Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 29 sty 2015, 14:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-sw ... skiej.html

Niewygodne odkrycie w Arabii Saudyjskiej
28.01.2015 18:05


(fot. Aleksandar Cocek / flickr.com / CC BY-SA 2.0)


Wyryte na skałach krzyże oraz imiona męczenników chrześcijańskich odkryła na pustyni na południu Arabii Saudyjskiej francusko-saudyjska grupa archeologów. Kierujący nią prof. Frédéric Imbert z Uniwersytetu Aix-Marseille w Marsylii powiedział na konferencji prasowej w Bejrucie, że wykopaliska pochodzą z drugiej połowy V wieku i świadczą o istnieniu żywej wspólnoty chrześcijańskiej na tych ziemiach.

Odkrycia dokonano na skałach w górach Dżabal Kawkab (Góra Gwiazdy) w południowo-zachodniej prowincji Nadżran (wzdłuż granicy z Jemenem). Obszar ten nosi nazwę Bir Hima lub Abar Hima, a termin ten "odwołuje się do strefy studni, znanych już w starożytności" - oświadczył naukowiec francuski. Wyraził przypuszczenie, że teren ten mógł być strefą postojów w celu zaopatrzenia się w wodę dla karawan, wędrujących z Jemenu do Nadżranu.

Według profesora, odkryte krzyże nie są jedynymi, jakie znamy z Arabii Południowej i Wschodniej, "ale są to niewątpliwie najstarsze krzyże chrześcijańskie z okresu datowanego na 470 rok".

Obok nich znaleziono liczne teksty, ciągnące się na przestrzeni ponad kilometra, z całą serią imion zapisanych w języku, który można określić jako miejscowa odmiana aramejskiego. Archeolog stwierdził, że napisy te powstały w "przedislamskim języku arabskim" lub - mówiąc jeszcze dokładniej - " nabatejsko-arabskim".

Inskrypcje sporządzono w okresie królestwa himajryckiego Szuribbil Jakkuf, które panowało nad Południową Arabią w latach 470-75. W tym czasie rozpoczęły się tam prześladowania chrześcijan. Wśród imion wyrytych między krzyżami znajdują się Marthad i Rabi, których imiona zawiera także spis męczenników z Nadżranu w tzw. Księdze Himajrytów.

Prof. Imbert przypomniał w związku z tym, że pod koniec III wieku Arabią Południową władała dynastia Himajrytów, której rządy trwały 150 lat. Zachowywała ona neutralność między imperiami bizantyńskim i perskim i jako swoją religię przyjęła judaizm. Od IV wieku szerzyło się tam chrześcijaństwo, "ale dopiero w VI stuleciu rozpowszechniło się ono w rejonie Zatoki Perskiej i w przybrzeżnych rejonach Jemenu i Nadżranu".

Wiarę Chrystusową propagowali tam misjonarze perscy z cesarstwa sasanidów, reprezentujący tzw. nurt przedchalcedoński (tzn. odrzucający naukę o dwóch naturach Jezusa: boskiej i ludzkiej). Dwaj znani z imion biskupi tych ziem, konsekrowani odpowiednio w latach 485 i 519, należeliby do wspólnoty syryjskiej, być może pochodzącej z Iraku - uważa francuski archeolog.

Zwrócił następnie uwagę, że około 470/75 Jusuf (Dhu Nuwas) zagarnął tron himajrycki i to on rozkazał zabijać chrześcijan z Nadżranu, co potwierdzają różne źródła chrześcijańskie. Wspomina o nich także Koran w surze 85. (Konstelacje). Chrześcijanie, którzy przeżyli tę zagładę, zwrócili się do króla Etiopii - Chaleba z prośbą o przysłanie wojska z pomocą dla prześladowanych. Żołnierze etiopscy przybyli, zwyciężyli Jusufa, który zginął a na tym obszarze zapanowało królestwo chrześcijańskie, które pozostawało pod opieką króla Etiopii aż do podboju tych ziem przez islam w drugiej połowie VII wieku.

Krzyże i napisy są "najstarszą księgą Arabów", zapisaną "na skałach pustyni", są "kartą dziejów Arabów i chrześcijaństwa" - stwierdził prof. Imbert.

Obecne odkrycia chrześcijańskich korzeni Arabii Saudyjskiej jest niewygodne dla władz tego kraju, który - jako "strażnik świętych miejsc islamu: Mekki i Medyny" - nie zezwala na istnienie na swym obszarze jakichkolwiek innych religii. Wcześniej w podobnych przypadkach władze królestwa twierdziły, iż chodzi o zabytki nie wczesnochrześcijańskie, ale pogańskie.

KAI / pk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 25 lut 2015, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://w-sercu-polska.org/joomla/index. ... &Itemid=22

Suma błędów. Protestantyzm w ocenie bp. Józefa Sebastiana Pelczara
Ryszard Mozgol Niedziela, 23 Listopad 2014 18:19

Obrazek

Jedność chrześcijaństwa istnieje wyłącznie w Kościele katolickim, a protestanci mogą ją osiągnąć wyłącznie poprzez wyparcie się zgubnych błędów i powrót do odrzuconego niegdyś katolicyzmu.
Stosunek katolików do protestantyzmu jest papierkiem lakmusowym ich wierności Chrystusowi i Tradycji Kościoła. Trudno znaleźć dwie bardziej przeciwstawne koncepcje religijne, które pozornie wyrastają ze wspólnego pnia. Ci spośród katolików, którzy wierzą w bajkę o wspólnym pniu chrześcijańskiego drzewa, z którego wyrastają gałęzie kolejnych konfesji – katolickiej, luterańskiej, zwinglańskiej, kalwińskiej, anglikańskiej itd. – zapominają, że różne odłamy protestantyzmu powstały w wyniku rebelii wymierzonej w jedność Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa. Są to więc gałęzie uschłe... Zazwyczaj ci sami ludzie starają się sprowadzić zasadnicze różnice w pojmowaniu rzeczywistości nadprzyrodzonej do poziomu sporu religijnego powstałego na gruncie politycznym, charakterystycznego dla specyficznego okresu historycznego. Dziś, ich zdaniem, spór ten jest nieistotny, należy szukać tego, co łączy, a nie tego, co dzieli... Ale co może łączyć katolika z protestantem? Gdzie istnieje płaszczyzna realnego porozumienia dogmatycznego? Jaką wybrać przestrzeń dialogu, aby działania ekumeniczne były rzeczywiste, a nie stały się czczym propagandowym działaniem, mającym na celu osiągnięcie doraźnych celów politycznych? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie w oparciu o analizę protestantyzmu, dokonaną przez jednego z najbardziej znamienitych hierarchów polskiego Kościoła, wybitnego teologa, historyka, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, bp. Józefa Sebastiana Pelczara. Będzie to jeszcze bardziej interesujące w kontekście trwających przygotowań – również w obrębie Kościoła katolickiego – do ekumenicznych obchodów 490. rocznicy wystąpienia Marcina Lutra przeciw papieżowi.

Autorytet bp. Józefa Sebastiana Pelczara
Bogaty dorobek pisarski Józefa Pelczara i jego znajomość tematu, przedstawiana zwłaszcza na kartach prac apologetycznych, predestynuje jego osobę do autorytatywnego spojrzenia na protestantyzm. O ile wśród dzisiejszych hierarchów polskiego Kościoła dominuje ekumeniczne spojrzenie na relacje katolicko-protestanckie, niejednokrotnie zacierające istotne różnice dogmatyczne czy wręcz przyznające rację stronie protestanckiej w sporach dogmatycznych, to tradycyjny punkt widzenia bp. Józefa Pelczara za punkt odniesienia względem protestantyzmu przyjmował wyłącznie troskę o zbawienie dusz.
Na czoło dzisiejszych przyjaciół Lutra wysuwa się osoba ordynariusza opolskiego Alfonsa Nossola, znanego miłośnika wittemberskiego kacerza i propagatora pisarstwa dolnośląskiego apostaty, eksksiędza Józefa Wittiga. Biskup opolski twierdzi, że nie istnieją już zasadnicze przeszkody na drodze do pełnej jedności katolików i protestantów. Przeszkody pomniejsze, takie jak ordynacja kobiet, zostaną niebawem przezwyciężone. „Dzisiaj uznajemy, że te luterańskie «sola-pryncypia» nie są już przeszkodą. Usprawiedliwienie następuje rzeczywiście mocą Bożej łaski, mocą wiary” – stwierdza bp Nossol1.
Swoje rozważania dotyczące protestantyzmu Józef Pelczar rozpoczynał od rozpatrzenia myśli i intencji samych założycieli protestantyzmu. Jest to działanie konieczne, a jego istotą jest nie tyle wyciągnięcie na wierzch – jak by się mogło wydawać – wszystkich błędów, grzechów i nieczystości ich założycieli, co zestawienie twórców wyznań reformowanych z założycielem Kościoła katolickiego: Jezusem Chrystusem. Ten argument, szczególnie znienawidzony przez protestantów, starano się zbijać na różne sposoby: legitymistyczny – poszukując korzeni reformacji wśród antycznych chrześcijan, szczególnie heretyków „prześladowanych” przez Kościół, lub sceptyczny – zmieniając samą koncepcję Kościoła, jako instytucji wyłącznie ludzkiej, która nie musi posiadać fundamentu w postaci słów Zbawiciela. W tym drugim przypadku utrzymywano, że Chrystus nie powołał do życia żadnego z widzialnych „Kościołów”, to jest różnych konfesji chrześcijańskich.
Kościół katolicki jest instytucją łączącą sferę nadprzyrodzoną z przyrodzoną, jest instytucją doskonałą, pomimo grzechów i niedoskonałości wynikających ze skaleczonej natury ludzkiej swoich poszczególnych członków. Dla protestantów taki punkt widzenia jest zupełnie obcy. Nie jest zgodny z ich koncepcją całkowicie zniszczonej przez grzech natury ludzkiej. Ludzie – ich zdaniem – nie mogą uczestniczyć i współtworzyć instytucji doskonałej, jaką jest Kościół.

„Ojcowie założyciele” protestantyzmu
Biskup Pelczar nie miał dobrego zdania o ojcach założycielach poszczególnych protestanckich konfesji. Motorem działania „reformatorów” była zapiekła nienawiść do Kościoła, która wypaczała charakter podejmowanych przez nich działań i sprowadzała wszystkie przedsięwzięcia na drogę destrukcji i grzechu. Inicjator reformacji, Marcin Luter, powodowany swą niepohamowaną pychą i niezwykle gwałtownym charakterem, szybko przemienił zaistniały między zakonem augustiańskim a dominikańskim spór o prawo do zbierania opłat za odpusty w najstraszliwszy konflikt w dziejach Kościoła. Sprzeczka mnichów, powstała na gruncie urażonej dumy augustianów, do których należał Luter, o przekazanie prawa do zbierania opłat odpustowych zarządzonych przez papieża Leona X, została wykorzystana do zaprezentowania swoich koncepcji na temat odpustów i wolnej woli człowieka. Kiedy tezy zostały potępione jako sprzeczne z nauczaniem Kościoła, Lutrowi pozostało albo ich pokorne odwołanie, albo dalsze podważanie dogmatów i rozpoczęcie otwartej wojny z Kościołem, na czele zbuntowanych przeciw cesarzowi książąt.
Według bp. Józefa Pelczara koncepcje Lutra powstawały jako usprawiedliwienie dla jego niestabilnego umysłu oraz cholerycznego charakteru, żądnego rozkoszy i poklasku. „Chcąc zagłuszyć w sobie wyrzuty sumienia, bo sam został zakonnikiem i kapłanem bez powołania – pisze bp Pelczar – przyjął on wygodną teorię o całkowitym skażeniu natury ludzkiej, tak że człowiek, ulegając pożądliwości, może chcieć i czynić tylko źle”2. Luter w istocie miał świadomość pogrążania się w grzechu i stopniowego odchodzenia od Chrystusa, zdając sobie sprawę, że pycha osłabia działanie jego woli. W jednym z listów pisał o zerwaniu z celibatem: „Stałem się przez to małżeństwo tak nędznym i nikczemnym, iż myślę, że anieli w niebie ze mnie się śmieją, a diabli w piekle wyją z radości” (list z 16 VI 1525 r.).
Inni, szukający okazji do rozprawy z Kościołem, szybko wzięli przykład z Lutra. W Szwajcarii stały bywalec lupanarów Ulryk Zwingli i rzezimieszek, skazany w końcu na śmierć Ludwik Heter podjęli myśl i czyny Lutra. Demokratyczne przekonania Zwinglego i jego pycha spowodowały wojnę kantonów protestanckich przeciw katolickim i krwawe prześladowania „papistów”. Motorem działania szwajcarskiego „reformatora” były nabyte we Włoszech przekonania humanistyczne, przejęte od ateisty Giovanniego Pico della Mirandoli, z którym Zwingli utrzymywał przez pewien czas serdeczne kontakty. Stąd, jak pisze Józef Pelczar, charakter szwajcarskiej reformacji był bardziej racjonalistyczny niż luterański.
Przyczyną zerwania Anglii z Rzymem był tyleż gwałtowny charakter króla Henryka VIII, co skomplikowana sytuacja polityczna. Rządy króla szybko przekształciły się w tyranię, a miłość ludu zastąpił strach. Brak męskiego potomka – następcy tronu – spowodował fałszywą i nieuczciwą chęć uznania małżeństwa z Katarzyną Aragońską za niebyłe. Papież nie zezwolił na rozerwanie węzła małżeńskiego i małżeństwo z brzemienną dwórką Anną Boleyn, co spowodowało zerwanie z Rzymem i wkroczenie na powolną, ale konsekwentną drogę protestantyzacji Anglii. Gniew Henryka VIII był potężny, dotknął duchownych wiernych Kościołowi, bliskich przyjaciół króla, starą katolicką arystokrację i przywiązany do katolicyzmu lud. Henryk VIII umierał w 1547 roku sześciokrotnie żonaty, bez jasnych widoków na przekazanie tronu swojemu chorowitemu, małoletniemu synowi Edwardowi VI, zależnemu od woli nowej szlachty, wzbogaconej na reformacyjnej grabieży katolickiego mienia.
Również pobudki Jana Kalwina nie należały do czystych. Pycha, okrucieństwo i chciwość tego człowieka została wprzęgnięta w służbę zemsty za – zdaniem Kalwina – niesłuszne oskarżenie go o głoszenie na Sorbonie heretyckich poglądów na temat wolnej woli. W 1533 r. Kalwin wraz z grupą stronników opuścił Francję i osiadł w Genewie, w której po likwidacji wewnętrznej opozycji przejął całkowitą władzę, likwidując we władzach miasta wszelkie rozróżnienie pomiędzy sferą świecką a religijną. Stworzona komuna teokratyczna poddała kontroli wszystkie przejawy życia mieszkańców Genewy, a wyroki śmierci za przewinienia w rodzaju wdowiej modlitwy za duszę zmarłego męża stały na porządku dziennym. Józef Pelczar pisał o Kalwinie:
Słusznie powiedział historyk Kolb, że „Kalwin chciał zamienić całą ziemię w ponury i zimny zakład pokutniczy”. Wyznawcy Kalwina tchnęli zawsze religijnym fanatyzmem, czego objawem były mordy dokonane na katolikach we Francji i Holandii3.
Antykrólewska polityka hugenotów (francuskich wyznawców kalwinizmu) doprowadziła do długotrwałej okrutnej wojny domowej, w której – zanim doszło do nocy św. Bartłomieja w 1572 r. – hugenoci szczycili się zburzeniem 20 tys. kościołów, 2009 klasztorów i 9 szpitali, zamordowaniem ok. 4 tys. zakonników i zgwałceniem prawie 2 tys. zakonnic. Rzeź w trakcie ślubu księżniczki Małgorzaty z Henrykiem z Nawarry była aktem politycznej zemsty, za który – jak słusznie pisze Józef Pelczar – „Kościół nie odpowiada”.
Konsekwencją nienawiści „reformatorów” do Kościoła było religijne rozdarcie Europy. Efektem stał się podział Europy na kilka wzajemnie zwalczających się stron, ponieważ protestanci nie stworzyli (na szczęście!) jednolitego obozu religijno-politycznego, a przystąpili do niszczenia siebie nawzajem z nie mniejszym zapałem niż do wieszania, topienia i ćwiartowania katolików. Luteranie utopili w morzu krwi powstanie anabaptystów w Rzeszy, Kalwin ścigał z całą surowością zwolenników Zwinglego i Lutra, a spalony na stosie w Genewie antytrynitarz Michał Servet jest tylko z racji swojej sławy często przywoływanym przykładem protestanckiej nietolerancji. Nie inaczej było w Anglii, gdzie na wspólnych szubienicach i stosach ginęli katolicy wraz z angielskimi i szkockimi zwolennikami kalwinizmu i nawet ultraprotestant Jan Knox przyznawał, że pokój religijny zapanował w Anglii dopiero za katolickiej królowej Marii Tudor. Zjednoczeni w swojej herezji „reformatorzy” nigdy wspólnie nie patrzyli na Europę – jeśli nie liczyć wieży luterańskiej katedry w Magdeburgu ani Ściany Reformatorów w Genewie... Mit „jednego protestantyzmu” jest wyłącznie utopijnym życzeniem protestanckich przywódców czasów Bismarcka, które nigdy faktycznie nie zostało zrealizowane. Nienawiść, śmierć i zniszczenie – oto wkład protestantyzmu w historię Europy. Niejednokrotnie władcy protestanccy byli bardziej nieufni wobec swoich „braci w wierze” z innych konfesji niż względem „zabobonnych papistów”. Tak było przykładowo w Prusach (zwłaszcza po zawarciu tzw. unii staropruskiej w 1817 r.), w których kalwińska dynastia Hohenzollernów (od 1613 r.) darzyła większym zaufaniem (np. za króla Fryderyka Wilhelma IV i cesarza Wilhelma II) katolików niż poddanych luteran.

Przyczyny protestanckiego sukcesu
Jak mogło dojść do sukcesu protestantyzmu, skoro kierował się tak niskimi pobudkami? Nie sposób pominąć w tym miejscu teologicznego, „niepostępowego” spojrzenia na historię ludzkości. Jest ona ze względu na skaleczenie natury ludzkiej tragicznym osuwaniem się w grzech, z którego może zostać podźwignięta wyłącznie poprzez łaskę Boga. Przyczyny zwycięstwa protestantyzmu tkwią zatem w ułomności ludzkiej natury.
Nietzche uważał, że Luter zalał całą swoja żółcią Kościół i chrześcijaństwo w momencie, kiedy było ono najnormalniejsze w swojej historii. Pogląd ten wynika z agnostycznego, ale i pobieżnego punktu widzenia niemieckiego filozofa. Zeświecczenie Kościoła, będące efektem blisko stuletniej zależności od królów Francji (niewola awiniońska), jak również wyniszczająca obie siły wojna pomiędzy władzą świecką a duchowną i osłabiająca papiestwo walka wewnętrzna pomiędzy koncyliarystycznymi paleomodernistami a zwolennikami prymatu papieży, uczyniła z Kościoła łakomy kąsek dla umacniających się monarchii narodowych. Tendencja ta spowodowała przedkładanie zależności państwowych nad religijne, a narodowych nad cywilizacyjne. W tym wymiarze postrzegać możemy protestantyzm jako antyuniwersalistyczną rebelię.
Pomijając takie przyczyny jak ówczesny upadek obyczajów, który nie był ani pierwszym w historii Europy i Kościoła, ani też niestety nie ostatnim, za tendencjami sekularyzacyjnymi szła nienawiść do wszystkiego, co przychodziło z Rzymu – czy to pod względem religijnym, czy politycznym. Stąd częsty postulat uniezależnienia od Rzymu poprzez utworzenie „Kościoła narodowego”, któremu w wielu częściach Europy (także w Polsce) przyklaskiwała duża cześć duchowieństwa. Stąd przyjęcie takiej optyki narodowej przez zwolenników reformacji, wzywających do zrzucenia zwierzchności politycznej Rzymu i Cesarstwa, zaniechania płacenia świętopietrza, odrzucenia języka łacińskiego, utworzenia parlamentarnych reprezentacji narodowych (stanowych), stojących ponad królem lub kontrolujących monarchę, czy wynikający z tej tendencji postulat uproszczenia rytuałów i sakramentów, mających być zrozumiałymi dla ogółu. Aby lepiej przeforsować swoje pomysły, reformatorzy zastosowali skuteczną taktykę stopniowania żądań, propagandowego oddziaływania na lud przez szkalowanie przeciwnika. Św. Józef Sebastian Pelczar opisywał to w następujący sposób:
Taktyka nowatorów była taka, że w przesadnym, a często nieprawdziwym świetle przedstawiali zboczenia, jakie do pewnej części świeckiego i zakonnego duchowieństwa rzeczywiście się zakradły pod wpływem ustroju feudalnego, humanizmu, braku seminariów i synodów, zachodniego odszczepieństwa w XIV w., dążności rewolucyjnych w XV w., nagromadzenia bogactw i innych złych czynników, a stąd wysnuwali fałszywy wniosek, że duchowieństwo żądne mienia i panowania zepsuło dzieło Jezusa Chrystusa i błędnymi dodatkami przeinaczyło Jego naukę. Wskutek tego – tak dalej dowodzili – Kościół katolicki przestał być Kościołem Chrystusowym. Należy zatem wrócić do pierwotnego Kościoła, jaki był w I w. po Chrystusie, a takim zreformowanym Kościołem jest właśnie protestantyzm.
Jest to argument, którym z lubością posługiwali się wszyscy heretycy, a który i dziś pada z ust radykalnych modernistów wszelkich odmian. Nie wynika z niego chęć autentycznego reformowania Kościoła poprzez odnowienie religijności czy obudowanie życia sakramentalnego, uświęcenie wiernych, czyli poprzez „przylgnięcie do starożytności” (św. Wincenty z Lerynu), ale ukryty duch rebelii skrywanej pod płaszczem troski. Za każdym razem chodzi o zmianę, o stworzenie nowego „Kościoła pierwszych wieków chrześcijaństwa”, na miarę wyobrażeń każdoczesnych reformatorów.

Błędy protestantyzmu
Protestantyzm, pomimo posługiwania się pojęciami drogimi dla każdego katolika, jest całkowitym zerwaniem z dogmatami Kościoła, stanowi również opozycję wobec katolickiego postrzegania świata i praw rządzących nim w sferze społecznej. Konsekwencje tego są widoczne w mentalności dzisiejszego świata, ufundowanego na „osiągnięciach” reformacji.

1. Usprawiedliwienie
Św. Józef Sebastian Pelczar zaliczał do najgroźniejszych tworów protestantyzmu luterańską koncepcję usprawiedliwienia. Zdaniem Lutra zbawienie następuje wyłącznie przez wiarę, z pominięciem dobrych uczynków. Tak jednoznaczne postawienie tej kwestii eliminowało podstawę chrześcijańskiej etyki, jaką – prócz wiary w Boga – jest miłość bliźniego, objawiająca się poprzez uczynki. Dla luteran dobre uczynki nie posiadały praktycznie żadnego znaczenia religijnego, traktowane były co najwyżej jako przejaw spoistości więzi pomiędzy ludźmi wierzącymi w tego samego Boga. Nie obowiązywały wobec nie przynależących do tej samej wspólnoty wierzących. Tak było do XIX wieku, kiedy to, naśladując katolików, protestanci rozpoczęli działalność charytatywną tzw. zakładów dobroczynnych, z taką bezwzględnością i realizmem opisywanych przez Dickensa. Protestancka dobroczynność, tak jak i stworzona w tym samym wieku instytucja diakonisek, miały za zadanie wyłącznie realizację utylitarnych celów: pozyskiwanie zwolenników i łagodzenie napięć społecznych. Z obserwacji społeczeństwa radykalnych protestantów doby angielskiej wojny domowej narodziła się skrajnie pesymistyczna wizja Tomasza Hobbesa, w której więzi społeczne są wyłącznie efektem zbiorowego egoizmu przezwyciężającego egoizm jednostek. Kiedyś protestanci mówili: nie ma ludzi świętych, dzisiaj mówią: nie ma ludzi rzeczywiście dobrych.

2. Sekularyzacja etyki
Z protestanckiej koncepcji usprawiedliwienia wyrasta wprost kantowska idea etyki autonomicznej, stanowiąca podwalinę liberalnej etyki sytuacyjnej. Jak stwierdził biskup przemyski, protestanckie usprawiedliwienie doprowadziło w konsekwencji do uwolnienia etyki od dogmatów religijnych. Zdaniem Kanta etyka i obyczajność wynikają z powszechnego uznania ludzi, a nie Bożego prawa danego ludziom. Prawo moralne w koncepcji nudziarza z Królewca powstaje z czystego rozumu, a dobre jest to, co jest jednostkowo zgodne z powszechnym prawem moralnym, akceptowanym przez wszystkie istoty rozumne. Konsekwentnie przyjmując sposób myślenia protestanckiego filozofa, dobre jest to, co jest ponadkonfesyjną zasadą etyczną wynikającą z przymusu, a nie z poszukiwania rozkoszy czy zadowolenia – nie zabijaj, nie kradnij itd. Kant ujął ją w postaci nowoczesnego przykazania: „Czyń tak, aby zawsze maksyma twej woli mogła być zarazem zasadą powszechnego prawodawstwa”4. I w tym miejscu myśli etycznej Kanta nastąpiło zerwanie z dotychczasowym chrześcijańskim systemem etycznym. Już nie bojaźń Boża, strach przed potępieniem i pragnienie zbawienia, ale poczucie obowiązku względem innych ludzi i szacunek dla prawa stanowią podstawę moralności. Dla Kanta czyn staje się moralnym dopiero wtedy, gdy wynika z powinności (imperatyw kategoryczny). Prawo powinniśmy pełnić dla samego prawa. – Należy podkreślić, że Kant nie negował wprost w swoim agnostycznym systemie zasad religijnych i istnienia Boga, traktując je jako niezbędne elementy utrzymywania ludzi w karbach, jednak nie wolno nie zauważyć, że stworzony przez niego system etyczny, wyrastający z luterańskiego źródła, poszedł o krok dalej, traktując zasady moralne jako twory czysto ludzkie. Skoro zaś zasady moralne są tworami ludzkiego rozumu, to istnienie Boga należy przyjąć wyłącznie ze względów moralnych. Ludzie nie będą słuchać siebie nawzajem, potrzebują zatem Boga. Skoro rozum praktyczny potrzebuje wyłącznie Boga jako składnika powodzenia utylitarnego prawa moralnego, jaki zatem jest cel moralności i czym jest dobro najwyższe? Dla Kanta nie było nim ani zbawienie, ani Bóg. Dobrem najwyższym jest wyłącznie cnota i szczęśliwość. Ta degradacja moralności, poprzez odarcie jej z elementów nadprzyrodzonych, musiała także zmienić jej cel. Celem zasad moralnych jest człowiek, któremu moralność nadaje odpowiednio wysoką godność. Brzmi to bardzo nowocześnie, a echa kantowskiej etyki znajdziemy dziś w niejednym dokumencie pseudokatolickich modernistów.

3. Sola scriptura: podwaliny indywidualizmu
Św. Józef Sebastian Pelczar określił wiarę w Biblię jako jedyne źródło wiary, „drugą główną zasadą protestantyzmu”. Luter, a za nim inni reformatorzy, odrzucając Świętą Tradycję jako drugi obok Biblii fundament wiary, de facto zanegowali szacunek, jakim otaczano Pismo święte w Kościele katolickim. Całość interpretacji tekstów Biblii opierała się w Kościele na zasadzie autorytetu Ojców Kościoła, zajmujących się od zarania Kościoła tłumaczeniem zawiłości zawartych w wersetach biblijnych. Luter odrzucił ten autorytet, dokonując nie tyle pierwszego przekładu Biblii na język narodowy, co odpowiedniej – dostosowanej do swoich poglądów – cenzury fragmentów Pisma św.
Biskup przemyski w następujący sposób charakteryzuje ten błąd protestantyzmu i jego opłakane skutki:
Jedynym źródłem wiary jest Biblia, którą każdy, według wyroków „Kościoła”, może tłumaczyć, doprowadziła nie tylko do zupełnego rozbicia się w jedności w wierze i do powstania nowych sekt, tak że w samej Ameryce Północnej naliczono ich przeszło 70, ale również do fałszywego mistycyzmu, znajdującego ostateczny wyraz w spirytyzmie, to znowu do skrajnego racjonalizmu, rugującego z religii wszelki pierwiastek nadprzyrodzony, za którym poszedł monizm w różnej postaci, a więc niszczący wszelką religię ateizm.
Błąd reformacji nie polegał na przekazaniu ludziom Biblii do czytania, ale na pozostawieniu ich z Pismem św. „sam na sam” i wmówieniu im, że każda interpretacja wersów biblijnych jest prawdziwa, o ile jest w zgodzie z ogólnymi zasadami protestantyzmu. Za interpretację inną można było zostać wykluczonym ze wspólnoty. Jednak uzbrojenie ludzi w Biblię z prawem samodzielnego komentowania nie tyle uwolniło od tyranii Kościoła – jak przedstawiali to protestanci – ale wydało chrześcijan na łup małych biblijnych satrapów, założycieli kolejnych sekt, nowych „mojżeszów” wiodących zagubione plemię Izraela do Nowego Jeruzalem. Odrzucenie autorytetu zawsze kończy się tyranią opinii. Jak się modlisz, tak wierzysz. Jak wierzysz, tak żyjesz.
Zasada samodzielnego interpretowania Pisma św., przeniesiona ze sfery religii na grunt społeczny, dała początek indywidualizmowi i subiektywizmowi, w którym nie ma obiektywnej prawdy, ponieważ wymagałaby ona istnienia obiektywnego autorytetu, a ten został odrzucony przez reformację. Istnieją wyłącznie subiektywne prawdy indywidualne, które kiedyś w przyszłości, w toku rozwoju, dadzą początek „prawdzie”. W tej koncepcji „prawda” jest efektem ewolucji błędów i prawd. Nie na tym jednak koniec, ponieważ ta koncepcja istnieje w obrębie protestantyzmu w wersji religijnej.

4. Fałszywa idea Kościoła
Dla Lutra i innych reformatorów Kościół jest wyłącznie instytucją ziemską i materialną. Jest to konsekwencja przyjęcia idei o skrajnie złej naturze ludzkiej, przeniesionej na grunt eklezjologii. Instytucja tworzona przez ludzi nie może być – jak przyjmował Luter – ani nieomylna, ani idealna. Obserwacja pogrążonych w grzechach ludzi skłoniła go do odrzucenia prawdy o Kościele jako Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa. Skoro więc Kościół jest jedynie instytucją materialną, nie różni się niczym od takich instytucji jak państwo, a jego funkcjonowanie jest ściśle utylitarne. Józef Sebastian Pelczar, powołując się w tym miejscu na wrogiego protestanckiemu chrześcijaństwu Fryderyka Nietzschego, stwierdzał wprost, że „protestantyzm zniszczył ideę Kościoła”. Na potwierdzenie tych słów biskup przemyski odwoływał się do szokujących wspomnień apostaty, eksjezuity, hrabiego Hoensbroecka, który odchodząc stopniowo od religii, ostatecznie został luteraninem. W swojej autobiografii Vierzehn Jahre Jesuit tak pisał o protestantyzmie:
To dzieło ludzkie bardzo niedoskonałe, osłabione w swoim charakterze religijnym i chrześcijańskim przez urzędowy biurokratyzm i dworactwo. Summus episcopus i presbyteri tego kościoła nie mają stanowczo nic wspólnego z Pismem świętym i z chrześcijaństwem. Zależny jest od państwa, a jego dostojnicy uganiają się przede wszystkim za zadowoleniem swej próżności i pychy. Kościół protestancki nie może natchnąć żadną miłością, nawet żadnym poszanowaniem. Jego obrachunek religijny zamyka się deficytem5.

5. Ekumenizm
Konsekwencją przyjęcia fałszywej koncepcji Kościoła i odrzucenia obiektywnego autorytetu religijnego musiało być poszukiwanie stałości religijnej w koncepcji ewolucji prawdy. Na gruncie religijnym zaowocowało to ideą tzw. wolnej religii, stworzonej przez racjonalistycznie nastawionych pastorów niemieckich jeszcze pod koniec XIX w. Nowa „wolna religia” miała być pierwszą nowoczesną religią niedogmatyczną, łączącą z jednej strony wszystkie najlepsze elementy wszystkich systemów religijnych świata, z drugiej – religią humanistyczną, wyrastającą z indywidualistycznych podstaw światopoglądowych6. Pomysł protestantów dał początek międzyreligijnym spotkaniom ekumenicznym, które zwłaszcza spodobały się protestantom amerykańskim i masonerii. Józef Sebastian Pelczar przy okazji charakteryzowania tych koncepcji wspominał organizowane „kongresy postępu religii” przez łączącego w sobie wszystkie możliwe pierwiastki ideowe (żydowski, masoński, niemiecki i amerykański) Teodora Reinacha, na których pracowano nad połączeniem elementów kilku religii w jeden „postępowy” system. Najbardziej zastanawiającym faktem, na który zwrócił uwagę biskup przemyski, jest okoliczność zaproszenia na kongres buddystów, protestantów różnych konfesji, przedstawicieli lóż masońskich, monistów oraz wyznawców judaizmu – przy jednoczesnym pominięciu katolików, okraszonym stwierdzeniem, że takie zaproszenie zostanie wystosowane tylko w sytuacji rezygnacji Kościoła z dogmatów. Ekumenizm drogą do chrześcijaństwa bezdogmatycznego?

6. Sceptycyzm
Przykład idei ekumenicznej jest klinicznym objawem sceptycyzmu, do jakiego prowadzi protestantyzm. W sferze społeczno-politycznej protestantyzm jest tworem bezbronnym, wydanym na pastwę systemu państwowego. Nie inaczej jest w wymiarze religijnym, w którym uległość względem świata współczesnego, jego szaleństw i pomysłów spowodowała przyjęcie najbardziej kuriozalnych koncepcji i idei.
Do głośniejszych (...) należy pastor Jatho, który na zebraniu publicznym w Berlinie tak sformował swoje credo: „Jezus Chrystus nie jest Synem Bożym ani naszym Mistrzem, ani Zbawicielem”, pastor Heydorn, który chciał pogodzić protestantyzm z monizmem, predykant berneński Albert Kalthof, który trzy teorie o utrzymaniu siły, o prawie ewolucji i o nieskończoności świata nazwał nowszą nauką o Trójcy Świętej, pastor Steudel, który proponował „nowszą etykę” nie uznającą dekalogu, superintendent Lahusen, który radził nie trzymać się przy „ordynacji” dosłownego tekstu Składu Apostolskiego, teolog protestancki Artur Drews, który w 1910 roku miewał w Berlinie wykłady na temat, że Chrystus jest postacią mityczną7.
Nadworny pruski kaznodzieja pastor Stocker jeszcze w 1909 roku ubolewał, że protestantyzm trapią najcięższe choroby duchowe, których niepodobna przezwyciężyć żadnymi materialnymi środkami, a także stwierdził wprost, że protestantyzm wystąpił przeciwko Bóstwu Jezusa Chrystusa. Pastor Wolt dodawał, że protestanccy wierni są forpocztą pogaństwa i rewolucji w cesarstwie niemieckim.
Józef Sebastian Pelczar, opisując występujące wśród protestanckich teologów przypadki negowania dogmatu Trójcy Świętej, Bóstwa Jezusa Chrystusa, odrzucenia Składu Apostolskiego i innych przykładów stwierdził, że całość historii i budowy religii protestanckiej predestynuje ją do niedowiarstwa. Skoro przyjmiemy tę myśl świętego biskupa za prawdziwą, musimy uznać dzisiejszy modernizm za pokłosie protestanckiego sceptycyzmu w Kościele katolickim.
Pod koniec swego burzliwego życia zgorzkniały Luter podsumował swoje wytężone wysiłki wprowadzenia „religii czystej Ewangelii” słowami: „Teraz ludzie opętani są przez siedem diabłów, podczas gdy najpierw byli opętani przez jednego”. Efekty rebelii protestanckiej dla Europy były opłakane: potępienie dusz, rozbicie religijne i polityczne, wojny i rewolucje. Jeden z najznamienitszych protestanckich historyków epoki zjednoczenia Niemiec, Jan Gustaw Droysen, charakteryzował skutki reformacji następująco:
Nie było rewolucji, która by głębiej wstrząsnęła społeczeństwem, która by straszliwiej burzyła i niemiłosierniej wyrokowała. Od razu wszystko się rozpadło i zostało zakwestionowane, najpierw w umysłach ludzi, potem z niesłychaną szybkością w stosunkach społecznych, we wszelkiej karności i wszelakim porządku.
Uwaga Droysena pozostaje aktualna również dziś. Co prawda sam protestantyzm w swoich tradycyjnych formach pozostaje od dłuższego czasu religijnym trupem, poddawanym kolejnym reformacjom, jednak błędy protestantyzmu, tak celnie zdiagnozowane przez bp. Józefa Sebastiana Pelczara, funkcjonują w obiegu społecznym. Przedostały się również do wnętrza Kościoła katolickiego, wywołując najgroźniejszy kryzys wiary, jakiego doświadczył katolicyzm na przestrzeni wieków. Nie przez przypadek biskup przemyski upatrywał korzeni niebezpiecznego modernizmu w wyrastającej z protestantyzmu etycznej koncepcji Emanuela Kanta.
Antidotum na morderczy kryzys może być wyłącznie odrzucenie modernistycznych błędów, przeniesionych do Kościoła z protestantyzmu, i odrodzenie misyjnej postawy katolików. Od fatalnego roku 1517 była ona najlepszą bronią przeciwko kłamstwom Lutra, głupocie Karlstadta i fanatyzmowi Kalwina, a świadczą o tym rzesze wybitnych konwertytów, wracających z protestanckiego wygnania na łono Kościoła katolickiego. Ponieważ, jak wielokrotnie powtarzał za papieżem św. Piusem X i Leonem XIII święty biskup Józef Sebastian Pelczar, jedność chrześcijaństwa istnieje wyłącznie w Kościele katolickim, a protestanci mogą ją osiągnąć wyłącznie poprzez wyparcie się swoich zgubnych błędów i powrót do odrzuconego niegdyś katolicyzmu. Płaszczyzna dialogu i porozumienia zawiera się w niezmiennym depozycie wiary Kościoła katolickiego, o czym protestanci zawsze winni pamiętać. Ω

Przypisy:
Kościół XX wieku. Rozmowy Ewy K. Czaczkowskiej, Katowice 1999, s. 93.
J. S. Pelczar, Obrona religii katolickiej, tom I: Jak wielkim skarbem jest religia katolicka i dlaczego ta religia ma dzisiaj tylu przeciwników, Przemyśl 1920, s. 99.
Ibid., s. 101.
A. Stöckl, J. Weingärtner, Historia filozofii, Kraków 1927, s. 343–346.
J. S. Pelczar, op. cit., s. 105.
Zob. J. S. Pelczar, Masoneria, jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacja, ceremoniał i działanie. Poznań 1997, s. 322.
J. S. Pelczar, op. cit., s. 107.

Zawsze wierni nr 1/2007 (92)
Za: http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1026


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 27 lut 2015, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Roraty. Od początkowych słów: Rorate coeli – nieba, spuśćcie rosę, zowie się msza, która w Polsce od niepamiętnych czasów przez cały adwent się śpiewa na cześć N. M. Panny. Msza ta ma miejsce przed świtem, symbolizując, iż ziemia cała pozostawała w ciemnościach błędu, gdy Jezus, światło świata, miał przyjść. W tej też myśli do sześciu świec woskowych dodaje się siódma w pośrodku, nad inne wyższa, symbolizując Najświętszą Pannę, która jako jutrzenka poprzedziła światło sprawiedliwości Chrystusa. Lud w Polsce zawsze się na roraty licznie gromadził, tem miłość swą dla N. M. Panny okazując. Królowie polscy okazywali szczególną pamięć dla tego nabożeństwa, łożąc koszta na śpiew i duchownych. W Krakowie założono na to kolegjum Rorantystów. W djecezjach: płockiej, warszawskiej, włocławskiej, kieleckiej, sandomierskiej, lubelskiej, sejneńskiej, żmudzkiej i żytomierskiej, jak ich rubrycelle wskazują, śpiewają się roraty codziennie podczas adwentu, nawet w wigilję Bożego Narodzenia. W djecezjach mohilowskiej i wileńskiej ostatni ten dzień wyjmuje się. W krakowskiej, poznańskiej i gnieźnieńskiej nie śpiewa się ich tylko w pierwszą niedzielę adwentu i w wigilję Bożego Narodzenia. W książce pod tytułem „Ozdoba Kościoła katolickiego”, napisanej w roku 1739, w rozdziale „O siedmiu roratnicach” (świecach) znajdujemy wiadomość, że „osobliwie i w Polsce prawie tylko tej używają ceremonii, którą zaczął w Poznaniu Przemysław Pobożny a przyjął (w Krakowie) Bolesław Wstydliwy (jako Bzowjus i Nakieljus świadczy), którzy uważając, że trzeba się z wiarą, świecącą dobrymi uczynkami, na Sąd Boski stawić wraz z siedmiu stanami, gotowość swoją na sąd Pański oświadczyli tym sposobem”. Przystępował do ołtarza najprzód król i na najwyższym lichtarzu siedmioramiennego świecznika stawiał zapaloną świecę, mówiąc: „Gotowy jestem na Sąd Boski”. Drugą imieniem duchowieństwa na lichtarz poboczny wstawiał biskup, mówiąc: Paratus sum ad Adventum Domini. Trzecią stawiał senator, czwartą ziemianin, piątą rycerz, szóstą mieszczanin, siódmą oracz. Wyznanie gotowości do Sądu ostatecznego czynione jest z powodu, że z narodzinami Chrystusa łączy się w adwencie zapowiedź Jego drugiego przyjścia w dzień Sądu. Uroczystemu i tak upodobanemu w Polsce od doby Piastów nabożeństwu Ludwik Kondratowicz (Syrokomla) poświęcił wiersz p. n. „Staropolskie roraty”:

Od Bolesława, Łokietka, Leszka
Gdy jeszcze w Polsce Duch Pański mieszka,
Stał na ołtarzu przed mszą roraty
Siedmio-ramienny lichtarz bogaty.
A stany państwa szły do ołtarza,
I każdy jedną świecę rozżarza:
Król – który berłem potężnem włada,
Prymas – najpierwsza senatu rada,
Senator świecki – opiekun prawa,
Szlachcic – co królów Polsce nadawa,
Żołnierz – co broni swoich współbraci,
Kupiec – co handlem ziomków bogaci,
Chłopek – co z pola, ze krwi i roli
Dla reszty braci chleb ich mozoli,
Każdy na świeczkę grosz swój przyłoży,
I każdy gotów iść na Sąd Boży.
........................................................
Tak siedem stanów z ziemicy całej
Siedmiu płomieńmi jasno gorzały,
Siedem modlitew treści odmiennej
Wyrażał lichtarz siedmioramienny.


Zygmunt Gloger, "Encyklopedia staropolska"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 11 cze 2015, 12:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/HrEJUd5YdHS

Odejścia herezjarchów od Kościoła były związane z ich żądzami
Nemo potest duobus dominis servire ! 9.3.2015 02:11
Odejścia herezjarchów od Kościoła były związane z ich żądzami

Nieprzyjaciel przegrał - Ona wygrała

...kiedy wszędzie zapanuje Niepokalana, padną socjalizmy, komunizmy, herezje, ateizmy, masonerie i wszystkie inne podobne, z grzechów płynące głupstwa.

pch24 Kajetan Rajski
http://www.pch24.pl/nieprzyjaciel-przeg ... 007,i.html

Gdyby żył w dzisiejszych czasach, lewicowe media nazwałyby go mieszkańcem ciemnogrodu, fundamentalistą, katolickim talibem, wreszcie oszołomem. „Otwarci katolicy” określiliby go mianem niebezpiecznego tradycjonalisty. Tymczasem św. Maksymilian Maria Kolbe to orędownik ortodoksyjnie rozumianego ekumenizmu.

Św. Maksymilian Maria Kolbe kilkukrotnie wymienia w swych pismach przyczyny powstawania herezji. Przede wszystkim zauważa, że odejścia herezjarchów od Kościoła katolickiego były związane z ich żądzami. Początków prawosławia upatruje w schizmie focjańskiej, spowodowanej wygnaniem św. Ignacego, który napomniał członka rodziny cesarskiej, gdy ten żył w kazirodczych stosunkach z wdową po własnym synu. Protestantyzm to wynik chuci augustiańskiego zakonnika, Marcina Lutra, który związał się z byłą mniszką Katarzyną von Bora. Anglikanizm zaś zrodził się z rozpusty Henryka VIII zmieniającego żony jak rękawiczki.

Św. Maksymilian ukazuje także drugi powód herezji, tym razem mniej związany ze sprawami doczesnymi. Założyciel „Rycerza Niepokalanej” postrzega odstępstwa od wiary jako wynik podszeptu szatana, który pierwszy powiedział Bogu: Non serviam! – Nie będę służył! Poprzez ów akt pychy całkowicie przekreślił możliwość powrotu do Stwórcy.

Modernizm – streszczenie wszystkich herezji

Jednym z największych problemów nękających katolicyzm przełomu XIX i XX wieku była herezja modernizmu zrodzona w wyniku bezwzględnego zastosowania metod krytyki historycznej w badaniach nad Pismem Świętym, co doprowadziło do podważenia dogmatów i zakwestionowania Magisterium Kościoła.

Przedstawiciele modernizmu dążyli przede wszystkim do znacznej liberalizacji Kościoła katolickiego, polegającej na podważeniu autorytetu papiestwa, a także zaakceptowaniu wydarzeń politycznych, które prowadziły do zapanowania liberalnej demokracji i socjalizmu. W dziedzinie teologii zaś podkreślali wagę doświadczenia, stawiając je ponad rozumowe przyjęcie wiary.

Przełomowym wydarzeniem stało się ogłoszenie w roku 1907 przez św. Piusa X encykliki Pascendi Dominici gregis, w której papież potępił herezję modernizmu. Uznał ją bowiem za krok w celu zniszczenia wiary katolickiej: Protestantyzm uczynił pierwszy krok; modernizm – drugi. Następny prowadzi do ateizmu (Pascendi, VIII). Ojciec Święty zażądał od księży piastujących tytuł naukowy złożenia przysięgi antymodernistycznej. Uczynił to również przebywający wówczas w Rzymie ojciec Kolbe. 1 lipca 1914 roku tak pisał do matki: Ojciec Święty nakazał teraz wszystkim, którzy otrzymują jakikolwiek stopień akademicki, złożyć przysięgę przeciw modernizmowi, toteż i ja w tym samym dniu, w którym składałem egzamin, złożyłem także wraz z innymi tę przysięgę w kościele św. Ignacego.

Protestantyzm awangardą masonerii

W wykładzie z roku 1922 zatytułowanym Dzisiejsi wrogowie Kościoła św. Maksymilian analizuje historię powstania masonerii oraz jej ówczesną działalność. Jego zdaniem wolnomularstwo – będąc zewnętrznym wrogiem katolicyzmu – prowadzi swoją działalność poprzez infiltrację struktur wewnętrznych Kościoła, co nie jest pozbawione owoców. Przytacza stwierdzenie, które padło podczas jednego ze zjazdów masońskich: My rozumowaniem Kościoła nie zwyciężymy, ale korupcją obyczajów. Ojciec Maksymilian zauważał, że być może niektórzy uznają jego postawę wobec masonerii za przesadną bądź nieuzasadnioną, gdyż wolnomularstwo nie jest tak potężne, jakim się zdaje. Wskazuje zatem, cytując deklarację wolnomularskiego czasopisma „Wolna myśl”, że protestantyzm to w istocie awangarda masonerii: Zastrzegając sobie całkowitą niezależność sądu o wewnętrznej wartości nauki kościoła narodowego, możemy jednak poprzeć jego walkę, jak i każdej innej sekty protestanckiej, z supremacją Kościoła rzymskiego.

Kult maryjny bronią przeciwko herezjom

Św. Maksymilian, podążając za Tradycją Kościoła, biblijne słowa Ona zmiażdży głowę twoją (Rdz 3, 15) uznawał za zapowiedź pokonania szatana przez Matkę Bożą. Wielokrotnie również powtarzał słowa z dawnego brewiarza kapłańskiego, które stały się swoistym zawołaniem Rycerstwa Niepokalanej: Omnes haereses sola interemisti in universo mundo – Wszystkie herezje samaś zniszczyła na całym świecie. Czciciel Maryi walczy z szatanem, światem, a wreszcie z samym sobą – własnymi słabościami i wadami. Grzech możemy pokonać tylko dzięki tym, którzy żyli bez grzechu – Jezusowi Chrystusowi i Jego Najświętszej Matce.

Maksymilian dokładnie analizuje zdanie z brewiarza: Herezje, a więc nie heretyków niszczy, bo ich kocha, pragnie ich nawrócenia, właśnie z miłości ku nim uwalnia ich od herezji, niszczy w nich błędne poglądy i przekonania. Zniszczyła, a więc nie tylko umniejszyła, osłabiła, ale zupełnie usunęła i – zniszczyła, tak, że po nich śladu nie pozostanie. Jakże? Wszystkie! Więc bez żadnego wyjątku – wszystkie. A gdzie? Na całym świecie! Więc nie tylko w jednym lub drugim kraju lub części ziemi, ale we wszystkich krajach na całym świecie. I to samaś zniszczyła. Więc nie potrzeba niczego więcej, bo to zdolna jest uczynić Ona sama.

Założyciel Niepokalanowa wielką rolę przykładał do rozpowszechniania kultu maryjnego wszędzie, gdzie było to możliwe. W pociągach i na ulicach rozdawał cudowne medaliki, książki katolickie, oddawał wszystkich innowierców i heretyków pod opiekę Niepokalanej. Zachęcał adresatów swych listów, by nie tylko bronili wiary, nie tylko przyczyniali się do zbawienia bliskich sobie dusz, ale by w brawurowym ataku zdobywali dla Maryi każde miejsce życia publicznego: szkoły, parlamenty, urzędy, kina, teatry, wydawnictwa, agencje prasowe i tym podobne. Dopiero, kiedy wszędzie zapanuje Niepokalana, padną socjalizmy, komunizmy, herezje, ateizmy, masonerie i wszystkie inne podobne, z grzechów płynące głupstwa.

Rycerstwo Niepokalanej

W roku 1917 św. Maksymilian Maria Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej – organizację katolicką, której głównym celem było starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów; i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem NMP Niepokalanej. Jak twierdził założyciel Rycerstwa, stowarzyszenie to zakończy część swojej działalności, kiedy żydzi dobrowolnie przyjmą chrzest, a heretycy i schizmatycy złożą katolickie wyznanie wiary.

W celu skuteczniejszego nawracania niewierzących, Maksymilian założył w Rycerstwie sekcję herezjoznawczą. Członkowie tej sekcji mieli za zadanie zgłębiać historię odstępstw od wiary, ich przyczyn, a także momentu, w którym heretycy odwrócili się od Maryi (warto wszak zauważyć, że prawie wszystkie herezje odrzucały kult maryjny). Ów wysiłek intelektualny miał służyć późniejszej owocniejszej pracy na polu walki z odstępcami.
Św. Maksymilian nie pozostał biernym założycielem Rycerstwa, lecz działał jako jego członek zwyczajny. W liście adresowanym do br. Alfonsa Kolbego (również franciszkanina i swego rodzonego brata) z 10 września 1920 roku, Maksymilian opowiada, jak zerwał naklejoną na szybie pociągu gazetę protestancką, w której heretycy ubliżali Ojcu Świętemu.
W latach 1931-1935 św. Maksymilian przebywał na misjach w Japonii, gdzie założył japońską wersję „Rycerza Niepokalanej”, a także starał się ewangelizować miejscowych pogan i heretyków. Warto podkreślić, że w tłumaczeniu tekstów do japońskiego „Rycerza…” pomagał mu metodystyczny pastor, profesor Yamaki. Początkowo miała to być zwyczajna przysługa, jednak wkrótce Japończyk podjął tę pracę na stałe. Czytając listy św. Maksymiliana, a w nich krótkie wzmianki na temat japońskiego przyjaciela, można zauważyć wewnętrzną przemianę, która zaszła w Yamace. Po pewnym czasie wyznał Kolbemu: Ja jeszcze nie jestem nawrócony na katolicyzm, ale sądzę, że jestem członkiem rodziny św. Franciszka przez uczucie. Wreszcie Japończyk wyznał chęć przyjęcia wiary rzymskokatolickiej, pomimo pewności, że wskutek rezygnacji z funkcji pastora metodystów popadnie w tarapaty finansowe.

Św. Maksymilian patronem ekumenizmu

Nietrudno zauważyć, że św. Maksymilianowi głęboko leżała na sercu troska o powrót na łono Kościoła katolickiego wszystkich heretyków i schizmatyków. Nie traktował ich z nienawiścią, nie stronił od nich – wręcz przeciwnie, akcentował, że Matka Boża zniszczyła herezje, a nie heretyków. Nieustannie powtarzając, że tylko miłość jest twórcza, szukał z nimi kontaktu osobistego lub listownego (wysyłał do redakcji pism protestanckich egzemplarze „Rycerza Niepokalanej”), rozdawał im cudowne medaliki z zachętą, by je nosili. Powierzał wreszcie wszystkich niekatolików opiece Najświętszej Maryi Panny.
Św. Maksymilian wielokrotnie przypominał, że Matka Boża już wygrała, już zmiażdżyła głowę węża, już zniszczyła wszystkie herezje na całym świecie. Na pytanie, jak to się stało, skoro grzech jeszcze istnieje, działają i rozwijają się ruchy sekciarskie, odpowiadał: Oto tak, jak Napoleon na doniesienie podczas bitwy, że z niewiadomej przyczyny kawaleria nieprzyjacielska w pewnym punkcie się pokazała, powiedział: „Nieprzyjaciel przegrał”, choć jeszcze wrzała walka. I rzeczywiście tak się stało: plan się udał. Tak, i bardziej jeszcze, sprawa wszystkich herezji jest już przesądzona, nieprzyjaciel przegrał. Ona wygrała.

Akt poświęcenia się NMP Niepokalanej św. Maksymiliana Marii Kolbego

O Niepokalana nieba i ziemi Królowo, Ucieczko grzesznych i Matko nasza najmiłościwsza. Ty, której Bóg cały porządek miłosierdzia powierzyć raczył, ja N.N., niegodny grzesznik, rzucam się do stóp Twoich kornie błagając, abyś mnie całego i zupełnie za rzecz i własność swoją przyjąć raczyła i uczyniła ze mną wraz z wszystkimi władzami mej duszy i ciała i z całym mym życiem, śmiercią i wiecznością cokolwiek Ci się podoba.

Użyj także, jeżeli zechcesz, mnie całego, bez żadnego zastrzeżenia do dokonania tego, co o Tobie powiedziano: Ona zetrze głową twoją (Rdz 3,15), jako też Wszystkie herezje samaś zniszczyła na całym świecie (Oficjum o NMP), abym w Twych niepokalanych i najmiłościwszych rękach stał się użytecznym narzędziem do zaszczepienia i jak najsilniejszego wzrostu Twej chwały w tylu zbłąkanych i obojętnych duszach, a w ten sposób do jak największego rozszerzenia błogiego Królestwa Najświętszego Serca Jezusowego: albowiem gdzie Ty wejdziesz, tam łaskę nawrócenia i uświęcenia wypraszasz, przez Twoje bowiem ręce wszelkie łaski z Najsłodszego Serca Jezusowego na nas spływają.

W. Dozwól mi chwalić Cię, o Panno Przenajświętsza.
O. I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim.

Kajetan Rajski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 22 wrz 2016, 10:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://forumdlazycia.wordpress.com/201 ... ine-niles/

Protestancka walka z Bożym Narodzeniem – Christine Niles
Opublikowano Styczeń 2, 2016 by emjot

Opowieść zaczyna się w Anglii, bezpośrednio przed tym jak purytański przywódca, Oliver Cromwell doszedł do władzy.
Po zgnieceniu rojalistycznych powstań w całej Anglii, Walii oraz Szkocji, po procesie katolickiego króla Karola I i straceniu go, — Cromwell w 1653 roku nazwał się Lordem Protektorem Królestwa.
Rządził jedynie pięć lat, — ale w tym czasie robił wszystko, żeby pozbyć się „papistowskich” elementów, wprowadzając gorliwie swoje purytańskie reformy.

Obrazek

Pośród tych reform był zakaz świętowania Bożego Narodzenia.
Zaciekle kalwińska Szkocja zakazała tych Świąt przed 1560 rokiem, — a teraz, po obaleniu katolickiego króla i przy parlamencie wypełnionym sympatykami purytanów, — rząd angielski był gotów do tego samego.
Wojna nie tyle toczyła się przeciwko Bożemu Narodzeniu, ale raczej przeciwko katolikom.
Jednym ze znaków, który wyróżniał katolików było obchodzenie dni świątecznych – dni w które katolicki kalendarz liturgiczny przewidywał specjalne celebracje. — Uroczystości, święta pierwszej klasy, oktawy – dla purytanów wszystko to było absurdem, — niczym więcej tylko „papistowskimi” celebracjami nie mającymi pokrycia w Piśmie.
Wspólną maksymą purytanów było: — „Ci dla, których każdy dzień jest święty — nie potrzebują świąt.”
Święta Bożonarodzeniowe były szczególnie „katolickie”.
Otwierał je dzień Bożego Narodzenia, — publiczne święto, kiedy sklepy i firmy były zamknięte, a wierni uczestniczyli we Mszy.
— Uroczystości trwały przez dwanaście dni.
W przeciwieństwie do pokutnego Adwentu, — okres Bożonarodzeniowy charakteryzowało jedzenie i picie w dużych ilościach, — stoły zapełniały specjalne produkty takie jak indyk, wołowina, babeczki, owsianka ze śliwkami i specjalnie warzone piwo Bożonarodzeniowe.
— Tańce, śpiewy, gry i zabawy również miały miejsce. — Podobnie jak wymiana prezentów.
Angielscy „rekuzanci” – katolicy, którzy uparcie trzymali się starej Wiary i odmawiali kłaniania się narzucanym przez państwo anglikańskim nowinkom – świętowali Boże Narodzenie „z apetytem”.
Byli oni celem szczególnej nienawiści purytanów, którzy żądali bardziej restrykcyjnego i surowego przestrzegania Dnia Pańskiego, — nie tylko w Boże Narodzenie, ale również w Wielkanoc i inne dni święte.
Na podstawie swojej ponurej teologii — purytanie niechętnie patrzyli na ich radość, — uznając ją za nadmierną i grzeszną.
W latach 40-tych XVII wieku Długi Parlament zajął się zniesieniem Bożego Narodzenia.
— Zakaz stał się oficjalny w 1647 roku, — czyniąc uroczyste obchodzenie Bożego Narodzenia, Wielkanocy i Zielonych Świątek przestępstwem za, które karano.
Tańce, gry, a szczególnie picie zostały zakazane, — tak jak jakiekolwiek oznaki szczególnej celebracji, — a na sklepach wymuszono, żeby były otwarte w Dzień Narodzenia Pańskiego.
— Wpływ Cromwella jako Lorda Protektora jedynie umacniał prawo.
Anglia musiała czekać na przywrócenie Bożego Narodzenia jako święta do 1660, — kiedy na tron wstąpił katolik, Karol II.
W Nowym Świecie, koloniści w Bostonie podążając za ich purytańskimi towarzyszami w Anglii unikali świętowania Bożego Narodzenia.
Pielgrzymi, którzy przybyli na Mayflower pracowali na polu 25 grudnia, a miasto Boston – purytańska twierdza – wprowadziła zakaz świętowania w tym dniu, który obowiązywał od 1659 do 1681 roku.
Osoby przyłapane na uchylaniu się od pracy, aby świętować 25 grudnia — były zmuszone płacić karę pieniężną w wysokości pięciu szylingów (na zdjęciu j.w.), — co stanowiło sporą sumę w tamtym czasie.
Choć Boże Narodzenie stało się legalne w Anglii w 1660 roku, — Korona nie była w stanie wywierać wpływu na swoich amerykańskich poddanych do lat 80-tych, kiedy w Bostonie ponowie zezwolono na (skromne) obchody Bożego Narodzenia.
— W 1686 roku obchody takie odbyły się w bostońskim Domu Miejskim.
Sir Edmund Andros, — sponsor tego wydarzenia, — obawiał się przemocy ze strony purytańskich mieszkańców – śpiewających kolędy musieli ochraniać żołnierze.
Antybożonarodzeniowa wrogość nie ustała w kolejnych wiekach, zapalając się od czasu do czasu pośród purytanów w kolonialnej Ameryce.
W czasie Amerykańskiej Rewolucji Boże Narodzenie było często kojarzone z sympatykami rojalistów — (składających się głównie z wiernych „Wysokiego Koscioła” anglikańskiego i katolików).
Nawet po uchwaleniu Konstytucji Stanów Zjednoczonych — Senat i Izba Reprezentantów obradowały w Boże Narodzenie, a szkoły i firmy działały w tym dniu aż do 1850 roku.
Z pomocą przyszła „Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa opublikowana w 1843 roku, — która przedstawiała radosne opowiadanie dotyczące święta.
Postrzeganie świąt przez Amerykanów zaczęło się powoli zmieniać.
W 1870 roku Ulysses S. Grant ustanowił Boże Narodzenie świętem federalnym, — zapewniając prawnie możliwość uroczystego świętowania dnia narodzin Naszego Pana w każdym stanie.
— Od tego czasu święto jest obchodzone przez wielu protestantów.
Stara wrogość blaknie w narodowej pamięci, — ale pozostaje faktem, że protestanccy przodkowie tego narodu starali pozbyć się Bożego Narodzenia – co miało swoje główne źródło w niechęci do wiary katolickiej.

***

Christine Niles
Źródło: ChurchMilitant.com
25 grudnia 2015

Za; http://bdp.xportal.pl/publicystyka/chri ... rodzeniem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 17 mar 2017, 19:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=94512&utm_sour ... medium=rss

Celibat nie jest wymysłem człowieka
Aktualizacja: 2017-03-16 11:29 am

Celibat kapłanów od lat jest na celowniku modernistów. Uważają go za relikt przeszłości, który przeszkadza w dostosowaniu się Kościoła do nowych, lepszych rzekomo czasów. Dlaczego jednak Kościół nadal chroni celibatu, który choć nie jest dogmatem, wynika z katolickiej Tradycji opartej na Ewangelii?

Obrazek

Celibat nie jest wymysłem człowiekaSumienia katolików co jakiś czas targane są powracającymi dyskusjami na temat celibatu, który Kościół od lat przechowuje niczym bardzo cenny skarb. Tak jest w istocie – tradycja bezżeństwa kapłanów liczy sobie wiele lat. Ale jej źródeł można szukać już w Ewangelii.
Sprzeciw wobec celibatu
Przeciwnicy celibatu powołują się na Pismo Święte – na to, że nie ma w nim mowy o tym wielkim wyrzeczeniu, którego Kościół oczekuje dziś od kapłanów.
Wydaje się, że zapisy Nowego Testamentu rzeczywiście nie stawiają przed nami wymagań obowiązkowego celibatu. Proponowany jest on raczej jako możliwość przyjęcia pewnej szczególnej łaski. Czy pamiętamy, co Pan Jezus mówił przecież do uczniów, gdy powiedzieli, że nie warto się żenić. „Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12). Pamiętamy jednak, że Panu Jezusowi nie przeszkadzało to, że wybrani przez Niego Apostołowie mieli żony. Święty Paweł w jednym z listów pisał nawet, opisując idealnego biskupa, że powinien być to człowiek „nienaganny, mąż jednej żony”.
Owoc niezdrowej obsesji czystości?
Trzeba przyznać, że nawet Ojcowie Kościoła nie pisali o celibacie – zalecali raczej czystość życia w małżeństwie, niż bezwzględną czystość, a więc konsekrowany celibat. Tak więc przeciwnicy celibatu wyciągają z tych starożytnych postaw wnioski dotyczące Kościoła późniejszych wieków, nazywając go „opętanym manią przesadnej czystości”. Odwołują się również do kontekstu społeczno-kulturowego, który w czasach wprowadzania celibatu był zupełnie inny niż w naszych czasach. Dostrzegają także dramatyczny spadek liczby powołań – otwarcie się na „żonatych księży”, miałoby ten kryzys powstrzymać. Czy mają rację?
Warunek niemożliwy do spełnienia?
Cóż, trzeba przyznać, że jest jeszcze jeden argument – nieprzestrzeganie celibatu. Ile to razy już o tym słyszeliśmy – kapłani w dobie kryzysu Kościoła rzeczywiście niejednokrotnie stali się przyczyną publicznego zgorszenia. Stąd też argument modernistów – celibat nie jest możliwy do utrzymania, bo jest nienaturalny, a przez to nieludzki. Stawia kapłana w szkodliwej sytuacji psychicznej i fizycznej. Trzeba go więc znieść – mówią zwolennicy nowinek, często również i ci, szczerze zatroskani losem Kościoła i jego kapłanów.
Czy argumenty w sprawie obrony celibatu są zawsze dobre?
Często źle w tym sporze argumentują również pobożni i dobroduszni obrońcy celibatu. Używają na przykład argumentu o braku czasu żonatego kapłana dla wiernych. O możliwości łatwiejszego popełnienia grzechu złamania tajemnicy spowiedzi – wiadomo bowiem, że żonie mówi się wszystko. A to może odciągnąć ludzi od spowiedzi. To błędne argumenty. Przecież lekarz też musi wychodzić z domu w środku nocy, by pomóc choremu. Również ma kontakt z ich niezwykle intymnymi sprawami – a jednak ludzie nie unikają go z tego powodu. I nikt nigdy nie oczekiwał od lekarza, że nie będzie się żenił! Takie argumenty nie zrobią więc dobrze obronie celibatu.
Stała praktyka Kościoła
Wydaje się więc, że argumenty przeciwników celibatu są silniejsze, niż jego zwolenników. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa jedynie zalecano kapłanom wstrzemięźliwość seksualną, bez względu na to czy żyli samotnie, czy mieli rodziny. Nie istniały jednak w tej kwestii żadne przepisy prawne – nie uznawano jedynie możliwości ponownego zawarcia małżeństwa przez owdowiałych duchownych. W IV wieku wzmocniono jednak praktykę celibatu i zaczęto zwracać na tę kwestię większą uwagę. Sobór Nicejski walczył z konkubinatem wśród ówczesnego kleru, Synod w Elwirze zabraniał współżycia z żonami, ale nie zakazywał małżeństwa, a Synod w Kartaginie już tylko zalecał wstrzemięźliwość.
W VIII wieku celibat stał się prawem powszechnym na Zachodzie, ale został usankcjonowany jako jedyna forma życia duchownego dopiero za czasów papieża Grzegorza VII, w XI wieku, w ramach reformy gregoriańskiej.

Praktyka uniwersalna
W Kościele, który opiera się na Piśmie Świętym i Tradycji, praktyka celibatu nie może być traktowana li tylko jako zwykły ludzki zwyczaj, odwołujący się wyłącznie do ludzkiej woli. Przeciwnie – wszystkie nasze katolickie Tradycje mają głębokie powiązanie z Objawieniem.
Prawdziwy sens kapłańskiego celibatu
Oczywiście Tradycja nie jest nakazana sama z siebie – musi z natury rzeczy opierać się na Bożym Objawieniu. Tak jest też z Tradycją kapłańskiego celibatu – opiera się ona na nadprzyrodzonych motywach najwyższej wartości, wynikających z samej Ewangelii. Sacerdos alter Christus, kapłan jest drugim Chrystusem – to podstawowa zasada oświetlająca katolickie kapłaństwo. Kapłaństwo Chrystusa jest wyjątkowe i ostateczne, a kapłaństwo ludzi to prawdziwy udział w tym Chrystusowym dziele. Skoro kapłan chce być święty i prowadzić swe owce na drodze do Królestwa Niebieskiego – tak jak robił to Chrystus – powinien starać się na każdym kroku naśladować Chrystusa. Kapłaństwo człowieka musi wzorować się na najświętszym Kapłaństwie Syna Bożego, który sam siebie ofiarował za nasze grzechy.
Jezus Chrystus, najwyższy kapłan, żył w celibacie
Kogóż naśladować, jeśli nie Chrystusa? Każdy człowiek powinien naśladować Jezusa w Jego postępowaniu, ale kapłani są na tej drodze uprzywilejowani – mogą bowiem naśladować Pana nie tylko jako człowieka bez grzechu, ale i jako wzór kapłana. Nie ma takiej możliwości np. robotnik czy dziennikarz – oni muszą brać sobie za przykład Pana Jezusa kapłana, a nie Pana Jezusa robotnika czy dziennikarza. Kapłan zaś bierze za wzór Chrystusa – Nauczyciela i Kapłana! A on żył w celibacie, nie ożenił się, całą swoją energię oddał Bogu Ojcu i dziełu, które On dla Niego przygotował! Bezwarunkowo oddał się Ojcu! To właśnie dzięki temu całkowitemu oddaniu się Chrystus stał się pośrednikiem między Niebem a ziemią. I takim właśnie wzorem pośrednika pozostaje dla kapłanów swojego Kościoła. Wzorem czystym, przestrzegającym celibatu.
Celibat, jako całkowite poświęcenie się Bogu
Celibat jest więc ostateczną istotą kapłaństwa Chrystusa. Dziewictwo i czystość Chrystusa wynika z Jego kapłaństwa i jest ściśle z nim związane. Ludzki kapłan, uczestniczący wszak w kapłaństwie Chrystusa, bierze też udział w Jego poświęceniu własnego życia Bogu. Celibat kapłana jest więc niczym innym jak próbą naśladowania Chrystusa w ofiarowaniu się Bogu – i nie chodzi o ludzkie rozumienie tej sprawy, nie chodzi o oddanie całego swojego czasu Bogu, ale o oddanie się Chrystusa na krzyżu. To pierwszy i najbardziej podstawowy powód, dla którego księża powinni żyć w celibacie.

Miłość Chrystusa do Kościoła
Oto co mówi Pismo Święte: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5 , 25-27). Jeśli Chrystus trwał w celibacie wyrażającym oddanie się Ojcu, trwał również w celibacie dla swojego Kościoła. A więc celibat księdza przedłuża zatem tę dziewiczą miłość Chrystusa do Kościoła i nadprzyrodzoną płodność tej miłości. Wyraża się ona w kapłańskim życiu poprzez możliwość przez sprawowanie sakramentów, a zwłaszcza Najświętszej Ofiary – będącej wszak okazaniem miłości samego Chrystusa.
Znak przyszłego Królestwa
Misja Chrystusa nie skończyła się wraz jego śmiercią na krzyżu, ale trwa nadal w Niebie. Tam, gdzie jest już tylko świętość – a więc stan, do którego powinniśmy stale dążyć. Kościół na ziemi jest bowiem tylko zasiewem Kościoła niebieskiego, w którym, jak powiedział nam Pan Jezus, „przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22, 30). A więc brak żon czy mężów – celibat – będzie stanem błogosławionym ludzkości! Kapłański celibat jest więc widocznym znakiem Królestwa Bożego na ziemi! Czy moglibyśmy sami z siebie się go pozbawić? Wszak to antycypacja niebieskiej chwały, której mogą dostąpić ci, którzy starać się będą o łaskę zbawienia.
Podsumowując trzy powyższe argumenty: kapłański celibat jest więc udziałem w czystości Najświętszego Kapłana, wyrazem całkowitego ofiarowania się Ojcu, i widomym znakiem Królestwa Niebieskiego.

Odpowiedź na zarzuty
Tak więc właśnie należy odpowiedzieć na argumenty, z których wynikać ma, że Pan Jezus nie nakazał celibatu, a więc jest to tradycja sprzeczna z Ewangelią. Owszem, nie nakazał, ale sam dał swoim apostołom wielki przykład celibatu. Na każdej karcie każdej znanej nam Ewangelii.
Szczególnie wyrazista zgodność
Ojcowie Kościoła nigdy nie zaprzeczyli temu powiązaniu między kapłaństwem Chrystusa a jego celibatem. Nie wypowiadali się na ten temat kategorycznie, owszem, ale nie znaczy to, że bezżeństwo księży im się nie podobało. Po prostu nie wprowadzili go, być może kierując się przesadnym pesymizmem – w ich czasach bowiem, w znanym im kontekście kulturowo-społecznym, celibat mógł wydać się bowiem żądaniem nie do zrealizowania. My wiemy już jednak, co udowodniły dziesiątki pokoleń świętych kapłanów, że wytrwanie w celibacie przez całe życie, jest możliwe.
Powołanie nie jest prawem, ale… powołaniem
Ci, którzy twierdzą, że powołanie kapłańskie należy oddzielić od zachowywania czystości, popełniają błąd polegający na niezrozumieniu sensu powołania. A ono nie jest wyrażeniem zwykłej chęci wstąpienia w stan kapłański. Powołanie jest wołaniem Chrystusa do człowieka, by wstąpił do jego Kościoła, prowadzonego przez Jego biskupów. Kogo więc Bóg powołuje do służby kapłańskiej, od tego oczekuje celibatu. Inaczej musielibyśmy stwierdzić, że od tysiąca lat powołania kapłańskie są nie do końca ważne – a to byłby przecież absurd! Osoby twierdzące więc, że wstąpiłyby w stan kapłański, ale nie zrobią tego przez konieczność zachowania celibatu, nie zostały powołane do kapłaństwa przez Boga. I dobrze, że weszły na tą drogę – krzywdziliby bowiem nie tylko siebie, ale i innych ludzi.
Żonaty kapłan to lepszy kapłan? Skąd ten pomysł?
Ludzie atakujący celibat nierzadko utrzymują, że kryzys powołań wynika z konieczności utrzymywania czystości przez księży. Zapomina się jednak o tym, że istnieją wspólnoty, które dopuściły do wyświęcania żonatych kapłanów – np. prawosławni czy anglikanie. I co? Tam również trwa kryzys powołań. I nie ma to związku z celibatem, którego przecież w tamtych wspólnotach nie ma. Upada jednak wiara, duch liturgii, niszczona jest rodzina, rozwija się szalejący materializm – i to są prawdziwe przyczyny spadku liczby powołań. Całkowity dar poświęcenia się Bogu – celibat – jest więc we współczesny świecie przepięknym znakiem wiary, światłem prowadzącym dusze ku zbawieniu.
Zmienić prawo, ponieważ nie jest doskonale przestrzegane?
Pojawia się również argument, by znieść celibat, ponieważ wielu kapłanów faktycznie go nie przestrzega. To już wyjątkowo nietrafne postawienie problemu. Owszem, zdarza się wiele przypadków złamania celibatu, księża stają się sprawcami skandali obyczajowych, ale to nie powód, by odwoływać celibat. Zdarza się bowiem wiele zdrad małżeńskich, ale to przecież nie powód, by odwoływać sakrament małżeństwa i anulować instytucję rodziny! Czy zakażemy używania samochodów, ponieważ zdarza się wiele wypadków drogowych? Zabronimy spożywania jedzenia, ponieważ część ludzi cierpi na niestrawność? Zakażemy życia, bo wiele osób popełniło już samobójstwo?
Co możliwe dla Boga, nie jest możliwe dla człowieka
Skoro powiedzieliśmy, że celibat kapłański to naśladowanie Chrystusa, może pojawić się argument o tym, że przecież Pan Jezus był Bogiem i nie możemy oczekiwać od ludzi, że będą tak doskonali jak Bóg. Że celibat jest rzekomo możliwy wyłącznie dla Boga, a ludzie nie są w stanie go przestrzegać. Ale to nie prawda – dało temu wyraz wiele pokoleń świętych. Również nauka w żaden sposób nie potwierdza, by człowiek mógł żyć wyłącznie współżyjąc seksualnie. Co więcej, w dzisiejszych rozseksualizowanych czasach celibat kapłana jest właśnie obroną człowieczeństwa przed stopniowymi próbami zrównania popędów ludzi i zwierząt.
Piękne słowa Piusa XII
Zakończmy słowami Piusa XII, które nie wymagają już żadnego komentarza:
Działalność kapłańska odnosi się do dziedziny nadprzyrodzonej, albowiem troszczy się o wzrost nadprzyrodzonego życia i udziela go Mistycznemu Ciału Jezusa Chrystusa. Z tej racji musi kapłan pożegnać się ze sprawami “światowymi” a troszczyć się jedynie o to, co Pańskiego jest (1 Kor 7,32 – 33). Ponieważ więc kapłan ma być wolny od trosk świata i całego siebie ma oddać służbie Bożej, Kościół ustanowił prawo celibatu, aby dla wszystkich było coraz oczywistsze, że kapłan jest sługą Boga i ojcem dusz. I przez to prawo celibatu nie tylko nie traci kapłan daru i obowiązku ojcostwa, ale je nieskończenie potęguje, rodząc potomstwo nie dla tego ziemskiego i przemijalnego życia, lecz dla niebieskiego i wiecznego.
Im zaś jaśniej świeci czystość kapłańska, tym bardziej staje się kapłan razem z Chrystusem “Hostią czysta, Hostia święta, Hostią nieskalana” (Missale Rom., can.).
Dla zachowania z całą pieczołowitością nienaruszonej czystości, jako najdroższego skarbu, koniecznie trzeba święcie się zastosować do wezwania Księcia Apostołów, które codziennie powtarzamy w brewiarzu: “Bądźcie wstrzemięźliwi i czuwajcie” (1 P 5,8).

Źródło: „The Remnant Newspaper”
oprac. malk

Za: PoloniaChristiana - pch24.pl (2017-03-16)
http://www.pch24.pl/celibat-nie-jest-wy ... 214,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 26 mar 2017, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/3206237.Odkryly-i-sk ... tys-gwiazd

Odkryły i skatalogowały 400 tys. gwiazd!
dodane 03.06.2016 17:30 Zachowaj na później

Obrazek
Kiwi Tom / CC 2.0


W latach 1910-1922 cztery anonimowe siostry zakonne z Lombardii, pracujące w Obserwatorium Watykańskim odkryły i skatalogowały 400 tys. gwiazd. Po stu latach ich imiona i nazwiska zostały ujawnione.

Były to: Emilia Ponzoni, Regina Colombo, Concetta Finardi i Luigia Panceri. Ich dane przypadkowo znalazł o. Sabino Maffeo z Obserwatorium Watykańskiego. Dzięki temu cztery siostry będą mogły cieszyć się należnym uznaniem.

Wszystko zaczęło się w latach 1887-1899, gdy w Paryżu spotykali się najbardziej znani ówcześni astronomowie, by skatalogować gwiazdy w dziele „Katalog astrograficzny”, zwanym także mapą nieba. W pracach tych brał też udział specjalista z Watykanu, o. Francesco Denza, wysłany tam przez papieża Leona XIII, który chciał pokazać światu, że Kościół katolicki interesuje się nie tylko teologią.

O. Denzę zastąpił amerykański jezuita o. John Hagen, który chcąc jak najlepiej prowadzić swe badania, poprosił o asystentów, którzy pomogliby mu określać i zapisywać położenie gwiazd. Wybrano cztery zakonnice z Instytutu Sióstr Małej Maryi, które z czasem osiągnęły prawdziwą biegłość nie tylko w obliczaniu współrzędnych astronomicznych (nazywano je „ kobietami-kalkulatorami”), ale i w posługiwaniu się olbrzymim teleskopem. Ich wkład we współczesną astronomię jest nie do przecenienia, a dzięki nim Watykan był jednym z kilku państw, które najbardziej przyczyniły się do opracowania pierwszych map nieba.

Ta historia znana była w kręgach kościelnych, lecz nikt nie pamiętał już imion i nazwisk sióstr asystentek. Tym bardziej, że klasztor i same siostry wybrano tylko dlatego, iż mieszkały w pobliżu obserwatorium.

Międzynarodowy projekt opracowania mapy przestrzeni kosmicznej trwał do 1966 r. i doprowadził do skatalogowania prawie 5 mln gwiazd.

KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 10 kwi 2017, 19:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/32806-mariawici-polska-herezja/

Mariawici – polska herezja
Jan Bodakowski Opublikowano 18 czerwca 2016

Obrazek

Kościół katolicki przetrwał dwa tysiące lat pomimo wielu herezji i schizm, które przez wieki starały się rozbić strukturę kościoła i zmienić jego naukę. Jedną z nich, było powstanie, wśród polskich księży katolickich (przerażonych upadkiem obyczajów w kościele i bardzo zatroskanych o los ojczyzny zniewolonej przez zaborców) środowiska, które w imię troski o dobro, odeszło od katolicyzmu i utraciło możliwość zbawienia, pogrążając się w herezjach.
Inicjatorką powstania mariawityzmu była polska katolicka zakonnica Feliksa Magdalena Maria Franciszka Kozłowska, która miała w Płocku 1893 fałszywe objawienia dotyczące miłosierdzia bożego i potrzeby odrodzenia moralnego duchowieństwa polskiego. Przez kilka lat ruch mariawicki działał w kościele katolickim, aż do ekskomuniki nałożonej na mariawitów w 1906 roku przez papieża Piusa X.
Najliczniejsza wspólnota mariawitów jest w Polsce. Mariawici są też obecni we Francji, USA, Kandzie, Niemczech, Argentynie, Kamerunie, Gabonie, Kongu, Demokratycznej Republice Konga, Włoszech, Szwecji, Paragwaju, Urugwaju, Brazylii i Maroku. Wspólnoty mariawicie w wyniku kilku rozłamów nie stanowią jednej wspólnoty religijnej. Dwie odrębne wspólnoty mariawitów mają swoją siedzibę w Polsce (Kościół Starokatolicki Mariawitów w Płocku, Kościół Katolicki Mariawitów w Polsce w Felicjanowie). Pięć innych poza granicami Polski (Kościół Katolicki Mariawitów w Kamerunie, Kościół Zakonu Mariawitów w Niemczech, Kościół Starokatolicki Mariawitów w Ameryce Północnej, Kościół Katolicki Mariawitów we Francji, Kościół Katolicki Mariawitów w Argentynie). Zniknęły parafie mariawickie na Litwie, Łotwie, Białorusi, w Rosji, na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii. W holenderskich i amerykańskich starokatolickich (czyli powstałych w XIX wieku w wyniku schizmy biskupów nie uznających prymatu papieża) kościołach pracowali mariawiccy duchowni.

Nazwa wspólnoty religijnej odwołuje się do rzekomego naśladowania Matki Boskiej i szerzenia jej kultu. Według wizjonerki miała pochodzić z objawienia. Mariawici uznawali nauczanie teologiczne siedmiu pierwszych soborów kościoła katolickiego czyli do schizmy wschodniej 1054 roku. Doktryna wspólnoty mariawickiej opierała się też na objawieniach „mateczki” Kozłowskiej. Mariawici pomimo pobożność maryjnej odrzucają dogmaty maryjne kościoła katolickiego (są więc mariawici bliżsi prawosławiu niż katolicyzmowi). Kult najświętszego sakramentu, kult świętych (w tym i własnej świętej „mateczki” Kozłowskiej) łącza z negacją nauczania katolickiego i liberalnym podejściem do spraw doktrynalnych. Msze mariawickie od 1907 roku sprawowane są w języku narodowym. Eskalacja herezji poprzez rozłamy doprowadziła do tego że Kościół Katolicki Mariawitów w Polsce (denominacja felicjanowska) praktykuje kapłaństwo i biskupstwo kobiet.
„Mateczka” Kozłowska (założycielka i matka przełożona ukrytego Zgromadzenia Sióstr Ubogich Świętej Klary) swoje widzenia miała 2 sierpnia 1893. Wizje miały miejsce przed ołtarzem Matki Boskiej Anielskiej w kościele rzymskokatolickiego seminarium duchownego w Płocku. W wizjach znajdowało się wezwanie do odrodzenia moralnego poprzez kult najświętszego sakramentu i pobożność maryjną. Wokół wizji Kozłowskiej powstało Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów. Powołali je do życia głównie profesorowie płockiego seminarium duchownego. Księża Mariawici zdobyli szybko uznanie ludności wiejskiej zaboru rosyjskiego.
W 1903 księdza mariawici i Kowalska podczas audiencji spotkali się z papieżem. A przełożonym zgromadzenia mariawitów wybrano księdza Jana Marie Michała Kowalskiego. W Polsce założycielka mariawitów powołała do życia Związek Mariawitów Nieustającej Adoracji Ubłagania zrzeszający wszystkich duchownych i aktywnych świeckich mariawitów. Celem Związku była działalność misyjna wewnątrz kościoła katolickiego.
Walkę z popowstaniową herezją rozpoczęła Kongregacja świętego Oficjum w 1904 kasując Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów i zakazując duchownym kontaktów z „mateczką”. W 1906 Pius X wydał potępiającą mariawitów encyklikę „Tribus circiter”. W tym też roku obłożono mariawitów ekskomuniką. „Mateczka” była pierwszą kobietą w historii kościoła ekskomunikowaną z imienia. Ekskomunika spowodowała założenie przez 22 duchownych, zakonnice, i „mateczkę” własnego wyznania. Rosja zainteresowana zwalczaniem kościoła katolickiego od razu uznała nową wspólnotę religijną. W ciągu czterech kolejnych lat mariawici wybudowali 38 kościołów i 34 kaplic („w archidiecezji warszawskiej oraz diecezjach płockiej, lubelskiej, kieleckiej, sandomierskiej i sejneńskiej”). Zaczynając z 45.000 wiernych, mariawici systematycznie rośli w siłę. W 1918 mariawici mieli już „42 ochronki, 47 szkół, 11 przytułków oraz 11 tanich kuchni”.
W 1909 mariawici rozpoczęli kontakty z starokatolikami. W Wiedniu Kościół Katolicki Mariawitów został przyjęty do Unii Utrechckiej Kościołów Starokatolickich, a ksiądz Jan Kowalski został wyświęcony przez biskupów starokatolickich na biskupa. W 1910 kolejnymi biskupami mariawickimi zostało dwu kolejnych duchownych. W 1919 mariawici zmienili nazwę swego wyznania na Staro-Katolicki Kościół Mariawitów. W 1914 roku zakończyła się budowa kościoła i klasztoru mariawitów w Płocku.
W 1920 roku zmarła „mateczka”. Mariawici dysponowali wówczas 33 duchownymi, 57 zakonnikami, 244 zakonnicami, 43 wiernych, 67 parafiami, 77 kościołami, 58 kaplicami, 72 domami parafialnymi, 25 szkołami, 45 przedszkolami, 14 czytelniami, 32 zakładami rzemieślniczymi, 4 domami dziecka, 13 domami starców, 7 piekarniami, 2 zespołami strażackimi, 22 gospodarstwami rolnymi, 3 towarzystwami oszczędnościowymi, i 43 zespołami charytatywnymi. Poza granicami Polski było 6 parafii, 3 kościoły, 7 kaplic i 3 domy parafialne.
Po śmierci „mateczki” władzę nad mariawitami przejął „biskup” Kowalski. Kowalski nie dosyć, że miał władze absolutną nad mariawitami to i sam miał widzenia. W 1924 Kowalski zniósł celibat księży i wprowadził małżeństwa księży z zakonnicami. Większość kapłanów mariawickich przyjęło to satysfakcją, tylko 6 odeszło ze wspólnoty, kilku z nich powróciło do kościoła katolickiego. Kowalski zmienił też doktrynę uznając, że msza odprawiana w grzechu lub za pieniądze jest nieważna.
W 1926 roku mariawitom nie udało się nawiązanie relacji z kościołami prawosławnymi. W II RP mariawitom wytaczano liczne procesy. „ W 1928 mariawici nawiązali oficjalne kontakty z Polskim Narodowym Kościołem Katolickim” udostępniając mu swoje świątynie.
W 1929 roku mariawici wprowadzili święcenia kapłańskie dla zakonnic. Jedna z zakonnic została wyświęcona na biskupa. W 1930 mariawici zlikwidowali spowiedź indywidualną. Od 1930 do 1934 mariawici wprowadzili komunie dla dzieci, zakazali palenia i picia alkoholu, zlikwidowali stan duchowny, świecenie wody i posty.
Część mariawitów zaszokowana skrajną protestantyzm doprowadziła do rozłamu mariawityzmu w 1935 roku. Kapituła biskupów i kapłanów odebrała władze Kowalskiemu. Wspólnota się rozpadła. Kowalski i jego zwolennicy przenieśli się do Felicjanowa i przyjęli nazwę Kościół Katolicki Mariawitów. W płocku pozostali zwolennicy kapituły, którzy występowali pod nazwą Starokatolicki Kościół Mariawitów. 30% wiernych odeszło z wspólnoty. Dziś starokatolicy z Płocka są 12 razy liczniejsi niż spadkobiercy Kowalskiego.
Starokatoliccy mariawici ostatecznie w 1938 roku zlikwidowali kapłaństwo kobiet. Przywrócono też część zlikwidowanych rytuałów. W 1936 Kowalski trafił do więzienia gdzie miał kolejne wizje (według których bóg ojciec wcielił się w Maryję, a duch święty w „mateczkę”, co stałą się elementem doktryny jego wspólnoty).
Dziś starokatoliccy mariawici mają 25.000 wyznawców w Polsce i 5.000 zagranicą, 6 biskupów i 25 kapłanów. Kościół Starokatolicki Mariawitów należy do Polskiej Rady Ekumenicznej, Światowej Rady Kościołów i Konferencji Kościołów Europejskich.
Przykład mariawitów jest dla wszystkich katolików w Polsce nauczką, ze nie należy ufać wizjom i wizjonerom, nawet głoszącym potrzebę moralnego odrodzenia i rozwoju dewocji. Każdy katolik musi niezachwianie być w jedności z kościołem katolickim, i całkowicie bronić nauczania katolickiego. Celem fałszywych objawień jest rozbijanie wspólnoty katolickiej. Fałszywe objawienia, wbrew początkowym tradycyjnym hasłom kończy się eksplozją herezji.

Jan Bodakowski

Na zdjęciu: klasztor Mariawitów w Płocku

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 15 maja 2017, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/05/1 ... -hiacynty/

Prawdziwa chwała Franciszka i Hiacynty
Posted by Marucha w dniu 2017-05-13 (sobota)

Obrazek
Franciszek i Hiacynta Marto. Attributed to Joshua Benoliel [Public domain], via Wikimedia Commons


13 maja, w setną rocznicę objawienia się Najświętszej Maryi Panny w portugalskiej Fatimie trójce pastuszków, dwójka z dzieci – błogosławiony Franciszek Marto oraz jego siostra błogosławiona Hiacynta Marto zostali kanonizowani.
Oboje, w przeciwieństwie do trzeciego z fatimskich dzieci – ich kuzynki Łucji dos Santos – zmarli w bardzo młodym wieku. Wszystkich Pan Bóg obdarzył niezwykłymi łaskami.
„Mam nadzieję, że Bóg dla chwały Najświętszej Dziewicy przyzna jej [Hiacyncie] aureolę świętości. Była tylko kilkuletnim dzieckiem, ale umiała już praktykować cnoty i okazywać Bogu oraz Najświętszej Dziewicy swoją miłość przez liczne ofiary i wyrzeczenia… Jest godne podziwu, jak dobrze rozumiała ducha modlitwy i poświęcenia, które Najświętsza Dziewica nam zaleciła… Przez te i inne niezliczone [fakty], zachowuję dla niej wielki szacunek, jak dla świętej” (Słowa s. Łucji o Hiacyncie).
Hiacynta i jej brat Franciszek są dwojgiem najmłodszych błogosławionych niemęczenników w historii Kościoła. Czy było możliwe, by dzieci, które oddały dusze Panu – jedno nie skończywszy 10, a drugie – 11 lat, mogły praktykować trzy cnoty Boskie i cztery cnoty kardynalne w takim stopniu, aby zostać wyniesionymi na ołtarze?
Z powodu tych wątpliwości „przez sześć miesięcy osiemnastu znawców tematu zastanawiało się nad życiem dwojga dzieciątek i oddało swój pozytywny głos na piśmie do Kongregacji do Spraw Świętych”.


Franciszek: duch niewinny, prosty i rozważny.

Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci Manuela Piotra Marto, zwanego Ti Marto, męża Olimpii de Jesus Santos, urodziły się w wiosce Aljustrel, leżącej w gminie Fatima. Ti Marto mówił o swoim najmłodszym synu: Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały. Był bardziej odważny i opanowany niż jego siostrzyczka. Nie był ani trochę bojaźliwy.
Jak wszystkie dzieci, Franciszek miał swoje małe wady. Według relacji Ti Marto: Pewnej nocy, kiedy nie chciał pójść na modlitwę, poszedłem w miejsce gdzie się schował. Kiedy zobaczył, że zbliżam się do niego, wykrzyknął natychmiast: „Ach, mój dobry ojcze!”. I zaraz udał się na modlitwę. Ale, jak wyjaśnił ojciec: To było przed objawieniem Matki Boskiej, bo później to się nie zdarzyło, raczej to oni [Franciszek i Hiacynta] nawoływali nas, żebyśmy przychodzili odmawiać Różaniec.
Jednakże sam ojciec przyznał, że Franciszek był potulny i wzorowo posłuszny. Nie kłócił się z nikim. A Łucja dodała: Ja sama nie bardzo go lubiłam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością.
Chłopiec był bardzo niewinny i miał wrażliwe sumienie. Kiedy pewnego ranka jego matka zasugerowała mu, żeby wykorzystał nieobecność matki chrzestnej i poszedł paść owce na jej pole, on odpowiedział, że tego nie zrobi. Gdy matka wymierzyła mu policzek, zapytał z godnością: A więc to moja matka uczy mnie kraść? I poszedł na pastwisko dopiero, kiedy otrzymał pozwolenie od matki chrzestnej.
Artystyczna dusza Franciszka zachwycała się pięknem stworzenia: rozgwieżdżonym niebem, strumykami, kwiatami, a przede wszystkim słońcem, które było dla niego symbolem mocy Boga. Taki był Franciszek przed objawieniami: niewinny, powściągliwy, prostoduszny, ale być może trochę zbyt ustępliwy, co nie przeszkodziło, żeby został litościwie wybrany na powiernika Matki Bożej.


Hiacynta: temperament wrażliwy, prostota ducha.

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka. Jak wspominał ze wzruszeniem Ti Marto: Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Nic jej nie przeszkadzało. Była jak dar z Nieba.
Hiacynta była wyjątkowo wrażliwa. Zdaniem Łucji „już w wieku mniej więcej pięciu lat słysząc opowiadanie o cierpieniach Naszego Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała. Tak jak jej brat Franciszek, a być może nawet bardziej niż on, Hiacynta miała duszę szlachetną, delikatną i uczuciową. Hiacynta kochała kwiaty. Jedną z jej ulubionych rozrywek było ich zbieranie na pastwisku. – Biedaczek Nasz Pan – szeptała – ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”.
Kochała księżyc, lampę Matki Boskiej, bardziej niż słońce, „bo nie wyrządza krzywdy wzrokowi”; a kiedy księżyc był w pełni, biegła przekazać dobrą nowinę: – Mamo, tam przybywa Mateczka z Nieba!
Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówiła, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko zabawę, ale też partnera. Tak oto ta dusza, mająca w sobie tak wiele anielskiej niewinności, była przeznaczona przez Łaskę Boską do przyjęcia wizyt niebiańskich.


Objawienia skłaniają dusze dziecięce ku świętości

Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie 9, 8 i 6 lat miało ulec nagłej przemianie.
– Serca Jezusa i Maryi zważają na głos waszych błagań – powiedział im Anioł Portugalii, Anioł Pokoju. – Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary i módlcie się. To jest program świętości, kierowany jedynie do prawdziwie bliskich Bogu.
Troje portugalskich dzieci wypełniło go dokładnie i z zapałem, z prawdziwą radością i z pełnym miłości oddaniem. Z wszystkiego, z czego możecie, składajcie ofiarę Panu w akcie zadośćuczynienia za grzechy, którymi On został obrażony, i błagajcie o nawrócenie grzeszników… Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą cierpienie, które Pan wam ześle.
I tak, mniej więcej rok później, byli gotowi na wizytę Królowej Niebios. A Ona przybyła, powtarzając zaraz w pierwszym spotkaniu zaproszenie do modlitwy i do cierpienia wypowiedziane przez Anioła: Będziecie więc musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boga będzie waszym pocieszeniem. Modlitwa i cierpienie jako zadośćuczynienie Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażonym przez odstępstwo ludzkości od wiary – oto co stało się treścią życia trojga pastuszków.


Franciszek – pocieszyciel Boga

Mimo, że niewinny i wolny od ziemskich przywiązań, Franciszek na pewno miał jeszcze jakieś słabości albo małe wady, z którymi musiał walczyć. Nie przeszkodziło mu to zobaczyć Anioła i Matki Bożej, ale nie słyszał nic z tego, co mówili. Jednakże kiedy Najświętsza Panna powiedziała, że będzie musiał „mówić wiele cząstek Różańca, aby Ona również jego zabrała do Nieba, Franciszek wykrzyknął: O moja Matko Boska! Zmówię tyle cząstek, ile będziesz chciała!.
Jest ciekawe, że to Franciszek, według Łucji, najmniej przejął się straszną wizją piekła, ponieważ tym, co najbardziej go w niej zaabsorbowało, był Bóg, Trójca Święta „w tym ogromnym świetle, które przeszywało nawet najgłębszy zakątek naszej duszy”.
Łucja powiedziała, że „podczas gdy Hiacynta wydawała się przejęta jedyną myślą, by nawrócić grzeszników i uwolnić dusze z piekła, on myślał jedynie o pocieszeniu Naszego Pana i Matki Boskiej, którzy mu się wydawali tak bardzo smutni”.
Słuszne są słowa autora: „Nie jest możliwe czynić zadość jako pocieszyciel, tak jak to wyrażają słowa Franciszka, bez wyjątkowej łaski”.
Idąc za wezwaniem do kontemplacji, Franciszek coraz częściej odsuwał się od dwóch dziewczynek, aby modlić się w samotności. Kiedy pytały go, co robi, pokazywał im Różaniec. Kiedy nalegały, żeby poszedł pobawić się z nimi, odpowiadał: Nie pamiętacie, że Matka Boska powiedziała, że muszę zmówić wiele cząstek Różańca?
Kiedy dziewczynki znajdowały go pogrążonego w myślach i pytały, co robi, odpowiadał: Myślę o Bogu, który jest tak bardzo smutny z powodu tylu grzechów. Gdybym był zdolny ofiarować mu trochę radości!
Oto, co znaczy praktykować w sposób doskonały Pierwsze Przykazanie Boże, zapominając o sobie samym i kochając Boga ponad wszystko.


Mali, ale z wielkim duchem poświęcenia

Aby umartwiać się, troje pastuszków wymyślało wiele rzeczy: oddawali swoje posiłki biednym, jedli korzenie i żołędzie, wybierając te najbardziej gorzkie; wstrzymywali się od picia, czasami przez cały dzień (pomimo wielkiego pragnienia); nacierali pokrzywą ciało, aby je udręczyć; przez długie godziny odmawiali z twarzą przy ziemi modlitwy, których nauczył ich Anioł. To tylko niektóre ze sposobów umartwiania się. Pewnego dnia znaleźli kawałek szorstkiego powrozu, który następnie zawiązali sobie wokół pasa pod ubraniem.
Przeszkadzało im to tak bardzo, że wiele razy uniemożliwiało im sen. Matka Boża poradziła im, żeby na noc zdejmowali to „narzędzie” męki.
Kiedy dzieci rozpoczęły naukę w szkole, Franciszek powiedział dwóm dziewczynkom: Słuchajcie, wy idźcie, a ja zostanę w kościele przy ukrytym Jezusie. (…) Niedługo pójdę do Nieba. Kiedy będziecie wracać, wstąpcie tutaj, by mnie zawołać.
„Jest bardzo możliwe – jak skomentował inny autor – że w ten sposób, bez kierownictwa duchowego, Franciszek nauczył się praktykować kontemplację i rozmyślania. Nauczył się u samego Mistrza lekcji, którą Święta Teresa wykłada w swojej Drodze do Doskonałości: modlitwa wysoka wymaga miłości, odosobnienia, odsunięcia się od świata, uwolnienia się od ziemskich przywiązań lub od zmysłowości”.
23 grudnia 1918 roku dwójka rodzeństwa zachorowała na zapalenie oskrzeli. Nawet w czasie choroby kontynuowali modlitwy, a cierpienie ofiarowywali w intencji grzeszników. Łucja tak pisze o Franciszku: „Cierpiał z heroiczną cierpliwością, nie pozwalając nigdy, by wydobył się z niego jęk lub najlżejsza skarga”.
„Zapytałam go pewnego dnia na krótko przed śmiercią: Franciszku, bardzo cierpisz? Tak, cierpię. Ale cierpię wszystko z miłości do Naszego Pana i Matki Boskiej. 4 kwietnia 1919 roku bez żadnego jęku ani grymasu twarzy, z anielskim uśmiechem na ustach, Franciszek odszedł na spotkanie z Najświętszą Dziewicą, która czekała na niego z otwartymi ramionami”.


Hiacynta: ofiara wynagradzająca, powaga i szlachetność

Po objawieniach, Hiacynta tak przejęła się modlitwą za grzeszników, że została obdarzona licznymi szczególnymi łaskami. Miała wizje prorocze, wypraszała dla innych uzdrowienia i łaski uznane za cudowne. Jeszcze w rok po objawieniach, Matka Boska ukazała jej się trzy razy. Jej ciężka choroba była okazją do zaofiarowania wielu cierpień Bogu: Za każdym razem coraz więcej trudu sprawia mi picie mleka lub rosołu; ale nie mówię nic i przyjmuję wszystko z miłości do Naszego Pana i Niepokalanego Serca Maryi.


Wysoki stopień świętości

Misja zadośćuczynienia Hiacynty jest ściśle powiązana z Niepokalanym Sercem Maryi. Kiedy Matka Boska pokazała piekło trzem pastuszkom, powiedziała im: Widzicie piekło, gdzie idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ocalić, Bóg chce ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca.
Żegnając się z Łucją przed wyjazdem do Lizbony, Hiacynta powiedziała jej z naciskiem: Ty pozostajesz tutaj, aby głosić, że Bóg chce ustanowić na świecie kult Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz musiała to mówić, nie ukrywaj się.
I dodała: Powiedz całemu światu, że Bóg przydziela nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. Niech ją o nie proszą. Powiedz, że Serce Jezusa chce, żeby oprócz Niego czcić też Niepokalane Serce Maryi.
Dlatego Hiacynta słusznie zasługuje na tytuł wzorowej ofiary przebłagalnej Niepokalanego Serca Maryi.
Pewnego dnia wyznała Łucji, że często wstaje z łóżka, aby zmówić modlitwę Anioła: Ale teraz już nie jestem w stanie modlić się z głową przy ziemi. Modlę się tylko na kolanach. Jak Hiacynta, taka mała dziewczynka, mogła przyjąć i zrozumieć tak głęboko ducha umartwienia i pokuty? Według Łucji: Po pierwsze, dzięki szczególnej łasce Boga, którą ją obdarował za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. A po drugie, bo widziała piekło i nieszczęście dusz, które tam trafiają.
Matka Boska zapytała Hiacyntę, czy chciałaby zostać trochę dłużej na Ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Szlachetna dziewczynka odpowiedziała, że tak. Na skutek tego przebywała jeszcze w dwóch szpitalach, gdzie bardzo cierpiała. Umarła w Lizbonie, z dala od rodziny.
Ale Matka Boska nie zostawiła jej samej. Ukazywała jej się często, pouczając, doradzając i ostrzegając o sytuacji na świecie i o zbliżających się karach. Matka Maria da Purificaçăo Godinho, której Hiacynta się zwierzała, zapisała wiele z objawień niebiańskich i rozważań młodej pasterki, które ukazały się w różnych książkach i które ukazują stopień dojrzałości duchowej, jaki osiągnęła ta dziewczynka, mając niecałe 10 lat.


Głębokie zrozumienie wieczności

Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do Matki Godinho: Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność! O niektórych lekarzach-ateistach mówiła: Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka.
W lutym 1920 roku Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej złym stanem zdrowia, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: Ach, moja Matko Boska!
Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba. W piątek, 20 lutego 1920 roku Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.

Opracowanie: LP, BB
Tekst pierwotnie ukazał się w 8. numerze „Przymierza z Maryją”

http://www.pch24.pl/prawdziwa-chwala-fr ... z4gz6QCknX


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 27 gru 2017, 10:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=94509&utm_sour ... medium=rss

To nie protestanci, ale katoliccy zakonnicy wymyślili kapitalizm
Aktualizacja: 2017-03-16 11:18 am

Rodney Stark obala mit mówiący o wiodącej roli protestantów w budowie kapitalizmu. Według autora korzenie tego systemu sięgają już IX wieku i wielkich majątków klasztornych, kiedy to nawet nie słyszano o protestantach.
Stark wspomina, że został wychowany w tradycji protestanckiej. Jako dziecko luteranów, w każdą niedzielę był edukowany w zakresie „[…] niegodziwości katolików i o tym jak Marcin Luter wyswobodził nas byśmy myśleli za siebie i byśmy poszukiwali wiedzy, zatem jak doprowadził do ukształtowania współczesnego świata”. W szkole średniej z kolei Stark spotkał się w dziełami Maxa Webera, wskazującymi, że protestantyzm doprowadził do powstania unikalnej etyki pracy, która to zrodziła kapitalizm. Wniosek: nowoczesność jest bezpośrednim efektem reformacji.
Tezy Webera dotyczące „protestanckiej etyki pracy” pozostają nadal obecne w wielu podręcznikach do socjologii, wskazuje Stark. Zgodnie z myślą Webera protestanci dominowali w kapitalistycznej ekonomii Zachodu, ponieważ tylko oni, spośród wyznawców wszystkich religii świata, posiadali moralną wizję, która wiązała się z ograniczeniem konsumpcji dóbr oraz intensywnym dążeniem do bogactwa. Weber wskazywał jakoby przed reformacją ograniczenie konsumpcji było powiązane z ascetyzmem, a zatem z potępieniem handlu. Etyka protestancka umożliwiła przerwanie tych połączeń kreując kulturę oszczędnych przedsiębiorców, dążących do systematycznego inwestowania swoich zysków, które to miało doprowadzić do zwiększenia ich majątku. Tak właśnie, zdaniem jednego z najbardziej znanych na świecie socjologów początku XX wieku, doszło do powstania kapitalizmu.
Rodney Stark w książce „Bearing False Witness. Debunking Centuries of Anti-Catholic History” [Wpływ Fałszywego Świadka. Obalanie Wieków Anty-katolickiej Historii”] wskazuje, że Weber oraz jemu podobni mylili się. Zdaniem Starka wiele badań wskazuje, że rejony zamieszkałe przez katolików na terenach Europy Zachodniej nie były opóźnione pod względem rozwoju przemysłowego. Natomiast w pełni ukształtowany kapitalizm miał się pojawić w Europie wiele wieków przed reformacją. Kraje Europy północnej, które obecnie pełnią rolę wiodącą na tym kontynencie, jak wskazuje Fernand Braudel, były niegdyś okupowane przez stare, kapitalistyczne ośrodki wywodzące się znad Morza Śródziemnego. Mieszkańcy tych terenów [północnych] nie wymyślili nic ani pod względem technologicznym, ani zarządzania w gospodarce. Ponadto, jak zauważa Stark, w krytycznych momentach swojego rozwoju kapitalistycznego były one zarządzane przez katolików, a nie protestantów – „Refomacja nadal pozostawała kwestią przyszłości”.
Większość badaczy definiujących czym jest kapitalizm, opiera jego fundamenty na wolnym rynku, zabezpieczeniu praw własności, a także wolnym rynku pracy. Zdaniem autora ten właśnie sposób definiowania jednoznacznie wskazuje, że kapitalizm został stworzony przez katolików, a pierwsze jego przejawy są obecne w zarządzaniu wielkimi majątkami klasztornymi już w IX wieku! Stark przyznaje, że wielu Ojców Kościoła potępiało handel, jako aktywność poniżającą oraz wielkie ryzyko moralne. Jednakże wkrótce po nawróceniu Konstantyna w 312 roku postawa względem handlu uległa zmianie. Już Augustyn pisał, że handel nie wiąże się z niegodziwością, ale ważnym jest, by jak w przypadku każdego zawodu, po prostu „żyć właściwie”.
Ze względu na znaczące zwiększenie wydajności produkcji rolnej, która wiązała się z takimi przełomowymi odkryciami jak wykorzystanie koni, wynalezienie ciężkiego pługu lemieszowego i systemu trójpolówki – majątki klasztorne przestały funkcjonować jako zwyczajne gospodarstwa rolne. W zamian za to, zaczęły się specjalizować w produkcji szczególnych rodzajów upraw i produktów, a także ich sprzedażą. Gromadzone w ten sposób zyski pozwalały zaspokoić potrzeby związane z funkcjonowaniem klasztorów, a zarazem zainicjowały gospodarkę pieniężną. Z kolei reinwestowanie zgromadzonych zasobów pieniężnych pozwalało na podniesienie zdolności produkcyjnych klasztorów, co prowadziło zwrotnie do wzrostu zysków i umożliwiało zakonom funkcjonowanie na zasadzie banków udzielających pożyczek dla szlachty np. w czasie krucjat. Amerykański socjolog Randal Collins określa to zjawisko jako „religijny kapitalizm” i wskazuje, że „dynamizm średniowiecznej ekonomii tkwił głównie w Kościele”.
Stark zauważa, że przecież w Średniowieczu to Kościół był największym właścicielem ziemskim w Europie, a jego płynne aktywa, jak również roczny dochód przewyższał najbogatszych królów, jak również majątek całej europejskiej szlachty razem wziętej. Wiele z gospodarstw należących do Cystersów liczyło sobie ponad 40 tys. hektarów, a jedno z gospodarstw na Węgrzech miało nawet ponad 101 tys. hektarów! Autor podkreśla, że właściwie do czasów Średniowiecza większość z opisywanych majątków była samowystarczalna, a wielkość zysków pozwoliła na ich specjalizację w prowadzenie handlu.
Niektóre majątki zajmowały się wyłącznie produkcją wina, inne uprawą tylko określonych rodzajów zbóż, a inne z kolei hodowlą bydła lub owiec. Szybki wzrost nadwyżek rolnych, prowadził do rozwoju miast, co ciekawe Stark wspomina, że wiele z monastycznych ośrodków stało się miastami. Wraz z ewolucją klasztornych gospodarstw pojawiła się potrzeba bardziej wyrafinowanego i dalekowzrocznego zarządzania. W przeciwieństwie do majątków świeckich, w przypadków majątków kościelnych nie było mowy o dziedziczeniu zarządzania włościami, kierownictwo przejmowali ci administratorzy, którzy posiadali umiejętności realizacji długotrwałych planów rozwoju tychże dóbr. Historyk Georges Duby wyjaśnia, że nowa era zmusiła zakonnych „administratorów, by zainteresowali się krajową ekonomią, dokonywali stosownych obliczeń w oparciu o dostępne dane, obliczali zyski i straty, by myśleli o sposobach i środkach rozszerzenia produkcji”. Wkrótce również nieopłacalna i niewygodna okazała się ekonomia barterowa, którą przekształcono w ekonomię gotówkową. Transport i wymiana towarów stała się już zbyt skomplikowana. Łatwiej było przykładowo sprzedać wino i otrzymać za to pieniądze, by następnie kupić potrzebne towary z najbardziej odpowiednich i ekonomicznych źródeł.
Jak podje Stark, jeden z franciszkańskich kronikarzy opisał w 1247 roku zarządzaną przez siebie posiadłość w Burgundii, w której mnisi „nie sieją ani nie żną, nie przechowują również niczego w stajniach, ale sprzedają wino do Paryża, ponieważ pod ręką mają rzekę, która wiedzie do Paryża i sprzedają je [wino] za dobrą cenę, dzięki czemu mogą kupić wszelkie jedzenie oraz ubrania, których potrzebują”.
Wielkie klasztory zaczęły również w tamtym okresie wykorzystywać najemną siłę roboczą, która była bardziej wydajna niż „okresy pracy przymusowej realizowane przez mnichów czy też dzierżawców”, wyjaśnia Stark. Ponadto autor porównuje średniowieczne zakony do nowoczesnych firm, które są dobrze zarządzane oraz dostosowane do najnowszych technologicznych rozwiązań: „Wraz z tym jak rozwijał się religijny kapitalizm mnisi wiernie wykonywali swoje obowiązki, jednak oprócz tych którzy byli zaangażowani w liturgię, reszta pracowała jako kierownicy czy też brygadziści”.
Zdaniem Starka powszechnie znane stwierdzenie Maxa Webera jakoby etyka protestancka – wolna od kultury katolickiej przyczyniła się do powstania kapitalizmu – jest błędne. Autor przyznaje, że cnota pracy, a także prostota życia towarzyszyły rozwojowi kapitalizmu, ale stało się to całe wieki przed narodzinami Marcina Lutra. Cnota pracy została wyraźnie podkreślona już w VI wieku przez Świętego Benedykta, który to napisał słynną regułę: „Bezczynność jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia muszą się zajmować w określonych godzinach pracą fizyczną i również w określonych godzinach czytaniem duchownym….bo właśnie wówczas są prawdziwymi mnichami, jeśli żyją z pracy rąk swoich, jak Ojcowie nasi i Apostołowie”.
Nie ulega wątpliwości, że chrześcijańskie umiłowanie pracy, doskonale widoczne na podstawie funkcjonowania średniowiecznych zakonów, wyróżnia naszą religię spośród wszystkich innych. Stark podaje przykład osób duchownych w religiach wschodnich, którzy specjalizują się w medytacji i żyją z dobroczynności. Historycznie stanowi to silny kontrast w stosunku do klasztorów chrześcijańskich w Średniowieczu utrzymujących się z własnej pracy i zarządzających ogromnymi, a także produktywnymi gospodarstwami.
„Jeśli nie jest to kapitalizm w świetle swojej chwały, to przynajmniej jest to coś bardzo zbliżonego”, pisze Stark kończąc swoje rozważania.

Źródło: „Catholic Herald”

malk

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2017-03-16)
http://www.pch24.pl/to-nie-protestanci- ... 069,i.html

KOMENTARZ BIBUŁY: Nie jest wielkim odkryciem twierdzenie, że katolicyzm był motorem, zarówno rozwoju harmonijnego społeczeństwa, jak i podstaw zdrowej gospodarki i handlu. To właśnie protestanci dopuścili do upowszechnienia największego raka obrotu finansowego, czyli lichwy, tak surowo zakazanej i zwalczanej przez Kościół. Warto przy tym przypomnieć, że lichwa nie oznacza jakiegoś “nadmiernego czy zawyżonego procentu bądź opłat” – jak to dzisiaj próbuje tłumaczyć się ogłupionym gojom – lecz po prostu oznacza jakikolwiek odsetek od udzielonej pożyczki. Lichwa wprowadzona została przez chciwych i nieuczciwych protestanckich kupców, którzy zapatrzyli się w swoich żydowskich braci i skopiowali ich praktyki.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /