Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 07 wrz 2013, 16:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/artykuly/60026-sier ... tyce.pl%29

Sierpień 1920 – tryumf najbardziej profesjonalnej i przebiegłej strategii wojskowej w dziejach Polski
opublikowano: 11 sierpnia, 15:39 | ostatnia zmiana: 12 sierpnia, 9:23

Obrazek
"Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku" - obraz Jerzego Kossaka, 1930.


Nie czekała na cud Polska w sierpniu 1920 roku. Cudowi pomogła. Niestety w XXI wieku pamięć polskiego zwycięstwa nad Rosją bolszewicką często rozpływa się w martyrologii i sentymentalizmie. Być może będzie wkrótce przytłoczona – jak rocznica Powstania Warszawskiego – przez spory polityczne, ideologiczne, socjologiczne, psychologiczne, kulturoznawcze, filologiczne, ekonomiczne, metafizyczne i inne. Uzasadnione lub nie. Zbyt łatwo odciągające uwagę od strategii wojskowej.
Nawet państwa o najwyższym potencjale materialnym i duchowym giną bez myślenia strategicznego. Przed 93 laty wyniszczona zaborami i wojnami Polska zastosowała strategię przebiegłą, zaskakującą, aktywną, trudną, ryzykowną i skuteczną. Na najwyższym poziomie według profesjonalnych miar 3500 lat światowej myśli i sztuki wojennej. Nigdy przedtem ani potem Warszawy nie broniono w ten sposób – obroną przez atak. Aktywna strategia Józefa Piłsudskiego i Tadeusza Rozwadowskiego nie tylko obroniła stolicę, także zapewniła Polsce niepodległość i zmieniła Europę i świat. Tragiczny wynik dało zapomnienie lekcji sierpnia 1920 roku we wrześniu 1939 roku. Edward Rydz-Śmigły miał więcej wojska, broni i sojuszników, lecz strategię statyczną, przewidywalną i skazaną na porażkę.
Pierwszy krok, aby docenić polski tryumf z 1920 roku, to odrzucić nazwę „Bitwa Warszawska”. Taka nazwa zdradza perspektywę taktyczną, nie strategiczną. W rzeczywistości walka dwóch państw i dwóch strategii rozegrała się jednocześnie na obszarze o szerokości i głębokości kilkuset kilometrów, od Lublina do Torunia i od Twierdzy Modlin do Twierdzy Brześć. Była raczej Bitwą o Warszawę – o strategiczny środek ciężkości Polski w oczach obu stron i reszty świata. Rozstrzygnęła się nie u bram stolicy, mimo że tu głównie jest upamiętniania i rekonstruowana. Centralne Mazowsze stało się polem walk koniecznych w strategicznym planie, dramatycznych i bohaterskich. Ale rozstrzygnięcie zapadło gdzie indziej.
Wynik bitwy i wojny rozstrzygnął się nie w tradycyjnie obchodzonym dniu 15 sierpnia, lecz później. Pojęcie „Cud nad Wisłą” – łączone z datą święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – wprowadził nie Kościół Katolicki, lecz politycy i publicyści zwalczający Piłsudskiego i jego obóz. Przedstawiali Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza jako pozbawionego wiedzy i umiejętności militarnych i politycznych. Chcieli wryć w świadomość zbiorową, że Polskę pod Piłsudskim tylko cud mógł uratować. Przypisując zasługę Opatrzności, czuli się zwolnieni z obowiązku promowania własnej, lepszej strategii.
Gdy 15 sierpnia Wojsko Polskie odbiło miasto Radzymin, położone 25 kilometrów na północny wschód od śródmieścia Warszawy, sukces ten miał znaczenie taktyczne i symboliczne, jednak nie zmienił sytuacji strategicznej. W tym samym czasie na północny zachód od Warszawy, na Kujawach za Włocławkiem, Armia Czerwona zaczynała przeprawiać się przez Wisłę dla powtórzenia „manewru Paskiewicza” z Powstania Listopadowego – okrążenia Warszawy od północy i zajęcia od zachodu. Legendarny kapelan wojskowy ksiądz Ignacy Skorupka zginął 14 sierpnia podczas walk złożonego z harcerzy i uczniów szkolnych oddziału ochotniczej Legii Akademickiej we wsi Ossów w Powiecie Wołomińskim, 20 kilometrów na wschód od śródmieścia stolicy. Mocniejsze oddziały Wojska Polskiego wyparły Armię Czerwoną z Ossowa 15 sierpnia, tego samego dnia, co z Radzymina. Ceną tego taktycznego zwycięstwa były wielkie straty polskie, równe sowieckim – ponad 600 ludzi zabitych lub rannych w walce o jedną wieś. Polska nie przejęła inicjatywy strategicznej. Dalsza, masowa walka na wyczerpanie spowodowałaby zagładę kilku pokoleń obywateli Polski i tak czy inaczej naszą klęskę wojskową, bo Rosja i inne republiki sowieckie miały wielokrotnie więcej ludzi i zasobów do rzucenia na szalę wojny totalnej, a walczyły o rewolucję światową – cel warty każdego poświęcenia.
Nagle 17 sierpnia dowódca sił Armii Czerwonej w Polsce Michaił Tuchaczewski wydał rozkaz odwrotu spod Warszawy i znad Wisły na wschód. Co się stało – zmieniło losy Polski, Europy i świata – między 15 a 17 sierpnia 1920 roku?
Dlaczego harcerzom, uczniom i studentom po krótkim przeszkoleniu powierzano odcinki frontu 20 kilometrów od środka ciężkości państwa? Dlaczego nie walczyła tam większość najlepiej uzbrojonych, wyposażonych i wyszkolonych polskich dywizji? Doświadczone i wypróbowane przez lata wojny dywizje Legionów? Dywizje z Wielkopolski i Pomorza, sformowane w regionach nie zniszczonych wojną, pełne byłych żołnierzy nowoczesnych sił zbrojnych Cesarstwa Niemieckiego, które przegrało z mocarstwami zachodnimi, ale wygrało z Imperium Rosyjskim? Dlaczego ten strategiczny trzon Wojska Polskiego przemieścił się w głębokiej tajemnicy na południowy wschód, daleko od Warszawy i walk, poza Mazowsze, do Dęblina i nad rzekę Wieprz na Lubelszczyźnie?
Dlatego, że dorzucony do statycznej obrony Warszawy padłby ofiarą wzajemnej anihilacji z Armią Czerwoną na liniach okopów. Nie odwróciłby biegu historii. To mógł osiągnąć tylko użyty przebiegle – atakując od południa, przy pełnym zaskoczeniu, sowieckie tyły i linie komunikacyjne na wschodnim Mazowszu. Zaskoczenie miejscem, czasem i sposobem ataku dawało nieskończony mnożnik siły. Wielkie rozstrzygające cięcie skupioną energią przypominało późniejszą strategię wojny błyskawicznej Heinza Guderiana i George’a Pattona z II wojny światowej. Nie skorzystała z tego wzoru Polska w 1939 roku, ani Francja z siłami sojuszniczymi w 1940 roku.
Strategiczne cięcie było przełomowym wydarzeniem 16 sierpnia. Już po 24 godzinach Wojsko Polskie odcięło Armii Czerwonej, oblegającej i okrążającej Warszawę, główną oś komunikacyjną przez Brześć do Mińska Białoruskiego i Moskwy. Głowę drapieżnika odrąbano od tułowia. Jednocześnie siły polskie spod Warszawy i Modlina zaczęły cięcia pomocnicze. Ogólny polski ruch na północ – ku granicy Prus Wschodnich – groził Armii Czerwonej rozcięciem na okrążone części. W ciągu kilku dni groźba została spełniona. Sławny korpus konny Gaj-Chana i wiele innych oddziałów sowieckich ratowało się przekroczeniem granicy i internowaniem w Niemczech. 17 sierpnia Polska całkowicie przejęła inicjatywę strategiczną w bitwie i całej wojnie. Wszystkie siły rosyjskie musiały odstąpić od Warszawy i rzucić się do ucieczki. Uciekające na wschód zatrzymały się dopiero po 400-500 kilometrach.
Polski manewr strategiczny z sierpnia 1920 roku bywa porównywany do klasycznego „manewru kanneńskiego”. Na Bitwie pod Kannami Hannibal wystawił w centrum najsłabsze odziały wojsk Kartaginy. Ich odwrotem wciągnął legiony rzymskie w pułapkę. Wysunięte mocne skrzydła kartagińskie okrążyły i zniszczyły Rzymian. Dla Armii Czerwonej Warszawa i Mazowsze okazały się, zamiast wielką nagrodą, śmiertelnym potrzaskiem.
Zwycięską strategię stworzyli i jej realizacją kierowali Piłsudski jako Naczelny Wódz i Tadeusz Rozwadowski jako Szef Sztabu Generalnego, który wydawał rozkazy. Nie wiadomo, kto z nich wniósł większy wkład. Przed Bitwą o Warszawę Piłsudski złożył dymisję ze wszystkich stanowisk – nie ogłoszoną, więc faktycznie nie przyjętą przez premiera Wincentego Witosa. Zatem Witos ponosił najwyższą odpowiedzialność polityczną. Wcześniej Piłsudski odrzucił ostrożny plan generała Maxime’a Weyganda z francuskiej misji wojskowej. Weygand proponował płytkie uderzenie w bok Armii Czerwonej, zamiast głębokiego na jej tyły. Dowodząc we Francji w 1940 roku zaniechał uderzenia na tyły Guderiana, spowodował klęskę swojego kraju i kolaborował z Hitlerem. Francuzi nie doczekali się cudu. Na wojnie liczenie na cud to grzech i błąd. Który popełnia się tylko raz.
Polscy przywódcy zwrócili się przeciw sobie nawzajem. Gdy Piłsudski obalał zbrojnie kolejny rząd Witosa w maju 1926 roku, Rozwadowski dowodził obroną Warszawy przed zamachowcami. Zemsta Piłsudskiego i Piłsudczyków na Witosie i Rozwadowskim była okrutna i długa. Zawiły bieg wewnętrznej historii Polski utrudnia docenienie wspólnego zwycięstwa. Teraz nazwiska zwycięzców – nie tylko trzech na szczytach władzy, lecz wszystkich setek tysięcy walczących i milionów pracujących na zwycięstwo w sierpniu 1920 roku – powinny widnieć razem na łuku tryumfalnym. Lista obecności przy zwrocie dziejowym. Ale gdzie jest ten łuk tryumfalny?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 18 wrz 2013, 13:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=20212

Bohaterski ksiądz Ignacy Skorupka
Opublikowano 15 sierpnia 2013, autor: emka

Obrazek

Poległ pod Ossowem o świcie 14 sierpnia 1920 roku. Postać skromnego księdza nieodłącznie związana jest z obroną Warszawy, Polski i Europy. Jego patriotyczny czyn i męczeński zgon stały się punktem zwrotnym w rozwoju wypadków. Od tej ofiary rozpoczęło się niesłychane pod względem szybkości i rozmiarów zwycięstwo.
Śmierć księdza Skorupki – film z 1921 roku
6 sierpnia 1920 roku, jako jeden z wielu stołecznych kapłanów ks. Ignacy Skorupka stanął do walki na hasło rzucone przez Radę Narodową Obrony Państwa: “Ojczyzna w niebezpieczeństwie”, i na wezwanie Zarządu Koła XX Prefektów Archidiecezji Warszawskiej, zebranych tego dnia w Domu Księży przy ul. Miodowej 13, “kiedy to prefekci i wikariusze Warszawy w liczbie 53 osób po wysłuchaniu odezwy Kurii Metropolitalnej, wzywającej do służby Ojczyźnie, zdecydowali stanąć jak jeden mąż do solidarnej pracy wojskowej jako żołnierze-kapłani-ochotnicy”. Opieką duszpasterską objęte zostały wszystkie placówki, w których żołnierze gotujący się do boju, walczący lub ranni, mogli potrzebować pomocy kapłana.

[img]http://hej-kto-polak.pl/wp/wp-content/uploads/2013/08/Jan-Henryk-Rosen-Cud-nad-Wisłą-1920.jpg[/img]
Jan Henryk Rosen Cud nad Wisłą 1920

Kiedy bolszewicy stanęli u wrót stolicy, ks. Ignacy Skorupka za zgodą biskupa polowego WP – ks. Stanisława Galla trafił do 236. Ochotniczego Pułku Piechoty, gdzie służył w 2. Batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli studenci i uczniowie stolicy. Wraz z nimi wyruszył 13 sierpnia na front. W mglisty poranek 14 sierpnia 1920 r. ks. Ignacy zebrał grupę chłopców i poprowadził ich przeciw bolszewikom.

Obrazek

15 sierpnia 1920 roku w sztabach bolszewickich pułków czekały już gotowe sztandary z napisami: „Warszawa nasza!”. Ale Opatrzność przygotowała zdecydowanie różny od zaplanowanego przez Lenina, Trockiego i Tuchaczewskiego scenariusz obchodów tej uroczystości.

ks. dr Józef Bartnik SJ

Zapłacił miłością serca
15 sierpnia 1920 r. w sztabach bolszewickich pułków czekały już gotowe sztandary z napisami: „Warszawa nasza!”. Ale Opatrzność przygotowała zdecydowanie różny od zaplanowanego przez Lenina, Trockiego i Tuchaczewskiego scenariusz obchodów tej uroczystości. W wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, poczynając od pierwszej godziny po północy, nastąpią wydarzenia, które staną się początkiem zasadniczej, cudownej zmiany sytuacji na froncie walk z niezwyciężoną armią spod znaku czerwonej gwiazdy. Ogromną rolę w tych wydarzeniach odegra bohaterski kapłan ks. Ignacy Jan Skorupka.
12 sierpnia, wczesnym rankiem, krasnoarmiejcy są już tylko o 10 km od Warszawy. Nacierają na Bródno i Pragę, gdzie szukają dogodnego miejsca do przeprawy przez Wisłę [2]. Dowódców poszczególnych jednostek Armii Czerwonej ogarnia duch rywalizacji – każdy z nich chce jako pierwszy wkroczyć do Warszawy i przejść do historii jako zdobywca stolicy Polski!
Bolszewicy pojawiają się pod Radzyminem, Mińskiem Mazowieckim i Garwolinem, co powoduje konieczność przegrupowania 8. Dywizji Piechoty na przedpola stolicy, by mogły przygotować mocno spóźnioną linię obrony. Dotkliwie brakowało rąk do kopania okopów i rozciągania zasieków. Przygotowane pozycje obronne były w związku z tym prowizoryczne, mocno niezadowalające. Przybywające posiłki, poborowi i ochotnicy nie mogli dopomóc, gdyż musieli przejść pospieszne szkolenie w posługiwaniu się bronią! Do obrony przygotowywano się gorączkowo i nieskładnie, ponieważ wśród żołnierzy panował chaos potęgowany ustawicznym przemieszczaniem się oddziałów, i to pod ogniem przednich straży nieprzyjaciela! Przybycie 700 dezerterów i batalionu wartowniczego zamiast sytuację polepszyć, tylko ją pogorszyło [3]. Obecność podatnych na uleganie panice żołnierzy fatalnie wpłynęła na morale 46. pułku piechoty, który miał bronić Radzymina.
Tego dnia Józef Piłsudski opuszcza Warszawę i udaje się na front. Przed wyjazdem spotyka się z premierem Witosem, który m.in. tak potem wspominał to spotkanie: „Naczelny Wódz był mocno skupiony i poważny, przybity, niepewny, wahający się i mocno zdenerwowany. W rozmowie był niesłychanie ostrożny, a dotykając spraw bieżących, stawiał raczej bardzo smutne horoskopy. Twierdził, że wszystko stawia na jedną kartę, nie mając pewności wygranej” [4].
13 sierpnia rankiem krasnoarmiejcy wchodzą do Radzymina i Zegrza. Dowódca 79. brygady, Grigorij Chachanian, był pewien łatwego i bliskiego już zwycięstwa. Powziął bowiem śmiałą decyzję uderzenia najkrótszą drogą na Pragę przez Ossów, Turów i Ząbki.
„(…) Chciał być pierwszy. Miał pod swoimi rozkazami doborowych, doświadczonych żołnierzy, wypróbowanych w zwycięskich walkach z białymi na Syberii, (…) tymczasem po przeciwnej stronie znajdowali się poborowi i ochotnicy, z których wielu nawet nie wąchało dotąd prochu i nie brało udziału w żadnej bitwie” [6].
Chachanian był pewien, że to jego brygadzie przypadnie honor tryumfalnego wejścia do zdobytej Warszawy, ponieważ starcie z niewyszkolonymi i podatnymi na panikę młodymi żołnierzami gwarantowało szybkie i łatwe zwycięstwo!
Tego dnia dochodzi do ciężkiego boju na przedpolu Pragi brygady Chachaniana z V Ochotniczą Armią. Bolszewicy nieustępliwym ogniem zmuszają do odwrotu słabe kompanie złożone z niewyszkolonych żołnierzy-ochotników, broniące wsi Leśniakowizna (leżącej 2 km od Ossowa). Dopiero wieczorem udaje się z największym trudem odzyskać utracone wcześniej okopy pierwszej linii obronnej. Nocą, w celu uzupełnienia składu zdziesiątkowanego w porannych walkach 36. pułku, przybędzie – wezwany z Warszawy – 80-osobowy, ochotniczy batalion młodzieży, któremu towarzyszy kapelan, ks. Ignacy Jan Skorupka (1893-1920) [7].


Kapłan opatrznościowy

Obrazek
ks Ignacy Skorupka


Ignacy Skorupka urodził się w Warszawie 31 lipca 1893 r., w dniu, w którym przypada wspomnienie św. Ignacego Loyoli. Ród Skorupków wywodził się z patriotycznej podlaskiej szlachty, herbu Ślepowron. Jeden z dziadków Ignacego brał udział w Powstaniu Styczniowym, zaś inny krewny był w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy w Warszawie. Ten patriotyczno-religijny klimat rodzinnego domu wywarł decydujący wpływ na formację duchową Ignacego.
Uczył się świetnie i chociaż wróżono mu piękną przyszłość, nie krył swego powołania do kapłaństwa – już jako mały chłopiec służył do Mszy Świętej. W wieku 16 lat wstąpił do seminarium, gdzie wkrótce stał się ulubieńcem zarówno przełożonych, jak i kolegów, z racji swej sumienności, zamiłowania do porządku, mrówczej pracowitości i… charyzmatu braterstwa.
Święcenia kapłańskie otrzymał w 1916 roku. Początkowo pracował w Bogorodsku, Klińcach, a następnie w Łodzi, gdzie pełnił funkcję wikariusza i prefekta tamtejszych szkół.
W 1919 r., w wieku 26 lat, ks. Ignacy otrzymuje nominację na notariusza i archiwistę Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Jednocześnie podejmuje obowiązki prefekta dwóch szkół warszawskich i kapelana „ogniska” prowadzonego dla 200 sierot przez Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi. Wkrótce staje się poszukiwanym kaznodzieją: głosi kazania u Panien Kanoniczek na pl. Teatralnym, u Panny Maryi na Koszykach, a w 1920 roku także w katedrze św. Jana Chrzciciela.
W chwili powszechnej mobilizacji, 7 lipca 1920 roku, ks. Skorupka zwraca się do swego przełożonego JE ks. kard. Aleksandra Kakowskiego z prośbą o pozwolenie na wstąpienie do wojska. Hierarcha jednak stanowczo odmawia. Dwudziestosiedmioletni ks. Ignacy jest osobowością wybitną, z którą metropolita warszawski wiąże pewne plany, dlatego też kolejna prośba, którą złoży w dniu urodzin, 31 lipca, i tym razem zostanie kategorycznie odrzucona. Jednak ks. Ignacy nie podda się tak łatwo! Zwraca się bezpośrednio do biskupa polowego ks. Stanisława Galla i otrzymuje upragnioną nominację na lotnego kapelana praskiego garnizonu!
Ksiądz Skorupka jest jedynym kapelanem w prawobrzeżnej Warszawie. Stara się być wszędzie tam, gdzie przebywają żołnierze. Całe dnie spędza na dworcach, gdzie żegna i błogosławi idących na front ochotników. W szpitalach i w koszarach spowiada, udziela sakramentów, dodaje otuchy, umacnia wiarę i krzewi ufność w Opatrzność Bożą. Szczególnie często jest widywany w budynku gimnazjum Władysława IV, służącym za koszary I batalionu 236. pułku piechoty Legii Akademickiej, do którego zostało wcielonych wielu jego uczniów. Im właśnie ks. Ignacy chce towarzyszyć na froncie.
Wymarsz, początkowo zaplanowany na 9 sierpnia, opóźni się o 4 dni. Dzięki temu ks. Skorupka zdąży odbyć spowiedź generalną (u Ojców Kapucynów na Miodowej) i sporządzić testament, w którym m.in. napisze: „Dług za wpisy szkolne spłacam swym życiem. Za wpojoną miłość Ojczyzny płacę miłością serca” [8].


Z żołnierzami „mniejszymi od swego karabinu?

„Trwają krwawe zmagania z bolszewikami o dostęp do Warszawy na polach wiosek: Ossów, Leśniakowizna, Turów. Walki są niezwykle ciężkie i pochłaniają batalion za batalionem, młodociani żołnierze, nieotrzaskani w walce, są łatwym celem. Na widok przednich straży Chachaniana ponad połowa żołnierzy wpada w panikę i porzuca okopy, pozostawiając w nich broń i oporządzenie [9]. „Jeszcze raz okazało się, że młodego żołnierza należy pomieszać, w jednym pododdziale, ze starym i doświadczonym wojakiem, nie bojącym się świstu kul i jęku rannych ani bojowych okrzyków nieprzyjaciela” [10].
W składzie batalionu broniącego Ossowa jedynie dwie kompanie przedstawiały wartość bojową. Wszyscy oczekują zapowiedzianych posiłków, które uzupełnią skład 36. pułku [11].
13 sierpnia rano 1. i 2. kompania 236. pułku młodocianych żołnierzy, dowodzone przez porucznika Stanisława Matarewicza (1891-1920) i podporucznika Mieczysława Słowikowskiego (1896-1989), razem z kapelanem ks. Ignacym Skorupką wyruszą na front, by dołączyć do oddziałów, które bronią wejścia do Warszawy od strony Pragi.
Ksiądz kapelan maszeruje w jednej grupie ze swoimi dawnymi uczniami, teraz towarzyszami broni. Idzie w stroju duchownym, w sutannie okrytej czarną narzutką, chroniącą od pyłu i kurzu, na szyi ma fioletową stułę. Wszak napisał w swoim dzienniku: „Sutanna wołać będzie do wszystkich, iż to sługa Boży. A więc człowiek głoszący istnienie, działanie Boga. Ja chcę być sługą Bożym – pragnę odpowiedzieć zamiarom Boga względem mnie” [12].
Na błękitnej wstążce błyszczy inkrustowany krzyż, dar siostry Matyldy Getter, przełożonej Franciszkańskiej Rodziny Maryi. Podczas marszu ks. Ignacy intonuje pieśni, które zalęknionym 17-latkom dodają ducha:

Błękitne rozwińmy sztandary,
czas strząsnąć
zwątpienia już pleśń,
Niech w sercach
zagorze znicz wiary,
I gromka niech ozwie się pieśń:

Spod znaku Maryi
zwycięski my huf,
błogosław nam, Chryste, na bój.
Stajemy jak ojce,
by służyć Ci znów,
My, Polska, my, naród, lud Twój!


Około południa kompanie ochotników docierają do Ząbek. Tutaj, na wzgórzu, przy małym drewnianym kościele, ks. Ignacy odprawi Mszę Świętą. Według świadectwa lekarza 236. pułku kapitana Salaka, ks. Skorupka, przemawiając do żołnierzy od ołtarza, wypowie prorocze słowa: „Czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niezadługo -piętnastego, w dzień naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę” [13]. Gorące słowa księdza budzą w zatrwożonych sercach otuchę, budzi się ufność w pomoc i opiekę Matki Najświętszej, która przecież nie tylko łaskawie patronuje Warszawie, ale i strzeże Polski. Wspólnie wzywają pomocy Maryi słowami pieśni:

Gdy naród jest w potrzebie,
by zwalczyć antychrysta,
Przybądź z pomocą z Nieba,
Łaskawa Matko Przeczysta!


Obrazek
Wizerunek Matki Bożej Łaskawej, Patronki
Warszawy i Strażniczki Polski, która wg relacji
bolszewików ukazała się im w Wólce Radzymińskiej
i Ossowie podczas Bitwy Warszawskiej 1920 roku,
wzbudzając popłoch w ich szeregach


Umocnieni na duchu i pokrzepieni odpoczynkiem młodociani żołnierze kontynuują forsowny marsz przez Rembertów w kierunku Ossowa, gdzie skoncentrują się siły nieprzyjaciela. Dopiero około godziny 22.00 żołnierze, często „mniejsi od swego karabinu” [14] dotrą do wioski Leśniakowizna, oddalonej zaledwie o 2 km od celu. Nocleg znajdą w stodołach na sianie. Młodzikom, utrudzonym blisko 14-godzinnym marszem, nie będzie dany spokojny wypoczynek. O świcie (o godzinie 3.30), w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, bolszewicy rozpoczynają gwałtowne natarcie [15]. Zaczyna je krótka nawała ogniowa, następnie krasnoarmiejcy brawurowo rzucają się do ataku kilkoma falami piechoty! Ich przeciwnikiem są wczorajsi gimnazjaliści i studenci, którzy po raz pierwszy stykają się z przeciwnikiem; przeciwnikiem doświadczonym i niebezpiecznym. Wobec ataku ochotnicze kompanie szybko się wycofują, a jest to raczej ucieczka niźli zorganizowany odwrót! „Trudną istotnie sprawą było, pod silnym ogniem nieprzyjaciela, zmusić moich młodzików, uczniaków przeważnie, do posuwania się naprzód. Chłopcy ci, przywarci jak węże do ziemi, nie chcieli podnosić się do skoku, strzelając zaś, myśleli tylko o tym, aby jak najmniej narażać się na śmierć, a więc celowanie przez nich do nieprzyjaciela było nadzwyczaj problematyczne. Większość trzęsła się ze strachu” [16].
Na próżno mjr Kazimierz Sawicki”Sawa” (1888-1971) usiłuje powstrzymać napór krasnoarmiejców. To się nie udaje i kompanie w zupełnej rozsypce, bezładnie uchodzą w stronę Ossowa [17], by schronić się pomiędzy domami przed ostrzałem: „Około godziny 5 [rano - przyp. red.] widok pola walki był przerażający. W wielkim nieporządku gromady ochotników biegły z powrotem do Ossowa, nie zwracając uwagi na wołania i rozkazy dowódców. Wkrótce masa uciekających wpadła do Ossowa. Część żołnierzy nie mogła opamiętać się i otrząsnąć z panicznego strachu. Pędziła dalej w głąb wsi. Część, zresztą nieliczna, skupiła się grupkami wokół swoich oficerów” [18].
Bolszewicy, całkowicie pewni zwycięstwa, z potężnym okrzykiem: „Urra! Dajosz Warszawu! Urra!” (Hurra! Dawajcie Warszawę! Hurra!), nieubłaganie prą naprzód! Ich karabiny maszynowe nie próżnują i morderczy ogień bezlitośnie kosi uciekających czy próbujących stawiać opór dzieciaków [19]. Również 1. i 2. kompania 236. pułku akademików, które dotychczas nie brały udziału w walce, przemieszczały się w kolumnie dwójkowej, zgodnie z rozkazem dowódcy 33. pułku piechoty, na zachodni kraj Ossowa, skąd zostały skierowane z powrotem do walki: „W tym momencie nadjechał dowódca (…) płk Jerzy Sawicki. Widząc zwarty oddział, zawołał: „Kto i dokąd ucieka, kiedy tam się biją!”. Dowodzący kolumną ppor. Mieczysław Słowikowski odparł, że wykonuje rozkaz dowódcy pułku (…). Wówczas Sawicki wydał rozkaz: „Na moją odpowiedzialność i na mój rozkaz jedna kolumna w prawo, druga w lewo, a tyraliery do kontrataku!”. Słowikowski, po konsultacji z dowódcą 236. pp, znajdującym się obok por. Stanisławem Matarewiczem, odrzekł: „Niech się dzieje, co chce, niech Pan prowadzi!” [20].


Za Boga i Ojczyznę!

Gdy kompanie ruszyły wzdłuż opłotków i ogródków wiejskich, podbiegł do Słowikowskiego ks. Ignacy Skorupka i gorąco prosił, by mógł: „iść z żołnierzami i wziąć udział w tej pierwszej bitwie”. Dowódca kompanii wyraził zgodę i ksiądz ruszył obok niego. Początkowo tyraliera ruszyła naprzód bez oddania strzału. Wkrótce jednak nadleciały od wschodu najpierw pojedyncze pociski, potem coraz gęstsze. Ogień nieprzyjaciela wzmagał się w miarę zbliżania się akademików do wschodniej części wsi” [21].
Akademicy nie mieli żadnego przygotowania wojskowego i nie potrafili rozwinąć się w tyralierę. Według wspomnień kronikarza 33. pułku piechoty: „Ppłk Sawicki przejeżdżał konno wzdłuż linii, kierując ochotnikami: po prostu brał ich za uszy i palcem wskazywał, gdzie mają się rozbijać. Ochotnicy wreszcie zrozumieli, o co chodzi i ruszyli do przeciwnatarcia” [22].

[img]http://hej-kto-polak.pl/wp/wp-content/uploads/2012/08/Jerzy-Kossak-–-Cud-nad-Wisłą-300x199.jpg[/img]
Jerzy Kossak Cud nad Wisłą


Ogień nieprzyjacielski się wzmagał. Szereg żołnierzy biegnących w tyralierze zaczynał się łamać i chylić ku ziemi. Ksiądz Skorupka, widząc załamanie szyku, wybiega przed swoich towarzyszy. Jest w pierwszej linii. Sam prowadzi tyralierę, zagrzewając młodocianych żołnierzy do walki: „(…) porwany wewnętrznym nakazem, wznosząc w jednej ręce krzyż, drugą wskazując kierunek natarcia, pobiegł naprzód, aby pociągnąć za sobą żołnierzy i zatrzymać wroga. Krzyż w ręku księdza miał dodać odwagi tym bardzo młodym żołnierzom, od których Bóg i Ojczyzna zażądała nadludzkiej ofiary” [23].
Nikt nie zauważył, kiedy zginął ks. Skorupka. Niemniej chwila śmierci tego kapłana stała się punktem zwrotnym bitwy pod Ossowem i jednym z punktów zwrotnych w dziejach wojny 1920 roku! Jak ujął to ks. kard. Aleksander Kakowski, ofiara kapłańskiego życia, złożona na ołtarzu Ojczyzny, świadomie i dobrowolnie, wydała stokrotny plon: „Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami!” [24].

Ks. dr Józef M. Bartnik SJ

1 Ks. bp Józef Zawitkowski, „Okazał moc Swego ramienia”, Pallotinum 1995, s. 13.
2 Koło Przyjaciół Ossowa w Kobyłce „Cud nad Wisłą. Ossów 1920 r.”, Kobyłka 1990, s. 34.
3 L. Podhorecki, „Cud nad Wisłą. Ossów 1920-2000″, Wołomin 2000, s. 23.
4 W. Witos, „Moje wspomnienia”, t. 2, Paryż 1967, s. 289, 293.
5 L. Podhorecki, op. cit., s. 26.
6 Tamże, s. 27.
7 Biogram sporządzono na podstawie: A.L. Szcześniak, „Cud nad Wisłą”, Radom 2002, s. 21.
8 Broszura: „Uroczystość poświęcenia pomnika Księdza majora Ignacego Jana Skorupki Bohatera Narodowego”, wydana z okazji tej uroczystości, która odbyła się na placu przed katedrą św. Michała Archanioła i św. Floriana, 13 sierpnia 2005 r.
9 L. Podhorecki, op. cit., s. 46.
10 Tamże, s. 47.
11 Tamże, s. 28, 34.
12 ”Cud nad Wisłą, Ossów 1920″, op. cit., s. 40.
13 B. Waligóra, „Bój pod Ossowem i Leśniakowizną dnia 14 sierpnia 1920″, s. 37, przedruk z 1990 r., cyt. za: Leszek Podhorecki, op. cit.
14 ”Z 201. pułku, przed wyjazdem na front, odesłano do Warszawy, mimo straszliwego lamentu, chmarę ochotników „mniejszych od swojego karabinu”", za: W. Giełżyński „Rok 1920″ [w:] „70-lecie Bitwy Warszawskiej”, Wołomin 1990, s. 26?27.
15 ”Cud nad Wisłą, Ossów 1920″, op. cit., Kobyłka 1990, s. 35.
16 Świadectwo por. Stanisława Rembalskiego, [w:] „Zwycięstwo pod Warszawą”, wybór i opracowanie wspomnień uczestników wojny Agnieszka Knyt, Warszawa 2005, s. 31.
17 L. Podhorecki, op. cit., s. 28.
18 Tamże, s. 29.
19 Tamże, s. 25-31; L. Wyszczelski, „Warszawa 1920″, Warszawa 1995, s. 150.
20 Relacja pisemna ppor. Słowikowskiego, za: Leszek Podhorecki op. cit., s. 34.
21 Tamże.
22 Tamże.
23 Kazimierz Konarski, „O uczniu żołnierzu”, 1922, cyt. za: „Cud nad Wisłą, Ossów 1920″ Kobyłka 1990, s. 35.
24 Ks. kard. A. Kakowski, „Zwycięstwo 1920. Warszawa wobec agresji bolszewickiej”, Paryż 1990, s. 376.

Tekst jest fragmentem książki autorstwa ks. dr. Józefa M. Bartnika SJ i Ewy J. Storożyńskiej „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą 1920 r.”, która ukaże się nakładem wydawnictwa Fundacji „Nasza Przyszłość”.

http://hej-kto-polak.pl/wp/wp-content/uploads/2013/08/381px-Skoorupka_grob.jpg
Powązki w Warszawie


Legendarny kapelan Bitwy Warszawskiej ma swój pomnik w Warszawie. 14 sierpnia 2005 roku na Pradze odsłonięto monument, który jest darem diecezji warszawsko-praskiej. Pomnik odsłonił emerytowany metropolita wrocławski kard. Henryk Gulbinowicz, którego stryj poległ w Bitwie Warszawskiej.

Obrazek

Gospodarz uroczystości abp Leszek Sławoj Głódź powiedział, że postawienie pomnika ks. Skorupki to wypełnienie testamentu pokolenia II Rzeczypospolitej i życzenia Jana Pawła II, który w czasie wizyty w diecezji warszawsko-praskiej w czerwcu 1999 r. powiedział, że na tej młodej diecezji spoczywa obowiązek upamiętnienia bohaterskiego kapłana ks. Ignacego Skorupki. Ponad 4-metrowy monument jest dziełem znanego rzeźbiarza Andrzja Rosnera.

Obrazek

http://www.opoka.org.pl/

zobacz >Sprawa pomnika bolszewików w Ossowie - materiały dokumentalne
http://hej-kto-polak.pl/?p=4247


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 21 wrz 2013, 18:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2013/08/15/dr ... zewickiej/

Dr Mariusz Patelski:gen. Rozwadowski i kpt. Cooper. Amerykańscy sojusznicy w wojnie polsko-bolszewickiej
15 SIE 2013 O 18:32

Idea wspólnej walki żołnierzy polskich i amerykańskich ma długą tradycję. Od czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej Polacy i Amerykanie wielokrotnie stawali ramię w ramię by wspólnie przelewać krew. Mniej znany epizod tej współpracy wiąże się z doniosłym dla Polaków wydarzeniem, jakim była wojna polsko-bolszewicka lat 1919 – 1920.


Misja gen. Tadeusza Rozwadowskiego

Obrazek
Gen. Tadeusz Rozwadowski.
Fot. za ngopole.pl


Pomysł werbunku ochotników amerykańskich do Wojska Polskiego wiąże się ściśle z przybyciem do Paryża, w maju 1919 r., Polskiej Misji Wojskowej (PMW) z gen. Tadeuszem Rozwadowskim na czele. Szef misji, wedle instrukcji Naczelnego Dowództwa WP, miał doprowadzić do ścisłej polsko-rumuńskiej współpracy wojskowej (skierowanej przeciw bolszewikom) oraz wstępnie określić zasady konwencji wojskowej, jaka miała połączyć Polskę z Ententą.

Ambitny generał nie poprzestał jedynie na realizacji powierzonych mu zadań. Równolegle rozpoczął starania, których celem było utworzenie, u boku armii polskiej, Legionu Amerykańskiego. Rozwadowski wysoko cenił morale żołnierzy amerykańskich oraz demokratyczne stosunki panujące w amerykańskiej armii. W poufnym liście do Naczelnego Wodza – Józefa Piłsudskiego szef PMW donosił też, iż liczni Amerykanie i Kanadyjczycy wyrażają chęć służenia w wojskach polskich oraz, że: “wpływ i przykład młodych oficerów szczególnie amerykańskich na stosunek oficera do naszego żołnierza i odwrotnie, mógłby w przyszłości być nad wyraz korzystnym”. Werbunek miał być przeprowadzony wśród wojsk amerykańskich, stacjonujących w Europie po skończonej wojnie. Według wstępnych projektów Rozwadowskiego oddziały amerykańskich legionistów miały być użyte w razie wybuchu konfliktu polsko-niemieckiego lub w celu okupacji Górnego Śląska.
Gen. Rozwadowski, dla swych planów wojskowych, pozyskał niebawem dowódcę Amerykańskich Sił Ekspedycyjnych (ASE) we Francji – słynnego generała Johna Pershinga. Pod naciskiem gen. Pershinga uzgodniono, iż Amerykanie będą wykorzystani jedynie na froncie bolszewickim. Dowódca ASE wyznaczył także oficera łącznikowego, z którym miano ustalić wszelkie szczegóły formowania amerykańskich oddziałów ochotniczych; został nim, z czasem gorąco oddany sprawie współpracy polsko-amerykańskiej, płk Harry S. Howland. W czasie wojny polsko-bolszewickiej płk. Howland obiektywnie informował swe władze o przebiegu działań militarnych oraz wspierał żądania pomocy wojskowej dla Polski. Osobnego wsparcia udzielili szefowi PMW premier Ignacy Paderewski, francuski minister spraw zagranicznych Stephen Pichon, dyrektor Kolegium Sztabu Armii Stanów Zjednoczonych gen. Alfred W. Bjornstad. Planom rekrutacji żołnierzy amerykańskich do armii polskiej sprzyjał także amerykański sekretarz stanu Robert Lansing.

Niebawem okazało się jednak, że największym przeciwnikiem planów Rozwadowskiego jest polskie Ministerstwo Spraw Wojskowych (MSWojsk.) z gen. Kazimierzem Sosnkowskim na czele, który występował zapewne w imieniu Józefa Piłsudskiego. Podczas gdy szef misji wojskowej dowodził, że wyspecjalizowane amerykańskie jednostki wojskowe (zwłaszcza lotnicy, czołgiści, korpus medyczny i służby inżynieryjne) będą silną podporą dla młodej armii polskiej, władze wojskowe widziały w nich jedynie dogodne narzędzie, które mogło posłużyć władzom amerykańskim do mieszania się w wewnętrzne sprawy Polski. Wskazywano ponadto na trudności finansowe i odmienności psychologiczne żołnierza amerykańskiego. Naczelne Dowództwo zlekceważyło także olbrzymie znaczenie propagandowe, jakie mógł mieć udział żołnierzy amerykańskich w wojnie polsko-bolszewickiej, w czasie gdy wrogowie Polski w USA coraz natarczywiej rozwijali antypolską kampanię na rzecz Niemiec i Rosji Sowieckiej.


Powstanie Eskadry

Obrazek
Cedric E. Fauntleroy w mundurze polskiego lotnika.
(Fot. U.S. Air Force)


Tymczasem sprawa werbunku Amerykanów do Legionu nabrała rozgłosu i do polskich konsulatów zaczęli zgłaszać się liczni ochotnicy. W tej sytuacji gen. Rozwadowski próbował wystarać się o zgodę polskich władz wojskowych na wystawienie choćby jakieś symbolicznej jednostki w ramach projektowanego Legionu. Gdy działania te zawiodły, generał zdecydował się postawić dowództwo przed faktami dokonanymi. Na początku września 1919 r., w piśmie do Oddziału I NDWP, szef Sztabu Generalnego – gen. Stanisław Haller donosił też: “Generał Rozwadowski melduje, że opierając się na danych mu poprzednio wskazówkach i nie mogąc się oprzeć prośbom ochotników amerykańskich, zgodził się na stworzenie małej lotniczej eskadry amerykańskiej dla Polski, pod dowództwem. mjr. [Cedrica] Faunt-Le-Roya, dotąd przydzielonego do misji gen. [Jana] Romera…”. Zgodnie z propozycją Amerykanów eskadra ta miała nosić imię Kościuszki. 10 września 1919 r. wiceminister spraw wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski w piśmie do gen. St. Hallera (szef sztabu sprzyjał planom Rozwadowskiego) ostatecznie potwierdził utworzenie Eskadry im. Kościuszki. Tak późny termin zatwierdzenia eskadry może świadczyć o negatywnym stanowisku ministerstwa w tej kwestii. Gen. Sosnkowski kończył swe pismo jednoznaczną uwagą: “Uprasza w końcu, ze względów zasadniczych, by na przyszłość wszelkie decyzje dotyczące oddziałów ochotniczych cudzoziemskich dla Armii Polskiej, nie były pobierane bez uprzedniego porozumienia się z MSWoj.”.

Zadanie sformowania Eskadry Kościuszki na pewno ułatwił fakt, że sprawą tą zajął się kpt. Merian Cooper. Amerykański oficer był już od dłuższego czasu znany Rozwadowskiemu, bowiem wiosną 1919 r. uczestniczył w wyprawie Amerykańskiej Misji Żywnościowej E. Hoovera, która przywiozła prowiant do obleganego przez Ukraińców Lwowa. Dowódcą Armii “Wschód”, walczącej wtedy pod Lwowem, był właśnie gen. Rozwadowski. Już wówczas miało dojść do rozmowy kapitana z generałem na temat użycia lotnictwa w walkach na kresach wschodnich Polski.
Mimo młodego wieku (ur. w 1894 r.) kpt. Cooper miał już za sobą znaczące doświadczenie bojowe. W 1916 r. wziął udział w wyprawie wojsk amerykańskich, pod wodzą legendarnego gen. Johna Pershinga, przeciwko rewolucyjnym wojskom Pancho Villi w Meksyku. W 1917 r. zdobył natomiast licencję pilota i jako lotnik walczył przeciw Niemcom w Europie, w składzie 20. Dywizjonu Bombowego Pierwszej Dziennej Grupy Bombowej. We wrześniu 1918 r. jego samolot został niestety trafiony i tylko dzięki wielkiej odwadze oraz umiejętnościom udało mu się posadzić maszynę na ziemi, niestety było to za linią wroga. Ostatnie miesiące I wojny światowej, pechowy pilot, spędził w szpitalu dla jeńców wojennych pod Wrocławiem, gdzie leczył się z poparzeń.

Po zakończeniu działań wojennych Merian Cooper nie zamierzał jednak powrócić do USA i zaciągnął się do Herbert Hoover American Relief Administracion. Jako przedstawiciel organizacji udał się poprzez Włochy i Austrię do Polski, i tak doszło do jego spotkania z gen. Rozwadowskim. Polski generał i kapitan lotnictwa amerykańskiego ponownie spotkali się w Paryżu w 1919 r. i tu zapewne uściślono plany związane z organizowaniem amerykańskiej formacji lotniczej dla Polski. Wkrótce, za sprawą Coopera, wiadomość o tworzonej eskadrze obiegła paryskie kafejki, w której przesiadywali bezrobotni już amerykańscy żołnierze. Do Polskiej Misji Wojskowej zaczęli się zgłaszać ochotnicy, a cała akcja nabrała jeszcze sprężystości gdy zaangażował się w nią mjr Faunt-Le-Roy.

26 sierpnia 1919 r. w paryskim hotelu Wagram, siedzibie gen. Rozwadowskiego, ośmiu amerykańskich oficerów podpisało też kontrakt. Obok mjr. Faunt-Le-Roy’a i kpt. Coopera do służby w Wojsku Polskim stawili się: por. George Crowford, por. Keneth O. Shrewsbury, por. Edward C. Corsi, por. Edwin Noble, por. Carl H. Clark i kpt. Arthur H. Kelly. W październiku dołączyło do tej grupy jeszcze dwóch ochotników zwerbowanych w Londynie: por. Elliot Chess i por. Edmund Pike Grawes.

Przed wyjazdem Amerykanów do Polski gen. Rozwadowski wydał pożegnalną ucztę. Uczestniczył w niej także premier Ignacy Paderewski, płk Harry Howland oraz poseł polski w Waszyngtonie Kazimierz Lubomirski. W następnych dniach ochotnicy wyruszyli oficjalnie jako obsługa pociągu sanitarnego na Wschód, jedynie Faunt-Le-Roy skorzystał z wygody, jaką dawała podróż ekspresem.

Po przybyciu do Polski członkowie eskadry zostali przedstawieni Naczelnemu Wodzowi. Przyjęcie J. Piłsudskiego było jednak druzgocące. “Polska sama potrafi toczyć swoje bitwy i płatnych najemników tu nie potrzebujemy...” – miał stwierdził dowódca polskiej armii. Niechęć polskiego wodza nie odstręczyła M. Coopera od powziętych zamiarów, miał on bowiem osobiste powody, by angażować się w konflikt, jaki toczyła Polska z bolszewicką Rosją. Jego pradziad – płk John Cooper, w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, walczył pod rozkazami gen. Kazimierza Pułaskiego. W 1779 r. był on także świadkiem śmierci polskiego generała rannego w bitwie pod Sawannah. Teraz prawnuk, niejako w rewanżu, ruszył z pomocą odradzającej się Polsce…

Trudno powiedzieć, jakimi motywami kierowali się pozostali Amerykanie, wszak żaden z nich nie miał polskiego pochodzenia. Z całą pewnością należy jednak wykluczyć względy finansowe, gdyż opłacani byli według stawek określonych dla polskich oficerów, a te mocno odbiegały od standardów amerykańskich. Można więc przypuszczać, iż kierowały nimi wysokie względy moralne, podobne jak w przypadku M. Coopera.

Naczelnik podważył również sensowność kierowania lotnictwa do walki na froncie polsko-bolszewickim; dowodził, że wschodni front jest bardzo płynny a lotnisk jest niewiele i są trudne do zbudowania. Naczelny Wódz obawiał się ponadto trudności z zaopatrzeniem lotnictwa w paliwo. Ostatecznie Piłsudski obiecał jednak wysłać przybyłych lotników w najkrótszym możliwie czasie na front.
Przyszłość pokazała, że obiekcje Naczelnego Wodza wobec lotnictwa były bezpodstawne. Eskadry mogły działać dzięki “pociągom lotniczym” przewożącym żołnierzy, warsztaty, przenośne hangary i całe samoloty w częściach. W ten sposób przerzucano lotników z jednego tymczasowego lotniska na drugie.


Szkolenie i szlak bojowy

W październiku 1919 r. Amerykanie przybyli do Lwowa. Tutaj płk Faunt-Le-Roy objął dowodzenie nad 7. Eskadrą, która przyjęła nazwę Kościuszkowskiej. M. Cooper zaznaczył w swych wspomnieniach, że Polacy widzieli w płk. Faunt-Le-Roy’u ucieleśnienie amerykańskości. “A był on nim rzeczywiście – pisał Cooper – bo reprezentował hardą, niewyczerpaną energię Ameryki, jej optymizm, jej siłę razem z tym prawdziwym duchem wolności, demokracji i sprawiedliwości, która leży pod powierzchowną skorupą amerykańskiego materializmu…”.

Obrazek
Emblemat 7. Eskadry Myśliwskiej polsko-amerykańskiej im. Kościuszki.
Fot. za ngopole.pl


Symbolem eskadry została okrągła tarcza z 13. błękitnymi gwiazdami na obwodzie, a na niej czapka krakuska ze skrzyżowanymi powstańczymi kosami na tle biało-czerwonych pasów. W grudniu Ministerstwo Spraw Wojskowych nadało tej jednostce oficjalną nazwę: “7 Eskadra Myśliwska polsko-amerykańska im. Kościuszki”. Należy wspomnieć, że w listopadzie 1919 r. płk Faunt-Le-Roy, w piśmie do ministra spraw wojskowych, zaproponował dodatkowo, “celem propagandy i zainteresowania całych Stanów Zjednoczonych”, utworzenie “polsko-amerykańskiej grupy lotniczej” złożonej z dwu eskadr im. Kościuszki oraz Pułaskiego. Projekt dowódcy eskadry kościuszkowskiej spotkał się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem Naczelnego Dowództwa.

Miesiące zimowe (1919 na 1920 r.) Amerykanie spędzili we Lwowie, trenując na nieznanych im wcześniej typach samolotów – głównie Oeffag D-3. W trakcie jednego z lotów treningowych, w listopadzie 1919 r., zginął, niestety, por. Edmund Grawes. Jego miejsce zajął, przybyły miesiąc później, por. Harmon Rorison. Amerykanie zdobyli uznanie lwowian, nim jeszcze rozpoczęli służbę frontową. W połowie listopada założyli fundację charytatywną, której celem było utrzymanie i wykształcenie ubogich chłopców – ofiar wojny. Korespondent “Gazety Warszawskiej” donosił za płk. Faunt-Le-Roy’em, że: “oficerowie amerykańscy zainicjowali całą akcję, wychodząc z zasady, że przybyli do Polski, aby w każdy sposób i przy każdej sposobności stać na usługach naszej Ojczyzny…”.

Na wiosnę eskadrę przeniesiono na lotnisko polowe w Połonnem, skąd dokonywano pierwszych lotów zwiadowczych. Już w trakcie nieudanej “wyprawy kijowskiej” lotnicy amerykańscy (podporządkowani 6. Armii) pokazali swą olbrzymią przydatność dla Wojsk Polskich. Dzięki przewadze w powietrzu, lotnicy byli w stanie szybko ostrzegać o ruchach Armii Czerwonej; tym samym oddziały polskie wychodziły obronną ręką z szeregu niebezpiecznych sytuacji. Szlak bojowy Eskadry Kościuszko wyznaczyły lotniska polowe: Hołoby, Uściług, Mikulińce, Połonne, Berdyczów, Żytomierz, Kazatyń, Biała Cerkiew i Nowogród Wołyński.
25 maja 1920 r. por. G. Crowford jako pierwszy napotkał oddziały kawalerii Budionnego. W meldunku z tego dnia stwierdził: “Zdawało mi się, że na całym świecie nie ma tyle kawalerii, ile tam było…”. W sztabie nie dano wiary w informacje Crowforda, bowiem według obliczeń sztabowców armia Budionnego winna była się znajdować 100 kilometrów za frontem. Następne dni pokazały niszczycielską siłę, wlewającej się na tyły Wojsk Polskich, czerwonej Armii Konnej. Tym samym rozpoczął się najbardziej chwalebny okres w bojach Eskadry.

Dowódca 13. dywizji piechoty meldował wkrótce, że “Amerykańscy lotnicy, mimo wycieńczenia, walczą jak opętani. Służbę wywiadowczą pełnią świetnie. Ostatnio, podczas ataku na nieprzyjaciela, ich dowódca zaatakował nieprzyjaciela od tyłu i ogniem z kulomiotu prażył we łby bolszewików. Bez pomocy amerykańskich lotników dawno by nas d[iabli] wzięli…”. Taktyka Amerykanów była rzeczywiście mordercza. Jak zanotował Cooper: “Widok aeroplanu, który co dopiero wyrzucił bomby, a następnie lotem strzały wali się na kolumnę wojska i sieje grad kul prosto z nieba – zdemoralizuje najsilniejsze i najodważniejsze oddziały. Atak jednak jeszcze nie skończony i oddziały dopiero ucierpią. Oto bowiem skoro lotnik znajdzie się na kilkadziesiąt stóp nad ziemią, powoli prostuje aeroplan w lot poziomy, wzdłuż jadącej czy stojącej kolumny i sieje śmiercionośny grad kul, które idąc teraz poziomo, nieraz po dwóch i trzech zabijają. Kiedy już zasób kul mu się skończy, zawraca szybko do domu – nie dając nawet czasu nieprzyjacielowi ochłonąć z przerażenia i porażki i puścić choćby kilka kul za odjeżdżającym. Atak skończony”. O tym, że w opisie Coopera nie ma przesady świadczą źródła strony przeciwnej zwłaszcza dziennik Izaaka Babla, towarzyszącego Armii Konnej w charakterze korespondenta. “Polacy – notował Babel – bronią się w głównej mierze akcjami lotnictwa, aeroplany stają się groźne, opisać nalot: daleki i jakby zwolniony terkot karabinów maszynowych, panika w taborach, nerwy, lecą wciąż lotem koszącym, chowamy się przed nimi. Nowe zastosowanie lotnictwa, (…) kapitan Faunt-Le-Roy startuje ze Lwowa…”.

Apogeum walk Eskadry z Armią Konną wypadło pomiędzy 16 a 18 sierpnia 1920 r. kiedy Budionny dotarł pod Lwów. W tym czasie amerykańscy i polscy lotnicy wykonali 190 lotów bojowych i zrzucili 10 ton bomb z samolotów zupełnie do tego nie przygotowanych. O ich niszczycielskiej sile świadczy depesza Rady Rewolucyjnej, podpisana przez Budionnego i Woroszyłowa: “W ostatniej bitwie pod Lwowem pułki kawalerii naszej armii doznały wielkich strat ze strony nieprzyjacielskich aeroplanów, które fruwając całymi eskadrami, złożonymi z 12-tu aeroplanów, bombardowały naszą armię z powietrza, jak również dziesiątkowały naszą kawalerię ogniem z kulomiotów…”.

Straty po stronie Eskadry były jednak także wysokie. Zginął: kpt. Artur Kelly oraz kpt. J. S. McCallum; rany odniosło wielu innych, w tym ppor. Edwin L. Noble, któremu kula dum-dum strzaskała łokieć. Warto zaznaczyć, że ciężko ranny ppor. Noble, przebywający w paryskim szpitalu, “odmówił wszelkiego wsparcia ze strony władz polskich, nie chcąc narażać skarbu Polski na nowe wydatki”. Ciosem dla Eskadry było także dostanie się do niewoli kpt. Meriana Coopera. 13 lipca 1920 r. kpt. Cooper przymusowo lądował koło wsi Didycze pod Ołyką, tam też został pojmany przez jazdę bolszewicką i odstawiony do sztabu 2. Brygady 6. Dywizji Jazdy. Od śmierci z rąk rozwścieczonych kozaków uratował “burżuazyjnego oficera” zwykły przypadek. Mundur, który miał na sobie, był bowiem z demobilu i posiadał stempel z nazwiskiem kaprala Franka Moshera. Cooper wykorzystał ten fakt, a dodatkowo pokazał swe zniszczone przez pożar dłonie, dowodząc iż całe życie pracował jako robotnik. “Prostemu żołnierzowi z poboru” bolszewicy darowali życie.


Ucieczka Coopera i zakończenie wojny

Na początku 1921 r. Cooperowi udało się zbiec z niewoli i dotrzeć na Łotwę. W tej przeprawie amerykańskiemu lotnikowi pomogli dwaj Polacy również jeńcy wojenni: ppor. Stanisława Sokołowskiego i kapral Stanisław Zaleski. Trasa ucieczki wiodła z obozu jenieckiego we Władykinie pod Moskwą przez Wielkie Łuki do granicy łotewskiej. Uciekinierzy przebyli 370 kilometrów koleją i 350 piechotą. Za przejście przez granicę łotewsko-rosyjską oddali przemytnikom ostatnie cenne rzeczy: Cooper trzewiki, a Sokołowski palto. Ostatecznie polski epizod epopei wojennej ppłk. Coopera zakończył się szczęśliwie.

Pozostali członkowie Eskadry walczyli do 23 września 1920 r., kiedy to wykonano ostatni lot bojowy. Pożegnanie z lotnikami amerykańskimi nastąpiło na wiosnę 1921 r. Orderem Virtuti Militari zostali odznaczeni: Faunt-Le-Roy, Cooper, Crawford, Corsi, Chess, Clark, Noble, Rorison, Shrewbury, a spośród Polaków należących do tej jednostki: por. Ludomił Rayski, por. Władysław Konopka, por. Jerzy Weber i por. Aleksander Sieńkowski.

[img]http://www.polishclub.org/wp-content/uploads/2013/08/Generał-Rozwadowski-okladka.jpg[/img]

Podczas gdy piloci amerykańscy tak świetnie spisywali się na froncie polsko-bolszewickim, gen. Rozwadowski, w związku z kategorycznym sprzeciwem Ministerstwa Spraw Wojskowych, zarzucił dalszą akcję tworzenia nowych oddziałów ochotniczych. Czekały go zresztą zupełnie nowe zadania natury dyplomatycznej, m.in. negocjacje o polsko-rumuńską konwencję wojskową. W lipcu 1920 r. Rozwadowski objął natomiast, na kilkanaście dni przed bitwą warszawską, stanowisko szefa Sztabu Generalnego WP. Następne dni pokazały jak świetny był to wybór…

Klęska wyprawy kijowskiej zmieniła nastawienie Naczelnego Dowództwa w kwestii werbunku zagranicznych ochotników. Władze wojskowe, przekonane poniewczasie o skuteczności polsko-amerykańskiej formacji, zaczęły słać dramatyczne telegramy do polskich przedstawicieli w Ameryce. Gen. Sosnkowski i min. Sapieha zażądali m.in. by “przy użyciu wszystkich stosunków i środków wysłać do kraju tyle kompletnych eskadr lotniczych bojowych razem z pilotami, ile się (…) uda zebrać…”. Poseł Kazimierz Lubomirski został też upoważniony do podpisania odpowiedniej umowy z rządem USA. Niestety, wrogowie Polski, działający w USA, wzmogli propagandę antypolską głosząc wszędzie oszczercze hasła o polskiej zaborczości i imperializmie. Pod naciskiem tej kampanii uchwalono zakaz wydawania paszportów obywatelom amerykańskim udającym się do Polski. W tej sytuacji gen. Zygmunt Brynk – attache wojskowy Polski w Waszyngtonie, opracował tajną trasę przerzutu lotników amerykańskich z USA poprzez Francję do Polski. Niestety, czas podróży tychże trwał tak długo, iż przybyli oni do kraju pod sam koniec działań bojowych… Należał do nich m.in. por. Kenneth M. Murray, którego wyczynem było przemycenie do Polski własnego samolotu w częściach – Sopwith Camel. Oprócz niego w jednostce służyli do demobilizacji: Thomas H. Garlick, John Inglis Maitland, John C. Speaks Jr. oraz Earl F. Evans, na koniec dołączyli także Charles E. Hays, S.T. Kauffman i Richard C. Allen. Poza eskadrą kościuszkowską Amerykanie walczyli także w 1. Eskadrze Lotniczej – kpt. G. H. Pattison oraz w 8. pułku ułanów – rtm. William S. Mitshell.


Film i pomnik na Cmentarzu Orląt Lwowskich

Pamięć o odważnych, pełnych poświęcenia amerykańskich lotnikach, była w przedwojennej Polsce obiektem szczególnego kultu. 30 maja każdego roku we Lwowie, w dniu amerykańskiego święta – Memorial Day, na mogiłach poległych odbywała się ceremonia wieńczenia grobów. W uroczystości tej uczestniczyły władze państwowe i wojskowe oraz przedstawiciele ambasady USA w Warszawie. W maju 1925 r. na Cmentarzu Obrońców Lwowa odsłonięto, wzniesiony pod protekcją gen. Józefa Hallera, pomnik ku czci poległych lotników amerykańskich. W uroczystości tej wzięli udział: poseł amerykański – dr Alfred J. Pearson, wiceminister spraw wojskowych – gen. Juliusz Malczewski, szef lotnictwa – gen. Włodzimierz Zagórski, prezes zarządu hallerczyków w Warszawie (w zastępstwie chorego gen. J. Hallera) – Sierociński, matka chrzestna eskadry – Janina Ebenbergowa, prof. Leon Piniński (przewodniczący całej ceremonii), wojewoda lwowski – Paweł Garapich, adiutant Eskadry im. Kościuszki – por. Konopka i in. Obszerną, życzliwą Polsce, relację z tej ceremonii zamieścił “New York Times”. Niestety, w 1971 r., monument ten został zniszczony, a ściślej rozjechany przez sowieckie czołgi. Jego odbudowy dokonano dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego i długich negocjacjach z przedstawicielami wolnej już Ukrainy na początku nowego wieku.

Obrazek
7. Eskadra - Dywizjion Kościuszki. Fot. za ngopole.pl7. Eskadra – Dywizjion Kościuszki.
Fot. za ngopole.pl


Wojennym losom amerykańskich lotników poświęcony został także film pt.: „Gwieździsta Eskadra”, którego premiera odbyła się w 1930 r. w Polsce. Reżyserem był Leonard Buczkowski a scenariusz napisał Janusz Meissner, podoficer w 7. Eskadrze. Obraz ten fabułą dość mocno obiegał jednak od pierwowzoru. Zaskakujące nazwisko nosił też główny bohater tego filmu, którym był… niejaki kapitan „James Bond”.


Lotnicy w walce o dobre imię Polski

Po powrocie do USA amerykańscy lotnicy wspierali propagandowo i organizacyjnie Polskę. Edward Corsi wydał książkę poświęconą dziejom Polski: „Poland: Land of White Eagle” (1933), a Kenneth Malcolm Murray opisał losy Eskadry im. Kościuszki w pracy: „Wings over Poland” (1932).

Bardzo aktywny na polu współpracy polsko-amerykańskiej był płk Cedrik Fount-Le-Roy – uczestnik wielu polskich demonstracji i uroczystości na terenie USA, w których zaangażowany był m.in. Ignacy Jan Paderewski. W latach 20. Fount-Le-Roy wstąpił także do Stowarzyszenia Armii Polskiej w Ameryce (SWAP) i niebawem uzyskał godność honorowego członka tej organizacji. Jako były dowódca Eskadry im. Kościuszki pułkownik pamiętał także o swych podwładnych i kolegach. Był m.in. inicjatorem zbiórek pieniędzy na wspomniany wcześniej pomnik lotników amerykańskich, a także przekazał fundusze na budowę pomnika bohaterskiego lotnika lwowskiego kpt. Stefana Bastyra. W sprawach tych współpracował z Zarządem SWAP oraz z Janiną Ebenbergową i najprawdopodobniej z Ignacym Paderewskim. W czasie II wojny światowej Faunt-Le-Roy pomagał także mistrzowi Paderewskiemu w ewakuacji ze Szwajcarii.


Losy Meriana Coopera

Obrazek
Merin Cooper. Fot Wiki


Wiernym przyjacielem Polski, do końca życia, pozostał także Merian Cooper. W czasie swych wojennych przejść poznał on zdolnego fotoreportera i podróżnika Ernesta B. Schoedsacka. W latach 20. znajomość ze Schoedsackiem zaowocowała szeregiem filmowych ekspedycji do niedostępnych miejsc Afryki i Azji. Efektem tych podróży były m.in. dwa filmy dokumentalne: „Grass: A Nation’s Battle for Life” oraz „Chang: A Drama of the Wilderness”, które przyniosły im wielki rozgłos. Prawdziwą sławę zyskali jednak, w 1933 r., gdy na ekrany kin weszła współreżyserowana przez nich superprodukcja pt. „King Kong”…

Cooper przez całe lata 20. i 30. jako znany reżyser, a później również producent filmowy i dyrektor linii lotniczych Pan American, stale utrzymywał swe związki z Polską i Polakami. Już w 1922 r. opublikował w Chicago swe wspomnienia z walk na froncie polsko-bolszewickim w książce „Faunt-le- Roy i jego eskadra w Polsce. Dzieje Eskadry Kościuszki” W 1937 r. Cooper został natomiast członkiem Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, działał w placówce nr 100 Lotnej. Jako wiceprezes wytwórni filmowej „Selznik International Pictures, Inc.” patronował akcjom zbierania funduszy na Fundusz Inwalidzki im. I.J. Paderewskiego. Po agresji niemieckiej, w 1939 r., zorganizował koncert charytatywny, z których dochód przeznaczony był na pomoc Polsce. W trakcie wojny opiekował się także Polakami przebywającymi na terenie USA oraz spotykał się z przedstawicielami polskich władz, a także nawiązał kontakty z polskim Dywizjonem 303, który na terenie Anglii kontynuował tradycje Eskadry Kościuszkowskiej.

Po włączeniu USA do wojny, Cooper ponownie wstąpił do lotnictwa. Swą wiedzę związaną z fotografią wykorzystał m.in. udoskonalając, dla potrzeb wywiadu, technikę wykonywania zdjęć lotniczych. Kolejno służył jako oficer wywiadu w sztabie gen. Henriego Arnolda oraz szef sztabu Lotniczej Grupy Bojowej w Chinach pod dowództwem gen. Claire’a Lee Chennaulta. W 1943 r. jako szef sztabu 5 Armii Lotniczej odegrał wybitną rolę w planowaniu akcji, której wynikiem było zniszczenie części japońskiego lotnictwa na Nowej Gwinei. Służbę wojskową zakończył w stopniu generała brygady, uczestnicząc m.in. w uroczystościach podpisania przez Japonię aktu kapitulacji na pokładzie pancerniak „Missouri” – 2 września 1945 r.
Po wojnie powrócił do pracy w przemyśle filmowym. Zaprzyjaźnił się wówczas m.in. Johnem Fordem. Wspólnie wyprodukowali znaną trylogię kawaleryjską, w której główne role zagrał słynny aktor westernowy – John Wayne: „Fort Apache”, „Nosiła żółtą wstążkę” oraz „Rio Grande”. Taką masę kawalerii jaką pokazano w tych filmach Cooper mógł widzieć na żywo tylko w czasach wojny polsko-bolszewickiej. Warto podkreślić, że aktora, producenta i reżysera, obok wspólnych planów filmowych, połączyła także wspólnota przekonań. W środowisku Hollywood wyróżniła ich bowiem głęboka niechęć do komunizmu oraz sprzeciw wobec powojennym ekspansjom Związku Sowieckiego. Czas ten był okresem największych triumfów zawodowych Coopera, w 1952 r. dostał honorowego Oscara za liczne innowacje i działania na rzecz sztuki filmowej.

Po II wojnie światowej amerykański generał kontynuował współpracę z dawną Polonią oraz powojenną emigracją z Polski. Wspierał m.in. Stowarzyszenie Polskich Lotników oraz co roku patronował zjazdom lotniczym, które organizowano na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady. Konkretnym przykładem jego działań było m.in. wyjednanie zgody władz wojskowych w Los Angeles, na korzystanie przez polskich weteranów lotnictwa z miejscowej kantyny oficerskiej.

Zaangażowanie Coopera na rzecz Polski zostało także dostrzeżone i nagrodzone przez Rząd Polski na Uchodźstwie. W 1966 r. Cooper został uhonorowany złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W latach 60. odbyło się także, specjalnie wydane na cześć gen. Coopera, przyjęcie, w którym liczny udział wzięli przedstawiciele polskich związków kombatanckich. Uczestnik tej uroczystości porucznik lotnictwa polskiego – Andrzej Górski wspominał po latach, iż Cooper szeroko wówczas opowiadał o swych i swojej rodziny związkach z Polską: „O przyjaźni swego pradziada Johna Coopera z Kazimierzem Pułaskim i o lekcjach szermierki jakich polski kawalerzysta udzielał jego rodzinie, a także o swych własnych doświadczeniach z walk z bolszewikami Budionnego w 1920 r. i na koniec o niezłomnej postawie gen. Rozwadowskiego…”
W ostatnich latach życia sytuacja finansowa Meriana Cooperowi uległa pogorszeniu. Znany reżyser i wybitny producent filmowy spędził je w San Diego, jako zarządca niewielkiego hotelu. Na początku lat 70. dodatkowo zachorował na raka. Mimo interwencji lekarzy nastąpiły niestety przerzuty. W obliczu końca potomek znakomitego roku miał stwierdzić, że „śmierć jest tylko następną przygodą”. Najwierniejszy sojusznik Polski i generał amerykańskiego lotnictwa – Merian Coldwell Cooper zmarł 21 kwietnia 1973 r. w Mercy Hospital w San Diego. Zgodnie z wolą zmarłego jego prochy rozsypano nad wodami Pacyfiku.

Autor: dr Mariusz Patelski

*Tekst pierwotnie został opublikowany, jako artykuł naukowy, w paryskich „Zeszytach Historycznych” 2000, nr 132. Obecna wersja została zmieniona i poszerzona, niektóre informacje zaczerpnięto także z prac: Mark Cotta Vaz, Living Dangerously. The Adventures of Merian C. Cooper. Creator of King Kong, Vilard Books: New York 2005 oraz T. Kopański, Z. Kozak, Merian Coldwell Cooper 1894-1973, “Przegląd Historyczno-Wojskowy” 2003 nr 2; R. Włodek, King Kong a sprawa polska, “Kino” 2001, nr 12.

Za: http://www.ngopole.pl/2012/08/15/en-roz ... an_cooper/ , 15/08/2012

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.15


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 23 wrz 2013, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/3081/slowo-p ... o-klamstwu

Słowo przeciwko kłamstwu
Godziemba, 19 sierpnia, 2013 - 07:31

W decydujących dniach lata 1920 roku oprócz zmagań na polu walki, toczyła się także batalia propagandowa.
Tuchaczewski w rozkazie wydanym 2 lipca 1920 roku, w przeddzień ataku, wojskom Frontu Zachodniego, tak określił cel bolszewickiej ofensywy: „Musimy pomścić zbezczeszczony Kijów! Na Zachodzie ważą się losy wszechświatowej rewolucji! Droga do światowego pożaru wiedzie poprzez trupa Polski”.
Władze Rosji bolszewickiej przywiązywały wielkie znaczenie w rozwijaniu propagandy komunistycznej wśród żołnierzy polskich. W bolszewickiej kampanii propagandowej przeciwko Polsce wzięli udział znani artyści, wśród których znalazł się m.in. Włodzimierz Majakowski, autor kilkudziesięciu antypolskich plakatów propagandowych.
Propaganda bolszewicka skierowana była ku ludziom biednym i niewykształconym. W czasach nędzy plakaty „Kto i jak żyje w pańskiej Polsce”, obrazujące grubych szlachciców ucztujących przy suto zastawionym stole, mogły trafić na podatny grunt. Polska występowała w tych plakatach zazwyczaj z przymiotnikiem „biała” lub „pańska”, a Polaków nazywano „posiadaczami”, „szlachcicami”, a także „bandytami” lub „grabieżcami”.
Z kolei obraz żołnierza bolszewickiego wyraźnie kontrastował z sylwetką Polaka. Czerwonoarmista z karabinem w dłoni miał olbrzymie rozmiary, miał szlachetny wyraz twarzy i w przeciwieństwie do polskiego żołnierza, był wysoki i silny.
W tych warunkach bardzo ważną sprawą było przeciwstawienie się tej propagandzie i zmobilizowanie Polaków do wsparcia walczącej armii. Do najistotniejszych zadań należało zjednoczenie Polaków, rozniecenie uczuć narodowych i gotowości do poświęceń. Bardzo istotna była również edukacja patriotyczna i obywatelska Polaków. Z jednej strony na łamach prasy codziennej zamieszczano komunikaty władz cywilnych i wojskowych, z drugiej w ulotkach i plakatach wskazywano na faktyczny charakter władz bolszewickich. Na plakacie „Do broni! Tak wygląda wieś polska zajęta przez bolszewików” przedstawiono zgliszcza i ruiny zburzonego i zbezczeszczonego kościoła. Czerwonoarmistów przedstawiano jako dzikich i bezwzględnych barbarzyńców oraz grabieżców.
Równocześnie w wielu miejscowościach organizowano manifestacje patriotyczne, procesje oraz przemarsze weteranów. Często towarzyszyły im występy artystyczne, w trakcie których recytowano wiersze, śpiewano piosenki, których autorami byli czołowi polscy poeci i pisarze: Stefan Żeromski, Kornel Makuszyński, Kazimierz Wierzyński i inni.
Czerwcowe klęski na froncie wywołały znaczne zaniepokojenie wśród Polaków. W liście pasterskim biskupów polskich z 7 lipca do narodu wezwano do jedności w działaniu wszystkich Polaków. Apelowano w nim także o masowe wstępowanie w szeregi wojska oraz udzielenie armii wszelkiej pomocy materialnej.
Jednocześnie Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego w licznych ulotkach, rozrzucanych także z samolotów, zachęcało do ochotniczego wstępowania do armii. „Wszyscy na front”, „Brońmy Ojczyzny” – głosiły hasła na ulotkach – „Dość lenistwa, do szeregów” lub bardziej dosadne: „Jeżeli nie spełniasz obowiązków Polaka, toś nie Polak, jeno bolszewik. Powtórz to sobie, stań przed zwierciadłem i pluń sobie w twarz, żebyś wiedział jak sam siebie cenisz”.
Ochotników uspokajano, iż pobyt na froncie mógł być niebezpieczny jedynie dla pechowców, gdyż „na wojnie nie ma się czego obawiać, (…) jeśli znajdziesz się na froncie, to jedno z dwojga jest pewne: albo znajdziesz się w bezpiecznym rowie, albo będziesz wystawiony na niebezpieczeństwo. (…) Jeśli zaś będziesz wystawiony na niebezpieczeństwo, to jedno z dwojga jest pewne: albo będziesz raniony, albo nie będziesz raniony. Jeżeli będziesz raniony, to jedno z dwojga jest pewne: albo jesteś ciężko ranny, albo lekko. (…) Jeżeli jesteś ciężko raniony, to jedno z dwojga: albo wyzdrowiejesz albo umrzesz. Jeżeli wyzdrowiejesz, nie masz się czego obawiać. Jeżeli umrzesz, to w ogóle nie masz się czego obawiać”.
Po powołaniu w końcu lipca 1920 roku Rządu Obrony Narodowej z Wincentym Witosem na czele, premier zwracając się do chłopów podkreślał, iż „od was, bracia włościanie, zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził i żył sprawiedliwie, czy też stanie się niewolnikiem Moskwy, czy będzie się rozwijać w wolności i dobrobycie, czy też będzie zmuszona pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ich swoją krwią i znojem”. I apelował: „Niech każdy z was spełni swój obowiązek! Kto z was zdolny do noszenia broni, na front! Dzisiaj największy obowiązek każdego Polaka, to służba w obronie Ojczyzny!.
Równocześnie przywódca PSL „Piasta” obiecywał chłopskim ochotnikom ziemię od państwa, a „gdyby który z was zginął, rodzina tego otrzyma od państwa zabezpieczenie spokojnego bytu. Męstwo, krew wasza znajdzie nagrodę w szczęściu waszych rodzin i całego narodu”.
Nieprzerwana ofensywa Tuchaczewskiego po 500 kilometrowym pościgu na wycofującymi się wojskami polskimi, stanęła na początku sierpnia 1920 roku na przedpolu Warszawy. Za oddziałami „ciągnęły się na podwodach chmary kobiet i dzieci rosyjskich ze skrzyniami i beczkami, kuframi, specjalnie dla pakowania w Warszawie przedmiotów, które miały być zrabowane”. Dowódcy Armii Czerwonej obiecywali, że po zdobyciu Warszawy każdy żołnierz otrzyma prawo rabowania przez 2-3 dni. Część dowódców oddziałów bolszewickich dysponowała planami Warszawy z naniesionymi już danymi o najbogatszych sklepach.
Informacje o tych „przygotowaniach” zamiast osłabić jeszcze wzmocniły morale mieszkańców stolicy.
W odezwie Naczelnego Dowództwa WP do żołnierzy z 5 sierpnia 1920 roku przypomniano, iż gdy władze polskie w lipcu 1920 roku zaproponowały zakończenie wojny „krwawi bandyci pod wodzą żydowskich komisarzy zadrwili sobie z naszej propozycji; cel ich pozostał ten sam: grabić, gwałcić, palić i uciemiężać wszystkich, póki dzierżą broń w garści”. W tej sytuacji każdy polski żołnierz powinien mieć jeden cel – „Broń twych siedzib przed zatraceniem. Twych matek i żon przed zhańbieniem. (…) Odpędź go od twojej zagrody i zniszcz go, bo inaczej czeka cię głód i niewola!”.
W kościołach w całej Polsce trwały nabożeństwa, a Naczelny Wódz Józef Piłsudski poprosił kardynała Aleksandra Kakowskiego o skierowanie do wojska większej liczby księży „któryby szli w szeregach razem z żołnierzem, w okopach podnosili go na duchu”.
Polacy nie ulegli demagogicznej propagandzie bolszewików, nie dali się nabrać na oszukańcze hasła „równości i sprawiedliwości”. Pozostali wierni Polsce i wspólnie odparli czerwony najazd.

Wybrana literatura:
J. Szczepański – Wojna polsko-bolszewicka 1920 r. na Mazowszu
J. Szczepański – Społeczeństwo Polski w walce z najazdem bolszewickim 1920 r.
W. Witos – Moje wspomnienia
N. Davies – Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920
H. Lisak – Propaganda obronna w Polsce w rozstrzygającym okresie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r.

Godziemba - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 01 lis 2013, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/457/bitwa-na ... snia-1920r

Bitwa nad Niemnem 23 września 1920r
yupiter, 23 września, 2013 - 09:34

Bitwa nad Niemnem, rozegrana pod koniec września 1920 r., ostatecznie przypieczętowała polskie zwycięstwo w wojnie z bolszewicką Rosją, potwierdzając militarne zdolności marszałka Józefa Piłsudskiego.
Po bitwie warszawskiej w sierpniu 1920 roku pokonana Armia Czerwona wycofała się na linię rzek Niemna, Szczary i Świsłoczy. Dowódcy Frontu Zachodniego Michaiłowi Tuchaczewskiemu udało się w ciągu trzech tygodni odtworzyć rozbite nad Wisłą dywizje i rozpocząć przygotowania do nowej ofensywy przeciwko jak sądził niezdolnym do dalszego boju wojskom polskim. Trzy sowieckie armie liczące ponad 73 tysiące żołnierzy i 220 dział miały uderzyć na Białystok i Brześć nad Bugiem po czym ruszyć na Lublin. Bolszewicki wywiad nie zdobył żadnych informacji o polskich ruchach i Tuchaczewski był przekonany o zwycięstwie.
Nocny marsz na sowieckie tyły
Tymczasem Józef Piłsudski spodziewając się sowieckiego natarcia, już 27 sierpnia 1920 roku rozkazał przegrupować wojska do nowej bitwy. Plan operacji nad Niemnem i Szczarą przewidywał atak w centrum frontu na Grodno i Wołkowysk oraz szybkie przejście grupy uderzeniowej przez terytorium Litwy na głębokie tyły Armii Czerwonej walczącej na linii Niemna. Ofensywę miały przeprowadzić: 2. Armia gen. Edwarda Rydza-Śmigłego i 4. Armia gen. Leonarda Skierskiego liczące 67 tysięcy żołnierzy w stanie bojowym i 432 działa. Kilka dni po rozpoczęciu walk Polacy mogli jeszcze wprowadzić odwody z głębi kraju w sile 30 tysięcy ludzi i 112 dział. Zgodnie z zaleceniem Piłsudskiego polskie jednostki działały przede wszystkim szybko. Dlatego ograniczono tabory, przegrupowywano się wyłącznie nocą i w największej tajemnicy.
20 września pierwsze polskie dywizje 2. Armii zaatakowały niczego się niespodziewających bolszewików. Tuchaczewski rozkazał bronić Grodna i zaczął ściągać odwody. Przez pierwsze dwa dni czerwonoarmiści ponosili kolejne porażki. Od 22 września walki stały się wyjątkowo zacięte, gdy bolszewicy włączyli do boju odwody. Poszczególne miejscowości wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Sowieci w żadnym miejscu nie przerwali polskiego frontu, ale natarcie 2. Armii zostało zatrzymane. Tuchaczewski nie zdawał jednak sobie sprawy, że północna grupa uderzeniowa tej armii czeka na wejście do akcji nad granicą litewską. W południe 22 września rozpoczęła ona działania od rozproszenia stawiających opór oddziałów litewskich i następnego dnia zajęła most na Niemnie w Druskiennikach. Rozbici jeszcze w innych miejscach Litwini zrezygnowali z walki z Polakami.
23 września główne siły 2. Armii nie zdołały zgodnie z planem sforsować Niemna i zająć Grodna z powodu silnego oporu nieprzyjaciela. Wedle relacji francuskich oficerów sztabowych przydzielonych do 3 DP Legionów w walkach pod Brzostowicą Wielką natężenie ognia artyleryjskiego było porównywalne z bojami w czasie pierwszej wojny światowej na froncie zachodnim.
Także 23 września jednostki 4. Armii przystąpiły do natarcia na Wołkowysk, ważny węzeł kolejowy na linii Białystok-Lida i Białystok-Baranowicze, który został zdobyty tego dnia wieczorem. Nazajutrz bolszewicy odzyskali miasto ściągając posiłki spod Brzostowicy. Dzięki temu 3 DP Legionów mogła przejść do natarcia w kierunku Niemna.
Dowództwo sowieckie tymczasem wciąż nie zdawało sobie sprawy z celu działań grupy uderzeniowej (wyjścia na tyły Armii Czerwonej) i sprowadzało go do manewru obejścia Grodna, co ułatwiło zadanie polskiej stronie.
Podhalańczycy nad Niemnem
25 września Niemen sforsowali strzelcy podhalańscy 21 Dywizji Górskiej a Dywizja Ochotnicza zaczęła bój o Grodno od zachodu. Pod miasto podchodziły też polskie oddziały od północnego wschodu. W tym momencie naczelny dowódca Armii Czerwonej Kamieniew liczył się już z koniecznością odwrotu na Lidę. Piłsudski zaś rozkazał przystąpić do działań grupie uderzeniowej. "Wszystkie wahania ustają, jedna jest tylko droga do zwycięstwa: marsz na Lidę" - napisał gen. Tadeusz Kutrzeba.
W nocy z 25 na 26 września Polacy zajęli opuszczone przez wycofujących się bolszewików Grodno. Wojska sowieckiego Frontu Zachodniego w czasie odwrotu ( m.in. pod Krwawym Borem nad rzeką Lebiodą) ścierały się w zażartych bojach z polskimi oddziałami nacierającymi na Lidę. Obie strony ponosiły ciężki straty. Ostatecznie Lida została wzięta 28 września. Rozbite i zdemoralizowane jednostki bolszewickie zagrożone podwójnym oskrzydleniem ratowały się bezładnym odwrotem. Następnego dnia około południa zwycięskich polskich żołnierzy w Lidzie odwiedził marszałek Piłsudski i gen. Rydz-Śmigły. Polacy wzięli do niewoli 40 tysięcy sowieckich jeńców, zdobyli 140 dział, wiele sprzętu i zapasów wojskowych.
Bitwa nad Niemnem przesądziła o losach wojny bolszewickiej 1919-1920. Sowieci musieli zrezygnować z podboju "białej" Polski. Mimo operacyjnego i strategicznego znaczenia bój niemeński wciąż pozostaje przysłonięty przez Cud nad Wisłą.

Jarosław Szarek

http://www.kresy.pl/historia,wojna-o-gr ... esnia-1920

yupiter - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 21 maja 2014, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/03/18/ ... tat-ryski/

Piotr Szubarczyk – Kalendarz polski codzienny: 18 marca 1921r. Traktat ryski
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-03-18

Obrazek
18 marca 1921


Foto: Polska po traktacie ryskim i włączeniu Wileńszczyzny. Żółta linia na mapie II RP pokazuje granicę II rozbioru Rzeczypospolitej z roku 1793. Odrodzona Rzeczpospolita nie wróciła na swoje wschodnie Kresy, odzyskaliśmy jedynie niewielkie skrawki terytorium, zabranego przez Rosję w I rozbiorze. Gdyby podobne linie nałożyć na współczesną mapę Polski, okazałoby się, że wszystkie trzy zabory rosyjskie zostały w Jałcie i w Poczdamie „zatwierdzone” przez naszych aliantów! Obecna Polska leży na obszarze zaborów pruskich i na terytorium, które przed I rozbiorem do Polski nie należało.

Traktat ryski
Podpisany w Rydze traktat graniczny polsko-bolszewicki był najważniejszą międzynarodową umową odrodzonej Rzeczypospolitej, choć nikt z tego traktatu nie był zadowolony. Wschodnia granica Polski daleko odbiegała od linii granicznej Rzeczypospolitej sprzed I rozbioru. Na terenie Bolszewii zostały tysiące Polaków, którzy pod koniec lat 30. będą poddani ludobójczej „operacji polskiej” na rozkaz Stalina. Nowa granica rozdzielała także tereny zamieszkiwane przez Ukraińców i Białorusinów, co przysporzy II RP wielu problemów. Polska nie była ani federacją, ani państwem etnicznym. Do tego bolszewicka zaborczość i perspektywa niemiecko-sowieckiego porozumienia ponad głowami Polaków, które stanie się faktem w roku 1939.
Mimo wszystko, traktat ryski trzeba uznać za polski sukces militarny i dyplomatyczny.
Podpisano go dzień po uchwaleniu przez Zgromadzenie Narodowe konstytucji marcowej. To były dwa najważniejsze dni w historii Polski roku 1921. 18 marca na uroczystym posiedzeniu trzech delegacji (polskiej, rosyjsko-bolszewickiej i ukraińsko-bolszewickiej) minister Jan Dąbski a ze strony bolszewickiej Adolf Joffe odczytali i podpisali 3 wersje językowe traktatu: polską, rosyjską i ukraińską.
15 kwietnia Sejm RP zatwierdził ustalenia traktatowe, a następnego dnia naczelnik państwa Józef Piłsudski ratyfikował je w imieniu Rzeczypospolitej.
30 czerwca 1921 r. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Rosją bolszewicką.

Postanowienia traktatu ryskiego:
Stan wojny pomiędzy Polską i Rosją bolszewicką ustaje.
Strony uznały „niepodległość” Ukrainy i Białorusi [!], czyli usankcjonowały fikcję „niepodległości” „republik socjalistycznych” podporządkowanych Bolszewii.
Określono przebieg granicy państwowej między Polską a Rosją, Białorusią i Ukrainą. Szczegóły uściśliła później w terenie mieszana Komisja Graniczna.
Zagadnienie terenów spornych między Polską a Litwą traktat pozostawiał zainteresowanym. Polacy załatwili kwestię Wileńszczyzny w następnym roku, nie czekając na żaden arbitraż międzynarodowy (tzw. „bunt Żeligowskiego”).
Wzajemnie zrzeczono się wszelkich zobowiązań, powstałych w okresie Imperium Rosyjskiego. Gwarantowano wzajemnie poszanowanie suwerenności i nietolerowanie na swych terytoriach jakichkolwiek przedsięwzięć skierowanych przeciwko którejś ze stron traktatu.
Po obu stronach linii granicznej gwarantowano możliwość wyboru obywatelstwa dla zainteresowanych. Gwarantowano prawo do repatriacji.
Gwarantowano prawa mniejszości narodowych na terenie państwowym drugiej strony. Prawa do swobodnego rozwoju kultury, wykonywania obrządków religijnych, posługiwania się językiem narodowym.
Gwarantowano poszanowanie autonomii wewnętrznej kościołów i związków wyznaniowych, poręczano użytkowanie przez nich majątku niezbędnego dla wykonywania posługi religijnej i utrzymania duchowieństwa.
Strony zrzekły się wzajemnie zwrotu poniesionych w związku z wojną kosztów i odszkodowań wojennych.
Zobowiązywano się do poszanowania miejsc pochówku ofiar wojny, prawa do ekshumacji i wzniesienia pomników.
Zadeklarowano amnestię w sprawach o charakterze politycznym.
Regulowano wzajemne zobowiązania odnośnie do zabytków ruchomych i archiwaliów. Odnosiło się to przede wszystkim do uprawnień strony polskiej. Strona bolszewicka zobowiązywała się do zwrotu przedmiotów wywiezionych do Rosji lub do Ukrainy od 1 stycznia 1772 r. z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Z tytułu aktywnego udziału ziem Rzeczypospolitej Polskiej (w granicach II RP) w życiu gospodarczym byłego Imperium Rosyjskiego, Rosja sowiecka i Ukraina sowiecka w ciągu roku od daty ratyfikacji traktatu wypłacą Polsce 30 mln rubli w złotych monetach lub sztabach.
Uregulowano kwestię reewakuacji mienia osób prywatnych, samorządów, instytucji niepublicznych – ewakuowanych na wschód po wybuchu I wojny światowej. Wyznaczono 18 miesięcy od ratyfikacji na te zwroty. Podobnie w sprawach wierzytelności bankowych – zarówno kapitału państwowego, jak i prywatnego.
Zwolniono Polskę ze zobowiązań odnośnie do udziału ziem Rzeczypospolitej w zadłużeniu państwowym byłego Imperium.
Traktat zobowiązywał strony do podjęcia rokowań w sprawach zawarcia szczegółowych umów o współpracy handlowej, konwencji konsularnej, umowy pocztowej, telegraficznej i kolejowej, sanitarnej, weterynaryjnej i żeglugowej.
Strony przyznały sobie wzajemnie prawo tranzytu, z wyjątkiem towarów o charakterze wojskowym i prohibicyjnym.
Zobowiązano się do pilnego nawiązania stosunków dyplomatycznych po ratyfikacji.
Traktat ryski – choć per saldo bardzo dla Polski korzystny – nie miał szans na pełną realizację – ze względu na totalitarny charakter bolszewickiego państwa i praktykę niewywiązywania się przez to państwo ze zobowiązań międzynarodowych, traktowanie umów z innymi państwami wyłącznie w kategoriach taktycznych, okłamywanie drugiej strony i podawanie fałszywych danych.
Traktat obowiązywał formalnie aż do konferencji poczdamskiej. W praktyce był przez Sowiety naruszany od samego początku, a w roku 1939 został podeptany do spółki z Hitlerem. W roku 1945 do spółki z „aliantami” Polski…
Po wojnie komunistyczni kolaboranci Stalina w Polsce chętnie przywoływali konstytycję marcową, by mydlić Polakom oczy „demokracją”. Do traktatu ryskiego nigdy się nie odwoływali, bo nie mieli do tego pozwolenia Stalina. Polska nie była już suwerennym państwem, lecz dominium sowieckim.

Piotr Szubarczyk

http://wolnapolska.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 17 lip 2014, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2218/bitwa-w ... -nad-wisla

BITWA WARSZAWSKA - CUD NAD WISŁĄ
Aleszumm - 16 Lipiec, 2014 - 18:32

CUD NAD WISŁĄ - BITWA WARSZAWSKA

25 sierpnia 2014 roku będziemy obchodzić 94 rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej - Cudu nad Wisłą, stoczonej w dniach 12 – 25 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej, uznaną za 18. na liście przełomowych bitew w historii świata.

Autorem i realizatorem planu bitwy był Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski.

Decydująca bitwa tej wojny zdecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i nie rozprzestrzenieniu się rewolucji komunistycznej na Europę Zachodnią.

Kluczową rolę odegrał manewr Wojska Polskiego oskrzydlający Armię Czerwoną przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego, wyprowadzony znad Wieprza 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.

Armiom sowieckim Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego przeciwstawiło siły zgrupowane w sześciu armiach i formacje dozorujące Wisłę od Torunia do Wyszogrodu (20 Dywizja Piechoty - dawna 2 Dywizja Litewsko-Białoruska) oraz bataliony zapasowe i ochotnicze.

Siły polskie podzielone zostały na trzy fronty:

1.FRONT PÓŁNOCNY POD WODZĄ GENERAŁA JÓZEFA HALLERA W SKŁADZIE:

- 5 Armia generała Władysława Sikorskiego broniąca odcinka na północ od Warszawy na rubieży rzeki Wkry,

- 1 Armia generała Franciszka Latinika broniąca przedmościa Warszawy na odcinku od Zegrza do Karczewa,

- 2 Armia generała Bolesława Roji broniła przepraw na Wiśle po stronie zachodniej na odcinku od Karczewa do Dęblina.

2.FRONT ŚRODKOWY DOWODZONY PRZEZ GNERAŁA EDWARDA RYDZA ŚMIGŁEGO W SKŁADZIE:

- 4 Armia dowodzona przez generała Leonarda Skierskiego skoncentrowała się w rejonie Dęblin – Kock,

- 3 Armia generała Zygmunta Zielińskiego rozwinięta została od Kocka w kierunku wschodnim do Brodów.

3. FRONT POŁUDNIOWY POD DOWÓDZTWEM GENERAŁA WACŁAWA IWASZKIEWICZA (OBSADZIŁ ODCINEK OD BRODÓW DO GRANICY RUMUŃSKIEJ) W SKŁADZIE:

- 6 Armia gen. Władysława Jędrzejewskiego,

- Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej gen. Mychajła Omelianowicza - Pawlenki.

Strona polska posiadała do dyspozycji 29 dywizji piechoty, w tym jedną ochotniczą i jedną ukraińską oraz trzy dywizje kawalerii.

W ostatnich dniach działań odwrotowych w toku walk obronnych na przedpolach Warszawy utworzone zostały w rejonie rzeki Wieprz dwie grupy uderzeniowe podporządkowane osobiście marsz. Józefowi Piłsudskiemu.

W ich skład weszły trzy dywizje z 4 Armii:

- 4 Dywizja Piechoty generała Daniela Konarzewskiego,

- 16 Dywizja Piechoty pułkownika Aleksandra Ładosia,

- 21 Dywizja Piechoty Górskiej generała Andrzeja Galicy.

oraz dwie dywizje z 3 Armii:

- 1 Dywizja Piechoty Legionów pułkownika Stefana Dąb-Biernackiego,

- 3 Dywizja Piechoty Legionów generała Leona Berbeckiego

- IV Brygada Kawalerii płk. Feliksa Jaworskiego.

Pierwsza grupa uderzeniowa ześrodkowała się w rejonie Dęblina, Przy tej grupie (przy 4 Dywizji generała Daniela Konarzewskiego) umieścił swoje stanowisko dowodzenia sam Marszałek. Obok, przy 16 Dywizji, generał Leonard Skierski.

Generał Edward Rydz-Śmigły stanął przy 1 Dywizji Piechoty Legionów. Dowódcy najwyższego szczebla znaleźli się przy dywizjach przede wszystkim po to by w ten sposób podnieść morale wojska, ugruntować wiarę w powodzenie operacji.

Armia Czerwona, której głównodowodzącym był Sergiej Kamieniew nacierała siłami zgrupowanymi w dwa związki operacyjne:

1. Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego

- 3 Korpus Kawalerii Gaika Bżyszkjana-Gaja,
- 4 Armia Jewgienija Siergiejewa (od 1 sierpnia Dmitrij Szuwajew),
- 15 Armia Augusta Korka.
- 3 Armia Władimira Łazariewicza,
- 16 Armia Nikołaja Sołłohuba,
- Grupa Mozyrska Tichona Chwiesina.

2. Front Południowo-Zachodni Aleksandra Jegorowa

- 14 Armia Mołkoczanowa,
- 1 Armia Konna Siemiona Budionnego,
- 12 Armia Woskanowa.

Wojska obu frontów początkowo oddzielone były olbrzymim kompleksem bagien poleskich i współdziałały ze sobą nader luźno. W miarę ich postępu luka operacyjna w centrum ugrupowania, wypełniona tylko słabymi formacjami, poszerzała się jeszcze bardziej.

Następowało to wbrew dyspozycjom Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej z 3 i 11 sierpnia, nakazującym przesunięcie znacznych sił Frontu Południowo-Zachodniego (Armii Konnej Budionnego i 12 Armii Woskanowa) z małopolskiego i wołyńskiego obszaru działań wojennych na kierunek warszawski.

Prawe skrzydło wojsk Tuchaczewskiego (4 Armia Siergiejewa (Szuwajewa) i Korpus Gaja) otrzymało zadanie opanowania obszaru Grudziądza i Torunia oraz forsowania Wisły na odcinku od Dobrzynia po Włocławek. Polecenie forsowania Wisły (między Płockiem a Wyszogrodem) otrzymała również 15 Armia Korka.

Centrum sił Tuchaczewskiego skierowane zostało na Modlin (3 Armia Łazariewicza) i na Warszawę (16 Armia Sołłohuba).

Osłonę lewego skrzydła 16 Armii powierzono grupie mozyrskiej Tymoteusza Chwiesina, zbliżającej się od Włodawy nad Wisłę na północ od Dęblina.

Główne siły Frontu Południowo-Zachodniego znajdowały się natomiast nad rzeką Strypą (14 Armia Mołkoczanowa) oraz pod Brodami (Armia Konna Budionnego) i parły na Lwów, a 12 Armia Woskanowa forsowała Bug na południe od Włodawy.

Większość sił Frontu Zachodniego posuwała się zatem w kierunku północno-zachodnim - na północ od Warszawy, a gros sił Frontu Południowo-Zachodniego w kierunku południowo-zachodnim - na Lwów.

W nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 roku w Belwederze opracowywano ogólną koncepcję rozegrania bitwy. W rozważaniach powrócono do idei, które od końca lipca nurtowały umysły całego polskiego kierownictwa wojskowego. Zamierzano częścią sił zatrzymać uderzenie rosyjskie przed Warszawą, a na prawym skrzydle odtworzyć odwody operacyjne i uderzyć nimi na południową flankę przeciwnika.

6 sierpnia nad ranem marszałek Piłsudski wybrał ostatecznie rejon koncentracji wojsk do przeciwuderzenia. W odróżnieniu od koncepcji szefa Sztabu Generalnego, Tadeusza Rozwadowskiego i przedstawiciela francuskiej misji wojskowej generała Maxima Weyganda (preferowali bliskie Warszawy rejony koncentracji i płytki, mniej ryzykowny manewr oskrzydlający z możliwością pogłębienia obrony na kierunku stolicy), Marszałek zdecydował przesunąć grupę uderzeniową na południe, poza linię rzeki Wieprz i wykonać głęboki manewr nie tylko na skrzydła rosyjskiego Frontu Zachodniego, ale także na jego tyły.

6 sierpnia po południu został wydany rozkaz nr 8358/III, który uruchamiał realizację planu operacji.

12 sierpnia Józef Piłsudski opuścił Warszawę i udał się do Kwatery Głównej w Puławach. Przed wyjazdem złożył na ręce premiera Witosa dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. W liście do premiera zaznaczał, że jego zdaniem, skoro rozmowy pokojowe z bolszewikami nic nie dały, Polska musi liczyć na pomoc krajów Ententy, a te uzależniają ją od odejścia Marszałka. Witos jednak dymisji nie przyjął.


PRZEBIEG BITWY

W jej przebiegu zarysowały się wyraźnie trzy kompleksy wydarzeń:

1. bój na przedmościu Warszawskim,
2. walki nad Wkrą,
3. manewr znad Wieprza.

13 sierpnia, w pierwszym dniu bitwy, nastąpiło gwałtowne natarcie dwóch radzieckich związków taktycznych, jednej dywizji z 3 Armii Łazarewicza i jednej z 16 Armii Sołłohuba. Nacierały one na Warszawę z kierunku północno-wschodniego. Dwie rosyjskie dywizje, które miały w nogach przeszło 600 kilometrów marszu, uderzyły pod Radzyminem, przełamały obronę 11 Dywizji pułkownika Bolesława Jaźwińskiego i zdobyły Radzymin. Następnie jedna z nich ruszyła na Pragę, a druga skręciła w prawo - na Nieporęt i Jabłonną.

Rozpoczęła się dramatyczna walka pod Radzyminem, która w polskiej legendzie mylnie uznawana jest niekiedy za "bitwę warszawską".

Niepowodzenie to skłoniło dowódcę polskiego Frontu Północnego do wydania dyspozycji wcześniejszego rozpoczęcia działań zaczepnych przez 5 Armię generała Sikorskiego z obszaru Modlina, by tym samym odciążyć 1 Armię osłaniającą Warszawę.

W dniu następnym, to jest 14 sierpnia, zacięte walki wywiązały się już wzdłuż wschodnich i południowo-wschodnich umocnień przedmościa warszawskiego - na odcinku od Wiązowny po rejon Radzymina. Siły polskie stawiały wszędzie twardy opór i nacierające wojska rosyjskie nie uzyskały poważniejszych sukcesów.

15 sierpnia koncentryczne natarcie odwodowych dywizji polskich (10 Dywizji generała Żeligowskiego i 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej generała Jana Rządkowskiego), po całodziennych zażartych bojach przyniosło duży sukces. Odzyskany został Radzymin i polskie oddziały wróciły na pozycje utracone przed dwoma dniami.

16 sierpnia na liniach bojowych przedmościa warszawskiego toczyły się nadal intensywne walki, ale sytuacja wojsk polskich ulegała częściowej poprawie.

W strefie Modlina działania zbrojne początkowa nie dawały również wyraźnego rozstrzygnięcia.

5 Armia generała Sikorskiego, która na rozkaz dowódcy przeszła 14 sierpnia do natarcia w kierunku Nasielska, czyniła postępy. Były to jednak sukcesy o znaczeniu lokalnym.

Dopiero w dwa dni później, czyli 16 sierpnia, koncentryczne uderzenie armii Sikorskiego, wyprowadzone z południowo-wschodnich fortów Modlina i znad Wkry, doprowadziło do opanowania Nasielska. Dało możliwość kontynuowania pomyślnych działań na Serock i Pułtusk.

Na lewym skrzydle frontu polskiego natomiast sytuacja układała się niepomyślnie. 4 Armia Szuwajewa i 3 Korpus Kawalerii Gaja, parły na Płock, Włocławek i Brodnicę, a w rejonie Nieszawy rozpoczęły już forsowanie Wisły.

Pod wpływem trwożnych wiadomości, które napływały z rejonu Warszawy oraz Włocławka i Brodnicy, naczelny wódz Wojska Polskiego zdecydował się rozpocząć manewr zaczepny znad dolnego Wieprza.

16 sierpnia 1920 r. rozpoczęło się kontruderzenie. Dywizje grupy uderzeniowej, mające ogromną przewagę nad słabą radziecką grupą mozyrską, ruszyły szerokim frontem, by już w drugim dniu natarcia dotrzeć do szosy Warszawa-Brześć. Rokowało to wyjście na tyły wojsk radzieckich pod Warszawą. Prawe skrzydło natarcia osłaniała 3 Dywizja Piechoty Legionów maszerująca na Włodawę i Brześć.

Pod Warszawą wojska radzieckie zostały związane energicznym zwrotem zaczepnym sił polskich przedmościa, wspartych czołgami i atakującymi w kierunku na Mińsk Mazowiecki. Postępy uzyskane już w pierwszym dniu natarcia były znaczne.
3 Dywizja Piechoty Legionów zajęła Włodawę. 1 Dywizja Piechoty Legionów odcinek Wisznice-Wohyń, a 21 Dywizja Piechoty Górskiej oraz dywizje wielkopolskie 14 i 16 osiągnęły rubież rzeki Wilgi, zajęły Garwolin i wysunęły patrole pod Wiązowną. 2 Dywizja Piechoty Legionów, przerzucona z zachodniego brzegu Wisły, przejęła rolę odwodu grupy uderzeniowej.

17 sierpnia siły polskie osiągnęły linię Biała Podlaska-Międzyrzec-Siedlce-Kałuszyn-Mińsk Mazowiecki.

W tym samym czasie reszta wojsk polskich przeszła do kontrofensywy na całej długości frontu. 5 Armia znad Wkry uderzyła na (XV i III) armie bolszewickie.

Wskutek wspomnianego wyżej braku łączności z dowództwem i zmęczenia żołnierzy, większa część wojsk sowieckich przeszła do nieskoordynowanego odwrotu. Część sił sowieckich, 3 korpus kawalerii Gaj-Chana (dwie dywizje) oraz część 4 i 15 armii (6 dywizji) nie mogąc się przebić na wschód 24 sierpnia 1920 roku przekroczyła granicę niemiecką i została internowana na terytorium Prus Wschodnich.

Według odnalezionych w ostatnich latach i ujawnionych w sierpniu 2005 roku dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego już we wrześniu 1919 roku szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez porucznika Jana Kowalewskiego.

Manewr polskiej kontrofensywy udał się zatem między innymi dzięki znajomości planów i rozkazów strony rosyjskiej i umiejętności wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo.

Jak napisał o pracy polskiego radio - wywiadu w okresie omawianego konfliktu Mieczysław Ścieżyński - "nieprzyjaciel sam informował dokładnie nasze dowództwo o swym stanie moralnym i materialnym, o swych stanach liczebnych i stratach, o swych ruchach, o osiągniętych zwycięstwach i poniesionych klęskach, o swych zamiarach i rozkazach, o miejscu postoju swych dowództw i rejonach dyslokacyjnych swych dywizji, brygad i pułków".

Jednym z najważniejszych sukcesów polskiego wywiadu w okresie bitwy warszawskiej było przechwycenie i odszyfrowanie radiodepeszy dowództwa XVI Armii z 13 sierpnia, dotyczącej zajęcia Warszawy:

„Ze sztabu XVI Armii do sztabów podległych dywizji. 13 VIII 1920 r. Rozkaz operacyjny do wojsk XVI Armii.

Armie zachodniego frontu po walkach zajęły Mławę – Ciechanów – Pułtusk – Wyszków. 21 dywizji rozkazano dnia 13 VIII uderzyć na nieprzyjaciela działającego naprzeciw prawego skrzydła naszej armii z linii Zegrze – Załubice, w kierunku na Pragę.

Rozkazuję dywizjom kontynuować ofensywę i wieczorem dnia 14 VIII 1920 r. zawładnąć następującymi rejonami: 27 dywizja – Łajsk – Stacja Jabłonna – Nieporęt; 2 dywizja – Radzymin – Stanisławów – Pustelnik – ( wyłącznie) – Helenów; 17 dywizja – Pustelnik – Marki – Turów – Wołomin; 10 dywizja – Mokrołok – Wawer – Jarosław – Okuniew; 8 dywizja – Karczew – Osieck – Kołbiel.

Zwiady dywizyjne do tego czasu powinny dotrzeć aż do linii rzeki Wisły, w granicach dywizyjnych odcinków wyznaczonych w punkcie pierwszym mojej dyrektywy nr 505.
Dowódca 27 dywizji ma współdziałać z 21 dywizją przy jej uderzeniu skierowanym na Pragę.

Dowódca 10 dywizji ma mieć na widoku, że zależnie od okoliczności, jego dywizja może mieć główny kierunek na Pragę w celu sforsowania rzeki Wisły w granicach Warszawy, co wymaga skoncentrowania jednej brygady w rejonie Okuniewa.
O otrzymaniu niniejszego natychmiast zameldować”.

— Dowódca XVI Armii, Sołohub, członek Rady Rewolucyjnej, Piatakow, Komisarz sztabu armii, Batorskij., w: L. Żeligowski, „Wojna w roku 1920. Wspomnienia i rozważania”, Warszawa 1990, s. 82-83.

Powodzenie planu operacji polegającej na wykonaniu tak głębokiego manewru w dużej mierze zależy od utrzymania jego treści w głębokiej tajemnicy.

Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej już 13 sierpnia zdobyło pod Brześciem plan polskich działań. Zginął tam dowódca pułku ochotniczego im. Stefana Batorego - mjr Wacław Drojowski. Znaleziono przy nim mapnik, a w nim rozkaz bojowy wraz z mapą.

Rosjanie doszli jednak do wniosku, że jest to mistyfikacja polska, która ma w ten sposób zmusić ich do osłony lewego skrzydła zgrupowania uderzeniowego i tym samym powstrzymać natarcie na Warszawę.

Jednym z ważniejszych epizodów bitwy warszawskiej było zdobycie przez kaliski 203. Pułk Ułanów sztabu 4. armii sowieckiej w Ciechanowie 15 sierpnia, a wraz z nim - kancelarii armii, magazynów i jednej z dwóch radiostacji, służących Rosjanom do łączności z dowództwem w Mińsku. Polacy wiedzieli, że w tym czasie druga z radiostacji była wyłączona, ponieważ przemieszczała się w inne miejsce.

W tym czasie dowódca frontu Michaił Tuchaczewski wydał 4 Armii rozkaz zawrócenia na południowy wschód i uderzenia na armię gen. Sikorskiego, który walczył pod Nasielskiem.

Szybkie i skuteczne rozszyfrowanie tego rozkazu przez Polaków umożliwiło przeanalizowanie sytuacji i doprowadziło do podjęcia błyskawicznej decyzji przestrojenia nadajnika warszawskiego na częstotliwość sowieckiej radiostacji i rozpoczęcie skutecznego zagłuszania znacznie odleglejszych nadajników z Mińska, dzięki czemu druga z sowieckich radiostacji, którą 4 Armia dysponowała, po jej uruchomieniu w nowym miejscu, wciąż nie była w stanie odebrać rozkazów Tuchaczewskiego.

Warszawa bowiem na tej samej częstotliwości nadawała przez dwie doby bez przerwy teksty Pisma Świętego - jedyne dostatecznie obszerne teksty, które ad hoc udało się dowództwu Cytadeli, gdzie mieścił się polski nadajnik, dać radiotelegrafistom do nieustannego nadawania.

Trzeba zaznaczyć, że rozważano również możliwość nadawania błądzącym na Pomorzu oddziałom sowieckim rozkazów fałszywych, ale od pomysłu tego odstąpiono nie chcąc zdemaskować się ze złamaniem sowieckich szyfrów.

Doborowa 4 Armia straciwszy swój sztab oraz łączność z dowództwem frontu straciła koordynację działań. Nie otrzymawszy z Mińska rozkazów (ściślej: nie będąc w stanie ich dosłyszeć) zmieniających kierunek jej operowania armia ta ze swoimi sześcioma dywizjami posuwała się nadal wzdłuż linii wyznaczonej ostatnio otrzymanymi rozkazami, co zapędziło ją aż do obecnej wschodniej części Torunia (później niektórzy historycy wojskowi ironizowali, że armia ta w tym czasie walczyła nie z Polską, tylko z Traktatem Wersalskim). W ten sposób została wyeliminowana z bitwy o Warszawę.

W wyniku Bitwy Warszawskiej (i następującej po niej niemeńskiej) 15 października delegacje polska i sowiecka zawarły w Rydze zawieszenie broni, a w marcu 1921 roku na jego bazie zawarty został traktat pokojowy, który do agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku przez lat dwadzieścia uregulował stosunki polsko-sowieckie i wytyczył polską granicę wschodnią.

Straty strony polskiej wyniosły: ok. 4500 zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Szkody wyrządzone sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. bolszewików poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, zaś 45 tys. zostało internowanych przez Niemców.

Za klęskę wojsk rosyjskich w bitwie warszawskiej Tuchaczewski obciążał Józefa Stalina. Twierdził on, że dyrektywa Kamieniewa, dotycząca przekazania z Frontu Południowo-Zachodniego 1 Armii Konnej i 12 Armii pod jego rozkazy zablokowana została właśnie przez Stalina.

Inni twierdzili (Szaposznikow, Budionny, Tuleniew, Golikow, Timoszenko, Woroszyłow), że rzeczywista odpowiedzialność spada na Tuchaczewskiego, który źle zorganizował operację zdobycia Warszawy.

Znamiennym jest, że wszyscy w/w oficerowie przeżyli rok 1937, dosłużyli się wysokich stopni i dożyli długich lat. Ci zaś, którzy wskazywali, że winien jest Stalin, zakończyli swój żywot wraz z marszałkiem Tuchaczewskim w 1937 w ramach tzw. wielkiej czystki.

Natomiast w 1920 roku w Polsce rozgorzał spór o autorstwo planu bitwy warszawskiej i miano zwycięzcy. Marszałek Piłsudski uważał siebie za konstruktora warszawskiego zwycięstwa.

Na rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis gen. Rozwadowskiego, który przez część historyków uważany jest za głównego architekta zwycięstwa nad bolszewikami.

Dodatkowo kontrowersje wzbudza fakt, ze Piłsudski 12 sierpnia złożył dymisję z piastowanych stanowisk na ręce premiera Witosa i udał się do majątku Bobowa do swoich córek i przyszłej żony Aleksandry.

Poza tym opozycja jeszcze bardziej komplikowała sytuację, wysuwając wielu kandydatów, obok Rozwadowskiego m.in. Hallera, Weyganda czy Sikorskiego.

Większość przeciwników Marszałka pomija, że J. Piłsudski złożył rezygnację na ręce Witosa z urzędu Naczelnego Wodza z warunkiem, że zostanie ona ogłoszona jeżeli ofensywa znad Wieprza zakończy się porażką.

Dokumentem tym Marszałek J. Piłsudski potwierdził swoją wolę wzięcia na swoje barki całej odpowiedzialności za ryzykowny manewr.

Dzisiaj z całą pewnością można potwierdzić geniusz Marszałka Józefa Piłsudskiego w Bitwie Warszawskiej i dzięki niemu Europa została uchroniona przed zalewem bolszewickim. Wszelkie spory historyczne nie zmienią faktu, że Polska odniosła zwycięstwo dzięki zgodnej współpracy naczelnego dowództwa, które w czasie krytycznym dla kraju potrafiło schować urazy i osobiste niechęci.

W historii sztuki wojennej bitwa warszawska jest jednak przykładem rozstrzygającego manewru, którego efekt końcowy osiągnięty został myślą przewodnią dowódcy, rzetelną pracą sztabu oraz wysokimi umiejętnościami oficerów i żołnierzy na polu walki.

Znaczenie historyczne Bitwy Warszawskiej jest wciąż niedoceniane zarówno w Polsce jak również na zachodzie Europy.

Ambasador brytyjski w przedwojennej Polsce - lord Edgar Vincent D'Abernon nazwał ją już w tytule swej książki "Osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata – Pod Warszawą1920” – wyd. PWN Warszawa 1932 r.

W jednym z artykułów opublikowanych w sierpniu 1930 r. pisał: "Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej docenione...

Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się była zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż upadkiem Warszawy Środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji (...). Zadaniem pisarzy politycznych... jest wytłumaczenie europejskiej opinii publicznej, że w roku 1920 Europę zbawiła Polska".

Na wiadomość o śmierci Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego prezydent RP Ignacy Mościcki wydał Orędzie do Narodu. Tuż przed 1 w nocy 13 maja 1935 roku udał się do Belwederu by oddać cześć zmarłemu Marszałkowi.

Prezydent Ignacy Mościcki powiedział wówczas:

„[…] Przedmiotem kultu narodowego nie może być tylko samo cierpienie. W drodze swej instynkt twórczy narodu znajduje ujście w apoteozie czynu i wielkości. Bez czci dla wielkości nie ma potęgi Państwa…Dzień 12 maja 1935 roku tragiczny dla Narodu i Państwa Polskiego okrył wszystkie serca polskie ciężką, nieutuloną żałobą. Odszedł od nas na zawsze, odszedł w chwili, kiedy najbardziej potrzebujemy Jego mądrej, troskliwej i wszystko przewidującej opieki. Największy na przełomie całej naszej historii człowiek, który z głębi dziejów minionych moc swego ducha czerpał i nadludzkim wytężeniem myśli i drogi przyszłość odgadywał[…]”.

22 listopada 1920 roku Lwów jako pierwsze i jedyne w II RP miasto polskie zostało odznaczone Krzyżem Kawalerskim Orderu „Virtuti Militari”.

Uroczystej dekoracji dokonał Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski, który również odbierał defiladę na ul. Legionów we Lwowie. To najwyższe polskie odznaczenie wojskowe nadano bohaterskiemu miastu, które do dziś z dumą nosi dewizę "Semper Fidelis" (Zawsze wierny).

Doceniono zarówno odwagę mieszkańców w czasie walk rozpoczętych w listopadzie 1918 roku o zachowanie polskości miasta, jak i jego późniejszy opór wobec natarcia Armii Czerwonej w 1920 roku.

W całej historii orderu, poza Lwowem, tylko jeszcze dwa inne miasta dostąpiły tego zaszczytu – Warszawa i Verdun. Oprócz tego, odznaczono również indywidualnie 162 lwowian.

W tym dniu (22 listopada 1920 r.) Piłsudski powiedział:

"Tu codziennie walczyć trzeba było o nadzieję, codziennie walczyć o siłę wytrwania. Ludność starała się wojskiem, wojsko starało się ludnością. I kiedym ja, jako sędzia wojskowy dający nagrody, odznaczający ludzi, myślał nad kampanią pod Lwowem, to wielkie zasługi waszego miasta oceniłem tak, jak gdybym miał jednego zbiorowego żołnierza i ozdobił Lwów Krzyżem Orderu „Virtuti Militari”, tak że wy jesteście jedynym miastem w Polsce, które z mojej ręki, jako Naczelnego Wodza, za pracę wojenną, za wytrzymałość otrzymało order".

To co stanowiło drogę Marszałka Józefa Piłsudskiego do odzyskania Niepodległości Państwa Polskiego po 123 latach niewoli wpisało się trwale w karty historii naszego Narodu i Państwa.

Nie ugasilo to jednak namiętności społecznych i politycznych. Najskrajniejszy radykalizm i najbezwzględniejsza demagogia walczyły ze sobą o palmę pierwszeństwa w wysuwaniu najjaskrawszych haseł i programów odbudowy Polski na nowych podstawach.

Bo znajdowali się i tacy, którzy za najważniejsze zadanie w tej doniosłej chwili dziejowej uważali zawieszenie na Zamku Królewskim czerwonego sztandaru. Byli inni, których główną troską było zdjęcie korony z głowy Orła Białego. Tylko władzy nie było.

Urzędowała wprawdzie jeszcze w Warszawie utworzona przez okupantów Rada Regencyjna, złożona z arcybiskupa, księcia i bogatego szlachcica, ale nie miała żadnego znaczenia i wpływu.

Ciążyło na niej jej pochodzenie z nominacji niemieckich i austro-węgierskich władz okupacyjnych, na podstawie nadanego przez te władze patentu w sprawie władzy państwowej w Królestwie Polskim z 12 września 1917 roku.

Objęła urząd 27 października tegoż roku. Ciążyła na niej jeszcze silniej własna niemoc i bezradność. Przy tym miała groźną rywalkę w powołanym do życia w dniu 7 listopada 1917 roku przez żywioły radykalne „Tymczasowym Rządzie Ludowym Republiki Polskiej”, który rezydował w Lublinie i miał charakter skrajnie radykalny. Jednym słowem panował straszliwy chaos; władza, jak słusznie mówiono, „leżała na ulicy”.

Gdy działo się to wszystko, pędził do Warszawy pociągiem Józef Piłsudski, jedyny człowiek, który w tym wielkim momencie historycznym miał wszelkie dane ku temu, aby stać się ośrodkiem władzy w panującym ogólnym rozprężeniu i chaosie.

Przybył on do Warszawy mglistym i dżdżystym porankiem 10 listopada 1918 roku – a była to niedziela – w kilka godzin po opuszczeniu stolicy odradzającej się Polski przez generał-gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera, który pod osłoną nocy wyjechał ze swoim sztabem do Niemiec.

Wiadomość o przyjeździe do Warszawy Wodza Legionów rozeszła się błyskawicznie. Na dworcu i przed dworcem zgromadziły się zastępy ludzi celem powitania Komendanta wracającego z więzienia w Magdeburgu.

Przybył również przedstawiciel Rady Regencyjnej, ks. Zdzisław Lubomirski, który odwiózł następnie Piłsudskiego do swojego pałacu, gdzie odbył z nim dłuższą konferencję.

Była to pierwsza czynność oficjalna Józefa Piłsudskiego po przyjeździe do Warszawy. Za nią poszły niezliczone inne.

Jakkolwiek zmęczony, Piłsudski nie pomyślał nawet w tym dniu o wypoczynku. Zamieszkawszy chwilowo w pensjonacie przy ul. Moniuszki, do późnej nocy bez przerwy przyjmował najrozmaitsze delegacje i prowadził konferencje.
Jednocześnie rozpoczęły się w Warszawie pierwsze starcia z okupantami i pierwsze wypadki rozbrojenia Niemców.

Na tych pracach i wydarzeniach zakończył się pierwszy dzień pobytu Piłsudskiego w Warszawie po powrocie z Magdeburga i zaświtał pamiętny na zawsze w dziejach naszej państwowości, Dzień Wyzwolenia 11 listopada 1918 roku.

Ów dzień, wielki, promienny, wymarzony w snach czterech pokoleń, wypieszczony gorącą myślą całego narodu i okupiony całym morzem łez i krwi, dzień ostatecznego wyzwolenia Polski z więzów niewoli, dzień, w którym Polska powstała, aby zacząć żyć na nowo życiem własnym, samodzielnym, życiem w słońcu i chwale Wolności i Niepodległości.

Ten niezapomniany Dzień 11 listopada 1918 roku, to święto naszego zmartwychwstania, dzień naszego odrodzenia jako Narodu i Państwa, wyniesiony do godności Święta Państwowego.

Od tego dnia datuje się bowiem historia Niepodległego Państwa Polskiego związana nierozłącznie z Pierwszym Marszałkiem Polski Józefem Piłsudskim.

W ogóle z chwilą przybycia Piłsudskiego do Warszawy nastąpił zasadniczy zwrot w dotychczasowym groźnym położeniu w którym znajdowała się Polska. Jeżeli władza leżała dotąd „na ulicy”, to teraz pojawił się człowiek, w którego ręce naród mógł ją złożyć z całą wiarą i zaufaniem.

Zrozumiała to Rada Regencyjna, przedstawicielka najbardziej zachowawczej części społeczeństwa, która w tym właśnie dniu przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo polskich sił zbrojnych, a w trzy dni później, „kierując się dobrem Ojczyzny”, jak zaznaczyła w swoim orędziu, także zwierzchnią władzę państwową, a sama się rozwiązała i ustąpiła.

Rozwiązał się również samorzutnie „Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej” w Lublinie i poddał się dobrowolnie władzy Piłsudskiego.

Ale nie tylko naród uznał w Piłsudskim swojego zwierzchnika i wodza. Również okupanci, których stanowisko było w najwyższym stopniu niepewne, zorientowali się i zrozumieli, że w Polsce zmieniła się zupełnie sytuacja, że przybył ktoś, za kim stoi cały naród, który ma pełną władzę i siłę do jej wykonywania.

Jeszcze tego samego dnia, w którym Piłsudski przyjechał do Warszawy zgłosili się do niego przedstawiciele Rady Żołnierskiej tzw. „Soldatenratu”, która objęła władzę nad załogami okupacyjnymi, z oświadczeniem, że wojska niemieckie opuszczą Warszawę dobrowolnie, bez walki, o ile Piłsudski zaręczy im spokojny wyjazd do kraju.

Ważnym sukcesem było również przyjęcie przez Komendę tzw. „Ober - Ost (Armii Wschodniej) żądania Piłsudskiego co do ewakuacji Ukrainy z ominięciem Królestwa linią kolejową Kowel – Brześć - Białystok.

Uniknięto w ten sposób dzięki konsekwencji Piłsudskiego nieobliczalnych konsekwencji, które mógł pociągnąć za sobą przemarsz wielkiej, liczącej przeszło 200 tysięcy żołnierzy armii niemieckiej frontu wschodniego.

Po ostatecznym uwolnieniu Warszawy, skąd ostatni transport z Niemcami odjechał 19 listopada 1918 roku, a jednocześnie całego kraju od zmory armii okupacyjnej, rozpoczęła się pod kierunkiem Piłsudskiego praca nad wznoszeniem zrębów wskrzeszonej państwowości polskiej.

Ale autorytet Piłsudskiego opanował piętrzące się trudności. Trzeba było budować wszystko od samych podstaw – własną administrację, skarb, życie gospodarcze, wojsko; trzeba było jednocześnie zaprowadzić porządek w chaotycznych stosunkach politycznych. Charakteryzują najwymowniej te stosunki słowa Piłsudskiego:

„(…)Dziki chaos, w który wpadłem po powrocie z Magdeburga, chaos sądów, myśli, zdań, ugrupowań, dziki chaos, niemożliwy nawet do ułożenia w jakąkolwiek łamigłówkę, dzika rozbieżność – były tak wielkie, tak olbrzymie, że uważam to za jeden z cudów, iż mogłem z tego chaosu wyprowadzić Państwo na jakąś ścieżkę…rozmawiałem z setkami osób, z przedstawicielami rozmaitych ziem, organizacji, stowarzyszeń, interesów…każdy mówił, że jest całym narodem, każdy chciał swojego rządu, każdy groził, że innego rządu nie słucha(…)”.

Istniało zatem niebezpieczeństwo, że wśród tych anarchicznych nastrojów Polska padnie ofiarą tego molocha, który pochłonął już Ukrainę, Białoruś i Gruzję.

A niebezpieczeństwo takie istniało i było bardzo poważne. Że jednak ominęło szczęśliwie Polskę, a pożar rewolucji bolszewickiej osmalił ją tylko, lecz jej nie spalił, jest to jedna z wielkich zasług polityki Józefa Piłsudskiego.

Do utworzenia pierwszego rządu polskiego powołał Piłsudski Ignacego Daszyńskiego, po którym w kilka dni później stanowisko premiera objął Jędrzej Moraczewski, pseudonim „E. K. Pomorski”, „Edward” (ur. 13 stycznia 1870 roku w Trzemesznie k. Gniezna w Wielkopolsce, zm. 5 sierpnia 1944 w Sulejówku) – polski inżynier kolejowy, absolwent Politechniki Lwowskiej , kapitan saperów Legionów, działacz związkowy, polityk i publicysta.

Następcą Jędrzeja Moraczewskiego został Ignacy Jan Paderewski, pełniący równocześnie funkcję ministra spraw zagranicznych, Kawaler Orderu Orła Białego i francuskiej Legii Honorowej.

Tak więc w nieprawdopodobnym, krótkim czasie, w przeciągu zaledwie dwóch tygodni od objęcia władzy przez Piłsudskiego, rzucone zostały podwaliny pod ustrój państwowy wskrzeszonej Polski.

Piłsudski jednoczył w swojej osobie obowiązki Naczelnika Państwa, odpowiedzialne obowiązki Wodza Naczelnego, organizatora Armii Polskiej. Tę armię dla obrony kraju od wrogów zewnętrznych i wewnętrznych należało dopiero tworzyć.
Zbrojne ręce wrogowie wyciągali po ziemie polskie. Armię polską trzeba było uzbroić i wyposażyć w odpowiednie środki.

Na szczęście, podstawa do stworzenia armii istniała gotowa.
Były nią zastępy dawnych żołnierzy legionowych i kadry Polskiej Organizacji Wojskowej (P.O.W). Na nich, wypróbowanych zastępach żołnierzy oparł Józef Piłsudski organizację armii odrodzonego państwa polskiego.

I tu znów okazało się czym dla Polski był Czyn 6 sierpnia 1914 roku, czym powstałe z niego Legiony! http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_1914-1918

Dzięki temu, że mieliśmy te gotowe kadry na których oparła się organizacja tworzącej się stopniowo wielkiej armii, można było zorganizować odsiecz dla Lwowa, podjąć skuteczną kampanię na terenie Małopolski Wschodniej; można było wysłać niezbędne siły na Śląsk Cieszyński do walki z najazdem czeskim; można było w niedługi czas później oswobodzić Kresy Południowo – Wschodnie.

A w jakich ciężkich i trudnych warunkach dokonywało się tworzenie tej polskiej armii, poucza o tym rozkaz Naczelnego Wodza z dnia 14 lutego 1919 roku:

„(…)Korzystając z popłochu wśród okupantów zdołano zagarnąć dość znaczną ilość broni, amunicji, mundurów i materiału wojennego. Zdobytym materiałem trzeba było z szybkością formować, uzbrajać i ćwiczyć jednostki bojowe, powstające z oficerów i szeregowców z rozmaitych wojsk i ochotników, a więc z pierwiastków niejednolitych.

Napad Ukraińców na Lwów, zagrożenie Chełmszczyzny, niejasna sytuacja, a później wojna z Czechami, zbliżanie się bolszewików przez Litwę, konieczność obserwacji wszystkich granic – zmuszały Naczelne Dowództwo do rzucania sił na zagrożone punkty, bez odpowiedniego ekwipunku, którego kraj, zubożały wojną, dostarczyć nie mógł.

I bez koniecznych uzupełnień w ludziach. W tych warunkach nie można było sformować wyższych jednostek taktycznych, bo ciągłe naprężenie na froncie bojowym i niedostateczna ilość żołnierzy nie pozwalały tworzyć silniejszych rezerw. Dowództwo było zmuszone naprędce formować jednostki, pomimo braków wyćwiczenia, wyekwipowania, umundurowania, nawet z niedostateczną bielizną, posyłać na front(…)”.

Jak przewidującym był Piłsudski, dążąc wszelkimi siłami do stworzenia w jak najkrótszym czasie możliwie najsilniejszej armii okazało się wiosną 1919 roku, kiedy nad wskrzeszoną dopiero Polską zawisła groźba bolszewickiego zalewu.

Bowiem za ustępującą z dawnego frontu rosyjskiego armią niemiecką posuwały się ku ziemiom polskim liczne i silne dywizje Czerwonej Armii. Podjęta przez bolszewików akcja wojskowa miała na celu rozpalenie pożogi rewolucyjnej na Zachodzie, a przede wszystkim podanie ręki rewolucji w Niemczech.

Droga prowadziła przez Polskę, którą kierownictwo Czerwonej Armii spodziewało się zmiażdżyć jednym uderzeniem. W lutym wojska sowieckie stanęły już nad Szczarą, zajęły Wilno i przez Polesie sięgały linii Bugu.

W kraju nie zdawano sobie sprawy z grożącego niebezpieczeństwa, rozumiał je natomiast i trafnie ocenił Piłsudski. Równocześnie na Zachodzie formowano paragrafy traktatu pokojowego i wrogie Polsce czynniki napierały, aby Polskę zamknąć jedynie w granicach obszaru od Warty do Bugu i Narwi.

Wobec stanu wytworzonego przez akcję sowiecką na wschodzie, łatwo więc mogła zapaść decyzja, przesądzająca granice wschodnie państwa polskiego, według dyktanda przedstawicieli emigracji rosyjskiej, a wówczas olbrzymi szmat ziemi polskiej z Wilnem i Grodnem byłby dla Polski stracony na zawsze.

Do takich możliwości Piłsudski nie chciał dopuścić, wbrew sprzeciwowi z jakim się spotkał w kołach sejmowych, wbrew również koalicji zachodniej, w której imieniu poseł francuski domagał się, aby obszary za Bugiem pozostały przy Rosji.
I rozpoczęła się nowa epopeja czynów oręża polskiego pod wodzą Piłsudskiego.

Stworzona przez niego i nieustannie się organizująca armia polska, rosnąc z każdym dniem w siły materialne i w siłę duchową dołączyła nowe laury do wieńca polskiej chwały wojennej.

Krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa armia polska zdobyła 12 kwietnia 1919 roku Lidę, a w tydzień później oswobodziła Wilno, następnie Grodno, aby w dalszych zwycięskich walkach nad Armią Czerwoną zająć Mińsk, sforsować linię Dźwiny i po przeprawieniu się przez Berezynę opanować Bobrujsk i Borysów i zakończyć swą ofensywę wspólnie z wojskami łotewskimi zdobyciem miasta i twierdzy Dyneburga.

A jednocześnie z tą ofensywą, w wyniku zwycięskich operacji wojennych na froncie południowym wojska polskie zajęły Wołyń, oraz dokonały oswobodzenia Lwowa i Małopolski Wschodniej od inwazji ukraińskiej, biorąc we władanie odrodzonego państwa polskiego cały obszar po Zbrucz.

Nie poprzestał Piłsudski na tych zwycięstwach. Gdy rokowania pokojowe z Sowietami, które chciały tylko w ten sposób zyskać na czasie, a równocześnie umacniały swoją armię i przygotowywały się forsownie do decydującego uderzenia, rozchwiały się, Piłsudski uprzedzając ofensywę bolszewicką i chcąc ją udaremnić, przeprowadził śmiały w założeniu, a głęboko przemyślany politycznie plan uderzenia na Ukrainę i wyzwolenia jej z rosyjskiej niewoli.

Jak stwierdza Ignacy Daszyński w swojej pracy „Wielki człowiek w Polsce” poświęconej Piłsudskiemu:

„było to wcielenie ogromnej myśli politycznej, był to, w razie powodzenia, straszny cios w imperializm rosyjski, uważający Ukrainę za swoją zdobycz od trzech wieków, cios w panowanie Rosji nad Morzem Czarnym, cios w cały ekonomiczny ustrój państwa rosyjskiego, białych, czy czerwonych carów”.

Podjęta 25 kwietnia 1920 roku pod osobistym kierunkiem Piłsudskiego ofensywa przysporzyła orężowi polskiemu nowych laurów. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni armia polska, liczebnie niewielka, walcząc pod okiem Naczelnego Wodza, przemierzyła ogromną połać kraju od Zbrucza pod Dniepr i rozgromiwszy doszczętnie wojska sowieckie 8 maja zajęła Kijów.

Po dniach triumfów przyszły jednak wkrótce dni klęski. Oto po zajęciu przez wojska polskie Kijowa, dywizje sowieckie zgrupowane na froncie północnym, przeszły nagle do ofensywy.

Wprawdzie uderzenie to zostało odparowane i nieprzyjaciela zatrzymano na miejscu, ale kosztem osłabienia frontu polskiego na Ukrainie. Skorzystało z tego dowództwo Czerwonej Armii i rzuciło na oddziały polskie znajdujące się na Ukrainie cztery dywizje armii konnej pod wodzą Budionnego, którym udało się przebić tyły polskie.
Nieuniknionym następstwem był odwrót wojsk polskich z Ukrainy.

GENEZA BITWY WARSZAWSKIEJ

I nagle 4 lipca zgromadzone na tym froncie w ogromnej liczbie wojska sowieckie podjęły gwałtowną ofensywę pod hasłami: „Na Wilno, Mińsk, Warszawę”, aby, jak głosił rozkaz dowódcy Czerwonej Armii Tuchaczewskiego: „przez trupa do Polski”, zdobyć „drogę do wszechświatowego pożaru rewolucji”.

Czuwał jednak w tych dniach klęski i grozy Wódz Naczelny. W najkrytyczniejszym momencie gdy wróg zbliżał się do bram stolicy, wieczorem 5 sierpnia i w nocy 6 sierpnia jak sam stwierdza, „przepracował siebie samego dla wydobycia decyzji”.
Pisał o tym później w swojej książce „Rok 1920”:

„(…) Nad całą Warszawą wisiała zmora mędrkowania, bezsilności i rozumkowania tchórzy. Jaskrawym tego dowodem była wysłana delegacja z błaganiem o pokój. Warszawę skazywałem z góry na pasywną rolę, na wytrzymanie nacisku, który szedł za nią. Lecz wtedy z pasywną rola nie chciałem wiązać ogromnej większości swoich sił. Gdy znowu myślałem o zmniejszeniu obsady pasywnej, to bać się zaczynałem o to, czy Warszawa wytrzyma i czy sam fakt wymarszu jakiejś części wojska, już do niej wciągniętej, nie wywoła zmniejszenia słabych sił moralnych i braku zaufania do możliwości obrony… Zestawiwszy po kilka razy próby rachunku, zdecydowałem wycofać ku południowi większą część 4-tej armii i zaryzykować osłonę południową, wyciągając z niej dwie dywizje, które uważałem za najlepsze – 1 i 3 legionową.

Jako miejsce koncentracji zostały wybrane „okolice, przykryte względnie szeroką rzeką Wieprz, z oparciem lewego skrzydła o Dęblin i przykryciem w ten sposób mostów zarówno przez Wisłę, jak i przez Wieprz. Uśmiecha mi się zresztą ta myśl skądinąd, by w czasie decydującej operacji nie być stałym obiektem nacisku mędrkującej trwogi i rozumkującej bezsilności(…)”.

Wspaniały w swej koncepcji plan Bitwy Warszawskiej został uwieńczony sukcesem, który wywołał zdumienie i podziw w całym świecie.

Tak oto Polska ocaliła siebie i Europę przed klęską "Widma krążącego po Europie, widma komunizmu", deklaracji programowej Związku Komunistów (niemieckiej partii komunistycznej) napisanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 r. w Londynie.

A szef francuskiej misji dyplomatycznej Jusserand, który również w 1920 roku przebywał w Warszawie jako obserwator z ramienia swojego rządu powiedział:

„ Wróg Polski był wrogiem wszystkich krajów cywilizowanych. Zagrożony był ład społeczny, a niebezpieczeństwo zawisło nad porządkiem politycznym, ustalonym przez Traktat Wersalski”.

Tylko pewne czynniki polityczne w Polsce, te same, które stale podkopywały ruch niepodległościowy, wskrzeszony i kierowany przez Piłsudskiego nie chciały uznać jego zasług.

Żywiołowa nienawiść partyjna do Wodza wyzwolonej z niewoli Polski podyktowała im pomysł wypaczenia prawdy, sfałszowania wyroku historii.

Zbawcą Polski chcieli uczynić Francuza, generała Weyganda, pomimo, że obrona Warszawy została przeprowadzona wbrew planowi i radom tego, dobrego zresztą, przyjaciela Polski, który sam stwierdził publicznie jak było naprawdę.

Generał Weygand doradzał zrezygnować z obrony Lwowa i użyć ściągnięte stamtąd siły do obrony Warszawy.

Wrogowie osobiści i polityczni Józefa Piłsudskiego urządzili manifestację na dziedzińcu pałacu Krasińskich w Warszawie na którym ustawiono parę tuzinów kobiet z arystokracji, a gdy pojawił się generał Weygand, na dany znak przez reżyserów smutnej komedii zgromadzone kobiety padły na kolana i całowały ręce „zwycięzcy Bitwy Warszawskiej.”.

Równocześnie na zebraniu politycznym przemawiał jeden z dygnitarzy kościelnych, piętnując Piłsudskiego jako „podłego tchórza i zdrajcę”.

Posunięto się nawet do kolportowania wiadomości, iż adiutant Piłsudskiego z jego polecenia porozumiał się z bolszewikami po drucie przeciągniętym z Belwederu do podziemi soboru na placu Saskim.

Wrogowie jawni i ukryci czynili co mogli i jak mogli, aby utrudnić mu pracę.

Mówił Piłsudski:

„(…)Był cień, który biegł koło mnie. Czy na polu bitwy, czy w spokojnej pracy, cień ten ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba: rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, przekształcający moją myśl – ten potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych kolorów, to obcego, to swojego państwa, krzyczący frazesy, wymyślające jakieś historie – ten karzeł był moim nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski. A plucie to chrzczono wysokimi słowami, wysokimi hasłami. Była to praca tzw. narodowa – patriotyczna(…)”.

A tymczasem cień biegł koło niego, to wyprzedzał go, to zostawał w tyle. Zaczęły się piekielne harce „zaplutego potwornego karła na krzywych nóżkach, wypluwającego swoją brudną duszę”, a wraz z nią „jakieś niesłychane historie”.

„W przeciągu pięciu lat prawie – mówił Piłsudski- musiałem żyć w otoczeniu najrozmaitszych potwornych baśni, najrozmaitszych legend, najrozmaitszych, śmiesznych nieraz opowiadań, które mnie się tyczyły”.

Bo czego to o nim nie opowiadano?

„Reprezentant narodu, wybrany przez wszystkich, reprezentujący wszystkich – kradnie!

Reprezentant zdradza kraj, w czasie wojny umawia się z nieprzyjacielem!

Naczelny Wódz, prowadzący wojnę jest zdrajcą!

Gdzie na niego kara? Czy jest próba usunięcia go? Czy jest próba zrobienia go odpowiedzialnym za te wszystkie zbrodnie?

Nie ma!

Idzie tylko o plucie, idzie tylko o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli na te rzeczy się zdobyła".

Potworny karzeł, wylęgły z bagien rodzinnych. Gdzie indziej w stosunku do reprezentantów państwa, nawet gdy są nieuczciwi, ukrywa się to, czyni się wysiłki, by na reprezentancie plamy nie było, by błyszczał jak tarcza.

Gdzie indziej wódz naczelny, który zwyciężył jest czczony, spotykają go honory i zaszczyty, bo przecież on państwo wyratował, przecież on ocalił od nieszczęścia wszystkich.

U nas inaczej. Wódz ma iść w błoto i tylko, gdy dostatecznie błota się napije, ma być godnym Polski.

Mówił Piłsudski:

„(…)Szanuję swoją historię, szanują ją dla siebie, szanuję ją dla dzieci, szanuję dla przyszłych historyków, którzy by także mi w twarz napluli, gdybym razem z potwornymi karłami, którzy mnie obniżyć chcieli, pracował. Jeżeli Polska w pierwszym okresie zdobyła się na naprawę Rzeczypospolitej, to potem powoli od naprawy do starych narowów powrót się zaczął. Wielkich wysiłków pracy trzeba, aby Polskę na drogę naprawy wypchnąć(…)”.

Historyczne to przemówienie wygłosił Piłsudski w kilka dni po uchwale Sejmu z 28 czerwca 1923 roku która brzmiała:

„Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz zasłużył się Narodowi”.

Wraz z nadaniem Piłsudskiemu na kilka tygodni przedtem, 14 maja 1923 roku, Krzyża Wielkiego Orderu Virtuti Militari za zwycięską wojnę z bolszewikami, był to pierwszy oficjalny wyraz publicznego uznania jego zasług przez najwyższe władze niepodległego Państwa Polskiego.

Simon Goodough znany popularyzator historii wojen i wojskowości w wydanej w 1979 r. książce "Tactical Genius in Battle" w uznaniu talentów dowódczych Józefa Piłsudskiego postawił go w kręgu zwycięzców 27 największych bitew w dziejach świata.

Wymienił go w szeregu takich strategów jak Temistokles, Aleksander Wielki, Cezar, Gustaw Adolf czy Kondeusz.

Francuski generał Louis A. Faury w jednym z artykułów w 1928 r. porównał Bitwę Warszawską do Bitwy pod Wiedniem:

"Przed dwustu laty Polska pod murami Wiednia uratowała świat chrześcijański od niebezpieczeństwa tureckiego; nad Wisłą i nad Niemnem szlachetny ten naród oddał ponownie światu cywilizowanemu usługę, którą nie dość oceniono".

Z kolei brytyjski historyk J.F.C. Fuller napisał w książce "Bitwa pod Warszawą 1920": "Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (...), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików".

PRZEŁOMOWA BITWA W HISTORII

Przełomowe bitwy w historii świata - lista bitew, które zaważyły na losie ludzkości. Można zatem zaliczyć do niej dane starcie, jeśli odwrotny jego przebieg dokonałby gruntownego przewrotu w dziejach świata. Listę 15 przełomowych bitew stworzył Edward Shepard Creasy, a o 3 kolejne uzupełnił ją brytyjski polityk, dyplomata i pisarz, Edgar Vincent D'Abernon.
Można dodać do niej walki z okresu II wojny światowej.

18. przełomową bitwą z kolei jest Bitwa Warszawska, podczas której polskie wojska zatrzymały ofensywę Armii Czerwonej i zmusiły ją do odwrotu. Dzięki zwycięstwu Polaków rewolucja komunistyczna nie rozprzestrzeniła się na południową i zachodnią Europę.

Podane przez Edwarda Sheparda Creasy'ego

1. bitwa pod Maratonem - 12 września 490 p.n.e.
2. porażka Aten w wojnie z Syrakuzami (wyprawa sycylijska) - 413 p.n.e.
3. bitwa pod Arbelą - 331 p.n.e.
4. bitwa nad Metaurusem - 207 p.n.e.
5. bitwa w Lesie Teutoburskim - 9
6. bitwa na Polach Katalaunijskich (obecnie Chalons-sur-Marne) - 7 września 451
7. bitwa pod Tours - 25 października 732
8. bitwa pod Hastings - 14 października 1066
9. oblężenie Orleanu - 1429
10. klęska hiszpańskiej armady - 1588
11. bitwa pod Blenheim - 13 sierpnia 1704
12. bitwa pod Połtawą - 8 lipca 1709
13. kapitulacja armii angielskiej pod Saratogą - 1777
14. bitwa pod Valmy - 1792
15. bitwa pod Waterloo - 18 czerwca 1815

Dodane przez Edgara Vincentego D'Abernona
16. bitwa pod Sedanem
17. bitwa nad Marną - 5 - 9 września 1914
18. bitwa warszawska 15 sierpnia 1920


Wojna trzydziestoletnia
- bitwa pod Tannenbergiem

II wojna światowa
- bitwa pod Stalingradem 1942-1943
- bitwa pod El-Alamein 1942
- bitwa pod Kurskiem 1943
- walki o Guadalcanal 1942-1943

Edgar Vincent, wicehrabia D'Abernon (ur. 19 sierpnia 1857, zm. 1 listopada 1941) – brytyjski polityk, dyplomata, pisarz.

W Polsce jego nazwisko znane jest dzięki temu, że rozszerzył listę Edwarda Sheparda Creasy'ego 15 przełomowych bitew w historii świata, włączając wymienioną wyżej książką 3 kolejne bitwy, w tym Bitwę Warszawską.

CUD NAD WISŁĄ

Przy tym wszystkim sformułowanie „Cudu nad Wisłą” nabrało konotacji religijnej, ponieważ wojska polskie pokonały bolszewików w Bitwie Warszawskiej 15 sierpnia, w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej.

Redaktor naczelny "GW"Adam Michnik na konferencji prasowej w Stanisławowie „marzy” o połączeniu Ukrainy z Polską w nowy twór państwowy zwany przez niego Pol – Ukr, lub Ukr – Pol.
Równocześnie Adam Michnik walczy z Kościołem rzymsko – katolickim w Polsce twierdząc iż Polacy są jak Kościół uczący obłudy, zakłamania, konformizmu, hipokryzji
https://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7QkjrY
„Gazeta Wyborcza” – „Patriotyzm jest jak rasizm” http://3obieg.pl/adam-michnik-patriotyzm-rasizm
Dzisiaj w 2014 roku wrogowie Polski siejący zamęt w polskich młodzieńczych umysłach podają „prawdę” historyczną m.in. o rzekomej „okupacji” Kresów II RP przez Polskę.
W 94 rocznicę „Bitwy Warszawskiej” opracował
Aleksander Szumański - członek Związku Piłsudczyków, uhonorowany Medalem „W Hołdzie Komendantowi”.

Dokumenty, cytaty, źródła:

http://www.blogpress.pl/node/19166

http://www.bitwawarszawska.pl/index.php ... pokaz&id=3

http://3obieg.pl/adam-michnik-patriotyzm-rasizm

https://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7QkjrY

http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_1914-1918


1. Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne. Część II (17-28 VIII), praca zbiorowa, ISBN 83-86678-37-2.

2. Edgar Vincent D'Abernon: The Eighteenth Decisive Battle of the World, Warsaw 1920. Hyperion Press, Westport Conn 1977. ISBN 0-88355-429-1.

3. Norman Davies, God’s Playground. A History of Poland. Bd 1. The Origins to 1795; Bd 2. 1795 to the Present. Oxford University Press, Oxford 2005. ISBN 0-19-925339-0, ISBN 0-19-925340-4.

4. Norman Davies, White Eagle, Red Star, the Polish-Soviet War, 1919-20. Pimlico, London 2003. ISBN 0-7126-0694-7.

5. John Frederick Charles Fuller, The Decisive Battles of the Western World. Eyre & Spottiswoode, London 1954, Cassell, London 2001. ISBN 0-304-35868-1.

6. Jeremy Keenan, The Pole: the Heroic Life of Józef Piłsudski. Duckworth, London 2004. ISBN 0-7156-3210-8.

7. Marian Kukiel, Bitwa Warszawska, Polski Instytut Wydawniczy, 2005, ISBN 83-89700-36-0.

8. Richard Pipes: Russia under the Bolshevik Regime. Random House, New York 1994. ISBN 0-394-50242-6.

9. Józef Piłsudski: Pisma zbiorowe. Warszawa 1937, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1991, ISBN 83-03-03059-0.

10. Marek Tarczyński, Bitwa Warszawska 1920, Wyd. Rytm, 1996, ISBN 83-86678-37-2.

11. Richard M. Watt, Bitter Glory, Poland and Its Fate, 1918-1939. Hippocrene Books, New York 1998. ISBN 0-7818-0673-9

Aleszumm - blog




http://niezlomni.com/?p=17327

Tak wyglądała Warszawa w 1920 roku. Unikatowy 7-minutowy film, pokazujący stolicę i nieistniejące już miejsca [wideo]
sie 14, 2014 Admin Historia na filmach 0

Film z serii Geografia Europy. Tym razem film zrealizowany w 1920 roku w Warszawie.

1:24 Belweder
1:35 Al. Ujazdowskie
1:50 Zygmunt i starówka
2:05 Zamek Królewski od strony Wisły
2:27 Kościół Wniebowzięcia NMP
2:33 Sobór
2:46 Teatr wielki
2:53 rynek starego miasta
3:57 Hala Mirowska (albo Hala Gwardii) 4:57 Mosty
5:57 Pałac Saski (widok od ogrodu i ogród)
6:28 Pałac na wodzie

Od 04:33 widzimy szubienicę, która została po carskiej Ochranie.

Zwracamy uwagę widzów na pojawiający się co jakiś czas Wielki Sobór św. Aleksandra Newskiego, czyli prawosławną katedrę na placu Saskim. W 1912 roku został ukończony i stanowił symbol zaboru rosyjskiego. Polacy rozebrali go w latach 1924-26.

https://www.youtube.com/watch?v=MYtUIo8Jo5c




http://www.prawy.pl/historia/6665-ks-ig ... skiej-1920

Ks. Ignacy Skorupka – symbol bitwy warszawskiej 1920
Paweł Brojek czwartek, 14, sierpień 2014 05:08

Obrazek

Pracował jako duszpasterz i wychowawca w zaborze rosyjskim. Po wybuchu wojny z bolszewikami zgłosił się ochotniczo do służby jako kapelan. Zginął 14 sierpnia 1920 r., podczas natarcia wojsk polskich pod Ossowem, w przededniu bitwy warszawskiej, której stał się symbolem.


Ignacy Skorupka urodził się 31 lipca 1893 r. na warszawskiej Woli, w rodzinie z tradycjami patriotycznymi. Był synem urzędnika towarzystwa ubezpieczeniowego pochodzącego ze szlachty zagrodowej z Podlasia. Jego dziadek walczył w powstaniu styczniowym.

Od 1902 r. uczył się w warszawskich gimnazjach Pawła Chrzanowskiego, a następnie Rocha Kowalskiego. W 1909 r., w wieku 16 lat, wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. W 1914 r. został skierowany do Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie przyjął święcenia kapłańskie. Samej uczelni nie ukończył z powodu kłopotów rodzinnych.

W 1917 r. oddelegowano go do parafii w Bogorodsku pod Moskwą, gdzie został proboszczem. Później pełnił te samą funkcję w Klińcach w guberni czernihowskiej. W miejscowym gimnazjum uczył religii, języka polskiego, łaciny i greki.

Zaangażował się w pracę na rzecz dwutysięcznej grupy polskich uciekinierów. Prowadził tajną polską drużynę harcerską oraz organizował placówki oświatowe i kulturalne, m.in. amatorski teatr z polskim programem. W 1918 r. doprowadził do repatriacji Polaków z Kliniec do ojczyzny. Sam wyjechał do Polski z jedną z wracających grup w sierpniu tego roku.

Po powrocie pracował jako wikariusz w Łodzi w parafii Przemienienia Pańskiego. Założył Towarzystwo „Oświata”, zajmujące się rozwojem szkolnictwa polskiego i został jego prezesem.

We wrześniu 1919 r. został przeniesiony do Warszawy, gdzie objął stanowisko notariusza i archiwisty Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Jednocześnie był kapelanem Ogniska Rodziny Maryi, prowadzonego przez siostry franciszkanki dla sierot oraz prefektem w kilku szkołach.

W tym czasie zasłynął płomiennymi, patriotycznymi kazaniami, które wygłaszał w kościołach warszawskich, m.in. w okresie Wielkiego Postu w 1920 r. w katedrze warszawskiej św. Jana Chrzciciela.

Latem 1920 r., w obliczu zbliżającej się bolszewickiej nawałnicy, zgłosił się do przełożonych z prośbą o skierowanie go do wojska jako kapelana. Początkowo odmówiono mu i dopiero poparcie biskupa polowego Stanisława Galla sprawiło, że został przyjęty na służbę.

8 sierpnia 1920 r. został kapelanem w I batalionie 236. Pułku Piechoty Armii Ochotniczej. Większość czasu spędzał w koszarach wojskowych na Pradze, gdzie odprawiał msze święte, spowiadał i wygłaszał słowa pocieszenia dla żołnierzy.

13 sierpnia wymaszerował wraz z batalionem, który został ostatecznie włączony do 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej. Wieczorem tego dnia dotarł do leżącej na linii frontu wsi Ossów pod Radzyminem.

Następnego dnia doszło w tym rejonie do ciężkich walk między bolszewikami i kontratakującymi oddziałami polskimi. Podczas udzielania ciężko rannemu żołnierzowi ostatniego namaszczenia ks. Skorupka został śmiertelnie postrzelony w głowę.

Wydany później oficjalny komunikat wojskowy stwierdzał, że zginął w pierwszej linii walki. Jego śmierć stała się symbolem i momentem zwrotnym w wojnie z bolszewikami - dzień później rozpoczęła się przełomowa bitwa warszawska, która zatrzymała sowiecką nawałnicę.

Po przewiezieniu ciała kapelana do Warszawy, 17 sierpnia w kościele garnizonowym przy ul. Długiej, a następnie na Powązkach, odbyły się uroczystości pogrzebowe z udziałem najwyższego duchowieństwa oraz przedstawicieli rządu i wojska. Trumna z ciałem księdza udekorowana została przez gen. Hallera nadanym pośmiertnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

W 1921 r. w Ossowie, w domniemanym miejscu śmierci kapłana, postawiono krzyż z tablicą informacyjną. W 1939 r. odsłonięto obelisk upamiętniający ks. Skorupkę i innych obrońców Warszawy. W okresie powojennym miejsca pamięci związane z kapelanem - symbolem oporu wobec komunizmu i zwycięskiej walki o wolność - były celowo niszczone.

W 2010 r. ks. Ignacy Skorupka został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego.

Paweł Brojek


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 14 sie 2014, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Cudowność i zwyczajność

Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Cat-Mackiewicz twierdził, że grecka bogini Zwycięstwa – Nike – jest córką Styksu, rzeki oddzielającej śmierć od życia, a więc walki na śmierć i życie – oraz Losu. Podobno jednak ojcem Nike był tytan Pallas, ale pomysł, by ojcem Zwycięstwa uczynić Los, nawet jeśli naciągany, też ma swój urok i to nawet nie tylko dlatego, że mitologiczne uosobienie Losu było kobietą, znaną pod imieniem Tyche, ale przede wszystkim dlatego, że Los personifikuje zasadę, według której funkcjonuje świat. Jest to zasada przyczynowości, głosząca, że z określonych przyczyn muszą wystąpić określone skutki. Jest ona, jak zresztą wszystko, co zostało stworzone, dobra, a nawet – bardzo dobra. Wyobraźmy sobie tylko, jak wyglądałby świat, którym nie rządziłaby zasada przyczynowości. Przedstawiałby się on nam jako chaotyczne kłębowisko, o którym nie dałoby się nic powiedzieć, nie mówiąc już o tym, by cokolwiek z niego zrozumieć. W tej sytuacji rozum byłby ludziom zupełnie niepotrzebny, więc prawdopodobnie by go nie mieli. Tymczasem jeśli możemy świat rozumieć, a nawet przewidywać rozwój wypadków, to właśnie dzięki zasadzie przyczynowości. Niekiedy zasada ta bywa zawieszana; wszystkie przyczyny są, a skutek albo nie pojawia się wcale, albo nawet się pojawia, ale całkiem inny. Takie sytuacje nazywamy cudami.

W najnowszej historii naszego nieszczęśliwego kraju miało miejsce wydarzenie określane właśnie mianem cudu, a konkretnie – Cudu nad Wisłą. Chodzi oczywiście o zwycięstwo nad bolszewikami w tzw. Bitwie Warszawskiej 1920 roku, która – jak zawsze w przypadku sukcesu – nie tylko ma wielu ojców, ale w dodatku określana jest mianem cudu. To z jednej strony niby komplement, ale dwuznaczny, podobny temu, jakim pochlebcy okadzali komunistycznego wielkorządcę Rumunii, Mikołaja Ceausescu: „geniusz karpacki”. Niby „geniusz” – ale tylko „karpacki”, więc jakiś taki prowincjonalny, rodzaj najmądrzejszego we wsi. Czy zatem zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej było następstwem cudu, czy też walki na śmierć i życie, którą żołnierze podjęli w obronie Polski? Rodowód Nike pokazuje nam, że ta sprzeczność może być pozorna, bo wprawdzie jest ona córką Styksu, ale – jak chciałby Stanisław Cat-Mackiewicz – również Losu, a więc – wyższych przeznaczeń. Coś może być na rzeczy, tym bardziej że Polska była wtedy otoczona sąsiadami wrogo do niej usposobionymi. Czechosłowacja walczyła z Polską o Śląsk Cieszyński, Niemcy czuły się upokorzone samym istnieniem niepodległej Polski, a nawet po stronie aliantów skomunizowani dokerzy odmawiali ładowania amunicji dla Polski. I tylko Węgry oddały do dyspozycji Polski fabryki amunicji na wyspie Csepel w Budapeszcie i w ostatniej chwili, tzn. 12 sierpnia, okrężną drogą dostarczyły 22 mln amunicji karabinowej i znaczną ilość artyleryjskiej na stację w Skierniewicach, skąd prosto z wagonów dowożona była na linię frontu. Bez tego zwycięstwo byłoby niemożliwe, a jeśli by mimo to nastąpiło – byłoby rzeczywiście efektem cudu. Warto dodać, że Królestwo Węgier doznało bolszewizmu na własnej skórze już wcześniej, za sprawą węgierskiego Żyda Beli Kuhna. Korzystając z powojennego zamieszania, 21 marca 1919 r. proklamował Węgierską Republikę Ludową, która na 133 dni rzuciła Węgry w odmęty czerwonego terroru. W tej sytuacji decyzje węgierskiego rządu o pomocy Polsce w roku 1920 nosiły wszelkie znamiona solidarności w obliczu zagrożenia. Werbalną formułę tej solidarności nadało „Posłanie do Narodów Europy Wschodniej” wystosowane przez I Zjazd Solidarności we wrześniu 1981 roku: „głęboko odczuwamy wspólnotę naszych losów”. Niestety 30 lat później, w 2011 roku, te same słowa skierowane przez Lecha Wałęsę do narodów Afryki Północnej, popychanych właśnie w otchłań krwawego chaosu, nosiły znamiona małpiego – bo uprzejmie zakładam, że nieświadomego – szyderstwa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91309,cud ... jnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2014, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Modlitwa silniejsza od armat

Są ludzie, którzy nie wierzą w to, iż duch w Narodzie może się wznieść aż do takich szczytów. Oni sprawę wiekuistą, jaką jest Polska, mierzą spadkiem lub zwyżką waluty. Dla nich Polska ginie już wówczas, gdy cena na artykuły pierwszej dla nich potrzeby wynosi dziś aż tyle, gdy wczoraj wynosiła tylko tyle.

Są to ci sami, którzy w listopadzie 1918 roku nazywali szaleństwem wiarę w Niepodległość Ojczyzny. Oni to podczas wrogiej nawały w lecie 1920 roku trwali w przerażeniu biernym, nie śmiejąc przypuścić, że stratowana do połowy Rzeczpospolita powstanie na nogi jednego dnia i nad zagrożoną Wisłą groźnie zaryczy niby srogi Lew, okrutną moc w kościach czujący…” – pisał w „Koniu na wzgórzu” Eugeniusz Małaczewski, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej.

Latem 1920 roku, gdy azjatyckie hordy zbliżały się do Warszawy, mogło się wydawać, że większość uległa owemu „przerażeniu biernemu”. Skłócone i zwaśnione stronnictwa, niedorastający do swych ról dowódcy podający się do dymisji, cofająca się w popłochu, ulegająca demoralizacji armia, masy podżegane przez komunistyczno-żydowską agenturę, państwa zachodnie obojętnie przyglądające się upadkowi odrodzonej tak niedawno Polski, proponujący upokarzające warunki pokojowe… I bolszewicy każdego dnia coraz bliżej Warszawy rozbijający kolejne szańce obrony, siejący na zajętych ziemiach pożogę.

„Któż z nas w oczach nie ma tego korowodu dziesiątka tysięcy wozów, ciągnących na Warszawę i za Warszawę, spod Mińska, Wilna, Grodna, Lidy, Wołkowyska, Pińska, Prużan, Kobrynia, Brześcia, z ziemi łomżyńskiej, spod Radzymina! To ludność tych okolic, zamożni i biedacy, uchodzili w trwodze przed strasznym najazdem; ocalając wraz z sobą resztki dobytku, zabranego na wóz. Płynęła ta ruchoma golgota na zachód, ku Krakowowi i Poznaniu, na bladych, przerażonych twarzach swych niosąc nieszczęściem wypisane: „Polsko, ratuj się!” – notował Adam Grzymała-Siedlecki.

Odpowiedzią na to zawołanie było powołanie Armii Ochotniczej, zmiana rządu, decyzje Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego oraz nieustająca modlitwa zatrwożonego ludu szukającego ratunku u Boga i Matki Bożej.

W apelu do Ojca Świętego Benedykta XV biskupi proszący o papieskie błogosławieństwo i duchowe wsparcie przestrzegali: „Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża…”.

Bolszewizm idzie na podbój świata
Wobec groźby bolszewizmu zagrażającego całej Europie, polscy biskupi zwrócili się również do episkopatów całego świata. „Bo nie my sami dziś zagrożeni jesteśmy dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów; lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata… Bolszewizm idzie istotnie na podbój świata. Rasa, która nim kieruje, już przedtem podbiła sobie świat przez złoto i banki, a dziś gnana odwieczną żądzą imperialistyczną, płynącą w jej żyłach zmierza już bezpośrednio do ostatecznego podboju narodów pod jarzmo swych rządów”.

W liście nie zabrakło gorzkich słów o hipokryzji Zachodu wobec Moskwy: „Jeszcze nie przebrzmiały te hasła, uroczyście wywoływane na usta rządów i dyplomacji, aż oto Europa zaczyna się słaniać do stóp swojego nieprzejednanego wroga. Gdy do niedawna odrzucała wszelkie z nim układy, gdy go jak miejsca dotknięte zarazą izolowała, to dziś przemyśla sama o tym, na jakiej by drodze uznać prawa obywatelskie bolszewików pośród narodów… Gdy słały narody tak niedawno wojska i amunicję na pokonanie bolszewizmu, to dziś zimnem zdają się patrzeć okiem, jak w krwawych zapasach pławi się Polska, a nieraz odnosi się wrażenie, jak gdyby państwa niektóre miast odgradzać zarazę wschodu przez Polskę jak najsilniejszą, radeby ją jednak raczej widzieć małą i słabą”.

Jeszcze na początku lipca w kościołach całej Polski odczytano list pasterski do wiernych: „Wróg jest tym groźniejszy, bo łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelkiej kultury, szczególnie zaś chrześcijaństwa i Kościoła”. Znalazły się w nim słowa zachęcające do czynu. „Skorośmy się rwali do zastępów ochotniczych w 1831 i 1863 r., mimo iż nadziei na zwycięstwa, po ludzku mówiąc, nie było, czy byśmy dzisiaj mieli skąpić naszej krwi ojczyźnie już wolnej, a tylko ciężko zagrożonej?”.

Wezwano w nim także do modlitewnego szturmu do „serca Bożego za naszą ojczyznę”, gdyż w sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, „wielki akt i czyn modlitwy zażegnywa niebezpieczeństwo i mocą Bożą ratuje się naród nad przepaścią”. Jako przykład siły modlitwy wskazano dramatyczne chwile podczas zmagań niemiecko-francuskich w pierwszej wojnie światowej. „Jenerał, który przybył do kwatery marszałka Francji, Focha, aby mu wielkie niebezpieczeństwo wskazać, zastał go w jego kwaterze dziwnie spokojnego. Zdumiał się na to i pytał wielkiego wodza: ’Cóż my uczynimy teraz?’ ’Jestem o to spokojny – odrzecze Foch – silnym się dziś czuję, bo oto w tej chwili cała Francja przyjmuje Komunię świętą za mnie i armię moją’.

Oby tak samo czuł się spokojnym żołnierz i każdy wódz Polski, czerpiąc ufności i mocy z nadprzyrodzonych wysiłków społeczeństwa. Obyśmy się tak umieli modlić, jak umiała się modlić Francja. Oby nasi kapłani byli tak gorliwymi w zachęcaniu do modlitwy, jak byli kapłani francuscy. Ileż to razy wzywali oni do całonocnych adoracji za Francję i sami w nich przewodniczyli. Oby nasi wierni okazali dziś tyle zapału i gorliwości w modlitwie, ile ich okazała Francja. Módlmy się więc, trwajmy na modlitwie i wymódlmy ojczyźnie naszej triumf i zwycięstwo” – apelowali duszpasterze, wzywając do codziennego odmawiania po Mszy św. Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, a w każdy piątek akt poświęcenia się Sercu Pana Jezusa.

Rzeczpospolita oddana Najświętszemu Sercu Jezusa
Trzy tygodnie później, 27 lipca 1920 roku, biskupi zebrali się na Jasnej Górze, skąd „tryska źródło najsilniejszego dla narodu pokrzepienia” i przypominając obronę klasztoru podczas szwedzkiego potopu oraz śluby Jana Kazimierza, prosili o „narodowe zjednoczenie pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej”.

Tego dnia również dokonali aktu poświęcenia Rzeczypospolitej Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski. „W chwili, gdy nad ojczyzną i kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, gdy wróg zagraża granicom naszym, szerząc mord i pożogę, bezczeszcząc świątynie, prześladując Kapłanów, wołamy – jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu – Panie, ratuj nas, bo giniemy… Wyznajemy wprawdzie w pokorze, że niewdzięcznością naszą i grzechami naszymi zasłużyliśmy na Twoją karę – ale przez zasługi naszych świętych patronów, przez krew męczeńską przelaną dla wiary przez braci naszych na Podlasiu, za przyczyną Królowej Korony Polskiej, Twojej Rodzicielki, a naszej ukochanej Matki Częstochowskiej, błagamy Cię, racz nam darować nasze winy i przemień serca nasze na wzór Twojego Boskiego Serca, przemień nas potęgą łaski Twojej wszechmocnej, z obojętnych i letnich uczyń nas gorliwymi i gorącymi, z małodusznych mężnymi i spraw, abyśmy już wszyscy odtąd trwali w wiernej służbie Twojej i nigdy Cię nie opuścili. A my, biskupi polscy, idąc śladem poprzedników naszych, którzy pierwsi prosili o zaprowadzenie mszy św. do Serca Jezusowego, przyrzekamy Tobie, Najświętsze Serce Jezusa, w tej uroczystej chwili, że będziemy szerzyli wśród wiernych, a mianowicie w seminariach duchownych, nabożeństwo do Boskiego Serca Twego… Najświętsza Mario Panno, oto my, biskupi polscy, składając Ci w imieniu własnym i naszych diecezjan i w imieniu wszystkich wiernych synów Polski hołd i pokłon, obieramy Cię na nowo naszą Królową i Panią i pod Twoją przemożną uciekamy się obronę…” – deklarowali biskupi.

„Za wstawiennictwem bł. Andrzeja Boboli…”
Wtedy też biskupi zwrócili się do Ojca Świętego Benedykta XV z prośbą o kanonizację bł. Andrzeja Boboli, z nadzieją, że „podniesiony ku czci Świętych, będzie najdzielniejszym i nieustannym Patronem Ojczyzny i Kościoła katolickiego, szczególnie na Kresach Polski, najbardziej wystawionych na niemałe niebezpieczeństwo obyczajności i prawdziwej wiary”.

Do prośby biskupów dołączono list Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego: „Ojcze Święty! Od początku wojny światowej, która się zda obecnie dobiegać do końca, Bóg Wszechmogący widocznie błogosławił wysiłkom naszej bohaterskiej armii. Wbrew zamiarom naszych wrogów, Ojczyzna nasza zmartwychwstała, co według rachub ludzkich zdawało się prawie niemożliwym. Przypisujemy to dokonanie się aktu sprawiedliwości dziejowej możnemu wstawiennictwu naszych Świętych Patronów, a zwłaszcza Błogosławionemu Andrzejowi Boboli, w sposób szczególny czczonemu przez naród polski, który w nim położył swą ufność. Pragniemy mu okazać wdzięczność za Jego opiekę nad Polską i zapewnić ją sobie na przyszłość dla dalszego rozwoju naszego Państwa. Dlatego błagamy Cię, Ojcze Święty, by Wasza Świątobliwość raczył zaliczyć w poczet świętych Błogosławionego Andrzeja Bobolę. Ufamy, że jako Patron Kresów Wschodnich, na których poniósł śmierć męczeńską, wyprosi nam u Boga, że Polska w dalszym ciągu będzie przedmurzem chrześcijaństwa na rubieżach wschodnich…” – pisał Piłsudski. Niestety, sam nie doczekał kanonizacji bł. Andrzeja Boboli, ogłoszonego świętym w 1938 roku.

Tymczasem ks. kard. Aleksander Kakowski wezwał archidiecezję warszawską „do modłów dla pokrzepienia ducha i wzmocnienia serc wiernych, na ubłaganie pomocy Nieba” za wstawiennictwem bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa, patrona stolicy, do odmawiania nowenn i litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, a w niedzielę, 8 sierpnia, do całodziennej adoracji w kościołach. Po jej zakończeniu nieprzebrane rzesze wyruszyły na plac Zamkowy, zapełniając go w całości, na którym odprawiono polową Mszę św. pod przewodnictwem ks. kard. Aleksandra Kakowskiego. Z katedry w uroczystej procesji wniesiono relikwie świętych.

Tego też dnia modlono się w intencji Polski w Rzymie. Do Warszawy nadeszły również słowa otuchy i zapewnienia o modlitwie z wielu państw. W swym liście Episkopat Belgii wzywał Anglię i Stany Zjednoczone, aby „nareszcie pośpieszyły z pomocą temu rycerskiemu narodowi, który od dzieciństwa przywykliśmy uważać za naród bratni – w tej właśnie chwili jakieś ukryte siły przywłaszczają sobie prawowitą władzę i zatrzymują w drodze amunicję przeznaczoną dla Warszawy”.

Podkreślali moralny dług „w imię wdzięczności należnej narodowi, który przez dziesięć wieków prawie zawsze sam powstrzymywał u naszych wrót azjatyckie hordy” i błagali: „Wielkie Mocarstwa, ażeby nie pozwoliły na upadek Polski… tym bardziej, że państwa europejskie zaciągnęły dług wobec Polski i mają wobec niej grzech do odpokutowania… Należy się też od tych państw europejskich ekspiacja za zbrodnie, popełnione przez trzech mocarzy; carową Katarzynę II, Marię Teresę i Fryderyka II, którzy w 1795 roku ośmielili się rozedrzeć i rozebrać Polskę. Należy się też zadośćuczynienie za współudział w winie Kongresu Wiedeńskiego, który w roku 1815 te zbrodnie popełnione uznał i zatwierdził. Trzy wielkie mocarstwa, dziedzice dokonanego rozboju, równocześnie prawie [na Polskę] runęły. Polska zmartwychwstała. Czyżby chrześcijańska Europa chciała ją znowu wepchnąć do grobu?”.

Polska nie była jednak potrzebna Europie, a jedynie Węgrzy wsparli walczących dostawami broni oraz deklarowali wysłanie kilkudziesięciu tysięcy swych żołnierzy na pomoc Warszawie.

„Dobrych kapelanów dla armii!”
Tuż przed Bitwą Warszawską Naczelny Wódz Józef Piłsudski spotkał się z kardynałem Kakowskim, który zapamiętał tę rozmowę: „Upadek ducha żołnierza i oficerów przypisywał bezczynności kapelanów wojskowych. ’Kapelanów, dobrych kapelanów dla armii’ wołał, ’którzy by szli w szeregach razem z żołnierzem, w okopach podnosili go na duchu’. Spełniłem życzenie Piłsudskiego i ogłosiłem wezwanie do duchowieństwa. Usłuchano wezwania mojego i innych biskupów. Księża stanęli w szeregach, jedni jako kapelani, inni jako sanitariusze. Szczególniej młodzież seminariów duchownych poszła z zapałem do szeregów”. Wśród nich znalazł się ks. Ignacy Skorupka, który sam zwrócił się z prośbą, aby pójść na front z ochotniczą młodzieżą akademicką. „Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie i w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie”. „Właśnie dlatego, odrzekł, chcę iść do wojska”. Z krzyżem w ręce szedł na czele atakujących, gdy dosięgła go kula. „Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami. Nie dla innych przyczyn, ale dlatego właśnie cały naród czci ks. Skorupkę jako bohatera narodowego” – wspominał kard. Kakowski.

Ksiądz Skorupka poległ 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, gdy wierni podczas procesji i w przepełnionych kościołach prosili Boga o zwycięstwo nad bolszewizmem.

Już po zwycięstwie Ojciec Święty Benedykt XV wysłał list do polskich biskupów: „Nigdy bowiem nie wątpiliśmy, że Bóg będzie przy waszym narodzie, ile że tak świetnie w ciągu wieków religii się zasługiwał, a zapowiedzieliśmy publicznie obchody błagalne wtenczas, kiedy prawie powszechnie o ocaleniu Polski zrozpaczone, a wrogowie też ilością i powodzeniem odurzeni, to między sobą bluźniercze pytanie stawiali: Gdzie jest Bóg ich?… Niech przeto lud Polski, nieustające składając Bogu dzięki, to przede wszystkim ślubuje i przyrzeka, że i nadal też bronić będzie pod kierunkiem swych biskupów wiary katolickiej, tak jak Ojczyźnie swej wolność wywalczył: nie ma obawy dla ludu chrześcijańskiego, gdyż jeśli Bóg za nami, któż przeciw nam?…”.

Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/91461,m ... armat.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2014, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Dlaczego Bitwę Warszawską zaczęto nazywać „cudem nad Wisłą”? „Miało to cel określony, całkiem inny od bogobojno-podniosłego nastroju”

„Rzeczpospolita” pisała. 1920: Strońskiego cud nad Wisłą.

Słowa o cudzie nad Wisłą są autorstwa redaktora naczelnego Stanisława Strońskiego. W nocy z 13 na 14 sierpnia napisał artykuł, który zatytułował „O cud Wisły”

Ukazał się kilka godzin później w wydaniu porannym warszawskim. Stroński pisał:

„… żeby Warszawa wpaść miała w ręce bolszewików, żeby Trocki miał wejść do miasta jak ongi Suworow i później Paskiewicz, żeby ten sam dziki, a dzisiaj jeszcze dzikszy, bo podniecony przez mściwych i krwiożerczych naganiaczy sołdat i mużyk pohulać miał w stolicy odrodzonej Polski, tej myśli wojsko nasze nie zniesie i każdy żołnierz sobie powie: po moim trupie. /…/

I gdy w jutrzejszą niedzielę zbiorą się miliony ludności polskiej w kościołach i kościółkach naszych, ze wszystkich serc popłynie modlitwa:

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,

Ojczyznę, Wolność, zachowaj nam Panie.

Błogosławiony tą modlitwą ojców, matek, sióstr i małej dziatwy o ziszczenie się cudu Wisły, żołnierz polski pójdzie naprzód z tym przeświadczeniem, że oto przypadło mu w jednej z najcięższych chwil w naszych tysiącletnich dziejach być obrońcą Ojczyzny”.

Nadal czytelnicy „Rzeczpospolitej” nie wiedzieli, co dzieje się na froncie poza informacją, że utworzony przez bolszewików w Łomży rząd sowiecki wspaniałomyślnie podarował chłopom posiadłości ziemskie opuszczone przez właścicieli. „Włościanie proponowanych im obszarów nie zajmują głównie z tej przyczyny, że włościaństwo wszędzie jest przekonane, iż bolszewicy za parę tygodni zostaną odpędzeni” – taki był komentarz redakcyjny.

W kilka dni później redakcyjny grafik i rysownik Władysław Skoczylas pięknym rysunkiem oddał hołd polskiemu żołnierzowi, zwycięscy w bitwie o Wisłę i Warszawę.

A tak opisywał tę historię Stanisław Cat-Mackiewicz:

Rzucenie takiego hasła, jak „cud nad Wisłą”, było majstersztykiem dziennikarstwa. Można się na tym uczyć wielkich dziennikarskich uderzeń, podsunięcia, zasugerowania narodowi pojęcia przekonania, w które ten naród uwierzy; ta sugestia miała cel określony, całkiem inny i niezależny od bogobojno-podniosłego nastroju, który wyrazy „cud nad Wisłą” otacza. Rzucenie hasła „cudu nad Wisłą” w intencji zeskamotowania Piłsudskiemu politycznych owoców jego zwycięstwa, może nas pouczyć, w jak decydujący sposób prawdziwie utalentowany dziennikarz wpłynąć potrafi na bieg wypadków i postawę opinii publicznej.

Hasło „cudu” było pierwszą i najbardziej kurtuazyjną próbą odebrania Piłsudskiemu glorii zwycięstwa. Potem nastąpiło uporczywe twierdzenie, które szerzy ten sam prof. Stroński, że zwycięstwo przypisać należy dyrektywom generała Weyganda, że to on, a nie niedołężny, niefachowy Piłsudski był prawdziwym wodzem w tym zwycięstwie. Było to również niezgodne z prawdą historyczną. Generał Weygand sam oświadczył, że zwycięstwo należy zawdzięczać „generałom polskim”. Nie powiedział jednak, że nie tylko nie miał nic wspólnego z opracowaniem planu bitwy nad Wisłą i Wieprzem, lecz że plan ten powstał wyraźnie wbrew jego wskazówkom i poglądom.

Ale prawda historyczna nie grała tu większej roli. Stroński tak silnie wówczas trzymał w ręku cugle uczuć prawicowego społeczeństwa polskiego, że do obowiązków narodowych należało twierdzenie, iż to Francuz wygrał bitwę. Kto się ośmielał myśleć, że bitwę wygrał jednak Polak, podejrzewany był o brak uczuć narodowych.

„Historia Polski 11 listopada 1918 – 17 września 1939″

http://niezlomni.com/?p=17270


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2014, 19:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://oburzeni.org.pl/news.php?extend.118

Cud nad Wisłą - BITWA WARSZAWSKA - 1920 r.
piątek 15 sierpień 2014 - 11:42:11 Wydarzenia Administrator

Obrazek

Dzisiaj mija 94 lata od pokonania przez Polskę potęgi sowieckiej .
W rocznice tą Wojsko Polskie obchodzi swoje święto.

Dla przypomnienia podajemy parę faktów z ówczesnych wydarzeń.

Wojna polsko-bolszewicka (1919-1921), walki toczone przez Polskę przeciw Rosji Radzieckiej o kształt granicy wschodniej i utrzymanie niepodległości. Po kapitulacji Niemiec rząd radziecki unieważnił ustalenia pokoju brzeskiego i rozpoczął operację zbrojną o kryptonimie Wisła (operacja Wisła, 1919). W jej wyniku wojska radzieckie miały wesprzeć ferment rewolucyjny ogarniający po zakończeniu I wojny światowej Europę Środkową. Akcja ta miała zapoczątkować rewolucję europejską i przynieść zwycięstwo komunizmowi.

Pochód wojsk radzieckich w pierwszej kolejności skierował się przeciw niepodległym republikom Białorusi i Litwy. W grudniu 1918 wojska radzieckie zajęły Mińsk, w styczniu 1919 Wilno i Kowno. 27.II.1919 proklamowano powstanie Litewsko-Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Zajmowaniu terenów białorusko-litewskich przez Armię Czerwoną przeciwstawiała się jedynie ludność polska, organizując oddziały samoobrony.

UTWORZENIE FRONTU POLSKO-RADZIECKIEGO

Rząd polski, dążąc zahamowania marszu wojsk radzieckich na zachód, zawarł 5.II.1919 umowę z wycofującą się armią niemiecką o przepuszczenie oddziałów Wojska Polskiego przez tereny zajęte przez Niemców. 9-14.II.1919 wojska polskie obsadziły pozycje na linii: Kobryń, Prużany, wzdłuż rzek Zalewianka i Niemen. Po kilku dniach do obsadzonych przez Polaków pozycji dotarła Armia Czerwona, doszło do utworzenia frontu polsko-radzieckiego na ziemiach Litwy i Białorusi. Na początku marca 1919 Polacy podjęli natarcie. Grupa wojsk generała Stanisława Szeptyckiego zajęła Słonim i utworzyła przyczółek na północnym brzegu Niemna, grupa generała A. Listowskiego zajęła Pińsk i obsadziła rzekę Jasiołdę oraz Kanał Ogińskiego. W wyniku kolejnego uderzenia, w IV.1919, Polacy opanowali Nowogródek, Baranowicze, Lidę i Wilno, to ostatnie miasto zdobyła 1 Dywizja Legionów (2,5 tys. żołnierzy) generała Edwarda Rydza-Śmigłego i grupa kawalerii (800 żołnierzy) podpułkownika Władysława Beliny-Prażmowskiego. Od połowy maja do połowy lipca linia frontu ustabilizowała się



FRONT BIAŁORUSKO-LITEWSKI
Oddziały Wojska Polskiego utworzyły Front Białorusko-Litewski pod dowództwem generała Stanisława. Szeptyckiego. Wobec fiaska rozmów pokojowych w Białowieży (czerwiec-sierpień 1919), strona polska podjęła ofensywę zajmując Mińsk (8.VIII.1919), przekraczając Berezynę i zajmując Bobrujsk (29.VIII.1919). Wojna polsko-bolszewicka na Ukrainie rozpoczęła się w lipcu 1919, dopiero po zakończeniu walk polsko-ukraińskich i zajęciu Galicji Wschodniej przez Wojsko Polskie po rzekę Zbrucz. We wrześniu strona polska zawarła układ z S. Petlurą, przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej, w sprawie wspólnej walki przeciwko Armii Czerwonej. Wobec stanowiska generała A.I. Denikina, zmierzającego do odbudowy Rosji w granicach sprzed I wojny światowej, odmawiającego uznania niepodległego państwa polskiego, Józef Piłsudski zarządził przerwanie działań, aby nie wspierać ofensywy nieprzyjaznych Polsce białogwardzistów. Strona polska podjęła, trwające od października do grudnia 1919, pertraktacje pokojowe z bolszewikami w Moskwie i w Mikaszewiczach na Polesiu. Przerwanie działań ofensywnych Wojska Polskiego uwolniło część sił Armii Czerwonej, co przyczyniło się do klęski A.I. Denikina i S. Petlury. Pod koniec 1919 pod polską kontrolą znajdowały się tereny na zachód od linii: rzeka Zbrucz, Płoskirów, rzeka Słucz, Zwiahel, rzeka Uborć, Bobrujsk, rzeka Berezyna, Borysów, Lepel, Połock, Dyneburg.


OPERACJA RYDZA ŚMIGŁEGO NA ŁOTWIE
W styczniu 1920, na prośbę rządu łotewskiego, E. Rydz-Śmigły na czele 1 i 3 Dywizji Legionów wyruszył pod Dyneburg i wspierany przez znacznie słabsze siły łotewskie zdobył miasto i przekazał je Łotwie. Wykorzystując przerwę w działaniach w okresie zimowym, obie strony czyniły przygotowania do ofensywy. Armia Czerwona gromadziła siły na Białorusi, Polacy w Galicji Wschodniej. Rząd radziecki czynił taktyczne starania o kontynuowanie rozmów pokojowych (nota G.W. Cziczerina do L. Skulskiego z 22.XII.1919), przygotowując jednocześnie plany ofensywy. Rząd polski odpowiedział na notę 27.III.1920, proponując jako miejsce rokowań Borysów położony na linii frontu. Propozycja była nie do przyjęcia przez stronę radziecką z uwagi na przygotowywaną ofensywę na Białorusi. W marcu Wojsko Polskie zajęło ważne dla Rosjan punkty strategiczne: Mozyrz i Kalenkowicze, co opóźniło przesunięcie wojsk radzieckich na Front Zachodni.


OFENSYWA BIAŁORUSKO-UKRAIŃSKA
Po zawarciu umowy politycznej i konwencji wojskowej z rządem ukraińskim S. Petlury (21 i 24.IV.1920), 25.IV ruszyła polska ofensywa na Ukrainie. Oddziały polskie pod dowództwem Edwarda Rydza-Śmigłego, wspierane przez oddziały ukraińskie, 7.V.1920 zajęły Kijów, a 9.V.1920 zdobyły przyczółki na Dnieprze. 14.V.1920 dowództwo radzieckie rozpoczęło ofensywę nad Dźwiną i Berezyną. Uderzenie radzieckie zostało powstrzymane. 26 maja Rosjanie rozpoczęli ofensywę na Ukrainie (dowodził generał A.I. Jegorow), 5.VI armia konna S.M. Budionnego przerwała polską obronę pod Samohorodkiem i zagroziła odcięciem polskich oddziałów w Kijowie. 10.VI Wojsko Polskie opuściło miasto i w ciągłych walkach wycofywało się na zachód. Posuwająca się za Polakami Armia Czerwona dotarła pod Lwów i Zamość. Sukcesem zakończyła się także ofensywa Rosjan rozpoczęta 4.VII na Białorusi. Do końca lipca wojska radzieckie zajęły Wilno, Lidę, Grodno i Białystok, w połowie sierpnia Armia Czerwona dowodzona przez M.N. Tuchaczewskiego dotarła do Wisły i zagroziła bezpośrednio Warszawie. W obliczu tych wydarzeń rząd L. Skulskiego podał się do dymisji.

Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski

Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, TKRP, utworzony 1 sierpnia 1920 w Białymstoku na polecenie Rosyjskiej Partii Komunistycznej jako namiastka rządu na ziemiach zajętych przez Armię Czerwoną podczas wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920. W skład TKRP weszli komuniści polscy, członkowie Biura Politycznego Komitetu Centralnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików): J. Marchlewski (przewodniczący), E. Próchniak (sekretarz), F. Dzierżyński, F. Kon i J. Unszlicht. Kierownictwo wydziałów (ministerstw) objęli: J. Dalecki (administracja), S. Bobiński (leśnictwo), T. Radwański (propaganda i informacja), B. Zaks (przemysł), S. Heltman (rolnictwo), S. Pilawski (sprawiedliwość i bezpieczeństwo). O przejęciu rządów przez TKRP informował komunikat ogłoszony 30 lipca 1920. TKRP pozbawiał władzy dotychczasowy rząd polski, powoływał komitety fabryczne, folwarczne i rewolucyjne, którym oddawał w zarząd fabryki, majątki ziemskie i administrację w terenie. Od ludności wymagał lojalności wobec nowych władz. W ogłoszonym równocześnie Manifeście do polskiego ludu roboczego miast i wsi zapowiadał utworzenie po zakończonej wojnie Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad, wzywał do walki z obszarnikami i fabrykantami oraz tworzenia komitetów rewolucyjnych. W okresie działalności TKRP powstało 65 komitetów rewolucyjnych. Komitet przystąpił do organizowania 1 Polskiej Armii Czerwonej (dowódca R. Łągwa), wydawał pismo Goniec Czerwony. Współpracę z władzami bolszewickimi podjęła część ludności białoruskiej i żydowskiej. Ze strony ludności polskiej TKRP spotkał się z jednoznacznie nieprzychylnym stanowiskiem. Zakończył działalność 22 sierpnia 1920 po zwycięstwie polskim nad wojskami bolszewickimi w bitwie warszawskiej

RADA OBRONY PAŃSTWA

Nowy premier Stanisław Grabski przekazał 1 lipca pełnię władzy Radzie Obrony Państwa, w skład której wchodzili: Naczelnik Państwa, marszałek sejmu, premier, 3 ministrów, 3 przedstawicieli armii i 10 posłów. Podjęte przez dyplomację zachodnią, na prośbę rządu Grabskiego, próby mediacji nie znalazły odzewu ze strony rządu Rosji Radzieckiej. W tej sytuacji rząd Grabskiego podał się do dymisji, premierem nowego gabinetu został Wincenty Witos. 28.VII Rosjanie utworzyli w Białymstoku namiastkę rządu polskiego, Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski.

CUD NAD WISŁĄ
Bitwa warszawska (13-25 VIII 1920) - decydująca bitwa w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920. Na początku lipca 1920 roku ofensywę wojsk rosyjskich, liczących około 100 tys. żołnierzy, pod dowództwem M. Tuchaczewskiego, strona polska próbowała zatrzymać początkowo na linii Niemna, a gdy to się nie udało - na linii Bugu i Narwi. 29 VII 1920 roku rozpoczęła się bitwa o utrzymanie pozycji obronnych na linii tych rzek. Nie udało się jednak obronić Brześcia nad Bugiem, w krwawych walkach odparto początkowo ataki rosyjskie na Łomżę, ale wobec nadejścia przeważających sił rosyjskich, oddziały polskie wycofały się w kierunku Ostrołęki. Szczególnie dawał się we znaki korpus kawalerii dowodzony przez G. Gaja, który posuwając się wzdłuż granicy z Prusami Wschodnimi zajął 6 VIII 1929 roku Przasnysz. W tym dniu Piłsudski podpisał rozkaz operacyjny nakazujący odwrót wojsk polskich na przedpola Warszawy i Modlina oraz na linię rzeki Wieprz, skąd miałom wyjść decydujące kontruderzenie. W tym celu miała być utworzona silna grupa uderzeniowa. Jednocześnie powstał front północny pod dowództwem gen. J. Hallera, mający za zadanie obronę linii Wisły od Torunia do Dęblina. Podporządkowano mu 5 armię gen. Sikorskiego (obrona Modlina), 1 armię gen. F. Latinika (obrona przedmieścia Warszawy) i 2 armię gen. B. Roi (obrona linii Wisły od Góry Kalwarii do Dęblina). Decydująca rola przypadła wojskom Frontu Środkowego pod dowództwem gen. E. Rydza-Śmigłego, obejmującego 4 armię gen. L. Skierskiego i 3 armię gen. Z. Zielińskiego. Z tych armii pochodziła grupa uderzeniowa, której dowództwo objął Piłsudski. Front Południowy stanowiła broniąca miedzy innymi Lwowa 6 armia gen. W. Jędrzejewskiego, wspierana przez oddziały ukraińskie. 13 VIII 1920 roku, mając przewagę liczebną, sześć dywizji rosyjskich rozpoczęło atak w kierunku Warszawy. Miejscem krwawych trzydniowych walk stał się Radzymin, który kilka razy przechodził z rąk do rąk. W tej sytuacji 14 VIII 1920 roku działania zaczepne na linii Wkry podjęła 5 armia gen. W. Sikorskiego, mająca przeciw sobie siły 4 i 15 armii rosyjskiej. 16 VIII 1920 zdobyła ona śmiałym atakiem Nasielsk. Mimo to inne jednostki rosyjskie nie zaprzestały marszu w kierunku Brodnicy, Włocławka i Płocka. 16 VIII 1920 roku o świcie nastąpiło polskie uderzenie znad Wieprza. Jednostki polskie przełamały opór stosunkowo słabych na tym odcinku frontu sił rosyjskich i wykorzystując zaskoczenie w ciągu doby przesunęły się o 45 kilometrów na północ. Następnego dnia odbiły Mińsk Mazowiecki, Siedlce, Międzyrzecz i Białą Podlaską. 18 VIII 1920 roku po krwawych starciach pod Stanisławowem, Łosicami i Sławatyczami siły polskie znalazły się na linii Wyszków-Stanisławów-Drohiczyn-Siemiatycze-Janów Podlaski-Kodeń. W tym czasie 5 armia gen. Sikorskiego, wiążąc przeważające siły rosyjskie nacierające na nią z zachodu, przeszła do natarcia w kierunku wschodnim, zdobywając Pułtusk, a następnie Serock. 19 VIII 1920 roku jednostki polskie na rozkaz Piłsudskiego przeszły do działań pościgowych, starając się uniemożliwić odwrót głównych sił Tuchaczewskiego, znajdujących się na północ od Warszawy. 21 VIII 1920 roku rozpoczęła się decydująca faza działań pościgowych: 1 dywizja piechoty z 3 armii polskiej sforsowała Narew pod Rybakami, odcinając drogę odwrotu resztkom 16 armii rosyjskiej w kierunku na Białystok, natomiast 15 dywizja piechoty z 4 armii polskiej po opanowaniu Wysokiego Mazowieckiego odcięła odwrót oddziałom 15 armii rosyjskiej z rejonu Ostrołęki. Podobnie 5 armia polska przesunęła się w kierunku Mławy. Część sił rosyjskich nie mogąc się przebić na wschód 24 VIII 1920 roku przekroczyła granicę niemiecką i schroniła się na terytorium Prus Wschodnich. Do niewoli dostało się ponad 60 tys. żołnierzy rosyjskich. Straty polskie wyniosły 2 tys. zabitych i 20 tys. rannych.


Cud nad Wisłą można określić zwrotnym punktem w historii XX wiecznej Europy. Gdyby "czerwona inwazja" została zrealizowana mieli byśmy do czynienia z kolejnym rozbiorem Polski. Tym razem było by tylko dwóch zaborców, ale za to jakich - bolszewicka Rosja i rozjuszone z nienawiści za Powstanie Wielkopolskie Niemcy. Stanowiło by to koniec porządku wersalskiego. Ciekawy w całej tej sytuacji jest fakt iż "całkiem nie dawno", caryca Katarzyna obawiała się zalewem Rosji "francuską zarazą" (rewolucją), z kolei teraz Europa obawiała się komunistycznej rewolucji robotniczej. Widmo komunizmu wisiało nad Europą a niemalże wszyscy alianci nie zauważali tego. Anglicy ze swoim wyspiarskim, chyba już genetycznie zakodowanym dystansem nie dawali się przekonać iż Rosjanom chodzi nie o załatwienie spornej kwestii miedzy nami a o inwazję na Europę. Jako nieliczni podzielali nasze obawy Francuzi i Węgrzy którzy mimo szczerych chęci byli krępowani przez oszołomionych bolszewicką propagandą Czechów i upatrujących korzyści terytorialnych Niemców. Taką a nie inną postawę Anglii należało by upatrywać w postawie premiera Lloyda Georga który w tamtych okolicznościach politycznych blokował Winstona Churchilla który dostrzegał widoczne gołym okiem zagrożenie dla Europy i chciał wspomóc siły polskie eskadrami RAF-u stacjonującymi w Kolonii. Gdyby jego plan doszedł do skutku prawdopodobnie spowodowało by to rezygnację sowietów z planu podboju Europy. Tak się jednak nie stało. "Cud nad Wisłą" na szczęście "wypalił". Wojsko Polskie jeszcze raz dało przykład wielkiego męstwa


Ostateczne pokonanie Armii Czerwonej

We wrześniu M.N. Tuchaczewski próbował zorganizować obronę na linii Niemna, gdzie przyjął bitwę i został pobity. Klęskę poniosła także Armia Czerwona na południu Polski. Po bitwach pod Komarowem i Hrubieszowem, zakończonych rozbiciem armii konnej S.M. Budionnego, nastąpił odwrót wojsk radzieckich. Do połowy października Wojsko Polskie wyszło na linię: Tarnopol, Dubno, Mińsk, Dryssa. 12 października 1920 podpisano układ o zawieszeniu broni, 18 października ustały działania wojenne.

Traktat ryski
Traktat ryski - traktat pokojowy zawarty 18 III 1921 roku w Rydze między Polską a Rosją bolszewicką. Po długotrwałych rokowaniach ustalono treść traktatu, zawierającego 26 artykułów, regulujących podstawowe kwestie: sprawę granic, suwerenności państw, obywatelstwa i zasad repatriacji, zwrotu zabytków kultury oraz mienia polskiego znajdującego się w Rosji i na Ukrainie. Traktat przewidywał wypłatę 30 mln rubli w złocie tytułem odszkodowania za wkład Polski w rozwój gospodarczy Rosji oraz postanawiał, że nawiązanie stosunków dyplomatycznych między Polską a Rosją nastąpi natychmiast po zawarciu traktatu. Traktat ryski rozstrzygał sprawę granicy wschodniej na korzyść Polski: linię jej na północnym wschodzie wyznaczała Dźwina, a na południowym wschodzie Zbrucz; nie podejmował natomiast kwestii Wileńszczyzny. J. Piłsudski stworzył "fakt dokonany" - zajęty przez gen. Żeligowskiego okręg wileński został na mocy uchwały sejmu z 24 IV 1922 roku wcielony do Polski.


Bibliografia:

http://www.historycy.org/__cud_Nad_Wisla__-t207.html
http://www.culture.pl/pl/culture/artyku ... odpychanie
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-bolszewicka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 15 sie 2014, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=17355

Dzieci w wojnie polsko-bolszewickiej chciały dorównać „Orlętom Lwowskim”. Najmłodszym odznaczonym był 11-latek, który uciekł z domu, aby pomagać w walce
sie 15, 2014 Admin Bohaterowie 0

Dzieci zapragnęły dorównać „Orlętom Lwowskim”, wyrywając się czym prędzej z domów i pędząc tam, gdzie właśnie największe niebezpieczeństwo

- mówił harcmistrz Włodzimierz Nekrasz o młodych obrońcach Płocka. Wśród nich był jedenastoletni Tadzio Jeziorowski.

W wojnie polsko-bolszewickiej również Płock odegrał istotną rolę. Miasto zostało odznaczone Krzyżem Walecznych, jako drugie po Lwowie. Kiedy Józef Piłsudski ogłosił dwie odezwy wzywające do walki, do czynnej służby wojskowej zgłosiło 1000 (!) mieszkańców niewielkiego przecież Płocka. Walka toczyła się 18 i 19 sierpnia, tuż po bitwie warszawskiej. Początkowo skromne siły polskie stawiały dzielnie czoła wojskom bolszewickim. Dopiero wieczorem 18 sierpnia ze strony Zadziwia przybyła z pomocą polska artyleria. Oddziały bolszewickie poniosły klęskę, a dzień później Płock stał się wolny.

MŁODZIEŻ WALCZĄCA

Mieszkańcy Płocka wykazali się ogromną odwagą i heroiczną postawą. Wśród walczących, w pierwszych szeregach własnym życiem ryzykowali ludzie młodzi, dzieci, które niczym „Orlęta Lwowskie” pod gradem kul, bomb i strzałów przynosiły amunicje żołnierzom oraz pomagały ludności cywilnej.

W obronie Płocka brały udział też harcerki, które wytrwale pomagały przy kopaniu rowów, wydawały posiłki dla wojska. Postawa młodzieży wzruszyła i w pełni usatysfakcjonowała generała Józefa Hallera, który stwierdził:

„Zachowanie się harcerzy było bez zarzutu. Bardzo wielu z nich pamiętam, choć ciężkie rany odnieśli, choć bardzo osłabieni, o tym tylko myśleli, ażeby wrócić jak najprędzej na front. A dwa tylko pytania najczęściej zadawali: jak Sprawa stoi, czy bolszewicy odpędzeni, i drugie pytanie: o rodziców”.

Szczególnym męstwem w walkach o Płock wykazał się mały Tadzio Jeziorowski.

Odznaczony 14-letni Józef Kaczmarski

Odznaczony 14-letni Józef Kaczmarski

Chłopiec urodził się w wielodzietnej rodzinie młynarza, w Cierszewie pod Płockiem 15 października 1908 roku, patriotycznej i silnej wiarą, bogatej w dziesięcioro dzieci. Już w 1918 roku został zapisany do słynnego Gimnazjum im. Stanisława Małachowskiego w Płocku. Bardzo wcześnie wstąpił do harcerstwa, gdzie miał przezwisko „Biszkopt”. W czasie obrony Płocka zaledwie dwunastoletni, aby móc pomagać w działaniach wojennych, musiał mieć podpisane przez rodziców pozwolenie na udział w walce.

Mały Tadzio zdawał sobie sprawę, że na to rodzice się nie zgodzą, więc uciekł z domu. W dniach walki, 18 i 19 sierpnia, wykazał się niezwykłą odwagą i sprytem. Z zachowanych wspomnień wynika, że bohaterski urwis bez najmniejszego strachu przez 5 godzin, mimo ogromnego zmęczenia roznosił amunicję, „ze wspaniałą dumą odbierał naboje, nabijał broń i podawał ją żołnierzom”. W płockim magazynie znajdowały się karabiny francuskie, austriackie i rosyjskie. Zadaniem małego żołnierza było dobranie odpowiednich naboi. Wsławił się tym, że gdy na jednej z barykad nie było już żadnego obrońcy, rzucił się, aby ratować porzucony karabin maszynowy. Mimo deszczu kul wyszedł z walki bez najmniejszego uszczerbku.

Męstwo Tadka Jeziorowskiego oraz jego kolegi – również harcerza, Józefa Kaczmarskiego – zostało nagrodzone specjalną uroczystością, podczas której marszałek Józef Piłsudski odznaczył ich Krzyżem Walecznych. Jeziorowski był najmłodszym uhonorowanym. Wśród odznaczonych znaleźli się również: Klemens Jędrzejewski, Wiktor Łebkowski, Stanisław Wojciechowski, Stefan Łoś, Jan Gośkowski, Bohdan Maciejowski, Jerzy Zapaśnik, Stefan Górzyński i Jan Wichrowski.

NIE SPOCZĄŁ NA LAURACH

Jeszcze w czasie nauki w gimnazjum Tadzio był aktywny w 2 Korpusie Kadetów w Modlinie. Potem przeniósł się do Korpusu Lwowskiego i zapłonął miłością do lotnictwa. W 1929 zdał bardzo dobrze egzaminy maturalne. W tym samym czasie otrzymał medal „Polska Swemu Obrońcy”. Po maturze postanowił rozwijać pasję i wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Kiedy wybuchła II wojna światowa, był porucznikiem pilotem, pełniąc funkcję oficera taktyczno-operacyjnego 161 Eskadry Myśliwskiej 3 Dywizjonu 6 Pułku Lotnictwa we Lwowie. Zginął 4 września 1939 podczas ataku niemieckiego na lotnisko polowe Widzew. Po śmierci Tadeusz Jeziorowski został odznaczony Krzyżem Virtuti Millitari. Jego grób znajduje się w Łodzi.

Pamięć o dzielnym chłopcu nie zginęła. Szkoła Podstawowa nr 1 w Płocku nosi imię braci Jeziorowskich, gdyż nie tylko Tadeusz wsławił się jako bohater. O wolność Polski walczyli też Józef, Stanisław, Kazimierz oraz Zbigniew Jeziorowscy. W tym roku, dla uczczenia 90. rocznicy obrony Płocka, 18 sierpnia odbędzie się w tym mieście widowisko „Płocka Barykada”. Można również podziwiać wystawę w ratuszu, która pokazuje młodych obrońców Płocka. Wśród nich zobaczymy małego Tadka.

Ewelina Steczkowska, artykuł ukazał się w piśmie „Idziemy”
obrońcy

Płockie Orlęta – Piotruś Stefański, Kazik Sieradzki i Staś Wasiak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 17 sie 2014, 18:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2218/osiemna ... ach-swiata

OSIEMNASTA DECYDUJĄCA BITWA W DZIEJACH ŚWIATA
Aleszumm - 15 Sierpień, 2014 - 20:26

Obrazek

CUD NAD WISŁĄ - 94 ROCZNICA

Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski zmarł w Belwederze 12 maja 1935 roku o godz. 20 45. Komunikat o jego śmierci przekazało Radio Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Ogłoszona została żałoba narodowa.

Na wiadomość o śmierci Marszałka Piłsudskiego prezydent RP Ignacy Mościcki wydał Orędzie do Narodu. Tuż przed 1 w nocy 13 maja 1935 roku udał się do Belwederu by oddać cześć zmarłemu Marszałkowi.

Prezydent Ignacy Mościcki powiedział wówczas:
„[…] Przedmiotem kultu narodowego nie może być tylko samo cierpienie. W drodze swej instynkt twórczy narodu znajduje ujście w apoteozie czynu i wielkości. Bez czci dla wielkości nie ma potęgi Państwa…Dzień 12 maja 1935 roku tragiczny dla Narodu i Państwa Polskiego okrył wszystkie serca polskie ciężką, nieutuloną żałobą. Odszedł od nas na zawsze, odszedł w chwili, kiedy najbardziej potrzebujemy Jego mądrej, troskliwej i wszystko przewidującej opieki. Największy na przełomie całej naszej historii człowiek, który z głębi dziejów minionych moc swego ducha czerpał i nadludzkim wytężeniem myśli i drogi przyszłość odgadywał[…]”.
Uroczystości pogrzebowe były ogromną manifestacją kultu Józefa Piłsudskiego, spotęgowanego jeszcze po jego śmierci. Ocenia się, że pogrzeb Józefa Piłsudskiego był prawdopodobnie największą tego typu uroczystością, jaka kiedykolwiek odbyła się w Polsce.
Nie należy zapominać, iż dwa polskie miasta Warszawa i Lwów zostały przez Naczelnika Państwa odznaczone Krzyżem Kawalerskim „Virtuti Militari”. 22 listopada 1920 roku Lwów jako pierwsze i jedyne w II RP miasto polskie zostało odznaczone Krzyżem Kawalerskim Orderu „Virtuti Militari”. Uroczystej dekoracji dokonał Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski, który również odbierał defiladę na placu Mariackim u stóp pomnika Adama Mickiewicza i na ul. Legionów we Lwowie. To najwyższe polskie odznaczenie wojskowe nadano bohaterskiemu miastu, które do dziś z dumą nosi dewizę „Semper Fidelis". Doceniono zarówno odwagę mieszkańców w czasie walk rozpoczętych w listopadzie 1918 roku o zachowanie polskości miasta, jak i jego późniejszy opór wobec natarcia Armii Czerwonej w 1920 roku.
Kult Twórcy Odrodzonego Państwa Polskiego, wzbogacony z biegiem lat nazwiskami bohaterów i męczenników walk niepodległościowych przeszedł w spadku na nas, synów odrodzonej z niewoli Polski. W tej potężnej, prawdziwie spiżowej postaci, niby w soczewce ześrodkowały się najszlachetniejsze pierwiastki narodu. Czcimy w Nim Tego, który od lat najmłodszych do ostatniego tchnienia walczył niezłomnie i niestrudzenie nie oglądając się na trudy, przeszkody i niebezpieczeństwa, o ideał Wolnej, Niepodległej Polski. Spełnił się „sen o szpadzie”, ziściły się marzenia pokoleń, z krwi ofiarnej żołnierzy Józefa Piłsudskiego powstała Wolna, Niepodległa Polska.
Niepodległość Polski. Mołotow nazwał ją „potwornym bękartem traktatu wersalskiego”. Stalin mówił o niej jako „ o, przepraszam za wyrażenie - państwie”, a dla J.M. Keynesa, teoretyka współczesnego kapitalizmu była „ekonomiczną niemożliwością, której jedynym przemysłem jest żydożerstwo”. Lewis Namler uważał, że jest „patologiczna”, E. H. Carr nazwał ją „farsą”. David Lloyd George mówił o „defekcie historii” , twierdząc, że „zdobyła sobie wolność nie własnym wysiłkiem, ale ludzką krwią” i że jest krajem, który „narzucił innym narodom tę samą tyranię, jaką sam przez lata znosił”. Polska, powiedział, jest „pijana młodym winem wolności, które jej podali alianci”, i „uważa się za nieodparcie uroczą kochankę środkowej Europy”. W 1919 roku Lloyd George powiedział, „że prędzej oddałby małpie zegarek, niż Polsce Górny Śląsk”, zaś w 1939 roku oświadczył, „iż Polska zasłużyła na swój los”.
Adolf Hitler nazywał ją „państwem, które wyrosło z krwi niezliczonej ilości pułków, państwem zbudowanym na sile i rządzonym przez pałki policjantów i żołnierzy, śmiesznym państwem, w którym sadystyczne bestie dają upust swoim perwersyjnym instynktom, sztucznie poczętym państwem, ulubionym pokojowym pieskiem zachodnich demokracji, którego w ogóle nie można uznać za kulturalny naród, tak zwanym państwem, pozbawionym wszelkich podstaw narodowych, historycznych, kulturowych, czy moralnych”.
Wojna sowiecko-polska
Wojnę sowiecko - polską rozpoczęła agresja Rosji Sowieckiej na Polskę, która była przecież tym korytarzem wiodącym do bolszewickiego podboju Europy. Wojna zaczęła się już na początku 1918 roku, aby rozszerzyć rewolucję bolszewicką w Europie. O wojnie zadecydowało Biuro Polityczne partii bolszewickiej - Włodzimierz Lenin, Józef Stalin, Lew Trocki, Lew Kamieniew. Istniała jedyna droga aby swój cel osiągnęli; droga na Berlin i połączenie sił sowieckich z potęgą niemieckiego proletariatu i uprzemysłowionej gospodarki. A właśnie Polska stanęła w tych zdawałoby się otwartych drzwiach do Europy. Polskę stanowiącą przedmurze chrześcijaństwa siły rewolucji bolszewickiej zamierzały zmienić na przedmurze mongolskie, zaprowadzić swoje komunistyczne porządki. Już w listopadzie 1918 roku Józef Stalin drogę do Europy określił jako biegnącą przez „polskie przepierzenie", które miała Armia Czerwona sforsować za jednym zamachem.

Wojna sowiecko-polska weszła wtedy w decydującą fazę. Armia Czerwona przygotowywała od stycznia potężne uderzenie , które miało w maju rozbić Wojsko Polskie na froncie białoruskim. Naczelnik państwa Józef Piłsudski chciał uprzedzić to uderzenie i podjąć próbę realizacji najambitniejszego zadania. Pragnął utrwalić niepodległość Polski poprzez ostateczne rozbicie imperialnego więzienia narodów na wschód od niej. Uzyskanie niepodległości przez Ukrainę miało zabezpieczyć nie tylko Polskę, ale także pozwolić na wolny rozwój mniejszych narodów od Kaukazu do Bałtyku. Tego celu nie udało się jednak w pełni osiągnąć. Żywioł niepodległościowy na Ukrainie okazał się zbyt słaby, a i siły Polski nie wystarczające do prowadzenia samotnej walki o przyszłość całej Europy Wschodniej, nie tylko przeciw Rosji Sowieckiej, ale także wbrew stanowisku głównych mocarstw zachodnich ( Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ), które przyzwyczaiły się widzieć na tym obszarze jeden czynnik siły - Rosję. Wielka Brytania w szczególności chciała się wówczas porozumieć z Moskwą , nawet z „czerwoną Moskwą”, jako jedynym na wschód od Niemiec istotnym partnerem w układaniu nowego ładu Europy po wielkiej wojnie.
Brytyjski premier David Lloyd George dążył od kwietnia 1929 roku do bezpośredniego porozumienia z Leninem jako rzeczywistym gospodarzem nie tylko Rosji, ale także patronem owego nowego ładu w Europie Wschodniej.
Polska niepodległa polityka, uwzględniająca istnienie innych, mniejszych państw na tym obszarze, a także zwracająca uwagę na ideologiczny charakter sowieckiego niebezpieczeństwa dla całej Europy - była w tej perspektywie tylko przeszkodą.

Lenin wysłał do Londynu Lwa Kamieniewa, członka Politbiura, aby podtrzymał iluzję porozumienia państwa sowieckiego z Zachodem za cenę oddania pod kontrolę Moskwy całej Europy Wschodniej.

Jednak w miarę odzyskiwania militarnej inicjatywy w wojnie z Polską i postępów Armii Czerwonej na zachód korciło go rzucenie rękawicy całemu systemowi wersalskiemu w Europie. Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego miał ruszyć „przez trupa białej Polski" na Berlin. Nie tylko Polska miała być zsowietyzowana.

Skalę ambicji bolszewickiego kierownictwa latem 1920 roku oddaje najpełniej wymiana depesz między Leninem, a Stalinem ( który bezpośrednio nadzorował wówczas natarcie Armii Czerwonej na Lwów ). 23 lipca Lenin pisał do Stalina:
"Uważam ,że należałoby w tej chwili pobudzić rewolucję we Włoszech. Uważam osobiście, że należy w tym celu sowietyzować Węgry, a być może także Czechy i Rumunię".
Stalin, który obiecywał w ciągu tygodnia zająć Lwów, następnego dnia odpowiedział:
„teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i mniej, czy bardziej przyzwoitą Armię Czerwoną , byłoby grzechem nie pobudzić rewolucji we Włoszech. Należy postawić kwestię organizacji powstania we Włoszech i w takich jeszcze nieokrzepłych państwach jak Węgry, Czechy, (Rumunię przyjdzie rozbić). Najkrócej mówiąc trzeba podnieść kotwicę i puścić się w drogę, póki imperializm nie zdążył jako tako podreperować swojej rozwalającej się fury”.
Stalin, zanim ruszył pod Lwów, zdążył już zająć się opracowaniem teoretyczno - ustrojowych rozwiązań, aby poszerzyć sowieckie imperium. We wcześniejszym liście do Lenina zwracał uwagę, że przyszłe sowieckie Niemcy, sowiecka Polska, Węgry, czy Finlandia nie powinny być od razu przyłączone do sowieckiej Rosji na takiej samej federacyjnej zasadzie jak Baszkiria, czy Ukraina, ale zasługują na wprowadzenie dla nich zasady konfederacji, czasowo honorującej tradycje ich odrębności państwowe. Trocki z kolei nalegał 17 lipca na zwiększoną agitację wśród polskich robotników i chłopów w celu zaszczepiania w ich świadomości nowych bohaterów narodowych którzy dotąd nie znali towarzyszy Dzierżyńskiego, Marchlewskiego, Radka, Unszlichta i innych. Oni mieli zastąpić Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa, czy Paderewskiego w nowej Polsce.

Dobić Polskę.
W Moskwie trwał II kongres Międzynarodówki Komunistycznej. Delegaci z entuzjazmem patrzyli na wielką mapę, na której codziennie przesuwały się na zachód czerwone chorągiewki. Izaak Babel, wielki pisarz, rozstrzelany w 1939 roku na polecenie Stalina, a w lecie 1920 roku politruk towarzyszący 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego w wielkim rajdzie na Polskę tak zapisywał na gorąco swoje wrażenia z tego momentu:
-„moskiewskie gazety z 29 lipca. Otwarcie II kongresu Kominternu, nareszcie urzeczywistnia się jedność ludów, wszystko jasne ; są dwa światy i wojna jest wypowiedziana. Będziemy wojować w nieskończoność.
Rosja rzuciła wyzwanie. Ruszamy w głąb Europy aby zdobyć świat. Czerwona Armia stała się czynnikiem o znaczeniu światowym".
Podniecony otwierającymi się perspektywami Lenin jeszcze 12 sierpnia nawoływał ze zniecierpliwieniem na posiedzeniu Politbiura: „Z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę".

Polska jednak dobić się nie dała.
System wersalski został na 20 lat ocalony w Bitwie Warszawskiej, a później niemeńskiej. Wraz z nim ocalała szansa niepodległego rozwoju Europy Środkowo - Wschodniej. Przynajmniej jej części i przynajmniej na pewien czas. Cena nie była mała. Blisko sto tysięcy poległych i zmarłych w tej wojnie żołnierzy, młodych ochotników, których symbolem stali się akademicy warszawscy walczący pod Radzyminem pod duchowym przywództwem księdza Ignacego Skorupki, akademicy lwowscy / Orlęta - dopisek AS / z polskich Termopil - Zadwórnej, ochotniczki broniące bohatersko Płocka i Włocławka.
Wykazujący się najwyższym poświęceniem młodzi członkowie POW ( POLSKIEJ ORGANIZACJI WOJSKOWEJ ), którzy zbierali informacje wywiadowcze na zapleczu sowieckiego frontu.
W cieniu czerwonej gwiazdy.
Racje w tej wojnie były podzielone. Na pewno nie w lipcu i sierpniu 1920 roku. Agresywny, totalitarny imperializm sowiecki niósł przemoc fizyczną i cywilizacyjną. Narzucał siłą zmianę tożsamości narodowej swoim nowym poddanym. Mieli stać się wyznawcami komunistycznej ideologii, opartej w swym rdzeniu na klasowej nienawiści, na stałym resentymencie wobec tych którym powodzi się lepiej, wobec tych którzy wierzą w coś lepszego niż partia. Rację mieli tylko ci którzy bronili Ossowa, bronili Polski, bronili Europy, bronili Boga. Nie ci, którzy chcieli przygnieść Ossów, Polskę, Europę i Boga ciężarem czerwonej gwiazdy.
Pod Warszawą 1920 rok
Bitwa pod Ossowem przeszła do historii jako pierwsza bitwa, która przyniosła porażkę Armii Czerwonej w bitwie o Warszawę.
I o tej racji, polskiej racji stanu z sierpnia 1920 roku, nie wolno nam zapominać. Nie wolno nam zapominać jeśli mamy pozostać Polakami, a także jeśli Europa ma zachować rdzeń swej duchowej tożsamości, tej w której jest wolność i chrześcijaństwo.
W maju 1920 roku, kiedy żołnierz polski zmagał się z Armią Czerwoną o przyszłość Europy Wschodniej, w Wadowicach urodził się Karol Wojtyła. Wyobraźmy sobie, że Polska poddaje się dyktatowi Lenina w sierpniu 1920 roku. Że powstaje nowa, skrojona według projektu Stalina, polska republika sowiecka. Czy młody Karol mógłby usłyszeć o Bogu? Mógłby stać się Polakiem? Te pytania dotyczą całego pokolenia - najwspanialszego bodaj w XX wieku pokolenia Polaków, urodzonych i wychowanych w wolnej Ojczyźnie. Te pytania dotyczą także nas, dzieci i wnuków tego pokolenia. Owe pytania, pytania o pamięć roku 1920 przekształcają się dzisiaj w pytania jeszcze poważniejsze: czy chcemy nadal być Polakami, czy chcemy walczyć (walczyć naszą pracą, naszą odwagą dawania świadectwa swojej tożsamości) o Polskę wierną swym najlepszym duchowym tradycjom?

Czy chcemy Polski niepodległej? Czy godzimy się z rolą pionków ustawianych na geopolitycznej mapie przez mocarstwa lekceważące mniejszych i słabszych i narzucające im bezwzględnie dyktat swoich ideologicznych preferencji na drodze działającej w Polsce agentury tych mocarstw?
Cud nad Wisłą
Sformułowanie to nabrało konotacji religijnej, ponieważ wojska polskie pokonały Armię Czerwoną 15 sierpnia, w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej.
Bitwa Warszawska – „Cud nad Wisłą” Królowej Korony Polskiej– stoczona w dniach 13-25 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej - uznana za osiemnastą na liście przełomowych bitew w historii świata, zdecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i nierozprzestrzenieniu się rewolucji komunistycznej na Europę Zachodnią.
Kluczową rolę odegrał manewr Wojska Polskiego oskrzydlający Armię Czerwoną przeprowadzony przez Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego, wyprowadzony znad Wieprza 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.
Zwycięstwo okupione zostało stratą ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Polscy żołnierze w niewoli sowieckiej zostali pomordowani.
Rozczarowanie Lenina było wielkie. Zderzenie z siłą ugruntowanego w zdecydowanej większości społeczeństwa dojrzałego patriotyzmu było dla bolszewików zjawiskiem nowym.

Próba sowietyzacji Polski rozbiła się o to, co Richard Pipes nazwał europejskim nacjonalizmem, a co tak korzystnie odróżniło sytuację Polski od anomii społecznej, na której bolszewicy zbudowali swój sukces w Rosji, na Ukrainie, czy Białorusi.
„Przeklęta ciemna Polska"- jak pisał 4 września Kliment Woroszyłow, towarzysz Stalina z walk pod Lwowem - wykazała „szowinizm i tępą nienawiść do „ruskich".
Tak oto Polska ocaliła siebie i Europę przed klęską „Widma krążącego po Europie, widma komunizmu", deklaracji programowej Związku Komunistów (niemieckiej partii komunistycznej) napisanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 w Londynie.

Edgar Vincent, wicehrabia D'Abernon (ur. 19 sierpnia 1857, zm. 1 listopada 1941) – brytyjski polityk, dyplomata, pisarz, Bitwę Warszawską („Pod Warszawą 1920 roku”) ocenił jako „ osiemnastą decydującą bitwę w dziejach świata”.
Tekst ukazał się w „Warszawskiej Gazecie” 26 lipca 2013 r.

Dokumenty, źródła, cytaty:
-dr Lucyna Kulińska – wykłady,
-prof. Andrzej Nowak wykład „Solidarni 2010”,
-prof. Andrzej Nowak „Dziedzictwie roku 1920" -"Nasz Dziennik" 13 - 15 sierpnia 2011/,
-prof. Lech Wyszczelski „Wojna o Kresy Wschodnie 1918 – 1920”,
-prof. VHR. D’ABERNON „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata pod Warszawą 1920 r.” PWN Warszawa 1932 rok,
„Od niepodległości do niepodległości”
-Adam Dziurok
-Marek Gałęzowski
-Łukasz Kamiński
-Filip Musiał

Aleszumm - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 18 sie 2014, 15:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Orzeł, czerwona gwiazda i Maryja

Orzeł, czerwona gwiazda i Maryja W 1930 r. Jerzy Kossak upamiętnił Bitwę Warszawską na obrazie „Cud nad Wisłą”. W centrum batalii, nad gromiącymi bolszewików polskimi żołnierzami, umieścił na niebie jaśniejącą postać Maryi, w otoczeniu samolotów i… husarii. Alegoria artysty oddała w ten sposób ducha i znaczenie tej bitwy, ale również zobrazowała to, co potwierdzają liczne relacje polskich żołnierzy.

„W dniu tym wojsko i społeczeństwo czci chwałę oręża polskiego, której uosobieniem i wyrazem jest żołnierz. W rocznicę wiekopomnego rozgromienia nawały bolszewickiej pod Warszawą święci się pamięć poległych w walkach z wiekowym wrogiem o całość i niepodległość Polski” – tak brzmi fragment rozkazu ministra spraw wojskowych gen. Stanisława Szeptyckiego z 1923 r., ustanawiającego Święto Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia, w rocznicę rozpoczęcia zwycięskiej kontrofensywy w czasie Bitwy Warszawskiej w 1920 r.

Od tego czasu to właśnie data jest najważniejszą w kalendarzu polskich sił zbrojnych. Co ciekawe, przez pierwsze trzy powojenne lata (1945–1947) święto 15 sierpnia obchodzono także w tzw. Ludowym Wojsku Polsku, choć roiło się w nim wówczas od sowieckich „doradców” i wojskowych na każdym szczeblu, z których wielu pamiętało wojnę polsko-bolszewicką, i owszem, ale z drugiej, komunistycznej strony frontu. Dopiero w 1948 r. świętowanie w „ludowej” armii przeniesiono z 15 sierpnia na 12 października, upamiętniającego chrzest bojowy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w bitwie pod Lenino. Jednak ta dywizja służyła interesom Związku Sowieckiego, a nie Polski, dlatego tam gdzie przechowała się prawdziwie wolna Rzeczpospolita – w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, a potem po prostu wśród polskiej emigracji – chwałę polskiego oręża wciąż wspominano 15 sierpnia.

Po rozpoczęciu transformacji w latach 1990–1992 Święto Wojska Polskiego obchodzono – kompromisowo, jak to w przypadku „niedokończonych rewolucji” bywa – 3 Maja. Od 1992 r. oficjalnie przywrócono święto 15 sierpnia.

Każde państwo święto swojej armii ustanawia z reguły w rocznicę jednego z najbardziej chwalebnych zwycięstw militarnych, przełomowych dla swojej historii. Czy podobnie jest w przypadku Święta Wojska Polskiego?

Orzeł biały kontra czerwona gwiazda

Bitwa Warszawska rozegrana w sierpniu 1920 r. była kulminacją wojny polsko-bolszewickiej toczonej od lutego 1919 r. Młode państwo polskie, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej odzyskało niepodległość po 123 latach zaborów, musiało stawić czoło jednemu z największych zagrożeń w swojej historii. Po sukcesach wojska polskiego dowodzonego przez Józefa Piłsudskiego w 1919 r. (zajęcie Wilna) i 1920 r. (Kijów), Armia Czerwona przeszła do ofensywy. W sierpniu 1920 r. sowieckie armie otoczyły polską stolicę od północy i wschodu.

Wówczas polski naród zdobył się na ostatni wysiłek. Powołano Radę Obrony Państwa, a do oddziałów ochotniczych (także Legii Kobiet!) zgłosiło się ok. 80 tys. osób!

Plan bitwy pod stolicą opracował szef sztabu Wojska Polska gen. Tadeusz Rozwadowski. Manewrem okrążającym Armię Czerwoną znad Wieprza dowodził natomiast Naczelny Wódz Józef Piłsudski. Decydujące kontrnatarcie na południowe i wschodnie flanki Sowietów, którzy w popłochu rzucili się do odwrotu, ruszyło w nocy z 15 na 16 sierpnia 1920 r., a więc w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Z kolei decydujące o obronie stolicy walki pod Ossowem rozegrały się w wigilię tego święta 14 sierpnia.

Cud nad Wisłą

Oskrzydlająca Armię Czerwoną kontrofensywa była dla sowieckich dowódców wielkim zaskoczeniem. Polscy wojskowi zaplanowali ją tak skutecznie m.in. dzięki złamaniu bolszewickich szyfrów już w 1919 r. W dodatku 13 sierpnia 1920 r. polski wywiad przechwycił i rozszyfrował depeszę jednej z sowieckich armii, dzięki czemu znał plany zajęcia Warszawy. Natomiast gdy tego samego dnia przy jednym z zabitych polskich oficerów Sowieci znaleźli mapę i plan bitwy, uznali to za operację maskującą inne ruchy wojsk Piłsudskiego. Polakom w 1920 r. sprzyjało więc szczęście. Czy tylko szczęście?

W czasie wojny polsko-bolszewickiej doszło do wielu doniosłych aktów religijnych, zwłaszcza po kolejnych sukcesach sowieckiej ofensywy i sukcesywnym zbliżaniu się Armii Czerwonej do Warszawy. W czerwcu 1920 r. polscy biskupi zawierzyli w stolicy Ojczyznę Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Powtórzyli ten akt w lipcu na Jasnej Górze, jednocześnie ponownie obierając Maryję Królową Polski (tak jak król Jan Kazimierz w czasie potopu szwedzkiego).

Zachowały się liczne relacje polskich i bolszewickich żołnierzy (jeńców) o wizerunku Maryi, który ukazał się im w nocy 15 sierpnia w czasie boju pod Wólką Radzymińską. Matka Boża miała wówczas być ubrana w białą szatę i niebieski płaszcz. Jezuici z Warszawy rozpoznali po latach w tych relacjach wizerunek Matki Bożej Łaskawej z ich zakonnego kościoła na Starym Mieście.

Piłsudski czy cud?


Określenie „Cud nad Wisłą”, choć początkowo (podobnie jak dziś) pozytywne, w czasach II RP było wykorzystywane przez endecję do walki z Piłsudskim. W końcu jeśli to był cud, to chyba nie za przyczyną Komendanta, tylko Boga i Maryi. A przecież legendę Naczelnika Państwa zbudowały w równej mierze szlak bojowy Legionów Polskich podczas I wojny światowej oraz właśnie zwycięska wojna z bolszewikami. W czasach reżimu PRL zarówno sama wojna, jak i określenie „Cud nad Wisłą” były wymazane z oficjalnej historii. Trudno się dziwić komunistom, że nie chcieli przypominać o klęsce swoich towarzyszy ze Wschodu, w dodatku zadanej im pod sztandarami wiary katolickiej.

Jednak obecnie w oficjalnej narracji państwowej, jak i w naturalnym odczuciu większości Polaków, nie ma chyba sprzeczności między cudownym charakterem wydarzeń wokół Warszawy w sierpniu 1920 r. oraz konkretnymi zasługami poszczególnych dowódców i żołnierzy Bitwy Warszawskiej.

Słudzy Maryi


Na wspomnianym już obrazie Jerzego Kossaka polskie wojsko wypiera bolszewików z przedpola Warszawy pod znakiem krzyża. Konkretnie niewielkiego drewnianego symbolu męki Chrystusa, trzymanego w rękach przez ks. Ignacego Skorupkę. To postać autentyczna. Młody kapłan zgłosił się jako kapelan do Armii Ochotniczej i poległ w bitwie pod Ossowem 14 sierpnia 1920 r. Stał się jedną z symbolicznych postaci wojny polsko-bolszewickiej, personifikując cywilizacyjny aspekt konfliktu – gra szła przecież o najwyższą stawkę, niepodległość, ale też powstrzymanie antychrześcijańskiej zarazy stojącej u wrót Europy.

W tym właśnie kontekście Kossak na swoim płótnie umieścił postać Maryi, ukazującej się walczącym, w otoczeniu husarii. To czytelne nawiązanie do Bitwy pod Wiedniem w 1683 r., której strategiczny cel i symboliczny wymiar były podobne do późniejszej Bitwy Warszawskiej. To skuteczna obrona chrześcijańskiej Europy, w jednym przypadku przed bolszewikami, w drugim przed Turkami osmańskimi.

W ten sposób Jerzy Kossak kilkoma posunięciami pędzla sportretował jeden z ważniejszych nurtów naszej historiografii, nawiązujący do Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”. Jeśli przyjąć ten sposób myślenia, młodych polskich żołnierzy walczących z bolszewikami w 1920 r. trzeba postawić w jednym szyku z rycerstwem króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz konfederatami barskimi, którzy w drugiej połowie XVIII w. wystąpili zbrojnie i politycznie przeciw rosyjskiej wasalizacji I Rzeczypospolitej oraz w obronie wiary katolickiej. Konfederaci barscy, których zawołanie stanowiło hasło „Wiara i wolność”, byli później przedstawiani jako rycerze Maryi.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że duch żołnierza polskiego w wojnie z bolszewikami był zgodny ze słowami Pieśni Konfederatów Barskich: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach, nigdy przed mocą nie ugniemy szyi. Bo u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi”.

Na marginesie i zachowując wszelkie proporcje – pod sztandarami Maryi działało też wiele grup Federacji Młodzieży Walczącej w latach 80., głównie z Trójmiasta. W antykomunistycznych manifestacjach działacze FMW często brali udział trzymając transparent z napisem „Maryja nadzieją niepodległości”.

W obronie chrześcijańskiej Europy


Brytyjski dyplomata lord Edgar Vincent D’Abernon uznał Bitwę Warszawską za jedną z osiemnastu bitew decydujących o losach świata. Sam w 1920 r. przebywał w Polsce, ponieważ jako brytyjski ambasador w Berlinie był członkiem alianckiej misji w naszym kraju. Lord D’Abernon starcie polsko-bolszewickie zaliczył do grona tak przełomowych konfliktów zbrojnych jak bitwy Ateńczyków z Persami, Franków z Arabami czy bitwę pod Saratogą w 1777 roku, która zapewniła niepodległość Stanom Zjednoczonym, jedynemu obecnie supermocarstwu.

Rzeczywiście, gdyby losy wojny polsko-bolszewickiej potoczyły się inaczej, inaczej wyglądałby również zapewne XX-wieczny i współczesny porządek światowy. Celem inwazji Sowietów na odrodzoną Polskę było przecież wsparcie rewolucji proletariackiej tlącej się w Niemczech, co miało stać się początkiem podporządkowania ideologii komunistycznej całego Starego Kontynentu. Dzięki Polsce bolszewikom nie udało się w latach 20. zdominować Europy od wschodu. Jak wiemy, dekadę później próbowali uczynić to od zachodu, w trakcie wojny domowej w Hiszpanii. Również nieskutecznie, powstrzymani przez zjednoczone siły hiszpańskich konserwatystów, nacjonalistów i katolików. Obie wojny z bolszewikami – w Polsce i Hiszpanii – łączy m.in. właśnie silne połączenie elementów polityczno-wojskowych z religijnymi.

W polskiej debacie publicznej często przywołuje się II wojnę światową, wskazując na odważną i „moralnie czystą” postawę Polaków, którzy jako pierwsi na Starym Kontynencie podjęli walę z dwoma totalitaryzmami. Jednak nasze oczekiwania jakiegoś politycznego zadośćuczynienia czy historycznego wyrównania rachunków przez Europę Zachodnią trafiają w próżnię i tak już pewnie pozostanie. Racje moralne nie są niestety domeną polityki międzynarodowej, zwłaszcza współczesnej.

Polska powinna jednak mocniej akcentować swój wkład w obronę chrześcijańskiej Europy właśnie podczas wojny polsko-bolszewickiej i Bitwy Warszawskiej w 1920 r. W tym przypadku nie tylko zachowaliśmy się godnie moralnie i obroniliśmy niepodległość, ale także ochroniliśmy realne interesy większości państw europejskich. Warto to podkreślać w polskiej polityce historycznej, zwłaszcza w kontekście zbliżającej się setnej rocznicy wojny polsko-bolszewickiej (zaledwie 5-6 lat). Inną sprawą pozostaje, ilu Europejczyków jest dziś w stanie docenić obronę chrześcijańskiego charakteru kontynentu oraz ilu byłoby gotowych służyć pod „sztandarami Maryi”…

Adam Chmielecki

Autor jest politologiem, publicystą i wydawcą, współautorem biografii politycznej śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Artykuł ukazał się pierwotnie w sierpniowym numerze „Czasu Stefczyka”.

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/h ... z3AkoCmUAJ

http://www.stefczyk.info/publicystyka/h ... 1426476193


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1919-1921
PostNapisane: 06 wrz 2014, 17:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
„CUD NAD WISŁĄ” JAKO OWOC KRUCJATY ŚWIATOWEJ

Był rok 1920. „Cieszyliśmy się z odzyskanej przed kilkunastu zaledwie miesiącami niepodległości, ale radość ta nie była doskonała. Granice płonęły. Generał Dowbór-Muśnicki walczył z Niemcami o Poznańskie. Korfanty odbierał im Śląsk. „Orlęta” broniły Lwowa przed Ukraińcami. Czesi awanturowali się o Cieszyn, a Litwini o Wilno. Plebiscyt na Mazurach i Warmii uniemożliwiały niemieckie bojówki i bolszewicka inwazja. Międzynarodowe mafie były nam wrogie. Trzeba było wszędzie walczyć, tymczasem skarb był pusty, a społeczeństwo ubogie. Nie było broni, tę zaś, którą sprowadziliśmy drogą morską z Francji, blokowali gdańscy dokerzy.

Traktat Wersalski z dnia 28 czerwca 1919 r. choć mówił o Polsce niepodległej z dostępem do morza, nie wytyczył jej granic. Trzeba było zdobywać je własnym wysiłkiem i krwią. Dmowski czynił wszystko, aby Polska była wielka, poczynając od prastarych ziem Chrobrego, a kończąc na spuściźnie Jagiellonów. Międzynarodowa mafia starała się paraliżować wszystkie wysiłki, zarówno Prezesa Dmowskiego, jak i jego Narodowego Komitetu. Kraj wyniszczony przez okupantów uwikłany był w wojnę z bolszewikami, którzy chcieli przerzucić swą rewolucję na Zachód. Niefortunny sojusz Piłsudskiego z ukraińskim atamanem Petlurą i zajęcie przez nasze oddziały Kijowa, zmobilizowały bolszewików. Zadali nam dotkliwą porażkę. Wojna przybrała nowy obrót... Bolszewicy byli tak pewni zwycięstwa, że wieźli ze sobą przygotowany dla Polski rząd w składzie Juliana Marchlewskiego, Feliksa Dzierżyńskiego i Feliksa Kohna...

Armia w ciężkich walkach cofała się na całym froncie. Nieprzyjaciel nacierając od wschodu, dochodził już do Warszawy. Daleko, na południu kraju bronił się Lwów. Zatrzymał on sławną konnicę Budionnego w jej marszu na Warszawę. Jak się później okazało, był to również jeden z elementów zwycięstwa nad Wisłą. Ale w tej chwili groziła klęska, choć dowództwo nie traciło głowy i montowało przeciwnatarcia. Żołnierz jednak był wyczerpany i załamany psychicznie, o czym mówią swoi i obcy. Tuchaczewski, wódz Armii Czerwonej, pisze, że „Polacy przestali wierzyć we własne siły, cofali się bez żadnego powodu, ich oficerowie nie mogli opanować zdemoralizowania i zaprowadzić dyscypliny”.

Tę opinię potwierdzają nasi dowódcy. Piłsudski powiada: "Pod wrażeniem nasuwającej się chmury gradowej łamało się państwo, chwiały się charaktery, miękły serca żołnierzy". Generał Żeligowski dodaje: "Sześciotygodniowe cofanie (spod Kijowa) wytworzyło jakby chorobliwe uczucie konieczności odwrotu. Zasypiając i budząc się, żołnierz myślał tylko o tym, że ma się cofać.... Nie było to tchórzostwo, brak męstwa czy niewiara we własne siły, ale groźne przyzwyczajenie".

Oceny te są jakby zapowiedzią n i e z w y k ł o ś c i wydarzeń na przedpolach Warszawy. Postawa żołnierzy jest jak gdyby p r z e w i d z i a n a. Nie ujmuje ona ich męstwa, nie zostawia żadnych skaz na honorze, stanowi tylko swego rodzaju tło, na którym zajaśnieje pełnym blaskiem „Cud nad Wisłą”.

Trzeba dodać, że nasz żołnierz miał przed sobą druzgocącą przewagę sił wroga. Tuchaczewski pisze, że trzy jego armie idące na Warszawę liczyły dwanaście dywizji piechoty i dwie dywizje jazdy, co w sumie wynosiło 400 tysięcy żołnierzy. Podczas, gdy Polacy mogli wystawić „zaledwie oddziałki”. „Mieliśmy więc – powiada – zupełną możność zadać przeciwnikowi cios druzgocący”, zwłaszcza, gdy do akcji weszła 5 Armia Ochotnicza, którą dowódca bolszewicki ocenia jako „najsłabszą co do układu jednostek i najsłabszą duchowo”. Jej „unicestwienie miało pociągnąć za sobą najdonioślejsze skutki w dalszym ciągu wszystkich (bolszewickich) zadań”. Tak się zresztą stało, tylko w zupełnie odwrotnym kierunku niż przewidział Tuchaczewski” (ks.Stanisław Tworkowski*).

Śledząc dramatyczną sytuację Polski, która w całym świecie była postrzegana jako bastion katolicyzmu, wielki konwertyta, wielki apostoł różańcowy, budowniczy sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej - Bartolomeo Longo, wystosował list otwarty do katolików całego świata z prośbą, aby modlili się za Polskę. W ten sposób zainicjował rodzaj różańcowej krucjaty ogólnoświatowej w intencji Polski. Wierząc niezbicie w cudowne wstawiennictwo za tym niezwykłym narodem, już w pierwszych dniach sierpnia powiedział do księdza Stanisława Mystkowskiego: „Przekonany jestem święcie, że Matka Boska Różańcowa, która jest Królową Korony Polskiej, nie pozwoli, by Jej ukochany naród jęczał ponownie w niewoli rosyjskiej... Polska ma świetlaną przyszłość przed sobą”...

„Tymczasem zbliżał się dzień Wniebowzięcia Matki Bożej i na froncie zaczynają dziać się rzeczy dziwne, których ani nasi, ani bolszewicy nie przewidzieli. Pozornie nie było w nich nic nadzwyczajnego. Nieprzyjaciel był już pod Warszawą. Radzymin przechodził z rąk do rąk. Ambasady państw zaprzyjaźnionych opuściły stolicę. Pozostał tylko nuncjusz papieski Achilles Ratti, późniejszy papież Pius XI. Miasto opustoszało. Kto miał zdrowie i siły szedł na front. Na Krakowskim Przedmieściu przed figurą Matki Bożej Zwycięskiej klęczało od rana do nocy tysiące kobiet, ludzi starych i dzieci. W Kościele Zbawiciela któregoś poranka leżał krzyżem przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej gen. Józef Haller, wódz właśnie „najsłabszej” Armii Ochotniczej” (ks.S.T.jw.). „Na Placu Zamkowym postawiono ołtarz polowy, na którym umieszczono relikwie świętych. Około trzydzieści tysięcy ludzi modliło się w tym miejscu gorąco na różańcu, leżąc krzyżem. Generał Weygand napisał, że nigdy nie widział ludzi tak modlących się, jak w Warszawie... W tym samym czasie Episkopat Polski zgromadzony na Jasnej Górze ofiarowywał ojczyznę Maryi Królowej” (Ewa Hanter).

***

„Świt 14 sierpnia roku 1920, godzina 3 rano. Wigilia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W opłotkach wsi Ossów, 10 km od Warszawy, odpoczywa po forsownym marszu ochotniczy batalion młodzieży – ostatnia rezerwa walczących na tym odcinku oddziałów. Liczy około 800 młodych ludzi, wśród których są nawet chłopcy 16 letni, w większości harcerze. Przydzieleni do 26 pułku piechoty, weszli w skład 8 dywizji piechoty, broniącej przyczółka warszawskiego. Batalionem podzielonym na cztery kompanie, dowodzili doświadczeni, choć młodzi oficerowie – podporucznicy: Słowikowski, Kamiński, Wiśniewski, Szulie i Szybowski, którego żona Halina była sanitariuszką oddziału. Kapelanem był wyświęcony przed dwoma laty prefekt szkół warszawskich ks.Ignacy Jan Skorupka” (ks.S.T.jw.)

Ten młody, dwudziestosześcioletni katecheta, całą swoją nadzieję pokładał w Najświętszej Maryi Pannie. „Nie martwcie się – tłumaczył – Bóg i Matka Częstochowska, Królowa Korony Polskiej nie opuści nas...Nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień ! Nie minie dzień 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”**)... „Najświętsza Panna, Patronka i Królowa ludu polskiego nie dopuści, by naród zginął, lecz modlitwą swą i prośbą uzyska u Boga łaskę cudu. W dniu 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, Polacy przestaną się cofać i rozpoczną się dni triumfu polskiego***).

„Młodzi żołnierze mieli zetknąć się po raz pierwszy z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. W pobliżu chwilowego postoju batalionu toczyła się zacięta walka o wieś Leśniakowiznę. Bolszewicy wyparli z niej nasze oddziały i nad ranem uderzyli na Ossów. Sytuacja była tragiczna. Cofający się żołnierze i uciekające tabory spowodowały popłoch, który udzielił się batalionowi. Chłopcy zaczęli uciekać. Oficerowie z największym trudem usiłowali opanować panikę. W tej niezwykle groźnej chwili włączył się do akcji ks. Kapelan. Porwany wewnętrznym nakazem, wznosząc w jednej ręce k r z y ż, drugą wskazując chłopcom kierunek natarcia, pobiegł naprzód. Z mgieł rozsnutych nad rzeczką Strugą wyłaniały się coraz liczniejsze szeregi wroga. Ksiądz biegł na ich spotkanie. Jego kapłańska stuła rozwinęła się jak archanielskie skrzydła...

Biegł uzbrojony w krzyż naprzeciwko wszystkim mocom antychrysta. Ogarniała go coraz bardziej, coraz zjadliwiej, furia ognia świstem tysięcy kul. Co myślał, co czuł w tej chwili – Bogu tylko wiadomo. My możemy jedynie wyobrazić sobie, że wszystkie myśli księdza, napięcie jego woli, porywy serca, całe kapłańskie posłannictwo i złączona z nim polskość, ześrodkowały się w jednym tylko pragnieniu: zatrzymać wroga ! Ten krzyż, stuła, mają dodać odwagi tym dzieciom, od których Ojczyzna zażądała wprost nadludzkiej ofiary. Chłopcy się cofają. Wykonanie rozkazu jest ponad ich siły. Ksiądz ich zna. Spowiadał ich wczoraj i umacniał Komunią świętą. Ale oni się boją. Ksiądz to rozumie. W Ogrójcu nawet apostołowie zawiedli. Zwykły ludzki strach. Tylko Jezus się nie uląkł i wyszedł na spotkanie wroga. Orzeźwiło to spłoszonych uczniów. Ksiądz wie, że jego chłopcy też powrócą, tylko on musi dać im przykład, że śmierć nie jest straszna. W tej chwili zbliża się ona do niego złowrogim jazgotem kul... Ksiądz nie słyszy i nie czuje tej, która uderza w kapłańskie czoło. Rozpościera szeroko ramiona, jakby chciał ogarnąć całą polską ziemię, umiłować ją, złączyć ze swym sercem na wieki. I tak legł na pobojowisku, ciałem swoim zagradzając nieprzyjacielowi drogę.

Błyskawiczne ataki i kontrataki nie dają czasu na refleksję. Ale chłopcy widzą już swego kapelana. Ogarnia ich żal i gniew, ten sam, o którym wiele lat później powie pieśń sławiąca bohaterów spod Monte Cassino, iż „od śmierci silniejszy był gniew”. Nie !... To tylko sprawiedliwość, która upomina się o swoje prawa.

Po linii biegnie krzyk: „Księdza zabili !”... Chłopcy w zapamiętaniu uderzają na wroga. Wola umacnia słabe jeszcze ramiona, potęguje zawziętość, przyśpiesza dojrzałość, wyzwala z trwogi. Walczą pierś o pierś. Kulą, kolbą, bagnetem. Zmieszały się szyki. Walczą obok swego poległego kapłana... Wroga ogarnia lęk przed tymi strasznymi dziećmi, przed niepojętą siłą bijącą z oczu gorejących, z twarzy pobladłych i zaciętych. Kładą się pokotem jak zboże pod ostrzem kosy. Zalegają gęsto krwawe pole. Ginie dowódca batalionu por. Matarewicz, ppor. Świdziński, ppor. Szulie; padła sanitariuszka Szybowska, nie wiedząc, że jej mąż w tej samej bitwie zostaje ciężko ranny. Ginie 16 letni Zygmuś Płoszko, a młodszego odeń Mietka Szyszkę nieprzytomnego wyciągają z pola bitwy. Ginie ich dużo, bardzo dużo: z ośmiuset żołnierzy trzystu zostało na pobojowisku, ale wróg się cofa, ustępuje, wreszcie jego odwrót zamienia się w ucieczkę.

Komunikat Sztabu Generalnego z dnia 16 sierpnia 1920 podaje: „Ze szczególnym uznaniem należy podkreślić bohaterską śmierć ks. kapelana Ignacego J. Skorupki z 8 dywizji piechoty, który w stule, z krzyżem w ręku przodował atakującym oddziałom.

„Cud” trwał nadal. W pobliżu Ossowa, na innym odcinku dzieje się coś niezwykłego. Walczy tam por. Stefan Pogonowski – dowborczyk. Jest młody, ma lat dwadzieścia pięć, w czym sześć – wojny. Generał Żeligowski wyznaczył mu wieczorem 14 sierpnia stanowisko bojowe niedaleko małej wioski Kąty Węgierskie. Między godz. 3-4 rano miał wspierać natarcie naszych oddziałów od strony Nieporętu. Tymczasem Pogonowski, nie czekając wyznaczonego terminu i zmieniając porządek walki – z własnej inicjatywy uderzył o północy na wioskę. Nie wiedział, że to jest „najczulsze miejsce armii rosyjskiej, centrum głównej arterii nieprzyjacielskiego ruchu naprzód”.

Nagły i niespodziewany atak wywołał wśród bolszewików popłoch. Wywiązała się niezwykle krwawa walka, w rezultacie której nieprzyjaciel musiał się cofnąć. W czasie bitwy Pogonowski został śmiertelnie ranny. Żołnierze ściągnęli go do przydrożnego rowu. Umierając... ogarnia sercem swych walczących żołnierzy. Kocha ich, wydaje więc ostatni, miłością natchniony rozkaz: „Słuchaj Boski (tak nazywał się porucznik, któremu przekazał dowództwo), prowadź walkę dalej, nie ustąp... Tylko pamiętaj, abyś mi ludzi nie wytracił...”

Żołnierze Pogonowskiego nie ustąpili. Zalegli pokotem na pobojowisku. Ich walka, poświęcenie, wspólna o f i a r a dowódcy i żołnierzy, stanowiły kolejne elementy „Cudu nad Wisłą”. „Czyn batalionu dowodzonego przez porucznika Pogonowskiego dał rezultaty przekraczające zasięg własnego działania” – powie historyk (Fr.Arciszewski).

Te dwa elementy „Cudu” poprzedzał trzeci, również nie przekraczający na tle wielkich bojowych operacji miary niewielkiej żołnierskiej akcji.

Walki toczyły się na północ od Warszawy, nad Wkrą. Bolszewicka 4 armia chciała przejść Wisłę i oskrzydlić wojska broniące Warszawy. Na tym odcinku walczyła VIII Brygada kawalerii gen. Krojewskiego. Ułani, mimo ciężkiej sytuacji, byli w dobrej formie i łącznie z kolegami z 205 pułku pod dowództwem rotmistrza Podhoreckiego, na własną rękę, b e z r o z k a z u, w noc z 14 na 15 sierpnia przekradli się na tyły bolszewickie i uderzyli na Ciechanów. Natarcie było tak gwałtowne i niespodziewane, że sztab armii nieprzyjacielskiej oszalały ze strachu oparł się w Ostrołęce odległej o 60 kilometrów, a dowódca uciekł do Mławy – 40 kilometrów drogi. Ułani nasiekli sporo bolszewików, a co najważniejsze, spalili radiostację, po czym śpiesznie wrócili, by „oberwać” od generała za samodzielną, nie uzgodnioną z dowództwem akcję.

Ani generał, ani ułani nie zdawali sobie sprawy ze skutków kawaleryjskiego rajdu. Wyjaśnił je dopiero Tuchaczewski. Oto, w momencie decydującym, kiedy Armia Czerwona była pewna zwycięstwa, zamilkła radiostacja i zabrakło dowódcy. Powstał nieopisany chaos. Tuchaczewski pisze później: „Polakom dopisało szczęście... Na styku 4 i 15 armii miał miejsce wypadek, nieznaczny w założeniu, który jednak odegrał rozstrzygającą rolę w biegu naszego działania i dał początek jego katastrofalnemu wynikowi... Położenie (nasze) stało się potworne i nie do pomyślenia. Pomogło ono Polakom nie tylko zatrzymać ofensywę, ale krok za krokiem wypierać (nasze) oddziały w kierunku wschodnim”.

Nie ujmując bohaterstwa i żołnierskiej sławy całej naszej armii i jej wspaniałym dowódcom: szefowi sztabu gen. Rozwadowskiemu, generałom: Hallerowi, Sikorskiemu, Latinikowi, Krojewskiemu i innym oficerom, należy podkreślić, że właśnie te trzy „nieznaczne” bojowe akcje miały decydujący wpływ na przebieg walk. W ciągu czterech dni między 14 a 18 sierpnia, poczynając od wigilii Wniebowzięcia Matki Bożej, Jej święta i oktawy, nastąpił w działaniach wojennych niespodziewany przełom, zakończony druzgocącą klęską Armii Czerwonej. Polacy rozbili ogółem 30 bolszewickich dywizji, wzięli do niewoli 80 tysięcy jeńców, 200 armat i wielkie ilości różnego wojskowego sprzętu. Armia Czerwona poniosłaby jeszcze większą klęskę, gdyby nie „uprzejmość” Niemców, którzy otworzyli granice Prus Wschodnich, przepuszczając rozbitków” (ks.Stanisław Tworkowski).

*) Ksiądz Stanisław Tworkowski jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, wraz z 11 innymi klerykami zgłosił się do Ochotniczej Armii gen. Hallera, pełniąc podczas Bitwy Warszawskiej służbę sanitarną. Z tego grona pozostał jako jedyny żyjący. Elementy Bitwy, które zdecydowały o zaistnieniu „Cudu nad Wisłą”, a także własne wspomnienia, przybliżył czytelnikom „Rycerza Niepokalanej” w nr.7-8 z 1990r. str. 207-210, z którego fragmenty przytoczono powyżej oraz w nr.7-8 z 1995r. str.266-268.
**) Wypowiedź tę zanotował jego biograf Stanisław Helsztyński.
***) Słowa te zapisał kapral Seweryn Dzik z 236 pułku piechoty armii ochotniczej

Ponadto informacje pozyskano ze strony internetowej: http://www.fidesetratio.org.pl/files/plikipdf/cud3.pdf

http://rozaniec.maryjni.pl/wydruki/strona_00_15.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /