Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 23 kwi 2017, 21:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://cud1920.pl/1774/plonacy-obraz-sw ... -1919-1920

„Płonący obraz” – świadectwo z wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920
Data: 30 czerwca 2016

W sierpniu 1920 roku Polska doznała szczególnej opieki Matki Bożej – Królowej Polski. W chwili największego zagrożenia uratowana została Armia, Naród, i dopiero co wskrzeszone Państwo Polskie. Ale Maryja ratowała także pojedynczych żołnierzy. Oto jedno z takich zdarzeń, przekazane nam przez naszego Ojca – Piotra Wójcika – uczestnika tej wojny.
Po ciężkich walkach, i długich, wyczerpujących marszach, umęczony żołnierz zapadł w głęboki sen. Położył się przy leśnej drodze, na której pojawili się Kozacy na koniach. Jechali w jego stronę. Byli jeszcze daleko i nie widzieli śpiącego polskiego żołnierza. Wtedy właśnie zobaczył we śnie płonący obraz Matki Najświętszej. Płonęła jego rama, a iskry i ogniste żagwie spadały z góry na jego mundur, ręce i twarz…
ZE WSI MAZOWIECKIEJ. Świadectwo to dotyczy naszego ojca Piotra Wójcika, chłopskiego syna Adama i Stanisławy z Trzcińskich, urodzonego 29 czerwca 1901 roku na Mazowszu, we wsi Skwary, Parafia Naruszewo, w Dekanacie Płońskim, w Diecezji Płockiej. Został on powołany do wojska z obowiązującego poboru na początku 1919 roku i wcielony do formującej się 1 Dywizji Piechoty Legionowej Wojska Polskiego. Dywizja ta była doborową formacją w Armii gen. Rydza- Śmigłego, i odegrała znaczącą rolę na Froncie Litewsko – Białoruskim, i w walkach na Ukrainie. A od połowy sierpnia 1920 roku w polskiej kontrofensywie znad Wieprza, i później znów na Froncie Północno – Wschodnim.


Piotr Wójcik – zdjęcie z Dowodu Osobistego, wydanego w 1934 r. Wcześniejsze fotografie i dokumenty dotyczące Jego służby wojskowej zostały utracone w czasie ucieczki z Wołynia w 1940 r.


BLIZNA NA GŁOWIE. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam bliznę. Była długą na kilka centymetrów, położoną symetrycznie na szczycie głowy, na środku okrągłej łysiny, otoczonej nad uszami wianuszkiem włosów. Blizna była dobrze widoczna, i może, dlatego nie wydawała się czymś szczególnym. Zdawało się, że jest tak naturalna, jak obecność nosa na środku twarzy, i przekonanie, że mają to wszyscy tatusiowie – myślałem wtedy. Dopiero później, przyszła świadomość, że jest to ślad „pocałunku” Ojczyzny, której wtedy wielu z jego pokolenia nie szczędziło ani krwi, ani życia.
ŻOŁNIERSKA CODZIENNOŚĆ. Ojciec często opowiadał o swoich wojennych przeżyciach. W jego wspomnieniach pojawiały się relacje o uciążliwych, długotrwałych marszach, o odparzonych i poranionych nogach, o soli wykrystalizowanej z potu na plecach mundurów, o śnie umęczonych żołnierzy, którzy czasami zasypiali na stojąco, albo w kolumnie marszowej. Wspominał, że żołnierz musiał zmagać się nie tylko z nieprzyjacielem, ale także z piekącym słońcem, deszczem i błotem, a zimą z trzaskającymi mrozami i śniegami po kolana. Dziurawe buty, bród, wszy, głód, pragnienie, oraz niepewność jutra, i częsta zmienność sytuacji frontowych – to był „chleb powszedni” żołnierzy tej wojny.
WIELKIE ZMĘCZENIE. Był rok 1919 lub 1920 (dokładna data i miejsce, uległy niepamięci piszącego te słowa). W czasie ciężkich, wielodniowych, walk młody polski żołnierz stracił kontakt ze swoim oddziałem. Ten osiemnasto – może dziewiętnastoletni – chłopaczyna w mundurze – Piotrek ze Skwar – podobny był chyba do tych młodzików na froncie, których wspominał ranny oficer, uczestnik tej wojny: „Widzę dziecinne ręce poborowych osiemnastolatków, wysuwające się z przykrótkich rękawów mundurów, ręce naiwne, zdziwione, niezdarnie trzymające karabin – narzędzie obce.[…] Oto ku tym chłopczynom, zmęczonym i wynędzniałym, niemal bez oficerów, tkwiącym w indywidualnych okopkach, jak stadko kuropatw wkopanych w śniegu, rwie się ta zgraja, której oni nawet nie widzą, o której nie wiedzą zupełnie.” (Melchior Wańkowicz „Ogniem i Mieczem” , [w:] „Tygodnik Ilustrowany” nr 7 –13/1921, cyt. za „Wojna bolszewicka rok 1920”, Warszawa 1990r., s.44.).
O zmęczeniu żołnierzy, ten sam oficer, tak mówił: „Żołnierz wycieńczony ustaje zupełnie. Kładzie się przy drodze, przysiada na głazie polnym i już się nie rusza, głuchy na wszystko, obojętny nawet na czekającą niewolę.” (tamże, s.45).
NIEZWYKŁY SEN. Z wielu przeżyć naszego Ojca szczególnie zapamiętałem, wiele razy wspominane, wydarzenie o nadzwyczajnej pomocy Matki Najświętszej, która – jak był przekonany – uratowała mu życie w chwili śmiertelnego zagrożenia.
Wyczerpany do granic wytrzymałości Piotrek, gdy zorientował się, że jest sam, zapragnął, choćby na chwilę, położyć się i odpocząć… I tam, gdzie stał, legł na poboczu leśnej drogi i twardo usnął. Nie wiedział jak długo spał. Ale we śnie zobaczył nad sobą obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Nigdy nie był w Częstochowie, ale obraz ten znał ze swego kościoła parafialnego w Naruszenie, którego kopia i dzisiaj znajduje się tam w bocznym ołtarzu. A może ktoś dał mu taki obrazek, gdy opuszczał swój dom rodzinny idąc na wojnę? Nie mogła tego zrobić jego Matka – Stanisława – gdyż już od dziesięciu lat nie żyła. Ze wspomnień innych żołnierzy dowiadujemy się, że byli oni, przed wyjazdem na front, serdecznie żegnani przez nieznanych ludzi, i często obdarowani jedzeniem, albo jakąś skromną pamiątką… Często był to medalik, różaniec, albo poświęcony obrazek. Może był to dar któregoś z księży kapelanów, którzy szli z żołnierzami na front?
PŁONĄCY OBRAZ. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej we śnie Piotrka był nad nim. On spał, a Maryja czuwała nad jego snem. Ale gdy Ją ujrzał, to był to widok przerażający. Płonęła drewniana rama obrazu, a w dół sypały się na niego iskry i ogniste żagwie. Bał się, że za chwilę zostanie poparzony. Gwałtownie obudził się, i wtedy, zobaczył przez zarośla czterech Kozaków na koniach, jadących w jego stronę. Szybko się zerwał, i na czworakach umknął w gęstwinę. Był uratowany! Nie ma wątpliwości, jaki byłby jego los, gdyby wpadłby w ich ręce. Jeśli Kozacy bardzo by się spieszyli, to zginąłby na miejscu; dla oszczędności naboi, i nie czynienia hałasu – zostałby zasieczony szablami. Gdyby potrzebowali języka, to musiałby biec na powrozie przy koniu, może przez wiele kilometrów. Później przesłuchanie, może bicie i tortury – na koniec śmierć, a w najlepszym razie głód, poniewierka i upodlenie w długotrwałej niewoli. Zawsze był przekonany, że uratowała go Najświętsza Panna, która obudziła go z głębokiego snu w chwili zagrożenia życia. Wspominał to wydarzenie ze szczególną wdzięcznością i nabożeństwem do Matki Najświętszej.
POD ARTYLERYJSKIM OSTRZAŁEM. Dalsze losy wojenne żołnierza Piotra Wójcika podobne były do losu całej Armii Polskiej w1920 roku. Brał udział w wielu ciężkich bojach prowadzonych przez jego Dywizję, do połowy sierpnia przeważnie w odwrocie. W jednej z potyczek, gdy powoził konnym zaprzęgiem, został ciężko ranny w głowę szrapnelem w czasie bolszewickiego ostrzału artyleryjskiego. Zabrano go nieprzytomnego z pola bitwy. Trafił do szpitala na Woli w Warszawie, gdzie przeszedł trepanację czaszki. Wyjęto mu z głowy odłamek, ale leczenie trwało długo, gdyż szpital opuścił dopiero po zakończeniu wojny. Był z tego pokolenia, które „życia swego los” złożyło na ołtarzu Ojczyzny. Bronił jej wolności. Bronił też Kościoła i wiary, gdyż o to toczyła się ta wojna.

Obrazek
Piotr Wójcik z żoną Heleną z Uglisów. Zdjęcie wykonane w Maniewiczach (?), lub w Kowlu około 1935 roku.


JESZCZE JEDEN OŁTARZ OFIARNY. Jest jeszcze coś, co charakteryzuje jego postać. Jak wielu z jego pokolenia – całe życie ciężko pracował na utrzymanie rodziny i wychowanie ośmiorga dzieci. Ręce miał spracowane, pełne odcisków, i po skończonej pracy czasami prosił, aby wyjąć mu z dłoni drzazgę albo kolec ostu. Matkę mieliśmy taką, która uczyła nas, aby te ręce całować…
Miewał też niewielkie słabostki. Niekiedy prosił któreś z dzieci, najczęściej najmłodsze, aby w czasie drzemki podrapać mu stopy. Zapewne poprawiało to krążenie w jego umęczonych nogach. Ale, może także był to jakiś rodzaj terapii, jakiejś osobistej medytacji i zamyślenia nad swoimi przeżyciami. Mawiał wtedy; – O, gdybyś wiedział gdzie te nogi chodziły – i bywało to początkiem nowych wspomnień.
Nie dożył czasu, w którym mógłby głośno mówić o swoim udziale w tej wojnie. Zmarł w lipcu 1969 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Dobrzyniu nad Drwęcą.
To świadectwo, które pochodzi od Niego, i dołączone o Nim wspomnienie, niech pozostanie w zgodzie z myślą katolickiego pisarza i filozofa Jeana Guittona, który napisał, że „każdy okruch [prawdy – CWU] wyrwany zapomnieniu staje się święty”.

Obrazek
Odpoczynek w czasie pracy. Jedno z ostatnich zdjęć Piotra Wójcika – Przemków, wrzesień 1968 r. Do końca poświęcający się rodzinie, i w młodości nie skąpiący swej krwi Ojczyźnie w potrzebie – jak wielu podobnych do Niego (foto: Copyright © Czesław Wójcik – Uglis)


Czesław Wójcik – Uglis
Świadectwo to zostało przekazane do Archiwum Jasnogórskiego w Częstochowie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 05 cze 2017, 08:42 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Jak zabito mit Błękitnej Armii Hallera

Obrazek

Józef Haller ze swoją charyzmą, twardym charakterem, a także oddanymi żołnierzami i nieodpowiednimi poglądami politycznymi stanowił ogromne zagrożenie dla piłsudczyków. Uznano bowiem, że państwo polskie i wszystkie jego instytucje trzeba budować na micie marszałka Piłsudskiego i jego Legionów. Haller nie dość, że nie miał z nimi nic wspólnego, to w dodatku współpracował z obozem Romana Dmowskiego. To, że posiadał wiele umiejętnościami i cech charakteryzujących dobrego dowódcę oraz to, że potrafił pociągnąć za sobą tysiące Polaków uznano za zagrożenie – mówi dr Teodor Gąsiorowski z Instytutu Pamięci Narodowej.

4 czerwca 1917 roku, dekretem prezydenta Francji Raymonda Poincarégo zostaje powołana Armia Polska we Francji, zwana też Błękitną Armią lub Armią Hallera. Zapytam prowokacyjnie: po co? Prezydent Wilson zaapelował w swoim manifeście o stworzenie państwa polskiego, więc na logikę nie było sensu walki z zaborcami.

To prawda, logika wskazuje, że Polacy powinni czekać spokojnie aż Wielka Wojna zostanie zakończona i dopiero po tym, jak ówcześni wrogowie stracą odpowiednio dużo krwi, zacząć myśleć o obiecanej niepodległości. Niemniej jednak trzeba wziąć pod uwagę dwa aspekty całkowicie obalające tą teorię.

Po pierwsze: 13. punkt manifestu Wilsona mówił o „stworzeniu niepodległego państwa polskiego na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległością polityczną, gospodarczą, a integralność terytoriów tego państwa ma być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową”. Amerykański prezydent tak naprawdę powtórzył to, o czym mówił już w 1914 roku następca rosyjskiego tronu książę Mikołaj Mikołajewicz, czyli „Polacy, damy wam państwo”. Różnica polega na tym, że Wilson podał więcej szczegółów przez co jego propozycja była dużo bardziej konkretna niż dynastii Romanowów. Obietnica Wilsona podziałała na Polaków mobilizującą, ponieważ chcieli oni własnymi rękami odzyskać wolność. Nie udało się tego dokonać współpracując z Rosją w roku 1914. Trzy lata później musiało się udać.

Po drugie: zgodnie z obowiązującymi w tamtym okresie prawami i przekonaniami, Polacy oficjalnie nie istnieli!

Co ma Pan na myśli?

Od 1795 roku Polski nie było na mapach Europy, w związku z tym oficjalnie naród polski nie istniał. Byli poddani cara Mikołaja II, byli poddani cesarza Wilhelma II, byli poddani cesarza Franciszka Józefa. W związku z tym ci wszyscy władcy nie zamierzali pytać nikogo o zdanie ani tym bardziej o to, czy czują się Rosjanami, Niemcami czy Austriakami, tylko wysyłali ich, jako swoich poddanych, na front. Polacy jednak stawiali opór tego typu praktykom i dlatego zaborcy przedstawiali coraz to nowe „systemy zachęt”, aby przyciągnąć ich do swych armii.

Jacy ludzie stanowili trzon Armii Polskiej we Francji?

Pomijając tych, którzy do tworzącej armii zgłosili się z poczucia patriotyzmu, zdecydowaną większość żołnierzy Błękitnej Armii stanowili jeńcy wojenni. Oprócz wizji niepodległej Polski przemówiła do nich również obietnica otrzymania nowego, porządnego munduru, butów i odpowiednich racji żywnościowych. W obozach jenieckich bardziej opłacało się bowiem po cichu, czyli np. głodem, eliminować internowanych, dzięki czemu udawało się zaoszczędzić marne, bo marne ale jednak jakże potrzebne racje żywnościowe. Wielu czytelników uzna pewnie, że to co mówię jest obrazoburcze, ale niestety – tak wyglądała ówczesna rzeczywistość Wielkiej Wojny.

Dlaczego postanowiono tworzyć polską armię akurat we Francji, a nie na przykład w Rosji, która przecież była członkiem Ententy?

W roku 1917 carska Rosja była państwem przegranym. To nie rosyjscy striełcy stali nad Odrą, tylko armia II Rzeszy stała za Witebskiem.

Polacy tak naprawdę nigdy nie dali wiary deklaracjom Romanowów, że za pomoc w prowadzeniu działań wojennych otrzymają od nich autonomię i własne państwo. Obietnice Francuzów, Anglików, nawet Niemców, którzy tworzyli przecież jednostki Polnische Wermacht, były bardziej przekonujące i dawały większe nadzieje na niepodległość. „Na szczęście” Niemcy zamknęli w więzieniu Józefa Piłsudskiego, co znacznie pomogło w przyspieszeniu decyzji o „kierunku francuskim”.

Proszę pamiętać również, że przez trzy lata I Wojny Światowej Francuzi stracili kilka milionów żołnierzy i nie bardzo już mieli kim ich zastępować. Wśród schwytanych jeńców znajdowało się bardzo wielu Polaków z armii austriackiej, których dało się dużo łatwiej omamić wręczeniem ładnego munduru, odpowiednim wyżywieniem i iluzją niepodległej Polski, niż np. Austriaków.

Warto podkreślić, że Rosja, o czym bardzo rzadko się wspomina, wysłała do Francji kilka dywizji liczących kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Mikołaj II zrobił to, ponieważ cały czas liczył, że uda mu się wygrać wojnę. Jego plan zakładał, że po zwycięstwie nad państwami centralnymi żołnierze wyszkoleni we Francji wrócą do Rosji i stworzą kręgosłup nowej armii carskiej.

Podsumowując: ogromną większość Błękitnej Armii stanowili polscy jeńcy wojenni zwerbowani argumentami ekonomicznymi i politycznymi. Francuzi kierowali się prostą zasadą: im więcej Polaków, tym lepiej. Dziś sformujemy pułk, jutro dywizję, pojutrze armię i jak najszybciej wyślemy ją na front, aby zastąpiła naszych biednych rodaków i sukcesywnie uzupełniła straty.

Dlaczego Polską Armię we Francji nazwano Błękitną Armią? Skąd pomysł na błękitne mundury?

Jak to skąd? Z magazynu (śmiech).

Mundury wojskowe do początku XX wieku były ładne i kolorowe. Obowiązywały one do momentu aż na wojnie zaczęto używać karabinu maszynowego. Wraz z pojawieniem się tej broni zrezygnowano ze ślicznych i barwnych mundurów z prostej przyczyny: żołnierz potrzebował kamuflażu i dlatego w Niemczech pojawił się kolor feldgrau a w Wielkiej Brytanii khaki i to one stanowiły obowiązujące wzorce.

Jednak na dnie magazynów z ekwipunkiem znajdowały się wyprodukowane wcześniej przepiękne, błękitne mundury, a skoro we Francji pojawiło się 100 tysięcy polskich żołnierzy, to postanowiono im je oddać. Stąd Błękitna Armia.

Jak to się stało, że to właśnie Józef Haller został dowódcą Armii Polskiej we Francji?

Błękitna Armia powstała w dużej mierze dzięki staraniom Romana Dmowskiego, z którym Haller współpracował. Było więc czymś naturalnym, że ten pracowity, wykształcony i bardzo zdolny oficer obejmie dowództwo nad tworzącą się armią.

Generał Haller tworzył armię myśląc, że wojna potrwa jeszcze co najmniej kilka lat a polskim żołnierzom faktycznie przyjdzie zastąpić na froncie tysiące Francuzów. Na szczęście, wojna zakończyła się dużo szybciej niż przypuszczano i Błękitna Armia nie musiała długo walczyć, dzięki czemu udało się uratować hektolitry polskiej krwi. Nie miejmy jednak żadnych złudzeń: gdyby tylko była taka możliwość to francuscy zwierzchnicy rzuciliby Polaków na jakąś kolejną rzeź pod „nowym Verdun”, gdzie kilkadziesiąt tysięcy z nich poniosłoby bezsensowną śmierć, czym i tak ostatecznie żaden „z wielkich ówczesnego świata” za bardzo by się nie przejął.

Wojna się kończy. Co dalej z „hallerczykami”?

Mówiąc brutalnie: po zakończeniu Wielkiej Wojny Błękitna Armia stała się po prostu niepotrzebna zachodnim przywódcom, a nawet uznano, że może stanowić zagrożenie i dlatego postanowiono, iż trzeba się jej jak najszybciej pozbyć z terytorium Francji. Rozbrojenie nie wchodziło w grę, ponieważ ze świecą w ręku można było znaleźć francuskiego żołnierza, który po ledwo co zakończonej wojnie miałby ochotę odbierać broń niedawnym sojusznikom. Postanowiono więc odesłać ich do ojczyzny.

Ale to również okazało się zadaniem wręcz karkołomnym i „niebezpiecznym”.

Dokładnie i wcale nie chodziło tutaj o zdewastowane linie kolejowe. Pomiędzy Francją a Polską znajdowały się przecież Niemcy. Niemcy nie rozumieją, jakim prawem przegrali I Wojnę Światową, zwłaszcza że na froncie nadal znajduje się ponad milion ich żołnierzy a żaden z przeciwników przez 4 lata nie postawił nogi na ich ziemi. Ich rozgoryczenie spotęgował dodatkowo fakt, że to właśnie kosztem ich państwa powstał jakiś „bękart wersalski”, czyli Polska.

I tutaj pojawił się największy problem. Proszę sobie wyobrazić kilkadziesiąt transportów przewożących 100 tysięcy polskich żołnierzy przejeżdżających przez teren znienawidzonego zaborcy. Kiedy pierwszy pociąg dojeżdżał do Poznania, ostatni dopiero wyruszał ze Strasburga a pozostałe stały na stacjach pośrednich, m.in. w Berlinie. Obawiano się, że polscy żołnierze po prostu wysiądą w pełnym uzbrojeniu z pociągu i rozpoczną nowy konflikt.

Anglicy robili wszystko, aby taki scenariusz nigdy nie został zrealizowany. Bali się oni bowiem zbyt silnej Francji i zbytniego osłabienia Niemiec. Ze względu na to, że Armia Hallera została sformowana za francuskie pieniądze, polscy żołnierze posiadali francuskie uzbrojenie i dowodzili nimi w dużej części francuscy oficerowie, Anglicy uważali hallerczyków za armię francuską.

Ostatecznie Błękitna Armia została przewieziona do Polski według bardzo dziwnego schematu, postanowiono bowiem, że żołnierze i broń dotrą do Polski oddzielnymi wagonami. Wagony z bronią zaplombowano i pilnowali ich francuscy żołnierze.

Co najbardziej różniło Józefa Hallera i jego Błękitną Armię od Józefa Piłsudskiego i jego Legionów?

Przede wszystkim to, że za generałem Hallerem i jego oddziałami nie szła, tak jak za marszałkiem Piłsudskim i jego żołnierzami, legenda frontowego dowódcy I Wojny Światowej. Przede wszystkim dlatego właśnie to współpracownicy Piłsudskiego, a nie Hallera, tworzyli zrąb Wojska Polskiego.

Hallerczycy nie dość, że nie walczyli z Niemcami, to mieli jeszcze jedną „skazę” – byli świetnie umundurowani i wyekwipowani. Legioniści, którzy przeszli front, stali w okopach i w cienkim mundurze przetrwali zimę na Bukowinie, nie brali ich na poważnie. „Co to za żołnierz, który w czasie wojny nawet nie ubrudził swojego munduru?”, drwili z Błękitnej Armii.

Ale przecież Błękitna Armia i generał Haller zapisali się złotymi zgłoskami w wojnie polsko-bolszewickiej…

Oczywiście, tylko że nikt wtedy nie mówił o Błękitnej Armii, ponieważ stanowiła ona część nowopowstałego Wojska Polskiego. Problem hallerczyków polega na tym, że w czasie tej wojny nie było Błękitnej Armii, tylko Wojsko Polskie.

Po podpisaniu pokoju z bolszewikami generał Haller, mimo że odegrał jedną z kluczowych ról w polskiej armii, stał się – zdaniem piłsudczyków – kimś niepotrzebnym.

Niepotrzebnym?!

Tak, niepotrzebnym. Odesłano go na emeryturę.

Józef Haller ze swoją charyzmą, twardym charakterem, a także oddanymi żołnierzami i nieodpowiednimi poglądami politycznymi stanowił ogromne zagrożenie dla piłsudczyków. Dlatego musiał odejść.

Uznano bowiem, że państwo polskie i wszystkie jego instytucje trzeba budować na micie marszałka Piłsudskiego i jego Legionów. Haller nie dość, że nie miał z nimi nic wspólnego, to w dodatku współpracował z obozem Romana Dmowskiego. To, że posiadał wiele umiejętnościami i cech charakteryzujących dobrego dowódcę oraz to, że potrafił pociągnąć za sobą tysiące Polaków, uznano za zagrożenie.

„A co jeśli, nie daj Boże, Haller uzna, że przeciwstawi się Piłsudskiemu i prowadzonej przez jego obóz polityce. Co wtedy? Wojna domowa?”, pytali zwolennicy marszałka. Właśnie dlatego na wszelki wypadek należało go wyeliminować z życia politycznego i wojskowego.

Jedyny pozytyw całej tej sytuacji polegał na tym, że generał nie skończył tak jak np. Tadeusz Rozwadowski czy też Wojciech Korfanty. Można wręcz powiedzieć, że odesłanie Hallera na emeryturę stanowiło swoisty „akt łaski” ze strony Piłsudskiego

W historii hallerczyków zapisały się jeszcze dwie ważne daty. Chodzi o maj 1926 i wrzesień 1939.

Zgadza się. Powiem szczerze, że czasem zastanawiam się, co by było, gdyby Wielkopolskie Pułki złożone przede wszystkim z hallerczyków, dotarły z Poznania do Warszawy...

Przecież nie miały one zamiaru stanąć po stronie Piłsudskiego, tylko po stronie prezydenta Wojciechowskiego. Nasuwa się więc pytanie: co by było, gdyby armią nie dowodził gen. Kazimierz Sosnkowski, tylko gen. Józef Haller a kolejarze nie odmówili transportu żołnierzy do stolicy. Niestety, ale to właśnie wtedy, w czasie „zamachu majowego” ostatecznie pogrzebano „mit Błękitnej Armii”.

We wrześniu 1939 nikt już nie pamiętał, że armię „Poznań” tworzą hallerczycy i żołnierze przez nich wyszkoleni. Powiedzmy jednak, że nie chciano wprowadzać „zamieszania” w nazewnictwie oddziałów Wojska Polskiego. Jednak czymś zupełnie nielogicznym i głupim jest nadanie najważniejszych stopni oficerskich grupie piłsudczyków charakteryzującej się brakiem jakiejkolwiek charyzmy i instynktu polityczno-wojskowego, mając do dyspozycji ludzi takich jak gen Józef Haller.

W tamtym okresie piłsudczycy kierowali się tak naprawdę jakąś dziwną, chorą osobistą ambicją i chęcią zemsty. Można zrozumieć ciągłe powtarzanie przez nich opowiastek ku pokrzepieniu serc, że „jesteśmy silni, zwarci i gotowi”, „nie oddamy ani guzika”, a „honor jest najważniejszy”. Ale dlaczego w obliczu śmiertelnego zagrożenia marginalizuje się dowódców potrafiących pociągnąć za sobą żołnierzy, a dowództwo oddaje się miernotom, dla których priorytet stanowią osobiste porachunki?

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

https://www.pch24.pl/jak-zabito-mit-ble ... 049,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 14 sie 2017, 10:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wpolityce.pl/historia/353005-97 ... +Najnowsze)

97 lat temu rozpoczęła się Bitwa Warszawska. Zadecydowała o niepodległości Polski i uratowała Europę przed bolszewizmem
opublikowano: 2017-08-13 09:46:51+02:00


Obraz Jerzego Kossaka "Cud nad Wisłą"


Na przedpolach Warszawy 13-15 sierpnia 1920 r. rozegrała się decydująca batalia wojny polsko-bolszewickiej. Określana „cudem nad Wisłą” i uznawana za 18. przełomową bitwę w historii świata zadecydowała o niepodległości Polski i uratowała Europę przed bolszewizmem.
Konflikt polsko-bolszewicki rozpoczął się właściwie tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. 18 listopada 1918 r. przywódca bolszewickiej Rosji Włodzimierz Lenin wydał rozkaz o rozpoczęciu Operacji „Wisła”. Dla bolszewików pokonanie Polski było celem taktycznym - głównym było wsparcie komunistów, którzy w tym samym okresie próbowali rozpocząć rewolucję w Niemczech i w krajach powstałych po rozpadzie Austro-Węgier.
Pierwszy etap walk polsko-bolszewickich, rozpoczęty w lutym 1919 r., trwał do października 1919 r. Przerwały je na trzy miesiące rozmowy pokojowe, które toczyły się w Moskwie i w Mikaszewiczach na Polesiu. Rozmowy te były swoistą „zasłoną dymną” ze strony bolszewików, którzy cały czas przygotowywali plany inwazji na Polskę. Wstrzymanie działań wojennych z Polską pozwoliło Armii Czerwonej zadać ciężkie straty wojskom „białego generała” Antona Denikina, a także zmusić ukraińskiego przywódcę Semena Petlurę, walczącego zarówno z Rosjanami, jak i z Polakami, do wycofania się na terytorium Polski. W kwietniu 1920 r. rząd polski zawarł porozumienie z Petlurą - w zamian za uznanie przez Ukrainę praw Polski do Małopolski Wschodniej (zwłaszcza do Lwowa), Polska uznała rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej. Podpisano też wspólną konwencję wojskową.
7 maja 1920 r. siły polsko-ukraińskie wkroczyły do Kijowa. W tej sytuacji Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, dowodzoną przez Michaiła Tuchaczewskiego, jednego z najzdolniejszych dowódców sowieckich. Zdecydowany atak Tuchaczewskiego miał na celu zdobycie Warszawy, jednocześnie armia Siemiona Budionnego zaatakowała Polaków w rejonie Lwowa, a korpus kawalerii Gaj-Chana miał opanować północne Mazowsze, aby w ten sposób otoczyć i ostatecznie pokonać siły polskie.
Wydawało się, że stolica jest nie do obrony. Jednak w czasie, kiedy Armia Czerwona zbierała siły do ostatecznej bitwy, Polacy przegrupowali wojska. Marszałek Józef Piłsudski już w pierwszej połowie lipca planował doprowadzenie do wielkiej bitwy. Początkowo zamierzał zatrzymać odwrót polskiej armii na linii Narwi i Bugu. Jednak szybszy i bardziej dramatyczny odwrót polskich wojsk wymusił wybranie nowej lokalizacji.
Bitwa Warszawska toczyła się w dniach 13-15 sierpnia 1920 r. Rozegrana została zgodnie z planem operacyjnym, który na podstawie ogólnej koncepcji Józefa Piłsudskiego opracowali szef sztabu generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski, płk Tadeusz Piskor i kpt. Bronisław Regulski. Głównym celem operacji było odcięcie korpusu Gaj-Chana od armii Tuchaczewskiego i od zaplecza oraz wydanie skoncentrowanej bitwy na przedpolu Warszawy.
Operacja składała się z trzech skoordynowanych, choć oddzielonych faz: obrony na linii Wieprza, Wkry i Narwi - co stanowiło rodzaj działań wstępnych; rozstrzygającej ofensywy znad Wieprza (na północ, na skrzydło sił bolszewickich) oraz wyparcia Armii Czerwonej za Narew, pościgu, osaczenia i rozbicia armii Tuchaczewskiego. W czasie polskich przygotowań do ostatecznego rozstrzygnięcia bolszewicy zbliżali się do Warszawy. Sądzili, że podda się ona w ciągu kilku godzin. Stolicę miały bezpośrednio atakować trzy armie: III, XV i XVI, natomiast IV Armia wraz z konnym korpusem Gaj-Chana maszerowała na Włocławek i Toruń z zamiarem przejścia Wisły na Kujawach, powrotu na południe i wzięcia stolicy w kleszcze od zachodu. Bitwa Warszawska rozpoczęła się 13 sierpnia walką o przedpole stolicy, m.in. o Radzymin, który kilkanaście razy przechodził z rąk do rąk.
14 sierpnia działania zaczepne na linii Wkry podjęła 5. Armia gen. Władysława Sikorskiego, mająca przeciw sobie siły sowieckiej IV i XV armii. W zaciekłej walce pod modlińską twierdzą wyróżniała się m.in. 18. Dywizja Piechoty gen. Franciszka Krajewskiego. Ciężkie boje, zakończone polskim sukcesem, miały miejsce również pod Pułtuskiem i Serockiem. 16 sierpnia gen. Sikorski śmiałym atakiem zdobył Nasielsk. Mimo to inne jednostki sowieckie nie zaprzestały marszu w kierunku Brodnicy, Włocławka i Płocka.
Jednym z ważnych fragmentów Bitwy Warszawskiej było zdobycie 15 sierpnia przez kaliski 203. Pułk Ułanów sztabu 4. armii sowieckiej w Ciechanowie, a wraz z nim - kancelarii armii, magazynów i jednej z dwóch radiostacji, służących Sowietom do utrzymywania łączności z dowództwem w Mińsku. Szybko podjęto decyzję o przestrojeniu polskiego nadajnika na częstotliwość sowiecką i rozpoczęciu zagłuszania nadajników wroga, dzięki czemu druga z sowieckich radiostacji nie mogła odebrać rozkazów. Warszawa bowiem na tej samej częstotliwości nadawała przez dwie doby bez przerwy teksty Pisma Świętego - jedyne wystarczająco obszerne teksty, które udało się szybko znaleźć. Brak łączności praktycznie wyeliminował więc sowiecką 4. Armię z bitwy o Warszawę.
15 sierpnia trwały zacięte walki wojsk polskich z Armią Czerwoną m.in. pod Radzyminem, Ossowem i Zielonką. Ostatecznie polscy żołnierze, za cenę wielkich strat, utrzymali Radzymin i inne miejscowości, odrzucając bolszewików daleko od swoich pozycji.
16 sierpnia dzięki działaniom marszałka Piłsudskiego nastąpił przełom. Dowodzona przez niego tzw. grupa manewrowa, w skład której wchodziło pięć dywizji piechoty i brygada kawalerii, przełamała obronę bolszewicką w rejonie Kocka i Cycowa, a następnie zaatakowała tyły wojsk bolszewickich nacierających na Warszawę. Tuchaczewski musiał wycofać się nad Niemen.
Ostateczną klęskę bolszewicy ponieśli pod Osowcem, Białymstokiem i Kolnem. Według nowej koncepcji polska grupa uderzeniowa miała zgromadzić się nad dolnym Wieprzem, między Dęblinem a Chełmem, i wejść w skład gruntownie zreorganizowanych polskich oddziałów. Liczącą około 800 km linię obrony Piłsudski oparł o rzeki: Orzyc-Narew-Wisła-Wieprz-Seret. Podzielił ją na trzy fronty, przydzielając dowództwo generałom, do których miał największe zaufanie: Józefowi Hallerowi (Front Północny - obrona Warszawy), Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi (Front Środkowy - uderzenie na armię Tuchaczewskiego) i Wacławowi Iwaszkiewiczowi (Front Południowy).
18 sierpnia, po starciach pod Stanisławowem, Łosicami i Sławatyczami, siły polskie znalazły się na linii Wyszków-Stanisławów-Drohiczyn-Siemiatycze-Janów Podlaski-Kodeń. W tym czasie 5. Armia gen. Sikorskiego, wiążąc przeważające siły sowieckie nacierające na nią z zachodu, przeszła do natarcia w kierunku wschodnim, zdobywając Pułtusk, a następnie Serock.
19 sierpnia jednostki polskie na rozkaz Piłsudskiego przeszły do działań pościgowych, starając się uniemożliwić odwrót głównych sił Tuchaczewskiego, znajdujących się na północ od Warszawy.
21 sierpnia rozpoczęła się decydująca faza działań pościgowych: 1. dywizja piechoty z 3. Armii polskiej sforsowała Narew pod Rybakami, odcinając drogę odwrotu resztkom XVI armii sowieckiej w kierunku na Białystok, natomiast 15. dywizja piechoty z 4. Armii polskiej, po opanowaniu Wysokiego Mazowieckiego, odcięła odwrót oddziałom XV Armii sowieckiej z rejonu Ostrołęki. Podobnie 5. Armia polska przesunęła się w kierunku Mławy.
IV Armia bolszewicka, nie wiedząc o klęsce pod Warszawą, zgodnie z wytycznymi atakowała Włocławek - zamykając sobie w ten sposób drogę odwrotu. W tej sytuacji jedynym wyjściem dla oddziałów sowieckich było przekroczenie granicy Prus Wschodnich, co też zrobiły 24 sierpnia. Tam część z nich została rozbrojona. 25 sierpnia polskie oddziały doszły do granicy pruskiej, kończąc tym samym działania pościgowe.

W wyniku Bitwy Warszawskiej straty strony polskiej wyniosły: ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty zadane Sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców. Według odnalezionych w ostatnich latach i ujawnionych w sierpniu 2005 r. dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego, już we wrześniu 1919 r. szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez por. Jana Kowalewskiego. Manewr polskiej kontrofensywy udał się zatem m.in. dzięki znajomości planów i rozkazów nieprzyjaciela, a także umiejętności wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo.
Bitwa Warszawska została uznana za 18. przełomową bitwę w historii świata. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i zatrzymała marsz rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią.

gah/PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 17 sie 2017, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/55795-bitwa-warszawska- ... ed-kleska/

Kto wie, czy decyzja generała Sosnkowskiego nie miała dla wyniku bitwy warszawskiej większego skutku niż słynna ofensywa z nad Wieprza.

Kopia artykułu:

Bitwa Warszawska bez udziału żołnierzy pochodzenia żydowskiego – zapobiegliwość gen. Sosnkowskiego ocaliła Polaków przed klęską?
Anna Wiejak Opublikowano 15 sierpnia 2017

Obrazek

16 sierpnia 1920 r. w kluczowym momencie wojny polsko-bolszewickiej minister spraw wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski zdecydował o internowaniu tysięcy oficerów i żołnierzy pochodzenia żydowskiego w obozie w Jabłonnej. Środowiska żydowskie ubolewają, że żołnierze pochodzenia żydowskiego nie mogli obserwować rodzącej się niepodległości Polski. Ale, czy gen. Sosnkowski mógł postąpić inaczej?
Kiedy wojska bolszewickie podchodziły do Warszawy gen. Kazimierz Sosnkowski, obawiając się, iż żołnierze żydowskiego pochodzenia przejdą na stronę wroga wydał taki rozkaz:
„Ministerstwo Spraw Wojskowych — Oddział I Sztabu Licz. 13679 mob. Usunięcie żydów z D.O. Gen. Warszawy i formacji podległych wprost M. S. Wojsk. W związku z mnożącymi się ciągle wypadkami, świadczącymi o szkodliwej działalności elementu żydowskiego, zarządza M. S. Wojsk, co następuje: 1. Dla D. O. Gen. Warszawa. 2. Dla wszystkich Oddziałów szt. M. S. Wojsk, i Dep. M.S.W. z poszczególnymi, w drodze tych Oddz. szt. i Dow. wprost M. S. Wojsk., podlegającymi formacjami, zakładami, instytucjami itd. ad 1. D. O. Gen. Warszawa usunie ze wszystkich mu podległych formacji, stacjonowanych w Warszawie, Modlinie, Jabłonnie i Zegrzu, żydów szeregowych, pozostawiając w tych formacjach tylko 5% tego żywiołu. D. O. Gen. Warszawa wyznaczy punkt zborny, dla tych wyeliminowanych żydów, tworząc z takowych po wydzieleniu rzemieślników, oddziały robotnicze. Oddziały te powinny być formowane na sposób kompanii robotniczych o maksymalnej sile 250 szeregowych na kompanię. Na każdą taką kompanię robotniczą wyznaczy:; D.O. Gen. Warszawa 1 oficera, 5 podoficerów, 10 szeregowych wyznań chrześcijańskich. W razie zapotrzebowania oficerów niezdolnych do służby frontowej zwróci się D. O. Gen. Warszawa z zapotrzebowaniem takowych do Oddz. I Sztabu M. S. Wojsk. Po sformowaniu wymienionych kompanii robotniczych, wyda M. S. Wojsk, dalsze zarządzenia, co do numeracji i gdzie wymienione kompanie zużytkowane zostaną. Przeprowadzenie tego rozkazu należy niezwłocznie wykonać, licząc się z obecną sytuacją. O wycofaniu z formacji żydów zamelduje D. O. Gen. Warszawa do M. S. Wojsk. Oddz. I Sztabu do dnia 12. VIII. 1920 r. ad 2. Wszystkie oddziały szt. M. S. Wojsk., jak również i Departamenty usuną do 5% z podległych im (wprost M. S. Wojsk.) formacji, zakładów, instytucji itd. szeregowych żydów, oddając takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa, które ich wcieli do tworzących się robotniczych komp. Zaznacza się przy tym, że w samych biurach i kancelariach poszczególnych oddz. szt. i Departamentów, należy wszystkich żydów szeregowych usunąć. Zatrzymanie żydów w biurach lub innych instytucjach pod pretekstem, że takowi są niezbędni lub politycznie pewni, tym samym zakazuje się. Wyeliminowanie żydów i oddanie takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa winno być bezwarunkowo z dniem 12. VIII. 1920 r. skończone. Wykonanie tego rozkazu zamelduje D. O. K. Gen. Warszawa Oddziałowi I Dep. M. S. Wojsk., zawiadamiając o wykonaniu Oddz. X. Sztabu M. S. Wojsk. Otrzymują: Woj. Gub. Warszawy, D.O. Gen. Warszawa, Biuro Prezydialne, Kancelaria Wiceministra, Wszystkie Oddz. Sztabu M. S. Wojsk., Wszystkie Dep. M. S. Wojsk., Dep. dla spraw Morskich, Dow. m. Warszawy, N. Dow. W. P. Prich Płk. Szt. Gen. Szef Oddziału I.”

Lata doświadczeń współegzystowania ludności polskiej i żydowskiej nie mogły pozostać w niepamięci, w szczególności zaś sposób, w jaki Żydzi, współpracujący z zaborcami, traktowali Polaków w okresie zaborów. Pamięć o tym, jak w 1772 r. Żydzi przyjaźnie witali zaborców oraz jak walczyli o stworzenie Judeopolonii w okresie wyłaniania się niepodległej Polski po I wojnie światowej była w świadomości dowódców wojskowych wciąż żywa. Znane też były inklinacje ludności żydowskiej do bolszewizmu. Nic zatem dziwnego, że w kluczowym dla losów bitwy momencie dowództwo Wojska Polskiego chciało mieć pod komendą jedynie pewnych ludzi.
O tym, jak trafna okazała się ocena sytuacji dokonana przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego, świadczą późniejsze komunikaty Naczelnego Dowództwa:
„Komunikat z dnia 18 kwietnia 1919 r. Front litewsko-białoruski: Wczorajsze walki o Lidę były uporczywe. Nieprzyjaciel zgromadził wielkie siły, starannie przygotował się do obrony i umocnił ważniejsze obiekty. Piechota nasza musiała kilkakrotnie łamać bagnetem opór wroga, zwłaszcza suwalski pułk piechoty, który wśród ciężkich walk ulicznych, biorąc dom za domem, oczyszczał miasto od nieprzyjaciela. Miejscowa ludność żydowska wspomagała bolszewików, strzelając do naszych żołnierzy”.
Dodać tu należy, że kiedy wymieniony 41 pp. opuścił ze względów taktycznych czasowo Lidę, to Żydzi z okien i z dachów strzelali do polskich żołnierzy, oblewali ich wrzątkiem i rzucali kamieniami. Dokonywali też na polskich żołnierzach masakr.
Już 19 sierpnia 1920 r „w Siedlcach wzięto do niewoli ochotniczy oddział żydowski, rekrutujący się z miejscowych żydów komunistów”. Z kolei komunikat z dnia 21 sierpnia 1920 r. brzmiał:
„Front środkowy… W walkach pod Dubienką, gdzie odrzuciliśmy nieprzyjaciela za Bug, odznaczył się porucznik Danielak z 11 pp., który samorzutnie, nie czekając na nadejście swej kompanii, z 8 żołnierzami zaatakował linię nieprzyjacielską, biorąc 20 jeńców do niewoli. Stwierdzono w tym okręgu, że walczy po stronie bolszewickiej oddział ochotniczy z Włodawy”.
Na podstawie tych komunikatów widać wyraźnie, że Polacy nie tylko, że musieli uporać się z bolszewicką nawałą, ale również z wrogiem wewnętrznym, komunizującymi środowiskami żydowskimi. Z Żydami przyszło Polakom walczyć również w Białymstoku.
Komunikat z 24 sierpnia 1920 r. stwierdza: „Front północny… Przy zdobyciu Łomży wzięto 2.000 jeńców, 9 dział, 22 karabiny maszynowe i bardzo duży materiał wojenny.
Po zajęciu przez 1-szą dywizję Legionów w dniu 22 bm. rano Białegostoku trwały w samym mieście jeszcze przez 20 godzin zaciekłe walki uliczne z przybyłą na pomoc z Grodna 55-ą dywizją sowiecką i miejscową ludnością żydowską, która wydatnie zasilała szeregi bolszewickie”.
Żydzi spiskowali z bolszewikami na długo przed Bitwą Warszawską
Raport Dowódcy 5p. Ułanów do Szefa Sztabu Generalnego nie pozostawia złudzeń:
„Dnia 21 czerwca 1920 na odcinku IV Batalionu 106 pp. na Słuczy 3 żołnierze, żydzi przyłapani zostali na rozmowie z bolszewikami, którzy proponowali zdradzić nas i wspólnie przełamać front. Batalion ten miał w swym składzie 130 żołnierzy żydów. Dwóch żydów z wyroku Sądu Doraźnego, zostało rozstrzelanych, trzeci ułaskawiony”. „Dnia 26 czerwca również silnie zażydzony I Batalion 106 pp. bronił przyczółka mostowego w Hulsku. Trzykrotnie odważni semici uciekali z okopów i trzykrotnie ułani 5 pułku zapędzali ich płazem szabli na miejsce. W trakcie tego żyd, sierżant 106 pp. zabił dwoma kulami wachmistrza 3 szwadronu Pilcha, który zapędzał go na miejsce. Wynikiem tego boju było nowe przełamanie naszego frontu (na Słuczy i Horyni). Dnia 3 sierpnia 1920 r. Budionnyj skoncentrował się naprzeciwko Ostroga, bronionego przez oddziały 106 pp., do którego powróciła tymczasem większość żydów — dezerterów. Dnia czwartego o świcie garnizon Ostroga bez strzału, nie napierany przez bolszewików, panicznie wycofał się z miasta. Bolszewicy mimo trudnej przeprawy, przeszli Horyń i wyruszyli na Zdołbunowo”. „Z faktów przytoczonych wypływa, że przepełniony żydami 106 pp. służył ulubionym punktem ataku dla Budionnego i dwukrotnie odegrał fatalną rolę bezpośredniej przyczyny przełamania naszego frontu (na Słuczy i Horyni). Dane powyższe są w Armii naszej powszechnie znane i szeroko omawiane wśród żołnierzy. Oburzenie ich jest tak wielkie, że dalsze pozostawienie żydów w składzie Armii jest wykluczone. Nasuwa się konieczność niezwłocznego wydzielenia ich z pułków na froncie, inaczej mogą zajść krwawe ekscesy. Wartość bojowa na takim odżydzeniu może tylko zyskać”.
Ministerstwo Spraw Wojskowych nie miało zatem wyjścia. Od tego zależał los bitwy, a za nią całej Rzeczpospolitej i Europy. Żydzi pogodzić się z nią nie mogli. Rozdmuchano ją do rangi ogólnoświatowego skandalu, natomiast sam obóz w Jabłonnie przedstawiano jako rodzaj „obozu koncentracyjnego, w którym miano rzekomo znęcać się nad Żydami.
Nie jest wykluczone, że decyzja gen. Kazimierza Sosnkowskiego walnie przyczyniła się do zwycięstwa Polaków w wojnie z bolszewikami. Nietrudno bowiem byłoby sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby w newralgicznym momencie bitwy Żydzi przeszli na bolszewicką stronę.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 23 sie 2017, 16:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Wspomnienie z wojny polsko-bolszewickiej

"Relacja z wojny polsko-bolszewickiej

Z przeszłości P.P.S.

Wstąpiłem do armji polskiej w 1920 roku jako ochotnik. Wysłano mnie na front za Radzyminem do zbierania karabinów maszynowych na pobojowisku. Pod lasem znaleźliśmy 47 dzieciaków, rozebranych do naga i zarąbanych przez kozaków Gay'a. O kilkaset metrów dalej - taka sama wstrząsająca scena - 51 chłopaczków. Byli to obrońcy Warszawy przed najazdem azjatów.
Wróciłem do stolicy ogromnie przygnębiony. Czekał na mnie Henryk Anielewski, stary działacz robotniczy. Zaproponował mi wzięcie udziału w tajnem posiedzeniu: komitetu wykonawczego P.P.S. Tajne zebranie w Warszawie, którą trzęśli w owych czasach Daszyńscy, Praussowie, Liebermany i Diamandy, wydało mi się ciekawe. Poszedłem. Na posiedzeniu byli tylko Polacy z Praussową na czele. Ani jednego Żyda, chociaż w komitecie wykonawczym większość stanowili Żydzi. Był również obecny, w wielkim sekrecie, wyznaczony na konsula w Chicago, p. Nowicki.
Jaki był cel zebrania? Otóż polscy towarzysze dowiedzieli się, że młodzież żydowska zbroi się i ma uderzyć na Warszawę i na tyły armji polskiej. Wyłoniono komitet i wysłano do Naczelnego Wodza, prosząc o wydanie broni robotnikom Pragi, Woli, Pruszkowa, Żyrardowa, i t.d. Podobno tak zrobiono i uratowano Warszawę od rzezi, a armję od zamieszania.
Pewien Żyd włoski był w tym czasie obserwatorem wojskowym w Warszawie. Wydał książkę o metodach nowoczesnej rewolucji. Dziwi się, że Żydzi warszawscy nie skorzystali z tak doskonałej sposobności i nie przyłączyli Polski do Z.S.R.R. Nie wiedział, że w momencie krytycznym Polacy "zdradzili" swoich towarzyszy-żydów z komitetu wykonawczego P.P.S.
Pan Anielewski mieszka w Ann Arbor, Mich[igan]. Pan Nowicki uważa się za szermierza Polski i jest rejentem w Warszawie. Pani Praussowa również mieszka w Warszawie.(+)

Inż. Aleksander Gwiazdowski (Suwałki)" (1939 r.)

Warto nadmienić, że obóz internowania w Jabłonnie (dla ok. 1tys. osób), którego utworzenie być może wiąże się z tą relacją (obok szeregu faktów mających z pewnością wpływ na jego powstanie), został założony rozkazem 16.08.1920 r., rozkazem jednego z najlepiej poinformowanych ludzi w Polsce - gen. Kazimierza Sosnkowskiego.
Nowego brzmienia nabiera teraz przyśpiewka z Jabłonnej, która miała być tam wykonywana:
"Wśród internowanych w Jabłonnie był Alfred Tarski [pozycjonowany przez kolegów bez krzty finezji, żeby nie powiedzieć bezczelnie - obok... Arystotelesa]. Według jego relacji cytowanej przez Miłosza osadzeni śpiewali piosenkę "Jabłonna, ach, Jabłonna, nadzieja nasza płonna" (na melodię Titiny) na przemian z Pierwszą Brygadą".

Czy inżynier Aleksander Gwiazdowski to wiarygodna postać?

Gwiazdowski Aleksander, ur. 8 IX 1883, Suwałki, zm. 26 II 1956, Cleveland (USA), inżynier mechanik;
1902–20, 1923–35 i od 1945 przebywał w USA; 1918 założyciel Stowarzyszenia Mechaników Polskich w Ameryce; zakupił dla stowarzyszenia zakłady przemysłowe w Porębie k. Zawiercia oraz w Pruszkowie i przekształcił je w największe fabryki obrabiarek w Polsce. (za: PWN)

Praussowa to Zofia Praussowa - socjalistka, w II RP opisywana także jako "wolnomyślicielka", w 1918 wraz z grupą mrocznych postaci pod skrzydłami takiegoż inż. Franciszka Sokala - wolnomularza, m.in. przedstawiciela RP przy Lidze Narodów w Genewie.

"Czekał na mnie Henryk Anielewski" - H. Anielewski to działacz socjalistyczny, członek władz Związku Socjalistów Polskich w USA. "Powiązany z PPS Związek bardziej nastawiał się na przygotowywanie rewolucji w „starym kraju” niż na walkę o socjalizm w Ameryce". ZSP wydawał od 1897 r. w NY i Chicago pismo "Robotnik Polski" i antykatolicki "Bicz Boży" - ten drugi tytuł wydaje się być istotny, rzuca coraz silniejsze kuse światło. Na cyrkiel i kielnię?

Czy inż. Gwiazdowski, z którego relacji wynika, że był raczej outsiderem w środowisku wierchuszki socyalistycznej, mógł zostać zaproszony na "tajne posiedzenie komitetu wykonawczego P.P.S."? A może był na tajnym spotkaniu ale innego rodzaju i już nie jako outsider? Na spotkaniu grupy inaczej afiliowanej, czego nie może ujawnić bo ślubował zachować milczenie?

12.07.1920 r.:
Pochód samochodów.
W celu poparcia pożyczki Odrodzenia Polski i zachęty mieszkańców Warszawy do wstępowania w szeregi armji na obronę zagrożonej Ojczyzny, Stowarzyszenie mechaników polskich w Ameryce urządziło wczoraj demonstrację na ulicach miasta. Około godz. 1-ej po poł., dwanaście, udekorowanych kwiatami i emblematami narodowemi Ameryki i Polski, samochodów osobowych i ciężarowych wyruszyło z pod biura Stow. przy ul. Fredry No. 2, na pl. Teatralny, gdzie przywitała je orkiestra policji państwowej. Po rozdaniu kilkuset odezw pożyczki Odrodzenia zgromadzonej na placu publiczności, pierwszy przemówił ze stopni samochodu poseł do sejmu, Hipolit Śliwiński [architekt, wolnomularz, działacz polityczny. W jego kamienicy przy ulicy Kadeckiej 6, w latach 1908–1914, mieszkał i pracował podczas pobytu we Lwowie Józef Piłsudski wraz ze swoim sztabem], agitując do podpisywania pożyczki i wstępowania do armji ochotniczej. Następnie kolejno zabierali głos: prezes Stow. mechaników polskich oraz inicjator i organizator inż. Aleksander Gwiazdowski [jw.], inż. Aleksander Dębski, znany działacz społeczny i redaktor dziennika Telegram codzienny w Nowym Jorku [wcześniej członek kierownictwa Wielkiego Proletariatu /Międzynarodowa Socjalno-Rewolucyjna Partia Proletariat, Ludwik Waryński/, współredagował /Paryż, Genewa/ z mrocznym S. Mendelsonem pismo "Walka" i "Przedświt", po przybyciu do USA współtwórca Zw. Socjalistów Polskich w USA itd.] oraz p. Henryk Anielewski [jw.], członek zarządu Stow.
Wszystkich mówców oklaskiwano i wznoszono na cześć ich okrzyki. Następnie barwny korowód samochodów przeszedł przez następujące punkty: pomnik Mickiewicza, Krakowskie Przedmieście przed kościołem św. Krzyża, al. Jerozolimskie róg Nowego Światu, pl.Trzech Krzyży, al. Ujazdowska róg al. Batorego, pl. Zbawiciela i pl. Małachowskiego. Na wszystkich tych punktach członkowie Stow. wygłaszali płomienne mowy, zachęcając do pożyczki Odrodzenia i do armji ochotniczej. Wśród mnóstwa emblematów i napisów na samochodach, wyróżniły się następujące: "Do broni w obronie naszych granic", "Wolna Polska polityczne a następnie ekonomicznie", "Pobudka brzmi: Do armji ochotniczej wstępujemy wszyscy", „Front daje krew - tył musi dać pot", „Cześć bohaterom od 14,000 zrzeszonych polaków-mechaników z Ameryki", „Nie wart wolności, kto o nią nie ma odwagi walczyć", „Budujmy Polskę - kupujmy pożyczkę Odrodzenia" i t.p. Stow. mechaników kupiło pożyczki w Warszawie za 6 1/2 miljona marek, w Ameryce zaś za 250 tysięcy dolarów." (+)

Opublikowano: 23.08.2017 14:48.

https://www.salon24.pl/u/nick/803694,ws ... szewickiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 02 paź 2017, 13:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/0 ... marynarka/

Bitwa pod Czarnobylem (tak, TYM Czarnobylem). Wielki triumf odniosła tu… polska marynarka!
artykuł | 07.09.2017 | Autor: Sławomir Zagórski Przy tekście pracowali także: K. Woźniak (redaktor) Sławek Zagórski (fotoedytor)

Obrazek
Ppor. mar. Karol Oszek, oficer artylerii "Pancernego I" podczas bitwy o Czarnobyl.
fot.Zbiory S. Zagórskiego Ppor. mar. Karol Oszek, oficer artylerii „Pancernego I” podczas bitwy o Czarnobyl.


Zdobycie Czarnobyla miało kluczowe znaczenie dla otwarcia drogi na Kijów i zabezpieczenia linii rzek. Pierwsze skrzypce w przepędzeniu radzieckich okrętów z Prypeci odegrała Flotylla Pińska.

Wiosną 1920 roku Czarnobyl był bardzo ważnym węzłem komunikacyjnym i bazą Dnieprzańskiej Flotylli Wojennej. Przez port rzeczny przepływało całe zaopatrzenie dla żołnierzy Armii Czerwonej, walczących na Polesiu. Jego zdobycie zmusiłoby radzieckie okręty i piechotę do wycofania się na linię Dniepru.

Do uderzenia na miasto dowódca 9. Dywizji Piechoty, gen. ppor. Władysław Sikorski utworzył Grupę Kawalerii mjr. Jaworskiego składającą się z 4. dywizjonu 1. pułku strzelców konnych, III batalionu 34. pułku piechoty, 3. baterii 9. pułku artylerii ciężkiej oraz 2. baterii 9. Pułku Artylerii Polowej. Na rzece miała uderzyć Flotylla Pińska.

Polska flotylla rzeczna powstała w kwietniu 1919 roku. Początkowo liczyła 3 niewielkie motorówki. Z czasem jednak się rozbudowała. Wiosną 1920 roku była już podzielona na dwa oddziały: transportowy i bojowy, który składał się z statku uzbrojonego „Pancerny I”, ciężkiej motorówki opancerzonej „M.P.I” i trzech mniejszych: uzbrojone „M.B. I”, „M.B. II” oraz „M.B. III”. W takim składzie uderzyła na radzieckie pozycje pod Czarnobylem.


Port w Czarnobylu na początku lat 30. Bardzo podobnie wyglądał w 1920 roku.
fot.Zbiory S. Zagórskiego Port w Czarnobylu na początku lat 30. Bardzo podobnie wyglądał w 1920 roku.



Preludium

Oddziały grupy mjr. Jaworskiego wyruszyły w nocy 22 na 23 kwietnia znad Sławecznej w kierunku wsi Dernowicze, gdzie znalazły się następnego dnia. 25 kwietnia rano jednostki osiągnęły linię Beniówka – Stare Szepelicze – Nowe Szepelicze. Piechota i artyleria poruszały się traktem biegnącym wzdłuż rzeki, którą płynęły okręty. Niestety warunki terenowe nie pozwalały na ciągły kontakt wzrokowy z komponentem lądowym.

Poniżej ujścia Sławecznej i Wici, Prypeć rozlewała się szeroko, tworząc nieprzebyte mokradła i trzęsawiska, które zmuszały nikłą nitkę drogi do odejścia od koryta nawet na kilka kilometrów. Niskie brzegi rzeki porastały gęste szuwary ograniczające widoczność. Utrudniało to znacznie koordynację działań.

Dowodzący zespołem bojowym, kpt. mar. Olszewski obawiał się spotkania z przeciwnikiem, który był znacznie silniejszy. Bolszewicy posiadali na Prypeci przynajmniej pięć kanonierek. Dlatego marynarze, wraz z mjr. Jaworskim opracowali plan wciągnięcia przeciwnika w pułapkę. Motorówki uzbrojone por. mar. Mohuczego miały pod osłoną nocnych ciemności zaatakować radzieckie statki uzbrojone stacjonujące w pobliżu Koszarówki. Dowódcy liczyli, że symulując odwrót, uda się wciągnąć bolszewików pod lufy polskich dział.

Pułapka nie udała się. Polskie motorówki wpadły na mieliznę i dostały się pod silny ogień artylerii okrętowej parowców Oddziału Ekspedycyjnego № 1 dowodzonego przez wojenmora Djaczenkę. Kutry musiały salwować się ucieczką, podczas której ppor. mar. de Walden jedynym strzałem z działa „M.P. I”, uszkodził radziecką kanonierkę. Sowieci, zajęci ratowaniem płonącego „Prytkiego” nie ruszyli w pościg. Odeszli w dół rzeki. Uratowało to motorówki Mohuczego, ponieważ artylerzyści 9. pułku nie zdążyli zająć pozycji. Niedługo później żołnierze 34. pułku piechoty zajęli Koszarówkę.

O autorze
Sławomir Zagórski Sławomir Zagórski - Historyk, dziennikarz portalu Interia.pl, korespondent wojenny. Laureat Buzdygana. Specjalizuje się w historii działań wojennych na wodach śródlądowych i niekonwencjonalnych jednostek wojskowych. Prywatnie miłośnik niebanalnych podróży i fan ostrego grania.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 09 paź 2017, 17:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
KONNA ARMIA BUDIENNEGO - nauki dla nas po stu latach.

[piszę o tym po stu latach, ale to nie „wspominki historyczne”, gdyż nasza sytuacja jest w 2017 dramatyczna, na tamtych zmaganiach należy się wzorować. MD]

Z książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Wyd. ANTYK, 2017, wg Veritas, Londyn, 1957]

[Zauważmy, że tak odważna analiza została opublikowana dopiero prawie cztery dziesięciolecia po BITWIE, gdy już tak marsz. Piłsudski, jak i gen. Sikorski byli na sądzie Bożym. O sądzie nad STALINEM ledwo wspominam. . MD]


Narzekanie pobitych wodzów na spóźnienie się jakiegoś oddziału wojskowego do bitwy jest zjawiskiem w historii wojennej dość częstym, i nie ma w tym nic dziwnego, że i Tuchaczewski chwyta się tej obrony, wskazując na opóźnienie się armii konnej Budiennego i 12-ej armii bolszewickiej do bitwy warszawskiej. Zadziwiająca jest raczej bezradność wyższych władz bolszewickich, zazwyczaj bardzo radykalnych, wobec ośmiodniowej niesubordynacji podwładnego dowódcy armii.
A może to nie tylko Budiennego była wina? Budienny i jego konna armia kozacka zasłużyli się bolszewikom głównie w walkach domowych, a zwłaszcza w likwidowaniu armii Denikina. Ich zupełnie swoiste metody pacyfikacji opozycyjnych okręgów w Kazachstanie, Gruzji etc., wyrzynanie całej ludności - dziesiątek i setek tysięcy, łącznie z kobietami i dziećmi - a także bestialskie postępowanie z jeńcami wojsk Denikina, stały się postrachem dla całej Rosji i rozbestwiały kozaków coraz. bardziej.
A gdy oddziały tej armii morderców pojawiły się w 1920 r. na Podolu i Wołyniu, zasłynęły szybko i u nas ze swego okrucieństwa. Ich konie stepowe były przeważnie nędzne, ale niezmiernie wytrzymałe na wszelki niedostatek, Większość miała częściowe umundurowanie kozaków carskich uzupełnione dowo1nie. Niektórzy mieli płaszcze, kurtki lub spodnie zdarte z jeńców polskich, albo części garderoby cywilnej, zrabowane w ostatniej miejscowości. Na głowie nosili bądź czapy futrzane z kolorowym dnem zwieszającym na bok, albo hełmy francuskie. Mieli szablę rosyjską, karabinek przewieszony przez plecy i ładownice najróżnorodniejsze. Każdy szwadron posiadał po kilka ciężkich karabinów maszynowych na tzw. ta- czankach, tj. lekkich, zwrotnych wózkach lub bryczkach, zaprzęgniętych w parę mocnych koni. Obsługa karabinu maszynowego siedziała na taczance, a często też strzelała z niej. Artyleria konna, której każda dywizja jazdy miała po dywizjonie, miała 3-calowe polówki rosyjskie. Obsługa tych armat musiała składać się z wytrawnych konnych artylerzystów byłej armii carskiej, bo manewrowała i strzelała z wielką precyzją. W czasie ofensywy przeciw Polsce armia konna, Budiennego i III korpus konny Gaja odgrywały przodującą rolę operacyjną. Przebiwszy się raz przez frontowe oddziały polskie parły potem - w tej wojnie małych sił na wielkich przestrzeniach - niepowstrzymanie naprzód i na tyły naszych wojsk i powodowały załamywanie się jednej polskiej pozycji po drugiej. Na oddziały piechoty lub artylerii w szyku bojowym nacierały tylko w razie konieczności, trzymając się raczej taktyki wilków atakujących jednostki odosobnione lub wyczerpane pościgiem. Najchętniej wyżywały się w niszczeniu taborów i urządzeń etapowych, gorzej uzbrojonych i zaskoczonych, siejąc tam panikę i rozprzężenie. Ale i nasze wojska liniowe ulegały w czasie odwrotu, a zwłaszcza tabory bojowe w kolumnie marszowej, łatwemu zdenerwowaniu na widok ławy kozaków, zbliżającej się z boku.
Pod względem okrucieństwa oddziały korpusu konnego Gaja nie różniły się od kozaków armii Budiennego. Dnia 22 sierpnia na przykład wymordowały one pod Szydłowem przeszło 200 rozbrojonych jeńców z 49 pułku. piechoty tylko dlatego, że w gwałtownym. swoim odwrocie nie mogły uprowadzić ich z sobą. Komunikat wojenny polskiego naczelnego dowództwa z 23 sierpnia 1920 r. wspomina o tej masowej zbrodni wojennej i o represjach przez nas zastosowanych. Następnego dnia, pod Chorzelami, wymordowali znów jeńców z brygady syberyjskiej. O tej zbrodni wspomina generał Żeligowski słowami: „Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała na nim wielka ilość trupów. Byli to, w ogromnej większości nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici w czasie walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy.”
Toteż wpływu demoralizującego, a także siły bojowej, armii Budiennego i korpusu Gaja chana nie można było lekceważyć, jak to początkowo czynili niektórzy dowódcy polscy. Gdyby armia konna Budiennego, zaraz po boju pod Równem, 8 lipca 1920 r. poszła z Łucka wprost na Brześć nad Bugiem, na tyły naszych wojsk, cofających się znad Auty i Berezyny (a w drodze do Brześcia nie spotkałaby żadnych większych oddziałów polskich), byłaby może cała wojna polsko-bolszewicka wzięła inny obrót. Ale Budienny otrzymał rozkazy kierujące go na Lwów, Rawę Ruska, Sieniawę nad Sanem i Przemyśl. Były też pewne zamiary polityczne bolszewików w kierunku Dniestru i Rumunii. Nawet jeszcze w początku sierpnia 1920 r., .po boju pod Brodami, gdy polski wódz naczelny wyciągał siły z Małopolski Wschodniej i Wołynia do obrony Warszawy i dla utworzenia grupy przeciwuderzeniowej nad Wieprzem, była dla armii Budiennego - co prawda już lekko nadbitej - okazja do uderzenia w kierunku Lublina i pokrzyżowania planu przeciwnatarcia polskiego. Tym razem jednak już nie jakieś wielkie plany polityki sowieckiej, ale najzwyklejsza, żadnymi zwyczajami wojskowymi nie usprawiedliwiona niesubordynacj a Jegorowa (i Stalina) w stosunku do swego naczelnego wodza uratowała nas od poważnego zakłócenia planu bitwy warszawskiej. Tuchaczewski tłumaczy się w sposób następujący: „Lewe skrzydło, to jest ugrupowanie frontu południowo-wschodniego, cały czas niepokoiło front zachodni. Oczekując co chwila oddania armii konnej do rozporządzenia frontu zachodniego i nawiązania z nią łączności, projektowano stworzenie silnego ośrodka, w kierunku Lublina, przez skoncentrowanie tam sił głównych armij l2-ej i l-ej konnej... Było oczywiste, że na podstawie zwycięstwa częściowego, na podstawie rozgromienia naprzód jednego z odcinków frontu polskiego, można było wygrać bitwę rozstrzygająca."
I dalej: „Naczelne dowództwo biorąc pod uwagę konieczność utrwalenia lewego skrzydła frontu zachodniego, daje 11 sierpnia o godz. 3 frontowi południowo-zachodniemu dyrektywę o niezbędności zmiany ugrupowania i wysłania bez najmniejszej zwłoki armii konnej w kierunku Zamość - Hrubieszów. Obliczenie czasu i przestrzeni wykazuje, że to wskazanie naczelnego dowództwa mogło być bezwarunkowo wykonane przed przejściem polskiego ugrupowania południowego do natarcia. Gdyby nawet wykonanie opóźniło się nieco, to oddziały polskie, które przeszły do natarcia, byłyby postawione wobec nieuniknionego zupełnie pogromu, bo tyły ich otrzymałyby uderzenie naszej zwycięskiej armii konnej. Jednakże wobec położenia, wynikłego w Galicji, gdzie kolejne ugrupowania, przeprowadzone do tej pory, kierowane były ku Lwowu, wykonanie tego wskazania zostało zatrzymane. 12 sierpnia głównodowodzący w rozmowie hughesowej [proto- dalekopis md] zaznacza, że ta zwłoka w wykonaniu jego dyrektyw jest dla niego niezrozumiała i potwierdza swoją dyrektywę.
Kiedy wreszcie przystąpiono do wykonania, było już prawie poniewczasie. Ale, najgorsze, nasza zwycięska armia konna wplątała się w owych dniach w zacięte walki_ 0 Lwów, tracąc bezpłod- nie czas i siły na jego Umocnionych pozycjach W walce z piechota. jazdą i potężnymi eskadrami lotniczymi. Walki całkowicie pochłonęły armię konna, która do wykonania przegrupowania wzięła się tak późno, że nic pożytecznego W kierunku Lublina zdziałać już 'nie mogła.” (T. 212-213) „J eżelibyśmy W swoim czasie byli skoncentrowali w_ kierunku Lublina oddziały armii_ konnej, to i tutaj ugrupowanie nasze byłoby groźne dla »białych pol-skich oddziałów. Polacy wówczas nie tylko nie mogliby myśleć o natarciu z rejonu Dęblin - Lublin, ale sami znaleźliby się w bardzo ciężkim położeniu i bezwzględnie musieliby być odrzuceni na zachodni brzeg Wisły.”

Czy rzeczywiście skutki uderzenia armii Budiennego na Lublin byłyby aż tak duże, to nie jest prawdopodobne, bo przecież nad Wieprzem było kilka doborowych polskich dywizji piechoty, które by się tak zaraz za Wisłę odrzucić nie dały; ale dywersja byłaby pewnie poważna.
Marszałek Piłsudski omawia sprawę następująco: „Wyciągnąwszy z południa 1 i 3 legionowe dywizje, otworzyłem niejako bramę wpadową pomiędzy innymi i dla konnej armii Budiennego. Pomimo zaś, że istnieje tam nasza jazda z nakazem zatrzymywania konnej armii Budiennego w pochodzie ku nam, doświadczenie jednak dotychczasowe nie pozwala mi być pewnym.. Oczekiwać mogę, że w krótkim przebiegu czasu mogę mieć na swoich bezpośrednich tyłach od Sokala i Hrubieszowa, maszerującą konną armię Budiennego lub jej część, co może w wielkim stopniu udaremnić moje usiłowania. Zaznaczam przy tym, że na Bugu przeciwko 12-ej armii sowieckiej zostawiam bardzo słabe siły - 7 dywizję w okolicach Chełma i bardzo słabą ukraińską dywizję na południe od niej."
A oto, co o tym sądzi generał Sikorski: „Trudno dzisiaj powiedzieć, jakie skutki pociągnęłoby za sobą wmieszanie się w warszawską bitwę konnej armii i 12-ej armii sowieckiej. Osobiście nie podzielam optymizmu tych wojskowych, którzy_ twierdzą, że epizod ten nie odegrałby poważniejszej roli, i dlatego sądzę, że niewykonanie w czas otrzymanego „przez Budiennego i dowódcę 12-ej armii rozkazu jest 'jednym z poważniejszych powodów rosyjskiej prze» granej nad Wisłą W 1920 r." Mimo wspomnianego rozkazu Kamieniewa z 11 sierpnia wydał Jegorow (i Stalin) 12 sierpnia Budiennemu rozkaz opanowania Lwowa. 14 sierpnia Kamieniew podporządkował konną armię Budionnego Tuchaczewskiemu. 16 sierpnia, po walkach pod Buskiem i Kamionka Strumiłową, wydał Budienny rozkaz zdobycia Lwowa. 17 sierpnia wydał Tuchaczewski rozkaz (406/010): „Pierwsza konna armia. powinna wytężyć wszystkie swe siły, by zgrupować się za wszelką cenę w oznaczonym terminie w rejonie Włodzimierz Wołyński - Uściług, majac na celu W przyszłości natarcie na tyły uderzeniowej grupy przeciwnika" . 19 sierpnia armia konna walczyła pod Żółkwią i pod Winnikami. Dopiero wieczorem tego dnia otrzymała ona rozkaz wycofania się do obszaru Włodzimierza wołyńskiego celem uderzenia na Lublin, a rada rewolucyjna armii wydała rozkaz zmiany kierunku działań dopiero 20 sierpnia.
Kamieniew, sowiecki „naczelny wódz”, w rozmowie z Jegorowem, dowódca frontu południowo-zachoda [---] jego fantastyczny plan zdobycia Lwowa, oraz plan zajęcia Przemyśla i Sambora, a następnie sforsowania Dniestru i zagrożenia Rumunii, czego dokonać chciano już po oddaniu konnej armii Budiennego do dyspozycji Tuchaczewskiego, poprzestaje jedynie na żałosnym wspomnieniu faktu, że zwłoka w wykonaniu jego instrukcji, zarządzającej przegrupowanie 12-ej i i-ej konnej armii w kierunku Lublina, wydaje już dzisiaj ujemne rezultaty. Przeciwstawić się jednak zdecydowanie tym następstwom jak gdyby nie był w stanie."
Mamy więc obraz nieposłuszeństwa na polu bitwy... Nieposłuszeństwa tak długotrwałego, że stało się jednym z powodów przegrania bitwy pod Warszawą.
Jakie były powody tego nieposłuszeństwa, względnie kto wpłynął najbardziej na to, że zostało ono popełnione, byłoby bardzo ważne ustalić. Niestety historiografia sowiecka, licząc się z nadal bardzo wysoka pozycja Budionnego w partii bolszewickiej, a także z tym, że jednym z komisarzy rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu Jegorowa był sam Stalin, nie ma jeszcze możności przedstawienia tego drażliwego tematu w sposób bezstronny. Za życia Stalina historycy sowieccy wykazywali, że zwrócenie się konnej armii w stronę Lublina już 11 sierpnia nie dałoby wyników pożądanych, i że po 17 sierpnia było ono niemożliwe i że należało dokończyć wpierw ofensywę na froncie południowym.
Opinia potępionego już w tym czasie Tuchaczewskiego nie miała już dla historyków znaczenia. Ale ponieważ w systemie komunistycznym historia jest ustalona zależnie od potrzeb politycznych tych, którzy są chwilowo u władzy, więc może doczekamy się jeszcze kilku różnych opisów omawianych wypadków. Być może, że częściowe wyjaśnienie sprawy daje nam rozmowa hughesowa Tuchaczewskiego z Kamieniewem, odbyta 18 sierpnia, w której ten ostatni; stwierdza:
„Jeszcze 11 sierpnia wydałem zarządzenie o przegrupowaniu Budiennego. Ze względu na szereg nieprzyjemnych wydarzeń przegrupowanie to jeszcze nie zaczęło się i dziś nie ma pewności, czy zacznie się jutro, gdyż rewolucyjna rada wojenna. konnej armii, otrzymawszy instrukcje z jednym tylko waszym podpisem, nie jest pewna jego autentyczności i żąda potwierdzenia jej przez członka Wojennej rady rewolucyjnej frontu, co też zróbcie natychmiast, ażeby zarzadzenie to otrzymało ton kategoryczny. Wina ośmio dniowego opóźnienia się konnej armii Budiennego do akcji na Lublin może więc leżeć po części i w systemie bolszewickiego rozkazodawstwa. Ale ta sprawa datuje się dopiero od 17 sierpnia. Poprzednio Jegorow (i Stalin) popychali armię konną, bez zgody swego naczelnego dowództwa, w kierunku ma Lwów i Sambor, Więc na to, że konna armia Budiennego nie weszła do bitwy pod Warszawą, złożyły się co najmniej dwa czynniki: rozkazy Jegorowa (i Stalina) i brak podpisów komisarzy rady rewolucyjnej u Tuchaczewskiego.
Skutki zaś były większe, aniżeli brak czterech konnych dywizji Budionnego, bo w konsekwencji i 12 armia sowiecka nie weszła do bitwy głównej. Toteż popularne mniemanie, że to Tuchaczewski przegrał wojnę z Polska 1920 r., jest niesłuszne. Kamieniew zatwierdził plan Tuchaczewskiego przejścia Wisły na północ od Warszawy i uderzenia na stolicę od strony zachodniej, a zatem przejął odpowiedzialność za tę operację na siebie. To on obiecał Tuchaczewskiemu pomoc wojsk Jegorowa po przekroczeniu Bugu i nie dotrzymał przyrzeczenia. To on powinien był bardziej energicznie interweniować, by Budienny rozkaz jego wykonał. To on wreszcie, wiedzac o ciągłym powiększaniu się luki między wojskami Jegorowa i Tuchaczewskiego, pozostawił Tuchaczewskiego przed rozstrzygającą bitwa bez odwodów strategicznych dowództwa głównego.

Z innej strony sprawę oświetlając, można by się domyślać, że to Stalin, komisarz rady rewolucyjnej przy dowództwie frontu w Kijowie, ze względów czysto politycznych, bez zrozumienia wymogów operacyjnych, żądał od Jegorowa posuwania armii Budionnego na Lwów, a innych wojsk frontu południowo -zachodniego w kierunku granicy węgierskiej. Jeżeli tak, to on byłby głównym sprawca opóźnienia odmarszu armii Budiennego do bitwy warszawskiej. A że Tuchaczewski wyraźnie wskazał na to opóźnienie, jako na jeden z powodów klęski 1920 r., stad nienawiść Stalina do Tuchaczewskiego i późniejsze jego rozstrzelanie, pod innym pretekstem.

Dla nas, Polaków, skutki przewlekłej niesubordynacji Jegorowa, Stalina i Budionnego, a także nieumiejętności dowodzenia ze strony Kamieniewa były błogosławione. Dały nam możność wykończenia czterech armii Tuchaczewskiego zgodnie z planem z 6 sierpnia, a armia konna Budiennego i 12-ta armia sowiecka nie odegrały w wielkiej bitwie pod Warszawa żadnej roli.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 05 gru 2017, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://bialczynski.pl/2017/12/03/kroni ... arszawska/

Kroniki Historyczne: Jan Kowalewski (Wielki Polak) i jego wkład w Bitwę Warszawską
Opublikowano 3 grudnia 2017 przez Białczyński

Obrazek
Jan Kowalewski, dzięki któremu złamaliśmy bolszewicki szyfr a potem dzięki jego następcom Enigmę


Sukcesy mają wiele matek, porażka żadnej. Aby odpowiedzieć sobie skąd się wziął sukces złamania Enigmy. Jak się zaczęła narodziła polska kryptoanaliza. Poniższy art prof Nowika świetnie pokazuje jak to się narodziło i sposób został złamany bolszewicki szyfr. Dlaczego to takie ważne? Ważne bo pokazuje sztukę analizy i znalezienia sposobu na złamanie szyfru. To tak jak z naszą historią porozbiorową. Wymazano nam przeszłość. Teraz musimy mieć nowe pokolenie historyków detektywów, którzy będą zestawiać fakty, rzeczy tak banalne jak to, że kroniki były przecież pisane dla królów polskich, łączyć kurhany, kopce z kronikami, jak kopiec Kraka. Zestawiać i łączyć w jedna całość.
Kto panuje nad przeszłością, panuje nad przyszłością

źródło: http://kronikihistoryczne.blogspot.com/ ... lismy.html


Prof. Nowik: Bitwę Warszawską wygraliśmy dzięki grzebieniowi, lekturom o piratach i weselu

Polska kryptoanaliza narodziła się po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dzięki grzebieniowi, lekturom o piratach i weselu. Oficer polskiego wojska Jan Kowalewski złamał rosyjski szyfr, co przyczyniło się do wygrania przez Polaków Bitwy Warszawskiej – mówi prof. dr hab. Grzegorz Nowik z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Jak narodziła się na początku XX wieku polska kryptoanaliza?
Prof. Nowik: Gdyby ta historia była prawdziwa, mogłaby być kanwą wspaniałej opowieści, a nawet bajki dla młodzieży. Narodziła się dzięki grzebieniowi, lekturom z dzieciństwa i weselu siostry oficera – weselu panny Sroczanki. Zacznijmy od tego wesela. Otóż w sierpniu – a sierpień jest miesiącem z literą „r” w nazwie – najlepiej brać ślub i tak też myślała siostra pewnego porucznika Bronisława Sroki. Brat chciał na to wesele wyjechać, ale akurat wypadł mu dyżur w telegrafie warszawskim. Był to dyżur nocny z soboty na niedzielę. Porucznik szukał więc zastępcy i znalazł – tą osobą był por. Jan Kowalewski, do niedawna szef wywiadu 4. Dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego, która w czerwcu 1919 r. przybyła do Polski przez Besarabię i Stanisławów. Wkrótce po tym por. Kowalewski otrzymał przydział do sztabu generalnego.
Kowalewski doskonale znał francuski, ponieważ studiował chemię organiczną we Francji. Równie dobrze posługiwał się rosyjskim, bo był wychowankiem gimnazjum w Łodzi, gdzie musiał uczyć się tego języka – potrafił mówić, pisać, czytać, liczyć, a nawet myśleć po rosyjsku. Później został wcielony do armii rosyjskiej, był tam oficerem rezerwy. Por. Kowalewski całą wspomnianą noc na dyżurze spędził na tłumaczeniu jawnych telegramów z kilku języków. Kiedy już przetłumaczył wszystkie wziął się za to, co robią zwykle ludzie, którzy się nudzą – zaczął rozwiązywać krzyżówkę. Tą krzyżówką był rosyjski szyfr.
Kowalewski uwielbiał Sherlocka Holmesa i Edgara Allana Poego. W jednym z opowiadań tego drugiego pt. „Złoty żuk”, jest opis złamania pirackiego kryptogramu gdzieś na Karaibach. Pirat nosił dosyć „regularne” nazwisko i do jego złamania bohater tego opowiadania użył grzebienia. Wyłamał w nim z regularną częstotliwością zęby i szukał tego nazwiska – fragmentu, gdzie co odpowiednią sylabę powtarzała się ta sama litera. W tym przypadku było podobnie – Jan Kowalewski zwrócił uwagę, że w szyfrogramie rosyjskim musi się znaleźć słowo „diwizja”. W tym trzysylabowym słowie każda druga litera to „i”. W związku z tym wyłamał zęby z grzebienia i przesuwając nim po tekście szyfrogramu każdą literę zamieniał na dwie cyfry, szukając tam takiej sekwencji, że wyłamane zęby wskoczą dokładnie w takie same trzy grupy cyfr. Porucznik znalazł owe słowo „diwizja”, po czym zwrócił uwagę, że telegram był wysłany z Odessy. Zauważył, że Odessa w języku ukraińskim zapisywana jest przez jedno „s”, zaś w języku rosyjskim przez dwa. Szukał więc takiego miejsca, gdzie jest dokładnie zdublowany fragment. W innym miejscu sprawdził, że dowódca, który wysyłał ten telegram, raz podpisany został tekstem zaszyfrowanym, a innym razem tekstem jawnym – było to ewidentne nieprzestrzeganie procedur. Kiedy podstawił litery i cyfry pod oba teksty, okazało się, że była to ta sama osoba. Dzięki tej metodzie mógł rozszyfrować 50 proc. liter.
Stosował później także metodę badania frekwencji, biorąc pod uwagę fakt, że w każdym języku występuje inna częstotliwość (liter). Wiedział to wszystko dzięki pracy w charakterze oficera szyfrującego w sztabie rosyjskim. W ten sposób, w ciągu jednej nocy, dzięki lekturom z dzieciństwa, weselu panny Sroczanki i grzebieniowi narodziła się w XX wieku polska kryptoanaliza, która w końcu doprowadziła także do złamania Enigmy. Ci, którym udało się tego dokonać, byli uczeni i przygotowywani do metod kryptoanalitycznych przez tych, którzy łamali wrogie szyfry już w 1920 r.

więcej: http://kronikihistoryczne.blogspot.com/ ... lismy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 09 gru 2017, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://znadniemna.pl/27226/zpb-obronie- ... emenskiej/

ZPB w obronie mogiły żołnierzy, poległych w Bitwie Niemeńskiej

Prezes Związku Polaków Andżelika Borys skierowała list do przewodniczącego Grodzieńskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Władimira Krawcowa z apelem o niedopuszczenie zbezczeszczenia zbiorowej mogiły i pomnika żołnierzy Mińskiego i Wileńskiego Pułków Strzelców, poległych 27-78 września 1920 roku w boju pod Krwawym Borem, stoczonym z bolszewikami w ramach Bitwy Niemeńskiej.

Obrazek
Andżelika Borys, prezes ZPB


W petycji, skierowanej do szefa obwodu grodzieńskiego, Andżelika Borys informuje, że społeczność polską niepokoi, iż w toku trwającej obecnie budowy trasy samochodowej M6 Grodno-Mińsk na odcinku niedaleko wsi Feliksowo w rejonie szczuczyńskim podczas poszerzania drogi może dojść do zbezczeszczenia zbiorowego pochówku polskich żołnierzy, poległych w boju pod Krwawym Borem, stoczonym w dniach 27-28 września w ramach Bitwy Niemeńskiej, pieczętującej zwycięstwo Polski w wojnie polsko-bolszewickiej.

Obrazek
Pomnik na zbiorowej mogile żołnierzy, poległych w boju pod Krwawym Borem, wzniesiony na nekropolii w latach 90. minionego stulecia


Prezes ZPB przypomina, że ta nekropolia, będąca jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci narodowej i chwały polskiego oręża na ziemi grodzieńskiej, już ulegała dewastacji w czasach sowieckich, a postawiony na kwaterze w latach 90. minionego stulecia pomnik nie określa granicy pochówku.
W związku z powyższym prezes ZPB wyraża zdumienie z powodu tego, iż podczas projektowania budowy trasy M6 na odcinku przebiegającym po rejonie szczuczyńskim, projektanci trasy nie opracowali planu ominięcia zbiorowej żołnierskiej mogiły, nie opracowali projektu uporządkowania terytorium wokół wojennej kwatery i zapewnienia komfortowego dojazdu i dojścia do niej dla Polaków, pragnących oddać hołd poległym bohaterom walk o Niepodległość Polski oraz walk o granice II Rzeczypospolitej. „Pragnę przypomnieć, że ta kwatera wojenna jest często odwiedzana przez potomków żołnierzy, poległych w boju pod Krwawym Borem, przez przedstawicieli oficjalnych delegacji z Polski, członków Związku Polaków na Białorusi oraz zwykłych Polaków ” – czytamy w liście, podpisanym przez szefową ZPB.

Obrazek
Sierpień 2015 roku. Delegacje ZPB, Konsulatu Generalnego RP w Grodnie, a także Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” przy kwaterze żołnierzy, poległych w 1920 roku w boju pod Krwawym Borem. W tle, za drzewami, przebiega trasa samochodowa M6 Grodno -Mińsk, obecnie poszerzana


Andżelika Borys przypomina także, iż na mocy obowiązującego obecnie polsko-białoruskiego porozumienia międzyrządowego o ochronie miejsc pochówku i pamięci narodowej oraz miejsc pamięci ofiar wojen i represji, strona białoruska zobowiązała się do utrzymywania w godnym stanie polskich mogił wojskowych.
„Uważam, że prace drogowe, prowadzone na wspomnianym odcinku, grożą wyrządzeniem szkody mogiłom polskich żołnierzy” – stwierdza w petycji na imię Władimira Krawcowa szefowa ZPB.
W celu uniknięcia dewastacji i zniszczenia polskiej kwatery wojennej Andżelika Borys proponuje, żeby trasa M6 Grodno-Mińsk na odcinku, przebiegającym obok mogiły polskich żołnierzy, znalazła się na odległości co najmniej 7-8 metrów od nekropolii.
„To miejsce pochówku polskich żołnierzy ma dla Polaków znaczenie szczególne, a bitwa Pod Krwawym Borem jest wpisana złotymi literami do historii Wojska Polskiego, jest ona upamiętniona na tablicach na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie” – przekonuje do swoich racji Andżelika Borys i dodaje: „Mam nadzieję, że deklarowane przez rząd Białorusi ocieplenie w stosunkach z Polską sprawi, iż miejsce pochówku polskich żołnierzy nie ulegnie zbezczeszczeniu”.
Kopię petycji do przewodniczącego Grodzieńskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego prezes ZPB skierowała do konsula generalnego RP w Grodnie Jarosława Książka.


Bitwa pod Krwawym Borem (artykuł z Wikipedii):

Bitwa stoczona 27 i 28 września 1920 roku, w lasach na ziemi lidzkiej, nad rzeką Lebiodą koło Papierni przez oddziały polskie 1 Dywizji Litewsko Białoruskiej (DLB) z siłami 3 Armii sowieckiej. Znana też jako bitwa nad Lebiodą lub bój pod Papiernią.
W czasie bitwy niemeńskiej 1 DLB gen. J. Rządkowskiego tworzyła z 1 Dywizją Piechoty Legionów i z 2 i 4 Brygada Jazdy, Północną Grupę Uderzeniową 2 Armii, która wykonywała manewr przez skrawek terytorium Litwy na głębokie tyły 3 Armii sowieckiej gen. A. W. Łazarewicza, broniącej Grodna. 26 września wojska Łazarewicza pod naciskiem 2 Armii polskiej rozpoczęły odwrót na Lidę. O odwrocie Naczelne Dowództwo WP powiadomiło gen. Rządkowskiego z opóźnieniem (rozkaz wydany 25, dotarł z 24 godzinnym opóźnieniem). 27 września o świcie gen. Rządkowski siłami mińskiego i wileńskiego pułku strzelców ruszył na przeprawy na rz. Lebioda, aby zamknąć sowietom odwrót. W Wasiliszkach pułk miński (ok. 1100 żołnierzy) zaskoczył i zmusił do odwrotu 5 Brygadę Strzelców z 2 Dywizji Strzelców. Po czym dalej zmierzał na przeprawę. Za nim szedł pułk wileński (1200 żołnierzy), artyleria, dowództwo i tyły. O 13:00 pułk miński zajął Papiernię i jego 2 batalion ruszył na przeprawę. Równocześnie na przeprawę zbliżały się siły główne 3 Armii (2, 5, 6 i 56 DS), cofające się na Lidę. Część 2 DS i 6 DS przeprawiły się i odpoczywały na wschodnim brzegu. 2 bataliom pułku mińskiego, po wyjściu z Krwawego Boru trafił na drodze pod Feliksowem na nieubezpieczonych Rosjan, uderzył z marszu i rozbił ich. Polacy opanowali Feliksów i zmusili sztab 3 Armii kwaterujący w Lebiodzie do ucieczki. Przed opuszczeniem wsi Łazarewicz wydał rozkaz 5 i 6 DS natarcia z zachodu i wschodu i odbicie przeprawy. Sztab 3 Armii pod polskim ostrzałem wycofał się do Lidy jednak stracił łączność z dywizjami. 18 BS z 6 DS uderzyła na 2 batalion polski od wschodu, a oddziały sowieckie 2 i 5 DS uderzyły od zachodu i zepchnęły polski batalion do Krwawego Boru. Tutaj batalion wytrwał w obronie do przybycia 1 i 2 batalionu pułku mińskiego. Wzmocnieni Polacy przeszli do natarcia i przez kilka godzin toczyli bój o Feliksów i Lebiodę z przeważającymi siłami sowietów. Wieczorem Polacy cofnęli się do Krwawego Boru. Sowieci opanowali drogę na Lidę, którą ruszyły oddziały 3 Armii.
Ok. 19 nadszedł opóźniony pułk wileński. Zorganizowano nowe natarcie i opanowano przeprawę na Lebiodzie. Pułk wileński zajął obronę na rzece, a wykrwawiony pułk miński przeszedł do odwodu z jednym batalionem wysunięty do Krwawego Boru. Żołnierzom wieczorem przekazano informację, że Polacy wdarli się do Grodna. Ta wiadomość dała błędny wniosek gen. Rzadkowskiemu, że jeśli walki toczą się pod Grodnem, to nie należy oczekiwać sił głównych 3 Armii, które musiały dopiero rozpocząć odwrót znad Niemna. Rzeczywiście sowieci opuścili Grodno w nocy 26/26 września. Ok. godz. 20 do przepraw na Lebiodzie podeszła 56 DS. Jej pułki o 21 uderzyły na odcinku 2 – 3 km siłami kilku tysięcy żołnierzy. Masy piechoty sowieckiej wdarły się w polską obronę. Doszło do walki wręcz. Pułki wileński i miński zostały przytłoczone liczebnością Rosjan. Jednocześnie od wschodu uderzyły sowieckie 2 i 6 DS. Rosjanie z determinacja walczyli o odblokowanie drogi na Lidę.
Podczas walk w nocy oddziały polskie i sowieckie przemieszały się. Walczono na granaty i bagnety. Obie strony nie brały jeńców. 28 września o 1 w nocy Polacy zostali zepchnięci do Krwawego Boru. Rosjanie opanowali szosę, którą do 4 rano trwał przemarsz 3 Armii na Lidę.
Bój pod Krwawym Borem zdezorganizował dowodzenie w 3 Armii. Sztab Łazarewicza uciekł do Lidy. Tutaj został zaatakowany przez 1 DPLeg i musiał wycofywać się dalej na wschód, jeszcze przed nadejście czołowych oddziałów armii. Bitwa pod Krwawym Borem opóźniła marsz 3 Armii na Lidę, w wyniku czego 1 DPLeg. zdążyła opanować miasto i zagrodzić przeciwnikowi drogę odwrotu na wschód.
W bitwie Polacy stracili 130 poległych, 230 rannych i 410 zaginionych. Większość żołnierzy zaginionych była rozproszona i w następnym dniu wróciła do szeregu. Kilkudziesięciu jeńców sowieci rozstrzelali 28 września w lasach pod Lidą. Straty 3 Armii sowieckiej to kilkaset poległych i rannych, 1000 jeńców, 12 dział i 15 ckm.
Walki żołnierzy polskich pod Krwawym Borem zostały upamiętnione na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, napisem na jednej z tablic w II RP „KRWAWY BÓR k/PAPIERNII 27 – 28 IX 1920” i po 1990 r – „KRWAWY BÓR pod PAPIERNIĄ 27 – 28 IX 1920”.

Znadniemna.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 20 sie 2018, 15:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Wsparcie ze wschodu (1)

W wojnie polsko-bolszewickiej po stronie polskiej walczyło kilka jednostek rosyjskich.

Pierwsze oddziały rosyjskie pojawiły się po stronie polskiej już na początku 1919 roku, gdy w Kobryniu podporządkowała się polskiemu dowództwu rosyjska drużyna oficerska, walcząca dotychczas przeciwko bolszewikom u boku Niemców. Została ona następnie przydzielona do Dywizji Podlaskiej (późniejsza 9. DP), dowodzonej przez gen. Antoniego Listowskiego. Sprawa ta wywołała znaczy oddźwięk wśród emigracji rosyjskiej w Polsce, której organ „Warszawskaja Recz” wezwał przebywających na terenie Polski wojskowych rosyjskich do wstępowania do ww. „drużyny”. Akcja ta zyskała również poparcie utworzonego w marcu 1919 roku w Warszawie Komitetu Rosyjskiego, który pełnił funkcję reprezentacji politycznej emigracji rosyjskiej w Polsce. Napływ nowych ochotników sprawił, iż stała możliwa rozbudowa oddziału do szczebla batalionu (ponad 1000 żołnierzy), który jakkolwiek dowodzony był przez polskiego oficera (kpt. Bocheńskiego) to stanowił odrębną jednostkę. Jego struktura wewnętrzna, używane regulaminy wojskowe oraz oznaki stopni, z wyjątkiem orzełka na czapce, ściśle odpowiadały wzorom rosyjskim.


Rozbudowa jednostki sprawiła jednak, iż utraciła ona elitarny charakter a problemy z utrzymaniem dyscypliny oraz wrogi stosunek części żołnierzy do Polski, ujawniony w okresie największych sukcesów armii gen. Antona Denikina, sprawił, iż Józef Piłsudski polecił we wrześniu 1919 roku rozwiązać rosyjski batalion. Po rozbrojeniu żołnierze zostali wysłani do obozu na Powązkach w Warszawie, skąd niektórym z nich umożliwiono przejście do armii Denikina.


Jednocześnie od wiosny 1919 roku polskie dowództwo umożliwiało emisariuszom armii „białych” werbunek Rosjan, przebywających w Polsce, do reprezentowanych przez siebie formacji. Stosowną umowę w tej sprawie podpisano w maju 1919 roku z przedstawicielami gen. Nikołaja Judenicza.

Po klęsce armii gen. Denikina, należący do niej 2. Korpus, dowodzony przez Nikołaja E. Bredowa przekroczył w lutym 1920 roku granicę Polski, gdzie jego żołnierze zostali rozbrojeni i internowani w Dąbiu, Strzałkowie oraz Pikulicach, a następnie przeniesiono ich do specjalnie dla nich utworzonego obozu w Aleksandrowie Kujawskim. Żołnierze korpusu gen. Bredowa przebywali w Polsce do lata 1920 roku, kiedy to zostali ewakuowani na Krym do wojsk gen. Piotra Wrangla .

Dotychczasowe doświadczenia z jednostkami rosyjskimi oraz niechęć „białych” generałów do uznania praw Polski na wschodzie nie napawały optymizmem do szans polsko-rosyjskiego porozumienia. Wedle Piłsudskiego nie mogło być mowy o wspólnym wystąpieniu przeciwko bolszewikom, gdyż cele polityczne Polski i „białej” Rosji były rozbieżne.

Dopiero w obliczu niebezpieczeństwa wojny ze wzmocnionymi sukcesem w wojnie domowej bolszewikami, polskie władze zaczęły poszukiwać kontaktów z demokratyczną emigracją rosyjską. W dniu 16 stycznia 1920 roku Mikołaj Czajkowski i Borys Sawinkow zostali. zostali przyjęci przez Piłsudskiego w Belwederze. Nie podjęto wówczas wiążących decyzji w sprawie wspólnej akcji wojskowej przeciwko bolszewikom, gdy wymagało to uzyskania mandatu politycznego dla strony rosyjskiej od innych orientacji politycznych istniejących na emigracji.

Sawinkow przyjechał ponownie do Warszawy w czerwcu 1920 roku. Rozmowy z Piłsudskim zaowocowały zawarciem porozumienia, na mocy Naczelne Dowództwo WP wyraziło zgodę na utworzenie „Specjalnego Oddziału Rosyjskiego”. Na miejsce jego formowania wyznaczono najpierw Brześć Litewski, a potem Kalisz.

W celu ustanowienia politycznego zwierzchnictwa nad tworzonymi jednostkami powołano Komitet Rosyjski, na którego czele stanął Sawinkow. Ze strony polskiej nad organizacją jednostek rosyjskich czuwała Ekspozytura Ministerstwa Spraw Wojskowych, kierowana przez kpt. Juliusza Ulrycha.

Jednostki rosyjskie składać się z trzech trzybatalionowych pułków piechoty, czteroszwadronowego pułku jazdy, trzybateryjnego dywizjonu artylerii, baonu technicznego i służb w łącznej sile ok. 5 tys. ludzi. Dowódcą oddziału rosyjskiego został gen. Piotr W. Głazenapp (von Glasenapp), z którym 7 lipca 1920 roku Sawinkow zawarł odpowiednią umowę. Odmowa skierowania na front nie do końca sformowanych oddziałów sprawiła, iż został w końcu sierpnia odwołany przez Sawinkowa. Jego następca został gen. Lew A. Boboszko, a po podporządkowaniu się Sawinkowa Wranglowi – gen. mjr Borys S. Peremykin. Oddziały podległe Peremykinowi otrzymały od Wrangla 28 września oficjalną nazwę 3. Armia Rosyjska.

Poważnym wzmocnieniem tworzonych w Polsce oddziałów rosyjskich było włączenie w ich skład jednostki dowodzonej przez gen. Aleksieja Pahlena, która wcześniej walczyła na pograniczu łotewsko-rosyjskim. W rezultacie tego liczebność oddziałów rosyjskich przekroczyła 3300 osób.

Jednocześnie Komitet Rosyjskim prowadził akcję werbunkową w obozach jeńców i internowanych. W dniu 18 sierpnia 1920 roku Sawinkow wystąpił do ministra spraw wojskowych z propozycją powiększenia sił rosyjskich o trzy nowe pułki jazdy. Strona polska wyraziła ma to zgodę, jednak rozbudowa oddziałów rosyjskich napotykała na trudności organizacyjne. Pułki piechoty zamiast trzech batalionów miały tylko po dwa; brakowało nowych ochotników oraz uzbrojenia.


W końcu sierpnia 1920 roku siły rosyjskie składały się z 1. Dywizji Piechoty dowodzonej przez gen. mjr Lwa A. Boboszkę, 2. Dywizji Piechoty ( gen. ltn. hr. Aleksiej P. von der Pahlen), Dywizji Kawalerii (gen. mjr Walerian A. Trusow).

Na początku października 1920 roku gen. Boboszko zgłosił gotowość swojego oddziału do wyruszenia na front. W specjalnym rozkazie wydanym z tej okazji minister spraw wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski podkreślił, iż „.Armia Polska z radością wita to wystąpienie, które zapewnia otwartą drogę do sąsiedzkiego współżycia obu Narodów w przyszłości; braterstwo broni zawarte na polu walki stanie się podstawą trwałej przyjaźni”.

Dywizja gen. Boboszki została skierowana do Bielska, gdzie weszła w skład 4. Armii. W kilka dni później na front wyruszyła dywizja kawalerii gen. Trusowa oraz oddział gen.Peremykina.

Większość jednostek rosyjskich nie zdążyła wziąć udziału w walkach polsko-bolszewickich, a na mocy zawieszenia broni władze polskie zobowiązały się je albo rozbroić i internować, albo też – do 2 listopada1920 roku – wydalić poza granice Polski. Na naradzie u Sawinkowa postanowiono przebić się na południowym odcinku frontu w celu połączenia się z armią gen. Wrangla. Wyprawa na Bracław zakończyła się niepowodzeniem, a jednostki rosyjskie wycofały się na terytorium Polski, przekraczając w nocy z 20 na 21 listopada rzekę Zbrucz.

CDN.

https://www.salon24.pl/u/chris1991/8895 ... ze-wschodu


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /