Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 06 maja 2011, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
KADRY NSZ

Dzieje konspiracji zbrojnej z okresu II wojny światowej oraz pierwszych lat powstawania „ludowej” Polski są wciąż zagadnieniem znanym, szerszemu ogółowi, zaledwie w niewielkim stopniu. W historiografii duży nacisk kładzie się na udział w zmaganiach z okupantami środowisk z nurtu mesjanistyczno – powstańczego, a mniej pisze się o aktywności tych kręgów, które nie utożsamiały się z koncepcjami odbudowy wolnej Polski pod batutę sanacyjno – romantycznej polityki.

Jedną z największych organizacji ideowo – zbrojnych tego typu, która to wymaga wciąż badań, były Narodowe Siły Zbrojne. Z zaciekawieniem obejrzałem więc film poświęcony tej formacji autorstwa i reżyserii Jana Zalewskiego. Mowa o produkcji „Kadry. Film o Narodowych Siłach Zbrojnych”, która została opublikowana w 2006 roku przez Jana Białostockiego, wnuka płk. Jgnacego Oziewicza, komendanta NSZ. Emisja tego filmu trwa prawie godzinę i dwadzieścia minut (1 godz. 18 minut i 17 sek.). W produkcji uwzględniono materiały zrealizowane przez Iwonę Bartulewską i Bartłomieja Vokta. Oprawę muzyczną przygotował Wojciech Konikiewicz. W filmie wykorzystano również zdjęcia z prywatnych zbiorów oraz tych, które zgromadziły Instytut Pamięci Narodowej i Muzeum Powstania Warszawskiego. Konsultacje historyczne dla produkcji zrealizował Leszek Żebrowski.

To bardzo interesujący materiał, w którym uczestniczą w charakterze opowiadaczy, obok żołnierzy – kombatantów Narodowych Sił Zbrojnych oraz ich bliskich, także historycy, choćby Jan Żaryn, Marek Jan Chodakiewicz, Piotr Gontarczyk, czy wspomniany autor prac z dziejów NSZ, Żebrowski.

Z filmu dowiemy się nie tylko o motywach powstania Narodowych Sił Zbrojnych, lecz również uzyskamy wiedzę na temat poglądów oraz lansowanych przez dowództwo tej formacji koncepcji walki o oraz już samej wolnej Polski.

Film ten warto obejrzeć, a oddając się jego lekturze, uzyskamy ciekawą wiedzę o najbardziej wyklętej w PRL – u formacji zbrojnej konspiracji niepodległościowej. Ma on również swoje mankamenty. Najpoważniejszym z nich, od strony technicznej, jest brak opisów imion i nazwisk osób wypowiadających się w produkcji. O ile przeciętny obserwator życia społeczno – kulturalnego i politycznego współczesnej Polski będzie w stanie zidentyfikować postaci Marka Jana Chodakiewicza, czy znanych z IPN, Jana Żaryna i Piotra Gontarczyka, o tyle nie będzie to już takie łatwe, a szkoda, w odniesieniu do innych bohaterów tej produkcji.

W filmie wystąpili:

Zygmunt Rafalski "SULIMCZYK"
Jan Żaryn
Jan Engelgard
Marek Jan Chodakiewicz
Roman Wapiński
Tadeusz Jakubik "KAROL LIPIŃSKI"
ks. Jan Stępień
Jerzy Nachtman "KAZIK OLECKI"
Leszek Żebrowski
Jadwiga Białostocka
Andrzej Kunert
Paweł Wieczorkiewicz
Piotr Gontarczyk
Zbigniew Kulesza "MŁOT"
Witold Grzebski "MOTOR"
Jadwiga Janik "BOGNA"
Mirosław Ostromęcki "MAJEWSKI"
Jerzy Śmiechowski "TUR"
Jerzy Ickiewicz "JUREK"
Bohdan Szucki " ARTUR"
Kiczmachowski "ŻULIK"
Czesław Kowalski "WICHER"
Włodzimierz Kołaczkowski "ZAWISZA"
Władysław Stefański "SZCZERBA"
Stefan Władyka "LECH"
Stanisław Lisowski "LISOWCZYK"
Jerzy Stępień "JUR"
Stanisław Borodzicz "WARA"

Zob. również:



Film dokumentalny o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych.
Film nie jest produkcją komercyjną .Został zrealizowany własnym sumptem przez pasjonatów historii i idei NSZ .

.....Ten film, obok utworów Mickiewicza i Sienkiewicza, powinien oglądnąć każdy Polak, a szczególnie młody. Jedno mi się nasuwało, jak oglądałem ten film.
Takich ludzi, którzy stanowili perły wśród elity już niema. Albo jest ich tylko garstka.
I to bardzo boli, że Polacy tak się zdegradowali.
Na pewno z dużym udziałem sąsiadów i rodzimej agentury.

http://rafal.zgorzelski.salon24.pl/304111,kadry-nsz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 06 maja 2011, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576










Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 28 paź 2011, 14:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://paweltonderski.polacy.eu.org/142 ... winy-avi-/

Mord na ludności wsi Wierzchowiny przypisywany jest przez komunę żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych. Prawda jest taka, że żołnierze NSZ przybyli do tej ukraińskiej wsi i wykonali kilkanaście wyroków śmierci na podstawie listy, jaką otrzymali od Armii Krajowej. Atak na wieś nastąpił kilka godzin po wizycie wojsk NSZ - wychodzi na to, że był to typowy atak terrorystyczny pod fałszywą flagą, gdzie sowieccy bandyci przebrani w polskie mundury sprawili sobie uciechę, mordując cywilną ludność.

Obrazek

Kopia artykułu:

Mord we wsi Wierzchowiny.
Paweł Tonderski

Polecam wszystkim Polakom do wysłuchania i obejrzenia, doskonały dokument.


Ubecka i syjonistyczna prowokacja oraz bandycka rzeź na niewinnej ludności wsi Wierzchowiny, którą siepacze i mordercy z NKWD i UB chcieli przypisać polskim żołnierzom z NSZ-u.

6 czerwca 1945 roku wymordowano prawdopodobnie 197 (różnice w źródłach) mieszkańców wsi Wierzchowiny. Chociaż większość poszlak wskazuje na niezidentyfikowany oddział jako sprawców masakry, oficjalna wersja PRL-owska uczyniła odpowiedzialnymi za mord zgrupowanie oddziałów Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych. W ten sposób na NSZ spadło odium „wierzchowińskiego mordu”. Czy jest to jednak prawda?

Kolaboranci.

Wierzchowiny - wieś w przedwojennym powiecie krasnostawskim, w większości zamieszkana przez ludność ukraińską, podczas okupacji niemieckiej cieszyła się złą sławą wśród okolicznej ludności polskiej. Wielu Ukraińców współpracowało z gestapo i miejscową żandarmerią. Niektórzy z żyjących żołnierzy AK i NSZ wspominają, że we wsi byli aktywni również członkowie UPA, a kilku mieszkańców służyło w osławionej dywizji SS „Galizien”. Po wkroczeniu Sowietów i zainstalowaniu tzw. władzy ludowej, część ukraińskich mieszkańców Wierzchowin czynnie poparła „lubelski” reżim. Według komunistycznych propagandystów: We wsi duże wpływy posiadała PPR, wielu jej mieszkańców służyło w Wojsku Polskim, Milicji Obywatelskiej oraz w organach bezpieczeństwa. Współdziałała również z władzą ludową, pomagając jej między innymi w ściganiu grup i bojówek reakcyjnego podziemia. Z tej racji wielu Ukraińców posiadało w domostwach broń maszynową, amunicję i granaty. Według relacji przynajmniej pod trzema domami były wybudowane prowizoryczne bunkry. Wiosną 1945 roku Ukraińcy - mieszkańcy wsi, zatrudnieni w MO lub bezpiece żywcem spalili kilku żołnierzy NSZ. Oddziały NSZ wykonując rozkaz kpt. „Zenona” - Zygmunta Wolanina, po koncentracji przeprowadzonej 2 czerwca ruszyły w kierunku Tomaszowa Lubelskiego, z północy na południe. Dowódcą całości był szef Akcji Specjalnej na Okręg XVI kpt. „Szary” - Mieczysław Pazderski. Oprócz oddziału „Szarego” w skład zgrupowania wchodziły jeszcze następujące grupy partyzanckie: oddział ppor. „Jacka” - Zbigniewa Góry, st. sierżanta „Zemsty” - Eugeniusza Walewskiego oraz sierżanta „Sokoła” - Bolesława Skulimowskiego. Oprócz wymienionych czterech oddziałów istniał jeszcze jeden. Dowodził nim por. „Roman” (ze względu na dobro rodziny nazwiska nie ujawnię). Roli porucznika „Romana” poświęcę odrębny akapit...

Majowa narada.

Wbrew temu, co pisała później komunistyczna „szkoła historyczna”, „Zenon” w „Rozkazie ogólnym nr 9” z 2 czerwca 1945 roku nie wydał żadnego polecenia dotyczącego Wierzchowin. Ale istnieje inny ślad. Według wspomnień Mieczysława Szczerbatko, nieżyjącego już oficera AK i WIN, w maju 1945 roku doszło do wspólnej odprawy dowódców AK i NSZ z Lubelszczyzny. Podczas odprawy oficerowie AK przekazali NSZ-owcom do wykonania wyrok śmierci na 19 mieszkańcach wsi: 17 Ukraińcach i 2 Polakach oskarżonych o kolaborację i inne przestępstwa. Na odprawie był również porucznik „Roman”... Fakt istnienia takiej „listy wyroków” potwierdzali w późniejszych wspomnieniach nawet funkcjonariusze władzy komunistycznej, m.in. Władysław Lisik.

Wywiad NSZ melduje.

Gdy kierownictwo AK i NSZ uzgadniało szczegóły, 17 maja (a więc dwa dni przed wspomnianą naradą), dowódca oddziałów partyzanckich NSZ z powiatu krasnostawskiego meldował: Zawiadamiam, że wczoraj na odprawie powiatowej resortu bezpieczeństwa uchwalono, żeby wypuścić w teren specjalne oddziały resortu jako oddziały partyzanckie. Działalność dziwnej niezidentyfikowanej grupy została również zauważona i odnotowana przez komendanta Rejonu NSZ z powiatu Krasnystaw: Dziki oddział w sile 19 ludzi, uzbrojony w broń maszynową, pod dowództwem młodego człowieka w wieku lat 19 (...) kręci się po całym moim rejonie oraz sąsiednich rejonach, robi różne roboty i podszywa się pod „Sokoła”. Po bitwie pod Hutą (10 czerwca) jeden z ocalałych oficerów „Szarego” napisał w meldunku, że: Po drodze minęliśmy oddział „Sokoła” z AK, który aż zza Rejowca ciągnął za nami. Pragnę przypomnieć, że 2 czerwca w Rejowcu nastąpiła koncentracja oddziałów NSZ. Ów zagadkowy oddział „Sokoła z AK” musiał krążyć wokół oddziałów NSZ prawdopodobnie już od końca maja. W opublikowanych niedawno w Moskwie dokumentach (NKWD i polskie podziemie 1944-45) istnieje notatka sporządzona przez oficera NKWD, niejakiego Seliwanowskiego, o sprawcach mordu w Wierzchowinach. Według niego czyn ten popełniła: (...) banda „AK” podporucznika Cybulskiego, znanego pod pseudonimem „Sokół”. Nie ma słowa o udziale NSZ... Czy jednak rzeczywiście był to oddział AK? Bardzo wątpliwe.

Pytania.

Nie wiadomo do dziś, jak wyglądała chronologia tragedii Wierzchowin 6 czerwca 1945 roku. Relacje żyjących świadków są sprzeczne - w ich pamięci czas zatarł szczegóły i epizody. Niektórzy po dziś dzień niewiele lub prawie nic nie mówią. Ale jedna rzecz wymaga podkreślenia. Wszystkie relacje dotyczące „sprawy Wierzchowin” (zarówno funkcjonariuszy UB, jak i żołnierzy podziemia) są zgodne w jednej kwestii. W południe ludzie w mundurach Wojska Polskiego wjechali na koniach do wsi. O godzinie 14, najpóźniej 15, oddziały NSZ opuściły wieś. Według niektórych relacji słyszano pojedyncze odgłosy wystrzałów, wskazujących na wykonywanie uprzednio wydanych wyroków śmierci. Inni widzieli lub słyszeli mordowanie każdego, kto był Ukraińcem. Skąd więc takie rozbieżności? Po przeanalizowaniu różnych aspektów sprawy uważam, że problem dotyczy czasu przeprowadzenia akcji i etapów. Według relacji (m.in. M. Szczerbatko) oddziały NSZ wkroczyły do wsi około godz. 12 i po wykonaniu 12 wyroków śmierci (7 skazanych było nieobecnych) wycofali się z Wierzchowin. Była godzina 14-15. Jako pierwsi do Wierzchowin dotarli podoficerowie ze Szkoły Artylerii w Chełmie. Stoczyli krótkotrwałe starcie z wycofującą się niezidentyfikowaną „bandą”. Problem polega tylko na tym, że kompania elewów wjechała do Wierzchowin dopiero o godzinie 18. Jeżeli NSZ-owcy wycofali się o godzinie 15 z Wierzchowin, to z kim właściwie walczyli żołnierze LWP trzy godziny później? Czy byli to właściwi sprawcy tego okrutnego mordu? Czy nie było tak, że w ślad za zgrupowaniem „Szarego” podążał fikcyjny oddział partyzancki, złożony w istocie ze specjalnie przeszkolonych funkcjonariuszy bezpieki (a może NKWD), który w odpowiednim czasie, znając plan zgrupowania „Szarego” wkroczył po wyjściu NSZ-owców i dokonał rzezi? Temu problemowi poświęcę nieco miejsca później. Następna dziwna rzecz. Zgrupowanie „Szarego” w ciągu 3 dni odeszło od Wierzchowin tylko 20 kilometrów. Dlaczego? Jeżeli dopuściliby się takiego czynu, czy nie staraliby się „odskoczyć” maksymalnie najdalej od miejsca wydarzenia? Albo rozwiązać zgrupowanie i rozproszyć część oddziałów? I jeszcze jedno pytanie. Czy „Szary”, prawnik i lekarz w jednej osobie, dopuściłby do masakry?

Masakra pod Hutą.

Jedno jest pewne. Z dowódców zgrupowania „Szarego” nie przeżył nikt z wyjątkiem por. „Romana”. Siły UB i KBW, a przede wszystkim 98 pułk NKWD z 64 Dywizji tej formacji, od 6 czerwca metodycznie osaczały oddziały NSZ w trójkącie Uchanie - Wojsławawice - Huta. Finał nastąpił 10 czerwca pod wsią Huta. Była to jedna z najkrwawszych bitew antysowieckiego powstania. Około 4-tysięczna ekspedycja walczyła przez wiele godzin ze zdeterminowanymi żołnierzami NSZ. Nieliczni żyjący NSZ-owscy uczestnicy tamtego boju wspominają, że Rosjanie użyli artylerii, a nawet samolotu szturmowego! Według komunistycznych dokumentów zginęło 166 „leśnych chłopców”, większość rannych została wymordowana na miejscu bitwy przez NKWD. Nie oszczędzono również mieszkańców „reakcyjnej” wsi Huta i kilku innych. Spalono około 200 zabudowań chłopskich, a liczba ofiar pomordowanych tam przekroczyła liczbę ofiar wypadków wierzchowińskich. O bestialstwie enkawudzistów może świadczyć fragment raportu kpt. „Zenona” o bitwie pod Hutą: Sowieci rannych dobijali, zginęła łączniczka „Jacka”, którą Sowieci złapali przy rannym, po zgwałceniu jej zabili kolbami i butami. Pod Hutą 10 czerwca zginął kpt. „Szary” - Mieczysław Pazderski i ppor. „Jacek” - Zbigniew Góra. W trakcie jednego z poprzednich starć (6 czerwca) poległ sierż. „Sokół”. Z masakry pod Hutą przebił się z częścią ludzi sierż. „Zemsta”. Ujawnił się podczas amnestii jesiennej 1945 roku, lecz w kilka miesięcy później został skrytobójczo zamordowany przez funkcjonariuszy UB w Siedliszczu.

Podporucznik „Roman”.

8 miesięcy później, 14 lutego 1946 roku w Warszawie rozpoczął się proces, który ówczesna propaganda komunistyczna okrzyczała mianem „wierzchowińskiego”. „Proces 23” był pokazową rozprawą z lubelskim NSZ. Nikt na sali nie miał niczego wspólnego z mordem w Wierzchowinach. Wszyscy zostali uniewinnieni przez sąd komunistyczny z zarzutu kierowania lub popełnienia zbrodni. Wszyscy... oprócz jednej osoby - ppor. „Romana”. Być może to on jest kluczem do rozwiązania całej zagadki. Nie ulega bowiem wątpliwości że był agentem Urzędu Bezpieczeństwa. Publicznie na ławie oskarżonych przyznał się do współpracy z UB. „Roman” był jedynym świadkiem popierającym oficjalną tezę o mordzie NSZ w Wierzchowinach. O swojej agenturalnej działalności powiedział m.in.: (...) W parę miesięcy po wstąpieniu do NSZ nawiązałem kontakt z zastępcą kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie i ujawniłem 35 członków NSZ. Zdemaskowałem dowódcę Pogotowia Akcji Specjalnej w Lublinie - Grudzińskiego, który utrzymywał kontakt między NSZ a zatrzymanymi przez Urząd Bezpieczeństwa w więzieniu na Zamku w Lublinie członkami NSZ (...). Podczas tego pokazowego procesu „Roman” długo i szczegółowo zeznawał, jak NSZ-owcy rzekomo mordowali w Wierzchowinach. Tylko czy pojedyncze zeznania, i to w dodatku zdeklarowanego agenta UB mogą przesądzać o odpowiedzialności za zbrodnię zgrupowanie „Szarego”? Fragmenty zeznań „Romana” były w istocie oskarżeniami prokuratorskimi i to w dodatku „pod dyktando resortu”, np.: (...) Jednak zabici na Hucie nie są głównymi organizatorami. Głównymi organizatorami byli ci, którzy zbiegli w roku 1939 do Anglii, sanacyjni przywódcy. (...) Wyższa konieczność zmusza mnie do tego, żeby ich nazwać złodziejami, bandytami, choćby z tego punktu widzenia, że zrabowany w Polsce skarbiec, zdobyty potem i krwią polskiego żołnierza, chłopa i robotnika, trwonili, bawili się i wygodnie żyli pod angielskim parasolem. 19 marca 1946 roku 9 oskarżonych skazano na karę śmierci, wśród nich również „Romana”. Wtedy „Roman” krzyknął w stronę jednego z wysokich funkcjonariuszy MBP (podobno Różańskiego): Panie pułkowniku, dlaczego mnie skazujecie na śmierć? Przecież współpracowałem z wami?! - Takich świadków likwiduje się - brzmiała odpowiedź. 24 maja 7 „kaesowców” (m.in. „Romana”) zamordowano w mokotowskim więzieniu. Kończąc wątek agenturalnej działalności „Romana” chciałbym wskazać na pewien szczegół. Otóż prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, p. Bohdan Szucki w wypowiedzi dla magazynu telewizyjnego „Tropy”, poświęconego Wierzchowinom stwierdził, że podczas narady kierownictwa AK i NSZ 19 maja 1945 roku była „wtyczka” Urzędu Bezpieczeństwa. Czy „wtyczką” tą był „Roman”? Jeśli UB wiedział o dokładnych planach, to czy nie obmyślono zaiste szatańskiej prowokacji? Do dnia dzisiejszego niejasna jest również rola „Romana” w unicestwieniu oddziałów NSZ pod Hutą. Nie wiadomo również w jaki sposób przedarł się z pierścienia okrążenia spod Huty. Dysponuję informacją, że „Roman” po prostu... ujawnił się enkawudzistom!

Zagadki.

Zanim przejdę do opisania ostatniego bardzo ważnego aspektu „sprawy Wierzchowin”, chciałbym zwrócić uwagę na kilka faktów. Dziwnych faktów. Otóż wkrótce po 6 czerwca powołano specjalną komisję śledczą, w skład której weszli: lekarz, ksiądz, sędzia, dziennikarz „Sztandaru Ludu” i ... funkcjonariusz bezpieki! 15 czerwca, a więc w 9 dni po tragedii, w Wierzchowinach dokonano ekshumacji. Trwała ona kilka godzin i polegała na... odgrzebaniu 2 ciał. Na tej podstawie stwierdzono, że w zbiorowej mogile pochowano 197 mieszkańców wsi!! Jawne zaniedbanie tłumaczono później upałami i trudnościami, jakie z tego powodu mogłyby wystąpić przy ekshumacji zwłok. Do dnia dzisiejszego nie wyjaśniono twierdzeń mieszkańców okolicznych wsi o przewożeniu zamordowanych mieszkańców Huty i pobliskich wsi oraz zwłok poległych NSZ-owców do Wierzchowin. W jakim celu? Dlaczego protokół komisji powstał tak szybko i jednocześnie z zaprzeczeniem wszelkich reguł dochodzenia? Jeżeli przyjmiemy założenie, że NSZ popełnił tą zbrodnię, to czy „władzy ludowej” nie zależałoby na rzetelnym śledztwie i doszczętnym skompromitowaniu przeciwnika? Tymczasem postąpiono w sposób zupełnie odmienny. Czy nie jest to dziwne? A może funkcjonariusze „władzy ludowej” chcieli ukryć poprzez niechlujne śledztwo istotne szczegóły? Szczegóły wskazujące na innych, aniżeli NSZ, sprawców...

„Oddział pozorowany”?

I w końcu ostatni aspekt „sprawy Wierzchowin”. Związany jest on z zaprogramowanym przez MBP i NKWD systemem działalności prowokacyjnej znanej pod nazwą „oddziałów pozorowanych”, powstałych już wczesną jesienią 1944 roku. Na ten temat jest nadal niewiele danych, aczkolwiek w ostatnich kilku latach ukazało się kilka artykułów m.in. pp. Leszka Żebrowskiego i Marcina Zaborskiego. Ale rozmiary i skala tych tajnych operacji są nadal jedną z największych zagadek powojennej działalności aparatu bezpieczeństwa. „Oddziały pozorowane” składały się ze specjalnie przygotowanych do roli partyzantów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, aczkolwiek istnieją przesłanki wskazujące również na udział NKWD w tych tajnych operacjach. Upozorowane na oddziały „leśne” grupy funkcjonariuszy bezpieki starały się przenikać do terenowych „siatek” podziemia. Inni poprzez bandycką działalność dostarczali argumentów komunistycznej propagandzie, stając się niejako „żywym wzorem” degeneratów. Czy Urząd Bezpieczeństwa wiedząc prawdopodobnie o decyzjach podjętych 19 maja na naradzie oficerów AK i NSZ oraz posiadając wysoko uplasowanego agenta w osobie „Romana”, zdecydował się na użycie „oddziału pozorowanego”? Wiele wskazuje na taką wersję. O takiej wersji wydarzeń przekonani byli ponad pół wieku temu redaktorzy podziemnych pism „Polska i Świat” (nr z 1 lipca 1945r.): Terror, a w szczególności tak dobrze znane z niemieckich czasów pacyfikacje policyjne, obejmuje coraz większe przestrzenie Polski. Popełniane przy tym bestialstwa okupacyjny aparat propagandowy usiłuje zdyskontować na swoją korzyść, przypisując je oddziałom leśnym NSZ. (...) Na tym polega tajemnica „bandy Sokoła” i wsi Wierzchowiny. „Sprawa Wierzchowin” od pewnego czasu stała się tzw. modnym tematem. Komunistyczną tezę o NSZ jako sprawcach masakry obala nie tylko Zaborski i Żebrowski. Sceptyczni wobec PRL-owskiej wykładni pozostają inni historycy, m.in. znana z lewicowej proweniencji Maria Turlejska, Andrzej Paczkowski i historyk hrubieszowski Jerzy Masłowski. Ale nie tylko oni. W trakcie telewizyjnego magazynu „Tropy” również płk St. Styk (były członek UB i oficer LWP), wcześniej oskarżający o tę zbrodnię NSZ, przyznał, że: rzeczywiście sprawa Wierzchowin budzi wątpliwości... Czy żyją jeszcze prawdziwi sprawcy tamtej zbrodni? Być może. Ale odnalezienie ich będzie niemożliwe bez odtajnienia dla potrzeb historyków i badaczy materiałów operacyjnych UB. Wtedy być może dowiemy się, kto naprawdę mordował w Wierzchowinach...

Autor opracowania:

Dariusz Goszczyński - NASZA POLSKA NR 28/1996.

za:

http://www.naszapolska.pl/index.php/arc ... ierzchowim






Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 21 wrz 2012, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/09/21 ... -frontach/

Narodowe Siły Zbrojne – wojna na dwóch frontach
Posted by Marucha w dniu 2012-09-21 (piątek)

Leszek Żebrowski dla PCh24.pl

Dla tej organizacji nie było wroga numer jeden, czy wroga numer dwa. Wyrażano to jasno i bez kamuflażu. Był jeden wróg, obojętne, jak się nazywał, Niemiec czy bolszewik - przypomina Leszek Żebrowski, historyk i badacz dziejów Narodowych Sił Zbrojnych.

Obrazek
Fot. Piotr Mecik / Newsweek / FORUM


Elity III RP niechętnie mówią o Narodowych Siłach Zbrojnych. Tymczasem była to duża organizacja, z wieloma sukcesami militarnymi, i całą koncepcją polityki po zakończeniu wojny. Proszę krótko przybliżyć czym był NSZ.

Dziś w ogóle historia polskiej konspiracji niepodległościowej w czasie okupacji 1939-1945 i po wojnie zeszła na dalszy plan. To naturalny proces, wszak tamto pokolenie wymiera w przyśpieszonym tempie, a dla ludzi młodych to bardzo odległa historia.

Z NSZ jest problem zaszłości – przez cały powojenny okres dla propagandy komunistycznej to był najgorszy straszak. Było to uosobienie najgorszego zła, kolaboracji z Niemcami, „faszyzmu” i reakcji.

Tymczasem to przecież komuniści mając na sumieniu najgorsze grzechy, to oni potrafili wydawać Niemcom ludzi z podziemia niepodległościowego. To oni podstępnie atakowali i mordowali przeciwników z AK czy NSZ. Mordowali ukrywających się Żydów a po wojnie skazywali za to żołnierzy podziemia niepodległościowego, w tym NSZ. Ale też były wewnętrzne, utajone śledztwa przeciwko własnym działaczom, stąd o tym dużo dziś wiemy.

NSZ były obok AK jedyną dużą, profesjonalną organizacją wojskową w konspiracji. Były świetnie zorganizowane, z ogromnym zapleczem propagandowym (prasa, książki, broszury, opracowania). Wspaniałą kartą jest ich wywiad, rozciągnięty daleko poza terytorium II RP, ogarniający całą III Rzeszę. Ich oddziały brały znaczący udział w akcji „Burza” i przede wszystkim w Powstaniu Warszawskim, choć politycznie ich kierownictwo nie zgadzało się z taką koncepcją, uważając, że obowiązuje nas „ekonomia krwi”, czyli szczególna ochrona ludności polskiej przed wyniszczeniem.

Była to organizacja całkowicie niezależna od obcych politycznych i ideologicznych wpływów, samowystarczalna materialnie, więc nikt nie mógł jej dyktować warunków postępowania i działania.

NSZ miały też program europejski (tak!), plan reformy rolnej, reform ustrojowych i społecznych. To był potężny ruch umysłowy o ogromnym wpływie na młode pokolenie, na młodą polską inteligencję, wykształconą po zaborach już w II RP. Ich program przyciągał oryginalnością i świeżością, było wśród nich bardzo dużo ludzi naprawdę wybitnych, choć nie zawsze mocno zaangażowanych politycznie.
W Deklaracji NSZ, ujawnionej w lutym 1943 roku, NSZ postawiło za cel walkę o granicę na Odrze i Nysie, a na wschodzie w oparciu o postanowienia pokoju brzeskiego. Organizacja ta od początku zakładała więc walkę z dwoma zaborcami.
Tak, NSZ od początku głosiły taki program graniczny, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo Polski, ponadto, aby zniszczyć na długo potęgę Niemiec w Europie, które zagrażały sąsiadom od setek lat. Polska zapłaciła przecież za takie sąsiedztwo rozbiorami i katastrofą dziejową.

Dla tej organizacji nie było wroga numer jeden, czy wroga numer dwa. Wyrażano to jasno i bez kamuflażu, że jest wróg jeden, obojętne, jak się nazywa, Niemiec (pamiętajmy, że podczas wojny nikt nie mówił o jakichś tajemniczych „faszystach”, czy „nazistach”, to byli Niemcy), czy bolszewik. W dodatku oni pisali wprost, że mamy też „drugą okupację”, w postaci band sowiecko-komunistycznych, które przygotowują grunt pod powojenne zmiany na korzyść Stalina. Inni widzieli w nich prawie do końca „sojuszników”…

Warto też dodać, że sami Niemcy uznawali w polskiej konspiracji NSZ za wzór najlepszej organizacji i najbardziej obawiali się ich programu granicznego. Dziś mamy już dostęp do takich dokumentów, które NSZ-owi przynoszą chlubę.

Jakie były różnice między NSZ a AK w definiowaniu wroga? AK nie od początku orientowała się na walkę Rosją.

Różnice zawsze były, ale nie tak istotne. Zarówno AK jak i NSZ jako główny cel stawiały sobie odzyskanie niepodległości i odbudowę Państwa Polskiego na nowych zasadach. Jak to miało wyglądać? Na ten temat trwały spory w całym podziemiu. Pamiętajmy, że w konspiracji nie było cenzury, jak w II RP. Pisali więc wszyscy i o wszystkim. To była prawdziwa eksplozja pomysłów, planów, marzeń… Niektóre były naiwne, inne zaś aż do dziś dnia są niezwykle wartościowe.

AK była skrępowana stanowiskiem naszych aliantów, a ci przecież od początku stawiali na Rosję, w Stalinie widząc przede wszystkim swojego, a zatem i „naszego” sojusznika. My byliśmy jedynie pożytecznym narzędziem. Wiadomo, że wyszliśmy na tym fatalnie. Zrobiliśmy swoje i oddano nas w pacht bolszewikom na prawie pół wieku. Polska długo nie odrodzi się z tych popiołów, jakie z niej zostały. W wielu dziedzinach cofnęliśmy się nawet o kilkadziesiąt lat!

Na NSZ ciążą liczne oskarżenia o antysemityzm, żołnierzom tej organizacji odebrane zostały w okresie komunizmu zasługi bojowe (np. zamach na gen. Kurta Remera i jego sztab). Jaki jest dzisiaj stan pamięci o NSZ?

Oskarżenia są wtedy ważne i istotne, gdy są udowodnione. Tej formacji tego nigdy nie udowodniono, przeciwnie, żołnierze NSZ mają zasługi także w ratowaniu Żydów a wielu obywateli polskich narodowości żydowskiej służyło w ich szeregach, pełniąc nawet bardzo eksponowane funkcje.

Kiedyś jednak wiedzy tej nie było. NSZ-owcy zostali wymordowani lub siedzieli w więzieniach po kilkanaście lat, także po 1956 roku! Dokumenty były skrzętnie ukrywane i preparowane. Historia w Polsce Ludowej była przecież wyłącznie propagandowym narzędziem, służąc jako inwektywa. Nikt inny nie miał prawa głosu, nie było niezależnej myśli i takich badań. Zatem na Zachód szedł fałszywy przekaz, wzmacniany zresztą głosami kolejnych emigracji z aparatu władzy i bezpieki, w tym w 1968 roku. I taki obraz został bardzo mocno utrwalony.

NSZ-owców obdzierano, tak, dosłownie obdzierano z dorobku organizacyjnego i bojowego, uważając, że i tak muszą siedzieć cicho. Tak było m.in. z akcją na gen. Kurta Rennera i jego sztab na Kielecczyźnie 26 sierpnia 1943 r. Po wojnie przywłaszczali to sobie inni, przede wszystkim komuniści, ale z przykrością muszę powiedzieć, że nie tylko…

Dziś mamy już tylko pamięć o tych ludziach i ich dokonaniach. Zakres podstawowych badań jest jeszcze skromny, ale co najważniejsze – uczciwy. Jest młode pokolenie badaczy, które potrafiło i potrafi patrzeć na NSZ bezstronnie, bez ideologicznej skazy. A to jest przecież warunek uczciwego poznawania naszej przeszłości.

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/narodowe-sily-zbroj ... 969,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 23 wrz 2012, 19:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mufti.polacy.eu.org/2736/warszaw ... bohaterom/

Warszawa oddała cześć bohaterom
2012.09.22 20:00

Obrazek

Kombatanci, rekonstruktorzy oraz młodzież z całej Polski wzięli udział w Marszu Narodowych Sił Zbrojnych, który przeszedł ulicami stolicy.

Trasa marszu biegła od ulicy Marszałkowskiej, przez Plac Unii Lubelskiej do Placu na Rozdrożu, gdzie znajduje się pomnik Romana Dmowskiego.

W pochodzie wzięła udział młodzież z całej Polski, kilkanaście pocztów sztandarowych, kombatanci, duchowni oraz członkowie grup rekonstrukcji historycznej, którzy odtwarzają historyczne umundurowanie i uzbrojenie żołnierzy NSZ.

- Marsz oddaje hołd narodowemu podziemiu zbrojnemu walczącemu z nazistowskimi Niemcami, komunistycznymi Sowietami i krajową komuną. Jednocześnie uczestnicy marszu uznają, że walka NSZ o Wielką Polskę jest aktualnym wyzwaniem, gdy międzynarodowe siły kosmopolityczne i liberalne walczą z państwami narodowymi - powiedział Artur Zawisza, wiceprezes Związku Żołnierzy NSZ.

Maszerujący nieśli flagi w barwach narodowych oraz transparenty, na których widniały m.in. napisy: "Bóg, honor, ojczyzna", "Narodowe Siły Zbrojne" i "Brygada Świętokrzyska". Wznosili także okrzyki: "NSZ pamiętamy, wasze czyny wysławiamy", "Cześć i chwała bohaterom", "W naszej pamięci żołnierze wyklęci", "Silny naród, wielka ojczyzna" oraz "Precz z komuną".

Marsz zakończył się pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Zygmunt Goławski, jeden z obecnych pod monumentem kombatantów, żołnierz NSZ i działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, podziękował wszystkim za tak liczne uczestnictwo w marszu.

- Wielki polityk, twórca ruchu narodowego - Roman Dmowski, przed którym pomnikiem stoimy, po raz pierwszy rzucił hasło "Wielkiej Polski". Gdyby zobaczył on dziś tak wielką liczbę młodzieży-patriotów, byłby zdumiony - mówił Goławski, który w 2012 r. został wyróżniony przyznawanym przez PIN tytułem Kustosz Pamięci Narodowej.

Organizatorem marszu było Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.

Źródło: +www.rp.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 24 wrz 2012, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Wrócili na karty historii

Po raz pierwszy obchody rocznicy powstania Narodowych Sił Zbrojnych miały tak uroczysty charakter. To jeden z pozytywnych skutków kilkuletniej kampanii odkłamywania historii żołnierzy wyklętych, do których zalicza się także kombatantów NSZ.

W sobotę ulicami Warszawy przeszedł Marsz Narodowych Sił Zbrojnych dla uczczenia 70. rocznicy powstania narodowej konspiracji, w którym wzięło udział 2 tys. osób. Ta publiczna manifestacja jest elementem odkłamywania historii Narodowych Sił Zbrojnych, która była fałszowana nawet po 1989 roku.

Po raz pierwszy od czasu obalenia komunizmu obchody święta NSZ miały tak szeroki oddźwięk, nie mogły przemilczeć go media, choć ograniczały relacje z tego wydarzenia. To i tak duży postęp, bo przez cały okres PRL i III RP historia NSZ była albo przemilczana, albo fałszowana, często nawet bardziej niż dzieje Armii Krajowej. Pierwszy raz po wojnie rocznicę powstania narodowej konspiracji wojskowej obchodzono w 1990 r. w Lublinie, ale i wtedy, i w kolejnych latach były to uroczystości, o których w radiu, telewizji czy prasie milczano. Dopiero prowadzona od kilku lat kampania przywracania pamięci o żołnierzach wyklętych pozwala także na pokazanie Polakom odkłamanej historii żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. I uczczenie poległych, zmarłych i garstki jeszcze żyjących kombatantów tej formacji. Dlatego sobotni marsz poprzedziła konferencja dotycząca historii NSZ.

Weterani, zgromadzeni w budynku IPN "Przystanek Historia", nie mieli wątpliwości: współczesna Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji geopolitycznej, podobnej niestety do tej z lat wojny, gdy oni walczyli jednocześnie z hitlerowskimi Niemcami i stalinowskim Związkiem Sowieckim. W ich ocenie, polskiej niepodległości zagraża teraz niemiecka eurohegemonia oraz imperializm rosyjski.

- "O ojców grób bagnetów naostrz stal". Ten bagnet jest dziś potrzebny? Myślę, że tak. Do walki o naszą Ojczyznę, która jest dziś w wielkim niebezpieczeństwie - przestrzegał zebranych dr Bohdan Szucki, honorowy prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, cytując słowa słynnego "Marszu Strzelców". - Jestem tylko obserwatorem, ale pakt Ribbentrop-Mołotow dalej funkcjonuje i wcale się nie dziwię, że tak jest. Rozejrzyjmy się po świecie - mówił Szucki. I apelował: - Polska nie może zginąć!

W podobnym tonie przemówił Konstanty Kopf, były szef Rady Naczelnej ZŻ NSZ. - Dziś można mieć niebezpieczne przypuszczenia, że niepodległość jest wysoce zagrożona. To się widzi i nie wiadomo, jak to się skończy. Oby nie skończyło się źle. Niech żyje Polska! - mówił do zebranych Kopf, przed wojną działacz lwowskiej Młodzieży Wszechpolskiej, a w czasie okupacji żołnierz Związku Jaszczurczego i NSZ.

Dlatego kombatanci apelowali do bardzo licznie zgromadzonej na sobotnich obchodach młodzieży o zaangażowanie polityczne, patriotyczne wychowanie kolejnych pokoleń, dbanie o silne rodziny i pracę u podstaw. - Czuję pełną satysfakcję, że na naszych uroczystościach gromadzą się młodzi ludzie - mówił prezes Bogdan Szucki. I wzywał młode pokolenie do pozbycia się kompleksu wstydu, który tak silnie paraliżuje dużą część społeczeństwa w Polsce.

W konferencji i marszu NSZ wzięło udział kilkudziesięciu weteranów narodowej konspiracji wojskowej oraz antykomunistycznego ruchu oporu, a także członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, ONR, kilku grup rekonstrukcji historycznej. Kombatanci przyszli w mundurach z naszytymi na nich charakterystycznymi jaszczurkami, w organizacyjnych opaskach.

Po raz pierwszy towarzyszyła im tak licznie zgromadzona młodzież. Jan Stanisław Ciechanowski, pełniący obowiązki kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, wręczył kombatantom medale "Pro Patria". Otrzymali je: Władysław Dłużniewski, Julian Wyszomirski, Karol Wołek, Tadeusz Czubak, Leszek Zabłocki, Andrzej Jamro, Zdzisław Konarzewski, Stanisława Kania, Irena i Konstanty Kopfowie, Franciszek Kowalik, Grzegorz Kozak, Bohdan Szucki, Stanisław Turski, ks. Eugeniusz Moczulski oraz Zygmunt Moczulski. Natomiast medale "Pro Memoria" wręczono przedstawicielom młodego pokolenia: Przemysławowi Czyżewskiemu i Dawidowi Zadurze, zaangażowanym w działalność Związku Żołnierzy NSZ.

Od kilku lat młodzi ludzie przejmują po swoich starszych kolegach obowiązki i kontynuują działalność Związku. Organizują spotkania, imprezy historyczne i edukacyjne, wystawiają poczty sztandarowe podczas Mszy św. i uroczystości. - Zostaliście, jesteście, trwacie. To, co jest w was najpiękniejsze: idea i chęć służenia Ojczyźnie, przeszło na młode pokolenie. To jest to, czego komuniści bali się najbardziej, robili wszystko, by tak się nie stało - mówił do weteranów Leszek Żebrowski, jeden z pierwszych historyków odkłamujących historię działalności NSZ. Żebrowski ma duże zasługi w dokumentowaniu dziejów narodowej konspiracji, zbieraniu relacji świadków.

Podczas konferencji przypomniano m.in. o istniejącym w czasie wojny Inspektoracie Ziem Zachodnich, którego zadaniem było koncepcyjne i organizacyjne przygotowanie struktur cywilnych i wojskowych do zajęcia terytorium na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej oraz Prus Wschodnich - miało to nastąpić po załamaniu się potęgi niemieckiej. Doktor Wojciech Muszyński z IPN przedstawił krótką historię Brygady Świętokrzyskiej NSZ, formacji, która przedarła się na Zachód, dzięki czemu ewakuowała z Polski około 2 tys. żołnierzy przed nadciągającą Armią Czerwoną i oddziałami NKWD. Muszyński naszkicował tło kilkunastotygodniowej współpracy dowództwa NSZ z Niemcami i nawiązania kontaktu z armią amerykańską w Czechach.

Kto chce wymazać NSZ z historii?


Uczestnicy uroczystości odnieśli się także do skandalicznej deklaracji dyrektora gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej prof. Pawła Machcewicza, który wykluczył uwzględnienie NSZ w muzealnej ekspozycji. I uczynił to z powodów ideologicznych, wskazując, że Narodowe Siły Zbrojne były formacją partyjną, "spadkobiercą faszyzującej, antysemickiej tradycji ONR, antydemokratycznej, o cechach totalitarnych".

Przewodniczący prawicy RP Marek Jurek przypomniał w liście skierowanym do kombatantów, że właśnie ofiara członków NSZ okazała się większa, ponieważ do "daniny krwi złożyli również ofiarę moralną". "Poświęcenie żołnierza NSZ systematycznie odzierano z należnej mu godności. Ten długi łańcuch "urągania męce", by użyć słów Stanisława Wyspiańskiego, wpisuje się jeszcze dziś w haniebne słowa głównego doradcy urzędującego premiera, pana prof. Pawła Machcewicza. Przypominam je, bo nie mogą pozostać bez publicznego protestu" - oświadczył Jurek, który podkreślił, że to NSZ nieugięcie walczyły o niepodległość Polski z Niemcami, Związkiem Sowieckim i kolaboracyjną władzą komunistyczną.

"Motywem tej walki była wierność katolickiemu powołaniu i dziedzictwu Polski. Ofiara NSZ stała się moralnym zaczynem dla duchowego i politycznego oporu przeciw systemowi komunistycznemu" - napisał lider Prawicy RP.

W obronę żołnierzy NSZ wziął także Jan S. Ciechanowski. - Nikt nie wymaże NSZ z panteonu tych, którzy walczyli o polską niepodległość. Można dyskutować o celach politycznych, bo były różne pomysły, jak Polska ma wyglądać - mówił minister Ciechanowski. - Żołnierze NSZ to była legenda. To byli ci, którzy w lasach wraz z żołnierzami WiN powiedzieli Sowietom NIE! Dzięki Wam komuniści w Polsce nigdy nie czuli się jak u siebie - mówił Jan S. Ciechanowski. Przyznał jednocześnie, że 50 lat komunizmu odcisnęło piętno na mentalności Polaków tak, że w podręcznikach i książkach historycznych NSZ stały się obiektem nienawiści i zorganizowanego kłamstwa. Ale "Rzeczpospolita powinna pamiętać o swoich bohaterach".

Po konferencji ulicami Warszawy przeszedł 2-tysięczny Marsz NSZ, którego finał miał miejsce przed pomnikiem Romana Dmowskiego. Przemówił tam dr Krzysztof Kawęcki, który wspomniał nieżyjących komendantów NSZ: płk. Ignacego Oziewicza i por. Stanisława Kasznicę. - Łączą nas z nimi wspólne cele: niepodległa i wielka Polska - mówił Kawęcki, przypominając, że celami NSZ były: narodowy i katolicki porządek państwowy, przesunięcie granic na Odrę i Nysę Łużycką, obrona Kresów Wschodnich z Wilnem i Lwowem, walka z Niemcami i Sowietami oraz z Ukraińcami mordującymi Polaków na Kresach.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 25 wrz 2012, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
"Dwójmyślenie" o NSZ

Dzieje Narodowych Sił Zbrojnych były wielkim narodowym mitem w czasach PRL. Dla części opozycji demokratycznej historia tej organizacji, uznawanej nie bez racji za najbardziej antykomunistyczną formację polskiego podziemia niepodległościowego, była natchnieniem do walki o wolność. Z kolei propagandziści PRL, z pomocą lewicowo-liberalnej części opozycji, wszelkimi sposobami usiłowali zohydzać NSZ i ich żołnierzy.

Obie te narracje przez lata, także już w III RP, funkcjonowały równolegle, przyczyniając się do powstawania zamętu w umysłach ludzi. Skutkiem tego rodzaju "rozszczepienia" pamięci była wypowiedź wysokiej rangi urzędnika państwowego pełniącego funkcję w jednym z "solidarnościowych" rządów na początku lat 90., który ośmielił się porównać NSZ do band UPA i Wehrwolfu. To skandaliczne wystąpienie nie spotkało się wówczas z żadnym odzewem - nikomu nie przyszło na myśl, aby publicznie uświadomić autorowi niestosowność tego rodzaju porównań.

Obecnie temat NSZ, jak i całego podziemia narodowego, które z bronią w ręku stawiło opór okupantom niemieckiemu i sowieckiemu, należy do poważnych problemów, z którymi polska historiografia nie może sobie poradzić. W dalszym ciągu utrzymuje się odziedziczony po PRL stan "dwójmyślenia". Nie ma już co prawda potrzeby odkłamywania historii NSZ, dysponujemy bowiem dużą liczbą poważnych opracowań naukowych (także autorstwa historyków związanych z IPN), które jednoznacznie stwierdzają, że żołnierze NSZ wielce zasłużyli się w walce o wolną i niepodległą Polskę. Trudność polega jednak na tym, że ustalenia historyków z trudem torują sobie drogę do świadomości społeczeństwa, które przez dziesięciolecia poddawane było propagandowemu praniu mózgu.

Cały czas również pojawiają się wypowiedzi różnego rodzaju celebrytów i pseudospecjalistów, z reguły niebędących profesjonalnymi badaczami, którzy z przyczyn politycznych i ideologicznych starają się rehabilitować komunistyczne kłamstwa o "bandytach i antysemitach z NSZ". Osoby te, niestety, mogą liczyć na życzliwość tabloidowych mediów, które nagłaśniają podobne ekscesy, szukając taniej sensacji.

Dlatego tak ważne były odbywające się w zeszłym tygodniu obchody 70. rocznicy powstania NSZ - uroczystości mające oprawę państwową, w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego, w których uczestniczyli też licznie przedstawiciele władz. Tylko tego rodzaju wydarzenia i oficjalne stanowisko władz polskich, wyrażone w obecności ich funkcjonariuszy, może spowodować, że podobnie jak w przypadku kłamstw o "polskich obozach koncentracyjnych", także fałszowanie historii NSZ i innych formacji podziemia niepodległościowego spotka się z właściwym przeciwdziałaniem.

Trzeba wierzyć, że powołane do tego instytucje, takie jak IPN, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa czy Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych będą w przyszłości odpowiednio i szybko reagować na próby fałszowania najnowszej historii Polski, w tym także historii NSZ. Warto też, aby w tego rodzaju działaniach uczestniczyły organizacje społeczne i zwykli ludzie, którzy np. zwrócą szczególną uwagę na programy szkolne, aby we właściwy sposób ukazywały najnowszą historię młodemu pokoleniu.
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest redaktorem naczelnym kwartalnika historycznego „Glaukopis”, specjalizuje się w historii najnowszej.

Dr Wojciech Muszyński

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... o-nsz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 15 gru 2012, 08:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Dokumenty z Korzenistego w konserwacji

Obrazek

Archiwiści IPN zastanawiają się nad wyborem najbardziej odpowiedniej metody konserwacji dokumentów NSZ znalezionych w Korzenistem na Podlasiu.

Sprawę tajemniczego znaleziska jako pierwszy opisał "Nasz Dziennik". Wyorana z ziemi skrzynia z dokumentami Narodowych Sił Zbrojnych trafiła do pracowni konserwacji IPN w Warszawie.

Przez kilka miesięcy materiały będą poddawane specjalistycznym zabiegom fumigacji lub jonizacji, tak by później można było je odczytać. Po konserwacji dokumenty ponownie trafią do zasobów archiwalnych IPN Białystok.

Materiały do warszawskiego IPN przekazał białostocki oddział Instytutu. Archiwiści zastanawiają się nad wyborem najbardziej odpowiedniej metody dla konserwacji dokumentów oraz metalowej skrzynki, w której były umieszczone.

- Dokumenty są w bardzo złym stanie, m.in. najpewniej są mocno zagrzybione, dlatego myślimy, aby poddać je najpierw fumigacji, czyli odgrzybieniu poprzez umieszczenie ich w komorze z substancjami chemicznymi w postaci gazu. Taką komorę mamy u siebie - mówi "Naszemu Dziennikowi" Grzegorz Trzyna, naczelnik Wydziału Zarządzania Zasobem Archiwalnym IPN Warszawa.

- Po wyjęciu dokumentów z komory fumigacyjnej, zanim nastąpią prace konserwatorskie, muszą być one wietrzone przez trzy tygodnie z substancji chemicznych, szkodliwych dla człowieka - dodaje archiwista.

Przy konserwacji brana jest również pod uwagę alternatywna metoda zabezpieczenia dokumentów poprzez tzw. jonizację. Takie zabiegi wykonuje Instytut Chemii i Fizyki Jądrowej w Warszawie. Z jego usług często korzysta m.in. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego.

- Środowisko konserwatorskie jest podzielone w poglądzie na najbardziej właściwą metodę, jednak jak na razie w Polsce 90 proc. dokumentów poddaje się fumigacji i raczej tej metody użyjemy - tłumaczy Trzyna.

Dopiero po zabiegu fumigacji do pracy będzie mógł przystąpić konserwator, aby dokumenty reperować, a później odczytać. Wcześniejszy bezpośredni kontakt dłoni archiwisty z zagrzybionym papierem mógłby się skończyć chorobą. Zapisy, niemożliwe do odczytania w sposób bezpośredni, archiwiści chcą rozszyfrować za pomocą urządzenia o nazwie videokomparator.

Prace konserwatorskie potrwają około dwóch miesięcy. Później dokumenty trafią do archiwum IPN Białystok. Tam przeanalizują je historycy, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, kto i kiedy je wytworzył. Ich oryginały nie będą raczej dostępne dla szerokiego grona osób. Do wglądu w archiwach powszechnie dostępnych będą raczej kopie.

Żelazna, przerdzewiała skrzynka po amunicji, w której ukryte były dokumenty, również zostanie poddana konserwacji, jednak nie w warszawskim IPN.

- Skrzynka również stanowi ważny element tego znaleziska, gdyż wskazuje, w jakich warunkach dokumenty były przechowywane. Najpewniej trafi ona do Pracowni Konserwacji Metalu przy Zamku Królewskim w Warszawie - tłumaczy Grzegorz Trzyna.

- Z dobrym efektem korzystaliśmy już kilkakrotnie z usług tej pracowni - dodaje.

Dokumenty Narodowych Sił Zbrojnych wyorał właściciel gospodarstwa rolnego na kolonii wsi Korzeniste, w miejscu, gdzie w czasie II wojny światowej i w latach powojennych stały zabudowania gospodarcze.

Pod budynkami gospodarczymi należącymi do żołnierza Armii Krajowej Obywatelskiej Stanisława Kulikowskiego ps. "Kruk" znajdowały się podziemne pomieszczenia, zbudowane przez żołnierzy struktur obwodu AKO Łomża. Właśnie tu w czasie wojny drukowano aż trzy tytuły prasy podziemnej, m.in. pisma "Głos spod ziemi", ukazującej się w łącznym nakładzie 1500 egzemplarzy.

Również w tym bunkrze istniał duży skład broni, który przed namierzeniem go przez UB został ewakuowany. Według informacji historycznych z bunkra korzystali czasowo również żołnierze silnych i licznych na ziemi łomżyńskiej oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 02 sty 2013, 13:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mirekkabala.pl/?p=624

Powstań Polsko, skrusz kajdany….

Obrazek



http://milena.polacy.eu.org/3203/wspoln ... erzom-nsz/

Wspólnie zbudujmy pomnik Żołnierzom NSZ
2012.12.31 14:15 Hindukusz-Milena

Nie dajmy się czerwonej zarazie !

Obrazek

W związku z tajemniczą śmiercią Krystyna Bernatowicza z wielkim poświęceniem walczącego o pomnik żołnierzy NSZ w Warszawie, widząc piętrzące się "dziwnie" przeszkody w uzyskaniu zgody na budowę tego pomnika, postanowiłam wspomóc materialnie tę ideę.

Okazało się, że nie jest to proste, bo nigdzie nie mogłam znaleźć numeru konta przeznaczonego na zbiórkę w tym konkretnym celu.
W końcu dotarłam do strony Związku Żołnierzy NSZ i tam klikając na "kontakt" trafiłam na poszukiwany numer konta.
+nsz.com.pl
http://nsz.com.pl/index.php/kontakt

Można na nie wpłacać podając w polu tytułem - "na budowę pomnika żołnierzy NSZ w Warszawie".
Podobno projekt pomnika ma nawiązywać do fotografii dowódców oddziałów NSZ, którą umieściłam jako ilustrację tego wpisu.
Moim zdaniem, każdy kto uważa się za patriotę powinien wpłacić na ile go stać.
Konto Zarządu Głównego Żołnierzy NSZ powinno "pękać w szwach"!
Zbudujmy ten pomnik na przekór czerwonej hołocie !
Nie dajmy sobie odebrać Polski !

Życzę wszystkim szczerze kochającym Polskę i Jej narodowe tradycje - wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 20 mar 2013, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Pokazowo na śmierć

„Proces” 23 żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, z Pogotowia Akcji Specjalnej w Lubelskiem – przed komunistycznym sądem wojskowym w Warszawie – był pierwszym politycznym procesem pokazowym w Polsce, według wzorów sowieckich. 19 marca 1946 r. „orzeczono” aż 7 wyroków śmierci, żołnierzy zamordowano 24 maja 1946 roku.

Roman Jaroszyński, lat 31, był żołnierzem AK, po wojnie torturowany przez NKWD-UB na lubelskim Zamku, zbiegł do oddziału NSZ. Stanisław Kaczmarczyk lat 26, Kazimierz Łuszczyński – 25, Władysław Ulanowski – 25, Zygmunt Wolanin, prawnik po KUL, lat 32, nauczyciel Władysław Żwirek, lat 35. Zygmunt Roguski, najstarszy z zabitych, był dyplomowanym majorem WP.

Żaden z wymienionych nie ma biogramu w IPN-owskim „Słowniku biograficznym konspiracji i oporu społecznego w Polsce 1944-1956”, co świadczy, że tuła się jeszcze przekonanie o ich „winie” za pacyfikację ukraińskiej wsi Wierzchowiny w powiecie krasnostawskim. Niektórzy z 23 „sądzonych” nigdy w Wierzchowinach nie byli!

Żołnierze NSZ zlikwidowali tam kilkudziesięciu ukraińskich konfidentów gestapo, którzy po wojnie przeszli na służbę UB. „Ustalenia” peerelowskiego sądu z roku 1953, odnośnie do winy NSZ za pacyfikację całej wsi i śmierć prawie 200 ludzi, zostały podważone. Wszystko wskazuje na to, że Ukraińców zabiła komunistyczna bezpieka, już po odejściu oddziałów NSZ! Takie były sowieckie metody prowokacji i budzenia nienawiści do „leśnych bandytów”!

Zdarzało się, że specjalne, bandyckie grupy UB napadały na posterunki MO i zabijały milicjantów, by zachęcić żyjących do walki z żołnierzami wyklętymi! Pisał o tym m.in. prof. Janusz Kurtyka.

Tak jak innych żołnierzy wyklętych zakopano ich w tajemnicy, podobno w rejonie ul. Grójeckiej. Mają symboliczny grób na powązkowskiej Łączce. Cześć ich pamięci!

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/27237,p ... mierc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 31 sie 2013, 16:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://rebelya.pl/post/4518/powstancy-z ... rzez-lata-

Powstańcy z Narodowych Sił Zbrojnych. "Przez lata umniejszano znaczenie naszej walki"
07.08.2013

- Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zaczęto nieśmiało mówić, że i eneszetowcy walczyli w powstaniu, a przecież w powstaniu walczyło kilka tysięcy żołnierzy NSZ i dobrze się spisało - mówi płk Jan Podhorski*, żołnierz NSZ i AK, uczestnik Powstania Warszawskiego.
Panie Pułkowniku jak to się stało, że walczył Pan w powstaniu warszawskim?
Z Lipia przez Grójec 29 lipca przyjechałem do Warszawy na ostatnie egzaminy na tajnym kursie podchorążych o specjalności głęboka dywersja. Czekałem na egzaminy u mojego przyjaciela ze Związku Jaszczurczego, Henryka Dutkowskiego, który mieszkał na ulicy Twardej, bo pogłoski o wybuchu powstania przesunęły termin egzaminów. Po kursach miałem udać się jako ochotnik w Bory Tucholskie.
W jakim celu?
Miała być tworzona Brygada Tucholska, podobna do Brygady Świętokrzyskiej. Po służbie w grupie „strzelców wyborowych” w Grójeckim, gdzie wykonywaliśmy wyroki sądu podziemnego, miałem odpowiednie przeszkolenie.
Jak wyglądał wybuch powstania?
Mieszkałem u Dutkowskiego na Twardej, po południu 1 sierpnia, podejrzewając, że będzie coś się działo, poszliśmy do punktu kontaktowego na ul. Czackiego 3/5 w siedzibie NOT, obecnym Domu Technika. Parzysta strona ulicy była zamieszkała przez sympatyków NSZ, pochodzących ze stolicy i wysiedlonych z innych terenów kraju. Pierwsze wspomnienie z powstania to widok piętnasto czy szesnastolatka z peemem, który zatrzymał nas i powiedział – Koledzy, tu leży ranny Niemiec. Dał nam łom i prosił o dobicie. Wytłumaczyliśmy mu, że rannych i jeńców się nie zabija.
Co się działo w Domu Technika?
Było zamieszanie, zgłosiło się dużo chętnych. Na skrzyżowaniu Traugutta i Czackiego ulokowała się komenda kwartału AK, obejmującego ulice Traugutta, Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Mazowiecka pod dowództwem „Lewara”, który również czekał na ochotników. Zgłosiło się do niego piętnastu żołnierzy NSZ, gdyż nie miał ludzi, ale miał broń. „Lewar” przygotowywał się do powstania przez 2 tygodnie, później rozpuścił ludzi, jednak na godzinę „W”, większość jego ludzi nie dotarła, ponieważ pochodziła głównie z Żoliborza. Ostatecznie połowę jego grupy stanowili żołnierze NSZ.
Chętnych do walki było wielu, ale broni prawie wcale…
Niektórzy przyszli ze swoją bronią, ale i tak nie wystarczyło dla wszystkich. Kolega Wincentowicz mieszkający na Czackiego przyniósł kilka sztuk broni z domu.
Ostatecznie pułk NSZ im. Gen. Sikorskiego, przez żołnierzy nazywany „Sikora” był jednym z najlepiej uzbrojonych oddziałów powstańczych. Jak zdobyliście broń?
Po zdobyciu Poczty Głównej na Placu Napoleona, którą oddziały AK zaatakowały 2 sierpnia. Nie mogliśmy wspomóc AKowców ogniem karabinowym, bo nie mieliśmy broni, ale wsparliśmy ich granatami, atakując od ulicy Wareckiej. Po zdobyciu poczty okazało się, że były tam duże magazyny broni i mundurów niemieckich. Starym warszawskim zwyczajem do połowy zdobytej broni się nie przyznano. W naszych późniejszych meldunkach dowództwo narzekało na braki w uzbrojeniu i wykazywało kilkanaście sztuk broni, a było dużo więcej, dowodem jest kompletne wyposażenie w broń kilkudziesięciu żołnierzy – 3 kompanii. Późniejszy mój pluton szturmowy miał pełne wyposażenie, 30 sztuk broni naramiennej (karabinów, pistoletów), nie wspominając o broni krótkiej i granatach. Wszystkie nasze sanitariuszki miały broń krótką, mimo, że nie było takich wymogów. Większość administracyjna i zmianowa była bez broni, ale grupy szturmowe i patrolowe miały dużo broni, zresztą widać to na zdjęciach np. w książce S. Bojemskiego „NSZ w powstaniu warszawskim”.
Pan jaką miał broń?
Pistolet, pistolet maszynowy Sten i karabin, bo w zależności od rodzaju walki używało się innej broni. Jeśli chodzi o „gołębiarzy” (snajperów niemieckich) to używało się tylko karabinu, pistolet maszynowy nadawał się do ataku czy walki na odległość kilkunastu metrów, pistolet ręczny służył raczej do ozdoby.
W Pana drużynie szturmowej walczył znany później publicysta i pisarz, Leszek Prorok, ps. „Leszczyński”.
Trafił do mojego oddziału 12 sierpnia, dwa dni później przeszedł do zgrupowania „Ruczaj”. Po wojnie przy okazji wydania jego autobiografii „W kepi wojska francuskiego”, przypomniałem mu, jak siedział ze mną 12-13 sierpnia w podziemiach przy ul. Czackiego 16/18 i przygotowaliśmy się do ataku na Komendę Policji, ale wtedy nic z tego nie wyszło, bo nie było pełnego porozumienia z „Lewarem”. Był zdumiony, że po latach zobaczył swego dowódcę. Na marginesie dodam, że po wojnie przeszedł bardzo ciężkie śledztwo na UB.
O udziale NSZ w powstaniu przez sześćdziesiąt lat się nie wspominało…
Dopiero w pierwszym kalendarzu wydanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego pod datą 5 października 1944 r. napisano, że z miasta wychodzi dowództwo AK i komendant NSZ, płk Spirydion Koiszewski, „Topór”. W czasie PRL mówiło się, że powstanie zrobiło AL, PAL i AK. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zaczęto nieśmiało mówić, że i eneszetowcy walczyli w powstaniu, a przecież w powstaniu walczyło kilka tysięcy żołnierzy NSZ i dobrze się spisało. Przez lata umniejszano znaczenie naszej walki, zmniejszano liczbę żołnierzy NSZ walczących w powstaniu. Trzeba pamiętać, że większość oddziałów NSZ była w AK, wszyscy mieliśmy legitymacje AK. Mam jedną z nielicznych legitymacji powstańczych z oryginalną pieczątką NSZ i podpisem komendanta NSZ, płka „Topora”. Gdy pokazałem tą legitymację w latach osiemdziesiątych, po stanie wojennym, kiedy zaczęły powstawać organizacje kombatanckie środowisk powstańczych AK, na spotkaniu żołnierzy batalionu AK „Miłosz”, mojego oddziału z końcowego okresu powstania, to pułkownik Perdzyński ps. „Towmir” z dowództwa AK powiedział – Lepiej niech Pan tej legitymacji nie pokazuje, bo można rozpoznać żołnierza NSZ.
Pana powstanie warszawskie trwało nie 63, ale prawie 70 dni.
Gdy powstanie upadło podpisano akt o zakończeniu walk, na podstawie punktów 3 i 4 utworzono kompanie osłonowe, pełniące funkcje żandarmerii, który miał działać do wyjścia ostatniego mieszkańca z Warszawy. Zbierano ochotników do batalionu, mój pluton NSZ zgłosił się w komplecie. Mieliśmy dobre wyposażenie, naszym zadaniem pierwotnym, dla którego powstał nasz pluton było przebicie się przez linie niemieckie poza Warszawę, żeby wziąć udział w walce partyzanckiej, ponieważ wiadomo było w pierwszych dniach września, że powstanie zaczyna dogorywać. Nasz pluton znalazł się w kompanii A u porucznika A. Ładkowskiego ps. „Kulawy”, pełniliśmy funkcję patrolową. Jako jednostce w pełni jednolitej, a domyślano się, że jest to grupa NSZ, powierzono zadanie rejestru i opisu zniszczeń, stąd miałem dokładny opis Śródmieścia i zdjęcia zniszczonej stolicy. Śródmieście w trakcie walk powstańczych nie było tak zniszczone, jak w czasie tygodnia po powstaniu, kiedy saperzy z „Brennkomando”, wyposażeni w miotacze ognia, rabowali i podpalali domy.
Kompanie osłonowe jako jedne z ostatnich oddziałów powstańczych opuścił Warszawę…
Tak, kompanie A, B i C, w sumie około 340 żołnierzy. Konwojowani przez Wermacht pieszo dotarliśmy do Ożarowa, gdzie załadowano nas do wagonów i pod silną obstawę z karabinami maszynowymi na dachach, co było wynikiem donosu, że oddział zostanie pojechaliśmy w stronę Niemiec. W Poznaniu wyrzuciłem kartki z informacją dla rodziny i znajomych, że żyję i jadę do obozu jenieckiego. Zawieziono nas do stalagu IVB w Muehlbergu nad Łabą koło Drezna. 23 kwietnia 1945 r. obóz wyzwoliły wojska sowieckie. Z pośród moich kolegów tylko ja zdecydowałem się na powrót do Polski, moi przyjaciele zostali za żelazną kurtyną.
Rozmawiał Mateusz Rawicz
* płk. Jan Podhorski, Wielkopolanin, członek Związku Jaszczurczego, żołnierz AK „Głuszec” Grójec, dowódca plutonu szturmowego w powstaniu warszawskim w pułku NSZ im. Gen. Sikorskiego i żołnierz batalionu AK „Miłosz”

Wywiad ukazał się pierwotnie w tygodniku „Nasza Polska”, nr 32 , 6 VIII 2013 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 07 wrz 2013, 14:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2013/08/11/w ... skiej-nsz/

W rocznicę utworzenia Brygady Świętokrzyskiej NSZ
Ostatnia aktualizacja: 11 sierpnia 2013 | 3 Komentarzy | 383 Odsłon

Brygada Świętokrzyska (202 i 204 pułki piechoty, jednostki zaplecza) powstała 11 sierpnia 1944 r., na Ziemi Kieleckiej i była największym związkiem taktycznym NSZ. Liczyła początkowo 850 partyzantów; pod koniec wojny jej stan zwiększył się do 1500 ludzi. W zwalczaniu niemieckiego okupanta oraz agentury komunistycznej okazała się być oddziałem niezwykle skutecznym. Była niejednokrotnie wybawieniem dla miejscowej ludności, gnębionej tak przez hitlerowskie siły policyjne, jak i przez „czerwone” watahy, których niemałą część stanowił „zagospodarowany element bandziorski”. W okresie walk w Polsce żołnierze Brygady Świętokrzyskiej wzięli na swe sumienia około 500 zabitych Niemców i podobną liczbę, rodzimych i sowieckich, bolszewików.
Jednostka w styczniu 1945 roku, by uniknąć sowieckich represji, opuściła Świętokrzyskie i przez Śląsk udała się do Czech. Tam 6 maja 1945 roku wyzwoliła niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet w Holiszowie. Dowódcą Brygady Świętokrzyskiej był Antoni Szacki ps. „Bohun/Dąbrowski”.
Przeciw dwóm wrogom! Chwała Bohaterom!

Na podstawie: „Wzrastanie”/onr.czyz.org

http://www.nacjonalista.pl/wp-content/u ... gada11.jpg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 20 wrz 2013, 10:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowyszczecin.pl/index.php/archives/30396

Za zdradę Polski – komunistom śmierć!
ADMIN 14 SIERPNIA 2013 0

Dokładnie 70. lat temu oddział Narodowych Sił Zbrojnych dowodzony przez ppłk Leonarda Zub-Zdanowicza zlikwidował pod Borowem groźną sowiecką grupę rabunkową – oddział GL im. Jana Kilińskiego. To symboliczny początek wojny Żołnierzy Wyklętych z komunistycznym okupantem
Wojciech Wybranowski
Wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat jakie rozegrały się pod Borowem na Lubelszczyźnie przez cały okres PRL były zakłamywane przez komunistyczną propagandę. Tuz po wojnie część żyjących żołnierzy NSZ z oddziału „Zęba”- Leonarda Zub-Zdanowicza została ujęta przez UB, i po torturach skazana na śmierć lub wieloletnie więzienia. Cała sprawa stała się też pretekstem do oskarżenia żołnierzy NSZ o rzekomy „faszyzm”. W III RP komunistyczne kłamstwo propagowane pod szyldem „Mordu pod Borowem” wciąż jest powtarzane, a żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, którzy 9 sierpnia 1943 roku likwidując oddział GL zapobiegli gwałtom,mordom i rabunkom na mieszkańcach Lubelszczyzny- nadal znieważani.
A jak wyglądała akcja pod Borowem w rzeczywistości? Oddział GL im Jana Kilińskiego zawiązał się na terenie Lubelszczyzny ( operował m.in. w okolicach Kraśnika i Borowa) na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku. Według różnych źródeł liczył od 25 do 30 gwardzistów. Część z nich wcześniej działała w grupie rabunkowej Józefa Liska, która- funkcjonując również pod szyldem „ludowego wojska” dopuściła się szeregu gwałtów i rabunków na okolicznej ludności. Dziś już wiadomo, że funkcjonująca od 1940 roku grupa Józefa Liska „Lisek” ma na sumieniu kilkanaście morderstw- również kobiet i dzieci. Lisek został zastrzelony przez kompana- „Bartosza” w czerwcu 1943 roku, a jego grupa ostatecznie włączona w skład Oddziału GL im Jaka Kilińskiego. Dowódcą został niejaki „Słowik”.- Stefan Skrzypek, również mający bandycką przeszłość np. w grudniu 1942 roku brał udział w napadzie na majątek ziemski pod Gościeradowem, obciąża go śmierć co najmniej kilkunastu osób z miejscowej ludności, którą podejrzewał o współpracę z AK lub NSZ. Oddział GL im Jana Kilińskiego nie przeprowadził żadnej akcji przeciw Niemcom.
Na początku sierpnia 1943 roku oddział GL pod dowództwem „Skrzypka” przemieścił się w okolice Borowa. Tam ponownie grożąc terrorem zmuszał miejscową ludność do oddawania żywności i majątku. Część historyków jest zdania, że „Skrzypek” dostał polecenie likwidacji oddziału NSZ i pacyfikacji majątku ziemskiego Borów, który dawał schronienie żołnierzom Podziemia Niepodległościowego.
Do spotkania „Słowika” z dowódcą NSZ wówczas rotmistrzem Leonardem Zub-Zdanowiczem doszło w nocy z 8 na 9 sierpnia 1943 roku. „Ząb” usiłował przekonać bojówkarzy by porzucili komunistów i przyłączyli się do niepodległościowego podziemia, a także postawili przed sądem wojennym winnych kradzieży i morderstw. Od „Słowika” usłyszał, że nie ma o tym mowy, a Polska niebawem zostanie podporządkowana ZSRR.
„Słowik” dostał kilka dni do namysłu. Wobec odmowy podporządkowania się, złożenia broni i wydania przestępców żołnierze NSZ zaatakowali obozowisko komunistów i rozbroili ich bez oddania nawet jednego wystrzału. GL-owcom odebrano broń i przeprowadzono nad nimi sąd polowy, który za zdradę Rzeczypospolitej, morderstwa, gwałty i rabunki skazał komunistów na śmierć. Wszyscy z wyjątkiem dwóch zostali rozstrzelani. Życie darowano tylko dwóm członkom oddziału GL – Rosjaninowi, bowiem Zub-Zdanowicz jako prawnik uznał, że osoby obcej narodowości nie można skazywać za zdradę Rzeczypospolitej i młodemu chłopakowi, który dopiero dołączył do oddziału GL, a więc nie brał udziału we wcześniejszych mordach. Część historyków twierdzi, że również dwóm innym członkom GL udało się zbiec.
Tuż po akcji pod Borowem komunistyczna propaganda zaczęła nieprawdziwie głosić, że GL-owcy zostali wymordowani podczas wspólnej kolacji, a wydarzenia ochrzciła mianem „Mordu pod Borowem”. Natychmiast zaczęto głosić tezę podtrzymywaną przez niektórych historyków do dziś o „bratobójczym mordzie” i „wojnie domowej”. Na część „bohaterów z oddziału GL Jana Kilińskiego poległych pod Borowem” pisano wiersze, nadawano ich patronat szkołom.
Po wojnie UB zaczęła tropić tych żołnierzy NSZ, którzy wraz z „Zębem” i utworzoną później Brygadą Świętokrzyską nie przedostali się na Zachód. W 1953 roku przed Sądem Rejonowym w Lublinie, po wcześniejszym aresztowaniu i torturach stanęli żołnierze NSZ- Leon Cybulski ps „Znicz”, Kazimierz Poray-Wybranowski ps „Kret” oraz Ryszard Ławruszczak „Zagłoba”. Cybulski skazany został na śmierć, pozostali dwaj na wieloletnie wyroki więzienia. Zrehabilitowano ich dopiero pod koniec lat 90-tych.
Dziś wielu historyków jest zdania, że data 9 sierpnia powinna być traktowana jako symboliczny moment rozpoczęcia wojny przez podziemie antykomunistyczne z sowieckim okupantem.

Cześć i chwała żołnierzom NSZ.

Źródło: http://dorzeczy.pl/za-zdrade-polski-komunistom-smierc/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 24 wrz 2013, 07:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Bohater ze Służewa

Przypominając niezwykłą postać bohatera Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Jana Morawca, zawsze zastanawiam się, jak można było zabijać i wyklinać takich ludzi.

Harcerz, żołnierz, polityk. Żył w strasznych czasach i spotkał go straszny los. Za niezwykłe zasługi powinien cieszyć się odpowiednim szacunkiem i uzyskać możliwość dalszej pracy dla kraju. Ale jego pokoleniu nie było to dane – tacy bohaterowie jak on stali się żołnierzami wyklętymi, czyli nie tylko pozbawiano ich życia, ale mieli być wyklęci na zawsze.

Obrazek

Major Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP, w śledztwie przeciw Wiesławowi Chrzanowskiemu w 1948 r. powiedział mu szczerze: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. I przez prawie pół wieku byli niszczeni, nie mając grobów, odzierani z godności, zohydzani na wszelkie sposoby. Dziś do nas wracają, odzyskujemy ich nie tylko w naszej historii.

U „Hubala”

Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku cierpliwie zbierałem informacje i pamiątki, krążąc po całym kraju, szukając rodziny, później świadków, podwładnych i przełożonych Jana Morawca. Fascynowały mnie bowiem opowieści o nim, zasłyszane od byłych współwięźniów lub nawet od osób, które się z nim w więziennych celach nie zetknęły, ale legenda o nim wciąż była żywa, nawet wiele lat po jego śmierci. Dziś z satysfakcją mogę powiedzieć, że to się udało.

Jan Morawiec urodził się 25 marca 1915 r. w Remiszewicach w powiecie Brzeziny. Szkołę powszechną ukończył w Będkowie, naukę kontynuował w gimnazjum w Koluszkach, ale w ostatniej klasie musiał ją przerwać na skutek tragicznej sytuacji materialnej rodziny. Maturę uzyskał z opóźnieniem, już jako ekstern. Był pasjonatem sportu i polskiej literatury, bardzo aktywnie działał w harcerstwie, skąd wkrótce trafił do polityki, wstępując do Stronnictwa Narodowego. Od tej pory pozostał wierny polityce aż do tragicznej, przedwczesnej śmierci.

W latach 1936-1939 odbywał obowiązkową służbę wojskową w Marynarce Wojennej jako artylerzysta na Helu. Był redaktorem gazetki dla żołnierzy, próbował swych sił, pisząc powieść z życia polskiej wsi (już jej nie ukończył).

W sierpniu 1939 r. zmobilizowany do służby w Wojsku Polskim, walczył jako obrońca Helu. Po kapitulacji natychmiast uciekł z niewoli i wrócił w rodzinne strony. Tu zetknął się z działalnością mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Po wstąpieniu do konspiracji organizował siatkę terenową w powiatach Tomaszów Mazowiecki i Brzeziny. Następnie po rozbiciu organizacji i śmierci mjr. „Hubala” trafił do Narodowej Organizacji Wojskowej. Pełnił funkcję komendanta powiatu Tomaszów Mazowiecki. Ukończył konspiracyjną podchorążówkę i został oficerem łącznikowym Komendy Okręgu Łódź z Komendą Główną.

Skok z pociągu

Gdy latem 1942 r. doszło do rozłamu w szeregach NOW, przeszedł wraz ze swymi podwładnymi do Narodowych Sił Zbrojnych. Jego dynamizm, odwaga, łatwość nawiązywania kontaktów, zdolności dowódcze, bogate doświadczenia konspiracyjne i oratorskie szybko zostały docenione. Trafił bowiem do Dowództwa NSZ, pełniąc w I wydziale sztabu (ogólnoorganizacyjnym) funkcję oficera do spraw zadań specjalnych. W tym charakterze odbywał inspekcje na terenie całego kraju.

Prawdopodobnie w 1943 r. został ranny podczas zatrzymania przez żandarmów w pociągu pod Koluszkami. Skuty kajdankami, dzięki nieprzeciętnej odwadze i sprawności fizycznej zdołał wyskoczyć z pędzącego pociągu. Z takich opresji wydostawał się z rąk niemieckich jeszcze kilkakrotnie, zostając żywą legendą.

7 marca 1944 r. podpisano umowę scaleniową NSZ z AK. Morawiec został wysłany na Podlasie i Lubelszczyznę w celu porządkowania spraw organizacyjnych i zapobiegania rozłamów na tym tle, co mu się udało. W zreorganizowanym sztabie Okręgu III (Lublin) NSZ-AK został szefem I oddziału. Przejściowo pełnił nawet funkcję szefa Kedywu AK tego okręgu.

Historyk komunistyczny przyznał, że „okręg lubelski NSZ przetrwał bez większych wstrząsów okres przełamywania się frontu. Mógł więc już wkrótce podjąć szereg organizacyjnych posunięć, które adaptowałyby jego szeregi do nowych warunków. Wykazał w tym względzie aktywność wprost niezwykłą”. Była to niewątpliwie zasługa Jana Morawca, zresztą wziął bezpośredni udział w walkach o Lublin w lipcu 1944 r. jako dowódca małego oddziału NSZ-AK.

W matni

Później nadeszły ciężkie czasy – masowe aresztowania i obławy były na porządku dziennym. 29 grudnia 1944 r. Morawiec został zatrzymany przez NKWD, osadzono go w areszcie przy ul. F. Chopina. Ale już 4 stycznia 1945 r. podczas nocnego przesłuchania zdołał wyskoczyć oknem z pierwszego piętra. Mimo natychmiastowego pościgu i zwichniętej nogi udało mu się zbiec. Z obław NKWD i UB wychodził zwycięsko jeszcze kilkakrotnie.

Po rozwiązaniu AK współtworzył Tymczasową Narodową Radę Polityczną Ziem Wschodnich, która miała być nadrzędnym ciałem politycznym dla okręgów wschodnich NSZ-AK. Został jej pierwszym wiceprezesem (pod ps. „Błażej”), a faktycznie p.o. prezesem.

Po nawiązaniu kontaktów z Komendą Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Rada lojalnie rozwiązała się, podporządkowując się całkowicie nowej organizacji. Morawiec został szefem III oddziału (Pogotowia Akcji Specjalnej) Komendy Głównej, czyli pionu bojowego. Ze względów bezpieczeństwa PAS na wszystkich szczeblach miało wydzieloną strukturę organizacyjną.

W jego skład wchodziły wydziały: adiutantura, wydział organizacyjny, wywiad, kontrwywiad, łączność zewnętrzna i centralny wydział wykonawczy. W terenie w ramach PAS organizowano oddziały partyzanckie przeznaczone do akcji bojowych, rozbijania więzień i aresztów, ochrony ludności przed pacyfikacjami.

W okresie luty – kwiecień 1946 r. KG NZW została prawie całkowicie zdekonspirowana i rozbita aresztowaniami. Kapitan Morawiec podczas próby aresztowania w Łodzi 13 marca ranił dwóch funkcjonariuszy UB i zbiegł do Warszawy. Tu, stale tropiony, kilkakrotnie szczęśliwie wymykał się z zasadzek. Urząd Bezpieczeństwa zorganizował kolejny „kocioł” 22 marca na punkcie kontaktowym przy ul. Dynasy, z którego Morawiec zdołał się jeszcze wyrwać. Jednak kilka godzin później przy ul. Wołoskiej został ranny w nogę podczas próby ucieczki, gdy zaciął mu się pistolet.

„Sam spróbowałbym”

Został osadzony w więzieniu karno-śledczym na Mokotowie, przeszedł ciężkie i bardzo intensywne śledztwo. Wielokrotnie za swą postawę trafiał do więziennego karceru. Mimo to z więzienia organizował akcję odbicia więźniów. W przesłanym grypsie informował dowództwo: „Jestem aresztowany. Mam postrzeloną nogę powyżej uda. Czuję się kiepsko. Mało o nas wiedzą. (…) Jest możliwość odbicia. Trzeba ludzi zdeterminowanych. Oddawca kartki może wyjaśnić dowódcy takiej grupy. Wiem, co mnie czeka. Gdyby nie noga, sam próbowałbym…”. Taka akcja nie była już jednak możliwa do przeprowadzenia.

W śledztwie brał na siebie odpowiedzialność za wszystko, co mogło odciążyć jego podwładnych. Proces odbył się w więzieniu, przy drzwiach zamkniętych. Wyrok ogłoszono 3 listopada 1947 roku. Kapitan Jan Morawiec, por. Lechosław Roszkowski ps. „Tomasz” (szef I oddziału KG), kpt. Tadeusz Zawadziński ps. „Wojciech” (szef wywiadu), mjr Mieczysław Grygorcewicz ps. „Ostromir” (szef I Obszaru – pod konspiracyjnym nazwiskiem Ostrowski; prawdziwe dane personalne ujawnił dopiero po wyjściu z więzienia w 1956 r.), i ppłk Tadeusz Zieliński ps. „Wujek” (szef II Obszaru NZW) zostali skazani na karę śmierci, z tym że dwóm ostatnim zamieniono ją na 15 lat więzienia. Porucznik Jan Golka ps. „Klemens” (szef propagandy KG) został skazany na 12 lat, a ppor. Ruta Czaplińska ps. „Ewa” (kierownik łączności organizacyjnej) na 10 lat. Pozostałe osoby skazane w tym samym procesie (lub toczonych równolegle) również otrzymały karę śmierci lub długoletniego więzienia.

W innych procesach skazano braci Morawca – Stefana ps. „Czarny” (kierownika Biura Dokumentów KG NZW) i Wacława na karę 7 lat więzienia.

Wyroki śmierci na Morawcu, Lechosławie Roszkowskim i Tadeuszu Zawadzińskim zostały wykonane 15 stycznia 1948 r. w więzieniu mokotowskim przez dowódcę plutonu egzekucyjnego st. sierż. Piotra Śmietańskiego (b. członka GL-AL.) w obecności m.in. lekarza więziennego dr Stefanii Jabłońskiej (Szeli Ginzburg) i naczelnika więzienia kpt. Alojzego Grabickiego. Ciała zamordowanych wywieziono potajemnie prawdopodobnie na Służew i tam są bezimiennie pogrzebane. Być może prace ekshumacyjne podejmowane przez IPN pomogą w odnalezieniu ich grobów.

Sąd Wojewódzki w Warszawie 28 stycznia 1992 r. stwierdził nieważność wyroku skazującego Jana Morawca (i jego towarzyszy broni), orzekając, że czyny przypisane skazanym były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

My jednak nigdy nie potrzebowaliśmy, aby ocenić ich prawdziwą postawę. Mimo wysiłku takich ubeków, jak wspomniany mjr Herer z MBP, nie mieliśmy wątpliwości, jak ocenić politycznie i moralnie naszych bohaterów. I jak ocenić ich prześladowców, katów oraz politycznych i moralnych spadkobierców, którzy mają dziś usta pełne frazesów o praworządności, tolerancji i prawach człowieka.

Leszek Żebrowski, historyk, publicysta

http://www.naszdziennik.pl/mysl/54724,b ... uzewa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Narodowe Siły Zbrojne
PostNapisane: 26 paź 2013, 11:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/1761-narod ... -powstania

Narodowe Siły Zbrojne – 71. rocznica powstania
Paweł Brojek piątek, 20-09-13 05:56

Obrazek

NSZ to największa po Armii Krajowej konspiracyjna formacja wojskowa w Polskim Państwie Podziemnym. Proces formowania Narodowych Sił Zbrojnych rozpoczął się w lipcu 1942 r., kiedy to nastąpił rozłam w Stronnictwie Narodowym i Narodowej Organizacji Wojskowej na tle jej scalenia z Armią Krajową.

Narodowe Siły Zbrojne powstały formalnie 20 września 1942 r., kiedy to płk Ignacy Oziewicz ps. „Czesław” wydał rozkaz, w którym zawiadamiał o objęciu funkcji komendanta głównego nowo utworzonej organizacji.

Powstała ona z połączenia Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy oraz tej części Narodowej Organizacji Wojskowej, która nie podporządkowała się decyzji scaleniowej. Ponadto w skład NSZ weszło szereg mniejszych organizacji o charakterze narodowym oraz część lokalnych struktur Armii Krajowej, zwłaszcza na północnym Mazowszu i w Białostockiem. Z AK wywodziła się też część wyższej kadry oficerskiej NSZ.

Polityczne zwierzchnictwo nad NSZ sprawowała Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna. W jej skład weszli zarówno przedstawiciele secesjonistów ze Stronnictwa Narodowego, jak i działacze przedwojennego ONR „ABC” z Grupy „Szańca”.

Struktura organizacyjna NSZ uwzględniała przedwojenny podział administracyjny Rzeczypospolitej Polskiej. Całość podległego obszaru dzieliła się na sześć Inspektoratów, które obejmowały po kilka Okręgów, te zaś podzielone były na Obwody. Najmniejszymi komórkami terenowymi były Powiaty i Placówki. NSZ będące drugą co do wielkości organizacją konspiracyjną w okupowanej Polsce, we wrześniu 1943 r. liczyły około 73 tys. oficerów i żołnierzy, w kwietniu 1944 r. - około 90 tys.

Główne cele programowe NSZ zostały sformułowane w „Deklaracji Narodowych Sił Zbrojnych” z lutego 1943 r. Należały do nich przede wszystkim walka o niepodległość Polski i jej odbudowa z granicą wschodnią sprzed 1939 r. a zachodnią na linii rzek Odry i Nysy Łużyckiej. Granica na zachodzie była postulatem znacznie dalej idącym, niż deklaracje Rządu RP, jego Delegatury i AK, które wprawdzie zakładały poważne korekty linii granicznej, ale początkowo ograniczały się do sformułowań ogólnikowych, a zostały sprecyzowane dopiero w marcu 1944 r.

Ponadto w deklaracji zapisano m.in. potrzebę przebudowy systemu sprawowania władzy poprzez wzmocnienie pozycji prezydenta i senatu, decentralizację organów administracji w celu rozwinięcia samorządów, wzmocnienie pozycji rodziny w społeczeństwie, edukację opartą na katolickich zasadach etycznych oraz ograniczoną reformę rolną i oparcie gospodarki państwa na własności prywatnej.

Początkowo Narodowe Siły Zbrojne prowadziły walkę z okupantem hitlerowskim. Pod koniec 1943 r., gdy klęska Niemców stała się kwestią czasu, kierownictwo polityczne organizacji uznało ZSRR za głównego wroga Polski i skierowało jej działalność przeciw Armii Ludowej oraz partyzantce radzieckiej.

Wiosną 1944 r. doszło do zawarcia umowy scaleniowej pomiędzy Komendą Główną AK a Dowództwem Głównym NSZ. Część dowództwa wywodząca się z Grupy „Szańca” nie podporządkowała się jednak rozkazom, w rezultacie czego w wyniku rozłamu powstały dwie organizacje: jedna scalona z AK (NSZ-AK) i druga samodzielna (NSZ-ZJ).

Na początku 1944 r., wskutek szybkich postępów Armii Czerwonej, Komenda Główna NSZ-ZJ podjęła decyzję o koncentracji, a następnie przerzuceniu wszystkich sił na Zachód na tereny zajęte przez aliantów. W sierpniu 1944 r. na Kielecczyźnie utworzono Brygadę Świętokrzyską - największy zwarty oddział NSZ istniejący podczas okupacji.

Pozostałe w kraju oddziały otrzymały zakaz czynnego występowania przeciw wkraczającej na ziemie polskie Armii Czerwonej. Kierownictwo NSZ, wydając ten rozkaz, wyszło z założenia, że podejmowanie akcji bojowo-dywersyjnych stworzyłoby pretekst do utrzymywania wojskowej okupacji ziem polskich przez ZSRR.

W drugiej połowie 1945 r. doszło do licznych aresztowań w głównych strukturach organizacji dokonywanych przez UB i NKWD. Na przełomie lat 1945/1946 resztki NSZ z ppłk. Stanisławem Kasznicą na czele podporządkowały się nowo powstałemu Narodowemu Zjednoczeniu Wojskowemu. Do 1947 r. większość oddziałów wywodzących się z NSZ została rozbita przez komunistyczne służby bezpieczeństwa.

Na początku lutego 1947 r. UB dotarła ostatecznie do szczytów władzy organizacji. Aresztowanie ppłk. Kasznicy, ostatniego komendanta Narodowych Sił Zbrojnych wraz z wszystkimi członkami Komendy Głównej, okazało się być symbolicznym zakończeniem działań i kresem organizacji. W przeprowadzonym w lutym 1948 r. procesie przywódców organizacji został on skazany na śmierć, a następnie stracony.

W okresie PRL Narodowe Siły Zbrojne były fałszywie oskarżane przez propagandę komunistyczną o mordowanie Żydów i kolaborację z Niemcami. W latach 1945-1956 miały miejsce liczne procesy polityczne, w których żołnierze i oficerowie NSZ skazywani byli na kary śmierci bądź długoletnie więzienia. Prześladowania żołnierzy NSZ trwały do lat 80. XX wieku.

W 1989 r. żołnierze NSZ utworzyli organizację kombatancką Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, od maja 2007 r. pod nazwą Związek Żołnierzy i Przyjaciół Narodowych Sił Zbrojnych z siedzibą w Warszawie. Organizacja, oprócz pracy na rzecz kombatantów, prowadzi działalność oświatową i wychowawczą. Z jej inicjatywy odbywają się sesje naukowe oraz wydawane są publikacje wspomnieniowe i naukowe.

Paweł Brojek
źródło: nsz.com.pl, solidarni.waw.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /