Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 16 sie 2015, 10:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/15-sierpnia-1920-r ... dwoch-dni/

15 sierpnia 1920 roku, polskie oddziały odzyskują Radzymin i wracają na pozycje sprzed dwóch dni
15 sierpnia 2015 00:01



Odwody składające się z 10 Dywizji generała Żeligowskiego i 1 Dywizja Litewsko-Białoruskiej generała Jana Rządkowskiego, przeprowadzają natarcie na pozycje bolszewików.
Dzięki temu manewrowi po krwawych walkach trwających cały dzień polskie oddziały odzyskują Radzymin i wracają na pozycje sprzed dwóch dni.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 23 sie 2015, 20:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/31-maja-1920-roku- ... strzykiem/

31 maja 1920 roku, rozegrała się bitwa pod Bystrzykiem
31 maja 2015 00:03

Bitwa stoczona między częścią kawalerii dowodzonej przez Siemiona Budionnego a 2 i 3 Armią Polska (II RP), podczas wojny polsko – bolszewickiej
26 maja 1920 r. dowództwo bolszewickie zapoczątkowało manewr odcięcia 2 i 3 Armii Polskiej. p Manewr ten pozwolił 11 Dywizji Kawalerii przełamać linię frontu w rejonie Bystrzyk (nieopodal Kijowa).
Odcinek ten był słabo obstawiony ,składał się tylko z jednej kompani piechoty( 50 Pułk Strzelców Kresowych).
Potyczka ta nie trwała długo,oddział polski składający się z 75 żołnierzy został rozgromiony i wybity co do jednego żołnierza.Kozacy nie mieli w zwyczaju brać jeńców.W krótce potem, dowódca 13 Dywizji Piechoty ,gen.Franciszek Paulik rozkazał wyjść do wali 40-mu Pułkowi Piechoty ,aby wspomóc obrońców Bystrzyka. Okazało się ,że pomoc przyszła za późno,a wsparcie żołnierzy prawdopodobnie nie poradziło by sobie z siłą ognia 11 Dywizji Kawalerii.
Bolszewicy w następnym dniu walki przedarli się przez front i wysunęła na ok 15 km od tyłów wojska polskiego.
Wacław Iwaszkiewicz dowódca 6 Armii analizując sytuację planował przystąpić do kontrataku w obawie,że bolszewicy mogą ich okrążyć. Po sformowaniu dostępnych sił na czele z Jerzym Sawickim rozpoczęto kontratak.
Polska kontrofensywa zaskoczyła 11 Dywizję we wsi Starosińce.
Wojska Polskie i Bolszewickie dysponowały podobną ilością żołnierzy, ale po krótkiej potyczce Bolszewicy zaczęli się wycofywać . Polacy korzystając z okazji rozpoczęli pościg za 11 kawalerią i zmusili ją do powrotu na pozycje z przed 26 maja 1920 r.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 25 sie 2015, 20:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/21184

Odwrót z Kijowa (1)
Godziemba, pon., 01/06/2015 - 08:22

Na początku czerwca 1920 roku udało się bolszewikom przerwać polski front na Ukrainie i zmusić Polaków do odwrotu.
Rozkaz Naczelnego Wodza marszałka Józefa Piłsudskiego z 25 maja 1920 roku nakazywał wojskom polskim na Ukrainie obronę obsadzanej linii frontu. Zanim jednak dowódca 3 armii gen. Edward Rydz-Śmigły opracował plan obrony swojego odcinka frontu, do działań ofensywnych przystąpiły bolszewickie oddziały Frontu Południowo-Zachodniego, które zostały znacznie wzmocnione w drugiej połowie maja 1920 roku.
W dniu 26 maja 1920 roku natarcie bolszewików zainicjowała 12 armia (grupa Golikowa) oraz tzw. Grupa Jakira, podejmując próbę sforsowania Dniepru. Następnego dnia do ofensywy przystąpiła 1 Armia Konna Budionnego, której celem było okrążenie, a następnie pobicie polskiej 3 armii. Grupa Golikowa miała oskrzydlić 3 armię od północy, grupa Jakira od południa, a armia Budionnego po przerwaniu frontu od zachodu.
Na podstawie napływających informacji o stopniowym wycofywaniu się Polaków, gen. Rydz-Śmigły słusznie uznał, iż przeciwnik rozpoczął generalną ofensywę, a główny atak został skierowany przeciwko dowodzonej przez niego 3 armii. Nie czekając biernie na rozwój sytuacji, w dniu 29 maja 1920 roku podjął decyzję o wykonaniu przeciwuderzenia, którego celem było odrzucenie bolszewików na pozycje wyjściowe w centrum i na prawym skrzydle 3 armii. Działania ofensywne miała prowadzić specjalnie sformowana Grupa Wasilków, dowodzona przez ppłk. Stefana Dęba-Biernackiego, złożona z 5 pp Leg., części 1 pp Leg., jednego szwadronu jazdy oraz dywizjonu artylerii polowej. Dowódca 3 armii nakazał ppłk. Dębowi-Biernackiemu rozbicie koncentrujących się wojsk grupy Jakira.
Polska ofensywa rozpoczęła się zgodnie z planem w dniu 31 maja 1920 roku i już w pierwszym dniu operacji Polacy rozbili jedną z brygad 44 DS., przejmując kontrolę na obszarem od Dniepru po linię kolejową Fastów-Czerkasy. Jeden z batalionów 5 pp Leg. zmusił do ucieczki sztab 44 DS. całkowicie dezorganizując jej system dowodzenia i niwecząc je plany natarcia na pozycje zajmowane przez polską 7 DP. Niestety ta dywizja nie wsparła Grupy Wasilków, przez co utracona została szansa pełnego pobicia 44 DS., a tym samym całkowitego sparaliżowania ofensywy grupy Jakira.
W tym samym czasie kawaleria Budionnego próbowała przełamać polskie pozycje, zajmowane przez 13 DP oraz Dywizję Jazdy gen. Karnickiego. Bolszewicka jazda atakowała na szerokim froncie, osiągając jedynie kolejne sukcesy na odcinkach słabo obsadzonych przez polską piechotę. I tak rozbiła pod Żywotowem dwie kompanie 50 p. strz. Kresowych 13 DP, wycinając kilkuset Polaków szablami. W boju zginął m.in. ppłk. Juchniewicz – dowódca 2 batalionu. Podobny przebieg miała potyczka pod Miedwiedówką, gdzie rozbito dwie kompanie z 1 batalionu pechowego 50 p. strz. Kresowych. Bolszewikom nie udawało się natomiast zdobyć silnie umocnionych pozycji, np. 1 batalion 43 p. strz. Kresowych, dowodzony przez dowódcę pułku mjr Piekarskiego odparł atak znacznej części 11 DK, która poniosła bardzo znaczne straty.
Dzięki bohaterskiej postawie polskiej piechoty kilkuodniowa ofensywa Budionnego zakończyła się niepowodzeniem. W jej trakcie doszło pod Włodarką w dniu 1 czerwca 1920 roku do bitwy kawaleryjskiej z udziałem DJ gen. Karnickiego oraz części dwóch dywizji bolszewickich – 11 DK oraz 4 DK. Pomimo początkowej przewagi liczebnej polska dywizja została zmuszona odwrotu. Generał Karnicki przekonany, iż ma do czynienia z dużo silniejszym przeciwnikiem nie zdecydował się na decydujące uderzenie angażując jedynie część swych sił.
Pomimo rozpoczęcia ofensywy bolszewickiej na Ukrainie, Józef Piłsudski skoncentrowany na prowadzeniu walk na Białorusi, uważał, iż „ataki prowadzone przez bolszewików na Ukrainie nie mają dla nich tak zasadniczego znaczenia, są prowadzone mniejszymi siłami, niemniej jednak w razie powodzenia mogą bardzo łatwo doprowadzić do zniszczenia owoców ofensywy ukraińskiej”. Jednocześnie polecił dowódcy Frontu Ukraińskiego gen. Listowskiemu utrzymanie frontu własnymi siłami oraz „zniszczenia, a co najmniej zdemoralizowania, wojsk konnych Budionnego”. W rezultacie tej dyspozycji Naczelnego Wodza gen. Listowski nakazał gen. Rydzowi przygotowanie działań zaczepnych przeciwko Armii Konnej. Zadanie to miały wykonać jednostki piechoty, gdyż duże straty, jakie poniosła polska kawaleria sprawiły, iż gen. Karnicki zdecydował się na reorganizację swojej Dywizji Jazdy. Rozkaz dowódcy Frontu Ukraińskiego spowodował duże zamieszanie w polskich szeregach, osłabiając te odcinki frontu, na których bolszewicy zaplanowali przerwanie polskiej obrony.
Poirytowany niepowodzeniami Budionny postanowił rzucić przeciwko Polakom swoje zgrupowanie samochodów pancernych, zdobytych na armii Denikina. Ich atak przeprowadzony w dniu 2 czerwca 1920 roku załamał się w ogniu polskiej artylerii. Po tej porażce Budionny zawiesił działania zaczepne, przegrupowując swoje oddziały i czekając na nowe rozkazy z Moskwy, która była niezadowolona z dotychczasowego przebiegu działań wojennych na Ukrainie. Sergiej Kamieniew uznał, iż dotychczasowe porażki wynikają z błędnej taktyki działania, a przede wszystkim nacierania na zbyt szerokim froncie. Nakazał więc dowódcy Frontu Południowo-Zachodniego Jegorowowi szukania luk w polskim ugrupowaniu i przerywania frontu na tych newralgicznych odcinkach frontu. Z rozkazu głównodowodzącego Armią czerwoną wojska Frontu Południowo-Zachodniego miały diametralnie zmienić taktykę walki. W efekcie Jegorow polecił Budionnemu koncentrację kawalerii i uderzenie całością sił w wybranym punkcie frontu, w celu przełamania polskiego frontu , wyjścia na tyłu polskiej obrony i doprowadzenia do okrążenie 3 armii, broniącej się na przedmościu kijowskim.
Dotychczasowe sukcesy polskiej piechoty w walce z bolszewicką konnicą sprawiły, iż nie doceniono jej możliwości. Wedle Juliana Stachiewicza, ówczesnego szefa Kwatery Głównej Naczelnego Wodza, Józef Piłsudski uważał, iż „zasadniczo Budionny nie wydaje ani nie przyjmuje żadnej bitwy, po przekroczeniu frontu rusza natychmiast do szybkiego marszu na tyły wojsk nieprzyjaciela, tutaj dezorganizuje je, znosząc małe oddziały i kolumny taborowe, niszczy koleje i rozgrabia magazyny. Gdy walka się nie powiedzie, Budionny rozsypuje się w tył i na nowo gdzie indziej się zbiera. Szybkie marsze niszczą konie, które w terenie wymienia”. W konkluzji uznał, iż dobrze okopana polska dywizja piechoty była w stanie prowadzić równorzędną walkę z Armią Konną.
Z powodu ulewnych deszczy natarcie Budionnego rozpoczęło się dopiero 5 czerwca 1920 roku. Natarcie 1 Armii Konnej trafiło na wyjątkowo słabo umocniony i obsadzony odcinek polskiego frontu w rejonie Samhorodka, na styku polskich 3 i 6 armii, broniony przez dwa bataliony piechoty i swa szwadrony jazdy. Dwie dywizje Armii Konnej uderzyły na sześć polskich kompanii. Przez kilka godzin trwał nierówny bój. Polacy z determinacją bronili swych pozycji, jednak pod wieczór musieli ulec gigantycznej przewadze wroga. W walkach poległo prawie 500 polskich żołnierzy, a 200 dostało się do niewoli.
Bolszewikom udało się przerwać linię frontu na szerokości około 10 km. Budionny wysyłając kolejne swe oddziały szybko poszerzył tę lukę, włamując się na 15 km w głąb polskiej obrony. W ten sposób doszło do trwałego przerwania polskiego frontu, co zadecydowało o dalszym przebiegu walk. Bitwa pod Samhorodkiem była punktem zwrotnym w polskiej wyprawie kijowskiej. Inicjatywa, którą dotąd posiadała strona polska przeszła na długi czas w ręce bolszewików.

CDN.

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 25 sie 2015, 20:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/21191

Odwrót z Kijowa (2)
Godziemba, śr., 03/06/2015 - 08:34

W połowie czerwca 1920 roku polskiej 3 armii, dowodzonej przez gen. Rydza-Śmigłego udało się przerwać okrążenie i wycofać z Kijowa.
Po dokonaniu wyłomu w polskich pozycjach pod Samhorodem i wyjściu na tyły Polaków, Budionny ruszył na północny-zachód w celu przecięcia linii kolejowej Koziatyn-Fastów. Wyście na tę linię miało stanowić podstawę wyjściową do ataku na Berdyczów i Koziatyn. Pojawienie na tyłach bolszewickiej jazdy zaskoczyło Polaków. Dowódca Frontu Ukraińskiego gen. Listowski usiłował zamknąć lukę powstałą w ugrupowaniu swych wojsk, jednak Budionny zdołał skierować swoje dywizje głęboko na zachód, opanowując przejściowo w dniu 7 czerwca nawet Żytomierz, którego polska załoga wycofała się, oddając miasto bez walki. Podobny los spotkał tego samego dnia Berdyczów, gdzie bolszewicy wymordowali personel i chorych Szpitala Polowego nr 505, zabijając około 600 osób.
Przerwanie frontu przez Armię Konną oraz sforsowanie Dniepru przez grupę Golikowa stworzyło bolszewikom szansę okrążenie i zniszczenia 3 armii dowodzonej przez gen. Rydza-Śmigłego. Głównodowodzący Armią Czerwoną Sergiej Kamieniew w dniu 9 czerwca 1920 roku wydał dyrektywę w sprawie likwidacji kijowskiej grupy wojsk przeciwnika. Okrążenie 3 armii miało nastąpić zanim zacznie ona manewr odwrotowy. Na szczęście dla Polaków Budionnego bardziej interesowało zajmowanie i grabienie bezbronnych miast leżących na zapleczu frontu, niż prowadzenie planowych działań, nakazanych przez dowództwo.
Gen. Rydz-Śmigły stanął przed poważnym dylematem, w jaki sposób przeciwstawić się powstałemu zagrożeniu. W pierwszej chwili zaplanował ewakuację przedmościa ukraińskiego, skoncentrowanie swych oddziałów w trójkącie Irpień-Struga-Dniepr i prowadzenie w oparciu o tę linię obrony, uważając, iż bolszewika konnica nie miała szans w walce z piechotą, zajmującą umocnione i ufortyfikowane pozycje. Równocześnie zamierzał skierować przeciwko grupie Golikowa odwód utworzony ze wzmocnionej brygady piechoty. Obrona Kijowa była – wedle Rydza – celem nadrzędnym, umożliwiającym realizację planów federacyjnych. „Myśl o ataku na Budionnego – zapisał szef sztabu 3 armii mjr Tadeusz Kutrzeba – stojącego koło Żytomierza lub Berdyczowa, a więc nas nie atakującego, była nam obca, gdyż zmuszała do opuszczenia Kijowa, który – w naszym pojęciu – trzymać musieliśmy”. W tej sytuacji gen. Rydz-Śmigły postanowił do czasu ostatecznego wyjaśnienia sytuacji na froncie pozostać w Kijowie. Jego decyzja zyskała jednoznaczne poparcie dowództwa dywizji ukraińskiej – pułkowników Bezruczki i Żmijenki. Generałowi chodziło także o niedopuszczenie do wybuchu paniki wśród swych żołnierzy a także ludności cywilnej miasta. Zarządzono jedynie ewakuację koleją rannych do Korostenia.
W obliczu przełamania frontu na Ukrainie w dniu 8 czerwca 1920 roku Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego zarządziło wycofanie na zachód wszystkich oddziałów Frontu Ukraińskiego. Odnosiło się to także do 3 armii, której nakazano opuszczenie Kijowa i skierowanie się na linię Teterowa. „Odwrót 3 Armii – napisano w rozkazie – musi w drodze odwrotnej rozbić oddziały nieprzyjaciela będące na tyłach, dalej musi się 3 Armia liczyć z koniecznością powrotnego zdobycia Żytomierza przez odcięcie sił bolszewickich idących wzdłuż Teterowa ku południowi”.
Wobec zwlekania gen. Rydza z opuszczeniem miasta, w kolejnym rozkazie z 10 czerwca Józef Piłsudski przypominał dowódcy 3 armii, iż „wszelkie sentymenty proszę odrzucać na bok. Będzie to dla Generała Ulina na wielką skalę. A przede wszystkim żadnych wahań i opóźnień, bo te są najgorsze. Powtarzam raz jeszcze, że Kijowa nie będę trzymał, nawet gdyby Generał się tam obronił. Wszystkie obliczenia wskazują, że Pan się do nas zbliżać musi, a nie my do Pana”.
Gen. Rydz-Śmigły i jego sztab opowiedzieli się – wbrew rozkazowi ND WP, nakazującego wycofywanie się w dwóch kolumnach, kierując się na Żytomierz i Korosteń – za odwrotem w jednej kolumnie w kierunku na Korosteń. Zaletą tego wariantu była ochrona linii kolejowej, która umożliwiała ewakuację mienia oraz ludności cywilnej z Kijowa, wadą zaś duże zagrożenie ze strony grupy Golikowa, która wyszła na zachodni brzeg Dniepru.
Dowódca 3 armii nie zamierzał podejmować walki z konnicą Budionnego, co nakazywał mu Naczelny Wódz, uznając iż był to problem 6 armii. Zajęty przygotowywaniami do odwrotu nie doceniał znaczenia Armii Konnej w bolszewickim planie ataku na Polskę.
Odwrót oddziałów 3 armii rozpoczął się w dniu 10 czerwca 1920 roku o godzinie 23.00. Po miesiącu czasu od zdobycia miasta, polskie jednostki zmuszone zostały do wycofania się ze stolicy Ukrainy. W ślad za nimi miasto opuścili przedstawiciele ukraińskiej administracji.
W początkowej fazie odwrotu oddziały 3 armii maszerowały bardzo szybko, nie niepokojone przez wroga. W dniu 11 czerwca Rydz-Śmigły otrzymał nowy rozkaz Piłsudskiego nakazujący mu kontynuowanie odwrotu w celu osiągnięcia linii Korosteń-Żytomierz, w celu połączenia z pozostałymi oddziałami Frontu Ukraińskiego i odtworzenia tam ciągłej linii frontu. Naczelny Wódz dążąc do szybkiego osiągnięcia przez 3 armię ww. linii polecał, by jednostki 3 armii nie szukały luk w zaciskającym się pierścieniu okrążenia, lecz przedzierało się w walce.
Po rozpoczęciu odwrotu 3 armii okazało się, że największe zagrożenie stanowi dla niej bolszewika 12 armia, a konkretnie grupa Golikowa. Na szczęście dla Polaków Budionny zamiast dążyć do zamknięcia pierścienia okrążenia wokół polskiej armii, nadal zajęty był dezorganizacją głębokiego zaplecza Frontu Ukraińskiego.
W dniu 11 czerwca maszerująca na czele kolumny 1 BP Leg. natknęła się około południa na silną zaporę nieprzyjacielską, blokującą przejście prze rzekę Zdwiż. Dowódca brygady ppłk. Dąb-Biernacki po nieudanym natarciu czołowym, skierował część swych sił do oskrzydlenia wroga, co umożliwiło wyparcie bolszewików i sforsowanie rzeki. Następnego dnia walki kontynuowane były w okolicy wsi Borodzianka. Bolszewicy kontratakowali z wielką determinacją. Od wyniku zmagań leżał los całej 3 armii Polskim żołnierzom udało się odeprzeć wszystkie natarcia. Obie strony poniosły bardzo wysokie straty. Ostatecznie rankiem 13 czerwca kryzys został zażegnany. Wysokim kunsztem dowódczym i determinacją wykazał się przede wszystkim ppłk. Stefan Dąb-Biernacki.
Zwycięska dla Polaków bitwa pod Borodzianką spowodowała, iż bolszewikom nie udał się manewr okrążenia na linii Fastów-Borodzianka. Pozostawał więc wariant okrążenia w rejonie Korostenia. Jednak od świtu 14 czerwca 3 armia kontynuowała szybki odwrót, wycofując się bez styczności z nieprzyjacielem. Następnego dnia do walki przystąpiły wreszcie niektóre oddziały Armii Konnej, jednak bolszewicka 4 DK została niespodziewanie zaatakowana przez 26 pp 7 DP, dowodzony przez ppłk. Emanuela Hermana. Pomimo wielkiej przewagi, bolszewicka dywizja uciekła w nieładzie. Fakt ten wykorzystał Budionny ponownie zajmując się grabieżami, a nie realizację rozkazów dowództwa.
Ostatecznie w dniu 16 czerwca, po sześciu dniach odwrotu, 3 armia wyszła z okrążenia, nawiązując w okolicy Malina styczność z polską 6 DP. Na tym odcinku odtworzona została zwarta linia frontu.
Odwrót 3 armii z Kijowa zakończył się sukcesem. Bolszewicy, którzy do manewru okrążenia polskiej armii skoncentrowali znaczne siły – cztery dywizje piechoty i cztery dywizje jazdy ponieśli porażkę. Jazda bolszewicka okazała się nieodporna na energiczne ataki zdeterminowanych oddziałów polskiej piechoty. Konnica Budionnego odnosiła sukcesy operując na dużych przestrzeniach, nacierając na przeciwnika zdemoralizowanego. W walkach obronnych, zwłaszcza gdy atak następował z zaskoczenia, ujawniała się jej słabość.
O sukcesie polskiej armii zadecydowały nie tylko błędy popełnione przez przeciwnika, zwłaszcza warcholstwo Budionnego, ale także znakomite dowodzenie przez gen. Rydza-Śmigłego. Jego największą zasługą było właściwe ugrupowanie armii do odwrotu, rozpoznanie kierunku największego zagrożenia i wybór prawidłowej trasy odwrotu. Skoncentrowanie oddziałów wzdłuż linii kolejowej Kijów-Korosteń okazało się bardzo słuszną decyzją. Uchroniło to armię od okrążenia i rozbicia, a także umożliwiło ewakuację ludzi i sprzętu wojennego z Kijowa.
Nie udało się jednak zrealizować planów Naczelnego Wodza, który podczas odwrotu zamierzał stoczyć w okolicach Żytomierza walną bitwę z Budionnym i ostatecznie zlikwidować zagrożenie, jakie stanowiła jego armia dla polskiego Frontu Ukraińskiego. Na realizację ten planu zabrakło po prostu sił, przede wszystkim oddziałów polskiej kawalerii.

Wybrana literatura:
L. Wyszczelski – Wojna polsko-rosyjska 1919-1920
Studia taktyczne z historii wojen polskich 1918-1921
G. Nowik – Zanim złamano „Enigmę”
B. Skaradziński – Polskie lata 1919-1920
T. Kutrzeba – Wyprawa Kijowska 1920 roku
T. Piskor – Działania dywizji kawalerii na Ukrainie

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 27 wrz 2015, 19:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2015/06/25/k ... 1920-roku/

Ks. dr Stanisław Trzeciak: Jak Żydzi zdradzali Polskę w 1920 roku
Ostatnia aktualizacja: 25 czerwca 2015 | Komentarzy | 3 769 Odsłon

„Cud nad Wisłą” jest wielką szkolą dla Narodu i Państwa Polskiego. Wymownie nas uczy, że Polska może się opierać tylko na Polakach zjednoczonych umiłowaniem swojej Ojczyzny i złączonych silnymi węzłami narodowymi. Jest tu zarazem wielkie ostrzeżenie przed żydami, którzy bezprzykładnie, jak w żadnym państwie, łączyli się z naszym wrogiem i działali na szkodę zagrożonego naszego bytu państwowego. Dezercja, zdrada, sianie defetyzmu wśród ludności cywilnej, w wojsku, łączenie się wprost z wrogiem przez przyłączanie się do niego z bronią na froncie lub tworzenie oddziałów wojskowych z ludności cywilnej i przechodzenie na pomoc do wroga, by walczyć przeciw wojskom naszym — oto obraz zachowania się żydów w Polsce, dźwigającej się z okowów niewoli, która miała przed sobą postawioną kwestię „być albo nie być”. Małe tylko były wyjątki. Tu znów niech przemówią fakty i suche komunikaty Naczelnego Dowództwa: „Komunikat z dnia 18 kwietnia 1919 r. Front litewsko-białoruski: Wczorajsze walki o Lidę były uporczywe. Nieprzyjaciel zgromadził wielkie siły, starannie przygotował się do obrony i umocnił ważniejsze obiekty. Piechota nasza musiała kilkakrotnie łamać bagnetem opór wroga, zwłaszcza suwalski pułk piechoty, który wśród ciężkich walk ulicznych, biorąc dom za domem, oczyszczał miasto od nieprzyjaciela. Miejscowa ludność żydowska wspomagała bolszewików, strzelając do naszych żołnierzy”. Dodać tu należy, że kiedy wymieniony 41 pp. opuścił ze względów taktycznych czasowo Lidę, to żydzi z okien i z dachów strzelali do żołnierzy naszych, lali wrzątkiem na nich i rzucali kamieniami. Kiedy zaś później wymieniony pułk ponownie zajął miasteczko, ludność polska wskazała na kloaki, do których żydzi wrzucili siedmiu oficerów naszych, których jako ostatnio wycofujących się postrzelili, pojmali, w okrutny sposób zmasakrowali i rzucili do kloaki.
Komunikat z 19 sierpnia 1920 r:
„W Siedlcach wzięto do niewoli ochotniczy oddział żydowski, rekrutujący się z miejscowych żydów komunistów”.
Komunikat z dnia 21 sierpnia 1920 r.:
„Front środkowy… W walkach pod Dubienką, gdzie odrzuciliśmy nieprzyjaciela za Bug, odznaczył się porucznik Danielak z 11 pp., który samorzutnie, nie czekając na nadejście swej kompanii, z 8 żołnierzami zaatakował linię nieprzyjacielską, biorąc 20 jeńców do niewoli. Stwierdzono w tym okręgu, że walczy po stronie bolszewickiej oddział ochotniczy z Włodawy”. Widzimy tu zatem niezwykłe bohaterstwo naszych żołnierzy, którzy oprócz wroga zewnętrznego musieli jeszcze pokonywać wewnętrznego wroga, żydów. Podobną sytuację mamy również w walkach zaciekłych w Białymstoku, jak stwierdza Komunikat z 24 sierpnia 1920 r.: „Front północny… Przy zdobyciu Łomży wzięto 2.000 jeńców, 9 dział, 22 karabiny maszynowe i bardzo duży materiał wojenny. Po zajęciu przez 1-szą dywizję Legionów w dniu 22 bm. rano Białegostoku trwały w samym mieście jeszcze przez 20 godzin zaciekłe walki uliczne z przybyłą na pomoc z Grodna 55-ą dywizją sowiecką i miejscową ludnością żydowską, która wydatnie zasilała szeregi bolszewickie”. Jeśli z powyższych Komunikatów Naczelnego Dowództwa przekonujemy się, że ludność cywilna żydowska w czasie wojny uderza sztyletem w plecy naszego żołnierza, zmagającego się z wrogiem lub łączy się z wrogiem do otwartej walki przeciw naszej Armii, to inne Komunikaty charakteryzują żydów w Armii na froncie jako dezerterów i zdrajców najpodlejszego gatunku.
Raport Dowódcy 5p. Ułanów do Szefa Sztabu Generalnego:
„Dnia 21 czerwca 1920 na odcinku IV Batalionu 106 pp. na Słuczy 3 żołnierze, żydzi przyłapani zostali na rozmowie z bolszewikami, którzy proponowali zdradzić nas i wspólnie przełamać front. Batalion ten miał w swym składzie 130 żołnierzy żydów. Dwóch żydów z wyroku Sądu Doraźnego, zostało rozstrzelanych, trzeci ułaskawiony”. „Dnia 26 czerwca również silnie zażydzony I Batalion 106 pp. bronił przyczółka mostowego w Hulsku. Trzykrotnie odważni semici uciekali z okopów i trzykrotnie ułani 5 pułku zapędzali ich płazem szabli na miejsce. W trakcie tego żyd, sierżant 106 pp. zabił dwoma kulami wachmistrza 3 szwadronu Pilcha, który zapędzał go na miejsce. Wynikiem tego boju było nowe przełamanie naszego frontu (na Słuczy i Horyni). Dnia 3 sierpnia 1920 r. Budionnyj skoncentrował się naprzeciwko Ostroga, bronionego przez oddziały 106 pp., do którego powróciła tymczasem większość żydów — dezerterów. Dnia czwartego o świcie garnizon Ostroga bez strzału, nie napierany przez bolszewików, panicznie wycofał się z miasta. Bolszewicy mimo trudnej przeprawy, przeszli Horyń i wyruszyli na Zdołbunowo”. „Z faktów przytoczonych wypływa, że przepełniony żydami 106 pp. służył ulubionym punktem ataku dla Budionnego i dwukrotnie odegrał fatalną rolę bezpośredniej przyczyny przełamania naszego frontu (na Słuczy i Horyni). Dane powyższe są w Armii naszej powszechnie znane i szeroko omawiane wśród żołnierzy. Oburzenie ich jest tak wielkie, że dalsze pozostawienie żydów w składzie Armii jest wykluczone. Nasuwa się konieczność niezwłocznego wydzielenia ich z pułków na froncie, inaczej mogą zajść krwawe ekscesy. Wartość bojowa na takim odżydzeniu może tylko zyskać”.
O tych wypadkach mówi również Wacław Sobieski: „Niezapomnianym będzie również stanowisko tych żydów, którzy witali armię Bronsztaina-Trockiego manifestacyjnie. W czasie cofania się Gen. Szeptycki trzykrotnie przysyłał do Naczelnego Dowództwa W.P. raporty o zdradzie oficerów żydów, zaś pod Radzyminem batalion wartowniczy, składający się z żydów, przeszedł na stronę bolszewików”624. Jeżeli się zważy, że wtedy nawała bolszewicka zbliżała się już prawie do przedmieść Warszawy, to się zrozumie nadzwyczaj ciężkie położenie naszej Armii i naszego Narodu i musi się przyznać, że jedynym ratunkiem przed żydami, jako wrogiem wewnętrznym, był nadzwyczaj doniosły rozkaz ówczesnego Ministra Spraw Wojsk. Gen. Sosnkowskiego, by żydów wydzielić z armii i osadzić w obozie koncentracyjnym w Jabłonnie.
Rozkaz ten opiewa: „Ministerstwo Spraw Wojskowych — Oddział I Sztabu Licz. 13679 mob. Usunięcie żydów z D.O. Gen. Warszawy i formacji podległych wprost M. S. Wojsk. W związku z mnożącymi się ciągle wypadkami, świadczącymi o szkodliwej działalności elementu żydowskiego, zarządza M. S. Wojsk, co następuje: 1. Dla D. O. Gen. Warszawa. 2. Dla wszystkich Oddziałów szt. M. S. Wojsk, i Dep. M.S.W. z poszczególnymi, w drodze tych Oddz. szt. i Dow. wprost M. S. Wojsk., podlegającymi formacjami, zakładami, instytucjami itd. ad 1. D. O. Gen. Warszawa usunie ze wszystkich mu podległych formacji, stacjonowanych w Warszawie, Modlinie, Jabłonnie i Zegrzu, żydów szeregowych, pozostawiając w tych formacjach tylko 5% tego żywiołu. D. O. Gen. Warszawa wyznaczy punkt zborny, dla tych wyeliminowanych żydów, tworząc z takowych po wydzieleniu rzemieślników, oddziały robotnicze. Oddziały te powinny być formowane na sposób kompanii robotniczych o maksymalnej sile 250 szeregowych na kompanię. Na każdą taką kompanię robotniczą wyznaczy:; D.O. Gen. Warszawa 1 oficera, 5 podoficerów, 10 szeregowych wyznań chrześcijańskich. W razie zapotrzebowania oficerów niezdolnych do służby frontowej zwróci się D. O. Gen. Warszawa z zapotrzebowaniem takowych do Oddz. I Sztabu M. S. Wojsk. Po sformowaniu wymienionych kompanii robotniczych, wyda M. S. Wojsk, dalsze zarządzenia, co do numeracji i gdzie wymienione kompanie zużytkowane zostaną. Przeprowadzenie tego rozkazu należy niezwłocznie wykonać, licząc się z obecną sytuacją. O wycofaniu z formacji żydów zamelduje D. O. Gen. Warszawa do M. S. Wojsk. Oddz. I Sztabu do dnia 12. VIII. 1920 r. ad 2. Wszystkie oddziały szt. M. S. Wojsk., jak również i Departamenty usuną do 5% z podległych im (wprost M. S. Wojsk.) formacji, zakładów, instytucji itd. szeregowych żydów, oddając takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa, które ich wcieli do tworzących się robotniczych komp. Zaznacza się przy tym, że w samych biurach i kancelariach poszczególnych oddz. szt. i Departamentów, należy wszystkich żydów szeregowych usunąć. Zatrzymanie żydów w biurach lub innych instytucjach pod pretekstem, że takowi są niezbędni lub politycznie pewni, tym samym zakazuje się. Wyeliminowanie żydów i oddanie takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa winno być bezwarunkowo z dniem 12. VIII. 1920 r. skończone. Wykonanie tego rozkazu zamelduje D. O. K. Gen. Warszawa Oddziałowi I Dep. M. S. Wojsk., zawiadamiając o wykonaniu Oddz. X. Sztabu M. S. Wojsk. Otrzymują: Woj. Gub. Warszawy, D.O. Gen. Warszawa, Biuro Prezydialne, Kancelaria Wiceministra, Wszystkie Oddz. Sztabu M. S. Wojsk., Wszystkie Dep. M. S. Wojsk., Dep. dla spraw Morskich, Dow. m. Warszawy, N. Dow. W. P. Prich Płk. Szt. Gen. Szef Oddziału I.”
Jeżeli Minister Spraw Wojsk, zmuszony był do przeprowadzenia oczyszczenia Armii z żywiołu żydowskiego w najkrytyczniejszej dla Państwa chwili, bo w chwili, kiedy wróg był prawie pod murami stolicy, to czyż nie jest rzeczą niezbędną i konieczną dla Państwa oczyścić w zupełności Armię od żydów w czasie pokoju na podstawie ustawodawstwa, wyznaczającego żydów do batalionów robotniczych i nakładającego na nich progresywny podatek stosownie do zamożności? Jeżeli służba w Armii Polskiej jest zaszczytem i chlubą dla Polaka, to nie może być w niej miejsca dla tych, którzy łapownictwem od niej się wymykają, dezerterują, szpiegostwo i zdradę uprawiają, a takimi są żydzi, bo jak mówi Wacław Sobieski w r. 1920 „wśród zbiegłych do Śląska Górnego, a następnie wydanych Władzom Polskim, było: dezerterów 202, a w tym żydów 193, uchylających się od poboru wojskowego 411, a w tym żydów 398, działających na szkodę Państwa Polskiego 328, w tym żydów 325″. Taką rolę odegrali żydzi w chwili powstania Państwa Polskiego. Czyż więc się godzi tych, którzy zdradzali Polskę i łączyli się z jej wrogami, stawiać na równi z tymi, którzy krwią i życiem jej bronili i dla niej wszystko poświęcili, i jednym i drugim dawać równe, jedne i te same prawa? Czy też przeciwnie? — Czyż sprawiedliwość i instynkt samozachowawczy nie przemawia za tym, by żydom odjąć równouprawnienie i by ich wykluczając z Armii, nie dopuścić do dostaw wojskowych, żołnierzom zakazać wszelkiego stykania się z nimi, a żydom zabronić nawet blisko koszar mieszkać?

ks. dr Stanisław Trzeciak



Fragment z „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, Warszawa 1939. Reedycję książki wydało m.in. Wydawnictwo Ostoja.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 04 paź 2015, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/0 ... lszewicka/

Kiedy NAPRAWDĘ zaczęła się wojna polsko-bolszewicka?
Autor: Roman Sidorski | 20 czerwca 2015 | 2,650 odsłon

Obrazek
Takie plakaty namawiały Polaków do wstępowania do wojska i walki z bolszewickim najeźdźcą (il. domena publiczna).


Wojna pomiędzy II Rzeczpospolitą a Rosją Radziecką nie została nigdy wypowiedziana, niełatwo zatem określić, kiedy dokładnie miała swój początek. Do niedawna przyjmowano, że konflikt wybuchł 14 lutego 1919 r. Ostatnie badania wskazują jednak na pierwsze dni stycznia. Nowych argumentów w tej kwestii dostarczył ostatnio Jerzy Borzęcki.
Data 14 lutego 1919 r. związana była ze starciami Wojska Polskiego i Armii Czerwonej, do jakich doszło wówczas na zachodniej Białorusi. W 2009 r. Waldemar Rezmer opublikował artykuł, w którym dowodził, że walki rozpoczęły się już 4 stycznia, wraz z radzieckim atakiem na Wilno. Nie wszyscy historycy dali się wówczas przekonać. Jak pisze Jerzy Borzęcki w jednym z niedawnych wydań „Dziejów Najnowszych”:
Wydaje się, że jedynym powodem, dla którego bardzo dobrze udokumentowany artykuł Rezmera może kogoś nie w pełni przekonywać, jest to, że autor podchodzi do zagadnienia wyłączenie pod względem wojskowym. Tymczasem powszechnie przyjmuje się za Clausewitzem, że wojna jest przedłużeniem polityki innymi środkami.


Z czym szli bolszewicy? (il. domena publiczna).


Obronić Wilno!
Cytowany historyk podjął się zatem analizy wydarzeń ze stycznia 1919 roku właśnie pod kątem politycznym. Wskazuje on, że bolszewicy już w październiku 1918 roku opracowali plan ataku na obszary w Europie Środkowej opanowane przez Niemców, by zyskać możliwość wsparcia rewolucji w Rzeszy. Najkrótsza droga wiodła przez Litwę i Wilno do Prus Wschodnich. Cele Rosji Radzieckiej są więc jasne.

Obrazek
News powstał w oparciu o artykuł naukowy opublikowany w periodyku „Dzieje Najnowsze”.


Wobec zbliżania się do Wilna Armii Czerwonej, w mieście tym zaczęła powstawać polska samoobrona. Było to konieczne, ponieważ Wojsko Polskie na centralnych obszarach Rzeczpospolitej było odcięte od Wileńszczyzny przez oddziały niemieckie. Dowództwo nad nowymi formacjami w dawnej stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego objął Władysław Wejtko, mianowany przez Szefa Sztabu Generalnego w Warszawie.
8 grudnia 1918 roku jednostki samoobrony wileńskiej zostały oficjalnie włączone w skład Wojska Polskiego, a rząd w Warszawie przekazał im pieniądze na żołd i zakup broni. Obiecywano również szybkie wysłanie znacznych posiłków, co jednoznacznie wskazuje na polityczną wolę obrony miasta, nawet jeśli oznaczałoby to dużą bitwę i tym samym początek wojny.

Casus belli
W grudniu 1918 r. władze polskie w Warszawie prowadziły z Niemcami intensywne negocjacje, by ci zezwolili na transport posiłków do Wilna oraz sprzedaż broni i amunicji jego obrońcom. Niestety rozmowy te zakończyły się fiaskiem, mimo nacisków na Berlin ze strony francuskiego marszałka Ferdinanda Focha. Co więcej, jak pisze Jerzy Borzęcki, 29 grudnia polski minister spraw zagranicznych Leon Wasilewski:
wysłał notę do ludowego komisarza spraw zagranicznych Gieorgija Cziczerina. Ostrzegał w niej, że Polska nie zawaha się przed wojną w obronie Wilna. Wskazywał, że „część terytoriów [Litwy i Białorusi] jest bezspornie polska” i wobec tego sowiecka „inwazja” na nią stanowiłaby „bezpośrednie uderzenie w żywotne interesy narodu polskiego”. […] Nota Wasilewskiego nie nazywała wprawdzie Wilna po imieniu, niemniej wyraźnie dawała do zrozumienia, że Polska będzie traktować atak na miasto jako casus belli.

Obrazek
Sytuacja na froncie polsko-bolszewickim w marcu 1919 roku, przed odbiciem Wilna przez Wojsko Polskie. Pozostałe granice według stanu po ich ostatecznym ustaleniu (rys. Halibutt & Hierakares, CC BY-SA 3.0).


1 stycznia wojska niemieckie opuściły Wilno, a rząd litewski (Taryba) wyjechał do Kowna. 3 stycznia Armia Czerwona uderzyła na miasto, a zajęła je 5 stycznia. O tym, że dało to początek wojnie polsko-bolszewickiej, świadczy również polskie stanowisko w czasie negocjacji przed pokojem ryskim. Grupa polskich delegatów oświadczyła wtedy, że konflikt nie zaczął się wraz z wyprawą kijowską Piłsudskiego, lecz właśnie wówczas, gdy bolszewicy zajęli Wilno. Tak więc najwyższa chyba pora przesunąć „oficjalną” datę z 14 lutego na początek stycznia.

Źródłem powyższego newsa jest:
Jerzy Borzęcki, Kiedy rozpoczęła się wojna polsko-sowiecka z lat 1919–1920? Rozważania z punktu widzenia polityczno-militarnego, „Dzieje Najnowsze”, r. 44 (2013), nr 3, s. 25–37.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 21 gru 2015, 16:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kierunki.info.pl/2015/12/szef-we ... z-glupota/

Pamiętajmy o bardzo ważnej dacie 13 sierpnia 1920 roku.
woj.slawek - 10 Sierpnia, 2015 - 20:57

Obrazek

Wymarsz z placu Wileńskiego 1 batalionu 236 pułku piechoty Armii Ochotniczej imienia Weteranów 1863r. nowy batalion, który przyjął imię „Weteranów 1863r.”. Nastąpiło to, po tym, jak sędziwi weterani Powstania Styczniowego przekazali im swój sztandar bojowy z 1863r.
Batalion ten w większości składał się z mieszkańców Pragi głównie młodzieży, uczniów Warszawskich szkół.Pierwotnym zadaniem tego batalionu miało być pilnowanie porządku na ulicach Warszawy w krytycznych dniach sierpnia. Fakt skierowania tego, siłą rzeczy nie najlepiej wyszkolonego, batalionu na Front, i to w najbardziej zagrożony w tym czasie na przedmościu warszawskim rejon Leśniakowizna – Ossów, dowodzi wyczerpania odwodów, i wskazuje na dramatyzm tej sytuacji. Jej niezwykłości dodaje jeszcze zdumiewający fakt, że to Ci najsłabsi, niedoświadczeni ochotnicy, przez wiele godzin będą powstrzymywać atak najsilniejszych, najbardziej doświadczonych oddziałów bolszewickich, i do nadejścia odsieczy, nie pozwolą im wtargnąć na tyły naszego Frontu. Fakt ten od samego początku był pomijany, niejako skazany na niepamięć. Dlatego dla nas Prażan 13 sierpnia powinna stać się kolejną datą upamiętniająca bohaterstwo mieszkańców naszej dzielnicy.
13 sierpnia – dzień ich wymarszu ze Stolicy. Na Pradze żegnały ich tłumy mieszkańców, rodziny i bliscy. Szli pełni zapału, w dobrych nastrojach, śpiewając piosenki legionowe i patriotyczne. Po drodze, w Ząbkach, w tamtejszym kościele, ks. Skorupka odprawił nabożeństwo dla żołnierzy. I tu znów, podczas kazania powtórzył zapowiedź bliskiego zwycięstwa.
Młodzi żołnierze, około 22.00 docierają do wioski Leśniakowizna gdzie obejmują linie obrony. Zmęczeni po wielogodzinnym długim marszu nie mieli nawet czasu aby wypocząć.
14 sierpnia o godzinie 3.30, w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, bolszewicy rozpoczynają gwałtowne natarcie.Młodzi żołnierze którzy jeszcze kilka dni temu zasiadali w uczniowskich ławkach, którzy nigdy w życiu nie byli na polu walki zaczynają ustępować i wycofywać się...
"Bolszewicy, całkowicie pewni zwycięstwa, z potężnym okrzykiem: „Urra! Dajosz Warszawu! Urra!” (Hurra! Dawajcie Warszawę! Hurra!), nieubłaganie prą naprzód! Ich karabiny maszynowe nie próżnują i morderczy ogień bezlitośnie kosi uciekających czy próbujących stawiać opór dzieciaków Również 1. i 2. kompania 236. pułku akademików, które dotychczas nie brały udziału w walce, przemieszczały się w kolumnie dwójkowej, zgodnie z rozkazem dowódcy 33. pułku piechoty, na zachodni kraj Ossowa, skąd zostały skierowane z powrotem do walki: „W tym momencie nadjechał dowódca (...) płk Jerzy Sawicki. Widząc zwarty oddział, zawołał: »Kto i dokąd ucieka, kiedy tam się biją!«. Dowodzący kolumną ppor. Mieczysław Słowikowski odparł, że wykonuje rozkaz dowódcy pułku (...). Wówczas Sawicki wydał rozkaz: »Na moją odpowiedzialność i na mój rozkaz jedna kolumna w prawo, druga w lewo, a tyraliery do kontrataku!«. Słowikowski, po konsultacji z dowódcą 236. pp, znajdującym się obok por. Stanisławem Matarewiczem, odrzekł: »Niech się dzieje, co chce, niech Pan prowadzi!«”
Za Boga i Ojczyznę!
"Gdy kompanie ruszyły wzdłuż opłotków i ogródków wiejskich, podbiegł do Słowikowskiego ks. Ignacy Skorupka i gorąco prosił, by mógł: „»iść z żołnierzami i wziąć udział w tej pierwszej bitwie«. Dowódca kompanii wyraził zgodę i ksiądz ruszył obok niego. Początkowo tyraliera ruszyła naprzód bez oddania strzału. Wkrótce jednak nadleciały od wschodu najpierw pojedyncze pociski, potem coraz gęstsze. Ogień nieprzyjaciela wzmagał się w miarę zbliżania się akademików do wschodniej części wsi
Akademicy nie mieli żadnego przygotowania wojskowego i nie potrafili rozwinąć się w tyralierę. Według wspomnień kronikarza 33. pułku piechoty: „Ppłk Sawicki przejeżdżał konno wzdłuż linii, kierując ochotnikami: po prostu brał ich za uszy i palcem wskazywał, gdzie mają się rozbijać. Ochotnicy wreszcie zrozumieli, o co chodzi i ruszyli do przeciwnatarcia”
"Ogień nieprzyjacielski się wzmagał. Szereg żołnierzy biegnących w tyralierze zaczynał się łamać i chylić ku ziemi. Ksiądz Skorupka, widząc załamanie szyku, wybiega przed swoich towarzyszy. Jest w pierwszej linii. Sam prowadzi tyralierę, zagrzewając młodocianych żołnierzy do walki: „(...) porwany wewnętrznym nakazem, wznosząc w jednej ręce krzyż, drugą wskazując kierunek natarcia, pobiegł naprzód, aby pociągnąć za sobą żołnierzy i zatrzymać wroga. Krzyż w ręku księdza miał dodać odwagi tym bardzo młodym żołnierzom, od których Bóg i Ojczyzna zażądała nadludzkiej ofiary”
Nikt nie zauważył, kiedy zginął ks. Skorupka. Niemniej chwila śmierci tego kapłana stała się punktem zwrotnym to od tej chwili zaczyna się ucieczka bolszewików przed Polakami i początek znamienitego zwycięstwa.

woj.slawek - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 17 sty 2016, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignace ... ach-ossowa

Śmierć ks. Ignacego Skorupki na polach Ossowa
Data: 15 sierpnia 2015 | Kategorie: CUD NAD WISŁĄ, Ks. Ignacy Skorupka, Ossów |

Obrazek

TEN WPIS WARTO PRZECZYTAĆ DOKŁADNIE, ABY PRZYBLIŻYĆ SIĘ DO TAJEMNICY CUDU NAD WISŁĄ

Święta ofiara życia, złożona przez ks. Ignacego Skorupkę za Boga i Ojczyznę – bo o To toczyła się ta wojna – jest dobrze udokumentowana przez jej świadków – towarzyszy broni Księdza Ignacego – który w ręce, na pierwszej linii walk, trzymał nie karabin ale krzyż – inkrustowany kością słoniową, z drzazgą Krzyża Świętego, dar siostry Matyldy Getter – przełożonej sierocińca prowadzonego przez siostry Rodziny Maryi na Pradze, przywieziony z Rzymu.
Tym krzyżem, który miał moc z innego wymiaru większą niż stalowa oręż, Ks. Ignacy Skorupka dokonał potężnego egzorcyzmu nad linią bolszewickiego frontu. Zapłacił za to swym życiem, a Jego ofiara przyniosła zbawienny następstwa w trwających już sześć tygodni polskich niepowodzeniach na Froncie Północno – Wschodnim.
Pod Ossowem, po raz pierwszy od 4 lipca Polacy stawili bolszewikom skuteczny opór.
Na drugi dzień – w niedzielę 15 sierpnia 1920r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nastąpił na froncie przełom, od którego szala zwycięstwa przechyliła się na polską stronę. Rozpoczęła się polska kontrofensywa, która dała zwycięstwo w tej bitwie, a wkrótce i całej wojnie.
I stała się rzecz niezwykła; może najsłabszy w Wojsku Polskim batalion, liczący około 800 młodocianych żołnierzy, pierwotnie przeznaczony do pilnowania porządku na ulicach Warszawy, został użyty jako ostatni odwód na odcinku frontu, gdzie bolszewicy w nocy z 13 na 14 sierpnia dokonali pod Leśniakowizną wyłomu w polskiej linii obrony. Wypadło tym słabeuszom stanąć naprzeciw zahartowanym w bojach czerwonoarmistami z 27 Dywizji Strzelców Witołda Putny, nazywanej Żelazną Dywizją, którzy otrzymali obietnicę pohulania przez trzy dni w zdobytej Warszawie. Było to prawdziwe spotkanie Dawida z Goliatem… Najsłabsi – niewyszkoleni, bo nie było na to czasu; bez karabinów maszynowych; bez wsparcia artyleryjskiego, bez dowództwa, które usunęło się gdzieś pod Rembertów, bez dowódcy, który zmarł na początku bitwy na atak serca; z przeważającą siłą i determinacją rozjuszonego i pewnego zwycięstwa nieprzyjaciela – stanęli naprzeciw najsilniejszym…
Młodzi bohaterowie spod Ossowa i ich kapelan ks. Ignacy Skorupka, może stali się jakimś wyrzutem sumienia i zażenowania dla tych, którzy pragnęli przyswoić sobie cały blask zwycięstwa w tej wojnie, skoro już wkrótce spotkali się z pomniejszaniem ich czynu , gdyż dokumentaliści i historycy związani z obozem piłsudczykowskim w sposób niegodny i pokrętny wypowiadali się o nich, a nawet posunęli się do zmyśleń i kłamstw (vide publicystyczne dokonania mjr. B. Waligóry i W. Poboga – Malinowskiego).
W tym wpisie przedstawiam kilka cytatów z dwu wiarygodnych źródeł, pochodzących od świadków śmierci Ks, Ignacego Skorupki:
I. ŚWIADECTWO ppor. MIECZYSŁAWA SŁOWIKOWSKIEGO
Pisze Mieczysław Słowikowski – pod Ossowem dowódca I batalionu 236 p.p. Armii Ochotniczej im. Weteranów 1863r., późniejszy generał na wychodźstwie:
„Przy przechodzeniu kompanii przez ogrody i sady wsi, dopadł mnie zdyszany ks. Skorupka, nasz kapelan. Co prawda, zapomniałem o nim zupełnie pochłonięty już rozpoczynającą się walką.
”Poruczniku, pozwólcie mi iść ze sobą. To będzie nasze zwycięstwo.” – powiedział.
Spojrzałem na niego. Twarz jego i oczy wyrażały nieziemską ekstazę. Ubrany był w płaszcz koloru ochronnego włożony na sutannę.
Odpowiedziałem krótko: „Zgadzam się, niech ksiądz idzie”.
Była to ostatnia nasza rozmowa.” ((M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 40).
Dalej czytamy: „Na dany znak kompania zaczęła posuwać się naprzód linią tyralierską. Ja z ks. Skorupką znajdowaliśmy się na jej przodzie.
Z odległych zarośli poczęły w naszą stronę padać pojedyncze strzały. Kule świstały nad głowami. Chłopcy mimo woli chylili się do ziemi. Świst kul słyszeli po raz pierwszy.
Spojrzałem na idącego obok mnie ks. Skorupkę. Szedł wyprostowany, a usta jego poruszały się lekko. Prawdopodobnie odmawiał modlitwę, błagając Królową Polski o zwycięstwo.” (tamże, s. 41).
W pewnej chwili „Zdawało mi się, że ks. Skorupka, potknął się o brózdę i upadł na ziemię. Biegnąc naprzód nie oglądnąłem się. Zresztą nie miałem czasu, gdyż kompania dobiegła już do wzniesienia, a z zarośli przed nami wychodziła linia piechoty nieprzyjacielskiej.” (tamże, s. 42).
Po bitwie „Nie spotkawszy nigdzie we wsi kapelana, zaniepokojony rozpytywałem o niego. Niestety nikt nie mógł udzielić wyjaśnień. Przypomniałem sobie moment jego upadku zaraz na samym początku boju. Poszedłem na pole i znalazłem go leżącego na tym miejscu gdzie upadł. Przed nim leżał jakby ścięty nożem wierzch jego czaszki z mózgiem! Obrazu tego nigdy nie zapomnę. Nie mogłem opanować łez. Odwróciłem ks. Skorupkę na wznak i zobaczyłem twarz ze spokojnym, jakby z nieziemskim uśmiechem. Zdawało mi się, że z tym uśmiechem zaraz na samym początku boju ukląkł u stóp Królowej Polski przynosząc Jej ofiarę swego życia i prosząc o zwycięstwo. Może właśnie w momencie śmierci widział Matkę Najświętszą i stąd pozostał mu uśmiech szczęścia. Czyż to nie dziwne zrządzenie Boskie, iż pierwsza kula wroga zabrała go z tego świata. Może ofiara jego życia potrzebna była dla naszego zwycięstwa?
Odpiąłem płaszcz i sutannę, zdjąłem z piersi krzyż, który mi kiedyś pokazywał. Zawołałem na ochotników i poleciłem sprowadzić furmankę. Po chwili przyszli mieszkańcy wsi i nadjechała wymoszczona furmanka.
Wiadomość o śmierci naszego kapelana rozeszła się błyskawicznie. Przybiegli liczni ochotnicy i uklękli. Odmówiwszy modlitwę za zmarłych, pieczołowicie ułożyliśmy zwłoki wraz z ściętym wierzchołkiem czaszki.
Kapelan odbył wtedy ostatnia drogę przez pole zwycięskiego boju, w co zawsze wierzył.” (tamże, s. 50 – 51).
Trzeba jeszcze dodać, że na tym „polu zwycięskiego boju” oddało życie wraz ks. Skorupką około trzystu młodocianych żołnierzy tego batalionu.
II. ŚWIADECTWO UCZNIA ŻOŁNIERZA – J. SZMIDKE – BEZPOŚREDNIEGO ŚWIADKA ŚMIERCI ks. SKORUPKI
Wkrótce po zakończenie wojny, z inicjatywy Macieja Rataja – późniejszego Marszałka Sejmu – powstała niezwykła publikacja świadectw uczniów – żołnierzy tej wojny. Redaktorem wydania tej książki był dr Kazimierz Konarski – znany przedwojenny publicysta, autor licznych książkę patriotycznych i wychowawczych. Wśród licznych wypowiedzi, wspomnień, opisu różnych wojennych przeżyć, czasem tylko krótkich epizodów, przekazanych przez uczniów – żołnierzy znajduje się tam również krótka, ale bardzo cenna relacja bezpośredniego świadka śmierci ks. Ignacego Skorupki:
” Było 6 ataków naszych, z których 5 było niefortunnych, a dopiero szóstym atakiem odrzuciliśmy bolszewików o parę kilometrów za wieś Leśniakowiznę.
Parę razy dochodziło do starcia na bagnety. W pierwszym ataku ks. Skorupka jakimś zbiegiem okoliczności znalazł się o parę kroków odemnie. Widziałem jak, gdy dochodziliśmy, jeden z bolszewików strzelił do księdza i ugodził go kulą w czoło, ten sam również strzelił do mnie, lecz nie trafił, repetował karabin, aby znów strzelić, lecz ja go uprzedziłem i paru pchnięciami bagnetu powaliłem go. – (Warszawa, gimn. K. Kulwiecia kl. VII J. S.)” (K. Konarski, „O uczniu żołnierzu”, Warszawa – Lwów b.r. w., s. 97).
Nazwisko tego ucznia – Szmidke – podaje S. Helsztyński, [w:] „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 46).

Pisownia cytowanych tekstów według oryginałów.
Czesław Wójcik – Uglis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 17 sty 2016, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://cud1920.pl/1592/ks-ignacy-skorup ... ej-zielnej

KS. IGNACY SKORUPKA – ZAPOWIEDZI POLSKIEGO ZWYCIĘSTWA W DNIU ŚWIĘTA MATKI BOSKIEJ ZIELNEJ.
Data: 15 sierpnia 2015


Ks. Ignacy Skorupka – foto Raczyński, Warszawa


To jest prawdopodobnie najlepsze zdjęcie ks. Skorupki w Internecie. Kopia o najlepszych parametrach do druku, przenoszenia, kopiowania itp. Korzystaj z okazji i przekopiuj ten obraz na swój komputer. Wyślij innym, zrób z niego tapetę na swym pulpicie. Medytuj oblicze polskiego bohatera z pod Ossowa, który ma miejsce w Panteonie Narodowych Bohaterów, ale także zasłużył na to, aby być w gronie Błogosławionych Kościoła Katolickiego. Równy jest bowiem swą wielkością takim postaciom jak Bł. ks. Jerzy Popiełuszko, czy bohater Powstania Warszawskiego Bł. ks. Józef Stanek.
Rozmawiaj z Nim, módl się o to, aby jak najszybciej został wznowiony Jego proces beatyfikacyjny.

TEN WPIS WARTO PRZECZYTAĆ DOKŁADNIE, ABY LEPIEJ POZNAĆ TAJEMNICĘ CUDU NAD WISŁĄ
Ks. Ignacy Skorupka – postać na miarę Błogosławionych Księży Jerzego Popiełuszki, czy Józefa Stanka – bohatera Powstania Warszawskiego – kilkakrotnie zapowiadał polskie zwycięstwo na dzień 15 sierpnia 1920 r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Napisał o Nim ppor. Mieczysław Słowikowski – pod Ossowem dowódca I batalionu 236 p.p. Armii Ochotniczej im. Weteranów 1863r., późniejszy generał na wychodźstwie:
”Był on przeniknięty głęboka wiara w zwycięstwo, w słuszność naszej świętej sprawy. Wierzył, iż Bóg jest po naszej stronie, a przede wszystkim ufał w opiekę królowej Polski, Matki Boskiej Częstochowskiej.
Upewniał mnie, iż dzień naszego zwycięstwa jest bliski. Według jego przeczucia będzie to dzień święta Matki Bożej.
Przeczuwał to, co stało się w rzeczywistości i to bardzo niedalekiej.” (M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 27).
Pierwsza zapowiedź zwycięstwa, została wypowiedziana 31 lipca 1920 roku, w dniu jego imienin i 27 rocznicy urodzin, podczas odbierania życzeń w Ognisku Rodziny Maryi na Pradze, w zakładzie opiekuńczym sierot prowadzonym przez siostry Franciszkanki Rodziny Maryi, gdzie był kapelanem ( w tym czasie pełnił wiele różnych funkcji; miedzy innymi był lotnym kapelanem garnizonu Praga oraz kapelanem I batalionu 236 p.p. Armii Ochotniczej im. Weteranów 1863r, jak i całego 236 p.p. A. O.).
Powiedział wtedy do zebranych dzieci i sióstr: „Nie martwcie się. Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie dzień 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity.” (S. Helsztyński, „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 30).
W czasie marszu batalionu z Pragi do Ossowa, w Ząbkach, gdzie zatrzymano się przy kościele na krótki odpoczynek , głos zabrał ks. Ignacy, aby natchnąć nowa nadzieją młodocianych żołnierzy, którzy wstąpili do wojska dwa tygodnie wcześniej.
Informację o tym podaje mjr. Bolesław Waligóra – wojskowy dokumentalista (z jednej strony skrupulatny dziejopis wojennych zmagań, z drugiej – obciążony niegodziwymi wypowiedziami o młodocianych obrońcach Ossowa i Księdzu Skorupce, które to wypowiedzi posłużyły innym „strażnikom” splendoru „Genialnego Wodza” jako zachęta do już całkiem nieskrępowanych manipulacji i kłamstw w tej sprawie):
”[…] kpt. rez. dr. Salak (lekarz I 236. p.p.) wspomina, że w Ząbkach podczas odpoczynku (w czasie marszu do Ossowa) w drewnianym kościółku „kapelan zabrał głos od ołtarza…” Z przemówienia utkwiło w pamięci tego oficera jedno zdanie: czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niezadługo – bo piętnastego, w dzień naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę. Podobną treść kazania ks. Skorupki przypomina ochotnik 1 kompanji 236. p.p. Kempiners, podając słowa kapłana „… dziś, gdy jesteśmy w wigilię dnia Imienia Najświętszej Panny Marji, módlmy się, a ona da, że choć ze zmiennym szczęściem walczyć będziemy do dnia 15 a od dnia 15 los się odmieni i już tylko zwycięstwo będzie naszym udziałem”. (B. Waligóra, „Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14.VIII.1920”, Warszawa 1990 (pierwodruk z 1932r.), s. 37).
Już po dotarciu do Ossowa „Wszyscy oficerowie baonu poszli spać do najbliższej stodoły. – pisze ppor. Słowikowski – Kapelana przyjęli do siebie najbliżsi gospodarze odstępując mu izbę. Radziłem mu na pożegnanie by wypoczął, bo nie wiemy co nam przyniesie jutro.
”Jutro – powiedział ks. Skorupka – przyniesie nam zwycięstwo bo Najświętsza Matka Boże jest z nami”.” ( M. Słowikowski, op. cit., s. 36).
Wczesnym ranem 14 sierpnia został włączony do obrony Ossowa I batalion. Jego oficjalnie mianowany dowódca por. Stanisław Matarewicz na początku bitwy umarł na atak serca. Nieświadomy jeszcze tej sytuacji ppor. Słowikowski poprowadzi 1 kompanię do ataku. „Przy przechodzeniu kompanii przez ogrody i sady wsi, dopadł mnie zdyszany ks. Skorupka, nasz kapelan. Co prawda, zapomniałem o nim zupełnie pochłonięty już rozpoczynającą się walką.
”Poruczniku, pozwólcie mi iść ze sobą. To będzie nasze zwycięstwo.” – powiedział.
Spojrzałem na niego. Twarz jego i oczy wyrażały nieziemską ekstazę. Ubrany był w płaszcz koloru ochronnego włożony na sutannę.
Odpowiedziałem krótko: „Zgadzam się, niech ksiądz idzie”.
Była to ostatnia nasza rozmowa.” (tamże, s 40).
ROBOCZA NOTATKA ZAMIAST KOMENTARZA.
Pragnę zwrócić uwagę Czytelnika na dwie sprawy wynikające z cytowanych tekstów:
1. Niezwykła wiara ks. Ignacego Skorupki w mające nastąpić polskie zwycięstwo oraz konsekwencja z jaką głosi je od 31 lipca do dnia swojej śmierci 14 sierpnia.
2. Zdumiewające są słowa ks. Skorupki: „Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo.” Kim miałby być ten człowiek, który stanie na czele armii? I o jakie przywództwo tu chodzi?
Prawdą jest, że Wódz Naczelny i Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przeżywał w tym czasie poważny kryzys psychiczny spowodowany ciągiem naszych niepowodzeń na froncie i licznymi atakami wewnętrznej opozycji na Jego Osobę, co poskutkowało złożeniem przez Niego dymisji z obu pełnionych funkcji na ręce premiera Witosa w dniu 12 sierpnia 1920r. Nie wszyscy o tym wiedzieli. Wiedział o tym premier Witos, gen Rozwadowski i wąskie grono ludzi na najwyższym szczeblu władzy. Główne decyzje w dowodzeniu bitwą, przez 6 dni, spoczywały w rękach gen. Rozwadowskiego i kilku najwyższych generałów. Wódz Naczelny – pozbywszy się swych funkcji – usunął się na drugi plan wojennego dramatu, i z pewnej odległości obserwował bieg wydarzeń, do czasu jego rozstrzygnięcia.
Kto więc, zdaniem ks. Ignacego Skorupki, miałby stanąć na czele armii i dodać żołnierzom odwagi, skoro Józef Piłsudski sam siebie z tej roli wykluczył? Wydaje się, że również nie odnosiły się te słowa do gen. Tadeusza Rozwadowskiego – wybitnego dowódcy sztabowego, który z konieczności musiał zastąpić samo-dymisjonującego się Naczelnego Wodza. Wprawdzie gen Rozwadowski posiadał wiele talentów wojskowych, i miał wielkie zasługi w odniesionym zwycięstwie, to jednak trudno uznać, że był „jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji”.
Kogo więc, dotyczyły te słowa? Kim okaże się ten człowiek? – czy Szanowny Czytelnik już się domyśla…?

Czesław Wójcik – Uglis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 19 sty 2016, 13:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2015/08/18/95-ro ... ny-plocka/

95. rocznica bohaterskiej obrony Płocka
PIOTR KOŁODZIEJ | 18 SIERPNIA 2015 02:21

Dokładnie 95 lat temu, około godziny 14, rozpoczęły się dramatyczne walki o Płock. Obrona miasta w 1920 roku była tym bardziej rozpaczliwa, że do ataku nań przystąpiły słynące ze swego barbarzyństwa i bezwzględności oddziały „Złotej Ordy” Gaj-Chana.


Marszałek Piłsudski dekoruje Tadzia Jeziorowskiego Krzyżem Walecznych
źródło: Muzeum Wojska Polskiego

Rys historyczny
W 1920 roku Armia Czerwona parła naprzód w zastraszającym tempie. Wojsko polskie wciąż ustępowało nacierającym ze wschodu sołdatom. Zamiarem dowództwa było zniszczenie polskiej armii i dalszy pochód na Zachód. Na panewce spaliły jednak plany rozpętania wojny, jaka miała miejsce w samej Rosji, wojny pomiędzy białymi a czerwonymi. Polacy traktowali działania zbrojne jako walkę o niepodległość ojczyzny i nie mieli zamiaru łatwo jej oddać. Wobec tego sowieci opracowali plan zdobycia Warszawy. Wcześniej zaś miano okrążyć i rozbić główne siły polskie.
Armia bolszewicka, chcąc przedostać się na tyły naszych wojsk, postanowiła zaatakować Płock. Natrzeć nań miał III Korpus Kawalerii Gaja Bżyszkiana wraz z 3. dywizją strzelców z 4. Armii. Osławieni swym okrucieństwem „Czerwoni Kozacy” Gaj-Chana mieli za zadanie błyskawicznie uderzyć na miasto i zająć je z marszu, a następnie wyjść na tyły polskich wojsk znajdujących się pod Warszawą. Sytuacja rozegrała się jednak inaczej, bowiem Płock został zaatakowany już po zakończeniu bitwy warszawskiej.

Przygotowania do obrony
Płock od początku lipca przygotowywał się do bitwy, zagrożenie miasta było bowiem ewidentne. 15 lipca 1920 r. ogłoszono stan wyjątkowy, rozpoczęto sypanie umocnień – wałów ochronnych na lewym brzegu Wisły.
Społeczeństwo było poruszone. 31 lipca 1920 roku Kurier Płocki wzywał mieszkańców miasta:
„ZIEMIO Płocka, Wstań!
[...]
Wróg staje u wrót!
Wszyscy za broń!
Wszystko dla frontu!
Ocknij się Płocku ze swej drzemki! Ziemio Płocka wstań ze snu! Poruszcie się niemrawe instytucje i stowarzyszenia!. Nie pułk, ale dywizje, ale korpus winniśmy wystawić. W zgodnej pracy wszyscy musimy się połączyć i działać, działać bezustannie.
Do czynu! Do broni! Do ofiar!
Nikogo nie powinno braknąć! Nikt nie powinien się uchylić od obowiązku pracy dla Polski! Ksiądz, robotnik, magnat i kobieta winni ramie przy ramieniu wesprzeć tę dziatwę naszą, co tak bohatersko piersiami swymi osłania Ojczyznę.[...]”
2 sierpnia 1920 r. powołano do życia Straż Obywatelską, i zaczęto fortyfikować przyczółek mostowy dla ochrony przeprawy przez Wisłę. 10 sierpnia ogłoszono stan oblężenia, a w nocy 10/11 w panice uciekły władze. 11 sierpnia dla obrony całego odcinka została utworzona Grupa „Dolna Wisła” pod dowództwem gen. Osikowskiego. Niestety, do obrony Płocka zostały wydzielone jedynie skromne siły.
Przyczółka i miasta bronić miały po jednym baonie z 6. ppl pod por. Głogowieckim, z 37. pp pod por. Karasińskim i z 10 pp pod por. Patałą oraz szwadron z Pułku Ułanów Tatarskich pod rtm. Richterem, 80 żandarmów i dwie baterie artylerii lekkiej. Na Wiśle działał ponadto niekompletny, naprędce montowany oddział Flotylli Wiślanej.

Preludium
17 sierpnia wysłany na Trzepowo i niemal doszczętnie rozbity został baon 6. ppl, w pogoni za którym ruszyli krasnoarmiejcy osiągając rogatki Dobrzyńskie i Bielskie, o które do późnego wieczora trwały ciężkie walki. Polskie siły zostały przegrupowane. Większość wojsk skierowanych zostało do obrony przyczółka mostowego. Polacy 18 sierpnia liczyć mogli na 1500-2000 żołnierzy, 2 baterie lekkiej artylerii i ok. 20 kaemów. Przeciwko nim stanęły oddziały „Złotej Ordy Gaj-Chana” w sile ok. 3500-3800 bagnetów i szabel, wyposażonych w 12 dział i 40 kaemów.

Dramatyczne walki
18 sierpnia 1920 r. o godzinie 14 rozpoczęła się dramatyczna walka o Płock. Bolszewicy natarli niemal jednocześnie z dwóch stron. Kawkor uderzył przez rogatki Dobrzyńskie i Bielskie opanowując niemal całą północno – zachodnią część miasta. Zajęte zostały gmachy seminarium, magistratu, „Jagiellonki” i „Stanisławówki”, a także mnóstwo budynków prywatnych. Uderzając dalej impetem przebili się zagarniając także szpital PCK.
W mieście zapanował chaos. Polscy żołnierze wpadli w panikę. Jak relacjonuje por. Achmatowicz:
„[...]w mieście panuje straszliwy popłoch, wszystko dąży do mostu. Ostrzeliwując się wpadam na plac obok parku i kościoła, a dalej mała przestrzeń dzieli nas od mostu, stwarza to wielki popłoch. Kozacy [...] są już na placu i z koni strzelają do nas. Skuteczny ogień karabinów maszynowych Kozaków czyni straszne spustoszenie wśród koni i ludzi. Panika doprowadziła do tego, że poszczególne grupy żołnierzy strzelają omyłkowo do swoich [...] nie ma żadnego oddziału który by stawił opór bolszewikom. Rozgrywają się straszne sceny [...]”.
Inny pamiętnikarz podaje:
„Rozrywają się szrapnele, pędzi radziecka konnica na małych koniach, mołojcy w baranich czapach z szablami w dłoniach [...] Na zbawienny most rusza ludność cywilna i wojsko – ale wszystkich on nie pomieści”.
Na miasto nieustannie spadał grad kul z nieprzyjacielskich dział, wybuchały pożary, waliły się budynki. Słynni z okrucieństwa „czerwoni Kozacy” przechodzili samych siebie. Bogaty Płock padł łupem żądnych mordu i grabieży sołdatów. W mieście działy się straszne sceny, łupiono domy i sklepy, mordowano cywilów. To właśnie podczas tego ataku doszło do pamiętnej w dziejach zbrodni na pacjentach i załodze szpitala.
„Kto stał na drodze brał w łeb szablą albo w brzuch bagnetem. Jeńców w mieście nie brano w ogóle [...] Brano za to gwałtem kobiety. [...] Gdy w ręce rosyjskie wpadł szpital wojskowy, ponad stu rannych padło ofiarą mordu, pielęgniarki zaś, które nie ukryły się gwałcono i kaleczono”.

Zryw cywilów
Podczas gdy w mieście panował chaos, a całe niemal dowództwo znajdowało się na lewym brzegu Wisły, inicjatywę przejęła ludność cywilna wraz z luźnymi, rozbitymi grupami żołnierzy, policjantów i żandarmów. Fakt, iż czerwona konnica zajęta była rabunkiem skwapliwie wykorzystali obrońcy z mjr. Mościckim, który wraz z grupą żandarmów


Herb Płocka
źódło: Wikipedia

zorganizował obronę na przedmieściu. Walkę podjęło wojsko wespół z cywilami. Ludność ruszyła na barykady.
Na ulicach Płocka postawiono 34 barykady, z czego 12 otoczonych zasiekami. Wszystkie one stanowiły samodzielne zapory i walczyły w odosobnieniu. Łączność pomiędzy nimi oraz transport meldunków zapewniali harcerze – dzieci, zaś kobiety zajmowały się opatrywaniem rannych. Na barykadach walczyło łącznie około 400 ludzi, czyli na jedną przypadało niewiele ponad 10 cywilów wyposażonych w erkaemy. Szczęściem, sowiecka artyleria nie mogła w pełni rozwinąć swojego ognia na barykady, aby nie razić swoich żołnierzy.
Niezwykle ważnym punktem obrony był róg ulic Sienkiewicza i Tumskiej, a także ulica Dominikańska, przy poczcie. W miejscu tym walczył oddział łódzkiej 9. kompanii telegraficznej jazdy liczący 42 żołnierzy pod ppor. Brodzińskim. Bardzo istotne były również okolice szpitala Św. Trójcy, barykada na Kolegialnej przy Gimnazjum Żeńskim im. Hetmanowej Reginy Żółkiewskiej, gdzie walczyli żandarmi, skrzyżowanie Warszawskiej i Kilińskiego, którego bronił oddział tatarskiego pułku ułanów pod por. Achnatowicza, rejon „Stanisławówki”, zbieg pl. Floriańskiego i pl. Kościuszki i okolice ul. Grodzkiej od pl. Kanonicznego. Najważniejszym jednak punktem miasta pozostawał przyczółek mostowy broniony przez wojsko pod mjr. Mościckim i jego adiutantem por. Waluszewskim.

Bohaterstwo obrońców
Około godziny 18 bolszewicy wycofali się z pl. Floriańskiego z uwagi na obronę przyczółka przez wojsko polskie.
Bitwa trwała nadal.
„Wielką determinacją wykazał się sierż. Władysław Nowicki, broniąc się wspólnie z otoczonymi kolegami w rejonie «Stanisławówki» [dziś Al. Kobylińskiego – przyp. P.K.] Zasłaniając się karabinem przed uderzeniem szabli, stracił lewą dłoń, obrąbana przez Kozaka. Wtedy zębami odbezpieczał granaty i rzucał je w zbliżających się bolszewików. Ranny i wyczerpany stracił przytomność. Obudziły go głosy Kozaków dobijających bagnetami rannych żołnierzy polskich. On sam uniknął podobnego losu, bo przechodzący obok zabójcy uznali go za martwego [...]”
Nie tylko jednak wojskowi wykazywali się bohaterstwem, także ludność cywilna z zapałem broniła miasta.
„[...]Wielką pomoc i wsparcie obrońcom okazała ludność cywilna, tym kobiety i dzieci [...] Niektórzy walczyli na pierwszej linii z bronią w ręku, jak np. członkowie Straży Obywatelskiej lub nieznany z nazwiska starszy mężczyzna w al. Kilińskiego, który zbierał młodszych i na czele takiego improwizowanego oddziału robił wypady na bolszewików [...]”
Także małe dzieci, harcerze wspomagali obrońców.
„[...] Tadzio Jeziorowski, uczeń klasy drugiej, mąż który sobie liczy już lat 11 [...] działa w mieście; przez 5 godzin, oblewając się potem z przemęczenia, pod kulami, bez najmniejszej trwogi, owszem z zacietrzewieniem i zapałem pędzi od barykad do arsenału, od arsenału do barykad i roznosi amunicję. Ponieważ magazyn w Płocku posiadał karabiny wszelkiego typu: rosyjskiego, austriackiego i francuskiego, jakie kto chce, więc było sztuką rozeznać się w kalibrze naboi. Smyk Jeziorowski [...] rozpoznaje mig wszelkie zawiłości w tej mierze i ani razu się nie myli [...]”.
Również kobiety stojące w pierwszym szeregu, nieraz chwytające za broń i razem z małymi dziewczynkami, harcerkami, pomagające rannym, wykazywały się ogromną odwagą.
Przykłady można mnożyć. Wśród nich znajdujemy też takie jak historia czternastoletniego Józefa Kaczmarskiego, łącznika w I sekcji 2. plutonu 1. kompanii 6. ppl. Był on trzykrotnie ranny. Gdy zdjęty litością bolszewicki sanitariusz zaczął go opatrywać, na uwagę sołdata, iż należałoby raczej dobić „szkodnika” odparł: „być może, że on i szkodnik, ale bohater”. Niewiele starszy był młody obrońca opisywany przez publicystę „Czasu”:
„Piętnastoletni chłopczyk Zawadzki zaatakowany przez galopujących Kozaków schował się do jednej z bram i stąd strzelał aż do ostatniego naboju, dopóki nie zakłuto go bagnetami”.

Nadciąga odsiecz
Walki w mieście trwały bez ustanku. Około godziny 23 sytuacja stała się niezwykle napięta. Na szczęście niedługo później, od strony Radziwia, odezwały się 2 polskie baterie artylerii. Zagrzmiały także armaty flotylli rzecznej, statków „Minister”, „Wawel” i „Stefan Batory”, pod por. Nahorskim.
Około 3 w nocy nadciągnęła odsiecz w sile 1. baonu 102 Pułku Strzelców Podhalańskich oraz 2 kompanii Sułeckiego Pułku Strzelców i 2 kompanii Kowieńskiego Pułku Piechoty. O świcie 19 sierpnia od strony Radziwia, przez most, Polacy rozpoczęli kontrnatarcie. W tym jednak momencie bolszewicy na nowo rozpoczęli ostrzał polskich pozycji wytaczając swe działa. Polacy, mimo długotrwałych bojów, nie dawali za wygraną. Polski silny ostrzał artyleryjski i podjęty o godzinie 9 potężny atak stopniowo spychały bolszewików coraz dalej, aż około godziny 11, po ponad 21 godzinach nieustannej walki, Płock był wolny od wroga.

Bilans strat
Straty własne były znaczne. Wyniosły one 200-300 zabitych, w tym ok. 100 cywilów, 300-400 rannych i 300-350 zabranych do niewoli, z czego większość została później rozstrzelana. Najmłodszym poległym był 14-letni harcerz Antolek Gradowski Straty wroga były prawdopodobnie mniejsze. Wynosiły około 240 zabitych, 100 jeńców i około 10 zagarniętych kaemów. W Płocku ponad 800 domów było zniszczonych, mury rozbite, słupy powywracane, a całe niemal miasto rozszabrowane.
Bohaterska obrona Płocka, będąca w tej wojnie jedynie krótkim i niewiele znaczącym epizodem, pokazała jednak społeczeństwu ofiarność i duch walki mieszkańców. Ochotnicze, przeważnie słabo wyszkolone i wyposażone oddziały ze zgrupowania Dolnej Wisły wraz z cywilnymi mieszkańcami toczyły boje z przeważającym liczebnie i wojskowo przeciwnikiem.
Długa linia obrony, zaskoczenie, przewaga bolszewików, tak w liczbie, doświadczeniu, jak i w ciężkim sprzęcie, a także słaba łączność i nieujednolicenie dowództwa w Płocku, wpływały na to, iż płocczanie byli w bardzo trudnej sytuacji. Jednakże niezwykły wprost heroizm i odwaga bohaterskich obrońców miasta i ojczyzny, tak wojskowych, jak i cywilnych, zniwelowały przewagę wschodnich najeźdźców.


„Złota Orda”
III Korpus Kawalerii, określany jako Kawkor, zawierał w sobie 10. Dywizję Kawalerii w sile 3147 szabel i 27 kaemów, pod dowództwem N. D. Tomina składającą się z: 1. BK pod dowództwem Fondejewa (podzielonej na pułki kawalerii 55. i 56.), 2 BK pod Wasiljewem (57., 58. i 60. pk), oddział 59. pk oraz złożony z 3 baterii (12 dział) dyon artylerii. W skład korpusu

Obrazek
Gaj Dimitriewicz Gaj
źródło: Wikipedia

Gaja wchodziła również 15. Dywizja Kawalerii, w sile 995 szabel i 19 kaemów, której dowódcą był Martuzenko, a dzieliła się ona na 3 brygady: 1. Selickiego (85. i 86. pk), 2. i 3. Ujedinowa (88., 89. i 90. pk) oraz 2 baterie artylerii (8 armat). Ponadto samodzielną grupę, wchodzącą w skład „Czerwonych Kozaków” Gaja Bżyszkiana, stanowiła 164. Brygada Strzelców (490., 491. i 492. ps oraz 2 baterie artylerii) posiadająca 700 bagnetów i 32 kaemy.
Korpus został utworzony 1 lipca w ramach IV Armii sowieckiej. Na jego czele stanął osławiony jako pogromca białych, trzydziestotrzyletni wówczas Ormianin, Gaj Dimitriewicz Gaj.
W polskiej historii zapisał się trwale jako niezwykle szybki, ruchliwy i szalenie skuteczny oddział. Niestety, owa „skuteczność” polegała najczęściej na zostawianiu za sobą pasma spalonej ziemi. „Czerwoni Kozacy” Gaja nie byli jedynym oddziałem, który siał spustoszenie, grabił i mordował, niemniej jednak w zbrodniczej działalności można ich porównać tylko do Konarmii Budionnego.
Masakra w Płocku i późniejsze rozstrzelanie prawie 300 polskich jeńców nie są w tym wypadku odosobnione. Po zajęciu Ostrołęki bojcy Bżyszkiana zabili pojmanych kawalerzystów płk. B. Roi. Podobnie było w Lemanie, gdzie w czasie bitwy sowieci wzięli do niewoli i bestialsko zamordowali 47 polskich żołnierzy i miejscowych partyzantów. W Chorzelach torturowano, a następnie zabito jeńców z Brygady Syberyjskiej. W Cichoszkach i pod Mławą wycinano bezbronnych jeńców. Łącznie, tylko w tych 4 miejscowościach zabito znacznie ponad 1000 Polaków.
Wielce prawdopodobne, choć niepotwierdzone, są również pogłoski o wyrżnięciu 500 ochotników z 205 pp pod Łomżą. Także w wielu innych miejscach odnajdujemy ślady masakry. Jedno z nich opisuje w swych wspomnieniach gen. L. Żeligowski:
„Leżała [...] wielka ilość trupów. Byli to w większości nasi żołnierze pozabijani po walce. W bieliźnie tylko i bez butów. Pokłóci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy [...] W tym czasie [...] przyjechał angielski generał z kilku [...] oficerami... milczeli [...]”.
Część bolszewików poniosła jednak karę za swoje zbrodnie. Polscy żołnierze (jak chociażby oddziały Huzarów Śmierci) z ogromną ochotą podejmowali działania przeciwko Kawkorowi podczas późniejszej ofensywy usiłując nie dopuścić do wymknięcia się Korpusu za niemiecką granicę. Także w obozach jenieckich skwapliwie wyszukiwano członków Kawkoru. W końcu wybrawszy ok. 300 zawieziono ich na stację w Konopnikach, gdzie z wyroku sądu zostali rozstrzelani. Tylko jednemu z nich darowano życie, co więcej, ułaskawiono go, gdyż uratował wcześniej życie jednemu z polskich oficerów, których to sowieci gorliwie zabijali.


Uhonorowanie „Orląt Płockich”


Cmentarz płocki
fot. Fotogaleria Miasta Płocka


10 kwietnia 1921 roku, w uznaniu zasług, miasto Płock zostało odznaczone przez Naczelnika Państwa, marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych. Wypowiedział on wówczas znamienne słowa:
„Za zachowanie męstwa i siły woli w ciężkich i nadzwyczajnych okolicznościach, w jakich znalazło się miasto, za męstwo i waleczność – mianuję miasto Płock – Kawalerem Krzyża Walecznych”.
Wobec gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Władysława Sikorskiego i płk. Bolesława Wieniawy – Długoszowskiego Marszałek udekorował także 15 osób (m.in. por. S. Nahorskiego) Krzyżem Virtuti Militari, a 64 osoby Krzyżem Walecznych. Znalazł się wśród nich także 11-letni uczeń i harcerz Tadeusz Zygmunt Jeziorowski. Ponadto 50 osób wyróżniono również ustanowioną rozkazem gen. Rozwadowskiego odznaką „Za obronę Płocka”.

Powiązane:
„Złota Orda” Gaj-Chana w Polsce
http://historia.org.pl/2010/10/03/zlota ... -w-polsce/
Huzarzy śmierci
http://historia.org.pl/2010/09/01/huzarzy-smierci/
Obrona Płocka 1920 r.
http://historia.org.pl/2010/10/01/obrona-plocka-1920-r/

Bibliografia:
Czas, 25 sierpnia 1920 r.
N. Davies, Orzeł Biały Gwiazda Czerwona, Kraków 2006.
G. D. Gaj, На Варшаву! Действия 3 конного корпуса на Западном фронте, Moskwa – Leningrad 1928.
M. Gajewski, Huzarzy Śmierci wojny 1920 r., Białystok 1999.
B. Gołębiewska, Obrona Płocka 1920 r.
U. Kozłowska, Wojna polsko-rosyjska 1920r. w Płocku. Udział ludności cywilnej w obronie miasta
Kurier Płocki, Płock, 31 lipca 1920.
M Pruszyński, Dramat Piłsudskiego. Wojna 1920, Warszawa 1994.
N. Wójtowicz, Udział płockich harcerzy w wojnie 1920 roku [w:] „Notatki Płockie”, 1999, nr 4 (181).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 11 lut 2016, 11:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/31-sierpnia-1920-r ... komarowem/

31 sierpnia 1920 roku, miała miejsce bitwa pod Komarowem
31 sierpnia 2015 00:01

Obrazek

Była bitwą pomiędzy bolszewicką 1 Armią Konną, a polską 1 Dywizją Jazdy w ramach wojny polsko – bolszewickiej.
Największa bitwa konnicy w wojnie polsko-bolszewickiej. Bitwa stanowiła moment zwrotny na południowym froncie, porównywalny z wcześniejszą bitwą warszawską. Po bitwie warszawskiej, pod Komarowem polska 1 Dywizja Jazdy pokonała 1 Armię Konną Budionnego idącą z odsieczą wojskom Tuchaczewskiego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 18 wrz 2016, 14:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/86167-dytiatyn-pol ... zalezna.pl)

Dytiatyn – polskie Termopile
Dodano: 16.09.2016 [18:40]

Obrazek
foto: Artyleria rosyjska w akcji

16 września 1920 roku, w Dytiatynie, małej miejscowości w Małopolsce Wschodniej, doszło do jednego z najbardziej bohaterskich starć polskiego wojska z siłami sowieckimi, zwanego potem „polskimi Termopilami”.

Bitwa ta miała miejsce w trakcie dużej ofensywy polskiej, mającej na celu zepchnięcie sił sowieckich i odcięcie im drogi na Tarnopol. Podczas przemarszu licząca około sześciuset żołnierzy grupa żołnierzy Wojska Polskiego (13 Pułk Piechoty wspierany przez dwie baterie artyleryjskie) została zaatakowana przez oddział rosyjski, który rozbito i zajęto pozycje na pobliskim wzgórzu.

Wtedy na horyzoncie dostrzeżono zbliżające się kolumny wojska, które liczebnie znacznie przeważały siły polskie. Po rozpoznaniu, rozkazano ostrzelanie nieprzyjaciela. Zaczęła się jedna z najbardziej bohaterskich bitew w historii Wojska Polskiego.

Obrazek

Kolejne oddziały kawalerii sowieckiej i kozackiej szturmowały wzgórze, i były odpierane ciągłym ostrzałem karabinów maszynowych. Dowodzący obroną kapitan Jan Gabryś – wiedząc, że wycofanie się spowodowałoby katastrofę całej polskiej ofensywy – dyrygował zaciętą obroną, zachęcając żołnierzy do walki. Wreszcie, gdy 600 żołnierzy dzielnie stawiło opór przeważającym – kilkutysięcznym – siłom wroga, nadszedł czas na odwrót. Na wzgórzu, w celu osłaniania wykonujących odwrót oddziałów, została jedynie bateria artylerii górskiej, wspierana przez część piechurów z 9 kompanii.

Rosjanie przystąpili do kolejnego uderzenia. Polskie karabiny maszynowe nie milkły ani na trochę, a podjeżdżające oddziały rosyjskiej kawalerii pokonywano bagnetami, gdyż po kilkugodzinnej bitwie brakowało Polakom amunicji. Ostatecznie karabiny przegrzały się na dobre. Kawaleria sowiecka i kozacka podjechała do broniących się żołnierzy na kilkadziesiąt kroków i zażądała złożenia broni. Kapitan Zając, przechadzając się między milczącymi działami, krzyczał, by bronić się do samego końca. Na wezwanie do kapitulacji odpowiedziano nielicznymi strzałami.

Ostatecznie garstkę obrońców zalały oddziały rosyjskie. Walczących do ostatniej kropli krwi Polaków zaszlachtowano szablami i bagnetami. Bitwę pod Dytiatynem – kluczową dla kontrofensywy polskiej – nazywa się do dziś „polskimi Termopilami”.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 27 wrz 2016, 09:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/26-wrzesnia-1920-d ... -nieznany/

26 września 1920: drugi wielki sukces militarny Polski po „Cudzie nad Wisłą”. Dziś prawie w ogóle nieznany
Opublikowane 2016/09/26 w II RP/II RP - rocznice

Obrazek

Cud nad Wisłą w sierpniu 1920 r. nie zakończył naszej wojny z bolszewikami. Pod Warszawą Polacy przejęli inicjatywę strategiczną, ale potrzebne było jeszcze ostateczne pokonanie wroga. Decydująca okazała się operacja niemeńska, czyli zwycięskie bitwy Polaków nad bolszewikami w rejonie Grodna – w ramach działań pościgowych rozpoczętych pod Warszawą.

Ta operacja zakończyła się po 6 dniach walk – 26 września 1920 roku. Jest dziś Polakom prawie zupełnie nieznana.

Dowódcy bolszewiccy uważali, że Bitwa Warszawska nie oznacza jeszcze przegranej w wojnie z Polską. Podobnego zdania był Marszałek Piłsudski, który obawiał się sił bolszewickich przegrupowujących się w rejonie Białowieży i Grodna. Chciał decydującej rozprawy. Wojska polskie, prawie 70 tysięcy żołnierzy, obeszły siły bolszewickie od północy i uderzyły na ich tyły w rejonie Lidy, spychając je w bagna poleskie. Po drodze trzeba było łamać także opór Litwinów, którym się wydawało, że w sojuszu z bolszewikami odbudują swoje państwo!

Obrazek
Naczelny Wódz Józef Piłsudski oraz gen. Edward Śmigły-Rydz tuż przed bitwą niemeńską


Obrazek
Michaił Tuchaczewski


Do decydujących bitew doszło na linii Niemna, Szczary i Świsłoczy. Bolszewicki marszałek Michaił Tuchaczewski dysponował ponad 70 tysiącami żołnierzy. Postanowił rozbić siły polskie, potem uderzyć na Lublin i Białystok.

Obrazek
Dowódca 4 armii- gen. Skierski


Siły polskie to przede wszystkim 2. Armia gen. Edwarda Rydza-Śmigłego i 4. Armia gen. Leonarda Skierskiego. Uderzały w kierunku Grodna i Wołkowyska. Zdobycie Grodna i rozbicie sił bolszewickich w tym rejonie 25 września zdecydowało o powodzeniu całej operacji. Żołnierze bolszewiccy narodowości białoruskiej zaczęli dezerterować do wojska polskiego! Polacy zdobyli wkrótce Lidę i Wołkowysk.

Tuchaczewski wydał rozkaz odwrotu. Powtórzyła się sytuacja spod Warszawy. Historycy uważają, że od zwycięskiej operacji niemeńskiej trudno już mówić o wojnie z Armią Czerwoną. Był to raczej pościg.

Piotr Szubarczyk, źródło: Nasz Dziennik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 23 gru 2016, 15:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

...Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna...

[Wstęp do książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Veritas, Londyn, 1957]

[ Ze zbioru kazań pt. NA PRZEŁOMIE, stroníca 251. Nakład Księgarni Świętego Wojciecha. Poznań - Warszawa - Wilno ‹- Lublin, rok 1923. ]

[Jesteśmy dumni, że wiek temu mieliśmy TAKICH arcybiskupów i TAKICH żołnierzy. Teraz by się przydali.. MD]

Wyciąg z kazania ks. arcybiskupa JÓZEFA TEODOROWICZA wypowiedzianego w katedrze warszawskiej w 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za oswobodzenie stolicy i kraju od najazdu bolszewickiego.

===============

Ciężkie były zmagania się Izraela z Amalekitaini; bitwa rozgorzała wielka. Po jednej i drugiej stronie równy zapał ożywiał żołnierzy i wodzów. Nikt nie mógł rozróżnić, nikt rozpatrzyć, na która stronę przechyli się szala zwycięstwa. A wtedy Mojżesz odszedł, ażeby z dala od wrzawy i zgiełku bitwy do Pana się modlić. I wznosił obie dłonie w błagalnej modlitwie i jął zaklinać Boga, ażeby błogosławił orężowi Izraela. W tej samej chwili szyki wroga zachwiały się i cofać poczęły, a Izrael następował na nie. Lecz wysoko wyciągnione w górę ręce Mojżesza w zemdleniu poczęły opadać. Jak gdyby na dany znak, gdy osłabła modlitwa, wróg w lot poprawił trudne swoje położenie i odwrócił się, ścigany, jak gdyby czując słabość w Izraelu. I znowu losy bitwy poczęły być dla ludu wybranego wątpliwe. Jak fala zawrócona w biegu, odbita od twardej skały, tak duch Izraela cofał się i słabnął. A wtedy Mojżesz wznosił znów dłonie ku Panu i, o dziwo, Izrael na nowo poczynał brać górę. Az się spostrzegli i opatrzyli Mojżesza towarzysze, i wzięli jego ręce w swoje dłonie, i trz mali je wyciągnięte ku niebu. i juz szczęście wojenne trwale było przy Izraelu. I trzymali dłonie Mojżeszowe tak długo, aż ostatecznie zatryumƒował lud wybrany i w surmę zwycięstwa uderzył. (Ks. Wyjścia XVII, 8-16)

Patrzcie, jak w tym wizerunku sprzęgają się i wzajem wspomagają: duch męstwa żołnierza i duch modlitwy. Bitwa ta rozgrywała się niezawodnie podług wszelkich praw znanej ówczesnej strategii. Losy przegranej, czy zwycięstwa ważyć się zdawały tylko podług rachunku ludzkiego, tj. gorszych czy lepszych planów strategicznych, większej czy mniejszej liczby żołnierzy, większej czy mniejszej sprawności wodzów.

I każdy historyk wojenny mógł śmiało uczniom wykładać, gdzie i w której chwili i dlaczego losy bitwy przechyliły się na tę, czy na tamta stronę. A jednak i plany wojenne, i męstwo żołnierza, i zdolności dowódców nie rozegrały tej walki. Wszystko to, co bitwie stanowi, było narzędziem tylko w ręku niewidzialnego Wodza, który podług miary i wagi układa sam swój plan bitwy.

Nie miesza się On cudownie w zastępy walczących, nie zsyła Aniołów swych z nieba, by hufce mdlejące zasilały, bierze jednak w swe ręce to, co się wymyka z wszelkich i najlepszych obliczeń rycerskich dowódców i czego nie dosięgnie ni zapał, ni bohaterstwo żołnierzy; bierze On w swe ręce to, co się wydaje czystym przypadkiem albo jakimś niedopatrzeniem czy nie-doliczeniem, i wciąga to w swój rachunek, w swój plan, i albo daje przegrana albo też darzy zwycięstwem.

Ten obraz żywo mi staje przed oczyma, kiedy dziś wespół z wami wspominam przed Bogiem ciężkie dni oblężenia Warszawy. Wasze wielkie wysiłki i ofiary, złożone w obronie stolicy przed straszliwym wrogiem, ale tez i wasze gorące po świątyniach modlitwy, wasze nowenny, wasze spowiedzi i wasze Komunie św., na intencję wybawienia Polski przyjmowane.

Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają, jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność im przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą, nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa.

Jeżeli w każdej bitwie, nawet najlepiej przygotowanej, przy doborze wodzów i żołnierza, przy planach genialnych, jeszcze zwycięstwo -waha się niepewne, jeszcze zależnym jest od gry przypadków, a raczej od woli Bożej, to cóż dopiero mówić tutaj? - Tu, pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zas wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy. czy liczy na zwycięstwo - odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna“. Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom, ni chwały męstwu żołnierzy; nie ujęły tez wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa; ale modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłą sprowadziły.

Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisła, i jako cud przejdzie ona do historii.

Zupełnie podobny to cud do cudu pod Częstochową. Dzieje pisać o nim będą i takimiż złotymi upamiętnią, go w sercu narodu głoskami, jak pisały i wspominały obronę Częstochowy. Tu i tam czerń zalała Polskę, tu i tam od zdobycia jednego grodu losy Polski zawisły; tu i tam boje i zwycięstwo uwieńczone zostały cudem Pańskim. W niczym cud pod Częstochową nie obniży wartości męstwa broniących grodu żołnierzy; ni jednego nie uszczknie lauru ze skroni Kordeckiego. Bóg, czyniąc cuda, nie przytłacza i nie niszczy chlubnych wysiłków swojego stworzenia; owszem, tam, gdzie i największe ofiary przed przemagającą siłą ustąpić musza, cudem je wspiera zi cudami bohaterstwo wieńczy. Pycha to tylko, bałwochwaląca siebie, zdolna jest tak wysoko się wynieść, iż Bogu samemu urąga, dumnie w przechwałkach wołając: O cudach nam mówicie, cuda nam głosicie? Zali to nie ramię nasze ocaliło Warszawę? zali to nie geniusz wodzów ja zbawił?

Tylko tym, co się mienia bogami na ziemi, wydaje się Bóg i Jego moc i Jego łaska jakąś konkurencją niepożądaną, która z zasług ich odziera. Nie za sługi Pańskie, ale za wcielone bóstwa uważają się ci, którzy ze śmiesznej i zuchwalej nadętości tak mówią.

„Veni, vidi, Deus vicit” - Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył - powiedział Sobieski pod Wiedniem. Pytam się was, czy te słowa pokory i wiary umniejszyły w czymkolwiek lub obniżyły bohaterstwo króla i wodza? czy uszczknęły co z wawrzynów, jakie potomność i historia włożyły na skroń jego?

Nic, zaiste, raczej mu ich przymnożyły: bo przepoiły jego bohaterstwo wdziękiem niezwykłym, ze tak kornie o sobie trzymał, a nie nadymał się pysznie i nie wynosił. Rzuciły te słowa na czoło królewskie aureolę, utkaną z promieni wiary, które Jana III pasują na chrześcijańskiego rycerza.

Można więc śmiało powiedzieć, ze te piękne i korne słowa wieńczą i zdobią jego skronie jeszcze wdzięczniej, niż samo męstwo. W słowach jego tkwi prawdziwa filozofia ducha wojen, w których Bóg, rozrządzający losem narodów, przegraną lub zwycięstwem dla swoich posługuje się celów. Tkwi w nich obraz i symbol takich zwycięstw, które, jak zwycięstwo pod Warszawą, tylko w sposób nadprzyrodzony wyjaśnić i wytłumaczyć można. Deus vicit! - powtarzamy za naszym zwycięskim królem, kiedy dzisiaj wspominamy o naszych przejściach strasznych i wielkim zmiłowaniu Bożym. Deus vicit - Bóg zwyciężył! - zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemska pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami.

Cóż tu mówić dużo o planach, skoro przejścia do Warszawy dla wroga, jak się pokazało później, podobne były do nici pajęczej, którą trochę silniejszy napór albo trochę słabsza obrona każdej chwili mogły przerwać? Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy, skoro pozostawiał punktu obrony nie- zabezpieczone. Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten skreślony był ręką Bożą a tworzył go i wykonywał Duch Pański. Czego nie zdołał ni zabezpieczyć ni przewidzieć plan ludzki, to zabezpieczył i przewidział plan Boży. Gdy za słaba była obrona na przedmościu warszawskim i wróg już począł zwycięsko napierać, wtedy, jak spod ziemi dobywa Duch Boży serca bohaterskie... Kiedy szeregi wojsk poczynają się łamać, coƒać i pierzchać, wtedy Wódz Niebieski odkomenderowywa poruszeniem wewnętrznym kapelana Skorupkę i ten pierzchających zawraca, a śmiercią męczeńską zwycięstwo zabezpiecza. Bóg to jeden do warunków, do potrzeb, do chwili odnajdywał i wydobywał serca, poddawał im szczęśliwe natchnienia, uzbrajał męstwem bohaterskim i przez nie swoje przeprowadzał plany.

To, co jest najsłabszą stroną w planie strategicznym człowieka, to właśnie stanie się najsilniejszym w planie nadprzyrodzonym, Bożym... Bóg, który bohaterów wzbudził, który ich przewidział i wybrał, na właściwym miejscu- postawił i w chwili stosownej użył, czyż nie wsławia w nich imienia swojego? czyż przez nich chwały swej nie rozgłasza? A jak jedni papierowe plany, Bożej przeciwstawiają mocy, tak znowu inni twierdza, że zwycięstwo pod Warszawa było łatwe, bo wróg był wyczerpany. Wyczerpany? On przecież gonił, duchem zwycięskim ożywiony, naszego żołnierza aż pod Warszawę. Taka gonitwa wyczerpywała wojsko nasze, ale nie jego siły. Poczucie tryumƒu i zwycięstwa jest i w najsłabszej armii zadatkiem potęgi, podobnie jak poczucie przegranej jest i w najpotężniejszej zadatkiem jej słabości i rozgromu. I gdyby naprawdę wróg czuł się słabym, toć właśnie tutaj skupiłby wszystkie swe siły, ażeby ostatecznym uderzeniem zwycięstwo sobie zapewnić. Czy jednak czuł on naprawdę niemoc swoja? Czyżby rozgłaszał światu swoje zwycięstwo jako dokonane, i narażał tak siebie na ośmieszenie i poniżenie, gdyby zwycięstwa tego nie był sam pewien? A czyżby rozdzielał armie swoje najniepotrzebniej i jedne oddziały wysyłał ku Niemcom, a drugie ku Warszawie, gdyby co do obliczeń swoich nie był upewniony? Zapewne w takim rozdzieleniu sił był olbrzymi błąd strategiczny, który tylko oczywistemu zaślepieniu przypisać można.

Był to błąd podobny do tego jaki popełnił Absalon, ścigając wojsko Dawida. Zamiast' uderzyć na oddziały jerozolimskie cała siłą, jak mu radził Ahitophel, poszedł on raczej za złą radą Chuzy i ociągał się, pewien, iż stanie się to, co ma Chuza zapowiadał: „Przypadniemy nań a okryjemy go, jako zwykła rosa padać na ziemię, a nie zostawimy z mężów, którzy z nim są, ani jednego” (Por. II Król. XVII, 12)

Tak samo myślał wróg o grodzic naszym; sądził on, ze może swobodnie dzielić wojska, bo i tak stolica Polski, jak dojrzały owoc z drzewa, na pewno mu się dostanie. Bóg dopuścił, że nieprzyjaciel upoił się pycha i pewnością siebie i zaślepił się.

Mówił mi jeden z generałów: ,,Pod Warszawa Bog zdziałał cud”.

Pomijam już wszystko inne, ale podobnie szalony plan, jak rozdzielenie sił wojennych przez bolszewików w pochodzie na Warszawę, tylko jakiemuś szczególniejszemu zaślepieniu przez Boga przypisać się musi. Myśmy zaś wówczas, patrząc na to, mogli powtarzać za Prorokiem: Wypuścicie z piersi waszych okrzyk wojenny, a mimo to zniszczeni będziecie. Wnijdźcie w narady, a one będą rozerwane i unicestwione. Dawajcie jakie chcecie rozporządzenia, a one się staną bez skutku, albowiem Bóg jest z nami. (por. Iz. VIII, 9-10). Prawdziwie, kiedy się rozejrzymy w całym planie i dziele, wołamy z Prorokiem: „Oto Bóg Zbawiciel mój... moc moja i chwała moja Pan, bo stał się wybawieniem“ (Iz. XII, 2).

Nie z nas to, o Panie, nagle wystrzelił promień nadziei. Z nas było tylko przygnębienie, z nas mówiło zrozpaczenie, kiedyśmy hordy dzikie pod Warszawa ujrzeli. Z nas szły tylko cienie, które chmura czarnej nocy przysłaniały oczy nasze. Ty to pośród ciemności rozpaliłeś światło, Ty w zwątpieniu wskrzesiłeś nadzieję, Ty w omdlałej naszej duszy rozpaliłeś płomień życia, miłości i bohaterstwa. Bohaterstwo zatętniło w skroniach naszego polskiego żołnierza, a ono dziełem było rak Twoich. Ty je spuściłeś z niebios na jego rozmodloną przed ołtarzami Twymi duszę. Bo żołnierz w rozsypce, który od tygodni całych miał tylko jedno na myśli - ucieczkę, żołnierz wyczerpany na ciele i na duchu, żołnierz zwątpiały, który wierzył święcie w przegrana, a zrozpaczył o zwycięstwie, taki żołnierz tylko od Ciebie, tylko z serca Twojego mógł zaczerpnąć nowej wiary, nowej ufności i nowego zapału. Czym on był wówczas sam przez się, 0 tym świadczył ten oddział, który w chwili poczynającej się bitwy, wbrew zakazom, cofnął się z pola, oddając na pastwę wroga losy ostatecznej rozegranej. Oto czym był wówczas żołnierz sam z siebie, lecz w lwa się przemienił, gdyś Ty, o Panie, tchnął weń moc Twoją. « A kiedyś nas tak przemądrze wspierał i wspomagał, nie spuszczałeś jednocześnie i wroga. z oczu. - Nas oświecałeś, o Panie, a wroga naszego zaślepiałeś; w nas wskrzeszałeś ufność i wiarę, a jemu zatwardnieć dałeś w wyniosłości i pysze; z nas dobywałeś płomień bohaterstwa i wysiłki najszczytniejsze, kiedy tymczasem u wroga pewność zwycięstwa wywoływała lekceważenie i nieopatrzność.

Teraz już rozumiemy, teraz już wiemy, teraz już czytamy plany Twoje, o Panie. Dziełami Twymi przemawiasz do nas tak, jak przemawiałeś do Izraela przez Izajasza Proroka, który o Tobie i w Twoim imieniu powiedział: Znam Ja me plany, którem powziął względem was - to plany na pokój, a nie na nieszczęście; aby wam przyszłość tworzyć i dać nadzieję (Jer. XXIX, 1,1).

-Jak zaś sama obrona Warszawy, tak i moralne jej skutki świadczą o zmiłowaniu Bożym i o dziele Bożym. Bóg przez swój cud pod Warszawa dał nam odpowiedź wymowną na nasze trwożne pytania, które rozpacz ciskała na usta. Patrząc na zwycięskie hordy, następujące na stolicę, pytaliśmy: Dlaczego dopuściłeś to wszystko na nas, Panie? Bóg odpowiada: Jam was na to nawiedził, ażeby mój lud poznał Imię moje; dlatego pozna on w ten dzień, iż to Ja jestem, który mu mówię.: otom tu jest (por. Iz. LII, 6).

Poznaliśmy Imię Pańskie w dzień wskrzeszenia Polski, ale dusze nasze wkrótce odbieżały od Jego świętego imienia, i pilno nam było imię własne wywyższać i wynosić. I Bóg dopuszcza na nas straszne nawiedzenie i ratuje nas z niego cudem swoim, ażebyśmy przez nowe przeżycie poznali, iż to On prawdziwie jest pośród nas. W odpowiedzi zaś swojej cudzie swoim Bóg nam ukazał przyszłość naszą.

Pod Warszawą zrozumieliśmy: albo ogarnąć się damy hordom i nawale od Wschodu, a wtedy utracimy i byt nasz i duszę naszą, lub tez staniemy przeciw niej, ażeby wybawić siebie, a murem ochronnym stać się dla świata.

Przez cud swój pod Warszawą Bóg powiązał przyszłość naszą z przeszłością. Powiązał i sprzągł myśl swoją względem nas z dnia wczorajszego dniem dzisiejszym i jutrzejszym. I odzywa się do nas Bóg, jak się odzywał do Izraela przez Izajasza Proroka: Narodzie, oczy twoje patrzą na Mistrza twego, i usłyszą uszy twoje słowa napominającego: Ta jest droga, chodźcie po niej, a nie ustępujcie ani na prawo, ani na lewo (por. Iz. XXX, 20-21).

Cud pod Warszawa był też pochodnią, rozpaloną przez Boga, w której blasku ujrzały narody przeznaczenie Polski. Na co to - pytały - i dla jakich to celów Polska powstała i pośród nas stanęła? Na to odpowiada Bóg przez cud pod Warszawa - by murem ochronnym wam była, tarczą waszą i puklerzem waszym.

Bo ani wiedziały, ani się domyśliwały nawet narody, jak wielkie ma Polska dla nich znaczenie i przeznaczenie. Oprócz wiernej sojuszniczki Francji, wszystkie inne państwa zostawiły nas w chwili oblężenia pod Warszawą własnemu losowi. Były pośród nich i takie nawet, które utrudniały dowóz broni i amunicji do stolicy. Inne z uśmiechem sceptycznym na ustach wołały, wzruszając ramionami: Już przepadli, już zginęli! Ze szpalt zaś prasy narodów, nawet z nami sprzymierzonych, dolatywały nas nieraz docinki: Dobrze im tak, zasłużyli na ten los.

Gdyśmy walczyli o byt nasz, ludy i narody patrzyły na nasze zmagania tak, jak się wpatruje widz z galerii w jakieś cyrkowe widowisko.

Nigdy nie uwidocznił się żywiej brak wszelkiej myśli politycznej w Europie, jak w tej pamiętnej chwili. Bo ci, którzy nam płacili obojętnością lekkomyślną, nie byli zdolni zadrżeć chociażby o swoje własne bezpieczeństwo. Jakżeż to więc chcemy, ażeby ludy te, państwa i narody wniknąć miały, pojąć i zrozumieć naszą misję dziejową -względem nich?

Dopiero gdy się rozległ po Europie i świecie okrzyk, iż Warszawa jest wolna, dreszcz przeszedł po wszystkich. Dopiero wtedy jęły się pytać narody: A cóż by to z nami się stało, gdyby Warszawa była padła, a dziki huragan przewalił się po niej i biegł, ażeby potem nam nieść zniszczenie? Dopiero wtedy z piersi narodów dobył się okrzyk: W zwycięstwie Warszawy jest zwycięstwo nasze, a wolność Polski poręcza i nam wolność.

Cud pod Warszawa był dopełnieniem cudu wskrzeszenia Polski. Powstanie narodu związał Bóg z wytrwałością jego w znoszeniu cierpień niewoli; ale cud nad Wisła wywołały nasze nowe przeniewierstwa.

Wskrzeszenie Polski było nowym tworem Bożym; ochrona zaś jej była dziełem zbawienia. Kiedy Polska stanęła pośród narodów, Bóg jeszcze nie wypisał na jej czole jej przeznaczeń. Ani ona sama nie wiedziała, czy ma powrócić do dawnych tradycji przeszłości, ani świat jej dawnego posłannictwa ku obronie świata od Wschodu nie pamiętał.

Cudem pod Warszawa Bóg głoskami krwawymi, ale chwalebnymi, posłannictwo Polski na drogach jej nowych zapisał. W dziele wskrzeszenia Polski Bóg posługuje się narodami, ażeby wespół z Nim, w myśl Jego, współdziałały ku jej powstaniu. Lecz w cudzie nad Wisłą, Bóg chce szczególniej stwierdzić, ze jednak On sam przede wszystkim dzierży naród nasz w ręce i kiedy chce, dopuszcza nań karę, a kiedy zechce, wybawia go.

Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawa dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królowa. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawa widzieli Najświętsza Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa; zupełnie jak pod Częstochową. I właśnie dzień 15 sierpnia dzień poświęcony czci Matki Boskiej, a dzień ostatni wielkiej nowenny narodowej, był dniem pamiętnym zwycięstwa. Na ten dzień wróg zapowiadał był swój tryumf; w tym dniu miał odbyć swój wjazd do stolicy sam naznaczył tę właśnie datę na upokorzenie i na rozgromienie nasze.

I to właśnie w tym dniu stało się coś zgoła nieprzewidzianego, niespodziewanego. Dzień 15 sierpnia, obwołany w biuletynach całego świata - jeszcze przed czasem jako dzień zajęcia Warszawy, obraca się dla pysznego wroga w klęskę, a dla nas w chwałę i zwycięstwo. „Haec dies, quam fecit Dominus, Alleluja. (Ps. CXVII, 24) To jest prawdziwy dzień Najświętszej Panny - dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki - dzień cudu nad Polska. Chce Ona w nim przed narodem całym zaświadczyć, że będzie tym Polsce, czym była w całej przeszłości: Panią jej i Obronicielką. Jak ongi nad murami Częstochowy, tak dziś rozbłysnąć zapragnęła nad Warszawą, ażeby przez ten nowy cud wycisnąć w sercu nowej Polski miłość swoją. Cud pod Częstochowa prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze Lwowskiej i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.

Niechajże cud pod Warszawa zdziała to samo. Niechaj zwiąże naród cały w jedno bractwo wdzięcznych czcicieli Maryi. I niechaj bractwo to podejmie się dopełnienia zaciągnionych, a jeszcze nie wykonanych ślubów.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 02 mar 2017, 17:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://retropress.pl/wiek-nowy/mowa-l-georgea/

Mowa L. George’a

Wygłoszona w parlamencie angielskim dnia 10 sierpnia 1920 przez L. George’a mowa wywołała powszechne zdumienie swoim cynizmem. Długa ta mowa da się streścić w 3 punktach:
David Lloyd George

David Lloyd George – premier Wielkiej Brytanii w latach 1916 – 1922

1) Polska wykonała atak na Rosyę i to wbrew przestrogom państw sprzymierzonych.

3) Rząd sowietów ma wobec tego prawa podyktować zwyciężonej Polsce takie warunki pokojowe, które iniemożliwiłyby ponowny atak w przyszłości.

3) Jakiekolwiek byłyby błędy, które popełnił rząd polski, występując agresywnie przeciw Rosyi, sowiety nie powinny dążyć do odwetu represyi i żądzy pokarania posuwającej się do całkowitego wymazania narodu polskiego z liczby żyjących.

Chociaż osobiście podzielam zdanie L. George’a, że rząd polski popełnił pewne błędy, to jednak z całą stanowczością trzeba odeprzeć twierdzenie, że nasza ofensywa kwietniowa była atakiem na Rosyę. Atakiem w znaczeniu, jakich przypasuje mu L. George, byłaby napaść jednego narodu na drugi podczas pokoju bez należytego powodu i wypowiedzenia wojny. Takim typowym atakiem narodu na naród było naprzykład zdradzieckie zajęcie Śląska Cieszyńskiego siłą zbrojną w styczniu 1919 r. przez Czechów, a jednak L. George nie znalazł wówczas ani słowa potępiania dla nich.

Nasza ofenzywa kwietniowa była jednym z dozwolonych podczas wojny środków obrony, gdyż nasze dowództwo wiedziało, a teraz i cały świat wie, że bolszewicy poza swoim frontem „koncentrowali siły dla niespodziewanego uderzenia na Polskę, zwodząc ją perspektywą szybkiego zawarcia pokoju.

Ofenzywa kwietniowa była tylko jednym z epizodów toczącej się wojny polsko-rosyjskiej. A gdzie początek tej wojny, tego L. George nie wie, tak jak jeszcze niedano temu nie wiedział, czy Cieszyn jest górą, czy rzeką. Otóż trzeba mu przypomnieć że początek tej wojny sięga przynajmniej r. 1794, a lata 1812, 1830-1, 1863-4 i 1914 do 1920 są tylko etapami i nasileniami, nieustającej wojny polsko-rosyjskiej. Od listopada 1918 r. jako dalszy ciąg wojny światowej toczy się automatycznie wojna polsko-rosyjska, tak, jak toczyły się i jeszcze toczą litewsko – estońsko – łotewsko – finlandzko -ormiańsko-rosyjskie i wiele innych.

Bezpośrednią przyczyną przedłużającej się wojny polsko-rosyjskiej jest brak wytyczenia granicy polsko- rosyjskiej o co trzeba obwinić przedewszystkiem L. George’a, tego niemal wszechwładnego dyktatora świata.

A więc jest bezczelnem kłamstwam, obłudą i cynizmem nazywać kwietniową ofenzywę przeciwbolszewicką ze strony Polski atakiem na Rosyę, czemu zaprzeczyli najświatlejsi i najwybitniejsi patryoci rosyjscy.

L. George wiedział, że najistotniejszym warunkiem sowieckiego traktatu pokojowego, mającym zabezpieczyć Rosyę od rzekomego ponownego ataku polskiego, jest rozbrojenie Polski tj. zdemobilizowanie w ciągu miesiąca armii polskej do 50.000 ludzi, wydanie wszelkiej broni i zniszczenie polskiego przemysłu wojennego.

To działo się 10 sierpowa, kiedy hordy bolszewickie stały prawie u bram Warszawy, której upadek dla nich i dla L. George’a uchodził za pewnik, poczem można było oczekiwać zalania całej Polski.

Bolszewicy tak byli pewni zajęcia Polski, że w Wyszkowie trzymali w pogotowiu polsko-bolszewicki rząd ze swoich pachołków: Marchlewskiego, Dzierżyńskiego, Kohna i Unschlichta. Ten to rząd „polski” miał podpisać traktat pokojowy w imieniu Polski i pod jego egidą bolszewicy urzeczywistniliby go i sami przeprowadzili rozbrojenie Polski.

Powtórzyłaby się historya szacherek Katarzyny II. z Targowiczanami z 18. wieku.

Jak to? Więc w tych warunkach L. George uważał za słuszne i sprawiedliwe sankcyonować rozbrojenie 30 milionowej Polski dla zabezpieczenia od ataku 150 milionowej uzbrojonej Rosyi, potem z miną świętoszka prawi morały bolszewikom aby „nie dążyli do odwetu i represyj, posuniętych aż do całkowitego wymazania narodu polskiego z liczby żyjących?”.

A któż obroniłby tę bezbronną Polskę od tak smutnego losu? Przecież bolszewicy nie posłuchali L. George’a gdy 20 lipca zabraniał im przekroczenia tak zwanej etnograficznej granicy Polski. Krew Anglika jest zbyt cenną, aby ją przelać w obronie jakiegoś tam ginącego pod knutem wschodniego barbarzyńcy marnego Polaka, a dyplomatyczne noty miałyby w r. 1920 ten sam skutek, co i w latach 1794, 1831 i 1863.

Wiadomo powszechnie, że ze wszystkich państw na kuli ziemskiej Anglia uprawia najbardziej egoistyczną politykę i z tego powodu obecna moralność polityczna nie może jej potępić.

A jednakowoż gzygzakowata polityka L. George’a jest tak dziwną, że mimowoli rodzi się pytanie, czy jest ona wynikiem jakiegoś obłędu, czy też najpotworniejszej przebiegłosci?

Nasuwa się przypuszcenie, że po zdruzgotaniu Niemiec najgroxniejszym rywalem Anglii mogłaby stać się Rosya, o ile odrodziłaby się z obecnego chaosu.

Polska nawet ze znacznem przesunięciem jej granicy wschodniej wydaje się L. George’owi za słabą, aby stać się przeciwwagą odrodzonej Rosyi, mogącej mnożyć się wprost nieograniczenie na swych bezmiernych obszarach. Słynny Mendelejew w dziele „K’poznaniu Rosyi” oblicza, że ludność Rosyi w r. 2000, powinna dojść do 594 milionów, a w r. 2052 powinna osiągnąć kolosalną cyfrę 1282 milionów.

Ponieważ wszelkie okrojenie Rosyi nie zmniejszy jej siły rozrodczej i tylko odroczyłoby na pewien czas dojście do powyższych cyfr ludności, przeto L. George’owi wydaje się skutecznmiejszym środkiem zatrucie Rosyi przez podtrzymanie w niej bolszewizmu z oddaniem jej na pastwę Polski.

Jeżeli powyższe przypuszcenie jest uzasadnione, to zaiste polityka L. George’a jest godną kanibala!

W każdym razie Polska powinna z najwyższym sceptyzmem przyjmować jego rady.

Inżynier J. Jaskólski


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /