Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 28 paź 2010, 16:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Strach


Piętą achillesową wszelkich demokracji
jest strach o podłożu ekonomicznym

Albert Einstein

Strach jest trucizną, która trawi sumienia
powoli, lecz nieuchronnie

Luis de la Higuera









Jest stale obecny. Boimy się nagłej śmierci, choroby, utraty bliskich i niepewnej przyszłości. Boimy się wreszcie samotności, chociaż właśnie wtedy, gdy ogarnia nas strach, najbardziej dojmująco ją odczuwamy. I wtedy redukuje się nasze poczucie wolności, relatywizuje się świat wyznawanych wcześniej wartości, tracimy zdolność do empatii – jesteśmy sami w tłumie obcych, obojętnych ludzi.
Opisywany mechanizm już od niepamiętnych czasów był dobrze znany satrapom i tyranom wszystkich epok, którzy wykorzystywali „strach” jako najskuteczniejsze narzędzie do trzymania za twarz swoich poddanych. „Lepiej jest budzić strach, niż być kochanym”,zauważył w swoim osławionym poradniku dla satrapów p.t.”Książe” Niccolo Machiavelli. Z jeszcze większą otwartością i cynizmem wyraził tę samą myśl Józef Stalin: „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam”.
Wierni uczniowie Stalina spod znaku PPR solidnie odrobili lekcje i gdy przyszło im instalować w Polsce system komunistyczny, dobrze wiedzieli, że bez stosowania przemocy - i to możliwie jak najszerzej - nic z ich planów może nie wyjść. Kierowali się dyrektywą, że trzeba stosować terror - zarówno selektywny, wymierzony w zadeklarowanych przeciwników, jak również „losowy”, który dotknąć może każdego – po to, żeby wytworzyć w polskim społeczeństwie psychozę strachu. Wszyscy mają się bać władzy ludowej i nikt nie może znać dnia, ani godziny, kiedy bezpieka zacznie łomotać do jego drzwi. A jeśli już tak się stanie – nikt nie rzuci się z pomocą, nie zaprotestuje. Przekonał się o tym prymas Stefan Wyszyński, gdy po jego aresztowaniu nie rozdzwoniły się w Polsce wszystkie kościelne dzwony, a episkopat haniebnie stulił uszy po sobie. Tylko pies stanął w mojej obronie, gryząc w rękę aresztującego mnie ubeka – zanotował cierpko w swoim „Dzienniku” Prymas Tysiąclecia. Był rok 1954 – apogeum komunistycznego terroru w Polsce.
A potem przyszedł „polski Październik” zamykający „epokę stalinowską”, „chłopcy z lasu” opuścili kazamaty więzienne, nastąpiła(częściowa) rehabilitacja Armii Krajowej, rozwiązano Urząd Bezpieczeństwa Publicznego - i można już było… bezkarnie opowiadać dowcipy polityczne. System stał się mniej opresyjny i poziom społecznego strachu znacznie się obniżył. Władze komunistyczne wysłały do społeczeństwa czytelny sygnał(szczególnie było to wyraźne w tzw. dekadzie Gierka): nie musicie już nas manifestacyjnie kochać, ale niech wam nie przyjdzie do głowy podważać „kierowniczą roli Partii”, a my wam damy spokój i niech wtedy Polska rośnie w siłę, a ludziom się żyje dostatniej. Jeśliby jednak komuś zaświtało w głowie, żeby podnieść rękę na władzę ludową, to niech nie ma złudzeń…
Tę wolę i determinację w utrzymaniu swojego szczególnego statusu, władze komunistyczne pokazały wielokrotnie - w czasie tłumienia robotniczych rewolt w Poznaniu(1956), na Wybrzeżu(1970), czy w Radomiu i Ursusie(1976). Jeśli dodać do tego rozprawienie się ze studentami w roku 1968, wpisanie do konstytucji „kierowniczej roli PZPR” w roku 1976, a w końcu wprowadzenie stanu wojennego w roku 1981, to było widać całkiem wyraźnie, że komuniści - co w sposób jasny sformułował Władysław Gomułka - raz zdobytej władzy nie zamierzają oddać (a nawet się nią dzielić) za jakąś tam kartkę wyborczą.
Przekaz jaki docierał do Polaków w schyłkowym okresie epoki komunistycznej tworzyły dwa filary: „Nie buntujcie się przeciwko nam, a my wam damy spokój”i „Kto nie jest przeciwko nam – jest z nami”. Był to przekaz prawdziwy. Kto nie próbował się buntować i knuć przeciwko władzy, mógł czuć się bezpieczny – nie interesowała się nim Służba Bezpieczeństwa.
Wprawdzie w owym schyłkowym okresie komuny żyło się bardzo ciężko i niemal wszystko było na kartki, ale nie było problemów ze znalezieniem pracy. Nikogo nie wyrzucano na bruk z mieszkania, nikomu nie odmówiono w nagłym przypadku przyjęcia do szpitala gdy nie miał ubezpieczenia, nikogo kto w miarę normalnie wywiązywał się ze swoich obowiązków nie wyrzucano z pracy, a jeśli już – nie było problemu ze znalezieniem innej. Co więcej, gdy w miejscu pracy powstał jakiś konflikt interpersonalny z przełożonym i w tym sporze nie było śladu politycznego kontekstu, to w obronie takiego pracownika, zwłaszcza jeśli był powszechnie lubiany, potrafiły skutecznie wystąpić związki zawodowe. Jeśli dodać do tego, że niemal każdy zakład miał własne ośrodki wypoczynkowe (siermiężne, bo siermiężne, ale raz na parę lat można się było załapać), że emerytury były wprawdzie nędzne, ale ceny lekarstw na emerycką kieszeń, że było bez porównania łatwiej niż dziś o miejsce w żłobku i przedszkolu – to trzeba stwierdzić, że społeczny strach egzystencjalny, ów strach przed przyszłością, prawie nikogo nie chwytał za gardło, nie stawał się przyczyną samobójstw. Żyło się więcej niż skromnie i byle jak, bez większych nadziei na zasadniczą poprawę materialnego bytu, bez paszportu w szufladzie i kolorowych marzeń, bez wypełnionych towarami sklepów, ale też – bez większego strachu.
A co z godnością? – ktoś dociekliwy zapyta. Wszak obrona godności była jednym z ważniejszych postulatów Solidarności! W tym miejscu odwołam się do myśli zawartej w sentencji autorstwa Luisa de la Higuery, że strach jest trucizną, która trawi sumienia. Rozwijając dalej tę myśl trzeba stwierdzić, że w warunkach narastającego strachu zarówno jednostki, jak i całe społeczności zaczynają składać najtrudniejszą daninę – z własnej godności. I gdy strach ten maleje, jedną z pierwszych rzeczy, o które się upomną jest godność właśnie. A ponieważ Sierpień był dziełem ludzi wtedy najczęściej bardzo młodych, którym - jak pokoleniu ich rodziców - nie ciążył bagaż strachu, to nie ma się co dziwić, że upomnieli się o godność - powtórzę to raz jeszcze - najtrudniejszą ofiarę narastającego strachu.
A było się o co upominać. Po pierwsze traktowani byliśmy przez komunistyczne władze jak dzieci, niedojrzałe do poznania prawdy, a politrucy i współdziałający z nimi fachmani tzw. frontu ideologicznego nieustannie nas oszukiwali i manipulowani informacjami. Wspomagała ich dzielnie instytucja cenzury, blokująca dostęp nie tylko do wiedzy o przeszłości, ale również do aktualnych informacji dotyczących Polski i świata. Po drugie znakomita większość Polaków - poprzez brak przynależności do PZPR - mogła zasadnie uważać się za obywateli drugiej kategorii, dla których pewien rodzaj awansu społecznego i zawodowego był zamknięty. Wprawdzie do przekroczenia partyjnego Rubikonu Polacy byli nieustannie kuszeni(tej pokusie uległo 2-3 mln osób, to jednak postawą większości była odmowa, niezgoda i upór powodowane względami moralnymi. Krótko mówiąc Polacy mieli wybór: albo honor i godność, albo kariera i łączące się z nią – nie zawsze zresztą wielkie – profity.
No i przyszedł rok 1989, kiedy - bez przelewania krwi - stał się cud niepodległości i mogliśmy zacząć stawiać na nogach to, co przez pół wieku stało na głowie. Wielu z nas miało nadzieję, że po latach opresyjnego i niewydolnego gospodarczo komunizmu, uda się nam odbudować wolną już Polskę na miarę naszych marzeń i aspiracji. Że całkiem przecież świeże wspólnotowe przeżycie związane z Solidarnością stanie się ziarnem, które wyda plony. Może nie od razu, może będzie to wymagało cierpliwości i wyrzeczeń, ale będziemy się poruszali ścieżką sprawiedliwości, solidarności, przyzwoitości i wolności. Że uda się nam zbudować naszą ojczyznę, w której godność nie będzie przegrywać ze strachem.
Wybieraliśmy się w podróż w nieznane i na początku drogi byliśmy naiwni oraz zbyt idealistyczni. Był to zapewne triumf nadziei nad doświadczeniem, ale też inaczej być nie mogło, gdyż nikt przed nami nie miał doświadczeń wychodzenia z systemu komunistycznego – ku normalności. Dzisiaj, po ponad dwudziestu latach istnienia III Rzeczpospolitej bilans nie jest, niestety, jednoznacznie pozytywny. Nie wymieniając jakże licznych pozytywnych zmian, jakie dokonały się w tym czasie w Polsce, trzeba jednak ze smutkiem (a może nawet ze zgrozą) stwierdzić, że poziom społecznego strachu jest dzisiaj bez porównania większy, niż w ostatnich dekadach PRL-u.
Brzmi to szokująco i w pierwszym odruchu chciałoby się autora takiego poglądu odesłać do domu bez klamek. Jeśli jednak już otrząśniemy się z tego szoku i na chłodno zaczniemy dokonywać porównań, to nagle okaże się, że w PRL-u emeryci mieli bezproblemowy dostęp do leków, a dzisiaj często nie stać ich na wykupienie zaordynowanych przez lekarza na recepcie specyfików. W PRL-u emerytury były niewielkie, ale wystarczało na czynsz, który był niewysoki, dzisiaj natomiast emerytury dalej są niskie, ale za to czynsz i inne mieszkaniowe opłaty znacznie wzrosły i co więcej - zalegający w opłatach emeryt bywa eksmitowany. W PRL-u emeryt mógł wystając w kolejkach w miarę spokojnie dożywać swoich dni, a od czasu do czasu miał nawet szansę załapać się na darmowe lub niskopłatne sanatorium. I wiedział z całą pewnością, że określonego dnia listonosz przyniesie mu do domu emeryturę, Wiedział również, że nie musi oszczędzać na własny pogrzeb, gdyż ten problem załatwi ZUS. A dzisiaj? Obniżono o jedną trzecią zasiłek pogrzebowy, a rządzący politycy, a za nimi media straszą, że w związku z takim czy innym kryzysem oraz problemami demograficznymi, grozi nam zapaść systemu emerytalnego. Dla zbliżających się do wieku emerytalnego nie jest to dobry zwiastun. I powód do dodatkowych lęków, bo w wizję roztaczaną kilka lat temu przez OFE (które niedawno omal nie zbankrutowały) podróżowania na starość do ciepłych krajów, nie wierzy już nawet największy naiwniak.
Pal sześć emerytów i ich strachy - oni powinni się już lękać spotkania z Panem Bogiem. Zajmijmy się zatem ludźmi młodymi, przed którymi jeszcze całe życie. Otóż jeśli nawet posiadają wykształcenie, czasami wyższe, to – od dobrych paru lat - nie czeka na nich w Polsce praca. I w jej poszukiwaniu wyjeżdżają za granicę. Czy łączy się to z lękami? Pewnie tak – w końcu jest to trochę wyprawa w nieznane. Jednak większość traktuje taką emigrację zarobkową jako wyzwanie, z elementami przygody. Dyskomfortem jednak pozostaje fakt podejmowania pracy niemal z reguły poniżej swoich kwalifikacji.
W dramatycznej natomiast sytuacji znaleźli się trzydziestolatkowie, którzy rozpoczęli pracę zawodową na kilka lat przed kryzysem. Zachłyśnięci ofertą rynku i kuszeni wtedy przez banki, pobrali gigantyczne kredyty, kupili za nie mieszkania, z górnej półki elementy jego wyposażenia, samochody. Gdy mieli pracę i żyli nadzieją na awans, spłacanie rat kredytowych było do udźwignięcia. Gdy przyszedł kryzys, w wyniku którego znaleźli się na bruku, pojawiło się widmo komornika. A gdy rozpaczliwe poszukiwanie nowej pracy nie przynosiło rezultatów – pojawiał się ów komornik we własnej osobie. I wtedy zaczynała się jazda bez trzymanki: jak znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia .Czasami kończyło się to decyzjami dramatycznymi.
Opisywane przeze mnie zjawisko nie jest na szczęście masowe (choć znam co najmniej kilka tragicznych przypadków), ale jego wymiar stał się na tyle znaczący, że wywołany rezonans zaczął zataczać coraz szersze kręgi. I nie chodzi mi tylko o to, że stał się ostrzeżeniem przed zbyt pochopnym zaciąganiem kredytów. Wpłynął również na nie najlepsze już wcześniej relacje pracodawca-pracobiorca. „Wyścig szczurów”, który dotąd oznaczał walkę (często bezpardonową) o zajęcie jak najlepszej pozycji w pogoni za karierą, przemienił się w „walkę o życie”. A tu już nie obowiązywały żadne zasady – i nie chodzi mi o postępowanie tych, którzy za żadną cenę nie chcieli być wyrzuceni za burtę. Myślę o kapitanie, czyli pracodawcy (dzisiaj najczęściej prywatnym), od którego decyzji, a czasami kaprysu, zależało „być, albo nie być” obciążonego kredytem pracownika.
Ktoś powie: przecież jest w Polsce kodeks pracy, są sądy. Otóż praktyka ostatnich dekad pokazuje, że owo cywilizowane instrumentarium jest w naszym kraju niestety ułomne i pracownik najczęściej stoi na straconej pozycji w sporze z pragnącym go wyrzucić z pracy szefem. No, a związki zawodowe? Z tym też jest kłopot, bo prywatny właściciel broni się przed nimi, jak diabeł przed święconą wodą. I jest w swym działaniu skuteczny, bo gdy w jego firmie pojawia się „grupa inicjatywna” pragnąca założyć związek zawodowy(zgodnie z prawem od tego momentu immunizowana), wywala ją - łamiąc prawo - na zbity pysk. Potem toczą się przez długie lata procesy we wszystkich instancjach sądów pracy, zakończone zazwyczaj jakąś formą ugody: wywaleni dostają jakieś odszkodowanie, ale bramy zakładu są dla nich zamknięte.
Wydarzenia takie, a konkretnych przykładów można przytoczyć bez liku, skutkują w jeden oczywisty sposób: następców pragnących zakładać związki zawodowe zazwyczaj brak. I w tym kontekście łatwiej jest zrozumieć swoisty paradoks, że Polska - kraj niegdyś 10-milionowej Solidarności - jest dzisiaj na szarym końcu w Europie pod względem „uzwiązkowienia”.
Nie dziwmy się zatem, że polski homo faber jest dzisiaj przestraszony. Ustawodawstwo pracy chroni go bardzo słabo, związków zawodowych stojących w obronie jego praw i godności zazwyczaj brak – przed swoim pracodawcą, bez mała „panem życia i śmierci” stoi sam. Nie chroni go również obyczaj, że „pewnych rzeczy się nie robi, że należy zachowywać się przyzwoicie”, gdyż takich zasad nie wyznaje nowy polski kapitalista i co więcej – nie ma w obronie zacytowanych norm presji z zewnątrz, bo w obyczajowym kodzie aksjologicznym Polaków wspomniane pojęcia przysypano kurzem. Pomiędzy pracodawcą i pracobiorcą powstała pustka, którą „pracodawca bez zasad” wypełnia jak chce. Konsekwencją takiej sytuacji jest tylko narastający strach walczącego o przetrwanie polskiego homo faber , ale także rezygnacja, krok po kroku, z bycia piastunem własnej godności.
Powtórzę: poziom społecznego strachu był w ostatnich dekadach PRL-u znacznie niższy niż obecnie. Piszę to z najwyższą niechęcią, a nawet obrzydzeniem, gdyż jestem ostatnią osobą, która tęskniłaby za komuną. Ale zamykanie oczu na opisaną przez mnie rzeczywistość prowadzić może tylko do eskalacji strachu.

http://gelberg.salon24.pl/244059,strach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 29 paź 2010, 17:20 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
swietny artykuł,ale ma pewne niescisłosci..........
czy w w PRL zyło sie bezpiecznie........?
czy wszyscy mieli pracę,?
czy mieli mieszkania własne.....?
ad 1.......nie zyło sie bezpiecznie,jesli nier byłeś po linni i na bazie
ad czy wszyscy mieli pracę..? jesli nie chciałeś zapisać sie do zms czy partii,topracowałes na njnizszymym z mozliwych ,,,,,,stanowisku........
czy
wszyscy mieli mieszkania,napewno,nie
mieszkało sie na tzw 'kupie" z rodzicami,dziadkami...itd
a wiec .........gdzie jest prawda,a gdzie fałsz....?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 09 lis 2010, 16:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Mity Polskie: mit o obaleniu komuny i zwycięstwie nad SB.

Wśród licznych mitów narodowych, których w żaden sposób nie da się wyrwać z umysłów naszych rodaków jest jeden szczególny, bo wywołujący diametralnie odmienne reakcje od innych. Wyznawcami tegoż mitu są bowiem na ogół zwolennicy demitologizacji naszej historii. Mam na myśli mit o „obaleniu przez Solidarność (czy nawet – szczególne kuriozum- Lecha Wałęsę!) komunizmu”, a w szczególności o jej zwycięstwie w walce z SB.
Prawda jest zaś taka, że to SB zwyciężyła w walce z Solidarnością. Zwyciężyła zdecydowanie i na całej linii, ponosząc tylko kilka porażek (w tym jedną znaczącą w sierpniu 1980) i tracąc inicjatywę tylko na krótki okres siedmiu miesięcy: od 16.08.1980, do 17.03.1981r. Oczywiście komunizm upadł i upaść musiał. Nie został jednak „obalony” a już na pewno nie przez Solidarność. System ten po prostu zbankrutował, a jeśli ktokolwiek się do tego przyczynił to Ronald Reagan, ze swym programem forsownych zbrojeń, którym ZSRS nie mógł podołać. Szlachetny wysiłek opozycjonistów i wielu wspaniałych ludzi którzy często oddali życie w walce z totalitaryzmem miał ogromne znaczenie dla kondycji duchowej naszego narodu, ale nie wpłynął w żaden sposób na upadek komunizmu.

Początek to rok 1978 i utworzenie Wolnych Związków Zawodowych, najpierw na Śląsku przez Kazimierza Świtonia, a później na wybrzeżu, przez Krzysztofa Wyszkowskiego. SB od początku miała w organizacji swoich ludzi i monitorowała jej działalność, nie mogła być więc zaskoczona strajkiem który wybuchł 14.08.1980r. Do 1976r agentem SB był działacz WZZ Lech Wałęsa, który po 1978r miewał prawdopodobnie kontakty z SB. Nie wiemy jaka była jego rola w roku 1980, ale wiemy że komuniści mówili o nim jako o „swoim człowieku w solidarności” i że jego działania wyglądały tak jakby nim był.

Wałęsa który o mało nie rozwalił strajku przez czterogodzinne spóźnienie, od razu stanął na jego czele i szybko doprowadził do jego zakończenia w dniu 16.08. Dyrektor Gniech zameldował telefonicznie wojewodzie Kołodziejskiemu o tym że „wszystko poszło zgodnie z planem”. Na szczęście nie poszło. Alina Pieńkowska, Anna Walentynowicz i m.in. Henryka Krzywonos heroicznym wysiłkiem zawróciły cześć wychodzących ze stoczni robotników i proklamowały strajk solidarnościowy. W tym momencie sytuacja wymknęła się z rąk SB i potoczyła własnym, nieprzewidzianym torem. Nastąpiła konsternacja, Wałęsa gdzieś zniknął, a później nie chciał stanąć na czele, do czego został w końcu zmuszony. Z drugiej strony komuniści zaczęli rozważać wariant siłowy. Zamiast tego wybrali „rozładowanie sytuacji od środka” i przepuścili do Gdańska „doradców” Geremka i Mazowieckiego (wstrzymując równocześnie „korowców”), którzy przy pomocy Wałęsy zaczęli znacząco wpływać na sytuację, wypierając doradców związkowych, m.in. Jadwigę Staniszkis i Lecha Kaczyńskiego. Rozprawa siłowa została odłożona na ponad rok by dać czas agenturze na rozbicie opozycji od środka. Powstała Solidarność, a na jej czele stanął „ich człowiek” Lech Wałęsa- dawny agent SB „Bolek”.

Czas do kryzysu bydgoskiego w marcu 1981roku to przejmowanie solidarności od środka, przez ubecką agenturę i ludzi uległych Wałęsie, tzw. „prawdziwków”. Równocześnie z władz organizacji są usuwani twardzi przeciwnicy komuny. Ich wpływ na politykę związku wciąż maleje, rośnie natomiast samowola Wałęsy, który w pewnym momencie zupełnie wymyka się spod wpływu dawnych kolegów z WZZ. Z władz związku zostaje usunięta Anna Walentynowicz. Narasta wewnętrzny konflikt. Gdy po pobiciu Rulewskiego Solidarność przygotowuje się do strajku generalnego, Wałęsa doprowadza do ustępstw i praktycznie- kapitulacji. Od tego czasu związek stacza się po równi pochyłej. Po marcowej mobilizacji zakończonej kapitulacją bez walki, ludzie solidarności tracą poczucie swej siły i przewagi nad komuną. SB osiąga swój cel, sytuacja dojrzewa do rozwiązania siłowego. 13.12.1981roku rozbita i osłabiona Solidarność nie stawia znaczącego oporu i bez trudu zostaje spacyfikowana przez wojsko i bezpiekę. Zaczyna się stan wojenny.

W latach 1981- 1989 następuje bankructwo komunizmu. Konferencja w Reykjaviku w 1986r jest kapitulacją Związku Sowieckiego. Za cenę zahamowania wyścigu zbrojeń ma nastąpić demokratyzacja w bloku. Komuniści w Polsce stają wobec koszmaru oddania władzy i rozliczeń winnych, ale opozycja o tym nie wie. Dlatego koncepcja SB, by zamiast władzę oddawać, sprzedać ją znów kończy się pełnym powodzeniem. Już od roku 1985 toczą się rokowania SB z częścią opozycji, pod pozorem przesłuchań. Tym razem za partnera zostaje wybrana ta część opozycji, która była dotychczas pomijana: dawni „komandosi”, spadkobiercy rewizjonistów i „korowcy”. Wybór jest bezbłędny. To właśnie ci ludzie skrywają głębokie kompleksy i lęk przed „ciemnym katolickim narodem”. Oni też nie tęsknią za prawdziwą demokracją. Umowa z Magdalenki gwarantuje czerwonym bezkarność i uwłaszczenie na majątku narodowym. Do władzy znów wraca Wałęsa i gdy na moment cały „deal” zostaje zagrożony przez rząd Olszewskiego, jego interwencja przywraca status quo. Następuje zwycięstwo komunistów w wolnych wyborach i uwłaszczenie dawnej bezpieki. Pojawia się „szklany sufit” w biznesie i w polityce. Historia zatoczyła koło. W 2010roku znów zaczęli ginąć ludzie.

http://cheshire.salon24.pl/247952,mity- ... wie-nad-sb


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 09 lis 2010, 17:07 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
"Historia zatoczyła koło. W 2010 znow zaczęli ginąć ludzie......"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 18 lis 2010, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Kolejna zasłona wokół Tymińskiego opada

To, że nikomu nieznany człowiek znikąd wykreowany został na poważnego kandydata na prezydenta państwa musiało wprawić w zdumienie każdego, kto choć trochę zachował umiejętność samodzielnego myślenia po 45-latach socjalistycznej zamrażarki wyprodukowanej i serwisowanej przez Kreml. Nic nie bierze się wszak z powietrza, ktoś ten cyrk musiał zorganizować. Rzut oka na otoczenie tajemniczego osobnika z Peru i jego słynna czarna teczka nie pozostawiały wątpliwości: peerelowskie służby. Motyw również wydawał się oczywisty. Znienawidzony i zepchnięty do głębokiej defensywy aparat peerelu dostrzegł szansę powrotu na scenę polityczną bocznymi drzwiami.
Nie byłem wówczas odosobniony w przekonaniu, że oręż ten wyciągnięto przeciwko obydwu stronom ówczesnego sporu. Sporu, przypomnę, o respektowanie umów okrągłego stołu z kremlowskimi namiestnikami, zredukowanego przez Gazetę Wyborczą do motywowanej przerostem ambicji Wałęsy-wroga "wojny na górze". Rozumowanie to miało jednak pewien słaby punkt. Po co aparat peerelowski miałby zarzucać niepewną kotwicę skoro zapełniające niemal w całości przestrzeń publiczną środowiska związane z Mazowieckim i Gazetą Wyborczą zachowywały się niezwykle spolegliwie (przyzwolenie na np. palenie archiwów peerelowskich, skrytobójstwa, utrzymanie wpływów Kremla itp) i lojalnie. Z przytoczonego niżej w całości najnowszego artykułu Krzysztofa Wyszkowskiego, założyciela Wolnych Związków Zawodowych, świadka i uczestnika tamtych wydarzeń, wyłania się nieco inny, bardziej spójny obraz.
Przy okazji dowiadujemy się, że Mazowiecki i co bardziej wtajemniczeni z jego otoczenia już wówczas wiedzieli sporo o agenturalnej przeszłości Wałęsy, m.in. o gratyfikacjach jakie otrzymywał za donosy, wiele z tego co ujawnili dopiero w ostatnich latach paru odważnych historyków. Mają więc swój udział w zaprzaństwie Wałęsy. Fakt ten wyjaśnia furię z jaką środowiska te zaatakowały ujawniających prawdę, a jedną z najciekawszych książek o najnowszej historii Polski jaka ukazała się po 1989 roku autorstwa Pawła Zyzaka, bo historia Wałęsy jest także historią Polski, usiłowali znieistnieć.
Wydarzenia przywołane przez Krzysztofa Wyszkowskiego miały bogaty ciąg dalszy, zwłaszcza w działaniach Komorowskiego. Ostatnio odcisnęły swoje piętno na nominacjach generalskich.

Krzysztof Wyszkowski
Wspólnota strachu

„Zgoda buduje" - takim miło brzmiącym hasłem prezydent Komorowski zasłania ponurą rzeczywistość zbudowaną przez rządzący Polską układ postkomunistyczno-postsolidarnościowy.
Funkcjonariusze i beneficjenci tego porozumienia przeciw dobru Polski i Polaków, to przeważnie peerelowskie rzezimieszki, esbecy i ich agenci, cyniczni „macherzy z zaplecza", targowiczanie, pożyteczni idioci oraz ci wszyscy, którzy swoją pogardę dla polskości ukrywają za hasłami walki z „kaczyzmem", czy, ostatnio, „faszyzmem".
Ci „kolektywnie dający sobie d..." budowniczowie układu, publicznie prezentują wzajemną miłość - Komorowski ściska się Jaruzelskim, Jaruzelski wpija się w Mazowieckiego, Mazowiecki przytula Tuska, Tusk lgnie do Wałęsy, Wałęsa brata się z Kwaśniewskim, Kwaśniewski kocha Michnika, Michnik wtula się w szyję Komorowskiego... Dookoła wirują zasłużone hostessy pojednania pięści z nosem - Chrzanowski, Lityński, Moczulski, Smolar, Niesiołowski... Tylko Wachowski gdzieś się zapodział...
Parę dni temu układ fetował „100 dni prezydentury". Ponieważ feta ta przypadła akurat w dwudziestą rocznicę wyborów prezydenckich w 1990 r. warto przypomnieć, jakimi metodami ten budowniczy zgody zwalczał innego członka obecnego „kolektywu" - Lecha Wałęsę.
Sztab „siły spokoju" był przekonany, że jedynym poważnym przeciwnikiem jest Lech Wałęsa, który „wypowiadając nonsensy o ‘jajogłowych' i dzieląc ludzi według kryteriów rasowych na Żydów i nie Żydów", jak pisał Michnik, zmusił Mazowieckiego do udowadniania swej polskości. Agresywność metod Wałęsy („Uwierzyłem przyjaciołom Żydom, a oni mnie zrobili w konia. A tyle razy ostrzegano, bym się z Żydami nie zadawał, bym się nimi nie otaczał i nie korzystał z ich rad") mogła robić wrażenie, że znajduje się pod wpływem antysemickich elementów z rozwiązanej niedawno SB.
Czy z przekonania o konieczności uchronienia Polski przed „człowiekiem z siekierą", czy z czystej żądzy władzy, ludzie Mazowieckiego sięgnęli po narzędzia pochodzące z tego samego źródła. Na biurku ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego „znalazły się" dokumenty t.w. Bolka. Gdy niespodziewanie sytuacja się odwróciła, bo Mazowiecki odpadł po przegranej w pierwszej turze wyborów z Tymińskim, Komorowski - wówczas wiceminister obrony narodowej - zgłosił się do sztabu wyborczego Wałęsy z propozycją przekazania bardzo ważnych informacji.
Pojechałem do Warszawy i spotkałem się z nim w jego gabinecie w „Domu bez kantów". Powiedział mi wówczas, że sztab Tymińskiego został zorganizowany, na polecenie Jaruzelskiego, przez funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych. Zapytałem skąd to wie i usłyszałem, że właśnie od nich. Gdy wyraziłem zdziwienie taką zażyłością Komorowskiego z WSI, ten zaczął mnie przekonywać, że można mieć do nich zaufanie, ponieważ są to dobrzy patrioci, którzy „przeszli na naszą stronę".
Mieli mu oni, jako swojemu zwierzchnikowi, przekazać plany kampanii wyborczej Tymińskiego oraz wyjawić zawartość jego osławionej „czarnej teczki". Okazało się, że znajduje się w niej m.in. kopia zobowiązania Wałęsy do współpracy z SB, jego donos agenturalny i odręczne pokwitowanie odbioru wynagrodzenia. Oprócz tego przekazał mi kompromitujące informacje o życiu osobistym Wałęsę, które mogły zburzyć jego legendę równie skutecznie, jak sprawa donosicielstwa.
Komorowski przekazał mi wiele bardzo szczegółowych informacji na temat sposobu, w jaki WSI od dłuższego już czasu manipulowała Tymińskim, np. nie dając mu pewności, czy „komprmateriały" na Wałęsę są autentyczne. Tymiński chciał upublicznić materiały z „czarnej teczki" przed pierwszą turą wyborów, ale, obawiając się prowokacji, szukał wiarygodnego grafologa, żeby potwierdzić, że jest to odręczne pismo Wałęsy. WSI znalazła mu go aż w Szczecinie, dzięki czemu najpierw skutecznie odwlekano orzeczenie, a po pierwszej turze wyborów WSI zdecydowano, że grafolog odmówi potwierdzenia autentyczności przedstawionych mu dokumentów (w efekcie tych zabiegów Tymiński nie odważył się wówczas ich ujawnić).
Było oczywistością, że. skoro Komorowski (a więc i sztab Mazowieckiego) wiedział o tym wszystkim już od dłuższego czasu, ale podzielił się tą wiedzą po odpadnięciu Mazowieckiego z wyścigu, oznacza to, że WSI (a więc i Jaruzelski) użył Tymińskiego do zorganizowania prowokacji mającej rozstrzygnąć wybory na rzecz Mazowieckiego. Można przypuszczać, że gdyby Mazowiecki przeszedł do drugiej tury, Wałęsa zostałby wówczas ujawniony jako podły agent esbecji.
Zgoda, w wydaniu Komorowskiego, jest więc paktem o nieagresji ograniczonym do wspólnoty wiernej kontraktowi okrągłego stołu - wspólnotą strachu przed prawdą o nieprawym pochodzeniu elity III RP.

http://dodam.salon24.pl/251139,kolejna- ... iego-opada


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 06 gru 2010, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
stalinowski ruch oporu ?

żegnając wirtualnie Panią Marię Fieldorf-Czarską - ofiarę zbrodni na Pamięci Narodu Polskiego, przypomniałem sobie pewną dyskusję w sieci z "AGORAnckim młotkowym" nt. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. otóż ów zawzięty "wyznawca antypisa" i były oficer LWPstwierdził odkrywczo, że:

» ojciec bohatera USP "Kuklinowskiego" należal do takiego ruchu oporu, ktorego dowództwem sterowało zarowno Gestapo jak i NKWD.« -oczywiście notoryczne przekręcanie nazwiska Polskiego i Amerykańskiego Bohatera Narodowego na synonim zdrajcy rodem z Sienkiewiczowskiego "Potopu" było z jego strony umyślne.

to przewrotne grzebanie w przeszłości głównego grabarza Układu Warszawskiego i PRL (nie mylić z Lechem Wałęsą - TW Bolkiem ;) nie zbiło mnie z tropu i postanowiłem zrewanżować się pytaniami nt. znanego syna sowieckiego oprawcy i jego udziału w jednej z wielu zbrodni na Pamięci Narodu Polskiego:

do jakiego ruchu oporu należą ci, którzy usilnie niszczyli dokumentację i sabotowali badania nt. "KonzetrationLager Warschau" przekształconego w 1945r. na warszawski obózkoncentracyjny więźniów NKWD i MBP ?


do jakiego ruchu oporu należy Włodzimierz Cimoszewicz, który wyznaczył w 1994r. swego kolegę szkolnego i ex-członka Akademii Nauk Społecznych KC PZPR - Ryszarda Walczaka na stanowisku Dyrektora Generalnego Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu ?

do jakiego ruchu oporu należy Z-ca Dyrektora GKBZpNP - ex-stalinowski prokurator Stanisław Kaniewski, który w 1992r. nakazał wstrzymanie badania historii "KL Warschau" ?

do jakiego ruchu oporu należy pracownik GKBZpNP - dr. Stanisław Biernacki, który rozwiązał Warszawską Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich i był podejrzany o "zgubienie" znacznej części dokumentacji "KL Warschau" ?

wg mnie to znacznie ciekawsze pytania niż te, które pośrednio demaskują rodowód Ryszarda Kuklińskiego i kryteria doboru najwyższych kadr dowódczych LWP. dla mnie jako Narodowca i Katolika to najciekawszy wycinek Historii Polski, który usilnie zagłuszają swoim spamem tematów zastępczych "multimedialni młotkowi" z wesołej kompanii Agora&ITI ;)

--------------------------------------------------------------------------------

PS.
więcej informacji jak GKBZpNP pomimo ogromnych trudności udało się przebić do świadomości Polaków z wiedzą nt. "KL Warschau" można znaleźć w książce Jacka E. Wilczura "Raport Wilczura".

polecam tą lekturę zwłaszcza tym, którzy planują w nocy z 12go na 13go grudnia demonstrację przed domem Wojciecha Jaruzelskiego ;)

http://lubczasopismo.salon24.pl/2rp.pl/ ... ruch-oporu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 13 gru 2010, 17:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2010/12/13/f ... miana.html

Film dokumentalny pt. “Nocna zmiana”

Tzw. "Nocna zmiana" utrwaliła ustrój w taki sposób, że III RP jest jeszcze bardziej polakożercza niż PRL.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 18 lut 2011, 20:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Czyżby wracało stare i w tej kwestii?

Sensacyjne ustalenia w sprawie okoliczności śmierci Pyjasa

Upadek z wysokości był przyczyną śmierci Stanisława Pyjasa - napisali biegli po szczegółowych badaniach ekshumowanych w ubiegłym roku szczątków krakowskiego studenta, o czym dowiedzieli się reporterzy śledczy Radia RMF FM.
Biegli nie stwierdzili,żeby Pyjas został pobity. Ich opinia jest prawie w całości zgodna z tym, co napisano w protokole sekcji zwłok w 1977 roku, wedle której krakowski współpracownik Komitetu Obrony Robotników zmarł, ponieważ z własnej winy upadł z dużej wysokości, będąc pod wpływem alkoholu. Biegli wykluczają obrażenia wskazujące na pobicie lub działanie osób trzecich.
Jedyną nowością jest stwierdzenie złamania uda, czego nie ujął w swoim raporcie profesor Zdzisław Marek w 1977 roku.
"To tylko wnioski, które wyciągnięto po analizie szczątków zwłok. Nie wzięto brano pod uwagę innych okoliczności. Według ustaleń prokuratury Pyjas został śmiertelnie pobity, ale ta najnowsza ekspertyza tego nie potwierdza. Ewentualna zmiana kwalifikacji na zabójstwo już nie wchodzi w grę. Co więcej, pojawiają się już głosy, aby umorzyć śledztwo z powodu braku dowodów świadczących w ogóle o popełnieniu przestępstwa" - czytamy na stronie internetowej RMF.

http://bukojer.salon24.pl/279498,sensac ... rci-pyjasa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 28 lut 2011, 18:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Okrągły stół, czyli wynik negocjacji z przestępcami ciągle obowiązuje

Dokładnie 22 lata temu w 1989 roku obrady okrągłego stołu zbliżały się do półmetka. Kto stał się beneficjentem tamtej transformacji widzimy dzisiaj wyraźnie. Wcale, więc mnie dziwi to, że środowiska, które na tym geszefcie stulecia skorzystały wynoszą ten „polski patent” na wysoki cokół i próbują wszystkich przekonywać, że to był cud, okazana wielka mądrość, przykład do naśladowania i powód do dumy dla pokoleń Polaków.

Jak wiemy niewielka część uczestników tych obrad jak choćby śp. Lech Kaczyński sądziła w swojej naiwności, że to całe przedsięwzięcie to tylko pewien etap taktycznego planu i układanie się właśnie w tym konkretnym czasie i miejscu z komunistami wcale nie oznacza, że owych porozumień trzeba będzie dotrzymywać i to niemal przez ćwierć wieku.

Byli naiwni, głupi, lekkomyślni? Nie. Ja myślę, że ta garstka ludzi, którzy dali się nabrać sądziła, że nie do pomyślenia jest traktowanie na serio porozumienia ze zdrajcami i renegatami i dotrzymywania jakichkolwiek umów z nimi.

Dzisiejszym obrońcom okrągłego stołu, najbardziej wątpliwego moralnie i etycznie sposobu na „suwerenność” oraz wyjątkowo niepedagogicznego jego wpływu na przyszłe pokolenia powiem rzecz oczywistą.

W całym cywilizowanym świecie policja negocjuje ze współczesnymi terrorystami, porywaczami dla okupu, piratami i różnej maści przestępcami, ale nie po to by ustaleń owych negocjacji dotrzymywać po wsze czasy. Jest to tylko zwykła gra na czas, pozwalająca zająć dogodną pozycję snajperowi, obmyślić plan uwolnienia zakładników, odwrócić uwagę, oddziaływać na psychikę przy pomocy profesjonalnych negocjatorów.

Oczywiście, kiedy nie ma już innego wyjścia dostarcza się okup, podstawia samochód, samolot czy helikopter, ale prawie zawsze jest to tylko kolejny etap akcji mającej na celu wyeliminowanie przestępcy, nawet fizyczne oraz uwolnienie i ocalenie niewinnych ludzi.

W Polsce, właśnie w tym 1989 roku nie dość, że bandytom podstawiono luksusowy autobus z przewodnikiem, przekazano worki z pieniędzmi, czyli okup to na dodatek jeszcze rozgrzeszono ich z zabicia części zakładników i zaproszono na wspólną rozpustną biesiadę, która już trwa ponad 20 lat.

Mało tego. Kiedy wyszło na jaw, że część policyjnych negocjatorów tak naprawdę przez lata było na garnuszku bandytów to stwierdzono, że w sumie nic się nie stało.

I tak PRL-owska sztafeta pokoleń trwa. Starych skompromitowanych komuchów usunięto w cień, a na czoło posłano Kwaśniewskich, Millerów, Oleksych czy innych Dyduchów. Kiedy młoda gwardia się zestarzała i ponownie skompromitowała w aferze starachowickiej i Rywina znowu do pierwszego szeregu wrzucono Napieralskiego i Olejniczaka. Co będzie jak i ci okażą zwykłymi kłamcami, oszustami i karierowiczami? A przecież wiadomo, że tak się stanie gdyż owe środowiska mają to we krwi.

Bez obaw, mimo demograficznej zapaści znajdą się następcy wychowywani starannie przez „nasze niezależne” media.

http://kokos.salon24.pl/282811,okragly- ... agle-obowi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 11 mar 2011, 11:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Aleksander Ścios

ŚWIĘTY – UMORZONY

Katowicki IPN od kwietnia 2006 roku prowadzi śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Dochodzenie miało ustalić, czy istniał spisek komunistycznych służb specjalnych zmierzający do zgładzenia Papieża oraz czy i jaki udział miały w ewentualnym spisku tajne służby PRL. Śledztwo od początku spotykało się z żywym zainteresowaniem i krytyką niektórych środowisk. Najczęściej używanym argumentem był klasyczny zarzut o marnotrawieniu publicznych pieniędzy, choć zdarzały się też bardzie kuriozalne wymysły, jak np. wypowiedź wiceprzewodniczącego PO, który twierdził, że IPN nie powinien zajmować się zamachem na Papieża, ponieważ „sprawa nie dotyczy terytorium Rzeczypospolitej”. Polityk z grupy rządzącej najwyraźniej zapomniał, że, Jan Paweł II, czyli Karol Wojtyła, do śmierci miał polskie obywatelstwo, polski paszport i był zameldowany przy ul. Kanoniczej w Krakowie.
Ataki na katowicki IPN nasiliły się, gdy Instytut dostał dokumenty włoskiej komisji parlamentarnej, tzw. Komisji Mitrochina, oraz protokoły z przesłuchań Alego Agcy. Prokuratorzy dotarli również do akt niemieckiej i czeskiej bezpieki, poszukując w nich śladów nt. zamachu.. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Do dziś na stronie internetowej esbeckiego Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa widnieje artykuł – paszkwil Gazety Wyborczej „IPN z Archiwum X”, w którym dwie pracownice tego pisma w niewybredny sposób atakują prokuratorów z katowickiego oddziału Instytutu. Przed kilkoma dniami GW epatowała czytelników informacją, że śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II kosztowało IPN prawie 330 tys. złotych. Ten sam argument – prowadzenie zbyt kosztownych śledztw, był podnoszony w związku z wnioskiem Prokuratora Generalnego o odwołanie szefa pionu śledczego IPN Dariusza Gabrela.

Podobnie, jak sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, tak śledztwo dotyczące zamachu z 13 maja 1981 roku nie przypadkiem wzbudza niechętne reakcje niektórych środowisk. Z jednej strony są to funkcjonariusze sowieckiej policji politycznej PRL, zainteresowani ukryciem swojej roli w zbrodniach reżimu, z drugiej – ich okrągłostołowi partnerzy z kręgów koncesjonowanej opozycji, chwalcy narodowej amnezji, rozliczni agenci i tajni współpracownicy bezpieki. Od 20 lat ten „klub strażników tajemnic” dba, by prawda o zbrodniczym charakterze władzy Kiszczaka i Jaruzelskiego nie dotarła do Polaków. Dotyczy to szczególnie tych obszarów funkcjonowania państwa komunistycznego, gdzie dochodziło do współdziałania sowieckich służb z agenturą ulokowaną w Kościele. Bez tej współpracy nie byłby możliwy mord na księdzu Jerzym i trwające do dziś kłamstwo procesu toruńskiego. Tym bardziej – nie byłby możliwy zamach w Watykanie. Nadal niespełniony pozostaje testament Jana Pawła II, który w słowach z 27 listopada 1984 roku „Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia całej prawdy o śmierci księdza Jerzego.
Od chwili wyboru Jana Pawła II, Watykan był w ścisłej czołówce państw, którymi interesował się wywiad komunistyczny. Sam zaś Karol Wojtyła podlegał obserwacji bezpieki już od 1949 r., a jego późniejszą inwigilacją zajmowała się armia esbeków, wśród nich m.in. Grzegorz Piotrowski, późniejszy zabójca księdza Jerzego.

Dokumenty wytworzone w związku z pracą rzymskiej rezydentury wywiadu PRL, noszącej kryptonim „Baszta”, nie pozostawiają wątpliwości, że celem tych działań była walka z Kościołem i Papieżem zarówno w relacjach z władzami PRL, jak i na płaszczyźnie międzynarodowej. Zdobywane tą drogą informacje, były wykorzystywane dla globalnych celów polityki Związku Sowieckiego. Instrukcja pracy tzw. wywiadu PRL, przygotowana przez KGB w 1980 r., dobitnie świadczy, że był on ogniwem megasłużb sowieckich. Zgodnie z tą instrukcją, KGB i SB prowadziły wspólnie długofalowe działania operacyjne w celu: „wywierania wpływu na papieża, pogłębiania różnic poglądów między Watykanem a Stanami Zjednoczonymi, pogłębiania wewnętrznych różnic w Watykanie, analizowania, planowania i prowadzenia działań operacyjnych szkodzących watykańskim planom umocnienia kościołów i rozwoju nauki religii w krajach socjalistycznych, wykrywania kanałów, którymi Kościół katolicki w Polsce zwiększa swe wpływy i podsyca działalność Kościoła w Związku Sowieckim”.

Jednym z priorytetów operacji zagranicznych Departamentu I SB MSW w czasie pontyfikatu Jana Pawła II stało się rozbudowywanie agentury wśród Polaków w Rzymie i w Watykanie. Znamy dziś nazwiska oficerów kierujących rzymską rezydenturą, pseudonimy agentów: „Prorok”, „Konrado”, „Potenza”, czy „Russo” oraz kilka nazwisk księży – tajnych współpracowników. Zdemaskowanie agenta-jezuity, Tomasza Turowskiego znacząco poszerza wiedzę o działaniu tej rezydentury i metodach, jakimi posługiwano się, by dotrzeć w pobliże Jana Pawła II. „Każda informacja, którą przekazywał tajny współpracownik, miała znaczenie. Teraz uspokajają oni swoje sumienie, powtarzając jak mantrę, że nie mówili nic istotnego. To iluzja. Kwestionariusz pytań dotyczących kardynała Wojtyły, które SB zadawała swoim tajnym współpracownikom, był niezwykle wyczerpujący. Niektóre są oczywiste - jaki jest jego stosunek do ZSRR. Ale pojawiały się też takie, których sens jest zagadkowy - jakiej marki żyletek używa Wojtyła? […] Pozornie błahe informacje układały się jak puzzle. Powstawał portret figuranta. Otwierały się możliwości operacyjne - szantażu, a niekiedy nawet fizycznego unicestwienia niepokornego księdza” – przypominał przed laty historyk IPN Marek Lasota. Nie trzeba przekonywać, że informacje uzyskane przez wywiad PRL musiały być niezwykle przydatne w planowaniu zamachu na Ojca Świętego. Nie bez powodu w strukturze megasłużb sowieckich Departament I, a w szczególności jego wydział III, prowadzący działania na terenie Watykanu, cieszył się uznaniem moskiewskich zwierzchników. Jeśli dziś historycy i dziennikarze badający akta bezpieki napotykają wyraźną lukę w materiałach z okresu zamachu, może to świadczyć, że zadbano o dokładne „wyczyszczenie” archiwów.

Przed kilkoma miesiącami prokurator Ewa Koj z katowickiego IPN-u oświadczyła, że z dotychczasowego przebiegu śledztwa wynika, że nie było tzw. polskiego śladu w sprawie zamachu. „Mówię to na podstawie tego, co udało nam się znaleźć w archiwach w zbiorze zastrzeżonym, związanym z wywiadem wojskowym i z wywiadem cywilnym. Tam nie ma żadnych śladów, które by wskazywały, że wywiad polski był w jakiś sposób zaangażowany w zamach. Niewątpliwie służby specjalne innych krajów korzystały z materiałów informacyjnych o Janie Pawle II, które zbierały nasze służby, ale nic nie wskazuje, że nasze służby wiedziały o planowanym zamachu na życie papieża” - stwierdziła prok. Koj. Według jej słów, śledztwo zakończy się umorzeniem, a uzasadnienie decyzji o umorzeniu wraz ze streszczeniem protokołów z przesłuchania Ali Agcy zostanie wydane w formie publikacji prawdopodobnie na początku maja br., tuż po beatyfikacji Jana Pawła II.

Można oczywiście zwrócić uwagę na mocno niefortunne sformułowania zawarte w oświadczeniu pani prokurator. Trudno przecież organy komunistycznej bezpieki nazwać „wywiadem polskim” i określać je mianem „nasze służby”. Nie to jednak wydaje się najważniejsze. Jeśli śledztwo w sprawie zamachu na polskiego Papieża zostanie umorzone, a nad sprawą zapadnie urzędowa zasłona milczenia, nigdy nie zostaną wyjaśnione przynajmniej dwa istotne wątki.

Pierwszy dotyczy wiedzy zgromadzonej w archiwach watykańskich, głównie ustaleń watykańskiego „łowcy szpiegów” jezuity Roberta Grahama. Na dokumenty te powoływał się John Koehler - oficer wojskowego wywiadu USA, był doradca prezydenta Reagana, gdy w wywiadzie dla dziennika "La Stampa" stwierdził, że w zamach zamieszani byli także polscy duchowni. Koehler twierdził również, że stosowano skomplikowaną, okrężną drogę zadaniowania agentów, by zwieść wywiady zachodnie. Zadania dla polskiej agentury miały przechodzić przez niemiecką Stasi, a kopie tych operacji trafiły do archiwów służb węgierskich. Wydaje się, że ten ważny trop nie był przedmiotem badań IPN i nawet nie próbowano prowadzić poszukiwań w watykańskich czy węgierskich archiwach.

Druga sprawa jest bardziej szokująca. Z ujawnionego przez IPN dokumentu "Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971-1989 Departamentu IV" wynika, że wraz z grupą polskich pielgrzymów udających się na inaugurację pontyfikatu Jana Pawła II jechało trzech oficerów SB: Adam Pietruszka, Zenon Chmielewski i Jan Zacherowski. Wszyscy oni byli w tłumie wiernych podczas mszy intronizacyjnej 22 października 1978 r. Od tej pory, podczas wystąpień papieskich na Placu św. Piotra zawsze był obecny funkcjonariusz MSW.

Jednak tylko raz zdarzyło się, że przed bazyliką watykańską czekało aż trzech oficerów peerelowskiej bezpieki. Na podstawie badania akt paszportowych funkcjonariuszy IV Departamentu, IPN ustalił, że stało się to podczas audiencji generalnej w dniu 13 maja 1981 roku. Jeśli zatem śledztwo zostanie umorzone, bo „nic nie wskazuje, że nasze służby wiedziały o planowanym zamachu na życie papieża” – trzeba będzie wyjaśnić niezwykłe zdolności antycypacji zdarzeń przez wywiad PRL.

Gdy dziś jesteśmy świadkami propagandowych gier, związanych z obecnością „elit” III RP na uroczystościach beatyfikacyjnych Jana Pawła II, warto pamiętać, że są wśród nich ludzie, którzy nadal ukrywają prawdę o zamachu na Świętego.

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/03/ ... rzony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 21 mar 2011, 11:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Uczniowie Kiszczaka

Generał Czesław Kiszczak ma godnych następców. Platforma Obywatelska w swym zacietrzewieniu w walce z pamięcią o Lechu Kaczyńskim i tragedii smoleńskiej, dorównuje zaciętości prawej ręki Jaruzelskiego z okresu WRON i stanu wojennego

10 marca po zakończeniu comiesięcznego Marszu Pamięci, organizowanego przez klub Gazety Polskiej dla uczczenia poległych w katastrofie, funkcjonariusze służb miejskich podległych Hannie Gronkiewicz-Waltz oraz wynajęte przez miasto firmy prywatne, brutalnie usunęli spod pałacu prezydenckiego palące się jeszcze znicze i kwiaty ułożone w kształcie krzyża i powstańczej kotwicy - symbolu Polski Walczącej, świętego znaku dla każdego Polaka. Wrzucono je do worków na śmieci. Podobny los spotkał zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich. Protesty wielu środowisk przeciwko tej akcji pacyfikacyjnej nie spotkały się do dziś z żadną odpowiedzią. Podobnie w próżni zawisło pytanie skierowane przez Jarosława Kaczyńskiego do premiera Donalda Tuska z PO, o to jak ten by się zachował gdyby wyrzucano na śmietnik fotografie jego śp. matki i śp. ojczyma. Tusk na to pytanie nie odpowiedział. Brak odpowiedzi jest tu odpowiedzią.

Poznanie prawdy o Smoleńsku to dziś być albo nie być. Dla nas to sprawa honoru i rodzaj moralnego zobowiązania wobec poległych na służbie Ojczyźnie 10 kwietnia 2010 r. Dla Komorowskiego, Tuska, Sikorskiego i całego obozu proputinowskiego niedopuszczenie do ujawnienia tej prawdy - to walka o przetrwanie, ratunek przed śmiercią polityczną. Stąd Platforma, której politycy – od premiera poprzez ministra obrony Bogdana Klicha, do Radosława Sikorskiego szefa MSZ – co najmniej politycznie odpowiadają za śmierć prezydenta RP i granie tu w jednej drużynie z Putinem, nie wahają się sięgać do repertuaru wziętego wprost od generała Czesława Kiszczaka, ministra spraw wewnętrznych w juncie Jaruzelskiego i rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Niszczenie kwietnych krzyży w całej Polsce, układanych ku pamięci pomordowanych przez reżim, wpisało się na stałe w tradycję komunistycznej władzy lat 80. Gdy oglądałem sceny sprzed pałacu prezydenckiego przypomniały mi się działania ZOMO i niszczenie kwietnego krzyża pod warszawskim kościołem Św. Annyna Krakowskim Przedmieściu, upamiętniającego m.in. ofiary Jaruzelskiego. Deptany butami przez milicjantów i esbeków zwyciężył – pojawiał się na nowo mimo obserwowaniu terenu przez bezpiekę i grożących ludziom szykan. Czy tak odległe od patentu Kiszczaka były prowokacje urządzane podczas modlitw przy krzyżu przed pałacem na Krakowskim Przedmieściu? Przecież tak jak kiedyś - bezkarnie obrażano i bito ludzi, a policja i Straż Miejska, podlegająca prezydent Warszawy, udawały że niczego nie widzą…

To nie koniec analogii. W PRL Katyń był na indeksie, nie wolno było przypominać o rocznicy wymordowania z rozkazu Stalina przez NKWD tysięcy polskich oficerów. Próżno było szukać informacji o sowieckim ludobójstwie w podręcznikach szkolnych, czy encyklopediach. Katyń miał zostać wymazany z pamięci.
Platforma stroi się w piórka formacji posierpniowej. Jeśli jednak spojrzymy na jej stosunek do poznania prawdy o Smoleńsku – traktuje ją tak samo instrumentalnie, wręcz koniunkturalnie, jak komuniści prawdę o zbrodni katyńskiej To daleko idące porównanie, ale czy nie uprawnione?

Rada Warszawy, zdominowana przez Platformę Obywatelską, uznała że rocznica tragedii smoleńskiej nie zasługuje na żadne upamiętnienie. Radni PO uniemożliwili niedawno głosowanie nad propozycją Prawa i Sprawiedliwości (popartą przez SLD), by 10 kwietnia o godz. 8.41 w stolicy zawyły na minutę syreny, a na terenie miasta i w środkach komunikacji miejskiej wywieszone by były flagi narodowe i miejskie przepasane kirem. Tak „uszanowano” uczucia radnych Andrzeja Melaka (PiS) oraz Małgorzaty Szmajdzińskiej (SLD), którzy w katastrofie tupolewa stracili swoich bliskich.

Kolejną odsłoną zapisu na Smoleńsk jest cofnięcie przezZarząd Dróg Miejskich w Warszawie, podległy - jakżeby inaczej - prezydent Gronkiewicz-Waltz,zgody „Gazecie Polskiej” na zorganizowanie na Placu Teatralnym koncertu pieśni patriotycznej. Organizatoromzaproponowano zmianę lokalizacji na peryferyjną Białołękę, co zważywszy na bliskość więzienia, w którym trzymano w internowaniu członków Solidarności, jest dalece symboliczne. Rzecz ciekawa, że zgodę pierwotnie wydano, przy czym kluczowa była deklaracja dyrekcji Teatru Wielkiego, że w tym dniu nie będzie grany żaden repertuar. Nagle jednak okazało się, że prezydent Komorowski zażyczył sobie w wielkiej sali teatru urządzić koncert dla 60 osób reprezentujących rodziny smoleńskie.

To już nie pierwszy dowód świetnej współpracy władz miasta i pałacu prezydenckiego w zwalczaniu społecznej pamięci o 10 kwietnia. Wcześniej wspólnie usunęli krzyż z Krakowskiego Przedmieścia, który był swoistym kamieniem węgielnym pod budowę pomnika w tym wskazanym spontanicznie w dniach żałoby narodowej przez Polaków miejscu.

Represje rodem z epoki Kiszczaka to nie wszystko. W dworskich mainstreamowych mediach następuje swoisty renesans Urbanowej propagandy opluwającej Lecha Kaczyńskiego i zakłamującej przyczyny tragedii smoleńskiej. Kiedyś była grana przyjaźń polsko-radziecka, teraz zastąpiło ją pojednanie polsko-rosyjskie, dla którego, jak powiedział prezydencki doradca Tomasz Nałęcz, warto ponieść każdą ofiarę. Ceną może być nawet przyzwolenie na szarganie przez Rosjan honoru polskiego oficera. Przy całkowitym milczeniu rządu, a więc w domyśle aprobacie rosyjskich kłamstw. Czy może być większa kompromitacja dla władz w Warszawie niż to, że honoru generała Błasika, obwinianego przez MAK o pijaństwo i spowodowanie katastrofy, musiała bronić wdowa po nim?

Platforma dla utrzymania władzy w oczernianiu ofiar Smoleńska nie cofnie się już chyba przed niczym, posunie się tak daleko, jak tylko będzie tego wymagał skuteczny pijar. Już teraz z nieoficjalnych doniesień wiadomo, że w przededniu 10 kwietnia ma się pojawić kolejny paszkwil smoleński. W jednej ze stacji telewizyjnych ma zostać opublikowana informacja dotycząca rozmowy braci Kaczyńskich przeprowadzonej z pokładu tupolewa, z której ma wynikać że to prezydent nalegał na lądowanie na Siewiernym mimo skrajnie niekorzystnych warunków pogodowych. To on więc jest odpowiedzialny za śmierć pasażerów i załogi.
Co prawda do dziś utrzymywano, że ta rozmowa nie została nagrana, ale jak wiadomo nieprzebrane są zasoby Ministerstwa Prawdy. Akcja dyskryminująca Lecha Kaczyńskiego została zresztą już uruchomiona, gdy posłuszne Platformie media wyciągnęły jako wielką aferę sprawę ułaskawienia przez prezydenta wspólnika jego zięcia Dubienieckiego.Nagonka prowadzona przez polityków PO i SLD ma zakodować w podświadomości ludzi, że Kaczyński nie był, wbrew temu co mówi PiS, wzorem patriotyzmu, ale postacią dwuznaczną moralnie, kierującą się prywatą w działalności publicznej. Kaczyński staje się „prezydentem ułaskawień”, wręcz wypuszczającym na wolność notorycznych recydywistów. Tymczasem według danych zamieszczonych na stronie prezydent.pl Bronisław Komorowski między październikiem a grudniem 2010 r. ułaskawił więcej osób niż Lech Kaczyński w całym 2006 roku. Wśród 52 osób są przestępcy skazani m.in. za zabójstwo, znęcający się nad rodziną, uchylający się od płacenia alimentów, oszuści kapitałowi, skazani za kradzieże, fałszowanie dokumentów i groźby karalne. Generalnie zaś Kaczyński ułaskawił podczas swojej kadencji najmniej osób spośród dotychczasowych prezydentów RP. Fakty więc mówią zupełnie coś innego, ale tym gorzej dla nich.

Dominujące wrażenie ma być więc takie, że 10 kwietnia właściwie nic się nie stało (by zacytować Władysława Bartoszewskiego) i nie ma kogo czcić. W jazgocie czarnej propagandy, 8 kwietnia przemknie niezauważona uroczystość w Muzeum Powstania Warszawskiego, podczas której zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca postać jego twórcy – śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a ufundowana przez powstańców warszawskich, weteranów Armii Krajowej i pracowników muzeum.
Podobnie bez echa przejdą niezwykle uroczyste tygodniowe obchody rocznicowe w Chicago, które patronatem honorowym objęli: arcybiskup Chicago kardynał Francis George i córka pary prezydenckiej Marta Kaczyńska.
Nie dowiemy się o tym, gdyż Telewizja Polska nie przewiduje „rozmachu” w relacjonowaniu rocznicowych obchodów i skoncentruje się na wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu. Wiadomo, że będą tam manifestować zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości, kluby „Gazety Polskiej”, warszawiacy, niekoniecznie rządową wersję wydarzeń w Smoleńsku uznający za wiarygodną. Skąd więc takie zainteresowanie telewizji, przecież nie chodzi o lansowanie PiS-u w roku wyborczym? Decydenci z Woronicza, podobnie jak ich polityczni nadzorcy, wiedzą już że pod pałacem prezydenckim dojdzie do prowokacji? Na przykład pojawi się po raz kolejny „propagandowy wychowanek „Gazety Wyborczej” – Dominik Taras wraz ze swoją grupą i spróbuje zagrać w niewybredny sposób na uczuciach obrońców krzyża? Do tego dochodzi koncert na Placu Teatralnym, który odbędzie się wbrew zakazowi władz miasta. Może więc być gorąco.

Jeżeli dojdzie do jakichkolwiek incydentów to zostanie wysłany do opinii publicznej medialny i propagandowy komunikat (na pierwszym planie znajdą się TVN i nieoceniony w takich sytuacjach Niesiołowski), że w rocznicę tragedii smoleńskiej dezaprobatę dla działań rządu manifestują i domagają się prawdy o Smoleńsku jedynie „oszołomy”, i jakiś „faszyzujący element maszerujący z pochodniami” z Jarosławem Kaczyńskim na czele jako „nowym fuhrerem”, rzucający oszczerstwa a la „Tusk ma krew na rękach”.
Pozytywnym zaprzeczeniem tej grupy będą „młodzi, wykształceni z dużych miast”, siedzący spokojnie w domach, oddychający prawdą z ekranów TVN24 i czekający na wyniki polskiego śledztw. I łaknący jak kania dżdżu „dnia bez Smoleńska”.

Wszystko jest już dograne w szczegółach przez specjalistów od politycznego pijaru – wunderwaffe ekipy Tuska.
Szeroko rozumianemu obozowi kłamstwa smoleńskiego wydaje się, że skoro ma wszystkie atuty (od władzy politycznej, przez media, po służby) to wygra. Kiszczakowi i Jaruzelskiemu też się wydawało, że represjami stłumią opór społeczny.
Scenariusz wymknął się jednak spod kontroli.

http://piotrjakucki.salon24.pl/288660,u ... -kiszczaka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 30 mar 2011, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Tekst z FF:

Czym się różni okupacja za komuny od okupacji kapitalistów?

Za tzw. komuny - mam na myśli epokę Gierka - mieliśmy szarą codzienność. Było mało, szaro, brudno, a zadłużenie zagraniczne w porównaniu z dzisiejszym było pestką (chociaż wtedy była to olbrzymia dla nas kwota).

Z lekcji religii nikt nie szydził. Nie było tak teraz wszechobecnej pornografii i prostytucji młodzieży. Szkolnictwo wyższe - wyjąwszy WSP - było na poziomie czołówki światowej. Żywnośc była zdrowsza niż obecnie (kto pamięta smak kefirów, czy mleka za komuny?) Mieliśmy swoje marki, budowaliśmy po trochu.

System miał swoje wady - ale miał też kilka dobrych cech. Panstwo dbałao - jak umiało - o dzieci, o ich zdrowie (zęby w szkole - pamiętacie?), młode małżenstwa miały ułatwiony start (pożyczki dla młodych małżeństw).

Majątek narodowy był - powoli sie budowało. Można to było przekształcić - wolniej, sprawiedliwiej, ale to wymagało wysiłku i edukacji całego narodu.

Jednak banda cwaniaczków, którzy mieli wiedzę niedostępną dla 99% obywateli kombinowała jak tu przekształcił Polskę i ukręcić swój tort. Ta banda to służby SB.

No i wymyślili sobie patent stowowany od dawna z wielkim powodzeniem - postanowili więc ustąpić władzy tym, którzy do niej nie byli przygotowani i nie mieli pojęcia o rządzeniu i ekonomii. Wykorzystali do tego inteligencję - najczęściej nauczycieli gnanych ciekawością i nie znających realiów życia w kapitaliźmie. A na czele postanowili dać kogoś, kto będzie na tyle niekomepetentny, że łatwo mu będzie można wmówić, że obalił komunę.

Przy tak wielkich przekształceniach należało stworzyć jakieś wiarygodne pozory ekonomiczne i ideologiczne. Najlepiej do tego nadawały się więc kluby lewicującej (kto wtedy nie był socjalistą?) inteligencji katolickiej.

Stworzono okrągły stół - dogadano się. Ciekawi i chciwi władzy opozycjoniści nagle stali się gwiazdami. Taki Tadzio M., Jacek K., Bronisław G., oraz inne "ykony" opozycji. No i oczywiście przebijający wszystkich geniusz obmyslający 20 posunięć naprzód - niejaki Lech W. z Popowa, do którego milicjanci wjeżdżali tylko w większych grupach - a nawet teraz sam radiowóz nie pojedzie. (Lechu wiesz o czym mówię i zapewne jeszcze pamiętasz Żebrowskich?)

Rozpoczęto przekształcenia własnościowe - i nagle okazało się, że co niektórzy bardzo łatwo się bogacą, a innie nie. A jak wiadomo - zgodnie z założeniami libertariańskimi - człowiek zawsze sam najlepiej wie co jest dla niego dobre - dlatego zgodnie z libertarianami bogacili się najbardziej gospodarni. To, że nikt nie pilnował przekształceń i że system prawny w Polsce nie przewidywał nawet wielu typowych na Zachodzie szwindli, to nie było istotne. Liczyła się przedsiębiorczość.

A chciwość, jak powiadają amerykańscy libertarianie, jest dobra, zaś próby regulowania rynku są be.

Jaki mamy skutek po 22 latach?
Taki, że dopiero teraz ludzie dojrzewają i rozumieją, że można było to zrobić inaczej. Że libertarianizm to jest inna, bardziej perfidna forma zniewolenia (bo w kapitaliźmie ludzie sa nieco głupsi niż w socjaliźmie z tej prostej przyczyny, że przeważnie są na tyle wyczerpani trudami życia, że nie mają czasu myśleć).

Wniosek końcowy: Jak komuniści kradli, to kradli po trochę i dla ludzi sporo zostawiali. A teraz jak nasi posłowie kradną, to kradną tak, że dla ludzi nie ma prawie już nic. Nie ma większości polskich zakładów, które mogłyby dalej prosperować. Zostały wyprzedane kapitalistom - a ludzie zarabiają tam mniej, niż kiedy były to polskie zakłady.

Za komuny Polacy przynajmniej byli patriotami i mieli swoją tożsamość. Teraz w Polsce patriotami są w zasadzie tylko ci, którzy byli wychowani za komuny. A o tożsamości polskiej młodzieży trudno mówić. Taka jest różnica pomiędzy okupacją za komuny, a okupacją kapitalistów.

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3781506


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 14 kwi 2011, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Oni wygrają.... Pan Cogito gasi światło

„Ja wygłaszam swoje opinie, które mogą się wydawać głupie, niesprawiedliwe, ale trzeba mi odpowiadać argumentami, a nie jakimś piskiem osoby, która używa samych przymiotników. Że redaktorzy szanujących się pism rumienią się (…) Z rumieńcem nie mogę polemizować, natomiast pamiętam tych samych redaktorów, którzy łgali jak z nut z marmurową twarzą. I nie zauważyłem u nich rumieńca.”
Zbigniew Herbert w wywiadzie "Pan Cogito gasi światło" - grudzień 1994:

Bogdan Rymanowski :
„Przyjmując ostatnio nagrodę im. Pruszyńskiego, Adam Michnik powiedział, że w wierszu Herberta zmieniłby dziś słowa "niech cię nie opuszcza Twoja siostra pogarda dla szpiclów katów tchórzy" na słowa "niech cię opuści Twoja siostra pogarda".Czy Pan byłby zadowolony z tej zmiany?

Zbigniew Herbert:
„Michnik jest manipulatorem. On powinien napisać ten wiersz i wtedy mógłby zmieniać. Ja nie godziłem się nigdy na ingerencję cenzury, raczej wycofywałem się - więc nie mogę tej propozycji zmiany przyjąć. Jeżeli już cytuje, niech cytuje cały ten fragment. Niech powie: "niech opuści cię twoja siostra Twoja siostra Pogarda dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają… "

Ale zacznę od początku.

Kilka dni temu dokonałem wpisu - "Lista Michnika". Cytowałem w nim słowa redaktora naczelnego GW:
,„Dlaczego nikt nie napisał historii intelektualnej PRL-u? Dlatego, że historyków tej epoki to nie interesuje. Najlepszą książkę na ten temat napisały dwie dziennikarki - Anna Bikont i Joanna Szczęsna. Historykom, zwłaszcza historykom z IPN, nie chce się czytać wierszy Jastruna czy Ważyka, Herberta czy Zagajewskiego, Ficowskiego czy Barańczaka.”

I opatrzyłem komentarzem - „Cóż za intelekt PRL? Jacyż intelektualiści? Lista Michnika? Intelektualistów lista Michnika? Cóż Herbert robi w tak potwornym towarzystwie Jastruna i Ważyka?

Listy Michnika wówczas nie rozwijałem – gdyż i tak dygresja goni dygresję, ale teraz wyjaśnienie jest konieczne.
Otóż Michnik, w co drugim eseju sporządza listy – konstrukcja takiej listy to osobny temat – różne listy, ale nazwiska często się powtarzają.

1. „Krąg ludzi wyznaczających standardy moralne „warszawskiej inteligencji””
2. Intelektualistów
3. Wybitnych intelektualistów
4. Niszczonych najbardziej zasłużonych
5. Salonu pana Antoniego,
6. Ludzi wybitnych i prawych zaplątanych w komunistyczny aparat – przekładając na język normalny – stalinowców,
7. Lista nad listami – posiadająca kilka metryczek
Ø „Oto koalicja nazwisk o pierwszorzędnym znaczeniu w polskiej kulturze.”
Ø „Zwyciężyli, jako prekursorzy: to od nich rozpoczął się nowy sposób myślenia o kulturze i polityce, to oni stali się składnikiem demokratycznej opinii publicznej.”
Ø Lista tych, „którzy umieli wyzwolić się duchowo z gorsetu doktryny: przeprowadzili przenikliwą krytykę komunizmu, który utracił swą moc kusicielską; potrafili odmówić posłuszeństwa na­kazom partyjnego kierownictwa i głośno wymówić słowo sprzeci­wu.

I oto pełna lista nazwisk (ad. punkt 7) o pierwszorzędnym znaczeniu w polskiej kulturze - lista umysłów wyzwolonych - chociaż Ministerstwo Prawdy jednoosobową decyzją może listę w każdej chwili zaktualizować lub zdezaktualizować - ktoś może odpaść, a ktoś dostąpić:
Leszek Kołakowski i Włodzimierz Brus, Witold Kula i Bronisław Geremek, Bronisław Baczko i Jerzy Szacki, Wiktor Woroszylski i Kazimierz Brandys, Jan Kott i Adam Ważyk, Zygmunt Bauman i Paweł Beylin, Krzysztof Pomian i Ma­ria Hirszowicz, Jacek Bocheński i Stefan Bratkowski.

Należy przypuszczać, że gdy będzie spisywana ostateczna historia intelektualna PRL(b), to lista Michnika będzie jej „kamieniem węgielnym”.
Tymczasem redaktor naczelny Gazety musi zadowolić się historią PRL(b) zatytułowaną "Lawina i kamienie - pisarze wobec komunizmu", którą autorki opatrzyły dedykacją: "Adamowi Michnikowi, który wymyślił tę książkę" - a Michnik, patrz wyżej - napisał, najlepsza książka na temat historii intelektualistów PRL.

Pierwszych sześć pozycji na liście z Lawiny i kamieni okupują – Ważyk, Andrzejewski, Brandys (Kazimierz) i trzech najbardziej pryszczatych - Woroszylski, Borowski, Konwicki. Jeżeli ktoś nie kojarzy autorek, to są to dwie panie, które – Herling Grudziński nazwał „paniami śledczymi” – do pań jeszcze wrócę. Sięgnąłem do wywiadu z Herbertem, gdyż dzisiaj przeczytałem w Gazecie Polskiej wspomnienie o tragicznie zmarłym Piotrze Skórzyńskim.

„Wielkie spustoszenie musiała spowodować „odnowiona” Polska w jego duszy, skoro postanowił odejść.” – pisze Wojciech Kwiatek i cytuje wiersz Piotra Skórzyńskiego - „Hus” w którym czytam wersy:
„Łatwo jest spalić człowieka
Trudniej jest spalić książkę
Nie sposób spalić myśli„

Książkę trudniej spalić ? A jak płoną filmy? Taśmy filmowe? „Obywatel poeta” Jerzego Zalewskiego dobrze by się palił?

Czy atmosfera z roku 2001 blokowania w telewizji publicznej emisji filmu Obywatel Poeta, i znacznie wcześniejsze wściekłe ataki na Herberta nie przypominają obecnej atmosfery nagonki na historyków IPN – oczywiście zachowując właściwe proporcje?

Najpierw towarzystwo z salonów było obrażone na Herberta, gdyż w wywiadzie „Wypluć z siebie wszystko” w 1985 roku powiedział (w Hańbie domowej):

„I tak się robi jeszcze jeden polski bałagan. Ta rozmowa powinna się toczyć między nami w roku 1955 lub 1956. Myśmy się spóźnili o trzydzieści lat. A naród, który traci pamięć - traci sumienie. Winy popełnione wobec społeczeństwa wydają się bezkarne. W roku 1955-1956 przegapiono okazję do uczciwej analizy rodowodu literatury polskiej. Nie chodzi mi o żadne samokrytyki, ale zwykłą przyzwoitość i chłodną ocenę. Młodzi ludzie, z którymi rozmawiam teraz, nic nie wiedzą o nie tak dawnej przeszłości. A skąd mają wiedzieć?”

A następnie - 10 lat później – zniecierpliwiony, udzielił wywiadu tygodnikowi Solidarność, w którym przywołał obraz nagana i marchewki i powiedział między innymi:

„Nasz Noblista np. pisywał felietony w prasie codziennej. Tylko strach może zmusić zdrowego na ciele i umyśle mężczyznę – do takich ekscesów, konformizmu i kłamstwa. Odradzałbym Arce publikowanie tych tekstów. Argumenty: wiek, był moim mistrzem. Tego się nie zapomina – dług wdzięczności na wieki.”
i w tym wywiadzie Herbert powiedział:

„Był to 1968 czy 1969 rok. Powiedział mi – na trzeźwo – że trzeba przyłączyć Polskę do Związku Radzieckiego.”

Kto pamięta nagonkę na Herberta?
Najpierw oświadczenie Czesława Miłosza - OK - miał pełne prawo napisać co napisał, a potem "Wątpliwy Herbert, czyli śmierć mitu", "Pan Cogito w W.C", "Druga twarz Herberta", w Gazecie Wyborczej Beylin – "Pan Cogito ma kłopot z demokracją", Michnik – "Miłosz opluty".

I Michnikowi odpowiedział Stanisław Murzański – autor książki „Miedzy kompromisem a zdradą – intelektualiści wobec przemocy 1945 – 1956, artykułem w Tygodniku Solidarność – „Smutek Michnika czyli facet w sytuacji”.

Może będzie okazja przypomnieć te haniebne artykuły, ale czy w roku Herberta warto grzebać pałkarzom autorytetów w przeszłości? Kto pamięta nagonkę na film leżący na półce i na Obywatela Poetę? Bo przecież reżyser obrywał za Herberta. Herbert nie żył, więc Zalewski służył do bicia i jednocześnie usiłowano zmusić go do autocenzury.

Nie wiem czy Piotr Skórzyński był gościem Zalewskiego, ale patrząc z każdej strony na jego wyprostowaną postawę, powinien być gościem honorowym.

W Gazecie Polskiej czytam: Skórzyński wspominał, iż odchodząc z Gazety Wyborczej (1989) usłyszał od Michnika: „Nie istniejesz. I nigdy nie będziesz istniał.” I przypominam sobie słowa, jakie od Michnika usłyszał Krzysztof Leski - „jeśli chcesz tu robić wolną gazetę to po moim trupie„ (dobrze zapamiętałem?) i te relacje się dopełniają.?

I Wojciech Kwiatek – autor wspomnienia - przywołuje odpowiedź Piotra Skórzyńskiego na pytanie, od 20 lat wciąż aktualne – dlaczego wszędzie wokoło (w pozostałych demoludach) lustracja była możliwa , a w Polsce nie? Odpowiedz Piotra Skórzyńskiego – „Bo oni nie mieli swojego Adama Michnika”.

Jak długo Obywatel Poeta był półkownikiem? Przeszło półroczna batalia.

Cytowałem powyżej słowa Herberta wypowiedziane w 1994 roku. Herbert mówi, Rymanowski słyszy i zapisuje, krakowski Czas drukuje, a ja czytam:

„Michnik jest manipulatorem”. Jakaż długa droga? Gdy w filmie Zalewskiego można było w czasie „prawie” rzeczywistym usłyszeć zdanie Herberta o swoim byłym przyjacielu – w pewnym okresie najukochańszym przyjacielu.

"Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny. Ideologia tych panów, to jest to, żeby w Polsce zapanował "socjalizm z ludzką twarzą. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia. Jest potwór, więc powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd i uciekam przez okno z krzykiem."
(…)
Otóż leży przede mną jeszcze jedna lista Michnika – „niszczonych najbardziej zasłużonych”.
„Bywa, że uwięziony wyraża zgodę na współpracę, by natychmiast jej zaniechać lub ją pozorować — mówić rzeczy nie­istotne, by nikomu nie wyrządzić krzywdy. Nikt, kto nie był w łapach bezpieki, nie powinien dzisiaj lekkomyślnie ferować wyroków potępiających. A przecież za pomo­cą policyjnych raportów niszczono ludzi najbardziej zasłużonych — Lecha Wałęsę i Zbigniewa Herberta, Andrzeja Szczypiorskiego i Ryszarda Kapuścińskiego.”

Czy Michnik nie ma wstydu? Nie dotarły słowa Herberta, że jest oszustem i manipulatorem? Broni Herberta, przed samym sobą? Herbert według Michnika wyraził zgodę na współpracę, zaniechał jej czy tylko pozorował? Kolejne pytanie retoryczne - dlaczego Michnik umieścił nazwisko Herberta między Wałęsą, a Szczypiorskim? Osobista zemsta? Lista niszczonych pochodzi z artykułu z października 2007 „Język nie kłamie”.
W 1994 roku Herbert pisał w "Wierności” „o zapaści semantycznej” i rzeczywiście język Herberta dzieli przepaść semantyczna od języka Michnika.

„Niedawno ogłoszono w prasie wynik ankiety na temat, który z dwóch panów - autor stanu wojennego - czy płk Kukliński - należy do kategorii bohaterów czy zdrajców. Większość pytanych przyznała człowiekowi w czarnych okularach tytuł bohatera, płka Kuklińskiego napiętnowała, jako zdrajcę. (…)
Ruina ekonomiczna, katastrofa ekologiczna itd., jakie pozostawili po sobie komuniści, to zadania, z którymi borykać się będą pokolenia, ale spustoszenia w dziedzinie moralno-umysłowej okupowanych naro­dów są trudne do ogarnięcia, zwłaszcza, że nikt się tym poważnie nie zajmuje.
Zamęt dotyczy nie tylko takich elementarnych kategorii, jak dobro i zło, sprawiedliwość i niesprawiedliwość, zbrodnia i kara, ale zatraciły także znaczenie słowa przyziemne, powtarzane nieskończoną ilość razy, takie jak reforma, prywatyzacja, wolny rynek, inflacja. Ze społeczeństwa, które znajduje się w stanie ciężkiej zapaści semantycznej, można wszystko zrobić. Skorzystają z tej okazji na pewno komuniści, postkomuniści, socjaliści, socjaldemokraci i nawet patrioci, tzn. prawdziwi Polacy.
Jako konieczne uzupełnienie przytoczonej powyżej ankiety, propo­nuję rozpędzonym ankietomanom nową, następującą: czy bohaterem lub zdrajcą był major Hodysz, czy też kpt. Piotrowski. Pytanie tylko pozornie bez sensu.
Głowa Państwa zechciała oznajmić, że major Hodysz zdradził swoją zacną instytucję, SB, co prawda na rzecz szla­chetnej Solidarności, ale jednak zdradził. A kto raz zdradził, powiada Głowa, jest niepewny. Głowa jest duża, myśli za czterdzieści milionów i nic dziwnego, że w Głowie wieją często przeciągi. Kpt. Piotrowski, inaczej niż major Hodysz, spełnił sumiennie swoje zadanie służbowe. Pomińmy milczeniem, że dwóch wielkich dyktatorów epoki było wier­nych swej idei do końca.”

Na marginesie - głową państwa w owym czasie był Lecha Wałęsa. Michnik umieścił Herberta na swojej liście - niszczonych najbardziej zasłużonych.

Czy Michnik nie wie, kto pierwszy zaatakował Herberta? Kto rzucił hasło do ataku?
Dwie autorki najlepszej pracy o historii intelektualnej PRL(b) udały się w tym celu do Neapolu, do Herlinga Grudzinskiego. Tak zaczynają rozmowę:
„Anna Bikont, Joanna Szczęsna: - Po Marcu 68 pewien poeta krajowy pisał w liście do poety na emigracji: „Nie spo­dziewałem się, że dosięgnie mnie ręka panów w czarnych garniturach. ….”

Gustaw Herling-Grudziński wydał potem oświadczenie - określił panie redaktorki "paniami śledczymi":
„Jeszcze w Neapolu dowiedziałem się, że rozmowa przeprowadzona ze mną przez panie Annę Bikont i Joannę Szczęsną i opubli­kowana w „Gazecie Wyborczej” została przez część czytelników przyjęta krytycznie i niechętnie. Popełniłem błąd, godząc się na ten wywiad. (...) Swój błąd uprzytomniłem sobie już po pierwszych dziesięciu minutach rozmowy z paniami, które przyjechały do mnie do Neapolu. Od razu zrozumiałem bowiem, że nie jest to normalna rozmowa dziennikarek z polskim pisarzem zamieszkałym w Neapolu, ale przesłuchanie. Przyjechały dwie panie śledcze wysłane do mnie przez instytucję, którą mógłbym nazwać jedynie świeckim, progresywnym urzędem, na którego czele stoi Adam Michnik. (...)Mnie się zdaje, że panie, które odwiedziły mnie w Neapolu, wykonujące plan przygotowany, moim zdaniem, przez Adama Michnika, chciały, cytując ten list Herberta, rzucić na niego cień. Chodziło o pomieszanie w świadomości czytelników czystych postaci z naszej nieodległej przeszłości z postaciami marnymi i nieczystymi. Ten plan polega na próbie przekonania wszystkich, że Herbert, który wydawał się nam czysty, był zaplątany w jakieś brudne sprawy. (...) Jest to pomysł bardzo groźny. Jeśli mam rację, polega on na próbie spopularyzowania hasła, które brzmiałoby -parafrazując tytuł powieści Hłaski – „Wszyscy byli zabrudzeni”.
Otóż tak nie było. Nie wszyscy byli zabrudzeni. Kiedy wiele lat temu poznałem Herberta na uroczystej kolacji urządzonej przez Janka Lebensteina i jego matkę, po godzinnej rozmowie z nim zrozumiałem, że mam do czynienia z człowiekiem czystym, wiernym swoim opcjom politycznym, narodowym, artystycznym i filozoficznym. I nigdy nie zmieniłem swego o nim zdania. (...) Niewiele możemy zrobić wobec manipulacji. Ale możemy przynajmniej bronić tej cząstki prawdy, jaką znamy, jaką zbadaliśmy, jaką przekazujemy w swoim świadectwie. Jeszcze raz proszę, aby tę rozmowę opublikowaną na łamach »Gazety Wyborczej* uznać za nadużycie, będące konsekwencją mojego błędu. Powinienem był podczas tej rozmowy sparafrazować historyczny okrzyk Adama Michnika: „0dpieprzcie się od generała!”. Powinienem był odpowiedzieć paniom śledczym: „0dpieprzcie się od Herberta!” To jest wszystko, co chciałem powiedzieć".

Słowami Herlinga mógłbym zakończyć, ale słowa z Armii Herberta będą odpowiednimi:

„Zdaje się, że obraziłem paru żyjących generałów. Stało się to nie przypadkowo, najwyraźniej zrobiłem to z rozmysłem. I wobec tego jestem gotów dać im satysfakcję. Innymi słowy, czekam na pojedynek w terminie do dwóch tygodni. Po przekroczeniu go terminu przyjmuję do wiadomości, że obrażeni doznali nagłego śnienia i przyznają mi rację, Jako mych sekundantów proszę panów Waldemara Łysiaka i Czesława Bieleckiego. Wybór broni, zgodnie z kodeksem honorowym, należy do obrażonych, ale nie uważam za broń: peszy, pobicia przez nieznanych sprawców i pyskówki w „Gazecie Wyborczej". Czekam!”

I na koniec kilka uwag.
Herbert w latach dziewięćdziesiątych uznał, że jako Obywatel musi zająć się publicystyką.

Na koniec wywiadu Rymanowskiego (Rymanowski dzisiaj jest nie do poznania, co ta III RP z nim zrobiła) mówi:
"Po tym wywiadzie wyjeździ z Polski na rok. Zamieszałem w każdym razie. Zgasiłem światło w knajpie i niech teraz się biją po mordzie, a ja idę na spacer. Uważam, że oni się powinni między sobą rozrachować, niech będą jasne linie frontu”
i sprawa wstydu i rumieńców wstydu, słowa Herberta jak znalazł:
„Ja wygłaszam swoje opinie, które mogą się wydawać głupie, niesprawiedliwe, ale trzeba mi odpowiadać argumentami, a nie jakimś piskiem osoby, która używa samych przymiotników. Że redaktorzy szanujących się pism rumienią się (…) Z rumieńcem nie mogę polemizować, natomiast pamiętam tych samych redaktorów, którzy łgali jak z nut z marmurową twarzą. I nie zauważyłem u nich rumieńca.”
Tekst napisany - 20.06.2008

http://rekontra.salon24.pl/297966,oni-w ... si-swiatlo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 23 cze 2011, 18:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31052
Kto chciał zabić Panią Anię….

Pamiętamy!Pamiętamy, no, niektórzy pamiętają sprawę próby zamordowania Pani Ani Walentynowicz w Radomiu w 1981roku. Pewna pani, kryptonim „Karol” miała „przenocować” p. Anię po obradach Komisji Krajowej w swoim domu i podać jej wzmocnioną dawkę furosemidu. Lek miał wywołać nagły spadek ciśnienia, odwodnienie, zakłócenie akcji serca i zapaść. Jakby nie umarła, to , w każdym razie stan zdrowia wyłączyłby ja z aktywności związkowej na dobre. Przypadek sprawił, że Pani Ania po wyjątkowo burzliwych i przykrych dla niej obradach zdenerwowała się, zmieniła plany i po prostu pojechała bezpośrednio do domu. Było to apogeum walki Wałęsy z Walentynowicz i Gwiazdami. SB wtedy aktywnie zwalczało wrogów Wałęsy w Solidarności, czego apogeum miało miejsce w czasie zjazdu w hali Olivia, gdzie agenciaki cudem zapewniły wybór Wałęsy nieznaczną większością głosów.

W sierpniu ubiegłego roku pion śledczy Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie oskarżył w tej sprawie trzech byłych oficerów SB: Tadeusza G., Marka K. i Wiesława S. Według IPN popełnili oni czyny stanowiące zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości.

Tadeusz G. był w 1981 r. inspektorem wydziału III Departamentu IIIA MSW w stopniu podporucznika, Marek K. - starszym inspektorem tego wydziału w stopniu kapitana, a Wiesław S. - kierownikiem specjalnej grupy operacyjnej w wydziale IIIA Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Radomiu w stopniu porucznika. Oskarżono ich o to, że w październiku 1981 r., jako oficerowie SB, uczestniczyli w opracowaniu i wdrożeniu tzw. kombinacji operacyjnej, by za pośrednictwem tajnego współpracownika o kryptonimie "Karol" usunąć Annę Walentynowicz. Wiemy, kim była „Karol”, jednak, dopóki jest cień wątpliwości, czy to ta osoba, niech tak zostanie- „Karol”. Ci , co znają tą kobietę i tak wiedzą.

Zresztą, nie dbam zbytnio o tą panią, i o tych SBków. Ważniejsze dla mnie jest to, że państwo polskie jest tak żałośnie bezradne w ściganiu tych bandziorów, czy po prostu w zwykłym nazwaniu i opisaniu swej historii.

Dziś radomski sąd uznał, że czyny te nie stanowią zbrodni przeciwko ludzkości, a jedynie zbrodnię komunistyczną, której karalność przedawniła się (nie przedawnia się zbrodnia przeciwko ludzkości).

Rzecznik sądu, p. Mazur wyjaśniła, że nie można stosować tego paragrafu, bo zabicie jednej osoby , to nie to samo, co ludobójstwo. No, nie można temu zaprzeczyć. Co tam jedna starsza pani, przedawnić i już. Po sprawie, tym bardziej, że i tak nie żyje. Postanowienie sądu nie jest prawomocne, więc IPN może się odwołać, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jednak szlag człowieka trafia, że przy tej okazji wychodzi, że do dzisiaj nie są wyjaśnione sprawy sprzed 30 lat.

W kraju, w którym obermorderca chodzi w glorii, jest zapraszany przez Prezydenta na posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w którym szef bandyckich służb śmieje się nam w twarz, że trzeba było 20 lat, by mu odebrać emeryturę ( zresztą, nie odebrać, tylko nieco zmiejszyć), zamiast się cieszyć, że nie zawisł na skrzypiącej gałęzi, jak powinien, to , niestety, nie dziwi.

Rozczula nieco uzasadnienie IPN, bo „sprzeniewierzyli się oni ustawowemu obowiązkowi troski o życie i zdrowie obywateli, ciążącemu na funkcjonariuszach MO”. Znaczy, mieli chronić i przez ulicę przeprowadzać, a zamiast tego mordowali ludzi. No, jak się tak zastanowić, to jest to prawda. Tak bardzo jest to prawda, że aż śmieszy.

Pani Ania żyła w biedzie, gdy dostała jakieś stypendium, żłób Wałesa pomiedział, że byli tacy, co bardziej zasłużyli, a nie dostali. Dopiero Prezydent Lech Kaczyński uhonorował Panią Anię. Jest przejmującym symbolem, że razem zginęli….

http://www.wsieci.rp.pl/opinie/seawolf

http://freepl.info/seawolf

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy


http://seawolf.salon24.pl/

http://seawolf.salon24.pl/318291,kto-ch ... pania-anie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 09 sie 2011, 00:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/14235-ekspertyza-z ... falszowana

Jak wynika z informacji RMF FM, siostrzenica Stanisława Pyjasa jest zdania, że biegli sądowi w ekspertyzie sformułowali błędne wnioski i mogli dopuścić się sfałszowania wyników badań.

Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa zostało złożone po tym, gdy biegli przygotowujący ekspertyzę z ekshumacji Pyjasa sformułowali takie same wnioski, jak lekarze dokonujący jego sekcji zwłok w 1977 roku.


A czy ci biegli to nie te same osoby, co badały zwłoki Pyjasa w 1977? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. Tak czy owak te same wyniki badań mówią nam że III RP to taka jeszcze bardziej nieludzka odmiana PRL.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /