Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 53 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Terror III RP
PostNapisane: 09 mar 2011, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Policyjne dno – Robert Wit Wyrostkiewicz

Pod koniec lutego 2011 r. polski sąd po akcji policyjnej z 2008 r. postanowił pognębić weterana Armii Krajowej, powstańca warszawskiego, inwalidę wojennego i kolekcjonera. Kilka dni wcześniej policja zabrała się za inną “grubą rybę”: archeologa-amatora z Sieradza, pasjonata, współpracującego z kilkoma uniwersytetami na całym świecie, który bynajmniej nie robił nic złego, przeciwnie (do tego tematu wrócimy na naszych łamach). Życie obu Panów mogłoby być przedstawiane na szkolnych lekcjach jako przykład bezinteresownej miłości do historii i Ojczyzny. Tymczasem policjanci skorzystali z bardzo kontrowersyjnej interpretacji ustawy o broni i amunicji oraz ustawy o zabytkach, tak by zwiększyć wykrywalność “groźnych” przestępców kosztem Bogu ducha winnych pasjonatów historii. Innymi słowy policja zamiast pucharów i dyplomów zaproponowała im… kraty.
Wydaje się, że niektórym postmilicjantom dalej przyświecają stare hasła o AK-owskich bandytach. W 2008 r. celem policjantów stał się major Waldemar Nowakowski, weteran Armii Krajowej, powstaniec warszawski, inwalida wojenny i kolekcjoner. Major posiadał ponad tysiąc eksponatów związanych z militarną historią Polski (mundury, odznaki wojskowe, hełmy, a także niestrzelającą broń). W czasach PRL major, jak wielu jego kolegów, siedział w więzieniu. Jednym z jego sędziów był Stefan Michnik, przyrodni brat Adama Michnika. W latach 80. milicja szukała w domu majora solidarnościowej bibuły. Znalazła jedynie zabytkową broń i po stwierdzeniu, że broń jest właściwie pozbawiona cech używalności, wydano mu zgodę na posiadanie kolekcji. Od tego czasu dom powstańca odwiedzały liczne wycieczki szkolne i prywatne; major opowiadał o historii Polski, żył pragnieniem zachowania od zapomnienia wielu wspaniałych eksponatów. Aż do czasów III RP i roku 2008, kiedy to policja do spraw terroru (tak, terroru!) najechała jego mieszkanie i skonfiskowała 190 sztuk “broni”. Nie zapisali nawet dokładnie, co zabierają… Prawdopodobnie nie potrafiliby skatalogować swojego zaboru, o czym według majora świadczyło ich dyletanckie zachowanie. Środowisko mediów zajmujących się militariami wyśmiało policję za amatorszczyznę, ponieważ broń majora dawno bronią nie była i po prostu nie dało się z niej strzelać. Środowiska kombatanckie stanęły za nim murem. Podobnie wiele organizacji historycznych, jednak policja szybko odtrąbiła swój sukces: wyeliminowano arsenał broni, która mogła trafić do groźnych bandytów. A więc znowu o bandytach… jak przed ponad 50 laty… Czasy inne, ale bezczelność i głupota służb mundurowych nadal ta sama. Niestety, w 2008 r. sąd umorzył postępowanie w sprawie nielegalnego posiadania broni przez powstańca warszawskiego (tylko ze względu na wiek i niską szkodliwość czynu). Orzekł jednocześnie przepadek kolekcji na rzecz skarbu państwa. Na zwrot eksponatów majora, które kolekcjonował od czasów walk w powstaniu warszawskim przez kilkadziesiąt lat swojego życia, nie zdecydował się także sąd wyższej instancji. 23 lutego 2011 r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli – czyli zabrano dorobek życia, pasję, serce inwalidzie wojennemu… Można by tylko zapytać: a nie lepiej ścigać prawdziwych przestępców, a nie mataczyć w takich sprawach jak porwanie Olewnika? Nie lepiej, droga policjo?
W sprawie majora Waldemara Nowakowskiego tygodnik “Nasza Polska” dwukrotnie wysłał pytania do biura prasowego Komendy Głównej Policji. Do dnia zamknięcia numeru nie otrzymaliśmy w tej sprawie odpowiedzi.
Robert Wit Wyrostkiewicz

Z majorem Waldemarem Nowakowskim, powstańcem warszawskim, kolekcjonerem, rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz
- Jak Pan ocenia ostatnie postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie, który zadecydował o przepadku Pana kolekcji na rzecz skarbu państwa?
- Uważam, że stwierdzenie, że odstępuje się od ukarania mnie ze względu na niską szkodliwość czynu, to skandal. Jaką szkodliwością się wykazałem? Tym, że ocaliłem od zapomnienia 200 sztuk, ich zdaniem, broni i że nie trafiła ona do przestępców, zanim została przeze mnie pozbawiona cech używalności? Postanowienie oceniam jako fatalne, ponieważ zabrano mi nie tylko to, co kiedyś było bronią, ale wiele innych rzeczy, których nie wolno im było dotykać, np. drewniane kabury, bagnety itd. Nie wiem do dzisiaj, dlaczego oddano mi niektóre przedmioty, a nie oddano innych.
- Podda się Pan teraz po decyzji sądu?
- Nie. Będę starał się o kasację w Sądzie Najwyższym. Liczę na rzecznika praw obywatelskich, dzięki działaniom którego moja sprawa może trafić pod obrady Sądu Najwyższego. A jeśli i tam sprawiedliwości nie stanie się zadość, myślę o odwołaniu się do Trybunału w Strasburgu. Jednak mam tu wiele wątpliwości, bowiem jestem patriotą i uważam, że wyciąganie polskich spraw poza granice jest czymś okropnym. Nie wiem, czy na to się zdecyduję. To przecież nasze polskie sprawy, a nie wiem, czy nie byłoby to działanie przeciw polskim sądom. Przecież czy nam się to podoba, czy nie, to są nadal polskie sądy, chociaż zachowują się czasami skandalicznie.

http://www.bibula.com/?p=34179


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 10 sie 2011, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Straszny kraj. Zapach krwi

To jest straszny kraj. Przybywa przemocy, hipokryzji i arogancji, patriotyzmu jak na lekarstwo. Mieliśmy chlubne karty, narodowe, religijne, społeczne; w ciągu dwudziestu lat rozmieniliśmy wszystko na drobne. Żeby choć za miskę soczewicy... Za błyskotki i dolce vita, które dla znacznej części społeczeństwa okazało się mirażem.
Uczono mnie w domu i w szkole, łącznie z PRL-owską podstawówką, że o ojczyźnie nie mówi się źle. Przyjąłem to jako część własnej tożsamości. Później ważne dla mnie osoby, głęboko wierzące, uczyły mnie, że nie mówi się źle o Kościele. Z tym bywało gorzej, ale – generalnie – wyszedłem na prostą.

Co do całej reszty, od liberalizmu do znacznie mi bliższego niepodległościowego socjalizmu, nie opuszczał mnie nigdy zdrowy duch sceptycyzmu, sarkazmu, czy ironii. O pesymizmie nie wspominając.
Jednak, cóż: są takie chwile w życiu żółwia...

Los Andrzeja Leppera, krwawa krucjata Ryszarda C., człowieka, który okazał się zbyt podatny na „fakty medialne” (napisałem to nader eufemistycznie), tragedia smoleńska: ilu jeszcze sygnałów będzie nam trzeba, żeby zrozumieć, że z Polską jest bardzo źle? Z naszymi elitami, klasą społeczną, mediami, życiem społecznym i obywatelskim?
Przecież my się kąpiemy we krwi. Od dziesiątego kwietnia 2010, od Smoleńska, sygnały, że coś tu się totalnie nie udało, że konstrukcja ustrojowa nazywana III RP jest niewydolna i porażająco brzemienna skutkami są wyraźne, dojmujące i nie pozostawiają złudzeń: jesteśmy albo sezonowym państwem, albo czekają nas głębokie przemiany, i to nie na pokojowej drodze.
Czy Polska jest na drodze do rewolucji? To nie jest przesądzone. Możemy nadal kisić się w marazmie, póki starczy złudzeń i pożyczonych pieniędzy. A jeśli rewolucja? Nie wiem, jak ona przebiegnie. Nie wiem, jakie imię zostanie jej dane. A może skończy się na byle-trwaniu? Jednak kryzys ustrojowy, kryzys życia publicznego i politycznego nie pozostawia złudzeń: rozlanej krwi nie da się zmyć medialnymi zaklęciami. Pisała o tym Agnieszka Romaszewska: to nie są żarty, to się dzieje naprawdę.

To nie są tylko nasze notki, newsy, paski na ekranie telewizji. To są ludzkie szczątki, trupy w kostnicach, odór śmierci, tuż tuż, obok. Brzemię i ciężar, któremu nikt nie podołał. Później jest gra polityczna. Wcześniej też. Ale jako kontrapunkt - śmierć.
Jeśli dodać do tego kryzys globalny, kryzys struktur europejskich, ekonomiczną niewydolność systemu: nowe rozdanie kart zapowiada się jak na dłoni. I nic tu nie pomogą najsprawniejsi nawet spece od marketingu. Cała Polska trzeszczy.
Gdy pojawia się kryzys, żaden z jego motywów nie jest identyczny z pozostałymi, które dotknęły inne społeczności, kraje. Stąd łatwo go zlekceważyć. Bo przecież Polska to nie Norwegia, Olaf Palme to nie Andrzej Lepper, Smoleńsk to zupełnie co innego, niż zabójstwo Aldo Moro.

Zresztą, my i tak jesteśmy cierpliwi. Namiot na Krakowskim Przedmieściu to nie zamieszki na południu Europy, nie gniew Grecji, nie płonący Londyn. Rzecz rościąga się w czasie i przestrzeni: sprawy, które nie redukują się do siebie, ale poświadczają, że coś się nie udało.
Ale czemu wszędzie czuć gniew, złość i zapach krwi?
Straszny kraj. Jednak, mój kraj.

http://consolamentum.salon24.pl/331944, ... apach-krwi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 08 gru 2011, 20:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Układy bajońskie drugie

Nim zreferujemy przesłanki mojego podejrzenia, że obecny Rząd Rzeczypospolitej znów czyni „znakomite interesy międzynarodowe” kosztem swoich obywateli szafując przystąpieniem do francusko-pruskie.. niemieckiego planu ratowania strefy euro, opiszmy dokładnie na czym polegało pierwsze ratowanie przez Polaków finansów europejskich. Plan tego ratowania ostał się w naszej historii pod nazwą „Sum Bajońskich”. A działo się to…

Ano wtedy, kiedy Europa znów jednoczyła się. Tym razem siłą sprawczą jedności europejskiej nie było Święte Cesarstwo Narodu Niemieckiego, ale oświecona Rewolucja Francuska i jej przedłużenie w postaci wojen Napoleońskich. Napoleon łączył. Ujednolicał prawa. Likwidował prądy wsteczne. Popierał myśli oświecone i nowatorskie. Wprowadzał swoją rodzinę na trony europejskie, aby na tym szczeblu łatwiej było konsultować decyzję – wyobrażacie sobie taką Komisję Europejską, w której wszyscy są członkami tej samej rodziny, są dla siebie braćmi, siostrami, kuzynami, wujami, dziadkami i wnukami – o ileż prościej w takiej Komisji szłaby praca. I właśnie do tego dążył Napoleon Bonaparte.

Tak się jakoś wtedy pechowo złożyło, że główny inicjator naszych zaborów – Królestwo Pruskie, odezwał się w nich w roku 1806 duch Fryderyka Wielkiego i przystąpili do którejś z rzędu koalicji antynapoleońskich. To nie jest prawda, że Niemcy są niepokonane. Dwa krótkie słowa, dla Niemców jeszcze krótsze strzały: Jena, Auerstadt. Choć oczywiście Prusacy mogą się tłumaczyć tym, że jak w czasie wojen Fryderycjańskich proporcje narodowościowe w ich armii wynosiły – 80% Niemcy, 20% porwani z ziem Polskich, to w czasie wojen napoleońskich te proporcje uległy zmianie – 50% Niemcy, 50% Polscy poddani Króla Pruskiego, przypadli mu w wyniku rozbiorów. Napoleon przypomina sobie o Polakach, którzy wcześniej bili się tak dzielnie we Włoszech, formalnie za Polskę, faktycznie za Francję, a potem ich droga do Krużewników, Warszawy czy Jędrzejowa wiodła przez Santo Domingo i postanowił dla nich stworzyć państwo – Księstwo Warszawskie, bo co prawda Napoleon bardzo kochał Polaków, ale jeszcze bardziej kochał cara Aleksandra i nie chciał zbytnio drażnić go nazwą Polska.

Terytorium Księstwa Warszawskiego składało się z ziem II i III zaboru Pruskiego. Prusacy gdy tylko zajmowali ziemie polskie, bardzo szybko przystępowali do integrowania ich z resztą Prus. A więc wprowadzenie pruskiego prawa, wcielanie do pruskiego wojska. Gdy po III rozbiorze do Prus włączone zostały ziemie z ludnością prawosławną – okręg Białostocki, to Prusacy w 1797 roku już mieli powołane prawosławne biskupstwo w Supraślu, co by ich prawosławni poddani nie słuchali instrukcji zagranicy, nawet jeśli to była zaprzyjaźniona rosyjska zagranica. Wszystko to godne podziwu i szacunku.

Oczywiście przystąpiono także na ziemiach polskich do tzw ucisku fiskalnego miejscowej ludności. Rzecz jasna wychowani w bezpodatkowej Rzeczypospolitej mieszkańcy za ucisk uważali już jakikolwiek podatek, ale trzeba stwierdzić, że jednak podatkowo to Prusacy nie byli narodem liberalnym. Lud pieniędzy na podatki nie miał, ale nie darmo Prusak sprytnym i obrotnym był człowiekiem. Nie macie – żaden problem, powpisujemy wam sumy podatkowe w hipotekę – to uczciwie mówił mieszkańcom ziem II i III zaboru, a w skrytości ducha dodawał ( a przy okazji pozbędziemy się polskiego majątku, jak już kiedyś te hipoteki przejmiemy).

Ponieważ to były jeszcze czasy kiedy uważano, że władca jest właścicielem państwa, to jest ludności, terytorium i wszystkich praw z nim związanych, to kiedy Prusy zostały pobite przez Napoleona, i Król Pruski oddawał Napoleonowi ziemie, to oddawał także Napoleonowi hipoteki z tych terenów. Ewentualnie wersja druga: na prusaków została nałożona kontrybucja, i nie chcąc płacić jej żywą gotówką, do francuzów posłali list „… a te 40 mln franków, co je mamy spłacić w kontrybucji, to tutaj dajemy wam kwity, że te 40 mln jest w postaci hipoteki na nieruchomościach w obecnym już Księstwie Warszawskiem. To super pewne pieniądze, a poza tym leżą nieruchomości u was, to łatwiej je wam będzie ściągnąć. Pozdrawiamy serdecznie, życząc przyjemnych wrażeń w Hiszpanii. Podpisano: Karl von Stein.” Widać, że facet stworzył nie tylko podwaliny pod nowoczesny samorząd ale też udanie kombinował z instrumentami pochodnymi finansowymi.

Napoleon to też był łebski gość. Jak tworzył księstwo Warszawskie, to rzecz jasna z terytorium, które zdobył na Prusakach, ale nie był już uprzejmy dodać do tego terytorium praw (hipotek!) z nim związanych. Co prawda Polacy mili ludzie, ale bardzo rozrzutni. Więc żywej gotówki do łap im nie dawać. Ale że kryzys związany z wydatkami wojennymi we Francji zataczał coraz szersze koła – tu Hiszpania, tu ślub z habsburżanką, tu flota do podboju Anglii, to trzeba było skądś brać miłą, żywą gotówkę. Anglia nie da. Austria nie da. Rosja nie da. Szwecja, mimo że ostał się tam marszałek Bernadotte, to coś te Szwedki musiały z nim zrobić, bo też nie chciała dać. Koncern mocarstw wyczerpany. Trzeba przejść do drugiej ligi państw.

„Znasz li ten kraj, gdzie szczytem politycznych marzeń
Dotknąć cesarskiej dłoni w chwilę po naradzie
Gdzie Himalajami jest już dyplomacji i męża stanu
Moment być przy cesarskim śniadaniu”

Mości Cesarzu Polacy! Zaprośmy ich do Bajonny. Zagraniczny kurort. Zrobi na nich wrażenie. Oczarujemy ich winem, śpiewem i dziewojami. Przehandlujemy z nimi te wierzytelności co mamy od Prusaków w zamian weźmiemy zaś żywy pieniądz. Myślę, że parę komplementów załatwi wszystko. Wspólny portret – czy oświadczenie, że jego Cesarska mość rozumie potrzeby Polaków i uważa ich za ważnego sojusznika wraz z Królem Saskim i Carem Rosyjskim.

Tu też wychodzi cała nasza zgubność narodowej zgody. Niech ktoś wreszcie przeklnie to pojęcie! Rezydent francuski w Warszawie zaprasza do Bajonny i mówi żeby brać żywą gotówkę, bo Cesarz ma niespodziankę… nie może powiedzieć jaką, ale to bardzo duża niespodzianka i na pewno zmieni stosunki. Rada Stanu nieśmiało deklaruje, że nie ma tylu pieniędzy, co oczywiście spotyka się z natychmiastową repliką rezydenta. Mości panowie, przecież nie ma potrzeby budować tylu szkół, jakiś dróg, wydatki wojskowe w związku z tajnymi planami Cesarza powinny być rzecz jasna utrzymane, ale z tych pierwszych zrobią panowie cięcia i zapraszam do Bajonny. Rozsądna Rada Stanu rzecz jasna starałaby się zrobić wszystko aby żywej gotówki z Polski nie wywieść. Mówiłaby rezydentowi, że są problemy z zebraniem sumy, że opozycja strasznie się dopytuje co to za niespodziankę ma Napoleon i nie chce abyśmy z pieniędzmi jechali w ciemno.. a my nie możemy tak jak we Francji zamknąć opozycji, że lud biedny u nas i nie ma. Nic z tych rzeczy. Nasza Rada skoro sam Napoleon ma dla nas niespodziankę sumiennie zbiera 20 milionów franków i nawet nie wypisuje żadnego weksla, że ta suma jest w Warszawie i czeka na Napoleona. Nic z tych rzeczy. My z Napoleonem! Napoleon z nami! Kasa na wóz. Wóz do Bajonny.

Rozmowy toczyły się bardzo mile i przyjemnie. Delegacja Księstwa Warszawskiego zgodziła się na przejęcie przez Rząd Księstwa wierzytelności dawnych Pruskich na kwotę 40 milionów franków, zabezpieczonych hipotekami na nieruchomościach w księstwie. W zamian oddała 20 milionów żywych franków (chodzi o gotówkę, a nie o Franków Vercyingotoryxa) oraz żeby Francuzom jakoś zrekompensować te 20 milionów które nam niejako darowali, to dorzuciliśmy jeszcze 8 tysięcy żywych Polaków jako wojsko do tłumienia rebelii w Hiszpanii. Francuzi byli kontent. Polacy również. Po prostu świetny interes.

Oni nam dali 40 mln – my im daliśmy tylko 20 mln. Na poziomie zwykłej matematyki – oczywiście, że interes genialny. Jakby w tamtych czasach był TVN i jak tłumaczyłby widzom na czym polega układ w Bajonnie to pokazałby dwa słupki: jeden malutki – 20 mln, które Polska dała i drugi dwa razy większy – tyle ile Polska otrzymała. Metoda skuteczna na naszych dalekich małpich przodków – wolisz dużego czy mniejszego banana, ale i homo sapiens w kosmos latające się na to łapie. Według jednak moich skromnych wyliczeń, to na tym interesie straciliśmy 60 mln franków. Ano bo raz nasi obywatele stracili na rzecz Królestwa Prus 40 mln franków, na które Prusacy założyli hipoteki. Potem zaś od tych samych obywateli pobraliśmy 20 mln franków, żeby wykupić od Francuzów zobowiązanie. Przy czym możemy dojść za chwilę do wniosku, że łącznie straciliśmy 100 mln franków, bo za chwilę władze księstwa Warszawskiego będą występowały z roszczeniem wobec swoich obywateli na 40 mln. Inżyniera finansowa wieku XIX działała tak samo jak dzisiejsza. W obrocie mogło być tylko 20 mln franków, a ekonomiści byli w stanie wyliczyć, że tak naprawdę to jest ich 100 mln. Nie dziwne, że potem wielu wybitnych ekonomistów było w pierwszym szeregu wojsk napoleońskich. Śmierć jest jedną z przesłanek zwalniających od płacenia długów. Zakończę cytatem z Lechonia: „Tyś święta siostro Francjo, a my zwykłe świnie”.

Po tym długim wstępie historycznym. Czy nie mają państwo wrażenia deja vu? Że oto znów pchamy się w ratowanie Europy, gospodarki, ekonomii, ludzkości i cywilizacji. Kuszeni piękonopustosłowiem, szlachetnym tytułem – pioniera europeizacji, najbardziej proeuropejskiego narodu w Europie. Noż, przecież wtedy też byliśmy najwierniejszym sojusznikiem Napoleona, najbardziej ponapoleońskim społeczeństwem .. i co, i nic. Czy my chociaż raz nie możemy być po prostu narodem pro polskim?

Nie jesteśmy w strefie Euro, bo przekraczamy wszystkie wymogi, za które nominalnie w strefie euro ponosi się kary. I teraz rząd francuski i niemiecki proponuje nam, że co prawda jeszcze do strefy euro nie możemy wejść i o niej decydować, ale możemy wejść do tej strefy gdzie będziemy już karani za to, że przekraczamy wymogi, i wtedy nasz budżet będzie tworzony poza Warszawą. Przepraszam mi inteligencja w takim momencie wysiada. No po prostu wysiada.

To gdzie i o której zbiórka na spuszczenie łomotu francuzom i prusakom? Za Bajonnę!

http://grudqowy.salon24.pl/370983,uklad ... kie-drugie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 30 gru 2011, 20:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Wolność jako knebel

Zaciskanie pętli wokół polskiej niepodległości i konsekwentne ograniczanie swobód obywatelskich w państwie, którego priorytetem jest pojednanie z Rosją i bezmyślna uległość wobec decyzji Unii Europejskiej, możliwe jest tylko dzięki perfidnej iluzji, stwarzającej mieszkańcom nadwiślańskiej krainy poczucie pełnej wolności i przynależności do cywilizacji zachodu.

Na tym pewnie polegał szatański plan transformacji wokół okrągłego stołu. Jedna z moich bliskich znajomych powiedziała wówczas: "niech oni sobie zatrzymają te swoje pałace, a my będziemy mieli wolność". Konsekwencje tej fatalnej oceny sytuacji i beztroskiej akceptacji "upadku komunizmu" ponosimy do dzisiaj.

Rzeczywiście otrzymaliśmy blichtr niepodległości i wszystkie atrybuty wolności, które były niedostępne w czasach prl-u: porządne paszporty, pełne półki sklepowe, przyzwoite dochody na tyle realne, by można planować wyprawy w najdalsze zakątki Ziemi, wolność słowa, zniesienie urzędu cenzury i pozory prawdziwej demokracji, która tak niefrasobliwie wymknęła się spod kontroli, że dwukrotnie doszło do sformułowania niezależnego rządu - Jana Olszewskiego i braci Kaczyńskich.

Z garnituru przestrzeni publicznej wypruto spłowiałą, czerwoną podszewkę absurdów "ludowej demokracji". Życie stało się bardziej godne i cywilizowane. Przeciętnym obywatelom stworzono możliwości legalnej pracy i osiedlania się za granicą, dla elit otwarły się rynki artystycznej i kulturalnej wymiany. Akces do NATO i przyłączenie do Unii Europejskiej kompletnie uśpiło instynkt samozachowawczy Polaków. Przyjmują do wiadomości jedynie to, co podsuną im wyrafinowane narzędzia propagandy, posługujące się umiejętnie zakłamanymi językami sfory dyspozycyjnych dziennikarzy.

Ważna się stała jedynie teraźniejszość - tak barwna i kusząca diabelskimi sztuczkami "radości życia" i pokusą realizacji konsumpcyjnych potrzeb. W świecie i kulturze relatywizacji wszystkich pojęć i wartości, definicja wolności i niepodległości stała się mętną przypowieścią najwyższych urzędników państwa o partnerstwie, odpowiedzialności i rozsądku. Niewiele w tym prawdy, która stała się zaledwie jednym z wariantów wielowarstwowej rzeczywistości. Legendarne, socjalistyczne "w zasadzie tak", zastąpiono jowialnym wezwaniem "róbta co chceta"!

Czy z tego kotła jadu i fałszu, znieczulone społeczeństwo upomni się jeszcze o godność, honor i ojczyznę, czy da świadectwo i otrząśnie się z letargu pozornej stabilizacji? Konieczne będzie przebudzenie, odrzucenie iluzji, podniesienie głowy i nabranie pełnego oddechu. I będzie musiała zrobić to większość: ledwo wiążący koniec z końcem, nie mający czasu, by interesować się czymkolwiek, ścigający się "na trzeciego" w wyścigu do dobrobytu, robiący pieniądze, kariery i używający życia, zataczający się po europejskich salonach.

Śmigający na nartach na alpejskich stokach, wylegujący się na egipskich plażach, wpatrujący się w ekrany "wyborczych" wiadomości, będą musieli dostrzec Polskę, jej zapomniane pola bitewne i niezagojone rany. Będą musieli wsłuchać się w głos historii i wysłuchać niewygodnej prawdy. Zabrać głos. Wtedy będziemy mogli poznać - prawdziwą wolność.

http://nessundorma.salon24.pl/376838,wo ... ako-knebel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 31 mar 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Oni już wygrali!

Nie spodziewałem się, że poprze nas tak wielu młodych ludzi. I co najważniejsze - oni myślą i czują tak samo jak my, pokolenie "Solidarności" - mówi Bogusław Dąbrowa-Kostka, reżyser filmów dokumentalnych, fotografik, jeden z głodujących w podziemiach kościoła pw. św. Stanisława Kostki w Krakowie-Dębnikach w proteście przeciwko ograniczaniu nauczania historii, języka polskiego, religii. Głodówka pięciu byłych opozycjonistów w Krakowie trwała dwanaście dni, w piątek, 30 marca, została zawieszona. Sztandar walki o polską szkołę przejęła teraz Warszawa. - Sądziłem, że na nas, którzy przeżyliśmy wydarzenia lat 80. XX wieku i uczestniczyliśmy w nich, kończy się pewna wrażliwość na polskie sprawy. Myliłem się, dzisiejsza młodzież jest taka sama jak my - i to jest źródłem nadziei i optymizmu na przyszłość, którą wynoszę z tej głodówki - dodaje Dąbrowa-Kostka.


Służyć dobrze Ojczyźnie
Gościny udzielili im salezjanie. Zgromadzenie, które dało Polsce Prymasa ks. kard. Augusta Hlonda. To on mówił, że jeżeli zwycięstwo przyjdzie, to przez Maryję. Słowa te powtarza przybyły ze wsparciem dla głodujących Jan Budziaszek. Wzywa, aby śladem Austriaków i Węgrów chwycić za różańce.
Sługa Boży August Hlond uważał, że "Polska nie będzie nas potrzebowała jako liczby. Będzie natomiast potrzebowała naszych wartości, a głównie naszych zdrowych sił moralnych". To w tym duchu salezjanie wychowali kilka pokoleń Polaków, by wspomnieć chociażby "Poznańską Piątkę"... Dlatego ks. Tomasz Kijowski, rzecznik prasowy salezjańskiej Inspektorii Krakowskiej, podkreśla, że tak bliskie jego zgromadzeniu są postulaty protestujących. - Trzeba powstrzymać dehumanizację oświaty, nie możemy jej redukować do "produkcji" wąsko wykwalifikowanych specjalistów, co często przybiera formy tresowania korporacyjnych pracowników. Liceum musi zachować swój ogólnokształcący charakter - zwraca uwagę ks. Kijowski.
Kościół św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach jest miejscem szczególnym także ze względu na jego historię związaną z mieszkającym ongiś nieopodal młodym Karolem Wojtyłą. To tutaj klękał przez sześć lat przed obrazem Matki Bożej Wspomożycielki, tutaj też spotkał skromnego krawca Jana Tyranowskiego i - jak sam napisał po latach - "to w jego klimacie" wyrosło kapłańskie powołanie przyszłego Papieża Polaka.
Sala w podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki, kilka materaców, parę krzeseł, rozrzucone dokumenty i listy poparcia na stołach, grupki rozdyskutowanych gości wśród głodujących, na ścianach komunikaty, flagi, napisy, kwiaty. Rzeczywiście, gdyby nie laptopy, modemy, drukarki, komórki sceneria niczym nie różniłaby się od tej z pierwszych lokali przydzielonych "Solidarności" na początku jesieni 1980 roku.

"Solidarni, nasz jest ten dzień"
Protestujący byli pod stałą opieką lekarzy, często przychodziła dr Zuzanna Kurtyka, w dziesiątym dniu pojawiła się dr Maria Filipecka-Smarzyńska. Nie kryła zdziwienia: tłum gości, wszyscy głodujący na nogach. - Panowie, nie ma żartów, kładziecie się i odpoczywacie, reszta wychodzi do drugiej sali! Proszę o wyniki badań - mówi stanowczo, ale z miłym uśmiechem. Wszyscy zapewniają, że dobrze się czują, rozpoczyna więc od zmierzenia ciśnienia... Jeszcze zalecenie: - Pijecie co najmniej trzy litry wody dziennie, nie mniej! A na koniec zostawia numer telefonu: - Jakby się coś działo, proszę natychmiast dzwonić, o każdej porze dnia i nocy, zaraz przyjadę.
Jeszcze pani doktor nie zdążyła wsiąść do taksówki, a w korytarzu zrobiło się ciemno. To dr Mirosław Boruta przyprowadził po wykładzie w Klubie "Gazety Polskiej" kilkadziesiąt osób. Śpiewają "Solidarni, nasz jest ten dzień...", w rękach kwiaty dla głodujących. Chwilę później siedzą na sali konferencyjnej, gdzie o tym, co wydarzyło się w ostatnich godzinach, o ostatnich wyrazach poparcia mówi Grzegorz Surdy, jeden z piątki, która zainicjowała strajk.
- Po 1989 roku Grzesiek trochę się pogubił, był w KLD, dwa lata w TVN, tą głodówką i wcześniejszym wyjazdem do Smoleńska z tablicą upamiętniającą ofiary z 10 kwietnia 2010 roku odkupił jednak swoje winy. Wrócił do korzeni - śmieją się koledzy. Działacz NZS i "Solidarności", dwukrotnie skazany w latach 80., spędził dwa lata za kratami, wielokrotnie karany grzywnami, współzałożyciel Ruchu Wolność i Pokój - wtedy uczestniczył w pierwszej głodówce. W 1988 roku rzecznik prasowy komitetu strajkowego ówczesnej Huty im. Lenina. W lutym 1989 roku był jedną z osób, które "aresztowały" w Krakowie ministra oświaty i szkolnictwa wyższego Jacka Fisiaka i wymieniły go na zatrzymanych przez milicję kolegów. Inicjator okupacji budynków SZMP i PZPR w Krakowie... Długo można by wymieniać.
Grzegorz Surdy do Smoleńska pojechał z Adamem Kalitą, współzałożycielem NZS UJ w Krakowie, który po 13 grudnia 1981 roku organizował struktury podziemne zrzeszenia. Pół roku spędził w areszcie, czekając na proces. Wyszedł dzięki papieskiej pielgrzymce w 1983 roku. Animator niezależnego życia kulturalnego. Zawsze skuteczny, człowiek o niespożytej energii, w głowie liczne pomysły, które realizuje do końca. To dzięki jego determinacji - włącznie ze strajkiem okupacyjnym - kilkaset dzieci zawdzięcza nadal istnienie Szkoły Świętej Rodziny z Nazaretu w Krakowie.
Leszek Jaranowski zawsze z czynnym sprzętem drukarskim. Jest atrakcją wszelkich rocznicowych uroczystości, gdy młodzież może powąchać farbę drukarską, powielić ulotkę. W podziemiu drukarz kilkunastu tytułów w Małopolsce, wielokrotnie zatrzymywany, "zaliczył" obóz wojskowy dla niepokornych solidarnościowców w Czerwonym Borze. Podczas jednej z lekcji historii uczeń zapytał go: "Ile pan tego wydrukował?". Odpowiedział, że dużo. Chłopak drążył: "Ale ile to jest dużo?". Wtedy Jaranowski zaczął liczyć i wyszło mu, że samego tylko "Hutnika" - gdyby ułożyć wszystkie egzemplarze w stertę - "pod zegar Pałacu Kultury w Warszawie".

Ważył już 38 kilogramów
Jest także Ryszard Majdzik, legenda krakowskiej opozycji, teraz stateczny samorządowiec, radny Skawiny, ale gdy trzeba, od razu wraca na barykadę. Ile razy głodował? - Będzie ze dwadzieścia - odpowiada. Nie tylko przeciwko komunie, jak w wojsku w 1979 roku o prawdę o Katyniu czy podczas internowania, kiedy skończył po ponad 50 dniach w szpitalu - ważył wtedy 38 kilogramów. W III RP skutecznie głodował w obronie swego zakładu pracy. Do historii przeszły z pewnością dwa momenty w jego życiu.
Gdy pod koniec sierpnia 1980 roku Majdzik przyszedł do pracy i założył biało-czerwoną opaskę, na tokarce powiesił kartkę: "Ja, Ryszard Majdzik, robotnik w piątym pokoleniu, solidaryzuję się z Wybrzeżem i jego postulatami i ogłaszam czterogodzinną przerwę w pracy". Tak w krakowskim Elbudzie rozpoczął najdłuższy w Małopolsce strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. W tym czasie jego ojciec Mieczysław głodował w nowohuckiej "Arce Pana". Po 13 grudnia bezpieka musiała wezwać posiłki, żeby ich zabrać, do suki wpakowano obu w samej bieliźnie. W Wiśniczu samochód zatrzymał się pod cmentarzem, wcześniej tyle razy słyszeli: "Takich Majdzików to tylko zabić". Kazano im wysiąść. "Synu, chyba śmierć przyszła, trzeba się przygotować. Jak będziesz umierał?" - zapytał ojciec. "Godnie, ale nie dam się od razu, będę uciekał" - odpowiedział Ryszard. Obaj uklękli i zaczęli się głośno modlić. Pilnujący ich milicjant się rozpłakał...
Najstarszy z głodujących, Marian Stach, szeregowy działacz "Solidarności" z Hutniczego Przedsiębiorstwa Remontowego w Nowej Hucie, blisko rok spędził w więziennej celi. Przez pewien czas przebywał w jednej celi z Grzegorzem Surdym. Odsiedział swoje i znów wrócił do "bibuły".
I jeszcze Bogusław Dąbrowa-Kostka, reżyser filmów dokumentalnych, fotografik. Dokumentował historię niepokornego Krakowa. Ostatnio ukazał się jego album "Generałowi dziękujemy. Stan wojenny 13 grudnia 1981". Głodując, nie rozstawał się z kamerą: udokumentował cały protest.
Później dołączył jeszcze emerytowany górnik, ratownik Kazimierz Korabiński, uczestnik podpisania porozumienia w Jastrzębiu-Zdroju w 1980 roku, działacz podziemnej "Solidarności" w Skawinie, drukarz, kolporter, uczestnik rotacyjnej głodówki zainicjowanej przez Annę Walentynowicz u ks. Adolfa Chojnackiego w Krakowie-Bieżanowie od lutego do sierpnia 1985 roku.
Ich niezłomnością, uporem, odwagą można by obdzielić wielu. Choć przerwali głodówkę, to już zwyciężyli. W proteście uczestniczyli również rotacyjnie studenci: Aleksandra Czapla, Tomasz Kalita, Paweł Kurtyka, Sebastian Kęcik, dołączył także Marcin Szymański.
Prędzej czy później władza będzie musiała ustąpić. Protest wyzwolił bowiem społeczną aktywność, a ta będzie narastać. I co najważniejsze, obudził również część środowiska akademickiego, którego większość była kojarzona z antylustracyjnym buntem przed kilku laty.

Pokoleniowy dług
Jako pierwsi wypowiadają się pojedynczy historycy. Później niepowodzeniem kończy się inicjatywa poparcia głodówki przez historyków Polskiej Akademii Umiejętności. Nie zyskuje ona akceptacji większości. Wkrótce prof. Tomasz Gąsowski zgłasza podobną propozycję w Instytucie Historii UJ i ta zostaje przyjęta jednogłośnie: "Zamiar ograniczenia edukacji historycznej w szkołach średnich od 1 września 2012 roku budził i budzi nadal nasz zdecydowany sprzeciw".
Wkrótce podobne deklaracje nadejdą z Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przygotowywane są kolejne. Włączają się szkoły: nauczyciele wraz z dyrekcją VIII LO im. S. Wyspiańskiego w Krakowie, później dołączają następne - wkrótce będzie ich ponad 50.
Akcję zaczynają studenci I roku historii UJ, wyrażając w swoim liście pełne poparcie dla głodujących. "My, pokolenie dorastające po roku 1989, mamy szczęście i możliwość życia w wolnej Polsce. Naszym obowiązkiem jest wyrażenie zdecydowanego sprzeciwu, gdy podejmowane są działania mające na celu ograniczenie nauczania przedmiotów nierozerwalnie połączonych z poczuciem tożsamości narodowej i godzące w nią. Człowiek bez świadomości historycznej i znajomości dziejów to człowiek pozbawiony części dziedzictwa przodków. Dziedzictwa, któremu na imię Polska" - piszą przyszli historycy. Pod listem w ciągu dwóch dni podpisało się ponad 180 osób, wciąż dołączają nowi. Kilkunastoosobowa delegacja zanosi nowe podpisy na Dębniki. - Nasza inicjatywa cieszy się pełnym poparciem dyrekcji Instytutu oraz wykładowców - mówi Agnieszka Chorabik, starosta I roku historii UJ, która ze swymi rówieśnikami rozpoczęła akcję. - Chcemy wypełnić pokoleniowy dług wdzięczności wobec tego pokolenia, dzięki któremu żyjemy w wolnej Polsce, a dzisiaj w tak dramatyczny sposób upomina się o przyszłe pokolenia. Czujemy się odpowiedzialni za przyszłe pokolenia, za to, co będzie za 20 lat - dodają studenci I roku historii UJ.

Łyk wolności
- Musiałam tu przyjechać, nie wiem, co zrobić, w jaki sposób mogłabym pomóc głodującym, wyrazić swą solidarność - mówi młoda kobieta. Takich ludzi jest więcej. Dlatego w niedzielę ustawiono przed kościołem namiot Solidarnych 2010. Wykłady rozpoczęli historycy z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, a po nich wystąpili: Ewa Stankiewicz, Stanisław Markowski i dr Zuzanna Kurtyka.
W poniedziałek ok. 300 osób zgromadziło się na spontanicznym koncercie z udziałem: Geralta Łukasika, Jana Kołakowskiego, Jerzego Bożyka, Sylwestra Domańskiego z zespołem Fabryka, Andrzeja Kołakowskiego, Adama Macedońskiego, Stanisława Markowskiego i Pawła Piekarczyka.
- Przychodzę tutaj po łyk wolności. Strajkujący utwierdzają mnie w przekonaniu, że wolność jest w nas. W tym proteście nie chodzi tylko o historię, język polski, religię, w tym proteście chodzi o naszą narodową tożsamość. Dlatego poprę każdą formę protestu w tej sprawie - mówi Stanisław Markowski.
Atmosfera wokół głodówki przypomina mu - oczywiście z zachowaniem proporcji - tę z okresu pierwszej "Solidarności". - Dostrzegam stopniowe budzenie się społeczeństwa. Musimy zastanowić się, jak odbudować struktury wolnego Narodu. Już się z tej drogi nie cofniemy. Obecna władza postawiła się poza społeczeństwem. Władza już jest trupem, że zacytuję słowa Jarosława Marka Rymkiewicza, ona popełniła cywilne samobójstwo - dodaje Markowski.

Polacy mają dosyć!
Ludzie, którzy przyszli wesprzeć głodujących, zaczynają ze sobą rozmawiać. Krystyna Czaplińska "Hala" jako 16-letnia łączniczka uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim. Chce pomóc w zbieraniu podpisów, nie może już znieść propagandy kreującej "europejskość". - Przecież to jakiś absurd. Gdzie żyliśmy wcześniej, choćby przed wojną, w Azji? - pyta. Marian Banaś to działacz przedsierpniowej opozycji niepodległościowej, jeden z uczestników słynnej akcji balonowej - w czerwcu 1979 roku, podczas papieskiej Mszy św. na Błoniach, nad głowami milionowego zgromadzenia wypuszczono balony unoszące wielkie sztandary z orłami w koronie. Dziś mówi: - Jestem tu, bo moi koledzy walczą o przyszłość Polski.
Marek Mleczko, muzyk z Akademii Muzycznej, i jego żona Katarzyna Kurowska-Mleczko jeszcze niedawno grali w zespole Capella Cracoviensis pod dyrekcją Stanisława Gałońskiego. - Codziennie, gdy siadam do posiłku albo idę spać, myślę o głodujących. To nie daje mi spokoju, a w ludziach tyle obojętności. Czytam w internecie niektóre komentarze, przerażające, nie tylko znieczulica, ale kpina, szyderstwo - podkreśla Marek Mleczko. Żona dodaje: - Tyle troski o zwierzęta, o wygodę kurczaków, a tutaj obojętnie przechodzi się wobec cierpienia ludzi, którzy walczą za nas. Zaproszenie przez minister oświaty głodujących na rozmowy do Warszawy jest skandalicznym wyrazem tej ignorancji i znieczulicy - dodaje Katarzyna Mleczko.
Podobne zdanie wyraża były wieloletni krakowski kurator oświaty Jerzy Lackowski. - Ministerstwo edukacji uznało, iż może zrobić z Polską i Polakami wszystko, realizując najbardziej szkodliwe pomysły i nie będąc zmuszonym wcale liczyć się ze zdaniem krytyków, których można po prostu ignorować. Polacy jednak zaczynają pokazywać rządzącym, że mają tego serdecznie dość - stwierdza.
Protest wspierał cały czas redaktor Witold Gadowski, przygotowując wywiady, informacje zamieszczane następnie w internecie, gdyż media mainstreamowe przemilczały głodówkę. Przemawiając przed kilkoma tygodniami na wielkim krakowskim marszu w obronie Telewizji Trwam, powiedział: - Właśnie rozpoczęliśmy marsz po wolne media. Teraz z krakowskich Dębnik wyruszył kolejny - o naprawę polskiej szkoły.

Dr Jarosław Szarek
historyk, publicysta

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 05 kwi 2012, 10:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Nazwiska kolejarzy, lekarzy i starosty lubaczowskiego znalazły się na liście opublikowanej przez przemyską Grupę Ujawnić Prawdę. Mimo prób zastraszania członków GUP, Solidarność „Ziemi Przemyskiej” będzie kontynuować proces oddolnej lustracji.

Tamci wciąż bezkarni

Rzeszów, Lublin, Przemyśl, Stalowa Wola – kolejne Grupy Ujawnić Prawdę, powstające przy regionalnych strukturach NSZZ „S” tzw. ściany wschodniej, potwierdzają nawet po wielu dekadach trafność osądu marszałka Piłsudskiego, który przyrównał kiedyś Polskę do obwarzanka... Oddolna lustracja ruszyła też w Krakowie, Nowej Hucie, Gdańsku, Słupsku i na Górnym Śląsku, a echa tej solidarnościowej inicjatywy sięgnęły nawet antypodów. Myślę tu o Australijskiej Grupie Lustracyjnej czy inicjatywie „Polonia bez Agentów”.

Na początek dziewięciu
Działanie na rzecz ujawnienia danych funkcjonariuszy MO i SB oraz ich tajnych współpracowników w regionie „Ziemia Przemyska” zaczęło się od uchwały Walnego Zjazdu Delegatów, która zobowiązała nowo wybrany Zarząd Regionu NSZZ „S”, do powołania Grupy Ujawnić Prawdę. Warto dodać, że uchwałę podjęto 3 czerwca br., a już w niespełna trzy tygodnie władze regionu powołały sześcioosobową grupę i przekazały jej materiały otrzymane od osób pokrzywdzonych przez SB.

Przewodniczącym przemyskiej GUP, w której skład wchodzą Edward Nieradka ze Starego Dzikowa, Edward Pieczonka z Przeworska, Adam Kantor z Dębicy i Henryk Zub z Jarosławia, został Tadeusz Sudoł z Oleszyc. Natomiast funkcję sekretarza, na którym spoczywa zwykle najwięcej obowiązków, powierzono Marii Podolec z Jarosławia. Przewodniczący ZR „S” Andrzej Buczek nie ma wątpliwości, że uporządkowanie materiałów i przygotowanie list do publikacji, to w dużej mierze zasługa pani sekretarz, osoby pokrzywdzonej w rozumieniu ustawy o IPN, kiedyś pracownicy Jarlanu, a dziś przewodniczącej Sekcji Regionalnej Emerytów i Rencistów NSZZ Solidarność, przy Regionie „Ziemia Przemyska”.

Grupa zabrała się do pracy w początkach lipca. Jedną z pierwszych osób, która przekazała otrzymane z IPN dokumenty na swój temat, był europoseł Andrzej Zapałowski, dziś LPR, dawniej KPN. Ale niewielu poszło za jego przykładem. Do chwili ujawnienia pierwszej porcji nazwisk esbeków oraz ich agentów GUP miała materiały od zaledwie 9 pokrzywdzonych.

Ukręcimy ci łeb!
– Ludzie chcieli się przekonać, co będzie. Ich wyczekiwanie można zrozumieć: to niewielkie środowisko, w dodatku poczucie zagrożenia mogły zwiększyć próby zastraszania członków naszej grupy – mówi „Tygodnikowi Solidarność” Maria Podolec.

Panią sekretarz i przewodniczącego GUP usiłowano zniechęcić do wykonania uchwały ZR. Były telefony głuche i z pogróżkami. Wprawdzie Maria Podolec jest dzielną kobietą – będąc od wielu lat wdową, samodzielnie wychowywała dziecko i działała w podziemnych strukturach jarosławskiej „S” – ale groźby w rodzaju „Jak ci mało, to ci ukręcimy łeb”, kierowane do osoby podejmującej legalne działania w lipcu 2006, powinny chyba postawić lokalne organa ścigania na równe nogi!

Zastraszanie członków przemyskiej GUP dowodzi, jak bardzo mylą się ci, którzy w agenturze dawnej policji politycznej chcą widzieć jedynie głęboko nieszczęśliwe ofiary systemu. Natomiast o skali oporu społecznego w tamtym regionie najlepiej chyba świadczy wielkość sił resortowych użytych przeciwko środowiskom opozycyjnym.

Starosta zaprzecza
Z dotychczas zebranych materiałów – zestawiono listę aż 70 funkcjonariuszy MSW i 21 tajnych współpracowników. Np. za Marią Podolec chodziło 27 esbeków, a donosiło na nią 17 konfidentów. Pani sekretarz nie otrzymała jeszcze odtajnionej listy swych prześladowców. Rzeszowski IPN odwleka podobno decyzję, dorzuca po dwie-trzy osoby do listy, ale Maria Podolec uparła się, że odbierze swoje dossier, dopiero po otrzymaniu noty z odtajnionymi nazwiskami wszystkich agentów.

Na opublikowanej liście pracowników resortu bezpieczeństwa może zastanawiać dość liczna grupa nazwisk funkcjonariuszy z Opola, bo już pojedyncze nazwiska z Warszawy, Katowic czy Rzeszowa – niespecjalnie. Wśród odtajnionej dotąd agentury, oprócz sołtysa i pracowników GS ze Starego Dzikowa, są głównie pracownicy PKP z Przeworska, pracownicy służby zdrowia z Radymna i Jarosławia, w tym lekarze. Największe emocje wzbudziło jednak nazwisko byłego posła PSL Józefa Michalika, wówczas kierownika PGR w Starym Dzikowie, obecnie starosty lubaczowskiego.

Starosta Michalik neguje fakt swej współpracy ze służbami, powołując się na nieprawomocny wyrok Sądu Lustracyjnego z 2005 roku. Wprawdzie przed dwoma laty Michalik wystąpił do IPN o przyznanie mu statusu osoby pokrzywdzonej, ale do dziś, jak twierdzi, nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Symboliczne zadośćuczynienie
– To nie odwet, tylko chęć pokazania ludziom prawdy o czasach, w których jedni walczyli z reżymem PRL, a inni go współtworzyli lub wspierali jego aparat represji – podkreśla przewodniczący przemyskiej „S”. Andrzej Buczek ma nadzieję, że teraz, po opublikowaniu pierwszej listy z nazwiskami dawnych prześladowców, ludzie łatwiej zbiorą się na odwagę, żeby skorzystać z przysługujących im uprawnień.

– Ćwierć wieku mija od wprowadzenia stanu wojennego i nikt z tamtych nie zdobył się choćby na drobny gest przeprosin. A przecież często swoją pozycję, awanse zawdzięczają temu właśnie, że nas gnębili. Nasza lista to takie symboliczne zadośćuczynienie – mówi Maria Podolec, zapowiadając dalsze prace GUP.

Przemyska lista ma być wkrótce dostępna w sieci pod adresem www.prawylas.glt.pl

„Tygodnik Solidarność” nr 41, z 13 października 2006

http://waldemar-zyszkiewicz.pl/index.ph ... &Itemid=44


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 25 cze 2012, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Kiedy POdpalą „POlski Reichstag”?

Wbrew wcześniejszym solennym zapewnieniom, Donald Tusk nie tylko, jak ostatnio wyznał, chce nadal pozostać szefem PO, ale zamierza przyspieszyć wewnątrzpartyjne wybory by przypieczętować swoje przywództwo. Wygląda też na to, że będzie robił wszystko, aby dotrwać do wyborów i ponownie zostać premierem.

Smoleńska prawda nadchodząca jak powódź i przelewająca się przez cieknące propagandowe wały na Czerskiej i Wiertniczej dociera również do europejskich mężyków stanu, więc nikt nie zaryzykuje już kompromitacji by publicznie i oficjalnie żyrować unijną karierę „człowiekowi Kremla w Warszawie”, jak to po wyborach 2007 roku nazwały Tuska rosyjskie media, zwłaszcza kiedy trup nad Wisłą ściele się gęsto z powodu epidemii „samobójstw”.

W wypadku Tuska zadziałało znowu nieśmiertelne zawołanie Lecha Wałęsy „Nie chcem, ale muszem”.

Jeszcze na brukselskich salonach pan Tusk jest klepany przyjacielsko po plecach, ale kariera i immunitety oddaliły się, bezpowrotnie znikając z horyzontu.

Tusk musi pozostać na czele swojej partii i rządu by, na ile to jeszcze możliwe, kontrolować poczynania służb i sprzyjających mu mediów w blokowaniu prawdy o mordzie na polskich elitach dokonanym 10 kwietnia 2010 roku i gigantycznych przekrętach związanych z inwestycjami na Euro 2012.

Oczywiście utrzymanie kierowniczej roli w partii i państwie to za mało by uniknąć kary.

W momencie, kiedy gra idzie już tylko i wyłącznie o ocalenie własnej skóry nasilą się wspomagane przez wspólników w zbrodni, poszukiwania „POlskiego Reichstagu”, którego podpalenie i pożar uzasadni drastyczne zaostrzenie prawa i przeprowadzenie polskiej wersji „nocy długich noży”.

Już inicjatywy legislacyjne prezydenta Komorowskiego, identyczne lub nawet wyprzedzające zamordystyczne poczynania Putina, opisywane w poprzednim numerze Warszawskiej Gazety przez Aleksandra Ściosa, świadczą o determinacji obozu władzy i jego nieobliczalności podobnej do tej, jaką wykazują szczury zapędzone pod ścianę i pozbawione drogi ucieczki.

Jak wiemy pożar Reichstagu w nocy 27 lutego 1933 roku pozwolił Hitlerowi już nazajutrz, 28 lutego nakłonić Prezydenta Rzeszy, Paula von Hindenburga do podpisania w trybie art. 48 Konstytucji Republiki Weimarskiej, dekretu "O ochronie narodu i państwa” na mocy, którego „zawieszono czasowo” podstawowe prawa obywatelskie zawarte w konstytucji.

Prawnie usankcjonowano w ten sposób prześladowanie opozycji. Dekret zawieszał również tajemnicę korespondencji, wolność zgromadzeń, nietykalność osobistą obywateli i wolność publikacji. Ponadto zawieszono również możliwość sądowej kontroli decyzji administracyjnych podejmowanych na mocy owego dekretu.

Oczywiście przeprowadzenie takiej akcji dzisiaj, w XXI wieku jest o wiele trudniejsze z uwagi na reakcję tak zwanej międzynarodowej opinii publicznej.

Właśnie dlatego trwa już od dawna propagandowa akcja wspomagana przez zaprzyjaźnione z Tuskiem i Andrzejem Wajdą media, przedstawiania całemu światu Polaków, jako dzikich zwierzęcych antysemitów, mentalnych „kiboli”, wyznawców katolicyzmu w najbardziej ludycznej i prymitywnej formie oraz spadkobierców zbrodniarzy z „polskich obozów koncentracyjnych” i genetycznych szmalcowników.

Środowiska śmiertelnie zagrażające zbrodniarzom zostały dokładnie wymienione w donosie, jaki stworzone przez Tuska i spółkę ugrupowanie Palikota, czyli Ruch Poparcia Putina dostarczyło 12 czerwca po sztucznie wywołanych burdach, do rosyjskiej ambasady w Warszawie:

„ Całe polskie społeczeństwo w obliczu zaistniałej sytuacji jest postrzegane przez pryzmat kilkunastoosobowej grupy bandytów, inspirowanych przez środowisko związane z PiS, Radio Maryja oraz Solidarni 2010. Reprezentują oni niewielką część polskiego społeczeństwa o skrajnych poglądach narodowo-katolickich”

Oto ugrupowanie poparte w ostatnich wyborach przez 10% zmanipulowanych idiotów wypowiada się w imieniu całego społeczeństwa, a miliony popierające PiS, Solidarnych 2010 i słuchających Radia Maryja czy oglądających TV Trwam to dla tej garstki renegatów „niewielka część polskiego społeczeństwa”.

Patent znany i stosowany często przez Gazetę Wyborczą, gdzie każdy list podpisany przez kilku komediantów do wynajęcia jest „głosem ludzi kultury”, a apel sygnowany przez paru dziennikarskich cyngli staje się „apelem polskich dziennikarzy”.

Dla realizacji zbrodniczych zamiarów, jak uczy nas historia, zawsze potrzebny jest bardziej lub mniej wiarygodny pretekst. Problem w tym, że owe preteksty są coraz bardziej krwawe.

Historycznie rzecz ujmując, jeszcze nie tak dawno do rozpętania II wojny światowej wystarczyła prowokacja gliwicka.

Do rozprawienia się z narodem czeczeńskim, trzeba już było wysądzić wieżowce z obywatelami własnego państwa. Do pójścia na wojnę ze światowym terroryzmem potrzebne było unicestwienie wież WTC w Nowym Jorku wraz z niemal trzema tysiącami przebywających tam ludzi.

Co stanie się „Pożarem POlskiego Reichstagu”, który usprawiedliwi w oczach świata założenie Polakom kompletu, kaganiec-kolczatka i ocali lub co bardziej prawdopodobne, tylko odroczy ukaranie sprawców największego politycznego mordu w najnowszej historii świata?

Nadchodzi decydująca akcja „domykania systemu” i tak jak przed wprowadzeniem stanu wojennego obóz rządzący nie jest pewny jak zareagują Polacy?

Czy jesteśmy w jakikolwiek sposób na to przygotowani? Czy opozycja posiada jakiś plan ratunkowy?

Szczerze mówiąc nie jestem optymistą.

Może z nadchodzącego chaosu wyłoni się w końcu jakiś nowy porządek rzeczy sprzyjający naszej Ojczyźnie?

Ja zwykle gorąco apeluję o przystępowanie do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę.

http://kokos.salon24.pl/429242,kiedy-po ... -reichstag


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 01 sie 2012, 08:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Powstańczy transparent za bramką

Po zablokowaniu wniesienia transparentu upamiętniającego Powstanie Warszawskie na mecz z niemiecką drużyną Prawo i Sprawiedliwość żąda wyjaśnień od prezesa Legii Warszawa. Klub piłkarski zapewnia, że powodem decyzji był rozmiar emblematu - mógł zasłaniać ewentualnych stadionowych chuliganów.

Skandal z niedopuszczeniem na niedzielny mecz Legii Warszawa z Borussią Dortmund przyniesionych przez kibiców flag i transparentów mających uczcić 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i oddać hołd jego bohaterom oburzył polityków opozycji.

Interwencję w tej sprawie już następnego dnia podjął Klub Parlamentarny PiS. Jego przewodniczący Mariusz Błaszczak skierował pismo do szefa Legii Piotra Zygi. Wyraża w nim opinię, że decyzja władz klubu eliminująca patriotyczne transparenty kibiców - o treści "Powstańcom chwała, Warszawa nie zapomni" - jest ponurym przypomnieniem minionej epoki.

"Takie zachowanie władz klubu Legia Warszawa nie tylko budzi zdziwienie, ale jest niedopuszczalnym skandalem. Uniemożliwienie kibicom oddania hołdu powstańcom warszawskim przypomina najgorsze czasy PRL, kiedy władze tępiły przejawy patriotyzmu i zabraniały czcić pamięć poległych w walce o niepodległą ojczyznę" - napisał Błaszczak.

Jednocześnie domaga się od Zygi wyjaśnienia, jakie były przyczyny podjęcia tej decyzji.

"Mam nadzieję, że nie była ona podyktowana polityczną poprawnością i że transparenty upamiętniające Powstanie Warszawskie nie zostały wpuszczone na stadion z powodu uczestnika meczu - mistrza Niemiec Borussii Dortmund. Taka postawa byłaby wspieraniem obecnych ostatnio prób fałszowania historii II wojny światowej" - czytamy w piśmie do p.o. prezesa Legii.

"Gdyby okazało się, że powodem cenzury kibicowskich transparentów była "troska" o nieurażenie niemieckich gości, trzeba by nazwać to zwykłym tchórzostwem i uginaniem się przed propagandą negującą zbrodnicze działania państwa niemieckiego podczas II wojny światowej" - ocenia Błaszczak.

Szef klubu PiS zapowiada, że podejmie "stanowcze kroki, jeśli sytuacja, w której władze klubu będą nadal cenzurować patriotyczne transparenty kibiców, będzie się powtarzać".

"W państwie prawa nie może być przyzwolenia na tak bezprecedensowe zwalczanie postaw obywatelskich. Takie działania należałoby traktować jako pogwałcenie wolności słowa, co jest naruszeniem zasad konstytucyjnych" - konkluduje Mariusz Błaszczak.

Michał Kocięba, rzecznik Legii Warszawa, informuje, że klub wydał w tej sprawie oświadczenie. Wynika z niego, że niedopuszczenie transparentu było spowodowane nie tyle jego przesłaniem, co rozmiarami.

Klub podał przykład czwartkowego meczu z Metalurgsem Lipawa, kiedy to kibice odpalili race, a oprawa z wykorzystaniem flagi sektorówki "Legia" została wykorzystana do zapewnienia im anonimowości. W związku z zastrzeżeniami m.in. ze strony policji klub piłkarski zdecydował się nie wydać pozwolenia "na wywieszenie transparentu upamiętniającego 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego (...) o rozmiarach 80 m x 4,5 m". Legia dodatkowo motywuje tę decyzję obawą przed zamknięciem stadionu przez wojewodę mazowieckiego.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ramka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 04 sie 2012, 07:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Senat przyjął projekt ograniczający wolność zgromadzeń

Kogoś to jeszcze obchodzi? – admin.

Pomimo licznych protestów organizacji pozarządowych (m.in. centrali związkowej „Solidarności”), stosunkiem głosów 55 za przy 34 przeciw zatwierdzono w Senacie projekt dotyczący ograniczenia wolności zgromadzeń publicznych. Nowelizację ustawy o zgromadzeniach uznać można za kolejny etap stopniowego wprowadzania państwa policyjnego.

W demonstrantów najbardziej uderza zapis, na mocy którego odpowiedzialność za zachowanie ładu w trakcie manifestacji przeniesiona zostaje ze służb porządkowych na organizatora zgromadzenia, jak również pozostawienie kwestii legalności danej demonstracji w gestii woli urzędników. Ustanowiono horrendalnie wysokie kary grzywny: nawet do 7 tysięcy złotych dla organizatora, jeśli w interpretacji policji dostatecznie nie zapobiegł zakłóceniom porządku publicznego i 10 tysięcy złotych grzywny dla uczestnika, który nie podporządkował się poleceniom wydawanym przez organizatora.

Służby odpowiedzialne za porządek (policja, straż miejska, urząd miasta) dostały również prawo zakazywania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu lub czasie, a także rozwiązywania trwających już demonstracji. Nowe przepisy kategorycznie zabraniają uczestnikom manifestacji odpalania środków pirotechnicznych, które na stałe zagościły na wielu zgromadzeniach o charakterze patriotycznym czy nacjonalistycznym.

Wbrew woli prezydenta Komorowskiego, który jest pomysłodawcą projektu, nie udało się w pełni wprowadzić zapowiadanego zakazu maskowania twarzy demonstrantów – według nowelizacji, jeżeli organizator zgromadzenia poinformuje zawczasu, iż część uczestników jego manifestacji może zakrywać twarze to służby porządkowe nie mogą tego zabronić.

Warto nadmienić o niechlubnym pierwowzorze, na którym oparto projekt znowelizowanej ustawy. Otóż prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin, mając w pamięci zimowe wielotysięczne antyrządowe protesty wyszedł z podobną inicjatywą. Dzięki sile nacisków przeforsował on prawo o zgromadzeniach, na mocy którego stukrotnie podwyższono karę za udział w manifestacji, jeśli władza nie wyraziła na nią zgody. Projekt ten wszedł w Rosji w życie niecałe dwa miesiące temu.

Nowelizacja ustawy w Polsce także jest pokłosiem obaw władzy związanych z radykalizacją protestów społecznych. Bronisław Komorowski projekt ten podał do informacji publicznej (nie dyskusji) po zamieszkach z dnia 11 listopada 2011 r., które wywołane zostały na skutek policyjnej prowokacji. Przed zatwierdzeniem przez Senat, nowelizacja ustawy o zgromadzeniach została przyjęta przez Sejm – za nowelizacją głosowało 224 posłów, 209 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.

Na podstawie: PAP, senat.gov.pl
http://autonom.pl

http://marucha.wordpress.com/2012/07/31 ... gromadzen/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 05 wrz 2012, 17:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
„Hej prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz”

Obserwując, jak salon III RP, zwolennicy Platformy Obywatelskiej, oraz sami prominentni politycy rządzącego ugrupowania próbują bagatelizować ostatnie afery w łonie koalicji to nie jestem tym wszystkim wcale zaskoczony.

Po tym wszystkim, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku i później, utwierdziłem się w przekonaniu, że nie istnieje nic takiego, co mogłoby odesłać ten rząd na zielona trawkę wbrew woli jego mocodawców.

U naszego zachodniego sąsiada podczas festynu zorganizowanego przez jednego z ministrów piwo podawano na podstawkach reklamujących firmę jego brata. Efekt? Dymisja złożona przez skruszonego polityka.

Gdyby podobne mechanizmy obowiązywały w Polsce to już dawno nie byłoby w polityce Tuska, Grasia, Grada, Kopacz, Palikota czy Niesiołowskiego.

Ze szczególnym niesmakiem oglądam i słucham zimnego cynika Pawła Olszewskiego z PO, który od dawna budzi i u mnie wyjątkowe obrzydzenie, klepiąc te „przekazy dnia” bez odrobiny finezji.

Sprawa „taśm Serafina” i afera Amber Gold oraz płynący przekaz, że tak naprawdę „Polacy nic się nie stało”, przypomina mi pewne wydarzenie z nieodległej historii.

Otóż pod koniec września 2006 roku po ujawnieniu przez duet Sekielski-Morozowski tak zwanych „taśm Beger”, Polską wstrząsnęło.

Młodzieżówka PO zaczęła na Wiejskiej budować namiotowe miasteczko, a nocą z gmachu parlamentu przemówili do narodu Tusk, Olejniczak, Niesiołowski i Kalisz domagając się natychmiastowej dymisji rządu oraz błyskawicznego zwołania posiedzenia sejmu gdzie rozpatrywany byłby wniosek o jego rozwiązanie.

Proszę wybaczyć, ale sprawa „taśm Beger” i „korupcji politycznej” po takim choćby transferze Arłukowicza oraz tym wszystkim, co wyprawiają dzisiaj koalicjanci, wydaje się po prostu błaha.

Pytam, więc gdzie się podziali ci wszyscy dziennikarze, „autorytety” i politycy, którzy w tę wrześniową noc w 2006 roku domagali się dymisji rządu, a ludzi zachęcali wręcz do wyjścia na ulice?

Cóż takiego się stało przez te sześć lat, że obniżyli tak drastycznie swoje oczekiwania wobec rządzących.

Gdzie jest ta cała banda hipokrytów z auli UW, którzy wysyłali w świat przesłanie w obronie zagrożonej polskiej demokracji? Gdzie jesteś Aleksandrze Kwaśniewski, Lechu Wałęso, Janie Widacki, Marku Ungierze, Andrzeju Olechowski, Piotrze Tymochowiczu, Andrzeju Wajdo i Zbigniewie Hołdysie?

Dlaczego wówczas troszczyliście się o nas zwykłych zjadaczy chleba inwigilowanych masowo przez kaczystowską juntę, a dzisiaj macie roześmiane gęby, podczas gdy Polska za Tuska jest europejskim rekordzistą, jeśli chodzi o zakładane podsłuchy i kontrolowane bilingi własnych obywateli?

Czy rzeczywiście chodziła wam o nas? A może szło o wasze i waszych kolesiów tyłki, które dzisiaj są wyjątkowo bezpieczne?

http://kokos.salon24.pl/445529,hej-pror ... -w-tluszcz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 12 paź 2012, 17:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Całkowita kontrola

Bogdan Święczkowski

Obyś żył w ciekawych czasach. To starożytne chińskie przysłowie jest jak najbardziej aktualne za rządów Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego oraz ich ekip w polskich służbach specjalnych, służbach porządku publicznego czy w wymiarze sprawiedliwości.

Zaiste ciekawe, mroczne i złowieszcze czasy. Z jednej strony wzrastający poziom kontroli nad społeczeństwem i obywatelami. Ograniczanie prawa do zgromadzeń czy dostępu do informacji publicznej. Jedna z najwyższych w Europie liczba zapytań o dane telekomunikacyjne (ponad 1,8 mln), niezmienna od lat wysoka liczba podsłuchów telefonicznych. Uzyskiwanie przez coraz to inne służby możliwości prowadzenia zaawansowanych działań rozpoznawczo-operacyjnych oraz zagłuszania łączności radiowo-telefonicznej na terenie wybranego obszaru kraju. Tak, tak, a pamiętają Państwo, jak to głośno było o domniemanym zagłuszaniu pielęgniarek w 2007 roku? W tamtych czasach uprawnienie takie posiadała tylko policja, a obecnie w "czasach miłości" tę prerogatywę uzyskało kilka służb, w tym Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Możliwość niczym nieskrępowanego, ograniczonego tylko zakresem właściwości służb, podsłuchiwania i podglądania obywateli w miejscach publicznych, oczywiście bez zgody sądu. A co jest miejscem publicznym? Plac? Hala? Restauracja? A może pokój hotelowy? Nie wiadomo, minęło ponad 5 lat od rządów tych "złych i niedobrych" i co? I nic. Rząd nie zaproponował żadnych zmian w tym zakresie.

Teraz zgodnie z prawem będzie można inwigilować i zagłuszać transmisje w toku każdej demonstracji czy protestu, o ile ktoś ze służb uzna, że godzi to w bezpieczeństwo państwa. Oczywiście służby zaprzeczają, aby prowadziły takie działania, ale kto to może sprawdzić. Komisja ds. Służb Specjalnych polskiego parlamentu? W żadnym wypadku. Nie ma ona takich uprawnień, a kieruje nią z reguły przedstawiciel koalicji rządzącej. Gdzie te dobre czasy lat 2005--2007, gdy na czele komisji stali przedstawiciele opozycji.

Bez uprawnień śledczych
W dalszym ciągu w żadnej z ustaw nie uregulowano też prawnie tzw. włamań do zawartości informatycznej telefonów, smartfonów, tabletów, netbooków czy laptopów i przejmowania zawartych tam informacji. Definicja kontroli operacyjnej zawarta w aktach prawnych nie odnosi się do takich działań. Służby nie muszą i nie informują na ten temat, a przedstawiane przez nie publicznie dane odnoszą się ściśle do kontroli operacyjnych, a w zasadzie podsłuchów, które zarządzają sądy.

Mieliśmy też przykład użycia ABW, jak się zdaje, wbrew zapisowi art. 21 ust. 3 w zw. z art. 5 ust. 1 pkt 2 ustawy o ABW oraz AW do prowadzenia czynności procesowych, w tym przeszukań w sprawie tzw. Antykomora.

Jednocześnie boczną drogą poprzez uchwałę senacką usiłuje się zmienić zakres przedmiotowy działalności największej w Polsce służby specjalnej - ABW. Dlaczego nie robi tego rząd Donalda Tuska? Projekt rządowy bowiem wymaga publicznych konsultacji i uzgodnień, czego nie musi mieć projekt senacki czy poselski. Donald Tusk powołuje zespół, oczywiście bez udziału opozycji i organizacji społecznych w sprawie reorganizacji działania służb specjalnych. Według informacji medialnych, m.in. ma dojść do pozbawienia uprawnień śledczych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jako służba wyłącznie informacyjno-analityczna będzie mogła niejawnie robić wszystko, bez kontroli sądowej i prokuratorskiej (oprócz kontroli operacyjnej). Może niech od razu Donald Tusk odtworzy WSI, dając jej uprawnienia w sferze cywilnej, i będzie rządził tak długo i szczęśliwie jak Władimir Putin.

Z drugiej strony, afera Amber Gold, umorzenie przez krakowską prokuraturę śledztwa w sprawie korupcji czy powoływania się na wpływy w Sądzie Najwyższym, jak również uniewinnienie znacznej części osób oskarżonych o udział w mafii pruszkowskiej wskazuje na systemowy i funkcjonalny niedowład służb specjalnych, a także niezrozumienie przez prokuratorów i sędziów metod i sposobów działania służb specjalnych czy porządku publicznego. Coroczne zmniejszanie budżetu służb czy niedofinansowanie prokuratury także zapewne ogranicza możliwość ich skutecznego działania.

Piesze patrole ABW
W zakresie zadań ABW leży na pewno monitorowanie polskiego rynku finansowego oraz szeroko pojętego rynku lotniczego, jeśli może to godzić w bezpieczeństwo państwa, jego podstawy ekonomiczne oraz w zakresie podejrzeń korupcji wysokich przedstawicieli władz kraju. Jeśli słyszymy z ust przedstawicieli tej służby, że Komisja Nadzoru Finansowego nie poinformowała ABW o problemach z Amber Gold, to powinien ogarnąć nas pusty śmiech. Przecież informacja taka od 2009 roku była na stronach internetowych KNF. Przez dwa lata żaden funkcjonariusz pionu ekonomicznego ABW nie czytał tej strony? Co robiła gdańska Delegatura ABW? Po korytarzach tej służby podobno krąży opowieść, jak to nowy, powołany już przez Krzysztofa Bondaryka dyrektor ww. Delegatury - wywodzący się z policji - chciał wprowadzić jako jedną z metod działania służby specjalnej piesze patrole funkcjonariuszy po ulicach Gdańska. Plotka zapewne nieprawdziwa, ale świadczy o stanie emocjonalnym dużej części pracowników tej służby i podejściu do profesjonalnego wykonywania zadań związanych z ochroną państwa. W ABW jest bardzo wielu profesjonalnie przygotowanych do służby funkcjonariuszy i bardzo szkoda, że nie widać efektów ich pracy.

"Gdańska sitwa´´
Nie można w przypadku tej sprawy zapomnieć o CBA, a w szczególności o Generalnym Inspektorze Informacji Finansowej. Dziwna niemoc. Jej przyczyny mogą być bardzo prozaiczne lub bardzo groźne dla państwa. Jeżeli potwierdzą się doniesienia medialne mówiące o inwestowaniu w Amber Gold przez Agencję Wywiadu, pracowników innych służb specjalnych czy instytucji kontrolnych państwa, to możemy mieć do czynienia z bardzo groźnym zjawiskiem, mającym już miejsce w polskich służbach specjalnych w latach 90. XX wieku - zaangażowaniem biznesowym służb w różnego rodzaju "dziwne" przedsięwzięcia. Tym bardziej jest to możliwe, gdyż od 5 lat w służbach specjalnych nie było ustawowych podwyżek wynagrodzeń. Zubożały i sfrustrowany funkcjonariusz służb może być łakomym kąskiem dla różnego rodzaju hochsztaplerów czy oficerów obcych służb specjalnych. A jak stwierdził minister Jarosław Gowin, "gdańska sitwa" działa i chyba ma się dobrze.

Wielu już pewnie zapomniało, ale w latach 2005-2007 prowadzone było ogromne śledztwo w sprawie korupcji w tamtejszym wymiarze sprawiedliwości. Czy i jak się zakończyło, nie wiemy, ale nazwiska niektórych osób wymieniane są w kontekście obu spraw. Tak czy inaczej niewątpliwie organy państwa winny bardzo dokładnie wyjaśnić aferę Amber Gold i OLT Express, a także ewentualne zaniedbania służb publicznych w jej wyjaśnianiu przez dwa lata.

W tej drugiej sprawie winna to zrobić instytucja niezależna od władzy wykonawczej, w tym od prokuratury powszechnej. W obecnym stanie prawnym może i powinna to zrobić sejmowa komisja śledcza. Do Sejmu RP został jednak złożony przez posłów Solidarnej Polski projekt ustawy o sejmowym prokuratorze śledczym. Taki sejmowy prokurator (emerytowany prokurator lub sędzia) mógłby niezależnie od innych instytucji państwa przeprowadzić rzetelne, profesjonalne i uczciwe śledztwo w tym zakresie bez żadnych konotacji politycznych. Tym bardziej że widzimy zdjęcia sędziów, prokuratorów w obecności premiera Donalda Tuska - co najmniej świadka w ewentualnym takim postępowaniu - świadczące o ich znajomości. Dla prokuratora generalnego nie ma nic zdrożnego we wspólnym pobycie takich osób na meczu piłkarskim. Dla wielu jednak obywateli tego kraju może mieć. Pamiętajmy, że prokuratura nie jest dla prokuratorów, a ma pełnić służebną rolę wobec obywateli, zapewniając porządek i bezpieczeństwo wewnętrzne (wraz z innymi służbami).

Układ trwa
W zakresie umorzenia śledztwa w sprawie korupcji czy powoływania się na wpływy w Sądzie Najwyższym, nie oceniając merytorycznej podstawy tej decyzji, przedstawiona argumentacja prawna w zakresie braku możliwości wykorzystania dowodów zebranych w toku czynności operacyjno-rozpoznawczych CBA czy ocena zgodności z prawem niejawnych działań tej służby nie może się w żadnym wypadku ostać. Po pierwsze, w Polsce, w procesie karnym, nie obowiązuje zasada "zatrutego drzewa dowodowego". Od dłuższego czasu środowiska tzw. neoliberalne co prawda próbują ją wprowadzić - czeka nas przecież wielka nowelizacja kodeksu postępowania karnego zaproponowana przez rząd "partii miłości". Może już niedługo, mając dowody popełnienia morderstwa uzyskane w toku czynności operacyjno-rozpoznawczych, nie będzie ich można wykorzystać w sądzie i bandyta będzie chodził wolny, ale jeszcze nie teraz. Po drugie, operację specjalną zarządza się na czas określony, a nie na 3 miesiące, wynika to wprost z ustawy o CBA. Po trzecie, tak jak wspomniałem wcześniej, rejestracja dźwięku i obrazu w miejscach publicznych nie wymaga decyzji sądu - w tym tzw. podsłuch nasobny, a w toku takiej operacji specjalnej może być zarządzona na zasadach ogólnych kontrola operacyjna. Najbardziej jednak dziwi to, że ponad dwa lata oceniano, czy materiał z czynności operacyjnych CBA może być dowodem w sądzie czy nie. Nawet ślimak pełznie szybciej.

Wszystkie wskazane wyżej działania, zaniechania czy fakty skłaniają do oceny, że rząd Rzeczypospolitej szykuje się do kolejnego spektaklu publicznego osłabiania państwa poprzez kolejne zmiany czy "reformy" w służbach, prokuraturze, sądownictwie, a także nowelizacje kodeksu karnego i postępowania karnego. Jednocześnie jednak po cichu próbuje się, jak należy sądzić, zwiększać kontrolę nad tymi aspektami życia społeczno-publicznego, które nie dotyczą bezpośrednio zwalczania przestępczości, a mają wpływ na trwałość obecnego układu polityczno-biznesowego. Nie bez powodu próbowano przyjąć ACTA czy wprowadzono ograniczenia w zakresie demonstracji.

Autor był w latach 2005-2006 dyrektorem Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej, od października 2006 r. do listopada 2007 r. szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12193,cal ... trola.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 23 paź 2012, 14:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Smagowicz ostro przeciw symbolom komunizmu

Członek Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", krakowianin Jacek Smagowicz, zadał publicznie 11 pytań związanych z wszczętym śledztwem w sprawie odpiłowania przez członków KK 28 sierpnia br. napisu "im. Lenina" z bramy Stoczni Gdańskiej:


1. Dlaczego Rząd RP nie przeciwdziała pełzającej resowietyzacji i rekomunizacji w Polsce, nie demontując symboli komunistycznych związanych z tym zbrodniczym systemem? A muszą to czynić obywatele.
2. Czy obywatele Polski płacą podatki na Rząd RP i prokuraturę, by Państwo broniło interesów rosyjskich zamiast narodowych?
3. Czy prokuraturze znane są zbrodnie Lenina?
4. Czy nazwisko i zbrodnicza działalność Lenina są pod ochroną III RP ?
5. Czy prokuratura nie wie, że miejsce tej "bolszewickiej świętości" nazywa się Moskwa, a nie Gdańsk?
6. Dlaczego nie prowadzi się śledztwa wobec p. Adamowicza za promocję komunistycznych symboli, niezgodną z Konstytucją Polski?
7. Czy usuwanie znaków promujących idee komunistyczne jest działalnością szkodliwą czy użyteczną?
8. Czyje dobra zostały naruszone wg prokuratury po usunięciu imienia tej zbrodniczej kanalii: Polaków czy komunistów?
9. Dlaczego obecne w trakcie likwidacji "Lenin"a w Stoczni Gdańskiej zarówno Policja Państwowa jak i Straż Miejska nie reagowały i nie uchroniły relikwii p. Adamowicza?
10. Kto imiennie prowadzi śledztwo przeciw członkom Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność"?
11. I wreszcie jak długo pozostałe, znajdujące się na polskiej ziemi "świętości" komunizmu będą urągały i znieważały uczucia Polaków?
Smagowicz wydał też specjalne oświadczenie:
Jestem Polakiem. Piłsudczykiem. Zgodnie z ostatnim rozkazem generała Okulickiego, czterdzieści cztery lata mojego życia stało się walką z komuną, która obecnie się znowu odradza.
Przed hordami Lenina Rzeczpospolitej bronili: w 1920 r. mój dziad, w 1939 r. ojciec i w 1944 r. stryj.
Ja sam, będąc wielokrotnie represjonowanym (1968-1989), internowanym, skazanym, więzionym, jak mogłem, tak likwidowałem "świętości bolszewickie" na polskiej ziemi (min. Muzeum Lenina w Krakowie, tablicę Lenina na polskich Rysach, esbecką tablicę w Jędrzejowie). Równocześnie w czasach PRL-u jak i później stawiałem Polskie Znaki Pamięci Narodowej. Takie jak choćby Krzyże pod KWK "Wujek", czy Ofiar Komunizmu w Krakowie.
Nie mogę uwierzyć, że w czasie gdy Rosjanie odwracają się od wodza światowej rewolucji równocześnie na polskiej ziemi znajdują się łajdacy oddający zbrodniarzowi niemal religijną cześć. A polskie służby bezpieczeństwa, obsługując ich, zapewniają im ochronę i spokój.
Niejaki Mikołaj Karamzin (1862) dowodził, że Polacy nigdy nie będą braćmi Rosjan. Późniejsze dzieje narodu polskiego z setkami Katynii i Smoleńskiem to tylko potwierdziły.
Jestem dumny, że spełniłem obywatelski obowiązek: czynu, pamięci i tożsamości, aby raz na zawsze uwolnić polską ziemię, od komunistycznych śmieci.
Moje wnuczki są w ZHR, a nie w komsomole! Ja jestem członkiem NSZZ "Solidarność" od 80. roku i wszyscy łajdacy popierający partię rosyjską, mogą pocałować mnie w d...


Ponieważ znam Smagowicza od bardzo wielu lat i wspólnie prowadziliśmy wiele antykomunistycznych akcji, mogę powiedzieć tylko (a raczej głośno krzyknąć) jedno:
Brawo, Jacku, tak trzymaj aż do naszego ostatecznego zwycięstwa nad upiorami komunizmu!

http://bukojer.salon24.pl/457307,smagow ... -komunizmu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 08 gru 2012, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Czego wymagać od III RP, w kontekście wiedzy, że powstała w wyniku ustaleń, a nie jako państwo powołane do życia przez wyzwolony spod okupacji naród?

Wybory na pudełku zapałek

Anna Zechenter IPN Kraków

Zwycięstwo „Solidarności” w wyborach do Sejmu i Senatu 4 czerwca 1989 r. wywołało wśród solidarnościowych elit istne trzęsienie ziemi. Przy Okrągłym Stole zapadły wcześniej decyzje: 65 proc. z 460 mandatów w Sejmie zarezerwowano dla PZPR, na pozostawione do wolnych wyborów 35 proc. miejsc władza wystawiła tzw. listę krajową, zaś opozycja listę osób sfotografowanych z Lechem Wałęsą. Partia zlekceważyła wybory do Senatu, nie żądając dla siebie gwarantowanych miejsc. Fakt, że spośród 50 znanych komunistów umieszczonych na liście krajowej przepadli wszyscy z wyjątkiem dwóch osób, chociaż nawet Lech Wałęsa tłumaczył publicznie, że społeczeństwo nie powinno odrzucać wszystkich PZPR-owców, wywołał niemały kryzys polityczny. Czary goryczy dopełniło zdobycie przez „Solidarność” w Sejmie wszystkich możliwych do zajęcia 161 mandatów oraz 99 na 100 miejsc w Senacie.

A przecież miało być inaczej…

Ścisłe grono przywódców politycznych strony solidarnościowej nie było przygotowane na taką skalę zwycięstwa. Wąska grupa, delegowana do rozmów z partyjnymi „reformatorami” od końca 1988 r., m.in. Bronisław Geremek, Andrzej Wielowieyski, Jacek Kuroń czy Adam Michnik, bardzo powściągliwie zareagowała na wyniki wyborów. Perspektywa gwałtownego demontażu komunizmu, zmian niekontrolowanych odgórnie przez „partnerów dialogu”, budziła wyraźny strach.
Część opozycji, sfraternizowana przy Okrągłym Stole i w Magdalence z ekipą Jaruzelskiego i Kiszczaka, chciała – wbrew Polakom głosującym na „Solidarność” – utrzymania przez komunistów pakietu gwarantującego zachowanie przez nich najważniejszych aktywów. Wytargowali wpływy w mediach, a więc możliwość wmawiania opinii publicznej, że „osiągnięto wszystko, co się dało”; zgodzili się na grabieżczy podział majątku narodowego, który pozwolił wyrosnąć fortunom III RP, i wreszcie zaproponowali grubą kreskę, która oznaczała amnestię dla agentów wpływu – ich nazwisk nie poznamy pewnie nigdy – oraz dla wysokich funkcjonariuszy „Solidarności”, uwikłanych we współpracę z SB, realizujących po 1989 r. interesy niekoniecznie polskie.

„Złagodzić zadany partii cios”

Prezydentura Wojciecha Jaruzelskiego była warunkiem postawionym przez władze PRL, które chciały zyskać czas na zbudowanie politycznych i ekonomicznych podstaw nowego-starego porządku, wpisującego się w sowiecki projekt przemian całej Europy Środkowo-Wschodniej. Transformację, czyli przebudowę (pierestrojkę) niewydolnego systemu dla zachowania części imperium, zaczął wprowadzać w pierwszej połowie lat 80. Jurij Andropow, pierwszy szef KGB, który został szefem państwa, a kontynuowali ją po jego śmierci w 1984 r. ludzie z aparatu bezpieczeństwa i ostatni przywódca ZSRS Michaił Gorbaczow. Wiele procesów wymknęło się spod kontroli: nie było w planie pierestrojki miejsca na niepodległość państw bałtyckich czy Gruzji, a już z pewnością nie brano pod uwagę wyborczego zwycięstwa „Solidarności”, które mogło otworzyć polską drogę do suwerenności.
Dlatego właśnie elita opozycji, powiązana korzystnym dla siebie układem z władzą, przeżyła wstrząs i podjęła walkę o ocalenie komunistów.
„Kierownictwo »Solidarności«, dalekie od triumfalizmu, robi wszystko, by złagodzić zadany partii cios, uznając rozmiary zwycięstwa za nadmierne – raportował 6 czerwca 1989 r. do Waszyngtonu ambasador USA John R. Davis. – Wyważone wypowiedzi przywódców i stonowane świętowanie zwycięstwa tylko w niewielkim stopniu maskują niepokoje i obawy spowodowane przez wyniki wyborów. (…) Poza kręgami kierowniczymi »Solidarności« ostrzeżenia o zbyt wielkich rozmiarach zwycięstwa nie trafiają nikomu do przekonania”.

Jaruzelski albo wojna

W obliczu nieoczekiwanej klęski partii prezydentura Jaruzelskiego zawisła na włosku. „Musimy pamiętać, że kierownictwo »Solidarności« nie jest w decyzjach całkowicie niezależne od swojej bardziej radykalnej bazy społecznej” – donosił ambasador i stawiał retoryczne pytanie: „Jak zareagowaliby wyborcy na poparcie »Solidarności« udzielone Jaruzelskiemu w sytuacji, w której byłoby wiadomo, że zwycięstwo wyborcze stworzyło autentyczną alternatywę dla jego elekcji?”. Kwestia ta miała spędzać sen z powiek głównym graczom opozycyjnym jeszcze przez półtora miesiąca, bowiem większość kandydatów solidarnościowych powtarzała w czasie kampanii, że nie odda głosu na Jaruzelskiego.
Tymczasem wspomniana przez Davisa „radykalna baza społeczna” poczuła się pewnie – tak pewnie, jakby PRL miała runąć lada dzień, a Jaruzelski z Kiszczakiem oraz innymi zdrajcami już pakowali walizki. Należało więc wytłumaczyć szeregowym posłom „S”, iż przyparci do muru komuniści sięgną po broń, a ulice spłyną krwią. Wyjaśnić, że należy oddać partii trochę, by nie doszło do wybuchu wojny domowej, zaś Kiszczak to dobry pan, a Jaruzelski wprowadził stan wojenny, żeby uratować Polskę przed sowiecką inwazją.
Świadectwo Davisa jest warte uwagi, bowiem rzetelnie relacjonował rozmowy z odwiedzającymi ambasadę – a to Bronisławem Geremkiem i Januszem Onyszkiewiczem, a to z partyjnymi „reformatorami” Jerzym Wiatrem czy Józefem Czyrkiem. Za jego pośrednictwem płk Marian Moraczewski, doradca Jaruzelskiego, prosił „bardzo wyraźnie” Amerykanów o wywarcie wpływu na „Solidarność”, „aby ta zapewniła głosy potrzebne generałowi do elekcji” – pisał Davis 16 czerwca.

Wasz prezydent

Pewności, że głosowanie w Sejmie przyniesie pożądany efekt, wciąż jednak nie było.
Ambasador pomagał, jak umiał. „Wczoraj zjadłem obiad z kilkoma czołowymi parlamentarzystami »Solidarności«, których nazwiska nie powinny zostać ujawnione – pisał 23 czerwca. – Wynotowałem dla nich na pudełku zapałek kilka liczb. Wprowadziłem ich w arkana zachodniej praktyki politycznej, znanej jako »liczenie głosów«. Obliczenia na pudełku wykazały, że wystarczy, by pewna liczba senatorów i posłów »Solidarności« zachorowała lub była nieobecna, a podczas głosowania nie zabraknie kworum”. „Niektórzy solidarnościowi senatorowie deklarują, że jeśli to jest konieczne dla ratowania kraju, oddadzą głosy na Jaruzelskiego” – dodawał.
Na nic zdało się pudełko zapałek, bowiem 30 czerwca, kiedy przez Warszawę przeszła demonstracja pod hasłem „Jaruzelski, musisz odejść!”, generał z sowieckiej nominacji wycofał swoją kandydaturę. Zaproponował, by jego miejsce zajął szef MSW Czesław Kiszczak, aparatczyk równie jak on podporządkowany Moskwie, uchodzący na Kremlu – jak się zdaje – za twardszego od czasów, gdy Jaruzelski błagał Sowietów o pomoc w likwidacji „Solidarności”.
Wałęsa zakomunikował 1 lipca solidarnościowym posłom, że Kiszczaka należy poprzeć, gdyż „chce on kontynuować reformy i zawsze dotrzymuje słowa”. Następnego dnia gotów był fotografować się z Kiszczakiem „na plakat do nowej kampanii wyborczej”. Nie minęła doba, a Davis donosił: „Geremek nalega na odegranie politycznego przedstawienia, w którym wybór nastąpiłby dopiero po dwóch lub trzech turach głosowania. Ma ono przekonać gorliwie demokratycznych zwolenników »Solidarności«, że przygotowany z góry proces wyboru prezydenta jest bardziej demokratyczny, niż jest w rzeczywistości”.
Jaruzelski sam ułatwił „Solidarności” decyzję. 17 lipca spotkał się z Obywatelskim Klubem Parlamentarnym „S” i po raz wtóry zmienił zdanie. „Onyszkiewicz powiedział nam, że głównym celem spotkania było zaprezentowanie generała jako człowieka rozsądnego i umiarkowanego, a nie jako potwora” – pisał Davis.

Polacy wciąż czekają…

Dwa dni później sala sejmowa zastygła w oczekiwaniu na wynik wyborów Zgromadzenia Narodowego. Kandydaturę Jaruzelskiego udało się dosłownie przepchnąć dzięki gorączkowym zabiegom grupy posłów „Solidarności”: 11 parlamentarzystów OKP nie wzięło udziału w wyborach, a 7 oddało celowo głosy nieważne. Głos nieważny oddali: Andrzej Wielowieyski, Wiktor Kulerski, Andrzej Miłkowski, Aleksander Paszyński, Andrzej Stelmachowski, Stanisław Stomma, Witold Trzeciakowski. Jeden senator OKP, Stanisław Bernatowicz, głosował za.
W głosowaniu nie uczestniczyło 11 parlamentarzystów OKP – posłowie: Paweł Chrupek, Adela Dankowska, Marek Jurek, Lech Kozaczko, Jerzy Pietkiewicz, Maria Stępniak, Henryk Wujec; senatorowie: Zdzisław Nowicki, Krzysztof Pawłowski, Andrzej Szczepkowski, Mieczysław Ustasiak.
Jaruzelski zasiadł więc w fotelu prezydenckim, a Kiszczak, szef MSW do 1990 r., likwidował akta, przekształcając resort tak, by uchronić większość funkcjonariuszy SB przed konsekwencjami. Zaczęła się prywatyzacja, czyli rozdawnictwo majątku państwowego między swoich. Wojskową Służbę Wewnętrzną – kontrwywiad, oraz Zarząd II Sztabu Generalnego – wywiad, połączono w Wojskowe Służby Informacyjne. Weryfikacja SB była pobieżna, WSI nie ruszano w ogóle.
W 1989 r. lekko muśnięto farbą zewnętrzną fasadę, pozostawiając potężny gmach systemu nietknięty. Sojusznicy Moskwy szybko odzyskali tę część realnej władzy, którą na moment utracili – i są dzisiaj o tyle bardziej niebezpieczni, o ile mniej widoczni w życiu publicznym. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa wiedzą, że ich centrala jest w Moskwie.
A Polacy wciąż czekają na wyjaśnienie zbrodni popełnionych na trzech księżach: Stefanie Niedzielaku i Stanisławie Suchowolcu – zamordowanych w cieniu Okrągłego Stołu, oraz ks. Sylwestrze Zychu, zabitym tydzień przed haniebnym głosowaniem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17412,wyb ... palek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 10 maja 2013, 06:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
III RP to twór nawiązujący do bolszewizmu, jak i do nazizmu. Czerpie całymi garściami ze zdobyczy swoich poprzedników.
Tworzy nam fikcyjną rzeczywistość niczym przywódcy Korei Pn. Koreańczykom.
Komu nie starcza rozumu na własną dociekliwość ten wierzy w medialny bełkot władzy, zarówno w Polsce, jak i w Korei Pn.
Różnice w przekazywanych treściach powoli się zacierają. W Korei Pn. ich wódz wskakiwał na tęczę, a u nas nasi wodzowie jako czołówka prowadzili strajkujące tłumy. Jedno i drugie jest oczywistą nieprawdą, ale ilu w nią wierzy, bo ... nie korzystają z rozumu.


Strajk w stoczni w 1988 roku

Piotr Szubarczyk

Wiosną 1988 r. rozpoczęła się fala strajków – największa od Wielkiego Sierpnia. Polaków elektryzował strajk w Stoczni Gdańskiej, rozpoczęty w przeddzień 3 maja. To kolebka „Solidarności”!

Stoczniowcy żądali przywrócenia NSZZ „Solidarność”. Poparł ich Episkopat Polski 3 maja z Jasnej Góry: „Jedynym środkiem prowadzącym do przezwyciężenia kryzysu kraju jest dialog”. Kościół podjął się mediacji w Nowej Hucie i w Gdańsku.

Innego zdania był generał Jaruzelski i grupa, która wprowadzała stan wojenny. Kontrakt z „opozycją demokratyczną” w sprawie „bezkrwawej rewolucji”, czyli zabezpieczenia komunistów, nie był jeszcze gotowy. Z rozkazu Jaruzelskiego w nocy z 4 na 5 maja ZOMO zaatakowało hutę. Strajkujących bito pałami. Tego nie przeczytamy w książce Moniki Jaruzelskiej…

Komuniści byli gotowi na podwyżki (drukowali bezwartościowe pieniądze), ale nie na postulaty polityczne. Stoczniowcy postanowili zakończyć strajk, wychodząc 10 maja ze stoczni w milczącej procesji. Dziś piszą, że w pierwszym szeregu „szli, trzymając się pod ręce, Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki”. To fałszywa legenda. Pierwszy szereg pokazujemy na zdjęciu.

Obrazek

Na czele szedł z wielkim krzyżem Tadeusz Szczudłowski – prawdziwy bohater lat 70., jeden z animatorów sierpniowego strajku. Dziś zapomniany, bo był przeciwko kontraktowi, a Okrągły Stół uznał za zdradę ideałów. Obok szli młody stoczniowiec z wizerunkiem Matki Bożej i mężczyzna z biało-czerwoną flagą. Szczudłowski, zamiast iść do miasta, gdzie pochód miał być rozproszony, ruszył nagle do kościoła św. Brygidy. Przybyli tłumnie gdańszczanie pocieszali stoczniowców, że to moralne zwycięstwo. Skandowali: „’Solidarność’ –dziękujemy!”

Pamiętajmy o zapomnianym strajku sprzed 25 lat. Nie mogli zwyciężyć, bo byli poza tworzonym właśnie układem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/32152,str ... -roku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror III RP
PostNapisane: 05 lip 2013, 21:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31524
Postsowieckie elity

Profesor Tadeusz Manteuffel napisał niegdyś, że podręczniki dla młodzieży były w PRL-u konstruowane tak jakby pisał je nieżyczliwy Polsce cudzoziemiec. Myśl profesora pozwalam sobie przeszczepić zarówno na grunt współczesnej polityki jak i przenieść na postawę środowisk opiniotwórczych. To wszystko jest robione tak jakby ludzie, którzy to robią ani Polski ani Polaków nie lubili.


Nasze matki, nasi ojcowie. Polskie obozy koncentracyjne. Serwilizm wobec Moskwy. Serwilizm wobec Berlina.


Niejednokrotnie wielu z nas zastanawia się nad tym co sprawia, że Polska nie chce być jak Niemcy, Rosja czy Francja a zatem kierować się w swojej polityce egoizmem narodowym i w pierwszej kolejności mieć na względzie interes swoich obywateli niźli interes obcych. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że minister spraw zagranicznych wyżej wymienionych krajów mówi, że jego ojczyzna jest brzydką i biedną panną bez posagu.

Znajdujemy różne przyczyny tego stanu rzeczy – myślimy o nieudolnych rządach, myślimy o wadliwej konstrukcji naszego systemu wyborczego, myślimy o naszej niższości cywilizacyjnej, myślimy wreszcie o tym, co nas spotyka jak o konieczności dziejowej.

Rzadko myślimy o naszej elicie a więc tej warstwie społecznej, która z tego czy innego względu i która w taki czy inny sposób została uznana za najwyższą sferę polskiego społeczeństwa.

Nasza elita to ludzie z Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, z dawnego PZPR, z UB, Informacji Wojskowej, TW, to ludzie najbardziej skłonni do układania się w 1989 roku z komunistami, to ludzie z lewicowych Klubów Poszukiwaczy Sprzeczności i Krzywego Koła.

Ta grupa zastąpiła patriotów zamordowanych w Katyniu. Ta grupa zastąpiła patriotów zamordowanych w ramach „Intelligenzaktion”. Ideę tej akcji wyraził Adolf Hitler w słowach – „Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone da się zepchnąć do roli niewolników.” „Polscy panowie – stwierdził Martin Bormann – mają zostać zabici”. Dodał jeszcze – „dla Polaków może być tylko jeden pan i może być nim wyłącznie Niemiec”. Na sporządzonych przez Niemców imiennych listach proskrypcyjnych(Sonderfahndungsbuch Polen) znalazło się 61 tysięcy nazwisk Polaków „szczególnie niebezpiecznych dla Rzeszy”. Zamordowano 90% z nich.

Nasza elita to ludzie dla których obcy jest etos II Rzeczpospolitej. Obcy są Żołnierze Wyklęci. Obce są wszelkie zrywy niepodległościowe. Obcy jest patriotyzm inny niż instrumentalny.

Nasza elita to ludzie, którzy potrafią się sprzeciwić budowie w Warszawie pomnika osób zamordowanych przez UPA i SS Gallitzien. Na tej liście podpisali się – wymieniam na chybił trafił – Holland, Geremek, Najder, Blumsztajn, Toepliz, Wujec, Rotfeld.

Wrogiem naszej elity jest prawda. Prawda o jej korzeniach. Jeżeli ktokolwiek wyobraża sobie, że dla wszystkich Polaków jest oczywiste, że najważniejsi ludzie Gazety Wyborczej wywodzą się w linii prostej od krzewicieli komunizmu to jest w głębokim błędzie. W jeszcze większym błędzie pozostaje ten, kto sądzi, że taki Adam Michnik jest powszechnie postrzegany w Polsce jako potomek żydowskich działaczy komunistycznych a jego brat dopuszczał się mordów sądowych.

To nie jest wiedza powszechna, lecz ukryta. Ta wiedza nadal ma taką pozostawać dla ogółu i wszelkie jej poszukiwanie, wydobywanie na światło dzienne musi zostać zlinczowane intelektualnie. Życiorys ma być przedmiotem tabu a człowiek nowoczesny winien niczym przykazanie traktować zdanie – „Nikomu i nigdy nie zaglądałem w życiorysy.” Mamy prawo a nawet obowiązek wiedzieć, że Jarosław Kaczyński nie ma prawa jazdy i konta w banku, ale nic nie powinniśmy wiedzieć o życiu świątków naszej elity. Kołakowski, Brus, Geremek - oni mają pozostać nieskazitelni. My zaś mamy wybrać przyszłość.

Cała intelektualna tradycja naszej elity zanurzona jest w lewicowości, przy czym obecnie jest to raczej lewica w stylu Herberta Marcuse aniżeli Karola Marksa. H. Marcuse twierdzącego, że „wszelkie kwestie egzystencji materialnej zostały już rozwiązane, polecenia i zakazy moralne nie obowiązują.” Ernest Hemingway powiedział niegdyś, że „młodym jest się tylko raz a potem to trzeba znaleźć inne wyjaśnienie”, ale chociaż komunizm nigdzie się nie sprawdził to nadal jest wiara weń, wiara, że jest szlachetny i postępowy. Doskonale tą postawę podsumował R. Pipes – „Komunizm głosił postępowe ideały, które zawsze niezmiernie podobają się intelektualistom. Naukowcy żyją w świecie idei i uwielbiają sobie wyobrażać, jak wspaniale by było, gdyby te idee zostały urzeczywistnione. A przecież to nie kto inny, tylko tacy wysublimowani i oderwani od rzeczywistości osobnicy nadają ton myśleniu reszty społeczeństwa”. Nowa lewica to nie rządy proletariatu – nowa lewica to rządy intelektualistów.

Nie mamy innej elity niż elita postsowiecka. Może się wydawać, ze czas to zmieni lub zmienią kolejne wybory.

Nie mam w tej sprawie szczególnych złudzeń. Towarzystwo w miejsce Holland przyjmie jej potomstwo a wygrywający wybory albo ułożą się z elitą albo pójdą z nią na wojnę, która wykrwawi ich siły i mocno nadszarpnie ich autorytet. Bo elita to nie tylko teren krajowy – to także – o czym się zapomina – ważne kontakty dla Zachodu i Wschodu. Ziemkiewicz, Karnowski czy Adam Michnik i Dawid Warszawski – no pomyślcie sami… Z kim będzie lepiej się porozumieć „Czerwonemu Danemu”?

Cóż taki to czas nastał, że lepiej mieć dziadka w KPP lub w Wehrmachcie aniżeli w Armii Krajowej. Naprawdęnie było nikogo, kto w sprzyjającym czasie rzeczywiście chciał wyszarpnąć lejce władzy komunistom i ich woźniców zepchnąć z kozła?

To tyle.

Howgh!

Krzysztof.

*„Powtarzam: „Solidarność” władzy nie wygrała, lecz otrzymała ją w podarunku i to faktycznie z rąk Moskwy. Że ja majaczę? Że chcę odjąć chwałę kombatantom i nie wiem co mówię? Słyszę już te głosy. Panowie, spokój, ja wiem i to z drobnymi szczegółami, wiem od bezpośrednich aktorów tych wydarzeń. (…). Inżynierem tej całej zabawy był gen. Kiszczak, on wymyślił Okrągły Stół (to był oryginalny wkład Polski do projektu Gorbaczowa), on namawiał.”– Adam Schaff – „Pora na spowiedź” (1993). Adam to taki brat – łata Bronisława Baczki, Leszka Kołakowskiego i Zygmunta Baumana na progu ich kariery w nowych komunistycznych realiach.

http://zamkinapiasku.salon24.pl/518864, ... ckie-elity


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 53 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /