Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 190 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 07 sty 2017, 20:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
O sobie myślał na końcu

Z Janem Józefem Kasprzykiem, p.o. szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, rozmawia Zenon Baranowski

Obrazek

Generał Janusz Brochwicz-Lewiński ps. „Gryf” to kolejna wielka postać naszej historii, której już nam ogromnie brakuje.
– Generał miał życiorys zupełnie niezwykły. Nie o wszystkich rzeczach chciał i mógł mówić. Poza tymi historiami, które są powszechnie znane, jak udział w wojnie obronnej 1939 r., ucieczka z sowieckiej niewoli po 17 września, której przypisywał cudowny charakter, obrona pałacyku Michla w Powstaniu Warszawskim, a potem obóz niemiecki, jest cały rozdział powojennej działalności Brochwicz-Lewińskiego jako oficera wywiadu brytyjskiego rzuconego na bardzo trudny odcinek w Niemczech. Przy czym on traktował służbę w wywiadzie brytyjskim jako formę walki z komunizmem, czyli tym złem, które w Polsce zapanowało po 1945 r. Uważał, że należy z tym komunizmem walczyć na wszelkie możliwe sposoby, również służąc w armii Wolnego Świata, za jaką postrzegał i uważał słusznie armię Wielkiej Brytanii.

W tej walce gen. Brochwicz-Lewiński kierował się wyjątkowym etosem człowieka szlachetnego.
– Miał taki przydomek „Rycerski Dowódca”, ponieważ puszczał wolno niemieckich żołnierzy z atakowanych konwojów. Myślę, że takie postawy wyniósł z domu. Od kilku pokoleń jego rodzina kieruje się etosem rycerskim, etosem służby, gdzie wojna jest pewną sztuką. Okres II wojny światowej złamał takie pojęcie. U niego to pojęcie rycerskości w kunszcie wojennym tkwiło.

Jako dowódca oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie przez podkomendnych był oceniany jako człowiek, który potrafił zadbać o najprostszego żołnierza, o sobie pamiętając na samym końcu. Dbał też o to, żeby ludność cywilna nie cierpiała z powodu nadmiernych rekwizycji dokonywanych przez oddziały partyzanckie, które musiały jakoś zapewnić sobie aprowizację.

„Gryfowi” leżało na sercu wychowanie młodego pokolenia, chętnie promował m.in. program „Patriotyzm Jutra”.
– Do końca swoich dni spotykał się z młodymi ludźmi. Bardzo zależało mu na tym, aby te wartości, którym on był wierny i w których wzrastał w II Rzeczypospolitej: umiłowanie Ojczyzny, bezinteresowna służba Rzeczypospolitej, honor, były zaszczepiane współczesnemu pokoleniu. Jego dom był zawsze otwarty dla oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego, dla harcerzy, dla strzelców. Nie tylko opowiadał pasjonującą historię swojego życia – a jego życiorysem można by przecież obdzielić kilka postaci – ale również wskazywał, jaka Polska powinna być współcześnie i w przyszłości.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... koncu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 10 lut 2017, 13:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/76912

64. rocznica śmierci ppor. "Wiktora
Żołnierze Wyklęci, pt., 10/02/2017 - 11:21

64. rocznica śmierci ppor. Stanisława Kuchciewicza "Wiktora"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Obrazek
Stanisław Adam Kuchciewicz „Iskra”, „Wiktor” (1922-1953).


64 lata temu, 10 lutego 1953 r., podczas akcji zaopatrzeniowej na Gminną Kasę Spółdzielczą w Piaskach (woj. lubelskie), zginął jeden z ostatnich dowódców antykomunistycznego podziemia, żołnierz NSZ-NZW i WiN, ppor. Stanisław Kuchciewicz "Wiktor".

Wieczorem 10 lutego 1953 r., tuż przed zakończeniem pracy urzędu, „Wiktor” i jeden z jego żołnierzy - Zbigniew Pielach ps. „Felek” wkroczyli do budynku GKS w Piaskach. Ich działania ubezpieczał od strony cmentarza Józef Franczak ps. „Lalek”. Po kilku minutach w budynku pojawiła się grupa funkcjonariuszy MO z posterunku w Piaskach, zaalarmowana przez pracowników GKS. W poczekalni doszło do strzelaniny, w wyniku której "Wiktor został śmiertelnie ranny. Zdążył jeszcze wydać polecenie „Felkowi”, by ten się wycofał, po czym stracił przytomność. Zmarł na korytarzu Gminnej Kasy Spółdzielczej, kilka minut po otrzymaniu postrzału.

Obrazek
Fotografia pośmiertna „Wiktora” wykonana najprawdopodobniej na terenie więzienia na Zamku w Lublinie w lutym 1953 r.


Ciało „Wiktora” przewieziono natychmiast do więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie zwłoki identyfikowali, sprowadzeni przez UB, rodzice, brat i znajomi. Przeprowadzono również oględziny lekarskie, które jako przyczynę śmierci denata wykazały wykrwawienie się z rany postrzałowej płuc.
Miejsce pochówku Stanisława Kuchciewicza do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”.


Stanisław Kuchciewicz ps. „Iskra”, „Wiktor”, s. Jana, ur. 24 XII 1922 r. w Łęcznej [pow. Lublin], ppor. cz.w. WiN. Podczas okupacji niemieckiej członek NSZ w oddziale ppor. Jana Imbirowicza „Jacka I”. We wrześniu 1944 r. został powołany do Wojska Polskiego, skąd po kilku tygodniach zdezerterował i trafił do zgrupowania NSZ kpt. Mieczysława Pazderskiego „Szarego”. Udało mu się wyrwać z obławy w Hucie 10 VI 1945 r. Na przełomie 1945 i 1946 r. wszedł w skład oddziału i został zastępcą dowódcy w oddziale Stefana Brzuszka „Boruty”. Od lipca 1946 r. w oddziale kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Szybko awansował na dowódcę jednego z plutonów (patroli), a następnie szefa sztabu. Nie ujawnił się, pełnił funkcję dowódcy patrolu i zastępcy „Uskoka”, a po jego śmierci 21 maja 1949 r. przejął dowództwo nad pozostałymi żołnierzami oddziału. Współdziałał z oddziałem ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Latem 1950 r. podjął próbę przedostania się na Zachód, która jednak zakończyła się fiaskiem. Powrócił do oddziału i działał do 10 II 1953 r., kiedy to poległ podczas akcji zaopatrzeniowej na Gminną Kasę Spółdzielczą w Piaskach [pow. Lublin].

GLORIA VICTIS !

Z racji tej smutnej rocznicy zapraszam do pobrania i lektury obszernego artykułu na temat ppor. "Wiktora", autorstwa Artura Piekarza, historyka, pracownika IPN w Lublinie:

Stanisław Kuchciewicz "Iskra", "Wiktor">
https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q= ... Gs&cad=rjt
Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2014/01 ... skich.html

Żołnierze Wyklęci - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 20 lut 2017, 11:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wmeritum.pl/zmarl-plk-jan-kudla- ... ego/172387

Zmarł płk Jan Kudła – żołnierz gen. Maczka oraz działacz podziemia niepodległościowego
Opublikowano: 19 Lut 2017

Obrazek
Płk Jan Kudła, WIN


Smutne wieści napłynęły ze 105. Szpitala Wojskowego w Żarach. W wieku 91 lat zmarł płk Jan Kudła – żołnierz 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka oraz działacz podziemia niepodległościowego.

Płk Jan Kudła urodził się 10 czerwca 1926 roku w Polskiej Woli (d. województwo tarnopolskie). 10 lutego 1940 roku, wraz z całą rodziną, został deportowany na Syberię. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski, na ochotnika, wstąpił do formowanego w ZSRR Wojska Polskiego. Początkowo został przydzielony do Szkoły Junaków przy 7. Dywizji Piechoty, z którą opuścił terytorium ZSRR w kwietniu 1942 roku. Pół roku później znalazł się w Glasgow. Najpierw trafił do 1.Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a następnie służył w 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, z którą przeszedł szlak bojowy w Europie.

Po zakończeniu wojny nawiązał kontakt z oficerem wywiadu i na jego rozkaz w październiku 1946 roku wrócił do Polski, wraz z korespondencją do komendanta Eksterytorialnego Okręgu „Wolność i Niezawisłość” (WiN) Lwów – Anatola Sawickiego. Od 1948 roku kontynuował działalność konspiracyjną w Polskiej Tajnej Organizacji Wojskowej. Został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa w listopadzie 1951 roku i wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Zielonej Górze skazano go na 15 lat więzienia. Na wolność wyszedł w grudniu 1956 roku. W latach 80. zaangażował się w działalność opozycją, najpierw w „Solidarności”, a później w „Solidarności” Rolników Indywidualnych.

Po 1989 roku udzielał się w organizacjach kombatanckich. Poniżej płk Jan Kudła z przedstawicielami Koła Naukowego Historyków Studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Obrazek

Źródło: zachod.pl
Fot. Koło Naukowe Historyków Studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 19 mar 2017, 20:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://kierunki.info.pl/2017/03/patryc ... nski-zbik/

Patrycja Resel: Historia miejscowej legendy – Władysław Kołaciński ,,Żbik”
18 marca 2017 o 20:00 / komentarzy (0)


Grupa żołnierzy z oddziału kpt Żbika przy zdobytym działku lipiec 1944



Niezwyciężeni, silni duchem, ponad wszystko kochający swój naród. To o tych ludziach przez lata milczano lub zakłamywano ich losy na wojennej ścieżce. Dziś nie da się ukryć ich zasług dla państwa polskiego oraz tego, jak wielki przykład dają współczesnym młodym ludziom. Oni nie chcieli rozgłosu ani sielankowego życia, które po brzegi byłoby przepełnione próżnym bogactwem. Przede wszystkim dążyli do powrotu Wielkiej Polski. Niejednokrotnie za swoją wiarę w lepsze dni oddawali wszystko to, co było dla nich najcenniejsze. Młodość, rodzinę, spokój i ostatecznie życie. Jako działaczka Obozu Narodowo – Radykalnego mam obowiązek wzmacniania pamięci o wielkich narodowych bohaterach. Jednym z nich był Władysław Kołaciński ps. ,,Żbik”. Zgłębiając historię jego życia nie da się nie zauważyć emocji, które targały nim podczas każdej z podejmowanych decyzji. Niejednokrotnie musiał walczyć z własnym sumieniem, ryzykować w imię wyższego dobra i toczyć krwawe walki z wrogiem, który nie dawał za wygraną. Wiele niejasności w losach Kołacińskiego sprzyjało do tworzenia się mitów o jego działalności. Władze komunistycznie zręcznie manipulowały faktami, aby ogłupić społeczeństwo, a samego ,,Żbika” strącić na margines społeczeństwa. Tworzenie obrazu ,,wroga numer jeden” było jednym z najbardziej priorytetowych celów. Nie tylko Władysław Kołaciński musiał zmierzyć się z szykanami władz komunistycznych. Taki sam los czekał innych dzielnych Polaków, którzy nie dopuszczali do siebie myśli, że wojna dobiegła końca.

Władysław Kołaciński przyszedł na świat 10 marca 1911 roku w Piekarach, niewielkiej wsi pod Piotrkowem. Był synem Wincentego Kołacińskiego i Magdaleny z domu Król. Jego rodzina od wielu lat angażowała się w działalność konspiracyjną na rzecz odzyskania niepodległości. Kołaciński miał sześcioro starszego rodzeństwa, a każdy z jego braci służył w Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego. Ignacy, Józef i Stanisław dawali przykład swojemu najmłodszemu bratu od chwili jego narodzin. Mimo chłopskiego bytu rodziny Kołacińskich dbano o staranne wykształcenie potomków. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Woźnikach Władysław Kołaciński przeprowadził się do Łodzi, aby się dalej kształcić w Szkole Rzemiosł Towarzystwa Salezjańskiego. W 1932 roku zgłosił się ochotniczo do służby wojskowej w Marynarce Wojennej. W szeregach jednostki znajdował się przez trzy kolejne lata. Ponadto służył na kontrtorpedowcu ORP ,,Burza” i pracował w Polskich Liniach Lotniczych ,,LOT” w Rumii – Zagórzu.

24 sierpnia 1939 roku zameldował się z kartą mobilizacyjną w koszarach Marynarki Wojennej, skąd przydzielono go do III Kolumny Samochodowej w Oksywiu. Następnie wziął udział w obronie Gdyni i Kępy Oksywskiej. Jako dowódca plutonu przyczynił się do odbicia osiedla Kaczy Dół. Za trud i poświęcenie w walce mianowano go na dowódcę kompanii. Nie na długo Kołaciński mógł się cieszyć wolnością i przydzielonymi mu obowiązkami. 18 września 1939 roku umieszczono go w niemieckim obozie jenieckim w Stargardzie. Po długich miesiącach niewoli w końcu odnalazł drogę wyswobodzenia. Obozowym lekarzem był kpt. dr Gosiewski, bliski kolega jego brata Ignacego. Mężczyzna postanowił pomóc Kołacińskiemu w ucieczce. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu pomyślnie stworzono z Kołacińskiego inwalidę wojennego z symulowaną chorobą serca. W czerwcu 1940 roku mógł znów poczuć smak wolności i wrócić w ukochane, rodzinne strony. Dwa miesiące później wstąpił do Organizacji Wojskowej Stronnictwa Narodowego (późniejszej Narodowej Organizacji Wojskowej). Wybór tej organizacji był dla Kołacińskiego zupełnym przypadkiem. Działalność konspiracyjna i walka z nieprzyjacielem stała się jego powołaniem, misją życia i dla Polski chciał poświęcić wszystko, co miał najcenniejsze.

Komenda Główna powierzyła mu zadanie zbudowania siedmioosobowych oddziałów w gminie Woźniki. Po trzech miesiącach od rozbudowania pierwszej siatki konspiracyjnej został komendantem w trzech gminach: Woźniki, Krzyżanów i Parzniewice. Równocześnie piastował stanowisko przewodniczącego miejscowego Komitetu Opieki nad Wysiedlonymi. Działalność Władysława Kołacińskiego obserwował wójt gminy Woźniki, Mayer, który z pochodzenia był Niemcem. Niejednokrotnie odgrażał się, że nie tylko przyczyni się do klęski Kołacińskiego, lecz też całej jego rodziny. Wkrótce Gestapo aresztowało jednego z braci – Józefa, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym Auschwitz. W tej sytuacji Kołaciński musiał podjąć decyzję o szybkiej przeprowadzce z rodzinnej wsi. Wraz z marcem 1943 roku wyjechał do Częstochowy.

W tym samym czasie Narodowa Organizacja Wojskowa przeżywała znamienny kryzys. Rozbieżność w poglądach politycznych doprowadziła do rozłamu w organizacji. Część oficerów powołała Narodowe Siły Zbrojne, w których działania włączył się Władysław Kołaciński i przybrał nazwisko Władysław Leszczyński, pseudonim ,,Żbik”. Na nowym terenie miał szkolić przyszłe kadry wojskowe dla Narodowych Sił Zbrojnych w powiecie włoszczowskim. Niebawem pod jego dowództwem znalazło się dziesięć sekcji bojowych, gdzie większość działaczy miała niespełna dwadzieścia lat i niemal zupełny brak doświadczenia w walce zbrojnej. Pomimo trudnych warunków Kołaciński poświęcił cały swój czas na zorganizowanie perfekcyjnej formacji wojskowej. Objął funkcję komendanta Akcji Specjalnej powiatu włoszczowskiego NSZ i Komendy Okręgu VI Częstochowskiego. Jego obszarem działań były tereny w obrębie Kielc, Częstochowy i Koniecpola. Głównym zadaniem Kołacińskiego było zdobywanie zaopatrzenia na kontynuację akcji zbrojnych oraz poskramianie bandytyzmu, wrogich oddziałów partyzanckich, a także likwidacja konfidentów, których liczba rosła w zatrważającym tempie. Oddział pod kierownictwem Kołacińskiego walczył zarówno z Niemcami, jak i komunistami. Każda jednostka, która targnęła się na dobro Polski, stawała się jej kolejnym wrogiem.

Cykl akcji antyniemieckich coraz bardziej nakierowywał Gestapo na zwalczanie Kołacińskiego i podległego mu oddziału. Coraz śmielsze posunięcia przyniosły kolejne nieprzewidziane wydarzenia. W lipcu 1943 roku Władysław Kołaciński został aresztowany podczas wizyty u fryzjera pod fałszywym nazwiskiem Józef Mielczarek. Następnie osadzono go w więzieniu w Częstochowie i poddano brutalnemu śledztwu. Lekko podupadający na zdrowiu nie tracił wiary w swoje szczęście. Wśród więźniów dzielących cele z Kołacińskim znalazło się dwóch Żydów. Jeden z nich wywróżył Kołacińskiemu wolność. Nadzieja na lepsze czasy nigdy nie wygasła w sercu walecznego Polaka.

22 lipca 1943 roku Władysław Kołaciński wraz ze swoimi towarzyszami niedoli został zapędzony na stację kolejową, gdzie czekał go transport do obozu koncentracyjnego. Nawet w takiej chwili, gdzie większość ludzi oddałaby swój byt w ręce zmiennemu losowi, nie stracił zimnej krwi. Władysław Kołaciński przeprowadził brawurową akcję, dzięki której zostało ocalone życie niejednej niewinnej osobie. W nocy wraz z kilkoma odważnymi więźniami napadł na konwojentów, a następnie wyskoczył z pędzącego wagonu. Ranny, wycieńczony, pozbawiony sił spotkał na swojej drodze uczynnych Polaków, którzy nie zostawili swojego rodaka w potrzebie. Kołaciński bezpiecznie przekroczył granicę i dotarł do znanej mu gajówki.

Po unormowaniu kondycji fizycznej i psychicznej Władysław Kołaciński zdecydował o powrocie do ciężkiej wojaczki. Niestety okazało się, że cała siatka konspiracyjna we Włoszczowie uległa zniszczeniu. 22 września 1943 roku ,,Żbik” objął dowództwo nad 32 – osobowym oddziałem w Dąbrówkach koło Oleszna, który stale się rozszerzał. W końcu stał się jednym z największych oddziałów partyzanckich Narodowych Sił Zbrojnych na Kielecczyźnie. Władysław Kołaciński swoje akcje najczęściej przeprowadzał na pograniczu powiatów koneckiego i włoszczowskiego oraz w lasach kurzelowskich. Priorytetem oddziału ,,Żbika” było objęcie ochroną mieszkańców okolicznych terenów przed terrorem niemieckim, a także przed bandytyzmem wojsk komunistycznych i jednostek z nim współpracujących.

Działalność Władysława Kołacińskiego była niejednokrotnie źle interpretowana przez Polaków, którzy wydawali sądy na Żołnierzy Wyklętych zbyt pochopnie. Nie znając faktów, a jedynie opierając się na doniesieniach władz komunistycznych, wytworzyli wiele mitów, z którymi ,,Żbik” musiał zmagać się do końca swojego życia. W lutym 1944 roku Kołaciński nawiązał kontakt z komendantem żandarmerii, hauptmanem Huste. Główną przyczyną rozpoczęcia tej relacji była chęć niesienia pomocy więzionych członków konspiracji i innych Polaków. Dokonywano wymiany jeńców niemieckich za członków podziemia niepodległościowego. Najważniejsze jest to, że ,,Żbik” nie ukrywał swoich powiązań z nim i celów tej relacji. W okolicy roznosiły się plotki o jego domniemanej kolaboracji i działalności na korzyść Niemców. Na początku 1944 roku Komenda Główna NSZ wydała rozkaz rozwiązania i zawieszenia czynności oddziału, a także aresztowania samego Kołacińskiego. Dowody przeciwko ,,Żbikowi” skompletował gen. Tadeusz Bór – Komorowski, Komendant Główny Armii Krajowej. Swoje oskarżenia opierał na oficjalnych materiałach AK i Delegatury Rządu. Kołaciński dowiedziawszy się o swoim położeniu, złożył obszerne, szczegółowe wyjaśnienie. W końcu płk Ignacy Oziewicz wycofał wyrok, a do oddziału ,,Żbika” została wydelegowana specjalna komisja, która miała dokonać kontroli jednostki. Ostatecznie wszystkie zarzuty wobec Władysława Kołacińskiego zostały odrzucone, a sam ,,Żbik” zrehabilitowany. Do dziś wielu historyków nie jest zgodnych, co do intensywności kontaktów między Kołacińskim a hauptmanem Huste. Część z nich opowiada się za tym, że relacja między nimi miała charakter jednorazowy. Inna grupa badaczy stwierdza, że utrzymywali ze sobą stały kontakt aż do września 1944 roku.

Drugim mitem propagowanym przez władze PRL był przebieg akcji pod Rząbcem, w której brał udział Władysław Kołaciński. 8 września 1944 roku miało miejsce zgrupowanie oddziału Armii Ludowej. W tym samym czasie patrol Narodowych Sił Zbrojnych wykonywał swoje rutynowe zadania niedaleko stacjonującej wrogiej armii. Wszyscy działacze konspiracji zostali pojmani, a następnie poddano ich brutalnemu przesłuchaniu. Jednemu z nich udało się zbiec i poinformować oddział o zaistniałej sytuacji. Niebawem doszło do walki między członkami NSZ a partyzantami AL z Tadeuszem Grochalą (,,Tadkiem Białym”) na czele. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę oddziału Kołacińskiego. Sprawnie rozbito armię Grochali, choć on sam zdołał uciec przed sprawiedliwością. Pozostali żołnierze zostali wzięci do niewoli: ok. 40 partyzantów AL i 74 partyzantów sowieckich. Nocą doszło do buntu jeńców, którzy siłą próbowali odzyskać wolność. Nawiązała się strzelanina, wskutek której śmierć poniosło 4 członków NSZ i 68 bolszewików. Pozostali AL-owcy zostali wcieleni do NSZ lub rozbrojeni i wypuszczeni na wolność. Przez wiele lat Grochala zakłamywał przebieg walki pod Rząbcem. Uparcie twierdził, że oddział Kołacińskiego był wspomagany przez grupę 2000 Niemców. Cała prawda i przykre oszczerstwa wyszły na jaw w wolnej Polsce. Wszystkie teorie narzucane przez Tadeusza Grochalę oraz władze komunistyczne zostały obalone i odrzucone.

Bardzo trudnym okresem w życiu Władysława Kołacińskiego był czas włączania się niektórych oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych do Armii Krajowej. Wiosna 1944 roku postawiła ,,Żbika” przed ciężkimi decyzjami, które miały zaważyć nad dalszym funkcjonowaniem jego oddziału. W Narodowych Siłach Zbrojnych powstał podział na dwa odłamy: Narodowe Siły Zbrojne – Armię Krajową oraz Narodowe Siły Zbrojne – Związek Jaszczurczy. Organizacja musiała zmierzyć się z chaosem spowodowanym dwoma obozami, dwiema komendami i rozkazami niejednokrotnie sprzecznymi. Kołaciński nie zajmował się sporami politycznymi i jakiekolwiek problemy wyższych władz były mu zupełnie obce. Przede wszystkim koncentrował się na rozwoju swojego oddziału, bezpieczeństwie swoich ludzi i realizacji celów, które za wszelką cenę chciał osiągnąć. Koniec w końcu oddział ,,Żbika” podporządkował się drugiej z wymienionych organizacji. NSZ – ZJ i ich główna komenda zarządzały przedsięwzięciami Kołacińskiego. Jego oddział znalazł się w mniejszości, gdyż większość oddziałów NSZ z Okręgu VI Częstochowa zdecydowały o połączeniu swoich sił z Armią Krajową. Kiedy 11 sierpnia 1944 roku miało miejsce powstanie Brygady Świętokrzyskiej, oddział Władysława Kołacińskiego dołączył do nowopowstałych szeregów. Wraz z innymi sojuszniczymi grupami zbrojnymi walczył w imię Wielkiej Polski aż do stycznia 1945 roku.

Brygada Świętokrzyska znalazła się w tragicznym położeniu, a decyzje o jej dalszej aktywności należało podjąć jak najszybciej. Znajdująca się między dwoma agresorami postanowiła wykonać przemarsz na Zachód, który do dziś budzi wiele kontrowersji i jest tematem licznych dyskusji. Wykorzystując kontakty Henryka Jurego i realizację planu nieatakowania opuszczających polski kraj Niemców, ruszyła w stronę alianckiej strefy wpływów. Oddział Kołacińskiego zrezygnował z tego typu działań i 5 stycznia 1945 roku oddalił się od głównej kolumny marszu Brygady Świętokrzyskiej, a następnie wymierzył swoje siły w miejscowy posterunek Gestapo. Ofensywa sowiecka zaskoczyła Kołacińskiego, który przez nagły zwrot akcji nie zdołał powrócić do swojej macierzystej jednostki. Oddział ,,Żbika” przedostał się w okolice Radomska, gdzie we wsi Kijów Władysław Kołaciński podjął decyzję o jego rozwiązaniu i ukryciu broni. W Piotrkowie Trybunalskim oddział Armii Krajowej wyrobił mu fałszywe papiery. Od tej pory formalnie nazywał się Władysław Kaniewski. Z nowym dokumentem tożsamości powrócił do swojej rodzinnej wioski, do utęsknionej przeszłości, do wszystkiego, co zabrało mu piekło wojny.

Powrót do sielankowego życia w Polsce nie był pisany Władysławowi Kołacińskiemu. Coraz głośniej władze komunistyczne nawoływały do poszukiwań ,,Żbika”, jako mordercy i zdrajcy, którego jak najszybciej trzeba było usunąć ze społeczeństwa. W kwietniu 1945 roku Kołaciński ponownie sformował oddział i dowodził nim przez kilka następnych miesięcy. Jego działania głównie koncentrowały się na powiecie piotrkowskim. We wrześniu tego samego roku podjął decyzję o rozwiązaniu oddziału. Nadrzędnym celem tego posunięcia było utrzymanie bezpieczeństwa swoich żołnierzy. Walkę uważał za bezcelową, a każdy nieprzemyślany ruch mógł zakończyć się katastrofą dla ludzi, którzy przyrzekali wierność swojej Ojczyźnie. Władysław Kołaciński wraz ze swoim oddziałem ukrył się w rejonie lasów spalskich, a następnie wysłał list do Urzędu Bezpieczeństwa w Piotrkowie Trybunalskim. Treść listu zawierała skruchę wobec władz komunistycznych, chęć zmiany nastawienia, bezwarunkową kapitulację i obietnicę zdania broni. Wieczorną porą dostarczył pod komendę Milicji Obywatelskiej w Woźnikach wóz zapełniony bronią. Tego typu kroki służyły do pozyskania czasu, który zapewniłby rozformowanie oddziału i sprawną ucieczkę.

We wrześniu 1944 roku Władysław Kołaciński wyjechał do Szczecina, aby stamtąd dostać się na Zachód, do II Korpusu gen. Władysława Andersa. ,,Żbik” służył w batalionie komandosów w Macerat, a później w kompaniach wartowniczych na terenie amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec. W 1950 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i zamieszkał w Chicago. Na drugim kontynencie spędził czterdzieści lat. Był aktywnym członkiem różnorodnych organizacji polonijnych, charytatywnych i społecznych na emigracji. Ożenił się i zbudował dom, w końcu mógł poczuć smak wolności i tradycyjnego życia rodzinnego. Nigdy nie zapomniał o narodzie, któremu tak wiele zawdzięczał i który tak wiele zawdzięcza jemu. Po raz pierwszy od zakończenia wojny pojawił się w Polsce dopiero w 1989 roku. Na stałe powrócił do swojego ojczystego kraju w 1990 roku i zamieszkał w Warszawie. Wkrótce poniósł ciężkie obrażenia w wypadku samochodowym i przeprowadził się do swojej siostry mieszkającej w Płocku. Widokiem polskich ziem cieszył się zaledwie pięć lat. Władysław Kołaciński zmarł 8 listopada 1995 roku w Płocku. Miejscem jego wiecznego spoczynku został cmentarz parafialny w Bogdanowie w powiecie piotrkowskim.

Według danych Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Władysław Kołaciński był pod czujną obserwacją władz komunistycznych aż do 1976 roku. Jego oddział określano jako ,,faszystowską bandę terrorystyczno – rabunkową”. Czas ,,działań operacyjnych” wobec ,,Żbika” może świadczyć o jego zasługach dla państwa polskiego i tym samym sile zagrożenia, jakie widziały w nim władze PRL.

Działalność Władysława Kołacińskiego i ogólne oddanie narodowi polskiemu nie obeszły się bez echa. 1 sierpnia 2007 roku został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a 13 grudnia 2015 roku miała miejsce uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej kpt. Władysława Kołacińskiego ,,Żbika” w Chicago.

Wojna to nie tylko czerń i biel. To przede wszystkim odcienie szarości. Trudno nam oceniać działalność Żołnierzy Wyklętych ze współczesnej perspektywy. Oprócz sprawiedliwości i działań zgodnych z ogólno panującym prawem tliły się wokół wszystkich żołnierzy uczucia, które niejednokrotnie w ostatniej chwili zmieniały ostateczny efekt przedsięwzięcia. Zła interpretacja faktów może przekreślić chwałę największych bohaterów. Do nich z pewnością można zaliczyć Władysława Kołacińskiego. Częściowo zapomniany przez historię, przygnieciony lawiną krytyki władz komunistycznych, aż w końcu rozsławiany przez historyków i innych znawców Narodowych Sił Zbrojnych. Pamięć o dorobku takich wybitnych Polaków, jak Władysław Kołaciński nigdy nie zaniknie, póki my obecnie żyjący będziemy ją stale kultywować. Nieprzerwanie szukamy dla siebie wzorów, inspiracji do działania. Tak naprawdę mamy je bliżej, niż moglibyśmy się spodziewać. Męstwo, odwaga, honor, hart ducha, miłość do Ojczyzny i drugiego człowieka – tego współczesnym narodom brakuje. Ugniatani lawiną bezsensownych twierdzeń, próżnych celów i milionem pokus, zapominamy o wartościach dla nas najbliższych. Polska potrzebuje ludzi silnych, którzy nie złamią się pod obciążeniem manipulacji XXI wieku i będą potrafili twardo żyć zgodnie z wyższą ideą.

PATRYCJA RESEL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 12 kwi 2017, 19:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/32908-atakujac-ub-dzial ... ci-polski/

Atakując UB działał na rzecz niepodległości Polski
Paweł Brojek Opublikowano 21 czerwca 2016

Obrazek

Jan Kempiński „Błysk” to jeden z najlepszych synów międzywojennego patriotycznego pokolenia, które postanowili fizycznie zgładzić polscy komuniści. Działalność konspiracyjna przeciw komunistycznej władzy przysporzyła mu w PRL miano „bandyty”. Został zamordowany przez UB 21 czerwca 1946 r.
Urodził się 4 lutego 1921 r. w Jaskółkach pod Ostrowem Wielkopolskim. Uczęszczał do szkoły podstawowej w Raszkowie, a następnie do ostrowskiego gimnazjum.
Od grudnia 1939 r. działał w konspiracji w szeregach Związku Walki Zbrojnej. W czerwcu 1940 r. jego rodzina została wysiedlona, on sam wywieziony na roboty do Niemiec. W 1943 r. został aresztowany przez gestapo za działalność sabotażową.

Jeszcze w tym samym roku uciekł z transportu do obozu w Dachau i powrócił do Polski w rejony Kielecczyzny, gdzie żyli jego krewni. Dzięki ich pomocy trafił do stacjonującego w Górach Świętokrzyskich oddziału partyzanckiego AK dowodzonego przez kpt. Eugeniusza Kaszyńskiego ps. „Nurt”.
Przybrał pseudonim „Błysk”, przeszedł szkolenie w konspiracyjnej podchorążówce. Stanął na czele oddziału partyzanckiego, który zajmował się uwalnianiem więźniów, rozbijaniem niemieckich posterunków oraz wysadzaniem linii kolejowych i mostów.
Walczył m.in. w Lasach Parczewskich na Lubelszczyźnie. Wraz z oddziałem przeprowadził wiele spektakularnych akcji, za które był odznaczany, m.in. Krzyżem Virtuti Militari i trzy razy Krzyżem Walecznych. W 1944 r. przeniesiono go na Lubelszczyznę do kompanii szkoleniowej kpt. Stefana Dębickiego ps. „Kmicic”.
Latem 1945 r. otrzymał rozkaz powrotu w rodzinne strony w celu zorganizowania tu partyzantki antykomunistycznej, jego przełożonym był wówczas ppłk. Andrzej Rzewuski ps. „Hańcza”. Na terenie gminy raszkowskiej „Błysk” zorganizował oddział zbrojny, który wszedł w skład Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej „Warta”.
Akcje zbrojne podejmował przede wszystkim w celu odbijania więźniów AK przetrzymywanych w ubeckich więzieniach. Atakowane były posterunki milicji i Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego, grupa egzekucyjna wchodząca w skład oddziału wymierzała wyroki wydawane na wysoko postawionych funkcjonariuszy UB i PPR.
Po kilku zakończonych powodzeniem akcjach oddział „Błyska” został rozbity w październiku 1945 r. pod Odolanowem przez oddziały KBW i NKWD. On sam został aresztowany w grudniu tego roku w Poznaniu, a następnie po kilku miesiącach śledztwa skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego na karę śmierci. Wyrok wykonano 21 czerwca 1946 r. – strzałem w potylicę zabił go Jan Młynarek, szef aresztu Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu. Ciało pochowano w nieznany miejscu.
W czasach PRL-u określany mianem bandyty i przywódcy bandy, we wrześniu 1994 r. werdyktem Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu został pośmiertnie zrehabilitowany a wydany na niego wyrok – unieważniony.
W uzasadnieniu napisano: „Jako dowódca oddziału leśnego Wielkopolskiego Okręgu Armii Krajowej, atakując posterunki UB i współpracujące z nimi formacje oraz występując przeciwko funkcjonariuszom PPR, PPS i przeciwnikom wolnej i suwerennej Polski, Jan Kempiński „Błysk” działał na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

Paweł Brojek

Źródło: ziemiakaliska.com.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 18 kwi 2017, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33079-wspolna-walka-i-wspolny-grob/

Wspólna walka i wspólny grób
Paweł Brojek Opublikowano 25 czerwca 2016

Obrazek

Połączyła ich wspólna walka o niepodległą Polskę, ale także zdrajca, których wydał ich UB. Józef Mika i Franciszek Mróz, żołnierze NSZ, AK i WiN-u, oddali swe życie za ojczyznę w 1951 r. Agent bezpieki Mariusz Strużyński zmarł w 2004 r., dożywając w spokoju wieku 82 lat…
Józef Mika urodził się 6 stycznia 1927 r. w Gruszowie w powiecie myślenickim. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej i dwie klasy szkoły rolniczej. Pod koniec okupacji, jako nastolatek, wstąpił do oddziału młodzików Armii Krajowej.
Po wojnie wszedł w skład sformowanego w połowie 1945 r. oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa”, działającego na granicy powiatów myślenickiego i bocheńskiego.

Początkowo był dowódcą plutonu egzekucyjnego, następnie objął dowództwo nad jednym z pododdziałów i został formalnym zastępcą „Salwy”. Działał pod pseudonimami „Wrzos” i „Leszek”.
Po amnestii 1947 r. ujawnił się, ale już jesienią tego roku powrócił do konspiracji. Stanął na czele nowo formowanego oddziału, kontynuując działalność zabitego we wrześniu 1947 r. „Salwy”. W jego skład wszedł również chor. Franciszek Mróz. Od tego momentu aż do tragicznego finału losy obu żołnierzy stały się nierozerwalne.
Franciszek Mróz przyszedł na świat 10 grudnia 1910 r. w miejscowości Skrzynka, również w pow. Myślenice. Wraz z matką prowadził tu niewielkie gospodarstwo rolne. W latach 1932-1933 odbył służbę wojskową w 26. Pułku Piechoty we Lwowie.
Po powrocie w rodzinne strony dał się poznać jako lokalny działacz społeczny i kulturalny. W rodzinnej Skrzynce zorganizował chór i amatorski teatr, jako pierwszy w okolicy założył winnicę, sprowadzając z zagranicy mrozoodporne sadzonki.
Podczas kampanii wrześniowej walczył w stopniu plutonowego, po jej klęsce rozpoczął działalność konspiracyjną, gromadząc broń i amunicję. W 1943 r. utworzył jeden z pierwszych oddziałów dywersyjnych na ziemi myślenickiej, wchodzący w skład AK.
Organizował również pomoc dla rodzin żydowskich oraz uciekinierów z niemieckiej niewoli. Za swą działalność podziemną został awansowany do stopnia chorążego oraz odznaczony Krzyżem Walecznych.
Z walki o niepodległą ojczyznę nie zrezygnował również pod okupacja sowiecką. W lecie 1946 r. zorganizował lokalny oddział Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, podporządkowany Józefowi Kurasiowi ps. „Ogień”. Na skutek aresztowań pod koniec 1946 r. i ujawnień w ramach amnestii 1947 r., oddział przestał istnieć.
W październiku 1947 r. chor. Mróz skontaktował się z por. Miką i wspólnie stworzyli oddział partyzancki, który przez 3 lata dokonywał ataków na placówki UB, likwidował ubeckich agentów oraz członków PPR.
Wprowadzenie do oddziału agenta podającego się za przedstawiciela Rządu RP na uchodźstwie pozwoliło UB przeprowadzić w październiku 1950 r. operację, w wyniku której por. Mika i chor. Mróz zostali aresztowani.
Sądzeni przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie, 12 maja 1951 r. zostali obaj skazani na karę śmierci. Stracono ich 25 czerwca 1951 r. w Więzieniu Montelupich w Krakowie. Spoczęli we wspólnym grobie na Cmentarzu Rakowickim.
Agentem UB wprowadzonym do oddziału był Marian Strużyński vel Reniak, który zmarł w 2004 r. w Warszawie, dożywając sędziwego wieku 82 lat.
opr. Paweł Brojek

Źródło: Filip Musiał „Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie 1946-1955”

Na zdjęciu: Józef Mika i Franciszek Mróz, fot. podziemiezbrojne.blox.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 20 kwi 2017, 19:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://3obieg.pl/sluzyl-w-bch-trafil-do ... letych-pdf

Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych [PDF]
Napisano 10 miesięcy temu | Brak komentarzy

Jan Sońta „Ośka” był wybitnym partyzantem Batalionów Chłopskich.
Po wojnie wstąpił do MO i wykorzystywał swoje stanowisko
do wspierania Żołnierzy Wyklętych.



Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych [PDF]

Natalia Julia Nowak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 03 lip 2017, 22:56 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Poznaliśmy nazwiska kolejnych Niezłomnych ze zgórskiego lasu

Obrazek

Fundacji „Niezłomni” udało się ustalić tożsamość kolejnych dwóch żołnierzy podziemia niepodległościowego, których szczątki odnaleziono w roku 2016 w lasach zgórskich koło Kielc. Jan Wosiński oraz Piotr Pecel z AK to kolejne ofiary terroru komunistycznego, przetrzymywane w latach czterdziestych w kieleckim więzieniu przy ulicy Zamkowej, a następnie przetransportowane do Zgórska, gdzie zostały zamordowane. Rodziny zidentyfikowanych Niezłomnych otrzymały dziś noty identyfikacyjne.

Przedstawienie wyników identyfikacji genetycznej osób zamordowanych w zgórskim lesie odbyło się w poniedziałek w kieleckim Ośrodku Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej. Identyfikację przeprowadził Instytut Genetyki Sądowej z Bydgoszczy. Fundacja „Niezłomni” poinformowała, że na podstawie materiału genetycznego pobranego ze szczątków ekshumowanych w zgórskim lesie badacze zidentyfikowali kolejnych dwóch spośród ośmiu odnalezionych osób. Cztery rozpoznane zostały już w ubiegłym roku.

Teraz poznaliśmy personalia osadzonych w kieleckim więzieniu i skazanych na śmierć członków AK i NSZ. Ich bliscy otrzymali w poniedziałek noty identyfikacyjne. Obaj mężczyźni zostali skazani w Kielcach w październiku 1948 roku, natomiast wyrok na nich komuniści wykonali na początku roku 1949. Obaj zamordowani służyli w Armii Krajowej. Jan Wosiński zginął mając 27 lat, Piotr Pecel był o pięć lat młodszy.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele rodzin zamordowanych mężczyzn. Jan Pecel, bratanek Piotra wspominał, że razem ze swoim ojcem odwiedzali miejsce, w którym dokonano zbrodni. Jak podkreślił, jego ojciec powtarzał, aby nigdy nie zapominać o tym miejscu i co roku je odwiedzał.

W grudniu 2015 roku Fundacja „Niezłomni” na terenie lasu koło Zgórska pod Kielcami odnalazła dwa szkielety, w marcu i kwietniu zeszłego roku – kolejnych sześć. Szczątki leżały w dołach o głębokości 60 centymetrów, z podkurczonymi nogami oraz rękami skrępowanymi na plecach. Zbrodni prawdopodobnie dokonał kielecki oddział UB. Kilka szkieletów nosi ślady ran postrzałowych, obok nich odnaleziono łuski amunicji pistoletowej. Są one produkcji sowieckiej, a według wstępnej analizy, powstały w roku 1944 lub 1947. W jamach grobowych odnaleziono też należące do Niezłomnych guziki wojskowe z orłem w koronie i medaliki z Matką Bożą.

W roku 2016 tożsamość czterech z ośmiu odnalezionych żołnierzy podziemia została potwierdzona przez badania DNA. Chodzi o Aleksandra Życińskiego, pseudonim „Wilczur”, Czesława Spadło, pseudonim „Mały”, Karola Łoniewskiego, pseudonim „Lew” i Józefa Figarskiego, pseudonim „Śmiały”. Nad identyfikacją pozostałej czwórki w bydgoskim Instytucie Genetyki Sądowej prace trwają od początku roku 2017. Obecnie udało się zidentyfikować kolejne dwie ofiary bezpieki, których nazwiska dziś usłyszeliśmy.

W lesie koło Zgórska pod Kielcami, gdzie znaleziono szczątki Niezłomnych, wiele lat temu stanął metalowy krzyż z koroną cierniową. Wokół znajdowały się wypalone znicze i kwiaty. Członkowie ekipy poszukiwawczej przyznawali, że już od pewnego czasu krążyły pogłoski, iż komuniści mordowali w tej okolicy Polaków.

Jeszcze w lipcu Fundacja „Niezłomni” będzie kontynuowała prace poszukiwawczo-ekshumacyjne w zagórskim lesie, gdzie może być pochowanych jeszcze około 40 osób. Tym razem pomóc mają specjalnie szkolone psy, wykorzystywane przez policję do wyszukiwania zwłok. W ciągu dwóch lat Fundacja „Niezłomni” odnalazła w całym kraju szczątki 22 ciał żołnierzy różnych formacji podziemia antykomunistycznego. Osiemnaście osób zidentyfikowano i uroczyście pochowano.

Adam Białous

https://www.pch24.pl/poznalismy-nazwisk ... 776,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 14 lip 2017, 12:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/54202-pogrzeb-jastrzebia/

Pogrzeb „Jastrzębia”
Adam Białous Opublikowano 13 lipca 2017

Obrazek

16 lipca na cmentarzu we Włodawie (woj. lubelskie) zostaną pochowane szczątki ppor. Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”, bohaterskiego dowódcy największego oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość na Lubelszczyźnie. Zginął wskutek ran odniesionych podczas zaciętej walki z UB i KBW.
Uroczystości pogrzebowe organizują wspólnie IPN oraz Lubelski Urząd Wojewódzki. W sobotę 15 lipca w refektarzu klasztoru oo. Paulinów, Włodawa, ul. Klasztorna 7 zostanie wystawiona trumna ze szczątkami śp. ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (od 18.00 do 22.00). Natomiast w niedzielę 16 lipca o godz. 8.15 nastąpi uroczyste przeniesienie trumny do kościoła pw. św. Ludwika, ul. Klasztorna 7. O godz. 10.00 odprawiona zostanie Msza św. w intencji polskiego bohatera. Jego szczątki zostaną pochowane na Cmentarzu Wojennym we Włodawie. „Jastrząb” zostanie złożony do grobu będącego także symbolicznym miejscem pochówku jego brata – również żołnierza WiN – Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, którego faktyczne miejsce spoczynku jest do dziś nieznane.
Podczas II wojny światowej Taraszkiewicz był kilkakrotnie aresztowany przez Niemców – przetrzymywany w siedzibie radomskiego i lubelskiego Gestapo, więziony na Zamku w Lublinie. Udało mu się dwukrotnie uciec podczas konwojów. W grudniu 1944 r. został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Znów trafił do więzienia na Zamku w Lublinie. W lutym 1945 r. zbiegł z transportu, który wiózł żołnierzy podziemia niepodległościowego do obozu UB-NKWD w Błudku.

Od kwietnia 1945 r. Taraszkiewicz był żołnierzem Rejonu II Obwodu Delegatury Sił Zbrojnych Włodawa, a od końca maja tego roku członkiem bojówki rejonowej ppor. Tadeusza Bychawskiego „Sępa”, po którego śmierci przejął w czerwcu 1945 r. dowództwo nad grupą. Jesienią została ona przekształcona w oddział Obwodu WiN Włodawa. Oddział „Jastrzębia” był jedną z najaktywniejszych grup partyzanckich na Lubelszczyźnie – przeprowadził wiele spektakularnych akcji m.in. rozbicie PUBP we Włodawie, z którego uwolniono 70 więźniów.
Nocą z 31 grudnia 1946 r. na 1 stycznia 1947 r. wspólnie z oddziałami radzyńskiego Obwodu WiN, uczestniczył w jednej z największych akcji podziemia antykomunistycznego z udziałem ok. 300 Niezłomnych, którzy przeprowadzili atak w Radzyniu Podlaskim m.in. na siedzibę tamtejszego UB oraz oddział KBW zgrupowany w tamtejszej szkole. „Jastrząb” podczas tej akcji został ciężko ranny i zmarł. Ciało Taraszkiewicza potajemnie, w anonimowej mogile na cmentarzu w Siemieniu, niedaleko Parczewa, pochowali członkowie WiN. Szczątki Leona Taraszkiewicza ekshumowano w listopadzie 2016 r. Z prośbą o ekshumację szczątek Taraszkiewicza zwróciła się do wojewody lubelskiego siostra „Jastrzębia”.

Źródło: ipn.gov.pl
Adam Białous


WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 15 lip 2017, 20:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/36891-jak-ub-ecja-przeb ... arodowcow/

Jak UB-ecja przebierała się za narodowców
Paweł Brojek Opublikowano 11 września 2016

Obrazek
Aleksander Rybnik


Ppłk Aleksander Rybnik ps. „Jerzy”, oficer AK i WiN, aresztowany przez UB wiosną 1946 r., skazany na karę śmierci, został stracony 11 września 1946 r. w Białymstoku. Dziś mija 70. rocznica jego śmierci.
Aleksander Rybnik przyszedł na świat 13 grudnia 1906 r. w Starosielcach na Białostocczyźnie. W 1914 r. wraz z rodziną został ewakuowany do Kaługi w Rosji, gdzie ukończył szkołę powszechną i dwie klasy gimnazjum. Po powrocie do Polski w 1919 r. podjął naukę w Gimnazjum im. Zygmunta Augusta w Starosielcach. Przerwał ją, by wstąpić do seminarium duchownego w Wilnie, a następnie w Janowie Podlaskim. Maturę uzyskał w gimnazjum Nawrockiego w Warszawie w 1927 r.
Powołany do wojska, ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. W 1933 r. został awansowany do stopnia porucznika. Podczas kampanii wrześniowej dowodził kompanią piechoty w batalionie Korpusu Ochrony Pogranicza „Wołożyn”. Później został dowódcą piechoty w pułku KOP wchodzącym w skład Grupy Operacyjnej „Boruta”, awansował jednocześnie do stopnia kapitana.

W listopadzie 1939 r. przedostał się do Wilna. Wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski i został dowódcą jednego z konspiracyjnych plutonów. We wrześniu 1940 r. objął dowództwo batalionu a w grudniu dowództwo całego 6. Pułku Piechoty.
Na początku kwietnia 1941 r. został komendantem garnizonu Wilno. Aresztowany przez NKWD, miał być wywieziony na Syberię, ale udało mu się uciec z transportu kolejowego podczas bombardowania przez Niemców dworca kolejowego. Przeniósł się do Okręgu AK Nowogródek, gdzie w kwietniu 1942 r. został komendantem Obwodu Słonim.
Zagrożony aresztowaniem, w drugiej połowie 1943 r. schronił się na terenie województwa białostockiego, gdzie nawiązał kontakt z oddziałem Uderzeniowych Batalionów Kadrowych – partyzantką Konfederacji Narodu. Pod koniec września 1943 r. znalazł się ponownie w szeregach AK jako p.o. komendanta Obwodu AK Białystok-powiat.
W październiku 1944 r., już jako major, objął dowództwo Inspektoru Białostocko–Sokólskiego. Wiosną 1945 r. zorganizował 300-osobowy oddział partyzancki, znany jako zgrupowanie „Jerzego” działające pod kryptonimem „Piotrków”, który od początku lipca 1945 r. działał w Puszczy Knyszyńskiej. Zgrupowanie przeprowadziło liczne akcje bojowe, rozbijając posterunki milicji, rozbrajając oddziały LWP oraz likwidując funkcjonariuszy UB, donosicieli i uzbrojone bandy rabunkowe.
8 lipca 1945 r. dowodził zgrupowaniem w bitwie z połączonymi siłami LWP, NKWD i UB pod Ogółami. Starcie partyzanckich oddziałów ze wspieranymi przez Sowietów siłami komunistycznymi było jedną z największych bitew partyzanckich na Białostocczyźnie.
W październiku 1945 r., awansowany do stopnia podpułkownika, został zastępcą Prezesa Okręgu „Wolność i Niezawisłość” Białystok. Na tym stanowisku odpowiadał za tworzenie siatki wywiadowczej WiN. Podległe mu oddziały rozbrajały posterunki milicji i likwidowały sieć agenturalną resortu bezpieczeństwa.
19 kwietnia 1946 r. ppłk Aleksander Rybnik został zatrzymany i aresztowany na terenie Puszczy Knyszyńskiej przez grupę LWP pozorującą oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Sądzony wraz z sześcioma podwładnymi w pokazowym procesie w dniach 18-20 lipca 1946 r. w Białymstoku został skazany na karę śmierci.
Wyrok został wykonany 11 września 1946 r. w białostockim więzieniu. Miejsce pochówku podpułkownika pozostaje nieznane, symboliczny grób znajduje się na starym cmentarzu w Starosielcach.
11 września 2006 r., w 60. rocznicę śmierci ppłk. Rybnika, przy wejściu do kina „Ton”, w którym odbywał się proces, umieszczono poświęconą mu tablicę pamiątkową.
Ppłk Rybnik był wielokrotnie odznaczany, w tym dwukrotnie Krzyżem Virtuti Militari.

Źródło: solidarni.org

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 25 lip 2017, 18:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/cichociemny-wybitn ... rz-rezimu/

Cichociemny, wybitny dowódca, którego oddział trząsł Lubelszczyzną ku przerażeniu UB i NKWD. Jego proces i śmierć pokazały najbardziej sadystyczną twarz reżimu
Opublikowane 2016/09/24 w Żołnierze Wyklęci

Na śmierć Hieronima Dekutowskiego pracował cały sztab ludzi – agentów, śledczych, sędziów i prokuratorów. Jego głównym „śledziem” był (zmarły w październiku 2012 r.) Eugeniusz Chimczak, który nawet wśród kolegów z bezpieki miał opinię wyjątkowego sadysty. Drugim – nie mniej okrutnym – żyjący do dziś w Warszawie Jerzy Kędziora, oprawca z Mokotowa i Miedzeszyna.

Obrazek
HieronimDekutowski


7 marca 1949 r., po trwającym ponad rok brutalnym śledztwie, stracony wraz z sześcioma podkomendnymi – żołnierzami WiN u – w katowni bezpieki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Po katyńskim strzale w tył głowy wyrzucony na śmietnik obok Cmentarza Wojskowego na Powązkach. W bezimiennym dole śmierci miał pozostać na zawsze. Diabelski plan komunistów jednak się nie powiódł. Hieronim Dekutowski „Zapora” został zidentyfikowany.

Byłam przekonana, że oprawcy tak go poćwiartowali, spopielili, posypali wapnem, żeby nigdy nie udało się go odnaleźć. Potem, w miarę ekshumacji na „Łączce”, nadzieja, że wróci do nas, była coraz większa. Aż wreszcie stało się

– wspomina Krystyna Frąszczak, siostrzenica majora „Zapory”.

W czasie niemieckiej okupacji zrzucony do kraju jako cichociemny, przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Zasłynął jako obrońca mieszkańców Zamojszczyzny przed represjami. Po „wyzwoleniu” nie złożył broni. Jako jeden z najsłynniejszych dowódców antysowieckiej partyzantki na Lubelszczyźnie był tropiony przez szwadrony NKWD i UB. Aresztowany wskutek zdrady we wrześniu 1947 r. podczas próby przedostania się na Zachód. Mord usankcjonował krzywoprzysiężny stalinowski sąd.

My nigdy się nie poddamy!

„Był ranek. Pułkownika, który podpisywał zgody na widzenie, nie było. Siadam więc i czekam na niego, a tymczasem sekretarki, młode dziewczyny, krzątały się wśród akt. Czerwone teczki – kara śmierci, zielone – wszystko inne. Biorą te czerwone teczki i jedna z nich czyta nazwisko: Dekutowski Hieronim. Jakie śmieszne imię – mówi. A mnie serce zamarło – wiem, co znaczy czerwona teczka!”.

Tak swoją wizytę w biurze przepustek na ul. Suchej w Warszawie wspominała Irena Siła-Nowicka, żona Władysława Siły-Nowickiego, który był politycznym przełożonym Dekutowskiego, inspektorem Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość na Lubelszczyźnie.

Obrazek
Hieronim Dekutowski z oddziałem


Z więziennego biura przepustek Nowicka poszła do aresztu przy Rakowieckiej:

„Wchodzę ze strażnikiem w bramę, potem korytarzem. Obok przechodzą ludzie niosący na noszach człowieka. Nie wiem, czy był żywy, czy umarły, ale zrobiło to na mnie okropne wrażenie. […] Po jakimś czasie słyszymy stukot drewniaków – prowadzą więźniów. Widzę Władka. Pyta od razu: co z moimi? Odpowiadam – nie wiem, zrobiłyśmy wszystko, co było można. Przecież mu nie powiem o tych teczkach na Suchej. […] Jak się okazało, tego właśnie dnia, 7-go marca 1949 r., rozstrzelano na Mokotowie siedmiu wspaniałych ludzi, towarzyszy broni Władka. A on słyszał te strzały, żegnał się z przyjaciółmi…”.

Cytuj:
„Miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. – My nigdy nie poddamy się! – krzyknął, przekazując przez współwięźniów swoje ostatnie posłanie. Według dokumentów, wyrok wykonano przez rozstrzelanie [o godz. 19.00]. Mokotowska legenda głosi jednak, że ubowscy kaci zapakowali majora »Zaporę« do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swoją nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem, w pięciominutowych odstępach, mordowali jego żołnierzy: »Rysia«, »Żbika«, »Mundka«, »Białego«, »Junaka« i »Zawadę«”


– czytamy w książce Ewy Kurek „Zaporczycy”.

„Pluton egzekucyjny” stanowił st. sierż. Piotr Śmietański – to on uśmiercał skazańców strzałem w potylicę. Ten sam kat Mokotowa, który zabił zidentyfikowanego razem z „Zaporą” mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” i do dziś nieodnalezionego rtm. Witolda Pileckiego.

Obrazek
Pod brzózką


Wybitny dowódca

Hieronim Dekutowski, rocznik 1918 r., był w Tarnobrzegu harcerzem drużyny im. Jana Henryka Dąbrowskiego, członkiem Sodalicji Mariańskiej. Podczas wojny obronnej 1939 r. ochotnik, 17 września po przekroczeniu granicy z Węgrami internowany. Po ucieczce z obozu przedostał się do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii. W marcu 1943 r., zaprzysiężony jako cichociemny, przyjął pseudonimy „Zapora” i „Odra” (używał głównie tego pierwszego).

W nocy z 16 na 17 września 1943 r. zrzucony do Polski na placówkę „Garnek” 103 (okolice Wysz­kowa). Początkowo dowodził oddziałem AK w Inspektoracie Zamość, broniąc ludności Zamojszczyzny przed wysiedleniami. W styczniu 1944 r. mianowany szefem Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy. Siła-Nowicki zapamiętał:

„Wkrótce zyskał opinię wybitnego dowódcy. Cechowała go odwaga, szybkość decyzji, a jednocześnie ostrożność i ogromne poczucie odpowiedzialności za ludzi. Znakomicie wyszkolony w posługiwaniu się bronią ręczną i maszynową, niepozorny, ale obdarzony wielkim czarem osobistym, umiał być wymagający i utrzymywał żelazną dyscyplinę w podległych mu oddziałach, co w połączeniu z umiarem i troską o każdego żołnierza zapewniało mu u podkomendnych ogromny mir. Nazywali go »Starym«, choć nie miał jeszcze trzydziestu lat”.

Dwustuosobowy oddział „Zapory” brał udział w akcji „Burza” na Lubelszczyźnie, po czym bezskutecznie próbował przedrzeć się na pomoc walczącej Warszawie.

Obrazek
Zapora” z mamą


„Trzęśli” Lubelszczyzną

Po wejściu Sowietów Dekutowski kontynuował walkę. Dla Ojczyzny poświęcił nawet prywatne życie. „Idę do lasu, nie wiem, czy przeżyję, nie możemy być razem” – powiedział narzeczonej.

W odpowiedzi na czerwony terror jego oddział WiN dokonał wielu brawurowych akcji odwetowych na NKWD, UB, KBW i MO. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą przynależność do PPR u czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność.

Rozbijał także więzienia, uwalniając aresztowanych. Dzięki zdobycznym pojazdom zaporczycy potrafili przeprowadzić w ciągu doby kilka akcji nawet w dwóch czy trzech powiatach i błyskawicznie odskoczyć. Ze względów bezpieczeństwa ciągle zmieniali kwatery, nigdy nie stacjonowali dwa razy z rzędu w tej samej wiosce. Dlaczego byli dla bezpieki szczególnie niebezpieczni?

Siła-Nowicki:

„Około dwustu–dwustu pięćdziesięciu ludzi o wysokim poziomie ideowym, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, utrzymywanych w dyscyplinie, »trzęsło« połową województwa. Stan ten przypominał pewne okresy Powstania Styczniowego, gdy władza państwowa ustabilizowana była jedynie w dużych ośrodkach, w terenie zaś istniała tylko iluzorycznie. Oczywiście partyzantka opierała się na pomocy miejscowej ludności ogromnej większości wsi, udzielającej ofiarnie poparcia, kwater i informacji”.

Ostatni rozkaz

Po kolejnej amnestii z lutego 1947 r. i nieudanych rozmowach z przedstawicielami MBP o ujawnieniu się, Dekutowski podjął próbę przedostania się na Zachód. 12 września 1947 r. wydał – jak się później okazało – swój ostatni rozkaz, przekazując dowództwo kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”. W prywatnym liście do „Uskoka” napisał: „Ja dziś wyjeżdżam na angielską stronę – jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę po tamtej stronie. Stary – najważniejsze nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak tam wyjadę, załatwię nasze sprawy pierwszorzędnie – kontakt będziemy mieć i tak. Czołem – Hieronim”.

Obrazek
Zapora portret


(W 1949 r. „Uskok” zdetonował pod sobą granat, nie chcąc wpaść w ręce UB podczas obławy). Ludzie „Zapory”, docierając kolejno (w połowie września 1947 r.) do punktu przerzutowego w Nysie na Opolszczyźnie, trafiali bezpośrednio w ręce katowickiego UB. Wydanych przez konfidenta zaporczyków przewieziono na Rakowiecką.

W mundurach Wehrmachtu

Stefan Korboński, delegat rządu na kraj, zapamiętał: „O tym, że »bandyta Zapora« to Hieronim Dekutowski, »opinia publiczna« dowiedziała się dopiero po rozpoczęciu procesu”.

3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie oprócz Dekutowskiego na ławie oskarżonych zasiedli jego podkomendni: kpt. Stanisław Łukasik ps. Ryś, por. Jerzy Miatkowski ps. Zawada, por. Roman Groński ps. Żbik, por. Edmund Tudruj ps. Mundek, por. Tadeusz Pelak ps. Junak, por. Arkadiusz Wasilewski ps. Biały i ich polityczny przełożony Władysław Siła-Nowicki.

Siła-Nowicki wspominał, że na rozprawę ubrano ich w mundury Wehrmachtu:

„Ten mundur hańbił katów, nie ofiary. I nieskończenie ważniejszym od naszego ubrania było to, co przed sądem krzywoprzysiężnym mówiliśmy podczas procesu”.

Żaden z oskarżonych nie przyznał się do absurdalnych zarzutów, nie pokajał się. „Zapora” wziął na siebie całą odpowiedzialność. Pytany, dlaczego zamiast się ujawnić, pozostał ze swoimi żołnierzami, odpowiedział:

„Byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką, byłem ich dowódcą. Nie mogłem umyć rąk i zostawić ich jak grupy bandyckiej w terenie, bez dowództwa”.

15 listopada 1948 r. „sąd” skazał siedmiu zaporczyków na kilkakrotne kary śmierci. Po rozprawie przewieziono ich ponownie na Rakowiecką, również w niemieckich mundurach i pod silnym konwojem. Dekutowski znów został poddany brutalnemu śledztwu (co było częstą praktyką stalinowskich oprawców).

W celi dla kaesowców, w której siedziało ponad sto osób, zaporczycy podjęli próbę ucieczki – przez kilka tygodni wiercili dziurę w suficie i przez strych chcieli się dostać na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik Rakowieckiej. Wsypał ich jeden z więźniów kryminalnych, licząc na złagodzenie swojego wyroku. Skuty w kajdany „Zapora” trafił na kilka dni do karceru.

Obrazek
Zapora nad wodą


Chimczak, Kędziora, Badecki

Na śmierć Hieronima Dekutowskiego pracował cały sztab ludzi – agentów, śledczych, sędziów i prokuratorów. Jego głównym „śledziem” był (zmarły w październiku 2012 r.) Eugeniusz Chimczak, który nawet wśród kolegów z bezpieki miał opinię wyjątkowego sadysty. Drugim – nie mniej okrutnym – żyjący do dziś w Warszawie Jerzy Kędziora, oprawca z Mokotowa i Miedzeszyna.

Rozprawie przed warszawskim WSR przewodniczył Józef Badecki, który wydał co najmniej 29 wyroków śmierci na polskich patriotów, co plasuje go w czołówce najbardziej krwawych stalinowskich sędziów. Pod dyktando bezpieki wyrokował też podczas procesu „grupy szpiegowskiej” Witolda Pileckiego. Badecki, potem sędzia Sądu Najwyższego i wykładowca Oficerskiej Szkoły Prawniczej, zmarł w 1982 r. Spoczął na Powązkach Wojskowych, niedaleko… „Łączki”.

W PRL u „Zapora” był przemilczany i opluwany, doceniany był jedynie na Zachodzie. Rząd RP na uchodźstwie przyznał pośmiertnie mjr. Dekutowskiemu Srebrny Krzyż Virtuti Militari, a w 1989 r. awansował go do stopnia pułkownika. III RP sądownie go zrehabilitowała – na wniosek Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – dopiero w 1994 r. Teraz, odkopany z dołu śmierci, po 64 latach od skrytobójczego mordu, Hieronim Dekutowski doczeka się swojego grobu. Tak jak dwaj jego podkomendni, zidentyfikowani przez IPN już wcześniej: Stanisław Łukasik ps. Ryś i Tadeusz Pelak ps. Junak.

Tadeusz Płużański, źródło: Niezalezna.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 27 sie 2017, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/41601-38-lat-temu-zmarl ... ezlomnych/

38 lat temu zmarł ks. ppłk Józef Zator-Przytocki – jeden z kapłanów niezłomnych
Paweł Brojek Opublikowano 26 listopada 2016

Obrazek
Józef Zator-Przytocki


W czasie okupacji dziekan Okręgu Krakowskiego AK, wystawiał fałszywe dokumenty, nowe metryki chrztu. W 1948 r. aresztowany przez UB, po ciężkim śledztwie i torturach w X pawilonie więzienia na Mokowie w Warszawie został skazany na 15 lat więzienia. Po wyjściu na wolność do końca życia był inwigilowany i szykanowany przez bezpiekę.
Józef Zator-Przytocki przyszedł na świat 21 stycznia 1912 r. w Wicyniu w dawnym województwie tarnopolskim. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej uczył się w Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego w Złoczowie. W 1930 r. zdał maturę i został studentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.
Odpowiadając na głos powołania zrezygnował ze studiów uniwersyteckich i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. W czerwcu 1935 r. otrzymał w katedrze lwowskiej święcenia kapłańskie. Posługę rozpoczął jako wikary w Delatynie i katecheta w tamtejszej szkole. Po dwóch latach został przeniesiony do kolegiaty w Stanisławowie.

Na krótko przed wybuchem wojny na własną prośbę został kapelanem wojskowym. Odbierał przysięgę żołnierzy 48. Pułku Piechoty wyruszających na front. Po wkroczeniu Armii Czerwonej wrócił do kolegiaty w Stanisławowie. Zorganizował tu punkt przerzutowy dla oficerów polskich na Węgry i do Rumunii.
Zagrożony aresztowaniem przez NKWD, początkowo znalazł schronienie w seminarium duchownym we Lwowie, a następnie przez zieloną granicę dostał się na teren Generalnego Gubernatorstwa. Osiadł w Krakowie i przyjął pracę kapelana w kościele ss. wizytek.
Zaangażował się w działalność konspiracyjną, został kapelanem Związku Walki Zbrojnej. Wystawiał fałszywe dokumenty, przede wszystkim nowe metryki chrztu. Uczył także w tajnych gimnazjach i liceach. W 1942 r., z inspiracji metropolity krakowskiego księcia arcybiskupa Adama Stefana Sapiehy, został dziekanem duszpasterstwa okręgu krakowskiego Armii Krajowej.
Po wkroczeniu sowietów do Krakowa, ponownie zagrożony aresztowaniem, w maju 1945 r. opuścił miasto i udał się do Katowic, a stamtąd do Gdańska. Mianowany proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w dzielnicy Wrzeszcz odbudował zrujnowany kościół i zorganizował życie parafii. W maju 1948 r. obronił doktorat na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika Toruniu.
5 września 1948 r. został aresztowany przez UB i przewieziony do Warszawy. Osadzono go w areszcie śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie w X pawilonie śledczym na Mokotowie. Przesłuchania dotyczyły przede wszystkim okresu służby księdza w AK. Podczas śledztwa bito go po głowie, wbijano na śrubę wkręconą w ścianę oraz wyrywano włosy.
W grudniu 1949 r. stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie pod zarzutem usiłowania obalenia ustroju przemocą, został skazany na 15 lat więzienia. W lipcu 1950 r. złożył skargę do Najwyższego Sądu Wojskowego, w wyniku której zmniejszono wyrok do 8 lat pozbawienia wolności.
W więzieniu spędził 6 lat, wyszedł na wolność po amnestii w 1955 r. W 1958 r. objął stanowisko rektora w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku. Dzięki jego wsparciu w latach 70. w bazylice organizowano manifestacje Ruchu Młodej Polski i Wolnych Związków Zawodowych oraz modlitwy w intencji więźniów politycznych.
W 1969 r. papież Paweł VI mianował go prałatem honorowym, a w 1978 r. bp Lech Kaczmarek powołał go do kapituły katedralnej. Do końca życia był inwigilowany i szykanowany przez bezpiekę.
Ks. Józef Zator-Przytocki zmarł 26 listopada 1978 r. w czasie odprawiania mszy. Spoczął w krypcie bazyliki Wniebowzięcia NMP. Był odznaczony m.in. dwukrotnie Orderem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych oraz Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Źródła: mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl, katolicy1844.republika.pl

fot.: wicyn.skg.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 06 wrz 2017, 19:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/42175-por-wiktor-nowowi ... y-z-mazur/

Por. Wiktor Nowowiejski „Jeż” – żołnierz wyklęty z Mazur
Paweł Brojek Opublikowano 6 grudnia 2016

Obrazek
Wiktor Nowowiejski


6 grudnia 1946 r. w ubeckiej obławie zginął żołnierz podziemia niepodległościowego por. Wiktor Zacheusz Nowowiejski „Jeż”, partyzant AK i Zrzeszenia WiN. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.
Przyszedł na świat 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus na Mazurach w drobnoszlacheckiej wielodzietnej rodzinie kultywującej patriotyczne tradycje. Jego dziad ze strony matki, Faustyn Zembrzuski, walczący w powstaniu styczniowym, spędził 15 lat na Syberii.
Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. W 1936 r. rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po jej zakończeniu pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej.

Jako kapral podchorąży otrzymał mobilizację do jednostki w Białej Podlaskiej. Brał udział w kampanii wrześniowej, trafił do niewoli. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego i powrocie do domu przystąpił z kolegami do organizacji tajnego nauczania, a wkrótce tworzenia struktur zbrojnego podziemia.
Wiosną 1942 r. cudem uniknął aresztowania. Ostrzeżony wcześniej, zaopatrzony w fałszywe dokumenty, zdołał uciec i ukrywał się w powiecie nidzickim.
Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, w kwietniu 1943 r. został zaprzysiężony jako żołnierz Armii Krajowej pod pseudonimem „Jeż”. Jego zadaniem było pozyskiwanie poprzez siatkę informatorów wiadomości dla sztabu podokręgu „Olsztyn – Tuchola” AK.
Latem 1943 r. dołączył do oddziału partyzanckiego kierowanego przez Stefana Rudzińskiego ps. „Wiktor”, który wsławił się wieloma brawurowymi akcjami przeciwko Niemcom na terenie dawnych Prus Wschodnich. W jego szeregach likwidował posterunki niemieckiej żandarmerii i usuwał agentów współpracujących z okupantem.
Oprócz udziału w walkach partyzanckich organizował pomoc materialną, którą w pierwszym rzędzie otrzymywały rodziny, których mężowie i ojcowie przebywali w niewoli niemieckiej lub zostali wywiezieni na przymusowe roboty.
Na początku 1945 r. na teren, gdzie operowało zgrupowanie, wkroczyła Armia Czerwona. Oddział, w którym służył Nowowiejski, został rozwiązany.
W połowie marca 1945 r. na obszarze powiatu przasnyskiego została powołana do życia Samoobrona Społeczna, której zadaniem była obrona represjonowanych przez komunistów żołnierzy podziemia. Funkcję komendanta jednego z jej ośrodków objął Nowowiejski, który przyjął nowy pseudonim „Żuk”.
Do jego zadań należało prowadzenie wywiadu o aresztowanych i miejscach ich przetrzymywania, organizowanie bezpiecznych kwater, przygotowywanie fałszywych dokumentów oraz odbijanie aresztowanych.
Do jednej z najgłośniejszych akcji doszło w nocy z 2 na 3 czerwca 1945 r. w Mławie, gdzie z tamtejszego ubeckiego więzienia partyzanci uwolnili około 30 osób, przede wszystkim byłych żołnierzy i oficerów AK. W czasie walki zginęło trzech funkcjonariuszy UB. W akcji pościgowej poza UB i MO brali także udział żołnierze sowieccy z miejscowego garnizonu.
Po tych wydarzeniach „Jeż” rozlokował swoich ludzi w terenie, a sam wyjechał w okolice Nidzicy i pod zmienionym nazwiskiem podjął pracę w PGR. W listopadzie 1945 r. powrócił w rodzinne strony i objął dowództwo oddziału partyzanckiego wchodzącego w skład Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
Informacja o powrocie „Jeża” dotarła do PUBP w Przasnyszu, gdzie zapadła decyzja o jego schwytaniu. 6 grudnia 1946 r. oddział funkcjonariuszy UB wzmocniony przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich dokonał obławy na jego rodzinną wieś – Zembrzus. Ranny podczas ucieczki, nie widząc szans na wyjście z obławy, odebrał sobie życie strzałem z pistoletu.
Jego ciała przewiezionego do siedziby UB w Przasnyszu, mimo próśb, nie wydano rodzinie. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.
We wrześniu 2009 r. na terenie leśnej ścieżki rowerowej „Góry Dębowe” w Nadleśnictwie Przasnysz, w pobliżu miejscowości Zembrzus, odbyła się uroczystość poświęcenia pomnika Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego.

Źródła: podziemiezbrojne.blox.pl, janowo.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 11 paź 2017, 11:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/44349-msciciel-z-ziemi- ... w-wadolny/

„Mściciel” z ziemi wadowickiej. Por. Mieczysław Wądolny
Paweł Brojek Opublikowano 14 stycznia 2017

Obrazek

W czasie II wojny światowej związał się z niepodległościowym ruchem ludowym. Pod koniec 1945 r. stanął na czele oddziału partyzanckiego walczącego w Małopolsce. Otoczony przez komunistyczne siły bezpieczeństwa zginął 14 stycznia 1947 r., rozrywając się granatem.

Mieczysław Wądolny przyszedł na świat 24 września 1919 r. w Łękawicy niedaleko Wadowic w Małopolsce. Po ukończeniu szkoły powszechnej odbył w Krakowie praktykę w zawodzie malarza pokojowego, później pomagał rodzicom prowadzić gospodarstwo rolne.

Po wybuchu II wojny światowej jego ojciec, Bolesław, zaangażował się w działalność konspiracyjną. Przeprowadzał przez zieloną granicę na Węgry członków organizacji podziemnych oraz Żydów. Prawdopodobnie w działalności tej uczestniczył również jego syn.

W 1943 r. trafił do Oddziału Specjalnego Ludowej Straży Bezpieczeństwa „Grań”, będącej wydzieloną częścią sił zbrojnych podziemnego Stronnictwa Ludowego dla ochrony jego działalności. Na przełomie 1944/1945 r. wstąpił do działającego w pobliskim Budzowie oddziału Batalionów Chłopskich, biorąc udział w walkach z cofającymi się oddziałami niemieckimi.

W styczniu 1945 r., po zajęciu Wadowic przez Sowietów, gdy ludowcy przejęli lokalne struktury władzy, zgłosił się do Milicji Obywatelskiej i zaczął pracować w wadowickiej komendzie MO jako kierowca.

Od połowy 1945 r. NKWD i UB rozszerzyły skalę działań represyjnych. Zweryfikowanych negatywnie funkcjonariuszy o niepodległościowej przeszłości zmuszano do ustąpienia z szeregów MO i UB. Po przeprowadzeniu rewizji w domu Wądolnego, w trakcie której znaleziono broń i amunicję, osadzono go w wadowickim więzieniu. Uciekł po kilku dniach dzięki pomocy współtowarzyszy pracujących w MO.

W pierwszej połowie września zorganizował oddział partyzancki, nad którym objął dowództwo. Używał pseudonimu „Granit”, później „Mściciel”. Pod koniec 1945 r., występujący pod kryptonimem „Burza” oddział liczył około 30 ludzi. W 1946 r. zgrupowanie było jednym z najaktywniejszych w podziemiu niepodległościowym w województwie krakowskim.

Jedną z metod walki z komunistyczną władzą były likwidacje posterunków MO, podczas których rozbrajano milicjantów, niszczono znajdująca się na posterunkach dokumentację, spisy ludności. Likwidowano też coraz liczniejszych konfidentów komunistycznej władzy. O skuteczności oddziału decydowała przede wszystkim współpraca z miejscową ludnością.

W 1946 r. „Mściciel” podporządkował się poakowskiej Armii Polskiej w Kraju działającej na terenie województwa krakowskiego. Najprawdopodobniej za jej pośrednictwem oddział Wądolnego został podporządkowany Józefowi Kurasiowi „Ogniowi” – dowódcy największego zgrupowania partyzanckiego na tamtym terenach.

12 stycznia 1947 r. wadowickie UB przypadkowo zatrzymało łączniczkę niosąca meldunki dla Wądolnego, a następnie wydobyło od niej szczegółowe informacje na temat miejsca jego pobytu.

Dwa dni później, w trakcie obławy przeprowadzonej przez grupę operacyjną UB i KBW w Łękawicy, ranny „Mściciel”, nie chcąc zostać ujęty żywcem, rozerwał się granatem. Jego ciało zabrano z miejsca walki i pochowano w nieznanym miejscu.

W 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył dwóch żołnierzy z oddziału „Mściciela”: por. Mariana Pióro i sierż. Rudolfa Buckiego Krzyżami Oficerskimi Orderu Odrodzenia Polski. Decyzja prezydenta została odczytana jako oficjalna rehabilitacja żołnierzy por. Mieczysława Wądolnego.

Źródło: solidarni.waw.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nasi Niezłomni
PostNapisane: 23 paź 2017, 15:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blog.surgepolonia.pl/2016/08/pon ... rtyzantki/

„Ponury” – legenda polskiej partyzantki
23 sierpnia 2016 Mateusz Staroń

Obrazek

Pułkownik Jan Piwnik „Ponury” to jeden z najsłynniejszych żołnierzy Armii Krajowej. Cichociemny, dowódca podczas wielu spektakularnych akcji bojowych. Uwielbiany przez swoich żołnierzy, którzy nazywali go „bogiem”. Zagończyk z krwi i kości. Miał w zwyczaju mawiać: Nie należy szczypać szwaba, lecz bić pięścią w mordę. Kąsał Niemców bardzo boleśnie i jak mało kto.
Ponury zrobił na mnie silne wrażenie. Czuło się, że jest to osobowość nieprzeciętna. U chłopaków cieszył się ogromnym autorytetem; stanowił dla nich wzór żołnierza, patrioty i człowieka, darzyli go pełnym oddaniem. Solidny, rzeczowy, męski; wymagający, a równocześnie – troskliwy, dbały o żołnierza – wspominał jeden z jego żołnierzy. Swoją karierę w dywersji „Ponury” rozpoczął od bardzo mocnego akcentu, który rozsławił go na całą „podziemną” Polskę.


Największe osiągnięcie podziemia

18 stycznia 1943 r., godz. 17:00, Pińsk. Pod bramę niemieckiego więzienia w Pińsku zajechał samochód marki Opel w barwach ochronnych na numerach „POL” (Polizei). W tle odbywał się normalny ruch uliczny, w tym miejscu dosyć spory, gdyż 50 metrów od bramy kwaterowało ponad 500 żołnierzy Wermachtu. Co chwilę na ulicy pojawiały się sylwetki w mundurach. Drzwi Opla uchylił podoficer SS i zaczął przywoływać strażnika. Ten przez drzwiczki judasza zmierzył samochód od góry do dołu i cztery postacie w jego wnętrzu. Nie zauważył niczego podejrzanego. Ponaglany przez SS-mana zaczął otwierać bramę. Gdy samochód znalazł się już w środku, z samochodu wyszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich, już w innym tonie niż przed chwilą, rozkazał mu otwierać następną bramę. Wartownik zorientował się, że coś jest jednak nie tak. Gdy sięgał po broń, otrzymał postrzał z colta. Huk wystrzału zagłuszył ryk silnika i gwar z ulicy. Przez niedomkniętą bramę wślizgnęli się kolejni mężczyźni w cywilnych ubraniach. Obsadzili budkę strażniczą. Kolejną bramę mężczyźni postanowili sforsować w ten sam sposób. Wybieg udał się znakomicie – kolejny strażnik zachował się podobnie i został obezwładniony. Akcja szła jak po maśle. Pozostała jeszcze trzecia przeszkoda – żelazna, rozsuwana krata. Wtedy z pomocą przyszły dwie kolejne grupy napastników, które wdarły się na teren więzienia przez płot. Opanowały wartownię i otworzyły żelazną kratę. Mężczyźni z pistoletami i stenami porozbiegali się po pomieszczeniach więzienia, uwalniając aresztowanych. Spośród 54 uwolniono 40. Trzech z nich natychmiast wsadzono do Opla przy drugiej bramie, po czym pośpiesznie odjechali oni samochodem. Uwolnionym więźniom oznajmiono, że są wolni i rozkazano po odskoku grupy natychmiast uciekać z więzienia. Wkrótce rozległ się trzykrotny gwizdek dowódcy grupy, który kończył akcję i zarządzał odwrót. Odskok udał się bez większych problemów.
Śmiała, precyzyjna, udana i przykładna – tak tą brawurową akcję podsumował Dowódca AK, gen. Stefan Rowecki „Grot”. Przeprowadziło ją 16 żołnierzy dywersji Armii Krajowej pod dowództwem „Ponurego”. Na akcję wyjeżdżali prosto z Warszawy do oddalonego o 350 km Pińska. Po drodze musieli sforsować silnie strzeżoną granicę. W samym mieście stacjonowało przeszło 3, 5 tys. żołnierzy niemieckich. Celem akcji było odbicie z więzienia trzech konspiratorów, z których dwóch było cichociemnymi. Akcja powiodła się w całości i wywołała niesamowite wrażenie. Na jej uczestników posypał się grad odznaczeń, wyróżnień i awansów, nawet BBC o niej wspominało. Została uznana za dotychczas najlepszą akcję polskiego podziemia i jego największe osiągnięcie.

Obrazek
Żołnierze „Ponurego”.



„Ponury” to był „bóg”

Po tej akcji „Ponury” stał się postacią legendarną. Na kursach dywersyjnych wykładał akcję odbicia więzienia w Pińsku, którą sam zaplanował i dowodził, ale zdaje się, że woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. Tęsknił za akcją i adrenaliną. Był stworzony do partyzantki, do działania. Kilka miesięcy później został dowódcą Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”, działającą w rejonie Gór Świętokrzyskich. Był stworzony do roli zagończyka. Miał wybuchowy charakter i często nie przebierał w środkach. Kiedy podpadł mu jeden z komendantów obwodu mjr Józef Włodarczyk „Wyrwa”, kazał swoim żołnierzom go aresztować i dostarczyć na jego kwaterę. Pokazał mu wtedy pięść pod nosem i powiedział: Słuchaj, bracie. Gdybyś się schował gdziekolwiek w Polsce, to ja poślę swoich chłopaków i oni Pana znajdą. Przestraszonemu majorowi nie pozostało nic więcej, jak tylko posłuchać niegrzecznego zagończyka, a później zgłosić skargę do dowódcy AK.
„Ponury” swoich żołnierzy trzymał „żelazną ręką”. Ponury był niezwykle wymagający dla ludzi z wojska. Miał porywczy charakter i jeśli ktoś mu rzeczywiście podpadł, krzaki się „ruszały” od jego krzyku – wspominał jeden z jego podwładnych. Jego pseudonim wziął się z charakterystycznego wyrazu twarzy, typowego dla „smutnych panów” ze służb specjalnych. Piwnik przed wojną był policjantem, dzisiaj powiedzielibyśmy „bodyguardem”, który odpowiadał za ochronę osobistą premierów Leona Kozłowskiego oraz Walerego Sławka. Jego oblicze łagodniało tylko wtedy, gdy spuścił solidny łomot Niemcom. Po jednej z takich akcji, gdzie obficie lała się krew przeciwnika, jeden ze świadków odnotował reakcję swojego dowódcy: Dzisiejszy dzień minął wesoło. Kom[endant] Ponury z samego rana ubierając się, nucił sobie barytonowym głosem swojskie piosenki, naturalnie ku ogólnemu zdziwieniu, bo przeważnie ponury, a dziś jego oblicze zdobi lekki uśmiech.


„Ponury” podczas przysięgi swojego oddziału – VII batalionu 77 pułku piechoty AK.


Pomimo porywczego usposobienia i ciężkiej ręki żołnierze go uwielbiali. Miał pośród nich ogromny autorytet. W ich oczach „Ponury” to był „bóg”. Cichociemny. K[rzyż] V[irtuti] Militari za „Wachlarz” oraz fakt, że był nasz od Gór Świętokrzyskich sprawiała, że kochaliśmy go. Jego opanowanie, chmurne oblicze, małomówność czyniły go tajemniczym i dodawały mu splendoru – wspominał jeden z partyzantów Tadeusz Barański.


Umrzeć czy splunąć to wszystko jedno

„Ponury” podczas służby w Górach Świętokrzyskich nie przegrał żadnego starcia z Niemcami. Wyprowadzał swoich 400 partyzantów z najgorszych sytuacji. W obławach we wrześniu i październiku 1943 r. Niemcy wysłali przeciwko niemu kilka tysięcy żołnierzy, których wspierała broń pancerna i lotnictwo. Na nic się to zdało. Wodził okupanta za nos jak chciał. Jednak ciężki i wybuchowy charakter sprawił, że narobił sobie sporo wrogów również wśród miejscowej AK. Został odwołany i wysłany do partyzantki na Nowogródczyznę. W kwietniu 1944 r. został tam dowódcą VII batalionu 77 pułku piechoty AK. Tam działał w podobnym stylu jak w Górach Świętokrzyskich. W czerwcu jego oddział otrzymał rozkaz niszczenia niemieckich strażnic. 8 czerwca zniszczył jeden z takich punktów.

Obrazek
„Ponury” rzadko się uśmiechał. Uśmiech na jego twarzy gościł tylko wtedy, gdy napsuł sporo krwi okupantowi.


Na 16 czerwca planował zniszczenie kolejnego takiego punktu w Bogdanach. Planowano podejść jego załogę z zaskoczenia, ale się to nie udało. Polscy partyzanci zalegli na przedpolu ufortyfikowanego punktu, otoczonego drutem kolczastym. Ponury zaczął grzmieć na swojego oficera: co k[urwa] m[ać] za wojsko, natarcie utknęło. Zgromiony dowódca odpowiedział: „zaraz podrywam III pluton”. Reprymenda w wojskowym stylu poderwała partyzantów do ataku. Żołnierze podczołgali się pod zasieki i zrobili przejście. Jeden z nich doskoczył do bunkra i oddał celny strzał do żołnierza obsługującego ckm. W tym samym czasie zza rogu budynku wyskoczył także z granatem w ręku Komendant „Ponury” i okrzykiem: Chłopcy, naprzód! – poderwał do ataku pozostałych żołnierzy znajdujących się na kierunku natarcia 3 plutonu. Biegnąc obrzucili oni również granatami stanowiska ogniowe obrony niemieckiej […] Komendant „Ponury” po skoku […] przez bramę wjazdową do wnętrza umocnień został trafiony kilkoma pociskami w brzuch z karabinu maszynowego z odległości ok. 30 metrów z przeciwległego bunkra – wspominał jeden ze świadków. W ostatnich słowach przed śmiercią miał powiedzieć: Powiedz żonie… i rodzicom, że ich bardzo kochałem… i że umieram jak Polak… I pozdrówcie… Góry… Świętokrzyskie. Strażnicę opanowano. Jego śmierć była totalnym zaskoczeniem: Nikomu nie przyszło na myśl, że Jasio „Ponury” może zginąć. To było nieprawdopodobne. Człowiek, który z pięciuset ludźmi wyszedł z 17.000-nej obławy w Kieleckim, który tak wspaniale rozbił więzienie w Pińsku i tyle razy patrzał śmierci w oczy – przecież zginąć nie może. Tyle razy wyrywał się z objęć śmierci, ale tym razem mu się nie udało. Umrzeć czy splunąć to wszystko jedno – mawiał.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 190 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /