Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 20 wrz 2013, 12:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... o&Itemid=4

Zgrupowanie Stołpecko - Nalibockie
Środa, 14 Sierpień 2013 19:01 Pamięć Walka i Męczeństwo

Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie Armii Krajowej było jednym z najdłużej działających na terenie okupowanej Polski oddziałów partyzanckich, mającym na swym koncie ponad dwieście zwycięskich walk, stoczonych w okresie od 3 czerwca 1943 r. do 17 stycznia 1945 r. z dwoma ówczesnymi wrogami, na rozległym, ponad siedmiuset kilometrowym szlaku bojowym, rozciągającym się od Puszczy Nalibockiej za Niemnem, poprzez Puszczę Kampinoską za lewobrzeżną Wisłą i po samą Warszawę, aż na Ziemi Piotrkowsko-Opoczyńskiej, za Pilicą kończąc.

W skład tego zgrupowania dowodzonego w ostatnim etapie przez cichociemnego por. "Górę Dolinę" Adolfa Pilcha wchodziły:

- I batalion piechoty 78 Pułku Piechoty Strzelców Słuckich, pod dowództwem por. pil. "Dźwiga" Witolda Pełczyńskiego,
- szwadron zwiadu konnego, pod dowództwem ppor. "Bazara" Stanisława Bazarewskiego,
- 27 Pułk Ułanów AK im. Króla Stefana Batorego (początkowo jako konny zwiad) w składzie, tak jak przed wojną: czterech pełnych szwadronów liniowych i szwadronu CKM, zorganizowany i dowodzony przez chor. "Noc - Nieczaja" Zdzisława Nurkiewicza,
- szwadron ckm 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich pod dowództwem por. "Jara" Jarosława Gąsiewskiego.

Żołnierze tego zgrupowania, nazywanego początkowo Polskim Oddziałem Partyzanckim, wówczas pod dowództwem ppor. "Lewalda" - Kaspra Miłaszewskiego, a potocznie "Polskimi Legionami", pierwszą walkę z Niemcami, nazwaną Powstaniem Iwienieckim, stoczyli 19 czerwca 1943 r., atakując z zewnątrz i z wewnątrz silnie ufortyfikowany garnizon w mieście powiatowym Iwieniec, obsadzony przez kilkudziesięciu osobowy posterunek niemieckich żandarmów, dwie kompanie Luftwaffe, kompanię Wehrmachtu, i posterunek białoruskiej policji, do której oddelegowano kilkudziesięciu żołnierzy z konspiracji. W wyniku 18-godzinnej walki niemiecki garnizon został doszczętnie rozbity i zdobyty, około 50 Niemców głównie żandarmów zabitych, ujęto też około trzystu policjantów, z których część wstąpiła do naszego oddziału; zdobyto olbrzymie ilości amunicji i broni, a przede wszystkim uwolniono 20 aresztowanych członków AK i lekarzy żydowskiego pochodzenia. Zdobyczą obdarzono młodzież, która w całości opuściła zdobyte miasto, wstępując do oddziału.

Ów Polski Oddział Partyzancki powstał w porozumieniu z partyzantami sowieckimi, z którymi następnie dokonywał licznych wypadów na niemieckie placówki. Liczbę sowieckich partyzantów w Puszczy Nalibockiej oceniano wówczas od 10 do 20 000 ludzi.

Pierwsze pęknięcie w dobrej współpracy bojowej z "sojusznikami" nastąpiło podczas wielkiej niemieckiej pacyfikacji Puszczy Nalibockiej pod kryptonimem "Herman" przeprowadzonej w lipcu i sierpniu1943 r. Miała ona miejsce, już po czerwcowej uchwale KC BKP(b), nakazującej zwalczanie na tamtych terenach "polskich oddziałów nacjonalistycznych".

Do tej operacji Niemcy rzucili pięć dywizji Wehrmachtu i SS, w tym dywizję pancerną i lotnictwo. Polski oddział powstrzymał pierwsze natarcie nieprzyjaciela, ale wkrótce, po zwycięskiej walce został niespodziewanie, otoczony przez Niemców. Okazało się, że nasi "sprzymierzeńcy", którzy zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami mieli bronić pozycji na prawym i lewym skrzydle, bez uprzedzenia wycofali się w głąb puszczy.

W wyniku prowadzonych w głębi puszczy walk, które trwały ponad miesiąc, Polacy, przedzierając się małymi grupami na tyły wroga, zostali zdziesiątkowani, a ułani stracili w bagnach niemal wszystkie konie. Trzeba było organizować zgrupowanie od nowa. Reorganizacja przeprowadzona została sprawnie, przez nowo-mianowanego dowódcę Zgrupowania młodego, lecz energicznego komandosa, rodem ze Śląska, cichociemnego podporucznika "Górę" ("Dolinę") Adolfa Pilcha, nazwanego "Partyzantem Niepokonanym", pod którego bezpośrednim dowództwem oddział stoczył z nieprzyjacielem ponad dwieście zwycięskich walk, nie doznając ani jednej porażki. To on, i na równi z nim chor. "Noc"("Nieczaj") - Zdzisław Nurkiewicz, uchronili oddział od całkowitej zagłady. Na prośbę ppor. "Góry" Adolfa Pilcha Komenda Okręgu "Nów" z dniem 10 listopada 1943 r. mianowała dowódcą Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, zwanego wówczas Polskim Oddziałem Partyzanckim im Tadeusza Kościuszki mjr. "Wacława" Wacława Pełkę, który funkcję tę pełnił tylko 22 dni, do 1 grudnia 1943 r.

Wspólną walkę przeciwko niemieckiemu okupantowi przerwała nieoczekiwanie zdradziecka napaść dokonana za zgodą I sekretarza KC BKP (b), późniejszego ambasadora ZSRR w Warszawie Pantielejewa Ponomarenkę dotychczasowych "sprzymierzeńców" na to zgrupowanie, przed świtem 1 grudnia 1943 r. Dwa dni wcześniej dowódca sowieckich partyzantów płk Dubow, zaprosił oficerów polskiego oddziału na odprawę wojenną. Pomimo uprzedzenia mjr "Wacława" przez chor. Nurkiewicza, o zamierzonej napaści sowietów na nasz obóz, major zdecydował się, wraz ze wszystkimi dowódcami pododdziałów, udać się na naradę. Nasi oficerowie, w asyście luzaków, nie ujechali konno nawet dwóch kilometrów, gdy zostali otoczeni przez sowieckich partyzantów i obezwładnieni. Jednocześnie mrowie sowieckich żołnierzy, którzy dotąd byli u Polaków codziennymi gośćmi, wtargnęło do ich warownego obozowiska przystępując do rozbrajania śpiących jeszcze partyzantów, pod groźbą rozstrzelania ujętych wcześniej dowódców, w razie stawiania oporu. Ujętych podstępnie oficerów przetransportowano później samolotem przez linię frontu i osadzono w Moskwie na Łubiance, a luzaków wcielono do sowieckiej partyzantki, z której po kolei uciekali.

Dowódca kawalerii chor. "Noc-Nieczaj" Zdzisław Nurkiewicz, pod pretekstem załatwiania furażu nie powrócił do obozowiska w dniu wyznaczonej "odprawy wojennej.". Gdy dowiedział się o tragedii, jaka rozegrała się na uroczysku nad jeziorem Kromań, natychmiast przystąpił do rozbrajania napotykanych sowieckich partyzantów. Do wieczora jego ułani ujęli w sumie siedemdziesięciu jeńców.

U jednego z nich znaleziono "rozkaz nr 7" wydany przez dowódcę brygady im. Stalina płk Gulewicza, nakazujący "rozbrojenie polskich legionistów i rozstrzeliwanie na miejscu opornych". Po kilku dniach do oddziału kawalerii dołączył, obejmując dowództwo, por. "Góra - Dolina", któremu udało się wyrwać z okrążenia wraz z kilkunasto-osobową grupą mołodeczańską.

Nie zdołali sowieci zniszczyć naszego zgrupowania, chociaż ocalały oddział liczył wówczas zaledwie 42 ułanów, a napastników było tysiące.

Od dnia podstępnej napaści walki na terenie Puszczy Nalibockiej przeciwko niemieckiemu okupantowi, całkowicie ustały. Sowieci jako pierwszoplanowe zadanie postawili przed sobą zniszczenie Polaków, którzy nie dali się rozbroić, to też atakowali ich dniem i nocą; nie mieli, więc czasu na walkę z Niemcami. Polacy natomiast wydostając się, w rozpaczliwych kontratakach, z nieustannych obław wczorajszych "sojuszników" nie mieli żadnych możliwości prowadzenia jednoczesnych walk i z Niemcami i z sowietami.
I właśnie wówczas, gdy zdawało się, że lada dzień, lada chwila, tysiące sowieckich partyzantów dopadnie garstki straceńców, którym do obrony brakowało już nie tylko sił, ale i amunicji, niespodziewany ratunek przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. Oto sołtys jednej z puszczańskich wiosek przedstawił dowódcy przemarzniętych na 40 stopniowych mrozach i skrajnie wyczerpanych polskich partyzantów, zaskakującą propozycję niemieckich żandarmów z Iwieńca. Ich komendant - być może obawiając się, by zdesperowani Polacy nie powtórzyli zwycięskiego ataku na Iwieniec z 19 czerwca 1943 roku, by zdobyć amunicję - zwrócił się do naszego dowódcy z apelem, by zostawił żandarmów w spokoju i ich nie atakował. W zamian za spełnienie tej prośby gotów był zapewnić Polakom wzajemną neutralność na obszarze przyległym do Iwieńca i Stołpców, a ponadto, oferował sprzedaż amunicji, a nawet broni. Pikanterii tej propozycji dodawało głośne na Kresach wydarzenie sprzed pół zaledwie roku, kiedy to właśnie ów niemiecki garnizon w Iwieńcu został rozbity, a kilkudziesięciu-osobowa załoga tego właśnie posterunku żandarmerii wybita w pień, przez ten właśnie oddział polskich partyzantów!

Niedobitki spacyfikowanego polskiego oddziału i bez tego apelu nie były w stanie walczyć na dwa fronty, będąc ścigani, dniem i nocą przez tysiące sowieckich partyzantów. Po prostu nie było innego wyjścia. Nie mogli też opuścić tego terenu dopóki istniała nadzieja na ocalenie pojmanych współtowarzyszy broni. Innej alternatywy po prostu nie było: albo zginąć "na polu chwały" i zgodzić się na wymordowanie rodzin "polskich legionistów", albo skorzystać z tej nieprawdopodobnej propozycji, odbudować zgrupowanie, by następnie, przy nadarzając się okazji uderzyć na okupanta ze zdwojoną siłą. Przyjęcie, w warunkach wyższej konieczności, tej nieoczekiwanej propozycji, w pełni zaaprobowała Komenda Okręgu AK Nowogródek wyznaczając, zgrupowaniu nowe zadanie: ochronę polskich rodzin przed represjami i jednych i drugich oraz przejmowanie zbiegłych z sowieckiej niewoli naszych żołnierzy.
Próby przedarcia się na inny teren, by móc kontynuować walkę przeciwko Niemcom czynione przez nasz oddział, w okresie do maja, 1944 r. nie miały szans powodzenia. To też z pomocą przyszedł por. "Górze-Dolinie" jego kolega, również cichociemny mjr "Kotwicz" - Maciej Kalenkiewicz, usiłując w czerwcu dotrzeć do Puszczy Nalibockiej, na czele oddziału "Bagatelka". Niestety oddział ten został zaatakowany najpierw przez Niemców, następnie przez sowietów i w konsekwencji rozbity, a samemu majorowi, rannemu w tej bitwie, amputowano rękę. Ta nieszczęśliwa akcja stanowiła jeszcze jeden dowód, że w nowej sytuacji nie było możliwości zarówno wyrwania się z Puszczy Nalibockiej, jak i dotarcia do niej z zewnątrz.

Dopiero z chwilą pęknięcia frontu wschodniego i bezładnego odwrotu armii niemieckich z pod Moskwy, zostały stworzone warunki do przerwania tej narzuconej i niechcianej wojny rusko - polskiej i zerwnia lokalnego, nie spisanego nawet, porozumienia z iwieniecką żandarmerią.

Zgrupowanie nasze już nie czekając na zezwolenie Okręgu AK, po zlikwidowaniu w dniu 29 czerwca 1944 r., niemieckich placówek w Rakowie i Borku, nie mogąc, z uwagi na szybkie przesuwanie się na zachód frontu przemieścić się - jak wcześniej planowano - pod Wilno, wyruszyło w tym samym dniu na zachód. Kolumna wojska liczącego tysiąc niemal żołnierzy (dokładnie 861): "zmotoryzowana" piechota na wiejskich furmankach i ułani, wcale nie malowani, na koniach, rozciągała się na przestrzeni kilku kilometrów, co robiło wrażenie.

Maszerowaliśmy tego upalnego lata leśnymi i polnymi traktami, omijając, jeśli to było możliwe z dala ruchliwe szosy, którymi przewalały się rozbite niemieckie oddziały. Pomimo to dochodziło do walk z nimi. W Proście zostaliśmy zaatakowani przez oddziały RONA w wyniku, którego dwóch naszych żołnierzy zostało zabitych i aż 12 rannych.

Po przeprawie wpław Bugu, w Dzierzbach na placu apelowym por. Góra - Dolina już oficjalnie ogłosił przed frontem żołnierzy i miejscowej ludności, koniec niechcianej wojny sowiecko - polskiej i kontynuację walki z Niemcami. Zaraz po tym, ubezpieczenie 3 szwadronu ostrzelało nadjeżdżający samochód zabijając kierowcę i niemieckiego hautmana, z ważnymi dokumentami, a ułani 2 szwadronu rozstrzelali czterech niemieckich żandarmów z Rakowa wziętych jako zakładników. W dalszym marszu, na Podlasiu zagarnęliśmy Niemcom pokaźny kontygent krów przeznaczony dla Wehrmachtu.
<!-- ##### -->
Niebywałym wyczynem por. "Góry - Doliny" stała się przeprawa całego zgrupowania, w biały dzień, bez jednego wystrzału, przez most na Wiśle obstawiony czołgami. Zaiste tak omamić komendanta twierdzy Modlin płk. von Bibera, nie zdołałby zapewne nawet ów sławetny szewc Fridrich Wilhelm Voigt, znany z książki pt "Kapitan z Köpenick" Carl Zuckmayera.

Oto 26 lipca 1944 r. przy coraz wyraźniejszych odgłosach kanonady artyleryjskiej nadciągającego frontu, gdy w strumieniu niekończących się wojsk niemieckich i ich satelitów znalazł się niewielki odstęp, z bocznej drogi od strony Okunina, na szosę wiodąca do Warszawy bezczelnie wkroczyła jednostka, która nie figurowała w żadnej ewidencji wojsk hitlerowskich, ani ich sprzymierzeńców. Było to nasze Zgrupowanie Stołpecko - Nalibockie. Kolumnę prowadził cichociemny por. "Góra Dolina" Adolf Pilch, wraz ze swym zastępcą, cichociemnym por. "Kulą" Franciszkiem Rybka. Za nim z bronią maszynową, granatnikami i moździerzami trzy kompanie I baonu 78 Pułku Piechoty Strzelców Słuckich, pod dowództwem por. pil. "Dźwiga" Witolda Pełczyńskiego.

Za piechotą tabory, a dalej, ułani, wcale nie malowani, na koniach. Cztery pełne szwadrony liniowe, pluton łączności, kwatermistrzostwo, szpital polowy… To w pełnym składzie 27 Pułk Ułanów z Nieświeża, im. Króla Stefana Batorego , dowodzony przez niepokornego zagończyka, chorążego - rotmistrza "Noc - Nieczaj" Zdzisława Nurkiewicza. Za kawalerią kwatermistrzostwo z ppor. "Jastrzębiem" z Aleksandrem Wolskim, duszpasterstwo, z naszym kapelanem ks. "Pracz" Hilarym Praczyńskim, któremu w Kampinosie, w Laskach będzie dzielnie sekundował ks. Stefan Wyszyński, przyszły Prymas Tysiąclecia.

Na widok polskich żołnierzy w przedwojennych mundurach nowodwarzanie dosłownie oszaleli. Wybiegali z domów, obrzucali nas kwiatami przynosili wodę, chleb, papierosy… Napróżno żołnierze ostrzegali:
- "Wracajcie do domów, może tu być gorąco".
Wzdłuż kolumny galopowali łącznicy "Góry - Doliny" ułani "Maciejka" Franciszek Kosowicz i "Niedźwiedź" Stanisław Myślicki, przekazując dowódcom pododdziałów rozkaz:
- "Bez komendy nie otwierać ognia!"

Dopiero przed mostem przez Wisłę, Niemcy zatrzymali kolumnę intruzów, a po obu stronach ulicy zajęły stanowiska opancerzone transportery. Z tej odległości wydawały się nam nie straszne. Żołnierze w ciągu dwóch godzin postoju zdążyli z granatnikami i wiązkami granatów dyskretnie przemieścić się w kolumnie. Gdyby jednak fortel por. "Góry" się nie udał i Niemcy nie dali by się nabrać, doszłoby do masakry!

Do dzisiaj historycy głowią się, jak to było możliwe by tysięczny niemal oddział partyzancki w biały dzień bez jednego wystrzału przeszedł, przez most na drugi brzeg Wisły?

Podejmując taką decyzję nie bez racji por. "Góra-Dolina" mówił: "żadnemu przeciętnie inteligentnemu niemieckiemu dowódcy nie przyjdzie do głowy, by jakikolwiek wrogi oddział nieprzyjacielski mógłby sobie tak bezczelnie zakpić z niemieckiej potęgi".
Na miejsce, przed most, przybył zaalarmowany sam komendant twierdzy Modlin płk. von Biber, do którego udali się, jako parlamentariusze: por. "Kula" - Franciszek Rybka, chor, "Wyżeł" - Stefan Andrzejewski, kwatermistrz ppor. "Jastrząb" - Aleksander Wolski, ze swym zastępcą wachm. "Zarembą" - Aleksandrem Bibikiem, który nie rozstawał się z bronią od 17 września 1939 r.

Rozmowy przeciągały się, von Biber żądał stanowczo okazania jakiegokolwiek dokumentu, z którego by wynikało czarno na biaoym, że żołnierze w polskich mundurach, to istotnie ich sprzymierzeńcy, a nie "Polnische Banditen".

Takiego dokumentu oczywiście nie było!

W pewnej chwili do komendanta Modlina podszedł oficer sztabowy w randze majora meldując, że na szosie prowadzącej do Modlina utworzył się kilkunasto - kilometrowy korek; wycofujące się oddziały frontowe napierają, żądają otwarcia drogi na most w Nowym Dworze.

Płk Biber zdawał sobie sprawę, że por. Pilch nie zostawił mu szerszego pola manewru. Komendant Modlina mógł w tej sytuacji albo przepuścić Polaków przez most, albo otworzyć do nich ogień. O wycofaniu polskiej kolumny marszowej z Nowego Dworu nie mogło być już mowy, gdyż wszystkie drogi tam prowadzące były zatłoczone przez napierające kolumny rozbitych na froncie jednostek niemieckich.

Nieoczekiwanie chor. Wyżeł w oficerze sztabowym, który domagał się otwarcia drogi na most, rozpoznał swego przełożonego z lat I wojny światowej, o nazwisku von Waldan Jaster, w którego regimencie walczył na froncie francuskim. Po wymianie kilku zdań von Jaster to potwierdził; towarzysze broni z lat I wojny światowej omal się nie uściskali. Pułkownik Von Biber, już nie żądał od por. Kuli okazania dokumentów. Ba zaproponował nawet uzupełnienie zaopatrzenia oddziału w broń i amunicję. Doga przez most była otwarta!

Po przejściu na drugi brzeg Wisły, na postój zatrzymaliśmy się w Dziekanowie Polskim gdzie nawiązany został kontakt z kpt. Szymonem Józefem Krzyczkowskim, komendantem VIII Rejonu AK.

Rozsądek nakazywał natychmiast wymaszerować stamtąd do Puszczy Kampinoskiej. Płk von Biber mógł bowiem otrzymać w międzyczasie informacje, że w marszu zza Niemna, zgrupowanie to zlikwidowało niemieckie garnizony w Rakowie i Borku, stoczyło pięć walk z napotkanymi oddziałami RONA i Wehrmachtu, przejęło też przy okazji pokaźne stado bydła przeznaczonego dla wojsk III Rzeszy, rozwaliło w Dzierzbach nad Bugiem niemiecki samochód, zabijając ich hauptamana i rozstrzelało czterech ich żandarmów.

Jednak por. Pilch uznał za słuszną sugestię płk. Kuczaby z KG AK, by nawet z narażeniem całego zgrupowania, wykorzystać sytuację i pobrać ile się da z twierdzy modlińskiej broni i amunicji. Tym razem przejęto broń od nieprzyjaciela bez walki, w sytuacji, gdy nie było stanu wyższej konieczności. Min. Dzięki tej decyzji Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie - jak się okazało - dysponowało mniej więcej połową całego uzbrojenia powstańczej Warszawy!

W dniu 29 lipca 1944 r długa kolumna świetnie wyekwipowanych, doskonale uzbrojonych i zahartowanych w bojach żołnierzy w przedwojennych mundurach Wojska Polskiego, wyruszyła z Dziekanowa Polskiego i przecinając szosę Warszawa - Modlin dotarła do Puszczy Kampinoskiej. W ciągu dwóch dni i nocy przybyli z dalekich kresów Rzeczypospolitej ułani i strzelcy por. "Góry - Doliny", korzystając z informacji żołnierzy miejscowej konspiracji, oczyścili rozległy teren puszczy z punktów niemieckiej straży granicznej i posterunków żandarmerii wyzwalając z pod wszechwładnej władzy gubernatora Hansa Franka, a także po części i nadprezydenta Prus Wschodnich Ericha Kocha zamieszkałą tam ludność z pod okupacji. Ostatnim aktem wyzwolenia tego terenu przez nalibockich żołnierzy z pod Iwieńca, było brawurowe zdobycie porankiem 31 lipca 1944 r. wsi Aleksandrów, w której kwaterowała kompania Wehrmachtu przez 3 kompanię por. "Helskiego" - Jerzego Piestrzyńskiego oraz 1 i 2 spieszone szwadrony pod dowództwem chor. "Noc" - Zdzisława Nurkiewicza. W wyniku świetnie przygotowanego i błyskawicznie przeprowadzonego, z wykorzystaniem atutu zaskoczenia, ataku na Aleksandrów niemiecka kompania Wehrmachtu została doszczętnie zniszczona ponosząc straty: około 50 zabitych i pięciu wziętych do niewoli, bez żadnych strat z naszej strony.

Ta zwycięska walka miała to olbrzymie znaczenie dla morale "Doliniaków", którzy przez następne dwa miesiące Powstania Warszawskiego nieustannie atakując i odpierając ataki nieprzyjaciela będą odnosić same zwycięstwa.

Na wyzwolonym terenie, w przededniu wybuchu Powstania Warszawskiego, powstał kawałek wolnej Polski, nazwany przez zdobywców "Niepodległą Republiką Partyzancką", przemianowaną po wojnie na "Niepodległą Rzeczypospolitę Kampinoską". Obejmowała ona 24 wioski, które znalazły się w zasięgu władzy powstańczej. Po południu tego dnia tj. 31 lipca, por. Dolina przekazał dowództwo nad swoim zgrupowaniem kpt "Szymonowi" - Józefowi Krzyczkowskiemu - komendantowi VIII Rejonu A.K. Zgrupowanie nasze przyjęło formalnie nazwę "Pułku Palmiry - Młociny", w skład, którego wszedł też miejscowy batalion piechoty por. Janusza. Tak powstał warowny obóz, do którego ściągały oddziały z sąsiednich rejonów: por. Porawy, ppor. Orlika, por. Lawy, por. Jurka, por. Marysia, ppor. Puchały, ppor. Jurewicza, por. Rana i ppor. Teocha. Zgrupowanie nasze przekształciło się w"Grupę Kampinos" liczącą w różnych okresach od tysiąca do trzech tysięcy żołnierzy.

Wszyscy historycy są zgodni, że bez Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK powstanie, tego warownego obozu, w czasie Powstania Warszawskiego byłoby niemożliwe. Od siebie dodam, że tak samo niemożliwe byłoby utrzymanie w swoich rękach, przez bite dwa miesiące tego rozległego terenu, bez ochotników "Kampinosiaków", którzy do oddziału ściągali gromadnie nie tylko z pobliskiego Leszna, ale też z najodleglejszych okolic i z samej Warszawy.

Następnego dnia po rozgromieniu przez nas kompanii Wehrmachtu w Aleksandrowie, to jest 1 sierpnia 1944 r., po ogłoszeniu godziny "W" kpt. Szymon postanowił wykonać wcześniej powierzone mu zadanie zdobycia lotniska bielańskiego własnymi siłami , dopiero co utworzonego z mieszkańców okolicznych wsi batalionu którego dowództwo objął por. Janusz. W jego skład wchodziły dwie niepełne kompanie zmobilizowanych dzień wcześniej żołnierzy, niedostatecznie uzbrojonych i nie ostrzelanych w boju. Obsada lotniska w tym czasie składała się z załóg znajdujących się tam samolotów bojowych i około 700 żołnierzy niemieckiej piechoty. Teren otoczony został licznymi gniazdami CKM, artylerii przeciwpancernej i przeciwlotniczej; w pobliskim Boernerowie znajdowała się w dodatku silna grupa pancerna, składająca się z kilkudziesięciu czołgów i samochodów pancernych.

Decyzję o zaatakowaniu lotniska w godzinie "W" to jest o siedemnastej, kpt. "Szymon" podjął nie czekając na przybycie na miejsce koncentracji naszego zgrupowania, które zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami znajdowało się w tym czasie na kwaterach na linii Wiersze - Krogulec - Kiścinne - Roztoka, a więc w odległości około 20 kilometrów od miejsca koncentracji. Por. "Góra - Dolina" mógł ze swym wojskiem przybyć na miejsce najwcześniej w ciagu 4-5 godzin po wybiciu godziny "W".

Niestety, z czym się zresztą liczył kpt "Szymon", natarcie nie powiodło się, szturmujący lotnisko musieli wycofać się z pola walki z dużymi stratami. Jeszcze tego samego dnia "Szymon" postanowił ponowić natarcie na lotnisko wszystkimi siłami, to też nazajutrz, to jest 2 sierpnia 1944 r. daleko przed świtem uderzył ponownie na lotnisko tym razem z naszą piechotą i spieszonym szwadronem CKM. Atak trwał od świtu do godzin popołudniowych, niestety bez powodzenia. Nacierający nie osiągnęli celu, ponosząc dotkliwe straty. Tym razem o zaskoczeniu Niemów nie mogło być mowy. W szturmie na lotnisko bielańskie poległo, obok kpt. "Karasia", por. "Janusza" i por. Helskiego: 26 szeregowych; 46 zostało rannych.

Natomiast ułani 2 i 3 szwadronu pod dowództwem chor. "Noc -Nieczaja" Zdzisława Nurkiewicza, ubezpieczający szturm na lotnisko od strony Modliła odnieśli sukcesy niszcząc kilkanaście samochodów ciężarowych i osobowych i zabijając ich załogi, przy własnych stratach 1 zabity (uł. Kazimierz Miron) i 2 rannych.

W walce o lotnisko bielańskie został ciężko ranny kpt. "Szymon". Nie mogąc w tym stanie dowodzić, został przetransportowany do szpitala w Laskach, przekazując dowództwo nad wszystkimi oddziałami walczącymi na terenie "Niepodległej Republiki Partyzanckiej" pod nazwą "Grupa Kampinos" cichociemnemu por. Adolfowi Pilchowi ps. "Dolina", sam zaś pozostał nadal komendantem VIII Rejonu.

Przekazanie dowództwa kpt. "Szymon"potwierdził na piśmie:

D-ca Pułku Palmiry Młociny
wys. 8.8.1944

Do Por. Doliny

W związku z tym, że nie mogę normalnie dowodzić oddziałami walczącymi, przekazuję Panu dowodzenie bojowe oddziałami VIII rejonu. Poza tym zawiadamiam Pana, że na skutek rozkazu D-twa A.K. L 15/III z 7.VIII.44 godz. 20.15 wszystkie oddziały na terenie Puszczy Kampinoskiej zostały podporządkowane mnie, a tym samym Panu. Organizować je Pan będzie według własnego uznania. Przesyłam Panu odpis rozkazu K.G.

Szymon Kapt.
Dowódca Pułku
<!-- ##### -->
Na krańcach tego warownego obozu Niepodległej Republiki Partyzanckiej trwały niemal codziennie walki zaczepne i obronne. Nazajutrz, po załamaniu ataku na lotnisko, odparty został niemiecki atak, w dniu 3 sierpnia 1944 r, na nasze pozycje pod Truskawką. Resztki atakujących wycofały się po kilkugodzinnej walce, zostawiając na polu bitwy, które nazwaliśmy "Psim Polem": 70 zabitych i 19 rannych, przy naszych stratach: 7 zabitych i 13 rannych. W podobnych proporcjach nieprzyjaciel ponosił straty atakując kwatery ułanów pod Kiścinnem, gdzie przy naszych stratach 1 zabity i 1 ranny, zginęło 140 Niemców; pod Brzozówką, Leoncinem, Krogulcem, Mariewem, Zaborowem, Kocargami, Rybitwą, Janówkiem, w Piaskach nad Wisłą.

Głośnym stał się brawurowy, okrężny wypad "Doliny" z 2 na 3 września 1944 r. na czele 84 ochotników z piechoty, uzbrojonych wyłącznie w broń maszynową i granaty na dwa bataliony RONA, które zajęły pozycje przed Truskawiem. W wyniku tego wypadu, kończącego pięciodniowe walki pozycyjne na linii Truskaw - Sieraków - Pociecha, "Doliniacy" doszczętnie rozbili dwa bataliony RONA, zabijając 250 nieprzyjaciół i 100 raniąc. Zdobyto wówczas i zniszczono wszystkie działa artylerii nieprzyjaciela, oprócz jednego, które udało się przeciągnąć do Wiersz. Zdobyto też radiostację z akumulatorami, cekaem, 13 erkaemów 2 ciężkie moździerze, kilkanaście pistoletów maszynowych.

Ułani pozazdrościli tego sukcesu swym kolegom z piechoty, to też nazajutrz chorąży "Nieczaj" wraz ze swym zastępcą ppor. "Dąbrową" - Zygmuntem Kocem na czele 2 szwadronu, pozostawiając konie w lesie, uderzył na wieś Marianów, w której kwaterował jeszcze jeden batalion RONA. Ostatnia jednostka niemiecka mająca za zadanie oczyszczenie Puszczy Kampinoskiej" z oddziałów Armii Krajowej została rozbita.

Przez cały ten czas, aż do nieszczęsnej bitwy pod Jaktorowem, żołnierze tej partyzanckiej republiki, pod dowództwem por. "Doliny", dostarczając powstańczej stolicy broni, amunicji, żywności, a przede wszystkim zahartowanych w bojach żołnierzy, nieustannie atakując nieprzyjaciela, lub odpierając jego będą odnosili same zwycięstwa.

Dopiero po dwóch nieudanych atakach, przerzuconej do Warszawy naszej piechoty, na Dworzec Gdański przeprowadzonych w drugiej połowie sierpnia przez mjr "Okonia" - Alfonsa Kotowskiego, podczas których padło ponad trzystu żołnierzy nalibockich, przejął on, po powrocie do puszczy, od "Doliny" dowództwo nad "Grupą Kampinos", przy czym "Dolina" został nadal dowódcą stanowiącego trzon "Grupy Kampinos" pułku "Palmiry - Młociny" i jednocześnie zastępcą majora…Ci Doliniacy, którzy przeżyli ataki na Dworzec Gdański będą pod dowództwem por. "Dźwiga" - Witolda Pelczyńskiego i ppor. Edwarda Bonarowskiego bronili do końca powstania "Poniatówki" czyli Gimnazjum im. ks. Józefa Poniatowskiego.

Dla tych Doliniaków, którzy zostali w Kampinosiem, powstanie nie skończyło się z chwilą kapitulacji Warszawy:
"My poddawać się nie przywykłszy" - jak mawiali oni w trudnych chwilach.

Gdy Powstanie Warszawskie konało, Niemcy skoncentrowali na obrzeżach puszczy potężne siły p.n. "Sternszhnuppe" - "Spadająca Gwiazda". Pozostanie tam nie miało sensu, to też "Grupa Kampinos" wyruszyła 27 września 1944 r. w kierunku Gór Świętokrzyskich. 29 września 1944 r. mjr Okoń zatrzymł kolumnę pod Jaktorowem, nieopodal Żyrardowa,, na całodzienny postój przed torami kolejowymi, na otwartej przestrzeni, co nieprzyjaciel natychmiast wykorzystał.

Najpierw zaatakował nas dwukadłubowy samolot, który z niskiej wysokości siał spustoszenie ostrzeliwując z karabinów maszynowych. W otwartym terenie nie sposób było się ukryć. Gdy został strącony zmasowanym ogniem, , na tory kolejowe wtoczył się pociąg pancerny, otwierając ogień ciężkiej artylerii. Powstało piekło na ziemi. Po południu do ataku ruszyła piechota i broń pancerna - czołgi. Nasz 3 szwadron otrzymał od dowódcy 27 p. uł. chor. Nieczaja Zdzisława Nurkiewicza rozkaz osłony przedzierających się z okrążenia pododdziałów do odwołania. Odwołania nie było.

Dowódca szwadronu pchor. Sum Narcyz Kulikowski rozkazał zająć stanowiska w małej rzeczułce, czy rowie melioracyjnym, ciągnącym się równolegle do Żyrardowa. Przed zmierzchem, ruszyła szarża pozostałych szwadronów naszej kawalerii. Padają zabici i ranni, rannym zostaje m.in. w czasie szarży sam dowódca pułku ułanów rotmistrz "Nieczaj" - Zdzisław Nurkiewicz, który jednak utrzymał się na koniu. W parowie odpieramy nieustanne ataki, ale do zmroku zostaliśmy otoczeni ze wszystkich stron i odcięci od naszych koni. Raz po raz ktoś osuwa się do wody na dno rowu. Giną szef szwadronu plut. Kostek Pietrucki, dowódca taczanki lkm II plutonu kpr Osa Stanisław Borysewicz, Józek Jarmułkiewicz, Olek Lenczewski, Zygmuś Boczkowski, Józek Tulejko... Zostają ranni d-ca II plutonu "Kaszub Brunon Dawidowski, i z-ca d-cy szwadronu wachm. Czesław Juchniewicz... Ciężko ranna pod Jaktorowem zostaje bohaterska łączniczka - harcerka, żołnierz AK z Iwieńca, sanitariuszka "Maratonka" Wanda Mikucka… Dopiero przed północą dowódca 3 szwadronu wskazał kierunek przeciwnatarcia na Żyrardów. Nie przebiegliśmy kilkunastu kroków, gdy wpadliśmy w krzyżowy ogień karabinów maszynowych. Od pierwszej serii zginął nasz dowódca szwadron st. wachm pchor. "Sum" Narcyz Kulikowski, pośmiertnie mianowany podporucznikiem Ciężko ranny został dowódca 1 plutonu plut. "Wierny"- Bolesław Mostowski, którego z pchor. Józefem Mioduszewskim ps. Kłos, wynieśliśmy z pola walki, ukrywając w stogu skoszonego żyta. Własowcy podpalali co drugi stóg. Okazało się, że Mostowski był ukryty w tym pierwszym. Przeżył i założył rodzinę w pobliskim Międzyborowie.

Ułani 3 szwadronu w nieustannych kontratakach zostali rozczłonkowani. Ci, co przeżyli dopiero około godziny drugiej po północy przedarli się z pacyfikowanego obszaru. Część z nich zmierzała z powrotem do Puszczy Kampinoskiej, pozostali w trzech grupach z wachm. "Wirem" -Antonim Burdziełowskim, pchor. "Kłosem" - Józefem Mioduszewskim i st. uł. Marianem "Żbikiem", dopiero następnej nocy przeskoczyli tory, kierując się do lasów piotrkowsko - opoczyńskich.

Z pośród ocalałych z pogromu, por. Dolina zebrał wokół siebie około dwustu żołnierzy, z których sformował kompanię piechoty pod dowództwem st. sierż "Opończy" Waleriana Żuchowskiego i szwadron kawalerii. chor. Nieczaja.

Po przeprawieniu się przez Pilicę, "Dolina" pozostawił piechotę i z kawalerią dokonał głębokiego zagonu, pod Żyrardów zamierzając osiągnąć Kampinos, by zgarnąć tych żołnierzy, którzy tam powrócili. Po drodze, atakował Niemców urządzając zasadzki na ruchliwych szosach, między innymi pod Pieńkowem i Wolą Pękoszewską gdzie pozostawiono kłębowiska rozbitych samochodów, które podpalono.

Niestety nie sposób było przerwać kordonu nieprzyjaciela na linii Błonie - Sochaczew, to też szwadron kawalerii zawrócił i w dniu 24 października 1944 r. dołączył do 25 Pułku Piechoty AK Ziemi Piotrkowsko Opoczyńskiej dowodzonego przez mjr "Leśnika" Romana Majewskiego, tworząc w nim III batalion zwany "Kampinos". Z tym partyzanckim zgrupowaniem "Doliniacy" przez 18 dni brali udział w codziennych walkach , przebijąc się z kolejnych obław: pod Białym Ługiem, Bokowem, Hutą, Wincentowem - Kazanowem. W tej ostatniej walce 25 pułk doznał poważnych strat i został rozformowany.

W okresie od 12 listopada 1944 r. żołnierze naliboccy walczyli jako Szwadron Ułanów Doliny, przemierzając Ziemię Piotrkowsko - Opoczyńską wzdłuż i wszerz, maszerując śladami oddziału majora Hubala - Henryka Dobrzańskiego. Z chwilą, gdy ruszył front z nad Wisły, "Dolina" rozwiązał oddział. W ostatnim dniu walki, 17 stycznia 1945 r., w jego oddziale było nas siedemnastu.

Rozwiązując oddział dalekowzroczny "Dolina" wykorzystał doświadczenia wypróbowane na Kresach polecając grupie partyzantów podjęcie służby w powstającej Milicji Obywatelskiej w Opocznie. Gdy skierowani tam Doliniacy uzyskali informacje o mających nastąpić aresztowaniach żołnierzy AK , uprzedzili ich i razem z nimi powrócili do lasu, pozostawiając w służbie MO kilku ułanów, dla utrzymywania łączności. Jeszcze wojna trwała gdy "Doliniacy", z końcem marca 1945 r. utworzyli konny szwadron, którego dowódcą został ułan z 3 szwadronu, pchor. Kłos - Józef Mioduszewski, odtąd występujący pod nowym pseudonimem: "Szum", "Zawieja". W miarę przybierającej na sile fali prześladowań żołnierzy AK powstawało coraz więcej grup zbrojnych przeciwstawiających się prześladowaniom NKWD i władz bezpieczeństwa. Dowództwo nad nimi przejął legendarny dowódca partyzancki Stanisław Burza - Karliński, ostatnio mianowany do stopnia generała brygady, który zorganizował 25 pułk piechoty Ruchu Samoobrony Armii Krajowej i Narodu. Szwadron kawalerii "Kłosa" został wcielony do tego pułku jako 6 kompania (szwadron).

W okresie od dnia 3 czerwca 1943 roku, czyli od chwili sformowania oddziału, do dnia 17 stycznia 1945 roku, w którym to dniu Zgrupowanie Stołpecko - Nalibockie zostało rozformowane, a więc w ciągu 588 dni walk, żołnierze tej jednostki partyzanckiej stoczyli z nieprzyjacielem 235 walk, ( z czego 231 zwycięskich) na ponad 700 - kilometrowym szlaku bitewnym, na którym pozostawili trwały swój ślad - 720 grobów swych towarzyszy broni.

Marian Podgóreczny
2012-02-24

Za: http://www.muzeum-ak.pl/slownik/formatka.php?idwyb=25




http://www.prawy.pl/historia/6322-por-m ... tworca-osy

Por. Mieczysław Kudelski ps. „Wiktor” - współtwórca „Osy”
Paweł Brojek sobota, 12, lipiec 2014 05:33

Obrazek

Por. Mieczysław Kudelski ps. „Wiktor” - współtwórca „Osy”Żołnierz wojny polsko-bolszewickiej odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych, uczestnik kampanii wrześniowej. W 1942 r. współtworzył Organizację Specjalnych Akcji Bojowych „Osa” - podlegającą dowództwu AK jednostkę do zadań specjalnych. Zginął w lipcu 1943 r. w gestapowskiej katowni w al. Szucha.


Mieczysław Kudelski urodził się 28 listopada 1899 r. w Warszawie. Uczył się w rosyjskim gimnazjum, a następnie w Gimnazjum Św. Klemensa. W listopadzie 1918 r. zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego.

Początkowo został przydzielony do 7 Pułku Artylerii Polowej, z którym walczył w wojnie z bolszewikami. Ranny w trakcie walk, został przeniesiony do baterii zapasowej 1 Dywizjonu Artylerii Konnej. Za udział w wojnie otrzymał trzykrotnie Krzyż Walecznych. W 1921 r. został przeniesiony do rezerwy.

Pracował m.in. jako Sekretarz Ekspozytury Policji Państwowej w Nowogródku i urzędnik w składzie amunicji na warszawskiej Cytadeli. Później jako pracownik stołecznego magistratu zarządzał miejskimi schroniskami dla bezdomnych.

W 1932 r. ukończył skrócony kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie. W marcu 1939 r. został mianowany porucznikiem rezerwy.

W czasie kampanii wrześniowej początkowo dowodził baterią 9 Pułku Artylerii Lekkiej. Następnie został zastępcą dowódcy szwadronu i oficerem do specjalnych zleceń w 4 pułku ułanów.

W końcowej fazie kampanii walczył w składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”. Po bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli niemieckiej. Trafił do obozu jenieckiego w Radomiu, z którego zbiegł miesiąc później.

Jesienią 1939 r. znalazł się w konspiracji SZP-ZWZ, w 1940 r. współpracował ze strukturami podziemnymi w Sochaczewie.

Współtworzył utworzoną w maju 1942 r. Organizację Specjalnych Akcji Bojowych „Osa” - podlegającą dowództwu AK jednostkę do zadań likwidacyjnych i dywersyjno-sabotażowych. Był II zastępcą jej komendanta, płk. Józefa Szajewskiego. Jednocześnie pełnił funkcję szefa sztabu organizacji.

W grudniu 1942 r. został komendantem utworzonego w ramach „Osy” zespołu „Zagra-Lin”, który swoje akcje sabotażowe przeprowadzał na terenie ziem wcielonych do Rzeszy i na terenie Niemiec. Do jej najgłośniejszych z nich należały zamachy bombowe na dworcach kolejowych w Berlinie oraz Wrocławiu.

W lutym 1943 r. wszystkie pododdziały „Osy”, w tym „Zagra-Lin”, zostały włączone do struktur Kedywu AK, a kryptonim organizacji zmieniony na „Kosa-30”.

Na skutek zdrady w czerwcu 1943 r. kilkudziesięciu żołnierzy „Kosy” zostało aresztowanych przez gestapo. Por. Kudelski, któremu udało się uniknąć zatrzymania, podjął próbę odtworzenia oddziału, ale sam został ujęty miesiąc później 12 lipca. Niedługo potem został zamordowany w siedzibie gestapo w al. Szucha.

opr. Pawel Brojek
Źródło: Andrzej Krzysztof Kunert: Słownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939-1945 T. 2. Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX, 1987


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 13 lis 2013, 08:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Związek Walki Zbrojnej

Piotr Szubarczyk

Warszawa jeszcze się broniła przed Niemcami, gdy 27 września 1939 r. powstała konspiracyjna Służba Zwycięstwu Polski. Komendantem został gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz. 13 listopada 1939 r. SZP – na podstawie rozkazu Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego – przekształciła się w Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). Pod taką nazwą podziemne wojsko będzie znane do 14 lutego 1942 roku. Tego dnia otrzyma nazwę Armia Krajowa.

Dowódcą głównym ZWZ był gen. Kazimierz Sosnkowski. 30 czerwca 1940 r. dowódcą został oficer zakonspirowany w kraju gen. Stefan Rowecki „Grot”.

Armię Krajową nazywa się często ZWZ-AK. Już w okresie ZWZ zostały bowiem wyznaczone cele podziemnego wojska. Najważniejsze były przygotowania do powstania przeciwko okupantom w decydującym momencie wojny. ZWZ nie miał doradców politycznych. Był wojskiem prowadzącym ograniczone akcje zbrojne na terenach okupowanych. Ograniczenia wynikały z poczucia odpowiedzialności za ludność cywilną, która w razie niekontrolowanych akcji przeciwko okupantom byłaby narażona na krwawy odwet. Apolityczność wynikała z planu scalenia wszystkich organizacji walczących z okupantami. Warunkiem było uznanie legalnych władz RP, podporządkowanie się Naczelnemu Wodzowi i zgodność celów działania z polską racją stanu. Akcja scaleniowa nie obejmowała struktur kolaborujących z wrogiem, np. sowieckiej GL i AL, odbierających dyspozycje wprost z Moskwy.

ZWZ-AK to armia Podziemnego Państwa Polskiego, krajowy odpowiednik Polskich Sił Zbrojnych na Uchodźstwie. Kraj został podzielony na obszary, w ramach których działały okręgi podzielone na obwody. Obszary ZWZ to: Warszawa (1), Białystok (2), Lwów (3), Kraków (4), Poznań (5), Toruń (6), Wilno (obszar samodzielny). Struktura była z czasem dostosowywana do sytuacji politycznej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59409,zwi ... ojnej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 17 sty 2014, 18:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.blogpress.pl/node/17996

Geneza "Burzy" (1)
Godziemba, pon., 25/11/2013 - 06:54

W końcu października 1943 roku władze Polski na uchodźctwie opracowały Instrukcję dla Kraju, na wypadek wkroczenia wojsk sowieckich na terytorium RP.
Pomimo porzucenia na jesieni 1941 roku przez brytyjski Sztab Imperialny koncepcji wsparcia dla narodowych zrywów powstańczych, rząd RP na Uchodźctwie nadal opracowywał plany powstania powszechnego. Próba uzyskania poparcia Waszyngtona dla polskiego powstania, podjęta w lipcu 1943 roku zakończyła niepowodzeniem.
Po utracie przez Wehrmacht po bitwie na Łuku Kurskim inicjatywy strategicznej na froncie wschodnim oraz nieuchronnego wkroczenia armii sowieckiej na ziemie RP, polskie władze jesienią stanęły przed koniecznością podjęcia zasadniczych decyzji.
W dniu 1 października 1943 roku u prezydenta Władysława Raczkiewicza odbyła się narada z udziałem premiera Stanisława Mikołajczyka, Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, ministra obrony narodowej gen. Mariana Kukiela oraz szefa MSZ Edwarda Raczyńskiego, w trakcie której omówiono problemy związane z perspektywą wkroczenia wojsk sowieckich na ziemie polskie. Naczelny Wódz wskazał na znaczną przewagę liczebną Armii Czerwonej na wschodnim froncie, choć nie przewidywał nagłego załamania się Wehrmachtu. Stwierdził jednak, iż pragnie uzyskać od rządu dyrektywy w celu wydania odpowiednich rozkazów Armii Krajowej na wypadek wkroczenia sił sowieckich na terytorium RP. Premier wyraził opinię, że w przypadku gdyby sojusznicy nie chcieli wspierać materiałowo Armii Krajowej i odmówili choćby symbolicznego zabezpieczenia granic Polski, to powstanie powszechne byłoby bezcelowe. Generał Sosnkowski jednoznacznie wskazał, iż Brytyjczycy uchylają się od wszelkich rozmów na temat uzbrojenia i wspierania AK.
Jakkolwiek spotkanie u prezydenta było jedynie swobodną wymianą poglądów, to dało początek dalszym rozmowom na ten temat. W trzy dni później Naczelny Wódz został zaproszony na posiedzenie rządu, w trakcie którego przedstawił przedstawiwszy sytuację wojenną na froncie wschodnim oraz uzależnił ewentualne rozpoczęcie powstania powszechnego od daleko idącej pomocy aliantów zachodnich, zarówno w postaci dostaw sprzętu, jak i wsparcia lotniczego. Dobitnie podkreślił, iż „postawa armii w kraju wobec ewentualnego wkroczenia wojsk sowieckich wymaga decyzji Rządu”, zaznaczył jednak, że uważa „samorzutną samoobronę – w razie nieuzyskania rękojmi bezpieczeństwa od mocarstw sprzymierzonych – za nieuniknioną”.
Chociaż na wspomnianych posiedzeniu Rady Ministrów nie zapadły żadne decyzje, na kolejnym posiedzeniu rządu w dniu 12 października Mikołajczyk zaatakował nieobecnego gen. Sosnkowskiego, iż „nie dał żadnego konkretnego wniosku w sprawie użycia Armii Krajowej i nie zajął żadnego stanowiska w sprawach powstania przeciw Niemcom”. Dążąc do zdyskredytowania znienawidzonego przez siebie Naczelnego Wodza, Mikołajczyk zapomniał, iż decyzja taka miała niewątpliwie charakter polityczny i winna zostać podjęta przez kierowany przez niego rząd. Zgodnie z dekretem prezydenta z 27 maja 1942 kontrola nad prowadzeniem wojny należała do rządu, który określał cele i sposób prowadzenia. Rząd posiadał też prawo wyłączenia części sił zbrojnych spod dowództwa i dyspozycji Naczelnego Wodza. Od tej chwili Naczelnemu Wodzowi przysługiwało jedynie prawo stawiania rządowi wniosków i dezyderatów w sprawach dotyczących prowadzenia wojny.
W liście do Komendanta Głównego AK gen. Bora-Komorowskiego Naczelny Wódz informując go o rozpoczęciu wspólnych z rządem narad wskazał, iż ”Rząd domaga się ode mnie gotowych planów wojskowych dla Kraju. (...) Planu podać nie mogę, dopóki nie usłyszę decyzji politycznych Rządu”. Wedle niego winny one przynieść wyjaśnienie, czy Związek Sowiecki ma być po wkroczeniu na ziemie polskie traktowany jako sojusznik czy wróg. Ze swej strony wskazywał, iż Rosja mogłaby uzyskać rangę sprzymierzeńca jedynie po spełnieniu ściśle określonych następujących warunków: „Rosja zobowiązuje się restytuować granice z 1939 r. Alianci zobowiązanie to zaopatrują w swoje gwarancje. Na ogarniętych działaniami wojennymi terytoriach Polski zjawią się międzyalianckie komisje mieszane oraz alianckie oddziały wojskowe. Administrację na obszarach zajętych sprawują przedstawiciele Rządu Polskiego. Formacje Berlinga zostają rozwiązane, względnie podporządkowane dowództwu polskiemu”.
Jakkolwiek gen Sosnkowski był świadomy, iż warunków tych Stalin nigdy nie zaakceptuje, jednak je formułował, aby uniemożliwić wszelkie daremne ustępstwa. „Nie trafia mi do przekonania (...) argument — pisał — że należy jak najprędzej nawiązać stosunki dyplomatyczne z Rosją bez żadnych politycznych i wojskowych warunków, albowiem jeśli tego nie zrobimy, to Rosja utworzy własny Rząd Polski, co będzie dla sprawy naszej bardzo niebezpieczne."
Z wypowiedzi Naczelnego Wodza jasno wynikało, iż był on zwolennikiem doktryny dwóch wrogów, na której opierał wszystkie swoje wskazówki, przewidywania i plany. Nic więc dziwnego, iż uważał bezwarunkową, czysto militarną współpracę pomiędzy AK i Armią Czerwoną w uwalnianiu kraju od Niemców za nie do przyjęcia.
W trakcie rozmowy z płk. Leonem Mitkiewiczem gen. Sosnkowski słusznie zauważył, iż rząd sowiecki nie zgodzi się na nawiązanie stosunków dyplomatycznym z żadnym polskim rządem, który nie zaakceptuje sowieckich żądań terytorialnych, gdyż „Rosja Sowiecka to krokodyl żarłoczny, którego zamierza się nakarmić cudzymi ochłapami, ale który i tak połknie i pożre nie przetrawiając wszystko co tylko dosięgnie”.
Ostatecznie 18 października 19143 roku Naczelny Wódz otrzymał rządowy projekt „Instrukcji dla Kraju”, zawierający przewidywane scenariusze różnych możliwych działań AK w przypadku wkroczenia wojsk sowieckich do Polski. W odpowiedzi gen. Sosnkowski wskazał, iż powstanie powszechne w Polsce mogłoby zakończyć się powodzeniem jedynie w warunkach rozkładu moralnego Wehrmachtu, uzyskania przez AK odpowiedniego wsparcia materiałowego i lotniczego oraz skutecznej pomocy oddziałów alianckich z zewnątrz. W przeciwnym razie „z punktu widzenia wojskowego „generalne powstanie” nie ma żadnych szans. Działania zbrojne w Polsce mogłyby mieć wówczas za cel: a) samoobronę, jako akt rozpaczy przeciwko wyniszczeniu ludności, b) bardzo ważne względy polityczne, jednak pod groźbą eksterminacji narodu”.
Analizując wszelkie możliwe warianty rozwoju sytuacji na froncie wschodnim, dochodził do wniosku, iż warunkiem wybuchu powstania powszechnego musi być zbliżenie się na szerokim froncie alianckich armii inwazyjnych do Polski. Bez tego Wehrmacht będzie się cofał planowo, a „cały teren Polski będzie zawalony wojskami niemieckimi, a wynik powstania będzie rzeczywiście tylko „rozpaczliwym uderzeniem”. W konkluzji swojego stanowiska podkreślał, iż „rozpaczliwe akty są w życiu narodów niekiedy nieuniknione ze względu na zbiorowe uczucia społeczeństwa, na symbolikę polityczną tych aktów i ich znaczenie moralne dla potomnych. Jestem jednak przekonany, iż Rząd zechce dobrze rozważyć symbolikę i znaczenie aktu rozpaczy, dokonanego w warunkach, które wbrew naszym intencjom mogłyby siłą rzeczy ułatwić, przy naszej niejako pomocy, realizację interesów drugiego okupanta. Okupantem zaś nie obrońcą byłaby Rosja Sowiecka, która nie dopełni warunku uszanowania integralności naszego terytorium i naszej suwerenności państwowej”.
W dniu 23 października 1943 roku doszło do kolejnej narady u prezydenta poświęconej „Instrukcji dla Kraju”, w trakcie której Mikołajczyk wskazał na nierealność uzależnienia stosunków z ZSRS od maksymalistycznych warunków wysuwanych przez Naczelnego Wodza. Zaznaczył także, iż wznowienie stosunków dyplomatycznych z Moskwą, bez tych warunków wstępnych, mogłoby zabezpieczyć Polskę „od prób tworzenia rządu przez Sowiety”. Gen. Sosnkowski reprezentował konsekwentnie pogląd, że do powstania nie należy dopuścić, zanim nie uzyska się gwarancji wsparcia ze strony Anglosasów oraz nie dojdzie do nawiązania stosunków dyplomatycznych z Sowietami.
Pomimo tych kontrowersji uczestnicy narady uzgodnili ostateczny tekst wspomnianej instrukcji, która została następnie uchwalona na posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 27 października 1943 roku i wysłana do kraju. Instrukcja zapowiadała, iż w odpowiednim momencie rząd wezwie kraj do „wzmożenia działań zbrojnych przeciw Niemcom, które mogły przyjąć formę powszechnego powstania lub wzmożonej akcji sabotażowo-dywersyjnej w zależności od ogólnego rozwoju politycznej i militarnej sytuacji w Europie".
Do powstania zaś mogło dojść w następujących dwóch wypadkach:
Po pierwsze, jeżeli front wschodni utrzyma się poza granicami Polski do czasu, gdy anglosascy alianci będą mogli skutecznie wesprzeć powstańcze oddziały z powietrza ludźmi i sprzętem, a następnie udzielić bezpośredniej pomocy walczącemu krajowi przez wkroczenie na tereny objęte walką.
Po drugie, gdyby doszło do całkowitego załamania się Wehrmachtu na Wschodzie. W tym przypadku do wszczęcia powstania mogło dojść, nawet gdyby nie udało się zapewnić wsparcia zachodnich aliantów na jego korzyść.
W obu wypadkach rozkaz do powstania miał być wydany przez rząd w porozumieniu z aliantami, z tym jednak, iż ocena stanu armii niemieckiej miała należeć do czynników krajowych. Rząd i Naczelny Wódz mieli być natomiast odpowiedzialni za ostateczną decyzję i moment wybuchu powstania. Rola podziemnego kierownictwa pod tym względem była ściśle określona - miało ono działać jako czynnik czysto doradczy i nie było upoważnione do podjęcia powszechnego zrywu powstańczego.
Celem powstania miało być opanowanie jak największego obszaru Polski jako „podstawy do przywrócenia na ziemiach polskich suwerenności państwa polskiego i odtworzenia Sił Zbrojnych w kraju". Po drugie, zadanie Niemcom ciosu na ich tyłach w najkrytyczniejszym dla nich momencie oraz ochrona kraju przed całkowitym zniszczeniem w czasie ich systematycznego odwrotu ze Wschodu. Z politycznego punktu widzenia powstanie miało manifestować polską wolę walki do ostatecznego zwycięstwa, dopomóc do odzyskania niepodległości w momencie załamywania się Niemców oraz stanowić poważny, choć ciężko okupiony, wkład do wspólnego zwycięstwa sprzymierzonych
W drugiej części instrukcji określono postawę i zachowanie się AK i Delegatury Rządu w przypadku „wejścia wojsk sowieckich na ziemie polskie bez uprzedniego całkowitego lub częściowego ich oswobodzenia". Nawet w przypadku wcześniejszego przywrócenia stosunków z Kremlem nie przewidywano wywołania powstania, a tylko przeprowadzenie wzmożonej akcji sabotażowo-dywersyjnej przeciwko Niemcom, AK miała występować przeciwko Niemcom na obszarach jeszcze przez nich okupowanych, a na ziemiach zajętych przez Armię Czerwoną nadal pozostawać w konspiracji, do chwili objęcia władzy przez „Rząd Polski na całym terenie Rzeczypospolitej". Polsko-sowiecka współpraca wojskowa miała zostać nawiązana dopiero po powrocie rządu do kraju.
W razie nienawiązania stosunków dyplomatycznych wkroczenie wojsk sowieckich miało być poprzedzone wystąpieniem AK przeciwko Niemcom, w formie wspomnianej już akcji sabotażowo-dywersyjnej. Z tym jednak, że po sowieckiej stronie frontu zarówno AK, jak i podziemna administracja miały pozostać w konspiracji i czekać na dalsze rozkazy z Londynu. Tymczasem rząd złożyłby protest u Narodów Zjednoczonych przeciw naruszeniu suwerenności polskiej „przez wkroczenie Sowietów na teren Polski bez porozumienia z Rządem Polskim", oświadczając „równocześnie, że kraj z Sowietami współpracować nie będzie" oraz przestrzegając, że „w wypadku aresztowania przedstawicieli ruchu podziemnego i jakichkolwiek represji przeciw obywatelom polskim organizacje podziemne przejdą do akcji samoobrony".
Niewątpliwie utrzymanie AK w konspiracji na terenach zajętych przez Sowietów musiałby doprowadzić do nieuniknionych starć polsko-sowieckich. Stąd też w parę tygodni później — w grudniu 1943 — gen. Sosnkowski nakazał gen. Komorowskiemu stworzyć szkielet podziemnej antysowieckiej organizacji, szczególnie na kresach wschodnich. W wypadku wkroczenia „wojsk sowieckich na teren Polski, bez nawiązania stosunków politycznych, określić musicie sami — pisał Naczelny Wódz — na terenach wschodnich te elementy AK, których ukrycie na miejscu jest zupełnie niemożliwe. W każdym razie powinny pozostać na miejscu kadry organizacyjne dobrze zakonspirowane, przede wszystkim w takich ośrodkach, jak Lwów i Wilno oraz oddziały dywersyjne i samoobrony oraz komórki wywiadowcze”.

Cdn.

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 17 sty 2014, 18:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/18006

Geneza "Burzy" (2)
Godziemba, śr., 27/11/2013 - 07:03

Październikowa „Instrukcja dla Kraju” została zasadniczo zmieniona w wyniku samowolnej decyzji KG AK, popartej przez premiera Mikołajczyka.
Instrukcja rządu nie spotkała się z dobrym przyjęciem w Kraju, gdzie spodziewano się bardziej konkretnych wytycznych z Londynu. Kierownictwo AK najbardziej krytykowało fakt, iż rząd nie przewidywał bardziej aktywnej roli dla podziemnego ruchu w czasie nadchodzącej, a ich zdaniem nieuniknionej, polsko-sowieckiej konfrontacji. W tej sytuacji gen. Bór-Komorowski zdecydował się ją zignorować i samodzielnie zmienić, wydając rozkaz o planie „Burza”. Komendant Główny AK poinformował rząd o tym kroku w swej depeszy do gen. Sosnkowskiego datowanej 26 listopada 1943 roku, która dotarła do Londynu dopiero w pierwszych dniach stycznia 1944 roku (sic!).
Dowódca AK pisał w niej, iż „nakazałem ujawnienie się wobec wkraczających Rosjan dowódcom i oddziałom, które wezmą udział w zwalczaniu odchodzących Niemców. Zadaniem ich w tym momencie będzie dokumentować swym wystąpieniem istnienie Rzeczypospolitej. W tym punkcie rozkaz mój jest niezgodny z instrukcją Rządu. Nie widzę jednak możliwości wytworzenia na ziemiach Polski pustki przez brak wystąpienia wobec Rosjan czynnika reprezentującego Rzplitą i jej legalne władze. Wszystkie nasze akcje w przeciwnym razie przypisywane byłyby czynnikom stojącym na usługach Sowietów”.
Decydującą rolę w tym swoistym wypowiedzeniu posłuszeństwa Naczelnemu Wodzowi odegrało przekonanie KG AK o konieczności „zadokumentowania przed światem naszego nieugiętego stanowiska wobec Niemców i niezłomnej woli walki z nimi” i wyrwania tym samym „Sowietom złośliwego atutu do zaliczenia nas w poczet cichych sprzymierzeńców Niemców lub nawet tylko neutralnych w stosunku do Niemców”.
Równocześnie Bór naiwnie przypuszczał, iż „dając Sowietom minimalną pomoc wojskową stwarzamy im jednak trudność polityczną. AK podkreśla wolę narodu w dążeniach do niepodległości. Zmusza to Sowiety do łamania naszej woli siłą i stwarza im trudności w rozsadzaniu naszych dążeń od wewnątrz. Zdaję sobie sprawę, że ujawnienie nasze może grozić wyniszczeniem najbardziej ideowego elementu w Polsce, lecz niszczenia tego nie będą mogły Sowiety przeprowadzić skrycie, a będzie musiał nastąpić jawny gwałt, co może wywołać protest przyjaznych nam sojuszników”.
Wedle władz polskich w Kraju celem i zadaniem „Burzy" miało być „podkreślenie naszej woli bicia Niemców i to nawet w wypadku niekorzystnego dla nas stosunku sił, czyli wśród okoliczności nie zezwalających na podjęcie powstania powszechnego, oraz samoobrona przed wyniszczeniem nas przez wycofujących się Niemców".
Do „Burzy" na kresach wschodnich miano wprowadzić „całość uzbrojonych sił i posiadanych środków", w centralnej zaś Polsce „wszystkie oddziały partyzanckie i dyspozycyjne, potrzebną ilość plutonów powstańczych posiadających uzbrojenie, wszelkie środki walki w granicach stanu posiadania". Decyzja przeprowadzenia „Burzy" na Kresach Wschodnich była nielogiczną, gdyż jak to kategorycznie stwierdził gen. Grot-Rowecki w lutym 1943 roku, znajdujące się tam oddziały AK były za słabe, aby ich działania bez wydatnej pomocy z zewnątrz mogły przynieść efektywne rezultaty.
Decyzję Bora-Komorowskiego ujawnienia wobec Sowietów oddziałów Armii Krajowej, które miały wziąć udział w operacji „Burza", Mikołajczyk przyjął z dużym zadowoleniem, uważając, iż ułatwi mu ona zawarcie porozumienia z Moskwą, które „zapewniłoby niezależność Armii Krajowej jako pełnoprawnego sprzymierzeńca Rosji i oddałoby administrację uwolnionych terenów w ręce cywilnych organów podziemnego państwa”.
Złudne nadzieje premiera na zawarcie tak korzystnego porozumienia z Kremlem opierały się na błędnym przekonaniu, iż Stalinowi niezmiernie zależało, ze strategicznych względów, na doprowadzeniu do wojskowej współpracy pomiędzy Armią Krajową i siłami sowieckimi, co ułatwiłoby im ogromnie prowadzenie operacji przeciwko Niemcom w Polsce.
Poza czysto politycznymi i dyplomatycznymi względami istniał jeszcze jeden poważny powód, który skłaniał Mikołajczyka do zatwierdzenia decyzji Bora-Komorowskiego - chęć przerzucenia, częściowej przynajmniej, odpowiedzialności za stan polsko-sowieckich stosunków i doprowadzenia do modus vivendi z Moskwą na barki krajowych przywódców.
Gen. Sosnkowski natomiast uważał, że decyzja o ujawnieniu się wobec Sowietów „ jest w moich oczach rozpaczliwym porywem całopalnym Kraju, mającym na celu zadokumentowanie praw Polski do istnienia”, który doprowadzić musiał do nieuniknionej wielkiej narodowej tragedii.
Naczelny Wódz zdawał sobie sprawę, iż zmiana decyzji Komorowskiego była bardzo trudna lub wręcz niemożliwa, dlatego starał się wykazać Mikołajczykowi i Komorowskiemu, iż współdziałanie z Sowietami „bez uprzedniego porozumienia politycznego musi doprowadzić do groźnych komplikacji i scysji, toteż Instrukcja dla Kraju przewidywała, że bez nawiązania stosunków Rząd z Sowietami współpracować nie będzie”.
Równocześnie trafnie przewidywał, iż Sowiety na Kresach Wschodnich nie będą uznawać „ w żadnych okolicznościach ani naszych praw gospodarza, ani tego, by charakter i zakres działania władzy sowieckiej był określony przez legalne władze polskie”, a „próby wcielenia czy przyłączenia oddziałów Waszych do wojsk Berlinga są bodaj więcej jak prawdopodobne”. Gen. Sosnkowski chciał również uprzytomnić władzom krajowym, że założenia i cele „Burzy" były nielogiczne - nie można było bowiem spodziewać się, iż Sowieci będą czynnie wspomagać antysowiecką demonstrację polityczną AK, w zamian za jej nominalną pomoc militarną we wspólnej walce z Niemcami.
Ostrzeżenia i argumenty Naczelnego Wodza nie wywarły pożądanego skutku w Warszawie. W Dowództwie AK nadal oficjalnie panowało przekonanie, iż wprowadzenie w życie planu „Burza" było jedynym realnym wyjściem ze względu na panujące warunki i sytuację. Podobne stanowisko prezentował Mikołajczyk, który dążył do wprowadzenia zasadniczych zmian w październikowej instrukcji.
Na posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 2 lutego 1944 roku gen. Sosnkowski zaproponował, aby wspólna odpowiedź rządu i Naczelnego Wodza zawierała jedynie przyjęcie do wiadomości decyzji Kraju o ujawnieniu się, bez wyrażania w tej sprawie bardziej sprecyzowanego stanowiska, oraz dodatkowo nakazywała przygotowanie zastępczych składów władz cywilnych i wojskowych na wypadek aresztowań.
Naczelny Wódz sprzeciwiał się też podkreślaniu różnicy „reakcji władz krajowych na zachowanie się władz sowieckich w dwóch zonach terytorialnych" — tzn. na wschód i na zachód od linii Curzona, gdyż w praktyce oznaczałoby to, wedle jego opinii, „gotowość z naszej strony do pogodzenia się z aneksyjnymi faktami dokonanymi, które były, są lub będą stworzone na naszych ziemiach wschodnich przez władze sowieckie".
Po drugie, protestował przeciwko składaniu „deklaracji politycznych przez władze krajowe wobec wkraczających władz sowieckich o treści proponowanej" przez premiera, gdyż wykraczałoby to poza intencje kraju, zgodnie z którymi organizacje podziemne miały wystąpić wobec Rosjan „w roli suwerennego gospodarza całego terytorium Rzeczypospolitej Polski". Poza tym proponowane zmiany, jego zdaniem, przesuwały na barki Kraju „zadanie porozumienia politycznego z Sowietami, które należało do podstawowych obowiązków Rządu".
Wreszcie oponował przeciwko podporządkowywaniu się „w niewyjaśnionej sytuacji politycznej oddziałów Armii Krajowej" rozkazom dowódców sowieckich, ponieważ tego rodzaju „postępowanie bez uprzedniego porozumienia politycznego sprowadzałoby oddziały Armii Polskiej na poziom oddziałów Berlinga", co uważał słusznie za „sprzeczne z intencjami Kraju".
Ostatecznie w dniu 18 lutego 1944 roku Rada Ministrów uzupełniła październikową instrukcję, aprobując decyzje Kraju co do ujawniania się władz wojskowych i cywilnych wobec Sowietów, odrzucając poprawkę Naczelnego Wodza, że bez uprzedniego porozumienia politycznego współdziałanie wojskowe z Sowietami nie jest możliwe, i prowadzące do zmiany jednej okupacji na drugą. Wobec nieuwzględnienia przez rząd tego postulatu Sosnkowski złożył oświadczenie Radzie Ministrów, że zaistniała w tej sprawie „zasadnicza różnica zdań" pomiędzy rządem a Naczelnym Wodzem, co zostało odnotowane przez premiera. Wprowadzono jedynie zastrzeżenie, iż w wypadku rozpoczęcia przez Sowietów aresztowań władze krajowe miały wydać zakaz ujawniania się na dalszych terenach.
Gen. Sosnkowski przestrzegając Bora przed konsekwencjami współpracy z Sowietami, zadawał pytanie: „czy można więc w ogóle myśleć w warunkach obecnych o powstaniu generalnym, skoro porozumienie polityczne z Sowietami wedle formuły anglosaskiej miałoby być dokonane kosztem nowego rozbioru Polski wzdłuż linii Curzona; skoro właściwym celem polityki rosyjskiej jest sowietyzacja całej Polski, skoro funkcjonuje już konkurencyjna namiastka rządu w postaci Czerwonej Rady Narodowej i generała Roli, rywala polskiego naczelnego wodza; skoro inspirowana prasa brytyjska tych marionetkowych tworów nie tylko nie wykpiwa, lecz zdaje się ich używać jako środków nacisku”.
Naczelny Wódz był przekonany, iż ostateczne zwycięstwo Polski mogło nastąpić tylko w wypadku poważnego osłabienia Rosji przez Niemców i rozejścia się jej z zachodnimi aliantami. „Nasza racja stanu wygra integralnie tylko wtedy — stwierdził w lutym 1944 roku — gdy Niemcy i Rosja osłabią się wzajemnie tak, że rozstrzygające zwycięstwo wraz z zajęciem terytoriów niemieckich i polskich przypadnie państwom anglosaskim. Bieda polega na tym, że państwa te nie doceniają swojej siły, są jak gdyby zmęczone wojną i na razie pozostawiają Rosji nadmiernie dużą swobodę ruchów w Europie, a przede wszystkim w tej połaci, z którą nasze losy są związane. Na tym zdaje się polega dramat Polski”
W tych warunkach zalecał Borowi-Komorowskiemu, aby rozważył, „czy nie jest wskazanym, by jak najwięcej elementów AK, najcenniejszych i najbardziej zagrożonych eksterminacją sowiecką, wedle możności przesunąć przede wszystkim na zachód albo nawet na południe do Małopolski, skąd mogłyby one — oczywiście tylko in extremis — wycofać się czasowo na terytorium Węgier, bezpośrednio, lub przez Słowację. Przewiduję, że wcześniej czy później Węgry znajdą się w obozie sprzymierzonych. Zależnie od rozwoju sytuacji będzie zawsze możliwym z terytorium Węgier — albo powrót do kraju, albo zmontowanie akcji pomocniczej dla głównych działań powstańczych".
Niestety dowódca AK odrzucił tę sugestię jako rzekomo nierealną. Paradoksalnie więc prawowita AK sprzeciwiła się rozkazowi Naczelnego Wodza, zaś Narodowe Siły Zbrojne, pozostające poza jego władzą, podporządkowały się w pełni jego rozkazowi.
Uzupełnienia i uchwały Rady Ministrów z 18 lutego 1944 roku zalegalizowały zmiany samodzielnie wprowadzone przez władze krajowe do Instrukcji Rządu z 27 października 1943 roku i dały im dodatkowe wytyczne i przesłanki do przeprowadzenia „Burzy”.

Wybrana literatura:
Armia Krakowa w dokumentach 1939-1945
Protokoły posiedzeń Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej
K. Sosnkowski – Materiały Historyczne
I. Wojewódzki – Kazimierz Sosnkowski. Książę niezłomny czy Hamlet w mundurze?
J. Ciechanowski – Powstanie Warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego
W. Babiński – Przyczynki historyczne do okresu 1939-1945
A. Paczkowski – Stanisław Mikołajczyk, czyli klęska realisty. Zarys biografii politycznej
W. Pobóg-Malinowski – Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945
P. Wieczorkiewicz – Historia polityczna Polski 1935-1945

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 26 sty 2014, 12:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polska/8461-powsta ... lnierzy-ak

Powstanie ostateczna lista żołnierzy AK
Opublikowano: wtorek, 03, grudzień 2013 14:18

Obrazek

Jak poinformował Tadeusz Filipkowski z Zarządu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, organizacja ta podejmuje próbę sporządzenia wykazu możliwie jak największej liczby osób, które w szeregach ZWZ-AK walczyły z Niemcami i Sowietami. Celem listy jest oddanie pełnego obrazu tej znacznej karty polskiej historii jakim była cała podziemna struktura AK. Według ekspertów jest to ostatnia chwila na sporządzenie takiego dokumentu, gdyż stosunkowo niedługo wymrze ostatnie pokolenie, które było świadkiem II wojny światowej.

Pierwsza wersja listy ma być gotowa do połowy listopada 2014 r. Mamy nadzieję, że będzie to możliwie najpełniejszy wykaz, bo stworzyć kompletnego się już nie da; jesteśmy spóźnieni o kilkadziesiąt lat- oznajmił Filipkowski. - I choć wojna zakończyła się ponad pół wieku temu, to wiele rodzin wciąż szuka jakichkolwiek informacji o bliskich działających w podziemiu. Ale związek w wielu przypadkach nie może pomóc, bo wciąż nie ma bazy osób walczących w szeregach AK. Stąd idea powstania listy.

Lista ma zostać upubliczniona 13 listopada 2014 r., czyli w 75. rocznicę utworzenia Związku Walki Zbrojnej. Dokument ten ma bazować na różnorakich archiwach oraz publikacjach o Armii Krajowej. Przy każdym akowcu pojawić się mają nie tylko dane osobowe, ale również stopień, przydział służbowy oraz nadane odznaczenia. Spis ten ma zostać również opublikowany w sieci.

Robert Dudek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 24 lut 2014, 14:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Obóz śmierci AK na pustyni Kara-Kum‏

Rankiem 23 marca 1945 r. z więzienia na Montelupich w Krakowie wyprowadzono 633 Polaków i skierowano na dworzec towarowy. Tam dołączono do nich volksdeutschów i Niemców i razem załadowano do wagonów. Transport z 1476 aresztowanymi osobami wyruszył następnego dnia.
Polacy próbowali grypsami wyrzucanymi z wagonów zawiadomić o swoim losie. "23.3.45. Drodzy! Jadę w transporcie z Niemcami na wschód, nie wiem, co będzie dalej. Myślę o Was, co z Tadziem? Może Bóg da, że powrócę do Was, do Najjaśniejszej Mateczki. Bóg z Wami" - pisał nieznany więzień.Początkowo miejscem przeznaczenia transportu miał być obóz w Karagandzie, jednak 2 kwietnia 1945 r. na stacji kolejowej w Woroneżu doszło do zmiany celu przeznaczenia na miasto portowe Krasnowodzk w Turkmenii nad Morzem Kaspijskim.Warunki, w jakich przewożono więźniów, były tragiczne. Przepełnione i nieogrzewane wagony, bez podstawowego wyposażenia w formie prycz. Na cały transport przeznaczono jedynie 15 wiader do noszenia wody. Z tego powodu więźniowie otrzymywali ją w niewielkich ilościach, raz na kilka dni. U 60 procent osób wykryto wszawicę. Brakowało lekarstw oraz opieki medycznej. Podczas "podróży" próbowano kilku ucieczek, ale tylko na samym początku trzem osobom udało się zbiec we Lwowie. Kolejnych uciekinierów złapano.Gehenna więźniówPo miesięcznej "podróży", 23 kwietnia 1945 r. o godz. 18.00 czasu moskiewskiego transport nr 97252 przybył na stację kolejową w Krasnowodzku (obecnie Turkmenbaszy). Polaków skierowano do podobozu nr 1, gdzie komendantem był mjr Matwiej Rogożkin. Łagier położony był ok. 4 km na północny wschód od stacji kolejowej w byłych koszarach armii carskiej na obrzeżu pustyni Kara-Kum.Kobiety oddzielono od mężczyzn i osadzono w oddzielnej strefie odgrodzonej drutem kolczastym. W obozie przebywali już więźniowie z pierwszego transportu, który przybył 9 kwietnia 1945 r. z Prus Wschodnich. Łącznie do obozu nr 516 w dwóch kwietniowych transportach przybyło 3255 więźniów, w większości Niemców i Niemek.Według stanu z 27 kwietnia 1945 r. na 3141 więźniów osadzono 1757 kobiet, co stanowiło 56 procent ogółu. Podział narodowościowy wyglądał następująco: 2312 Niemców, 633 Polaków, 16 Rosjan, 7 Białorusinów, 2 Czechów oraz po 1 Rumunie, Francuzie oraz Włochu. Narodowości 155 więźniów władze obozowe nie ustaliły, ponieważ osoby te przebywały w szpitalu w ciężkim stanie.Na terenie obozu znajdowało się 10 baraków-ziemianek, ambulatorium oraz stołówka. Więźniowie sami stawiali prymitywne toalety, zbiorniki na wodę i natryski. Kobiety umieszczono w barakach, a mężczyzn w namiotach, do których dostarczono prymitywne prycze, sienniki, poduszki oraz koce.Więźniowie zostali podzieleni na brygady robocze. Skierowano ich do prac w kamieniołomach na pustyni. Musieli tam ręcznie wydobywać i obrabiać piaskowiec. Zatrudniono ich też w Krasnowodzku przy pracach remontowo-budowlanych, transportowych oraz w warsztatach mechanicznych. Kobiety pracowały w szwalni, w kuchni, a nawet w kamieniołomach.Klimat w poważnym stopniu osłabiał więźniów. W ciągu doby występowały ostre wahania temperatur. W dzień temperatura dochodziła do 54 st. C, a w nocy spadała nawet do 0 st. Celsjusza. Najpoważniejszym problemem był brak słodkiej wody do picia."Szukałyśmy wody. Na zewnątrz były umywalnie zbudowane w kształcie długich koryt, a nad nimi kurki z wodą. Chcąc ugasić pragnienie, napiłyśmy się tej wody płynącej z kranów, ale od razu zaczęłyśmy pluć z obrzydzeniem. Woda miała smak gorzko-słony, o bardzo przykrym zapachu nafty. (.) Jedzenie gotowano nam na tej wodzie i której używałyśmy do mycia się. Była to woda morska" - wspominała łączniczka AK.Więźniowie zbudowali specjalny zbiornik na słoną wodę, w którym osadzała się sól. W ten sposób stawała się ona zdatniejsza do picia, ale i tak powodowała choroby. Jak wspomina świadek: "W tej słonej, z domieszką ropy naftowej wodzie nie rozgotowywała się kasza jaglana. Stanowiło to przyczynę gwałtownych i permanentnych rozwolnień żołądkowych nazywanych przez Rosjan 'panos'. Chorych wciąż przybywało. Biegali oni po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy w ciągu doby do toalet. Wielu umierało przy tych latrynach między rojami much".Głód i śmierćWyżywienie urągało wszelkim normom. Na śniadanie około 40 dag chleba (z domieszką trocin i kaszy), czarna gorzka kawa, na obiad i na kolację zupa na śledziach z domieszką stęchłej soi. Czasami na obiad serwowano "zupę na wielbłądzim mięsie i zasypaną stęchłą kaszą. Wielkie szczęście spotkało tego, komu udało się wyłowić kawałeczek tego twardego mięsa, trzymał go przez długi czas w ustach, żując, bo pogryźć się nie dało, nie tylko dlatego, że twarde, ale nie było czym, ponieważ wszyscy chorowaliśmy na szkorbut".W ogrodzonej strefie znajdował się jeden barak-ziemianka pełniący funkcję szpitala. Wyposażony był w trzypiętrowe prycze. Opiekę medyczną pełnili niemieccy felczerzy. W "szpitalu" praktycznie nie było żadnych środków medycznych i więźniowie zarażali się od siebie chorobami. Trafił tam m.in. ppor. Witold Kieżun z zapaleniem płuc. Podczas czteromiesięcznego pobytu w "szpitalu" przeszedł dodatkowo tyfus, dystrofię, świnkę, świerzb oraz beri-beri. Ta ostatnia choroba (skrajna forma awitaminozy) spowodowała porażenie nóg, obrzęki oraz silne duszności. Przy wzroście 190 cm chory ważył jedynie 54 kilogramy. Dzięki pomocy śląskiego felczera i sowieckiej lekarki udało mu się przeżyć.Ogólną sytuację więźniów pogarszały fatalne warunki bytowe, olbrzymia plaga wszy i pluskiew. Ludzie chorowali na tyfus brzuszny i plamisty, zapalenie płuc oraz na dystrofię. Umierali także od ukąszeń tarantul i piaskowych żmij. Bardzo wielu zmarło na czerwonkę, gdyż olbrzymie pragnienie zaspokajali słoną wodą. Polakom starał się pomagać współwięzień lekarz - dr Stefan Buksanowicz, ale jego możliwości były ograniczone. W okresie od kwietnia do września 1945 r. zmarło 285 osób, co stanowiło 9 proc. ogółu.Zmarłych chowano w górach na prowizorycznym cmentarzu położonym ok. 10 km od obozu na tzw. aerodromie. Obok niego postawiono budynek, do którego zwożono więźniów z chorobami zakaźnymi. Zmarłych grzebali polscy sanitariusze, którzy pełnili także funkcję grabarzy. Polaków, w przeciwieństwie do Niemców, chowano w odzieży i w pojedynczych mogiłach z krzyżami, z pełnymi danymi osobowymi i przynależności do AK.Kwiat PolskiOd kwietnia do września 1945 r. w obozie przebywało 3287 osób, w tym 2613 Niemców i 633 Polaków. Zmarło 1978 osób, co stanowi 60 proc. ogółu więźniów (!). Tak wysoki wskaźnik śmiertelności nie zdarzał się w innych, nawet najcięższych łagrach sowieckich. Na wspomnianych 1978 zmarłych więźniów aż 346 było Polakami. Stanowi to "jedynie" 17,4 proc. ogółu zmarłych, ale aż 55 proc. stanu polskiego kontyngentu w obozie!W obozie w Krasnowodzku znalazło się kilkudziesięciu żołnierzy AK, m.in.: ppłk pilot Jan Kieżun ps. "Biały" (powstaniec warszawski), mjr lotnik Gustaw Sidorowicz ps. "Wróbel" - szef Referatu Lotniczego Okręgu Kraków, kpt. Tadeusz Ciałowicz ps. "Garda", por. Witold Kieżun ps. "Wypad" (powstaniec warszawski z batalionu "Gustaw-Harnaś" - odznaczony Orderem Virtuti Militari), kpt. Zbigniew Nosek-Witoski ps. "Jantar" (powstaniec warszawski), prawnik Stefan Kwiatkowski ps. "Gryf" - członek Delegatury Rządu na Kraj, szef Wydziału Społeczno-Politycznego Okręgu Kraków, ppor. Leonard Wyjadłowski ps. "Ziemia", por. (kpt.) Bogdan Thugutt ps. "Beteha", "Brat" - dowóca 3. kompanii IV baonu 120 pp AK, ppor. rezerwy Tadeusz Dziedzicki ps. "Krzywda", ppor. rezerwy Jan Bartoszewski ps. "Kruk", ppor. rezerwy Zygmunt Mierzejewski, pchor. Kazimierz Mikuła ps. "Korbel" i ppor. rezerwy Franciszek Szopa ps. "Konrad" z baonu szturmowego 106. DP AK.Wśród więźniów były też łączniczki i sanitariuszki AK: Alina Kotówna ps. "Limba", Maria Wrona ps. "Kora", Wanda Thugutt ps. "Ryś" (zmarła 13 sierpnia 1945 r.), por. Alina Gryglowska ps. "Maryla" - oficer szkoleniowy Wojskowej Służby Kobiet w Komendzie Okręgu Kraków Armii Krajowej, Aleksandra Rajcówna ps. "Kozaczek" - łączniczka zgrupowania "Żelbet" w Powstaniu Warszawskim (zmarła 5 sierpnia 1945 r.), Halina Małecka, Alina Spyrłakówna (zmarła), Barbara Walkowska, Zofia Biernacka (córka ziemianina, miała 16 lat).W grupie tej znalazło się także kilku żołnierzy NSZ, w tym por. Tadeusz Feliks Skarżyński ps. "Bończa" (od 1944 r. adiutant komendanta głównego NSZ gen. bryg. Zygmunta Broniewskiego "Boguckiego"), dwaj byli więźniowie Auschwitz: Teofil Gabryś i Wiktor Nowicki, oraz rosyjscy "biali" emigranci: książę Bałutin (podawał się za adiutanta cara Mikołaja II), Leon i Jerzy Plesowowie, Korostoszewski i trzej bracia Żudrowie. W obozie przebywali ponadto członkowie SS, NSDAP, Hitlerjugend, żołnierze ROA, rosyjscy "biali" emigranci oraz Górnoślązacy.Proszą o pamięćPrawdopodobnie pod koniec sierpnia (na początku września) 1945 r. rozpoczął się proces likwidacji obozu, który w październiku 1945 r. zakończył działalność.Przed jego likwidacją, po ocenie stanu zdrowia przez specjalną komisję lekarską, wyselekcjonowanych "zdrowych" więźniów zaczęto wysyłać do innych obozów i batalionów roboczych. Polacy trafili m.in. do batalionu roboczego nr 731, do batalionu nr 2021 w Stalingradzie, do szpitala specjalnego nr 1529 w Kaganie (około 30 km od Buchary, stolicy Uzbekistanu), do obozu jenieckiego nr 520 w Groznym. Większość wróciła dopiero w listopadzie 1947 r. i przez obóz przejściowy w Brześciu nad Bugiem trafiła do Polski.Bez cienia wątpliwości można nazwać łagier w Krasnowodzku obozem śmierci. Polacy ginęli nie tylko z powodu niewolniczej pracy, ale zabijał ich także nieludzki dla Europejczyków klimat, jak również złe warunki obozowe. Niestety, pomimo upływu kilkudziesięciu lat w Krasnowodzku nie ma chociażby symbolicznej tablicy pamięci poświęconej żołnierzom AK, nie wspominając już o cmentarzu dla Polaków. Oby państwo polskie jak najszybciej wypełniło swój obowiązek i zadbało o pamięć o Polakach zmarłych w obozie śmierci.

Dr Dariusz Rogut
historyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 25 kwi 2014, 10:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=10618

Piękna przysięga Armii Krajowej została ustanowiona 72 lata temu. Młodzi ludzie powinni uczyć się z niej patriotyzmu, ale wciąż pozostaje mało znana…
lut 22, 2014 Admin Wydarzenia 1

Obrazek
Przysięga żołnierzy Armii Krajowej


Przed 72 laty dowódca Armii Krajowej gen. dyw. Stefan Rowecki „Grot” (1895-1944) wydał rozkaz nr 58/1942, w którym zawarł rotę przysięgi Armii Krajowej. Tej roty młodzi Polacy powinni się dziś uczyć na pamięć. To nie jest tekst wyłącznie historyczny. To deklaracja przywiązania do narodu i państwa polskiego. Niestety, nie mają od kogo się uczyć, bo nauczyciele historii tej przysięgi nie znają.
Tekst przysięgi AK zatwierdził już w styczniu 1942 Rząd RP na Uchodźstwie w Londynie – zanim jeszcze wódz naczelny gen. Władysław Sikorski formalnie przemianował ZWZ na AK (14 lutego 1942). To była po prostu przysięga dla sił zbrojnych w kraju, w konspiracji, podległych rozkazom naczelnego wodza. Składanie przysięgi było obowiązkiem wszystkich oficerów i żołnierzy. Odbierali ją bezpośredni przełożeni. Ze względu na bezpieczeństwo żołnierzy konspiracji, nie formalizowano nadmiernie aktu przysięgi i nie praktykowano przysięgi zbiorowej, ale i tak w pamięci akowców moment złożenia przysięgi pozostawał jako ważne i poruszające wydarzenie.
Obowiązek złożenia konspiracyjnej przysięgi spoczywał także na oficerach i żołnierzach zawodowych, którzy przed wojną przysięgali na podstawie roty przysięgi zawartej w rozporządzeniu Prezydenta RP z roku 1932 o służbie wojskowej.
Ta pierwsza rota z roku 1942 brzmiała następująco:
W obliczu Boga Wszechmogącego – i Najświętszej Marii, Królowej Korony Polskiej – kładę rękę na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam, że będę wiernie i nieugięcie stać na straży honoru Polski i o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę zawsze ze wszystkich sił moich, aż do ofiary z mego życia. Wszelkim rozkazom będę posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało.
Przyjmujący odpowiadał:
Przyjmuję cię w szeregi żołnierzy Wolności. Obowiązkiem twoim będzie wlaczyć z bronią w ręku o odzyskanie Ojczyzny. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą, zdrada będzie ukarana śmiercią.
12 grudnia 1942 dowódca Armii Krajowej podpisał rozkaz nr 73/1942, wprowadzający nieznaczne korekty (zatwierdzone przez naczelnego wodza), głównie pod względem językowym – w stosunku do tekstu przytoczonego wyżej. Chodziło też o wprowadzenie do tekstu samej nazwy Armia Krajowa, której tam wcześniej nie było. Ten tekst należy dziś przyjmować i rozpowszechniać jako rotę przysięgi Armii Krajowej – wojska polskiego w konspiracji, w okupowanym kraju.

Przysięga Armii Krajowej

Przysięgający:
W obliczu Boga Wszechmogącego
i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej,
kładę swe ręce na ten Święty Krzyż,
znak Męki i Zbawienia,
i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej
Rzeczpospolitej Polskiej,
stać nieugięcie na straży Jej honoru
i o wyzwolenie Jej z niewoli
walczyć ze wszystkich sił
– aż do ofiary życia mego.
Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej
i rozkazom Naczelnego Wodza
oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej
będę bezwzględnie posłuszny,
a tajemnicy niezłomnie dochowam,
cokolwiek by mnie spotkać miało.
Tak mi dopomóż Bóg!

Przyjmujący przysięgę:
Przyjmuję Cię w szeregi Armii Polskiej,
walczącej z wrogiem w konspiracji
o wyzwolenie Ojczyzny.
Twym obowiązkiem będzie walczyć
z bronią w ręku.
Zwycięstwo będzie Twoją nagrodą,
zdrada karana jest śmiercią!


Dominium sowieckie w Polsce „zapłaciło” po wojnie oficerom i żołnierzom Armii Krajowej za wierność tej przysiędze – sprzecznej z interesami sowieckimi. Najdobitniej ujął to wybitny poeta Kazimierz Wierzyński w wierszu Na rozwiązanie Armii Krajowej.

Kazimierz Wierzyński, „Na rozwiązanie Armii Krajowej”
fragment:
Za dywizję wołyńską, nie kwiaty i wianki -
Szubienica w Lublinie. Ojczyste Majdanki…
Za sygnał na północy, bój pod Nowogródkiem -
Długi urlop w więzieniu. Długi i ze skutkiem…
Za bój o naszą Rossę, Ostrą Bramę, Wilno -
Sucha gałąź lub zsyłka na rozpacz bezsilną…
Za dnie i noce śmierci, za lata udręki -
Taniec w kółko: raz w oczy a drugi raz w szczęki…
Za wsie spalone, bitwy, gdzie chłopska szła czeladź -
List gończy, tropicielski: dopaść i rozstrzelać!
Za mosty wysadzone z ręki robotniczej -
Węszyć gdzie kto się ukrył, psy spuścić ze smyczy.
Za wyroki na katów, za celny strzał Krysta -
Jeden wyrok: do tiurmy. Dla wszystkich. Do czysta!
Za Warszawę, Warszawę, powstańcze zachcianki -
Specjalny odział śledczy: „przyłożyć do ścianki” [...]


Piotr Szubarczyk, źr. wolnapolska.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 17 cze 2014, 15:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=12469

Niezwykła odwaga i poświęcenie sprawiły, że stali się legendą.
mar 30, 2014 Mateusz Recenzje, Ważne książki 0

Obrazek

Pasjonująca opowieść o Henryku Kończykowskim „Haliczu”, jednym z żyjących żołnierzy legendarnego Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej „Zośka”.

Legendarnym nie tylko ze względu na przedstawienie ich losów w „Kamieniach na szaniec” przez Aleksandra Kamińskiego, ale przede wszystkim z uwagi na ogromną liczbę odznaczeń przyznanych za męstwo w walce – 38 żołnierzy batalionu otrzymało krzyż Virtuti Militari, 274 Krzyż Walecznych, wielu z nich było odznaczanych dwukrotnie, niektórzy trzykrotnie.

Książka Jarosława Wróblewskiego, która powstała na podstawie rozmów z głównym bohaterem, pokazuje jak wojenne i powojenne losy bohatera splotły się z dziejami jego kolegów żyjących i poległych, braterstwo broni w walce o wolną Polskę i przyjaźń połączyła tych ludzi na zawsze. Ale można traktować ją nie tylko jako opowieść o losach „Halicza”, również jako monografię oddziału.

Jarosław Wróblewski, Zośkowiec, Fronda, Warszawa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 09 lip 2014, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/07 ... ylo-wilno/

Operacja „Ostra Brama”: 6 lipca 1944 roku – Przed Warszawą było Wilno
Posted on 08/07/2014 by emjot

Obrazek

———————————-


Wbrew radosnej symbolice lata – związanej z dojrzewaniem zbóż i innych da- rów polskich pól – zdarzały się w naszej historii lata okrutne, znaczone śmier cią. Takie było zwłaszcza lato roku 1944, przedostatniego roku najkrwawszej z wojen.
Gdy mówi się o roku 1944, wyobraźnia podsuwa od razu gorący sierpień i mę- czeńskie obrazy walczącej Warszawy.
Jednak Powstanie Warszawskie nie wzięło się z niczego, nie było „lekkomyśl- ną decyzją nieodpowiedzialnych polityków i dowódców AK”, jak głosiły sztandarowe hasła sowieckiej propagandy wojennej, z lubością powtarzane do dziś przez różnych mędrców, którzy w swoim zapale posuwają się tak da- leko, że decyzję o wybuchu Powstania nazywają „zbrodniczą”!
Pewnie nie wiedzą, że są tylko echem. Tak samo nazywali ją Sowieci, którzy najpierw za pośrednictwem moskiewskiej stacji radiowej podżegali do Powsta nia, a potem tłumaczyli swą bezczynność na prawym brzegu Wisły decyzją dowództwa AK o rozpoczęciu Powstania.
Zbrodnicza była sowiecka bezczynność – ostatni, niepisany akt współpracy Stalina z Hitlerem przeciwko niepodległej Polsce – a nie walka Polaków z Niemcami.
Operacja „Ostra Brama”
Najważniejszym wydarzeniem operacji „Burza” na Kresach było Powstanie Wileńskie przeciwko Niemcom i zdobycie Wilna przez Armię Krajową. Opera cja „Ostra Brama” rozpoczęła się w czwartek, 6 lipca 1944 roku.
Już pierwsze dni lata 1944 r. przyniosły mieszkańcom Wilna dalekie odgłosy dział.
Sowiecka ofensywa zbliżała się do miasta słynącego w całej Polsce z wizerun- ku „Panny Świętej, co w Ostrej świeci Bramie”.
Trudno było inaczej nazwać planowaną operację wyzwolenia miasta.
Wilniucy przeżyli od wybuchu wojny aż cztery różne okupacje:
sowiecką od 18 września 1939 r.,
litewską od jesieni tego roku,
ponownie sowiecką po „dobrowolnym” wcieleniu republik nadbałtyckich do Związku Sowieckiego i
niemiecką od czerwca 1941 roku.
Podczas żadnej z tych okupacji nie udało się naszym wrogom rozbić polskiej partyzantki, z tego faktu wilniucy czerpali nadzieję na powrót Wileńszczyzny i Nowogródczyzny do Polski.
Armia Krajowa na tych terenach osiągnęła imponujące rozmiary. W okresie mobilizacji latem 1944 r. pod bronią stanęło 13 tysięcy leśnych żołnierzy!
Dowództwo wileńskiej i nowogródzkiej AK nie było na tyle naiwne, by wyobra- żać sobie, że Sowieci nadchodzą wyzwalać Polaków.
Postanowiło ich uprzedzić i wyzwolić Wilno od Niemców jeszcze przed na dejściem frontu, by jak najszybciej zainstalować w mieście polskie władze.
W nocy z 6 na 7 lipca 1944 r. rozpoczęła się operacja „Ostra Brama”, nazywa- na dziś t akże Powstaniem Wileńskim.
Komendant Okręgu Wileńskiego AK ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, dowodzący całością operacji, postanowił przeprowadzić atak siłami, jakie w tym momencie posiadał. Nie wszystkie oddziały zdążyły bowiem na punkty koncentracji.
Natarcie rozpoczęło się 7 lipca o godz. 2.00 nad ranem. Brygady wileńskie i bataliony nowogródzkie szły do ataku przy wstającym słońcu.
Blisko 6 tys. partyzantów zaatakowało twierdzę bronioną przez 17 tys. żołnierzy nieprzyjaciela wspartych przez czołgi, artylerię i lotnictwo.
Trafili na umocnienia i ostrzał z broni maszynowej, na ogień artylerii i nalo- ty.
Przeciw Niemcom szły tyraliery żołnierzy uzbrojonych w zdobyczną broń ręczną, z niewielkim zapasem amunicji. Różnica w uzbrojeniu była wido- czna.
Ostrzał z broni maszynowej przeciw determinacji i odwadze graniczącej z sza leństwem. Każdy polski żołnierz wiedział, dlaczego walczy i ryzykuje życie.
3. Brygada AK por. Gracjana Fróga „Szczerbca” (po wojnie zamordowany przez komunistów), mimo silnego oporu wroga, włamała się w głąb jego pozycji, zajmując wschodnie przedmieścia miasta.
Innym oddziałom to się nie udało. Polscy partyzanci wycofywali się spod Wil na z dużymi stratami, ale gotowi do dalszej walki.
Nie był to koniec walki AK. Teraz walczyły oddziały Garnizonu Konspiracyjne go Miasta Wilna, które dotarły do miasta spóźnione.
Opanowały prawobrzeżną część Wilna i współdziałając z jednostkami sowie- ckimi, walczyły w części lewobrzeżnej.
W pamięci partyzantów zapisała się przeprawa przez Wilię i walka o bun kier dowodzenia na ulicy Subocz.
Rankiem 13 lipca pchor. Jerzy Jensz „Krepdeszyn” i kpr. Artur Rychter „Zan”, żołnierze osłony dowództwa dzielnicy „D” Garnizonu Miasta Wilna, zatknęli na wieży Giedymina na Górze Zamkowej polską flagę państwową.
Widoczna z miasta, została po południu zdjęta przez Sowietów i zastąpiona flagą bolszewicką. To był akt symboliczny, bolesny dla wszystkich wileńskich Polaków.
Plan częściowo się powiódł. Mimo ogromnej przewagi ogniowej Niemców Pola cy zajęli część miasta.
W ramach operacji „Ostra Brama” zginęło ponad 500 oficerów i żołnierzy AK z Wileńszczyzny i Nowogródczyzny.
Zbir Czerniachowski
Sowieci z typow dla siebie azjatycką obłudą traktowali początkowo Polaków jak sojuszników.
Na zdjęciach z tego czasu widzimy nawet wspólne sowiecko-polskie patro le na ulicach miasta.
A potem nadciągnęły dywizje NKWD i rozpoczęło się polowanie na polskich partyzantów, zakończone śmiercią wielu z nich lub wywózką do Kaługi.
W Miednikach Królewskich Sowieci utworzyli obóz przejściowy, przez któ ry przeszło około 6-7 tysięcy Polaków, oficerów i żołnierzy AK. Wielu z nich zmarło potem na Wschodzie, w sowieckich obozach.
Partyzanci wycofali się do pobliskiej Puszczy Rudnickiej. Byli tam atakowani i tropieni, także z użyciem lotnictwa.
Tak zakończyła się wileńska „Ostra Brama”.
Sowieckim dowódcą operacji wileńskiej był gen. Iwan Czerniachowski, o któ- rym w tym roku zrobiło się w Polsce głośno.
Ten dwukrotny „gieroj Sowietskogo Sojuza” zapisał się haniebnie w pa- mięci Polaków.
To on, wspólnie z generałem NKWD Iwanem Sierowem, zaaranżował spot kanie z dowódcami AK – rzekomo w sprawie współpracy i organizacji pol skiej dywizji.
Podpułkownik Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, komendant Okręgu Wi- leńskiego AK, oraz mjr Teodor Cetys „Sław” zostali aresztowani i wywiezie ni do Kaługi.
Podobnie potraktowano innych dowódców wileńskiej i nowogródzkiej AK zaproszonych na spotkanie we wsi Bogusze pod Wilnem.
Czerniachowski – jako dowódca 3. Frontu Białoruskiego – wsławił się okru- cieństwem wobec ludności cywilnej z Prus i brakiem szacunku dla życia pod- komendnych, których traktował jak bydło, a czasem po prostu wyciągał pisto let i ich zabijał.
18 lutego 1945 r. zabił dowódcę kolumny czołgów sowieckich, która pod Pie- niężnem (powiat Braniewo) zatarasowała drogę jego „trofiejnemu” oplowi.
Gdy już ominął czołgi, z jednego z nich wystrzelono pocisk i gieroj nie do- czekał trzeciego tytułu…
Po wojnie okoliczności śmierci ukrywano, zrobiono Czerniachowskiemu kłam liwą legendę: zginął bohatersko w boju z Niemcami.
Jego pomnik w Pieniężnie to wielki skandal i upokorzenie dla ostatnich żyją- cych żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.
————————————
Piotr Szubarczyk
Zdjęcie: Arch./ -
8 lipca 2014




http://niezlomni.com/?p=13959

Jak Węgrzy pomagali Armii Krajowej
cze 17, 2014 Mateusz Filmy, TV 0

http://www.youtube.com/watch?v=benR-Xgx4L0




http://niepoprawni.pl/blog/2218/70roczn ... -1944-2014

70.ROCZNICA AKCJI SPECJALNEJ "KOPPE" 1944 - 2014
Aleszumm - 8 Lipca, 2014 - 21:06

Obrazek

70. ROCZNICA AKCJI SPECJALNEJ „KOPPE”
1944-2014

Opracował Józef Wieczorek
http://wkrakowie2013.wordpress.com/

11 lipca 1944 r. żołnierze Batalionu „Parasol”, elitarnego oddziału Kedywu Armii Krajowej przeprowadzili na ulicach Krakowa jedną z najbardziej śmiałych akcji zbrojnych przeciwko nazistowskiemu, niemieckiemu okupantowi. Jej celem był gen. Wilhelm Koppe, Wyższy Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, jeden z głównych organizatorów terroru wobec ludności polskiej.
Wilhelm Koppe – zbrodniarz hitlerowski, jeden z głównych organizatorów terroru wobec cywilnej ludności polskiej (m.in. akcje pacyfikacyjne), stosujący odpowiedzialność zbiorową. W październiku 1943 r. Koppe został członkiem rządu generalnego gubernatorstwa dzięki powołaniu go na stanowisko Wyższego Dowódcy SS i Policji GG z siedzibą w Krakowie. Zastąpił on Friedricha Wilhelma Krügera. Za dokonane w Polsce zbrodnie Polskie Państwo Podziemne wydało na Wilhelma Koppego wyrok śmierci. 11 lipca 1944 r. w Krakowie w ramach tzw. Akcji Główki miał miejsce nieudany zamach („Akcja Koppe”) na jego życie, dokonany przez 1 kompanię Batalionu Parasol. Koppemu udało się zbiec. Zginął za to jadący z nim tego dnia adiutant.
U podstaw projektu leży przekonanie, że rola Krakowa jako jednego z ośrodków oporu w trakcie II wojny światowej jest niedoceniana; niska jest świadomość społeczna dotycząca największej akcji Armii Krajowej, jaka miała miejsce w tym mieście. Akcja „Koppe” składa się z kilku przedsięwzięć pod wspólnym szyldem, mających na celu upowszechnienie wiedzy dotyczącej akcji wśród mieszkańców Krakowa oraz osób odwiedzających to Miasto.
Szersza świadomość społeczna dotycząca działań bojowych Grup Szturmowych Szarych Szeregów ma znaczenie w kontekście promowania wśród młodzieży wartości takich, jak profesjonalizm w działaniu, zaangażowanie w pracę i dojrzałość. Patrząc na swoich poprzedników, którzy mimo świetnie zaplanowanych akcji, ale jednak pecha nie tracili nadziei na rychłe pobicie hitlerowskiego kata i wyzwolenie Ojczyzny.
Harcerski batalion "Parasol" wraz z batalionem „Zośka” współtworzą dziedzictwo współczesnych polskich wojsk specjalnych. Według wielu zagranicznych specjalistów polskie jednostki specjalne należą do światowej elity tego rodzaju wojsk. Z pięciu współcześnie istniejących jednostek specjalnych, dwie bezpośrednio nawiązują do historii Grup Szturmowych i dziedziczą tradycje związane z działaniami specjalnymi z czasów II wojny światowej. Są to: Jednostka Wojskowa Komandosów oraz Jednostka „Agat". Pokazuje to jak duże znaczenie ma nadal obecna w świadomości społecznej tradycja i legenda tych oddziałów.
Przykład nastolatków, którzy w okresie wojny potrafili swoimi umiejętnościami dorównać zawodowym żołnierzom, dbając jednocześnie o swoje wykształcenie i pracując nad swoją postawą moralną, zasługuje na wypromowanie w społeczeństwie. Obchody Akcji "Koppe" mogą uzupełnić lukę w pozytywnych przykładach ukazywanych młodzieży, przekazując im właściwe wzorce postępowania na przykładzie członków Grup Szturmowych „Szarych Szeregów”.
Organizatorami uroczystości są:
Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, Stowarzyszenie Szarych Szeregów Oddział w Krakowie oraz Małopolska Chorągiew Harcerzy ZHR.



PLAN UROCZYSTOŚCI


11 lipca godz. 9. 20 (piątek)
Złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą Akcję umieszczoną na budynku przy ul. Powiśle 3 – Stowarzyszenie Szarych Szeregów Oddział w Krakowie
12 lipca 2014 r. (sobota)
godz. 9.00 – Msza Św. za dusze poległych i zmarłych żołnierzy batalionu „Parasol” i Kedywu Okręgu Krakowskiego AK w kościele oo. Kapucynów przy ul. Loretańskiej w Krakowie z udziałem pocztów sztandarowych (m.in. Szare Szeregi, Jednostka Wojskowa Komandosów, Małopolska Chorągiew Harcerzy).
godz. 10.00 - przemarsz na miejsce Akcji Koppe – ul. Powiśle 3
- ul. Kapucyńska, ul. Straszewskiego, Plac na Groblach, ul. Powiśle.
godz. 10.30 – ul. Powiśle 3:
- wystąpienia przedstawicieli organizatorów i gości,
- Apel Poległych
- złożenie wiązanek pod tablicą upamiętniającą Akcję umieszczoną na budynku przy ul. Powiśle 3.
godz. 11.00
Historyczna Gra Miejska dla młodszej i starszej młodzieży organizowana przez Hufiec Wędrowników z Małopolskiej Chorągwi Harcerzy (rozpoczęcie – ul. Powiśle 3). Dokładane informacje – Komunikat o Grze.
godz. 11.30
sesja historyczna współorganizowana przez Koło Naukowe Historyków Studentów UJ – budynek Instytutu Historii UJ, ul. Gołębia 13:

dr Janusz Baster, Uwagi o roli krakowskiego Kedywu w zamachach na Hansa Franka, Friedricha Krügera i Wilhelma Koppego - prelekcja o przygotowaniach do Akcji, rozpracowaniu i rozpoznaniu Koppego przez krakowski Kedyw
dr Teodor Gąsiorowski, Próba likwidacji Koppego - prelekcja o przebiegu Akcji;
prezentacja o „współczesnym Parasolu”
pokaz nagrania - wywiadu z harcerką - uczestniczką Akcji „Koppe”
panel dyskusyjny
godz. 19 .00
Wędrownicy ZHR przeprowadzają akcję „Mural” - Wędrownicy na mury – malowanie podobizny gen. E. Fieldorfa „Nila” - Kraków, Dworzec RDA


„Śladami krakowskiego Kedywu”
komunikat o grze
W ramach uroczystości 70. rocznicy Akcji „Koppe” odbędzie się gra miejska „Śladami krakowskiego Kedywu”. Gra rozpocznie się o godz. 11.00 pod Pomnikiem Polski Walczącej przy ul. Powiśle 3. Uczestnicy będą mieli szansę zapoznać się z historią wydarzeń, które swój finał znalazły w akcji na gen. Koppego. Organizatorzy zapraszają Mieszkańców Krakowa, szczególnie młodzież (dzieci z opiekunami),wszystkich miłośników historii. Zgłoszenia prosimy kierować przez formularz zamieszczony na stronie http://www.akcjakoppe.pl, (tel. 883016739), na której znajdą Państwo szczegółowe informacje na temat przebiegu gry. Poprzez uczestnictwo w grze można zdobyć punkty na odznakę "Szare Szeregi - Więź Pokoleń".

Podał do wpisu Aleszumm http://aleksanderszumanski.pl/index.php ... 4&Itemid=2

Aleszumm - blog




http://marucha.wordpress.com/2014/07/13/akcja-koppe/

Akcja Koppe
Posted by Marucha w dniu 2014-07-13 (niedziela)

Cała akcja trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund, samochodu SS-Obergruppenführera nie udało się zablokować, jego kierowca wykazał się refleksem i szybkim manewrem wyminął blokującą drogę ciężarówkę. Mercedes pod gradem kul z dużą szybkością odjechał z miejsca zamachu – mówi dla PCh24.pl Grzegorz Jeżowski, adiunkt w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, oddział Fabryka Emalia Oskara Schindlera, filia Ulica Pomorska.

Obrazek

11 lipca 1944 r. miał miejsce w Krakowie nieudany zamach na Wilhelma Koppe. Kim on był?
SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe (1896–1975) był wyższym dowódcą SS i policji, sekretarzem stanu ds. bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie. Był odpowiedzialnym za zaostrzenie od listopada 1943 roku terroru wobec Polaków. Na jednym z posiedzeń tzw. rządu GG, w grudniu 1944 roku, Wilhelm Koppe postulował, by na ulicach Krakowa rozstrzeliwać codziennie 50 Polaków „(…), którym w 60 procentach udowodniono popełnienie jakiegokolwiek zbrodniczego czynu”.
Dlaczego Kraków został wybrany na siedzibę władz Generalnego Gubernatorstwa?
Niemcy uznawali Kraków za miasto odwiecznie niemieckie. Znaczenie miała tu historia niemieckiego osadnictwa sięgająca średniowiecza. Jednak głównym powodem była chęć pozbawienia statusu stolicy Warszawy, miasta będącego symbolem polskiego oporu przeciwko okupantowi. Warszawa w 1939 r. była jedyną w Polsce ponadmilionową aglomeracją. Stolicy okupant nigdy nie był w stanie w pełni kontrolować, w przypadku Krakowa zapanowanie nad miastem mającym wówczas 259 tysięcy mieszkańców było znacznie łatwiejsze.
W których budynkach Krakowa znajdowała się siedziba „rządu” Generalnego Gubernatorstwa?
„Rząd” Generalnego Gubernatorstwa znajdował się w zarekwirowanym przez Niemców gmachu głównym Akademii Górniczej, w czasie okupacji przy Aussenring, dziś budynek A-0 Akademii Górniczo–Hutniczej przy al. Mickiewicza 30.
Czy Polacy mieli możliwość uczestniczenia w nabożeństwach w katedrze wawelskiej, skoro na Wawelu urzędował Hans Frank?
Od momentu utworzenia Generalnego Gubernatorstwa i obrania wzgórza wawelskiego za siedzibę Hansa Franka, usuwano z tego miejsca Polaków i uniemożliwiano dostęp do katedry. Przez cały czas okupacji w niedzielę i środy były odprawiane Msze święte bez udziału wiernych, najczęściej przed krucyfiksem królowej Jadwigi. Msze mogli odprawiać tylko księża posiadający specjalne przepustki, odbywały się w asyście uzbrojonych Niemców, niektórzy z nich, najczęściej SS-mani, zachowywali się w sposób lekceważący, w czasie liturgii palili papierosy, celowali z karabinów do odprawiających Mszę św. księży.
Jaka była kondycja Armii Krajowej w Krakowie w 1944 r.?
Kraków po Warszawie był największym, najaktywniejszym ośrodkiem konspiracji. W 1944 roku niemieckie służby bezpieczeństwa doprowadziły do aresztowania trzech czołowych postaci podziemia wojskowego w Krakowie. 24 marca 1944 roku został aresztowany w Krakowie komendant Okręgu Kraków AK Józef Spychalski, pseudonim „Luty”. Kilka miesięcy później Gestapo aresztowało 11 sierpnia 1944 roku w Krakowie przy ul. Św. Marka 8 gen. Stanisława Rostworowskiego, pseudonim „Brzask”, „Odra”. Prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia został zamordowany podczas przesłuchania w siedzibie gestapo przy ul. Pomorskiej 2.
Jesienią, 20 października 1944 roku, w Białogonie pod Kielcami został aresztowany kolejny komendant Okręgu Kraków AK, płk Edward Godlewski, pseudonim „Garda”. Niemcy początkowo nie wiedzieli, że zatrzymany był komendantem Okręgu Kraków AK. Z więzienia w Kielcach został przewieziony 24 października 1944 roku do siedziby gestapo przy ul. Pomorskiej 2 w Krakowie, gdzie został zidentyfikowany przez funkcjonariusza gestapo.
Pomimo aresztowań niemieckim służbom bezpieczeństwa nigdy nie udało się rozbić struktur konspiracji, czy też zahamować jej rozwoju. Liczebność Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej w czasie wojny stale rosła, osiągając apogeum latem 1944 roku. Okręg Kraków AK w połowie 1944 roku osiągnął około 90 tysięcy osób, stając się drugim, po Okręgu Warszawa, najsilniejszym okręgiem AK w skali kraju. Jednak byli słabo uzbrojeni, zaledwie 10-15 procent posiadało broń palną.
Co było powodem wydania wyroku śmierci na Wilhelma Koppe?
Kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego przygotowało listę niemieckich urzędników, którzy byli odpowiedzialni za zbrodnie i straszliwy terror wobec Polaków i Żydów. Jednym z takich zbrodniarzy był Koppe. Operacja likwidowania niemieckich zbrodniarzy otrzymała kryptonim Akcja Główki. Numerem drugim na tej liście był wyższy dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie SS-Obergruppenführer Wilhelm Krüger, którego próbował zlikwidować oddział specjalny AK w Krakowie.
Akcja została przeprowadzona 20 kwietnia 1943 roku. Atak nie powiódł się. SS-Obergruppenführer Krüger, chociaż został ciężko ranny, przeżył. W Krakowie pozostał do jesieni 1943 roku, kiedy został odwołany ze stanowiska. Jego zastępcą był Koppe.
Jaki przebieg miał nieudany zamach z 11 lipca 1944 r.?
Trzykrotnie żołnierze „Parasola” zajmowali pozycje w pobliżu placu Kossaka i w najwyższym napięciu oczekiwali na przejazd samochodu SS-Obergruppenführera. Dwukrotnie oczekiwano bez skutku.
W końcu 11 lipca 1944 roku przy ul. Powiśle, w miejscu przygotowanej zasadzki, pojawił się opancerzony 12-cylindrowy Mercedes Koppego. Cała akcja trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund, samochodu SS-Obergruppenführera nie udało się zablokować, jego kierowca wykazał się refleksem i szybkim manewrem wyminął blokującą drogę ciężarówkę. Mercedes pod gradem kul z dużą szybkością odjechał z miejsca zamachu. W chwili kiedy padły pierwsze strzały, Koppe skulił się na siedzeniu. Oficer towarzyszący Koppemu i ostrzeliwujący się w czasie zamachu został zastrzelony.
Po akcji oddział „Parasola” szybko i sprawnie opuścił Kraków. Na trasie odskoku, już poza Krakowem, doszło do potyczki z odziałem niemieckim. W wyniku walki zginęły dwie osoby, trzy dostały się do niewoli: Halina Grabowska pseudonim „Zeta”, Tadeusz Ulankiewicz pseudonim „Warski”, „Bolesław Niepokój”, „Storch”. Przy zatrzymanych znaleziono broń typową dla miejskich konspiratorów, a sami schwytani przyznali się, że są z Warszawy. Uchroniło to miejscowość Udorz przed pacyfikacją, stosowaną w odwecie za akcje miejscowej partyzantki.
Niezwykle cennym jeńcem dla Niemców była „Zeta”, łączniczka znająca wiele adresów i szczegółów związanych z przygotowaniem całej akcji. Ani w Krakowie, ani Warszawie nie doszło do aresztowań ludzi związanych z akcją na Koppego. Świadczy to o tym, że torturowani żołnierze „Parasola” nie zdekonspirowali współtowarzyszy. Po przesłuchaniach schwytana trójka została prawdopodobnie rozstrzelana pod koniec lipca 1944 roku w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie.
Dlaczego do wykonania tego wyroku zostali sprowadzeni konspiratorzy z Warszawy?
Komenda Główna AK zleciła przeprowadzenie akcji warszawskiemu oddziałowi Kedywu „Parasol”, który miał duże doświadczenie i sukcesy w likwidowaniu niemieckich zbrodniarzy. Najbardziej znaną akcją była likwidacja, w centrum Warszawy, dowódcy SS i Policji w Dystrykcie Warszawa Franza Kutschery – 1 lutego 1944 r.
Jakie były w Krakowie najsłynniejsze udane akcje na przedstawicieli niemieckich władz okupacyjnych?
Jeśli akcje na Krügera, Franka, Koppego zakończyłyby się sukcesem, byłyby to w okupowanej przez Niemców Europie najbardziej spektakularne akcje likwidacji niemieckich dygnitarzy. Trzeba pamiętać, że przygotowanie akcji wymagało żmudnej, kilkumiesięcznej, niebezpiecznej pracy wywiadowczej, logistycznej wielu osób. Nie wyróżniłbym jednej konkretnej, najsłynniejszej akcji w Krakowie. Wspomnę o akcjach likwidacji konfidentów niemieckich, zabitych na mocy wyroku sądów podziemnych przez żołnierzy AK. Najczęściej bezpośredniej egzekucji dokonywało dwóch żołnierzy, a kilku innych ubezpieczało akcję i odskok.
Pamiętajmy, że Kraków miał swoją specyfikę. Był miastem bardzo trudnym do prowadzenia konspiracji, miastem w którym „wszyscy się znali”. Z powodu „stołeczności” Kraków był bardziej strzeżony przez odpowiednie służby. W mieście stacjonowały liczne formacje o charakterze wojskowo-policyjnym czy paramilitarnym. Po ulicach krążyły uzbrojone niemieckie patrole. Kraków z czasem stał się miastem o najwyższym nasyceniu ludnością niemiecką w Generalnym Gubernatorstwie.
Czy to prawda, że był również przygotowywany zamach na generalnego gubernatora Hansa Franka?
Tak, to prawda, nawet zamach został przeprowadzony. Generalny gubernator Hans Frank był numerem jeden na liście niemieckich zbrodniarzy, na których Polskie Państwo Podziemne wydało wyrok śmierci. Jednak w obawie przed spodziewanymi krwawymi represjami na ludności polskiej za jego likwidację Komenda Główna AK odkładała wykonanie wyroku. Dopiero w noc z 29 na 30 stycznia 1944 roku grupa krakowskiego Kedywu AK przeprowadziła nieudany zamach na pociąg generalnego gubernatora w pobliżu niewielkiej stacji Grodkowice, znajdującej się dwadzieścia kilometrów na wschód od Krakowa
Jakie były powojenne losy Wilhelma Koppe?
Po wojnie był dyrektorem fabryki, używał fałszywego nazwiska. Bezskutecznie próbowano wymierzyć sprawiedliwość, Koppe był oskarżony, nawet aresztowany, władze PRL-u wystąpiły o jego ekstradycję. Jednak ostatecznie nie poniósł odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. Zmarł w RFN w 1975 roku.
Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/akcja-koppe,24172,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 22 wrz 2014, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Testament Polski Walczącej

„Przekazujemy nasz Testament następnym pokoleniom” – takie hasło na wielkich plakatach w całej Polsce ma przypominać o dziedzictwie Polskiego Państwa Podziemnego w 75. rocznicę jego powstania. IPN aktywizuje samorządy, by zorganizowały lokalne uroczystości.

– Na billboardach wykorzystano natomiast postać ppłk. Stanisława Oleksiaka „Kozica”, honorowego prezesa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W rolę modeli wcielili się także pracownicy Biura Edukacji Publicznej IPN i ich dzieci – wyjaśnia Andrzej Arseniuk, rzecznik Instytutu. – Zostały one umieszczone w większych miastach i są widoczne – podkreśla. – Kampania plakatowa na nośnikach wielkoformatowych w całej Polsce ma przypominać program, jaki pozostawiła po sobie Polska Walcząca – podkreśla Arseniuk.

Z kolei na podświetlanych tablicach, tzw. citylightach (głównie na wiatach przystankowych), umieszczono „osiem motywów, z których każdy odpowiada jednemu z ośmiu punktów Programu Demokracji Polskiej z odezwy RJN”.

IPN skierował również 5 tys. pism do samorządów i kuratorów oświaty przypominających o 75. rocznicy powstania Polskiego Państwa Podziemnego.

„Przed 75 laty, 27 września 1939 r., rozpoczęto tworzenie struktur Polskiego Państwa Podziemnego, będącego fenomenem na skalę światową. […] Instytut Pamięci Narodowej i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej apelują o zorganizowanie w całej Polsce lokalnych obchodów rocznicy utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego pod wspólnym hasłem »My z niego wszyscy…«” – napisali prezes IPN Łukasz Kamiński i prezes ŚZŻAK Leszek Żukowski.

– Wysłaliśmy pisma do wszystkich samorządów, czyli do wszystkich gmin, starostw, burmistrzów, prezydentów miast, marszałków województw i wojewodów – mówi Arseniuk. Podkreśla, że apel spotkał się z szerokim przyjęciem i cały czas napływają odpowiedzi z informacjami o programach uroczystości, jakie zaplanowano pod koniec września.

Instytut zaapelował jednocześnie do samorządów, aby w obchodach uczestniczyły placówki oświatowe. – Była to prośba o wsparcie takich uroczystości, o organizowanie ich wspólnie ze szkołami, o zaproszenie kombatantów, względnie historyków, którzy przybliżą historię Polskiego Państwa Podziemnego – dodaje rzecznik.

– Celem akcji jest to, by obchody nie ograniczały się tylko do szczebla centralnego, ale odbyły się także w szkołach, domach kultury czy w lokalnych miejscach pamięci. Pomocą mają służyć przygotowane przez Biuro Edukacji Publicznej materiały edukacyjne – mówi Arseniuk.

Na stronie IPN www.pamiec.pl można znaleźć dokumenty Polskiego Państwa Podziemnego, sylwetki przywódców i relacje świadków. – 75. rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego jest dla nas szczególnie ważna, tym bardziej że jest często mniej zauważana, pozostaje w cieniu innych wielkich rocznic. W tym roku szczególnie zależy nam, by ją przypomnieć, ponieważ dla wielu osób, zwłaszcza młodych, to jedna z ostatnich okazji do osobistego kontaktu z osobami pamiętającymi Polskę Podziemną i jej żołnierzami – mówi zastępca dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN Kamila Sachnowska.

– W całym kraju rozdawana jest broszura „Testament Polski Walczącej. Ostatnie przesłanie Polskiego Państwa Podziemnego”. Zawiera odezwę Rady Jedności Narodowej z 1 lipca 1945 roku, którą Rada wydała, podejmując uchwałę o swoim rozwiązaniu – zwraca uwagę rzecznik IPN. Ponadto ekipa IPN TV przygotowała spot telewizyjny.

– Chcemy nie tylko przypomnieć o datach i wydarzeniach, ale potraktować przesłanie Polski Podziemnej jako nasze dziedzictwo – podkreśla Sachnowska.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zacej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 24 wrz 2014, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
75 lat Polskiego Państwa Podziemnego

Filip Frąckowiak

Były w polskiej historii zwycięstwa wielkie i widowiskowe. Na przestrzeni wieków wiodły do nich mądre decyzje, rozkazy i polityka. Od 996 roku była to historia wojen i walki o ziemię i polskość. Dumni możemy być z tego, że nasze zwycięstwa to były głównie „sprawiedliwe zwycięstwa”. Tak śp. gen. bp Tadeusz Płoski, kapelan Wojska Polskiego, określił wiktorię grunwaldzką. Wiele płynie nauki z tych osiągnięć, które w następnych latach były niewykorzystane mądrze. Nie odpowiemy na pytanie, jak wyglądałaby historia Polski, gdyby Władysław Jagiełło, po zwycięstwie nad Krzyżakami, kontynuował zwycięską kampanię i zdobył Malbork. Pewne jest jedno. Zaprzepaszczona została szansa umocnienia bezpieczeństwa państwa.

Były zwycięstwa, które określić można zwycięstwem moralnym. Są one wieńczone pięknie hasłem „Gloria Victis” – chwała zwyciężonym. Tym charakteryzuje się bój o Polskę podczas II wojny światowej. Ta nieugięta wola walki każdym sposobem o zachowanie państwowości i polskości w ogóle, mimo klęski niemal absolutnej, zaowocowała powstaniem Polskiego Państwa Podziemnego. Jedynego takiego państwa podczas II wojny światowej. Czerpało ono bardzo z doświadczeń Rządu Narodowego Powstania Styczniowego. Choć zaborcy wykreślili Polskę z map, to jednak istniało bardzo prężnie. 27 września mija 75. rocznica powołania tej struktury.

Na to dziedzictwo powołują się plakaty wiszące w całej Polsce. „Przekazujemy nasz Testament następnym pokoleniom” – wzywają żołnierze AK za pomocą marketingowców. IPN chce tymi plakatami zaktywizować uroczystości rocznicowe, jak Polska długa i szeroka. Instytut rozesłał tysiące listów do samorządowców. Bardzo dobrze. Ale… co robią rządzący samorządowcy?

Testamentem żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Krajowej – tej elity i liderów II RP – była Polska bezpieczna. Czy władze samorządu czerpią z prezydenta Stefana Starzyńskiego i jego obrony cywilnej Warszawy? Tuż za ścianą, u sąsiada toczy się wojna. Agresor sam deklaruje, że jego celem jest pójść jeszcze dalej niż do Kijowa. Samorządowcy z Warszawy zajmują się tym, by tęcza się nie spaliła, samochody nie zaparkowały i zamianą kina na sklep spożywczy. Nikt nie zajmuje się budowaniem systemu bezpieczeństwa, szkolenia mieszkańców na wypadek wojny. Ustawowo spotykają się kierownicy szpitali i urzędów, żeby zaliczyć organizacyjny zarząd i sprawdzić, czy syrena alarmowa działa. To nie tak powinno wyglądać i wiedzą o tym ci, którzy nawołują do realizacji ich testamentu. Ci, którzy od 1 września organizowali szpitale polowe, w popłochu szukali schronienia. Ci, którzy poświęcali życie, by ratować dzieła sztuki. Miasta potrzebują harcerzy – spadkobierców Szarych Szeregów. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ze spokojem informuje, że gdybyśmy potrzebowali poborowych, to już w rok możemy służbę zasadniczą przywrócić. Nawet jeśli mamy więcej niż rok, to nie ma co zwlekać. Już jest jasne, że czas próby nadejdzie. Mamy tę przewagę nad Polakami roku 1939, że oni dowiedzieli się niemal w ostatniej chwili. Obecne władze Polski nawet nie realizują postulatu swojego prezydenta o zwiększenie finansowania wojska do 2 proc. PKB. To jest rząd absolutnie do zmiany. On na pewno nie zrealizuje testamentu tych, którzy martwią się o bezpieczeństwo Polski.

Agresja rosyjska to nie jest sprawiedliwa wojna. Nasze państwo powinno na to reagować. Po załamaniu się dyplomacji polskiej większy nacisk powinien być położony na pracę u podstaw, aby przygotować Polaków. Możemy czerpać z mądrości doświadczonych wojną. Czy tak się dzieje? Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na przykład wojewodowie podejmują jakąś pracę w tym zakresie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/99315,75- ... mnego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 27 wrz 2014, 06:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Polski fenomen

75 lat temu powstało Polskie Państwo Podziemne – jedyne w okupowanej Europie.

75 lat temu, 27 września 1939 r., w broniącej się jeszcze przed Niemcami Warszawie powstała Służba Zwycięstwu Polski, organizacja konspiracyjna, która dała początek Armii Krajowej i stała się zalążkiem Polskiego Państwa Podziemnego. Państwa tajnego, ale działającego jak najbardziej realnie, o wielkim zasięgu, rozbudowanej strukturze. Państwa, z którym utożsamiały się miliony Polaków, mimo terroru obu okupantów potrafiących się samoorganizować i wspierać podziemie.

– Polskie Państwo Podziemne nie miało swego odpowiednika w okupowanej Europie i z tego powodu było fenomenem, choć okupacja ziem polskich – zarówno niemiecka, jak też sowiecka do czerwca 1941 r. – była zupełnie inna, nieporównywalna z tym, co przeżywali Francuzi, Duńczycy, Holendrzy, Belgowie. Ludzie myślący perspektywicznie zdawali sobie sprawę, że ważne jest nie tylko wojsko w konspiracji – choć liczono, że wojna potrwa dość krótko, ale także struktury cywilne – przypomina Leszek Żebrowski, historyk.

Ramię zbrojne podziemnego państwa stanowiła Armia Krajowa, licząca w 1944 r. 400 tysięcy żołnierzy ochotników, wykonawcze – Delegatura Rządu na Kraj, ustawodawcze – Rada Jedności Narodowej, sądownicze – sądy wydające wyroki w imieniu Polski Podziemnej.

Tajne szkolnictwo obejmowało dzieci i młodzież, podziemny ruch wydawniczy z tysiącami tytułów „gazetek” i książek stanowił antidotum na wrogą propagandę. Podziemne państwo niosło pomoc wypędzanym przez Niemców Polakom, ludności pacyfikowanej Zamojszczyzny, więźniom obozów koncentracyjnych, ratowało Żydów. Organizowało opór przeciwko obu okupantom i budowało zręby przyszłej Polski. – Dla podbitego kraju istnienie państwa podziemnego było wskazaniem, że jest to sytuacja przejściowa, jesteśmy cały czas gotowi na powrót do normalności, gdy sytuacja będzie sprzyjająca – tłumaczy Leszek Żebrowski. Sprawdzianem był czas realizowania akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego. – Realnym przejawem działalności podziemnego państwa było Powstanie Warszawskie, gdy opanowane przez Armię Krajową dzielnice stolicy stały się – po pięciu latach niemieckiej okupacji – skrawkiem wolnej Polski – przypomina dr Jarosław Szarek z IPN. Ujawniły się wtedy wartości, które przyświecały ludziom tajnego państwa: poświęcenie, ofiarność, solidarność.

Polskie Państwo Podziemne nie zakończyło swojej działalności wraz z końcem okupacji niemieckiej, funkcjonowało jeszcze przez jakiś czas pod kolejną okupacją – tym razem komunistyczną.

Małgorzata Rutkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nomen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 19 lis 2014, 14:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polacy?z ... mpaign=rss

Kolejny bohater odszedł na wieczną wartę
Dodane przez Zyga
Opublikowano: Poniedziałek, 17 listopada 2014 o godz. 22:10:36

W Wilnie, w wieku 87 lat, zmarł prezes Klubu Weteranów Armii Krajowej na Wileńszczyźnie - pan Wacław Pacyno.

Wacław Pacyno urodził się we wsi Ćwirbuty w powiecie lidzkim jako najmłodsze z trojga dzieci Jana Pacyno i Heleny z domu Ostrołuch. Wojna zastała go jeszcze w szkole. Mimo młodego wieku już wiosną 1943 roku został zaprzysiężony do Armii Krajowej w której posługiwał się pseudonimem „Organista".
Pełnił role wywiadowcze zbierając informacje o oddziałach niemieckich w okolicach Lify. Brał udział w operacji „Ostra Brama". Od 1949 roku przeniósłw się z rodziną do Lidy. W 1951 roku wraz z całą rodziną został aresztowany za przynależność do AK. Po 7-miesięcznym śledztwie w Grodnie został skazany na 10 lat łagrów. W latach 1952-53 przebywał w Salechardzie na Syberii, gdzie pracował przy załadunku drzew. W 1953 roku wraz z bratem został przewieziony do łagru w okolicy Ufy w Baszkirii. Tam zajmował się budową rafinerii naftowej. W 1955 roku warunkowo zwolniono go z łagru. Po powrocie do Lidy został ponownie zatrudniony jako ślusarz. W 1979 roku przeprowadził się do Wilna. Od upadku systemu komunistycznego był jednym z głównych animatorów działalności w kręgu polskich kombatantów. Aż do śmierci pełnił funkcję prezesa Klubu Weteranów Armii Krajowej na Wileńszczyźnie.
Pogrzeb Wacława Pacyno odbędzie się 19 listopada. Trumna bedzie wystawiona w domu pogrzebowym w wileńskiej dzielnicy Wirszuliszki.

l24.lt/kresy.pl




http://www.prawy.pl/historia/1606-wrog- ... iii-rzeszy

Wróg numer jeden III Rzeszy
Paweł Brojek sobota, 02, sierpień 2014 05:01

Obrazek

1 sierpnia 1944 r., na wieść o wybuchu powstania warszawskiego, szef SS Heinrich Himmler nakazał niezwłoczne zgładzenie więzionego w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen komendanta głównego AK gen. Stefana Grota-Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków został on zamordowany jeszcze tej samej nocy. Dziś mija 70. rocznica śmierci.


Stefan Rowecki urodził się 25 grudnia 1895 r. w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie urzędniczej o tradycjach szlacheckich i niepodległościowych.

W 1911 r. był współorganizatorem, a następnie stał na czele pierwszego tajnego zastępu skautowego w swym rodzinnym mieście. W 1912 r. rozpoczął studia techniczne w Szkole Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga i S. Rotwanda w Warszawie.

W 1913 r. wstąpił do Polskich Drużyn Strzeleckich w Warszawie. Po ukończeniu kursu podoficerskiego w Rabce, wrócił do stolicy, gdzie dowodził jednym z plutonów kompanii warszawskich Polskich Drużyn Strzeleckich.

Pod koniec 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, podczas I wojny światowej walczył w szeregach I Brygady. Po tzw. kryzysie przysięgowym został w sierpniu 1917 r. internowany przez Niemców w Beniaminowie. W 1918 r. znalazł się w Polskiej Sile Zbrojnej, był m.in. instruktorem w Oficerskiej Szkole Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej.

W latach 1919-1920 walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, m.in. jako szef Oddziału II Frontu Południowo-Wschodniego i Grupy Uderzeniowej gen. Rydza-Śmigłego.

W okresie międzywojennym piastował różne stanowiska w armii, m.in. był szefem sekcji planów oraz zastępcą szefa Oddziału III Naczelnego Dowództwa. W latach 1921-1922 był słuchaczem kursu doszkolenia w Wyższej Szkole Wojennej. Z jego inicjatywy w 1924 r. zaczął ukazywać się "Przegląd Wojskowy".

W czasie kampanii wrześniowej dowodził Warszawską Brygada Pancerno-Motorową, która weszła w skład Armii „Lublin”. Na jej czele brał udział w walkach w obronie środkowej Wisły, a później w pierwszej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Po kapitulacji armii uniknął niewoli i powrócił do Warszawy.

W październiku 1939 został mianowany zastępcą komendanta głównego i szefem sztabu Służby Zwycięstwu Polski. W konspiracji używał wielu pseudonimów, w tym najbardziej dziś znanego - „Grot”.

Od stycznia 1940 r. pełnił funkcję Komendanta Obszaru Warszawskiego Związku Walki Zbrojnej, który powołano w miejsce SZP. W marcu tego roku objął formalnie stanowisko Komendanta ZWZ na obszarze okupacji niemieckiej, w maju mianowany został generałem brygady.

30 czerwca 1940 r. gen. Rowecki został komendantem głównym ZWZ i dowódcą Sił Zbrojnych w Kraju. W grudniu 1940 z jego polecenia, w Biurze Informacji i Propagandy utworzono specjalną komórkę "N", w październiku 1941 r. przekształconą w Samodzielny Podwydział N, zwany potocznie akcją N, która zajmowała się dywersją, wojną psychologiczną i propagandą, wymierzoną przeciwko okupantowi niemieckiemu. Pod koniec 1941 r. „Grot” utworzył organizację dywersyjną "Wachlarz".

Gen. Rowecki doprowadził do połączenia najważniejszych organizacji konspiracyjnych w kraju w jednolite wojsko podziemne, od 1942 r. występujące jako Armia Krajowa. Jako Komendant Główny AK dokonał restrukturyzacji organizacji poprzez usprawnienie systemu dowodzenia oraz zapewnienie właściwej struktury organizacyjnej.

Od 1942 r., kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego, jakie Polskie Państwo Podziemne zamierzało wywołać pod koniec wojny.

W czasie okupacji niemieckiej „Grot” uznany został za "wroga numer jeden" III Rzeszy w okupowanej Polsce i umieszczony na pierwszym miejscu niemieckiej listy poszukiwanych Polaków. Powstała nawet specjalna komórka zajmująca się wyłącznie poszukiwaniem przywódców podziemia, która posiadała jego rysopis i dane osobowe.

Zdekonspirowany przez agentów gestapo w wywiadzie AK - Blankę Kaczorowską, Ludwika Kalksteina i Eugeniusza Świerczewskiego, 30 czerwca 1943 r. gen. Rowecki został aresztowany a następnie przewieziony do centrali gestapo w Berlinie. W połowie lipca 1943 r. umieszczono go w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen w budynku dla ważnych więźniów.

1 sierpnia 1944 r., szef SS Heinrich Himmler, na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie gen. Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944 r. Dokładne okoliczności jego śmierci i miejsce pochówku do dziś nie są znane.

W latach stalinizmu w Polsce oficjalna ocena działalności „Grota” była skrajnie i jednostronnie negatywna. Posługując się oskarżeniami nie popartymi faktami twierdzono m.in., iż dowództwo Armii Krajowej współpracowało z Niemcami.

Dopiero w następnych latach, kiedy rozpoczął się etap rehabilitacji bezpodstawnie skazanych żołnierzy AK, podjęto próby obiektywnych ocen jego dokonań. Ograniczone przemiany ustrojowe w Polsce po 1980 r. spowodowały wzrost zainteresowania postacią Roweckiego i próby przywrócenia pamięci o jego dokonaniach.

Pierwszy poświęcony mu pomnik w Polsce odsłonięto 19 września 2004 r. w Tychach. Dziś gen. „Grot” Rowecki jest patronem jednostek wojskowych i szkół, a jego imię noszą ulice i mosty w całym kraju.

Paweł Brojek
źródło: grot.rowecki.prv.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://niepoprawni.pl/blog/2218/27-woly ... -swiatowej

27 WOŁYŃSKA DYWIZJA PIECHOTY ARMII KRAJOWEJ FENOMEN II WOJNY ŚWIATOWEJ
Aleszumm - 11 Sierpnia, 2014 - 14:30

Obrazek
27 WOŁYŃSKA DYWIZJA PIECHOTY ARMII KRAJOWEJ


POLSKIE PAŃSTWO PODZIEMNE Z 27 WOŁYŃSKĄ DYWIZJĄ PIECHOTY ARMII
KRAJOWEJ FENOMEN II WOJNY ŚWIATOWEJ

II wojna światowa była największym konfliktem zbrojnym w historii świata, trwającym od 1 września 1939 roku, do 2 września 1945 roku, obejmująca swoim zasięgiem prawie całą Europę, wschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany.
Niektóre jej epizody rozgrywały się nawet w Arktyce i Ameryce Północnej. Głównymi stronami konfliktu były państwa Osi - kraje należące do jednego obozu działań wojennych, walczące przeciwko aliantom- państwom koalicji antyhitlerowskiej. Nazwa „Oś" pochodzi od zwyczajowej nazwy nadanej sojuszowi III Rzeszy, Włoch oraz Japonii. W okresie ich największego panowania terytoria państw Osi obejmowały duże części Europy, Azji, Afryki i wysp Oceanu Spokojnego. Mimo tego II wojna światowa zakończyła się całkowitą klęską państw Osi. Podobnie jak u aliantów, liczba państw Osi w czasie wojny zmieniała się – pod koniec wojny znaczna część członków przeszła na stronę sprzymierzonych.
W wojnie uczestniczyło 1,7 mld ludzi, w tym 110 mln z bronią. Według różnych szacunków zginęło w niej 50 – 80 milionów ludzi. Za datę rozpoczęcia wojny przyjmuje się 1 września 1939 roku – atakiem Niemiec na Polskę. W historiografii sowieckiej istnieje pojęcie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” rozpoczętej 22 czerwca 1941 roku atakiem Niemiec na Związek Sowiecki i tę datę Sowieci przyjmują jako rozpoczęcie II wojny światowej. 3 września 1939 roku do wojny przystąpiły Wielka Brytania i Francja. W konsekwencji działań wojennych nastąpił IV rozbiór Polski dokonany przez III Rzeszę i Związek Sowiecki.
Po agresji III Rzeszy i ZSRS we wrześniu 1939 roku i okupacji całego terytorium II Rzeczypospolitej przez Wehrmacht i Armię Czerwoną Polska nie skapitulowała wobec agresorów. Rząd RP na uchodźstwie po 1939 roku kontynuował walkę z wrogiem na wszystkich frontach siłami Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej w okupowanej Polsce. W okupowanym kraju funkcjonowała struktura Polskiego Państwa Podziemnego - administracja, sądownictwo i siły zbrojne podporządkowane Rządowi RP na uchodźstwie, kontynuując ciągłość państwa polskiego w kraju. ZSRS, po wykryciu grobów ofiar zbrodni katyńskiej zerwał w kwietniu 1943 roku stosunki dyplomatyczne z Rządem RP na uchodźstwie i rozpoczął organizację struktur mających przejąć władzę w Polsce po planowanym wkroczeniu Armii Czerwonej na jej terytorium (Związek Patriotów Polskich, Ludowe Wojsko Polskie pod dowództwem Berlinga).
W maju 1943 roku, z inicjatywy komunistycznego zbrodniarza Stalina, w Związku Sowieckim powstała 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod dowództwem zdrajcy Zygmunta Berlinga — skazanego przez sąd wojenny RP na śmierć za dezercję z Polskich Sił Zbrojnych w Związku Sowieckim.
NKWD i Berlingowcy stosowali niesłychany terror na ludności polskiej. Grabieże, mordy, gwałty. 7 marca 1943 roku spalono wieś Guty, powiat Ostrów Mazowiecka. Ludność wymordowano, kobiety i dzieci, żywcem wrzucano w ogień.
Zygmunt Berling był współautorem deklaracji hołdu i lojalności przesłanej w marcu 1941 roku na ręce komunistycznego zbrodniarza Józefa Stalina.
Stany Zjednoczone Ameryki Północnej przystąpiły do wojny 7 grudnia 1941 roku wraz z japońskim atakiem na Pearl Harbor. Atak na Pearl Harbor – japoński nalot w dniu 7 grudnia 1941 roku na amerykańskie bazy floty i lotnictwa na Hawajach, w tym najważniejszą bazę United States Navy na Pacyfiku w Pearl Harbor. Atak ten jest uważany za moment rozpoczęcia wojny na Pacyfiku.
W wyniku rozbioru Polski powstały Polskie Siły Zbrojne – zorganizowane formacje wojskowe, utworzone jesienią 1939 roku poza granicami Polski, na podstawie międzysojuszniczych umów podpisanych przez Wielką Brytanię i Francję. Polskimi Siłami Zbrojnymi dowodził Naczelny Wódz generał Władysław Sikorski.
Pierwsze oddziały Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wówczas pod nazwą Armia Polska we Francji zaczęto tworzyć już we wrześniu 1939 roku na terytorium francuskim spośród Polaków przebywających we Francji, Belgii, Holandii i Wielkiej Brytanii.
Podstawę formowania polskich wojsk stanowiła polsko-francuska umowa z 9 września 1939 roku w sprawie utworzenia dywizji polskiej we Francji, a następnie umowa z 4 stycznia 1940 roku o tworzeniu tam Wojska Polskiego. Na mocy tejże umowy, od stycznia 1940 roku ze zmobilizowanych ochotników zaczęto formować jednostki wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki wojennej, działającej w składzie armii francuskiej. Łącznie Armia Polska we Francji liczyła w 1940 ok. 85 000 żołnierzy. Podczas formowania jednostek odtwarzanego Wojska Polskiego brano pod uwagę doświadczenia z przegranej kampanii w Polsce. Dotyczyło to m.in. silniejszego wyposażenia oddziałów w broń przeciwpancerną.
W okresie od listopada 1939 roku rozpoczęto formowanie 4 dywizji piechoty (1 Dywizja Grenadierów, 2 Dywizja Strzelców Pieszych, 3 Dywizja Piechoty, 4 Dywizja Piechoty) oraz 1 Brygady Pancerno-Motorowej (10 Brygada Kawalerii Pancernej). Ze sformowanych oddziałów wydzielono część sił i utworzono Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich.
Ponadto formowano szereg oddziałów lotnictwa oraz wsparcia. Organizacja oddziałów była utrudniona wskutek braku uzbrojenia i sprzętu. W efekcie w obronie Francji w 1940 roku wzięło udział ok. 50 000 polskich żołnierzy z tych oddziałów. Straty podczas tych działań wyniosły według różnych szacunków od ok. 1500 - 4000 poległych, a ponad 5000 rannych.
W czasie walk na froncie francuskim polscy piloci myśliwców zestrzelili ok. 50 samolotów niemieckich.
W kampanii norweskiej uczestniczyła Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich (bitwa o Narwik, maj 1940roku), oraz okręty Polskiej Marynarki Wojennej. Natomiast w kampanii francuskiej (czerwiec 1940 roku) brały udział związki taktyczne - 1 Dywizja Grenadierów, 2 Dywizja Strzelców Pieszych i 10 Brygada Kawalerii Pancernej.
W Syrii formowano Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich (dowódca gen. Stanisław Kopański).
Po klęsce Francji udało się ewakuować około 27 000 żołnierzy i oficerów Polskich Sił Zbrojnych do Palestyny i Wielkiej Brytanii.
W kraju zaczęło się formować Polskie Państwo Podziemne – tajne struktury państwa polskiego podlegające Rządowi RP na uchodźstwie. Propozycje kontynuacji walki i oporu metodami konspiracyjnymi sformułowano 25 września 1939 roku na spotkaniach pomiędzy władzami cywilnymi Warszawy – prezydentem Stefanem Starzyńskim, Radą Obrony Stolicy i generałem Juliuszem Rómmlem – dowódcą obrony Warszawy. W spotkaniach brał udział generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz. W międzyczasie generał Juliusz Rómmel otrzymał od Naczelnego Wodza pełnomocnictwo dowodzenia na terenie całego kraju. Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz zaproponował, aby w związku z powyższym to pełnomocnictwo generał Juliusz Rómmel przekazał jemu, w celu zorganizowania zakonspirowanych agentur, bądź delegatur wojskowo-politycznych państwa polskiego. Efektem tego był rozkaz generała Rómmla:
„Dane mi przez Naczelnego Wodza w porozumieniu z Rządem pełnomocnictwo dowodzenia w wojnie z najazdem na całym obszarze Państwa, przekazuję gen. bryg. Michałowi Tadeuszowi Tokarzewskiemu - Karaszewiczowi z zadaniem prowadzenia dalszej walki o utrzymanie niepodległości i całości granic. – J. Rómmel, gen. dyw”.
W nocy z 26 na 27 września 1939 roku powstała w oblężonej Warszawie Służba Zwycięstwu Polski – konspiracyjna organizacja wojskowa, mająca toczyć walkę przeciwko okupantom. 13 listopada 1939 roku została przekształcona w Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), podlegający Rządowi RP na uchodźstwie. W ten sposób zachowano ciągłość polityczno-wojskowej kontynuacji władz Rzeczpospolitej Polskiej i pośredni wpływ władz państwowych na sytuację w kraju.
14 lutego 1942 roku generał Władysław Sikorski przekształcił ZWZ w Armię Krajową (AK). Jej Komendantem Głównym został generał Stefan Rowecki, w kampanii wrześniowej dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej, autor wojskowego podręcznika walk ulicznych. Utworzenie AK miało służyć scaleniu wszystkich grup wojskowych, podległych do tej pory różnym, podziemnym ugrupowaniom politycznym, w jedną organizację podległą rządowi RP na uchodźstwie.
Oto rota przysięgi składanej przez żołnierzy Armii Krajowej:
„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary życia mego.
Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało.
Tak mi dopomóż Bóg”.
Przyjmujący
Quote-alpha.png
"Przyjmuję cię w szeregi Armii Polskiej, walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Twym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą.
Zdrada karana jest śmiercią".
Jesienią 1941 roku do ZWZ należało 40 tysięcy żołnierzy, pod koniec 1942 roku AK liczyła ich już około 200 tysięcy. Była największą podziemną armią w okupowanej Europie. Jednakże większość żołnierzy nie przeszła regularnego szkolenia, a w dodatku mieli oni zaledwie 53 tysiące sztuk broni (z czego tylko 6% broni maszynowej).
Główne zadanie Armii Krajowej polegało na gromadzeniu sił aby uderzyć w chwili załamania się Niemiec. Akcje zbrojne prowadziły bowiem do okrutnych represji – hitlerowcy rozstrzeliwali kilkudziesięciu Polaków za każdego zabitego Niemca. Dopiero pod koniec 1942 roku AK nasiliła działalność dywersyjną - atakowała niemieckie posterunki, wykolejała transporty wojskowe przeznaczone na front wschodni, wysadzała mosty, odbijała więźniów. Na tę zmianę wpłynęło zahamowanie sukcesów Wehrmachtu i osiągnięcie sprawności organizacyjnej przez AK.
Polska, choć znajdowała się pod okupacją, posiadała legalny i uznawany na arenie międzynarodowej rząd rezydujący w Londynie. Istniały Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie oraz podziemna Armia Krajowa. W Warszawie mianowano Delegata Rządu na Kraj w randze wicepremiera.
Biuro Delegata Rządu na Kraj składało się z Prezydium w ramach którego działały - Sekcja Prezydialna, Sekcja Finansowo-Budżetowa, Sekcja Kontroli oraz Dział (Departament) Likwidacji Skutków Wojny.
Delegatami Rządu na Kraj byli:
Jan Skorobohaty-Jakubowski od 25 maja do 14 grudnia 1940,
Cyryl Ratajski od 3 grudnia 1940 do 5 sierpnia 1942,
Jan Piekałkiewicz od 5 sierpnia 1942 do 19 lutego 1943,
Jan Stanisław Jankowski od 19 lutego 1943, (formalnie od 21 kwietnia 1943) do 27 marca 1945,
Stefan Korboński od 27 marca 1945 do 28 czerwca 1945 (p. o.),
Jerzy Braun od 28 czerwca 1945.
Delegatowi Rządu na kraj podlegały wydziały wywiadu, dywersji, oświaty, sądownictwa i polityki. Działały konspiracyjne sądy, których wyroki nie tylko wykonywano, ale też ogłaszano w podziemnej prasie. Ta zaś była fenomenem w okupowanej Europie - ukazywało się około 1400 tytułów (z tego 17 wychodziło przez cały czas trwania okupacji). Istniały czasopisma polityczne, wojskowe, literackie, kobiece, humorystyczne. W podziemnych drukarniach wydawano też książki (Niemcy zezwalali tylko na poradniki, np. ogrodnicze).
Na przełomie lat 1943 - 1944 łączny nakład prasy podziemnej wydawanej przez Tajne Wojskowe Zakłady Wydawnicze – koncern wydawniczo-poligraficzny Armii Krajowej wynosił blisko 250 tysięcy egzemplarzy czasopism, 65.500 broszur i 120 tys. egzemplarzy ulotek. Przez całą okupację działały tajne komplety, tzn. podziemne szkoły. Tajna Organizacja Nauczycielska zapewniała im kadrę, oraz przygotowywała i rozprowadzała podręczniki. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa (GG) utworzono prawie 2 tysiące szkół średnich. Podziemne wyższe uczelnie kształciły polonistów, historyków, matematyków, lekarzy. W czasie wojny studia ukończyło prawie 10 tysięcy studentów.
Ponieważ Niemcy zgodzili się jedynie na działalność podrzędnych teatrzyków i kabaretów (których repertuar miał ogłupiać Polaków), powstały podziemne teatry. W prywatnych mieszkaniach lub piwnicach wystawiano dramaty Słowackiego, Wyspiańskiego, Szekspira. Odbywały się też koncerty i wieczory poetyckie.
Np. w Krakowie działał teatr przy ul. Szewskiej prezentujący narodową sztukę z udziałem wybitnych aktorów i reżyserów. Państwo podziemne w swoich strukturach, znane okupantom, popierane przez społeczeństwo polskie było groźne nie tylko w akcjach zbrojnych, sabotażowych, ale również stwarzało okupantom zagrożenie nawet w oficjalnych środkach przekazu.
Wychodzący w Krakowie „Goniec krakowski” opublikował na ostatniej stronie utwór poetycki, którego pierwsze strofy rozpoczynały się od liter czytanych pionowo układały się w hasło: „Polacy Sikorski działa”. Tuż obok tego utworu bohaterscy krakowscy drukarze zamieścili propagandowe przemówienie Hansa Franka – generalnego gubernatora. To było też zwycięstwo Polskiego Podziemia. Trwały akcje sabotażowe – zbrojne na dostojników okupanta, kolportowano po domach prasę podziemną.
Mieszkając w czasie okupacji w krakowskim budynku – olbrzymie -11 klatkowcu PKO przy ul. Zyblikiewicza 5 przez całe lata nie zauważyłem na licznych podwórkach prowadzących do mieszkań żadnego żołnierza, czy oficera niemieckiego. Bali się wchodzić do budynku. Dawało to nam, młodzieży wolną rękę w kolportażu prasy podziemnej. Byliśmy zjednoczeni i to był też nasz wkład w walkę podziemia z okupantem. Niemałą rolę w walce z okupantem odgrywały akcje przerywania programów propagandowych w t.zw. „szczekaczkach” publicznych, czyli w głośnikach ulicznych, ze zmianą np. na hymn Rzeczpospolitej. Wiele radości przysparzały piosenki podwórkowe wykonywane ku pokrzepieniu serc
Ruch oporu w okupowanej Polsce obejmował prawie wszystkie dziedziny życia. Dlatego tajne struktury podporządkowane rządowi emigracyjnemu nazywano po wojnie Polskim Państwem Podziemnym. Drugiego takiego państwa nie było w całej Europie. Największymi działaniami wojskowymi podjętymi przez AK było powstanie warszawskie, które rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 i akcja "Burza" podjęta na wschodnich obszarach Polski. Trwała od 4 stycznia 1944, kiedy wojska sowieckie przekroczyły na Wołyniu granicę polsko - sowiecką z 1939 roku, do stycznia 1945. W początkowej fazie akcja 'Burza" opierała się na współpracy wojskowej jednostek polskich i rosyjskich. Po przełamaniu obrony niemieckiej w tych rejonach władze sowieckie złamały te porozumienia wojskowe i internowały tysiące żołnierzy AK. Po upadku powstania warszawskiego stolicą Polskiego Państwa Podziemnego została Częstochowa.
Wobec Polski najwierniejszej sojuszniczki aliantów zachodnich popełniono błąd, skazując ją na wpływy imperium sowieckiego. Przesądziły o tym tajne porozumienia teherańskie wielkiej koalicji w 1943 roku wstępnie ustalające wschodnią granicę Rzeczpospolitej wedle linii nie wiele odbiegającej od niemiecko – sowieckiego rozbioru w 1939 roku. Czas Teheranu w istocie skojarzony jest z przełomowymi wydarzeniami na arenie wojennej, gdy front wschodni przybliżał się do granic Rzeczypospolitej.
I właśnie w owym czasie politycy i żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego stanęli przed dylematem - walczyć, czy nie walczyć? Nadzieję na przyszłość stwarzała walka przeciwko Niemcom po stronie Sprzymierzonych. Niosła jednak dalsze krwawe ofiary i pomoc sowiecką nie dająca jednak gwarancji odbudowy niepodległego państwa. Alternatywą była bierność, narażająca również na straty – grożąca wyeliminowaniem Polaków z grona zwycięzców i oddaniem inicjatywy i zasług siłom służącym Moskwie, zważywszy, że stosunek Sowietów do Rzeczpospolitej Walczącej był od samego początku niezmiernie wrogi z oskarżeniami Armii Krajowej o kolaborację z Niemcami.
W tej sytuacji Sztab Naczelnego Wodza w Londynie przygotował specjalną Instrukcję dla Kraju, przewidująca różne warianty działania PPP w zależności od rozwoju sytuacji na froncie wschodnim, oraz przedłożenia sprawy polskiej na arenie międzynarodowej. Odrzucono ewentualność otwartej konfrontacji, lub biernej uległości wobec wkraczających do Polski Sowietów. Ostatecznie przystąpiono do realizacji warunkowego kompromisu z „sojusznikiem naszych aliantów” celem ratowania podmiotowości Rzeczypospolitej, wykazania absurdalnych zarzutów sowieckich o kolaboracji AK z Niemcami realizując czyn zbrojny przeciwko nazistowskim okupantom. Decyzję taką podjęli przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego, kierując się poczuciem odpowiedzialności za polską rację stanu – członka koalicji antyhitlerowskiej. Wierzono bowiem, że zaangażowanie bojowe pozytywnie wpłynie na decyzje powojenne zwycięskich mocarstw. W rezultacie Dowódca AK generał Tadeusz Komorowski „Bór” wydał 20 listopada 1943 roku rozkaz do operacji „Burza”, jako wzmożonej akcji dywersyjnej przeciwko Niemcom we współdziałaniu z Armią Czerwoną w celu opanowania terenu i odtworzenia na nim legalnych ośrodków władzy polskiej, oraz ujawnienia się w roli suwerennego gospodarza.
Pomimo tragicznych doświadczeń okupacyjnych na Kresach Wschodnich, po 17 września 1939 roku, dramatycznych i paraliżujących wieściach o zbrodni katyńskiej i zerwaniem przez Sowiety stosunków z Rządem Rzeczypospolitej, łudzono się, że Moskwa uszanuje polski czyn zbrojny przeciwko Niemcom w ramach wspólnej koalicji.
Tymczasem jak wiadomo, rozwój wydarzeń przeszedł wszystkie optymistyczne prognozy. Związek Sowiecki depcząc realia prawno - międzynarodowe traktował zajmowane obszary jak własne terytorium. Współdziałanie bojowe Armii Czerwonej z Armią Krajową kończyło się z reguły wraz po pobiciu oddziałów niemieckich.
Potem następowały podstępne rozbrojenia akowców, niewola, doły śmierci, lub łagry na nieludzkiej ziemi. Wymownym przykładem zbrodniczej polityki sowieckiej są dramatyczne losy Wołynia i jego rodzimej dywizji.
Tam właśnie rozpoczęła się „Burza” na wieść o wkroczeniu Sowietów 4 stycznia 1944 roku, k. Sarn (węzeł kolejowy) na terytorium Rzeczpospolitej. Analiza i ocena jej przebiegu wykazuje, iż pierwszy zamysł demonstracji niedużych jednostek partyzanckich w strefie frontowej przerodził się w ogólnopolską operację powstańczą z udziałem blisko 120 tys. żołnierzy.
Tylko koncentracja wołyńska w styczniu - marcu 1944 roku objęła oddziały partyzanckie zahartowane wcześniejszą krwawą samoobroną ponad stu ośrodków polskich. Do tego czasu stoczono tam około 150 walk z formacjami Ukraińskiej Powstańczej Armii, ratując od zagłady tysiące polskich rodzin. Pośpieszna mobilizacja wołyńskich oddziałów AK do operacji „Burza” na podstawie rozkazu z 15 stycznia 1944 roku objęła blisko 7 tys. Żołnierzy.
„[…]Nie gruzy. Dwułodygą wyrośniem,
dwugłosem zielonym światła
podobni chmurom i sośnie
kwiatom płynącym na tratwach
gdy rzeka wilgocią śliska
jest tonem światła kołyska.

Nie ciemność. Przez nią przepłyniem,
a ręce na niej – promień
w błogosławionym czynie
w żyjącym gromie
bo i z krzemienia się śpiewa
wieczność rosnąca – drzewa[…]”.
Krzysztof Kamil Baczyński „Wyroki” – fragment
Tymczasem nie tylko opisani wrogowie zagrażali Rzeczpospolitej. Istniała również krwawa w swoich niespotykanych zbrodniach dywersja wewnętrzna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, działająca już w okresie międzywojennym – kierowana z zagranicy.
Polegała ona na aktach terrorystycznych, dywersyjnych i sabotażowych skierowanych przeciwko polskiej władzy. Zamordowany został poseł Tadeusz Hołówko, minister Bronisław Pieracki i szereg policjantów. Z rąk Romana Szuchewycza zginął kurator szkolny Stanisław Sobiński. OUN prowadziła na szeroką skalę akcje sabotażowe – jej członkowie podpalali folwarki, niszczyli zboże, linie telefoniczne i telegraficzne, dokonywali napadów na urzędy i ambulanse pocztowe, a nawet na pojedynczych listonoszy. OUN miała swoje laboratoria chemiczne, w których produkowano bomby i posiadała składy broni.
Celem strategicznym maksimum nacjonalizmu ukraińskiego jest zbudowanie imperium ukraińskiego i ekspansja terytorialna w nieskończoność. Sprowadza się on do zbudowania jednonarodowego (”sobornego”) państwa ukraińskiego na wszystkich ukraińskich terytoriach etnograficznych, przy czym przynależność do ukraińskiego terytorium etnograficznego OUN określa w sposób arbitralny – chodzi o państwo o obszarze 1 200 000 kilometrów kwadratowych, sięgające od Krynicy na zachodzie do granic Czeczenii na wschodzie.
Z rąk ukraińskich nacjonalistów w latach 1939 – 1946 zginęło na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej / w woj. tarnopolskim, stanisławowskim, i lwowskim / tysiące Polaków, dzieci, kobiet, mężczyzn i starców. Mordowani byli z niespotykanym okrucieństwem, nieznanym nawet Gestapo, czy NKWD. „Z równym okrucieństwem UPA mordowała też Żydów.
Jest zdumiewające, że środowiska żydowskie milczą na ten właśnie temat, a „Gazeta Wyborcza” głosi sławę OUN – UPA” – podaje Wiktor Poliszczuk w tytule „Ludobójstwo dokonane”.
W 1942 r. rozpoczęły się antypolskie akcje nacjonalistów ukraińskich/ wg.
http://klub-generalagrota.pl/kg/baza-wi ... emneg.html
Od stycznia 1943 r. akcje te przybrały na sile, a eksterminacja ludności polskiej stopniowo objęła wszystkie powiaty Wołynia. Na Wołyniu zapanowała zupełna anarchia. Oprócz oddziałów UPA przeprowadzających krwawą „czystkę etniczną” ludności polskiej, na terenie Wołynia pojawiły się liczne sowieckie oddziały partyzanckie realizujące swoje zadania, a także bandy składające się z Kozaków zbiegłych ze służby niemieckiej, dezerterów z jednostek niemieckich i z różnych formacji pomocniczych.
W meldunku Komendanta Głównego AK za okres od 8 - 14 maja 1943 roku, znajdujemy następujący zapis:
„(...) Stan panujący obecnie na Wołyniu, przypomina zupełnie „dzikie pola”. Administracja niemiecka jest bezsilna i przygląda się wszystkiemu biernie”. W takich warunkach komendant Okręgu zmuszony był do podjęcia działań mających na celu zorganizowanie obrony zagrożonej ludności polskiej, a jednocześnie w związku ze zbliżającym się frontem wschodnim, prowadzić przygotowania do realizacji planu „Burza”.
Pod koniec 1943 r. wschodni front w szybkim tempie zbliżał się do granic II RP. 4 stycznia 1944 r. wojska sowieckie przekroczyły byłą granicę polsko - sowiecką w rejonie Rokitna. Wołyń stał się bezpośrednim zapleczem frontu niemieckiego, przybywało tu coraz więcej wojsk i jednostek logistycznych, rozpoczęła się ewakuacja administracji niemieckiej. W tej sytuacji komendant Okręgu AK Wołyń zdecydował się na rozpoczęcie realizacji planu „Burza”.
15 stycznia 1944 roku Inspektorom rejonowym wydany został rozkaz nakazujący mobilizację oddziałów konspiracyjnych AK i skierowanie ich do rejonu koncentracji w zachodniej części Wołynia. Na miejsca zbiórki oddziałów wyznaczono rejon samoobrony polskiej w Zasmykach, położony na południe od Kowla oraz rejon samoobrony w Bielinie, położony na północ od Włodzimierza Wołyńskiego.
W rejonach tych już od połowy 1943 r. istniała samoobrona oraz działały lotne oddziały partyzanckie „Jastrzębia”, „Sokoła”, „Piotrusia” i „Korda”. Ze zmobilizowanych żołnierzy konspiracji i członków samoobrony formowano oddziały wojskowe i łączono je z oddziałami partyzanckimi, które działały już w terenie.
W wyniku mobilizacji w rejonach koncentracji sił zbrojnych Okręgu AK Wołyń, postawiono pod bronią ponad 6,5 tyś. żołnierzy, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom, co stanowiło 21% ogólnego stanu sił Okręgu.
Zgodnie z planem odtwarzania sił zbrojnych w Kraju według Ordre de Bataille pokojowego i dyslokacji sprzed mobilizacji 1939 rokiem, w dniu 28 stycznia 1944 roku na odprawie oficerów sztabu w miejscowości Suszybaba podjęto decyzję powołania do życia przedwojennej 27 Dywizji Piechoty, którą wkrótce nazwano 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK.
W organizacji dywizji nawiązano do przedwojennych tradycji 27 Dywizji Piechoty, 13 Dywizji Piechoty oraz Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Zachowano przy tym dawną numerację pułków.
Wychodząc z powyższych przesłanek zorganizowano dwa zgrupowania pułkowe: kowelskie pod kryptonimem „Gromada” i włodzimierskie pod kryptonimem „Osnowa”.
Dowódcą zgrupowania „Gromada” i jednocześnie 50 pp został mjr Szatowski „Kowal”, „Zagończyk”.
Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton rozpoznawczy, drużynę przeciwpancerną oraz kwatermistrzostwo. W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: 1/50 pp „Sokoła”, 11/50 pp Jastrzębia”, III/50 pp „Trzaska”, 1/43 pp „Korda”, 11/43 pp „Siwego” oraz I szwadron 20 pułku ułanów nadwiślańskich „Hińczy”.
Ogółem zgrupowanie liczyło 3074 ludzi, w tym 56 oficerów, 314 podoficerów i 2704 szeregowych. Oprócz batalionów liniowych w rejonie zgrupowania zorganizowano oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 250 ludzi.
Na dowódcę zgrupowania „Osnowa” i jednocześnie 23 pp wyznaczono kpt. Kazimierza Rzaniaka „Gardę”. Przy sztabie zgrupowania utworzono pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton łączności, pluton zwiadu oraz kwatermistrzostwo.
W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: 1/23 pp „Bogorii” (a od 8.4.1944 „Zająca”, 11/23 pp „Lecha”, 1/24 pp „Łuna”, samodzielna kompania „Sokoła II” (szkieletowy III/23 pp) oraz 19 pułk ułanów , Jarosława”.
Zgrupowanie liczyło ogółem 1946 ludzi, w tym 31 oficerów, 229 podoficerów i 1686 szeregowych. W rejonie zgrupowania stacjonowały odziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 250 ludzi.
W ten sposób w wyniku mobilizacji sił zbrojnych Okręgu postawiono pod bronią ponad 6,5 tysiąca ludzi zorganizowanych w 9 batalionach, 2 szwadronach i l samodzielnej kompanii oraz oddziałach specjalnych i logistycznych obejmujących łączność, saperów, rozpoznanie, służbę zdrowia (dwa szpitale), służby kwatermistrzowskie i inne, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom.
Na placówkach samoobrony pozostało około 600 żołnierzy AK, a około 2500-3500 żołnierzy konspiracyjnych z różnych przyczyn nie dotarło do rejonu koncentracji.
Mobilizacja i koncentracja oddziałów konspiracyjnych AK na Wołyniu odbywała się w specyficznych warunkach. Zmobilizowane oddziały narażone były nie tylko na atak ze strony jednostek wojsk niemieckich, zagrożenie występowało również ze strony oddziałów UPA, której duże zgrupowania znajdowały się w wielkich kompleksach lasów świnarzyńskich i mosurskich oraz w lasach położonych na lewym brzegu rzeki Stochód.
W celu poszerzenia bazy operacyjnej do działań przeciwko Niemcom podjęto szereg akcji zaczepnych przeciw oddziałom UPA. W okresie od stycznia do marca 1944 r. w ramach działań o poszerzenie bazy operacyjnej, oddziały zgrupowań „Gromada” i „Osnowa” przeprowadziły 16 większych akcji bojowych przeciw zgrupowaniom UPA. W ten sposób odsunięto zagrożenie ludności polskiej zgromadzonej w zachodniej części Wołynia, stworzono warunki do formowania oddziałów zbrojnych i rozwinięcia ich w nowej strukturze organizacyjnej dywizji oraz rozszerzono znacznie obszar bazy operacyjnej, przez co dywizja uzyskała swobodę manewru i zaplecze do walki z Niemcami. W tym okresie oddziały dywizji prowadziły jednocześnie szereg działań przeciwko Niemcom o charakterze taktycznym i rozpoznawczym. CDN
Wiosną 1944 roku wojska niemieckie cofały się na zachód podejmując próby obrony wybranych obiektów strategicznych. Wojska sowieckie, po krótkiej przerwie po operacji rówieńsko - łuckiej, rozpoczęły aktywne działania na kierunku kowelskim. 18 marca 1944 roku wojska 47 i 70 armii sowieckiej zablokowały Kowel. O ten ważny węzeł komunikacyjny rozgorzały uporczywe walki. W wyniku tych działań oddziały 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej znalazły się bezpośrednio w strefie przyfrontowej.
4 marca w rejonie Dąbrowa - Zasmyki doszło do spotkania oddziału rozpoznawczego kawalerii sowieckiej (dowódca kpt. Gusiew) z pododdziałami dywizji. Był to pierwszy kontakt z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej. Dowództwo dywizji nawiązało współdziałanie taktyczne z jednostkami sowieckimi.
Pierwszą walką, stoczoną we współdziałaniu z oddziałami armii sowieckiej było uderzenie na Turzysk 20 marca 1944 r. Wydarzenie to zostało odnotowane w depeszy radiowej przesłanej przez dowódcę AK do Naczelnego Wodza w Londynie:
„W dniu 20. III. nasze oddziały partyzanckie zdobyły Turzysk (południowy zachód Kowla), osłaniając jednocześnie południowe skrzydło oddziałów sowieckich, zdobywając stację kolejową Turzysk. Zdobyto 3 kb ppanc., ckm, broń ręczną i 30 tysięcy amunicji.”
Kolejną akcją, przeprowadzoną w ramach uzgodnień z sowietami było opanowanie miejscowości i stacji kolejowej Turopin oraz mostu kolejowego na Turii między Turopinem i Owadnem.
Uderzenie na Turzysk i Turopin zapoczątkowało otwartą walkę oddziałów 27 WDP AK przeciwko okupantowi niemieckiemu. Zdobycie Turzyska i Turopina przerywało połączenie kolejowe Kowla z Włodzimierzem i zabezpieczało południowe skrzydło wojsk sowieckich nacierających na Kowel. .
Dla dywizji stwarzało możliwość ruchu oddziałów w kierunku zachodnim, a ruch ten był nieunikniony ze względu na zbliżający się front.
Na szczególną uwagę zasługuje udział 27 WDP AK w operacji kowelskiej. Zgodnie z ustalonymi z dowództwem wojsk sowieckich warunkami współdziałania, dywizja w końcu marca 1944 roku przegrupowała się na zachodni brzeg Turii do rejonu ograniczonego od wschodu rzeką Turią, od zachodu rzeką Bug, od północy linią kolejową Dorohusk - Kowel i od południa szosą Uściług - Włodzimierz Wołyński.
Powierzchnia obszaru, do którego przegrupowały się oddziały dywizji, wynosiła około 800 km kw. Dowódca dywizji utworzył tu dwa zgrupowania - północne na kierunku Lubomla i południowe na kierunku Włodzimierza Wołyńskiego.
Zadanie 27 WDP AK polegało na wiązaniu sił niemieckich na południowy zachód od Kowla w rejonie Turzysk, Olesk, Lubomi, Zamłynie, Uściług, Włodzimierz Wołyński; utrzymaniu łączności i przepraw przez Bug; prowadzeniu rozpoznania ruchu wojsk niemieckich (szczególnie na linii kolejowej Lublin - Lubomi - Kowel). Przewidziano też działania zaczepne, polegające na wykonaniu uderzeń na linię komunikacyjną Lubomi -Kowel, a w sprzyjających warunkach także na kierunku południowym dla zablokowania szosy Włodzimierz Wołyński - Uściług.
Po przegrupowaniu dywizja znalazła się na pozycjach najbardziej wysuniętych na zachód, w strefie bezpośrednich działań wojsk sowieckich, biorących udział w operacji kowelskiej. Oddziały dywizji głębokim klinem weszły na teren przyszłych walk o ważny węzeł komunikacyjny - Kowel.
Miasto to zostało przekształcone w rejon umocniony, broniony w początkowej fazie przez oddziały SS oraz cofające się z frontu jednostki niemieckie. Na linii kolejowej Chełm - Kowel, w miejscowościach: Jagodzin, Rymacze, Luboml, Maciejów utworzono silne punkty oporu. Na południu znajdowało się umocnione miasto Włodzimierz Wołyński i szosa Włodzimierz - Uściług z punktami oporu w Piatydniach i Uściługu, obsadzone przez niemieckie jednostki etapowe. Od zachodu, w rejonach przyległych do lewego brzegu Bugu, ściśle - od Dorohuska do Uściługa, znajdowały się siły niemieckie, ubezpieczające Bug.
2 kwietnia 1944 roku rozpoczęły się walki dywizji z regularnymi jednostkami niemieckimi od boju pod Sztumem i Zamłyniem. Działania dywizji w tej operacji miały charakter działań frontowych, chociaż nie była ona związkiem taktycznym regularnej armii. W początkowej fazie walk jej oddziały z powodzeniem prowadziły działania obronno-zaczepne przeciwko liczniejszym i lepiej uzbrojonym regularnym jednostkom niemieckim, stosując manewr na skrzydła i tyły.
Końcowym akcentem tych działań było podjęcie 12 kwietnia próby przejęcia inicjatywy przez wykonanie zwrotu zaczepnego jednocześnie na dwóch kierunkach: północnym i południowym.
W wyniku niepomyślnego przebiegu walk zarówno na kierunku Lubomla jak i Włodzimierza dywizji groziło okrążenie. Dowództwo sowieckie nie wyraziło zgody na wycofanie oddziałów 27 WDP AK na linię Turii i zajęcia tam obrony. Dywizja, pozostawiona w masywie lasów mosurskich, ziemlickich i stęzarzyckich bez żadnego wsparcia ze strony regularnej armii sowieckiej, prowadziła w dniach 13-19 kwietnia 1944 roku ciężkie walki obronne w okrążeniu.
Sytuacja okrążonych wojsk była trudna. 18 kwietnia 1944 roku w rejonie chutoru Dobry Kraj poległ ppłk Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa” dowódca 27 WDP AK. Żołnierze, wyczerpani ponad dwutygodniowymi działaniami pod Lubomłem i Włodzimierzem Wołyńskim, nie byli w stanie prowadzić walki przez dłuższy czas przeciwko oddziałom przeciwnika, które miały przewagę techniczną i liczebną. Jedynym wyjściem było przebicie się poza pierścień okrążenia.
Po wnikliwej analizie sytuacji i rozważeniu różnych wariantów wyjścia z okrążenia uznano, że kierunkiem stwarzającym największą szansę przebicia się jest kierunek północny przez Zamłynie, Jagodzin, wyprowadzający na tyły wojsk niemieckich. Przejście za Bug nie mogło być brane pod uwagę ze względu na rozkaz Komendy Głównej AK nakazujący pozostanie na Wołyniu.
W dniach 20-22 kwietnia 1944 roku dywizja przebiła się z okrążenia wychodząc na północ do lasów położonych nad górną Prypecią. W rejonie okrążenia pozostawiono cały tabor, ciężki sprzęt oraz szpital z rannymi.
Była to trudna ale konieczna decyzja. W walkach prowadzonych w ramach operacji kowelskiej dywizja poniosła duże straty: poległo 349 żołnierzy, 160 odniosło rany, 170 dostało się do niewoli, około 1600 uległo rozproszeniu. Mimo tych strat dywizja nie została rozbita. Po wyjściu z okrążenia jej zasadniczy trzon liczył około 3600 ludzi pod bronią. Około 500 żołnierzy, którzy nie zdołali przebić się z okrążenia, podjęło walkę i dołączyło do dywizji już na Lubelszczyźnie.
Po stoczeniu boju obronnego pod Sokołem i Holadynem dywizja w nocy z 25 na 26 kwietnia 1944 roku rozpoczęła marsz w kierunku wschodnim i 28 kwietnia osiągnęła kompleks lasów szackich. Tu postanowiono pozostać dłużej, aby dać odpoczynek wyczerpanym oddziałom.
Losy 27 WDP AK, po jej przebiciu się z okrążenia, były w centrum zainteresowania Komendanta Głównego AK gen. Bora-Komorowskiego. Zadanie dywizji nie zostało zmienione. W rozkazie do Komendanta AK Okręgu Lublin stwierdza się, że po przebiciu się z okrążenia, „zadaniem tych oddziałów będzie wykonywanie w dalszym ciągu akcji B („Burza”) na wschód od Bugu, tak długo, jak to będzie możliwe.”
Jednocześnie Komendant Główny AK przewidywał podporządkowanie oddziałów 27 WDP AK pod rozkazy Komendanta Okręgu AK Lublin, gdyby oddziały te nie miały możliwości pozostawania na Wołyniu, przekroczyły Bug i weszły na teren Okręgu.
Wyjście z okrążenia oddziałów 27 WDP AK i ich przejście do lasów szackich nie było tajemnicą dla Niemców. 8 Dywizja znalazła się na bezpośrednim zapleczu frontu między pierwszą linią obrony niemieckiej przebiegającą od Wyżwy Nowej, wzdłuż rzeki Wyżewka do Ratna i dalej wzdłuż Prypeci, a drugą linią biegnącą od Szacka przez miejscowości Piszcza, Ołtusz do Małoryty.
Obecność dużej jednostki partyzanckiej w tym rejonie, liczącej prawie 4000 ludzi, nie była wygodna dla Niemców. Od pierwszych dni maja aktywnie działało lotnictwo rozpoznawcze, które patrolowało lasy szackie. Zaobserwowano również ożywioną działalność patroli niemieckich i węgierskich, które wychodząc z Szacka, Zabłocia i Huty Ratneńskiej, penetrowały teren w dzień, zbliżając się do lasów szackich. Polskie patrole wysyłane w teren po żywność miały częste potyczki z patrolami nieprzyjaciela. Wszystko wskazywało na to, iż Niemcy mogą w najbliższym czasie podjąć szerszą akcję przeciwko oddziałom dywizji w lasach szackich.
Od połowy maja pierścień niemiecki wokół lasów szackich, w których stacjonowała 27 WDP AK i zgrupowania sowieckich oddziałów partyzanckich, coraz bardziej zacieśniał się.
Lotnictwo niemieckie nieustannie prowadziło loty rozpoznawcze nad kompleksem leśnym, ostrzeliwując z broni pokładowej i bombardując zauważone rejony rozmieszczenia oddziałów. O świcie 21 maja, wspierane czołgami i ogniem artylerii, ruszyło niemieckie natarcie na lasy szackie jednocześnie z kilku kierunków: od strony Miernik, z Szacka, z Kropiwnik, Zabłocia i Huty Ratneńskiej. W wyniku przeprowadzonej operacji, w której użyto znaczne siły piechoty, artylerii, czołgów i lotnictwa Niemcy zepchnęli oddziały 27 WDP AK i oddziały sowieckiej partyzantki do północnej części lasów na obszar o powierzchni około 4 km kw.
Wieczorem 21 maja, na odprawie u dowódcy 27 WDP AK oceniono, że dalsze prowadzenie walki przez tak dużą jednostkę na bezpośrednim zapleczu frontu niemieckiego, przy braku zaopatrzenia, jest niemożliwe. Ponieważ nie było zezwolenia na opuszczenie Wołynia, postanowiono przejść za front na stronę sowiecką. Zdecydowano przebijać się z okrążenia w kierunku północno-wschodnim do rejonu Dywina, skąd miało nastąpić sforsowanie Prypeci (wzdłuż której biegła linia frontu niemiecko-sowieckiego), a następnie odskok do rejonu Police położonego na południowy wschód od Kamienia Koszyrskiego. Dywizja miała przebijać się w trzech kolumnach i na trzech kierunkach.
W ciągu nocy z 21 na 22 maja 1944 roku oddziały 27 WDP AK wyszły poza pierścień okrążenia, pokonując rozległe bagna nie obsadzone przez nieprzyjaciela. Widocznie Niemcy uznali, że teren ten w okresie wiosennych roztopów jest nie do przebycia. W międzyczasie dowódca dywizji otrzymał od Komendanta Głównego AK rozkaz przejścia za Bug. Kolumna sztabowa skierowała się na zachód i 29 maja 1944 roku przekroczyła Bug w rejonie Durycze.
Zgrupowania „Kowala” i „Gardy” nie udało się zawrócić. 27 maja 1944 roku próbę przebicia się przez linię frontu na Prypeci podjęło zgrupowanie „Gardy”, ponosząc duże straty wynoszące około 40% stanu. Na Prypeci zginęło około 120 ludzi, a rany odniosło 114 żołnierzy.
Po tej tragedii zgrupowanie „Kowala” zawróciło i skierowało się na zachód w kierunku Bugu. W rejonie Miedna spotkało się z drugą częścią kolumny sztabowej. W nocy z 9 na 10 czerwca 1944 roku oddziały dywizji przekroczyły Bug jednocześnie w czterech punktach przeprawowych i kierując się na południowy zachód forsownym marszem osiągnęły w dniach 17-20 czerwca 1944 roku rejon lasów Parczewskich.
Pobyt w tym rejonie wykorzystano przede wszystkim na odpoczynek i uporządkowanie oddziałów oraz szkolenie.
15 lipca 1944 r. Niemcy rozpoczęli wielką akcję pacyfikacyjną pod kryptonimem „Wirbelsturm” (cyklon) przeciw oddziałom zgrupowanym w rejonie lasów Parczewskich. W nocy z 17 na 18 lipca 1944 roku dywizja przebiła się przez zacieśniający się pierścień okrążenia i weszła do kompleksu lasów czemiernickich. Tu w ostatniej dekadzie lipca 1944 roku po raz drugi wzięła udział w „Burzy” na Lubelszczyźnie.
W dniach 21-22 lipca 1944 roku zajęła Firlej, Kamionkę, Lubartów, Kock, Michów, opanowując obszar o powierzchni około 180 km kw. W ten sposób zablokowany został kierunek ruchu wojsk niemieckich wyprowadzający z Lublina na Łuków. Do opanowanego przez 27 WDP AK obszaru weszły jednostki sowieckie 29 gwardyjskiego Korpusu Piechoty wchodzącego w skład 8 gwardyjskiej armii l Frontu Białoruskiego.
Na spotkaniu z dowództwem wojsk sowieckich uzgodniono dalsze działania dywizji, która wspólnie z korpusem sowieckim miała działać w kierunku na Warszawę. Zamiast kontynuowania wspólnej walki przeciwko okupantowi 27 WDP AK została 25 lipca 1944 r. podstępnie rozbrojona pod Skrobowem. 30 lipca taki sam los spotkał batalion zbiorczy dywizji w Szczebrzeszynie.
Działalność Polskiego Podziemia Niepodległościowego na Wołyniu i utworzenie 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK przebiegały w szczególnych warunkach. Motywy zorganizowania dywizji i rolę, jaką spełniła na Wołyniu, trzeba rozpatrywać na tle zarówno ówczesnych uwarunkowań politycznych (stanowiska polskiego rządu na uchodźstwie w sprawie granicy wschodniej, stosunków polsko - sowieckich), jak i ogólnej sytuacji w tym regionie pod okupacją niemiecką, a zwłaszcza tragedii tamtejszej ludności polskiej, zagrożonej unicestwieniem ze strony nacjonalistów ukraińskich.
Wydarzenia na Wołyniu przebiegały bowiem w warunkach antagonizmu narodowościowego podsycanego przez okupantów, walki politycznej o te ziemie, dezorganizacji życia gospodarczego i społecznego. Rozwijały się gwałtownie i nieoczekiwanie. Prace organizacyjne związane z tworzeniem dywizji podejmowane były w czasie, kiedy rzezie ludności polskiej przez OUN-UPA przybrały charakter masowy, a dezorganizacja okupacyjnej administracji sięgnęła szczytu.
27 WDP AK pierwsza rozpoczęła realizację planu „Burza”. Miała ona inny wymiar i przebieg niż późniejsze działania oddziałów AK na pozostałych terenach Polski, a to przede wszystkim ze względu na warunki, rozmach i czas trwania.
Działania bojowe 27 WDPAK w ramach planu „Burza”, w swej początkowej fazie, objęły obszar czterech powiatów rozciągający się od rzeki Styr do rzeki Bug a następnie przeniosły się na tereny południowego Polesia i zakończyły na Lubelszczyźnie.
Już w początkowej fazie działań, na początku marca 1944 roku dowództwo dywizji nawiązało łączność z dowództwem regularnej armii sowieckiej. W wyniku pertraktacji z dowództwem armii sowieckiej ustalono zasady współdziałania taktycznego w walce przeciw Niemcom.
Dowództwo sowieckie wyraziło zgodę na respektowanie odrębności organizacyjnej oddziałów AK uznając, że jest to dywizja polska, która ma swoje władze w Warszawie i Londynie.
O rozmowach z przedstawicielami armii sowieckiej, przyjętych ustaleniach i warunkach dowódca 27 WDP AK poinformował KG AK i prosił o akceptację porozumienia.
Depesza wywołała duże poruszenie w Komendzie Głównej AK, w Sztabie Naczelnego Dowódcy, a nawet w Rządzie RP. W tym okresie bowiem Rząd polski w Londynie nie utrzymywał żadnych stosunków z rządem Związku Sowieckiego.
Próby pośredniczenia Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych nie dawały rezultatu a prowadziły jedynie do bezowocnych rozmów. Tu zaś, na Wołyniu, na polu wspólnej walki doszło do porozumienia, które dawało szansę ożywienia stosunków politycznych między Rządem RP a Związkiem Sowieckim. Oczywiście, daleko było jeszcze do rozwiązania podstawowych problemów w stosunkach między RP a Związkiem Sowieckim, ale zarysowała się niewątpliwie szansa na uznanie przez Sowiety Armii Krajowej jako sojusznika w walce z Niemcami.
Udział 27 WDP AK w akcji „Burza” na Wołyniu i Polesiu miał także wymiar polityczny. Działania dywizji w ramach operacji kowelskiej, a później również na terenie Polesia, były demonstracją polityczno-wojskową, która miała dokumentować polskość Wołynia oraz udział żołnierza polskiego w jego wyzwoleniu.
Obecność dywizji na Wołyniu i jej walki z okupantem świadczyły o tym, że państwo polskie istnieje, działa i walczy, posiada legalne władze państwowe reprezentujące ciągłość niepodległego bytu państwowego RP oraz siłę zbrojną walczącą w Kraju. Była zatem demonstracją przed światem suwerennych praw RP do ziem Wołynia.
Niestety, wysiłek i ofiary żołnierza 27 WDP AK nie miały żadnego wpływu na rozwiązania polityczne. Decyzje w tej sprawie zapadły na konferencji trzech mocarstw: Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego w Teheranie, bez udziału przedstawicieli RP.
Stosunek Sowietów do formacji Armii Krajowej od początku był nieprzyjazny, a właściwie wrogi. Regulowała go dyrektywa Stawki Naczelnego Dowództwa sowieckiego z 14 lipca 1944 r. o rozbrojeniu polskich oddziałów zbrojnych, podległych emigracyjnemu Rządowi polskiemu.
Zgodnie z powyższą dyrektywą rozbrajano wszystkie napotkane oddziały AK, aresztując i wywożąc do obozów w głąb Związku Sowieckiego kadrę a nawet żołnierzy. Spotkało to także 27 WDP AK. Nie pomogło powoływanie się na wspólne walki stoczone na Wołyniu i Polesiu.
25 lipca 1944 roku 27 WDP AK przestała istnieć jako jednostka wojskowa.
27 WDP AK była największą jednostką partyzancką, która od stycznia 1944 r. do lipca 1944 r. działała nieprzerwanie jako zwarty i zorganizowany związek taktyczny. Zapoczątkowała akcję „Burza” i najdłużej realizowała jej założenia na Wołyniu i Lubelszczyźnie.
Była swoistym fenomenem w polskim ruchu partyzanckim. Prowadząc przez sześć i pół miesiąca uporczywe walki pokonała ponad 600 km. Na swoim szlaku bojowym, w sześćdziesięciu stoczonych większych bojach, poniosła znaczne straty wynoszące: 626 poległych, około 400 rannych, 195 wziętych do niewoli i 1320 zaginionych.
Stanowi to 42 % strat w stosunku do pierwotnego stanu dywizji. Oddziały dywizji zadały nieprzyjacielowi straty, które szacuje się na 700-750 zabitych, 900-1000 rannych i 348 wziętych do niewoli.
Czyny bojowe 27 WDP AK nie znalazły należnego uznania w powojennym 50-leciu. O walkach dywizji nie mówiło się lub przedstawiano je w nieprawdziwym świetle.
Dlatego wraca się dzisiaj do tych wydarzeń, aby ta skromna cząstka historii walk o niepodległość Polski nie została zapomniana.

Dokumenty, cytaty, źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/27_Wo%C5% ... a_Piechoty
http://3obieg.pl/zbrodnie-popelniane-na ... ingowcow-2
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Berling

Aleszumm - blog




http://niepoprawni.pl/blog/7852/modlitwa-armii-krajowej

Modlitwa Armii Krajowej
Mind Service - 1 Września, 2014 - 02:52

Obrazek

Armia Krajowa AK to najsilniejsza konspiracyjna siła zbrojna polskiego państwa podziemnego, działająca w czasie II wojny światowej, okupacji niemieckiej, sowiecką w granicach sprzed 1 września 1939 roku i poza nimi.


Z Armią Krajową wiążą się tak ważne w historii działania zbrojne jak: akcja „Burza”, akcja pod arsenałem czy powstanie warszawskie.


Wywodziła się z organizacji: Związek Walki Zbrojnej i Polski Związek Powstańczy. W skład AK wchodziły: Narodowa Organizacja Wojskowa, Konfederacja Narodu, Narodowe Siły Zbrojne, Bataliony Chłopskie, Gwardia Ludowa WRN (PPS-WRN). Kryptonimy AK to: Polski Związek Powstańczy (PZP), Siły Zbrojne w Kraju (SZK).


Partyzanci znajdowali się pod dowództwem takich osób jak: Stefan Rowecki “Grot”, Tadeusz Komorowski “Bór”, Leopold Okulicki “Niedźwiadek” . Zastępcami komendanta i szefami sztabu byli: generał Tadeusz Pełczyński “Grzegorz” , pułkownik Edward Bokszczanin “Sęk”. Dokonali kilka istotnych przewrotów, m.in. akcja pod Arsenałem.


Koniec II wojny światowej wiązał się ze sporymi zmianami w strukturach Armia Krajowa. Część partyzanci zaprotestowała przeciwko demobilizacji i zaczęła działać w innych strukturach, jak: Delegatura Sił Zbrojnych, Ruch Oporu Armii Krajowej, Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, Konspiracyjne Wojsko Polskie, Narodowa Organizacja Wojskowa, Narodowe Siły Zbrojne, Wielkopolska Samodzielna Grupa Operacyjna "Warta” - AK Armia,


słowa i muzyka Adam Kowalski
Modlitwa Armii Krajowej

O, Panie, któryś jest na niebie,
Wyciągnij sprawiedliwą dłoń!
Wołamy z wszystkich stron do Ciebie,
O polski dach i polską broń.
O Boże, skrusz ten miecz, co siecze kraj,
Do wolnej Polski nam powrócić daj!
By stał się twierdzą nowej siły,
Nasz dom, nasz kraj.
O usłysz, Panie, skargi nasze,
O usłysz nasz tułaczy śpiew!
Znad Warty, Wisły, Sanu Bugu,
Męczeńska do Cię woła krew!
O Boże, skrusz ten miecz, co siecze kraj,
Do wolnej Polski nam powrócić daj!
By stał się twierdzą nowej siły,
Nasz dom, nasz kraj.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 10 sty 2015, 15:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/10-stycznia-2009-r ... ej-polsce/

10 stycznia 2009 roku, zmarła gen. Elżbieta Zawacka „Zo” – konspiratorka, łączniczka, kobieta-generał. Jedyna kobieta cichociemna zrzucona ze spadochronem w okupowanej Polsce
10 stycznia 2015 00:01

Obrazek
Na zdjęciu gen. Elżbieta Zawacka (lata 80.) Fot. PAP


Elżbieta Zawacka urodziła się 19 marca 1909 r. w Toruniu. Po studiach podjęła pracę pedagogiczną, jednocześnie organizując szkolenia wojskowe przeznaczonych dla dziewcząt. Od wybuchu II wojny światowej aktywnie poświęcała się działalności konspiracyjnej. Początkowo w Służbie Zwycięstwu Polski, następnie w Związku Walki Zbrojnej i wreszcie w Armii Krajowej. Do końca 1940 r. kierowała łącznością Okręgu Śląskiego ZWZ, skąd trafiła do służby kurierskiej.
Pod pseudonimem „Zo” wielokrotnie przekraczała granice przenosząc meldunki i wiadomości. Jako zastępca szefa „Zagrody” – Działu Łączności zagranicznej Oddziału V Sztabu Komendy Głównej AK, szkoliła innych kurierów. Elżbieta Zawacka „Zo” była jedyną kobietą-cichociemną. Do okupowanego kraju powróciła, skacząc ze spadochronem 10 września 1943 r. Od tego momentu rozpoczęła pracę w szefostwie Wojskowej Służby Kobiet KG AK. Brała udział w powstaniu warszawskim jako oficer Sztabu. Po zakończeniu II wojny włączyła się w struktury konspiracji niepodległościowej w ramach organizacji Wolność i Niezawisłość. Wróciła także do pracy pedagogicznej oraz rozpoczęła pracę doktorską.
W 1951 roku została aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa. Więziona do 1955 r. Na szczęście „bezpieka” nie odkryła tego, z jak ważną osobą dla polskiego podziemia ma do czynienia. W 1956 r. wznowiła pracę naukową i pedagogiczną. W 1965 r. uzyskała doktorat, a w 1972 r. habilitację. Powróciła do rodzinnego Torunia i rozpoczęła pracę w Instytucie Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Jednocześnie rozpoczęła gromadzenia materiałów do dziejów Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Kobiet. Jej działalność stała się powodem represji ze strony SB, m. in. przedwcześnie odeszła z pracy na UMK.
Dzięki Elżbiecie Zawackiej powołano do życia Fundację Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej i Wojskowej Służby Kobiet w Toruniu. Fundacja ta gromadzi dokumenty i relacje, organizuje konferencje i zjazdy naukowe oraz zajmuję się działalnością publicystyczną dotyczącą udziału Pomorza w walce o niepodległość.
W 1995 r. „Zo” została odznaczona Orderem Orła Białego. Jest także odznaczona Krzyżem Orderu Virtuti Militari i pięciokrotnie Krzyżem Walecznych, a w 1992 r. otrzymała tytuł Honorowej Obywatelki swojego rodzinnego Torunia. 13 czerwca 2006 r. odebrała akt nadania przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego stopnia generała brygady WP. Gen. Elżbieta Zawacka była drugą – po Marii Wittek – kobietą w polskiej armii ze stopniem generała.
Zmarła 10 stycznia 2009 r. w Toruniu na dwa miesiące przed swoimi setnymi urodzinami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 22 sty 2015, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nowastrategia.org.pl/zmarla- ... en-maczka/

ZMARŁA DANUTA SZYDELSKA-BOBULA ŻOŁNIERZ AK I 1. DYWIZJI PANCERNEJ GEN. MACZKA
sty 21, 2015 Tomasz Wieczorek



Zmarła Danuta Szydelska-Bobula ps. „Danusia” uczestniczka Powstania Warszawskiego z plutonu 231. zgrupowania „Żniwiarz” II Obwodu AK „Żywiciel”, jeniec obozu Stalag VIC Oberlangen. Po wyzwoleniu członkini Służby Pomocniczej Kobiet 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Urodzona 16 kwietnia 1926 roku w Warszawie. Od małego związana z Żoliborzem. Przed wojną mieszkała na ulicy Sułkowskiego. Ojciec był kapitanem WP, w czasie okupacji został aresztowany, przez rok przetrzymywany na Pawiaku następnie zamordowany w Auschwitz. Gdy wybuchła wojna, Danuta Szydelska zaczynała naukę w żoliborskim gimnazjum im. Aleksandry Piłsudskiej na Żoliborzu. Dwa lata młodszy brat był wtedy w szkole powszechnej. Oboje działali w konspiracji.
W czasie powstania była sanitariuszką i łączniczką w 231. plutonie Zgrupowania „Żniwiarz” Obwodu AK „Żywiciel”. Po powstaniu dostała się do niewoli. Niemcy wysłali ją najpierw do obozu Kirchmaser koło Berlina. W końcu znalazła się w obozie jenieckim Stalag VI C Oberlangen. To właśnie tam wykonała różaniec, które dzisiaj znajduje się w zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego. Użyła koralików z damskiej torebki, a miniaturowe pudełeczko dla niego zrobiła z puszki po konserwach.
Obóz wyzwolili żołnierze 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. W niej służył przyszły mąż Adam Bobula. Po wyzwoleniu została przyjęta do Służby Pomocniczej kobiet Dywizji Pancernej gen. St. Maczka. Po wojnie na stałe zamieszkała w Anglii, gdzie w 1947 r. wyszła za mąż za Adama Bobulę.
Zmarła 25 grudnia 2014 r. Msza święta żałobna Jej poświęcona odbędzie się w kościele St. Bedes Church w Londynie 26 stycznia 2015 roku o godzinie 12.00 .
ahm.1944.pl/Danuta_Szydelska-Bobula

http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,3053 ... rolog.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /