Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 01 kwi 2014, 14:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... dyz_2.html

"I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni". Dz. 4,12

Obrazek

Dzisiaj Kościół pragnie podkreślić i pokazać nam ogromne znaczenie Najświętszego Imienia Jezus. To Imię, które Bóg Ojciec wybrał dla swojego Syna jest jednocześnie w swoim znaczeniu nakreśleniem misji, jaką Jezus wypełnił na ziemi. Jest wskazaniem na tę właśnie misję. To Imię jest imieniem Zbawiciela. Oznacza, iż Ten, kto nosi to Imię dokonuje rzeczy największej, jedynej, niepowtarzalnej. Jezus jako jedyny dokonał dzieła pokonania szatana, wszystkie grzechy wziął na siebie i okryty tymi grzechami przedstawił się Ojcu, prosząc o Jego Miłosierdzie dla każdego z nas. Jezus zdecydował się na męczeńską śmierć ze względu na miłość; miłość, jaka łączy Go z Ojcem i miłość, jaką jest On sam i cała Trójca Święta. Będąc Miłością kocha całe stworzenie, a szczególnie wśród stworzenia wyróżnia człowieka. To Imię Jezus powinno w naszych sercach powodować wielkie wzruszenie, kiedy je wypowiadamy; powinno wzbudzać w nas wielką miłość i wielką tęsknotę. Bowiem jest to Imię naszego Boga, Boga Zbawiciela; Boga, który oddał swoje życie za każdego z nas, który ofiarował nam swoje Boskie życie, byśmy mogli żyć wiecznie.


Imię Jezus wskazuje na to, Kim jest Osoba nosząca to Imię. Warto zapamiętać, aby, gdy wypowiadamy słowo Jezus, mieć przed oczami od razu całe Dzieło Zbawcze; aby mieć przed oczami Krzyż i umierającego na nim Jezusa; aby mieć Go przed oczami Zmartwychwstałego; aby mieć przed oczami Jezusa, który z miłością naucza i uzdrawia. To Imię Jezus jest imieniem pełnym mocy. Posługując się tym Imieniem, Apostołowie dokonywali rzeczy niemożliwych. A pełniąc wolę Boga, mogli w całej otwartości serca posługiwać się niejako tym Imieniem dla dobra dusz. W Imię Jezusa prosili o uzdrowienie, prosili o wskrzeszenie, chrzcili i nakładali ręce, by zstępował Jezusa Duch.
Jak wielka moc jest w tym Imieniu, skoro Apostołowie czynili rzeczy tak wielkie, jak wielkie czynił rzeczy sam Jezus. Jak wielka musiała być wiara Apostołów! Ale jeszcze większa miłość, która łączyła Apostołów z Jezusem. Ta miłość otworzyła przed nimi zrozumienie, kim jest Jezus; zrozumienie, które sprawiło, iż ich serca poznały Prawdę i tę Prawdę przyjęły. Jak wielka musi być to Prawda, skoro w imię tej Prawdy mogli dokonywać tak niezwykłych znaków. Współcześnie trudno jest spotkać tak wielką miłość, a w związku z tym tak wielkie poznanie i zrozumienie Boga, przyjęcie Go z wiarą. A przecież Imię Jezusa nadal pozostaje imieniem Boga. I nadal oznacza Zbawiciela; Tego, który jako jedyny pokonał szatana i jest jedyną tak wielką Mocą, Siłą i Potęgą.
My niejako otrzymaliśmy to Imię. Każdy z nas od momentu Chrztu św. włączony jest do Kościoła, który należy do Jezusa, jest Jego cząstką. Jezus każdemu z nas oddał się całkowicie w swojej Ofierze Krzyża i nieustannie tę Ofiarę ponawia podczas każdej Eucharystii. On stał się naszą własnością. A więc posiadamy Jezusa. Jego Imię mamy prawo wypowiadać. Czy rzeczywiście za każdym razem, kiedy Je wypowiadamy, czynimy to z szacunkiem, wielką miłością, z drżeniem w sercu i z tą świadomością niezwykłej mocy, jaka jest w tym Imieniu? Pismo św. mówi o tym, iż na to Imię zegnie się każde kolano, tak wielkiej mocy jest to Imię. Czy rzeczywiście padamy na kolana, kiedy wypowiadamy Imię Jezus? Czego zatem nam brakuje, że nie doświadczamy niezwykłości tego Imienia? Miłości. Przyjęcia tej miłości, wiary. Mocy Jezusa doznali ci, którzy przyszli do Ogrodu Oliwnego, aby Go pojmać. Kiedy zapytali o Jezusa, a On odpowiedział, że jest Tym, którego szukają, wielka moc rzuciła ich na ziemię i nie byli w stanie się poruszyć. To prawda, Jezus objawił im swoją chwałę, swoją moc. Ale byli to ludzie, którzy nie znali Jezusa, nie wiedzieli, kim jest, najęli się to takiej, a nie innej pracy. Kiedy doznali tej mocy, wielu z nich nawróciło się.
Czy ty zastanawiasz się czasem nad tym pięknem Bożego Imienia Jezus, nad darem, jaki otrzymałeś w tym Imieniu? Czy posługujesz się tym Imieniem, aby wyrazić miłość, cześć i uwielbienie? Czy wypowiadasz Je zawsze w chwilach, kiedy wierzysz głęboko w realną obecność Boga, w Jego obecność w twoim życiu, obecność czynną? Czy wypowiadając to Imię rzeczywiście oddajesz Bogu chwałę? Czy w twoim sercu jest wtedy cześć dla Boga, uwielbienie, jest jednocześnie pokora, uniżenie przed Nim? Czy w twoim sercu wtedy jest wiara, iż wypowiadasz Imię Jedynego Boga, prawdziwego Boga? Czy tak kochasz, że pieścisz swojego Boga samym wypowiadaniem Jego Imienia? Czy wypowiadając Jego Imię pragniesz z całych swoich sił, całą swoją duszą wyrazić swoją wielką czułość? Czy doświadczasz tego uczucia tkliwości, kiedy myślisz o Jezusie?
To prawda, nie da się odłączyć Imienia Jezus od Osoby, od Boga. Czy zatem cały rozpływasz się w zachwycie, gdy chociażby czynisz znak krzyża? A wtedy wypowiadasz aż trzy Boskie Imiona. Czy wymówienie Imienia Jezus wprowadza ciebie w głęboką kontemplację, czy przybliża ciebie to słowo do samego Bożego Serca? Czy mówiąc Imię Jezus już tulisz się do stóp wiszącego na Krzyżu Zbawiciela i całujesz Jego Rany? Czy bierzesz Maleńkiego Jezusa w objęcia i całujesz Jego oczka, policzki i czółko? Czy wypowiadając to Imię padasz przed Nim do Jego stóp i prosisz, aby cię uzdrowił, aby cię oczyścił, aby cię podniósł? Czy wypowiadając to Imię pragniesz, aby przemienił ciebie w Siebie, by to Imię wybrzmiewało nieustannie w tobie i przemieniało ciebie? Czy z twoich oczu płyną łzy wzruszenia, kiedy wybrzmiewa w twoich ustach to Imię, kiedy cały zamierasz z niezwykłości doznania przy wypowiadaniu tego Imienia? Czy prawdziwie wstępujesz do Nieba wypowiadając to Imię, by wraz z Aniołami, Świętymi wielbić, wyśpiewywać chwałę, oddawać cześć? Czy wiesz, że byli Święci, którzy wypowiadając tylko Imię Jezus, potrafili godzinami kontemplować Bożą obecność, adorować Boga, wielbić Go? Czy wiesz, że samo Imię Jezus wprawiało niektórych w ekstazę, w wielkie uniesienie, a dusza ich wędrowała ku Temu, Który był ich jedyną i największą Miłością? Czy wiesz, że dla tego Imienia zdolni byli do wszelkiego szaleństwa? I nieważna była dla nich opinia otoczenia, reakcja na ich zachowanie. Czy ty tak kochasz, by dla tego Imienia poświęcić wszystko?
Rozważajmy dzisiaj jeszcze ten niezwykły Dar otrzymany od Boga – Dar Imienia Jezus. Żydzi nie śmią wypowiadać Imienia Bożego i zastępują to Imię różnymi określeniami. A nam Bóg dał to swoje Imię, byśmy się Nim posługiwali. Czy nie jest to wyróżnienie? Czy nie jest to przejaw wielkiej miłości? Czy nie oznacza to wybrania? To niezwykłe. Bóg wywyższył samego człowieka. Choć człowiek niegodny, to jednak Bóg wcielił się w człowieka, stał się człowiekiem. I w dodatku dał Imię swoje, by każdy, kto Je będzie wypowiadał mógł się uświęcić. Prośmy Ducha Świętego, niech Duch Święty wyjaśnia nam, daje zrozumienie niezwykłości tego Imienia, piękna, wielkości daru tego Imienia. Niech poruszy serca wielką miłością i wiarą, byśmy od dzisiaj wypowiadając to Imię prawdziwie kochali, wierzyli. I tak jak Apostołowie, byśmy tym Imieniem posługiwali się dla dobra dusz, dla ich zbawienia. Swoje serca dzisiaj oddajmy Bogu, prosząc, by to On w nas swoje Imię wyrył; by to On swoje Imię w nas zakorzenił, by to Imię wrosło w nas, by było z nami złączone, zjednoczone nierozerwalnie. Byśmy tym Imieniem żyli, by to Imię nadawało sens naszego życia.
Imię Jezus jest najpiękniejsze, jest najświętsze, jest pełne mocy. Zawiera w sobie całe Dzieło Stwórcze Boga, niesie Zbawienie, uzdrawia, oczyszcza i wskrzesza. To Imię, jedyne takie Imię, nam zostało dane. Możemy i powinniśmy być dumni, nosić Je w sercu z wielką radością, nigdy się tego Imienia nie wstydzić, otaczać Je wielką czcią, szacunkiem, miłością. To Imię - to przecież sam Bóg. Ten, kto kocha Boga, wypowiada Jego Imię z największą miłością i nigdy, nigdy nie nuży się wypowiadaniem tego Imienia. Ono samo wystarczy za wszelką modlitwę uwielbienia, dziękczynienia, prośby, uniżenia. Spróbujmy modlić się samym Imieniem Jezus, szczerze, wkładając w to całe swoje serce. Spróbujmy, na osobistej modlitwie, podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu modlić się właśnie tym Imieniem, a zobaczymy, jak głęboka będzie nasza modlitwa i poprowadzi nas ku zjednoczeniu z Bogiem. Bo przecież Jezus jest Pośrednikiem pomiędzy Niebem a ziemią; tą Drogą, po której możemy iść; łączy Boga z człowiekiem, człowieka z Bogiem. To Jezus, nikt inny. Umiłujmy Imię Jezus i od tej pory wypowiadajmy Je zawsze z najgłębszą miłością. A gdy zaprosimy Maryję do swego serca, również i Ona w nas będzie to Imię wypowiadać jako Jego Matka, jako Jego umiłowana Oblubienica, jako Jego Córka, jako Jego stworzenie, jako dusza zjednoczona z Bogiem.

źródło malenkadroga.pl

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 03 kwi 2014, 21:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... st-do.html

Święta Katarzyna z Sieny - List do papieża Grzegorza XI do przemyślenia


Obrazek


List - Do Papieża Grzegorza XI marzec - kwiecień 1376

W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi. Najdroższy i najmilszy Ojcze Święty w Chrystusie, słodkim Jezusie. Ja, twoja niegodna córka, Katarzyna, sługa i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, piszę do ciebie w drogocennej Krwi Jego, przepełniona pragnieniem ujrzenia pełni łaski Bożej w tobie. Pragnę, abyś z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata. Proszę cię, miły mój Ojcze Święty, użyj skwapliwie narzędzia swej władzy i mocy z nienasyconym pragnieniem pokoju, chwały Bożej i zbawienia dusz. Jeżeli zaś mi powiesz, Ojcze: świat jest tak udręczony i niespokojny, więc jakże osiągnę pokój? Wtedy odpowiem ci tak w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego: mocą swej władzy musisz dokonać trzech rzeczy.
Przede wszystkim musisz wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i chciwością oraz nadęte pychą, czyli złych pasterzy i przełożonych, którzy swą zgnilizną zatruwają i zanieczyszczają ten ogród. O, miły nasz zarządco, byłoby naprawdę dobrze, gdybyś użył swej władzy do wykorzenienia i wyrzucenia cuchnących kwiatów. Wyrzuć je daleko, żeby nie miały już dostępu do władzy. Zmuś je, aby starały się odzyskać najpierw panowanie nad sobą, prowadząc święte i dobre życie. W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa, troszczą się tylko o chwałę Bożą i o zbawienie dusz oraz opiekują się ubogimi.
Oj, Boże mój, Boże, jaki to wstyd patrzeć na ludzi, którzy powinni być wzorem dobrowolnego ubóstwa i powinni rozdawać ubogim dobra Kościoła świętego, a tymczasem oddają się przyjemnościom, zaszczytom, przepychowi, ucztowaniu i innym marnościom tego świata, tak jakby więcej nić po tysiąckroć przynależeli do tego świata, tak jakby więcej niż po tysiąckroć przynależeli do tego świata. Co więcej, wielu świeckich zawstydza ich dobrym i świętym życiem. Wydaje mi się, że najwyższa i odwieczna Dobroć pozwala przeprowadzić siłą to, czego nie udało się przeprowadzić miłością. Przyzwala, aby jej Oblubienicy zostały odebrane owe zaszczyty i przyjemności. Pokazuje wyraźnie, iż chciałaby, żeby Kościół powrócił do pierwotnego stanu ubóstwa, pokory i łagodności i stał się taki, jakim był w owym świętym czasie, kiedy nie dbano o nic, tylko o chwałę Boża i zbawienie dusz, kiedy troszczono się o sprawy duchowe, a nie cielesne. Sytuacja zaczęła się pogarszać wtedy, gdy zaczęto dbać bardziej o ciało niż o ducha, za co – jak widzisz – Bóg przyzwolił na wielki ucisk i prześladowanie. Ojcze, nabierz otuchy, nie lękaj się niczego, co się wydarzyło albo dopiero wydarzy, a co Bóg zsyła po to, aby przywrócić świetność swemu królestwu i aby w Jego ogrodzie pasły się owieczki, a nie wilki pożerające i przywłaszczające sobie chwałę należną Bogu. Ojcze Święty, upodobnij się do Chrystusa, słodkiego Jezusa. Mam nadzieję, że gdy użyjesz opisanego wyżej sposobu, wspomożenie Boże i pełnia Jego łaski będzie zawsze przy tobie. Wówczas wojna zamieni się w wielki pokój, a rozbicie – w wielką jedność. Świętą cnotą, a nie ludzką siłą, pokonasz widzialne diabły, czyli niegodziwe stworzenia, a także niewidzialne diabły , które nigdy nie dają nam spokoju.
Wiedz jednak, miły Ojcze Święty, iż trudno ci będzie dokonać tego wszystkiego, jeżeli nie załatwisz dwóch innych spraw, które są nawet ważniejsze od pierwszej. Chodzi mi o twe przybycie i o podniesienie sztandaru najświętszego krzyża. Niechaj żaden skandal czy też bunt miasta, który ujrzysz albo o którym usłyszysz, nie zagaszą twego świętego pragnienia. Wprost przeciwnie – niechaj się powiększa płomień świętego pragnienia, które ci każę działać natychmiast. Ojcze Święty, nie opóźniaj twego przybycia. Nie daj wiary szatanowi, który stara się temu przeszkodzić, bo przewiduje twoje straty. Próbuje więc wywołać zgorszenie, odbierając ci twoją własność i starając się pozbawić cię ludzkiej miłości i sympatii. A ja ci mówię, Ojcze mój w Jezusie Chrystusie, przybywaj natychmiast, przybywaj jak łagodny baranek. Odpowiedz Duchowi Świętemu, który cię przyzywa. Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka. Postąpisz wówczas tak, jak umęczony Baranek, który przyszedł z wielką łagodnością i nieuzbrojoną ręką pokonał nieprzyjaciół naszych, używając tylko broni miłości. Troszczył się tylko o sprawy duchowe i o przywrócenie człowiekowi łaski utraconej przez grzech.
Oj, biada nam, biada, Ojcze mój miły, proszę cię i powtarzam ci, abyś przyszedł i łagodną ręką pokonał naszych nieprzyjaciół. Mówię ci w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego, nie wierz doradcom szatana, którzy chcieliby przeszkodzić temu świętemu i dobremu postanowieniu. Ojcze Święty, bądź człowiekiem odważny, a nie bojaźliwym. Odpowiedz na wezwanie Boga, przyjdź objąć w posiadanie miejsce chwalebnego pasterza, świętego Piotra, bowiem jesteś jego następcą. Podnieś sztandar krzyża świętego. Tak jak przez krzyż zostaliśmy uwolnieni , tak teraz, podnosząc ten sztandar, który jest pocieszeniem dla chrześcijan, zostaniemy uwolnieni od wojny, podziałów i licznych nieprawości, a lud niewierny – od niewiary. W ten sposób dokonasz reformy świętego Kościoła i przywrócisz mu dobrych pasterzy. Przywrócisz też jego sercu płomienną miłość i umocnisz go, gdyż niegodziwe łakomczuchy wyssały tyle krwi Kościołowi, że aż pobladł. Nabierz otuchy i przybywaj, Ojcze, nie każ dłużej czekać sługom Bożym, udręczonym pragnieniem ujrzenia cię. Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga. Po tym, co się wydarzyło w Bolonii , nie porzucaj myśli o pokoju, ale przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twych kolanach jak łagodne baranki i będą cię prosić o miłosierdzie.
Nic już więcej nie powiem. Proszę cię, Ojcze Święty wysłuchaj tego, co ci powie brat Rajmund oraz inni moi synowie, którzy przybędą z nim. Przychodzą oni w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego i moim, a są to naprawdę dobre sługi Chrystusa i wierne dzieci świętego Kościoła. Wybacz mi, Ojcze, moją niewiedzę. Niechaj mnie usprawiedliwi przed tobą miłość i ból dyktujący mi te słowa. Niechaj Wasza Świątobliwość udzieli mi błogosławieństwa.
Wytrwaj w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Jezu słodki, Jezu miłości.

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 05 kwi 2014, 11:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... ronka.html

Matka Boża Boruńska – zapomniana Patronka Polaków
Emilia Górska-Obara, Filip Obara

Obrazek

Historia tego cudownego wizerunku pokazuje, że istnieją na świecie miejsca prawie zupełnie nieznane, a tak wspaniale uczczone bezpośrednim wpływem Boga i Jego Rodzicielki. XVII wiek był kryzysowym momentem w dziejach I Rzeczypospolitej. Konflikty ze Szwecją, Turcją i Rosją bardzo osłabiły i wyniszczyły nasz kraj. Wojnom często towarzyszyły choroby i zarazy. Wszystko to przyczyniło się do dużych strat ludności, w wyniku czego brakowało rąk do pracy. Był to również okres wielkiej próby dla szlachty, ubożejącej i często zapominającej o dobru państwa. Dającej się przekupić tym spośród magnatów, którzy nadużywali swych praw, osłabiając z kolei władzę królewską.
Pomimo wszystkich klęsk i wewnętrznych słabości Bóg nie opuścił naszego narodu, o czym świadczą chociażby liczne objawienia i cuda Najświętszej Bogurodzicy, a wśród nich obrona Jasnej Góry, która dała Polakom siłę, by ocalić ojczyznę od najazdu protestanckich Szwedów.
W tych ciężkich czasach Niepokalana okazywała naszym rodakom, że dba nie tylko o ich polityczne sprawy, ale gotowa jest okryć płaszczem swej opieki wszystkich, którzy się do niej uciekają. Jednym z przykładów opieki, jaką roztaczała nad „maluczkimi” jest historia cudownego wizerunku Matki Bożej Boruńskiej Pocieszycielki Strapionych, spoczywającego w nikomu nie znanym zakątku Wielkiego Księstwa Litewskiego (dziś na terenie Białorusi). Wieś Boruny przez wieki słynęła w pieśniach, a lud uciekał się pod opiekę Królowej z Dzieciątkiem przedstawionej na tamtejszym obrazie. Świadectwo tego kultu odnajdujemy między innymi w wierszu Adama Mickiewicza pt. Nocleg:
Wtem błysnęło nad wzgórkiem... Czy piorun?
Piorun u nas nie bije w tę porę:
O Najświętsza! o Maryjo z Borun!
Ratuj ich, ratuj dzieci... dom gore.

Skarb z Nieba
Historię Maryi Boruńskiej poznajemy dzięki zapiskom biskupa kijowskiego Leona Kiszki, żyjącego w latach 1668-1728. Pierwsza wzmianka o pochodzeniu obrazu informuje nas, iż był on przechowywany przez ojca Jozafata Brażyca, bazylianina. Był to kapłan prawdziwie pobożny. Z anielską cierpliwością wysłuchiwał w konfesjonale grzechów i trosk swoich wiernych, a wszystkie potrzebne dla swych owieczek łaski wypraszał u stóp cudownego obrazu. W roku 1666 podczas wielkiej zarazy, jaka wybuchła w Mińsku Pani Niebieska po raz pierwszy objawiła się nieprzytomnemu księdzu, upraszając mu ocalenie życia. Od tego momentu został on obdarzony szczególnym charyzmatem wyganiania złych duchów. Po latach ofiarnej służby, przeczuwając swą śmierć, przekazał najcenniejszy skarb, obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, swemu krewnemu, zubożałemu szlachcicowi – Mikołajowi Pieślakowi.
Spadkobierca ojca Brażyca nie zechciał należycie uczcić świętego wizerunku, lecz owinął go w płótno i schował do skrzyni w folwarcznym budynku gdzieś na Koziakowszczyźnie. Wkrótce jednak Matka Boża dała o sobie znać poprzez cudowny płomień światła otaczający folwark. Nikt nie potrafił wytłumaczyć tego zjawiska, ale od tej pory osada cieszyła się specjalnym błogosławieństwem Bożym, omijały ją wszelkie nieszczęścia dotykające okolicę. Dziwne światło pozostawało nad budynkiem aż do momentu, gdy zmożonemu śmiertelną chorobą Pieślakowi ukazała się przepiękna postać przypominająca o jego zaniedbaniu i niedotrzymanej obietnicy. Poruszyło się wówczas sumienie szlachcica i zapragnął naprawić swój błąd. Zaś Boruńska Pani postanowiła dać biedaczynie jeszcze jedną szansę i przywróciła mu zdrowie.

Nawrócony szlachcic
Pieślak czym prędzej wydobył zaniedbany obraz ze skrzyni, a gdy zatopił się w gorącej modlitwie i zalał łzami serdecznego żalu z powodu zniewagi, jakiej się dopuścił, postanowił, wybudować Matce Bożej kaplicę. Chodząc po okolicy znalazł w końcu miejsce, które wydało mu się odpowiednie dla Królowej Niebios. Doświadczył wtenczas kolejnego widzenia. Stanął przed nim chłopiec, który zaprowadził go do pięknej Niewiasty. Mikołaj rozpoznał w Niej Panią z obrazu, a w chłopcu małego Pana Jezusa. Najświętsza Panienka powiedziała, iż nie życzy sobie kaplicy w miejscu upatrzonym przez Pieślaka, ponieważ znajdował się dawniej w tym miejscu cmentarz, po którym pozostały spoczywające w ziemi kości heretyków i pogan. Następnie sama zaprowadziła go w miejsce, gdzie rozchodzą się drogi do Holszan i Wilna, tam nakazując budowę. Po przebudzeniu Pieślak zobaczył ślady stóp osoby dorosłej i małego dziecka, co jeszcze bardziej wzmocniło jego wiarę.
Na początku stanął krzyż z cudownym obrazem, a wierni składali pod nim datki. Uspokajając ubogiego szlachcica, narzekającego na brak środków do życia Matka Boża zapewniła go o swojej pomocy i nakazała wykonywać swoje polecenia. Od tej pory Cudowna Pani coraz hojniej okazywała swą troskę o wzniesienie świątyni. W trakcie trwania prac budowlanych wydarzył się kolejny cud. Pewnego dnia zjawił się u Pieślaka ubogo ubrany chłopiec, który ofiarował na budowę kościoła równowartość rocznego zarobku robotnika, a następnie zniknął. Mikołaj zrozumiał, iż był to posłaniec z Nieba. Maryja nie opuszczała „kierownika budowy”, a ilekroć pojawiały się jakieś przeszkody, w mig je eliminowała. Dbała także o sławę swojego sługi, karząc oszczerców nawróconego Pieślaka.

Zatwierdzenie kultu
W roku 1692 budowa drewnianego kościółka dobiegła wreszcie końca, a cudowny obraz został uroczyście wprowadzony do świątyni. Zaczął napływać lud ze wszystkich stron i rozpoczęło się rozsławianie obrazu, z którego płyną do dziś niezliczone cuda i łaski. Nawracali się niewierni i heretycy, a Mikołaj Pieślak zaprosił do pracy duszpasterskiej ojców bazylianów. Poczęto równocześnie rozbudowywać osadę, którą sama Bogurodzica nakazała nazwać Borunami.
Rok później do Borun przybył grekokatolicki metropolita, który po dokładnym rozpatrzeniu świadectw objawień i uzdrowień wydał dokument stwierdzający uznanie obrazu Matki Bożej Boruńskiej za wizerunek cudowny. Z dokumentów możemy dowiedzieć się, że do tamtego momentu zasłynął on z około stu sześćdziesięciu nadzwyczajnych zjawisk i interwencji Matki Bożej, takich jak ocalenie życia, naprawienie błędów życiowych, wybawienie z trosk i kłopotów, nawrócenie z herezji, cudowne uzdrowienia, a nawet wskrzeszenia umarłych. Panią z obrazu zaczęto zaś określać Niebieską Pocieszycielką Strapionych.

Wędrówki i powroty obrazu
Późniejsze losy obrazu były bardzo burzliwe, o czym dowiadujemy się już z XVIII-wiecznego tekstu biskupa Kiszki. Mikołaj Pieślak uchylił się od zaszczytu otrzymania święceń kapłańskich i założył rodzinę. Niestety jego potomkowie okryli nazwisko ojcowskie niesławą, dopuszczając się zbrodni i grabieży cudownego miejsca. Wyróżniony przez Bogurodzicę szlachcic zmarł bez sakramentów świętych, gdyż synowie udaremnili dopuszczenie do niego kapłana. Po Mikołaja jego syn Jan Pieślak dostał w posiadanie Boruny wraz z folwarkiem i kościołem, który okradał, bezczeszcząc wota. Pozbył się też ojców bazylianów. Matka Boża nie pozwoliła jednak długo na taką zniewagę. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa między zakonem a występnym Pieślakiem. Ojcowie bazylianie wygrali, dostali Boruny w posiadanie, natomiast okryta hańbą rodzina Jana Pieślaka została obłożona ekskomuniką.
Na początku XVIII wieku, gdy Polska stała się terytorium walk i rozbojów żołnierzy saskich, szwedzkich i moskiewskich, zakon przekazał obraz wojsku litewskiemu – pod opiekę hetmana Michała Serwacego Wiśniowieckiego. Gdziekolwiek nie ruszyło się wojsko, Obozowa Pani dopomagała mu i zlewała swe łaski. Nie zapomniała także o swojej świątyni pośród borów litewskich. Jej wizerunek powrócił pod wpływem próśb biskupa Kiszki.
Po raz kolejny Matka Boruńska miała rozstać się ze świątynią po roku 1832, kiedy to caryca Katarzyna II wymusiła na unitach przejście na prawosławie. Ojcowie bazylianie przewidując kasatę zakonu przekazali cudowny wizerunek rodzinie Ważyckich, a w kościele umieścili wierną kopię. Wtedy też Cudowna Pani z puszczy Boruńskiej zagościła ze swym nowym opiekunem w Krakowie i w Wilnie, a na koniec w Zakopanem, gdzie również została umieszczona kopia obrazu. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, gdy kościół w Borunach został ponownie przejęty przez katolików, cudowny obraz Pocieszycielki Strapionych powrócił do Borun 15 października 1922 roku. Tam znajduje się do dzisiaj, a święto Matki Bożej Boruńskiej obchodzone jest w dniu, w którym Jej wizerunek ostatecznie powrócił na upatrzone przed wiekami miejsce.
Odświeżenie pamięci o Maryi Boruńskiej zawdzięczamy proboszczowi tamtejszej parafii księdzu Lucjanowi Dąbrowskiemu SDB, który odnalazł egzemplarz książki biskupa Kiszki i wykonał prace badawcze nad historią cudownego obrazu. Następnie, przy niemałych przeciwnościach ze strony białoruskich wydawców, wydał publikację o Jej wizerunku z dołączonym przedrukiem dzieła Leona Kiszki.
Historia tego cudownego wizerunku pokazuje, że istnieją na świecie miejsca prawie zupełnie nieznane, a tak wspaniale uczczone bezpośrednim wpływem Boga i Jego Rodzicielki. Żeby dostać się dzisiaj do sanktuarium w Borunach, należy wyrobić wizę na Białoruś i pojechać do kraju, w którym cudzoziemiec może się spodziewać wszelakich, niekoniecznie przyjemnych, przygód. Tym większe wyrazy uznania należą się księdzu Dąbrowskiemu, który zdecydował się prowadzić właśnie tam pracę duszpasterską i przypomniał w swej publikacji o zapomnianej Patronce Polski.
Cudowna Matko od Boru,
Pani Niebieskiego dworu,
Obrałaś dziką pustynię
Skąd Twe Imię na świat słynie,
Gdzie niedźwiedź miał legowisko
A łosie swoje pastwisko.
Tam teraz Niebieskim żyje
Grzesznik i pokarmem tyje.

za http://www.pch24.pl
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 24 kwi 2014, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/kosciol/192777-czyt ... jnowsze%29

Czytał „Trylogię”, modlił się do Matki Boskiej Częstochowskiej, przyjaźnił się z kardynałem Wyszyńskim. Bp Antoni Dydycz opowiada o związkach z Polską Jana XXIII
opublikowano: 24 kwietnia 2014, 17:04 · aktualizacja: 24 kwietnia 2014, 17:12

Obrazek
fot. kanonizacja.niedziela.pl


Jan XXIII był bardzo mocno związany z historią Polski. Bardzo lubił też „Trylogię”, do której często nawiązywał. Wspominał, że jako alumn w seminarium czytał Sienkiewicza. Bardzo wielką cześć żywił dla wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, której obraz wisiał nad jego klęcznikiem - opowiada ks. bp Antoni Dydycz w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Biskup Dydycz podkreśla związki z Polską papieża, który ma zostać kanonizowany wraz z Janem Pawłem II.
Trzeba tu wrócić do czasów Powstania Styczniowego, w którym brali udział przedstawiciele różnych narodów Europy. Część Włoch należała wówczas do cesarstwa austro-węgierskiego. Jeden z Włochów, którzy brali udział w powstaniu, pochodził z tej samej wioski, co Jan XXIII. Tam ludzie przekazywali sobie opowieści o tych walkach i przyszły Papież bardzo dobrze znał historię powstańczych zmagań Polaków. Opowiadania o bohaterskim Narodzie Polskim, który walczył o wolność, często gościły w jego domu. Nic też dziwnego, że w czasie spotkania z polskimi biskupami, którzy przybyli do Rzymu na sobór, Papież powiedział, że czuje się spowinowacony z nimi, gdyż już z domu rodzicielskiego wyniósł wielką cześć dla Polski
— opowiada. Biskup podkreśla też przyjaźń jaka łączyła Jana XXIII z ks. kard. Stefanem Wyszyńskim.
Prymas Tysiąclecia został mianowany kardynałem w 1953 r., ale kapelusza kardynalskiego nie mógł odebrać przez działania komunistycznych władz. Do Rzymu mógł udać się dopiero w 1957 roku. Jadąc tam pociągiem, zatrzymał się w Wenecji i tam odbyło się to pierwsze spotkanie ks. kard. Roncallego, patriarchy Wenecji, z naszym ks. kard. Wyszyńskim. Było to niezwykle życzliwe spotkanie, patriarcha sam oprowadzał go po Wenecji, razem z ks. kard. Wyszyńskim gondolą pływał po kanale Grande. Ale przede wszystkim rozmawiali o problemach, które nurtowały Polskę. Wiadomo, że tym się kardynałowie ze świata interesowali. To było pierwsze spotkanie, potem doszło do konklawe. Przypuszczam, że ks. kard. Wyszyński nie miał wątpliwości, na kogo trzeba głosować…
— wspomina duchowny. Zwraca uwagę też na inny dowód zainteresowania Polską:
Jego sekretarz ks. Loris Francesco Capovilla, dziś już kardynał, którego znam, przysłał mi pewien tekst odnaleziony w brewiarzu Jana XXIII. Był to hymn zaczerpnięty z poezji francuskiego kapłana, filozofa i poety ks. H. Lamennais’go. Ten utwór napisany po Powstaniu Listopadowym to piękna romantyczna pieśń o Polsce: „Polsko, Ty śpisz, ale nie, nie usypiaj, przed Tobą ta przyszłość, Matka Boża, która się Tobą, Polsko, opiekuje, patrz na Krzyż, z tym Krzyżem patrz na Wschód…”. Jan XXIII miał to u siebie, ponieważ wcześniej był nuncjuszem w Paryżu i poznał twórczość tego księdza, który należy do wybitnych myślicieli, w rodzaju naszego ks. Piotra Skargi. Najważniejsze, że to było w brewiarzu papieskim, więc Ojciec Święty musiał to często odmawiać. To świadczy, że ta pamięć o Polsce była bardzo żywa u Ojca Świętego
— opowiada bp. Dydycz.
Rozmówca ND przytacza też kilka anegdot z życia „Dobrego Papieża”.
Jak do Jana XXIII po raz pierwszy po iluś setkach lat przybyła królowa angielska z dziećmi. Papież bardzo serdecznie ich pozdrowił i zwrócił się do jej królewskiej mości, aby przedstawiła swoje dzieci po imieniu. Stwierdził, że choć te imiona zna, to w ustach matki nabierają one innego dźwięku i znaczenia. To są subtelne rzeczy, ale świadczą o wielkiej kulturze i delikatności Jana XXIII. Ten Ojciec Święty odznaczał się ogromną prostotą i rzeczywiście jest bardzo wiele humorystycznych opowiadań na jego temat. To jego mieli zapytać amerykańscy biznesmeni, którzy przybyli do Rzymu z jakąś wizytą, ile osób pracuje w Watykanie. On odpowiedział, że być może połowa.
Inna sytuacja: była opinia, że Jan XXIII nie był urodziwy. Kiedyś, gdy był niesiony w lektyce, bo był schorowany i niemało ważył, jakaś kobieta spontanicznie powiedziała na głos: „Ale on brzydki”. Papież odwrócił się i miał powiedzieć: „Niech pani nie myśli, że konklawe to konkurs piękności”. Z Ojcem Świętym związanych jest dużo takich pogodnych opowieści, ale są też głębsze. Niedziela rano, plac Świętego Piotra, pusty, wokół urzędy watykańskie. Ojciec Święty Jan XXIII podchodzi do okna, patrzy na plac. Sekretarz jest przy nim. Widzą, jak przez plac przechodzi chłopiec z dziewczyną. Młodzi trzymają się za ręce, Papież spogląda na nich i udziela im błogosławieństwa. Oni nawet nie wiedzieli, że Kościół im pobłogosławił. Tu dała o sobie znać ta piękna cecha Jana XXIII – potrafił błogosławić w Kościele wszystkim.
— opowiada bp. Antoni Dydycz.

ansa/Nasz Dziennik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 25 kwi 2014, 10:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... zarom.html

Św. Agata - orędowniczka przeciwko pożarom, trzęsieniom ziemi, sztormom i huraganom

Obrazek

Przy okazji wspomnienia św. Agaty (5 luty) warto przypomnieć znaczenie wody święconej oraz soli. Św. Agata jest świętą, do której chrześcijanie uciekają się przy zagrożeniach związanych z pożarami i wypadkami związanych z ogniem. Od wieków wierni wzywają jej opieki podczas burzy oraz w niebezpieczeństwie pożaru, wybuchu wulkanu, trzęsienia ziemi, sztormu, huraganowych wiatrów. W tym dniu święci się wodę, chleb i sól. W modlitwie poświęcenia przypomina się, że św. Agata jest u Boga szczególną orędowniczką w niebezpieczeństwie pożarów. Prosimy, aby Jezus Chrystus, Chleb Żywy, który zstąpił z nieba, pobłogosławił chleb i wodę za wstawiennictwem naszej Patronki. Błagamy też, aby chleb i woda za wstawiennictwem św. Agaty chroniły nas i nasze domostwa, mieszkania od niebezpieczeństw pożaru i od innych przeciwności. Są liczne świadectwa, że i w naszych czasach św. Agata przychodzi nam z pomocą i rzeczywiście chroni od niebezpieczeństwa pożaru, gdy do Świętej zwracamy się w modlitwie i używamy poświęconego chleba i wody. Zdarza się, że matki dają chleb św. Agaty dzieciom, gdy te opuszczają dom rodzinny, wyruszając w długą podróż.

Legenda:
Gdy w Krakowie trzysta lat temu w składach niedaleko bramy grodzkiej wybuchł pożar zagrażający całemu miastu, pomoc przyniosła żebraczka, wrzucając w ogień sól św. Agaty. Pytano ją co by chciała otrzymać w zamian za uratowanie miasta od pożaru, wtedy staruszka odpowiedziała, że życzy sobie ufundowania kościoła ku czci Świętej. Rajcy miejscy obiecali wybudować kościół, ale słowa nie dotrzymali. Gdy jesienią 1655 roku doszczętnie spłonęły przedmieścia, podpalone przez Szwedów, dopatrywano się w tym kary za niedotrzymanie obietnicy.

Czytaj więcej
Używajmy wody święconej
http://wobronietradycjiiwiary.wordpress ... swieconej/
Artykuły o wodzie święconej
http://adam-czlowiek.blogspot.com/search/label/woda święcona
Różnica pomiędzy wodą święconą a wodą egzorcyzmowaną
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2013/ ... econa.html
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 28 kwi 2014, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... -2202.html

Wspomnienie Katedry św. Piotra (22.02)

Obrazek

Katolicy przykładają dużą wagę [a przynajmniej powinni przyp admin] do specjalnego wspomnienia liturgicznego zwanego katedrą św. Piotra Apostoła, które obchodzi się w Kościele dnia 22 lutego. Podkreślenie tego wspomnienia wynika z roli, jaką z woli samego Chrystusa odegrał Piotr w pierwotnym Kościele, oraz z racji urzędu przypisanego do każdorazowego jego następcy, który czasem nazywa się urzędem Piotra i który do dziś funkcjonuje w Kościele Chrystusowym. W obydwu przypadkach rola ta miała i ma zadanie jednoczenia Kościoła w osobie i nauczaniu Jezusa Chrystusa, strzegąc prawdziwości i czystości chrześcijańskiej wiary. Perspektywa czasu pokazuje, jak opatrznościowo dobre było to rozwiązanie.


Piotr – opoka Kościoła


Teksty ewangeliczne podają nam wiele przykładów, że Chrystus spomiędzy wszystkich apostołów wyróżnił w sposób szczególny Piotra. Ot chociażby Jego obietnica prymatu: „Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli skała), i na tej skale zbuduje Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,18-19). Jezus skierował je publicznie do Piotra wobec wszystkich apostołów. Obrazy: opoki, kluczy, władzy związywania i rozwiazywania, są znane powszechnie jako symbole władzy. Drugi tekst posługuje się z kolei innym powszechnie znanym symbolem owczarni i pasterza, w którym czytamy o nakazie Jezusa skierowanym do Piotra, by pasł owce i baranki Jego owczarni, w imię miłości Chrystusa (J 21,15-17). Apostoł Piotr nie był idealnym człowiekiem, wprost przeciwnie wykazywał się upartością i impulsywnością, a jednak to właśnie jego wybrał Pan Jezus na widzialnego stróża swego dzieła zbawczego w Kościele. Być może właśnie te cechy upartości i impulsywnej kreatywności zadecydowały o tym wyborze, jednak jego późniejsza ofiara z życia za wiarę w Jezusa w centrum ówczesnego świata oraz historia papiestwa wykazały trafność tej decyzji.


Urząd Piotrowy


Piotr istotnie sprawował najwyższą władzę w Kościele po wniebowstąpieniu Jezusa, co potwierdzają liczne teksty z Dziejów Apostolskich. To on proponuje wybór następcy w miejsce Judasza; podobnie jest z ustanowieniem diakonów dla posługiwania biednym przy stole; przemawia do tłumów w dzień Zesłania Ducha Świętego i do Najwyższej Rady żydowskiej. On też został aresztowany przez Heroda jako głowa Kościoła. To on wreszcie zdecydował na soborze w Jerozolimie, by rozszerzyć ewangelizację na narody pogańskie, zwalniając neofitów z nakazów prawa żydowskiego. On wreszcie poniósł śmierć męczeńską za wiarę w Chrystusa w Rzymie, stolicy pogańskiego cesarstwa, która wkrótce stała się duchową stolicą wielkiej religii chrześcijańskiej. O tej jego działalności ostatecznych autorytatywnych decyzji, prymacie wśród apostołów i ich następców oraz śmierci męczeńskiej w Rzymie wspominają pisarze wczesnego chrześcijaństwa. Świadczy o tym również jego grób zachowany w Rzymie, który według podania miał znajdować się w bazylice sw. Piotra pod konfesją, co też potwierdzają ostatnie wykopaliska, które odkryły śmiertelne szczątki Apostoła. Idąc za tradycją sięgającą samych początków chrześcijaństwa, biskupi rzymscy zawsze uważali się i byli uważani za bezpośrednich następców św. Piotra Apostoła, do których jako do ostatecznych autorytetów odwoływała się reszta świata chrześcijańskiego.


Katedra sw. Piotra

Obrazek

Ten autorytet religijno-moralny sw. Piotra i jego następców z czasem uwyraźnił się w postaci realnej władzy jurydycznej nad pozostałymi kościołami chrześcijańskimi, co potwierdził Sobór Watykański I (1870). Od IV wieku chrześcijanie w Rzymie znali i obchodzili święto katedry św. Piotra (celebrowane 22 lutego), biorąc pod uwagę fakt, że był on kiedyś biskupem tego miasta. Z uwagi na to jednak, że święto to często wypadało w okresie Wielkiego Postu, w wielu innych regionach (np. w Galii, dzisiejszej Francji) zaczęto je obchodzić wcześniej, 18 stycznia. I tak utrwaliły się dwie celebracje tego święta: 18 stycznia obchodzono wspomnienie katedry św. Piotra w Rzymie i 22 lutego katedry św. Piotra w Antiochii. W tym ostatnim przypadku kierowano się żywą tradycją, która głosiła, że Piotr miał najpierw założyć swoją stolicę prymasa Kościoła Chrystusowego w Antiochii, gdzie przebywał kilka lat, zanim udał się ok. 42 roku do Rzymu, gdzie poniósł śmierć męczeńską. Papież Paweł IV w 1558 roku ustalił ostatecznie obydwa terminy i rozszerzył ich celebrowanie na cały Kościół Zachodni.


Sama nazwa katedry św. Piotra wzięła się z tronu, jaki ustawiono w bazylice św. Piotra w Rzymie za głównym ołtarzem, w absydzie, na którym miał zasiadać św. Piotr. Do V wieku znajdował się on w chrzcielnicy bazyliki. Dziś stanowi go wiele kawałków drewna spojonych bogato zdobionymi płytami z kości słoniowej. Jako takie, jest ono wkomponowane w potężny tron z marmuru dzieła słynnego budowniczego katedry Jana Berniniego (†1680). Ta właśnie katedra stała się symbolem władzy zwierzchniej w Kościele Chrystusa w osobie sw. Piotra i jego następców.

ks. Ryszard Groń
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 08 maja 2014, 23:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/03/09 ... -z-akwinu/

7 marca – Św. Tomasza z Akwinu
Posted by Marucha w dniu 2014-03-09 (niedziela)

Dziś, 7 marca, według starszego kalendarza, który obowiązywał w Kościele do roku 1969, i do dziś obowiązuje dla praktykujących według starszych ksiąg liturgicznych, obchodzi się wspomnienie św. Tomasza z Akwinu – wielkiego świętego, teologa, Doktora Kościoła. Świadectwa jemu współczesnych (żył w XIII wieku, w latach 1225-1274) potwierdzają niezwykłe połączenie genialnego intelektu - heroicznej cnoty z dziecięcą ufnością i wiarą.

Jego intelektualne dziedzictwo wciąż jest przedmiotem badań, a przede wszystkim inspiracji dla katolickiego odniesienia do współczesnego świata, do nowych, trudnych zagadnień i zagrożeń, którym współcześni wierni stawiają czoła. Dzięki jego dziedzictwu można odróżnić zdrową katolicką naukę od tego, co jest jej karykaturą.
Tomaszowe uzasadnienia, ukazujące Boga jako Stwórcę i Cel, Chrystusa zaś jako Odkupiciela człowieka, które ukazują, że człowiek osiąga szczęście przez zmierzanie ku Bogu, że przeznaczeniem człowieka jest pełnia szczęścia – to wciąż nieprzebrane pokłady inspiracji do podporządkowania swego życia Bogu, Chrystusowej Miłości.
Poniżej zamieszczamy przedmowę Thomasa Pegues’a, do napisanego przez niego Katechizmu Katolickiego wg. św. Tomasza z Akwinu, który niedawno ukazał sie w języku polskim. Tutaj możesz znaleźć więcej informacji o tej publikacji.

* * *

W sprawozdaniu dla Revue Thomiste ojciec Coconnier zaprezentował czytelnikom tego czasopisma (którego był założycielem), dwa pierwsze tomu Komentarza francuskiego Sumy teologicznej, wypowiadając się o Summie teologicznej jako ekspert w tej materii, a nazywając ją „najpiękniejszą książką o najpiękniejszej z nauk”. Jest to echem, w literackiej i współczesnej formie, słów papieża Jana XXII, proklamującego, podczas kanonizacji świętego Tomasza z Akwinu, zaraz po przywołaniu wielu cudów, które miały miejsce za sprawa świętego doktora Kościoła: „Quot scripsit articulos, tot fecit miracula – ile napisał artykułów, tyle uczynił cudów”.
W naszych czasach, odezwał się jeszcze inny głos papieski, Ojca Świętego Leona XIII (który zdawał się niezdolnym do tego, by zaprzestać wychwalać Doktora Anielskiego), deklarujący w encyklice Gravissimo Officio, że Summa Teologiczna świętego Tomasza zawiera wszystko, co mogłoby być pomyślane i dogłębnie rozpatrzone zarówno w dziedzinie rozumu, jak i wiary przez mędrców, i że to właśnie tam można znaleźć podstawowe punkty i źródła tej doktryny, która tak wybijają się na tle wszystkich innych, a którą nazywamy teologią chrześcijańską.
Ta niespotykana doskonałość Summy Teologicznej świętego Tomasza z Akwinu, otrzymała swoje najcenniejsze potwierdzenie w Motu proprio papieża Piusa X, nakazującym, aby w najważniejszych centrach studiów duchownych Summa świętego Tomasza stała się odtąd księga, którą wykładowcy tłumaczą studentom.
W końcu zaś Benedykt XV, dając ostateczne potwierdzenie wszystkich tych deklaracji pontyfikalnych uczynionych na cześć Doktora Anielskiego, w Kodeksie Prawa Kanonicznego, który jest prawem powszechnym dla całego Kościoła, zawarł w dwóch kanonach, kan. 589 oraz kan. 1366, normy mówiące że profesorowie filozofii i teologii, nauczający w Kościele, otrzymują formalne polecenie traktowania wszystkich zagadnień w nauczaniu i formacji ich uczniów, według metody, doktryny i zasad Tomasza z Akwinu oraz trzymania się tego świątobliwie.
Jest zatem obecnie rzeczą stwierdzoną, że Kościół katolicki uważa Tomasz z Akwinu za doktora kościoła, który powinien mieć szczególną pozycję pośród innych doktorów, a także to, że najgorętszym pragnieniem Kościoła jest, aby wszystkie umysły czerpały, według ich możliwości, z tego źródła światła, jakimi są pisma świętego doktora Kościoła, a w szczególności z Summy Teologicznej, która jest najpełniejsza i najdoskonalsza ze wszystkich jego dzieł.
Inspirując się tym pragnieniem, podjąłem decyzję, aby, tak dalece jak to dla mnie możliwe, udostępnić wykształconemu czytelnikowi nauczanie świętego Tomasza rozpoczynając „Commentaire français littéral de la Somme théologique” („Komentarz francuski Summy Teologicznej”).
Dzieło jest kontynuowane, dzięki Bogu, a cenne świadectwa przekonują mnie, że praca ta ułatwi studium nad arcydziełem świętego doktora Kościoła.
Lecz, z powodu swojego rozmiaru (dwanaście tomów już się ukazało, a całe dzieło będzie ich liczyło około dwudziestu), jak też ze względu na pewne elementy doktryny wymagające bardziej rozwiniętego lub technicznego wytłumaczenia, praca ta może dotrzeć tylko do wąskiego kręgu czytelników.
Czy z tego jednak powodu należałoby porzucić zamiar udostępnienia wszystkim wykładu mniej rozbudowanego, lecz nadal kompletnego, zachowującego skrupulatnie przejrzysty porządek wprowadzony przez świętego Tomasza oraz powtarzającego jego zasadniczą naukę, skarb teologii, którym jest jego nieśmiertelna Summa?
Mam nadzieję, że opracowanie to pozwoli sprowadzić istotę i piękno jego nauki z najwyższych sfer nauczania teologicznego także do środowisk, które są mniej zaznajomione z niektórymi bardzo technicznymi i dosyć specyficznymi aspektami nauczania tomizmu.
W tej książeczce można odnaleźć całą istotę nauczania wielkiej Summy Teologicznej. Żaden zasadniczy element nie został pominięty z tego, co wydawało się konieczne, by udostępnić wszystkim czytelnikom z tę wspaniałą doktrynę.
Aby ułatwić lekturę, uczynić ja atrakcyjniejszą, żywszą i wnikliwszą, zapragnąłem nadać jej formę katechizmu, która bez wątpienia jest najdoskonalszą formą nauczania w docieraniu do wszystkich umysłów. Czyż to właśnie ta forma nie jest doskonałą realizacją tego, co nazywamy nauczaniem Sokratesa, realizującym się poprzez stopniowe i uporządkowane zadawanie pytań, które pobudza ducha i prowadzi powoli do najwyższych dziedzin nauki świętej?
Jest to również doskonałe urzeczywistnienie dialogu platońskiego, gdzie umysł słuchacza jest pobudzony przez umysł mówiącego i w następstwie on zadaje pytania, a obydwa żywią się tym chlebem prawdy, kosztując najsłodszego piękna życia wspólnego na swego rodzaju boskiej uczcie.
Dedykuję tę książkę wszystkim przyjaciołom prawdy.
Znajdą oni ja tutaj przedstawioną w doskonałym porządku. A jeśli ktoś byłby na początku zdziwiony skromną formą, którą zdecydowałem się nadać wykładowi, to jednak pojmie znaczenie tego wyboru, jeśli przypomni sobie słowa Syna Bożego w Ewangelii, gdy Ten powiedział nam, że uczynienie się najmniejszym jest doskonałym warunkiem do przeniknięcia tajemnic królestwa niebieskiego: „Nisi efficiamini sicut parvuli, non intrabitis in regnum cœlorum — Abscondisti hæc a sapientibus et revelasti ea parvulis.”. Prostota nie wyklucza głębi. Nauczanie Tomasza z Akwinu w Summie Teologicznej jest w takim stopniu bogate, tak płodne i tak pełne wdzięku, że także ci, którzy dogłębnie znają je w całym jego pełni, będą zachwyceni poznając je również w tym żywym i wiernym streszczeniu. Ci zaś, którzy poznają je za pomocą tego dzieła, zapragną nieodparcie poznać Summę w pełni jej wykładu doktrynalnego i w najwyższym możliwym dla nich stopniu.
Niechby mogły wszystkie umysły, które łakną i pragną prawdy, i to tej wielkiej prawdy, która jako jedyna dotyczy ostatecznego i najwyższego dobra człowieka, przystąpić do czerpania z tego źródła. Nigdzie zresztą nie znajdą jej czystszej, lub ściślej i bardziej bezpośrednio związanej z tym źródłem wody żywej, która wytryska ku życiu wiecznemu.
W Rzymie, w święto Wszystkich Świętych, 1918 roku.

http://wieden1683.pl/news/7-marca-sw-tomasza-z-akwinu/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 30 cze 2014, 13:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=629642

Cud Eucharystyczny w Santarem - Portugalia
Slawek 2014-06-29 11:43:46

Obrazek

Santarem leży na północ od Lizbony, mniej więcej w polowie drogi między stolicą Portugalii a Sanktuarium Fatimskim. Te dwa szczególne miejsca uświęcone Boską obecnością Matki (Fatima) i Syna (Santarem) łączy w szczególny sposób postać św. Ireny. Zginęła śmiercią męczeńską w VII wieku w miejscowości Tomar, a jej ciało odnaleziono w cudowny sposób w wodach rzeki Tag w okolicach Santarem.
Obecna nazwa miasta (dawniej: Scalabis) wywodzi się właśnie od imienia Świętej: po portugalsku Santa Irene. Za życia Irena - zwana zdrobniale Iria - oddawała się uwielbianiu Boga przez umiłowanie przyrody i zwierząt. Często modliła się na pastwiskach, pośród stad owiec, w okolicy, z której pochodziła. Ulubionym miejscem Ireny była dolinka nazwana później na jej cześć Cova da Iria - Dolina Irenki.
Trzynaście wieków później w Cova da Iria, dziś nazywanej Doliną Pokoju (z grec. Irene - pokój), nieopodal wioski Fatima objawiła się Matka Boża.

Cud Eucharystyczny w Santarem wydarzył się w 1247 roku.

Pewna kobieta udała się do wróżki z prośbą o „lekarstwo" na mężowską niewierność. Jako zapłaty za „cudowny" specyfik wróżbitka zażądała poświęconej Hostii, którą zamierzała sprofanować w satanistycznym rytuale. Zdesperowana kobieta poszła do pobliskiego kościoła św. Szczepana i, symulując chorobę, nakłoniła księdza do udzielenia Sakramentu. Podaną jej Hostię schowała pod chustę na głowie. Gdy kobieta wyszła z kościoła, ukryta Hostia zaczęta krwawić. Krew wypływająca spod chusty wzbudziła zainteresowanie sąsiadów. W domu przerażona kobieta włożyła Hostię do skrzyni z ubraniami i udała się na spoczynek. Również jej niewierny mąż po powrocie do domu schował swe ubranie do owej skrzyni i położył się spać.

W nocy małżonków obudziło dziwne światło wydobywające się ze skrzyni, cudowny zapach i anielska muzyka, które wypełniały ich dom. Kobieta opowiedziała mężowi całą historię, a on doznał gwałtownej przemiany serca. Małżonkowie spędzili długie godziny na modlitwie i adoracji Najświętszego Sakramentu. Rano wezwali księdza, który w uroczystej procesji przeniósł Hostię do kościoła. Hostia krwawiła nieustannie przez trzy dni. Potem proboszcz zalał ją woskiem z poświęconej świecy, aby zachować ją w nienaruszonym stanie. Wieść o cudzie szybko rozniosła się po okolicy, wiele klasztorów i kościołów ubiegało się o cudowną relikwię. Jednak woskowy relikwiarz pozostał w kościele św. Szczepana, zwanego od tej pory kościołem Przenajświętszego Cudu -Igreja do Santissimo Milagre.

Ślady świeżej krwi

Drugi cud mial miejsce w roku 1266. Po rozcięciu kuli okazało się, że wosk wokół Hostii uległ krystalizacji, tworząc małą, przezroczystą ampułkę. Wewnątrz gruszkowatego naczynka tkwiła Hostia ze śladami świeżej krwi.

Podczas wielowiekowej historii relikwii w ampułce kilkakrotnie pojawiała się krew. Najdokładniej opisane zostały dwa wydarzenia.

W 1276 roku Hostia krwawiła, gdy Portugalczyk Pedro Juliao został obrany papieżem (przyjął imię Jana XXI). Powtórzyło się to w 1277 roku, kiedy papież zginął tragicznie podczas zawalenia się sklepienia jednej z komnat w papieskim pałacu w Viterbo.

Kilkaset lat później Santarem odwiedził patriarcha Lizbony, powątpiewający w autentyczność cudu. Gdy wziął ampułkę do ręki, Hostia zaczęła krwawić niezwykle obficie. Arcybiskup w obawie, że krew rozerwie ampułkę, odłamał jej fragment. Wtedy krwawienie ustało równie nagle, jak się rozpoczęło. Wrażenie, którego doznał sceptyczny patriarcha, było tak wielkie, że zmarł on na serce tego samego dnia.
Od wieków kościół Cudu Eucharystycznego nawiedzały rzesze pielgrzymów, wybitni przedstawiciele duchowieństwa (m.in. Apostoł Indii Św. Franciszek Ksawery), a także portugalscy władcy i ich małżonki.

Dwukrotnie, w 1295 i 1322 roku, pielgrzymowała do Santarem św. Elżbieta Portugalska. Drugą pielgrzymkę królowa odbyła w intencji zakończenia wojny domowej jaką z królem Dionizym toczył jej najstarszy syn Alfons. Podczas procesji z Najświętszą Relikwią, zorganizowanej na prośbę Elżbiety, królowa szła boso, we włosiennicy, z powrozem na szyi.

Stale obecna

Przez wieki relikwii zagrażały różnego rodzaju niebezpieczeństwa.
W 1755 roku podczas wielkiego trzęsienia ziemi w Lizbonie zawaliła się wieża kościoła Cudu w Santarem. Pod koniec XVIII wieku pewien człowiek - bez złej woli, w akcie źle pojętego religijnego „zapału"- zabrał z kościoła relikwie pochodzące od Cudownej Hostii (kryształowy kielich ze śladami krwi i wosku z pierwszego relikwiarza). Przechowywał je w domu, ale dręczony wyrzutami sumienia, oddal relikwie do kościoła tuż przed swoją śmiercią.

Do 1974 roku Hostia wystawiana była na widok publiczny tylko kilka razy w roku, przy okazji ważnych świąt religijnych (m.in. na Boże Ciało, kiedy wynoszono ją w procesji na ulice miasta, w okresie Wielkanocy, w dniu patrona kościoła św. Szczepana) oraz w związku z klęskami głodu lub epidemiami (tylko za specjalnym zezwoleniem patriarchy Lizbony).

Od 1974 roku Hostia jest stale obecna w głównym ołtarzu kościoła Cudu. Ampułka umieszczona jest w prostej, srebrnej monstrancji. Niestety, niekiedy była ona otwierana dla pielgrzymów, którzy pragnęli dotknąć ampułki lub pocierać o nią dewocjonalia. Spowodowało to częściowe zniszczenie relikwii. Obecnie monstrancja umieszczona jest za pancerną szybą i chroniona nowoczesnym systemem alarmowym. Przybywający do Santarem pielgrzymi mogą ją oglądać z bliska, ale nie mogą jej dotykać.

Cudowna Hostia z Santarem, w przeciwieństwie do tej z Lanciano, nie uległa przemianie w ciało. Ma ona nadal postać Hostii, ale pociemniała i jest zbroczona krwią. Ampułka nie jest już przezroczysta, ma brązową barwę i ślady wosku z pierwotnego relikwiarza. Hostia znajduje się w dolnej części ampułki, u góry widać zakrzepniętą krew, która pojawiła się podczas wydarzenia z patriarchą Lizbony. Miejsce, gdzie ampułka została przez niego stłuczona, zostało zalakowane.

Hostia z Santarem ze względu na swój „wiek" i delikatność nigdy nie została poddana żadnym badaniom medycznym ani naukowym.

Trzy objawienia Anioła

Cud Eucharystyczny z Santarem jest najważniejszym, ale nie jedynym takim wydarzeniem w Portugalii. Można by przytoczyć tu pewne fakty z życia św. Antoniego czy Mateczki Marii, fundatorki Zgromadzenia Matki Bożej Przeczystej.
Warto również wspomnieć o wyjątkowej czci, jaką otaczali Najświętszy Sakrament portugalscy królowie. Jan I, po zdobyciu Maroka w 1445 roku, nakazał umieścić w głównym meczecie Ceuty monstrancję z Najświętszym Sakaramentem. Jego wielki potomek, Manuel I Szczęśliwy, pierwsze złoto przywiezione z zamorskich kolonii przeznaczył na wykonanie monstrancji dla klasztoru hieronimitów w Lizbonie.

Najważniejsze jest jednak podkreślenie szczególnego związku Cudu Eucharystycznego z Santarem z objawieniami Anioła poprzedzającymi spotkania fatimskich pastuszków z Matką Boską.

Podczas pierwszego objawienia (wiosną 1916 roku w miejscu zwanym Loca de Cabeco) piękny młodzieniec przedstawił się dzieciom jako Anioł Pokoju;

Podczas drugiego (latem 1916 obok studni przy domu Łucji w Aljustrel) - jako Anioł Portugalii.
Warto tu przypomnieć historyczny epizod z okresu rekonkwisty (1147 rok). Jak opisują kroniki, przed decydującą o odbiciu Lizbony z rąk Arabów bitwą pod Santarem przyszły pierwszy król Portugalii, Alfonso Henriquez, modlił się o pomoc i wstawiennictwo do Anioła Stróża Portugalii. Prośby jego zostały wysłuchane. Bitwę wygrano, a na ziemiach tych przywrócono wiarę chrześcijańską.

Trzecie objawienie Anioła, które opowiemy słowami Siostry Łucji, uważane jest przez badaczy objawień w Fatimie za swego rodzaju Cud Eucharystyczny:

„Trzecie zjawienie, wydaje mi się, miało miejsce w październiku albo w końcu września. W tym czasie przerwy obiadowej nie spędzaliśmy już w domu. Jak już wspomniałam, pisząc o Hiacyncie, przeszliśmy z Pregueiry (lasku oliwnego należącego do moich rodziców) do Loca de Cabeco, okrążając zbocza wzgórza od strony Aljustrel i Casa Velha. Tam odmówiliśmy najpierw Różaniec i modlitwę, której nas nauczył Anioł w czasie swego pierwszego zjawienia. I wtedy, gdyśmy tam byli, ukazał się nam Anioł po raz trzeci. Trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę: «Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, uwielbiam Cię czcią najgłębszą. Ofiaruję Ci Przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata, na przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi proszę Was o nawrócenie biednych grzeszników».

Następnie, podnosząc się z klęczek, wziął znowu w rękę kielich i Hostię. Hostię podał mnie, a zawartość kielicha podał Hiacyncie i Franciszkowi do wypicia, mówiąc równocześnie: «Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagrodźcie za ich grzechy i pocieszajcie waszego Boga».

Potem znowu uklęknął i odmówił z nami trzy razy tę samą modlitwę: «Trójco Przenajświętsza...» i znikł. Poruszeni siłą nadprzyrodzoną, która nas otaczała, naśladowaliśmy we wszystkim Anioła, tzn. uklękliśmy jak on na ziemi i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał. Siła obecności Bożej była tak intensywna, że nas prawie całkowicie pochłaniała i unicestwiała”...

Iwona Majewska
http://www.bp.ecclesia.org.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 10 lip 2014, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=633413

SKUTKI HEREZJI
danutadubiel 2014-07-09 15:22:14

Obrazek

Skutki herezji

Ks. Władysław Michał Dębicki

Niech tam sobie ludzie nie boją się Boga,
Byle im tylko cnota była zawsze droga.

Rzekł głupi: niech tam sobie wyschną źródła w górach,
Byle tylko płynęła woda w miejskich rurach


Ten czterowiersz Mickiewicza odzwierciedla wybornie a zarazem piętnuje sposób myślenia i działalność zarówno Renana (1) jak i wszystkich do niego podobnych – dawnych, współczesnych i przyszłych – bluźnierców i sofistów.
Sprawdzianem wszelkiej teorii i doktryny jest, jak była i będzie po wsze czasy, praktyka życia.

Herezja każda, czy religijna, czy filozoficzna, nie może nigdy występować z całkowitą szczerością i konsekwencją bezwzględną. Musi osłaniać się mrokami niedomówień, używać mglistych eufemizmów i wchodzić w kompromisy. Przypuszczona logicznie przez ogniową próbę zastosowania, wyda zawsze to, co stanowi jej istotę i treść tj. żużle fałszu i nędzy moralnej. Świadczy o tym wymownie historyczny rozwój protestantyzmu i tylu sekt, które się z niego wyłoniły, świadczy deizm, pozytywizm i materializm; świadczą wszystkie bez wyjątku antykatolickie doktryny.

Tylko prawda Boża, wieczysta i bezwzględna, głoszona przez Kościół Chrystusowy, nie lęka się światła dziennego, ani żadnych, czy też najsurowszych, doświadczeń życiowych. Gdziekolwiek jej ziarna zasiane zostały na niwie serc i sumień ludzkich, wszędzie wyrosły plony zbawienne, obfite i trwałe.

Wiedział o tym niewątpliwie Renan, ów "nieprzyjazny człowiek" z przypowieści ewangelicznej, co przez lat kilkadziesiąt siał kąkol nihilizmu pośród chrześcijańskiej pszenicy. Tym większa jest jego odpowiedzialność wobec Boga, historii i ludzkości.

Ks. Władysław Michał Dębicki

Przypisy:
(1) "Renan Ernest [(1823 – 1892)], jeden z najsłynniejszych obrońców niewiary w XIX wieku, autor licznych dzieł o początkach judaizmu i Chrystianizmu, a głównie znany w świecie jako twórca "Życia Jezusa". (...) Renan jest znany w świecie. Niezwykle zdolny stylista, pióro swe poświęcił kwestiom pierwszorzędnym. Religia i jej różnorodne życie były tematem, co zajął umysł tego genialnego pisarza. Wykolejony za młodu, nie wykształcony pod względem dogmatycznym zerwał z zasadami pierwszego swego wychowania. Co więcej, dawną swą religię znienawidził. I właśnie nienawiść religii katolickiej jest tłem jego prac. Wszystkie też dzieła tchną jedną myślą – myślą poniżenia religii, zwalczania Kościoła. Dlatego też Renan dla ludzi nienawidzących Kościoła katolickiego stał się przewodnikiem duchowym, teologiem sekty, a dzieła jego skarbnicą pocisków przeciw Kościołowi. (...)". – Ks. Roman Archutowski (art. w Podręcznej Encyklopedii Kościelnej opr. pod red. ks. Zygmunta Chełmickiego, P-Q-R. Tom XXXIII-XXXIV. Warszawa 1914, ss. 237-240.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 13 lip 2014, 11:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... nania.html

Wartość sakramentu pokuty i pojednania w walce duchowej

Obrazek

Św. Jan Bosko († 1888)

„... Czy jest coś piękniejszego i droższego od spowiedzi świętej? Czy istnieje coś, co bardziej zbliżało by nas do Pana? Jeżeli mamy grzech śmiertelny na duszy, skazujemy się na piekło, a możemy się uwolnić od niego jedynie przez spowiedź. Masz więc szansę, czy zechcesz z niej jedynie skorzystać, gdy będziesz stary ? Pamiętaj jednak, że jesteś zawieszony ponad tym strasznym piekłem, a Pan jest tym, który przez swoje miłosierdzie trzyma cię w zawieszeniu. Jeśli będziesz Go nadal obrażał, może się zdarzyć, że zostawi cię samemu sobie i wpadniesz tam gdzie się bardzo starałeś - do piekła ..."
„... To co sprawia największą krzywdę diabłu, to czego obawia się najbardziej, to praktykowanie tego, co się postanowiło na spowiedzi ..."
„... Często odwiedzajcie waszego spowiednika, módlcie się za niego i kierujcie się jego radami. A gdy wybraliście spowiednika i wiecie, że jest odpowiedni dla potrzeb waszej duszy, nie zmieniajcie go bez potrzeby."
„... Wielką pomocą w drodze do nieba są sakrament Komunii Św. i sakrament pokuty; stąd każdy nieprzyjaciel waszej duszy, stara się was oddalić od tych praktyk naszej świętej religii ..."

św. Jan Maria Vianney (†1859)
„W chwili rozgrzeszenia Bóg odrzuca za siebie nasze grzechy, to znaczy że je zapomina, unicestwia, że już nie powrócą nigdy.”
„Wiem, że samooskarżenie kosztuje cię krótką chwilę upokorzenia. Ale czy potępienie własnych grzechów jest rzeczywiście upokorzeniem?”

bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej (†1906)
„Cóż jest lepszego, cóż cenniejszego od spowiedzi? Jezus ustanowił ją nie tylko po to, abyśmy mogli zyskać przebaczenie grzechów, ale także po to, abyśmy mogli ulżyć naszemu sercu."

Św. Faustyna (†1938)
Słowa Pana Jezusa do św. Faustyny:
„Pisz, mów o moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia, tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone — nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno.” (Dzienniczek 1448)

„Dziś powiedział mi Pan: - Córko, kiedy przystępujesz do spowiedzi św., do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja Krew i Woda, która wyszła z Serca Mojego i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi św. zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność Swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych.” (Dzienniczek 1602)

Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 26 lip 2014, 18:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/07/26 ... denckiego/

Kerygmatyczna rola liturgii jest ogromna. O rycie starszym od trydenckiego.
Posted by Marucha w dniu 2014-07-26 (sobota)

Obrazek

Rozmowa z Dominiką Krupińską.

W jakich okolicznościach narodził się ryt dominikański?
Ryt dominikański powstał niejako naturalnie. Ponieważ święty Dominik przed założeniem zakonu był kanonikiem, był przyzwyczajony do oficjum kanoniczego i śpiewanie wszystkich godzin liturgicznych stanowiło dla niego oczywistość. On i jego towarzysze przyjaźnili się też z cystersami i cała akcja nawracania katarów w Prowansji, w związku z którą Dominik postanowił zmienić swoje dotychczasowe powołanie i zostać wędrownym kaznodzieją, była robiona razem z nimi.
W miarę jak rosła ich liczba, bracia stopniowo wytworzyli własną liturgię, wychodząc od oficjum kanoniczego i cysterskiego. Wykrystalizowanie się własnego rytu było naturalnym efektem okrzepnięcia zakonu w ciągu pierwszych 40 lat istnienia. Stanowił on faktycznie jedną z odmian rytu rzymskiego; nie był odrębnym rytem, jak na przykład ryt ambrozjański, lecz ówczesną, średniowieczną formą rytu rzymskiego. Zaznaczmy wyraźnie, że rytu dominikańskiego nie można mylić z trydenckim; jest on o 350 lat starszy od kodyfikacji rytu rzymskiego wprowadzonej przez Piusa V, dominikanina zresztą.
Ponieważ Zakon Braci Kaznodziejów cechował się dużą uniwersalnością: szybko objął całą Europę, a bracia, inaczej niż w tradycji mniszej, poruszali się cały czas między klasztorami, pojawiła się potrzeba unifikacji sprawowanej przez nich liturgii. Dlatego ryt dominikański był — jak na średniowiecze — wyjątkowo jednolity; przyjęto także kalendarz uwzględniający wszystkich najważniejszych świętych lokalnych. Liturgia rzymska była znacznie bardziej różnorodna (w czasach Dominika nie było w ogóle jednego rytu rzymskiego, ponieważ bazyliki rzymskie miały własny ryt, a kuria papieska własny), a w ciągu wieków podlegała niemałym zmianom.
Nie jest jednak tak, że ryt dominikański, zachowywany przez braci (i siostry, bo mniszki dominikańskie również go przyjęły) aż do przejścia po Soborze Watykańskim II na Novus Ordo Missae, zawsze był taki sam. Z jednej strony zachowywał niezwykłą ciągłość (nie wiem, czy istnieje jakikolwiek inna odmiana rytu rzymskiego, który byłaby naprawdę tak powszechnie sprawowana przez 700 lat), z drugiej strony z biegiem czasu zmieniał się, bo bracia się zmieniali, a czasem ulegali (z oporami co prawda) naciskom rzymskim, aby ujednolicać liturgię do tej, jaka obowiązuje w Rzymie. Reforma nastąpiła ma przykład w czasach Piusa X, a także tuż przed Soborem Watykańskim II. Ale istniała ciągłość.
Kiedy bracia zrezygnowali z rytu (jak mówią mi starsi bracia, z wielką radością), ocalał on tylko w jednym miejscu, jak w okrążonej obozami rzymskimi wiosce galijskiej z „Asteriksa”: w domu studiów zachodniej prowincji USA, w Berkeley. Co ciekawe, było to najbardziej liberalne środowisko! Bracia wystarali się o reskrypt z Rzymu, zezwalający na celebrowanie w rycie za zgodą przełożonych, i w prowincji zachodniej Msza dominikańska była dość regularnie sprawowana. Ale gdzie indziej doszło do przerwania praktyki; dopiero od niedawna do rytu powraca prowincja wschodnia USA. Tutaj zaś, w Europie, pomysł odnowienia liturgii dominikańskiej wyszedł od świeckich, a nie od braci.
Jak doszło do reaktywowania dominikańskiej tradycji liturgicznej w Polsce?
Dokonało tego środowisko śpiewaków liturgicznych i tradycyjnych związanych z festiwalem „Pieśń Naszych Korzeni” w Jarosławiu. Ponieważ jego współzałożycielami byli dominikanie, uznano za naturalne, że odprawiane codziennie na festiwalu nieszpory, a później także laudesy i matutina będą śpiewane właśnie w tym rycie.
Trzeba tu wymienić postać Marcina Bornusa Szczycińskiego, jednego z założycieli festiwalu, który przez kilkanaście lat uczył chorału braci studentów w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym dominikanów w Krakowie. Drugą ważną dla naszego środowiska postacią jest Robert Pożarski, kantor Scholi Gregoriany Silesiensis, który kilkanaście lat temu wpadł na szaleńczy pomysł, aby wskrzesić pełne wigilie większych świąt, celebrowane w rycie dominikańskim — pierwsze nieszpory, matutina i Msze wigilijne. Jednakże wszystkie Msze (w Jarosławiu i we Wrocławiu, a później także w Warszawie) były rzymskie: czasem w Novus Ordo, czasem trydenckie.
Chociaż praktyka wykonawcza chorału dominikańskiego nie została przerwana, bo w bazylice Świętej Trójcy w Krakowie bracia nadal śpiewają nieszpory gregoriańskie (obecnie w nowym układzie rzymskim), to jednak duża część wiedzy o sposobie celebracji starego oficjum zaginęła. Świeccy odtwarzali zatem ryt, przeszukując księgi, a czasem na podstawie prób i błędów.
Nie byłoby to możliwe, gdyby nie „Prototyp”, dlatego trzeba tu o nim wspomnieć. Jest to pochodząca z czasów generała Humberta z Romans (połowa XIII wieku) wielka księga, zawierająca całą zunifikowaną i zatwierdzoną liturgię dominikańską — wszystkie księgi potrzebne do sprawowania liturgii. Stanowiła wzór do sporządzania i poprawiania wszystkich ksiąg liturgicznych Zakonu — coś jak wzorzec metra z Sèvres. Ta drogocenna księga cudem ocalała ze zniszczeń rewolucji francuskiej dzięki temu, że ostatni przeor klasztoru dominikanów w Paryżu powierzył ją na przechowanie swojemu przyjacielowi, włoskiemu księciu. W latach 40. XIX wieku wróciła do rąk dominikańskich i przechowywana jest dzisiaj w Kurii generalnej Zakonu przy bazylice św. Sabiny w Rzymie.
„Prototyp” to coś równie niezwykłego jak hieroglify egipskie: jakby żywa skamieniałość, która pozwala nam nawiązać kontakt z pierwotną liturgią Zakonu. W pierwszej połowie XX wieku Zakon wydał nowe księgi liturgiczne, poprawione właśnie na podstawie „Prototypu”. Także dzisiaj z tej księgi można normalnie śpiewać i korzystamy z niej przy przygotowywaniu wszystkich celebracji.
Wciąż nie udawało się jednak zorganizować Mszy w rycie dominikańskim, chociaż środowisko od lat o tym marzyło. Owszem, Msza taka została odprawiona w trakcie kapituły generalnej Zakonu w 2004 roku, a także jakiegoś międzynarodowego kongresu; jednak były to imprezy raczej wewnętrzne, a celebransami byli bracia z zagranicy. Z czasem zaczęły krążyć opowieści, że ten czy inny brat podobno odprawia prywatnie, ale nie było mowy o oficjalnej celebracji publicznej. A w tym roku taka możliwość niespodziewanie się pojawiła, ponieważ dzięki korzystnemu zbiegowi okoliczności pojawił się odpowiedni celebrans. Łukasz Miśko, jeden z młodych dominikanów, pojechał pracować w Ameryce i tam, w Anchorage na Alasce, gdzie Msza dominikańska jest po prostu odprawiana co niedzielę w prowadzonej przez braci parafii, nauczył się celebrować.
Na moją prośbę z radością zgodził się odprawić Mszę podczas swoich corocznych polskich wakacji. Stało się to 1 lipca, w uroczystość Najświętszej Krwi Chrystusa. Kilka tygodni później na publiczne celebracje zdecydował się inny polski dominikanin, Wojciech Gołaski z Estonii, i dzięki niemu na tegorocznym festiwalu w Jarosławiu mieliśmy już codziennie Msze w rycie dominikańskim.
Czy celebrowanie w tym rycie nie jest dzisiaj paradoksalnie pewną nowością?
Pojawienie się możliwości celebracji było dla nas zupełnym zaskoczeniem i w pewnym sensie można powiedzieć, że zrobiliśmy tę Mszę z niczego. Jeśli chodzi o te wszystkie rzeczy, których nie ma zapisanych w rubrykach mszalnych — a takich zwyczajowych elementów jest wbrew pozorem niemało — to nie udało nam się odtworzyć tradycyjnych praktyk prowincji polskiej; ostatni żyjący ojcowie, którzy odprawiali w rycie, są bardzo nieliczni i jak dotąd nie zdołaliśmy nawiązać z nimi kontaktu. Łukasz należy do prowincji zachodnioamerykańskiej i zgodnie z zasadami zakonnymi stosował tamtejsze zwyczaje. Natomiast tradycja prowincji polskiej czeka na odtworzenie. Oprócz tego trzeba sobie uświadomić, że ryt dominikański powstał jako ryt zakonny i nie uwzględniał dawniej szerokiego udziału wiernych świeckich. Teraz, gdy Msza jest odprawiana przede wszystkim dla ludu, trzeba przyjmować różne rozwiązania, na przykład dotyczące okadzania.
Kiedy zatem udało nam się uzyskać zgodę na odprawienie Mszy, nasi ceremoniarze, Łukasz Boruta i Jarek Jarczewski, zaczęli przeszukiwać dominikańskie ceremoniały i rozwiązywać kazusy, jak zrobić to czy tamto. Pomagał nam ojciec Augustine Thompson z Kalifornii, najwybitniejszy chyba znawca rytu dominikańskiego i jego wielki popularyzator. Widoczne jest zatem pewne napięcie: z jednej strony liturgia dominikańska istnieje już ponad 750 lat, a z drugiej dzieje się tu i teraz jako coś nowego, co tworzymy przy pomocy i życzliwości braci oraz dzięki zaangażowaniu mnóstwa ludzi.
Na czym polega dziś wartość rytu dominikańskiego? Jaka jest jego rola w życiu rodziny dominikańskiej?
Każdy powinien mówić za siebie. Ogólnie chrześcijaństwo, katolicyzm, jest religią Księgi i tradycji. Mówi o tym Sobór Trydencki: istnieje Tradycja (Pismo Święte) i tradycja. Inaczej niż u protestantów wyznających zasadę sola scriptura, u nas tradycja przekazywana w Kościele również stanowi locus theologicus. Dla ortodoksyjnego chrześcijaństwa tradycja jest podstawą konstytutywną. To dzięki tradycji ojców, tradycji apostolskiej, przekazowi święceń nasz Kościół jest przez cały czas zbudowany na Jezusie Chrystusie i łaska Boża w nim działa. Jest tak na poziomie ogólnym — symbolem tej tradycji „ogólnej” jest widzialny zastępca Chrystusa, czyli papież, ale ponieważ chrześcijaństwo jest różnorodne, istnieją też nurty różnych duchowości zakonnych.
I tu dochodzą tradycje związane z osobą założyciela, tak ważne dla każdego członka instytutu zakonnego czy osoby związanej z duchowością zakonną. Mszę dominikańską z niewielkimi różnicami odprawiał święty Dominik, a już na pewno w tej formie, co do literki i co do nutki (pomijam drobne zmiany wprowadzone później na żądanie władz kościelnych), święty Tomasz z Akwinu czy wielki cudotwórca, święty Jacek, którego grób otaczamy czcią w krakowskiej bazylice. To jest żywa tradycja Zakonu i nie wyobrażam sobie, aby dla kogokolwiek, kto choćby tylko sympatyzuje z Zakonem, mogła ona być nieważna.
Ostatnio jeden z braci napisał do mnie, że chciałby nauczyć się odprawiać w rycie, poznać tę tradycję. Zrezygnował na razie, bo (według jego słów) zniechęciły go agresywne wypowiedzi tradycjonalistów w Internecie, ale widać, że jeśli chodzi o sięgnięcie do tego skarbca, o zapoznanie się z nim, to ludzie mają poczucie, że to jest ważne. Zwłaszcza teraz, gdy zbliżamy się do jubileuszu 800-lecia Zakonu.
Czy ludziom „lepiej” się modli na takiej Mszy? Niektórzy mówią, że tak, i na pewno jest to wspaniały sposób modlitwy. Mnie osobiście najbliższa jest różnorodność — zależy mi, żeby ryt się rozwijał, żeby te Msze mogły być regularnie sprawowane, ale świat nie kończy się na nas; klasztor krakowski prowadzi ogromną pracę duszpasterską dla 8–10 tysięcy ludzi. Bracia mają propozycje dla najróżniejszych ludzi, różniących się poziomem duchowym, poziomem umysłowym, gustami liturgicznymi, muzycznymi itd. Każdy może znaleźć coś dla siebie i to wydaje mi się właściwe.
Czyli nie sposób oddzielić tradycji zakonnych, kościelnych, doświadczenia wiary od rytu? Istnieje między nimi związek?
W wypadku Zakonu Braci Kaznodziejów niewątpliwie tak jest. Ten Zakon ma własny ryt i po „Summorum Pontificum” nie ulega wątpliwości, że jest on legalny i ma być nadal pielęgnowany. W instrukcji Papieskiej Komisji Ecclesia Dei „Universae Ecclesiae” jest nawet zapis, że ordynariusz (w Zakonie będzie to prowincjał) ma obowiązek zadbać, aby klerycy mogli się zapoznać z celebrowaniem w rycie.
W wypadku zakonu franciszkańskiego, który od początku przyjął ryt rzymski, jest już inaczej, oni nie mają własnego rytu.
Na pewno można powiedzieć, że taki ścisły związek istnieje ogólnie z liturgią; już w starożytności chrześcijańskiej było wiadomo, że lex orandi lex credendi: życie chrześcijańskie, życie duchowe, kształtuje się w oparciu o liturgię. Mogę przytoczyć bardzo ciekawe świadectwo jednego z braci, który jako duszpasterz akademicki w Warszawie był przez kilka lat odpowiedzialny za katechumenat. Przyszedł do niego młody człowiek i powiedział, że chociaż był ateistą, to przychodził czasami ze znajomymi na odprawianą przez niego Mszę akademicką — jest to taka typowa dominikańska Msza z pieśniami z „Niepojętej Trójcy”, zwykły, ale porządnie odprawiany Novus Ordo — i chciałby poprosić o chrzest. Był ateistą, ale nawrócił się, chodząc na Mszę.
Bardzo to poruszyło tego brata, bo uświadomił sobie, jak ogromna jest kerygmatyczna rola liturgii: doskonale nadaje się ona do przekazywania wiary. Ryt jest faktycznie mniej istotny; owszem, ważne jest, aby nie zabijać tradycji, aby ją kultywować; ale podstawą jest liturgia. Głęboko wierzę w to, że porządnie, pobożnie, z czcią sprawowana liturgia będzie nawracała ludzi.
W liturgii często wierni zwracają uwagę na śpiew. Jakie jest miejsce śpiewu w tradycyjnej liturgii dominikańskiej?
Tę rzecz warto wyjaśnić, bo często także tradycjonaliści tego nie rozumieją: chorał nie jest oprawą muzyczną liturgii. Nie jest tak, że w trakcie liturgii można zaśpiewać „Ave Maria” czy coś innego, jak wybiera się kawałek do kotleta. Doświadczyłam mocno zwłaszcza dzięki kontaktom ze śpiewakami prawosławnymi, że to, co śpiewa kantor i chór, jest równie ważne jak to, co śpiewa kapłan. Można powiedzieć, że liturgia jest rodzajem sztuki na kilku aktorów: są partie dla kapłana, są partie dla chóru i dla kantora, i są partie dla ludu. I liturgia sprawowana jest przez wszystkich, każdy musi wypowiedzieć swoją kwestię.
Oczywiście tylko kapłan ma święcenia, występuje in persona Christi i dokonuje przeistoczenia, ale słowa, które śpiewa schola czy kantor, są równie istotną częścią Eucharystii jak te, które wypowiada kapłan. Każdy ma swoją rolę. Chorał jest zatem immanentną częścią liturgii Mszy świętej. I dobrze się składa, że w Krakowie bracia często podczas zwyczajnej Mszy Novus Ordo odczytują, jak trzeba, tekst introitu i communio, który mają w Mszale.
Istnieje nieporozumienie, że liturgia w języku łacińskim, z chorałem, jest formą „wyższego zaawansowania”; elitarną formą duchowości, która nie jest skierowana do wszystkich. Czy jest tak faktycznie?
Nie jestem właściwym adresatem tego pytania, bo nie czuję tego problemu; miałam w szkole łacinę na wysokim poziomie i, szczerze mówiąc, nie ma dla mnie większego znaczenia, czy liturgia jest po łacinie czy po polsku. Trzeba by zapytać ludzi, którzy mają z tym kłopot: jak oni to odbierają. Myślę jednak, że sprawa języka jest o tyle przesadzona, że kwestie wypowiadane przez wiernych są naprawdę nieliczne i bez trudu można się ich nauczyć. W starym rycie znaczna część tekstu Mszy, w tym cały Kanon, wypowiadana jest po cichu; więc to, w jakim języku kapłan to czyni, nie ma większego znaczenia. Nawiasem mówiąc, istnieją świadectwa wskazujące, że w średniowieczu Kanon prawdopodobnie nie był odmawiany w zupełnej ciszy, lecz półgłosem.
Nie wiem, do jakiego stopnia ludzie naprawdę muszą rozumieć to, co się mówi we Mszy, żeby się modlić, nawracać się i być blisko Boga. Postawię tezę, że w epoce postoświeceniowej, w jakiej żyjemy, występuje tendencja do przesadnego akcentowania roli intelektu w liturgii. Modlitwa opiera się dzisiaj głównie na intelekcie, a nie na przykład na postawie ciała czy elementach zmysłowych, takich jak muzyka czy kadzidło. W tym kierunku szła między innymi cała posoborowa reforma liturgiczna: wszystko ma być zrozumiałe. Nie wiem, czy ludzie naprawdę potrzebują tego do modlitwy i do bycia blisko Boga… i czy te wcześniejsze sposoby, które zachowały się choćby u prawosławnych, nie były lepsze.
We wszystkich Kościołach poza rzymskokatolickim istnieje święty język liturgii, nie w pełni zrozumiały dla ludu. Andrij Szkrabjuk, kantor katedry Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego we Lwowie (tzw. przedchalcedońskiego), opowiada, że wśród 10 mln Ormian są trzy języki ormiańskie, ponieważ rozeszły się dialekty; jednym z nich jest język staroormiański, będący językiem liturgii. Kiedy 1700 lat temu Armenia przyjmowała chrześcijaństwo, był normalnym językiem, ale dzisiaj ludzie już go nie używają, choć mogą go z trudem zrozumieć. I ten język liturgiczny łączy Ormian mających różne dialekty. Podobnie jest z cerkiewnosłowiańskim i innymi językami liturgicznymi. Nie wiem, dlaczego akurat my musimy się wyróżniać tym, że nie mamy swojego świętego języka.
Można zatem powiedzieć, że posoborowa reforma liturgiczna opiera się na dominujących wówczas założeniach antropologicznych.
Nie chcę stawiać tak daleko idącej tezy. Nie stawiam zarzutów ojcom soborowym, bo konstytucja Sacrosanctum Concilium jest kapitalna. Nie chcę także osądzać autorów reformy wiązanej z nazwiskiem abp. Bugniniego. Oni niewątpliwie chcieli dobrze [? - admin]; ale działali w określonym momencie w czasie.
Przede wszystkim bardzo źle się stało, że sobór wydarzył się kilkanaście lat po zakończeniu najstraszniejszej wojny w dziejach ludzkości. W tekstach soboru wyraźnie widać, że zanadto był on dzieckiem swojej epoki, za bardzo reagował na atmosferę czasów tuż powojennych: co zrobić, żeby nie dopuścić do powtórzenia się takiej potwornej hekatomby. Podobnie z reformą liturgiczną; wydaje mi się, że w dużym stopniu była ona prowadzona pod nakazem chwili: rewolucyjnych lat 60., kiedy to w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych po dwóch wielkich wojnach rozpadał się cały porządek społeczny.
I chociaż nie odmawiam reformatorom dobrej woli, to jednak wydaje się, że próbowali oni przykroić to dzieło do swoich czasów; i dzisiaj, po 50 latach, okazuje się, że jest ono już mocno passé. Stąd ogłoszony przez Benedykta XVI postulat „reformy reformy” — bo nasze czasy są już inne.
Zmianie społecznej towarzyszy zmiana liturgiczna?
Zdecydowanie, bo liturgia składa się z warstwy nadprzyrodzonej, w której działa bezpośrednio Bóg, oraz warstwy przyrodzonej, wynikającej z potrzeb i mentalności człowieka oraz epoki. Kiedy patrzy się na historię liturgii (a także duchowości), to widać, że liturgia XIII, XVI, XIX czy XX wieku w aspekcie ludzkim stanowi odpowiedź na potrzeby danych czasów.
Jak zatem należy oceniać inkulturację liturgii?
To zależy, co rozumiemy przez inkulturację. Można sięgnąć do hermeneutyki, która pokazuje, że trzeba się dostosowywać do rozmówcy, aby ułatwić mu zrozumienie. Widzimy, że także Bóg się w pewnym sensie „inkulturował”, ponieważ zawsze przemawiał do człowieka na jego poziomie: inaczej do Abrahama, inaczej do Mojżesza, do proroków, w czasach Machabeuszy, za Chrystusa czy później. Kiedy sięgniemy do ewolucji religii izraelskiej, zobaczymy, że w VII wieku przed Chrystusem była ona zupełnie inną religią niż w II wieku.
Myślę, że sam postulat inkulturacji jest naśladowaniem postępowania Bożego w stosunku do człowieka; natomiast inną sprawą jest to, jak to robić, aby nie spowodować wypaczeń, wskutek których nastąpi utrata istoty, tożsamości. Wymaga to szczegółowej oceny w konkretnych sytuacjach.
Jak pogodzić inkulturację z uniwersalnością chrześcijaństwa, z postrzeganiem liturgii jako gwarancji jego jedności i powszechności?
Wydaje mi się, że gwarantem powszechności chrześcijaństwa jest właśnie to, że liturgia nie jest wszędzie taka sama. Bardzo nieufnie odnoszę się do dążeń do unifikacji za wszelką cenę. Sięgnijmy do historii: wielka akcja unifikacyjna, która doprowadziła do wyeliminowania liturgii galikańskiej i faktycznie także starorzymskiej, była efektem potrzeb politycznych Karola Wielkiego. Ten trend się co pewien czas odzywa, często w chwilach zagrożeń, kiedy trzeba zwierać szyki — na przykład w czasach rewolucji protestanckiej, kiedy nie było jasne, czy w danym kościele jest jeszcze Msza katolicka, czy już nabożeństwo protestanckie. To zrozumiałe, że w takich okolicznościach konieczna jest unifikacja liturgii; jest to odpowiedź na wyzwania epoki.
Natomiast ogólnie z takimi trendami trzeba walczyć, ponieważ wynikają one z pewnej ułomności człowieka, który wszystkim wokoło chce narzucić to, co odpowiada jemu samemu. Przypomnę tutaj piękne rozróżnienie Hansa Ursa von Balthasara między jednością a jednolitością. Pełnia Kościoła okazuje się w jego niewyczerpanej różnorodności, która wypływa z jego jedności.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ziomber

Dominika Krupińska — historyk, teolog, tłumacz, członek Stowarzyszenia „Schola Gregoriana Silesiensis”, opiekun naukowy serwisu rytdominikanski.pl. Była współorganizatorem pierwszej od kilkudziesięciu lat Mszy św. w rycie dominikańskim w Krakowie. W 13 numerze naszegi magazynu Nova et Vetera ukazał się artykuł dr Dominiki Krupińskiej poświęcony rytowi dominikańskiemu. Jego fragment można przeczytać tutaj.

Za: http://www.pch24.pl/skarb-osmiu-wiekow- ... 235,i.html

http://wieden1683.pl/news/krupinska-ker ... denckiego/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 01 sie 2014, 19:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/30/prorok-maryi/

Prorok Maryi
Posted by Marucha w dniu 2014-04-30 (środa)

Obrazek

Wielu jest dzisiaj – oczywiście poza tzw. środowiskami postępowymi – katolików, którzy znają i podziwiają dzieło wielkiego, żarliwego i popularnego misjonarza z XVIII wieku – św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.

Urodził się on w miejscowości Montfort-La-Cane (francuska Bretania) w roku 1673. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1700 r. Całe swoje życie – aż do śmierci w 1716 r. – poświęcił działalności misyjnej w miejskich i wiejskich ośrodkach Bretanii, Normandii, Poitou, Wandei, Aunis, Saintonge, Andegawenii, Maine. Mieszkańcy tych miast, w których nauczał, żyli przeważnie z rolnictwa i byli głęboko naznaczeni wiejskim sposobem życia. To dlatego św. Ludwika Marię, mimo że jego kazania były przeznaczone nie tylko dla chłopów, można uważać za apostoła głównie ludności wiejskiej.
W swoich kazaniach, które wtedy można by było określić jako bardzo współczesne i nowoczesne, nie ograniczał się do nauczania doktryny katolickiej słowami odpowiednimi dla każdej epoki i każdego miejsca, lecz również potrafił zwrócić uwagę wiernych, którzy go słuchali, na problemy najistotniejsze.
To jego nadzwyczaj nowoczesne podejście do spraw wiary prawdopodobnie zaskoczyłoby niezmiernie obecnych zwolenników „unowocześnienia” (aggiornamento) Kościoła. Nie patrzył on bowiem na błędy swojej epoki jako na zwykłe owoce intelektualnych pomyłek, będących wytworem ludzi działających w dobrej wierze i pozostających poza wszelkim podejrzeniem. Błędy, które przeto mógłby zawsze rozproszyć po prostu łagodny i zręczny dialog. Zdolny do takiego dialogu, przyciągającego wiernych, jednocześnie nie tracił z oczu wielkiego wpływu grzechu pierworodnego i grzechów osobistych, jak również działań księcia ciemności, stojących u źródeł i rozwoju gigantycznej walki rozpętanej przez bezbożność przeciwko Kościołowi i Cywilizacji Chrześcijańskiej.
Za jeden z elementów niezbędnych do rozpoznania problemów swojego wieku uważał on słynną triadę: świat-ciało-szatan, obecną w rozważaniach wszystkich teologów i misjonarzy z prawdziwego zdarzenia. I tak oto, zależnie od okoliczności, umiał być spokojny i łagodny jak anioł-posłaniec Boskiego umiłowania, innym razem z kolei niezwyciężony jak anioł-wojownik, wysłany, aby przestrzegać zatwardziałych grzeszników przed wyrokami Bożej Sprawiedliwości. Ten wielki apostoł umiał na przemian prowadzić dialog i polemikę, ale temperament polemisty nie przeszkadzał mu w okazywaniu słodyczy Dobrego Pasterza. Z kolei łagodność duszpasterza nie tłumiła w nim świętego rygoru polemisty.
Podając ten przykład, jesteśmy daleko od pewnych progresistowskich środowisk, dla których wszyscy nasi bracia odłączeni, heretycy lub schizmatycy, odznaczają się nieodzownie dobrą wolą, zwiedzeni przez zwykłą pomyłkę, przez co polemika z nimi jest zawsze błędem i grzechem przeciwko miłosierdziu

„Światowość” i jansenizm zjednoczone
Społeczeństwo francuskie wieków XVII i XVIII było trawione poważną chorobą. Wszystko przygotowywało je do biernego przyjęcia i zaszczepienia na swoim gruncie zalążków encyklopedyzmu, a następnie pogrążenia się w katastrofie Rewolucji Francuskiej.
Przedstawiając w tym miejscu ogólny (a więc z konieczności bardzo uproszczony) obraz tej epoki, niezbędny jednak, aby zrozumieć dzieło kaznodziejskie św. Ludwika – można powiedzieć, że u przedstawicieli trzech ówczesnych klas społecznych: duchowieństwa, szlachty i ludu, przeważały dwa typy duchowości: pobłażliwy i rygorystyczny. Ludzie o typie duchowości pobłażliwym skłaniali się ku życiu wypełnionemu przyjemnościami, które prowadziło do rozwiązłości i sceptycyzmu. Rygoryści zaś byli przychylni sztywnemu, formalistycznemu i posępnemu moralizmowi, prowadzącemu do desperacji, a nawet do buntu. To zainteresowanie głównie sprawami tego świata i jansenizm z drugiej – były dwoma biegunami, które wywierały fatalny wpływ nawet na najbardziej pobożnych i wartościowych członków ówczesnego społeczeństwa.
Obie błędne skrajności prowadziły do tego samego rezultatu. W rzeczywistości bowiem każde z nich na swój sposób oddalało dusze od świętej równowagi duchowej Kościoła, który głosi nam w godnej podziwu harmonii zarazem łagodność i rygor, sprawiedliwość i miłosierdzie. Z jednej strony naucza on o naturalnej i autentycznej wielkości człowieka, uwznioślonej przez jej wyniesienie do godności ponadziemskiej i włączenie do Mistycznego Ciała Chrystusa, a z drugiej strony – pokazuje nam nędzę, w jaką wtrącił nas grzech pierworodny z całym szeregiem jego zgubnych konsekwencji.
W tych warunkach zrozumiałym jest fakt, że te dwie skrajne i ze sobą sprzeczne postawy życiowe – „światowość” i jansenizm – zjednoczyły się przeciwko apostołowi, który głosił autentyczną doktrynę katolicką, ponieważ prawdziwym przeciwieństwem braku równowagi nie jest jakiś inny brak równowagi, lecz właściwa równowaga. Tym samym nienawiść, która ożywia zwolenników dwóch przeciwstawnych błędnych idei nie nastawia jednych przeciwko drugim, lecz przeciwko apostołom Prawdy. Zwłaszcza jeśli ta Prawda głoszona jest z dobitną szczerością i kładzie nacisk na wszystko to, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z błędami będącymi właśnie w modzie.

Surowa powaga i tkliwa łagodność w kazaniach św. Ludwika
Właśnie takie było nauczanie św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Jego kazania, wygłaszane w obecności rzeszy wiernych, głównie ludzi prostych, nierzadko kończyły się szczerymi aktami skruchy, żalu za grzechy i religijnego entuzjazmu. Jego słowa – jasne, logiczne, a zarazem płomienne i głębokie, poruszały dusze osłabione rozwiązłością i zmysłowością, które to grzechy w tamtej epoce rozpowszechniały się począwszy od najwyższych klas dochodząc do innych grup społecznych. Bardzo często się zdarzało, iż pod koniec jego kazań słuchacze gromadzili na placu publicznym stosy frywolnych i zmysłowych przedmiotów oraz bezbożnych książek, a następnie je podpalali. Gdy tylko stos zaczynał płonąć, nasz niezmordowany misjonarz ponownie zabierał głos, wzywając lud do surowości obyczajów.
To dzieło odnowy moralnej miało znaczenie przede wszystkim nadprzyrodzone i pobożne. Jezus Chrystus ukrzyżowany, Jego Krew, Jego Przenajświętsze Rany, Ból Maryi były punktem wyjścia, a także punktem kulminacyjnym jego kazań. Dlatego też promował w Pontchateau budowę wielkiej Kalwarii, która miała stać się centrum jedności, scalającym cały powołany przezeń ruch duchowy.
W Krzyżu widział nasze święte źródło mądrości najwyższej, mądrości chrześcijańskiej, która uczy człowieka widzieć i kochać w stworzonych rzeczach przejawy i symbole Boga; przedkładać Wiarę nad pyszny rozum, Wiarę i prawy rozum nad zbuntowane zmysły. Moralność zaś nad rozwiązłą wolę, duchowość nad cielesność, a wieczność nad doczesność.
Jednakże ten żarliwy głosiciel chrześcijańskiej surowości w jej najczystszej postaci nie miał w sobie nic z posępnej surowości Savonaroli czy Kalwina. U św. Ludwika była ona złagodzona przez niezwykle wzruszające oddanie Matce Bożej.
Można powiedzieć, że nikt tak jak on nie poświęcił się z takim zapałem krzewieniu kultu Matki Bożej Miłosiernej. Najświętsza Panna, jako niezbędna pośredniczka – z Boskiego wyboru – pomiędzy Jezusem Chrystusem a ludzkością, była celem jego nieustannego zachwytu, który sprowokował go do wielce oryginalnych i głębokich rozważań. Żaden krytyk nie może odmówić im genialności. Wokół Powszechnego Wstawiennictwa Maryi, które dzisiaj jest prawdą wiary, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort zbudował całą mariologię, która jest największym pomnikiem wszechczasów wzniesionym Dziewiczej Matce Boga.
Takie są główne rysy jego godnej podziwu misji kaznodziei. Dzieło to zostało zawarte w trzech głównych pracach napisanych przez św. Ludwika: „Miłość Przedwiecznej Mądrości”, „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” i „List do Przyjaciół Krzyża”, niezwykle znaczącej swego rodzaju trylogii złota i ognia, w której jako „arcydzieło pomiędzy arcydziełami” wyróżnia się „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”*. Na podstawie tych dzieł możemy wyrobić sobie pogląd na temat tego, co było prawdziwą substancją kazań św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.

Przygotował reakcję przeciwko Rewolucji Francuskiej
Św. Ludwik Maria był wielkim prześladowanym. Ten rys podkreślają wszyscy jego biografowie. Przeciwko jego działaniom rozpętała się prawdziwie wściekła burza, a to za sprawą obozu libertynów, sceptyków rozwścieczonych w obliczu takiej wiary i takiej surowości, a także za sprawą jansenistów, oburzonych wielkim kultem Matki Bożej, z którego emanowała niewyrażalna słodycz. Stąd zamęt i wrogość wobec niego w całej Francji. Nierzadko, tak jak to się stało w 1705 r. w Poitiers, jego wspaniałe „auto-da-fé” przeciwko niemoralności były przerywane przez władze kościelne, które unikały w ten sposób niszczenia przedmiotów prowadzących do zguby. W prawie wszystkich diecezjach Francji zabroniono mu wykonywania posługi kapłańskiej. Po roku 1711 tylko biskupi La Rochelle i Luçon udzielili mu pozwolenia na prowadzenie dalszej działalności misyjnej. Warto też pamiętać o tym, że w 1710 r. król Ludwik XIV nakazał zburzenie Kalwarii w Pontchateau.
Wobec tej ogromnej potęgi zła, nasz święty okazał się prorokiem. W ognistych słowach wskazywał pojawienie się zalążków zła, które podkopywało ówczesną Francję i przepowiedział katastrofalny przewrót, który miał być ich następstwem. Wiek, w którym żył św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, jeszcze się nie zakończył, gdy Rewolucja Francuska potwierdziła w złowieszczy sposób jego przepowiednie.
Na zakończenie odnotujmy jeszcze jeden fakt, jednocześnie znamienny i wzbudzający entuzjazm: to właśnie w tych regionach, w których św. Ludwik mógł bez przeszkód głosić swoją doktrynę, z którą identyfikował się pobożny lud, zbrojnie powstali „szuani” walczący z rewolucyjną bezbożnością. Byli to potomkowie tych samych chłopów, których nauczał wielki św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, ocalonych od zarazy Rewolucji Francuskiej.

Plinio Corrêa de Oliveira

http://www.pch24.pl/prorok-maryi,2130,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 04 sie 2014, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=642653

Kto odrzuca Kościół, odrzuca Chrystusa
Radek33 2014-08-03 17:16:31

Matka Boża objawiła się fanatycznemu protestantowi Brunonowi Cornacchioli, który – tak jak św. Paweł – przed swoim nawróceniem z wielką gorliwością prześladował wyznawców Chrystusa. Maryja objawiła się w Tre Fontane, czyli w pobliżu miejsca męczeństwa św. Pawła Apostoła, który został ścięty na rozkaz cesarza Nerona w 67 r. Z relacji świadków egzekucji wiemy, że głowa apostoła po tym, jak została odcięta jednym uderzeniem miecza, trzy razy odbiła się od ziemi – i w tych właśnie miejscach wytrysnęły źródła wody. Z tym zdarzeniem jest związana nazwa tego miejsca: Tre Fontane – trzy źródła. Wybudowano tam kościół i opactwo trapistów, gdzie można oglądać marmurową kolumnę, przy której dokonano egzekucji św. Pawła. To nie jest przypadek, że Matka Boża wybrała właśnie to miejsce, aby przekazać swoje orędzie protestantowi, który nienawidził Kościoła i papieża.
Kochaj Kościół i papieża

Maryja Niepokalana w pierwszych swoich słowach skierowanych do Cornacchioli powiedziała: „Prześladujesz mnie, ale jest już najwyższy czas, abyś z tym skończył. Wracaj do świętej wspólnoty Kościoła katolickiego”. Matka Boża w dalszych słowach uświadomiła mu, że nie można wierzyć w Chrystusa i równocześnie walczyć z Kościołem, gdyż Kościół jest świętą owczarnią Chrystusa. Kościół to Chrystus, który powołuje do wspólnoty ze sobą wszystkich bez wyjątku grzeszników, gdyż pragnie ich uwalniać od grzechów i czynić świętymi – czyli dojrzałymi do nieba. Kto walczy z Kościołem, ten walczy z Chrystusem, kto odrzuca Kościół – odrzuca Chrystusa.
Matka Boża uprzedziła Brunona, że Kościół doświadczy wielkiego prześladowania, że niektórzy porzucą kapłaństwo, że będą skandale, zdrady, a on sam znajdzie niezrozumienie. Najbardziej bolesne ataki na Kościół pochodzą od tych, którzy trwają w grzechu, chociaż sami uważają się za członków Kościoła. W swoim życiu nie kierują się nauką Chrystusa, ale własnymi egoistycznymi upodobaniami. Gorszącym przykładem swojego życia i głoszeniem błędnej nauki wielu prostych ludzi wprowadzają na drogę prowadzącą do zguby wiecznej. To są najwięksi prześladowcy Kościoła. W świętej owczarni Kościoła są jak drapieżne wilki w owczych skórach. Matka Boża wezwała Brunona, aby nigdy nie upadał na duchu i nigdy się nie zniechęcał, lecz trwał mocno w wierze, w całkowitym posłuszeństwie papieżowi i nauce Kościoła. Matka Boża odesłała Brunona do kapłana, aby go prowadził na drogach wiary. Uświadomiła mu, jak wielkim darem jest sakrament kapłaństwa, dzięki któremu w sakramentach – a szczególnie w sakramencie pokuty i w Eucharystii – można najpełniej spotykać się z Chrystusem, który przebacza wszystkie grzechy i dzieli się z nami swoim zmartwychwstałym życiem.
Matka Boża uświadomiła także Cornacchioli, który planował zabić papieża, że nie ma prawdziwego Kościoła bez jedności z papieżem. Dlatego wezwała go, aby ukochał papieża, gdyż każdy biskup Rzymu z ustanowienia Chrystusa jest Jego widzialnym zastępcą na ziemi i następcą św. Piotra, a przez to pasterzem całego Kościoła, zwierzchnikiem wszystkich biskupów. Dzięki tej szczególnej misji, którą Chrystus powierza każdemu papieżowi, otrzymuje on również dar nieomylności wtedy, gdy naucza w sprawach wiary i moralności oraz definiuje objawione przez Boga prawdy wiary. „Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół” – uczył św. Ambroży.

Kochaj Pismo św. i nauczanie Magisterium Kościoła

Matka Boża objawia się Brunonowi Cornacchioli, trzymając Pismo św. na swoim sercu. „Dlaczego Matka Boża objawiła się z Biblią?” – pisał po latach Bruno. „Dlatego, że ja przybyłem na to miejsce z protestancką Biblią, aby w niej znaleźć argumenty do zwalczania dogmatów katolickiej wiary. Zacząłem pisać swoje przemówienie od stwierdzenia: »Maryja nie jest Dziewicą, nie jest Niepokalaną, nie jest Wniebowziętą«. Matka Boża powiedziała mi, że to, co na Jej temat chcę napisać, jest błędem. Pokazała mi Biblię, mówiąc, że tam zawarte jest wszystko, czego o Niej uczy Kościół katolicki”. Cornacchiola zrozumiał, że jeżeli odrzuca się prawdę, że Maryja jest Matką Bożą, Niepokalanie Poczętą zawsze Dziewicą, Wniebowziętą, to nie można wejść w pełnię Objawienia, nie można zrozumieć w pełni dzieła zbawienia, którego dokonał Jej Syn – Bóg-Człowiek Jezus Chrystus. Maryja powiedziała Brunonowi: „Jestem tą, która jest w Trójcy św.”. To znaczy, że Jej wyjątkowa relacja, jako ludzkiej osoby, do każdej z Osób Trójcy św. wynika z faktu, że w Jej łonie Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem. Maryja od momentu poczęcia całkowicie należy do Boga; jest absolutnie czysta, wolna od wszelkiego skażenia grzechem i dlatego może stać się Matką Syna Bożego. W ciągu ziemskiego życia odznaczała się prawdziwym heroizmem wiary i wypełniania woli Boga. Przez swoją wiarę i współcierpienie z Chrystusem w Jego męce i śmierci stała się Matką wszystkich ludzi w porządku łaski. Z Jej absolutnej czystości wynika szczególne piękno i nadprzyrodzona moc, która miażdży szatana.
Matka Boża trzymała Pismo św. na swoim sercu, tak jak swojego Syna Jezusa. W ten sposób uświadomiła nam, jak bezcennym skarbem jest Pismo św., gdyż Bóg daje nam w Nim odpowiedź na wszystkie nasze pytania i problemy. Zaprasza nas do codziennego czytania i medytowania tekstów biblijnych. Równocześnie Matka Boża uświadomiła Brunonowi, mówiąc mu o papieżu i Kościele, że Objawienie nie ogranicza się do Pisma św., ale zawarte jest także w Tradycji Kościoła – czyli w tym wszystkim, co w tradycji ustnej i w doktrynalnych orzeczeniach Magisterium Kościoła przekazuje się z pokolenia na pokolenie, zgodnie z zapowiedzią Chrystusa: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16, 13); „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia” (2 P 1, 20). Ostateczną wiarygodną interpretację tekstów Pisma św. daje tylko Magisterium Kościoła. Istnieje więc podwójne źródło dostępu do Objawienia, a jest nim Pismo św. i Magisterium Kościoła.
Bruno Cornacchiola porzucił Kościół z powodu swej ignorancji – nieznajomości prawd objawionych. Również dzisiaj wskutek braku znajomości Ewangelii i prawd wiary wielu opuszcza Kościół i zdradza Jezusa, przechodząc do różnych sekt, religii lub żyjąc tak, jakby Bóg nie istniał. Z powodu zwykłej ignorancji ludzie porzucają największy skarb, jakim jest przynależność do Chrystusa obecnego w Kościele katolickim. Dlatego zawiniona nieznajomość prawd wiary katolickiej i Pisma św. jest wielką winą. Ojciec Święty Pius XII powiedział o tym bardzo wyraźnie: „Kościół boi się tylko jednego nieprzyjaciela – ignorancji, braku znajomości wiary katolickiej”.

Bądźcie rzeczywiście nawróconymi

Matka Boża wezwała Brunona do nawrócenia, które musi być związane z rozpoznaniem swoich grzechów, odrzuceniem i znienawidzeniem ich, z żalem i postanowieniem poprawy oraz z zadośćuczynieniem za wyrządzone zło. Dlatego tak ważne jest regularne korzystanie z sakramentu pokuty oraz jak najczęstsze uczestniczenie w Eucharystii. Eucharystia to sam Chrystus, który uobecnia swoje dzieło zbawienia – dlatego jest szczytem i sercem życia Kościoła. Niepokalana prosiła o wytrwałą, codzienną modlitwę. W sposób szczególny prosiła o modlitwę różańcową: „Pamiętaj, synu – mówiła do Brunona – że różaniec nie jest modlitwą skierowaną tylko do Mnie, lecz do Trójcy św., w której jestem obecna. Zapamiętaj: różaniec uczy pokory, posłuszeństwa, miłości i chroni przed niebezpieczeństwami w świecie, zagrożeniami moralnymi, pokusami przeciw wierze, przed zagrożeniami dla pokoju, rodzin i całej ludzkości. Synu mój, różaniec jest małą Ewangelią, bastionem przeciwko atakom sił zła. Módl się, a będziesz mocny. Ja będę z tobą. To jest obietnica Matki”.
Innym razem Niepokalana wzywała: „Módlcie się i czyńcie pokutę. Prawdziwa pokuta to wzajemna miłość i przebaczenie, a więc życie przykazaniem miłości bliźniego. Codzienna wzajemna miłość i przebaczenie kosztują więcej aniżeli najcięższe posty lub inne wyrzeczenia”.

Cud słońca

12 kwietnia 1980 r., w rocznicę objawień, podczas Mszy św. odprawianej przy grocie w Tre Fontane zgromadzeni ludzie byli świadkami spektakularnego cudu wirowania słońca, który trwał 30 minut. Cud ten zapowiedziała Matka Boża pięć miesięcy wcześniej, objawiając się Brunonowi Cornacchioli. Świadkowie widzieli, jak słońce zawisło nad grotą objawień i zaczęło wirować w środku, formując literę M otoczoną gwiazdami i aureolą światła, która zmieniała swoje kolory. Po pewnym czasie litera M zmieniła się w Hostię z napisem „IHS”, a później pojawiły się postacie Jezusa i Maryi. Apokalipsa św. Jana mówi o Dziewicy obleczonej w słońce. Jest to znak, że Maryja jako pierwsza z ludzi została wzięta z duszą i ciałem do nieba i uczestniczy w życiu Boga Trójjedynego. Objawiając się 23 lutego 1982 r., Matka Boża powiedziała Brunonowi o kolejnym planowanym zamachu na papieża Jana Pawła II. Proroctwo to spełniło się 12 maja 1982 r. w Fatimie, kiedy to udaremniono próbę zamachu na Ojca Świętego. Cud słońca w Tre Fontane powtarzał się wielokrotnie, między innymi 12 kwietnia 1982 r., a ostatni miał miejsce 12 kwietnia 2006 r. Tak go opisuje naoczny świadek Daria P.: „Po Mszy św. w sanktuarium przy Trzech Fontannach odebrałyśmy telefon z Genui z zawołaniem: »Widzicie słońce?«. Wyszłyśmy szybko na taras, skąd bez problemu mogłyśmy patrzeć w słońce. Wirowało ono, przybierając różne kolory, a wśród nich zielony, biały i różowy. Chwilami stawało się podobne do białej Hostii. Pulsowało też jak serce. Zjawisko to trwało około 20 minut i dostarczyło nam wielkiej duchowej radości i pokoju”.

Dzielić się skarbem wiary

Matka Boża w Tre Fontane nie tylko wzywała swoje dzieci do ciągłego poznawania i pogłębiania swojej wiary, ale również do tego, aby dzieliły się tym skarbem z innymi ludźmi. Mówiła do Brunona: „Nawracaj się każdego dnia, ale staraj się również, aby ten skarb wiary przyjmowała także twoja rodzina, twoi współpracownicy, sąsiedzi oraz wszyscy spotykani przez ciebie ludzie. Ci, których spotykasz, są ci powierzeni przez Jezusa. Oczekują od ciebie znaków wiary, chrześcijańskiego świadectwa i nadziei. Nie myśl tylko o sobie samym. Im więcej będziesz się dzielił wiarą z innymi, tym więcej będzie ona rosła w tobie”.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 05 sie 2014, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/05/06 ... p-i-jakub/

Święci aspotołowie Filip i Jakub
Posted by Marucha w dniu 2014-05-06 (wtorek)

Każde wspomnienie liturgiczne Apostołów przypomina nam o niezastąpionej potrzebie pytania się, czy jesteśmy wierni tej wierze, którą przekazali nam apostołowie, bo tylko wyznając taką wiarę możemy być pewni, że dojdziemy do tego, co jest jej celem, czyli zbawienia – mówi dla portalu PCh24.pl ks. dr hab. Janusz Królikowski, profesor UPJPII, wykładowca teologii dogmatycznej.

Obrazek

Dzisiaj obchodzimy święto Apostołów Filipa i Jakuba. Jakie informacje przekazuje nam Ewangelia o pierwszym z nich?
Filip pochodził z Betsaidy, miasteczka na północnym brzegu jeziora Genezaret. Ewangelista Jan mówi o jego powołaniu. Filip wskazuje Jezusa Natanaelowi (Bartłomiejowi), mówiąc, że jest On tym, o którym pisali Mojżesz i prorocy. Ewangelie synoptyczne wymieniają Filipa w wykazie Dwunastu Apostołów. Ewangelia Jana opowiada, że przy cudzie rozmnożenia chleba został wystawiony na próbę przez pytanie zadane przez Jezusa. Po uroczystym wjeździe do Jerozolimy Filip z Andrzejem umożliwiają zhellenizowanym Żydom kontakt z Jezusem. Jest wspomniany również podczas mowy pożegnalnej Jezusa.
Wspomniał Ksiądz, że św. Filip Apostoł odegrał istotną rolę w przyprowadzeniu Natanaela do Jezusa. Czy można stwierdzić, że w ten sposób św. Filip stał się patronem tych, którzy starają się przyprowadzić kogoś znajomego do Boga?
Rzeczą zastanawiającą jest przede wszystkim fakt, że Filip rozpoznaje Jezusa jako Mesjasza: „Ten, o którym pisali Mojżesz i prorocy”. Co mu na to pozwoliło? Zapewne bardzo wcześnie zetknął się z Jezusem, słuchając Jego nauczania albo widział jakiś znak, dlatego mógł dojść do takiego wniosku. Można także wnioskować z tej wypowiedzi, że znał dobrze teksty biblijne, szukając dociekliwie ich zrozumienia i wypełnienia. To odniesienie do wypełnienia Pism jest bardzo ważne w osobowości Filipa.
Jeśli miałbym szukać jakiegoś aktualnego znaczenia jego postaci, to widziałbym je w tym fakcie, tym bardziej że w dzisiejszej teologii mało zwraca się uwagę na to, że w Jezusie „wypełniły się Pisma”, a jest to jeden z ważnych argumentów na rzecz Jego boskości. Można tutaj mówić o jakiejś „apologii profetycznej”. Potem także, kto tak rozpozna Jezusa, może do Niego prowadzić innych, gdyż takie prowadzenie domaga się także odpowiedniego argumentowania.

A jakie informacje o Filipie znajdujemy w tradycji?
Filip miał najpierw działać „w krainie Scytów”, a następnie przybyć do azjatyckiego miasta Hierapolis, gdzie w wieku 87 lat został ukrzyżowany. O jego działalności i męczeńskiej śmierci opowiadają apokryficzne Dzieje Filipa (koniec IV wieku). Relikwie św. Filipa są czczone w kościele Dwunastu Apostołów w Rzymie.
Św. Jakubowi Młodszemu przypisuje się z kolei autorstwo jednego z listów katolickich, znajdujących się w Nowym Testamencie. List ten zadziwia swoją powierzchowną – w porównaniu na przykład do Listów św. Jana – prostotą, a jednocześnie praktycznymi wskazówkami życia chrześcijańskiego. Co najbardziej Księdza Profesora ciekawi w tym liście?
Wprawdzie dyskutuje się, czy św. Jakub jest autorem listu należącego do kanonu Nowego Testamentu, ale jest to bardzo ważne pismo, właśnie o charakterze praktycznym, choć nie tylko. Przede wszystkim wypowiedź o znaczeniu w ogóle „uczynków” płynących z wiary jest jakby sztandarowym przesłaniem Listu św. Jakuba, które potem przyczyni się do nadania właściwej fizjonomii wierze chrześcijańskie, a w sensie bardziej ścisłym określi misję Kościoła katolickiego w dziejach, który żyje dogłębnie przekonaniem, że „wiara bez uczynków martwa jest sama w sobie” (J 2, 17).
Można powiedzieć, że List św. Jakuba jest listem wzywającym do „otwarcia oczu” na potrzeby bliźnich, w relacji do których urzeczywistnia się i potwierdza chrześcijańskie „wierzę”. Już ze względu na to stwierdzenie św. Jakub ze swoim przesłaniem wpisuje się w wiarę każdego autentycznego.
Owszem, w Liście św. Jakuba nie została rozwinięta jakaś głębsza argumentacja teologiczna, ale zawiera on również syntetyczne stwierdzenia, które nabrały kluczowego znaczenia w teologii chrześcijańskiej. Szczególnie zdanie: „Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności” (J 1, 17). Każda wypowiedź doktrynalna o Bogu i o działaniu chrześcijańskim bierze pod uwagę – świadomie czy nie – tę wypowiedź.
Doktryna niezmienności Boga to kluczowe założenie chrześcijańskiego obrazu Boga. Zasada, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra, które czyni człowiek, stanowi podstawę katolickiego nauczania o ludzkim działaniu. Ta zasada łączy się również ściśle z wypowiedzią św. Jakuba o tym, że Prawo Boże jest doskonałe, i że jest „Prawem wolności” (J 1, 25). Ta wypowiedź św. Jakuba opisuje specyfikę wolności chrześcijańskiej, stanowiąc kluczowy punkt odniesienia doktryny chrześcijańskiej.
Nie można zapomnieć, że doktryna dotycząca działania chrześcijańskiego, która została wyłożona przez św. Jakuba, była za sprawą Lutra odrzucającego znaczenie uczynków w wierze przedmiotem kontrowersji w okresie reformacji. Dlatego też Luter odrzucał kanoniczność Listu św. Jakuba, nazywając go „listem słomianym”. Ostatecznie jednak pozostał on w kanonie luterańskim.

Co wiemy o samym autorze listu?
Wiemy, że należał do ścisłego grona dwunastu Apostołów. W tradycji, począwszy od Orygenesa, utożsamia się go z „bratem Jezusa”, choć dzisiaj odrzuca się to utożsamienie. Osobiście uważam, że argumenty przeciwne temu utożsamieniu nie są wystarczające. Wraz z Piotrem i Janem był „filarem” pierwszej gminy w Jerozolimie. W czasie tzw. soboru jerozolimskiego opisanego w Dziejach Apostolskich wyraźnie się wyróżniał, proponując kompromisową propozycję odnośnie do nawróconych nie-żydów – miały ich obowiązywać tylko niektóre przepisy żydowskie.
W jaki sposób dzisiejsi patroni, o których wiadomo stosunkowo niewiele, mogą pomóc nam kroczyć na drodze wiary?
Jeśli chodzi o Apostołów Filipa i Jakuba, podobnie jak zresztą wszystkich Apostołów, pozostają oni dla nas bezpośrednimi, szczególnymi i kluczowymi świadkami Jezusa Chrystusa. Stanowią jakby „ogniwo przejściowe” między Chrystusem a nami, gdyż na ich wierze opiera się nasza wiara. Dobrze wyraża ten fakt zdanie z naszego wyznania wiary, które podkreśla, że wierzymy w „Kościół apostolski”. Apostolskość Kościoła to jego ważny przymiot, który decyduje o naszej wierze. Aby była ona autentyczna, musi ciągle na nowo rozpoznawać swoje źródła apostolskie i z nimi się utożsamiać, bo tylko w ten sposób dochodzimy do samego Chrystusa. Nie ma innej drogi.
Każde wspomnienie liturgiczne Apostołów ma to znaczenie, że przypomina nam o niezastąpionej potrzebie pytania się, czy jesteśmy wierni tej wierze, którą przekazali nam apostołowie, bo tylko wyznając taką wiarę możemy być pewni, że dojdziemy do tego, co jest jej celem, czyli zbawienia. Ta nić apostolska w Kościele ma w sobie zarówno coś mistycznego, bo każe przekraczać siebie i nasze osobiste nastawienia, czerpiąc z obiektywnego źródła prawdy, ale ma także coś „empirycznego”, bo wskazuje nam konkretną, historyczną i oparta na aktach wieź wiary, w której urzeczywistnianiu niezastąpioną rolę odgrywają ludzie, wśród których pierwszymi są Apostołowie. Wiara katolicka to dogłębne splatanie się tego, co duchowe, i tego, co historyczne, aby w ten sposób dochodzić do syntezy, czyli wiary wyrażającej się w czynach. Myślę, że coś takiego można wyprowadzić także ze spojrzenia na świętych Filipa i Jakuba.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/swieci-aspotolowie- ... 714,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 25 paź 2014, 19:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/07/04 ... uwierzyli/

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli
Posted by Marucha w dniu 2014-07-04 (piątek)

Apostołowie nawet przebywając z Jezusem i widząc Jego cuda pozostawali ludźmi, których relacja do Niego opierała się na wierze. Jak wiemy z wielu wypowiedzi zawartych w Ewangelii, fakt bliskości Jezusa nie rozwiązywał wszystkich trudności dotyczących ich wiary. Także Apostołowie musieli wzrastać w wierze, a więc i Tomasz – mówi dla Portalu PCh24.pl ks. dr hab. Janusz Królikowski, profesor UPJPII, wykładowca teologii dogmatycznej.


Giovanni Battista da Faenza – Niewierny Tomasz


Dzisiejszy patron to postać, która tak silnie uwierzyła po początkowym niedowiarstwie, że dotarła spośród Apostołów najdalej – aż do Indii. Mowa oczywiście o św. Tomaszu, zwanym Didymos. Co o nim wiemy z przekazów Nowego Testamentu?
Święty Tomasz Apostoł jest zawsze wymieniany w Ewangeliach w katalogach Apostołów. Czterokrotnie pojawia się w Ewangelii św. Jana: gdy Jezus wybiera się do Jerozolimy, w czasie Ostatniej Wieczerzy stwierdza, że nie wie, dokąd idzie Jezus i nie zna drogi, gdy spotyka się ze Zmartwychwstałym, a w końcu jest wśród rybaków nad Jeziorem Genezaret, gdy pojawia się tam Jezus (na tej podstawie możemy przypuszczać, że był rybakiem). W Dziejach Apostolskich zostaje wymieniony wśród Apostołów oczekujących na zesłanie Ducha Świętego.
Co oznacza przydomek Didymos?
Przydomek oznacza „bliźniaka”, chociaż nie wiemy, czyim był bliźniakiem. Zresztą, o Tomaszu niewiele wiemy – nie wiemy, skąd pochodził, nie wiemy niczego o jego rodzinie. Tradycja przekazuje, ze miał brata Eleazara i siostrę Lizję (Lidię).
Tak jak Ksiądz wspomniał, św. Tomasz czterokrotnie występuje w Ewangelii wg św. Jana. Początkowo zwraca się do Apostołów, gdy Jezus zmierzał do Jerozolimy: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. W jakim kontekście wypowiedział te słowa?
Słowa te pojawiają się w bardzo szczególnym kontekście w Ewangelii św. Jana. Jest to swoiste „przejście” w narracji ewangelicznej. Po pierwszym okresie nauczania i dokonywanych cudów Jezus wchodzi w decydujący etap swojej misji, a mianowicie udaje się do Jerozolimy, będąc świadomy, że tam złoży swoje życie w zbawczej ofierze. Można więc powiedzieć, że słowa Apostoła Tomasza wyrażają gotowość pójścia z Jezusem i z za Jezusem, by uczestniczyć w decydującym etapie Jego misji.
Nie potrafimy powiedzieć, czy Apostołowie byli świadomi tego, czego miał dokonać Jezus, ale słowa Tomasza odzwierciedlają ich determinację do dochowania wierności Jezusowi i wzięcia na siebie wszystkich konsekwencji tego, że idą za Nim. To, co mówi Tomasz do Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy, zdaje się wskazywać, że świadomość Apostołów musiała jeszcze dojrzeć.
Właśnie, podczas Ostatniej Wieczerzy św. Tomasz mówi do Jezusa: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz”, na co Chrystus odpowiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”. Co oznacza to stwierdzenie?
Stwierdzenie Jezusa, będące odpowiedzią na częściowo bezradne słowa Tomasza, właściwie streszcza to, kim jest Jezus dla Apostołów, a w nich dla każdego człowieka. Jako droga wyznacza On jedyny kierunek ludzkiego życia, jako prawda wskazuje On, jak tego kierunku się trzymać i jako życie potwierdza, że On jest spełnieniem ludzkiej wędrówki. Chciałoby się powiedzieć, że to stwierdzenie Jezusa zmierza do podkreślenia, iż On jest po prostu wszystkim dla człowieka, jest odpowiedzią na wszystkie pytania i wypełnieniem wszystkich ludzkich dążeń. Mówiąc bardziej teologicznie, za św. Augustynem, można powiedzieć, ze On jest doskonałym Pośrednikiem człowieka względem Ojca.
Najważniejszą historią biblijną związaną ze św. Tomaszem Apostołem jest ta, w wyniku której nadaje mu się niekiedy przydomek niewiernego. Jak to się stało, że człowiek, który tak długo przebywał z Jezusem, widział Jego cuda, słyszał zapowiedzi męki i zmartwychwstania, nie mógł uwierzyć, że Chrystus żyje?
Apostołowie nawet przebywając z Jezusem i widząc Jego cuda pozostawali ludźmi, których relacja do Niego opierała się na wierze. Jak wiemy z wielu wypowiedzi zawartych w Ewangelii, fakt bliskości Jezusa nie rozwiązywał wszystkich trudności dotyczących ich wiary. Także Apostołowie musieli wzrastać w wierze, a więc i Tomasz.
Osobiście, bardzo podoba mi się interpretacja tego wydarzenia, którą zaproponował papież św. Grzegorz Wielki, mówiący: „Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów”. Tak, to dzięki Tomaszowi zyskaliśmy szczególne doświadczenie wiarygodności zmartwychwstania Jezusa: on Jezusa zmartwychwstałego po prostu dotknął, a więc nie była to zjawa ani duch. Jezus zmartwychwstał w ciele!
Będąc w Rzymie, bardzo często nawiedzam bazylikę Świętego Krzyża w Jerozolimie, w której znajduje się mało zauważana relikwia. Otóż w centrum absydy tej bazyliki znajduje się relikwiarz, a w nim kości palca, którymi św. Tomasz dotknął boku Jezusa. Dla mnie ta relikwia to nie tylko cząstka Apostoła, ale to zawsze także jakieś szczególne spotkanie ze Zmartwychwstałym. Na tej relikwii są Jego „ślady”. To my potrzebowaliśmy i potrzebujemy „niewiary” Tomasza.
Historia napawa pewnym optymizmem. Wszak Chrystus podsumował ją: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
Owszem, jest coś optymistycznego w tej historii. Wiara w każdej epoce jest siłą człowieka i jego oparciem, ale – trzeba pamiętać – ta siła i to oparcie mają za sobą świadectwo apostolskie. Jego znaczenia nie wolno nigdy pomniejszać. Nasza wiara jest „apostolska”, to znaczy na świadectwie i nauczaniu Apostołów się wznosi i rozwija. Możemy być błogosławieni, bo mamy do dyspozycji wiarygodne świadectwa, podpisane osobistą ofiarą z życia. My jesteśmy błogosławieni, bo oni są męczennikami prawdy.
Według podań św. Tomasz zawędrował najdalej spośród Apostołów – aż do Indii. Do teraz wspólnoty chrześcijan w Indiach powołują się na tę starożytną tradycję. Które Kościoły spośród nich są w jedności ze Stolicą Apostolską?
Legendy przypisują św. Tomaszowi założenie Kościoła malabarskiego w Indiach i jest on czczony jako patron tego kraju. W jedności z Rzymem pozostają dwa Kościoły katolickie: Syromalabarski i Syromalankarski. Są to Kościoły, które odznaczają się dużą żywotnością i przeżywają obecnie swoisty renesans. Dzieje Kościołów w Indiach są bardzo skomplikowane, tak że trudno byłoby je jakoś krótko opisać. Myślę, że warto pamiętać, iż legitymują się one apostolskimi początkami oraz są nośnikami tradycji apostolskiej. Ten fakt skłania do tego, by o tych Kościołach pamiętać, doceniając ich długowiekowe trwanie i bogactwo duchowe, którym żyją i z którego można czerpać.
Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/blogoslawieni--ktor ... 962,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /