Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 418 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 23, 24, 25, 26, 27, 28  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 22 gru 2016, 12:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/18-lutego-1656-rok ... -golebiem/

18 lutego 1656 roku, miała miejsce bitwa pod Gołębiem
18 lutego 2016 00:01

Obrazek

Była to starcie w ramach tzw. „potopu szwedzkiego”, w której walczyły ze sobą wojska Rzeczypospolitej pod dowództwem Stefana Czarnieckiego z wojskami szwedzkimi dowodzonymi przez króla Szwecji Gustawa X Karola.

Gustaw wyruszył w stronę Lwowa aby rozprawić się z Janem Kazimierzem przebywającym w mieście. Na przeciw królowi szwedzkiemu wyruszył Stefan Czarniecki. Szwedzi dysponując sporą przewagą liczebną oraz wsparci oddziałami polskimi, rozgromili dywizję Czarnieckiego. Była to jedna z największych porażek Stefana Czarnieckiego.
Gustaw uważał, iż armia polska została rozbita, jednak był w błędzie. Polacy zastosowali sztukę rozproszenia, której nauczyli się od Tatarów i już w kilka dni później wojska ponownie się połączyły i zaczęły nękać Szwedów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 05 sty 2017, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/01/0 ... wojowania/

Hetman Tarnowski. Ojciec staropolskiej sztuki wojowania
Posted by Marucha w dniu 2017-01-04 (środa)

Obrazek

Dzieje militarne I Rzeczypospolitej na tle historii wojskowości Europy zachodniej zajmują miejsce osobne.
Rozległość kraju oraz różnorodność przeciwników, którym przyszło żołnierzowi polskiemu stawiać czoła, zmusiły dowódców polskich epoki nowożytnej do wypracowania własnej, oryginalnej taktyki, a także stworzenia niespotykanych w innych krajach formacji wojsk.
Jednym z ojców staropolskiej sztuki wojowania był hetman wielki koronny Jan Tarnowski.
Znakomity dowódca przyszedł na świat w 1488 roku, jako późny syn sześćdziesięcioletniego kasztelana krakowskiego Jana Tarnowskiego i jego drugiej żony Barbary z Rożnowa herbu Sulima, wnuczki sławnego Zawiszy Czarnego.
Od najmłodszych lat Jan odznaczał się dużymi zdolnościami intelektualnymi. Mimo że nie studiował na żadnym uniwersytecie, dzięki prywatnym nauczycielom i własnej pilności posiadł rozległą wiedzę. Poszerzaniu horyzontów sprzyjał niewątpliwie pobyt chłopca na kolejnych dworach: kardynała Fryderyka Jagiellończyka, podkanclerzego koronnego a zarazem biskupa ordynariusza diecezji przemyskiej Macieja Drzewickiego, a w końcu monarszym.
Służbę dworzanina królewskiego rozpoczął dwunastoletni młodzieniec na krótko przed śmiercią Jana Olbrachta, a kontynuował za rządów Aleksandra Jagiellończyka, a potem Zygmunta I.
Wprawdzie w młodości stan zdrowia Jana Tarnowskiego, zwanego w środowisku dworzan Krakowczykiem (w nawiązaniu do dzierżonego przez ojca urzędu kasztelana krakowskiego), zdawał się nie predestynować go do stanu żołnierskiego, jednak już w 1508 roku wyruszył na wyprawę wojenną przeciw Moskwie w szeregach hufca nadwornego króla Zygmunta. Był świadkiem zwycięskiej dla sił polsko-litewskich pierwszej bitwy pod Orszą, sam jednak bezpośredniego udziału w zmaganiach nie wziął.
O tym, że kwestie wojskowe bardzo go interesowały, zaświadcza najwcześniejszy biograf przyszłego hetmana ks. Stanisław Orzechowski: „spraw bojowych na dworze się przysłuchiwał, hetmanów się dzierżał, w rozmowach ich się kochał, historyje możnych królów i hetmanów rad czytał”.
Brak wsparcia ze strony starszego rodzeństwa, niechętnego znacznie młodszemu, w dodatku urodzonemu z innej matki, bratu, sprawiał, że omijały go urzędy tradycyjnie sprawowane przez Tarnowskich. Urażona ambicja tym bardziej motywowała go, by sławy i awansów szukać na polu bitwy. Do kariery żołnierskiej skłaniała go także tradycja rodzinna. W końcu po kądzieli był prawnukiem Zawiszy Czarnego, a i wśród Leliwitów nie brakło zasłużonych dowódców.
Ponownie Tarnowski wyruszył w pole w 1512 roku przeciw Tatarom. Brał udział w zwycięskiej dla sił polskich dowodzonych przez hetmana Konstantyna Ostrogskiego bitwie pod Wiśniowcem. Z kolei dwa lata później, podczas kolejnej kampanii moskiewskiej, stał na czele chorągwi złożonej z młodych przedstawicieli możnych polskich rodów. Pod jego komendą oddział odznaczył się 8 września 1514 roku w kolejnej bitwie pod Orszą, ponosząc przy tym niewielkie straty w ludziach.

Na pielgrzymim szlaku
Ważne wydarzenie w życiu Jana Tarnowskiego stanowiła pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w 1518 roku. Rozpoczął ją od wizyty w Rzymie, gdzie uzyskał audiencję u papieża Leona X. Potem udał się do Jerozolimy. W grupie pątników zwiedzał miejsca znane mu z Pisma Świętego.
Podczas wizyty w bazylice Grobu Pańskiego Krakowczyk został przez gwardiana klasztoru z góry Synaj pasowany na rycerza Grobu Świętego. Idea walki w obronie Chrześcijaństwa głęboko zapadła mu w serce. Znamienne, że chcąc powrót z pielgrzymki połączyć ze zwiedzeniem Europy, przez Aleksandrię i Ateny udał się do Lizbony. Kierowała nim nadzieja, że otrzyma tam ostrogi rycerskie z rąk wsławionego w walkach z wrogami chrześcijaństwa króla Emanuela I.
Wziął udział w wyprawach afrykańskich przeciw Maurom, zyskując sympatię sławnego monarchy, który pasował go na rycerza. Leliwita nie skorzystał jednak z zaproszenia królewskiego, by został w Portugalii, ale przez Francję, Anglię, Niemcy i Czechy wrócił do ojczyzny.
Podczas wojaży zagranicznych Tarnowski znacznie wzbogacił swoją wiedzę wojskową. Jego kompetencje militarne z pewnością robiły na wpływowych rozmówcach duże wrażenie, skoro wkrótce po powrocie do kraju zaproszono go na naradę w sprawie wojny z Krzyżakami. Leliwita przedstawił zebranym własną koncepcję prowadzenia działań w Prusach. Zyskała ona aprobatę króla Zygmunta I i wkrótce jej autor ruszył na północ, by wraz z hetmanem Mikołajem Firlejem wcielić ją w czyn.

W obronie chrześcijańskiej Europy
Zawirowania polityczne sprawiły, że Jan Tarnowski musiał opuścić wojska jeszcze w trakcie walk. Wkrótce jednak spotkał go zaszczyt poprowadzenia polskich posiłków na odsiecz oblężonemu przez Turków Belgradowi. Niestety, miasto padło nim nadeszło wsparcie. Polacy wrócili więc do domów.
W 1524 roku gotujący się do zdobycia Węgier Turcy zaatakowali Królestwo Polskie. Była to próba zniechęcenia Zygmunta I do wsparcia bratanka, króla Węgier i Czech Ludwika Jagiellończyka. Wśród nielicznych sił prowadzących z wojskami agresora wojnę szarpaną, był oddział dowodzony przez Jana Tarnowskiego.
Przekonawszy się o słabości Królestwa Polskiego sułtan Sulejman uznał, że może sobie pozwolić na więcej i w 1526 roku zaatakował Węgry. Efektem była śmierć króla Ludwika pod Mohaczem, a tym samym osłabienie pozycji Jagiellonów w Europie.
2 kwietnia 1527 roku cieszący się zasłużoną opinią dobrego dowódcy Jan Tarnowski otrzymał nominację na urząd wojewody ruskiego oraz hetmana wielkiego koronnego. Natychmiast podjął kroki w celu zabezpieczenia granic przed spodziewanymi napadami Tatarów.
Jednak nie z Turcją, ale z jej lennikiem, Mołdawią, przyszło hetmanowi stoczyć wojnę, która stała się jego wizytówką. W 1530 roku hospodar mołdawski Piotr Raresz postanowił powiększyć swe władztwo i zagarnął polskie Pokucie. W roku następnym Tarnowski poprowadził wyprawę w celu odebrania utraconych terenów.
Kampanię zwieńczyła bitwa pod Obertynem, stoczona 22 sierpnia 1531 roku. Wobec przeważających sił wroga (17-tysięcznej armii wyposażonej w 50 armat hospodara Polacy mogli przeciwstawić 6 tys. żołnierzy i 12 dział), hetman zamknął się w umocnionym taborze i tak manewrował własnymi siłami, by zachęcić hospodara do zaangażowania większości sił w jednym miejscu. Gdy się to stało, na osłabione szyki Mołdawian po innej stronie polskiego obozu przypuściła atak polska jazda, rozbijając je w pył i odcinając drogi odwrotu. Kilka tysięcy żołnierzy Raresza padło na polu bitwy bądź dostało się do niewoli. Z kolei tylko kilkuset podwładnych Tarnowskiego przypłaciło zwycięstwo życiem.
Niestety, Zygmunt Stary obawiając się reakcji sułtana zabronił przenosić działania wojenne na teren uznającej jego zwierzchność Mołdawii, wobec czego Raresz utrzymał się na tronie hospodarskim.
Wizja polityki wobec Turcji, jaką wypracował sobie Tarnowski, bardzo różniła się od koncepcji królewskich. Monarcha dopingowany przez Bonę prowadził politykę antyhabsburską, neutralną wobec Imperium Otomańskiego, tymczasem Tarnowski stawiał na współpracę z Habsburgami, uważał bowiem, że niebezpieczeństwo ze strony półksiężyca grozi także Polsce.
Wkrótce jednak inny nieprzyjaciel zaabsorbował uwagę hetmana. W 1535 roku Tarnowski poprowadził pięciotysięczny oddział zaciężny na pomoc toczącym od roku wojnę z Moskwą Litwinom. Choć połączoną armią formalnie dowodził wielki hetman litewski Jerzy Radziwiłł, w rzeczywistości działania prowadził Leliwita. Dzięki jego umiejętnościom połączonym wojskom bratnich narodów udało się zająć niemal całą Siewierszczyznę.
Ważnym punktem zmagań było oblężenie przez wojska litewsko-polskie twierdzy Starodub. Na rozkaz Tarnowskiego, pod jej murami wykonano podkop po czym wysadzono je. Cieniem na zwycięstwie kładzie się wymordowanie 1400 jeńców moskiewskich. Ponoć w późniejszych latach hetman bardzo żałował wydanego w gniewie rozkazu.

Zaszczyty i dalsza służba
Po zwycięskiej kampanii przyszła pora na tak pożądane przez hetmana Tarnowskiego awanse, wynagradzające jego niemałe przecież zasługi. Otrzymał tytuł wojewody krakowskiego, a niedługo potem starostwo krakowskie, a z nim najbardziej prestiżowe miejsce w senacie.
Tarnowski, choć ambitny i łasy na zaszczyty, swoją misję widział przede wszystkim w służbie krajowi. Szczególnie leżało mu na sercu wzmocnienie militarne Królestwa Polskiego. Stąd twardo negocjował ze szlachtą, podczas rokoszu pospolitego ruszenia, czyli tzw. wojny kokoszej. Z drugiej strony skłonny był poprzeć także niektóre postulaty ruchu egzekucyjnego.
W 1538 roku hetman po raz kolejny wybrał się na czele armii na wyprawę przeciwko hospodarowi Mołdawii, który znów wtargnął na Pokucie. Tym razem wyprawa zakończyła się układami i zrzeczeniem się przez Raresza pretensji do tych ziem.
Początkowo duże nadzieje Tarnowski pokładał w koronowanym jeszcze za życia ojca Zygmuncie Auguście. Ślub króla z Barbarą Radziwiłłówną uważał wprawdzie za błąd i cios w prestiż monarchy i państwa na zewnątrz, stojąc jednak na gruncie nierozerwalności związku małżeńskiego, wspierał króla.
W pewnym momencie stał się jednym z najważniejszych doradców Zygmunta Augusta. Nie na długo. Z jednej strony Zygmunt August był zbyt niezależnym umysłem, by na trwałe uzależnić się od innej osobowości, z drugiej Leliwitę drażniła bierność monarchy w sprawach obronności kraju. W dodatku stale przemyślający o wojnie z Turcją Tarnowski niezadowolony był z pokojowej polityki Zygmunta Augusta. W końcu hetman złożył więc buławę i wycofał się z czynniejszej działalności publicznej.
Życie hetmana Tarnowskiego przypadło na okres ofensywy protestantyzmu w Europie. Także on nie pozostał obojętny wobec sporów religijnych. Choć podchwycił kilka pomysłów nowinkarzy, głównie postulatów zmian w zakresie praktyk liturgicznych i szafarstwa sakramentów, ostatecznie jednak nie zdradził Kościoła. Nie dał się pozyskać dla herezji nawet Kalwinowi, który osobiście korespondował z nim.
Jan Tarnowski to nie tylko wielki wódz, ale także oryginalny teoretyk wojskowości, autor rozpraw na tematy wojenne. Sławę w tej dziedzinie przyniósł mu opublikowany w 1558 roku traktat Consilium rationis bellicae (Rada sprawy wojennej). Wyłożył w nim swoje poglądy na prowadzenie wojny. Na dziele tym kształciły się kolejne pokolenia dowódców polskich i litewskich. Wywarło ono duży wpływ na proces kształtowania się staropolskiej sztuki wojennej.

Ojciec ojczyzny
Pod koniec życia Tarnowski złagodniał, zaprzestał silnej krytyki dworu królewskiego, z której w pewnym okresie był znany, mocniej opowiedział się też po stronie katolicyzmu. Wycofanie się z czynnej polityki poszerzyło krąg ludzi upatrujących w nim ojca ojczyzny.
Zmarł 16 maja 1561 roku w Wiewiórce. Na wieść o tym cały kraj okrył się żałobą. Choć hetman Jan Tarnowski miał wiele wad, to jednak rodacy nie mogli mu zarzucić, że wzbogacił się kosztem skarbu publicznego i królewszczyzn. Najwięcej zawdzięczali mu mieszkańcy województw południowo-wschodnich, których wielokrotnie osłaniał przed napadem wrogich wojsk. Do wzmocnienia wschodnich kresów Korony, przyczynił się także przez prywatne inwestycje, jak choćby założenie i silne ufortyfikowanie miasta Tarnopol.

Adam Kowalik

http://www.pch24.pl/hetman-tarnowski--o ... z4UoUHLOcm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 06 sty 2017, 20:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/02/2 ... o-zachodu/

Stefan Chmielecki – szeryf polskiego Dzikiego Zachodu
Posted by Marucha w dniu 2016-02-26 (piątek)

Już za życia krążyły o nim legendy. Podobno tatarskie matki straszyły nim dzieci. Pogromca Tatarów był bohaterem ludności kresów Rzeczpospolitej, pieśni o tym sokole stepów śpiewano jeszcze długo po jego śmierci.


Juliusz Kossak – Taniec tatarski


20 lutego 1630 zmarł Stefan Chmielecki, szlachcic, wódz naczelny w walkach z Tatarami, wojewoda kijowski.
Ukraina na przełomie XVI i XVII wieku była rodzimym odpowiednikiem amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Ludność tego słabo zaludnionego, półdzikiego terenu padała często ofiarą łupieżczych napadów tatarskich.
To był idealny teatr działań dla ambitnych i nieobawiających się ryzyka ubogich szlachciców. Do takich należał Stefan Chmielecki. Jak wielu jemu podobnych, zaciągnął się do wojsk magnatów dzierżących realną władzę na kresach. Służył u Ostrogskich, Tomasza Zamoyskiego i Stanisława Koniecpolskiego.
– Dał się poznać jako bardzo dobry oficer, bardzo dobry dowódca i niewątpliwie te cechy umożliwiły mu awans na pułkownika, następnie na regimentarza, a wreszcie: na wodza naczelnego w walkach z Tatarami – mówiła prof. Jolanta Choińska-Mika w audycji Andrzeja Sowy i Wojciecha Dmochowskiego z cyklu „Kronika niezwykłych Polaków”.
Sławę Chmieleckiemu przyniosło to, że udawało mu się powstrzymywać Tatarów, nim ci rozpuścili swoje zagony po terenach Rzeczpospolitej.
– Było to możliwe dzięki temu, że Chmieleckiemu udało się bardzo dobrze poznać metody walki Tatarów. Zorganizował własną służbę wywiadowczą i dzięki zdobytym informacjom mógł się dobrze przygotować do antytatarskich akcji – komentowała prof. Choińska-Mika.
Chmielecki nauczył się myśleć jak przeciwnik. Jeńców, których brał w niewolę liczono w setkach. Zasługi jednego z najwybitniejszych dowódców początku XVII wieku docenione zostały pod koniec jego życia, kiedy został mianowany wojewodą kijowskim.

http://www.polskieradio.pl/39/156/Artyk ... hmielecki-–-szeryf-polskiego-Dzikiego-Zachodu

Zob. też: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=16066


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 20 sty 2017, 20:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/12-marca-1600-roku ... -do-tronu/

12 marca 1600 roku, szwedzki parlament zdetronizował Zygmunta Wazę oraz pozbawił jego potomków praw do tronu
12 marca 2016 00:00

Obrazek

W odpowiedzi na ten akt, Zygmunt III Waza zgodnie z obietnicami zawartymi w pacta conventa, przyłączył Estonię do Rzeczypospolitej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 15 lut 2017, 09:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7462
Lokalizacja: Podlasie
Wolna elekcja czy zamach stanu? Jak Jan III Sobieski został królem Polski

Obrazek

„Uprawnienia urzędów marszałka wielkiego i hetmana wielkiego koronnego, które sprawował Jan Sobieski, pozwoliły mu sprowadzić do Warszawy na czas elekcji pokaźne siły wojskowe, czego zakazywały konstytucje sejmów konwokacyjnych” – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl dr Zbigniew Hundert, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

10 listopada 1673 roku zmarł Michał Korybut Wiśniowiecki. 21 maja 1674 roku Jan III Sobieski został wybrany przez szlachtę na nowego króla Polski. Koronacja miała miejsce jednak dopiero 2 lutego 1676 roku. Dlaczego tak długo zwlekano z tym wydarzeniem?
Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze: Sobieskiemu zależało na tym, aby utrzymać swoje wpływy w wojsku. Dopóki bowiem nie został królem, dopóty nie musiał wręczać buław koronnych, co musiałoby się dokonać na sejmie koronacyjnym.

Po drugie: zwlekanie z koronacją pozwoliło Sobieskiemu, przynajmniej częściowo, na utrzymanie swoich dotychczasowych prerogatyw z pełnionych wcześniej urzędów.

Po trzecie: wpisywało się to w dłuższą zależność wewnętrznej polityki prowadzonej przez Sobieskiego. Chciał on osiągnąć takie korzyści w wojnie z Turcją, dzięki którym mógłby liczyć na przychylnością społeczną i zwiększenie władzy monarszej. Te były bowiem niezbędne do przeprowadzenia odpowiednich zmian w państwie.

Niestety kolejny wielki sukces na miarę zwycięstwa pod Chocimiem nie przychodził, a państwo nie mogło już dłużej funkcjonować na zasadach bezkrólewia. Duży nacisk społeczny w pewnym momencie zmusił Sobieskiego do koronacji. Państwo potrzebowało władcy!


Dlaczego Jan Sobieski nie kandydował na króla kilka lat wcześniej, gdy doszło do elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego?
Problem tkwił przede wszystkim w „głowach” ówczesnych decydentów. Zgodnie z panującym wówczas przekonaniem, wielu szlachciców nie brało pod uwagę możliwości objęcia tronu przez kogokolwiek z mieszkańców Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Elekcja 1669 roku była wielką lekcją pokory, a koronacja Michała Korybuta Wiśniowieckiego dała do myślenia bardzo wielu wpływowym magnatom. Jan Sobieski odrobił tą lekcję w sposób znakomity.
Można powiedzieć, że praktycznie od momentu śmierci Michała Korybuta, Sobieski chciał sięgnąć po polską koronę i temu właśnie przyświecały wszystkie jego działania. Co prawda kamuflował to w sposób bardzo wyraźny cały czas sprzyjając kandydaturze francuskiej. Na pewno jednak nie miał złudzeń, co do możliwości na wprowadzenie francuskiego kandydata na polski tron. Jego zwycięstwo na pewno byłoby sukcesem obozu francuskiego, którego trzon uformował się w czasach Jana Kazimierza.

W jaki sposób Jan Sobieski przekonał do swojej kandydatury przedstawicieli szlachty, którzy wybrali go na króla Polski? Był to wybór pragmatyczny – Rzeczpospolita Obojga Narodów potrzebowała wojownika na swoim tronie?
Był to jak najbardziej wybór pragmatyczny, ale Sobieski nie został wybrany królem tylko ze względu na optymizm, który towarzyszył jego wielkiemu zwycięstwu pod Chocimiem. Głównym powodem wyboru Sobieskiego na króla było to, że na elekcję przybyło bardzo mało osób. W porównaniu z elekcją Michała Korybuta Wiśniowieckiego w wyborze Sobieskiego brało udział 3 razy mniej szlachty. Było to spowodowane najkrótszą w historii przerwą między sejmem konwokacyjnym zakończonym w lutym a sejmem elekcyjnym rozpoczętym w kwietniu. W skutek tego szlachta z odległych terenów kraju miała bardzo ograniczony czas na zrelacjonowanie na swoich sejmikach konwokacji, wybór przedstawicieli na nowy sejm i powrót na elekcję.

Poza tym są w historiografii teorie mówiące, że po dużej aktywności szlacheckiej w czasach Michała Korybuta Wiśniowieckiego, która nie przyniosła żadnych istotnych zmian, przedstawiciele szlachty utracili entuzjazm i chęci do uczestniczenia w życiu publicznym. Wiązało się to z dużo mniejszym zainteresowaniem szlachty sprawami państwa, a co za tym idzie, dużo większymi możliwościami działania Jana Sobieskiego.
Uprawnienia urzędów marszałka wielkiego i hetmana wielkiego koronnego, które sprawował Jan Sobieski, pozwoliły mu po pierwsze: sprowadzić do Warszawy na czas elekcji pokaźne siły wojskowe, czego zakazywały konstytucje sejmów konwokacyjnych. Po drugie: urlopować bardzo wielu żołnierzy, którzy formalnie jako przedstawiciele stanu szlacheckiego, a nie wojska mogli brać udział w głosowaniu. Po trzecie: wojska Sobieskiego, jako de facto siły urzędu marszałkowskiego (te mogły przebywać w pobliżu pola elekcyjnego – przyp.) odpowiadały za bezpieczeństwo w czasie elekcji. W rzeczywistości stanowiły one siłę nacisku na nieprzychylną hetmanowi część szlachty, przede wszystkim Litwinów.

Inna sprawa: w elekcji Sobieskiego bardzo dużą rolę odegrał francuskie pieniądze. Francuzi wiedzieli, że hetman jest ich stronnikiem i że będzie współpracował z nimi, a nie ich wrogami, czyli Habsburgami. Dlatego też udało im się „przekonać” część litewskiej szlachty popierającą frakcję Jana Kazimierza Paca, do „słusznego” wyboru.

Sama elekcja też wyglądała bardzo ciekawie. Na Sobieskiego padło niewiele głosów. W momencie odczytania wyników głosowań, gdy padły nazwiska kontr-kandydatów Sobieskiego do objęcia tronu, żołnierze zwycięzcy spod Chocimia krzyczeli „Śmierć”, „Hańba”, „Na pohybel” etc. Gdy padło nazwisko Sobieskiego krzyczeli zaś „Wiwat”. Stworzyli przez to atmosferę strachu wyraźnie dając do zrozumienia, kto powinien zostać królem.


Czy wybór ten, przeprowadzony w takich okolicznościach, został zaakceptowany?
Część szlachty początkowo nie zgadzała się z nim. Przyczyn było wiele. Pierwsze skrzypce w wyborze Sobieskiego odegrali jego bardzo bliscy współpracownicy, wysocy oficerowie wojskowi m.in. Stanisław Jan Jabłonowski, Marcin Kątski, Aleksander Polanowski, Tomasz Karczewski. Część szlachty była przeciwna takim „rozwiązaniom”.

Przeciwko Sobieskiemu podnoszono wiele innych zarzutów m.in., że jest on żonaty z Marią Kazimierą – osobą nienależącą „do pierwszej ligi ówczesnego mainstreamu”, ponieważ była to dwórka królowej Ludwiki Marii niespokrewniona z żadną „liczącą się” w Europie rodziną.

Ze względu na stan wojny z Turcją, która bardzo mocno wpłynęła na kondycję psychiczną społeczeństwa Rzeczypospolitej wszystkie zarzuty poszły w niepamięć, a wybór ostatecznie zaakceptowano.
Zdobycie polskiej korony było największym sukcesem politycznym Sobieskiego i ukoronowaniem jego dotychczasowej działalności. Bez wątpienia był on zręcznym politykiem oraz wielkim wodzem, co niejednokrotnie udowodnił.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Tomasz Kolanek

http://www.pch24.pl/wolna-elekcja-czy-z ... 465,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 16 lut 2017, 22:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/12-kwietnia-1627-r ... ersztynem/

12 kwietnia 1627 roku, rozpoczęła się bitwa pod Czarnem (Hamersztynem)
12 kwietnia 2016 00:02

Obrazek

Było to starcie podczas wojny polsko-szwedzkiej o ujście Wisły (1626–1629).

Bitwa miała ogromne znaczenie. Na Pomorze podążały posiłki zwerbowane dla Szwedów w Maklemburgii, miały zaatakować wojska koronne okopane pod Tczewem, które blokowały głównym siłom szwedzkim drogę na Gdańsk.

Hetman polny Stanisław Koniecpolski, pozostawił część wojsk na linii Wisły a sam na czele 3000 żołnierzy ruszył w pościg za nadciągającymi posiłkami pod dowództwem Johanna Streiffa i Maksymiliana Teuffela.
Szwedzi zostali dogonieni i osaczeni pod Czarnem. Oblężenie nie trwało długo. 17 kwietnia została przyjęta kapitulacja wojsk szwedzkich w wyniku, której na służbę w armii koronnej przeszło kilkuset żołnierzy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 19 lut 2017, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/18-lutego-1386-poc ... ospolitej/

18 lutego 1386: początek najszczęśliwszego okresu w dziejach Rzeczypospolitej
Opublikowane 2017/02/18 w I RP/I RP - rocznice



Ten dzień powinien być co roku przypominany jako początek panowania najpotężniejszej polskiej dynastii i początek najszczęśliwszego okresu w dziejach Rzeczypospolitej. Tego dnia 1386 r., Władysław Jagiełło poślubił polską królową Jadwigę Andegaweńską – św. Jadwigę.
Mapa powyżej: Państwa we władaniu dynastii Jagiellonów w 1490 roku
Po śmierci swego ojca, króla Ludwika Węgierskiego, Jadwiga została królową Polski. Nie wiemy dokładnie, ile wtedy miała lat (11? 12?), ale była bardzo roztropna i od dziecka gruntownie kształcona.
Polska zwracała się ku Księstwu Litewskiemu, budowano pierwociny potężnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, której władcy wkrótce zapanują nad olbrzymimi połaciami Europy, na tronach polskim, czeskim i węgierskim (ponad 2 mln km2, 4-krotnie więcej niż dzisiejsza Francja!). Prawdziwa Unia Europejska tamtych czasów!
Początek braterstwa Polaków i Litwinów to zawarta 14 sierpnia 1385 r. unia w Krewie. 11 stycznia 1386 r. w Wołkowysku wybrano Władysława Jagiełłę, najwyższego księcia Litwy, na króla Polski. 15 lutego 1386 r. Władysław przyjął chrzest i imię po swoim ojcu chrzestnym Władysławie Opolczyku. Potem poślubił młodziutką Jadwigę. Niestety, królowej Jadwidze Opatrzność wyznaczyła inną rolę na ziemskim padole. Nie została matką królewskiego następcy tronu. Umarła 17 lipca 1399 r., po urodzeniu córeczki Elżbietki, która również nie przeżyła. Umarła w opinii świętości, króluje nam do dziś z Nieba. Została beatyfikowana w roku 1979, kanonizowana 8 czerwca roku 1997. To wszystko za sprawą Sługi Bożego Jana Pawła II.
Jagiełło przeprowadził chrystianizację Wielkiego Księstwa Litewskiego. Podobno sam – mimo że był niepiśmienny! – przetłumaczył na język swojego nawróconego ludu Modlitwę Pańską i Skład Apostolski.
Władysław Jagiełło miał cztery żony. Matką królów potężnej dynastii Jagiellonów nie była ani królowa Jadwiga, ani królowa Anna (wnuczka Kazimierza Wielkiego), ani Elżbieta Granowska. Była nią dopiero królowa Sonka, czyli Zofia Holszańska, matka Władysława III Warneńczyka i Kazimierza IV Jagiellończyka, babcia świętego królewicza Kazimierza. Dała Polakom nie tylko dzielnych synów i wnuków, ale też pierwsze tłumaczenie Pisma Świętego na język polski, znane jako Biblia królowej Zofii.
Prawdziwą Matką Królów w rodzie Jagiellonów okazała się w następnym pokoleniu królowa Elżbieta Rakuszanka z Habsburgów, żona Kazimierza IV Jagiellończyka, która dała najwybitniejszemu polskiemu władcy wszech czasów 13 dzieci, w tym 6 synów, z których 4 było królami! Wśród nich był Zygmunt I Stary.
U zarania potężnej dynastii na tronie polskim był jednak ślub Jadwigi i Władysława, o czym należy pamiętać, tak jak pamiętał wkrótce błogosławiony Jan Paweł II, wielki czciciel i orędownik królowej Jadwigi wśród potomnych.

Piotr Szubarczyk, źródło: Wolna Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 26 lut 2017, 15:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/publicystyka,report ... mpaign=rss

Lisowczycy
Dodane przez Zalewski
Opublikowano: Wtorek, 26 kwietnia 2016 o godz. 14:02:58

Obrazek
Lisowczycy – akwarela Juliusza Kossaka


Imię swe wzięli od pierwszego wodza, Aleksandra Józefa Lisowskiego, pamięć o nich przetrwała wieki chociaż istnieli niespełna lat piętnaście. Nieustraszeni, ale i bezlitośni, znakomicie wyszkoleni, chciwi i okrutni, ale mianujący się i mianowani obrońcami wiary. Można ich porównać do współczesnych sił szybkiego reagowania lub oddziałów specjalnych.

W swym krótkim istnieniu okazali się tak znakomitymi wojownikami, że przerośli swoją epokę. Przewyższali swych przeciwników pod każdym względem, a w walce wręcz nie mieli sobie równych. Podziwiano ich, ale też i bano jak ognia czy zarazy. Wyczyny i dokonania Lisowczyków spisał naoczny świadek i towarzysz ich wypraw, kapelan Wojciech z Konojad Dembołęcki w swej książce "Pamiętniki o Lissowczykach, czyli przewagi Elearów polskich" /1619-1623/.

Inny autor, Szczęsny Morawski w Dodatku do "Czasu" /maj 1859/ tak ich określił:

"Lisowczyki byli tem Polsce, czem Tatarzy Turkami: strażą i czatą obozową, chociaż na dalekie chadzali czaty, bo na Syberii po "Białe morze" i do Francyi wpław przez Ren..."

Skąd się wzięli i kim byli naprawdę? Ich wspomniany wyżej kapelan Dembołęcki nazywający Lisowczyków e l e a r a m i (od węgierskiego elu jaro, żołnierz przedniej straży, harcownik - Kukiel) pisał, że "sam Pan Bóg to wojsko na cesarską służbę dla obronności kościoła swego zaciągnął". Wg niego, kiedy to takie ludy jak Hiszpanie, Francuzi, Włosi, Niemcy, Anglicy, Czesi, Chorwaci, Morawianie, Węgrzy nie mogli się już bronić przed zalewem muzułmańskim

- "Wtenczas dopiero Bóg wszechmogący z narodu polskiego Eleary zaciągnął, i nimi jako się niżej pokaże, moc swoją oświadczając, cesarza chrześcijańskiego wybawił, i wszystko co przedtym jego było, onemu z triumfami przywrócił".

Żyjący w pierwszej połowie XVII wieku Olbrycht Kormanowski pisał w jednym ze swych wierszy:

Nie w Indiach, nie w krajach zamorskich zrodzeni
Ni w lesie ze zwierzęty, choć lisami szczeni
Ale kość z kości naszych, krew właściwie nasza
Nas i cokolwiek mamy mizernie rozprasza.

Spojrzenie na dokonania Lisowczyków były różne, jedni spostrzegali ich jako okrutników i hultai, inni z kolei podziwiali. Faktem bezspornym jest jedno - BYLI ZNAKOMITYMI WOJOWNIKAMI. Znali sposoby walki, dzięki którym potrafili pokonywać każdego przeciwnika. Z ich "usług" korzystali możni ówczesnego świata. Ratowali kraje przed upadkiem, a bitwy przed klęską. Ich wyczyny i dokonania prezentować będę na naszej stronie internetowej, od momentu ich powstania, aż do rozwiązania się tej formacji wojskowej. Przedstawię również współczesnych Lisowczyków, szkolenie itp.

"Wieszczy Apollo, weźmij lutnię złotą, a sam przy harfie zaśpiewaj z ochotą o cnym rycerstwie, walecznych Kozakach, wszędzie szczęśliwych Lisowskich junakach" /z pieśni/

Kim był założyciel i twórca tej niezapomnianej jazdy wojowników?

Aleksander Józef Lisowski, herbu Jeż pochodził z zacnej, wojennej, średniozamożnej rodziny szlacheckiej, która w połowie XVI wieku porzuciwszy rodzinne Lisewo w woj. Chełmińskim przeniosła się na Litwę, gdzie związała swe losy z potężnym domem Kiszków. Ojciec Aleksandra, Józef Lisowski, towarzyszył wojewodzicowi witebskiemu Janowi Kiszce w jego podróży po Europie. Wraz z nim był w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Szwajcarii i Włoszech.

Poznał tam sposoby walki tych narodów, co później zaowocowało znakomitym wyszkoleniem jego synów, a zwłaszcza Aleksandra. Po powrocie na Litwę osiadł na wsi i ożenił się. Tam też, około 1575 r. (lub 1580) urodził się nasz bohater. Miał 8 braci i 3 siostry. Dla niego oznaczało to konieczność szukania na własną rękę swojej drogi życia. Mógł wybrać między kościołem, dworem magnata i służbą w wojsku. Ponieważ od najmłodszych lat wykazywał skłonności do wojaczki, rozmiłowany w walkach i ciągłych utarczkach, był niezwykle sprawny fizycznie, a nieustanne zapędy do walki zadecydowały o jego wyborze - zaciągnął się do wojska.

Mało wiemy o jego pierwszej młodości i wychowaniu. O tym, że musiał się uczyć i to pod kierunkiem dobrych nauczycieli, świadczą pełne ekspresji listy z dorosłego życia. Niewątpliwie zwyczajem ówczesnej szlacheckiej młodzieży ćwiczenia i wychowanie żołnierskie wypełniały Aleksandrowi jego młodzieńcze lata. Faktem jest, że wybrał wojaczkę.

Trudy żołnierskie rozpoczął pod rozkazami Jana Potockiego, Starosty na ówczas Kamienieckiego, służąc za prostego żołnierza w walkach przeciwko Michałowi Walecznemu. Tutaj spotyka się z najlepszymi w wojennym rzemiośle. Walcząc ciągle z mocniejszym (liczniejszym) nieprzyjacielem, sztuki walki uczy się u hetmana Stanisława Żółkiewskiego, wschodzącej gwiazdy Jana Karola Chodkiewicza, Adama Sieniawskiego, Konstantego Wiśniowieckiego, Mikołaja Strusia, braci Tęczyńskich, nie wspominając już Krzysztofa Zbaraskiego, Daniłowiczów czy Kazanowskiego. Nic dziwnego, że przebywając w tak doborowym towarzystwie młody Aleksander Lisowski zapałał chęcią do dalszej wojaczki. Ponieważ w Mołdawii i na Węgrzech został wprowadzony względny spokój, młody nasz bohater zaciąga się do chorągwi husarskiej rotmistrza Szczęsnego Niewiarowskiego i wraz z nią wyruszył do Inflant, na rozpalającą się wojnę ze Szwedami. Jego umiejętności w technikach walki i doświadczenie żołnierskie zostały docenione i prawdopodobnie mianowano go porucznikiem. Musiał się nieźle wsławić w boju, bo w krótkim czasie zyskał sobie duże uznanie wśród braci żołnierskiej. Sytuacja jednak uległa zmianie. W 1604 roku Lisowski staje na czele zbuntowanych oddziałów, które nie mogąc doczekać się żołdu odmówiły kontynuowania walki i wypowiedziały posłuszeństwo hetmanowi Janowi Karolowi Chodkiewiczowi.

"Pryncypałem ich Lisowski, człek bezbożny
i buntownik. On tej konfederacji powodem,
jego to i teraz fabryka, że się rozeszli"

skarżył się hetman w grudniu tegoż roku kanclerzowi wielkiemu litewskiemu Lwu Sapieże. Można przypuszczać, że to właśnie za ten czyn skazany został na infamię i na okres dwu lat znika z widowni. Wiele w tym czasie musiał przejść rozterek wewnętrznych, targany sprzecznościami czuł się odtrącony przez swych sławnych dowódców. Zapewne to, oraz brak politycznego wyrobienia zadecydowały o tym, że poszedł za przykładem panów litewskich i przyłączył się do rokoszu Mikołaja Zebrzydowskiego wojewody krakowskiego i księcia Janusza Radziwiłła podczaszego litewskiego. Mimo powtarzanych od króla i prawdziwych patriotów poselstw i napomnień, ruszył Lisowski do walki przeciwko własnym braciom.

Do walnej bitwy doszło 6 lipca 1607 roku pod Guzowem. Wojska rokoszan poniosły klęskę. Wszak nie mogło być inaczej, skoro przeciwko sobie mieli takich dowódców jak Żółkiewski, Potocki czy Chodkiewicz. W bitwie tej Lisowski dowodził chorągwią kozacką i mimo, że sprawił się dzielnie, na jej przebieg nie miał wpływu. Po doznanej klęsce ruszył w ślad za uciekającym Radziwiłłem w okolice Klecka.
Miejsca w służbie książęcej jednak nie zagrzał. Jesienią tegoż roku na czele około 200 ludzi (Kozaków Dońskich) opuszcza Rzeczypospolitą i rusza pod Starodub, do obozu Dymitra II Samozwańca. Oprócz Lisowskiego, po jego stronie opowiedzieli się i wojsko swoje przywiedli tacy wojownicy jak: Jan Piotr Sapieha, Samuel Tyszkiewicz, Aleksander Zborowski, Adam książę Wiśniowiecki, Bobrowski, Lanckoronski, Młocki, Rudnicki, Stadnicki i wielu innych. W walkach tych Lisowski zdobywa sławę PIERWSZEGO PARTYZANTA. Specjalizuje się w walkach skrytobójczych, atakuje tzw. punkty specjalne, czatownie, osiąga specjalizację w likwidacji wartowników (tzw. znoszenie straży), stacza małe walki i potyczki, odcina i likwiduje wozy z zaopatrzeniem, niszczy zaplecze przeciwnika. W rezultacie "przemienia" się z żołnierza walczącego w otwartym polu, w specjalistę do zadań specjalnych - takiego współczesnego komandosa. Swymi działaniami wzbudza podziw, strach i zazdrość. On sam staje się też innym człowiekiem. Działając jako szpieg, agent, spec od "cichej śmierci", mistrz sztuki walki poznaje również i niewłaściwą stronę swego dotychczasowego postępowania. Wiosną 1608 roku na czele kilkuset ludzi opuścił obóz i ruszył do ziemi riazańskiej, by tam zyskiwać poparcie dla "cara Dymitra". Ta na pozór szaleńcza, ale znaczona licznymi zwycięstwami wyprawa dotarła aż pod Astrachań. Jeden z podkomendnych Lisowskiego, Jarosz Kleczkowski wspominał później, że myślano o przedarciu się do Persji, by wspomóc ją w walce z Turcją, ale nie zdołano rozwiązać problemu przeprawy.

"Byłać ochota i do Persji, i z tym narodem ku dobrej
nachylonym wierze zwarłszy się, dziedzicznemu
nieprzyjacielowi imienia naszego, Turczynowi, w
oczy zakoliwszy zastąpić, ale Kaspijskiego Morza
głębokie nurty i niedościgłe okiem brzegi nadzieję
przebycia odjęły".

W tym mniej więcej czasie dokonała się w nim przemiana wewnętrzna. Można przypuszczać, że oto pod wrażeniem klęsk, które spadły na państwo moskiewskie w wyniku wewnętrznej niezgody, on do niedawna rokoszanin i konfederata przekształca się w zdyscyplinowanego obywatela! Mimo, że jeszcze w 1609 roku Dymitr II próbuje go zatrzymać tytułując Lisowskiego W o j e w o d ą, to ten nie dał się już przekonać i zwieść obietnicami. W 1610 roku porzuca służbę u Dymitra II i po uzyskaniu przebaczenia króla Zygmunta III, zjawia się w obozie polskim pod Smoleńskiem wstępując tym samym na służbę Rzeczypospolitej. Sejm docenił jego zasługi i w 1611 roku zniósł ciążącą na nim karę:

"Poglądając na posługi urodzonego Aleksandra Józefa Lisowskiego
Półkownika naszego, które nam z odważeniem kosztu niemałego i zdrowia
swego pod ten czas Expedycyi naszej Moskiewskiej oddaje Infamię, która
na nim była od Instygatora naszego otrzymana, vigore hujus Conventus z
niego znosimy, i one kassujemny".

Jan Karol Chodkiewicz powołuje go na służbę i zaleca aby Lisowski zebrał około 1000 ludzi lekko uzbrojonych, którzyby bez żołdu, ale tylko za samą zdobycz wojenną zgodzili się walczyć. W ten sposób wojsko to, nie obciążałoby skarbu państwa, a żyło tylko z siły i sprawności swego oręża, umiejętności i sztuki walki. Lisowski na te warunki przystał, a król Zygmunt i Sejm wyrazili zgodę na zaciąg takich wojsk.

Żołnierze zaciągali się pod komendę Lisowskiego z kilku powodów. Jednym i być może najważniejszym była sama osobowość Aleksandra, jego umiejętności dowódcze, znajomość sztuki walki, dla innych najważniejsza była nadzieja łupów, inni szukali sławy. Faktem jest natomiast, że Chodkiewicz pragnął mieć obok regularnego wojska, lekką jazdę szybkich, ruchliwych i walecznych żołnierzy, którzyby gnębili i nękali nieprzyjaciela skrytością swoich ataków, jak to pisał Maurycy hrabia Dzieduszycki:

"...nie odpoczywający ni w dzień , ni w nocy, skorzy
w podjazdach, czujny na straży, nieustraszony w bitwie,
niedościgniony w ucieczce; do pustoszenia pól, zawożenia
potrzebnych zapasów zboża, bydła i na ubieżania miast i
zamków zawsze gotowy".

Lisowskiemu udało się zebrać około 2000 ludzi, których od tego momentu LISOWCZYKAMI zwano.

Po zebraniu swojego wojska Aleksander Lisowski tak do nich przemówił :

"Na twarde i niebezpieczne posługi, zawołały was Król i ojczyzna, ale też dozwoliły zakazanych innym pułkom wolności i zysków; w orężu i odwadze cały wasz żołd, cała nagroda: pewniejsze one będą, niż zawodne z publicznego skarbu zapłaty. Niepospolitej ja od was wyciągam odwagi!, jeżeli jeden wśród was jest, któryby na wymierzone przed sobą działo nie rzucił się, jeden nie uderzył na pięciu, gdy ja rozkażę nie wskoczył pierwszy na mury, lub w bystre i głębokie nurty, niech wynijdzie z szeregów! Orężem waszym będzie szabla i rusznica, łuk z sajdakiem, rohatyna, koń lekki i wytrwały; ani wozów, ani taborów, ani ciurów nie ścierpię: wszystko nosić będziecie z sobą. Nie wymagam ja po was gładkich w szyku obrotów, natrzeć zuchwale, kiedy potrzeba rozsypać się, zmylić ucieczkę, znów się odwrócić i nieprzyjaciela doskoczyć, to dzieło wasze. Dam odpoczynek gdy czas po temu, lecz w potrzebie, w pracach waszych, znać nie będziecie ni dnia, ni nocy. Przebiegać najodleglejsze szlaki nieprzyjacielskie, krainy palić, wsie burzyć, miasta, pędzić przed sobą trzody bydła i jeńców tysiące, nie przepuszczać nikomu; to odtąd jedynym zatrudnieniem waszem".

Mowę tą śmiało można porównać do zaleceń wydawanych przez dowódców dzisiejszym komandosom czy siłom specjalnym. Można przyjąć, że w tej dziedzinie byliśmy pierwsi i najlepsi.

W 1613 roku Lisowski zapisuje się wdzięcznie w pamięci wojewody płockiego i witebskiego, gdzie przez tamtejszą szlachtę został powołany na funkcję r o t m i s t r z a. Zawarł lokalny rozejm z Chowańskim, a jego głównym zadaniem stała się ochrona spokojnego bytu mieszkańców. Nie trwa to jednak długo, latem 1614 roku Lisowski na polecenie Chodkiewicza bierze udział w wyprawie starosty orszańskiego Andrzeja Sapiehy pod Smoleńsk: przeprowadza przez pierścień otaczających twierdzę wojsk carskich transport żywności.

W 1615 roku za wiedzą i aprobatą królewską staje na czele dalekiego zagonu rozpoczynając tym samym swą najśmielszą wyprawę. Siły, jakimi dysponował wtedy Lisowski nie były duże: 8 chorągwi, nieco ponad 1000 ludzi, a wszyscy oni zostali zaciągnięci bezpośrednio przed samą wyprawą lub przyłączyli się w czasie jej trwania.

W skład tych sił wchodziły:

1/ 6 chorągwi kozackich - łącznie ok. 430 ludzi,
2/ 1 chorągiew rajtarska - 100 Niemców,
3/ 2 chorągwie polskie - ok. 300 ludzi,
4/ grupa ok. 200 ludzi przyprowadzonych pod Karczew przez niejakiego Ryśkiewicza ("więcej motłochu aniżeli godnego ludu" pisał o nich pogardliwie Lisowski).

Po sformowaniu zagonu w 1615 roku, Lisowski rusza ku morzu lodowatemu zapomniawszy jakby o głównym celu swojej wyprawy. Trasa jego marszu wiedzie przez Briańsk, Karczew, Orzeł i Peremyszl, gdzie dotarły jego chorągwie. Następnie zajmuje Rżew, Jarosław i kontynuuje marsz do Morza Białego. Nie dociera jednak do jego brzegów. Przyczyną jest zdrada Ryśkiewicza, który "uciekł samoczwart z Moskiewką i z dwojgiem chłopiąt i jako dobrze świadomy, że u nas strzelby, prochu i inszych rzeczy nie dostawało objawił". Lisowski zaczął poważnie obawiać się odcięcia swoich wojsk od kraju przez ośmielone otrzymywanymi wieściami nieprzyjaciela, dlatego też zarządził powrót, kierując się na Suzdal, a następnie wielkim łukiem sięgającym siedzib Mordwy okrążono Moskwę i idąc obok Tuły wrócono do granic Rzeczypospolitej.

Przez pewien czas chorągwie pozostawały bezczynne. Dopiero w lipcu 1616 roku Lisowski otrzymał od Jana Karola Chodkiewicza listy przypowiednie, w których hetman nakazywał mu, by "ludzi z nim wespół z Moskwy wyszli zaciągnąwszy, tamże znowu powrócił". Pułkownik zabrał się do tego zadania ochoczo. W krótkim czasie zgromadził ponownie swoje wojsko, jednak nie poprowadził go już do boju. W końcu września lub na początku października 1616 roku przejeżdżając przed szeregami swoich wojsk, spadł nagle z konia rażony apopleksją i zmarł (Starowolski). Dowództwo objął po nim wybrany za zgodą wszystkich żołnierzy WALENTY ROGAWSKI. O samym zaś Lisowskim można powiedzieć tak:

- Był to wspaniały dowódca, odnosił zwycięstwa w wielu bitwach, nękał prawie całą krainę moskiewską ciągłymi swymi wycieczkami. Znał ich zamiary, miejscowości, rzeczy jawne i tajemne i umiał wszystko, co nieprzyjaciele czynili, wykorzystywał to na ich własną zgubę. I choć los niegodziwy niekiedy odbierał mu powodzenie, to jednak nigdy nie można było zobaczyć go zwyciężonym. Nauczył się bowiem przewidując w porę i czyniąc wszelkie wysiłki, udaremniać zamiary Moskiewskich, zajmować to co sobie przygotowali i urządzili, przedziwnymi fortelami krzyżować wielkie poczynania ich wodzów i ze swą stałą gotowością do boju łamać ich i poskramiać. Gdy oddał wielkie usługi ojczyźnie i świetnie wyszkolił swych żołnierzy w sztuce wojennej, zabrała go niespodziewanie śmierć. Takim go widział Szymon Starowolski w swoich SARMATIAE BELLATORES.

Dla nas Aleksander Józef Lisowski jest przykładem wojownika, który nie tylko znał, ale i szkolił swoich żołnierzy w polskiej sztuce walki (szabla, rohatyna, czekan-nadziak), dzięki czemu byli oni wspaniałymi wojownikami. Rozsławili umiejętność bicia się polskich żołnierzy w całej ówczesnej Europie. Bano się ich, ale i podziwiano zarazem.

Aleksander Józef Lisowski jest dobitnym przykładem na istnienie POLSKIEJ SZTUKI WALKI, jej nauczycielem i instruktorem, a co najważniejsze - sztuki walki, która wykuwała się i sprawdzała na polach bitewnych, w nieprzeliczonych potyczkach i starciach, o czym należy dzisiaj pamiętać.

Zbigniew Sawicki

Signum Polonicum
http://www.signum-polonicum.com.pl/
GM of 9th degree / 9 dan in the Polish Traditional Sabre Fencing and the honorary title: Grand Master of Sabre of the Polish Fencing Tradition (like hanshi).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 01 mar 2017, 12:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/28-kwietnia-1520-r ... -i-podolu/

28 kwietnia 1520 roku, król Polski Zygmunt I Stary wydał w Toruniu ordynację dotyczącą organizacji i rozmieszczenia oddziałów obrony potocznej na Rusi i Podolu
28 kwietnia 2016 00:05

Obrazek

Obrona potoczna była organizacją mającą na celu obronę południowo-wschodnich kresów przed najazdami Tatarów, Mołdawian i Turków. Wywodziła ona swoją nazwę od terminu obrony potocznej, czyli ruchomej. Wojska tej formacji miały charakter stały, gdy w tym czasie inne oddziały były zaciągane doraźnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 01 mar 2017, 12:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/28-kwietnia-1512-m ... -rozsadku/

28 kwietnia 1512, czyli bitwa pod Łopusznem
Opublikowane 2016/04/28 w I RP - rocznice



28 kwietnia 1512 roku połączone wojska koronne i litewskie pod wodzą hetmanów Mikołaja Kamienieckiego i księcia Konstantego Ostrogskiego rozbiły pod Łopusznem Tatarów. Najeźdźcy byli już blisko Lwowa – stolicy Rusi Czerwonej, jednemu z najważniejszych miast Rzeczypospolitej.
Zwycięska bitwa ochroniła wielu mieszkańców tych terenów przed wzięciem w jasyr. Krwawy bój zaowocował porozumieniem. Chan tatarski Mengli Girej widząc, że ataki na ziemie Rzeczypospolitej nie przynoszą spodziewanych zysków, a – co gorsza – mogą skończyć się tak jak pod Łopusznem, chętnie przystał na propozycję przymierza przeciw Państwu Moskiewskiemu. Wsparty 15 tysiącami złotych rocznie, przedsięwziął szereg wypraw osłabiających groźnego sąsiada Litwy.
Nie był to jedyny przypadek, gdy król Zygmunt Stary podjął decyzję służącą interesom Polski i nie realizował różnych pomysłów, które starano się mu narzucić pod hasłem „obrony chrześcijaństwa” – „krucjat” czy zaostrzenia inkwizycji. Król miał własną wizję ochrony państwa i religii, w której nie mieściła się awanturnicza polityka ani radykalne posunięcia.

źródło: Muzeum Historii Polski / opublikowane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


jeden z dowódców wojsk Unii pod Łopusznem Mikołaj Kamieniecki, rycina Teofila Żychowicza z 1841 r., Polona, CC-BY-NC.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 23 mar 2017, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/03/2 ... o-wieprza/

Staropolska biesiada (cz. 1) – jak zasłużyć na miano „niemieckiego wieprza”?
Posted by Marucha w dniu 2017-03-21 (wtorek)

Dwie były cechy uczt polskich, które w XVI i XVII w. wyróżniały je na tle ówczesnej Europy. Po pierwsze, obfitość potraw, którymi raczono gości. Po drugie, sprawne posługiwanie się przez Polaków sztućcami, w tym widelcem. Warto też podkreślić wielką dbałość o czystość, zwłaszcza naczyń.
Tymczasem staropolskie biesiady przeciętnemu Polakowi kojarzą się z pijącą ponad miarę prymitywną szlachtą, której po twarzy ścieka łapczywie pochłaniany alkohol, a stoły brudzi nieporadnie nalewane do szklanic wino. Ten obraz, powstały głównie pod wpływem filmów kostiumowych, jest karykaturą historycznej rzeczywistości.
Biesiada staropolska to bowiem wykwintny ceremoniał, w którym dbano o formę, gdyż sposób przyjęcia świadczył o gospodarzu, a zachowanie przy stole o człowieku. Oddzielało ono ludzi wyższych sfer od nizin społecznych; narody kulturalne od barbarzyńców.
„O jakimś myciu łyżki czy widelca nie było oczywiście mowy. Nie dbano też o zamianę, czy umycie talerzy.” [1]
Tak w PRL o zwyczajach przy staropolskim stole pisał wybitny znawca ówczesnej obyczajowości, profesor Zbigniew Kuchowicz. Jego książki, wydawane w dużych nakładach, były do niedawna bardzo popularne, a i dzisiaj znajdują wiernych czytelników. Komu jak komu, ale właśnie jemu nie można zarzucić nieznajomości źródeł. Z nieznanych mi jednak przyczyn, prof. Kuchowicz całkowicie fałszywie przedstawił to zagadnienie. Już bowiem w latach 70. XVI wieku, podróżujący po Polsce Heinrich Wolf notował:
„[Słudzy ucztujących gości] Obmywają zaś talerze w kociołku wypełnionym wodą, postawionym przy piecu nad ogniem, gdzie też znajduje się lniane płótno przytwierdzone do kija, do tego celu służące. Co szczególnego, każdy [gość] powinien zadbać, by talerz jego tyle razy był umyty, ile zjadł dań, jeśli nie chce być napiętnowany mianem wieprza niemieckiego.” [2]
A więc dbano w Polsce o mycie naczyń i to po każdym daniu. Dbano pod groźbą napiętnowania gościa mianem wieprza. I to nie byle jakiego, bo niemieckiego. Ciekawe to wystawia świadectwo stosunkowi Polaków do ówczesnych Niemców i ich kultury [3]…
Zwyczaj mycia naczyń po spożyciu każdego dania był więc obecny w kulturze szlachty polskiej od bardzo dawna. A od kiedy zaczęto u nas zmieniać talerze przy posiłku? Pierwsza, znana mi wzmianka na ten temat pochodzi od Francuza nazwiskiem Guillaume le Vasseur de Beauplan, który przebywał w Polsce w latach 1630–1648. Opisując salę bankietową notował:
„Tak oto przygotowane stoły ustawia się zazwyczaj w wielkiej i przestronnej sali, u końca której stoi kredens zdobny w wielkie ilości wspaniałych sreber, otoczony poręczą w kształcie małej galeryjki. Nikt tam poza klucznikiem i sługami wnijść nie może. Na kredensie wznosi się zazwyczaj osiem lub dziewięć stosów srebrnych półmisków i tak znaczna ilość talerzy, iż dorównuje wysokością wzrostowi człowieka, który w tym kraju nie jest niskiego wzrostu.” [4]
A po co były te stosy srebra i talerzy? Oczywiście po to, by wymieniać te ze stołu:
„Gdy się pierwsze danie spożyje – a półmiski, z których największa część mięsiwa zjedzona została nie przez gości, lecz przez ich służbę, o czym dokładniej opowiem później, opróżnione – sprząta się ze stołu równocześnie i pierwszą zastawę. Następnie podaje się drugie danie.” [5]
Potwierdza to Polak, Jakub Kazimierz Haur, który w dziele wydanym kilka dekad później, radził:
„Talerzy aby zawsze było nad zamiar, aby ich Chłopcy [słudzy], Obiciem, abo połą od Sukien [ubrań], y Obrusami nieścierali.” [6]
Czyli rolą gospodarza było zapewnić tak wiele talerzy dla gości, żeby niesforna służba zamiast wycierać je kosztownymi materiami, w razie potrzeby mogła wymienić swoim panom talerze na czyste. Mylił się więc nie tylko prof. Kuchowicz, gdy twierdził, że talerzy nie myto ani nie wymieniano. Mylił się również zmarły w 1804 roku proboszcz rzeczycki Jędrzej Kitowicz, który pozostawił po sobie opis czasów swej młodości, czyli panowanie Augusta III Sasa (lata 1733–1763):
„Serwety także i odmienianie talerzy za każdą potrawą nie zaraz nastało; a gdy nastało, to oboje najprzód tylko używane były do środka stołu nie zasięgając końców, przy których stołownicy obywali się jednym talerzem […]” [7]
Zdaniem tegoż Kitowicza, w końcu zwyczaj odmieniania talerzy po każdej potrawie objął cały stół:
„Gdy zaś ta moda nastała, już wtenczas przy całym stole od końca do końca kładziono talerze, serwety, noże i widelce, za każdą potrawą odmieniano talerze, a nawet noże i widelce, przepłukując je w wodzie.” [8]
Dotychczas te opisy brano za dobrą monetę. Jednak z przytoczonych przeze mnie źródeł wynika, że zwyczaje te wcale nie były nowe. I dotyczy to nie tylko talerzy, ale również serwet. Ale o nich w drugiej części tego cyklu.

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:
Sarmaci najczystszym narodem chrześcijańskiej Europy. Brud w XVI-XVII wiecznej Europie.
http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... ej-europie

Przypisy:
[1] Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie. Łódź 1975. s.39.
[2] Heinrich Wolf, Polskie przypadki Henryka Wolfa z Zurychu. Dziennik podróży z lat 1570-1578. Na język polski przełożył Robert Sochań. Warszawa 1996. s. 117.
[3] Także przy opisie tańców Wolf podkreślił różnicę między Polakami a Niemcami. W przeciwieństwie do „zwyczaju nieobyczajnego okręcania dziewcząt w kółko, jak u Niemców”, taniec Polaków był „porządny i stateczny” oraz „przystojny” (Tamże, s. 118).
[4] Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy. W przekładzie Zofii Stasiewskiej i Stefana Mellera, pod redakcją ze wstępem i komentarzami Zbigniewa Wójcika. Warszawa 1972. s. 171.
[5] Tamże, s. 173.
[6] Jakub Kazimierz Haur, Skład abo skarbiec znakomitych sekretow oekonomiey ziemianskiey. Kraków 1689. s. 515.
[7] Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III. Opr. Anna Skarżyńska. Warszawa 2003. s. 225.
[8] Tamże, s. 226.

http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... go-wieprza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 kwi 2017, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/06/1 ... o-husaria/

Nie tylko husaria
Posted by Marucha w dniu 2016-06-16 (czwartek)

Obrazek

15 czerwca 1651 roku 200 hajduków i dragonów wraz z mieszczanami przepędziło spod wołyńskiej Ołyki blisko 19 tys. nieprzyjaciół! Jak do tego doszło?
Rok 1651 wsławił się zwycięską dla Polaków bitwą pod Beresteczkiem. Była to największa batalia, jaką stoczyła Rzeczpospolita Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego w swoich dziejach. W rozstrzygającym dniu, czyli 30 czerwca, kolejny raz popisała się husaria. Jak bowiem notował anonimowy uczestnik tych wydarzeń:
[…] pułk jm. pana Zamojskiego posiełkował, a zwłaszcza chorągiew usarska, która gdy skoczyła z kopiami, tedy tam tak ćma Kozaków uciekała, że aż trudno [opisać].
Jednak to nie husaria była bohaterem najbardziej spektakularnego sukcesu w tym okresie. 15 czerwca 1651 roku, czyli ledwie dwa tygodnie wcześniej, 200 hajduków i dragonów wraz z mieszczanami, przepędzili spod wołyńskiej Ołyki blisko 19 tys. nieprzyjaciół! Jak do tego doszło?


Gdy matka zjada własne dzieci…

W czerwcu 1651 roku Wołyń był terenem, gdzie szykujący się do konfrontacji Kozacy i żołnierze koronni zaopatrywali się w żywność. Robili to niesłychanie brutalnie. Na przykład Stanisław Oświęcim, który był uczestnikiem wyprawy beresteckiej, ze zgrozą opisywał praktykę wojsk polskich:
[11 czerwca 1651 roku] otrąbiono, aby się wojsko w żywność przysposabiało, dawszy pozwolenie (co przedtym w wojskach za porzą[d]nnych wodzów niesłychana [rzecz] była) wolnego wszędzie brania: co było okazyą zrujnowania wszy[s]tkiego Wołynia, bo luźna czeladź i cudzoziemcy za takim pozwoleniem poszed[ł]szy zaraz w różne strony na czaty, nie kontentowali się bydłem, żywnością i inszymi dostatkami, które u ubogich poddanych w domach zastawali, ale nawet dworów i zameczków, w których się szlachta z poddanymi swymi dla obrony przed nieprzyjacielem pozamykała, hostili modo [wrogim sposobem] przez szturmy dobywali i jak w ziemi nieprzyjacielskiej swoichże pod pretekstem wiary ruskiej mieczem i ogniem znosili.
Bezwzględne plądrowanie Wołynia nieuchronnie prowadziło do głodu miejscowej ludności. Jak zanotował wołyński szlachcic Joachim Jerlicz:
Tegoż czasu na Wołyniu, mianowicie w Łucku i wszędzie drogość zboża była wielka; jakoż w Łucku maca mąki żytnej była po złp. 120, a pszeniczna po złot. 120. Zaczem ubóstwa niemało pomarło; tamże pod Torczynem we wsi Smolikowie niewiasta dwoje własnych swoich dzieci synów porznęła i piekąc onych jadała; która i trzeciego zarżnąć chciała, ale ten uciekłszy powiedział sąsiadom, poczem pojmali ją i ukaraną została. Tamże pod Łuckiem we wsi Czarnkowie, dwoje ludzi niewiasta zarżnęła, których ciała jadała i drugim dawała.
Łuck leży ledwie 35 km na zachód od Ołyki…
Uczestnik bitwy beresteckiej Mikołaj Jemiołowski dodawał, że z głodem przyszła zaraza:
Aleć i głód niejednemu, zwłaszcza na Wołyniu i Rusi dokuczył, a to dla wytratowania przez wojska osiewków różnych, tak dalece, że korzec zamojski na złotych 60 wynosił i za głodem powietrze nastąpiło, które po Wołyniu grasując, Lublinowi, Krakowowi nie przepuściło.
Miejscowa ludność cierpiała potworny głód, co w naturalny sposób czyniło ją podatną na bunt. W tamtej sytuacji trudno było pozostać neutralnym. Albo było się drapieżcą, który dołączył do jednej z wojujących stron, by samemu przetrwać te trudne czasy, albo stawało się ofiarą.


Co wiedział Radziwiłł?

W owym czasie właścicielem Ołyki był kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł. Niestety nie towarzyszył on królowi polskiemu Janowi Kazimierzowi Wazie w trudach wyprawy wojennej przeciwko sprzymierzonym Kozakom i Tatarom. Radziwiłł leczył się wtedy w Gdańsku. Do obozu monarchy wysłał zaciągniętych z własnej szkatuły rajtarów.
Wojsko królewskie wraz z samym monarchą znajdowało się wówczas pod Sokalem, leżącym około 110 km na południowy zachód od Ołyki. Dopiero 15 czerwca wyruszyło na Beresteczko. Mimo że Radziwiłł znajdował się setki kilometrów od opisywanych przez siebie wydarzeń, należał do grona tych, którzy byli o nich najlepiej poinformowani. Nie tylko z racji swojej pozycji w państwie, ale i dlatego, że Ołyki bronił jego garnizon, pod dowództwem ochmistrza jego dworu, porucznika Stefana Lasockiego. Relacja Radziwiłła jest najbardziej szczegółowa ze wszystkich, które opowiadają o tych wydarzeniach. Warto ją więc przytoczyć w całości:
Tego dnia [12 czerwca 1651 roku] 18 000 Kozaków i kilkuset Tatarów obległo Ołykę i przypuściwszy atak, zrazu zajęli przedmieście, straciwszy wiele swoich.
13 czerwca
Znowu zaatakowali przedmieście, ale zostali odparci. Mój porucznik, widząc tedy zagrażające z przedmieścia niebezpieczeństwo, zniszczył je wzniecając ogień. Wtedy
14 czerwca
wczesnym rankiem z największym wysiłkiem, w walnym szyku próbowali wedrzeć się do Ołyki. Nasi stawili im opór, zarówno moja piechota z zamku, jak i sami mieszczanie. Znakomicie się bronili; Kozacy poniósłszy duże straty wycofali się. Próbowali więc układów; żądali Kozacy 600 000zł; nasi ofiarowali 3000; w końcu zgodzili się na 7000zł. A oto przed świtem ostatni raz gwałtownie uderzyli na miasto. Bitwa przeciągnęła się do południa; kiedy zaś im wzięto dwie chorągwie i tatarski znak, a wielu rozerwały działa i ich starszy został zraniony
15 czerwca
przerażeni rzucili się do ucieczki i nasi ich ścigali, a było ich tylko 200 piechoty węgierskiej i niemieckiej dragonii. Tak przypisywano zwycięstwo łasce Bożej i szczególnej opiece Bogarodzicy.


Kontrowersje

Zdaniem Radziwiłła Ołykę atakowało 18 tys. Kozaków i kilkuset Tatarów. Z kolei Stanisław Oświęcim w swoim diariuszu, pod datą 15 czerwca 1651 roku zanotował:
Tamże przyszła wiadomość od chorążego koronnego [Aleksandra Koniecpolskiego], że chłopstwa wołyńskiego zbuntowawszy się około dwudziestu tysięcy, oblegli Ołykę, miasto i zamek dobrze ufortyfikowany Stanisława K[się]cia Radziwieła, kanclerza W. Ks. L., na Wołyniu.
Tak więc ogólną liczebność atakujących można za Radziwiłłem szacować na niespełna 19 tys. ludzi. Ale czy byli to Kozacy (z Tatarami), czy też miejscowi chłopi?
Zdaniem historyka Ludwika Kubali, na czele sił kozackich stał Iwan Bohun. Kubala oparł się zapewne na informacji z listu stolnika halickiego Andrzeja Miaskowskiego, który 5 czerwca 1651 roku, z obozu pod Sokalem pisał:
To też pewna rzecz, że Chmielnicki wyprawił pod wojsko j. k. m. Bohuna pułkownika w 20 000 ludzi wybornych i 2 000 Tatarów pierwszego czerwca […] tylko że gdzieś w lasach toporowskich zapadli, chcą niespodziewania abo konie zająć, abo na ciągnących do obozu ludzi uderzyć.
Ten sam Miaskowski, ale 21 czerwca spod Beresteczka pisał:
[…] Kozacy kilka szturmów i trzy swoich chorągwi straciwszy, jedno [tylko] miasto jednak spaliwszy, odstąpili od zamku.
Gdyby to faktycznie Bohun z „wybornymi ludźmi”, czyli Kozakami, odpowiadał za oblężenie Ołyki, to należałoby odrzucić informację Oświęcima o wołyńskim chłopstwie. Chłopi daleko ustępowali Kozakom i uzbrojeniem, i umiejętnością walki.
Większość pozostałych źródeł niestety również jest ze sobą sprzeczna. Na przykład niejaki Krzycki, 14 czerwca w obozie pod Sokalem pisał:
Głód wielki między Kozakami, konie zdechłe jedzą. Siła pieszej hołoty posyła Chmielnicki na czaty pod Dubno [około 40 km na południe od Ołyki], pod Ostróg [około 65 km na południowy wschód od Ołyki] dla dostawania żywności. Skoro jeszcze postoi taborem ze dwie niedzieli, połowa ich będzie bez koni. Czerń by wszytka uciekła, tylko ich Chmielnicki każe Tatarom w niewolę zabierać, któryby uciekł.
Z tego wynika, że po żywność wysyłano pewniejszych Kozaków, a nie chłopów, którym Chmielnicki nie ufał, obawiając się ich masowej dezercji. Niemal to samo, w tym samym dniu pisał ksiądz Różewski.
Chorąży koronny Aleksander Koniecpolski, który z trzytysięcznym podjazdem ruszył odsiecz Ołyce, choć spóźnił się by dać sukurs obrońcom, to jednak jego żołnierze, pod Strzałkowskim, 19 czerwca zaatakowali wycofujące się spod tej miejscowości wojska przeciwnika. W liście do hetmana wielkiego koronnego Mikołaja Potockiego, pisanym 20 czerwca spod Dubna, Koniecpolski informował:
[…] zastała mię wiadomość o Kozakach, że się od Ołyki taborem powracają
Z drugiej jednak strony, 19 czerwca Remigian Piasecki już w obozie pod Beresteczkiem pisał:
Do Ołyki chłopstwo szturmowało, ale cztery dni dobywając jej, odstąpili sromotnie.
Kto więc szturmował do Ołyki? Chłopi, czy Kozacy?
Na szczęście wszystkie te źródła można pogodzić. Nijaki pan Brzodowski, 19 czerwca 1651 roku w obozie pod Beresteczkiem pisał:
[…] chłopi poddani księcia p. kanclerza litewskiego [Albrychta Stanisława Radziwiłła] w samym miasteczku zawarli [zamknęli] się i broniąc się tydzień, trzy potężne szturmy strzymali. Kozactwo i czerń rozkopawszy staw ołycki, wodę [im] odjęli, zaczym udali się ad pacta [do traktatów], potrzebowano 7000 florenów [złotych na okup], obiecano pieniądze. Interim [tymczasem] najmniej gotowych, wszyscy z miasteczka z zamku służali [czyli, regularni, opłacani przez Radziwiłła żołnierze] wypadli, natłukli chłopstwa i wieśniaków. Chmielnicki groził się mścić tego na Ołyce.
Wygląda więc na to, że w skład wojsk próbujących zdobyć Ołykę wchodzili i Kozacy, i wołyńscy chłopi.


Nie tylko łaska Boska

Stanisław Albrycht Radziwiłł przypisywał zwycięstwo „łasce Bożej i szczególnej opiece Bogarodzicy”. Rzeczywistość była nieco bardziej prozaiczna. 21 czerwca 1651 roku, w obozie pod Beresteczkiem L. Erbening opisując te wydarzenia wyjaśnił, że oblegający upadli na duchu gdy dowiedzieli się o nadciągającej dla Ołyki pomocy pod chorążym koronnym Aleksandrem Koniecpolskim.
Wiadomość o odsieczy dotarła także do obrońców. Przyniósł ją nieznany Rusin z obozu oblegających. Być może wołyński chłop. To zadecydowało o odrzuceniu przez obleganych umówionych już warunków okupu. Zamiast przekazać okup, obrońcy hardo odpowiedzieli, że mają dla swoich wrogów tylko proch i kule.
Jak informował ten sam Erbening w dotychczasowych szturmach do Ołyki zginęło 300 napastników. Nagła zmiana postawy obrońców spowodować miała odwrót Kozaków. Do tego ostatniego twierdzenia należałoby jednak dodać to, o czym pisał Radziwiłł. Wycofano się dopiero po ostatnim szturmie. Szturmie nieudanym, w którym obrońcy zdobyli 2 kozackie chorągwie i znak tatarski, i w którym to raniono jednego z kozackich dowódców. Wycofano się mając na karkach 200 hajduków i dragonów z Ołyki, którzy wypadli w otwarte pole gonić i zabijać ponad 18 tys. uchodzących Kozaków, chłopów i Tatarów.

Dr Radosław Sikora

http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... ko-husaria


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 09 maja 2017, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kierunki.info.pl/2016/06/malgorz ... rbimierza/

Małgorzata Jarosz: Państwo w koncepcji Stanisława ze Skarbimierza
30 CZERWCA 2016 O 20:00 / KOMENTARZY (0)


STANISŁAW ZE SKARBIMIERZA


Niniejszy artykuł ma na celu zarysowanie poglądów politycznych Stanisława ze Skarbimierza (zm. 1413), profesora i rektora Uniwersytetu Krakowskiego. Poglądy tego uczonego są warte uwagi, ponieważ choć nie mógł znać on pojęć takich jak patriotyzm czy nacjonalizm, to jednak w jego dziełach mowa jest już o miłości do Ojczyzny, za którą w skrajnych sytuacjach każdy katolik powinien być zdolny oddać życie. Nieobca była mu również koncepcja pochodzenia prawa narodów z prawa naturalnego, gdyż znał ją z dzieł św. Tomasza z Akwinu. Ponadto znał on również zasadę ordo caritatis, uważał, że najpierw powinno kochać się Boga, potem Ojczyznę, następnie rodzinę, a dopiero w dalszej kolejności innych ludzi.
Stanisław ze Skarbimierza był zwolennikiem koncepcji państwa jako organizmu. Koncepcja ta ma korzenie w starożytnej Grecji, operowali nią zarówno Platon, jak i Arystoteles, później przejęta została ona przez myślicieli rzymskich (między innymi przez Cycerona i Senekę). Średniowiecze natomiast znało ją przede wszystkim dzięki De civitate Dei św. Augustyna oraz Institutio Traiani Pseudo – Plutarcha. W XII wieku koncepcja rozwinięta została przez Jana z Salisbury w dziele Policraticus sive de nugis curialium, znana była również św. Tomaszowi z Akwinu.
W kazaniu Quomodo primus homo cruciatus est et unde venit discordia inter homines Stanisław podkreślał, iż tak jak każdy członek ma swoje właściwe miejsce w ciele, dane mu przez Boga, oraz naturę, tak w państwie król nie może naruszać praw kogokolwiek, a wszyscy powinni dążyć do wspólnego dobra. W organizmie państwa każdy ma wyznaczone swoje miejsce, a co za tym idzie, ci, którzy są pośredniejszymi członkami, nie mogą uzurpować sobie praw osób stojących wyżej w hierarchii. Jednocześnie jednak członki zajmujące wyższą pozycję, nie powinny pogardzać członkami pomniejszymi. Ponadto każdy członek królestwa powinien strzec swojej jedności z całym organizmem państwa, odłączenie grozi bowiem zagładą. Autor zwrócił również uwagę na grzechy niszczące jedność królestwa. Do najbardziej poważnych zaliczył zawiść, lubieżność, pychę, kłótliwość, tyranię oraz okrucieństwo. Stał też na stanowisku, iż tyran nie może sprawować władzy długo, ponieważ żadna przemoc nie jest wieczna.
W kazaniu De diligendo bono communi Stanisław wyszczególnił natomiast pięć zasad, którymi powinno kierować się państwo, aby osiągnąć pomyślność. Pierwszą z nich miała być sprawiedliwość. Autor powołał się tu na autorytet św. Augustyna, który podkreślał wyraźnie, iż państwo bez sprawiedliwości w ogóle nie może się ostać. Państwo pozbawione sprawiedliwości nazwane zostało przez niego bandą złoczyńców. Przy czym sprawiedliwość rozumiana jest tu w następujący sposób: każdemu z członków oddaje się to, co mu się należy. Dlatego właśnie władca powinien brać miecz, aby karać grzeszników. Stanisław ze Skarbimierza sporo miejsca poświęcił natomiast karceniu niesprawiedliwości sędziów. W stosunku do nich użył on tych samych określeń, których użył kiedyś Chrystus w stosunku do faryzeuszy – groby pobielane na zewnątrz, a wewnątrz pełne zgnilizny, popiołu i wygasłych iskier.
Drugą zasadą, niezbędną do rządzenia państwem miała być, według Stanisława, zgoda. To właśnie zgoda wszystkich członków tworzących organizm państwa buduje jego potęgę. Niezgoda bazuje zawsze na prywacie, skłonności do sporów, podziałach i zwalczających się stronnictwach.
Dlatego tak ważna jest trzecia zasada – wzajemna pomoc obywateli, a także współdziałanie i służba. Wszystko to chroni organizm od choroby tyrańskich rządów, niegodziwości, egoizmu, zagarniania władzy i urzędów, podziałów politycznych, a przede wszystkim od oziębłości w relacjach między poszczególnymi członkami. Powyższe objawy rozkładu państwa kaznodzieja porównał do choroby organizmu ludzkiego, odwołał się również do znanej w średniowieczu zasady, streszczającej się w maksymie: rex medicus rei publicae. W sytuacji choroby król powinien bowiem leczyć organizm. W niektórych przypadkach może nawet uciec się do odcięcia gnijących członków.
Kolejna, czwarta już sformułowana przez Stanisława ze Skarbimierza zasada głosiła, iż rządy w państwie powinny być wspierane grupą mądrych doradców. Brak dobrej rady może spowodować bowiem upadek królestwa, czego dowodem były losy Izraela pod władzą Roboama, syna Salomona. Piątą, ostatnią już zasadę, streścić można natomiast w następującej łacińskiej maksymie: Debet regulari politia ordinata intentione quasi omnia consummante. To właśnie jeden wspólny cel miał być środkiem zapobiegającym rozbieżnym dążeniom, które w konsekwencji prowadzą zawsze do upadku państwa.
W dalszej kolejności warto przyjrzeć się kazaniu De his qui spectant ad iustitiam. Stanisław szczegółowej analizie poddał tu zagadnienia związane ze sprawiedliwością i prawem w państwie. Wyróżnił on następujące zasady owej sprawiedliwości: nikomu nie szkodzić i służyć dobru wspólnemu; sprawiedliwy uważa dobro wspólne za swoje, a własne za wspólne; sprawiedliwość najpierw należy się Bogu, na drugim miejscu Ojczyźnie, później rodzicom, w końcu zaś wszystkim innym. Kaznodzieja podkreślał również, iż prawo, które nie jest zgodne z rozumem, przypomina sidła diabelskie, jest niegodziwe i sprowadza niebezpieczeństwo na dusze poddanych. Ponadto poczucie sprawiedliwości potrzebne jest wszystkim ludziom, bez wyjątku, dlatego sprawujący władzę powinni się o nią usilnie starać, aby nikt nikogo nie krzywdził.
Stanisław ze Skarbimierza podkreślał wielokrotnie, iż siła państwa nie zasadza się na licznej armii, lecz przede wszystkim na przestrzeganiu Bożych praw. Przestrzegał również współczesnych władców przed łupieniem kościołów z posiadłości, dziesięcin i innych dóbr, gdyż działalność takiego typu zostanie przez Boga pomszczona. Ponadto kaznodzieja wiele miejsca w swoich kazaniach poświęcił osobie władcy. Dla niego władca idealny, to przede wszystkim władca mądry. W kazaniu De sapientia, quae a Deo est et Deus per sapientiam umquam Stanisław przedstawił swoją definicję mądrości. Prawdziwą mądrością była dla niego miłość do Boga, która objawia się w posłuszeństwie wobec Niego i w przestrzeganiu Jego praw. Typowym przykładem władcy pozbawionego takiej mądrości był biblijny Saul, który z powodu nieposłuszeństwa Bogu utracił swoje królestwo. W kazaniu De amore sapientiae Stanisław przedstawił sytuację królestwa, którego władca pozbawiony jest mądrości. W państwie takim panuje strach i zgroza, a monarcha staje się niebezpieczny, zdolny do wygubienia swoich poddanych. Mądrość natomiast zawsze przewyższa wszelkie dobra materialne i kieruje działaniem oraz planami króla. Ponadto współistnieje z nią również cała gama cnót, takich jak roztropność, umiarkowanie, sprawiedliwość, męstwo, czystość, obyczajowość, pokora, cierpliwość, hojność oraz wstrzemięźliwość.
W kazaniu De humilitate contra superbiam regis et praelati, et de papientia oppressorum Stanisław skupił się na zagadnieniu pychy, która zawsze jest zasadniczą przeszkodą w dążeniu do mądrości. Dowodził również, iż Bóg na władców pysznych zsyła zawsze klęski i odbiera im władzę. Zilustrował to następującymi przykładami biblijnymi: syryjski król Ben – Hadat, babiloński Nabuchodonozor, asyryjski wódz Rabsak oraz wodzowie syryjscy Holofernes i Nikanor.
Cnotą kardynalną, nierozerwalnie związaną z mądrością jest, według Stanisława ze Skarbimierza, roztropność (prudentia). W kazaniu – traktacie De bello iusto et iniusto autor nawoływał, aby władcy zawsze gruntownie rozpoznawali czy dana wojna jest wojną sprawiedliwą czy niesprawiedliwą. To właśnie od roztropności monarchy zależy właściwa decyzja, a także odpowiedzialność za konsekwencje. Podjęcie wojny niesprawiedliwej powoduje, iż król ma przeciwko sobie Boga oraz Jego prawo. Władca taki staje się również odpowiedzialny za krzywdy swoich przeciwników oraz swoich poddanych. Ponadto stanowczo zabronione jest również udzielanie pomocy militarnej drugiemu monarsze, gdy toczy on wojnę niesprawiedliwą. Kaznodzieja odniósł się również do kontrowersyjnej kwestii korzystania z pomocy pogan. Uważał on, iż jest to dozwolone, ale tylko wtedy, gdy nie można o własnych siłach pokonać przeciwnika. Dla poganina może być to okazja w realizowaniu cnót moralnych, co w efekcie może doprowadzić go do przyjęcia wiary chrześcijańskiej i do zbawienia.
Stanisław podkreślał jednak, iż każdy władca zawsze powinien cenić sobie pokój. Zawsze powinno dążyć się do jego utrzymania, nawet za cenę życia. Miłość do Boga i miłość do ojczyzny trzeba stawiać bowiem ponad miłość do swoich bliskich. Dlatego jeśli zajdzie taka potrzeba, katolik powinien oddać życie w obronie dobra wspólnego, jakim jest Ojczyzna.
Stanisław ze Skarbimierza zwracał uwagę nie tylko na mądrość monarchy, ale również na jego wykształcenie. Uważał, iż kwestie te muszą iść razem w parze. Wykształcenie umożliwia władcy stałe obcowanie z Pismem Świętym i czerpanie z niego Bożej mądrości. Co ciekawe, kaznodzieja jako pewne wzory do naśladowania postawił tu postacie ze świata antycznego – Aleksandra Wielkiego oraz Juliusza Cezara. Aleksander Wielki dzięki oddaniu się studiowaniu geometrii zrozumiał, iż przyjął fałszywy przydomek, gdyż de facto ziemia jest ogromna, a on zdobył tylko niewielką jej część. Juliusz Cezar przywołany został jako reformator kalendarza oraz osoba posiadająca umiejętność dyktowania czterech listów na raz. Natomiast spośród władców chrześcijańskich Stanisław przywołał postać cesarza Teodozjusza Wielkiego, które dzień poświęcał na załatwianie spraw państwowych, nocami zaś studiował księgi. Przywołany został również Karol Wielki, który zdobywać miał wiedzę z dialektyki, retoryki i astronomii, a przede wszystkim z teologii.
Interesujące jest to, iż Stanisław stanął na stanowisku, iż największym zagrożeniem dla państwa jest zawsze prywatny interes, zarówno władcy, jak i poddanych. Ponadto każdy władca powinien stale dokonywać refleksji nad swoimi rządami, a także kierować się nie tylko współczesnymi wydarzeniami, ale również spoglądać w daleką przyszłość. Powinien również nieustannie pamiętać, iż źródłem pomyślności jest zawsze Bóg – nie można jednak owej pomyślności nadużywać poprzez zaniedbywanie bezpieczeństwa swojego kraju.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 23 maja 2017, 19:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/jan-zamoyski---wodz ... 222,i.html

Jan Zamoyski – wódz, polityk, intelektualista
Data publikacji: 2016-08-10 06:00
Data aktualizacji: 2016-08-15 08:26:00

Obrazek

Jan Zamoyski pod Byczyną, kopia obrazu Jana Matejki wykonana przez Piotra Walerskiego - piotrwalerski.alte.pl
Jan Zamoyski należy niewątpliwie do grona najwybitniejszych postaci historii Polski. Oprócz zasług, które położył w dziedzinie polityki zagranicznej oraz wewnętrznej Rzeczypospolitej, godna pochwał jest także jego działalność wojskowa. Zamoyski dobrze przysłużył się Ojczyźnie organizując kolejne kampanie wojenne, błysnął także talentem dowódczym jako hetman wielki koronny (11 sierpnia mija 435 lat, od dnia w którym Stefan Batory powierzył mu buławę wielką). Okazał się pojętnym czytelnikiem „Consilium rationis bellicae” Jana Tarnowskiego oraz obserwatorem metod walki Stefana Batorego.

Jan Sariusz Zamoyski herbu Jelita przyszedł na świat 19 marca 1542 r. w Skokówce, niedaleko Zamościa. W tym czasie jego ród nie należał do szczególnie bogatych ani wpływowych. Do elitarnego grona rodzin senatorskich wprowadzić je miał wkrótce ojciec Jana – Stanisław, gdy od ostatniego Jagiellończyka otrzymał tytuł kasztelana chełmskiego, dający prawa do zasiadania w ławach wyższej izby parlamentu.

Stanisław, idąc z duchem czasu, wysłał syna na studia zagraniczne. Jan przebywał najpierw w Paryżu, potem w Strasburgu, by w końcu zgłębiać wiedzę w Padwie. Podczas studiów w tej ostatniej wszechnicy, Zamoyski prężnie działał w samorządzie studenckim, zbierając doświadczenia lidera. Pełnił nawet odpowiedzialny i zaszczytny urząd rektora uczelni. W tym czasie porzucił błędy protestantyzmu, w których został wychowany i przeszedł na katolicyzm.

Po uzyskaniu tytułu doktora obojga praw powrócił do kraju i objął stanowisko sekretarza króla Zygmunta Augusta. Kilka lat pracy w kancelarii królewskiej wystarczyły pracowitemu młodzieńcowi, by zapoznać się z mechanizmami działania państwa. Z kolei prace nad uporządkowaniem archiwum koronnego uczyniły zeń wybornego znawcę prawa polskiego.

Śmierć ostatniego Jagiellona spowodowała przemianę ustrojową Królestwa Polskiego – jego demokratyzację. Jan Zamoyski, od niedawna posługujący się tytułem starosty bełskiego, włączył się w życie polityczne, jako rzecznik szlachty. W tym czasie był szczerym demokratą, zwolennikiem zasady równości stanu rycerskiego niezależnie od statusu materialnego jego członków. Zamoyski odegrał wówczas dużą rolę przy kładzeniu podwalin prawnych pod przekształcenie Polski w monarchię elekcyjną.

Gdy przyszło do wyboru kandydata na nowego króla Polski, Jan Zamoyski opowiedział się za księciem francuskim Henrykiem Walezym. Niestety Król Henricus zrobił Polsce psikus i kilka miesięcy po koronacji, czmychnął do Francji, by objąć rządy w ojczystym kraju. Po ucieczce Walezjusza, Zamojski opowiedział się za powołaniem na tron Polski Anny Jagiellonki i księcia siedmiogrodzkiego Stefana Batorego, który zobowiązał się poślubić siostrę Zygmunta Augusta.

Batory szybko poznał się na talentach politycznych starosty bełskiego i uczynił go swoim współpracownikiem. Powierzył mu urząd podkanclerzego, a potem kanclerza. Te nominacje rozpoczęły współpracę obu wybitnych mężów stanu. Stefan Batory znalazł w Zamoyskim pomoc w prowadzeniu spraw państwowych, bezcenną w czasie, gdy sam dopiero poznawał realia polityczne kraju, w którym przyszło mu panować.

Przy monarsze - urodzonym wodzu, Zamoyski zetknął się także ze sprawami wojny. Po raz pierwszy towarzyszył Batoremu w polu podczas wyprawy zbrojnej przeciw zbuntowanemu Gdańskowi. Gdy była ku temu sposobność dzielnie stawał do boju na czele własnej chorągwi. Opowiadał się jednak za zawarciem kompromisu z miastem, który rzeczywiście zakończył ten konflikt.

Czas był najwyższy, bowiem Rzeczypospolita stała się celem ataku wojsk Iwana Groźnego, który pustoszył Polskie Inflanty. Stefan Batory postanowił wykorzystać napaść moskiewską do rozprawienia się z niebezpiecznym sąsiadem i odzyskania Inflant, do czego zresztą zobowiązał się podpisując pacta conventa.

Trud przygotowania państwa do wojny i wystawienia odpowiednio silnej armii spoczęło w ogromnej mierze na Zamoyskim. Kanclerz wywiązał się z zadania bardzo dobrze. W kampanii 1579 roku, która zakończyła się szybkim zajęciem Połocka, wziął udział osobiście.

Zwycięstwo w kampanii połockiej nie zakończyło wojny. Rok później, w lipcu 1580 roku, ruszyła kolejna wyprawa, tym razem na Wielkie Łuki. Jan Zamoyski po raz pierwszy miał okazję samodzielnie dowodzić poważną operacją wojenną - oblężeniem Wieliża. Debiut był udany - twierdza padła. Także w późniejszym okresie kampanii, już po zdobyciu przez Batorego Wielkich Łuków, Zamoyski prowadził atak na fortecę Zawołocze, która jako kaczka na wodzie siedziała, a przystępu z żadnej stronie nie było. Jego determinacja w działaniach oblężniczych zadecydowała o kapitulacji załogi moskiewskiej.

Kanclerz Zamoyski udowodnił, że mimo braku dłuższej praktyki w polu, potrafi dowodzić wojskiem. Król Stefan Batory to docenił i 11 sierpnia 1581 roku wyniósł Zamoyskiego na urząd hetmana wielkiego koronnego. Co więcej, powierzył mu tę godność dożywotnio. Niestety, precedens ten w dłuższej perspektywie miał przynieść fatalne następstwa. Nie wszyscy bowiem następcy Zamoyskiego odznaczali się cechami charakteru i umiejętnościami, by z korzyścią dla Rzeczypospolitej pełnić ten urząd bez groźby odwołania.

Wkrótce nowy hetman podążył u boku króla w kierunku Pskowa. Tym razem wojska polskie utknęły pod murami tej potężnej twierdzy. Na szczęście brawurowy zagon kawaleryjski wojsk dowodzonych przez Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła skłonił cara do podpisania pokoju i oddania Rzeczypospolitej Inflant i ziemi połockiej. Hetmanowi wielkiemu koronnemu, który najdłużej prowadził działania oblężnicze, przypadł zaszczyt zajęcia opuszczonych przez Moskali zamków inflanckich.

Król Stefan Batory planował kolejne wyprawy wojenne, przeciw Rosji i Turcji, jednak jego śmierć pokrzyżowała te śmiałe plany. Przed polskimi politykami po raz trzeci stanęło odpowiedzialne zadanie zapobieżenia ewentualnym niepokojom i zapewnienia krajowi dobrego monarchy. Zamoyski, odłożył na później zabiegi o uporządkowanie i pomnożenie własnego majątku, w tym o rozbudowę Zamościa i zajął się sprawami państwa. Aktywność wymuszały na nim nie tylko sprawowane urzędy, ale także konflikt z wpływową rodziną Zborowskich. Jej członkowie pałali rządzą zemsty za doprowadzenie przez kanclerza do ścięcia Samuela Zborowskiego, co zresztą nastąpiło na mocy wcześniejszego wyroku sądu. Klan Zborowskich poparł jako kandydata do tronu arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Zamoyski z kolei opowiedział się za Zygmuntem Wazą, siostrzeńcem Zygmunta Augusta oraz formalnie nadal panującej w Polsce Anny Jagiellonki. Każdy z kandydatów miał swoich zwolenników wśród szlachty, a namiętności doprowadziły do podwójnej elekcji. Ostatecznie więc, o tym kto obejmie tron musiała zadecydować siła.

Hetman Zamoyski zajął stołeczny Kraków. Umocnił miasto i odparł podstępny atak przeciwnika. Nie spoczął jednak na laurach i po powitaniu w Krakowie Zygmunta Wazy, ruszył na Śląsk, aby rozprawić się z Habsburgiem. Dopadł go 24 stycznia 1588 roku pod Byczyną. Bitwa, do której doszło, przysporzyła hetmanowi wielkiemu koronnemu sławy. Jego wojska, które uszykował na wzór armii Epaminondasa pod Mantineą, szybko rozprawiły się z oddziałami Habsburga. Sam Maksymilian wpadł w ręce Zamoyskiego i kolejne miesiące spędził w Zamościu.

Niestety, z nowym królem Zygmuntem III, stosunki kanclerza nie układały się najlepiej. Niewątpliwie początkowo ambitny kanclerz liczył, że młody, niedoświadczony monarcha ulegnie jego wiedzy i doświadczeniu. Młodzieniec miał jednak własne cele, m.in. objęcie a potem utrzymanie się na tronie Szwecji. Dla Zamoyskiego, ważniejszy był kierunek południowy.

W ostatniej dekadzie XVI wieku, ziemie południowo-wschodnie Korony pustoszyły najazdy tatarskie. Wysiłki jakie podjął Jan Zamoyski, by tę plagę powstrzymać, nie przyniosły rezultatów, co podkopało autorytet hetmana. Postanowił więc podjąć kroki by wzmocnić pozycję Rzeczypospolitej w tamtym rejonie. W 1595 roku za zgodą Zygmunta III, hetman Zamoyski na czele kilkutysięcznego oddziału wkroczył do Mołdawii i osadził na tronie hospodarskim przychylnego Rzeczypospolitej Jeremiego Mohyłę. Interweniowali Tatarzy. Ich atak hetman wielki koronny przyjął w obozie warownym założonym pod Cecorą. Zwycięstwo sił polskich zapewniło Jeremiemu pozostanie na tronie. Niestety, wkrótce Mohyła został wygnany przez władającego od niedawna Siedmiogrodem hospodara wołoskiego Michała Walecznego. Hetman Zamoyski i tym razem zareagował. W bitwie pod Bukowem 20 października 1600 roku pobił dwukrotnie liczniejsze siły wroga i ponownie osadził na tronie Mohyłę.

Wkrótce atak Szwecji na Inflanty zmusiła hetmana do zajęcia się nowym wrogiem. W1601 roku Zamoyski poprowadził ofensywę przeciw wojskom Karola Sudermańskiego. Zmieniła się ona w triumfalny pochód Zamoyskiego, zajmującego kolejne miasta Inflant. Ostatnie z nich - potężną twierdzę Biały Kamień - zdobył 30 września 1602 roku. Była to ostatnia bitwa w jego karierze. Schorowany przekazał dowodzenie w Inflantach Janowi Karolowi Chodkiewiczowi i wrócił do Korony.

Niestety ostatnie lata życia Zamoyskiego kładą się cieniem na jego biografii. Ambitny magnat zaczął bruździć polityce króla Zygmunta Wazy. Posunął się nawet do obrazy monarchy podczas posiedzenia sejmu. Ta nieprzejednana opozycja przyczyniła się do powstania głębokich podziałów w społeczności szlacheckiej. Owocu swego warcholstwa jakim niewątpliwie był rokosz Mikołaja Zebrzydowskiego kanclerz już nie dożył. Zmarł na apopleksję 3 czerwca 1605 roku.

Grzechy ostatniego okresu życia nie przeszkodziły Janowi Zamoyskiemu przejść do historii jako raczej pozytywna postać. Pamięć szczęśliwego wodza oraz mecenasa kultury polskiej (wspierał m.in. Jana Kochanowskiego i Szymona Szymonowica), fundatora perły architektury barokowej – Zamościa, założyciela Akademii Zamojskiej, przysłoniły błędy polityczne oraz niewątpliwą zachłanność na dobra ziemskie tego nietuzinkowego człowieka.


Adam Kowalik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: I Rzeczpospolita
PostNapisane: 24 maja 2017, 18:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/1241

Jak kupiliśmy zamek w Malborku?

Obrazek

560 lat temu, w południe 8 czerwca 1457 roku, król Polski Kazimierz Jagiellończyk, w otoczeniu okazałego orszaku, uroczyście wjechał do zamku malborskiego, gdzie od 1309 roku mieściła się stolica Państwa Zakonu Krzyżackiego.
Od tego momentu Polska objęła w swoje władanie ten zamek na lat 315, a więc dwa razy dłużej niż mieli go Krzyżacy, a potem od 1772 roku Prusacy i Niemcy. Dziś mało kto sobie to uświadamia. Dwa dni przed wjazdem króla zamek opuścił cichaczem, płacząc i złorzecząc, Wielki Mistrz Zakonu Ludwik von Erlichshausen.
W informacji na temat zamku malborskiego czytamy: „Budowa zamku w Malborku trwała od końca XIII w do połowy XV wieku. Jego powstanie ściśle wiąże się z Zakonem Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego – bardziej znanym w Polsce jako Zakon Krzyżacki. Zespół obrony Malborka został usytuowany w miejscu o szczególnych naturalnych właściwościach obronnych. Zbudowano go na północnym krańcu stosunkowo wąskiego półwyspu, otoczonego z dwóch stron rzeką Nogat (od zachodu i częściowo od północy) oraz obszerną podmokłą doliną (od północnego wschodu i wschodu). Jedynie od strony południowej istniało dogodne wejście, które ograniczono budując zespół murów obronnych i fos. Tą doliną płynął dawniej niewielki ciek, czytelny jeszcze na planach z XIX wieku, odprowadzający wody z okolicznych bagien. Usypana w poprzek doliny w XII w grobla kanału Młynówki utworzyła obszerne jezioro, widoczne na najstarszych zachowanych widokach Malborka z XV w i na planach z czasów wojen polsko-szwedzkich.. Było ono dodatkowym elementem obronnym. Najwyżej wypiętrzony punkt terenowy, przypuszczalnie oddzielony naturalnymi obniżeniami od półwyspu, znajdował się w miejscu dzisiejszego Zamku Wysokiego. Tu właśnie, w 1278 roku Krzyżacy rozpoczęli wznoszenie zamku.
Po roku 1309 zamek został gruntownie przebudowany i wiele pomieszczeń zmieniło pierwotne funkcje. Potęga Zakonu stale wzrastała, wraz z kolejnymi sukcesami militarnymi na Pomorzu. Zapadła decyzja przeniesienia na stałe siedziby Wielkiego mistrza z Wenecji do Malborka. Wiązała się z tym konieczność rozbudowy Zamku, który miał stać się stolicą państwa zakonnego. Dotychczasowy zamek konwentualny stał się głównym domem Zakonu Krzyżackiego. Zaczęto budowę kolejnych skrzydeł zamku. Pierwsze powstało skrzydło południowe, następnie wschodnie. Ze względu na stale zwiększającą się liczbę zakonników, w nowo wybudowanych skrzydłach umiejscowiono dormitoria, refektarz i świetlicę. Wyższe kondygnacje przeznaczono na magazyny i spichlerze. Wzmocniono też mury umieszczając na ich koronach dodatkowe ganki obronne, które wraz z wieżą główną i narożnymi wieżyczkami stanowiła połączony system fortyfikacji. Na parterze i piwnicach umieszczono pomieszczenia gospodarcze. Znajdowały się w nich składy żywności, kuchnia konwentu, browar i inne pomieszczenia gospodarcze.
Zachowane do dziś zapiski z ksiąg rachunkowych pokazują, jak wystawne życie prowadził Wielki Mistrz Zakonu. Malbork nie ustępował w niczym innym ówczesnym stolicom europejskim. Odbywały się w tu turnieje, polowania, wystawne przyjęcia i inne wielkoświatowe atrakcje. Skrzydło wschodnie Zamku Średniego przeznaczone było dla gości Zakonu, którzy tłumnie przybywali, skuszeni wizją sławy w walce z poganami, za jakich Zakon uważał mieszkańców Prus. W skrzydle północnym umieszczono siedzibę wielkiego komtura, szpital zakonny (infirmerię) oraz wieżę bramną”.
Dla Polaków zamek był symbolem potęgi Zakonu, złowrogim symbolem. Już goszczący tu w 1366 roku król Kazimierz Wielki był poruszony wielkością zamku, ówczesnym wydawał się nie do zdobycia. W czasie zwycięskiej dla Polski Litwy wojny z Zakonem w latach 1409-1411 – wojska polsko-litewskie oblegały zamek broniony przez komtura Henryka von Plauen, ale bezskutecznie. Dopiero wojna trzynastoletnia (1454-1466) dała Polsce szansę na ponowne zdobycie tej twierdzy. To paradoks, ale nie zdobyliśmy go szturmem, ale za pomocą pieniędzy! Państwo Krzyżackie, niegdyś potężne, w drugiej połowie XV wieku nie mogło sobie poradzić z finansowaniem wojny z Polską. Jednym z powodów tego stanu rzeczy był bunt bogatych poddanych, niemieckich poddanych.
Takie miasta jak Gdańsk, Toruń, Elbląg wypowiedziały posłuszeństwo Zakonowi i wspierały Polskę. Krzyżacy nie mieli też dostatecznej liczby żołnierzy, dlatego tuż przed wybuchem wojny udali się do Czech, by zaciągnąć trochę wojska. Misja udała się – Czesi pod dowództwem Bernarda Szulborskiego i Oldrzycha Czerwonki z Ledecza – podążyli na północ. Było ich niecałe 2.000, w tym 600 piechoty. Czesi obsadzili czołowe zamku zakonne, w tym Malbork, Gniew i Tczew. Krzyżacy nie spodziewali się, że w ten sposób założyli sobie na szyję sznur. Poza bitwą pod Chojnicami wojna była nieprzerwanym ciągiem strać, potyczek i oblężeń. Od samego początku Krzyżacy zalegali zaciężnym z zapłatą, ci zaś nie mieli zamiaru czekać w nieskończoność. Idący na ustępstwa Krzyżacy zgodzili się, by zaciężni objęli we władanie bronione przez siebie zamki, w ten sposób Czerwonka w dniu 2 maja 1455 roku stał się de facto dysponentem zamku malborskiego, mimo że przebywał tam Wielki Mistrz. Ale Czesi poszli dalej – uznali, że skoro Krzyżacy są zbyt biedni, to może sprzedać zamki królowi polskiemu! Nawiązano kontakt ze stroną polską i tak zaczęły się długie rokowania. Rzecz szła o następujące zamki – Malbork, Sztum, Tczew i Gniew.
Strona polska od razu dostrzegła szansę – wszak były to twierdze położone na linii Wisły, ich zdobycie przetrąciłoby Zakonowi kręgosłup. Problem był jeden – suma, której zażądali Czesi. Było to 190 tys. węgierskich florenów. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania pieniędzy i wyścig z Krzyżakami, którzy też szukali pieniędzy i robili wszystko, by przeszkodzić w polsko-czeskiej transakcji. W tym celu namawiali Kościół, by obłożył interdyktem wszystkich buntowników, a króla czeskiego, by ukarał swoich poddanych za wiarołomstwo. Czerwonka jeździł na rozmowy do Torunia, ale i do Piotrkowa na obrady Sejmu, czekał, mimo że sprawa przedłużała się niemiłosiernie a na karku miał Wielkiego Mistrza.
Przełom nastąpił na wiosnę 1457 roku, kiedy załamały się nadzieje na udzielenie Krzyżakom pomocy z Zachodu. Polakom udało się za to dokonać transakcji z kupcami z Norymbergi, którzy sprzedali nam sukno wartości 8 tys. grzywien polskich. Sukno przetransportowano do Torunia jako jedną z części zapłaty dla zaciężnych (razem było ich 2.600, Czechów i Niemców). Pomógł też bogaty Gdańsk, udzielając królowi Kazimierzowi sporych pożyczek. Rokowania sfinalizowano 6 czerwca 1457 roku. Tego samego dnia Czesi wypuścili z zamku Wielkiego Mistrza i wpuścili polskie oddziały, w dwa dni później na zamek wjechał król Kazimierz.
Była to chwila wyjątkowego triumfu Państwa Polskiego, zadośćuczynienie za lata upokorzeń i klęsk. W ręce Polski dostawał się zamek o wielkiej wartości obronnej, ale i symbolicznej. Król przebywał na zamku aż trzy miesiące, załatwiając wiele innych spraw związanych z wojną, tymczasem w Krakowie, na wieść z pozyskaniu Malborka, zabiły wszystkie dzwony, a miasto iluminowano. I chociaż, na skutek zdrady burmistrza Malborka, Bartłomieja Blume – Krzyżacy odzyskali miasto, ale zamku już nie zdobyli. W 1460 roku padło i okalające zamek miasto, a sześć lat później, na mocy pokoju toruńskiego Polska odzyskała całe Pomorze Gdańskie.
Cichy bohater tych wydarzeń, Oldrzych Czerwonka, dochował wierności Polsce. Przeżył jednak wiele, na skutek intryg krzyżackich, wytoczono mu w Czechach proces za zdradę. W 1460 wtrącono do więzienia, z którego jednak wyszedł po dwóch latach. Wrócił na Pomorze – od króla Polski otrzymał zaszczytny i intratny tytuł starosty malborskiego, a potem jeszcze golubskiego i świeckiego. Umarł w 1465 roku. Tak oto Czesi, wychowani na ideach rewolucji husyckiej, oddali nam wielką przysługę, sprzedając zamek bodaj najpotężniejszy w Europie. Jan Żiżka walczył po stronie polskiej pod Grunwaldem, a Czerwonka dopełnił dzieła, jakże jednak sprytniej i przewrotniej.
Jan Engelgard
Tekst powstał 10 lat temu, warto go jednak przypomnieć nowym czytelnikom i udostępnić w sieci. To ważny fragment polskiej historii, jakże inny od wielu późniejszych tragicznych wydarzeń.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 418 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 23, 24, 25, 26, 27, 28  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /