Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 28 lut 2016, 14:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2015/09/05/jo ... nowskiego/

Józef Wieczorek: Ks. Władysław Gurgacz – Popiełuszko okresu stalinowskiego
2015.09.05

Obrazek

Obrazek
Władysław Gurgacz ps. „Sem”

2.04.1914 – 14.09.1949

Urodzony w Jabłonicy Polskiej nieopodal Brzozowa, jezuita, kapelan antykomunistycznej Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej działającej w rejonie Łabowej (Beskid Sądecki). Aresztowany przez UB, w procesie pokazowym 3 sierpnia 1949 r. został skazany w trybie doraźnym na karę śmierci.

Zamordowany strzałem w tył głowy 14 września 1949 w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie.

Zrehabilitowany 20 lutego 1992 r. Za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej został odznaczony pośmiertnie (2007 r.) przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zwany „Popiełuszką okresu stalinowskiego”. Starty dla Boga i Ojczyzny.

W ostatnim słowie przed komunistycznym trybunałem mówił:

„Bądź mi sędzią, Boże, i rozsądź sprawę moją”


W intencji ks. Władysława Gurgacza i Żołnierzy PPAN na Hali Łabowskiej w Beskidzie Sądeckim, 5 września 2015 r.

https://www.youtube.com/watch?v=G7mkrUH ... r_embedded

W intencji ks. Władysława Gurgacza i Żołnierzy PPAN na Hali Łabowskiej w Beskidzie Sądeckim 5 września 2015 r. / fot. Józef Wieczorek

Obrazek
W intencji ks. Władysława Gurgacza i Żołnierzy PPAN na Hali Łabowskiej w Beskidzie Sądeckim
5 września 2015 r. / fot. Józef Wieczorek


Więcej zdjęć z uroczystości > > > TUTAJ .
https://niezlomniwparkujordana.wordpres ... -sadeckim/


Ballada o ks. Gurgaczu – Andrzej Kołakowski

https://www.youtube.com/watch?v=VGuL_rX ... r_embedded

Ks. Władysław Gurgacz – kapelan wyklętych

https://www.youtube.com/watch?v=Jc4U7Yt ... r_embedded

Autor zdjęć i filmów video:
Józef Wieczorek
mieszkaniec Krakowa, Dzielnica V

Źródło: https://niezlomniwparkujordana.wordpres ... -sadeckim/ , 5 września 2015


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 27 kwi 2016, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.net/4134

Bohaterka na miarę Pileckiego i Moczarskiego
Opublikowano @ 26 kwietnia 2016

Muzyczne motto
“A jeśli oni zechcą czegoś spróbować,
my będziemy próbować mocniej.
A jeśli oni zechcą pokonać dystans,
my zajdziemy dalej.
A jeśli oni zechcą
trzymać się tego do końca czasu,
wówczas my będziemy walczyć dłużej.
Bo co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Tchórze zawsze chcą rządzić resztą,
uciskając nas swoimi poglądami
i mówiąc, że wiedzą lepiej.
Oni się nas boją,
bo wiedzą, że jesteśmy niezależni
i nie troszczymy się o ich zasady,
nie troszczymy się o to, co myślą”
Jenny Woo - “Stronger“,
tłum. Natalia J. Nowak


Patriotka godna pomnika
Stanisława Rachwał (Stanisława Rachwałowa z domu Surówka) to postać łącząca w sobie najlepsze cechy Witolda Pileckiego i Kazimierza Moczarskiego. Bez wątpienia jest jedną z najdzielniejszych Polek wszech czasów. Jednostką, która nie tylko dorównuje wielu popularniejszym od siebie Bohaterkom, ale wręcz przewyższa je niezłomnością i skutecznością. Niestety, dotychczas nie została nawet w połowie doceniona tak, jak na to zasługuje. Wciąż pozostaje postacią mało znaną: niedostrzeżoną, zapomnianą, ukrytą w cieniu mniej zasłużonych konspiratorek lat 1939-1956. Taki stan rzeczy to wielka niesprawiedliwość. Lecz czy na pewno wyrok? Możemy przecież wziąć sprawy w swoje ręce. Możemy sami powalczyć o godne upamiętnienie Rachwałowej. Jeśli my tego nie zrobimy, to kto? Nic samo się nie zdziała: nie zbierzemy plonów, dopóki nie uświadomimy sobie, że wcześniej trzeba zasiać ziarno. A nasza Bohaterka to postać fenomenalna. Dwukrotnie zatrzymana i katowana przez gestapo. Więziona w trzech obozach koncentracyjnych (Auschwitz-Birkenau, Ravensbruck i Neustadt-Glewe). Po wojnie aresztowana przez UB, poddawana torturom i skazana na karę śmierci. Zdolna, wpływowa i ceniona działaczka Polskiego Państwa Podziemnego. Uczestniczka ruchu oporu w Generalnym Gubernatorstwie, Oświęcimiu-Brzezince i Polsce Ludowej. Członkini ZWZ-AK i WiN. Patriotka godna pomnika. Wzór do naśladowania dla kobiet i mężczyzn.

Z okolic Lwowa
Według różnych źródeł, Stanisława Surówka, czyli późniejsza Rachwałowa, przyszła na świat w roku 1903 lub 1906[1]. Dużo informacji na jej temat zgromadził IPN-owski historyk Filip Musiał, który poświęcił naszej Bohaterce co najmniej dwa popularnonaukowe artykuły: “Stanisława Rachwałowa: Bohaterka podziemia - prześladowana przez Niemców i komunistów” (opublikowany w “Dzienniku Polskim” i w serwisie Nowa Historia należącym do Grupy Interia) oraz “Pilecki w spódnicy” (zamieszczony w broszurze “Żołnierze Wyklęci”, dodatku specjalnym do “Gazety Polskiej” z 3 marca 2010 roku). Musiał podaje, że Stanisława Rachwał pochodziła z Kresów Wschodnich, a dokładniej z miejscowości Rudki niedaleko Lwowa. Wychowała się w patriotycznej rodzinie, ukończyła lwowskie Gimnazjum Sióstr Urszulanek. Miłością jej życia okazał się Zygmunt, oficer Wojska Polskiego i Policji Państwowej, z którym wzięła ślub i któremu urodziła dwie córki: Krystynę i Annę (różnica wieku między dziewczętami wynosiła trzy lata). Gdy wybuchła wojna, Zygmunt Rachwał został pojmany przez sowieckich agresorów. Na wiele lat słuch po nim zaginął. O tym, co się stało z mężem, Stanisława dowiedziała się długo po zakończeniu konfliktu zbrojnego. Otóż Zygmunt nie tylko przeżył okres uwięzienia, ale również zdołał wstąpić do armii generała Andersa. Niestety, ciężka choroba uniemożliwiła mu powrót do domu. Żołnierz zmarł na gruźlicę w 1943 roku. Miało to miejsce na terenie Palestyny.

Krakowska twardzielka
Zimą 1939 roku Stanisława Rachwałowa, teraz już mieszkająca w Mieście Królów Polskich, rozpoczęła antyniemiecką działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej. Wstąpiła w szeregi kontrwywiadu Okręgu Kraków ZWZ, a jej bezpośrednim przełożonym został Jan Hartwig “Cyprian”. W tamtym okresie Rachwał posługiwała się pseudonimami “Herbert” (lub “Herburt”), “Herburta”, “Rysiek” i “Ryś”. Była bardzo skuteczną konspiratorką, o czym świadczy fakt, że szczegóły jej działalności wciąż pozostają dla historyków tajemnicą. W kwietniu 1941 roku Stanisława została po raz pierwszy aresztowana przez gestapo. Jej zatrzymanie miało związek ze sprawą Aleksandra Bugajskiego “Halnego”, przywódcy krakowskiego oddziału Związku Odwetu ZWZ. Niemieccy śledczy bynajmniej nie patyczkowali się ze swoją aresztantką. Jak wynika z relacji Rachwałowej, cytowanej przez Filipa Musiała, hitlerowscy oprawcy sięgali po niedozwolone metody interrogacji: bicie, kopanie, rozbieranie do naga. W wyniku tortur kobieta straciła dziewięć zębów. Mimo udręki, nie wyjawiła gestapowcom żadnych istotnych informacji. Zdołała ich nawet przekonać, że nigdy nie należała do ruchu oporu. Pod koniec maja Związek Walki Zbrojnej wykupił naszą Bohaterkę z więzienia. Nieustraszona Rachwał powróciła do działalności podziemnej, co przypłaciła kolejnym aresztowaniem w październiku 1942 roku. Naziści pastwili się nad nią aż do grudnia.

W Oświęcimiu-Brzezince
Filip Musiał pisze, że Niemcy nie dali się oszukać po raz drugi. Pewni, że schwytali prawdziwą konspiratorkę, wysłali ją do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a ściślej do obozu kobiecego funkcjonującego w ramach Auschwitz II - Birkenau. Było to miejsce zarządzane przez bezwzględną Marię Mandel (Marię Mandl)[2]. Stanisława otrzymała status więźniarki politycznej, kazano jej nosić znaczek przedstawiający literę “P” w czerwonym trójkącie. Na jej przedramieniu wytatuowano numer obozowy 26281. Rachwałowa przeżyła w Oświęcimiu-Brzezince bardzo dużo. Przeszła tyfus plamisty, przepracowała trochę czasu w rozmaitych komandach. Trudne warunki i bolesne doświadczenia nie zniechęciły jej jednak do działalności konspiracyjnej. Nasza Bohaterka bez wahania dołączyła do obozowego podziemia. Od kwietnia 1943 roku miała szerokie pole do działania, gdyż zaangażowano ją do sporządzania kartotek rzeczy odebranych więźniom. Rachwał potajemnie pisała wówczas raporty, które dotyczyły poszczególnych transportów przybywających do lagru. Utrzymywała kontakt z konspiratorami w obozie męskim, przekazywała im podsłuchane lub wyczytane w gazetach informacje o charakterze politycznym i wojskowym. W styczniu 1945 roku Stanisława znalazła się wśród więźniarek ewakuowanych do KL Ravensbruck. Później była przetrzymywana w KL Neustadt-Glewe, skąd ostatecznie wyswobodzili ją alianci. Odzyskawszy wolność, przez trzy tygodnie leczyła się w angielskim szpitalu.

Genialna wywiadowczyni
Wiosna 1945 roku to początek nowej okupacji. Sowieci, którzy rzekomo wyzwolili naszą Ojczyznę, wcale nie zamierzali jej opuścić. Przeciwnicy nowego porządku, a także ludzie niewygodni dla władzy komunistycznej, stawali się ofiarami brutalnych prześladowań. Wielu Polaków dostrzegało konieczność kontynuacji działalności konspiracyjnej. Do takich osób należała Stanisława Rachwałowa. Według Filipa Musiała, nasza Bohaterka przybyła do Ojczyzny pod koniec maja, a pod koniec czerwca była już zaangażowana w prace podziemia antykomunistycznego. Najpierw związała się z Delegaturą Sił Zbrojnych na Kraj. Potem wstąpiła do powstałego na bazie DSZ Zrzeszenia “Wolność i Niezawisłość”. Rachwał przyjęła pseudonim “Zygmunt” i zajęła się gromadzeniem wszelkich informacji o nowym reżimie. Interesowały ją sprawy polityczne, gospodarcze i wojskowe, działalność bezpieki, milicji i urzędów, postępowanie konkretnych funkcjonariuszy, planowane akcje przeciwko dysydentom, nastroje panujące wśród samych aparatczyków. Zdobytą wiedzę przekazywała swoim przełożonym z Brygad Wywiadowczych WiN. Nasza Bohaterka stała na czele siatki liczącej co najmniej dwanaście osób. Pracowali dla niej ludzie zatrudnieni m.in. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Cenzurze Wojskowej, Sądzie Grodzkim i Urzędzie Wojewódzkim. Stanisława wiedziała, co się dzieje w Krakowie, w Warszawie, na Podhalu i na Śląsku. Budowała też sieć wywiadowczą na Pomorzu i w Polsce centralnej.

Między życiem a śmiercią
Jak podaje Musiał, w drugiej połowie 1946 roku funkcjonariusze UB założyli w mieszkaniu naszej Bohaterki “kocioł“ (rodzaj zasadzki). Rachwałowa, powiadomiona o czekającej na nią pułapce, schroniła się w tajnym lokalu podziemia, a później wyjechała do Warszawy. Czy wiedziała, że Krystyna Żywulska, koleżanka z Auschwitz-Birkenau, u której zdecydowała się zamieszkać, jest żoną prominentnego ubeka Leona Andrzejewskiego? Trudno powiedzieć. W każdym razie, Stanisława przed uwięzieniem zdążyła jeszcze zrobić jedną rzecz: udać się na Pomorze w celu udzielenia instrukcji członkom nowo utworzonej przez siebie siatki wywiadowczej. Sama chciała uciec na Zachód, miała już nawet przygotowaną drogę przerzutową. Gdy wróciła do Warszawy, zrządzeniem losu spotkała na ulicy Andrzejewskiego, który ją rozpoznał i postanowił aresztować. Kobieta została zatrzymana na dzień przed planowaną emigracją. Potem było więzienie, jedenastomiesięczne tortury i sfingowany proces. Początkowo skazano ją na dożywocie, ale wyrok ten nie spodobał się warszawskim elitom, toteż zamieniono go na karę śmierci. Bolesław Bierut podjął jednak decyzję o przywróceniu poprzedniego wyroku. Rachwał spędziła w stalinowskich kazamatach dziesięć lat. “Zaliczyła” Warszawę, Kraków, Fordon, Inowrocław i szpital więzienny w Grudziądzu. Odzyskała wolność na fali odwilży gomułkowskiej. Po roku 1956 nie prowadziła żadnej działalności politycznej. Ani oficjalnej, ani opozycyjnej.

Pilecki i Moczarski
Dzieje Stanisławy Rachwał są łudząco podobne do dziejów Witolda Pileckiego. Bohaterska postawa podczas drugiej wojny światowej, udział w lagrowym ruchu oporu, tworzenie raportów, aktywność wywiadowcza w Polsce Ludowej, ubeckie tortury, niezasłużony wyrok śmierci… Wszystko się zgadza. Rachwałowa i Pilecki pochodzili z patriotycznych rodzin, żyli na Kresach Wschodnich, mieli po dwoje dzieci. Witold był przez pewien czas żołnierzem generała Andersa, zupełnie jak mąż Stanisławy. Ale losy Rachwałowej wykazują również duże podobieństwo do losów Kazimierza Moczarskiego. Mężczyzna ten był oficerem Armii Krajowej zajmującym się głównie informacją i propagandą. Po wojnie został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, obciążony fałszywymi zarzutami, poddany okrutnym praktykom i skazany na karę śmierci, którą później zamieniono na dożywocie. Moczarski spędził ponad dziesięć lat w komunistycznym więzieniu, wyszedł na wolność w wyniku odwilży październikowej. To właśnie on jest autorem słynnej listy “49 rodzajów tortur stosowanych przez UB“. Warto wiedzieć, że Moczarski był męczony nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Przykładowo, osadzono go w jednej celi z esesmanem Jurgenem Stroopem, niemieckim zbrodniarzem wojennym odpowiedzialnym za likwidację getta warszawskiego. Kazimierz opisał potem to doświadczenie w swojej książce “Rozmowy z katem“. No dobrze, ale cóż to ma wspólnego z historią Rachwałowej?

Krwawa Mary
Aby znaleźć odpowiedź na postawione wyżej pytanie, trzeba zerknąć kilka akapitów wstecz i zatrzymać się przy nazwisku Marii Mandel (Marii Mandl). Co wiadomo o tej osobie? Zajrzyjmy choćby do artykułu “W obozie nazywali ją ‘bestią‘. Po wojnie trafiła do tego samego więzienia, co jej ofiary” zamieszczonego w serwisie Wirtualna Polska. Autor tekstu pisze, że Maria Mandel przyszła na świat 10 stycznia 1912 roku w austriackiej miejscowości Munzkirchen. Gdy jej kraj został wcielony do Trzeciej Rzeszy, wyjechała w głąb państwa zaborczego, do niemieckiego Monachium. Jako zwolenniczka nazizmu, wstąpiła do załogi SS i podjęła pracę w obozach koncentracyjnych. Najpierw służyła w Lichtenburgu, później w Ravensbruck, aż w końcu w Auschwitz-Birkenau, do którego przybyła jesienią 1942 roku. Mandel już w Ravensbruck dała się poznać jako wyjątkowa sadystka, uwielbiająca zadawać bliźnim ból. Często biła więźniarki: do krwi, do utraty przytomności. Według jednego ze świadków, najchętniej celowała w “dolną część brzucha”. Na domiar złego, kazała osadzonym chodzić boso po żwirze. W Auschwitz-Birkenau zachowywała się równie okrutnie. Uczestniczyła także w selekcjonowaniu ludzi do komór gazowych. Miała romans z inną nadzorczynią, Irmą Grese, która nosiła przy sobie “wysadzany perłami pejcz“. Po wojnie Mandel wylądowała w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich. Tam spotkała i rozpoznała swoją dawną ofiarę, Stanisławę Rachwał. Ona też ją zidentyfikowała.

Pod jednym dachem
Rachwałowa, niegdysiejsza więźniarka Oświęcimia-Brzezinki, została zmuszona do zamieszkania pod jednym dachem ze swoją byłą oprawczynią. A właściwie oprawczyniami, bo oprócz Marii Mandel przebywały tam również inne niemieckie zbrodniarki, np. Therese Brandl. Po latach, już na wolności, nasza Bohaterka uwieczniła swoje przeżycia w utworze wspomnieniowym “Spotkanie z Marią Mandel”. Praca powstała w roku 1965, a dwadzieścia pięć lat później doczekała się druku na łamach periodyku “Przegląd Lekarski - Oświęcim”[3]. Zweryfikowane i skomentowane fragmenty tekstu można znaleźć w artykule “Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau cz. 6. Życie w więzieniu” Stanisława Kobieli. Autor zamieścił go na swojej stronie internetowej TajemniceHistorii.pl. Ze wspomnień Rachwałowej, cytowanych i omawianych przez Kobielę, dowiadujemy się, jak wyglądało więzienne życie skazanych nazistek i ich relacje z polskimi osadzonymi. Czy sytuacja, w której kaci i ofiary zostają ze sobą zrównani, może być łatwa dla którejkolwiek ze stron? Czy wspólna walka o przetrwanie, a nieraz nawet zamiana ról między dominującymi a zdominowanymi, przekształca coś w ludzkiej świadomości? Publikacja “Proces załogi…”, zawierająca fragmenty utworu Stanisławy, udziela nam arcyciekawych odpowiedzi na te pytania. W następnych akapitach postaram się krótko zreferować rzeczony tekst. Opowiedzieć, jak to było ze spotkaniem Rachwałowej z hitlerowskimi przestępczyniami wojennymi.

Potęga resentymentu
Gdy Stanisława zobaczyła w więzieniu Marię Mandel, ogarnęło ją uczucie mściwej satysfakcji. Był to widok, o którym w Auschwitz-Birkenau mogła tylko pomarzyć. Oto Maryśka: wtedy pani życia i śmierci, obecnie odizolowana od świata kajdaniara. Jeszcze kilka lat temu dręczyła niewinnych ludzi, a dziś musi szorować na kolanach “więzienne flizy“. Obok niej haruje w pocie czoła Johanna Langefeld[4]. Rachwałowa bynajmniej nie zamierzała się litować nad swoimi germańskimi współwięźniarkami. Kiedy znalazła sposób na zaszkodzenie Mandel, bez wahania przystąpiła do akcji. To ona stała za przeniesieniem nazistki do gorszej celi (wcześniej MM siedziała w “wolnej celi roboczej“). Maria, niegdyś patrząca na Stanisławę z wyższością, teraz zaczęła się jej bać. Tym bardziej, że Rachwałowa, jako świadek hitlerowskiego ludobójstwa, mogła złożyć obciążające ją zeznania i wbić jej ostatni gwóźdź do trumny. Nie dało się ukryć, że skończyły się czasy, w których Mandel była górą, a Rachwał dołem. Sytuacja uległa odwróceniu. Jakże wielka i groźna jest potęga resentymentu! To właśnie resentyment zagrzmiał niczym grom, gdy nasza Bohaterka, poproszona przez oddziałową o wyjaśnienie czegoś Niemkom, weszła do ich celi i ryknęła: “Achtung!”. Nazistki, słysząc ten wyraz, zerwały się na równe nogi. Stanęły na baczność i bez słowa słuchały, jak Stanisława obrzuca je nieprzystojnymi epitetami (po niemiecku). Myślały, że za chwilę Polka zacznie je bić. Lecz ona nie zniżyła się do ich poziomu.

Przebaczenie i pojednanie
Rachwałowa nawet w ubeckiej tiurmie potrafiła wyegzekwować swoje prawa. Przykładowo, dała strażniczkom do zrozumienia, że nie życzy sobie wspólnej kąpieli z nazistkami. Personel więzienny spełnił jej żądanie. Hitlerowskie bandytki, zwłaszcza Maria Mandel, przechodziły obok niej “pojedynczo, zmieszane i naprawdę przestraszone”. Stanisława była w pełni świadoma swojej moralnej przewagi nad Niemkami. Przypuszczała wręcz, że gdyby zaatakowała je fizycznie, żadna z nich nie miałaby odwagi się bronić. Mandel i Rachwał, kobiety z dwóch różnych bajek, zostały skazane przez komunistyczny sąd na najwyższy wymiar kary. Obie wiedziały, że każdy dzień zbliża je do śmierci. I z każdym dniem stawały się coraz dojrzalsze. Stanisława obserwowała, jak Maria powoli zamienia się w jednostkę smutną, pokorną i zadumaną. Sama również zgubiła gdzieś dawną złość, nienawiść i żądzę zemsty. Więźniarki, osadzone w sąsiednich celach, wyraźnie słyszały się przez ścianę. Rachwałowa dała sobie wreszcie spokój ze swoimi łaziennymi wymaganiami. Któregoś wieczoru, podczas wspólnej kąpieli, Maria Mandel i Therese Brandl podeszły do naszej Bohaterki. Obie były nagie, mokre i zapłakane. Błagały o przebaczenie. Stanisława, mimo zaskoczenia, zdobyła się na ten krok, a one padły na kolana i zaczęły ją całować po rękach. Z trzech uczestniczek tej niezwykłej sceny tylko Rachwał doczekała się ułaskawienia. Nazistki zostały powieszone w styczniu 1948 roku. Polka zmarła zaś ponad trzydzieści lat później.

Świadek oskarżenia
Zgodnie z tym, co pisze Stanisław Kobiela, nasza Bohaterka już latem 1945 roku zaczęła się starać o ukaranie hitlerowskich przestępców wojennych. Chociaż była członkinią podziemia niepodległościowego, sprzeciwiającą się uzależnieniu Polski od ZSRR i zaniepokojoną totalitarnym charakterem bierutowskiego państwa, zdecydowała się wejść na drogę oficjalną. Złożyła zeznania przed Główną Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, a później przed Okręgową Komisją w Krakowie. Lokalny sędzia, który zajmował się jej sprawą, został wkrótce jej współpracownikiem w Zrzeszeniu “Wolność i Niezawisłość”. Rachwałowa zeznawała przeciwko gestapowcom, którzy podczas drugiej wojny światowej terroryzowali ludność Miasta Królów Polskich. Sporządziła też dokładne charakterystyki pracowników KL Auschwitz-Birkenau[5]. Opisy nadzorców i nadzorczyń, przygotowane przez Stanisławę, okazały się przydatne podczas procesu Rudolfa Hoessa w 1947 roku (uwaga: nie należy mylić tego osobnika z Rudolfem Hessem zmarłym w roku 1987!). Co do samego Hoessa, nasza Bohaterka miała okazję spotkać go w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich. Wspominała potem, że po aresztowaniu stał się zupełnie innym człowiekiem. Nie przypominał już dumnego, groźnego władcy obozu oświęcimskiego. Był blady i zrezygnowany, przeczuwał, że nie uniknie egzekucji. Podobna zmiana zaszła zresztą w Maximilianie Grabnerze. Zwierzchnik lagrowego gestapo trząsł się jak osika.

Fordon i Inowrocław
Stanisława, jako więźniarka polityczna, była również przetrzymywana w Fordonie i Inowrocławiu. Tam, w Polsce północnej, “wymiatała” tak samo jak w południowej. Widać to w odpowiedzi naczelnika Centralnego Więzienia w Fordonie na pismo Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie (1951). Wiadomość nosi tytuł “Opinia więźnia karnego Rachwał Stanisławy“ i zawiera następujące stwierdzenia: “Była już trzykrotnie karana dyscyplinarnie, co świadczy, że nie zawsze przestrzega przepisów więziennych. Odnośnie swych przełożonych stara się ona być posłuszna i zdyscyplinowana, lecz stosunek ten jest tylko powierzchowny, gdyż zasadniczo jest ona ujemnie ustosunkowana do administracji więzienia, jak również jest wrogo ustosunkowana w stosunku do Państwa Ludowego, jej rządu. (…) Nie przejawia żadnego przełomu w swych wrogich poglądach politycznych“[6]. Myliłby się ten, kto by powiedział, że Rachwałowa, odzyskawszy wolność w 1956 roku, bez problemu przebaczyła swoim “czerwonym” ciemiężycielom. Autor publikacji “Więzienie dla kobiet o zaostrzonym reżimie. Sierpień 1952 - marzec 1955” (InowroclawFakty.pl) podaje, że nasza Bohaterka zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez naczelniczkę inowrocławskiej tiurmy. Oskarżyła ją o znęcanie się nad uwięzionymi kobietami. Niestety, “z powodu niechęci Ryszardy Szelągowskiej do składania zeznań jako świadek sprawa nie miała dalszego ciągu”. Gnębicielka Obiałowa uniknęła więc sprawiedliwości.

Madame Butterfly
Wiele nowych informacji na temat Stanisławy Rachwał zaczerpniemy z czterdziestominutowego reportażu radiowego “WiNna nieWiNna” Patrycji Gruszyńskiej-Ruman (Polskie Radio 2008). Materiał zawiera wypowiedzi kilku Polek będących świadkami życia i działalności naszej Bohaterki. Relacje te przeplatają się z kwestiami aktora wcielającego się w rolę stalinowskiego oskarżyciela. Dopełnieniem całości są poruszające przerywniki, w których Ewa Kania czyta fragmenty wspomnień Rachwałowej. Z reportażu dowiadujemy się, że Stanisława przyszła na świat 29 kwietnia 1906 roku. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, w roku 1920, zwróciła uwagę na jednego z polskich oficerów, którzy przybyli wyzwolić jej miasteczko spod panowania najeźdźców. Majestatyczny patriota w mundurze zrobił na niej piorunujące wrażenie. Dziewczyna szaleńczo się w nim zakochała, a potem “bardzo młodo wyszła za mąż”. Czy to oznacza, że Surówka poznała swojego przyszłego męża w wieku czternastu lat, a poślubiła go niedługo później? Wbrew pozorom, to możliwe. Na ziemiach byłego zaboru austriackiego obowiązywało bowiem prawo, które zezwalało kobiecie na zawarcie małżeństwa po ukończeniu czternastego roku życia. Potrzebna była jedynie zgoda ojca (źródło: Jerzy Antoni Pielichowski, “Zawarcie małżeństwa w zarysie historycznym”, AdwokatKoscielny.com.pl). Do czego można to porównać? Najbliższe skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, to opera “Madame Butterfly” Giacoma Pucciniego[7].

Beka z ubeka
Nietypowy wiek, w którym Stanisława założyła rodzinę, bywał dla otoczenia dość kłopotliwy. Pewnego dnia Rachwałowa, jako mężatka, została poproszona o zaopiekowanie się obcą panną, która “szła na bal [pułkowy] bez rodziców“. Jak się wkrótce okazało, wspomniana panna była dwa razy starsza od niej. Państwo Rachwałowie mieszkali razem w koszarach wojskowych. Stanisława zdążyła więc poznać uroki żołnierskiego życia. Koleżanki z więziennej celi zapamiętały ją jako osobę pogodną, życzliwie nastawioną do świata, obdarzoną wielkim darem wymowy. Rachwałowa nigdy nie wracała z przesłuchań zapłakana. Przeciwnie, kiedyś nawet wróciła ubawiona. Rozśmieszył ją młody funkcjonariusz UB, który spostrzegł na jej przedramieniu numer obozowy i zapytał zdumiony: “To pani tyle lat w Oświęcimiu, a teraz my panią jeszcze przesłuchujemy?!”. Z mojej wiedzy wynika, że nie był to pierwszy raz, gdy kobieta zaszokowała bezpiekę swoją zuchwałą postawą. Do naszych czasów przetrwał cyniczny liścik, który Stanisława wysłała ubowcom okupującym jej krakowskie lokum: “Wiedząc, że ten list dostanie się w wasze łajdackie ręce, zawiadamiam, że na próżno czekacie i niewinnych ludzi zamknęliście w moim mieszkaniu. Możecie długo na mnie czekać pod drzwiami. R”. Spójrzmy także na urzędowy dokument “Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej“ z września 1947 roku. Rachwał nie podpisała tego druku. Ale umieściła na nim własną uwagę: “Akt oskarżenia niezgodny z prawdą”[8].

Do tańca i do różańca
Jakie jeszcze ciekawostki dotyczące Rachwałowej kryją się w reportażu Gruszyńskiej-Ruman? Na przykład informacja, że nasza Bohaterka była jednostką o wysokim statusie ekonomicznym. Mając ojca-adwokata i męża-oficera, nigdy nie narzekała na brak pieniędzy. Zewnętrzną oznaką dobrobytu, w którym żyła, uczyniła modny, elegancki, wyszukany ubiór. Stanisława zawsze chciała być stylowa i olśniewająca, chętnie pokazywała się bliźnim w kapeluszu i rękawiczkach. Nawyku dbania o cerę nie straciła nawet w Auschwitz-Birkenau. Gdy otrzymywała od Niemców odrobinę margaryny, tylko połowę tego produktu wykorzystywała do celów spożywczych. Reszta służyła jej za krem do twarzy. Rachwałowa była religijna, jak wielu ludzi w czasach okołowojennych. Ceniła osoby, które potrafią pokornie się modlić lub przynajmniej uszanować modlitwę innych. W podziemiu współpracowała głównie z mężczyznami. Podczas wojny, a być może i później, dawała schronienie polskim partyzantom. Swoim córkom, które były jednocześnie jej pomocnicami w konspiracji, udzieliła arcyciekawej wskazówki na wypadek “badania“. Otóż miały one wmawiać gestapowcom/ubekom, że liczni panowie, z którymi Rachwał się spotykała, byli jej kochankami. Taktyka Stanisławy, choć niewątpliwie upokarzająca, wyróżniała się skutecznością. Filip Musiał pisze, że to właśnie ta argumentacja (plus łapówka zapłacona przez ZWZ) przesądziła o jej zwolnieniu z nazistowskiego aresztu w 1941 roku.

Mistrzowski styl
Rachwałowa zaliczała się do osób niesłychanie błyskotliwych i elokwentnych. Potrafiła nie tylko snuć intrygujące opowieści, ale również posługiwać się grą słów i formułować cięte riposty. Gdy do więziennej celi w Krakowie przyprowadzono nową osadzoną, Stanisława zadała jej specyficzne pytanie, umiejętnie akcentując wybrane sylaby: “A pani jest WiNna czy nieWiNna?”. Naturalnie, chodziło o przynależność do Zrzeszenia “Wolność i Niezawisłość”. Zdarzyło się także, iż to Rachwał została o coś zapytana przez nieznajomą współwięźniarkę. Ciekawska spytała: “Jak pani sobie radzi z paznokciami?”. Stanisława odpowiedziała jej w iście mistrzowskim stylu: “Te u rąk to sobie obgryzam, ale te u nóg pani mi będzie musiała obgryzać”. Nasza Bohaterka bardzo się martwiła o swoje córki. Wiedziała, że one też zostały schwytane przez UB, i to z jej powodu. Aby uspokoić swoje sumienie, zdecydowała się porozmawiać z osiemnastoletnią więźniarką, która znajdowała się w sytuacji analogicznej do jej dzieci (tzn. siedziała w tiurmie ze względu na własną matkę). Próbowała dociec, czy nastolatka ma do swojej rodzicielki jakieś pretensje. I wyraźnie się rozchmurzyła, kiedy usłyszała, że wcale tak nie jest. Na wolności, gdy już było po wszystkim, Rachwałowa nigdy nie robiła z siebie męczennicy. Zachowywała się w taki sposób, jakby bolesne doświadczenia “nie zrobiły na niej większego wrażenia”. A gdy ktoś ją pytał o obóz oświęcimski, “zbywała go pół-żartem”. Była dumna, zacięta, nikomu się nie żaliła.

Making of
Reportaż radiowy “WiNna nieWiNna” Patrycji Gruszyńskiej-Ruman spotkał się z pozytywnym odbiorem słuchaczy zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dziennikarski majstersztyk został uhonorowany Główną Nagrodą Wolności Słowa SDP, międzynarodową nagrodą Prix Italia (“radiowym Oscarem”) i Białą Kobrą na Ogólnopolskim Festiwalu Mediów w Łodzi “Człowiek w zagrożeniu”. Reportażystka skomentowała swoje dzieło w kilku wywiadach, tzn. w rozmowie z Jerzym Ignatowiczem (“Dwa totalitaryzmy w jednym życiu”, portal SDP), Markiem Palczewskim (“Rozmowa dnia - 4 stycznia 2012”, portal SDP) i Elżbietą Rutkowską (“Polski reportaż radiowy jest silny”, miesięcznik “Press”). Wyznała swoim kolegom po fachu, że praca nad audycją o Rachwałowej kosztowała ją wiele wysiłku. Przygotowanie tak ambitnego materiału zajęło jej około dziewięciu-dziesięciu miesięcy. Twórczy trud polegał na wertowaniu archiwalnych dokumentów, poszukiwaniu ludzi pamiętających Stanisławę, konsultacjach z historykiem Filipem Musiałem oraz wnikliwej lekturze wspomnień naszej Bohaterki[9]. Dziennikarka dowiedziała się o życiu “WiNnej nieWiNnej” zupełnie przypadkowo. Odkryła tę postać podczas przeglądania listy polskich więźniów KL Auschwitz-Birkenau. Zwróciła uwagę na nazwisko “Rachwał“, gdyż było to rodowe miano jej matki. Tak zaczęła się jej przygoda z badaniem losów Stanisławy. Przeznaczenie? Na pewno kamień milowy w przywracaniu pamięci o niezwykłej Bohaterce.

Bolesław Surówka (cz. 1)
Znając datę i miejsce urodzenia Rachwałowej, jej panieńskie nazwisko, imiona rodziców i zawód ojca, postanowiłam poszukać w Internecie wzmianek na temat jej rodziny. Bardzo szybko znalazłam informacje dotyczące Bolesława Surówki: wybitnego publicysty, krytyka teatralnego, prawnika, żołnierza kampanii wrześniowej. Wszystko wskazuje na to, że dziennikarz ten był bratem naszej Bohaterki. Mistrz pióra urodził się w roku 1905, czyli w tej samej dekadzie, co Stanisława Rachwał. Pochodził z Rudek koło Lwowa. Jego ojciec, Karol, pracował jako adwokat. Matka, Emilia, wywodziła się z rodu Tustanowskich (źródło: Sejm-Wielki.pl/n/Tustanowski). Czyżbym namierzyła bliskiego krewnego Rachwałowej? A może to tylko zbieg okoliczności? Prawdopodobieństwo, że mamy tu do czynienia z dziełem przypadku, nie wydaje mi się wysokie. Szansa na to, że w małych Rudkach trafi się dwóch adwokatów o nazwisku Karol Surówka, raczej nie jest duża. W serwisie MyHeritage.pl opisano kilku mężczyzn noszących dokładnie takie miano. Jedna z notek brzmi: “karol surówka i emilia surówka byli małżeństwem. Mieli 2 córek: stanisława rachwał i jedno inne dziecko. karol zmarł”. Czy nie ma w tym tekście drobnego błędu? Może państwo Surówkowie nie mieli dwóch córek, tylko córkę i syna? Może tajemnicze “jedno inne dziecko” (tutaj rodzaju nijakiego) to właśnie Bolesław Surówka? Twardy charakter, słowiańskie imię i antyniemieckie poglądy również upodabniają Bolesława do Rachwałowej.

Bolesław Surówka (cz. 2)
Osoby, które zainteresowały się postacią domniemanego brata Stanisławy, powinny zajrzeć do artykułu “Zapomniany dziennikarz - zapomniane dziennikarstwo. Górny Śląsk oczami Bolesława Surówki” Krzysztofa Trackiego. Materiał jest dostępny w witrynie internetowej Sołectwa Mikołów - Śmiłowice (Smilowice.Mikolow.eu). Z tekstu wynika, że Bolesław Surówka pochodził z Kresów Wschodnich, ale związał swoje losy z Ziemiami Zachodnimi[10]. Był orędownikiem polskości Śląska, stronnikiem Wojciecha Korfantego, demaskatorem proniemieckich sentymentów utrzymujących się w tym regionie. Mówił stanowcze “NIE” ruchom ślązakowskim, mentalnym przodkom Ruchu Autonomii Śląska. Zarzucał im brak lojalności wobec Polski, pragnienie oderwania Silesii od Macierzy oraz finansowe powiązania z antypolskimi siłami w Niemczech. Deptał po piętach Śląskiej Partii Ludowej, miał też na pieńku z obozem piłsudczykowskim. Przeciwnicy obrzucali go najrozmaitszymi wyzwiskami, np. “wesołek korfantowy”. Surówka cechował się wytrwałością i samozaparciem, dzięki czemu nie pozwolił się uciszyć reżimowi sanacyjnemu. Jak w jego życiu wyglądał 1 września 1939 roku? “Atak niemiecki przywitał Surówkę w zabudowaniach koszar w Oświęcimiu (tam gdzie niedługo niemieccy naziści utworzą obóz zagłady Auschwitz!)” - pisze Krzysztof Tracki. Po wojnie Bolesław pozostał dawnym Bolesławem. Kontynuował karierę dziennikarską. Promował i pielęgnował polski patriotyzm na Śląsku.

Wezwanie do działania
Stanisława Rachwał była ponadprzeciętną jednostką. Wyjątkowo odważną i zasłużoną reprezentantką Polskiego Państwa Podziemnego. Jak długo będziemy godzić się na to, żeby pozostawała jedynie “statystką” w opowieściach o niemieckich barbarzyństwach? Nazwisko Rachwałowej, jako świadka brutalnej okupacji, często przywoływane jest w tekstach dotyczących hitlerowskich zbrodniarek wojennych. Jednocześnie prawie wcale nie pisze się o niej artykułów monograficznych. Dlaczego? Przecież to ona, a nie np. Irma Grese, powinna wzbudzać podziw i fascynację! Nazistowska morderczyni doczekała się licznych wielbicieli, także w naszej Ojczyźnie[11]. Tymczasem Rachwałowa nadal czeka na odpowiednie upamiętnienie. Dobrze, że kilka osób przypomniało o niej w związku z Narodowym Dniem Pamięci “Żołnierzy Wyklętych”, ale to wciąż bardzo mało. Stanisława Rachwał zasługuje na pomnik i najwyższe państwowe odznaczenia. Jej imieniem powinno się chrzcić ulice, aleje, parki i skwery. W miejscach związanych z jej życiem i działalnością powinny wisieć tablice pamiątkowe. Każdego roku aktywni patrioci powinni organizować imprezy (tzn. marsze, biegi) ku jej czci. O Rachwałowej wypadałoby też nakręcić film dokumentalny bądź fabularny. A jeśli nie film, to przynajmniej teledysk, choćby na wzór “Desenchantee” Mylene Farmer lub “Beliy Plaschik (No Mercy Remix)” t.A.T.u. Jak widać, mamy ogrom pracy do wykonania. Nie stójmy więc bezczynnie, tylko weźmy się do roboty!

Natalia Julia Nowak,
14.03. - 26.04. 2016 r.

PS. Rachwałowa bije na głowę wszystkie filmowe, komiksowe i kreskówkowe superbohaterki. Przy niej bledną takie heroiny, jak Lara Croft z “Tomb Raidera” czy Sarah Connor z “Terminatora 2. Dnia Sądu”. W porównaniu z nią, Wonder Woman, Black Canary, She-Ra, Sailor Moon, Superświnka, Czarodziejki W.I.T.C.H., Odlotowe Agentki i Wojowniczki z Krainy Marzeń to cherlawe mimozy dla grzecznych dziewczynek. Jeśli chodzi o umiejętność zdobywania ściśle tajnych danych w ekstremalnie trudnych warunkach, to Trinity, Motoko Kusanagi, Lisbeth Salander i Maggie Chan mogłyby brać od niej korepetycje. Stanisława jest kolejną postacią w naszym narodowym panteonie, która udowadnia, że polscy patrioci nie mają sobie równych. Tak to już jest, że największymi herosami (na skalę globalną) okazują się ci, którzy walczyli pod flagą biało-czerwoną, w cieniu skrzydeł Orła Białego. Nasz Naród nie musi sobie wymyślać fikcyjnych superbohaterów, bo miał ich wystarczająco wielu w prawdziwym życiu. To Amerykanie, Japończycy i Zachodni/Północni Europejczycy odczuwają potrzebę kreowania - na własny użytek i dla poklasku świata - nudnych, tandetnych, nierealistycznych gierojów pełniących funkcję kompensacyjną. Bardzo mi przykro, ale taka jest prawda. Akurat w latach trzydziestych i czterdziestych (czytaj: w czasach, gdy rodziły się Supermany i Batmany) z autentycznymi aktami bohaterstwa było u nich średnio. Co innego u nas. My mieliśmy całe zastępy herosów. Rachwałowa niewątpliwie znajdowała się w ścisłej czołówce polskich megatwardzielek. Cześć jej pamięci. Chwała wszystkim Polakom walczącym z hitleryzmem i/lub stalinizmem.

PRZYPISY
[1] Rok 1903 jest datą błędną, ale został podany na dość wiarygodnej stronie “Archiwum ofiar terroru nazistowskiego i komunistycznego w Krakowie 1939-1956” prowadzonej przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa (Krakowianie1939-56.mhk.pl). Niestety, nie udało mi się ustalić, który rok śmierci Stanisławy Rachwał jest właściwy: 1984 czy 1985? Źródła, z których korzystałam, nie są zgodne co do daty zgonu patriotki. Nawet Instytut Pamięci Narodowej plącze się w zeznaniach. Ech, powiem krótko… Przed historykami-profesjonalistami i historykami-amatorami jeszcze dużo wytężonej pracy!
[2] “Kolejna sadystka, główna nadzorczyni obozu dla kobiet Auschwitz II - Birkenau. (…) Zabijała własnoręcznie, maltretowała, jednym słowem skazywała na śmierć lub zsyłała do domów publicznych funkcjonujących na terenie obozu. Bez litości obchodziła się nawet z noworodkami. Te ginęły od uderzeń, z głodu lub w płomieniach. (…) Postrach kobiet w Auschwitz, osławiona ‘Mańcia Migdał’ - jak ją nazywano w obozie - została osądzona w drugim procesie oświęcimskim. Zawisła na szubienicy” (Waldemar Kowalski, “Sadyści z Auschwitz. Oprawcy, którym zabijanie więźniów sprawiało nieskrywaną radość”, portal NaTemat.pl). “Bicie w paroksyzmie wściekłości sprawiało jej przyjemność i widocznie było dla niej środkiem pielęgnowania piękności, bo po każdej takiej egzekucji robiła się jeszcze piękniejsza; mięśnie, których grę widać było przez bajecznie uszyte, a niesłychanie obcisłe ubranie, chodziły jak żywe węże, zielonkawe oczy świeciły jak gwiazdy, delikatny róż twarzy nabierał żywości, nawet złote włosy zdawały się bardziej błyszczeć” (zeznania Heleny Tyrankiewicz, książka “Fotograf z Auschwitz” Anny Dobrowolskiej, serwer Cyfroteka.pl). “U niej nie było prawa łaski. (…) Posyłała do gazu, jeśli ktoś miał obtartą piętę albo odmarznięty palec. Nic nie pomagały prośby więźniarek, które całowały jej buty” (zeznania Anny Szyller, książka “Fotograf z Auschwitz” Anny Dobrowolskiej, serwer Cyfroteka.pl). “Zna tylko język niemiecki, mówi narzeczem wiedeńskim. (…) Człowiek-okrutnik, znęcała się i katowała osobiście więźniarki. Siła jej uderzenia była okrutna, jednym uderzeniem pięści wybijała szczękę, a specjalnością jej było kopanie w podbrzusze tak kobiet, jak i mężczyzn” (pismo Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, książka “Fotograf z Auschwitz” Anny Dobrowolskiej, serwer Cyfroteka.pl).
[3] Gdyby ktoś pytał: pierwszy fragment “Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego został opublikowany w 1968 roku. Tekst ukazał się w warszawskim tygodniku “Polityka”. Cały utwór, podzielony na odcinki, był drukowany we wrocławskiej “Odrze” (miało to miejsce w latach 1972-1974). Książkowe wydanie “Rozmów z katem” pojawiło się na księgarskich półkach dopiero w roku 1977. Była to jednak wersja okrojona, zapewne z przyczyn politycznych. Pełna, nieocenzurowana wersja dzieła ujrzała światło dzienne w 1992 roku. Źródło tych informacji: artykuł “Kazimierz Moczarski - autor książki ‘Rozmowy z katem‘” (materiał jest dostępny w serwisie internetowym Polskiego Radia). Zobacz też: przypis dziewiąty niniejszego opracowania.
[4] Według Stanisława Kobieli, Rachwałowa pomyliła Johannę Langefeld (byłą komendantkę obozu kobiecego w Oświęcimiu-Brzezince, poprzedniczkę Marii Mandel) z mniej prominentną Dorotheą Binz. W oryginalnym tekście, napisanym przez Stanisławę, widnieje nazwisko “Binz”, ale jest to ewidentny błąd merytoryczny. Z badań Kobieli wynika, że osoba określona przez Rachwałową jako “Binz” to w rzeczywistości Langefeld. Wskazują na to informacje, jakie autorka podaje na temat rzekomej “Binz”, a także fakt, iż prawdziwej Dorothei Binz nie było wówczas w Krakowie. O paniach Langefeld, Binz, Mandel i Rachwał przeczytamy również w liście otwartym “Joanna Langefeld” Stanisława Kobieli. Pismo wyświetla się na blogu TajemniceHistorii.pl. Nadawca wystosował je w odpowiedzi na artykuł “Tajemnica kobiet” Marty Grzywacz (wydrukowany w “Wysokich Obcasach”, dodatku do “Gazety Wyborczej” z 4 lipca 2015 roku). Zacytuję urywek tego listu: “Stanisława Rachwałowa (…) pisze o swoim pierwszym spotkaniu z Joanną Langefeld i Marią Mandel na korytarzu więzienia Montelupich jak boso, na kolanach myły mokrą szmatą posadzkę korytarza. Bez trudu rozpoznała z KL Auschwitz Marię Mandel, złożyła raport opisując kim Mandel była w KL Auschwitz i Mandel cofnięto do celi, pozbawiając ją przywilejów więźniarki niecelowej. Rachwałowa nie znała natomiast Joanny Langefeld i dlatego pozostała ona nadal więźniarką niecelową. W więzieniu dowiedziała się, że siedzi tam także inna komendantka KL Ravensbruck i błędnie przyjęła, że nazywa się ona Binz i pod takim nazwiskiem wspomina Langefeld“. Frapująca historia, czujny badacz.
[5] Twórcy tekstów dziennikarskich poświęconych nazistowskim zbrodniarkom wojennym chętnie przytaczają charakterystykę Irmy Grese autorstwa Stanisławy Rachwał. Oto co nasza Bohaterka napisała na temat osławionej funkcjonariuszki niemieckich obozów koncentracyjnych: “Grose [powinno być “Grese” - przypis NJN] Irma, lat około 22, wzrost około 163 cm. Zbudowana proporcjonalnie, ładnie. Jasna blondynka o dużej urodzie, oczy duże, niebieskie, brwi ciemne, ładnie zarysowane w łuk; rzęsy ciemne, długie, cera bardzo ładna, jasna o ładnym rumieńcu; nos proporcjonalny, usta proporcjonalne, pełne, czerwone; zęby śliczne, drobne, białe; piękna, ładnie osadzona szyja. Głos miała miły, niski, nogi śliczne, stopy drobne. Była lesbijką. Do mężczyzn SS-manów odnosiła się wprost wrogo, mówiąc, że zna dobrze ten element. Natomiast wśród więźniarek miała sympatię, gustowała w młodych, ładnych dziewczętach, specjalnie Polkach” (cyt. za: Katarzyna Pawlak, “Piękne bestie“, portal DlaStudenta.pl). Irma Grese - masowa morderczyni, sprawczyni tortur, przestępczyni seksualna - została po wojnie osądzona przez Brytyjczyków i powieszona 13 grudnia 1945 roku. Nie jest jednak prawdą, że była lesbijką. Hitlerowska kryminalistka nawiązywała kontakty intymne z przedstawicielami obu płci, a jednym z jej najsłynniejszych kochanków był szalony “naukowiec” Josef Mengele. Maria Mandel również zaliczała się do biseksualistek. W tym miejscu wypada przypomnieć, że władze Trzeciej Rzeszy oficjalnie potępiały ludzi współżyjących z osobami tej samej płci. Za podejmowanie działań o charakterze homoerotycznym można było nawet wylądować w obozie koncentracyjnym (mężczyzn oznaczano różowym trójkątem, a kobiety czarnym). Jak widać, teoria teorią, a praktyka praktyką. Dodatkowym potwierdzeniem tej tezy mogą być: noc długich noży i plotki dotyczące prywatnego życia Rudolfa Hessa.
[6] Cytowany list znajduje się dziś w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej. Materiał był prezentowany na wystawie “Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie w latach 1946-1955” (Kraków 2008-2009). Fotokopię dokumentu można zobaczyć w Internecie na oficjalnej stronie IPN-u. Galeria skanów związanych z Rachwałową, przyporządkowana do kategorii “Działacze opozycji politycznej”, nosi tytuł “Stanisława Rachwał z d. Surówka” (Ipn.gov.pl/strony-zewnetrzne/wystawy/skaz_na_smierc_krakow/galeria.html).
[7] Akcja utworu rozgrywa się w latach 1904-1907 na Wyspach Japońskich. Główną bohaterką jest piętnastoletnia gejsza, Chocho-san*, która w atmosferze skandalu decyduje się poślubić białego, dorosłego, chrześcijańskiego, amerykańskiego oficera Benjamina Franklina Pinkertona. Niestety, cała historia kończy się tragicznie. Warto jednak zaznaczyć, że w opowieści występuje motyw wieloletniego oczekiwania na męża, który nie daje znaków życia (chociaż Pinkerton staje się nieuchwytny z zupełnie innych przyczyn niż Zygmunt Rachwał). “Madame Butterfly” była ulubioną operą Marii Mandel. Nazistka tak bardzo lubiła ten utwór, że wielokrotnie zmuszała lagrową orkiestrę do jego wykonywania na terenie obozu. [*Mirosław Bańko, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wyjaśnia: “Wynikałoby stąd, że gdy mowa o operze, należałoby stosować formę Chocho-fujin, a gdy mowa o bohaterce, to Chocho-san. To jednak teoria, miłośnicy muzyki przyzwyczaili się już do wersji Cio-Cio-San, znanej z libretta, oraz do obocznego zapisu Cho-cho-san, bliższego systemowi Hepburna, często używanemu na Zachodzie do transkrypcji imion i nazwisk japońskich”. Więcej szczegółów w poradni językowej PWN]
[8] Oba źródła historyczne - liścik do ubeków i prokuratorskie pismo - spoczywają w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Swego czasu pokazywano je na wystawie “Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie w latach 1946-1955” (Kraków 2008-2009). Reprodukcje dokumentów udostępniono w wirtualnym albumie na oficjalnej stronie Instytutu (Ipn.gov.pl/strony-zewnetrzne/wystawy/skaz_na_smierc_krakow/galeria14.html).
[9] Podobno w latach siedemdziesiątych Stanisława Rachwał zgłosiła swój utwór do jakiegoś konkursu zorganizowanego przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu (ówczesna nazwa instytucji: Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka). Tak przynajmniej twierdzi Patrycja Gruszyńska-Ruman, która przytoczyła tę ciekawostkę w rozmowie z Jerzym Ignatowiczem. W programie radiowym “Studio Reportażu i Dokumentu prezentuje” Gruszyńska-Ruman, odpowiadająca na pytania Małgorzaty Raduchy, podała informację, że w 1972 roku wspomnienia naszej Bohaterki zostały uhonorowane zasłużoną nagrodą. Prowadząca, Raducha, słusznie porównała “Spotkanie z Marią Mandel” Stanisławy Rachwałowej do “Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego. Nazwała je “drugą, damską wersją” tej wstrząsającej książki. Zapis audycji “Studio Reportażu…”, opublikowany 27 października 2008 roku, czeka na słuchaczy w serwisie internetowym Polskiego Radia.
[10] Krzysztof Tracki odnotowuje, że ojciec Bolesława Surówki, prawnik Karol, również przeniósł się na zachód Polski. Został nawet “adwokatem w Syndykacie Hut Żelaznych” (czyli w Katowicach). Przeprowadźmy porządne googlowanie, posprawdzajmy hasła typu “Karol Surówka”, “Surówka”, “Surówczyna”, “Surówczanka”, “Surówkowa” czy “Surówkówna”. W razie trudności dodajmy do nich słowa kluczowe “Lwów“, “Rudki”, “Śląsk“, “Katowice“ itp. Jaki będzie efekt? Otóż przekonamy się, że istnieje wiele publikacji z pierwszej połowy XX wieku, które wspominają o Surówkach mieszkających na Kresach Wschodnich i na Śląsku. Czy to rodzina Bolesława Surówki i/lub Stanisławy Rachwał? Czy to dowód na pokrewieństwo wybitnego publicysty z naszą Bohaterką? Wyrazy “Surówczyna” i “Surówkowa” często występują wraz z wyrazem “Emilia”. A tak właśnie brzmiało imię matki/matek Bolesława i Stanisławy. Rzeczownik “Emilia” niejednokrotnie idzie też w parze z rzeczownikiem “Karol”. Jest to zgodne z imieniem ojca/ojców Surówki i Rachwałowej. W gazecie “Siedem Groszy. Dziennik Ilustrowany dla Wszystkich o Wszystkiem” z 11 czerwca 1936 roku (fotokopia na stronie DocPlayer.pl) wydrukowano komunikat o śmierci Emilii Surówczyny: działaczki społecznej, narodowej i katolickiej. Czytamy w nim, że “Emilja” zmarła w wieku pięćdziesięciu sześciu lat. Była żoną “radcy Karola Surówki”, a jej panieńskie nazwisko brzmiało “Pustanowska”. Czy nie powinno być “Tustanowska”? Mniejsza z tym… Autor newsa kończy swój wywód słowami: “Osierociła dwie córki i dwóch synów, z których młodszy, Bolesław jest członkiem redakcji ’Polonji’. Dotkniętemu smutkiem Koledze redakcja ’Polonji’ i ’Siedmiu Groszy’ wyraża swe głębokie i serdeczne współczucie”. Heh, nabieram coraz większego przekonania, że Karol, Emilia, Bolesław i Stanisława to jedna rodzina. Zajrzyjmy jeszcze do dwóch popularnonaukowych artykułów Filipa Musiała: “Pilecki w spódnicy” i “Stanisława Rachwałowa: Bohaterka podziemia - prześladowana przez Niemców i komunistów”. Z tego pierwszego dowiadujemy się, że Rachwał “miała swoich ludzi (…) w Katowicach”. W tym drugim znajdujemy następujące zdanie: “Na Śląsku korzystała z wiadomości uzyskiwanych od swojej córki - Krystyny ps. ‘Beata’ (w związku ze sprawą swej matki skazanej na 4 lata więzienia) oraz Bilskiego ps. ‘B’”. Możliwe, że młodziutka Krystyna została oddelegowana na Ziemie Zachodnie, bo najzwyczajniej w świecie miała tam krewnych. A skoro jej wujek był zawodowym dziennikarzem, to na pewno doskonale wiedział, co się dzieje w raczkującej PRL.
[11] Patrz: reportaż “Nadzorczyni z SS“ Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego zamieszczony w elektronicznej edycji “Wysokich Obcasów“. Lektura uzupełniająca: artykuł “Piękne bestie” Małgorzaty Schwarzgruber (materiał z miesięcznika “Polska Zbrojna” przedrukowany przez portale Onet, Interia i Wirtualna Polska). Dodatkowe info o postaci: tekst “Piękna bestia - kim była Irma Grese?” Sylwii Laskowskiej dostępny w archiwum Wirtualnej Polski.

Stanisława Rachwał w młodości:
http://i.iplsc.com/stanislawa-rachwalow ... 116-F4.jpg

Stanisława Rachwał w 1939 roku:
http://www.ekspedyt.org/wp-content/uploads/Stanisława_Rachwał.jpg

Stanisława Rachwał jako więźniarka Auschwitz-Birkenau:
http://ipn.gov.pl/strony-zewnetrzne/wys ... hwal_3.jpg

Stanisława Rachwał jako więźniarka Urzędu Bezpieczeństwa:
http://ipn.gov.pl/strony-zewnetrzne/wys ... hwal_1.jpg

O Rachwałowej można by nakręcić
teledysk na wzór “Desenchantee”
lub “Beliy Plaschik (No Mercy Remix)”.
Polecam te filmiki jako przykłady dobrych video clipów
poruszających problematykę wojny, śmierci, totalitaryzmu.
Mylene Farmer - “Desenchantee”:
t.A.T.u. - “Beliy Plaschik (No Mercy Remix)” [+18]:
“Beliy Plaschik” - wersja angielska, ocenzurowana:
Malcolm McLaren - “Madam Butterfly”
(piosenka popowa zawierająca fragmenty opery Pucciniego):

Strona, na której można znaleźć link do audycji
“WiNna nieWiNna” Patrycji Gruszyńskiej-Ruman:

http://www.polskieradio.pl/80/1007/Arty ... prezentuje

Natalia Julia Nowak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 05 maja 2016, 06:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Znaleźli „Hubala”?

– Specjaliści rozpoczęli badania genetyczne szczątków osoby typowanej jako mjr Henryk Dobrzański „Hubal” – powiedział w środę w Szczecinie genetyk dr Andrzej Ossowski. Naukowcy są ostrożni, ale liczą, że szczątki uda się zidentyfikować.

Obrazek

– Do Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów trafiły szczątki osoby typowanej jako mjr „Hubal” – powiedział dziennikarzom dr Ossowski z Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

– Materiał przekazała Fundacja „Honor, Ojczyzna” im. Raginisa – dodał.

Organizatorem poszukiwań była Fundacja „Honor, Ojczyzna” im. Majora Władysława Raginisa, zaś prace zostały zrealizowane przez Stowarzyszenie „Wizna 1939”.

– Szczątki znaleziono w miejscowości Inowłódz (woj. łódzkie). Badania antropologiczne zostały przeprowadzone w Warszawie i zaraz po nich materiał przewieziono do Szczecina – powiedział Ossowski. Jak dodał, żeby było można potwierdzić tę informację, trzeba wykonać badania genetyczne.

– Ustalenia prowadzone przez członków Fundacji oraz osoby zaangażowane pozwoliły na wytypowanie prawdopodobnego miejsca pochówku „Hubala”. Takich typowań w przeszłości było kilka i wszyscy jesteśmy bardzo ostrożni, natomiast ta historia jest bardzo realna i mamy nadzieję, że tym razem się w końcu uda – powiedział genetyk.

Szczątki są źle zachowane – ocenił Ossowski. Jego zdaniem, badania mogą potrwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Naukowcy dysponują jednak materiałem porównawczym od córki „Hubala”, który jest zdeponowany w Bazie.

– Dla nas jest to wielkie wyzwanie i zaszczyt, że możemy pomóc w tej układance i być może uda się go zidentyfikować – powiedział Ossowski.

Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów jest wspólnym przedsięwzięciem IPN i Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego (PUM) w Szczecinie polegającym na gromadzeniu, porównywaniu i identyfikacji materiału genetycznego ofiar terroru komunistycznego i rodzin zaginionych bądź zmarłych.

„Hubal” był dowódcą Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego podczas wojny obronnej 1939 r., znakomity kawalerzysta i dowódca pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego.

Henryk Dobrzański urodził się w czerwcu 1897 r. w Jaśle. Od 1912 r. należał do Polskich Drużyn Strzeleckich, a od 1914 r. – do Legionów. W 1918 r. wstąpił do pułku ułanów. Jako dowódca plutonu, a później szwadronu, brał udział w walkach w obronie Lwowa. W okresie międzywojennym był członkiem polskiej reprezentacji jeździeckiej. W 1925 r. jego drużyna zdobyła w Nicei Puchar Narodów.

We wrześniu 1939 r. Dobrzański został zastępcą dowódcy rezerwowego 110. pułku ułanów Brygady Kawalerii „Wołkowysk” w Białymstoku. Walczył z bolszewikami na Grodzieńszczyźnie. Gdy pod Kolnem rozwiązano pułk, 22 września „Hubal” wyruszył na czele 180 ułanów na odsiecz Warszawie. W okresie PRL ukrywano te fakty.

Po kapitulacji stolicy przedostał się wraz ze swymi żołnierzami na Kielecczyznę, gdzie w grudniu 1939 r. utworzył Oddział Wydzielony Wojska Polskiego. Jednostka zachowała organizację regularnego wojska, ale stosowała taktykę partyzancką. Z końcem kwietnia 1940 r. oddział przeniósł się w lasy spalskie.

W okolicach Anielina oddział został okrążony przez zgrupowanie ok. 8 tys. Niemców. 30 kwietnia podczas próby przedarcia się przez kordon sił wroga ułani wpadli w zasadzkę. Jedna z kul śmiertelnie raniła mjr. Dobrzańskiego. Niemcy ukryli jego ciało, aby pamięć o majorze nie inspirowała Polaków do dalszej walki.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ubala.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 09 maja 2016, 20:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2015/10/03/zm ... ps-radwan/

Zmarł kpt. inż. Władysław Gędłek ps. „Radwan”

http://www.polishclub.org/wp-content/up ... oto-yt.png

W wieku 96 lat, 29 wrzesnia 2015 zmarł Władysław Gędłek

Obrazek
Władysław Gędłek, rok 2014.


Władysław Gędłek urodził się 28 lutego 1920 roku w Radwanowicach, w rodzinie chłopskiej o szlacheckich tradycjach starych rodów Gędłków i Baranowskich. Inżynier-rolnik. W czasie okupacji niemieckiej działał w strukturach Narodowej Organizacji Wojskowej (później AK). Był komendantem powiatu Krzeszowice. Przeżył śmierć najbliższych w czasie pacyfikacji rodzinnej wsi. Po wojnie poddany torturom przez UB i uwięziony. Po wyjściu na wolność działał w spółdzielczości w Krakowie. Politycznie związany z ruchem narodowym (Narodowa Organizacja Gimnazjalna, Stronnictwo Narodowe), prezes honorowy powojennego SN. Zwolennik dobrego wypełniania „polskich obowiązków”, które spoczywają na każdym Polaku i Polce.

Uroczystości pożegnalne odbędą się 06.10.2015 roku o godzinie 14:00 w Parafii Wszystkich Świętych w Rudawie.

Niech dusza jego będzie związana w wieniec życia wiecznego.

Bartosz Sztajer


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 21 maja 2016, 14:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75016

67. rocznica śmierci kpt. "Uskoka"
avatar użytkownika Żołnierze WyklęciŻołnierze Wyklęci, sob., 21/05/2016 - 06:16

67. rocznica śmierci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Obrazek
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok"


67 lat temu, 21 maja 1949 r., osaczony przez grupę operacyjną UB-KBW, w bunkrze ukrytym na terenie gospodarstwa Lisowskich w Dąbrówce (obecnie Nowogród, województwo lubelskie) zginął kpt. Zdzisław Broński „Uskok” – legendarny dowódca oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie. Należał do najaktywniejszych i najbardziej bezkompromisowych dowódców antykomunistycznego podziemia.

W latach 1944–1949 jego oddziały przeprowadziły wiele głośnych akcji przeciwko siłom reżimowym, plasując go bez wątpienia na czele najgroźniejszych przeciwników „nowej władzy” na całej Lubelszczyźnie. O tym, jak wielkie znaczenie przywiązywali komuniści do jego ujęcia lub likwidacji, niech świadczy fakt, że w operacji osaczenia kpt. Brońskiego brał udział sam dyrektor Departamentu III MBP płk Jan Tataj, który prowadził z nim kilkudziesięciominutowe pertraktacje poprzez właz bunkra. Jakież musiało być zdziwienie pułkownika MBP, gdy w pewnym momencie usłyszał od osaczonego i znajdującego się w obliczu śmierci Polskiego Oficera, by mu już nie przeszkadzał, ponieważ… pisze listy. Niedługo później kpt. „Uskok” „umknął” im po raz kolejny, rozrywając się granatem.

Obrazek
Nowogród (dawniej Dąbrówka). Pomnik ku czci kpt. "Uskoka", stojący dokładnie w miejscu, gdzie w stodole Lisowskich znajdował się bunkier, w którym zginął Zdzisław Broński. Obława UB-KBW posuwała się od strony Wieprza, łąkami widocznymi za pomnikiem.

Obrazek
Nowogród. Tablica na pomniku w miejscu śmierci kpt. "Uskoka".

Obrazek
Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.

Obrazek
Obrazek

POSŁUCHAJ audiobooka !!!
Zdzisław Broński „Uskok”, Pamiętnik
(wrzesień 1939 – maj 1949)
audiobook IPN, czyta Marcin Kwaśny
http://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/ ... -Marc.html

Obrazek

Obrazek
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" na kwaterze, prawdopodobnie 1948 r.


Zdzisław Broński urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego.

Zmobilizowany w sierpniu 1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp, gdzie w połowie września dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł jesienią 1940 r. Powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin. Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, który został zatwierdzony rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. W lipcu 1944 r. „Uskok” wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27. Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow. łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.

Obrazek
Grupa żołnierzy z oddziału "Uskoka" podczas koncentracji w lasach kozłowieckich (Stary Tartak) w lipcu 1944 r. Na pierwszym planie stoją: czwarty od lewej - ppor. cz.w. Zdzisław Broński ps. "Uskok" , piąty - sierż. Kocyła ps. "Jastrząb", szósty - Zygmunt Libera ps. "Babinicz"; siedzą: pierwszy z prawej - Jan Mendel ps. "Czarny".


Po okupacji niemieckiej „Uskok” pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. W styczniu 1945 r. zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został "Uskok" do stopnia porucznika czasu wojny. Wraz ze swoimi podkomendnymi nie skorzystał z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji „rozładowania lasów”. W maju 1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia. Od połowy 1945 r. oddziały „Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom komunistycznej władzy.

Obrazek
Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Zdzisław Broński "Uskok".


Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, „Uskok” stosował taktykę Kedywu: operował małymi „patrolami”, dla wykonania akcji wymagającej większych sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród), w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią, wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców „Uskoka” jakiś czas spędził tu Edward Taraszkiewicz "Żelazny”, ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej codzienność ostatniego z polskich powstań. Również „Uskok”, siedząc w bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka.

Obrazek
Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”.


Kapitan „Uskok” walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz - podobnie jak „Orlik”, „Zagończyk” i wielu innych dowódców - stał się ofiarą zdrady. Zaczęło się od amnestii 1947 r. „Uskok" nie ujawnił się, wietrząc podstęp, powtarzał za „Zaporą”, że komunistyczna amnestia jest dla złodziei. Niestety - wielu partyzantów dało się oszukać. Skorzystał z „dobrodziejstw" amnestii żołnierz z oddziału „Uskoka” - Franciszek Kasperek „Hardy” - i w ten sposób sam oddał się w łapy lubartowskiego UB.

Obrazek
Franciszek Kasperek ps. "Hardy" - informator UB krypt. "Janek".

„Hardy” był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną, aż w końcu 7 stycznia 1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem „Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu się dotrzeć do swego dowódcy - Zygmunta Libery „Babinicza”, który był zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał kontakt i podczas jednego ze spotkań "Babinicz" został aresztowany i po wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k. Łęcznej. Ich wnuczka, Irena Dybkowska-Sobieszczańska (była już łączniczką „Uskoka”) do końca życia zapamiętała ten moment:
„[...] Gdy ubowcy wprowadzili "Babinicza" do domu dziadków Lisowskich, poznałam go z trudem. I nawet nie jego opuchnięta, zasiniaczona twarz najbardziej mnie zaszokowała. Przeraził mnie wygląd jego bosych stóp. Były to dwie kłody! tak spuchnięte, że chyba nie istniały na świecie buty, w które by weszły te stopy! Domyśliłam się wszystkiego [...]".
21 maja 1949 r. zabudowania Lisowskich otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by ująć „Uskoka” żywego. Do kawy, którą Irena Dybkowska miała zanieść „Uskokowi”, dodano środek nasenny, dziewczynę podprowadzono pod pistoletami do włazu bunkra. Pomimo całej grozy sytuacji dziewczyna zachowała zimną krew. Po uchyleniu deski zapolnicy, które maskowały właz do bunkra, powiedziała: „Przyniosłam panu kawę”. Tym samym ostrzegła „Uskoka” o grożącym niebezpieczeństwie, bowiem zwracano się do niego zwyczajowo „wujku”. Broński szybko zrozumiał grę słów (miał zapytać: „Irenko, jest źle?”) i zamknął wewnętrzną klapę bunkra.

Obrazek
Stodoła Lisowskich w Dąbrówce (Nowogrodzie), w której znajdował się bunkier kpt. "Uskoka".


Ostatecznie, 21 maja, ok. godz. 5:00 przystąpiono do akcji. Do stodoły weszła grupa szturmowa, by dostać się do zablokowanego otworu bunkra. „Uskok” odpowiedział strzałami, jednocześnie pytając: „Kto jest?”. Na żądanie, by się poddał, Broński zaczął zwlekać z odpowiedzią, następnie otworzył ogień z pistoletu i rzucił granaty. Szturm zakończył się niepowodzeniem. Nadal mając nadzieję na ujęcie „Uskoka” żywcem, pertraktacji z nim podjął się, uczestniczący w obławie dyrektor Departamentu III MBP płk Jan Tataj, jednak nie przyniosły one rezultatu. Około godz. 7:00 członkowie obławy usłyszeli silną detonację w bunkrze. Funkcjonariusze zaczęli natychmiast nawoływać Brońskiego, lecz z wnętrza kryjówki nikt już nie odpowiedział. Wobec braku pewności, czy „Uskok” żyje, postanowiono przez podkopanie z zewnątrz do stodoły wysadzić ścianę trotylem, by dostać się do wnętrza bunkra. O godz. 9 wysadzono ścianę i odnaleziono zmasakrowane ciało. Broński leżał na ziemi bez głowy i prawej ręki, z czego wynikało, że popełnił samobójstwo, detonując granat.

Zaraz po zakończeniu obławy funkcjonariusze UB aresztowali Katarzynę Lisowską, która została skazana na 10 miesięcy więzienia i przepadek mienia. Jej wnuczki zostały aresztowane 28 maja. Irenę Dybkowską skazano na pięć lat, zaś Helenę na osiem lat więzienia. Właściciel gospodarstwa – Mieczysław Lisowski „Żagiel”, któremu udało się uciec, niedługo potem nawiązał kontakt ze Stanisławem Kuchciewiczem „Wiktorem”. Został aresztowany 27 października 1951 r. i skazany na dożywocie, złagodzone później do 12 lat więzienia, które opuścił 25 lutego 1958 r. Zygmunt Libera „Babinicz” został skazany na 13-krotną karę śmierci, którą wykonano 28 maja 1950 r. w podziemiach budynku administracyjnego na Zamku w Lublinie.

Zasługi informatora „Janka” zostały wysoko ocenione przez jego mocodawców z UB, za co otrzymał 20 tys. zł tytułem „nagrody za pracę”. Później jeszcze kilkakrotnie odbierał drobne sumy za aktywną współpracę z resortem.
6 lipca 1949 r. oficer prowadzący przydzielił mu rewolwer, automat PPS i granat, jednak nie uchroniło to Kasperka przed rozliczeniem ze strony partyzantów. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, poprzez siatkę swoich współpracowników, zebrał materiał dowodowy obciążający „Hardego” i został on zlikwidowany 1 września 1950 r.

Po zakończonej akcji w Dąbrówce funkcjonariusze UB napisali na jednej z desek zapolnicy: „Bunkier i »Uskoka« szlak [sic] trafił”. Mieli rację – ich kilkuletnie „polowanie” zakończyło się wielkim sukcesem. Likwidacja „Uskoka” oznaczała bowiem koniec zorganizowanego oporu zbrojnego na środkowej Lubelszczyźnie. Podlegający mu żołnierze jeszcze przez kilka lat kontynuowali walkę w grupach „Wiktora” i „Żelaznego”, ale w ich działaniach dawał się wyraźnie odczuć brak centralnego ośrodka decyzyjnego i autorytetu dowódcy tej klasy co „Uskok”. Przez kolejne lata nieliczni już jego partyzanci byli tropieni i likwidowani z całą bezwzględnością. 6 października 1951 r. zginął „Żelazny”, 10 lutego 1953 r. – „Wiktor”. Ostatni żołnierz „Uskoka” – Józef Franczak „Lalek” – poległ w walce dopiero 21 października 1963 r.

Obrazek
Napis sporządzony przez funkcjonariuszy UB na jednej z desek zapolnicy po zakończeniu operacji w Dąbrówce, 21 V 1949 r.


Śmierć kpt. Brońskiego nie oznaczała dla komunistów kresu walki z nim. Jego fizyczna likwidacja była tylko jej częścią. Kolejnym etapem było brukanie jego legendy i pamięci o zasługach dla lokalnej społeczności, dlatego też przez następne 40 lat stanowił cel ataku reżimowych historyków, określających go – jak i jemu podobnych – mianem „zaplutych karłów reakcji”, „reakcjonistów”, „faszystów”, „degeneratów”, a przede wszystkim „bandytów”.

Obrazek
Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.


Kapitan Zdzisław Broński „Uskok” był kawalerem Orderu Virtuti Militari klasy V i Krzyża Walecznych. 5 marca 2008 r., za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, został pośmiertnie odznaczony przez śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat kpt. "Uskoka" czytaj:
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 - 1949) - część 1/2>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/03 ... esc-1.html
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 - 1949) - część 2/2>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/03 ... esc-2.html
TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (87) - Zdzisław Broński "Uskok", Pamiętnik (wrzesień 1939 – maj 1949), wydanie II>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/05 ... AC-87.html
Artur Piekarz, Śmierć kapitana " Uskoka " >
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/05 ... esc-1.html
Grzegorz Makus, Polowanie na „Uskoka”>
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=50937
Zdzisław Broński „Uskok”, Pamiętnik [publikacja do pobrania z pamiec.pl (EPUB, MOBI, PDF)]>
http://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/ ... etnik.html
Zakończono renowację obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Kijanach>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2013/07 ... etych.html
Pomnik kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie>
http://narodowaleczna.blogspot.com/2012 ... pt_13.html
Renowacja obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” w Kijanach>
http://narodowaleczna.blogspot.com/2013 ... u-kpt.html

Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/

Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2014/01 ... skich.html
\
Żołnierze Wyklęci - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 24 cze 2016, 10:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75257

70. rocznica śmierci majora "Orlika"
Żołnierze Wyklęci, pt., 24/06/2016 - 06:34

70. rocznica śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"

Obrazek

...Nie dajmy zginąć poległym. Zbigniew Herbert

Obrazek
Mjr Marian Bernaciak "Orlik"

70 lat temu, 24 czerwca 1946 roku, podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej LWP koło wsi Piotrówek (pow. garwoliński), zginął major Marian Bernaciak ps. "Orlik" , dowódca Inspektoratu WiN Puławy oraz dowódca zgrupowania oddziałów partyzanckich WiN w Inspektoracie Rejonowym "Puławy".

Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu Wolność i Niezawisłość Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Bolesława Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem swojego syna, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu.
Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast mjr "Orlik" wraz z Leonem Jankowskim "Ogarkiem", polegli.

http://podziemiezbrojne.blox.pl/resourc ... raport.jpg
[kliknij w raport, aby powiększyć]

Raport szefa WUBP płk. Paszty do MBP o likwidacji mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika". Fot. AIPN.

Obrazek
Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", wykonana przez ubeków dnia 24 czerwca 1946 r. Fot. AIPN.

Ciało "Orlika" ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była Halina Rybakowska "Iskierka", która tak zapamiętała ostatnie spotkanie ze swoim dowódcą:
"W wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi umundurowanych, obwieszonych orderami - mundury polskie i ruskie. Żołnierzy "Orlika" zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami pożegnałam swojego dowódcę."

Obrazek
Zdjęcie pośmiertne mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" wykonane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Fot. AIPN.

Obrazek
Leon Jankowski "Ogarek", szef ochrony mjr. Mariana Bernaciak "Orlika". Poległ wraz ze swoim dowódcą w Piotrówku 24 czerwca 1946 r. Zdjęcie wykonano w Bobrownikach/k Dęblina na krótko przed śmiercią. Fot. AIPN.

Obrazek
Krzyż w miejscu śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"

Obrazek

Ciało majora Mariana Bernaciaka "Orlika" pokazano rodzinie, a następnie - starając się zabić także pamięć po nim - ukryto. Pogrzebano go tam, gdzie leżeli inni skrytobójczo pomordowani przez NKWD i UB - na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w kwaterze 45 N. Przez dziesięciolecia była tam jedynie studnia, błoto, wysypisko śmieci i szalety.
Dopiero w latach siedemdziesiątych udało się rodzinom pomordowanych dowiedzieć, gdzie leżą ich bliscy. Bardzo duża w tym dziele jest zasługa brata mjr. "Orlika", Lucjana Bernaciaka. Po dziesięciu latach usunięto bezczeszczące groby szalety, postawiono brzozowy krzyż, który jednak bardzo szybko został zniszczony przez "wandali".

Obrazek

Minęło kolejne dziesięć zanim upadł PRL i wyrażono zgodę na zbudowanie "Pomnika Więźniów Politycznych Straconych w latach 1944 - 1956" . Po wielu staraniach i kłopotach pomnik odsłonięto 15 września 2001 roku.
26 czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym urodził się „Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia pomnika poświęconego majorowi Marianowi Bernaciakowi.

GLORIA VICTIS !!!

Obrazek
Pomnik mjr Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" w Zalesiu. Wyryta w kamieniu inskrypcja głosi: " A jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie" Pieśń XII Jan Kochanowski./ W HOŁDZIE URODZONEMU W ZALESIU 6 MARCA 1917 R. MJR. MARIANOWI BERNACIAKOWI "ORLIKOWI" / Obrońcy ojczyzny we wrześniu 1939 r. / Organizatorowi ZWZ-AK w podobwodzie Dęblin-Ryki / Dowódcy OPI/15 PP "Wilków" Armii Krajowej / Komendantowi zgrupowań partyzanckich WiN w inspektoracie Puławy / POLEGŁEMU W WALCE O NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ 24 CZERWCA 1946 R. / Społeczeństwo powiatu ryckiego 26 czerwca 2005 r.

Obrazek
Pomnik w Zalesiu.

Obrazek
Pomnik w okolicach miejsca śmierci mjr. "Orlika". Napis na pomniku brzmi: NA TYCH POLACH POLEGŁ MJR MARIAN BERNACIAK "ORLIK" / KOMENDANT ODDZ. PARTYZ. ZGRUPOWANIA 15 PP "WILKÓW" AK / KMDT GRUP DYW. I O.P. WIN.

Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:
Mjr Marian Bernaciak „Orlik” (1917 - 1946)>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/03 ... -1946.html
Mjr Marian Bernaciak „Orlik” (zolnierzewykleci.pl)>
http://www.zolnierzewykleci.pl/?p=11
Marian Bernaciak "Orlik" - zginał wolny jak ptak>
http://www.radiomaryja.pl/pdf/pdf.php?r=ar&id=662
Marian Bernaciak [wikipedia]>
http://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Bernaciak
Pamięć musi przetrwać>
http://www.ngp.pl/str/tekst544.html
63 rocznica rozbicia PUBP w Puławach>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/04 ... awach.html
Inscenizacja rozbicia PUBP w Puławach - fotorelacja>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2008/05 ... ortaz.html
63 rocznica śmierci mjr. ''Orlika''>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2009/06 ... rlika.html
Marian Bernaciak "Orlik" (solidarni.waw.pl)>
http://www.solidarni.waw.pl/24czerwiec1946_orlik.htm
Ryccy radni nie chcą Orlika>
http://www.rykiak.pl/aktualnosci,63.html
Czas zabrać ordery (Nasz Dziennik)>
http://www.radiomaryja.pl/informacje/cz ... ac-ordery/
Żołnierze KBW zatrzymają ordery (Nasz Dziennik)>
http://www.radiomaryja.pl/informacje/zo ... ja-ordery/
Obchody 70. rocznicy śmierci "Orlika". Rekonstrukcja wydarzeń [TVP3 Lublin]>
http://lublin.tvp.pl/25843685/obchody-7 ... a-wydarzen
70. rocznica śmierci mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” ( Nasz Dziennik)>
http://naszdziennik.pl/polska-kraj/1603 ... rlika.html

Obejrzyj na youtube:

Z archiwum IPN - Marian Bernaciak "Orlik" , część 1/3>
https://www.youtube.com/watch?v=HlTRHo4jkgE
Z archiwum IPN - Marian Bernaciak "Orlik" , część 2/3>
https://www.youtube.com/watch?v=KLxk8cybcQ4
Z archiwum IPN - Marian Bernaciak "Orlik" , część 3/3>
https://www.youtube.com/watch?v=A-9zIIwhklQ

Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2014/01 ... skich.html

Żołnierze Wyklęci - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 05 sie 2016, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Pogrzeb ostatniego Żołnierza Niezłomnego

Jutro w Izdebniku, koło Krakowa, odbędą się uroczystości pogrzebowe jednego z ostatnich Żołnierzy Wyklętych – ppłk. Franciszka Ludwika Oremusa ps. „Szteyer”, „Żelazny”, który zmarł 30 lipca w Krakowie. Miał 91 lat.

Obrazek

– Był to człowiek niezwykle serdeczny, oddany. Miałem okazję poznać go w latach 90., kiedy był jeszcze pełen sił i chęci działania. Poznałem go z okazji uroczystości organizowanych przez niego w Waksmundzie na Podhalu, poświęconych Kurasiowi „Ogniowi”. Jego śmierć to ogromna strata dla środowiska kombatantów, bo pułkownik Oremus, jak mało kto, był aktywnym animatorem życia weteranów. Bardzo ważne było dla niego też przekazywanie tradycji niepodległościowych młodemu pokoleniu, z ogromną radością spotykał się zawsze z harcerzami – powiedział PAP Jan Kasprzyk, p.o. szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Uroczystości pogrzebowe Franciszka Oremusa rozpoczną się w piątek o godzinie 12.00, w kościele pw. św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Izdebniku koło Krakowa.

Ppłk Franciszek Ludwik Oremus urodził się 10 stycznia 1925 roku w Izdebniku. Był synem Franciszka, żołnierza Legionów Polskich, Armii Krajowej i działacza Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wychowany w niepodległościowej i społecznikowskiej atmosferze rodzinnego domu, od najmłodszych lat zaangażował się w działalność patriotyczną w organizacji „Orląt”, najmłodszym szczeblu Związku Strzeleckiego.

Od kwietnia 1941 roku był żołnierzem Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej na placówce Izdebnik w Obwodzie Wadowice Okręgu ZWZ–AK Śląsk. W ramach scalenia polskiego podziemia niepodległościowego w Siły Zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego, Franciszek Oremus stał się od 1943 r. żołnierzem Podobwodu Kalwaria AK kryptonim „Dęby” i wraz z oddziałami partyzanckimi wszedł w skład organizowanego w ramach akcji Odtwarzania Sił Zbrojnych (OSZ) 12. Pułku Piechoty AK Ziemi Wadowickiej.

Oremus był jednym z najmłodszych, ale równocześnie najbardziej zaangażowanych żołnierzy 10/6 kompanii partyzanckiej „Limba”, dowodzonej przez ppor. Zygmunta Kamińskiego „Poboga”. Brał udział w wielu akcjach partyzanckich na ziemi wadowickiej i w rajdzie kompanii „Limba” i „Setka” 12 pp AK na Stare Wierchy. Przez ponad pół roku odpowiedzialny był za ochronę partyzanckiej bazy w leśniczówce Gościmia, gdzie został ciężko kontuzjowany w czasie niemieckiej akcji pacyfikacyjnej.

Ujawniony w 1945 roku, Oremus podjął naukę w zawodzie szofera i ślusarza w Krakowie, następnie – pracę we Wrocławiu. Komunistyczne represje wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego nie ominęły także rodziny Oremusów. Po przyjeździe Franciszka do rodzinnego domu w Izdebniku zainteresowali się nim funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Myślenic, którzy rozpracowywali struktury i ludzi wojennej konspiracji na wschodnim pograniczu powiatu wadowickiego. Podczas jednej z akcji bezpieki w Izdebniku Oremus został ciężko ranny i uznany za zabitego. Mimo grożących represji ukryli go sąsiedzi, a po powiadomieniu rodziny został przewieziony do krakowskiego szpitala. Rodzinny dom Oremusów w Izdebniku został spalony przez funkcjonariuszy UB.

Po wyleczeniu, mając świadomość, że nadal poszukuje go UB, do którego dotarła wiadomość, iż przeżył, Franciszek Oremus powrócił do partyzantki. W styczniu 1946 roku współorganizował Oddział Partyzancki „Błyskawica II” działający w strukturze Okręgu Krakowskiego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. W listopadzie 1948 roku został aresztowany przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po przesłuchaniach, podczas których był torturowany, został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Więziono go we Wronkach oraz w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. W czerwcu 1956 roku Franciszek Oremus został zwolniony na mocy amnestii. Do 1986 roku był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa.

Po zwolnieniu Franciszek Oremus pracował w Izdebniku, prowadząc warsztat ślusarski.

Od wielu lat mieszkał i pracował w Wieliczce. Po przejściu na emeryturę zaangażował się w pracę organizacji kombatanckiej. Pełnił funkcję prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej i Więźniów Politycznych, był współorganizatorem Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Był fundatorem oraz inicjatorem odsłonięcia wielu tablic i obelisków upamiętniających czyn zbrojny Polskiego Państwa Podziemnego.

Za swoją postawę wojenną został odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych oraz złotym, srebrnym i brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Za dokonania w pracy społecznej m.in. Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz złotym Krzyżem Zasługi. Za działalność kombatancką na rzecz upamiętnienia najnowszej historii polskich walk niepodległościowych odznaczony został przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Jako kombatant awansowany został do stopnia podpułkownika Wojska Polskiego.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mnego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 09 sie 2016, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/zolnierze-wykleci-trafia-monety/

Żołnierze Wyklęci trafią na monety!
Opublikowane 2016/08/05 w Wiadomości z Polski

Narodowy Bank Polski wyemituje serię monet upamiętniających Żołnierzy Wyklętych. Pierwsza emisja planowana jest na rok 2017.
NBP przewiduje cztery serie monet z Żołnierzami Wyklętymi. Dwie trafią do obiegu w marcu, zaś kolejne w maju i w listopadzie 2017 roku. Nakład każdej z serii to 15 tys. sztuk, zaś ich nominał to 10 zł.
Wciąż nie wiadomo, czyje wizerunki znajdą się na monetach.

Pierwsza emisja – w marcu związana jest z Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Narodowy Bank Polski ma w planach serie m.in. z okazji 35-lecia Solidarności Walczącej, 300-lecia koronacji obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej oraz 200. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki.


tak wyglądały numizmaty Fundacji Muzeum Żołnierzy Wyklętych



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 03 wrz 2016, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/pwm/7856-7856

ŚWIADEK zamordowania INKI i ZAGOŃCZYKA - spowiednik Ks. Marian Prusak.
Opublikowano: piątek, 02, wrzesień 2016 14:10

Obrazek

"Polska to jedna wielka rana. Ropiejąca. Tak długo się nie zagoi, dopóki nie przyjdzie Wielki Lekarz i nie oczyści jej z tej ropy."

Cisza
http://gocha.salon24.pl 28.08

Ks. Prusak przeżył 96 lat

Ks. Kanonik Marian Prusak urodził się 4 stycznia 1912 roku w Mamliczu w parafii Lisewo Kościelne, w Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Jego rodzice prowadzili 10 hektarowe gospodarstwo rolne. Marian był najstarszym z dwanaściorga dzieci. Po maturze w Gimnazjum w Jarocinie wstąpił do Seminarium Duchownego w Łomży. 22 maja 1937 roku otrzymał święcenia kapłańskie, po czym pracował jako wikariusz w kilku parafiach. W czasie wojny m.in. kapelan Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie więziony prze UB.

W 1957 roku został mianowany proboszczem parafii Nowa Wieś. Z powodu słabego stanu zdrowia w 1971 roku zrzekł się urzędu proboszcza w Nowej Wsi i zamieszkał w Rumi.

Ksiądz Marian Prusak :

- Była bardzo spokojna. Dopiero później dowiedziałem się, że nie składała wniosku o swoje ułaskawienie. Ten mężczyzna, którego wcześniej spowiadałem, był zdenerwowany, ona przeciwnie. Nie było u niej widać żadnego przerażenia. Zapamiętałem, że była ubrana w białą sukienkę w biało-czarne desenie. Po jakiejś pół godzinie zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie wykonywane były wyroki śmierci.

Bardzo przeżyłem tę egzekucję. Przez tydzień nie mogłem dojść do siebie. (…) „Inka” wraz z mężczyzną, którego też spowiadałem, nie pozwolili sobie zawiązać oczu. Skazanym dałem krzyż do ucałowania. Po rozkazie „Po zdrajcach narodu polskiego ognia”, wydanym przez prokuratora w wojskowym mundurze, on i ona krzyknęli: „Niech żyje Polska!” i „Niech żyje Łupaszko”. Padły strzały… Osunęli się. To nie były pojedyncze strzały. Na koniec podszedł oficer z pistoletem i dobijał.

Spowiedź

Była to moja jedyna posługa przy egzekucji. Kiedy znalazłem się w więzieniu [na Kurkowej], siedziałem może godzinę w odosobnieniu. Potem po mnie przyszli - cały czas przeżywałem to, co za chwilę miało się wydarzyć. Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana [Feliksa Selmanowicza]. Kiedy wszedłem do celi, widziałem przeraźliwy smutek w jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi się do mnie zwrócił, brzmiały: - No tak, jednak nie skorzystano z prawa łaski... - Wyspowiadałem go. Był spokojny. Może tylko taił zdenerwowanie, ale na zewnątrz nie było tego widać. Przez cały czas dokuczała mi świadomość, że mogą nas obserwować przez wizjer.

Potem przeprowadzono mnie (nie wiem jak, gdyż byłem zbyt oszołomiony) do celi, w której na śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna [Danka Siedzikówna] w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie, wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. Mówiła to ciągle tak, jakby się nadal spowiadała. Czuliśmy, że możemy być obserwowani. Podała mi adres w Gdańsku Wrzeszczu, przy Politechnice, ulica Własna Strzecha. Nie mogłem nic zapisać, starałem się zapamiętać ten adres. Jednocześnie powiedziała mi, że wysłała kartkę z zawiadomieniem, ale nie wie, czy ona dojdzie. Nie mówiła nic więcej, na nic się nie skarżyła.

Twarz dziewczyny pamiętam jak przez mgłę; twarz mężczyzny zapamiętałem dobrze. Był taki zamknięty w sobie, napięty, głęboko przeżywał zbliżającą się śmierć. "Inka" nic nie mówiła. Może gdybym był lepiej przygotowany i zapytał o coś... Ale dla mnie to było zupełnie nowe doświadczenie; nie wiedziałem, jak się zachować... Później sprowadzili mnie na dół, tam gdzie byłem poprzednio. Znowu czekałem, może z godzinę? Człowiek w takich sytuacjach nie ma poczucia czasu. Była noc. (Gdy siedziałem w więzieniu, mówiono mi, że wyroki wykonywano w nocy, nie rano). W końcu poprowadzono mnie schodami, jakby do piwnicy (zejście było dosyć ciasne).


Po zdrajcach narodu...

Oni już tam byli. Zdaje się, że w kajdankach albo z zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator (1) i pełno jakichś młodych ubowców. Ustawiono nieszczęśników pod słupkami. W rogu był stolik, gdzie prokurator odczytywał uzasadnienie wyroku i sąd dał rozkaz wykonania egzekucji. Była taka jakby wnęka, chyba czerwona nieotynkowana cegła, były słupki do połowy człowieka. Postawiono ich przy nich, nie pamiętam, czy ich przywiązano.

Ci, którzy tam stali, nie uszanowali powagi śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami, a prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie było ułaskawienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!". W tym momencie skazani krzyknęli, jakby się wcześniej umówili: "Niech żyje Polska!". Potem salwa i osunęli się na ziemię. Strzelało dwóch lub trzech żołnierzy, chyba z pepesz, z bliskiej odległości - 3-4 metrów. Pamiętam, że posadzka była czerwona, jakby z kafli, środkiem biegł rowek, chyba żeby krew spływała. ["Inka" i "Zagończyk"] osunęli się. Nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obydwoje jeszcze żyli. Wtedy podszedł oficer i dobił ich strzałami w głowę. Nie wiem, kto to był. To było dla mnie nie do zniesienia. Pamiętam tylko, że padło nazwisko chyba Suchocki, i że ten człowiek był w mundurze. Zdaje się, że to był prokurator, który odczytywał wyrok(2). Byłem w tłumie stojących trochę zasłonięty. Nawet nie wiedziałem, że obok był lekarz. Później musiałem podpisać protokół o wykonaniu wyroku śmierci. Zaraz potem wyprowadzili mnie. Nie pamiętam, jak się znalazłem w samochodzie; nie wiem, czy jechałem z tymi, którzy mnie przywieźli. W samochodzie nic do mnie nie mówili.

Kartka z informacją o śmierci: nie poszedłem do siostry "Inki" od razu. Przez cały tydzień żyłem w oszołomieniu. W końcu zebrałem się i po cywilnemu, w godzinach popołudniowych, zapukałem do mieszkania. Otworzono mi, było tam może z 10 osób. Młodzi ludzie. Zwróciłem się do nich, że chciałbym rozmawiać z panią tego domu. Wystąpiła pani starsza od nich i jej przekazałem wiadomość. Ona odpowiedziała: - My wiemy o tym, kartka przyszła... Na tym się skończyło, wróciłem do domu. Kiedy mnie potem aresztowano, przypomniano mi tę wizytę w śledztwie. Byłem więc cały czas obserwowany.

Mało z kim dzieliłem się tymi wspomnieniami. Nawet rodzinie nic nie powiedziałem. Zachowałem to w sobie. Śmierć "Inki" i "Zagończyka" przeżyłem jak śmierć kogoś bliskiego. Cieszę się, że teraz mogłem o tym opowiedzieć, i że pamięć o tych ludziach nie zaginie.

Trzy lata po tej egzekucji, której był świadkiem, w listopadzie 1949 roku ks. Marian Prusak został skazany na 3,5 roku więzienia za niepowiadomienie władzy ludowej o planowanej ucieczce do Szwecji ludzi zagrożonych aresztowaniem.

Karę tę odbył w gdańskim więzieniu, skąd został zwolniony w maju 1953 roku. W 1995 roku Sąd Wojewódzki w Gdańsku postanowieniem z 15 marca unieważnił wyrok z 1950 roku. Ksiądz Marian o udrękach i upokorzeniach związanych z przesłuchaniami i pobytem w UB i w więzieniu nie lubił opowiadać.

Po latach powiedział:

„Nic w moim życiu nie było przypadkowe. Z perspektywy ponad 90 lat widzę je jako realizację Bożego planu. Trafiłem tam, gdzie byłem potrzebny. Sens mojego życia zrozumiałem już w jego połowie. To było w przeddzień mojego uwolnienia z więzienia w Gdańsku, 2 maja 1953 roku. We śnie pokazała mi się Matka Boża, przechodząca mimo. Uśmiechnęła się do mnie. Poczułem wielką radość i jakiś niewysłowiony ład serca, pewność drogi, którą kroczę. Wszystkie drobne sprawy i problemy stały się nieważne. Z tym uczuciem idę przez życie – tak długo, jak Pan Bóg pozwoli”.

https://www.gloria.tv/article/jGfTAZpwRmnJK5Uex41zBdpAA

http://www.portalkujawski.pl/index.php/ ... rstwa-inki

https://gazetarumska.pl/1651/odwazny-ka ... 1912-2008/

====================================

Pod spodem:

Przerażające, a to tylko dwa przypadki, dwie Osoby.

Sędzia, który ich skazał nazywał się Krzyżanowski - typowe nazwisko frankistowskich Żydów. Śledczy (sam naczelnik) nazywał się Józef (Joszka) Bik- Bukar-Gawarski. Wyjechał do Izraela. Jak nazywał się prokurator? Jak nazywał się morderca, który dobił tych Oboje strzałem w głowę? Może pan Szubarczyk uzupełni? To trzeba koniecznie wiedzieć.

Bardzo mnie zabolało, kiedy J. Ekscelencja Biskup Głódź podczas celebracji Mszy w niedzielę bodaj dwukrotnie wielkim głosem zawołał, że zginęli oni z rąk Polaków. Otóż nie zginęli z rąk Polaków. Nie mam żadnych złudzeń i iluzji, co do moich rodaków, ale Oni nie zginęli z rąk Polaków.

Jeżeli będę wiedziała, jak nazywał się prokurator i jakie miał korzenie, napiszę do Biskupa Głodzia, by go poinformować, że się pomylił. Mam mu to za złe, bo to znaczy, że nie odrobił swojego zdania domowego, zadania Polaka, a do tego biskupa, i tym samym wprowadził wielkie rzesze Polaków w błąd.

Polska to jedna wielka rana. Ropiejąca. Tak długo się nie zagoi, dopóki nie przyjdzie Wielki Lekarz i nie oczyści jej z tej ropy.

JOANNA MIESZKO-WIÓRKIEWICZ

Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 09 wrz 2016, 11:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/0 ... wykletych/

Zuchwali i nieugięci. Siedem najbardziej spektakularnych akcji żołnierzy wyklętych
Autor: Dariusz Kaliński | 9 września 2016 | 4,426 odsłon

Obrazek

Odbijanie towarzyszy broni z obozów NKWD i ubeckich katowni. Zwycięskie starcia z wielokrotnie liczniejszymi siłami wroga. Czy wreszcie opanowywanie całych miasteczek. Oto siedem akcji żołnierzy podziemia antykomunistycznego, które powinien znać każdy z nas.
1. Rozbicie więzienia w Puławach

Akcja rozbicia sowieckiego więzienia w Puławach przypominała sceny z najlepszych filmów sensacyjnych. Dowodził nią major Marian Bernaciak ps. „Orlik”, oficer Zrzeszenia WiN. 24 kwietnia 1945 r. pod bramę otoczonego murem kolczastym więzienia w Puławach podjechały dwa ciężarowe Studebackery. Wyskoczyło z nich czterech sowieckich żołnierzy eskortujących sześciu poobdzieranych i umorusanych „bandytów”. Był to major „Orlik” i jego partyzanci. W tym samym czasie reszta oddziału, 34 żołnierzy, po kryjomu okrążyła budynek więzienia.

W czasie rozmowy z wartownikami pojawił się oficer NKWD, który zwietrzył podstęp i próbował sięgnąć po broń. Nie zdążył. „Orlik” położył go jednym strzałem, pozostałych rozbrojono. Polacy, nie zawracając sobie głowy ubowcami zabarykadowanymi na piętrze, po kolei uwalniali więźniów.

Podczas odwrotu kapral podchorąży Stanisław Szymański ps. „Igołka”, stojąc na błotniku ciężarówki w mundurze sowieckiego majora, wrzeszczał: Tawariszczi! Poliaki naszych bijut! Uczynił tym na tyle duże zamieszanie, że kiedy na miejsce dotarła wreszcie sowiecka odsiecz, ostrzelała ona zabarykadowanych ubeków!

Obrazek
Marian Bernaciak, ps. „Orlik” (fot. domena publiczna).


Sukces akcji był ogromny. Uwolniono 107 osadzonych, straty oddziału „Orlika” wyniosły dwóch zabitych i tyle samo rannych. Zginęło pięciu funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki i dwóch milicjantów, pięciu innych było rannych.

2. Rozbicie obozu NKWD w Rembertowie

Do podobnej akcji, ale na dużo większą skalę, doszło w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. w obozie NKWD w Rembertowie. Istniał on od jesieni 1944 r. i przetrzymywano w nim wielu żołnierzy i działaczy Polskiego Państwa Podziemnego w tym generała Emila Augusta Fieldorfa ps. „Nil”. Informacja o jego pobycie w tym miejscu była prawdopodobną przyczyną ataku. Niestety, jak pisze o „Nilu” Waldemar Kowalski w książce „Bohaterowie z dołów śmierci”:

26 marca – zesłano go w głąb Związku Sowieckiego. Istniała nadzieja odbicia więźnia, jednak przygotowania trwały zbyt długo. Nie przewidziano, że „Nil” trafi na nieludzką ziemię już niespełna trzy tygodnie po ujęciu.

Obrazek
Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Waldemara Kowalskiego pt. „Bohaterowie z dołów śmierci” (PWN 2016).


Dowódcą operacji został młodziutki 21-letni oficer AK podporucznik Edward Wasilewski ps. „Wichura”. Podlegało mu 44 żołnierzy. Późnym wieczorem Polacy, podzieleni na cztery grupy, uderzyli z dwóch stron, rozbijając wartownię przy jednej z bram i budynek komendantury obozu. Walka z Sowietami trwała 25 minut.

Udało się uwolnić około dwóch tysięcy więźniów przy stratach własnych wynoszących zaledwie trzech rannych żołnierzy! W strzelaninie zginęło też kilkudziesięciu enkawudzistów. W wielkiej obławie, prowadzonej ze wsparciem lotnictwa, udało się potem Sowietom złapać 210 uciekinierów, których bestialsko zamordowano.

Obrazek
Gen. Emil August Fieldorf ps. „Nil” po aresztowaniu w r. 1950 (fot. domena publiczna).



3. Bitwa w Lesie Stockim

Walki w pobliżu wsi Las Stocki były chyba największą bitwą stoczoną po wojnie przez oddziały podziemia niepodległościowego z siłami komunistycznej bezpieki. 24 maja 1945 r. silna grupa operacyjna NKWD, UB, KBW i MO w sile około 700 ludzi i wsparta 5 pojazdami pancernymi uderzyła niespodziewanie na 170-osobowy oddział pod dowództwem wspominanego już majora Mariana Bernaciaka. Polscy partyzanci znaleźli się w potrzasku, komuniści powoli wypierali ich z zabudowań wsi, które zaczęły płonąć.

O zwycięstwie zadecydował przypadek. Oddział dowodzenia majora „Orlika” zrządzeniem losu natknął się na sztab komunistycznej grupy operacyjnej. Gdy na pytanie o hasło usłyszeli „Leningrad”, zaterkotały automaty polskich partyzantów.

Komuniści zostali dosłownie rozniesieni ogniem. Reszta, pozbawiona dowództwa, potraciła głowy i poszła w rozsypkę. Niepodległościowcy polowali na nich do późnego wieczora. W wyszukiwaniu ich pomagali miejscowi chłopi. Ogółem komuniści stracili od 40 do 72 żołnierzy i 3 pojazdy pancerne przy 11 zabitych partyzantach.

Obrazek
Bitwa w Lesie Stockim została upamiętniona na Grobie Nieznanego Żołnierza (fot. Bryniakw, CC BY-SA 3.0 PL).



4. Atak na więzienie w Kielcach

Była to najgłośniejsza tego typu operacja zbrojnego podziemia na Kielecczyźnie. Przeprowadziły ją liczące razem około 200 ludzi poakowskie oddziały partyzanckie związane z Delegaturą Sił Zbrojnych na Kraj. Dowodzili nimi kapitan Antoni Heda ps. „Szary” oraz porucznik Stefan Bembiński ps. „Harnaś”.

Dzień przed akcją upozorowano atak na pobliskie miasteczko Szydłowiec. Fortel powiódł się i kiedy w kierunku Kielc podążali partyzanci, oddziały ludowego Wojska Polskiego i UB przetrząsały lasy koło Szydłowca w poszukiwaniu „reakcjonistów”.
Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Waldemara Kowalskiego pt. „Bohaterowie z dołów śmierci” (PWN 2016).

Bojownicy wjechali do Kielc tuż przed północą 4 sierpnia 1945 r. Sprawnie obstawili newralgiczne punkty miasta i zablokowali pozostałe siły komunistów. Następnie przeprowadzili udany szturm na więzienie, skąd uwolnili 354 osadzonych, wśród nich wielu oficerów polskiego podziemia. Sukces akcji był tym większy, że zginął tylko jeden partyzant i dwóch ludzi strony przeciwnej.


5. Bitwa w Miodusach Pokrzywnych

Bój stoczony między oddziałami polskiego podziemia a siłami NKWD, UB i LWP koło wsi Miodusy Pokrzywne uznawany jest za jedną z największych porażek sił komunistycznych na Podlasiu. Enkawudziści i ubowcy prowadzący działania pacyfikacyjne mieli nawet w swoich szeregach prokuratora i sędziego, aby stworzyć pozory „praworządności”.

Obrazek
Antoni Heda ps. „Szary” w czasie obchodów 60. rocznicy rozbicia kieleckiego więzienia (fot. Jrkruk, CC BY-SA 3.0).


Waldemar Kowalski cytuje w „Bohaterach z dołów śmierci” zasady postępowania komunistów wobec polskich wsi:

Postawić zasadę odpowiedzialności zbiorowej wsi za zbrodnie dokonywane na jej terenie. Na akty zbrodnicze reagować natychmiast: nakładaniem kar materialnych, konfiskowaniem dobytku; masowymi aresztami […]; natychmiastowe na miejscu rozstrzeliwanie schwytanych z bronią w ręku, właścicieli domów, w których broń została znaleziona; w skrajnych wypadkach, przy napotkaniu na zbrojny opór wsi, spalenie wsi.

Obrazek
Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka”, dowódca Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” (fot. domena publiczna).


Mieszkańcy okolicznych wsi zwrócili się wówczas o pomoc do porucznika Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” z 5 Wileńskiej Brygady. Wyekspediowany na odsiecz 1 szwadron wraz z odziałem podporucznika Władysława Łukasiuka ps. „Młot” liczył około 100 ludzi. Całością dowodził porucznik Błażejewicz. W nocy z 17 na 18 sierpnia 1945 r. siły partyzantów stanęły na kwaterach we wsi Miodusy Pokrzywne.

Rankiem przyszło ostrzeżenie, że zbliżają się żołnierze komunistycznej grupy operacyjnej. Wkrótce rozpętała się burza i część komunistycznych żołnierzy schroniła się w wielkiej stodole na skraju wsi. Doszło wtedy do gwałtownej wymiany ognia między obiema stronami.

Partyzantom udało się podpalić stodołę, co okazał się punktem zwrotnym. Komunistyczni żołnierze zaczęli się poddawać, w walce padło ich około 50, zlikwidowano również prokuratora i sędziego. Z polskiej strony zginęło 8 bojowników.

Obrazek
Władysław Łukasiuk ps. „Młot” (fot. domena publiczna).



6. Zdobycie Hrubieszowa

W nocy 27 na 28 maja 1946 r. żołnierze AK-WiN razem z oddziałem Ukraińskiej Powstańczej Armii zajęli Hrubieszów. Mimo wzajemnych animozji – niektórzy z Polaków stracili bliskich w ukraińskich czystkach – połączył ich wspólny wróg. Siły sprzymierzonych liczyły po około 200 ludzi. Polakami dowodził porucznik Kazimierz Witrylak ps. „Hel”, „Druk”, Ukraińcami Jewhen Sztendera ps. „Prirwa”.

Akcja przebiegła dosyć sprawnie, mimo że upowcom nie udało się zająć koszar NKWD i zostali zmuszeni do odwrotu. Związali jednak walką spore siły sowieckiej bezpieki. Polacy zdobyli za to gmach UB, wywołując tam prawdziwy popłoch wśród funkcjonariuszy komunistycznych służb. Rzucili się oni do panicznej ucieczki, a partyzantom udało się uwolnić 20 więźniów i przejąć kartotekę UB.
Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Waldemara Kowalskiego pt. „Bohaterowie z dołów śmierci” (PWN 2016).

Opanowano też miejscową siedzibę PPR, gdzie również przejęto ważne dokumenty i zlikwidowano dwóch szczególnie zajadłych „partyjniaków”. W boju zginęło 5 Ukraińców, a 3 zostało rannych, wśród Polaków znalazła się jedna przypadkowa ofiara. Ze strony przeciwnej zginęło 18 osób, byli również ranni.

Jako ciekawostkę należy dodać, że w czasie ataku na miasto z hrubieszowskich koszar LWP wysłano odsiecz w postaci plutonu z 5 pułku piechoty. Towarzyszył mu por. Wojciech Jaruzelski, wówczas pomocnik szefa sztabu pułku ds. rozpoznania. Oddział ten nie nawiązał jednak kontaktu ogniowego z napastnikami, mimo że przeszedł przez pozycje partyzanckiej grupy osłonowej. Być może żołnierze WiN-u po prostu nie chcieli strzelać do swoich rodaków.


Młody Wojciech Jaruzelski mógł zginąć z rąk wyklętych (fot. domena publiczna).



7. Bitwa pod Zwoleniem

Była to jedna z ostatnich większych bitew stoczonych przez żołnierzy zbrojnego podziemia niepodległościowego z wojskami sowieckimi na terenie Polski. 15 czerwca 1946 r. oddział Związku Zbrojnej Konspiracji pod dowództwem Włodzimierza Kozłowskiego ps. „Orion” miał uderzyć na areszt UB w Kozienicach.

Aby zdobyć potrzebne do akcji pojazdy, partyzanci urządzili zasadzkę na szosie Radom–Puławy i zatrzymali tam kolumnę około 30 sowieckich ciężarówek. W trakcie gwałtownej strzelaniny zdobyto wszystkie pojazdy, a kilkunastu żołnierzy wroga poniosło śmierć.

Dawna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kozienicach

Na 9 „trofiejnych” pojazdach (resztę spalono) partyzanci ruszyli na Kozienice. Połowa 130-osobowego oddziału miała najpierw opanować posterunek MO i pocztę w leżącym po drodze Zwoleniu. Miało to na celu przerwanie łączności z Kozienicami.

Tymczasem pierwsza grupa pechowo natknęła się na duży oddział sowiecki kilka kilometrów za Zwoleniem. Sowieci przydusili ogniem do ziemi Polaków ewakuujących się w pośpiechu z ciężarówek i wyparli ich na skraj Puszczy Kozienickiej. Sytuacja partyzantów stawała się rozpaczliwa.

W międzyczasie nadjechała reszta grupy „Oriona” i doszło do połączenia obu oddziałów. Ich połączone siły przeszły do gwałtownego kontrataku i silnym ogniem zmusiły sowieckich żołnierzy do odwrotu. 30 z nich poległo, a dalszych kilkunastu zostało rannych. Z polskiej strony padło 7 partyzantów. Enkawudziści z zemsty spalili później w Zwoleniu i okolicznych miejscowościach prawie 30 domów i zabudowań gospodarczych.


Bibliografia:

1. Lech Kowalski, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci, Zysk i S-ka, Poznań 2016.
2. Waldemar Kowalski, Bohaterowie z dołów śmierci, PWN, Warszawa 2016.
3. Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, 5 Wileńska Brygada AK. 18 sierpnia 1945 r. Bitwa w Miodusach Pokrzywnych, Fundacja Pamiętamy, Perlejewo 2005.
4. Szymon Nowak, Bitwy Wyklętych, Fronda, Warszawa 2016.
5. Marian Raczyński, Odbicie więźniów z obozu w Rembertowie, „Rocznik Mińsko-Mazowiecki”, nr 11/2003–2004.
6. Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki, Marcin Sołtysiak, Rozbicie więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r., Instytut Pamięci Narodowej Kielce 2009.
7. Joanna Wieliczka-Szarkowa, Bohaterskie akcje Żołnierzy Wyklętych, Wydawnictwo AA Kraków 2016.
8. Współpraca polsko- ukraińska przeciwko sowieckiemu okupantowi, „Gazeta Zamojska”, 18 marca 2014 [dostęp: 1 września 2016].


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 29 wrz 2016, 17:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/37987-dzis-mija-65-lat- ... ego-wilka/

Dziś mija 65 lat od śmierci płk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”
Paweł Brojek Opublikowano 29 września 2016

Obrazek
Aleksander Krzyżanowski


29 września 1951 r., po ciężkim śledztwie w mokotowskim więzieniu, zmarł płk Aleksander Krzyżanowski ps. „Wilk”, komendant Okręgu Wileńskiego AK, dowódca operacji „Ostra Brama” na Wileńszczyźnie. Pomimo tortur nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Aleksander Krzyżanowski urodził się 18 lutego 1895 r. w Briańsku na terenie dzisiejszej Rosji w rodzinie z tradycjami patriotycznymi, jego ojciec walczył w powstaniu styczniowym. W 1905 r. przeniósł się wraz z rodziną do Homla, a następnie do Petersburga. W 1916 r. rozpoczął studia na Wydziale Elektromechanicznym Instytutu Technologicznego.
W następnym roku odbył przyspieszony kurs w Konstantynowskiej Szkole Artylerii, po którym został wcielony do 18. Syberyjskiego Dywizjonu Artylerii Polowej. Jesienią 1917 r. wstąpił do utworzonego kilka miesięcy wcześniej I Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego. Po jego rozwiązaniu osiadł w Warszawie, gdzie rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, walczył m.in. pod Dyneburgiem. Za męstwo na polu walki został odznaczony Krzyżem Walecznych.
W okresie międzywojennym kontynuował karierę w wojsku, sprawował funkcje dowódcze w różnych jednostkach, szkolił się kursach oficerskich. W 1938 r. objął stanowisko dowódcy I dywizjonu 26. Pułku Artylerii Lekkiej w Skierniewicach w składzie 26. Dywizji Piechoty.
W czasie kampanii wrześniowej walczył w jej składzie w ramach Armii „Poznań”, a następnie Armii „Pomorze”. Po bitwie pod Bzurą i walkach w okolicach Łowicza brał udział w walkach przeciwko Niemcom w Górach Świętokrzyskich.
W II połowie października 1939 r. przedostał się do Warszawy, gdzie związał się ze Służbą Zwycięstwu Polski przekształconą wkrótce w Związek Walki Zbrojnej. W listopadzie przedostał się na Wileńszczyznę z zadaniem organizowania tam konspiracji. Na przełomie marca i kwietnia 1940 r. został szefem sztabu i zastępcą komendanta Okręgu Wileńskiego ZWZ.
W maju 1941 r. objął stanowisko komendanta Okręgu, które sprawował do lipca 1944 r. W tym czasie pracował na rzecz rozbudowy siatki konspiracyjnej, rozwijał działalność sabotażowo-dywersyjną. Był jednym z założycieli Biura Informacji i Propagandy w Wilnie, brał też aktywny udział w przygotowaniach do akcji „Burza”.
W lipcu 1944 r. w ramach operacji „Ostra Brama” dowodzone przez niego oddziały Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu AK atakowały bronione przez garnizon niemiecki Wilno. Kilka dni po zdobyciu miasta Krzyżanowski został zaproszony na rozmowy z dowództwem wojsk radzieckich, a następnie podstępnie aresztowany przez NKWD.
Początkowo był więziony w Wilnie i Moskwie. Następnie przebywał w obozach dla internowanych w Diagilewie i Griazowcu, z którego uciekł w sierpniu 1947 r. Po powrocie do Wilna podczas wizyty w polskim konsulacie ujawnił swoje prawdziwe nazwisko, co zadecydowało o jego ponownym aresztowaniu, a następnie osadzeniu w więzieniu na moskiewskich Butyrkach. Po przesłuchaniu uzyskał zgodę na powrót do Polski.
Po przyjeździe do kraju w październiku 1947 r. zamieszkał w Milanówku. Mimo że nie utrzymywał kontaktów z podziemiem, na początku lipca 1948 r. został aresztowany przez UB, a następnie osadzony w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Poddany ciężkiemu śledztwu, oskarżany o współprace z Niemcami, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Zmarł 29 września 1951 r. w szpitalu więziennym na gruźlicę. Pochowano go potajemnie między cmentarzem komunalnym a wojskowym na warszawskich Powązkach. W marcu 1957 r. jego szczątki zostały ekshumowane i następnie uroczyście złożone na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
W 1994 r. za szczególne zasługi w działalności konspiracyjnej i w walce zbrojnej z niemieckim okupantem płk Aleksander Krzyżanowski został pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady. W 2012 r. odznaczono go Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: Krzysztof Tarka: Generał Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, Warszawa 2000

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 17 paź 2016, 13:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Zmarł Józef Bandzo, ps. "Jastrząb" - żołnierz „Łupaszki”.
Zadbajmy, by pożegnać go jak Bohatera!


Obrazek
fot. M. Czutko

Pana Józefa, choć chciał, by mówić do niego po prostu Józiu poznałem przy okazji którejś edycji Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”. Do Gdyni, ale także na rozsiane po kraju retrospektywy przyjeżdżał bardzo chętnie, bo nakręcały go spotkania z młodzieżą, także kibicami. Nie było nigdy tak, że nie miał czasu porozmawiać. A i koncerty rockowe, to nie było coś, czego unikał.



Jego droga żołnierska oraz ścieżki powojenne są bardzo pokręcone. Nie będę ich tutaj opisywał, odsyłam do innego artykułu ==> TUTAJ (http://glosbohatera.com.pl/galeria/joze ... -jastrzab/). Zawsze musiał i chciał walczyć o Polskę. Solidnie go to zahartowało. Mimo wieloletnich prześladowań (na wolność wyszedł dopiero w 1976 roku) zachował niesłychaną pogodę ducha, którą dzielił się z młodzieżą i kibicami podczas licznych spotkań.

Obrazek
fot. M. Czutko

Józef Bandzo był Bohaterem przez duże „B”. Dla mnie wciąż nim jest. W czasach walki u boku mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” musiał wykonywać najbardziej niebezpieczne zadania. Do tego trzeba było prawdziwego charakteru. Nie wyobrażam sobie, by jego pogrzeb nie odbył się z honorami państwowymi. Należy go pożegnać tak, jak na Bohatera przystało. Wielu nam Ich już nie pozostało.

Każdy, kto go poznał zapamięta jedno - młodzieńczą iskierkę w oku niespotykaną u ludzi w jego wieku. Nie mogę się jeszcze oswoić z myślą, że ona zgasła… Zmarł dzisiaj o 5 rano.

Chwała Bohaterom!

autor: Marcin Wikło

http://wpolityce.pl/historia/312068-zma ... k-bohatera

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 15 lis 2016, 11:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/18-stycznia-1951-r ... unt-roman/

18 stycznia 1951 roku, w Warszawie został zamordowany porucznik Stefan Bronarski Ps. „Liść”, „Ordon”, „Zygmunt”, „Roman”
18 stycznia 2016 00:00

Żołnierz Tajnej Armii Polskiej (TAP), Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), Armii Krajowej (AK) oraz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Był komendantem okręgu XXIII NZW Mazowsze Zachodnie w latach 1946-1948.

26 września 1948 roku został aresztowany przez UB wraz z pozostałymi członkami komendy Okręgu Mazowsze oraz oskarżony o udział w „nielegalnych organizacjach AK i NSZ”, współpracę z Niemcami i walkę z „patriotycznie nastawionymi partyzantami Gwardii Ludowej oraz Armii Ludowej”. Po bardzo brutalnym śledztwie 4 lipca 1950 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na 5-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 18 stycznia 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Miejsce jego pochówku jest nieznane, jego symboliczny grób znajduję się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w kwaterze na Łączce.

Obrazek
Na zdjęciu: Porucznik Stefan Bronarski. Źródło zdjęcia: Wikipedia



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 23 lis 2016, 14:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/11/2 ... -staskiem/

Ppor. Stanisław Grabowski ps. ”Wiarus” – partyzant nazywany ”Szalonym Staśkiem”
Posted by Marucha w dniu 2016-11-21 (poniedziałek)

Obrazek
Szalony Stasiek

• ”Wiarus” słynął z brawurowych akcji, np. wymierzania kary chłosty komunistom na wiecach
• Grabowski był utalentowanym dowódcą, który wielokrotnie wyprowadzał swoich ludzi z obław
• Najbardziej spektakularną operacją ”Wiarusa” było zajęcie Jedwabnego
• ”Szalony Stasiek” zginął w 1952 r. – był jednym najdłużej walczących Żołnierzy Wyklętych
Stanisław Grabowski urodził się we wsi Grabowo, w powiecie łomżyńskim, w 1921 roku. Niewiele wiadomo o jego młodzieńczych latach – pracował na roli w gospodarstwie rodzinnym i uczył się stolarstwa. W 1943 roku został zaprzysiężony jako żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i na stałe związał się z podziemiem narodowym. Nosił pseudonim ”Wiarus”. Walczył w szeregach III Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) kpt. ”Burego”, brał udział w jednej z największych bitew polskiego podziemia pod Orłowem na Mazurach w 1946 roku.
Po demobilizacji części brygady wrócił w rodzinne strony i dalej prowadził działalność konspiracyjną. Pomimo młodego wieku dał się poznać przełożonym jako żołnierz zdyscyplinowany, ale często prowadzący walkę w niekonwencjonalny sposób.

Jedyna droga
”Wiarus” ujawnił się w kwietniu 1947 roku w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Białymstoku. Długo jednak nie cieszył się spokojem. W trakcie jednej z wiejskich zabaw został napadnięty przez nieznanych sprawców, najprawdopodobniej nasłanych przez UB. Użył wówczas broni. Z tego powodu był poszukiwany przez milicję, musiał się więc ukrywać. W tym czasie spotkał wielu kolegów z czasów konspiracji, którzy albo nie ujawnili się w ramach amnestii, albo – tak jak on – byli prześladowani przez bezpiekę.
Grabowski na nowo nawiązał współpracę z podziemiem narodowym. Zaczął tworzyć zręby oddziału partyzanckiego i nawiązywać kontakty z miejscową ludnością. Wraz z dziesięcioosobową grupą żołnierzy wstąpił do Pogotowia Akcji Specjalnej NZW (PAS NZW) na powiat wysokomazowiecki. Wtedy stał się postrachem milicji i bezpieki.
Atakował milicjantów i funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa. Nie unikał walki z dużo silniejszymi grupami operacyjnymi UB i KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Potrafił w biały dzień zjawiać się na organizowanych przez komunistów wiejskich wiecach i wymierzać ich organizatorom publiczną chłostę. Wraz ze swoimi ludźmi wykonywał też wyroki śmierci wydane przez podziemne sądy.
Niejednokrotnie wyprowadzał swój oddział z obław KBW, mimo kilkunastokrotnej przewagi liczebnej wroga. Parę razy udało się ”Wiarusowi” wyjść z okrążenia, np. w przebraniu kobiety. Jego pomysłowość połączona z zawziętością i determinacją w walce sprawiły, że miejscowi zaczęli nazywać Grabowskiego ”Szalonym” lub ”Szalonym Staśkiem”.

Obrazek
Szalony Stasiek z kolegami


Jego patrol bojowy PAS NZW systematycznie powiększał się o nowo przybyłych partyzantów – najczęściej byli to spaleni konspiratorzy lub weterani z czasów okupacji niemieckiej, których po ujawnieniu w 1947 roku poszukiwało UB.
Przez oddział Grabowskiego przewinęło się co najmniej 34 partyzantów. Podzielił podległych mu ludzi na kilkuosobowe patrole, które operowały w terenie. Już na początku 1948 roku komendy powiatowe urzędów bezpieczeństwa w Łomży, Wysokim Mazowieckim i w Białymstoku meldowały przełożonym, że oddział NZW ”Wiarusa” należy do jednych z najgroźniejszych i najbardziej aktywnych na terenie województwa.
Jedną z najsłynniejszych operacji oddziałów Pogotowia Akcji Specjalnej ”Wiarusa” było opanowanie Jedwabnego 29 września 1948 roku. Żołnierze podziemia przyjechali zatrzymanym po drodze autobusem PKS do centrum miasteczka. Miejscowa milicja, gdy usłyszała, że do Jedwabnego wkroczył ”Szalony Stasiek”, zabarykadowała się i nie podjęła żadnej interwencji. ”Wiarus” zwołał wiec na rynku i prosił miejscową ludność o trwanie w biernym oporze wobec komunistycznej władzy. Była to najprawdopodobniej ostatnia tego typu akcja w historii polskiego podziemia antykomunistycznego – i to ponad trzy lata po oficjalnym zakończeniu działań zbrojnych.

Posłańcy śmierci
Zajęcie Jedwabnego odbiło się szerokim echem na całej Białostocczyźnie. Po tym wydarzeniu na szczeblu wojewódzkim bezpieki zaczęto przygotowywać przeciwko ”Wiarusowi” operację z udziałem agentów i donosicieli, którzy współdziałali ze specjalnymi grupami pościgowymi sił bezpieczeństwa. Gdy bezpieka próbowała wprowadzić do grupy agenta, ten dotarł do szefa PAS NZW Wysokie Mazowieckie i wyjawił prawdę na temat zleconego mu przez komunistów zadania. Gdy UB zorientowało się, że niedoszły agent przeszedł na stronę partyzantów, postanowiło inaczej rozprawić się z Grabowskim.
Wacław Snarski ps. ”Księżyc” był żołnierzem AK. Po wojnie działał w podziemiu antykomunistycznym na Podlasiu. Po amnestii w 1947 roku został zwerbowany do współpracy przez PUBP w Białymstoku. Miał od wewnątrz niszczyć istniejące jeszcze oddziały podziemia. Podszywał się pod zagubionego lub oderwanego od innej grupy zbrojnej partyzanta. Szukał na wsi kontaktów z ludźmi z lasu, by móc do nich wstąpić i wystawić siłom bezpieczeństwa lub zlikwidować ich członków.
W ten sposób ”Księżyc” w latach 1949-1951 przyczynił się do całkowitego rozbicia oddziałów poakowskich plut. Czesława Czyża ps. ”Dzik”, Franciszka Kisielewskiego ps. ”Sosna” i Gabriela Oszczapińskiego ps. ”Dzięcioł”. Snarski dotarł do ”Wiarusa”. Ten rozpoznał mistyfikację i postanowił zlikwidować agenta. ”Księżyc” uniknął jednak śmierci z rąk partyzantów. Zdawał sobie sprawę, że jest spalony, więc uciekł. Długo nie cieszył się życiem – wraz z innym zabójcą UB zginął w 1951 roku na mokradłach biebrzańskich z rąk mjr. Jana Tabortowskiego ps. ”Bruzda” i kpt. Stanisława Cieślewskiego ps. ”Lipiec”.
”Szalony Stasiek” zrozumiał, że ubecka pętla coraz bardziej zaciska się wokół jego oddziału. Pod koniec 1951 roku bezpieka zwerbowała kobietę z najbliższego otoczenia komendanta PAS NZW Wysokie Mazowieckie, nadając jej pseudonim ”Ewa”. Gdy 22 marca 1952 roku do zabudowań agentki we wsi Babino przybył ”Wiarus”, ta powiadomiła o tym przez radio KBW z Białegostoku. Grupa operacyjna przybyła na miejsce i błyskawicznie otoczyła wieś trzema kordonami.
”Wiarus” postanowił przebijać się bojem przez kilkudziesięciokrotnie liczniejszą obławę. Nie miał najmniejszych szans. Wraz z nim zginęli dwaj żołnierze z patrolu – ”Żbik” i ”Humorek”. Ubecy nie kryli zadowolenia z tego, że w końcu udało im się dorwać nieuchwytnego ”Szalonego Staśka”.
Tak tamte chwile wspominała po latach Wanda Kalicka: ”Wtedy wszystkie dziewczęta z Babina zegnali, i mnie też, bo chcieli zobaczyć, która zapłacze. Wiadomo: szkoda było chłopców, ale żadna nie płakała. Przynieśli wtedy od gospodarzy brony, postawili je pionowo, poopierali ciała plecami o te brony i zdjęcia im robili. Potem przyjechał duży samochód ciężarowy i za nogi i ręce powrzucali ich na jego skrzynię. ‚Skur…ny, teraz będą w ubikacji w Mazowiecku pływać’, przechwalał się jakiś ubek”.
Pozostałe jeszcze w terenie patrole PAS NZW ”Wiarusa” zostały rozbite do końca 1952 roku. Ciała partyzanta nie wydano rodzinie; obawiano się, że jego mogiła stanie się symbolem oporu przeciw narzuconej władzy. Do dziś, pomimo licznych poszukiwań prowadzonych przez IPN, nie odnaleziono miejsca pochówku ppor. Stanisława Grabowskiego ”Wiarusa”.

Za Facebookiem
Wpisał Jim Kazama


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 04 sty 2017, 11:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/43760-partyzant-ktory-u ... e-bieruta/

Partyzant, który uprowadził rodzinę Bieruta!
Paweł Brojek Opublikowano 3 stycznia 2017

Obrazek

Jako 16-latek trafił na roboty do Niemiec. Podczas sowieckiej okupacji był komendantem zgrupowania partyzanckiego Zrzeszenia WiN na Polesiu Zachodnim. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas starcia z oddziałem Ludowego Wojska Polskiego…
Leon Taraszkiewicz urodził się 13 maja 1925 r. w niemieckim Duisburgu w rodzinie robotniczej. Miał czworo rodzeństwa, jego bratem był współpracujący z nim po wojnie w strukturach Zrzeszenia WiN Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”. W sierpniu 1925 r. cała rodzina wróciła do Polski i zamieszkała we Włodawie.
Niedługo po wybuchu II wojny światowej na skutek donosu 16-letni Leon został aresztowany przez Niemców za posiadanie materiałów wybuchowych. Dzięki staraniom matki uniknął pobytu w obozie koncentracyjnym i wyjechał na roboty do Niemiec.

Uciekł latem 1942 r. Zatrzymany w Chełmie i osadzony w miejscowym więzieniu, został następnie przewieziony na Zamek w Lublinie i poddany przesłuchaniom w siedzibie tutejszego gestapo.
Jesienią 1942 r. ponownie zbiegł, a następnie przedostał się w okolice Włodawy, gdzie po kilkunastu miesiącach ukrywania wstąpił do działającego w okolicznych lasach sowieckiego oddziału partyzanckiego.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej, nie godząc się na współpracę z nowym okupantem, został w połowie grudnia 1944 r. aresztowany przez UB. Ponownie trafił do więzienia na Zamku w Lublinie, skąd został przewieziony do obozu NKWD w Błudku na Lubelszczyźnie.
W marcu 1945 r. zbiegł z transportu jadącego na wschód i po dotarciu do Włodawy przez kilka tygodni ukrywał się, a następnie uciekł do lasu, gdzie wstąpił w szeregi oddziału partyzanckiego WiN, przyjąwszy pseudonim „Jastrząb”. Po śmierci dotychczasowego dowódcy stanął na czele zgrupowania. Brał udział w licznych akcjach, rozbrajał posterunki MO, toczył boje z grupami operacyjnymi UB i KBW.
Podczas jednej z takich akcji 17 lipca 1946 r. oddział „Jastrzębia” przygotowujący zasadzkę pod Chełmem zatrzymał samochód, którym podróżowała rodzina samego Bolesława Bieruta. Siostra przyszłego prezydenta PRL, Zofia Malewska z mężem oraz ich syn z żoną po kilkudniowym przetrzymaniu zostali puszczeni wolno.
22 października 1946 r., w ciągu jednego dnia oddział „Jastrzębia” zdobył posterunki MO w Milejowie, Łęcznej i Cycowie, rozbroił oddział Wojsk Ochrony Pogranicza na trasie Włodawa-Chełm, a następnie opanował Włodawę, gdzie zajął posterunek MO i rozbił siedzibę PUBP, uwalniając kilkudziesięciu więźniów.
3 stycznia 1947 r., podczas ataku na oddział LWP stacjonujący w Siemieniu pod Parczewem, Leon Taraszkiewicz został ciężko ranny w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Jedna z teorii mówi, iż został postrzelony przez agenta UB ulokowanego w oddziale. Zmarł po kilku godzinach w trakcie transportu na placówkę terenową. Dowództwo nad oddziałem przejął wówczas jego brat, Edward.
„Jastrząb” został potajemnie pochowany na cmentarzu w Siemieniu, jedyną informacją na jego grobie był lakoniczny napis „Leon”. Powtórny uroczysty pogrzeb odbył się w czerwcu 1991 r.
W 2009 r. por. Leon Taraszkiewicz został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: podziemiezbrojne.blox.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /