Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 225 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 08 wrz 2014, 19:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Należy im się godna pamięć

Z Jackiem Karczewskim – pełnomocnikiem prezydenta miasta Ostrołęki ds. Muzeum Żołnierzy Wyklętych w organizacji oraz prezesem Stowarzyszenia Historii Ziemi Ostrołęckiej im. kpt. Aleksandra Bednarczyka „Adama”, rozmawia Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

Pomimo torpedowania inicjatywy powstania Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce ta wielka inwestycja jest kontynuowana. Na jakim etapie są prace?

– Odnośnie do wielkiej inwestycji realizacji projektu wizualnego naszego muzeum powiem, że oczywiście wymaga to dość sporych kosztów. Nie mając w tej chwili wsparcia władz wyższych, czyli państwowych, ministerialnych, nie możemy podjąć się realizacji tego projektu, aczkolwiek możemy zrobić to, co jesteśmy w stanie wykonać we własnym zakresie z pomocą dobrych ludzi, którym leży na sercu godne upamiętnienie tego miejsca. I takie drobne prace na terenie samego budynku prowadzimy. Mają one przede wszystkim poprawić estetykę pozostawionego przez byłych więźniów budynku. Staramy się poprawić elewacje, zrobić drobne naprawy w środku budynku oraz zdrapywanie lamperii zewnętrznych. Wszystko to ma przygotować budynek pod realizację przyszłego projektu.

Mamy w planach w tym lub w przyszłym roku ruszyć z niektórymi pracami przy wsparciu kilku inwestorów i tym samym spowodować, żeby przyszłym zwiedzającym został udostępniony choć sam budynek. Muzeum nie będzie miało na razie wystaw, aczkolwiek myślę, że sam areszt byłby dla zwiedzających istotnym miejscem do zobaczenia. Planujemy, żeby przygotować chociaż jedno-dwa miejsca takie, gdzie moglibyśmy przedstawić choćby samą wizualizację przyszłego założenia, i nad tym w tej chwili pracujemy.



Chodzi przecież o symbol przypominający nie tylko o poległych w tej nierównej walce, ale przede wszystkim o inwestycję w przyszłość, danie młodemu pokoleniu Polaków pewnego wzorca postaw obywatelskich, który uosabiali ci powstańcy antykomunistyczni. Jak zamierzają Państwo pielęgnować pamięć o żołnierzach niezłomnych?

- Chciałbym nawiązać do historii muzeum Armii Krajowej w Krakowie – poniekąd wspaniałego muzeum, ale trzeba też pamiętać, że powstawało ono około dwudziestu lat. Także wszyscy, którzy może są troszkę rozczarowani, że u nas tak wszystko wolno trwa, myślę, że muszą wykazać cierpliwość, bo to wymaga czasu, oczywiście pieniążków, ale przede wszystkim cierpliwości. Muzeum to oczywiście nie tylko sam budynek, nie tylko same ściany. Jak wiadomo, muzeum, żeby funkcjonować w przyszłości, potrzebuje przede wszystkim duszy, a tą duszą są niewątpliwie pamiątki, relacje, które cały czas usilnie staramy się zbierać. Staramy się jeździć do osób, które mogą podzielić się z nami wspomnieniami i pamiątkami, nie przekazując jeszcze w tej chwili szeregu być może jedynych cennych rzeczy, które zostały po ojcach, braciach czy synach. Nie chcemy im tego zabierać, ale ważne jest choćby tylko przekazanie informacji , że w czyichś rękach znajduje się jakiś ciekawy eksponat, zdjęcie, który byśmy mogli w przyszłości w jakiś sposób wykorzystać do naszych wystaw. Jak wiadomo, muzeum takich eksponatów potrzebuje bardzo dużo, żeby czasami zrobić nawet drobną wystawę. Zatem trzeba zebrać bogaty materiał i przede wszystkim nad tym pracujemy. Udało nam się niedawno zarejestrować w sądzie Fundację Muzeum Żołnierzy Wyklętych, dzięki której będziemy mogli zbierać pieniądze na rzecz powstającego Muzeum.



Wychodzą Państwo również poza ramy tradycyjnie rozumianego muzeum…

- Jeżeli chodzi o nasze dotychczasowe działania to oprócz zbierania dokumentów, materiałów, pamiątek działamy też na innym polu. Staramy się prowadzić działalność edukacyjną poprzez organizowanie wystaw nie na terenie jeszcze samego muzeum, ale w naszym mieście. Kilka takich wystaw już się odbyło w Ostrołęce, czy to w szkołach, czy też przy Pomniku Żołnierzy Wyklętych. Staramy się mieszkańcom pokazywać i przypominać historię tamtych lat – walk ludzi niezłomnych. Przedstawiać im te postaci i przede wszystkim udowodnić, że należy im się godna pamięć i należy im się miejsce jak właśnie muzeum, w którym byśmy mogli prezentować ich historię.



Najprawdopodobniej udało się Państwu odnaleźć grób żołnierzy niezłomnych, co niebawem mają potwierdzić dalsze badania...

– Jednak wszelkie relacje świadków na to wskazują już teraz, że jest to ich grób. Razem z Fundacją Niezłomni zamierzamy dokonać ekshumacji, załatwiamy w tej chwili wszelkie formalności związane z możliwością przeprowadzenia tek ekshumacji. Jest to niedaleko od Ostrołęki, dosłownie kilka kilometrów. Chciałbym przy tej okazji zaapelować do wszystkich mieszkańców nie tylko powiatu ostrołęckiego, ale mieszkańców okolicznych powiatów przynależnych do ostrołęckiego, jak również tych, którzy stąd pochodzą, a w tej chwili są rozrzuceni po całym kraju, o zgłaszanie swojego kodu DNA do bazy genetyki. W razie identyfikacji i porównania materiału, jeśli występuje jakaś zbieżność, wówczas trwa dokładniejsza analiza. Apelujemy przede wszystkim do mieszkańców, bo być może uda nam się przywrócić komuś bliskich. Wprawdzie być może jest to tylko kilka osób, bo tak wynika ze wstępnych badań, ale mamy nadzieję, że dokładniejsze analizy powiedzą nam więcej, że nie jest to przede wszystkim ostatni znaleziony grób, a to nam tylko pomoże znaleźć kolejne miejsca pochówku, kolejne miejsca spoczynku w bezimiennych mogiłach naszych bohaterów.



Ostrołęka będzie świadkiem dużego wydarzenia – spotkania z przedstawicielami tzw. Dywizji Nastolatków, czyli członkami organizacji młodzieżowych z lat 1944-1956, którzy podjęli walkę z nowym okupantem.

– Próbujemy oczywiście jako Muzeum Żołnierzy Wyklętych działać w tych sferach, w których mamy jakiekolwiek tylko możliwości. Kolejnym efektem naszych działań jest XXIV Zlot Związku Młodocianych Więźniów Politycznych lat 1944-1956 „Jaworzniacy”. Zlot odbędzie się w dniach 9-10 września tego roku. Głównym punktem tego zlotu jest właśnie Ostrołęka, gdzie 9 września w bogatym programie będzie prezentowane nasze miasto. Na ścianie naszego Muzeum Żołnierzy Wyklętych zostanie odsłonięta pamiątkowa tablica ufundowana przez „Jaworzniaków” – związek, który głęboko wspiera naszą inicjatywę, jest cały czas z nami. Z tej okazji będzie możliwe zwiedzanie najważniejszych punktów historycznych miasta, będzie uroczysta Msza św., a przy pomniku Żołnierzy Wyklętych na skwerze imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostanie odsłonięta wystawa zorganizowana przez Związek „Jaworzniacy”.



Środowisko walczących o pamięć Niezłomnych wspiera się nawzajem w skali ogólnopolskiej. Stowarzyszenie Historii Ziemi Ostrołęckiej im. Kpt. Aleksandra Bednarczyka „Adama”, którego jest Pan prezesem, prowadzi także multimedialne akcje.

– Tak. Pragnę wspomnieć, że całkiem niedawno również z naszym udziałem w Gąsewie dokonano odnowienia pomnika Żołnierzy Wyklętych 23 partyzantów, których miejsca pochówku nie są znane. Była to bardzo duża uroczystość – wzięło w niej udział około 600 mieszkańców okolicznych wiosek. Ponadto stowarzyszenie wieszało na mieście billboardy wskazujące miejsca, gdzie katowano Polaków, i pokazujące zdjęcia ostrołęckich oprawców. Akcja finansowana była tylko i wyłącznie przez stowarzyszenie. Mieliśmy sygnały z całej Polski, że ta akcja była widoczna i inspirowała innych do działania. Jako stowarzyszenie zauważyliśmy już w niektórych miejscach efekty naszych działań, bo nasze projekty były wykorzystywane nawet za granicą. Na Muzeum też powiesiliśmy jeden billboard upamiętniający z kolei okrągłą rocznicę Powstania Warszawskiego. Osoby, które chciałyby z nami współpracować w akcjach informacyjnych, zapraszam do pisania na e-mail: biuro@muzeumzolnierzywykletych.pl.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... amiec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 17 wrz 2014, 18:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
„Inka” okładana „Gazetą Wyborczą”

Do krakowskiego klubu „Rotunda” zawitał Teatr Nie Teraz z Tarnowa. Widzów urzekł spektakl „Wyklęci”, opowiadający o losach żołnierzy niepodległościowego podziemia. Jednym z jego punktów kulminacyjnych jest bicie po twarzy aktorki odgrywającej rolę bohaterskiej „Inki”. Bicie „Gazetą Wyborczą”.

Publiczność w Rotundzie składała się z przedstawicieli każdej generacji. Na widowni zasiedli więc zarówno rówieśnicy urodzonej w 1928 r. Danuty Siedzikówny jak i nastolatkowie. Nikt się nie nudził, przedstawienie trzyma bowiem w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Nie jest to jednak rodzaj napięcia znany dziś z trailerów filmów akcji. To rodzaj napięcia patriotycznego, nerwów, złości i rozpaczy widzów pochylonych nad losem Wyklętych. Pochylonych nad losem Polski, losem utraconej Ojczyzny.

Sztuka Tomasza Żaka (scenariusz, scenografia, reżyseria) opowiada z pewnością właśnie o Ojczyźnie utraconej i do dziś nie odzyskanej. Ewentualny powrót tej ojczyzny jednoznacznie kojarzyć musi się z nazwą tarnowskiego teatru – Nie teraz. Wyczuwali to widzowie, wskazywali na to też aktorzy. Scena, w której aktorka odgrywająca osiemnastoletnią Danutę Siedzikównę ps. „Inka”, okładana jest po twarzy przez funkcjonariuszkę władzy ludowej egzemplarzem „Gazety Wyborczej” może okazać się obrazem ważniejszym dla polskiej sztuki, niż wszystkie produkcje teatralne modernistycznych artystów w minionym dwudziestopięcioleciu.

Odniesień do współczesności jest w „Wyklętych” więcej. Żołnierz, który najpewniej przeszedł na stronę wroga, wykrzykuje swoistą odę do nowoczesnych antypolaków – Europejczyków. Każe im, w imię wspólnej przyszłości, zapomnieć o Katyniu, zapomnieć o Smoleńsku (!), przestać trzymać Polski w ogonie Europy. Ale żołnierz jedynie powtarza i parafrazuje słowa usłyszane wcześniej od złowieszczej ubeczki, kuszącej go (w bardzo zresztą obrazowy sposób) by dopuścił się grzechu zdrady. Ona również przemawia w imieniu Polski niezacofanej, nowoczesnej, podążającej ku bratniemu uściskowi sąsiedniego mocarstwa. Czyż jej słowa nie mogłyby zostać odczytane dziś z promptera w – trawestując Wielkiego Reżysera Wajdę – jednej z zaprzyjaźnionych z władzą telewizji?

Jednak spektakl Teatru Nie Teraz to oczywiście nie tylko odniesienia do teraźniejszości. To przede wszystkim opowieść o dzielnych ludziach bijących się w imię Boga i Ojczyzny. Nikt z widzów nie mógł mieć co do tego wątpliwości. Wiara chrześcijańska nie jest w sztuce Tomasza Żaka jedynie wątkiem, dodatkiem, przykładem przedwojennej pobożności młodych żołnierzy. Bohaterowie są z tej wiary zbudowani i nią nasiąknięci. To w imię Boga nie godzą się na pojałtański nierząd w państwie nie wiedzieć czemu wciąż nazywanym Polską.

Wystawienie spektaklu w Krakowie towarzyszyło odsłonięciu w tamtejszym Parku Jordana pomnika ks. Władysława Gurgacza. Po Mszy świętej polowej odsłonięto popiersie dzielnego kapłana, zaśpiewano pieśń konfederatów barskich. Wieczorem zaś ponad dwieście osób obejrzało „Wyklętych”, wzruszając się wielokrotnie, słysząc dobiegające ze sceny słowa z „Wyzwolenia” Wyspiańskiego, wersety z mickiewiczowskich „Dziadów” czy liczne pieśni sprzed lat. Na końcu przypomniano, że marnie zginie kto by starą Ojców swoich wzgardził wiarą…

Choć chcących obejrzeć spektakl było tak wielu, że organizatorzy dostawiali dodatkowe krzesła, wydarzenie nie zainteresowało światka artystycznego „Krakówka”. Nic nie zdekonstruowano. Nic nie mówiono o homoseksualistach. Nie było golizny. Nie przyszli.

Bo „Wyklęci” to nie ich sztuka. „Wyklęci”, to sztuka polska.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/inka-okladana-gazet ... 453,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 29 wrz 2014, 06:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Mój dziadek – major Świder

Z Wojciechem Kazimierskim, wnukiem mjr. Ludwika Świdra ps. „Johann Puk”, rozmawia Anna Ambroziak

Pamięta Pan dziadka?
– Niestety, nie. Wiem, że dziadek spędził wojnę w niemieckich oflagach, że przed wojną był funkcjonariuszem wywiadu, był zatrudniony na stanowisku kierownika agentury w jednym z ośrodków w Łodzi, gdzie pracował do wybuchu wojny. Po wojnie trafił do pracy w ośrodku wywiadowczym, który podlegał naczelnym władzom RP na uchodźstwie. W 1951 r. został aresztowany przez służby sowieckie na terenie Berlina i przewieziony do Warszawy. I tu został zamordowany. Było to w 1952 roku. Nie pamiętam dziadka, byłem zbyt mały, miałem wtedy zaledwie dwa lata. Ale pamięć o nim funkcjonuje nadal w rodzinnych wspomnieniach. A to dzięki mojej babci, która gromadziła liczne pamiątki po mężu.

Jak rodzina dowiedziała się o śmierci majora Świdra?
– Pamiętam ze swojego dzieciństwa, że babcia próbowała się czegoś konkretnego dowiedzieć, ale miała z tym ogromne trudności. Oczywiście, żadnych szczegółów. Wiedziała tylko, że odbyła się rozprawa sądowa i że zapadł wyrok kary śmierci. Wiem też, że pisała do Bieruta prośbę o ułaskawienie.

Ale Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.
– Niestety, nie. Nie wiedzieliśmy, gdzie i kiedy wyrok został wykonany ani gdzie dziadek został pochowany. To było dla nas straszne. Pamiętam tylko z dzieciństwa – miałem wtedy sześć albo siedem lat – że raz – było to 1 listopada – pojechaliśmy z babcią na Powązki i że tam pod jednym z drzew była zrobiona symboliczna mogiłka, ale nie wiem, kto ją usypał ani skąd babcia o niej wiedziała. Niestety, ta mogiła była tylko jeden rok. Potem nie wiadomo jak zniknęła.

Ktoś ją zniszczył?
– Myślę, że tak. Szczegółów nie pamiętam, to było ponad 50 lat temu.

Żołnierze podziemia antykomunistycznego wracają, choć reżim komunistyczny za wszelką cenę starał się zniszczyć ich pamięć, ale nie udało się.
– I to jest właśnie tak wzruszające. To jest coś pięknego, że młode pokolenie może poznać prawdziwą historię tych ludzi. Przykładem jest mój syn, który ma dziś 31 lat. Kiedy tylko dowiedział się, że szczątki jego pradziadka zostały zidentyfikowane, od razu wyraził gotowość, by przyjechać do Warszawy. Nie wyobrażał sobie tego, by nie wziąć udziału w dzisiejszej uroczystości. To mnie bardzo podbudowało. Bo to znaczy, że młode pokolenie Polaków czuje potrzebę poznania historii, tego, co się działo z naszymi rodzinami. A rodziny tworzą Naród. Warto o tym pamiętać.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wider.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 23 paź 2014, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Niezłomny „Ogień”

Dzisiaj przypada 99. rocznica urodzin Józefa Kurasia ps. „Ogień”, który był żołnierzem Wojska Polskiego i Armii Krajowej, a także jednym z dowódców oddziałów podziemia antykomunistycznego.

Józef Kuraś urodził się 23 października 1915 r. w Waksmundzie. Przed II wojną światową był w szeregach Korpusu Ochrony Pogranicza. Podczas wojny pod pseudonimem „Orzeł” dowodził oddziałem partyzanckim na Podhalu. W czerwcu 1943 r. Niemcy zamordowali jego żonę, 2,5-letniego syna i ojca, a następnie podpalili zabudowania, nie pozwalając ich gasić. Kuraś przyjął wówczas pseudonim „Ogień”.

Na początku 1945 r. Kuraś uczestniczył w tworzeniu Milicji Obywatelskiej, przez trzy miesiące był komendantem MO w Nowym Targu i w Urzędzie Bezpieczeństwa w Zakopanem. Według historyków, realizował w ten sposób zalecenia Mikołajczykowskiego Stronnictwa Ludowego, które dotyczyły przejmowania władzy na wyzwolonych przez Sowietów terenach.

Kiedy okazało się, że wizja ta jest nierealna, Kuraś utworzył Oddział Partyzancki „Błyskawica”, przystępując do walki z władzą komunistyczną. Zmarł 22 lutego 1947 roku w Nowym Targu. Instytut Pamięci Narodowej szuka miejsca jego pochówku.

Według historyków, negatywny obraz Kurasia funkcjonujący w niektórych środowiskach jest efektem dziesięcioleci PRL-owskiej propagandy, która wbrew faktom usiłowała z antykomunistycznego partyzanta zrobić pospolitego zbrodniarza.

Cześć jego pamięci!

MPA, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ogien.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 21 lis 2014, 08:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Zawsze byłam dumna z ojca

Z Elżbietą Błażewicz-Furs, córką Juliana Czerwiakowskiego „Jurka”, zamordowanego 5 stycznia 1953 r. w więzieniu mokotowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Obrazek

Piotr Czartoryski-Sziler

17 stycznia br. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie znęcania się fizycznego i moralnego nad Pani ojcem przez funkcjonariuszy MBP. Dlaczego to postępowanie zostało wznowione?
– W 2012 r., gdy oddawałam materiał DNA do badań porównawczych, pan prokurator Paweł Karolak zapytał mnie, czy mam jakieś dokumenty dotyczące ojca i co sama pamiętam z tamtych czasów. Zaproponował wówczas, żeby wznowić postępowanie, by jeszcze raz zbadać dokładnie sprawę ojca. Oczywiście zgodziłam się. IPN szukał na nowo wszystkich dokumentów związanych ze sprawą, dotarł do akt z całego postępowania. Przyznam, że te dokumenty, nawet po latach, czyta mi się z ciężkim sercem. Śledztwo umorzono z powodu śmierci zarówno wojskowych sędziów, którzy skazali tatę na karę śmierci, jak i świadków w jego sprawie.

W aktach jest opis tortur, jakie Pani ojciec przeszedł w więzieniu?
– Mówią o nich świadkowie, którzy złożyli swoje zeznania przed Sądem Najwyższym w 1957 r., gdy postępowanie zostało wznowione. Sąd Najwyższy skierował wówczas sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy i ten wyrokiem z dnia 20 czerwca 1958 roku ostatecznie uniewinnił ojca od zarzucanych mu czynów. Relacje świadków są wstrząsające. Mieczysław Prędowski, który siedział razem z ojcem w celi więzienia mokotowskiego, zeznał, że na ciele taty po przesłuchaniach było widać wyraźne ślady bicia. Prędowski stwierdził, że ojcu kazano zapuszczać brodę, by potem móc mu ją wyrywać w czasie przesłuchań. Dodał, że w celi ojca cały czas paliło się światło i znęcano się nad nim psychicznie, wmawiając mu m.in., że był w gestapo w Radomiu z ramienia organizacji „Start”. Tymczasem ojciec w czasie okupacji w ogóle nie był w tym mieście. Oto fragment relacji tego świadka: „Czerwiakowski miał takie rany, że odpadało mu ciało – były głębokości 1 cm i długości 8-10 cm. Ciało było zbite. Z opowiadań Czerwiakowskiego wiem, że bito go po palcach rąk i nóg, wyrywano mu włosy z głowy i brody, wbijano mu szpilki za paznokcie, a w zimie trzymano go nago w karcerze”. Inny świadek mówił, że tacie łamano kości, by zmusić go do składania fałszywych zeznań. Stwierdził też, że ojciec załamał się, kiedy dowiedział się o aresztowaniu mamy.

Kiedy do tego doszło?
– Tato został aresztowany przez UB w naszym warszawskim mieszkaniu 21 grudnia 1948 roku. Mama (rocznik 1923) była młodsza od taty o 12 lat. Zanim się poznali, ojciec działał już w konspiracji, był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych, później organizacji „Nie” i „Wolność i Niezawisłość”. Mama nie należała do żadnej organizacji. W 1947 r. rozpoczęła naukę w I Miejskim Gimnazjum i Liceum dla Dorosłych w Warszawie przy ulicy Bema, gdzie ukończyła dwie klasy licealne. Ojca aresztowano kilka dni przed jej maturą, co uniemożliwiło jej przystąpienie do egzaminów. Gdy rodziców aresztował UB, miałam skończone 4 latka. Odczuwałam tęsknotę za ojcem, ale jakiekolwiek wspomnienia o nim z czasem zblakły. W styczniu 1949 r. ze względu na ojca ubecy wzięli mamę ze sobą, a mnie płaczącą zostawili u sąsiadów. Później odebrała mnie od nich babcia. Swoje dzieciństwo spędziłam u dziadków na Pradze. Mamę zawieziono najpierw do aresztu MBP przy ul. Koszykowej, skąd po kilku dniach przewieziono do więzienia przy ul. Rakowieckiej. Siedziała na oddziale X, a później XI. W czasie przesłuchań nie torturowano jej ani nie bito, ale ciągle straszono, że będą to czynić, a później, że nie zobaczy już nigdy swojego dziecka. Mama została wypuszczona z więzienia po prawie pięciu miesiącach, 19 maja 1949 r., bez postępowania sądowego, przez umorzenie sprawy.

Pani matka dostała jakiś list od męża z więzienia?
– Kartkę. Mam ją do tej pory, nosi datę 13 czerwca 1952 roku. Oto jej treść: „Kochani. Wysyłam wam serdeczne pozdrowienia. Mówiono mi, że Elżbieta chodzi już do szkoły, napiszcie mi, co u was słychać, czy wszyscy zdrowi. Postarajcie się przez adwokata o widzenie. Jeśli można, to proszę o przesłanie dwóch par skarpetek. Wybaczcie mi za wyrządzone krzywdy. Całuję was. Julek”. Mam także list, który tato pisał do swojej mamy z datą 26 października 1952 roku. Prosił w nim m.in. o ciepły sweter i koc. „Cieszy mnie, że mama jest zdrowa, jeśli by mi los pozwolił, resztę życia poświęciłbym dla was. Chciałbym także naprawić krzywdy, jakie wyrządziłem Maryśce i widzenie jej sprawiłoby mi naprawdę prawdziwą i wielką przyjemność i radość. Kochana mamo, powiedz Maryśce i Elżbiecie, że tęsknię za nimi” – pisze w nim tato. Nie wiem, czy było więcej korespondencji z więzienia, dwa razy bowiem były w naszym domu rewizje i jedno włamanie i wiele dokumentów przepadło. Mama wspominała, że rewizja była tak ostra, że nawet częściowo rozebrano piec w jednym z pokoi, a sztychy były powyjmowane z ram i porozdzierane.

Co Pani matka robiła po wyjściu z więzienia?
– Zdała maturę i rozpoczęła pracę. Długo się nią nie cieszyła. Gdy w 1952 r. zapadł wyrok na członków organizacji „Start”, w prasie ukazały się oszczercze artykuły na ich temat. Mama natychmiast została zwolniona z pracy, mimo dotychczasowej bardzo dobrej opinii. Pracowała w tym czasie najpierw w Spółdzielczym Przedsiębiorstwie Budowlanym, później w Związku Spółdzielni Pracy i Pracowni Konserwacji Zabytków. Trudno jej było znaleźć nową pracę. Otrzymała ją dopiero za sprawą życzliwych ludzi w Żegludze na Wiśle. W szkole nikomu nie mogłam mówić, że mój ojciec siedzi w więzieniu jako więzień polityczny. Miałam przykazane, żeby milczeć na ten temat, a i przy mnie nic się o tych sprawach nie mówiło. Pamiętam, że ciągle odmawiałam pacierz za uwolnienie taty. W 1953 r. wysiedlono wszystkich mieszkańców Boernerowa, mieszczącego się w dzielnicy Bemowo, gdzie mieszkaliśmy w związku z budową na pobliskim terenie lotniska wojskowego. Wszyscy dostali mieszkania w Warszawie, nas wysiedlono jednak poza nią, do Zagoździa w okolice Miedzeszyna. Otrzymałyśmy mieszkanie w domku bez wygód, tak zimnym, że woda w nocy zamarzała w kuble. W tymże 1953 r. wykonano wyrok na moim ojcu, o czym również poinformowano w gazetach. Mamę znów usunięto z pracy, tyle że tym razem nie z miejsca, ale po ustawowym okresie wypowiedzenia. Znowu nie mogła znaleźć pracy zgodnej z jej umiejętnościami.

Dostaliście zawiadomienie o egzekucji?
– Tak. Protokół z wykonania wyroku nie ma dokładnej daty. Jest na nim tylko napisane: „Warszawa, stycznia 1953”, bez konkretnego dnia. 5 stycznia pojawia się dopiero na świadectwie zgonu ojca. Z dokumentu wynika, że obecni przy wykonaniu wyroku byli: prokurator Jan Traczewski, naczelnik więzienia Alojzy Grabicki i lekarz więzienny Estera Szenberg. Można przeczytać, że „o godz. 20.05 doprowadzono skazanego Juliana Czerwiakowskiego na miejsce stracenia. Prokurator odczytał sentencję wyroku Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy z dnia 22 kwietnia 1952 r. Nr. IV.K.231/51, wyroku Sądu Najwyższego z dnia 12 września 1952 r. Nr. III.K.73/52 oraz decyzję Rady Państwa z dnia 27 grudnia 1952 r. o nieskorzystaniu z prawa łaski w stosunku do Juliana Czerwiakowskiego, po czym zarządził wykonanie wyroku. Wykonawca przystąpił do wykonania. Wyrok wykonano przez powieszenie. Po stwierdzeniu zgonu przez lekarza więziennego prokurator ogłosił, że wyrok został wykonany. Zakończono i podpisano o godz. 20.25”.

Nie zdziwiło Pani, że ojciec nie został rozstrzelany, jak inni więźniowie polityczni?
– Dokument o wykonaniu wyroku dostała mama, ale mi nic o nim nie powiedziała. Gdy go później zobaczyłam, faktycznie zdziwiłam się, byłam wręcz wstrząśnięta tą wiadomością, że ojca powiesili, a nie rozstrzelali. Byłam pewna, że zginął w podobny sposób, jak wielu jego kolegów. W sentencji wyroku z dnia 22 kwietnia 1952 r. napisano, że mój ojciec w okresie od połowy 1942 roku do sierpnia 1943 roku w Warszawie, „idąc na rękę władzy faszystowskiego państwa, działał na szkodę Narodu Polskiego” przez to, że jako kierownik wywiadu NSZ na obwód Warszawa-Śródmieście m.in. zorganizował w ramach swojego obwodu komórkę obserwacyjno-wywiadowczą i utrzymywał kontakty organizacyjne z szefem wywiadu Komendy Głównej NSZ „Hubertem” oraz innymi członkami tejże organizacji, od których otrzymał „wytyczne do dalszej działalności antylewicowej”.

Akt oskarżenia dotyczył także rzekomej współpracy z gestapo?
– Oczywiście. Oprócz stwierdzenia, że ojciec „prowadził rozpracowania ogniw organizacyjnych, członków i sympatyków PPR i GL, a otrzymane od nich dane za pośrednictwem swego przełożonego Ojrzyńskiego przesyłał do Centrali Służby Wywiadowczej NSZ w celu zwalczania tych organizacji poprzez likwidację ich członków i sympatyków, szkalowania ich działalności politycznej itd.”, czym przyczynił się do „osłabienia ruchu wyzwoleńczego” – w sentencji wyroku napisano również, że w okresie od sierpnia 1943 r. do sierpnia 1944 r. w Warszawie „brał udział w organizacji przestępczej, powołanej w interesie faszystowskiego państwa niemieckiego przez Delegaturę tzw. rządu londyńskiego pod nazwą Ekspozytura Urzędu Śledczego – kryptonim ’Start’ – mającej na celu zahamowanie działalności ruchu narodowowyzwoleńczego poprzez fizyczne wyniszczenie członków i sympatyków organizacji lewicowych”. Na tej podstawie ojciec został skazany na karę śmierci, pozbawienie praw publicznych, obywatelskich i honorowych na zawsze oraz na przepadek całego mienia. Mama i babcia pisały do Bieruta o jego ułaskawienie, ale on tę prośbę odrzucił.

Szukałyście z mamą miejsca pochówku?
– Nie, było to niemożliwe. Różne były przypuszczenia, gdzie może on leżeć, bo jest wiele takich miejsc, gdzie zwłoki więźniów z Rakowieckiej były wrzucane nocami do jakichś dołów, bez żadnych dokumentów czy innych rzeczy, po których można by było rozpoznać ich tożsamość. Gdy powstawało upamiętnienie na Łączce, mama także dołożyła swoją cegiełkę do tej szczytnej inicjatywy społecznej. Na murze, który tam stanął, pojawiła się tabliczka z nazwiskiem ojca, zresztą z błędem w imieniu, bo przestawiono w nim litery. Pojawiła się też jego tabliczka na murze więzienia mokotowskiego. Razem z mamą nie spodziewałyśmy się, że kiedykolwiek będzie możliwe znalezienie ojca. Przede wszystkim nie było dzisiejszej metody medycznej, która pozwala stwierdzić pokrewieństwo. Mama zmarła 7 lat temu, kiedy na Łączce nie przeprowadzano jeszcze żadnych ekshumacji.

W jaki sposób dowiedziała się Pani o pracach na Powązkach?
– Przeczytałam o akcji zbierania DNA i od razu oddałam swoją próbkę. Od dziecka przyzwyczajona byłam do faktu, że ojciec nie żyje. Okoliczności jego śmierci poznałam później, kiedy już byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi. Niemniej całe swoje dorosłe życie przeżyłam w świadomości, że ojca nigdy już nie będzie przy mnie. Zawsze byłam dumna z ojca, nie czekałam jednak na to, że kiedykolwiek go znajdą i zidentyfikują. Jeździliśmy z mamą co roku na Powązki, ale traktowaliśmy pomnik na Łączce jedynie jako pewien symbol. W życiu nie przyszłoby nam do głowy, że szczątki ojca rzeczywiście tam spoczywają. Gdy zadzwonił do mnie pan prof. Krzysztof Szwagrzyk i powiedział, że tato został zidentyfikowany, pojawiły się łzy wzruszenia. Od razu zadzwoniłam do dzieci, kuzynów i znajomych, by podzielić się tą informacją. Na uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych przyszłam do Pałacu Prezydenckiego z całą rodziną, bo wszyscy razem chcieliśmy przeżywać ten ważny dla nas dzień.

Postanowiła już Pani, gdzie ojciec spocznie?
– Postanowiłam wspólnie z rodziną, że ojciec spocznie w panteonie na Łączce. Po uroczystości w Pałacu Prezydenckim, kiedy pan Szwagrzyk przekonywał nas do pozostawienia swoich bliskich na Łączce, ja również zabrałam głos w tej sprawie. Sama namawiałam innych, by nie przychodziło im w ogóle do głowy robienie indywidualnych pochówków. Czas przecież szybko płynie i za dwa, trzy pokolenia pamięć o tych osobach z pewnością by zanikła. Pochowanie ich na Łączce będzie miało zupełnie inny, narodowy wydźwięk. Jeżeli chcemy uczcić te osoby, które tak bohatersko się zachowywały, chociaż na pewno nie myślały, że zginą w takich okolicznościach, to jedynym właściwym sposobem jest zdecydowanie się na wspólny pochówek.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114361,za ... -ojca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 26 lis 2014, 13:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Komunistyczni pisarze w walce z wyklętymi

Obrazek

Słowa degradują lub nobilitują, wynoszą na piedestał lub spychają do szamba, kreują rzeczywistość pożądaną przez reżyserów życia zbiorowego. Dlatego pisarze ponoszą największą odpowiedzialność za zohydzenie żołnierzy wyklętych – mówi PCh24.pl Mariusz Solecki, autor książki „Literackie portrety żołnierzy wyklętych”.

Żołnierze wyklęci to…

… bohaterowie! Czuję się ich dłużnikiem. To dzięki żołnierzom wyklętym, dzięki ich nieprzejednanej postawie mogę czuć się dumny z bycia Polakiem – pomimo skazy, jaką noszę w sobie po PRL-u.

Co to za skaza?

To nie jest jakaś konkretna skaza. Wynika ona z dorastania w systemie opartym na kłamstwie. Jako młody chłopak długo byłem przekonany, że bohaterowie są z GL/AL, zaś członkowie NSZ to mordercy splamieni bratobójczą krwią. Ileż ja się naoglądałem facjat Marksa, Engelsa, Stalina, Lenina, zbierając w dzieciństwie znaczki, ileż komunistycznej, propagandowej czerwieni przelało się przez mój mózg. Sądzi Pan, że takie doświadczenia nie pozostawiają śladu w młodym człowieku, nie infekują duszy?

Mogę się domyślać. Bardzo napracował się Pan, pisząc „Literackie portrety…”. Gruntowna kwerenda i analiza… ale po co?

Po pierwsze, z uczciwości badawczej – jak już coś się robi, to trzeba robić to porządnie; po drugie, z fascynacji bohaterami podziemia antykomunistycznego – rozkochałem się w ich tragicznych najczęściej biografiach miłością coraz bardziej rozpłomieniającą się; po trzecie, z potrzeby dotarcia do prawdy – chciałem wyjść z butelki poznawczej, w którą nabiła mnie reżimowa propaganda, sączona przez szkołę, film, ikonografię, no a przede wszystkim przez literaturę, moją pasję.

Jakie znaczenie propagandowe ma literatura?

Proszę Pana, fundamentalne i pierwszorzędne. To słowa degradują lub nobilitują, wynoszą na piedestał lub spychają do szamba, kreują rzeczywistość pożądaną przez reżyserów życia zbiorowego. Dlatego pisarze ponoszą największą odpowiedzialność za zohydzenie żołnierzy wyklętych.

Ma Pan wrażenie, że ludzie często lekceważą potęgę słowa? Bo telewizja to ma moc, a książka… z tym bywa różnie w powszechnej świadomości.

Nie tyle lekceważą, co nie zdają sobie z niej sprawy. Mechaniczne posługiwanie się utartymi zbitkami słownymi wyklucza refleksyjne nastawienie do rzeczywistości. Doskonale Pan wie, że nie telewizja ma moc, a podawane przez nią słowo na tacy obrazu. Jak się wyłączy fonię, oglądając program, dajmy na to, superchłopca Wojewódzkiego, to ta produkcja straci siłę rażenia. Nie będzie czego cytować, komentować etc.

W swojej książce dotyka Pan problemu budowania czarnej legendy wyklętych, ale podskórnie można wyczuć też coś innego: odwiecznie zadawane w historiografii PRL pytanie o to, dlaczego ludzie pióra, nauki stawali po stronie komunizmu? Dlaczego?

Na postawione przez Pana pytanie nie odpowiedziała mi nawet „Hańba domowa” Trznadla… Nie przekonują mnie przeintelektualizowane wyjaśnienia (samousprawiedliwienia) kolaboracji z uzurpatorami, bo powojenny polski pisarz, człowiek inteligentny, wykształcony, obyty w świecie, doświadczony przez historię doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że komunizm to piękne idee, za którymi stoją bardzo brudne czyny i bagnety wojsk sąsiedniego imperium. Wiedział to, a mimo wszystko brnął w fałszerstwo. To jak z tajemnicą grzechu, jego mrocznego magnetyzmu.

O wiele bliżej jestem stanowiska Herberta, że mianowicie przejście na stronę czerwonych, jakiego dokonali np. akowcy Tadeusz Konwicki, Aleksander Ścibor-Rylski czy cywil Jerzy Andrzejewski, motywowały dość niskie pobudki: zwykły ludzki strach, wola życia za wszelką cenę itp. Oczywiście łatwo mi ferować wyroki. Nie jestem pewien, czy w konkretnej sytuacji egzystencjalnej wyżej wymienionych zachowałbym się, jak trzeba. Wiem jednak, że silnych, dorosłych, zaprawionych w konspiracji mężczyzn zdeklasowała niepełnoletnia Danuta Siedzik „Inka”, zachowując się, jak trzeba, za co zresztą zapłaciła najwyższą cenę, jakiej ewidentnie nie chcieli zapłacić Konwicki czy Rylski. Ale powtarzam: znam właściwy kierunek wyboru, jednak nie potrafię przewidzieć, czy zdobyłbym się na heroizm „Inki”.

Który z pisarzy szkalujących wyklętych, wydał się Panu wyjątkowo odrażający?

Najbardziej odrażający wydają mi się apostaci z AK „nawróceni” na komunizm, deprecjonujący w swoich utworach zbrojny opór stawiany sowietyzacji Polski. Jeśli idzie o nazwiska odstępców, będą to: Tadeusz Konwicki z wileńskiej AK, powstańcy warszawscy Witold Zalewski i Aleksander Ścibor-Rylski, partyzant ROAK-u Ryszard Kłyś. Zresztą brzydzę się każdym pisarzem, który przyłożył rękę do szkalowania podziemia niepodległościowego, a takich jak Kłyś był legion. Jeśli idzie o szczegóły, odsyłam do swojej monografii.

Czy byli tacy wyklęci lub konkretne organizacje, których komuniści nienawidzili w jakiś szczególny sposób?

Nienawidzili każdego, kto stawiał im opór. Najbardziej tych, którzy do nich strzelali i obnażali ich prawdziwe intencje, a nie były one bynajmniej szlachetne. Powiem brutalnie: tych, którzy im najbardziej zagrażali, zamęczyli i wyeksterminowali. Tych zaś uczestników zbrojnego podziemia, których pozostawili przy życiu, uznali za niezagrażających ustrojowi. Smutne.

Niby mówi się, że czerwoni zawzięcie tropili narodowców – prawda. Ale prawdą jest i to, że nie odpuścili wywodzącemu się ze struktur poakowskich Stanisławowi Marchewce „Rybie” i kropnęli go w marcu 1957 roku, a podobno trwała wtedy polityczna odwilż… Już nie mówiąc o Józefie Franczaku „Lalusiu”, pogrobowcu AK, zamordowanemu przez zomowców jesienią 1963…

Jak długo musimy pracować nad tym, by przywrócić pamięć o wyklętych? I po co nam ta pamięć w czasach, gdy wielu woli zapominać, że warto mieć pamięć?

Trwa walka kolejnych pokoleń AK/NZW z pokoleniami UB, walka o prawdę i właśnie o pamięć. Czy chcemy, czy nie chcemy, jesteśmy dziedzicami albo niepodległościowej, albo reżimowej tradycji. To, którą wybierzemy, w pewnej mierze zależy od gniazda rodzinnego, z jakiego wywodzimy się, ale nie jesteśmy skazani na ślepy familijny determinizm. Reszta to zdolność do wyciągania wniosków z historii bez ideologicznych uprzedzeń, uczciwa interpretacja faktów.

Kim będziemy bez pamięci o przeszłości? Kołkami w płocie, przy których unoszą nogi wyprowadzane na spacer czworonogi. No bo na pewno nie reprezentantami narodu trwającego w centrum Europy ponad tysiąc lat. No bo na pewno nie strażnikami wartości kluczowych dla żołnierzy wyklętych, symbolizowanych przez białego ptaka w koronie, dwa kolory i ryngraf z Madonną.

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

Mariusz Solecki, Literackie portrety żołnierzy wyklętych, wyd. LTW, Łomianki 2013.

Obrazek

http://www.pch24.pl/komunistyczni-pisar ... 324,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 27 lut 2015, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31522
Łączka to lekcja okrutnej historii

Obrazek

Z druhną Grażyną Pietrykowską, kierownikiem 93. Kręgu Starszoharcerskiego „Nadzieja” im. Jana Pawła II w Londynie, organizatorką akademii o Żołnierzach Niezłomnych, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Zbliża się Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. W jaki sposób Polacy żyjący w Londynie upamiętnią naszych bohaterów?

To byli Żołnierze Niezłomni, nie żadni „wyklęci”. Wyklęli ich bolszewicy i komuniści. Chylę nisko głowę w pełnej świadomości, że to niezłomni bohaterowie, to oni bowiem rzucili swój życia los na stos – dla Polski. Zostali pokonani, ale nie złamani. Byli nieugięci. W Londynie organizowana jest co roku akademia im poświęcona, poprzedzona Mszą św. w ich intencji. Msza św. ma szczególny charakter, gdyż przywołujemy wtedy pamięć i historię pojedynczych bohaterów. Chcemy, by uczestnicy Eucharystii żyli później ich przykładem. Po Mszy św. ma miejsce akademia z projekcją filmu, promocją książki o danym bohaterze i okolicznościowa wystawa na jego temat. Są także pytania harcerzy do prelegenta, historyka z Polski, przeplatane pieśniami patriotycznymi przy akompaniamencie fortepianowym. Niezłomnych czcimy też w ciszy, zadumie i modlitwie.

Co znalazło się w programie tegorocznych uroczystości, które objęła honorowym patronatem Karolina Kaczorowska, wdowa po Ryszardzie Kaczorowskim, ostatnim prezydencie RP na uchodźstwie?

Tegoroczną akademię, która odbyła się z wielkim sukcesem w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie, poświęciliśmy w sposób szczególny mjr. Bolesławowi Kontrymowi „Żmudzinowi”. Odbył się pokaz filmu „Żmudzin” w reżyserii Marcina Fischera, zaś wykład wygłosił prof. dr hab. Wiesław Wysocki. W drugiej części akademii przywołaliśmy pamięć gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, rtm. Witolda Pileckiego i mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Dwóm ostatnim bohaterom poświęciliśmy również okolicznościowe wystawy. Była także promocja książki „Żmudzin. Bolesław Kontrym 1898-1953” autorstwa Witolda Paska. Dekoracja sali i bogaty program akademii wprowadziły każdego uczestnika w nastrój zadumy i głębokiej refleksji.

Skąd pomysł, by akademię poświęcić w sposób szczególny „Żmudzinowi”?

Nie był to pomysł i nie przypadek, ale konieczność, by uświadomić Polakom żyjącym w Anglii, że 28 września 2014 roku na uroczystości w Pałacu Prezydenckim rodzina odebrała identyfikację odnalezionych szczątków mjr. Bolesława Kontryma. Ta uroczystość była dla mnie wielkim przeżyciem, gdyż w maju 2013 roku, pracując jako wolontariuszka na Łączce, przesuwałam tę świętą ziemię w rękach, by uwolnić jego szczątki. Czułam radość i dumę z tego faktu. Łączka to lekcja okrutnej historii. Zrozumiałam, że szczątki naszych bohaterów, walczących o niepodległy byt państwa polskiego, są jak Boże ziarna wolności. Przeżywałam doświadczenie nieukojonej złości. Przecież kat był człowiekiem i Polakiem. Czy powinien dopuścić się bezdusznego mordu na bezbronnym i niezłomnym bracie? Jednak dopuścił się i dzisiaj żyje na wolności. „Łączka” jest symbolem bardzo wielu innych miejsc z dołami śmierci, gdzie złożono Niezłomnych. Jest miejscem uświęconym, miejscem narodowego sacrum, ołtarzem Ojczyzny i dotknięcie tego miejsca to jakby dotknięcie relikwii. Tego nie da się zapomnieć, a znak ich męczeńskiej i bohaterskiej śmierci pozostał na zawsze w moim sercu.

Powiedziała Pani, że posługa harcerska wzywa, propaguje i nakazuje, by żyć na co dzień przykładem Żołnierzy Niezłomnych. W jaki sposób?

Harcerstwo wyrasta z wartości wyrażonych dewizą „Ojczyzna - Nauka - Cnota”, które są osadzone w etosie chrześcijańskim. Żołnierze Niezłomni służyli pod znakiem „Bóg - Honor - Ojczyzna”. Łącznikiem jest służba Bogu i Ojczyźnie. Dzisiaj, choć warunki i okoliczności są inne, to wartości pozostały te same i winniśmy je kultywować. Młodzi szukają postaw autentycznych, szukają odniesienia dla siebie i autorytetów. Niezłomni fascynują ich swoją osobowością, postawą i duchem służby. Cieszę się, że coraz więcej młodzieży zainteresowanych jest prawdziwą historią i bardzo licznie i chętnie włącza się w organizowanie naszej akademii dla przywrócenia pamięci przez wiele lat zapomnianych polskich bohaterów. A mjr Kontrym jest wśród nich postacią niezwykłą. Zasłużony w okresie międzywojennym, w czasie wojny legendarny cichociemny, powstaniec warszawski, żołnierz gen. Maczka, który w 1947 r. wrócił do komunistycznej Polski, gdzie po czterech latach tortur w więzieniu mokotowskim został zastrzelony strzałem w tył głowy przez komunistycznych oprawców, a potem skryty w zbiorowej jamie dołu w kwaterze „Ł”.

Czeka Pani na ostatni etap prac ekshumacyjnych na Powązkach i złożenie doczesnych szczątków żołnierzy w Panteonie Narodowym, który ma tam powstać?

Czekam niecierpliwie, tak jak czeka na to cały Naród. Coraz bardziej niecierpliwie, bo tyle już lat upłynęło, a i ostatni etap ekshumacji się odwleka. Przecież hołd i chrześcijański pochówek Niezłomnych jest naszym obowiązkiem narodowym. Musi tam powstać Panteon „Żołnierzy Niezłomnych”.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 27 lut 2015, 09:23 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Geneza święta

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny
Lech Kaczyński


Walka o pamięć i cześć

Wiele upłynęło czasu, nim 3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Środowiska kombatanckie, liczne organizacje patriotyczne, stowarzyszenia naukowe, przyjaciele i rodziny tych, którzy polegli w boju, zostali zamordowani w komunistycznych więzieniach lub po prostu odeszli już na wieczną wartę, od lat pukali do wielu drzwi z żądaniami, by wolna Polska oddała w końcu hołd swym najlepszym Synom. Przez lata odpowiedzią była cisza.

W drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku nadzieje zaczęły się spełniać. Apele środowisk kombatanckich zaczęły zyskiwać coraz większe poparcie. Janusz Kurtyka, prezes IPN od końca roku 2005, nadał tym staraniom silny impuls i przyspieszenie.

Obrazek

Między innymi 19 listopada 2008 roku podczas spotkania w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, z udziałem wiceprezydenta Opola Arkadiusza Karbowiaka i pełnomocnika wojewody opolskiego ds. kombatantów i osób represjonowanych Bogdana Bocheńskiego, postanowiono zorganizować 1 marca 2009 roku w Opolu Dzień Żołnierza Antykomunistycznego. W liście do prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego prezes Kurtyka napisał, że uroczystość oddania hołdu członkom zbrojnych organizacji niepodległościowych, walczących po II wojnie światowej z organami komunistycznego państwa, powinna wpisać się na stałe do kalendarza uroczystości państwowych.

Obrazek

28 lutego 2009 z inicjatywy prezesa Kurtyki i Jerzego Szmida na I Walnym Zgromadzeniu Stowarzyszenia NZS 1980 podjęta została uchwała popierająca inicjatywę Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, ustanowienia dnia 1 marca dniem Żołnierzy Wyklętych.

Data 1 marca nie jest przypadkowa. Tego dnia w 1951 w mokotowskim więzieniu komuniści strzałem w tył głowy zamordowali przywódców IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość – Łukasza Cieplińskiego i jego towarzyszy walki. Tworzyli oni ostatnie kierownictwo ostatniej ogólnopolskiej konspiracji kontynuującej od 1945 roku dzieło Armii Krajowej.

Zajęcie Polski przez Armię Czerwoną i włączenie połowy jej terytorium do ZSRS sprawiło, że dziesiątki tysięcy żołnierzy nie złożyło broni. Gotowi byli walczyć o odzyskanie niepodległości, wypełnić złożoną przysięgę.

Obrazek

Powojenna konspiracja niepodległościowa była – aż do powstania Solidarności – najliczniejszą formą zorganizowanego oporu społeczeństwa polskiego wobec narzuconej władzy. W roku największej aktywności zbrojnego podziemia, 1945, działało w nim bezpośrednio 150-200 tysięcy konspiratorów, zgrupowanych w oddziałach o bardzo różnej orientacji. Dwadzieścia tysięcy z nich walczyło w oddziałach partyzanckich. Kolejnych kilkaset tysięcy stanowili ludzie zapewniający partyzantom aprowizację, wywiad, schronienie i łączność. Doliczyć trzeba jeszcze około dwudziestu tysięcy uczniów z podziemnych organizacji młodzieżowych, sprzeciwiających się komunistom. Łącznie daje to grupę ponad pół miliona ludzi tworzących społeczność Żołnierzy Wyklętych. Ostatni „leśny” żołnierz ZWZ-AK, a później WiN – Józef Franczak „Laluś” zginął w walce w październiku 1963 roku.

Obrazek

Na niespełna dwa miesiące przed śmiercią w katastrofie smoleńskiej prezes Janusz Kurtyka tak mówił „Rzeczpospolitej” o motywach swojego i IPN zaangażowania w przywracanie pamięci o żołnierzach antykomunistycznego podziemia: Tradycję niepodległościową uważamy za jeden z najważniejszych elementów tożsamości naszego państwa. Poza tym czyn zbrojny i antykomunistyczna działalność w imię niepodległości po drugiej wojnie światowej funkcjonują w społecznej świadomości w stopniu niedostatecznym i często w sposób zafałszowany, co jest skutkiem konsekwentnej polityki władz PRL. Komuniści robili wszystko, by zohydzić żołnierzy niepodległej Polski oraz ich walkę… To oczywiste, że tak jak kultywujemy pamięć o Polskim Państwie Podziemnym, tak powinniśmy również pamiętać o czynie żołnierzy konspiracji antykomunistycznej. Bo to była walka o niepodległość.

Zdecydowanego poparcia idei Dnia Pamięci udzielał Prezydent Lech Kaczyński. To on ostatecznie skierował w lutym zeszłego roku do Sejmu projekt ustawy w tej sprawie.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny – brzmiało uzasadnienie projektu.

Uchwalenie Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych jest formą uczczenia ich walki i ofiary, ale także bólu i cierpienia, jakich doznawali przez wszystkie lata PRL i ciszy po 1989 roku.

Ustawa o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Obrazek

Porozumienie na rzecz obchodów dnia i roku Żołnierzy Wyklętych
Obrazek

http://www.wykleci.ipn.gov.pl/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 01 mar 2015, 18:13 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Wyklęci czy Niezłomni?

Obrazek

Od pewnego czasu w środowiskach patriotycznych toczy się debata, czy o żołnierzach polskiego podziemia po II wojnie światowej powinno się mówić jako o Żołnierzach Wyklętych czy też o Żołnierzach Niezłomnych. Obie formy mają swoich zwolenników, jednak nowsze określenie – Niezłomni – coraz częściej używane jest przez zaznajomionych z tematem. Czy aby na pewno słusznie?

Chcąc odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule należy najpierw przeanalizować racje, które przemawiają za oboma określeniami. Rzecz jasna zarówno w czasach, gdy żołnierze powojennego podziemia działali w latach 1944-1963, jak również przez pozostały okres PRL, propaganda komunistyczna nazywała ów ruch „reakcyjnym podziemiem” lub po prostu „reakcyjnymi bandami”, a samych żołnierzy – „bandytami”, „faszystami” czy „zaplutymi karłami reakcji”. Choć w tak zwanym drugim obiegu wydawane były publikacje poświęcone prawdziwej historii, traktujące ich jako bohaterów, jednak nie używano tam konkretnego określenia, a jeśli nawet, to żadne z nich szerzej się nie przyjęło. Na przełomie lat 80. i 90. rozpoczęło się powolne odzyskiwanie przez społeczeństwo pamięci o żołnierzach drugiej konspiracji.

Wyklęci przez komunistów

Historyk Leszek Żebrowski ukuł określenie „Żołnierze Wyklęci”. Zostało ono spopularyzowane przez publikację Jerzego Ślaskiego o tym samym tytule, przez co wielu właśnie jemu przypisuje autorstwo popularnego dziś hasła. Słownikowa definicja przymiotnika „wyklęty” stawia nacisk na wykluczenie z pewnej społeczności. Rzecz jasna słowo to ma charakter pejoratywny. Owo określenie zatem ma odpowiednio wyartykułować dekady represji, jakim poddawani byli zarówno żyjący, jak i zmarli partyzanci z lat powojennych, bezwzględną walkę toczoną przez aparat komunistyczny, skrytobójcze i sądowe mordy oraz zainicjowaną na szeroką skalę inwigilację. W znacznym stopniu sformułowanie to przyjęło się zarówno w polskiej historiografii, publikacjach popularyzatorskich, jak również w ustawodawstwie.

Już 14 marca 2001 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w specjalnej uchwale oddał cześć poległym i represjonowanym członkom Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Ustawodawca użył jednak opisowego określenia zamiast nazwy własnej: „organizacje i grupy niepodległościowe, które po zakończeniu II Wojny Światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski”.

Nazwa w ustawodawstwie

Wprowadzenie do naszego prawodawstwa określenia „Żołnierze Wyklęci” nastąpiło ostatecznie 15 lutego 2011 roku, gdy w życie weszła ustawa o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, który to dzień obchodzimy co roku 1 marca. Inicjatywę ustawodawczą rozpoczął śp. Lech Kaczyński, natomiast ustawę podpisał Bronisław Komorowski. W owym akcie prawnym czytamy legalną definicję sformułowania „Żołnierze Wyklęci” – „Bohaterowie antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”.

Zawarta w preambule ustawy definicja różni się w dwóch szczegółach od pierwotnej wersji, znajdującej się w projekcie Lecha Kaczyńskiego. Zamiast słów „bohaterowie Powstania Antykomunistycznego” ostatecznie znalazło się – jak wyżej – „bohaterowie antykomunistycznego podziemia”. Zmianę zasugerowali posłowie z lewicowych formacji podczas posiedzenia Komisji Kultury i Środków Przekazu. Należy podkreślić, że ustawa była procedowana bardzo szybko, ponieważ spieszono się, aby już w 2011 roku obchodzić 1 marca jako święto państwowe. Dlatego też posłowie z PO oraz partii prawicowych nie sprzeciwiali się tej poprawce, aby jak najszybciej osiągnąć konsensus.

Druga z kolei poprawka to dodanie obok frazy „z bronią w ręku” słów „jak i w inny sposób”. Została ona wniesiona przez posła Tadeusza Sławeckiego z PSL-u oraz poparta przez posła Sylwestra Pawłowskiego z SLD. Paradoksalnie była to bardzo dobra poprawka, mająca na celu rozszerzenie zakresu definiowanego określenia „Żołnierze Wyklęci” także o tych, którzy niekoniecznie z bronią w ręku, ale również poprzez kolportaż ulotek czy prasy podziemnej, prowadzenie działalności wywiadowczej oraz zaopatrywanie walczących oddziałów w środki potrzebne do życia, przeciwstawiali się systemowi komunistycznemu. Dzięki tej poprawce w definicję legalną „Żołnierzy Wyklętych” wpisuje się na przykład rotmistrz Witold Pilecki.

Cieszy, że głosami 406 spośród 417 obecnych posłów ustawę udało się przegłosować. Należy wyrazić jedynie żal, że przez wiele instytucji państwowych i samorządowych święto państwowe 1 marca jest bojkotowane, gdyż pomimo obowiązku prawnego nie podnosi się flag narodowych w ten dzień na budynkach organów administracji rządowej i innych organów państwowych oraz państwowych jednostek organizacyjnych, a także organów jednostek samorządu terytorialnego i samorządowych jednostek organizacyjnych.

Określenia kompatybilne

Drugie ze sformułowań – „Żołnierze Niezłomni” – funkcjonuje w patriotycznym obiegu od dobrych kilku lat. Powstało ono na zasadzie opozycji wobec starszej formy. Zdaniem jego zwolenników – a jest pośród nich dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, niezwykle zasłużony dla sprawy żołnierzy drugiej konspiracji – nie przywołuje ono tak negatywnych skojarzeń jak formuła „Żołnierze Wyklęci”. Co więcej, idąc za słownikiem, określa ono żołnierzy powojennego podziemia jako tych, których nie udało się zwyciężyć. Choć w sensie polityczno-militarnym partyzanci ponieśli klęskę – walczyli z uporem przeciwko druzgocącej przewadze przeciwnika – to jednak ich idea obecnie powoli zwycięża. Wystarczy popatrzeć na ilość marszów i wydarzeń patriotycznych organizowanych w większości polskich miast i miasteczek 1 marca, a także sposób identyfikacji młodego pokolenia z żołnierzami drugiej konspiracji.

Prof. Jan Żaryn oraz publicysta Tadeusz Płużański nawołują, by używać obu form zamiennie. W pewnym sensie są one ze sobą kompatybilne.

Wyklęci nadal wyklęci

Moja osobista opinia przeważa jednak za starszym określeniem – „Żołnierze Wyklęci”. Pamiętajmy, że nazwa własna paradoksalnie nie jest mało istotną kwestią, stanowi ona wyartykułowanie najistotniejszych cech, jakimi charakteryzował się – w tym przypadku zbiorowy – desygnat nazwy. W mojej opinii jednym z najważniejszych elementów historii powojennego podziemia to masowe i brutalne represje, które spadły na samych Żołnierzy Wyklętych, jak i na ich rodziny. Trwały one przecież przez cały okres PRL. Jednak czy obecnie już ustały? Ktoś może powiedzieć, że mamy specjalną uchwałę sejmową, mamy też Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Z drugiej jednak strony spotykamy się z wieloma działaniami władz zarówno na szczeblu ogólnopolskim jak i regionalnym, gdy inicjatywy zmierzające do upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych są blokowane.

Dość wspomnieć trudności, które co rusz napotykają na powązkowskiej „Łączce” i w innych miejscach ekshumatorzy z ekipy prof. Krzysztofa Szwagrzyka, czy też odmowę dofinansowania przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego budowy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Znamiennym przykładem jest także wszczęcie przez prokuraturę postępowania wyjaśniającego względem uczestników 5. Podlaskiego Rajdu Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, których lewacki działacz Rafał G. oskarżył o „gloryfikowanie czy propagowanie treści faszystowskich” oraz „pochwalanie popełnienia przestępstwa”. Rzecz jasna są to tylko przykłady, jedne z wielu. Czy działalność instytucji państwowych nie świadczy o tym, że Żołnierze Wyklęci w ich mniemaniu nadal są „wyklęci”? Czy nadal owo „wyklęcie” nie jest cechą istotną żołnierzy powojennego podziemia?

Głos weteranów NSZ – jednak „Wyklęci”!

Drugi argument, który wyraża wątpliwości wobec formuły „Żołnierze Niezłomni” polega na tym, że jest to określenie wyjątkowo nieostre. Przecież żołnierzy z wielu polskich wojen i powstań także można określić tym mianem. „Wyklętych” Polska nie miała aż tak wielu. Ostatecznie jednak za pozostaniem przy starszym określeniu przekonało mnie oświadczenie Zarządu Głównego Zrzeszenia Żołnierzy NSZ z 1 lutego 2014 roku, w którym czytamy: „Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, obradując w przededniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wyraża stanowisko, iż miano Żołnierze Wyklęci dobrze odpowiada istocie walki podziemia niepodległościowego lat 1944-63”. Żyjący jeszcze weterani zaznaczyli, że „nazwa Żołnierzy Wyklętych jest mocno osadzona w historiografii, sztuce współczesnej i przekazie medialnym. Pod nazwą Żołnierzy Wyklętych rozumiemy żołnierzy formacji patriotycznych, niepodległościowych, narodowych i antykomunistycznych, którzy za walkę o Polskę bez sowietów byli wyklinani i wyklęci przez oficjalną propagandę komunistyczną. Dla zrozumienia tego aspektu polskiej historii nazwę Żołnierze Wyklęci, ujętą także w ustawie Sejmu RP, należy zachować”.

Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych podkreślili także, że „każda inna nazwa może być używana uzupełniająco, ale nie wyraża tej samej treści, co Żołnierze Wyklęci”. Warto zatem pozostać wiernym temu starszemu określeniu nie tylko z powodu przekonywujących racji przedstawionych w powyższym oświadczeniu, ale także ze względu na szacunek ostatnich spośród niezłomnych Żołnierzy Wyklętych.

Kajetan Rajski, autor książek „Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych” oraz „Wilczęta 2. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych”

http://www.pch24.pl/wykleci-czy-niezlomni-,34257,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 03 mar 2015, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/70691

1 marca 2015 r. obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ku Waszej pamięci Żołnierze Wyklęci
Maryla, ndz., 01/03/2015 - 00:02

Pamięci najtragiczniejszego pokolenia w polskiej historii. Poszli defiladą do łagrów, wiezień, na szubienice. Chłopcy i dziewczyny silni jak stal. Polska młodzież się o Was upomina !
1 marca 1951 r. w warszawskim więzieniu mokotowskim po sfingowanym procesie politycznym rozstrzelano siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, podziemnej organizacji niepodległościowej powstałej w 1945 r.
1 marca 2011 r. po raz pierwszy w Polsce obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W 2009 r. projekt ustawy wprowadzającej nowe święto państwowe zgłosił prezydent Lech Kaczyński. Po jego śmierci dopiero po apelu fundacji "Polska się upomni" , 3 lutego 2011 parlament ją przyjął.
Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" ustanowił parlament "w hołdzie Żołnierzom Wyklętym - bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu".
1 marca 2015 po raz piąty uroczyście obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Pamietajmy o wywieszeniu flagi !

"Do Polski Wolnej, Suwerennej, Sprawiedliwej i Demokratycznej prowadzi droga przez walkę ze znikczemnieniem, zakłamaniem i zdradą."
Z rozkazu nr 2 "Warszyca" do żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego z 8 stycznia 1946 r.



Do 81 miast w Polsce, które zorganizują 1 marca Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych dołączyły także Wilno i Grodno. To szczególna radość dla organizatorów Fundacji Wolność i Demokracja, która postanowiła położyć nacisk na upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych, którzy walczyli na Kresach wschodnich, na terenach zajętych przez Sowietów.
Mam wrażenie, ze o Ogniu, Łupaszce, Zaporze wie już coraz więcej osób, natomiast niewielu wie o tym, że na terenach zaanektowanych przez Związek Sowiecki do początku lat 50-tych walczyły polskie oddziały, w polskich umundurowaniu. Oni wierzyli, że Polska ich tam na Kresach nie zostawi. Ci, którzy o to walczyli byli najbardziej wyklęci z wyklętych
— mówi Michał Dworczyk, prezes Fundacji Wolność i Demokracja, organizator cyklu imprez.

Wyklęty w wolnej Polsce
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olsce.html

Andrzej Kiszka ps. „Dąb” jeden z najdłużej ukrywających się Żołnierzy Niezłomnych, nadal nie został w pełni zrehabilitowany.

Obrazek

Ma 94 lata. Przez 16 lat po zakończeniu wojny ukrywał się przed komunistami. Teraz toczy walkę z sądami, niedostatkiem przepisów i prawnymi procedurami. Jak dotąd – tylko częściowo skutecznie. – Założyłem sprawę do Warszawy, ale zachorowałem i tak stanęło – relacjonuje Andrzej Kiszka w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Pragnie zostać oczyszczony z wyroku komunistycznego sądu, który uznał go za „reakcyjnego bandytę”.


SPOWIEDŹ ŻOŁNIERZA WYKLĘTEGO - Lech Makowiecki
***
W dzień mojej śmierci – sam, z myślami swymi,
W pełni świadomy przypisanych win,
Chcę wyspowiadać się przed potomnymi.
Ja – prosty żołnierz… Polskiej ziemi syn…
***
Mówię do sędziów splamionych czerwienią:
Zbrodniarze w togach – w twarz śmieję się wam!
I żadna kara już mnie nie odmieni.
Ja wasze sądy w pogardzie dziś mam…
***
Wina to wielka – miłość do Ojczyzny;
Jestem Polakiem – nie zmienicie mnie!
Zbrodnią mą – wiara. Korzyściami – blizny.
Wolności mojej nie wyrzeknę się…
***
I nie potrafię wyzuć się z honoru,
Swego sumienia – jak wy – wódką spić…
Bo mi Dekalog nie daje wyboru…
Przesłanie ojców mówi mi, jak żyć…
***
Nic nie pomogły tortury do rana;
Ciało zhańbione, a duch z katów drwi!
Wybite zęby, paznokcie zerwane,
Lecz Polak hardy wciąż w mym ciele tkwi…
***
Grzechy czas wyznać (uczynkiem i myślą).
Ubecjo! Ciężki miałaś ze mną chleb…
Wiem – nie rokuję poprawy na przyszłość!
Wyrok jest jeden – kula prosto w łeb…
***
Odchodzę cicho, lecz moje przesłanie
Będzie jak źródło prawdy dalej bić;
Gdy zdrajca sędzią, katem zaś zaprzaniec,
„Bandytą” musi patriota być!
***
Więc mnie oskarżcie o faszyzm i zdradę!
Zabijcie nocą strzałem w głowy tył!
Wrzućcie do dołu! Idźcie na paradę
Fetować pogrzeb Narodowych Sił…
***
Lecz nie strujecie wszystkich jadem wężym,
Choćby minęło nawet i sto lat.Wolność wybuchnie. I Polska zwycięży,
A hańbę waszą pozna cały świat…


Archiwum z obchodów z lat ubiegłych.

2011
1 marca 2011 po raz pierwszy w Polsce obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.Wywieś flagę
http://blogmedia24.pl/node/45708

2012
To oni poniosą sztandar "Żołnierzy Wyklętych" przez następne dziesięciolecia. W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” w całej Polsce.
http://blogmedia24.pl/node/56142

Sewek Blumsztajn nadaje: czyli kto i co może robić w Polsce. I że Polska go mierzi.Ciąg dalszy wynurzeń (bez gwizdka)
http://blogmedia24.pl/node/56100

2013
1 marca w Polsce obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
http://blogmedia24.pl/node/56040

Nawiązując do obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ks. bp Henryk Tomasik powiedział, że Żołnierze Wyklęci uczą nas troski o kształt Ojczyzny, zarówno społeczny, jak i polityczny.

Prace badawcze miejsc pochówku ofiar stalinowskiego terroru m.in. na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach Wojskowych
http://blogmedia24.pl/node/51689

Przez dziesięciolecia pamięć o bohaterskich Polakach mordowanych w katowniach UB była wypierana z pamięci rodaków. Ich honor i dobre imię próbowano zszargać. Teraz pamięć o nich powraca.
Szczątki polskich żołnierzy zostały odnalezione i zidentyfikowane dzięki ogromnej pracy wykonywanej w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów. Ekshumacje w kwaterze na Łączce odbywają się dzięki prowadzonemu ogólnopolskiemu projektowi badawczemu „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956”.
Dotychczas łącznie udało się zidentyfikować dwadzieścia osiem osób, w tym m. in. mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszki”, mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”, kpt. Stanisława Łukasika ps. „Ryś”, por. Edmunda Bukowskiego „Edmunda”, czy Eugeniusza Smolińskiego „Kazimierza Staniszewskiego”. W dalszym ciągu czekamy na odnalezienie gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” i płk. Witolda Pileckiego.
2014
1 MARCA "Alejami z paradą będziem iść defiladą"w całej Polsce ku Waszej pamięci Żołnierze Wyklęci
1 marca 2014 po raz czwarty uroczyście obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Pamietajmy o wywieszeniu flagi !
Trudno znaleźć na mapie Polski takiego miejsca, gdzie młodzi Polacy nie zorganizowali oddolnie uroczystych obchodów ku czci pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zebrane z sieci uroczystości pod linkami.



Młoda armia wyklętych. „Upominamy się o Was”
APEL SPOŁECZNYCH KOMITETÓW OBCHODÓW NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI "ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH" DO POLAKÓW

https://www.youtube.com/watch?v=OmAI_zQ ... r_embedded

mapa_4 "Noc zapada nad cichym jeziorem" - CONTRA MUNDUM
1 marca 2015 r. obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ku Waszej pamięci




http://blogmedia24.pl/node/70716

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie A.D. 2015 – migawki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 05 mar 2015, 14:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/64659-pierwsze-w-p ... zalezna.pl)

Pierwsze w Polsce monety z wizerunkami Żołnierzy Niezłomnych! Na początek „Inka”
Dodano: 28.02.2015 [15:20]

Obrazek
foto: Fundacja „Muzeum Żołnierzy Wyklętych”


Działająca przy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce fundacja rozpoczęła bicie monet z wizerunkami Niezłomnych. Jako pierwszy wypuszczono numizmat z wizerunkiem Danuty Siedzikówny „Inki”. Monety – które nazwano Wilki – są formą podziękowania dla darczyńców, którzy wesprą ostrołęckie muzeum.

– Chcemy wszystkim ludziom dobrej woli, przyjaciołom naszej idei powołania do życia pierwszego w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce z miejsca podziękować za dary serca, które przekazywane są jako wsparcie naszych działań. Działań, które mają przecież na celu upamiętnienie tych, którzy dla nas poświęcili to co najcenniejsze – własne życie. Oni „zachowali się jak trzeba” dziś my chcemy „zachować się jak trzeba” – tłumaczy Jacek Karczewski, pełnomocnik prezydenta Ostrołęki ds. muzeum.

CZYTAJ WIĘCEJ: Minister z PO nie wsparł Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Polacy sami zbiorą pieniądze

Właśnie dlatego Fundacja „Muzeum Żołnierzy Wyklętych” – mając na sercu wsparcie budowy tego muzeum, a także potrzebę podziękowania choć w symboliczny sposób wszystkim darczyńcom – rozpoczyna bicie monet o nominałach 1 Wilk w mosiądzu i 10 Wików w czystym srebrze.

– Naszym celem jest uwiecznienie na numizmatach wszystkich słynnych Żołnierzy Wyklętych, którzy zostaną zgłoszeni przez organizacje działające na rzecz upamiętnienia ich walki. Docelowo kolekcja będzie swoistego rodzaju pomnikiem dla heroicznych obrońców naszej Ojczyzny. Monety są bite w mosiądzu i srebrze. Zaczynamy od sanitariuszki V Wileńskiej Brygady AK Danuty Siedzikówny „Inki”, następne monety – jeszcze w marcu bieżącego roku – będą z wizerunkiem prezesa WiN-u pułkownika Łukasza Konrada Cieplińskiego ps. „Pług”, kolejne z rotmistrzem Witoldem Pileckim, potem będzie „Ogień”, „Lalek”, „Zapora”, „Łupaszka” i inni. Czekamy też na państwa podpowiedzi dotyczące osób, które uwiecznimy w naszej kolekcji – podkreśla Karczewski.

Monety będą trafiać do osób, które wspierają budowę Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Każdy darczyńca, który ofiaruje minimum 10 złotych, może liczyć na prezent w postaci monety mosiężnej (średnica 32 mm). Moneta w czystym srebrze próby 999.9 o wadze pół uncji to jest około 15,6 grama (średnica 32 mm) przeznaczona jest jako wyraz wdzięczności dla ofiarodawców, którzy przekażą minimum 100 złotych. – Ponieważ wszystkie darowizny przeznaczmy na budujące się muzeum, będziemy prosili o pokrycie kosztów przesyłki listem poleconym lub paczką – dodaje Karczewski.

Więcej informacji na temat monet można znaleźć na stronie muzeumzolnierzywykletych.pl


fot. Fundacja „Muzeum Żołnierzy Wyklętych”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 26 mar 2015, 13:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=80642

Jestem pewien, że gdyby chodziło o np. beatyfikację Wolińskiej, to podstawa by się znalazła - np. oskarowa "Ida".

Kopia artykułu:

Nie będzie procesu beatyfikacyjnego rtm. Pileckiego. Biskup nie znalazł podstaw
Aktualizacja: 2015-03-24 9:44 am

Metropolita warszawski, ks. kard. Kazimierz Nycz stwierdził, że nie znajduje podstaw do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego polskiego bohatera walk z Niemcami i komunistami, rtm. Witolda Pileckiego. Nie wykluczył jednak beatyfikacji w przyszłości.
O rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego rotmistrza Pileckiego zabiega Michał Tyrpa, prezes Fundacji Paradis Judaeorum. – To nie tylko bohater, ale też święty na nasze czasy – mówi. – Był katolikiem, czego się nie wstydził, a po ucieczce z Auschwitz nie miał cienia nienawiści do oprawców – przypomina.
W sprawie beatyfikacji Fundacja zwracała do dwóch papieży i kilkudziesięciu biskupów. Pod koniec ubiegłego tygodnia Arcybiskup metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz odpowiedział na pismo Tyrpy. „Po zasięgnięciu opinii specjalistów kościelnych nadal nie znajduję podstaw do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego; a więc sławy świętości w ujęciu kościelnym” – napisał.
Hierarcha nie uznał jednak sprawy za zamkniętą. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita” ksiądz kardynał nie wykluczył, że w przyszłości proces może ruszyć. W piśmie do Fundacji podkreśli, że Pilecki to wspaniała postać zasługująca „na miano bohatera narodowego”. Podkreślił jednak, że jeśli chodzi o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego „to rodzą się pewne problemy”. Jakie? – Czym innym jest kult wielkiego bohatera i patrioty, a czym innym kult religijny, konieczny przy każdej beatyfikacji i kanonizacji –wyjaśnił kard. Nycz w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Argumentację hierarchy rozwija specjalista w dziedzinie procesów beatyfikacyjny, ks. dr Andrzej Scąber. Warunkiem beatyfikacji, jak twierdzi, jest opinia świętości, która powinna być „spontaniczna, oddolna i trwała”. Biskup może rozpocząć przygotowania do procesu beatyfikacyjnego wóczas, gdy przeradza się ona w kult prywatny.

Źródło: „Rzeczpospolita”

ged

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2015-03-24)

KOMENTARZ BIBUŁY:
Przypominamy nasz Komentarz i Apel w sprawie rtm. Pileckiego, zamieszczony już kilka lat temu:
Świetlana postać rotmistrza Pileckiego nie powinna budzić wątpliwości, jednak takowe niestety pojawiają się przy lekturze trzeciego Raportu, przypisywanego właśnie jemu. Badaczom historii nie obarczonym skazą ideologii i religii Holokaustu, polecamy baczniejsze przyjrzenie się i szczegółową analizę porównawczą właśnie trzeciego Raportu, z innymi zapiskami Rotmistrza i także z pierwszym Raportem (“W”) i drugim Raportem (“S”). Niestety, ostatni, trzeci Raport – a właśnie ten jest nagłośniony – powstał dopiero po 1945 roku (choć dokładna data nie jest znana; co ciekawe, w Polsce ten Raport opublikowano dopiero w 2000 roku).
Same oryginały Raportów mają znajdować się w Archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie, niestety, nigdzie nie są dostępne skany bądź kompletne szczegółowe zdjęcia tych Raportów. Tym trudniejsze jest prowadzenie jakichkolwiek badań, że za kopie jednego raportu Archiwum w Londynie żąda sobie kilkaset dolarów. Dlaczego, po tylu latach po wojnie, nie udostępniono tych raportów, trudno w pełni zrozumieć bez przyjęcia możliwości, że być może chodzi także o to aby odstraszyć ewentualnych dociekliwych badaczy. Przy okazji, Apel do Archiwum: prosimy o upublicznienie w Internecie skanów wszystkich Raportów. No, chyba że jakieś względy pozamerytoryczne wchodzą w grę…
Polecamy przyjrzenie się pod tym kątem właśnie trzeciemu Raportowi, w którym niestety mnożą się nonsensy o życiu obozowym, np. o szczegółach gazowania Żydów. Dziwne, że pisane w czasie wojny Raporty (które są krótkie) nie zawierają tych historii, lecz dopiero 100-stronicowy Raport powojenny zawiera szczegóły, których walory jakoś zbieżne są z ówczesną powojenną propagandą sowiecką. Należy podkreślić, że w powszechnej świadomości istnieje określenie “Raport Pileckiego”, lecz utożsamiany jest on z raportem powojennym, a nie z raportami (suchymi i krótkimi) powstałymi podczas wojny. Najczęściej jednak publicyści zlewają te raporty w jakąś jedną całość, zniekształcając obraz historii.
A mówiąc o propagandzie sowieckiej przypomnijmy, że twierdziła ona i wmawiała społeczeństwom przez wiele powojennych lat, że np. w Majdanku zginęło półtora miliona ludzi (co miało stanowić efekt “dogłębnych badań komisji naukowców radzieckich”- cytat z wydawanych po wojnie książek, rozpowszechnianych w milionowych nakładach), w KL Auschwitz – nawet 10 milionów, w Treblince – 3 miliony (dzisiaj dowodzi się od 80 tysięcy do maksymalnie 250 tysięcy), a w Sobiborze – 350 tysięcy (dzisiaj dowodzi się 15 tysięcy ofiar).
Powstaje zatem pytanie, czy aby ta wspaniała postać rotmistrza Pileckiego nie została perfidnie wykorzystana przez komunistów aby uwiarygodnić powojenną propagandę sowiecką, przypisując mu – już po wojnie – trzeci Raport, bądź dodając doń pikantne szczegóły zgodne z narracją propagandy. Naukowcy, badacze, historycy – polecamy rzetelne zajęcie się tym tematem.
A jakby przy okazji, oraz w związku z “Raportem Pileckiego”, zwracamy się do Czytelników o wskazanie nam jakiegokolwiek dokumentu pochodzącego z czasów wojny, w tym jakiegokolwiek dokumentu służb wywiadowczych Aliantów, w którym mowa jest o masowym gazowaniu więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych. Trudne zadanie, prawda? No, chyba, że będzie to… “Raport Pileckiego”… powstały po wojnie, na który powołują się niektórzy osobnicy nazywający się historykami, których stać jedynie na wzajemne i bezkrytyczne cytowanie siebie, kolegów i niesprawdzonych dokumentów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 27 maja 2015, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=26473

25 maja 1948 – Zbrodnia sowieckich kelnerów na bohaterze Polski
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky



We wtorek 25 maja 1948 roku o godzinie 21:30, w sowieckim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej 37 w Warszawie, został zamordowany rotmistrz Witold Pilecki (*13 V 1901 †25 V 1948).

Ze wszystkich powojennych zbrodni sowieckich kelnerów w Polsce ta była jedną z najohydniejszych, bo zamordowano bohatera akcji specjalnej w KL Auschwitz, najdzielniejszego z dzielnych.

Witold Pilecki znalazł się w niemieckim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau dobrowolnie, w wyniku świadomie podjętej decyzji, uzgodnionej z dowódcami konspiracyjnej Tajnej Organizacji Wojskowej, której był współzałożycielem. Zważywszy na to, czym był Auschwitz, tę decyzję Pileckiego, powziętą w interesie braci i sióstr cierpiących głód, ból i upokorzenie, należy uznać za heroiczną. Można powiedzieć więcej: to była decyzja człowieka dążącego świadomie do świętości – co by potwierdzały ostatnie lata życia i męczeńska śmierć. Człowieka działającego jako narzędzie Bożej Opatrzności.
W czwartek 19 września 1940 „Witold” (takiego pseudonimu używał w organizacji) dał się Niemcom „złapać” podczas łapanki w Warszawie, przy al. Wojska Polskiego 40. Miał przy sobie staranie przygotowane, fałszywe papiery. Teraz był Tomaszem Serafińskim, byłym polskim żołnierzem. Swojego nowego „życiorysu” uczył się starannie na pamięć, by go nie przyłapano i niczego nie podejrzewano. Życiorys musiał być „zrównoważony”: nie taki, za który mogli zabić i nie taki, by wypuścili… Musiał być w sam raz. Ot, taki, by zasłużyć na obóz i niemiecką „resocjalizację”.
Przez całe lata miliony Polaków pasjonowały się zmyślonym życiorysem sowieckiego agenta, występującego pod nazwiskiem Hans Kloss, i tandetnym scenariuszem tej bzdurnej opowieści. Zmyślony Kloss ma dziś swoje muzeum [!] i tysiące bezmyślnych fanów licytujących się, który z nich najwięcej godzin spędził oglądając swojego idola. Podobno rekordzista obejrzał serial ponad 50 razy…
Rotmistrz Witold Pilecki „Druh” miał życie jak gotowy scenariusz filmu – prawdziwego, nie konsultowanego z Zarządem Politycznym sowieckiego wojska polskiego ani z Głównym Urzędem Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Jednak Pilecki nie ma w wolnej Polsce ani muzeum, ani dobrego filmu fabularnego (poza schematycznym, pozbawionym wyrazu i nieprawdziwym w wielu sprawach spektaklem TVP, o którym mało kto, pamięta). Ulice rotmistrza Pileckiego trzeba radnym w Koszalinie i Wrocławiu „wyrywać z gardła”. Wolą Gwardię Ludową czy pruska promenadę…
Pilecki ryzykował w obozie nie tylko śmierć z ręki kapo albo z powodu choroby wywołanej niedożywieniem, ciężką pracą i warunkami pobytu. Ryzykował rozpoznanie, co też oznaczałoby natychmiastową śmierć. Wielu ludzi znało przecież „Druha” (to był jego drugi pseudonim) z widzenia i z nazwiska.
Trafił do obozu w nocy z soboty na niedzielę 21/22 września 1940. Tak ją wspominał: Transport wtacza się na bocznicę kolejową w Oświęcimiu. Noc. Wagony zostają otwarte. W świetle reflektorów, za pomocą bicia pałkami opróżnia się wagony. Wokół stoją Niemcy w czarnych mundurach. Krzyki Niemców, jęki bitych i szczutych
psami więźniów, strzelanina. Wydawało mi się, że znalazłem się w samym piekle.
To było piekło i koniec świata dla jego współtowarzyszy. Jego siłą była natomiast jego misja. Mimo piekielnego otoczenia, miał świadomość, że ta niedziela jest dopiero początkiem nowej drogi, tej najważniejszej w całym dotychczasowym życiu. Był żołnierzem z krwi i kości, żądnym nowych wyzwań i żądnym chwały. Był harcerzem. Pomoc słabszym to właśnie zadanie harcerza.
Druh Witold przybył do Auschwitz w ramach tzw. drugiego transportu warszawskiego, złożonego z 1.705 więźniów Pawiaka. Przybył we wczesnym okresie istnienia obozu, jeszcze nie rozbudowanego do monstrualnej sieci miejsc pracy niewolniczej i zagłady. Jeszcze planowanego wówczas przede wszystkim dla Polaków, a nie dla Żydów. Ledwie 3 miesiące wcześniej, 14 czerwca 1940, przybył przecież do obozu pierwszy wielki transport polski z Tarnowa, 728 więźniów politycznych.
Witold Pilecki vel Tomasz Serafiński, więzień nr 4859, rozpoczął swoją misję w warunkach ekstremalnych, wymagających hartu i heroizmu każdego dnia. Musiał znaleźć odpowiednich ludzi do pracy konspiracyjnej a jednocześnie musiał spełnić podstawowy warunek: nie dać się zabić…
Podstawowym celem jego misji było założenie tajnej organizacji, która miała zorganizować samopomoc wśród więźniów, ratowanie ich – zwłaszcza tych niezbędnych w pracy konspiracyjnej – przed śmiercią, chorobą, dekonspiracją. Miała podtrzymywać ducha wytrwania i oporu. W decydującym momencie, w sprzyjających warunkach, organizacja miała opanować obóz, by nie pozwolić na jego „likwidację”, czyli masowy mord na więźniach.

Zwraca uwagę charakterystyczna nazwa organizacji: Związek Organizacji Wojskowej (ZOW). Kojarzy się ona z przedwojennymi jeszcze pracami Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza, dotyczącymi dywersji pozafrontowej na wypadek przegranej wojny. Przewidywano w tej sytuacji tworzenie tajnych organizacji wojskowych. Rotmistrz Pilecki był więc żołnierzem wojska polskiego nawet w obozie! W listopadzie 1941 dowódca główny AK, gen. Stefan Rowecki „Grot” awansował go na stopień porucznika (awans na rotmistrza w listopadzie 1943) za gorliwą służbę i za perfekcyjne wykonanie zaplanowanych zadań. Za wykonanie ważnych zadań o znaczeniu wojskowym w obozowym pasiaku i na chwiejących się nogach!
Druh Witold i jego współtowarzysze niedoli stworzyli w obozowych warunkach organizację, która miała wszędzie w obozie swoich ludzi, bez których także późniejsza ucieczka Pileckiego z obozu byłaby niemożliwa. Organizacja przygotowywała raporty o sytuacji w obozie dla Armii Krajowej. Raporty, z których na Zachodzie zrobiono niewielki użytek, ale na to determinacja i siła ducha konspiratorów nie miały już żadnego wpływu.
Sprawozdania – meldunki o zbrodniach ludobójstwa w Auschwitz organizacja Witolda Pileckiego przesyłała przez obozowe, pralnicze komando do Warszawy i przez komórkę „Anna” w Szwecji do zachodnich aliantów. Także za pośrednictwem uciekinierów, jeśli były to ucieczki zaplanowane przez ZOW, takie jak głośne ucieczki Wincentego Gawrona i Stefana Bieleckiego z maja 1942 oraz Eugeniusza Bendera, Kazimierz Piechowskiego i Stanisława Jastera miesiąc później. W kwietniu 1943 przyszła pora na ucieczkę Pileckiego, razem z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim. Pora najwyższa, groziła bowiem dekonspiracja. Misja druha Witolda była wypełniona, do wykonania reszty zadań pozostawiał w obozie rozwiniętą, skutecznie działającą sieć konspiracyjną.
Mam opisać możliwie suche fakty, jak tego chcą moi koledzy – pisał już po ucieczce z obozu rotmistrz Pilecki, rozpoczynając swój Raport Witolda. Spróbuję więc, lecz człowiek przecież nie był z drewna. Już nie mówię z kamienia – chociaż wydawało się, że i kamień nieraz musiałby się spocić. Czasami więc, wśród podawanych faktów, będę jednak wstawiał myśl, wyrażającą to, co się czuło. Nie wiem, czy koniecznie ma to obniżać wartość napisanego. Nie było się z kamienia – często mu zazdrościłem. Miało się jeszcze ciągle bijące, czasem w gardle, serce, kołaczącą gdzieś myśl, czasami łapałem ją z trudem… Bez tego serca Witold nie byłby Witoldem.
Druh Witold kończył swój raport wrażeniami z wolności. Nie żałował gorzkich słów. Tę część raportu należałoby dedykować każdemu z nas – ludziom żyjącym prawie 70 lat później – bo nic nie straciły na znaczeniu:
Teraz chciałem jeszcze powiedzieć, co czułem w ogóle wśród ludzi, gdy się znowu pomiędzy nimi znalazłem, wracając z miejsca, o którym naprawdę można powiedzieć: <Kto wszedł, ten umarł. Kto wyszedł, ten się narodził na nowo>. Jakie wrażenie odniosłem nie wśród tych najlepszych lub najgorszych, lecz w ogóle w całej masie ludzkiej po powrocie do życia na ziemi. Czasami wydawało mi się, że chodząc po wielkim domu, otworzyłem nagle drzwi do jakiegoś pokoju, gdzie są same dzieci… Tak, był przeskok zbyt wielki w tym, co dla nas było ważne, a co za ważne uważają ludzie, czym się kłopoczą, cieszą i martwią. Lecz to jeszcze nie wszystko… Zbyt widocznym stało się teraz powszechne jakieś krętactwo. Biła wyraźnie w oczy jakaś praca niszcząca nad zatarciem granicy pomiędzy prawdą a fałszem. Prawda stała się tak rozciągliwa, że naciągano ją, przysłaniając wszystko, co ukryć było wygodniej. Skrzętnie zatarto granicę pomiędzy uczciwością a zwykłym krętactwem. Nie to jest ważne, co napisałem dotychczas na tych kilkudziesięciu stronach, szczególnie dla tych, co będą je czytać li tylko jako sensację, lecz tutaj chciałbym pisać tak wielkimi literami, jakich nie ma, niestety, w maszynowym piśmie, żeby te wszystkie głowy, co pod pięknym przedziałkiem mają wewnątrz przysłowiową wodę i matkom chyba tylko mogą dziękować za dobrze sklepione czaszki, że owa woda im z głów nie wycieka – niech się zastanowią głębiej nad własnym życiem, niech się rozejrzą po ludziach i zaczną walkę od siebie, ze zwykłym fałszem, zakłamaniem, interesem podtasowanym sprytnie pod idee, prawdę, a nawet wielką sprawę…
KL Auschwitz-Birkenau był największym niemieckim obozem koncentracyjnym i obozem zagłady na świecie. Zgładzono tu ponad milion ludzi z Polski, Austrii, Belgii, Czechosłowacji, Danii, Francji, Grecji, Holandii, Jugosławii, Luksemburga, Niemiec, Norwegii, Rumunii, Węgier, Włoch, Związku Sowieckiego, Hiszpanii, Szwajcarii, Turcji, W. Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Polska organizacja oporu działała – dzięki druhowi Witoldowi – już od jesieni 1940. To dzięki Polakom powstała także później, od roku 1943, tajna organizacja międzynarodowa. Auschwitz-Birkenau jest obecnie Pomnikiem Męczeństwa Narodu Polskiego i Innych Narodów. Jest międzynarodowym miejscem pamięci, z Międzynarodowym Pomnikiem Męczeństwa. Tylko dla druha Witolda ciągle brakuje tam godnego miejsca, tak zresztą jak i w całej Polsce i w „zjednoczonej” Europie, która nie życzyła sobie, by wymieniać jego nazwisko przy okazji rezolucji potępiającej totalitaryzmy odpowiedzialne za nieszczęścia II wojny światowej i za zbrodnie powojenne. Trzeba go nieustannie przypominać i upominać się o należne mu miejsce.


Piotr Szubarczyk

Wolna Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 28 maja 2015, 11:05 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Oddać Polsce bohaterów - prawdziwa historia IPN. Polecamy nowy numer "wSieci Historii"!

Obrazek

Oddać Polsce bohaterów – nie tylko lustracja, Andrzej Zawistowski oraz Dorota Kalita przedstawiają prawdziwą historię Instytutu Pamięci Narodowej, a Rafał Leśkiewicz pisze jak powstawał Urząd Ochrony Państwa. W nowym wydaniu miesięcznika „wSieci Historii” Przemysław Benken przytacza do dziś nieznaną historię tajnego współpracownika o pseudonimie „Górnik” – fałszywego przyjaciela weteranów batalionu „Zośka”.

Najnowszy numer miesięcznika „wSieci Historii” w sprzedaży od 28 maja br. także w formie e-wydania dostępnego na urządzeniach mobilnych z systemem iOS oraz Android w bezpłatnej aplikacji wSieci.

Historię IPN w 15. rocznicę powstania opisują Andrzej Zawistowski oraz Dorota Kalita.

Twórcy projektu ustawy o IPN zawarli w preambule ważne przesłanie oddające istotę wartości, którym miała służyć. Chodziło m.in. o ocalenie pamięci o ofiarach poniesionych przez naród polski w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, o patriotycznych postawach społeczeństwa w walce z okupantami: niemieckim i sowieckim, o czynach na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego

— przypomina Kalita w zamieszczonym na łamach miesięcznika fragmencie swojej pracy „(Nie)chciane dziecko III RP”.

Z kolei Zawistowski zwraca uwagę, że - (…) to Biuro Edukacji Publicznej stało się najbardziej rozpoznawalną częścią IPN, okrętem flagowym Instytutu – jak określali jego kolejni prezesi.

Obecny kształt Biura Edukacji Publicznej to przede wszystkim zasługa ludzi go tworzących. Niewątpliwie najbardziej zaważyła na nim koncepcja pierwszego dyrektora – dr. hab. Pawła Machcewicza. Gdy obejmował funkcję, mimo młodego wieku (34 lata) był już samodzielnym pracownikiem nauki z wykrystalizowanym poglądem na sposób budowania przekazu o dziejach najnowszych

— przypomina historyk.

Jak powstawał UOP? – opisuje na łamach miesięcznika Rafał Leśkiewicz. Przypomina:

Równolegle do procesu likwidacji SB budowano fundamenty nowych służb specjalnych. W połowie czerwca 1990 r. utworzono 14 delegatur Urzędu Ochrony Państwa (…) Na początku lipca opracowano strukturę organizacyjną UOP i określono jego zadania. Skoncentrowano je w ramach czterech podstawowych grup: rozpoznawanie i przeciwdziałanie zagrożeniom godzącym w bezpieczeństwo, obronność, niezależność i całość państwa; wykrywanie i zapobieganie przestępstwom szpiegostwa i terroryzmu; zapobieganie i wykrywanie innych poważnych przestępstw przeciwko państwu; rozpoznawanie i przeciwdziałanie naruszaniu tajemnicy państwowej

— wymienia Leśkiewicz.

Do dziś nieznaną historię tajnego współpracownika o pseudonimie „Górnik”, fałszywego przyjaciela weteranów z batalionu „Zośka” przedstawia Przemysław Benken.

Adam Abramowicz, kryjący się pod pseudonimem „Górnik”, odegrał w donoszeniu na tzw. zośkowców rolę szczególną. Warto byłoby opisać „karierę” tego TW, gdyż jego personalia nie były dotąd znane historykom

— wyjaśnia autor tekstu.

Miesięcznik „wSieci Historii” kolportowany jest w kioskach w całej Polsce w klasycznym formacie, objętości 100 stron i cenie 7,90 zł. Dostępny jest także w formie e-wydania - szczegóły na http://www.wsieci.pl/e-wydanie-sieci-historii.html.

svl

autor: wSieci Historii

http://wpolityce.pl/polityka/246186-odd ... i-historii

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bohaterowie wyklęci
PostNapisane: 29 maja 2015, 20:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
A tak Białystok oddał hołd rotmistrzowi Pileckiemu w 67 rocznicę jego śmierci, 25 maja 2015.
Zapraszam do obejrzenia.



_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 225 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /