Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 13 gru 2017, 11:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2017/12/12/1 ... -polakach/

11 grudnia – ważna, choć mało znana rocznica. Nie pozwólmy, by zginęła pamięć o tych małych Polakach!

[ Jaki inny naród byłby zdolny do tego? J.B.]

Obrazek http://nowahistoria.interia.pl/polska-w ... Id,1566897

Jola Sowińska-Gogacz

Obóz „na Przemysłowej”, stworzony w Łodzi przez władze III Rzeszy lager koncentracyjny przeznaczony do więzienia i mordowania polskich dzieci, wyłania się powoli z otchłani zapomnienia i niewiedzy.
Ten hitlerowski twór funkcjonował w kwartale ulic Brackiej, Plater, Górniczej i muru cmentarza żydowskiego przez 25 miesięcy II wojny światowej. Heinrich Himmler z rozmysłem kazał go zbudować w granicach łódzkiego getta, by zupełnie odseparować dzieci od świata i udaremnić wszelkie szanse na ucieczkę. Jedynymi dorosłymi, z jakimi dzieci miały kontakt, byli specjalnie dobrani i wyszkoleni w bezduszności, odporni na bezbronność ofiar esesmani.
Nazwa obozu pochodzi od ulicy Przemysłowej, ponieważ nią właśnie dowożono transporty dzieci i na jej skrzyżowaniu z Bracką była wjazdowa brama. Na Przemysłowej 34 do teraz stoi budynek, w którym mieszkał zarząd lagru (Verwaltung) i gdzie ważyły się decyzje o losie dzieci – życiu lub śmierci. Warunki, jakie tam stworzono, były tak tragiczne, że dzieci przywożone „na Przemysłową” w transportach z Oświęcimia, płakały i chciały wracać. Dziennie przebywało tam średnio tysiąc więźniów w wieku od niemowlęctwa do 16 lat. Od świtu do wieczora dzieci pracowały dla Rzeszy w wybudowanych na terenie obozu warsztatach – faszystowska „filozofia” nakazywała optymalne wykorzystanie ofiary zanim się ją zgładzi.
Do obozu zwożono polskie dzieci z całej Polski; w większości były to biedne sieroty i dzieci bohaterów polskiego podziemia. Obóz był karą dla walczących z okupantem rodziców, dotkliwą formą represji wobec wartościowej młodzieży i zwolnieniem sierocińców, których budynki przechodziły w niemieckie ręce.
Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 300.
Władze PRL-u, z trudnych do określenia i zrozumienia przyczyn, zatarły ślady obozu i skazały go na nieistnienie. Byli więźniowie nie otrzymali od państwa żadnej pomocy, a i dziś przywracanie pamięci o ich straszliwym losie napotyka na opór.
Pierwszy transport dzieci przybył „na Przemysłową” przed Bożym Narodzeniem, dnia 11 grudnia roku 1942. Właśnie mija 72. rocznica otwarcia tego miejsca na bezsumienne zło, rocznica będąca doskonałą okazją do obdarowania ofiar tej straszliwej historii modlitwą, kwiatami, zniczami… Łodzianie chcą to czynić przez cały dzień, zbierając się i paląc płomienie świec pod poświęconym dzieciom z obozu „na Przemysłowej” pomnikiem Pękniętego Serca.
Ulicą Bracką do końca… Na skraju parku Szarych Szeregów. Pamiętajmy.

Jola Sowińska-Gogacz

Tekst wzięty z https://wpolityce.pl/historia/225463-11 ... h-polakach

Zobacz też
http://nowahistoria.interia.pl/polska-w ... Id,1566897


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 01 lut 2018, 16:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
„My wiemy, kto budował obozy”

Czy Polska jest jeszcze krajem niepodległym? Odpowiedź na tak postawione pytanie zdaniem obecnie rządzących zawsze jest twierdząca. Wszyscy, którzy mają bezpośredni wpływ na władzę, sprawują ją, zawsze z mocą podkreślają, że tylko oni usilnie dbają o… niezależność Polski, zarówno polityczną jak i gospodarczą.
Jak jest w rzeczywistości pokazały nam wydarzenia ostatnich dni. Przyjęta przez Sejm w piątek, 26 stycznia br. nowelizacja Ustawy o IPN wywołała burzę dyplomatyczną u dwóch, ponoć strategicznych „przyjaciół” Polski, to jest w Izraelu i na Ukrainie. O co im idzie? W przypadku Izraela burzę wywołała penalizacja stwierdzenia „polskie obozy koncentracyjne”, natomiast w przypadku Ukrainy dotyczy to penalizacji ideologii banderyzmu. W polskiego punktu widzenia sprawy są dla nas, i dla prawdy historycznej bardzo istotne.

I raptem okazuje się, że nowelizacja „nie może być zaakceptowana przez rząd izraelski”. Te słowa, wypowiedziane fatalną polszczyzną, padły z ust obecnej na obchodach wyzwolenia obozu w Auschwitz, ambasador Izraela. Mało tego, zarzucając w imieniu, czy też na polecenie Premiera Izraela, polskiemu ustawodawcy, że ustawa będzie ograniczała swobodę badań naukowych, pozwoliła sobie stwierdzić, że „my wiemy kto budował obozy”.

O co w tym wszystkich chodzi? Moim zdaniem idzie właśnie o lansowaną bardzo mocno przez środowiska żydowskie tezy o współodpowiedzialności Polski i Polaków za holocaust.

Penalizacja określeń obrażających i oskarżających Polaków może postawić tamę tym zeznaniom żydowskich świadków, którzy oskarżali Polaków jako cały Naród o zbrodnie wojenne. Pisał o tym już w 1950 roku żydowski historyk dr Gringhaus stwierdzając, że wspomnienia żydowskie są: „judeocentryczne, logocentryczne i egoistyczne. (…) dlatego większość pamiętników i relacji pełna jest absurdalnej gadatliwości, przesadnej autopromocji, dyletanckiego filozofowania, aspiracji lirycznych, niesprawdzonych plotek, uprzedzeń, stronniczych ataków i apologii” (zob. M. J. Chodakiewicz, „Kłopoty z kuracją szokową” [w] R. Jankowski – Red.; Cena „Strachu”. Gross w oczach historyków”, Warszawa 2008, s.42).

Że sprawa zeznań, wspomnień i pamiętników żydowskich budzi wśród naukowców wątpliwości co do uczciwości zawartych w nich relacji świadczą również słowa innego żydowskiego historyka, Icchaka Henryka Rubina, które zawarł w swojej pracy pt. „Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945”, Londyn 1988 s.38. Pisze tam: „Na charakter i treść tych opracowań (zeznań i wspomnień – przyp. aut.) w decydującej mierze wpłynęła epoka, w której zostały pisane, czyli te same siły polityczne, które ustaliły charakter i kierunek badań naukowych. Funkcjonariusze Komitetów Żydowskich mianowani przez partię komunistyczną, którzy zbierali te zeznania, wskazywali piszącym, kto jest winien i na co zasługuje”.

Nie można wykluczyć, że stanowisko władz Izraela podyktowane jest obawą, że na światło dzienne wyjdą skrzętnie ukrywane winy samych Żydów. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie w Polsce zaprzeczał, że istniała w czasie okupacji grupa ludzi trudniących się szmalcownictwem. Ale też w Polsce taka postawa spotyka się z potępieniem. Nie ma w Polsce prób tłumaczenia takich postaw. Przykładem takim może być fakt, iż Żyd Scherwitz był członkiem NSDAP i komendantem obozu koncentracyjnego w Lencie k/Rygi.

Po wojnie tenże Scherwitz był w Monachium członkiem Żydowskiego Komitetu ds. Rewindykacji Żydowskiego Mienia. Nie przeszkadzało Żydom nawet to, że oskarżano Sherwitza o liczne gwałty na Żydówkach i osobiste zamordowanie przez niego 200 Żydów. Ujawnił to historyk amerykański żydowskiego pochodzenia B.M. Rigg.

Nie ma takiego przykładu, aby Polak był komendantem obozu. Nie ma też żadnego Polaka, który byłby feldmarszałkiem III Rzeszy, jak w przypadku Milcha, którego B.M. Rigg nazywa żydowsko-niemieckim zbrodniarzem wojennym.

Hipokryzją można nazwać wyrażoną przez p. Ambasador troskę o… dostęp do badań naukowych. Przecież nie kto inny, ale noblista Elie Wiesel przez całe swoje życie zaciekle walczył z wszelkimi próbami badań naukowych nad holocaustem. Twierdził wręcz, że holocaust wymyka się jakimkolwiek badaniom historycznym, że jedynym wiarygodnym źródłem są świadectwa Żydów.

O jakości tych żydowskich świadectw krytycznie wypowiedzieli się także nieliczni historycy żydowscy. Możliwe też, że politycy izraelscy zdają sobie sprawę, że mogą ujrzeć światło dzienne sprawy, o których Żydzi milczą. Może ujrzeć światło dzienne agentura gestapo w gettach, rola Żydowskiej Policji Porządkowej w wywózkach i rola Judenratów, czy tzw. obozy przetrwania jak braci Bielskich czy Lwa Ajzenkiela, które były grupami bandyckimi rabującymi okoliczne wsie.

Z biegiem lat rozrastała się wokół tych grup „legenda partyzancka”. Żydzi, przy pojawiających się czasem oskarżeniach dotyczących ich agenturalnej działalności w gettach zasłaniają się konwencją haską i jej pkt. czwartym, który mówi, że na terenie okupowanym, gdzie władzę sprawuje okupant, to on ponosi odpowiedzialność za wszelkie naruszenia prawa.

Prawda, Żydzi nie mieli swojego państwa. Ale nagminnie nie przyjmują do wiadomości, że Polska też tego wolnego państwa nie miała. W Polsce, przez całą okupację nie udało się Niemcom stworzyć rządu kolaboracyjnego. Nie odbyły się w Polsce wybory do władz municypalnych jak to miało miejsce w Danii. Ale to Dania jako kraj ma swoje drzewko w Yad Vashem i żaden Żyd nie zająknie się, że za uratowanie duńskich Żydów musieli sami tymże Duńczykom zapłacić?!

Polski Rząd na uchodźstwie zaciągał pożyczki w USA i Wielkiej Brytanii m.in. na ratowanie Żydów i te pożyczki po wojnie spłacił rząd PRL. Nasuwa się wniosek, że Żydzi cenią to, za co musieli zapłacić, ofiara życia ratujących ich, nie jest dla nich żadną wartością.

A władze wywodzące się głównie z PiS poszukały sobie strategicznego sojusznika właśnie w Izraelu. Nie wiem co zrobi [gówno zrobi – admin] minister Jacek Czaputowicz w odpowiedzi na dyktat Izraela, który nie dyplomatycznym językiem stwierdza, że ta Ustawa jest nie do przyjęcia przez Izrael. W jakim kraju my żyjemy? Jakim prawem Izrael dyktuje nam co ma być, a co nie w uchwalanych przez nasz Sejm ustawach?

Kilka słów należy powiedzieć o obchodach, jakie odbyły się w Auschwitz- Birkenau 27 stycznia 2018 r. Po raz kolejny organizator obchodów, jakim jest dyr. Piotr Cywiński spycha Polaków na margines tych uroczystości. W programie TVP „Teraz Polska” wypowiadały się osoby reprezentujące polskich więźniów. Dla mnie szokiem były słowa o… naciskach aby zdjąć z ramion polską flagę, bo… rani ona uczucia Żydów.

Ponadto, wejściówki otrzymało zaledwie kilka osób spośród byłych więźniów pochodzenia polskiego. To nie był jednostkowy przypadek, bo kilka lat temu zaproszono na obchody członka rodziny byłego komendanta obozu Hessa, a nie wpuszczono córki rotmistrza Pileckiego. Taka sytuacja miała miejsce, gdy premierem był Donald Tusk i wydawało by się, że teraz, gdy mamy rząd z patriotycznymi hasłami na ustach sytuacja ulegnie zmianie. Ale zawłaszczania Auschwitz ciąg dalszy.

Konieczne jest wnikliwe przyjrzenie się polityce muzealnej realizowanej przez p. Cywińskiego, bo jakkolwiek nikt nie neguje ludobójstwa dokonanego na Żydach, to musimy pamiętać o ofiarach innych narodowości, m.in. o jeńcach sowieckich, na których testowano działanie Cyklonu B.

Jak widać, Niepodległość Polski w świetle ultymatywnych wypowiedzi rządu izraelskiego nie jest wcale taka jednoznaczna. Czekamy na zdecydowane stanowisko polskiej strony.

Ireneusz T. Lisiak
http://mysl-polska.pl

https://www.salon24.pl/u/konfederat1000 ... owal-obozy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Obozy koncentracyjne
PostNapisane: 10 lut 2018, 11:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Decyzje zapadały na najwyższym szczeblu

Z prof. Aleksandrem Lasikiem z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, znawcą historii III Rzeszy i niemieckich obozów koncentracyjnych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Niemcy przygotowywali się do planowej zagłady Żydów?
– Przede wszystkim należy podkreślić, że masowa zagłada Żydów nie rozpoczęła się w wyniku konkretnego rozkazu, bo takiego dokumentu nie mamy, zresztą Adolf Hitler niechętnie podpisywał dokumenty, a raczej wydawał ustne polecenia. Natomiast pierwszym etapem zagłady w III Rzeszy był podpisany przez Hitlera – notabene w Grand Hotelu w Sopocie, który odwiedził on na początku września 1939 roku – dokument podsunięty przez Philippa Bouhlera wysokiego urzędnika, szefa kancelarii Hitlera. Był to plan o nazwie „Akcja T4” – szeroko zakrojony program zagłady osób chorych psychicznie. Kryptonim wziął się stąd, że centrala biura zagłady mieściła się w Berlinie przy ul. Tiergartenstraße 4. I choć ten plan na skutek protestów m.in. Kościoła katolickiego został oficjalnie czasowo zatrzymany, to w latach 1940–1941 wymordowano kilkadziesiąt tysięcy pacjentów zakładów dla psychicznie chorych. Z powodu protestów „Akcję T4”, czyli akcję, dla której ukuto nawet termin „likwidacja życia niewartego życia”, zamieniono na bardziej dyskretną, tajną formę mordowania realizowaną od kwietnia 1941 roku pod nazwą „Akcja 14f13”. I od tego momentu można mówić o masowym ludobójstwie w III Rzeszy.

Kiedy zaczęła się zagłada Żydów?
– Zagłada Żydów rozpoczęła się już w 1941 roku. Pierwsze obozy zagłady, a trzeba pamiętać, że należy odróżnić dwa rodzaje obozów w sensie podległości: obozy koncentracyjne, które miały swoją centralę i swoją własną instytucję w postaci Inspektoratów Obozów Koncentracyjnych, oraz obozy zagłady, które podlegały jednostkom policyjnym. Niemcy z oczywistych względów nie używali pojęcia obozy zagłady, ale kryptonimów typu Sonderkommando Bełżec, Treblinka itd. 20 stycznia 1942 roku na konferencji w Wannsee pod Berlinem ustalono wymiar zagłady europejskich Żydów. Ustalono, że eksterminacja ma objąć 11 milionów osób, wymieniając nawet poszczególne kraje, z których mają pochodzić Żydzi przeznaczeni na zagładę. Wiemy o tym z zachowanego protokołu z tego spotkania, który sporządził Adolf Eichmann. Co ciekawe, na tej konferencji byli obecni nie tylko esesmani, którzy mieli się tej zbrodni dopuścić, ale także wysocy rangą przedstawiciele ministerstw i urzędów III Rzeszy. Po konferencji w Wannsee istniały już i podlegały pod struktury policyjne, czyli Główny Urząd Bezpieczeństwa III Rzeszy obozy zagłady w Bełżcu, Treblince, Sobiborze – położone na obszarze Generalnego Gubernatorstwa oraz leżące na terenie tzw. Kraju Warty w Chełmnie nad Nerem. Wszystkie pozostałe akcje eksterminacyjne trwały już w zasadzie od momentu ataku Niemiec na ZSRS. Tam ze względów technicznych nie tworzono obozów zagłady, natomiast powstały trzy specjalne oddziały tzw. Einsatzgruppen, które rozstrzeliwały Żydów. Do mordowania Żydów zachęcano też Ukraińców oraz Litwinów, którzy dokonywali pogromów np. we Lwowie czy w Ponarach.

Jak wyglądało łączenie obozów koncentracyjnych i zagłady?
– Łączenie obozów koncentracyjnych, ale nie tych podlegających pod struktury policyjne, ale pod Inspektorat Obozów Koncentracyjnych, w obozy podwójne było kolejnym etapem eksterminacji. Były trzy takie obozy, gdzie organizowano holokaust. Pierwszym, największym był kompleks niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz I-III, chodzi tu przede wszystkim o Birkenau. Drugim był Niemiecki Obóz Koncentracyjny Lublin Majdanek, gdzie również zainstalowano komory gazowe, i w ramach Akcji „Reinhardt” dokonano tam ludobójstwa. Natomiast trzecim, który pełnił rolę obozu koncentracyjnego i obozu zagłady, był Stutthof w Sztutowie, gdzie przewożono i mordowano Żydów, których Niemcy nie byli w stanie zabić w komorach gazowych Auschwitz.

Można więc powiedzieć, że eksterminacja Żydów była rozłożona na kilka etapów i poprzedzona innymi masowymi morderstwami?
– Dokładnie tak. Lata 1939-1940 to okres mordowania przez Niemców własnych obywateli, choć nie tylko, bo po wkroczeniu wojsk niemieckich do Polski, we wszystkich ośrodkach dla osób psychicznie chorych zrobiono to samo, co wcześniej w Niemczech, a więc wymordowano wszystkich chorych ludzi. To było niejako preludium do zagłady. Niemcy tylko szukali sposobu, jak na dużą skalę zabić wspomniane 11 milionów ludzi. Holokaust nie był zatem zjawiskiem, które pojawiło się nagle, ale był wpisany w pewien wcześniejszy stworzony przez Niemców proces masowego mordowania. Do tego trzeba doliczyć zamordowanych jeńców sowieckich, Polaków zgładzonych w komorach gazowych czy Cyganów zamordowanych w Auschwitz 1 sierpnia 1944 roku w liczbie ok. 10 tysięcy itd. Holokaust był zatem procesem, który trwał już od 1939 roku. Analogicznie w 1939 roku, po zmianach strukturalnych, system niemieckich obozów przygotowany pod względem organizacyjnym czekał na więźniów.

Skoro już te niemieckie obozy powstały, to byli potrzebni ludzie do nadzorowania tej zbrodniczej machiny. Kto stanowił załogi tych obozów i kim byli ci ludzie?
– W pierwszym etapie „Akcji T4”, a później także w czasie „Akcji 14f13” chorych mordowali lekarze w mundurach SS. Jeśli zaś chodzi o późniejszy holokaust, to szukano sposobów, technologii: po pierwsze, jak zanonimizować zagładę, dlatego postanowiono użyć komór gazowych. Po drugie, rozważano, jakimi środkami należy wymordować Żydów. I tak pierwsza próba z wykorzystaniem gazu cyklon B do zamordowania jeńców odbyła się w Auschwitz na przełomie sierpnia i września 1941 roku. Natomiast kto stanowił załogi obozów śmierci…? Stosunkowo byli to młodzi ludzie. Tworząc kartotekę załóg niemieckich obozów koncentracyjnych, zauważyłem ciekawe zjawisko pod względem demograficznym, ale też poznawczo-historycznym, mianowicie najstarszy esesman urodził się w 1871 roku, a najmłodszy w roku 1927. Kiedy w październiku 1939 roku zaczęto tworzyć 3. Dywizję Pancerną SS „Totenkopf” złożoną z członków załóg obozów koncentracyjnych, nastąpiła pewnego rodzaju zmiana pokoleniowa. Mianowicie młodszych esesmanów, którzy byli w obozach, wysyłano na front, zastępując ich starszymi rocznikami, a więc ludźmi w wieku 35-45 lat. Przy czym największą grupę stanowiły osoby urodzone między 1908 a 1917 rokiem. Dziwić może podany wcześniej rocznik 1927, co oznacza, że musiano odnieść ten wiek do wspólnego mianownika, przyjmując, że takim będzie 1945 rok. Drugą grupę stanowią roczniki urodzonych po I wojnie światowej, mianowicie 1920-1923 – też liczne, ale nie tak jak wspomniane przeze mnie wcześniej.

Czy mógłby Pan powiedzieć coś o grupach społecznych, z których się wywodzili ci ludzie. Czym zajmowali się przed wojną?
– Ponieważ prowadziłem badania w niemieckich i nie tylko niemieckich archiwach, również pod kątem socjologicznych, nazwijmy to, parametrów, które w tych aktach można było wyczytać, dostrzegłem kilka kwestii. Pierwsza jest taka, że załogi tych obozów w latach 30. stanowili Niemcy z Rzeszy. Później od 1938 roku byli to Niemcy z Austrii oraz Niemcy sudeccy, a więc z tych części Czechosłowacji, które w wyniku porozumienia monachijskiego zostały włączone do Rzeszy Niemieckiej. Co ciekawe i ważne zarazem, że do załóg obozów koncentracyjnych nie przyjmowano osób, o czym możemy się przekonać, które nie zostały uznane za etnicznych Niemców. Oczywiście byli tam tacy, którzy byli obywatelami niemieckimi do 1938 roku, ale w 1939 roku zaczęli się pojawiać tzw. volksdeutsche.

Żeby zostać volksdeutschem, też trzeba było spełnić określone warunki?
– Dokładnie tak. Żeby zostać volksdeutschem, należało wykazać się niemieckim pochodzeniem i zostać uznanym przez Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS zajmujący się weryfikacją pod względem etnicznej przynależności do – jak to nazywano – „niemieckiej wspólnoty narodowej”. Kiedy w 1943 roku powstają tzw. niegermańskie dywizje Waffen-SS, nie ma w ich szeregach żadnych innych nacji, np. Albańczyków, Węgrów, Łotyszów, Estończyków itd., a wyłącznie tzw. reichsdeutsche, czyli ci, którzy urodzili się w Niemczech przed wojną, byli obywatele republiki austriackiej, Niemcy sudeccy oraz obywatele Wolnego Miasta Gdańska. I tutaj nie było żadnych wyjątków. Tym samym w obozach koncentracyjnych służyli wyłącznie ci esesmani, którzy mieli status etnicznych Niemców uznanych przez Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS. Innej możliwości nie było. A zatem volksdeutsche, których podania odrzucono jako nienadających się, ponieważ nie przynależeli do niemieckiej grupy etnicznej, nie byli przyjmowani do kadr żadnego z obozów. Ten przepis był przestrzegany bardzo rygorystycznie, co mogę potwierdzić osobiście, ponieważ sprawdzałem poszczególne teczki personalne w archiwach. Co za tym idzie – wszyscy wchodzący w skład załóg niemieckich obozów koncentracyjnych, a było to 25 tysięcy osób, mieli świadectwa niemieckiego pochodzenia etnicznego potwierdzonego dokumentami, a nawet drzewami genealogicznymi. W 1943 roku we wszystkich istniejących wówczas niemieckich obozach koncentracyjnych tzw. reichsdeutsche stanowili 35,8 proc. załóg, a reszta to byli volksdeutsche. Oczywiście to nie znaczy, że byli to, dajmy na to, Węgrzy czy Polacy, absolutnie nie, natomiast byli to ludzie, którzy musieli mieć status czy poświadczenie o niemieckim pochodzeniu etnicznym. Tak to działało, jeśli chodzi o selekcję załóg niemieckich obozów koncentracyjnych.

Jaki był status ludzi tworzących załogi obozów koncentracyjnych?
– Jak wynika z moich badań, jeżeli chodzi o wykształcenie, to generalnie rzecz ujmując, 78,2 proc. osób posiadało wykształcenie podstawowe. Ono było różne – począwszy od czterech klas do pięciu, sześciu w zależności od systemu. Wykształcenie ponadpodstawowe do średniego to rząd 18,8 proc., a tylko 3 proc. członków załóg niemieckich obozów posiadało wykształcenie wyższe. W tej ostatniej grupie oczywiście dominowali lekarze, lekarze stomatolodzy, farmaceuci, weterynarze, ale byli też prawnicy czy nauczyciele. Jako ciekawostkę mogę również podać, że wśród np. volksdeutschów jako członków załóg, co widać w aktach personalnych stworzonych przez Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS, co najmniej 30 osób (tylko tyle udało mi się ustalić) to byli analfabeci, a więc ludzie, którzy nie umieli czytać i pisać. Nic zatem dziwnego, że dla takich ludzi – zwłaszcza przy całej mitologii, jaką wytworzono wokół Waffen-SS, był to sposób na tzw. zaistnienie. Z drugiej strony organizatorom tego zbrodniczego projektu dawało to możliwość na manipulowanie i wmawianie tym ludziom, że awansowali do elitarnej formacji III Rzeszy, że mogą zrobić kariery itd. Analogicznie było po II wojnie światowej w Polsce z funkcjonariuszami UB i SB – stanowiącymi zbrojne ramię reżimowej władzy PRL.

Polaków nie było wśród załóg niemieckich obozów zagłady…
– Oczywiście, że nie było. Natomiast byli volksdeutsche polscy, a volksdeutsch i Polak to zupełnie co innego. Volksdeutschami mogły zostać tylko i wyłącznie osoby uznane i spełniające kryteria niemieckiej przynależności etnicznej. Volksdeutsch to nie była, jak się potocznie uważa, osoba współpracująca z Niemcami. Jeżeli ktoś nie uzyskał statusu Niemca, który został odpowiednio zweryfikowany i uznany za Niemca według kryteriów rasowych, nie mógł wstępować do Waffen-SS, a jeśli tak, to nie mógł służyć w obozach koncentracyjnych.

Nie ma zatem najmniejszej wątpliwości, że to Niemcy byli sprawcami holokaustu i wszelkie próby wikłania w to Polaków i fałszowania historii są kłamstwem?
– W obozach koncentracyjnych stworzonych przez Niemców mogli służyć tylko ci, którzy mieli status etnicznych Niemców nadany im przez Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS, bez względu na obywatelstwo, jakie posiadali do 1938 czy nawet do wybuchu II wojny światowej. Tu nie było żadnych wyjątków. Dziwi więc fakt, że Polaków próbuje się oskarżyć o współudział w holokauście w niemieckich obozach koncentracyjnych i obozach zagłady, ponieważ nie istniały żadne polskie formacje SS.

Dziękuje za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... zeblu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /