Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Armia Krajowa

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 02 kwi 2017, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niedziela.pl/artykul/28024/Zmarl ... w-Malysiak

Kraków: zmarł ks. inf. Stanisław Małysiak
2017-04-01 14:59

Dziś Krakowie zmarł ks. infułat Stanisław Małysiak, partyzant Armii Krajowej, wieloletni przewodniczący Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Miał 92 lata. Msza pogrzebowa zostanie odprawiona w czwartek w Kościele Mariackim. Zmarły pochowany zostanie na Cmentarzu Rakowickim.

Obrazek
Fot. Archiwum Kurii Krakowskiej
Śp. ks. inf. Stanisław Małysiak


Urodził się 5 maja 1925 roku w Ślemieniu, w powiecie żywieckim. Tam rozpoczął naukę w szkole powszechnej, ale podczas wojny, po włączeniu Żywiecczyzny do Rzeszy Niemieckiej, w październiku 1940 roku został wysiedlony wraz z rodzicami i dwojgiem rodzeństwa do Majdana Kasztelańskiego na Zamojszczyźnie. Pracował tam fizycznie w młynie i równocześnie działał w Związku Walki Zbrojnej.

Najpierw przydzielony do plutonu Brzeziny, uczył się w leśnej szkole partyzanckiej, kształcącej młodych dowódców piechoty, potem w latach 1942-1944 walczył w Armii Krajowej pod pseudonimem Sęp w IX Pułku Legionów Ziemi Zamojskiej pod dowództwem Konrada Bartoszewskiego (ps. Wir).

Brał udział w wielu akcjach bojowych na terenie Zamojszczyzny, m.in. w wielkiej bitwie w Puszczy Solskiej w roku 1944. W czasie jednej z akcji został schwytany przez Niemców i osadzony w obozie przejściowym w Zwierzyńcu. Stamtąd został przewieziony do obozu w Lublinie, skąd udało mu się zbiec.

Za działalność partyzancką, na wniosek swojego dowódcy Konrada Bartoszewskiego, został odznaczony Krzyżem Walecznych, który wręczono mu dopiero po przemianach politycznych w naszym kraju w 1989 roku. Po ustaniu działań wojennych na terenie Zamojszczyzny ks. Małysiak kontynuował naukę w gimnazjum w Zamościu. W 1945 roku zbiegł do Krakowa, by uniknąć aresztowania przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Tu zdał maturę i wstąpił do Seminarium Krakowskiego, rozpoczynając studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które ukończył w 1952 roku.

Święcenia kapłańskie otrzymał w tym samym roku. Pierwszą posługę kapłańską pełnił w Niegowici w latach 1952-1957, następnie był wikariuszem parafii w Kobierzynie i równocześnie kapelanem szpitala psychiatrycznego. W 1963 roku został przeniesiony do Bazyliki Mariackiej, z którą związany był do końca życia. Równocześnie od lat pięćdziesiątych pracował w Wydziale Duszpasterstwa Kurii Metropolitalnej.

Podczas wieloletniej pracy kurialnej był bliskim współpracownikiem arcybiskupów krakowskich: najpierw Karola Wojtyły, później Franciszka Macharskiego, a także założycielem Wydawnictwa św. Stanisława BM z własnym ośrodkiem poligraficznym.

W 1990 roku, na wniosek krakowskiego środowiska żołnierzy Armii Krajowej, ks. kard. Franciszek Macharski mianował ks. Infułata Małysiaka kapelanem organizacji kombatanckich Armii Krajowej. W 2002 r. uchwałą Rady Miasta Krakowa został odznaczony Brązowym Medalem Cracoviae Merenti. Był Kanonikiem Seniorem Krakowskiej Kapituły Katedralnej.

md / Kraków / KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 25 kwi 2017, 19:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/33579-kpt-lucjan-gizyns ... k-gozdawa/

Kpt. Lucjan Giżyński – dowódca Batalionu AK „Gozdawa”
Paweł Brojek Opublikowano 5 lipca 2016

Obrazek

W pierwszych dniach powstania warszawskiego był jednym z głównych organizatorów walk na Starym Mieście. Od września 1944 r. dowodził swoim batalionem podczas starć z Niemcami w Śródmieściu. Zajęte przez niego linie obronne nigdy nie zostały zdobyte przez nieprzyjaciela.
Lucjan Giżyński urodził się 20 maja 1909 r. w Śródborzu na Mazowszu. Ukończył gimnazjum w Warszawie, w 1930 r. otrzymał świadectwo dojrzałości. Później uczęszczał do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi-Komorowie. Po otrzymaniu stopnia oficerskiego w sierpniu 1933 r. dowodził plutonem, a następnie kompanią 35. pułku piechoty w Brześciu nad Bugiem.
W kwietniu 1937 r. został przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza, w którym objął stanowisko dowódcy kompanii w Batalionie „Ludwikowo”, gdzie służył do wybuchu wojny. Podczas kampanii wrześniowej dowodził kompanią w 96. pułku piechoty 38. Dywizji Piechoty Rezerwowej Armii „Karpaty”. Walczył m.in. w obronie Lwowa, po jego kapitulacji przedostał się do Warszawy.

Rozpoczął działalność podziemną w organizacji Komenda Obrońców Polski, a później w Ruchu „Miecz i Pług”. Jednocześnie wykładał w konspiracyjnej Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty. Wiosną 1943 r. objął dowództwo batalionu im. Stefana Czarnieckiego, który w kwietniu 1944 r. wszedł w skład Zgrupowania AK „Łukasiński” jako batalion „Gozdawa”.
Na jego czele walczył w powstaniu warszawskim. W pierwszych dniach sierpnia był jednym z głównych organizatorów walk na Starym Mieście. Po ewakuacji ze Starego Miasta do Śródmieścia-Północ jego batalion wobec ogromnych strat został przeformowany w kompanię. Zajęte przez niego linie obronne nigdy nie zostały zdobyte przez nieprzyjaciela. Za udział w walkach został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych.
Po upadku powstania przebywał w obozach jenieckich w Lamsdorf i Murnau, z którego został uwolniony w kwietniu 1945 r. przez wojska amerykańskie. Służył w 13 Batalionie Strzelców podporządkowanym 5 Wileńskiej Brygady Piechoty II Korpusu Polskiego.
Ciężko chory, leczył się w szpitalu polskim w Kantarze w Egipcie, a od lutego 1946 r. w British General Hospital w Jerozolimie. Zmarł 5 lipca 1946 r., został pochowany na cmentarzu wojskowym w Ramleh. Po sprowadzeniu do Polski jego prochy złożono na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, w kwaterze żołnierzy batalionu „Gozdawa”.
W 2013 r. kpt. Lucjan Giżyński został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Źródło i fot.: 1944.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 02 maja 2017, 13:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/7-lipca-1944-roku- ... -cmielowa/

7 lipca 1944 roku, doszło do bitwy w Woli Grójeckiej koło Ćmielowa
7 lipca 2016 01:30

Tego dnia oczekujący we wsi na przejęcie dużego transportu kolejowego amunicji z fabryki w Skarżysku, oddział wachmistrza Tomasza Wójcika ps. „Tarzan” ze zgrupowania majora Eugeniusza Kaszyńskiego ps. „Nurt” został otoczony około godziny 17:30 przez przeważające siły niemieckie w liczbie około 120 żołnierzy. Doszło do bitwy, w której zaskoczeni partyzanci nie mieli szans na skuteczną obronę. W wyniku nierównej walki poległo 37 partyzantów, jedynie czterem polskim żołnierzom udało się uciec i schronić w klasztorze Sióstr Szarytek, gdzie zostali opatrzeni. Ciała zabitych żołnierzy pochowano na cmentarzu w Ćmielowie. Wydarzenie to upamiętnia stojący w Woli Grójeckiej pomnik.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 07 maja 2017, 19:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawapolityka.pl/2016/07/72-rocz ... awczunami/

72. rocznica bitwy pod Krawczunami
Klaudia Koruba 14 lipca 2016

13 lipca 1944 roku w podwileńskiej miejscowości Krawczuny odbyła się bitwa żołnierzy AK z oddziałami Wehrmachtu. W środę miały tam miejsce uroczystości upamiętniające to wydarzenie.

Obrazek
Fot. Wikimedia Commons


„Bitwa pod Krawczunami była szczególnie dramatycznym epizodem batalii o Wilno, o jedno z najważniejszych i najpiękniejszych miast Europy Środkowo-Wschodniej” – napisał prezydent Andrzej Duda w liście, który został odczytany podczas uroczystości rocznicowych operacji „Ostra Brama” i jej decydującej batalii – bitwy pod Krawczunami. Operacja „Ostra Brama” stanowiła część operacji „Burza”, mające na celu stopniowe wyzwalanie Polski z panowania okupanta przez żołnierzy AK przed wkroczeniem Armii Czerwonej. 72 lata temu 79 partyzantów AK poniosło tutaj najwyższą ofiarę swojego życia.
13 lipca br. w ramach obchodów rocznicowych złożono kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym bitwę, odprawiono Mszę Św., odbył się apel poległych. W uroczystościach brali udział przedstawiciele społeczności polskiego na Litwie, władz RP, kombatantów i harcerzy.
– Wolną Polskę zawdzięczamy tym, którzy za nią ginęli – mówiła posłanka Iwona Arent, przewodnicząca Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej – Dzisiaj nadal walczymy, ale nie musimy ginąć z karabinem w ręku.

Źródło: deon.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 27 paź 2017, 08:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/44879-zmarl-andrzej-zup ... lnierz-ak/

Zmarł Andrzej Żupański, legendarny żołnierz AK
Aleksander Szycht Opublikowano 24 stycznia 2017

Obrazek

Nie żyje człowiek, fragment życia którego stał się kanwą do nakręcenia części fabuły „Czasu Honoru”. Zdobył na Niemcach milion dolarów w Warszawie, walczył na Wołyniu, a kilkadziesiąt lat później skutecznie przechytrzył Związek Ukraińców w Polsce. Miał 96 lat.
Odszedł mój przyjaciel, człowiek który miał bardzo duży wpływ na moje życie. Mogę tak go określić, mimo różnicy wieku, choć znałem zaledwie dekadę. A w przypadku jego działalności nie było to wiele. W lipcu posłanka Kukiz’15 Elżbieta Borowska, którą o to poprosiłem upomniała się na mównicy sejmowej o jego odznaczenie, argumentując, że nie ma wiele czasu. Bezskutecznie. Chciałem, żeby przed śmiercią miał szansę poczuć się zwycięzcą w swojej ostatniej walce. A walczył o odsłonienie dla opinii publicznej trzeciej zbrodni na narodzie polskim: Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego.
Już teraz ciśnie mi się to, co chciałbym opisać w kwestii bólu po stracie, ale wiem, że muszę najpierw napisać dla Czytelników o jego wojennym bohaterstwie. To jednak, z czego zasłynął w ostatnich latach życia, interesowało go najmniej. Doceniali to inni, bo działało na wyobraźnię. Zwłaszcza młodych ludzi. Najbardziej znany stał się za sprawą akcji „Góral”, podczas której 12 sierpnia 1943 roku, wraz z chłopcami z Armii Krajowej zdobył na Niemcach 105 milionów okupacyjnych złotych. W przeliczeniu milion dolarów, o ówczesnej dużo większej wartości.

Nie będę opisywał całej tej akcji, lecz wspomnę, iż czekał w furgonetce na konwój eskortowany przez Niemców. Kiedy dzięki wcześniejszym planom Niemcy byli zmuszeni pojechać konkretną drogą, po jednej stronie ulicy stał właśnie wspomniany samochód. W nim z gotowym do strzału stenem czekał Andrzej Żupański wraz z kolegą, który tak jak on trzymał broń. Kiedy podjechał samochód z gestapowcami, jedną stronę ulicy blokowała właśnie ich furgonetka. Drugą zablokował młody chłopak z konspiracji, pchający powoli wózek i przechodzący przez jezdnię. Niemcy musieli zwolnić. Dowódca krzyknął do pana Andrzeja oraz jego kolegi „Teraz!”. Obaj kopnęli drzwi furgonetki od wewnętrznej strony, niczym w gangsterskim filmie i mieli okazję zrobić z samochodu gestapowców sito.
Słyszałem, jak z nerwów, ten młody podówczas chłopak nie był w stanie na kilka dni przed akcją tknąć jedzenia. Zachował jednak zimną krew i wtedy i przez następne lata i kilkadziesiąt lat później. Na Wołyń przybył z tzw. ekipą warszawską już po ludobójstwie, które się tam dokonało. Zobaczył jako zdziwiony warszawski konspirator (choć urodzony w Gdyni) prawdziwą armię i obóz pod okupacją, kawałek wolnej Polski, na Wołyniu właśnie. To 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK miała rozpocząć operację „Burza”. Podczas jego szlaku bojowego jego koledzy z Wołynia złapali dwóch Ukraińców grasujących z bronią, ojca i syna. Ci ostatni sami zaczęli ściągać buty, by akowcom je oddać, licząc zapewne w zamian na lekką śmierć. Dowódca wydał rozkaz, by ich rozstrzelać. Pan Andrzej bezwiednie i głośno zaprotestował jako młody żołnierz, mówiąc iż są to jeńcy. Przełożony natychmiast rozkazał mu odejść i się nie wtrącać, mówiąc – „Pan nie widział swojej żony i dzieci w kałuży krwi”.
Jeszcze wtedy Andrzej Żupański nie wiedział o co chodzi, lecz ten moment zapamiętał na zawsze i nigdy o nim nie zapomniał. W wieku 90 lat powiedział mi o jednej ze swoich traum. Jego najlepsi przyjaciele, młode małżeństwo, członkowie AK w Hrubieszowskim, jadąc wozem zostali złapani przez UPA. Ukraińskiemu furmanowi darowano życie, stąd wiemy, że zginęli z rąk banderowców. Pamiętam bardzo dobrze jak wtedy powstrzymywał buzujące w nim emocje, a nie był człowiekiem emocjonalnym, lecz spokojnym i wesołym. Opowiadał, że Ewa była bardzo ładna. Mówił „Boże, Boże! Co oni jej musieli zrobić. Czy on przedtem musiał na to patrzeć! Boże! Czy jego zabili wcześniej?!”. Powiedział to w taki sposób, że z trudem i mnie udało się powstrzymać emocje na wodzy. Starałem się być dla niego wtedy wsparciem, bo on był dla mnie nim zawsze.
Kiedy w 2008 roku, gdy miał 87 lat przedstawiłem go swojej koleżance, powiedziała podówczas: „Chciałabym mieć taki umysł jak on chociaż w wieku lat 60-ciu”. Pan Andrzej surfował po internecie, wzbudzając zdziwienie swoich kolegów. Mówił, że to przyszłość mediów. Wraz z nim założyliśmy pod koniec 2007 roku pierwszą antybanderowską witrynę volgal.pl, od „Wołyń, Galicja”. Wzbudzała ona wściekłość nacjonalistów ukraińskich z mniejszości ukraińskiej w Polsce. Pojawiły się tam pierwsze wywiady z ludźmi publicznymi i znanymi. Mówili o okrutnych zbrodniach OUN-UPA, w które nie chciało się zwykłym Polakom wierzyć. Obaj bowiem wiedzieliśmy, że gdy prawda wypowiedziana jest przez ludzi, z których trudno zrobić wariata będzie to miało inną moc.
Na stronie pojawił się pierwszy, tak obszerny wywiad w tym temacie z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Podówczas ks. Tadeusz nie był jeszcze znany jako medialny lider w tych kwestiach. Kojarzono go wyłącznie ze sprawami szykan Służby Bezpieczeństwa wobec księży oraz wiedzy na temat tajnych współpracowników w Kościele. Obok księdza nękanego i poniżanego za Polski Ludowej, o podobnych doświadczeniach opowiadał tam jej bohater Mirosław Hermaszewski, pierwszy polski kosmonauta. Każdy wywiad cieszył nas obu. Z tonu pana Andrzeja można było wyczuć, iż dokonują się rzeczy wielkie. Dla mnie, młodszego adepta tych spraw znaczyło to bardzo wiele.
To pod kontrolą i przy wsparciu pana Andrzeja w 2009 roku wyprodukowałem pierwszą koszulkę patriotyczną z żołnierzami lwowskiej AK, podczas operacji „Burza” na obrazku. Mój przyjaciel żałował, że nie pociągnąłem dalej tej sprawy i miał rację. Koszulki patriotyczne opanowały dziś rynek, choć my byliśmy pierwsi. Polacy na Litwie okazali się jednak ważniejsi. Sam był w połowie po mamie z Kowieńszczyzny i pomimo wieku przychodził pod ambasadę Litwy protestować z nami w obronie praw litewskich Polaków. Kiedy zakładaliśmy z posłami na sejm Parlamentarny Zespół d. s. Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Dawnych Ziem Wschodnich regulamin pisałem u niego w domu i czytałem mu na głos, co piszę.
Na posiedzenia zespołu uczęszczał, choć oślepł i ogłuchł. Kiedy osłabiał mu się wzrok, przy internecie siedział z ogromną lupą i dalej surfował. Zdawał sobie sprawę, iż wyglądać mogło to odrobinę komicznie, ale to był heroizm, bo z internetu korzystał, by pracować na rzecz Polski. Sam odbierał własne mejle. Gdy potrzebował coś znaleźć, a wzrok popsuł mu się bardzo – mówił mi, czy mógłbym mu tę stronę „wywołać”. Bolesne wspomnienia przed śmiercią wracały, choćby jego mama, która zginęła w obozie koncentracyjnym, zamordowana przez Niemców. Bardzo chciał wierzyć w to, że Europa się zmienia, że wojen już nie będzie. Chciał dla nas wszystkich młodych Polaków spokoju i chciał wreszcie wierzyć, że Unia Europejska jest tym czym jej przywódcy deklarowali, iż jest. Często się sprzeczaliśmy w tym temacie kiedy do niego przychodziłem.
Smutno było tylko, że liczba kontaktujących się z nim przyjaciół, którzy o nim pamiętali, gdy oślepł i ogłuchł zmniejszyła się o jakieś 90%, albo i 95%. Smutno było mnie, bo on się nigdy nie skarżył. Do samego końca. Cieszył się kiedy opowiadałem mu, że powstaje film „Wołyń”. Radował się kiedy spotykało mnie szczęście, którym chciałem się dzielić. Choć zawsze mogłem liczyć, że kiedy zdarzy się inaczej za każdym razem mnie wysłucha. Wielokrotnie wcześniej wtedy mi doradzał. Odwiedziłem go przed śmiercią, opowiadając o pewnych sprawach, które mnie trapią. Liczyłem, że to go ożywi. Tak się na krótko stało. Poruszyło go to, ale milczał i był bardzo smutny. Zawsze mogłem mu o wszystkim powiedzieć. Jednak wtedy, ostatni raz gdy go widziałem, miałem wyrzuty sumienia, że go obciążam.
Co jakiś czas tylko mówił zdanie o sprawie, o której mu opowiedziałem. Zaczął odgadywać pewne szczegóły i miał całkowitą rację. Było to w momentach, kiedy odzyskiwał kontakt z rzeczywistością. Złapałem go wtedy za rękę. Czułem się bezradny, sam odpowiednio byłem w nie najlepszym humorze i wiedziałem, iż nie mogę dać więcej, niż dałbym normalnie. Mogłem się tylko pomodlić. Jeszcze wcześniej przed ostatnim spotkaniem rozmawialiśmy o Bogu, o ranach które nosił w sercu po wojnie. A on przed śmiercią przejął się moimi, nie swoimi. Gdy spotykaliśmy się wcześniej mówił mi, że czeka na swój koniec i sam jest ciekaw, ile to jeszcze potrwa.
Największą wagę przywiązywał nie do swoich osiągnięć wojennych, lecz do misji 25 ostatnich lat swego życia, gdy zrywał zasłonę milczenia ze zbrodni OUN. W przeszłości zainicjował słynne seminaria „Polska-Ukraina; trudne pytania”. Pomysł był efektem pewnego rodzaju porażki. Otóż z kilkoma innymi weteranami AK jeździli po wszystkich uniwersytetach w Polsce, pytając rektorów i dziekanów czy ktoś nie chciałby się zająć badawczo sprawą dziesiątek tysięcy pomordowanych polskich kobiet i dzieci. Bohaterowie wojenni z AK niejako o to żebrali. Wszyscy odmówili. Zawsze to wspominał. Gdy próbowali zgromadzić historyków polskich z różnych miejsc sponsorzy odmawiali pieniędzy na coś tak „jednostronnego” i „nacjonalistycznego”.
Jakiż to zawód musiał być dla tych ludzi w wolnej Polsce? Wtedy wpadli na pomysł, by zrobić polsko-ukraińskie seminaria i wciągnąć w to Związek Ukraińców w Polsce. Pan Andrzej podejrzewał, że ZUwP, będzie myślał, iż historycy z obu stron będą ze sobą negocjować historię. Tymczasem on sam wiedział, co to warsztat historyka. Miał świadomość, że na każde stwierdzenie podczas seminariów potrzebny będzie twardy dowód w postaci źródeł. Wtedy prawda, jakakolwiek by nie była wyjdzie na jaw. Faktycznie ukraińska organizacja zgodziła się organizować to wspólnie i zaprosić uczonych z Ukrainy ze swojej strony. Nagle sponsorzy w III Rzeczypospolitej Polskiej się znaleźli. Po kilku seminariach w protokołach zgodności polskich i ukraińskich historyków, na podstawie badań pojawiły się twierdzenia, których nie zaakceptował ZUwP. I organizacja wycofała się jako partner.
Wycofali się także natychmiast sponsorzy, ale spotkania już nabrały pewnej marki i weterani znaleźli następnych. W taki sposób starzy akowcy według swojego planu użyli najbardziej nacjonalistycznej w Polsce ukraińskiej organizacji do odsłonięcia prawdy. Każde kolejne seminarium było coraz większym sukcesem. Aż do trzynastego, ostatniego, na które razem z panem Andrzejem organizowałem od strony technicznej wyjazd polskiej delegacji historyków do Lwowa w 2008 roku. Organizowanie spotkań dwóch grup historyków, z których ukraińska część opowiadała często bzdury, zwłaszcza na początku seminariów, powodowały oszczercze oskarżenia o zdradę. Tak samo ścieżki, które wydreptał do polityków, w tym Jacka Kuronia w sprawie badań naukowych obu grup historyków. Na końcu okazał się moralnym zwycięzcą, który doprowadził do wspólnych twierdzeń, jakie trudno było później neobanderowcom zanegować.
Razem z kolegami podjął decyzję o przerwaniu seminariów po ostatnim. Stało się tak, ponieważ widział, że ukraińscy historycy mają już niejako neobanderowski pistolet przy głowie. Na XIII obecny był m. in. Wołodymyr Wiatrowycz, jeden z głównych negacjonistów i fałszerzy. Wznawianie wspólnych prac historyków, przez byłego już szefa IPN Łukasza Kamińskiego, w sytuacji politycznej po Majdanie – uważał za gruby błąd. Jego zdaniem nie tylko nie posunęłoby to ustaleń na przód, ale nacjonaliści ukraińscy będą chcieli zanegować to co było już ustalone. I wiem od polskich historyków, że było dokładnie tak jak przewidział. Zawsze wiedziałem, że mam przed sobą w panu Andrzeju niedościgniony wzór mężczyzny i patrioty wychowanego przez II RP. Z naszych rozmów wyszło, że jego mama przed śmiercią modliła się często, by Bóg ocalił jego i jego braci. Tak się stało. Ten chłopiec o szlachetnym sercu z zaciśniętym ze zdenerwowania żołądkiem i stenem gotowym do strzału, podczas akcji „Góral” wydał z siebie wspaniałe owoce.
Odszedł człowiek pogodny, wielki patriota, pomimo swojego racjonalizmu i twardego stąpania po ziemi – faktycznie idealista. Wiedziałem o tym, takim dał mi się poznać. Żałuję, że wielu innych poznało go jedynie powierzchownie. Nie wiedziało o jego złotym sercu. To cios, którego powinienem był się spodziewać, ale mimo wszystko dałem się zaskoczyć, zupełnie irracjonalnie. Bo racjonalnie trudno jest mi na to spojrzeć.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 24 lis 2017, 10:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/45885-zmarl-nagle-w-mok ... j-katowni/

Zmarł nagle w mokotowskiej katowni
Paweł Brojek Opublikowano 12 lutego 2017

Obrazek

12 lutego 1952 r. w warszawskim więzieniu na Mokotowie zmarł Kazimierz Gąsiorowski ps. „Edyta”, szef wywiadu politycznego Delegatury Rządu RP na m. st. Warszawę. Za „rozpracowywanie działaczy komunistycznych w celu wydania ich w ręce gestapo” został skazany na dożywocie.
Kazimierz Gąsiorowski urodził się 5 maja 1903 r. w Warszawie. Po zdaniu matury uczył się w Wolnej Wszechnicy Polskiej. Jako ochotnik walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Po ukończeniu Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu dowodził plutonem w 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich.
Pod koniec lat dwudziestych ze względu na chorobę serca przeszedł do rezerwy. Pracował na różnych stanowiskach w administracji samorządowej. W latach 1937-39 był kierownikiem referatu społeczno-politycznego w Urzędzie Wojewódzkim w Brześciu nad Bugiem.

W czasie kampanii wrześniowej został powołany do 25 pułku ułanów, w którego szeregach walczył w ramach Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Po klęsce przedostał się do Warszawy. Od maja 1940 r. w Tajnej Armii Polskiej, następnie od drugiej połowy 1941 r. działał w ZWZ-AK, pełniąc funkcję szefa brygady wywiadowczej w Okręgu Warszawa.
W połowie 1943 r. został szefem wywiadu politycznego Okręgowej Delegatury Rządu na Kraj na m. st. Warszawę. W marcu 1944 r. wszedł do struktur Wojskowego Korpusu Służby Bezpieczeństwa.
Podczas powstania warszawskiego był zastępcą dowódcy, a następnie dowódcą oddziału bojowego. Ranny podczas walk został skierowany do pracy w Komendzie Głównej AK. Po klęsce powstania trafił do niemieckiego oflagu II-C Woldenberg.
Po wyzwoleniu w lutym 1945 r. powrócił do Polski i zamieszkał w Krakowie. Ujawnił się jako oficer AK, nie informując o swojej przynależności do Delegatury Rządu na Kraj.
Aresztowany w grudniu 1949 r. i osadzony w więzieniu mokotowskim, został poddany ciężkiemu śledztwu. Postawiono mu zarzut rozpracowywania działaczy komunistycznych w celu wydania ich w ręce gestapo. Oskarżycielem był wiceprokurator Beniamin Wejsblech. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego z października 1951 r. został skazany na karę dożywotniego więzienia.
Ppłk Kazimierz Gąsiorowski zmarł nagle 12 lutego 1952 r. w celi więzienia mokotowskiego w toku postępowania odwoławczego, czyli przed uprawomocnieniem się wyroku. Według kilku relacji został zamordowany w trakcie okrutnego przesłuchania.
W 1957 r. został zrehabilitowany. Jego grób symboliczny znajduje się na w Kwaterze „na Łączce”.
Ppłk Kazimierz Gąsiorowski był odznaczony Krzyżem Zasługi z Mieczami oraz Krzyżem Walecznych.

Źródło: 1944.pl

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 29 lis 2017, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://niezlomni.com/ucieczka-z-komuni ... ej-polsce/

Przebyli 1000 km, by uciec spod sowieckiej okupacji Polski . Jak Amerykanie wydali Polaków w szpony komunistów
Opublikowane 2017/02/17 w II wojna światowa

Obrazek

Tysiące polskich konspiratorów w maju 1945 roku wypatrywało z Zachodu ofensywy aliantów, która wyzwoliłaby kraj spod panowania Sowietów. Sojusz Stalina z krajami demokracji zachodniej był tak surrealistyczny, że nikt nie wierzył, że w ten sposób może zakończyć się II wojna światowa. Niestety kapitulacja III Rzeszy okazała się jednocześnie fiaskiem marzeń o wkraczającej na ziemie polskie armii gen. Andersa. Jedni pogodzili się z obecnym stanem i zakończyli swoją wojaczkę. Bardzo duża część żołnierzy wywodzących się z Armii Krajowej i innych organizacji podziemnych pozostała w konspiracji, żeby walczyć z nowym okupantem. Niektórzy nawet przez kilkanaście lat. Byli i tacy, którzy nie widzieli możliwości życia w nowej, komunistycznej rzeczywistości. Wśród nich był por. Tadeusz Kuncewicz „Kmicic”, „Podkowa”.

Obrazek
Koncentracja żołnierzy „Kmicica”


Roztrzaskana pepesza

Był jednym z organizatorów konspiracji polskiej na Zamojszczyźnie jeszcze w 1939 roku. Jako dowódca oddziału partyzanckiego brał udział w obronie rodaków przed akcją wysiedlania ludności polskiej z tych ziem i osadnictwem niemieckim. Polski oficer słynął ze śmiałych akcji. Mówiono też, że pod jego komendą ginie najmniej ludzi. W walce z okupantem hitlerowskim współpracował zarówno z Armią Ludową, jak i partyzantką radziecką. On i jego podkomendni brali udział w wysadzaniu transportów kolejowych, niszczeniu infrastruktury okupanta czy uwalnianiu więźniów z rąk hitlerowców.

Jedną z najsłynniejszych akcji okresu okupacji hitlerowskiej było zlikwidowanie znanego na Lubelszczyźnie z sadystycznych metod działania gestapowca Stanisława Majewskiego. Wiosną 1944 roku wywiad AK doniósł o zbliżającym się w Zamojskie dużym sowieckim zgrupowaniu partyzanckim. Delegacja Armii Krajowej, jako gospodarze terenu, wyruszyła na spotkanie z partyzantami. Formacją tą była 1 Ukraińska Dywizja Partyzancka im. Sidora Kowpaka. „Podkowa” płynnie mówił po rosyjsku, więc był jedną z osób, która ustalała szczegóły wspólnego działania i formy kontaktów.

Wspólną akcją było między innymi wysadzenie mostu kolejowego w Wólce Orłowskiej, przez który przejeżdżał pociąg z żołnierzami niemieckimi, jadącymi na urlop do Rzeszy z frontu wschodniego. Polscy i sowieccy partyzanci przeprowadzili ją w nocy z 18 na 19 lutego 1944 roku. Wkrótce potem por. Kuncewicz uratował całą dywizję partyzancką – on i ludzie z jego oddziału wyprowadzili sowieckich żołnierzy z niemieckiego okrążenia, które było częścią obławy w celu likwidacji zgrupowania. W dowód uznania za uratowanie 1 Ukraińskiej Dywizji Partyzanckiej jej dowódca ppłk Petro Werszyhora wręczył por. Tadeuszowi Kuncewiczowi rosyjski pistolet maszynowy PPSz-41 z wygrawerowaną dedykacją: „Por. Podkowie w znak drużby ruskowo i polskowo narodow – od kowpakowcew”.


Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” (pierwszy z prawej) z batalionem zbornym 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej


Gdy rosyjski oddział opuścił Zamojszczyznę, polscy partyzanci zaczęli mobilizować ludzi do zbliżającej się akcji „Burza”. Legendarny już dowódca objął dowodzenie nad odtwarzanym II Batalionem 9 Pułku Piechoty Ziemi Zamojskiej. W tym czasie jego jednostka dostała poważne wsparcie – na teren, w którym operowali partyzanci, dotarł zborny batalion z 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Ponad 160 wycieńczonych ludzi po krwawej przeprawie przez linię frontu na Prypeci i Bugu, ale zaprawionych w bojach z banderowcami i Wehrmachtem, dołączyło do 9 pp AK.

Batalion „Podkowy” w czasie operacji „Burza” opanował Szczebrzeszyn. Radość nie trwała jednak długo – wkrótce zjawiły się regularne oddziały Armii Czerwonej, które 30 lipca 1944 roku rozbroiły całe zgrupowanie. Polscy żołnierze, zamiast wyzwalać kolejne polskie ziemie, zostali pozbawieni zdobycznej broni. Gdy przyszła kolej na dowódcę… Tadeusz Kuncewicz ostentacyjnie roztrzaskał podarowany mu przez ppłk. Werszyhorę pistolet maszynowy.

Najsłynniejszy dowódca Zamojszczyzny próbował później przedostać się do powstańczej Warszawy. Gdy mu się nie udało, wrócił na znane mu ziemie i został szefem obwodowej dywersji. Wiosną 1945 roku odbudował swój oddział złożony z najwierniejszych partyzantów okresu okupacji hitlerowskiej. Jednocześnie rozpoczął walkę z władzą komunistyczną. W krótkim czasie znów zasłynął z akcji rozbijania lokalnych posterunków milicji, odbijania więźniów i likwidacji funkcjonariuszy UB i ich konfidentów.

Gdy 8 i 9 maja 1945 roku świętowano koniec wojny w Europie, „Podkowa” i jego partyzanci przeżywali dramat, bo nowi okupanci na stałe osiedli się na ziemiach polskich. Najprawdopodobniej już wtedy Kuncewicz obmyślił ryzykowny plan ucieczki z coraz silniej komunizowanej ojczyzny do wojsk polskich na Zachodzie, by razem z nimi wrócić do w pełni suwerennego kraju.

Odyseja „Podkowy”

Po uzyskaniu formalnej zgody od przełożonych por. Kuncewicz wybrał spośród swoich żołnierzy 21 ludzi do ucieczki do alianckiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Byli to nieżonaci i bezdzietni partyzanci. Wszyscy zostali ubrani w mundury armii gen. Berlinga i otrzymali fałszywe dokumenty. 21 czerwca 1945 roku pod Zwierzyńcem grupa śmiałków zatrzymała ciężarówkę produkcji amerykańskiej Studebaker z dwoma agitatorami PPR-u. Zabili ich, wsiedli na „pakę” i ruszyli w stronę Niemiec z nadzieją dotarcia do amerykańskiej strefy.

Obrazek

Bez problemów podkowiacy dotarli do Zgorzelca i przekroczyli nową granicę Polski. Stracili jednak orientację w terenie i zamiast kierować się na zachód, skręcili na południe i wjechali do Czechosłowacji. W miejscowości Šluknov żołnierze zatrzymali się w gospodarstwie polskiej rodziny, którą znał jeden z uciekinierów. Mieszkała u nich Niemka, Margit Maszkova, którą odwiedził wówczas narzeczony – czechosłowacki oficer por. Josef Sindelar. Okazało się, że służył on w jednostce wywiadu i niespodziewana wizyta polskich żołnierzy wzbudziła jego podejrzenia. Opuścił zatem towarzystwo i po kilku godzinach do domu, gdzie przebywał „Podkowa” ze swoimi ludźmi, przyjechał z szoferem. Miał ze sobą rozkaz na piśmie stawienia się polskiego porucznika w radzieckiej komendanturze wojskowej.

Podkowiacy nie zgodzili się na rozdzielenie i postanowili, że pojadą wszyscy – razem z Niemką. W trakcie jazdy zasymulowali awarię samochodu i obezwładnili czechosłowackich żołnierzy. Rozstrzelali następnie niewygodnych świadków. Żołnierze „Podkowy” nalegali również na likwidację towarzyszącej im Niemki, ale dowódca stanowczo odmówił. Kazał ją zostawić skrępowaną w lesie. Decyzja ta okazała się brzemienna w skutkach.

Dalszy rajd grupy polskich uciekinierów przebiegał przez miejscowości Děčín, Ústi, Teplice. W miejscowości Klášterec nad Ohrzą Polacy zorientowali się, że czechosłowacka bezpieka i wojsko organizują obławę, obstawiają wszystkie drogi i mosty. Okazało się, że Maszkova szybko się oswobodziła i zawiadomiła czechosłowacką policję polityczną (Státní bezpečnosti – StB).

Partyzanci porzucili ciężarówkę i leśnymi drogami przez dwa dni maszerowali w stronę amerykańskiej strefy okupacyjnej. Gdy dotarli do miejscowości Loket, zatrzymali się w gospodarstwie samotnie mieszkającego Niemca. Ten powiedział im, że po drugiej stronie Ohrzy znajdują się wojska amerykańskie i zgodził się przeprowadzić Polaków kładką nad rzeką. W stronę wojsk US Army jako delegacja wyruszyli dwaj partyzanci „Podkowy”. Reszta wraz z dowódcą przyczaiła się już w alianckiej strefie. Następnego dnia rankiem, 10 lipca 1945 roku, do miejsca postoju grupy podjechał jeep z polskimi partyzantami i amerykańskim oficerem.

Rozradowani Polacy uwierzyli, że otwierają się przed nimi wrota wolności. Amerykanie ich zakwaterowali, a dowódcę polskiej grupy poproszono na rozmowę do dowództwa sił sprzymierzonych. Por. Kuncewicz na tym spotkaniu dowiedział się, że upomina się o niego czechosłowacka bezpieka. „Podkowa” i jego żołnierze zostali aresztowani i wydani StB jako polski oddział SS (!).

Polskich partyzantów przewieziono do Karlowych Warów i oskarżono o zamordowanie por. Josefa Sindelara i jego szofera. W identyfikacji Polaków pomogła Niemka, której „Podkowa” darował życie. Zaczęły się przesłuchania połączone z torturami. Zmasakrowanych partyzantów po paru dniach zapakowano do więźniarki i wysłano do Pragi. „Podkowa” wraz ze swoimi ludźmi znów podjął próbę ucieczki. Po obezwładnieniu trzech z sześciu konwojentów partyzanci wyskoczyli z więźniarki. Niestety pozostałych trzech Czechów zaczęło strzelać w stronę zbiegów i zabiło na miejscu ośmiu z nich (wśród nich znalazł się również brat „Podkowy”, Zygmunt „Podkówka”). Kolejnych dziesięciu Polaków, w tym ich dowódcę, pochwycono w ciągu dwóch dni. Poddano ich okrutnemu śledztwu. Polskich żołnierzy bito gumowymi i drewnianymi pałkami, rażono prądem i wbijano zapałki pod paznokcie, przy czym żądano od nich przyznania się do przynależności do formacji SS.

W trakcie śledztwa, a później w więzieniu z ran i wycieńczenia zmarło trzech podwładnych „Podkowy” – Marian Mijalski „Maf”, Piotr Radziejowski „Gwiazda” oraz Witold Lew „Azja”. Trzech członków oddziału (Wacław Mączka „Wierny”, Stanisław Bizior „Eam” i Henryk Marczeski „Jurand”) bezpieka nie złapała, więc wrócili do Polski. Tylko jednemu z grupy uciekinierów, Janowi Chwiejczakowi „Wrzaskowi”, udało się dostać do amerykańskiej strefy okupacyjnej i wstąpić w szeregi II Korpusu Polskiego gen. Andersa.

Znamię zdrady

Tadeusz Kuncewicz po dwóch latach śledztwa wraz ze swoimi ludźmi został przekazany przez czechosłowacką bezpiekę władzom polskim. W 1948 roku w Lublinie odbył się pokazowy proces słynnego partyzanta. Sąd wojskowy wymierzył mu karę dziesięciu lat więzienia. Co ciekawe, w wyroku przytoczono wszystkie wydarzenia z jego udziałem, które miały miejsce w okresie, gdy działał w konspiracji w Polsce, a nie było w nim nic na temat próby ucieczki z kraju. Karę do 1955 roku odbywał w aresztach na zamku lubelskim, we Wronkach i w Knurowie.

Po wyjściu na wolność ożenił się i pracował na kolei. Zmarł w 1991 roku. Do końca życia zastanawiał się, czy cena wolności, jaką on i jego ludzie zapłacili, była tego wszystkiego warta. Najprawdopodobniej nigdy nie pogodził się ze zdradą sojuszników, którzy wydali jego ludzi bezpiece czechosłowackiej. Przeczuwał, że komunizm w Polsce zagości na dłużej oraz wierzył, że przy okazji starcia Wschodu z Zachodem powróci do wyzwolonej ojczyzny. Wyruszając z Lubelszczyzny na Zachód, zabrał ze sobą prasę konspiracyjną i oficjalną oraz liczne informacje na temat działań marionetkowego rządu polskiego z Moskwy. Chciał dać światu świadectwo o tragicznej sytuacji w kraju pod nową okupacją.

Za swoją służbę w czasie wojny był odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych. W 1992 roku Sąd Wojewódzki w Lublinie uchylił wyrok z 1948 roku ciążący na „Podkowie”. W 1998 roku, po odnalezieniu dokumentów w lubelskim archiwum państwowym, okazało się, że w czasie okupacji Kuncewicz był awansowany, choć nigdy się o tym nie dowiedział. Minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz pośmiertnie awansował „Podkowę”, zgodnie z treścią odnalezionych rozkazów, na stopień majora.

Jakub Nawrocki, źródło: Polska Zbrojna
http://www.polska-zbrojna.pl/home/artic ... ONEGO-RAJU


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 18 gru 2017, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://codziennik24.pl/2017/12/17/nie- ... aly-swiat/

Nie żyje legendarny Polak! Podziwiał go cały świat
(17 Grudzień 2017)(17 Grudzień 2017)

W szpitalu w Gdańsku zmarł Kazimierz Piechowski, który jest znany na całym świecie z niezwykłej historii, do której doszło 75 lat temu! Były żołnierz i członek AK dwa lata temu został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Miał 98 lat.

Kazimierz Piechowski urodził się 3 października 1919 r. w Rajkowach. Przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 roku został schwytany, wraz z kolegą Alfonsem Kiprowskim, przez Niemców. Próbował przedostać się do wojsk gen. Sikorskiego we Francji. Po kilku dniach przesłuchań i tortur został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz z numerem 918. Co ciekawe, był to jeden z pierwszych transportów do niemieckiego obozu.

Bardzo smutna wiadomość. ��
Na Wieczną Wartę, w wieku 98 lat, odszedł Kazimierz Piechowski.

▪ Człowiek, któremu udało się uciec z Auschwitz❗
▪ Po ucieczce przyłączył się do oddziału AK. ����
▪ Po wojnie represjonowany przez UB i skazany na więzienie. pic.twitter.com/6IwRlY0NER

— Nie Zapomnij O Nas (@NieZapomnijONas) December 15, 2017

Piechowski znany jest na całym świecie ze względu na niezwykłą historię sprzed 75 laty! 20 czerwca 1942 roku, wraz z trzema innymi więźniami, zdecydował się na ucieczkę z Auschwitz. Historia ta jest o tyle niezwykła, ponieważ mężczyźni ukradli mundury oraz samochód należący do SS! Uciekinierom pomogła też fenomenalna znajomość języka niemieckiego Piechowskiego. Była to jedna z najbardziej brawurowych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz w dziejach tego obozu.

Do końca wojny Kazimierz Piechowski działał w Armii Krajowej. Po wojnie podjął pracę na Pomorzu, ale szybko został namierzony przez Urząd Bezpieczeństwa. Został aresztowany i skazany na 10 lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Pamięć o Piechowskim kultywowana była nie tylko w Polsce. O spektakularnej ucieczce mówił jeden z programów fabularyzowanych nakręconych przez BBC. Katy Carr, brytyjska piosenkarka z polskimi korzeniami, poświęciła ucieczce Kazimierza Piechowskiego z Auschwitz swoją piosenkę „Kazik Kommander’s Car” z albumu Coquett.

za wrealu24.pl
https://wrealu24.pl/nie-zyje-legendarny ... aly-swiat/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 19 gru 2017, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/1 ... darmaszka/

Zabójcze dziewczyny z AK. Likwidacja Mieczysława Darmaszka.
Posted by Marucha w dniu 2017-12-11 (poniedziałek)

Obrazek
eta Elżbieta Ostowska ps. „Justyna”. Zdjęcie i podpis pochodzą z książki „AK 75. Brawurowe akcje Armii Krajowej”.


Kara dla konfidenta mogła być tylko jedna. A te bohaterskie Polki nie zamierzały pozwolić, by ktokolwiek inny pomścił ich zgładzoną przyjaciółkę. Były bezwzględne. I bezwzględnie skuteczne.
Gdyby nie ofiarność polskich kobiet, dzieje AK byłyby o wiele uboższe. Panie stanowiły 10 procent wszystkich członków organizacji i służyły niemal w każdej strukturze podziemia. Najliczniej reprezentowane były sanitariuszki i łączniczki.
Wiele kobiet pracowało w wywiadzie oraz służyło w Oddziałach Dyspozycyjnych Kedywu. Zdarzały się nawet przypadki pań walczących z bronią w ręku w grupach partyzanckich oraz uczestniczących w wykonywaniu wyroków śmierci.
Do niecodziennego zdarzenia doszło 15 marca 1944 r. w Warszawie, kiedy to dwie członkinie AK zlikwidowały jednego z warszawskich konfidentów.


Nieprzypadkowe aresztowanie

Akcja była następstwem wydarzeń, do których doszło pod koniec 1943 roku w stolicy. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia w mieszkaniu przy ul. Emilii Plater 20, wynajmowanym przez Marię Łozińską ps. „Dobrochna” vel „Nike” oraz Wandę Twarowską (Twarowską-Bułhak) „Myszkę”, odbywał się opłatek kobiecych patroli minerskich Kedywu Okręgu AK Warszawa. Jedną z uczestniczek była Jadwiga Kuberska „Mea”.
Po zakończeniu zajęć, mimo zbliżającej się godziny policyjnej, Kuberska zdecydowała się wracać do domu. Niestety w bramie kamienicy przy ul. Miodowej 23, w którym mieściło się jej mieszkanie, została aresztowana przez funkcjonariuszy gestapo.

Obrazek
Tak wyglądał róg ulicy Miodowej i Krakowskie Przedmieście na początku II wojny światowej.


Do zatrzymań doszło także w mieszkaniu Kuberskiej. Wpadli tam kolejni członkowie podziemia: Irena Kalinowska „Ludka” – podkomendna „Mei” z oddziału, oraz dwóch oficerów Kedywu Komendy Głównej AK: por. Jerzy Kleczkowski „Jurek” oraz por. Edward Madej „Felek”. Aresztowany został także ojciec i dwie siostry Kuberskiej Halina i Maria. Zatrzymane osoby zostały przewiezione na Pawiak.
„Mea” wkrótce zdołała przesłać gryps, w którym wskazała, że za wpadkę odpowiada niejaki Mieczysław Darmaszek, który znał obie konspiratorki z Ośrodka Pomocy Społecznej Zarządu Miejskiego, gdzie w różnych okresach pracowały.
Podczas zatrzymania w bramie oprócz gestapowców zauważyła właśnie tego mężczyznę, który zidentyfikował ją przed funkcjonariuszami. W kolejnych grypsach przekazała informację, że jak wynika z przesłuchań, była obserwowana przez ostatnie dwa miesiące, a konfident wpadł na jej trop właśnie w ośrodku.
Do sztabu Okręgu Warszawskiego AK wpłynął ponadto meldunek od koleżanki Kuberskiej pracującej w ośrodku, że brat Darmaszka, również tam zatrudniony, zadał jej pytanie, czy i ona nie boi się aresztowania.


Proces musi być

Obrazek
O innych sukcesach żołnierzy polskiego podziemia przeczytasz w książce Wojciecha Königsberga pod tytułem „AK 75. Brawurowe akcje Armii Krajowej” (Znak Horyzont 2017).


Kontrwywiad przeprowadził śledztwo w kierunku konfidencjonalnej działalności 27-letniego Darmaszka, które potwierdziło jego winę. Dowódca sztabu okręgu mjr Stanisław Weber „Chirurg” przekazał akt oskarżenia do prokuratora Stefana Robaka „Grabca”, z prośbą o skierowanie sprawy do rozpatrzenia przez sąd podziemny.
W dokumencie było wskazane, że oprócz grypsów „Mei” oraz zeznań jej znajomej z ośrodka za współpracą oskarżonego z wrogiem przemawia fakt zwolnienia go przez Niemców po przypadkowym zagarnięciu podczas jednej z łapanek. W zakończeniu oskarżenia można przeczytać:
Zważywszy powyższe, oskarżam p. M.D. [Mieczysława Darmaszka – W.K.], że jest on konfidentem G-po [Gestapo – W.K.] i jest winny aresztowania Mei (wraz z domownikami) i Ludki, a możliwe że również i aresztowania innych urzędników Ośrodka.
Według ostatnich Wiadomości Mea wraz z rodziną i Ludka już nie żyją.
Wydarzenia opisane w akcie oskarżenia dotyczyły okresu do 7 lutego. 10 lutego Niemcy zamordowali także Kleczkowskiego oraz Madeja.
Wskutek zebranego materiału Cywilny Sąd Specjalny za konfidencką współpracę z policją niemiecką skazał Darmaszka na karę śmierci. Sprawa została przekazana do realizacji okręgowemu Kedywowi.
Wkrótce okazało się, że do wykonania wyroku na ochotnika zgłosiły się dwie członkinie oddziału kobiecego, które chciały pomścić zamordowane koleżanki. Były to Irena Bredel „Alina” oraz Leta Elżbieta Ostrowska „Justyna”.

Obrazek
Irena Bredel ps. „Alina”. Zdjęcie i podpis pochodzą z książki „AK 75. Brawurowe akcje Armii Krajowej”.



Konfidentom nie przepuścimy

Konfident był obserwowany przez jakiś czas przed likwidacją. Jeden z punktów obserwacyjnych został założony w mieszkaniu Alicji Pniewskiej „Alki”, która po latach wspominała:
Potem Irena [Bredel – W.K.] do mnie przyszła i mówi: „Słuchaj, on chodzi po Miodowej i będzie zamach na Miodowej. Potrzebujemy lokalu, więc czy można w twoim mieszkaniu się ulokować i polować na niego?”. Powiedziałam: „Naturalnie”. Moja matka nic nie wiedziała, przypuszczała, ale nic nie wiedziała. Moja siostra w ogóle nie należała do konspiracji.
Mieczysław Darmaszek został zastrzelony w Warszawie 15 marca kilka minut po godz. 15.00 na ul. Miodowej nieopodal skrzyżowania z ul. Kapitulną. „Alina” i „Justyna” były ubezpieczane przez cztery inne członkinie oddziału: Irenę Grabowską „Hankę”, Wandę Kinstler „Bogumiłę”, Kwietę Kurkowską „Kwietkę” oraz Wandę Maciejowską „Izę”.

Obrazek
Opisywana akcja działa się całkiem niedaleko spalonego Zamku Królewskiego. Zdjęcie pochodzi z 1939 roku.


Sama likwidacja przebiegła sprawnie, jednak na miejscu akcji pojawił się samochód z umundurowanymi Niemcami. Jak wspominała Kurkowska:
Kiedy Darmaszek wyszedł od fryzjera nieopodal ul. Kapitulnej, „Alina” i „Justyna” oddały dwa strzały i konfident padł martwy. W tym czasie nadjechała od Krakowskiego Przedmieścia ciężarówka, wioząca Niemców. Jeden z nich wyskoczył z samochodu i zaczął strzelać z karabinu. „Alina” i „Justyna” wycofały się ul. Kapitulną do Podwala. Na nie skierował ogień Niemiec z ciężarówki. Kule jednak nie dosięgły żadnej z nich. Ja z „Izą” i „Hanką” wycofałyśmy się ul. Miodową do Długiej i dalej do Podwala.
Dwa miesiące później w „Biuletynie Informacyjnym” zamieszczony został komunikat Kierownictwa Walki Podziemnej, który donosił:
Wyrokiem Sądu Specjalnego Cywilnego Okręgu Warszawy zostali skazani na karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych: (…) 2) Darmaszek Mieczysław, syn Aleksandra i Konstancji – obaj za współpracę z policją niemiecką jako konfidenci. Wyroki wykonano przez zastrzelenie.

Bibliografia:
„Biuletyn Informacyjny” 1944, nr 21.
Władysław Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci 1939–1944, Warszawa 1967.
Regina Domańska, Pawiak. Więzienie gestapo. Kronika 1939–1944, Warszawa 1978.
Anna Herbich, Morowe panny. Kobiety z Armii Krajowej, w: Wielka księga Armii Krajowej, Kraków 2015.
Emil Kumor, Wycinek z historii jednego życia, Warszawa 1969.
Kwieta Kurkowska-Bondarecka, Kobiece patrole minerskie Kedywu Okręgu Warszawskiego ZWZ-AK, „Wojkowy Przegląd Historyczny” 1991, nr 3-4.
Hanna Michalska et al., Słownik uczestniczek walki o niepodległość Polski 1939–1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej, Warszawa 1988.
Oddział kobiecy warszawskiego Kedywu. Dokumenty z lat 1943–1945, oprac. Hanna Rybicka, Warszawa 2002.
Relacja Alicji Pniewskiej-Sieciechowicz w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego dostęp: 12.01.2017.
Jakub Szczepański, Piękne dziewczyny, które nie wahały się zlikwidować zdrajcy, „Nasza Historia” 2016, nr 4.

https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/ ... rmaszka/#3


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /