Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 28 lip 2011, 17:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/50544

Przypomnienie zbrodni żydowskich na Polakach jest tym bardziej ważne, że środowiska żydowskie obrzucają Polskę całym oceanem kalumni, które osiągnęły już krańcowy poziom absurdu, gdyż to Polaków zaczyna określać się jako głównych sprawców holokaustu. Tą absurdalną propagandę w całej rozciągłości wspomaga rząd polski, dowodząc tym samym swojej antypolskości, stąd tym bardziej należy przypomnieć, że to nie Polacy Żydów, ale odwrotnie - Żydzi Polaków mordowali, i to często ze szczególnym okrucieństwem porównywalnym z tym, co wyprawiali na Wołyniu Ukraińcy. Podczas II wojny światowej, tuż przed nią oraz tuż po niej wszystkie zbrodnie dokonane na Polakach przez NKWD i UB są zbrodniami żydowskimi, a ich rezultatem jest śmierć blisko 3 milionów Polaków, czyli niemal tyle samo, co rąk Niemców.

Kopia artykułu:

Przemilczane zbrodnie na Polakach / prof. J.R. Nowak /
Michał St. de Z..., czw., 28/07/2011 - 11:09

Im dalej od czasów stalinizmu, tym bardziej uporczywsze są próby wybielania zbrodni żydowskich ubeków, pomniejszania rozmiarów ich roli w katowaniu i mordowaniu polskich patriotów, drastycznego zaniżania liczby ubeków żydowskiego pochodzenia.
Swoisty rekord pod tym względem pobił były ambasador Izraela w Warszawie Szewach Weiss*, / nota bene urodzony w Polsce, ale nie znajacy jezyka polskiego/ publicznie głosząc absurdalne nieprawdy o zaledwie kilku komunistycznych funkcjonariuszach żydowskiego pochodzenia w Polsce. Nieźle wtórował mu osławiony oszczerca Polaków zza Oceanu - Jan Tomasz Gross, pisząc o rzekomo zaledwie "kilku tuzinach" Żydów-ubeków w Polsce, czyli "drobiażdżku bez znaczenia", jak to filuternie określił. W rzeczywistości zaś mieliśmy jednoznaczną dominację żydowskiego pochodzenia zbrodniarzy komunistycznych na kluczowych pozycjach ubeckiego syndykatu zbrodni w dobie stalinizmu. Począwszy od faktycznego nadzorcy całego aparatu terroru, niszczącego tysiące polskich patriotów - Jakuba Bermana, przez lata członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny dla Polaków "morderca zza biurka", faktycznie zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano za jego zbrodnie na Polakach. Przypomnijmy, że nawet tak skrajna tropicielka rzekomego "antysemityzmu" w Polsce jak Alina Grabowska przypomniała w swoim czasie na łamach paryskiej "Kultury" (grudzień 1969 roku), iż: "W pierwszych latach powojennych (a nawet i później) znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi".

Obrazek
Stoją: Irena Grudzińska, Jan Lityński, Adam Michnik. Siedzą z przodu: Jan Tomasz Gross w objęciach Aleksandra Smolara. Z tyłu: Jan Kofman, Barbara Skowrońska.
/ bananowa młodzież / wszyscy pochodzenia zydowskiego Warszawa, 1967 r.


Obok dominacji żydowskich komunistów w UB trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedno zjawisko, zbyt często pomijane w książkach o ówczesnej historii. Otóż nie było chyba żadnej takiej haniebnej zbrodni na polskich bohaterach, na najszlachetniejszych polskich patriotach w dobie stalinizmu w Polsce, gdzie w tle nie kryłyby się cienie jakichś żydowskich katów. Od Bermana, Różańskiego, Fajgina, Brystygierowej, Romkowskiego, Światły, po Morela, Wolińską, Gurowską i Stefana Michnika. By przypomnieć choćby najskrajniejsze i najtrudniejsze do wyjaśnienia zbrodnie: na bohaterskim generale "Nilu" - Fieldorfie, słynnym "Anodzie" z "Zośki i Parasola" A. Kamińskiego czy westerplatczyku majorze Słabym.
Aby zrozumieć, jak absurdalne i nie mające niczego wspólnego z obiektywną prawdą historyczną są wszelkie próby wybielania roli zbolszewizowanych Żydów w UB, wystarczy po prostu przyjrzeć się dokładnie czołowym postaciom dominującym w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, czyli faktycznym syndykacie zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaże się wówczas, że wszyscy czołowi prominenci MBP (poza jednym ministrem figurantem - Stanisławem Radkiewiczem) byli pochodzenia żydowskiego (por. szerzej mój tomik "Zbrodnie UB", "Biblioteka książek niepoprawnych politycznie", wyd. MaRoN, Warszawa 2001, s. 5-25).
Działo się tak nieprzypadkowo, lecz zgodnie z zasadą Stalina: "dziel i rządź", wykorzystującą ludzi z mniejszości narodowych w Rosji i innych krajach ujarzmionych przez ZSRS do tym lepszego podporządkowywania narodów w nich zamieszkujących, zniszczenia ich uczuć narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zaś najlepiej nadawali się ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, węgierskiego, rumuńskiego, czeskiego czy litewskiego, a także od religii chrześcijańskiej, a więc komuniści żydowscy. Fakty są uparte w tym względzie.
Katowano głównie Polaków
Wybielaczom roli Żydów w UB i generalnie w stalinowskiej władzy oraz popełnionych przez nich zbrodni warto przypomnieć jednobrzmiące świadectwa na ten temat osób z jakże różnych środowisk intelektualnych od Marii Dąbrowskiej, Bohdana Cywińskiego i ojca Józefa M. Bocheńskiego po Stefana Kisielewskiego i Czesława Miłosza.
Najwybitniejsza chyba pisarka tego okresu, Maria Dąbrowska, w zapiskach w swym dzienniku pisała pod datą 17 czerwca 1947 roku:
"UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków".
Bardzo podobne w swej wymowie były zapiski Stefana Kisielewskiego. W dzienniku pod datą 18 października 1968 roku Kisielewski pisał: "Dwadzieścia lat temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z gojów".
Niewiele później, 4 listopada 1968 r., Kisielewski zapisał w swym dzienniku: "Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał".
Z kolei Bohdan Cywiński tak oceniał rolę Żydów w stalinizacji Polski na łamach podziemnego periodyku "Głos" w kwietniu 1985 roku: "Fakty manifestacyjnego popierania władzy komunistycznej zaraz po wojnie, wyjątkowe nagromadzenie osób pochodzenia żydowskiego w aparacie władzy, a zwłaszcza w najbardziej znienawidzonych społecznie resortach bezpieczeństwa i propagandy oraz mnogość przykładów szczególnej ich wrogości wobec przejawów polskiego szacunku dla narodowej tradycji - wszystko to w jakiejś mierze pozostało w świadomości starszych pokoleń, powodując zrozumiałe urazy". W pierwszym odcinku tego cyklu przypominałem już wypowiedź innego intelektualisty katolickiego - ojca Józefa M. Bocheńskiego na łamach paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.) akcentującą rolę Żydów kierujących komunistyczną policją bezpieczeństwa za wymordowanych przez tę policję "bardzo wielu spośród najlepszych Polaków".
I wreszcie świadectwo noblisty Czesława Miłosza, tym wymowniejsze, że chodzi o intelektualistę znanego ze skrajnie prożydowskiej postawy. Otóż właśnie Miłosz stwierdził w niemal zupełnie nieznanym w Polsce (poza moimi tekstami) wywiadzie dla wydawanego w Stanach Zjednoczonych czasopisma "Tikkun" (nr 2 z 1987 roku), mówiąc o żydowskich komunistach: "Oni zajęli wszystkie czołowe pozycje w Polsce i również w bardzo okrutnej policji bezpieczeństwa, ponieważ oni byli po prostu bardziej godni zaufania niż miejscowa ludność" [podkr. - J.R.N.]. W tym stwierdzeniu Miłosz nieco przesadził i ktoś mało poinformowany mógłby go nawet oskarżyć o antysemityzm. Żydzi nie zajęli jednak wszystkich co do jednego stanowisk na szczytach partii i w bezpiece. Parę ważnych stanowisk zostawili, były tam nie-żydowskie wyjątki, jak choćby Bierut czy Radkiewicz (żonaty z żydowską komunistką), ale obaj grali raczej rolę figurantów. Generalnie jednak Miłosz celnie określił wyjątkową, dominującą rolę komunistów żydowskiego pochodzenia w stalinizacji Polski.
Z rękami umaczanymi po łokcie we krwi
Wybielaczom roli Żydów w UB i w stalinizacji Polski warto przypomnieć również prawdziwie uczciwe i obiektywne świadectwa Polaków żydowskiego pochodzenia lub polskich Żydów na ten temat. Andrzej Wróblewski, wybitny krytyk teatralny żydowskiego pochodzenia, w książce "Być Żydem", Warszawa 1993 r., s. 181, pisał: "Proporcjonalnie więcej było Żydów wśród katów niż ofiar". W innym miejscu swej książki Wróblewski ubolewał, że w 1968 roku pod płaszczykiem dotkniętej godności wyjeżdżali z kraju Żydzi, którzy służyli w UB, "byli sędziami czy prokuratorami z rękami umaczanymi po łokcie we krwi" Najwybitniejszy chyba polski twórca pochodzenia żydowskiego, który zadebiutował po wojnie, Leopold Tyrmand, tak pisał w 1972 roku w swej wciąż świadomie przemilczanej w Polsce książce "Cywilizacja komunizmu": "Amerykańskie uniwersytety przygarniają dziś Żydów, którzy przez prawie 25 lat swych służb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciężko prześladowali ludzi - w tym także innych Żydów - walczących o prawo do niezawisłości sumienia. (...) Ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której po 25 latach dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć, jako inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić prawem życia. Trudno jest zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, jaką głosili w komunistycznych gazetach, książkach, artykułach, filmach" (L. Tyrmand: "Cywilizacja komunizmu", Londyn 1972, s. 220-221).
Zaciskali pętlę na szyjach narodów
W innym miejscu swej książki Tyrmand przypomniał z goryczą, w jak wielkim stopniu działacze komunistyczni pochodzenia żydowskiego stali się nieocenionym wprost narzędziem dla Sowietów w ich terrorze zmierzającym do trwałego ujarzmienia Europy Środkowej. Jak pisał Tyrmand: "Gdy Armia Czerwona przystępowała do sowietyzowania Europy Wschodniej na czele czechosłowackiej ekipy partyjnej stał Żyd [R. Slansky - sekretarz generalny partii komunistycznej - J.R.N.], Węgry kneblował Żyd [M. Rakosi - J.R.N.], w Rumunii rządziła Żydówka [A. Pauker - J.R.N.], a Polska miała u władzy figuranta - Polaka, za którym na węzłowych pozycjach stali żydowscy komuniści, wypełniający z fanatycznym oddaniem najbezwzględniejsze rozkazy Kremla. Za przywódcami zaś stały lojalne szeregi komunistów żydowskiego pochodzenia, którzy jedynie byli w stanie uruchomić gospodarkę i administrację w Polsce, Rumunii, na Węgrzech, czyli w krajach drobnomieszczańskich, w których antykomunizm był rodzajem ogólnonarodowej religii. O czym Stalin wiedział. Wiedział, że tylko fanatycznie oddani komunizmowi Żydzi mogą zrobić dlań tę wstępną i niezbyt czystą robotę, co było częścią nr 1 planu. Z nadgorliwym zapałem rzucili się [Żydzi - J.R.N.] do sowietyzowania wschodnioeuropejskich społeczeństw, do budowania socjalizmu, do zacieśniania komunistycznej pętli na szyjach narodów starych [podkr. J.R.N.], odpornych na przemoc i doświadczonych w walce o polityczną niepodległość. Swym zelanctwem przekreślili największą szansę, jaką mieli Żydzi na tych terenach od średniowiecza (...) eksponowany serwilizm Żydów-komunistów w służbie sowieckiego imperializmu sprawiał wrażenie samobójczego obłędu". Przypomnijmy jeszcze parę obiektywnych świadectw osób wywodzących się ze środowisk żydowskich. Wybitny twórca polski pochodzenia żydowskiego Marian Brandys zapisał w swym "Dzienniku 1976-1977" (Warszawa 1996, s. 233, 244): "Żydzi, którzy pozostali, weszli niemal w całości do nowej klasy rządzącej (...) Żydzi garnęli się do władzy jak ćmy do ognia". Słynny żydowski partyzant, później zakonnik, ojciec Daniel Rufeisen stwierdził: "I jeszcze do tego po wojnie Żydzi źle przysłużyli się sprawom Polski" (cyt. za A. Tuszyńska: "Kilka portretów z Polską w tle", Gdańsk 1993, s. 138). Żydowska lekarka A. Blady Szwajgier tak po latach zwierzała się w rozmowie z Anką Grupińską: "Proszę nie zapominać, jaka była rola Żydów w Polsce w okresie powojennym. Kiedy dziś rozlicza się zbrodnie stalinizmu... A nie mogę powiedzieć, żeby tam Żydów nie było (...) Niech pani pamięta, że większość tych Żydów, którzy wrócili po wojnie z Rosji, zajęła natychmiast najlepsze stanowiska (...) Łatwiej było Żydowi o to stanowisko niż Polakowi. Bardzo to mądra polityka Stalina (...) Żydom bardziej wierzono niż Polakom (...) Ja myślę, że Polacy po wojnie, wielu z nich przeżyło potworny koszmar. I niestety, utożsamiane to jest z Żydami (...) Ta ojczyzna była niedobra nie tylko dla Żydów, prawda? Zresztą po wojnie była najmniej niedobra dla Żydów" (A. Grupińska: "Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego", Warszawa 2000, s. 184, 186).
Jak mordowano Polaków
Przypomnijmy tu również, jak oceniał rolę Żydów w polskiej bezpiece świetnie znający problematykę stosunków polsko-żydowskich po 1944 roku żydowski publicysta z USA John Sack. W książce wydanej również w polskim przekładzie w latach 90. w Gliwicach, lecz starannie przemilczanej w najbardziej wpływowych mass mediach, Sack opisał zbrodnie Salomona Morela i współdziałających z nim żydowskich ubeków na setkach niewinnych więźniów, zgromadzonych w obozie w Świętochłowicach w 1945 roku. Sack pisał tam m.in. (polski przekład s. 96): "(...) dlaczego więc Stalin był stronniczy wobec Żydów (...) Z jego rozkazu pewien Żyd, którego ojciec zginął w Treblince, miał zostać szefem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a szefami wszystkich jego departamentów mieli także zostać Żydzi, aczkolwiek od tego momentu ich nazwiska nie miały być żydowskie, tylko takie jak 'generał Romkowski' albo 'pułkownik Różański'. Z czasem ci ludzie wyznaczyli wszystkich dowódców bezpieczeństwa w Polsce".
W innym miejscu tej samej książki (s. 228-229) John Sack pisał: "W miejscach takich jak Gliwice, Polacy stawali przy więziennych ścianach, a ludzie z Wydziału Wykonawczego przywiązywali ich do wielkich, żelaznych pierścieni, mówili: - Gotów! - Cel! Pal! - zabijali ich i ostrzegali polskich strażników - Trzymajcie język za zębami! - Strażnicy, jako Polacy nie byli tym zachwyceni, ale Jakubowie, Józefowie i Pinkowie z wyższych szczebli Urzędu, pozostali wierni Stalinowi, ponieważ uważali się za Żydów, nie zaś polskich patriotów (...) [podkr. J.R.N.]. Warto zapamiętać to stwierdzenie znakomitego żydowskiego autora z USA, akcentującego, że żydowscy mordercy ubeccy zabijający Polaków wcale nie tracili żydowskiej tożsamości narodowej po zostaniu komunistami, lecz dalej uważali się za Żydów.
Godna uwagi jest również ocena jednego z czołowych intelektualistów żydowskiego pochodzenia na emigracji - Zygmunta Hertza, współzałożyciela Instytutu Literackiego w Paryżu. Znany skądinąd ze skłonności do idealizowania Żydów i ostrego dokładania przy różnych okazjach Polakom jako "Polaczyskom", Hertz zdobył się jednak na bardziej obiektywną refleksję na tle wydarzeń marcowych z 1968 roku. Refleksję, na którą na pewno nie byłoby stać ani Adama Michnika, ani Dawida Warszawskiego, ani Władysława Bartoszewskiego, et consortes. Otóż właśnie wówczas, 26 marca 1968 roku, Z. Hertz tak pisał w liście do Czesława Miłosza: "Antysemityzm wypuścił nie tylko nowe liście, ale zakwitł różą. I ja się też nie dziwię. Żydzi grali od początku głupio - po cóż był ten run na UB i posady [podkr. - J.R.N.]. Jakaż niegodność w tym narodzie. Przykro mi to stwierdzić, ale dali antysemitom znakomitą broń do ręki" (cyt. za: Z. Hertz: "Listy do Czesława Miłosza 1952-1979", Warszawa, s. 286).
Różański - "Polak", Mickiewicz - "Żyd"
Od lat ulubioną metodą negowania odpowiedzialności Żydów za zbrodnie stalinizmu w Polsce stała się formuła głosząca, że Żyd-komunista i ubek jakimś dziwnym sposobem przestawał być Żydem, bo przechodząc na komunizm, wyrzekał się religii żydowskiej. Co ciekawsze, głównymi głosicielami tego typu teorii są najczęściej osoby skłonne równocześnie do najskrajniejszych oskarżeń na temat rzekomych zbrodni "polskiego antysemityzmu" wobec Żydów, ba, doszukiwania się ich rzekomego chrześcijańskiego rodowodu. Absurdy dowodzeń, głoszących, że Żyd, stając się komunistą i ubekiem, momentalnie przestaje być Żydem, można by było obalać na rozlicznych przykładach. Jak na przykład wytłumaczyć to, że tak liczni Żydzi, byli ubecy i KGB-owcy, po straceniu szans na "twórcze" rozwijanie swego bezpieczniackiego zawodu w Polsce czy w Rosji, tak gromadnie pośpieszyli do Izraela. Czy to wraz z utratą bezpieczniackich synekur nagle niespodziewanie budziła się w nich dopiero żydowskość. Przypomnę, że znany izraelski pisarz Amos Oz mówił w wywiadzie dla "Wprost" 2 października 1994 r., że Izrael stał się schronieniem dla co najmniej 20 tysięcy byłych oficerów KGB. Czy to tylko przypadkiem w Izraelu znaleźli schronienie tacy niegdyś zbrodniczy ubecy jak Salomon Morel?! I dlaczego Izrael nie chce wydać Polsce tego rzekomo nie Żyda, bo ubeka i komunistę, Polsce, która ściga go międzynarodowym listem gończym za ludobójstwo?
A jak wytłumaczyć to, że najkrwawsi nawet żydowscy zbrodniarze z bezpieki życzyli sobie przed śmiercią żydowskiego pogrzebu religijnego? Tak było w przypadku okrutnego nadrządcy węgierskiej bezpieki w Biurze Politycznym KC WPP - "węgierskiego Bermana" - Mihaya Farkasa. I tak było w przypadku jednego z najokrutniejszych katów Polaków Jacka Różańskiego (Goldberga) - wspomniał o tym prof. Andrzej Paczkowski. W przypadku Różańskiego (Goldberga) miało więc miejsce ciągłe zmienianie przynależności narodowej: najpierw Żyd, potem jako komunista i ubek - już rzekomo nie-Żyd i wreszcie na łożu śmierci - znowu najprawdziwszy Żyd. Swoją drogą ciekawa jest metoda, z jaką niektórzy żydowscy szowiniści próbują się zapierać żydowskości zbrodniarzy typu Różańskiego, Bermana czy Morela, a równocześnie tym skwapliwiej przywłaszczać na rzecz żydowskości różnych wielkich Polaków typu Adama Mickiewicza. Przez wiele lat autorzy żydowscy od Adama Sandauera po Henryka Grynberga atakowali jako rzekomych "antysemitów" wszystkich polskich badaczy przeczących rzekomej "żydowskości" Mickiewicza jako "antysemitów". Aż nagle cała bajda prysła jak bańka mydlana. Białoruski uczony znalazł dokumenty na temat rodowodu matki Mickiewicza, wywodzącej się z polskiej rodziny szlacheckiej, znanej na Nowogródczyźnie już na początkach XVII wieku. Pytam, kiedy pan H. Grynberg zdobędzie się na przeproszenie polskich mickiewiczologów, których z taką łatwością oskarżał jako antysemitów, bo negowali kłamstwa o pochodzeniu naszego wieszcza?
Istnieje wiele innych szczegółowych świadectw, także autorów żydowskich, dowodzących, że dominujący w stalinowskim UB Żydzi byli żydowskimi szowinistami - polakożercami, którzy po prostu dawali upust swej nienawiści wobec bezbronnych Polaków. Taką opinię wyraża Teofila Weintraub, Żydówka z pochodzenia, w zbiorze wywiadów Ruty Pragier: "Żydzi czy Polacy" (Warszawa 1992, s.120:
Pisałem już, że osławiony wicedyrektor departamentu śledczego MBP Józef Światło (Fleischfarb) osobiście torturował wielu polskich patriotów, szczególnie okrutnie zachowując się podczas przesłuchań działaczy dawnego Stronnictwa Narodowego. Zwierzchnik Światły, Roman Romkowski (Natan Grunspan-Kikiel), w oświadczeniu złożonym 10 października 1954 r. stwierdzał, że "w różnych wynurzeniach Światły występował coraz silniej nacjonalistyczno-żydowski sposób reagowania na niektóre posunięcia personalne" (por. S. Marat, J. Snopkiewicz: "Ludzie bezpieki", Warszawa 1990, s. 23). Inny twórca ubeckiego terroru, dyrektor departamentu śledczego Anatol Fejgin znany był z rozlicznych donosów na rzekomych "nacjonalistów polskich" już w okresie lwowskim 1939-41. Żydowskim szowinistą, tropicielem "polskiego nacjonalizmu" i "antysemityzmu" był główny odpowiedzialny za zbrodnie stalinowskie w Polsce Jakub Berman, który odpowiedzialność w Biurze Politycznym KC PPR, a później KC PZPR za sprawy bezpieki łączył z nadzorem życia ideologicznego i kultury. Prowadził on nieubłaganą walkę z polskim dziedzictwem narodowym, zgodnie z głoszoną przez niego zasadą, że wszelki flirt z polskim uczuciem narodowym doprowadzi do "wypuszczenia złych duchów Polski, z antysemityzmem włącznie" (por. książka filozofa Andrzeja Walickiego, skądinąd bardzo zaprzyjaźnionego z naszymi czołowymi "Europejczykami", pt. "Zniewolony umysł po latach", Warszawa 1993, s. 329). Berman, który powinien przykładnie zawisnąć na szubienicy za swe zbrodnie wobec Polaków, miał czelność jeszcze w wiele lat później - w 1981 roku - przekonywać Torańską, że polskie społeczeństwo jest w swojej konsystencji bardzo semickie. [od red. NW: sądząc z książki prof. J.R.Nowaka "Zbrodnie UB" powinno tu być "antysemickie"]
Dawni ubecy oskarżają Polaków
Ciągle za mało znana jest niezwykle szkodliwa rola, jaką odegrali emigrujący na Zachód po 1956 roku lub w kolejnej fali po marcu 1968 roku byli żydowscy ubecy. Wszędzie, gdzie przybywali, do USA, Izraela, Szwecji czy Danii, starali się upowszechniać jak najgorsze opinie o Polsce i Polakach. Przede wszystkim starali się "odegrać" na Polakach za utratę w czasie postalinowskiej "odwilży" intratnych posad piastowanych przez lata w stalinowskim aparacie władzy. Wskazał na to w jednym z wywiadów jako na istotne źródło upowszechnienia postaw antypolskich Andrzej Zakrzewski, zmarły parę lat temu minister kultury RP, mówiąc: "(...) nieje grupa ludzi, na którą zwrócili mi uwagę przyjaciele w Izraelu. Nazwali ich 'poszukiwaczami antysemityzmu'. Ci łapacze rekrutują się z distawnego aparatu partyjnego, bezpieki, którym tu było dobrze - dywany, telefony, sekretarka. Wyjechali - i okazało się, że są bez zawodu. Tu rządzili, a tam? Ta zadra ich uwiera" ("Chamy i Żydy - rok 1995. Rozmowa R. Walenciaka z prof. A. Zakrzewskim, "Przegląd Tygodniowy" z 2 sierpnia 1995).
Część z tych byłych ubeków, sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia, zamieszanych w katowanie Polaków w dobie stalinizmu, dostrzegła bardzo dla siebie dogodną okazję w kampanii antypolonizmu. Z jednej strony była to dla nich szansa na całkowite odwrócenie uwagi od swej ponurej przeszłości. Z drugiej zaś okazja do przedstawienia ofiar komunistycznego terroru, który sami reprezentowali, jako narodu "faszystów" i "antysemitów" (vide: to co robiło się dla zapobieżenia wydania byłej prokurator Wolińskiej).
Profesor Andrzej Walicki tak pisał na temat zachowania byłych żydowskich ubeków w krajach skandynawskich: "Otóż spotkałem w Danii również pomarcowych emigrantów. Ale E., znajoma Zimanda, urocza dziewczyna, zraniona i oburzona wypadkami 1968 roku, ale jeszcze bardziej oburzona zachowaniami byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, którzy po przyjeździe do Danii zaczęli odgrażać się Polakom, występować z antypolskimi wypowiedziami w telewizji, a we własnym gronie śpiewać po hebrajsku syjonistyczne pieśni (zdumiewało ją - i mnie też - że takie pieśni były im znane)" (por. A. Walicki: "Zniewolony umysł po latach", Warszawa 1993, s. 71). Pod wpływem pobytu w Danii prof. Walicki tak komentował partyjne boje frakcji "chamów" i "Żydów" w PZPR: "Pobyt w Danii utwierdził mnie w przekonaniu, że u podstaw wszystkiego leżą konflikty zdegenerowanej góry partyjnej i panów z MSW - mówili mi tu znajomi emigranci (a więc nie moczarowcy), że do Danii przyjechało także sporo 'pułkowników' z niesamowitą hucpą, nienawiścią do Polski (bo dla nich Polska to ich koledzy) i autentycznym, zrodzonym z 'niewdzięczności' tych, dla których pracowali nacjonalizmem żydowskim" (por. tamże, s. 73).
To właśnie z tego grona dawnych stalinowców, ubeków i politruków wywodziła się i wywodzi duża część najbardziej nieubłaganych oszczerców Polski i Polaków na Zachodzie. To im najbardziej zależało na zniesławieniu Polski w świecie, aby całkowicie podważyć wiarygodność jakichkolwiek przyszłych oskarżeń za ich dawne czyny w Polsce.
Przemilczane zbrodnie na Polakach (część 4) 02.12.2002
Rozmiary zbrodni popełnionych na Polakach w czasie stalinizmu przez zbolszewizowanych Żydów były i są w pełni dostrzegane przez wszystkich obiektywnych badaczy naukowych, zarówno polskich, jak i zagranicznych.
I tak np. najsłynniejszy zagraniczny historyk badający historię Polski prof. Norman Davies pisał wprost o "tysiącach polskich Żydów, którzy stracili twarz przez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim" (por. tekst N. Daviesa w "The New York Reviwe of Books" z 20 listopada 1986 r.). Już na początku stalinizacji Polski mamy wiele jakże wymownych, strasznych przykładów dążeń niektórych żydowskich komunistów do maksymalnego nasilenia represji na polskich patriotach, łącznie z ich egzekucjami. Jednym z najbardziej fanatycznych rzeczników intensyfikacji takiego terroru był Leon Kasman, później przez wiele lat zajmujący wpływowe stanowisko redaktora naczelnego organu KC PZPR "Trybuny Ludu". To on najgwałtowniej gardłował podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku za zaostrzeniem represji. "Wsławił się" wówczas powiedzeniem: "Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, która jest hegemonem, nie spadła nawet ani jedna głowa" (cyt. za tekstem P. Lipińskiego: Bolesław Niejasny, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 25 maja 2000 r.). I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas wielkiej fali terroru przeciw Narodowi. Terroru dyrygowanego i realizowanego głównie przez targowiczan o żydowskim rodowodzie, na czele z Bermanem, Różańskim i Światło.
Szefowie syndykatu zbrodni
W czasie gdy usilnie próbuje się zaniżać procentową liczbę Żydów w UB, warto przypomnieć jedną niezaprzeczalną sprawę. To żydowscy komuniści stanowili co najmniej 90 procent kierowniczych kadr w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy faktycznie nią rządzili: od Bermana i Romkowskiego po Brystygierową i Fejgina. Niemal wszyscy dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce, który pochłonął tysiące ofiar z polskich środowisk patriotycznych, byli Żydami z pochodzenia. Symboliczna wprost pod tym względem była rola Jakuba Bermana, przez lata członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny morderca zza biurka, faktyczny zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano. Towarzyszyła mu cała rzesza bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia. Jak wyznawał jeden z byłych prominentów stalinowskich Wiktor Kłosiewicz w rozmowie z Teresą Torańską - wszyscy dyrektorzy departamentów w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego byli żydowskiego pochodzenia. Spośród najbardziej skompromitowanych bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia można przypomnieć choćby nazwiska takich osób, jak wiceministrowie Bezpieczeństwa Publicznego: Mieczysław Mietkowski, Mojżesz Bobrowicki i Roman Romkowski (Grunspan-Kikiel), dyrektor Departamentu Śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) Józef Różański (Goldberg), jego zastępca Józef Światło (Fleichfarb), dyrektor V Departamentu MBP Luna Brystygierowa ("krwawa Luna"), dyrektor X Departamentu MBP Anatol Fejgin, dyrektor VII Departamentu, a później dyrektor III Departamentu MBP Józef Czaplicki, zwany "Akowerem", od roli odegranej w prześladowaniu AK-owców. Dodajmy do tego, że decydującą rolę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego odgrywał Leon Chajn, przy figurancie ministrze polskiego pochodzenia. Dodajmy winnych represji tak licznych sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia typu Heleny Wolińskiej, bezpośrednio odpowiedzialnej za mord na generale "Nilu" E. Fieldorfie sędzi Marii Gurowskiej, zastępcy szefa Najwyższego Sądu Wojskowego, Oskara Szyi Karlinera, szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego, płk. Stefana Kuhla, zwanego "krwawym Kuhlem", prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokurator Pauliny Kern, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkiela, płk. Nachuma Lewandowskiego, sędziego Stefana Michnika, etc. Dodajmy do tego rolę odgrywaną przez żydowskich komunistów jako szefów terenowych UB (por. szerzej J.R. Nowak: "Zbrodnie UB", Warszawa 2001, s. 22-25). (od red. NW:
Zdumiewa szczególna skłonność żydowskich adeptów stalinizmu do gromadzenia się w aparacie okrutnego terroru, przede wszystkim w resorcie bezpieczeństwa. I to nie tylko w Polsce, ale i w sowieckim NKWD czy w Służbie Bezpieczeństwa, opanowanych przez Rosję krajów Europy Środkowej. Dość wskazać takie nazwiska, jak przypomnianego przez Sołżenicyna twórcę całego systemu sowieckich "gułagów" Frenkla czy szefa sowieckiej bezpieki Jagodę. (*) Znany pisarz izraelski Amos Oz mówił w wywiadzie dla "Wprost" z 2 października 1994 r., że w dzisiejszym Izraelu w rezultacie emigracji z ZSRS znalazło się co najmniej dwadzieścia tysięcy byłych oficerów KGB (!!!). Na Węgrzech, którymi przez cały okres stalinizmu rządziła czwórka działaczy żydowskiego pochodzenia (Rákosi, Gerö, Farkas i Revai), bezpieka była całkowicie zdominowana przez żydowskich aparatczyków. (*) Jak pisał jeden z najwybitniejszych we współczesnym świecie badaczy historii Węgier Charles Gati w książce wydanej z posłowiem amerykańskiego ambasadora w Budapeszcie Marka Palmera: "Trzon policji politycznej, znienawidzonej AVO, potem AVH składał się w 70-80 procentach z Żydów" (*) (C. Gati: Magyarország a Kreml arnyékában, Budapest 1990, s. 103).
Zamordowanie bohatera Podziemia
Niezliczonych oficerów UB, sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego obciąża nie tylko fakt prześladowań najlepszych polskich patriotów, lecz i to, że uczestniczyli w nich w sposób wyjątkowo okrutny, nie okazując nawet cienia litości dla całkowicie niewinnych Polaków. Nieprzypadkowy jest fakt nagromadzenia żydowskich komunistów w przypadkach katowań, mordów sądowych i egzekucji wielu osób szczególnie zasłużonych dla Narodu Polskiego, a nawet jego bohaterów. Powrócę znów w tym kontekście do sławetnej wypowiedzi katolewicowego "autorytetu" ks. Michała Czajkowskiego z 16-17 września 2000 r. na łamach "Gazety Wyborczej", w której zapewniał, iż rzekomo żaden Polak nie zginął z powodu żydowskiego antypolonizmu. Domorosły znawca historii jakoś nie zauważył zamordowania tysięcy polskich patriotów na skutek zbrodni kierowanych przez żydowskich komunistów, w tym zbrodni na generale "Nilu" - Emilu Fieldorfie.
"Czerwoną" prokurator, która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania, torując drogę do mordu sądowego, była Helena Wolińska (Fajga Mindlak Danielak). W 1952 roku odbył się trwający zaledwie jeden dzień proces gen. Fieldorfa. Bohaterski generał, należący niegdyś do najusilniej tropionych przez hitlerowców dowódców AK, został oskarżony o rzekomą współpracę z Niemcami i wydawanie rozkazów mordowania sowieckich partyzantów, członków PPR, AL i Żydów. Były to całkowicie sfingowane zarzuty, jak później, po dziesięcioleciach udowodniono na rozprawie rehabilitacyjnej. Rozprawę prowadziła sędzia - komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einsenman. W rozprawie pierwszej instancji oskarżał gen "Nila" jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin Wajsblech. Przewodnicząca rozprawie 16 kwietnia 1952 r. sędzia Gurowska bez wahania wydała wyrok śmierci. Wyrok oparła na art. 1 pkt 1 Dekretu z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy. Sąd Najwyższy w składzie: sędzia dr Emil Merz (przewodniczył rozprawie), sędzia Gustaw Auscaler, prokurator Paulina Kern (cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu) i sędzia Igor Andriejew zatwierdzili wyrok śmierci na polskiego bohatera.
Bezowocne okazało się odwołanie gen. Fieldorfa od wyroku i prośby o łaskę skierowane do komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta przez żonę generała i jego ojca. Pisał on do Bieruta w rozpaczliwej próbie ratowania życia syna: "Jestem starcem liczącym 87 lat życia - emerytowanym maszynistą kolejowym pochodzenia czysto robotniczego. W okresie okupacji straciłem syna Jana, lotnika, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Żona moja Agnieszka zmarła w 1941 r., do czego przyczyniła się sytuacja i losy aresztowanego przez hitlerowców syna. Obecna wiadomość o grozie śmierci, która zawisła nad głową drugiego z mych dzieci, jest z kolei dla mnie ciosem nie do zniesienia". Dnia 12 grudnia 1952 r. sędziowie Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andriejew negatywnie zaopiniowali prośbę o łaskę dla generała. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wykonaniu wyroku bieg nadała prokurator Alicja Graff. W dniu 24 lutego 1953 roku wyrok śmierci na gen. Fieldorfie został wykonany przez powieszenie.
Spokojne życie zbrodniarzy
Komunistyczni zbrodniarze żydowskiego pochodzenia, odpowiedzialni za zamordowanie jednego z bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego nigdy nie zostali ukarani, spokojnie żyli w dostatku dzięki swym zbrodniczym "zasługom" dla stalinizacji Polski. Główna winowajczyni sądowego mordu na gen. Fieldorfie - sędzia Maria Gurowska - cieszyła się różnymi zaszczytami i splendorami. Po 1952 r. została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Aż do 1970 r. pracowała jako dyrektor departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości. A później, na wniosek ministra sprawiedliwości, otrzymała "w drodze wyjątku" specjalną emeryturę dla szczególnie zasłużonych. Nigdy nie żałowała swej roli w popełnionej zbrodni. W "Życiu Warszawy" z 12 sierpnia 1995 r. pisano: "Gurowska nie poczuwa się do winy i utrzymuje, że decyzję o skazaniu Fieldorfa podejmowała w zgodzie z własnym sumieniem". Po wszczęciu przeciwko niej w 1994 r. postępowania sądowego w związku ze zbrodnią sądową na gen. Fieldorie Gurowska konsekwentnie odmawiała zapoznania się z materiałami aktu oskarżenia i stawienia się na przesłuchanie, twierdząc, że dalej chroni ją immunitet jako sędziego. Zmarła na początku 1998 r. Śmierć uchroniła ją od publicznego przypomnienia jej haniebnej zbrodni i stanięcia oko w oko z rodziną zamordowanego.
Inny odpowiedzialny za sądowy mord na gen. Fieldorfie - przewodniczący składu Sądu Najwyższego, który zatwierdził wyrok śmierci na generale - sędzia Emil Merz orzekał w Sądzie Najwyższym aż do osiągnięcia wieku emerytalnego na początku lat 60. Później wyjechał do Izraela, gdzie zmarł na początku lat 90. Kolejny współwinny mordu sądowego - sędzia Gustaw Auscaler w styczniu 1958 r. wyjechał do Izraela, gdzie zmarł w 1988 r. Jeden ze współsprawców zbrodniczego wyroku - prokurator Benjamin Wajsblech (zatwierdzał ostateczną wersję wyroku) zmarł w 1991 r. w Warszawie. Współodpowiedzialna za zatwierdzenie zbrodniczego wyroku w Sądzie Najwyższym prokurator Paulina Kernowa zmarła w 1980 r. w Izraelu.
Gdy po śmierci Bieruta i zmianach październikowych 1956 r. w Polsce pod naciskiem rodziny generała i presją opinii publicznej wznowiono śledztwo w sprawie gen. Fieldorfa, szybko zaczęły się próby jego zastopowania ze strony żydowskich komunistów mocno usadowionych na bardzo wpływowych stanowiskach w sądownictwie i prokuraturze. Jak pisał w "Gazecie Polskiej" z 8 września 1994 r. Stanisław Duczymiński: "W toku nowego postępowania, o utrzymanie zbrodniczego wyroku w mocy zajadle zabiegał m.in. Leon Prenner, jeszcze jeden z funkcjonariuszy Prokuratury Generalnej. Jego zdaniem, mimo stosowania 'niedozwolonych metod śledztwa' i innych 'wadliwości' procesu, jeden zarzut utrzymać się musi, a mianowicie ten, że dowodzony przez Generała Kedyw AK zwalczał sowieckie bandy i likwidował je wraz z działającymi w tych bandach Żydami" (S. Duczymiński: Skazany na śmierć i zapomnienie. Gen. August Emil Fieldorf "Nil", "Gazeta Polska" z 8 września 1994 r.). Ostatecznie w lipcu 1958 r. śledztwo przeciwko zamordowanemu generałowi umorzono z powodu braku dowodów, że popełnił zarzucane mu czyny. Do rehabilitacji generała Fieldorfa doszło dopiero w 1989 r. Warto przypomnieć, że czołowy nadzorca stalinowskiego syndykatu zbrodni w Polsce Jakub Berman konsekwentnie wypierał się jakiejkolwiek odpowiedzialności za sądowy mord na gen. Fieldorfie. Indagowany w tej sprawie przez Teresę Torańską twierdził, że w ogóle nie przypomina sobie sprawy gen. Fieldorfa. Dodał, że "jeśli Fieldorf należał do czołówki AK-owskiej, z pewnością jego sprawa nie została załatwiona na niskim szczeblu. Musiała mnie jednak akurat ominąć" (T. Torańska: "Oni", Warszawa 1989, s. 153). Biedny pominięty Berman! Komunistyczny wielkorządca, odpowiedzialny za nadzór nad bezpieką w Biurze Politycznym KC PZPR "nie wiedział" o tak ważnej sprawie, jak proces b. szefa Kedywu AK gen. Fieldorfa. "Nieposłuszni" podwładni "ośmielili się" nie poinformować go o takiej sprawie.
Przemilczane zbrodnie na Polakach (część 5) 16.12.2002
Cytowałem już na łamach "Naszego Dziennika" wypowiedź słynnego intelektualisty katolickiego ojca Józefa M. Bocheńskiego z łamów paryskiej "Kultury" (czerwiec 1986 r.) o tym, że znacznie więcej Polaków zostało zamordowanych przez Żydów niż odwrotnie.
W odpowiedzi na polemiczne listy żydowskie, wybraniające rolę Żydów, o. Bocheński napisał kilka miesięcy później (paryska "Kultura" z września 1986 r.): "W sprawie zabójstw Polaków przez Żydów znajduję w korespondencji ze strony żydowskiej niemal jednogłośne twierdzenie, że takich zabójstw nie było. Co prawda - przyznaje się - wielu Polaków zostało zamordowanych przez 'osoby żydowskiego pochodzenia', należące do Bezpieki - ale Żydzi jako tacy nigdy nikogo nie zabili. Tej argumentacji nie mogę uznać za przekonywującą. Czy Żydzi mordowali Polaków jako tacy, czy nie jako tacy, wydaje mi się pytaniem raczej subtelnym - zwłaszcza że jedną z przyczyn owych mordów była, moim zdaniem, nienawiść do wszystkiego co polskie ze strony morderców. Moim zdaniem, jest oczywistym faktem, że wielu, bardzo wielu Polaków zginęło z ręki niektórych Żydów. Istnieje morderczy antypolonizm żydowski"
Warto w tym kontekście przypomnieć również jakże wymowne stwierdzenia b. posła do Sejmu RP,kandydata prawicy na urząd prezydenta III RP, Czesława Bieleckiego, który pisząc z pozycji Polaka żydowskiego pochodzenia stwierdził na łamach "Najwyższego Czasu" z 7 lipca 2001 r., m.in.: "Są sprawy, za które też Żydzi muszą przepraszać. Nie może być tak, że jeżeli prokurator Helena Wolińska zabiła sądowo naszego bohatera gen. Emila Fieldorfa, to społeczność żydowska nie jest za to odpowiedzialna".
"Potwór w mundurze"
Współodpowiedzialna za mord na bohaterskim generale Helena Wolińska faktycznie nazywała się Fajga Mindlak Danielak. Nazywano ją "potworem w mundurze", bo słynęła z okrucieństwa, sadyzmu i ogromnego wyrachowania. W czasie wojny porzuciła męża Włodzimierza Brusa dla zaczynającego robić wówczas przyśpieszoną komunistyczną karierę Franciszka Jóźwiaka. Jak opowiadał jego brat Józef Jóźwiak, na długo "przyczepiła się do niego i razem zamieszkali. On nie miał żony i w pewnym sensie taki układ mu odpowiadał". Wolińska zawdzięczała Jóźwiakowi całą swoją karierę. Najpierw umożliwił jej skończenie studiów prawniczych, potem załatwił pracę w Komendzie Głównej MO, a następnie w prokuraturze (wg T.M. Płużańskiego: Rodzina bała się "Leny". Ciągle chodziła w mundurze, "Życie Warszawy" z 31 października 1998 r.). Franciszek Jóźwiak tym mocniej mógł pomóc Wolińskiej w karierze, że był komunistą wielce wpływowym. W pierwszych latach po wojnie był komendantem głównym Milicji Obywatelskiej, później przez wiele lat członkiem Biura Politycznego KC PZPR, przewodniczącym Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej, wicepremierem, wreszcie prezesem Najwyższej Izby Kontroli.
Wsparcie tak wpływowego męża niezwykle silnie umocniło pozycję Wolińskiej w prokuraturze, zapewniło jej przejście do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gdzie stała się kimś w rodzaju szarej eminencji. Wpływy te umacniała konsekwentnie, z ogromnym wyrachowaniem. Jak pisał na ten temat świetny znawca okresu zbrodni stalinowskich historyk i publicysta Tadeusz M. Płużański: "W środowisku PPR mało kto lubił Wolińską. Mówiono o niej, że wejdzie do łóżka każdemu, kto jest na wysokim stanowisku. Podobno była nawet kochanką Nowotki [sekretarza KC, kierującego PPR w 1942 r. - przyp. J.R.N.] i Bieruta.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w czasie wojny komuniści lubili się wymieniać kobietami (...)" (T.M. Płużański op.cit.). Gdy w 1956 r. F. Jóźwiak jako skompromitowany stalinowiec został na fali odwilży odsunięty od stanowisk partyjnych i państwowych, Wolińska natychmiast porzuciła go bez skrupułów. Powróciła do porzuconego niegdyś męża Włodzimierza Brusa, który w międzyczasie zrobił wielką karierę jako marksistowski ekonomista. (W wieku zaledwie 28 lat, w 1949 roku Brus został profesorem ekonomii, choć był dotąd wojskowym politrukiem i nie miał żadnego dorobku naukowego, jeśli nie liczyć kilku szmatławych broszur antysanacyjnych i prosowieckich. Takie to iście "napoleońskie" kariery robili w owych czasach żydowscy komuniści.)
W dobie stalinizmu Wolińska awansowała do rangi zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego, osławionego ludobójcy, generała Zarako-Zarakowskiego, pełniła stanowisko Szefa Wydziału IV, a później VII w Naczelnej Prokuraturze. Wykonując te funkcje wydawała na wnioski Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego postanowienia o tymczasowym aresztowaniu, mimo że brak było jakichkolwiek materiałów uzasadniających podjęcie tego rodzaju decyzji. Odznaczała się przy tym wyjątkową bezwzględnością w forsowaniu bezprawnych decyzji. Jak mówił w poświęconym Wolińskiej programie TVP z 11 stycznia 1999 r. protokolant sądowy Zygmunt Mączyński: "Lena Wolińska wyjątkowo brutalnie odnosiła się do AK-owców (...) ona nienawidziła Polaków bardziej niż Niemców". Poza bezprawnym uwięzieniem i przetrzymywaniem w więzieniu gen. E. Fieldorfa, które utorowało drogę do jego sądowego mordu, prok. Wolińska miała na sumieniu rozliczne inne zbrodnicze działania podobnego typu. Między innymi doprowadziła do bezprawnego przetrzymywania ponad dwa lata w więzieniu szefa sztabu kieleckiego okręgu AK Wojciecha Borzobohatego, który miał wyjść z więzienia w 1950 r. na mocy amnestii. Postępowanie prok. Wolińskiej było tym okrutniejsze w sytuacji, gdy dobrze wiedziała, że Borzobohaty po latach więzienia był dotknięty paraliżem. Wolińska w ogóle nie reagowała na wciąż ponawiane prośby żony aresztowanego, proszącej o zwolnienie ciężko chorego męża.
Podobnie nieludzkie podejście okazała prokurator Wolińska m.in. w sprawie aresztowanego w 1953 roku na mocy podpisanego przez nią nakazu AK-owca Juliusza Sobolewskiego, ps. "Roman". Po sfabrykowanym procesie Sobolewskiego skazano na karę śmierci. Żona Juliusza Sobolewskiego Krystyna na próżno próbowała ubłagać prok. Wolińską o złagodzenie wyroku. Opowiadała w programie Rewizja Nadzwyczajna w lutym 1999 roku: "Kiedy Rada Państwa odmówiła zmiany wyroku, poszłam zrozpaczona do gabinetu Wolińskiej i pytałam jak to jest możliwe, że bohater, patriota ginie niewinnie. Wolińskiej nie wzruszyły moje słowa, nawet nie raczyła na mnie spojrzeć. Wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że jest to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł Stalin" (cyt. za T.M. Płużański: "Drzwi gabinetów", "Tygodnik Solidarność" z 11 maja 2001 r.). Sobolewski długo oczekiwał w celi śmierci na wykonanie wyroku. Na szczęście dla niego, wiceminister bezpieki F. Jóźwiak, skłócony wówczas z Wolińską, dowiedziawszy się, że to ona wydała nakaz aresztowania Sobolewskiego, spowodował dla niego znaczące złagodzenie wyroku. Nie cieszył się długo wolnością. Wyczerpany strasznymi latami w więzieniu, a zwłaszcza w celi śmierci, zmarł już w początkach kwietnia 1956 roku.
Stalinówka broniona przed polskimi "antysemitami"
Była prokurator Wolińska na wieść o podniesionych w Polsce oskarżeniach oświadczyła, że ich nie uznaje, bo występują przeciw niej polscy "antysemici". W pewnym momencie wybuchła, odsłaniając kolejny raz swą prawdziwą naturę, że "najchętniej ukręciłaby kark" polskiemu prokuratorowi, który "śmiał" ją oskarżyć. Były żołnierz Polski Podziemnej, a później żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie Zbigniew Wolak "Szczupak" tak charakteryzował postać Wolińskiej na łamach "Tygodnika Solidarność" (nr 50 z 1998 r.): "Kobieta inkwizytor, która 'lekką kobiecą ręką' kierowaną zajadłą nienawiścią, tworzyła zastępy wdów i sierot, zrozpaczonych rodziców i przyjaciół, do dzisiaj opłakujących tych, którzy byli dumą Polski. Naszej Polski. Inkwizytor, który z pogardą odmawiał widzeń z uwięzionymi, torturowanymi w śledztwie więźniami politycznymi i dostarczenia im skromnych, biednych paczek żywnościowych, o co prosili, jak o łaskę... Który odmawiał skazanym na śmierć ostatnich, przed egzekucją, pożegnań. Aby potem, w 1968 roku - kiedy nie żył już od dawna generał "Nil" - Emil Fieldorf i dziesiątki innych, do których śmierci się przyczyniła, tą samą ręką i piórem, postanowiła wystąpić z prośbą do władz brytyjskich o prawo pobytu na Wyspach, co uzasadniała prześladowaniami antysemickich Polaków.
Dostała to prawo pobytu, a z czasem i brytyjskie obywatelstwo. Ona, wcześniej zaciekły wróg Zachodu i jego wartości. (...) Która dobijała dziesiątki oficerów i żołnierzy AK, NSZ, WiN, ROAK oraz stronników organizacji narodowych, reprezentujących te same wartości i te same cele, co antykomunistyczny Zachód". Nawet ta, tak okrutna komunistyczna inkwizytorka znalazła w ostatnich latach w brytyjskich mediach grupę jakże krzykliwych i wpływowych obrońców. Ludzi, którzy żądanie ekstradycji prok. Wolińskiej do Polski traktują tylko jako kolejny przejaw wybujałego "polskiego antysemityzmu". Szczególnie znamienny pod tym względem był tekst Melanie Phillips z "Sunday Times" z 3 stycznia 1999 r. Autorka "popisała się" w nim różnymi skrajnymi uogólnieniami w stylu: "Armia Krajowa Fieldorfa, podobnie jak znaczna część Polski, była głęboko antysemicka". Przypominając, że Helena Wolińska-Brus oskarżała także dzisiejszą Polskę o "antysemityzm", Melanie Phillips zapytywała z emfazą: "Czy Żyd może uzyskać sprawiedliwość w kraju Auschwitz, Majdanka i Treblinki, gdzie nadal średniowieczny antysemityzm zakorzeniony jest w sposób wzbudzający niepokój? (...) Czy ekstradycja Heleny Brus ma faktycznie służyć sprawiedliwości, czy też bardziej zatrutym interesom?".
Dziwne, że jakoś nie usłyszało się nic o zdecydowanej ripoście polskiego MSZ na ten tekst czy inne jemu podobne potworne insynuacje w prasie brytyjskiej.
Podsumowując całą sprawę sądowego mordu na bohaterskim generale "Nilu" warto przypomnieć fragment rozmowy Sławomira Bilaka z Marią Fieldorf-Czarską, córką zamordowanego. Powiedziała ona m.in.: "(...) Pani Wolińska próbuje przedstawić się jako ofiara antykomunistycznego, prawicowego i antysemickiego polowania na czarownice (...) Kiedy słucham strony żydowskiej, to odnoszę wrażenie, że to Polacy dokonali na nich holocaustu. Nie Niemcy, tylko my - Polacy! Nie widzę nienawiści do katów, a tylko do świadków. A przecież zrobiliśmy wiele, szczególnie AK, by ratować Żydów przed zagładą. Pytam się, dlaczego nikt nie mówi, że w sprawie mojego ojca występowali wyłącznie sami Żydzi? Nie wiem, dlaczego w Polsce wobec obywatela polskiego oskarżali i sądzili Żydzi" (cyt. za: "Temida oczy ma zamknięte. Nikt nie odpowie za śmierć mojego ojca", "Nasza Polska" z 24 lutego 1999 r.).

Obrazek
Marek Borowski, komunista, syn Arona Bermana,członka KPP, blisko spokrewniony z katem narodu polskiego Jakubem Bermanem
wicepremier i minister finansów w latach 1993–1994, Marszałek Sejmu w latach 2001–2004, poseł na SejmI, II, III, IV i VI kadencji.Dziś popierany przez rządzącą PO
Panie Boże ty widzisz i nie grzmisz


* Na promocji swojej książki w poznanskim Pallottinum, Szewach Weiss, odpowiadał pytającemu / m.z / w jezyku Jidysz i łamana polszczyzną / Szewach Weiss,urodził sie w Polsce. W Polsce mieszkał i chodził do szkoły przez 11 lat. Swe życie zawdzięcza Polakom, którzy go ukrywali.
Tekst uzupełnił i uwspółcześnił, dodał własne komentarze m.z

Michał St. de Zieleśkiewicz - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 30 sty 2013, 10:01 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Pamiętajmy o Koniuchach

Mija kolejna, tym razem już 69. rocznica potwornej zbrodni, popełnionej 29 stycznia 1944 r. na bezbronnych mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy na Wileńszczyźnie. Niemrawe śledztwo prowadzi w tej sprawie pion śledczy IPN od ponad dekady, jednakże w sprawie nic konkretnego się nie dzieje.

O ile na odcinek „Jedwabne” rzucono wielkie siły, aby wyjaśnić to i owo (w rezultacie przerywając nagle ekshumację już na samym początku i nie udostępniając podstawowych dokumentów ze śledztwa, wyjaśniono więc tak naprawdę niewiele), to w sprawie masakry w Koniuchach mieliśmy podejście zupełnie inne.

Inna też była rola mediów – tam wielkie zainteresowanie i wszelkie „autorytety” i autoryteciki z różnych dziedzin poczuły się wielce zobowiązane, aby dać posłuszny i jednoznaczny głos potępienia lokalnej polskiej społeczności (i Polaków w ogóle), tu mamy natomiast jednoznaczną i zastanawiającą zmowę milczenia. Jaka jest tego przyczyna? Śmierć, zadana w sposób niezwykle okrutny kilkudziesięciu osobom, w tym kobietom i maleńkim dzieciom nie zasługuje na uwagę? A mamy do czynienia ze zbrodnią, która jest niezwykle bogato udokumentowana, zachowały się bowiem dokumenty niemieckie, sowieckie (sowieckiej partyzantki), żydowskie, litewskie (litewskiej policji). Liczni bezpośredni świadkowie złożyli relacje i napisali wspomnienia.

W sprawie tej nie ma żadnych wątpliwości, zarówno co do sprawców, jak i ofiar. Wśród sprawców Kongres Polonii Kanadyjskiej, który złożył oficjalne zawiadomienie do IPN, ustalił (po imieniu i nazwisku!) co najmniej czterdziestu uczestników zbrodni – członków sowieckich „brygad” i „oddziałów partyzanckich”. Złożyli oni relacje i wspomnienia, zamieścili informacje o swym uczestnictwie w publikacjach i ankietach personalnych. Ofiarą zbrodni padło co najmniej 38 osób cywilnych narodowości polskiej…

Oficjalna wersja sprawców jest taka: wieś Koniuchy była silnie ufortyfikowana, chroniły ją jakieś „wieże” i umocnienia, stacjonował w niej silny garnizon niemiecki (byłby to ewenement na skalę okupowanej przez Niemców Europy). Akcja zbrojna sowieckich oddziałów partyzanckich, złożonych głównie przez „bojców” narodowości żydowskiej, wymierzona była wyłącznie przeciw okupantom i dyspozycyjnych wobec nich kolaborantów z tej wsi. Gdyby faktycznie doszło do jakiejkolwiek walki, to przecież „bojcy”, atakując ufortyfikowany i doskonale uzbrojony niemiecki garnizon, musieliby ponieść ogromne straty a ich sukces nie miałby w ogóle miejsca! Zginęła wyłącznie miejscowa ludność wiejska z napastnicy nie zdobyli żadnej broni…

W powojennych opisach owej bohaterskiej „akcji zbrojnej”, lub nawet… „bitwy”, śmierć miało ponieść aż 300 mieszkańców wsi, choć wszystkich tam było zaledwie kilkudziesięciu. Opisy wielkich walk pojawiły się w żydowskiej literaturze naukowej i wspomnieniowej, mającej na celu wyeksponowanie szczególnego bohaterstwa niezłomnych „partyzantów”. Cały czas podtrzymywana jest absurdalna wersja o istniejących tam fortyfikacjach i niemieckim garnizonie, o uzasadnionym odwecie (ale za co?), a wszystko po to, aby zniwelować wrażenie o niesłychanej zbrodni. Instytucje państwowe, powołane do wyjaśniania takich spraw i ścigania sprawców, działały tu wyjątkowo nieudolnie. Jakże bowiem wytłumaczyć fakt, że przez ponad dekadę nie udało się dotrzeć do sprawców i choćby ich przesłuchać? Podobno wrażliwa na takie wydarzenia pewna gazeta nie zdobyła się po dziś dzień nawet na jeden artykuł. Dzięki Kongresowi Polonii Kanadyjskiej i staraniom śp. Andrzeja Przewoźnika na miejscu stanął krzyż, upamiętniający ofiary. Dziś nawet to z pewnością byłoby nie do osiągnięcia.

Mamy zatem do czynienia z polityką historyczną, która jest niezwykle wybiórcza i ślepa na jedno oko. Nie powstanie więc film, sugestywnie oddający realia. A tu nie trzeba konfabulować, jak w osławionym już „Pokłosiu”, czy publikacjach pewnej nadwrażliwej dziennikarki, która całe lata poświęciła na zaciemnianie sprawy Jedwabnego. Wystarczy rzetelnie przedstawiać oczywiste fakty.
Nie łudźmy się - w obecnej sytuacji nic takiego nie będzie mieć miejsca. Mamy do czynienia z osobami i środowiskami „wrażliwymi inaczej”, które wyszukają (bądź nawet specjalnie umieszczą) źdźbło w naszym oku, nie widząc belki w oku własnym.

Jak okrutna potrafiła być wojna i okupacja, jaką gehennę przeżywały polskie wsie, świadczyć mogą wspomnienia żydowskiego „partyzanta”, uczestnika masakry w Koniuchach.
Zamieszczamy poniżej ich fragment, żeby pokazać, ze zbrodnia i wynaturzenia nie mają narodowości – wszyscy do tego byli zdolni. Ale też – to musimy wyraźnie przyznać – nie wszyscy to robili…
Z poniższej relacji wiemy, że „akcja”, która kosztowała życie co najmniej 38 ofiar, trwała zaledwie godzinę, sprawcy zabawiali się później z ciałami zabitych, lub tylko ciężko rannych kobiet w sposób niezwykle bestialski. I choć nie wszyscy podzielali radość uczestników owej „zabawy”, nikt ich w tym nie powstrzymał i nie rozliczył. Przeciwnie, zostali powitani w swej bazie jak bohaterowie. Bohaterstwo, jak widać, może przybierać różne oblicza.

Leszek Żebrowski

***

Pol Bagriansky Koniuchi, „Pirsumim. Publications of the Museum of the Combatants and Partisans”, Tel Aviv, nr 65-66 (grudzień 1988):

Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. [...] Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. […] Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję. […]

Ludzie byli zmęczeni, ale z ich twarzy wyzierała satysfakcja i szczęście z wykonanego zadania. Tylko niewielu zdawało sobie sprawę, że popełniono straszliwy mord w ciągu godziny. Ci nieliczni wyglądali ponuro, smutno i mieli poczucie winy. [...]

Dotarliśmy do bazy późno w nocy. Byłem zmęczony i zmordowany, a więc zasnąłem od razu, tak jak większość z naszego oddziału. Jak się dowiedzieliśmy następnego dnia, pozostałe oddziały zostały przywitane jak bohaterowie za zniszczenie Koniuchów. Pili, jedli i śpiewali całą noc. Sprawiło im przyjemność zabijanie i niszczenie, a najbardziej picie.


http://www.pch24.pl/pamietajmy-o-koniuchach,11985,i.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 08 lut 2013, 18:46 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Można się zastanowić o co w tym wszystkim chodzi, czy o prawdę, czy o antysemityzm? Jeżeli o prawdę to nie ma w tym nic zdrożnego, ale jeżeli o antysemityzm, to chodzi ..... nie wiadomo o co. Bo niech kto mądry, ba najmądrzejszy, odpowie nam co to jest ten „antysemityzm”?
Czy nie oznacza to pojęcie analogicznie tego samego co słowa "faszyści", "bandyci", w stosunku do żołnierzy AK, czy NSZ, albo moher w stosunku do patriotów?


Nie bądź słodki - bo cię zliżą!
Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 8 lutego 2013

W poprzednim numerze „Najwyższego Czasu” kol. Rafał Ziemkiewicz w rozmowie z kol. Rafałem Pazio stwierdził m.in. że „antysemityzm jest idiotyzmem”. Kol. Rafał Ziemkiewicz ma oczywiście rację, jak zresztą we wszystkim, co mówi - ale na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych, toteż i zacytowana opinia ma niestety swój point faible. Rzecz w tym, że kol. Ziemkiewicz nie precyzuje, co to właściwie jest, ten cały antysemityzm, a skoro tak, to nie wiedząc, co właściwie jest antysemityzmem, nie możemy też wiedzieć, co jest idiotyzmem, a co nie. W tej sytuacji idiotyzmem może być cokolwiek - oczywiście z wyjątkiem opinii, że antysemityzm jest idiotyzmem, bo wypełniałoby to znamiona błędu logicznego idem per idem. Wprawdzie kol. Ziemkiewicz w co najmniej dwóch miejscach podaje przykłady zachowań „antysemickich” - a przynajmniej ja tak to zrozumiałem - ale i one nie są do końca przekonujące.

Na przykład kiedy pisze, że „nie ma żadnych powodów, żeby prawica u siebie tolerowała ludzi, którzy biegają, z jakimiś listami Żydów”. Ja oczywiście wiem, że kol. Ziemkiewicz chce jak najlepiej - ale czy naprawdę ma rację pisząc, że nie ma „żadnego” powodu? Ja już taki powód podaję - na przykład kiedy pan prezydent sporządza listę Żydów, by z okazji Dnia Judaizmu odznaczyć ich, dajmy na to, Orderem Krzyża Zbolałego. Czyżby takie czynności miały być zastrzeżone tylko dla prezydenta o korzeniach lewicowych? Drugi przykład zachowania antysemickiego, to wysuwanie pochodzenia jako argumentu znaczącego. Kol. Ziemkiewicz zauważa, że ja tak robię, ale od razu się ode mnie odcina twierdząc, że, takie „interpretacje” są mu „głęboko obce”. Nie będą się spierał, bo w końcu któż może lepiej od kol. Ziemkiewicza wiedzieć, co jest mu „obce”, a co nie - ale chciałbym zwrócić uwagę, że argument pochodzenia jest traktowany jako „znaczący” przez samych Żydów!

Jak wiadomo, Żydem jest tylko ten, kto urodził się, a więc „pochodzi” z matki Żydówki - a poza tym Żydzi bardzo często organizują się właśnie na zasadzie „pochodzenia”, a nie na przykład - poglądów politycznych. W Polsce działa Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa, będąca oddziałem Światowej Unii Studentów Żydowskich - a więc organizacja, w której czynnik pochodzenia z całą pewnością uznawany jest za „znaczący”. Nie inaczej jest w przypadku członkostwa w loży B’nai B’rith. Członkiem tej loży może zostać wyłącznie osoba mająca lub tylko deklarująca „tożsamość żydowską”, opartą na żydowskim pochodzeniu lub konwersji na judaizm. Dlaczego zatem Żydom wolno przypisywać znaczenie pochodzeniu, a na przykład kolega Ziemkiewicz uważa, że jemu nie wypada - tajemnica to wielka, ale zarazem i słabość tej argumentacji, która - nie zapominajmy - ma przecież uzasadnić pogląd, że antysemityzm jest „idiotyzmem”.

Skoro tedy od kol. Ziemkiewicza nie możemy się dowiedzieć, co to jest, ten cały antysemityzm , spróbujmy sięgnąć do innych źródeł. Tak się akurat składa, że niedawno wysłuchałem uzasadnienia i ustnej motywacji wyroków sądowych w sprawie z powództwa Jana Kobylańskiego przeciwko Radosławowi Sikorskiemu. Obydwa sądy uznały za „antysemickie” stwierdzenie, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych 80 procent urzędników stanowią Żydzi. Żadnej logiki w tym nie ma, bo może to być prawda, albo nie - ale nawet jeśli Żydów byłoby tam 100 procent, to dlaczego nie można o tym nikogo publicznie poinformować? Nie potrafiłem sobie tego wyjaśnić inaczej, jak tylko, że obydwa sądy z jakichś tajemniczych powodów muszą uważać, że albo ujawnianie obecności Żydów w urzędach Rzeczypospolitej Polskiej stanowi rodzaj zdrady tajemnicy państwowej, albo - co gorsza - że bycie Żydem jest nieprzyzwoite, niczym syfilis, albo inna wstydliwa choroba. Skąd w niezawisłych sądach takie dziwaczne poglądy?

Snop światła rzuca na to żydowska Liga Antydefamacyjna, która przykładowo podaje charakterystyczne wypowiedzi „antysemickie”. Że np. „Żydzi trzymają się razem, bardziej, niż Amerykanie”, albo, że „są bardziej lojalni wobec Izraela, niż Ameryki”, albo, że „mają za duży wpływ na Wall Street”. Według ADL ludzie którzy tak uważają są „antysemitami” albo „średnimi” albo „prawdziwymi”. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że wszystkie te opinie są co najmniej prawdopodobne, co potwierdza choćby książka „Lobby izraelskie w USA” - a skoro tak, to widać wyraźnie, że Liga Antydefamacyjna, a za nią, jak za panią matką, niezawisłe sądy w Polsce, stawiają znak równości między antysemityzmem a zwyczajną spostrzegawczością! W takiej sytuacji pogląd kolegi Ziemkiewicza, jakoby antysemityzm był „idiotyzmem” wydaje się nazbyt nonszalancki. Jeśli spostrzegawczość byłaby „idiotyzmem”, to na czym polegałaby mądrość i roztropność?

W grudniu 2011 roku kol. Ziemkiewicz opublikował w „Rzeczpospolitej” artykuł „Antysemici won z prawicy”. W felietonie „Prawica wytrzebiona” zwracałem wtedy uwagę, że o tym, co jest antysemityzmem, a co nim nie jest, nie decyduje ani kol. Ziemkiewicz, ani żadni „narodowcy”, tylko środowiska żydowskie, traktując to jako kompetencję wyłączną. Właśnie kolega Ziemkiewicz przekonał się o tym na własnej skórze, ale z ubolewaniem stwierdzam, że zamiast odważnie oświadczyć, że nie uznaje tej jurysdykcji ani w tej, ani w żadnej innej sprawie, próbuje się ekskuzować i „odcinać”. Mniejsza już o niego, jest przecież dużym chłopczykiem, ale co sądzić o przyszłości „ruchu narodowego” w naszym nieszczęśliwym kraju, jeśli uzna on, że ostatnią instancją w jego sprawach ideologicznych i kadrowych jest pan red. Adam Michnik?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2740

Zakaz dociekania prawdy, zakaz mówienia prawdy też jest zbrodnią. Zbrodnią na całym społeczeństwie, którego ten zakaz dotyczy. Robią z nas Polaków frajerów, śmieją się z nas prześladują nas tymi swoimi etykietkami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 14 maja 2013, 18:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2802/czy-mic ... 0-lat-temu

Czy Michnik z Grossem przeprosili za wczoraj 70 lat temu?
Emir, 9 maj, 2013 - 01:07

dokładnie wczoraj minęło 70 lat jak napadnięto i zamordowano Polaków we wsi Nailboki :
http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... nalibokach

"Napastnicy zatrzymywali głównie mężczyzn i rozstrzeliwali nieopodal domów pojedynczo lub w kilku- i kilkunastoosobowych grupach. Z domów zabierano odzież, buty, żywność, z zagród - konie i bydło.
Część bandytów była wyposażona w pochodnie-rury z łatwopalną substancją. Spalono kościół wraz z dokumentacją parafialną, szkołę, budynek gminy, pocztę, remizę oraz część domów mieszkalnych.
Podczas trwającego ok. 2-3 godzin ataku zabito ok. 130 osób, przeważnie mężczyzn, ale wśród ofiar były również kobiety i dzieci. Według źródeł sowieckich zginęło 250 osób, a sama akcja określona została jako „skuteczne rozbicie niemieckiego garnizonu samochowy” (samoobrony). Późniejsze badania przez historyków nie potwierdzają jednak obecności Niemców."
No ale Niemcy później tez te wioskę spacyfikowali a tych co przeżyli wywieźli w niewole do roboty....
Naród Panów, Ubermensche, Nur fur Deutschland -
a dziś kamuflują się za nazistami....
Przed wojna ta wioska liczyła 3-4 tys osób.
Gdzie jest wioska Naliboki Towarzyszu Szechter ?!
Pisatielu Gross - upomnij się o pomordowanych w Nalibokach !
CZY RABINI POPROSILI O PRZEBACZENIE?
Posypali głowy popiołem?
No nie, przecież ich rodacy tylko ukradli by przeżyć, cześć zabili , resztę sterroryzowali - by ukarać faszystów ? Nie, ubili Polaków, zwykłych ludzi.
Jeszcze nakręcono film, który nawet niedawno był puszczany w TeleVizorni.
Z Jamesem Bondem [ Daniel C. ] w roli głównej...
Filmy z Jamesem Bondem zawsze miały nośność i oglądalność!
=============
Wczoraj tez były imieniny zabitego biskupa, który leży od kilkuset lat na Skałce w Krakowie.
Był niewygodny dla władzy...

Emir - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 30 maja 2013, 12:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polskawalczacastopsyjonizmowi.co ... o-izraela/

Żydzi zamordowali jednego z najdzielniejszych i najszlachetniejszych ludzi w dziejach ludzkości. Nie tylko za to nie przeprosili, ale wręcz przeciwnie, dziś wciąż leją kalumnie na zamordowaną przez siebie ofiarę.

Kopia artykułu:

KAT ŚMIETAŃSKI, KTÓRY ZABIŁ WITOLDA PILECKIEGO PO 1956 ZWIAŁ DO IZRAELA
MAJ 26, 2013 ADMIN 1 KOMENTARZ

Za: http://www.wicipolskie.org
http://www.wicipolskie.org/index.php?op ... &Itemid=56

Źródło: http://www.polishclub.org
http://www.polishclub.org/2013/05/25/ka ... o-izraela/

Obrazek
Kat UB, sierżant Piotr Śmietański, wykonawca wyroku na rotm. Witoldzie Pileckim. Fot. UB/msz


Z protokołu wykonania wyroku śmierci z dnia 25 maja 1948 roku dowiadujemy się, że wyrok komunistycznego sądu na mocy którego rotmistrz Witold Pilecki został skazany na karę śmierci został wykonany przez kata, sierżanta UB Piotra Śmietańskiego, który po 1956 roku uciekł do Izraela.
Jak podaje na swoim blogu pan Michał Stanisłąw de Zieleśkiewicz wyrok był niezgodny z ówczesnym prawem. Tak bardzo spieszono się z zamordowaniem Witolda Pileckiego, że nawet nie skompletowano odpowiedniego składu. Kapturowy wyrok orzeczony został przez dwuosobowy skład sędziowski: jeden sędzia i jeden ławnik co nawet z tamtym bandyckim prawem nie było zgodne.
Tadeusz Płużański na portalu niezależna.pl podaje trzy osoby w składzie sędziowskim: ppłk Jan Hryckowian (przewodniczący składu, a zarazem szef sądu; przedwojenny absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim; w czasie wojny AK-owiec odznaczony Krzyżem Walecznych; skazał na śmierć co najmniej 16 żołnierzy niepodległościowego podziemia), kpt. Józef Badecki (też przedwojenny prawnik, absolwet Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie; wydał co najmniej 29 wyroków śmierci, m.in. na słynnego dowódcę WiN na Lubelszczyźnie, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”) i kpt. Stefan Nowacki (ławnik, funkcjonariusz zbrodniczej Informacji Wojskowej). Żaden z nich już nie żyje.
Protokół z egzekucji z podpisem sierż. Śmietańskiego. Fot. UB/msz
Egzekcję dokonaną na rotmistrzu Pileckim w dniu 25 maja 1948 r. po godzinie 21:30 nadzorował zastępca naczelnika więzienia por. Ryszard Mońko a wykonawcą był kat UB starszy sierżant Piotr Śmietański.
Stowarzyszenie Międzynarodowe Motocyklowy Rajd Katyński dla uhonorowania i upamiętnienia Wielkiego Polaka złoży kwiaty na powązkowskiej Łączce i przy tablicy na murze więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Będzie tam również Grupa Historyczna „Zgrupowanie Radosław.”
Uroczystości upamiętniające heroiczną postać rotmistrza Witolda Pileckiego obchodzone będą w wielu miastach Polski.
W kontekście rocznicy zamordowania Pileckiego należy przypomnieć, że 15 maja 2012 roku członkowie-założyciele Porozumienia na rzecz obchodów Dnia i Roku Żołnierzy Wyklętych (czyli: Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, Narodowe Siły Zbrojne, Stowarzyszenie Żołnierzy Batalionów Chłopskich, Jan Żaryn i Fundacja „Polska się Upomni”) oraz Fundacja Paradis Judaeorum wystosowały „Proklamację Europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem 25 maja 2012”.

wg/PCO

Źródła:
http://niezalezna.pl/39536-kto-zamordow ... pileckiego
http://blogmedia24.pl/node/63520
http://www.rajdkatynski.net/119-25-maja ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 08 cze 2013, 21:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/1417-piotr ... e-wronkach

Piotr Abakanowicz - pilot i narodowiec zamęczony we Wronkach
Paweł Brojek sobota, 01-06-13 06:10

Obrazek
Piotr Abakanowicz - pilot i narodowiec zamęczony we Wronkach


Polski lotnik, który uciekł bolszewikom ich samolotem do Polski i szef sztabu Narodowych Sił Zbrojnych zakończył życie po skatowaniu przez ubeckich oprawców w więzieniu we Wronkach. Dziś mija 65 lat od jego śmierci.

Piotr Abakanowicz urodził się 21 czerwca 1890 r. w Warszawie w rodzinie oficera gwardii carskiej. Po ukończeniu gimnazjum w Kijowie w 1909 r. wstąpił do Korpusu Kadetów w Petersburgu, a następnie w stopniu podporucznika rozpoczął służbę wojskową w Wołyńskim Pułku Gwardii.

Po wybuchu I wojny światowej walczył na terenie Prus Wschodnich, w sierpniu 1916 r. na własną prośbę został przeniesiony do lotnictwa. Po ukończeniu Wojennej Szkoły Pilotów został wysłany do Anglii, gdzie brał udział w kursie dla pilotów instruktorów.

We wrześniu 1917 r. awansował do stopnia podpułkownika. Na początku 1918 r. zgłosił się do służby w I Korpusie Polskim w Rosji, otrzymując przydział do piechoty. Brał udział w walkach z bolszewikami.

Podczas próby przedostania się Francji został aresztowany przez patrol czerwonoarmistów. Warunkiem zwolnienia, na który przystał, było wstąpienie do lotnictwa bolszewickiego. Podczas jednego z lotów na początku maja 1920 r. odłączył się od eskadry i zbiegł do Polski. Po przeprowadzonym dochodzeniu polski Oficerski Trybunał Orzekający uwolnił go od zarzutów dobrowolnej współpracy z armią radziecką.

W czerwcu 1921 r. Abakanowicz rozpoczął służbę w polskim lotnictwie w stopniu pułkownika. Był instruktorem w Wyższej Szkole Lotniczej w Poznaniu, a następnie komendantem Wyższej Szkoły Lotniczej w Grudziądzu.

W latach 1922-1930 służył na stanowiskach dowódczych w kilku różnych pułkach lotniczych. W lipcu 1930 r. został przeniesiony do rezerwy z powodów zdrowotnych, jednak faktyczną przyczyną tej decyzji miał być jego krytyczny stosunek do polityki ówczesnych władz wobec lotnictwa.

Podczas II wojny światowej włączył się w działalność polskiego podziemia konspiracyjnego w
szeregach Narodowych Sił Zbrojnych, używał pseudonimów „Barski”, „Grządziel”. Po rozłamie w organizacji na tle scalenia z Armią Krajową pozostał w szeregach NSZ.

Od maja 1944 r. przebywał w Warszawie, od czerwca był komendantem Okręgu VI NSZ. W czasie powstania warszawskiego pełnił funkcję szefa sztabu 2. Dywizji Piechoty NSZ, organizował obronę przeciwlotniczą. Od października 1944 r. stał na czele sztabu Komendy Głównej NSZ, w styczniu 1945 r. otrzymał awans do stopnia pułkownika NSZ oraz funkcję komendanta Obszaru Południe NSZ.

W październiku 1945 r. aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, trafił do mokotowskiego więzienia. Rok później Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na karę śmierci, która została zamieniona na dożywotnie więzienie. Po amnestii z 1947 r. wyrok zmniejszono do 15 lat więzienia.

Płk Piotr Abakanowicz zmarł 1 czerwca 1948 r. w więzieniu we Wronkach tuż po tym, jak został skatowany przez funkcjonariusza aparatu bezpieczeństwa. Inne źródła mówią o samobójstwie.

W czerwcu 1991 r. jego prochy zostały ekshumowane z kwater więziennych cmentarza we Wronkach. Powtórny pogrzeb odbył się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w asyście Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

Płk Abakanowicz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.

Paweł Brojek

źródło: nsz.com.pl, 1944.pl
fot. doomedsoldiers.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 08 sie 2013, 22:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/35092

Sąsiedzi. Najbardziej okrutni oprawcy polskich patriotów
Dział: Opinie » autor: Jerzy Świdziński » data: wt, 23-07-2013

W pamięci narodu staramy się zachowywać nazwiska wielkich Polaków i wybitnych postaci, którzy w różnych dziedzinach życia, choćby politycznego czy kulturalnego zapisali się wielkimi zgłoskami. Jednakże pamięć historyczna nie może pomijać nazwisk osób, które wykazały się niezwykle haniebnymi czynami i zbrodniami.
Przyczynkiem do takiej bolesnej pamięci jest książka Aldony Zaorskiej zatytułowana „Sąsiedzi. Najbardziej okrutni oprawcy polskich patriotów”. Oczywiście tytuł ten nawiązuje do wydanej w 2000 roku książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka”, w której autor obrał sobie za cel uświadomienie światu polskiego wkładu w tak zwany pogrom w Jedwabnem.
Środowiska żydowskie niestety cały czas wyszukują i piętnują na forum międzynarodowym marginalne przypadki przestępstw dokonywanych przez Polaków na ludności żydowskiej, a jednym z celów takiego działania jest zakłamanie wizerunku Polski w świecie. Bez przerwy domaga się od nas jakichś nowych przeprosin za prawdziwe lub rzekome zbrodnie. Dlatego tak ważna jest książka Aldony Zaorskiej, która w zwięzłej, popularystycznej formie przypomina postaci morderców polskich patriotów, którzy wywodzili się z rodzin żydowskich.
Alicja i Kazimierz Graff, Anatol Fejgin, Nachum Alster, Hilary Minc, Jakub Berman, Leon Andrzejewski, Roman Zambrowski, Salomon Morel, Julia Brystygierowa, Kazimierz Szymonowicz, Józef Światło, Helena Wolińska, Józef Różański, Stefan Michnik – to ich krótkie biogramy poznamy czytając tę książkę i przypomnimy sobie okropności, których dokonywali.
Warto zwrócić uwagę, że choć autorka specjalnie wybrała nazwiska osób o pochodzeniu żydowskim, to jednak nie jest to jakiś wycinek mało znaczący, ponieważ – jak sama zauważa - odsetek Żydów w powojennej Polsce wynosił zaledwie 1% społeczeństwa, podczas gdy trzon aparatu represji komunistycznego państwa stanowili przedwojenni komuniści pochodzenia żydowskiego.
W 1949 roku ambasador ZSRR w Polsce Wiktor Lebiediew informował swoich zwierzchników, że „w MBP poczynając od wiceministrów, poprzez dyrektorów departamentów nie ma ani jednego Polaka, wszyscy są Żydami”.
„Sąsiedzi. Najbardziej okrutni oprawcy polskich patriotów” to książka ważna. Po pierwsze dlatego, że ważna jest po prostu prawda historyczna, a te fakty wciąż nie są popularną wiedzą Polaków. A po drugie zanim zaczniemy przepraszać za incydenty przeciwko Żydom z udziałem Polaków warto popatrzeć w twarz tym zbrodniarzom, którzy bynajmniej nie mieli lub nie mają (jeśli jeszcze żyją) ochoty przepraszać za swoje zbrodnie, tylko jak na przykład Helena Wolińska (wł. Fajga Mindla Danielak) zwyczajnie się z nas śmieją.
- - -
Aldona Zaorska, Sąsiedzi. Najbardziej okrutni oprawcy polskich patriotów, Warszawa 2012

Książkę można nabyć w KSIĘGARNI INTERNETOWEJ MM im. św. Jadwigi Królowej

Autor: Jerzy Świdziński


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 10 sie 2013, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/nieznana-zbrodnia-st ... y-polakow/

Musimy sobie uświadomić, że wszystkie sowieckie zbrodnie to tak naprawdę zbrodnie żydowskie, bo Związek Sowiecki to była Rosja rządzona przez żydów. W tym państwie żydzi z pomocą specjalnie dobranych zwyrodnialców mordowali także Rosjan, i to milionami. Przed 1917, gdy Rosją rządzili Rosjanie, nikt nawet nie pomyślał, że zbrodnie na tak niewyobrażalną skalę są możliwe. Po zdobyciu władzy przez żydów to, co niewyobrażalne stało się rzeczywistością.

Kopia artykułu:

Nieznana zbrodnia stalinowska ujawniona w Białymstoku: Polski holocaust. Zginęło 110 tysięcy Polaków!
Informację zamieścił MarkD

Dotyczyła ona dokładnie 75. rocznicy inicjacji zbrodni “operacji polskiej” w Białoruskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej.
Wśród prelegentów głos zabrał prof. Zdzisław Winnicki z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, który zaczął opowiadać o zbrodni, która swoimi rozmiarami wielokrotnie przewyższa tą katyńską. Mówi się o ponad 110 tysiącach zabitych Polaków!
- To był polski holocaust – grzmiał na sympozjum prof. Winnicki. – Nikołaj Jeżow, szef sowieckiej bezpieki wydał w 1937 roku nakaz eksterminacji wszystkich osób narodowości polskiej.
Aresztowano 145 tysięcy Polaków. Większość z nich została bestialsko zamordowana "tradycyjną" metodą sowiecką – strzałem w tył głowy.
- W początkowych latach ZSRR na powierzchni około 51 tys. km kwadratowych mieszkało 520 tys. Polaków – tłumaczył profesor. – Do roku 1937 cieszyli autonomią, a język polski był językiem urzędowym. Dość skutecznie opierali się kolektywizacji i kołchozom. Fiasko indoktrynacji było jednym z powodów ostatecznego rozwiązania polskiej kwestii w stalinowskiej Rosji.
Ostateczne rozwiązanie znaczyło aresztowania, wywóz wgłąb Azji, morderstwa i tortury. Między 1937 a 39 rokiem pojmano półtora miliona osób! Według różnych obliczeń natychmiast zamordowano około połowę z nich. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ponad 12% z owych półtora miliona to byli Polacy mieszkający na Kresach.
O "polskim holocauście" nie mówią dzisiaj żadne media. Temat został niemal całkowicie zapomniany. Potężna zbrodnia znana jest jedynie w wąskim kręgu historyków XX wieku.
- Rozpowszechnianie wiedzy i i informowanie społeczeństwa o straszliwych wydarzeniach sprzed lat to nasza powinność i obowiązek – mówiła na spotkaniu Barbara Bojaryn-Kazberuk, szefowa białostockiego IPN-u.

Karol Wasilewski
karol.wasilewski@czasbialegostoku.pl

http://czasbialegostoku.pl/artykul/niez ... 10-tysiecy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 28 wrz 2013, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3714-sowie ... lu-kmicica

Sowiecka zbrodnia na polskich partyzantach. Likwidacja oddziału „Kmicica”
Paweł Brojek poniedziałek, 26-08-13 05:30

Obrazek
na zdjęciu: Ppor. Antoni Burzyński „Kmicic”, dowódca pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie


Sowiecka zbrodnia na polskich partyzantach. Likwidacja oddziału „Kmicica”26 sierpnia 1943 r., w rejonie jeziora Narocz na terenach dzisiejszej zachodniej Białorusi, partyzanci radzieccy podstępnie opanowali bazę oddziału Armii Krajowej i dokonali jego rozbrojenia, a następnie rozstrzelali dowódcę ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, jego oficerów i kilkudziesięciu żołnierzy.

Od początku niemieckiej okupacji na Kresach powstawały struktury konspiracyjne. W marcu 1943 r. nad jeziorem Narocz powstał pierwszy w Okręgu Wileńskim AK polski oddział partyzancki, zorganizowany i dowodzony przez ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. „Kmicic”. Jego głównym celem była ochrona ludności polską przed represjami okupanta i rabunkami partyzantów sowieckich.

Oddział wyruszył do otwartej walki z okupantem pod koniec marca 1943 r. Początkowo prowadził akcje bojowe i rekwizycyjne, zdobywając broń i wyposażenie wojskowe. Stan osobowy oddziału powiększał się z tygodnia na tydzień. W połowie czerwca 1943 r. wynosił ok. 120 żołnierzy.

Jeszcze w tym samym miesiącu doszło do wstępnych rozmów z dowódcą operującego na tych terenach oddziału partyzantów sowieckich płk. Fiodorem Markowem. W ich wyniku ustalono, że oddziały nie będą się wzajemnie zwalczać. W porozumieniu z Markowem „Kmicic” założył dwie bazy w pobliżu siedziby zgrupowania sowieckiego - obóz wojskowy „A” i bazę gospodarczą „B”.

Na przełomie lipca i sierpnia 1943 r. stan osobowy oddziały „Kmicica” wzrósł do ok. 300 żołnierzy. Do połowy sierpnia polscy i sowieccy partyzanci przeprowadzili wiele wspólnych akcji przeciwko Niemcom oraz litewskim i białoruskim formacjom pomocniczym. Największą operacją bojową było rozbicie oddziału żandarmerii niemieckiej i policji białoruskiej w nocy z 4/5 sierpnia 1943 r. w okolicach wsi Kobylnik.

26 sierpnia 1943 r., zaproszeni wcześniej przez pułkownika Markowa ppor. Burzyński i oficerowie jego sztabu, udali się na teren bazy sowieckiej na naradę. Tam zostali znienacka zaatakowani i rozbrojeni, a następnie poddani przesłuchaniom. Większość polskich dowódców, z „Kmicicem” na czele, została rozstrzelana.

W tym samym czasie obie polskie bazy zostały okrążone przez wielokrotnie liczniejszych partyzantów sowieckich. Wobec zaskoczenia i przewagi strony sowieckiej pozbawiony dowództwa oddział Armii Krajowej został rozbrojony i aresztowany. Tylko nielicznym udało się uciec.

Rozbrojonych żołnierzy poddano selekcji. Osiemdziesięciu partyzantów i członków podziemia zamordowano. Kilkudziesięciu wcielono do nowo utworzonego, podporządkowanego dowództwu sowieckiemu, oddziału. Polskie niedobitki zasiliły szeregi oddziału Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, późniejszej legendarnej 5. Brygady Wileńskiej AK.

Ppor. Antoni Burzyński „Kmicic” został odznaczony pośmiertnie Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Miejsce pochówku dowódcy, jego oficerów i żołnierzy do dziś pozostaje nieznane.

opr. Paweł Brojek
źródło: Janusz Bohdanowicz „Oddział partyzancki Kmicica, Armia Krajowa, Okręg Wileński”, Warszawa 2008 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 31 sty 2014, 13:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/01 ... cala-wies/

Zbrodnia w Koniuchach – moja historia w 69. rocznicę. Czy żydowscy partyzanci mieli prawo wymordować całą wieś… ?
Posted on 30/01/2014 by emjot

[Zbrodnia w Koniuchach – masakra dokonana 29 stycznia 1944 przez partyzantów radzieckich — rosyjskich, litewskich i żydowskich na co najmniej 38 polskich mieszkańcach (mężczyznach, kobietach i dzieciach; najmłodsze miało 2 lata) wsi Koniuchy (dziś na terenie Litwy, dawniej w II Rzeczypospolitej w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim), wchodzących w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, oraz „Śmierć okupantowi”, wchodzący w skład Brygady Kowieńskiej.
Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini, większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky. Według jednego z napastników, Chaima Lazara, celem operacji była zagłada całej ludności łącznie z dziećmi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek. Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa, liczba zabitych była większa (ok. 130). ; za; http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Koniuchach - przyp. emjot].
Każda rodzina ma taką swoją historię, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, pamiętaną i czczoną. Dzisiaj ja postaram się opowiedzieć Wam, szanowni czytelnicy NGO, historię mojej familii.
Styczeń to okres, kiedy patrioci skupiają się głównie na kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Trwają dysputy, czy wybuch Powstania był błędem czy też nie. A może należało podejmować inne działania ? Dyskusja trwa każdego roku.
Mniej osób pamięta o innych niezwykle istotnych wydarzeniach, jakie także miały miejsce w tejże pięknej, zimowej scenerii.
A mowa tu o tym, co działo się na terytorium dzisiejszej Litwy w latach, kiedy hitlerowska potęga była już załamana i znajdowała się w widocznym odwrocie.
Data, do której sięgamy wzrokiem, znajduje się w takim okresie II Wojny Światowej, kiedy Niemcy przegrali już Stalingrad, ale jeszcze nie widać było na horyzoncie zmasowanej ofensywy Armii Czerwonej. Mowa tu o przełomie lat 1943 i 1944.
Piszemy tu o konflikcie radziecko-hitlerowskim, ale nie można skupiać się jedynie na starciach pomiędzy tymi dwoma mocarstwami. Zastanówmy się, jak mogła wyglądać sytuacja w polskich wsiach znajdujących się na wspomnianym przed chwilą obszarze?
W ogólnej świadomości wmawia się, że to za czasów niemieckiej okupacji żyło się gorzej, że to naziści gnębili okoliczną ludność wiejską, że wszystko straszne i nieludzkie było efektem ich brutalnych działań. Jest to skutkiem blisko półwiecznej radzieckiej propagandy. Propagandy, której rzucania nikt, tak jak sowieccy politycy, nawet w części nie opanował.
Mówiło się właśnie to, o czym wspomniałem. Przez 50 lat piętnowano zachowania Niemców (jak najbardziej słusznie), zapominając jednak o zbrodniczych działaniach Sowietów – o gwałtach, rabunkach i powszechnym terrorze. O tych właśnie zachowaniach należy przypominać. Ofiary ich zbrodni pamiętają o tym do dziś – jesteśmy im winny przypominanie o tym.
Koniuchy były jedną z wielu wsi, a ich historia, aż do dnia 29 stycznia 1944 roku, nie wyróżniała się niczym szczególnym. No bo to jedynie Koniuchy były napadane przez sowieckich partyzantów ? Jedynie im zabierano dobytek życia ? Nie, szablon działań był wszędzie taki sam. Mimo, że to Niemcy były na Wileńszczyźnie agresorem, mieszkańcy tamtego terenu gorzej wspominali napady Sowietów, w których szeregach pokaźny procent stanowili Żydzi.
Mówi się, że członkowie ugrupowań partyzanckich operujących na jakimś terenie żerowali na miejscowych wsiach w celu zdobycia pożywienia, koni, informacji czy innych dóbr tak potrzebnych dla przeżycia w lesie. Mamy tutaj jednak bardzo ciekawą sytuację.
Myślę, że najlepiej opowie o tym sam Anatol Wertheim, szef sztabu żydowskiego zgrupowania dowodzonego przez Simchę Zorina. Oto co pisał on w „Zeszytach Historycznych” publikowanych w Paryżu (mowa tutaj o zeszycie nr 86 z roku 1986):
„Jedzenia było pod dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. Jeszcze w dniu połączenia się z Armią Czerwoną wyciągnęliśmy z jeziora kilka- set zatopionych worków z mąką. (…)
Nadwyżki jedzenia posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądo wał na polowym lotnisku w puszczy samolot: przywoził gazety i mater- iały propagandowe, a zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy własnego wyrobu”
Opisywana sytuacja nie dotyczyła jedynie oddziału Zorina. Podobnie wyglądało to w oddziale Tuvii Bielskiego, który był bezpośrednio zaangażowany w zbrodnię na terenie wsi Koniuchy.
„200 t ziemniaków, 3 t kapusty, 5 t buraków, 5 t zboża, 3 t mięsa i 1 t kieł basy”
Takie o to soczyste zapasy mieli, jeśli wierzyć jednemu z raportów z okresu wojny, członkowie wspomnianego przed chwilą oddziału. W tym właśnie miejscu obalić można mit o potrzebie zdobycia pożywienia przez wygłodzone oddziału partyzantów sowieckich i żydowskich.
Ciekawa sytuacja miała miejsce podczas rozmów pomiędzy polskimi a sowieckimi partyzantami, kiedy przedstawiciele Armii Krajowej zażądali (w czerwcu 1943 roku), by Sowieci nie wysyłali do mieszkańców lokalnych społeczności Żydów, ponieważ oni nie tylko grabią, ale też gwałcą kobiety (a nawet dzieci) i mordują polską ludność.
Czy żydowscy partyzanci mieli prawo wymordować całą wieś ?
Pytanie brzmi idiotycznie, ale może warto zadać je wszystkim tym, których poglądy w jakikolwiek sposób popierają nowoczesne, tolerancyjne czy postkomunistyczne ideologie.
Jest to jednak strefa domysłów, a ja postanowiłem w poniższym tekście zająć się faktami. Dlatego wklejam kolejną wypowiedź, tym razem mówi Walerian Iwaszka, pasjonat opisywanych ziem:
„Według różnych źródeł historycznych w Puszczy stacjonowało od kilku set do kilku tysięcy partyzantów. Wiadomo, że tak wielka rzesza ludzka musiała zaopatrywać się w żywność, odzież, buty, we wszelkie dobra w okolicznych wsiach.
A w głodnych wojennych czasach wsie były bardzo biedne. I dlatego do- prowadzeni do ostateczności mieszkańcy Koniuch zorganizowali wiej- ską „samoobronę”.
Podobnie zresztą jak i w innych wsiach. Od stacjonujących w Butrymań- cach oddziałów Armii Krajowej i Litwinów chłopi otrzymali kilka sta- rych karabinów i nocami patrolowali wieś. Doszło to zapewne do dowód ców sowieckiej partyzantki i postanowili ukarać Koniuchy – dla przykła du.”
W wydanej w 1985 roku w Nowym Jorku książce „Destruction and resistance” („Zniszczenie i opór”) jej autor, Chaim Lazar potwierdza słowa Iwaszki:
„Sztab brygady zdecydował się zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym.
Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było pięćdziesięciu Żydów, którymi dowodził Jaakow Prenner.
Mieli rozkaz aby nikomu nie darować życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite. Zadanie zostało wykonane w krótkim czasie. Zniszczo no sześćdziesiąt domów, a z liczącej 300 mieszkańców wioski nie uratował się nikt”
____________________________
Pamiętajmy o mieszkańcach wioski, którzy zawinili jedynie tym, że chcieli bronić resztek swojego dobytku. Zostali oni zamordowani w bestialski sposób, zaskoczeni we śnie o godzinie 7 rano w środku zimy. Zabijani byli półnadzy, często w swoich domach.
Części mieszkańców udało się uciec. Zawdzięczają to jedynie temu, że partyzanci weszli do wsi z drugiej strony. Mieszkańcy, często bez ubrań, z małymi dziećmi na rękach i bez żadnego bagażu uciekli do lasu. Tam założyli nową osadę, starając się zapomnieć o strasznych wydarzeniach z dnia 29 stycznia 1944 roku.
Dziś osada w puszczy już nie istnieje. Zarosły ją mchy i paprocie. Mieszkańcy Koniuch bezbłędnie potrafią jednak odnaleźć ją w gęstym, dzikim i wielowiekowym lesie.
Pamiętajmy o poległych. Oni tego oczekują od nas. I z tego będziemy rozliczani po śmierci.
Cześć ich pamięci!
_________________________________
Autor: Krzysztof Marcinkiewicz
Za; http://www.ngopole.pl/2014/01/29/zbrodn ... -rocznica/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 06 mar 2014, 17:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.blogpress.pl/node/18258

ZBRODNIE ŻYDOWSKIEGO NKWD NA KRESACH II RP
Portret użytkownika AleszumAleszum, śr., 01/01/2014 - 21:08

ZBRODNIE ŻYDOWSKIEGO NKWD
NA KRESACH POŁUDNIOWO - WSCHODNICH II RP

W 1941 roku po rozpoczęciu wojny niemiecko – sowieckiej, NKWD rozstrzelało około 50 tysięcy więźniów, obywateli Rzeczpospolitej.
Masakry więzienne NKWD w 1941 roku – masowe zbrodnie komunistyczne dokonane przez funkcjonariuszy NKWD na więźniach politycznych w więzieniach na okupowanych przez Związek Sowiecki terenach Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, a także na terenach ZSRR przed 1939 (Mińsk, Orzeł, Winnica) i na szlakach ewakuacji więzień po agresji III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 roku.
22 czerwca 1941 r. Biuro Polityczne Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi podjęło uchwałę, zobowiązującą NKWD Białoruskiej SRR do wykonania wyroków śmierci, wydanych na więźniów, przebywających w więzieniach zachodnich obwodów Białorusi.
Dwa dni później szef NKWD, Ławrientij Beria, polecił rozstrzelać wszystkich więźniów znajdujących się w śledztwie oraz skazanych za „działalność kontrrewolucyjną", „sabotaż gospodarczy", „dywersję" i „działalność antysowiecką".
Uruchomiło to lawinę zbrodni na więźniach. Według danych sowieckich z 10 czerwca 1941 roku, a więc w przeddzień wojny niemiecko - sowieckiej , w kresowych więzieniach przebywało ok. 40 tys. więźniów, w tym:
w więzieniach tzw. Zachodniej Ukrainy ok. 21 tys. więźniów,
w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi ok. 16,5 tys.,
pozostałe ok. 2,5 tys. więźniów znajdowało się w więzieniach na Wileńszczyźnie.
Łącznie zamordowano ok. 35 tys. uwięzionych.
Np. w lwowskich więzieniach NKWD - Brygidkach , Zamarstynowie, przy ul. Łąckiego, wymordowano około 7 tys. więźniów.
W Łucku ofiarą masakry padło około 2 tys. więźniów, w Wilnie około 2 tys., w Złoczowie około 700, Dubnie około 1000, Prawieniszkach 500 więźniów.
Oprócz tego w Drohobyczu, Borysławiu, w Czortkowie, Berezweczu, Samborze, Oleszycach, Nadwórnej, Brzeżanach, w ciągu tygodnia, w czerwcu 1941 roku NKWD wymordowało w więzieniach co najmniej 14.700 więźniów, na szlakach ewakuacyjnych zostało zamordowanych przeszło 20 tysięcy.
We wrześniu-październiku 1941 NKWD wymordowało również więźniów politycznych w więzieniach w głębi Związku Sowieckiego. Wśród nich byli:
- Maria Spiridonowa, rosyjska działaczka rewolucyjna, przywódczyni lewicowej frakcji eserowców (w grudniu 1917 wyodrębnionej w partię), w czasach sowieckich prześladowana i zamordowana.
- Chrystian Rakowski, rumuński i ukraiński działacz komunistyczny, trockista, przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych marionetkowej USRR (1919-23).
- Siergiej Efron - rosyjski publicysta, pisarz, w pewnym okresie agent NKWD za granicą, prawdopodobnie uczestniczył w porwaniu gen. Millera do ZSRS i w wielu innych zbrodniach.
Po powrocie do ZSRR aresztowany i zamordowany. Był mężem Mariny Iwanownej Cwietajew – rosyjskiej pisarki, uważanej za jedną z najważniejszych rosyjskich poetek XX wieku. Miał z nią córkę Ariadnę i syna.
Pion śledczy IPN (Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie) prowadzi śledztwo o sygn. akt S 51/08/Zk –podjęte z zawieszenia 9 maja 2008 r. w sprawie zabójstwa kilkuset osób – więźniów z więzienia w Samborze województwa lwowskiego w okresie od września 1939 roku do czerwca 1941 roku przez funkcjonariuszy NKWD.
Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie umorzyła w kwietniu 2009 roku śledztwa (sygn. akt S 6/06/Zk), w sprawie zbrodni komunistycznych będących jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości polegających na:
- dokonaniu 23 czerwca 1941 r. w więzieniu w Dobromilu b. woj. lwowskie przez funkcjonariuszy NKWD zabójstw około 70 więźniów sprowadzonych z więzienia w Przemyślu, których pozbawiono życia zadając im uderzenia młotem w głowy.
- dokonaniu w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 r. w Lacku b. woj. lwowskie przez funkcjonariuszy NKWD zabójstw z broni palnej oraz przy użyciu młotków do tłuczenia kamieni, kilkuset więźniów sprowadzonych z więzienia w Przemyślu, z aresztu w Mościskach i innych osób, a także więźniów obozu w Nowym Mieście.
- dokonaniu w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 r. w więzieniu w Dobromilu b. woj. lwowskie przez oficera operacyjnego Rejonowego Oddziału NKWD w Dobromilu Aleksandra M. i innych funkcjonariuszy NKWD zabójstw z broni palnej oraz przy użyciu tępych narzędzi więźniów w liczbie od około 120 do około 180.
Umorzeniu uległy śledztwa z powodu niemożności ustalenia w ich toku nazwisk sprawców zbrodni - funkcjonariuszy NKWD.
Pion śledczy IPN (Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie) prowadzi śledztwo w sprawie dotyczącej masowych zabójstw obywateli polskich – więźniów więzienia w Mińsku, dokonywanych przez funkcjonariuszy NKWD, w okresie od 17 września 1939 do końca czerwca 1941 o sygnaturze (S 46/05/Zk).
Morderstwa te nie były następstwem działań wojennych, była to działalność celowa, przeprowadzona z konsekwencją i niespotykanym bestialstwem. O ile eksterminacja niemiecka skierowana była głównie przeciwko Żydom, Cyganom i Polakom, to ludobójstwo sowieckie w równej mierze obejmowało wszystkie narody, które zetknęły się z komunistycznym Związkiem Sowieckim.
W lecie 1941 roku w dniach odwrotu na wschód, NKWD pędziło i mordowało Polaków, Ukraińców, Litwinów, Białorusinów i wreszcie samych Rosjan. Według raportów NKWD i dokumentów odnalezionych przez Aleksandra Kokurina w Moskwie, na przełomie czerwca i lipca 1941 roku w ramach „ewakuacji więźniów ze strefy przyfrontowej" NKWD rozstrzelało na miejscu blisko 10 tys. osób.
Jednak Juliusz Siedlecki („Losy Polaków w ZSRR w latach 1939-1986”) liczbę zamordowanych wówczas więźniów szacuje na 50 tys. Po 22 czerwca 1941 roku NKWD w pośpiechu opróżniało więzienia. W Mińsku zgromadzono około 20 tys. więźniów.
Spośród nich wypróbowaną czekistowską metodą wyselekcjonowano szczególnie „niebezpiecznych”, których rozstrzelano natychmiast. W czasie forsownych marszów mordowano opadających z sił bez względu na ich wiek i płeć. Wśród więźniów znajdowało się wiele dzieci. Trasę Mińsk-Czewień miejscowa ludność nazwała „drogą śmierci".
Takich samych mordów dokonywano na „ewakuowanych" więźniach w Wilejce, Stryju, Berezweczu, Dubnie. W Berdyczowie część więźniów została wysadzona przez NKWD wraz z budynkiem. W Dubnie strzelano przez okienko w celi -„judasza". 23 czerwca 1941 roku w więzieniu w Łucku NKWD zgromadziło więźniów na dziedzińcu więziennym, po czym otworzyło huraganowy ogień z broni maszynowej. Po zmasakrowanych jeżdżono samochodem, a okazujących oznaki życia dobijano.
Największej masowej zbrodni NKWD dokonało w więzieniach lwowskich. W Brygidkach, Łąckiego, Zamarstynowie - podobnie jak w Łucku - wyciągano więźniów z cel i ustawiano przed lufami karabinów maszynowych. Cofających się do cel i barykadujących drzwi mordowano granatami wrzucanymi przez okna. W czerwcu 1941 roku sam widziałem na murach podworca lwowskich Brygidek krwawą maź ludzkich mózgów.
Dubno, miasteczko położone w obwodzie rówieńskim. Obwód rówieński (w czasach PRL-u także: Obwód równieński, jest jednym z 24 obwodów Ukrainy. Leży w zachodniej części Ukrainy, przy granicy z Białorusią. Stolicą obwodu jest miasto Równe.
Obwód rówieński graniczy z obwodami: żytomierskim, chmielnickim, tarnopolskim, lwowskim i wołyńskim oraz białoruskim obwodem brzeskim.
Obwód został utworzony 4 grudnia 1939 roku dekretem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR z części terytorium II Rzeczpospolitej zajętych przez Armię Czerwoną po kampanii wrześniowej.
Pierwsza wzmianka o Dubnie pochodzi z XI wieku. Właścicielami miejscowości byli Rurykowicze, następnie książęta haliccy. Od 1619 roku Dubno dzieliło losy Ordynacji Ostrogskiej. (Ordynacja Ostrogska – ordynacja rodowa w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, założona w 1609 roku przez Janusza Ostrogskiego).
W latach 1489-1506 książę Konstanty Ostrogski wystawił zamek obronny, rozbudowany w XVII wieku. W mieście tym stacjonował 13 Regiment Pieszy Ordynacji Ostrogskiej.
W latach 1774-1794 odbywały się w mieście wielkie jarmarki zwane „kontraktami”, przeniesione tu ze Lwowa po I rozbiorze Polski..
W II Rzeczpospolitej Dubno było siedzibą powiatu w województwie wołyńskim, do czasu agresji ZSRS na Polskę w 1939 roku. W 1937 roku w Dubnie mieszkało 15,5 tys. mieszkańców, w tym 45% Żydów, 29% Ukraińców i 26% Polaków.
W II Rzeczpospolitej, od 1931 roku w mieście mieściło się Papieskie Seminarium Wschodnie. Dubno to też kresowy garnizon Wojska Polskiego. Stacjonował tu 43 Pułk Strzelców Legionu Bajończyków i 2 Dywizjon Artylerii Konnej
We wrześniu 1939 roku Dubno zostało zajęte przez Armię Czerwoną. Tuż po ataku III Rzeszy na ZSRS w czerwcu 1941 roku, NKWD dokonało masakry więźniów przetrzymywanych w miejscowym zamku.
Od 25 czerwca 1941 do 1944 roku Dubno znajdowało się pod okupacją niemiecką. W tym czasie Niemcy przeprowadzili eksterminację żydowskiej ludności miasta.
2 kwietnia 1942 roku, Żydów uwięziono w getcie liczącym 12 tysięcy mieszkańców. Getto likwidowano etapami; największe egzekucje miały miejsce 27 maja 1942 roku (3,8 tys. ofiar).
Zbrodni dokonywało Sicherheitsdienst z Równego przy udziale niemieckiej żandarmerii i ukraińskiej policji.
W 1943 roku do Dubna ewakuowali się polscy uchodźcy z rzezi wołyńskiej. Część z nich z braku utrzymania oraz pod wpływem zarządzeń niemieckich zgłosiła się na roboty przymusowe w III Rzeszy.
Od kwietnia 1943 roku miasta bronił przed UPA 50-100 osobowy posterunek polskiej policji oraz tolerowana przez Niemców samoobrona.
28 lutego 1944 roku Niemcy ewakuowali polskich mieszkańców Dubna do Brodów, a stamtąd zostali oni wywiezieni na roboty do Niemiec.
W 1941 r.w pobliżu frontu NKWD rozstrzelało około 50 tysięcy więźniów, obywateli Rzeczypospolitej.
W czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu Rzeczpospolita Polska straciła ponad sześć milionów obywateli wymordowanych zarówno przez Związek Sowiecki, jak i przez Niemców.
W lecie 1941 r., w dniach odwrotu na Wschód, NKWD pędziło i mordowało Polaków, Ukraińców, Litwinów, Białorusinów i wreszcie samych Rosjan. Według raportów NKWD i dokumentów odnalezionych przez Aleksandra Kokurina w Moskwie na przełomie czerwca i lipca 1941 r. w ramach "ewakuacji więźniów ze strefy przyfrontowej" NKWD rozstrzelało na miejscu blisko 10 tys. osób.
Juliusz Siedlecki (Losy Polaków w ZSRR w latach 1939-1986) liczbę zamordowanych wówczas więźniów szacuje na 50 tys.
W 53. rocznicę mordów dokonanych przez NKWD w więzieniach lwowskich w dniach 24 i 25 czerwca 1994 r. odbyły się we Lwowie uroczystości żałobne. Powstało także archiwum, rejestrujące zbrodnie NKWD. Z inicjatywy lwowskiego "Memoriału" przeprowadzono wówczas ekshumację.
Więzienie państwowe w Dubnie znajduje się w południowowschodniej części miasta. Stoi ono na terenie byłego młyna. Polacy po spaleniu się młyna wykorzystali resztki fundamentów i położyli kamień węgielny podtrzecie pod względem wielkości więzienie w Polsce, które zamierzano zbudować według najnowocześniejszych rozwiązań. Państwo polskie rozpoczęło budowę w końcu 1935 r.
Zanim ukończono budowę więzienia i przekazano je zgodnie z przeznaczeniem, ta część Polski dostała się Związkowi Sowieckiemu. Sowieci ukończyli budowę więzienia, w czterech rogach otaczającego muru postawili drewniane wieże strażnicze z posterunkami karabinów maszynowych i wykorzystywali więzienie od grudnia
1939 roku jako obóz zbiorczy dla skazanych na wieloletnią pracę przymusową, których zamierzano deportować na Syberię.
W więzieniu przetrzymywano jedynie więźniów politycznych, z wyjątkiem kilku skazanych na kary porządkowe, którzy odsiadywali je np. z powodu spóźnienia do pracy, niepunktualnego opłacania podatku itd., zaś więźniów kryminalnych, których zamierzano deportować, gromadzono w więzieniu w Krzemieńcu. Polacy zdołali zbudować po obu stronach więzienia dwie kaplice dla więźniów, które zostały przekształcone przez Rosjan w lokale klubowe dla urzędników sowieckich.
Mur otaczający więzienie jest wysoki na ogół na ok. 4,5 m; wszystkie większe okna są mocno okratowane i mają zamazane szyby, co uniemożliwiało więzionym patrzenie przez okno. Więzienie posiada suterenę, parter, I i II piętro; poza tym ma ono - co jest rzeczą nową dla Dubna - wodociąg.
Podłoga jest wyposażona na ogół w parkiet. Dubno stało się znane na początku 1940 r. z tego, że w suterenie znajduje się kilka cel wypełnionych wodą, które urządzono specjalnie jako służące do wymuszenia zeznań.
W każdej z „wodnych" cel znajduje się taboret. W normalnych warunkach poziom wody był taki, iż więzień stojący na taborecie musiał jeszcze stać w wodzie sięgającej kostek. Ponadto w zależności od potrzeb można było spiętrzać wodę do pożądanej wysokości.
Według w pełni wiarygodnych zeznań ostatnich ocalałych więźniów, pobyt jednego przygotowywanego do przesłuchania więźnia w takiej celi „wodnej" trwał 5-7 dni.
Więzień był albo gotowy do zeznań jeszcze po tym okresie, albo utopił się, albo popadł w ciężką chorobę psychiczną i somatyczną. Także wobec kobiet stosowano metody celi „wodnej".
Więzienie znajdowało się pod nadzorem NKWD. Dyrektorem był major NKWD, Żyd Winokur; jego prywatną sekretarką i pełnomocną zastępczynią była Żydówka Bronstein.
Zastępcą dyrektora więzienia był Wiktor Czerewko, szef NKWD w Dubnie. Ponadto w dyrekcji więzienia był jeszcze Iwan Czełmokow, który nie był urzędnikiem NKWD, lecz przywódcą politycznym w partii komunistycznej. Naczelniczką biura administracji więzienia była Żydówka z NKWD Rachil Geifler. Osoby te miały pełnię władzy nad więzieniem.
Poza kilkoma pojedynczymi celami - ciemnicami, które są tak duże, iż więzień może się w niej położyć, w więzieniu znajdowały się przeważnie duże cele wieloosobowe, w których przebywało 30 - 40 więźniów.
Normalnie w więzieniu trzymano średnio około 1500 aresztowanych, z tego do 250 kobiet i około 50 dzieci w wieku 12-15 lat (chłopcy i dziewczęta). Niedługo przed zajęciem Dubna przez wojska niemieckie w więzieniu znajdowało się około 600 aresztowanych, ponieważ przedtem odprawiono na Syberie trzy duże transporty.
W pewnym okresie w tym więzieniu miano stłoczyć do 3000 więźniów. Trasa transportu na Syberię wiodła przez Kijów. Nie można ustalić, czy w Kijowie miał jeszcze miejsce krótszy czy dłuższy pobyt. Transporty odchodziły regularnie raz w tygodniu, od poniedziałku do piątku.
Wyżywienie i wszelka opieka nad więźniami była nadzwyczaj niewystarczająca mimo istniejącego wodociągu. Codziennie na śniadanie wydawano bez wyjątku 1/2 l czegoś osłodzonego, czarną kawę słodową, i do tego dla już skazanych 700 g chleba, a dla jeszcze nie skazanych 600 g chleba jako dzienną rację.
W zasadzie z reguły na obiad wydawano rzadką kaszę jaglaną i taką samą na kolację. Jeżeli nie było kaszy jaglanej, aresztowanym podawano śmierdzącą rybę czy pozostałe nie nadające się do spożycia odpadki kuchenne. W związku z tym więźniom nie pozostawało nic innego jak życie z racji porannej. Nie było jednolitego umundurowania więziennego. Jedynie już wyznaczeni do transportu na Syberię otrzymywali oznakę - opaskę z numerem.
W każdej celi znajdowało się wiadro, służące wyłącznie jako sedes do oddawania moczu ; poza tym więźniowie raz na dobę byli prowadzeni do ustępu.
Nie było prycz czy sienników. Więźniowie musieli spać na gołej podłodze, owijając się swoim okryciem. Na oddziale kobiecym opieka sanitarna była jeszcze marniejsza, zwłaszcza że kobietom nic nie wydawano w czasie menstruacji - ani waty, ani szmat czy papieru.
Wśród aresztowanych znajdowały się także kobiety ciężarne. Otrzymywały one takie samo jedzenie, musiały spać również na gołej podłodze i były prowadzone codziennie jeden raz na spacer na 7-10 minut.
Dopiero na około 9-10 dni przed rozwiązaniem ciężarne kierowano na oddział szpitalny, gdzie po raz pierwszy były badane przez akuszerkę. Już 14 dni po rozwiązaniu matki wraz z niemowlętami kierowano ponownie do starych cel.
Bez względu na dokonane już odstawienie niemowląt od piersi (niemowlęta nie otrzymywały w więzieniu żadnego pożywienia i były skazane wyłącznie na mleko matki) matki były następnie wysyłane na Syberię, nawet w przypadku przepełnienia transportu, zaś dzieci przekazywano do prywatnych domów sowieckich.
Według zgodnych zeznań trójki uratowanych z rzezi z 24 na 25 czerwca 1941 roku, zamordowano około 550 więźniów, wśród nich około 100 kobiet. Przy wznowieniu śledztwa okazało się, że zdołały się uratować jedynie 4 osoby.
Dla przedstawienia owych wydarzeń załączone jest sprawozdanie z przesłuchania uratowanego Totara Czirwy, pastora Kościoła ewangelicko - ukraińskiego w Kustyniu, koło Równego oraz sprawozdanie z przesłuchania uratowanej Walentyny Łepieszkiewicz, zamieszkałej w Równem.
Poza wspomnianymi osobami przesłuchano jeszcze uratowanego chłopa Piotra Morosiuka. Jego zeznanie pokrywa się całkowicie z zeznaniem pastora Czirwy.
W rzezi z 24 na 25 czerwca 1941 roku zamordowano około 550 więźniów, wśród nich około 100 kobiet. Dla przedstawienia owych wydarzeń załączone jest sprawozdanie z przesłuchania uratowanego Totara Czirwy, pastora ukraińskiego Kościoła Ewangelicko - Luterańskiego w Kustyniu.
Czirwa był ojcem trójki dzieci i członkiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ( OUN). Został aresztowany we wrześniu 1940 roku z powodu przynależności do OUN w wyniku denuncjacji kolegi, zarazem szpicla NKWD i przekazany do więzienia w Równem.
Jego przesłuchanie przeprowadzano w Równem z użyciem specjalnych kajdanek, które na wewnętrznej stronie zaopatrzone były w żelazne kolce i które przy najmniejszym ruchu rąk wbijały się w stawy; poza tym był bity pałką gumową.
Rozprawa przeciwko niemu odbyła się 27 marca1941 roku w Równem, gdzie skazano go na 8 lat robót przymusowych (deportacja na Syberię), 5 lat pozbawienia praw obywatelskich i konfiskatę majątku.
W czerwcu miał nastąpić jego transport na Syberię. Z tej przyczyny został on dostarczony do Dubna. 21 czerwca1941 roku znajdował się już na dworcu w gotowości do załadowania; nagle wszystkich więźniów ponownie odesłano do więzienia.
Znalazł się on w celi na najwyższym piętrze w grupie 30 uczestników politycznych, którzy wszyscy byli Ukraińcami, część jeszcze nie została przesłuchana, ale wszyscy zostali aresztowani z powodu „zamiarów kontrrewolucyjnych”. Wieczorem 24 czerwca natychmiast po kolacji więźniom nakazano udać się na spoczynek, lecz polecono, by nie kładli się jak zwykle po obu stronach ścian bocznych, lecz przy oknie, naprzeciwko drzwi.
Już pół godziny później przez otwór w drzwiach celi, przez który jak zwykle podawano jedzenie, została wsunięta lufa pistoletu maszynowego i oddano kilka strzałów. Jednocześnie więźniowie znajdujący się przy ścianie przy drzwiach, rzucili się na podłogę, tak iż dla strzelca pistoletu maszynowego nie było już więcej żadnego celu.
Następnie otwarto drzwi celi i pojawił się dyrektor więzienia major NKWD, Żyd Winokur z pistoletem maszynowym oraz dwie enkawudzistki, Żydówki Bronstein i Rachil Geifler z rewolwerami typu Nagan, którzy otworzyli morderczy ogień do leżących na ziemi.
Czirwa miał szczęście, po zranieniu w prawą nogę natychmiast upadł w kącie, gdzie również wpadło na niego kilku zastrzelonych. Podobnie jak on, wśród zastrzelonych znalazło się 4 rannych, tak iż z jego celi z życiem uszło 4 więźniów.
Kiedy Rosjanie w nadziei, że wszyscy zostali zabici oddali na ślepo jeszcze kilka strzałów, ci uratowani opuścili celę i zamknęli ponownie drzwi. 4 uratowanych zdołało wydostać się spod ciał, opatrzyli prowizorycznie strzępami koszul swoje rany i przeczekali całą noc.
Jednak wczesnym rankiem 25 czerwca w więzieniu rozpoczęła się ponownie strzelanina, po czym czwórka skryła się ponownie wśród ciał. Teraz zjawiły się jedynie dwie żydowskie enkawudzistki, Bronstein i Rachil Geifler z rewolwerami i oddały kilka strzałów w martwy stos. Następnie wycofały się i zamknęły ponownie drzwi celi.
Teraz czwórka resztkami sił zerwała kaloryfery ze ściany i uderzyła nimi w drzwi aż ustąpiły. W ten sposób wybili oni jeszcze kilka drzwi do cel, aby móc uratować jeszcze żywych z innych cel. Następnie przedostali się na otwartą przestrzeń, przeleźli przez mur więzienny i rozbiegli się w różnych kierunkach.
Czirwa przeleżał całkowicie wycieńczony około 100 m od skraju pola żyta. Tutaj został znaleziony 26 czerwca przez żołnierzy niemieckich.
Uratowany Morosiuk , znajdował się w innej celi wraz z 9 więźniami. Morosiuk przebywał w więzieniu od 15 czerwca 1941 roku, nie będąc przesłuchiwany ani informowanym o podstawach aresztowania. W jego celi strzelały jedynie dwie Żydówki; jest on jedynym uratowanym spośród współwięźniów.
Mógł się uratować jedynie dzięki temu, że po dwóch strzałach w nogi udał zabitego, kiedy kobiety odeszły pobrudzone krwią zastrzelonych. W ten sposób musiał on przeleżeć dwie noce i dwa dni wśród zwłok i wielokrotne kontrole przeprowadzane przez dwie kobiety Żydówki. Został uratowany 26 czerwca znaleziony przez żołnierzy niemieckich.
Zeznanie Walentyny Łepieszkiewicz
Łepieszkiewicz jest rodowitą Ukrainką, która wyszła za mąż za Polaka, kierownika księgarni w Równem. Została aresztowana 23.08.1940 r. wraz z mężem przez NKWD, ponieważ znaleziono w ich mieszkaniu broń, której - według ich całkowicie wiarygodnych zeznań - chcieli użyć przeciwko Sowietom w wojnie niemiecko-rosyjskiej, upatrując w tym jedynej możliwości ratunku przed sowieckim piekłem.
Trzy miesiące po aresztowaniu odbyła się w Równem rozprawa przeciwko jej mężowi, którego skazano na 8 lat robót przymusowych (Syberia) i którego deportowano na początku 1941 r. Łepieszkiewicz pozbyła się wszelkiej nadziei ujrzenia kiedykolwiek żywego swojego męża. Założyła, że nie żyje od dłuższego czasu, że został zabity przez Rosjan.
Nawet przeciwko niej samej nie prowadzono jeszcze rozprawy, także nie została nawet przesłuchana. Dzisiaj także jest w pełni zadowolona z tego, że nie została przesłuchana, ponieważ wie od swoich współwięźniarek, że kobiety prawie bez wyjątku są gwałcone podczas przesłuchań przez komisarzy czy sędziów śledczych.
Ona wychodziła z założenia, że kobiety są zastraszone do tego stopnia, częściowo w wyniku gróźb, częściowo przez tortury, iż nigdy nie odważyły się na stawianie jakiegokolwiek oporu zachciankom przesłuchującym.
Łepieszkiewicz znajdowała się w celi wraz z 8 kobietami. Wieczorem 24 czerwca usłyszały one zbliżające się strzały i krzyki. Ich przeczucie, że wszystkie zostaną zamordowane zamieniło się w pewność, kiedy otworzyły się drzwi celi i wkroczyło kilku enkawudzistów, uzbrojonych w pistolety maszynowe i karabiny, którzy natychmiast otworzyli ogień do zastraszonych kobiet, zbitych w kącie celi.
Łepiekiewicz otrzymała jako pierwsza kobieta strzał w udo i w nogę i natychmiast upadła. Na nią upadły pozostałe. Kiedy ustała strzelanina, drzwi do celi zostały ponownie zamknięte przez NKWD.. Następnie wyczołgała się i wzywała inne, pozostałe przy życiu. Wynurzyły się jeszcze dwie kobiety, jedna lekko ranna 19-letnia Pindwiuk, która dostała pomieszania zmysłów.
Ranne przeczekały całą noc. Następnego ranka ponownie usłyszano strzały. Weszło dwóch żydowskich urzędników NKWD z karabinami, na których osadzili bagnety. Na początku jeden z urzędników dźgnął lekko ranną bezpośrednio w serce. Natychmiast poniosła śmierć. Przy wyciąganiu bagnetu Żyd stracił ten bagnet, a drugi Żyd dźgał Pindwiuk, którą zranił jedynie w ramię i nogę, gdyż leżała ona na podłodze.
Nagle rozległ się hałas wywołany waleniem grzejnikami w drzwi celi przez mężczyzn-więźniów. Wskutek pośpiechu oprawców Łepiekiewicz otrzymała jedynie dwa lekkie ciosy bagnetem w szyję. Drzwi celi pozostały otwarte. Wskutek przeżyć duchowych i słabości fizycznej obie żyjące jeszcze kobiety nie były w stanie opuścić celi; zwłaszcza że u Pindwiuk wystąpiły pierwsze objawy rozpoczynającego się obłędu.
W ten sposób obie kobiety spędziły jeszcze cały 25 czerwca i połowę dnia następnego obok pozostałych zwłok w celi, całkowicie wyczerpane i osłabione w wyniku utraty krwi. Zostały dostarczone do szpitala wojskowego przez sanitariusza niemieckiego.

TEKST SKRÓCONY WYDRUKOWANY W „WARSZAWSKIEJ GAZECIE” W TYTULE „MORDY ŻYDOWSKIEGO NKWD W DUBNEM” 19 KWIETNIA 2013 r.

Literatura, źródła, cytaty:
- Dokument ze zbioru „Materiałów aleksandryjskich” zespołu Heinricha Himmlera
(Andrzej Melak, Jan Bańbor, „Nasza Polska”, 16 07. 2001 r.)
http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_446.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dubno_%28miasto%29
http://pl.wikipedia.org/wiki/Masakry_wi ... _NKWD_1941
https://www.youtube.com/watch?v=JFBTjS_RkxI
https://www.youtube.com/watch?v=ZI073GnL_j4 PROF. JERZY ROBERT NOWAK

Aleszum's blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 09 kwi 2014, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=9379

Zeznania tego chłopca mogły jeszcze bardziej pogrążyć ekipę Jaruzelskiego. O zbrodni niewyjaśnionej do dziś…
lut 10, 2014 Admin Bohaterowie 1

Obrazek

10 lutego 1982 Feliks Barchański wziął udział wraz z Markiem Marciniakiem i Arturem Nieszczerzewiczem w akcji przeciwko pomnikowi Feliksa Dzierżyńskiego polegającej na oblaniu pomnika czerwoną farbą i obrzuceniu koktajlami Mołotowa.
Emil Barchański urodził się w 1965 r. w Warszawie. W 1980 roku rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Reja w Warszawie. Zginął tuż przed 17 urodzinami. Rodzina, przyjaciele i IPN są przekonani, że z rąk funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa.

Obrazek

Zamach na krwawego Feliksa
W liceum nawiązał kontakty z młodzieżową opozycją. Rozpoczął redagowanie podziemnej szkolnej gazetki „Kabel”, był współzałożycielem kabaretu „Wywrotowiec”, aktywnie uczestniczył w mszach celebrowanych przez ks. Popiełuszkę. W szczególny sposób zaangażował się w opozycyjną działalność po wprowadzeniu stanu wojennego.
Emil i jego koledzy przeprowadzili 10 lutego 1982 roku zamach na „krwawego Feliksa”, jak warszawiacy nazywali pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, stojący wówczas na Placu Bankowym. Obrzucili go niezmywalną białą i czerwoną farbą oraz butelkami z benzyną. Było to zajście o którym mówiła cała Warszawa.

Zeznania wymuszone biciem

Obrazek

W dniu zamachu Emilowi udało się uciec. Niestety nie na długo. Trzy tygodnie później został zatrzymany wraz z kolegami w prywatnym mieszkaniu Adama Michnika, podczas nielegalnego druku podziemnej gazetki „Będę krzyczał”.
pomnik Feliksa Dzierżyńskiego

Obrazek
pomnik Feliksa Dzierżyńskiego


Esbecy zabrali Emila do osławionego Pałacu Mostowskich. Przetrzymywali kilka dni, bili, wyzywali, kopali. Instruowali się przy tym, żeby nie kopać w twarz, „bo to zostawia ślady” – wspominał nastolatek. 17 marca przed sądem dla nieletnich odbyła się rozprawa Emila. Skazano go na dwa lata więzienia w zawieszeniu i dozór kuratora.
Dwa miesiące później miała miejsce rozprawa innego młodego członka opozycji – Tomka Sokolewicza. To jego Barchański w zeznaniach obarczył odpowiedzialnością za podpalenie pomnika Dzierżyńskiego. Podczas tej rozprawy Emil odwołał wszystkie swoje wcześniejsze zeznania. Oświadczył, że zostały na nim wymuszone biciem i zastraszaniem przez przesłuchujących go funkcjonariuszy SB. Powiedział, że zapamiętał ich twarze, może ich rozpoznać i wskazać. Być może tym jednym zdaniem wydał na siebie wyrok śmierci. Następna rozprawa została wyznaczona na 17 czerwca. Emil jej nie dożył.

Poszedłem po słońce…
3 czerwca 1982 r. matka Emila zastała w mieszkaniu list od syna:
Poszedłem po słońce z psem i PO. Wrócę, kiedy słońce nie będzie mi już potrzebne (…). Twoje Emiliątko.”
Nie wrócił. 5 czerwca zmaltretowane zwłoki chłopca wyłowiono z Wisły.
barchanskiPrzeprowadzone śledztwo wykazało, że chłopak utonął w rzece. Wersję tę potwierdził świadek – ostatni człowiek, który widział Emila żywego – jego znajomy, Hubert Iwanowski.

Obrazek

Kiedy 3 czerwca wieczorem oddał Krystynie Barchańskiej wszystkie rzeczy syna, powiedział, że po godzinie milicyjnej został on na brzegu w samych spodenkach. Matka opowiadała, że powiedział jej też o samochodzie, w kierunku którego szedł Emil. Iwanowski nie wyjaśnił, dlaczego zabrał jego rzeczy i zostawił go samego, tak jakby wiedział, że ubranie nie będzie już Emilowi potrzebne. Później twierdził, że nastolatek skoczył do wody, aby ratować tonącego psa. Milicja uznała to wyjaśnienie za wiarygodne. Nikt nawet nie próbował sprawdzić, czy śmierć Barchańskiego nie była morderstwem, ani jej związku ze sprawami, w których zeznawał.

Dowody zbrodni
W dokumentach z zakładu medycyny sądowej znalazł się zapis o obrażeniach na skórze Emila w obrębie rąk, tułowia i głowy, np. o schodzącym płatami naskórku. Obrażenia te nie mogły powstać po śmierci. Nie były to też poparzenia słoneczne. Oczywiście nikt nie sprawdził, jak powstały. Za tym, że Emil nie skoczył do rzeki, przemawiał inny fakt – Barchański był hydrofobem – nienawidził wody, nie umiał pływać, nigdy nawet nie próbował. Nie skoczyłby więc do Wisły. Nawet dla ratowania psa, który zazwyczaj w wodzie jakoś sobie radził.
Po wyłowieniu zwłoki były w kostnicy, ale nie włożono ich do chłodni. Był to doskonały sposób na zatarcie śladów przestępstwa. Jest pewne, że Emil był zastraszany przez SB, tak przed swoją rozprawą i po niej. Już po ogłoszeniu wyroku został ponownie przesłuchany w Pałacu Mostowskich. Wtedy usłyszał, że jeśli nie będzie posłuszny, może do 17 czerwca nie dożyć. Esbecy powiedzieli mu, że może wypaść z okna albo pijany zginąć w wypadku. Funkcjonariusze opisali, jak to się robi: wlewa się ćwiartkę do ust, a następnie ofiarę wpycha pod samochód czy tramwaj. Padło również zdanie, że może się utopić. Oczywiście protokołu z tego „przesłuchania” nikt nie spisał.

Nie jedyny powód
Najprawdopodobniej śmierć Emila miała ukryć nazwiska esbeków, którzy go bili. Informacja, że milicja na komendach bije dzieci z pewnością nie przyniosłaby sławy pomysłodawcom stanu wojennego. Szczególnie za granicą. Gdyby Emil dalej zeznawał, sędzia nie mógłby zignorować informacji o pobiciu. Jego relacja oficjalnie trafiłaby do zagranicznych serwisów, wówczas zainteresowanych sytuacją w Polsce. Być może zresztą „pomysł” zabójstwa wcale nie wyszedł z góry. Może faktycznie był samodzielną akcją funkcjonariuszy, którzy zbyt „gorliwie” wykonywali „swoje obowiązki”, a potem też zbyt „gorliwie” zacierali ślady.
Ale to nie musiał być jedyny powód. Istnieje jeszcze jedna wersja przyczyny tego zabójstwa.
To nie był nieszczęśliwy wypadek
Emil miał zdemaskować esbeckiego agenta w strukturach podziemia. Dziś nazwanie kogoś konfidentem SB może skończyć się najwyżej procesem o „zniesławienie”, nawet, jeśli „pomówiony” był zdrajcą. Wtedy wiedza taka była o wiele groźniejsza. Dla Emila, być może, okazała się śmiertelnie groźna. Zwłaszcza, jeśli agent bezpieki był kimś ważnym w strukturach organizacji, do której Emil należał. Jest też wersja, że w dniu śmierci, przed wyprawą nad Wisłę, Barchański z kimś się spotkał. Z kim i po co? Nie wiadomo. Hubert Iwanowski już po pogrzebie nastolatka nie chciał rozmawiać z Krystyną Barchańską. Bał się. Ale dał jej do zrozumienia, że śmierć Emila nie była nieszczęśliwym wypadkiem.

Znikające dokumenty
Potwierdza to również inny zbieg okoliczności. Szymon Pochwalski, organizator druku, podczas którego zatrzymano Emila, dwa tygodnie po jego pogrzebie wyjechał do Francji. Jakim cudem opozycjoniście, zatrzymanemu kilka tygodni wcześniej, udało się w stanie wojennym, w ciągu miesiąca dostać paszport i opuścić kraj, nie wiadomo. Oficjalnie zginął w 1989 r.
Ale w 2007 r, dziennikarze odkryli, że Szymon Pochwalski produkuje we Francji programy telewizyjne. Drugim właścicielem firmy był Krzysztof Kownas, za którego Emil „poszedł na robotę.” Kiedy żurnaliści zadzwonili do firmy, w ciągu kilku dni interesujące ich dane zniknęły z internetu. Zniknęły również dokumenty związane ze sprawą Emila. Jak wiele innych esbeckich akt spłonęły tuż po 1989 r. Śledztwo prowadzi już tylko IPN. Ale nawet tam nikt nie łudzi się, że wskaże ono morderców Emila. Dla śledczych sukcesem będzie udowodnienie, że zabili go esbecy o których wysokie emerytury tak troszczy się lewica.

Aldona Zaorska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 30 kwi 2014, 15:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/02/26 ... -plynacym/

POLSKA najbogatszym krajem świata – mlekiem i miodem płynącym!!
Posted by Marucha w dniu 2014-02-26 (środa)

Uwaga: nie wiadomo, czy „biliony” nie oznaczają „miliardów” – admin
POLACY żądają od żydów zamieszkałych w POLSCE spłat szkód, jakich dopuścili się wobec NARODU POLSKIEGO, w okresie od rozpoczęcia II WŚ do chwili obecnej! – 1 transza to ok. 2 tyś bilion (bn) zł + odsetki!
POLSKA najbogatszym krajem świata – mlekiem i miodem płynącym!?
Tak właśnie jest. Ponieważ POLSKA ma 2 tyś bilionów (bn) zł do odebrania od żydów zamieszkałych w POLSCE i od IZRAELA! Tylko taki drobiazg: POLACY muszą przejąć uprzednio rządy w POLSCE od żydów. Tak nam POLAKOM, dopomóż BÓG!
Wyliczenia należności przysługujących NARODOWI POLSKIEMU od żydów, mam z Facebooka od znajomego, który je też ma od znajomych na FB: Maciej Stępień. Dzięki mojemu znajomemu z FB Jerzy Kowalski: „UDOSTĘPNIAM dzięki Pani Teresie Sikorze i dzięki mojemu znajomemu z FB”.
CZEMU BANDA ZDRAJCÓW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ ZAJMUJE SIĘ UKRAINĄ, NIOSĄC ZAGROŻENIE DLA POLSKI, KIEDY SAMA JEST ZANURZONA W SZAMBIE PO USZY!!! ZNOWU TROCHĘ CIEKAWYCH SPRAW:


Afery, grabieże i straty Polski:

1.Grabież srebra i złota FONplus cztery miliony dolarów przywiezionych z Londynu do Polski przez gen. Tatara.Strata FON – 4 miliony złotych.
2.„Urwanie łba”195 wielkich afer dokonanych przez prominentów żydo-komuny (PRL). Dane w/g informacji prasowych lat 80-tych.Strata 12 bilionów złotych.
3.Grabież dobytku 300 rodzin tzw. wrogów ludu z Krakowa oraz występujących w mniejszym zakresie na terenie całego kraju wysiedleń w okresie bitwy o handel. Polegało to na wytypowaniu właściciela bogatego domu lub mieszkania. Wtajemniczeni UB-ecy właściciela zabijali lub aresztowali a majątek ich był przechwytywany przez morderców z Bezpieki.Straty 1 bilion złotych.
4. Urwanie łba sprawie „wystrzał”(kradzież depozytów, wymuszanie okupu od cinkciarzy). Udziałowcami afery byli pułkownicy i generałowie MSW. Straty skarbu państwa – 2 biliony złotych.
5. Bitwa o handel z lat 1945-1950 pod nadzorem Żyda Minca. Odebrano wówczas Polakom dorobek całego życia, dorobek wielu pokoleń polskich rodzin. Straty astronomiczne – 200 bilionów złotych.
6. Ograbienie Skarbu państwa w aferze alkoholowej, przechwycenie i zniszczenie Polskiego monopolu Spirytusowego i Tytoniowego. Straty astronomiczne - 50 bilionów złotych.
7.Ograbienie, okpienie,”wystrychniecie na dudka”półtora miliona Polakówz tytułu przedpłat mieszkaniowych.Bezdomni po 20 latach nie mają ani mieszkań ani pieniędzy. Straty astronomiczne – 100 bilionów złotych.
8.Afera nabranych naiwniaków nabezpieczna kase Grobelnego. Współudział ministra Krzaka. Straty – 3 biliony złotych.
9. Ograbienie 8 milionów emerytów z 40% składek ZUS.Polacy w pocie czoła pracowali za głodowe pensje dla Judeopolonii i w dobrej wierze odkładali ze swego wynagrodzenia 40% dla ZUS. Oszczędności te zostały zagrabione, a obecnie biedne państwo nie posiada funduszy na wypłacenie emerytur. Straty 100 bilionów złotych.
10. Ograbienie Skarbu państwa i Polaków przeztworzenie uprzywilejowanych przedsiębiorstw i fundacji: żydowskie PAX, INKO, LIBELLA, Fundacja Nisenbauma, wszelkie inne Fundacje. Firmy te przez 47 lat nie płaciły i nadal nie płacą ceł i podatków. Straty 100 bilionów złotych.
11. Afera przemytnicza MSW żyda gen. Matejewskiego. 18 tysięcy dukatów plus złoto.Aferze urwano „łeb” a złoto podzielono miedzy mafiosów MSW.Straty – 18 tys. dukatów.
12. Afera MSW gen. Milewskiego (żelazo – żądło). Napady, rabunki przemyt złota. Sprawie urwano „łeb” a walory dewizowe podzielono miedzy wtajemniczonych mafiosów MSW. Straty 5 bilionów złotych.
13. Afera FOZZ. Straty 10 bilionów złotych.
14. Afera rublowa, transfer z byłego ZSRR. Straty skarbu państwa 8 bilionów złotych.
15. Afera rublowa, transfer z b. NRD. Straty Skarbu państwa 12 bilionów złotych.
16. Afera Art-B w tym zniszczenie Ursusa.Straty 20 bilionów złotych.
17. Afera paszportowa, machloja polskich żydów MSW z angielskimi żydami. Wydmuchanie Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Straty Skarbu Państwa 16 milionów dolarów (US)
18. Afera z zakupem Bella. Machloja amerykańskich żydów z polskimi żydami. Za zniszczenie polskiego przemysłu lotniczego, nasi rodzimi targowiczanie pobrali 5 milionów dolarów łapówki. Z tego powodu 70 tysięcy polskich robotników (wysoko wykwalifikowanych) poszło na bruk. Zdolność obronna Polski została obniżona. Zniszczono fabryki przemysłu lotniczego i obronnego, które były wybudowane po 1918 roku z inicjatywy Kwiatkowskiego (COP) i wysiłkiem całego Narodu. Budowa COP-u miała na celu przygotowanie Polski przed agresja Hitlera i Stalina. Straty 100 bilionów złotych.
19. Ograbienie Polaków przez odebranie działek budowlanych, ziemi, lokali handlowych, placów prawowitym właścicielom. Tylko w Warszawie odebrano 20 tysięcy działek, które prawem Hazuka przydzielono oczywiście tylko żydom i masonom. Np., przy ul. Sobieskiego, Nowoursynowskiej, Wolicy i wielu dzielnicach Warszawy i kraju. Przy Al. Wilanowskiej w Warszawie na terenie odebranych bezprawnie działek nomenklatura PZPR wybudowała przepiękne wille o czerwonych dachach. Społeczeństwo Warszawy nazywa ten super ekskluzywny zakątek „Zatoka Czerwonych Świń”. Należy do tego jeszcze dodać, że Kiszczak i jego kolesie żydowskiego pochodzenia (sama generalicja i pułkownicy), budowali wille siłami żołnierzy poborowych. Budynki te potem sprzedali po spekulacyjnych (przepraszam -rynkowych) cenach, na czym zarobili po 100.000 dolarów.Straty w skali kraju 10 bilionów złotych.
20. Pozbawienie Polaków poszkodowanych przez Trzecią Rzeszę Niemiecką odszkodowań za roboty przymusowe i obozy pracy przymusowej w czasach okupacji. Straty 500 miliardów marek zachodnioniemieckich.
21. Koszty stanu wojennego poniesione przez żydo-generalska mafię w obronie swych mafijnych interesów. Straty ekonomiczne 25 miliardów dolarów (US).
22. Koszty utrzymania mafijnego PRONU przez 10 lat – 10 bilionów złotych.
23. Machloje z przekształceniem 1600 największych fabryk polskich. Odebranie Narodowi i przekazanie obcym. Straty astronomiczne. Jest to powtórka bitwy o handel z czasów żyda Minca w latach 1945-1949. Straty 100 bilionów złotych.
24. Bizantyjska rozrzutność w kancelariach prezydenta i jego dworu. Rozpłyniecie się majątku po byłym PZPR. Około 100 zabytkowych pałaców i ukrytych pieniędzy na różnych kontach przepadło (FON). Straty 10 bilionów złotych.
25. Zniszczenie ciężkiego przemysłu zbrojeniowego. Porwanie 6 handlowców w celu wyeliminowania Polski z arabskich rynków zbytu. Pozbawienie Polski taniej ropy z Iraku i eksportu budownictwa. Straty z tytułu utraty rynków arabskich – 10 miliardów dolarów.
26. Rakietowa machloja żydo-polskich generałów z żydo-sowieckimi generałami na zakup od sowietów przestarzałych rakiet na wyposażenie Wojska Polskiego. Fakty te opisywał i wyliczył straty płk. Rajski („Nowy Świat” z 11.03.1992). Polska zapłaciła za złom rakiet. Strata 60 miliardów dolarów.
27. Grabież 6 ton złota plus monety o wartości numizmatycznej, znalezione zostały w 1982 roku w Lubiążu na Dolnym Śląsku.Poszukiwań dokonali saperzy WP oraz lotnictwo LWP za cenę ogromnych kosztów. Znaleziony skarb został przekazany do żydowskiego banku „Złoty Cielec” – jako własność „Sanhedrynu” (Tajny Rząd żydowski). Monetami srebrnymi i złotymi podzielili się wtajemniczeni mafiosi wybranego narodu „cyklistów”: Jaruzelski, Poradko, Kiszczak, Barański, oficerowie SB: Siorek, Liwski i Zbigniew Dzięgielewski, gen. Bula. Resztki tego złota w ilości 2 kg odkryła przypadkowo służba porządkowa w piwnicach Belwederu, które zapomniał gen. Jaruzelski. Ciekawe? Który to Rasputin ukrył złoto? Fakty te opisał „Wprost” z 7.06.1993. Wojskowa Prokuratura w Warszawie na podstawie prawa Talmudu urwała „łeb” sprawie. Straty skarbu państwa – 6 ton złota plus monety złote i srebrne.
28. Na koszty kampanii wyborczej w wyborach 27 października 1991 roku – Komitety Wyborcze (te wtajemniczone) pobrały pożyczki w NBP w wysokości 6 bilionów złotych.Pieniędzy tych nie zwrócono do banków do dnia dzisiejszego. Na interpelacje poselska w tej sprawie Salcia Waltz wykręciła się tajemnicą bankową. Według Salci Waltz Polski Naród nie może dowiedzieć się prawdy o tym, jak jest okradany. Właśnie za te ukradzione Polakom pieniądze oplakatowano rabinami cala Polskę. Za te pieniądze wybraliśmy 70% „Knesetu” (parlament Izraela) a nie polski Sejm.
29. Afera Gawronika, który do spółki z płk. Grzybowskim z Wojsk Ochrony Pogranicza, w noc sylwestrowa 1988/89 rękami żołnierzy poborowych pobudowali 80 kantorów wymiany walut na granicach PRL. Wszystkie zezwolenia Gawronik załatwił o godz. 24 w nocy.Polski Kowalski na taka decyzje administracyjna czekałby miesiące, a nawet cale lata. Afera Gawronika mogła być zrealizowana, bo była wykonywana w interesie „Złotego Cielca” i do Spółki z ówczesnym ministrem finansów, który uprzedził Gawronika o wprowadzeniu wolnej wymiany walut. Łącznie afery Gawronika Art-B, Ursus, kantory przekraczają sumę 5 bilionów złotych.
30. Afera dewizowa biznesmena z żelaza. Kazimierz Janosz do spółki z IDepartamentem MSW przywiózł z przemytu 200 kg złota. Złoto to rozpłynęło się w depozycie MSW. Zapytajcie Milczanowskiego, jakie to krasnoludki ukradły omawiane złoto. Strata skarbu państwa wynosi – 200 kg złota.
31. Afera pomocy dla bezrobotnych? Polska otrzymała rzekomą pomoc dla bezrobotnych z banku „Złoty Cielec” w wysokości 100 milionów dolarów na lichwiarskie procenty.Z tej sumy aż 30 milionów (USD) wypłacono doradcom zachodnim. Polscy bezrobotni z tych pieniędzy nie otrzymali ani centa.Właśnie za pieniądze dla bezrobotnych bawią się zagraniczni doradcy w hotelu „Mariot”. Miesięcznie ich wynagrodzenie wynosi 40 tys. dolarów. Fakty te omówił w „Listach o gospodarce” red. Bober w styczniu 1994 roku.Straty Skarbu Państwa wynoszą 100 milionów USD kredytu plus odsetki (lichwa) = 100 milionów USD.
32. Afera banku śląskiego. Dwaj żydzi Kowalec i Borowski rąbnęli z banku śląskiego 10 bilionów złotych. Nie podlegają sadowej odpowiedzialności, ponieważ jako wybrańcy narodu są wyjęci spod polskiego prawa. Podlegają pod prawo Mojżeszowemu. Straty Skarbu Państwa – 10 bilionów złotych.
33. Razem straty Skarbu Państwa wynoszą: – 954 bilionów złotych, 6 ton 200 kg złota, 18 tysięcy dukatów, 500 miliardów DM, 95 miliardów 20 milionów US Dolarów do tego bilansu należałoby doliczyć nigdy nie wypłacone wielomiliardowe odszkodowania za agresje, zniszczenia wojenne, ludobójstwa od Niemiec, Rosji, Izraela (żydostwo masowo brało udział po stronie hitlerowskich Niemiec i żydobolszewickiej sowieckiej Rosji w rzeziach ludobójczych dokonywanych na Polakach, a po wojnie w stalinowskim aparacie terroru).


Oblicza się, że straty Polski w wyniku niemieckiej agresji 1939 – 1945, wynosiły około 500 mld USD (można przyjąć, że przejęte przez ZSRR polskie ziemie z istniejącym na nich majątkiem stanowią stratę porównywalną), odszkodowania za zdradę i złamanie umów i paktów od USA i Anglii, oraz za zdradliwe oddanie Polski w niewolę Stalinowi i 45 lat żydokomunizmu.
W wyniku akcesji do UE Polska straciła (wg. różnych źródeł) od 600 mld USD do 2 bln USD.
W wyniku akcesji do UE i spłat długów Polska w latach 2004-2006, ponosi straty w wysokości ok. 80 mld USD rocznie. W tym strasznym rejestrze pogrzebana jest przyczyna polskiego kryzysu i luka w budżecie państwa. Wartość zagrabionych walorów dewizowych przekracza dwukrotnie roczny budżet państwa.
Gdyby rząd Polski powołał specjalne organa w tej sprawie i odzyskał zagrabione fundusze, to Polska stałaby się najbogatszym krajem świata – mlekiem i miodem płynącym (przy jednoczesnym zreformowaniu systemu monetarnego likwidującego całkowicie żydowska lichwę).
Niestety! Żydzi są wszędzie, sędziowie, prokuratorzy, prawnicy, politycy urywają łeb lub nie wszczynają śledztwa w każdej sprawie, gdzie sprawcami są żydzi, bo prawo talmudu jest nadrzędnym prawem nad polskim prawem tubylczym.

http://trzcinska.neon24.pl/post/106528, ... m-plynacym


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 11 sie 2014, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/05/07/ ... uxenberga/

Rzeź galicyjska – złote żniwa Izaaka Luxenberga
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-05-07

Obrazek

Żydzi a rabacja galicyjska z 1846 r.: złote żniwa Izaaka Luxenberga
„[...] Żydzi dla zysku podniecali chłopów, aby rabowali, zabijali, aby mogli od nich fanty najdroższe za parę grajcarów nabywać” – pisał Franciszek Ksawery Prek, naoczny świadek rabacji galicyjskiej 1846 r.
Franciszek Ksawery Prek – wybitny malarz, literat, pamiętnikarz i społecznik, przeszedł do historii przede wszystkim jako autor 11-tomowych pamiętników obejmujących lata 1817-1855, będących nieocenionym źródłem wiedzy o życiu społeczno-gospodarczym oraz obyczajowym ówczesnej Galicji. Fragmenty dziennika opublikowane przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo pt. „Czasy i ludzie” (Wrocław 1959) przybliżają barwną panoramę tamtych lat, m.in. tragiczne wydarzenia 1846 r.
Antyszlacheckie wystąpienia chłopów w Galicji w lutym 1846 r. zostały już po wielokroć opisane przez wielu autorów. Społeczny konflikt nabrzmiewający od lat wybuchł z ogromną siłą dzięki knowaniom austriackiej administracji lokalnej, dążącej do zniszczenia rękami włościan polskiego zrywu niepodległościowego. Jednak pewne aspekty owych wypadków wciąż oczekują na bliższe zbadanie.
W tych tragicznych dniach obwód tarnowski, w mniejszym stopniu bocheński, sanocki, jasielski, sądecki, wadowicki, rzeszowski stały się widownią krwawych porachunków. Podburzone przez Austriaków oddziały chłopskie atakowały, grabiły i równały z ziemią „pańskie” dwory. Szczególnie złowrogą sławę zdobyła wataha Jakuba Szeli, odpowiedzialna za napady w Smarżowej, Kamienicy, Gorzejowej, Siedliskach, Bączałce, Grudnej, gdzie z wyszukanym okrucieństwem zamordowano ponad sto osób.
Rabacja okazała się kataklizmem, który uderzył z niepohamowaną mocą, wprawiając w przerażenie całą ówczesną Europę. W Tarnowskiem zrujnowano aż 90 proc. szlacheckich gniazd; w Sądeckiem 77 proc.; w Bocheńskiem i Jasielskiem ok. 35 proc.; w Sanockiem i Wadowickiem ok. 20 proc.
W sumie zniszczono aż 470 dworów i pałaców. Dewastacjom i grabieżom towarzyszył wielki rozlew krwi. Zamordowano ok. 200 właścicieli dóbr i dzierżawców oraz kilkakrotnie więcej służby. Ogółem historycy doliczyli się co najmniej 1100 zabitych (z tego ¾ w Tarnowskiem) tylko podczas napadów na dwory.
Zdaniem niektórych badaczy całkowita liczba ofiar rabacji mogła sięgnąć nawet dwóch tysięcy. Nie jest to wykluczone, jeśli uwzględnić, że chłopskie watahy atakowały również polskie oddziały powstańcze. Do największej tragedii doszło pod Gdowem, gdzie powstańcza partia pułkownika Adama Suchorzewskiego została rozgromiona przez austriackie wojsko oraz tłumy chłopstwa (zwerbowanego przez starostę bocheńskiego Karola Bernda ). Doszło wówczas do bestialskiego mordowania wziętych do niewoli powstańców, do dobijania rannych leżących na pobojowisku. W tym jednym starciu poległo aż 154 polskich patriotów, z tego wielu – z rąk chłopskich „braci”.
„Ręce za lud walczące sam lud poobcina” – napisał proroczo narodowy wieszcz.

Krew i wódka
Współczesnych szokowało okrucieństwo uczestników ruchawki. Zabójstw dokonywano przy pomocy noży, siekier, wideł, cepów, nieraz bestialsko torturując ofiary. Do legendy przeszły przypadki przerzynania „panów” piłami. Ginęli nie tylko przedstawiciele szlachty oraz ich służba; również księża katoliccy oraz chłopi, którzy próbowali powstrzymać morderców. W pamiętnikach Preka oraz w pracach wielu innych autorów znajdziemy szereg drastycznych opisów zbrodni.
W relacjach powtarza się często motyw odurzenia alkoholem sprawców rzezi. Problem odbił się echem nawet w literaturze.

„Tańcowali raz po raz
chłopska kosa, pański pas.
Od ogródka do ogródka
ciekła rowem krew jak wódka.
Tańcowali – z panem pień.
Była noc jak biały dzień…”
- pisał Bruno Jasieński w „Słowie o Jakubie Szeli” (1926).


W istocie podczas rabacji wódka lała się strumieniami. Może to być wytłumaczeniem przynajmniej części okrucieństw, dokonanych (jak potwierdzają relacje świadków) w pijackim amoku.
W owym czasie wysokoprocentowy alkohol nie zaliczał się do towarów szczególnie tanich (zwłaszcza dla wiejskiej biedoty). Tymczasem uczestnicy rabacji spożywali go w znacznych ilościach, za darmo. Nasuwa się pytanie: kto poił wódką chłopskie watahy? Kto był ich hojnym „sponsorem”?

Podżegacze
Wszyscy autorzy zgodnie wskazują na złowrogą rolę, jaką odegrał tarnowski starosta Joseph Breinl, utrzymujący ścisłe kontakty z radykalnymi chłopskimi liderami, w tym z Jakubem Szelą. Krążyły pogłoski, jakoby Breinl wypłacał znaczne sumy za schwytanych bądź zabitych szlachciców. Cena za pojmanego miała wynosić 5 złotych reńskich, za zabitego – dwakroć tyle (co odbierano jako zachętę do zabójstw). Starosta Breinl zaprzeczał później, jakoby płacił za zabijanie ludzi, acz przyznał, że rozdał chłopom 4000 złotych reńskich – „w nagrodę za wierność cesarzowi”…
Franciszek Ksawery Prek nie poprzestaje na zdemaskowaniu niecnej roli tarnowskiego starosty. Ujawnia też jego najbliższych współpracowników. Byli nimi komisarze cyrkularni Chomiński, Żminkowski, Leśniewicz(„wszyscy trzej Rusini, najpodlejsze pod słońcem dusze”), następnie kanceliści Trojanowski, Zgorski, Wolfarth . Wreszcie Żyd Izaak Luxenberg, dzierżawca propinacji w Tarnowie.
Izaak Luxenberg znany był z mętnych interesów prowadzonych na dość szeroką skalę. Zażyłe stosunki z austriacką administracją pozwoliły mu odegrać niepoślednią, a wyjątkowo złowrogą rolę. Jak zaświadcza Prek: „Żyd Luksenberg, który dzień i noc z Breinlem konferował, szachrował, Żydków swoich po wsiach rozsyłał, szpiegował, chłopów do zabójstwa i rabunków namawiał i pieniądze w nadgrodę za najokropniejsze zbrodnie rozdawał i przyrzekał.”
Współpracę Izaaka Luxenberga ze starostą Breinlem potwierdza prof.Stefan Kieniewicz, który nadmienia, iż mimo masowej skali rzezi ani jeden Żyd nie zginął z rąk chłopów.

Beneficjenci zbrodni
Niektórzy wiążą zaangażowanie pewnych galicyjskich Żydów w rabację z prowadzoną w poprzednich latach akcją trzeźwości, propagowaną przez Kościół katolicki. Akcja ta w krótkim czasie przyczyniła się do poważnego obniżenia ilości spożywanego alkoholu, a przez to znacznie ograniczyła dochody arendarzy.
Z pamiętników Preka wynika jasno, że Żydzi uczestniczyli bezpośrednio w najściach na dwory. Dowodem tego zdarzenia z Nockowej, gdzie napadnięty pan Woynarowski dzielnie stawił czoła napastnikom ze strzelbą w ręku – „czterech chłopów trupem położył, a Żyda mocno postrzelił.”
Ponadto wielu Żydów miało czerpać korzyści finansowe, skupując za bezcen od uczestników rabacji dobra zrabowane podczas grabieży dworów. „Oni [Żydzi] się najwięcej teraz obcymi łupami wzbogacili” – wspominał Prek.
Trzeba tu nadmienić, iż Prekowa relacja o nikczemnej postawie niektórych Żydów znajduje potwierdzenie u innych autorów. Np. Helena Klementyna Katarzyna Kadłubowska w swym „Dzienniku z lat 1856 – 1860″ stwierdza, iż: „Po tym rabunku położenie nasze było bardzo krytyczne, cały majątek przeszedł w ręce chłopów, a bardziej jeszcze Żydów, którzy zrabowane rzeczy za bezcen kupowali…”
Jak już wspomniano, skala grabieży oraz spekulacji zrabowanymi dobrami była bardzo wysoka. Wedle Preka, wielce wzbogacili się na nich, poza Żydami, również urzędnicy austriaccy ze starostą Breinlem na czele.

Sprawiedliwi wśród narodów cesarstwa
Podkreślmy z mocą, iż Franciszek Ksawery Prek wcale nie obciąża zbiorową odpowiedzialnością całej społeczności żydowskiej. Przeciwnie, przytacza przykłady chwalebnej postawy izraelickich sąsiadów, przeciwstawiających się zarówno morderczym watahom, jak i własnym chciwym ziomkom.
Opisuje swą rozmowę z leśniczym, bestialsko pobitym przez chłopów, zawdzięczającym życie żydowskiemu szynkarzowi, który „wódką, prośbami chłopów zmiękczył i uprosił, aby go oszczędzili”.
Wspomina żydowskiego arendarza z Kamienicy, który (wraz z osiadłym we wsi Cyganem) próbował bezskutecznie ocalić pochwyconego przez chłopów Wiktora Bogusza,
Wyjątkowo ciekawa jest informacja o rabinie, który „w tarnowskim cyrkule rzucił klątwę na wszystkich Żydów, którzy by co z zrabowanych rzeczy kupili od chłopów”. Niestety, jak stwierdza Prek: „Rząd zniósł tę klątwę i rabinowi zagroził karą za to, a Żydom pozwolił zrabowane rzeczy kupować, które też oni za bezcen nabywali wraz z byłym starostą tarnowskim Breinlem, który tym się zbogacił.”
Wypada wyrazić żal, że nazwiska tych dzielnych Żydów giną w mroku niepamięci.

Żniwiarz Gross
Na terenach objętych rabacją obserwujemy zatem mnogość postaw miejscowych Żydów – od działań inspirujących zbrodnie, poprzez bezpośredni w nich udział, następnie czerpanie zysku z grabieży, aż po wystąpienia jednostek szlachetnych, przeciwstawiających się mordercom, łupieżcom i paserom popieranym przez lokalne władze.
W chwili, gdy piszę te słowa, emocje rozpala książka Jana Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross „Złote żniwa”, zarzucająca Polakom masowe mordowanie Żydów w okresie II wojny światowej oraz grabież mienia pożydowskiego. Jej wydawca – prezes Wydawnictwa ZnakHenryk Woźniakowski – zadeklarował, że opublikowanie tego dzieła wynika z misji jego środowiska, misji polegającej na „pracy nad pamięcią”.
Zaskakujące w tym kontekście jest oświadczenie dyrektor Wydawnictwa Znak Barbary Skóry, która w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” książkę Grossów nazwała tendencyjną. Szczególnej krytyce poddała „metodę gęstego opisu” Grossa jako niemającą nic wspólnego z rzetelną nauką oraz budzącą etyczne wątpliwości. Wedle dyr. Skóry, Grossowi wystarczą trzy przypadki obrabowania Żydów przez Polaków, aby wyciągać daleko idące wnioski odnoszące się do całej lokalnej społeczności czy nawet całego narodu polskiego (zob.: http://www.rp.pl/artykul/609914.html ). Wyraziła przy tym obawę, że książka może sprowokować wzrost nastrojów antysemickich w Polsce.
Jak wyglądałoby opisanie relacji polsko-żydowskich podczas rabacji 1846 r., sporządzone wedle metody Jana Tomasza Grossa? Czy nie zabrakłoby w nim miejsca dla żydowskiego arendarza z Kamienicy, błagającego o życie polskiego „pana”? Albo dla rabina wyklinającego współziomków budujących fortuny na dobrach splamionych krwią? Czy właśnie o taką „pracę nad pamięcią” chodzi prezesowi Wydawnictwa Znak?

Tekst pierwotnie opublikowany w: „Myśl Polska” z 27 lutego – 6 marca 2011 r.

Autor: Andrzej Solak

http://ptto.wordpress.com/2013/03/10/zy ... uxenberga/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim
PostNapisane: 03 wrz 2014, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=19051

Nie tylko w Katyniu żydzi mordowali polską inteligencję. Wspólnie z Niemcami mordowali polskie elity gdzie i jak się tylko dało.

Kopia artykułu:

„Polscy” komuniści w 1943 r.: Polską inteligencję likwidować. Przywódców organizacji niepodległościowych likwidować lub denuncjować do gestapo. Stosować prowokacje
wrz 03, 2014 Admin Mocne słowa 0

Uchwała podjęta na dwudniowym zjeździe komunistów w Siedlcach z dnia 3 i 4 sierpnia 1943 r.

1. Wciągnąć do współpracy najwybitniejszych przedstawicieli polskiej inteligencji. W przypadku negatywnego ustosunkowania się ich do komunizmu, względnie odmowy, likwidować we własnym zakresie lub drogą denuncjacji.

2. Przeniknąć w większym niż do tej pory stopniu do organizacji niepodległościowych w celu wyłowienia ludzi na kierowniczych stanowiskach, których należy natychmiast likwidować przez denuncjację do gestapo, bądź też własne organy wykonawcze.

3. Wzmóc pod firmą polskich organizacji niepodległościowych działalność sabotażową o charakterze rażącym demonstracji i prowokacji, by spowodować zwiększenie represji ze strony Niemców.

cytat pochodzi z dokumentu przejętego przez kontrwywiad AK




http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

KAZACHSTAN – TAM KATYŃ TRWA

Skala ludobójstwa z okresu od sierpnia 1937 do sierpnia 1938 r. była gigantyczna. Rozstrzelano 111 tys. osób, skazano ponad 50 tys. na 10-15 lat łagru. Żony zamordowanych były automatycznie zsyłane na 5-8 lat łagru. Zgodnie z tym samym rozkazem Jeżowa dziesiątki tysięcy dzieci skazanych miały być poddane rusyfikacji w domach dziecka.


Najgłębiej tkwiącym w pamięci zbiorowej symbolem eksterminacji Polaków na Kresach jest zbrodnia katyńska. Należy jednak pamiętać, że planowe komunistyczne ludobójstwo wybranych kategorii Narodu Polskiego rozpoczęło się już w latach 1937-38, gdy na mocy rozkazu Jeżowa nr 00485 wyznaczano kategorie Polaków i osób polskiego pochodzenia zamieszkałych w ZSRS, które ulec miały zagładzie. Równocześnie rozpoczął działania zespół specjalistów NKWD zajmujący się tzw. sprawą polską. Zaledwie dwa lata później specjaliści od ‘sprawy polskiej’ kontynuowali eksterminację już na terenach do niedawna niepodległego państwa polskiego.
Ukarani za polskość
Skala ludobójstwa z okresu od sierpnia 1937 do sierpnia 1938 r. była gigantyczna. Rozstrzelano 111 tys. osób, skazano ponad 50 tys. na 10-15 lat łagru. Żony zamordowanych były automatycznie zsyłane na 5-8 lat łagru. Zgodnie z tym samym rozkazem Jeżowa dziesiątki tysięcy dzieci skazanych miały być poddane rusyfikacji w domach dziecka.
Jedną z kategorii, jaką poddano prześladowaniom w ramach tej akcji, stanowili Polacy zamieszkali w okolicach Żytomierza i Kamieńca Podolskiego których w ramach oczyszczania sowieckiego pasa przygranicznego przesiedlono do Kazachstanu. Nie byli na tyle groźni, by zginąć, jak dwa lata później oficerowie, ale posiadali ważną umiejętność - byli dobrymi rolnikami. Było to szczególnie ważne, gdyż w Kazachstanie po sztucznie wywołanym w latach 1932-33 głodzie, kiedy zginęło nie mniej niż 1 mln 100 tys. Kazachów - czyli ok. 1/3 narodu, całkowitemu załamaniu uległa gospodarka rolna. Polaków zesłano w latach 1936-37 na opustoszałe kazachstańskie stepy oczyszczone w ten barbarzyński sposób z ludności rdzennej. Kazachowie byli w tym okresie przychylnie nastawieni do Polaków, rozumieli, że przyjeżdżali nie osadnicy, ale takie same ofiary ludobójstwa.
Zaledwie dwa lata później, w 1940 i 1941 r., do wykopanych przez polskich zesłańców ziemianek trafiły żony i dzieci oficerów i urzędników zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej, co dobitnie świadczy o ciągłości akcji ludobójstwa i "oczyszczania" Kresów z Polaków. Jednakże była jedna istotna różnica! Rodziny oficerów, o ile przeżyły, mogły wyjechać z armią Andersa lub wrócić do Polski, natomiast władze PRL i ZSRS nie zgodziły się na powrót etnicznych Polaków. Nasi rodacy spod Kamieńca i Żytomierza muszą dalej odbywać karę za swą polskość. Nigdy nie mieli szansy powrotu. W trakcie wojny do polskich wsi zsyłani byli również masowo nadwołżańscy Niemcy (ok. 1 mln) oraz Czeczeni i Ingusze.
Wydawało się, że po 1989 roku Polska przypomni sobie o tych ostatnich ofiarach sowieckiego ludobójstwa na Kresach. Stało się jednak inaczej...
Tylko 8 rodzin
Jest to szczególnie bolesne dla kazachstańskich Polaków, zważywszy że już na początku lat dziewięćdziesiątych Niemcy zabrały wszystkich chętnych do przesiedlania Niemców. W ramach "polityki zadośćuczynienia" w 1992 r. określono kontyngent roczny powracających z byłego ZSRS na 225 tys. osób, a po pewnym okresie ustalono go na poziomie 103 tysięcy. Z samego Kazachstanu wróciło ponad 700 tys. Niemców. Co warte szczególnego podkreślenia, sam Kazachstan równocześnie - rozpoczął dużą akcję powrotu tzw. oralmanów, czyli osób oraz ich potomków, które uciekły przed sztucznym głodem i prześladowaniami sowieckimi do Chin, Mongolii, Iranu. W sumie na opuszczone po Niemcach tereny od 1991 do 2009 r. powróciło 192 tys. kazachskich rodzin, czyli około 750 tys. osób. Obecnie repatrianci, wraz z dziećmi i nielegalnie przybyłymi członkami rodzin, stanowią ok. 1 mln ludności, czyli blisko 10 procent wszystkich Kazachów! Każdego roku aparat prezydenta Nazarbajewa ustala liczby roczne repatriantów - oralmanów. W 2009 r. podwyższono tę liczbę z 15 tys. do 20 tys. rodzin rocznie. Również od 2008 roku podobną "politykę powrotu" podjęła Rosja. Powołała do istnienia biura repatriacyjne, szczególnie w byłych republikach azjatyckich. W pierwszych dwóch latach (do 2010 r.) rocznie powróciło około 8 000 osób.
Polska w ramach "Ustawy o repatriacji" z 2000 r. i działania systemu "Rodak" jest w stanie sprowadzić rocznie od 8 do 25 rodzin. W prowadzonej przez MSWiA bazie "Rodak" (w 2009 r.) nadal czeka z pisemnym przyrzeczeniem repatriacji ze strony rządu RP 1 621 rodzin (2 544 osoby). Średni okres oczekiwania wynosi, zgodnie z obietnicą rządu, od 7 do 9 lat. Po ilu setkach lat wrócą potomkowie polskich zesłańców?
Swoistym chichotem historii może być fakt, że obecnie najwięcej polskich repatriantów znajduje się w Rosji i w Niemczech. Oczekujący od ponad 20 lat Polacy, tracąc nadzieję na powrót do Ojczyzny, wykorzystali więc systemy repatriacyjne innych państw... Z prostych i oczywistych względów pracowitości i dużej dzietności opłaca się Rosjanom i Niemcom zapraszać Polaków do swoich krajów. Natomiast w Polsce, a zdaniem MSWiA oraz MSZ, ci sami zesłańcy są niezaradni i zbyt roszczeniowi a ich powrót jest zbyt dużym ciężarem dla kasy państwowej.
A wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy istnieje artykuł 52 pkt 5 Konstytucji RP, gdzie stwierdza się, że każda "osoba, której pochodzenie polskie zostało stwierdzone zgodnie z ustawą, może osiedlić się na terytorium Rzeczypospolitej na stałe". Pomimo stwierdzenia swego pochodzenia Polacy w Kazachstanie wrócić jednak nie mogą, gdyż nie istnieje taka ustawa a próby uchwalenia wynikającego z Konstytucji pakietu ustaw "powrotowych" [m.in. społeczny projekt "Ustawy o powrocie z zesłania"] są skrzętnie blokowane. Nie budzi to również zatroskania Rzecznika Praw Obywatelskich czy innych kompetentnych instytucji, że od kilkunastu lat łamane są prawa konstytucyjne. Jest to szczególnie bolesne w tym okresie, gdy wprowadzana jest w Polsce abolicja dla uchodźców. Warto zapytać urzędników z MSWiA zajmujących się do niedawna równocześnie uchodźcami i repatriantami w ramach Urzędu ds. Uchodźców i Repatriacji [obecnie Departament ds. Obywatelstwa i Repatriacji], dlaczego osoby, które przybyły tu nielegalnie, wbrew prawu mogą otrzymać zgodę na pobyt w Polsce, zaś legalnie oczekujące od lat tysiące kazachstańskich Polaków z pisemną obietnicą rządu polskiego w ręku nie otrzymają od MSWiA takiej szansy. Wręcz odwrotnie, MSWiA blokuje im możliwość przyjazdu. Czy jest to państwo prawa?
W obliczu całkowitego fiaska ciągnącego się od 2000 r. państwowego systemu "Rodak" z inicjatywy Wspólnoty Polskiej i jej prezesa śp. Macieja Płażyńskiego oraz we współpracy ze Związkiem Repatriantów RP powstała społeczna propozycja "Ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego a deportowanych i zesłanych przez władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich". Główną naszą ideą było zrównanie w prawach i zastosowanie rozwiązań stosowanych wobec uchodźców. Jedyną istotną różnicą było danie środków na zagospodarowanie oraz możliwość zdobycia prostego, przydatnego w Polsce zawodu.
Samoograniczaliśmy się w naszych propozycjach, nie chcieliśmy, by łatwo było wykorzystać przeciw powrotowi z Kazachstanu zwykłą zawiść ludzką jaka rodzi się w obliczu biedy w Polsce, by nikt później nie mówił, że przyjmujemy "Ruskich", a ludzie czekają na lokale komunalne czy na pracę. Oczywiście uważaliśmy, że słuszna byłaby polityka zadośćuczynienia ze strony państwa polskiego za 76 lat zesłania. Zsyłano bowiem ludzi świadomych swej polskiej tożsamości, silnie związanych z Kościołem, zaradnych i przedsiębiorczych, mogących stanowić źródło oporu. Przesiedlono całe rodziny, by zniszczyć i złamać je psychicznie oraz fizycznie, wykorzystać do niewolniczej pracy, zaś dzieci zrusyfikować. 20 lat potwornego głodu i niewolniczej pracy aż do śmierci Stalina, kolejne 50 lat zesłania - czy nie są dostatecznym dowodem na ich polskość? Kto przerwie karę tych Polaków? Czy obecna polityka polska nie wpisuje się w dalszy ciąg ich gehenny? Chcemy zatem w ustawie znieść również egzaminy z języka polskiego, wiedzy o Polsce, nie mają ich przecież nawet i uchodźcy. Przywołam tu jedno z zadawanych obecnie przez konsula pytań np. o patrona Krakowa. Jeżeli nie wiecie, drodzy Czytelnicy, że to św. Florian, a nie Stanisław, to nieważne, że wasz dziadek zginął rozstrzelany, że rodzeństwo zmarło z głodu, że nie było szans na naukę języka polskiego i historii. Nie macie prawa powrotu... Cóż, tylko Rosjanie bez egzaminów uznali tych zesłańców za Polaków!
Projekt ustawy o powrocie z zesłania został zaatakowany na pierwszym spotkaniu podkomisji sejmowej i zdecydowanie odrzucony przez stronę koalicyjną i MSWiA. Jawne odrzucenie projektu nie wchodziło jednak w rachubę w obliczu ponad 200 tys. zebranych podpisów i możliwości strat wizerunku w roku przedwyborczym. Powstała zatem równocześnie w Senacie RP propozycja kolejnej, już trzeciej nowelizacji starej, niedziałającej "Ustawy o repatriacji" z 2000 r., która przeszła całą procedurę senacką przy poparciu wszystkich partii [sic] i weszła pod obrady Sejmu. Połączenie obu projektów - społecznego i koalicji rządowej, w ramach podkomisji doprowadziłoby do zakończenia prac nad wspólnym już projektem z końcem kadencji Sejmu. Pamiętać bowiem należy, że tylko projekty "czysto" społeczne przechodzą do dalszych prac w nowo wybranym parlamencie. W ten sposób osiągnięto by w białych rękawiczkach zakończenie prac nad projektem. Ale zdecydowana postawa kilku osób z koalicji PO-PSL szczęśliwie na to nie pozwoliła. Cały czas projekt napotykał zdecydowany opór, mimo że wszyscy stwierdzali w obliczu konkretnych danych, że repatriacja prawie nie istnieje. Winne były gminy..., które nie zapraszały repatriantów, z czym częściowo się zgadzaliśmy. A więc kiedy proponowaliśmy konkretne tematy i propozycje zmian, brak było na nie zgody. Nie osiągnęliśmy zgody strony MSWiA nawet na ustalenie harmonogramu spotkań, nie mówiąc o konkretnych tematach tam poruszanych. W sumie w ciągu roku spotkaliśmy się zaledwie cztery razy. Skąd bierze się ta niechęć ze strony urzędników MSWiA, którzy wykazali się przez lata kompletną niekompetencją i nieudolnością, ponieważ nie tylko że przyjmują zaledwie 8-25 rodzin rocznie, to jeszcze nie byli nawet w stanie od 11 lat wykorzystać przyznanych środków na repatriację. Dzieje się to w obliczu wielotysięcznej kolejki oczekujących w systemie "Rodak". Ok. 20 procent przyznawanych środków każdego roku jest zwracanych, np. w 2008 r. z przyznanych 8 339 798 zł urzędnicy nie wykorzystali 1 660 202 zł, zaś w 2009 r. z przyznanych 7 450 202 nie wykorzystano 1 615 718 złotych. Problemu z powrotem Polaków z Kazachstanu nie da się zatem sprowadzić, tylko do kwestii braku środków na repatriację, co jest głównym zarzutem strony koalicyjnej wobec projektu społecznego ustawy. Wyraźnie widać tu obok wadliwości dotychczasowej ustawy brak kompetencji i niechęć urzędników, a przecież są to ci sami ludzie, którzy zajmują się dziesiątkami tysięcy spraw uchodźców, emigrantów.
Polacy w Kazachstanie są nadal tylko dobrym tematem dla PR-owskich poczynań, nie stanowią rzeczywistego elektoratu, z którym musieliby się liczyć politycy. Mieszkają 5 tys. km od Polski i nie są nawet w stanie demonstrować w swoich sprawach. To tylko Państwo, którzy złożyli podpisy, którym nie jest obcy ich los, którzy w rodzinach doświadczyli gehenny zesłania, stanowią realną siłę mogącą im pomóc. Tylko naciski społeczne mogą zmusić polityków do działania, trudno jest bowiem po okresie 20 lat zaniechania mówić o ich dobrej woli. My, którzy pisaliśmy tę ustawę, prosimy o pomoc, o naciskanie na swoich posłów, o kontakt ze Związkiem Repatriantów. Każde środowisko, wszelkie inicjatywy, wszystkie pomysły są cenne. Nie pozwólmy, by po cichu, w ramach gier koalicyjnych skazano dziesiątki tysięcy Polaków na dalsze zesłanie, bo gdy czytają Państwo te słowa, w północnym Kazachstanie jest około 20 stopni mrozu i jak co roku od 76 lat, zamarzają tam w buranach (burze śnieżne) nasi rodacy.

Dr Robert Wyszyński [Styczeń 2012]

Za: http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /