Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 21 gru 2013, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2013/11/02/ka ... -morawski/

Kajetan Dzierżykraj-Morawski
2 LIS 2013 O 21:31

Obrazek

40 lat temu, 2 listopada 1973 roku zmarł w Lailly-en-Val (Loiret, Francja), w wieku 81 lat Kajetan Dzierżykraj-Morawski h. Drogosław (Nałęcz), pseud. Jan Chomęcki, dyplomata, polityk, działacz społeczny i pamiętnikarz; od 1918 roku pracownik Departamentu Stanu w rządzie Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego, następnie MSZ w II Rzeczypospolitej; 1923-24 Komisarz Generalny RP w Wolnym Mieście Gdańsk, od 1924 dyrektor Departamentu Politycznego MSZ, 10 -15 V 1926 minister spraw zagranicznych w trzecim rządzie W. Witosa obalonym przez rokosz wojskowy; przeniesiony w stan spoczynku w 1934 roku, do służby dyplomatycznej powrócił w czasie II wojny światowej, będąc m.in. od 1943 roku ambasadorem RP przy Komitecie Wolnej Francji a następnie ambasadorem w Paryżu; mimo cofnięcia uznania legalnemu rządowi RP kontynuował działalność aż do 1969 roku jako nieoficjalny „Ambasador Wolnych Polaków”, ciesząc się szacunkiem i rodaków („Ambasador Atlantydy”) i gen. Ch. de Gaulle’a. Kawaler Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1937) i (pośmiertnie – 1996) Orderu Orła Białego.

prof. Jacek Bartyzel

Za: http://konserwatywnaemigracja.com/2013/ ... -morawski/ , 2 listopada 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.02


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 30 gru 2013, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30615
Budowniczy i wizjoner

Piotr Szubarczyk

Na Pomorzu nazywają go „budowniczym miasta i portu Gdyni”, ale dzieło życia Eugeniusza Kwiatkowskiego wykracza poza tę rolę.

Obrazek
Wicepremier, minister skarbu, przemysłu i handlu rządu RP – inż. Eugeniusz Kwiatkowski (30 XII 1888 – 22 VIII 1974)


W odrodzonej Rzeczypospolitej misja Kwiatkowskiego polegała na umacnianiu niezależności gospodarczej państwa. Jak bardzo dziś – w czasach PR-owców, specjalistów od słupków sondażowych – potrzebny jest Polsce człowiek, który pracowałby na rzecz tej niezależności! Który myślałby nie tyle o najbliższych wyborach, co o przyszłości naszych dzieci i wnuków, wypędzanych dziś za granicę!

Kwiatkowski stworzył plan wielkich polskich inwestycji, które umacniały zabiedzony przez zaborców i zniszczony przez wojny kraj. Stworzył fundamenty Polski przemysłowej – z Gdynią, magistralą kolejową, Stalową Wolą, Chorzowem, z tarnowskimi Azotami. Wzmacniał potencjał obronny Polski.

Urodzony 30 grudnia 1888 roku, żył od dzieciństwa sprawami Polski. Należał do Polskich Drużyn Strzeleckich, potem służył w Legionach Polskich i w POW, podczas wojny z bolszewikami pracował w Głównym Urzędzie Zaopatrzenia Armii.

Dyrektor Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Chorzowie, którą doprowadził do rozkwitu. Po roku 1926 mógł realizować swoje wizje jako minister przemysłu i handlu, potem wicepremier i minister skarbu.

Podczas wojny internowany w Rumunii. Wrócił do kraju. Komuniści wykorzystali jego autorytet w okresie „umacniania władzy ludowej”. Był nawet posłem (bezpartyjnym) do sejmu z roku 1947. W roku 1948 odesłali go na emeryturę. Teraz to nie Kwiatkowski, lecz Stalin korygował plany inwestycyjne Polski, a raczej sowieckiego dominium w Polsce, i treść jego „konstytucji”.

Eugeniusz Kwiatkowski poświęcił resztę życia na pracę naukową w dziedzinie ekonomii i chemii. Pozostał do końca pod kuratelą komunistycznej policji politycznej. Umarł w Krakowie.

Pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego (1996). Wielki wizjoner i budowniczy Polski suwerennej czeka na następców.

http://www.naszdziennik.pl/wp/63822,bud ... joner.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 20 sty 2014, 22:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4350-70-ro ... opolskiego

70. rocznica śmierci Stefana Rowińskiego – pierwszego polskiego burmistrza Ostrowa Wielkopolskiego
Paweł Brojek środa, 27-11-13 05:48

Obrazek

Wybitny działacz społeczny i polityczny związany z endecją. Na początku ubiegłego stulecia prowadził drukarnię, księgarnię oraz wydawał „Gazetę Ostrowską”. W czasie II wojny światowej był delegatem rządu emigracyjnego na Wielkopolskę. Zmarł 27 listopada 1943 r.

Stefan Rowiński urodził się 10 sierpnia 1875 r. w Mirkowie koło Kępna w wielodzietnej rodzinie powstańca styczniowego. Uczęszczał do szkoły ludowej w Baranowie i Mirkowie. Po przeprowadzce do Ostrowa Wielkopolskiego w 1895 r. rozpoczął naukę w Królewskim Katolickim Gimnazjum Męskim.

Jako uczeń należał do tajnych organizacji, m.in. „Zet-u” i Ligi Narodowej. Angażował się w sprowadzanie zakazanych w zaborze pruskim wydawnictw z dziedziny historii Polski i języka polskiego. Od 1898 r. był prezesem ostrowskiego Towarzystwa Tomasza Zana. Doprowadził do zjednoczenia jego kół z Wielkopolski i Pomorza.

W 1900 r. w trakcie zdawania matury został relegowany za przynależność do tajnych organizacji i rozpowszechnianie zabronionych wydawnictw, co uniemożliwiło mu odbiór świadectwa i dalszą naukę w Prusach. Wyjechał wówczas do Krakowa, gdzie uczył się księgarstwa, a następnie do Lipska, gdzie poznał tajniki zawodu introligatora.

W 1903 r. wrócił do Ostrowa, gdzie dzięki posagowi żony kupił księgarnię, drukarnię i wydawnictwo „Gazety Ostrowskiej”. Był aktywnym organizatorem polskiego życia narodowego w czasie zaborów, a jego księgarnia stanowiła miejsce spotkań ówczesnej lokalnych elit społecznych i politycznych.

Jako aktywny działacz oświatowy i kulturalny założył Komitet Odczytów Ludowych, organizujący także obchody rocznic narodowych, koncerty i wystawy dzieł polskich artystów, oraz bibliotekę objazdową, tzw. bibliobus. Był inicjatorem powstania Towarzystwa Czytelni Ludowych oraz Muzeum Regionalnego w Ostrowie.

Z początkiem I wojny światowej został aresztowany pod zarzutem działalności na szkodę państwa pruskiego i na krótko wcielony do wojska. Wkrótce zwolniono go z braku, „kwalifikacji potrzebnych żołnierzowi niemieckiemu”.

We wrześniu 1918 r. wszedł w skład tajnego Komitetu Obywatelskiego w Ostrowie. W listopadzie tego roku był jednym z głównych inicjatorów proklamowania tzw. Republiki Ostrowskiej, stanowiącej wystąpienie Polaków przeciwko władzy pruskiej.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, 1 stycznia 1919 r. objął stanowisko pierwszego polskiego burmistrza Ostrowa. Funkcje tę pełnił przez 15 miesięcy. Dzięki jego zabiegom w mieście powstała m.in. fabryka wagonów oraz elektrownia.

W latach 30. był przewodniczącym Komitetu Rodzicielskiego Gimnazjum i prezesem ostrowskiego PCK. W latach 1922-38 był radnym, przewodnicząc klubowi narodowo–demokratycznemu.

Aresztowany w 1939 r. uniknął egzekucji po interwencji ostrowskich Niemców, pamiętających jego zaangażowanie jako burmistrza w 1919 r., dzięki któremu nie doszło w mieście do akcji odwetowych na obywatelach niemieckich.

W czasie okupacji współorganizował niepodległościową organizację Józefa Prądzyńskiego „Ojczyzna”, od 1940 r. był jej reprezentantem w południowej Wielkopolsce. W latach 1942–1943 był Delegatem Okręgowym Rządu na Wielkopolskę.

Jesienią 1943 r. zachorował, w październiku został zwolniony z funkcji delegata. Zmarł 27 listopada 1943 r., pochowano go cmentarzu na ostrowskiej Wenecji.

Stefan Rowiński był odznaczony m.in. Orderem Polonia Restiuta oraz Krzyżem Niepodległości. Jego imię nosi plac, przy którym znajdowały się prowadzone przez niego księgarnia i drukarnia.

opr. Paweł Brojek
źródło: kepnosocjum.pl, archiwum.kalisz.pl, wlkp24.inf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 25 sty 2014, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4379-70-ro ... j-ojczyzna

70. rocznica śmierci Witolda Grotta ps. „Adam” – współzałożyciela organizacji konspiracyjnej „Ojczyzna”
Paweł Brojek niedziela, 01-12-13 12:01

Obrazek

Prezes Młodzieży Wszechpolskiej, członek Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski. Po wybuchu II wojny światowej brał udział w tworzeniu organizacji konspiracyjnej „Ojczyzna”, działającej na terenach polskich włączonych do III Rzeszy. Został rozstrzelany 1 grudnia 1943 r. w Szymanowie pod Warszawą.

Witold Grott przyszedł na świat 27 stycznia 1912 r. w Wiedniu. Po przeprowadzce do Warszawy w 1919 r. uczęszczał do Gimnazjum im. Staszica. Od 1929 r. studiował w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu, a następnie na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego.

Związany z endecją w latach 1933–34 był prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, należał również do Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski oraz Związku Młodych Narodowców. Wchodził też w skład „Zet-u”, patronującego związkom studenckim na terenie Poznania.

W 1936 r. przeniósł się do Gdańska, gdzie został mianowany sekretarzem Rady Polskich Interesantów Portu Gdańskiego. Zaangażował się wówczas w obronę polskich interesów na obszarze Wolnego Miasta Gdańska. Dbał o rozwój polskiego szkolnictwa, organizacji młodzieżowych i instytucji naukowych. Podczas wyjazdów na teren Warmii i Mazur odwiedzał polskie skupiska, wygłaszając odczyty oświatowe.

Po wybuchu II wojny światowej, która zastała go w Gdyni, zgłosił się na ochotnika do wojska. W październiku 1939 r. powrócił do Poznania, gdzie brał udział w tworzeniu organizacji konspiracyjnej „Ojczyzna”.

Na początku 1940 r. z ramienia tej organizacji został wydelegowany do Warszawy i zaprzysiężony w Związku Walki Zbrojnej. Od wiosny 1940 r. członkowie „Ojczyzny” współtworzyli Okręg Poznański ZWZ oraz biuro i przedstawicielstwa Głównego Delegata Rządu dla ziem wcielonych do Rzeszy. Jednocześnie pod konspiracyjnym nazwiskiem Roman Górka objął kierownictwo „Ojczyzny” na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Podstawowym celem tej organizacji było reprezentowanie w GG ludności polskiej wysiedlonej z Ziem Zachodnich oraz tworzenie struktur ZWZ wśród osób wysiedlonych z ziem wcielonych do Rzeszy, w tym sformowanie jednostki wojskowej. Powołany wiosną 1941 r. Korpus Zachodni włączony został ostatecznie do właściwych terytorialnie okręgów i obwodów Armii Krajowej.

Przebywając w Warszawie, Grott współuczestniczył w powołaniu Biura Zachodniego przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Zadaniem biura było organizowanie na ziemiach zachodnich przyszłej administracji, sieci informacyjnej, opieki społecznej, szkolnictwa, łączności. Stał się również współzałożycielem Studium Zachodniego „Ojczyzny”, powstałego w celu przygotowywania naukowych opracowań stosunków polsko-niemieckich w aspekcie historycznym i na przyszłość.

W latach 1942-43 z ramienia Biura Zachodniego nawiązał kontakt z Departamentem Skarbu Delegatury Rządu w Warszawie i został mianowany zastępcą szefa Sekcji Finansowo-Budżetowej tej Delegatury. Jednocześnie zrezygnował z kierownictwa „Ojczyzny”, pozostając jednak w jej pionie dowódczym.

22 listopada 1943 r. został zatrzymany przez Schutzpolizei przed godziną policyjną w bramie domu, w którym mieszkał. Najprawdopodobniej 1 grudnia 1943 r. został rozstrzelany na terenie stacji Szymanów pod Warszawą. Znalazł się w gronie 20 Polaków, straconych w odwecie za skuteczny zamach na niemiecki pociąg wojskowy, przeprowadzony przez oddział szturmowy Kedywu Okręgu Warszawskiego.

opr. Paweł Brojek

źródło: Zofia Grodecka: Witold Fryderyk Grott (1912-1943). Biul.Inform.Świat.Związ.AK 2007 nr 4(71) s.28-30


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 28 lut 2014, 20:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/galerie/70417-urocz ... tyce.pl%29

Uroczystości ponownego pogrzebu dowódcy Powstania Wielkopolskiego kpt. Pawła Cymsa, który wyzwolił Kujawy spod okupacji niemieckiej. ZOBACZ ZDJĘCIA
opublikowano: 27 grudnia, 17:55 | ostatnia zmiana: 27 grudnia, 18:24

Wieczorem w Gnieźnie rozpoczną się uroczystości ponownego pogrzebu kpt. Pawła Cymsa, dowódcy Powstania Wielkopolskiego, który wyzwolił Kujawy spod okupacji niemieckiej, a także bohatera wojny polsko-bolszewickiej. Przed południem hołd kapitanowi oddali z wielkimi honorami inowrocławianie.
Dzisiaj mija 95 lat od dnia wybuchu Powstania Wielkopolskiego, zrywu niepodległościowego, który zakończył się zwycięstwem narodu polskiego.
27 grudnia 1918 roku w Poznaniu padły pierwsze strzały, jeszcze przed nowym rokiem powstańcy wyzwolili także Gniezno, w tych walkach uczestniczył 24-letni ppor. Paweł Cyms. W kolejnych dniach dowodzone przez niego siły wyzwalały kolejno: Trzemeszno, Mogilno, Strzelno i Kruszwicę, by podejść pod Inowrocław.
W stolicy Kujaw Zachodnich stacjonowały silne siły niemieckie. Z powodu trudnej sytuacji na froncie polskie dowództwo podjęło negocjacje z Niemcami. 6 stycznia 1919 roku młody oficer Paweł Cyms sprzeciwił się zaleceniom sztabu i podjął się odpowiedzialności podjęcia szturmu. Po krwawych bojach Inowrocław został wyzwolony. Za tą decyzję Cyms był przez niektórych krytykowany. Dzisiaj większość historyków uważa, że zajęcie w pierwszych dniach Powstania Wielkopolskiego Inowrocławia miało istotny wpływ dla powodzenia całego zrywu.
Kpt. Paweł Cyms walczył także z wojnie polsko-bolszewickiej, gdzie zasłużył na Order Virtuti Militari, wspierał także powstanie śląskie oraz brał udział w kampanii wrześniowej II wojny światowej. Później wstąpił do Armii Krajowej. Zmarł w 1949 i został pochowany w Bystrej, gdzie spoczywał do ubiegłego tygodnia.
W piątek 27 grudnia 2013 spocznie w Akropolu Bohaterów w Gnieźnie, gdzie rozpoczął się jego udział w Powstaniu Wielkopolskim.

Cztery pokolenia na tę chwilę nadaremno czekały. Piąte pokolenie doczekało
- mówił w czasie manifestacji patriotycznej nad trumną kpt. Pawła Cymsa prezydent Ryszard Brejza.
Po uroczystym apelu poległych pod pomnikiem Powstańców Wielkopolskich w Inowrocławiu liczne delegacje złożyły wiązanki kwiatów oraz zapalili znicze. Wcześniej w intencji powstańców oraz kpt. Cymsa odprawiona została uroczysta Msza Święta celebrowana zgodnie z ceremoniałem wojskowym.


Slaw/ portalkujawski.pl

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 08 mar 2014, 22:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4591-90-ro ... harcerstwa

90. rocznica śmierci ks. dr. Kazimierza Lutosławskiego – działacza endeckiego, pioniera i ideologa polskiego harcerstwa
Paweł Brojek niedziela, 05, styczeń 2014 05:26

Obrazek

Studiował medycynę, nauki społeczno-ekonomiczne i teologię. Podczas pobytu w Anglii zetknął się ze skautingiem, który zaczął promować na gruncie polskim. Jako prekursor ruchu harcerskiego wywarł olbrzymi wpływ na jego oblicze ideowe, pogłębiając jego wymiar religijny i etyczny.

Kazimierz Lutosławski urodził się 4 marca 1880 r. w Drozdowie k. Łomży na Podlasiu w rodzinie ziemiańskiej kultywującej tradycje patriotyczne. Jego ojciec Kazimierz walczył w powstaniu styczniowym.

Pierwsze nauki pobierał w rodzinnym domu. Po ukończeniu szkoły średniej w Rydze rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie w Zurychu na wydziale medycyny. W tym czasie działał w Związku Młodzieży Polskiej „Zet” oraz w Organizacji Młodzieży Narodowej. Był także komendantem gniazda Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy uniwersytecie.

Studia ukończył w 1903 r. W tym samym roku związał się z Ligą Narodową i Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym stając się jednym z najbliższych współpracowników Romana Dmowskiego.

Przez krótki czas odbywał praktyki w szpitalach na terenie Warszawy, po czym wyjechał do Londynu, gdzie studiował fizykę.

Podczas pobytu w Wlk. Brytanii zetknął się z ideą ruchu skautowskiego. Po powrocie do kraju dążył do upowszechnienia jego zasad wśród młodzieży polskiej. W 1906 r. jako rekonwalescent po przebytej gruźlicy w Zakładzie dr. Tarnawskiego w Kosowie założył dla dzieci kuracjuszy tzw. wakacyjną drużynę „Dzieci Kosowskich”.

Rok później był współzałożycielem Czteroletniego Ogniska Wychowawczego Wiejskiego w miejscowościach Szymonowa i Stara Wieś, którego celem było kształtowanie świadomości narodowej i religijnej wśród młodzieży. W 1911 r. w rodzinnym Drozdowie założył pierwsze zastępy „Kruki” i „Czajki”.

Jeszcze w 1909 r. rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w seminarium we Fryburgu. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1912 r. Rok później złożył egzamin doktorski z medycyny, a w 1914 r. uzyskał tytuł doktora z filozofii i teologii.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich został prefektem szkół warszawskich. Był instruktorem skautowym i kapelanem skautów. Do 1914 r. wchodził w skład Naczelnej Komendy Skautowej w Królestwie Polskim.

Był autorem projektu Krzyża Harcerskiego wzorowanego na Orderze Virtuti Militari, który po kilku wprowadzonych zmianach od 1918 r. jest oficjalną odznaką polskiego harcerstwa.

Po wybuchu I wojny światowej wyjechał do Moskwy, gdzie współtworzył szkołę średnią dla polskiej młodzieży oraz współpracował z endecką „Gazetą Polską”. Od jesieni 1917 r. redagował pisma „Polak-Katolik” oraz „Wygnaniec”, piastował też funkcję kapelana Brygady Strzelców Polskich.

Po powrocie do Polski został członkiem Zarządu Głównego Związku Ludowo-Narodowego. Współpracował z „Gazetą Warszawską”, „Myślą Narodową”, „Harcerzem”, publikował prace teologiczne oraz pedagogiczne, przede wszystkim podręczniki i artykuły dla harcerzy.

Działał również przy zjednoczeniu harcerstwa z trzech zaborów w jedną organizacje, która przyjęła ostatecznie nazwę Związek Harcerstwa Polskiego. Był twórcą wielu jego idei, połączenia religii z etyką i wewnętrznym rozwojem. Aktywnie uczestniczył w pracach nad tworzeniem statutu ZHP.

W latach 1919 oraz 1922 r. otrzymał mandat poselski do Sejmu Ustawodawczego i Sejmu I kadencji. Brał udział w pracach komisji, był głównym autorem wstępu do konstytucji marcowej w 1921 r., roty przysięgi prezydenta i ślubowania poselskiego. W czasie wojny polsko-rosyjskiej był kapelanem wojskowym.

Ks. dr Kazimierz Lutosławski zmarł 5 stycznia 1924 r. w wieku 44 lat na szkarlatynę. Pochowano go w podziemiach rodzinnego grobowca w Drozdowie. Za zasługi dla harcerstwa został pośmiertnie uhonorowany tytułem Harcerza Rzeczypospolitej.

opr. Paweł Brojek
źródło: drozdowo.pl, powiatlomzynski.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 10 mar 2014, 21:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4618-45-ro ... ieszynskim

45. rocznica śmierci Klemensa Matusiaka - pierwszego dowódcy wojsk polskich na Śląsku Cieszyńskim
Paweł Brojek środa, 08, styczeń 2014 05:53

Obrazek

Nauczyciel, działacz narodowy i społecznik, propagator polskiej kultury i oświaty. U progu odzyskania przez Polskę niepodległości był jednym z organizatorów spisku mającego na celu obalenie rządów Habsburgów i przejęcie władzy na Śląsku Cieszyńskim.

Urodził się 13 listopada 1881 r. w Bulowicach w Małopolsce. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Kętach, a następnie do seminarium nauczycielskiego w Krakowie, które ukończył w 1901 r.

Pierwszą pracę podjął w szkole w miejscowości Jaworów w ówczesnej Galicji Wschodniej. W1906 r. przeprowadził się do Trzanowic na Śląsku Cieszyńskim, gdzie został nauczycielem geografii.

Dał się wówczas poznać jako aktywny społecznik. Działał w organizacjach nauczycielskich, pełnił m.in. funkcję sekretarza w Polskim Towarzystwie Pedagogicznym w Cieszynie. Angażował się w prace Macierzy Szkolnej dla Księstwa Cieszyńskiego i towarzystwa „Sokół”, któremu przez pewien czas przewodził. Wspierał rozwój polskiej kultury poprzez zakładanie zespołów teatralnych i chórów.

W czasie I wojny światowej przebywał w Cieszynie, gdzie pełnił funkcję cenzora w sztabie wojsk austriackich. W obliczu klęski Austro-Węgier był jednym z organizatorów spisku mającego na celu obalenie rządów zaborcy i przejęcie władzy na Śląsku Cieszyńskim.

W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r., po przejęciu garnizonu wojskowego od dowództwa austriackiego, objął jego komendę, podporządkowując go Radzie Narodowej Księstwa Cieszyńskiego.

W 1919 r. odszedł z wojska i osiadł w Bielsku, gdzie objął stanowisko inspektora szkolnego. Cały czas prowadził działania na rzecz tworzenia polskiej oświaty na silnie zgermanizowanych terenach Bielska i okolic. Wspierał polonizację istniejących już szkół, głównie wiejskich, oraz tworzenie nowych.

W ramach krzewienia polskości założył w Bielsku Ognisko Polskie, które w marcu 1921 r. przekształcono w Polski Związek Obywatelski. Współorganizował Związek Oficerów Rezerwy oraz stał na czele powiatowego Związku Powstańców Śląskich. Zasiadał także w Radzie Miejskiej Bielska.

W czasie kampanii wrześniowej walczył w randze kapitana w szeregach 21. Dywizji Piechoty Górskiej, z którą przeszedł cały szlak bojowy. Po kapitulacji jednostki ewakuował się przez Rumunię na Cypr, gdzie utworzył szkołę dla dzieci polskich uchodźców wojennych. Ostatecznie trafił do Palestyny, gdzie przebywał do końca wojny.

Po wojnie wyemigrował do Wielkiej Brytanii, a stamtąd w 1951 r. do Stanów Zjednoczonych. W 1957 r. powrócił do Polski i zamieszkał w Bielsku-Białej. Działał m.in. w Polskim Towarzystwie Historycznym oraz w organizacjach kombatanckich.

Zmarł 8 stycznia 1969 r., został pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu katolickim w Bielsku-Białej. Był odznaczony m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.

opr. Paweł Brojek
źródło: Golec J., Bojda S., Słownik biograficzny ziemi cieszyńskiej, t. 3, Cieszyn 1998
Szpok F., Klemens Matusiak: żarliwy społecznik, Kalendarz Beskidzki 1991, Cieszyn 1990


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 03 sie 2014, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/5681-75-ro ... -dyplomaty

75. rocznica śmierci Maurycego Zamoyskiego – polityka endeckiego i dyplomaty
Paweł Brojek poniedziałek, 05, maj 2014 05:55

Obrazek

Właściciel ziemski i jednocześnie działacz społeczny i filantropijny związany się z ruchem narodowym. W 1917 r. został wiceprezesem Komitetu Narodowego Polskiego we Francji. W momencie kształtowania się granic w powojennej Europie był jednym z głównych rzeczników sprawy polskiej na Zachodzie.


Maurycy Zamoyski urodził się 30 lipca 1871 r. w Warszawie, pochodził z hrabiowskiej rodziny herbu Jelita. Po ukończeniu gimnazjum w Lesznie studiował na uniwersytecie w Stuttgarcie. Po powrocie do kraju zajął się zarządzaniem Ordynacją, czyli majątkiem ziemskim Zamoyskich, odziedziczoną po ojcu, Tomaszu.

U schyłku XIX w. włączył się w działalność społeczną i charytatywną. Współfinansował budowę siedziby Towarzystwa Za­chęty Sztuk Pięknych w Warszawie i budynku Fil­harmonii Narodowej oraz pomników Fryderyka Cho­pina i Adama Mickiewicza. Wspierał finansowo Polską Macierz Szkolną i wydawnictwa historyczne, a także przytułki i szpitale dla biedoty. W 1903 r. założył i został prezesem Centralnego Towarzystwa Rolniczego.

Z początkiem XX w. związał się z ruchem narodowym, podejmując współpracę z Romanem Dmowskim. W 1904 r. wstąpił do Ligi Narodowej i szybko znalazł się w jej ścisłym kierownictwie. Od 1905 r. należał do Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, rok później z jego ramienia został wybrany posłem do I Dumy Państwowej. W 1909 r. przejął „Gazetę Warszawską”, która od tej pory stała się głównym organem prasowym obozu narodowego.

Po wybuchu I wojny światowej wszedł w listopadzie 1914 r. do Komitetu Narodowego Polskiego, założonego w Warszawie przez zwolenników prorosyjskiej orientacji politycznej ze Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego i Stronnictwa Polityki Realnej. Po zajęciu Warszawy przez Niemców w lecie 1915 r. przeniósł się do Petersburga.

W styczniu 1916 r. wyjechał do Londynu. W sierpniu 1917 r. został wiceprezesem utworzonego w Lozannie i przeniesionego do Paryża Komitetu Narodowego Polskiego, kontynuującego linię polityczną poprzedniego KNP.

Obok Dmowskiego i I. Paderewskiego był w tym czasie jednym z głównych rzeczników sprawy polskiej na Zachodzie. Brał aktywny udział w pracy niepodległościowej, wspierał materialnie działalność Komitetu, w 1918 r. współtworzył „Błękitną Armię” gen. Józefa Hallera. W następnym roku wziął udział w konferencji wersalskiej w Paryżu.

Po zakończeniu konferencji pozostał w stolicy Francji, gdzie objął funkcję pierwszego polskiego ambasadora w tym kraju. Dzięki jego naciskom na francuskie władze i opinię publiczną udało się uzyskać pomoc wojskową Francji dla Polski podczas wojny polsko-bolszewickiej. Jako poręczenie kredytów zastawił wówczas majątek Zamoyskich.

W 1922 r. był kandydatem prawicy na urząd Prezydenta RP. W kolejnych turach wyborów w Zgromadzeniu Narodowym uzyskiwał największą liczbę głosów, ale w ostatnim głosowaniu przegrał z kandydatem lewicy i mniejszości narodowych Gabrielem Narutowiczem.

Od stycznia do lipca 1924 r. pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Po złoże­niu dymisji z tego stanowiska wycofał się z aktywnej polityki. W latach 1925-1937 był prezesem Rady Naczelnej Organizacji Ziemiańskich i zajmował się sprawami Ordynacji Zamoyskich.

Zmarł 5 maja 1939 r. w Warszawie. Został pochowany w krypcie Zamoyskich pod Katedrą Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu.

Paweł Brojek
Źródło: pid.gov.pl, piastpolski.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.prawy.pl/historia/1316-65-ro ... publicysty

65. rocznica śmierci Stanisława Grabskiego – wybitnego polityka i publicysty
Paweł Brojek wtorek, 06, maj 2014 05:05

Obrazek

Stanisław Grabski to jeden z głównych ideologów narodowej demokracji. Choć zaczynał jako socjalista, szybko stał się jedną z czołowych postaci obozu narodowego. Dziś przypada jego 65. rocznica śmierci.


Urodził się 5 kwietnia 1871 r. w Borowie nad Bzurą. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, miał brata Władysława – wybitnego polityka, dwukrotnego premiera. Od 1910 r. do wybuchu II wojny światowej był profesorem ekonomii na kilku uczelniach wyższych, m.in. na Uniwersytetach Lwowskim oraz Jagiellońskim.

W młodości organizował kółka socjalistyczne, jako student Wydziału Przyrodniczego Uniwersytetu Warszawskiego w 1890 r. wstąpił do Związku Robotników Polskich. We wrześniu 1891 r. wyjechał do Berlina, gdzie został redaktorem tamtejszej Gazety Robotniczej. W 1892 r. współtworzył Polską Partię Socjalistyczną, którą opuścił w 1902 r., by związać się z obozem narodowym.

Od 1905 r. działał w Lidze Narodowej, dwa lata później został wiceprezesem Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji. Podczas I wojny światowej wchodził w skład paryskiego Komitetu Narodowego Polskiego. W 1921 r. brał udział w polsko-rosyjskich rokowaniach zakończonych podpisaniem traktatu ryskiego.

W latach 1919-1927 zasiadał w Sejmie z listy Związku Ludowo-Narodowego. W tym czasie dwukrotnie pełnił funkcję ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Był autorem tzw. ustawy Grabskiego, która regulowała kwestię szkolnictwa dla mniejszości narodowych, m.in. przez wprowadzenie szkół dwujęzycznych.

Po przewrocie majowym 1926 r., zniechęcony narastającym w ruchu narodowym radykalizmem, wycofał się z życia politycznego na rzecz pracy naukowej i publicystycznej.

W czasie II wojny światowej, po zajęciu Lwowa przez wojska sowieckie, został aresztowany przez NKWD i do 1941 r. przebywał w obozie na terenie Związku Radzieckiego. Po uwolnieniu wyjechał do Londynu, gdzie w latach 1942–1944 był przewodniczącym Rady Narodowej będącej organem konsultacyjnym i opiniodawczym prezydenta i rządu RP na uchodźstwie.

W 1945 r. wrócił do Polski i objął stanowisko zastępcy prezesa Krajowej Rady Narodowej. Funkcję tę sprawował do momentu jej rozwiązania w styczniu 1947 r. Następnie objął jedną z katedr na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Zmarł 6 maja 1949 r. w Sulejówku, został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Stanisław Grabski jest autorem wielu wybitnych prac z zakresu ekonomii i gospodarki, w tym monumentalnej „Ekonomii społecznej”, podzielonej na dziesięć tomów, które ukazywały się w latach 1927-33.

Jego dorobek stanowi ok. 50 książek i kilkaset artykułów. W okresie międzywojennym jego dokonania doceniali przede wszystkim politycy i ekonomiści związani z endecją.

Stosunek szerszych kręgów politycznych do jego postulatów zmienił się po wybuchu II wojny światowej. Grabski został wówczas jednym z najbliższych doradców gen. Władysława Sikorskiego oraz jego następcy na stanowisku premiera emigracyjnego rządu, Stanisława Mikołajczyka.

Paweł Brojek


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.prawy.pl/historia/5759-85-ro ... narodowego

85. rocznica śmierci Stanisława Szayny – działacza akademickiego i narodowego
Paweł Brojek środa, 14, maj 2014 06:01

Obrazek

Jako niezwykle aktywny działacz studencki w okresie międzywojennym organizował struktury poznańskiej Młodzieży Wszechpolskiej a po 1926 r. Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski. Zmarł po dlugotrwałej chorobie w wieku zaledwie 31 lat. W jego pogrzebie uczestniczyli czołowi przedstawiciele obozu narodowego w Wielkopolsce.


Stanisław Szayna przyszedł na świat w 1898 r. w Drohobyczu. Tutaj uczęszczał do gimnazjum, naukę kontynuował we Lwowie, gdzie zdał maturę. W czasie I wojny światowej został wcielony do armii austro-węgierskiej, gdzie otrzymał stopień podporucznika.

Po odrodzeniu Rzeczpospolitej w 1918 r. wstąpił do polskiego wojska. Uczestniczył w walkach z Ukraińcami m.in. w obronie Lwowa, później zaś z bolszewikami w kampanii kijowskiej.

W 1921 r. rozpoczął studia na wydziale ekonomiczno-prawniczym na uniwersytecie w Poznaniu. Był jednym z założycieli Młodzieży Wszechpolskiej w tym mieście, będąc członkiem jej lokalnych kół. Zasiadał też w Radzie Naczelnej tej organizacji. W 1922 r. związał się z korporacją studencką „Baltia”, pełniąc w niej dwukrotnie funkcję prezesa.

Sprawował także funkcje prezesa Poznańskiego Koła Międzykorporacyjnego, brał czynny udział w pracach Związku Polskich Korporacji Akademickich, będąc m.in. współautorem jego statutu.

Współpracował z pismem „Akademik”, przekształconym później w „Awangardę” – organ Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski. W latach 1922-1926 był jego wydawcą. Pisał też artykuły na łamach „Życia młodzieży akademickiej” - dodatku do „Kuriera Poznańskiego”.

Po przewrocie majowym w 1926 r. objął dowództwo nad dwoma kompaniami utworzonej w Poznaniu Legii Akademickiej, w której skład weszli przede wszystkim członkowie korporacji studenckich.

Był jednym z organizatorów Ruchu Młodych OWP na ziemiach zachodnich. W 1927 r. został wybrany sekretarzem generalnym Komitetu Młodych OWP Dzielnicy Zachodniej oraz członkiem Komitetu Głównego Młodych OWP.

Stanisław Szayna zmarł 14 maja 1929 r. po długotrwałej chorobie. Miał zaledwie 31 lat. W jego pogrzebie uczestniczyli czołowi przedstawiciele obozu narodowego w Wielkopolsce, poczty sztandarowe i delegacje wszystkich korporacji oraz licznie zgromadzona młodzież i mieszkańcy Poznania. Po przewiezieniu do Lwowa jego ciało zostało pochowane na Cmentarzu Łyczakowskim.

opr. Paweł Brojek
Źródło i fot.: baltia.bloog.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 08 wrz 2014, 21:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/05/25 ... trwywiadu/

Antoni Kasztelan – przedwojenny as polskiego kontrwywiadu
Posted by Marucha w dniu 2014-05-25 (niedziela)

Obrazek

Był asem przedwojennego kontrwywiadu i bohaterem walk o Hel. Niemcy nigdy mu tego nie zapomnieli. Zginął na gilotynie, a jego ciało zostało przekazane uniwersytetowi jako pomoc naukowa.
Niewiele po nim zostało. Powycierana na rogach zielona papierośnica, szczotka, zapalniczka z inicjałami AK, nakaz zatrzymania wydany przez władze w Berlinie – na różowym papierze rzędy blaknących liter, pod spodem pieczątka, podpis.
„Kilka lat temu przedmioty te przekazali nam jego bliscy”, tłumaczy Alicja Bittner z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Wcześniej przez lata walczyli o to, by rozwikłać tajemnicę związaną z ostatnimi chwilami jego życia i śmierci. Chcieli się dowiedzieć, co się stało z jego ciałem, bo kapitan Antoni Kasztelan, przedwojenny as polskiego kontrwywiadu i bohater walk o Hel, nie ma nawet prawdziwego grobu.

Majątek dla Rzeczypospolitej
Kasztelan przychodzi na świat we wsi Gryżyna w Wielkopolsce. Jest rok 1896. Polski nie ma jeszcze na mapach, ale wcale niemała grupa wierzy w to, że wkrótce to się zmieni. Antoni do nich później dołącza i szybko płaci za to wysoką cenę. Pruskie władze relegują go z kolejnych szkół za kolportowanie polskojęzycznych ulotek, współpracę z polskimi kółkami harcerskimi i sportowymi.
Ostatecznie udaje mu się ukończyć wyższą szkołę dla chłopców w Kościanie. Wkrótce zostaje wcielony do niemieckiej armii i wysłany na front. Walczy pod Verdun, gdzie zostaje ranny. Po wojnie wraca do domu, ale rok później znów wkłada mundur, tym razem polski. Kasztelan bije się wówczas w powstaniu wielkopolskim. Z wojska nie odejdzie już, aż do śmierci.
Kończy szkołę podchorążych w Poznaniu i otrzymuje promocję oficerską w korpusie piechoty. Jednocześnie cały swój majątek – 20 tys. zł – przekazuje na rzecz Skarbu Państwa. Jego kariera nabiera rozpędu z każdym rokiem. W 1931 roku Kasztelan trafia na Wybrzeże. Zostaje referentem, a potem kierownikiem Referatu Informacyjnego Dowództwa Floty w Gdyni. Tak rodzi się superagent Kasztelan.


Postrach agentów

Lata trzydzieste XX wieku. Niemcy i Związek Radziecki konsekwentnie budują militarną potęgę. Hitler coraz bardziej otwarcie mówi o swoich terytorialnych ambicjach. Stalin, choć lansuje ideę „socjalizmu w jednym kraju”, tylko czyha na dogodny moment, by ruszyć z Armią Czerwoną na zachodnią Europę. Wojna jest nieunikniona. Właściwie już się toczy – tyle że nie na polach bitew, lecz po cichu, między wywiadami. Polskie wybrzeże jest infiltrowane, zwłaszcza przez agentów niemieckich. Ludzie Kasztelana z nimi walczą. Rozbijają kilka szpiegowskich siatek, czym wywołują furię w Berlinie. Kasztelan trafia na czarną listę.
Wojna wybucha we wrześniu 1939 roku. Od pierwszych dni niemieckie wojska spychają Polaków do głębokiej defensywy. Wkrótce do najazdu przyłączają się Sowieci. Padają kolejne miasta, kapituluje Warszawa. Najdłużej broni się Hel. Tam właśnie walczy Kasztelan. Rejon umocniony jest atakowany z powietrza i morza. 12 września zostaje odcięty od lądu.
Wreszcie staje się jasne, że dalsza obrona nie ma sensu. 1 października komandorzy Stefan Frankowski i Marian Majewski jadą do sopockiego Grand Hotelu, by podpisać akt kapitulacji. Towarzyszy im kapitan Kasztelan.
Kiedy przedstawiciele dwóch armii zasiadają naprzeciw siebie w hotelowym pokoju, ktoś robi im zdjęcie. Kasztelan siedzi bokiem do aparatu. Jest skupiony i smutny. Wcześniej zrezygnował z szansy, by ewakuować się w głąb lądu. Wkrótce zostanie poddany najcięższej próbie w swoim życiu.

Bohater w katowni
Niemcy wkraczają na Hel 2 października 1939 roku rano. Od razu zaczynają szukać baterii ciężkich dział. Nie mogą uwierzyć, że bez nich obrońcy wytrwali tak długo i zatopili nawet niemiecki trałowiec. Zaczynają darzyć załogę rejonu umocnionego pewnym szacunkiem. Sam Kasztelan zostaje honorowym jeńcem admirała Huberta von Schmundta. Przechodzi przez niemieckie oflagi, a w 1940 roku zostaje zwolniony.
Bardzo szybko okazuje się jednak, że to tylko gra. Wbrew zapisom konwencji genewskiej o traktowaniu jeńców kapitan trafia w ręce Gestapo. Jest brutalnie torturowany, ale się nie poddaje. Wysyła pismo do niemieckich władz: „Byłem w Gestapo w Gdańsku bity gumową pałką godzinami bez przerwy przez dwa miesiące, aż do utraty przytomności. Ciało, twarz, oczy – zupełnie granatowe i czarne od bicia”. Niemcy pozostają jednak głusi na jego skargi. Chcą poznać sekrety polskiego kontrwywiadu, ale też pragną zemsty.
- Kasztelan został oskarżony o to, że jeszcze przed wojną znęcał się nad niemieckimi agentami, których schwytali jego ludzie – tłumaczy Jerzy Zielonka, dziennikarz z Wielkopolski, który przez lata badał losy Kasztelana i poświęcił mu wiele publikacji. – Choć w przededniu wojny walka wywiadów istotnie bywała bezpardonowa, w tej kwestii jednak Niemcy wyraźnie naciągali fakty, a czasem wręcz fabrykowali dowody.

Obrazek
Kpt. Kasztelan uczestniczył w obronie Helu


List do papieża, list do Hitlera
Wkrótce Kasztelan staje przed sądem w Gdańsku. Jego proces ma charakter pokazowy. Rozpisują się na ten temat niemieckie gazety. „Danziger Vorposten” i „Völkischer Beobachter” grzmią o ukaraniu polskiego sadysty. W styczniu 1942 roku kapitan zostaje skazany na poczwórną karę śmierci. Wszystko wskazuje na to, że nie ma dla niego ratunku. Bliscy cały czas jednak wierzą w cud. Żona śle listy do kancelarii Hitlera, do Czerwonego Krzyża, do papieża Piusa XII.
Nadzieję w jej serce wlewają Brytyjczycy.
– Zaproponowali Niemcom wymianę: Kasztelan za wziętego do niewoli dowódcę jednego z U-Bootów – wyjaśnia Zielonka. I kiedy się wydaje, że transakcja może dojść do skutku, Niemcy zrywają rozmowy. Przeciwko zwolnieniu Kasztelana podobno zaprotestował szef policji bezpieczeństwa Rzeszy. 3 grudnia 1942 roku minister Otto Thierack ogłasza, że nie skorzysta z prawa łaski. Los Kasztelana jest przesądzony.
Kapitan spędza ostatnie chwile w Królewcu. 14 grudnia pisze list pożegnalny do żony: „Ostatnia godzina dla mnie wybiła, dziś będę stracony o godzinie 15. Boże mój, byłem na to zawsze przygotowany, toteż nie jest to dla mnie wielką niespodzianką. Pójdę na śmierć odważnie, choć niewinnie, »dulce et decorum est pro patria mori«. Tak ginę za swoją pracę, za ojczyznę”. Kilka godzin później na jego kark spada ważące 60 kg ostrze gilotyny.
Niemcy, jak tłumaczy Zielonka, stosunkowo często sięgali po taką formę egzekucji. Gilotyny stały nie tylko w Królewcu, lecz także w Dreźnie czy Poznaniu (to właśnie tam pierwotnie miał być stracony Kasztelan).
- Gilotyna pozwalała oszczędzić amunicję – wyjaśnia Zielonka. „Dużą rolę odgrywały też wskazania medycyny sądowej – wiele ciał przekazywano później na preparaty. Taki los miał też spotkać Kasztelana. W rozporządzeniu o wykonaniu kary śmierci widnieje dopisek: „Przy przekazywaniu zwłok proszę wziąć pod uwagę Instytut Anatomii Uniwersytetu w Królewcu”. Czy jednak tak się rzeczywiście stało, nie wiadomo.
Kilka dni później żona Kasztelana dostaje list, a w nim powycieraną na rogach zieloną papierośnicę, zapalniczkę z inicjałami AK, spisany na różowym papierze nakaz zatrzymania…

Sędzia przeciw sędziom
Po wojnie bliscy Kasztelana przez lata próbowali rozwikłać zagadki związane z ostatnimi chwilami jego życia. Chcieli też się dowiedzieć, gdzie spoczywa ciało. Nieżyjący już syn kapitana, znany na Pomorzu lekarz i były żołnierz AK, zwrócił się w tej sprawie o pomoc do Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Podjął się tego zadania jej ówczesny dyrektor, profesor Witold Kulesza.
- Niemieckie akta śledztwa prowadzonego przeciwko Antoniemu Kasztelanowi pokazują z jednej strony wszystkie aspekty bezprawia, z drugiej zaś bohaterską postawę oskarżonego. Bezprawie to było tak oczywiste, że – jak wynika z końcowej części zachowanego wyroku – jeden z trzech niemieckich sędziów zgłosił votum separatum – mówił profesor Kulesza w wywiadzie, który został opublikowany w biuletynie IPN.
Po Kasztelanie niewiele zostało – symboliczny grób na cmentarzu w Gdyni i kilka pamiątkowych tablic. Jedna z nich znajduje się w kościele w rodzinnej Gryżynie. Została ufundowana przez żonę i dzieci w 33. rocznicę egzekucji w Królewcu. Można na niej przeczytać inskrypcję: „Swą pracą, męstwem i poświęceniem bronił honoru i praw narodu do wolności i niepodległości. Zawsze wierny Bogu”.

Obrazek

Obrazek


Łukasz Zalesiński

http://facet.interia.pl/obyczaje/histor ... Id,1360741


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 25 wrz 2014, 15:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/67789

Rómmel - w służbie rosyjskiej
godziemba, śr., 28/05/2014 - 06:33

Juliusz Rómmel był wyróżniającym się oficerem artylerii armii rosyjskiej.Juliusz Karol Wilhelm Józef Rómmel (Rummel) urod...

Juliusz Rómmel był wyróżniającym się oficerem artylerii armii rosyjskiej.
Juliusz Karol Wilhelm Józef Rómmel (Rummel) urodził się 3 czerwca 1881 roku w Grodnie w szlacheckiej rodzinie pochodzenia niemieckiego, wyznania ewangelicko-augsburskiego, jako syn Alfonsa, pułkownika armii rosyjskiej oraz Marii z Marcinkiewiczów.
Po zakończeniu nauki w domu rodzice posłali w 1892 roku Juliusza do Pskowskiego Korpusu Kadetów. Jego śladem poszli pozostali – poza najmłodszym Wiktorem – jego bracia: Karol, Włodzimierz i Jan. Nauka w Korpusie kończyła się maturą otwierającą drogę do wybranej szkoły podchorążych. Dzięki bardzo dobrze zdanym egzaminom Rómmel dostał się w 1900 roku do wymarzonej Konstantynowskiej Szkoły Artylerii w Petersburgu. Od tego momentu rozpoczęła się jego służba czynna w rosyjskiej armii.
Podstawowy kurs w szkole trwał dwa lata, a jego uzupełnieniem był trzeci rok przygotowujący do studiów w Wyższej Szkole Artyleryjskiej. Klasa Juliusza była międzynarodowa, oprócz Rosjan, byli w niej Polacy, Serbowie, Czarnogórcy, Bułgarzy, Gruzini i Ormianie. Tych ostatnich powszechnie nazywano „iszakami” (tj. osłami), gdyż byli bardzo oporni na naukę. W szkole Juliusz dał się poznać jako doskonały jeździec.
Po ukończeniu dwóch lat studiów Juliusz kontynuował naukę na trzecim, uzupełniającym kursie, od którego elewowie traktowani byli za oficerów i otrzymywali gażę w wysokości 300 rubli miesięcznie. Szkołę ukończył z trzecią lokatą na ponad 200 zdających, dzięki czemu miał prawo wyboru etatu – wybrał służbę w elitarnym I Artyleryjskiej Brygadzie Lejb Gwardii im. Mikołaja II, wchodzącej w skład I Dywizji Korpusu Gwardii, stacjonującej w Petersburgu. Równocześnie w lipcu 1903 roku został awansowany na stopień podporucznika.
Po zameldowaniu się w brygadzie, dowodzonej przez gen. Michała Herzoga Meklenburg-Strelickiego, należącego do wysokim sfer arystokratycznych, skoligaconego z samym carem, został przydzielony do 5 baterii płk Masalitinowa. W 1904 roku ożenił się z Marią z Gobertów Barancewiczową, która dla niego rozwiodła się z pierwszym mężem. W 1908 roku urodzi się im syn – Wiktor.
W brygadzie Rómmel doskonalił swe umiejętności jeździeckie na zakupionym koniu, pełnej krwi angielskiej „Zieblu”. W 1906 roku został skierowany na półroczny kurs do Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego, który ukończył z pierwszą lokatą, jako znakomity jeździec, szermierz i biegacz. Pod wrażeniem tych dokonań gen. Meklenburg-Strelicki poprosił go, aby stanął na czele klubu sportowego brygady.
Niedawno awansowany porucznik zakupił nowego, rasowego konia „Stuarta” ze znanej stadniny hr. Strogonowa z pskowskiej guberni. W pierwszych zawodach jeździeckich podopieczni Rómmla zajęli drugie i piąte na 60 zawodników. Sam Rómmel wygrał kilka konkursów hippicznych oraz biegów dystansowych, uzyskując gratulacje z rąk Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza. Jeszcze lepszym jeźdźcem był jego brat Karol, oficer Izmaiłowskiego Pułku Piechoty Lejb Gwardii, który w 1912 roku wziął udział w Igrzyskach Olimpijskich w Sztokholmie, zajmując dziewiąte miejsce.
W chwili wybuchu I wojny światowej sztabskapitan Rómmel (awansowany w 1909 roku) został przeniesiony do 6 baterii I Brygady Artylerii Lejb Gwardii, obejmując dowództwo jednej z półbaterii. W połowie sierpnia 1914 roku I Brygada została skierowana do Warszawy, aby wejść w skład 9 Armii gen. Płatona Leczyckiego. Jednak ofensywa austriacka spowodowała, iż brygada została skierowana do Lublina, aby wspomagać zagrożony odcinek Frontu Południowo-Zachodniego.
Na początku września 1914 roku półbateria Rómmla została przydzielona do brygady kawalerii gen. Mannerheima, późniejszego twórcy niepodległej Finlandii, która ścigała wycofujące się oddziały austriackie i niemieckie w okolicach Janowa. Dowodzona przez Rómmla bateria odegrała ważną rolę w rozbiciu jednego z niemieckich batalionów pod wsią Kurzyna Mała. Na wniosek gen. Mannerheima kapitan Rómmel został odznaczony Orderem Św. Stanisława III klasy oraz Św. Anny III klasy.
W listopadzie 1914 roku Rómmel uczestniczył w nieudanej próbie zdobycia Krakowa, a potem w walkach na Podhalu, w czasie których kapitan ciężko zachorował na malarię. Po kilku miesięcznej kuracji, w marcu 1915 roku Rómmel awansowany do rangi kapitana został dowódcą baterii jednego z fortów łomżyńskiej twierdzy. Bateria kapitana miała osłaniać odcinek okopów, zajmowanych przez kompanię piechoty por. Tuchaczewskiego, późniejszego marszałka Armii Czerwonej. W czasie jednej z potyczek oddział Tuchaczewskiego wziął do niewoli 15 Niemców oraz dwa karabiny maszynowe. Kapitan Rómmel wystąpił z wnioskiem o odznaczenie por. Tuchaczewskiego Krzyżem św. Jerzego IV klasy.
Po klęsce wojsk rosyjskich pod Gorlicami, Rosjanie wycofali się z Królestwa Polskiego. I Brygada Artylerii została skierowana do Baranowicz, a następnie do zagrożonego przez Niemców Wilna. Po zdobyciu w połowie września 1915 roku przez Niemców Wilna, brygada zajęła odcinek obronny pod Smogoniami. W październiku 1915 roku brygada została zluzowana i wysłana na odpoczynek w okolice jeziora Narocz.
W marcu 1916 roku brygada została skierowana na południe wzdłuż Zbrucza, gdzie miała wziąć udział w ofensywie gen. Brusiłowa, uczestnicząc w walkach o Kowel. Po zakończeniu walk, w październiku 1916 roku Rómmel został awansowany do stopnia pułkownika i jednocześnie mianowany dowódcą baterii ciężkiego dywizjonu I Brygady Artylerii Lejb Gwardii.
Po nawrocie malarii Pułkownik uzyskał urlop zdrowotny i udał się do żony Petersburga, gdzie zastała go rewolucja lutowa. W tym samym czasie zmarł w Kałudze jego ojciec.
W czerwcu 1916 roku Rómmel ze swoją baterią wziął udział w ostatniej rosyjskiej ofensywie na froncie wschodnim, uczestnicząc w zaciekłych walkach pod Złoczewem. W ocenie Rómmla „cała ofensywa Kiereńskiego prowadzona ogromną przewagą sił z nakładem niesłychanej dotychczas dotacji amunicji, rozbiła się, gdyż żołnierz rosyjski nie chciał dalej walczyć. Okazało się, że rewolucja wykończyła rosyjską armię i zrobiła ją niezdolną do każdego wysiłku”.
W czasie odwrotu Rómmel wysadził osobiście bardzo duży rosyjski skład amunicji pod Tarnopolem, za co – na wniosek komitetu żołnierskiego korpusu gwardyjskiego – został odznaczony Krzyżem Św. Jerzego z Palmą.
Równocześnie Pułkownik zaangażował się w organizację wojskowych Polaków w Rosji, biorąc udział w zjeździe Polaków Korpusu Gwardii w Podwołoczyskach, a następnie w ogólny zjazd w Krzemieńcu, wspierając ideę wydzielenia Polaków z armii rosyjskiej i utworzenia polskich formacji w Rosji. Ostatecznie w lipcu 1917 roku naczelny dowódca armii rosyjskiej gen. Ławr Korniłow wyraził zgodę na formowanie wojska polskiego w Rosji. Naczelny Polski Komitet Wojskowy wyznał na dowódcę polskiego korpusu gen. Józefa Dowbor- Muśnickiego.
Pułkownik Rómmel udał się do Mohylewa, gdzie mieściła się siedziba tworzącego się korpusu, jednak gen. Muśnicki poinformował go o braku wolnych etatów oficerskich i skierował go do placówki gen. Eugeniusza Piotrowskiego w Żytomierzu, gdzie został mianowany zastępcą dowódcy. W Żytomierzu otrzymał równocześnie list od żony, informujący go, iż komitet żołnierski wybrał go na dowódcę 1 Dywizji Gwardii. Był to kolejny dowód szacunku jakim cieszył się wśród mas żołnierskich. Pułkownik zdecydował jednak z dalszej służby w armii rosyjskiej, o czym poinformował dowództwo korpusu w dniu 12 listopada 1917 roku.
Jednocześnie wraz z rodziną udał się do Żytomierza, aby objąć służbę w wojsku polskim. Wkrótce został szefem referatu rekrutacyjnego w Naczelnym Inspektoracie Wojsk Polskich na Ukrainie i w Rumunii, kierowanym przez gen. Michaelisa.
Po zajęciu Kijowa przez bolszewików, Rómmel z Michaelisem uczestniczyli w szeregu potyczkach z bolszewikami na Ukrainie. Po negocjacjach z Radą Regencyjną Naczelnym Inspektorem Wojsk Polskich na Ukrainie został gen. Aleksander Osiński. Płk. Rómmel został dowódcą samodzielnego dywizjonu artylerii. Jego adiutantem został por. Józef Halicki czyli Józef Beck.
Po rozbrojeniu I Korpusu Dowbor-Muśnickiego, Niemcy i Austriacy zażądali demobilizacji polskich wojsk na Ukrainie. Po zakończeniu tego procesu na początku września 1918 roku płk. Rómmel wraz z rodziną pociągiem przez Lwów i Lublin przybył do Warszawy.

Wybrana literatura:
T. Banaszkowicz - Generał dywizji Juliusz Rómmel
Pamiętniki Juliusza Rómmla z lat 1881-1939
J. Dąbrowski – Wielka wojna 1914-1918
A. Wojtaszak – Generalicja Wojska Polskiego 1921-1926

godziemba - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 26 wrz 2014, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... dyplomata/

JÓZEF BECK-ŻOŁNIERZ I DYPLOMATA
ADAM ZAWRAT 25 WRZEŚNIA 2014

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... 24x950.jpg
Józef Beck – postać tragiczna

Beck art.Trudno doprawdy znaleźć drugi taki kraj jak Polska, który z ta­kim zapałem zamieniałby katów w ofiary, złodziei w okradzionych… Proces ten narasta ostatnimi laty, a jego aktualną „pożywką” jest przedwojenny polityk, dyplomata, wcześniej żołnierz Legionów – Józef Beck. Zarówno osobę jak i politykę ostatniego ministra spraw zagranicznych wolnej II Rzeczypospolitej oczernia się i to w sposób nieraz wprost ordynarny, skądinąd typowy dla zacho­wań i wypowiedzi przedwojennych jesz­cze krytyków Józefa Piłsudskiego. W tej paranoicznej kampanii nienawiści nazywa się go nawet alkoholikiem, choć nie ma najmniejszego dowodu na to, że kiedy­kolwiek widziano go w stanie upojenia w trakcie pełnienia obowiązków służbo­wych. Prezydentowi Kwaśniewskiemu na ten przykład od razu wybaczono publicz­ne wystąpienia po niejednym głębszym, w tym bełkotliwe śpiewy z mównicy. Puszczono do obywateli „oko” – równy chłop ten Olek…
Od skądinąd bardzo zacnej oso­by usłyszałem niedawno słowa żalu, że Kościół, a zwłaszcza metropolita war­szawski nie zrobił nic, gdy pod pałacem prezydenckim dzień po dniu bezczesz­czony był Krzyż. Nieco się zirytowałem. To prawda, tak było, zabrakło wówczas zdecydowanego, głośnego protestu, któ­ry na pewno osłabiłby śmiałość wrogów Krzyża. Brak protestu ich rozzuchwalił. To prawda, ale nie rzucajmy się w od­wecie na ofiarę, lecz na sprawcę! Nie miejmy pretensji, że ktoś nie umie się obronić, miejmy pretensje do napastnika! A o nim już nie pamiętamy. Toż właśnie o to chodzi tym wszystkim wrogom i lu­dzi wierzących, i patriotów, byśmy sami się biczowali za ich grzeszne czyny. Czyż chodzi jednak tylko o to, by się wyżyć – na kimkolwiek, a przecież najłatwiej na swoim, na bliskim, na stojącym po tej sa­mej stronie. Bo taki jest zawsze pod ręką i nie odda.


Rocznica wybuchu II wojny świato­wej posłużyła lansowaniu haniebnych teorii o konieczności sojuszu z Hitlerem, o wyborze „rozsądnej” drogi, a ci, którzy temu się sprzeciwili – skutecznie – do­prowadzili, jak wiadomo, do samobój­stwa Polski. Publikowanie takich książek artykułów jest teraz legalne, jest ponoć dowodem na odzyskanie wolności… Dla takiego jednak jak ja, jest to nawet nie policzek, ale kopniak. Bowiem taki jak ja od dziecka, od lat 1950. słuchał o dra­matycznej walce swego ojca najpierw w Związku Walki Zbrojnej, potem w AK, w Lasach Kampinoskich, nad Narwią, w Powstaniu Warszawskim itd. Taki jak ja nigdy nie słyszał natomiast o zwątpieniu, o pójściu na służbę do oprawców. A ta­kich jak ja są jeszcze miliony. Tym milio­nom właśnie wymierzają kopa nowi ukła- dacze naszej historii, którzy dopiero co tłumaczyli nam, że bohaterscy powstańcy warszawscy to oszukane naiwniaki po­prowadzone na stracenie przez oszoło­mów z dowództwa AK i rządu w Lon­dynie. To nie byli patrioci, nie szlachetni ludzie zdolni do poniesienia największej ofiary dla wspólnoty, dla swego narodu, a także – o, zgrozo! – dla wiary. To na­rwańcy, przez których dobrzy Niemcy musieli spalić całą stolicę. A jakby siedzieli cichutko, posłusznie arbeitowali, to stoli­ca pewnie nie ległaby w gruzach. I pewnie nazywałaby się Hitlersstadt, przynajmniej jakiś czas, do momentu nieuchronnej klę­ski Rzeszy
My słuchaliśmy naszych wal­czących ojców, kogo zaś słu­chali (i słuchają) nowocześni stratedzy zamieniający katów w ofiary i odwrotnie? Kogo np. słucha redakcja, skądinąd wydawałoby się porządnego tygodnika, pisząc o „samobójstwie Pola­ków” w kontekście podejmowania przez nich walki zbrojnej z okupantem i na­jeźdźcą? Po okresie „odmitologizowania” Powstania Warszawskiego, Powstania Styczniowego i innych powstań przyszła kolej na wrzesień 1939.
Wywodzący się z niderlandzkiej ro­dziny, która jeszcze za Stefana Batorego przywędrowała do Polski, posiadający bardzo patriotycznych rodziców Józef Beck miał początkowo piękną drogę życiową. Od 1914 r. robi karierę w Le­gionach, jako były student Politechniki Lwowskiej przydzielony zostaje naj­pierw do artylerii, awansuje od kaprala do podporucznika, jest ranny w głowę w słynnej bitwie pod Kostiuchnówką. Staje się zaufanym człowiekiem Józefa Piłsudskiego, który pokładał w nim duże nadzieje. Kariera dyplomatyczna, rządo­wa – aż przychodzi druga połowa lat 30 i gwałtowna zmiana układu sił w Europie. Co mogła zrobić Polska w tym nowym układzie? Dziś, po tylu latach, łatwo się wymądrzać, ale tak naprawdę w naszej sytuacji geopolitycznej – pisze o tym na tych łamach dr Deszczyński – byliśmy bez wyjścia. Wybitny znawca tego okre­su prof. Marek Kornat wyjaśnia wyraźnie: Twierdzenie, że jakikolwiek polityk polski mógt zapobiec katastrofie, jest tak samo niemądre, jak twierdzenie, że jakikolwiek polityk mógłby zapobiec trzęsieniu ziemi, gradobiciu lub wylewom rzek podczas po­wodzi (portal dzieje.pl).
Mimo to nikt nie myślał o do­browolnym pójściu w nie­wolę! Słynne przemówienie ministra Becka w Sejmie 5 maja 1939 r. zostało przyjęte gromkimi brawami przez wszystkich posłów, przez wszystkie opcje polityczne. Bowiem nie było wów­czas, tak jak jest dzisiaj, opcji oddania się w niewolę, kolaboracji, przehandlowania suwerenności za ileś tam eurosrebrni- ków. Józef Beck wyraził po prostu jedno­znaczną wolę narodu. To przemówienie powinno być obowiązkowo analizowane przez początkujących polityków i znane na pamięć przez posłów. To nędzni ge­szefciarze i wciśnięte w garnitury parobki plują na honor. Dla przedwojennego Po­laka to była wartość niekwestionowana, była miarą nie tylko suwerenności, ale i człowieczeństwa. Takie wartości jak ho­nor nie straciły nic ze swego znaczenia, są ponadczasowe – obśmiewają je tylko osobnicy chwilowo władający głośnymi mediami oraz usiłujący nas skolonizować cudzoziemcy albo osobnicy nazywani do­tychczas szmaciarzami.
Po wrześniu 1939 życie ministra Jó­zefa Becka nabrało tragicznego wymiaru. Ci, którzy parę miesięcy wcześniej bili mu brawo, teraz szukali kozła ofiarnego – nadawał się do tego idealnie. I tak po­zostało do dziś… Internowany w Rumu­nii, nie mógł udać się, jak tylu innych, do Francji, Wielkiej Brytanii, by walczyć dalej dla i za Ojczyznę. Na przeszkodzie tym razem nie stanął okupant; „załatwił” mu to nowy rząd na obczyźnie. Miał żyć jako kozioł ofiarny. I tak też umarł, w biedzie, w odosobnieniu, w marnej rumuńskiej wiosce, zżerany przez gruźlicę… Jeśli na- grzeszył – a któż jest bez grzechu? – to pokutował już za życia, które zakończył 5 czerwca 1944 r.

Leszek Sosnowski




http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... -w-sejmie/

5 MAJA 1939 ROKU- PRZEMÓWIENIE JÓZEFA BECKA W SEJMIE.
ADAM ZAWRAT 25 WRZEŚNIA 2014

Jedyna rzecz bezcenna: HONOR
Przemówienie w Sejmie min. Józefa Becka 5 maja 1939 r.

Najpierw oddajmy głos świadkowi wy­darzeń:
„Józef Beck zjawia się w Sejmie. For­malnie jest ministrem spraw zagranicznych [...]. Sejm, cala Polska i świat czekają [...]. Zbliżają się decydujące chwile, sekundy historii. Loża dziennikarska przepełniona. Pełno korespondentów zagranicznych. Loża dyplomatyczna wypełniona. Nastrój w po­czekalni burzy światowej.
Beck rozpoczyna mówić, mikrofony nio­są w świat jego słowa. Widzę go dokładnie, jak mówi dobitnie, twardo, słowami Piastów i Jagiellonów: «Nie!» i uderza pięścią w pul­pit. W tej chwili pułkownik polskiej artylerii oddał najcelniejszy strzał w historii świata. Pocisk uderzył w łeb apokaliptycznej be­stii, oślepił ją, pomieszał wszelkie rachunki strategiczne [...]. Apokaliptyczna bestia szalała”.
(Zenon Wyrzykowski, Błędy i braki.
Wspomnienia, fakty i syntezy z dzie­jów II Rzeczpospolitej, oprać. Edward Zyman, Katowice 2005, s. I 35 n)
Wysoka Izbo!
Korzystam ze zebrania Parlamentu, ażeby uzupełnić pewne luki w mojej pra­cy, jakie miały miejsce w ostatnich miesią­cach. Bieg wydarzeń międzynarodowych uzasadniałby może więcej wypowiedzi ministra spraw zagranicznych niż moje jedyne expose? w Komisji Spraw Zagra­nicznych Senatu.
Z drugiej strony, ten właśnie szybki bieg wydarzeń skłaniał mnie do odracza­nia deklaracji publicznej do czasu, w któ­rym główne zagadnienia naszej polityki przyjmą bardziej dojrzałą formę.
Konsekwencje, wynikające z osłabie­nia zbiorowych instytucji międzynarodo­wych i z głębokiej rewizji metod pracy między państwami, które zresztą nie­jednokrotnie w Izbach sygnalizowałem, spowodowały otwarcie całego szeregu nowych problemów w różnych czę­ściach świata. Proces ten i jego skutki do­tarły w szeregu ostatnich miesięcy aż do granic Rzeczypospolitej. To, co najogól­niej o tym zjawisku można powiedzieć, streszczam w określeniu, że stosunki między poszczególnymi państwami na­brały bardziej indywidualnego charakte­ru, więcej własnego oblicza. Osłabione zostały normy ogólne. Po prostu rozma­wia się coraz bardziej bezpośrednio od państwa do państwa.
pośredniego niezależności jednego z na­szych państw. Formuła umowy znana jest panom w deklaracji premiera Neville Chamberlaina z dn. 6 kwietnia, deklaracji, której tekst został uzgodniony i winien być uważany za układ zawarty miedzy
Jeśli o nas chodzi – zaszły wydarzenia bardzo poważne.
Z jednymi państwami kontakt nasz stał się głębszy i łatwiejszy, w innych wy­padkach powstały poważne trudności. Biorąc rzeczy chronologicznie, mam tu na myśli w pierwszej linii naszą umowę ze Zjednoczonym Królestwem, z Anglią. Po kilkakrotnych kontaktach w drodze dyplomatycznej, które miały na celu określenie zakresu naszych przyszłych stosunków, doszliśmy przy okazji mej wi­zyty w Londynie do bezpośredniej umo­wy, opartej o zasady wzajemnej pomocy w razie zagrożenia bezpośredniego lub obydwoma Rządami. Uważam za swój obowiązek dodać tu, że sposób i forma wyczerpujących rozmów, przeprowa­dzonych w Londynie, dodają umowie wartości szczególnej. Pragnąłbym, aby polska opinia publiczna wiedziała, że spo­tkałem ze strony angielskiej mężów stanu nie tylko głębokie zrozumienie ogólnych zagadnień polityki europejskiej, ale taki stosunek do naszego państwa, który po­zwolił mi z całą otwartością i zaufaniem przedyskutować wszystkie istotne zagad­nienia, bez niedomówień i wątpliwości.
Szybkie ustalenie zasady współpracy angielsko-polskiej możliwe było przede wszystkim dlatego, że wyjaśniliśmy sobie wyraźnie, iż tendencje obu Rządów są zgodne w podstawowych zagadnieniach europejskich; na pewno ani Anglia, ani Polska nie żywią zamiarów agresywnych w stosunku do nikogo, lecz również sta­nowczo stoją na gruncie respektu dla pewnych podstawowych zasad w życiu międzynarodowym.
Równoległe deklaracje kierowników politycznych strony francuskiej stwier­dzają, że jesteśmy zgodni miedzy Pary­żem a Warszawą co do tego, że skutecz­ność działania naszego obronnego układu nie tylko nie może być osłabiona przez zmianę koniunktury międzynarodowej, lecz przeciwnie – że układ ten stanowić powinien jeden z najistotniejszych czyn­ników w strukturze politycznej Europy.
Porozumienie polsko-angielskie przy­jął pan kanclerz Rzeszy Niemieckiej za pretekst do jednostronnego uznania za nieistniejący układu, który pan Kanclerz Rzeszy zawarł z nami w roku 1934.
Zanim przejdę do dzisiejszego sta­dium tej sprawy, pozwolą mi panowie na krótki rys historyczny.
Fakt, że miałem zaszczyt brać czyn­ny udział w zawarciu i wykonaniu tego układu, nakłada na mnie obowiązek jego analizy. Układ z 1934 r. był wydarzeniem wielkiej miary. Była to próba dania jakiegoś lepszego biegu histo­rii miedzy dwoma wielkimi narodami, próba wyjścia z nie­zdrowej atmosfery codziennych zgrzytów i szerszych wrogich zamierzeń, w kierunku wzniesienia się ponad narosłe od wieków animozje, w kierunku stworzenia głębokich podstaw wzajem­nego poszanowania. Próba sprzeciwiania się złemu jest zawsze najpiękniejszą możli­wością działalności po­litycznej.
Polityka polska w najbardziej kry­tycznych momentach ostatnich czasów wy­kazała respekt dla tej zasady.
Pod tym kątem widzenia, proszę Pa­nów, zerwanie tego układu nie jest rzeczą mało znaczącą. Nato­miast każdy układ jest tyle wart, ile są warte konsekwencje, które z niego wynikają. I jeśli polityka i postępowanie partnera od zasa­dy układu odbiega, to po jego osłabieniu, czy zniknięciu nie mamy powodu nosić żałoby. Układ polsko-niemiecki z 1934 r. był układem o wzajemnym szacunku i do­brym sąsiedztwie, i jako taki wniósł pozy­tywną wartość do życia naszego państwa, do życia Niemiec i do życia całej Europy. Z chwilą jednak, kiedy ujawniły się ten­dencje, ażeby interpretować go bądź to jako ograniczenie swobody naszej polity­ki, bądź to jako motyw do żądania od nas jednostronnych, a niezgodnych z naszymi żywotnymi interesami koncepcji stracił swój prawdziwy charakter.
Przejdźmy teraz do sytuacji aktualnej. Rzesza Niemiecka sam fakt porozumie­nia polsko-angielskiego przyjęła za mo­tyw zerwania układu z 1934 r. Ze strony niemieckiej podnoszono takie, czy inne obiekcje natury jurydycznej. Jurystów pozwolę sobie odesłać do tekstu naszej odpowiedzi na memorandum niemiec­kie, która dziś jeszcze będzie Rządowi Niemieckiemu doręczona. Nie chciałbym również zatrzymywać panów dłużej nad dyplomatycznymi formami tego wyda­rzenia, ale pewna dziedzina ma tu swój specyficzny wyraz. Rząd Rzeszy, jak to wynika z tekstu memorandum niemiec­kiego, powziął swoją decyzję na podstawie informacji prasowych, nie badając opinii ani Rządu Angielskiego, ani Rządu Polskiego co do charakteru zawartego porozumienia. Trudne to nie było, gdyż bezpośrednio po powrocie z Londynu okazałem gotowość przyjęcia ambasado­ra Rzeszy, który do dnia dzisiejszego z tej sposobności nie skorzystał.
Dlaczego ta okoliczność jest tak ważna? Dla najprościej rozumującego człowieka jest jasne, że nie charakter, cel i ramy układu polsko-angielskiego decydowały, tylko sam fakt, że układ taki został zawarty. A to znów jest waż­ne dla oceny intencji polityki Rzeszy, bo jeśli wbrew poprzednim oświadczeniom Rząd Rzeszy interpretował deklarację o nieagresji zawartą z Polską w 1934 r., jako chęć izolacji Polski i uniemożliwienia naszemu państwu normalnej, przyjaznej współpracy z państwami zachodnimi – to interpretacje taką odrzucili byśmy za­wsze sami.
Wysoka Izbo! Ażeby sytuację nale­życie ocenić, trzeba przede wszystkim postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Bez tego pytania i naszej na nie odpowie­dzi nie możemy właściwie ocenić istoty oświadczeń niemieckich w stosunku do spraw Polskę obchodzących. O naszym stosunku do Zachodu mówiłem już po­przednio. Powstaje zagadnienie propozy­cji niemieckiej co do przyszłości Wolne­go Miasta Gdańska, komunikacji Rzeszy z Prusami Wschodnimi przez nasze wo­jewództwo pomorskie i dodatkowych tematów poruszonych jako sprawy, inte­resujące wspólnie Polskę i Niemcy.
Zbadajmy tedy te zagadnienia po ko­lei.
Jeśli chodzi o Gdańsk, to najpierw kil­ka uwag ogólnych. Wolne Miasto Gdańsk nie zostało wymyślone w Traktacie Wer­salskim. Jest zjawiskiem istniejącym od wielu wieków, i jako wynik, właściwie biorąc, jeśli się czynnik emocjonalny od­rzuci, pozytywnego skrzyżowania spraw polskich i niemieckich. Niemieccy kupcy w Gdańsku zapewnili rozwój i dobrobyt tego miasta, dzięki handlowi zamorskie­mu Polski. Nie tylko rozwój, ale i racja bytu tego miasta wynikały z tego, że leży ono u ujścia jedynej wielkiej naszej rzeki, co w przeszłości decydowało, a na głów­nym szlaku wodnym i kolejowym, łączą­cym nas dziś z Bałtykiem. To jest prawda, której żadne nowe formuły zatrzeć nie zdołają. Ludność Gdańska jest obecnie w swej dominującej większości niemiec­ka, jej egzystencja i dobrobyt zależą na­tomiast od potencjału ekonomicznego Polski.
Jakież z tego wyciągnęliśmy konse­kwencje? Staliśmy i stoimy zdecydowanie na platformie interesów naszego mor­skiego handlu i naszej morskiej polityki w Gdańsku. Szukając rozwiązań rozsąd­nych i pojednawczych, świadomie nie usiłowaliśmy wywierać żadnego nacisku na swobodny rozwój narodowy, ideowy i kulturalny niemieckiej ludności w Wol­nym Mieście.
Nie będę przedłużał mego przemó­wienia cytowaniem przykładów. Są one dostatecznie znane wszystkim, co się tą sprawą w jakikolwiek sposób zajmowali. Ale z chwilą, kiedy po tylokrotnych wy­powiedzeniach się niemieckich mężów stanu, którzy respektowali nasze stano­wisko i wyrażali opinię, że to „prowin­cjonalne miasto nie będzie przedmio­tem sporu między Polską a Niemcami” – słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propo­zycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a nato­miast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań – to muszę sobie postawić pytanie, o co wła­ściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagro­żona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od któ­rego Polska odepchnąć się nie da!
Te same rozważania odnoszą się do komunikacji przez nasze województwo pomorskie. Nalegam na to słowo „woje­wództwo pomorskie”. Słowo „korytarz” jest sztucznym wymysłem, gdyż chodzi tu bowiem o odwieczną polską ziemię, mającą znikomy procent osadników nie­mieckich.
Daliśmy Rzeszy Niemieckiej wszel­kie ułatwienia w komunikacji kolejowej, pozwoliliśmy obywatelom tego pań­stwa przejeżdżać bez trudności celnych czy paszportowych z Rzeszy do Prus Wschodnich. Zaproponowaliśmy rozwa­żenie analogicznych ułatwień w komuni­kacji samochodowej.
I tu znowu zjawia się pytanie, o co właściwie chodzi? Nie mamy żadnego interesu szkodzić obywatelom Rzeszy w komunikacji z ich wschodnią prowin­cją. Nie mamy natomiast żadnego powo­du umniejszania naszej suwerenności na naszym własnym terytorium.
W pierwszej i drugiej sprawie, to jest w sprawie przyszłości Gdańska i komuni­kacji przez Pomorze, chodzi ciągle o kon­cesje jednostronne, których Rząd Rzeszy wydaje się od nas domagać. Szanujące się państwo nie czyni koncesji jednostron­nych. Gdzież jest zatem ta wzajemność? W propozycjach niemieckich wygląda to dość mglisto. Pan kanclerz Rzeszy w swej mowie wspominał o potrójnym kondominium w Słowacji. Zmuszony jestem stwierdzić, że tę propozycję usłyszałem po raz pierwszy w mowie pana kanclerza z dn. 28 kwietnia. W niektórych poprzed­nich rozmowach czynione były tylko alu­zje, że w razie dojścia do ogólnego układu sprawa Słowacji mogłaby być omówiona. Nie szukaliśmy pogłębienia tego rodzaju rozmów, ponieważ nie mamy zwyczaju handlować cudzymi interesami. Podob­nie propozycja przedłużenia paktu o nie­agresji na 25 lat nie była nam w ostatnich rozmowach w żadnej konkretnej formie przedstawiona. Tu także były nieoficjalne aluzje, pochodzące zresztą od wybitnych przedstawicieli Rządu Rzeszy. Ale, proszę panów, w takich rozmowach bywały tak­że różne inne aluzje, sięgające dużo dalej i szerzej niż omawiane tematy. Rezerwu­ję sobie prawo w razie potrzeby do po­wrócenia do tego tematu.
W mowie swej pan kanclerz Rzeszy jako koncesje ze swej strony proponuje uznanie i przyjęcie definitywne istnieją­cej miedzy Polską a Niemcami granicy. Muszę skonstatować, że chodziłoby tu o uznanie naszej de jure i de fac­to bezspornej własności, więc co za tym idzie, ta propozycja również nie może zmienić mojej tezy, że dezyde­raty niemieckie w sprawie Gdańska i autostrady pozostają żądaniami jed­nostronnymi.
W świetle tych wyjaśnień Wyso­ka Izba oczekuje zapewne ode mnie, i słusznie, odpowiedzi na ostatni pas­sus niemieckiego memorandum, który mówi: „Gdyby Rząd Polski przywiązy­wał do tego wagę, by doszło do nowe­go umownego uregulowania stosunków polsko-niemieckich, to Rząd Niemiecki jest do tego gotów”. Wydaje mi się, że merytorycznie określiłem już nasze sta­nowisko.
Dla porządku zrobię resume.
Motywem dla zawarcia takiego ukła­du byłoby słowo „pokój”, które pan kanclerz Rzeszy z naciskiem w swym przemówieniu wymieniał.
Pokój jest na pewno celem ciężkiej i wytężonej pracy dyplo­macji polskiej. Po to, aby to słowo miało realną wartość, potrzebne są dwa wa­runki: I) pokojowe zamiary, 2) pokojo­we metody postępowania. Jeżeli tymi dwoma warunkami Rząd Rzeszy istotnie się kieruje w stosunku do naszego kraju, wszelkie rozmowy, respektujące oczy­wiście wymienione przeze mnie uprzed­nio zasady, są możliwe. Gdyby do takich rozmów doszło – to Rząd Polski swoim zwyczajem traktować będzie zagadnienie rzeczowo, licząc się z doświadczeniami ostatnich czasów, lecz nie odmawiając swej najlepszej woli
Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w woj­nach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świa- ta, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Pol­sce nie znamy poję­cia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.

Przyjęcie w 1939 r. dyktatu Adolfa Hitlera oznaczałoby związanie się Polski z dominującą w Europie Środkowej nazistowską III Rzeszą i w konsekwencji uczestniczenie w jej zbrodniach.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 04 paź 2014, 12:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/7085-80-la ... nym-slasku

80 lat temu zmarł ks. Aleksander Skowroński – zasłużony obrońca polskości na Górnym Śląsku
Paweł Brojek piątek, 03, październik 2014 05:41

Obrazek

Swej przynależności narodowej był świadom już w czasach szkoły średniej. W 1903 r. został pierwszym prezesem Polskiego Towarzystwa Ludowego na Śląsku. Gdy w wyborach do Reichstagu wybrano go posłem, na skutek nacisków ze strony niemieckich przełożonych musiał zrzec się mandatu.


Aleksander Skowroński urodził się 9 lutego 1863 r. w ówczesnej Hucie Laura (dziś Siemianowice Śląskie). Edukował się miejscowej szkole ludowej, od 1885 r. uczęszczał do Gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu. W tym czasie zainteresował się szczególnie polską historią i literaturą.

W 1885 r. rozpoczął studia na Wydziale Teologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Działał w organizacjach studentów polskich, m.in. Towarzystwie Literacko-Słowiańskim oraz Towarzystwie Górnośląskim. W latach 1886-1887 odbył obowiązkową służbę wojskową w armii pruskiej.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1889 r. Służbę duszpasterską rozpoczął jako wikary w parafiach w Królewskiej Hucie (Chorzów), gdzie nawiązał kontakty z polską młodzieżą, pomagając tajnemu kółku oświatowemu.

W 1892 r. został przeniesiony do Łącznika w powiecie prudnickim, a potem do Solca pod Białą. W grudniu 1894 r. skierowano go do Szymiszowa w powiecie strzeleckim, gdzie z czasem został administratorem. Od 1896 r. był proboszczem w Ligocie Bialskiej.

Był obrońcą praw narodowych ludności polskiej na Śląsku, domagał się wprowadzenia nauki religii w języku polskim. W 1897 r. opublikował odezwę wzywającą rodziców do uczenia dzieci pisania i czytania w tym języku. Był założycielem i prezesem Towarzystwa Szerzenia Elementarzy Polskich im. ks. R. Engla oraz Polskiego Towarzystwa Ludowego.

Znany ze swej działalności społeczno-narodowej, w 1907 r. został wybrany jako przedstawiciel Koła Polskiego do Reichstagu. Ze względu na niezadowolenie niemieckich przełożonych musiał jednak zrezygnować z mandatu.

Po wybuchu I wojny światowej zaangażował się w działalność na rzecz jej ofiar. W 1915 r. zainicjował powołanie Śląskiego Komitetu Wykonawczego Niesienia Pomocy Głodującej Ludności Królestwa. Był też pierwszym przewodniczącym założonego w 1917 r. Towarzystwa Oświaty na Śląsku im. św. Jacka.

W grudniu 1918 r. został wybrany przez sejm dzielnicowy zaboru pruskiego do Naczelnej Rady Ludowej. Występował głośno na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Podczas trzeciego powstania śląskiego zagrożony zamachem na swe życie, musiał uchodzić z Ligoty. Po wielomiesięcznej tułaczce w 1922 r. otrzymał probostwo w Mikołowie.

W uznaniu za zasługi w 1923 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Po utworzeniu diecezji katowickiej w 1926 r. otrzymał nominację na archidiakona Kapituły Katedralnej. W 1930 r. otrzymał tytuł prałata, rok później zaś został mianowany prepozytem, czyli przewodniczącym kapituły kanoników.

Znany z zamiłowania do polskiej poezji, sam był autorem wierszy patriotyczno-religijnych, a także artykułów, które ukazywały się w „Dzienniku Śląskim” i „Dzienniku Poznańskim”.

Zmarł 3 października 1934 r. w wieku 71 lat w Mikołowie, tam też został pochowany. Dziś mija 80 lat od śmierci tego zasłużonego Polaka.

Paweł Brojek
Źródło: krzyz.siemianowice.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 28 lis 2014, 13:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=22950

27 listopada 1890 – Pamiętamy, Panie Generale
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky


Na zdjęciu: gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński (*27 XI 1890 †22 IX 1939).
Fotografia z lat 30


124 lata temu ur.się generał Józef Olszyna-Wilczyński.
Wspomnijmy go nie tylko dlatego, że był wybitnym oficerem Wojska Polskiego…
Okoliczności śmierci generała Olszyny-Wilczyńskiego pokazują najlepiej, co się stało w Polsce we wrześniu 1939 r. Generał był najwyższym rangą oficerem polskim, zamordowanym przez Armię Czerwoną przed Katyniem. Nie przez NKWD, jak ci z Katynia, ale przez regularną armię sowiecką, która tak jak Wehrmacht dopuściła się licznych zbrodni na Polakach podczas agresji zapoczątkowanej 17 września 1939 r.
Józef Konstanty Olszyna-Wilczyński urodził się w Krakowie, tak jak inny polski generał, zamordowany przez sowietów, tyle że po wojnie – August Emil Fieldorf „Nil”. Był od niego 5 lat starszy. W 1910 r. zdał maturę w Gimnazjum Klasycznym św. Anny w Krakowie (dziś I Liceum Ogólnokształcące im. Bartłomieja Nowodworskiego). Studiował na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Lwowskiej. Ukończył też z wyróżnieniem austriacką Szkołę Oficerów Rezerwy.
Od października 1912 r. w polskich Drużynach Strzeleckich, gdzie był instruktorem.
6 sierpnia 1914 r. znalazł się w I Brygadzie Legionów Polskich. Szybko awansował, w 1915 r. był już kapitanem. Po kryzysie przysięgowym, za odmowę złożenia przysięgi cesarzom niemieckiemu i austriackiemu, został przymusowo wcielony do armii austriackiej. W listopadzie 1918 r. poprowadził swój batalion prosto do Wojska Polskiego…
Uczestniczył w wojnach z Ukraińcami i z bolszewikami. W swoje 28 urodziny, 27 listopada 1918 r., został ciężko ranny w bitwie pod Mikulińcami i przez pół roku był w niewoli ukraińskiej.
W roku 1919 był już pułkownikiem. Mianowany dowódcą III Brygady Legionów, w maju 1920 r. został komendantem zajętego przez Polaków Kijowa.
W roku 1921 brał udział w ochronie III Powstania Śląskiego. Od roku 1923 pracował w Departamencie Inżynierii i Saperów Ministerstwa Spraw Wojskowych.
W październiku 1924 r. przeniesiony do organizującego się Korpusu Ochrony Pogranicza jako dowódca 2 Brygady Ochrony Pogranicza w Baranowiczach. Potem dowodził 1 Brygadą Ochrony Pogranicza w Zdołbunowie.
16 marca 1927 r. Prezydent RP Ignacy Mościcki awansował go, na WNIOSEK ministra spraw wojskowych Józefa Piłsudskiego, na generała brygady. W roku 1938 został dowódcą Okręgu Korpusu III w Grodnie.
We wrześniu 1939 r. dowodził Grupą Operacyjną Grodno. Już 17 września generał natknął się ze swoim sztabem na oddziały sowieckie. Respektował rozkaz naczelnego wodza o niepodejmowaniu walki z sowietami. Zwlekał z ewakuacją sztabu spod Grodna, prawdopodobnie wykonywał prace związane z organizacją polskiej konspiracji na zajmowanych przez Związek Sowiecki terenach.
W piątek 22 września – po rozwiązaniu podległych sobie oddziałów – wyruszył w kierunku granicy litewskiej. Nie chciał trafić do sowieckiej niewoli. Towarzyszyła mu żona Alfreda i adiutant kpt. Mieczysław Strzemeski. Wkrótce zostali zatrzymani przez sowieckie czołgi. Nie do niewoli… „Bohaterska armia radziecka”, której pomniki ciągle stoją w Polsce, nawet w Warszawie, zamordowała generała i jego adiutanta na miejscu. Z późniejszej relacji Alfredy Wilczyńskiej wynika, że uczyniono to ze szczególnym okrucieństwem:
Widok, który się ukazał moim oczom, był tak okropny, że nie miałam sił iść dalej […]. Mąż leżał twarzą do ziemi, lewa noga pod kolanem była przestrzelona w poprzek z karabinu maszynowego. Tuż obok leżał kapitan z czaszką rozłupaną na dwoje […], na czerepie sterczały zmierzwione, oblepione krwią włosy […]. Oczy i nos [generała] stanowiły jedną, krwawą masę, a mózg wyciekał uchem […]. Zginął, a wraz z nim wyniki dwudziestokilkuletniej pracy w Grodnie, wraz z dwutysięczną biblioteką i wszystkim, czym żył przez lat 49. Nic po nim nie pozostało, prócz pamięci i rozpaczy w moim sercu. (D. Baliszewski, A. K. Kunert, Prawdziwa historia Polaków. Ilustrowane wypisy źródłowe 1939-1945, t. I 1939-1942, Warszawa 1999, s. 84-85).
Zacytujmy w tym miejscu zdanie z oświadczenia rosyjskiej Dumy, upominającej polski Sejm: Dostrzeganie oznak ludobójstwa w stalinowskich represjach wobec polskich żołnierzy i zapominanie o czynie radzieckich żołnierzy, którzy wyzwalali Polskę i uratowali Polaków przed unicestwieniem, jest bluźnierstwem…
A teraz przykład prawdziwego bluźnierstwa. W Rosji karierę robi sowiecka szuja, nie historyk, lecz metalurg z wykształcenia, niejaki Muchin. Według niego zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy, a generał Olszyna-Wilczyński został zabity przypadkiem, w czasie ucieczki, przedtem „porzucił swoich żołnierzy”. Nie ma w Rosji bata na takich „historyków”, wprowadzających nowe zło w stosunki polsko – rosyjskie, jakby starego było mało.
Grób Generała znajduje się w miejscu śmierci, w Sopoćkiniach. Symboliczna mogiła na cmentarzu salwatorskim w Krakowie.
22 września 1991 r., w 52 rocznicę śmierci, w kościele Zwiastowania NMP w Krakowie (ojcowie kapucyni), na krużgankach klasztornych umieszczono marmurową tablicę ku czci Generała. Kraków uczcił go nazwą ulicy. panie Generale, Polska pamięta!

Piotr Szubarczyk
Wolna Polska




http://kmn.info.pl/?p=23034

2 grudnia 1941 – Marszałek godny naszej pamieci
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky


Na zdjęciu: Marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz (*11 III 1886 Brzeżany †2 XII 1941 Warszawa) – generalny inspektor sił zbrojnych RP i wódz naczelny Wojska Polskiego podczas wojny obronnej 1939. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych,


Przed 73 laty umarł w okupowanej Warszawie, niezidentyfikowany przez Niemców, wódz naczelny Wojska Polskiego w naszej wojnie obronnej 1939.
Na jesieni 1939, gdy cały naród przeżywał traumę podwójnej napaści sąsiadów i coraz bardziej drastycznych form okupacji – zarówno niemieckiej, jak i sowieckiej – część polityków polskich, którzy trafili na Zachód, rozpoczęła poszukiwania „winnych klęski wrześniowej”. Potrzebny był kozioł ofiarny. Idealnym kandydatem był marszałek Edward Śmigły-Rydz (*11 III 1886 Brzeżany †2 XII 1941 Warszawa), naczelny wódz, znany z bardzo zdecydowanych wypowiedzi antyniemieckich i zapewnień o skuteczności naszej obrony przed agresją. Teraz obwiniano go o wszystko, nie bacząc na to, że żaden kraj w Europie nie oparłby się jednoczesnemu atakowi Niemiec i Związku Sowieckiego, przy całkowitej bierności swoich aliantów.
Te bezmyślne i nie na czasie wówczas ataki kontynuowali po roku 1944 komuniści, zapewniając nas, że pod butem sowieckim jesteśmy całkowicie bezpieczni, nie to, co przed wojną. Marszałka Śmigłego-Rydza obwiniali o „faszyzację kraju” i „antysemityzm”. Był też „pomocnikiem Hitlera”, bo w sprzyjających okolicznościach zabrał to, co nasze, czyli część Zaolzia. Pogrobowcy Polski sowieckiej do dziś używają takiego argumentu.
Także plan obrony był do niczego, bo opierał się na przewidywaniu włączenia się do wojny aliantów. A na czym miał się opierać? Dowodzenie też było niedobre, bo zbyt „scentralizowane”. Gdyby było „zdecentralizowane”, zarzuty byłyby jeszcze ostrzejsze.
Podobno wygralibyśmy wojnę, gdyby nie faworyzowanie przez naczelnego wodza oficerów legionowych, którzy zawiedli. Ale przecież „zawiódł” także gen. Juliusz Rómmel, który nie był w młodości legionistą. Inny zarzut to rozkaz o niepodejmowaniu walki z armią sowiecką. Poszukiwacz sensacji, redaktor Dariusz Baliszewski, dokonał „wiekopomnego” odkrycia:
Być może niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że ten nieszczęsny rozkaz miał obowiązywać w gruncie rzeczy przez całą wojnę, stawiając sprawę polską w bardzo trudnej sytuacji. Oto bowiem fakt nieogłoszenia stanu wojny zwolnił naszych sojuszników z jakichkolwiek zobowiązań w tej sprawie wobec strony polskiej [...]. Czy oto gdybyśmy ogłosili stan wojny między Polską i Rosją Sowiecką, czy wówczas nasi oficerowie, jeńcy wojenni, a nie internowani, trafiliby pod zbrodniczą opiekę NKWD? Czy zdarzyłby się w naszej historii tragiczny rozdział katyński?
Oczywiście że nie, proszę pana, Stalin by się przestraszył i kazałby pozabijać oficerów polskich, stawiających opór, nie w Katyniu czy w Twerze, ale od razu na miejscu, tak jak generała Józefa Olszynę-Wilczyńskiego…
Największy zarzut to przekroczenie granicy polsko-rumuńskiej, po powzięciu wiadomości o agresji sowieckiej. Niektórzy uznali to za „zdradę”. Zdumiewa zgodność tej tezy z sowiecką propagandą. Śp. prof. Paweł Wieczorkiewicz pisał:
Gdy walka militarna nie ma szans, trzeba opuścić kraj i próbować kontynuować ją gdzie indziej. Warto zwrócić uwagę, że w PRL kłamliwie nie łączono wyjścia naczelnego wodza z atakiem sowieckim. Przedstawiano to jako ucieczkę, a nie tak, jak było w rzeczywistości, reakcję na 17 września. Stalin marzył o złapaniu Mościckiego, Rydza czy Becka i należało zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
W środę 20 września 1939 Marszałek wydał swój ostatni rozkaz do żołnierzy, już z terenu Rumunii:
Żołnierze! Najazd bolszewicki na Polskę nastąpił w czasie wykonywania przez nasze wojska manewru, którego celem było skoncentrowanie w południowo – wschodniej części Polski. Tak, by mając do otrzymania zaopatrzenia i materiału wojennego, komunikację i łączność przez Rumunię z Francją i Anglią, móc dalej prowadzić wojnę. Najazd bolszewicki uniemożliwił wykonanie tego planu. Wszystkie nasze wojska zdolne do walki były związane działaniem przeciwko Niemcom. Uważałem, że w tej sytuacji obowiązkiem moim jest uniknąć bezcelowego rozlewu krwi w walce z bolszewikami i ratować to, co się da uratować. Strzały oddane przez KOP do bolszewików przekraczających granicę stwierdziły, że nie oddajemy naszego terytorium dobrowolnie. A ponieważ w pierwszym dniu bolszewicy do naszych oddziałów nie strzelali, ani też ich nie rozbrajali, więc sądziłem, że możliwym będzie przez pewien czas wycofać dość dużo wojska na terytorium Węgier i Rumunii. A chciałem to zrobić w tym celu, by móc Was następnie przewieźć do Francji i tam organizować Armię Polską. Chodziło mi o to, by polski żołnierz brał w dalszym ciągu udział w wojnie i by przy zwycięskim zakończeniu wojny istniała Armia Polska, która by reprezentowała Polskę i Jej interesy. O tym najważniejszym dziś celu musicie pamiętać. Choćby warunki Waszego życia były najcięższe, musicie trwać, nie zapominając, że jesteście żołnierzami, których obowiązuje dyscyplina i honor żołnierski. Ci, którzy ulegając słabości ducha albo podszeptom obcych agentów, sieją wśród Was zwątpienie i chcą w Wasze szeregi wprowadzić rozprężenie – ci ludzie są na usługach wroga. Trzeba zacisnąć zęby i przetrwać. Położenie się zmieni, wojna jeszcze trwa. Będziecie jeszcze bić się za Polskę i wrócicie do Polski przynosząc Jej zwycięstwo.
Naczelny Wódz – Śmigły-Rydz – Marszałek Polski.
W Rumunii marszałek został internowany, tak jak inni polscy oficerowie. Udało mu się uciec na Węgry. Snuł plany działalności konspiracyjnej dla niepodległości kraju. Pod wrażeniem oskarżeń o „zdradę”, których echa do niego docierały, wrócił przez zieloną granicę do Warszawy. Ukrywał się pod nazwiskiem Adam Zawisza. Mieszkał przy ulicy Sandomierskiej 18/6 w Warszawie (blisko siedziby Gestapo!), w mieszkaniu wdowy po generale Włodzimierzu Maxymowiczu-Raczyńskim.
Przygnębiony sytuacją polityczną w Polsce i w Europie, zdruzgotany oskarżeniami, tracił powoli wolę życia. Zachorował i mimo pomocy lekarskiej umarł 2 grudnia 1941, choć miał dopiero 55 lat. Został pochowany na wojskowych Powązkach pod fałszywym nazwiskiem Adama Zawiszy. Tak było przez cały okres PRL-u! Marszałek Edward Śmigły-Rydz był w Polsce sowieckiej persona non grata! W alejach zasłużonych chowano sowieckich kolaborantów. Dla polskich oficerów przeznaczono służewiecką łączkę lub inny dół kryjomy, gdzie nagrobków nie było…
Edward Śmigły-Rydz – drugi marszałek II Rzeczypospolitej, wódz naczelny Wojska Polskiego w roku 1939 – zasługuje na pamięć i modlitwę rodaków.

Piotr Szubarczyk




http://www.prawy.pl/historia/1631-75-ro ... korfantego

75. rocznica śmierci Wojciecha Korfantego
Paweł Brojek niedziela, 17, sierpień 2014 05:10

Obrazek

Dziś mija 75 lat od śmierci Wojciecha Korfantego - polityka i publicysty, przywódcy narodowego Górnego Śląska, jednej z najwybitniejszych postaci przedwojennej Polski.

Wojciech Korfanty urodził się 20 kwietnia 1873 r. w robotniczej osadzie Sadzawka, na terenie obecnych Siemianowic Śląskich. Uczył się w szkole w Siemianowicach, a następnie w Gimnazjum Królewskim w Katowicach, gdzie założył tajne kółko, którego celem było szerzenie kultury polskiej i znajomości literatury.

Relegowany ze szkoły za antyniemiecką postawę, w 1895 r. zdał maturę jako ekstern i jeszcze w tym samym roku rozpoczął studia na politechnice w Charlottenburgu pod Berlinem. Jesienią 1896 r. przeniósł się na Królewski Uniwersytet we Wrocławiu, gdzie studiował na Wydziale Filozoficznym.

Podczas studiów działał w organizacjach młodzieżowych ideowo związanych z endecją. W 1901 r. został członkiem Ligi Narodowej, w tym samym czasie podjął działalność polityczną na Górnym Śląsku. Głosił hasła nierozerwalnej łączności Górnoślązaków z narodem polskim i domagał się równouprawnienia narodowego Polaków. Deklarował się jako przeciwnik socjalizmu, opowiadając się jednocześnie za poprawą warunków materialnych robotników oraz demokratyzacją państwa pruskiego.

Od 1901 r. był redaktorem naczelnym „Górnoślązaka” - pisma zajmującego się przede wszystkim problematyką społeczno–polityczną, ale również polską oświatą i kulturą. W 1902 r. za publikację artykułów „Do Niemców” i „Do moich braci Górnoślązaków” trafił do więzienia we Wronkach.

W latach 1903–1912 i 1918 był posłem do Reichstagu oraz pruskiego Landtagu. W parlamencie Rzeszy wstąpił do koła polskiego, które grupowało posłów polskich z terenu całego zaboru pruskiego. 25 października 1918 r. wystąpił tam z głośnym żądaniem przyłączenia do państwa polskiego wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeniósł się do Poznania. W 1918 r. wszedł w skład Naczelnej Rady Ludowej stanowiącej rząd Wielkopolski podczas powstania wielkopolskiego.

W styczniu 1920 r. Korfanty został mianowany przez rząd polski komisarzem plebiscytowym na Górnym Śląsku. Na tym stanowisku kierował całością przygotowań organizacyjnych, propagandowych i politycznych. Po niekorzystnej dla Polaków interpretacji wyników plebiscytu proklamował i stanął na czele III powstania śląskiego.

Jako przeciwnik polityki faktów dokonanych i rozstrzygnięć zbrojnych, po pierwszych sukcesach militarnych dał rozkaz wstrzymania działań zbrojnych w oczekiwaniu na decyzję mocarstw Ententy. W lipcu 1921 r. opuścił Śląsk, desygnując na stanowisko swego następcę Józefa Rymera.

W latach 1922–1930 sprawował mandat posła na Sejm I i II kadencji z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji, której był przywódcą. Od października do grudnia 1923 r. pełnił funkcję wicepremiera w rządzie Wincentego Witosa. W 1924 r. został wydawcą dzienników "Rzeczpospolita" i "Polonia".

Jako przeciwnik Piłsudskiego, po zwycięstwie sanacji stał się obiektem licznych ataków z jej strony. W 1930 r. został aresztowany i wraz z posłami Centrolewu osadzony w twierdzy brzeskiej. Po uwolnieniu powrócił na Górny Śląsk, jednak w obawie przed represjami wiosną 1935 r. wyemigrował do czeskiej Pragi.

Po aneksji Czechosłowacji przez Niemcy wyjechał do Francji, lecz w obliczu groźby wybuchu wojny potajemnie wrócił do kraju. Aresztowany w kwietniu 1939 r., został osadzony na Pawiaku, gdzie pomimo protestów opinii publicznej spędził prawie trzy miesiące.

Ciężko chory, został zwolniony w lipcu 1939 r. Zmarł 17 sierpnia 1939 r. w Warszawie. Spoczął w Katowicach, na cmentarzu przy ul. Francuskiej, zwanym Śląskimi Powązkami. Jego pogrzeb, na który przybyły tysiące ludzi, przekształcił się w wielką manifestację patriotyczną.

W 1997 r. Wojciech Korfanty został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego - najwyższym odznaczeniem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej.

Paweł Brojek

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 08 sty 2015, 14:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/7067-30-ro ... polecznego

30. rocznica śmierci Stanisława Michałowskiego - działacza politycznego i społecznego
Paweł Brojek wtorek, 30, wrzesień 2014 07:22

Obrazek

Polityk, społecznik, poseł na Sejm. Od najmłodszych lat związany z różnymi organizacjami patriotycznymi, całe życie poświęcił służbie powstałej po zaborach Rzeczypospolitej. Był jednym z oskarżonych w głośnym „procesie szesnastu” w Moskwie. Kilka lat po wojnie upomniała się o niego także polska bezpieka.

Stanisław Michałowski urodził się 25 października 1903 r. w Kórniku. Uczył się w szkole powszechnej w Kórniku, a następnie w gimnazjach w Kościanie i Śremie, gdzie należał do tajnego Towarzystwa Tomasza Zana i skautingu. W 1920 r. wstąpił ochotniczo do wojska, by walczyć z bolszewikami.

W 1923 r. zdał maturę w Gimnazjum im. Marcinkowskiego w Poznaniu i rozpoczął studia prawniczo-ekonomiczne na tamtejszym uniwersytecie. Działał w licznych organizacjach, m.in. Związku Młodzieży Polskiej ZET i Organizacji Młodzieży Narodowej. Po ukończeniu studiów od 1928 r. pracował w Grudziądzu jako naczelnik Wydziału Opieki Społecznej w tamtejszego magistratu.

Był związany ze Związkiem Obrony Kresów Zachodnich, broniącym polskich interesów na Górnym Śląsku i Pomorzu. Po przekształceniu organizacji w Polski Związek Zachodni pełnił w niej funkcję wiceprezesa Zarządu Wojewódzkiego i członka Rady Naczelnej.

W 1933 r. został wiceprezydentem Grudziądza. Od marca do września 1934 r. pełnił obowiązki wojewody białostockiego. W latach 1935–1938 był posłem na Sejm RP.

We wrześniu 1939 r. kierował mobilizacją, a później ewakuacją miasta. Poszukiwany przez gestapo listem gończym, przeniósł się wraz z rodziną na Kresy. Wkrótce rodzina powróciła na tereny Wielkopolski, ogłaszając jego śmierć, on sam zaś pod fałszywym nazwiskiem osiadł we Lwowie.

W czerwcu 1941 r. przedostał się do Warszawy, gdzie zaangażował się w działalność podziemną w Związku Odbudowy Rzeczypospolitej, a następnie w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Działając w referacie „P” zajmował się kwestiami walki cywilnej i oporu społecznego.

Wiosną 1942 r. był współzałożycielem organizacji „Zachód” zajmującej się propagandą antyniemiecką wśród polskich robotników przymusowych w III Rzeszy oraz dokonującej tam akcji sabotażowych. Latem 1944 r. został jednym z przywódców Zjednoczenia Demokratycznego.

W czasie powstania warszawskiego pracował w podziemnych placówkach informacyjno-radiowych. Po klęsce wyszedł z miasta wraz z ludnością cywilną. Nadal działał w BiP KG AK z siedzibą w Piotrkowie Trybunalskim na stanowisku inspektora i oficera ds. specjalnych.

Jako reprezentant Zjednoczenia Demokratycznego wchodzącego w skład Rady Jedności Narodowej, pod koniec marca 1945 r. został podstępnie aresztowany przez NKWD wraz z innymi przedstawicielami Polskiego Państwa Podziemnego, a następnie wywieziony do Moskwy.

Po kilkumiesięcznym pobycie w więzieniu na Łubiance stanął w czerwcu 1945 r. przed sowieckim sądem w słynnym „procesie szesnastu”. Jako jeden z nielicznych został uniewinniony. Wrócił do kraju i osiadł z rodziną w Poznaniu. Pracował w Okręgowym Urzędzie Likwidacyjnym w Poznaniu. Wstąpił też do Stronnictwa Demokratycznego i reaktywowanego Polskiego Związku Zachodniego.

W lipcu 1948 r. został aresztowany pod fałszywym zarzutem sabotażu. W styczniu 1950 r. skazano go na 9 lat więzienia. Po przedterminowym wyjściu na wolność w 1952 r. był dalej inwigilowany przez UB.

Szykanowany miał problem ze znalezieniem odpowiedniego zatrudnienia, przez pewien czas pracował fizycznie. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w rodzinnym Kórniku, gdzie prowadził gospodarstwo rolne i udzielał się społecznie. Pod koniec życia napisał wiele tekstów wspomnieniowych i opracowań historycznych dotyczących swojego udziału w konspiracji.

Zmarł 30 września 1984 r., pochowano go w rodzinnym grobie na cmentarzu parafialnym w Kórniku.

opr. Paweł Brojek
Źródło: graudenz.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 26 mar 2015, 01:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/7805-70-ro ... elkopolsce

70. rocznica śmierci Bernarda Chrzanowskiego – współtwórcy endecji w Wielkopolsce
Paweł Brojek piątek, 12, grudzień 2014 05:57

Obrazek

Od czasów szkolnych związany z tajnymi organizacjami patriotycznymi, odegrał wybitną rolę w rozwoju ruchu endeckiego w zaborze pruskim. Był wieloletnim prezesem wielkopolskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, w okresie międzywojennym organizował polskie harcerstwo.

Bernard Chrzanowski urodził się 27 lipca 1861 r. w wielkopolskich Wojnowicach. W trakcie nauki w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu kierował tajnym kółkiem Towarzystwa im. Tomasza Zana. Po zdanej maturze w 1880 r. studiował historię w Krakowie, a następnie prawo w Berlinie. Później praktykował w Saksonii i Turyngii. Po powrocie do Polski w 1890 r. otworzył kancelarię adwokacką w Poznaniu.

Równocześnie pracował w różnych organizacjach niepodległościowych o charakterze społeczno-oświatowym, m.in. w Towarzystwie Pomocy Naukowej i Towarzystwie Czytelni Ludowych. Pełnił funkcję wiceprezesa, a następnie od 1895 r. prezesa Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w zaborze pruskim. Był też współwydawcą i redaktorem „Przeglądu Poznańskiego”, czasopisma skierowanego do polskiej inteligencji o poglądach demokratyczno-narodowych.

W 1899 r. wstąpił do Ligi Narodowej, był współzałożycielem Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Wielkopolsce. W 1901 r. został wybrany jako poseł do parlamentu pruskiego, gdzie aktywnie bronił polskości, protestując przeciw germanizacji, w tym przeciw zakazowi nauczania religii po polsku. Wybrany jeszcze dwukrotnie, mandat sprawował do 1910 r.

Współtworzył powstałą w 1905 r. z inicjatywy Ligi Narodowej organizację Straż, której celem była obrona interesów ekonomicznych, społecznych i narodowych Polaków. Kierował utworzonym w 1909 r. w Poznaniu Towarzystwem Demokratyczno-Narodowym.

Jako miłośnik Kaszub i propagator praw Polski do Pomorza był autorem licznych artykułów prasowych oraz prac o tematyce morskiej. Jego wydana w 1910 r. książka „Na kaszubskim brzegu” była pierwszym polskim przewodnikiem po tamtych terenach. W 1913 r. założył w Poznaniu Towarzystwo Krajoznawcze, zostając jego przewodniczącym.

W 1918 r. był delegatem na Sejm Dzielnicowy w Poznaniu. Podczas powstania wielkopolskiego znalazł się w składzie Naczelnej Rady Ludowej.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zrezygnował z działalności politycznej, skupiając się całkowicie pracy oświatowej oraz społecznej. W 1919 r. został mianowany podsekretarzem stanu w Ministerstwie b. Dzielnicy Pruskiej. Od 1921 r. pełnił funkcję kuratora Okręgu Szkolnego Poznańskiego.

Zaangażował się silnie na rzecz polskiego ruchu skautowego. Od 1920 r. był członkiem Zarządu Oddziału Wielkopolskiego ZHP, w latach 1923-1926 członkiem Rady Naczelnej ZHP, do 1939 r. przewodniczył też Zarządowi Oddziału Wielkopolskiego ZHP.

W drugiej połowie lat trzydziestych na krótko wrócił do polityki. W 1935 r. został wybrany senatorem RP z okręgu poznańskiego.

Po wybuchu II wojny światowej, po wysiedleniu przez Niemców z Poznania w grudniu 1939 r. zamieszkał w Warszawie. Zmarł 12 grudnia 1944 r. w pobliskim Konstancinie. W 1986 r., zgodnie z ostatnią wolą zmarłego, jego prochy przeniesiono na cmentarz oksywski w Gdyni.

opr. Paweł Brojek
Źródło: Grzegorz Łukomski, Bernard Chrzanowski 1861-1944. Biografia Polaka zachodniokresowego, Poznań-Opalenica 2005


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /