Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 04 lip 2013, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Katolickie kino familijne: „Wojna w Wandei”

W tym roku przypada 220. rocznica katolickiego powstania w Wandei. Biorąc pod uwagę polski sukces filmu „Cristiada”, można oczekiwać, że ekranizacja i tej, mało znanej kontrrewolucji, cieszyłaby się wśród katolików dużym zainteresowaniem. Próbę przeprowadził Jim Morlino wraz z amerykańską młodzieżą i dziećmi, grającymi w filmie „The War of the Vendée”.

Film ukazał się w ubiegłym roku na DVD. To, oczywiście, nie jest produkcja zbliżonego do „Cristiady” kalibru i można zarzucić mu różne rzeczy, jednak fakt, że w ogóle powstał - w prezencie dla „francuskich przyjaciół” - jest samo w sobie dużym sukcesem. Pierwszą kwestią, którą widz powinien wiedzieć zanim zacznie oglądać „Wojnę w Wandei” jest to, że nikt spośród 250 aktorów nie ma więcej niż 21 lat. Nie trzeba też dziwić się, iż filmowy „Robespierre” nosi na zębach metalowy, stały aparat ortodontyczny, a czasem łypie diabelskimi oczami z czerwonymi tęczówkami. Oprócz młodych i bardzo młodych ludzi, grających księży, przywódców powstania, żołnierzy, matki i żony, występuje również tajemnicza zakapturzona postać symbolizująca diabła, ukrywającego się za Robespierrem. Bo i bez niego tej historii opowiedzieć się nie da.

Nieprzypadkowo krwawe wydarzenia w Wandei, rolniczym regionie w północno-zachodniej Francji nad Atlantykiem, zostały zepchnięte na margines oficjalnej historii, pisanej ręką wyznawców rewolucji francuskiej. W tym prawdopodobnie pierwszym akcie ludobójstwa, zaplanowanego i przeprowadzonego na lokalnej ludności z dużą determinacją, mogło zginąć nawet ponad 300 tysięcy ofiar, czyli prawie połowa mieszkańców Wandei. Jej przemilczenie nie może dziwić, skoro odpowiedzialnych za rewolucyjne masakry czci się na paryskim Łuku Triumfalnym, a ich imionami nazywa się we Francji niezliczone ulice, place i skwery. O bohaterskich powstańcach, o których Napoleon powiedział: „Byłbym dumny z bycia Wandejczykiem”, niewielu chce we Francji pamiętać.

Z 90-minutowej produkcji wynika, że przyczyn wybuchu powstania w 1793 r., w trakcie trwającej już rewolucji, było wiele, choć niektórzy sugerują, że ostatecznie zdecydował o nim nakaz poboru do armii republikańskiej 300 tys. mężczyzn. Wśród nich wylicza się m.in. śmierć ich ukochanego króla Ludwika XVI na gilotynie, zniesienie prawnego statusu sakramentów, wprowadzenie obowiązku przysięgi na Rewolucję, czy masakrę sześciuset papieskich gwardzistów. Wandejczycy podnieśli broń również dlatego, że przeczuwali, iż po zabiciu ich ziemskiego króla, rewolucjoniści zabiorą się za zwalczanie Niebiańskiego.

I mieli rację. Powstańcy, pogardliwie nazywani zwykłymi chłopami, byli najlepszymi myśliwymi we Francji. Walczyli: „Za Boga i króla” z przyczepionym na piersiach sercem wandejskim - symbolem krwawego serca, z którego wyrasta krzyż. Film w zasadzie można traktować jako wprowadzenie młodego widza w temat rewolucji 1789 r., pokazując jej antykatolicki charakter, połączony z polowaniami na księży, prześladowaniem i mordowaniem katolików. Jak podaje Warren Carroll w swojej książce „Gilotyna i krzyż”, jednym z pierwszych ofiar terroru rewolucji francuskiej był właśnie ksiądz.

„The War of the Vendée” pokazuje powstanie w sposób odpowiedni dla młodego widza, choć tym samym może być posądzony o zbyt łagodne jego przedstawienie, w ogóle bez pokazywania krwi. Być może twórcy filmu liczyli na to, że brutalność tego okresu, ze szczególnym uwzględnieniem tłumienia kontrrewolucji (rewolucjoniści wykorzystywali skórę ludzką na buty i bębny, masowo topili związane kobiety i dzieci, mordowali ich bagnetami) młodzi ludzi poznają w odpowiednim czasie z książek, których ukazuje się coraz więcej, również w języku polskim.

Głównym bohaterem ekranizacji historii bohaterskiej Wandei jest w filmie jeden z przywódców, Jacques Cathelineau. To on zebrał garstkę żołnierzy, którym udawało się wygrywać z żołnierzami republikańskimi dzięki znajomości terenu, efektywnemu wykorzystaniu każdej dostępnej amunicji i broni oraz zdolnościom łowieckim. Dopiero później powstańcy mogli wykorzystywać armaty, które zdobyli od wroga po wygranych bitwach, a ich nieregularne oddziały przekształciły się w wielotysięczną armię. Dyscyplinowanie i szkolenie nieprofesjonalnych żołnierzy nie było dla Cathelineau łatwe. W jednej z niezapomnianych scen zapobiega on akcji odwetowej na pojmanych żołnierzach republikańskich, prosząc własnych żołnierzy, aby odmówili modlitwę Ojcze nasz. W filmie elementy humorystyczne przeplatają się z wzruszającymi i tragicznymi, z dużym akcentem na udział kobiet, które walczyły czasem przy pomocy wałków do ciasta i butelek. Można mu również zarzucić różne nieścisłości historyczne, np. okoliczności śmierci Cathelineau.

Dużym plusem jest za to muzyka symfoniczna, przypominająca chwilami ścieżkę dźwiękową z „Władcy pierścieni”, a i nie ma się co dziwić, bo jej twórcą jest 41-letni amerykański kompozytor Kevin Kaska, który dyrygował lub napisał muzykę do takich filmów jak: Sherlock Holmes, Mroczny Rycerz (Dark Knight), Piraci z Karaibów czy wreszcie Pasja Mela Gibsona.

Film byłby jeszcze lepszy, gdyby wśród obsady mogły sie znaleźć takie gwiazdy jak w „Cristiadzie”. I może, gdyby podobnie jak i do tej produkcji, nie przedstawiono wydarzeń w zbyt pozytywnym świetle - jako pełnej wygranej kontrrewolucjonistów, wypaczając w ten sposób prawdę historyczną.

„The War of the Vendée” wyprodukowało Navis Pictures, które ma na swoim koncie również DVD St. Bernadette of Lourdes (Święta Bernadetta z Lourdes) oraz film edukacyjny How to Make a Movie (Jak stworzyć film) przeznaczony dla katolickich filmowców (z 20-minutowymi sesjami dotyczącymi pisania scenariusza, tworzenia muzyki, pracy z kamerą i światłem, itd.). Szanse na powstanie profesjonalnej produkcji o wandejskich męczennikach, nie są niestety wielkie. Póki co, trzeba się zadowolić filmem dla dzieci.

Natalia Dueholm

http://www.pch24.pl/katolickie-kino-fam ... 013,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 13 lip 2013, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Od rewolucji francuskiej do październikowej

Rewolucja francuska przez ponad sto lat stanowiła pierwowzór i punkt odniesienia dla wszystkich, którzy występowali przeciw monarchiom określanym jako „absolutne” oraz dyktaturom i autokracjom w rodzaju tej, jaka istniała w carskiej Rosji. Rewolucja służyła za model cyklu politycznego, który rozpoczynając się od walki o konstytucję, zniesienie przywilejów i uznanie praw człowieka i obywatela, prowadził do wyborów Konstytuanty i ustanowienia Republiki, a następnie przeradzał się w terrorystyczną dyktaturę, najpierw kolektywną, a potem osobistą, w końcu obalaną przez Thermidor.

Proces ten zawierał nawet swój testament: w latach 1795-96 Grakchus Babeuf i jego przyjaciele proponowali wprowadzenie dyktatury politycznej, która przeprowadzi rewolucję społeczną, zniesie własność prywatną i ustanowi „prawdziwą” równość. Choć Sprzysiężenie Równych spaliło na panewce, Marks i Lenin uznali je za zapowiedź nowoczesnego komunizmu.

Przez cały XIX wiek europejscy, zwłaszcza zaś rosyjscy rewolucjoniści – marksiści, eserowcy i anarchiści – żyli ideałami rewolucji 1789 roku: równości praw, wolności wypowiedzi i zgromadzeń, wprowadzenia ustroju konstytucyjnego i wyboru Konstytuanty. Od lat czterdziestych XIX wieku rewolucjoniści rosyjscy w swych dyskusjach określali się mianem „jakobinów” i „żyrondystów”. Autorzy manifestu Młodej Rosji z 1862 roku, odcinając się zarówno od liberałów, jak i narodników, deklarują się jako „jakobini-blankiści”. Jeszcze w roku 1902 wybuchnie namiętny spór między Plechanowem (przywódcą Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji), który krytykował zamachy indywidualne, powołując się na doświadczenia terroru podczas rewolucji francuskiej, a eserowcami, którzy odrzucali ideę uruchomienia w Rosji gilotyny.

Analogia pierwsza: Nieprzekupny

Historia bolszewizmu w ścisłym tego słowa znaczeniu zaczyna się latem 1903 roku podczas II Kongresu SDPRR, który starannie przygotował Lenin i jego zaufani, między innymi młody Lew Trocki. Przybył on na kongres jako entuzjasta, ale wkrótce zderzył się z ciągłymi intrygami Lenina, dążącego do całkowitej władzy w partii i podporządkowania jej swoim skrajnym poglądom. Krótko potem zawiedziony Trocki (reprezentujący socjalistów syberyjskich) zrelacjonował swoje wrażenia w słynnym raporcie. Stwierdziwszy, że towarzyszem Leninem kieruje Wille zur Macht [wola mocy], konkludował:

Walkę o zasady zastąpiła walka o władzę. Można nawet powiedzieć, że uległa ona depersonalizacji. Taki jest rezultat systemu [Lenina]. „Stan oblężenia” [w partii], który Lenin z uporem głosi, wymaga „silnej władzy”. Zasada zorganizowanych podejrzeń wymaga silnej ręki. Robespierre uświęcił system terroru. Towarzysz Lenin zanalizował skład partii pod kątem charakterów i doszedł do wniosku, że tylko on sam posiada dostatecznie silną rękę. I miał rację. Hegemonia socjaldemokracji w walce wyzwoleńczej, w logice „stanu oblężenia”, oznacza hegemonię Lenina nad socjal¬demokracją (…).

Odnosząc się do wyboru władz partii, Trocki pokazywał zasadniczą rozbieżność między taktyką normalnego porządku konstytucyjnego i taktyką „stanu oblężenia”, uzasadniającą dyktaturę. Na koniec, już wprost nawiązując do rewolucji francuskiej, Trocki otwarcie atakował Lenina w związku z ewolucją partyjnej gazety „Iskra”:

Wkrótce dwie trzecie redaktorów zostanie uznanych za podejrzanych. Ortodoksyjna [leninowska] Góra zaczyna proces autofagii. „Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Caveant consules!” I towarzysz Lenin zmienia małą redakcję we wszechmocny Komitet Ocalenia Publicznego, a sam obejmuje w nim rolę Nieprzekupnego. Należy zmieść wszystko, co stanie mu na drodze. Perspektywa zniszczenia iskrowej Góry nie zatrzymała towarzysza Lenina. Bo chodzi mu po prostu (…) o ustanowienie bez przeszkód „republiki cnoty i terroru”.

Dyktatura Robespierre’a wykonywana poprzez Komitet Ocalenia Publicznego była możliwa tylko dlatego, że Robespierre w samym Komitecie wyselekcjonował „wiernych” i obsadził nimi wszystkie ważne funkcje państwowe. Bez tego wszechpotężna dyktatura zawisłaby w próżni. W naszej groteskowej robespierradzie pierwszy warunek został zrealizowany poprzez likwidację starej redakcji. Drugi był równie ważny: właściwy wybór członków Komitetu Centralnego, przepuszczonych przez filtry „jednomyślności” i „wzajemnej kooptacji”. (…)
Oto, towarzysze, aparat administracyjny, który powinien rządzić republiką ortodoksyjnej „cnoty” i scentralizowanego „terroru”.

Reżim tego rodzaju nie może trwać wiecznie. System terroru uruchomił reakcję. Proletariat paryski wyniósł Robespierre’a [do władzy] w nadziei, że sam zostanie wyciągnięty z nędzy. Ale dyktator sprezentował mu dużo egzekucji i mało chleba. Robespierre upadł i pociągnął za sobą Górę, a z nią – sprawę demokracji jako takiej
.
W roku 1903 Trocki był już znakomitym polemistą. Choć swą działalność prowadził w ramach marksistowskiej socjaldemokracji niemieckiej, jego koncepcja rewolucyjnej polityki ciągle wyraźnie nawiązywała do demokratycznej fazy rewolucji francuskiej. W roku 1917 znów stanął po stronie nowego Nieprzekupnego, by w roku 1923 paść ofiarą procesu autofagii, który demaskował dwadzieścia lat wcześniej.

Analogia druga: jakobińskie metody

Rewolucja rosyjska rozpoczęła się w lutym 1917 roku przy dźwiękach Marsylianki i do lata miała charakter demokratyczny i konstytucjonalistyczny. 7 listopada tego samego roku rozpoczęła się rewolucja październikowa, stając się punktem odniesienia dla nowego cyklu rewolucji i dla całego ruchu komunistycznego.

Rząd Kiereńskiego w sierpniu 1917 roku odpowiada jeszcze demokratycznej fazie rewolucji francuskiej. Jednak wskutek trwającej wojny i atmosfery zagrożenia sytuacja szybko poszła w kierunku analogicznym do Francji po październiku 1791 roku, co pociągnęło za sobą charakterystyczne zjawiska: skrajną polaryzację stanowisk, koncentrację na postaci wroga – wroga ludu – i wprowadzenie pojęcia kontrrewolucji, obsesję spisku i zdrady, szukanie podejrzanych. Były to ulubione tematy Lenina.

Wskutek jego polityki kolejne etapy następowały po sobie jak w przyspieszonym filmie. Zaczęło się latem od buntów wojskowych, dzięki którym w garnizonie piotrogrodzkim powołano kontrolowane przez bolszewików rady żołnierskie, a potem Czerwoną Gwardię. W ten sposób Lenin uruchomił „rewolucyjną soldateskę”, opisaną przez Borysa Pasternaka w Doktorze Żywago, podobną do sfederowanych batalionów z lata 1792 roku.
Od września 1917 roku Lenin bez przerwy nakłaniał swych towarzyszy do przeprowadzenia powstania i zamachu stanu. 7 listopada, powtarzając atak na Tuileries z 10 sierpnia 1792 roku, zajął na czele tłumu Pałac Zimowy, będący do tej pory siedzibą Rządu Tymczasowego – pierwszy gmach, nad którym zawisł czerwony sztandar.

Doprowadzając 7 listopada do dwuwładzy (z jednej strony władzy legalnej, organizującej wybory do Konstytuanty, z drugiej – rewolucyjnych działaczy i ulicy), Lenin powtarzał działania jakobinów i Komuny Paryża z roku 1792.

Wiążąc swój tytuł do władzy z ciągłym uskrajnianiem stanowiska w ramach bezwzględnej walki między rewolucjonistami, nieustannie oskarżając swych przeciwników, Lenin inspirował się zaciekłym konfliktem między jakobinami i żyrondystami, między wściekłymi i umiarkowanymi.

Jak powołany 6 kwietnia 1793 roku Komitet Ocalenia Publicznego stanowił kolektywną dyktaturę jakobinów, która przerodzi się w osobistą dyktaturę Robespierre’a, podobnie Lenin powołał 7 listopada 1917 roku Radę Komisarzy Ludowych złożoną wyłącznie z bolszewików i działającą pod jego coraz bardziej autokratyczną kontrolą.

Jak Robespierre porzucił Deklarację Praw Człowieka i Obywatela na rzecz „rządów cnoty”, tak Lenin 18 stycznia 1918 roku na posiedzeniu Konstytuanty ogłosił Deklarację Praw Ludu Pracującego, która zniosła prawa człowieka w Rosji. Różnica polegała na tym, że podczas thermidora 1794 roku to Konwent, a nie Robespierre, miał ostatnie słowo, tymczasem w Rosji Lenin rozpędził Konstytuantę.

Najważniejszy z tej perspektywy okres rewolucji francuskiej, który historyk Jacob Talmon określa mianem demokracji totalitarnej, rozpoczął się od wprowadzenia – dzięki poparciu „wściekłych” i Komuny Paryża – dyktatury Komitetu Ocalenia Publicznego, ustanowienia prawa o podejrzanych, trybunału rewolucyjnego i terroru. Historyk Guglielmo Ferrero w Les Deux Révolutions françaises (1951) powiada: Pod pojęciem ducha rewolucyjnego należy rozumieć pragnienie i nadzieję zdobycia władzy bez odwoływania się do jakiejkolwiek prawowitości; zdobycia jej siłą i sprawowania poprzez terror.

Symbolem francuskiego terroru jest oczywiście gilotyna. Jean Jaurès na kartach swej Histoire socialiste de la Révolution française w rozdziale L’arbitrage de la guillotine (Arbitraż gilotyny) dochodzi do wniosków, które muszą zaskakiwać w książce pokojowo usposobionego demokraty:

Kiedy wielki rewolucyjny kraj prowadzi jednocześnie wojnę z uzbrojonymi partiami wewnątrz i wojnę z wrogami zewnętrznymi, kiedy najmniejsze wahanie lub najmniejszy błąd może na wieki zmarnować szanse na nowy ład, przywódcy tego wielkiego dzieła nie mają czasu na łagodzenie różnic i przekonywanie adwersarzy. Nie ma wtedy zbyt wiele miejsca na dyskusje czy układy. Trzeba walczyć i działać, a zachowanie w całości i nietrwonienie środków działania domaga się jednomyślnego skupienia wokół przywódców, czego ci powinni wymagać pod groźbą śmierci. Rewolucja w takiej chwili jest jak potężne działo, które trzeba dokładnie, szybko i zdecydowanie ustawić. Kanonierzy nie mają prawa się kłócić (…) Śmierć przywróci porządek i zagwarantuje warunki działania.

Analogia trzecia:
znów śmierć, terror i ekspansja


Nie wiadomo, czy Lenin czytał powyższe rozważania o gilotynie, niemniej uważał on to narzędzie za zwyczajny instrument polityki. We wrześniu 1917 roku – więc jeszcze przed zdobyciem władzy – tak pisał o kapitalistach i ludziach bogatych w ogóle: Gilotyna była tylko straszakiem do łamania aktywnego oporu. To nie wystarczy. (…) Musimy złamać bierny opór. (…) W ogóle nie możemy ograniczyć się do łamania oporu. Musimy jeszcze zmusić ludzi do pracy dla nowej organizacji państwa7. Znamy rezultaty: dławienie wszelkiej opozycji, dyskryminacja i eksterminacja całych kategorii ludności, głód – jako narzędzia polityki.

Jednym z pierwszych skojarzeń Lenina po 7 listopada 1917 roku było porównanie kozaków dońskich, którzy zbudowali własne autonomiczne i demokratyczne instytucje – do Wandei. 24 listopada 1919 polecił „rozkozaczenie”, czyli masowy terror przeciw bogatym kozakom, którzy mają być eksterminowani i fizycznie likwidowani do ostatniego8. Rozkaz ten był analogiczny do zarządzeń Konwentu przeciw Wandejczykom, a jego realizacja w terenie bardzo przypominała działanie „kolumn piekielnych”.

W lipcu 1918 roku Lenin skazał na śmierć cara wraz z rodziną i krewnymi. I podobnie jak we Francji – zamordowanie władcy stanowiło jedną z kluczowych przyczyn wybuchu wojny domowej.

I wreszcie, uruchamiając rewolucyjny ekspansjonizm oraz jego narzędzia – internacjonalizm i powołaną w latach 1919-20 Międzynarodówkę Komunistyczną – a także wzywając do międzynarodowej wojny domowej, Lenin wzorował się na słynnej uchwale przegłosowanej przez Konwent w grudniu 1792 roku: Naród francuski oświadcza, że będzie traktował jako wroga każdy naród, który odrzucając wolność i równość bądź rezygnując z nich, będzie chciał zachować lub przywrócić władcę i kasty uprzywilejowane albo będzie z nimi paktował. Naród francuski nie podpisze żadnego traktatu i nie złoży broni, dopóki nie utwierdzi suwerenności i niepodległości narodów wraz z wolnym i ludowym rządem opartym na zasadach równości wszędzie tam, gdzie dotrą wojska Republiki. W imię takich zasad Armia Czerwona narzuciła rządy sowieckie Ukrainie w roku 1918 i Gruzji w roku 1921, a w roku 1920 próbowała je narzucić Polsce.

Lekcja rewolucji francuskiej nie determinowała myśli i działań Lenina w całości. Równie obficie czerpał on z marksizmu i rosyjskich rewolucyjnych utopistów, szczególnie Czernyszewskiego i Nieczajewa. Nie zmienia to jednak oczywistego osadzenia bolszewizmu w tradycji jakobińskiej, co potwierdzali sami bolszewicy, określając się często mianem „proletariackich jakobinów”.

Stalin dla uprawomocnienia swej władzy zastąpił odwołania do jakobinizmu – leninizmem, ale i u niego był widoczny wpływ rewolucji francuskiej. Przeszedł przecież od zwykłego terroru do wielkiego terroru lat 1937-38, jak Robespierre, który od masakr wrześniowych z roku 1792 przeszedł do Wielkiego Terroru na przełomie czerwca i lipca 1794 roku. Stalin też zajął pozycję w „centrum”, pomiędzy „odchyleniami” lewicowym i prawicowym, podobnie jak Robespierre pomiędzy wściekłymi i umiarkowanymi.

W tym miejscu kończą się analogie, które często kierowały polityką przywódców bolszewickich. Nawet bowiem w najbardziej skrajnej fazie rewolucji francuskiej brakowało dwóch fundamentalnych cech bolszewizmu: ideologii (marksizm był źródłem dogmatów, marksizm-leninizm stał się ortodoksją) i organizacji zawodowych rewolucjonistów. Tymczasem sformułowanie ideologii i koncepcji organizacji doprowadziło do powstania partii bolszewickiej – rdzenia totalitaryzmu, z którego rozwinął się w 1917 roku ruch masowy oraz totalitarne państwo partyjne, fenomen charakterystyczny dla XX wieku.

Analogia czwarta: show must go on

Rewolucja bolszewicka nie zerwała jednak z rewolucją francuską. Jej symboliczny koniec, naznaczony Tajnym raportem Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, jest dziwnie podobny do zakończenia jakobińskiego terroryzmu. Manewr polityczny, starannie przygotowany przez sowieckie kierownictwo, do złudzenia przypomina swój pierwowzór sprzed stu sześćdziesięciu lat. Tak samo bowiem wyglądały wydarzenia po upadku Robespierre’a. Konwent, który w wielkim stopniu ponosił odpowiedzialność za masowy terror – szczególnie w Wandei – zorganizował proces Carriera, organizatora mordów w Nantes. Carrier stał się kozłem ofiarnym, a jego skazanie i egzekucja pozwoliły oczyścić Konwent z wszelkiej odpowiedzialności. Niby przez przypadek proces nadzorował arcyterrorysta Fouché, wykorzystując – jak na ironię – Grakchusa Babeufa i jego pamflet z roku 1794 o „ludobójstwie” wandejskim. I jak proces Carriera pozwolił wielu terrorystom robić kariery za Konsulatu i Cesarstwa, tak Tajny raport pozwolił na kontynuację karier całej nomenklaturze sowieckiej oraz, rzecz jasna, kadrom KGB.

Chruszczow, który w młodości był robotnikiem zakładów metalurgicznych i w zasadzie nie chodził do szkoły, zapewne nic nie wiedział o procesie Carriera. Jednak niezawodny instynkt wybitnego przestępcy politycznego kazał mu powtórzyć wypróbowany już manewr, poprzez który załatwił amnestię całej klasie politycznej, a całemu społeczeństwu narzucił przymusową ¬amnezję.

29 stycznia 1891 roku Clemenceau oświadczył: Rewolucja stanowi całość (un bloc), wymuszając na wszystkich republikanach akceptację całego przebiegu rewolucji francuskiej, niezależnie od tego, jak różny charakter miały jej wydarzenia (co jasno ukazali tacy historycy, jak Guglielmo Ferrero, François Furet czy ostatnio Patrice Gueniffey). Z kolei Lenin i Stalin zmusili wszystkich komunistów do bezwarunkowej obrony rewolucji październikowej i Związku Sowieckiego i poręczenia za zbrodnie jeszcze gorsze od popełnionych w latach 1792-94, czyniąc w ten sposób wiek XX wiekiem totalitaryzmu.

Stéphane Courtois – historyk, redaktor zbioru Czarna księga komunizmu, wykładowca w Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS).

http://www.pch24.pl/od-rewolucji-francu ... 199,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 21 lis 2013, 22:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ku przestrodze obecnie żyjącym. Każda postempowość prowadzi do postempującej masakry, zagłady, hekatomby. Możliwości logistyczne mordowania w czasach rewolucji francuskiej były skromniejsze niż możliwości XX - sto wiecznych postempów. Komuniści i naziści dali radę osiągnąć lepsze wyniki w ludobójstwie niż ich poprzednicy francuscy jakobini. A dzisiejsze gendery, następcy wszelkich socjalistów, mają, bez porównania, znacznie większe możliwości logistyczne od dwudziestowiecznych postempowych ideologii. Na to trzeba niestety tak i tylko tak patrzeć. Lewactwo postempowe to lewactwo mordujące na niewyobrażalną skalę. To nic innego jak tylko i wyłącznie psychopaci.

Wandea "pomnikiem zemsty Wolności"

Dwieście dwadzieścia lat temu, w grudniu 1793 roku upadło ostatecznie kontrrewolucyjne powstanie w Wandei. Wielka Armia Katolicka i Królewska, rozbita pod Angers, zmasakrowana pod Le Mans i unicestwiona pod Savenay, przestała istnieć. Wkrótce cała Wandea utonie we krwi. Po dziesięciu miesiącach skutecznego oporu, kiedy wydawało się, że może wręcz zagrozić republice.

Jeńcy oczekiwali na śmierć. Czterystu ludzi stłoczonych w drewnianej stodole w Chemillé, w zachodniej Francji odliczało swe ostatnie chwile.

Nie mieli prawa oczekiwać litości. Należeli do okrutnej armii przysłanej przez rewolucyjne władze w Paryżu do zbuntowanego departamentu, aby zaprowadzić tu nowe porządki. W swych piekielnych pochodach szli od wioski do wioski, pozostawiając po sobie zgliszcza i okaleczone trupy. Byli niczym stado wściekłych wilków zagryzających zimą dzieci, wciąż głodni krwi, ciągle opętani żądzą mordu. Dlatego też miejscowi tępili ich bez pardonu, jak wilki właśnie, jak dzikie bestie.

Po bitwie pod Chemillé, 10 kwietnia 1793 roku czterystu republikanów wpadło w ręce chłopskich powstańców. Tymczasowo umieszczono ich w pobliskiej stodole…

Pater Noster
Drzwi stodoły rozwarły się z trzaskiem. Na jej progu stanęli powstańcy z siekierami w rękach. Do wnętrza wdarł się lodowaty powiew grozy.

Chłopi spoglądali na jeńców beznamiętnie, jak się patrzy na robactwo, które trzeba wytępić. Pochwyceni żołnierze byli dla nich częścią kataklizmu, jaki nawiedził ich spokojne dotąd strony; byli sługami mrocznej siły, która wdarła się w ich życie, przynosząc swąd spalenizny i zgniły odór śmierci.

Ostrza wandejskich toporów lśniły złowieszczo, zapowiadając to, co nieuniknione. Powstańcy postąpili krok do przodu i z czterystu gardeł wyrwały się westchnienia i szloch…

Wtem na drodze mścicieli wyrósł postawny mężczyzna. Nosił skromny mundur, ale tchnął autorytetem i siłą. Chłopi zatrzymali się z szacunkiem. Był to Maurycy d’Elbée, ich dowódca. W stodole rozległ się jego potężny głos:

– I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!

Zaległa cisza. Tylko gdzieś w tle słychać było szepty przerażonych jeńców. Wandejski wódz i jego podwładni mierzyli się wzrokiem.

– Jako i my odpuszczamy! – powtórzył z mocą d’Elbée.

Dawno, przed wiekami, w zupełnie innej części świata pojawił się niezwykły Człowiek. Szybko zgromadził wokół siebie grono oddanych uczniów. Pewnego dnia jeden z nich zwrócił się do Nauczyciela z prośbą: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie (Łk 11, 2–4).

Po blisko tysiącu ośmiuset latach ta właśnie rozmowa zadecydowała o losach czterystu rewolucjonistów pochwyconych w Chemillé. Wandejczycy darowali jeńcom życie i wolność.

Zryw

W ostatniej dekadzie XVIII stulecia ery chrześcijańskiej w zachodniofrancuskim departamencie Wandea życie ludzkie mocno straciło na wartości. Rewolucyjna przemoc, którą zapoczątkowały zajścia w Paryżu 14 lipca 1789 roku, szybko dotarła i tutaj. Szczególne wzburzenie Wandejczyków wzbudzały zadekretowane odgórnie prześladowania Kościoła. Doszło na tym tle do szeregu wystąpień ludności – zarówno demonstracji rozpraszanych przez wojsko salwami w tłum, jak i coraz częściej starć zbrojnych. Setki Wandejczyków poniosły śmierć w wyniku rewolucyjnego terroru, jak na przykład podczas krwawej masakry w Bressuire, w sierpniu 1792 roku, kiedy Gwardia Narodowa otworzyła ogień do tłumu wiernych protestujących przeciwko planowanej eksmisji sióstr zakonnych z miejscowego klasztoru. Zabito tam na miejscu około stu osób, dalsze pięćset aresztowano, by większość z nich wymordować w więzieniu.

W styczniu 1793 roku Wandejczykami wstrząsnęła wieść o zgilotynowaniu ich władcy, Ludwika XVI. W ich oczach był to mord na osobie Pomazańca Bożego. W następnym zaś miesiącu władze ogłosiły przymusowy pobór do wojska. Te dwie krople przelały kielich goryczy. Wandea chwyciła za broń. Pod sztandarami z Najświętszym Sercem Jezusa oraz z liliami Burbonów ruszyła do boju Wielka Armia Katolicka i Królewska. Jej żołnierze nosili na piersiach wizerunki Serca Jezusowego, krzyże i szkaplerze. Naczelnym wodzem insurekcji obwołano Jakuba Cathelineau, a Maurycy d’Elbée znalazł się w gronie jego zastępców.

Generał Opatrzność

Maurycy Józef Ludwik Gigost d’Elbée był z pochodzenia Saksończykiem. Urodził się w roku 1752 w Dreźnie, w rodzinie o tradycjach wojskowych. Jego ojciec był grenadierem w służbie króla Polski, Augusta III Sasa.

W wieku dwudziestu pięciu lat Maurycy osiadł we Francji. Rychło zaciągnął się do regimentu kawalerii, gdzie po sześciu latach dosłużył się stopnia porucznika. Po uzyskaniu zwolnienia ze służby pojął za żonę pannę Małgorzatę Karolinę du Houx d’Hauterive. Osiedli razem w majątku w pobliżu Beaupréau w Anjou. Kiedy wybuchła rewolucja, państwo d’Elbée, przeczuwając najgorsze, wyjechali do Koblencji. W roku 1792, gdy władze zagroziły konfiskatą majątków emigrantów, zdecydowali się na powrót. W następnym roku wandejscy chłopi – znając wojskową przeszłość Maurycego – poprosili go, by poprowadził ich w bój.

D’Elbée początkowo wzbraniał się przed przystąpieniem do walki. Choć był z przekonania monarchistą, jednak stronił od angażowania się w życie polityczne. Czynnikiem, który zadecydował o przyjęciu przezeń propozycji powstańców, był jego szczery katolicyzm i niezgoda na prześladowanie Kościoła.

Wkrótce Maurycy d’Elbée – skromny, rozważny, a przy tym niezwykle pobożny – stał się znany jako Generał Opatrzność (bądź Ojciec Opatrzność). Podwładni uwielbiali go. Pod jego rozkazami gromili republikanów pod Parthenay, Fontenay le Comte (gdzie d’Elbée odniósł ranę) i w wielu innych miejscach. U samego początku wojny nakazał swoim żołnierzom:

– Walczcie z nadzieją. Walczycie dla Boga!

Jak tygrysy

Ofensywa powstańców nabierała rozmachu. W czerwcu Jakub Cathelineau poprowadził szturm na Nantes. Wandejczykom udało się sforsować linię fortyfikacji i wedrzeć do miasta. Jeszcze trwał opór wojsk republikańskich, gdy Cathelineau wydobył różaniec i przyklęknął na bruku, by podziękować Bogu za zwycięstwo. W tym momencie ugodziła go kula.

Nowym wodzem naczelnym insurekcji obwołano Maurycego d’Elbée. Ten powiódł swych żołnierzy do nowych zwycięstw. Między innymi pod Châtillon pokonał wojska republikańskie generała Franciszka Józefa Westermanna, który zdobędzie później wątpliwą sławę jako Rzeźnik Wandei.

Tymczasem stale napływały doniesienia o nowych zbrodniach rewolucjonistów. Powstańcy pałali żądzą odwetu, jednakże d’Elbée konsekwentnie żądał od nich przestrzegania cywilizowanych norm i poprawnego traktowania jeńców.

17 października czterdziestotysięczna armia wandejska uderzyła na Cholet. Czekało tu na nią na umocnionych pozycjach dwadzieścia sześć tysięcy republikanów. Wandejczykom udało się wedrzeć na ulice miasta, jednak ich szturm załamał się w morderczym ogniu nieprzyjacielskiej artylerii. Wielokrotnie ponawiane ataki utknęły w strugach krwi. Republikański dowódca, generał Jan Baptysta Kléber, rzekł później z podziwem o powstańcach:

– Walczyli jak tygrysy…

Padł czternastokrotnie ranny d’Elbée. Jego zastępca Karol de Bonchamps odniósł śmiertelną ranę. Powstańcy ustąpili i rozpoczęli odwrót.

Doniesiono o nowych kolumnach republikańskich maszerujących na Wandeę. Tymczasem wycofywanie się Armii Katolickiej i Królewskiej utrudniała konieczność pilnowania i żywienia pięciu tysięcy pojmanych jeńców. Powstańcy, rozgoryczeni niedawną porażką i stratą ukochanych dowódców, chcieli dokonać masowej egzekucji „niebieskich”. Jednak umierający de Bonchamps, jak kiedyś d’Elbée pod Chemillé, poprosił o łaskę dla wrogów. Jego wola była dla żołnierzy świętością – jeńców uwolniono.

Niestety, podobnej rycerskości zabrakło sługom Rewolucji. Posuwający się w ślad za Wandejczykami pułk Westermanna napotkał powstańczy szpital z pięciuset rannymi – wszystkich wymordowano. Po odnalezieniu grobu de Bonchampsa Westermann nakazał wykopać zwłoki, odciąć głowę i wysłać ją Konwentowi na dowód odniesionego triumfu.

Trupie Czaszki

Ciężko rannego Elbéego powstańcy przewieźli do Beaupréau, a następnie do Noirmoutier. Tymczasem rewolucjoniści, wykorzystując odwrót Armii Katolickiej, rozpoczęli na opanowanych terenach akcję ludobójczą. Oficjalne rozkazy skierowane do oddziałów pacyfikacyjnych brzmiały: Spalić wszystko, co da się spalić, i zabić każdą żywą istotę!

Generał Beaufort nawoływał do oczyszczenia Wandei z zamieszkującej ją przeklętej rasy. Generał Ludwik Turreau, dowódca kolumn piekielnych zapowiadał, że departament ten stanie się narodowym cmentarzem i nakazywał swym żołnierzom: Wszyscy bandyci (…) mają pójść pod bagnety. W ten sam sposób traktujcie kobiety, dziewczęta i dzieci!

Już niedługo władze w Paryżu zostały zasypane makabrycznymi raportami ze skazanej na śmierć krainy.

Dzień męczący, ale owocny – stwierdzał generał Cordelier, pisząc z miasteczka Lucs sur Boulogne, gdzie jego podwładni wymordowali 564 osoby, w tym 110 dzieci poniżej siódmego roku życia (trzydzieści trzy ofiary liczyły sobie od kilkunastu dni do dwóch lat).

Dla dobra Republiki – nie ma już mieszkańców Echaubrognes; nie pozostał tu nawet jeden dom. Nic nie umknęło narodowej zemście – donosił generał Caffin.

Nie ma już Wandei, obywatele republikanie! – przechwalał się Westermann. – Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszym mieczem Wolności. Zgodnie z rozkazami, które mi daliście, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety… Litość to nie jest rewolucyjna sprawa!

http://www.pch24.pl/wandea--pomnikiem-z ... 098,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 24 mar 2014, 12:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/01/24 ... l-ludwiku/

Cóżeś ty Francji uczynił, Ludwiku?
Posted by Marucha w dniu 2014-01-24 (piątek)

Ludwik XVI jest tragicznym przykładem, jak opacznie pojmowana “mniłość” i dobroć, może przynieść cierpienia milionom ludzi i niepowetowane straty dla całej cywilizacji białego człowieka. Od czasów lucyferiańskiej Rewolucji Francuskiej świat nigdy już nie był taki sam.
Admin
Degradacja pierwszej córy Kościoła do poziomu bezczelnie gwałcącej prawa Boże laickiej republiki to nie tylko skutek masońskiej rewolucji. Spora w tym również wina złego pasterza, który nie kiwnął palcem w celu ratowania naturalnego porządku i obrony powierzonej sobie trzody.
Rewolucja nazwała Ludwika XVI tyranem – trudno o większe kłamstwo! Czyż może być coś bardziej niedorzecznego niż słaby, nieudolny i naiwny tyran?! A taki właśnie był Ludwik – brakowało mu stanowczości i zdecydowania, „grzeszył” też nadmierną dobrocią i łagodnością. Czy tak się zachowuje tyran? Czy tyran może być orędownikiem swobód, czy może tolerować rozprzestrzenianie się rewolucyjnej propagandy, czy wreszcie zawaha się przed użyciem siły?
Portret Ludwika XVI malowany przez środowiska kontrrewolucyjne bywa nie mniej fałszywy – otacza go zazwyczaj nimb męczeństwa, nieledwie świętości. Owszem, zgilotynowany król Francji odznaczał się wielką pobożnością, ale świętym jest przede wszystkim ten, kto wypełnia do końca obowiązki względem Boga i ludzi. Na tym zaś polu Ludwik sromotnie zawiódł. Czyż bowiem obowiązkiem króla nie jest bronić poddanych i strzec Ładu, a wszelką ruchawkę stłumić w zarodku?!
Z rewolucyjną burdą lat 1789–1791 bez specjalnych trudności poradziłby sobie byle kapitan gwardii – gdyby tylko dostał taki rozkaz. Ludwik jednak takiego rozkazu nigdy nie wydał, gdyż z natury przeciwny rozwiązaniom gwałtownym nade wszystko pragnął zapobiec rozlewowi krwi swego ludu. Naiwnie wierząc w dobrą wolę rewolucjonistów szedł na wszelkie ustępstwa w nadziei pomyślnego zakończenia konfliktu. Nie przyjmował do wiadomości, że łagodność w pewnym momencie musi mieć swój kres, przecież sam Chrystus nie zawahał się chwycić za bat, uznawszy, iż miarka się przebrała.
Przy całej swej wrodzonej łagodności Ludwik nie był bynajmniej tchórzem – nie raz stawał oko w oko z rozjuszoną tłuszczą, wykazując spokój i siłę charakteru, które dziwiły nawet jego najzagorzalszych wrogów. W opacznym – bo nie katolickim, wszak zdrowy katolicki duch rozmył się w rozpanoszonej na salonach (również biskupich) mętnej pseudofilozofii „oświecenia” – pojmowaniu miłosierdzia, litując się nad kilkoma setkami mętów, zezwolił na straszną śmierć ponad dwóch milionów dobrych Francuzów.
A przecież kiedy 5 października 1789 roku tłumy paryskich ladacznic i drabów przebranych za kobiety przybyły do Wersalu, by go sprowadzić do Paryża, wystarczyło krzyknąć na straż szlachecką, która da się za niego porąbać, na pułki szwajcarskie, które uczynią wszystko, co każe: „Rozpędzić mi tę hałastrę!” Oto co powinien zrobić! Ludwik się na to nie zdobył i nazajutrz jechał do Paryża z rodziną eskortowany przez kokoty, przekupki i różnych oberwańców, którzy nieśli przed nim na pikach ucięte głowy jego zamordowanych gwardzistów – pisze Teodor Jeske‑Choiński w Psychologii rewolucji francuskiej. Podobnie stało się podczas ucieczki do Varennes 21 czerwca 1791 roku – oddział rojalistyczny pojawił się tuż po zatrzymaniu królewskiej karety, lecz Ludwik nie pozwolił atakować tłumu.
Ostatnią szansę zaprzepaścił 10 sierpnia następnego roku podczas ataku na miejsce swego przymusowego pobytu – pałac tuileryjski. Kiedy wierna gwardia szwajcarska w obronie własnej dała morderczą salwę i już wsiadała na karki kłębiącego się motłochu, król nakazał złożenie broni. Szwajcarów zmasakrowano, Ludwika uwięziono. Za pół roku już nie żył. Francja zaś z pierwszej córy Kościoła zamieniła się w rewolucyjną ladacznicę, kraj terroru, komunizmu i zadekretowanego ateizmu – rewolucyjnej zarazy, którą wojska obywatela Bonapartego rozniosły po całej Europie, by ją przenikała po dziś dzień…
Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia kilkunastoosobowa grupa krakowskiej młodzieży związanej z nieistniejącym już dziś, a podówczas całkiem aktywnie działającym Klubem Zachowawczo‑Monarchistycznym postanowiła uczcić dwieście którąś z kolei rocznicę królobójstwa w sposób dosyć nietypowy, a mianowicie: poprzez zapalenie zniczy żałobnych w intencji zamordowanej rodziny królewskiej, jak również setek tysięcy ofiar rewolucji, przed bramą konsulatu francuskiego przy ulicy Stolarskiej. Przybyli, zapalili, odmówili modlitwę i nieniepokojeni przez nikogo (dzień bowiem był sobotni, a czas, kiedy jeszcze po Stolarskiej nie przechadzali się rozkołysanym krokiem szeryfowie z glauberytami w olstrach) już mieli iść do domu, gdy drzwi konsulatu nieoczekiwanie otworzyły się ukazując mężczyznę w średnim wieku, który na widok płonących przed progiem świec zapytał:
– Mesdames et messieurs, ale o co chodzi?
Messieurs, niespodziewający się takiego obrotu rzeczy, nieco się stropili, na szczęście mieli u swego boku mesdames, a właściwie mesdemoiselles, które natychmiast ochoczo wyjaśniły panu konsulowi (tym bowiem okazał się ów Francuz, który nieoczekiwanie zaszczycił swą osobą monarchistyczny happening, wpadłszy pomimo soboty na chwilę do biura, gdyż w przeddzień zostawił tam spinki do mankietów), że właśnie przypada rocznica śmierci pod nożem gilotyny, wiekopomnego francuskiego wynalazku, arcyfrancuskiego króla Ludwika XVI.
– Właśnie dzisiaj? – chciał wiedzieć konsul.
– Tak, stało się to 21 stycznia 1789 roku w godzinach porannych – wyjaśniły niestrudzone monarchistki, po czym krótko streściły ciąg wydarzeń prowadzący do tragedii na Placu Rewolucji, by zakończyć zwięzłym opisem wypływającego z niej ludobójstwa.
– Coś takiego, niesamowite… – wyglądało na to, że francuski dyplomata po raz pierwszy usłyszał o tych wydarzeniach. – I państwo o tym pamiętają, i specjalnie to celebrują. Jak to pięknie, jak pięknie… – przedstawiciel laickiej republiki był wyraźnie zachwycony lekcją ojczystej historii, usłyszaną w kraju, który zapewne do tej pory lokował nieporównanie dalej niż północ…
Paradoks? Z pewnością nie większy niż wyidealizowany posąg nieszczęsnego ofermy, bodaj najpiękniejszy ze wszystkich królewskich nagrobków pomieszczonych w bazylice Saint‑Denis.
Jerzy Wolak
Tekst ukazał się w 30. nr. magazynu “Polonia Christiana”

http://www.pch24.pl/cozes-ty-francji-uc ... 614,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 11 maja 2014, 12:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2014/03/12/a ... ak-wandea/

Andrzej Solak: Wandea – zryw w imię Boga i Tradycji
Ostatnia aktualizacja: 12 marca 2014 | 0 Komentarzy | 337 Odsłon

Obrazek

10 marca 1793 r., ludność departamentu Wandea w zachodniej Francji, żarliwie katolickiej i rojalistycznej la Vandée, ruszyła do boju “za Wiarę i króla” przeciw rewolucyjnym władzom w Paryżu. “Musimy walczyć, bo Republika nas zmiażdży. Rzeczą kobiet jest modlić się. My, mężczyźni, musimy się bić!”* – zadeklarował przywódca zrywu, Jakub Cathelineau.
Cztery lata wcześniej tłum podburzonych paryżan wziął szturmem Bastylię – stare królewskie więzienie – uwalniając siedmiu przebywających w nim kryminalistów. Radośnie fetowano owe “ofiary despotyzmu”, z dumą obnoszono na pikach odrąbane głowy obrońców – żołnierzy z regimentu wojskowych inwalidów.… Tak rozpoczęła się Rewolucja Francuska, zwana Wielką. Wydarzenia nabrały wkrótce tempa. W ciągu trzech lat obalono monarchię, proklamując powstanie Republiki. Z ogromną furią zaatakowano Kościół Katolicki. Zamordowano 3 tysiące duchownych, 40 tysięcy deportowano. Burzono i profanowano świątynie i klasztory. Na miejsce chrześcijańskiego kalendarza wprowadzono nowy, pogański.
Rozpoczęło się polowanie na prawdziwych i domniemanych wrogów Rewolucji. W ciągu kilku lat gilotyna – sławna “brzytwa narodowa” – ścięła siedemnaście tysięcy głów. “Kontrrewolucjonistów” zsyłano do obozów koncentracyjnych w Gujanie, zwanych “suchą gilotyną”, w których umierało 70 % deportowanych oraz do kazamatów na wyspie Ré, gdzie wskaźnik śmiertelności wśród więźniów dochodził do 50 %. Wszędzie wybuchały krwawe pogromy – w jednej tylko “masakrze wrześniowej” (1792) w Paryżu z rąk rewolucyjnego motłochu poniosło śmierć 1400 osób, w tym 220 księży oraz wielu chorych, starców i niedorozwiniętych dzieci, wywleczonych z kościelnych szpitali i przytułków. W styczniu 1793 r. spod ostrza gilotyny spadła głowa “obywatela Kapeta” – króla Ludwika XVI. Niedługo potem władze ogłosiły przymusowy pobór 300 tysięcy rekrutów do swej armii, która miała rozpalić rewolucyjny pożar w całej Europie. Były to krople, które przelały kielich goryczy u szczerych katolików i monarchistów. Departament Wandea chwycił za broń.
Wandejczyków rozpalał duch prawdziwie religijnej krucjaty. Pomni tradycji wojen z protestantami z XVI i XVII wieku, w których zasłynęli nieugiętą walecznością, szli do boju odmawiając różaniec. Na piersiach nosili szkaplerze z Najświętszym Sercem Jezusa – które rychło stało się ich Symbolem. Przyjęli nazwę – Armia Katolicka i Królewska (Armée Catholique et Royale).
Rewolucyjne władze początkowo lekceważą „bandytów z Wandei”. Niesłusznie – powstańcy atakują z niezwykłym męstwem, a ich postawa znajduje żywy oddźwięk w całym kraju. Do Wandejczyków dołączają szuani – chłopscy partyzanci z Bretanii i departamentu Mayenne. Mnożą się bunty i spiski rojalistów – ramię przy ramieniu walczą chłopi, szlachta i mieszczanie, zadając kłam propagandzie rewolucjonistów. Wkrótce wojna domowa ogarnia 53 departamenty.
Rządzący Francją Komitet Ocalenia Publicznego rzuca wszystkie siły do zdławienia rebelii. Zaostrza się terror – obsługa gilotyn pracuje bez wytchnienia. Po strajkach tkaczy w Lyonie, największym ośrodku przemysłowym Francji, stracono bądź deportowano 60 tysięcy robotników – połowę ludności miasta!
Przy odbijaniu z rąk rojalistów Tulonu szlify zdobywa Napoleon Bonaparte, naonczas kapitan artylerii w służbie Republiki. Żądny kariery przyszły “cesarz Francuzów” donosi uniżenie rewolucyjnym satrapom: “(…) brocząc jeszcze we krwi zdrajców, donoszę Wam z radością, że rozkazy Wasze spełnione, Francja pomszczona. Ani wiek, ani płeć oszczędzonymi nie były. Ci, których okaleczyły tylko armaty republikańskie, rozsiekani zostali mieczami wolności i bagnetami równości…” Pod tym kwiecistym raportem widnieje podpis: “Brutus Bonaparte, obywatel sankiulota…”**
Zwolennik radykalnego komunizmu, Babeuf, postuluje, by przez wzmożoną akcję gilotynowania rozwiązać problem przeludnienia Francji oraz kłopotów z wyżywieniem ludności. Władze, najwyraźniej, stosują się do tej rady, a wśród wysłanych na szafot jest i Babeuf. W rewolucyjnej gorączce szczury zaczynają zagryzać się nawzajem – w iście gangsterskich porachunkach giną wszyscy ważniejsi przywódcy Rewolucji, w tym Danton i Robespierre. Ale dla Wandei nie ma to większego znaczenia. Na Wandeę wydano wyrok śmierci.
Zgodnie z rozporządzeniami władz „wandejscy bandyci” mają być wyjęci spod prawa, zabijani zaraz po schwytaniu. 1 sierpnia 1793 r. wchodzi w życie dekret o eksterminacji Wandei
“– Zniszczcie Wandeę, a uratujecie Ojczyznę – grzmi z rewolucyjnej trybuny mówca Barére. – Trzeba wyniszczyć doszczętnie tę buntowniczą rasę, podpalić ich lasy, ściąć zbiory, zniszczyć ich stada!”*
Na Wandeę uderzają nieprzeliczone armie, w tym dwanaście budzących grozę “kolumn piekielnych” generała Turreau. Miasta i wioski buntowniczego departamentu wycinane są w pień. Po raz pierwszy w nowożytnych dziejach ateistyczno-pogańskie państwo realizuje planowo ludobójstwo swych katolickich poddanych. Żołnierze republikańscy rozpruwają brzuchy ciężarnym kobietom, obnoszą dzieci na ostrzach bagnetów, rozcinają szablami noworodki, a ich dowódcy paradują w spodniach uszytych ze skóry Wandejczyków. Rewolucjoniści zatruwają studnie arszenikiem, na szeroką skalę stosują też gazy trujące, a przysłani przez Paryż “naukowcy” eksperymentują nad gospodarczym wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu… Rewolucjonista Carrier, po utopieniu w Loarze pięciu tysięcy skazańców, stwierdza z zachwytem: “– Cóż za rewolucyjny potok z tej Loary!”*
A Wandea broni się, zachwycając męstwem i rycerską postawą. Z czasem walka staje się coraz brutalniejsza – przerażające okrucieństwo sług Rewolucji wywołuje chęć odwetu. Po bitwie pod Chemille, kiedy to rozgromiono republikańską armię generała Berruyera, tłum zbrojnych w topory Wandejczyków udaje się do stodoły, zamienionej w prowizoryczny obóz jeniecki; czterystu schwytanych rewolucjonistów ma spotkać okrutna kaźń. Nie spotka – jeden z wandejskich wodzów, Maurycy d’Elbée, staje na drodze swych żołnierzy. Przypomina dawno wypowiedziane słowa: “– I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!” W stodole zapada cisza, przerywana tylko szeptami przerażonych jeńców. “– Jako i my odpuszczamy!” – powtarza z mocą d’Elbée. Powstańcy wycofują się; jeńców uwolniono. Tego samego Maurycego d’Elbée, wziętego potem do niewoli, bezlitosna Rewolucja wyśle przed pluton egzekucyjny…
Insurekcja upada, choć ostatnie grupy nieprzejednanych walczyć będą po lasach do 1800 r. Przywódcy Powstania nie żyją – Cathelineau i la Rochejacquelein polegli w walce; d’Elbée, Stafflet i de Charette zostają rozstrzelani; de Bonchamps umiera z odniesionych ran – przed śmiercią prosi swych żołnierzy o darowanie życia 5 tysiącom jeńców.
Republikański generał Westermann, zwany Rzeźnikiem, donosi z dumą Paryżowi: “Nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszą wolną szablą. (…) Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które nie będą już rodzić bandytów. My nie bierzemy jeńców (…) litość to nie jest rewolucyjna sprawa”***.
W wojnie domowej, zapoczątkowanej powstaniem w departamencie Wandea, życie straciło ponad 400 tysięcy osób. Gdy doliczymy jeszcze ofiary Terroru, wojen rewolucyjnych i imperialnych, okaże się, że Rewolucja przyniosła śmierć dwóm milionom samych tylko Francuzów. Departament Wandea legł w zgliszczach. Cena za wierność Kościołowi i koronie okazała się straszna. Czy zatem warto było stanąć do walki przeciw okrutnemu przeciwnikowi, bez szans na zwycięstwo?
Podziw dla rycerskiego przeciwnika, współczucie dla pokonanego wroga – nieobce były nawet niektórym republikańskim oficerom.
– Ileż heroizmu na próżno! – ubolewali po schwytaniu, skazanego potem na śmierć, wandejskiego wodza, Franciszka de Charette. – Nic nie idzie na próżno! – odpowiada nieugięty Charette. – Nigdy!*

Andrzej Solak

„Wzrastanie”, luty 2002. Przedruk za zgodą Autora. Tytuł – redakcja Nacjonalista.pl.
* cytaty za: M.Robak – W obronie Boga i Króla. Wandea.
** F.Eger – Historia masonerii i innych towarzystw tajnych, Komorów 1997, s.123.
*** K.Kawęcki – Równość pod szafotem, w: Pod znakiem nacjonalizmu. Antologia tekstów „Prawicy Narodowej”, Warszawa 1994, s. 81.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 03 lip 2014, 11:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kłamstwo Bastylii

Rewolucja nie wybuchła, by obalić tyrana. Wybuchła, by obalić króla, który był nie dość królem.
Pierre Gaxotte "Rewolucja francuska"

W powszechnej świadomości Bastylia jawi się jako ponure uosobienie "tyranii arystokracji i Ludwika XVI", uchodzi wręcz za XVIII- wieczny odpowiednik obozu koncentracyjnego, w którym król trzymał wszystkich swoich oponentów i przeciwników. Tak więc 14 lipca 1789 roku, był dniem w którym paryski tłum powodowany szlachetnymi pobudkami, po długiej i krwawej walce zrzucił to widzialne jarzmo arystokratycznej władzy króla zdobywając Bastylię. To mówi ogólna propaganda, oraz tego można dowiedzieć się na lekcjach historii w szkole (może z wyjątkiem niektórych szkół katolickich, ale tylko niektórych). A jak wyglądała rzeczywistość?
Jedna z blogerek, a konkretnie Erinti w komentarzu pod moim wpisem o Wandei zainspirowała mnie do napisania o Bastylii. Wokół zdobycia Bastylii, tak jak wokół całej niesławnej pamięci rewolucji we Francji narosło wiele mitów, przeinaczeń, fałszywych legend, które z lubością są powtarzane przez lewicową propagandę. W swoim poniższym wpisie opierałem się na takich źródłach jak: "Rewolucja francuska" Pierre'a Gaxotte, "Dziedzictwo rewolucji francuskiej" Michała Poradowskiego, "Gilotyna i krzyż" Warren'a H. Carroll'a, oraz "Kłamstwo Bastylii" Andrzeja Ciska. Tak więc Erinti może potraktować ten wpis jako dedykację dla niej (przy okazji pozdrawiam sympatyczną koleżankę blogową;-)). Poza tym, poniższy wpis można potraktować, jako "rocznicowy" z okazji rocznicy wybuchu rewolty we Francji.
W powszechnej świadomości Bastylia jawi się jako ponure uosobienie "tyranii arystokracji i Ludwika XVI", uchodzi wręcz za XVIII- wieczny odpowiednik obozu koncentracyjnego, w którym król trzymał wszystkich swoich oponentów i przeciwników. Tak więc 14 lipca 1789 roku, był dniem w którym paryski tłum powodowany szlachetnymi pobudkami, po długiej i krwawej walce zrzucił to widzialne jarzmo arystokratycznej władzy króla zdobywając Bastylię. To mówi ogólna propaganda, oraz tego można dowiedzieć się na lekcjach historii w szkole (może z wyjątkiem niektórych szkół katolickich, ale tylko niektórych). A jak wyglądała rzeczywistość?

Wbrew powszechnej opinii Bastylia była bardzo słabo obsadzoną twierdzą. Jej załoga składała się z inwalidów i weteranów dowodzonych przez gubernatora de Launay. Ów gubernator, człowiek światowy mógł łatwo obronić się, a później rozprawić się z rozszalałym motłochem, podjudzonym i opłacanym za pieniądze Ludwika Orleańskiego. Jednakże wydał rozkaz usunięcia armat, zamknięcia otworów strzelniczych i zaprosił do negocjacji dwóch przedstawicieli rozwścieczonego tłumu. Tłum pod Bastylią gęstniał z każdą minutą, robił się coraz bardziej agresywny, bez przerwy ktoś oddawał strzał w kierunku Bastylii, usiłowano podpalić jedną z wież. W końcu dwóm osobom mającym w ręku topory; kupcowi Pannetier i kołodziejowi Tournay udało się wskoczyć na dach przybudówki, rozkuć łańcuchy przytrzymujące most zwodzony, który opadł, otwierając motłochowi drogę nie do twierdzy, ale na dziedziniec zewnętrzny, gdzie znajdował się dom gubernatora. Strzałami ze zdobytych dział rozbito następne wrota prowadzące już bezpośrednio do twierdzy. Rozpoczęła się rzeź załogi twierdzy, a ze szczególnym okrucieństwem znęcano się na de Launayem. Kłuto go pikami, a gdy zaczął błagać oprawców o dobicie go, oddano go w ręce niejakiego Feliksa Denota, czeladnika rzeźnickiego. Ten ze smutkiem stwierdził, że gubernator jest zbyt ciężko ranny, aby przywiązać go do konia i włóczyć po ulicach Paryża. Wobec tego wybrał inny rodzaj mordu- odciął mu głowę. Jako, że Denot nie był żołnierzem tylko rzeźnikiem pierwsze próby odcięcia głowy swej ofierze szablą spełzły na niczym. Rzeźnik zdecydował się więc na wypróbowaną metodę w swoim fachu- odciął głowę de Launaya nożem rzeźnickim, a wszystko to odbywało się na oczach upajającego się mordem motłochu. Obciętą głowę ofiary, osadzoną na ostrzu piki obnoszono po całym Paryżu przez cały dzień 14 lipca 1789 roku. Po drodze zdążono powiesić na ulicznych latarniach kilku księży oraz arystokratów, którzy nie wyrażali swego entuzjazmu dla obnoszonej na pikach "ludowej sprawiedliwości".

Ile osób było uwięzionych w Bastylii? Otóż jak się okazało uwolniono czterech fałszerzy, jednego młodego hrabiego, rozpustnika oskarżonego o kazirodztwo, zamkniętego na prośbę rodziny, który okazał się uczniem markiza de Sade oraz dwóch obłąkanych. Jednym z nich był Irlandczyk o długiej na metr brodzie, który uważał, że jest Bogiem. Rzecz jasna ucznia de Sade podjęto z wielką pompą w stowarzyszeniach rewolucyjnych.Od razu też przystąpiono do wytwarzania "czarnej legendy" Bastylii na potrzeby rewolucyjnej propagandy. W Zgromadzeniu Narodowym zaprezentowano średniowieczną zbroję znalezioną w muzeum broni mającego miejsce w zdobytej twierdzy. Według rewolucjonistów był to "żelazny pancerz usztywniający wszystkie stawy i umożliwiający przetrzymywanie torturowanego bez ruchu przez całe lata". Drugą, równie złowroga w oczach rewolucjonistów maszyną do torturowania więźniów Bastylii okazała się...prasa drukarska skonfiskowana w roku 1786 niejakiemu Francois Lenormand. Znaleziono także groby samobójców, którzy nie mogli być pochowani w poświęconej ziemi na cmentarzu. Według rewolucjonistów były to szkielety nieszczęsnych, zamęczonych i skrycie pomordowanych więźniów w przepastnych lochach twierdzy. Mirabeau grzmiał z trybuny: "Ministrom zabrakło zdolności przewidywania- zapomnieli zjeść kości".

Tak więc w rzeczywistości na długo przed wybuchem rewolucji Bastylia świeciła pustkami, bardziej strasząc swym ogromem, aniżeli faktyczną liczbą więzionych w niej ludzi. Jednakże na potrzeby propagandy rewolucyjnej szybko ukuto czarny mit Bastylii i tenże mit przetrwał po dziś dzień pokutując w powszechnej opinii. Wydano całą masę broszur zawierających hymny pochwalne, pieśni i rozmaitych opisów, przedstawiających wydarzenia z 14 lipca 1789 roku jako początek nowej ery i stworzenia nowego człowieka. Sporządzono także listę "zdobywców Bastylii", których przedstawiono jako "bojowników walczących z tyranią". Naliczono ich ogółem 954. Byli wśród nich oszuści, którzy wzajemnie za siebie poręczali. Każdy "bojownik" otrzymał: dyplom, honorowy herb i ubiór z wyhaftowaną na lewym rękawie koroną. Niektórym przyznano pensje, lub coroczne zapomogi, wszak zostali "weteranami walk z tyranią". Jak głosiła już na drugi dzień po zdobyciu Bastylii rewolucyjna propaganda nie było żadnych morderstw, ani tym bardziej bestialstwa, a zakatowanie de Launaya to był objaw wzniosłej sprawiedliwości narodowej. Taka jest brutalna i smutna prawda o wybuchu rewolucji i zdobyciu Bastylii...

Wiadomość o wybuchu rebelii dotarła do Wersalu w nocy. Król wieść o zdobyciu Bastylii przyjął ze spokojem, w zasadzie nie uczynił nic, aby te krwawe ekscesy ukrócić. Gaxotte słusznie zauważył, że "(...) Ludwik XV bez względu na porę dnia czy nocy dosiadłby konia, wjechałby do Paryża, zebrał wszystkich nadających się do walki i w ciągu jednego dnia zdobyłby entuzjastyczne poparcie burżuazji, która gardłując, nie byłaby od tej chwili pewna życia ani majątku. Następnie w oknach Ratusza kazałby powywieszać tuzin morderców, z powrotem obsadził wojskiem Bastylię, po czym wróciłby do Wersalu. Tam od Zgromadzenia Narodowego odebrałby pokorne i solenne zapewnienie o posłuszeństwie". Ludwik XVI nie zachował się jak prawdziwy władca mający jakikolwiek pierwiastek zmysłu politycznego, ba! W tych decydujących jak się później okazało momentach nie wykazał nawet instynktu samozachowawczego. Przywódcy rewolucjonistów znali króla, jego charakter i dlatego od razu użyli wszelkich środków, aby popełnione zbrodnie przedstawić jako bohaterskie czyny i w ten sposób usprawiedliwić prowodyrów buntu. Legenda Bastylii powstała już w cztery godziny po jej zdobyciu. Zdobycie Bastylii zadało rządowi dotkliwy cios, obnażyło bowiem jego słabość. Chociaż miało charakter stricte rewolucyjny, świadczyło o słabości struktur bezpieczeństwa państwa i administracji, co pokazywało, że nastąpiło ostateczne rozprzężenie, któremu nic już zapobiec nie zdoła. W tym solidnym murze monarchii wyrwano cegiełkę, powstała szczelina, przez którą już zaczął płynąć potok rewolucji, który z każdym dniem wyszarpywał swą siłą kolejne elementy tego muru i stawał się nieokiełznanym nurtem zalewającym całą Francję.

Źródło :http://ironicznystanczyk.blog.onet.pl/

http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... &Itemid=22


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 15 lip 2014, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Francuzi uczcili królobójców i rzeźników katolików

W Paryżu odbyła się parada wojskowa w 225. rocznicę zburzenia Bastylii. Datę 14 lipca 1789 uważa się za symboliczny początek Rewolucji Francuskiej – dekady rzezi królów, arystokratów, oraz ludzi wiernych królowi i Kościołowi.

W trakcie Rewolucji Francuskiej zginąć mogło nawet kilkaset tysięcy osób. Zabijano całe rodziny, włącznie z kobietami, starcami i dziećmi. Hasło rewolucji brzmiało: „Wolność, Równość, Braterstwo, albo śmierć”. Dziś – w dobie hołubienia rządów ludu – ostatnią część zawołania rewolucjonistów się zapomina.

Francuzi do dziś świętują 14 lipca 1789, gdy motłoch Paryża zajął Bastylię, wypuszczając na wolność: czterech fałszerzy, oskarżonego o kazirodztwo hrabiego oraz dwóch szaleńców. Dowódcę i kilku żołnierzy załogi zamordowano, a ich zwłoki zbezczeszczono.

W trakcie rewolucji, gdy lud odważał się stać w obronie króla, wielbiący rządy ludu rewolucjoniści gotowali mu piekło. Tak było m.in. w departamencie Wandea – w ramach kary za bunt przeciwko rewolucji doszło tam do pierwszego w dziejach regularnego ludobójstwa. Z ludzkiej skóry robiono buty, z tłuszczu mydło. Księży rżnięto piłami i topiono w rzece.

Francuzom udało się przekonać świat, że wybuch rewolucji był wspaniałym wydarzeniem. Od lat na Polach Elizejskich świętują z tamtejszymi przywódcami głowy państw z całego świata. Dziś głos zabrał również prezydent Bronisław Komorowski - To wielka ważna data, zburzenie Bastylii, które stało się symbolem wolności – podkreślił prezydent. - Francja o swoją wolność wyrażaną w pięknej triadzie słów: wolność, równość i braterstwo, toczyła walkę 225 lat temu – dodał. Według polskiego prezydenta „braterstwo narodów w imię wolności, w imię równości jest motorem postępu w naszym świecie”.

Chcesz dowiedzieć się więcej o tym, czym była Rewolucja Francuska? Pod tym linkiem znajdziejsz zbiór naszych tekstów traktującej również o niej:

http://www.pch24.pl/informacje/szukaj?q ... +francuska

http://www.pch24.pl/francuzi-uczcili-kr ... 228,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 15 lip 2014, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Francuzi uczcili królobójców i rzeźników katolików


To tak, jakby Polacy czcili Katyń albo Sonderaktion Krakau. Czyli eksterminację swoich elit. A elity francuskie, pośrednio (inspirując ciemnotę), czy bezpośrednio wyżynali dokładnie ci sami, co wyrzynali elity rosyjskie, a podczas II wojny światowej elity polskie (bezpośrednio i z zamiłowaniem mordowali Niemcy i sowieccy żydzi, ale inspiratorzy do dziś siedzą na Wall Street i finansują dalszą eksterminację Polski, jak i mordy na Ukrainie).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 17 lip 2016, 14:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zgilotynowano całą cywilizację. Miejsce Boga zajęła nierządnica.

Każdy przyzwoity i w miarę wykształcony człowiek ma o rewolucji francuskiej jasne zdanie. Była to zbrodnia na ciałach i duszach milionów Francuzów oraz Europejczyków. Swoimi przemyśleniami o tym zbrodniczym dziele czasów oświecenia podzielił się na Facebooku profesor Sławomir Cenckiewicz, członek kolegium IPN.

„Dziś rocznica wybuchu rewolucji (anty) francuskiej. Ale 14 lipca 1789 r. jest w kalendarzu datą tragiczną i straszną dla nas wszystkich. Zgilotynowano nie tylko Francję, ale i całą cywilizację łacińską. To rebelia przeciwko Kościołowi katolickiemu (jakby dopełnienie rewolucji protestanckiej), rebelia przeciw Tradycji, monarchii, porządkowi społecznemu i moralnemu” – ocenił wydarzenia sprzed ponad 200 lat historyk.

„Miejsce Boga – w sensie tyleż symbolicznym co realnym – zajęła nierządnica ustawiona na świętym ołtarzu w katedrze paryskiej. Całe zło dzisiejszego świata stoi właśnie na fundamencie tej ohydnej rewolucji. Nie ma Marksa, Lenina, Stalina, Mao i Hitlera, ich wszystkich zbrodni, bez rewolucji 1789 r.” – przypomniał w swoim wpisie Sławomir Cenckiewicz.

„Pamiętajmy o tysiącach męczenników, naszych braciach topionych w Sekwanie, wieszanych, ścinanych gilotyną, zadźganych bagnetami, morzonych głodem…” – zaapelował członek kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, cytując w dalszej części wpisu świętego Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa przemyskiego.

„Przyszła rewolucya i rozpoczęła straszny swój taniec. Gdy bowiem w wielu umysłach zagładzono wiarę w Boga i cześć dla władzy, gdy urok majestatu królewskiego zniweczyły bezwstydne orgie Ludwika XV, cyniczna polityka Fryderyka II, i krzyczące bezprawia Katarzyny II, gdy klasy wyższe, nadużywając swoich przywilejów, nieznośne jarzmo wtłoczyły na karki warstw niższych: powstała w tychże warstwach gwałtowna żądza obalenia ówczesnego porządku” – opisywał przed dekadami hierarcha.

„Rewolucya francuska, podobna do wezbranej rzeki, poniosła na swych lalach nie tylko ołtarze i klasztory, nie tylko tron nieszczęśliwego Ludwika XVI, ale także zamki i głowy tych samych wolnomyślicieli, co niedawno przedtem (1778) wprowadzili do Paryża w tryumfie patryarchę bezbożności Voltaire’a, i co entuzyastycznie unosili się nad rewolucyjnemi ideami filozofa genewskiego Jana Jakóba Rousseau’a. W imię tychże idei zniwelowano wszystkie stany, zagrabiono dobra kościelne, zniesiono klasztory, narzucono duchowieństwu konstytucyę cywilną, wreszcie proklamowano rzeczpospolitą i poprowadzono króla na rusztowanie, za królem zaś wielką liczbę duchownych, uczonych i możnych” – celnie zauważył bp Józef Sebastian Pelczar.

„Gilotyna dzień i noc pracowała, a kiedy stępiły się topory, topiono nieszczęśliwych setkami w Sekwanie lub Loarze. W imię idei Voltaire’a i Rousseau’a ogłoszono jawnie ateizm, zburzono lub zbezczeszczono pięćdziesiąt tysięcy kościołów, a na ołtarzu kościoła Notre-Dame postawiono ohydną nierządnicę, mającą wyobrażać rozum, jedyne bóstwo Francyi” – zauważył duchowny, przypomniany w rocznicę rewolucji francuskiej przez Sławomira Cenckiewicza. Źródło: Facebook MWł

http://www.wyszperane.info/2016/07/15/z ... erzadnica/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 20 lis 2016, 19:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/01/2 ... dwika-xvi/

W 223. rocznicę zgilotynowania Ludwika XVI
Posted by Marucha w dniu 2016-01-21 (czwartek)

21 stycznia 1793 na Placu Rewolucji w Paryżu, po sfingowanym przez rewolucjonistów procesie, został stracony Król Francji Ludwik XVI.
Mimo iż po zwycięstwie rewolucji, 10 sierpnia 1792 roku liczba zwolenników śmierci Króla była niewielka, mimo że nawet 15 stycznia, w czasie głosowania nad karą, tylko niewiele ponad połowa głosujących była za karą śmierci…
Król jednak został zamordowany. Poniósł śmierć męczeńską tak samo, jak bardzo wielu katolickich duchownych czy zwykłych świeckich, tak jak większość francuskiej elity, arystokracji i ziemiaństwa, ale i chłopstwa, za Wiarę w Boga, za Kościół katolicki, za Stary Ład, za starą, chrześcijańską Europę.
Czym była bowiem tzw. rewolucja francuska, którą powinno się raczej określać mianem „antyfrancuskiej”? Czy była ona, jak to się dziś często próbuje nam wmówić, oddolnym odzewem „uciemiężonego” Narodu Francuskiego? Czy była ona ruchem wolnościowym, niepodległościowym, patriotycznym, narodowym, jak to się często obecnie przedstawia? Czy hasła, które niosła ona na swych sztandarach – „Wolność, Równość i Braterstwo” rzeczywiście przedstawiały jej prawdziwego ducha? Czy nie były raczej one zwykłym, pustym, fałszywym sloganem, mającym porwać otumanione masy?
W rzeczywistości bowiem rewolucja ta była największym w historii ciosem zadanym Narodowi Francuskiemu, ciosem, po którym ten Naród nigdy już w pełni się nie podniósł i aż do dziś pozostaje w stagnacji i letargu, będąc ostoją liberalizmu, wszelkich „oświeceniowych” idei i nowoczesnych trendów…
Dziś widzimy największy upadek Francji, która zalewana masowo jest przez islamskich imigrantów. I to właśnie jest skutkiem tego, co wydarzyło się przed 223 laty. Jest to skutkiem liberalizmu, czyli fałszywie pojmowanej wolności.
Czym jest bowiem wolność? Prawdziwa wolność, rozumiana zgodnie z etyką chrześcijańską, jest wolną wolą człowieka, który jest jednak powołany do tego, by czynić dobro. Dlatego człowiek ma prawo tylko do czynienia tego, co jest dobre. Jeśli czyni coś, co jest złe, narusza Prawo Boże – przyrodzone i nadprzyrodzone, narusza tym samym daną mu przez Boga wolność. I spotkać go musi za to kara albo w tym, albo w przyszłym życiu…
Wolność jest więc odpowiedzialnością. Nie jest jednak moralnym prawem do robienia wszystkiego, cokolwiek się komu żywnie podoba. Tak głoszą liberałowie. Pojmują oni wolność fałszywie, w myśl zasady „róbta, co chceta”. To jednak nie jest prawdziwa wolność. Gdyby każdy mógł robić wszystko, co tylko chce, jak wyglądałby świat? Jak wyglądałby porządek publiczny, jak wyglądałoby jakiekolwiek prawo? To jest zwykła anarchia…
Właśnie tak pojmowana „wolność” przyświecała jednak ideowym twórcom „rewolucji francuskiej”… Nienawidzili oni Kościoła katolickiego, nienawidzili oni Starego, Europejskiego Ładu, właśnie dlatego, że hamował on ich „wolność”…
Liberalizm jest więc buntem, buntem przeciwko wszelkiemu ustanowionemu porządkowi. A bunt jest dziełem diabelskim. Było to oczywiście podsycane przez wszelkiego rodzaju ruchy masońskie, wolnomularskie, popularne w okresie tzw. oświecenia (był to jednak raczej okres największej ciemnoty w dziejach ludzkości…), które głosiły te same postulaty. To właśnie masoneria była przede wszystkim odpowiedzialna za wywołanie tej ruchawki, która doprowadziła do całkowitego moralnego, religijnego i narodowego upadku Francji, niegdyś nazywanej „najwierniejszą córą Kościoła”. Tego samego ducha widać zresztą do dziś we Francji, która nie odebrała nawet należytej lekcji z ostatnich wydarzeń w Paryżu i wciąż tkwi w błędach liberalizmu. Jeśli się to nie zmieni, to za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat Francja skończy jako islamski kalifat. Będzie to jednak tylko i wyłącznie na jej własne życzenie…
Podobnie jest też z fałszywie pojmowaną „równością”. Ludzie równi są bowiem zasadniczo tylko przed Bogiem. Na ziemi panuje pewien naturalny ład, pewna hierarchia. W podstawowej komórce społecznej – Rodzinie – mamy ojca, który zazwyczaj jest głową rodziny. Podobnie w organizacji, mamy władze, mamy przełożonych, którym musimy być posłuszni. Podobnie jest w wojsku, w Państwie, w Kościele. Jednym słowem – wszędzie. Tak jest ten świat ułożony, tak było zawsze i tak też zawsze będzie. Jest to naturalne.
Hierarchia jest bowiem niezbędnie potrzebna, aby ten świat mógł normalnie funkcjonować, aby panował porządek, aby każdy znał swoje miejsce, wiedział, co do niego należy, jakie ma prawa i obowiązki, co ma robić, aby należycie je wypełnić. Bez tego panowałaby anarchia.
Widzimy tu podobieństwo do głoszonej przez liberałów fałszywie pojmowanej „wolności”. W obu tych pojęciach chodzi właściwie o to samo – aby człowiek nie miał żadnych ograniczeń, aby mógł robić, co mu się żywnie podoba… W konsekwencji prowadzi to do upadku Narodów, do całkowitej degradacji społeczeństwa, które pozostawione samo sobie, bez żadnej władzy, bez żadnych praw, nie wie, co ma robić i powoli ulega całkowitemu rozkładowi… Jest to więc działanie antynarodowe, na szkodę Narodu.
A jak wiemy, prawdziwy, rozumiany zgodnie z prawym porządkiem chrześcijańskiego miłosierdzia Nacjonalizm – jest cnotą miłości swego Narodu. A miłość – jest pragnieniem dobra. Jeśli ktoś działa na szkodę Narodu, to zapewne nie chce on jednocześnie jego dobra. Dobro Narodu nie zawsze też musi się zgadzać z wolą jego większości, bo to nie większość jest od tego, aby rządzić, tak jak to ma miejsce w liberalnej demokracji… Pamiętajmy, że większość może łatwo ulegać wpływom i manipulacjom ze strony różnego rodzaju stronnictw, którym wcale na dobru Narodu nie zależy, tak jak to już nieraz miało i ma miejsce w historii, jak i w czasach nam współczesnych.
Co do „braterstwa”, to chyba każdy sam może sobie odpowiedzieć, czy mordowanie własnego Króla, setek wspaniałych synów i córek swego Narodu, duchownych, książąt, arystokratów, ziemian i zwykłych chłopów, wszystkich tych, którzy odważyli się stawić opór tej straszliwej kaźni, opór tym, co burzyli ołtarze i trony, tych, co chcieli zatrzymać jęk gilotyn i próbowali zapewnić powrót monarchii, możemy określić mianem Braterstwa?
W końcu sami rewolucjoniści zaczęli mordować się nawzajem, bo jak wiadomo, każda rewolucja pożera na końcu własne dzieci… Czy to właśnie jest Braterstwo? Gdzie brat występuje przeciw bratu? Otóż i tu odpowiedź jest jasna. Oczywiście, że nie. Przelewanie bratniej krwi, krwi swego własnego Narodu, nigdy nie może być nazwane braterstwem… Było to więc fałszywe „braterstwo”, w imię którego „za wolny lud francuski” zabijało się setki tysięcy Francuzów…
Czy przedrewolucyjna Francja była idealna? Oczywiście, że nie. Jak każde państwo w dziejach świata, miała ona swoje wady, jak i też zalety. Oczywistym jest, że były potrzebne pewne reformy, którym królowie francuscy byli niechętni. Jednak czy można leczyć ból głowy poprzez jej ścięcie?
Jak wykazałem przed chwilą, rewolucja antyfrancuska nie przyniosła właściwie żadnego pożytku, za to szkody, jakie wyrządziła przede wszystkim Francji, ale pośrednio także i całej Europie, a nawet i całemu światu, są wręcz niewyobrażalne… Akt publicznego mordu na Królu, precedens, który w historii świata zdarzał się niezwykle rzadko, a który potem powtórzyli jedynie bolszewicy, mordując rosyjskiego Cara Mikołaja II Romanowa w lipcu 1918 roku, był straszliwą zbrodnią, którą z całą surowością należy potępić. Był on jednak zwieńczeniem, ukoronowaniem „zasług” rewolucji antyfrancuskiej. Takie też jest całe jej wątpliwe dziedzictwo. Jest ono przesiąknięte krwią katolików i rojalistów, poległych w walce za Boga i Króla, za prawdziwą Francję! Jest przesiąknięte krwią Powstańców z Wandei, tych, którzy jako jedyni stanęli w nierównej walce z siłami rewolucjonistów, w obronie Ancien régime.
Jaka może być współczesna recepta dla Francji na powstanie z kolan, wyjście z kryzysu i odnowę duchową, moralną i narodową? Jedyną taką receptą może być powrót do Wiary, do swych korzeni, do swej tradycji, do tych wartości, które przyświecały dawnej, przedrewolucyjnej Francji.
Oczywiście nie mówię tutaj, że konieczna jest odbudowa monarchii absolutnej w wyglądzie z XVIII wieku, gdyż jest to po pierwsze we współczesnych czasach całkowicie niewykonalne, po drugie, jak już wspomniałem, tamten system też miał szereg wad, które należało, oczywiście w inny sposób niż zrobiła to rewolucja, zwalczać. Chodzi mi raczej o powrót do tamtego ducha, ducha katolickiego, i prawdziwie Europejskiego. Tylko w taki sposób może przyjść prawdziwe odrodzenie Narodu Francuskiego i całej Białej, Katolickiej Europy!

Michał Mikłaszewski

https://kierunki.info.pl/2016/01/michal ... dwika-xvi/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 10 kwi 2017, 19:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kontrrewolucja.net/historia/kont ... yla-angers

Kontrrewolucja zwyciężyła pod Angers
18 czerwca 201618 czerwca 2016 Kontrrewolucja.net

Obrazek
foto: Wikimedia Commons


18 czerwca 1793 roku Wielka Armia Katolicka i Królewska zdobyła Angers. Było to ostatnie – niestety niewykorzystane – zwycięstwo, które odniosła francuska Kontrrewolucja. Złożona w większości z chłopów armia rozproszyła się, ponieważ nie rozumiała potrzeby zdobycia Paryża i zniszczenia rewolucji francuskiej.

W wyniku powstania w Wandei, które wybuchło w marcu, sformowała się kontrrewolucyjna armia. Powstanie spowodowane było antyklerykalizmem, brutalnością oraz łamaniem praw Wandejczyków przez rewolucyjną władzę w Paryżu. Braki w uzbrojeniu i wyszkoleniu powstańcy nadrabiali wysokim morale. Wielu żołnierzy nosiło widoczny krzyż lub obrazek Najświętszego Serca Jezusowego, ozdobionego podpisem „Bóg i król”.

Kontrrewolucja liczyła 40 tys. żołnierzy pieszych oraz 1,2 tys. konnych. 18 czerwca tego samego roku Francuzi z Wandei zdobyli Angers, otwierając sobie drogę do Paryża. Gdyby kontynuowano walkę, prawdopodobnie rewolucja zostałaby stłamszona. Niestety, chłopi przywiązani do swojej ziemi, nie chcieli kontynuować walk i rozproszyli się. Dało to rewolucyjnemu rządowi czas na zorganizowanie nowych sił i ostatecznie zniszczenie powstania. Karą za to była brutalna pacyfikacja departamentu Wandea, w wyniku której zamordowano co najmniej około 120 tys. ludzi.

CWIK/Wiki, Kontrrewolucja.net


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 14 lip 2017, 08:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Mit Bastylii - studium zbrodni, kłamstwa i manipulacji

Obrazek

Nie spodziewał się, zaiste, francuski król Karol V – pomimo przydomka Mądry – że wzniesiona przezeń w Paryżu twierdza zdobędzie międzynarodową i ponadczasową sławę. Tym mniej się tego spodziewał zasiadający cztery wieki później na paryskim tronie Ludwik XVI, tymczasem to właśnie za jego panowania staruszka Bastylia stała się miejscem narodzin mitu – niebezpiecznego, destruktywnego, kłamliwego, ale jakże żywotnego. Kłamstwo Bastylii stanowi akt założycielski Nowego Wspaniałego Świata. Kłamstwo Bastylii dało bowiem początek kłamstwu Wandei, to z kolei zapoczątkowało kłamstwo „wiosny ludów”, z którego zrodziło się kłamstwo komuny paryskiej, skutkujące kłamstwem "Aurory". I tak dalej – przez kłamstwo darwinizmu, kłamstwo dekolonizacji, kłamstwo sprawiedliwości społecznej, kłamstwo rewolucji obyczajowej, aż do… no, właśnie – dokąd nas to zaprowadzi?

Osiemnastowieczna Francja była bezsprzecznie największą europejską potęgą. Prężnie działała gospodarka – rosły kopalnie, rozwijał się przemysł metalurgiczny i włókiennictwo. Według wyliczeń ówczesnego ministra skarbu Neckera, w rękach francuskich znajdowała się połowa gotówki będącej wówczas w obiegu w całej Europie. Oto, co na ów temat pisze wybitny francuski historyk, Jacques Bainville: Wedle zgodnych świadectw, za panowania Ludwika XVI kwitnął wielki dobrobyt. Nigdy świetniej nie rozwijał się handel, nigdy mieszczaństwo nie było bogatsze. Kraj obfitował w pieniądze. Deficyt, aczkolwiek osiągnął wielkie rozmiary, mógł być pokryty przez powiększenie dochodu z podatków. Niestety, wysiłki reformatorskie ministrów rozbijały się o tradycyjne opory nie tylko warstw uprzywilejowanych, ale i wszystkich podatników, których stałym opiekunem był parlament.

Burżuazja nadęta pychą

Francuzi nie chcieli płacić podatków. Wbrew pozorom, największy wobec takiej konieczności opór pochodził nie od szlachty i duchowieństwa, ale – jak wskazuje Bainville – od licznych kategorii osób, prawie zawsze bogatych lub zamożnych, które dotychczas albo nie podlegały podatkom, albo też płaciły, co łaskawie chciały. Wśród nich zaś większość zaliczała się do mieszczaństwa, do trzeciego stanu, monopolizującego urzędy i godności sądowe, z którymi związane było zwolnienie od ciężarów fiskalnych.

Niestety jednak, przyszedł moment, gdy w państwowym skarbcu błysnęło dno, a władza nie była w stanie nic na to poradzić. Władza w Królestwie Francji nie była bowiem wcale absolutna. Trzymały ją na wodzy parlamenty. To wskutek ich matactw doszło do zwołania Stanów Generalnych. Stare wiadro Stanów Generalnych, wydobyte z rupieciarni przez miłośników pamiątek, miało napełnić się nowym winem – ironizuje Bainville. Okazało się ono jednak miotłą, wprawiającą w ruch wielkie wyprzątanie, w którym znikną przywileje, prerogatywy, stare swobody prowincjonalne, nawet parlamenty, rząd i monarchia – słowem: wszystkie te czynniki, które łudziły się, że przez powrót do dawnej instytucji utrwalą się albo się odmłodzą.

Zwołanie Stanów Generalnych ośmieliło górę stanu trzeciego do przekształcenia ich w Zgromadzenie Narodowe, doły zaś – czyli paryskie pospólstwo od dawna buzujące rewolucyjnymi nastrojami, karmione ochłapami salonowych elukubracji niedouczonych „filozofów” i, jak każdy element kryminogenny, w lot chwytające najsubtelniejsze nawet oznaki rozluźnienia dyscypliny – do zadymy.

11 lipca rozpoczynają się zamieszki – pośród wrzasku, sygnałów alarmu i fałszywych nowin, oszalały tłum miota się, to atakując nieliczne oddziały wojska, to oddając się pijatyce. Mnożą się napady na domy, sklepy i warsztaty. Panuje nastrój całkowitej anarchii. Paryżanie zabarykadowani w swych domostwach oddają ulicę na łup dzikiej bandy, która rozbiwszy gmach komendy policji oraz więzienie La Force zdołała się uzbroić i znacznie wzrosnąć w siłę.

Szlachta ogłupiona liberalizmem

14 lipca 1789 roku motłoch zbrojny w strzelby i piki ze splądrowanych magazynów rusza w kierunku stołecznej fortecy zwanej Bastylią (ze staroprowansalskiego bastida – zamek, twierdza), bronionej przez czterdziestu Szwajcarów i osiemdziesięciu inwalidów wojennych pod dowództwem Bernarda-René markiza de Launay. Potężna czternastowieczna twierdza, przekształcona w więzienie dopiero przez Ludwika XIV, pomimo tak szczupłej załogi mogła się długo bronić przed bezładną bandą cywilów. A raczej: mogłaby, gdyby chciano jej bronić. Jednak de Launay zbyt był oświeconym liberałem, by wycelować armaty w tłum. Nie tylko więc polecił je wycofać, ale kazał wręcz burzyć strzelnice, po czym zaprosił delegatów oblegających na układy.

Tymczasem zgraja pod murami rosła w zastraszającym tempie. Wkrótce też odezwały się armaty buntowników, co rzuciło strach na załogę – w obliczu niezdecydowania komendanta nie była ona w stanie stawić zdecydowanego oporu. Bierna postawa obrońców zwykle stanowi zachętę dla atakujących; tak też było i tym razem. Tłum bez wielkiego trudu wdarł się na pierwsze podwórze i po splądrowaniu budynków skierował lufy wszystkich czterech (!!!) dział na drugie wrota. Załoga odruchowo odpowiedziała strzałami, lecz po chwili, nie czując nad sobą silnej ręki dowódcy, zmusiła go do kapitulacji.

De Launay został z miejsca zamordowany; jego ciało wrzucono do strumienia, a głowę odciętą przez kuchcika, który – wedle relacji świadka – umiał obchodzić się z mięsem zatknięto na pikę i do wieczora obnoszono po mieście. Zginęli również trzej oficerowie; powieszono dwóch inwalidów, trzeciemu zaś obcięto rękę. W tym czasie trwały przeszukiwania więzienia, w którym znaleziono bynajmniej nie setki czy nawet dziesiątki „ofiar reżimu”, lecz siedmiu (sic!) więźniów i to wcale nie politycznych, tylko: czterech fałszerzy, dwóch wariatów i jednego młodego hrabiego, zamkniętego tam na prośbę własnej rodziny, oskarżającej go o kazirodztwo (mało kto jednak dowiedział się o tym, gdyż fałszerze natychmiast się ulotnili, wariaci trafili do zakładu dla psychicznie chorych w Charenton, jeden tylko uczeń markiza de Sade został przyjęty z wielką okazałością przez związki rewolucyjne, gdzie wygłosił rozczulające mowy przeciwko tyranii i despotyzmowi – jak to relacjonuje znamienity historyk francuski, Pierre Gaxotte. Oto, jakim „symbolem ucisku” okazała się być Bastylia.

Motłoch pijany krwią

Kim natomiast byli sprawcy jej upadku, dowiemy się najlepiej z lektury zapisków naocznego świadka koszmaru. François-René de Chateaubriand bacznie, choć z przerażeniem obserwował widowisko, które obłudnicy bez serca uważają za tak piękne. Wśród morderstw oddawano się orgiom, jak podczas zamieszek w Rzymie za Otona i Witeliusza. W dorożkach paradowali „zdobywcy” Bastylii, szczęśliwi pijacy ogłoszeni zwycięzcami w szynkach; ich eskortę stanowiły prostytutki i sankiuloci, którzy zaczynali już rządzić. Przechodnie z czcią strachu odkrywali głowy przed tymi bohaterami, z których kilku wskutek wyczerpania nie przeżyło triumfu. Mnożyły się klucze do Bastylii; rozsyłano je do wszystkich liczących się głupców na cztery strony świata.

Nocą 14 lipca 1789 roku do królewskiej rezydencji w Wersalu dotarły wieści o tragicznych wypadkach na ulicach Paryża. Wówczas to doszło do historycznej wymiany zdań – oburzony król wykrzyknął: C’est une révolte!, na co książę de la Rochefoucauld-Liancourt odparł: Non, Sire, c’est une révolution!

Noc położyła kres krwawemu rozpasaniu. Nazajutrz Paryż obudzi się z ogromnym „kacem moralnym” – trzeba więc tworzyć legendę. Przywódcy lewicy – pisze Pierre Gaxotte – wnet użyli wszelkich środków, ażeby popełnione zbrodnie przedstawić jako czyny bohaterskie i w ten sposób usprawiedliwić podżegaczy. Legenda o Bastylii zrodziła się w cztery godziny po jej zdobyciu. I oto 15 lipca rentierzy paryscy, którzy obudzili się rano zawstydzeni i zaniepokojeni z powodu ustąpienia przez siebie pola mordercom, dowiedzieli się nagle, że nigdy nie było żadnych morderców, że cały naród powstał dla obrony wolności i że zabójstwo de Launay’a i de Flesselles’a stanowiło po prostu wzniosły objaw wszechwładnej sprawiedliwości narodowej.

14 lipca 1789 roku władza we Francji przeszła de facto w ręce terrorystów. Panowie posłowie [do Zgromadzenia Narodowego – przyp. J. W.] deklamowali, a lud działał – zauważa Teodor Jeske-Choiński. Panowie posłowie rozprawiali całymi tygodniami, miesiącami o prawach człowieka i tym podobnych ładnych marzeniach, roztkliwiali się nad dobrocią, szlachetnością pierwotnego człowieka, budowali państwo z frazesów, a lud palił dalej zamki, klasztory, wycinał lasy, rozgrabiał zboże na targach miasta, niszczył wszelką cudzą własność. Zamiast ukarać wichrzycieli, Zgromadzenie Narodowe usiłowało ich przekonać dziecinnymi manifestami (…). A lud, który już polizał cudzej własności i zasmakował w bezkarnej kradzieży – palił, rabował dalej drwiąc sobie z panów posłów.

Żeby nie być gołosłownym i nie polegać wyłącznie na komentarzach historyków, jeszcze raz oddajmy głos Chateaubriandowi: Oto grupa obszarpańców zjawia się u końca ulicy; pośrodku wznoszą się dwie chorągwie, których nie widzimy dobrze z daleka. Kiedy zbliżyli się, ujrzeliśmy zniekształcone głowy o potarganych włosach, które ci poprzednicy Marata nieśli na pikach: były to głowy Foullona i Bertiera [generalnego kontrolera finansów oraz jego zięcia, intendenta Paryża – przyp. J. W.]. Wszyscy odeszli od okien; ja zostałem. Mordercy zatrzymali się przy moim oknie i wznieśli ku mnie piki śpiewając, tańcząc i skacząc, żebym lepiej zobaczył blade wizerunki. Oko jednej z głów, wypłynąwszy z orbity, zsuwało się po ściemniałej twarzy; pika przechodziła przez otwarte usta, zęby wgryzały się w żelazo.

– Zbóje – zawołałem w oburzeniu, którego nie mogłem pohamować – więc tak rozumiecie wolność?

Gdybym miał broń, strzeliłbym do tych nędzników jak do wilków. Z wyciem zaczęli uderzać co sił w bramę, chcąc ją wyważyć i dodać moją głowę do głów ofiar.

Na szczęście oprawcy nie zdołali wtargnąć do środka, jednakże – jak dalej opowiada Chateaubriand – te głowy i inne, które zobaczyłem wkrótce potem, odmieniły moje skłonności polityczne; mam odrazę do uczt kanibalów…

Lewica nieuleczalnie chora

Z napompowanych mitologią lekcji historii w peerelowskiej szkole wynosiło się nieodparte przekonanie, iż proces burzenia Bastylii był błyskawiczny: oto – trawestując słowa Cezara – ruszyli, zdobyli, zburzyli. Tymczasem, choć tłum natychmiast przystąpił do burzenia twierdzy, rozbiórka jej trwała bez mała rok. Większych kamieni z Bastylii użyto między innymi do budowy Mostu Concorde, na mniejszych zaś kierujący rozbiórką majster nazwiskiem Palloy dorobił się majątku, sprzedając je jako souvenirs de la Revolution. W pierwszą rocznicę zdobycia Bastylii w miejscu wyburzonych murów dało się już zorganizować zabawę taneczną, pośród ruin zaś stanęła gilotyna, która w swoisty sposób potwierdziła podrzędność tego miejsca – podczas Wielkiego Terroru stracono tam zaledwie siedemdziesiąt trzy osoby!

Tak oto w rzeczywistości wyglądało zarówno „zdobycie” Bastylii, jak i późniejsze, nie mniej „bohaterskie” wyczyny „uciemiężonego ludu”. Warto pamiętać o tym nie tylko w lipcu, ale przez cały rok, gdyż mając w pamięci zmitologizowane wydarzenia sprzed dwu wieków łatwiej odnieść się do mitów tworzonych współcześnie. Lewica bowiem nigdy nie zrezygnowała – i nie zrezygnuje – z fabrykowania wyssanych z palca historyjek, gdyż niebezpieczna mitomania jest jej nieuleczalną chorobą.

Jerzy Wolak

https://www.pch24.pl/mit-bastylii---stu ... 252,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 11 mar 2018, 20:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Tarcza przeciw inwazji barbarzyństwa

Obrazek

Możemy być pewni, że św. Ludwik orędował (i nadal oręduje!) za swymi duchowymi dziećmi. Ofiara Wandei jeszcze przyniesie owoce. Choć okoliczności są mało sprzyjające, to mam ogromną nadzieję, że na krwi wandejskich męczenników odrodzi się katolicka Francja – mówi redaktor naczelny „Przymierza z Maryją” Bogusław Bajor.


„Nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła ona pod naszą wolną szablą. Grzebię ją w bagnach i lasach Savenay. Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety. Tępiłem wszystkich (…) My nie bierzemy jeńców, trzeba by im było dawać chleb wolności, litość to zaś nie rewolucyjna sprawa” – donosił do Paryża „rzeźnik Wandei” generał Westermann dzień po zwycięstwie sił rewolucyjnych. Czy to dzięki świętemu Ludwikowi Marii Grignon de Montfort kraina ta zdała egzamin z obrony wiary i monarchicznego porządku?
Wbrew temu, co raportował Westermann, mimo okropieństw, jakich dopuścili się tam „obywatele republikanie”, Wandea istnieje i kultywuje pamięć o swoich bohaterskich przodkach. Oczywiście, w owym czasie mogło się wydawać, że ostateczne rozwiązanie kwestii wandejskiej stało się faktem – według różnych szacunków zginęło przecież od 118 000 do 500 000 mieszkańców tej ziemi. Rewolucyjni siepacze bardzo skrupulatnie wykonywali rozkazy niszczenia wszystkiego co związane było z tym regionem – a więc dokonali ludobójstwa (nie mieli litości także dla niemowląt, kobiet w ciąży, starców a nawet dla… garstki wandejskich zwolenników Robespierre’a), zabijali zwierzęta, burzyli domostwa, wycinali lasy. Tutaj wszystko miało się zacząć od nowa – po republikańsku. A żeby to zrobić, należało skończyć ze „starą Francją”, którą ucieleśniała Wandea. Warto dodać, że dzisiejsi ideowi pobratymcy Westermanna patrzą na tych, którzy pragną kultywować pamięć o wandejskich ofiarach jak na ciemnogród, wrogi współczesnej Francji, a prawdę o ludobójstwie przemilczają.

A wracając do pytania… Otóż ludność zamieszkująca Wandeę i okolice tradycyjnie była bardzo przywiązana do religii katolickiej i monarchii. Jak pisał Chateaubriand: Duch rojalizmu żył w tym zakątku Francji. Kult Bożego Serca, objawionego św. Małgorzacie Marii Alacoque ponad wiek przed rewolucyjną hekatombą był tutaj żywy, podobnie jak pamięć o misjach ludowych, które na tych terenach prowadził 80 lat wcześniej pochodzący z pobliskiej Bretanii św. Ludwik Grignion de Montfort. Jego głęboka wiara, pobożność maryjna, niezwykła gorliwość w walce o dusze, a także różne oryginalne pomysły – budowanie kalwarii, stawianie krzyży, czy sadzenie drzew symbolizujących poszczególne tajemnice różańcowe (te drzewa później wycinali republikanie) wzmocniły ducha i sensus catholicus w przodkach tych, którzy później jak najsłuszniej zbuntowali się przeciw rewolucyjnej i antychrześcijańskiej władzy. Dobrze uformowani przez swych ojców i dziadów, odważnie podjęli walkę w imię „Bożego porządku” oraz w obronie Wiary i Króla.

Czy można zatem określić świętego „duchowym ojcem Wandei”?
Tak. Chociaż wandejska pobożność i wierność Kościołowi były znane jeszcze przed misjami św. Ludwika, to niewątpliwie stał się on tym, który umocnił wiarę, miłość do Chrystusa i Matki Najświętszej, rozbudził gorliwość wśród dziadów i ojców wandejskich powstańców. Oni przekazali mocną wiarę swoim walczącym potomkom. Możemy też być pewni, że św. Ludwik orędował (i nadal oręduje!) za swymi duchowymi dziećmi. Ofiara Wandei jeszcze przyniesie owoce. Choć okoliczności są mało sprzyjające, to mam ogromną nadzieję, że na krwi wandejskich męczenników odrodzi się katolicka Francja.

Przeciwstawiający się złu wielokrotnie w przeszłości brali za swą orędowniczkę Matkę naszego Pana Jezusa Chrystusa, by wspomnieć choćby ryngrafy zakładane przez polskie rycerstwo, ale i przez Żołnierzy Wyklętych. Skąd taki wyjątkowy wyraz czci dla Maryi?
Ma on swą genezę w słowach, które Pan Jezus wypowiedział z Krzyża do św. Jana: Oto Matka twoja. Przez osobę „umiłowanego ucznia”, Chrystus dał Swą Matkę wszystkim swoim wyznawcom. Później działał już ten, którego Maryja jest Oblubienicą - Duch Święty. Już w III wieku powstała modlitwa Pod Twoją Obronę (Sub Tuum Praesidium)…

A ograniczając się tylko do historii narodu polskiego… Naszemu oddaniu Maryi daje wyraz już pierwotny hymn narodowy Bogurodzica, który przez całe stulecia rozbrzmiewał w rozmaitych ważnych chwilach życia religijnego, społeczno-politycznego i rodzinnego Polaków, począwszy od koronacji królewskich, a skończywszy na chrzcinach, weselach czy pogrzebach. Także w obliczu wroga – jak pod Grunwaldem i Wiedniem – wzywano Bogurodzicy.

Maryja jest Królową Polski. I do niej się uciekamy, bo jako nasza Monarchini zawsze jest gotowa przyjść nam z pomocą. Była podczas Potopu Szwedzkiego – odpędziła protestanckiego najeźdźcę, umacniała ducha polskiego podczas zaborów (objawiając się w Gietrzwałdzie w 1877 r. mówiła: Jeśli ludzie będą gorliwie się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów. Przy końcu objawień Matka Boża wypowiedziała słowa pociechy: „Nie smućcie się, bo Ja zawsze będę przy was). Maryja pomogła zmusić do odwrotu Bolszewików w 1920 roku (nb. w Wielki Piątek 1872 r. Matka Boża objawiła to mistyczce Wandzie Nepomucenie Malczewskiej - kandydatce na ołtarze); Nie pozwoliła nam stracić duszy podczas okupacji hitlerowskiej, a później - komunistycznej. Możemy być pewni, że będzie naszą Tarczą także podczas inwazji nowego, wrogiego chrześcijaństwu barbarzyństwa, którego widmo gdzieś nad Polską majaczy.

W 2017 r. wspominaliśmy 100. rocznica Objawień Fatimskich. Jak w ich kontekście można odczytywać słynną dewizę św. Ludwika Marii „wszystko dla Jezusa przez Maryję”, bo to droga „droga najłatwiejsza, najkrótsza, najdoskonalsza i najpewniejsza”?
Jak mówił św. Ludwik: Matka Boża to arcydzieło Bożej Mądrości. Ona jest najpewniejszą drogą do Pana Jezusa, Przewodniczką pewną do Nieba. Święty Ludwik mówi, że tak jak Zbawiciel przyszedł po raz pierwszy na ziemię przez Maryję, tak Jego ponowne przyjście także będzie związane z pośrednictwem Matki Bożej.

Maryja jest Królową Nieba i Ziemi, ale też wieczną Służebnicą Pańską i Pośredniczką wszelkich łask. Gdyby tak nie było Zbawiciel nie uczyniłby Jej naszą Matką, nie posyłałby Jej z Orędziem do Fatimy, a wcześniej do Lourdes, La Salette, Gietrzwałdu, Guadalupe i wielu innych miejsc.

Matka Boża w Fatimie zapewniła nas, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Na czym ten triumf może polegać? Pisał o tym prof. Plinio Corrêa de Oliveira: Czym może zatem być triumf Niepokalanego Serca Maryi, jeśli nie królowaniem Najświętszej Dziewicy przepowiadanym przez św. Ludwika Marię Grignion de Montfort? A czymże innym może być to królowanie, jeśli nie epoką cnoty, kiedy to ludzkość pojednana z Bogiem w łonie Kościoła, będzie żyła na ziemi według prawa Bożego, przygotowując się do chwały Nieba. (…). Według św. Ludwika ostateczny triumf Królestwa Bożego będzie poprzedzony Królestwem Maryi, która przygotuje nas na ponowne przyjście Swego Syna.

Czy maryjna pobożność może stanowić sprawdzian stanu naszego katolicyzmu – zwłaszcza w kontekście przenikania do Kościoła protestanckich ergo antymaryjnych z ducha „innowacji”?
Pobożność maryjna to moim zdaniem swoisty miernik katolicyzmu. Św. Ludwik Grignion de Monfort mówił nawet: Nie znam pewniejszego sposobu, by poznać, czy ktoś należy do Boga, jak przekonanie się czy dana osoba lubi odmawiać Zdrowaś Maryjo i Różaniec. Miał rację. Im intensywniejsza jest nasza maryjność, tym mocniejszy jest nasz katolicyzm. Spójrzmy na te kraje, w których odrzucono kult Matki Bożej, albo go zmarginalizowano – Skandynawia, Niemcy, współczesna Francja. Wiara tych narodów osłabła albo wręcz zanikła. Dlaczego? Bo nie ma drugiego takiego wzoru wiary, pokory i miłości Boga jak Maryja. Jedynym celem i sensem życia Matki Bożej był i jest Jej Syn. Ona go wychowywała, On spoczął na Jej ramionach po zdjęciu z Krzyża. Ona towarzyszyła Jego działalności. Pierwszy cud w Kanie Galilejskiej Zbawiciel uczynił za przyczyną Swej Matki.

Jestem przekonany, że dopóki będziemy wierni Maryi, tak długo możemy uważać się za dziedziców 1050-letnich dziejów naszej katolickiej Ojczyzny. I – choć wielu uwiera to tradycyjnie polskie przywiązanie do Matki Jezusa - nie ma żadnego powodu, by wstydzić się naszej maryjności. Nie ma też żadnego powodu, żeby uważać, iż koliduje ona z czcią należną tylko jedynemu Bogu, z czcią należną Chrystusowi. Z pomocą przychodzi nam tutaj jakże św. Maksymilian Kolbe (jakże bliski św. Ludwikowi de Montfort!), który wyjaśnia: Wola Niepokalanej jest tak zlana z wolą Bożą, iż stanowi jedno ścisłe zespolenie, a oprócz tego bardziej wielbimy Pana Boga, przyznając Mu tę doskonałość, iż stworzył tak wielką, tak potężną, tak doskonałą i tak świętą istotę, jaką jest Matka Najświętsza.

Maryja nigdy nie zasłania sobą Jezusa Chrystusa. Jak mówił śp. abp Ignacy Tokarczuk: Maryja podnosi tego Jezusa na swoich rękach i daje ludzkości.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/tarcza-przeciw-inwa ... z59NNySA7B


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rewolucja Francuska
PostNapisane: 15 lip 2018, 15:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Rewolucja francuska i jej konsekwencje. Rozmowa z profesorem Reynaldem Secherem



Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /