Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 22 maja 2013, 05:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Zwycięstwo nad Armią Czerwoną

Tym, którzy uważają, że PRL nosiła w sobie walory polskości, a także że władze partii komunistycznej – PZPR, nie wiedziały o mordowaniu Grzegorza Przemyka, i tym, którzy uważają, że to właśnie 4 czerwca 1989 roku Polacy wybrali demokrację i bezkrwawo obalili komunizm, przypominam, że 68 lat temu żołnierze Armii Krajowej zdobyli obóz NKWD w podwarszawskim Rembertowie. Był to krok na długiej drodze do wolności.

Gdy w połowie września 1944 r. w Warszawie trwało dobijanie powstańców przez Niemców, przy aprobacie Rosjan, ci ostatni zakładali obóz koncentracyjny w podwarszawskim Rembertowie.

Obóz nr 10 został założony do celów operacji NKWD i był m.in. stacją wysyłkową Polaków do łagrów na Syberię. Nie różnił się od niemieckich obozów zagłady – jego teren otoczony był dwiema liniami drutów kolczastych, z wieżami wartowniczymi.

Głodzono i mordowano w nim ludzi na masową skalę. Codziennie kilkanaście osób nie tylko było mordowanych, ale też umierało z głodu, a następnie ich ciała wrzucano pod mur do ciasnych dołów. Dokładnie tak samo jak na powązkowskiej Łączce.

Głównie żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i Batalionów Chłopskich, ale także działaczy politycznych, społecznych, Polskiego Czerwonego Krzyża, Szarych Szeregów.

Jednym z osadzonych był gen. August Emil Fieldorf „Nil”. Razem z nimi uwięziono tam także niemieckich jeńców wojennych. Ale Polaków kierowano w to miejsce na podstawie wyroków polskich sądów po to, by jeszcze raz „przesłuchiwało” ich NKWD, Rosjanie.

W marcu 1945 roku było tam aż 2500 więźniów. Umieszczano ich ciasno w dawnej hali produkcyjnej fabryki amunicji oraz nielicznych barakach. Niektórzy byli aresztowani przez Józefa Światłę, który później po ucieczce na Zachód opowiedział w audycji Radia Wolna Europa o tym strasznym miejscu.

W nocy z 20 na 21 maja 1945 roku dowództwo obozu upijało się w pobliskim Kawęczynie. Został o tym poinformowany kpt. Walenty Suda ps. „Młot” – dowódca Obwodu Mińskiego Mazowieckiej AK. Posłał więc do obozu oddział dowodzony przez ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichurę”. Oddział, liczący około 40 żołnierzy, zaatakował obóz w przebraniu Ludowego Wojska Polskiego.

W brawurowej akcji, rozpoczętej o północy, a trwającej około 25 minut, uwolniono około 500 więźniów. Nie zamierzali rozbijać całego obozu, zważywszy na znajdujących się tam także Niemców. Ale około 100 chorych więźniów wysłano na ciężarówkach i ukryto w okolicznych wsiach. Reszta rozpierzchła się po lasach.

Było to zwycięstwo polskich żołnierzy nad wrogą Armią Czerwoną, tym większe, że uwolniono znajdujących się tam Polaków. Nie było już wśród nich generała „Nila”, którego wysłano wcześniej transportem na Syberię.

Dwustu z ukrywających się w okolicznych lasach niestety zostało wkrótce wyłapanych i znów wtrąconych do rosyjskiego obozu. Rosjanie nie kryli się ze swoim bestialstwem. Zimą, na przełomie 1944 i 1945 roku, więźniowie byli wystawiani na mróz i kazano im tak tkwić mimo głodu i chorób całymi dniami. Widzieli to okoliczni mieszkańcy oraz ci, którzy przejeżdżali pobliską drogą.

Zarówno więźniowie tego obozu, jak i jego wyzwoliciele, ci, którzy zostali ranni i zabici podczas tej akcji, walczyli o to, aby pewnego dnia w Polsce nastała wolność. Już wtedy w 1945 roku walczyli o demokrację i obalenie komunizmu.

Niestety, musieli przelać za to krew, ale z każdą taką akcją przybliżali Polskę do wolności. 4 czerwca 2013 roku pamiętajmy o nich i nie dajmy sobie wmówić, że to obrady Okrągłego Stołu doprowadziły do bezkrwawej rewolucji. Zanim doszło do tego spotkania, tysiące Polaków ginęły za wolność, która dopiero miała nadejść.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... rwona.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 29 maja 2013, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Drugie podejście do obozu NKWD

IPN rozważa wznowienie śledztwa w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności i życia obywateli polskich w obozie NKWD w Rembertowie. Dochodzenie zablokowali Rosjanie, odmawiając przekazania dokumentów.

Sprawę umorzono 7 lat temu.

– Można dziś wrócić do śledztwa ze względu na zażalenia. Prokurator referent jest w kontakcie z jednym z pokrzywdzonych, trwa jeszcze uzgadnianie czynności do wykonania, planowane są pewne rzeczy. Żeby móc podjąć decyzję, czy są podstawy do podjęcia śledztwa, musi zostać uzupełniony materiał dowodowy – tłumaczy prokurator Marcin Gołębiewicz, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie.

Zgodnie z ustawą o IPN, mimo że sprawcy zbrodni nie żyją, śledztwo można kontynuować.

– Jesteśmy zobowiązani do wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy i ustalenia pokrzywdzonych, to jest wprost przewidziane w ustawie o IPN, w części dotyczącej pionu śledczego – dodaje prokurator.

Alfred Grabowski, jeden z żyjących jeszcze byłych więźniów obozu NKWD nr 10, od lat stara się o wznowienie sprawy i rozpoczęcie prac ekshumacyjnych na terenie 2. Regionalnej Bazy Logistycznej w Rembertowie, gdzie znajdował się obóz. Mężczyzna był naocznym świadkiem mordów dokonywanych przez Sowietów na polskich żołnierzach; grzebano ich w pobliskim zagajniku.

– Pierwszy raz byłem przesłuchiwany przez Prokuraturę Generalną w 1992 roku. Zażądałem wówczas od pani prokurator Marii Grabskiej-Taczanowskiej wizji lokalnej. Byliśmy na terenie obozu 2 września 1992 r., z mojej izby w baraku z dawnego obozu było nas wtedy sześciu – relacjonuje Alfred Grabowski.

Ostatecznie śledztwo umorzono w 2006 r., ale nie wszystko jest stracone.

– Miejsce pochówku naszych żołnierzy jest do ustalenia. Grzebano ich 50-80 metrów wzdłuż dzisiejszego wału ziemnego na terenie jednostki, w 1945 r. przebiegającego wzdłuż baraku, w którym nas więziono – mówi Alfred Grabowski. Szczegółowe informacje, w tym plany obozowych budynków, trafiły na biurko prokuratora Pawła Karolaka.

Szansa na dowody

Wskazywanie miejsc pochówku żołnierzy było wcześniej w tym postępowaniu podejmowane. Przypuszczalnie takie próby będą kontynuowane, ale dopiero po jakimś uszczegółowieniu, po uzyskaniu możliwie pełnego materiału, na który jest szansa – zapewnia prokurator Gołębiewicz.

Sprawą eksploracji terenu dawnego obozu NKWD w Rembertowie zainteresowany jest prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący pracami poszukiwawczo-ekshumacyjnymi na powązkowskiej Łączce.

– Moim obowiązkiem, jako pełnomocnika prezesa IPN do spraw poszukiwań nieznanych miejsc pochówków ofiar terroru komunistycznego, jest zbadanie także tego miejsca. Jeżeli żyje świadek, mogę w krótkim czasie uruchomić procedurę, żeby z tym panem udać się na miejsce dawnego obozu, zrobić wizję lokalną i udokumentować już w tej chwili to wszystko, co ma do przekazania, by ślad po tym miejscu nie zaginął – deklaruje historyk. Procedura poprzedzająca odkrywki jest jednak długa.

– W całym kraju prowadzimy badania poszukiwacze miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Tych miejsc mamy niezwykle dużo, one muszą być wcześniej odpowiednio przygotowane – opowiada Szwagrzyk.

Wykopaliska poprzedza kwerenda źródeł pisanych, mówionych czy fotografii lotniczych.

– Po takich działaniach historycznych, badawczych przystępujemy do drugiego etapu, czyli prac nieinwazyjnych za pomocą georadaru, sondy Foerstera itd. Z chwilą, kiedy uzyskujemy wyniki tych prac, możemy dopiero podjąć decyzję, co dalej, czy istnieje szansa na realizację, czyli na konkretne działania ziemne, czy też takiej szansy nie ma. Staramy się określić obszar, koszty, a to wszystko wymaga czasu – zastrzega badacz.

Rosjanie utrudniają

Podstawą do wszczęcia śledztwa w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności oraz pozbawienia życia obywateli polskich w obozie NKWD nr 10 w Rembertowie, w okresie 1944-1945, w lipcu 1991 r. były zeznania więźniów. Mijały lata, a sprawa tkwiła w martwym punkcie. 31 grudnia 1996 r. śledztwo zawieszono. Wznowiono je 4 lata później, 15 listopada 2000 r., po rozpoczęciu działalności Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie.

W toku śledztwa prokuratorzy zwrócili się do Centralnego Archiwum Wojskowego, Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Urzędu Ochrony Państwa, Archiwum Wschodniego, Dowództwa Warszawskiego Okręgu Wojskowego, rosyjskiego Państwowego Archiwum Wojskowego, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej, Państwowego Archiwum Federacji Rosyjskiej, Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN i Związku Sybiraków.

Wnioski o ujawnienie dokumentacji, która mogła być podstawą działań procesowych, spełzły na niczym. Prokuratorzy uznali, o czym informują w postanowieniu o umorzeniu śledztwa 31 października 2006 r., podpisanym przez prok. Pawła Karolaka, że potrzebne materiały mogą znajdować się w archiwach rosyjskich.

Wnioski z prośbą o pełną dokumentację dotyczącą okoliczności zorganizowania, zasad funkcjonowania, osób osadzonych i kierujących obozem oraz zakończenia jego działalności kierowano do Federacji Rosyjskiej trzykrotnie.

Z korespondencji prowadzonej między więźniami Rembertowa a władzami w Moskwie wynika, że w archiwach na terenie Federacji Rosyjskiej istnieją dokumenty potwierdzające tożsamość osób wywiezionych w głąb Związku Sowieckiego, a zawarte w nich dane wskazują, że w trakcie deportacji prowadzono ścisłą ewidencję zesłańców, miejsca i czasu ich pobytu na terytorium ZSRS, okoliczności i przyczyn zgonu oraz miejsca pochówku.

Dokumentacja taka znajduje się m.in. w Państwowym Archiwum Okręgu Swierdłowsk i Centrum Przechowywania Zbiorów Historycznych i Dokumentalnych w Moskwie. Niestety, wszystkie wnioski o pomoc prawną Rosjanie zbagatelizowali.

Na pierwszy wniosek, przesłany za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości 14 stycznia 1992 roku, Rosjanie lakonicznie odpowiedzieli po roku.

30 września 1996 r. Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zwróciła się bezpośrednio do prokuratora generalnego Jurija Skuratowa z prośbą o przesłanie dokumentacji bądź udzielenie wyczerpującej informacji w tym przedmiocie.

Z pisma załączonego do akt rosyjskiej Prokuratury Generalnej wynika, że w „archiwach FSB nie natrafiono na dokumenty potwierdzające fakt zakładania obozów przez NKWD na terytorium Polski”. Ostatni wniosek strona polska skierowała do Moskwy 28 lutego 2005 r.; i tym razem odmówiono nam informacji, argumentując, że „danych takich nie ujawniono”.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -nkwd.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 22 wrz 2013, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/2485- ... e-19181953

Sowieckie obozy koncentracyjne 1918–1953
sobota, 17 sierpnia 2013 21:36 Jan Bodakowski

W współczesnej Polsce media i politycy nie widzą nic niestosownego w gloryfikowaniu dokonań komunizmu. Pomniki sowieckich oprawców plugawią swoją obecnością przestrzeń publiczną. Komunistyczni oprawcy są fetowani, a protestująca przeciw temu młodzież jest szkalowana. Z szkół usuwane są lekcje historii by młode pokolenia były pozbawione elementarnej wiedzy o przeszłości. Jedną z form oporu wobec tej patologii, jest samokształcenie. Osobom które nie chcą zapomnieć, nie godzą się na tolerowanie komunistycznego totalitaryzmu, przyda się praca „GUŁag. Radzieckie obozy koncentracyjne 1918–1953” autorstwa Stanisława Ciesielskiego.
W wydanej przez IPN praca „GUŁag. Radzieckie obozy koncentracyjne 1918–1953” to pierwsza na polskim rynku monografia poświęcona komunistycznemu systemowi izolacji i eksploatacji uwięzionych. Sowieckiej polityce represji. Wpływowi zmian polityki władz sowieckich na funkcjonowanie sowieckich obozów koncentracyjnych. Warunkom życia i pracy uwięzionych. Temu kim byli uwięzieni i ich nadzorcy.
Pierwszy rozdział pracy poświęcony jest początkom sowieckiego systemu obozów koncentracyjnych. Przejęciu władzy przez bolszewików. Represjom lat 1917-1922. Polityce karnej. Obowiązkowi pracy i pracy przymusowej. Początkom sowieckiego systemu penitencjarnego.
W drugim rozdziale autor opisał sowieckie obozy koncentracyjne w latach 1922–1929. Ówczesną politykę karną. Zmiany w systemie represji. Utworzenie dwu systemów izolacji.
Trzeci rozdział został poświęcony przebudowie systemu penitencjarnego w latach 1929–1934. Polityce karnej. Polityce represji. Obozom OGPU. Zsyłkom kulaków i deportowanych. Różnym statusom przesiedleńców. Liczebności i rozmieszczeniu zesłańców. Warunkom bytowym na zesłaniu.
W czwartym rozdziale pracy Stanisława Ciesielskiego czytelnicy znajdą informacje o GUŁagu w okresie masowych represji. Unifikacji systemu represyjnego i penitencjarnego. Polityce karnej i represjach lat 1934–1936. Wielkim terrorze. Zmianach w polityce karnej w latach 1939–1941. Rozdział czwarty opisuje też funkcjonowanie w omawianych latach obozów i koloni. Liczbę, strukturę, śmiertelność, i pracę więźniów. Życie w obozach. Rozdział czwarty kończą informacje o masowych wysiedleniach i przesiedleniach lat 1935–1941. Liczebności i rozmieszczeniu zesłańców. Zmianach status poszczególnych grup zesłańców. Nowej organizacji zesłań systemu obozów koncentracyjnych.
Piąty rozdział „GUŁag. Radzieckie obozy koncentracyjne 1918–1953” opisuje zyski jakie czerpali sowieci z niewolniczej pracy więźniów sowieckich obozów koncentracyjnych. Budowę kanału Białomorsko-Bałtyckiego, Dalstroju, kanału Moskwa–Wołga, regionu uchtyjsko-peczorskiego, BAMu, kombinatu norylskiego. Wykorzystywanie niewolniczej pracy więźniów w budowie dróg, przemyśle drzewnym i rolnictwie. Piąty rozdział pracy kończy opis reformy GUŁagów.
W rozdziale szóstym znalazły się informacje o sytuacji w sowieckich obozach koncentracyjnych w latach 1941–1945. Polityce karnej i represji. Zmianach w strukturze i w organizacji obozów. Kadrze obozowej. Więzieniach, obozach, kolonia karnych. Warunkach życia więźniów. Pracy przymusowej więźniów i jej znaczenia gospodarczego. Kolumnach roboczych, jeńcach wojennych, skazanych na prace przymusowe.
Rozdział siódmy opisuje sytuacje w latach 1945–1953. Amnestie z 1945 roku. Uchylanie prawodawstwa wojennego. Działalność organów orzecznictwa. Karanie przestępstw kontrrewolucyjnych. Zaostrzenie polityki karnej. Charakter orzekanych kar. Zmiany strukturalne i organizacyjne w systemie obozów koncentracyjnych. Działalność obozów specjalnych. Działalność obozów nie należących do GUŁagu. Rozdział siódmy kończą informacje o liczbie i strukturze uwięzionych. Partycypacji obozów w systemie gospodarczym. Polityce kadrowej i podnoszeniu efektywności pracy więźniów.
W ostatnim rozdziale znalazły się informacje o organizacji obozów. Więźniach, nadzorcach, strażnikach i pracownikach obozów. Funkcjonowaniu obozowych baraków, łaźni, kuchni, stołówek i szpitali. Patologiach życia obozowego.

Jan Bodakowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 19 lis 2013, 13:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/35857

Podobóz KL Auschwitz w Brnie
Dział: Opinie » autor: Adam Cyra » data: śr, 02-10-2013

Siedemdziesiąt lat temu, 4 października 1943 r., niemieccy naziści założyli w Brnie na Morawach podobóz KL Auschwitz - Brünn. W celu upamiętnienia tej rocznicy Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem wydało dwujęzyczną, po polsku i po czesku, okolicznościową publikację, której autorami są Bohdan Piętka z Muzeum Auschwitz-Birkenau i Markéta Tardy Páralova z Brna.
Podobóz Brünn był jednym z trzech podobozów KL Auschwitz utworzonych przez Niemców na okupowanych ziemiach czeskich. Jego powstanie wiązało się z przeniesieniem Akademii Technicznej SS i Policji z Berlina do Brna, co nastąpiło latem 1943 r. Na siedzibę Akademii wybrano budynek seminarium duchownego, znajdujący się w surowym stanie i wymagający gruntownego remontu. Ponieważ było zapotrzebowanie na siłę roboczą, kierownictwo Akademii uzyskało zgodę na skierowanie do Brna więźniów KL Auschwitz.

http://prawica.net/files/Bolesław%20Olszewski%20zginął%20w%201945%20r.jpg
Bolesław Olszewski

W dniu 30 września 1943 r. przeznaczono w obozie oświęcimskim do transportu 251 więźniów, prawie samych Polaków, którzy później pracowali przy adaptacji budynku Akademii na potrzeby SS. W tych robotach budowlanych uczestniczyli również Czesi – zarówno pracownicy cywilni jak i więźniowie polityczni z Brna. Dzięki ich pomocy, poza Bolesławem Olszewskim, nr obozowy 18863, który zginął podczas ewakuacji podobozu w kwietniu 1945 r., nie było w podobozie Brünn ofiar śmiertelnych.
Po upływie około trzech miesięcy wywieziono z powrotem do obozu macierzystego w Oświęcimiu 100 więźniów, kierując ich do podobozu KL Auschwitz - Jawischowitz w Jawiszowicach, gdzie zostali zatrudnieni w miejscowej kopalni węgla.
Druga grupa więźniów w liczbie 118 osób została przeniesiona z powrotem z Brna w maju 1944 r. do podobozu oświęcimskiego Buna (Monowitz), założonego przy zakładach IG Farbenindustrie w Monowicach.
W Brnie pozostało 28 więźniów, których stan zwiększył się później o około 20 Polaków, aresztowanych po wybuchu powstania warszawskiego. Na początku 1945 r. z tego podobozu jeszcze 12 więźniów przeniesiono do KL Buchenwald.

http://prawica.net/files/2-OKŁADKA-ostatnia%20strona.jpg

W dniu 17 stycznia 1945 r. przebywało w Brnie 36 więźniów, wśród których było 32 Polaków. Ewakuacja tego podobozu rozpoczęła się w kwietniu 1945 r. Po kilkunastu dniach pociąg ewakuacyjny dotarł do Górnej Austrii. W dniu 3 maja 1945 r., w pobliżu miejscowości Bergen koło Salzburga, 35 więźniów podobozu Brünn doczekało wyzwolenia przez wojska amerykańskie.

Autor: Adam Cyra
historyk, urodził się w 1949r. w Krakowie, studia historyczne ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest autorem kilku książek i około dwustu artykułów, poświęconych historii KL Auschwitz.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 22 lis 2013, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Niemiecki KL Auschwitz

Prowokatorzy z „New York Timesa” i inni kłamcy piszą o tym niemieckim obozie śmierci, że był „polskim obozem koncentracyjnym”. Potem obłudnie przepraszają. A potem znów kłamią… Badają wytrzymałość Polaków. Niemcy zamęczyli tu 70 tysięcy Polaków.

22 listopada 1940 r. w obozie dokonano pierwszego zbiorowego mordu – na 40 Polakach. Takich polskich dat w Auschwitz będzie więcej. Przez pamięć o naszych rodakach potępiajmy kłamców i żądajmy postawienia ich przed sądem. Zofia Kossak-Szczucka, więźniarka Auschwitz, pisała w „Dekalogu Polaka”: „Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat”.

KL Auschwitz-Birkenau wybudował rząd niemiecki w roku 1940. Utrzymywany był z budżetu Deutsches Reich. Stąd jego niemiecki charakter. Nie „nazistowski”, lecz niemiecki, rządowy. Utworzono go na polskiej ziemi, bo tu było najwięcej „podludzi” do unicestwienia.

Był obozem zagłady dla Polaków, Żydów i innych narodowości. Według Delegatury Rządu RP na Kraj, w Auschwitz-Birkenau około 51 proc. więźniów stanowili Żydzi, około 35 proc. Polacy, około 14 proc. przedstawiciele 30 innych narodów.

Był jednym z wielu niemieckich obozów niewolniczej pracy i śmierci. Jego wyjątkowość polegała na tym, że tu zamęczono najwięcej ludzi. Ile? Dokładnie nie wiemy, co najmniej milion. Szacuje się, że około 2/3 z nich to Żydzi. Po nich największą grupą byli Polacy. Umierali tu także obywatele sowieccy, Romowie, Belgowie, Czesi, Słowacy, Duńczycy, Francuzi, Grecy, Holendrzy, obywatele Jugosławii, Norwegowie, Rumuni, Węgrzy, Włosi, Hiszpanie, Szwajcarzy, Turcy, Brytyjczycy, Amerykanie, nawet nieliczni Niemcy i Austriacy, uznani za „zdrajców narodu niemieckiego”.

Cześć pamięci zamęczonych! Hańba kłamcom, którzy na ich śmierci robią po latach polityczne geszefty!

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/60315,n ... hwitz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 07 gru 2013, 17:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/10/18 ... ch-dzieci/

Obóz dla polskich dzieci
Posted by Marucha w dniu 2013-10-18 (piątek)

„Obóz na Przemysłowej” – tak nazywa się hitlerowski twór utworzony w roku 1942 w Łodzi na terenie żydowskiego getta, obóz dla polskich dzieci. Pochłonął tysiące ofiar w wieku od niemowlęctwa do 16 lat.

Obrazek

Warto uruchomić wyobraźnię, by pojąć sytuację, w jakiej znalazła się polska młodzież podczas II wojny światowej. Prawie każda rodzina była we współczesnym rozumieniu wielodzietna – dziećmi i ich zabawami wypełnione były wszystkie podwórka. Ojcowie chodzili do pracy, matki całymi dniami pracowały na rzecz rodziny, a dzieci im w tym pomagały. Wojna doprowadziła do zagrożeń i braków, odczuwanych przez wszystkich. Ile rodzin, tyle osobnych dramatów. Mężowie szli do wojska, żony przejmowały całą troskę o byt. Narastał głód, strach i rozpacz.

Nieco historii
Zamordowano 6 milionów Polaków, z których 90 proc. zginęło w wyniku złożonego zespołu środków terroru. Gdy ginęli dorośli (na froncie, podczas przymusowej pracy w Rzeszy, w łapankach i egzekucjach), kilku- i nastoletnie dzieci z dnia na dzień musiały stawać się głowami swych rodzin, zapewniać młodszemu rodzeństwu jedzenie, odzież, względne bezpieczeństwo. Pozostawały same w krainie nieznanego lęku, z zimnym piecem i pustymi garnkami. Tragizm sytuacji, niemoc fizyczna i naturalny w dzieciństwie brak pewnych umiejętności zmuszały małoletnich do handlu, kradzieży pożywienia i do żebractwa, a dla Niemców były to zbrodnie.
Pierwsze pomysły utworzenia na ziemiach polskich obozu dla młodocianych pojawiły się w roku 1941, kiedy Niemcy drastycznie spotęgowali represje i rozważali problem losu lawinowo rosnącej grupy sierot. Wtedy właśnie, przy założeniach identycznych do obowiązujących przy budowach lagrów dla dorosłych i na rozkaz samego Reichsführera SS Heinricha Himmlera, powstał w środku Łodzi zbrodniczy twór grupujący osierocone lub siłą wydarte rodzicom polskie dzieci. Usytuowano go na terenie żydowskiego getta – w obrębie ulic: Brackiej, Plater, Górniczej i muru cmentarza żydowskiego. Przeszło przezeń około 15 tys. polskich dzieci, przeżyło tylko 900, z których większość zmarła – z powodu wyczerpania głodem, obrażeń ciała, chorób i przemarznięcia, braku rodziny – niedługo po wyzwoleniu.

Mützen ab! Die Augen links!
Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt (Prewencyjny Obóz Policji Bezpieczeństwa dla Młodzieży Polskiej w Łodzi) – bo tak brzmi pełna nazwa obozu – stoi w jednym szeregu na liście wielkich hitlerowskich kombinatów masowej zagłady: pokazują to dokumenty. Rzeczą znamienną jest, że – wedle relacji świadków – dzieci, jakie trafiały na Przemysłową w transportach z Oświęcimia, zorientowawszy się w sytuacji, płakały i chciały wracać. Auschwitz zatem, kojarzący się nam z piekłem na ziemi, był miejscem lepszym bytowo od tego, które zgotowali esesmani w Łodzi polskim dzieciom. Wszędzie indziej przy dzieciach, lub choćby w pobliżu, byli dorośli – istoty silniejsze fizycznie, posiadające wiedzę i racjonalną orientację w zastanej sytuacji. Pamiętajmy, że Auschwitz zaszczycili tacy giganci humanizmu jak św. Maksymilian Kolbe, rtm. Witold Pilecki czy słynna „położna Oświęcimia”, łodzianka, Stanisława Leszczyńska. W innych lagrach, mimo straszliwych warunków, zawsze znalazł się ktoś starszy, kto przytulił, pocieszył i wyjaśnił. Na Przemysłowej – nikt. To dlatego niektórzy historycy nazywają łódzki obóz Małym Oświęcimiem.
Zarządzenie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy mówiło, iż do obozu powinno się kierować „przestępców lub dzieci zaniedbane od 8 do 16 lat”. Skończywszy 16 lat, trafiało się do Auschwitz, a wyznaczona dolna granica wieku była w pełni fikcyjna – do dziś żyją świadkowie obecności w łódzkim obozie dzieci zupełnie małych, niespełna dwuletnich.

http://media.wp.pl/kat,1022945,wid,1608 ... 3#opOpinie




http://blogmedia24.pl/node/69913

Pamiętając....nie zapominajmy
Lancelot, pt., 12/12/2014 - 10:37

"11 grudnia - ważna, choć mało znana rocznica. Nie pozwólmy, by zginęła pamięć o tych małych Polakach!



Obóz „na Przemysłowej”, stworzony w Łodzi przez władze III Rzeszy lager koncentracyjny przeznaczony do więzienia i mordowania polskich dzieci, wyłania się powoli z otchłani zapomnienia i niewiedzy. Ten hitlerowski twór funkcjonował w kwartale ulic Brackiej, Plater, Górniczej i muru cmentarza żydowskiego przez 25 miesięcy II wojny światowej. Heinrich Himmler z rozmysłem kazał go zbudować w granicach łódzkiego getta, by zupełnie odseparować dzieci od świata i udaremnić wszelkie szanse na ucieczkę. Jedynymi dorosłymi, z jakimi dzieci miały kontakt, byli specjalnie dobrani i wyszkoleni w bezduszności, odporni na bezbronność ofiar esesmani...."
Niemcy to straszny i zbrodniczy naród, warto o tym pamiętać i przypominać ich straszne i ochydne zbrodnie jakie na przestrzeni wwieków towarzyszyły tej nacjii, która jak i rosyjska jest genetycznie skażona zbrodnią jeszcze jeden fragment z artykuły na "wpolityce. pl":
"...Do obozu zwożono polskie dzieci z całej Polski; w większości były to biedne sieroty i dzieci bohaterów polskiego podziemia. Obóz był karą dla walczących z okupantem rodziców, dotkliwą formą represji wobec wartościowej młodzieży i zwolnieniem sierocińców, których budynki przechodziły w niemieckie ręce.
Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 300.."
Oburzenie i bezsilna złość ogarniają na bezmiar nieukaranych zbrodni wojennych dokonananych na narodzie Polskim....a POlska władza milczy!!!!!!

Całość można przeczytać tu:
http://wpolityce.pl/historia/225463-11- ... nana-roc...

Lancelot - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 18 gru 2013, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Kłamstwo obozowe

Z Piotrem Tarnowskim, dyrektorem Muzeum Stutthof w Sztutowie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Dlaczego podpisał się Pan pod listem krytykującym prokuraturę?
– Jest to absolutnie nowa jakość w sytuacji, w której polska prokuratura wydaje postanowienie, w którym stwierdza, że zwrot „polskie obozy zagłady” nie wskazuje na to, by zakładali je Polacy. Od wielu lat prowadzone były przez resort kultury czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych i podległe mu placówki dyplomatyczne działania, które miały na celu domaganie się w tej kwestii sprostowań. My ze swojej strony, jako dyrektorzy muzeów, również protestowaliśmy przeciwko tego typu sformułowaniom. Nagle inny organ państwa stwierdza, że działania w tym zakresie były tak naprawdę bezpodstawne. Nie chcę komentować kwestii natury prawnej, ponieważ nie mam wystarczających ku temu kompetencji. Chciałbym jednak podkreślić, że pobudką do napisania oświadczenia, zarówno moją, jak i moich kolegów, było wyrażenie żalu z powodu zaistniałej sytuacji i obawy przed wpływem takiego postępowania na przyszłość.

Pana zdaniem, uzasadnienie prokuratury, jakoby sformułowanie „polskie obozy zagłady” „nie miało na celu wskazania, iż obozy takie zakładali Polacy, a jedynie, iż położone one były na ziemiach polskich”, nie wprowadza zamętu?
– Ależ oczywiście. Tego typu argumentacja pojawiała się już wcześniej w publikacjach na temat „polskich obozów koncentracyjnych czy zagłady”. Protestowaliśmy wtedy z tych samych powodów. Dziś zmienił się tylko adresat naszych protestów. Wcześniej była to głównie prasa zagraniczna, dziś polska prokuratura. Stąd nasz niepokój, protestujemy przeciwko tym, którzy używają takich zwrotów i na dodatek uważają za niepotrzebne przeprosiny i wyjaśnienia w tej sprawie. Niech nasze oświadczenie będzie argumentem dla decydentów.

Prokuratura Generalna uznała jednak, że decyzja warszawskiej prokuratury jest „prawidłowa i wydana z poszanowaniem obowiązujących przepisów prawa”.
– Powtarzam, nie moją rolą jest ocena tego, czy należy wytaczać sprawy, czy nie, ponieważ – jak mówiłem wcześniej – nie mam kompetencji prawnych do tego, żeby to określić. Natomiast absolutnie uważam, że użyte przez prokuraturę argumenty są nietrafione, niecelowe, krzywdzące pamięć byłych więźniów, którzy odeszli w trakcie wojny i po niej, jak również tych jeszcze żyjących. Oni uważają się za pokrzywdzonych tą niesprawiedliwą oceną, bo jak inaczej ten zwrot potraktować. Przecież w żad- nym kodeksie nie jest zapisane wprost, że określenie „polskie obozy” jest określeniem prawdziwym. To jest jakaś ocena, która nastąpiła, nie rozumiem podstaw do niej.

Zwrot „polskie obozy zagłady” nie ma takiego statusu jak „kłamstwo oświęcimskie”.
– „Kłamstwo oświęcimskie” odnosi się do negacji istnienia obozów, pieców, komór. Gdyby sformułowanie „polskie obozy zagłady” prawnie zostało rozszerzone na „kłamstwo oświęcimskie”, być może byłoby łatwiej uporać się z tego typu praktykami. Niestety, prokuratura wskazuje, że prawdopodobnie łatwiej nie będzie. Pokładam nadzieję w tym, że orzeczenie jest nieprawomocne, więc mam nadzieję, że trafi do organu kolejnej instancji, który wyprostuje ten fatalny błąd. Liczyliśmy na prokuratora generalnego, jak widać, pozostał jedynie Rzecznik Praw Obywatelskich, do którego również apelowaliśmy.

Do kogo adresują Państwo swój apel o pomoc w zwalczaniu stwierdzenia „polskie obozy zagłady”, na co Państwo liczą?
– To apel do świadomości wszystkich ludzi, w tym oczywiście do ogółu decydentów, by wytworzyła się pewna wrażliwość na problem i temat. Jeżeli zna się temat, jeżeli zna się historię i jej świadków, to nie sposób, żeby komuś przeszło przez gardło stwierdzenie o „polskich obozach”. Myślę, że to jest kwestia szerokiej edukacji i tu nie chodzi o to, żeby operować datami czy jakąś wiedzą statystyczną, ale przede wszystkim o świadomość tego, kto był katem, a kto ofiarą. Ważna jest też oczywiście wiedza o skali zjawiska zagłady obozów koncentracyjnych, jaka miała miejsce. Wtedy nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby uznać zwrot o „polskich obozach koncentracyjnych” jako niekrzywdzący, mający charakter jedynie określenia geograficznego.

Czy młodzi ludzie, którzy odwiedzają takie muzea, mają wątpliwości, kto był ofiarą, a kto katem?
– Lwia część odwiedzających Muzeum Stutthof, w tym grupy młodzieżowe, to są jednak Polacy. Oczywiście prowadzimy stałą współpracę z niemieckim stowarzyszeniem Akcja Znaków Pokuty, mamy wolontariuszy z Niemiec, Ukrainy, wcześniej byli z Austrii. Ci, którzy tutaj do nas trafiają, są dobrze przygotowani do tej lekcji historii, do zetknięcia się z autentyzmem w historycznym miejscu, gdzie dzięki artefaktom przez nas zgromadzonym o wiele łatwiej jest wytworzyć pewną empatię. Nasze doświadczenia wskazują jednak, że statystycznie do odwiedzenia miejsca pamięci przygotowani są w równie dobrym, jak w równie złym stopniu zarówno ci, którzy trafiają do nas z zagranicy, jak i ci z kraju. Chciałbym zwrócić uwagę, że jeżeli mówimy o młodych ludziach, to kluczową rolę odgrywają tu ich wychowawcy, nauczyciele, opiekunowie, bo my mamy ich tu przez 2-3 godziny. To w szkołach powinien odbyć się ich proces edukacyjny i wychowawczy, my zaś będziemy zawsze starali się na dobrym poziomie, we właściwy sposób go wspierać.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ozowe.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 21 lip 2014, 10:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/18 ... dzielnicy/

Obóz śmierci w Przedzielnicy
Posted by Marucha w dniu 2014-04-18 (piątek)

Przedzielnica to miejscowość położona na terenie Ukrainy, około 2 km od Nowego Miasta, blisko granicy z Polską. Tu w 1941 r. został zorganizowany Niemiecki Zakład Karny w Przedzielnicy jako karna kolonia rolnicza o bardzo surowym rygorze. Funkcjonował do 27 lipca 1944 roku. Przez cały ten czas przebywało w nim łącznie około dwóch tysięcy mężczyzn i pięciuset kobiet.

Obrazek

Więźniami byli Polacy i Ukraińcy, wśród nich skazani za działalność niepodległościową lekarze, księża, adwokaci, urzędnicy, robotnicy, miejscowi rolnicy ukarani z powodu tajnego uboju, handlu mięsem i nieoddawania kontyngentów, kryminaliści. Do obozu kierowano więźniów z Warszawy, Tarnowa, Jasła, Przemyśla, Zakopanego i innych miejscowości, m.in. Krakowa i Oświęcimia.
Pierwszy transport w liczbie osiemdziesięciu osób przybył z Niemieckiego Zakładu Karnego w Rzeszowie w drugiej połowie listopada 1941 r., a wraz z nimi kilku tamtejszych polskich strażników, jeden strażnik niemiecki oraz ówczesny kierownik rzeszowskiego więzienia, który funkcję tę pełnił również w Przedzielnicy. W tym samym czasie przyszedł transport z więźniami i strażnikami z Krakowa.
Jesienią 1942 r. przywieziono do Przedzielnicy transport siedemdziesięciu więźniów politycznych z więzienia na Montelupich w Krakowie. Do kwietnia 1943 r. z grupy tej pozostało szesnaście osób, a w sierpniu tegoż roku żyły tylko dwie. Reszta zmarła z głodu lub została dobita podczas ciężkiej pracy na folwarku.
Bezpośrednio z więzienia na Pawiaku w Warszawie przyjechały dwa lub trzy transporty. Z początkiem 1943 r. z więzienia w Tarnowie został skierowany do Przedzielnicy transport 30-40 więźniarek. Czasami przychodziły dwa transporty więźniów w miesiącu, a czasami jeden na dwa miesiące. Częściej pojawiało się po kilku lub kilkunastu skazanych z więzień w Rzeszowie i w Przemyślu.

Za drutami
Niemiecki Zakład Karny w Przedzielnicy zajmował trzysta do czterystu hektarów gruntu z dworem, w którym przed wojną mieścił się Zakład Poprawczy dla Nieletnich. Do więzienia prowadziła brama, w jej górnej części widniał napis: „Niemiecki karny obóz pracy”, zwany przez miejscowych „obozem śmierci”. Całość stanowił kompleks budynków z czerwonej cegły, nad którymi powiewała hitlerowska flaga ze swastyką. Budynki były ogrodzone murem wysokości około dwóch metrów i drutem kolczastym. Tuż za bramą wejściową rozciągał się podjazd obsadzony krzewami, wśród nich stały wieżyczki – kolumny na wysokość człowieka, które wykorzystywano jako bunkry – karcery dla więźniów. Dalej znajdowały się wartownia i budynek, w którym mieściły się kuchnia i magazyn oraz mieszkały kobiety więźniarki.
W części administracyjnej oddzielonej murem stało kilka budynków murowanych, w których mieszkała niemiecka administracja więzienna oraz strażnicy. Obok mieściła się stołówka, sklep i garaże na samochody osobowe. Z części administracyjnej przechodziło się przez bramę do części więziennej.
Główny obiekt więzienia stanowił murowany, trzykondygnacyjny (sutereny, parter i pierwsze piętro) budynek z wejściem od strony podwórza. Była w nim kaplica, szybko rozebrana na polecenie Niemców. W suterenach znajdowały się: piekarnia, dwie duże cele więzienne i pomieszczenie dla zmarłych. Na parterze wzdłuż całej jego długości ciągnął się korytarz, z którego wchodziło się do sześciu lub ośmiu dużych, ciemnych cel (dawne okna weneckie zamurowano, zostawiając małe okienka zakratowane stalową siatką).
Do cel wchodziło się przez wąskie drzwi obite blachą z judaszem do podglądania więźniów. Każda cela przeznaczona była dla ośmiu do dziesięciu osób, grupowano w nich skazanych w zależności od zajęć, jakie wykonywali w więzieniu. W niektórych celach pozostawiono dawne, stare piece z kolorowych kafli, ale nigdy w nich nie palono. Na piętrze mieściły się: izba chorych, drukarnia i koperciarnia, gdzie pracowali więźniowie. Dwie cele przeznaczono na tzw. ciemnicę. W tym budynku przebywali mężczyźni.
Obok budynku więziennego znajdowały się: elektrownia i ślusarnia, garaże dla samochodów ciężarowych i stajnia dla konia (wierzchowca kierownika więzienia). Za płotem rozciągało się duże gospodarstwo folwarczne składające się z trzech obszernych stajni i stodoły, ponadto były tu spory sad i ogród warzywny oraz dwie duże cieplarnie, w których hodowano jarzyny. Całe to gospodarstwo było uprawiane przez więźniów pod nadzorem strażników. Wszystkie płody z gospodarstwa rolnego i sadu przeznaczano na sprzedaż.

Niewolnicy III Rzeszy
Przyjęcie więźnia zaczynało się od osobistej rewizji. Wszystkim nakazywano rozebrać się do naga i oddać pieniądze, scyzoryki, papierosy, wszelkie paski. Następnie zarówno kobietom, jak i mężczyznom golono głowy, a potem według listy prowadzeni byli do magazynu, gdzie otrzymywali „komplet rzeczy rządowych”, a mianowicie podartą i brudną koszulę, krótkie kalesony cajgowe lub drelichowe, spodnie z szerokim czerwonym lampasem i bluzkę cajgową bez podszewki z czerwonym krzyżem na plecach. Niektórzy dostawali okrągłą czapkę z podszewki.
Na drugi dzień więźniowie – kobiety i mężczyźni, kierowani byli do kuźni. Tu zaczynał się kolejny etap gehenny – w barbarzyński sposób zakładano im na nogi ciężkie kajdany, które ważyły od ośmiu do szesnastu kilogramów. Kajdany zakuwano na silne, grube nity, przy czym bardzo często więźniowie dostawali po kilka uderzeń „niechcący” młotkiem w nogi. Gdy kajdany zanitowano zbyt ciasno, wówczas więźniom puchły nogi, powiększając ich cierpienia. W kajdanach mieli pracować w drukarni, w zecerni, a w najgorszym razie na tzw. feld – przy robotach polowych. Kajdany były zakładane na stałe, w nich więźniowie pracowali i spali, w związku z czym nie mogli zdjąć spodni. Niektórzy, mimo że było to karane, przecinali spodnie z boku wzdłuż szwu, a na dzień wiązali sznurkami.
W celach więźniowie spali na podłodze, najczęściej na zawszonych siennikach. Na ścianach znajdowały się żelazne kółka, do których ukarani więźniowie byli przykuwani za kajdanki założone na rękach. W pomieszczeniach nie było kanalizacji, w kącie znajdowała się beczka, nieprzykrywana, służąca do załatwiania potrzeb fizjologicznych. W lepszej sytuacji byli ci, którzy pracowali w drukarni i koperciarni, bo tam była woda potrzebna do umycia rąk z kleju. Więźniowie wykorzystywali to i gdy tylko zostali zamknięci przez strażnika, mieli możliwość po kryjomu skorzystać z kąpieli.
Przed Świętami Wielkanocnymi 1943 roku więźniowie w kolumnach zostali wyprowadzeni prawie nago z cel. Zarządzono im kąpiel w zimnej rzece przepływającej koło Nowego Miasta. Pobyt w lodowatej wodzie, w której musieli przebywać przez całą godzinę, zdziesiątkował ich.

O chlebie i wodzie
Więźniowie pracowali cały dzień na polu przy uprawie buraków i brukwi, bez względu na porę roku i pogodę. Kosili, zbierali liście z rośliny przeznaczonej na zupę, rąbali drzewo, które przeznaczone było do produkcji gazu drzewnego (używanego w samochodach więziennych). Praca trwała od świtu do późnej nocy, bez zapłaty, za łyżkę strawy.
Racje żywnościowe były bardzo skromne, śniadanie składało się z lury zwanej kawą i czarnego chleba przeznaczonego dla czterech osób. Świętem było, jak więźniowie dostali marmoladę. Na obiad i kolację otrzymywali zieloną zupę zwaną „mangol”, z rośliny podobnej do tataraku, ale o szerszych liściach. Zielsko to bardzo szybko rosło na tamtejszych polach, jego smak był nie do przyjęcia.
Początkowo więźniowie mogli przyjmować od rodziny paczki żywnościowe (więźniowie miejscowi żyli tylko z tego, co otrzymali od rodziny), ale kiedy zdarzały się przypadki przekazywania pieniędzy, wprowadzono zakaz. Od tej pory nie wolno było podawać legalnie żadnych paczek. Otrzymany chleb często krojono na kilka części i rozdawano innym więźniom, bądź przeznaczony był na tzw. zupę chlebową do wspólnego kotła. Żadne tłuszcze nie trafiały do więźnia.
W zasadzie obowiązywał zakaz korespondencji. Z czasem tylko więźniowie za dobre zachowanie mogli sporadycznie pisać do rodziny.
Za palenie papierosów groziło siedem dni karceru i ograniczenie posiłków do chleba i wody. W bunkrze – karcerze więźniowie nie mogli ani usiąść, ani leżeć. Jeżeli Niemcy chcieli bardziej udręczyć zamkniętego w wieżyczce, wówczas obniżali górny pułap pomieszczenia i wtedy więzień musiał stać w pozycji pół zgiętej. Była to kara bardzo dotkliwa. Natomiast, gdy strażnicy poczuli w celi zapach papierosa, wówczas cała grupa miała post przez trzy dni (bez chleba i zupy).
Więźniom pomagała miejscowa ludność. Często na polach zostawiali w garnkach gorące ziemniaki. Zauważona pomoc miejscowej ludności kończyła się karą, polegającą na biciu więźnia po bokach i głowie pałką.

Codzienna udręka
Ludzie umierali z wyczerpania i głodu, bestialskiego bicia. Więźniów dziesiątkowały choroby –prawie 75 proc. z nich chorowało na wrzody, zrosty, różnego rodzaju ropienie z brudu i złego odżywiania. Chorych z wysoką temperaturą zamykano do jednej celi zwanej szpitalną wykańczalnią, chociaż często, mimo gorączki, musieli normalnie pracować, mdlejąc z wyczerpania. Co drugi chorował na grypę i zapalenie płuc. Codziennie umierało kilku więźniów. Zwłoki umieszczano w osobnym pomieszczeniu, a wieczorem przyjeżdżał grabarz z Nowego Miasta i wywoził je na tamtejszy cmentarz.
Z zachowanego Rejestru więźniów Niemieckiego Zakładu Karnego w Rzeszowie wynika, że w okresie od 1 kwietnia 1943 r. do 31 marca 1944 r. w Przedzielnicy zmarło czternastu więźniów ustalonych z nazwiska.
Straż więzienna składała się z około trzydziestu osób. Była wśród nich duża rotacja, zwłaszcza wśród strażników z Rzeszowa, którzy brali udział w organizowaniu Niemieckiego Zakładu Karnego w Przedzielnicy, a potem wrócili do Rzeszowa. Oprócz nich służbę pomocniczą pełnili funkcjonariusze Sonderdienstu. Na stałe było ich czterech, a w razie potrzeby przyjeżdżało więcej.
Do pracy w polu więźniów najczęściej prowadzili Ukraińcy. Wcześniej wszyscy poddawani byli szczegółowej rewizji. Nie wolno było mieć żadnego papierosa, zapałek, ołówka, notesu. Kiedy podczas pracy zakuty w kajdany więzień upadał, mdlejąc, wówczas strażnik, przykładając karabin, zmuszał go do podniesienia się, a jeśli więzień nie dał rady wstać, uderzeniem karabinu w głowę lub strzałem dobijał go. Kary były różne. Stosowano je na przykład za złe stanięcie na apelu lub niewykonanie normy pracy. Wówczas wprowadzano zakaz korespondencji, odbierano paczki, bito lub skazywano więźnia na karcer.
Co dwa tygodnie na placu obozowym odbywała się generalna zbiórka więźniów. Oglądano ich, selekcjonowano i na drugi dzień zwykle od czterdziestu do pięćdziesięciu młodych mężczyzn szło do kamieniołomów pod Chyrowem. Najsilniejsi nie wytrzymywali tej pracy dłużej niż trzy miesiące, mimo iż tamtejsza firma niemiecka dawała lepsze racje żywnościowe i po siedem papierosów na więźnia. Umieralność była duża. Na skutek katorżniczej pracy więźniowie doznawali wielu urazów: mieli połamane nogi, ręce, uszkodzone kręgosłupy.
Wiadomo, że więźniowie podejmowali próby ucieczki, np. jednego dnia zbiegło piętnaście osób. Najpierw jednemu z więźniów szczupłej postury udało się zdjąć kajdany, potem unieruchomił strażnika i pomógł rozkuć się pozostałym. Trzynastu więźniów uciekło. Dwóch zostało schwytanych i osadzonych z powrotem w więzieniu. Zmarli po kilku dniach katowania, zaś w stosunku do innych więźniów zostały wzmożone restrykcje – zmniejszono im racje żywnościowe lub zupełnie pozbawiono jedzenia przez pięć dni.
Za próbę ucieczki wieszano na szubienicy, która stała naprzeciw wejścia do głównego budynku więziennego. Czasami zwłoki wisiały przez tydzień dla odstraszenia innych. Jak ustalono w śledztwie, w więzieniu zdarzały się próby samobójstwa. Ustalono trzy tego typu przypadki.
Pod koniec 1943 r. w Przedzielnicy pojawiła się komisja składająca się z kilku wyższych rangą oficerów niemieckich z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem. Nastąpiła gruntowna wizytacja zakładu karnego, a po niej warunki obozowe, zwłaszcza higieniczne, nieco się polepszyły.
Ewakuacja więzienia zaczęła się w styczniu 1944 roku. Zaczęto masowo wywozić transporty z więźniami w kierunku Nowego Miasta, przeważnie nocą. Samochody szybko powracały, w związku z czym domyślano się, iż więźniowie rozstrzeliwani byli w pobliskim lasku. W lutym 1944 r. zaczęto likwidować warsztaty, a osoby tam pracujące zabrano do pracy na folwarku.
Przed nadejściem Armii Czerwonej zaczęła się ewakuacja. Transporty z maszynami odchodziły w kierunku Krakowa, pomagali przy tym więźniowie – już rozkuci. Podczas transportu niektórym udało się zbiec.

Śledztwo
Postanowieniem z 11 grudnia 1980r. była Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Rzeszowie wszczęła śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w niemieckim Zakładzie Karnym w Przedzielnicy. W wyniku śledztwa ustalono trzynastu funkcjonariuszy tego zakładu karnego, którzy w okresie od jesieni 1941 r. do 27 lipca 1944 r. doprowadzili do śmierci znacznej ilości więźniów.
Śledztwo w tej sprawie zawieszono postanowieniem z 28 czerwca 1982 r., ponieważ – jak stwierdzono – ustaleni sprawcy tych zbrodni mieszkają poza granicami Polski i stąd dalsze postępowanie karne jest niemożliwe.
Śledztwo to jest jednym z wielu zawieszonych postępowań, przejętych przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie po likwidacji w 1999 r. Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie, która nastąpiła w związku z powołaniem Instytutu Pamięci Narodowej. Postępowania te są sukcesywnie podejmowane z zawieszenia i kontynuowane przez prokuratorów pionu śledczego Oddziału IPN w Rzeszowie.

Maria Różańska, Oddział IPN w Rzeszowie

http://naszdziennik.pl/mysl/74972,oboz- ... lnicy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 30 wrz 2014, 07:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Wiatr hula w obozie

Od kilkunastu lat nie udaje się zagospodarować budynku byłych koszar i niemieckiego obozu w Działdowie, który popada w ruinę.

– Obóz i miejsca pamięci są w stanie opłakanym – mówi Aleksandra Reszczyńska z Płocka. – Mija 70 lat od zakończenia wojny, a w miejscu, gdzie zginęło tyle tysięcy znakomitych Polaków, w tym bardzo dużo kapłanów… Trzeba tu przyjechać, zobaczyć ruiny obozu hitlerowskiego, wokół cmentarzysko, które jest na podobieństwo boiska szkolnego, przejść ścieżkami tych lasów i pomodlić się za tych wszystkich męczenników, których krew wsiąkła w tę ziemię – dodaje.

Byłych koszar wojskowych, a podczas okupacji miejsca niemieckiego obozu przejściowego, a później NKWD, od kilkunastu lat nie udaje się zagospodarować.

– Budynek byłych koszar i obozu w Działdowie znajdujący się przy ulicy Grunwaldzkiej jest wpisany do rejestru zabytków i wszelkie prace remontowe uzależnione są od decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków – tłumaczy Bronisław Mazurkiewicz, burmistrz Działdowa.

Nieruchomość w okresie PRL była wykorzystywana przez wojsko, potem na cele m.in. edukacyjne, później pozostawała opuszczona. Chcąc odpowiednio zagospodarować ten budynek, w 2001 r. biskup toruński ks. Andrzej Suski powołał Hospicjum im. Męczenników Działdowskich, a zadanie renowacji i adaptacji budynku zlecił działdowskiemu ośrodkowi Caritas.

Niestety, mimo opracowania projektu remontu i wieloletnich starań nie udało się uzyskać środków finansowych na rewitalizację. Działdowskie Centrum Caritas wystąpiło do wielu instytucji o środki unijne itp., ale wszędzie uzyskało odmowę. W związku z tym zmuszone było przekazać obiekt samorządowi.

– Z powodu braku środków finansowych Działdowskie Centrum Caritas nie jest już właścicielem budynku koszar. Na chwilę obecną właścicielem jest Gmina Miasto Działdowo – wyjaśnia ks. Zdzisław Syldatk.

Gmina przejmuje nieruchomość
– Gmina na prośbę władz kościelnych, by oszczędzić im trudu, przejęła ten budynek w stanie, w jakim w chwili obecnej się znajduje. Nieruchomość w dniu 17 sierpnia 2001 r. umową darowizny została przekazana na rzecz Caritas Diecezji Toruńskiej, natomiast 30 stycznia 2012 r. Caritas odwołała darowiznę i umową przeniesienia własności przekazała tę nieruchomość na rzecz Gminy Miasto Działdowo – tłumaczy burmistrz.

Mazurkiewicz podkreśla, że gmina podjęła intensywne działania, żeby zagospodarować obiekt. – Gmina Miasto Działdowo czyniła starania w celu zagospodarowania nieruchomości po jej przejęciu. Prowadzone były rozmowy z Działdowską Agencją Rozwoju, żeby obiekt byłych koszar przeznaczyć na inkubator przedsiębiorczości jako ułatwienie startu nowo powstającym firmom – mówi. – W tym celu została podjęta Uchwała Rady Miasta Działdowo w sprawie wydzierżawienia tej nieruchomości na rzecz Działdowskiej Agencji Rozwoju SA w Działdowie z przeznaczeniem na inkubator przedsiębiorczości. Jednakże plany te zostały zaniechane – ubolewa.

Dodaje, że stały za tym głównie „procedury, w tym wytyczne konserwatorskie, które skutecznie odstraszyły realizację zamierzeń, gdyż nawet przy udziale środków zewnętrznych ich realizacja finansowo była niemożliwa”.

Jednak, jak zapowiada Mazurkiewicz, miasto się nie poddaje i będzie podejmowało starania o środki unijne.

– Gmina Miasto Działdowo jest zainteresowana pozyskaniem środków zewnętrznych na rewitalizację tego obiektu i nadanie mu nowych funkcji. W tym celu stosowne kroki zostaną podjęte po uruchomieniu nowej perspektywy programowania na lata 2014-2010 – zaznacza.

– Zapraszam szczególnie władze rządowe i parlamentarzystów gotowych pomóc lokalnym władzom samorządowym w doprowadzeniu do stanu umożliwiającego udostępnienie obozu hitlerowskiego zwiedzającym – apeluje Aleksandra Reszczyńska.

– Ziemia działdowska jest wokół przesiąknięta krwią pomordowanych, każde drzewo w tych lasach zanurzone jest w męczeńską krew rodaków – podkreśla.

W budynku byłych koszar już w 1939 r. Niemcy utworzyli obóz przejściowy, początkowo dla żołnierzy polskich. Później trafiali tu przedstawiciele polskiej inteligencji, ziemiaństwa, duchowieństwa i urzędników, a obóz stał się miejscem zagłady. Przebywali tu również Żydzi. Rozstrzeliwań dokonywano w pojedynczych egzekucjach na miejscu, a świadkiem masowych mordów więźniów obozu były okoliczne lasy: w Malinowie, na Górze Komornickiej i w Białutach. Według różnych danych przez obóz przewinęło się 20-50 tys. więźniów, z czego ok. 3 tys. zabito na miejscu, a kilkanaście tysięcy w okolicznych lasach.

W obozie zginęło m.in. 50 duchownych, w tym męczennicy okupacji, błogosławieni biskupi płoccy – ks. abp Antoni Julian Nowowiejski i ks. bp Leon Wetmański, a także bł. s. Mieczysława Kowalska (Maria Teresa od Dzieciątka Jezus).

W 1945 r. powstał tutaj obóz NKWD, przez który przewinęło się ok. 10 tys. osób.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... bozie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 17 kwi 2015, 13:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2014/10/16/zapom ... k-mackowy/

Zapomniany obóz zagłady Gdańsk – Maćkowy
FILIP JASKULSKI | 16 PAŹDZIERNIKA 2014 08:00

Gdy zapytamy współcześnie żyjących Gdańszczan o dzielnicę Maćkowy, z pewnością usłyszymy jedynie o Spółdzielni Mleczarskiej znanej w całym rejonie z produkcji wyrobów nabiałowych. Dziś – niespełna 70 lat po wojnie – mało kto pamięta, że zanim Spółdzielnia Mleczarska rozpoczęła swoją działalność, podczas II wojny światowej, było to miejsce owiane grozą. Mieścił się tam obóz zagłady będący jedną z wielu filii Obozu w Stutthof. Trafiali tam najgorsi zbrodniarze III Rzeszy, a także żołnierze Wermachtu i SS-mani, którzy we wszelaki sposób popadli w niełaskę swoich przełożonych.

Obrazek
Wnętrze komory gazowej


Wieś nieopodal Wolnego Miasta
W okresie międzywojennym w Matzkau stało dosłownie kilka domków położonych wzdłuż kanału rzeki Radune (obecnie Radunia). Do wsi przylegał również dość sporej wielkości obszar leśny, będący własnością prywatną jednego z mieszkańców Matzkau. To właśnie ten teren leśny na początku 1939 roku zauroczył członków Senatu Wolnego Miasta Gdańska, którego to decyzją w maju teren ten został odkupiony. Ambitny plan stworzenia w tej małej wsi dużego kompleksu hotelowego niestety szybko stał się mrzonką. W czerwcu 1939 roku, wizytę w Danzig złożył Heinrich Himmler. Podczas rozmowy z Albertem Forsterem uznał, że miejscowe siły SS są za słabe i należy je wzmocnić. W wyniku nacisku władz III Rzeszy, Senat przegłosował wniosek o zorganizowaniu gdańskiej jednostki wojskowej pod pretekstem utworzenia własnych sił obronnych. Nowa jednostka wojskowa musiała mieć zatem swoje koszary. Na miejsce koszar wybrano zatem nowo zakupiony teren w Matzkau – teren otoczony lasem i położony poza granicami miasta, wydawał się wówczas idealnym miejscem na koszary. Budowa ruszyła już na początku lipca. Pod koniec sierpnia powołana została do służby jednostka pod nazwą SS-Heimwehr Danzig. To właśnie ta jednostka brała później udział w ataku na Pocztę Polską w Gdańsku. Walki w całym kraju trwały, a do budujących się koszarów systematycznie zaczęli wprowadzać się żołnierze. W październiku do koszar przybyło 1500 więźniów obozu w Stutthof, którzy mieli pracować przy ich budowie. Mieszkali oni w bardzo ciężkich warunkach. Spali pod gołym niebem na ziemi przykrytej słomą, bez jakiegokolwiek przykrycia. Dodatkowo ich sytuację pogarszała coraz niższa temperatura. Efektem takiego traktowania stała się rosnąca śmiertelność wśród więźniów. Prace nad budową nadzorowane były przez niemieckich żołnierzy. W grudniu 1939 roku, jeden z więźniów – pewien młody ksiądz z Pelplina – zdołał uciec z obozu. Była to nie tylko jedyna ucieczka w historii tego miejsca, lecz także jedyna udana ucieczka. Gdy zakończono budowę, obiekt w Matzkau składał się z 45 baraków. Połowa z nich należała do administracji. Dodatkowo na terenie koszar znajdowała się zbrojownia, warsztaty, strzelnica, hala sportowa, pływalnia, stacja paliw, oraz ogromny parking na ponad 100 samochodów. Tak duży i nowoczesny obiekt nie służył jednak jako koszary zbyt długo, gdyż już jesienią 1940 roku jednostka SS-Heimwehr Danzig została zlikwidowana.
Nowo wybudowane i już opuszczone koszary szybko przydzielone zostały do nowej roli, jaką był obóz przejściowy dla niemieckich przesiedleńców z krajów bałtyckich. Obóz przejściowy nie działał jednak zbyt długo. Jesienią 1941 roku został on zlikwidowany, a właściciele tego dużego i zachowanego w świetnym stanie obiektu, mieli już wobec niego inne – bardziej tragiczne w skutkach plany.

Obrazek
Dachau: bloki dla więźniów, ogrodzenie, wieża strażnicza; stan współczesny


Przez hitlerowców dla hitlerowców
We wrześniu 1941 roku, do Matzkau postanowiono przenieść obóz karny dla SS i policji, który znajdował się w Dachau. Zaczęto zatem organizować w tym miejscu obóz karny i sprowadzać więźniów skazanych m.in. za takie przestępstwa, jak: zabójstwa, kradzieże, homoseksualizm, dezercja, oraz nie wykonywanie rozkazów przełożonych. Wyroki, z jakimi skazańcy przybywali do tego obozu, wahały się pomiędzy sześcioma a dziewięcioma miesiącami. Jeśli więzień nie był skazany na karę śmierci (a takie wyroki też tam wykonywano), lub jeśli z przyczyn związanych z warunkami życia obozowego skazaniec nie umarł, możliwe były dwa rozwiązania. Pierwszym z nich był powrót do armii i wyjazd na front wschodni. Rozwiązaniem drugim był udział w tzw. karnych kompaniach złożonych z samych żołnierzy, którzy znaleźli się tam w zamian za anulowanie kary śmierci lub długoletniej odsiadki. To właśnie z tego obozu wywodziła się znaczna większość załogi 36 Dywizji Grenadierów SS „Dirlewanger” – załogi pod dowództwem dr. Oskara Dirlewangera , która to podczas powstania warszawskiego dokonała w stolicy m.in. krwawej rzezi dzielnicy Wola. Zanim jednak to się stało, skazaniec musiał odsiedzieć swój wyrok w obozowych warunkach, które nie różniły się wiele od warunków, jakie panowały choćby w położonym 50 km stamtąd obozie w Stutthof. Każdy dzień zaczynał się o godzinie 5:00 nad ranem. Więźniowie po niezbyt smacznym i pożywnym śniadaniu udawali się do pracy, której to poświęcano 10 godzin dziennie. Prace te bywały różne. Od prac w rzeźni lub gospodarstwach rolnych, aż po prace budowlane np. przy wzmacnianiu kanału Raduni. Po skończonej pracy osadzeni nie mogli liczyć na czas wolny. Z racji, iż byli byłymi żołnierzami, którzy starali się o powrót do łask, musieli utrzymywać swoją dyscyplinę i formę. Dwie godziny dziennie poświęcano zatem jeszcze na zajęcia sportowe i musztrę. O godzinie 21:00 odbywał się ostatni apel, po którym to wszyscy musieli znaleźć się w swoich barakach i spać, gdyż następnego dnia o 5:00 zaczynał się kolejny ciężki dzień. Nad wszystkim czuwał odpowiednio wyszkolony personel. Większość strażników, którzy pracowali w obozie, pochodziła z Litwy, Łotwy i Estonii. Były to zatem osoby, które podpisały volkslistę i jako niemieccy neofici miały ogromną chęć wykazać się przed swoimi nowymi przełożonymi. Byli oni zatem nad wyraz okrutni wobec więźniów. Często ich bili i prześladowali. W swoim zachowaniu nie różnili się niczym od strażników z innych obozów.
Strażników na terenie obozu było 113 plus 29 oficerów SS. Dodatkowo towarzyszyło im 87 policjantów pod dowództwem oficera policji. Pracowało w obozie także 5 cywilów, w tym lekarz obozowy i dentysta. Nad wszystkim czuwał komendant obozu, którego personalia ciężko jest dzisiaj ustalić.

Obrazek
Obóz przesiedleńczy i pracy w Potulicach


Likwidacja
Był luty 1945 roku. Na wszystkich frontach – z zwłaszcza na froncie wschodnim – Wermacht radził sobie coraz gorzej. Zapotrzebowanie na żołnierzy stale rosło. W obliczu zbliżającej się klęski, postanowiono nie wysyłać do obozu więcej nowych skazanych, a znajdujące się tam wówczas 2000 osadzonych zdecydowano wysłać na front wschodni. W obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej, oraz z powodu braku osadzonych, obóz opuściła cała załoga, zostawiając po sobie wszystkie budynki i pomieszczenia w bardzo dobrym stanie. Przez kilka miesięcy obóz stał całkowicie pusty do czasu, gdy odkryty został przez przybyłą na te tereny Armię Czerwoną. Natychmiast miejsce to zostało przekształcone na obóz dla osób aresztowanych przez NKWD. Trafiali tam żołnierze Wermachtu wzięci do niewoli po klęsce na froncie wschodnim. Do Matzkau przywożono również Włochów, Polaków, Francuzów i innych obcokrajowców aresztowanych przez NKWD. Dokonywano tam badań lekarskich i ustalano personalia osób. Potem każdy z przywiezionych – w zależności od tego kim był – zostawał wypuszczany wolno lub prowadzony do wojskowej ciężarówki. Ciężarówki te jechały następnie drogą przez Grudziądz w głąb Rosji (można się jedynie domyśleć, że ich punktem docelowym był jeden z jenieckich obozów na terenie ZSRR). Po zakończonej przez NKWD akcji segregacji osób aresztowanych, obóz znów opustoszał, tym razem już na zawsze. Ówczesna władza ludowa nie podjęła żadnych kroków, aby ocalić coraz bardziej niszczący teren. Pojawiło się wielu zbieraczy i kolekcjonerów, którzy zdołali wymontować i rozkraść wszystko, co dało się stamtąd wynieść.
W 1973 roku wieś Maćkowy została przyłączona do miasta Gdańsk. W 1978 roku, na terenach położonych nieopodal dawnego obozu, powstała – wspomniana na początku przeze mnie – duża mleczarnia. Teren poobozowy nadal niszczał i niszczał….

Stan na dzień dzisiejszy
Gdy pod budynkiem Dworca Głównego w Gdańsku wsiądziemy w autobus miejski linii 189, dojedziemy bezpośrednio do dzielnicy Maćkowy. Wysiadając na przedostatnim przystanku (ostatni przystanek to pętla obok mleczarni), natkniemy się od razu na pewien mały żółto-biały domek. To właśnie w nim prawdopodobnie mieszkał niegdyś komendant obozu. Następnie gdy udamy się w głąb lasu mijając po drodze duży punkt serwisowy fiata, zauważymy usytuowane na wzgórzu pewne baraki. Od kilku lat pełnią one rolę pomieszczeń mieszkalnych zastępczych dla osób eksmitowanych. Według relacji mieszkających tam osób, w wielu miejscach można jeszcze znaleźć stare naczynia lub inne przedmioty, którymi posługiwali się niegdyś ludzie na terenie istniejącego wówczas obozu. Niemalże zaraz za serwisem samochodowym widnieją „szczątki” dawnego obozu. Stare mury, pozostałości po ogrodzeniu, stara, betonowa droga i kilka ruin domów. Wszystko to podczas okresu letniego jest skutecznie przysłaniane przez kwitnącą wówczas roślinność i drzewa. Przechodząc tamte tereny należy uważać na pozostałe w różnych miejscach głębokie rowy. Nie wiadomo jakie mogły mieć wcześniej zastosowanie, wiadomo jedynie, że jest ich pełno. Miejsce to pełni również rolę nielegalnego wysypiska, o czym świadczyć mogą rozrzucone w różnych miejscach worki ze śmieciami.
Przy obecnej sytuacji nie da się niestety zrekonstruować obozu tak, aby pełnił on rolę taką samą, jak rekonstrukcja obozów w Sztutowie lub Oświęcimiu. Warto jednak znać i pamiętać jego historię. Warto również wiedzieć, skąd wzięły się wszystkie wyżej opisane przeze mnie elementy ulokowane za serwisem fiata przy istniejącej dotychczas ulicy Starogardzkiej w Gdańsku.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 17 cze 2015, 05:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30674
Niemieckie obozy symbolem ludobójstwa

Obrazek
Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik


W Rzeszowie odbyły się dzisiaj uroczystości z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Głównym punktem rzeszowskich obchodów była Msza św. w intencji ofiar i ocalonych z niemieckich obozów koncentracyjnych, której w kościele pw. Św. Krzyża przewodniczył biskup senior diecezji rzeszowskiej Kazimierz Górny. Uczestnicy uroczystości oddali hołd ofiarom, składając wieńce i kwiaty pod pomnikiem Ofiar Niemieckich Obozów Koncentracyjnych na cmentarzu Wilkowyja.

Polityka wyniszczenia Narodu

Pamięć martyrologii Polaków często ustępuje pamięci o holokauście, który w ocenie historyków był rzeczą bezsprzeczną, co wcale nie oznacza, że należy zapominać o martyrologii Narodu Polskiego. Pierwszy masowy transport polskich więźniów politycznych liczący 728 osób z więzienia w Tarnowie trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz 14 czerwca 1940 r. Był to początek zaplanowanej przez Niemców eksterminacji narodów – zwłaszcza Żydów, Polaków czy Romów. Jak wynika z dokumentów, likwidację polskich elit Niemcy planowali jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. W tym celu sporządzili listy proskrypcyjne 80 tysięcy Polaków: profesorów, prawników, nauczycieli, a także parlamentarzystów i księży przewidzianych do eliminacji. W ramach tzw. politycznego oczyszczania terenu zamordowali ok. 50 tysięcy osób. Celem tej polityki było wynarodowienie i doprowadzenie społeczeństwa polskiego do stanu bezkulturowego.

Niemieckie obozy koncentracyjne

Przed 9 laty decyzją Sejmu 14 czerwca został ustanowiony jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. Niedawno w imię prawdy historycznej Sejm stosowną uchwałą zmienił tę nazwę na Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. Jak zauważa w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr hab. Elżbieta Rączy, historyk z rzeszowskiego IPN oraz pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, to bardzo ważne rozróżnienie, bowiem określenie „nazista” może być przypisywane różnym nacjom, a obozy koncentracyjne, jak chociażby Dachau, Sachsenhausen czy Auschwitz, zakładali Niemcy. Centralnych obozów koncentracyjnych założonych przez Niemców – nie licząc obozów zagłady – było 16. Szczególnym miejscem był kompleks obozowy Auschwitz-Birkenau, który powstał dla Polaków, polskich więźniów politycznych.

– Represje wobec tzw. polskich elit na początku okupacji dotknęły ziemie wcielone, a rozmiar aresztowań był tak duży, że przekroczył liczbę miejsc w więzieniach. Dlatego apelowali do Berlina o przyspieszenie budowy obozów koncentracyjnych, które pozwoliłyby na zwiększenie skali aresztowań. To było jedną z podstawowych przyczyn założenia obozu w Auschwitz – wyjaśnia dr Elżbieta Rączy.

Jak podkreśla, ważne jest też używanie właściwej nazwy: „obóz w Auschwitz”, a nie „obóz w Oświęcimiu”.

– Kiedy mówimy „obóz w Oświęcimiu”, to kojarzy się to z miastem Oświęcim w Polsce, natomiast Auschwitz był obozem niemieckim. Jeśli sami mówimy o obozie w Oświęcimiu to nie wymagajmy od Amerykanów, aby nie kojarzyli tego z „polskimi obozami koncentracyjnymi”. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to skrót myślowy i my, Polacy, wszyscy o tym doskonale wiemy, ale Zachód, a tym bardziej ludzie spoza Europy, już nie do końca, stąd to rozróżnienie jest konieczne – powiedziała nam dr Elżbieta Rączy.

„Za drutami obozów koncentracyjnych”

Podczas międzypokoleniowego spotkania byłych więźniów obozów koncentracyjnych z władzami miasta i młodzieżą dr Rączy wygłosiła wykład poświęcony eksterminacji więźniów pt. „Za drutami obozów koncentracyjnych. Na przykładzie życia i śmierci więźniów KL Auschwitz-Birkenau”.

Eksterminacja bezpośrednia, która dotknęła więźniów politycznych (nie włączając Żydów), pochłonęła mniej istnień ludzkich niż eksterminacja pośrednia, w ramach której ok. 50 proc. więźniów, którzy przeszli przez ewidencję obozową, zmarło z głodu i wycieńczenia.

– Na początku funkcjonowała liczba 4 miliony, następnie 2,5 miliona, a ostatnie dane mówią o liczbie maksymalnie 1,5 miliona zamordowanych. Nie oznacza to bynajmniej, że Auschwitz przestał być symbolem ludobójstwa i zbrodni – akcentuje dr Elżbieta Rączy.

W wyniku agresji niemieckiej Polska spośród wszystkich narodów Europy, biorąc pod uwagę liczbę ludności, poniosła największe straty. Wśród więźniów obozu w Auschwitz-Birkenau było wielu wybitnych Polaków, jak chociażby rotmistrz Witold Pilecki, który za powojenną współpracę z władzami emigracyjnymi jako „wróg Polski Ludowej” został skazany na śmierć. Postacią bohaterską, choć może nieco zapomnianą, jest Konstanty Jagiełło ps. „Kostek”, który uciekł z Auschwitz, działał w przyobozowym ruchu oporu i tam zginął. Wart podkreślenia jest także przykład Polaka Edwarda Galińskiego i Żydówki Mali Zimetbaum nazywanych „Romeo i Julia czasów pieców”, którzy w 1944 r. uciekli z obozu Auschwitz, jednak zostali złapani, z powrotem przywiezieni do obozu i tam zamordowani.

Jednym z akcentów dzisiejszych uroczystości zorganizowanych przez rzeszowski oddział IPN, Okręg Podkarpacki Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, parafię pw. Św. Krzyża oraz portal Kultura w Rzeszowie był program słowno-muzyczny w wykonaniu młodzieży – uczniów rzeszowskich szkół oraz projekcja filmu Grzegorza Rosengartena pt. „Dni mojego życia… Auschwitz. Historia prawdziwa”.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... jstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 31 sie 2015, 15:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/06/0 ... -budzyniu/

Obóz koncentracyjny w Budzyniu
Posted by Marucha w dniu 2015-06-07 (niedziela)

O mało znanym żydowskim obozie koncentracyjnym na terenie Kraśnika. Podajemy jako ciekawostkę historyczną, zaznaczając, iż los Żydów obchodzi nas dokładnie tyle samo, ile Żydów obchodzi los Polaków.
Admin




W drugiej połowie 1937 roku na terenach lasów stanowiących część byłej Ordynacji Zamojskiej, ok. 5 km na płn.-zach. od Kraśnika rozpoczęto budowę Fabryki Amunicji Nr 2. Do wybuchu wojny powstało 29 budynków murowanych, w tym m.in. 8 hal fabrycznych, 4 magazyny, budynek szkolny, budynek na biura dyrekcji i administracji, 2 budynki wartownicze, parowozownia, elektrociepłownia i budynki gospodarcze. Udało się także zamontować dużą część maszyn i urządzeń.
Równocześnie z budową zakładu kompletowano załogę i prowadzono budowę osiedla Dąbrowa-Bór. Realizację tych zadań przerwał wybuch wojny i zajęcie Kraśnika, 15 września 1939 roku, przez wojska niemieckie.
12 października 1939 roku Adolf Hitler podpisał dekret o utworzeniu Generalnej Guberni, w której obszarze znalazła się Lubelszczyzna. W czasie trwania wojny okupant utworzył na Lubelszczyźnie cztery kategorie obozów dla ludności polskiej i żydowskiej:
obozy pracy dla Żydów,
obozy pracy typu karnego,
obozy pracy,
obozy pracy służby budowlanej.
Największym obozem, jaki powstał na Lubelszczyźnie był obóz koncentracyjny na Majdanku. Jego budowa trwała od jesieni 1941 do końca 1942 roku.
Na terenie Kraśnika Niemcy utworzyli kilka obozów. Największy, obóz w Budzyniu, zlokalizowano tuż przy osiedlu Dąbrowa-Bór. Obóz w Budzyniu (takiego określania używa się w fachowej literaturze) przez długi czas był filią obozu koncentracyjnego na Majdanku. Przebywających w nim więźniów skazywano na śmierć, stosując różne metody eksterminacji: rozstrzeliwanie, wieszanie, kamienowanie, zabijanie kijami, palenie i grzebanie żywcem.
Prawdopodobnie na lewo od bloku Nr 1 znajdował się głęboki dół o długości 10 m, podobnej szerokości i pięciometrowej głębokości, w którym stale rozstrzeliwano więźniów. Nad dołem znajdował się napis: „Każdemu za swoje”.
Mniejsze obozy na terenie Kraśnika mieściły się: w „synagodze”, na terenie tzw. „benzynówki”, na obszarze dzisiejszej dzielnicy Koszary dla jeńców wojennych, obóz przejściowy na terenie Fabryki Amunicji Nr 2 oraz obóz „Wifo” na stacji kolejowej.
Obóz pracy (Arbeitslager) w Budzyniu dla ludności żydowskiej, zbudowano na początku 1942 roku. W początkowym okresie więźniowie mogli nosić ubrania cywilne. Na plecach kurtek i spodniach mieli wymalowane czerwone krzyże. Mieszkali w barakach, w jednym stłoczonych było od 400 do 600 więźniów.
22 października 1943 roku podjęto decyzję o przekształceniu budzyńskiego obozu w samodzielny obóz koncentracyjny (Konzentrationslager). Realizacja tej decyzji przeciągnęła się w czasie i dopiero 15 lutego 1944 r. obóz przeszedł pod nadzór Urzędu Administracji Gospodarczej SS w Lublinie. Więźniowie zostali wówczas ubrani w niebieskie „pasiaki”.
Obóz był jednym z najdłużej działających na Lubelszczyźnie, niemal do samego końca okupacji. Zadecydowała o tym jego waga dla gospodarki III Rzeszy. W hali fabrycznej Nr 6, zbudowanej krótko przed wojną Fabryki Amunicji Nr 2, Niemcy w czasie wojny uruchomili filię zakładów ,,Flugzeugwerke Heinkel”, produkującą części do samolotów. W innych halach fabrycznych urządzono zakłady naprawcze taboru samochodowego. Ostateczna likwidacja obozu nastąpiła w czerwcu 1944 roku.
Więźniów obozu zatrudniano w zakładach Heinkla, a także przy pracach, które szybko niszczyły ich zdrowie, m.in. przy kopaniu rowów kanalizacyjnych i karczowaniu lasu. Praca trwała kilkanaście godzin na dobę. Pożywienie więźniów stanowiła zupa ze zgniłej brukwi, kilkanaście gramów chleba i napój sporządzony z kawy zbożowej.
Więźniowie podzieleni byli na komanda robocze i prowadzeni do fabryki przez załogę ukraińską, która przekazywała ich na czas pracy pod nadzór miejscowych verkschutzów (strażnicy fabryczni). Praca w zakładzie trwała od 6 rano do 18 wieczorem (12 godzin).
Obóz w Budzyniu zbudowano obok przyfabrycznego osiedla Dąbrowa Bór, w rejonie, który obecnie przecinają ulice Mickiewicza, Cicha i Popiełuszki (zdjęcie poniżej). Pierwszy transport przywiezionych do niego w roku 1942 Żydów liczył ok. 1000 osób. W późniejszym okresie przebywało w nim od 2000 do 4000 tysięcy osób. Traktowany był jak obóz przejściowy, przed egzekucją lub wywózką na Majdanek.
Dabrowa Bor Krasnik

Obrazek
Okolice, o których wspomina się w artykule (za Google). Oryginalne zdjęcie jest niedostępne.


Na specjalnie wydzielonym obszarze, o powierzchni 2,68 ha, ustawionych było 8 drewnianych baraków o wymiarach 10×40 metrów. W jednym z nich mieściła się kuchnia obozowa. Teren obozu był otoczony drutem kolczastym (trzy rzędy) podłączonym do sieci wysokiego napięcia, a w czterech narożnikach stały wieże strażnicze.
Komendant oraz załoga strzegąca obozu, licząca około 50-70 osób (Niemcy i Ukraińcy, którzy służyli okupantowi), mieszkali w osiedlu zbudowanym przed wojną przy Fabryce Amunicji Nr 2.
O początkach obozu dowiadujemy się ze wspomnień zamieszkałego w Tel-Awiwie Jakuba Endera, przed II wojną reprezentanta pokaźnej społeczności żydowskiej w Kraśniku, zamieszczonych w wydawnictwie Kraśnickiego Towarzystwa Regionalnego REGIONALISTA Nr 21, z roku 2004.
– Wyselekcjonowano około stu ludzi i odprowadzono do obozu w Budzyniu. Na bramie wejściowej był niemiecki napis „Jeden das seine” (Każdemu swoje). Między dwoma barakami kazano nam oddać wszystko, co mamy przy sobie: pieniądze, złoto, rzeczy wartościowe, zdjęcia i dokumenty. Polecenie należało wykonać dokładnie. Zastępca komendanta obozu, SS-Unterscharfürhrer Stoschek, dla zastraszenia zastrzelił za jakiś drobiazg dentystę Zająca i jeszcze jednego Żyda, którego nazwiska nie pamiętam. Powiedział, że tak zostanie potraktowany każdy u kogo znajdzie zakazane przedmioty. W wielkim strachu oddaliśmy wszystko, co tylko mieliśmy przy sobie.-
W obozie zostały zorganizowane warsztaty różnych branż. Do pracy zostali przydzieleni ludzie według zawodów. Ja zostałem przydzielony do garaży przy fabryce, tym razem jako mechanik. Niemcy nakazali rzemieślnikom zwieźć swoje maszyny i narzędzia, które zostawili w domach. Jako pracownik transportu jeździłem do miasta po te urządzenia.-
Warto dodać, że w roku 1940 w Kraśniku mieszkało ok. 15,5 tysiąca osób, w tym ponad 5 tysięcy Żydów. Po roku 1940 liczba ta nieznacznie wzrosła. Do większych ośrodków miejskich, w tym także do Kraśnika, przenosili się Żydzi z małych miejscowości, gdzie często byli szykanowani. Pod koniec 1942 w Kraśniku pozostawało już tylko około 350 Żydów, w większości byli to mężczyźni zatrudniani w obozach pracy. Pozostała część społeczności żydowskiej została wywieziona do obozów zagłady.
W kraśnickim obozie przebywali Żydzi z Bełżyc, Janowa Lubelskiego, Mińska, Mohylewa i Smoleńska, a także Wiednia i Słowacji.
W roku 1943, po stłumieniu powstania w gettcie warszawskim, do Kraśnika przywieziono ze stolicy ponad 1500 osób narodowości żydowskiej, wśród nich byli pracownicy warsztatów lotniczych „Skoda” na Okęciu. Więziono także kilkudziesięciu Żydów, jeńców armii polskiej, którzy uczestniczyli w kampanii wrześniowej. W obozie przebywały całe rodziny żydowskie, dlatego część obozu przeznaczono dla kobiet i dzieci. Przez obóz na Budzyniu przeszło około 700-800 kobiet. Nie przebywały w nim jednak zbyt długo, były odsyłane na Majdanek lub rozstrzeliwane.
Na czele administracji obozu stał tzw. Lageraltester. Komendantami obozu w Budzyniu byli:
· Otto Hantke (wrzesień – grudzień 1942 r.) – pierwszy komendant i w zasadzie twórca obozu (SS-Unterscharführer). Wcześniej był strażnikiem w lubelskim obozie pracy, który mieścił się przy ul. Lipowej. Przeprowadził pierwsze akcje wysiedlenia Żydów z Kraśnika. W obozie w Budzyniu zastrzelił osobiście 6 chorych i 14 niezdolnych do pracy Żydów;
· Heinrich Stoschek (1943 r.) – był komendantem (SS-Oberscharführer) tylko 6 tygodni. Miał około 60 lat, był mężczyzną średniego wzrostu, ze znakami po ospie na twarzy;
· Reinhold Feix (do sierpnia 1943 r.) – z zawodu fryzjer; pochodził z miejscowości Neudorf (Nowa Wieś) koło Gablonz (Jabłonec). W czasie sprawowania tej funkcji nie miał jeszcze 30 lat. Wcześniej był w obozach w Bełżcu i Trawnikach. W pamięci więźniów zapisał się jako najbardziej okrutny i sadysta. Funkcję pełnił do sierpnia 1943 roku;
· Werner Mohr – wachmistrz policji ochronnej, był komendantem przez 4 tygodnie;
· Fritz Tauscher (od poł. września 1943 r.) – SS Oberscharführer, wiek około 50 lat; z wykształcenia prawnik;
· Josef Leipold (od stycznia 1944 r. do końca istnienia obozu) – SS Obersturmführer, urodzony 10 listopada 1913 roku w Alt Rohlau (miejscowość położona między Lipskiem a Chemnitz w Saksonii), z zawodu fryzjer. Leipold, gdy objął stanowisko, rozkazał nie dawać więźniom przez osiem dni żadnego pożywienia. Innym razem za próbę ucieczki czterech więźniów trzymał ich między naelektryzowanymi drutami przez 48 godzin. 22 lipca 1944 roku przeniesiony do podobozu KL Plaszow Wieliczka, skąd trafił do KL Gross-Rosen. Od października 1944 do lutego 1945 roku piastował funkcję dowódcy pododdziału wartowniczego, łącząc ją ze stanowiskiem Lagerführera w podobozie obozu Gross-Rosen Brünnlitz w Brnenec. Po jego likwidacji wcielony do 18 Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych SS Horst Wessel.
O stosunku Feixa do więźniów dowiadujemy się ze wspomnień Jakuba Endera:
– Z początkiem 1943 roku wybuchła w obozie epidemia tyfusu plamistego. Ojciec też był chory. Codziennie przychodziłem do obozu i go doglądałem (w tym czasie Ender mieszkał w pomieszczeniach przy psiarni, poza obozem, gdzie pielęgnował i karmił psy Niemców – dopisek M. Sz.). Kiedy wyzdrowiał, ja zachorowałem. Leżałem w baraku-lecznicy z czterdziestostopniową gorączką. O epidemii dowiedział się Feix. Niemcy z Ukraińcami otoczyli lazaret i spędzili wszystkich nad dół do rozstrzelania. Ojciec uprzedzając tę akcję schował mnie w piecu, gdzie przeleżałem trzy dni. Kiedy trochę wyzdrowiałem, wróciłem do swojej pracy. –
10 czerwca 1944 roku Żydów z Budzynia wywieziono do obozu na Majdanku. Firmie Heinkel udało się uchronić około 300 Żydów, których jako dobrych fachowców skierowano do zakładów w Wieliczce, Mielcu, Skarżysku Kamiennej i Starachowicach. Przed samym wyzwoleniem, tj. 22 lipca 1944 roku obóz został zlikwidowany.
Źródła podają, że w obozie w Budzyniu zginęło około tysiąca Żydów. Liczba ta nie obejmuje osób, które zostały wysłane do obozu na Majdanku.
Nie wszyscy winni zbrodni w budzyńskim obozie zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Przed Sądem Okręgowym w Lublinie stanęło dwóch oskarżonych: Willi Heitmayer i Josef Leipold. Pierwszy, aresztowany 26 maja 1945 r. przez Amerykanów, wydany został władzom polskim 1 marca 1947 roku. Wyrokiem z 30 czerwca 1948 r. otrzymał karę 8 lat więzienia. Josef Leipold aresztowany został 23 stycznia 1947 roku i na żądanie Polskiej Misji Wojskowej w Niemczech wydany władzom polskim. Wyrokiem Sądu Okręgowego w Lublinie, z dnia 9 listopada 1948 roku, skazany został na karę śmierci. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano w roku 1949.
W 1974 przed zachodnioniemieckim sądem w Hamburgu stanął Otto Hantke. Zarzuty dotyczyły morderstw popełnionych na Żydach w Budzyniu i Kraśniku. 25 lipca 1974 r. Hantke został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności.
Zachęcam do zapoznania się ze stroną http://www.deathcamps.org/occupation/budzyn.html i zamieszczonym na niej zdjęciem obozu w Budzyniu.

Mirosław Sznajder

Źródła:
1. Regionalista Nr 4, Kraśnik 1995.
2. Regionalista Nr 21, Kraśnik 2004.
3. „Z dziejów Kraśnika i okolic w okresie okupacji niemieckiej, w latach 1939-1944”, wydawnictwo Regionalnego Stowarzyszenia Miłośników Kraśnika, Kraśnik 1990.http://pl.wikipedia.org/wiki/Budzy%C5%84
4. Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Budzy%C5%84
5. KL Lublin: http://www.majdanek.com.pl/obozy/majdan ... udzyn.html
6. Zgapa.pl: http://www.zgapa.pl/zgapedia/Budzy%C5%84.html
7. Polski serwis naukowy: http://www.naukowy.pl/encyklopedia/Budzy%C5%84

http://www.krasnik.pl/index.php?mact=Ne ... turnid=389


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 28 wrz 2015, 20:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/ar ... hwitz.html

Publikacja listy funkcjonariuszy KL Auschwitz
25.06.2015 19:19

Obrazek
(fot. Piotr Drabik / CC BY 2.0 / flickr. com)


Prawdopodobnie jesienią, najpóźniej w listopadzie, krakowski IPN upubliczni listę funkcjonariuszy obozu KL Auschwitz. Wykaz, który obecnie liczy ok. 9.5 tys. nazwisk, wymaga jeszcze uzupełnienia, głównie o kobiety pracujące w obozie.

- Myślę, że najpóźniej w listopadzie upublicznimy listę. To będzie bardzo dokładny wykaz, bez żadnego nazwiska, które nie znalazłoby potwierdzenia w zachowanych dokumentach. Informacje personalne sporządzone zostały na gruncie kwerend archiwów światowych, m.in. niemieckich, polskich, rosyjskich - powiedział PAP dyrektor krakowskiego oddziału IPN Marek Lasota.

Jak dodał, upublicznienie listy prawdopodobnie zbiegnie się ze skromnymi obchodami 15-lecia IPN, które w Krakowie planowane są na jesień.

Listę funkcjonariuszy KL Auschwitz opracował socjolog i historyk, specjalizujący się w historii III Rzeszy, prof. Aleksander Lasik z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Profesor powiedział, że sporządzenie kartoteki członków załogi SS z KL Auschwitz I-III (Stammlager, Birkenau, Monowitz) zajęło mu ok. 30 lat.

Pełna kartoteka prof. Lasika zawiera jednak nie tylko nazwiska esesmanów z KL Auschwitz, ale i z innych obozów śmierci. Kompletna lista profesora zawiera ok. 25 tys. nazwisk funkcjonariuszy, którzy w latach 1939-1945 pracowali w 25 instniejących wówczas obozach koncentracyjnych, które podlegały urzędowi SS - Inspektoratowi Obozów Koncentracyjnych.

W ocenie prof. Lasika przez te obozy przewinęło się ok. 60-70 tys. esesmanów, z których jedynie ok. 10-12 proc. zostało osądzonych; w przypadku KL Auschwitz osądzonych zostało ok. 12 proc. funkcjonariuszy.

Prof. Lasik pytany o problemy, jakie napotkał podczas pracy nad wykazem, wymienił m.in.: rozproszenie archiwów z danymi esesmanów, różna pisownia nazwisk funkcjonariuszy, a zwłaszcza volksdeutschów noszących słowiańskie nazwiska.

Największą jednak przeszkodę stanowił brak dostępu do niektórych archiwów, zwłaszcza rosyjskich. - Rosjanie wypierają się, że takowe akta posiadają, co jest moim - i nie tylko moim - zdaniem zwykłym kłamstwem. Chodzi tu - w skrócie o dokumenty, które z obozów wywoził Smiersz - powiedział profesor.

Na liście funkcjonariuszy KL Auschwitz, którą opublikuje IPN, są nazwiska wszystkich pracowników obozu, którzy znajdowali się w nim od czasów jego założenia, do chwili likwidacji (1940-1945). Niektórzy z załogi obozu jeszcze żyją.

Przy nazwisku widnieją takie informacje, jak m.in. data urodzenia funkcjonariusza, numer służbowy SS, data przybycia do obozu i data jego opuszczenia. Będzie to najszersza jak dotąd lista członków personelu KL Auschwitz.

Prowadzący śledztwo oświęcimskie prokurator Łukasz Gramza powiedział, że przed publikacją lista wymaga jeszcze "weryfikacji nazwisk, uzupełnienia o informacje pochodzące z akt śledztwa i dodatkowego uzupełnienia o dane dotyczące kobiecej załogi obozu".

Na liście może się jeszcze znaleźć - jak przypuszcza prokurator - od kilkudziesięciu do ponad stu kobiet. Uzupełnieniem wykazu o nazwiska tych kobiet zajmuje się IPN.

Prokurator zaapelował również, aby listy nie określać "listą zbrodniarzy", czy "listą katów". - To jest wykaz funkcjonariuszy KL Auschwitz. Na liście są zbrodniarze, ale i osoby, które nie musiały być zbrodniarzami, katami. Określenie "lista zbrodniarzy" jest dużym uogólnieniem - zaznaczył prokurator.

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie od 2011 r. prowadzi, zawieszone wcześniej, śledztwo oświęcimskie dotyczące zbrodni popełnionych przez Niemców na terenie obozu - najdłużej trwające w Polsce dochodzenie.

Śledztwo rozpoczęło się po II wojnie światowej. W 1954 r. rozwiązano Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Kolejne tego rodzaju instytucje nie miały uprawnień oskarżających, pozwalających na postawienie podejrzanego przed sądem. Inną trudnością było udowodnienie sprawcy winy.

Obecne śledztwo IPN - jak mówią prokuratorzy - jest trudne, ponieważ bezpośredni świadkowie nie żyją. Niewiele zachowało się także dokumentów z tamtych czasów.

Wyniki dochodzenia IPN posłużą do utworzenia czytelnej bazy wszystkich materiałów historycznych dotyczących zbrodni dokonanych w KL Auschwitz.

Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie prowadzi w tej chwili sto kilkanaście śledztw. 30 proc. z nich dotyczy zbrodni hitlerowskich, a pozostałe - zbrodni komunistycznych.

Niemieckie organy wymiaru sprawiedliwości, często we współpracy z komisją IPN, toczą obecnie co najmniej kilka postępowań, które dotyczą strażników SS z KL Auschwitz.

Jak podaje Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, w 1941 r. załoga SS w KL Auschwitz liczyła ok. 700 członków, w czerwcu 1942 r. - ok. 2 tys., w kwietniu 1944 r. ok. 3 tys., natomiast w sierpniu 1944 r. - ok. 3,3 tys. esesmanów i nadzorczyń SS. Najwyższy stan został osiągnięty w połowie stycznia 1945 r. w związku z ostateczną ewakuacją KL Auschwitz i wyniósł on 4480 esesmanów i 71 nadzorczyń SS. Natomiast przez cały okres istnienia KL Auschwitz przewinęło się przez niego - jako członków załogi - ok. 8100-8200 esesmanów oraz ok. 200 nadzorczyń.

Większość załogi stanowili Niemcy, ale były też osoby, które deklarowały pochodzenie niemieckie (tzw. volksdeutsche), będący uprzednio obywatelami państw okupowanych lub państw satelickich Trzeciej Rzeszy, jak Rumunia, Słowacja i Węgry.

PAP / mg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 15 mar 2016, 12:36 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Dlaczego Oświęcim nazywa się Auschwitz?

Obrazek
Auschwitz Birkenau

List od anonimowego Czytelnika. Redakcja.

P.S. W Szwajcarii mieści się siedziba rotszyldowskiego Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Jest to bank centralny banków centralnych i najbardziej wpływowa instytucja finansowa na naszej planecie.

Zadawałem sobie od dziecka pytanie „dlaczego” i nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Dość niedawno pomogli mi wpaść na właściwy trop kibice reprezentacji Szwajcarii w piłce nożnej. I kto to mówi, że kibicowanie to bezproduktywne hobby?

Jest wszystkim znane, że z powodów historycznych wiele miejscowości w Polsce ma dwie nazwy – polską i niemiecką.

Polsko-niemieckie nazwy miejscowości w Polsce posiadają specyficzną charakterystykę:

1) Obie nazwy mają podobne brzmienie:

Gleiwitz – Gliwice

Stettin – Szczecin

Posen – Poznań

Zoppot – Sopot

Kattowitz – Katowice

Thorn – Torun

2) Mają to samo znaczenie: Grünberg = Zielona Góra

3) Mają to samo znaczenie i brzmienie: Birkenau = Brzezinka

Więc dlaczego Oświęcim stał się Auschwitz? Nie mają tego samego brzmienia. Oświęcim znaczy “poświęcony” (wodą święconą). Auschwitz nic nie znaczy w normalnym, klasycznym niemieckim (tzw. Hochdeutsch) ALE, gdy ktoś zna szwajcarski dialekt (który nie ma pisanej, oficjalnej formy, czyli pisownia jest otwarta do interpretacji), ten wie, że Szwajcaria jest po niemiecku „Schweitz”, ale jest „Schwitz” w szwajcarskiej formie. Śmieszne, że ogólnie przyjęta forma SCHWITZ jest od drugiej wojny usilnie zamieniana na formę SCHWIIZ. Dlaczego? Kilka linków z oficjalnych mediów wciąż używających tradycyjnej pisowni SCHWITZ:

https://reader.ringier.ch/schweizerillu ... 0150706/44

http://www.blick.ch/sport/tennis/hopp-s ... 06290.html

http://www.zeit.de/entdecken/reisen/201 ... schweiz-fs

Dla wyjaśnienia: “Hopp Switz” to typowe patriotyczne zawołanie tłumaczone jako “Naprzód Szwajcario” i używane, na przykład, przez kibiców piłki nożnej.

Pozostaje wytłumaczyć słowo “AUS”. Dla nieznających niemieckiego – znaczy to “z” w odniesieniu do pochodzenia, jak w poniższych przypadkach:

„Aus Holz gemacht” = „Zrobione z drewna”

„Ich komme aus Polen” = „Pochodzę z Polski”

„Ich komme aus Schwitz” = „Pochodzę ze Szwajcarii” (tak odpowie każdy Szwajcar gdy go spytasz skąd jest).

Więc teraz dodajmy te dwa słowa razem: AUS + SCHWITZ = AUSCHWITZ

Dlaczego Niemcy użyli w nazwie obozu śmierci coś co ma znaczenie podobne do „Made in Switzerland” lub „Model Szwajcarski”? Co ma Szwajcaria wspólnego z Holocaustem? Doprawdy nie wiem. Co jest nawet bardziej intrygujące to dlaczego ten fakt jest do dzisiaj ukrywany? Dlaczego ten fakt nie jest gdzieś wytłumaczony na tablicy przy bramie z napisem „ARBEIT MACHT FREI”? Proszę się odezwać jeśli ktoś z czytających ma odpowiedź na tę zagadkę.

Znalezione na WOLNA POLSKA

http://niezaleznemediapodlasia.pl/dlacz ... auschwitz/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 04 maja 2016, 13:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://rafzen.wordpress.com/2015/10/03 ... warszawie/

Kolejny nie oznaczony obóz koncentracyjny dla Polaków w Warszawie.
octobre 3, 2015

Obrazek

Pan Janusz Zieliński dziecko wojny daje świadectwo prawdy o tym strasznym miejscu. Należy zauważyć, iż obóz koncentracyjny dla Polaków nie jest oznaczony w żaden sposób na zewnątrz Kościoła przy ul Wolskiej w Warszawie w miejscu publicznym. Po KL Warschau to kolejny nie oznaczony obóz koncentracyjny dla Polaków w samym centrum stolicy.

Na odprawionej w dniu wczorajszym Mszy w Kościele był obecny dyżurny judeo-satanista z ul. Wiejskiej niejaki szczerba z partii morderców prezydentów. Tych co posługują się symboliką chrześcijan do celów komercyjno-politycznych nie było.

To celowe i charakterystyczne dla judeo-satanistów działanie chcących nie tyle zapomnieć o prawdzie ale wymazać ją ze świadomości Polaków Słowian jak na dzieci szatana przystało /Ew. Św. Jana 8 44/

Obrazek

https://www.youtube.com/watch?v=bZzZE3D ... r_embedded


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /