Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 17 lis 2017, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/60997-kim-byl-walerian-tumanowicz/

Kim był Walerian Tumanowicz?
Paweł Brojek Opublikowano 13 listopada 2017

Obrazek

„Z krwi jestem Ormianinem, z duszy i przekonań Polakiem… Wraz z mlekiem matki wyssałem nienawiść do Związku Sowieckiego”. Poniżej przedstawiamy życiorys wielkiego patrioty, który wypowiedział te słowa, gdy stalinowski sąd ogłosił dla niego karę śmierci.
Walerian Tumanowicz przyszedł na świat 1 marca 1894 r. w Baniłowie nad Czeremoszem. Początkowo uczęszczał do gimnazjum w Czerniowcach. Dwie ostatnie klasy kończył w Wiedniu i tam też zdał maturę. Jeszcze przed wojną ukończył kurs abiturientów na Akademii Handlowej w Wiedniu.
W 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, służył w 3. pułku piechoty. Od 1918 r. był oficerem Wojska Polskiego. Brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej oraz w walkach w bolszewikami. Po wojnie ukończył studia na Akademii Handlowej we Lwowie. Jako oficer służby czynnej stacjonował m.in. w Wilnie i w Białymstoku.

Był aktywnym społecznikiem, przyczynił się do budowy sześciu placówek oświatowych, współpracował z ruchem harcerskim, działał w klubie sportowym „Legia” w Warszawie. Od 1932 r. służył w Korpusie Ochrony Pogranicza. Od 1938 r. stał na czele wydziału w Naczelnej Komendzie Legii Akademickiej.
Brał udział w kampanii wrześniowej, jako dowódca I batalionu 146. pułku piechoty walczył pod Kutnem. Po klęsce wojny obronnej uniknął niewoli. W chłopskim przebraniu przedostał się do Warszawy, a stamtąd do Krakowa, gdzie nawiązał kontakt ze Związkiem Walki Zbrojnej.
W 1940 r. otrzymał rozkaz zorganizowania Inspektoratu ZWZ–AK Mielec, na którego czele stał do lutego 1944 r. W kolejnych miesiącach działał w tajnej organizacji wojskowej „NIE”, a następnie w powołanej na jej miejsce Delegaturze Sił Zbrojnych. Posługiwał się pseudonimem „Jagodziński”.
W jej ramach, w czerwcu 1945 r. przejął kierownictwo nad przeprowadzaną na obszarze południowej Polski akcją „Ż” (wojsko Żymierskiego), polegającą na propagandowym oddziaływaniu na żołnierzy ludowego Wojska Polskiego w celu podtrzymania w ich szeregach nastrojów patriotycznych. Po rozwiązaniu DSZ działał w Zarządzie Obszaru Południowego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
Aresztowany w październiku 1946 r. był jednym z oskarżonych w procesie II Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN i członków Polskiego Stronnictwa Ludowego, który toczył się na przełomie sierpnia i września 1947 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie.
W trakcie śledztwa i procesu zachowywał godną postawę, swoje ostatnie wystąpienie podczas rozprawy zakończył słowami: „Z krwi jestem Ormianinem, z duszy i przekonań Polakiem … Wraz z mlekiem matki wyssałem nienawiść do Związku Sowieckiego”.
Wyrokiem z 10 września 1947 r. ppłk Walerian Tumanowicz „Jagodziński” został skazany na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze. Wyrok wykonano 13 listopada 1947 r. w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Ciało złożono na Cmentarzu Rakowickim.
W 1992 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie unieważnił wyrok sprzed 45 lat.
Walerian Tumanowicz był wielokrotnie odznaczany, w tym czterokrotnie Krzyżem Walecznych. W 1995 r. Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę o nadaniu jego imienia jednej z ulic. Dziś mija 70 lat od jego śmierci.

Źródła: malopolskawiiwojnie.pl, ipn.gov.pl

fot: IPN

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 23 lis 2017, 16:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/45866-20-lat-temu-zmarl ... ki-czarny/

20 lat temu zmarł por. Mieczysław Kocyłowski „Czarny”
Paweł Brojek Opublikowano 12 lutego 2017

Obrazek

Jako 15-latek został zaprzysiężony do Armii Krajowej. Później w konspiracji narodowej był zastępcą legendarnego mjr. Antoniego Żubryda „Zucha”, dowodził oddziałem samoobrony przed UPA. Zmarł nagle 12 lutego 1997 r. w niewyjaśnionych okolicznościach.
Mieczysław Kocyłowski urodził się 3 kwietnia w 1927 w Dąbrówce Ruskiej pod Sanokiem. Po wybuchu wojny zaangażował się w działalność konspiracyjną i jako 15-latek został zaprzysiężony jako członek ZWZ-AK. Pracował w niemieckich warsztatach samochodowych w Sanoku, skąd po pewnym czasie został wysłany do pracy pod Mińskiem.
Po ucieczce powrócił do Sanoka. Poszukiwany przez gestapo, udał się w okolice Brzozowa, gdzie wstąpił do oddziału Narodowej Organizacji Wojskowej pod dowództwem Mieczysława Bielca ps. „Błysk”. Po wkroczeniu sowietów oddział wszedł w struktury Narodowych Sił Zbrojnych.

Po aresztowaniach wśród dowództwa w lipcu 1945 r. oddział został rozwiązany. Po atakach UPA na okoliczne miejscowości Kocyłowski odtworzył, stając na jego czele. Po pewnym czasie grupę włączono w skład Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ „Zuch” majora Antoniego Żubryda. Kocyłowski został jego zastępcą.
23 kwietnia 1946 r. został aresztowany. Po przesłuchaniu w PUBP w Sanoku przewieziono go do Rzeszowa. Po 9 miesiącach ciężkiego śledztwa wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie został skazany na 8 lat więzienia. Karę odbywał w zakładzie karnym we Wronkach. Ze względu na zły stan zdrowia w marcu 1950 r. wyszedł na wolność.
Był szykanowany przez bezpiekę, miał trudności ze znalezieniem pracy. Działał w „Solidarności”, a po 1989 r. w Zarządzie Okręgu Górnośląskiego Związku Żołnierzy NSZ w Katowicach.
Por. Mieczysław Kocyłowski zmarł nagle 12 lutego 1997 r. w Bestwinie na Śląsku w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziś mija 20 rocznica jego śmierci.

Źródło: nsz.com.pl

Fot.: ze zbiorów Muzeum Historycznego w Sanoku

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 30 lis 2017, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/46217-70-rocznica-smier ... icera-nzw/

70. rocznica śmierci Adama Kotowskiego ps. „Kłos” – oficera NZW
Paweł Brojek Opublikowano 18 lutego 2017

Obrazek

W jego obronie wystąpiło 52 mieszkańców miejscowości, w której się urodził. Bezskutecznie. Komunistyczny sąd nie okazał łaski.
Adam Kotowski urodził się 22 sierpnia 1914 r. w Zawadach w powiecie łomżyńskim. Uczęszczał do gimnazjum w Łomży, a następnie odbył kurs w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty. W latach 1936-1937 służył w 77 pp. w Lidzie. Po ukończeniu służby wojskowej pracował jako kolejarz w Warszawie.
W okresie okupacji niemieckiej wyjechał do Zambrowa i do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej pracował w związku kooperatyw. W 1943 r. wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej, przyjął pseudonim „Kłos”. Po scaleniu NOW z Armią Krajową, w lipcu 1944 r. został awansowany do stopnia podporucznika przez Komendanta Okręgu AK.

Po rozwiązaniu AK w styczniu 1945 r. przeszedł do Narodowego Zjednoczenia Narodowego, gdzie pełnił funkcję dowódcy kompanii w powiecie Wysokie Mazowieckie na Podlasiu, a następnie komendanta NZW powiatu Ostrów Mazowiecka.
Dowodząc oddziałem Pogotowia Akcji Specjalnej, wielokrotnie brał udział w akcjach zbrojnych przeciwko posterunkom MO. W szeregach NZW został awansowany na porucznika. W marcu 1946 r. otrzymał funkcję osobistego łącznika i adiutanta Komendanta Głównego NZW, Bronisława Banasika ps. „Stefan”.
3 kwietnia 1946 r. został aresztowany w Warszawie przez UB. 10 grudnia warszawski Wojskowy Sąd Rejonowy skazał go na karę śmierci. W jego obronie wystąpiło 52 mieszkańców jego rodzimej wsi Zawady. Mimo to 18 lutego 1947 r. został stracony w więzieniu mokotowskim.

Źródło: nsz.com.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 01 gru 2017, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/46265-zabity-na-trzy-dn ... -amnestia/

Zabity na trzy dni przed amnestią
Paweł Brojek Opublikowano 19 lutego 2017

Obrazek

Mjr Franciszek Jaskulski „Zagon” był uczestnikiem walk w 1939 r., oficerem Armii Krajowej i działaczem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Podobnie jak legendarny „Warszyc” został zamordowany przez komunistów kilka dni przed amnestią.
Urodził się 16 września 1914 r. w Rauxel-Castrop w Niemczech, w rodzinie polskich emigrantów. Rodzina wróciła do Polski w 1926 r. i zamieszkała w Zdunach w powiecie krotoszyńskim. Uczęszczał do Seminarium Nauczycielskiego w Krotoszynie. Po jego ukończeniu podjął pracę w Urzędzie Gminnym w Zdunach, a następnie w Wójtostwie w Kobylinie.
Służbę wojskową w 17. Pułku Ułanów w Lesznie ukończył w 1937 r. w stopniu plutonowego podchorążego. Podczas kampanii wrześniowej zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego i otrzymał przydział do 68 pp. Przeszedł szlak bojowy pod Kutnem i brał udział w obronie Warszawy.

Po kapitulacji stolicy dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł i wrócił do Zdun. Tutaj zajął się organizowaniem konspiracyjnego harcerstwa „Szare Szeregi” oraz wydawał podziemne pismo „Zagończyk”, od którego nazwy wziął się jego partyzancki pseudonim. W 1941 r. podporządkował się Związkowi Walki Zbrojnej, był komendantem Podobwodu w Krotoszynie.
W styczniu 1943, po dekonspiracji części struktur niepodległościowych na jego rodzinnym terenie, zbiegł na Lubelszczyznę. Tam nawiązał kontakt z siatką AK i włączył się do działalności sabotażowo-dywersyjnej. Od września 1943 r. dowodził oddziałem dyspozycyjnym AK w Obwodzie Garwolin, a następnie oddziałem lotnym w Inspektoracie Rejonowym Puławy działającym pod kryptonimem „Pilot”, który wszedł w skład 15. Pułku Piechoty AK.
Brał udział w akcji „Burza” w walkach z Niemcami wycofującymi się z Kurowa i Końskowoli. Pod koniec lipca 1944 r. jego oddział został rozbrojony przez NKWD w Borysowie. W sierpniu 1944 r. ponownie zmobilizował swój oddział i pomaszerował na pomoc powstańcom warszawskim.
W listopadzie 1944 r. pod Lublinem został aresztowany przez UB. Wojskowy Sąd Rejonowy w Kielcach skazał go na karę śmierci za udział w nielegalnej organizacji. W drodze amnestii wyrok zamieniono mu na 10 lat pozbawienia wolności. Karę odbywał w więzieniu w Lublinie i we Wronkach, skąd uciekł we wrześniu 1945 r.
Powrócił na Lubelszczyznę, gdzie włączył się w tworzenie organizacji Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Od maja do lipca 1946 r. był komendantem Inspektoratu WiN obejmującego Obwody: Radom, Kozienice, Starachowice, Kielce i Końskie. Zgrupowanie liczące ok. 1000 partyzantów działało na terenie powiatów radomskiego, kozienickiego, iłżeckiego i koneckiego, likwidując konfidentów UB i NKWD oraz tocząc walki z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW.
26 lipca 1946 r. Jaskulski został aresztowany przez UB na skutek zdrady zaufanego współpracownika. W procesie, który odbył się w styczniu 1947 r. przed WSR w Kielcach, skazano go na karę śmierci. Wyrok został wykonany w więzieniu 19 lutego 1947 r. w Kielcach, 3 dni przed wejściem w życie amnestii, która pozwalała na zmianę kar śmierci na karę dożywotniego więzienia lub 15 lat więzienia. Miejsce jego pochówku jest nieznane.
Za działalność konspiracyjną Franciszek Jaskulski „Zagon” został awansowany do stopnia majora oraz odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Kielcach unieważnił wyrok skazujący ze stycznia 1947 r., stwierdzając w uzasadnieniu, że mjr „Zagon” działał na rzecz niepodległego państwa polskiego. W 2009 r. został mu nadany pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: podziemiezbrojne.blox.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 04 gru 2017, 10:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=90124

„Inka” z pamiętnika babci
Opublikowano 21 lutego 2017, autor: emka

Obrazek

Piotr Szubarczyk

Byłem do niedawna przekonany, że wszystko w sprawie „Inki” już znam, zwłaszcza po długich rozmowach z jej siostrą, śp. Wiesławą Siedzik-Korzeniową, ze śp. ks. Marianem Prusakiem i z zastępcą naczelnika gdańskiego więzienia w roku 1946 Alojzym Nowickim.
Helena Tymińska: „Dobra, mądra, szlachetna, wartościowa i taka straszna śmierć w 17 lat!”

Byłem do niedawna przekonany, że wszystko w sprawie „Inki” już znam, zwłaszcza po długich rozmowach z jej siostrą, śp. Wiesławą Siedzik-Korzeniową, ze śp. ks. Marianem Prusakiem i z zastępcą naczelnika gdańskiego więzienia w roku 1946 Alojzym Nowickim. Wydawało mi się, że po pogrzebie pozostaje już tylko bronić pamięci „Inki” przed niemądrymi wypowiedziami wychodzącymi zwłaszcza ze środowiska prosowieckich Białorusinów w Polsce, niechętnych nie tylko „Ince”, ale Żołnierzom Wyklętym w ogóle.
I oto sensacja! Dowiaduję się, że w Ełku u rodziny Tymińskich przechowywany jest pamiętnik Heleny Tymińskiej (1885-1968), babci „Inki” po kądzieli. Pięć zeszytów 60-kartkowych, szósty gdzieś przepadł. Po śmierci Heleny te zeszyty trafiły do jej młodszego syna Brunona Tymińskiego. To był rok 1968, więc pan Brunon natychmiast zorientował się, że to jeszcze zakazana lektura i musi poczekać na lepsze czasy. Dożył lepszego czasu i przypomniał sobie, co leży na dnie szuflady. „Odkrycie” „Inki” przez całą Polskę, jej narastająca sława, sprawiały mu radość, sam w tych uroczystościach uczestniczył, choć podupadał na zdrowiu. Doszedł do przekonania, że Polacy mogą zrozumieć w pełni sens słów więziennego grypsu jego bohaterskiej siostrzenicy dopiero po zapoznaniu się z pamiętnikiem jego matki, babci „Inki” Heleny Tymińskiej. Depozytariuszem pamiętnika uczynił swego syna Dariusza Tymińskiego.


Już teraz

Przekonałem pana Dariusza, że już teraz warto udostępnić chociaż fragmenty pamiętnika „Biuletynowi IPN” i „Naszemu Dziennikowi”, którego zasługi dla pamięci o „Ince” są nieocenione. Uśmiechnął się, widząc mój zapał, i zgodził się.
Już nawet te fragmenty nadają sprawie „Inki” nowy wymiar. Historia „Inki” nie zaczyna się w dniu jej narodzin. „Inka” wyrasta z babci Heleny, ze swej dzielnej mamy Eugenii i z całej historii obu rodzin – Siedzików i Tymińskich. W roku 1946 nie była „zagubioną nastolatką” (taką opinię znajdujemy w książce „Szukając ’Inki’”), lecz w pełni świadomą swych obowiązków wobec Polski, hardą kresowianką. Była wiernym odbiciem babci!
Helena wychowała się w Rosji, ponieważ była córką… generała armii carskiej! Nazywał się Karol Rzepecki. Gdyby ktoś się zdziwił, przypomnijmy, że pułkownikiem armii carskiej, wykładowcą w Szkole Wojennej w Petersburgu, był Romuald Traugutt. Rzepeccy godzili służbę w armii rosyjskiej (brat Karola był pułkownikiem) z zaangażowaniem się w Powstanie Styczniowe. Rodzina mocno ucierpiała po powstaniu: kontrybucje, wywłaszczenia z majątków rodzinnych.
Helena wychowała się na bezkresach Rosji; tam, gdzie był pułk ojca. Najstarsze wspomnienie z dzieciństwa, o którym pisze, to rok 1889. Wieczorem, przed snem, mama sprawdza, czy do pościeli nie zakradły się żmije. Śpią przecież w wojskowej jurcie. Później rodzice zadbają o wykształcenie zdolnej córki. Trafi do instytutu dla panien z dobrych domów w Tyflisie (Tbilisi). Stamtąd po raz pierwszy przyjedzie do Warszawy w roku 1902.


Piękna Helena

Urocze są te najstarsze wspomnienia, gdzieś z przełomu wieków, nasycone ówczesnymi realiami. Poznajemy perypetie „duszne” urodziwej Helenki:
„Ja i siostra byłyśmy ładne, więc nie brakowało i kochania się… Duży wpływ w kształtowaniu się mojej świadomości miała miłość do mnie Kazimierza Wiłkomirskiego. Malarza, dla którego na świecie były tylko dwie rzeczy: ja i sztuka… Kochał jednakowo głęboko. Lecz czy ja, 14-letni podlotek, mogłam to zrozumieć?!”.
Ostatecznie pani Helena odrzuci późniejszego ojca Wandy Wiłkomirskiej i wyda się za Jana Tymińskiego. Był roztropny i potrafił zadbać o rodzinę. Architekt i budowniczy mostów bywał tu i tam na budowach, dla żony nie była to nowina. Osiedli w majątku Harasimowicze w gminie Dąbrowa Białostocka. Warto zauważyć, że w Harasimowiczach urodził się gen. Edward Godlewski „Garda”, dowódca 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, później komendant Obszaru Białystok ZWZ-AK. Mama „Inki” pewnie go znała, byli w zbliżonym wieku. To pewnie za jego sprawą tak szybko trafiła do konspiracji.


Wojenna niedola

Po agresji sowieckiej rodzina Danuty Siedzikówny została wyrzucona z leśniczówki Olchówka, a jej ojca Wacława Sowieci wywieźli na Sybir. Eugenia Siedzikowa z córkami szukały schronienia w Narewce i cierpiały biedę. Babcia „Inki” wspominała:
„Otrzymuję wiadomość, że córka aresztowana i siedzi w więzieniu w Białymstoku. Przyczyną, jak ludzie mówili, było to, że pracowała w ruchu oporu. Żeby utrzymać rodzinę, założyła mały handel produktami. Jakoś klepali biedę. Musiała jeździć po towary do Białegostoku i mówili, że przewoziła oręż. Co i jak było na pewno, mnie nie wiadomo, dość, że była w więzieniu. U Niemców można było człowieka wykupić. Pieniędzy nie miałam, biżuteria moja była u córki. Lecz znajomy powiedział mi, że Niemcy, aresztując, zabrali biżuterię. To była nieprawda, ale myślałam, że wykupić jej nie ma czym. Robiłam, co trzeba, lecz byłam tak zmęczona troskami o kromkę chleba i nieokraszony krupniczek, że już nie miałam sił żyć […]. 16 września 1943 otrzymuję list, że córka rozstrzelana. Muszę jechać do Narewki zawiadomić teściową i dzieci. Radość z mojego przyjazdu trochę zmiękczyła boleść straty. Zresztą, oni już 10 miesięcy czekali tego wyroku.
Jakoś żyli. Starszą wnuczkę Wiesię odwojowali od wywozu do Niemiec, pracowała jako kucharka. Miała 15 lat. Danusia – 13 lat, jeździła po towar do Białegostoku. Teściowa przy domu miała duży ogród, więc miała kartofle i jarzyny. Trzeba ratować starszą wnuczkę Wiesię. Czas leci, jeszcze parę lat i na nauki będzie za późno. A była zdolna. Jadę z nią do Harasimowicz, lecz nasz dom jest tak zapchany, że nie ma gdzie spać. Sąsiadka bierze ją do siebie na noclegi, dzień spędza u mnie. Zaczęłyśmy naukę. Trudno skupić się, bo dużo nas w jednym pomieszczeniu, lecz jakoś to idzie”.
W czas wojennej biedy, po śmierci córki, Helena martwi się o wykształcenie wnuczek!


Najszczęśliwszy dzień w życiu

Troska o wykształcenie Danusi skłoniła babcię, by ją zapisać do gimnazjum Ojców Salezjanów w Nierośnie koło Różanegostoku.
„Danuta poszła w partyzantkę. Gdy Bruno był w Białymstoku, przyjechała do niego chora i on ją odwiózł do mnie, do Nierośna. Była żądna nauki. Zaczęła się przygotowywać do gimnazjum. Ciężka to była nauka. Za nauczycielkę byłam ja, lecz miałam i gospodarkę, i uczniów, i gimnazjum. Oprócz tego w matematyce byłam durak… A ona nic nie mogła przyjąć na słowo. Do tego nafty nie ma, łuczywa palimy. Ciężko. Jednak wytrwamy! Po Nowym Roku Danuta idzie do gimnazjum. Wychodząc z domu, mówi: ’Babciu, to najszczęśliwszy dzień mojego życia!’”.
Jeśli się komuś wydaje, że „Inka” szukała w partyzantce przygody, to jest w błędzie. Jej marzeniem było uczyć się. Służba w oddziale wynikała z poczucia obowiązku. Córka sybiraka i konspiratorki zamordowanej przez Gestapo rozumiała, że „tak trzeba”.


W ukryciu

„Niedługo to szczęście trwało, bo tylko jeden tydzień” – pisze Helena. „Wiesia nie przyjechała ze Świąt. Byłam niespokojna. Nareszcie po tygodniu przyjeżdża. Jest zdenerwowana, roztrzęsiona. W Białymstoku spotkał ją szpicel UB z Narewki, kazał iść za sobą. Zaprowadził do więzienia. Tam ją trzymali cały tydzień, by powiedziała, gdzie Danuta. Nie powiedziała. Postraszyli, odpuścili.
Danusia zdecydowała od razu, że musi odejść. Nie chciałam, żeby odchodziła, ale lękałam się o nią. Nie mogłam wziąć na siebie odpowiedzialności, że wszystko będzie dobrze. A ona już miała swoje dossier. Po śmierci Matki była łączniczką z leśnymi partyzantami. Nie uciekła w lasy i aresztowali ją. Po kilku dniach partię aresztowanych prowadzili z Narewki do Hajnówki. Uprzedzili ją, że będą odbijać, i rzeczywiście partyzanci napadli na konwój. Wszyscy od razu do rowów. Ona zdecydowała w ułamku sekundy. Pobiegła do lasu. Strzelali do niej, sukienka była przebita kulami w kilku miejscach, lecz nie ranili. Las! Puszcza Białowieska!
Nie tak łatwo spotkać tam ludzi. Błądziła cały dzień i dopiero na wieczór spotkała oddział partyzancki. W jakim była stanie, trudno sobie wyobrazić. Dowódca kazał jej spać. Zasnęła i uspokoiła się. Została w oddziale, a na jesieni przyszła do Brunona, do Białegostoku. On ją odwiózł do mnie. Gdy namawiałam zostać, powiedziała: ’Czy my choć noc prześpimy spokojnie? Gdy kto przejeżdża, ja i ty nie śpimy. Lepiej skryć się’. Pojechała do Białegostoku, gdzie była znajoma rodzina, syn której był też w partyzantce. Z czego i gdzie żyć? Leśnictwo jest znane i bliskie. Idzie więc do Urzędu Lasów i tam dowiaduje się, że dyrektorem jest jej chrzestny ojciec i najbliższy przyjaciel ojca, Stefan Obuchowicz. Zwróciła się do niego. Wysłał ją do leśniczówki Miłomłyn koło Ostródy.
Ja robiłam starania, żeby ona mogła się uczyć. Pawlik K., mój przyjaciel, urządził ją w Domu Dziecka w Sopotach i w liceum tamże. Bruno z rzeczami jedzie do tej leśniczówki. W drodze dowiaduje się, że przysłali po nią z lasu i jej już tam nie ma”.


Na urlopie z oddziału

„Nic o niej nie wiemy. Po paru miesiącach przyjeżdża do mnie na parę dni. Jest w partii w Lasach Tucholskich, dowódca bardzo dobry. Pytam: – Czy ty też zabijasz? – Nie, babciu. Nie mam przy sobie nawet oręża. Idę za oddziałem. Jeśli jest ranny, opatruję go. Jeśli gdzie zatrzymujemy się, gotuję, jak umiem, i opatruję chorych. Zostać u ciebie nie mogę. Poszła i już nie wróciła. Na jesieni była aresztowana i powieszona jak morderczyni. A ona nikogo nie zabiła! Ja temu wierzyłam, ona nigdy nie kłamała! Myślałam, że zwariuję! Dobra, mądra, szlachetna, wartościowa i taka straszna śmierć w 17 lat!”.
To było pisane w roku 1966. Helena nie znała okoliczności śmierci Danusi tak dokładnie, jak my je dziś znamy.
Te fragmenty przeczytałem niedawno grupie młodzieży. Podeszła do mnie dziewczynka lat może 16: „Wie pan, co mnie najbardziej rozwala? Wyjście z domu do szkoły to jest najszczęśliwszy dzień w jej życiu! A ja tak nie lubię mojej szkoły”.
Pomyślałem sobie: dzięki Ci, Boże, za „Inkę”, bo dzięki niej może dziś młodzi Polacy zrozumieją, że wyjście do szkoły o poranku jest prawdziwym darem, który trzeba szanować.


Rodzina

Pamiętnik babci Heleny – choć poznałem go fragmentarycznie – uświadomił mi, że tacy ludzie jak „Inka” nie biorą się znikąd. Żeby zachować się tak jak ona, trzeba było wiedzieć, skąd się wyrasta. Trzeba było tej babcinej hardości. W moim dotychczasowym pisaniu o Danucie dostrzegam błąd wynikający z sugestii śp. Wiesławy, siostry Danuty. Uważałem, że więzienny gryps przeznaczony był dla babci Anieli Siedzikowej, matki ojca, z którą dziewczynki były zżyte i z nią mieszkały, która była ciepła, rodzinna. W świetle pamiętnika Heleny widać jednak, że to raczej ona była adresatką grypsu. Tylko dlaczego Helena nic o grypsie nie pisze? Ponieważ siostry Mikołajewskie z Gdańska nie miały szans, by ją powiadomić. Po aresztowaniu Danuty były pod obserwacją, potem trafiły do więzienia. Pewnie w latach 60. nie miały pojęcia, że babcia z grypsu „Inki” żyje w Grajewie!


„Kocha szkołę i młodzież”

Helena Tymińska – panna z dobrego domu, dobrze wydana za mąż – miała po wojnie ciężkie życie. Ukochany, pierworodny syn Aleks popełnił samobójstwo po tym, jak tramwaj w Warszawie obciął mu nogę. Córka Helusia umarła w roku 1963 na hemofilię. Eugenię, mamę „Inki”, zamordowało Gestapo. Ukochaną wnuczkę Danusię skazano na śmierć jak zbrodniarkę.
Pani z dobrego domu, majątek w Harasimowiczach. Po wojnie musiała pracować 10 lat, by dorobić się marnej emerytury, która na nic nie starczała. Stara kobieta wchodzi do swej szkoły, Liceum Ogólnokształcącego w Grajewie. Jest zmęczona, ale prostuje się, bo tak trzeba. W zachowanym „arkuszu spostrzeżeń” z roku 1953 dyrektor napisał, że „nie umie utrzymać dyscypliny na lekcjach”, za mało konwersacji po rosyjsku. Zamiast tego zapoznaje uczniów z literaturą. Potem, jakby się zawstydził, dodaje: „Kocha szkołę i młodzież”.
Helena wraca do domu, mija sklep papierniczy. Zawraca. Poproszę pięć… może sześć zeszytów 60-kartkowych. Wraca zmęczona do domu i zaczyna pisać. I znów żyje kaukaską jurtą, instytutem dla panien, Kaziem Wiłkomirskim i kochanym Janem. I jest jej lżej:
„Przybliżając się do kresu życia, kiedy człowiek już nie dąży do niczego, wspomina się życie przeżyte i dlatego biorę się do wspomnień”.
Nie można zrozumieć „Inki” bez babci Heleny! Czekamy na cały pamiętnik!

Piotr Szubarczyk, IPN GDAŃSK

za: http://m.naszdziennik.pl/artykul/176527


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 05 gru 2017, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/46488-cichociemny-ktory ... c-samolot/

Cichociemny, który chciał porwać samolot
Paweł Brojek Opublikowano 23 lutego 2017

Obrazek

23 lutego 1978 r. w Londynie zmarł kpt. Mieczysław Kwarciński, oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej, cichociemny. Za próbę uprowadzenia sowieckiego samolotu trafił do więzienia NKWD.
Przyszedł na świat 25 listopada 1912 r. w Nowym Sączu. W 1932 r. zdał maturę w Męskim Państwowym Seminarium Nauczycielskim im. J. Długosza w Starym Sączu. Dwa lata później ukończył dywizyjny kurs w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 4 Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Do wybuchu II wojny światowej pracował w PKP jako dyżurny ruchu.
W maju 1940 r. przekroczył granicę polsko-słowacką i przez Węgry oraz Jugosławię dotarł do Francji, gdzie został skierowany do polskich oddziałów w Camp de Carpiagne. W czerwcu 1940 r. przedostał się do Wielkiej Brytanii. Przydzielono go do 3 Brygady Kadrowej Strzelców jako dowódcę plutonu kompanii ckm-ów, a następnie do 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Zgłosił się do służby konspiracyjnej w kraju jako ochotnik. Przeszedł szkolenie i w kwietniu 1942 r. został zaprzysiężony w Armii Krajowej. Zrzutu dokonano w nocy z 25 na 26 stycznia 1943 r. w rejonie Łowicza w ramach operacji „Screwdriver”.
Został przydzielony do Kedywu Inspektoratu Radzyń Podlaski w Okręgu Lublin AK na stanowisko oficera dywersji Inspektoratu. Od października 1943 r. działał w Inspektoracie Zamość AK, pełniąc różne funkcje, m.in. dowódcy radiostacji, oficera łączności oddziału partyzanckiego, a od maja 1944 r. – 9 Pułku Piechoty 3 Dywizji Piechoty Legionów AK.
Po rozbrojeniu oddziału przez sowietów w lipcu 1944 r. wyruszył do Warszawy. Został aresztowany w Falenicy przez NKWD i wywieziony do Majdanka, skąd zbiegł. Przebywał w Szczebrzeszynie, gdzie nawiązał kontakt z ludźmi z dawnego oddziału. Stale utrzymywał łączność radiową z Londynem.
Po próbie uprowadzenia samolotu w celu ucieczki na Zachód, w listopadzie 1944 r. został ponownie aresztowany i przewieziony na Zamek Lubelski. Kilka miesięcy później Wojskowy Sąd Garnizonowy skazał go na karę śmierci. W nocy z 18 na 19 lutego 1945 r., w wyniku akcji zbrojnej podziemia na zamek w Lublinie, został uwolniony i przedostał się na Zachód.
Służył w 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej w brytyjskiej strefie okupacyjnej na terenie Niemiec. Ostatecznie osiedlił się w Londynie, pracował jako inżynier. W kraju wydano za nim list gończy, następnie na podstawie amnestii w 1947 r. zamieniono mu wyrok śmierci na więzienie.
Kpt. Mieczysław Kwarciński zmarł 23 lutego 1978 r. w Londynie. Urnę z prochami sprowadzono do Polski i złożono na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu.

Źródło: gazetakrakowska.pl, fot. NAC

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 11 gru 2017, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/46957-ostatni-zolnierz- ... -w-1957-r/

Ostatni Żołnierz Wyklęty na Białostocczyźnie zginął w 1957 r.
Paweł Brojek Opublikowano 4 marca 2017

Obrazek

Dziś mija 60. rocznica śmierci Stanisława Marchewki ps. „Ryba”, żołnierza AK, AKO i WiN, ostatniego partyzanta Białostocczyzny. Dzień jego śmierci jest symboliczną datą końca podziemia antykomunistycznego na tamtych terenach.

Stanisław Marchewka urodził się 15 listopada 1908 r. w Jeziorku koło Łomży. Ukończył trzy klasy tamtejszej szkoły powszechnej. W latach 1929-1931 odbył służbę wojskową w 18. pułku artylerii lekkiej w Ostrowi Mazowieckiej i tam ukończył szkołę podoficerską.

Podczas kampanii wrześniowej wziął udział w walkach, dowodząc plutonem artylerii w jednostce wchodzącej w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. Dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł podczas transportu do obozu jenieckiego. Wrócił do domu i podjął działalność w podziemiu.

W 1940 r., razem ze swoim sąsiadami z Jeziorka, rodziną Rydzewskich, rozpoczął organizowanie konspiracji na terenie gminy Drozdowo. Przyjął pseudonim „Ryba” i został mianowany dowódcą miejscowego plutonu. Był żołnierzem Obwodu ZWZ-AK Łomża, początkowo placówki nr 8 (Piątnica-Jeziorko), następnie od września 1943 r. – dowódcą plutonu terenowego w Jeziorku.

Latem 1944 r., w okresie poprzedzającym oraz podczas trwania akcji „Burza”, był dowódcą plutonu w 33 pp. AK. W okresie tym dowodził akcjami, w trakcie których zdobywał zaopatrzenie dla oddziałów konspiracyjnych, likwidował patrole niemieckie, brał udział w walkach z wycofującymi się oddziałami Wehrmachtu.

Po rozbrojeniu oddziału przez jednostki Armii Czerwonej został skierowany wraz z innymi członkami podziemia do Ludowego Wojska Polskiego. Nie uznając władzy komunistów, zdezerterował wiosną 1945 r. i włączył się w struktury Armii Krajowej Obywatelskiej stworzonej w lutym 1945 r. rozkazem podpułkownika Władysława Liniarskiego „Mścisława”, komendanta Białostockiego Okręgu AK.

Awansowany do stopnia podporucznika, pełnił odtąd funkcję przewodnika walki czynnej Rejonu, adiutanta mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy” oraz dowódcy jego osobistej ochrony. Od maja do lipca kierował 40-osobowym oddziałem partyzantów działającym na terenie gmin Drozdowo i Bożejewo.

Brał udział w wielu akcjach skierowanych przeciwko przedstawicielom systemu komunistycznego, z których najgłośniejszą był udział w opanowaniu Grajewa w nocy z 8 na 9 maja 1945 r., gdzie dowodził atakiem na gmach PUBP. Swą działalność kontynuował też w szeregach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Za swą patriotyczną postawę był odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych.

W styczniu1946 r. opuścił szeregi konspiracji i osiedlił się w Łodzi, gdzie zajął się kupiectwem. Po ogłoszeniu amnestii ujawnił się w Łomży w kwietniu 1947 r. Przez następne lata starał się powrócić do normalnego życia.

Pod koniec 1952 r. został zmuszony do podjęcia współpracy z UB w celu odnalezienia swojego byłego dowódcy Jana Tabortowskiego. Odnalazł go, ujawniając mu plany bezpieki i pozostał w jego oddziale w konspiracji. Grupa ta operowała na pograniczu powiatów łomżyńskiego i grajewskiego. Po śmierci Tabortowskiego w sierpniu 1954 r. „Ryba” przejął nad nią dowództwo.

4 marca 1957 r., po zdradzie przez należącego do jego grupy Tadeusza Wysockiego, „Ryba” został zabity przez funkcjonariuszy bezpieki w schronie w Jeziorku. Pochowano go na cmentarzu parafialnym w Piątnicy koło Łomży.

W 2007 r. przy Szkole Podstawowej w Jeziorku odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą ppor. Stanisławowi Marchewce. W 2009 r. ostatni żołnierz podziemia antykomunistycznego z Białostocczyzny został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło i fot.: podziemiezbrojne.blox.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 23 gru 2017, 12:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/62789-oficer-ak-skazany ... rocesie-2/

Oficer AK skazany na dożywocie w stalinowskim procesie
Paweł Brojek Opublikowano 21 grudnia 2017

Obrazek

Na przełomie lat 40. i 50. XX w. komunistyczny terror w Polsce sięgnął najwyższych szczebli wojskowej hierarchii, czego wyrazem był tzw. proces generałów, fałszywie oskarżonych o spisek i szpiegostwo. Jednym z nich był Franciszek Herman, w czasie okupacji oficer Komendy Głównej ZWZ-AK, po wojnie skazany na dożywotnie więzienie.
Franciszek Herman urodził się 30 października 1904 r. w Stanisławowie na terenach dzisiejszej Ukrainy, w rodzinie urzędnika kolejowego. Uczył się w szkole realnej w Żywcu, a następnie w gimnazjach w Bochni i Drohobyczu. Działał w harcerstwie.
W listopadzie 1918 r. brał udział w rozbrajaniu Austriaków w Żywcu. W 1920 r. przerwał naukę i wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego. Po zdaniu matury w 1922 r. rozpoczął studia na Wydziale Chemicznym Politechniki Lwowskiej. Wkrótce zrezygnował, by poświęcić się zawodowej służbie wojskowej.

Od września 1923 r. uczestniczył w rocznym kursie unifikacyjnym w Szkole Podchorążych Piechoty. Później wstąpił do Oficerskiej Szkoły Piechoty w Warszawie, którą ukończył z pierwszą lokatą, po czym otrzymał przydział do 3 Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku. Od jesieni 1927 r. służył w kompanii wysokogórskiej w Zakopanem.
W latach 1930–1935 studiował w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie. Edukację kontynuował w École Supérieure de Guerre w Paryżu, po ukończeniu której otrzymał tytuł oficera dyplomowanego. Po powrocie do Polski służył w jednostkach w Poznaniu i Białymstoku.
We wrześniu 1939 r. pełnił funkcję zastępcy oficera operacyjnego sztabie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, a późnej oficera sztabu Grupy Armii gen. Stefana Dąb-Biernackiego. Od lata 1940 r. przebywał w Warszawie, gdzie zaangażował się w działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej. Pracował w Biurze Studiów Wydziału II Komendy Okręgu Warszawa-Miasto, zajmując się ewidencjowaniem raportów i meldunków wywiadowczych.
Wiosną 1941 r. został szefem Biura Studiów oraz II zastępcą szefa Oddziału Wywiadowczo-Informacyjnego Komendy Głównej ZWZ. Po dekonspiracji od lutego 1944 r. przebywał na urlopie. Od czerwca tego roku był zastępcą szefa Oddziału Wywiadowczo-Informacyjnego KG AK, stojąc na czele Wydziału Wywiadowczego.
Walczył w powstaniu warszawskim. Jako jeden z pełnomocników gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego brał udział razem w rozmowach kapitulacyjnych. Po upadku powstania trafił do oflagu II C Woldenberg.
Po powrocie do kraju od sierpnia 1945 r. służył w LWP, pełniąc szereg odpowiedzialnych funkcji w Sztabie Głównym. Od 1948 r. był szefem sztabu dowództwa wojsk lądowych, w lipcu tego roku otrzymał nominację do stopnia generała brygady. W lutym 1949 r. został szefem Studiów Akademii Sztabu Generalnego.
W marcu 1949 r. aresztowany przez Informację Wojskową, w czasie przesłuchań był wielokrotnie torturowany i zmuszany do składania fałszywych zeznań. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z 13 sierpnia 1951 r. w tzw. procesie generałów został skazany pod fałszywymi zarzutami o szpiegostwo na karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Franciszek Herman zmarł 21 grudnia 1952 r. w więzieniu mokotowskim. Pośmiertnie został zrehabilitowany w kwietniu 1956 r. Grób symboliczny znajduje się w Kwaterze na Łączce.
Gen. Franciszek Herman był odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Niepodległości oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Źródło: 1944.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 22 mar 2018, 15:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Oczy matki

Rodzina Wojszów

Obrazek
Marianna i Franciszek Wojszowie Zdjęcie: arch. / -


Wincenty i Maria Wojsz z domu Kołakowska wraz z pięciorgiem dzieci: Franciszkiem (ur. 7 czerwca 1916 r.), Szczepanem (ur. 18 grudnia 1921 r.), Stanisławem (ur. 17 maja 1924 r.), Marianną (ur. 22 lutego 1930 r.) oraz Janiną (ur. 17 października 1932 r.) przed wybuchem II wojny światowej prowadzili gospodarstwo rolne we wsi Jarnuty w powiecie ostrołęckim. Wincenty zginął tragicznie podczas prac rolnych w 1935 r., więc na Marię i dzieci spadł obowiązek utrzymania dobytku.

Gdy wybuchła II wojna światowa i zaczęła rodzić się konspiracja niepodległościowa, dwaj najstarsi bracia wstąpili w szeregi ZWZ–AK. […]

Szczęśliwie zbliżał się kres wojny. Nikt z rodziny nie ucierpiał, teraz mogło być już tylko lepiej. Maria nie wiedziała, że prawdziwy dramat dopiero nastąpi. Bardzo szybko okazało się, że „wyzwoliciel” był kolejnym okupantem niosącym na swych bagnetach niewolę wprowadzaną przez kolaborantów, którzy pod płaszczykiem demokratycznej władzy ludowej mieli rzucić na kolana tych, którzy nie upadli przed niemieckim najeźdźcą.

Synowie po zakończeniu działań wojennych nie zakończyli swojej powinności wobec Ojczyzny. Wstępowali w kolejne struktury konspiracji antykomunistycznej, począwszy od struktur poakowskich, kończąc w szeregach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Najpierw, w grudniu 1947 r., aresztowany został przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce najstarszy syn, Franciszek Wojsz ps. „Wiarus”. Postawiono mu zarzut kolportażu prasy podziemnej.

Po brutalnym śledztwie sąd, nie mając dowodów na działalność po amnestii z 1947 r., skazał go w kwietniu 1948 r. na pięć lat więzienia. Dzięki staraniom rodziny i dużym nakładom finansowym Franciszek został wypuszczony przed terminem. Nie mógł jednak już pomóc matce. Aby nie narażać jej i rodzeństwa, wyjechał wraz z żoną i córką do Gdańska i tam pozostał aż do śmierci, podlegając obowiązkowi cotygodniowego meldowania się. Nękany był też rewizjami w domu.

Drugi z synów, Szczepan Wojsz ps. „Wilk”, „Góra”, ujawnił się 22 kwietnia 1947 r. w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce. Jednak był ciągle wzywany na przesłuchania. Zawsze gdy wracał, jego ciało było szczelnie okryte ubraniem, bez względu na panujące temperatury. Po jednym z takich wezwań ciężko pobity stwierdził, że już więcej tam nie pójdzie, i postanowił wrócić do działalności konspiracyjnej, przyłączając się do oddziału leśnego pod dowództwem Franciszka Jarzyny ps. „Jabłoń”. W listopadzie 1948 r. został postrzelony przez funkcjonariuszy MO.

Ciężko rannego siostra Marianna przewiozła z pomocą przyjaciół do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tam niestety został namierzony przez UB i poddany obserwacji. Okoliczności zgonu Szczepana nie są znane. Mimo informacji o poprawie stanu zdrowia, które uzyskiwała rodzina, zmarł nagle 13 listopada 1948 r. Po jego śmierci nastąpiły aresztowania wśród personelu medycznego (m.in. dr. Józefa Juszki) oraz wśród odwiedzających, których oskarżono o współpracę z „bandytami”. Doktor Józef Juszko został skazany na 10 lat więzienia za wypełnienie przysięgi lekarskiej i pomoc rannemu przywiezionemu do szpitala.

Ciało Szczepana udało się jakimś cudem po kilku próbach przywieźć do domu i zorganizować skromny pogrzeb. Obrzęd odbył się pod kontrolą Urzędu Bezpieczeństwa, który nie zezwolił na pochówek w poświęconej ziemi, a jedynie pod murem, gdzie chowano złoczyńców. Dopiero wieczorem przyszedł ksiądz i grób poświęcił.

Stanisław Wojsz ps. „Sokół” był trzymany przez brata Szczepana z dala od aktywnej działalności konspiracyjnej. Szczepan starał się uchronić choć jego, by mógł pomagać matce w gospodarstwie. Jednak po śmierci brata Stanisław wstąpił w szeregi Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i działał w patrolu pod dowództwem Stefana Kochańskiego ps. „Mewa”. Został aresztowany podczas zasadzki zorganizowanej przez UB 19 października 1949 r.

Po brutalnym śledztwie 25 marca 1950 r. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu w Ostrołęce 12 czerwca 1950 r. W dokumentacji więziennej mimo sporządzonego protokołu z wykonania wyroku śmierci Stanisław Wojsz figuruje jako zwolniony z więzienia w Ostrołęce. Ilu ostatecznie ówczesny aparat władzy w ten sposób „zwalniał” z więzienia? Tego zapewne nie dowiemy się już nigdy. Miejsca pochówku Stanisława do dziś nie udało się ustalić.

Tragedia Marianny

Trzech było synów, a została matka okryta wiecznym kirem, z różańcem w ręku i prośbą: Niech choć córki ostaną się przy mnie. Niech mam dla kogo żyć.

Marianna Wojsz, choć nie była członkiem żadnej organizacji antykomunistycznej, mając jednak wszystkich braci zaangażowanych w działalność konspiracyjną, również stanowiła niebezpieczny element. Jej największą winą było wypranie odzieży lub nakarmienie braci. Pod zarzutem współpracy z „bandytami” 24 października 1950 r. została aresztowana i przez pół roku poddawana niezwykle wymyślnym torturom. Oprócz znęcania się fizycznego przechodziła również tortury psychiczne, m.in. zamykana była na noc w karcerze w obecności powieszonych zwłok innego więźnia. Gdy przed sprawą sądową pozwolono matce przynieść jej nowe ubranie, stare, które zabrała, było porwane od razów i pokrwawione.

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie na sesji wyjazdowej w Ostrołęce Marianna została skazana na siedem lat więzienia. Opuściła kazamaty po czterech latach. Lecz dla niej wolności nie było. Choć nie jest umieszczona w rejestrze ofiar komunizmu, bo przeżyła, to jednak wskutek dramatycznych doświadczeń nigdy nie wróciła do pełnej równowagi psychicznej, a jej dalsze życie naznaczone było pobytami w szpitalach psychiatrycznych. […]

https://naszdziennik.pl/mysl/195645,oczy-matki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /