Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 02 wrz 2011, 19:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie ma w Europie drugiego takiego państwa, które samodzielnie, bądź wspólnie z aktualnymi sojusznikami swoją postawą decyduje o być, albo nie być cywilizacji (łacińskiej, i nie tylko) w Europie. Jednak wiedza o tym zarówno w Polsce, jak i w Europie pozostawia wiele do życzenia.


Jak polski król uratował Europę

O szóstej rano, w niedzielę, 12 września 1683 roku, na wzgórzu Kahlenberg pod Wiedniem zagrzmiało pięć armatnich strzałów. Był to sygnał do rozpoczęcia bitw y, dzięki której Europa została uratowana przed muzułmańską Turcją i pozostała chrześcijańska. Zwycięskimi wojskami dowodził polski król Jan III Sobieski.

Wiedeń był oblegany przez wielką armię turecką pod wodzą Kara Mustafy, czyli Czarnego Mustafy, od lipca 1683 roku. O pomoc w odparciu najazdu prosili cesarz, Papież i wszyscy władcy katoliccy. Król Polski Jan III Sobieski od razu zaczął gromadzić wojsko, by ruszyć na odsiecz stolicy Austrii. Po drodze, w Częstochowie na Jasnej Górze przed Cudownym Obrazem Czarnej Madonny monarcha złożył przysięgę, że albo wróci jako zwycięzca, albo zginie.
Kiedy 12 września na Kahlenbergu rozległy się armatnie wystrzały i załopotała ogromna biała chorągiew z czerwonym krzyżem św. Jerzego, wśród oblężonych wiedeńczyków wybuchła nieopisana radość i nadzieja, że rozpoczynająca się bitwa przyniesie im ocalenie. Wojska polsko-niemiecko-austriackie ruszyły na turecki obóz wojskowy. O ostatecznym zwycięstwie armii chrześcijańskiej zdecydował poprowadzony przez Sobieskiego atak polskiej husarii, słynnej skrzydlatej jazdy, i kawalerii austriacko-niemieckiej. Była to jedna z największych szarży w historii wojen, która zmiotła tureckie szeregi. "Wielka armia osmańska w jednej chwili zniknęła sprzed oczu jak zły sen" - zapisał jeden z uczestników bitwy.
"Kiedy już nieprzyjaciel począł uchodzić i dał się przełamać, przybiegały tedy do mnie książęta, jako elektor bawarski Waldeck, ściskając mnie za szyję, a całując w gębę, generałowie zaś w ręce i nogi; cóż dopiero żołnierze! Oficerowie i regimenty wszystkie kawalerii wołały: 'Ach, unzer brawe Kenik' [Ach, nasz dzielny Król]" - pisał król Sobieski po bitwie do swojej żony Marysieńki.
Wiedeńczycy z radości i wdzięczności całowali polskiego władcę w stopy. On jednak przypisał zwycięstwo Bogu, pisząc do Papieża: "Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył! Racz, Ojcze Święty, przyjąć, jako nowy dowód uszanowania mego, wiadomość o poważnym zwycięstwie, którem Bóg Wszechmogący obdarzył chrześcijańskie rycerstwo. Pozwoliły mi nieba w krótkim czasie znieść ze szczętem 180 000 wojska otomańskiego, zdobyć wielką chorągiew wezyra, wszystkie jego konie, namioty, broń, ozdoby, ozdoby obozowe, wszystkie działa, słowem, po ośmiu godzinach najzapalczywszej bitwy zostawił w rękach naszych cały swój obóz rozciągający się na milę".
Wielkie łupy zdobyte pod Wiedniem Sobieski złożył na Wawelu i na Jasnej Górze, gdzie często pielgrzymował dziękować Matce Boskiej za zwycięstwa. W katedrze wawelskiej do dzisiaj można oglądać strzemię dowódcy tureckiej armii, wezyra Kara Mustafy. Zawieszono je pod Czarnym Krucyfiksem królowej Jadwigi. Inne trofea np. ogromne namioty, części uzbrojenia, kobierce pokazano w komnatach zamku wawelskiego. Natomiast zapasy kawy zdobyte pod Wiedniem Sobieski podarował Franciszkowi Kulczyckiemu, który otworzył w Wiedniu pierwszą w Europie kawiarnię.

Joanna Szarkowa

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=dz12.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 10 cze 2012, 19:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Bitwa pod Wiedniem

Długo oczekiwany, historyczny obraz „Bitwa pod Wiedniem” wejdzie do polskich kin 12 października. Film oprotestowały lewicowe środowiska we Włoszech. Powstaniu tego filmu sprzeciwiali się związani z lewicą członkowie włoskiej telewizji publicznej RAI. Wśród zarzutów podnoszonych przez nich było oskarżenie produkcji o…szerzenie antyislamskiej propagandy.

We włosko-polsko-tureckiej koprodukcji wystąpiło 100 aktorów, 10 tys. statystów oraz 3 tys. koni. Zdjęcia realizowano w Rumunii. W Polsce nie nakręcono ani jednego ujęcia. Wśród głównych bohaterów filmu jest beatyfikowany w 2003 roku o. Marek z Aviano OFMcap. Włoski duchowny był zaufanym doradcą duchowym cesarza Leopolda I. W rolę króla Jana III Sobieskiego wcielił się reżyser Jerzy Skolimowski.

Twórcy filmu szczególnie „narazili się” włoskiej lewicy, która chciała zablokować powstanie obrazu. Kuriozalny zarzut, o antyislamską propagandę jest przedziwny. Filmowcy podjęli bowiem współpracę z turecką kinematografią. Reżyser Renzo Martinelli, wielokrotnie podkreślał, że dostrzega podobieństwa między Europą z lat poprzedzających odsiecz wiedeńską, a dzisiejszą, która odcina się systematycznie do swych chrześcijańskich korzeni.

http://www.pch24.pl/bitwa-pod-wiedniem- ... 269,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 11 wrz 2012, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Dlaczego wspominamy Wiedeń?

Obrazek

Wrzesień w powszechnej świadomości Polaków kojarzy się niewesoło, bo przede wszystkim z tragedią klęski z rąk nazistowsko-bolszewickiego sojuszu w roku 1939. Można jednak – i trzeba – rozproszyć smutny nastrój wrześniowy, sięgając głębiej do ojczystych dziejów po ewidentny powód do radości i chwały: znakomitą wiktorię wiedeńską Jana III Sobieskiego.

12 września 1683 władca Rzeczypospolitej wezwany na odsiecz zagrożonego Cesarstwa spojrzał z górującego nad Wiedniem Kahlenbergu, wydał kilka rozkazów i wkrótce mógł ze spokojem napisać do Marysieńki: Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył.

Świetne zwycięstwo antytureckiej koalicji pod wodzą polskiego monarchy miało przełomowe znaczenie nie tylko dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale całej Europy. To przecież dzięki Rzeczypospolitej trzymającej straż na wschodniej rubieży Europy mógł Zachód przez całe stulecia żyć spokojnie z dala od realnych zagrożeń płynących ze Wschodu: najpierw ze strony walczącego islamu, później zaś – zbrodniczego komunizmu. Antemurale christianitatis – takie miejsce przeznaczone było naszej Ojczyźnie. Polska stanowiła przedmurze chrześcijańskiego świata nie szczędząc krwi i kosztów dla powstrzymania azjatyckiego parcia na zachód. A trzeba pamiętać, że z nie byle jakim przeciwnikiem mieliśmy do czynienia. W XIII wieku był nim Batu Chan, później (w latach 1499-1686) tureccy sułtani, w dwudziestym stuleciu – Lenin.

Szaniec Europy

Dawna Europa zdawała sobie sprawę ze śmiertelnie niebezpiecznego sąsiedztwa Imperium Osmańskiego, które krok po kroku, na kształt piekielnego smoka pożerało chrześcijańskie kraje: Grecję, Bułgarię, Serbię, Bośnię, Albanię, Mołdawię, Wołoszczyznę, Węgry…

W źródłach zachodnich znajdziemy mnóstwo dowodów na istnienie tej świadomości – przytoczmy chociażby inskrypcję wyrytą na łuku triumfalnym wzniesionym w Paryżu w roku 1573 dla upamiętnienia elekcji Henryka Walezego na tron polski. Głosi ona: Poloniae, totius Europae adversus barbarorum nationum firmissimo propugnaculo (Polsce, najsilniejszej fortecy całej Europy przeciwko ludom barbarzyńskim). Warto też wspomnieć, iż żyjący na przełomie XVI i XVII stulecia marszałek Francji, bliski doradca Henryka IV i Ludwika XIII, książę Maximilien de Béthune de Sully zwykł był określać Polskę mianem boulevart et rempart czyli wału obronnego i szańca Europy. W podobnym duchu wyraził się w roku 1678 papież Innocenty XI pisząc: Polonia praevalidum ac illustre Christianae Republicae propugnaculum (Polska potężną i znamienitą obroną świata chrześcijańskiego).

Najdobitniej zaś w tym kontekście brzmią słowa współczesnej Sobieskiemu królowej szwedzkiej Krystyny, która tak doń pisała zaraz po wiedeńskim zwycięstwie: Ocaliłeś wszystkie państwa i narody! Tobie należy się panowanie nad światem! Tyś pierwszy, któryś we mnie zazdrość obudził! Zazdroszczę ci, że jesteś oswobodzicielem chrześcijaństwa. Entuzjazm Szwedki jest jednak niczym w porównaniu z reakcją ocalonych wiedeńczyków, euforycznie witających SWEGO dzielnego króla.

Gdyby nie Polacy…

Wiek później angielski historyk, Edward Gibbon zanotował: Gdyby Karol Młot nie zahamował podbojów saraceńskich w bitwie pod Tours, to niewątpliwie w uczelniach Oxfordu wykładano by dziś Koran, a studenci staraliby się udowadniać świętość i prawdę objawień Mahometa…

Gdyby Polacy własnymi piersiami nie powstrzymywali naporu ze Wschodu (a pamiętajmy, że w ciągu tysiąca lat swego istnienia Polska odparła ponad dziewięćdziesiąt mniejszych lub większych inwazji azjatyckich na Zachód) i w końcu pod Wiedniem nie zadali Imperium Osmańskiemu decydującego ciosu, profil nauczania zachodnioeuropejskich uniwersytetów kształtowałby się w sposób opisany przez Gibbona, z wież dawnych kościołów głos muezzina stojącego w cieniu półksiężyca zwoływałby wszystkich na modlitwę, a bazylika Świętego Piotra stałaby się – zgodnie z zapowiedzią wezyra Kara Mustafy – stajnią dla jego koni. Nie były to bynajmniej czcze przechwałki – wygrana bitwa wiedeńska otworzyłaby Turkom drogę w głąb Europy: zarówno do Włoch jak i Niemiec oraz Polski, ku Morzu Północnemu i Bałtykowi. Ekspansja islamu, której nikt już nie byłby w stanie powstrzymać, uczyniłaby olbrzymi krok naprzód, zupełnie zmieniając bieg dziejów – można wręcz zaryzykować twierdzenie, że islamizacja Północnej Ameryki, pozbawionej oparcia w Starym Świecie, stałaby się tylko kwestią czasu. Zwycięstwo Sobieskiego przetrąciło tej ekspansji kręgosłup.

Nie przesadził zatem Edgar Vincent lord D’Abernon notując, iż bitwa pod Wiedniem była jednym z tych wydarzeń, w których Polska wywalczyła bezpieczeństwo całej Europie. Już pod Chocimiem w 1672 roku, wojska polskie odniosły wielkie zwycięstwo nad azjatyckimi napastnikami, lecz pod murami Wiednia niebezpieczeństwo było stokroć groźniejsze, a Jan Sobieski w pełni zasłużył sobie na wdzięczność tych wszystkich, którzy pragną utrzymania cywilizacji europejskiej.

Obudzić narodową dumę

Dlatego właśnie wspominamy rok 1683 i postać Jana III Sobieskiego – aby uświadomić sobie, że nasze narodowe dzieje obejmują tysiąc lat, z czego co najmniej sześć wieków blasku potęgi i chwały, kiedy to Rzeczpospolita zajmowała pozycję niekwestionowanego mocarstwa, roztaczającego protektorat nad sąsiadami. O polskie względy walczyły bałkańskie państewka, elektor pruski na klęczkach składał hołd lenny polskiemu królowi, elity moskiewskie mówiły po polsku, a na Kremlu stacjonował polski garnizon. A na wyciągające się po nasze ziemie drapieżne łapska Stambułu raz po raz spadała ostra szabla.

Tego wszystkiego nie wolno beztrosko między bajki wkładać. Nie wolno odcinać własnych korzeni tylko dlatego, że nie pasują do koncepcji architektów „Nowego Wspaniałego Świata”. W ich Europie nie ma miejsca dla Polski takiej, jakiej ostatni przebłysk ujrzał świat właśnie pod Wiedniem: silnej, bogatej, realizującej polską rację stanu i polski interes narodowy – katolickiej – i z tejże perspektywy stanowiącej o samej sobie i aktywnie współdecydującej o losach świata. Bo taki świat z definicji byłby diametralnym zaprzeczeniem funkcjonującego dziś eurokołchozu.

Demiurgowie nowoczesności w najmniejszym stopniu nie życzą sobie, by w polskich umysłach zrodziły się choćby zalążki podobnej refleksji. Dlatego robią wszystko, by z głów polskiej młodzieży wytrzebić pamięć o naszej mocarstwowej przeszłości, bo a nuż odezwie się w niej tęsknota za wielkością.

Dlatego właśnie we wrześniu przypominamy Sobieskiego i Wiedeń – nie ku pokrzepieniu serc, ale ku obudzeniu umysłów do szukania w ojczystych dziejach oczywistych odpowiedzi na wiele nurtujących nas dziś pytań. I ku przebudzeniu słusznej narodowej dumy, która prostuje kark i otwiera oczy, a dłonie zaciska w pięści. Bo duma nie znosi dziadostwa, bylejakości, plugastwa…

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/dlaczego-wspominamy ... z26Ad2t3oL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 09 wrz 2013, 19:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Chcą nam odebrać Victorię wiedeńską?

...w 1683 roku miało miejsce „zwycięstwo Habsburgów nad Turkami u wrót Wiednia”


Bitwę, która bez wojsk i dowództwa polskiego zakończyłaby się zapewne klęską sił europejskich, dzisiaj jednak przedstawia się inaczej niż dowodzą tego fakty historyczne. Zbliżająca się rocznica to zarówno okazja do przypomnienia światu prawdziwej historii Rzeczpospolitej, jakże często fałszowanej przez współczesnych, jak i do przywrócenia pamięci o roli wiary i religii w dziejach Europy.

Czas fałszu?

Od dłuższego czasu w mass mediach światowych i w książkach wiele wydarzeń historycznych dotyczących historii Polski pokazuje się wbrew faktom. Częściej Polacy, rzadziej polskie władze i służby dyplomatyczne, reagują na fałszerstwa międzynarodowych tytułów prasowych, autorów filmów czy wydawców książek. Zasłanianie się przez nich „interpretacją autorską”, „artystycznym spojrzeniem” i podobnymi, niewiarygodnymi tłumaczeniami nie zmienia faktu, że o historii naszej Ojczyzny pisze się coraz gorzej i coraz bardziej nieprawdziwie. Do kanonu kłamstw weszło już określenie „polskie obozy koncentracyjne”, teraz przychodzi kolej na przypisanie Polakom winy (na początek może współwiny) za wywołanie II wojny światowej. Patrząc na upływ czasu i pracowicie budowaną piramidę kłamstw można się spodziewać, że następne pokolenie będzie miało poważnie zachwianą wiedzę o faktycznych sprawcach tragedii II wojny światowej. Nic dziwnego, skoro niektórzy historycy na Zachodzie zaczynają sięgać po materiały propagandowe III Rzeszy jak po wiarygodne źródła wiedzy o dziejach Europy.

Skala umniejszania roli Polski w Europie, nawet tej sprzed kilku wieków, rośnie. Co paradoksalne, w wielu przypadkach sami płacimy – z naszych podatków – na różne publikacje, konferencje i sympozja, na których wyszukuje się polskie winy i umniejsza zasługi. Przykładem odmiennie prowadzonej polityki są chociażby Niemcy, którzy wygrzebują nawet najdrobniejsze przykłady oporu przeciw Hitlerowi i wydają publikacje o kilkuosobowych grupach „niemieckiego ruchu oporu” w dużych nakładach. Można zażartować, że wielkość nakładów jest odwrotnie proporcjonalna do skali tych działań.

Kłamstwo wiedeńskie?

Mijające wakacje były dla wielu z nas okazją do zetknięcia się z przykładami wdrażania nowego myślenia historycznego. Już sama lektura niektórych przewodników turystycznych powinna być dla nas ostrzeżeniem przed zbędnym wydatkiem i kupnem publikacji, z której się nie dowiemy całej prawdy. Naturalne jest, że dla turysty austriackiego, rosyjskiego czy każdego innego miłym i ważnym wątkiem podczas wojaży zagranicznych jest poznanie śladów własnego narodu w odwiedzanym państwie. Tworzy się więc szlaki turystyczne śladami pisarzy, poetów, naukowców, narodów. Niestety, państw, gdzie ślady polskości są pomijane lub zacierane jest niestety zbyt wiele, by wszystkie wymienić. Można zapytać, dlaczego nie ma na przykład szlaku polskich pisarzy na Litwie, polskich naukowców we Lwowie, itd. Podobnie dzieje się w przewodnikach, które zalegają półki księgarni. Ponieważ wiele publikacji ma treść taką samą na wielu rynkach wydawniczych i nie jest przygotowana pod kątem lokalnego odbiorcy, możemy domyślać się, że pewne wątki są tym samym pominięte w milionowych nakładach, a pewne wyeksponowane dla milionów klientów.

Szukając informacji przed zbliżającą się rocznicą bitwy wiedeńskiej ze zdziwieniem przeczytałem więc w jednym z przewodników, kto był autorem Victorii Wiedeńskiej. Mowa o przewodniku po Słowacji, w którego stopce redakcyjnej można znaleźć informację, że prawa autorskie należą do National Geographic Society, znak towarowy na okładce potwierdza też skojarzenie z tą znaną turystom i ludziom ciekawym świata organizacją. Otóż w tym przewodniku, na stronie 72, w „Bratysławskim Kalendarium Historycznym” stwierdza się, że w 1683 roku miało miejsce „zwycięstwo Habsburgów nad Turkami u wrót Wiednia”.

Nieważne kto pisze, ważne w jakich nakładach

Trawestując znane powiedzenie o tym, że nie ważne jak ludzie głosują, ważne, kto liczy głosy; można dzisiaj stwierdzić, że opinię dzisiaj tworzy przede wszystkim skala masowości preparowanych informacji. Istota budowania świadomości polega nie tylko na pierwotnym podaniu informacji, ale także na jej wtórnym obiegu, przekazie z ust do ust. Dlatego trzeba zwracać uwagę szczególną na to, co podają duże tytuły i wydawnictwa idące w tysiące egzemplarzy.

Jak można przeczytać w notce o Lucy Mallows – autorce przewodnika po Słowacji – odebrała ona naukę w Wielkiej Brytanii i „jest znawcą Europy Środkowej, zwłaszcza jej kultury, historii i polityki”. Wydanie przewodnika na Polskę odbyło się po jego redakcji przez Jadwigę Kosmulską i konsultacji Klaudyny Hildebrandt, przy których dopisano nazwę firmy Quendi. Szkoda, że przy tak ważnej w dziejach Europy dacie nikt nie zadbał w polskojęzycznej publikacji o wspomnieniu wkładu Polski w to zwycięstwo.

Siła Europy czerpana z wiary

Warto więc przypomnieć już spełnionymautorom, i tym, którzy jeszcze będą chcieli przed rocznicą bitwy wiedeńskiej coś napisać, kilka faktów historycznych. Pomoc polskich wojsk była efektem sojuszu Jana III Sobieskiego i cesarza Leopolda I. Dowództwo nad siłami europejskich sojuszników nieprzypadkowo powierzono polskiemu królowi, który miał pod swoją wodzą 70 tys. żołnierzy przeciw 100-tysięcznej armii tureckiej. Umiejętności dowódcze i odwaga Jana III Sobieskiego były już znane w Europie. Po ocaleniu Wiednia papież bł. Innocenty XI ustanowił święto imienia Maryi na dzień 12 września, w którym rozegrała się decydująca bitwa, a w herbie papieskim kazał umieścić polskiego białego orła w koronie. Za zwycięstwo w bitwie pod Wiedniem polski król został też utytułowany przez następcę św. Piotra jako „Obrońcy wiary” („Defensor fidei”).

Wątek religijny w każdą rocznicę Victorii Wiedeńskiej nie może być pominięty, jeśli mówi się o udziale Polaków i Jana III Sobieskiego w odsieczy przeciw wojskom tureckim. Zarówno przed wyruszeniem nad Dunaj, jak i po powrocie spod Wiednia polski król wielokrotnie modlił się i dawał dowody swojej wiary, a także skromności.Wspomniany wcześniej marsz szlakiem wojsk Jana III Sobieskiego od Krakowa do Wiednia, rozpoczęty Mszą Świętą w rycie łacińskim w katedrze na Wawelu, daje wiele okazji do przypomnienia tych faktów historycznych.

W liście, który Sobieski wysłał do papieża po zwycięstwie napisał: Venimus, vidimus, Deus vicit – „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, a Bóg zwyciężył”. Wielki król europejskiej potęgi, jaką wówczas była Rzeczpospolita Obojga Narodów, przypisał zwycięstwo nie sobie, ale Bogu i Matce Bożej.Kto dzisiaj przedstawia inaczej historię, wpisuje się w trend laicyzacji dziejów Starego Kontynentu. Z uwagą obserwujmy więc, jak zbliżającą się rocznicę będą przedstawiali autorzy audycji, publikacji i dziennikarze.

Piotr Koźmian

http://www.pch24.pl/chca-nam-odebrac-vi ... 575,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 12 wrz 2013, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Odsiecz dla chrześcijaństwa

Piotr Szubarczyk

Mija 330. rocznica uratowania Europy przed muzułmańskim kalifatem. Bitwa pod Wiedniem rozstrzygnęła się w niedzielę, 12 września 1683 roku.

Obrazek
Odsiecz Wiednia malowali nie tylko polscy mistrzowie. Obraz holenderskiego malarza Jana Wycka „Sobieski pod Wiedniem”, 1698


Zwycięstwo pod Wiedniem było jedną z najważniejszych bitew w dziejach świata. Od tej pory Imperium Osmańskie nie zagrażało już Europie.

W roku 1683 wojska wezyra Kara Mustafy ciągnęły pod Wiedeń. Nie udało się zbudować koalicji mocarstw chrześcijańskich, Francja była w konflikcie z Habsburgami. Stolica Apostolska zwróciła się o pomoc do Rzeczypospolitej. Wielką rolę w budowie przymierza odegrał kapucyn o. Marek d’Aviano, którego beatyfikował bł. Jan Paweł II (2003).

Pod murami Wiednia stanęło 140 tysięcy żołnierzy Kara Mustafy. Siły księcia Karola Lotaryńskiego liczyły 32 tysiące ludzi, fortyfikacji broniło 11 tysięcy. Turcy stali na odległość strzału z rusznicy od zamku cesarskiego. I wtedy nadciągnęli Polacy. Była to wielka siła (27 tysięcy żołnierza z Korony) i wsparcie moralne dla obrońców. Jan III Sobieski nawiedził po drodze Jasną Górę, modląc się o zwycięstwo. Towarzyszył mu najstarszy syn Jakub.

Król obmyślił szarżę 14 tysięcy doborowej polskiej husarii od strony pozornie niedostępnych wzgórz Lasu Wiedeńskiego. Turkom zabrakło wyobraźni, by to przewidzieć. Na tym polegał geniusz Jana III.

Bitwa trwała pół doby, ale decydujący atak husarii tylko pół godziny [!], o godz. 18.00. Zginęło 20 tysięcy Turków. To był pogrom!

Po zwycięstwie Jan III Sobieski napisał do Papieża Innocentego XI: „Venimus, vidimus et Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). Dziś brakuje nam tej mądrości i tej pokory, które miał nasz wielki król.

http://www.naszdziennik.pl/wp/53620,ods ... nstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 13 wrz 2013, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Poprowadzę was na Wiedeń

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Tutaj, na Kahlenbergu w Wiedniu, jesteśmy zwycięzcami. Mało jest takich miejsc na świecie – tymi słowami rektor kościoła św. Józefa ks. Roman Krekora przywitał uczestników XIII Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, który w 330. rocznicę wiktorii wiedeńskiej zawitał do stolicy Austrii.

Uczestnicy rajdu triumfalnie wjechali na Kahlenberg kawalkadą, na czele której byli motocykliści z założonymi husarskimi piórami. Przed wejściem do kościoła utworzyli szpaler, przez który wprowadzono sztandar rajdu. W chwili powitania przez rektora kurant kościelny wybijał hymn Polski, którego słowa odśpiewali uczestnicy rajdu.

– Serce rośnie, jak się widzi takie skrzydła husarskie. 330 lat czekaliśmy na was – powitał motocyklistów ks. Krekora, zmartwychwstaniec.

– Teraz przybywacie nie na koniach, ale na setkach albo tysiącach koni, mechanicznych oczywiście – dodał.

Przypomniał, że wieki temu przed bitwą w ruinach tego kościoła została odprawiona Msza św., do której służył sam król Jan III Sobieski, generałowie i oficerowie oraz królewski syn, który został pasowany na żołnierza, żeby potem walczyć pod Wiedniem o chrześcijaństwo.

– Wy wierni tej tradycji ministrujecie do Mszy św. i tutaj modlicie się do Matki Bożej – podkreślił ksiądz rektor. Jak zaznaczył, Sobieski był bardzo religijnym i pobożnym człowiekiem.

– Inaczej by się potoczyły losy chrześcijaństwa, gdybyśmy tej bitwy nie wygrali – zaznaczył.

Na skrzydłach husarii

– Dziękuję wam za ten znak wiary, znak patriotyzmu jako nowy rektor tego kościoła. Tu wszyscy jesteśmy w domu – powiedział. Ksiądz Krekora wspomniał, że do 1905 r. była tu ruina i dopiero członkowie Polonii odbudowali ten kościół.

– Na skrzydłach husarii Pan dał uciemiężonej Europie wolność, na skrzydłach przyniesionych przez Jana Sobieskiego, człowieka głębokiej wiary – wskazał podczas kazania kapelan rajdu o. Marek Kiedrowicz. – W życiu naszych narodów i społeczności Bóg jest tym, który daje siłę i daje zwycięstwo – podkreślił.

– Tu, w tym miejscu, możemy jeszcze raz uwierzyć w to, że Bóg może dać jeszcze raz zwycięstwo. Że żadne kłamstwo, niesprawiedliwości nie zwyciężą prawdy – mówił kapłan. Podziękował także Ojcom Zmartwychwstańcom za tak gorące przyjęcie rajdu i prosił ich o wypraszanie potrzebnych łask na koniec pielgrzymki.

– Żeby zostało nie tylko wspomnienie, chcieliśmy pozostawić materialny dar – to nieśmiertelnik, który jest dedykowany królowi Janowi III Sobieskiemu – powiedział o. Marek, wręczając go księdzu rektorowi.

Wiktoria!

– Kawał chłopa ze mnie, ale bardzo się wzruszyłem. Nie byłoby święta Matki Bożej Zwycięskiej, gdyby nie było tego zwycięstwa. Przyjeżdżajcie z pięknymi skrzydłami, żeby ta chwała polskiego oręża tutaj, w Wiedniu, była obecna – zachęcił ks. Krakora.

– Poprowadzę was na Wiedeń, przygotowałem taki mały motocykl, niech zobaczą, że my jesteśmy odważnym Narodem – oświadczył na koniec Mszy św., co spotkało się z aplauzem motocyklistów.

– Przejeżdżamy przez środek Wiednia. Jak nas skują, to nas skują, tymi skrzydłami nie możemy się nie pokazać w Wiedniu – cieszyli się pielgrzymi.

Przed przyjazdem Rajdu Katyńskiego nieopodal kościoła dokonano wmurowania tablicy zapowiadającej powstanie w tym miejscu pomnika króla Jana III Sobieskiego. – Jan Paweł II dał nam przykazanie, żebyśmy tradycję przekazywali następnym pokoleniom. Jako wypełnienie papieskiego życzenia zawiązał się komitet organizacyjny budowy pomnika – powiedział Henryk Kuśnierz z krakowskiego Bractwa Kurkowego.

Jego członkowie trzy lata starali się o budowę pomnika, pozyskując konieczne środki i uzyskując zezwolenia administracyjne. Na wczorajszej uroczystości podkreślali, że niewiele jest dat znanych powszechnie wśród Polaków, a do takich należy data wiktorii wiedeńskiej jako wydarzenia, które „ocaliło kulturę i chrześcijaństwo Europy”. Pomnik Sobieskiego, pierwszy w Wiedniu, ma powstać przed kolejną rocznicą odsieczy wiedeńskiej w 2014 roku.

Zenon Baranowski, Wiedeń

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ieden.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 20 wrz 2013, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie Austrię ratować, lecz chrześcijaństwo

Trzysta trzydzieści lat temu, 12 września 1683 roku, o godzinie szóstej wieczorem Jan III Sobieski wydał uszykowanej w Lasku Wiedeńskim husarii rozkaz rozpoczęcia szarży. Bitwa trwała już od niemal dwunastu godzin. Austriacko-niemieccy sojusznicy polskiego króla od rana niestrudzenie nękali Turków na stokach wzgórz między Kahlenbergiem a Leopoldsbergiem, ciężko też pracowali artylerzyści Marcina Kątskiego czyszczący przedpole nawałą ognia i piechurzy wymiatający wszystko, co umknęło spod luf puszkarzom. Nadszedł czas pancernej pięści – prowadzona osobiście przez Lwa Lechistanu szarża w pół godziny rozstrzygnęła całodzienną batalię.

– W nich teraz z pomocą Bożą!
– W nich! – powtórzyli komendę rotmistrzowie.

Ze straszliwym szumem pochylił się od jednego zamachu las kopii ku łbom końskim i chorągwie tej jazdy, która nawykła łamać wszystko po drodze, ruszyły, na kształt olbrzymiej chmury, naprzód. Z miejsca ruszyły rysią, lecz na przestrzeni dwustu kroków rotmistrze zakomenderowali: „W skok!” – ludzie zaś obezwawszy się okrzykiem: „bij! zbij!” – pochylili się w kulbakach i konie wzięły impet największy. Wówczas ta ława gnających wichrem rumaków, żelaznych mężów, pochylonych kopii miała w sobie coś z siły rozhukanego żywiołu. Ziemia jęczała pod jej ciężarem i było widocznym, że choćby nikt z nich kopią się nie złożył, choćby nikt szabli nie wydobył, samym swym rozpędem i wagą położą, zgniotą i stratują wszystko przed sobą, jak trąba powietrzna łamie i kładzie bór. Tak dobiegli aż do krwawego, usłanego trupami pola, na którym wrzała bitwa.

„Allach! … Jezus Maria!” – dwa te krzyki tak okropne, jakby nie z ludzkich piersi wyszłe, mieszają się ze sobą. Żywy mur kolebie się, ugina, pęka; suchy trzask łamanych kopii głuszy na chwilę wszystkie inne odgłosy, po nim rozlega się zgrzyt żelaza, dźwięk jakby tysiąca młotów z całą siłą w kowadła bijących, uderzenia jakby tysiąca cepów w klepisko, pojedyncze i gromadne krzyki, jęki, oderwane strzały rusznic i pistoletów, wycie przerażenia. Napastnicy i napastowani, zmieszani ze sobą, kłębią się w niepojętym zwichrzeniu; następuje rzeź – pierwsze, drugie, trzecie i dziesiąte szeregi janczarów leżą mostem obalone, stratowane kopytami, pobodzone włóczniami, pocięte mieczem – spod wiru krew wypływa ciepła, dymiąca, napełniając surową wonią powietrze. Tyle Sienkiewicz.

Batalia nieznana

Próżno szukać wiktorii wiedeńskiej w popularnych zestawieniach najważniejszych bitew świata. Nie ma jej ani w piętnastce Edwarda Sheparda Creasy’ego, ani w osiemnastce Edgara Vincenta D’Abernona, ani też w dwudziestce Josepha B. Mitchella. Czyżby była mniej ważna od inwazji Normanów na Anglię w roku 1066 czy odsieczy Orleanu dokonanej w roku 1429 przez Joannę d’Arc albo klęski Króla Słońce w zmaganiach o sukcesję hiszpańską pod Blenheim w roku 1704?

Wydaje się, że wręcz przeciwnie – bitwa pod Wiedniem to jeden z najbardziej przełomowych momentów w dziejach świata, porównywalny do powstrzymania najazdu Persów na Grecję pod Maratonem w roku 409 przed narodzeniem Chrystusa, do rozbicia przez Rzymian nad rzeką Metaurus armii Hazdrubala Barkasa spieszącego na pomoc Hannibalowi w roku 207 przed Chrystusem, do zatrzymania przez Aecjusza Flawiusza na Polach Katalaunijskich w Roku Pańskim 451 pochodu Hunów na Europę od wschodu czy do odparcia inwazji arabskiej na Europę od zachodu przez Karola Młota pod Poitiers w roku 732.

Nie na próżno cztery przywołane powyżej starcia łączą słowa „zatrzymanie” i „odparcie” – we wszystkich udało się postawić tamę niszczycielskiej fali nieuchronnie niosącej śmierć cywilizacji. Wszystkie one – w odróżnieniu od bitew wspomnianych wcześniej, w rzeczy samej będących niczym innym jak kłótnią w rodzinie – stanowiły zderzenie światów tak różnych od siebie, jak światło i ciemność, tak niedających się pogodzić, jak ogień i woda.

Dlaczego zatem brakuje pośród nich wiedeńskiego zatrzymania najsilniejszej ofensywy, na jaką kiedykolwiek zdobył się świat islamu? Z najprostszej przyczyny: zestawień najważniejszych batalii dokonali Anglosasi, z anglocentrycznego punktu widzenia opartego na interesie Anglosfery, zgodnie z którym od ratowania katolickich Habsburgów znacznie ważniejsze było ich pognębienie, na przykład, w roku 1588, kiedy Anglicy sprytnie przypisali sobie pogrom hiszpańskiej Niezwyciężonej Armady w istocie pokonanej przez sztorm.

Perspektywa pozornie miła

A może i Polacy powinni byli – wzorem zimnokrwistych i do bólu racjonalnych dżemojadów oraz ich młodszych hamburgerożernych kuzynów – skorzystać z nadarzającej się akurat słabości swych politycznych konkurentów (Habsburgowie wszak od z górą półtora stulecia wchodzili nam w paradę na polu międzynarodowych interesów) i pozwolić Osmanom połknąć Wiedeń?

Można by zaryzykować hipotezę, iż uchroniłoby to Rzeczpospolitą od rozbiorów. Oto bowiem jednego z przyszłych zaborców zlikwidowalibyśmy rękami Turków (odzyskując przy okazji Śląsk), drugiego w ogóle by nie było, bo wskutek traktatu jaworowskiego z Ludwikiem XIV (za cenę Wiednia zabezpieczywszy paktem o nieagresji z Portą południowe granice), wespół z Francją rozbilibyśmy Brandenburgię i zaanektowali Prusy Książęce. Z trzecim zaś wzmocniona w ten sposób Rzeczpospolita poradziłaby sobie bez trudu, zawsze zresztą w tej rozgrywce mogąc liczyć na tureckiego sojusznika.

Miła perspektywa, nieprawdaż? Miła, tyle że zupełnie oderwana od rzeczywistości drugiej połowy XVII stulecia.

W roku 1683 Rzeczpospolita była w stanie swoistej „zimnej wojny” z imperium osmańskim: po haniebnym pokoju buczackim (aczkolwiek częściowo skorygowanym traktatem w Żurawnie, na mocy którego sułtan odstąpił od próby zhołdowania Polski i zwrócił część ziem zabranych w roku 1672) dwie trzecie Podola znajdowały się pod turecką okupacją. Co więcej, całe południe kraju od wielu dekad żyło w cieniu permanentnego zagrożenia turecko tatarskiego. Ze wszystkich naszych potencjalnych i realnych wrogów najniebezpieczniejszym była Porta Otomańska – znacznie wówczas groźniejsza niż Moskwa (o Wiedniu, z którym nie skrzyżowaliśmy szabel od roku 1588 i prowincjonalnym, krytym strzechą Berlinie nawet nie wspominając).

Już chora, ale jeszcze silna

Przyklejoną do Turcji w drugiej połowie XIX wieku etykietkę „chorego człowieka Europy” często przenosi się bezrefleksyjnie na czasy wcześniejsze. A to poważne nadużycie. W drugiej połowie XVII stulecia bowiem Turcja – pomimo pewnych wczesnych objawów choroby – przeżywała renesans potęgi pod rządami wezyrów z rodu Köprülü.

Ale czyż pierwsze objawy choroby są równoznaczne z jej stanem zaawansowanym? Silny mężczyzna w początkowym stadium AIDS jest jeszcze zdolny bez trudu zabić gołymi rękami.

Turcja mogła być wewnętrznie słaba – trafnie zauważa Jędrzej Giertych – ale armie, jakie potrafiła jeszcze przeciw Sobieskiemu wystawić, to były armie przerażające swą potęgą. Mógł to być jej wysiłek ostatni, niemożliwy już do powtórzenia. Ale wysiłek ten był dostateczny, by jej zapewnić zwycięstwo. Armie tureckie miały po temu warunki, by osadzić półksiężyc na wieżach kościelnych i kopułach w Wiedniu, Rzymie, w Kolonii, we Lwowie, Krakowie i Warszawie. Gdyby byli osadzili – całe dzieje świata przybrałyby inny bieg.

Po pogromie wojsk chrześcijańskich pod Wiedniem armie sułtańskie miały ruszyć dalej. Gdzie? Wystarczy spojrzeć na mapę Europy: połowa na północ, przez Bawarię i Czechy w głąb Niemiec, połowa na południe, do Włoch. Zachodnia Europa była na taką kolej rzeczy całkowicie nieprzygotowana. Czyż państewka niemieckie i włoskie zdołałyby pokonać armię, która od trzystu lat nieprzerwanie biła królestwa bez porównania od nich silniejsze, z bizantyjskim imperium na czele?

Jeżeli nawet zatrzymałaby się ona na granicy francuskiej (a to wcale nie jest takie pewne – imperium osmańskie obejmowało wszak całą niemal Północną Afrykę i posiadało potężną flotę, mogłoby zatem wziąć Francję i Hiszpanię w kleszcze, uderzając jednocześnie z lądu i morza), sułtan kontrolowałby niemal dwie trzecie Europy. Która notabene wkrótce przestałaby być sobą – zapanowałby szariat, zapłonęłyby biblioteki i uniwersytety, kościoły zaś stałyby się meczetami bądź posłużyły innymi celom (specjalna rola w tym względzie miała przypaść Bazylice Świętego Piotra w Rzymie, w której wezyr Kara Mustafa zamierzał urządzić stajnię dla swych koni).

Wkrótce Turek zamoczyłby stopy w Bałtyku i Morzu Północnym. Ekspansja islamu, której nikt już nie byłby w stanie powstrzymać, poczyniłaby olbrzymi krok naprzód, zupełnie zmieniając bieg dziejów – islamizacja Ameryki pozbawionej oparcia w Starym Świecie stałaby się tylko kwestią czasu.

Nowy Stambuł nad Missisipi

Przesada? Chyba jednak nie. Imperium osmańskie było przecież mocarstwem typowo lądowym, potrzebującym okna na rozszerzający się właśnie świat. Rolę tę doskonale spełniłyby porty niemieckie. Turecka myśl techniczna stała na wysokim poziomie – a stąd już tylko krok do kolonizacji terytoriów zamorskich. Z pewnością nie pozostałoby to bez wpływu na stan ekonomiczny imperium.

Szklanka, jak powszechnie wiadomo, jest do połowy pusta albo do połowy pełna – można dowodzić, że w miarę połykania przez Turcję większych połaci Europy, słabłyby jej możliwości trawienne, ale można też odwrócić tę perspektywę, by dostrzec, iż łupy zdobywane na Zachodzie okazałyby się dla chorej Turcji porcją witamin, zdolną przedłużyć jej siłę o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, albo nawet zastrzykiem mocnego antybiotyku, który by ją na dobre wyleczył.

A choćby nawet proces rozkładu się nie zatrzymał, tylko trwał dalej, czy kilkanaście lat (nie mówiąc już o kilkudziesięciu) nie wystarczyłoby do zniszczenia chrześcijańskiej Europy? Komunizm przecież trwał tu niespełna pół wieku – cóż to jest wobec całej historii świata – a spustoszeń, jakie po sobie pozostawił, być może nie da się naprawić nigdy. Po co zresztą sięgać po odległe analogie, gdy mamy w Europie nader wyraźne owoce tureckiej okupacji – Bośnię i Albanię – muzułmańskie państwa w samym sercu Bałkanów, w prostej linii ledwie pięćset kilometrów od Rzymu.

Ocaliliśmy chrześcijaństwo

Wojny z Turcją nie wolno porównywać do konfliktu państw zachodnioeuropejskich wyrastających z tego samego korzenia cywilizacyjnego. Wojna ta była bowiem starciem z absolutnie obcą cywilizacją, odmienną mentalnością i wrogą religią, której misją jest zniszczenie chrześcijaństwa (przypomnijmy rzezie Ormian dokonane dwieście lat później w imperium osmańskim znajdującym się w ostatnim stadium rozkładu).

Gdyby Turcy zdobyli Wiedeń i usadowili się w samym środku Europy – wyjaśnia Feliks Koneczny – rozprzęgłaby się Rzesza Niemiecka, przepadłoby i cesarstwo, ale też na tych, którzy bezczynnie na to pozwolili, spadłaby klątwa dziejów za zdradę chrześcijaństwa. Jakkolwiek nurtowały spory w chrześcijaństwie, obowiązkiem było przeciw Turcji trzymać się razem. Prócz jednej Polski nie spełniło żadne państwo tego obowiązku. Tym większa dla nas chwała, żeśmy ocalili chrześcijaństwo.

A gdybyśmy nawet nie mieli takiego zamiaru (absolutnie hipotetycznie, bo przecież Sobieski był wzorcowym katolikiem, który właśnie dla ratowania chrześcijaństwa poświęcił wszystkie osobiste sympatie: będąc gorącym stronnikiem Francji sprzymierzył się z wrogą jej Austrią, co więcej, odsunął na bok kluczową dla swych ambitnych planów dynastycznych kwestię rewindykacji Prus i Śląska – wszystko dla sprawy Bożej), to i tak nie można było w zbliżającym się konflikcie pozostać neutralnym. Skrajną naiwnością byłoby bowiem sądzić, iż Turcy w marszu na Zachód zostawią sobie Polskę za plecami albo że, rozprawiwszy się z resztą Europy, nie przypomną sobie o nas. A wtedy nie mielibyśmy już do kogo zwrócić się o pomoc.

Wyprawę wiedeńską podyktował realny interes polityczno strategiczny kraju. Nie mogło ulegać żadnej wątpliwości, że jeżeli Mehmed IV pokona Leopolda, to po trupie Austrii pójdzie dalej, w samo serce Polski, a jeżeli cesarz obroni się z pomocą samych Niemców, to i moralnie i materialnie uzyska nad Polską ogromną przewagę – dowodzi Władysław Konopczyński. Wyprawa wiedeńska była wyrazem – a z perspektywy czasu można stwierdzić, że ostatnim przebłyskiem – prostego instynktu samozachowawczego Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Prawda też, że natychmiast po powrocie z Wiednia owego instynktu zabrakło. Nabiwszy sułtanowi solidnego guza (nikt wówczas nie przypuszczał, że w istocie przetrącono mu kręgosłup), należało się wycofać ze śródziemnomorskiej przygody i powrócić nad Bałtyk; za zaproszenie do Świętej Ligi podziękować, oferując swe usługi zawsze, gdy tylko przyjdzie bronić chrześcijaństwa, nie zaś interesów Wenecji; nawiązać z powrotem zerwane relacje z Francją i Szwecją, by pointrygowawszy nieco, rozpalić na nowo konflikt nadbałtycki i upiec na tym ogniu dwie pieczenie: Prusy Książęce i rządzącą nimi dynastię Sobieskich. Ale to zupełnie nie w naszym stylu.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/nie-austrie-ratowac ... 648,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 19 paź 2013, 16:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mirekkabala.pl/?p=1976

Wiedeń 1683
Wrzesień 11, 2013 Mirek Kabala Historia No comments

12 września 1683 o czwartej rano król Jan III Sobieski uczestniczył w Mszy św., którą celebrował na ruinach kościoła św. Józefa i klasztoru legat papieski Marek z Aviano. Bitwa rozpoczęła się rankiem 12 września, ale rozstrzygające natarcie jazdy miało miejsce późnym popołudniem. Kara Mustafa, będąc pewnym wartości swoich wojsk, nie poczynił większych przygotowań do obrony. Obóz turecki nie został wystarczająco umocniony. Niemcy i Austriacy atakowali na lewym skrzydle na łagodnych stokach wzgórz między Kahlenbergiem i Leopoldsbergiem, w bezpośrednim sąsiedztwie Dunaju. Polacy przedzierali się dalej przez bezdroża Lasu Wiedeńskiego. Turcy nie skupili tam większych sił, gdyż z tej strony nie spodziewali się ataku.

Obrazek

Na skraj Lasu Wiedeńskiego wojska Sobieskiego wyszły dopiero w godzinach popołudniowych. Znajdował się tam rozległy teren doliny rzeczki Wiedenki, opadający łagodnie w kierunku oblężonego Wiednia. Bliżej znajdowało się wielkie obozowisko i spiesznie formujące się oddziały tureckie. W winnicach porastających stoki ukrywały się oddziały janczarów. Król kazał więc generałowi Kątskiemu wysunąć do przodu piechotę i artylerię celem oczyszczenia terenu. Po kilkugodzinnej walce piechurzy Zbrożka wyparli wojska tureckie i otworzyli drogę kawalerii.
Kolejną decyzją Sobieskiego było wysłanie chorągwi husarskiej porucznika Zbierzchowskiego na rozpoznanie terenu, czy nie kryje rowów, wilczych dołów, aproszy itp. Chorągiew przebiegła cwałem między stanowiskami tureckimi, prowadząc do ich dezorganizacji, ale i ponosząc duże straty. Rozpoznanie potwierdziło dane wywiadowcze, że szarża jazdy z tej strony jest możliwa.
O godzinie 18 Sobieski dał znak do rozpoczęcia generalnego szturmu. Do szarży ruszyła husaria hetmanów Stanisława Jabłonowskiego, Mikołaja Sieniawskiego, a także pułki dowodzone bezpośrednio przez króla; szarżowała również kawaleria austriacka i niemiecka. Zdaniem niektórych historyków brało w niej udział ponad 20 tys. jeźdźców. Osmanowie nie wytrzymali impetu szarży. Pierwsi w rozsypkę poszli Tatarzy, potem spahisi, wreszcie piechota janczarska, dotąd oblegająca Wiedeń, ściągnięta dla ratowania frontu. W końcu do ucieczki rzucił się także wezyr ze świtą.
Po zdobyciu obozu Sobieski zatrzymał swe wojska, gdyż cel, jakim było oswobodzenie Wiednia, został zapewniony. Bitwa trwała około 12 godzin, z tego przez 11,5 godziny odbywał się ostrzał artyleryjski przygotowujący atak. Szarża Sobieskiego zakończyła się w ciągu pół godziny.

Wynik bitwy
Straty Turków w bitwie wyniosły ok. 10 tysięcy zabitych i 5 tysięcy rannych żołnierzy, a sprzymierzeni stracili ok. 1500 zabitych i ponad 2500 rannych. Znaczna część armii tureckiej zdołała z poczuciem sromotnej klęski ujść z pogromu, tracąc jednak część uzbrojenia, wszystkie działa oraz zapasy wojenne. Od pogromu wiedeńskiego tureckie imperium osmańskie już się tylko cofało, a wielki wezyr Kara Mustafa za przegraną bitwę wiedeńską i nieudaną wyprawę wojenną, został z rozkazu sułtana uduszony zielonym sznurem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 10 lis 2013, 22:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://amelia007blog.wordpress.com/2013 ... -tytusowo/

Victoria Wiedeńska 1683 trochę inaczej (Tytusowo)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 12 wrz 2014, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył

W największym świata chrześcijańskiego niebezpieczeństwie, gdy do tej przesławnej bazyliki wielkiej Matki Bożej, w czasie urządzonego 40-godzinnego nabożeństwa, z kościoła katedralnego udawała się z prośbą uroczysta procesja z Przenajświętszym Sakramentem, tego samego dnia, tj. 12 września R.P. 1683, najjaśniejszy Jan III, król Polski, ogromne wojsko tureckie zwyciężył w Austrii, a oblężony Wiedeń za przyczyną Najświętszej Panny oswobodził„ – czytamy na tablicy w kościele Mariackim w Krakowie, wmurowanej w 250. rocznicę wiktorii.

Dżihad rozpoczęty
Już na początku 1683 roku sułtan Mehmed IV, skuszony przez żądnego łupów, sławy i władzy wielkiego wezyra Kara Mustafę, rozkazał wystawić buńczuki przed Bramą Szczęścia pałacu w Adrianopolu, jako znak wypowiedzenia wojny cesarzowi niemieckiemu. Kiedy Turcy wsparli przeciw Habsburgom powstanie węgierskich kuruców (krzyżowców), Wiedeń i Warszawa zawarły wspólny traktat obronny. Podpisano go 1 kwietnia, ale z powodu prima aprilis antydatowano na 31 marca.

Tego samego dnia potężna stutysięczna armia osmańska przy ogłuszającym łomocie kotłów podróżnych i dźwięku trąb wymaszerowała z Adrianopola na dżihad, czyli świętą wojnę. Sułtan ze swoim haremem towarzyszył wojskom aż do Belgradu, skąd posłał już tylko swego wezyra Kara Mustafę, mianowanego serdarem, czyli wodzem całej armii. Miał on zdobyć węgierski zamek Györ, zwany Jawarynem, ale po połączeniu się z węgierskimi powstańcami oraz Tatarami chana Murada Gireja postanowił wyruszyć na Wiedeń, co zaskoczyło nawet sułtana. Marsz Osmanów znaczyły przez nikogo niepowstrzymywane okrutne mordy, gwałty, grabieże i rozboje w austriackich zamkach, fortecach i osadach. Żołnierze wezyra nie oszczędzili nawet pastwisk, zasiewów czy ogrodów, niszcząc do cna wszystko, czego nie mogli zabrać ze sobą.

”Jeżeli staniecie się muzułmanami, będziecie ocaleni„
Cesarz Leopold I opuścił zagrożony Wiedeń 7 lipca i jak kpił turecki dziejopis, ”powodowany dzikim lękiem, rozesłał posłów do królów innych narodów chrześcijańskich, prosząc na wszystkie strony o ratunek„. W stolicy cesarstwa pozostał dzielny hrabia von Starhemberg z 11 tysiącami żołnierzy, 5 tysiącami ochotników i 300 działami.

Tydzień później, w środę, 14 lipca, Kara Mustafa stanął przed ośmioma bramami i fortyfikacjami, ”jakie człowiekowi nie przyszłyby nawet na myśl czy do głowy„, które strzegły twierdzy i na tzw. Schmeltzu postawił miasto namiotów, a obleganym wiedeńczykom zapowiedział: ”[…] Jeżeli staniecie się muzułmanami, będziecie ocaleni. […] Jeśli się będziecie sprzeciwiać i stawiać opór, wówczas z łaski Allaha Najwyższego zamek Wiedeń zostanie przemożną potęgą padyszacha zdobyty i opanowany, a wtedy ani jednej osoby nie oszczędzi się i nie pożałuje, lecz gwoli Allaha Najwyższego, który stworzył ziemię i niebiosa – wy sami będziecie wyrżnięci, mienie wasze i zapasy żywności będą złupione, zaś wasze dzieci pójdą w jasyr„. Europa stanęła w obliczu zagłady całego chrześcijaństwa.

Cesarski posłaniec z wiadomością o oblężeniu Wiednia dotarł do Wilanowa po dwóch dniach i na kolanach prosił Jana Sobieskiego o jak najrychlejszą odsiecz. ”Nie tyle oczekujemy wojsk Waszej Królewskiej Mości, ile osoby waszej, pewni, że osoba wasza królewska na czele naszych wojsk i imię wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią mu klęskę„ – pisał Leopold I. Polski król odpowiedział, że ”Wiedeń u niego jest takiej wagi i doniosłości, że go stawi nad Kraków, Lwów i Warszawę. Dlatego wszystkie chwile dni i nocy na to tylko obróci, aby z pomocą Bożą wesprzeć sprawę chrześcijaństwa, które przez zagrożenie tego miasta w niebezpieczeństwie się znajduje„. Wkrótce pod bronią stanęło 30 tysięcy wojska w samej tylko Koronie.

Tarcze chrześcijaństwa
Sobieski podbudowany wizją swojego spowiednika ojca Stanisława Papczyńskiego, któremu w czasie modlitwy ukazała się Maryja i zapewniła go o zwycięstwie nad Turkami, już 18 lipca wyruszył z Wilanowa. Do Ojca Świętego Innocentego XI pisał, że w obronie Kościoła i chrześcijaństwa całego ”jesteśmy i będziemy zawsze zobowiązani, ja i całe moje Królestwo, przelać ostatnią kroplę krwi naszej, jako że moje Królestwo i ja jesteśmy dwoma tarczami chrześcijaństwa„.

Kilka dni później król stanął w Częstochowie na Jasnej Górze, gdzie w obszernej komży pokornie służył do Mszy św., dzwoniąc dzwonkami na podniesienie, i gdzie uroczyście zaprzysiągł powrócić zwycięzcą – lub zginąć.

Kraków powitał monarchę salwą dział zamkowych i biciem dzwonu ”Zygmunt„. W katedrze wawelskiej 10 sierpnia władca wziął udział we Mszy św. pontyfikalnej celebrowanej przez nuncjusza papieskiego ks. bp. Optiusa Pallaviciniego, po czym razem z żoną Marią Kazimierą odwiedził pieszo kościoły: Jezuitów, św. Piotra i Pawła, Dominikanów, Franciszkanów, św. Anny oraz Mariacki, w którym odmówił Litanię Loretańską.

W święto Wniebowzięcia NMP, w niedzielę, 15 sierpnia, wysłuchawszy nabożeństw w kościele Karmelitów na Piasku i Kamedułów na Bielanach, z częścią wojska, dworem oraz Marysieńką opuścił miasto i pociągnął traktem przez Śląsk austriacki. Z Bytomia udał się pieszo z pielgrzymką do pobliskich Piekar Śląskich, aby pomodlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej przechowywanym w klasztorze Ojców Jezuitów.

W Tarnowskich Górach król pożegnał małżonkę, zabrawszy ze sobą najstarszego syna Jakuba, zwanego Fanfanikiem. Po drodze witano polskie wojsko i jego wodza jako zbawców, ”wysłanników nieba„ i ”ocalicieli wiary„. Do dzisiaj w wielu miejscach na Śląsku i Morawach pozostała pamięć o przemarszu króla Jana, a nawet sadzone wtedy na pamiątkę monarszej wizyty lipy i dęby.

”To ojciec, a ja syn„
Książę Karol Lotaryński z dynastii Habsburgów, dowódca całych sił cesarstwa, który przed dziesięciu laty był rywalem Sobieskiego do polskiego tronu, wybiegł na spotkanie Jana III pod Hollabrun pieszo, na co i król nasz zsiadł z konia i przywitał księcia, ”obłapiając„ go przed frontem wojska. Niedawni przeciwnicy wielce przypadli sobie do serca. W czasie uczty książę ujął i resztę towarzystwa, gdy wskazując na Sobieskiego, powtórzył po polsku, i to wiele razy: ”To ojciec, a ja syn, a wy bracia moi„.

Na Wielkiej Radzie Wojennej zebranej 3 września w Stetteldorfie, gdzie stawili się wszyscy uczestnicy bitwy i nawet wysłannik Starhemberga z oblężonego Wiednia, wzywający pomocy, polski król radził, aby wszystkimi siłami bezzwłocznie ”uderzać na Turka„, bo lada dzień mogło dojść do wysadzenia murów, pod którymi uczyniono już podkop i podłożono beczki z prochem. Oblężonym kończyła się też amunicja.

Trzy dni później armia polska przeszła przez mosty na Dunaju, a 8 września, w dzień Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, specjalny wysłannik Papieża do cesarza i króla, ojciec duchowny całej wyprawy, kapucyn Marco d’Aviano odprawił uroczystą Mszę św. pontyfikalną ”u mostu pod Tullnem„, poświęcił wojsko i oddał je opiece Matki Bożej. Następnego dnia armia sprzymierzonych ruszyła przez trudny do przebycia Las Wiedeński. Polakom wypadła w nim najtrudniejsza droga. Jak zapisał generał artylerii Marcin Kątski: ”Poszliśmy w Imię Pańskie w nieprzebyte jako się rozumowi ludzkiemu zdały dla ciasności dróg, kamieni i gęstych lasów, góry„. Co więcej, polscy artylerzyści przeciągnęli przez mokradła, potoki, wąwozy i wzgórza 25 armat, które okazały się potem w walce bezcenne.

Wieczorem 11 września Sobieski stanął na szczycie Kahlenbergu i spojrzał na pole przyszłej bitwy. Jednocześnie jako znak nadchodzącej odsieczy wystrzelono w stronę Wiednia pięć rac i ustawiono wielką białą chorągiew z czerwonym krzyżem św. Jerzego, co wywołało euforię oblężonych, którzy bronili się już 63 dni.

Król stwierdził, że dostarczone mu mapy były niedokładne i nie zaznaczono na nich pasma wzgórz oddzielającego wojska od wiedeńskiej równiny. Wobec konieczności jego zdobycia polski wódz zaplanował bitwę na dwa kolejne dni, 12 i 13 września. Obserwując wroga, zauważył, że Kara Mustafa nie przerwał oblężenia i szykował janczarów do kolejnych szturmów, a zaniechał przygotowań do bitwy: ”Ten wódz, który mimo zbliżenia się wojsk naszych nie skupił swej armii, nie okopał i obozuje tak, jakbyśmy byli o sto mil od niego, przeznaczony jest na zgubę i nie wart tego, byśmy się go bali. Pobijemy go przy pomocy Boga!„ – stwierdził.

”Dalej w imię Pańskie„
Pamiętnego 12 września 1683 roku o świcie ojciec Marco d’Aviano odśpiewał Jutrznię. O godz. 6.00 do bitwy jako pierwsze ruszyło lewe skrzydło złożone z wojsk austriackich Karola Lotaryńskiego. W ciężkich walkach, do południa, Austriacy odrzucili Turków i parli w stronę Wiednia. Sobieski rozkazał im jednak wstrzymać natarcie, bo Polacy z powodu coraz nowych przeszkód terenowych nie doszli jeszcze na pole bitwy. Tymczasem stojący w centrum Niemcy także w ciężkich bojach wyparli już ze wzgórz i winnic nieprzyjaciela. Czekano tylko na Polaków. ”Z wielką niecierpliwością siedzieliśmy dobre pół godziny, a każdy miał twarz zwróconą w tamtą stronę (ku zachodowi), gdy nagle ujrzeliśmy małe proporczyki, które jazda polska nosi na swych lancach. Wojska nasze podniosły wówczas tak straszliwy krzyk, że nawet stojący naprzeciwko nas Turcy wydali się tym wstrząśnięci„ – pisał margrabia Herman Badeński.

Po dołączeniu Polaków utworzyła się ponad 10-kilometrowa, półkolista linia bojowa zmierzająca w kierunku tureckiego obozu wojskowego na polu Schmelz. Kara Mustafa zrozumiał, że główne uderzenie nastąpi nie jak myślał wzdłuż Dunaju, ale ze wzgórz zajętych przez wojska królewskie. Sobieski ubrany w niebieski kontusz i biały żupan jedwabny, w kołpaku litewskim z czaplim piórem na głowie, na wielkim bułanym rumaku szykował wojsko do boju. Do godziny 15.00 piechota polska oczyściła pole dla ataku jazdy, wykonując tym samym plan przewidziany na pierwszy dzień bitwy. Widząc to, król postanowił uderzyć niezwłocznie i rozstrzygnąć starcie od razu.

Dwie godziny później 25 tysięcy jeźdźców stanęło gotowych do decydującej szarży. Polskie roty husarskie odśpiewały ”Bogurodzicę„ i ”uczyniło się jakby w kościele„, a wiatr rozwinął proporce. Po ostatnim ”Kyrie eleison„ dowódcy przeżegnali się i spojrzeli na króla, który uniósłszy buławę, zawołał: ”Dalej w imię Pańskie!„ i sam popędził na czele, a ”skoczył tak rezolutnie, że bardziej jako zwykły żołnierz i dotąd radą, teraz przykładem wszystkich animując„. (Zanim doszło do starcia, króla odciągnięto w bezpieczne miejsce).

”Venimus, vidimus, Deus vicit„
Ruszyła jedna z największych szarż w historii wojen, która uderzyła na wrogów z tak ogromną siłą, że tatarskiemu kronikarzowi Mehmedowi Gerejowi zdała się Sądem Ostatecznym, a ”żołnierze muzułmańscy, ogarnięci przerażeniem takim, jakie owca odczuwa przed wilkiem, tratowali jedni drugich„. Z pola bitwy uciekł Kara Mustafa i to ”na jednym koniu i w jednej sukni„, a ”wielka armia osmańska w jednej chwili zniknęła sprzed oczu jak zły sen„ – zanotował francuski inżynier Philippe Dupont.

Nocą Jan III z namiotu wezyra napisał list do Marysieńki: ”Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze [okopy], pola i obóz, ucieka w konfuzyi. […] Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą; chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz na wojnę i którą dziś jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu Świętemu„. Król dołączył do niej krótki list ze znanymi słowami: ”Venimus, vidimus, Deus vicit„ (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). ”Racz, Ojcze Święty, przyjąć, jako nowy dowód uszanowania mego, wiadomość o poważnym zwycięstwie, którem Bóg Wszechmogący obdarzył chrześcijańskie rycerstwo„ – pisał polski monarcha.

W jednym z objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque, francuskiej mistyczki (zmarłej w 1690 roku), Chrystus miał zapowiedzieć podbój Europy przez muzułmanów, których panowanie potrwałoby następne pięć wieków. Po wielu miesiącach bolesnych aktów pokuty oraz żarliwych modlitw, wynagradzających Bogu za grzechy ludzi i błagań o uratowanie Europy, Zbawiciel powiedział, że jej prośby zostały wysłuchane i że ”znalazł się król, który pokonawszy Turków, nie przypisze zwycięstwa sobie, ale Jemu i Jego Matce„.

”Ocaliłeś wszystkie państwa i narody!„
Choć lud wiedeński z wdzięczności ”całował, oblepiał i swym Salwatorem [zbawcą] zwał„ polskiego króla, cesarz Leopold nie mógł mu darować, że przed nim wjechał do miasta, radośnie witany, a jemu wiedeńczycy zgotowali wyjątkowo chłodne przyjęcie. Sobieski pisał do Marysieńki: ”Tako nas tu traktują, jakby nas nie znali… Jesteśmy tu jako błędni jacy. Spodziewaliśmy się, że to tak należało, iż mię spytają, albo spytać każą, jako dalej prowadzić tą wojnę? Aliści nie pytano, ani przysłano„.

Król, rozbiwszy jeszcze raz armię turecką pod Parkanami 9 października, które to zwycięstwo uważał za większe niż to pod Wiedniem, dopiero w grudniu powrócił do Ojczyzny. W towarzystwie wiernych husarzy wjechał na wzgórze wawelskie, gdzie w katedrze odśpiewano dziękczynne ”Te Deum laudamus„. W Wigilię Bożego Narodzenia zawiesił na grobie św. Stanisława – na Ołtarzu Ojczyzny – chorągiew turecką zdobytą pod Wiedniem.

Wiktoria wiedeńska wywołała w całej Europie wielką radość. W kościołach odśpiewano ”Te Deum laudamus„, organizowano procesje dziękczynne. Nazwisko Sobieskiego stało się sławne. Opiewano go w wierszach i pieśniach. Gratulowali mu wszyscy władcy i Papież Innocenty XI, który dla uczczenia zwycięstwa wprowadził w całym Kościele katolickim święto Imienia Najświętszej Maryi Panny i nakazał je obchodzić 12 września – w dniu wiktorii wiedeńskiej. Królowa szwedzka Krystyna pisała: ”Ocaliłeś wszystkie państwa i narody! Dałeś życie i wolność przyjaciołom i nieprzyjaciołom (Niemcom). Tobie się należy panowanie nad światem. Tyś pierwszy, któryś we mnie zazdrość obudził! Zazdroszczę ci, że jesteś oswobodzicielem chrześcijaństwa!„.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

http://www.naszdziennik.pl/mysl/96835,p ... iezyl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 14 wrz 2014, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Austriacka pamięć o odsieczy wiedeńskiej

Choć rola Jana III Sobieskiego w zwycięskiej odsieczy bywała i wciąż bywa umniejszana, pamięć o „Obrońcy Wiary” – taki tytuł polskiemu monarsze nadał papież Innocenty XI – dalej trwa, zwłaszcza wśród austriackich kręgów konserwatywnych. Sami Austriacy wspominając bitwę z roku 1683 coraz częściej myślą o… islamskiej imigracji.

Spośród wybitnych wodzów I Rzeczypospolitej tylko Jan III Sobieski zyskał międzynarodową sławę jako „sprośnego Turczyna pogromca”. Ostatni spośród wielkich sarmackich dowódców kojarzony jest zazwyczaj z wiktorią wiedeńską Anno Domini 1683, choć zdaniem wybitnego teoretyka wojskowości – pruskiego generała Carla von Clausewitza – najbardziej błyskotliwym zwycięstwem Sobieskiego była bitwa pod Chocimiem stoczona 11 listopada 1673 roku. W naszej historiografii zajmuje ona wysoką pozycję, choć niżej podpisany ma mu za złe, że „Lew Lechistanu”, jak nazywali Sobieskiego Turcy, nie dokonał zamachu stanu, który byłby bodaj ostatnią szansą na zawrócenie Rzeczypospolitej z równi pochyłej wiodącej do upadku.

Jan III Sobieski bywa krytykowany za udzieloną monarchii habsburskiej pomoc, wobec której Wiedeń okazał specyficzną „wdzięczność” uczestnicząc w rozbiorach Polski. Wypada mi zatem wystąpić w roli advocatus Casa Austraiae i spróbować odpowiedzieć na pytanie: czy nad Dunajem zapomniano o roli króla Jana w zwycięstwie nad islamskim zagrożeniem? Zwycięstwo Osmanów oblegających Wiedeń mogło mieć nieprzewidziane konsekwencje dla Polski, jak i Europy. Równocześnie żywa była świadomość habsburskiego zaangażowania w odparcie szwedzkiego najeźdźcy. Sobieski decydując się na udział w odsieczy (zgodnie z zawartym poprzednio sojuszem) działał w dobrze rozumianym polskim interesie.

Wiktora wiedeńska zajmowała w austriackiej świadomości społecznej i historycznej poczesne miejsce, jednak towarzyszyło temu znaczne pomniejszanie polskiego wkładu w to zwycięstwo. Jana III przedstawiano jako bohaterskiego władcę walczącego z szablą w ręku (co zresztą było prawdą), pomijając przy tym, że to jego decyzje przyniosły tak świetne zwycięstwo. Warto przy tym pamiętać, że bitwa pod Wiedniem zapoczątkowała szereg zwycięskich dla Austrii kampanii przeciwko Turcji. U boku Jana Sobieskiego i księcia Karola Lotaryńskiego debiutował wówczas słynny książę Eugeniusz Sabaudzki. Jego tryumfy (np. pod Petrovaradeinem i Zentą) na dwa stulecia zepchnęły w cień odsiecz wiedeńską.

Pamięć o Janie III Sobieskim przywróciły dopiero obchody 200. rocznicy bitwy. Był to ukłon Domu Panującego w stronę galicyjskich poddanych, choć towarzyszyła mu subtelna deprecjacja polskiego wkładu w ten sukces, za wyjątkiem znaczenia „skrzydlatych jeźdźców” – jak nazywano husarię. Świadomość krzepła wraz z upływem czasu. Dwieście pięćdziesiątą rocznicę bitwy przywołano z myślą o wyraźnych celach politycznych. Niewielka republika austriacka, która wyłoniła się z rozpadu monarchii habsburskiej w 1918 roku, przeżywała głęboki kryzys polityczny i tożsamościowy. Prawicowi politycy chrześcijańscy z Engelbertem Dollfussem i Kurtem Schuschniggiem na czele starali się wcielać w życie nauczanie społeczne Kościoła, prowadząc równocześnie walkę na dwóch frontach: przeciwko lewicowemu i narodowosocjalistycznemu ekstremizmowi. W 1933 roku tryumf Sobieskiego przedstawiano więc jako zwycięstwo nad „pogańskim barbarzyństwem”, a samą Austrię jako twierdzę (Bollwerk) w walce z bezbożnictwem i bezprawiem. Austriaccy historycy i politolodzy, nawet ci najbardziej krytyczni wobec polityki Dolfussa, zgodnie podkreślają, że w ten sposób tworzył on podwaliny pod rozwój odrębnego narodu austriackiego. Warto wspomnieć w tym miejscu wicekanclerza Austrii tej doby księcia Ernsta Rüdigera von Starhemaberga – w prostej linii potomka i imiennika bohaterskiego obrońcy Wiednia w 1683 roku. Po Anschlussie jako jeden z nielicznych przedstawicieli austriackiej elity walczył z bronią w ręku przeciw III Rzeszy.

Obecnie pamięć o tryumfie Jana III Sobieskiego zajmuje niekwestionowane miejsce w austriackiej historiografii. Rolą polskiego wojska w oddaleniu osmańskiego zagrożenia przedstawiana jest obiektywnie w szkolnych podręcznikach, podobnie sytuacja rysuje się w przypadku monumentalnego 10-tomowego dzieła austriackich akademików o monarchii habsburskiej. Inaczej bywało w wieku XIX. Należy przypuszczać, że działo się tak przez wzgląd na pruskiego, a od 1871 niemieckiego sojusznika. Przodek XIX wiecznych monarchów pruskich, wielki elektor Fryderyk Wilhelm – złośliwie sportretowany na stronach „Potopu” Henryka Sienkiewicza – jako jedyny władca niemiecki odmówił w 1683 roku jakiejkolwiek pomocy zagrożonemu Wiedniowi. W przypadku bliższego opisu historycznego, prawdy tej nie dałoby się ominąć. Tablica upamiętniająca udział króla Jana III Sobieskiego i wojsk polskich w wiedeńskiej potrzebie została jednak odsłonięta już w roku 1883.

Dla kół chrześcijańsko-monarchistycznych odsiecz nabrała szczególnego znaczenia w kontekście kolejnego zagrożenia „potopem” islamskich imigrantów z Turcji i krajów Bliskiego Wschodu. Równocześnie historia roku 1683 uwiera austriacką lewicę, wbrew wszystkiemu hołdującą idei multikulturalizmu. Z tego powodu z frontonu Bazyliki Św. Szczepana usunięto napisy o „tureckich pogańskich psach”, oceniane jako „politycznie niepoprawne”. Inną postawę prezentują sami Austriacy, często postrzegający napływ wyznających tę samą wiarę imigrantów znad Wisły jako czynnik ograniczający znaczenie ludności napływającej z krajów islamskich. Niektórzy byliby skłonni dostrzegać w tym kolejną „odsiecz”, choć niektórzy Polacy, osobliwie ci utożsamiani z Mexico Platz, wizerunek ten nadszarpnęli.

Roman Kochnowski

http://www.pch24.pl/austriacka-pamiec-o ... 371,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 13 wrz 2016, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/12-wrzesnia-1683-m ... echistanu/

12 września 1683: wyjątkowa bitwa w historii Polski i Europy. Husaria rozgromiła trzykrotnie silniejszego wroga po miażdżącej szarży – wróg uciekał w popłochu
Opublikowane 2016/09/12 w I RP/I RP - rocznice

Wiktoria Wiedeńska, odniesiona 12 września 1683 r., należy do wyjątkowych w historii Polski i Europy, ponieważ stała się wówczas pierwszym i największym zwycięstwem nad potęgą ottomańską.
Nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby olbrzymia armia sułtana (szacowana w przybliżeniu na 55 – 60 tysięcy ludzi) została doszczętnie rozgromiona i uciekła w panice, pozostawiając zwycięzcom cały obóz i liczny sprzęt.
Punktem kulminacyjnym, a zarazem przełomowym w toczącej się od rana bitwie, dowodzonej z Kahlenbergu przez Jana III Sobieskiego, był zmasowany atak polskiej husarii (królewskiej i hetmana Jabłonowskiego), przeprowadzony około szóstej po południu. W ciągu kilkunastu minut na stojących w dolinie Turków runęło ze wzgórza blisko 20 tysięcy jeźdźców, w tym 2500 husarzy. Ciężka jazda stopniowo nabierała rozpędu, potem poszła w cwał i jak huragan pędziła do boju. Za nią podążały chorągwie pancerne, lekka jazda oraz wojska sprzymierzone – Austriacy i Niemcy. Takiej szarży, dowodzonej osobiście przez Sobieskiego, dotąd nie widziano. Jej impet był tak gwałtowny, że janczarzy i artylerzyści tureccy zdołali oddać tylko jedną salwę. Miażdżące uderzenie husarii (odpowiednika dzisiejszych czołgów) spowodowało, że szeregi wroga prysnęły niczym bańka mydlana, co nie dziwi, skoro tylko dwudziestu polskich husarzy zachowało w ataku nieskruszone kopie.
Bitwa pod Wiedniem po wieki rozsławiła imię Jana III Sobieskiego i to daleko poza granicami Europy. W dalekim Iranie polski król otrzymał zaszczytny przydomek El Ghazi – Zwycięzca, a jego imię budziło jeszcze większą grozę wśród Turków, zwących go „Lwem Lechistanu”. Zresztą jego talenty dowódcze zawsze budziły podziw, respekt i szacunek, także u potomnych, np. pruski generał Carl von Clausewitz, znany teoretyk wojskowości, zaliczył Jana III do najwybitniejszych wodzów wszechczasów.

Jak doszło do bitwy? Wszystko zaczęło się na początku roku 1683. Wtedy to w Stambule zapadły decyzje o wojnie z Austrią.
– Cesarz Leopold I znalazł się w obliczu poważnego zagrożenia. Wysłał więc szybko swych posłów do Polski z prośbą o pomoc militarną – komentowała prof. Teresa Chynczewska-Hennel w audycji z cyklu ”Historia Polski” (http://www.polskieradio.pl/39/156/Artyk ... -Wiedniowi) – 1 kwietnia 1683 r. w Warszawie podpisano przymierze polsko-austriackie.

Obrazek
„Spotkanie Jana III Sobieskiego z cesarzem Leopoldem I pod Schwechat” – reprod. fot. obrazu Artura Grottgera (1837–1867).


Obrazek

Omawiana bitwa znalazła niespotykane dotąd odbicie w literaturze i poezji europejskiej i polskiej, doczekała się też wielu inscenizacji teatralnych w szkołach pijarskich i jezuickich, zwłaszcza w XVII w. Oczywiście zajęła poczesne miejsce w historiografii i w plastyce; w tej ostatniej liczba obrazów, rycin i rysunków, nie wspominając już o rzeźbie, jest imponująca. Wśród niezliczonych dzieł graficznych warto zwrócić uwagę na okazałą wymiarami (392 x 610 mm) litografię zaopatrzoną tytułem Król Jan Sobieski oswobadza Wiedeń i zbawia chrześciaństwo, także w języku francuskim. Przedstawia ona rozległe pole bitwy, z Janem III na koniu, w otoczeniu świty, na tle husarii. Tę wielofigurową kompozycję namalował w 1819 r. Carle (właściwie Antoine Charles) Vernet w Paryżu, a skopiował tamże w litografii Jan Nepomucen Lewicki. Malarski pierwowzór – sygnowany i datowany obraz olejny – przed 1939 r. własność Pałacu Sztuki w Warszawie – eksponowano na stołecznej wystawie jubileuszowej w 1933 r., poświęconej Odsieczy Wiedeńskiej. Losy oryginału po II wojnie światowej pozostają nieznane.

Hanna Widacka, źródło: palac-wilanow.pl

Obrazek
Bitwa pod Wiedniem” – reprod. fot. obrazu Jana Krzysztofa Damela (1780-1840)

Obrazek
„Powrót z Wiednia” – reprod. fot. obrazu Józefa Brandt (1841–1915).



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska ratuje Europę.
PostNapisane: 23 sie 2018, 20:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Polska ratuje Europę (nie jedyny raz), a Europa po europejsku się odwdzięcza.....
U nas też namnożyło się po 1989 r. Europejczyków, prawie tyle samo co Polaków.
Oni też mają krótką pamięć, albo po europejsku mają ... "pstro w głowie"


Pomnik Jana III Sobieskiego nie stanie w Wiedniu. Powód? Poprawność polityczna

Obrazek

Monument przedstawiający Jana III Sobieskiego podczas Odsieczy Wiedeńskiej od kilku dni czeka w Krakowie na przetransportowanie do stolicy Austrii.Jak się jednak okazuje, pomnik z polskim królem musi jeszcze trochę poczekać. Problem w transporcie do Wiednia stanowią władze tego miasta, które boją się...antytureckiego wydźwięku pomnika.
Nowo wybrane socjaldemokratyczne władze stolicy Austrii z Michaelem Ludwigiem postanowiły nie stawiać pomnika na wzgórzu Kahlenberg (stamtąd ruszyła ofensywa wojska Jana III Sobieskiego na stronę turecką). Wszystko z powodu politycznej poprawności, przez którą rośnie obawa o urażenie uczuć tureckiej społeczności. I to pomimo wieloletnich przygotowań z obydwóch stron.

Zaskoczeni decyzją austriackich polityków są zarówno władze miasta Kraków, jak i autor pomnika profesor ASP Czesław Dźwigaj.

-Pomnik jest częściowo realistyczny, a częściowo abstrakcyjny. Jest król Jan III Sobieski na koniu, zrywający się do szarży, wskazuje buławą kierunek natarcia, a za tym idzie cała taka forma rzeźbiarska długa na 8 metrów. Ale nie ma nigdzie nawet półksiężyca, nie ma żadnych symboli tureckich czy islamskich. Zaręczam absolutnie nic takiego nie ma – powiedział pomysłodawca monumentu w rozmowie z rmf.fm

Plany na budowę pomnika pojawiły się w roku 2011. Wówczas konkurs na jego projekt wygrał wspomniany wyżej profesor. Pieniądze na jego konstrukcję zbierano od wielu lat. Swoje środki przeznaczyło wielu prywatnych darczyńców, a także polskie firmy i KGHM. Monument przedstawia Jana III Sobieskiego na koniu na czele szarży oddziałów husarii. Pod nim pojawił się napis „Król Polski Jan III Sobieski” wraz z datą zarówno w języku polskim, jak i niemieckim. 12 sierpnia 2018 roku, w 335 rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej, pomnik miał zostać odsłonięty. Jednak przez nowe władze Wiednia tak się przez najbliższy czas nie stanie.

Jak zaznacza autor pomnika Czesław Dźwigaj, w Wiedniu stoją dwa pomniki konnicy tatarskiej, które wspomagały polską armię w Bitwie pod Wiedniem. Pod obydwoma monumentami zawarto napisy przypominające o tym wydarzeniu oraz fakcie uratowania Europy. Lecz nigdzie nie został ujęty fakt uczestnictwa Jana III Sobieskiego w bitwie.

JD/ rmf.fm

https://www.stefczyk.info/wiadomosci/sw ... 4116885537


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /