Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 418 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 01 cze 2017, 17:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/21-sierpnia-1621-r ... enie-rygi/

21 sierpnia 1621 roku, Szwedzi rozpoczęli oblężenie Rygi
21 sierpnia 2016 00:00

Obrazek

Król Szwecji Gustaw Adolf, korzystając z faktu, iż Rzeczpospolita koncentrowała swoje siły na południu do walki z najazdem tureckim, zaatakował Inflanty.
21 sierpnia jego armia w sile około 17 tys. żołnierzy, rozpoczęła oblężenie bardzo ważnego miasta jakim w tym okresie była Ryga. Przeciw nawale szwedzkiej stanął hetman polny litewski Krzysztof Radziwiłł ze skromnymi siłami w liczbie około 1,5 tys. żołnierzy. Niestety z tak nielicznym wojskiem nie mógł on wesprzeć oblężonego miasta, które broniło 900 żołnierzy oraz około 3,5 tys. milicji miejskiej.
Mimo heroicznej obrony, 25 września mieszkańcy Rygi, straciwszy nadzieję na odsiecz poddali miasto Szwedom.

Zdj. Zamojskie Bractwo Rycerskie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 05 cze 2017, 19:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/26-sierpnia-1671-r ... iny-dworu/

26 sierpnia 1671 r.: błyskotliwe zwycięstwo Jana III Sobieskiego. Jego sukcesy nie zostały wykorzystane z winy dworu
Opublikowane 2016/08/26 w I RP - rocznice

Obrazek

Od 1659 r. trwała wojna polsko-rosyjska, a przedmiotem sporu była między innymi Ukraina. W grudniu 1666 r. wojsko kwarciane zostało rozbite przez Kozaków pod dowództwem Piotra Doroszenki, który rok wcześniej został hetmanem kozackim. Kozacy po raz pierwszy od ugody hadziackiej z 1658 r. walczyli przeciwko Rzeczypospolitej. Zmusiło to Polskę do szukania porozumienia z Rosją.

W traktacie w Andruszowie z 30 stycznia 1667 r. Dniepr uznano za granicę posiadłości obu stron na Ukrainie. Doroszenko zabiegał o protekcję w Stambule, stawiając sobie za cel zjednoczenie Ukrainy rozdartej między dwa państwa. W październiku 1669 r. z pomocą Tatarów bezskutecznie oblegał hetmana Jana Sobieskiego w obozie warownym pod Podhajcami. W wyniku porażki musiał uznać się za poddanego króla polskiego. W 1668 r. próbował wzniecić na Ukrainie Lewobrzeżnej powstanie antyrosyjskie. W 1670 r. zażądał od Rzeczypospolitej uprawnień przekreślających faktycznie jej zwierzchnictwo nad Ukrainą. Władzę hetmańską przekazano jego rywalowi Michałowi Chanence, a Doroszenko udał się pod opiekę sułtana.

Na skutek interwencji Doroszenki w Stambule, Adila Gireja, zniechęconego po klęsce pod Podhajcami, zastąpił w chanacie krymskim wojowniczy Selim Girej. Oddziały kozacko-tatarskie rozpoczęły wojnę z Rzecząpospolitą, natrafiając na nieliczne (4 tys.), ale świetnie dowodzone przez hetmana Jana Sobieskiego wojsko koronne. Z powodzeniem zastosował on taktykę z kampanii podhajeckiej, polegającą na atakach jazdy na najsłabsze punkty przeciwnika. Odniósł błyskotliwe zwycięstwa pod Bracławiem (26 sierpnia 1671 r.) i Kalnikiem (21 paździenika) oraz poddał królowi Michałowi Korybutowi Wiśniowieckiemu szereg innych miast. Militarne sukcesy nie zostały wykorzystane z winy dworu, obawiającego się wzmocnienia pozycji Sobieskiego, któremu zwycięstwa przysporzyły znacznej popularności.

Opis bitwy:

Gdy do stojącego pod Oryninem (w pobliżu Kamieńca Podolskiego) Jana Sobieskiego doszła wieść o odejściu z Ukrainy znacznych sił tatarskich, hetman doszedł do wniosku, że jest to doskonały moment do rozpoczęcia działań ofensywnych. Wobec tego 20 sierpnia z samą jazdą i dragonią ruszył komunikiem przeciwko stojącym w okolicach Pieczary wojskom kozacko-tatarskim. Pomimo, że żołnierze Sobieskiego szli nocami po bezdrożach, nie zdołali zaskoczyć nieprzyjaciela. W porę ostrzeżeni Kozacy i Tatarzy schronili się wBracławiu, przy czym Kozacy zajęli górne miasto, a Tatarzy dolne. Gdy próba wywabienia Kozaków i Tatarów nie powiodła się, Sobieski skierował swe siły między oba miasta i odciął w ten sposób Kozaków od Tatarów. Znajdujący się w dolnym mieście Tatarzy rzucili się do ucieczki, a w pogoń za nimi ruszyły prawie wszystkie siły Sobieskiego. Uciekających Tatarów ścigano aż do odległego o 30 km Batoha i całkowicie rozproszono. Znajdujący się w górnym mieście Kozacy, widząc klęskę Tatarów, poddali się. Według relacji dowódcy wojsk tatarskich Omera Alego Tatarzy stracili w bitwie i pościgu 500 zabitych.

źródło: Muzeum Historii Polski / Wikipedia

opublikowane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 04 lip 2017, 15:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2017/07/03/wiern ... unia-cz-2/

„Wierność i stałość przez ogień wypróbowana”– refleksja o postawie nowożytnych mieszczan wobec wroga podczas oblężeń na przykładzie Torunia cz. 2
Historia wojskowości, Nowożytność, Wojskowość i Rekonstrukcje | Arkadiusz Bożejewicz | 3 lipca 2017 14:00

W historii każdego nowożytnego miasta jest wiele okresów wzrostu i dobrobytu, ale też niemal równie wiele prób i wyrzeczeń: klęsk elementarnych, epidemii, kryzysów i – najgorszych z tego wszystkiego – wojen. Nie ominęły one także Torunia, dużego i prężnie się rozwijającego miasta-twierdzy z długimi tradycjami ustrojowymi, które leżało na pograniczu różnych kultur, wyznań religijnych, systemów politycznych i gospodarczych.

Obrazek
Szturm Torunia przez wojska Jana Kazimierza w 1658 roku według ryciny Erika Dahlberga.


Postępowanie obrońców wobec cywili również przedstawiało się dość rozmaicie, zależało od dyscypliny i liczebności garnizonu oraz woli jego dowódców. Zdarzały się pewne tarcia między wojskiem a patrycjatem, ale zwykle były one marginalne i nie miały zbyt dużego wpływu życie mieszczan, pomijając kwestie kosztów wyżywienia, zakwaterowania i zaopatrzenia żołnierzy. Co do wynagrodzeń strat, miasto nigdy nie otrzymało pełnej rekompensaty. Co prawda, w 1629 r. sejm postanowił zwolnić Toruń od podatków do końca wojny, ale konflikt trwał jeszcze zaledwie pół roku, więc nie udało się całkiem uratować majątku większości kupców. Być może jest to jeden z powodów, dla których w 1655 r. już po dość krótkich negocjacjach twierdza poddała się bez wystrzału. Kiedy trzy lata później odzyskano Toruń, ta wcześniejsza kapitulacja wobec Szwedów została potraktowana jak wiarołomstwo, kwestia odszkodowań nie wchodziła zatem w rachubę. Na rekompensaty po 1703 r. nie było już żadnych środków, wielka wojna północna z Karolem XII trwała jeszcze bardzo długo, a miasto kompletnie się wyludniło i upadło, podobnie jak reszta kraju. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że patrycjat zwykle unikał, kiedy tylko mógł, narzucania mu garnizonu, zwłaszcza kiedy składał się on z wojsk królewskich, niezależnych od Rady i wpływających na jej autonomiczną politykę. Mieszczanie woleli polegać na własnych siłach i sukcesywnie rozbudowywanych umocnieniach, dostosowanych do obrony przed artylerią.

Jeszcze jednym bardzo ważnym czynnikiem, wpływającym na opisywane wydarzenia, jest rola pojedynczych osób, ich charyzma, niezłomność i zdolność do przekonywania innych. Najlepszym przykładem takiej jednostki jest dowódca obrony Torunia w 1629 r., Gerard Denhoff. Był on co prawda człowiekiem zupełnie niezwiązanym z miastem, pochodził z Inflant i był lojalnym królewskim dworzaninem, ale potrafił utrzymać porządek i dzięki osobistemu przykładowi oraz zdolnościom przywódczym uratował miasto przed zajęciem przez wojska feldmarszałka Wrangla. Nie wiadomo, czy byłoby to możliwe, gdyby nie współpraca z burmistrzem Preussem, który dowodził strażą miejską i wspierał Denhoffa w krytycznej chwili, gdy Rada, przerażona początkowymi postępami Szwedów, chciała ponoć poddać miasto. Także zwykli mieszczanie zapisali się w historii tego oblężenia. Wspomina się na przykład Jakuba Dorotkę, który obronił barbakan przy Bramie Chełmińskiej, czy załogę działa zwanego Mnichem, która celnym ogniem zniszczyła stanowisko artyleryjskie Wrangla.

Takich jednostek zabrakło w 1655 r. po stronie obrońców, ale nie po stronie Karola X Gustawa. To między innymi dzięki zdolnościom dyplomatycznym Hieronima Radziejowskiego, znanego senatora Rzeczypospolitej i człowieka, który wskutek konfliktu z Janem Kazimierzem stanął po stronie szwedzkiej, miasto zostało przekonane do poddania się. Szwedzi pozostawili po sobie garnizon bardzo liczny, ale mimo że dowodzący nim Bertold Hartwig von Bulow słynął z dobrego postępowania z okupowanymi osadami, w tym także z Toruniem, miasto wolało stawiać bierny opór i nie wydawało jego żołnierzom np. wystarczającej ilości zaopatrzenia. Tadeusz Nowak pisze w swojej monografii o oblężeniu Torunia w roku 1658, że chociaż żołnierze z garnizonu dosłownie umierali z głodu, mieszczanie posiadali jeszcze zapasy, które mogły wystarczyć na ponad rok. Było to niewątpliwie spowodowane dość dużą siłą perswazji Rady, która nie pozwoliła na rabunek domów i uczestniczyła jako trzecia strona w rozmowach o kapitulacji. W trakcie oblężenia w 1703 r. po stronie obrońców był co prawda charyzmatyczny i dość zdolny komendant obrony, Krystian Dietrich von Robel, ale nie zapobiegł upadkowi miasta, którego umocnienia nie dały już tak skutecznej obrony, zaś ponad sześciotysięczny garnizon był za duży, by Toruń mógł go utrzymać, a za mały, by stawić czoła wrogowi na polu bitwy. Robel był dowódcą niezwykle honorowym, który nie chciał opuścić swoich żołnierzy i próbował ich uratować, za co trafił na długi czas do szwedzkiej niewoli. Czy mógł wpłynąć na udaną obronę miasta? Wydaje się, że bez żadnej nadziei na odsiecz i wobec topniejących sił (w ostatniej fazie oblężenia umierało mu około 10–12 ludzi dziennie), mimo tak licznych sił obrona nie mogła równać się z nowoczesną, tzw. vaubanowską sztuką oblężniczą, dzięki której przeciwnicy mogli bezkarnie ostrzeliwać jego ludzi z odległości zaledwie stu metrów, tracąc przy tym znacznie mniej żołnierzy niż obrońcy1. Tak zakończyło się ostatnie oblężenie miasta w ramach jego przynależności do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W późniejszych latach jeszcze dwa razy było zmuszone się bronić przed atakami w czasach napoleońskich, po czym nastąpił długotrwały spokój, który trwa bez większych zakłóceń aż do dnia dzisiejszego.


„Fides et Constantia per ignem probata…” – subiektywna ocena postawy mieszczan

Obrazek
Medal wybity dla uczczenia udanej obrony Torunia przed Szwedami.


W toruńskim muzeum okręgowym znajduje się pewien piękny złoty medal. Z jednej strony przedstawia on palące się miasto, które mimo tych wszechogarniających płomieni, broni się przed niewidocznym przeciwnikiem, kierując w stronę źródeł ognia swoje działa. Na około tej sceny widnieje inskrypcja: Fides et constantia per ignem probata – „Wierność i stałość przez ogień wypróbowana„. Żeby zrozumieć, co ten medal naprawdę ukazuje, należy obrócić medal na drugą stronę, gdzie jest ukazany herb przedstawiający bramę i anioła, będące symbolami Torunia, oraz opis ”Dnia 16 lutego 1629 roku miasto obroniło się z Bożą pomocą i męstwem obywateli przed wrogim oblężeniem”. Ten medal bez wątpienia jest jednym z dowodów dumy mieszczan z powodu udanej obrony, pomimo poniesionych strat i zniszczeń. Dumy całkowicie uzasadnionej. Aby jednak móc łatwiej zrozumieć postawę torunian nie można się skupiać na jednym mieście, warto również mieć pewnego rodzaju porównanie z innymi ośrodkami.

Ryga w XVII w. była jednym z największych i najbogatszych portów nad Morzem Bałtyckim. Prawie dwukrotnie większa od Torunia, o wiele wcześniej zakończyła budowę umocnień przeciw artylerii. Pod wieloma względami miasta były bardzo podobne: oba miały krzyżackie pochodzenie, cieszyły się dużą niezależnością, składały się w dużej mierze z kupców niemieckiego pochodzenia, którzy wyznawali w większości religię luterańską, i były gospodarczo związane z wymianą handlową między Rzecząpospolitą a zachodnią Europą. Tymczasem jednak, mimo tych podobnych warunków, Ryga wpadła w ręce szwedzkie po zaledwie czterech dekadach uznawania polskiego zwierzchnictwa w już 1621 r. Co o tym zadecydowało? Można mówić na pewno o większym zróżnicowaniu poglądów mieszczan na sprawy handlowe: część tamtejszej rady miała interesy ze Szwedami, część zaś wiedziała, że jej pozycja majątkowa zależała od mocnej pozycji Rzeczypospolitej i z nią wolała związać swoje losy. W Rydze niedługo po uznaniu polskiego zwierzchnictwa wybuchł tumult na tle religijnym, tzw. rozruchy kalendarzowe, związane z niechęcią protestanckich mieszczan do przyjęcia katolickiego kalendarza gregoriańskiego. Represje, które potem nastąpiły, z pewnością zniechęciły znaczną część mieszczan do nowej władzy, zwłaszcza że Ryga przecież nie była zbyt długo pod polskimi rządami. Znamienne, że Toruń uznawał zwierzchność polskiego monarchy od XV w., a Ryga dopiero od 1581 r., zatem zaledwie od kilku dekad, co mogło być zbyt krótkim okresem, by wykształcić trwałe więzi. Z drugiej strony, Ryga była przed 1621 r. oblegana przez Szwedów parokrotnie i za każdym razem wolała zostać przy królu polskim. W ostatnim oblężeniu padła, ponieważ wszelkie próby odsieczy były skazane na niepowodzenie, a dwumiesięczne oblężenie pozbawiło jej mieszkańców sił do dalszej obrony. W traktacie kapitulacyjnym zastrzegli jednak, że poddali się z powodu rozpaczy spowodowanej brakiem skutecznej odsieczy, a nie wiarołomności.

Obrazek
Medal wybity dla uczczenia udanej obrony Torunia przed Szwedami, druga strona.


Elbląg, duży, bogaty bałtycki port i drugie co do wielkości miasto Prus Królewskich, odegrał zupełnie inną rolę. Również był od prawie dwóch stuleci w granicach Polski, kiedy otoczyły go wojska Gustawa Adolfa. Miał, podobnie jak Toruń, powiązania gospodarcze z Polską, niemiecki i luterański patrycjat oraz dużą niezależność. Z drugiej strony Elbląg nie był wtedy jeszcze scentralizowanym ośrodkiem, bowiem składał się z dwóch miast: Starego, cieszącego się przywilejami i profitami z handlu, oraz o wiele słabszego Nowego, które było jedynie zapleczem rzemieślniczym. Jak opisuje w książce Kryzys Mocarstwa Radosław Sikora, te niesnaski między dwoma ośrodkami dały o sobie znać, kiedy w 1626 r. stanęła pod ich murami armia najeźdźcy z północy. Wtedy to, mimo że Stare Miasto odmówiło wpuszczenia nieprzyjaciół, Nowe, w nadziei na poprawę losu, otworzyło swe bramy i Elbląg padł bez jednego wystrzału w ciągu kilku godzin.

Zupełnie odmiennie pojmowano wierność w średniowieczu, w wiekach XVI–XVIII, a jeszcze inaczej postrzega się tę cnotę obecnie. Niekoniecznie musiała to być wartość bezwzględna, ale miała duże znaczenie dla unormowanych stosunków społecznych. Dziś bardzo trudno jest opisywać sposób myślenia ludzi żyjących przed stuleciami – człowiek współczesny ma inną mentalność niż żyjący w tamtych czasach i nie może tak łatwo odtworzyć wszystkiego, co wpływało na człowieka wieku I, XV czy nawet XIX. To, że współczesność jest czasem szybkich zmian i coraz większych kontrastów, wbrew pozorom również wcale tego nie ułatwia. Co prawda dziś zdarzają się różnice między kulturami i systemami moralnymi, nieraz dosyć znaczne, ale w dobie globalizacji zacierają się i są mniejsze niż w epokach wcześniejszych.

Jak postrzegano lojalność w epoce Wazów czy Wettynów? Jest to bardzo trudne do sprecyzowania. Z pewnością była ona uważana za Virtus – cnotę, wymaganą i będącą swego rodzaju ideałem, do którego należało dążyć. Już Dante w swojej Boskiej Komedii umieścił zdrajców w najniższych czeluściach piekła, co oznacza, że chyba bardziej poważnie niż dziś traktowano wiarołomstwo. Do tych postaw moralnych trzeba jeszcze dołączyć rolę elit politycznych, które wywodziły się ze stanu szlacheckiego, i chociaż ich rola znacznie się zmniejszyła w omawianych czasach, wciąż były one wzorem do naśladowania, typowym dla hierarchicznego społeczeństwa. Stan szlachecki, ze względu na rycerskie korzenie, miał pielęgnować takie ideały, które były związane z honorem, a wśród nich lojalność miała poczesne miejsce. Jednak w okresie nowożytnym rycerza zastępował mniej wierny ideom a bardziej pieniądzom najemnik, a w rozumieniu idei lojalności bardzo namieszał później traktat Książę Niccolo Machiavellego. Ten polityk z Florencji, żyjący na początku XVI w., stawiał rewolucyjne wówczas tezy, według których, jeżeli istnieje odpowiednia koniunktura, zdrada w imię racji stanu jest jak najbardziej dopuszczalna. Choć wydaje się, że nie był on aż tak rozpowszechniony jak obecnie, a czytać go mogła jedynie garstka zainteresowanych i wykształconych ludzi, warto pamiętać, że wśród mieszczan, którzy mieli bardzo rozległe kontakty handlowe i dość szerokie horyzonty, takie poglądy były znane, tak jak dziś często wśród ludzi interesu zaleca się czytanie traktatu Sztuka Wojny Sun Tzu. Te dwie przeciwstawne idee: pierwsza związana z moralnością katolicką i europejskim poczuciem honoru i druga, bardziej koniunkturalna, zmagają się ze sobą w dużej mierze do dziś.

Bibliografia:

1. Kamiński A., Gerard Denhoff w służbie Wazów (1590–1648), http://www.akaminski.w8w.pl/publikacje.html (dostęp: 9 lipca 2014 r.).
2. Cackowski S., Terytorium, ludność, władze miejskie, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), M. Biskup , Toruń 1994, s. 7–45.
3. Naworski Z., Rola Torunia w życiu parlamentarnym i publicznym, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), red. M. Biskup, Toruń 1994, s. 93–139.
4. Dybaś B., Dzieje wojskowe Torunia, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), red. M. Biskup, Toruń 1994, s. 141–168.
5. Sikora R., Wojskowość polska w dobie wojny polsko-szwedzkiej 1626–1629. Kryzys Mocarstwa, Poznań 2005.
6. Ziemlewska A., Ryga w Rzeczypospolitej polsko-litewskiej (1581–1621), Toruń 2008.
7. Machiavelli N., Książę. Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza, opr. K. Teodor Toeplitz, Warszawa 1984.
8. Sun Tzu, Sztuka wojny. Traktat, Gliwice 2012.
9. Clausewitz K. von, O wojnie, Warszawa 2010.
10. Nowak T., Oblężenie Torunia w roku 1658, Toruń 1936.
11. Poraziński J., Oblężenie Torunia w 1703 roku. Uwagi i refleksje w związku z 300 rocznicą, [w:] Rocznik Toruński, T. 30, 2003, s. 65–84.
12. Sahanowicz H., Wojna daleka i bliska. Problem wpływu wojen pierwszej połowy XVII wieku na społeczeństwo, [w:] Wojny Północne w XVI–XVIII wieku, red. B. Dybaś, Toruń 2007.

Redakcja merytoryczna: Grzegorz Antoszek
Korekta językowa: Aleksandra Czyż

1. Sébastien le Prestre de Vauban (1633–1707) był francuskim fortyfikatorem w czasach Ludwika XIV. Zasłynął nie tylko z rozbudowy całego łańcucha twierdz na granicach Francji, ale przede wszystkim z opracowania nowatorskiego i aż do XIX w. skutecznego systemu prowadzenia działań oblężniczych, zwanego również „regularnym oblężeniem”.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 11 lip 2017, 17:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/8-wrzesnia-1514-bi ... no-o-niej/

8 września 1514: bitwa pod Orszą, czyli jedno z największych zwycięstw polskiego oręża. „Zapomniano” o niej na wiele lat…
Opublikowane 2016/09/08 w I RP/I RP - rocznice



Bitwa pod Orszą okazała się wielkim zwycięstwem Polaków i Litwinów nad mającymi przewagę liczebną żołnierzami Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Upamiętniona została jedną z tablic na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Do bitwy doszło 8 września 1514 r. podczas trwającej w latach 1512-1522 wojny litewsko-moskiewskiej. Doszło do niej, choć formalnie między Wielkim Księstwem Moskiewskim a Wielkim Księstwem Litewskim istniał pokój wieczysty. Do wojny pretekst znaleźli Rosjanie. Otóż król Polski Zygmunt I Stary zawarł z chanem krymskim Menglim I Girejem sojusz obronny, a Tatarzy krymscy mieli za zgodą polskiego króla wyprawiać się zbrojnie na Moskwę. Doszły do tego pretensje Rosjan o sposób traktowania w Polsce Heleny Moskiewskiej, wdowy po Aleksandrze Jagiellończyku, której odmówiono koronacji, gdy nie zgodziła się zostać katoliczką.

Obrazek
Iwan Czeladnin


Przygotowania Moskwy do wojny przebiegały planowo. Główną rolę odegrał w nich niezwykle zdolny dyplomata, wielki książę moskiewski Wasyl III (1479-1533). Rozbudował artylerię i piechotę. Zlikwidował większość przywilejów dla książąt i bojarów. Nawiązał stosunki dyplomatyczne z wieloma dworami Europy.

Wojnę z Wielkim Księstwem Litewskim rozpoczął Wasyl III już w listopadzie 1512 r. W zimie 1512 r. i latem 1513 r. próbował bezskutecznie zdobyć Smoleńsk. Litwini z wielką determinacją przez wiele tygodni bronili miasta-twierdzy, które stało się symbolem oporu przeciw Moskwie.

Wasyl III nie miał zamiaru rezygnować. Wiosną 1514 r. wyruszył z armią liczącą 80 tys. żołnierzy i kilkaset armat. Oblężeniem kierował kniaź Michał Gliński. To postać niezwykle ciekawa. Sam wywodził się z rodu tatarskiego, co nie przeszkadzało mu wcześniej walczyć z Tatarami. Jako marszałek nadworny litewski odniósł spektakularne zwycięstwo nad nimi w bitwie pod Kleckiem na Rusi Czarnej. Teraz stanął na czele wojsk moskiewskich przeciwko Litwinom i Polakom.

Jego wojska zastosowały skuteczną tym razem taktykę ostrzału artyleryjskiego Smoleńska, w rezultacie czego 30 lipca 1514 r. obrońcy miasta poddali się, a 31 lipca do Smoleńska przyjechał sam Wasyl III.

Już w sierpniu 1514 r. doszło do skierowanego przeciwko Polsce i królowi Zygmuntowi Staremu sojuszu. Zawarli go wielki książę moskiewski Wasyl III, król Niemiec i cesarz rzymski Maksymilian I Habsburg oraz wielki mistrz zakonu krzyżackiego Albrecht Hohenzollern. Wspólnie mieli rozpocząć wojnę przeciwko Polsce i Litwie, a potem podzielić łupy. Moskwa miała zagarnąć znaczny obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzisiejszy teren Ukrainy i Białorusi), a cesarstwo niemieckie ziemie należące do zakonu krzyżackiego.

Obrazek
Konstanty Ostrogski


Tymczasem król Polski Zygmunt Stary postanowił przyjść z odsieczą Smoleńszczyźnie zajętej przez Moskwę. Zorganizował wyprawę wojenną. Na czele armii polsko-litewskiej stanął hetman wielki litewski książę Konstanty Ostrogski, doświadczony dowódca, który jeszcze za rządów króla Jana Olbrachta odnosił zwycięstwa nad Tatarami. Jego pierwszym podkomendnym był Jerzy Radziwiłł Herkules, wcześniej pogromca Tatarów, Krzyżaków i Rosjan, ojciec Barbary Radziwiłówny, przyszłej królowej Polski.

Do decydującej o losach wojny bitwy doszło pod Orszą. Nieoceniona okazała się w niej lekka jazda litewska, lekka i ciężka jazda polska, piechota najemna, głównie ze Śląska, ochotnicy z Czech, a także sprzęt artyleryjski oraz umiejętności inżynieryjno-saperskie. Rosjanie nie przewidzieli, że wojska polskie i litewskie przeprawią się przez Dniepr mostem pontonowym zbudowanym z bali, łodzi i opróżnionych beczek po piwie i winie. Przeprawę przez rzekę zorganizował Jan Baszta z Żywca, którego polski król wynagrodził za ten czyn nadając mu przywilej zwolnienia od cła pobieranego na Wiśle od tratew z drzewem. Według pobożnej tradycji, żołnierzom polskim i litewskim uczestniczącym w bitwie ukazał się św. Kazimierz, patron Polski i Litwy.


Przeprawa polskiej artylerii po improwizowanym moście pontonowym, widoczne pod deskami łodzie i beczki


W bitwie zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy moskiewskich, a wielu z najznakomitszych rodów (np. Rurykowiczów, Bułhakowów) dostało się do niewoli. Do niewoli dostał się też dowódca wojsk moskiewskich książę Iwan Czeladin. Bitwa dowiodła, że wojska polskie i litewskie skutecznie mogą bronić swojego terytorium.

O zwycięstwie król Zygmunt Stary powiadomił papieża i monarchów europejskich.


Oddział ciężkiej jazdyOddział ciężkiej jazdy


Bitwa pod Orszą była jedną z trzech zwycięskich dla wojsk litewsko-polskich. Także pod Orszą zostały odniesione inne polskie zwycięstwa nad Moskalami 13 lipca 1508 r. i 7 lutego 1564 r.

Warto dodać, że licząca dziś 120 tys. mieszkańców i leżąca w regionie witebskim Orsza jest jednym z najstarszych miast Białorusi. Pierwsza wzmianka o jej istnieniu pochodzi z 1066 r. Kolejno należała do księstw połockiego, smoleńskiego i witebskiego. W XIII w. została włączona do Litwy, a w 1567 r. do Korony Królestwa Polskiego. W 1620 r. otrzymała od króla Zygmunta III Wazy prawa miejskie, a monarcha ufundował tu kolegium jezuickie. Po I rozbiorze zajęła ją Rosja. W latach 1922-1991 należała do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.



O bitwie pod Orszą „zapomniano” na wiele lat. Nie godziło się przypominać porażek, które odnosili władcy Kremla. Dopiero w 1995 r. staraniem pracujących w Orszy księży marianów postawiono krzyż na miejscu bitwy, a w miejscowym kościele zawieszono kopię obrazu „Bitwa pod Orszą”, którego oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.

W Antowilu, wiosce należącej do parafii w Orszy, urodziła się 29 października 1833 r. Celina Borzęcka, współzałożycielka ss. zmartwychwstanek, wyniesiona na ołtarze w 2007 r.

Wojciech Świątkiewicz, Idziemy nr 36 (468), 7 września 2014 r. / fot. Wikipedia
http://www.idziemy.pl/polityka/zwyciest ... moskalami/

Piękna pieśń chwały, która przypomina o polskim triumfie w Bitwie pod Orszą, kiedy wojska polskie i litewskie zatrzymały nawałę moskiewską [wideo]
http://niezlomni.com/piekna-piesn-chwal ... oskiewska/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 14 lip 2017, 21:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30441
Okrutna rzeź humańska na Ukrainie polskiej - a Katarzyna II i polscy renegaci

Rozpoczęta przez tzw. hajdamaków (kozaków z Siczy Zaporoskiej najeżdżających Polską Ukrainę) szeroko rozprzestrzeniona w roku 1768 akcja mordowania Polaków i Żydów na Ukrainie nie była bynajmniej bezpośrednim następstwem - jak chcą niektórzy- Konfederacji Barskiej. Wkrótce bowiem po wstąpieniu na tron moskiewski Katarzyny II rozpoczęły się usilne podburzania ludności ukrainnej do buntu przeciwko Polsce. I tak, już w czasie bezkrólewia po śmierci Augusta III, dochodziło do podburzania miejscowych chłopów do buntu w Smilańszczyźnie, w starostwie czerkaskim (dobra Lubomirskiego) oraz w innych okolicach Ukrainy. Jeszcze też przed założeniem Konfederacji Barskiej - polski magnat w służący w armii carskiej w stopniu generała-lejtnanta - książę Kasper Lubomirski herbu Drużyna- (także poseł na polskie sejmy i nota bene uczeń Collegium Nobilium) podburzał do buntu przeciwko Polsce prawosławnych chłopów ukrainnych w takich miejscowościach, jak: Berszada, Kruty, Jaorlik, Pobereże. Wówczas jeszcze jednak polskie wojska na Ukrainie "/.../ trzymały jako tako na wodzy /../" hajdamaków.

Zatem bunt który później przerodził się w słynna rzeż humańską miał swoje podłoże w inspiracji władz carskich (nawet jeśli później ta sama Katarzyna II rzęź ukróciła), posługujących się w tym celu m.in. polskimi renegatami.

Właściwa rzęż rozpoczęła się gdy polskie wojska na Ukrainie połączyły się z Konfederatami Barskimi i opuściły tym samym swoje dotychczasowe placówki, a " [obydwaj obywatele Rzeczypospolitej] archirej perejesławski Gierwazy Linowski i Melhizedech Jaworski, ihumen motreńskiego monastyru prawosławnego [Monasteru Motronińskiego w miejsowości Mielniki, połozżnego na polskiej Ukrainie] nie byli pobudzili Żeleźniaka, watażki kozaków zaporoskich [pierwszy zawiązek "grupy uderzeniowej "Żeleźniaka powstał w lesie koło monasteru motreńskiego własnie - ok 25 km na południe od Czerkas, ok 20 km na zachód od Dniepru), do wtargnięcia na Ukrainę, okazywaniem mu pisemnego w tej mierze rozkazu carowej, w którym wzywała kozaków i lud ukraiński do tępienia szlachty zbuntowanej przeciw niej i królowi polskiemu i wygubienia wszystkich nie wyznających wiary prawosławnej"[ tj. nie tylko katolików sensu stricte , ale i unitów]

Skutki były porażające. Nie miejsce też tu i pora opisu okrucieństw dokonanych na Ukrainie latem 1768 roku Polakach i Żydach jeszcze przed właściwą rzezią Humania. Wystarczy przypomnieć, iż w wielu miejscach tłum (wraz z kobietami i dziećmi) dokonywał niewyobrażalnych zbrodni, a normą było wieszanie obok siebie Polaka, Żyda i psa z napisem: "Lach, Żyd i Sobaka, wse wiera odnaka". Z kolei podczas uśmierzania buntu król S.A Poniatowski podpowiedział hetmanowi Branickiemu aby dla wielu ze schwytanych na okrucieństwach chłopów ucinać po jednej ręce i nodze i następnie odsyłać ich do ich rodzinnych wsi, celem wzbudzenia postrachu.

http://szukajacprawdy.salon24.pl/793482 ... y-renegaci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 16 lip 2017, 19:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/09/12/stefa ... -monarcha/

Stefan Batory. Niedoceniony książę został wielkim monarchą
Artykuły, Nowożytność | Jagoda Marek | 12 września 2016 13:00

Stefan Batory nosił polską koronę przez 11 lat. Jako książę siedmiogrodzki, nigdy nie był głównym pretendentem do tronu. Tylko nieliczni popierali jego kandydaturę, zaś wielu próbowało mu zaszkodzić. Jednak, mimo ciągłych przeszkód, okazał się wielkim monarchą, wspaniałym dyplomatą i dzielnym wojownikiem.

Obrazek
Król Stefan Batory na obrazie Marcina Kobera, 1583 r.


Pochodzenie i wykształcenie

Stefan Batory przyszedł na świat 27 września 1533 r. w Szilágysomlyó. Był synem Stefana Batorego i Katarzyny Telegdi. Reprezentował stary węgierski ród magnacki, który w Polsce był dobrze znany. Nie wiele wiadomo o wychowaniu przyszłego króla Polski. Jednak, analizując jego listy i przemówienia, w których wykazał się doskonałą znajomością łaciny i wyrobionym charakterem pisma, można przypuszczać, że był pod opieką bardzo dobrych nauczycieli. Oprócz łaciny i języka ojczystego, doskonale opanował język niemiecki i włoski. Dzięki temu, Batory zaliczał się do grupy ludzi oświeconych. Prawdopodobnie przez kilka miesięcy studiował na uniwersytecie w Padwie, starej włoskiej uczelni, gdzie uczyli się także Niemcy, Polacy i Węgrzy. Kontakt z ludźmi pochodzącymi z różnych krajów sprzyjał wykształceniu się tolerancji wobec innych narodów i religii.

Droga do tronu Rzeczpospolitej

Noc z 18 na 19 czerwca 1574 r. niechlubnie zapisała się na kartach polskiej historii. Właśnie wtedy, pod osłoną nocy, Henryk Walezy potajemnie opuścił Wawel i udał się w stronę granicy. Z relacji stajennego wynika, że wieczorem król wymknął się z zamku boczną furtką. Dogoniony, oznajmił, że nie ma zamiaru wracać. Po upływie wyznaczonego przez senatorów terminu powrotu, trzeba było pogodzić się z nastaniem bezkrólewia, które, jak się okazało, trwało prawie półtora roku.

Sejm elekcyjny został wyznaczony na 7 listopada. Na Woli pod Warszawą zjawiła się szlachta, senatorowie oraz wysłannicy monarchów Europy, starających się o polski tron.

Wśród kandydatów znaleźli się m.in.: car Iwan Groźny, cesarz Maksymilian II Habsburg oraz jego syn – arcyksiążę Ernest Habsburg, Jan III Waza, Alfons II – książę Ferrary, a także książę Siedmiogrodu – Stefan Batory. Jerzy Blandrata, poseł Batorego, z wielkim zaangażowaniem prosił o względy dla swego władcy. Zachwalał księcia, mówił o jego przywiązaniu do wiary katolickiej, rzetelności w działaniu, wrodzonej skromności, doświadczeniu na polu bitwy, przywiązaniu do pokoju i sprawiedliwości czy doskonałej pamięci. Blandrata zaznaczył także, że Batory nie zna polskiego, jednak doskonale włada łaciną, która jest powszechna zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech, dlatego bariera językowa nie stanowiłaby przeszkody w rządzeniu.

Głównym kandydatem do polskiego tronu był cesarz Maksymilian II. Habsburgowie od kilku pokoleń starali się zasiąść na Wawelu – chcieli w ten sposób umocnić swoją pozycję w Europie. Czas jednak mijał, a wśród wyborców wciąż nie było jednomyślności. O idealnego kandydata spierano się aż do połowy grudnia. Tymczasem szlachta nieustępliwie stała przy „Piaście”. Jan Zamoyski, przywódca szlachty i zdeklarowany wróg Habsburgów, postanowił porozumieć się ze Zborowskimi, którzy bardzo silnie popierali kandydaturę Stefana Batorego. Jan Zamoyski wygłosił niezwykłą przemowę – uznał, że najodpowiedniejszym Piastem, a tym samym najlepszym kandydatem do polskiego tronu, będzie Anna Jagiellonka. Rozentuzjazmowana szlachta szybko ogłosiła Annę królem Polski, zaś za męża wybrała jej Stefana Batorego, który po jej ewentualnej śmierci miał nie stracić praw do tronu.

Batory zadeklarował przyjęcie wszystkich stawianych warunków, dzięki czemu od razu zyskał przychylność wyborców. Wygłosił ponadto szereg obietnic, m.in.: zapewnienie pokoju z Turcją i bezpieczeństwa ze strony Tatarów, odzyskanie utraconych ziem, umocnienie granic czy wykupienie jeńców z niewoli. Co więcej, przyrzekł, że poślubi Annę Jagiellonkę, za której los czuła się odpowiedzialna cała szlachta.

Sytuacja nowego króla nie była jednak łatwa. Wielu twierdziło, że bezprawnie zasiadł na tronie. Francuzi uważali go za Transylwanina, który samowolnie przybrał tytuł króla polskiego. Stolica Apostolska również nie była mu przychylna – podważano jego prawowierność ze względu na dużą tolerancję wobec innowierców. Cesarz natomiast nigdy nie uznał godności królewskiej Batorego. Ponadto wielu poddanych nie ufało nowemu królowi, patrzono mu na ręce oraz pilnowano skarbów po Zygmuncie Auguście.

Nieustępliwy reformator

Obrazek
Jan Zamoyski


Na początku trzeba zaznaczyć, że Batory nie znalazł w narodzie uznania ani wsparcia. Mógł liczyć tylko na kilku stałych i wykształconych współpracowników. Nieskora do działania szlachta utrudniała działalność króla. Już na pierwszym sejmie, na którym poruszono sprawę buntu Gdańska zagrażającego zarówno władcy, jak i autorytetowi Rzeczpospolitej, przedstawiciele szlachty odmówili udzielenia jakiejkolwiek pomocy na rzecz własnego kraju. Batory pozostał bez potrzebnych środków finansowych. Jednak mimo wszystko postanowił zorganizować obronę na lądzie i morzu. Szybko zrozumiał, że bez floty nie opanuje zagrożenia ze strony Gdańska i Danii. Pragnął wybudować własny port, jednak jego marzenia ziściły się dopiero 350 lat później za sprawą ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego, który wybudował nowoczesny port w Gdyni.

Król nigdy nie lekceważył Turcji, doceniał jej potęgę, dlatego silnie zabiegał o utrzymanie pokojowych stosunków z sułtanem – zapewniał o swoich przyjacielskich zamiarach. Nigdy jednak, co trzeba zaznaczyć, nie pozwolił, aby stracono do niego szacunek.

Batory dbał również o wewnętrzne sprawy Rzeczpospolitej, przeprowadził reformy w wielu dziedzinach. Zaprowadził wojsko zawodowe oraz unowocześnił jego uzbrojenie. Nauczył armię walczyć w trudnych warunkach pogodowych i przyrodniczych. Powołał trybunał Koronny, który miał pełnić funkcję sądu najwyższego stojącego na straży sprawiedliwości. Opiekował się także kościołem, gdyż doceniał jego wkład w polską kulturę i oświatę. Razem ze swoim współpracownikiem, Janem Zamoyskim, przygotowywał reformę szkolnictwa, skupiając się głównie na Akademii Krakowskiej. W Wilnie założył Akademię, zaś w Grodnie i Połocku kolegia jezuickie. Dodatkowo, był zarówno mecenasem, jak i inicjatorem twórczości pisarzy, poetów i historyków. Zależało mu na dobrym opracowaniu dziejów Węgier i Rzeczpospolitej. Czyny Stefana Batorego opisał sam Jan Kochanowski.

Wszechstronny umysł

Stefan Batory był człowiekiem o niezwykłych umiejętnościach i wielu talentach. Kazimierz Tyszkowski napisał: „Znakomity wódz i organizator, wytrawny polityk, zapobiegliwy gospodarz i rządca państwa mu powierzonego, dzielny duchem i wytrwały w przeciwnościach losu, był stworzony na króla wielkiego państwa(…) Wszędzie pozostawiał ślady swojej działalności i we wszystkich dziedzinach życia państwowego jego panowanie było świetną kontynuacją epoki Jagiellonów”1 . Okazał się bardzo dobrym strategiem, wielkim dyplomatą i niezwykle odpowiedzialnym monarchą. Należy pamiętać, że dla wielkich celów wyrzekł się życia osobistego, wiążąc się ze znacznie od siebie starszą Anną Jagiellonką, której nie darzył żadnym uczuciem - zachowywał jedynie pozory małżeństwa.

Poddani nie tylko go nie doceniali, ale także w żaden sposób mu nie pomagali. Wincenty Zakrzewski miał całkowitą rację, pisząc: „Jeśli rzeczywiście król Stefan uczynił wszystko, czego po znakomitym królu można się było spodziewać, jeśli mimo to, naród nie umiał czy nie chciał zrozumieć go, ani poprzeć, jeśli zbawcze zamysły króla odepchnął i wszelką jego pracę udaremnił, to sąd historii będzie musiał orzec i stwierdzić, że naród ten wstąpił już wtedy na drogą wiodącą nieomylnie do upadku i zguby”2 .

Jedynie żołnierze pozostali mu zawsze wierni. Batory umiał ich docenić i hojnie wynagrodzić. Po śmierci króla , 12 grudnia 1586 r., postanowili oddać część żołdu na budowę jego grobowca.

Bibliografia:

1. Besala J., Stefan Batory, Warszawa 1992.
2. Grzybowski S., Król i Kanclerz, Kraków 1988.
3. Wójcik-Góralska D., Król Niemalowany, Warszawa 1983.

1. D. Wójcik-Góralska, Król Niemalowany, Warszawa 1983, s. 256. [↩]
2. Tamże, s. 258-259. [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 19 lip 2017, 21:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/09/14/augus ... ku-polski/

August II Mocny – akuszer upadku Polski
14 WRZEŚNIA 2016 18:00

August II był pierwszym, od czasów Zygmunta III, królem, który władał nie tylko Polską. Jako elektor saski miał nieporównywalnie silniejszą pozycje niż Michał Korybut Wiśniowiecki czy Jan III Sobieski. Wojna, w którą nieoficjalnie wplatał Rzeczpospolitą, doprowadziła do całkowitego upadku jej znaczenia na arenie międzynarodowej oraz ruiny gospodarczej kraju.


Elekcja. Początek panowania

Podobnie jak we wcześniejszych elekcjach, poza wyborem Władysława IV, również ta z 1696 r. była starciem między mocarstwami. Najpoważniejszymi kandydatami do tronu polskiego byli: elektor saski August Wettin i książę Conti. Walka o władzę była dramatyczna, doszło do podwójnej elekcji. Polsce groziła wojna domowa. Na szczęście opieszałość Contiego oraz błyskawiczne działania elektora sprawiły, że po pertraktacjach szlachta uznała wybór Sasa.
Pierwszym zadaniem nowego króla było zakończenie wojny z Turcją. Nie było to łatwe z powodu słabości polskiej armii, która nie była w stanie odzyskać Kamieńca. August II wysłał wspólną polsko - saską armię by jednym uderzeniem odzyskać zajęte przez Turków ziemie. Wyprawa odniosła połowiczny sukces. Wprawdzie pokonano Tatarów pod Podhajcami, nie udało się jednak zdobyć Kamieńca. Pokój w Karłowicach zwrócił Polsce utracone ziemie za cenę utraty twierdz w Mołdawii1 .


Nicolas de Largillière, Portret Augusta II Mocnego z około 1714-1715 roku



Wielka wojna północna

August II planował, podobnie jak Sobieski, zdobyć w dziedziczne posiadanie jakąś ziemię, dzięki niemu jego następcy mieliby ułatwioną elekcję. Uwaga króla skierowała się na Szwecję. W latach 1698–1699 zawarł sojusze z Danią i Rosją. Uczynił to de facto jako elektor saski. W 1700 r. wojska saskie wkroczyły do Inflant. Szybko okazało się jednak, że Szwedzi dowodzeni przez Karola XII są ciężkim przeciwnikiem. Pomijając przebieg konfliktu warto wskazać, że choć Rzeczpospolita oficjalnie w wojnie nie uczestniczyła, to działania zbrojne zrujnowały kraj.
Sukcesy szwedzkie wymusiły na części szlachty detronizację Augusta II (1704). Karol II wskazał Stanisława Leszczyńskiego na nowego króla Polski. W odpowiedzi zwolennicy Sasa zawiązali konfederację. W 1705 r. pod okiem Szwedów miała miejsce koronacja ich kandydata. Dwukrólewie stało się faktem. August II ustanowił wówczas, obecnie najstarsze polskie odznaczenie, Order Orła Białego.
Klęski koalicji antyszwedzkiej zmusiły elektora do podpisania pokoju w Altranstädt. Na jego mocy zrzekł się polskiej korony. Dramatyczne położenie Augusta II uległo poprawie dopiero po rosyjskim zwycięstwie pod Połtawą. Co ważne, nie poszła w ślad za nim poprawa sytuacji Polski. Wciąż obce wojska panoszyły się w kraju i nakładały wielkie kontrybucje. Szlachta uznała nielegalność koronacji Leszczyńskiego oraz potwierdziła władzę Wettina2 .


Konfederacja tarnogrodzka

Po ustaniu zagrożenia ze strony szwedzkiej August II postanowił wprowadzić reformy, zmieniające ustrój Polski w duchu absolutyzmu oświeconego. Spotkało się to z wrogą reakcją szlachty, która zaczęła zawiązywać konfederacje (generalna powstała w 1715 r. w Tarnogrodzie).
Choć walki między konfederatami, a wojskami saskimi były mało intensywne, to pokazały słabość Rzeczypospolitej. Obie strony, najpierw szlachta, potem August II, prosiły o pomoc Rosję. Piotr I skwapliwie wykorzystał ten fakt, czyniąc z Polski państwo zależne od niego.


Sejm Niemy

W 1717 r. obradował sejm, który miał pogodzić króla z konfederatami oraz ustalić zasady funkcjonowania państwa. Stanowił on klęskę królewskich planów. Zakazano Augustowi II opuszczać na dłużej Polskę, nakazano wycofanie z Rzeczypospolitej większości wojsk saskich oraz ograniczono kompetencje urzędników elektora na terenie Polski3 .


Polityka zagraniczna

Po wielkiej wojnie północnej celem polityki Augusta II było uniezależnienie Polski od Rosji. Został on częściowo osiągnięty w 1719 r. Dzięki dyplomacji angielskiej carskie wojska wycofały się z terytorium Rzeczypospolitej. Próby zbliżenia z Prusami (1730) oraz Austrią zakończyły się jednak klęską (1732). Powodem była niechęć państw do elekcji syna Augusta II.


Koniec panowania

August II zmarł 1 lutego 1733 r. W okresie tym obradował sejm, pierwszy od 1726 r., który wybrał marszałka. Król był na tyle słaby, że nie był w stanie podpisywać dokumentów. Powodem śmierci było odnowienie się rany.

Bibliografia
Markiewicz M., Historia Polski 1492- 1795, Kraków 2002.
Staszewski J., August II Mocny, Wrocław - Warszawa-Kraków 1998.

Korekta: Patrycja Grempka

1. M. Markiewicz, Historia Polski 1492- 1795, Kraków 2002, s. 589 – 596. [↩]
2. Staszewski Jacek, August II Mocny, Wrocław-Warszawa-Kraków 1998, s. 128 – 208. [↩]
3. M. Markiewicz, op. cit., s. 613 – 616. [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 19 lip 2017, 21:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/16-wrzesnia-1658-u ... a-narodow/

16 września 1658: unia hadziacka, czyli jak nie powstała Rzeczpospolita Trojga Narodów
Opublikowane 2016/09/16 w I RP/I RP - rocznice



Powstanie Bohdana Chmielnickiego, które wybuchło w 1648 r., stanowiło kulminację konfliktu między spolszczoną szlachtą a Kozakami – grupą powstałą na południowo-wschodnich kresach po licznych i krwawych najazdach tatarskich.

W styczniu 1654 r. Chmielnicki jako wódz wojska zaporoskiego złożył carowi w Perejasławiu przysięgę wierności. W ten sposób wciągnął Rosję do wojny z państwem polsko-litewskim. Spektakularne triumfy wojsk szwedzkich w następnym roku pozwalały sądzić, że Rzeczpospolita już bezpowrotnie utraciła na rzecz Moskwy ziemie ruskie, należące do Ukrainy.

Herb powstańczy z 1863

Zmiana sytuacji w czasie potopu oraz śmierć Chmielnickiego 6 sierpnia 1657 r. pozwoliły przejąć władzę nad kozaczyzną hetmanowi Iwanowi Wyhowskiemu. Doprowadził on do porozumienia z Polakami. Po trudnych, pełnych obustronnej nieufności negocjacjach podpisano w Hadziaczu unię przyznającą Księstwu Ruskiemu pełną autonomię w ramach Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Niezależność miały zapewniać: własne sądownictwo, własna administracja, armia, a także uszlachcenie tysięcy Kozaków. Unia wprowadzała równość prawosławia w stosunku do innych wyznań i przyznawała biskupom cerkwi miejsce w Senacie Rzeczypospolitej. Rejestr (żołnierze opłacani ze skarbu państwa) zmniejszono do 30 tys.

Po obu stronach było wielu niezadowolonych z tych postanowień. Polacy i Litwini uważali je za chwilowe ustępstwa wymuszone klęskami militarnymi. Obawiano się – jak się okazało, słusznie – że sprowokują one Rosjan do wznowienia działań wojennych. Wśród Kozaków przeważały nastroje antypolskie. Mimo zwycięstwa nad Rosjanami pod Konotopem 8 lipca 1659 r., hetman Wyhowski utracił władzę i został zastąpiony przez Jerzego Chmielnickiego, syna Bohdana. W październiku 1659 r. nowy hetman podpisał w Perejasławiu kolejną ugodę z Moskwą.

Obrazek
Dokument przysięgi Jana Kazimierza na tekst unii hadziackiej 10 czerwca 1659


Piotr Zychowicz na łamach Rzeczpospolitej pisał tak:

Czy projekt wielonarodowej Rzeczpospolitej naprawdę był skazany na porażkę? Gdy rozmawiałem kiedyś na ten temat z profesorem Jerzym Pomianowskim, gorąco zaprotestował. Powiedział, że przyczyną upadku Rzplitej były polskie błędy. I nie chodziło mu wcale o liberum veto i polską anarchię, ale o to, że «Rzeczpospolita Obojga Narodów nie przekształciła się w Rzeczpospolitą Trojga Narodów».

«I to mówił sam Henryk Sienkiewicz, a nie jakiś Pomianowski — przekonywał profesor. — To, że tego nie zrobiono, było największą pomyłką, największym błędem historycznym Polski. Właśnie dlatego Polska upadła. Gdy Potiomkin, zdobył dla Katarzyny II Ukrainę los Polski był przypieczętowany. To nas zgubiło. Kozacy niestety poczuli się odtrąceni przez Rzeczpospolitą. Gdyby Rosja miała do czynienia nie tylko z Koroną i Litwą, ale także z Kozakami — ludźmi, którzy wyprawiali się do Konstantynopola i parokrotnie go grabili, wtedy nie poradziłaby sobie z nami tak łatwo.»

[…] Unia Trojga Narodów nie powstała, mało tego 100 lat później z mapy zniknęła Rzeczpospolita. Jak pisał niedawno prof. Janusz Tazbir «dopiero w ubiegłym stuleciu Ukraina pod rządami Symona Petlury zaczęła realizować postanowienia układu z 1658 roku». Niestety — można dodać — równie nieskuteczne. Rację miał ten kto powiedział, że historia Polski jest historią zaprzepaszczonych szans.

Obrazek
Rzeczpospolita Trojga Narodów według unii hadziackiej 1658
źródło: Muzeum Historii Polski / Rzeczpospolita
opublikowane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 21 lip 2017, 18:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/09/18/11-ci ... azimierzu/

11 ciekawostek o Janie Kazimierzu
CIEKAWOSTKI, NOWOŻYTNOŚĆ | KAMIL DOMAGALA | 18 WRZEŚNIA 2016 10:00

Ostatni polski Waza panował w latach 1648–1668. W okresie tym Rzeczpospolita była w dramatycznym położeniu. Król musiał walczyć z buntem Chmielnickiego, Rosją, Szwecją oraz z rokoszanami. Była to jedna z najbarwniejszych postaci na polskim tronie. Jeszcze przed objęciem władzy królewicz wiódł ekscytujące życie. Miał zostać kardynałem i wicekrólem Portugalii, a skończył w więzieniu. Przeprowadził Polskę przez najtrudniejszy dla niej okres w XVII w.

Obrazek
Jan Kazimierz


1.W latach 20. XVII w. Zygmunt III bardziej faworyzował Jana Kazimierza niż pierworodnego Władysława. Wydawało się, że król upatrywał w młodszym synu swego następcę. Działo się to za sprawą Konstancji, która była drugą żoną Zygmunta III. Władysław był dla niej pasierbem, Jan Kazimierz natomiast - pierworodnym. Podczas choroby króla, w 1626 r., wystąpiono z projektem wyznaczenia jego zastępcy. Proponowano, aby został nim Jan Kazimierz. Pomysł został natychmiast odrzucony przez oburzoną szlachtę, która upatrywała w nim wstęp do elekcji vivente rege.
2.Przyszły król posiadał duże doświadczenie wojenne. Jeszcze za życia ojca wziął udział w walkach ze Szwedami w Prusach (1629). Następnie uczestniczył w wojnie smoleńskiej (1632–1634). W czasie wojny trzydziestoletniej dowodził cesarskimi kirasjerami i polskimi ochotnikami w Alzacji.
3.Jan Kazimierz miał zostać wicekrólem Portugalii. Przystał na ten pomysł po tym, jak nie otrzymał od Habsburgów żadnego lenna. Podczas podróży do Hiszpanii został aresztowany we Francji, która prowadziła wówczas wojnę z Hiszpanią. Kardynał Richelieu uznał, że przyszły wicekról Portugalii jest hiszpańskim szpiegiem i nakazał aresztować go. Jan Kazimierz przebywał we francuskim więzieniu od maja 1638 r. do początku 1640 r. Wolność odzyskał dzięki wstawiennictwu brata.
4.W 1643 r. wstąpił do zakonu jezuitów. Nie wytrzymał jednak w tym postanowieniu. Choć nie otrzymał święceń, został kardynałem. W 1647 r., mając widoki na zostanie królem, zrezygnował z tej godności.
5.Podczas elekcji Jan Kazimierz otrzymał wsparcie polityczne od Bohdana Chmielnickiego. Dowódca powstania uznał, że spośród wszystkich kandydatów Waza najlepiej zagwarantuje spełnienie jego postulatów.
6.Żoną ostatniego Wazy na tronie polskim była Ludwika Maria, wdowa po Władysławie IV. Był to związek z rozsądku. Jeszcze przed elekcją Jan Kazimierz obiecał małżeństwo w zamian za poparcie polityczne. Senat wyraził zgodę kierując się aspektami ekonomicznymi. Taniej było ożenić króla z wdową niż szukać nowej małżonki za granicą. Królowa odgrywała nieporównywalnie większą rolę w państwie niż podczas pierwszego małżeństwa. Spowodowane to było częstymi depresjami władcy, który był wówczas wyręczany przez małżonkę
7.Jan Kazimierz dowodził i zwyciężył w największej bitwie XVII-wiecznej Europy. W 1651 r. pod Beresteczkiem starły się wojska kozacko-tatarskie z polskimi. Szacuje się, że w batalii wzięło udział około 160 000 żołnierzy.
8.Za panowania Jana Kazimierza miał miejsce wielki bunt szlachty, nazywany od nazwiska przywódcy rokoszem Lubomirskiego. Oskarżony o zdradę magnat stanął na czele opozycji. W 1666 r. rokoszanie pokonali pod Mątwami wojska królewskie. Przerażona rozlewem krwi szlachta wymusiła na królu i magnacie zawarcie kompromisu.
9.W 1661 r. oraz w 1668 r. wygłosił mowy, w których przewidywał możliwość rozbioru Rzeczpospolitej przez Austrię, Prusy oraz Rosję.
10.W 1668 r. Jan Kazimierz abdykował. Przyczyny tej decyzji były złożone. Jedną z głównych była pogłębiająca się depresja króla. Jego stan psychiczny pogorszył się po śmierci żony w maju 1667 r. Wielką rolę odegrała również dyplomacja francuska. Po upadku projektu elekcji vivente rege Wersal namawiał Jana Kazimierza do abdykacji, dzięki której wzrosłyby szanse Wielkiego Kondeusza na objęcie tronu w Polsce.
11.Ostatnie lata życia spędził we Francji, gdzie został opatem w Saint-Germain-des-Prés. Opactwo było niezwykle dochodowe, co pozwoliło byłemu królowi żyć godnie.

Bibliografia:
Markiewicz M., Historia Polski 1492‒1795, Kraków 2002.
Wisner H., Zygmunt III Waza, Wrocław 2006.
Wójcik Z., Jan Kazimierz Waza, Wrocław 1997.

Korekta: Aleksandra Czyż


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 30 lip 2017, 19:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/dlaczego-polsce-za ... -harcerzy/

Dlaczego w Polsce zamiast słowa skaut używano ,,harcerz”. ,,Polacy mieli sławę najpierwszych w świecie harcerzy…”
Opublikowane 2016/10/01 w Bez kategorii

Obrazek

Harce i harcerze według Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera.

Rodzaj pojedynków czyli utar­czek rycerzy pojedyńczych przed bitwą, które w powszechnym były zwyczaju, a hi­storya prawie każdej walnej bitwy wspo­mina o poprzedniem wyzywaniu się har­cowników na rękę.

Tak r. 1410 pod Koro­nowem przed zaczęciem bitwy Konrad Niemczyc, Ślązak, wyjechał na harc z szy­ków krzyżackich, okuty wraz z koniem w bogatą zbroję i, harcując, wyzywał po niemiecku, a potem po polsku, wojowników naszych. Wtedy z szyków rycerstwa pol­skiego wyskoczył z kopją ku niemu Jan Scycicki, a złożywszy się drzewcem, zwalił z konia zuchwałego Ślązaka i pojmał żywcem.

Obrazek
Jan Tarnowski


Mężny Jan Tarnowski w walnej bi­twie pod Orszą w pełnej zbroi wyjechał na harc, wyzywając nieprzyjaciół do walki sam na sam. Stanisław Stadnicki, pan na Łańcucie, zwany Djabłem, pod Gdańskiem, za Stefana Batorego, gdy Niemców na harc wywabiał, każdego prawie, który wy­stąpić się odważył, ubił, poczem mu żaden pola stawić nie śmiał. Kacper Lipski, ka­sztelan rawski, w harcu pod Cecorą, zdjąwszy jednego Turka z konia, na kopii go przed hetmana Żółkiewskiego przyniósł.

Wyjeżdżać na harc przed bitwą można było tylko za pozwoleniem lub rozkazem wodza. Polacy mieli sławę najpierwszych w świecie harcerzy. Zdarzało się, że naj­dzielniejsi z rycerstwa, przepasawszy się przez piersi na ukos czerwonymi nałęcza­mi (ręcznikami), przed bitwą rzucali się w kilkadziesiąt koni w środek obozu nie­przyjacielskiego i sprawiali popłoch w tysiącach.

Wśród dworzan wojskowych u kró­lów polskich znajdujemy oddzielny zastęp rycerzy konnych, zwanych „harcerzami.” Na dworze Batorego wymienieni są w r. 1585 harcerze Szwaracki i Goreczkowski.

Na dworze Zygmunta III w r. 1590 znaj­dujemy harcerzy 35. Byli nimi: Żółtowski, Łopacki, Chomentowski, Stocki, Ćwikliń­ski, Dankowski, Skrzetuski, Płoński, Lubo­wiecki, Suchczycki, Dobrzechowski, Kru­szyński, Kossakowski, Gojski, Czarnowski, Sieczyński, Trzeszkowski, Żelazo, Mierzewski, Wojnowski, Poradowski, Grabowski, Drożyński, Braniecki, Gojski, Olbierzowski, Lenczewski, Kłopocki, Berdowski, Rzuchowski, Wyszyński, Pobiedziński, Mierzejowski, Dmochowski i Bohumatka.

Każdy z nich miał 2 wierzchowce, pobierał rocznych zasług złotych ówczesnych 120 (dukatów) i na strawne tygodniowo złoty 1 i groszy (srebrnych) 20, a miał także słu­gę, który dostawał 12 łokci sukna.

Prze­łożonym harcerzów był wówczas Jerzy Kretkowski, także w liczbie dworzan poło­żony. Ten miał 6 koni i pobierał rocznej pensyi złotych ówczesnych 400. (Księga rachunków Jana Firleja podskarbiego).

Dawni Polacy mawiali:

„Wyjechać na harc z nieprzyjacielem”

(Sł. Mączyńskiego z r. 1564).

Wyjechać na harc z czymś — znaczy popisywać się z czym, chełpić, ubie­gać o współzawodnictwo.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 02 sie 2017, 16:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30441
Najeżdżanie polskiej Ukrainy przez hajdamaków Siczy Zaporoskiej - połowa XVIII w

Obrazek
Polska granica sucha na Ukrainie w połowie XVIII wieku


Skala zniszczenia Ukrainy polskiej dokonywana przez przybywających z ówczesnej lewobrzeżnej Ukrainy a szczególnie Siczy Zaporoskiej tzw. hajdamaków (oba te tereny znajdowały się wówczas pod władzą moskiewską, przy czym sama Sicz Zaporoska jeszcze do połowy XVIII wieku uznawana była za teren neutralny) były niewyobrażalne. Jak wynikało z raportu sporządzonego po listopadzie roku 1760 przez kanclerza koronnego, od ostatecznego ustalenia się na Siczy władzy moskiewskiej ok 1750 roku , w przeciągu 10 lat (tj. w okresie 1750-1760) dokonano wówczas zburzenia, spalenia lub spustoszenia kilkunastu miast i stukilkudziesięciu wsi. Do tego oczywiście dochodziły liczne rabunki. Dokładne inwentarze sporządzone na przełomie roku 1760/1761 przez kancelarię kanclerza koronnego wskazywały też "na ciągłe łupieże". Ogólna wartość szkód wyrządzonych na polskiej Ukrainie w okresie dziesięciu lat 1750-1760 przez moskiewskich hajdamaków obliczono zatem na 4 miliony ówczesnych złotych polskich. Oprócz powyższego kozacy siczowi zabili w tym czasie na terenie Rzeczypospolitej kilkaset osób.

Co więcej, "kozacy strony moskiewskiej udawali te wycieczki zbójecko-zbrojne i całemi bandami podejmowane za odwiedzanie krewnych lub chodzenie za kupnem/.../ łupami się dzielili z oficerami moskiewskimi, którzy mieli komendy na granicy". Jednocześnie carscy sędziowie graniczni odwlekali wydawanie wyroków na złapanych na rozbojach hajdamaków oraz "wynajdywali tysiące pozory aby wszystkie poszukiwania udaremnić".

Wreszcie "Moskale z swojej strony występowali z dziwacznymi uroszczeniami i likwidowali miliony szkód urojonych, a co zabawniejsza szkody poczynione przez własnych hajdamaków zaliczali do rzędu szkód zdziałanych niby przez zbiegłych z Polski hultajów".

Tak oto ustabilizowanie się władzy moskiewskiej na Siczy oznaczało wzmożenie najazdów tych kozaków na ziemie ukrainne pozostające pod polskim panowaniem.

Cytaty- H Schmitt, Dzieje Polski XVIII i XIX wieku, Kraków 1866, s. 295

https://www.salon24.pl/u/szukajacprawdy ... viii-wieku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 sie 2017, 18:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/unia-lubelska-a-kozacy/

Unia Lubelska a Kozacy
9 sierpnia 2017 05:58

Obrazek

Rok 1569 stanowi ważną cezurę w dziejach Polski i Litwy. Podpisana wówczas Unia Lubelska zakończyła proces rozpoczęty w Krewie, który na przestrzeni lat 1385-1501 kończył się tylko unią personalną. Inicjatorzy zjazdu zjednoczeniowego w Lublinie zdawali sobie sprawę z tego, że dotychczasowe więzi, oparte na osobie władcy i wspólnocie dynastii, okazały się niewystarczające. Konieczne stało się dalsze zacieśnienie unii[1]. Od lat 40 XVI w. trwała walka litewskiej warstwy bojarsko-szlacheckiej, zainspirowanej wolnościami zdobytymi przez szlachtę w sąsiednim Królestwie Polskim, o wyzwolenie spod dominacji magnaterii[2].


Statuty litewskie

Dla ukształtowania się stanu szlacheckiego na Litwie duże znaczenie miała dokonana w roku 1529 kodyfikacja prawa Wielkiego Księstwa Litewskiego w postaci wydania I Statutu Litewskiego. Zredagowany po rusku przez komisję w kancelarii litewskiej Olbrachta Gasztołda kodeks otrzymał sankcję królewską i moc obowiązującą od 1 stycznia 1530 r. W tym samym roku I Statut litewski został z rozkazu Zygmunta Augusta przetłumaczony na łacinę, a w 1532 r. na język polski. Na pierwszych etapach prac redakcyjnych Statut był uzupełnieniem Sudobnika Kazimierza Jagiellończyka (w rozdziałach VIII i IX mowa o sporach o ziemię, w XII – o majątku nieruchomym, w XIII – o kradzieżach), a uzupełniony został o rozdziały dotyczące sądów (VI), nietykalności osobistej szlachcica (VII), prawodawstwa rodzinnego (IV, V), zastawu dóbr (X), stosunków pańszczyźnianych (XI), statusu bojarstwa (I, III) oraz służby wojskowej (II). W oddzielnym rozdziale I Statutu przewidziano możliwość uzupełniania luk w przepisach[3]. Już w 1538 r., po kilku latach obowiązywania Statutu zostały podjęte prace mające uzupełnić nieaktualne przepisy.


Jan Matejko – Unia lubelska


Na sejmie brzeskim w 1544 roku zaczęto domagać się kolejnych zmian. Zmieniono wówczas przepis o wojskowej służbie konnej – odtąd jeden konny miał przypadać na 10, a nie na 8 mężczyzn przeznaczonych do służby wojskowej. Na sejmach lat 1544 i 1547 rozpoczęto także prace nad ustanowieniem komisji pracującej nad nowym Statutem. W odpowiedziach (otkazach) Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta była mowa, że sejm ma obrać dziesięcioosobową komisję, opartą na zasadzie parytetu narodowo-wyznaniowego[4]. Z różnych przyczyn, z których główną był brak środków finansowych, komisję udało się zebrać dopiero na sejmie wileńskim w 1551 roku. W jej skład wchodziło pięciu katolików i pięciu prawosławnych. Nieznane pozostają nazwiska osób wyznania greckiego, wchodzących w skład komisji. W skład części „rzymskiej” wchodzili natomiast: biskup żmudzki Jan Domanowski (prawdopodobnie przewodniczący komisji), kanonik kapituły wileńskiej Stanisław Gabriałowicz Narkuski, który po Domanowskim,, 21 czerwca 1564 roku został mianowany biskupem żmudzkim (prawdopodobnie nie objął rządów w diecezji), sędzia województwa wileńskiego Paweł Ostrowicki, pisarz w kancelarii wielkoksiążęcej Marcin Wołodkowicz oraz wójt wileński, doktor praw Augustyn Rotundus Milewski[5]. Po śmierci biskupa Domanowskiego w 1563 roku skład komisji uzupełnił wybitny znawca prawa rzymskiego i sędzia sądu asesorskiego Piotr Rojzjusz. 7 czerwca 1563 roku na sejmie wileńskim Zygmunt August wydał przywilej stwierdzający, że na wszelkie urzędy „nie tylko podlegli kościołowi rzymskiemu mają być wybierani i wynoszeni, ale jednakowo i zarówno wszyscy ludzie stanu rycerskiego z narodu szlacheckiego wiary chrześcijańskiej, zarówno Litwa, jak i Ruś”. Przywilej ten został potwierdzony i rozszerzony na warstwę kniaziów na litewskim sejmie grodzieńskim w maju 1568 roku[6]. Zakaz piastowania najwyższych urzędów w państwie przez prawosławnych (formalnie wojewody i kasztelana wileńskiego oraz trockiego) sięgał swoją genezą unii horodelskiej z 1413 roku[7]. Przywilej z 7 czerwca 1563 roku, wraz z postanowieniami sejmu w Parczewie (obradującego w dniach 24 czerwca – 12 sierpnia 1564 roku), który przyjął uchwały soboru trydenckiego postawił podwaliny pod tolerancję religijną w Rzeczypospolitej[8].
II Statut Litewski wszedł w życie 11 marca 1566 roku. Różnił się on znacznie od poprzedniego Statutu nie tylko objętością, ale przede wszystkim jasnością myśli prawniczej i systematycznością. Tworząc nowoczesną, na miarę epoki, kodyfikację autorzy uwzględniali dotychczasowe przepisy I Statutu, prawo zwyczajowe oraz praktykę sądową po 1529 r. Nowością podczas redakcji nowego Statutu była adaptacja prawa obcego (rzymskiego, grecko-bizantyjskiego, kanonicznego, niemieckiego, polskiego, ruskiego, a nawet czeskiego) do warunków Wielkiego Księstwa Litewskiego[9]. Drugi Statut Litewski ukazywał stanowisko umacniającej się w państwie całej warstwy bojarów i zachował swoją ważność po podpisaniu Unii Lubelskiej. Najważniejszymi jego postanowieniami było ograniczenie władzy wielkiego księcia. Prócz potwierdzenia dotychczasowych praw, panujący od tej pory nie mógł samodzielnie bez zgody sejmu litewskiego stanowić praw, nakładać podatków i wypowiadać wojny. Równie istotne były zmiany w sądownictwie. Na wzór polski wprowadzono sądy podkomorskie i ziemskie. Statut wzmacniał prawo własności, w tym ograniczając książęce prawo kaduka. Równie istotne było zlikwidowanie zbiorowej odpowiedzialności rodziny za przestępstwo popełnione przez jednego z jej członków[10].


Sejm w Lublinie

Przebieg obrad sejmu lubelskiego, który – zwołany na 23 grudnia 1568 roku – rozpoczął obrady dopiero 19 stycznia 1569 roku pod laską Stanisława Sędziwoja Czarnkowskiego jest dobrze znany z zachowanego diariusza. Pierwsza faza obrad sejmowych zakończyła się potajemnym wyjazdem Litwinów z Lublina w nocy z 28 lutego na 1 marca. Ze strony polskiej przystąpiono wówczas do tworzenia faktów dokonanych. 5 marca 1569 r. do Korony przyłączono Podlasie, w dniu 26 maja przyłączono Wołyń, a 6 czerwca województwa kijowskie i bracławskie. Inkorporacja tych ziem zapoczątkowała powolny , acz zauważalny napływ katolickiej szlachty polskiej na Ukrainę, choć planowa działalność kolonizacyjna zaczęła się dopiero w latach 80. i 90. XVI wieku[11]. Szlachta litewska z przyłączonych obszarów musiała złożyć przysięgę wierności Koronie, a jej przedstawiciele musieli uczestniczyć w sejmach jako posłowie koronni. Tym, którzy nie przysięgli, odebrano ziemię[12]. Powrót reprezentacji litewskiej do Lublina należy zawdzięczać nie tyle presji na panów litewskich przez inkorporację Wołynia i Podlasia, ile naciskowi, jaki na litewskich możnowładców, kierowanych przez Mikołaja Radziwiłła Rudego, wywarła szlachta litewska i białoruska. W rezultacie 6 czerwca podjęto na nowo rokowania i trzy tygodnie później uchwalono unię[13].


Pierwszy rejestr kozacki


Kozacy piszą list do sułtana. Obraz pędzla Ilji Riepina namalowany w latach 1878–1891
Fot: Wikimedia Commons


Przyłączenie do Korony ziem trzech województw Wielkiego Księstwa Litewskiego pozwoliło przygranicznym magnatom na rozszerzenie swoich latyfundiów. Ukształtowana w ciągu następnych kilkudziesięciu lat sieć latyfundiów magnackich na Kresach doprowadziła do skoncentrowania uwagi państwa polskiego na obronie wschodnich granic[14]. Po 1569 roku sytuacja urbanizacyjno-obronna ziem ukrainnych nie poprawiła się. Jedynie wykorzystanie Kozaczyzny i wprzęgnięcie jej w system obronny Rzeczypospolitej mogło przynieść polepszenie stanu obronnego tych terenów[15]. Akcję wykorzystania Kozaków do służby za wynagrodzeniem „przy zamkach naszych” zapoczątkował Zygmunt August uniwersałem z 20 listopada 1568 roku. Uniwersał ten wezwał Zaporożców do powrotu na Ukrainę, nadając jednocześnie wiele praw. Zwolnienie Kozaków z płacenia podatków, nadanie wolności osobistej i wyłączenie spod jurysdykcji starostów oznaczało początek innego rozłożenia podatków i powinności wśród mieszkańców miast[16]. Pierwszy oddział Kozaków rejestrowych w służbie Rzeczypospolitej powołano w 1572 roku, choć dokument popisu generalnego wojska kwarcianego w Trembowli sporządzony w 1569 roku przez hetmana wielkiego koronnego Jerzego Jazłowieckiego już wówczas nieoficjalnie potwierdza istnienie takiego oddziału, którego dowódcą od 5 czerwca 1572 roku mianowany został szlachcic sochaczewski Jan Badowski herbu Poraj, podlegający tylko komendzie hetmana wielkiego koronnego. Na prośbę Jazłowieckiego Badowski jako „senior” Kozaków niżowych został zwolniony od płacenia podatku ze swych domów w Białej Cerkwi oraz otrzymał prawo wyszynku. Nie odpowiadał także przed urzędami wojewódzkimi i starostami[17]. Jego żołd wynosił 6 złotych na kwartał i sukno wartości 14 złotych. Pierwszy rejestr kozacki liczący zaledwie 300 żołnierzy został zalegalizowany we wrześniu 1571 roku oficjalnym ustanowieniem żołdu dla niego[18]. Za pełnioną na pograniczu służbę Kozacy otrzymywali 10 zł rocznie i pewną ilość sukna. Wkrótce jednak rejestr ten rozszedł się ponieważ Rzeczypospolita nie wywiązywała się z obowiązku płacenia żołdu[19]. Tradycja rejestru podtrzymana została przez Stefana Batorego.

Kamil Przybył


Bibliografia:

Bardach J., Statuty litewskie, a prawo rzymskie, Warszawa 1999.
Bardach J., Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego – Pomniki prawa doby odrodzenia [w:] Kwartalnik Historyczny 4/1974. [za:] http://rcin.org.pl/Content/22052/WA303_ ... ardach.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].
Bardach J., Związek Polski z Litwą [w:] A. Wyczański (red.), Polska w epoce odrodzenia – państwo, społeczeństwo, kultura, Warszawa 1986.
Bednarski Ł., Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego [w:] Przegląd Wschodnioeuropejski 3/2012, [za:] http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Prz ... s29-40.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].
Błaszczyk G., Litwa na przełomie średniowiecza i nowożytności 1492-1569, Poznań 2002.
Bumblauskas A., Wielkie Księstwo Litewskie. Wspólna historia, podzielona pamięć, Warszawa 2013.
Franz M., Idea państwa kozackiego na ziemiach ukrainnych w XVI-XVII wieku, Toruń 2006.
Franz M., Wojskowość Kozaczyzny Zaporoskiej w XVI-XVII wieku, Toruń 2002.
Grunberg K., B. Sprengel, Trudne sąsiedztwo: Stosunki polsko-ukraińskie w X-XX wieku, Warszawa 2005.
Gudavicius E., Prawodawstwo [w:] V. Alisauskas i in. (oprac.), Kultura Wielkiego Księstwa Litewskiego – analizy i obrazy, Kraków 2006.
Jakowenko N., Historia Ukrainy do 1795 r., Warszawa 2011.
Kalwat W., Drugi Statut Litewski [w:] http://www.wilanow-palac.pl/drugi_statu ... _1566.html [dostęp: 18.05.2017 r.].
Kroll P., Kozaczyzna i społeczeństwo ziem południowo-wschodnich Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku – wzajemne wpływy i relacje [w:] I. Dacka-Górzyńska, A. Karpiński, M. Nagielski (red.), Społeczeństwo staropolskie, Seria Nowa t. IV, Warszawa 2013.
Nagielski M., Ukraińcy [w:] M. Kopczyński, W. Tygielski (red.), Pod wspólnym niebem. Narody dawnej Rzeczypospolitej, Warszawa 2010.
Nagielski M., Kozaczyzna i jej rola w dziejach Rzeczypospolitej [w:] P. Kroll, M. Nagielski, M. Wagner (red.), Hetmani zaporoscy w służbie króla i Rzeczypospolitej, Zabrze 2010.
Plewczyński M., W służbie polskiego króla. Z zagadnień struktury narodowościowej Armii Koronnej w latach 1500-1574, Oświęcim 2015.
Wasilewski T., Tolerancja religijna w Wielkim Księstwie Litewskim w XVI–XVII w. [w:] Odrodzenie i Reformacja w Polsce T. 19/1974 [za:] http://rcin.org.pl/Content/41460/WA303_ ... lewski.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].


Przypisy:

[1] K. Grunberg, B. Sprengel, Trudne sąsiedztwo: Stosunki polsko-ukraińskie w X-XX wieku, Warszawa 2005, s. 41.
[2] N. Jakowenko, Historia Ukrainy do 1795 r., Warszawa 2011, s. 197-198.
[3] E. Gudavicius, Prawodawstwo [w:] V. Alisauskas i in. (oprac.), Kultura Wielkiego Księstwa Litewskiego – analizy i obrazy, Kraków 2006, s. 567.
[4] J. Bardach, Statuty litewskie, a prawo rzymskie, Warszawa 1999, s. 38.
[5] Ł. Bednarski, Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego [w:] Przegląd Wschodnioeuropejski 3/2012, s. 34. [za:] http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Prz ... s29-40.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.]; J. Bardach, Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego – Pomniki prawa doby odrodzenia [w:] Kwartalnik Historyczny 4/1974, s. 758. [za:] http://rcin.org.pl/Content/22052/WA303_ ... ardach.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].
[6] T. Wasilewski, Tolerancja religijna w Wielkim Księstwie Litewskim w XVI–XVII w. [w:] Odrodzenie i Reformacja w Polsce T. 19/1974, s. 117 [za:] http://rcin.org.pl/Content/41460/WA303_ ... lewski.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].
[7] G. Błaszczyk, Litwa na przełomie średniowiecza i nowożytności 1492-1569, Poznań 2002, s. 118-119.
[8] T. Wasilewski, Tolerancja religijna…, dz. cyt., s. 117 [za:] http://rcin.org.pl/Content/41460/WA303_ ... lewski.pdf [dostęp: 18.05.2017 r.].
[9] G. Błaszczyk, Litwa na przełomie…, dz. cyt., s. 127.
10 W. Kalwat, Drugi Statut Litewski [w:] http://www.wilanow-palac.pl/drugi_statu ... _1566.html [dostęp: 18.05.2017 r.].
[11] M. Nagielski, Ukraińcy [w:] M. Kopczyński, W. Tygielski (red.), Pod wspólnym niebem. Narody dawnej Rzeczypospolitej, Warszawa 2010, s. 56-57.
[12] A. Bumblauskas, Wielkie Księstwo Litewskie. Wspólna historia, podzielona pamięć, Warszawa 2013, s. 100.
[13] J. Bardach, Związek Polski z Litwą [w:] A. Wyczański (red.), Polska w epoce odrodzenia – państwo, społeczeństwo, kultura, Warszawa 1986, s. 139-140.
[14] K. Grunberg, B. Sprengel, Trudne sąsiedztwo: Stosunki polsko-ukraińskie…, dz. cyt., s. 44-45.
[15] M. Nagielski, Kozaczyzna i jej rola w dziejach Rzeczypospolitej [w:] P. Kroll, M. Nagielski, M. Wagner (red.), Hetmani zaporoscy w służbie króla i Rzeczypospolitej, Zabrze 2010, s. 16.
[16] P. Kroll, Kozaczyzna i społeczeństwo ziem południowo-wschodnich Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku – wzajemne wpływy i relacje [w:] I. Dacka-Górzyńska, A. Karpiński, M. Nagielski (red.), Społeczeństwo staropolskie, Seria Nowa t. IV, Warszawa 2013, s. 67.
[17] M. Plewczyński, W służbie polskiego króla. Z zagadnień struktury narodowościowej Armii Koronnej w latach 1500-1574, Oświęcim 2015, s. 142.
[18] M. Franz, Idea państwa kozackiego na ziemiach ukrainnych w XVI-XVII wieku, Toruń 2006, s. 116.
[19] Tenże, Wojskowość Kozaczyzny Zaporoskiej w XVI-XVII wieku, Toruń 2002, s. 103-104.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 wrz 2017, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/polski-konkwistado ... produkcji/

Polski konkwistador. Nieznana historia Polaka na miarę hollywoodzkiej superprodukcji
Opublikowane 2016/12/16 w I RP

Obrazek

Krzysztof Arciszewski zapisał się na kartach historii jako najsłynniejszy awanturnik Rzeczpospolitej XVII wieku. To pierwszy Polak w Brazylii, dzielny konkwistador, poeta, etnolog i generał artylerii. To człowiek, którego biografia stanowi gotowy scenariusz hollywoodzkiej superprodukcji.

Obrazek

Krzysztof Arciszewski był bardzo barwną postacią. Zrobił karierę jako żołnierz w służbie holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej. W ostatnich latach życia, dzięki łasce króla Władysława IV, został także generałem polskiej artylerii. Bronił Bredy przed Hiszpanami, uczestniczył w oblężeniu La Rochelle, podbijał brazylijskie wybrzeże, a w Polsce ratował odsieczą Zbaraż oblegany przez Chmielnickiego.

Wydaje się, że oto mamy przepis na bohatera narodowego. Niestety – Arciszewski urodził się w ariańskiej rodzinie w wielkopolskim Rogalinie. Po drugie został skazany na wygnanie z kraju i to za brutalny mord. Zbrodnia jakiej dopuścił się nasz bohater nie była jednak jego wyborem. Była grzechem zrodzonym z grzechów jego ojca.

Arciszewscy byli starym szlacheckim rodem z Pomorza Gdańskiego. Do połowy XVI w. jej członkowie żarliwie wyznawali katolicyzm, ale dali się ponieść reformacyjnej fali, która przeszła przez Europę. Posłuch zyskały u nich idee głoszone przez arian, zwanych także braćmi polskimi. Odrzucali oni dogmat Trójcy Świętej, a do tego domagali się społecznej rewolucji. Chcieli zniesienia poddaństwa chłopów i likwidacji kary śmierci, potępiali posiadanie wielkich majątków i zakazywali swoim wyznawcom udziału w wojnach, nawet tych obronnych.

By okazać swój – niespotykany jak na tamte burzliwe czasy – pacyfizm, niektórzy arianie nosili u pasa drewniane miecze. Taką właśnie broń nosił Eliasz Arciszewski, ojciec naszego wojowniczego konkwistadora. Jego prawdziwą bronią były pieniądze i poczucie misji. Właśnie dlatego Eliasz Arciszewski finansował swoich współbraci w wierze – arian ze zboru w Śmiglu. Nie skupił się jednak na zapewnieniu synom lepszego startu w dorosłość. Gdyby było inaczej nasz bohater mógł wieść „żywot człowieka poczciwego”.

Niestety spory majątek Arciszewskich przejął ambitny i impertynencki jurysta, Kacper Jaruzel Brzeźnicki, wykorzystując łatwowierność familii, choć zgodnie z literą prawa. Krzysztof nie tylko musiał patrzeć na ruinę rodziny, ale i znosić arogancję plebejusza, który dzięki prawniczym kruczkom zażądał nawet od młodego Arciszewskiego udokumentowania szlachectwa. Młoda, gorąca głowa nie mogła zdzierżyć takiej zniewagi i jak wiele wielkich przygodowych historii tak i ta zaczęła się od krwawej zemsty.


Zbrodnia i kara

Był 19 kwietnia 1623 r. W lesie czaiło się kilkanaście ludzi uzbrojonych w szable, rusznice. Wszystko tęgie chłopy, obeznane z polem bitwy. Światło słońca odbijało się od śmiercionośnego żelaza. Wśród tych zabijaków stał Krzysztof Arciszewski, młodzian, który już rok wcześniej wyróżnił się odwagą i walecznością w bitwie ze Szwedami pod Mitawą. Tam właśnie w służbie księcia Krzysztofa Radziwiłła przeszedł swój chrzest bojowy. Rok później nabyte umiejętności chciał wykorzystać w prywatnym celu. Ze swoją świtą kręcił się po okolicy w nerwowym oczekiwaniu na Kacpra Brzeźnickiego – człowieka, który zrujnował i upodlił jego ród.

Czas dłużył się im w nieskończoność, ale gdy w końcu na drodze pojawił się Brzeźnicki ze swoimi pachołkami, zaczęło się piekło. Krzysztof Arciszewski stanął twarzą w twarz ze znienawidzonym jurystą. Ten zazwyczaj pewny siebie człowiek lustrował nerwowym wzrokiem swojego oprawcę i jak nigdy w życiu nie wiedział co mówić i robić. Przez ułamek sekundy myślał że wyjdzie cało z tej awantury.

Krzysztof nie pozostawił mu nadziei. Zręcznym ruchem zarzucił znienacka Brzeźnickiemu pętlę sznura na szyję. Wtedy młody Arciszewski wsiadł na konia i ruszył, wraz ze swoją świtą, w kierunku pobliskiego Ponina, gdzie znajdował się plac, na którym tracono przestępców. Chciał tam wymóc na juryście zrzeczenie się wszystkich praw do majątku Arciszewskich. Arogancki prawnik, przekonany o swojej wybitności nie wierzył jednak, że Krzysztof zrobi mu coś więcej niż to poniżenie. Nie godził się na warunki Arciszewskiego. Nie przewidział jednak młodzieńczego gniewu.

Zdenerwowany Arciszewski nie wytrzymał oporu Brzeźnickiego i wypalił do niego z rusznicy. Strzelili także jego ludzie. Brzeźnicki już konał, gdy ogarnięty żądzą mordu Arciszewski podciął mu gardło nożem, następnie wyciągnął język i przybił go do szubienicy. Wracając do domu ze swoimi towarzyszami, Krzysztof nie czuł jeszcze wyrzutów sumienia. Bardziej trapiło go to, że nie udało mu się wymusić na prawniku zwrotu majątku…


Najemnik, szpieg, żołnierz

Krzysztof doskonale zdawał sobie sprawę, że po takiej zbrodni nie ma już czego szukać w ukochanej Rzeczpospolitej. Nie pomogła nawet protekcja księcia Radziwiłła. Trybunał koronny skazał go na wieczystą banicję i konfiskatę dóbr. Musiał uciekać z kraju. Książę wysłał go do Holandii.

W 1624 w Hadze zaczęło się dla Arciszewskiego nowe życie. Trafił do Niderlandów. Znalazł się w kraju, którego flota zdominowała handel morski w Europie, a jej kupcy zakładali faktorie na całym globie, docierając nawet do egzotycznej krainy samurajów, Japonii. Napędzana przez ludzi morza prosperity szła w parze z rozwojem tamtejszych uniwersytetów i myśli technicznej. Inżynierowie holenderscy doświadczeni walkami z Hiszpanami byli mistrzami w budowaniu twierdz i umacnianiu portów.

Krzysztof podziwiał ich dokonania i chciał posiąść tę wiedzę i umiejętności. Analizował więc tygodniami plany fortyfikacji i portów, rozwiązywał problemy taktyki wojennej oraz zapoznawał z nowymi rodzajami broni. Przeznaczeniem Arciszewskiego była jednak walka.

Nie był pisany mu los teoretyka, człowieka nauki. Po miesiącach zapoznawania się z teorią wojny przyszedł czas na praktykę. Zaciągnął się w szeregi wojsk księcia Maurycego Orańskiego, które broniły Bredy przed Hiszpanami. Niestety, jego debiut w roli najemnika skończył się klęską – po 10 miesiącach oblężenia miasto padło.

W 1625 r. Arciszewski potajemnie wrócił do Polski na dwór swojego protektora, bowiem liczył, że będzie mógł wziąć udział w kampanii przeciwko Szwedom. Krzysztof Radziwiłł miał wobec niego inne plany. Książę uznał, że Arciszewski zostanie jego szpiegiem i głównym trybikiem w nakręcanej przezeń intrydze skierowanej w znienawidzonego Zygmunta III Wazę. Arciszewski trafił do Francji, gdzie miał działać na rzecz detronizacji Zygmunta i wyniesienia na polski tron Gastona Orleańskiego.

Arciszewski szpiegiem okazał się jednak marnym, szybko wszystko się wydało. Ich korespondencja wpadła w ręce ludzi króla. Księciu nie pozostało nic innego jak wyprzeć się Arciszewskiego. Sława brutalnego banity sprawiła, że nikt nie zadawał pytań i cała wina spadła tylko na Krzysztofa. Król Zygmunt nie zamierzał ponadto puścić zdrady płazem i wydał list gończy za wielkopolskim najemnikiem.

Arciszewski po tym epizodzie dość miał intryg dyplomatycznych. Pani Wojna znowu upomniała się o jego służbę. Krzysztof poszedł więc wojować – tym razem po stronie owianego złą sławą kardynała Richelieu. W 1627 r. zaciągnął się znów do wojsk holenderskich, które wsparły kardynała Richelieu w walce z hugenotami. Uczestniczył wtedy w oblężeniu La Rochelle i to właśnie tam Arciszewski stał się sławny na całą Europę. Wielkopolanin przyczynił się bowiem do upadku twierdzy – zaprojektował i nadzorował budowę potężnej morskiej grobli, która odcięła oblężonych od dostaw żywności.

Oblężeni rychło musieli skapitulować, a poczynania polskiego najemnika rozniosły się po całym Starym Kontynencie, ogarniętym szałem wojny trzydziestoletniej. Każda z sił chciała skorzystać z umiejętności Polaka. Ofertami kusili go niemieccy książęta, szykujący się do wojny z Gustawem Adolfem i armia cesarza Habsburga. Arciszewski nie wiedział, że los rzuci go na koniec świata, ale wybrał służbę w wojskach holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej – kupieckiej potęgi, która pragnęła zdobyć monopol na handel trzciną cukrową w Brazylii, do tej pory opanowanej przez Hiszpanów i Portugalczyków.


Na krańcu świata

Krewni umyli trupa, wydobyli wnętrzności i oczyścili z rozkładających się pokarmów, inne części ciała też starannie obmyli. Następnie posiekali ciało na drobne części, nie brzydząc się żadnej, nawet genitaliów, usmażyli to, ze szczególną starannością zbierając do naczyń tłuszcz i sos ściekające przy pieczeniu. Wszystko to było na uczcie pokarmem dla krewnych zmarłego.

To nie jest opis czarno-magicznego rytuału z dawno zaginionej księgi bliskowschodnich nekromantów. Nie jest to też opis amerykańskiej produkcji spod szyldu bloody, gore fun. Tak właśnie Krzysztof Arciszewski opisywał życie codzienne Indian Tapujów, których spotkał podczas swojej misji w Brazylii. Tam właśnie trafił po francuskich przygodach. Walczył dla Holendrów, zdobywał brazylijskie wybrzeże i spisywał swoje spostrzeżenia, m.in. rozważania nad zdolnościami magicznymi Tapujów oraz ich rzekomych kontaktów z diabłem, którego piskliwy głos wydobywający się z lasu Arciszewski podobno słyszał.

Wszystko zaczęło się w lutym 1630 r. Holenderska flota pod dowództwem pułkownika Diederika van Waerdenburgha dotarła do wybrzeży Brazylii. W randze kapitana, wspomagał go nie kto inny jak Krzysztof Arciszewski. Od czasów La Rochelle Polak uchodził za specjalistę od oblężeń i forteli, dlatego to on podczas obrad rady wojennej był głównym specjalistą od tego typu operacji.

Pierwszym celem Holendrów było zajęcie silnie ufortyfikowanej Olindy. Arciszewski zrobił to w czym był najlepszy. Wykorzystał słabość przeciwnika. Ustalił bowiem, że miasto jest niemal bezbronne od strony lądu. W efekcie jego planu flota zaangażowała uwagę obrońców ogniem dział od strony morza, a w międzyczasie piechota dokonała desantu na ląd poza zasięgiem wzroku wroga. Wojska niderlandzkie przeprowadziły gwałtowny szturm i szybko opanowały Olindę. Rychło Holendrzy zajęli także pobliskie Recife. W przeciągu następnych tygodni dzięki zdolnościom i zmysłowi taktycznemu Arciszewskiego, udało się Holendrom przejąć kolejne forty. Zwycięstwa te zapoczątkowały 24-letnią okupację Pernambuco przez wojska Zjednoczonych Prowincji.

Po paru miesiącach oczekiwania, ruchów, taktycznych i po wznowieniu walk Arciszewski został majorem. Wszystko dzięki kolejnemu pomysłowi, który nie przyszedł Holendrom do głowy. Dowódcy holenderscy nie mogli bowiem sobie dać rady ze zdobyciem dobrze ufortyfikowanej strategicznej wyspy zwanej Itamaraka. Tym razem zamiast próby desantu, który mógł się skończyć rzezią atakujących, Arciszewski nakazał budowę cyplu jak najdalej wysuniętego w stronę wyspy. Stamtąd przez wiele dni, wraz ze swoimi ludźmi, uprzykrzał życie obrońcom wyspy silnym ogniem artyleryjskim. W końcu Portugalczycy musieli się poddać. Kariera Arciszewskiego w Brazylii nabrała rozpędu.

W uznaniu zasług w 1634 roku Kompania Zachodnioindyjska mianowała go głównodowodzącym wojsk lądowych w tym kraju. Wielkopolanin nie zawiódł zaufania kupców. To w tym czasie Arciszewski zyskał niezwykłą popularność, także wśród mas. Brawurowa ucieczka z niewoli podczas oblężenia twierdzy Arrayal, pokonanie idących w sukurs Portugalczykom oddziałów hiszpańskich, zwłaszcza budzących postrach tercios – te wyczyny Arciszewskiego upamiętnione zostały m.in. pomnikiem wystawionym w Pernambuco, złotym łańcuchem honorowym i wybitym na jego cześć okolicznościowym medalem.

Gdy zjawiał się w Amsterdamie na ulicach witano go niczym triumfującego Cezara w Rzymie. Jego sukcesy obiły się szerokim echem w Europie, docierając nawet do Polski. W latach 30. XVII wieku nie był bowiem jedynym Polakiem, który walczył w Brazylii. Wśród jego towarzyszy szybko znaleźli się np. Władysław Wituski i Zygmunt Szkop.


Niczym z greckiej tragedii…

Zdradliwy los dla Arciszewskiego był jednak nieubłagany. Jakby porządki losu umyśliły sobie, że człowiek ten musi do końca swych dni wstawać i upadać, przez całe życie uciekać, by na nowo zbudować twierdzę godnego życia. U szczytu znaczenia i siły holenderska sława Arciszewskiego stała się bowiem niesławą.

Gdy gubernatorem holenderskich posiadłości w Brazylii został Jan Maurycy Nassau-Siegen, bratanek samego namiestnika Holandii, nowy administrator zaczął niemal kompletnie ignorować – już wtedy admirała – Arciszewskiego i czynił mu liczne afronty. Wszystko dlatego, że Arciszewski miał czelność wytykać mu skandale korupcyjne. Polityczno-rodzinne wpływy gubernatora przeważyły jednak nad honorem i wojskowymi zasługami Arciszewskiego. Von Nassau doprowadził w końcu do jego wydalenia z kolonii w 1639 roku. Oskarżony o zdradę i okrucieństwo zasłużony weteran stracił wszystko, odarto go z żołnierskich praw, z tytułów, a przede wszystkim z dobrego imienia.

Holandia powitała go sfingowanym procesem, który przegrał przez sfabrykowane przez gubernatora Nowej Holandii dowody. Załamany Arciszewski pisał tylko na swoją obronę:

Graf Moryc łamał jak mógł kondycyja [warunki] moje, a na ostatku nakrył mnie sentencyją w honor tykającą i wysłał nazad do Niderlandów. (…) Ja zaś służby ich nie chce, kondycyi żadnej nie żądam i Brazylii się wyrzekam. Oto tylko stoję, aby sentencja ta wymazana była. I aby mnie nie przywiedli potem do tego czego i ja i oni żałować byśmy musieli.

Dzięki świadectwu niektórych osobistości z kręgu nauki i polityki, zwrócono mu żołnierski honor, ale jego kariera wojskowa legła w gruzach. Wyrok sądu z degradacji i wyrzucenia ze służby zamieniono na odejście z wojska, lecz bez przywilejów przysługujących byłym wojskowym. Arciszewski wycofał się całkowicie z działalności publicznej i osiadł w Amsterdamie. W Niderlandach parał się poezją, zajął się porządkowaniem i opisywaniem swych wojskowych doświadczeń, a także spostrzeżeń geograficzno-kartograficznych. Wśród jego dzieł znalazł się nawet traktat dotyczący leczenia podagry. Echa konfliktu z gubernatorem cały czas skłaniały go jednak do powrotu do ojczyzny.


Na łonie ojczyzny

W Polsce lat 40. XVII wieku mało kto już pamiętał o banicji Arciszewskiego. Wszyscy znali jednak jego wojenne czyny. Sława doskonałego wojskowego pozwoliła mu w efekcie uzyskać od Władysława IV list żelazny, gwarantujący nietykalność sądową.

Arciszewski powrócił do Rzeczypospolitej w 1646 r. i z polecenia króla Władysława IV otrzymał zaszczytne stanowisko starszego nad armatą koronną, czyli generała artylerii. Dzięki doświadczeniu zdobytemu podczas walk w Europie Zachodniej i Nowym Świecie, Arciszewski z wielkim zapałem zabrał się do pracy na rzecz kraju, który kochał, a który przed laty zmusił go do tułaczki po świecie.

W klęskach pod Żółtymi Wodami (29 IV-16 V 1648 r.) i Korsuniem (26 V 1648 r.), wojska koronne utraciły lwią część stanu swojej artylerii. Arciszewski na poważnie zatem zajął się reorganizacją polskiej artylerii i służb inżynierskich; m.in. zmodernizował arsenały w Malborku, Pucku, Warszawie, Lwowie, Krakowie, Barze i Kamieńcu Podolskim. Po pierwszych sukcesach los ponownie zakpił sobie jednak z dzielnego awanturnika. Już we wrześniu 1648 r. w bitwie pod Piławcami oddziały dowodzone przez trzech regimentarzy wojsk koronnych ponownie utraciły wszystkie działa.

Na domiar złego, w tym samym roku zmarł dobrodziej Arciszewskiego, król Władysław IV. Jego następca, król Jan II Kazimierz, nie darzył już Arciszewskiego tak wielkim poważaniem. W międzyczasie generał Arciszewski wprawdzie wyróżnił się, uczestnicząc w odsieczy, obleganego przez Chmielnickiego, Zbaraża oraz dowodząc obroną Lwowa, ale jego dni były już policzone. Arciszewski był już zmęczony chorobami, piętrzącymi się – w związku z wojną kozacką – obowiązkami i dworskimi intrygami. Wszedł bowiem w otwarty konflikt z marszałkiem Jerzym Ossolińskim, którego knucia sprawiły, że Arciszewski utracił jakikolwiek posłuch pośród rady i oficerów dla swoich planów wojskowych. Oliwy do ognia i do ostatecznej decyzji o odejściu z armii finalnie skłoniła go – haniebna i przegrana w jego odczuciu – ugoda zborowska, którą król podpisał z Chmielnickim.

Krzysztof Arciszewski ostatecznie osiadł w majątku swojego stryja pod Gdańskiem, gdzie zapomniany przez wszystkich zmarł w 1656 r. Jego ciało spoczęło w kościele przemianowanym na zbór jednoty czeskiej w Lesznie, obok swoich rodziców, Eliasza i Barbary, ale nawet po śmierci prządki losu przygotowały mu kolejną przygodę i czas niepokoju. Ciało Arciszewskiego i jego rodziców spłonęły bowiem w pożarze miasta, wznieconym przez rozjuszonych żołnierzy kasztelana poznańskiego Krzysztofa Grzymułtowskiego, mszczących się za wpuszczenie garnizonu szwedzkiego do miasta w trakcie potopu szwedzkiego.

By przypomnieć chwałę Arciszewskiego potrzeba będzie wielu lat, ale nawet teraz można o nim powiedzieć raczej jako o zapomnianym konkwistadorze znad Wisły. Niewątpliwie jednak jego sława mogła inspirować innych. Niewykluczone bowiem, że to właśnie wieści o Arciszewskim skłoniły kurlandzkiego księcia Jakuba Kettlera do przedstawienia Władysławowi IV planu kolonizacji zamorskich krain. Kettler chciał założyć kompanię do handlu z Indiami Zachodnimi. Pragnął przypraw, cukru, tytoniu, a także niewolników. Chciał bogactw, które łatwo można by obrócić w brzęczącą monetę. Na chwałę Kurlandii i całej Rzeczpospolitej Jeszcze w poł. XVII wieku kurlandzkie okręty dotarły do wybrzeża dzisiejszej Gambii i Tobago… ale to już zupełnie inna historia.

Do tematu polskich konkwistadorów w Ameryce Południowej nawiązał Łukasz Czeszumski, autor niedawno wydanej powieści Krew wojowników.

Marcin Sałański, źródło: Histmag.org
https://histmag.org/krzysztof-arciszews ... ku-14442/3


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 10 wrz 2017, 19:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/12/1 ... yspie-als/

Desant na wyspie Als
Posted by Marucha w dniu 2016-12-14 (środa)

Morski wyczyn kawalerzystów i dragonów Stefana Czarnieckiego wywołał ogromne wrażenie wśród Sarmatów. Echa tego zdarzenia znalazły się w polskim Hymnie państwowym.

Obrazek

W połowie XVII stulecia w wielu stolicach europejskich z uwagą i niepokojem obserwowano ekspansję Szwecji. Owo mocarstwo, które w okresie wojny trzydziestoletniej znalazło się w ścisłej czołówce potęg militarnych, w roku 1655 rozpoczęło podbój ziem Rzeczypospolitej. Upadek państwa polskiego mógł zachwiać równowagą w tej części kontynentu. Zwycięscy Szwedzi z pewnością nie spoczęliby na laurach i skierowaliby swą agresję przeciw innym krajom nadbałtyckim.
Takiej właśnie sytuacji obawiał się król Danii, Fryderyk III Oldenburg. Monarcha nie zamierzał czekać biernie na rozwój wypadków. Korzystna, jak się wydawało okazja zaistniała na wiosnę 1657 roku, gdy Polacy odparli skoordynowaną ofensywę Szwedów oraz sprzymierzonych z nimi Siedmiogrodzian i Kozaków. 15 czerwca tego roku Dania wypowiedziała wojnę Szwedom, zaś w następnym miesiącu zawarła przymierze wojenne z państwem polskim.
Rzeczpospolita, po fatalnym dla niej pierwszym okresie „potopu” szwedzkiego, zdążyła okrzepnąć i nabrać wigoru. Tym niemniej pomoc duńska okazała się ważna, jako że główne siły Szwedów zostały wycofane z Polski i rzucone na front duński, co niezmiernie ułatwiło walkę. Niestety, Duńczycy doznali srogiej klęski. Większość terytorium ich kraju opanował nieprzyjaciel.


Odsiecz

Władcy Rzeczypospolitej i cesarstwa Habsburgów postanowili ruszyć z pomocą Duńczykom. Do przymierza dołączył elektor brandenburski, wytrwale lawirujący na arenie międzynarodowej (jeszcze niedawno wspierał on Szwedów w agresji przeciw Polsce).
Odsiecz wyruszyła we wrześniu 1658 roku. Elektor Brandenburgii poprowadził osobiście 14 500 żołnierza. Habsburgowie wydelegowali do boju niemal równie pokaźny kontyngent 10 600 ludzi.
Udział Polaków w wyprawie był liczebnie najskromniejszy, wszelako wystawiono zaprawiony w walkach zastęp zabijaków. Składały się nań cztery chorągwie niepokonanej husarii, następnie dwadzieścia osiem chorągwi kozackich, dwie tatarskie, dwie wołoskie, semeńska, dragońska, dodatkowo dziesięć kompanii dragonów. Oddziały polskie liczyły razem 4500 szabel. Nad sobą miały wodza, którego imię zasłynęło w ostatnich latach w całej Rzeczypospolitej – wojewodę ruskiego Stefana Czarnieckiego.


Regimentarz

Czarniecki wykuwał swą karierę wojskową i polityczną na polach bitew stoczonych w niezliczonych kampaniach wojennych, na przestrzeni kilku dziesiątków lat.
Wąchał proch już w 1621 roku, podczas sławnej obrony Chocimia przed Turkami. Potem brał udział w działaniach przeciw Tatarom, Szwedom, Rosjanom, Kozakom… Służył także w armii cesarskiej, prawdopodobnie w szeregach chorągwi lisowczyków. Osobiście odważny, a nawet skłonny do brawury, nie chował się za plecami żołnierzy; w walkach odniósł szereg ran, w tym kilka szczególnie niebezpiecznych postrzałów.
Był uczestnikiem wielu sławnych zwycięskich bitew, takich jak pogromy ord tatarskich pod Martynowem (1624) czy Ochmatowem (1644). Oglądał również porażające klęski, w tym pod Żółtymi Wodami (1648), gdzie dostał się do niewoli kozackiej, czy pod Batohem (1652). Szczególnie ta ostatnia odcisnęła złowrogie piętno na Czarnieckim – stał się bowiem świadkiem rzezi kilku tysięcy rodaków uprzednio wziętych do niewoli przez Tatarów i Kozaków Chmielnickiego. Od tamtej pory działania Czarnieckiego wobec nieprzyjaciół Rzeczypospolitej odznaczały się bezwzględnością, a nawet okrucieństwem.
Gdy ojczyznę zalał „potop” szwedzki (1655), Czarniecki wyróżnił się, najpierw dowodząc obroną Krakowa, potem forsując strategię „wojny szarpanej” (partyzanckiej) przeciw okupantowi. W zmagania angażował nie tylko szlachtę, ale i chłopstwo. Król Jan Kazimierz po swym powrocie ze śląskiego wygnania mianował Czarnieckiego regimentarzem (tymczasowym dowódcą) wojsk koronnych, w miejsce hetmanów, którzy złożyli przysięgę Szwedom.
Regimentarz nie był może militarnym geniuszem, zaś wojska jakimi dowodził prezentowały zróżnicowaną jakość. Dlatego od czasu do czasu zdarzały mu się porażki, z których wszakże każdorazowo podnosił się, zbierając na powrót rozproszone siły. Jednakże odnosił również świetne zwycięstwa, jak pod Warką czy Strzemesznem, a co najważniejsze, jego „wojna szarpana” okazała się zabójczo skuteczna, przyczyniając się do wyzwolenia kolejnych połaci kraju. Taktykę tę z powodzeniem zastosował również przeciw kolejnemu najeźdźcy, armii księcia Siedmiogrodu Jerzego Rakoczego, który w grudniu 1656 roku, w porozumieniu ze Szwedami zaatakował ziemie Korony.
Król Jan Kazimierz dokonał więc trafnego wyboru, mianując Czarnieckiego wodzem polskiej odsieczy wysłanej na Półwysep Jutlandzki. Nasze zgrupowanie kawaleryjskie, choć nie imponowało liczebnością, oddało nieocenione usługi koalicji antyszwedzkiej. Czarniecczycy uczestniczyli w licznych bitwach, ale wyjątkowy rozgłos przyniósł im udział w wyzwoleniu wyspy Als.

Obrazek


Jako na Pragę z Warszawy

Decyzję o opanowaniu wyspy Als, leżącej u wschodnich wybrzeży Półwyspu Jutlandzkiego, sprzymierzeni podjęli na naradzie w dniu 11 listopada 1658 roku.
Dysponowali w tym rejonie oddziałami w sile 6000 zbrojnych, z których połowę zamierzali przerzucić na wyspę. Operację przygotowano bardzo starannie. Do transportu wojska zgromadzono flotyllę ponad 100 barek i łodzi. Wsparcie artyleryjskie, a także osłonę przed możliwym kontratakiem floty nieprzyjaciela zapewniały cztery duńskie okręty wojenne.
Wyspa miała dość sporą powierzchnię (321 km²). Stacjonował tam duży garnizon Szwedów wypartych z Holsztynu. Od lądu oddzielała ich cieśnina Als Sund o szerokości od kilkuset metrów do kilku kilometrów.
Choć akcję planowano przeprowadzić w miejscu, gdzie cieśnina mocno zwężała się, atakujący mieli do pokonania wodą niebagatelny dystans blisko 500 metrów. Głębokość morza sięgała tu 10 metrów, z tym, że mniej więcej na środku cieśniny występowała płycizna. Przeprawy nie ułatwiały prąd morski, niska temperatura wody ani też oblodzone brzegi.
Towarzysz pancerny Jakub Łoś ocenił fachowo, że przeprawa odbyła się przez „kanał tak szeroki, że go ledwie z dobrej fuzyjej mógł przestrzelić”. Podobnie Jan Chryzostom Pasek stwierdzał: „Było pływać jako na Pragę z Warszawy, ale w pośrodku tej odnogi było miejsce takie, gdzie koń zgruntował i mógł odpocząć, bo było takiego miejsca z pół stajania.”


Morska kawaleria

14 grudnia 1658 roku o świcie rozpoczęła się akcja desantowa. Pierwsza ruszyła do ataku piechota brandenburska. Zdołała sforsować cieśninę na małych łodziach, wylądować i uchwycić przyczółek, lecz zaraz potem została zatrzymana przez kontratakujących Szwedów.
Ze wsparciem pospieszyli Polacy. Czarniecki stanął na czele wydzielonego oddziału jazdy i dragonów, liczącego razem blisko 800 ludzi. Jak barwnie opisał sprawę Jan Chryzostom Pasek:
„Sam tedy, przeżegnawszy się, Wojewoda wprzód w wodę, pułki za nim, bo jeno trzy były, nie całe wojsko, kożdy za kołnierz zatchnąwszy pistolety, a ładownicę uwiązawszy u szyje. Skoro przypłynął na środek, stanął i kazał każdej chorągwi odpocząć, a potem dalej. Konie już były do pływania próbowane; który źle pływał, to go między dwóch dobrych mieszano, nie dali mu tonąć. Dzień na to szczęście był cichy, ciepły i bez mrozu; już była trochę i rezolucyja poczęła następować, ale zaś potem zima tęgo ujęła.”
Pasek sugeruje, że nasi kawalerzyści pokonali cieśninę wierzchem, na grzbietach swych rumaków. Z kolei Jakub Łoś, uczestnik przeprawy wspominał: „Wojsko nasze […] wpław przy barkach puścili się […] w tak ciężki mróz, że konie w wodzie od zimna nie pływały, ale jako deszczki na płask leżąc przeciągane były, a skoro z wody wyszły, jako w żelazie omarzły…”.
Dziś większość historyków skłania się ku opinii, że żołnierze płynęli na łodziach, barkach i tratwach, holując za sobą konie. Tym niemniej nie sposób wykluczyć możliwości, że dla jakiejś części kawalerzystów zabrakło miejsca w jednostkach pływających i dlatego musieli sforsować cieśninę wierzchem bądź „wpław przy barkach”.
Przeprawa Polaków odbyła się niezwykle sprawnie, zajęła dosłownie kilka minut. Mimo to morska kąpiel dała się we znaki ludziom i zwierzętom. Dlatego zaraz po wyjściu z wody, wedle pana Łosia: „nasi osiodływając chyżo harcowali dla zagrzania koni i śmiele na Szwedów nacierają, których było komunika sześciuset, a ponad trzy tysiące pieszych …”.
Zbliżający się do brzegu Polacy zostali ostrzelani przez nieprzyjacielską piechotę ogniem z muszkietów. Moment wydostania się na ląd i przywrócenia rumaków do stanu używalności mógł okazać się krytyczny. Gdyby Szwedzi natarli wówczas zdecydowanie, sytuacja byłaby trudna. Na szczęście zabezpieczone przed zawilgoceniem broń palna i ładownice pozwoliły utrzymać przeciwnika na dystans.
Znów oddajmy głos panu Paskowi: „Żadna tedy chorągiew nie była jeszcze u lądu, kiedy Szwedzi przypadli i strzelać poczęli; chorągiew też każda, która wyszła z wody, to zaraz na nieprzyjaciela skoczyła. Szwedzi widząc, że choć dopiero z wody, a przecie strzelba nie zamokła, ale strzela i zabija, w nogi; owych też, co przybywali na pomoc, przerznęli nasi końmi, a dopiero w nich jako w dym”.
Nieprzyjaciel wycofał się do dwóch zamków umiejscowionych na wyspie, Sonderborg i Nordborg. Sprzymierzeni niezwłocznie rozpoczęli prace oblężnicze. W następnych dniach do brzegów wyspy przybiły okręty szwedzkie. Wobec zdecydowanej postawy sprzymierzonych wycofały się, zadowalając się ewakuacją załogi Sonderborgu. Otoczony ze wszystkich stron Nordborg skapitulował. Wyspa Als była wolna. Niemały udział mieli w tym Polacy.


Wracał się przez morze

Po kilku dniach czarniecczycy ruszyli na okupowaną przez wroga Koldyngę, dawną siedzibę królów duńskich, i w sam dzień Bożego Narodzenia zdobyli ją.
Zaraz potem umazani krwią żołnierze udali się na Mszę świętą. Wspominał pan Pasek: „Poszliśmy nazad, każdy do swego stanowiska, bo trzeba było w tak wielką uroczystość mszy świętej słuchać […]. Tak tedy stanęło wojsko; nagotowano do mszy na pniaku ściętego dębu, i tam odprawiło się nabożeństwo, napaliwszy ogień do rozgrzewania kielicha, bo mróz był tęgi. Te Deum laudamus śpiewano, aż po lesie się rozlegało. Klęknąłem księdzu Piekarskiemu służyć do mszy; ucieszony ubieram księdza, aż wojewoda rzecze: »Panie bracie, przynajmniej ręce umyć.« Odpowie ksiądz: »Nie wadzi to nic; nie brzydzi się Bóg krwią rozlaną dla imienia swego.«”
Czarniecki poprowadził swych żołnierzy do nowych zwycięstw. Wojowali na duńskiej ziemi aż do lata. Niebezpieczeństwo zniewolenia sojuszniczego państwa zostało oddalone. W sierpniu 1659 roku, w porozumieniu ze sprzymierzeńcami, Polacy postanowili wracać do ojczyzny. Czarniecki zdecydował pozostawić jeszcze na tym froncie oddział jazdy w sile 1000 pancernych i dragonów, pod wodzą pułkownika Kazimierza Piaseczyńskiego. Żołnierze ci wzięli udział w decydującej na tym teatrze działań wojennych bitwie pod Nyborgiem, z której wyszli opromienieni chwałą, ale i w wielkim strapieniu, stracili tam bowiem poległego dowódcę.
Przewagi Stefana Czarnieckiego zostały należycie docenione. Papież Aleksander VII oraz cesarz Leopold I wystosowali doń listy pochwalne, zaś król Danii Fryderyk III nagrodził go złotym łańcuchem. Nie zaszczyty były jednak najważniejsze. Wysiłek zbrojny podjęty na różnych frontach nie poszedł na marne. Szwecja przystąpiła do rozmów pokojowych, które sfinalizował traktat oliwski podpisany 3 maja 1660 roku.
Czarniecki i jego żołnierze nie zaznali odpoczynku. Niemal natychmiast ruszyli na nowe wojny, przeciw Moskwie i zbuntowanemu Kozactwu. Zaś prawie półtora wieku później, w lipcu 1797 roku, pewien żołnierz-wygnaniec wspomniał epizod morski polskiej jazdy we własnoręcznie napisanym utworze, który w sercach Polaków zyskał rangę wyjątkową:

Jak Czarniecki do Poznania
wracał się przez morze,
dla Ojczyzny ratowania
po szwedzkim rozbiorze.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/desant-na-wyspie-al ... z4Sqct8QTm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 23 wrz 2017, 10:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://cud1920.pl/1947/obrona-jasnej-go ... bliografia

Obrona Jasnej Góry w 1655 roku – część I: Bibliografia
Data: 3 stycznia 2017

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

Latem 1655 roku wojska szwedzkie bez większego oporu zajmowały ziemie Królestwa Polskiego. W sierpniu, przezorny i przewidujący przyszłe wypadki, Przeor Klasztoru Jasnogórskiego o. Augustyn Kordecki postanowił wzmocnić obronność Jasnej Góry.
Poczynił zapasy prochu, kupił muszkiety i sprowadził do jasnogórskiej fortecy 12 – funtowe działa (ćwierćkartauny) wraz z obsługą, które z już posiadanymi lżejszymi działami, razem w liczbie około trzydziestu, stanowiły podstawę artyleryjskiej obrony klasztoru.
Zarządził również oczyszczenie podnóża klasztoru i najbliższej okolicy z luźnych zabudowań i przylegających do murów drewnianych kramów.
Cudowny Obraz Jasnogórskiej Dziewicy został wywieziony i ukryty na Śląsku.
Niedługo przyszło czekać obrońcom na bezpośrednie zagrożenie ze strony szwedzkiej. Wieczorem 8 listopada nastąpił niespodziewany atak około 300 rajtarów oddziału szwedzkiego gen. Jana Wejharda hr. Wrzesowicza. Postawiono ultimatum natychmiastowego poddania klasztoru. Nie uzyskawszy pozytywnej odpowiedzi gen. Wejhard następnego dnia opuścił Częstochowę.
Dziewięć dni później, pod jasnogórski szczyt dotarła diabelska „pielgrzymka” szwedzkiego generała Burcharda Müllera, którego korpus, uzupełniony w niedługim czasie, osiągnął liczbę około 3200 wojska, na które składała się piechota, jazda i mająca najważniejsze zadanie do spełnienia artyleria. Szwedzi, prócz dział lekkich i 12 – funtowych ćwierćkartaun, otrzymali w czasie ponadmiesięcznego oblężenia klasztoru wzmocnienie swej artylerii dwoma ciężkimi 24 – funtowymi półkartaunami, przeznaczonymi do burzenia murów.


ŹRÓDŁA HISTORYCZNE, A NIE SIENKIEWICZOWSKA BELETRYSTYKA


Okładka powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego – „Kordecki”. Warszawa, 1984.
Projekt graficzny Witold Parzydło

Obrona Jasnej Góry, o której pięknie napisał Józef Ignacy Kraszewski”: „W dziejach naszych jest to karta tak cudowna i pociągająca jak historia dziewicy Orleańskiej dla Francji: im bardziej się w nią wpatruje, tym więcej bije w oczy ogrom i piękność tego niepojętego faktu. ” – otoczona jest w naszej historii największą wdzięcznością dla Boga za to niezwykłe doświadczenie nieugiętej wiary obrońców Jasnej Góry, i za pomoc Opatrzności Bożej, która nie zawodzi, gdy niezłomnie trwamy w nadziei zwycięstwa.
To wielkie wydarzenie doczekało wielu różnorakich dzieł; pisanych; mówionych; wyśpiewywanych; malowanych; rytych w metalu i kamieniu; filmowanych; itp…
Na poziomie popularnego przekazu o chwalebnej obronie Jasnej Góry w 1655 roku, może największa rola przypada sienkiewiczowskiej „Trylogii”, z barwnym opisem przygód Kmicica.
I chociaż z wielkim szacunkiem dla Sienkiewicza, tu – w tym miejscu – jego beletrystykę pozostawmy na boku, także i piękną powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego „Kordecki”, nieco bliższą historycznej prawdy niż sienkiewiczowski „Potop”.
Nas interesują źródła historyczne dotyczące obrony Jasnej Góry w czasie szwedzkiego potopu.

Obrazek
Okładka pamiętnika Ojca Augustyna Kordeckiego, wydanego po łacinie: „Nova Gigantomachia”, w 1658 roku, w Krakowie.

Na szczęście mamy dwa ważne i wiarygodne pisane źródła historyczne dotyczące tej sprawy, pochodzące z czasu, gdy ziemia jeszcze nie pochłonęła całej przelanej w tej wojnie krwi.
Pierwszym najcenniejszym i wiarygodnym źródłem jest pamiętnik Ojca Kordeckiego, wydany po łacinie „Nova Gigantomachia” w 1658 roku w Krakowie – czyli w niespełna w trzy lata po chwalebnej obronie klasztoru.
Drugim jest dzieło Stanisława Kobierzyckiego „Obsidio Clari Montis Czestochoviensis…”, wydrukowanym w Gdańsku w 1659 roku.
Jest jeszcze jedno cenne źródło historyczne o Obronie Jasnej Góry. Jest nim grafika gdańszczanina Jana Bensheimera.


Oblężenie Jasnej Góry, rycina Johanna Bensheimera, 1681; Biblioteka NarodowaJan Bensheimer – „Oblężenie Jasnej Góry”, miedzioryt wykonany wkrótce po niezłomnej obronie Jasnej Góry. Dołączony był jako załącznik do dzieła Stanisław Kobierzyckiego – „Obsidio Clari Montis Czestochoviensis…”, wydanym w Gdańsku w 1659 roku.


Na stronie Biura Prasowego Jasnej Góry, czytamy:
”Miedzioryt J. Bensheimera, na pewno konsultowany i korygowany przez S. Kobierzyckiego, w pełni spójny z treścią jego dzieła, wiernie rejestruje oblężenie twierdzy Jasna Góra w 1655 roku oraz zaskakuje wręcz profesjonalną znajomością sztuki oblężniczej pierwszej połowy XVII wieku. Przypuszczalnie współtwórcą tego miedziorytu był inżynier wojskowy kpt. Adolf Boy (1612-1680), autor strony tytułowej (frontyspisu) dzieła S. Kobierzyckiego oraz późniejszy budowniczy pałacu wilanowskiego króla Jana III Sobieskiego.

Równocześnie należy podkreślić, że zbieżność informacji zawartych u S. Kobierzyckiego i A. Kordeckiego podnosi rangę i wiarygodność ich dzieł, stanowiących praźródło wszystkich dotychczas dokonanych prób rekonstrukcji przebiegu walk o twierdzę jasnogórską w okresie „Potopu””. (R. H. Bochenek – „Twierdza Jasna Góra”, Warszawa 1997, s.76-92, cyt. za: Biuro Prasowe Jasnej Góry
20Gigantomachia%20%20kronika%20obl%C4%99%C5%BCenia%20Jasnej%20G%C3%B3ry.htm
Natomiast na stronie Biblioteki Narodowej, w której zbiorach znajduje się ta rycina, jest wątpliwą informację, że była ona dołączona także do pierwszego wydania pamiętnika o. A. Kordeckiego – „Nova Gigantomachia…”, z nigdzie nie potwierdzonym rokiem wydania 1657 (!).
Zastrzeżenia budzi również na tej stronie niepodpisany tekst, odnoszący się do tej grafiki, sporządzony w stylu „za – a nawet przeciw”:
”Panoramiczny miedzioryt Bensheimera (retuszowany w Częstochowie w 1681 r. przez krakowskiego sztycharza i wydawcę Jana Aleksandra Gorczyna) obejmuje w swojej partii centralnej Jasną Górę, u podnóża której zostały szeroko rozrzucone inne budowle sakralne miasta, zabudowania Częstochowy i Częstochówki, wreszcie dynamiczny sztafaż figuralny. Ta interesująca kompozycja posiada przynajmniej kilka perspektywicznych punktów odniesienia, które zastosowane tu równocześnie uczyniły ją wprawdzie czytelną, lecz pod względem perspektywy niekonsekwentną, a nawet błędną. W opisanym sztychu zwraca uwagę symultanizm rozgrywających się zdarzeń oraz całkowite zignorowanie przez artystę pory roku – zimy, w jakiej odbywało się oblężenie (tymczasem w dziele Bensheimera drzewa stoją w pełnym ulistnieniu).” ( http://www.wilanow-palac.pl/obrona_jasnej_gory.html ).
Tyle anonimowy autor z Biblioteki Narodowej. A trzeba dodać, że ten miedzioryt, wspólnie z publikacjami o. Kordeckiego i S. Kobierzyckiego, jest cennym materiałem źródłowym o obronie Jasnej Góry. Nie pozostaje z nimi w sprzeczności, ale je uzupełnia.
Inne, prezentowane chociażby w tym opracowaniu obrazy, dotyczące obrony Jasnej Góry, tak mają się do tej cennej ryciny, jak beletrystyka Sienkiewicza i Kraszewskiego do pamiętnika o. Kordeckiego i wymienionego dzieła S. Kobierzyckiego.
Wypada jeszcze odnieść się do słów nieznanego autora z Biblioteki Narodowej, cyt.: „[…] całkowite zignorowanie przez artystę pory roku – zimy, w jakiej odbywało się oblężenie (tymczasem w dziele Bensheimera drzewa stoją w pełnym ulistnieniu).
Wbrew temu, czego autor zacytowanego wyżej tekstu nie widzi – śniegu na tej rycinie jest całkiem sporo; zwłaszcza na ziemi, ale także i na dachach budowli, skąd łatwiej spełzuje. A trzeba wiedzieć, że pogoda w czasie oblężenia była zmienna; bo jak czytamy w pamiętniku o. Kordeckiego; był śnieg; padał deszcz i często pojawiały się mgły.
Co do zielonego listowia na drzewach, to ich obecność na pierwszym planie należy do stylistyki tej grafiki, tak zwłaszcza bogatej w ozdobniki w czasie baroku. Gdyby ktoś chciał być dokuczliwie dokładny, to dwa grube pnie w prawym dolnym rogu mogą przecież należeć do dębów, których liście zasychają na zimę i opadają dopiero wiosną.
Podobnie można by się i odnieść do, jak się wydaje, szczególnego zamiłowania autora tych słów do perspektywy. Można by… Ale chyba nie warto. Bo dzieło Jana Bensheimera nie jest ani rysunkiem technicznym, ani obrazem stereoskopowym, ale graficznym ideogramem jasnogórskiej batalii, wykonanym w stylu epoki, które przybliża plastyczny obraz tamtych wydarzeń.
Cenna grafika Jana Bensheimera zasługuje na naszą specjalną uwagę. To na takim planie rozegrało się jedno z największych wydarzeń naszej historii.
To opracowanie, (planowanych jest kilka części), skupia się głównie na interpretacji jasnogórskich zmagań wojennych, jako walki zakorzenionej w pozaziemskiej walce duchów, a także na możliwości dokonania paraleli pomiędzy rokiem 1655 na Jasnej Górze, a 1920 pod Warszawą.
Doskonale nadaje się do tego wymienione wyżej, na pierwszym miejscu, dzieło Ojca Augustyna Kordeckiego, które w polskim tłumaczeniu doczekało się kilku wydań. Umieszczone w tym opracowaniu cytaty pochodzą z wydania: A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982.

Czesław Wójcik – Uglis

Ciąg dalszy nastąpi





http://cud1920.pl/1953/obrona-jasnej-go ... c-ii-walka

Obrona Jasnej Góry w 1655 roku – część II : Walka
Data: 6 stycznia 2017

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

Gdy w 1655 roku Szwedzi stanęli pod Jasną Góra, ta była już twierdzą warowną, wyniesioną na wapiennym wzgórzu, z bastionami, murami i fosą. Zdobycie takiej warowni wymagało użycia artylerii. Toteż artyleria odegrała najważniejszą rolę podczas próby zdobycia Jasnej Góry.

Edward Mesjasz – „Oblężenie Jasnej Góry”, olej na płótnie, 87 x 128 cm

TAKTYKA SZWEDZKA polegała na przypuszczeniu zmasowanego ataku artyleryjskiego na klasztor, z użyciem pocisków zapalających i granatów rozpryskowych, skierowanych na obrońców murów i mieszkańców klasztoru – na przemian z atakiem ciężkich dział burzących, skierowanym na mury.
Po pewnym czasie ogień przerywano i wysyłano posłańca z listem, zawsze ozdobionym wyszukanymi zwrotami grzecznościowymi i licznymi barokowymi przystawkami – którego skrócona treść, dałaby się zamknąć w kilku słowach: „Czcigodni Ojcowie, czy już się poddajecie?”.
Oprócz ataków artyleryjskich, próbowano podczas nocy, lub w czasie mgły, przytoczyć pod mury machiny oblężnicze, umożliwiające bezpośredni atak na mury klasztoru, ale z zadziwiającą skutecznością obrońcy radzili sobie w takich sytuacjach: „Gdy się dzień zrobił, spostrzeżono naprzeciw baszty machinę oblężniczą, którą Szwedzi w nocy na kołach przytoczyli. Lecz załoga klasztoru rozproszyła strzałami z rusznic jej sprawców, machinę zaś działem strzaskano i rozbito.” (A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982, s.56).
Próbowano także wysadzić w powietrze obronne bastiony klasztoru prochowymi ładunkami założonymi w podkopach. W tym celu Szwedzi sprowadzili z Olkusza górników, których zmuszali do wykopania odpowiednich tuneli. Podziemne roboty postępowały jednak bardzo opornie, ze względu na twarde wapienie jurajskie, na których osadzony jest klasztor.

A. Setkowicz – „Obrona Jasnej Góry”, z prywatnej kolekcji Michała Sitka

OBRONA JASNEJ GÓRY opierała się również głównie na artylerii. Można mówić o porównywalnej sile artyleryjskiego ognia po obu stronach. Załoga klasztoru posiadała wprawdzie kilka dział więcej niż Szwedzi, ale tą przewagę równoważyły po stronie szwedzkiej dwie ciężkie 24 – funtowe półkartauny.
W obronie była również przydatna lżejsza broń palna; muszkiety, rusznice i lekkie działka z długą lufą, nazywane po polsku śmigownicami (lub sokolikami) – skuteczne do zwalczania mniejszych celów na dużą odległość.
Przy zwarciu, na wałach przydatna była broń biała, z użyciem nawet pradawnych maczug.
Wielkimi sukcesami kończyły się polskie wypady (tak zwane wycieczki) do szwedzkiego obozu. Dwa takie niespodziewane ataki: nocny z 24 na 25 listopada, i dzienny 20 grudnia, były bardzo skuteczne. W ataku nocnym, w którym brało udział około 40 ochotników, zagwożdżono dwa szwedzkie działa i wycięto w pień załogę szwedzkiej reduty. W drugim wypadzie wzięło udział około 30 ochotników. Pozabijano kamieniarzy drążących tunel pod klasztorem. Prawdopodobnie zginął też szwedzki inżynier dozorującego roboty górnicze. I znów zagwożdżono dwa szwedzkie działa.
W obu przypadkach wypady te odbyły się przy niewielkich stratach własnych.
Bardzo przydatne okazało się również w obronie Jasnej Góry przedłużanie pertraktacji w sprawie poddania klasztoru, czy zapłacenia kontrybucji, na które nalegali Szwedzi. Wymagało to, jak i cała obrona Świętego Miejsca, wyjątkowej roztropności, cierpliwości i przebiegłości – czemu sprostał wielki mąż naszej historii i Kościoła o. Augustyn Kordecki, pomimo przeżywanego przez załogę okresowego zwątpienia i gotowości części obrońców do poddania klasztoru.

STAN LICZEBNY OBU WOJSK przedstawiał się jako druzgocząca przewaga szwedzkiego agresora nad jasnogórską obroną. Korpus gen. Millera liczył około 3200 wojska, na które składała się piechota, jazda i mająca najważniejsze zadanie do spełnienia artyleria.
Załogę jasnogórską stanowiło „[…] ledwo siedemdziesięciu zakonników (wcale nie żołnierzy) taką siłę w sobie uczuli, iżby z pięciu Szlachty Polskiej i ich nieliczną służbą oraz 160 załogi pieszej, po większej części z wieśniaków złożonej, ośmielili się stawić opór tak licznemu wojsku […].” (tamże, s. 84).
Z tego zapisu Ojca Kordeckiego, wynika, że Jasnej Góry broniło 250 – 300 osób, gdyż do obrony włączały się także kobiety z rodzin świeckich obrońców, chroniące się w klasztorze przed Szwedami. Ojciec Kordecki pisze o tym tak: „Po odbytych dopiero modlitwach, ufni w pomoc Bożą, (co było tylko ludzi płci obojej w klasztorze), podzielili między siebie obowiązki i każdy podług swoich sił przykładał się jak najdzielniej do obrony.” (s. 52).

Franciszek Kondratowicz (?) – „Oblężenie Jasnej Góry 1655 roku”

SZWEDZKI ATAK ARTYLERYJSKI NA KLASZTOR W NIEDZIELĘ, 24 LISTOPADA.
„Miller rozstawił tymczasem na trzech miejscach działa. Po przeczytaniu listu [był to list Ojca Przeora do gen Millera, w którym była odmowa poddania klasztoru – CWU] tylko krzyknął nagle, wołając: aby dawano ognia i brano się do oręża na niszczenie klasztoru. Wnet też od strony południowej i północnej lecą pociski i kule ogniste.
Padające kule łupią belki i wiązania dachów, latają ogniste pochodnie a prochem ładowane bomby padają na dachówki kościoła: pozwijane kłęby konopi, oblane smołą i żywicą, rozniecają płomień. Na próżno przecież jęczą mury, gwałtownie tłuczone: jeszcze okropniejszym ciosom postawią one czoło. Wszelkich środków chwyta się nieprzyjaciel, aby srogością wojny i postrachem przerazić serca oblężonych; atoli ani gęsto miotane ognie, ani częsty grzmot dział nie odjęły odwagi obrońcom klasztoru i nie ogarnęła ich bojaźń. Po dachach była rozstawiona straż, aby ugaszać ogień bombami wzniecony; rzucano więc na nie mokre szmaty albo spychano je żerdziami. Stali na murach nieustraszeni obrońcy z równą gotowością do wytrzymania niebezpieczeństwa ze strony nieprzyjaciela, jak do niesienia takowego; stali z tym większą odwagą, skoro spostrzegli, że wiele pocisków pada bezskutecznie chybiając celu – niektóre lekko tylko dotykają się murów – inne blisko nich upadają – inne (o cudzie!) od dachówek się odbiwszy i nie sprawiwszy żadnej szkody, odskakują, inne z nich wreszcie, nic nie zrobiwszy przenosiły i więcej szkody swoim z przeciwnej strony szturm przypuszczającym sprawiły niż oblężonym.” (tamże, s. 29 – 30).

ZACIĘTE ZMAGANIA ARTYLERYJSKIE 11 – 14 GRUDNIA.
Gen. Miller otrzymał 10 grudnia wzmocnienie artyleryjskie; kule; proch i nowe działa z obsługą: w tym dwie ciężkie 24 – funtowe półkartauny, które w nocy 10/11 grudnia zostały wytoczone na stanowiska ogniowe, usadowione w bliskiej odległości od klasztoru; 180 – 350m.
O świcie 11 grudnia nastąpił zintensyfikowany atak szwedzkiej artylerii. Obrońcy byli oszołomieni tak silną nawałą ogniową, jakiej dotąd nie było.
Zmagania z dni 11 – 14 grudnia zwięźle przedstawia Kronika Oblężenia Jasnej Góry, znajdująca się na stronie Biura prasowego Jasnej Góry
Kolor czerwony – ataki szwedzkie i ich sukcesy.
Kolor ciemnozielony – polska obrona

11 grudnia 1655
Szwedzki atak artyleryjski na bastion BIV św. Trójcy i przylegający do niego fragment kurtyny północnej. Z reduty R1bis artyleria szwedzka prowadzi całodzienny, intensywny ogień wyłomowy do bastionu BIV św. Trójcy, oddalonego od niej nie więcej niż 180 m […]. Ogień jest skuteczny, w lewym czole bastionu wybity zostaje dość duży wyłom. Ponadto na bastionie uszkodzone zostają dwa działa forteczne i zabitych kilku puszkarzy. Skuteczny jest również ogień wyłomowy, prowadzony z artyleryjskiej reduty oblężniczej R3 do znajdującej się w odległości około 240 m […] od kurtyny północnej. W pobliżu bastionu BIV św. Trójcy w kurtynie tej wybity zostaje wyłom o znacznych rozmiarach (wyłamane zostały parapety, jak zapisał w swym dzienniku o. A. Kordecki). Ponadto naruszona zostaje konstrukcja murów północnej ściany, znajdujących się tuż za kurtyną, zabudowań klasztornych. Rezultat artyleryjskiego ognia odwetowego obrońców, zaskoczonych znaczną różnicą działania destrukcyjnego, dotychczas strzelających szwedzkich dział 4-6 funtowych a wprowadzonych do akcji dział 12-24 funtowych, był stosunkowo mierny. Szwedzi stracili tylko 1 działo i 6 puszkarzy.

12 grudnia 1655
Szwedzki atak artyleryjski na bastion BIII św. Rocha. Od świtu cały ogień artylerii szwedzkiej na północnym froncie ataku skierowany zostaje na bastion św. Rocha, oddalony od artyleryjskich redut oblężniczych R1bis i R3 około 240 m […] oraz reduty R1 około 300 m […]. Całodzienne ostrzeliwanie bastionu nie daje spodziewanych wyników.
Ogień odwetowy artylerii fortecznej skutecznie obniża sprawność szwedzkich puszkarzy, a nieznaczne uszkodzenia bastionu są natychmiast naprawiane. Szok obrońców, spowodowany skutecznością i efektywnością ognia szwedzkiej artylerii oblężniczej w dniu 11 grudnia, minął. Artyleria forteczna przechodzi do kontrakcji. W późnych godzinach popołudniowych działa bastionu św. Rocha skutecznie ostrzelały kwaterę gen. B. Müllera w Częstochówce. Ginie oficer szwedzki, prawdopodobnie siostrzeniec dowodzącego korpusem oblężniczym. Ostrzałem kieruje puszkarz Prosper Kapusta, przyszły zakonnik zgromadzenia Ojców Paulinów na Jasnej Górze, brat Marcin. [Ojciec Kordecki podaje inną wersje okoliczności śmierci siostrzeńca gen. Millera – wrócimy do tej sprawy w IV części: „Dziwne „przypadki”].

13 grudnia 1655
Fiasko ataku artyleryjskiego na 12 grudnia bastion BIII św. Rocha zmusza Szwedów do wprowadzenia na jego kierunku nowego przykopu P3 i wstawienia przylegających do niego artyleryjskich redut oblężniczych R4 i R4bis, zlokalizowanych w odległości około 240 m […] i 180 m […]. Nowe budowle oblężnicze wykonują pod kierownictwem szwedzkich oficerów chłopi spędzeni z okolicznych wsi klasztornych. Roboty te rozpoczęto w nocy z 12 na 13 grudnia, a zakończono w nocy z 13 na 14 grudnia, zataczając do redut R4 i R4bis działa przesunięte z południowego kierunku ataku inżynieryjno-artyleryjskiego twierdzy.

14 grudnia 1655
Działa rozmieszczone w nowo zbudowanych redutach, w tym półkartauna 24-funtowa (1A24f) w reducie R4bis, otwierają o świcie 14 grudnia ogień wyłomowy do bastionu BIII św. Rocha.
Reakcja artylerii fortecznej bastionu jest natychmiastowa. Jej ogień odwetowy niszczy częściowo redutę R4bis, druzgocze półkartaunę, obezwładnia załogę reduty oraz zmusza Szwedów do jej opuszczenia i wycofania się do reduty R4. Lufa półkartauny, częściowo zniszczona, zostaje zrzucona z łoża („lawety”), a samo łoże strzaskane. (powyższe cytaty 11 – 14 grudnia 1655r. [z:] R. H. Bochenek, „Twierdza Jasna Góra”, Warszawa 1997, s.76-92, cyt. za: Biuro Prasowe Jasnej Góry
20Gigantomachia%20%20kronika%20obl%C4%99%C5%BCenia%20Jasnej%20G%C3%B3ry.htm ).

20 GRUDNIA – DZIENNY WYPAD OD OBOZU SZWEDZKIEGO – z pamiętnika Ojca Kordeckiego:
„Ponieważ zaś dobrze wiedziano, że nieprzyjaciel wskutek ostatniej wycieczki po nocach prawie nie sypia, mając się na baczności, postanowiono więc jednozgodnie na dzień na niego uderzyć i wyznaczono na to dzień, 20 grudnia.
Wyszli więc pod wodzą Pana Stefana Zamojskiego Miecznika Sieradzkiego, o godzinie pierwszej z południa skrytymi drzwiami do głębokiej obok murów fossy, nią się ku obozowi nieprzyjacielskiemu udając. Najprzód tedy pozabijali napotkanych przy fossie kamieniarzy, dwóch tylko przy życiu zostawiwszy; stąd wpadli na najbliżej stojące działa i dwa zagwoździli. Potem z krzykiem ścigali odważnie rozproszone oddziały nieprzyjaciół aż ku drodze od miasteczka do wsi wiodącej: a uniesieni wojennym zapałem, bynajmniej nie oszczędzali w rozsypce uciekających Szwedów. Około stu jazdy ruszyło przeciwko naszej wycieczce, lecz ci strzałami z dział odparci, musieli się szybko od murów oddalić. Nie przestano do nich strzelać dopóty, aż uszli na pole pod miasteczko, a nasi z łupem wrócili do klasztoru, jednego tylko straciwszy. ( A. Kordecki, op. cit.,s.67).

ZAGWOŻDŻENIE DZIAŁA POLEGAŁO na mocnym wbiciu ciasnego gwoździa, najlepiej o kwadratowym przekroju (a przeważnie takie były wtedy w użyciu) w otwór w tylnej cześć lufy, w który podsypywano proch i podpalano przez niego właściwy ładunek prochowy, znajdujący się w lufie pod tym otworem.
Gwoźdź należało tak wbić, aby nie wystawał ponad lufę. Jeszcze trzeba było go zagiąć wewnątrz lufy pobijakiem do ładowania działa, skutkiem czego nie można było go wyjąć w żadną stronę. Działo tak zagwożdżone można było załadować, ale nie można było odpalić. Jedynym sposobem przywrócenia sprawności zagwożdżonego działa było przewiercenie zaczopowanego otworu prochowego, co nie było zadaniem łatwym, ani szybkim.
25 GRUDNIA – PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
„O samym południu zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały o ściany klasztoru, iż je w wielu miejscach przedziurawiwszy wśród kurzawy i gruzu po korytarzach i zakrętach klasztoru, tu i ówdzie się odbijając, latały i taką trwogą mieszkających napełniły, że się nikt nawet wyjrzeć nie ośmielił. Rzucał teraz Szwed jak najwięcej pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych, a siarką i saletrą wypełnionych. Rozniecały one straszliwy płomień, szczególniej też te, które tak w żelazne rury były opatrzone, iż na wszystkie strony ogień i ołów miotały. Miały one kształt jabłka granatowego, lecz ponieważ więcej ich na zewnątrz klasztoru, a wiele także i wewnątrz niego na podwórze padało, nie zrządziły szkody uderzeniem lub płomieniem, lecz jedynie obmierzłym swędem cokolwiek oblężonych przestraszyły.
Najbardziej ze wszystkich przerażały kule żelazne wydrążone, które w różne strony klasztoru, gdzie się spodziewano najwięcej ludzi, z machin już tlejące się rzucane z gwałtownością i trzaskiem, po zapaleniu się nagle wewnątrz będącego prochu, pękały i rozpryśniętymi we wszelkim kierunku raniły. Jedną z takich kul znaleziono przed kuchnią, całą i zgasłą; druga pękając na podwórzu wybiła szesnaście szyb w przyległym oknie i tyluż uderzeniami zostawiła ślady na wewnętrznych ścianach apteczki.
Pod wieczór wreszcie jedno ciężkie działo, które najbardziej szkodziło murom klasztoru, pękło i położyło koniec szturmowaniu. Mówiono powszechnie i słyszano to od samych Szwedów w obozie podczas oblężenia, a i od wielu innych gdzie indziej, że kule działowe przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały często od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały. Gdy wielu o tym powątpiewało, sławetny Piotr Okrasa, który był w ten sam dzień Bożego Narodzenia ze wsi Dżbowa żywność do obozu odstawiał, stanowczo zapewniał, że się to stało przy ostatnim wystrzale z owego działa, i że w obozie wśród nadzwyczajnego zdumienia głoszono, iż siłą odbitej od murów kuli działo zdruzgotanym a artylerzysta przy nim stojący zabitym został. Mówił on, że mu się to zdawało podobnym do prawdy z tego powodu, gdyż kula owa, którą potem po obozie obnoszono, miała oznaki prawdziwej kuli szwedzkiej – była bowiem tak wielką, iż na Jasnej Górze podówczas podobnej nie miano; o czym Okrasa jako klasztorny bywalec dobrze wiedział.
To nie ulega żadnej wątpliwości, iż od chwili, w której działo rozsadzonym zostało i to z taka siłą, iż kawałki drzewa na parę stajań rozrzuciło, już więcej tego dnia, ani w żadnym następnym, huku dział nie słyszano, tak iż się zdaje, że jakaś wielka, cudowna a nieprzyjacielowi szkodząca potęga koniec oblężenia Jasnej Góry położyła, boć przecie Szwedzi kul i prochu pod dostatkiem mieli.” ( tamże, s. 76 – 78).
Jeszcze tego samego dnia wieczorem, wysłał Miller do klasztoru list z żądaniem wypłacenia okupu w wysokości 60 tysięcy talarów za odstąpienie od dalszego oblężenia. Ojciec Kordecki stanowczo odmówił. A to żądanie było już tylko ostatnią, żenującą próbą ratowania osobistej reputacji Millera i jego korpusu.
W nocy 26/27 grudnia gen. Miller zwinął swój obóz i opuścił Częstochowę. Ale nie był to koniec szwedzkich zakusów na opanowanie klasztoru jasnogórskiego. Potyczki ze Szwedami trwały jeszcze sporadycznie pod Jasną Górą do kwietnia 1656 roku. Z pomocą przyszły oddziały polskiej partyzantki, którzy rozbili swój obóz u stóp Jasnej Góry, i w dobrej współpracy z jasnogórska załogą, z jej artylerią, bronili tego Święte Miejsce, aż do nastania spokojniejszego czasu.

Czesław Wójcik – Uglis

Ciąg dalszy nastąpi


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 418 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 24, 25, 26, 27, 28  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /