Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 03 lip 2016, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=88308&utm_sour ... medium=rss

Zbrodnią niewątpliwą jest oskarżanie Polaków o mordowanie żydów podczas II wojny światowej, oskarżanie zdecydowanie najbardziej pokrzywdzonego, a jednocześnie najbardziej heroicznego podczas tej wojny narodu. Białoruska noblistka jest zapewne taką Białorusinką, jak Wisława Szymborska Polką. Także nagroda nobla zdaje się być dziś nagrodą za bycie największa światową kanalią wśród kanalii.

Kopia artykułu:

Białoruska noblistka oskarża Polaków o mordowanie Żydów
Aktualizacja: 2016-07-1 11:23 am

Podczas swojego wystąpienia w Nowym Jorku, białoruska noblistka Swietłana Aleksiejewicz, która niedawno otwarcia wsparła TV Biełsat, stwierdziła, że Polacy mordowali Żydów i traktowali ich „najgorzej ze wszystkich”.
„I wy wiecie, co robiła Polska z Żydami. (…) Wiem, że jeden z moich znajomych polskich dziennikarzy napisał, co Polacy robili z Żydami. Polacy najgorzej ze wszystkich traktowali Żydów. Księża wprost na kazaniach mówili – zabij Żyda” – powiedziała Swietłana Aleksiejewicz, noblista i obrończyni TV Biełsat, podczas rozmowy na nowojorskim Brooklynie.
„Nasi przyjaciele z Białorusi są oburzeni, co wygaduje noblistka Swietłana Aleksiejewicz w stosunku do Polski!” – napisał na Facebooku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
„To skandal, by laureatka literackiej nagrody Nobla wyrażała takie sądy o Polsce i Polakach. Z tego krótkiego fragmentu wynika jasno, że… Polacy postępowali z Żydami gorzej niż inni, logicznie więc myśląc, dotyczy to również … Niemców” – napisał duchowny.
„Ta pani chyba nie wie, iż to właśnie Polacy mają najwięcej posadzonych drzewek w instytucie Yad Vashem w Izraelu za ratowanie Żydów. Że to właśnie w Polsce za ukrywanie Żydów groziła ze strony Niemców kara śmierci. Kolejny kamyczek kłamstwa i nienawiści do naszego polskiego ogródka, kolejny krok do zakłamania historii” – dodaje.
„Należy pani Aleksiejewicz powiedzieć wprost – pani kłamie, skąd ta nienawiść do Polaków? Zareagujmy solidarnie przeciwko ksenofobii pani Aleksiejewicz. Niech jej książki czytają tacy znajomi pisarki jak ten, na którego słowa powołała się w wywiadzie” – zakończył ks. Isakowicz-Zaleski.
Aleksiejewicz jako jedna z przedstawicielek białoruskich intelektualistów wystosowała niedawno list w obronie TV Biełsat twierdząc, że stacji grozi likwidacja. Jej zdaniem, kraje zachodnie dają się ponieść iluzji chęci Łukaszenki na zbliżenie z Zachodem, a przez to „pozostawia się nas bezbronnych”. Stwierdziła m.in., że „chcą (…) zamknąć Biełsat”.

http://www.youtube.com/embed/5fkJJfskWv8

Facebook.com / youtube.com / Kresy.pl

Za: Kresy.pl (01 lipca 2016) – “Białoruska noblistka oskarża Polaków o mordowanie Żydów [+VIDEO]”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 21 sie 2016, 12:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/35917-zbrodnie-sowiecki ... 1945-roku/

Zbrodnie sowieckiej Rosji na Polakach z Górnego Ślaska po 1945 roku
Joanna Skotnicka Opublikowano 21 sierpnia 2016

Obrazek

Polacy muszą pamiętać o swojej martyrologii. Niestety od lat, cierpienia Polaków były w Polsce tematem tabu. Historia jest nauczycielką życia, wskazuje komu nie możemy jako naród ufać. Dlatego należy nieustannie przypominać o cierpieniach Polaków. W tym i o zbrodniach Rosji sowieckiej na Polakach, na katolikach, po II wojnie światowej. Tym bardziej, że współczesna Rosja dumna jest ze swoje sowieckiej przeszłości, a i w Polsce znajdują się osobnicy, którzy przebierając się za polskich patriotów, manifestują swoją zboczoną sympatię wobec rosyjskiego imperializmu.
Po wkroczeniu na teren Górnego Śląska, wojska i bezpieka Rosji sowieckiej kontentowały dzieło eksterminacji narodu polskiego. Żołnierze Armii Czerwonej i funkcjonariusze NKWD kontynuowali mordowanie Polaków, gwałcenie kobiet, rabunek mienia prywatnego i publicznego. Polacy byli osadzani w obozach koncentracyjnych, a z nich wysłani do pracy niewolniczej w głąb imperium Rosji sowieckiej. Do dziś nie jest znana liczba deportacji, minimalnie szacunki mówią o 30.000, maksymalne o 90.000. Większość z nich Rosjanie zamordowali bezpośrednio, ub pośrednio za pomocą pracy niewolniczej, głodu i chorób (z Opola wywieziono 16.000 osób wróciło 3.000).
Losy osób deportowanych do ZSRS z terenu Górnego Śląska w 1945 roku, przybliża czytelnikom wydana przez Instytut Pamięci Narodowej praca „Niech świat pamięta o nas…”, na którą składa się zbiór relacji zebranych przez rodziny ofiar deportacji od ofiar i od krewnych ofiar.
W relacjach mieszkańców Górnego Śląska, nieustannie powraca koszmar powojennej sowieckiej okupacji. Rosjanie kradli wszystko, mienie prywatne i publiczne, wyposażenie fabryk, zwierzęta, maszyny, rzeczy cenne i jedzenie. Rosyjscy żołdacy podczas kradzieży mordowali ludność cywilną, niszczyli i dewastowali budynki, przemysłowe i zabytkowe. Mieszkanki terenów zajmowanych przez Rosjan, były powszechnie przez nich gwałcone, ofiarami były wszystkie kobiety, od małych dziewczynek do umierających staruszek, a nawet kobiety powracające z obozów koncentracyjnych.
By mieć niewolników, Rosjanie masowo zatrzymywali mężczyzn. Część z nich przypadkowo, na ulicy lub gdy wychodzili z zakładów pracy, część według list proskrypcyjnych (byli wśród nich Powstańcy Ślązacy walczący po I wojnie światowej o polskość Śląska, żołnierze AK i NSZ).
Zatrzymani nie znali swojego losu. Droga uwięzionych do miejsc niewolniczej pracy, trwała od kilkunastu dni do kilku miesięcy. Porwani przez Rosjan, transportowali byli w wagonach towarowych po 80 do ponad stu osób. Starzy i słabi umierali w czasie podróży. Niewolnicy z Polski, pozbawieni byli wystarczającej ilości jedzenia i wody. Zimą w wagonach towarowych panował arktyczny mroź, w lato ogromny upał i zaduch.
Porwani przez Rosjan Polacy, trafiali do kopalni na terenie imperium Rosji sowieckiej. Niewolnicy z Polski mieszkali w rosyjskich obozach koncentracyjnych, w barakach lub ziemiankach. Większość z nich umierała z powodu przepracowania, głodu, epidemii. Niewolnikom z Polski doskwierał: brak jedzenie (racje były bardzo małe, nie kaloryczne, otrzymywali je tylko ci, którzy wykonali dzienna normę pracy), brak wody (niewolnicy by nie skonać z pragnienia musieli pić zanieczyszczoną wodę z kałuż), brak możliwości zachowania higieny, zimno, brak ubrań, brak miejsca do snu, praca ponad siły. Na północy Rosji panował arktyczny mróz, temperatura spadało do minus 60 stopni Celsjusza, trupy Polaków zjadane były przez dzikie zwierzęta poza obozem lub szczury w obozie. Niewolnicza praca trwała od świtu do późnej nocy, duża część niewolników umierała z przepracowania.
Rodziny porwanych przez Rosjan, nie miały informacji o swoich krewnych. Żony i dzieci porwanych przez Rosjan żyły w skrajnej nędzy pozbawione pomocy państwa, jednocześnie komuniści niszczyli katolickie instytucje pomocy potrzebującym.
Ci którym cudem udawało się powrócić do Polski, mieli zrujnowane zdrowie. Powracali idąc miesiącami z Rosji do Polski, skrajnie wychudzeni, ze zniszczonym zdrowiem, brudni, zarośnięci i zawszeni. Po wojnie ofiary rosyjskiego imperializmu i ich rodziny bały się mówić o swojej tragedii (Polacy bali się komunistycznych represji za mówienie politycznie nie poprawnej prawdy).

Jan Bodakowski

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 24 wrz 2016, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75870

STATECIDE i GENOCIDE
michael, pt., 23/09/2016 - 16:41

Pierwszego września 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, a ich celem było zabicie Polski i wymordowanie Polaków. Dwie zbrodnie. Gdy kiedyś dawno, przyjeżdżałem do Warszawy do Babci, która pokazywała mi dziesiątki kamiennych tablic upamiętniających fakt rozstrzelania w tym miejscu kilkudziesięciu, a często nawet kilkuset Polaków. Na ulicach Warszawy mordowano Polaków. Po prostu ludobójstwo.
Od pierwszego września 1939 roku niemieckim celem było zniszczenie i Polski i Polaków.

Obrazek
Pamiętam dziesiątki, a może setki takich tablic.


Ja także jestem przekonany, że to Polacy, a nie Żydzi, byli głównym celem niemieckiego ludobójstwa. Celowo nie piszę o "hitlerowskich" zbrodniach, ale o niemieckich, bo taka jest prawda.
To nie jacyś tam naziści, albo hitlerowcy mordowali Polaków na ulicach i w niemieckich katowniach, to robili Niemcy, to Niemcy palili polskie domy, to Niemcy w niemieckich mundurach, mówiący po niemiecku, urodzeni Niemcy, wychowani przez niemieckie matki w niemieckich domach, byli mordercami i katami na polskiej ziemi.
Taka jest prawda, o niej trzeba mówić wprost, ponieważ pedagogika antypolskiego wstydu i opowiadania o hitlerowcach, to niemiecki wykręt i próba kolejnego niemieckiego kłamstwa. To Niemcy kolportują swoją propagandę, której celem jest przeniesienie odpowiedzialności za zbrodnie drugiej wojny światowej z Niemiec na ofiary tych zbrodni. To co się dzieje to skrajny przypadek uchylania się od odpowiedzialności i całkowite odwrócenie historycznej prawdy.
Czy to Polacy mają odpowiadać za istnienie Niemieckich Obozów Koncentracyjnych, w których my byliśmy katowani i bezwzględnie mordowani? ...

PODSUMOWANIE:
Lata od roku 1939 do 1945 były połączoną zbrodnią ludobójstwa i państwobójstwa (genocide and statecide), ponieważ wspólnym celem sprzymierzonych mocarstw III Rzeszy oraz Związku Sowieckiego była zbrodnia ludobójstwa przeciwko Polakom jak i zbrodnia państwobójstwa polegająca na niszczeniu polskiego Państwa.
Zwracam uwagę na to, że obie zbrodnie po roku 1945 trwały nadal, a zbrodnia państwobójstwa stała się pod koniec XX wieku oraz u początku XXI wieku dominującą formą agresji i zbrodniczego napadu. Współczesne dyskusje polityczne używają różnych określeń, które zamazują rzeczywistość, pozwalają unikać odpowiedzialności za bandyckie zachowania w przestrzeni globalnej.
Takie pojęcia jak wojna hybrydowa, wojna informacyjna, napad aksjologiczny, propagandowy albo cybernetyczny są właśnie takimi zastępczymi określeniami, ułatwiającymi zbrodniarzom matactwo i odwracanie uwagi od faktycznie dziejącej się rzeczywistości.
Sami zbrodniarze szukają takich form organizowania przestępstwa, aby jego popełnienie nie było zagrożone karą. Najlepsze dla przestępców są czyny, na które nie ma paragrafu.
Dlatego wprowadzenie nowego pojęcia do katalogu zbrodni uważam za zasadne. Niech statecide stanie się nowym paragrafem kodeksów prawa międzynarodowego.

* * *
______________________

michael - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 28 sty 2017, 11:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
KONIUCHY. Zbrodnia, która ma być zapomniana?

Zastanawiająca niemoc IPN w sprawie zbrodni w Koniuchach.

Obrazek

Od prawie 17 lat toczy się w IPN formalne śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej przez sowiecko-żydowską partyzantkę na Wileńszczyźnie 29 stycznia 1944 roku. Materiały jej dotyczące, czyli podstawowe dokumenty oraz dane kilkudziesięciu sprawców (z których bardzo wielu jeszcze wówczas żyło), zebrał i przekazał do IPN Kongres Polonii Kanadyjskiej. Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby podjęte zostały energiczne działania śledcze, prowadzące do aktu oskarżenia. Tak jak było np. w sprawie Jedwabnego.

Lakonicznie i bez efektów
Ofiarą zbrodni popełnionej z niezwykłym okrucieństwem (porównywalnym ze zbrodniami UPA) padło co najmniej 38 osób (według niektórych ustaleń nawet 45). Najmłodsza ofiara miała zaledwie dwa lata.

Niestety, co roku mamy lakoniczny, praktycznie taki sam komunikat pionu śledczego IPN, z którego wynika, że trwają różne czynności „w sprawie”, ale końca sprawy nie widać i możliwości symbolicznego choćby ukarania sprawców zmniejszają się do zera.

Oto fragment komunikatu IPN: „[…] Jak wynika z poczynionych ustaleń, w nocy z 28 na 29.01.1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś i ok. 5-tej rano przystąpiła do ataku, który trwał 1,5-2 godziny. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. […]

W toku śledztwa przesłuchano już świadków mieszkających w kraju, zakończono również poszukiwania dokumentów w polskich archiwach. Zwrócono się z odezwami o zagraniczną pomoc prawną do organów ścigania Republiki Białoruś, dwukrotnie do Republiki Litewskiej, do Federacji Rosyjskiej. Uzyskano obszerny materiał dowodowy w postaci zeznań mieszkańców Koniuch, naocznych świadków zbrodni i dokumentów archiwalnych (meldunki policji litewskiej, szyfrogramy partyzantów sowieckich, kopie akt osobowych partyzantów sowieckich, w których to aktach są adnotacje, że uczestniczyli oni w atakach, kopie dzienników bojowych sowieckich oddziałów partyzanckich). Ostatnio skierowano odezwę o pomoc prawną do organów ścigania Izraela”.

Wydaje się, że jedynym efektem tego śledztwa ma być coroczny, lakoniczny komunikat, a w tym czasie żyjący jeszcze sprawcy mają mieć po prostu spokój. Gdzie jest świat zawodowych moralizatorów, rzekomo wrażliwych na wszelkie krzywdy? Gdzie jest w tym wszystkim elementarna sprawiedliwość, niepozwalająca pewnej kategorii sprawców ujawniać i piętnować zgodnie z prawodawstwem „demokratycznego państwa prawnego”?



Żydowski cynizm
W historiografii izraelskiej – i szerzej, żydowskiej – w całym świecie Koniuchy były wspaniałym osiągnięciem partyzantki żydowskiej. Mieliśmy do czynienia z buńczucznym przechwalaniem się, że polskich ofiar było wielokrotnie więcej, bo nawet trzysta. I z przechwalaniem się, jak mordowano bezbronne ofiary i jak zabawiano się z ich zwłokami.

Cyniczne pochwalanie zbrodni i sposobu jej dokonania podprowadziły do ujawnienia w powojennych relacjach co najmniej kilkudziesięciu nazwisk sprawców. Innych można poszukać w wykazach „żydowskiego ruchu oporu” w Puszczy Rudnickiej, prowadzonych w Miles Lerman Center for the Study of Jewish Resistance (Center for Advanced Holocaust Studies przy United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie). Dalsze tego typu dane mogłyby ujawnić rzeczowe kwerendy w postsowieckich archiwach, gdzie przechowywane są ankiety osobowe owych „partyzantów”, zawierające również drastyczne opisy ich bojowych dokonań.

Ale i tak sporo wiemy o makabrycznych scenach z ogólnie dostępnych publikacji i wspomnień. Najbardziej przerażające są opisy zabawy, jaką żydowscy partyzanci urządzili sobie w spacyfikowanej wsi. Jak to szczegółowo opisał jeden z uczestników, użyli do tego ciał zamordowanych kobiet i mężczyzn (a może tylko ciężko rannych?): „Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. […] Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. […] Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję” (Pol Bagriansky: Koniuchi, „Pirsumim. Publications of the Museum of the Combatants and Partisans”, Tel Aviv, nr 65-66 [grudzień 1988]).

Po powrocie do swych obozowisk „partyzanci” uczcili swe dzieło zabawami i powszechnym pijaństwem.

Leszek Żebrowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/175161, ... niana.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 31 sty 2017, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.ngopole.pl/2017/01/30/upamie ... oslaskiej/

Tak wyglądało "wyzwalanie Polski" przez Sowietów. A dziś Rosja ma czelność oburzać się, że Polska usuwa pomniki upamiętniające Armię Czerwoną.

Kopia artykułu:

Upamiętnili ofiary Tragedii Górnośląskiej
30/01/2017Autor Obywatelski

72 lata po Tragedii Górnośląskiej spotkali się w Łambinowicach, żeby upamiętnić ofiary i dramatyczne wydarzenia z końca II wojny światowej. W styczniu 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli na Górny Śląsk, mordując, gwałcąc i rabując cywilów.– Najważniejsze jest podtrzymywanie pamięci o tragedii – mówi Józef Swaczyna, starosta strzelecki. Zwraca przy tym uwagę, że wszystko działo się za zgodą Stalina. – On powiedział, że po wejściu na ziemie niemieckie można bezkarnie robić wszystko, czego dusza zapragnie. Najgorsze jest to, że ludzie odpowiedzialni za zbrodnię żyli przez wiele lat w Rzeczpospolitej. Było kilka rozpraw, ale żadna nie zakończyła się wyrokiem skazującym. Dożyli więc sędziwego wieku.
Zdaniem Romana Kolka, wicemarszałka regionu, edukowanie i przypominanie o tragicznych wydarzeniach pozwoli uniknąć powtórki w przyszłości.
– Wojny, jako tragiczne sytuacje w dziejach historii, zawsze wywołują niesamowitą agresję. W związku z tym warto byłoby wspólnie realizować wiele rzeczy i rozwiązywać wiele problemów w ramach dialogu, żeby nie dochodziło do wojen. To jest najgorsza forma agresji, zupełnie niepotrzebna. Wszelkiego rodzaju sytuacje z nadmiarem nacjonalizmu zawsze prowadzą do podobnych rozwiązań i to jest niebezpieczne – podkreśla.
Podczas wojny w Łambinowicach był kompleks niemieckich obozów dla jeńców wojennych. Tylko w części przeznaczonej dla rosyjskich jeńców mogło zginąć kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Radio Opole


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 05 kwi 2017, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://forumemjot.wordpress.com/2017/0 ... asz-gorss/

Oczywiście El Pais jest tak hiszpański jak GW jest polska. Jest to po prostu kolejna żydowska zbrodnia na Polakach, a kłamstwo tak podłe jest gigantycznym obciążeniem sumienia dla kłamców, bo to tak, jakby każdy z nich wziął na siebie straszliwe cierpienia i śmierć milionów Polaków. Spowiedź w konfesjonale już może nie wystarczyć, a konieczna będzie pokuta o nadludzkiej surowości, by z czegoś takiego obmyć duszę i mieć nadzieję na uniknięcie wiecznego potępienia. Straszny jest los tych kłamców, przerażający.

Kopia artykułu:

Skandaliczny artykuł w El Pais. Twierdzą, że Polacy wytykają Niemcom Holocaust, żeby przykryć swoją „ciemną, antysemicką historię”. Ekspertem jest dla nich Jan Tomasz Gorss
Opublikowano 04/04/2017 by emjot

Obrazek
______________________________________________________________
Hiszpański dziennik „El Pais” zarzuca Polsce, że pisze historię na nowo. — Powodem jest ujawnienie przez IPN listy strażników KL Auschwitz.
Hiszpanie sugerują, że — takimi zabiegami przykrywamy własne zbrod- nie.
— Ekspertem dla gazety okazał się znany z antypolskich wypowiedzi — Jan Tomasz Gross — oraz Jan Grabowski, — potomek polskich Żydów.
— „Polska pisze własną historię drugiej wojny światowej”
— brzmi tytuł w hiszpańskim dzienniku „El Pais”.
Autorzy tekstu sugerują, że — obecny rząd przyjął politykę eksponowania niemieckich zbrodni. Artykuł sugeruje, że w ten sposób mielibyśmy przykryć swoją ciemną, antysemicką stronę historii.
Doborem ekspertów też się ośmieszyli.
Jako autorytet wybrali sobie Jana Tomasza Grossa i Jana Grabowskiego.
Gross znany z wygłaszania antypolskich bredni twierdzi m.in., że — Polacy w czasie II wojny światowej zamordowali więcej Żydów niż Niemców.
Według El Pais — Gross za swoje słowa znalazł się pod ostrzałem ze strony polskiego rządu.
— Ma to sugerować, że — uczciwy Gross walczył o prawdę — a rządowa propaganda chciała się go pozbyć.
W Polsce dobrze wiemy, że Gross celowo i z premedytacją kłamał.
Drugi „autorytet” to Jan Grabowski, — potomek polskich Żydów, — podobno historyk z Kanady.
Gazeta przedstawiła go jako Polaka wypędzonego z kraju.
— Twierdzi, że Polska jest współwinna niemieckim zbrodniom.
— „Polskie władze narzucają radykalną politykę historyczną, — która zarówno w kraju, jak i zagranicą — ma przedstawiać wyidealizowaną przeszłość narodu”
– mówił dla „El Pais”.
— „Powszechna charakterystyka polskiego społeczeństwa w czasie II Wojny skupia się na pomocy, — jakiej Polacy udzielali Żydom.
— Jest to oczywiście obraz całkowicie fałszywy”
– twierdzi Grabowski.
IPN opublikował na początku stycznia dane osobowe esesmanów, którzy pracowali w KL Auschwitz.
Instytut udostępnił takie informacje jak:
— data i miejsce urodzenia,
wykształcenie,
numer służbowy,
dokładna data przybycia i opuszczenia Auschwitz
oraz fotografie niektórych funkcjonariuszy SS.
_________________________________________
Źródło: onet.pl, „El Pais”, wprost.pl
Przez AAP – 4 kwietnia 2017 /

Za; http://wolnosc24.pl/2017/04/04/skandali ... -ze-polacy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 16 kwi 2017, 15:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://znadniemna.pl/17018/dramatyczna- ... m-swiecie/

Dramatyczna odezwa prof. Iwanowa do Polaków na całym świecie

Obrazek
Warszawa, 27.07.2010. Profesor Nikołaj Iwanow, autor książki „Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy” podczas spotkania promocyjnego zorganizowanego w Muzeum Powstania Warszawskiego. Fot.: PAP/Grzegorz Jakubowski


Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz. Jeżeli uważasz się za należącego do narodu polskiego, zatrzymaj się na chwile, stań w milczeniu i zastanów się…
W ciągu kilku lat w Związku Sowieckim zgładzonych zostało prawie 200 tys. Polaków. Jest to zbrodnia bez precedensu. Ludzie ci zostali zamordowani przez NKWD w latach 1935 – 1938 w ramach tzw. „operacji polskiej” i innych działań represyjnych. Zabijano ich w sposób bezwzględny i okrutny tylko dlatego, że byli Polakami. To nie jest żadna przesada, żaden wymysł. To wynik długoletnich badań polskich i rosyjskich historyków. Przez wiele lat ta straszliwa zbrodnia na narodzie polskim była ukrywana. Dla władz PRL Polacy za Bugiem nie istnieli.
Słusznie czcimy ofiar Katynia, Auschwitz czy Powstania Warszawskiego. Naszych bohaterów poległych w niezliczonych zrywach narodowych w obronie niepodległości, honoru i ducha narodu. Nadszedł czas, aby godnie uczcić niewinnie pomordowanych polskich mieszkańców Petersburga, Kijowa, Moskwy, Mińska, Żytomierza, Winnicy, Odessy, Irkucka i wielu innych miast na terenie Związku Sowieckiego. Chodzi o tragiczny los naszych rodaków, mieszkańców terytoriów I Rzeczypospolitej i Rosji. Ludzi oddzielonych od odrodzonej ojczyzny granicą wytyczoną przez Traktat Ryski w 1921 roku.
Bezprecedensowe represję z lat 30. objęły całe społeczeństwo polskie w ZSRS. Z całą odpowiedzialnością nazywamy to wydarzenie ludobójstwem, jedną z największych polskich tragedii XX wieku. Dramatem porównywalnym z tragedią katyńską, tragedią Powstania Warszawskiego czy tragedią Polaków z Wołynia i Galicji Wschodniej. Niestety obecnie w Polsce ludobójstwo dokonane na Polakach w Związku Sowieckim traktuje się jako ciekawostkę. To się musi zmienić!
„Operacja polska” – była regularnym polowaniem na Polaków. Wyszukiwano ich w spisach lokatorów, książkach telefonicznych i kadrach zakładów pracy. Następnie bezwzględnie ich mordowano. Wcześniej byli często dręczeni przez oprawców z NKWD. Skalę tego ludobójstwa można porównać z polami śmierci Kambodży Pol Pota. Ofiarą zorganizowanej z polecenia Stalina antypolskiej czystki etnicznej padli mężczyźni, kobiety i ludzie w podeszłym wieku. Nie oszczędzano nawet dzieci, które oddzielano od rodziców i wysyłano do sierocińców lub obozów pracy. Tam poddawano je sowietyzacji, tam miały zapomnieć o swoich korzeniach.Ilu ludzi trzeba zgładzić, ilu wynarodowić, aby dane działanie uznane zostało za ludobójstwo?
Stalin prześladował i niszczył Polaków wyłącznie w imię ideologii. Uważał za konieczne „oczyszczenie” kraju z potencjalnej piątej kolumny, na wypadek – jego zdaniem nieuniknionej – wojny z Polską. Krajem, który uważał, za „awangardę światowego imperializmu”. Stalin świadomie rozniecił nienawiść do Polaków. Potrzebował wewnętrznego wroga, a Polacy idealnie się na niego nadawali. „Być Polakiem w Związku Sowieckim w 1937 r. – to mniej więcej to samo, co być Żydem w III Rzeszy”. Tak określiła tą dramatyczną sytuację jedna z ocalałych, pani Helena Trybel.
Naszym obowiązkiem jest przywrócenie pamięci o tym sowieckim ludobójstwie Polakach. A przede wszystkim o jego ofiarach. Ich oprawcy chcieli aby ta pamięć uległa zatarciu. Nie możemy pozwolić na to, żeby zatriumfowali. „Zapomniane ludobójstwo” nie ma prawa być nadal zapomnianym. Krew polskiego chłopa spod Żytomierza zamordowanego w ramach operacji polskiej w 1937 roku ma taką samą wartość jak krew polskiego oficera zamordowanego nad dołem śmierci w Katyniu. W czczeniu ofiar totalitarnych zbrodni nie powinno być Polaków pierwszej i drugiej kategorii. Szczególnie, że skala operacji polskiej była kolosalna. W jej toku Sowieci zamordowali 10 razy więcej osób, niż w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje i innych miejscach zagłady z lat 1940 – 1941.
Ofiary „operacji polskiej” powinni więc zając w polskiej zbiorowej pamięci narodowej takie samo miejsce, jak ofiary Katynia. Należy im się takie samo upamiętnienie. Pomnik, muzeum, książki, filmy. Nie możemy o nich zapomnieć!

Profesor Nikołaj Iwanow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 29 kwi 2017, 22:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
IPN upamiętni Polaków zamordowanych przez NKWD

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek zapowiedział szereg publikacji dotyczących zbrodni NKWD na Polakach, dokonanych na terenie dawnego ZSRS. IPN będzie również odsłaniać tablice pamiątkowe w Polsce i za granicą.

O planach Instytutu Pamięci Narodowej dotyczących planowanych upamiętnień poinformowała Informacyjna Agencja Radiowa. Przypomniano, że uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej odbędzie się w sierpniu w Krakowie oraz na Ukrainie, na Żytomierszczyźnie w Dowbyszu. W tym roku mija 80 lat od wymordowania przez NKWD Polaków mieszkających na terenie Związku Sowieckiego.

Prezes IPN zapowiedział szereg publikacji poświęconych zbrodniom dokonanym na Polakach. Do tej pory ukazał się tom zawierający dokumenty z archiwów gruzińskich, w maju i czerwcu ukazać się mają publikacje, które następnie trafią do szkół. Odsłaniane mają być także kolejne tablice pamiątkowe.

Jak przypomniał Szarek, zbrodnia na Polakach dokonana została na podstawie rozkazu z 11 sierpnia 1937 r., który wydał ówczesny Ludowy Komisarz NKWD Nikołaj Jeżow. Akcja objęła wszystkich Polaków, bez względu na ich przynależność klasową.

Wśród zamordowanych i deportowanych znaleźli się mieszkańcy dawnych terenów Rzeczypospolitej na wschód od granicy II RP, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, polscy jeńcy wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., którzy znajdowali się wciąż na terenach ZSRS, imigranci z Polski, uchodźcy polityczni, członkowie i założyciele PPS oraz innych partii niekomunistycznych, a także działacze narodowi mniejszości polskiej w ZSRS. Funkcjonariusze NKWD między 1937 a 1938 r. wymordowali ok. 111 tys. Polaków, prawdopodobnie ok. 100 tys. zostało deportowanych do łagrów.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -nkwd.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 03 maja 2017, 19:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/07/0 ... i-krakowa/

Tak policja żydowska brała udział w egzekucji Polaków. Tragiczne wydarzenia z historii niemieckiej okupacji Krakowa
Posted by Marucha w dniu 2016-07-09 (sobota)

Jüdischer Ordnungsdienst (policja żydowska) z getta krakowskiego – to oni wieszali Polaków w egzekucji 26.06.1942 (zdjęcie z egzekucji poniżej) i 2.07.1942.

Obrazek

Obrazek


Ireneusz Lisiak, źródło
https://www.facebook.com/ireneusz.lisia ... 3837403888

Wiadomo mi, że z końcem czerwca 1942 r. gestapo krakowskie, oddział dla spraw żydowskich, w osobach: sekretarza policji kryminalnej Willy Kunde, Heinricha Oldego, rozkazali radzie żydowskiej przygotowanie sznurów oraz talku. Powszechnie sądzono, że przygotowuje się egzekucja na członkach rady żydowskiej lub innych mieszkańcach ghetta.
Równocześnie nakazano, by cała rada żydowska wraz z personelem kancelaryjnym nazajutrz, dnia, o ile sobie przypominam – 23 czerwca 1942 oraz wybrany przez gestapo oddział tzw. mundurowej żydowskiej policji porządkowej (Ordnungsdienst) z jej komendantem, Simche Spirą na czele, udali się do Płaszowa.
Wiadomo mi, że w grupie żydowskiej policji porządkowej znajdowali się następujący członkowie OD. Simche Spira, Silberman, którego nazwiska nie pamiętam, Feiler Mojżesz, Dawid Immerglück, Leon Schleifer, Salo Rottersmann, Herman Rosner, Ignacy Neiger, Herman Neiger, Szeiner Ignacy i Efroim Immerglück.
Na miejscu zgromadzeni otoczeni byli niemiecką policją i na przygotowanej szubienicy członkowie OD wyżej wymienieni, z rozkazu niejakiego Obersturmführera gestapo – Bächera, o czym dowiedziałem się w tym samym dniu z ust jednego z odemanów (członkowie policji żydowskiej) , powiesili siedmiu skazańców, przywiezionych przez gestapo autem.
Między powieszonymi znajdował się jeden albo dwóch Żydów, a reszta Polaków.
Z opowiadania asystujących przy egzekucji odemanów wiem, że siedmiu skazańców przywieziono w godzinach przedpołudniowych, około godz. 10-tej autem ciężarowym i ustawiono ich obok uprzednio przygotowanej szubienicy. Każdego ze skazańców wprowadzono na specjalnie do tego celu przygotowane schodki, następnie jeden z odemanów przytrzymywał skazańca, a drugi nakładał pętlę. Po założeniu pętli inny z odemanów na polecenie nadzorujących gestapowców podrywał stopnie spod nóg skazańca, tak że ten zawisał w powietrzu.
Podczas wykonywania egzekucji na jednym – inni skazańcy czekali na swoją kolej. Cała egzekucja robiła straszliwe wrażenie z uwagi na to, że odemani nie mieli żadnej wprawy w kierunku wieszania ludzi, w związku z czym zdarzało się, że skazaniec, którego miano powiesić, już z samej szubienicy urywał się i tego wieszano po raz drugi.
Radę Żydowską i cały personel gminy użyto do tej egzekucji w tym celu, aby wzburzyć opinię ludności polskiej przeciw Żydom, jako rzekomym sprawcom egzekucji, a z drugiej strony, by mieć „galerię”, przyglądającą się tej niesamowitej egzekucji. Jako powód wykonania tej egzekucji podano sabotaż kolejowy, wykonany w ten sposób, że nieznani sprawcy rozkręcili szyny kolejowe w okolicy Bieżanowa, na skutek czego wykoleił się pociąg.
Nazwisk powieszonych nie znam, w każdym razie z opowiadania odemanów wiem, że byli to więźniowie, ponieważ zdradzali ślady wyczerpania i katowania ich w więzieniach przez Niemców. Według posiadanych przeze mnie informacji zwłoki skazanych miały wisieć na szubienicy kilka dni, ale następnie z nieznanych mi powodów zdjęto już je nazajutrz o godzinie 10-tej wieczór. Dokąd wywieziono zwłoki nie wiem, ale wiem, że zdejmowali je z szubienicy ci sami odemani, którzy wykonali egzekucję.
Z zeznań dr. Dawida Schlanga, syna Arona i Anny, wyznawcy religii mojżeszowej, z zawodu adwokata na temat egzekucji przy ul. Wodnej (oryginalna pisownia):
W 1942 r. Niemcy rozpoczęli w Krakowie publiczne egzekucje. Pierwszej z nich dokonali przy ul. Wodnej, 26 czerwca 1942 r. Powieszono wówczas siedem osób. 2 października 1943 r. Hans Frank podpisał rozporządzenie „O zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”. Od tego momentu co kilka tygodni odbywały się na ulicach Krakowa publiczne egzekucje zakładników z więzień krakowskich. Ostatnią masową zbrodnią niemiecką, wykonaną na oczach mieszkańców miasta, było rozstrzelanie 27 maja 1944 r. przy ul. Botanicznej 40 zakładników. Tragicznym finałem kilkuletniej okupacji Krakowa była pacyfikacja w Dąbiu, przeprowadzona 15 stycznia 1945 r. Zamordowano wówczas co najmniej 79 osób.

IPN

http://niezwykle.com/tak-policja-zydows ... rettyPhoto

Policja żydowska brała chętnie udział również w egzekucjach Żydów.
Ten zdegenerowany naród, najpodlejszy z podłych, ma jeszcze czelność twierdzić, iż Polacy „zrobili za mało”, żeby ich ratować… Polacy zrobili ZA DUŻO. Dziś otrzymują podziękowania od żydowskich szumowin.
Admin



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 30 cze 2017, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Zbrodnia sowiecka, czy żydowska to na jedno wychodzi. Bolszewizm w Rosji wprowadzili Żydzi.

Zginęli za to, że byli Polakami

Zginęli tak naprawdę tylko za to, że byli Polakami, a bolszewizm zwalczał wszystko, co niosła za sobą polskość – powiedział prezes IPN Jarosław Szarek podczas otwarcia wystawy inaugurującej międzynarodową konferencję „Operacja polska NKWD 1937-1938. Zapomniane ludobójstwo”.

– Dzisiejsza wystawa i konferencja ma choć w niewielkim stopniu być krokiem w kierunku wydobycia z niepamięci tamtych dramatycznych wydarzeń, tamtej części historii Narodu Polskiego, bo wprawdzie Polacy, którzy wówczas zostali zamordowani, nie byli nigdy obywatelami państwa polskiego, to bez wątpienia stanowili część Narodu – powiedział wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk podczas inauguracji wystawy towarzyszącej międzynarodowej konferencji.

Wydarzenie trwające właśnie w siedzibie Sejmu w Warszawie zorganizowano w 80. rocznicę Operacji Polskiej NKWD, w której Sowieci zamordowali ponad 111 tys. Polaków zamieszkujących tereny Związku Sowieckiego. Aresztowano wówczas co najmniej 139 835 osób, z których część wywieziono do łagrów. Masowe rozstrzeliwania rozpoczął rozkaz wydany 11 sierpnia 1937 r. przez ówczesnego szefa NKWD Nikołaja Jeżowa.

– Zginęli tak naprawdę tylko za to, że byli Polakami. Wystarczyło mieć polskie nazwisko, mówić po polsku, chodzić do nielicznych już wtedy kościołów, aby zostać aresztowanym, poddanym śledztwu; następnie wyrok zapadał przed tzw. trójką – trzyosobowym zespołem, który najczęściej postanawiał rozstrzelać, a majątek skonfiskować – powiedział prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek.

Podkreślił, że „wszystko, co niesie za sobą polskość – umiłowanie wolności, przywiązanie do cywilizacji łacińskiej, do Kościoła – było sprzeczne z ideą bolszewizmu, dlatego wydano wyrok śmierci na te wartości”.

Jak dodał Szarek, IPN wciąż pozyskuje nowe dokumenty w tej sprawie, m.in. z archiwów gruzińskich, ukraińskich i rosyjskich.

– To są bardzo lakoniczne informacje. Przejmujące są też wspomnienia tych, którzy pozostali – rodzin żyjących w nieludzkim strachu, które mówiły, że dopiero wybuch wojny przyniósł im ulgę; wojny, która była przecież jeszcze większym ludobójstwem – powiedział.

Podkreślił, że Rosjanie dobrze współpracują z Polską w tej sprawie; przywołał m.in. postać prof. Mikołaja Iwanowa, który „przed laty zamieszkał w Polsce i misją swojego życia uczynił to, żeby prawda o tym ludobójstwie stała się znana Polakom. To jest szczególne, że to nasi przyjaciele Rosjanie pomagają nam przywrócić pamięć”.

Skalę zbrodni NKWD podkreślił marszałek senior Sejmu Kornel Morawiecki.

– To tragedia niemająca równej skali, jeśli chodzi o procent zamordowanych Polaków; zabijano nawet komunistów i pracowników NKWD za to, że byli Polakami. To jest coś, o czym zapomnieć nie tylko jako Polacy, ale też jako ludzie nie możemy – powiedział.

Jak podkreślił p.o. szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, 80. rocznica zbrodni NKWD „to dobry moment, żeby wywołać temat ekshumacji, które powinny mieć miejsce m.in. w Kuropatach na Białorusi, gdzie w wyniku Operacji Polskiej zginęło kilkadziesiąt tysięcy Polaków”.

W uroczystości otwarcia wziął udział również wiceprzewodniczący moskiewskiego Stowarzyszenia Historyczno-Oświatowego „Memoriał” Borys Bielenkin, który podkreślił, „że jednym z podstawowych kierunków działalności organizacji jest badanie historii represji wobec Polaków; nie zbieranie danych statystycznych, lecz poznanie konkretnych imion i twarzy”.

W programie konferencji znalazły się wykłady naukowców z Polski, Ukrainy, Rosji i Białorusi. Towarzysząca jej wystawa prezentuje archiwalne zdjęcia więzienne kilkunastu Polaków – ofiar NKWD, które pochodzą ze zbiorów stowarzyszenia Memoriał. Autorami ekspozycji są Aleksandra Kaiper-Miszułowicz, Sergiusz Kazimierczuk oraz dr Paweł Rokicki. Organizatorami konferencji są Ministerstwo Obrony Narodowej, Narodowe Centrum Kultury i Fundacja „My-Razem”.

RP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... akami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 18 lip 2017, 07:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Tadeusz Płużański: rozliczmy w końcu komunistycznych zbrodniarzy! Zacznijmy od Stefana Michnika

Obrazek

Tadeusz Płużański, prezes fundacji „Łączka” i jeden z twórców Społecznego Trybunału Narodowego (instytucji obywatelskiej mającej na celu symboliczne osądzenie komunistycznych morderców) wyraził w poniedziałek nadzieję, że w końcu uda się „sprowadzić do Polski Stefana Michnika – stalinowskiego sędziego wojskowego”. Dodał, że w jego ocenie komunistyczni zbrodniarze w tzw. „wolnej Polsce” nadal „chodzą z podniesioną głową".

- Fundacja „Łączka” liczy na to, że śledztwo doprowadzi do wykrycia sprawców, współuczestników zacierania śladów – powiedział Płużański na antenie TVP Info. Dodał, że od wielu lat czeka na „rozliczenie zbrodniarzy”. - Liczymy na to, że uda się sprowadzić do Polski Stefana Michnika - stalinowskiego sędziego wojskowego, do tego współpracownika, a potem rezydenta Informacji Wojskowej, czyli wyjątkowo zaangażowanego w system - podkreślił.

Prezes Fundacji „Łączka” przypomniał, że „ofiary Stefana Michnika leżą na Łączce”. Dodał, że nadal żyje wielu zbrodniarzy komunistycznych takich jak stalinowski sędzia od wielu lat w Szwecji. W dodatku „cieszą się oni świetnym zdrowiem, wysokimi emeryturami” i „chodzą z podniesioną głową”.

Mocne słowa Płużańskiego w tej sprawie są jak najbardziej uzasadnione, ponieważ już 7 lat temu Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie, na wniosek pionu śledczego IPN, wydał nakaz aresztowania Stefana Michnika. Na podstawie tego dokumentu wydany został następnie Europejski Nakaz Aresztowania (ENA).

„Realizacja Europejskiego Nakazu Aresztowania na terytorium Królestwa Szwecji okazała się jednak niemożliwa. Sąd Rejonowy w Uppsali postanowieniem z 15 listopada 2010 r. (...) oddalił wniosek o przekazanie Stefana Michnika organom polskiego wymiaru sprawiedliwości uznając, że przestępstwa zarzucone podejrzanemu, zgodnie z prawem szwedzkim, uległy przedawnieniu, a poszukiwany jest obywatelem szwedzkim. Orzeczenie to jest prawomocne i nie podlega zaskarżeniu, poinformował Instytut Pamięci Narodowej.

88-letni Stefan Michnik po zakończeniu II wojny światowej piastował stanowisko sędziego wojskowego i ponosi odpowiedzialność za skazywanie na śmierć i wieloletnie więzienie żołnierzy powojennego podziemia antykomunistycznego. Orzekał m.in. w sfabrykowanych procesach dot. "sprawy Tatara" z początku lat 50.; Przyczynił się do wydania wyroku śmierci na mjr. Zefirynie Machalle, mjr. Karolu Sęku, a także mjr. Andrzeju Czaykowskim, przy egzekucji którego uczestniczył.

Źródło: interia.pl

TK

https://www.pch24.pl/tadeusz-pluzanski- ... 141,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 29 lip 2017, 15:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/1-pazdziernika-193 ... szewickie/

1 października 1939 doszło do zapomnianej zbrodni na Polakach. Prawdę o niej fałszowano. Bestialstwo „wyzwolicieli” przypominało najgorsze zbrodnie bolszewickie
Opublikowane 2016/10/01 w II wojna światowa

Z czasów wojny 1919-1920 roku Polacy zapamiętali wiele ohydnych bolszewickich zbrodni na jeńcach wojennych i na ludności cywilnej. Przed wojną powszechnie znane było na przykład męczeństwo obrońców Zadwórza pod Lwowem.

Gdy w roku 1939 armia sowiecka wkroczyła bezprawnie na terytorium Rzeczypospolitej, by rzekomo „chronić” część obywateli polskich, których sowieci – nie wiadomo z jakich powodów – uznali za „swoich”, sytuacja się powtórzyła.

Jednym z najsmutniejszych miejsc tamtych zbrodni było Wytyczno na Lubelszczyźnie, w powiecie włodawskim. Zbrodnia dokonała się w niedzielę 1 października 1939.

Uznając polskich oficerów za „wrogów klasowych”, a żołnierzy stawiających opór za „bandytów”, armia sowiecka już we wrześniu i październiku 1939 zamordowała, według szacunków, około dwa i pół tysiąca polskich oficerów, żołnierzy i policjantów. Nie zginęli w walce, lecz jako jeńcy wojenni. Powinni być dopisani do rachunku katyńskiego!

Pierwszymi ofiarami sowieckich zbrodni byli obrońcy polskich granic – oficerowie i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Wierni przysiędze żołnierskiej, bronili granicy Rzeczypospolitej przed napastnikami, którzy wtargnęli na jej terytorium. W rejonie miasta Sarny (woj. wołyńskie) sowieci rozstrzelali całą kompanię z batalionu KOP „Sarny”, wziętą do niewoli, razem 280 oficerów i żołnierzy!

Znanym już i często przytaczanym w literaturze historycznej, wymownym przykładem zbrodni wojennej na bezbronnych jeńcach była śmierć oficerów i podoficerów Pińskiej Flotylli Rzecznej, którzy – zgodnie z niepisanym prawem honorowym marynarki wojennej na całym świecie – zatopili przed kapitulacją swe okręty, by nie stały się łupem wojennym przeciwnika. Zostali za to zamordowani 26 września 1939 w Mokranach (rejon Brześcia) – nie przez NKWD, lecz przez regularny oddział sowieckich sił pancernych.

Największych zbrodni dokonano w Rohatynie (woj. stanisławowskie), gdzie dokonano rzezi na żołnierzach polskich i na ludności cywilnej, w Grodnie, Nowogródku, Sarnach i w Tarnopolu, także w Wołkowysku, Oszmianie, Świsłoczy,Mołodecznie, Kosowie Poleskim, Chodorowie, Złoczowie i Stryju. Po wkroczeniu do miasteczka czy osiedla dokonywano masowych rzezi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. W Rohatynie rzeź taka trwała cały dzień”. W świetle relacji naocznych świadków, przytaczanych m.in. przez Juliana Siedleckiego, w Grodnie wiązano polskich jeńców i ciągnięto ich czołgami po bruku. W Grodnie wymordowano 130 uczniów [harcerzy] i podchorążych, dobijano rannych i obrońców. Dwunastoletniego Tadzika Jasińskiego przywiązano do czołgu […]. Po opanowaniu Grodna nastąpiły represje; rozstrzeliwano aresztowanych na tzw. Psiej Górze i w lasku «Sekret». Na placu pod farą leżał wał zamordowanych. Była to reakcja na obronę miasta przez żołnierzy wojska polskiego i harcerzy oraz na poskromienie dywersyjnej akcji jaczejekkomunistycznych w przeddzień sowieckiego „wyzwolenia”.

Atmosferę „wyzwolenia” przez sowietów Grodna oraz dramatycznego epizodu z Tadziem Jasińskim oddają liczne polskie relacje, m.in. relacja Grażyny Lipińskiej, więzionej później w Mińsku za działalnośc niepodległościową:

Przeraźliwy zgrzyt ślimaka… Czołg staje tuż przede mną. Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy z Danką [Bukowińską]uwalniać rozkrzyżowane, skrępowane gałganami ramiona chłopca. Nie zdaję sobie dokładnie sprawy, co się wokół dzieje. Z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni brauning – grozi nam; z sąsiedniego domu, z podniesioną do góry pięścią wybiega młody Żyd, ochrypłym głosem krzyczy – o coś oskarża nas i chłopczyka […]. Z domów wyległa czerń żydowska – twarze rozradowane, szwargocą. Wielu z nich wita tankistów po bolszewicku, przez podniesienie ręki z zaciśniętą pięścią. Gdzie się oni tego nauczyli? Ale kwiatów nie ma, tylko czerwona krew na brukach i krwawa na niebie łuna.

Znane są liczne przypadki rozstrzeliwania przez żołnierzy sowieckich wziętych do niewoli żołnierzy polskich w rejonie Wilna. Sowieci nie dotrzymywali żadnych umów o kapitulacji, „oficerskie słowa” ich komandirów nie miały żadnego znaczenia. Dowódca obrony Lwowa, gen. Władysław Langner, skutecznie obronił się przed atakami niemieckimi i podpisał kapitulację z dowództwem sowieckim. Przewidywała ona, po złożeniu broni, wymarsz polskiego wojska i policji w kierunku granicy rumuńskiej. Po poddaniu się wszystkich jeńców wywieziono w głąb Związku Sowieckiego, do obozów. Część odnalazła się potem na listach katyńskich. Niektórzy oficerowie, świadomi wartości umów z sowietami, popełnili samobójstwo. Gdy kolumna policjantów minęła rogatkę przy ulicy Zielonej, zostali oni zastrzeleni. Innych zamordowano w Brygidkach. Żołnierze sowieccy rabowali domy i gwałcili kobiety, a sowiecka komenda miasta nie reagowała.

O okrucieństwie i bezprawiu, pod parasolem ochronnym armii czerwonej lub z jej aktywnym udziałem, świadczą liczne, przerażające relacje, m.in. cytowana przez Czesława Grzelaka relacja wójta gminy Urszulin pod Wytycznem, Józefa Klaudy:

Na drodze w pobliżu mego domu leżał żołnierz polski, ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce, Polce, że nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa (…). W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych, wziętych do niewoli żołnierzy polskich (…). Po boju bolszewicy polecili rannych wnieść do domu ludowego, gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając żadnej pomocy lekarskiej (…). Wszyscy zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych odarto z mundurów a dokumenty złożono na stosie i spalono.

22 września 1939, po obronie Grodna, sowieci rozstrzelali w Spoćkiniach (25 km od Grodna), strzałem w tył głowy, gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego i jego adiutanta. Znamy wstrząsającą relację żony generała, Alfredy:

Widok, który się ukazał moim oczom, był tak okropny, że nie miałam sił iść dalej […]. Mąż leżał twarzą do ziemi, lewa noga pod kolanem była przestrzelona w poprzek z karabinu maszynowego. Tuż obok leżał kapitan [adiutant generała – PSz] z czaszką rozłupaną na dwoje […], na czerepie sterczały zmierzwione, oblepione krwią włosy […]. Oczy i nos [generała]stanowiły jedną, krwawą masę, a mózg wyciekał uchem […]. Zginął, a wraz z nim wyniki dwudziestokilkuletniej pracy w Grodnie, wraz z dwutysięczną biblioteką i wszystkim, czym żył przez lat 49. Nic po nim nie pozostało, prócz pamięci i rozpaczy w moim sercu.

Za oddziałami Armii Czerwonej posuwały się siły specjalne NKWD, dokonujące aresztowań i zbrodni na lokalnych elitach polskich, do czego wykorzystywały informacje przekazywane przez miejscowe jaczejki i organizującą się „milicję ludową”. Tę „milicję”, złożoną z sowieckich kolaborantów różnych narodowości, nielojalnych obywateli Rzeczpospolitej wysługujących się agresorowi, można porównać do Selbstschutzu w niemieckiej strefie okupacyjnej. Jedni i drudzy dopuścili się licznych zbrodni na obywatelach Rzeczpospolitej w pierwszym okresie okupacji.

O ty, co się wydarzyło 1 października 19349 w Wytycznie, pisał Andrzej Panasiuk w Dziejach wsi Wytyczno (w historii gminy Urszulin):

W dniach 30 września i 1 października 1939 oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Ruckemana, stoczyły tu ciężki bój z jednostkami armii czerwonej, które dokonywały odwrotu za linię demarkacyjną na Bugu. Zanim doszło do boju, we wrześniowych dniach przez Wytyczno najpierw przechodziło tysiące uciekinierów z zachodniej części Polski, a następnie niewielkie grupki żołnierzy z rozbitych polskich oddziałów.

Po przeprawieniu się przez Bug oddziały KOP (liczące około 3.000 żołnierzy) przybyły 30 września w okolice Wytyczna. Przemarsz wojska odbywał się prawie bez przeszkód, jedynie batalion „Bereźne”, stanowiący tylną straż kolumny, natknął się przy przekraczaniu szosy Chełm-Włodawa w rejonie wsi Osowa na jakiś pododdział sowiecki z 2 czołgami. Celne strzały z małej odległości armaty 75 mm zapaliły czołgi i skutecznie ostudziły zapał do ataku piechoty nieprzyjacielskiej.

W ciągu nocy i nad ranem 1 października maszerując od strony Lubowierza osiągnięto rejon Wytyczna, otoczony bagnami, wodami Jeziora Wytyckiego i niewielkimi lasami. Przecinała go szosa Włodawa-Lublin, na której odbywał się ciągły ruch jednostek sowieckich.

Dowódcy oddziałów polskich 30 września późnym wieczorem zatrzymali się w domu wójta Józefa Klaudy, który te chwile zapamiętał następująco: Wracając wieczorem 30 września 1939 (sobota) z urzędu gminnego w Urszulinie do swojego domu w Wytycznie (jechałem rowerem), zostałem zatrzymany przez żołnierzy polskich, pilnujących mostku na szosie obok jeziora. Po wylegitymowaniu puszczono mnie do domu. W czasie rozmowy z plutonowym, dowódcą placówki, dowiedziałem się, że pochodzi on z Wileńszczyzny i służy w Korpusie Ochrony Pogranicza. W domu zastałem generała ze sztabem. Jak się okazało, był to dowódca KOP, gen. bryg. Wilhelm Orlik-Rückemann. Poinformowałem go o sytuacji w okolicy i niedawnym przemarszu armii czerwonej w kierunku na Cyców-Łęcznę-Lublin.

Rankiem następnego dnia – w niedzielę 1 października – od strony starego gościńca prowadzącego do Łęcznej, około godziny 8, pokazało się trzech jezdnych. Po stwierdzeniu przez lornetkę, że to bolszewicy, w tym oficer – leżący przy erkaemie kapral (stanowisko erkaemu znajdowało się przy skrzyżowaniu dróg, obok mego domu) pociągnął po jezdnych serią. Oficer spadł z konia, dwaj pozostali odjechali galopem. Po kilkunastu minutach z tego samego kierunku nadleciały pociski artyleryjskie, a jednocześnie ukazała się atakująca piechota bolszewicka, wsparta samochodami pancernymi.

Do pierwszych starć doszło już 1 października, pomiędzy pierwszą a drugą w nocy, gdy czołowe oddziały zaczęły przekraczać szosę, aby skryć się w lasach na zachód od niej i podążać dalej w kierunku Parczewa. Ówczesny mieszkaniec Kantoru Longin Samson wspomina, jak około 1 w nocy wpadło do naszej chałupy wojsko polskie. (…)Weszli, od progu wołając: „światła nie palić!” W tym samym czasie usłyszeliśmy trzy głośne wystrzały. Jak się okazało, strzały zapaliły sowieckie trzy czołgi, co było u nas widać przez niedaleki cmentarz.

Do rana szosę przekroczyła większa część pułku KOP „Sarny”, tabory i artyleria, która została umieszczona przy jeziorze, od strony Wólki Wytyckiej. Sama miejscowość nie została obsadzona, a jedynie dozorowana przez oddział saperów z jednym rkm. Żołnierze batalionów pułku „Sarny” zajęli natomiast pozycje wśród bagien i lasków na Łowiszowie. Batalion „Polesie” nie przekroczył drogi i rozłożył się w rejonie wsi Wytyczno.

Oddziały polskie zostały zaatakowane przez jadącą od strony Urszulina kolumnę czołgów sowieckich 36 brygady pancernej, które wycofywały się za linię demarkacyjną na Bugu. Po zauważeniu oddziałów polskich, Sowieci zatrzymali się w okolicy zabudowań Romaniuka i dworu w Czernikowie. O świcie wysłali na zwiad 3 jeźdźców konnych, jednak po ich rozpoznaniu Polacy rozpoczęli ostrzał z rkm-ów. Oficer zginął, pozostałych dwóch uciekło galopem. Po kilkunastu minutach z tego samego kierunku rozpoczęła ostrzał artyleria, a następnie wzdłuż szosy od strony Urszulina natarła piechota wsparta czołgami i ostrzałem artyleryjskim. W pierwszym starciu Polacy ogniem działek przeciwpancernych i pojedynczych armat 75 mm zniszczyli czołg wroga i 3 traktory komsomolec. Ostrzał artyleryjski wojsk sowieckich skierowany został na polskie pozycje artyleryjskie w Wólce Wytyckiej.

Rosjanie dokładnie wiedzieli, jakiego nieprzyjaciela mają przed sobą i jakie jest jego położenie. Nad jednostkami KOP-u krążyły samoloty nieprzyjacielskie i atakowały ich stanowiska bombami oraz ogniem karabinów maszynowych. Artyleria w sile 4 baterii również ostrzeliwała nieprzerwanie polskie stanowiska. W odpowiedzi polskie działa nie były dłużne i pomimo ostrzału, zmuszającego je do ciągłych zmian stanowisk, powstrzymywała skutecznie kolejne ataki piechoty, niszcząc następne 2 czołgi. Ciężkie i ręczne karabiny maszynowe Polacy ukrywali gdzie tylko to było możliwe. Ostrzały ze stogów siana, drzew, okien domów, czy pływających po jeziorze łodziach utrudniały sowietom natarcie na polskie pozycje. W swoich raportach Rosjanie pisali, jak jeden z oddziałów poniósł dotkliwe straty od ognia z takiej pływającej łodzi.

Niestety, polskim artylerzystom zaczęło brakować amunicji. Ogień stawał się coraz rzadszy, strzelali już tylko do dobrze widocznych i rozpoznanych celów. Przed południem na obie baterie pozostało tylko 20 pocisków. Coraz częściej dochodziło do walki bezpośredniej. Doszło do walki na bagnety, co doprowadziło do zniszczenia 170 ludzi przeciwnika – z przesadą zapisano w jednym z sowieckich raportów.

Generał Orlik-Rückemann, chcąc zyskać na czasie i odwrócić uwagę nieprzyjaciela od szosy, aby przegrupować jak najwięcej polskich oddziałów do lasu na zachód od Wytyczna, przed godziną dziewiątą wydał drogą radiową rozkaz do dowódcy batalionu „Polesie”, aby ten uderzył na skrzydło przeciwnika, które znajdowało się przed południowym skrajem lasu, na wschód od Wytyczna. Atak miał ubezpieczać batalion „Bereźne”. Mimo potwierdzenia rozkazu, uderzenie nie nastąpiło. Zarówno dowódca batalionu „Polesie” ppłk Dyszkiewicz, jak i ppłk Jacek Jura bezskutecznie próbowali poderwać swoich żołnierzy do ataku. Zmęczeni i całkowicie wyczerpani, nie byli wstanie do dalszej walki. Jeden z żołnierzy Jerzy Giżycki po latach wspominał:

Po zwycięskiej bitwie pod Szackiem przeszliśmy przez Bug i kierując się na Włodawę dotarliśmy do wsi Wytyczno. Tutaj z marszu zostaliśmy rozlokowani na polach uprawnych z kapustą. Mieliśmy nieprzespane noce i żadnego jedzenia, tak więc korzystając z okazji, czekając na atak, posilaliśmy się surową kapustą, by zaspokoić pierwszy głód. Nie trwało to długo, gdyż po chwili widzieliśmy nacierającą tyralierę sowieckiej piechoty w dużej ilości. Próby poderwania nie udają się, gdyż był silny ostrzał z karabinów maszynowych i broni ręcznej. Pada koło mnie mój towarzysz Romek Gawłowski, uczeń gimnazjalny. Część z kopistów zaczęła się poddawać, część w panice porzuciła broń i rozproszyła się po okolicy. Przy oficerach pozostało niewielu, a batalion „Polesie” przestał praktycznie istnieć. Ja i inni żołnierze zostajemy odprowadzeni na tyły, gdzie na wielkiej polanie, otoczonej czołgami następowała zbiórka jeńców – żołnierzy i oficerów – dodaje Giżycki.

Prawie cała wieś została zajęta przez wroga, a do niewoli, według przesadzonych sowieckich meldunków, wzięto 400 osób. Wobec takiego obrotu sprawy i meldunku ppłk Sulika, że jego żołnierze nie wytrzymają następnego silnego uderzenia wojsk sowieckich, gen. Orlik-Rückemann postanowił zwołać naradę dotyczącą możliwości prowadzenia dalszej walki. W naradzie udział wzięli płk Bittner, ppłk Sulik, mjr Czernik, mjr Gawroński i mjr Marcinkiewicz.

Po naradzie z oficerami, wobec beznadziejnej sytuacji bojowej, gen. Orlik-Rückemann zdecydował, że o 12 żołnierze zaprzestaną walki i spróbują oderwać się od nieprzyjaciela, kierując się w lasy koło Sosnowicy, gdzie nastąpi rozwiązanie wojsk KOP-u oraz rozproszenie pododdziałów i żołnierzy w różnych kierunkach. Nie mając już możliwości dalszej walki, chciałem przynajmniej ratować żołnierzy – pisał Ruckemann. Byliśmy już na zachód od Bugu i rozproszonym żołnierzom nie grozi już niewola. Oficerowie po przebraniu się też mogą niewoli uniknąć. Ogłosiłem moją decyzję.

Do poszczególnych oddziałów walczących bezpośrednio z wrogiem poszły odpowiednie rozkazy. Pierwszy odskok na południe od lasu w m. Sosnowice, skąd oddziały rozchodzą się w różnych kierunkach. Artyleria po oddaniu ostatnich strzałów niszczy działa. Oddziały niszczą broń po oddaniu pierwszego odskoku. Dowódcy żegnają się tam z oddziałami. Sztab grupy KOP przesunie się do lasu na południe Parczewa i tam będzie czekał na oficerów, z którymi chcę jeszcze omówić możliwość naszej dalszej pracy. Pozostawione działa miały być zniszczone.

Jednak nie wszystkim udało się przebić przez pierścień wroga. Batalion „Rokitno”, maszerujący za głównymi siłami wojsk KOP-u, nie przeszedł na drugą stronę szosy i w większości dostał się do niewoli. Batalion „Bereźne”, który po starciu z czołgami nieprzyjacielskimi w rejonie Osowy maszerował jako straż tylna całego zgrupowania, dotarł do szosy znacznie dalej na wschód od Wytyczna, w rejon Dominiczyna, i musiał przez cały dzień odpierać ataki piechoty nieprzyjaciela, dowożonej samochodami od strony Dubeczna. Był również atakowany z powietrza. W godzinach popołudniowych wykorzystał chwilowe osłabienia ataków i przedostał się przez szosę. W rejonie Sosnowicy na szosie Włodawa-Parczew stoczył kolejną potyczkę z czołgami sowieckimi, niszcząc dwa z nich. Batalion KOP „Bereźne” nie złożył broni. Dołączyły do niego grupy żołnierzy KOP, które nie wykonały rozkazu niszczenia broni i rozproszenia się. Tego rozkazu nie wykonała również bateria armat, która z rejonu Wólki Wytyckiej, bezdrożami Durnego Bagna dotarła w lasy parczewskie, gdzie dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”. Wśród żołnierzy, którym udało się przebić z okrążenia, był gen. Ruckemann.

Jeszcze przez jakiś czas po opuszczeniu przez kopistów swoich pozycji, niebo nad Wytycznem i Wólką Wytycką rozjaśniały wybuchy pocisków artyleryjskich i krechy pocisków broni maszynowej. Nieświadome niczego dowództwo sowieckie nakazywało dalszy ostrzał opuszczonych przez Polaków pozycji. Na ten obszar wojsko sowieckie wkroczyło po upływie około 2 godzin, orientując się w końcu, że polskie oddziały rozproszyły się. Nad okolicznymi lasami przelatywały samoloty zwiadowcze, w celu ustalenia kierunku odejścia polskich żołnierzy. Wielu z nich zabito, a jeszcze więcej wzięto do niewoli. Następnie nakazano miejscowej ludności zebrać z pół i lasków poległych oraz rannych i umieścić przed domem ludowym.

W ostatniej bitwie KOP pod Wytycznem zginęło podczas walk najprawdopodobniej 93 żołnierzy polskich (w tym strzelcy Bronisław Babiej, Roman Gawłowski, Jefimka Bebko, Józef Biernacki, zamordowany we dworze Leonard Boguciński, Władysław Matusik, Michał Czeczuga, Józef Czyż, Bolesław Gajrdzik, Jan Kozanek, Jan Kramek,Józef Mikula, Jan Piliński, Stefan Ptaszkowski, Antoni Banasiuk, zamordowany w Mietiułce Stefan Stachyra,Kazimierz Sykut, Józef Świerczyński, podporucznicy rezerwy Józef Śnieżno i lekarz Józef Trzpil oraz dowódca Batalionu KOP „Małyńsk” mjr piechoty Lucjan Grott), a około 400 zostało wziętych do niewoli.

Wielu z żołnierzy zostało zamordowanych w niewoli lub zmarło wskutek zadanych ran (w tym dowódca Brygady KOP „Polesie” Tadeusz Różyczki-Kołodziejczyk, dowódca Batalionu KOP „Rokitno” mjr piechoty Maciej Wojciechowski, komendant kwatery głównej Apolinary Jagodziński i dowódca Pułku KOP „Baranowicze” ppłk piechoty Jacek Jura, którzy najprawdopodobniej zostali zamordowani w podwłodawskich lasach, kpt. Antoni Stańkowski, który zmarł w szpitalu włodawskim 14 października, kpt. łączności Stanisław Antoni Solarski, zamordowany w Borysiku i pochowany na cmentarzu w Wereszczynie, strzelec Marceli Warmszel zmarły w szpitalu włodawskim 4 października, podporucznicy rezerwy Stefan Zakrzewski i Stanisław Kłosowski oraz Adam Zalewski zmarli w szpitalu we Włodawie. Jan Mazurzmarł w trakcie transportu do Włodawy, ranni Stochmiałk i Wójcicki zmarli w Sosnowicy i zostali pochowani na miejscowym cmentarzu). Źródła są rozbieżne, co do strat wojsk sowieckich, w swoich raportach sowieci podają liczbę 31 zabitych i 94 rannych. Niektóre źródła podają liczbę zabitych kilkakrotnie większą od liczby poległych Polaków. Tak sądził Józef Klauda, tłumacząc, iż straty sowieckie, jako strony atakującej, musiały być proporcjonalnie wyższe, stąd wściekłość i zemsta na bezbronnych.

Z cywilów zginęła mieszkanka wsi Wytyczno Stanisława Sokołowska, którą kule dosięgły, gdy przebiegała przez szosę, by ratować swojego wnuka. Pierwsza kula trafiła w nogę, druga już w głowę. Gdy wszyscy wybiegli opłakiwać kobietę, zaczęły palić się budynki Sokołowskich tak, że całe gospodarstwo strawił ogień. Tam znajdował się sowiecki obserwator, który przekazywał swoim położenie polskich oddziałów. Gdy go zauważyli, to w kierunku zabudowań Sokołowskich Polacy zaczęli strzelać pociskami artyleryjskimi. Zabili sowieta, ale jednocześnie spłonęło całe ich gospodarstwo – wspomina Longin Samson. Całą rodzinę przyjęło do siebie małżeństwo Andersów. Ofiar byłoby zapewne więcej, jednak wielu mieszkańców tego dnia schowało się we wcześniej przygotowanych schronach. Nasz ojciec wykopał wcześniej schron pokryty grubymi belami i przykrył je ziemią. Jak tylko samoloty latały, to nas wszystkich schował opowiada Marianna Prucnal.

Poległych w bitwie pochowano na skraju lasu łowiszowskiego, 3 ciała żołnierzy wyznania Mojżeszowego miejscowi Żydzi przewieźli i pochowali na włodawskim kirkucie. Mieszkańcy zwożący zwłoki poległych żołnierzy z pobojowiska, w tym Jan Trojanowski, wykopali na miejscu bitwy w Kantorze 2 mogiły, w których – jak twierdził Trojanowski – umieszczono 72 ciała. Obecny w tym dniu Józef Klauda naliczył zaś 87 pochowanych ciał w największej mogile. Liczbę tą uzupełniaEdward Romanowski, inicjator i główny organizator budowy obecnego pomnika upamiętniającego poległych. Szacuje, że łącznie pochowanych mogło być 104 polskich obrońców.

Poległych żołnierzy sowieckich pochowano na Wielkim Łanie, gdyż po bitwie w tej wsi ich wojska zatrzymały się na noc.

W listopadzie 1950 prochy poległych polskich żołnierzy ekshumowano i przewieziono na zbiorowy cmentarz we Włodawie. W miejsce dawnego pochówku w 1989 usypano kopiec i wybudowano symboliczny cmentarz.

Ze szczególną bezwzględnością sowieci obeszli się z żołnierzami, którzy trafili do niewoli. Ukazuje to relacja wójta Józefa Klaudy. Pamiętał, że bolszewicy nakazali ludności zebrać z pól poległych oraz rannych i pozwozić na plac przed Domem Ludowym. Rannych polecili wnieść do Domu Ludowego, gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając pomocy lekarskiej. Pozamykali również okiennice, aby nikt nie mógł wydostać się ze środka. Dopiero w poniedziałek 2 października 1939 zjechała z Włodawy sowiecka kolumna sanitarna, niby w celu udzielenia rannym pomocy lekarskiej. Oczywiście, wszyscy ranni zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych z ran żołnierzy polskich obdarto z mundurów, a dokumenty złożono na stos i spalono, aby uniemożliwić w przyszłości ich identyfikację. Umundurowaniem podzielili się żołnierze sowieccy i miejscowi Ukraińcy.

Obrazek
Wytyczno. Cmentarz wojenny poległych i zamordowanych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, fot.: IPN


Podobne relacje przedstawia inny ze świadków, Longin Samson. Wspomina, jak ruski żołnierz poszedł do Kremera, gdzie było trzech rannych żołnierzy polskich i wziął ze sobą najlżej rannego. Przeprowadził go na cmentarz, gdzie były doły wykopane. Kazał mu wejść do tego dołu i powoli przysypywał rannego. Polski żołnierz chwytał się „ruskiego” za nogi i błagał o litość, mówiąc, że ma żonę i dwoje dzieci. Po chwili bolszewik wyciągnął pistolet i go zastrzelił strzałem w głowę.

Jerzy Giżycki wspomina, jak całą noc pędzono nas do Lubomla, nie pozwalając po drodze odpocząć, ani napić się, ani nic zjeść. Ci, którzy marszu nie wytrzymywali, byli po drodze dobijani przez konwojentów. Dopiero w Lubomlu udało się po raz pierwszy otrzymać trochę jedzenia oraz jakąś wodę i po załadowaniu nas do pociągów, do wagonów towarowych, odtransportowano nas do ukraińskiego miasta Szepietówki. Tam posegregowano oficerów i żołnierzy.

Oficerowie już do domów nie wrócili, zginęli w Katyniu, Kozielsku, czy Starobielsku, żołnierzy pozostałych puszczono do domów (zamieszkałych na terenie zajętym przez Sowiety) lub wywieziono na Sybir.

Wielu najstarszych mieszkańców pamięta jeszcze zachowanie miejscowych Ukraińców. Gdy wojsko sowieckie zbliżało się do wsi, Ukraińcy pospiesznie ustawili na początku wsi od strony kościoła drewnianą bramę z przyczepionymi licznymi czerwonymi wstążkami. Sami zaś nakładali na ramiona czerwone szmaty. Podczas toczonej walki niektórzy miejscowi Ukraińcy strzelali za węgła do broniących się żołnierzy KOP-u […]. Józef Klauda wspominał, jak już po zakończeniu walk w rowie przydrożnym, biegnącym obok moich zabudowań, czerwonoarmista zastrzelił bezbronnego szeregowca, każąc mu uprzednio podejść do siebie. Przed zgonem żołnierz ten zdążył mi jeszcze powiedzieć, że nazywa się Kazimierz Sykut. Na drodze, w pobliżu mego domu, leżał żołnierz ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce – Polce, że nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa. Sąsiadka przekazała mi jego nazwisko. W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych, wziętych do niewoli żołnierzy polskich. Ciała ich polecili zakopać w przydrożnym rowie. Na prośbę miejscowej nauczycielki, która przypuszczała, że jednym z rozstrzelanym może być jej mąż. Rozkopałem w nocy, po odejściu bolszewików, mogiłę rozstrzelanych. Jeden z nich miał dokumenty na nazwisko Leonard Bogudziński, szeregowy. Przy ciałach dwóch pozostałych nie było dokumentów ani znaków tożsamości. Mąż nauczycielki wrócił po kilku dniach. Rozebranych do bielizny żołnierzy polskich, w liczbie osiemdziesięciu siedmiu, pochowano w rogu prawosławnego cmentarza, znajdującego się naprzeciwko młyna. Trzech żołnierzy wyznania Mojżeszowego zabrali Żydzi na kirkut do Włodawy, a trzech rozstrzelanych (jak podałem wyżej) zakopano w rowie przy szosie.

O kolejnych polskich żołnierzach, zabitych przez ukraińskich cywilów, wspomina inny ówczesny mieszkaniec sąsiadującego Dominiczyna Edmund Brożek: Dwaj oficerowie wojska polskiego, uczestnicy bitwy pod Wytycznem, przyszli do wsi Dominiczyn z prośbą, by sołtys skierował ich na nocleg do polskiej rodziny. Sołtys Stanisław Tomaszewski uczynił to, lecz w tym samym momencie zjawiło się trzech Ukraińców z czerwonymi opaskami, byli to: Chwećko, Borowski i Zieliński. Wymienieni Ukraińcy zabrali rozbrojonych oficerów, mówiąc do sołtysa, że sami ich przenocują. Było to przed wieczorem. W nocy wyprowadzono oficerów polskich za budynki Stanisława Wojtaluka. Zostali rozstrzelani na dróżce wśród zarośli, graniczących z łąką Wakuły i Mielniczuka. Miejsce, w którym dokonano zabójstwa, nazwane było „Peseryta”. Następnego dnia rano martwi oficerowie zostali odnalezieni przez chłopców pasących krowy.

Podobnych przypadków było więcej, o jednym opowiada Marianna Prucnal: Moja teściowa opowiadała, jak do jednego żołnierza strzelali Ukraińcy. Trafili jego, ale nie zabili. Wieczorem teść z teściową zabrali go do stodoły i opatrzyli rany. Poprosił, aby powiadomić rodzinę z Warszawy. Jego żona przyjechała, ale w nocy Ukraińcy przyszli i jego dobili. Ktoś musiał przyskarżyć.

Nie wszyscy jednak zginęli, wielu polscy mieszkańcy okolicznych wsi przebrali w cywilne ubrania, a następnie rozproszyli się po lasach.

Podobne zachowywali się niektórzy Żydzi, którzy służyli Sowietom za przewodników. Pracujący we dworze w Czernikowie Żyd o przezwisku Pachcia przeprowadził wojsko sowieckie przez Kochanowskie i Olszowo, by skierować ich na stacjonującą w Wólce Wytyckiej polską artylerię przeciwpancerną.

Nie wszyscy Ukraińcy przejawili wrogość do Polaków, u jednego z nich schronienie w dniu bitwy znalazł ks. Kazimierz Szlędak.

Po bitwie grupy pościgowe armii czerwonej wyłapały około 300 żołnierzy polskich. Widziano ich 2 października pędzonych pod konwojem w stronę lasów pieszowolskich przez wieś Wielki Łan, na wschód. Zostali prawdopodobnie wymordowani w lasach włodawskich. Byli wśród nich dowódcy KOP-u płk dypl. Tadeusz Różyczki-Kołodziejczyk, płk KOP „Sarny”Lucjan Grott i ppłk Jacek Jura. Druga kilkudziesięcioosobowa grupa jeńców była prowadzona przez Urszulin, Świerszczów w stronę Trawnik. Ci zostali prawdopodobnie rozstrzelani i pochowani na cmentarzu protestanckim w jednej z wiosek – kolonii niemieckiej na południe od Świerszczowa, choć kpt. Stanisława Antoniego Stolarskiego zamordowano już w okolicach wsi Borysik. Większość zbiorczego batalionu KOP „Polesie” i część batalionu KOP „Rokitno”, czyli około 800 żołnierzy, którzy nie zdołali przekroczyć szosy, rozproszyło się po lasach lub dostało się do niewoli i wszelki ślad po nich zaginął.

Po polskich i sowieckich żołnierzach pozostało we wsi i okolicznych lasach bardzo dużo broni. Była przy poległych, ale przede wszystkim chowali ją rozpraszający się po lasach kopiści, którym bez broni było o wiele łatwiej „przeniknąć do cywila”. Zakopywali w miejscach wiadomych tylko dla nich samych lub przekazywali polskim mieszkańcom z prośbą o ukrycie. Do dziedzica Grzmisława Krassowskiego z Pieszowoli przybył jeden z dowódców oddziału, z prośbą o ukryciu większej ilości broni. Została zakopana między stawami w kilku drewnianych skrzyniach.

Przebywająca u Krassowskich wiosną 1940 znana poetka Krystyna Krahelska (autorka Hej, chłopcy, bagnet na broń, poległa w Powstaniu Warszawskim) dla upamiętnienia bitwy pod Wytycznem napisała pieśń Kołysanka o zakopanej broni, znaną również pod tytułem Smutna rzeka:

Smutna rzeka, księżyc po niej pływa,
Nad nią ciemne dłonie chyli klon,
Śpij dziecino, nic się nie odzywa,
Śpi w mogiłach zakopana broń.
Smutna rzeka, usnął las ciernisty,
Srebrne gwiazdy spadły w srebrną toń,
Gdzieś po polach, gdzieś po lasach mglistych,
Czujnie drzemie zakopana broń.
Smutna rzeka, księżyc po niej spłynął,
Ciemna noc na liściach kładzie dłoń,
Śpij dziecino, śpij żołnierski synu,
Już niedługo obudzimy broń.

Prawdę o bitwie pod Wytycznem utrzymywano w tajemnicy i skutecznie fałszowano. Tylko uczestnicy bitwy oraz miejscowa ludność znała prawdę. Do 1989 oficjalnie o bitwie mówiło się niewiele, a jeżeli już, to za stronę przeciwną uznawano Niemców. W jednej z nielicznych wzmianek, umieszczonej w „Tygodniku Chełmskim” z 1981 roku, napisano:Rankiem 1 października oddziały zgrupowania KOP stoczyły walkę z wojskami niemieckimi, które uderzyły kierunku południowego od szosy Trawniki-Włodawa. Po krótkim starciu gen. Ruckeman-Orlik zarządził rozwiązanie zgrupowania. Wojsko rozproszyło się w terenie.

Piotr Szubarczyk, źródło: Wolnapolska.pl
http://wolnapolska.pl/index.php/item/1- ... egory_id=3


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 28 paź 2017, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kierunki.info.pl/2017/01/lech-k- ... -natarciu/

Lech K. Neyman: Żydowski mord – komuniści i złodzieje w natarciu
24 STYCZNIA 2017 O 18:38 / KOMENTARZY (2)

W nocy z 22.01. na 23.01.1943 roku oddział Gwardii Ludowej „Lwy” składający się głównie z Żydów, pod dowództwem Izraela Anzejmana, zamordował siedem osób: Antoniego Kobylańskiego (właściciela fabryki „Gerlach”), Stanisława Makomaskiego (aptekarza) oraz pięciu członków Narodowych Sił Zbrojnych: J. Staszewskiego, Zdzisława Pierścińskiego oraz braci Edwarda, Stanisława i Józefa Suskiewiczów.[1] Weszli do fabryki zastawy stołowej Gerlach z przygotowaną listą nazwisk „faszystów” z celem „oczyszczenia terenu z faszystowskich band”.
Zaskoczonych i wyrwanych ze snu zamordowano z zimną krwią strzałem w tył głowy lub rozbiciem głowy kolbą, następnie wnętrzności rozpruto bagnetami. Kilkanaście innych osób, które znalazły się na liście do likwidacji, zdołało uciec lub ukryć się. Mieszkańcy powiatu opoczyńskiego doskonale znali „towarzyszy”, którzy dręczyli tamtejszą ludność. Banda znana była z licznych napadów rabunkowych, morderstw, rekwizycji mienia i gwałtów. Także w tym przypadku napad miał charakter rabunkowy, choć propaganda komunistyczna hardo przekonywała do wersji o rzekomym „odwecie za wcześniejszą działalność NSZ”. Po splądrowaniu sejfu i ograbieniu zwłok z rzeczy osobistych grupa wycofała się z miasteczka.
W późniejszy okresie grupa Izraela Ajzenmana została całkowicie rozbita przez partyzantkę NSZ, jednak sam Ajzenman uszedł z życiem. W późniejszym okresie dowodził kilkoma akcjami GL/AL., odpowiedzialnymi za co najmniej kilkadziesiąt zabójstw na żołnierzach podziemia i mieszkańcach Kielecczyzny, będących „wrogami ludu” lub przypadkowymi ludźmi, którzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie – w miejscach grabieży. Po wojnie robił karierę w UB, gdzie dosłużył się stopnia porucznika. Za działalność przestępczą, w której wykorzystywał swoje stanowisko, został dyscyplinarnie zwolniony ze służby i skazany na więzienie, jednak zwolniony przedterminowo, zmienił nazwisko na Julian Kaniewski. Zmarł w 1965 r.
Gdy dziś usiłuje się hańbić pamięć o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych, warto przypominać, kto w tamtych latach był wrogiem Polaków. Nie „faszyści” z NSZ, lecz komunistyczni barbarzyńcy – „towarzysze” i „przyjaciele ludu pracującego”.

[1] http://www.naszeopoczno.pl/listy-czytel ... -drzewicy/
[2] https://prawy.pl/4762-mord-w-drzewicy-c ... kie-bandy/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 16 lut 2018, 22:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
IPN umarza śledztwo ws. zbrodni w Koniuchach !

Czy to element transakcji wiązanej z Izraelem ws. nowelizacji ustawy o IPN ? Jeśli tak to wielki skandal który wpisuje się w tuszowanie prawdy o wydarzeniach w Jedwabnem.

Kilka dni po 74 rocznicy zbrodni w Koniuchach IPN podjął decyzję o umorzeniu śledztwa !

Masakra w Koniuchach została dokonana 29 stycznia 1944 przez partyzantów radzieckich i żydowskich. Zamordowano co najmniej 38 polskich mieszkańców wsi Koniuchy położonej przed wojną w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim.

W czasie pogromu we wsi spalono większość domów, oprócz zamordowanych, co najmniej kilkunastu mieszkańców zostało rannych, a przynajmniej jedna osoba z nich zmarła następnie wskutek otrzymanych ran. Przed atakiem wieś zamieszkana była przez około 300 polskich mieszkańców, istniało w niej około 60 zabudowań. Partyzanci wcześniej rekwirowali mieszkańcom wsi żywność, ubrania i bydło, dlatego też tutejsi mieszkańcy powołali niewielki ochotniczy oddział samoobrony.

Większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky. Według jednego z napastników Chaima Lazara celem operacji była całkowita eksterminacja polskiej wsi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek. Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa przez IPN, liczba zabitych była większa (ok. 130).

Atak na Koniuchy i wymordowanie tutejszej ludności cywilnej był jedną z szeregu podobnych akcji prowadzonych w 1943 i 1944 przez oddziały partyzantki radzieckiej i żydowskiej w Puszczy Rudnickiej i Nalibockiej (np. masakra ludności w miasteczku Naliboki gdzie odział radzieckich partyzantów wraz z bandą Tewie Bielskiego zamordowały ok 150 polskich mieszkańców).
Szacunki liczby ofiar zbrodni są różne i wahają się od 38 do nawet 300 osób. Wg relacji żydowskich uczestników ataku na wieś wymordowano wszystkich jej mieszkańców.

https://dorzeczy.pl/kraj/56267/IPN-umar ... chach.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Koniuchach

https://www.salon24.pl/u/fagot21/844936 ... koniuchach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 17 lut 2018, 20:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Nas Polaków można gnoić, za wszystkie zbrodnie, które da się wyssać z brudnego palca, ale o Żydach nie można nawet wspominać, że faktycznie mają na sumieniu różne i to okrutne zbrodnie. Są w ich mniemaniu nietykalni.

Burza po słowach Morawieckiego o żydowskich zbrodniarzach w czasie II Wojny Światowej

Izraelscy politycy są w szoku po wypowiedzi polskiego premiera w Monachium. Mateusz Morawiecki został zapytany o nowelizację ustawy IPN przez dziennikarza, który stracił bliskich z powodu szmalcowników. Wspomniał wtedy o żydowskich zbrodniarzach.

Ronen Bergman to dziennikarz "New York Times", pochodzi z Izraela. Jego rodzina przeżyła Holocaust, ale część jego krewnych zginęła z powodu donosów polskich szmalcowników do Gestapo. Podczas wizyty Mateusza Morawieckiego na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, Bergman zaatakował nowelizację ustawy o IPN: - Moi rodzice urodzili się w Polsce. Moja matka otrzymała przed wojną nagrodę od ministra edukacji narodowej. Później zaczęła się wojna i część rodziny zginęła. Ich polscy sąsiedzi wydali ich gestapowcom. Z tego, co rozumiem po tym, jak ta ustawa została podpisana, będę uznany za przestępcę za to, że w ogóle to powiedziałem. Jaki jest cel? Jaki jest przekaz dla świata?
Odpowiedź Morawieckiego? - Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy zbrodniarze. Tak jak byli żydowscy zbrodniarze, tak jak byli rosyjscy zbrodniarze, czy ukraińscy, nie tylko niemieccy - odparł premier polskiego rządu.

W Izraelu ponownie zawrzało. "Haaretz" pisze o "niedopuszczalnym porównaniu między Polakami a Żydami, między ofiarami a tymi, którzy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu". Jair Lapid, polityczny rywal premiera Benjamina Netanjahu, oskarżył Morawieckiego o antysemityzm. Napisał na Twitterze: - Oświadczenie polskiego premiera jest antysemityzmem najstarszego rodzaju. Sprawcy nie są ofiarami. Państwo żydowskie nie pozwoli, aby pomordowanych obarczono winą za bycie zamordowanym. Ponownie wzywam premiera, aby natychmiast odwołał naszego ambasadora do Izraela.

Na łamach "The Jerusalem Post" czytamy wezwania do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską! - Nadszedł czas, aby rząd Izraela podjął praktyczne kroki i postawił Polsce sprawę jasno, że prawo i powtarzające się oświadczenia o Polakach i Holokauście są na granicy negacji Holokaustu - pisze polityk Nachman Szai z Bloku Syjonistycznego.

Były dyplomata, obecnie dziennikarz Polsat News, Witold Jurasz sugeruje, że afera po słowach Morawieckiego będzie bardziej bolesna w konsekwencjach, niż sama nowelizacja ustawy o IPN. Polski premier podpadł również stwierdzeniem w Polskim Radiu, że za wydarzenia z marca 1968 r. nie odpowiada Polska, bo wówczas rządzili komuniści. Ci z kolei byli podlegli Moskwie.

- Myślę, że po wypowiedziach premiera Morawieckiego o tym, że Polska nie odpowiada za marzec 68 (bo Polski rzekomo w 1968 nie było a całą kampanię antysemicką zrobili Gomułka z Moczarem a 30 milionów Polaków wyłącznie, jak rozumiem, Żydów broniło) oraz - co gorsza - po wypowiedzi o żydowskim współudziale w Holokauście (ta wypowiedź to już dyplomatyczne harakiri) czeka nas kryzys w relacjach z Izraelem i USA, przy którym poprzedni kryzys to pikuś. To jest po prostu katastrofa. I tym razem to się na oświadczeniach Departamentu Stanu USA nie skończy - wieszczy Jurasz na Facebooku.

Korespondent "Rzeczpospolitej", Jerzy Haszczyński jest załamany kryzysem w relacjach Polski z Izraelem:

Premier Izraela zapowiedział, że postara się porozmawiać z Mateuszem Morawieckim. Jego słowa ocenił jako "skandaliczne", które świadczą o braku wrażliwości na tragedię Żydów. Zarówno Morawiecki, jak i Netanjahu przebywają w Monachium.

Źródło: PAP

GW

© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.

https://www.salon24.pl/newsroom/845273, ... -swiatowej


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /