Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 06 wrz 2014, 17:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą” -Ks. dr Józef Maria Bartnik SJ, Ewa J. P. Storożyńska

Opublikowano 15 sierpnia 2014 Autor: Łucja z poznajmy-prawde.blog.one

Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą” -Ks. dr Józef Maria Bartnik SJ, Ewa J. P. Storożyńska

Fragmenty/ Na znanym obrazie Jerzego Kossaka Cud nad Wisłą, ponad żołnierzami polskiego wojska broniącego przyczółków Warszawy przed bolszewicką nawałą, jaśnieje postać Matki Boskiej. To nie żaden przypadek ani licencia poetica. Maryja faktycznie zjawiła się wówczas, by obronić ledwie powstałą po okresie rozbiorów Polskę przed kolejną niewolą, by uchronić tę ziemię przed antychrześcijańską ideologią.

Fakt Jej zjawienia, który przetrwał przede wszystkim w pamięci ludu, oficjalnie był jednak przez dziesięciolecia pomijany milczeniem – niewygodny zarówno dla części polskich polityków, widzących w tym możliwość osłabienia w opinii publicznej znaczenia odniesionego zwycięstwa, jak i dla rządzących po drugiej wojnie światowej w Polsce komunistów, dla których wojna 1920 roku była niepowetowaną klęską. O. Józef Maria Bartnik SJ i Ewa Storożyńska zebrali zachowane świadectwa i odkryli jeszcze jeden, niezwykle cenny rys zjawienia Maryi na przedpolu Warszawy. Otóż Maryja miała się ukazać na niebie w takiej postaci, jak jest przedstawiona na czczonym w kościele ojców jezuitów na Starym Mieście w Warszawie obrazie Matki Bożej Łaskawej – przed wiekami ogłoszonej Patronką miasta i kraju. Stąd niezwykle barwna historia powstania obrazu i rozwoju jego kultu – Maria Łaskawa uznawana była za niezastąpioną orędowniczkę w czasie zarazy, a jej sława sięgała do wielu innych miast Rzeczypospolitej, w tym Krakowa i Wilna. Zwycięstwo roku 1920 zostało jednak uproszone przez polskie społeczeństwo w gorliwej modlitwie. To wskazówka dla nas na dzisiaj…

Od dawna zapowiadana książka, owoc trzydziestu lat posługi Autora w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, już w sprzedaży!

* * *

Wstęp

(…) „Praca ks. dr. Józefa Marii Bartnika SJ przerywa tę zmowę milczenia i ujawnia zatajany przez dziewięćdziesiąt lat fakt dwukrotnego publicznego ukazania się Bogurodzicy, 14 i 15 sierpnia 1920 r., w czasie walk o Ossów i Wólkę Radzymińską. Autor przedstawia te nieznane szerszemu ogółowi zdarzenia, które zmieniają dotychczasowe rozumienie przebiegu bitwy o Warszawę. Książka jest monografią tematu. Prezentuje, poczynając od roku 1608, panoramę wydarzeń , których kulminacją będzie zjawienie się Bogurodzicy na ziemi warszawskiej w poświęconym Jej dniu, święto Wniebowzięcia, w roku 1920. Przytacza także proroctwa, które pół wieku wcześniej te zdarzenia zapowiadały. Ujawnienie faktu ukazania się Bożej Matki bolszewikom w decydującym momencie walk, kiedy ważyły się losy nie tylko Polski, lecz także Europy, weryfikuje oficjalną wersję przebiegu Bitwy Warszawskiej, w której dotychczas zdarzenia te nie były odnotowane.” (…)

Ukazanie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej roku 1920. Kontekst historyczny i polityczny

Pojawienie się Bogurodzicy ponad polskimi oddziałami broniącymi bolszewikom dostępu do Warszawy w wigilię święta Wniebowzięcia (Ossów) i w samo święto (Wólka Radzymińska) nie było ani grą świateł na niebie, ani urojeniem grupki egzaltowanych dewotów, ani też pobożną legendą. Było faktem! Podczas krwawych zmagań, kiedy rozstrzygał się los Polski – a co za tym idzie, Europy – Maryja dwukrotnie zjawiła się na przedpolach Warszawy, a data i okoliczności tego wydarzenia zostały zapowiedziane przez Najświętszą Dziewicę blisko pół wieku wcześniej (por. rozdział 11). Postać Maryi, jaśniejąca na ciemnym niebie, była dobrze widoczna. Bolszewicy bez trudu odgadli, kogo widzą! Zjawienie się Matki Bożej przeraziło ich tak, że w panice rzucili się do ucieczki (por. rozdziały 17 i 18). Po ustaniu działań wojennych ci z nich, którzy byli internowani w obozach jenieckich, wielokrotnie o tym opowiadali.

Fakt publicznego zjawienia się Bogurodzicy, potwierdzony przez setki naocznych świadków, pozornie nie wzbudził zainteresowania czynników oficjalnych. Nie komentowano go ani nie dementowano, niemniej podjęto stanowcze kroki, by nie dopuścić do nagłośnienia sprawy. Obawiano się, że publiczne roztrząsanie tego zdarzenia mogłoby negatywnie wpłynąć na dobre imię polskich żołnierzy, oficerów oraz generalicji, a także Naczelnego Wodza – Marszałka Piłsudskiego, dlatego konsekwentnie je zatajano. Rzecz jasna także w czasach reżimu komunistycznego sprawę przemilczano, choć z zupełnie innych przyczyn.

W marcu roku 1921, po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze, dla odrodzonej ojczyzny zaczęła się nowa epoka. Marszałek Piłsudski jeździł po całym kraju i dekorował zasłużonych żołnierzy, sztandary jednostek oraz trąbki bojowe Krzyżami Srebrnymi Orderu Wojskowego Virtuti Militari. Rozliczano czas wojny, historycy przystąpili do dokumentowania jej przebiegu, honorowano bohaterów, przyznawano ordery i medale. Fakt dwukrotnego publicznego zjawienia się Bogurodzicy na przedpolach Warszawy okazał się bardzo niewygodny dla Ministerstwa Spraw Wojskowych. Dla masonów – a było ich wielu wśród polityków – sprawa ta była nie do przyjęcia, gdyż „masoneria z właściwą sobie zaciekłością stara się wypierać z życia narodowego i państwowego wszelką myśl Bożą i religijną.” (…) Pisarz Adam Grzymała-Siedlecki, korespondent wojenny w roku 1920, w swojej książce Cud Wisły nader wnikliwie wskazał na „złożoność czynników cudownego zwycięstwa w bitwie warszawskiej”, podkreślając współistnienie czynników „materialnych”, takich jak: – zjednoczenie rządu, – konsolidacja społeczeństwa, – obudzenie ducha walki u żołnierzy i ochotników, z czynnikiem „duchowym”, na który złożyły się: – publiczne zawierzenie Polski Sercu Jezusowemu 19 czerwca 1920 r. przez najwyższe władze kościelne, w którym oficjalny udział wzięli Naczelnik Państwa i przedstawiciele władzy; – powtórzenie zawierzenia przez Konferencję Episkopatu Polski na Jasnej Górze w dniach 26-27 lipca; – ponowienie aktu obrania Maryi Królową Polski, dokonane przez Episkopat Polski na Jasnej Górze 26-27 lipca; – nowenny błagalno-pokutne, połączone z procesjami i całodziennym czuwaniem przed Przenajświętszym Sakramentem w całej Polsce, a szczególnie w Warszawie (6-15 sierpnia); – nowenna błagalno-pokutna na Jasnej Górze w intencji ocalenia Ojczyzny (7-15 sierpnia); – nowenna o wstawiennictwo Matki Bożej i ratunek dla Polski, odprawiana w każdej świątyni w kraju; – apel biskupów polskich do Ojca Świętego o modlitwę za Polskę; – apel biskupów polskich do episkopatów świata o modlitwę za Polskę; – apel biskupów do narodu – jego owocem było 105 714 zgłoszeń do Armii Ochotniczej gen. Hallera.

Te płynące z milionów serc gorące błagania wzruszyły serce Najczulszej z Matek i wyjednały łaskę Jej dwukrotnego publicznego ukazania się podczas walk na przedpolach stolicy, co w konsekwencji zmieniło bieg historii Polski, Europy i świata. JE Arcybiskup Józef Teodorowicz powiedział, że Maryja „w wielkie swe święta [...] zwykła czynić [...] swe zmiłowania.” Prawdziwość tych słów potwierdzili… sami bolszewicy!

Z relacji jeńców wojennych wiemy, że 15 sierpnia 1920 r. po północy ujrzeli postać Bożej Matki unoszącą się ponad atakującymi Polakami (w okolicach wsi Mostki Wólczańskie i Wólka Radzymińska). Otwarcie przyznawali, że ukazanie się Bogurodzicy było przyczyną rejterady z pola walki: Was się nie boimy, ale z Nią walczyć nie będziemy!

Komisarz Feliks Dzierżyński tak scharakteryzował wybrańców losu, którym dane było ujrzeć Bogurodzicę: „Armia bolszewicka – to dzicz bezmyślna, chyba niewiele się różniąca od hord tatarskich z zamierzchłej przeszłości”. Aby sprecyzować, co wysoki komisarz miał na myśli, wyjaśnijmy, że słowo «horda» pochodzi z czasów najazdów na Polskę plemion Mongołów, nazywanych u nas Tatarami, których cechowało wyjątkowe barbarzyństwo i okrucieństwo. Mongołowie byli bezlitośni: dzieci i kobiety brali w jasyr, opornych – zabijali, a wziętych w niewolę używali jako żywe tarany do podbicia kolejnych warowni i miast. Żołnierzy spod znaku czerwonej gwiazdy – pentagramu, symbolu Lucyfera – roznosiła ta sama niszczycielska furia, co owe barbarzyńskie plemiona. Bolszewicy, podobnie jak Tatarzy, nie uznawali żadnej świętości ani nie znali uczucia litości. Mieli oni stalowe nerwy i serca z kamienia – bo jak inaczej tłumaczyć brutalne mordy i gwałty, dokonywane na bezbronnej ludności cywilnej i osobach duchownych. (…)

ŚWIADKOWIE UKAZANIA SIĘ BOGURODZICY

Bogurodzica, groźna jak zbrojne zastępy, pojawiła się na nocnym niebie w chwili, gdy porucznik Stefan Pogonowski wraz ze swoim batalionem znienacka zaatakował pozycje bolszewików (por. rozdział 18). Sołdaci, obudzeni w środku nocy niespodziewaną strzelaniną, struchleli, widząc kobiecą postać unoszącą się na niebie ponad atakującymi Polakami. Jej szeroki, granatowy płaszcz powiewał na wietrze, odcinając się smugami światła od czarnego nieba. Jego poły zasłaniały stanowiska Polaków i znajdującą się za nimi Warszawę. Chaotyczna strzelanina nie trwożyła zawieszonej na niebie Postaci. Co więcej, dostrzeżono, że Niebiańska Osoba jakby wychyla się to w jedną, to w drugą stronę i odrzuca czy też odbija lecące w Jej stronę – czyli w kierunku Polaków – pociski! Osłupieli ze zgrozy bolszewicy obserwowali, jak odrzucone przez Niewiastę kartacze eksplodują tam, gdzie znajdowały się ich odwody! Ksiądz Zdzisław Król przytoczył świadectwo gospodyni ze wsi pod Radzyminem, u której nieprzytomny z przerażenia krasnoarmiejec szukał kąta do ukrycia się.

Wstrząśnięty mówił, że widział na własne oczy, jak „Matier Bożja brasala puli!” Matka Boża rzucała (odrzucała) pociski!. Bolszewicy byli ludźmi twardymi, nie ulegali łękom. Jednak widok majestatycznej postaci Bogurodzicy, jakby zawieszonej na niebie, wywołał wstrząs. Obudził zagłuszone sumienia i… wiarę. A sumienia te, które teraz, w obecności Najświętszej Dziewicy doszły do głosu, wołały, oskarżały i przypominały o popełnionych niegodziwościach, mordach, gwałtach i okrucieństwach! Każdy z nich czuł, że powinien paść na twarz, by oddać Matce Bożej cześć, by błagać o wybaczenie straszliwych win, by żebrać o zmiłowanie! Jednocześnie serca przepełniała trwoga! Uczucie to przeważało i bolszewicy, ogarnięci panicznym strachem, uciekali na łeb, na szyję, porzucając tabory, działa i amunicję. Nikt z krasnoarmiejców nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki, nikt nie lękał się sądu polowego. Wszyscy śmiertelnie bali się Maryi! Ochłonęli dopiero pod Zambrowem, gdzie wstrząśnięci opowiadali chłopom:

Wy etawo nie widieli. Tuda pod Warszawoj stojała bolszaja armija. My tuda widieli Bożiju Matier, katoraja zaslanijala Palijakow

Wyście tego nie widzieli. Pod Warszawą stała wielka armia. Myśmy tam widzieli Bożą Matkę, która osłaniała Polaków.

I oto, wbrew solennym zapewnieniom komisarzy, że Boga nie ma, sołdaci świadczyli o Jego istnieniu – wszak na własne oczy oglądali Bożą Matkę! Jej postać nie była urojeniem, widmem czy duchem. Obserwowali Niebiańską Niewiastę działającą! Widzieli, jak odrzucała wystrzelone w kierunku Polaków pociski! Czy nie jest ironią losu, że prześladowcy wiary i mordercy księży katolickich stali się naocznymi świadkami zjawienia się Najświętszej Maryi? Wrogowie krzyża, programowi ateiści, chętnie i dobrowolnie składali świadectwa istnienia Bogurodzicy! Jaki pogląd mieli bolszewicy na temat istnienia Boga, dowiadujemy się z relacji ks. Wiktora, Mieczkowskiego, proboszcza parafii św. Idziego w Wyszkowie. W sierpniu 1920 r. zmuszony był przyjąć na kwaterę bolszewicką wierchuszkę. Podczas posiłków gościom rozwiązywały się języki: przyszli do mnie na pogawędkę [...]. Chrystus był pierwszym rewolucjonistą – rzeki drugi – za rewolucję oddal życie, a kościół wypaczył jego idee, ucząc o wolnej woli, której nie ma i być nie powinno. Komuna tak wychowa człowieka, że tylko dobrze robić będzie. [...] Nie ma ani Boga, ani duszy, więc tylko na ziemi trzeba używać, a wy nie okłamujcie ludzi, obiecując im niebo. Jak już wspominaliśmy, bolszewików, którzy widzieli Matkę Bożą w Wólce Radzymińskiej, można było liczyć na setki. Paradoksalnie byli oni świadkami obiektywnymi i rzetelnymi, co gwarantował ich laicki światopogląd. Przekonano ich, że Bóg nie istnieje! Wpojono pogląd, że Pismo Święte jest jedną z baśni tysiąca i jednej nocy, zbiorem podań i legend!

Początkowo nie chciano im wierzyć. Sądzono, że zmyślili historię o ukazaniu się Matki Bożej, by wytłumaczyć niechlubną ucieczkę z pola walki. Jednak zgodnych świadectw było tak dużo, że podejrzenia o mistyfikację musiały się rozwiać. Podejrzewano, że bolszewicy na skutek nadużycia alkoholu mieli zaburzenia psychiczne i zwidy. Było jednak w najwyższym stopniu nieprawdopodobne, by takie same zaburzenia dotknęły kilkuset różnych ludzi, znajdujących się we wsiach oddalonych od siebie o 50 km… Aby sprawę zatuszować, rozpuszczono pogłoskę, że bolszewikom puściły nerwy i uciekali na widok… dziwnego koloru nieba (!?). Jednak nie sposób uwierzyć, że mógłby to być wystarczający powód do dezercji z pola walki! Jeśli bolszewicy w ogóle kogoś się bali, to jedynie swoich komisarzy! Spotkanie z Najświętszą Maryją musiało być dla nich wstrząsającym przeżyciem, skoro, zapominając o lęku przed komisarzami i strachu przed sądem polowym, jednym głosem głosili wielkie dzieła Boże, rozgłaszając wszem i wobec, że… na własne oczy ujrzeli Bożju Matier. (…)

Przerywamy zmowę milczenia

Jak już wspomnieliśmy, w okresie międzywojennym ukazanie się Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej było dla wielu, szczególnie dla ateistów i członków lóż masońskich, ze wszech miar niewygodne. Dla tych osób fakt ten był po prostu… nie do przyjęcia! W ich mniemaniu kompromitował polską armię i mógł negatywnie wpłynąć na wizerunek odrodzonej Polski. Bo cóż by Europa o Polakach pomyślała, gdyby do jej uszu doszło, że do pokonania bolszewików przyczyniła się sama Bogurodzica? Może utarłby się pogląd, że Polacy nie są zdolni do samodzielnej obrony własnego terytorium…

Pomimo tuszowania sprawy fakt dwukrotnego zjawienia się Najświętszej Maryi stał się powszechnie znany dzięki lekarzom, sanitariuszom i innym osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej przekazywały usłyszane świadectwa. Bolszewicy zaś chętnie dzielili się swoimi przeżyciami – poranek 14 sierpnia w Ossowie i noc 15 sierpnia w Mostkach Wólczańskich i Wólce Radzymińskiej były najbardziej wstrząsającymi chwilami ich życia. Na własne oczy ujrzeli Bożiju Matier. Informacje o zjawieniu się Bogurodzicy pochodziły także od mieszkańców okolic Radzymina, Wyszkowa, Zambrowa i Marek, pośrednich świadków zdarzenia. Przekazywali oni dalej to, o czym dowiedzieli się od bolszewików. Relacjonowali także to, co sami widzieli: ich przerażenie i trwogę. Fakty te były więc powszechnie znane. Jednak nie można było o nich pisać, temat ten stał się tabu!

Po przewrocie majowym w latach 1926-1939 Polską niepodzielnie rządziła masoneria. Zdecydowana większość polskich premierów była członkami lóż, czyli wyznawcami Lucyfera, a więc wrogami Kościoła! Ci spośród pracowników Ministerstwa ds. Wyznań, którzy należeli do lóż masońskich, zadbali o to, by wyciszyć i zatuszować sprawę publicznego objawienia się mocy Boga. Chodziło o to, by za parę lat nikt już w Polsce o tym nie pamiętał, choć ” Żadnemu narodowi [Bóg] tak nie uczynił (Ps 147, 20).”

Zamiaru tego nie udało się zrealizować, a to dzięki temu, że naród polski trwał przy wierze ojców! Nawet w ciągu stu dwadziestu trzech lat niewoli, kiedy to zaborcy stosowali politykę bezwzględnego wynaradawiania, nie udało się zmusić Polaków do porzucenia wiary. Pomimo usiłowań zaborców, by Polacy zmieniali wyznanie i asymilowali się jako Prusacy, Austriacy i Rosjanie, udało się Polakom wytrwać przy wierze przodków.

Dla caratu „katoliczestwo” było największym wrogiem asymilacji, stąd chwytano się wszelkich sposobów, by Polacy przechodzili na prawosławie. Kuszono karierą, awansami, co za tym idzie odpowiednimi apanażami, słowem: dostatnim życiem. Jak wykazała praktyka, ten, kto zmienił wyznanie, przestawał być Polakiem, stawał się rusofilem i lojalnym poddanym cara. W sercu uciemiężonego narodu królowali Bóg i Jego Matka, a programem życia nadal było hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna. Realizacja tego duchowego programu, wierność tym ideałom niejednokrotnie w historii odgrywały decydującą rolę i stanowiły tarczę przeciwko wynarodowieniu i znikczemnieniu, jakie niosły za sobą lata wojen i niewoli. (…)

SOS dla Warszawy – Maryja objawia się w sercu okupowanej stolicy (Warszawa Siekierki 1943)

W lipcu 1938 r. Rozalia Celakówna napisała:

Zobaczyłam, w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska aż do Pomorza, całą w ogniu. Widok to był naprawdę przerażający. Zdawało mi się, że ogień zniszczy cały świat. [...] Wtem usłyszałam [...]: Moje dziecko, będzie straszna wojna, która spowoduje wielkie zniszczenie. Niemcy upadną [...] bo Mnie nie uznają jako Boga, Króla i Pana swego..

Na modlitwie Rozalia zrozumiała, że „Warszawa będzie zniszczona, Warszawa legnie w gruzach”. Rzeczywiście: 1 września atak Rzeszy Niemieckiej na Polskę rozpoczął wojnę. Dwa i pół tygodnia później, zgodnie z tajnym porozumieniem „Przymierza dla Europy Wschodniej” (pakt Ribbentrop – Mołotow), na Polskę napadł Związek Radziecki. Wskrzeszone niecałe 21 lat wcześniej państwo polskie utraciło niepodległość. Rozpoczęły się lata podwójnej okupacji: niemieckiej i sowieckiej. (…) W maju 1943 r. Matka Boża Łaskawa, Patronka Warszawy, ukazała się na osiedlu Siekierki. Bogurodzica, niebiańsko piękna, zjawiła się wśród zieleni, na drzewie obsypanym kwiatami. Jej słowa były poważne i brzmiały złowieszczo:

Módlcie się, bo idzie na was wielka kara, ciężki krzyż. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo się lud nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać. Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Bóg żąda nawrócenia.

W okresie międzywojennym, a i w czasie wojny sytuacja moralna społeczeństwa polskiego była, jak pisaliśmy, oględnie mówiąc – nie najlepsza.

Jezus Chrystus prosił wybrane dusze – św. siostrę Faustynę, sługi Boże Rozalię Celakównę, Leonię Nastał, Kunegundę (Kundusię) Siwiec – o wynagradzanie za grzechy rozwiązłości: Strasznie ranią Moje Najświętsze Serce grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji.

Nasz Pan prosił o szczególne modlitwy za warszawian, ponieważ stolica Polski nie chciała pamiętać o prawach Dekalogu. Wystarczy zajrzeć do pamiętników i wspomnień z tego okresu. Luminarze życia społecznego i kulturalnego ostentacyjnie prowadzili rozwiązłe życie, zarażając tym stylem swoje otoczenie, a zwłaszcza podatną na wpływy młodzież. Masoni zdawali sobie sprawę z tego, że aby osiągnąć powszechne (na całym świecie) rozluźnienie obyczajów, potrzebna jest demoralizacja na wielką skalę. Starali się, żeby romanse i rozwody sławnych ludzi były nagłaśniane w bulwarowej prasie, tak by niemoralne zachowania przestały bulwersować, spowszedniały i powoli stały się… obowiązującą normą. Pojawił się nowy zawód: fotograf-podglądacz – paparazzi – którego zadanie polegało na dostarczaniu brukowcom dowodów romansów i zdrad osób postawionych na świeczniku.

Masoneria postarała się, by celebryci stali się żywą reklamą zachowań amoralnych. Rozliczne biografie upowszechniały i propagowały rozwiązły styl życia, w którym biseksualizm bynajmniej nie należał do rzadkości. (…) Bóg Ojciec, chcąc ocalić mieszkańców Warszawy przed nieszczęściem, zezwoli! Maryi Łaskawej osobiście przestrzec swój lud. Jeśli Warszawa posłucha Najłaskawszej Matki i odwróci się od grzesznego życia, wynagrodzi za grzechy rozwiązłości, cudzołóstwa i te najstraszniejsze, dzieciobójstwa, to może miasto uniknie kary… Maryja, Matka Łaskawa, Patronka Warszawy apelowała do ludu stolicy, aby przez przemianę życia, respektowanie praw Dekalogu i pokutę odwrócił wiszące nad miastem nieszczęście. Bogurodzica prosiła warszawian o modlitwę powszechną, taką jak w 1920 r, kiedy to żarliwie błagano Boga za pośrednictwem Łaskawej Strażniczki Polski o ocalenie przed bolszewikami i wymodlono cud Jej publicznego ukazania się, który w konsekwencji zmienił wynik wojny. Po dwudziestu trzech latach, w roku 1943, czwartym roku okupacji niemieckiej, sytuacja była diametralnie różna: nie lud błagał Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski, o ustanie okropieństw wojny, lecz to Ona sama zeszła z nieba, by osobiście wzywać warszawian do modlitwy, nawrócenia i pokuty, aby w ten sposób odwrócić od stolicy zapowiedziane nieszczęście! Nie będzie ono: przejawem gniewu Boga wobec swego ludu, ale samozniszczeniem narodu poprzez grzech. Jedyną możliwością wyjścia z tej tragicznej sytuacji jest nawrócenie, wyznanie grzechu, pokuta i zadośćuczynienie. „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy [...] zginiecie! (Łk 13, 5).”

Pomimo ośmieszania i wyciszania objawień wiadomości o nich szybko rozchodziły się po Warszawie. Mimo jednak wysiłków przestrogi Maryi nie dotarły do ogółu warszawian. Treść orędzi nie była głoszona z ambon.

Przyczyną tego był głównie brak zainteresowania ze strony kleru. Dla duchowieństwa przesianie Maryi nie było bynajmniej darem Niebios, lecz… kłopotem! „Proroctwa nie lekceważcie!” (1 Tes 5, 20). Ostrzeżenie, które w imieniu Boga Najwyższego Bogurodzica przekazała całemu ludowi stolicy:

Bóg nie chce ludzi karać. Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Bóg żąda nawrócenia! nigdy do niego nie dotarło…

(…)

Matka Boża tarczą i obroną Polaków.

Częstochowa 1655 (…) 18 listopada 1655 r. generał Muller z kilkutysięcznym wojskiem otoczył klasztor i zażądał natychmiastowej kapitulacji. Składająca się z żołnierzy szwedzkich i… polskich oddziałów, które przeszły na stronę wroga armia oblegająca klasztor w kulminacyjnym momencie liczyła 2250 ludzi i dysponowała silną artylerią. O. Augustyn Kordecki, dowódca obrony, nie miał co prawda doświadczenia militarnego, ale za to znakomity zmysł organizacyjny. Sam przygotował twierdzę do obrony, m.in. wyburzając na polu fortyfikacji klasztornych wszelkie budynki, aby nie zostały wykorzystane przez atakujących. W szeregach obrońców znalazła się dobrze wyszkolona załoga – 160 żołnierzy piechoty – zwerbowana przez Kordeckiego. Wojskiem tym dowodził znakomity oficer Jan Paweł Cellari. Załogę wspomagało 70 zakonników i około 20 szlachciców wraz z czeladzią. Konwent miał pod swoimi rozkazami 50 puszkarzy. Sanktuarium dysponowało dobrą artylerią. Generał Muller przypuścił gwałtowny szturm, myśląc, że od razu zdobędzie ten „kurnik”, jak pogardliwie zwykł określać twierdzę. Ze wstydem jednak i dużymi stratami w ludziach musiał się wycofać, odparty celnymi strzałami broniącej się garstki żołnierzy i zakonników.

I tak, dzień po dniu, przez 5 tygodni szwedzki dowódca ponawiał ataki, pieniąc się z bezsilnej wściekłości, że nie potrafi zdobyć klasztoru. Próbował wymusić kapitulację, lecz determinacja o. Kordeckiego sprawiła, że twierdzy nie poddano. Na morale obrońców miała wpływ jego zdecydowana postawa i wiara w pomoc Bogurodzicy. Wzywając ratunku Bożej Opatrzności, o. Augustyn regularnie prowadził uroczyste procesje eucharystyczne po murach klasztornych. Na Jasnej Górze nieustannie, dzień i noc, zanoszono modły do Bożej Rodzicielki. Bez przerwy również, na zmianę, leżeli krzyżem przed Jej obrazem rycerze, mieszczanie i mnisi.

„Postać pobożnego O. Kordeckiego jakby się pomnażała. Był wszędzie. To go widziano w kaplicy modlącego się żarliwie, to z krzyżem w ręku przebiegał wały, zagrzewając do obrony, to krzepił wątpiących, to rannych pocieszał, wszędzie widać było jego białą postać. A Maryja Jasnogórska co dzień swą opiekę jawnie okazywała. Przy każdym szturmie widziano z obozu szwedzkiego Panią w błękitnym płaszczu, w towarzystwie sędziwego starca, zapewne Św. Pawła pustelnika, jak unosząc się nad oblężoną twierdzą, ręką kule znad klasztoru na obóz nieprzyjacielski odrzucała i płaszczem swym od pożaru Jasną Górę osłaniała. Co dzień z okrzykiem: „Czary, czary katolickie!” padali rażeni własnymi kulami żołdacy szwedzcy. Zastępy ich ciągle malały, [...] a klasztor stał cały, i obrońcy jego, ducha nie tracąc, mężnie się bronili przez pięć tygodni.”

W grudniu ostrzał z ciężkich dział spowodował poważne uszczerbki w murze. Niektórzy z obrońców twierdzy opuścili ją, jednak o. Kordecki był zdecydowany kontynuować walkę. W Boże Narodzenie, w nocy z 25 na 26 grudnia, generał Muller wystosował list, w którym kategorycznie żądał okupu i poddania klasztoru. Spotkała go jednak kolejna odmowa. (…)

Częstochowa 1944-1945 W styczniu 1945 r. marszałek Iwan Koniew, prowadząc Armię Czerwoną na Berlin, zatrzymał się pod Częstochową, by przegrupować wojska. Zajął kwaterę i przy stole zasłanym mapami opracowywał plany strategiczne. Wtem pojawiła się przed nim kobieta, ubrana na czarno, w czarnym szalu na głowie, i zwróciła się do niego po rosyjsku: Idź i natychmiast rozpocznij ofensywę na Częstochowę! Powiedziawszy to, wyszła.

Koniew, mocno zaskoczony, wybiegi z kwatery i pyta! żołnierzy trzymających wartę: „Gdzie jest ta kobieta, która była u mnie?”. Lecz ci odpowiedzieli: „Nie było tu żadnej kobiety!”. Marszałek Koniew, powróciwszy do kwatery, nie namyślając się wiele, cofnął poprzedni rozkaz, a wydał nowy, nakazujący natychmiastowy wymarsz na Częstochowę.

16 stycznia 1945 r. wojska Frontu Ukraińskiego pod rozkazami marszałka Koniewa zdobyły miasto bez jednego wystrzału! Atak był tak gwałtowny, że hitlerowcy nie zdążyli zburzyć miasta. Jeden z braci paulinów wspominał:

Ta godzina wyzwolenia przyszła nagle… [...] A Niemcy na Jasnej Górze nic absolutnie nie wiedzieli, że radzieckie wojska już tu są. Jak się dowiedzieli, [...] powstała straszna panika. [...] zakonnicy wszyscy się modlili; była akurat godzina modłów i byliśmy w kaplicy. [...] jeden z naszych zakonników poszedł pytać się, co oni teraz będą robić. Ten komendant odpowiedział, że on w takim wypadku ma rozkaz, pod karą śmierci, spalić Jasną Górę, jak się będzie stąd wycofywał. Klasztor był w pogotowiu. Wszyscy, którzy się tu schronili i zakonnicy, nikt nie spał wtedy. Ja byłem wyznaczony na obserwatora. [...] Przed godziną 23 Niemcy wytoczyli na dziedziniec klasztorny osiem beczek z benzyną. I te beczki ustawili szeregiem, odkorkowali i tak to wszystko się lalo. Jednocześnie tam gdzie Arsenał, była wywleczona ogromna sterta kocy, też zlana benzyną. A na wprost, gdzie taka mozaika ułożona z kamieni, to zastopowali ciężarowe auto, naładowane wybuchowymi materiałami i wszystko to zlali benzyną. Ale znów rozległy się jakieś detonacje i oni uciekli. Tylko częściowo to podpalili.” (…)

24 stycznia marszałek Iwan Koniew w otoczeniu sztabu oficerów wkroczył do jasnogórskiego sanktuarium. Stanąwszy przed obrazem Matki Bożej, powiedział: „Eto ona cochodnia buła u mnia!”

To Ona tego dnia była u mnie! Pociągnął ręką dwa razy po twarzy, zdjął czapkę, pokłonił się nisko i wyszedł. A za nim sztab. Oficerowie byli poważnie zaniepokojeni zachowaniem Koniewa i jego zadziwiającą wypowiedzią. Myśleli, że marszałek zwariował! Wreszcie ośmielili się zapytać, dlaczego powiedział coś tak dziwnego. Koniew wyjaśnił: Tak, jak na tym obrazie, wyglądała kobieta, która dala mi tak stanowcze polecenie, że innej myśli już nie miałem, jak tylko tę, aby natychmiast rozkazać ofensywę na Częstochowę!

http://www.niedziela.pl/artykul/98661/n ... -nad-Wisla

http://prawda-nieujawniona.blog.onet.pl ... orozynska/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 13 paź 2014, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Jak było z jeńcami

MSZ opublikowało raporty Czerwonego Krzyża sprzed 90 lat dotyczące sowieckich jeńców wojennych w Polsce. Umierali na tyfus i dyzenterię, a nie jak chce rosyjska propaganda, w wyniku zaplanowanego mordu.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych upubliczniło dokumenty przechowywane w genewskim archiwum Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. Dotyczą one losu sowieckich jeńców wojennych w Polsce z lat 1919-1921. To reakcja na prowokacyjne żądania Rosji w sprawie budowy na cmentarzu Rakowickim w Krakowie pomnika jeńców bolszewickich.

„Komsomolskaja Prawda” poinformowała o rozpoczęciu zbiórki pieniędzy na ten cel. To zresztą temat podnoszony od kilku lat przez prokremlowskie media i reżimowych historyków. Reakcja strony rosyjskiej to odpowiedź na dochodzące od wielu lat do świadomości międzynarodowej opinii publicznej informacje na temat sowieckich zbrodni ludobójstwa, m.in. w Katyniu, i braku rozliczenia z nimi.

Moskiewska propaganda zaczęła powielać nieprawdziwe informacje na temat m.in. rzekomej zagłady bolszewików.

Dokumenty ujawnione przez MSZ potwierdzają znany fakt, że główną przyczyną wysokiej śmiertelność jeńców były przede wszystkim epidemie panujące w zniszczonej wojną Polsce. Kwestia ta była przedmiotem badań opartych na bogatym materiale źródłowym, prowadzonych przez polskich i rosyjskich historyków. Według polskich ocen, liczba zmarłych w całym okresie działania obozów wyniosła ok. 16-17 tysięcy. Historycy rosyjscy szacują zaś liczbę ofiar na 18-20 tysięcy.

Materiały archiwalne zawierają m.in. porozumienie w sprawie łagodzenia sytuacji ofiar wojny, podpisane we wrześniu 1920 r. przez Towarzystwa Czerwonego Krzyża Polski i Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej, a także list szefa Komisji Epidemiologicznej Ligi Narodów do Sekretarza Komitetu MCK z grudnia 1920 r., dotyczący współdziałania obu organizacji w sferze pomocy dla rosyjskich więźniów wojennych w Polsce.

Historycy MSZ zwracają uwagę, że cechą charakterystyczną udostępnionych dokumentów jest ich wysoka wiarygodność. Nie są to bowiem sprawozdania przygotowane przez jedną ze stron konfliktu, ale dokumenty wytworzone przez pracowników organizacji międzynarodowych.

Publikacja to za mało
Zdaniem dr. Wojciecha Muszyńskiego, redaktora naczelnego pisma historycznego „Glaukopis”, publikacja resortu to jednak nieskuteczna odpowiedź na sowieckie kłamstwa na temat jeńców bolszewickich. Chodzi mu oczywiście nie o jakość tych materiałów, ale o brak profesjonalizmu polskiego MSZ.

– Sprawa ta jest już znana od ładnych paru lat. Sowieci grają nią, żeby relatywizować ludobójstwo w Katyniu, a nikomu w MSZ nie przyszło do głowy podjąć decyzję, aby dać polskim historykom grant na napisanie poważnej monografii historycznej na ten temat. Taka praca powinna powstać już dawno w oparciu właśnie o ujawnione obecnie dokumenty – podkreśla Muszyński.

Zaznacza, że taka publikacja historyczna powinna mieć również rosyjską, niemiecką i angielską wersję językową. – Przecież tu nie chodzi o „przepisywanie na nowo historii”, bo tym zajmują się ludzie Władimira Putina, ale o napisanie historycznej prawdy. Radosław Sikorski, który szefował MSZ przez siedem ostatnich lat, doskonale wie, jak powinno być to profesjonalnie zrobione –dodaje historyk.

W ocenie Muszyńskiego, opublikowanie tych dokumentów niczego nie zamyka, a wręcz przeciwnie –otwiera pole do dyskusji, nowych rosyjskich spekulacji i robienia Polsce czarnego PR-u na całym świecie. –W tych okolicznościach brak oficjalnej polskiej monografii naukowej o jeńcach bolszewickich z 1920 r., firmowanej przez czynniki rządowe, to kolejny dowód lekceważenia przez aktualną ekipę rządzącą interesu i prestiżu Polski – uważa Muszyński.

Były wiceminister spraw zagranicznych Krzysztof Szczerski (PiS) przyznaje, że dokumenty nie są niczym nowym, ale podkreśla, że czas publikacji jest wyjątkowy. –Mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną, ponieważ strona rosyjska podniosła temat z pomnikiem. Wcześniej taka reakcja nie była potrzebna, ponieważ zarzuty propagandowe były tak absurdalne, że aż trudno było z nimi dyskutować. Teraz jednak temat ten został podniesiony w takich kręgach, że należy na nie reagować. Tak sobie w każdym razie tłumaczę tę reakcję MSZ i publikacje tych archiwaliów na stronie internetowej ministerstwa – podkreśla Szczerski.

Co mówią dokumenty?
Sprawa jeńców zainteresowała przedstawicieli Czerwonego Krzyża i Komisji Epidemiologicznej Ligi Narodów. Przedstawiciele obydwu instytucji wizytowali obozy, w których przetrzymywano Sowietów. W przekazywanych raportach opisywali panujące w nich warunki i problemy, z jakimi musiały zmagać się władze w Warszawie.

MSZ opublikowało m.in. raport Luciena Brunela, sekretarza Misji Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie, z jego pobytu w Polsce 15 listopada 1920 roku. Stwierdzono w nim, że w dwóch głównych obozach dla jeńców wojennych w Polsce, w których wcześniej przebywało 130 tys. osób, pozostaje nadal ok. 60 tys. osób. Według opinii autora raportu, wyżywienie jeńców, choć niewystarczające, nie różniło się od wyżywienia żołnierzy polskich. Brunel wskazywał także na problemy epidemiologiczne, podkreślając, że „liczba chorych rośnie każdego dnia, szpital dysponujący tylko 1,3 tys. miejscami nie jest w stanie przyjmować wszystkich chorych na dyzenterię i tyfus”.

Do raportu załączono Instrukcję dla Luciena Brunela, sekretarza Misji Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie, udającego się z polecenia MCK do Warszawy, gdzie we współpracy z delegatem – asystentem MCR w Polsce, Victorem Gloorem, miał za zadanie zbadać m.in. kwestie związane z sytuacją sierot i jeńców wojennych.

Inny materiał to tekst porozumienia z 6 września 1920 r. w sprawie łagodzenia sytuacji ofiar wojny, podpisany w Berlinie przez przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża i Towarzystwa Czerwonego Krzyża Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej. Przewidywało ono procedury dotyczące wymiany jeńców wojennych i ludności cywilnej pomiędzy obydwoma stronami konfliktu wojennego.

Dokument nr 4 to z kolei List szefa Komisji Epidemiologicznej Ligi Narodów Fredericka Normana White’a do Sekretarza Komitetu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z 11 grudnia 1920 r., dotyczący współdziałania obu organizacji w sferze pomocy dla więźniów wojennych w Polsce, którzy – zgodnie z intencją władz polskich – ze względu swój stan zdrowia powinni być jak najszybciej repatriowani.

W wyniku wojny polsko-bolszewickiej w chwili zawieszenia broni pod koniec 1920 r. w Polsce znajdowało się około 80-85 tys. jeńców bolszewickich. Większość z nich znalazła się tam po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej z sierpnia 1920 roku. Z kolei według ocen historyków liczbę polskich żołnierzy ujętych przez wojska bolszewickie szacuje się na 60 tysięcy. Obie strony konfliktu dążyły więc do wzajemnej wymiany jeńców. W tym celu podpisano porozumienie, a kilka miesięcy potem zawarto układ o repatriacji zakładników i jeńców. Na mocy obydwu porozumień do października 1921 r. większość sowieckich żołnierzy została zwolniona z obozów jenieckich i przekazana do Rosji.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ncami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 01 gru 2014, 17:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/08/09/ ... sie-groby/

Stu Polaków rozstrzelanych za jednego komunistę. Ruszające się groby
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-08-09

Stu Polaków rozstrzelanych za jednego komunistę. Ruszające się groby, żywe manekiny do ćwiczeń z szablą. Sowieckie „wynalazki”, które wykorzystuje się przeciw Polsce

Obrazek

Podczas II wojny światowej na rozkaz Stalina i rządu sowieckie NKWD, m.in. w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Kuropatach, wymordowało ok. 35 tys. jeńców – oficerów Wojska Polskiego. Tymczasem takie samo komunistyczne ludobójstwo miało miejsce latem 1920 r., tylko na mniejszą skalę. Wówczas to Sowieci po raz pierwszy rozstrzeliwali masowo bezbronnych jeńców – oficerów Wojska Polskiego, m.in. w Białymstoku, Kolnie i Chorzelach na Kurpiach, w Płocku oraz pod Lwowem.Dokonując agresji na Polskę w 1920 r., bolszewicy bardzo dosłownie traktowali hasło premiera rządu Rosji i komunistycznego dyktatora Lenina: „Naprzód na Zachód! Po trupie Polski do serca Europy!”.
Sowieckie ludobójstwo w 1920 r.
Już w trakcie wojny latem 1920 r. dobrze udokumentowane były przypadki barbarzyństwa i bestialstwa Armii Czerwonej.
W Lemanie k. Kolna kolumnę ok. 200 polskich jeńców z rękami związanymi na plecach Rosjanie puścili wolno i użyli do ćwiczeń z szablą jako żywych manekinów.

Obrazek
Lida, 28 kwietnia 1919 r. Polska kawaleria podczas wojny z bolszewikami


W Lidzie wymordowali i okaleczyli ciała polskich jeńców – 93 żołnierzy i oficerów.
Najliczniejsze, najostrzejsze represje i mordy polityczne miały miejsce w Wilnie. Podczas sowieckiej okupacji w lipcu i sierpniu 1920 r. sołdaci wymordowali prawie 3 tys. Polaków, ale także przeprowadzili typowo rosyjski pogrom Żydów.
Gen. Lucjan Żeligowski wspominał później:
Widok pola robił przykre wrażenie. Leżała na nim wielka ilość trupów. Byli to cywile, ale w ogromnej większości nasi żołnierze i oficerowie, nie tyle ranni i zabici w czasie walki, ile pozabijani już po walce, jako jeńcy wzięci do niewoli bolszewickiej. Całe długie szeregi trupów w bieliźnie tylko i bez butów leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze, powykłuwane oczy. W tym czasie zameldowano mi, że przyjechał angielski generał z kilkoma oficerami (…). Byłem wzburzony. «Może pan generał zechce opowiedzieć panu Lloyd George’owi – powiedziałem wówczas – jak jego przyjaciele polityczni obchodzą się z naszymi jeńcami». Generał i oficerowie angielscy milczeli.
Nie były to przypadki, ale wykonywane na rozkaz z Moskwy masowe zbrodnie ludobójstwa.
Rewolucyjna Rada Rosji – na polecenie premiera rządu Włodzimierza Lenina – wydała dyrektywę, podpisaną przez Lwa Trockiego, aby za każdego komunistę straconego przez władze polskie Czeka rozstrzeliwała stu Polaków zakładników. Natomiast za każdego sowieckiego lotnika zabitego w Polsce lub państwach Europy Czeka miała rozstrzeliwać 50 zakładników. Sowieccy dowódcy, m.in. Stalin, Tuchaczewski, Budionny, Woroszyłow, Jegorow, Jakir, stosowali masowy terror wobec Polaków na zdobytych latem 1920 r. terenach wschodnich województw Rzeczypospolitej. Żołnierze sowieccy dopuszczali się masowych morderstw, gwałtów i grabieży wobec bezbronnej ludności – kobiet, dzieci, księży. Palone były domy, kościoły, synagogi.

Świadectwo Izaaka Babla
Świadectwo masowego mordowania bezbronnych jeńców, oficerów Wojska Polskiego, pozostawił wybitny pisarz rosyjski, a wtedy młody komisarz polityczny Armii Czerwonej Izaak Babel. Jego zapiski są wstrząsającym dokumentem historycznym: oto zbrodnię ludobójstwa w Katyniu w 1940 r. poprzedziło takie samo sowieckie ludobójstwo 20 lat wcześniej – latem 1920 r.
Wciągam się w robotę sztabową – nikczemne planowanie mordu. Oto zasługa komunizmu. (…) Przywieziono jeńców, jednego, zupełnie zdrowego, krasnoarmiejec postrzelił dwa razy bez żadnego powodu. (…) Wieczór, złapali Polaka w życie, polują jak na zwierzynę, szerokie pola, szkarłatne słońce, złocisty kurz, kołysze się zboże, pada wystrzał, Polak pada w drgawkach na ziemię. Żyć się odechciewa, mordercy, niesłychana podłość, przestępstwo. (…) Pędzą jeńców, zrywają z nich mundury, buty. Przed nami – straszne zdarzenia. (…) Pobojowisko. Jeździłem wzdłuż pierwszej linii, błagam, żeby nie zabijać jeńców. Szekow bąknął: – dlaczego nie? Odegrało to potworną rolę. Nie patrzyłem im w twarze, przebijali jeńców pałaszami, dostrzeliwali, trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierają, drugiego dobijają, jęki, krzyki, charkot, to nasz szwadron szedł do «natarcia». Piekło. Jakąż to wolność przynosimy, okropieństwo. (…)


wojna polsko-bolszewicka


Dzisiejszych jeńców wzięliśmy o świcie koło stacji Zawady. Było ich dziesięciu. Byli w samej bieliźnie, kiedyśmy ich brali. Kupa mundurów poniewierała się koło Polaków, to był ich wybieg, żebyśmy nie odróżnili oficerów od szeregowych. Sami rzucali swoją odzież, ale tym razem Trunow postanowił wyświetlić prawdę.
- Oficery wystąp! – wydał komendę, podchodząc do jeńców, i wyciągnął rewolwer.
– Oficery, przyznaj się! – powtórzył i zaczął szturchać Polaków kolbą rewolweru.
Wtedy wystąpił z gromady chudy stary człowiek, z dużymi wystającymi łopatkami, z żółtymi policzkami i obwisłymi wąsami. Trunow odsunął go szablą.
- Oficery wasze gady – powiedział dowódca szwadronu – oficery wasze rzuciły tu ubranie…
I tu szwadronowy z kupy łachów wybrał czapkę z lampasem i wcisnął ją staremu na głowę.
– W sam raz – wymamrotał Trunow, przysuwając się i postękując – w sam raz… - i wsunął jeńcowi szablę w gardło. Stary upadł, poruszył nogami, z gardła jego wypłynął spieniony koralowy strumień”.

Świadectwo lorda d’Abernona
W zdobytym przez Armię Czerwoną Płocku (jedyne miasto, gdzie udało się bolszewikom dojść bezpośrednio do Wisły) 16 sierpnia sołdaci rosyjscy wymordowali kilkuset rannych żołnierzy polskich leżących w szpitalu miejskim. Wymordowali też wszystkich lekarzy i kobiety sanitariuszki.
17 sierpnia 1920 r. w Zadwórzu pod Lwowem doszło do dramatycznej walki, nazywanej już wtedy Polskimi Termopilami. Żołnierze Wojska Polskiego walczyli do końca, mimo ogromnej przewagi Rosjan. Bitwa pod Zadwórzem miała kluczowe znaczenie dla obrony Lwowa. Dlatego sołdaci Armii Czerwonej nie brali do niewoli Polaków. Rannych polskich żołnierzy dobito bez litości bagnetami. Z całego polskiego batalionu nie ocalał nikt, zginęli wszyscy! 318 żołnierzy i oficerów WP.
Słynny dyplomata angielski, ambasador w Berlinie – lord d’Abernon – obecny w Warszawie jako członek misji brytyjsko-francuskiej przy władzach Rzeczypospolitej – tuż po zwycięstwie Wojska Polskiego nad armią sowiecką 15 sierpnia 1920 r. zanotował w swym dzienniku:
Wysłałem dziś do Londynu depeszę następującej treści: Polska kontrofensywa skierowana przeciw lewemu skrzydłu armii rosyjskiej przemieniła zupełnie sytuację wojenną. Nieprzyjaciel, który docierał już do bram Warszawy, odrzucony został poza Narew i Bug. Polacy wzięli do niewoli wiele tysięcy jeńców. Ostateczne obliczenia zdobyczy wojennej wykazują: 60 tys. jeńców, 100 armat i 1000 karabinów maszynowych, amunicji bardzo niewiele, natomiast ogromna ilość pieniędzy papierowych wątpliwej wartości. Rząd polski ma teraz nie lada kłopoty z wyżywieniem takiej masy jeńców.Wziąłem sobie za zadanie przekonać się naocznie, w jakich warunkach żyją jeńcy rosyjscy. Nie dostrzegłem żadnego śladu znęcania się nad bezbronnymi. Jeńcy uważani są przez Polaków raczej za nieszczęśliwe ofiary niż za znienawidzonych wrogów. Widziałem, że są zdrowo i dobrze karmieni, a większość z nich robi wrażenie uszczęśliwionych z tego, że oto żyje sobie bezpiecznie i daleko od linii frontu rosyjskiego.
Ta relacja brytyjskiego dyplomaty stanowi bardzo ważny dokument. Pokazuje dokładnie, jak Polacy traktowali sowieckich jeńców, chociaż ci byli agresorami, bo to Rosja napadła na Polskę, a nie odwrotnie.

Antypolska Moskwa
Przez pół wieku władze Rosji Sowieckiej ukrywały zbrodnię ludobójstwa w Katyniu na bezbronnych polskich jeńcach, a następnie kłamały na jej temat. Kiedy upadł komunizm, kiedy w 1991 r. rozpadło się imperium zła – kłamstwo katyńskie i fałszowanie historii okazało się już niemożliwe. Dlatego właśnie po 1991 r. Rosjanie podjęli próby manipulacji i nowego kłamstwa, które miały zneutralizować prawdę o zbrodni w Katyniu. Moskiewskim kłamcom chodziło o to, aby teraz wmówić światowej opinii publicznej, że to Polacy pierwsi rozpoczęli mordowanie jeńców już w 1920 r., po klęsce Armii Czerwonej 15 sierpnia pod Warszawą.
Skandalicznym, haniebnym, antypolskim kłamstwem i rosyjskim fałszerstwem, które rozpoczęło trwającą do dzisiaj propagandową akcję Kremla, była wypowiedź dyplomaty rosyjskiego ministra Borisa Szardakowa z 7 listopada 1994 r. w Krakowie. Stwierdził on wówczas: „Polska odzyskała niepodległość w 1918 r. wyłącznie dzięki dekretowi Włodzimierza Iljicza Lenina (…). Józef Piłsudski utworzył w 1920 r. polskie obozy koncentracyjne dla jeńców wojennych – żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej, w których zamordowano bez sądu 60 tys. osób, a z niektórych z nich Polacy robili sobie tarcze strzelnicze. (…) Armia Krajowa mordowała w skrytobójczy sposób żołnierzy Armii Czerwonej, wkraczających na ziemie polskie w 1944 r. (…) Józef Piłsudski jest takim samym zbrodniarzem jak Józef Stalin”.
Dojście do władzy na Kremlu Władimira Putina i podjęta przez niego odbudowa imperialnej Rosji spowodowały intensyfikację działań antypolskich Moskwy. W rosyjskich mediach w ostatnich latach ukazały się tysiące (!) antypolskich publikacji, których kłamliwy charakter jest bezdyskusyjny. Zwraca uwagę fakt, że ukazują się one zawsze przy okazji oficjalnych wizyt polsko-rosyjskich. Wskazuje to, że są inspirowane przez Kreml, a ich arogancja nawiązuje do najgorszych antypolskich tradycji Rosji, najpierw carskiej, a potem komunistycznej.
Tak np. przed wizytą w Polsce prezydenta Putina w 2001 r., używając metod czarnej propagandy, I program TV moskiewskiej w najważniejszej audycji politycznej głosił fałszerstwa przeciw Polsce: „Pamiętamy też o polskich obozach koncentracyjnych w Tucholi i Puławach, Strzałkowie i Baranowiczach, gdzie po wojnie 1919-1920 r. Polacy barbarzyńsko zamordowali 80 tys. wziętych do niewoli czerwonoarmistów i gdzie stosowano tortury przerastające swym okrucieństwem te, które uprawiali zbrodniarze w Oświęcimiu”.


Jeńcy rosyjscy na szosie między Radzyminem a Warszawą


Inne media rosyjskie odczytały to jako wyraźny sygnał do upowszechnienia tzw. anty-Katynia, czyli przeciwstawienia zbrodni katyńskiej rzekomej zbrodni ludobójstwa popełnianego przez Polaków na jeńcach sowieckich w 1920 r. W konsekwencji rozwinięto zaplanowaną na Kremlu cyniczną antypolską akcję polityczną, naukową i medialną, mającą na celu skompromitowanie Polski na forum międzynarodowym.
Polacy mają być rzekomo nie tylko rusofobami, ale także mordercami jeńców rosyjskich, którzy nie powrócili z polskiej niewoli po 1920 r. A skoro nie powrócili, to znaczy że zostali zamordowani przez Polaków w obozach koncentracyjnych. Takie rozumienie to nie tylko kłamstwo i tradycyjna manipulacja rosyjska, ale także rosyjska logika – skoro nie powrócili, to znaczy że zostali wymordowani. Tymczasem prawda jest zupełnie inna.

„Zamiast prawdy – kłamstwo”
Rosja Sowiecka w 1920 r. miała pod bronią ok. pięć i pół miliona żołnierzy, z tego w Armii Czerwonej było 4 424 317. Pozostali to funkcjonariusze formacji milicyjnych, pomocniczych gwardii czerwonych, a nade wszystko Czeka – sowiecka zbrodnicza policja polityczna. W pierwszym rzucie strategicznym wiosną 1920 r. runęła na Polskę 2-milionowa nawała Armii Czerwonej.


Jeńcy sowieccy w niewoli polskiej (1919-1921)


Drugi rzut strategiczny wojsk sowieckich miał ruszyć na podbój Europy po zdobyciu w sierpniu Polski. Plany te załamały się 15 sierpnia 1920 r. Rosjanie ponieśli klęskę w czasie Cudu nad Wisłą. Premier rządu rosyjskiego i komunistyczny dyktator Lenin najlepiej znał plany i cele bolszewickiej agresji i to on na Kremlu w trakcie narady rządu Rosji Sowieckiej 24 września 1920 r. zdefiniował bolszewicką klęskę pod Warszawą:
Niemcy ogarnęło wrzenie rewolucyjne, a angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny. (…) Wszystko tam, w Europie, było gotowe do wzięcia. Lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji.
W wyniku właśnie tej klęski Armia Czerwona poniosła ogromne straty, w tym do niewoli polskiej trafiło ok. 110 tys. jeńców sowieckich.

Obrazek

Rosjanie doskonale wiedzą, że kilkanaście tysięcy jeńców sowieckich zmarło na skutek epidemii tyfusu oraz malarii, czerwonki, ospy i cholery. W Polsce, a także w innych krajach Europy po I wojnie światowej na skutek tych strasznych chorób zmarło kilka milionów ludzi, najwięcej w Rosji! Kilkadziesiąt tysięcy sołdatów Armii Czerwonej wybrało wolność i nigdy do Rosji nie powróciło, pozostali nie tyle w Polsce, ile w Niemczech. Stało się to na skutek przekroczenia granicy polsko-niemieckiej w sierpniu 1920 r. przez całe dywizje sowieckie pobite i odcięte przez Wojsko Polskie po 15 sierpnia.
Ruscy sołdaci, chłopi z biednej i zacofanej Rosji, nagle zobaczyli rowery, zegarki, masło do chleba i mięso na obiad, buty na nogach zwyczajnych ludzi. I do Rosji nie chcieli wracać! Wielu jeńców znalazło pracę w polskim rolnictwie, warsztatach, a nawet w wojsku. Poza tym Piłsudski rozkazał, aby bezwarunkowo wypuszczać z polskiej niewoli żołnierzy sowieckich – siłą wcielonych do Armii Czerwonej Polaków i Ukraińców, a były ich tysiące. Taka jest właśnie prawda o tych tysiącach sowieckich jeńców rzekomo wymordowanych przez Polaków, o czym bezczelnie kłamie rosyjska propaganda państwowa.
Ronald Reagan – największy prezydent Ameryki XX wieku, przyjaciel Polaków, a Jana Pawła II w szczególności, określił komunistyczną Rosję jako imperium zła. Pytany, co rozumie pod pojęciem „imperium zła”, zdefiniował to precyzyjnie:
Zamiast pokoju – wojna, zamiast wolności – niewola, zamiast prawdy – kłamstwo.
Nawet jeśli imperium zła w XXI wieku, na szczęście, już nie istnieje, to kłamstwo rosyjskie pozostało jako znamienny po nim spadek.

Józef Szaniawski, artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela”

Doktor historii, profesor Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Napisał m.in. monografie „Marszałek Piłsudski w obronie Polski i Europy” oraz „Pułkownik Kukliński – tajna misja”. Zm. 4 września 2012 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 29 gru 2014, 13:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2014/12/28/cud-n ... ad-dunaju/

Cud nad Wisłą czy rozsądek znad Dunaju?
ADRIAN PAWEŁ | 28 GRUDNIA 2014 09:00

„W hołdzie narodowi węgierskiemu, który okazał Rzeczypospolitej Polskiej przyjaźń i pomoc w czasie śmiertelnego zagrożenia bolszewicką agresją. W okresie przełomowych zmagań 12 sierpnia 1920 r. do Skierniewic dotarł transport 22 milionów pocisków z fabryki Manfreda Weissa w Csepel /Budapeszt/. Łącznie w latach 1919-1921 rząd Królestwa Węgier przekazał Polsce blisko 100 milionów pocisków karabinowych, ogromne ilości amunicji artyleryjskiej, sprzętu i materiałów wojennych. Wdzięczny naród polski”.

Obrazek
„Bij bolszewika”. Polski antybolszewicki plakat propagandowy, 1920.


Powyższy napis pochodzi z odsłoniętej w roku 2011 tablicy, znajdującej się w Warszawie na skrzyżowaniu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Królewskiej. W ten sposób po blisko 100 latach naród polski oficjalnie podziękował narodowi węgierskiemu za wsparcie, które stało się jednym z elementów składowych wydarzenia, które przeszło do historii pod mianem Cudu nad Wisłą.
W przeddzień Bitwy Warszawskiej Polska doświadczała poważnych braków w uzbrojeniu. Spowodowane były one trwającą już od roku wojną i sabotażem międzynarodowego proletariatu (głównie niemieckiego i czechosłowackiego), blokującego francuskie transporty kolejowe i morskie z bronią i amunicją. Powagę tej sytuacji rozumiał rząd węgierski, który zagrał va banque. Praktycznie opustoszył własne magazyny wojskowe i dzięki interwencji Francji, która przekonała rząd rumuński do przepuszczenia węgierskiego transportu, dostarczył Wojsku Polskiemu 48 milionów naboi karabinowych Mausera, 13 milionów naboi Mannlichera, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów Mauser i kilka milionów części zapasowych, 440 kuchni polowych, 80 pieców polowych. 12 sierpnia 1920 do Skierniewic dotarł transport m.in. 22 milionów naboi do Mausera. Należy dodać, że pomoc była całkowicie nieodpłatna, a koszty transportu pokrył rząd węgierski.
Skąd taka decyzja Węgier? Czy wpływ na nią miała wielowiekowa przyjaźń naszych narodów? Niewykluczone, ale nie ma wątpliwości, że decyzja rządu węgierskiego miała przede wszystkim charakter strategiczny. Węgrzy wiedzieli, że bolszewicki pochód na zachód może powstrzymać wyłącznie Polska, że bez zwycięstwa Polski węgierskie magazyny broni na nic się zdadzą, gdyż za zachodnimi granicami Polski niemiecki i francuski proletariat już czekał na Armię Czerwoną. A wówczas i Węgry ponownie stałyby się Węgierską Republiką Rad, która dopiero co została obalona. Tak więc doświadczenie komunizmu w roku 1919 i trzeźwa ocena sytuacji politycznej w Europie stały u podstaw węgierskiej pomocy, o której naród polski nigdy nie powinien zapomnieć.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 05 sty 2015, 20:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=20918

Mało znane polskie Termopile. Poświęcili swoje życie, by ratować życie innych. Nawet wrogowie przystawali ze zdumienia, kiedy na wezwanie do kapitulacji odpowiedziano strzałami
wrz 26, 2014 Admin II RP 0

Dytiatyn to mała miejscowość pod Haliczem. Niespełna 30 km od Stanisławowa (dzisiejszego Iwano-Frankiwska), niecałe 100 km od Lwowa.

16 września 1920 roku był miejscem bohaterskiej i tragicznej zarazem bitwy w wojnie polsko – bolszewickiej, zwanej Polskimi Termopilami, stoczonej tu ze słynną dywizją „Czerwonych Kozaków”, wspieraną przez brygadę bolszewickiej piechoty.

Miała ona kluczowe znaczenie dla utrzymania ofensywy na froncie w Małopolsce Wschodniej. Poświęcając swoje życie, niewielki oddział Wojska Polskiego zatrzymał na wiele godzin nieprzyjaciela, ratując przed rozbiciem swą macierzystą VIII Dywizję Piechoty oraz ukraińską dywizję kawalerii. Za swój czyn bohaterowie otrzymali Krzyż Virtuti Militari a miejsce bitwy otoczone zostało wielką czcią ze strony wojska i mieszkańców Ziemi Halickiej.

W połowie września 1920 roku rozpoczęło się Galicji Wschodniej natarcie polskiej VI Armii, wspieranej na prawym skrzydle przez Armię Ukraińskiej Republiki Ludowej gen. Pawłenki. Dodać należy, że współdziałanie polskiej i ukraińskiej armii w walce przeciwko bolszewikom warte jest dziś podkreślenia i propagowania, również wśród Ukraińców. Głównym celem tej operacji było zepchnięcie bolszewików na polską III Armię i odcięcie im drogi na Tarnopol.

Ważną część tego zadania miała wykonać 8 Dywizja Piechoty (8 DP) i jej 13 Pułk Piechoty (13 pp). 16 września III batalion 13 pp wspierany przez 4 baterię 1 Pułku Artylerii Górskiej oraz 7 baterię 8 Pułku Artylerii Polowej, w sile około sześciuset żołnierzy, wyruszył w kierunku Rudnik, aby tam połączyć się z macierzystą dywizją. Po drodze jednak, na terenie wsi Dytiatyn Polacy zostali zaatakowani przez niewielki oddział bolszewicki. Gdy odrzucili wroga i zajęli pobliskie wzgórze, oczom ich ukazała się kolumna wojska. Po ustaleniu przez konnych zwiadowców, że są to bolszewicy, dowódca kpt. Jan Gabryś wydał rozkaz ostrzelania nieprzyjaciela.

Wywiązała się zacięta walka, która trwała od dziewiątej rano do godziny piętnastej bez przerwy. Ławy kawalerii sowieckiej, wspierane przez piechotę zalewały wzgórze, a nieliczni obrońcy dzielnie odpierali kolejne ataki wroga. Kapitan Gabryś wiedział, że musi utrzymać wzgórze przez wiele godzin, aby bolszewicy nie przedarli się przez Dytiatyn i nie rozbili atakiem od tyłu ósmej DP. Wreszcie, wydał rozkaz do wycofania się polskich pododdziałów, ponieważ zrozumiał, iż dłużej nie jest w stanie utrzymać zajmowanych pozycji.

Sześciuset naszych żołnierzy stawiło opór dywizji kawalerii i brygadzie piechoty bolszewickiej w sile kilku tysięcy wojska. Gdy już część oddziałów zdołała już się wycofać, na wzgórzu została bateria artylerii górskiej z częścią 9 kompanii piechoty, które również rozpoczęły przygotowania do odwrotu.

Obrazek
Całkowicie zniszczony cmentarz, z którego wyróżnia się niewielki krzyż (Fot. dytiatyn.pl)


Jednakże o godzinie szesnastej Rosjanie przystąpili do piątego już w tym dniu uderzenia. Kawaleria atakowała czołem oraz na lewym skrzydle. Dwa ostatnie, właśnie naprawione, karabiny maszynowe rozpoczęły ostrzał kozaków. Na wzgórzu artyleria górska strzelała z dwóch ocalałych haubic. Nie powstrzymywało to jednak szarży gęstych ław kawalerii, które zalały najpierw punkt obserwacyjny, a następnie wpadły na linię okopów naszej piechoty. Nikt nie wpadł w panikę, nikt nie szukał ocalenia w ucieczce. Żołnierze bronili się kolbą i bagnetem.

Wszystko to działo się pięćdziesiąt metrów od stanowisk 4 baterii artylerii górskiej. Jej dowódca, kapitan Zając, widząc w jakim położeniu jest 9 kompania, zebrał wszystkich artylerzystów, którzy ruszyli z bagnetami na odsiecz strzelcom. Zaskoczony nieprzyjaciel został odrzucony bohaterskim kontratakiem.

Kawaleria rosyjska zdawała sobie jednak sprawę z tego, że Polacy są u kresu sił, więc nie schodząc z pola przegrupowała się do kolejnej szarży. Artyleria bolszewicka zamilkła, pozostawiając rozstrzygnięcie bitwy jeździe. Polskie karabiny maszynowe nieustannie strzelały. Wreszcie, gdy woda zagotowała się w chłodnicach, odmówiły posłuszeństwa.

Korzystając z milczenia polskich dział, sowieckie taczanki podjeżdżały blisko i zasypywały polskich żołnierzy gradem pocisków. Po ciężkiej walce, resztki obu kompanii zostały zepchnięte ze wzgórza odsłaniając pozycje baterii artylerii. Około pięćdziesięciu żołnierzy obsługi zajęło pozycje wśród porozbijanych dział. Dołączył do nich II pluton 9 kompanii. Kawaleria bolszewicka podjechała na kilkadziesiąt kroków od polskiej linii obrony na wzgórzu 385. W stronę dowódcy obrony kapitana Zająca padały okrzyki: Poliak, zdajsia! Nie ujdiosz! Kapitan, nie zważając na to, chodził między działami i krzyczał: Bronić się do ostatniej kropli krwi! Wiedział, że przedłużając tę walkę ratował życie swoich kolegów, którzy wycofywali się z Dytiatyna i chronił macierzystą dywizję przed atakiem od tyłu. Niektórzy kozacy przystawali i przyglądali się ze zdumieniem walczącym dzielnie Polakom. Na wezwanie do kapitulacji odpowiedziano strzałami.

Obrazek
Dytiatyn 1920 – Polskie Termopile


W odległości trzystu kroków od milczących dział kawaleria rosyjska przygotowywała ostatnią szarżę, zasilaną przez nowe oddziały, które okrążały powoli broniącą się baterię. Przed godziną siedemnastą na dany znak, kawalerzyści ruszyli w szyku zwartym na baterię. Powitały ich rzadkie strzały karabinowe, które wkrótce ucichły. Wyczerpanym obrońcom pozostały tylko bagnety. Otoczeni przez kozaków żołnierze stanęli przy swoich oficerach, broniąc się zaciekle. Kpt. Zając i por. Wątroba, strzelając z pistoletów wprost w twarze czerwonoarmistów, oddali życie zarąbani szablami. Z karabinem w ręku zginął ppor. Świebocki.

Po kilkunastu minutach padli ostatni obrońcy. Bolszewicy przeszukiwali pole bitwy, znęcając się nad rannymi i bezczeszcząc zwłoki poległych. Niektórzy mieli jeszcze dość sił, aby doczołgać się do najbliższych zarośli, jednak umierali tam z zimna i upływu krwi. Oddziały Armii Czerwonej rozlokowały się bowiem na nocleg w Dytiatynie i Bokowie, co uniemożliwiło tutejszym mieszkańcom udzielenie pomocy ciężko rannym żołnierzom. Patrole sowieckie zabierały bowiem tylko swoich rannych.

Polskie Termopile

O świcie 17 września mieszkańcom Dytiatyna ukazał się przerażający widok. Na wzgórzu 385 oraz na polach między Dytiatynem, Bokowem, Szumlanami i Bybłem leżały ciała zabitych Polaków, czerwonoarmistów oraz koni. Ziemia była czerwona od krwi. Polskich bohaterskich obrońców miejscowa ludność pochowała na cmentarzu w Bokowie i w Dytiatynie.

Przez całe dwudziestolecie międzywojenne mieszkańcy Małopolski, a w szczególności mieszkańcy województwa stanisławowskiego otaczali wielkim szacunkiem to miejsce. Każdego roku, z okazji święta 3 Maja i 16 września dzieci i młodzież z okolicznych szkół, oddalonych nawet o 20 kilometrów, udawały się marszem do Dytiatyna. Tam, w bardzo podniosłej atmosferze, z udziałem księży obu obrządków odbywało się nabożeństwo, a po nim występy dzieci.

Po wybudowaniu kościółka mogilnego, poświęconego 21 września 1930 roku, w uroczystościach regularnie brali udział dowódcy okolicznych garnizonów oraz specjalnie zaproszeni goście. Przy zbiorowej mogile, oprócz dzieci i młodzieży, żołnierze zaciągali honorową wartę. Od 1945 roku rozpoczęła się dewastacja mogiły i kościółka. Dziś cmentarz jest całkowicie zniszczony, wśród okolicznych pól wyróżnia go jedynie niewielki krzyż, umieszczony w latach dziewięćdziesiątych przez miejscowych mieszkańców.

Gdy 4 kwietnia 1925 odbyło się losowanie piętnastu pobojowisk, z których miały zostać ekshumowane zwłoki Nieznanego Żołnierza, wśród nich znalazł swoje poczesne miejsce dytiatyński panteon. Napis „Dytiatyn 16 IX 1920” umieszczono na pylonie Grobu. Po przymusowym zapomnieniu w PRL, 3 maja 1991 roku nazwa Dytiatyn wróciła na tablice Grobu Nieznanego Żołnierza.

Również w Krakowie, w kościele na Skałce znajduje się tablica pamiątkowa, upamiętniająca żołnierzy I Pułku Artylerii Górskiej. Przy tej tablicy honory oddają w dniu swojego święta żołnierze Dywizjonu Artylerii Samobieżnej z 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, którzy kultywują tradycje swoich bohaterskich poprzedników. Dytiatyn został upamiętniony również przez Jerzego Kossaka, który w 1929 roku namalował tryptyk „Bój pod Dytjatynem”.

Szymon Hatłas, tekst ukazał się w nr 16 (92) Kuriera Galicyjskiego, 31 sierpnia 2009


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sty 2015, 14:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://znadniemna.pl/6419/dziadek-polsk ... halcewicz/

„Dziadek w polskim mundurze”: Eschil Michalcewicz

Prezentujemy Państwu kolejnego bohatera rubryki – Eschila Michalcewicza, żołnierza 77 Pułku Piechoty, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej.

Obrazek
Eschil Michalcewicz


Zdjęcie Eschila Michalcewicza, dostarczyła do redakcji jego wnuczka Irena Jankowska. Pani Irena przekazała też znane jej fakty z biografii dziadka, które z wdzięcznością publikujemy.
ESCHIL MICHALCEWICZ, urodził się w 1900 roku w polskiej rodzinie we wsi Pickuny (obecnie rejon iwiejski, obwodu grodzieńskiego na Białorusi). Będąc młodym 20-letnim mężczyzną i polskim patriotą, zaciągnął się jako ochotnik do Wojska Polskiego. Otrzymał przydział do sformowanego w 1918 roku 77 Pułku Piechoty (przemianowany Kowieński Pułk Strzelców).

Obrazek
Eschil Michalcewicz (po prawej) z towarzyszami broni. Na lewej ręce widać zegarek, który żołnierz otrzymał jako nagrodę za uratowanie karabinu maszynowego


Z historii wiemy, że ta jednostka dzielnie walczyła z Armią Czerwoną, broniąc Warszawy i ponosząc ogromne straty. Po wzięciu udziału w kontruderzeniu znad Wieprza (rozpoczęte 16 sierpnia 1920 kontruderzenie wojsk polskich na tyły Frontu Zachodniego wojsk bolszewickich, walczących o Warszawę – Wikipedia) 77 Pułk Piechoty stracił dwie trzecie składu osobowego i został zredukowany do jednego batalionu. Batalion, podporządkowany 60 Pułkowi Piechoty Wielkopolskiej 15 Dywizji Piechoty 4 Armii, kontynuował zmagania z bolszewikami, biorąc udział w najcięższych walkach. Jako żołnierz, Eschil Michalcewicz wykazał się nietuzinkowym bohaterstwem i odpowiedzialnością za powierzony mu sprzęt wojskowy. W sytuacji zagrożenia uratował przed zdobyciem przez nieprzyjaciela powierzony mu karabin maszynowy. Za ten wyczyn otrzymał cenny prezent od dowództwa jednostki – zegarek, widoczny na lewej ręce na zdjęciu naszego bohatera.
W okresie międzywojennym Eschil Michalcewicz mógł pełnić służbę wojskową w Korpusie Ochrony Pogranicza, w 2 Kompanii KOP „Raków, Batalionu KOP „Iwieniec”, Brygady KOP „Nowogródek”, gdyż legenda rodzinna Ireny Jankowskiej głosi, że „walczył na granicy radziecko-polskiej w rejonie wsi Raków”.
Niestety, nie wiemy gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach skończył żywot obrońca Warszawy i Polski Eschil Michalcewicz.

Cześć Jego Pamięci!

Znadniemna.pl na podstawie relacji Ireny Jankowskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 22 mar 2015, 23:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=25399

18 marca 1921 – Traktat ryski
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky

Obrazek
Polska po traktacie ryskim i włączeniu Wileńszczyzny. Żółta linia na mapie II RP pokazuje granicę II rozbioru Rzeczypospolitej z roku 1793. Odrodzona Rzeczpospolita nie wróciła na swoje wschodnie Kresy, odzyskaliśmy jedynie niewielkie skrawki terytorium, zabranego przez Rosję w I rozbiorze. Gdyby podobne linie nałożyć na współczesną mapę Polski, okazałoby się, że wszystkie trzy zabory rosyjskie zostały w Jałcie i w Poczdamie „zatwierdzone” przez naszych aliantów! Obecna Polska leży na obszarze zaborów pruskich i na terytorium, które przed I rozbiorem do Polski nie należało [ciekawe, który to skrawek obecnej Polski do Polski przed rozbiorami nie należał?].


Podpisany w Rydze traktat graniczny polsko-bolszewicki był najważniejszą międzynarodową umową odrodzonej Rzeczypospolitej, choć nikt z tego traktatu nie był zadowolony. Wschodnia granica Polski daleko odbiegała od linii granicznej Rzeczypospolitej sprzed I rozbioru. Na terenie Bolszewii zostały tysiące Polaków, którzy pod koniec lat 30. będą poddani ludobójczej „operacji polskiej” na rozkaz Stalina. Nowa granica rozdzielała także tereny zamieszkiwane przez Ukraińców i Białorusinów, co przysporzy II RP wielu problemów. Polska nie była ani federacją, ani państwem etnicznym. Do tego bolszewicka zaborczość i perspektywa niemiecko-sowieckiego porozumienia ponad głowami Polaków, które stanie się faktem w roku 1939.
Mimo wszystko, traktat ryski trzeba uznać za polski sukces militarny i dyplomatyczny.
Podpisano go dzień po uchwaleniu przez Zgromadzenie Narodowe konstytucji marcowej. To były dwa najważniejsze dni w historii Polski roku 1921. 18 marca na uroczystym posiedzeniu trzech delegacji (polskiej, rosyjsko-bolszewickiej i ukraińsko-bolszewickiej) minister Jan Dąbski a ze strony bolszewickiej Adolf Joffe odczytali i podpisali 3 wersje językowe traktatu: polską, rosyjską i ukraińską.

15 kwietnia Sejm RP zatwierdził ustalenia traktatowe, a następnego dnia naczelnik państwa Józef Piłsudski ratyfikował je w imieniu Rzeczypospolitej.
30 czerwca 1921 r. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Rosją bolszewicką.
Postanowienia traktatu ryskiego:
Stan wojny pomiędzy Polską i Rosją bolszewicką ustaje.
Strony uznały „niepodległość” Ukrainy i Białorusi [!], czyli usankcjonowały fikcję „niepodległości” „republik socjalistycznych” podporządkowanych Bolszewii.
Określono przebieg granicy państwowej między Polską a Rosją, Białorusią i Ukrainą. Szczegóły uściśliła później w terenie mieszana Komisja Graniczna.
Zagadnienie terenów spornych między Polską a Litwą traktat pozostawiał zainteresowanym. Polacy załatwili kwestię Wileńszczyzny w następnym roku, nie czekając na żaden arbitraż międzynarodowy (tzw. „bunt Żeligowskiego”).
Wzajemnie zrzeczono się wszelkich zobowiązań, powstałych w okresie Imperium Rosyjskiego. Gwarantowano wzajemnie poszanowanie suwerenności i nietolerowanie na swych terytoriach jakichkolwiek przedsięwzięć skierowanych przeciwko którejś ze stron traktatu.
Po obu stronach linii granicznej gwarantowano możliwość wyboru obywatelstwa dla zainteresowanych. Gwarantowano prawo do repatriacji.
Gwarantowano prawa mniejszości narodowych na terenie państwowym drugiej strony. Prawa do swobodnego rozwoju kultury, wykonywania obrządków religijnych, posługiwania się językiem narodowym.
Gwarantowano poszanowanie autonomii wewnętrznej kościołów i związków wyznaniowych, poręczano użytkowanie przez nich majątku niezbędnego dla wykonywania posługi religijnej i utrzymania duchowieństwa.
Strony zrzekły się wzajemnie zwrotu poniesionych w związku z wojną kosztów i odszkodowań wojennych.
Zobowiązywano się do poszanowania miejsc pochówku ofiar wojny, prawa do ekshumacji i wzniesienia pomników.
Zadeklarowano amnestię w sprawach o charakterze politycznym.
Regulowano wzajemne zobowiązania odnośnie do zabytków ruchomych i archiwaliów. Odnosiło się to przede wszystkim do uprawnień strony polskiej. Strona bolszewicka zobowiązywała się do zwrotu przedmiotów wywiezionych do Rosji lub do Ukrainy od 1 stycznia 1772 r. z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Z tytułu aktywnego udziału ziem Rzeczypospolitej Polskiej (w granicach II RP) w życiu gospodarczym byłego Imperium Rosyjskiego, Rosja sowiecka i Ukraina sowiecka w ciągu roku od daty ratyfikacji traktatu wypłacą Polsce 30 mln rubli w złotych monetach lub sztabach.
Uregulowano kwestię reewakuacji mienia osób prywatnych, samorządów, instytucji niepublicznych – ewakuowanych na wschód po wybuchu I wojny światowej. Wyznaczono 18 miesięcy od ratyfikacji na te zwroty. Podobnie w sprawach wierzytelności bankowych – zarówno kapitału państwowego, jak i prywatnego.
Zwolniono Polskę ze zobowiązań odnośnie do udziału ziem Rzeczypospolitej w zadłużeniu państwowym byłego Imperium.
Traktat zobowiązywał strony do podjęcia rokowań w sprawach zawarcia szczegółowych umów o współpracy handlowej, konwencji konsularnej, umowy pocztowej, telegraficznej i kolejowej, sanitarnej, weterynaryjnej i żeglugowej.
Strony przyznały sobie wzajemnie prawo tranzytu, z wyjątkiem towarów o charakterze wojskowym i prohibicyjnym.
Zobowiązano się do pilnego nawiązania stosunków dyplomatycznych po ratyfikacji.
Traktat ryski – choć per saldo bardzo dla Polski korzystny – nie miał szans na pełną realizację – ze względu na totalitarny charakter bolszewickiego państwa i praktykę niewywiązywania się przez to państwo ze zobowiązań międzynarodowych, traktowanie umów z innymi państwami wyłącznie w kategoriach taktycznych, okłamywanie drugiej strony i podawanie fałszywych danych.
Traktat obowiązywał formalnie aż do konferencji poczdamskiej. W praktyce był przez Sowiety naruszany od samego początku, a w roku 1939 został podeptany do spółki z Hitlerem. W roku 1945 do spółki z „aliantami” Polski…
Po wojnie komunistyczni kolaboranci Stalina w Polsce chętnie przywoływali konstytycję marcową, by mydlić Polakom oczy „demokracją”. Do traktatu ryskiego nigdy się nie odwoływali, bo nie mieli do tego pozwolenia Stalina. Polska nie była już suwerennym państwem, lecz dominium sowieckim.

Piotr Szubarczyk

Wolna Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 25 kwi 2015, 18:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20505

Przeciwko bolszewikom i Niemcom (1)
Godziemba, pon., 12/01/2015 - 09:29

Na jesieni 1918 roku Polacy w Wilnie i innych miastach ziem litewsko-białoruskich przystąpili do tworzenia oddziałów samoobrony.
Jakkolwiek na mocy pokoju brzeskiego (3 marca 1918 roku) cała Wileńszczyzna, a także Białoruś znalazły się rękach niemieckich, to bolszewicy nie zaniechali działań wywrotowych, skierowanych głównie przeciwko ludności polskiej.
Rozwiązanie w maju 1918 roku I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego pozbawiło ludność polską na Litwie i Białorusi naturalnego obrońcy. W tej sytuacji konieczne stało się sformułowanie oddziałów polskiej Samoobrony. Jej inicjatorami byli oficerowie I Korpusu, skupieni w Związku Wojskowych Polaków. Uzyskali oni wsparcie istniejącego od końca 1916 roku Komitetu Polski, składającego się z miejscowych ziemian takich jak Eustachy Sapieha czy Michał Kossakowski. Pomoc w utworzeniu samoobrony udzieliła także Polska Organizacja Wojskowa, szczególnie z okręgu białostockiego.
Głównymi ośrodkami Samoobrony były najważniejsze miasta, zamieszkałe przez Polaków – Wilno, Grodno oraz Mińsk. Podstawowym celem organizacji była obrona interesów ludności polskiej oraz przyłączenie w przyszłości tych ziem do powstającego państwa polskiego.
W Wilnie w dniu 1 września 1918 roku z inicjatywy mjr. Stanisława Bobiatyńskiego powstał Związek Wojskowych Polaków miasta Wilna. W jego skład wchodzili: płk Grabowski, kpt. Konasiewicz, kpt. Janczewski, por. Henryk Wołłowicz, chorąży Czesław Kadenacy, Giedrojć i Sobolewski. Organizacja zamierzała rozwinąć akcję werbunkową do polskiej Samoobrony, która pod koniec września 1918 roku liczyła w Wilnie zaledwie 38 oficerów i żołnierzy.
W dniu 7 października 1918 roku Związek zorganizował w mieście wiec, na którym wybrano zarząd organizacji. Jego prezesem został, nieobecny w Wilnie, płk. Lucjan Żeligowski. Wiceprezesami zostali wybrani mjr Bobiatyński oraz płk Borodzicz. Jednocześnie powołano filie organizacji w Lidze, Kownie, Oszmianie, Koszedarach, Świrze, Łyntupach, Szłapobirzy, Szyrwintach, Niemczynie oraz Wilejce.
W wyniku podjętych działań doszło do powstania m.in. Samoobrony w Lidze. Jego inicjatorami byli: por. Stanisław Iwanowski, por. Wacław Szukiewicz, dr Romuald Sopoćko oraz aptekarz Rudolf Bergman. Równocześnie utworzono Radę Narodową Ziemi Lidzkiej, której prezesem został ziemianin Emilian Butkiewicz, a wiceprezesem Iwanowski. Najważniejszym zadaniem organizacji była obrona ludności polskiej przed grasującymi po okolicy bandami bolszewickimi, buntującymi chłopów przeciwko właścicielom ziemskim.
Rada Narodowa Ziemi Lidzkiej w rozpowszechnianych po okolicy ulotkach podkreślała ogólnonarodowy charakter organizacji oraz zachęcała Polaków do jej wspierania czynnego i materialnego. W wyniku akcji propagandowej do oddziałów zbrojnych Samoobrony zaczęli zgłaszać się ochotnicy, przede wszystkim młodzież z okolicznych zaścianków. Dowódcą wojskowym został początkowo por. Szukiewicz, potem zaś gen. Adam Mokrzecki, przebywający w majątku Dzitryki. W sumie utworzono oddział konny oraz batalion piechoty, stacjonujący w mieście. Niemcy, posiadający w mieście nieliczny garnizon, tolerowali istnienie polskich organizacji. Prowincjonalna Lida nie leżała w sferze ich zainteresowań w takiej mierze jak Wilno czy Grodno, gdzie znajdowały się liczne zgrupowania wojska niemieckiego.
Samoobrona w Grodnie powstała dopiero na początku października 1918 roku. Jednym z jej inspiratorów był ks. prałat Leon Żebrowski, ówczesny dziekan w Grodnie. Wspierał on materialnie, dostarczał broni i żywności, ale przede wszystkim – za pośrednictwem polskich parafii propagował walkę o Polskę. Z jego inicjatywy powstał także Komitet Obywatelski, którego prezesem został ks. Żebrowski, a wiceprezesem Stanisław Iwanowski. Dowódcą Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej został gen. Mikołaj Sulewski, a szefem sztabu mjr Bronisław Bohaterewicz.
Pod koniec października 1918 roku udał się do Warszawy przedstawiciel Rady Ziemi Mińskiej oraz organizacji wileńskiej Władysław Raczkiewicz. W wyniku rozmów z szefem Sztabu Generalnego gen. Tadeuszem Rozwadowskim, gen Wejtko został „kierownikiem wszelkich formacji Samoobrony na Litwie i Białorusi”, a płk. Kobordo „naczelnikiem formacji Samoobrony Białorusi”.
Po zakończeniu I wojny światowej, w obliczu bliskiej ewakuacji Niemców z Litwy i Białorusi, w Wilnie w dniu 20 listopada 1918 roku powołano Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, skupiający zarówno oficerów jak i działaczy politycznych. Komitet podjął rozmowy z organizacjami litewskimi i białoruskimi w celu zorganizowania wspólnej obrony przed bolszewikami. Nie doprowadziły one jednak do porozumienia, gdyż Litwini nie byli skłonni do jakichkolwiek kompromisów z Polakami. Wśród Białorusinów natomiast znaczne wpływy mieli bolszewicy.
W tej sytuacji Polacy rozpoczęli przejmowanie z rąk niemieckich poszczególnych miast i miasteczek. Nie udało się opanować Grodna, gdzie stacjonował silny garnizon niemiecki, jednak udało się opanować między innymi Sopoćkinie, Indury, Tołoczki, Mosty, Sokółkę. Te sukcesy skłoniły Niemców do zawarcia porozumienia z polską Samoobroną w myśl którego Niemcy zachowali wpływy w głównych miastach, a Polacy w powiatach.
Józef Piłsudski po objęciu władzy w powstającym państwie polskim zdecydował się na zawarcie w dniu 12 listopada 1918 roku umowy z Niemcami, aby doprowadzić do ewakuacji wojsk niemieckich z ziem polskich. W następstwie tej umowy przedstawiciel polskiego rządu rtm. Olgierd Górka podpisał w dniu 17 listopada w Kownie z dowództwem niemieckim na wschodzie tzw. protokół nr 1, dotyczący ewakuacji wojsk tzw. Ober-Ostu. Ewakuacja ta miała odbywać się linią kolejową: Kowel-Brześć nad Bugiem-Białystok-Grajewo.
W końcu listopada 1918 roku z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powołano w Warszawie Komitet Obrony Kresów Wschodnich, którego zadaniem była współpraca z Komitetem Litewskim, koordynującym działania polityczno-wojskowe na ziemiach białorusko-litewskich. W zarządzie Komitetu znaleźli się między innymi: ks. Eustachy Sapiecha, Michał Kossakowski oraz Leon Wasilewski.
Równocześnie w dniu 26 listopada 1918 roku Józef Piłsudski podjął decyzję o rozpoczęciu formowania Dywizji Litewsko-Białoruskiej, której dowódcą został gen. Wacław Iwaszkiewicz. Ośrodkiem mobilizacji jednostki został Zambrów, gdzie mieścił się sztab Dywizji. Oprócz gen. Iwaszkiewicza znaczny wkład w tworzenie Dywizji wnieśli m.in. płk E. Kessler i kpt. E. Perkowicz.
W dniu 12 grudnia 1918 roku Rada Ministrów przyznała Komitetowi 20 mln marek. Pieniądze miały zostać wypłacone przez banki poznańskie, pod zastaw dóbr litewskich. Kilka dni później polski rząd utworzył departament stanu do spraw litewsko-białoruskich, którego dyrektorem został dr Ludwik Kolankowski. W dniu 24 grudnia Kolankowski wraz z ministrem Wasilewskim powołali Tymczasową Komisję Rządzącą na okręg Litwy północnej z siedzibą w Wilnie, która z kolei mianowała komisarzy rządowych na poszczególne powiaty guberni wileńskiej, grodzieńskiej i kowieńskiej.
Decyzje te jednoznacznie świadczyły o przygotowaniach do realizacji programu federacyjnego, obejmującego ziemie litewsko-białoruskie. Przeciwko tym posunięciom zaprotestowali Litwini, którym jednak Józef Piłsudski przypomniał, iż państwo litewskie utworzone dzięki wsparciu Niemiec, nie może liczyć na szybką akceptację Ententy.
Przeciąganie przez Niemców wydania zgody na przemarsz jednostek Wojska Polskiego przez ich strefę okupacyjną na wschodzie w celu wsparcia polskiej samoobrony doprowadziło do opanowania Wilna oraz innych ważnych punktów operacyjnych na ziemiach białorusko-litewskich przez oddziały Armii Czerwonej.
W trakcie tych negocjacji, Niemcy rozpoczęli tajną współpracę z tworzącymi się w poszczególnych powiatach bolszewickimi radami włościańskimi. Polegała ona na dostarczaniu przez Niemców znacznych kwot pieniędzy oraz broni „spontanicznie” tworzącym się oddziałom bolszewickim.
Nie przyniosły też rezultatów rozmowy przedstawiciela Samoobrony mjr Bobiatyńskiego z dowództwem Ober-Ostu, które domagała się podjęcia współpracy Samoobrony z litewską Tarybą. Podjęte przez mjr Bobiatyńskiego negocjacje z litewskim gen. Kondratowiczem zakończyły się fiaskiem. Litwini ufni w poparcie Niemców i formujący własne oddziały samoobrony, dążyli do podporządkowania polskiej Samoobrony.
Bolszewickim przygotowaniom do zbrojnego zajęcia Litwy i Białorusi towarzyszyły intensywne działania propagandowe i organizacyjne – we wszystkich miastach zainstalowano specjalne misje bolszewickie, które pełniły funkcje wywiadowczo-agenturalne. Ich zadaniem było także stwarzanie wrażenia, iż to miejscowa ludność, bez zewnętrznej inspiracji, pragnie sama przejąć władzę tworząc „demokratyczne” rady robotnicze i włościańskie.
Na początku grudnia 1918 roku odbył się w Wilnie konspiracyjny zjazd Komunistycznej Partii Litwy, w dniach 21-22 grudnia przebywali w mieście ważni przedstawiciele partii bolszewickiej z Sergiejem Kamieniewem oraz Adolfem Joffe na czele.
Równocześnie bolszewicy zaczęli koncentrować znaczne siły, których zadaniem było zajęcie ziem litewsko-białoruskich, po wycofaniu się z nich wojsk niemieckich, którego dowództwo – co warto podkreślić – nie czyniło nic, aby powstrzymać bolszewików. Wprost przeciwnie, na mocy tajnych porozumień, robiło wszystko aby ułatwić bolszewikom zajęcie ziem białoruskich.
W odpowiedzi minister spraw zagranicznych rządu RP Leon Wasilewski w nocie do bolszewickiego komisarza spraw zagranicznych G. Cziczerina protestował „przeciwko ruchom wojsk sowieckich w kierunku granicy polskiej. Zachowanie się tych wojsk, jak również och postępowanie w przeszłości budzi poważny niepokój rządu polskiego i zmusza do uważania ich operacji za akt wyraźnie wrogi w stosunku do mojej ojczyzny”.

CDN.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 25 kwi 2015, 18:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20518

Przeciwko bolszewikom i Niemcom (2)
Godziemba, śr., 14/01/2015 - 09:23

Na początku stycznia 1919 roku polskim oddziałom nie udało się obronić Wilna przed bolszewikami.
Wobec zaangażowania powstającego Wojska Polskiego w walkach z Ukraińcami, cały ciężar działań organizacyjno-militarnych na ziemiach litewsk-białoruskich spoczywał na polskiej Samoobronie. Dekretem Naczelnego Wodza z 8 grudnia 1918 roku gen. Wejtko został dowódcą Samoobrony Litewsko-Białoruskiej.
Samoobrona została zreorganizowana na wzór regularnych oddziałów Wojska Polskiego. W Wilnie utworzono dwa pułki piechoty, dowodzone przez ppłk Zubryckiego i gen. A. Mokrzeckiego. Nie posiadały one pełnych stanów etatowych i tak na przykład pułk lidzki gen. Mokrzeckiego liczył zaledwie 600 oficerów i żołnierzy oraz 20 koni. W końcu grudnia 1918 roku przybył do Wilna, mianowany przez Piłsudskiego na stanowisko szefa sztabu kpt. Zygmunt Klinger, który zintensyfikował rozwój polskich sił zbrojnych.
Wobec nasilenia w grudniu 1918 roku antypolskich działań bolszewików na terenach wysuniętych najbardziej na wschód, ludność polska masowo uciekała stamtąd do Wilna. Na początku grudnia gen. Wejtko – w porozumieniu z Władysławem Raczkiewiczem oraz miejscowym dowództwem POW - zadecydował także o rozwiązaniu Samoobrony Mińskiej, a około 1000 żołnierzy polskich pod dowództwem płk. Kobordy w dniu 12 grudnia opuściło miasto, docierając do punktów zbornych, formowanej pod dowództwem gen. Wacława Iwaszkiewicza, Dywizji Litewsko-Białoruskiej w Zambrowie, Ostrowie Łomżyńskim i Komorowie. Żołnierze ci utworzyli w Miński Pułk Strzelców (przekształcony później w 86 pułkiem piechoty).
Polacy nie zamierzali natomiast wycofywać się z Grodna. Twórca tamtejszej Samoobrony, gen. Sulewski podczas pobytu w Warszawie zyskał wsparcie Józefa Piłsudskiego, który mianował go dowódcą „Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej”. Dowódcą Grodzieńskiego Pułku Piechoty został mjr Jan Jackiewicz. Brak środków na zakup broni i sprzętu uniemożliwiał przyjmowanie wszystkich ochotników. Część z nich została wysłana do ośrodków formowania Dywizji Litewsko-Białoruskiej.
Niespodziewanie w dniu 29 grudnia 1918 roku Samoobrona Litwy i Białorusi została rozwiązana, a wszyscy jej żołnierze zostali wcieleni do Wojska Polskiego. Gen. Wejtko został dowódcą nowotworzonego Dowództwa Okręgu Generalnego Litwy i Białorusi. Gen. Mokrzecki został natomiast Komendantem Miasta Wilna. Z jednostek Samoobrony z Wilna utworzono 1 Pułk Ułanów Wileńskich (późniejszy 13 Pułk Ułanów Wileńskich), którego dowódcą został rtm. Jerzy Dąmbrowski (Dąbrowski)
W dniu 31 grudnia 1918 roku z Wilna wyjechało większość żołnierzy niemieccy oraz członkowie litewskiej Taryby. Wobec informacji o zbliżaniu się wojsk bolszewickich ogłoszono mobilizację. Z podmiejskich oddziałów strzeleckich i konnych zaczęto formować bataliony pod dowództwem gen. Bolesława Krejczmera, zastępcy dowódcy DOGen. Litwy i Białorusi.
W dniu 1 stycznia 1919 roku polskie oddziały zajęły Wilno. Nieliczni żołnierze niemieccy nie stawiali oporu. W rękach niemieckich znajdował się jednak wileński dworzec. Jednocześnie do akcji przystąpiły komunistyczne bojówki, znaczna ich grupa zabarykadowała się w dwóch budynkach przy ul. Wroniej (później Dąbrowskiego). Szturm polskich oddziałów dowodzonych przez rtm. Dąmbrowskiego zakończył się sukcesem – do niewoli wzięto kilkudziesięciu bolszewików, zdobyto duże ilości broni i amunicji. Była to broń niemiecka.
Po zdobyciu w nocy z 2 na 3 stycznia 1919 roku wileńskiego dworca wysłano do Nowowilejki oddział jazdy i piechoty pod dowództwem rtm. Dąmbrowskiego w celu rozpoznania głównych sił bolszewickich. Dąmbrowski ustalił, iż do Wilna zbliżały się dwa pułki Dywizji Witebskiej, podchodząc do miasta od strony Niemenczyna, Nowowilejki i Lidy.
W dniu 5 stycznia bolszewicy przystąpili do szturmu na miasto, pod wieczór opanowując Górę Trzykrzyską i rozpoczynając ostrzał sztabu obrony mieszczący się na Zarzeczu. Jednocześnie bolszewicy zdobyli dworzec i okolice Ostrej Bramy.
W tej sytuacji kpt. Klinger podjął decyzję o ewakuacji polskich oddziałów z miasta. Opuszczające Wilno polskie jednostki pozostawiły znaczne zapasy żywności i sprzętu wojskowego. Odchodzono w poczuciu zawodu, iż nie zdołano obronić miasta.
W pobliżu Walki Landwartowskiej niemiecki batalion Ober-Ostu otoczył samochód wiozący gen. Wejtkę i kpt. Klingera. Niemcy internowali polskich oficerów. Wkrótce dotarła tam większość wycofujących się z Wilna polskich oddziałów. Po kilkugodzinnych negocjacjach kpt. Klinger podpisał z przedstawicielami Ober-Ostu akt kapitulacji. Umowa przewidywała rozbrojenie polskich żołnierzy, którzy następnie mieli zostać przewiezieni do Łap. Po dwóch dniach polscy żołnierze (ponad 1300 osób) dotarli do tego miasta, gdzie wcielono ich do Dywizji Litewsko-Białoruskiej, tworząc z nich 1 batalion Wileńskiego Pułku Strzelców.
Nie wszyscy polscy oficerowie podporządkowali się układowi z Niemcami. Mjr Władysław Dąmbrowski ze swoim bratem rtm. Jerzym Dąmbrowskim oraz dowodzonym przez nich pułkiem ułanów a także 2 batalion piechoty por. Kaczkowskiego podjęli decyzję o kontynuowaniu walki z Niemcami oraz bolszewikami. W ciągu stycznia dołączyły do nich zgrupowania z Lidy (dowódca – kpt. Piotr Mienicki) i Szczuczyna , które z czasem utworzyły Lidzki Pułk Strzelców i 13 Pułk Ułanów Wileńskich.
Po kilku tygodniach prowadzenia działań partyzanckich, w końcu stycznia 1919 roku bracia Dąmbrowscy postanowili przebić się przez Puszczę Białowieską do oddziałów Wojska Polskiego. Polski oddział w dniu 27 stycznia zdobył Dereczyn oraz Jeziornicę, biorąc do niewoli kilkudziesięciu bolszewików. W dzień później zajęto Prużanę. W tym mieście do mjr. Władysława Dąmbrowskiego dotarły rozkazy ze sztabu gen. Listowskiego, dowodzącego tzw. Grupą Podlaską, nakazujące mu zaniechanie dalszego marszu na zachód.
Kawaleria rtm. Jerzego Dąmbrowskiego, współdziałając z Grupą Podlaską, wzięła udział w zajęciu Brześcia Litewskiego, w czasie których doszło do walk z wycofującymi się Niemcami. Jednocześnie oddziały piechoty dowodzone mjr Władysława Dąmbrowskiego kontynuowały działania partyzanckie współpracując z jednostkami Grupy Podlaskiej. W trakcie tych operacji zdobyto m.in. Berezę Kartuską. W drugiej połowie lutego 1919 roku oddziały Dąmbrowskiego zostały wcielone w szeregi zgrupowania gen. Listowskiego.
Odmiennie potoczyły się losy Samoobrony Grodzieńskiej. Na początku stycznia 1919 roku Niemcy zgodzili się na zakwaterowanie pułku Samoobrony (około 300 żołnierzy) w pogrodzieńskiej Kopciówce, gdzie mjr Bohaterewicz prowadził dalszą rekrutację ochotników. Zaniepokojeni wzrostem sił polskich w Grodnie Niemcy podjęli decyzję o likwidacji Samoobrony Grodzieńskiej. W połowie stycznia 1919 roku niemiecki pułk piechoty otoczył Kopciówkę i zmusili mjr Bohaterewicza do złożenia broni. Rozbrojonym oddziałem nadal dowodził mjr Bohaterewicz, rozpoczynając na nowo gromadzenie broni. Ostatecznie na początku marca Grodzieński Pułk Strzelców połączył się w Wołkowysku z Dywizją Litewsko-Białoruską. Niemal jednocześnie z rozbrojeniem Polaków w Kopciówce aresztowano w Grodnie gen. Sulewskiego wraz z całym sztabem. Wszystkich wywieziono następnie do Łap.
Do końca lutego trwało formowanie frontu przeciwbolszewickiego, złożonego z dwóch zgrupowań, północnego – gen. Iwaszkiewicza oraz południowego – gen. Listowskiego. Około 10 tysięcy polskich żołnierzy stanęło naprzeciw 45 tysiącom bolszewików.
Do zasadnicze przełomu doszło dopiero połowie kwietnia 1919 roku, gdy w trakcie wyprawy wileńskiej wyparto bolszewików z Wilna oraz okolic, przesuwając front o kilkadziesiąt kilometrów.

Wybrana literatura:
G. Łukomski, R. Stolarski – Walka o Wilno. Z dziejów Samoobrony Litwy i Białorusi 1918-1919
W. Wejtko – Samoobrona Litwy i Białorusi
B. Waligóra – Walka o Wilno. Okupacja Litwy i Białorusi w 1918-1919 przez Rosję Sowiecką
P. Łossowski – Stosunki polsko-litewskie w latach 1918-1920

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 04 maja 2015, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20979

Na Kijów! (1)
Godziemba, pon., 20/04/2015 - 08:18

W marcu 1920 roku rozpoczęły się polskie przygotowania na wyprawy kijowskiej.
Z uwagi na przewagę liczebną przeciwnika Wojsko Polskie nie było zdolne do ofensywy jednocześnie na całym froncie wschodnim. Koniecznym stała się więc obrona jednego z dwóch odcinków frontu – białoruskiego lub ukraińskiego – i przygotowanie ofensywy na jednym tylko kierunku. Przyjęta zasada kolejnego pobicia rozdzielonych wojsk wroga była jak najbardziej słuszna, wymagała wszakże właściwego wyboru kierunku działań ofensywnych.
Zamiarem strony polskiej było maksymalne wykrwawienie wojsk przeciwnika na atakowanym kierunku frontu, a następnie zatrzymanie działań ofensywnych, co umożliwiało przerzucenie dużej części własnych wojsk i podjęcie ofensywy na drugim kierunku.
Wedle polskiej koncepcji należało wyprowadzić uderzenie przeciwko silniejszemu zgrupowaniu wojsk przeciwnika, by zniweczyć jego przygotowania ofensywne. Na początku marca Naczelne Dowództwo WP wiedziało, iż większość sił bolszewickich gromadzi się na północnym odcinku frontu – na Białorusi. Jednocześnie polski radiowywiad przechwycił i rozszyfrował szereg depesz zapowiadających przygotowanie ofensywy bolszewickiej na Ukrainie. Dopiero na początku kwietnia okazało się, iż wcześniejsze informacje o postępującej koncentracji wojsk bolszewickich na Ukrainie nie okazały się ścisłe – Armia Konna Budionnego nie była jeszcze gotowa do ataku.
O ostatecznym wyborze w marcu 1920 roku kierunku ofensywy zadecydowały przede wszystkim aspekty polityczne, związane z wsparciem dla budowy państwa ukraińskiego, a co za tym idzie realizacją programu federacyjnego Józefa Piłsudskiego.
W końcu listopada 1919 roku na wniosek atamana Symona Pelury rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej opowiedział się za kontynuowaniem walki z bolszewikami i Armią Ochotniczą opierając się na sojuszu z Polską. Sam ukraiński głównodowodzący na początku grudnia wyjechał do Warszawy na bezpośrednie rozmowy z Józefem Piłsudskim.
2 grudnia 1919 roku obie strony podpisały deklarację, w wyniku której Ukraińcy zrzekli się praw do Galicji Wschodniej oraz części Wołynia, oraz deklarowali gotowość ponownego rozpatrzenia sprawy polskiej własności ziemskiej na Ukrainie. Równocześnie Polska zobowiązywała się do podpisania z Ukrainą konwencji wojskowej i handlowej. Deklaracja powyższa miała być podstawą przyszłego porozumienia polsko-ukraińskiego, jednak zamiast kontynuowania rokowań doszło jedynie do kilku nieformalnych spotkań Piłsudskiego z Petlurą. W ich wyniku rozpoczęto tworzenie ukraińskich jednostek wojskowych w Polsce. Proces ten postępował jednak powoli, z uwagi na sytuację międzynarodową – Londyn i Paryż oficjalnie wpierali gen. Denikina i Warszawa musiała czekać na ostateczną klęskę Armii Ochotniczej. Po okresie bezczynności w lutym 1920 roku do rokowań zasiedli wojskowi, których efektem było częściowe zorganizowanie do początków kwietnia 1920 roku dwóch słabych ukraińskich dywizji oraz dwóch brygad zapasowych. W sumie było to niespełna 5 tysięcy żołnierzy, co odpowiadało słabej brygadzie polskiej. Liczono jednak na uzupełnienie braków kadrowych po zajęciu Ukrainy.
Dopiero 3 kwietnia 1920 roku strona polska wręczyła Ukraińcom projekt umowy politycznej, w której żądano włączenia do Polski 7 z 12 powiatów Wołynia oraz przesunięcia na wschód północnej granicy Ukrainy, którą wcześniej miała stanowić rzeka Prypeć. W wyniku dalszych rokowań Ukraińcom udało się jedynie doprowadzić do wycofania zobowiązania władz URL zwołania w ciągu pół roku Konstytuanty oraz rezygnacji z utajnienia uznania rządu URL przez Polskę. Wobec groźby zerwania negocjacji, 21 kwietnia doszło do nieoficjalnych rozmów Piłsudskiego z Petlurą oraz mjr. Sławka z Liwyckim. Strona polska zgodziła się na ukraińskie propozycje wytyczenia granicy na Prypeci. W tej sytuacji 22 kwietnia w nocy Liwycki oraz wiceminister spraw zagranicznych Jan Dąbski złożyli podpisy pod polsko-ukraińska umową polityczną, która przeszła do historii jako pakt Piłsudski-Petlura. Najistotniejszym jej postanowieniem było uznanie przez Polskę niepodległości państwa ukraińskiego i Dyrektoriatu z Petlurą na czele.
Podpisanie konwencji wojskowej było potrzebą chwili, gdyż oddziały polskie zajmowały już pozycje wyjściowe do ofensywy na Ukrainie. 24 kwietnia 1920 roku gen. Wołodymyr Winkler i ppłk Maksym Diakowski ze strony ukraińskiej oraz mjr Walery Sławek i kpt. Wacław Jędrzejewicz ze strony polskiej podpisali polsko-ukraińską konwencję wojskową. Przewidywała ona wspólną akcję wojsk obu stron przeciw bolszewikom, przy czym ogólne kierownictwo nad operacją miało należeć do Polaków. Strona polska zobowiązała się do pomocy w organizacji oddziałów ukraińskich oraz miała dostarczyć ekwipunek dla trzech dywizji piechoty. Zdobycz wojenna, z wyjątkiem ruchomej wziętej w boju, miała przypaść stronie ukraińskiej. Ukraińcy ze swej strony zobowiązali się do pełnego zaprowiantowania wojsk polskich na terenie Ukrainy.
Z uwagi na słabość polskich sił, plan ofensywy zakładał koncentryczne uderzenia na wybrane punkty ugrupowania przeciwnika. W celu zdobycia bolszewickich baz zaopatrzenia oraz zdezorganizowania odwrotu sił czerwonych, zaplanowano szybkie zajmowanie terenu oraz zniszczenie siły żywej wroga.
Naczelny Wódz stanął przed dylematem – czy na okrążenie i pobicie wojsk Frontu Południowo-Zachodniego wybrać kierunek na północ, by rozbić 12 Armię, czy też na południe przeciwko 14 Armii. Ostatecznie Piłsudski – biorąc pod uwagę szybką możliwość przerzutu wojsk polskich na Białoruś po zakończeniu operacji - opowiedział się za kierunkiem północnym. Taka decyzja stwarzała też szanse poprowadzenia własnej akcji odciążającej z Polesia w razie zagrożenia agresywnymi działaniami przeciwnika. Wpływ na decyzję Marszałka miały także warunki terenowe, a nade wszystko bliskość Kijowa, którego zdobycie było głównym celem politycznym całej operacji.
Najważniejsze zadanie w pierwszej fazie operacji kijowskiej miała wykonać Grupa Operacyjna gen. Rydza-Śmigłego składająca się z 1 DPLeg. (dowodzonej przez samego Rydza), 7DP płk Eugeniusza Pogorzelskiego i 3 BJ gen. Jana Sawickiego. Poza grupą Rydza drugie istotne zadanie przypadło w udziale Dywizji Jazdy gen. Jana Romera. Zadaniem kawalerii było opanowanie Koziatyna - ważnego węzła kolejowego i drogowego, stanowiącego newralgiczny punkt w ugrupowaniu bolszewickiego Frontu Południowo-Zachodniego. Jego zdobycie spowodowałoby rozdzielenie systemu obrony bolszewików na dwa odizolowane rejony zajmowane przez armie – 12 oraz 14. W ten sposób obie bolszewickie armie utraciłyby możliwość współdziałania – zerwana zostałyby nie tylko łączność operacyjna, ale system dowodzenia wojskami całego frontu.
Dużą wagę przywiązywano do szybkiego zajęcia Żytomierza – sądzono bowiem, iż w ten sposób polskie jednostki odetną bolszewicką 12 Armii od jej głównej bazy zaopatrzenia, za jaką uważany był Kijów. To zaś przyspieszyłoby rozbicie, pozbawionej możliwości uzupełnienia zapasów, 12 armii.
Ostateczny plan operacji opracowany został przez grono zaufanych oficerów Kwatery Głównej Naczelnego Wodza, którymi kierował szef oddziału operacyjnego sztabu Naczelnego Wodza ppłk. Julian Stachiewicz. Przewidywał on wykonanie głębokiego zagonu kawaleryjskiego w celu opanowania Koziatyna, z równoczesnym natarciem wydzielonych grup piechoty, dążących do zajęcia Żytomierza i Berdyczowa.
W czasie gdy w połowie kwietnia 1920 roku Naczelne Dowództwo WP rozpoczęło bezpośrednie przygotowania do działań zaczepnych na Ukrainie, strona bolszewicka rozpoczęła zmianę dyslokacji swych wojsk wzmacniając swe siły na Białorusi i przygotowując jednostki na Ukrainie do odwrotu w przypadku polskiej ofensywy.
W tym momencie nie można było już zatrzymać polskich przygotowań do wyprawy kijowskiej. Zwraca na to uwagę Tadeusz Piskor, współautor polskiego planu, podkreślając, iż wiadomości o gromadzeniu wojsk bolszewickich na Białorusi „przychodziły w czasie, gdy własna koncentracja na południu rozpoczęła się już, gdy magazyny były założone i prace przygotowawcze rozpoczęte; były natomiast na tyle nieścisłe, że o zmianie planu działań, tj. skierowaniu głównych sił polskich na front północny, nie mogło być mowy”.
W dniu 17 kwietnia ND WP wydało rozkaz oddziałom zgrupowanym na Ukrainie przyjęcia postaw wyjściowych do działań ofensywnych, których celem było „przeprowadzenie operacji ofensywnej na Wołyniu i Podolu z zadaniem rozbicia 12. i stojącej przed naszym frontem części 14. armii bolszewickiej”. Równocześnie termin ofensywy wyznaczono na 25 kwietnia.
Piłsudski zadecydował o przejęciu dowodzenia nad nieistniejącą jeszcze formalnie 3 armią, której najważniejszą siłą stanowiły Grupa Operacyjna gen. Rydza-Śmigłego oraz Dywizja Jazdy gen. Romera. Armia ta miała odegrać główną rolę w rozpoczynającej się operacji. Pozostałe dwie polskie armie – 2 i 6 miały wspierać główne działania (2 armia miała uderzać w kierunku na Berdyczów, 6 armia zaś na Winnicę i Żmerynkę).
W „Dyspozycji operacyjnej dla ofensywy na Ukrainie” Piłsudski polecił, aby Grupa Operacyjna Rydza-Śmigłego, składająca się w sumie z 42 batalionów piechoty oraz 53 szwadronów jazdy, po przełamaniu frontu pod Zwiahlem w szybkim tempie, wykorzystując transport samochodowy, kierowała się na wschód w celu zajęcia Żytomierza i opanowania znajdujących się w okolicy mostów na rzece Teterew.
Między grupą Rydza a Prypecią działały dwie dywizje piechoty – 4 DP oraz grupa płk. Rybaka. Ich zadaniem było poprowadzenie koncentrycznych natarć na Owrucz i Korosteń oraz odcięcie dróg odwrotu bolszewikom wycofującym się z tych miast w kierunku na Kijów.
Wobec informacji o wycofaniu się części oddziałów bolszewickich z odcinka frontu, położonego naprzeciw grupy Rydza-Śmigłego, w dniu 23 kwietnia 1920 roku Piłsudski polecił przyspieszyć natarcie przez koncentrację jednostek 1 DPLeg. w dwa duże ugrupowania (dowodzone przez ppłk. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego oraz ppłk. Stefana Dęba-Biernackiego), których celem było wbicie klina w ugrupowanie bojowe bolszewickiej 12 Armii.

CDN.

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 04 maja 2015, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20988

Na Kijów! (2)
Godziemba, śr., 22/04/2015 - 08:35

W dniu 7 maja 1920 roku polscy żołnierze zdobyli Kijów.
Ofensywa kijowska ruszyła 25 kwietnia 1920 roku o godzinie 3.20. Zapoczątkowało ją natarcie 5 ppLeg. znajdującego się na czele 1 DPLeg. Wkrótce potem do działania przystąpiła DJ gen. Romera, której przygotowania osobiście obserwował Józef Piłsudski. „Była godzina 4.00 – zanotował Tadeusz Piskor – gdy dywizja poczęła przechodzić przez most na Słuczy (…). Prężyły się piersi żołnierskie przed ledwie zarysowaną w szarym brzasku sylwetką Naczelnego Wodza, który zawsze tam, gdzie oczekiwał od wojska szczególnego wysiłku, był na stanowisku, chcąc jak gdyby przez te chwile bezpośredniego obcowania przelać na wojsko swą wolę zwycięstwa.”
Początkowo tempo działań Polaków na Ukrainie było bardzo duże, gdyż oddziały bolszewickie nie podejmowały walki wycofując się na wschód. W trakcie walk oddziały ukraińskie 2 i 3 Brygady Strzelców Siczowych, wcielone siłą do armii bolewickiej, przeszły na stronę polską. W ciągu kilku dni na stronę polską przeszło ponad 11 tysięcy Ukraińców z tych formacji.
Wszystkie związki taktyczne uczestniczące w natarciu wykonały z nawiązką postawione im zadania. W pierwszym dniu operacji zdobyto Koziatyn, a w nocy z 25 na 26 kwietnia 1 brygada piechoty leg. ppłk. Dęba-Biernackiego opanowała Żytomierz biorąc do niewoli kilkuset jeńców. Stoczone jedynie niezwykle krwawą bitwę o Malin. 7 brygada kawalerii po kilkusetkilometrowym rajdzie opanowała miasto, gdzie natrafiono na tyłowe oddziały dwóch dywizji bolszewickich walczących pod Korosteniem i Zwiahlem. Pobite wycofujące się dywizje bolszewickie, wspierane przez pociągi pancerne uderzyły na zdobyty przez Polaków Malin. Przewaga bolszewików, świadomych zagrożenia drogi odwrotu na Kijów, była przygniatająca, gdyż polska załoga miasta składała się jedynie z 17 pułku ułanów płk. Witolda Żychlińskiego oraz część 1 pułku szwoleżerów mjr. Gustawa Or;licza-Dreszera. Po kilkugodzinnym boju Polacy zostali zmuszeni do opuszczenia miasta. Obie strony poniosły duże straty – zginął m.in. szef sztabu 7 BJ, wcześniej osobisty adiutant Piłsudskiego, rotmistrz ks. Stanisław Radziwiłł, a ciężko ranny został mjr Orlicz-Dreszer.
Wraz z rozpoczęciem operacji w dniu 26 kwietnia 1920 roku w wydanej odezwie do mieszkańców Ukrainy Naczelny Wódz zapowiedział, iż wojska polskie po wyparciu bolszewików „pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, aby władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą, gdy rząd narodowy Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj przed nowym najazdem, a wolny naród sam o losach swoich mocen będzie, żołnierz polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie walki o wolność ludów”.
W opublikowanej równocześnie odezwie Głównego Atamana Petlury podkreślono, iż „dotychczas naród ukraiński walczył sam, dzisiaj bezprzykładne czyny poświęcenia przekonały inne narody o słuszności żądań ukraińskich i znalazły przede wszystkim oddźwięk w sercach wolnego już narodu polskiego. Naród polski, w osobie Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego i swego Rządu, uznał niezawisłość państwową Ukrainy. Rzeczpospolita Polska weszła na drogę okazania realnej pomocy Ukrainie”.
Jednak uchylanie się bolszewików od walki zmniejszało szanse na ich okrążenie i pobicie. Bolszewicy świadomie oddawali teren bez walki, chcąc za wszelką cenę uchronić swe wojska przed rozbiciem. Dowódca Frontu Południowo-Zachodniego liczył na wciągnięcie w głąb własnego terytorium wojsk polskich, by następnie związać je walką i zyskać czas na ściągnięcie własnych rezerw zdolnych do podjęcia kontrofensywy.
Marszałek Piłsudski był przekonany, iż bolszewicy nie wycofają się z Ukrainy, mającej dla nich znaczenie strategiczne i podejmą walkę z Polakami, co umożliwi ich rozbicie. Z tego też powodu wstrzymał na kilka dni dalszą ofensywę na Ukrainie, zachęcając tym samym bolszewików do przyjęcia walnej bitwy. W liście do gen. Sosnkowskiego pisał, iż „pierwsze zadanie prawie ukończone i ukończone na pół pomyślnie. Na pół dlatego, że pod względem taktycznym sprawa poszła doskonale, pod względem strategicznym bardzo i bardzo na pół”. Tymczasem wszelkie meldunki wywiadu świadczyły o pospiesznym wycofywania się przeciwnika na wschód.
W tej sytuacji w dniu 28 kwietnia 1920 roku Naczelny Wódz nakazał gen. Rydzowi wznowienie ofensywy w kierunku na Fastowa i Malina. Po ich zdobyciu ponownie wstrzymał działania na froncie, licząc na zmuszenie bolszewików do podjęcia walki. Dopiero 3 maja 1920 gen. Rydz-Śmigły, który został dowódcą całej 3 armii otrzymał rozkaz przygotowania natarcia na Kijów. Rydz opracował szczegółowy plan działań, oparty na założeniu, iż bolszewicy będą bronili stolicy Ukrainy. Zamierzał poprowadzić natarcie czołowe z jednoczesnym dwustronnym okrążeniem miasta. Pierwsze zadanie powierzył 15 DP oraz 1 DP, dowodzonej faktycznie przez ppłk. Dęba-Biernackiego. Operacje okrążające miały wykonać 7 BJ oraz grupa płk. Rybaka.
W dniu 6 maja 1920 roku 1 ppLeg. przekroczył rzekę Irpień, odrzucając słabą obronę przeciwnika. Droga na Kijów stała przed Polakami otworem. W dniu 7 maja o godzinie 16.00 do opuszczone przez bolszewików Kijowa wkroczył oddział rozpoznawczy 1 BPLeg. W ślad za nim do miasta wkroczył 1 pułk szwoleżerów z 7 BJ.
Wielkie miasto, centrum administracyjne Ukrainy, zostało opanowane bez walki przez kilkuset żołnierzy. Doszło do humorystycznych scen – po zajęciu jednego z przedmieść „do tramwaju idącego z letniska podmiejskiego Puszczy Wodnej w stronę Kijowa – zanotował Tadeusz Kutrzeba – wsiadł na ochotnika jeden z oficerów z patrolem szwoleżerskim i karabinem maszynowym i pojechał do miasta, przywożąc w niedługim czasie ośmiu jeńców – wartę rosyjską przy jakimś obiekcie wojskowym”.
Bolszewicy wycofali się za Dniepr, ograniczając się do obrony jego wschodniego brzegu.
W walkach o Kijów uczestniczyli żołnierze z ukraińskiej 6 Dywizji Strzelców (płk Bezruczko), którzy 9 maja wzięli w uroczystej defiladzie w ukraińskiej stolicy. Jednostki ukraińskiej 2 Dywizji Strzelców (gen. Udowyczenko) wzięły z kolei udział w walkach o Mohylów. Polska ofensywa na Ukrainie zaktywizowała antybolszewickie oddziały partyzanckie, dezorganizując zaplecze bolszewickie i napadając na wycofujące się oddziały bolszewickie.
Zajęcie Kijowa było ważnym wydarzeniem politycznym, stwarzającym szanse na realizację federacyjnych planów Naczelnego Wodza. Do Kijowa przybył wkrótce rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej z premierem Iwanem Mazepą na czele, który przystąpił do tworzenia ukraińskiej administracji centralnej.
Sukces militarny osłabiało wycofanie się większości sił bolszewickich za Dniepr. Bardzo trafnie ocenił ten sukces Tadeusz Kutrzeba pisząc: „Po sukcesie pierwszych dni, umożliwionych przez to, że zdołaliśmy całkowicie zaskoczyć przeciwnika i zadać mu ciężkie straty, działania polskie osłabły. Nieprzyjaciel odszedł, nie przyjmując bitwy. Więc tez działania polskie w tym okresie nie mogły być ukoronowane pożądanym zwycięstwem. Zajęliśmy jedynie niebroniony teren. (…) Zajmując zatem Kijów, osiągnęliśmy Dniepr i bierzemy w okupację część Ukrainy, lecz nie zdołaliśmy pobić 12 Armii tak decydująco, żeby ona została wykreślona z rachunku na zawsze”. Pomimo ciągłego unikania walki, bolszewicy do początków maja 1920 ponieśli znaczne straty przekraczające 5 tysięcy zabitych i kilkanaście tysięcy wziętych do niewoli.
W dniu 19 maja 1920 roku dowódca Frontu Południowo-Zachodniego w rozkazie dla 14 Armii oraz szybko nadciągającej z Kubania 1 Armii Konnej Budionnego nakazał rozpoczęcie przygotowań do kontrofensywy na Ukrainie. Ruszyła ona w końcu maja 1920 roku. Po pierwszych udanych działaniach obronnych, w dniu 5 czerwca 1920 roku front polski zostaje definitywnie przerwany, a w nocy z 10 na 11 czerwca polskie oddziały opuściły Kijów. Polskie zdobycze na Ukrainie okazały się nietrwałe.

Wybrana literatura:
L. Wyszczelski – Wojna polsko-rosyjska 1919-1920
Studia taktyczne z historii wojen polskich 1918-1921
G. Nowik – Zanim złamano „Enigmę”
B. Skaradziński – Polskie lata 1919-1920
T. Kutrzeba – Wyprawa Kijowska 1920 roku
T. Piskor – Działania dywizji kawalerii na Ukrainie
S. Szajdak – Polsko-ukraiński sojusz polityczno-wojskowy w 1920 roku
Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 14 cze 2015, 21:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/8776-powsta ... iego-zrywu

Powstanie nieświeskie. Rocznica zapomnianego antybolszewickiego zrywu
Paweł Brojek sobota, 14, marzec 2015 05:47

Obrazek

Powstanie w Nieświeżu wybuchło w nocy z 14 na 15 marca 1919 r., miesiąc po rozpoczęciu wojny polsko-bolszewickiej. Przez pięć dni miejscowość znajdowała się w rękach mieszkańców, którzy oczekiwali na wejście polskiej armii.

Zgodnie z postanowieniami kapitulacyjnymi po I wojnie światowej wojska niemieckie miały wycofać się z kontrolowanych przez siebie obszarów na wschodzie Rosji. Jednocześnie bolszewicy zawarli z Niemcami tajne porozumienie, na mocy którego tereny te miała zająć Armia Czerwona, co stało w sprzeczności z interesem odrodzonej Rzeczypospolitej. Leżące dziś w obwodzie mińskim na Białorusi miasteczko Nieśwież, w grudniu 1918 r. zostało zajęte bez walki przez sowietów.

Wojna polsko-bolszewicka rozpoczęła się 14 lutego 1919 r. Z początkiem marca tego roku wojska polskie rozpoczęły działania zaczepne na wschodzie, zajmując kolejne miejscowości. Mieszkańcy Nieświeża wykorzystując fakt zbliżającego się frontu, postanowili na własną rękę oswobodzić miasteczko. Na czele komitetu organizacyjnego powstania stanął dyrektor miejscowej szkoły, Mieczysław Wolnisty.

W nocy z 14 na 15 marca powstańcy zajęli najważniejsze budynki miasta oraz zlikwidowali miejscowy komitet komunistyczny. Kilku sowieckich działaczy, w tym naczelnik Czeka i komisarzy, zostało zabitych. Bolszewicy zostali całkowicie wyparci z miasta.

Przez pięć dni miejscowość znajdowała się w rękach mieszkańców, którzy oczekiwali na wejście polskiej armii. Nie wiedzieli, że po zajęciu Pińska i dotarciu na północy do Lidy Józef Piłsudski nakazał wstrzymanie ofensywy.

19 marca Armia Czerwona ponownie wkroczyła do Nieświeża, nie napotykając prawie na żaden opór. Po zajęciu miasta przez bolszewików, Mieczysław Wolnisty oraz pozostali przywódcy powstania: Polikarp Kolenda, Józef Januszkiewicz, Konstanty Szydłowski i Stanisław Iwanowski, zostali aresztowani i przetransportowani do wykorzystywanego jako więzienie klasztoru benedyktynów, a następnie 24 marca rozstrzelani w lesie za miastem.

Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej, gdy Nieśwież wszedł w skład II RP, w mieście zbudowano dwa pomniki ku czci ofiar powstania. Jeden z nich, znajdujący się w centrum miasta, został zburzony w czasie II wojny światowej. Drugi, nagrobek na mogile organizatorów powstania na cmentarzu katolickim, ufundowany przez uczniów i nauczycieli miejscowego gimnazjum, po 1990 r. został wyremontowany i istnieje do dziś.

Paweł Brojek
Na zdjęciu: Cmentarz katolicki w Nieświeżu, pomnik na grobie przywódców powstania, fot. nieobecni.com.pl

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 30 cze 2015, 17:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogpress.pl/node/20954

Przed Kijowem był Mozyrz
Godziemba, śr., 15/04/2015 - 08:24

Zanim Piłsudski rozpoczął ofensywę na Ukrainie, zaplanował lokalną operację na Polesiu.
Podstawowym celem operacji było przerwanie styczności operacyjnej pomiędzy bolszewickimi frontami – Zachodnim i Południowo-Zachodnim. Powyższy cel zamierzano osiągnąć przez opanowanie znacznego odcinka rokadowej linii kolejowej prowadzącej z Petersburga przez Orszę, Żłobin, Kalenkowicze do Żmerynki.
W dniu 26 lutego 1920 roku płk. Władysław Sikorski, dowodzący Grupą Poleską, wchodzącą w skład Frontu Litewsko-Białoruskiego, otrzymał rozkaz natarcia na Mozyrz i Kalenkowicze. Zdobycie tych miejscowości doprowadziłoby do wspomnianego przecięcia rokadowej magistrali kolejowej na odcinku od Szaciłek do Prypeci.
Przygotowująca si do ofensywy Grupa Poleska wzmocniona została 15 pp mjr. Józefa Wolfa oraz 2 BJ płk. Zdzisława Kosteckiego, a także dwoma pociągami pancernymi – „Piłsudczyk” i „Kaniów”. Siły polskie liczyły łącznie 8500 żołnierzy. Przeciwko nim stały pododdziały bolszewickiej 12 Armii, składające się z około 4500 żołnierzy oraz sześciu pociągów pancernych.
Zgodnie z planem polskie jednostki miały wieczorem 4 marca 1920 roku zająć pozycje wyjściowe, a samo natarcie miało rozpocząć się następnego dnia o godzinie 5.00. Strona polska dążyła do rozpoczęcia akcji zanim nastąpi pora roztopów i ruszą lody.
Dowódca Frontu Litewsko-Białoruskiego gen. Stanisław Szeptycki obiecywał wsparcie tej operacji przez Grupę Operacyjną gen. Lucjana Żeligowskiego, która miała prowadzić działania dezorientujące przeciwnika co do zasadniczego celu polskiej operacji.
Polska operacja rozpoczęła się w niezwykle sprzyjających okolicznościach – bolszewicy przegrupowywali swe jednostki w pasie polskiego natarcia. Główny ciężar wal spoczywał na piechocie, prowadzącej natarcie w dwóch kolumnach – północnej i południowej. Błędy Sikorskiego spowodowały, iż kawaleria polska nie odegrała większej roli w operacji.
W pierwszym dniu operacji Polacy zajęli Kalenkowicze, zdobywając znaczne ilości sprzętu wojennego oraz biorąc do niewoli 300 jeńców. Tego samego dnia zdobyto Mozyrz oraz nienaruszone mosty na Prypeci. Także tam zdobyto wiele sprzętu wojskowego, w tym 22 uwięzione w lodzie statki rzeczne oraz wzięto do niewoli kilkuset bolszewików, w tym sztab jednej z brygad 47 dywizji piechoty.
Istotnym osiągnięciem sił polskich było także zajęcie ważnego węzła kolejowego – Jelska. Bolszewicy w popłochu wycofali się za Prypeć oraz Dniepr. Brak koordynacji pomiędzy oddziałami piechoty i jazdy sprawił, iż polskiej kawalerii nie udało się odciąć przeciwnikowi dróg odwrotu.
Brak łączności pomiędzy poszczególnymi oddziałami a sztabem Sikorskiego doprowadził do zaprzepaszczenia szansy na osiągnięcie jeszcze większego sukcesu. Zamiast przystąpienia przez oddziały Grupy Poleskiej do pościgu na uciekającym wrogiem, zadowolono się osiągnięciem linii Prypeci oraz Dniepru. Dopiero w południe 6 marca 1920 roku podjęto decyzję o kontynuacji ofensywy, co dało bolszewikom czas na zniszczenie mostów i znacznie utrudniło działania polskich oddziałów w drugim dniu operacji.
W kolejnych dniach polskie oddziały wyparły pozostałe jednostki bolszewickie za Prypeć i Dniepr. Poza sporadycznymi wypadami poddziałów kawalerii nie podejmowano próby przekroczenia tych rzek, szczególnie w obliczu ruszenia się lodów na Prypeci.
Dowódca Frontu Południowo-Zachodniego Aleksiej Jegorow nakazał w dniu 6 marca 1920 roku wzmocnienie sił bolszewickim o kilka brygad, których celem było przystąpienie do kontruderzenia, aby przywrócić poprzednią linię frontu w rejonie Mozyrza. Podjęte przez bolszewików w dniach 8-9 marca 1920 roku kontrataki nie przyniosły żadnego rezultatu.
W dniu 9 marca 1920 roku płk. Sikorski nakazał – zgodnie z wytycznymi Naczelnego Dowództwa WP - przejście do obrony zajmowanej linii frontu.
W dniu 16 marca 1920 roku bolszewicy podjęli nieudaną próbę odzyskania rejonu Mozyrza. Kolejną przeprowadzili od 30 marca do 3 kwietnia. Także ta pomimo skoncentrowania większych sił zakończyła się porażką. Analogiczny efekt spotkała trzecia próba rozpoczęta 6 kwietnia. Ostatnie natarcie bolszewicy podjęli w tym rejonie w dniu 15 kwietnia i znów ponieśli klęskę. Uporczywe próby odzyskania utraconego terenu wskazują, iż bolszewicy doskonale orientowali się jakie skutki niesie z sobą utrata zdobytego przez Polaków na początku marca terenu okolic Mozyrza i Kalenkowicz.
Polska operacja zakończyła się sukcesem – przerwano połączenie Frontu Zachodniego z Frontem Południowo-Zachodnim, co znacznie utrudniło bolszewikom koordynację działań jednostek obu frontów. Sukces ten jednocześnie zdecydowanie ułatwił prowadzenie w bliskiej przyszłości polskiej ofensywy na Ukrainie, umożliwił bowiem rozbijanie kolejnych izolowanych ugrupowań przeciwnika.
Sukces ten osiągnięto przy znikomych stratach własnych, które wyniosły 26 zabitych, 80 rannych oraz 2 wziętych do niewoli. Zdobyto ponadto 2 pociągi pancerne, 21 lokomotyw, 890 wagonów, 23 statki rzeczne oraz znaczne ilości broni i amunicji. Straty przeciwnika oszacowano na kilkuset zabitych i rannych oraz 1100 jeńców.
W uznaniu zasług Sikorski uzyskał awans na stopień generała brygady (gen. ppor. wedle ówczesnej terminologii).
Polskie działania na Polesiu potwierdziły wcześniejsze doświadczenia, iż bolszewicy w wypadku trudnego położenia operacyjnego dążą do ochrony swych wojsk kosztem utraty terenu. Nastawieni niemal wyłącznie na działania ofensywne bolszewicy skłonni są do opuszczenia pola walki w obliczu zdecydowanie nacierających wojsk polskich.

Wybrana literatura:
L. Wyszczelski – Wojna polsko-rosyjska 1919-1920
Studia taktyczne z historii wojen polskich 1918-1921
G. Nowik – Zanim złamano „Enigmę”
B. Skaradziński – Polskie lata 1919-1920

Godziemba's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2015, 13:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://3obieg.pl/cud-nad-wisla-strategi ... lsudskiego

CUD NAD WISŁĄ – STRATEGIA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
Napisano 15 godzin temu | Brak komentarzy

BITWA WARSZAWSKA – STRATEGIA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO CUD NAD WISŁĄ – BITWA WARSZAWSKA 25 sierpnia 2015 roku będziemy obchodzić 95 rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą, stoczonej w dniach 12 – 25 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej, uznaną za 18. na liście przełomowych bitew w historii świata. Autorem i realizatorem planu […]


BITWA WARSZAWSKA – STRATEGIA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
CUD NAD WISŁĄ – BITWA WARSZAWSKA

25 sierpnia 2015 roku będziemy obchodzić 95 rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą, stoczonej w dniach 12 – 25 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej, uznaną za 18. na liście przełomowych bitew w historii świata.
Autorem i realizatorem planu bitwy był Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski.
Decydująca bitwa tej wojny zdecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i nie rozprzestrzenieniu się rewolucji komunistycznej na Europę Zachodnią.
Kluczową rolę odegrał manewr Wojska Polskiego oskrzydlający Armię Czerwoną przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego, wyprowadzony znad Wieprza 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.
Armiom sowieckim Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego przeciwstawiło siły zgrupowane w sześciu armiach i formacje dozorujące Wisłę od Torunia do Wyszogrodu (20 Dywizja Piechoty – dawna 2 Dywizja Litewsko-Białoruska) oraz bataliony zapasowe i ochotnicze.
Siły polskie podzielone zostały na trzy fronty:

Front północny pod wodzą generała Józefa Hallera w składzie:

– 5 Armia generała Władysława Sikorskiego broniąca odcinka na północ od Warszawy na rubieży rzeki Wkry,

– 1 Armia generała Franciszka Latinika broniąca przedmościa Warszawy na odcinku od Zegrza do Karczewa,

– 2 Armia generała Bolesława Roji broniła przepraw na Wiśle po stronie zachodniej na odcinku od Karczewa do Dęblina.

Front środkowy dowodzony przez generała Edwarda Rydza – Śmigłego w składzie:

– 4 Armia dowodzona przez generała Leonarda Skierskiego skoncentrowała się w rejonie Dęblin – Kock,
– 3 Armia generała Zygmunta Zielińskiego rozwinięta została od Kocka w kierunku wschodnim do Brodów.

Front południowy pod dowództwem generała Wacława Iwaszkiewicza (obsadził odcinek od Brodów do granicy rumunskiej) w składzie:
– 6 Armia gen. Władysława Jędrzejewskiego,
– Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej gen. Mychajła Omelianowicza – Pawlenki.

Strona polska posiadała do dyspozycji 29 dywizji piechoty, w tym jedną ochotniczą i jedną ukraińską oraz trzy dywizje kawalerii. W ostatnich dniach działań odwrotowych w toku walk obronnych na przedpolach Warszawy utworzone zostały w rejonie rzeki Wieprz dwie grupy uderzeniowe podporządkowane osobiście marsz. Józefowi Piłsudskiemu.

W ich skład weszły trzy dywizje z 4 Armii:

– 4 Dywizja Piechoty generała Daniela Konarzewskiego,
– 16 Dywizja Piechoty pułkownika Aleksandra Ładosia,
– 21 Dywizja Piechoty Górskiej generała Andrzeja Galicy.

oraz dwie dywizje z 3 Armii:

– 1 Dywizja Piechoty Legionów pułkownika Stefana Dąb-Biernackiego,
– 3 Dywizja Piechoty Legionów generała Leona Berbeckiego,
– IV Brygada Kawalerii płk. Feliksa Jaworskiego.

Pierwsza grupa uderzeniowa ześrodkowała się w rejonie Dęblina, Przy tej grupie (przy 4 Dywizji generała Daniela Konarzewskiego) umieścił swoje stanowisko dowodzenia sam Marszałek. Obok, przy 16 Dywizji, generał Leonard Skierski. Generał Edward Rydz-Śmigły stanął przy 1 Dywizji Piechoty Legionów. Dowódcy najwyższego szczebla znaleźli się przy dywizjach przede wszystkim po to by w ten sposób podnieść morale wojska, ugruntować wiarę w powodzenie operacji. Armia Czerwona, której głównodowodzącym był Sergiej Kamieniew nacierała siłami zgrupowanymi w dwa związki operacyjne:

– 1. Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego

– 3 Korpus Kawalerii Gaika Bżyszkjana-Gaja,
– 4 Armia Jewgienija Siergiejewa (od 1 sierpnia Dmitrij Szuwajew),
– 15 Armia Augusta Korka.
– 3 Armia Władimira Łazariewicza,
– 16 Armia Nikołaja Sołłohuba,
– Grupa Mozyrska Tichona Chwiesina.

– 2. Front Południowo-Zachodni Aleksandra Jegorowa

– 14 Armia Mołkoczanowa,
– 1 Armia Konna Siemiona Budionnego,
– 12 Armia Woskanowa.

Wojska obu frontów początkowo oddzielone były olbrzymim kompleksem bagien poleskich i współdziałały ze sobą nader luźno. W miarę ich postępu luka operacyjna w centrum ugrupowania, wypełniona tylko słabymi formacjami, poszerzała się jeszcze bardziej.
Następowało to wbrew dyspozycjom Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej z 3 i 11 sierpnia, nakazującym przesunięcie znacznych sił Frontu Południowo-Zachodniego (Armii Konnej Budionnego i 12 Armii Woskanowa) z małopolskiego i wołyńskiego obszaru działań wojennych na kierunek warszawski.
Prawe skrzydło wojsk Tuchaczewskiego (4 Armia Siergiejewa (Szuwajewa) i Korpus Gaja) otrzymało zadanie opanowania obszaru Grudziądza i Torunia oraz forsowania Wisły na odcinku od Dobrzynia po Włocławek. Polecenie forsowania Wisły (między Płockiem a Wyszogrodem) otrzymała również 15 Armia Korka. Centrum sił Tuchaczewskiego skierowane zostało na Modlin (3 Armia Łazariewicza) i na Warszawę (16 Armia Sołłohuba).
Osłonę lewego skrzydła 16 Armii powierzono grupie mozyrskiej Tymoteusza Chwiesina, zbliżającej się od Włodawy nad Wisłę na północ od Dęblina.
Główne siły Frontu Południowo-Zachodniego znajdowały się natomiast nad rzeką Strypą (14 Armia Mołkoczanowa) oraz pod Brodami (Armia Konna Budionnego) i parły na Lwów, a 12 Armia Woskanowa forsowała Bug na południe od Włodawy.
Większość sił Frontu Zachodniego posuwała się zatem w kierunku północno-zachodnim – na północ od Warszawy, a gros sił Frontu Południowo-Zachodniego w kierunku południowo-zachodnim – na Lwów.
W nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 roku w Belwederze opracowywano ogólną koncepcję rozegrania bitwy. W rozważaniach powrócono do idei, które od końca lipca nurtowały umysły całego polskiego kierownictwa wojskowego. Zamierzano częścią sił zatrzymać uderzenie
rosyjskie przed Warszawą, a na prawym skrzydle odtworzyć odwody operacyjne i uderzyć nimi na południową flankę przeciwnika.
6 sierpnia nad ranem marszałek Piłsudski wybrał ostatecznie rejon koncentracji wojsk do przeciwuderzenia. W odróżnieniu od koncepcji szefa Sztabu Generalnego, Tadeusza Rozwadowskiego i przedstawiciela francuskiej misji wojskowej generała Maxima Weyganda (preferowali bliskie Warszawy rejony koncentracji i płytki, mniej ryzykowny manewr oskrzydlający z możliwością pogłębienia obrony na kierunku stolicy), Marszałek zdecydował przesunąć grupę uderzeniową na południe, poza linię rzeki Wieprz i wykonać głęboki manewr nie tylko na skrzydła rosyjskiego Frontu Zachodniego, ale także na jego tyły.
6 sierpnia po południu został wydany rozkaz nr 8358/III, który uruchamiał realizację planu operacji.
12 sierpnia Józef Piłsudski opuścił Warszawę i udał się do Kwatery Głównej w Puławach. Przed wyjazdem złożył na ręce premiera Witosa dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. W liście do premiera zaznaczał, że jego zdaniem, skoro rozmowy pokojowe z bolszewikami nic nie dały, Polska musi liczyć na pomoc krajów Ententy, a te uzależniają ją od odejścia Marszałka. Witos jednak dymisji nie przyjął.

PRZEBIEG BITWY

W jej przebiegu zarysowały się wyraźnie trzy kompleksy wydarzeń:

bój na przedmościu Warszawskim,
walki nad Wkrą,
manewr znad Wieprza.

13 sierpnia, w pierwszym dniu bitwy, nastąpiło gwałtowne natarcie dwóch radzieckich związków taktycznych, jednej dywizji z 3 Armii Łazarewicza i jednej z 16 Armii Sołłohuba. Nacierały one na Warszawę z kierunku północno-wschodniego. Dwie rosyjskie dywizje, które
miały w nogach przeszło 600 kilometrów marszu, uderzyły pod Radzyminem, przełamały obronę 11 Dywizji pułkownika Bolesława Jaźwińskiego i zdobyły Radzymin. Następnie jedna z nich ruszyła na Pragę, a druga skręciła w prawo – na Nieporęt i Jabłonną.
Rozpoczęła się dramatyczna walka pod Radzyminem, która w polskiej legendzie mylnie uznawana jest niekiedy za “bitwę warszawską”. Niepowodzenie to skłoniło dowódcę polskiego Frontu Północnego do wydania dyspozycji wcześniejszego rozpoczęcia działań zaczepnych przez 5 Armię generała Sikorskiego z obszaru Modlina, by tym samym odciążyć 1 Armię osłaniającą Warszawę. W dniu następnym, to jest 14 sierpnia, zacięte walki wywiązały się już wzdłuż wschodnich i południowo-wschodnich umocnień przedmościa warszawskiego – na odcinku od Wiązowny po rejon Radzymina. Siły polskie stawiały wszędzie twardy opór i nacierające wojska rosyjskie nie uzyskały poważniejszych sukcesów.
15 sierpnia koncentryczne natarcie odwodowych dywizji polskich (10 Dywizji generała Żeligowskiego i 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej generała Jana Rządkowskiego), po całodziennych zażartych bojach przyniosło duży sukces. Odzyskany został Radzymin i polskie oddziały wróciły na pozycje utracone przed dwoma dniami.
16 sierpnia na liniach bojowych przedmościa warszawskiego toczyły się nadal intensywne walki, ale sytuacja wojsk polskich ulegała częściowej poprawie. W strefie Modlina działania zbrojne początkowa nie dawały również wyraźnego rozstrzygnięcia.
5 Armia generała Sikorskiego, która na rozkaz dowódcy przeszła 14 sierpnia do natarcia w kierunku Nasielska, czyniła postępy. Były to jednak sukcesy o znaczeniu lokalnym.
Dopiero w dwa dni później, czyli 16 sierpnia, koncentryczne uderzenie armii Sikorskiego, wyprowadzone z południowo-wschodnich fortów Modlina i znad Wkry, doprowadziło do
opanowania Nasielska. Dało możliwość kontynuowania pomyślnych działań na Serock i Pułtusk. Na lewym skrzydle frontu polskiego natomiast sytuacja układała się niepomyślnie. 4 Armia Szuwajewa i 3 Korpus Kawalerii Gaja, parły na Płock, Włocławek i Brodnicę, a w rejonie Nieszawy rozpoczęły już forsowanie Wisły. Pod wpływem trwożnych wiadomości, które napływały z rejonu Warszawy oraz Włocławka i Brodnicy, naczelny wódz Wojska Polskiego zdecydował się rozpocząć manewr zaczepny znad dolnego Wieprza.
16 sierpnia 1920 r. rozpoczęło się kontruderzenie. Dywizje grupy uderzeniowej, mające ogromną przewagę nad słabą radziecką grupą mozyrską, ruszyły szerokim frontem, by już w drugim dniu natarcia dotrzeć do szosy Warszawa-Brześć. Rokowało to wyjście na tyły wojsk radzieckich pod Warszawą. Prawe skrzydło natarcia osłaniała 3 Dywizja Piechoty Legionów maszerująca na Włodawę i Brześć. Pod Warszawą wojska radzieckie zostały związane energicznym zwrotem zaczepnym sił polskich przedmościa, wspartych czołgami i atakującymi w kierunku na Mińsk Mazowiecki. Postępy uzyskane już w pierwszym dniu natarcia były znaczne. 3 Dywizja Piechoty Legionów zajęła Włodawę. 1 Dywizja Piechoty Legionów odcinek Wisznice-Wohyń, a 21 Dywizja Piechoty Górskiej oraz dywizje wielkopolskie 14 i 16 osiągnęły rubież rzeki Wilgi, zajęły Garwolin i wysunęły patrole pod Wiązowną. 2 Dywizja Piechoty Legionów, przerzucona z zachodniego brzegu Wisły, przejęła rolę odwodu grupy uderzeniowej. 17 sierpnia siły polskie osiągnęły linię Biała Podlaska-Międzyrzec – Siedlce – Kałuszyn – Mińsk Mazowiecki. W tym samym czasie reszta wojsk polskich przeszła do kontrofensywy na całej długości frontu. 5 Armia znad Wkry uderzyła na (XV i III) armie bolszewickie. Wskutek wspomnianego wyżej braku łączności z dowództwem i zmęczenia żołnierzy, większa część wojsk sowieckich przeszła do nieskoordynowanego odwrotu. Część sił sowieckich, 3 korpus kawalerii Gaj-Chana (dwie dywizje) oraz część 4 i
15 armii (6 dywizji) nie mogąc się przebić na wschód 24 sierpnia 1920 roku przekroczyła granicę niemiecką i została internowana na terytorium Prus Wschodnich.
Według odnalezionych w ostatnich latach i ujawnionych w sierpniu 2005 roku dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego już we wrześniu 1919 roku szyfry Armii Czerwonej
zostały złamane przez porucznika Jana Kowalewskiego. Manewr polskiej kontrofensywy udał się zatem między innymi dzięki znajomości planów i rozkazów strony rosyjskiej i umiejętności wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo. Jak napisał o pracy polskiego radio – wywiadu w okresie omawianego konfliktu Mieczysław Ścieżyński – “nieprzyjaciel sam informował dokładnie nasze dowództwo o swym stanie moralnym i materialnym, o swych stanach liczebnych i stratach, o swych ruchach, o osiągniętych zwycięstwach i poniesionych klęskach, o swych zamiarach i rozkazach, o miejscu postoju swych dowództw i rejonach dyslokacyjnych swych dywizji, brygad i pułków”. Jednym z najważniejszych sukcesów polskiego wywiadu w okresie bitwy warszawskiej było przechwycenie i odszyfrowanie radiodepeszy dowództwa XVI Armii z 13 sierpnia, dotyczącej zajęcia Warszawy:
„Ze sztabu XVI Armii do sztabów podległych dywizji. 13 VIII 1920 r. Rozkaz operacyjny do wojsk XVI Armii. Armie zachodniego frontu po walkach zajęły Mławę – Ciechanów – Pułtusk – Wyszków. 21 dywizji rozkazano dnia 13 VIII uderzyć na nieprzyjaciela działającego naprzeciw prawego skrzydła naszej armii z linii Zegrze – Załubice, w kierunku na Pragę.
Rozkazuję dywizjom kontynuować ofensywę i wieczorem dnia 14 VIII 1920 r. zawładnąć następującymi rejonami: 27 dywizja – Łajsk – Stacja Jabłonna – Nieporęt; 2 dywizja – Radzymin – Stanisławów – Pustelnik – ( wyłącznie) – Helenów; 17 dywizja – Pustelnik – Marki – Turów – Wołomin; 10 dywizja – Mokrołok – Wawer – Jarosław – Okuniew; 8 dywizja – Karczew – Osieck – Kołbiel.
Zwiady dywizyjne do tego czasu powinny dotrzeć aż do linii rzeki Wisły, w granicach dywizyjnych odcinków wyznaczonych w punkcie pierwszym mojej dyrektywy nr 505.
Dowódca 27 dywizji ma współdziałać z 21 dywizją przy jej uderzeniu skierowanym na Pragę.
Dowódca 10 dywizji ma mieć na widoku, że zależnie od okoliczności, jego dywizja może mieć główny kierunek na Pragę w celu sforsowania rzeki Wisły w granicach Warszawy, co wymaga skoncentrowania jednej brygady w rejonie Okuniewa.
O otrzymaniu niniejszego natychmiast zameldować”.
Powodzenie planu operacji polegającej na wykonaniu tak głębokiego manewru w dużej mierze zależy od utrzymania jego treści w głębokiej tajemnicy.
Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej już 13 sierpnia zdobyło pod Brześciem plan polskich działań. Zginął tam dowódca pułku ochotniczego im. Stefana Batorego – mjr Wacław Drojowski. Znaleziono przy nim mapnik, a w nim rozkaz bojowy wraz z mapą.
Rosjanie doszli jednak do wniosku, że jest to mistyfikacja polska, która ma w ten sposób zmusić ich do osłony lewego skrzydła zgrupowania uderzeniowego i tym samym powstrzymać natarcie na Warszawę. Jednym z ważniejszych epizodów bitwy warszawskiej było zdobycie przez kaliski 203. Pułk Ułanów sztabu 4. armii sowieckiej w Ciechanowie 15 sierpnia, a wraz z nim – kancelarii armii, magazynów i jednej z dwóch radiostacji, służących Rosjanom do łączności z dowództwem w Mińsku. Polacy wiedzieli, że w tym czasie druga z radiostacji była wyłączona, ponieważ przemieszczała się w inne miejsce. W tym czasie dowódca frontu Michaił Tuchaczewski wydał 4 Armii rozkaz zawrócenia na południowy wschód i uderzenia na armię gen. Sikorskiego, który walczył pod Nasielskiem.
Szybkie i skuteczne rozszyfrowanie tego rozkazu przez Polaków umożliwiło przeanalizowanie sytuacji i doprowadziło do podjęcia błyskawicznej decyzji przestrojenia nadajnika warszawskiego na częstotliwość sowieckiej radiostacji i rozpoczęcie skutecznego zagłuszania znacznie odleglejszych nadajników z Mińska, dzięki czemu druga z sowieckich radiostacji, którą 4 Armia dysponowała, po jej uruchomieniu w nowym miejscu, wciąż nie była w stanie odebrać rozkazów Tuchaczewskiego. Warszawa bowiem na tej samej częstotliwości nadawała przez dwie doby bez przerwy teksty Pisma Świętego – jedyne
dostatecznie obszerne teksty, które ad hoc udało się dowództwu Cytadeli, gdzie mieścił się polski nadajnik, dać radiotelegrafistom do nieustannego nadawania. Trzeba zaznaczyć, że
rozważano również możliwość nadawania błądzącym na Pomorzu oddziałom sowieckim rozkazów fałszywych, ale od pomysłu tego odstąpiono nie chcąc zdemaskować się ze
złamaniem sowieckich szyfrów. Doborowa 4 Armia straciwszy swój sztab oraz łączność z dowództwem frontu straciła koordynację działań. Nie otrzymawszy z Mińska rozkazów (ściślej: nie będąc w stanie ich dosłyszeć) zmieniających kierunek jej operowania armia ta ze swoimi sześcioma dywizjami posuwała się nadal wzdłuż linii wyznaczonej ostatnio otrzymanymi rozkazami, co zapędziło ją aż do obecnej wschodniej części Torunia (później niektórzy historycy wojskowi ironizowali, że armia ta w tym czasie walczyła nie z Polską, tylko z Traktatem Wersalskim). W ten sposób została wyeliminowana z bitwy o Warszawę. W wyniku Bitwy Warszawskiej (i następującej po niej niemeńskiej) 15 października delegacje polska i sowiecka zawarły w Rydze zawieszenie broni, a w marcu 1921 roku na jego bazie zawarty został traktat pokojowy, który do agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku przez lat dwadzieścia uregulował stosunki polsko-sowieckie i wytyczył polską granicę wschodnią. Straty strony polskiej wyniosły: ok. 4500 zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Szkody wyrządzone sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. bolszewików poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, zaś 45 tys. zostało internowanych przez Niemców. Za klęskę wojsk rosyjskich w bitwie warszawskiej Tuchaczewski obciążał Józefa Stalina. Twierdził on, że dyrektywa Kamieniewa, dotycząca przekazania z Frontu Południowo-Zachodniego 1 Armii Konnej i 12 Armii pod jego rozkazy zablokowana została właśnie przez Stalina. Inni twierdzili (Szaposznikow, Budionny, Tuleniew, Golikow, Timoszenko, Woroszyłow), że rzeczywista odpowiedzialność spada na Tuchaczewskiego, który źle zorganizował operację zdobycia Warszawy. Znamiennym jest, że wszyscy w/w oficerowie przeżyli rok 1937, dosłużyli się wysokich stopni i dożyli długich lat. Ci zaś, którzy wskazywali, że winien jest Stalin, zakończyli swój żywot wraz z marszałkiem Tuchaczewskim w 1937 roku w ramach tzw. wielkiej czystki. Natomiast w 1920 roku w Polsce rozgorzał spór o autorstwo planu bitwy warszawskiej i miano zwycięzcy. Marszałek Piłsudski uważał siebie za konstruktora warszawskiego zwycięstwa. Na rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis gen. Rozwadowskiego, który przez część historyków uważany jest za głównego architekta zwycięstwa nad bolszewikami. Dodatkowo kontrowersje wzbudza fakt, ze Piłsudski 12 sierpnia złożył dymisję z piastowanych stanowisk na ręce premiera Witosa i udał się do majątku Bobowa do swoich córek i przyszłej żony Aleksandry. Poza tym opozycja jeszcze bardziej komplikowała sytuację, wysuwając wielu kandydatów, obok Rozwadowskiego m.in. Hallera, Weyganda czy Sikorskiego.
Większość przeciwników Marszałka pomija, że J. Piłsudski złożył rezygnację na ręce Witosa z urzędu Naczelnego Wodza z warunkiem, że zostanie ona ogłoszona jeżeli ofensywa znad Wieprza zakończy się porażką.
Dokumentem tym Marszałek J. Piłsudski potwierdził swoją wolę wzięcia na swoje barki całej odpowiedzialności za ryzykowny manewr.
Dzisiaj z całą pewnością można potwierdzić geniusz Marszałka Józefa Piłsudskiego w Bitwie Warszawskiej i dzięki niemu Europa została uchroniona przed zalewem bolszewickim. Wszelkie spory historyczne nie zmienią faktu, że Polska odniosła zwycięstwo dzięki zgodnej współpracy naczelnego dowództwa, które w czasie krytycznym dla kraju potrafiło schować urazy i osobiste niechęci.
W historii sztuki wojennej bitwa warszawska jest jednak przykładem rozstrzygającego manewru, którego efekt końcowy osiągnięty został myślą przewodnią dowódcy, rzetelną pracą sztabu oraz wysokimi umiejętnościami oficerów i żołnierzy na polu walki.
Znaczenie historyczne Bitwy Warszawskiej jest wciąż niedoceniane zarówno w Polsce jak również na zachodzie Europy. Ambasador brytyjski w przedwojennej Polsce – lord Edgar Vincent D’Abernon nazwał ją już w tytule swej książki “Osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata – Pod Warszawą1920” – wyd. PWN Warszawa 1932 r.
W jednym z artykułów opublikowanych w sierpniu 1930 r. pisał: “Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej docenione… Gdyby bitwa pod
Warszawą zakończyła się była zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż upadkiem Warszawy Środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji (…). Zadaniem pisarzy politycznych… jest wytłumaczenie europejskiej opinii publicznej, że w roku 1920 Europę zbawiła Polska”.
22 listopada 1920 roku Lwów jako pierwsze i jedyne w II RP miasto polskie zostało odznaczone Krzyżem Kawalerskim Orderu „Virtuti Militari”.
Uroczystej dekoracji dokonał Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski, który również odbierał defiladę na ul. Legionów we Lwowie. To najwyższe polskie odznaczenie wojskowe nadano bohaterskiemu miastu, które do dziś z dumą nosi dewizę “Semper Fidelis” (Zawsze wierny).
Doceniono zarówno odwagę mieszkańców w czasie walk rozpoczętych w listopadzie 1918 roku o zachowanie polskości miasta, jak i jego późniejszy opór wobec natarcia Armii Czerwonej w 1920 roku.
W całej historii orderu, poza Lwowem, tylko jeszcze dwa inne miasta dostąpiły tego zaszczytu – Warszawa i Verdun. Oprócz tego, odznaczono również indywidualnie 162 lwowian. W tym dniu (22 listopada 1920 r.) Piłsudski powiedział:
“Tu codziennie walczyć trzeba było o nadzieję, codziennie walczyć o siłę wytrwania. Ludność starała się wojskiem, wojsko starało się ludnością. I kiedym ja, jako sędzia wojskowy dający nagrody, odznaczający ludzi, myślał nad kampanią pod Lwowem, to wielkie zasługi waszego miasta oceniłem tak, jak gdybym miał jednego zbiorowego żołnierza i ozdobił Lwów Krzyżem Orderu „Virtuti Militari”, tak, że wy jesteście jedynym miastem w Polsce, które z mojej ręki, jako Naczelnego Wodza, za pracę wojenną, za wytrzymałość otrzymało order”.

DZIEŃ 11 LISTOPADA 1918 ROKU

To co stanowiło drogę Marszałka Józefa Piłsudskiego do odzyskania Niepodległości Państwa Polskiego po 123 latach niewoli wpisało się trwale w karty historii naszego Narodu i Państwa. Nie ugasiło to jednak namiętności społecznych i politycznych. Najskrajniejszy radykalizm i najbezwzględniejsza demagogia walczyły ze sobą o palmę pierwszeństwa w wysuwaniu najjaskrawszych haseł i programów odbudowy Polski na nowych podstawach.
Bo znajdowali się i tacy, którzy za najważniejsze zadanie w tej doniosłej chwili dziejowej uważali zawieszenie na Zamku Królewskim czerwonego sztandaru. Byli inni, których główną troską było zdjęcie korony z głowy Orła Białego. Tylko władzy nie było. Urzędowała wprawdzie jeszcze w Warszawie utworzona przez okupantów Rada Regencyjna, złożona z arcybiskupa, księcia i bogatego szlachcica, ale nie miała żadnego znaczenia i wpływu.
Ciążyło na niej jej pochodzenie z nominacji niemieckich i austro – węgierskich władz okupacyjnych, na podstawie nadanego przez te władze patentu w sprawie władzy państwowej w Królestwie Polskim z 12 września 1917 roku. Objęła urząd 27 października tegoż roku. Ciążyła na niej jeszcze silniej własna niemoc i bezradność. Przy tym miała groźną rywalkę w powołanym do życia w dniu 7 listopada 1917 roku przez żywioły radykalne
„Tymczasowym Rządzie Ludowym Republiki Polskiej”, który rezydował w Lublinie i miał charakter skrajnie radykalny. Jednym słowem panował straszliwy chaos; władza, jak słusznie mówiono, „leżała na ulicy”. Gdy działo się to wszystko, pędził do Warszawy pociągiem Józef Piłsudski, jedyny człowiek, który w tym wielkim momencie historycznym miał wszelkie dane ku temu, aby stać się ośrodkiem władzy w panującym ogólnym rozprężeniu i chaosie.
Przybył on do Warszawy mglistym i dżdżystym porankiem 10 listopada 1918 roku – a była to niedziela – w kilka godzin po opuszczeniu stolicy odradzającej się Polski przez generał-
gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera, który pod osłoną nocy wyjechał ze swoim sztabem do Niemiec. Wiadomość o przyjeździe do Warszawy Wodza Legionów rozeszła się błyskawicznie. Na dworcu i przed dworcem zgromadziły się zastępy ludzi celem powitania Komendanta wracającego z więzienia w Magdeburgu. Przybył również przedstawiciel Rady
Regencyjnej, ks. Zdzisław Lubomirski, który odwiózł następnie Piłsudskiego do swojego pałacu, gdzie odbył z nim dłuższą konferencję. Była to pierwsza czynność oficjalna Józefa
Piłsudskiego po przyjeździe do Warszawy. Za nią poszły niezliczone inne. Jakkolwiek zmęczony, Piłsudski nie pomyślał nawet w tym dniu o wypoczynku. Zamieszkawszy chwilowo w pensjonacie przy ul. Moniuszki, do późnej nocy bez przerwy przyjmował najrozmaitsze delegacje i prowadził konferencje. Jednocześnie rozpoczęły się w Warszawie pierwsze starcia z okupantami i pierwsze wypadki rozbrojenia Niemców. Na tych pracach i wydarzeniach zakończył się pierwszy dzień pobytu Piłsudskiego w Warszawie po powrocie z Magdeburga i zaświtał pamiętny na zawsze w dziejach naszej państwowości, Dzień Wyzwolenia 11 listopada 1918 roku. Ów dzień, wielki, promienny, wymarzony w snach czterech pokoleń, wypieszczony gorącą myślą całego narodu i okupiony całym morzem łez i krwi, dzień ostatecznego wyzwolenia Polski z więzów niewoli, dzień, w którym Polska powstała, aby zacząć żyć na nowo życiem własnym, samodzielnym, życiem w słońcu i chwale Wolności i Niepodległości. Ten niezapomniany Dzień 11 listopada 1918 roku, to święto naszego zmartwychwstania, dzień naszego odrodzenia jako Narodu i Państwa, wyniesiony do godności Święta Państwowego. Od tego dnia datuje się bowiem historia
Niepodległego Państwa Polskiego związana nierozłącznie z Pierwszym Marszałkiem Polski Józefem Piłsudskim. W ogóle z chwilą przybycia Piłsudskiego do Warszawy nastąpił zasadniczy zwrot w dotychczasowym groźnym położeniu w którym znajdowała się Polska. Jeżeli władza leżała dotąd „na ulicy”, to teraz pojawił się człowiek, w którego ręce naród mógł ją złożyć z całą wiarą i zaufaniem. Zrozumiała to Rada Regencyjna, przedstawicielka najbardziej zachowawczej części społeczeństwa, która w tym właśnie dniu przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo polskich sił zbrojnych, a w trzy dni później, „kierując się dobrem Ojczyzny”, jak zaznaczyła w swoim orędziu, także zwierzchnią władzę państwową, a sama się rozwiązała i ustąpiła. Rozwiązał się również samorzutnie „Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej” w Lublinie i poddał się dobrowolnie władzy Piłsudskiego. Ale nie tylko naród uznał w Piłsudskim swojego zwierzchnika i wodza. Również okupanci, których stanowisko było w najwyższym stopniu niepewne, zorientowali się i zrozumieli, że w Polsce zmieniła się zupełnie sytuacja, że przybył ktoś, za kim stoi cały naród, który ma pełną władzę i siłę do jej wykonywania.
Jeszcze tego samego dnia, w którym Piłsudski przyjechał do Warszawy zgłosili się do niego przedstawiciele Rady Żołnierskiej tzw. „Soldatenratu”, która objęła władzę nad załogami okupacyjnymi, z oświadczeniem, że wojska niemieckie opuszczą Warszawę dobrowolnie, bez walki, o ile Piłsudski zaręczy im spokojny wyjazd do kraju. Ważnym sukcesem było również przyjęcie przez Komendę tzw. „Ober – Ost” (Armii Wschodniej) żądania Piłsudskiego co do ewakuacji Ukrainy z ominięciem Królestwa linią kolejową Kowel – Brześć – Białystok.
Uniknięto w ten sposób dzięki konsekwencji Piłsudskiego nieobliczalnych konsekwencji, które mógł pociągnąć za sobą przemarsz wielkiej, liczącej przeszło 200 tysięcy żołnierzy armii niemieckiej frontu wschodniego. Po ostatecznym uwolnieniu Warszawy, skąd ostatni transport z Niemcami odjechał 19 listopada 1918 roku, a jednocześnie całego kraju od zmory armii okupacyjnej, rozpoczęła się pod kierunkiem Piłsudskiego praca nad wznoszeniem zrębów wskrzeszonej państwowości polskiej. Ale autorytet Piłsudskiego opanował piętrzące
się trudności. Trzeba było budować wszystko od samych podstaw – własną administrację, skarb, życie gospodarcze, wojsko; trzeba było jednocześnie zaprowadzić porządek w chaotycznych stosunkach politycznych. Charakteryzują najwymowniej te stosunki słowa Piłsudskiego: „(…)Dziki chaos, w który wpadłem po powrocie z Magdeburga, chaos sądów, myśli, zdań, ugrupowań, dziki chaos, niemożliwy nawet do ułożenia w jakąkolwiek łamigłówkę, dzika rozbieżność – były tak wielkie, tak olbrzymie, że uważam to za jeden z cudów, iż mogłem z tego chaosu wyprowadzić Państwo na jakąś ścieżkę… rozmawiałem z
setkami osób, z przedstawicielami rozmaitych ziem, organizacji, stowarzyszeń, interesów… każdy mówił, że jest całym narodem, każdy chciał swojego rządu, każdy groził, że innego rządu nie słucha(…)”. Istniało zatem niebezpieczeństwo, że wśród tych anarchicznych nastrojów Polska padnie ofiarą tego molocha, który pochłonął już Ukrainę, Białoruś i Gruzję.
A niebezpieczeństwo takie istniało i było bardzo poważne. Że jednak ominęło szczęśliwie Polskę, a pożar rewolucji bolszewickiej osmalił ją tylko, lecz jej nie spalił, jest to jedna z
wielkich zasług polityki Józefa Piłsudskiego. Do utworzenia pierwszego rządu polskiego powołał Piłsudski Ignacego Daszyńskiego, po którym w kilka dni później stanowisko premiera objął Jędrzej Moraczewski, pseudonim „E. K. Pomorski”, „Edward” (ur. 13 stycznia 1870 roku w Trzemesznie k. Gniezna w Wielkopolsce, zm. 5 sierpnia 1944 w Sulejówku) – polski inżynier kolejowy, absolwent Politechniki Lwowskiej , kapitan saperów Legionów, działacz związkowy, polityk i publicysta. Następcą Jędrzeja Moraczewskiego został Ignacy Jan Paderewski, pełniący równocześnie funkcję ministra spraw zagranicznych, Kawaler Orderu Orła Białego i francuskiej Legii Honorowej. Tak więc w nieprawdopodobnym, krótkim czasie, w przeciągu zaledwie dwóch tygodni od objęcia władzy przez Piłsudskiego, rzucone zostały podwaliny pod ustrój państwowy wskrzeszonej Polski. Piłsudski jednoczył w swojej osobie obowiązki Naczelnika Państwa, odpowiedzialne obowiązki Wodza Naczelnego, organizatora Armii Polskiej. Tę armię dla obrony kraju od wrogów zewnętrznych
i wewnętrznych należało dopiero tworzyć. Zbrojne ręce wrogowie wyciągali po ziemie polskie. Armię polską trzeba było uzbroić i wyposażyć w odpowiednie środki.
Na szczęście, podstawa do stworzenia armii istniała gotowa.
Były nią zastępy dawnych żołnierzy legionowych i kadry Polskiej Organizacji Wojskowej (P.O.W). Na nich, wypróbowanych zastępach żołnierzy oparł Józef Piłsudski organizację armii odrodzonego państwa polskiego. I tu znów okazało się czym dla Polski był Czyn 6 sierpnia 1914 roku, czym powstałe z niego Legiony! http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_1914-1918

Dzięki temu, że mieliśmy te gotowe kadry na których oparła się organizacja tworzącej się stopniowo wielkiej armii, można było zorganizować odsiecz dla Lwowa, podjąć skuteczną kampanię na terenie Małopolski Wschodniej; można było wysłać niezbędne siły na Śląsk Cieszyński do walki z najazdem czeskim; można było w niedługi czas później oswobodzić Kresy Południowo – Wschodnie. A w jakich ciężkich i trudnych warunkach dokonywało się tworzenie tej polskiej armii, poucza o tym rozkaz Naczelnego Wodza z dnia 14 lutego 1919 roku:
„(…)Korzystając z popłochu wśród okupantów zdołano zagarnąć dość znaczną ilość broni, amunicji, mundurów i materiału wojennego. Zdobytym materiałem trzeba było z szybkością formować, uzbrajać i ćwiczyć jednostki bojowe, powstające z oficerów i szeregowców z rozmaitych wojsk i ochotników, a więc z pierwiastków niejednolitych. Napad Ukraińców na Lwów, zagrożenie Chełmszczyzny, niejasna sytuacja, a później wojna z Czechami, zbliżanie się bolszewików przez Litwę, konieczność obserwacji wszystkich granic – zmuszały Naczelne Dowództwo do rzucania sił na zagrożone punkty, bez odpowiedniego ekwipunku, którego kraj, zubożały wojną, dostarczyć nie mógł. I bez koniecznych uzupełnień w ludziach. W tych warunkach nie można było sformować wyższych jednostek taktycznych, bo ciągłe naprężenie na froncie bojowym i niedostateczna ilość żołnierzy nie pozwalały tworzyć silniejszych rezerw. Dowództwo było zmuszone naprędce formować jednostki, pomimo
braków wyćwiczenia, wyekwipowania, umundurowania, nawet z niedostateczną bielizną, posyłać na front(…)”.
Jak przewidującym był Piłsudski, dążąc wszelkimi siłami do stworzenia w jak najkrótszym czasie możliwie najsilniejszej armii okazało się wiosną 1919 roku, kiedy nad wskrzeszoną dopiero Polską zawisła groźba bolszewickiego zalewu.
Bowiem za ustępującą z dawnego frontu rosyjskiego armią niemiecką posuwały się ku ziemiom polskim liczne i silne dywizje Czerwonej Armii. Podjęta przez bolszewików akcja wojskowa miała na celu rozpalenie pożogi rewolucyjnej na Zachodzie, a przede wszystkim podanie ręki rewolucji w Niemczech. Droga prowadziła przez Polskę, którą kierownictwo Czerwonej Armii spodziewało się zmiażdżyć jednym uderzeniem. W lutym wojska sowieckie stanęły już nad Szczarą, zajęły Wilno i przez Polesie sięgały linii Bugu.
W kraju nie zdawano sobie sprawy z grożącego niebezpieczeństwa, rozumiał je natomiast i trafnie ocenił Piłsudski. Równocześnie na Zachodzie formowano paragrafy traktatu
pokojowego i wrogie Polsce czynniki napierały, aby Polskę zamknąć jedynie w granicach obszaru od Warty do Bugu i Narwi.
Wobec stanu wytworzonego przez akcję sowiecką na wschodzie, łatwo więc mogła zapaść decyzja, przesądzająca granice wschodnie państwa polskiego, według dyktanda przedstawicieli emigracji rosyjskiej, a wówczas olbrzymi szmat ziemi polskiej z Wilnem i Grodnem byłby dla Polski stracony na zawsze.
Do takich możliwości Piłsudski nie chciał dopuścić, wbrew sprzeciwowi z jakim się spotkał w kołach sejmowych, wbrew również koalicji zachodniej, w której imieniu poseł francuski domagał się, aby obszary za Bugiem pozostały przy Rosji. I rozpoczęła się nowa epopeja czynów oręża polskiego pod wodzą Piłsudskiego. Stworzona przez niego i nieustannie się
organizująca armia polska, rosnąc z każdym dniem w siły materialne i w siłę duchową dołączyła nowe laury do wieńca polskiej chwały wojennej. Krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa armia polska zdobyła 12 kwietnia 1919 roku Lidę, a w tydzień później oswobodziła Wilno, następnie Grodno, aby w dalszych zwycięskich walkach nad Armią Czerwoną zająć Mińsk, sforsować linię Dźwiny i po przeprawieniu się przez Berezynę opanować Bobrujsk i Borysów i zakończyć swą ofensywę wspólnie z wojskami łotewskimi zdobyciem miasta i twierdzy Dyneburga. A jednocześnie z tą ofensywą, w wyniku zwycięskich operacji wojennych na froncie południowym wojska polskie zajęły Wołyń, oraz dokonały oswobodzenia Lwowa i Małopolski Wschodniej od inwazji ukraińskiej, biorąc we władanie odrodzonego państwa polskiego cały obszar po Zbrucz. Nie poprzestał Piłsudski na tych zwycięstwach. Gdy rokowania pokojowe z Sowietami, które chciały tylko w ten sposób zyskać na czasie, a równocześnie umacniały swoją armię i przygotowywały się forsownie do decydującego uderzenia, rozchwiały się, Piłsudski uprzedzając ofensywę bolszewicką i chcąc ją udaremnić, przeprowadził śmiały w założeniu, a głęboko przemyślany politycznie plan uderzenia na Ukrainę i wyzwolenia jej z rosyjskiej niewoli. Jak stwierdza Ignacy Daszyński w swojej pracy „Wielki człowiek w Polsce” poświęconej Piłsudskiemu:
„Było to wcielenie ogromnej myśli politycznej, był to, w razie powodzenia, straszny cios w imperializm rosyjski, uważający Ukrainę za swoją zdobycz od trzech wieków, cios w panowanie Rosji nad Morzem Czarnym, cios w cały ekonomiczny ustrój państwa rosyjskiego, białych, czy czerwonych carów”.
Podjęta 25 kwietnia 1920 roku pod osobistym kierunkiem Piłsudskiego ofensywa przysporzyła orężowi polskiemu nowych laurów. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni armia polska, liczebnie niewielka, walcząc pod okiem Naczelnego Wodza, przemierzyła ogromną połać kraju od Zbrucza pod Dniepr i rozgromiwszy doszczętnie wojska sowieckie 8 maja zajęła Kijów. Po dniach triumfów przyszły jednak wkrótce dni klęski. Oto po zajęciu przez wojska polskie Kijowa, dywizje sowieckie zgrupowane na froncie północnym, przeszły nagle do ofensywy. Wprawdzie uderzenie to zostało odparowane i nieprzyjaciela zatrzymano na miejscu, ale kosztem osłabienia frontu polskiego na Ukrainie. Skorzystało z tego dowództwo Czerwonej Armii i rzuciło na oddziały polskie znajdujące się na Ukrainie cztery dywizje armii
konnej pod wodzą Budionnego, którym udało się przebić tyły polskie. Nieuniknionym następstwem był odwrót wojsk polskich z Ukrainy.

GENEZA BITWY WARSZAWSKIEJ

I nagle 4 lipca zgromadzone na tym froncie w ogromnej liczbie wojska sowieckie podjęły gwałtowną ofensywę pod hasłami: „Na Wilno, Mińsk, Warszawę”, aby, jak głosił rozkaz dowódcy Czerwonej Armii Tuchaczewskiego: „przez trupa do Polski”, zdobyć „drogę do wszechświatowego pożaru rewolucji”.
Czuwał jednak w tych dniach klęski i grozy Wódz Naczelny. W najkrytyczniejszym momencie gdy wróg zbliżał się do bram stolicy, wieczorem 5 sierpnia i w nocy 6 sierpnia jak sam stwierdza, „przepracował siebie samego dla wydobycia decyzji”.
Pisał o tym później w swojej książce „Rok 1920”:

„(…) Nad całą Warszawą wisiała zmora mędrkowania, bezsilności i rozumkowania tchórzy. Jaskrawym tego dowodem była wysłana delegacja z błaganiem o pokój. Warszawę skazywałem z góry na pasywną rolę, na wytrzymanie nacisku, który szedł za nią. Lecz wtedy z pasywną rola nie chciałem wiązać ogromnej większości swoich sił. Gdy znowu myślałem o zmniejszeniu obsady pasywnej, to bać się zaczynałem o to, czy Warszawa wytrzyma i czy sam fakt wymarszu jakiejś części wojska, już do niej wciągniętej, nie wywoła zmniejszenia słabych sił moralnych i braku zaufania do możliwości obrony… Zestawiwszy po kilka razy próby rachunku, zdecydowałem wycofać ku południowi większą część 4-tej armii i zaryzykować osłonę południową, wyciągając z niej dwie dywizje, które uważałem za najlepsze – 1 i 3 legionową. Jako miejsce koncentracji zostały wybrane „okolice, przykryte względnie szeroką rzeką Wieprz, z oparciem lewego skrzydła o Dęblin i przykryciem w ten sposób mostów zarówno przez Wisłę, jak i przez Wieprz. Uśmiecha mi się zresztą ta myśl skądinąd, by w czasie decydującej operacji nie być stałym obiektem nacisku mędrkującej trwogi i rozumkującej bezsilności(…)”.
Wspaniały w swej koncepcji plan Bitwy Warszawskiej został uwieńczony sukcesem, który wywołał zdumienie i podziw w całym świecie. Tak oto Polska ocaliła siebie i Europę przed klęską “Widma krążącego po Europie, widma komunizmu”, deklaracji programowej Związku Komunistów (niemieckiej partii komunistycznej) napisanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 r. w Londynie. A szef francuskiej misji dyplomatycznej Jusserand, który również w 1920 roku przebywał w Warszawie jako obserwator z ramienia swojego rządu powiedział:
„ Wróg Polski był wrogiem wszystkich krajów cywilizowanych. Zagrożony był ład społeczny, a niebezpieczeństwo zawisło nad porządkiem politycznym, ustalonym przez Traktat Wersalski”. Tylko pewne czynniki polityczne w Polsce, te same, które stale podkopywały ruch niepodległościowy, wskrzeszony i kierowany przez Piłsudskiego nie chciały uznać jego zasług. Żywiołowa nienawiść partyjna do Wodza wyzwolonej z niewoli Polski podyktowała im pomysł wypaczenia prawdy, sfałszowania wyroku historii. Zbawcą Polski chcieli uczynić Francuza, generała Weyganda, pomimo, że obrona Warszawy została przeprowadzona wbrew planowi i radom tego, dobrego zresztą, przyjaciela Polski, który sam stwierdził publicznie jak było naprawdę. Generał Weygand doradzał zrezygnować z obrony Lwowa i użyć ściągnięte stamtąd siły do obrony Warszawy.

USIŁOWANIA UPOKORZENIA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
W ATAKU NA MARSZAŁKA – ZAPLUTY, POTWORNY KARZEŁ NA KRZYWYCH NÓŻKACH

Wrogowie osobiści i polityczni Józefa Piłsudskiego urządzili manifestację na dziedzińcu pałacu Krasińskich w Warszawie na którym ustawiono parę tuzinów kobiet z arystokracji, a gdy pojawił się generał Weygand, na dany znak przez reżyserów smutnej komedii zgromadzone kobiety padły na kolana i całowały ręce „zwycięzcy Bitwy Warszawskiej.”.
Równocześnie na zebraniu politycznym przemawiał jeden z dygnitarzy kościelnych, piętnując Piłsudskiego jako „podłego tchórza i zdrajcę”.
Posunięto się nawet do kolportowania wiadomości, iż adiutant Piłsudskiego z jego polecenia porozumiał się z bolszewikami po drucie przeciągniętym z Belwederu do podziemi soboru na placu Saskim. Wrogowie jawni i ukryci czynili co mogli i jak mogli, aby utrudnić mu pracę.

Mówił Piłsudski:

„(…)Był cień, który biegł koło mnie. Czy na polu bitwy, czy w spokojnej pracy, cień ten ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba: rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, przekształcający moją myśl – ten potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych kolorów, to obcego, to swojego państwa, krzyczący frazesy, wymyślające jakieś historie – ten karzeł był moim nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski. A plucie to chrzczono wysokimi słowami, wysokimi hasłami. Była to praca tzw. narodowa – patriotyczna(…)”.
A tymczasem cień biegł koło niego, to wyprzedzał go, to zostawał w tyle. Zaczęły się piekielne harce „zaplutego potwornego karła na krzywych nóżkach, wypluwającego swoją
brudną duszę”, a wraz z nią „jakieś niesłychane historie”. „W przeciągu pięciu lat prawie – mówił Piłsudski- musiałem żyć w otoczeniu najrozmaitszych potwornych baśni,
najrozmaitszych legend, najrozmaitszych, śmiesznych nieraz opowiadań, które mnie się tyczyły”. Bo czego to o nim nie opowiadano?
„Reprezentant narodu, wybrany przez wszystkich, reprezentujący wszystkich – kradnie!
Reprezentant zdradza kraj, w czasie wojny umawia się z nieprzyjacielem! Naczelny Wódz, prowadzący wojnę jest zdrajcą! Gdzie na niego kara? Czy jest próba usunięcia go? Czy jest próba zrobienia go odpowiedzialnym za te wszystkie zbrodnie? Nie ma!
Idzie tylko o plucie, idzie tylko o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli na te rzeczy się zdobyła”.
Potworny karzeł, wylęgły z bagien rodzinnych. Gdzie indziej w stosunku do reprezentantów państwa, nawet gdy są nieuczciwi, ukrywa się to, czyni się wysiłki, by na reprezentancie plamy nie było, by błyszczał jak tarcza. Gdzie indziej wódz naczelny, który zwyciężył jest czczony, spotykają go honory i zaszczyty, bo przecież on państwo wyratował, przecież on ocalił od nieszczęścia wszystkich. U nas inaczej. Wódz ma iść w błoto i tylko, gdy dostatecznie błota się napije, ma być godnym Polski.

PIŁSUDSKI:

„(…)Szanuję swoją historię, szanują ją dla siebie, szanuję ją dla dzieci, szanuję dla przyszłych historyków, którzy by także mi w twarz napluli, gdybym razem z potwornymi karłami, którzy mnie obniżyć chcieli, pracował. Jeżeli Polska w pierwszym okresie zdobyła się na naprawę Rzeczypospolitej, to potem powoli od naprawy do starych narowów powrót się zaczął. Wielkich wysiłków pracy trzeba, aby Polskę na drogę naprawy wypchnąć(…)”.
Historyczne to przemówienie wygłosił Piłsudski w kilka dni po uchwale Sejmu z 28 czerwca 1923 roku która brzmiała: „Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz zasłużył się Narodowi”.
Na wiadomość o śmierci Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego prezydent RP Ignacy Mościcki wydał Orędzie do Narodu. Tuż przed 1 w nocy 13 maja 1935 roku udał się do Belwederu by oddać cześć zmarłemu Marszałkowi.

PREZYDENT IGNACY MOŚCICKI POWIEDZIAŁ WÓWCZAS:

„[…] Przedmiotem kultu narodowego nie może być tylko samo cierpienie. W drodze swej instynkt twórczy narodu znajduje ujście w apoteozie czynu i wielkości. Bez czci dla wielkości nie ma potęgi Państwa… Dzień 12 maja 1935 roku tragiczny dla Narodu i Państwa Polskiego okrył wszystkie serca polskie ciężką, nieutuloną żałobą. Odszedł od nas na zawsze, odszedł w chwili, kiedy najbardziej potrzebujemy Jego mądrej, troskliwej i wszystko przewidującej opieki. Największy na przełomie całej naszej historii człowiek, który z głębi dziejów minionych moc swego ducha czerpał i nadludzkim wytężeniem myśli i drogi przyszłość odgadywał[…]”.



Polskie Legiony – I Kadrowa pod Jego dowództwem śpiewały hymn:

Legiony to – żołnierska buta
Legiony to – ofiarny stos
Legiony to – rycerska nuta
Legiony to – straceńców los!


Refren

My Pierwsza Brygada
Strzelecka gromada


Na stos rzuciliśmy swój życia los

Na stos – na stos!

Nie chcemy już od was uznania
Ni waszych mów ni waszych łez
Skończyły się dni kołatania
Do waszych dusz do waszych serc

Refren

My Pierwsza Brygada…

Umieliśmy w ogień zapału
Młodzieńczych wiar rozniecić skry
Niech życie swe dla ideału
I swoją krew i marzeń sny

Refren

My Pierwsza Brygada…

Potrafim dziś dla potomności
Ostatki swych poświęcić dni
Wśród fałszów siać siew szlachetności
Miazgą swych ciał żarem swej krwi

Refren

My Pierwsza Brygada…

Krzyczeli żeśmy stumanieni
Nie wierząc nam że chcieć to móc
Laliśmy krew osamotnieni
A z nami był nasz drogi wódz

Refren.

My Pierwsza Brygada…



Autorami hymnu Legionów są Tadeusz „Kostek” Biernacki, lub Andrzej Hałaciński. Jak twierdził Biernacki ułożył tekst wspólnie z kolegami w nocy z 16 na 17 lipca 1917 roku, gdy przewożeni byli jako internowani przez Niemców do Szczypiorna w związku z kryzysem przysięgowym. Hałaciński także przyznawał się do pieśni i podawał, że powstała w Tyrolu w tym samym 1917 roku. Józef Piłsudski nazwał ją „najdumniejszą pieśnią jaką kiedykolwiek Polska stworzyła”. Wraz z nadaniem Piłsudskiemu na kilka tygodni przedtem, 14 maja 1923 roku, Krzyża Wielkiego Orderu Virtuti Militari za zwycięską wojnę z bolszewikami, był to pierwszy oficjalny wyraz publicznego uznania jego zasług przez najwyższe władze niepodległego Państwa Polskiego. Simon Goodough znany popularyzator historii wojen i
wojskowości w wydanej w 1979 r. książce “Tactical Genius in Battle” w uznaniu talentów dowódczych Józefa Piłsudskiego postawił go w kręgu zwycięzców 27 największych bitew w
dziejach świata. Wymienił go w szeregu takich strategów jak Temistokles, Aleksander Wielki, Cezar, Gustaw Adolf czy Kondeusz. Francuski generał Louis A. Faury w jednym z artykułów w 1928 r. porównał Bitwę Warszawską do Bitwy pod Wiedniem:
“Przed dwustu laty Polska pod murami Wiednia uratowała świat chrześcijański od niebezpieczeństwa tureckiego; nad Wisłą i nad Niemnem szlachetny ten naród oddał ponownie światu cywilizowanemu usługę, którą nie dość oceniono”.
Z kolei brytyjski historyk J.F.C. Fuller napisał w książce “Bitwa pod Warszawą 1920″: “Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (…), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików”.

PRZEŁOMOWA BITWA W HISTORII

Przełomowe bitwy w historii świata – lista bitew, które zaważyły na losie ludzkości. Można zatem zaliczyć do niej dane starcie, jeśli odwrotny jego przebieg dokonałby gruntownego
przewrotu w dziejach świata. Listę 15 przełomowych bitew stworzył Edward Shepard Creasy, a o 3 kolejne uzupełnił ją brytyjski polityk, dyplomata i pisarz, Edgar Vincent D’Abernon.
Można dodać do niej walki z okresu II wojny światowej.18. przełomową bitwą z kolei jest Bitwa Warszawska, podczas której polskie wojska zatrzymały ofensywę Armii Czerwonej i zmusiły ją do odwrotu. Dzięki zwycięstwu Polaków rewolucja komunistyczna nie rozprzestrzeniła się na południową i zachodnią Europę.

Podane przez Edwarda Sheparda Creasy’ego:

bitwa pod Maratonem – 12 września 490 p.n.e.
porażka Aten w wojnie z Syrakuzami (wyprawa sycylijska) – 413 p.n.e.
bitwa pod Arbelą – 331 p.n.e.
bitwa nad Metaurusem – 207 p.n.e.
bitwa w Lesie Teutoburskim – 9
bitwa na Polach Katalaunijskich (obecnie Chalons-sur-Marne) – 7 września 451
bitwa pod Tours – 25 października 732
bitwa pod Hastings – 14 października 1066
oblężenie Orleanu – 1429
klęska hiszpańskiej armady – 1588
bitwa pod Blenheim – 13 sierpnia 1704
bitwa pod Połtawą – 8 lipca 1709
kapitulacja armii angielskiej pod Saratogą – 1777
bitwa pod Valmy – 1792
bitwa pod Waterloo – 18 czerwca 1815

Dodane przez Edgara Vincentego D’Abernona:

bitwa pod Sedanem
bitwa nad Marną – 5 – 9 września 1914
bitwa warszawska 15 sierpnia 1920
Wojna trzydziestoletnia
– bitwa pod Tannenbergiem
II wojna światowa
– bitwa pod Stalingradem 1942-1943
– bitwa pod El – Alamein 1942
– bitwa pod Kurskiem 1943
– walki o Guadalcanal 1942-1943

Edgar Vincent, wicehrabia D’Abernon (ur. 19 sierpnia 1857, zm. 1 listopada 1941) – brytyjski polityk, dyplomata, pisarz. W Polsce jego nazwisko znane jest dzięki temu, że rozszerzył listę
Edwarda Sheparda Creasy’ego 15 przełomowych bitew w historii świata, włączając wymienioną wyżej książką 3 kolejne bitwy, w tym Bitwę Warszawską.

CUD NAD WISŁĄ

Przy tym wszystkim sformułowanie „Cudu nad Wisłą” nabrało konotacji religijnej, ponieważ wojska polskie pokonały bolszewików w Bitwie Warszawskiej 15 sierpnia, w dniu
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej.
Dzisiaj w 2015 roku wrogowie Polski siejący zamęt w polskich młodzieńczych umysłach podają „prawdę” historyczną m.in. o rzekomej „okupacji” Kresów II RP przez Polskę.

W 94 rocznicę „Bitwy Warszawskiej” opracował Aleksander Szumański – członek Związku Piłsudczyków, uhonorowany Medalem „W Hołdzie Komendantowi”.

Źródła:

http://www.blogpress.pl/node/19166
http://www.bitwawarszawska.pl/index.php ... pokaz&id=3

http://3obieg.pl/adam-michnik-patriotyzm-rasizm

https://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7Q ... r_embedded

http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_1914-1918

prof. Edgar Vincent d’Abernon „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata” Pod Warszawą 1920 r. PWN Warszawa 1932 rok,

Henryk Cepnik “Józef Piłsudski Twórca Niepodległego Państwa Polskiego zarys życia i działalności (5.XII. 1867 – 12. V. 1935)” Warszawa 1935

Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne. Część II (17-28 VIII), praca zbiorowa, ISBN 83-86678-37-2.

Edgar Vincent D’Abernon: The Eighteenth Decisive Battle of the World, Warsaw 1920. Hyperion Press, Westport Conn 1977. ISBN 0-88355-429-1.




Norman Davies, God’s Playground. A History of Poland. Bd 1. The Origins to 1795; Bd 2. 1795 to the Present. Oxford University Press, Oxford 2005. ISBN 0-19-925339-0, ISBN 0-19-925340-4.

Norman Davies, White Eagle, Red Star, the Polish-Soviet War, 1919-20. Pimlico, London 2003. ISBN 0-7126-0694-7.

John Frederick Charles Fuller, The Decisive Battles of the Western World. Eyre & Spottiswoode, London 1954, Cassell, London 2001. ISBN 0-304-35868-1.

Jeremy Keenan, The Pole: the Heroic Life of Józef Piłsudski. Duckworth, London 2004. ISBN 0-7156-3210-8.

Marian Kukiel, Bitwa Warszawska, Polski Instytut Wydawniczy, 2005, ISBN 83-89700-36-0.

Richard Pipes: Russia under the Bolshevik Regime. Random House, New York 1994. ISBN 0-394-50242-6.

Józef Piłsudski: Pisma zbiorowe. Warszawa 1937, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1991, ISBN 83-03-03059-0.

Marek Tarczyński, Bitwa Warszawska 1920, Wyd. Rytm, 1996, ISBN 83-86678-37-2.

Richard M. Watt, Bitter Glory, Poland and Its Fate, 1918-1939. Hippocrene Books, New York 1998. ISBN 0-7818-0673-9

Napisane przez: Aleszuma
Kontakt: aszumanski@gmail.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2015, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Bitwa zatrzymująca komunizm

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

95 lat temu rozegrała się Bitwa Warszawska 1920 r. Co przesądziło o zwycięstwie armii polskiej, która do tego momentu była w odwrocie po nieudanej wyprawie kijowskiej?
– W maju armia polska zdobyła Kijów, więc odwrót nie był procesem ciągłym. Na ostateczne zwycięstwo złożyło się wiele czynników. Za podstawowy trzeba uznać wielką mobilizację społeczeństwa. Pojawiało się wiele oddziałów ochotniczych oraz duże zaangażowanie towarzyszyło politykom. Kolejną kwestią jest planowanie, a więc bardzo mądre rozwiązanie opracowane w sztabie gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Zaplanowano ofensywę znad Wieprza. Było to bardzo ryzykowne, ponieważ główne uderzenie bolszewików poszło na Warszawę. Gdyby stolica padła, to kontrofensywa nie przyniosła by korzyści. Jak wiemy, Warszawa się obroniła, a kontrofensywa skutecznie odcięła wojska nacierające na dolny bieg Wisły. Musimy też wspomnieć o postawie żołnierzy. Byli zdyscyplinowani i bardzo dobrze wykonywali rozkazy.

Oprócz kwestii militarnych i politycznych wymienia się też kwestie moralne i ideologiczne.
– Sowieci mieli nadzieję, że ideologia komunizmu będzie na tyle mocną zachętą dla ludności polskiej, że społeczeństwo nie będzie chciało stawiać oporu. Zakładano, że ludność podejmie działania przeciwne, a więc podejmie próbę wywołania rewolucji na tyłach armii polskiej. Takiego zachowania społeczeństwa nie było. Polacy odrzucili ateizm komunistyczny i pozostali wierni wartościom chrześcijańskim. Kolejnym czynnikiem, na które powinno się zwracać uwagę, była pomoc zagraniczna.

Myśli Pan o dostawach węgierskich?
– Tak, to jest zapomniany element wojny polsko-bolszewickiej. Budapeszt w krytycznych momentach dostarczył nam ogromną ilość amunicji. Działo się to przy sabotażu rządu Czechosłowacji. To, co zrobili dla nas Węgrzy, była to pomoc najbardziej potrzebna i skuteczna.

Bitwa warszawska doczekała się określenia Cud nad Wisłą. Panie Profesorze, to był cud?
– Dla ludzi wiary zawsze obok czynników czysto ludzkich działają elementy nadprzyrodzone. Zwróćmy uwagę na symbolikę maryjnego święta 15 sierpnia oraz wielkie religijne zaangażowanie ludności i Episkopatu. To łączyło się z poczuciem obrony Polski i Europy przed napływem ateistycznego barbarzyństwa. W tych kategoriach można mówić o cudzie. Hasło „Cud nad Wisłą” miało także kontekst polityczny. Twierdzono, że to się dokonało w sposób tylko nadnaturalny, a czynnik ludzki nie odegrał większej roli. Miało to uderzyć w twórców sukcesu.

Po bitwie narodził się również spór, kto był rzeczywistym ojcem zwycięstwa – gen. Tadeusz Rozwadowski czy Marszałek Józef Piłsudski.
– Generał Rozwadowski po zamachu majowym był więziony. To było wielkim skandalem. Środowisko opozycyjne uważało takie potraktowanie bohatera wojny polsko-bolszewickiej za rzecz niesłychanie niesprawiedliwą. To wszystko było częścią szerszego konfliktu, który miał miejsce w XX-leciu międzywojennym. Piłsudski był symbolem obozu lewicowo-niepodległościowego, a później sanacyjnego, który realnie sprawował rządy dyktatorskie w kraju. Po drugiej stronie była opozycja, wśród której Narodowa Demokracja próbowała Piłsudskiego i jego obóz odsunąć od władzy. W tym kontekście toczył się spór o historie, podobnie jak ma to miejsce dzisiaj. Spór o historię był i jest częścią sporu politycznego.

Jednym z symboli stała się śmierć ks. Ignacego Skorupki.
– Nie tylko w samej bitwie, ale i po niej. Ksiądz Skorupko podczas bitwy posługiwał na newralgicznym odcinku frontu. Mówi się, że jego postawa mocno zagrzewała ducha bojowego wśród wojska, a szczególnie wśród ochotników. Po bitwie stał się symbolem zwycięstwa w tym znaczeniu, że jak wspominałem, wojna ta dokonywała się nie tylko na froncie, ale w wielkim stopniu dokonywała się w kulturze i ideologii. Ksiądz katolicki, który staje ramię w ramię z wojskiem i ginie w obronie Polski, i to kraju katolickiego, przed napływem bezbożnego komunizmu, to była to symbolika, która bardzo mocno działała na wyobraźnię. I to nie tylko żołnierzy, ale w pierwszej kolejności na gigantyczną większość społeczeństwa. Gdybyśmy mieli szukać analogii, to trzeba przytoczyć śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki, która w latach 80. bardzo mocno oddziaływała na świadomość Polaków. Ona pokazywała, czym komunizm jest w swej istocie. Pokazywała, na czym polegała walka Narodu Polskiego z komunizmem. Taką rolę w wojnie polsko-bolszewickiej i później odegrał ks. Skorupko. Gdy patrzymy na XX-lecie międzywojenne i chociażby wychowanie młodego człowieka, to postawa ks. Ignacego odegrała znaczącą rolę.

Bitwa została nazwana 18. najważniejszą w dziejach świata. Patrząc na sprawę w kategoriach historii alternatywnej, co by było, gdyby bolszewicy zajęli Warszawę?
– Kwestię tę często podejmują blogerzy, jednak musimy wiedzieć, że historycy nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, co dałoby bolszewikom zwycięstwo. Faktem jest, że plany bolszewików sięgały bardzo daleko. Pamiętajmy, że komunistom chodziło o rewolucję ogólnoeuropejską, a później ogólnoświatową. Działania szły w tym kierunku, aby stworzyć wszechpanowanie komunizmu na świecie. Polska byłaby pierwszym etapem. Przywódcy zachodni tak tego nie rozumieli. A jeżeli rozumieli, to było ich niewielu. Pamiętajmy, że ani Brytyjczycy, ani Czesi nie byli skorzy, aby nam pomóc. Z kręgów mocnej lewicy europejskiej szły sygnały, że to polska armia jest agresorem i zagraża armii proletariackiej na Wschodzie. Można zakładać, że rewolucja w Niemczech, która trwała, mogłaby się połączyć z wojskami bolszewickimi i komunizm nie zatrzymałby się na Polsce, ale rozlałby się na Europę. A jak szła za tym skala zbrodni i zniszczeń, to wiemy z historii, badając dzieje krajów, w których komunizm w realny sposób zagościł.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... unizm.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /