zwanego dołu śmierci. Pod koniec tego samego roku odbył się ich uroczysty i godny pogrzeb. W ten sposób mogliśmy podziękować za ich walkę o wolną, niepodległą i w pełni suwerenną Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

http://www.pch24.pl/zolnierze-wykleci-n ... 794,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 03 mar 2017, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 25 maja 2017, 11:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
25 maja 1948 roku w areszcie śledczym Warszawa-Mokotów został bestialsko zamordowany przez komunistów rtm. Witold Pilecki.
CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI !


Obrazek


Tadeusz Płużański: Witold Pilecki zginął, bo poznał tajemnicę Józefa Cyrankiewicza

Witold Pilecki został skazany na śmierć między innymi dlatego, że w czasie pobytu w Auschwitz poznał tajemnicę późniejszego komunistycznego premiera. - Józef Cyrankiewicz, chcąc lansować siebie jako bohatera, musiał pozbyć się groźnego rywala do tytułu twórcy obozowej konspiracji - mówi Tadeusz Płużański.

Marcin Bartnicki: Dlaczego Pilecki musiał zginąć? Wiele wyroków śmierci zamieniano na kary więzienia. Tak było w przypadku Pana ojca.

Tadeusz Płużański: Sowieci i ich kolaboranci w Polsce represjonowali tysiące przeciwników systemu. Żołnierzy, których dziś nazywamy wyklętymi, działaczy politycznych i wszystkich, którzy przeciwstawiali się sowieckiemu złu. Tysiące zostało wyeliminowanych, ale nie wszyscy. Niektórym szczęśliwie udało się przetrwać. Wyroki były zmniejszane, również nie wszyscy partyzanci leśni zginęli.

Pilecki nie prowadził typowo bojowej działalności z bronią w ręku. Był aż tak groźny dla władz komunistycznych, że jego wyrok śmierci nie mógł zostać uchylony?

Nie sądzę, aby było to możliwe. Nie chodzi tylko o charakter walki. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” czy rotmistrz Pilecki, który walczył metodami wywiadowczymi, stanowili ogromne zagrożenie dla rodzącego się ustroju i nie miało znaczenia, który był bardziej niebezpieczny. Obaj byli ideowcami i mieli wielki autorytet wśród swoich ludzi. A takich przewodników narodu likwidowano w pierwszej kolejności. Na śmierć skazywano przede wszystkim dowódców. Ci, którzy przeżyli, byli ich podwładnymi - to jest też przypadek mojego ojca. Dowódcą kilkunastoosobowej grupy był Pilecki i on jeden zginął, bo on był mózgiem całej operacji. Reszcie postanowiono darować życie. Oczywiście jeśli komuś zamienia się wyrok z kary śmierci na dożywotnie więzienie, to też trzeba się zastanowić, czy mówimy o wielkiej łaskawości.

W artykule opublikowanym w serwisie „Historia” Wirtualnej Polski postawił pan hipotezę, według której wpływ na wyrok śmierci dla Pileckiego miało również to, czego dowiedział się w Auschwitz o Józefie Cyrankiewiczu - późniejszym komunistycznym premierze.

Nieuchronność kary dla Pileckiego wynikała z dwóch względów. Po pierwsze ukochał ojczyznę i Boga, czyli te przedwojenne polskie wartości, z którymi próbowano się rozprawić. Drugim elementem jest też osoba Józefa Cyrankiewicza. Niektórzy nie widzą związku między śmiercią Pileckiego, a działalnością Cyrankiewicza. Ja taki związek widzę.

Są na to dowody?

Wciąż nie ma twardych dowodów, ale pozwoliłem sobie na przeprowadzenie procesu poszlakowego, z którego wyraźnie wynika, że Cyrankiewicz nie tylko nie pomógł rotmistrzowi, ale przyczynił się do jego śmierci.

Może pan podać najważniejsze poszlaki, które potwierdzają tę hipotezę?

To cały szereg poszlak. Są to przede wszystkim relacje byłych więźniów Auschwitz, którzy mieli rozpoznać tę sytuację i Cyrankiewicza nie jako zwykłego więźnia, tylko usadowionego w obozowej konspiracji donosiciela. Tych relacji jest bardzo dużo i nie wiem, dlaczego przez niektórych są podważane i traktowane z przymrużeniem oka. Według mnie ich wiarygodność nie ulega wątpliwości. Trzeba zostawić sobie margines błędu, jednak wiele świadczy o tym, że Józef Cyrankiewicz i Witold Pilecki wiele wiedzieli o swoich rolach w Auschwitz. Pilecki miał napisać list do Cyrankiewicza widząc, jak on zakłamuje historię obozu i przypisuje sobie zasługi w tworzeniu obozowej konspiracji. Wiadomo też, że do Cyrankiewicza zgłaszali się byli więźniowie z prośbą o pomoc dla Pileckiego, więc zdaje się, że karty w tej historii były odkryte. Cyrankiewicz, chcąc lansować siebie jako bohatera, musiał pozbyć się groźnego rywala do tytułu twórcy obozowej konspiracji.

Komuniści pochowali go w bezimiennym grobie, bo obawiali się pamięci o Pileckim, czy miało to być dodatkowe upokorzenie?

Myślę, że upokorzenie może odnosić się do rodzin, natomiast intencje nie są do końca znane. Nie ulega wątpliwości, że na tym właśnie polegało owo słynne „wyklęcie”. Nie było to tylko wyeliminowanie fizyczne, ale też wymazanie z pamięci. Zrobiono wszystko, aby zlikwidować wszelkie ślady. W przypadku Pileckiego to jest nie tylko wrzucenie do bezimiennego dołu, ale również całkowita marginalizacja rodziny czy też likwidacja majątku Sukurcze na Białorusi, z którego nie zostało zupełnie nic. Jest tu szereg elementów, które miały spowodować, że ten człowiek miał zostać zupełnie zapomniany.

Pilecki nie był wyjątkiem.

Tak uczyniono wobec wielu żołnierzy wyklętych, właściwie wobec wszystkich, którzy znaleźli się na „Łączce”. Wiemy dziś, że było to daleko posunięte barbarzyństwo. Nie wystarczyło ich zastrzelić i ukryć w ziemi, nie wystarczyło również postawić na nich grobów - głównie funkcjonariuszy systemu komunistycznego. Te szczątki były również metodycznie niszczone. Dziś odnajdujemy często fragmenty, drobne cząsteczki, zamiast pełnych szkieletów. To wszystko składa się na „wyklęcie”.

Według sondażu przeprowadzonego przez Kantar Public dla Polskiego Radia 24, 66 proc. Polaków nie wie, kim był Pilecki, jednocześnie od lat obserwujemy wysyp publikacji na jego temat i związanych z nim akcji społecznych. Gdzie popularyzatorzy wiedzy o historii popełnili błąd?

To rzeczywiście bardzo przykre, ale trudno tu mówić o błędzie. Postać rotmistrza jest przypominana już od wielu lat. Pierwsze próby podejmowano już przed 1989 rokiem. Okazuje się to jednak mało skuteczne. Niektórym zajmującym się tematem może się wydawać, że Pilecki jest powszechnie znany, ale przytoczony przez pana sondaż temu przeczy. Ja znajduję odpowiedź w komunistycznej propagandzie, która wiązała się ze zbrodnią od początku. Jest tak samo jak ze zbrodnią katyńską, której towarzyszy kłamstwo katyńskie. Możemy też powiedzieć, że zbrodni na „Łączce” towarzyszy kłamstwo na „Łączce”, albo próba wymazania tego miejsca z pamięci. Albo też trwająca do dziś próba zafałszowania tego miejsca. Czytam różne komentarze w internecie, że "tych bandytów nie należy wydobywać", że zakłóca się spokój pochowanych. Przez cały czas ta historia jest zakłamywana, ale jej geneza sięga roku 1944, albo nawet czasów wcześniejszych - kiedy bolszewizm zwyciężył w Rosji.

Obrazek

Marcin Bartnicki

https://superhistoria.pl/prl/zolnierze- ... wicza.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 17 lip 2017, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Oddając życie, wywalczyli wolność Ojczyzny

Obrazek

Z dr. Mariuszem Bechtą, historykiem, badaczem podziemia narodowego i antykomunistycznego na Podlasiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj we Włodawie pożegnaliśmy ppor. Leona Taraszkiewicza. Kogo pożegnaliśmy w osobie „Jastrzębia”?
– Bez wątpienia w osobie Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” pożegnaliśmy jednego z najdzielniejszych dowódców polowych Powstania Antykomunistycznego w Polsce w latach 1944–1953, który po wkroczeniu Armii Czerwonej nie poszedł na współpracę z komunistyczną władzą. Aresztowany uciekł w marcu 1945 r. z transportu na wschód, a następnie nawiązał kontakt, wchodząc do oddziału partyzanckiego Tadeusza Bychawskiego ps. „Sęp”. Po tym jak dowódca w czerwcu 1945 r. zginął w zasadzce, Leon Taraszkiewicz objął dowództwo nad oddziałem. Rozmach działań partyzanckich prowadzonych przez Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i jego brata Edwarda – „Żelaznego” stawia obu tych bohaterów w panteonie „Wyklętych”. Ars moriendi – sztuka umierania utuliła obu braci krwi na ołtarzu Ojczyzny. Z dzisiejszej perspektywy śmiało można powiedzieć, że to postaci ikoniczne, przywracające – nam, współcześnie żyjącym – nieco przyblakłe cnoty rycerskie, tak cenne zwłaszcza w dobie samobójczego relatywizowania wszystkiego, co w porewolucyjnej Europie jeszcze nie zostało splugawione.

Dla „Jastrzębia” i jego podkomendnych II wojna światowa nie zakończyła się w 1945 r., ale trwała znacznie dłużej…
– Owszem, jedną okupację – niemiecką – zastąpiła druga na nadbużańskim brzegu, na tzw. linii Curzona. Przy czym rewolucja bolszewicka była o wiele groźniejsza od okupacji niemieckiej, skoro tak skutecznie wydrążyła z nas żywotne soki cywilizacji łacińskiej. Jednak zderzyła się ona wiosną 1945 r. z odruchem samoobronny ludzi gotowych się poświęcać za bliźnich w imię utrzymania niezawisłości państwowej Polski. Z determinacją, najdłużej i najliczniej z sowieckim okupantem walczyli żołnierze formacji wywodzących się z przedwojennego Obozu Narodowego. To właśnie oficerowie i szeregowi żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z oddaniem starali się nie dopuścić do narzucenia Polsce po 1944 r. Pax Sovietica, który uczynił z nas duchowych karłów. Czas powstać z kolan i odrzucić postkolonialną mentalność…, to motto przyświecało bohaterom naszej – polskiej wolności. I pomimo iż militarnie czy politycznie przegrali konfrontację z reżimem komunistycznym na początku lat 50., to ostatecznie – po śmierci – odnieśli symboliczne zwycięstwo.

Długo trzeba było czekać na przywrócenie dobrego imienia i w ogóle na ekshumację szczątków Leona Taraszkiewicza i godny pochówek. Dlaczego aż tak długo?
– Dobrze, że uroczystości pogrzebowe miały religijno-patriotyczny charakter. Jest to też okazja, aby przypomnieć postać Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, zwłaszcza młodemu pokoleniu. Po latach totalitaryzmu komunistycznego, który mordował patriotów, grzebiąc ich w dołach śmierci – tym samym usiłując ich wymazać ze zbiorowej narodowej pamięci, dziś Ojczyzna naprawia winy wobec swoich obywateli. Zgadza się, że trwało to długo, bo ćwierć wieku zajęła nam rekonstrukcja kodu historycznego w III RP. Jedno jest pewne, żarna totalitaryzmów niemieckiego i sowieckiego przetrzebiły nam autentyczne elity kulturalne, społeczne itp. Zapał garstki entuzjastów podziemia zbrojnego w latach 90. ubiegłego stulecia uruchomił spontaniczny proces poszukiwania źródeł naszej wolności.

W swojej książce „Pogrom czy odwet? Akcja zbrojna Zrzeszenia »Wolność i Niezawisłość« w Parczewie 5 lutego 1946 r.” opisuje Pan odbicie Parczewa z rąk komunistów, tym samym przywraca dobre imię Leonowi Taraszkiewiczowi i jego podkomendnym oskarżanym o atak skierowany przeciw ludności żydowskiej. Ale tak nie było…?
– Wydana w 2014 r. moja monografia o Leonie Taraszkiewiczu „Jastrzębiu” i jego podkomendnych była próbą – zdaje się, że uwieńczoną jednostkowym sukcesem – sprowadzenia gorącego sporu o „antysemityzm” podziemia powojennego z poziomu pomówień na poziom faktów. Na plan pierwszy wysunąłem źródła archiwalne, które umożliwiają zrozumieć istotę (owe drugie dno) „pogromu” na lojalistach reżimu komunistycznego, w tym również pochodzenia żydowskiego, zamiast brnięcia w ideologiczny (polityczno-poprawnościowy) gorset admiratorów postmodernistycznych egzorcyzmów Jana Tomasza Grossa ze Stanów Zjednoczonych. Dziś wiemy, że 5 lutego 1946 r. oddział Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość przeprowadził w kilkutysięcznym miasteczku Parczew brawurową – poprzedzoną wywiadem i działaniami rozpoznawczymi – akcję wymierzoną w syndykat zbrodni złożony z funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa i paramilitarną straż żydowską terroryzujących ten zakątek podlaskiej prowincji. Intencje polskich partyzantów nie sprowadzały się – jak starano się im to imputować – do chęci zaboru mienia bezbronnych sąsiadów. Natomiast jej główny cel był polityczny i zrealizowany metodami wojskowymi…

Nie byłoby możliwe pochowanie „Jastrzębia” z honorami, gdyby nie działalność IPN-u, który spotyka się z krytyką ze strony tzw. totalnej opozycji…
– Zgodnie z intencjami ustawodawcy, Instytut jest konsekwentnie lodołamaczem skamielin niepamięci wśród rodaków osaczanych i poddawanych presji przez wpływowy segment mediów elektronicznych i ich zaplecza ideologicznego. To ogromna odpowiedzialność spoczywająca na instytucji często wciąganej w wir cyklonu bieżących sporów politycznych zatomizowanego społeczeństwa. Jednak negatywne emocje nie przesłaniają – jak mniemam – unoszenia się IPN ponad tymi emocjami, skoro naszą misją jest przechowywać – bez uszczerbku – imponderabilia, a więc tego, co nieuchwytne dla tych wszystkich, którzy przyjdą po nas.

„Żołnierze Wyklęci” – bohaterowie polskiej wolności – wracają do łask. To dobry wzór dla polskiej młodzieży, ale czy nie jest to tylko moda?
– Pozytywne wzorce bohaterskie postawy uczą bardziej i docierają głębiej do ludzkiej świadomości niż uczone książki. Dobrze, że z grobów niepamięci wydobywani są kolejni bohaterowie polskiej wolności, którzy mimo przeciwności i represji nie dali się złamać, pozostając do końca wierni Ojczyźnie. O ile ten społeczny fenomen nie przekroczy granicy dobrego smaku i nie przyjmie postaci jarmarcznej budy z kiczowatymi gadżetami, to można z optymizmem patrzeć w przyszłość. Cnota heroizmu to szansa na podniesienie się z kolan polskiego społeczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zyzny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 17 lip 2017, 09:33 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Za to Jaruzelskiego, Bartoszewskiego, Mazowieckiego, Kuronia, Geremka - to trzeba z honorami pożegnać ...
Oto rzeczywistość współczesnej Polski ...



Przemilczane pożegnanie „Jastrzębia” we Włodawie. Kto boi się pamięci o Żołnierzach Niezłomnych?

Obrazek

Ponowny pochówek Żołnierza Niezłomnego, Leona Taraszkiewicza ps. Jastrząb, jaki odbył się w Włodawie nie został dostrzeżony przez władze miasta. Na ulicach Włodawy nie pojawiła się ani jedna biało-czerwona flaga. - Nie bójcie się tej pamięci! – zaapelował dr Jarosław Szarek, prezes IPN.

Szczątki Leona Taraszkiewicza ps. Jastrząb, ekshumowane w listopadzie ub. roku, z grobu znajdującego się na cmentarzu w Siemieniu (Lubelskie), zostały złożone w grobie na cmentarzu wojennym we Włodawie. „Jastrząb” spoczął w mogile, która jest symbolicznym grobem jego brata, Edwarda Taraszkiewicza ps. Żelazny.

Uroczystości zostały przemilczane przez władze Włodawy, co zauważył prezes Instytutu Pamięci Narodowej. - Nie bójcie się tej pamięci! Dlaczego na tych ulicach, którymi dzisiaj maszerowaliśmy, władze Włodawy nie wywiesiły ani jednej biało-czerwonej flagi? Dlaczego? – pytał Jarosław Szarek.

- Nie bójcie się tej pamięci, bo z tą pamięcią i tymi bohaterami nie wygracie. Wasi ludowi spadkobiercy próbowali walczyć przez kilkadziesiąt lat, mieli wszystkie instrumenty i na nic to się zdało. Dzisiaj („Jastrząb”) tutaj wraca w tym ogromnym tłumie - jako bohater. Wracają bracia Taraszkiewiczowie – dodał Szarek.

Prezes IPN zapewnił, że „IPN nie spocznie, nim nie znajdzie” brata „Jastrzębia” - Edwarda, podobnie jak i wielu innych żołnierzy podziemia niepodległościowego, którzy wciąż nie mają swoich grobów.

Źródło: niezalezna.pl

MA

https://www.pch24.pl/przemilczane-pozeg ... 105,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 26 lip 2017, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/78211

70. rocznica śmierci por. Józefa Struga "Ordona"
Żołnierze Wyklęci, śr., 26/07/2017 - 10:40

.Uroczystości w 70. rocznicę śmierci por. Józefa Struga "Ordona", 30 VII 2017 r.

Obrazek

W imieniu organizatorów zapraszam na uroczyste obchody 70. rocznicy śmierci por. Józefa Struga "Ordona", dowódcy oddziału partyzanckiego w Obwodzie WiN Włodawa, które odbędą się przy pomniku w miejscu jego ostatniej walki i śmierci w lesie pod Wielkopolem, przy drodze powiatowej Urszulin - Sawin (2 km za wsią Wielkopole), dnia 30 lipca 2017 r. o godz. 10.00. Uroczystość pod patronatem Wojewody Lubelskiego.

PROGRAM UROCZYSTOŚCI:
godz. 10.00-11.00 uroczysta msza święta polowa przy pomniku,
przemówienia okolicznościowe,
składanie wiązanek i zniczy,
pokazy grupy rekonstrukcyjnej,
poczęstunek dla zaproszonych gości, rozmowy, wspomnienia,
ok. godz. 13.00 zakończenie uroczystości.
Gość specjalny: syn por. "Ordona" - Wiesław Strug

Obrazek

Obrazek
Por. Józef Strug "Ordon"
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/07 ... esc-1.html

Por. Józef Strug ps. "Wilk", "Ordon", ur. 4 marca 1919 r. w Wyhalewie (pow. Włodawa), wykształcenie średnie. Od 1940 r. w ZWZ-AK. W 1941 r. aresztowany przez gestapo, przez kilka miesięcy więziony na Zamku w Lublinie. W latach 1942-1943 z polecenia AK służył na posterunku policji granatowej w Urszulinie (pow. Włodawa). Po wkroczeniu sowietów pozostał w konspiracji, organizator i dowódca samodzielnego oddziału zbrojnego AK-DSZ, podporządkowanego następnie Komendzie Obwodu WiN Włodawa. Ściśle współdziałał z oddziałem dowodzonym przez ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", a następnie przez ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego". Poległ 30 VII 1947 r. w walce z grupą operacyjna UBP-KBW w kolonii Sęków (pow. Włodawa).

Obrazek
Por. Józef Strug „Ordon”, dowódca oddziału partyzanckiego w Obwodzie WiN Włodawa.


Obrazek

Maj 1947 r. Wspólna odprawa oddziału Józef Struga „Ordona” i patrolu podległego kpt. „Uskokowi” pod dowództwem Walentego Waśkowicza „Strzały”. Od lewej: Stanisław Marciniak „Niewinny”, Walenty Waśkowicz „Strzała”, Józef Strug „Ordon” (pochylony nad mapą), Ludwik Szmydke „Czarny Jurek”, Eugeniusz Arasimowicz „Mongoł”, Czesław Osieleniec „Zagłoba”. Stoją: Ignacy Falkiewicz „Mewa”, Jerzy Marciniak „Sęk” (żołnierz patrolu „Strzały”).

Obrazek
http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/mapa_Ordon.jpg

Prawdopodobne rozmieszczenie obławy: I podgrupa - kolor zielony; II podgrupa - kolor niebieski; III podgrupa - kolor czerwony. Czarnym kolorem zaznaczone miejsce noclegu partyzantów oraz trasę ucieczki do miejsca śmierci "Ordona". [Aby powiększyć mapę kliknij w miniaturkę].

Obrazek

Pomnik w miejscu gdzie, do końca ostrzeliwując się, zginął Józef Strug "Ordon". W głębi widoczna droga z Sękowa, gdzie podczas próby przebicia się przez kordon obławy został on ranny.

Obrazek
Napis na pomniku brzmi: BÓG HONOR OJCZYZNA/ZWZ-AK-WiN/PORUCZNIKOWI JÓZEFOWI STRUGOWI PS. "ORDON"/UR. 4 III 1919 R. DOWÓDCY ODDZIAŁU AK I WiN/W TYM MIEJSCU ZAMORDOWANY PRZEZ UB 30 VII 1947 R. ORAZ JEGO ŻOŁNIERZOM POLEGŁYM I ZAMORDOWANYM ZA WOLNOŚĆ OJCZYZNY W LATACH 1939 - 1956/PPOR. ZYGMUNT PĘKAŁA PS. "ŚMIAŁY"/ ŻOŁNIERZ POR. "ORDONA".

[obejrzyj na youtube]
https://www.youtube.com/watch?v=9YIyPW2rF-I

Więcej na temat por. Józefa Struga "Ordona" czytaj:

Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919 – 1947)>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/07 ... esc-1.html
Okoliczności śmierci por. Józefa Struga „Ordona” - Sęków, 30 lipca 1947 r.>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2009/07 ... esc-1.html
Z archiwum IPN - "Ordon" (2009) [chomikuj.pl]>
https://chomikuj.pl/Gamelin/Film/Filmy+ ... 7*27+(2009)+(27m52s),1683331427.mkv(video)

Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2014/01 ... skich.html

Żołnierze Wyklęci - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 19 wrz 2017, 09:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
19 września 1940 roku Witold Pilecki z własnej woli dał się złapać i trafił do Auschwitz...

Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 03 paź 2017, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Kapsuła historii

Pod pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych wmurowany został akt erekcyjny

Obrazek

Ta długo oczekiwana uroczystość odbyła się wczoraj w Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Oficjalne otwarcie placówki ma nastąpić w przyszłym roku, wpisując się w państwowe uroczystości 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Kamień węgielny poświęcił pasterz łomżyński ks. bp Janusz Stepnowski. Jak zaznaczył, pielęgnowanie spuścizny po Żołnierzach Wyklętych jest konieczne, aby podobne wydarzenia w naszym kraju już się nie powtórzyły. – Pamięć o trudnych kartach naszych dziejów staje się obowiązkiem oraz zadaniem dla każdego Polaka, by to, co poniżało ludzką godność, nie miało więcej miejsca – powiedział ks. bp Stepnowski.

Na uroczystość przybyli także przedstawiciele władz państwowych i samorządowych. Nie zabrakło pocztów sztandarowych, harcerzy i grup rekonstrukcyjnych.

– Muzeum Żołnierzy Wyklętych powstaje w szczególnym miejscu z uwagi na jego historię i autentyczność. Opowieść o Żołnierzach Niezłomnych nabierze tutaj szczególnego znaczenia – zwrócił uwagę Jacek Karczewski, dyrektor powstającej placówki.

– Będziemy mówić m.in. o wydarzeniach, które tutaj, w tych murach, się rozgrywały. W latach powojennych, kiedy obiekt został podporządkowany resortowi bezpieczeństwa, przetrzymywano w nim więźniów politycznych, wykonywano wyroki śmierci – zaznaczył.

Muzeum ma się stać miejscem pamięci zarówno o całym Powstaniu Antykomunistycznym, jak i o pojedynczych żołnierzach, którzy chwycili za broń, aby walczyć z sowieckim okupantem. – Dopóki to możliwe, dopóki wciąż żyją bezpośredni świadkowie tych wydarzeń, muzea powinny tworzyć miejsca, które będą dla nich symbolicznym domem – uważa Jacek Karczewski. – Gdy spotykam się z ludźmi, którzy doświadczyli niewyobrażalnych cierpień, represji, którzy stracili najbliższych, uświadamiam sobie, że wciąż, po blisko trzech dekadach od upadku komunizmu, jest wiele do zrobienia na polu rozliczenia przeszłości – dodaje.

Muzeum wzbogaciło się o wyjątkowo cenny eksponat – łańcuszek i medalik z Matką Bożą Szkaplerzną, który należał do sierżanta Józefa Franczaka ps. „Lalek”, ostatniego Żołnierza Wyklętego. Został on zastrzelony 21 października 1963 roku. Wczoraj Marek Franczak, syn „Lalka”, przekazał na ręce wicepremiera Piotra Glińskiego jedyną pamiątkę po ojcu. Będzie teraz stanowiła jedną z najcenniejszych relikwii powstającej placówki.

Tych, którzy poszli do lasu walczyć o wolną Polskę, były tysiące, zwrócił uwagę prof. Piotr Gliński. Były to osoby w różnym wieku, z różnym wykształceniem. Część z nich założyła już swoje rodziny, a inni snuli o tym plany. Marzyli o szczęśliwym domu, o dzieciach. Jednak gdy przyszedł czas próby, a po Polsce rozeszła się czerwona zaraza, zabijając najwspanialszych ludzi tamtego pokolenia – zostawili wszystko, aby dokonać jeszcze jednego zrywu niepodległościowego. – To jest muzeum, które jest poświęcone tym bohaterom polskiej historii, którzy podejmowali dramatyczne decyzje – powiedział wicepremier. – To były straszne wybory. Nasze pokolenie nie ma przed sobą takich dylematów. Dzięki wyborom Żołnierzy Wyklętych i ich poprzedników nasza wspólnota funkcjonuje – dodał.

Prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski zauważył, że choć były to decyzje bardzo trudne, to jednak Żołnierze Niezłomni potrafili w niezwykle trudnych okolicznościach wybrać trafnie. – To byli ludzie, którzy opowiedzieli się po dobrej stronie. Którzy wybrali to, co było najważniejsze. Choćby mieli marzeń więcej niż my, to potrafili to zostawić dla spraw o wiele ważniejszych. I dlatego dzisiaj się dla nich spotykamy – tłumaczył. – Pamięć jest ważna, powinniśmy mieć wiedzę o polskiej historii. Ale równie ważne jest to, żebyśmy czasami przenieśli swoje serca i pomyśleli o indywidualnych historiach, o tych młodych ludziach, którzy kiedyś, tak jak my teraz, planowali swoje życie – wskazał.

„Nasz Dziennik” z Niezłomnymi
Kulminacyjnym punktem uroczystości było wmurowanie „kapsuły czasu” w ścianę powstającej placówki. W stylizowanej na pocisk kapsule zamknięto akt erekcyjny, medale z wizerunkami Żołnierzy Wyklętych, współczesne monety i prasę lokalną. A także poniedziałkowy numer „Naszego Dziennika”. – Od samego początku prac nad Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce nasza redakcja wspiera tę inicjatywę. Staramy się towarzyszyć muzeum w najważniejszych dla niego momentach. Otoczyliśmy je także swoim patronatem. Umieszczenie w kapsule czasu „Naszego Dziennika” jest dla nas zaszczytem – powiedział Arkadiusz Uzarek, specjalista ds. promocji „Naszego Dziennika”. – Co więcej, w kapsule znalazł się także Cudowny Medalik oraz poświęcony w Fatimie różaniec z racji obchodzonych w tym roku rocznic 100-lecia: objawień fatimskich i założenia Rycerstwa Niepokalanej – dodał. Takie różańce będą dołączone do „Naszego Dziennika” w poniedziałek, 9 października.

Specjalny list do uczestników spotkania skierował minister Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. W jego imieniu odczytał go Wojciech Dorobiński, rzecznik prasowy prezydenta Ostrołęki. Minister Kasprzyk zauważył, że choć bohaterowie Powstania Antykomunistycznego mieli być skazani na zapomnienie, to obecnie trwa proces przywracania o nich pamięci. „Żołnierze Niezłomni ocalili nie tylko nadzieję na wolną i niepodległą Polskę, ale również wiarę, że stoczona przez nich ta nierówna walka z komunistycznym zniewoleniem miała sens. Za wierność odpłacono im zniewagą, wyklęto z kart historii i próbowano przez całe lata skazać na zapomnienie. Dziś, wmurowując kamień węgielny pod budowę Muzeum Żołnierzy Wyklętych, przywracamy im właściwe miejsce nie tylko na kartach naszej historii, lecz również w zbiorowej pamięci naszego Narodu” – napisał minister.

Rafał Stefaniuk Ostrołęka

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 01 mar 2018, 17:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
[b]Prawda o Żołnierzach Wyklętych zwycięża – Polska wybija się na prawdziwą Niepodległość[/b

Obrazek

Od kilku lat dyskusja o Żołnierzach Wyklętych zwanych także Niezłomnymi, narastająca najczęściej w okolicach 1 marca, czyli Dnia Pamięci o nich, niesie coraz więcej faktów i coraz dobitniej pokazuje, że mieli rację i bronili polskiej racji stanu.

Ci, którzy przez lata temu mieli oficjalny monopol na kreowanie wizji lat po II wojnie światowej w Polsce mają coraz mniej argumentów. Dziś wiemy, że racji merytorycznej tak naprawdę nie mieli nigdy. W okresie powojennym mieli władzę, osadzoną na sowieckich bagnetach i czołgach, oraz agentów i katów, którzy z bezwzględnością mordowali Wyklętych. W latach późniejszych mieli narracje posłusznych ideologii pseudohistoryków i byłych ubeków – weteranów walki z polskimi niepodległościowcami. Dzisiaj mają posłuszne polskojęzyczne media, w których przedstawianie polskich tradycji w najgorszym świetle i zohydzanie Polski i Polaków jest zajęciem najbardziej popłatnym. Ale wszyscy razem jednak przegrywają z ujawnianą przez historyków historyczną prawdą.

Cieszy, że stale liczniejsi przedstawiciele młodszych pokoleń Polaków coraz częściej utożsamiają się z tradycją Wyklętych.

Ziemska sprawiedliwość nie zdoła już dotknąć większości katów Żołnierzy Wyklętych. Historia już wydała na nich surowy wyrok. I chociaż broniące ich media oraz utożsamiający się z ich tradycją politycy jeszcze pokrzykują, pomstując na Wyklętych, to głosy te już nie znajdują oddźwięku i posłuchu wśród większości społeczeństwa. Polska i Polacy wracają do normalności, wartości i prawdy.

Przywrócić prawdziwą pamięć i tożsamość

Historia Wyklętych to losy kilkuset tysięcy żołnierzy konspiracji wojennej, bardzo często zaangażowanych jeszcze w konspirację w latach II wojny światowej. Za sprawą manipulacji o tej wojennej konspiracji i terrorowi wobec uczestników obu konspiracji, komuniści mogli przez wiele lat próbować wmawiać Polakom, że byli jeżeli nie jedyną to najważniejsza siłą walczącą z hitlerowskim okupantem. A dzisiaj już wszyscy wiedzą, że byli jedynie sowiecką agenturą, najpierw posłusznie z woli Stalina pozwalającą Niemcom na mordowanie Polaków, a później służącą na ziemiach polskich jedynie interesom sowieckim. A przy okazji trudniącą się bandytyzmem i pospolitymi zbrodniami.

W proporcji do liczebności wszelkich struktur i organizacji Polskiego Państwa Podziemnego była to siła bardzo nikła, ale dzięki zajęciu ziem polskich przez sowietów bardzo szybko uzyskała wielkie możliwości sprawowania władzy nad Polakami. Wobec wielkości i znaczenia polskiego zorganizowanego oporu przeciwko Niemcom prawda o liczebności i aktywności (a raczej braku tejże) komunistów w tym zakresie była jedną z najbardziej wstydliwych tajemnic komunistycznego aparatu.

Polskie Państwo Podziemne docierało do prawie wszystkich polskich rodzin, a większość z nich miała w PPP swoich przedstawicieli: ojców, matki, synów córki czy innych krewnych. Ta wiedza jest już dzisiaj powszechna. Ale nadal znacznie mniej wiemy o liczebności organizacji podziemia powojennego – antykomunistycznego. Przykładem takiej wciąż zbyt małej wiedzy, jest historia Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskim, czy losy ponadregionalnej organizacji Armia Polska w Kraju. Dlatego warto o nich przypomnieć. Także dlatego, że ich losy pokazują również komunistyczne manipulacje nasz najnowszą historią.

Okupacja po okupacji

Wielu przywódców polskiego podziemia miało świadomość, że ponowne wkroczenie (pierwsze to agresja we wrześniu 1939 roku) Armii Czerwonej na ziemie II Rzeczpospolitej to nie żadne „wyzwolenie”, ale utrwalenie rozbioru Polski z 1939 r. i okupacja także pozostałego jej terytorium. Wydarzenia w województwach wschodnich II RP z pierwszej połowy 1944 r. potwierdziły te oceny. Mordowanie Polaków, masowe wywożenie na Syberię i inne represję pokazały, że Polacy na wolność oraz na suwerenność ojczyzny pod komunistyczną władzą nie mieli co liczyć. Informacje o tym przenikały przez linię frontu niemiecko-sowieckiego, alarmując działaczy PPP także pod okupacją niemiecką. Tylko nieliczni i bardzo naiwni chcieli jeszcze wierzyć, że zakończenie wojny będzie tożsame ze spokojem i normalnością.

Już 30 lipca 1944 r. komendant Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskiego NOW „Barbara” por. Władysław Kęsek „Mieczysław Igniewicz” wydał rozkaz nr 3, w którym pisał m.in.:

„Musimy sobie zdawać sprawę, że ustąpienie Niemców i zajęcie kraju przez bolszewików, względnie przez służący za narzędzie – rząd polski sowietu – nie jest równoznaczne z odzyskaniem niepodległego bytu przez Państwo Polskiego narodu. Nie wiemy jaki charakter będzie miała okupacja bolszewicka, znamy natomiast dobrze przewrotność i bezwzględność żydo-komuny w zwalczaniu swych wrogów, musimy być przygotowani na najgorsze”.

W ślad za tym rozkazem poszły ściśle tajne przygotowania organizacyjne, mające przygotować żołnierzy konspiracji do przetrwania długiego – jak wówczas zakładano – kilkuletniego okresu drugiej okupacji.

W okręgu postanowiono przygotować grupy zaufanych żołnierzy oddziałów partyzanckich i konspiracji, którzy po zainstalowaniu się nowego okupacyjnego reżimu mieli przeniknąć do jego aparatu, zwłaszcza do urzędów bezpieczeństwa, milicji obywatelskiej oraz organizacji partyjnych i administracji, aby z jednej strony rozpoznawać od wewnątrz formy i zakres represji wobec Polaków, a z drugiej podejmować próby torpedowania tych zamierzeń. Zakładano przy tym, że okupacja komunistyczna będzie bardziej łagodniejsza niż okazała się nią w rzeczywistości. Pokazała ona, że w praktyce była znacznie bardziej bezwzględna i totalna, a przy tym wprowadzano ją metodami znacznie bardziej wyrafinowanymi, komuniści np. udawali przyjaciół Polski i Polaków. Sprawujący z nadania Moskwy władzę na okrojonym obszarze Polski, rząd „polskiego sowietu” zachowywał pozory legalności mimo, iż w Londynie nadal funkcjonował w pełni legalny i jeszcze po zakończeniu wojny uznawany prawdziwy rząd Rzeczpospolitej. I to waśnie tamten londyński rząd komuniści zaczęli nazywać nielegalnym. No i stworzyli „Polskę Ludową”.

Polskiemu podziemiu na Ziemi Wadowickiej akcja kontrolowania komunistycznego aparatu represji częściowo się udała, ale nie trwała długo. Komuniści przygotowani byli przez sowietów do w miarę szybkiej weryfikacji napływających kadr oraz eliminacji elementów ideologicznie niepewnych. Jednak co najmniej przez kilka miesięcy 1945 r. udawało się na Ziemi Wadowickiej ograniczyć samodzierżawie komunistycznego aparatu i zagrożenie dla mieszkańców do niezbędnego minimum. W struktury Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wadowicach wprowadzono co najmniej sześciu żołnierzy NOW-NZW, w struktury Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej co najmniej dwunastu. Także w aparacie Polskiej Partii Robotniczej znalazło się kilku ludzi związanych z NOW-NZW, zaś w administracji państwowej, samorządowej i skarbowej kilkadziesiąt osób związanych z konspiracją narodowców. Nawet po częściowym rozpracowaniu tych grup przez komunistów i stopniowym zwalnianiu ich lub aresztowaniu, część przetrwała w aparacie bezpieczeństwa aż do 1947 r. a w administracji nawet do początku lat 50. To prawdopodobnie jedyny w Polsce przypadek tak długiego i skutecznego infiltrowania organów państwa komunistycznego przez zorganizowane struktury polskiego podziemia niepodległościowego.

Niestety, kierujący tą akcją mjr Jan Kęsek „Zygmunt” oraz jego brat mjr Władysław Kęsek „Igniewicz” w wyniku kolejnych fal aresztowań działaczy krakowskiego środowiska narodowego i wadowickiej konspiracji znaleźli się w więzieniach. Mjr W. Kęsek, zwolniony w 1946 r. ale pozostający pod ścisłą kontrolą UB, popełnił samobójstwo, zabijając także swoją łączniczkę, Janinę Ciombor „Jankę”, która szantażowana przez UB mogła doprowadzić do rozbicia organizacji. Mjr J. Kęsek wyszedł z więzienia dopiero rok później, w 1947 r. i natychmiast włączył się w działalność niepodległościową.

Koniec zbrojnego oporu

Losy żołnierzy konspiracji, którzy postanowili przetrwać w lasach do wybuchu oczekiwanego konfliktu zbrojnego wolnego świata z komunistyczną satrapią były tragiczne. Ci, którym po wymuszonych ujawnieniach z 1945 r. udało się przetrwać płacili cenę inwigilacji i aresztowań w latach późniejszych. Ci którzy postanowili kontynuować walkę, ginęli w nierównej walce z potężnymi i bezwzględnymi siłami bezpieki, korpusu bezpieczeństwa oraz wojsk sowieckiego NKWD. Kolejne oddziały i struktury drugiej konspiracji były rozbijane w walce z regularnymi wojskami Polski Ludowej oraz tzw. oddziałami pozorowanymi, czyli oddziałami bezpieki i wojsk KBW podszywającymi się pod podziemie, lub przez nasyłane na nie grupy agentów bezpieki i informacji wojskowej.

Po zerwaniu kontaktów NZW dowódcy konspiracji na Ziemi Wadowickiej podporządkowali ją pułkownikowi Aleksandrowi Dellmanowi „Stasiak”, „Urban”, wchodząc do powstałej w ten sposób Armii Polskiej w Kraju. Dowódcą batalionu NZW później APwK „Włócznia”, któremu podlegały wszystkie oddziały zbrojne na Ziemi Wadowickiej, był do sierpnia 1946 r. kpt. Stefan Sordyl „Niebora”, „Mirski”, „Odrowąż”, „Herburt”, który wskutek działań bezpieki zmuszony został do ucieczki za granicę. Spośród podległych mu oddziałów bezpieka rozbijała kolejno oddział partyzancki NZW/APwK „Błysk-Bunt”, pod dowództwem ppor. Mieczysława Kozłowskiego „Zbika”, „Bunta” (sierpień-wrzesień 1946 r.) i Grupę Operacyjną NZW/APwK „Burza” dowodzoną przez por. Mieczysława Wądolnego „Żbika”, „Granita”, „Mściciela” (grudzień 1946-styczeń 1947 r.). Na Grupę Operacyjną „Błyskawica” nasłano co najmniej sześciu agentów bezpieki i informacji wojskowej, którzy doprowadzili do zamordowania kolejnych dowódców, sierż. Michała Dudonia „Wichra” i sierż. Władysława Łuczaka „Wróbla”, a później do stopniowej likwidacji oddziału, aż jego pozostałości złożone prawie wyłącznie z agentów stały się pozorowanym oddziałem podziemia i w takim charakterze działały do 1948 r. Spośród zorganizowanych oddziałów partyzanckich do amnestii w 1947 r. dotrwały jedynie oddział partyzancki „Huragan” dowodzony przez ppor. Henryka Dołęgowskiego „Sana” oraz grupa Operacyjna „Churagan” (nazywana także „Huragan II”) pod dowództwem sierż./ppor. Jana Ziomkowskiego „Śmiałego”. Po ujawnieniu bezpieka zamordowała dowódcę batalionu APwK i zwierzchnika wspomnianych oddziałów, kpt. Feliksa Kwarciaka „Staszka”, „Siwego”, „Rolę”, „Skawę”.

Po rozbiciu większości oddziałów i tzw. amnestii z 1947 r. zbrojny opór kontynuowali już tylko nieliczni, którzy nie chcieli albo nie mogli się ujawnić. Mimo ujawnienia bezpieka nie pozwoliła im spokojnie żyć. Jedynym oddziałem była grupa plut./sierż. Mieczysława Spuły „Felusia”, którą uszczuplały kolejne obławy UB i KBW, aż do momentu, kiedy Spuła pozostał już tylko z jednym najwierniejszym współtowarzyszem Kazimierzem Kudłacikiem „Zenitem”. Wtedy do akcji wprowadzono agenta bezpieki, który pozorując wolę wstąpienia do oddziału zamordował obu skrytobójczo 16 czerwca 1949 r. Pojedynczo lub najwyżej z jednym współtowarzyszem działali jeszcze Władysław Hajdyła i Tadeusz Króliczek „Dzik” (obaj polegli w 1954 r.) oraz kpr. Jan Sałapatek „Orzeł”, zabity w zasadzce w wyniku prowokacji UB w styczniu 1955 r.

Oceniając całość oporu zbrojnego pod komendą NZW i APwK na Ziemi Wadowickiej należy jednak podkreślić, że trwał on bardzo długo i był wyjątkowo skuteczny. Możliwe to było także dzięki dosyć długotrwałej infiltracji miejscowych organów komunistycznych przez członków podziemia.

Szpiedzy kontra zdrajcy

Unicestwienie oporu zbrojnego nie zakończyło na Ziemi Wadowickiej oporu w ogóle. Do różnych form oporu społecznego, bojkotowania różnych działań komunistów, m.in. oddawania kontyngentów i innych, wkrótce dołączyła wysoko wyspecjalizowana forma oporu, za którą groził najwyższy wymiar kary. Zaczęto budować siatkę informacyjną, w celu przekazywania na Zachód – polskiemu rządowi na uchodźstwie oraz sojusznikom – informacji na temat życia w kraju. W tym celu dwukrotnie przybywał nielegalnie do Andrychowa i Wadowic kpt./mjr Stefan Sordyl. Drugim, obok Sordyla, łącznikiem siatek z władzami na Zachodzie był Władysław Kazimierczak, który także co najmniej dwukrotnie przybywał nielegalnie do Polski.

Pierwszym kierownikiem i koordynatorem siatki został mjr Jan Kęsek „Zygmunt” i pod jego kierownictwem, rozbudowawszy zasięg na kilka województw, działała ona w latach 1948-49. Po pierwszym aresztowaniu J. Kęska w jesieni 1949 r. i próbie zmuszenia szantażem do współpracy z UB, podjął on przygotowania do ucieczki za granicę. Aresztowany wiosną 1950 r. przez dwa lata przebywał w więzieniach w Katowicach, Krakowie i Warszawie. Od 1950 r. kierownictwo nad większością nierozbitych struktur wywiadowczych przejął ppor. Augustyn Kania „Bezprym”, który prowadził działalność do 1952 r. Jan Kęsek rozstrzelany został 1 kwietnia 1952 r. w więzieniu w Katowicach i pochowany w kwaterze więziennej na Cmentarzu Panewnickim. Augustyna Kanię, aresztowanego w 1952 r. rozstrzelano w warszawskim Więzieniu Mokotowskim w 1954 r.

Napiętnowano ich jako szpiegów i zdrajców. Piętno to nadali im ci, którzy z obcego nadania sprawowali władzę nad Polakami. To po raz kolejny pokazuje perfidię komunistycznych manipulacji. Po latach, kiedy komunistyczna bezpieka przepoczwarzała się w Urząd Ochrony Państwa, wiele uczyniono, aby ten fałszywy mit semantyczny utrzymać także w wolnej Polsce. Podkreślano, że hańbą była praca na rzecz obcych wywiadów zapominając, że działalność siatek londyńskiego wywiadu to była praca na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Wspierali ją Amerykanie i Anglicy, a później także inne państwa wolnego świata, ale to one właśnie były – mimo, że nie zawsze lojalnymi – prawdziwymi sojusznikami wolnej Polski.

Akta sprawy J. Kęska zastrzeżono już w wolnej Polsce do roku 2030. Dopiero powstanie Instytutu Pamięci Narodowej pozwoliło na ich ujawnienie i poznanie prawdziwego obrazu wysiłku zbrojnego i niepodległościowego żołnierzy podziemia na Ziemi Wadowickiej. Po aresztowaniu J. Kęska w 1949 r. i niektórych jego podwładnych oraz współpracowników oraz przejęciu podczas rewizji części archiwaliów Okręgu Cieszyńsko-Podhalańskiego NOW i NZW, Ministerstwo Bezpieczeństwa nakazało w całej Polsce rozpracowanie wszystkich ludzi związanych z tymi strukturami, uznając je za jedne z najbardziej skutecznie szkodzących władzy ludowej. Do więzień trafiło po raz kolejny wielu żołnierzy organizacji. A pamięć o ich dokonaniach zacierano i zafałszowywano wszelkimi dostępnymi metodami.

Dzisiaj już wiemy, że osoby zwane przez komunistów szpiegami to bohaterowie Niepodległej Polski. Ich oprawcy to byli prawdziwi zdrajcy, którzy do niedawna pobierali sowite emerytury i uważali się za uprzywilejowaną kastę w Polsce. Najwyższy był czas, aby przywrócić prawdziwe znaczenie słów i prawdę o ludziach. Ten proces trwa na naszych oczach i cieszmy się, że Polska wybija się na prawdziwą Niepodległość. Cześć i chwała Bohaterom!

Autorzy: Poseł dr hab. Józef Brynkus, Michał Siwiec-Cielebon

Fot. Piotr Kucharski

https://www.salon24.pl/u/jozefbrynkus/8 ... podleglosc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 01 mar 2019, 10:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Lilijka z karceru

W tym roku Instytut Pamięci Narodowej honoruje najmłodszych konspiratorów.

Obrazek

Upominali się o Boga i krzyże w szkole, prowadzili akcje ulotkowe, protestowali przeciwko sowietyzacji. Do naszej pamięci powracają najmłodsi członkowie konspiracji niepodległościowej – zapomniane ogniwo oporu antykomunistycznego. To oni – dzieci i młodsi bracia żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych – podjęli sztandar walki o „Polskę czystą jak łza”, gdy bezpieka wymordowała niezłomnych dowódców: „Zaporę”, „Łupaszkę”, „Warszyca”.

W pojałtańskiej Polsce w latach 1944-1956 istniało blisko tysiąc konspiracyjnych organizacji młodzieżowych, działało w nich kilkanaście tysięcy młodych. – Wiele o ich programie mówiły przyjmowane dla ich organizacji nazwy. Wśród nich najczęściej pojawiały się: „Armia Krajowa”, „Orlęta” bądź przymiotniki: „narodowy”, „antykomunistyczny”, „katolicki”. Przysięgali na te same wartości: „Panu Bogu Wszechmogącemu, w Trójcy Świętej Jedynemu, że będę wypełniał obowiązki Polaka w walce z okupującym bolszewizmem” – przypomina dr Jarosław Szarek, prezes IPN.

Młodzieżowe grupy konspiracyjne tworzyli uczniowie, harcerze,studenci, członkowie organizacji katolickich.Najmłodsi mieli 14 lat. Więzieni, torturowani, skazywani byli na wyroki wyższe niż ich wiek. Potem była gehenna obozów pracy w Jaworznie, Bojanowie, cele Rawicza i Wronek. I lata zapomnienia, życia z piętnem młodocianego „bandyty”.

Dziś,w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, składamy hołd wszystkim bohaterom młodzieżowej konspiracji.

Małgorzata Rutkowska

https://naszdziennik.pl/mysl/206289,lil ... rceru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 225 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /