Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Armia Krajowa
PostNapisane: 13 lut 2012, 22:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/23388-ak-najwieksz ... -podziemna

70 lat temu powstała największa armia podziemna w dziejach ludzkości - Armia Krajowa.

Kopia artykułu:

AK - największa armia podziemna

Obrazek
AK - największa armia podziemna - niezalezna.pl(foto. wikimedia.org)


14 lutego 1942 r. z przekształcenia Związku Walki Zbrojnej powstała Armia Krajowa, podlegająca polskiemu rządowi RP na uchodźstwie. W skład tej największej podziemnej armii w okupowanej Europie weszło ok. 200 organizacji. Jej komendantem głównym został gen. Stefan Rowecki "Grot".

Początki Armii Krajowej sięgają konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski, zawiązanej w nocy z 26 na 27 września 1939 r. przez grupę wyższych oficerów z gen. Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim, przy współudziale prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Stała się ona zalążkiem Polskiego Państwa Podziemnego.

Służba Zwycięstwu Polski została przekształcona najpierw w 1940 r. w Związek Walki Zbrojnej, a następnie rozkazem Naczelnego Wodza w Armię Krajową, w skład której weszło ok. 200 organizacji wojskowych, zarówno spod okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej.

Armia Krajowa była konspiracyjną organizacją wojskową stanowiącą integralną część Sił Zbrojnych RP. Podlegała Naczelnemu Wodzowi i rządowi Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie.

W zamierzeniach rządu miała być organizacją ogólnonarodową, ponadpartyjną, a jej Komendant Główny jedynym, upełnomocnionym przez rząd dowódcą krajowej siły zbrojnej. Głównym zadaniem AK było prowadzenie walki o odzyskanie niepodległości przez organizowanie i prowadzenie samoobrony oraz przygotowanie armii podziemnej na okres powstania, które miało wybuchnąć na ziemiach polskich w okresie militarnego załamania Niemiec.

Kolejnymi dowódcami AK byli generałowie: Stefan Rowecki ps. Grot - do 30 czerwca 1943 r., Tadeusz Komorowski ps. Bór - do 2 października 1944 r. i Leopold Okulicki ps. Niedźwiadek - do 19 stycznia 1945 r. Komendant Główny AK podlegał Naczelnemu Wodzowi Polskich Sił Zbrojnych. Organem dowodzenia AK była Komenda Główna (KG), w której skład wchodziły oddziały, piony organizacyjne i samodzielne służby - oddziały: I Organizacyjny, II Informacyjno-Wywiadowczy, III Operacyjno-Szkoleniowy, IV Kwatermistrzostwa, V Łączności Operacyjnej, VI Biura Informacji i Propagandy oraz VII Finansów i Kontroli, a także Kierownictwo Dywersji.

Terenowa struktura organizacyjna AK odpowiadała zasadniczo przedwojennemu podziałowi administracyjnemu kraju. Na terenie województw tworzono okręgi, w powiatach - obwody, w gminie lub kilku gminach - placówki. Tworzone były także obszary będące jednostkami strukturalnymi, obejmującymi kilka okręgów. Na początku 1944 r. Komendzie Głównej AK podlegały 4 obszary i 8 samodzielnych okręgów.

W skład AK wchodziły także jednostki strukturalne, działające poza granicami kraju: Samodzielny Wydział do Spraw Kraju Sztabu Naczelnego Wodza tzw. Oddział VI oraz Oddziały AK na Węgrzech ("Liszt") i w Niemczech (Komenda Okręgu Berlin "Blok").

AK od początku była organizacją masową, zwiększającą szeregi przez werbunek ochotników i kontynuowanie akcji scaleniowej, rozpoczętej przez Związek Walki Zbrojnej. W latach 1940-44 do AK przystąpiły m.in.: Tajna Armia Polska, Polska Organizacja Zbrojna "Znak", Gwardia Ludowa, PPS-WRN, Tajna Organizacja Wojskowa, Konfederacja Zbrojna, Socjalistyczna Organizacja Bojowa, Polski Związek Wolności oraz częściowo Narodowa Organizacja Wojskowa, Bataliony Chłopskie i Narodowe Siły Zbrojne.

Liczba żołnierzy AK wynosiła na początku 1942 r. ok. 100 tys., zaś w lecie 1944 r. już ok. 380 tys., w tym: ok. 10,8 tys. oficerów, 7,5 tys. podchorążych i 87,9 tys. podoficerów. Kadra AK rekrutowała się z oficerów i podoficerów armii przedwrześniowej oraz z absolwentów tajnych Zastępczych Kursów Szkoły Podchorążych Rezerwy i Zastępczych Kursów Podoficerów Piechoty, a także przerzucanych do kraju oficerów tzw. cichociemnych. Od 1943 r. w jednostkach podporządkowanych Komendzie Głównej AK tworzono kompanie i bataliony, od 1944 r. - pułki, brygady, dywizje, zgrupowania pułkowe i dywizyjne.

Potrzeby finansowe, materiałowo-sprzętowe i w zakresie uzbrojenia były zabezpieczane przez rząd RP i uzupełniane w drodze akcji bojowych i innych działań, mających na celu zaopatrzenie w broń, mundury, sprzęt i środki finansowe (m.in. zakupy broni i własna, tajna produkcja broni strzeleckiej: pistoletów maszynowych, granatów i materiałów wybuchowych).

AK realizowała swe cele poprzez prowadzenie walki bieżącej i przygotowywanie powstania powszechnego. Walka bieżąca prowadzona była głównie przez akcje małego sabotażu, akcje sabotażowo-dywersyjne, bojowe i bitwy partyzanckie z siłami policyjnymi oraz regularnym wojskiem niemieckim. Specjalne miejsce w działalności bojowej AK zajmowały akcje odwetowe i represyjne w stosunku do SS i policji oraz zdrajców i prowokatorów.

Przygotowaniem i wykonaniem akcji sabotażowo-dywersyjnych i specjalnych zajmowały się autonomiczne piony wydzielone z KG AK: Związek Odwetu, "Wachlarz" i Kierownictwo Dywersji, pod nadzorem Kierownictwa Walki Konspiracyjnej, a następnie Kierownictwa Walki Podziemnej. Innymi formami walki bieżącej były: organizowana na szeroką skalę akcja propagandowa wśród społeczeństwa polskiego (prowadzona przez Biuro Informacji i Propagandy), wydawanie prasy, np. "Biuletynu Informacyjnego", szerzenie dezinformacji wśród Niemców (akcja "N") i wywiad wojskowy.

Kulminacją wysiłku zbrojnego AK było Powstanie Warszawskie stanowiące kluczowy element akcji wojskowej "Burza" zorganizowanej przez oddziały Armii Krajowej przeciwko Niemcom. Rozpoczęła się ona na początku stycznia 1944 r. pod koniec okupacji niemieckiej, w obliczu wkroczenia Armii Czerwonej na dawne tereny II Rzeczpospolitej.

Po klęsce Powstania Warszawskiego jednostki AK na terenach zajętych przez Armię Czerwoną zostały zdemobilizowane. 1 stycznia 1945 r. Komendant Główny gen. Okulicki wydał rozkaz o rozwiązaniu AK, co zakończyło również akcję "Burza". Straty AK wyniosły ok. 100 tys. poległych i zamordowanych żołnierzy, ok. 50 tys. zostało wywiezionych do ZSRR i uwięzionych. Do moskiewskiego więzienia trafił m.in. gen. Okulicki, sądzony w procesie szesnastu przywódców Państwa Podziemnego.

Wobec represji radzieckich i polskich służb bezpieczeństwa nie wszystkie oddziały AK podporządkowały się rozkazowi o demobilizacji. Powstały nowe organizacje konspiracyjne m.in.: Ruch Oporu Armii Krajowej i Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość". Żołnierze AK byli prześladowani przez władze komunistyczne, zwłaszcza w okresie stalinizmu, wielu z nich skazano na karę śmierci lub wieloletniego więzienia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 15:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Przysięga żołnierza Armii Krajowej

W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił - aż do ofiary życia mego.


Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg.


Przyjmujący przysięgę odpowiadał:


Przyjmuję Cię w szeregi Armii Krajowej, walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Twym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą. Zdrada karana jest śmiercią.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 14&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 15:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Największa armia podziemna

Z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym prakseologiem, żołnierzem Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, więźniem łagrów sowieckich, rozmawia Agnieszka Żurek

14 lutego 1942 r. Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową. Jakie znaczenie ma ta data w historii polskiego podziemia zbrojnego?
- Armia Krajowa powstała w wyniku zrealizowania koncepcji połączenia Związku Walki Zbrojnej - największej organizacji podziemnej, i szeregu innych grup funkcjonujących w konspiracji. Powołanie do życia AK miało na celu stworzenie polskiej armii podziemnej, która byłaby bezpośrednio podporządkowana dowództwu sił zbrojnych w Londynie. Miało to kolosalne znaczenie, ponieważ dzięki temu z dobrowolnego ruchu inicjatyw oddolnych stworzono podziemną jednostkę wojskową stanowiącą część polskiej armii. Akcja scaleniowa była ogromnie ważna, ponieważ wcześniej siły podziemne były rozbite i za słabe, aby móc podjąć działania na szerszą skalę. Skuteczne działanie umożliwiło połączenie różnych organizacji wojskowych. Było to wielkie osiągnięcie i dlatego też data 14 lutego ma takie ogromne znaczenie. Ten akt był tak ważny także dlatego, że doszło do połączenia organizacji zarówno lewicowych, jak i prawicowych. W skład Armii Krajowej weszła Socjalistyczna Organizacja Bojowa PPS, Narodowa Organizacja Wojskowa, Bataliony Chłopskie i oczywiście Związek Walki Zbrojnej. Wszystkie zostały połączone pod jednym dowództwem. Był to olbrzymi wyczyn.

Na czym polegała wyjątkowość Armii Krajowej?
- Armia Krajowa była zorganizowana bardzo sprawnie. Opierała się na dobrze przemyślanej wewnętrznej strukturze. W AK funkcjonował cały system szkolenia - począwszy od szkół podchorążych po stworzone później szkoły niższych i wyższych dowódców. W AK istniała dyscyplina wojskowa. Szkolenie było bardzo rzetelne. Muszę powiedzieć, że wiedza, którą zdobywaliśmy w szkole podchorążych czy też w szkole niższych dowódców, była poważną wiedzą wojskową. Moi koledzy, którzy dostali się do niewoli, a następnie do Armii Andersa, wchodzili w jej szeregi po przejściu jedynie uzupełniającego szkolenia. Nasza wiedza wyniesiona ze szkół była poważną wiedzą wojskową. Obowiązywała nas daleko idąca dyscyplina, działaliśmy w obrębie bardzo dobrze przemyślanych struktur. Było to możliwe dzięki odpowiedniemu kształceniu nas, to znaczy młodego pokolenia.

Jak scharakteryzowałby Pan Profesor ówczesne młode pokolenie?
- Byliśmy zupełnie inni od tych młodych ludzi, którzy myślą jedynie o dobrej zabawie i o tym, żeby żyć możliwie jak najweselej. My pozostawaliśmy w strefie promieniowania jakiejś idei, ale co także jest ważne, działaliśmy w bardzo sprawnie i w surowo zorganizowanej strukturze. Przejawiało się to chociażby w punktualności - kiedy organizowaliśmy spotkania, trzeba było stawić się na czas, co do minuty. Jeśli powierzano nam jakieś zadanie, wykonywaliśmy je dokładnie. Kiedy meldowaliśmy: "Meldunek wykonany!", oznaczało to, że wywiązaliśmy się z zadania w 100 procentach. Stworzenie zdyscyplinowanego społeczeństwa miało ogromne znaczenie. Armia Krajowa liczyła około 400 000 osób. To olbrzymia potęga. I gdyby o działaniach aliantów decydował Churchill, a nie Roosevelt, który współpracował ze Stalinem, przemaszerowaliby oni przez Grecję i w ciągu dwóch miesięcy znaleźliby się na polskiej granicy. Dzięki pomocy Armii Krajowej w krótkim czasie zdobyliby całą Polskę.

Tymczasem zostaliśmy - jak powiedział bł. Jan Paweł II - "opuszczeni przez sprzymierzone potęgi".
- Tragedia Powstania polegała na tym, że alianci spóźnili się z zaakcentowaniem tego, że my, Armia Krajowa, jesteśmy ich armią sojuszniczą. Zrobili to dopiero pod koniec września. Tymczasem powinni byli to uczynić tuż po wybuchu Powstania, 2 czy 3 sierpnia. Wtedy przeżyliby ci wszyscy moi koledzy, którzy dostali się do niewoli i od razu zostali rozstrzelani. Przeżyliby także ci, których rozstrzelano w szpitalach na warszawskiej Starówce. To przecież byli żołnierze alianckiej armii. Kiedy po Powstaniu trafiliśmy wszyscy do niewoli, zostaliśmy właśnie tak potraktowani. Gdyby Amerykanie i Anglicy ogłosili, że Armia Krajowa jest polską armią aliancką walczącą na terenie Warszawy i gdyby zrobili to nie 28 września, ale 2 sierpnia, uratowałoby to życie wielu żołnierzom AK.

Czy właściwie oceniamy dziś ogromny wysiłek organizacyjno-militarny powstańców?
- Powstanie Warszawskie, o czym się zupełnie zapomina, jest największym w historii świata wyczynem powstańczym. Nie było drugiego takiego ruchu powstańczego, który utrzymałby się tak długo przy tak szalonej dysproporcji sił. Z jednej strony stała dywizja "Hermann Goering", bardzo dobrze uzbrojona, jedna z najlepszych dywizji niemieckich, z drugiej strony byliśmy my, minimalnie uzbrojeni, częściowo tylko, i to przy użyciu zdobycznej broni. Tymczasem utrzymaliśmy się przez 63 dni. Trzeba to zauważyć, niezależnie od tego, czy samą decyzję o wybuchu Powstania ocenia się pozytywnie, czy negatywnie. Moim zdaniem, cała dyskusja na ten temat jest zresztą nonsensowna. Powstanie było koniecznością. Gdyby nie wybuchło, tak czy inaczej zostalibyśmy zniszczeni przez Niemców. Przez 63 dni potrafiliśmy się bronić i nie możemy o tym zapominać. Gdyby coś podobnego udało się Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, cały świat podziwiałby, że w całej historii nigdy nie zdarzyło się coś takiego, co tak wspaniale obrazowałoby siłę, dyscyplinę i stopień zorganizowania słabo uzbrojonej armii. Armia Krajowa odpowiadała kanonom prawdziwej armii dyscypliną i głęboką wiedzą wojskową. W tej chwili się już o tym nie pamięta.

Niektórzy niszczą wręcz tę pamięć.
- Dzisiaj próbuje się zlikwidować obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jeżeli 1 sierpnia przyjeżdża do Polski Madonna, w tym samym czasie, kiedy na Powązkach Wojskowych będą odbywać się uroczystości upamiętniające powstańców, wielu młodych ludzi - którzy mogliby w nich uczestniczyć - uda się zamiast tego na koncert. To jest celowo zorganizowana akcja obliczona na to, żeby zapomnieć o nas i o Powstaniu.

Jakie uczucia towarzyszą Panu Profesorowi w związku z podjęciem przez władze Warszawy takiej decyzji?
- Ja już stoję nad grobem i powoli przestaję się tym wszystkim martwić tak dogłębnie, ale jeśli spojrzy się na to, co się w Polsce dzieje, wszystko to razem jest bardzo smutne. Nie przypuszczałem, że na starość dożyję takich czasów, kiedy polski minister spraw zagranicznych pojedzie do Berlina i zaproponuje tam, żeby Polska miała w Europie takie kompetencje, jak stan w Stanach Zjednoczonych. Cztery lata mieszkałem w USA i wiem dobrze, że stany są to tylko województwa, nic więcej. Jeśli polski minister spraw zagranicznych chce z Polski zrobić duże województwo polskie i jeśli przechodzi to cicho, bez wielkich demonstracji i oburzenia, jest to bardzo smutne. W mojej najnowszej książce "Patologia transformacji" udowadniam zresztą, że Polska nie jest demokracją, ale "partiokracją", oligarchią.

Nie wszyscy chcą się na to zgodzić. W jaki sposób dzisiaj możemy wcielać w życie etos Armii Krajowej?
- 14 lutego jest bardzo ważną datą. Symbolizuje ona to, czego nam dzisiaj brakuje, to znaczy chęć zjednoczenia się wtedy, kiedy chodzi o interes ogólnonarodowy. Jesteśmy w tej chwili zupełnie rozbici, mało tego - wrogo do siebie nastawieni. Data 14 lutego przypomina o tym, że w sytuacjach bardzo poważnego zagrożenia stać nas na to, żeby zrozumieć, iż istnieje coś, co ma większą wartość niż interesy poszczególnych grup o takim czy innym zabarwieniu politycznym. Tym czymś jest wspólne dobro naszego kraju, całej naszej Ojczyzny. Cieszę się, że "Nasz Dziennik" pamięta o rocznicy powstania Armii Krajowej, warto na ten temat mówić i warto tę datę przypominać.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn02.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 15:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Wicher chwały

Przed 70 laty na mocy rozkazu naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysława Sikorskiego zakonspirowane Wojsko Polskie w okupowanym kraju, dotychczas nazywane Związkiem Walki Zbrojnej (przedtem Służbą Zwycięstwu Polski), zostało przemianowane na Armię Krajową.
W ten sposób w historii Polski pojawiła się nazwa, z którą - nie tylko na czas wojny, ale i na wiele lat po wojnie - związały się serca Polaków. Najsilniej w okresie drastycznego prześladowania polskich patriotów, w pierwszej powojennej dekadzie sowieckiego dominium w Polsce. Już sama nazwa - znieważana i wyszydzana przez komunistów - była wtedy dla nas tarczą obronną, relikwią narodową, znakiem nadziei.

Głównym zadaniem AK były od początku okupacji przygotowania organizacyjne i zbrojne do ogólnonarodowego powstania, które miało ogarnąć cały kraj w decydującym momencie wojny. AK świadomie ograniczała bieżące akcje zbrojne, by nie narażać ludności cywilnej na represje wroga. Z tego powodu była haniebnie znieważana przez propagandę komunistyczną zarzucającą jej "stanie z bronią u nogi"! Kiedy jednak trzeba było zlikwidować niebezpiecznych konfidentów czy okrutnych funkcjonariuszy aparatu represji wroga, nie wahano się użyć skutecznych środków. Najbardziej znanym przykładem takiego działania był zamach na szefa policji i SS w tzw. dystrykcie warszawskim Franza Kutscherę.
Planowane od początku wojny powstanie ogólnopolskie nie udało się z powodów politycznych. Jeden z okupantów, Związek Sowiecki, dokonał w latach 1944-1945 nowego rozbioru Polski, tym razem w porozumieniu z naszymi "aliantami". Premier rządu RP na uchodźstwie Tomasz Arciszewski powiedział: "Oderwanie od Polski Wschodniej połowy jej terytorium (...) Naród Polski przyjmuje jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników" (oświadczenie z 13 lutego 1945 r.).

Najbardziej dramatycznymi aktami powstania końca wojny były operacja "Ostra Brama" w Wilnie i Powstanie Warszawskie. Najtragiczniejszym skutkiem zdrady aliantów i nowej okupacji była zagłada naszej stolicy podczas Powstania Warszawskiego i po jego zakończeniu, dokonana przez Niemców z biernym udziałem Związku Sowieckiego i obojętnością "aliantów".
Po rozwiązaniu szeregów AK 19 stycznia 1945 r. działały dalej struktury poakowskie, kontynuujące, już w warunkach okupacji sowieckiej, walkę o niepodległy byt kraju, z nadzieją na interwencję aliantów: organizacja NIE(podległość), Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość".
Pod koniec wojny AK dysponowała ponad 300 tysiącami żołnierzy i innych członków konspiracji. Historycy mówią, że tak liczna armia podziemna - serce Polskiego Państwa Podziemnego - była fenomenem czasu II wojny światowej i fenomenem w dziejach Polski w ogóle.
Najpiękniejsze słowa o Armii Krajowej wypowiedział jej żołnierz ze słynnego oddziału "Jędrusie" Zbigniew Kabata. 20 lat po wojnie napisał na wygnaniu w Szkocji:
"Byłaś dla nas radością i dumą, jak stal prężna, jak żywioł surowa, ustom - pieśnią, sercu - krwawą łuną, Armio Krajowa! (...). Nas nie stanie, lecz Ty nie zaginiesz. Pieśń Cię weźmie, legenda przechowa. Wichrem chwały w historię popłyniesz, Armio Krajowa!". Niech się tak stanie!

Piotr Szubarczyk Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn04.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 15:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Żołnierze Polski Podziemnej

Początki Armii Krajowej sięgają konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski, zawiązanej w nocy z 26 na 27 września 1939 roku przez grupę wyższych oficerów z gen. Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim, przy współudziale prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Stała się ona zalążkiem konspiracyjnego wojska Polskiego Państwa Podziemnego, którego celem była walka z niemieckim i sowieckim okupantem.
Armią Krajową dowodził komendant główny, jako pierwszy objął to stanowisko gen. Stefan Rowecki "Grot". Po jego aresztowaniu 30 czerwca 1943 roku nowym dowódcą AK został gen. Tadeusz Komorowski "Bór", a po kapitulacji Powstania Warszawskiego gen. Leopold Okulicki "Niedźwiadek".

Powstanie przeciw Niemcom
Głównym celem AK było przygotowanie powszechnego powstania zbrojnego przeciw Niemcom, dlatego dążyła ona do scalenia wszystkich konspiracyjnych, niepodległościowych organizacji działających pod okupacją. Powstanie to miało być wsparte przez całą ludność, Wojsko Polskie z Zachodu oraz aliantów zachodnich. Plan ten okazał się niemożliwy do wykonania z chwilą, gdy stało się pewne, że do Polski jako pierwsi wkroczą od wschodu Sowieci.
Dywersją i sabotażem zajmowały się wydzielone jednostki ZWZ i od 1942 roku AK. Reszta sił miała zostać użyta w chwili wybuchu antyniemieckiego powstania. Jesienią 1941 roku Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej zaczęła organizować specjalną grupę sabotażowo-dywersyjną "Wachlarz" do prowadzenia dywersji i wywiadu na tyłach armii niemieckiej, na wschód od granicy II Rzeczypospolitej. Autorem tej koncepcji był mjr Adam Remigiusz Grocholski "Doktor". On też został szefem sztabu i zastępcą dowódcy organizacji mjr. Jana Włodarkiewicza "Damiana". "Wachlarz" miał osłaniać od wschodu przyszłe powstanie w kraju. Ostatecznym celem miała być akcja przeprowadzona w jednym danym dniu o określonej godzinie na całym terenie. "Wachlarz" miał obejmować, podzielony na pięć odcinków, obszar od Bałtyku do Morza Czarnego, od Dźwiny do Dniepru. W rzeczywistości uruchomiono jedynie odcinki środkowe, od centralnej Ukrainy do północnej Białorusi. Do organizacji werbowano młodych ludzi, bez rodziny, odważnych, a nawet brawurowych, znających język rosyjski, ukraiński i białoruski. Byli to przede wszystkim członkowie wchodzący w skład ZWZ i organizacji konspiracyjnych "Brochwicz" i "Tajna Armia Polska", a także starsi harcerze oraz cichociemni. "Wachlarz" liczył ok. 500 członków, w tym 25 cichociemnych. Jego żołnierze wykonali ponad 20 udanych akcji bojowych, m.in. wykolejenie kilkunastu pociągów kolejowych oraz rozbicie więzienia w Pińsku, którą to akcją dowodził legendarny "Ponury", kpt. Jan Piwnik. Na przełomie 1942-1943 "Wachlarz" włączono do Kierownictwa Dywersji (Kedywu) na wschodnich terenach AK. Celem powołanego właśnie wtedy Kedywu była wzmożona akcja sabotażowo-dywersyjna. Dowodził nim legendarny gen. August Fieldorf "Nil", zamordowany po wojnie przez komunistów.
Łącznie żołnierze AK wysadzili 38 mostów, uszkodzili 19 tysięcy wagonów i 7 tysięcy parowozów. Atakowali areszty i więzienia - np. w słynnej, brawurowej akcji pod Arsenałem grupa szturmowa pod dowództwem Tadeusza Zawadzkiego "Zośki" odbiła 21 więźniów politycznych, w tym Jana Bytnara "Rudego". Przeprowadzała zamachy na agentów gestapo i funkcjonariuszy SS, m.in. na gen. Franza Kutscherę, szefa policji na dystrykt warszawski.

Polacy dotarli pierwsi
Armia Krajowa posiadała własny wywiad. Jego sieć organizacyjna sięgała daleko poza granice kraju. "Otrzymywaliśmy dzięki temu informacje nie tylko z własnego terytorium, ale i z krajów leżących na wschód, za frontem niemieckim i z samej Rzeszy. Cały niemiecki przemysł wojenny w Polsce i w Niemczech, a także porty Morza Północnego i Bałtyku były pod obserwacją naszego wywiadu. Z tego materiału korzystali oczywiście w pełni nasi sprzymierzeńcy" - wspominał gen. "Bór" Komorowski.
20 maja 1944 roku w pobliżu Sarnak nad Bugiem patrol Armii Krajowej znalazł i zabezpieczył niemiecką rakietę V-2, wystrzeloną z poligonu w Bliźnie. Po demontażu rakietę przewieziono do Warszawy, a następnie samolotem do Londynu. Była to jedna z najbardziej efektownych akcji polskiej podziemnej armii. Niemiecka broń oznaczana symbolem "V" należała do zupełnie nowych środków rażenia, produkowanych w największej tajemnicy. Prace doświadczalne nad tajnymi broniami "V" od 1936 roku prowadzono w Peenemźnde na bałtyckiej wyspie Uznam. Stacja była doskonale zamaskowana i strzeżona. Obsługiwał ją doborowy personel techniczny i elita specjalistów. Wywiad AK donosił o doświadczeniach rakietowych Niemców na wybrzeżu Bałtyku już od przełomu 1941 i 1942 roku, ale dopiero na początku 1943 roku dysponował pierwszą konkretną wiadomością o Peenemźnde. Raport w postaci mikrofilmu wysłano do Londynu, jak zwykle, kilkoma drogami, za pośrednictwem kilku kurierów. 17 sierpnia 1943 roku Brytyjczycy dokonali na Peenemźnde wielkiego nalotu bombowego, który spowodował znaczne zniszczenia ośrodka i poważnie opóźnił prace nad broniami "V". Na wieść o bombardowaniu Hitler dostał ataku furii. Wkrótce wyrzutnie V-2 zbudowano w miejscowości Blizna na Rzeszowszczyźnie, poza zasięgiem brytyjskiego lotnictwa. Tu jednak wzmożoną akcję obserwacyjną i wywiadowczą przeprowadziła AK. Tak doszło do znalezienia i przesłania do Londynu całej nierozerwanej rakiety V-2, dzięki czemu brytyjskim specjalistom udało się poznać wszystkie szczegóły konstrukcji nowej broni i jej możliwości. Było to zasługą wywiadu AK, dla którego akcja V-2 była ukoronowaniem działalności. Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wspomniał o tej akcji w swych "Pamiętnikach": "Rakiety spadały w odległości wielu mil jedna od drugiej. Patrole niemieckie w niezwykłym pośpiechu pędziły na miejsce eksplozji i zbierały części pocisków. Pewnego jednak dnia rakieta spadła na brzeg rzeki Bug i nie wybuchła. Polacy dotarli do niej pierwsi, zepchnęli ją do rzeki, odczekali, aż Niemcy zaprzestaną poszukiwań, potem wydobyli ją i rozebrali pod osłoną ciemności".
Od jesieni 1942 roku weszły do walki akowskie leśne oddziały partyzanckie. Wobec zbliżających się do granic Polski wojsk sowieckich AK przystąpiła do planu "Burza". Jej celem była wzmożona dywersja na tyłach armii niemieckiej przez atakowanie jej tylnych straży i niszczenie linii komunikacyjnych. Wydany pod koniec 1943 roku przez komendanta głównego rozkaz o przygotowaniu akcji "Burza" stwierdzał: "Oddziały AK, które w trakcie walki zetkną się z armią sowiecką, zachowają swoją odrębność i odmówią wcielenia do armii Berlinga". Na Kresach Rzeczypospolitej oddziały AK były napadane przez partyzantkę sowiecką, a na akowcach dokonywano mordów, m.in. w Puszczy Nalibockiej.

Zmiana jednej okupacji na drugą
Tymczasem przeprowadzono mobilizację AK. W Generalnej Guberni połączono mniejsze oddziały w większe jednostki. Na ziemiach wschodnich, gdzie "Burza" miała się rozpocząć, zmobilizowano wszystkich żołnierzy AK, dostarczono oddziałom broń, amunicję i inne wyposażenie, a jednostkom nadano nazwy i numerację pułków, dywizji przedwojennych. Przed Armią Czerwoną występowała jako gospodarz zajmowanych ziem, reprezentując także legalne i prawowite polskie władze cywilne. Akcje te kończyły się prawie zawsze rozbrajaniem oddziałów AK, więzieniem lub zesłaniem żołnierzy w głąb Rosji. Tak było na Wołyniu (27. DP AK), Wileńszczyźnie (Operacja "Ostra Brama"), Nowogródczyźnie czy we Lwowie, a także w Lubelskiem, na Polesiu i w Białostockiem. Ostatnim aktem "Burzy" było Powstanie Warszawskie, po klęsce którego prawie cała Komenda Główna dostała się do niewoli. Wkraczająca na ziemie polskie Armia Czerwona z sowieckim aparatem policyjno-politycznym dokonywała masowych aresztowań i wywózek w głąb Rosji żołnierzy AK (ok. 50 tys.). Wobec takiej sytuacji gen. Okulicki wydał 19 stycznia 1945 roku rozkaz rozwiązania podległej mu Armii: "Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa Polskiego i ochrony ludności polskiej przed zagładą".
Dwa miesiące później gen. Okulicki został pojmany, wywieziony do Moskwy i tam skazany w procesie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Do Polski już nie wrócił i został zamordowany w sowieckim więzieniu w Wigilię 1946 roku.

Dr Jarosław Szarek historyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn06.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2012, 15:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Po wojnie walka się nie skończyła

Ze Zbigniewem Narskim, żołnierzem Armii Krajowej, powstańcem warszawskim, rozmawia Adam Białous

Jak zaczęła się Pana działalność w konspiracji?

- Kiedy wybuchła wojna, mój ojciec, który był wysokim urzędnikiem państwowym i komisarzem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, został ewakuowany do Lwowa, tam aresztowali go Sowieci. Tak więc w okupowanej Warszawie zostałem sam - byłem jeden u rodziców, z matką, dziadkami i ciotką. Wtedy też zaczęła się moja działalność konspiracyjna. Pierwszą akcją, jaką przeprowadziliśmy z kolegami, było wydobycie ze stawu w parku Skaryszewskim karabinów i amunicji ukrytych tam przez polskich żołnierzy Września. Te militaria czyściliśmy, smarowaliśmy i ukrywaliśmy w naszych domach. Była to taka oddolna, niezorganizowana jeszcze konspiracja. Jednak ona tak właśnie w Warszawie się zaczęła. Na początku okupacji każdy we własnym zakresie robił, co mógł, aby przeciwstawić się niemieckiej agresji. Spontanicznie powstawało bardzo wiele organizacji niepodległościowych, które prowadziły działalność, każda na własną rękę - czasami było to niebezpieczne, bo jedni drugim wchodzili w drogę. Zanim udało się wszystkie te organizacje połączyć w jedną Armię Krajową, takie niekorzystne rozproszenie sił trwało kilka lat.

W jakim oddziale AK Pan służył?

- Po przeszkoleniu zostałem przydzielony do grupy "Andrzeja". Była to specjalna grupa przeznaczona do większych operacji dywersyjnych. Podlegała ona bezpośrednio Delegaturze Rządu na Kraj. Było nas tam w sumie około 40 młodych chłopców, uzbrojonych w dwa lekkie karabiny maszynowe, pistolety maszynowe, pistolety zwykłe, granaty obronne i dymne - bo nigdy nie wiadomo było, co się wydarzy. Poza tym zawsze dwóch lub trzech chłopaków przebranych było w mundury niemieckie, po to by w razie pojawienia się kolumny samochodów z niemieckimi żołnierzami skierować ją w inną ulicę - żeby nam nie przeszkadzali i żeby nie było konieczności strzelania do zwykłych żołnierzy Wehrmachtu. Staraliśmy się unikać z nimi walk, bo naszym zadaniem nie była walka z całą armią niemiecką, a tylko z jej aparatem represyjnym - on nam głównie szkodził.

Po wojnie, jak wielu żołnierzy AK, był Pan więziony i prześladowany za polskość i patriotyzm.

- Podczas pierwszego zatrzymania, zaraz po wojnie, trafiłem do celi o wymiarach 1,80 m na 1,80. Jestem wysokim mężczyzną, więc nie mogłem w tej celi ani stanąć prosto, ani się normalnie położyć - usiąść też nie było jak. Oczywiście przez całą dobę świeciła w celi mocna lampa. Budzili mnie około godz. 5.00, a leżeć pozwalali po 23.00. Naszym więziennym prześladowcom chodziło oczywiście o to, by nas psychicznie złamać, wprowadzić w stany lękowe. Nie dałem się zastraszyć. W dużym stopniu pomogły mi w tym moje trudne żołnierskie doświadczenia i psychiczne hartowanie, jakie przeszliśmy w AK. Poza tym zawsze, nawet w najgorszych sytuacjach, staram się być optymistą - może dlatego tak długo żyję? W AK byliśmy uczeni przez przełożonych, że strach do niczego dobrego nie prowadzi. Może wywołać panikę, a człowiek w takim stanie robi same błędy i szkodzi sobie oraz innym. Podczas przesłuchań nic ze mnie nie wydusili, oskarżyli mnie więc o sprawy wyssane z palca. Najpierw siedziałem w więzieniu pół roku, później zrobili jakąś karykaturę procesu sądowego i skazano mnie na 8 lat więzienia oraz na utratę praw obywatelskich. Trafiłem do więzienia karnego, do celi przeznaczonej najwyżej dla 6 osób, a siedziało w niej 15.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn08.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 22 lut 2012, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Sąd koleżeński Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Kielcach nie ugiął się pod medialną nagonką "Gazety Wyborczej" i wydalił ze swoich szeregów Henryka Pawelca za publiczne oskarżanie swoich kolegów o bandytyzm i mordowanie Żydów. Czeka go jeszcze proces sądowy o zniesławienie

Na indeksie Armii Krajowej

Gdyby wziąć pod uwagę częstotliwość ukazywania się prasowych tekstów na temat Henryka Pawelca w kieleckim dodatku do "Gazety Wyborczej", przeplatanych doniesieniami w ogólnopolskim wydaniu gazety i w "Tygodniku Powszechnym", można by odnieść wrażenie, że Kielecczyzna od nowego roku żyje wyłącznie problemem wykluczenia kombatanta ze ŚZŻAK. Sążniste wywiady i komentarze, codzienny monitoring stanu postępowania przed sądem koleżeńskim, niepochlebne wypowiedzi pod adresem jego członków, gloryfikacja Pawelca jako jedynego sprawiedliwego wśród kieleckich akowców w sposób oczywisty miały na celu wymuszenie na sądzie koleżeńskim odstąpienia od ukarania kombatanta za nazwanie mjr. Mariana Sobiesiaka ps. "Barabasz", dowódcy legendarnego oddziału AK "Wybranieccy" działającego na Kielecczyźnie, zbrodniarzem. Solidarność z Pawelcem w formie listu otwartego ogłoszonego w "Gazecie Wyborczej" zamanifestowało stu kilkudziesięciu różnego kalibru tropicieli rzekomego polskiego antysemityzmu z Wojciechem Mazowieckim, Dariuszem Libionką czy Tadeuszem Słobodziankiem na czele. Sugerowali oni mafijny charakter kieleckich struktur ŚZŻAK, a zgodne ze statutem wydalenie szkodzącego związkowi członka nazwali "omertą".
Tymczasem okazuje się, że oskarżenia akowców o "zbrodnie" na Żydach oparte zostały na bardzo kruchych podstawach. Zaczęło się od tego, że dwie panie związane z Centrum Badań nad Zagładą Żydów - jedna w stopniu profesora, druga doktora - na podstawie analizy akt trzech stalinowskich procesów i paru relacji pochodzących m.in. z Instytutu Yad Vashem wysnuły hipotezę, jakoby żołnierze zasłużonego dla Kielecczyzny oddziału Armii Krajowej "Wybranieccy" w "pięciu lub sześciu przypadkach" zabili Żydów z przyczyn antysemickich i w celu zagarnięcia ich mienia, a nie - jak było to dotąd przyjęte - na podstawie wyroków Podziemnego Państwa Polskiego. Choć jednoznacznych dowodów na to nie przedstawiły, ich teza została ukazana jako udokumentowany fakt.
Do akcji przeciwko "Wybranieckim" i ich dowódcy został wplątany sędziwy 90-letni kombatant walczący ongiś w inkryminowanym oddziale. Umiejętnie podpuszczony, nazywany przez badaczki holokaustu "ucieleśnieniem polskiego ideału ułańskiego" i człowiekiem o "nieposzlakowanej opinii", nagle napiętnował w "Tygodniku Powszechnym" swojego dowódcę mianem "zbrodniarza". Podchwyciła to "Gazeta Wyborcza". Ponieważ wspierany przez członków Towarzystwa im. Jana Karskiego i wynoszony na piedestał przez "Gazetę Wyborczą" wiekowy kombatant nie reagował na upomnienia kolegów i nie zamierzał swoich oszczerstw odwołać, został wykluczony z szeregów Światowego Związku Żołnierzy AK, a teraz czeka go jeszcze proces sądowy o zniesławienie, zapowiadany przez rodzinę pomówionego dowódcy. Zapewne koncern Agora nie pozostawi go bez dobrego prawnika.

Barabasz i jego chłopcy
"Wybranieccy" byli jednym z pierwszych oddziałów partyzanckich AK powstałych i walczących na Kielecczyźnie. Początkowo niewielki, bo liczący 7 ludzi oddział został utworzony wczesną wiosną 1943 r. przez inspektora kieleckiego obwodu Kierownictwa Dywersji (Kedywu) kaprala podchorążego Mariana Sołtysiaka "Barabasza". Marian Sołtysiak to postać bohaterska, a zarazem niezwykle barwna. Poeta należący od 1936 r. do kieleckiej grupy literackiej "Gołoborze", harcerz, podchorąży II dywizji Piechoty Legionów, uczestnik Kampanii Wrześniowej ujęty przez Niemców pod Zamościem, uciekł z niewoli i już w listopadzie został zaprzysiężony w konspiracyjnej Służbie Zwycięstwu Polski. W konspiracji pozostał do końca okupacji hitlerowskiej. Przez jego oddział przeszło prawie 300 żołnierzy. Jak większość jednostek AK "Wybranieccy" ochraniali ludność cywilną przed bandami rabunkowymi i niemieckimi akcjami pacyfikacyjnymi, przeprowadzali akcje dywersyjne, likwidowali konfidentów i funkcjonariuszy hitlerowskich. Nie sposób zliczyć wszystkich ich dokonań. Już w kwietniu 1943 r. wsławili się opanowaniem Chęcin i uwolnieniem więźniów z aresztu. Potem spalili koszary Baudienstu w Rykoszynie, dokonali napadu na posterunek żandarmerii w Bielinach. W czerwcu 1944 r. opanowali Chmielnik, gdzie rozbili magazyny wojskowe, w lipcu rozbili oddział żandarmerii w Niestachowie. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji oddziału była zwycięska bitwa pod Antoniowem, która uratowała wieś przed pacyfikacją, choć kosztowała 6 zabitych. Potem przyszły jeszcze walki pod Zaborowicami czy Radkowem. Ogółem "Wybranieccy" przeprowadzili ponad 100 udanych akcji bojowych, w tym szereg miejskich w Kielcach. Oddało w nich życie ponad 30 żołnierzy. Na podstawie wyroków Podziemnego Państwa Polskiego zlikwidowali kilkudziesięciu konfidentów.
28 września 1944 r. rozformowano zgrupowanie 2. Dywizji Piechoty Legionów AK, w składzie której od czasu akcji "Burza" jako 4. pułk piechoty Legionów AK pozostawał oddział "Wybranieckich". Partyzanci zostali zdemobilizowani, część z nich powróciła do swoich miejscowości i rodzin, reszta kontynuowała walkę z okupantem niemieckim, a potem sowieckim.
Po wkroczeniu Sowietów, gdy rozpoczęło się polowanie na kadrę dowódczą Polski Podziemnej, ukrywający się "Barabasz" przedostał się na Zachód, lecz wkrótce, gdy w kraju jego żona urodziła dziecko, wrócił do Polski. We Wrocławiu próbował podjąć studia, lecz w 1949 r. został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. O ciężkim śledztwie trwającym 2 lata mówił: "Byłem na dnie piekła". W sfingowanym procesie w 1951 r. został skazany na 7 lat więzienia, z których odsiedział 5. Dwukrotnie zrehabilitowany: po odwilży w 1956 r. i po przemianach w 1989 r., zmarł w 1995 roku. Jest patronem ulicy w Kielcach, szkoły w Daleszycach, ma kilka pomników i tablic.

Pięć albo sześć przypadków
Wykluczenie Henryka Pawelca ze Światowego Związku Żołnierzy AK to reakcja na jego wypowiedź w reportażu Zuzanny Radzik w "Tygodniku Powszechnym" z lipca ubiegłego roku, gdzie nazwał swojego byłego dowódcę Mariana Sołtysiaka zbrodniarzem. Być może autorka reportażu pozoruje rzekomo przypadkowe spotkanie z jakoby nieznanym sobie kombatantem. Okazuje się, że świat jest bardzo mały i zarówno ona, jak i kombatant są już po lekturze i pod silnym wrażeniem nieopublikowanego jeszcze artykułu napisanego dla rocznika "Zagłada Żydów. Materiały i Studia" przez dr Alinę Skibińską i prof. Joannę Tokarską-Bakir. Zarówno Zuzanna Radzik, jak i Henryk Pawelec zgadzają się z tezami artykułu, że oddział "Wybranieckich", a zwłaszcza jego dowódca ma na rękach krew niewinnych Żydów zabitych w celach rabunkowych.
Tezy te nie są całkiem nowe, gdyż przed 60 laty sformułował je również Sąd Wojewódzki w Kielcach, skazując żołnierzy AK na długoletnie więzienia na podstawie dekretu "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego", wydanego przez zainstalowany w Polsce przez Stalina marionetkowy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Choć stalinowskie wyroki zostały już dawno unieważnione, twórcza analiza akt procesowych pozwoliła paniom Skibińskiej i Tokarskiej-Bakir nie tylko na stwierdzenie winy żołnierzy AK, ale na znaczne rozszerzenie aktu oskarżenia. Z dezaprobatą piszą o stalinowskim sędzi skazującym akowców na wieloletnie wyroki jako człowieku "życzliwym oskarżonym", a np. wyrok 5 lat więzienia dla Edwarda Skrobota ps. "Wierny" uznają za "nadzwyczaj łagodny". Skibińska i Tokarska-Bakir stanowczo odrzucają wszelkie wyjaśnienia akowców, że we wszystkich zarzucanych im "morderstwach" wykonywali wyroki śmierci wydane przez Polskie Państwo Podziemne. Aż strach pomyśleć, co by czekało "Barabasza" i jego żołnierzy, gdyby to te panie znajdowały się w czasie procesu w 1951 r. na miejscu sędziego.
Trudno odmówić osobom z cenzusami naukowymi, jakimi są panie Skibińska i Tokarska-Bakir, prawa do prowadzenia nawet w tak emocjonalny sposób badań historycznych. Naukowcy mogą stawiać różne kontrowersyjne tezy, ale traktowanie ich jako prawdy obiektywnej, a następnie wykorzystywanie w celu mieszania z błotem nieżyjących już osób, to poważne nadużycie. Zwłaszcza gdy tezy te nie zostały poddane pod dyskusję i zweryfikowane przez innych naukowców, niekoniecznie z Centrum Zagłady Żydów. Kielecka delegatura IPN przygotowuje obszerne opracowanie dotyczące zarzucanych oddziałowi "Wybranieckich" i jego dowódcy "zbrodni", a także wiarygodności wniosków wyciąganych na podstawie akt stalinowskich procesów.

"Sierpniówki" mało wiarygodne
Analizy opublikowane przez prof. Tokarską-Bakir i dr Skibińską w roczniku "Zagłada Żydów. Materiały i Studia" to kontynuacja metody rozsławionej przez prof. Jana Tomasza Grossa, który w swoich książkach oskarżających Polaków o zbrodnie przeciwko Żydom powoływał się na materiały procesowe z tzw. sierpniówek. "Sierpniówki" to potoczna nazwa procesów prowadzonych po zajęciu Polski przez Sowietów na podstawie wydanego w sierpniu 1944 r. dekretu "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy". Na podstawie "dekretu sierpniowego" sądzeni i karani byli hitlerowscy oprawcy, np. komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu Rudolf Höss, ale również żołnierze Armii Krajowej. Najsłynniejszą "sierpniówką" był pseudoproces gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", szefa Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK (Kedywu), zakończony - jak wiadomo - mordem sądowym.
Zdaniem prof. Jana Żaryna, po rozbiciu przez komunistów podziemia niepodległościowego, a szczególnie po 1949 r., żołnierze AK, NSZ czy BCh bardzo często byli oskarżani właśnie na podstawie "dekretu sierpniowego" o współpracę z hitlerowcami. Oprócz tak spektakularnych procesów jak rotmistrza Pileckiego czy gen. Fieldorfa odbyło się wiele spraw, w których na prowincji skazywano żołnierzy niższych szczebli.
- Miało to służyć jako tuba propagandowa do haniebnego pomawiania organizacji Państwa Podziemnego i jego kadry dowódczej o kolaborację z Niemcami - twierdzi prof. Żaryn. - Jedną z form takiej kolaboracji miał być udział w eksterminacji Żydów - precyzuje.
Zdaniem historyka, materiały procesowe "sierpniówek" są w dużym stopniu niewiarygodne, co nie znaczy, że nie można tam znaleźć również prawdziwych informacji. Praktyką stalinowskiego departamentu śledczego było wymuszanie na oskarżonych i świadkach zeznań zgodnych z politycznym zapotrzebowaniem. Często dręczeni akowcy częściowo lub całkowicie przyznawali się do stawianych im zarzutów. Dochodziła do tego jeszcze ubecka agentura, która - powoływana w charakterze świadków - miała za zadanie wspierać prokuratorskie oskarżenia. Niestety, wszystko to przeważnie umyka badaczom "sierpniówek". Interesuje ich głównie zdobywanie informacji potwierdzających, że ktoś kiedyś zastrzelił osobę narodowości żydowskiej i w ten sposób uczestniczył w zagładzie Żydów.
- Akcja oczerniania żołnierzy AK w stalinowskich gazetach jest dziś niejako reaktywowana - konkluduje prof. Żaryn. - Niektórzy robią to z ignorancji, ale niektórzy cynicznie i w pełni świadomie.
Profesor Żaryn przygotowuje opracowanie dotyczące metodologii badań nad "sierpniówkami". Zapewnia, że zapozna się i uwzględni w swoim opracowaniu również analizy dr Skibińskiej i prof. Tokarskiej-Bakir.

Najgorsze świństwo
Konflikt między Henrykiem Pawelcem ps. "Andrzej" a członkami kieleckiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej trwa już od końca lat 90. Pawelec jako dowódca zwiadu konnego przeszedł wraz Marianem Sołtysiakiem "Barabaszem" cały szlak bojowy "Wybranieckich". Później przedostał się na Zachód. Do Polski wrócił w 1992 r. i do śmierci Sołtysiaka wręcz manifestował swoją przyjaźń i oddanie byłemu dowódcy.
W miarę upływu lat od śmierci dowódcy "Wybranieckich" Pawelec coraz intensywniej zaczynał podważać dotychczas niekwestionowany autorytet dowódcy, za co został nawet wykluczony z jednego z kół ŚZŻAK w Kielcach i przeniesiony do innego. Ale nie posuwał się wówczas do oskarżania "Barabasza" o zbrodnie na Żydach, co robi dopiero od lipca ub.r. i za co właśnie wyrzucono go z kieleckiego okręgu ŚZŻAK.
- Rzucać kalumnie po śmierci na swojego dowódcę to jest najgorsze świństwo, jakie żołnierz może zrobić - uważa Włodzimierz Gruszczyński ps. "Jach", 92-letni kombatant z oddziału "Jędrusie", młodszy o 4 lata kolega szkolny Mariana Sołtysiaka. - Jest to obraza nie tylko samego "Barabasza", ale całej Armii Krajowej. Podkreśliliśmy to w naszym wniosku o wykluczenie Pawelca ze związku.
- Zarzucanie "Barabaszowi", że wydawał rozkazy zabijania Żydów dlatego, że byli Żydami, to kompletna bzdura - przekonuje mieszkająca we Wrocławiu Danuta Nowak ps. "Danka", łączniczka w oddziale najpierw "Barabasza", a później dowódcy okręgu mjr. "Wyrwy". - Przecież cały czas był z nami w konspiracji Żyd dr Lepszy, który nawet ratował mnie po wypadku na motocyklu. Wszyscy wiedzieli, że jest Żydem, i jakoś nikt do niego nie strzelał. Przeciwnie, bardzo go wszyscy kochaliśmy - dodaje Nowak.

Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 paź 2012, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/60170

Migawki z Muzeum AK w Krakowie



http://marucha.wordpress.com/2012/10/17 ... -krakowie/

Muzeum AK im. Gen. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie
Posted by Marucha w dniu 2012-10-17 (środa)

Muzeum AK im. gen. Emila Fieldorfa „Nila” powstało w roku 2000 jako samorządowa jednostka upowszechniania kultury Miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego. Obok Muzeum Powstania Warszawskiego jest Muzeum Armii Krajowej najważniejszym w skali kraju muzeum czynu zbrojnego Polski Walczącej. Jest także jedyną placówką na świecie, która ukazuje całokształt tematyki związanej z Armią Krajową i Polskim Państwem Podziemnym.

Muzeum Armii Krajowej usytuowano w poaustriackich koszarach wojskowych, które przed wojną i po wojnie użytkowało także wojsko. Przez pierwsze lata istnienia muzeum budynek użytkowany był także przez Wojskową Administrację Nieruchomości. Od lipca 2009 roku, poza żmudnym gromadzeniu, opracowywaniu, rewitalizacji i udostępnianiu zbiorów Muzeum realizuje projekt pod nazwą „ Rewaloryzacja i adaptacja budynku przy ul Wita Stwosza 12 w Krakowie dla potrzeb Muzeum Armii Krajowej”. Koszt inwestycji wynosi 36 764 891,98 zł.
Krakowianie i chętni spoza Krakowa mogą od 27 września br. zapoznać się z efektami pracy pracowników Muzeum, zbudowanej wokół wiodącej idei, która jest przedstawieniem całościowego obrazu polskiego podziemia czasów wojny, wraz z jego duchową genezą obejmującą II RP oraz kształtem dziedzictwa patriotycznego we współczesnej Polsce. Przyjęty i udostępniony scenariusz ekspozycji, wzbogacony środkami multimedialnymi pokazuje nam:

* Życie narodu, który pod okupacja niemiecką oraz na terenach będących pod okupacja sowiecką od 17 września 1939 do 21 czerwca 1941 kontynuował byt państwowy pod postacią Polskiego Państwa Podziemnego. Mamy tu uwypuklone działanie podziemnych struktur wymiaru sprawiedliwości z podaniem ilości rozpatrzonych spraw, wyroków skazujących i wyroków wykonanych. Ten dział ekspozycji zadaje kłam twierdzeniom, że Polacy pod okupacją zajmowali się jedynie szmalcownictwem, tak ulubioną narracją „Gazety Wyborczej” i lewactwa skupionego wokół „Krytyki Politycznej”. Wydane i wykonane wyroki na osobach, które sprzeniewierzyły się porządkowi prawnemu jaki obowiązywał w II RP przeczą tej niesprawiedliwej wobec Polaków narracji, a dowody można zobaczyć w Muzeum. Polskie Państwo Podziemne nie pozostawiło bez pomocy ludzi, którzy w wyniku wojny utracili środki do życia. Poprzez Radę Główna Opiekuńczą niosło pomoc tym ludziom. Możemy poznać statut RGO, jej działaczy a także zapoznać się z pismami kierowanym przez obywateli polskich do RGO. Bardzo dobrze opracowany jest dział poświęcony „Żegocie” i jej głównej działaczce Zofii Kossak-Szczuckiej. Możemy wreszcie zapoznać się z kulisami działań tej organizacji, jej głównymi działaczami, źródłami finansowania tej działalności.

* Zasadniczą część ekspozycji stanowi ukazanie fenomenu Armii Krajowej jako części Polskich Sił Zbrojnych podległych Rządowi Polskiemu na Uchodźstwie i zarazem siły zbrojnej Polskiego Państwa Podziemnego. Mamy tu ekspozycje dotyczące Służby Zwycięstwu Polsce – Związku Walki Zbrojnej – AK, Narodowej Organizacji Wojskowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Batalionów Chłopskim i bardzo mała ekspozycja dotycząca Gwardii Ludowej i Armii Ludowej. W tej części ekspozycji korzystając z technik multimedialnych możemy dokładnie poznać historię kampanii wrześniowej, zobaczyć zrekonstruowany czołg Vickers złożony z oryginalnych części zniszczonego we wrześniu 1939 r. czołgu. Można także zobaczyć rekonstrukcję zawierającą oryginalne części rakiety V-2 zdobytej przez AK i przesłanej na zachód. Jest także dużo broni partyzanckiej zdobycznej, ale także z produkcji w zakładach zorganizowanych przez Polskie Państwo Podziemne. Podziemna Armia Polska liczyła 360 000 żołnierzy. Wielu z nich to byli wojskowi, ale dorastało młode pokolenie, które należało szkolić. I o tym jak szkolono żołnierzy podziemia pokazuje nam jedna z ekspozycji. Jest ciekawa ekspozycja poświęcona „ cichociemnym”, jak ich szkolono ilu przeszło z wynikiem pozytywnym szkolenie, ilu i kogo zrzucono do Polski, ilu i kto zginął. Bardzo istotnym elementem działalności Polskiego Państwa Podziemnego była Informacja i Propaganda. Aż wierzyć się nie chce ile tytułów i w jakim nakładzie drukowano podziemne pisma periodyczne. To wzbudza podziw dla tych ludzi, których przez lata wymazywano z pamięci narodowej a obecnie, tych niewielu, którzy jeszcze żyją, spycha się na margines życia.

Niemała część ekspozycji poświęcona jest duchowieństwu i roli kard. Adama Sapiehy w krzewieniu w tak trudnych warunkach wiary zarówno dla partyzantów w lesie jak i dla pozostałej części społeczeństwa. Wzruszająca jest fotograficzna relacja ze ślubu partyzanckiego w lesie łączniczki i żołnierza AK.

I na koniec koniecznie należy napisać o życiu narodu pod okupacją niemiecką i sowiecką. Oba totalitaryzmy rozpoczęły swą wrogą narodowi polskiemu działalność od likwidacji polskiej inteligencji i duchowieństwa. Mamy dokładne mapy z umiejscowieniem obozów, począwszy od obozów dla oficerów, poprzez stalagi do obozów koncentracyjnych z liczbami zamordowanych. Obojętnie jak na to nie patrzyć, to liczby wymordowanych przez Niemców są porażające, a gęstość umiejscowionych przez Niemców obozów budzi przerażenie.

* Jest także łyżeczka dziegciu w tej ekspozycji, ale dowodzi ona obiektywizmu jej pracowników. Bo trzeba także wiedzieć, że oprócz tych, którzy ryzykowali dla Ojczyzny swoje życie byli, co prawda w zdecydowanej mniejszości ludzie, którzy pisali donosy do Gestapo na swoich sąsiadów. I oryginały tych donosów także są wyeksponowane.

Jeśli możemy zachwycać się całością ekspozycji, to muszę powiedzieć, czego moim zdaniem brakuje. Pewnie nie ma wystarczającej ilości materiałów, ale skromnie reprezentowana jest działalność Polskiego Państwa Podziemnego na Kresach, we Lwowie, Wilnie etc. Samo przypomnienie działalności Brygady Nowogródzkiej i mjra Piwnika to mało. Przecież we Lwowie, Stryju, Trembowli działały oddziały AK, a o tym prawie nic nie ma. Jest krótkie wspomnienie o obronie Lwowa i gen. Władysławie Langnerze. Myślę jednak, że jeśli informacja o działalności Muzeum AK dotrze na Dolny Śląsk, to żyjący jeszcze repatrianci z Kresów lub ich bliscy przekażą informacje o działalności Polskiego Państwa Podziemnego na Kresach.

Ireneusz T. Lisiak

http://mercurius.myslpolska.pl/2012/10/ ... fieldorfa-„nila”-w-krakowie/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 sty 2013, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/208/wywiad-a ... u-poczatki

Wywiad AK na Śląsku - początki
Jadwiga Chmielowska, 9 grudnia, 2012 - 13:51

Obrazek
Foto: Konfidentka gestapo Helena Mateja - "Krwawa Lulka"


W zbieranie informacji wywiadowczych zaangażowani byli prawie wszyscy członkowie Organizacji Orzeł Biały. Nie było specjalizacji. Podobnie wyglądało to w Siłach Zbrojnych Polski – śląskim odpowiedniku Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Za działania wywiadowcze odpowiedzialni byli dowódcy wszystkich szczebli. Komenda Główna (KG) ZWZ oczekiwała coraz bardziej szczegółowych i precyzyjnych meldunków ze Śląska. Postanowiono więc powołać odpowiedni, wyspecjalizowany pion wywiadowczy. Komendant Korol mianował szefem wywiadu 27-letniego ppor. rez. Karola Kornasa, ps. „Wierch”. Karol Kornas urodził się w Piotrowicach 16 października 1913r. Ukończył gimnazjum w Katowicach przy ul. Jagiellońskiej. Po maturze, przed wojną, wszyscy chłopcy trafiali do podchorążówek i zostawali porucznikami rezerwy. Nowy szef sprawnie organizował siatkę II Oddziału SZP.
Leon Konski „Wiarus” i Teofil Glagla byli jednymi z pierwszych współpracowników tworzącego się profesjonalnego wywiadu. Siebeneicher dostarczał szczegółowych informacji o transportach wojskowych, przejeżdżających przez Katowice. Kurpanik przekazywał dane z garnizonów niemieckich w Gliwicach i Kluczborku. Na początku lipca 1940r. „Wierch” pozyskał do współpracy Pawła Hellera, który pracował w dowództwie niemieckiego wywiadu w Katowicach. Zgodził się on dostarczać informacje za pieniądze. W ciągu niespełna 2 tygodni, w polskie ręce trafiło 7 planów, dotyczących umocnień na terenie Górnego Śląska, sieci dalekopisów, a nawet tajnych tras lotniczych. Heller otrzymał za to 50$ i 2000 marek. Plany były oryginalne, gdyż wysyłany w pracy do powielarni, robił jedną odbitkę więcej - dla polskiego podziemia. Dzięki Hellerowi udało się też kupić dla Kornasa samochód osobowy. Koczy, zatrudniony w drukarni prezydium policji niemieckiej w Katowicach, dostarczał biuletyny placówki kryminalnej w Katowicach oraz katowickiego i sosnowieckiego Gestapo.
Pod koniec lipca 1940r. Kornas spotkał się w Krakowie z szefem wywiadu obszaru, mjr Janem Cichockim „Jasiem”. KG ZWZ oczekiwała rozszerzenia wywiadu na obszar Rzeszy. Chodziło nie tylko o miejsca dyslokacji wojsk, ale nawet o informacje o produkcji gazów bojowych i ewentualne zdobycie ich próbek.
Dostarczano informacje również o nastrojach w wojsku niemieckim, produkcji węgla i stali, planach rozbudowy przemysłu wojennego. Podawano parametry produkowanych blach. „W hucie „Pokój” pracuje 5000 osób i wytwarza się blachy pancerne do samochodów i łodzi podwodnych, a w Hucie Królewskiej (załoga 4000 osób) - części do ślizgowców, blachy pancerne, koła do armat, podwozia czołgów. Z kolei huta „Batory” produkuje śruby okrętowe o długości 3 metrów i może toczyć lufy o średnicy do 800 mm, a huta „Baildon” – ciężkie pociski artyleryjskie. Oddział II KG ZWZ meldunki wywiadowcze przekazywał do Londynu, które przekazywane były nie tylko wywiadowi angielskiemu, ale wykorzystywane były przez polski rząd emigracyjny do analizy działalności władz okupacyjnych w Polsce” – czytamy w książce Oswalda Guziura, Mieczysława Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK” s. 17.
Karolowi Kornasowi udało się założyć komórkę legalizacyjną. Był to oddział bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że na Śląsku mieszkało 96 tys. Niemców, a po wybuchu wojny napływali z Rzeczy nie tylko robotnicy do przemysłu, ale też urzędnicy. Wielu Ślązaków podpisało Volkslisty. Niektórzy z pobudek materialnych, inni po prostu ze względu na swoje bezpieczeństwo. Należało więc być bardzo ostrożnym przy nawiązywaniu kontaktów i rekrutacji kandydatów do wywiadu.
W oddziale bezpieczeństwa pracowali Bruno Anioł i Franciszek Falkus. To oni zajmowali się podrabianiem pieczęci wielu instytucji, a nawet policji i wojska. Aniołowi udało się nawet dostarczyć legitymacje Arbeitsfront (Frontu Pracy). Dzięki takim dokumentom można się było w miarę swobodnie poruszać po terenie całej Rzeszy. Masowy pobór Ślązaków do Wehrmachtu groził rozbiciem organizacji konspiracyjnej. Ludwik Walczak – pisarz w sztabie poborowym okręgowej komisji wojskowej, dostarczył pierwsze książeczki już w lipcu 1940r. (oprac. tamże)
Himmler tajnym reskryptem z 12 września 1940r., zaliczył wszystkich Ślązaków do osób pochodzenia niemieckiego (pełne brzmienie podaje Zygmunt Izdebski w swojej pracy „Niemiecka lista narodowa na Górnym Śląsku, Katowice –Wrocław 1946r. ”, przypis 1 s.136).
„Sprawność działania sieci wywiadowczej uzależniona była od możliwości bezpiecznego przekraczania granicy policyjnej miedzy Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim, np. w Sosnowcu w sklepie H. Kosowskiego znajdował się punkt kontaktowy i skrytka, z którego korzystał „Wierch” i M. Jarzynka „Błysk”. Ten ostatni zbierał informacje z Zagłębia Dąbrowskiego oraz utrzymywał kontakt z pozyskanymi dla wywiadu : Janem Mrózkiem, Mieczysławem Badurą, Anna Janotą, Józefem Kanią, Janem Margiciokiem, Gretą i Erwinem Goldem, Zenonem Jagielskim i innymi. „Wierchowi nie udało się uzyskać specjalnych zezwoleń upoważniających do przekraczania granicy policyjnej. W tej sytuacji polecił Rudolfowi Mazurowi uzyskać legitymacje kolejarskie, umożliwiające przekraczanie granicy. Wkrótce Mazur przekazał 15 oryginalnych formularzy.”- czytamy w cytowanej już książce O. Guziura i M Starczewskiego s. 18.
Niestety, zaniedbano pracę kontrwywiadowczą. Próbowano tworzyć organizację masową. Liczono na ofensywę francuską, która rozpocznie się lada dzień. Mówiono, że „im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”, że „ciocia Bandziuchowa zaprasza już latem na pierogi do Lwowa” . Klęska Francji wiosną 1940r. była wielkim szokiem. ZWZ zmuszona była zająć się głównie propagandą, by Polacy uwierzyli, że wojna jeszcze nie przegrana, że Niemców da się pokonać. Tymczasem dla Polski była ona przegrana w momencie, gdy żołnierz francuski we wrześniu 1939r. pozostał w okopach za linią Maginota. Jednak w tym czasie nie można było jeszcze przewidzieć zdrady jałtańskiej. Wielka Brytania dalej stawiała czoło Niemcom.
Tymczasem tworząca się polska konspiracja nie zdawała sobie jeszcze sprawy z wytężonej pracy Gestapo. Nie powołano komórki kontrwywiadowczej. Brakło przedwojennych oficerów wywiadu i kontrwywiadu.
„W listopadzie 1940 r. szef Oddziału I Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ - Ksawery Lazar- poznał ładną kobietę, chorzowiankę Martę Rybiankę. Chcąc jej zaimponować, przedstawił się jej jako żołnierz konspiracji. Tymczasem Rybianka okazała się agentką Gestapo. Lazar umówił się z nią 20 listopada przed katowicką kawiarnią „Astoria”, na rogu Mariackiej i Mielęckiego. Tam czekało na niego Gestapo. Zdołał on jeszcze postrzelić jednego z gestapowców, ale w chwilę potem był już obezwładniony. Towarzyszący wówczas Lazarowi Jan Rerich ps. „Ryś”, oficer broni Okręgu, nie chcąc wpaść w ręce Gestapo, podjął próbę popełnienia samobójstwa, uderzając z całej siły głową w kant obudowy samochodu (kilka dni później został zastrzelony przy próbie ucieczki). - napisał Wojciech Kempa w artykule „Oddał życie za Polskę” (http://www.siemianowice.pl/isi/index.php?op=show...)
Kontaktu ze strukturami konspiracyjnymi szukała Helena Mathea (Mateja). Piękna młoda dziewczyna, bardzo inteligentna i rzutka. Według relacji Jurka Janoty, cytowanej przez Wojciecha Kempę „do konspiracji wciągnął Matejankę właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna i aktywna i wkrótce została łączniczką.” Dość szybko dotarła nawet do Kornasa.
18 listopada 1940r. Gestapo rozpoczęło aresztowania od ppor. K Kornasa. Zawsze tak było, że rozpracowanie trwało tak długo, zanim namierzono szefa struktury. Już wtedy były przesłanki, że Matejanka pracuje dla Niemców. Niektórzy jednak twierdzą, że dopiero po krótkotrwałym aresztowaniu w listopadzie 1940r. zgodziła się na współpracę. Trudno to dziś rozstrzygnąć.
Warto przytoczyć opublikowane przez Wojciecha Kempę oświadczenie Heleny Wiechuły:
„Oświadczam, że Helena Mateja zwana u nas Halą często przychodziła do naszego domu w czasie od grudnia 1939 r. do chwili aresztowania brata Władysława w dniu 18 XII 1940 r. Od czasu do czasu przychodziła również po aresztowaniu rodziny w czerwcu 1943 r. pytając się czy mamy środki do życia pozostałych nieletnich dzieci aresztowanych sióstr. Napisała mi nawet prośbę do siostry Hitlera o zwolnienie rodziców z obozów koncentracyjnych. Byłam bardzo ostrożna w rozmowie z nią, ponieważ osobiście od obu braci dowiedziałam się po powrocie z robót przymusowych z początkiem 1942 r., że „Hala” jest na usługach Gestapo.
Brat Władysław, więziony w Raciborzu, w czasie oficjalnego widzenia oświadczył mi przy strażniku, żebym wystrzegała się fałszywej koleżanki Hali. Pytając się o moje koleżanki, powiedział dosłownie „Koleżankę Halę wyrzuć z domu bo ona jest fałszywa” trącił mnie przy tym nogą.
Brat Bolesław, ukrywający się od 18 XII 1940 r. przed Gestapo, informował to wyraźnie. Powiedział mi w tym samym okresie, że czytał gryps Józefa Skrzeka aresztowanego inspektora katowickiego ZWZ, który napisał „Jula pracuje dla Gestapo”. Bolek dodał - „Hala będzie pierwsza, której wpakuję kulę w łeb”.
Matejanka była bliską współpracownicą moich braci w pracy konspiracyjnej. Jedynie ojciec ostrzegał braci, że taka dziewczyna nadaje się na randki, a nie do pracy w podziemiu. Na to bracia odpowiedzieli - ona oddaje nam duże usługi bo umie zawsze wszystko załatwić - szczególnie z mężczyznami.” - http://www.historycy.org/index.php?showtopic=729...
18 listopada aresztowany został zastępca komendanta Inspektoratu Katowice - Jan Skolik ps. „Brzeziński”, a następnego dnia – Michał i Benedykt Rymerowie, w mieszkaniu których znajdowała się skrzynka kontaktowa Komendy Okręgu. W grudniu aresztowano następcę Korola - komendanta Okręgu Śląskiego - Józefa Szmechtę ps. „Hutnik”. Wojciech Kempa publikuje gryps Szmechty z 22 grudnia 1940r., z więzienia w Zabrzu:
„Swego czasu dostałem wezwanie do prokuratura na plac Wolności (ja myślałem, że to w sprawie Galgona), był to podstęp i tam mnie aresztowano, a na drugi dzień dużo innych, których Lazar podał.”
18 grudnia 1940 r. Niemcy aresztowali 456 osób. Trzy osoby zastrzelono podczas zatrzymania. Tak zginął komendant Inspektoratu Katowice Jan Klauza ps. „Saper”.
Zemściło się zaniedbanie stworzenia silnej struktury kontrwywiadowczej. Przedwojenni policjanci i oficerowie wywiadu zostali uwięzieni w Ostaszkowie i zamordowani przez NKWD w Twerze. Tuż przed wybuchem wojny, wiosną 1939r. zmarło na „galopujące choroby”, kilku członków grupy „Wawelberga”.
Metoda podsuwania kobiet do rozpracowywania i dezintegracji środowisk jest bardzo stara i powszechnie znana.
Niektórzy, nawet mimo wielu ostrzeżeń nie chcą uwierzyć, iż podstawiona sprytna, ładna kobieta, jest w stanie dokonać olbrzymich spustoszeń w penetrowanym środowisku. Takie przypadki zdarzały się później przy rozpracowywaniu środowisk antykomunistycznych nawet w latach 80-tych.
W AK istniała potem dokładna instrukcja, czym należy się kierować, podejmując pracę z kobietami. Sprawdzano dokładnie całą rodzinę i morale kandydatki na żołnierza AK. Przed wojną oficer musiał mieć zgodę przełożonego na ślub. Jeśli jej nie uzyskał, a chciał się żenić -musiał odejść do cywila. Szczególnie sprawdzane były narzeczone oficerów II Oddziału, które przechodziły szkolenie kontrwywiadowcze.

Jadwiga Chmielowska

Tekst ukazał się w „Gazecie Śląskiej” 30 listopada 2012r.


Jadwiga Chmielowska - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 20 sty 2013, 17:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/01/09 ... -jedrusia/

70 rocznica śmierci „Jędrusia”
Posted by Marucha w dniu 2013-01-09 (środa)

Obrazek

Dziś przypada 70 rocznica śmierci Władysława Jana Jasińskiego ps. Jędruś, jednego z najważniejszych dowódców partyzanckich na Kielecczyźnie i Podkarpaciu.

Nazwa oddziału, który przyjął swoją nazwę od pseudonimu swojego dowódcy, stała się synonimem walki z Niemcami. Władysław Jan Jasiński urodził się 18 sierpnia 1909 r. w Sadkowej Górze niedaleko Mielca (Podkarpackie). We wrześniu 1939 roku brał udział w obronie Tarnobrzega. Następnie przeszedł do konspiracji, skupiając wokół siebie, młodych, niezwykle aktywnych ludzi. Działalność „Jędrusi” miała charakter przede wszystkim propagandowy – wydawali biuletyn „Odwet”.

Charakter działalności grupy Jasińskiego zmienił się na wiosnę 1941 roku, kiedy w pięć osób dokonała ona skoku na leśnictwo w Szczece położone między Staszowem a Połańcem i zabrała pewną ilość pieniędzy na wydawanie „Odwetu” i działalność opiekuńczą wobec osób poszkodowanych przez wojnę. Jasiński zginął 9 stycznia 1943 roku w miejscowości Trzcianka między Połańcem a Osiekiem na posesji Józefa Wiącka, swojego następcy, zdradzony przez jednego mieszkańca wsi.

JD, PAP

http://naszdziennik.pl/polska/20350,70- ... rusia.html

* * *

Tak kończyli zbrodniarze

Kaci, oprawcy, zwyrodniali mordercy mający na koncie setki ofiar – w czasie okupacji na Sandomierszczyźnie działało wielu hitlerowskich funkcjonariuszy, do których pasują wszystkie wymienione określenia. Kilku z nich sprawiedliwość dosięgła jeszcze przed końcem wojny. Zostali zlikwidowani przez polskie podziemie.


Pomścić szefa

Legendarny oddział „Jędrusiów” zapisał jedną z najbardziej chwalebnych kart historii walk z okupantem w naszym regionie. Twórca oddziału Władysław Jasiński stał na jego czele do stycznia 1943 roku, kiedy zginął z rąk Niemców. Za ironię losu uznać można fakt, że patrolem, który osaczył partyzanta i kilku jego ludzi, dowodził człowiek noszący taki sam pseudonim jak Jasiński.

Andrzej Resler przed wojną prowadził gospodarstwo rolne w Sielcu niedaleko Staszowa. Wioska była zamieszkana przez niemieckich kolonistów, którzy pojawili się w tej okolicy jeszcze w połowie XVIII wieku, gdy właścicielem okolicznych dóbr był August Czartoryski. Po napaści hitlerowskiej na Polskę, Resler aktywnie zaczął działać w gestapo [To tak a propos lojalności mniejszości narodowych - admin].
Jego zbrodnie szybko stały się głośne. Własnoręcznie zamordował kilkudziesięciu Polaków i Żydów z rejonu Staszowa. To on właśnie na czele żandarmów z placówki w Rytwianach przed południem 9 stycznia 1943 roku osaczył kwaterę w Trzciance niedaleko Osieka, gdzie przebywał akurat Władysław Jasiński i kilku jego ludzi. Dowódca „Jędrusiów” w chwili ataku nie miał nawet pistoletu, a jedynie granat ukryty w kieszeni spodni. Ostrzeliwani partyzanci próbowali wycofać się w bezpieczne miejsce. Trzech z nich dosięgły jednak kule. Oprócz Jasińskiego polegli jeszcze Antoni Toś „Antek” i Marian Gorycki „Polikier”. Niemcy nawet nie zrewidowali zwłok. Przeczuwali, że lada moment sami mogą znaleźć się w pułapce. Pospiesznie opuścili wioskę, nakazując pilnowanie ciał zabitych okolicznym chłopom, aż do czasu ich powrotu. Wrócili istotnie pod wieczór w dużo większej sile, ale do tego czasu „Jędrusie” zdążyli już zabrać poległych. Pochowano ich na cmentarzu w Sulisławicach.

11 marca tego samego roku Resler urządził sławny „rajd śmierci”, w czasie którego objechał z silną obstawą Osiek, Dzięki, Gieraszowice, Sulisławice, Suliszów i Koprzywnicę, pozostawiając wszędzie za sobą trupy. Z jego ręki zginął m.in. naczelnik poczty w Osieku nazwiskiem Żyła.

Plan likwidacji Reslera opracowywany był w gajówce Jedynaków koło Grzybowa. Stacjonujący tam dowódca podobwodu AK Szydłów kpt. Piotr Kabata ściągnął specjalnie do realizacji tego zadania 20 osobową grupę dywersyjną. Na miejsce zasadzki wybrano przebiegający przez las odcinek szosy miedzy Staszowem a Rytwianami. Tędy zazwyczaj gestapowiec wracał do swojego domu w Sielcu. 23 marca przez cały dzień czyhali na niego 4 partyzanci. Bez rezultatu. Nocą wrócili do gajówki, a kapitan Kabata wysłał w ich miejsce drugą zmianę. Około południa na drodze pojawiło się dwóch rowerzystów. Jeden z nich był w mundurze żandarma, drugi miał na sobie cywilne ubranie. Rozpoznano go bez trudu, miedzy innymi po długich, charakterystycznych wąsach. To był Andrzej Resler. Padł strzał. Gestapowiec zwalił się na ziemię, lecz nie zginął od razu. Zdążył jeszcze wyciągnąć rewolwer, kiedy dosięgła go następna tym razem śmiertelna kula. Towarzyszący mu żandarm zdołał uciec.


Akcja na Rynku

Jesienią 1943 roku Józef Bojanowski ps. Walter otrzymał od komendanta podobwodu AK Klimontów por. Tadeusza Pytlakowskiego „Tarniny” rozkaz wykonania wyroku śmierci na Lescherze, który był szefem posterunku żandarmerii niemieckiej w miasteczku. Lescher słynął z okrucieństwa i miał na swoim sumieniu niejednego Polaka.

Wiedziano, że lubił przechadzać się po klimontowskim Rynku w dni targowe, obserwować handlujących, a niekiedy samemu rewidować ich wozy. Walter postanowił to jego upodobanie wykorzystać w przygotowywanej akcji. Likwidacji niemieckiego zbrodniarza dokonać mieli we dwóch. Józef Bojanowski do pomocy wybrał sobie Czesława Krawczaka ps. Cedro. Na miejsce planowanego zamachu wiózł ich bryczką od strony Pęchowa brat Waltera Jan Bojanowski. Okrążyli wolno zatłoczony furmankami Rynek, poczym dwaj partyzanci wysiedli, a zaprzęg odjechał do Usarzowa. Po wykonaniu zadania uciekać mieli innym powozem, który zaprzężony w parę dobrych koni czekał na nich w jednej z uliczek.

Lescher tego dnia długo się nie pojawiał. Walter i Cedro czekając na niego przysiedli na murku. Po chwili zobaczyli komendanta żandarmerii. Zmierzał w ich kierunku, przypatrując się bacznie obu mężczyznom. Zaskoczeni nie ruszali się z miejsca, dopiero kiedy Niemiec poszedł dalej szybko ruszyli za nim.

Bojanowski strzelił do Leschera kilka razy. Całe zdarzenie rozegrało w północno wschodniej pierzei Rynku. Komendant trafiony trzema kulami jeszcze próbował wyciągnąć z kabury pistolet. Dopiero kolejne dwa strzały sprawiły, że ciężko osunął się na bruk.

Walter zabrał jego broń i wraz z towarzyszem rzucił się do ucieczki. Pojazd czekał na nich w gotowości. Bryczka potoczyła się szybko w kierunku Byszowa. Zanim z pobliskiego posterunku na Rynek wysypali się żandarmi, dwaj partyzanci byli już daleko.

Dodać trzeba, że niespełna dwa miesiące wcześniej w podklimontowskich Konarach Kolonii oddział BCh „Lotna” pod dowództwem Stanisława Borkowskiego „Pioruna” zlikwidował innego hitlerowskiego oprawcę, który budził postrach w całej okolicy. Edward Kohlm zwany „Krwawym Edziem” został zastrzelony, kiedy wracał z wyprawy po przymusowe kontyngenty, jakie okupanci ściągali od polskich chłopów.


Do trzech razy sztuka

W styczniu 1944 roku por. Pytlakowski polecił Walterowi zorganizować specjalną sekcję egzekucyjną, której zadaniem było wykonywanie wyroków śmierci na Niemcach i konfidentach. W skład grupy oprócz Józefa Bojanowskiego weszli jeszcze: Zbigniew Piątek „Grabina”, Tadeusz Chmiel „Alfred” i Jan Bojanowski „Michał”.

Kilkanaście dni przed nadejściem wojsk sowieckich sekcja przeprowadziła jedną z najbardziej spektakularnych swoich akcji. W majątku Skrzypaczowice niedaleko Łoniowa kwaterował von Paul, gestapowiec nadzorujący całą sieć konfidentów na powiat sandomierski. Wyrok na niego został wydany dużo wcześniej, dwukrotne próby jego wykonania nie powiodły się jednak. Czując się zagrożonym von Paul nigdzie nie wyjeżdżał bez silnej eskorty.

Wywiad ustalił, że w każdy piątek gestapowiec jeździ bryczką do Sandomierza. Rozkaz mówił, że von Paula należy ująć żywcem i odstawić do „Jędrusiów”, którzy chcieli wyciągnąć od niego nazwiska konfidentów.

W zasadzce, którą zorganizowano na skraju wsi Sośniczany uczestniczyła w komplecie cała sekcja Waltera. Przyczajeni tuż przy szosie partyzanci dostrzegli w pewnym momencie dwa zbliżające się zaprzęgi. W drugim siedział von Paul wraz z dwoma esesmanami trzymającymi na kolanach gotowe do strzału karabiny. Powoził Polak, stangret Żyła ze Skrzypaczowic. W strzelaninie gestapowcowi trzykrotnie przestrzelono ramię lewej ręki. Mimo to zdołał wyskoczyć z bryczki i rzucił się do ucieczki w pole. Pierwszy dogonił go „Grabina”.

Von Paula rozbrojono i czym prędzej zabrano z miejsca zdarzenia. W umówionym wcześniej miejscu partyzanci nie zastali „Jędrusiów”. Tymczasem na drogach zaroiło się od niemieckich patroli. Nie było sensu ryzykować dalszej eskapady ze schwytanym zbrodniarzem. Zapadła decyzja aby go rozstrzelać. Von Paul do końca pozostał twardy i nieugięty. W trakcie przesłuchania podał co prawda dwa nazwiska konfidentów, ale później okazało się, że osoby te już nie żyją. Wyrok na gestapowcu wykonał Józef Bojanowski gdzieś w okolicach Smerdyny.


Grube ryby

Z rąk żołnierzy polskiego podziemia zginęło również kilku wyższych oficerów niemieckich, którzy swoją działalnością szczególnie krwawo zapisali się w okupacyjnych dziejach Ziemi Sandomierskiej.

Na początku grudnia oddział „Jędrusiów” zorganizował na szosie w pobliżu Kurozwęk zasadzkę na szefa staszowskiej żandarmerii Rittera. Był niedzielny poranek, gdy partyzanci otrzymali informację, że niemiecki oficer wyjechał samochodem do Kielc i po południu będzie wracał tą samą drogą. Ciężarowe auto miało charakterystyczną, żółtą plandekę. Trudno byłoby go nie rozpoznać. Kiedy auto znalazło się na wysokości niewielkiego zagajnika z poza drzew rozpoczął się silny ostrzał. Kierowca zdołał zapanować nad pojazdem i doprowadził go do Staszowa. Partyzanci przygnębieni porażką wrócili do swojej kwatery w Lesisku. Dopiero tutaj dotarła do nich wiadomość, że Ritter został w czasie strzelaniny ciężko ranny i zmarł w szpitalu.

25 maja 1944 roku pchor. Zdzisław Zienkiewicz „Alter”, pchor. Zdzisław Papi „Czerw”, Edmund Rudziński, Wojciech Gołaszewski i inni (łącznie 8 osób) z oddziału dywersyjnego Obwodu AK Iłża wykonali w Wierzbniku wyrok na Eriku Schütze, inspektorze Komendy Sipo i SD dystryktu Radom. Podczas wymiany ognia zastrzelony został także gestapowiec z jego ochrony. Po stronie partyzantów zginął pchor. Czerw. Erik Schütz kierował między innymi akcją likwidacji getta w Staszowie jesienią 1942 roku. Własnoręcznie wymordował wówczas wielu jego mieszkańców.
29 czerwca w samo południe, na Rynku w Opatowie zlikwidowany został miejscowy szef SD obersturmfürer Otto Schultz. Akcję przygotował szef Kedywu podobwodu Opatów „Cichy”, a wykonał patrol z oddziału Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”. W skład patrolu wchodzili m.in. Wiesław Jaszewski „Dan” i sierż. Zdzisław Duś „Sierpień”. Grupę operacyjną ubezpieczali czterej żołnierze z opatowskiej komórki Kedywu. W czasie odwrotu partyzanci byli ścigani przez Niemców. Ciężko ranny „Sierpień” popełnił samobójstwo. Edward Sękowski „Saturn” również trafiony kulą zdołał wraz z „Danem” zdołał ujść cało. 22 sierpnia płk. Jan Zientarski „Mieczysław” podczas wizytacji batalionów 2 Pułku Piechoty AK pośmiertnie odznaczył „Sierpnia” za likwidację Otto Schultza Krzyżem Virtuti Militari.

Rafał Staszewski

http://www.klimontow.net/start/rybnica-jedrusie.html

Zob. też:
http://www.fronda.pl/a/jedrus-bohater-n ... 25222.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 14 lut 2013, 09:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Armia Krajowa

Piotr Szubarczyk

Przed 71 laty – z rozkazu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, gen. Władysława Sikorskiego, konspiracyjne wojsko w kraju zostało przemianowane na Armię Krajową (przedtem Służba Zwycięstwu Polski i Związek Walki Zbrojnej). Pojawiła się nazwa, z którą na lata związały się serca Polaków. Najsilniej w czasie wojny i w okresie powojennego dominium sowieckiego w Polsce.

Armia Krajowa była podziemną siłą zbrojną RP, na obszarze państwa polskiego w jego legalnych granicach sprzed IV rozbioru (1939). Podlegała Naczelnemu Wodzowi i rządowi RP na uchodźstwie.

Głównym jej zadaniem były przygotowania i zbrojenie się do ogólnonarodowego powstania, które miało ogarnąć cały kraj w decydującym momencie wojny, gdy okupanci nie będą już mogli dłużej sprawować skutecznej kontroli nad Polską. AK ograniczała bieżące akcje zbrojne, by nie narażać ludności na represje wroga. Kiedy jednak trzeba było zlikwidować konfidentów czy funkcjonariuszy aparatu represji, nie wahano się. Najbardziej znanym przykładem takiego działania był udany zamach na szefa policji i SS w tzw. dystrykcie warszawskim, Franza Kutscherę.

Planowane powstanie nie udało się z powodów politycznych. Jeden z okupantów, Związek Sowiecki, dokonał w latach 1943--1944 nowego rozbioru Polski, tym razem w porozumieniu z „aliantami”: USA i Wielką Brytanią. Najbardziej dramatycznymi aktami powstania końca wojny (akcja „Burza”) były operacja „Ostra Brama” w Wilnie i Powstanie Warszawskie.

Po rozwiązaniu AK 19 stycznia 1945 r. działały struktury poakowskie, kontynuujące, w warunkach nowej okupacji, walkę o niepodległość.

Żołnierz AK Zbigniew Kabata napisał na emigracji, 20 lat po Powstaniu Warszawskim: „Byłaś dla nas radością i dumą, jak stal prężna, jak żywioł surowa, ustom – pieśnią, sercu –krwawą łuną, Armio Krajowa!”. Byłaś i jesteś…

http://www.naszdziennik.pl/wp/23974,armia-krajowa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 06 maja 2013, 12:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/208/gornosla ... adowcze-ak

Górnośląskie siatki wywiadowcze AK
Jadwiga Chmielowska, 30 kwietnia, 2013 - 17:06

Obrazek

Udało mi się dotrzeć do dokumentów i materiałów siatek wywiadu AK – krypt. „S1”, „S5” i „S9” .

Były one niezależne od struktury wywiadu podległego Śląskiemu Okręgowi AK. Pracowały w ramach siatki „STRAGAN” Jana Mrózka, bezpośrednio na potrzeby KG AK. Obejmowały swoim zasięgiem teren Górnego Śląska.
Roman Plackowski ps. „Romek, „Kuzyn” szef siatki „S1” urodził się w Baranowicach w 1912r. Współpracę rozpoczął jeszcze w Warszawie, tam wszedł w skład siatki STRAGAN, poprzez współpracę z innym agentem wywiadu - Fruzińskim, który pracował w wiedeńskiej centrali.

W celu zorganizowania własnej siatki, przeniósł się w okolice Sosnowca. Do dziś nie są znane miejsca, w których przebywał. Jednym z pierwszych współpracowników Plackowskiego, był Antoni Krenzel, rocznik 1915, ur. w Janowie pod Katowicami. Obecnie jest to dzielnica Katowic. Już od jesieni 1941r. pomagał w dotarciu do ludzi, którzy chętnie pomogliby w zdobywaniu informacji o wrogu. Krenzel był już wcześniej członkiem słynnej Tajnej Organizacji Niepodległościowej – TON. Tam też specjalizował się w wywiadzie. Uniknął aresztowania, chociaż jego nazwisko widniało w listach gończych, czyli w Deutsches Fahnungsbuch.

Nie miał tyle szczęścia jego kolega z TON, Henryk Suslik. W ramach S1 zajmował się werbunkiem pracowników zakładów zbrojeniowych, produkujących bomby i granaty. Wywiązał się z zadania i przekazał kontakt na 8 kandydatów do pozyskania dla polskiego wywiadu. Najprawdopodobniej wpadł w ręce Gestapo poprzez wsypę w TON. Został aresztowany 13.09.1942r. i zmarł 11 grudnia w więzieniu w Mysłowicach.
Dwa dni później, 15.09. 1942r. został aresztowany kolejny współpracownik „S1” i również członek TON - Bolesław Biskupski. Urodził się w 1899r. w Dąbrowie Górniczej. Pracował w dozorze technicznym Huty Bankowej. Zdobył informacje o produkcji zbrojeniowej, oraz dostaw do huty w surowców ze Szwecji i Norwegii. Znaleziono u niego podczas rewizji rysunki techniczne luf armat przeciwlotniczych, oraz granatów. Nie zdążył ich przekazać Plackowskiemu. Zmarł z więzieniu w Mysłowicach 3.12.1942r. - wg gestapowskiego aktu zgonu, na „chorobę płuc”.

W Hucie Bankowej pracował również Ryszard Smigielski ps. „Wacław Ardeński”, rocznik 1913. Pochodził z Dąbrowy Górniczej. Pracował jako hartownik stali. Już w 1942 roku został zwerbowany przez Suslika. Z wywiadem AK podtrzymywał kontakt nawet po wpadce Plackowskiego w Wiedniu. Współpracował wtedy ze Stanisławem Nowakiem, szefem siatki „S5”. Smigielski został aresztowany 13.07.1943r. Nie udało się jednak ustalić Gestapo, na czym polegała jego działalność.

Z Zagłębia pochodziła również Teodozja Bankowska zd Walek. Urodziła się w 1905 r. w Sosnowcu. Należała do TON. Współpracowała z Suslikiem i przekazywała informacje o produkcji wojennej w zakładach Fitzner, gdzie była zatrudniona. Wg jej meldunków ustalono „że dziennie produkuje się w tym zakładzie 700 pocisków kaliber 8 i 12 i wywozi je w krytych wagonach po 2 000 szt. Została aresztowana 20.11.1942r. i skazana na karę śmierci 29 marca 1943r.” – czytamy w książce O. Guziura i M. Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK s. 81.

Suslikowi udało się pozyskać dla wywiadu również Wincentego Bednorza. Ten urodzony w Zabrzu w 1903r., a mieszkający w Szopienicach ślusarz, był zatrudniony podczas wojny w zakładach produkcji samolotów Junkers –Werke w Aschersleben. Należał do TON. Dostarczył informacje o wydajności produkcji samolotów, ich typach, oraz plan zakładów. Dostał też zadanie rozpracowania przemysłu zbrojeniowego w okolicach Magdeburga. Rozpoczął współpracę z Ryszardem Hachułą ur. 1909r w Janowie k. Katowic, a zamieszkałym w Giszowcu. Podczas wojny R. Hachuła pracował jako pomocnik ślusarza w zakładach Schäffer und Brandenburg w Magdeburgu. Produkowano tam części do łodzi podwodnych i torpedy. Dostarczył nie tylko informacji produkcyjnych, ale i przygotował plany zakładów zbrojeniowych w rejonie Magdeburga, z zaznaczeniem ich na mapach. Bednorz i Hachuła zostali aresztowani w tym samym dniu, 3.01.1943r. Ich sprawy trafiły do prokuratora Rzeszy przy Volksgerichtshof w Berlinie.

Z Plackowskim współpracował też Jan Kocur i jego syn Romuald. Jan Kocur urodził się w 1888r. w Janowie. Przed wojną był policjantem. W marcu 1942 r. wstąpił do TON i został zwerbowany przez Suslika do wywiadu. Składał raporty z transportów wojskowych na trasie Katowice - Kraków, przechodzących przez Szopienice. Jego syn Romuald, rocznik 1921, dostarczył plany zakładów IG Farbenindustrie w Blachowni, w których pracował. Na tych mapach zaznaczył obiekty fabryczne Kędzierzyna i Blachowni oraz baraki robotników przymusowych. Miały one posłużyć bombardowaniu. Oznaczone były też drogi dojazdowe i dworce kolejowe, jak i urządzenia kanału odrzańskiego. Przekazał też informację, że w zakładach chemicznych w Blachowni pracuje ok. 25 tys. osób. Obydwaj Kocurowie zostali aresztowani w tym samym dniu, 13 listopada 1942r. Jan Kocur zmarł podczas tortur w więzieniu w Mysłowicach 4.01.1943r. Sprawa Romualda trafiła do prokuratury przy Volksgerichtshof w Berlinie.

Tam też trafiły sprawy trzech innych członków „S1” - Emanuela Zawiszy, Ludwika Ulmana, Hermana Mola. Emanuel Zawisza ur. w 1887r. w Brzezince k. Mysłowic, był przed wojną zawiadowcą stacji. Podczas okupacji pracował jako Reichsbahngehilfe (służba pomocnicza kolei) w Katowicach. Prowadził w tajnych meldunkach ewidencję pociągów, przejeżdżających przez Katowice w stronę Generalnej Guberni. Aresztowano go 3 października 1942r. Zwerbowany przez Suslika Ludwik Ulmann, rocznik 1904 pochodził z Janowa. Przed wojną pracował jako malarz porcelany. Siatce Plackowskiego przekazał dokładne plany wszystkich obiektów fabryki benzyny syntetycznej w Wałbrzychu, oraz mapę rozmieszczenia kopalń i zakładów w rejonie Wałbrzycha. Rozpracował również fabrykę benzyny w Altwasser. Gestapo aresztowało go 3.11.1942r.

W tym samym dniu został aresztowany Herman Mol, ur. w 1916r. w Giszowcu k. Katowic. Nie udowodniono mu na szczęście jakichkolwiek działań szpiegowskich.
Uniknęli aresztowania dwaj kolejni członkowie siatki „S1” - Jan Soczówka i Sytyk. Soczówka, ur. w 1891r. w Podleśnej a mieszkał przed wojną w Gołonogu k. Dąbrowy Górniczej. Do pracy w „S1” zwerbował go Biskupski. Rozpracowywał zakłady zbrojeniowe w Zagłębiu Dąbrowskim - zwłaszcza w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej. Po aresztowaniu Biskupskiego kontaktował się z Plackowskim. Udało mu się przed aresztowaniem zbiec – rozpisano za nim listy gończe.

Najzdolniejszym współpracownikiem siatki „S1” był Sytyk, Najprawdopodobniej kupiec z zawodu. Został zwerbowany latem 1942r. przez Suslika. Był bardzo ostrożny – nikt nie znał nawet jego imienia. Dostarczał przez podległych mu wywiadowców wyjątkowo cenne informacje. Rozpracowywał Hutę w Milowicach, Hutę Bankową, zakłady metalowe w Dziedzicach i przemysłu gumowego „Mildersheim” w Bielsku Białej. Uciekł przed aresztowaniem.

Dłużej przetrwała siatka „S5”. Najprawdopodobniej ocalałaby, gdyby kierownictwo w KG AK zablokowało kontakt ze strukturą zdradzonego w Warszawie, Karola Trojanowskiego. Widocznie zabrakło jednak awaryjnego systemu łączności. Trzeba wspomnieć, że Gestapo powołało osobną, wyspecjalizowaną komórkę do rozbicia wszystkich macek STRAGANU. Siatka STRAGAN otrzymała dwa uderzenia. Pierwszym była wsypa w Wiedniu a drugim - zdrada Blanki Kaczorowskiej w Warszawie. To właśnie przez kontakt w Warszawie wpadł szef siatki „S5” Stanisław Nowak, rocznik 1920, ps. „Sikora”, Janosik”, „Joachim Berger”. Pochodził z Dąbrowy Górniczej. Najpierw przekazywał meldunki Plackowskiemu szefowi „S1”, później Józefowi Fusińskiemu z centrali siatki Stragan” w Warszawie, a następnie do Wiednia. Po rozbiciu siatki w Wiedniu, które nastąpiło w kwietniu 1943r., próbował nawiązać kontakt w Warszawie. Tam został 9.07.1943r. aresztowany.

Gestapo udało się dotrzeć do Zdzisława Machury i Leona Powolnego. Zostali oni aresztowani w Opolu. Dostarczali informacji o cementowniach Opolszczyzny, zakładach celulozowych w Krapkowicach, oraz zakładach chemicznych w Blachowni, zakładach obuwniczych w Otmuchowie, fabryce Schaffgotscha w Zdzieszowicach, lotniskach wojskowych Stubendorf i Neudorf, składzie bomb gazowych pod Krapkowicami, obozie jeńców wojennych w Łambinowicach, podali też dokładne rozmieszczenie baraków dla cudzoziemskich robotników przymusowych.

Jednym z wywiadowców był Ryszard Balcer, ur. w Sosnowcu w 1923r. Ze Stanisławem Nowakiem, szefem „S1” znali się jeszcze przed wojną. „W styczniu 1943r. spotkali się przypadkowo na dworcu w Katowicach. Balcer był nieoczekiwanie w mundurze żołnierza niemieckiego. Ponieważ Nowak znał dobrze polskie nastawienie swego kolegi, bez wahania mu zakomunikował, że pracuje dla wywiadu i zaproponował mu współpracę, którą ten zaakceptował. Okazało się, że Balcer służy w Brzegu nad Odrą, gdzie mieści się sztab obrony przeciwlotniczej śląskiego okręgu przemysłowego, a on sam służy w tamtejszym Ersatz-pionier Batl. 213.” – tamże s. 83.
Balcerowi udało się pozyskać do współpracy Ślązaków z tej samej jednostki wojskowej. Stanisława Chmiela z Rupawy w pow. rybnickim i Leona Przybylskiego z Zakrzowa, mieszkającego w Radzionkowie w pow. Tarnowskie Góry. Łączniczką grupy została Leokadia Chrobot ze Świętochłowic. U niej zostawiano meldunki.
Balcera zdradził konfident. Został aresztowany 23.04.43r. W końcu lipca aresztowani zostali też Chmiel i Przybylski. Trafili do więzienia wojskowego w Katowicach.
Julian Biełucha, rocznik 1899, był dalszym krewnym Nowaka. W wywiadzie pracował kilka miesięcy, od stycznia 1943 do 25 maja 1943r., kiedy został aresztowany. Przekazywał informacje o koszarach w Koźlu i fabryce chemicznej w Kędzierzynie. Jego sprawa trafiła do naczelnego prokuratora Volksgerichtshof w Berlinie.

Czesław Chrobot ps. „Janik”, „Sikora”, pochodził ze Świętochłowic. Był bratem Leokadii. Pracował w hucie „Zgoda” w Świętochłowicach. Zwerbował do współpracy Reinholda Katschera (Kaczora) ur. w 1926r. w Świętochłowicach robotnika, pracującego jak on, w „Zgodzie”. „Chrobot przekazał Nowakowi informacje dotyczące produkcji w hucie: armat przeciwlotniczych kalibru 88 mm, silników łodzi podwodnych, a także sporządził raport o stanie zatrudnienia z podziałem na Niemców, jeńców wojennych i innych narodowości, dostarczył informacji o obronie przeciwlotniczej, która posługiwała się przerobionymi radzieckimi armatami oraz informacji dotyczących fabryki benzyny syntetycznej w Policach (Pölitz) koło Szczecina” – tamże s. 84
Katscher został aresztowany 19 maja 1943r. Leokadię Chrobot także zatrzymano. Zarzucano jej, że wiedziała o działalności brata i nie doniosła.
Stryj Stanisława Nowaka – Jan Nowak, ps. Józef Gruber”, mieszkający w Będzinie uniknął aresztowania. Dostarczał on informacji o rozstrzeliwaniach w KL Auschwitz. Później pracował dla wywiadu AK w Warszawie.
Zygmunt Lankosz rocznik 1913, ps. „Los”, był szefem siatki „S9”. Pochodził z Libiąża. „S9” obejmowała swoim zasięgiem okolice Trzebini, Libiąża i Chrzanowa. Ze Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ) związany był od wiosny 1941r. Do jego siatki należał Tadeusz Słowik, ur. 1912r., szef 9 osobowej grupy wywiadowczej. W pracy pomagała mu żona, Klotylda ur. w 1922 r. w Kamyku. Zostali aresztowani 10 kwietnia 1943r.

Bardzo aktywny był Paweł Skrzysz, ur. w 1907r. w Chełmku. Pomiędzy sierpniem a listopadem1942r., dostarczył informacji o następujących zakładach przemysłu zbrojeniowego:
„ - Lignoza w Nowym Bieruniu;
- huta „Pokój” w Nowym Bytomiu;
- zakłady „Ferrum” w Sosnowcu;
- huta „Baildon” w Katowicach;
- fabryka amunicji w Krywałdzie;
- tłocznia huty „Hermina” w Łabędach;
- Huta Bankowa w Dąbrowie Górniczej;
- Zakłady Bata w Chełmku,
- Elektrownia w Łaziskach.” – tamże s.85

W sierpniu 1942r. dostał powołanie do wojska. W kwietniu 1943r. po wpadce Lankosza i dekonspiracji siatki, katowickie Gestapo wystąpiło do władz wojskowych z wnioskiem o aresztowanie Skrzysza.

Wiktor Bujoczek i Teofil Krupa, urodzili się w 1913r. w Rudzie Śląskiej. Bujoczek zwerbował Krupę już w 1940r. Sam został przeniesiony do pracy we Lwowie i tam aresztowany 21 kwietnia 1943r. Krupa był księgowym. Dostarczał informacji o zakładach zbrojeniowych w Łabędach. Tam w hucie „Hermina” były np. produkowane 2 tonowe bomby. Przekazał też szczegółowe plany obrony przeciwlotniczej w rejonie Gliwic, gdyż był członkiem „Heimatflak” - narodowej obrony przeciwlotniczej. Został aresztowany 14 kwietnia 1943r.

Józef Borucki z Mysłowic, zajmował się dostarczaniem informacji o produkcji węgla. Swoim zasięgiem objął 11 kopalń. Dostarczał też szczegółów o produkcji energii elektrycznej w 5 elektrowniach. Zdobył dane o produkcji w Hucie Baildon w Katowicach bomb lotniczych, luf armatnich, granatów i innych rodzajów amunicji. Został aresztowany 13 kwietnia 1943r. Henryk Dołowski, pracujący dla wywiadu AK. przedstawił Lankoszowi -szefowi „S1” -Antoniego Dragona, pracownika urzędu powiatowego w Chrzanowie. Dzięki temu kontaktowi uzyskano możliwość wystawiania przepustek, umożliwiających przekraczanie granicy pomiędzy Rzeszą, a Generalną Gubernią. Od czasu pozyskania dla wywiadu Dragona, podróże pomiędzy centralą siatki „STRAGAN” w Wiedniu, a KG AK w Warszawie, nie stanowiły już problemu. Na nic zdały się szkolenia służb granicznych. Agenci jeździli bezpiecznie na oryginalnych drukach przepustek. Dragan zwerbował Alfreda Hornika, byłego pracownika Huty Laura, zatrudnionego w Wiedniu w „Motoren-Werke”. Niestety i Dragonowi nie udało się uniknąć aresztowania. Został zatrzymany przez gestapo 9 kwietnia 1943r.

Karol Słowik ur. w 1912r. w Świętochłowicach, był łącznikiem swojego stryja - Tadeusza Słowika. Przywoził informacje od Krupy. Sam zbierał dane o obronie przeciwlotniczej w okolicy Świętochłowic, meldunki składał stryjowi. Uniknął aresztowania. Udało się też drugiemu współpracownikowi Tadeusza Słowika. Józef Dworniczak, rocznik 1905, z Libiąża dostarczał informacji o produkcji łusek do pocisków w fabryce „Batheemus – Suchy” w Bielsku. Podał też dokładne dane strategicznej fabryki „Lenko” w Bielsku. Trafił jedynie na listy gończe.

Aresztowanie Lankosza 30 marca 1943r. spowodowało, całkowite rozbicie wszystkich struktur siatki „Stragan” . Zawiódł on ale i zabezpieczenia. Był pewny, że ostrzeżenie o aresztowaniu dotarło. Zdradził go konfident. O aresztowaniu Lankosza, jego szwagierka przekazała informację Antoniemu Dragonowi. Dulowski pojechał ostrzec Wiedeń. Przekazał informację Gojniczkowi, z którym się spotkał. Dlaczego więc Mrózek poszedł na spotkanie? Dlaczego nie zmieniono adresów w Wiedniu? Lankosz po aresztowaniu po groźbie zabicia rodziny, pozorował współpracę z Gestapo. Potem uciekł i zginął w walce w Niemcami.
Zbyt mało było fachowych sił - oficerów przedwojennej „Dwójki”. Wielu z nich Sowieci uwięzili w Ostaszkowie i zamordowali w Twerze.
Setki polskich patriotów oddawało życie, by Polska po wojnie mogła być wolnym i niepodległym krajem. Zwłaszcza Ślązacy poczuli, co to znaczy mieć swój kraj, żyć w nim i pracować - dla siebie.

Teraz trwa walka o młode pokolenie, by nie widziało różnicy pomiędzy wolnością, a niewolą. Pomiędzy byciem u siebie, a wykonywaniem podrzędnych prac u obcych. Mam nadzieję, że jest to syzyfowa praca. Polaków nie da się zmienić. Naród powstanie jak feniks z popiołów.
Trzeba o naszych przodkach i ich poświęceniu pisać. Publicystyka historyczna ma zachęcić czytelników do sięgnięcia po książki, do zainteresowania się naszym polskim dziedzictwem.
Młodzież coraz bardziej interesuje się historią - oddaje bohaterom należną cześć.
Jadwiga Chmielowska
Bibliografia i foto: Oswald Guziur, Mieczysław Starczewski „Lido i Stragan Ślązacy w wywiadzie AK” Wydawnictwo Olza, Czeski Cieszyn, 1992r.

Opublikowano w GAZECIE ŚLĄSKIEJ 8.03.2013r.

Jadwiga Chmielowska - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 26 lip 2013, 19:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... telnie-wsp

Polskie losy
Sobota, 29 Czerwiec 2013 21:20 Czytelnia

Obrazek
Gen. Stefan Rowecki - Grot. Fot. PAP/CAF


70 lat temu 30 czerwca 1943 r. w Warszawie Gestapo aresztowało w wyniku zdrady dowódcę AK gen. Stefana Roweckiego "Grota"
Stanisław Bulza

„Polityk o znaczeniu męża stanu”
W świecie rozchwianych wartości, upadku autorytetów, zaniku patriotyzmu, oddania i poświęcenia, i wreszcie zdrady, niech przypomniana postać jednego z najwybitniejszych polskich dowódców wojskowych będzie wzorcem dla młodych ludzi, i nie tylko.
30 czerwca br. minie 70. rocznica aresztowania gen. Stefana Roweckiego pseud. Grot (1895-1944), ale używał też innych, jak Rakoń, Inżynier, Jan, Kalina, Tur. Był komendantem głównym Armii Krajowej. Od 7 grudnia 1942 r. pełnił dodatkowo funkcję Delegata Ministra Obrony Narodowej w Kraju. Był współzałożycielem Polskiego Państwa Podziemnego.
Tadeusz Zawadzki w artykule „Więzienie i śmierć D-cy AK gen. „Grota” Roweckiego” opublikowanym w 1948 r. w „Dzienniku Polskim” i Dzienniku Żołnierza” pisał: „Od pierwszych dni konspiracji polskiej imię „Grota” wiązało się z nią nierozerwalnie (…) Silna jego indywidualność odbijała się nie tylko na charakterze bojowym i duchu demokratycznym Armii Krajowej, lecz również zaznaczała się we wszystkich dziedzinach życia polskiego w kraju (…) <Nie byłem i nie jestem politykiem>, pisał „Grot” w meldunku z marca 1940 r. do Naczelnego Wodza. Jego czteroletnia działalność wykazała, że nie był rzeczywiście politykiem w wąskim tego słowa znaczeniu, był natomiast politykiem o znaczeniu męża stanu. Potrafił harmonizować i mobilizować wysiłki wszystkich niepodległościowych kierunków politycznych Polski podziemnej dla najwyższego celu jakim była walka o wolność” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Doprowadził do połączenia najważniejszych organizacji konspiracyjnych w kraju w jednolite wojsko podziemne, od 1942 roku występujące jako Armia Krajowa. 14 lutego 1942 został komendantem głównym Armii Krajowej, następnie dokonał jej restrukturyzacji, usprawniając system dowodzenia. Od 1942, kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego, jakie Polskie Państwo Podziemne zamierzało wywołać pod koniec wojny.

„Wachlarz”

Gen. Stefan Rowecki pod koniec 1941 r. utworzył specjalną organizację bojową Związek Odwetu „Wachlarz”, która prowadziła na terenach siedmiu województw dawnych kresów wschodnich wzmożoną dywersję na szlakach komunikacyjnych oraz dowodzoną ze szczebla okręgów – „małą wojnę partyzantów”. Dowódcą nowo powołanej jednostki mianowano ppłk Jana Włodarkiewicza („Jan”), a jego zastępcą i szefem sztabu został ppłk Remigiusz Grochalski („Doktor”, „Inżynier”, „Waligóra”).
Pewną miarą znaczenia, jakie przywiązywał zarówno Naczelny Wódz, jego Sztab oraz Komenda Główna ZWZ-AK do zadań zleconych „Wachlarzowi”, było nasycenie go najlepiej na owe czasy wyszkolonymi siłami instruktażowo-dywersyjnymi, jakimi bez wątpienia byli cichociemni. Ze zrzuconych w latach 1941-1942 w ramach 8 rejsów 45 skoczków (a raczej 37, bo 6 było kurierami politycznymi, a z 39 żołnierzy 2 zginęło przy lądowaniu ponad połowa, bo 19, trafiła do „Wachlarza”, i to przeważnie na eksponowane stanowiska dowódcze, ale nie dowódców sztabowych, lecz bojowych – na poszczególnych Odcinkach (Cezary Chlebowski, „Wachlarz”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1985).
Na obszarze czterech województw południowo-wschodnich uruchomiono z rozkazu „Grota” system „ośrodków samoobrony polskiej”. Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej rozpoczęły walkę z Polakami bojówki ukraińskie. Dochodziło do rzezi całych rodzin, nawet dzieci i starców. W latach 1941-1944 z rąk band ukraińskich i innych zginęło 100 tys. Polaków. Komenda Główna AK wydała zarządzenie koncentrowania ludności kilku wsi w jednej, zaopatrzenia ich w broń, kadrę dowódczą i przejścia w tych ośrodkach do zbrojnej samoobrony, m. in. Zasłynęły w niej wsie Przebrane na Wołyniu i Złoczów w woj. Tarnopolskim („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

„Wróg numer jeden III Rzeszy”

W czasie okupacji niemieckiej stał się obiektem szczególnego zainteresowania niemieckich władz bezpieczeństwa, głównie z uwagi na znaczenie stanowisk, które zajmował w polskim ruchu oporu. Został uznany za „wroga numer jeden” III Rzeszy w okupowanej Polsce i umieszczony na pierwszym miejscu niemieckiej listy poszukiwanych Polaków (niem. „Bekanntgewordene Personen der polnischen Wiederstandbewegung”), która obejmowała 165 nazwisk najaktywniejszych dowódców polskiej konspiracji. Gestapo przywiązywało szczególną wagę do zdekonspirowania i pochwycenia Roweckiego – utworzono w tym celu specjalną komórkę zajmującą się wyłącznie polowaniem na przywódców podziemia, która dysponowała rysopisem Roweckiego i jego personaliami. W centrali niemieckich władz bezpieczeństwa w Alei Szucha wisiał jego ogromny podświetlany portret, z którym każdy funkcjonariusz lub agent niemiecki działający na terenie Warszawy musiał się dokładnie zapoznać.
Sam Rowecki nie był zwolennikiem ścisłej konspiracji, mimo iż zgodził się na ochronę osobistą wywiadu AK, ograniczył ją do spotkań służbowych – w terenie poruszając się bez obstawy. W większym stopniu zakładał, iż przed aresztowaniem i rozpoznaniem na terenie Warszawy uchroni go wtopienie się w tłum, dobra orientacja w mieście, zmiana wyglądu zewnętrznego oraz doskonale podrobione dokumenty (niem. Kennkarte) poświadczające, iż pracuje w instytucjach niemieckich.

Wydanie i aresztowanie

Wydanie gen. Stefana Roweckiego i aresztowanie było podobne do aresztowania w swojej warszawskiej kwaterze przez rosyjską policję w nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 r. Romualda Traugutta (1826-1864), polskiego generała, dyktatora powstania styczniowego. Został wydany przez Artura Goldmana, Polaka żydowskiego pochodzenia, sekretarza Wydziału Skarbu Rządu Narodowego, który aresztowany przez policję carską załamał się w śledztwie i zadenuncjował Dyktatora powstania styczniowego. W śledztwie złożył zeznania obciążające Dyktatora. Traugutt początkowo przetrzymywany był na Pawiaku, a później więziono go w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Próbowano wydobyć z niego informacje dotyczące dowództwa powstania, jednak Traugutt nie wydał nikogo. Został powieszony.
Kazimierz Pluta-Czachowski wspominając swoje ostatnie spotkanie z gen. Stefanem Roweckim pisał: „Byłem ostatnim z szefów oddziałów sztabu KG AK, który rozmawiał z gen. „Grotem”. W dniu 29 czerwca całe popołudnie referowałem mu w lokalu przy ul. Towarowej 36 sprawę reorganizacji akcji zrzutowej, w związku z przygotowaniami do jesiennego sezonu. Przerwaliśmy pracę na pół godziny przed godziną policyjną. Doprowadziłem go do skrzyżowania ul. Złotej z Żelazną, gdzie wsiadł na tylni pomost tramwaju, odchodzącego ul. Złotą ku Marszałkowskiej. Mieliśmy się spotkać nazajutrz o godz. 10.00 w lokalu szefa sztabu przy ul. Barskiej 5 (oficyna, III p.), gdzie miałem dokończyć swój referat.
O godz. 10.00 byłem na miejscu. Byli tam także szef sztabu, szef operacji i inni. Generał nie przybył. Jak dowiedzieliśmy się później – wstąpił o godz. 9.00 do znajdującego się w pobliżu swojego lokalu konspiracyjnego, przy ul. Spiskiej 14 m.20.
Gdy znalazł się w ośrodku, to po upływie zaledwie kilkunastu minut zajechała przed dom duża, zmotoryzowana grupa policji, zaskoczyła go i aresztowała. Zakuto go w kajdany i zawieziono na aleję Szucha. Stąd po upływie zaledwie godziny został przewieziony samolotem do Berlina. W Armię Krajową i Kraj ugodził potężny cios” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).
Informację o miejscu pobytu „Grota” podrzucili Niemcom agenci gestapo. Został wydany przez agentów Gestapo ulokowanych w wywiadzie AK: Blankę Kaczorowską, Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego (w 1944 kontrwywiad AK zlikwidował Świerczewskiego za zdradę).
W swojej relacji „Byłam świadkiem aresztowania „Grota” Maria Kosińska wspomina: „A do domu tego tragicznego dnia „Grot”-Rowecki przyszedł z młodym chłopakiem. Właśnie z tym, co wyglądał przez judasza u dozorczyni. I to był Kalkstein. Oni pewno obaj kontaktowali się z Roweckim, mieli jego zaufanie i ta teczka była niesiona przez tego młodego, tak widziała jedna lokatorka, co schodziła do miasta. Świerczewski nie mógł śledzić sam – to logiczne – iść, dzwonić, a skąd pewność, że „Grot” nie wstąpił do kogoś na chwilę. On musiał być śledzony od dawna, a przynajmniej od jakiegoś czasu” („Stefan Rowecki w relacjach”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Pobyt w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen
i rozmowy z Heinrichem Müllerem

Generał Stefan Rowecki został z Berlina przewieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, koło miasteczka Oranienburg na północ od Berlina, od połowy lipca 1943 r. Więziony był w specjalnym bunkrze tzw. Zellenbau, przeznaczonym dla „więźniów honorowych”. W tym obozie przebywał przywódca OUN Stefan Bandera, który siedział w celi 73, a Rowecki w celu 71. Byli więc sąsiadami. Czy Niemcy celowo umieścili gen. Roweckiego w pobliżu Bandery? Gen. Roweckiego odwiedzał w celi często SS Gruppenführer Heinrich Müller, szef IV oddziału urzędu bezpieczeństwa Reichu, najbliższy współpracownik Himmlera i Kaltebrunnera. Namawiał gen. Roweckiego do wspólnej walki przeciw bolszewikom. Po pierwszych odwiedzinach Wołodymir Stachiw spytał Roweckiego:
„- Panie generale, czego chciał Müller?
- A pan skąd wie, że był u mnie?
- Już panu powiedziałem pierwszego dnia, że my tu bardzo wiele wiemy. Między innymi Müller mówił wczoraj podczas swojej wizyty z Banderą. Zwykłe kurtuazyjne słowa. Wiadomo, że to przedstawiciel „narodu poetów i myślicieli” i z tego powodu musi choć raz pokazać się więźniom.
- Podobnie i u mnie: najpierw słowa uszanowania, a następnie rozmowa o sytuacji na frontach i związanej z tym sytuacji politycznej. Robił sugestie, czy nie można byłoby złagodzić niemiecko-polskiego naprężenia i samego konfliktu. Zapytałem go otwarcie, jakby to sobie wyobrażał, ale odpowiedzi nie otrzymałem. Myślę, że to nie jego pierwsze odwiedziny. Trzeba się nam przygotować na „cukier” i „batogi”. Pierwsze tak samo niebezpieczne, jak drugie. Musimy być realistami. Tej jesieni bolszewicy zajmą Ukrainę, a następnego lata wejdą do Polski. Do diabła, nasi przyjaciele z zachodu mają, jak zawsze czas i nie śpieszą się”.
Przy następnej wizycie Müller określił jaśniej bazę możliwego złagodzenia niemiecko-polskiej walki podziemnej. Müller straszył bolszewickim zalewem całej Polski, obiecał, że w zamian za wspólną zbrojną walkę przeciw Moskwie, Hitler osobnym aktem państwowym ogłosi „samodzielność Polski” (Selbstverwaltung Polens) i przeprowadzi korekturę polskich wschodnich, a nawet niektóre zmiany zachodnich granic”.
Wołodymir Stachiw spytał: „- I co pan mu na te propozycje powiedział?
- Pan się jeszcze pyta? Kogo bija w skórę, z tym rozmów nie prowadzi się! (zamiast słowa w „skórę” Rowecki użył bardziej soczystego i bardziej odpowiedniego wyrażenia).

Planowana ucieczka

Gen. Rowecki planował ucieczkę z obozu. Trochę chorował i Müller obiecał mu wyjazd do Berlina, aby tam pokazać go lekarzowi. Wołodymir Stachiw wspomina: „Główna rolę w przygotowaniach odegrał kpt. Jerzy Kuncewicz, który miał kiedyś dobre stosunki z dyplomatycznymi kołami japońskimi w Berlinie, jak również z poselstwem Mandżurii. Kucewicz znał wielu japońskich oficerów i dyplomatów jeszcze z okresu niepodległego państwa polskiego i swojego pobytu na Litwie w 1939-1940. Od lata 1940 roku pracował on w mandżurskim poselstwie w Berlinie i przez niego przechodziła polska poczta kurierska z Londynu przez Sztokholm, a stąd do Warszawy. Ze Sztokholmu wozili ją japońscy kurierzy dyplomatyczni.
Ostateczny plan wyglądał tak:
Rowecki miał podczas tego wyjazdu wykorzystać do ucieczki z auta najlepszą sposobność, która – według nas – mogła nadarzyć się tylko na placu Poczdamskim. Stąd miał uciec albo do poselstwa mandżurskiego, gdzie przyjąłby go jeden z japońskich dyplomatów, który był nie tylko wrogo nastawiony do hitlerowskich Niemiec, ale również sabotował germanofilską politykę premiera generała Togo (Tojo) i ambasadora generał Oshimy albo – i ten plan Kuncewicz uważał za najlepszy – za wszelka cenę dostać się do prywatnego mieszkania tego dyplomaty japońskiego na Johannisbergstr”. Müller dotrzymał słowa i po kilku dniach gen. Rowecki pojechał na badania do Berlina.
Stachów pisze: „Ani tego dnia, ani następnego nie mogłem spać. Trzeciego dnia o zwykłej umówionej porze gen. Rowecki przyszedł pod moje okno na rozmowę. Przywitaliśmy się. Generał ironicznie oświadczył:
- Jechałem do Berlina aż dwoma autami. Było w nich dwunastu ludzi uzbrojonych od stóp po zęby. Nie przyszło mi nawet do głowy, aby ryzykować komunikat: „zastrzelony podczas ucieczki”, zapewniony jak sto do zera” („Stefan Rowecki w relacjach”, Wołodymir Stachiw, „W Sachsenhausen z gen. Roweckim”, .Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988).

Śmierć

1 sierpnia 1944 Heinrich Himmler na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie Stefana Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, kilka minut po godz. 3:00 w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944r.

Po wojnie

W latach stalinizmu w Polsce (1945-1956) oficjalna ocena działalności Roweckiego była skrajnie i jednostronnie negatywna. Ówczesna historiografia, posługując się oskarżeniami nie popartymi faktami, twierdziła iż dowództwo Armii Krajowej współpracowało z Niemcami. Rowecki również był prezentowany w tym kontekście, dominowało jednak przedstawianie go w opozycji do sanacyjnych oficerów z Komendy Głównej Armii Krajowej (w szczególności Tadeusza Komorowskiego Tadeusza Pełczyńskiego), a w konsekwencji jako ich ofiarę – działania te wpisywały się w politykę prześladowania członków Armii Krajowej, która oficjalnie zakończyła się wraz ze śmiercią Bieruta w 1956. Dopiero w następnych latach, kiedy rozpoczął się etap rehabilitacji bezpodstawnie skazanych żołnierzy AK.

Śmierć gen. Władysława Sikorskiego

Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Coś jednak w tym jest. Kilka dni od wydania gen. Roweckiego, 4 lipca 1943 r. zginął w zamachu w Gibraltarze, choć oficjalnie się mówi, że w katastrofie gibraltarskiej, gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier Rządu na Uchodźstwie podczas II wojny światowej. Czy to przypadek, że w odstępie kilku dni, najpierw zostaje wydany gen. Stefan Rowecki, a potem ginie gen. Władysław Sikorski. Dwóch Wielkich Polaków.
Bardzo duży, zakulisowy, wpływ na rząd Polski w Londynie i na podejmowane przez niego decyzje w sprawie polskiej polityki wywierał Józef Hieronim Retinger, który był Żydem polskim zamieszkującym stale w Londynie. Podczas antykatolickiej, masońskiej rewolucji w Meksyku był doradcą politycznym przy czerwonych rządach. Odegrał również jakąś rolę przy zbuntowanym szejku Arabów północno- afrykańskich. Był masonem i agentem angielskim. Po ewakuacji Rządu Polskiego z Angers, Retinger przyjechał po generała Sikorskiego i zabrał go samolotem do Londynu. Sikorski mianował go charge d’affaires ad interim w Moskwie pomiędzy paktem lipcowym, a przyjazdem tam ambasadora Kota. W podróżach gen. Sikorskiego zawsze brał udział Retinger. Podczas ostatniej podróży gen. Sikorskiego do Kairu, gdzie przebywał w dniach 27 maja do 3 lipca 1943 r., w otoczeniu generała po raz pierwszy brakowało Retingera.

Agenci gestapo

Blanka Kaczorowska

Kiedy zbrodnicze sądy komunistyczne wydawały wyroki śmierci na żołnierzach AK, NSZ, NOW i WiN, czy działaczach narodowych jak Adam Doboszyński, bohaterach jak rotmistrz Witold Pilecki, za rzekomą współpracę z Niemcami, to rzeczywiści agenci Gestapo jak np. Blanka Kaczorowska (1922-2004), czy jej mąż Ludwik Kalkstein mieli się dobrze. W czasie wojny byli kolaborantami nazistowskimi i komunistycznymi, agentami gestapo w Armii Krajowej.
Blanka Kaczorowska wstąpiła do konspiracji Armii Krajowej, pracowała w wywiadzie w Siedlcach, później wyjechała do Warszawy. W początkach 1942 została członkinią grupy operacyjnej „H”, którą dowodził Ludwik Klalkstein (jej mąż od 14 listopada 1942), używała wówczas pseudonimu „Sroka”. Wraz z mężem i Eugeniuszem Świerczewskim nawiązała współpracę z Gestapo jako agentka „V-98”, namówiona przez Kalksteina, który twierdził, że grał rolę Konrada Wallenroda i dzięki współpracy z Gestapo będzie mógł dostać się do kwatery Hitlera, żeby go zabić. Grupa ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia i wydała w czerwcu 1943 dowódcę AK generała Stefana Grota Roweckiego w ręce Niemców. 25 marca 1944 zaocznym wyrokiem Wojskowego Sądu Specjalnego skazana na karę śmierci. Kary w czerwcu 1944 r. nie wykonano, gdyż Kaczorowska była w ciąży. Gestapo ukryło ją i do końca wojny przebywała pod opieką Niemców. W 1945 rozwiodła się z mężem.
Po wojnie mieszkała w Częstochowie, studiowała w Łodzi, a następnie powróciła do Warszawy. Komuniści doskonale znali jej przeszłość, w 1948 znalazła się pod osobistą opieką ministra kultury i sztuki Włodzimierza Sokorskiego. Została magistrem historii sztuki i 1 czerwca 1951 rozpoczęła pracę jako asystentka w Państwowym Instytucie Badania Sztuki Ludowej i Folkloru.
W 1952 została aresztowana przez UB oraz osądzona. Sąd warszawski skazał ją w 1953 na dożywocie. Wkrótce jednak wyrok został zmniejszony do 15 lat pozbawienia wolności, a następnie do 10. Wyszła z więzienia po pięciu latach, w 1958. Takiego szczęścia nie mieli żołnierze A czy NSZ.
W końcu czerwca 1959 została współpracownikiem Departamentu II (wywiadu) Służby Bezpieczeństwa jako agentka „Katarzyna”, gdzie pracowała do 1963. Tajnym, świadomym współpracownikiem była ponownie w latach 1967–1972. Pracowała w centrali handlowej „Foto-Kino-Film”. W 1971 wyjechała do Francji. Według relacji jej syna zmarła w 2004 roku (http://pl.wikipedia.org/wiki/Blanka_Kaczorowska).

Ludwik Kalkstein
Jej mąż Ludwik Kalkstein (1920-1994) tylko w okresie 1942–1943 wydał w ręce Gestapo ponad 500 dowódców i współpracowników wywiadu Armii Krajowej (który okresowo został rozbity w Warszawie). W 1943 kontrwywiad AK zdemaskował Ludwika Kalksteina i Eugeniusza Świerczewskiego jako agentów Gestapo. W końcu 1943 Sąd Specjalny AK wydał na nich wyrok śmierci za zdradę. Świerczewski został wkrótce potem zlikwidowany, natomiast Kalkstein schronił się do strzeżonej zamkniętej dzielnicy niemieckiej. W Powstaniu Warszawskim walczył w szeregach SS.
Po 1945 uciekł z Niemcami na Zachód, po czym powrócił do Łodzi z misją dywersyjną (z której prawdopodobnie zrezygnował). Pod koniec lat 40. zmienił nazwisko kolejno na Święcki, Świerk, Świerkiewicz i zamieszkał w Szczecinie. Pracował tam jako dziennikarz „Kuriera Szczecińskiego”, pisząc socrealistyczne teksty o rybakach i marynarzach. Polskie Radio Szczecin emitowało jego słuchowiska. Został również przyjęty przez Jerzego Andrzejewskiego do Związku Literatów Polskich w Szczecinie.
W PRL został rozpoznany i aresztowany przez UB w sierpniu 1953, następnie skazany na dożywocie m.in. pod zarzutem wydania gen. Roweckiego. Wyrok zamieniono wkrótce na 12 lat więzienia. Zwolniony w 1965 na mocy amnestii dotyczącej przestępstw wojennych. W 1973 zamieszkał pod Piasecznem, gdzie prowadził kurzą fermę, a następnie w miejscowości Utrata pod Jarocinem miał wielką fermę świń. W 1981 lub w 1982 wyjechał do Francji, gdzie zamieszkał jego syn (ze związku z Blanką Kaczorowską). Rodzina twierdziła, że zmarł we Francji w latach 80. Faktycznie w połowie lat 80. pojawił się w Monachium, gdzie pod nazwiskiem Edward Ciesielski pracował w bibliotece Polskiej Misji Katolickiej. Zmarł 26 października 1994 roku w Monachium. Przyczyną śmierci był nowotwór. 29 października 1994 roku odbył się jego pogrzeb. Przed śmiercią wystąpił do monachijskiego sądu o przywrócenie nazwiska Kalkstein (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kalkstein).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 26 sie 2013, 23:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/1606-stefa ... iii-rzeszy

Stefan Rowecki "Grot" - wróg numer jeden III Rzeszy
Paweł Brojek piątek, 02-08-13 05:01

Obrazek

Stefan Rowecki 1 sierpnia 1944 r., szef SS Heinrich Himmler, na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie gen. Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944 r.

Stefan Rowecki urodził się 25 grudnia 1895 r. w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie urzędniczej o tradycjach szlacheckich i niepodległościowych.

W 1911 r. był współorganizatorem, a następnie stał na czele pierwszego tajnego zastępu skautowego w swym rodzinnym mieście. W 1912 r. rozpoczął studia techniczne w Szkole Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga i S. Rotwanda w Warszawie.

W 1913 r. wstąpił do Polskich Drużyn Strzeleckich w Warszawie. Po ukończeniu kursu podoficerskiego w Rabce, wrócił do stolicy, gdzie dowodził jednym z plutonów kompanii warszawskich Polskich Drużyn Strzeleckich.

Pod koniec 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, podczas I wojny światowej walczył w szeregach I Brygady. Po tzw. kryzysie przysięgowym został w sierpniu 1917 r. internowany przez Niemców w Beniaminowie. W 1918 r. znalazł się w Polskiej Sile Zbrojnej, był m.in. instruktorem w Oficerskiej Szkole Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej.

W latach 1919-1920 walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, m.in. jako szef Oddziału II Frontu Południowo-Wschodniego i Grupy Uderzeniowej gen. Rydza-Śmigłego.

W okresie międzywojennym piastował różne stanowiska w armii, m.in. był szefem sekcji planów oraz zastępcą szefa Oddziału III Naczelnego Dowództwa. W latach 1921-1922 był słuchaczem kursu doszkolenia w Wyższej Szkole Wojennej. Z jego inicjatywy w 1924 r. zaczął ukazywać się "Przegląd Wojskowy".

W czasie kampanii wrześniowej dowodził Warszawską Brygada Pancerno-Motorową, która weszła w skład Armii „Lublin”. Na jej czele brał udział w walkach w obronie środkowej Wisły, a później w pierwszej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Po kapitulacji armii uniknął niewoli i powrócił do Warszawy.

W październiku 1939 został mianowany zastępcą komendanta głównego i szefem sztabu Służby Zwycięstwu Polski. W konspiracji używał wielu pseudonimów, w tym najbardziej dziś znanego - „Grot”.

Od stycznia 1940 r. pełnił funkcję Komendanta Obszaru Warszawskiego Związku Walki Zbrojnej, który powołano w miejsce SZP. W marcu tego roku objął formalnie stanowisko Komendanta ZWZ na obszarze okupacji niemieckiej, w maju mianowany został generałem brygady.

30 czerwca 1940 r. gen. Rowecki został komendantem głównym ZWZ i dowódcą Sił Zbrojnych w Kraju. W grudniu 1940 z jego polecenia, w Biurze Informacji i Propagandy utworzono specjalną komórkę "N", w październiku 1941 r. przekształconą w Samodzielny Podwydział N, zwany potocznie akcją N, która zajmowała się dywersją, wojną psychologiczną i propagandą, wymierzoną przeciwko okupantowi niemieckiemu. Pod koniec 1941 r. „Grot” utworzył organizację dywersyjną "Wachlarz".

Gen. Rowecki doprowadził do połączenia najważniejszych organizacji konspiracyjnych w kraju w jednolite wojsko podziemne, od 1942 r. występujące jako Armia Krajowa. Jako Komendant Główny AK dokonał restrukturyzacji organizacji poprzez usprawnienie systemu dowodzenia oraz zapewnienie właściwej struktury organizacyjnej.

Od 1942 r., kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego, jakie Polskie Państwo Podziemne zamierzało wywołać pod koniec wojny.

W czasie okupacji niemieckiej „Grot” uznany został za "wroga numer jeden" III Rzeszy w okupowanej Polsce i umieszczony na pierwszym miejscu niemieckiej listy poszukiwanych Polaków. Powstała nawet specjalna komórka zajmująca się wyłącznie poszukiwaniem przywódców podziemia, która posiadała jego rysopis i dane osobowe.

Zdekonspirowany przez agentów gestapo w wywiadzie AK - Blankę Kaczorowską, Ludwika Kalksteina i Eugeniusza Świerczewskiego, 30 czerwca 1943 r. gen. Rowecki został aresztowany a następnie przewieziony do centrali gestapo w Berlinie. W połowie lipca 1943 r. umieszczono go w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen w budynku dla ważnych więźniów.

1 sierpnia 1944 r., szef SS Heinrich Himmler, na wieść o wybuchu powstania warszawskiego nakazał niezwłoczne zgładzenie gen. Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków, został on zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, w nocy z 1 na 2 sierpnia 1944 r. Dokładne okoliczności jego śmierci i miejsce pochówku do dziś nie są znane.

W latach stalinizmu w Polsce oficjalna ocena działalności „Grota” była skrajnie i jednostronnie negatywna. Posługując się oskarżeniami nie popartymi faktami twierdzono m.in., iż dowództwo Armii Krajowej współpracowało z Niemcami.

Dopiero w następnych latach, kiedy rozpoczął się etap rehabilitacji bezpodstawnie skazanych żołnierzy AK, podjęto próby obiektywnych ocen jego dokonań. Ograniczone przemiany ustrojowe w Polsce po 1980 r. spowodowały wzrost zainteresowania postacią Roweckiego i próby przywrócenia pamięci o jego dokonaniach.

Pierwszy poświęcony mu pomnik w Polsce odsłonięto 19 września 2004 r. w Tychach. Dziś gen. „Grot” Rowecki jest patronem jednostek wojskowych i szkół, a jego imię noszą ulice i mosty w całym kraju.

Paweł Brojek
źródło: grot.rowecki.prv.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Armia Krajowa
PostNapisane: 30 sie 2013, 10:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/depesze/59600-70-ro ... tyce.pl%29

70. rocznica rozbicia więzienia gestapo w Jaśle
opublikowano: 5 sierpnia, 14:40 | ostatnia zmiana: 5 sierpnia, 15:32

Obrazek
fot. Rocznik jasielski


Dzisiaj mija 70. rocznica rozbicia przez AK bez strat własnych więzienia w Jaśle i uwolnienia więźniów politycznych. Była to akcja "Pensjonat". Celem akcji przeprowadzonej przez Kedyw Podokręgu AK Rzeszów Obwód Jasło AK w nocy z 5 na 6 sierpnia 1943 roku było uwolnienie członków ruchu oporu z jasielskiego więzienia okupacyjnego, przez które przewinęło się 10-15 tys. więźniów.
W przygotowaniu uczestniczyła rodzina inż. Madejewskiego związana z AK, strażnicy więzienia: Józef Okwieka "Trójka", Wawszczak i Myśliwiec. Przeprowadziła ją grupa dowodzona przez por. Zenona Sobotę "Korczak" w składzie: Zbigniew Cerkowniak "Boruta", Zbigniew Zawiła "Żbik", Stanisław Dąbrowa-Kostka "Dąbrowa", Stanisław Magura "Paw" i "Trójka".
Por. Zenon Sobota, dowodząc 5-osobowym zespołem dokonał udanego napadu na duże i silnie strzeżone więzienie w Jaśle. Do tego więzienia dostał się podstępem, dzięki współpracy strażnika więziennego. O godz. 22.50 sterroryzowano strażnika i unieszkodliwiono załogę. Do cel wszedł Sobota ze swoją grupą, a opuścił je z uwolnionymi więźniami o godz. 0.30. Udało mu się uzbroić uchodzących i odciąć wszystkie połączenia telefoniczne, przy pomocy których można by zaalarmować Gestapo.
W wyniku akcji uwolniono 66 więźniów politycznych i umożliwiono ucieczkę 67 więźniom pospolitym. W Żółkowie uciekinierzy podzielili się na dwie grupy; jedna udała się w kierunku Gorlic, druga w okolice Bóbrki. Sprawą uwolnienia więźniów zainteresował się sam generalny gubernator Hans Frank, a efektem tego była zmiana na stanowiskach szefa Gestapo i naczelnika więzienia w Jaśle.

Źródło: wikipedia/Wuj


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 69 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /