Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 17 gru 2010, 20:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Inicjacja polityczna Kazimierza Sosnkowskiego

Kazimierz Sosnkowski urodził się 19 listopada 1885 roku w Warszawie w rodzinie szlacheckiej. Był synem Józefa herbu Godziemba (1832-1895), inżyniera chemika kierownika warszawskiej probierni, kompozytora amatora i dyrektora Towarzystwa Muzycznego w Warszawie oraz Zofii z Drabińskich (1858-1938) córki właściciela folwarku Gintowce na Żmudzi.
Stryjecznym dziadem Sosnkowskiego był Ignacy (1790-1856)), oficer armii Księstwa Warszawskiego, kawaler Krzyża Virtuti Militari oraz Legii Honorowej, potem oficer wojska Królestwa Polskiego. W czasie powstania listopadowego awansował na pułkownika, walczył w słynnym pułku „czwartaków” pod Grochowem; po powstaniu pozostał w Królestwie Polskim.

Kazimierz od najwcześniejszych lat „jak wielu chłopców z mego pokolenia wzrastałem w atmosferze opowieści o zesłankach, o Sybirze, o tajemnicach Cytadeli Warszawskiej”. Rodzinne tradycje walki o niepodległość Polski miały dominujący wpływ na wstąpienie Kazimierza do tajnego kółka samokształceniowego w V Gimnazjum w Warszawie, w którym rozpoczął swoją edukację. Tutaj po raz pierwszy zetknął się z konspirację, tutaj też po raz pierwszy doświadczył osobiście represji policji rosyjskiej, która wykryciu kółka doprowadziła do wyrzucenia jej członków z gimnazjum. Sosnkowski, który był wówczas w przedostatniej klasie, otrzymał tzw. wilczy bilet, który pozbawiał go możliwości ukończenia gimnazjum w Królestwie Polskim. Dzięki pomocy przyjaciół rodziny, wyjechał na jesieni 1903 roku do Petersburga, gdzie kontynuował naukę w tamtejszym XII Gimnazjum Klasycznym. Władze rosyjskie z dużo większą pobłażliwością traktowały Polaków, którzy mieszkali lub uczyli się na terenach rdzennie rosyjskich. Tak więc Sosnkowski po ukończeniu ze złotym medalem gimnazjum w 1904 roku, postanowił podjąć studia na Wydziale Inżynieryjnym tamtejszej politechniki.

Plany te nie zostały jednak zrealizowane. Latem 1904 roku przyjechał na wakacje do Polski, gdzie zetknął się z oznakami ożywienia politycznego, spowodowanymi wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej. Rozmowy z kolegami – Kazimierzem Mayznerem – studentem Uniwersytetu Warszawskiego oraz Ryszardem Świętochowskim (synem Aleksandra), studentem warszawskiego Instytutu Politechnicznego uświadomiły mu, że w tych niepewnych, możliwie, że przełomowych dla Polski czasach, miejsce każdego Polaka jest w kraju, a nie na obczyźnie. Porzucił więc myśl kontynuowania nauki w Petersburgu i przystąpił we wrześniu 1904 roku do egzaminów konkursowych do Instytutu Politechnicznego. Zdał je z wynikiem celującym i został przyjęty na I rok na Wydział Inżynieryjno-Budowlany.

Na Politechnice zetknął się z prężnie działającą, tajną organizacja studencką „Zjednoczeniem”, której pierwotnym celem była opieka nad nowymi studentami, jednakże rozwój sytuacji politycznej w Królestwie Polskim sprawił, iż stała się organizacją polityczną studentów Instytutu Politechnicznego.

Pierwsze akcje studentów Politechniki, rozpoczęte późną jesienią 1904 roku, miały charakter żywiołowy. Manifestacja na placu Grzybowskim, zorganizowana przez Polską Partię Socjalistyczną 13 listopada 1904 roku, w której uczestniczyła grupa studentów z Uniwersytetu i Instytutu Politechnicznego, przyczyniła się do obudzenia opinii społecznej, wzrostu aktywności wielu środowisk. Sam Sosnkowski tak wspominał swój udział w tej manifestacji: „Pamiętam jak dzisiaj postacie bojowców, którzy stojąc na stopniach kościoła Wszystkich Świętych, strzelali (…) do kordonów carskiej policji i wojska, opasujących świątynię”.
14 grudnia 1904 roku studenci Instytutu Politechnicznego zorganizowali demonstrację, będącą wyrazem poparcia dla zabójcy ministra Phlewe, Sazanowa, którego proces toczył się właśnie w Petersburgu. Początkowo studenci zamierzali zorganizować wiec dla wyrażenia uznania zamachowcowi. Miał to być także wyraz solidarności akademickiej, podjętej na apel studentów Politechniki Kijowskiej, której studentem był Sazanow.
Jednakże władze Politechniki postanowiły nie dopuścić do wiecu. W porozumieniu z Generał-Adiutantem Czerkowym postanowiono wieczorem 13 grudnia przyspieszyć wakacje świąteczne, które zadecydowano rozpocząć już 14 grudnia. Jednocześnie zawieszono do 15 stycznia 1905 roku wszystkie zajęcia na uczelni.

Kiedy więc 14 grudnia rano studenci przybyli pod gmach Politechniki, zastali budynek zamknięty, a na drzwiach widniało zawiadomienie o przerwaniu zajęć. Część studentów rozeszła się do domów, jednak pozostali, w tym m.in. Kazimierz Sosnkowski i Kazimierz Mayzner, postanowili jednak zamanifestować swoje poparcie dla Sazanowa i skierowali się na ulicę Marszałkowską. Po uformowaniu pochodu, zaczęli wiwatować na cześć Sazanowa i śpiewać pieśni rewolucyjne. Na rogu Marszałkowskiej i Żurawiej policja rozproszyła pochód i wpędziła studentów do bramy przy ulicy Marszałkowskiej 95. Ogółem aresztowano 49 studentów, których po wylegitymowaniu zwolniono do domów. Następnie w dniach 15-16 grudnia zostali oni przesłuchani w siedzibie Warszawskiego Ober-Policmajstra.

Demonstracja powyższa nie została zorganizowana przez żadną partie polityczną, była spontanicznym odruchem najbardziej zdeterminowanych studentów, którzy pomimo zamknięcia uczelni, postanowili na ulicach miasta zademonstrować swój więź ideową z Kazanowem. W tych też kategoriach należy rozumieć udział w manifestacji Sosnkowskiego, który chciał wyrazić swój sprzeciw wobec brutalnej polityki Petersburga.

Jest to jednocześnie pierwszy, wyraźny dowód świadczący o utożsamianiu się Sosnkowskiego z ruchem rewolucyjnym, rozumianym przede wszystkim jako walka z systemem caratu. Wychowany w rodzinie o silnych tradycjach walki zbrojnej musiał z sympatią odnosić się do ruchu rewolucyjnego, który w tym czasie jako jedyny głosił hasła walki o niepodległość Polski.

Protokoły zeznań zatrzymanych studentów pokazują, iż nikt nie przyznał się do udziału w demonstracji. Władze policyjne zwalniając studentów dały im cały dzień na przygotowanie własnej wersji wydarzeń. W trakcie przesłuchań studenci stanowczo zaprzeczali także jakoby w czasie pochodu wznoszono jakiekolwiek okrzyki lub śpiewano pieśni rewolucyjne.
Podobną linie obrony przyjął Kazimierz Sosnkowski, przesłuchiwany w dniu 16 grudnia. Zeznał, iż przyszedł pod gmach Politechniki około 11.30, a gdy dowiedział się o zawieszeniu zajęć, postanowił wrócić do domu. „Mieszkam – zeznał – przy ulicy Złotej 33, dlatego przyszło i iść po lewej stronie ulicy Marszałkowskiej”. Miało to tłumaczyć jego obecność na ulicy Marszałkowskiej podczas manifestacji studenckiej. Oświadczył następnie, że w pobliżu ulicy Żurawiej natknął się na policję, która tarasowała ulicę Marszałkowską. Chcąc ją wyminąć, przypadkowo znalazł się w pochodzie, w momencie w którym policja rozpoczęła go rozpraszać i w ten sposób został zatrzymany.

Protokoły przesłuchań wskazują, że policja rosyjska nie przywiązywała do tej sprawy większej wagi. Władze rosyjskie bardzo pobłażliwie potraktowały zatrzymanych studentów. Nie dopatrując się w manifestacji akcentów rewolucyjnych odstąpiły nawet od postępowania administracyjnego uważając, że nie było dostatecznych podstaw naruszenia postanowienia z 12 stycznia 1901 o zakazie zebrań i przedsięwzięć przeciwnych obowiązującemu porządkowi i spokojowi. Ostatecznie przekazano sprawę do postępowania dyscyplinarnego dyrekcji Instytutu Politechnicznego. Ta udzieliła zatrzymanym demonstrantom nagany.

Na takie załatwienie sprawy wpływ miały zapewne liczne wystąpienia robotników w Królestwie Polski. Strajki robotnicze przyspieszyły wybuch strajku szkolnego. Studenci obu uczelni warszawskich powołali 23 stycznia międzyuczelnianą komisję, która przygotowała projekt rezolucji, podnosząc w niej niszczący wpływ szkoły rosyjskiej. Domagano się w niej przywrócenia uczelniom polskiego charakteru, nadania im autonomii oraz zapewnienia życiu akademickiemu wolności politycznych.

28 stycznia 1905 roku w gmachu głównym Politechniki na wiecu zebrało się około 800 studentów, którzy uchwali rezolucję, w której domagano się „prawa każdej narodowości do stanowienia o swoim losie, wolności rozwoju kultury wszystkich narodów, zgromadzenia prawodawczego w Warszawie, wybranego na zasadzie powszechnego, tajnego, bezpośredniego i równego głosowania, które zadecyduje o potrzebach narodu”. Gwarancją zwołania tego zgromadzenia miało być obalenie caratu. Na przeforsowanie tak radykalnych żądań duży wpływ miała młodzież sympatyzująca z PPS. Wśród nich był także Sosnkowski, który na przełomie 1904/1905 wstąpił do PPS. Niewątpliwie niepodległościowy charakter programu partii oraz zdecydowane poparcie strajku szkolnego były najważniejszymi przesłankami, które wpłynęły na jego decyzję. Jak sam wspomina: „w gruncie rzeczy jednak socjalizm, partia pociągały mnie jako jedyna wówczas siła, która organizowała z bronią w ręku walkę o niepodległość”. Ni przywiązywał natomiast większej wagi do klasowego programu partii. „Szczerze mówiąc – pisał – obce mi były społeczne i filozoficzne idee socjalizmu. Marksizm, materializm dziejowy, teoria nadwartości, nie przemawiały do mej wyobraźni” . Takie podejście do programu PPS było charakterystyczne dla przedstawicieli polskiej młodej inteligencji, dla której najważniejsza była walka o niepodległość. Wzrost nastrojów rewolucyjnych przyczynił się niewątpliwie do radykalizacji poglądów społecznych, choć nadal pozostawały one dalszym miejscu.

Władze uczelni chcąc zgnieść w zarodku ruch protestacyjny studentów zadecydowały o zamknięciu Politechniki z dniem 31 stycznia 1905 roku. Ponowne otwarcie Politechniki nastąpiło dopiero jesienią 1905 roku. 26 października 1905 roku doszło do kolejnego wiecu studentów, którzy w przyjętej rezolucji opowiedzieli się na kontynuacja strajku. Władze Instytutu nie chcąc dopuścić do eskalacji wydarzeń, postanowiły zamknąć ostatecznie Politechnikę z dniem 13 listopada 1905 roku. Studenci I roku zostali automatycznie skreśleni z listy studentów. To zaś niewątpliwie wpłynęło na większe zaangażowanie Sosnkowskiego w działalność PPS, w której jak enigmatycznie wspomina: „ w partii począłem pełnić różne funkcje”. „Pod koniec 1905 roku – wspominał – wysłano mnie za granicę, powierzając dokonanie objazdu środowisk PPS istniejących w Niemczech i Austrii oraz zorganizowanie akcji zbiórkowej na ruch rewolucyjny w kraju”.

Jednak już wkrótce Sosnkowski zaangażował się w działalność Organizacji Bojowej PPS, kierowanej przez Józefa Piłsudskiego. Ale o tym już w innym odcinku biografii Kazimierza Sosnkowskiego.

Wybrana literatura:

K. Sosnkowski – Materiały historyczne
H. Kiepurska – Warszawa w rewolucji 1905-1907
Wspomnienia byłych studentów Politechniki Warszawskiej 1898-1905
W. Pobóg-Malinowski – Józef Piłsudski 1901-1908. W ogniu rewolucji.

http://chris1991.salon24.pl/259654,inic ... nkowskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 28 gru 2010, 13:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Iranek-Osmecki - bezkompromisowy Pułkownik (1)

Kazimierz Wincenty Iranek urodził się 5 września 1897 roku w majątku Betkówki koło Strzyżowa w Galicji. Rodzina mieszkała jednak w Rzeszowie i tam Kazimierz ukończył szkołę powszechną a następnie podjął naukę w II Gimnazjum Państwowe. W gimnazjum w równoległej klasie uczył się Leopold Kula, późniejszy słynny Lis-Kula, który wywarł silny wpływ na życie Iranka. Wiosną 1912 roku Kula założył tajne stowarzyszenie wojskowego, wzorowane na zasadach skautowskich, do którego przystąpił także Kazimierz.
W 1913 roku Iranek – jako znakomity strzelec (zdobył m.in. II nagrodę w ogólnokrajowych zawodach strzeleckich dla gimnazjalistów) wstąpił do Związku Strzeleckiego. W momencie wybuchu I wojny światowej rodzina przeniosła się do Pstrągowej, gdzie w końcu roku w wypadku zginęła matka Kazimierza. Śmierć matki oraz sprzeciw ojca sprawiły, iż nie wstąpił wówczas do Legionów, jak uczynił to Lis-Kula. W 1915 roku ukończył w trybie eksternistycznym ostatnią klasę gimnazjum i zdał maturę.

W końcu grudnia 1916 roku opuścił po kryjomu dom rodzinny i wstąpił do Legionów, gdzie skierowano go do szkoły oficerskiej przy 1 pułku piechoty. Po kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austriackiej i wysłany na front włoski. Jednak już w październiku 1917 roku na polecenie Lisa-Kuli opuścił samowolnie swoją jednostkę i wrócił do kraju. Rydz-Śmigły skierował go do komendy POW w Lublinie, która powierzyła mu funkcję komendanta POW w Iłży. Ze względów konspiracyjnych – w świetle prawa był dezerterem z armii austriackiej – przybrał nazwisko swojej prababki – Osmecki (odtąd używał nazwiska dwuczłonowego, co zostało urzędowo usankcjonowane w 1935 roku).

W listopadzie 1918 roku Iranek-Osmecki objął w stopniu podchorążego funkcję zastępcy komendanta placu w Iłży, a w grudniu został adiutantem mjr Lisa-Kuli, najpierw w II batalionie 23 pp, potem w Grupie Bończy-Uzdowskiego. W marcu 1919 roku w trakcie walk o Torczyn zginął Lis-Kula. Grupę żołnierzy, w której znajdował się dowódca, prowadził Iranek-Osmecki. Pewnym momencie mjr Lis-Kula wyprzedził go i zaraz potem wpadł na wybiegającego zza węgła domu żołnierza ukraińskiego, który ciężko ranił go w pachwinę. Mimo pomocy medycznej nie udało się go uratować, Lis-Kula zmarł 7 marca 1919 roku.

Iranek-Osmecki uważał potem, iż gdyby nie został wyprzedzony przez Lisa, sam zginąłby w Torczynie. Widział w tym działanie Opatrzności. Po śmierci przyjaciela został przeniesiony do sztabu I Brygady Piechoty Legionów, dowodzonej przez ppłk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Pułkownik, a potem generał Tokarzewski wysoko ocenił młodego podchorążego i potem – jak ujął to syn Kazimierza – „ciągnął za sobą na różne stanowiska”.

Ze swoją jednostką wziął udział w wyprawie wileńskiej, a w lipcu 1919 roku został awansowany na stopień podporucznika. W marcu 1920 roku został przeniesiony do MSWojsk., gdzie objął funcję referenta w Sekcji Piechoty Departamentu I, którego szefem został płk. Tokarzewski. W czerwcu 1920 roku – już jako porucznik- został oficerem operacyjnym w dowództwie 1 BPLeg. Uczestnicząc w walkach odwrotowych 3 Armii Rydza-Śmigłego, został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militarii V klasy i czterokrotnie Krzyżem Walecznych.

Po zakończeniu wojny został odkomenderowany na pół roku do Dowództwa Żandarmerii Wojskowej, a następnie do sztabu 19 DP, dowodzonej przez Karaszewicza. Po ukończeniu kursu doszkalającego dla oficerów młodszych, w 1922 roku został dowódcą kompanii w 77 pp w Lidze, wchodzącym w skład 19 DP. W maju 1925 wrócił – już w stopniu kapitana – do sztabu 19 DP. W 1926 roku ożenił się z Lidią Gwóźdź, a w dwa lata później urodził mu się syn - Jerzy (późniejszy absolwent Uniwersytetu w Edynburgu, dziennikarz BBC i RWE)

W 1927 roku objął stanowisko referenta w nowo sformowanym Biurze Personalnym MSWojsk., którego szefem był gen. Tokarzewski. Jako wysoko oceniany oficer został w 1929 roku skierowany na dwuletnie studia w Wyższej Szkole Wojennej. Iranek-Osmecki ukończył studia w 1931 roku z drugą lokatą, uzyskując stopień kapitana dyplomowanego. Komendant szkoły gen. T. Kutrzeba, tak go oceniał: „Głęboka inteligencja. Wybite zdolności. Umysł żywy. Orientacja bystra, logiczny, decyzja pewna. Sąd jasny, głęboki. Charakter zrównoważony. Indywidualność silnie zarysowana. Poważny stosunek do obowiązków. Wysokie poczucie odpowiedzialności. Pracownik sumienny. Pracuje łatwo, szybko, dając pracę wysokiej wartości. Oficer wybitny, godny zaufania, nadający się na każde stanowisko w sztabie, zwłaszcza w dziale mob. i zaopatrzenia, mogący również owocnie pracować w szkolnictwie, szkołę ukończył z postępem bardzo dobrym”. Nic więc dziwnego, iż gen. Kutrzeba zaproponował mu pozostanie w Szkole w charakterze wykładowcy operacyjnej służby sztabów.

W 1933 roku został awansowany do stopnia majora, a w 1935 roku został kierownikiem katedry operacyjnej służby sztabów w Szkole. W listopadzie 1937 roku, zgodnie zasadą Szkoły, iż nawet najbardziej cenieni wykładowy byli kierowani do oddziałów liniowych dla nabycia odpowiedniej praktyki dowódczej, został dowódcą batalionu w stołecznym 36 pp Legii Akademickiej. W marcu 1939 roku został podpułkownikiem.

W końcu sierpnia 1939 roku został oficerem do zleceń Naczelnego Kwatermistrza, który wchodził w skład Sztabu Naczelnego Wodza. Wraz z Rydzem-Śmigłym 17 września przekroczył granicę z Rumunią i został internowany w obozie w Calimanesti. „Traktowano nas jak internowanych– wspominał po latach – ale nadzór był raczej formalny i nawet drobny wybieg wystarczał, by ujść kontroli i opuścić miejsce internowania. Niezbędnych tego warunkiem było posiadania cywilnego ubrania, a jego nabycie nie było trudne”. Już 10 października 1939 roku Iranek-Osmecki nielegalnie opuścił obóz i dotarł do polskiego ataszatu w Bukareszcie, gdzie otrzymał fałszywy paszport na nazwisko Kazimierz Wendorff (nazwisko panieńskie babki) i rozkaz pozostania w Rumunii. „Ta decyzja – napisał później – przełożonych przekreśliła moje nadzieje udziału w wojnie w oddziale bojowym. Miałem wejść do innej służby w konspiracji, służby dotąd mi nieznanej”. Pułkownik został zastępcą szefa Ekspozytury „R” Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza, której celem było prowadzenie wywiadu oraz udzielanie wszelkiej pomocy osobom przedostającym się z okupowanej przez Sowiety części Polski z zamiarem wstąpienia do Wojska Polskiego we Francji. Równocześnie w grudniu 1939 roku został oficerem łącznikowym z Bazą Łączności Zagranicznej Związku Walki Zbrojnej.

Po ataku Niemiec na Francję został przeniesiony do Komendy Głównej ZWZ w Paryżu. Po wielu perypetiach do Paryża dotarł dopiero na początku czerwca 1940 roku. Po kapitulacji Francji opuścił ją wraz z grupą wyższych oficerów, w tym generałów Sosnkowskiego i Sikorskiego, 21 czerwca 1940 roku na pokładzie brytyjskiego wodnosamolotu. „Po Francji – wspominał – objętej paniczną wędrówką uchodźców i powszechnym rozprężeniem, Anglia wydawał Asię istnym Eldorado. Spokojne zachowanie ludności, zajętej codziennymi czynnościami i normalny ruch na drogach budziły zaufanie i stwarzały poczucie bezpieczeństwa. Tylko barykady przeciwczołgowe zbudowane u wszystkich wylotów miejscowości przypominały, że nie lekceważy się możliwości przeniesienia i tutaj działań wojennych”.

W Londynie w związku z mianowaniem gen. Stefana Roweckiego Komendantem Głównym ZWZ w Kraju, rozwiązano dotychczasową komendę gen. Sosnkowskiego, tworząc w jej miejsce Samodzielny Wydział Krajowy, przekształcony wkrótce w Oddział VI Sztabu NW, w którym Iranek-Osmecki został kierownikiem Referatu Informacyjno-Wywiadowczego, którego zadaniem było prowadzenie spraw wywiadowczych w kraju. Po latach wspominał: „Dotąd nikt w sztabie gen. Sosnkowskiego nie zajmował się tymi sprawami. Trzeba było więc rozpoczynać wszystko od początku. Opracowałem instrukcję organizacji wywiadu w Polsce i poszukiwania wiadomości, określiłem stopień ich ważności i spowodowałem wysłanie do Warszawy rozkazu o nadsyłaniu stamtąd cotygodniowych radiowych meldunków wywiadowczych według ustalonego wzoru”. W ten sposób specjalista od spraw kwatermistrzowskich przemienił się w oficera wywiadu.

Załatwienie niektórych ważnych spraw wymagało bezpośredniego kontaktu z KG ZWZ. Powierzano ją emisariuszom – pierwszym był płk. Emil Fieldorf, który wyruszył z Londynu w lipcu 1940 roku. W listopadzie 1940 roku kolejnym emisariuszem został Iranek-Osmecki, który przyjął pseudonim „Antoni”. Droga lotu prowadziła przez Lizbonę, Lagos, Chartum, Kair, Cypr do Stambułu. Stamtąd pociągiem ruszył przez Grecję do Belgradu, a następnie do Budapesztu. Po odpoczynku, z Budapesztu wyruszył z przewodnikiem ZWZ przez Słowację i Tatry do Sanoka, a następnie do Krakowa i wreszcie w połowie grudnia 1940 roku przybył do Warszawy, gdzie zameldował się u gen. Grota-Roweckiego. W drogę powrotną wyruszył w końcu stycznia 1941 roku i do Londynu dotarł dopiero w połowie kwietnia 1941 roku. Znaczne opóźnienie jego drogi powrotnej spowodowane było intrygą Stanisława Kota, któremu zależało, aby wcześniej dotarł do Londynu jego emisariusz polityczny „Martyniuk” i przedstawił raport o „sanacyjnej klice” w ZWZ.

Jego szef płk. Józef Smoleński tak oceniał go w specjalnym rozkazie: „Głęboka inteligencja, wiedza, odwaga, upór i wola czynu sprawia, że trudne obowiązki emisariusza do Kraju wykonał bez zarzutu, zyskując pełne uznanie Najwyższych Przełożonych ZWZ”.
Po powrocie do Londynu został przeniesiony do Oddziału IV (kwatermistrzowskiego) NW, którego szefem został w czerwcu 1942 roku. Odnowił znajomość z kolegą z gimnazjalnej ławki i wojska , płk. Franciszkiem Demelem, bliskim współpracownikiem gen. Sosnkowskiego, od lipca 1941 roku pozostającego – po konflikcie z gen. Sikorskim na tle treści umowy polsko-sowieckiej - bez przydziału.
Mimo wielokrotnych próśb gen. Roweckiego o jego powrót do Kraju w celu objęcia wysokiego stanowiska w KG ZWZ, jego wyjazd ciągle opóźniał się. Jak tłumaczył mu gen. Klimecki, szef Sztabu NW: „ Jest (…) powód, którego zapewne się domyślasz (...). Wokół twego sprawozdania z misji do kraju wynikło dużo zamieszania. (…) Wiesz, jaki jest stosunek do ciebie prof. Kota, i znasz jego wpływ na gen. Sikorskiego. Nie ma mowy o tym, bym mógł przeforsować zgodę ich na twoje odejście do kraju. Trzeba zaczekać, aż to zaognienie wygaśnie”.

Cdn.

http://chris1991.salon24.pl/261024,iran ... ulkownik-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 28 gru 2010, 13:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Iranek-Osmecki - bezkompromisowy Pułkownik (2)

Czekając na zgodę na powrót do kraju Iranek-Osmecki ukończył kurs spadochronowy w Ringway pod Manchesterem oraz kurs walki konspiracyjnej w Audley End. Prowadził także tzw. kursy odprawowe dla cichociemnych.
Ostatecznie po rozmowie z gen. Sikorskim, w trakcie której usłyszał: „Pułkowniku, macie plus w postaci praktyki w konspiracji i wezwania gen. „Grota”. Są to argumenty obalające wszelkie sprzeciwy”, w końcu lutego 1943 roku uzyskał zgodę na odlot do kraju. Skok do kraju odbył 13 marca 1943 roku, formalnie dołączając do elitarnego grona cichociemnych. Był jednym z najstarszych wiekiem i stopniem skoczków. Zarazem, jak każdy cichociemny, awansował o jeden stopień – na pułkownika dyplomowanego. Do kraju wracał pod „starym” pseudonimem „Antoni”.
W cztery dni po jego skoku Delegatura Rządu odebrała ostrzeżenie o niebezpiecznym piłsudczyku, jakoby kierującym w wojsku spiskiem przeciwko NW. Mikołajczyk zaś w depeszy do swych partyjnych kolegów tak pisał o Pułkowniku, którego nigdy nie widział: „wybitny sanator, prawa ręka gen. Sosnkowskiego, który na pewno rozpocznie akcję antyrządową. (…) Miecie się na baczności”. Sprawę zakończyła depesza nowego NW gen. Sosnkowskiego z października 1943 roku, w której oddalił wszelkie zarzuty, a politykom zwrócił uwagę na niewłaściwość poczynań.

Po krótkie „konspiracyjnej aklimatyzacji” Pułkownik objął szefostwo Oddziału IV (kwatermistrzowskiego) KG AK, natomiast w listopadzie 1943 roku KG AK gen. Bór-Komorowski powierzył mu kierownictwo Oddziału II (wywiadowczego) KG AK, dotkniętego wówczas licznymi aresztowaniami, w wyniku których Niemcy ujęli ponad 300 żołnierzy z siatki wywiadu AK. Przyjął wówczas nowe pseudonimy – „Heller” i „Makary”.
Od początku podjął z żelazną konsekwencją czynności zabezpieczające wywiad przez infiltracją ze strony Niemców. Poprawiło się także bezpieczeństwo wydzielonej, znakomicie zorganizowanej sieci kurierów z Działu Łączności Zagranicznej AK. „Po kierownictwem (…) płk. Iranek-Osmeckiego – oceniał Bór-Komorowski – wywiad AK osiągnął bardzo dobre wyniki, dostarczając obfitych wiadomości o nieprzyjacielu, co nam dawało wyraźny obraz stanu sił niemieckich (…), a jednocześnie wyświadczało poważne usługi wspólnemu wysiłkowi aliantów”. Największym sukcesem było dostarczenie do Londynu części odnalezionej niemieckiej rakiety V-2.

W trakcie jednego ze spotkań, szef Oddziału III KG AK gen. Tatar przedstawił projekt memorandum wzywającego do pełnej współpracy AK z Sowietami. Ta inicjatywa ujawniała groźne dla AK, prosowieckie nastawienie ważnego oficera sztabu armii podziemnej. Ten krok zaważył na relacjach Iranka z Tatarem. Pułkownik po wojnie w Londynie ani nie oddawał Tatarowi należnych honorów wojskowych, ani nie podawał mu ręki.

21 lipca 1944 roku Pułkownik został powiadomiony w trybie alarmowym o wyznaczone na dzień następny odprawie ścisłego sztabu KG AK, w trakcie której Bór-Komorowski zakomunikował decyzję o powstaniu w Warszawie. Od tego dnia sztab zbierał się na odprawach dwukrotnie każdego dnia – o 10. i 17. Szef II Oddziału akcentował wciąż dużą zdolność bojową niemieckich wojsk skoncentrowanych nad Wisłą, gdzie zaczęły napływać dwie nowe dywizje pancerne. Spodziewał się przeciwuderzenia Niemców z rejonu Wyszkowa i, w konsekwencji, sowiecko-niemieckiej bitwy na przedpolach stoicy. Uważał także , iż nieprzyjaciel będzie twardo się bronił w Warszawie. W trakcie porannej odprawy w przeddzień wybuchu powstania Pułkownik „podał bardzo dokładną i szczegółową – wedle relacji płk. Bokszczanina – dyslokację jednostek niemieckich (…). Raport (…) był bardzo dobry i wyczerpujący; mógłby służyć za wzór dla słuchaczy Wyższej Szkoły Wojennej. Płk Iranek-Osmecki miał bardzo dobre wiadomości. Podawał nie tylko dyslokację sił niemieckich, ale i obliczenia, wskazujące, kiedy (…) jednostki niemieckiej znajdujące się w transportach, mogły przybyć do (…) rejonów koncentracji i wejść do walki”.

Decyzja o rozpoczęciu powstania została podjęta 31 lipca podczas popołudniowej odprawy, w czasie której płk. Chruściel „Monter” złożył meldunek o pojawieniu się sowieckich czołgów na przedpolach Pragi. Płk. Iranek chciał przyjść pół godziny przed planowaną na 18 naradę, jednak z powodu niemieckiej blokady ulic, przyszedł o 17.45 i zastał samego Bora, który poinformował go o podjęciu już decyzji o wybuchu powstania. Iranek próbował przekonać Bora o konieczności odwołania tej decyzji, jednak było już za późno.Tak więc Bór-Komorowski podjął decyzję o wybuchu powstania nie wysłuchawszy opinii dowódcy II Oddziału KG AK!.

W trakcie powstania pozostawał przez cały czas w Komendzie Głównej AK, dowodząc jednak – razem z gen. Pełczyńskim – nieudanym uderzeniem na Dworzec Gdański. Podczas narady u gen. Bora-Komorowskiego w dniu 28 września zapadła decyzja o wszczęciu rokowań z Niemcami. Głównym reprezentantem strony polskiej został płk Iranek, który znakomicie władał językiem niemieckim. Ostatecznie 2 października Pułkownik wyruszył do Ożarowa, gdzie mieściła się siedziba gen. Bacha-Żelewskiego. „Było to uczucie – stwierdził po latach – jakiegom w życiu nie doznał. Jadę kapitulować. Poza tym przed wyjazdem ani na chwilę nie zmrużyłem oka. Dzień i noc pracowaliśmy z Sasem-Korczyńskim. Ciągle mnie o coś pytał. Ja czuwałem, żeby w tłumaczeniach wszystko wyszło doskonale. W drodze do Ożarowa miałem zawroty głowy i nieprawdopodobnie rozbolała mnie głowa, byłem wściekły na siebie”.

Podpisany o godz. 20.00 wieczorem układ o zawieszeniu broni gwarantował żołnierzom AK prawa kombatanckie. Oficerowie KG AK z gen. Borem-Komorowskim na czele zostali umieszczeni w oflagu 73 w Langwasser pod Norymbergą. Pułkownik Iranek pełnił funkcję oficera do zleceń Bora. Gdy gen. Komorowski postanowił mianować go generałem brygady, odmówił wskazując, iż nigdy nie dowodził wielką jednostką, co wedle regulaminów WP było warunkiem przyznania stopnia generalskiego.
Ich niewola skończyła się 5 maja 1945 roku. 12 maja Pułkownik przybył do Wielkiej Brytanii, gdzie został oficerem do zleceń NW. We wrześniu 1945 roku prezydent Raczkiewicz udekorował go – razem z gen. Pełczyńskim – Orderem Virtuti Militari IV klasy.
Po demobilizacji i pobycie w Polskim Korpusie Przysposobienie i Rozmieszczenia, we wrześniu 1949 roku rozpoczął pracę w londyńskiej piekarni Express Dairy, potem kolejno w kinie „Envoi” i firmie „Ilford”, gdzie obsługiwał maszynę do cięcia papieru fotograficznego. Przez cały czas mieszkał z żoną. w Londynie w różnych lokalach, dopiero w 1955 roku we własnym mieszkaniu w suterynie przy 43A Emperor’s Street.

Od początku zaangażował się w tworzenie organizacji kombatanckich. Był inicjatorem powołania Koła AK w Londynie, pełniąc w latach 1948-1949 funkcję przewodniczącego Zarządu Głównego Koła b. żołnierzy AK.
Podczas wojny koreańskiej, gdy ożyły nadzieje na konflikt wolnego świata z obozem komunistycznym, Iranek-Osmecki wraz z gen. Karaszewiczem-Tokarzewskim, gen. Sawickim i płk. Demelem był autorem tajnego „Referatu wstępnego”, który latem 1952 roku wręczono Naczelnemu Wodzowi gen. Andersowi, w którym przedstawiono plan odtworzenia Polskich Sił Zbrojnych na obczyźnie oraz przygotowania kadr instruktorów i emisariuszy do akcji w kraju. Równocześnie autorzy memoriału uznali za priorytet postawienia tamy różnego działaniom wywiadowczym w kraju, spełnianym po „dyletancku” albo penetrowanym przez „kontrwywiad sowiecki”. Zakończenie wojny koreańskiej, a także podkreślana przez Pułkownika szkodliwość każdej akcji zbrojnej, dywersyjnej czy sabotażowej w kraju oraz tajna robota agentur UB i NKWD, spowodowały zakończenie tych przygotowań.

Pułkownik był również sygnatariuszem, ogłoszonego w listopadzie 1947 roku oświadczenia 12 byłych żołnierzy AK z gen. Borem-Komorowskim na czele, w którym wskazano, iż „Polska emigracja wtedy tylko spełnić może (..) pożyteczną rolę, jeśli zachowa duchową łączność ze swym krajem. (…) Nie pomagajmy wrogom w kopaniu przepaści między nami a krajem. Nie stwarzajmy swym postępowaniem fałszywego wrażenia, że środowisko emigracyjne bliższe jest duchowo tym, którzy współpracowali z okupantem, aniżeli społeczeństwo, które ich wyklęło i potępiło”.

W czerwcu 1949 roku Pułkownik był jednym z założycieli i przywódców Niezależnej Grupy Społecznej, skupionej wokół gen. Andresa, która odwoływała się do idei kontynuowania walki o niepodległość na podstawie legalizmu. Postulowała także stworzenie niezależnych finansów dla potrzeb rządu emigracyjnego. Jako działacz NGS Iranek-Osmecki wstąpił następnie do Ligi Niepodległości Polski, stronnictwa piłsudczyków, zwolenników legalizmu, za którego fundament uważano Konstytucję kwietniową z 1935 roku. Pułkownik wszedł także do Głównej Komisji Skarbu Narodowego, pełniąc w latach 1953-1978 funkcję dyrektora Komisji. Był tez członkiem Zarządu Studium Polski Podziemnej oraz Instytutu Józefa Piłsudskiego w Londynie.

Pułkownik odegrał także ważną rolę w potępieniu przez emigrację antysemickiej kampanii władz komunistycznych PRL z lat 1967-1968. Jego książka „Kto ratuje jedno życie. Polacy i Żydzi 1939-1945” , która wyszła drukiem w 1968 roku, stała się ważnym głosem w dyskusji. W trzy lata później ukazał się angielski przekład z przedmową dr Józefa Lichtena, dyrektora Anti-Defamation League, w której napisał, iż książka Iranka-Osmeckiego „obejmuje zasięg bardzo szeroki, wykracza znacznie poza zagadnienie pomocy Żydom pod okupację i w szeregu rozdziałów przygląda się bacznie życiu Żydów, a nieraz jak gdyby ostrym skalpelem chirurga dotyka bolesnych stron okupacyjnej egzystencji”. Niestety książka nie spełniła najważniejszego oczekiwania Pułkownika – nie skłoniła żydowskich historyków oraz publicystów do refleksji i nie wytłumiła polakożerczej kampanii.
W swe osiemdziesiąte urodziny w 1977 roku, po czerwcowych wydarzeniach radomsko-ursuskich, zainicjował powołanie Obywatelskiego Komitetu Zbiórki Pomocy Robotnikom w Polsce, którego następnie został dyrektorem.

Wkrótce po przyjeździe do Londynu w 1945 roku objął kierownictwo Biura Historycznego Głównej Komisji Likwidacyjnej PSZ (Wydział Armii Krajowej), nakłaniając niedawnych żołnierzy AK do spisywania swych relacji i wspomnień. To głównie dzięki niemu w 1950 roku ukazało się monumentalne dzieło „Armia Krajowa” . Od 1957 roku należał do Komitetu Redakcyjnego wydawnictwa „Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945”, którego pięć tomów ukazało się w latach 1970-1981. Przewodniczył również komitetowi wydawniczemu wspomnień akowskich spadochroniarzy – „Drogi cichociemnych”, którego angielską wersję przygotował syn Pułkownika – Jerzy.

Pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki zmarł 22 maja 1984 roku w Londynie, a 1 czerwca został pochowany w pułkownikowskim mundurze khaki z naszywkami Poland na londyńskim cmentarzu South Ealing. Na jego grobie umieszczono granitową płytę z kotwicą – znak Polski Walczącej i słowa: „Żołnierz Józefa Piłsudskiego”.

Wybrana literatura:

Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945
D. Bargiełowski – Po trzykroć pierwszy. Michał Tokarzewski-Karaszewicz
T. Dubicki – Konspiracja polska w Rumunii 1939-1945
J. Majka, G. Ustasz – Pułkownik Iranek-Osmecki
K. Iranek-Osmecki – Emisariusz Antoni
K. Iranek-Osmecki – Powołanie i przeznaczenie. Wspomnienia oficera Komendy Głównej AK 1940-1945
J. Iranek-Osmecki – Powstanie Warszawskie po 60 latach
J. Zawodny – Uczestnicy i świadkowie Powstania Warszawskiego. Wywiady
J. Tucholski – Cichociemni

http://chris1991.salon24.pl/261626,iran ... ulkownik-2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 29 kwi 2013, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://dobrastronapolski.pl/2013/04/27/ ... sc-polski/

Walczył prawie sto lat o niepodległość Polski

Walczył w trzech powstaniach narodowych, w ostatnim w wieku 104 lat. Za udział w nich spędził 28 lat na Syberii. Zmarł w wymarzonej, niepodległej Polsce.
Łukasz Przybylski urodził się w 1814 w ziemi dobrzyńskiej, w okolicach Lipna. Ukończył warszawską szkołę podchorążych. W wieku 16 lat walczył w powstaniu listopadowym. Został wzięty do niewoli, wcielony do armii carskiej oraz zesłany na 25 lat na Syberię.
Po powrocie wziął udział – jako dowódca jednego z oddziałów – w powstaniu styczniowym. Ponownie trafił do rosyjskiej niewoli. Został skazany na trzyletnią pracę w jednej z syberyjskich kopalń oraz dożywotnie osiedlenie na Syberii. Zamieszkał w guberni irkuckiej.

Obrazek
Weterani Powstania Styczniowego


W czasie pierwszej wojny światowej przedostał się – mając 104 lata – w okolice Bobrujska i wstąpił do korpusu gen. Dowbor – Muśnickiego. W roku 1919 uczestniczył w walkach powstania wielkopolskiego, w trakcie których odniósł ranę. W dowód uznania za hard ducha, niezłomność oddanie dla ojczyzny został awansowany przez gen. Dowbora -Muśnickiego z szeregowego do stopnia pułkownika.
Zmarł w 1922, mając 108 lat, w wymarzonej, niepodległej, II Rzeczypospolitej Polskiej.

I to jest Dobra Strona Polski!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 02 maja 2013, 13:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/04/28 ... ego-grodu/

Orzeł z lwiego grodu
Posted by Marucha w dniu 2013-04-28 (niedziela)

Wiosną 1919 r. nad Lwowem często rozlegał się warkot silników lotniczych. Mieszkańcy z niepokojem zerkali wówczas na niebo, pospiesznie szukając schronienia. Od czasu odparcia wojsk ukraińskich to udręczone miasto wciąż nie doznawało wytchnienia. Ukraińcy próbowali terroryzować je ostrzałem z dział, zaś po odrzuceniu ich sił poza zasięg ognia artyleryjskiego, rozpoczęli bombardowania lotnicze. Ogółem przeprowadzili 18 nalotów powietrznych na Lwów.

Obrazek

29 kwietnia 1919 r. wysłali do boju dwie maszyny. Wywiadowczemu Hansa-Brandenburg C.I (często wykorzystywanemu jako bombowiec) towarzyszył jako eskorta myśliwski Nieuport 11. Nagle w pobliżu pojawił się jeszcze jeden samolot. Był to Fokker E.V/D.VIII ozdobiony biało-czerwoną szachownicą.
Wkrótce na niebie rozegrała się walka. Ukraińcy rozpoczęli odwrót, jednak polski pilot nie zadowolił się tym sukcesem. Skoncentrował uwagę na wrogim myśliwcu i prażył do niego ogniem z karabinów maszynowych. Po wystrzeleniu kilku serii ujrzał, jak wroga maszyna mocno dymiąc znika w tumanie mgły unoszącym się nisko nad ziemią.
Polak rozejrzał się wokoło w poszukiwaniu drugiego przeciwnika. Bezskutecznie – wywiadowczy Brandenburg skorzystał z zamieszania i salwował się ucieczką.
Pora było wracać do bazy. Polski pilot szczęśliwie wylądował. Jeszcze tego samego dnia otrzymał radosną wiadomość. Jednostki naziemne potwierdziły, że ostrzelany przez niego ukraiński Nieuport rozbił się w pobliżu linii frontu. Porucznik Stefan Stec z III Grupy Lotniczej mógł zapisać na swym koncie kolejne zwycięstwo powietrzne. Nie bez kozery lwowska ulica śpiewała o nim:
…A jak Fokker niesie Steca
To w powietrzu istna heca!

Na wielu frontach
Stefan Stanisław Stec przyszedł na świat we Lwowie w roku 1889. Na tutejszej politechnice zdobył dyplom inżyniera.
Gdy wybuchła Wielka Wojna, został powołany do armii austro-węgierskiej. Po ukończeniu szkoły oficerskiej początkowo służył w oddziale saperów. Następnie otrzymał przydział do lotnictwa. Jako obserwator przez dwa lata wykonywał podniebne misje w eskadrze rozpoznawczej Flik 3 na froncie wschodnim. Tam właśnie odniósł swoje pierwsze zwycięstwo powietrzne, zestrzeliwując rosyjskiego Nieuporta. Dowództwo odkryło w nim talent łowcy i skierowało go na kurs pilotów myśliwskich. Po jego ukończeniu, w maju 1918 r. Stec trafił na front włoski. Latał na dwupłatowych myśliwcach Albatros D.III. Wojnę zakończył w stopniu porucznika. Miał na koncie 182 loty bojowe (103 odbył jako obserwator, 79 jako pilot), udział w 40 walkach powietrznych oraz 3 potwierdzone i udokumentowane zestrzelenia samolotów wroga (przy czym niektórzy dziejopisowie przypisują mu strącenie aż 7 samolotów oraz 2 balonów obserwacyjnych).
W październiku 1918 r. Stec powrócił do Lwowa. W mieście wrzało. Polskie organizacje niepodległościowe niemal otwarcie przygotowywały się do przejęcia władzy. Niespodziewanie w dniu Wszystkich Świętych miasto opanowały oddziały ukraińskie. W odpowiedzi polska ludność chwyciła za broń.
Stefan Stec od kilku miesięcy był zaprzysiężonym członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. Teraz bez wahania rzucił się w wir wydarzeń. Jego kwalifikacje pilota wojskowego i doświadczenie wojenne wkrótce miały zostać należycie spożytkowane.

W obronie Lwowa
Polskie lotnictwo wojskowe rodziło się w bólach, w ogniu walk, jakie natychmiast wybuchły na granicach odradzającego się państwa.
We Lwowie polscy emisariusze udali się na lotnisko Lewandówka, położone na Błoniach Janowskich. Natrafili tu jednak na zdecydowany opór austriackiego komendanta tej bazy powietrznej. Oświadczył on Polakom, że zgodnie z rozkazami dowództwa przekaże lotnisko wraz z samolotami, ale… siłom ukraińskim. Tymczasem na lotnisko wtargnęła liczna banda rabunkowa, która przystąpiła do grabieży magazynów. Wystraszeni Austriacy wahali się z podjęciem interwencji. Na pomoc pospieszył im polski patrol, który po zaciętej wymianie ognia zmusił bandytów do ucieczki. Teraz Austriacy raptownie zmienili zdanie. Zgodzili się oddać strzeżony obiekt Polakom, uzyskawszy od nich pisemne zaświadczenie, że „ulegli przemocy”.
Sprzęt zdobyty w bazie na pierwszy rzut oka wyglądał okazale – 18 samolotów, 20 zapasowych silników, warsztaty remontowe, magazyn bomb i amunicji – jednak większość aeroplanów znajdowała się w fatalnym stanie technicznym i wymagała gruntownego remontu. Stopniowo przywracano je do stanu używalności.
5 listopada 1918 roku miał miejsce pierwszy lot bojowy w historii polskiego lotnictwa. Z Lewandówki wystartował do walki samotny dwumiejscowy Hansa-Brandenburg C.I. Jego załogę stanowili: por. pil. Stefan Bastyr oraz por. obs. Janusz de Beaurain. Lotnicy przeprowadzili rozpoznanie, następnie zrzucili 3 bomby na żołnierzy ukraińskich okupujących stację Persenkówka, po czym bezpiecznie powrócili do bazy. Dwa dni później swój pierwszy lot w służbie Rzeczypospolitej odbył Stefan Stec.
Ogółem do chwili nadejścia odsieczy garstka lotników lwowskich wykonała 69 lotów bojowych (najwięcej por. Bastyr – 28 oraz por. Stefan Stec – 19). Lotnicy mieli wielkie zasługi w bojach o Cytadelę, Wysoki Zamek i Górę św. Jacka, udzielając wsparcia jednostkom naziemnym. Atakowali baterie artylerii ostrzeliwującej miasto, stanowiska piechoty, pociągi z zaopatrzeniem, stacje kolejowe. Podczas nalotów na pozycje ukraińskie używali lekkich bomb o wadze 4, 10, 12 i 15 kg (ogółem zrzucono ich 250).
Ponadto lotnictwo zapewniało podtrzymanie łączności z resztą kraju. Przeprowadzono loty kurierskie do Krakowa, Przemyśla i Warszawy. M.in. w dn. 9 listopada, w maszynie pilotowanej przez por. Steca, jako pasażer zajął miejsce prof. Stanisław Stroński, który miał zasiąść w Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie. Wyprawa pełna była przygód. Nad Przemyślem aeroplan został ostrzelany przez Ukraińców i poważnie uszkodzony. Stec zdołał dolecieć w okolice Łańcuta, gdzie lądował przymusowo. Obaj awiatorzy powierzyli maszynę opiece kolejarzy, sami zaś dotarli do Krakowa zarekwirowanym parowozem. Po naprawieniu samolotu por. Stec udał się następnie drogą powietrzną do Warszawy, gdzie złożył meldunek Naczelnikowi Państwa, Józefowi Piłsudskiemu.

Szachownica
Samolot, na którym Stec przybył do stolicy, ozdobiony był biało-czerwoną szachownicą. Symbolu tego ów dzielny pilot używał, jako swego godła osobistego, już podczas Wielkiej Wojny, na froncie włoskim.
Nie on jeden – przed nim tak ozdabiali swe samoloty inni piloci lotnictwa austriackiego: pochodzący z Sanoka Marian Gaweł, urodzony w Krakowie Franciszek Linke-Crawford (syn Czecha i Angielki), a także Chorwat Mirosław Navratil.
W pierwszych dniach niepodległości samoloty lotnictwa polskiego posiadały rozmaite oznakowania wykorzystujące biało-czerwone barwy narodowe – tarcze herbowe, pasy, czerwone litery Z w białym kwadracie. Szachownica na samolocie porucznika Steca, którym przybył on ze Lwowa do Warszawy, wyjątkowo przypadła do gustu ppłk Hipolitowi Łossowskiemu, szefowi Sekcji Żeglugi Napowietrznej. Zaproponował on ją jako godło polskiego lotnictwa. Rozkaz nr 38 Szefa Sztabu Generalnego z dn. 1 grudnia 1918 r. stwierdzał: „Wszystkie samoloty Wojsk Polskich mają być w najkrótszym czasie niżej podanym znakiem, w przepisanych miejscach, zaopatrzone…”

Zwycięstwo
Wojna polsko-ukraińska trwała nadal. Obie strony zaangażowały w nią swe skromne siły lotnicze.
Zmorą trapiącą zarówno polskich, jak i ukraińskich lotników były częste awarie zużytego sprzętu. Poza tym dowództwo polskie z czasem zaczęło wycofać część eskadr, przerzucając je na front bolszewicki. Na początku czerwca 1919 r. Polacy mogli przeciwstawić Ukraińcom zaledwie 6 sprawnych samolotów. Liczba ta wzrosła nieco w następnych tygodniach, by w momencie zakończenia działań osiągnąć wciąż niezbyt imponującą wielkość 21 aparatów.
Na szczęście swoje kłopoty przeżywał również przeciwnik. W kwietniu 1919 r. służący u niego najemni piloci austriaccy odmówili przedłużenia kontraktów i powrócili do swego kraju. W owym czasie siły powietrzne Armii Halickiej liczyły na papierze 50 samolotów; w rzeczywistości tylko kilkanaście było sprawnych.
Lotnictwo obu stron prowadziło przede wszystkim rozpoznanie oraz ataki na cele naziemne. Walki między samolotami należały do rzadkości – przez całą wojnę odnotowano zaledwie 4 zwycięstwa powietrzne, wszystkie odniesione przez Polaków z eskadr lwowskich. Niekwestionowanym liderem wśród uczestników podniebnych pojedynków był por. Stefan Stec. Oprócz wspomnianego na wstępie ukraińskiego Nieuporta zestrzelił również balon obserwacyjny. W owym czasie Stec dowodził 7 Eskadrą Wywiadowczą, wchodzącą w skład III Grupy Lotniczej ze Lwowa. Tylko w kwietniu 1919 r. lotnicy lwowscy wykonali 200 lotów bojowych i zrzucili na pozycje ukraińskie 3700 kg bomb.
Wojna zakończyła się w lipcu całkowitym zwycięstwem Polaków. Swój wkład wniosły ich młode siły powietrzne.

Obrazek

Ostatni lot
W październiku 1919 r. Stec udał się na studia wojskowe do Francji, do paryskiej Ecole Superieure d’Aeronautique.
Rok później wrócił do Polski i rozpoczął prace na rzecz tworzenia rodzimego przemysłu lotniczego. Objął stanowisko kierownika wydziału w Departamencie III Żeglugi Powietrznej Ministerstwa Spraw Wojskowych.
Niestety, nie dane mu było wprowadzić w życie swoich pomysłów i innowacji. W dniu 11 maja 1921 r. na płycie lotniska mokotowskiego roztrzaskał się samolot myśliwski Spad XIIIC1. Za jego sterami zginął Stefan Stec – as przestworzy, kawaler Orderu Virtuti Militari i wielu innych odznaczeń, rycerz biało-czerwonej szachownicy.
Ciało pilota sprowadzono do jego rodzinnego Lwowa i pochowano na Cmentarzu Obrońców miasta. Spoczął tam obok swego dowódcy Stefana Bastyra, obok ochotników z Eskadry Kościuszkowskiej i setek innych towarzyszy broni.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/orzel-z-lwiego-grodu,14423,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 26 maja 2013, 19:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/05/19/marian-hemar/

Marian Hemar
Posted by Marucha w dniu 2013-05-19 (niedziela)

Obrazek
Marian Hemar, fot. Narodowe Archiwum CyfroweMarian H


Poeta, satyryk, komediopisarz, dramaturg, tłumacz poezji, autor tekstów piosenek. Urodził się 6 kwietnia 1901 we Lwowie, zmarł 11 lutego 1972 w Dorking pod Londynem.

Jan Marian Hescheles, syn Ignacego i Berty z domu Lem [był kuzynem Stanisława Lema], urodził się we Lwowie, gdzie mieszkał 24 lata. Później w Warszawie 14 lat, a w Londynie 30 lat. Ukończył VII gimnazjum we Lwowie, następnie studiował na Uniwersytecie Jana Kazimierza medycynę i filozofię. Debiutancki wiersz “Więzień” ukazał się na łamach “Gazety Porannej i Wieczornej” (nr 4771).

W wieku siedemnastu lat zgłosił się jako ochotnik do wojska polskiego i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Po zakończeniu kampanii wrócił na studia, jednak nigdy ich nie ukończył. Po powrocie do Lwowa podjął współpracę z Henrykiem Zdzierzchowskim redaktorem “Szczutka”, w którym zaczął publikować swoje utwory: fraszki, bajki, wiersze, utwory rewiowe, parodie. Jako osobne publikacje ukazały się: zbiorek “Dzik i świnia” (1922), oraz “Ballada o białym byku” (1923).

Sukces odniosła rewia wystawiona w 1924 w Teatrze Miejskim pt. “Łątki lwowskie”, do której teksty w przeważającej mierze sam napisał. Dzięki Ludwikowi Lawińskiemu i L. Orlańskiemu w 1924 w grudniowym programie “Qui pro Quo” pt. “Kupa śmiechu” znalazł się obrazek “U Lwowi” – składający się z najlepszych fragmentów tekstów Hemara.

Z okresem lwowskim wiąże się jeszcze jeden fakt – epizodyczna współpraca z Brunonem Jasieńskim, z którym stworzyli kabaret – jednak nie istniał on długo. Jasieński wyjechał do Paryża jako korespondent “Wieku Nowego”, a Hemar otrzymał z dyrekcji “Qui pro Quo” propozycję podjęcia stałej współpracy.

W roku 1925 Hemar przeniósł się do Warszawy i do 1931 razem z Julianem Tuwimem był kierownikiem literackim teatrzyku “Qui pro Quo”, a następnie kabaretów: “Banda”, (1931-33), “Cyganeria Warszawska” (1933-34), “Wielka Rewia” (1934-35), “Cyrulik Warszawski” (1935-39). [W roku 1935 przyjął też chrzest katolicki, co zdaniem redaktorów portalu culture.pl nie było godne wzmianki - admin]
W latach 1933-34 kierował założonym wraz ze Stefanem Jaraczem i Marią Modzelewską teatrem “Nowa Komedia”. Repertuar musiałnawiązywać bezpośrednio do współczesności widzów, oddziaływać na emocje, komentować rzeczywistość, był “formą obrachunków inteligenckich”, jak określił go Artur Sandauer i “serialem epoki przedtelewizyjnej”, jak określili go późniejsi krytycy. Wpływało to na zmianę statusu pisarza, który stawał się z niezależnego twórcy – “technikiem rozrywki”, jak określił to zjawisko Stefan Żółkiewski. Takim technikiem stał się Hemar, jego zadaniem było nawiązanie porozumienia z publicznością, wsłuchanie się w jej głos, wyrażanie jej nastrojów i zaspokajanie jej potrzeb i w tej dziedzinie Hemar okazał się mistrzem. Nie tylko odnosił triumfy dzięki odpowiadaniu na życzenia publiczności, on jednocześnie publiczność tę wychowywał, ucząc ją rozpoznawać literaturę wyższego lotu w odróżnieniu od wulgarności tekstów krytykanckich i wypaczających osąd rzeczywistości.

Wraz z rozwojem kabaretu i estrady nastąpił rozwój piosenki i Hemar był jednym z najciekawszych piosenkarzy dwudziestolecia (słowo “piosenkarz” w znaczeniu używanym w czasach Hemara, kiedy o autorach tekstów nie mówiono tekściarz, ale piosenkarz właśnie). Napisał, opracował, przetłumaczył, sparafrazował do momentu wybuchu II wojny światowej około 3 tysiące piosenek, z których kilkaset zasłużyło sobie na miano przebojów. Pisał o fatalnej dramatycznej miłości, życiu codziennym, nie unikał podejmowania żartu czy satyrycznego komentarza. Poetyka jego piosenek w dużej mierze nawiązywała do skamandryckiego ducha spod znaku Juliana Tuwima.

Hemar był niewątpliwym mistrzem tzw. szlagwortów, tj. refrenowych zwrotów zapadających w pamięć, jak np.: “Czy pani Marta jest grzechu warta”, “Chciałabym i boję się”, “Nikt, tylko ty”, “Wspomnij mnie”. Być może w powiedzeniu, że Hemar opracował własną teorię piosenki, tkwi odrobina przesady, niemniej jednak wyłożył swoje poglądy na ten temat w 1934 roku na łamach “Wiadomości Literackich”. Według niego doskonałość piosenki polega na jej zgodności z prostotą codziennego języka i z muzyką, jej melodycznymi rymami. Natomiast sukces piosenki to zupełnie odrębna i właściwie trudna do przewidzenia dziedzina, niemająca wiele wspólnego z doskonałością utworu. [Inne znane szlagworty Mariana Hemara, to "Kochać nie warto – lubić nie warto (...) Jedno co warto – to upić się warto!", "Może w maju, może w grudniu,
Może jutro popołudniu" - admin]

Hemar pisywał także wiersze i fraszki, które opublikował w 1936 roku w wyborze zatytułowanym “Koń trojański”. Drwił w nich z samego siebie, z otaczającej go rzeczywistości, przybierając niekiedy ton wręcz profetyczny. Podejmował próbę zrozumienia, w czym tkwią źródła słabości, kapitulacji wobec faszyzmu i dzielił się smutnym przeświadczeniem, że zawsze epoka beztroskiego hedonizmu kończy się zwycięstwem totalitaryzmu. Jeszcze inną dziedziną twórczości Mariana Hemara było pisanie szopek politycznych od 1927, kiedy to dołączył do wielkiej trójki “szopkopisarzy”: Lechonia, Słonimskiego, Tuwima.

Pod koniec września 1939 roku przedostał się do Rumunii, a następnie na przełomie 1940/41 do Palestyny i Egiptu. Walczył jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich w stopniu starszego strzelca. Został przydzielony do Wydziału Prac Kulturalno-Oświatowych Biura Opieki nad Żołnierzem.
Hemar prowadził program radiowy oraz Karpacką Czołówkę Teatralną, pisząc teksty propagandowe, rozrywkowe, piosenki żołnierskie, wiersze. Publikował je w czasopismach Brygady: “Nasze Drogi”, “Gazetka Obozowa”, “Ku wolnej Polsce”. Od 1942 pracował w Londynie w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji, współpracował z “Wiadomościami Polskimi” (1941-44), “Dziennikiem Polskim” (1942-43), “Dziennikiem Żołnierza” (1942-43), “Polską Walczącą” (1942-44). Od 1944 stale współpracował z “Dziennikiem Polskim” i “Dziennikiem Żołnierza”.
Po wojnie pozostał na emigracji w Londynie, gdzie założył wkrótce kabaret “Biały Orzeł” (White Eagle). Związał się z tygodnikiem “Wiadomości” [wydawanym przez Mieczysława Grydzewskiego] – regularnie do niego pisywał, był również w jury przyznającym nagrody tego pisma. W latach 1952-68 współpracował z Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa, w której miał swój cotygodniowy autorski program kabaretowy. W 1955 powstał w Londynie Teatr Literacko-Satyryczny Hemara, w którym prezentował swoje nowe rewie i kompozycje muzyczne. Zajmował się również działalnością translatorską, tłumacząc wiele z języka angielskiego i łacińskiego.

Marian Hemar był laureatem wielu nagród, w tym m.in.: Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (1959), “Wiadomości” (1962), “Dziennika Polskiego” i “Dziennika Żołnierza”(1967), Fundacji A. Jurzykowskiego w Nowym Jorku (1969). Władze emigracyjne uhonorowały go Krzyżem Oficerskim (1966), Krzyżem Komandorskim (1971) Orderu Polonia Restituta. Zmarł 11 lutego 1972 roku w Dorking pod Londynem.

Źródło: www.diapozytyw.pl (portal powstał jako element działalności Instytutu Adama Mickiewicza)

http://www.diapozytyw.pl/pl/site/ludzie/marian_hemar


http://www.culture.pl/baza-literatura-p ... rian-hemar

Od admina:
Marian Hemar był jednym z niewielu, o których z przekonaniem można powiedzieć: polski patriota pochodzenia żydowskiego.Ten, który “z urodzenia był lwowiakiem, z pochodzenia Żydem, a z wyboru Polakiem”
Cytując za Kazimierzem Wyszyńskim (http://www.fronda.pl):
… Marian Hemar wydaje mi się najdroższą perłą patriotyzmu, pośród spolszczonych Żydów, wyznających naszą wiarę i nasze polskie obyczaje.
Przeczytajcie, koniecznie, kilka razy, wiersz “Odpowiedź”. Zrozumiecie może jeszcze lepiej, dlaczego z liberałami nic nas nie może łączyć.

….Niezależnie od tego, z jakiego pochodzę miasta,
Ja w ogóle nie jestem Polakiem z króla Piasta.
Z krwi lechickiej, z przypadku i metrykalnych przyczyn.
Moja ambicja, że jestem Polakiem ochotniczym,

Z zaciągu, nie z poboru. Nie pamiętam od kiedy-
Od Ojca Zadżumionych, czy od Lilli Wenedy?
Od pojedynku z Bohunem? Czy byłem zaczęty
Od mojej śmierci w ciele Longina Podbipięty?

Mogłem urodzić się w Pińsku, w Radomiu czy Leżajsku,
Mógłbym dziś Horacego przekładać po hebrajsku,
Mógłbym być w Izraelu satyrycznym gwiazdorem,
W tym sęk, że….bym nie mógł, bo jestem…Polakiem- amatorem.
Z miłości od pierwszego wejrzenia, a nie zaś – od przymusu,
Tym bardziej muszę strzec mego… amatorskiego statusu.


* * *

Moją Ojczyzną jest polska mowa,
Gdy umrę, w niej pochowają mnie,
I w niej zostanę.


* * *

ODPOWIEDŹ

Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał.
Z nikim Ją pacta nie wiążą conventa,
Jak mu żyć przyjdzie, jak będzie umierał,
Że go dostrzeże w tłumie, że spamięta.
Że — choć spóźnionej — nie cofnie buławy
Odchodzącemu. Niesytemu sławy.

Nie przyrzekała oszczędzać goryczy,
Ani że słodkim będzie karmić chlebem,
Ani że łzy, czy zasługi policzy
I krzyk dosłyszy pod wysokim niebem.
Niczyje do niej nie dotrą pretensje
O “wolność”, “równość”, o łupy i pensje.

Jednakie wiano, łaska Jej jednaka
Złożyła w każdej kołysce dziecięcej
Muśnięciem świętych warg: miano Polaka,
By potem nie dbać, nie pamiętać więcej
I samej, dalej, w mrozach i purpurach,
Skrzydłami wieków bijąc — płynąć w chmurach.

A potem nie ma już takiego sądu,
Ani władz takich, potęg ani ocen,
Ani instancji takiej, ani rządu,
Ani synodu, który byłby mocen
Wymazać z czoła, jak w paszporcie kreską
Rubrykę Polak — Jej łaskę niebieską.

Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem,
Błogosławiony potem, czy przeklęty,
Będzie Polakiem, nie więcej Polakiem
Niż byle łajdak, i nie mniej niż święty.
Już nim zostanie, choćby sam się burzył,
Choćby nie chciał sam. Chociażby stchórzył.

Choćby nie wiedział. Będzie już, tak samo,
Jak bez zasługi każde dziecko, które
W pierwszym swym słowie powiedziało “mamo”
I pomyślało “niebo” patrząc w górę
I dziś wie: “ziemia” – “chleb” – “woda” i “drzewa”
I polskie słowa w polskiej piosnce śpiewa

Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.
Spraw by wstała o własny trud oparta
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona.

I co dzień szliśmy w pobok Niej – tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.
Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona

By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.
By już na zawsze była w każdej naszej trosce
I już w każdej czułości, w lęku i rozpaczy,
By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy
Być wolnym, być u siebie – Być Polakiem w Polsce.


* * *

Marian Hemar. Satyryk, patriota, emigrant, poeta

“Nasz stosunek do literatury był stosunkiem nabożeństwa, myśmy owo nabożeństwo i uwielbienie przenieśli na pisarzy. Od młodości tak wczesnej, że niemal od dzieciństwa, żyłem w tej niezachwianej wierze, że być polskim pisarzem wierszy lub powieści, to najwyższa ranga ludzka, najwyższa nobilitas, że to znaczy być już pół-duchem, pół-bogiem na ziemi”.

Tak mawiał Marian Hemar jeden z najwybitniejszych polskich satyryków i twórców kabaretowych. Urodził się w polskim Lwowie i tam studiował… medycynę i filozofię (sic!). Polskę i Lwów kochał wręcz bałwochwalczo. Gdy po studiach wyjechał do Włoch pisał korespondencje do “Gazety Porannej” zatytułowane “Z Włoch” i co ciekawe, w tych tekstach nie przeważały włoskie opisy, lecz lwowskie, pełne nostalgii i tęsknoty za rodzinnym miastem.

W 1925 przeprowadził się do Warszawy, pracował wraz z Julianem Tuwimem w kabarecie literackim Qui Pro Quo, Banda i Cyruliku Warszawskim. Wraz z Tuwimem, Lechoniem i Słonimskim był autorem wielu skeczy i dowcipów i szopek politycznych. Jego dorobek literacki jest ogromny: ponad 3000 niezwykle popularnych piosenek, do których sam komponował muzykę, setki wierszy, kilkanaście sztuk i słuchowisk radiowych.

Hemar był niewątpliwym mistrzem tzw. szlagfortów, tj. refrenowych zwrotów zapadających w pamięć, jak np.: „Czy pani Marta jest grzechu warta”, „Chciałabym i boję się”, „Nikt, tylko ty”, “Wspomnij mnie”. (…)

W 1935 przyjął chrzest katolicki.

Jego patriotyzm i miłość do Polski wywołała interwencję ambasadora Niemiec w Warszawie, gdyż jego piosenka “Ten wąsik”, śpiewana przez Ludwika Sempolińskiego w popularnej rewii “Orzeł czy reszka”,uznana została za “ośmieszającą głowę państwa”. Po wejściu Niemców do Polski musiał uciekać z kraju, gdyż za tę piosenkę szukało go gestapo. Będąc w Aleksandrii napisał słynny wiersz zatytułowany “Modlitwa”. Przytoczę go tu w całości:

Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.

Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.

Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.

I co dzień szliśmy w pobok Niej – tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.

Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.
By już na zawsze była w każdej naszej trosce
I już w każdej czułości, w lęku i rozpaczy,
By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy
Być wolnym, być u siebie – Być Polakiem w Polsce.


Wiersz ten został zamieszczony w tomie “Dwie Ziemie Święte”. Książką tą i wierszem zachwycił się Wierzyński i napisał tak:

“Z pięknej książki jego bije patriotyzm, żarliwa polskość, szczera i rzetelna. Jest to pamiętnik uchodźcy i śpiewnik żołnierza, pamflet współczesny i elegia o zmarłym wodzu i jest w niej także coś z modlitewnika. Wszystko w książce tej żyje, jest ciepłe – chciałoby się rzec – ogrzane porywczym, lwowskim sercem. Hemar, dziecko miasta, które leży pod Wysokim Zamkiem i jeszcze wyżej, w niezdobytych górach polskiej miłości, okazał się także semper fidelis”.

Gdy w Londynie w Izbie Gmin pojawił się zarzut antysemityzmu w wojsku polskim Hemar nie zawahał się przypomnieć swego prawdziwego żydowskiego pochodzenia. I napisał do “Timesa” tak:
“Jeśli jednak zbyt wielu Anglików jest skłonnych widzieć każdego Niemca jako raczej ‘dobrego’, a każdego Polaka jako raczej faszystę i antysemitę – proszę mnie nie podejrzewać, że jestem jednym z nich, ponieważ jestem Żydem”.

Po wojnie do kraju już nie wrócił. Bolał nad tym,że jego Polska, która doznała tak wielu krzywd od niemieckiego okupanta, znów jest zniewolona, tym razem przez komunistyczny totalitaryzm. Podkreślał mocno: “Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. (…) Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski”.

Zmarł w miasteczku Dorking pod Londynem. Nie udało mu się urzeczywistnić tego marzenia:

“Ach, jak to się stało?
Z wszystkich tęsknot do świata, do złota
Do tryumfów, i wieńców na głowie,
Pozostała ta jedna tęsknota,
Aby kiedyś umierać we Lwowie.
Pozostała tęsknota jedyna,
Wszystkie inne tęsknoty zagłusza:
Gdy ostatnia wybije godzina,
By z lwowskiego wybiła ratusza.”


Jako ciekawostkę podam, że był kuzynem Stanisława Lema (jego matka i ojciec S. Lema byli rodzeństwem.

(…)

Z jego wierszy najbardziel lubię ten….Życzenie”:

Co by mi przysłać z Kraju?
Czy mam jakie życzenie? -
Zapytałaś mnie w liście.
Od razu ci wymienię

Jedno z mych wielu życzeń,
Pierwsze mam je na myśli.
Jeśli chcesz mi co przysłać
W prezencie, to mi przyślij

Pudełko od zapałek,
Albo lniany woreczek,
A w nim troszeczkę ziemi
Tamtejszej – cokolwieczek.

Tyle, co weźmiesz w garstkę
Na polu – w przydrożnym rowie -
Albo na skwerku miejskim
W Warszawie albo w Krakowie -

W lesie, albo z czyjego
Podmiejskiego ogródka -
Gdziekolwiek tam się schylisz.
Jedna grudka malutka

Wystarczy – tyle ile
Jedną obejmiesz dłonią.
Przyślij mi ją do Anglii.
Chyba ci nie zabronią,

Chyba takiej przesyłki
Nic skonfiskują tobie?
Będę ci bardzo wdzięczny.
Wiem, co z tą ziemią zrobię,

A raczej, prawdę mówiąc -
Ach, przyjaciółko miła -
Wiem, o co poproszę żony,
Ażeby z nią zrobiła…..


http://www.youtube.com/watch?v=2MAPTARPbBg

Za http://niepoprawni.pl
http://niepoprawni.pl/blog/592/marian-h ... taemigrant

Zobacz też:
http://wiersze.bfcior.pl/marian-hemar.php
http://prawica.net/node/14099


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 18 lip 2013, 21:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3339-anton ... l-kaszubow

Antoni Abraham - król Kaszubów
Paweł Brojek niedziela, 23-06-13 05:16

Obrazek

Antoni Abraham - król Kaszubów90 lat temu w Gdyni zmarł Antoni Abraham, zasłużony działacz społeczny i narodowy, obrońca polskości Pomorza, delegat na konferencję pokojową w Paryżu w 1919 r., zabiegający tam o przyłączenie Kaszub do II RP.

Antoni Abraham urodził się 19 grudnia 1869 r. w Zdradzie pod Puckiem na Pomorzu, w biednej rodzinie bezrolnego komornika. Uczęszczał do pruskiej jednoklasowej szkoły powszechnej w Mechowie, a potem w Leśniewie. W domu panowała patriotyczna atmosfera, dodatkowo świadomość narodową i religijną młodego Antoniego kształtował jego nauczyciel ks. Teofil Bączkowski, proboszcz parafii w Mechowie.

W wieku 16 lat, po śmierci ojca, rozpoczął wędrówkę po Kaszubach, najmując się do dorywczych prac m.in. jako robotnik rolny, pomocnik rybacki, drwal czy pracownik cementowni. W kolejnych latach mieszkał w Pucku, Bolszewie, Grązłowie i Sopocie, dokąd przeniósł się w 1899 r.

Przez cały ten okres brał udział w polskim życiu społeczno-kulturalnym Gdańska i okolic. Jeszcze w 1891 r. był współzałożycielem Towarzystwa Ludowego „Jedność” w Oliwie, które prowadziło działalność oświatową i patriotyczną wśród Polaków. Podobne stowarzyszenia powstawały w innych miastach na terenie Kaszub. W latach 1911–1913 przewodniczył takiemu towarzystwu w Redzie.

Z powodu swej działalności był szykanowany przez władze pruskie, często karano go grzywnami i więzieniem. Do 1914 r. miał za sobą 40 procesów politycznych.

W 1909 r. zamieszkał na stałe w Oliwie, gdzie sprzedawał rowery i maszyny do szycia. Pracę komiwojażera wykorzystywał do patriotycznej agitacji i kolportażu polskich książek i prasy, m.in. „Gazety Gdańskiej”. Do 1922 r. organizował i prowadził doroczne pielgrzymki Kaszubów z Oliwy na Kalwarię Wejherowską.

Podczas I wojny światowej został wcielony do wojska niemieckiego jako artylerzysta i walczył na froncie francuskim. Ranny podczas walk, powrócił do Oliwy, gdzie kontynuował działalność społeczną.

W 1918 r. został zastępcą członka Podkomisariatu Naczelnej Rady Ludowej na Prusy Królewskie, Warmię i Mazury. Sam zakładał rady ludowe w Oliwie i Brętowie. Był delegatem na konferencję pokojową do Paryża w 1919 r., gdzie agitował za przyłączeniem Kaszub do Polski.

Do kraju wrócił z wojskiem generała Józefa Hallera. Poszukiwany przez pruską policję wznowił działalność publiczną dopiero na początku 1920 r. po zajęciu Pomorza przez Wojsko Polskie.

Jeszcze w tym samym roku przeprowadził się do Gdyni. Dalej aktywnie działał społecznie, zasiadał w Radzie Gminy, należał do Towarzystwa Przyjaciół Pomorza. Apelował o udział w wojnie z bolszewikami, był też gorącym zwolennikiem budowy portu. W 1922 r. z liczne zasługi prezydent Stanisław Wojciechowski odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Chory na raka żołądka, Antoni Abraham ostatnie tygodnie życia spędził w Gdyni. Zmarł 23 czerwca 1923 r. Został uroczyście pochowany na cmentarzu oksywskim, jego pogrzeb zgromadził tłumy ludzi.

Paweł Brojek
źródło: wikisource.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 19 sie 2013, 22:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3561-20-la ... chodzstwie

20 lat temu zmarł Edward Bernard Raczyński - prezydent RP na Uchodźstwie
Paweł Brojek wtorek, 30-07-13 06:36

Obrazek

Dyplomata i polityk, od 1934 r. pełnił funkcję ambasadora RP w Londynie. Jako minister spraw zagranicznych w rządzie Sikorskiego przedstawił aliantom raport o holokauście oraz wysłał prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. W 1979 r. objął urząd Prezydenta RP na Uchodźstwie.

Edward Bernard Raczyński urodził się 19 grudnia 1891 r. w Zakopanem, pochodził ze znanego wielkopolskiego rodu Raczyńskich herbu Nałęcz. Dzieciństwo spędził w Krakowie, był uczniem tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego im. króla Jana III Sobieskiego. Studia prawnicze odbywał w Lipsku i Londynie oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie w 1916 r. uzyskał doktorat.

Pod koniec I wojny światowej zaciągnął się ochotniczo do Wojska Polskiego, trafił do szkoły podchorążych w Ostrowi Mazowieckiej. W listopadzie 1918 r. brał udział w rozbrajaniu Niemców.

W 1919 r. został pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przebywał na placówkach dyplomatycznych w Szwajcarii, Danii i Anglii. Od 1932 r. pełnił funkcję stałego delegata przy Lidze Narodów w Genewie.

Jesienią 1934 r. został mianowany ambasadorem RP w Londynie, którą to funkcję pełnił do chwili wycofania poparcia dla polskiego rządu przez Wielką Brytanię w lipcu 1945 r. W latach 1941-43 był ministrem spraw zagranicznych polskiego Rządu RP na Uchodźstwie.

W grudniu 1942 r., na podstawie materiałów uzyskanych od Jana Karskiego, przygotował i przedstawił aliantom szczegółowy polski raport o holokauście. Był to pierwszy na świecie oficjalny raport na temat holokaustu informujący o nim światową opinię publiczną. Raczyński był również autorem oświadczenia polskiego rządu po odkryciu przez Niemców katyńskich grobów w 1943 r.

Latem 1944 r., podczas powstania warszawskiego, bezskutecznie zabiegał u rządu brytyjskiego w sprawie zwiększenia zrzutów broni i amunicji dla walczącej Warszawy oraz wysłania tam polskiej brygady spadochronowej.

Po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii, gdzie aktywnie uczestniczył w tworzeniu struktur polskiej emigracji politycznej i organizowaniu pomocy dla uchodźców.

W 1954 r., wraz z gen. Władysławem Andersem i Tomaszem Arciszewskim, był twórcą Rady Trzech, kolegialnego organu władzy Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie z prerogatywami prezydenta.

W latach 1979-1986 piastował urząd Prezydenta RP na Uchodźstwie. Był najstarszym prezydentem w historii Polski, złożył urząd w wieku 95 lat.

W czasach PRL wspierał demokratyczną opozycję, był jednym ze współzałożycieli Funduszu Pomocy Krajowi.

W 1990 r. założył Fundację im. Raczyńskich w Poznaniu, przekazując jej Galerię Rogalińską przy Muzeum Narodowym. W jej skład weszły liczne dzieła sztuki oraz pałac i park we wsi Rogalin, będącej dawną siedzibą rodową Raczyńskich.

Edward Bernard Raczyński zmarł 30 lipca 1993 r. w Londynie, pochowano go w rodzinnym Rogalinie. W jego pogrzebie uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych i kościelnych oraz tysiące zwykłych Polaków.

Paweł Brojek
źródło: pid.gov.pl, kuriergalicyjski.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 23 sie 2013, 11:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3578-40-ro ... ina-ps-sek

40. rocznica śmierci płk. Janusza Bokszczanina ps. „Sęk”
Paweł Brojek czwartek, 01-08-13 09:24

Obrazek

40. rocznica śmierci płk. Janusza Bokszczanina ps. „Sęk”Oficer dyplomowany Wojska Polskiego, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej oraz kampanii wrześniowej, bój o wolną i niepodległą Polskę kontynuował w szeregach podziemnych formacji niepodległościowych – Armii Krajowej, Delegatury Sił Zbrojnych i Zrzeszenia WiN. Zmarł 40 lat temu w Paryżu.

Janusz Bokszczanin urodził się 29 października 1894 r. w Grodnie. W 1905 r. rozpoczął naukę w miejscowym gimnazjum, gdzie działał w konspiracyjnym kółku młodzieżowym. Wydalony za udział w strajku szkolnym kontynuował edukację w rosyjskich korpusach kadetów w Pskowie i Połocku. Maturę zdał w 1914 r.

Podczas I wojny światowej, po zmobilizowaniu do armii carskiej, został skierowany do szkoły oficerskiej w Petersburgu, a następnie służył w 4 pułku huzarów. Od listopada 1917 r. walczył w korpusach polskich w Rosji.

W 1919 r. wstąpił do Wojska Polskiego jako oficer kawalerii. Brał udział w wojnie z bolszewikami.

W okresie XX-lecia międzywojennego pełnił różne funkcje dowódcze, był też instruktorem wojskowym. Sam również uczestniczył w licznych kursach i szkoleniach dla oficerów.

W lipcu 1939 r. objął dowództwo 10. Pułku Strzelców Konnych, na którego czele, w składzie 10 Brygady Kawalerii gen. Maczka, walczył w kampanii wrześniowej. Ranny w trakcie walk o Lwów, trafił do szpitala w Dublanach, skąd przedostał się do Warszawy.

Od lutego 1940 r. działał w konspiracji w szeregach Związku Walki Zbrojnej. W maju został aresztowany w łapance i trafił na Pawiak. Po uwolnieniu objął stanowisko szefa Wydziału Broni Szybkich w Oddziale III Komendy Głównej ZWZ. Współpracował z miesięcznikiem „Insurekcja”, od 1941 r. kierował redakcją „Towarzysza Pancernego”.

W marcu 1943 r. awansował do stopnia pułkownika. Brał udział w przygotowaniach planu „Burza”.
W okresie od lutego do czerwca 1944 r. pełnił funkcję I zastępcy szefa sztabu Komendy Głównej AK, po czym powrócił na dawne stanowisko. Od lipca tego roku był II zastępcą Szefa Sztabu KG AK do spraw organizacyjnych.

W momencie wybuchu powstania warszawskiego przebywał poza stolicą. Podczas próby przedostania się w rejon walk został ranny i przechwycony przez Niemców, a następnie wywieziony na roboty przymusowe do Rzeszy.

Pod koniec września 1944 r. zbiegł i powrócił do kraju, gdzie objął szefostwo sztabu Komendy Głównej AK. Po rozwiązaniu Armii Krajowej, w kwietniu 1945 r. został zastępcą Delegata Sił Zbrojnych na Kraj, a we wrześniu tego roku - doradcą prezesa zarządu Zrzeszenia WiN, płk. Jana Rzepeckiego.

W październiku 1945 r., na polecenie dowództwa Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, został wysłany do Londynu jako emisariusz. Rok później osiadł w Paryżu. Do 1953 r. był członkiem Delegatury WiN-u za granicą.

Płk Janusz Bokszczanin zmarł 1sierpnia 1973 r., w wieku 78 lat. Był odznaczony m.in. Orderem Virtuti Militari V klasy oraz Złotym Krzyżem Zasługi.

Paweł Brojek
źródło: archiwumcaw.wp.mil.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 24 sie 2013, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Dowódca Powstania Warszawskiego

Piotr Szubarczyk

Emigracyjni krytycy Powstania atakowali jego dowódcę równie bezpardonowo jak komuniści Stalina: za „niekompetencję”, „zaniedbania”, „lekkomyślność”, „złe dowodzenie”. Tak jest do dziś.

Generał dyw. Tadeusz Komorowski ps. „Znicz”, „Lawina”, „Bór” był oficerem Wojska Polskiego, walczył z bolszewikami, m.in. w bitwie pod Komarowem, największej kawaleryjskiej bitwie XX w., gdzie był ranny. Wykładowca w Oficerskiej Szkole Artylerii w Warszawie, członek reprezentacji jeździeckiej Polski na igrzyska olimpijskie w Paryżu (1924) i kierownik ekipy na igrzyskach w Berlinie (1936). Dowódca 9. Pułku Ułanów Małopolskich (1927-1938), od 1938 r. komendant Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu.

W konspiracji komendant obszaru krakowskiego ZWZ, zastępca komendanta głównego ZWZ-AK, od 1 lipca 1943 r. komendant główny AK, od 30 września 1944 r. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych.

Wydał rozkaz do Powstania, licząc na zapowiadany atak sowiecki.

„Żołnierze Stolicy! Wydałem dziś upragniony przez Was rozkaz do jawnej walki z odwiecznym wrogiem Polski, najeźdźcą niemieckim. Po pięciu blisko latach nieprzerwanej walki, prowadzonej w podziemiach konspiracji, stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku, by Ojczyźnie przywrócić wolność i wymierzyć zbrodniarzom niemieckim karę za terror i zbrodnie dokonane na ziemiach polskich!”.

Po Powstaniu w niemieckiej niewoli, potem na emigracji w Wielkiej Brytanii. Do 1946 r. naczelny wódz polskich sił zbrojnych na obczyźnie, w latach 1947-1949 premier rządu RP na uchodźstwie. Od lipca 1956 r. należał do Rady Trzech.

Zmarł w Londynie na atak serca. Pochowany na cmentarzu Gunnersbury. W roku 1995 odznaczony pośmiertnie Orderem Orła Białego. Czołem, Panie Generale!

http://www.naszdziennik.pl/wp/51881,dow ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 30 wrz 2013, 18:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... d&Itemid=1

Józef Dowbor-Muśnicki
Środa, 28 Sierpień 2013 18:43 Naród

Obrazek

Moje dzieci winny pamiętać, że są Polakami, że pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej nieskazitelnej przeszłości i że ojciec ich dołożył wszelkich swych możliwości dla wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Ma zatem prawo żądać od swego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiły…

W dniu 27 października b.r.
(27 października 2012 przyp red. WsP) w Lusowie odbędą się uroczystości z okazji 145. rocznicy urodzin oraz 75. rocznicy śmierci generała Józefa Dowbora Muśnickiego. Program uroczystości przedstawia się następująco:
- 11:00 uroczysta msza św. w kościele p.w. św. św. Jadwigi Śląskiej i Jakuba
- po mszy odbędzie się w kościele koncert Młodzieżowej Orkiestry Dętej z Tarnowa Podgórnego.
- dalsza część uroczystości odbędzie się na cmentarzu przy grobie rodziny Dowbor- Muśnickich.
Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału.

Generał lejtnant Armii Imperium Rosyjskiego i generał broni Wojska Polskiego, naczelny dowódca Sił Zbrojnych Polskich w byłym zaborze pruskim.

Urodził się 25 października 1867 w majątku Garbów koło Sandomierza w rodzinie Romana Muśnickiego, który był właścicielem Garbowa, pochodzącego z litewskiego rodu Dowborów (Daubor) osiadłego od XVII w. w sandomierskim, herbu Przyjaciel oraz Antoniny z Wierzbickich. Był młodszym bratem Konstantego, także generała lejtnanta. Naukę rozpoczął w gimnazjum w Radomiu, jednak w wieku 14 lat wstąpił do korpusu kadetów w Petersburgu, a następnie został uczniem konstantynowskiej szkoły wojskowej, którą ukończył w 1888 jako podporucznik. W latach 1899–1902 studiował w rosyjskiej Nikołajewskiej Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu.

W momencie wybuchu wojny, w 1914, został awansowany do stopnia pułkownika i objął stanowisko szefa sztabu dywizji piechoty. Brał udział w bitwie przasnyskiej dowodząc 14 Pułkiem Strzelców Syberyjskich (dowódca pułku od 7(29?).11.1914 - 11.09.1915), podczas przeprawy przez Orzyc we wsi Stary Podoś został ciężko ranny i wyjechał na leczenie do Moskwy. Za postawę podczas bitwy został przez Anglików odznaczony Orderem Łaźni[3]. Walczył na froncie austriackim, w 1916 dowódca 123 i 38 Dywizji Piechoty, w okresie kwiecień – lipiec 1917 dowódca XXXVIII Korpusu Armijnego. Brał udział w bitwach pod Jarosławiem, Warszawą i Łodzią. W 1917 otrzymał awans na generała lejtnanta. Gdy w Rosji wybuchła rewolucja lutowa oddał się do dyspozycji Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego w Rosji, który mianował go w ostatnich dniach lipca 1917 dowódcą I Korpusu Polskiego w Rosji.

Gen. Dowbor-Muśnicki kiedy I Korpus został zaatakowany przez oddziały Gwardii Czerwonej na początku lutego 1918 przystąpił do walki, odniósł kilka zwycięstw, z których najważniejsze to zdobycie Bobrujska i osadzenie się w jego twierdzy. W pokoju brzeskim bolszewicka Rosja odstąpiła zdobyty przez Polaków Bobrujsk Niemcom. Dowbor-Muśnicki nie uzyskawszy poparcia od Rady Regencyjnej został zmuszony do złożenia broni. Po tym wydarzeniu, powrócił do Polski i zamieszkał w Staszowie pod Sandomierzem.

W dniu 6 stycznia 1919 otrzymał wezwanie od Naczelnej Rady Ludowej do objęcia dowództwa nad powstaniem wielkopolskim. Muśnicki udał się najpierw do Warszawy, gdzie odbył rozmowę z Józefem Piłsudskim, który potwierdził nominację NRL, a następnie do Poznania, gdzie przybył 8 stycznia. Oficjalnie stanowisko dowódcy przejął od mjr Stanisława Taczaka 16 stycznia. Kontynuował on organizację Armii Wielkopolskiej ("Sił Zbrojnych Polskich w byłym zaborze pruskim") wprowadzając m.in. obowiązkową służbę wojskową i powołując pod broń 11 roczników rekrutów, dzięki czemu udało mu się stworzyć blisko 100-tysięczną armię. Dążył do apolityczności wojska odsuwając od wpływu na decyzje oficerów o radykalnych poglądach oraz likwidując rady żołnierskie. Jako dowódca popierał idee rozszerzenia powstania na Pomorze i ofensywę w kierunku Gdańska, sprzeciwiając się jednocześnie uszczuplaniu Armii Wielkopolskiej poprzez posyłanie oddziałów na wschód. W marcu 1919 został awansowany na generała broni. Następnie przeprowadził proces integracji Armii Wielkopolskiej z resztą WP, pozostając faktycznym jej dowódcą jako dowódca Frontu Wielkopolskiego.

Po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej oddał się do dyspozycji Piłsudskiego, który chciał, aby przejął od gen. Wacława Iwaszkiewicza, jego dawnego podwładnego, dowództwo armii południowej pod Lwowem. Dowbor odmówił, bowiem cenił Iwaszkiewicza. W kwietniu 1920 odmówił przyjęcia stanowiska dowódcy 4 Armii, a w sierpniu tego roku stanowiska dowódcy Frontu Południowego. Po śmierci żony w dniu 6 października 1920 przeniesiony został do rezerwy, a z dniem 31 marca 1924 w stan spoczynku.

W końcu marca 1920 osiadł w Lusowie, a następnie w Batorowie koło Poznania. Jako zwolennik apolitycznej armii, podczas zamachu majowego opowiedział się przeciw puczowi. Zmarł 26 października 1937 w Batorowie, a został pochowany w Lusowie.

Tragiczny los spotkał dzieci Generała. Syn Olgierd popełnił samobójstwo w rok po śmierci ojca. W latach wojny zginęły dwie córki – Janina Lewandowska zamordowana w Katyniu, oraz Agnieszka – zamordowana w 1940 w Palmirach.

Przed śmiercią Generał zapisał w testamencie dumne słowa:

Moje dzieci winny pamiętać, że są Polakami, że pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej nieskazitelnej przeszłości i że ojciec ich dołożył wszelkich swych możliwości dla wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Ma zatem prawo żądać od swego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiły…

Redaktor: TS

za: wikopedia.pl, wolnapolska.pl

http://muzeumlusowo.pl/2/MuzeumLusowo.html
https://www.facebook.com/pages/Genera%C ... 2113366738

Za: http://www.solidarni2010.pl/11352-kartk ... nicki.html




http://marucha.wordpress.com/2014/06/22 ... oim-zyciu/

Generał zwycięzca o swoim życiu
Posted by Marucha w dniu 2014-06-22 (niedziela)

Generał Józef Dowbor-Muśnicki to postać nietuzinkowa, choć dziś niestety nieco zapomniana. Ten niezwykle inteligentny wojskowy był jednym z głównych twórców zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Historię jego życia możemy poznać dzięki opublikowanej przez Wydawnictwo Zysk i S-ka autobiografii generała zatytułowanej „Moje wspomnienia”.

Obrazek
Zaprzysiężenie Straży Ludowej w Poznaniu, 23 lutego 1919 r. Sztandar wręcza gen. Dowbor-Muśnicki.


Urodzony w 1867 r. w majątku rodzinnym Garbów na Sandomierszczyźnie wychowywał się w atmosferze powstania styczniowego. Był jedynakiem. Dużą rolę w jego młodości odegrała matka, która nauczyła miłości do Ojczyzny oraz rycerskości, a także wpajała wiarę w odrodzenie Polski.
Już jako młody uczeń radomskiego gimnazjum miał problemy ze względu na narodowość i swoje przywiązanie do Ojczyzny. Na kartach swojej autobiografii wspomina nauczycieli, którzy w sposób szczególny próbowali mu obrzydzić wartości patriotyczne. Spośród nich wyróżniał się niejaki Strietienskij, w ordynarny sposób bagatelizujący i wyśmiewający historię Polski, która według niego nigdy nie istniała, a Polacy są jedynie szczepem słowiańskim korzystającym z wysokiej kultury rosyjskiej. Prawdziwą historię Polski poznawał w rodzinnym domu oraz na stancji, gdzie wraz z rówieśnikami przyrzekał, że w przyszłości odzyska dla Narodu utraconą wolność i niepodległość. [W Polsce znajdziemy również pełno takich "Strietienskich", głupich dupków, pełnych pogardy do "kacapów" i wyższości, jaką im daje przywilej lizania zachodnich łajdaków po dupach - admin]
W wieku 14 lat wstąpił do Korpusu Kadetów, który ukończył w 1886 r. ze stopniem podoficerskim. W międzyczasie zdecydował, że wojsko jest jego jedyną przyszłością, dlatego też następnym krokiem w jego edukacji była Konstantynowska Szkoła Wojskowa w Petersburgu. Ukończenie kolejnego etapu zaowocowało awansem do stopnia podporucznika.
Z tego okresu pochodzą również obserwacje kulturowych różnic między Polakami a Rosjanami. Młody wojskowy zauważa, że rosyjscy urzędnicy w znaczącej większości byli ludźmi głupimi, bez wykształcenia, pochodzącymi z ciemnej i poniżonej klasy. Jedynymi warunkami, które musieli spełniać kandydaci na urzędników było prawosławne wyznanie i nienawiść do wszystkiego co polskie i katolickie. Dowbor-Muśnicki zwraca również uwagę na powszechną korupcję oraz skłonność do nadużywania alkoholu. „Upijano się z byle błahego powodu i tym częściej, im niżej stała kulturalnie dana warstwa społeczeństwa” – pisze autor, który wspomina również o braku zrównoważenia Rosjan, niestałości w przekonaniach i opiniach oraz o ich nieskrywanej sympatii do Niemców.
Na kolejnych stronach autobiografii przyszły generał opowiada o swojej edukacji w Akademii Sztabu Generalnego, o codziennym życiu, a także o swej wojskowej praktyce. Czytając kolejne strony „Wspomnień” możemy zauważyć jak kształtował się charakter młodego oficera, który aspirował do najwyższych pozycji wojskowych. Książka pełna jest osobistych opinii i analiz. Wśród nich autor przedstawia m.in. polskie wady narodowe, ogromne różnice kulturowe między Polakami a Rosjanami, a także kreuje swoją wizję sprawnego wojska. Opisując konflikty zbrojne, w których brał udział, jak choćby wojna japońska, z niezwykłą starannością przedstawia sceny batalistyczne, a także ruchy taktyczne dowodzonych przez niego pułków. Komentuje również błędy innych rosyjskich dowódców, a także nie pozostawia „suchej nitki” na politykach, którzy według Dowbor-Muśnickiego odpowiadają za niepowodzenia na Dalekim Wschodzie.
„Moje wspomnienia” zawierają również rozmyślenia nad przyczynami wybuchu I wojny światowej, których autor upatruje m.in. w odbudowie i polepszeniu jakości armii rosyjskiej, a także w słabości Niemiec, którym „zabrakło Bismarcka i Moltkego”.
Dowbor-Muśnicki z pieczołowitością opisuje skomplikowaną walkę o Warszawę. Autor poświęca temu wydarzeniu cały rozdział, w którym przytacza wszelkie, nawet najdrobniejsze szczegóły. Opowiada o taktyce, założeniach obronnych i koncepcjach zaczepnych. Barwna kompozycja językowa sprawia, że czytając fragmenty opowiadające o walkach czujemy się jak ich uczestnicy. Autor zwraca również uwagę na przyczyny zakończenia I wojny światowej i ogromny spadek morale wojskowego – wynikiem defetyzmu i leninowskiej propagandy.
Kolejna część wspomnień Dowbor-Muśnickiego poświęcona jest Rewolucji Rosyjskiej oraz losom Polski, która po wielu długich latach odzyskuje niepodległość. Autor przedstawia również kulisy tworzenia I Polskiego Korpusu, zamachu majowego z 1926 r., który określał mianem „najprzykrzejszych chwil swego życia” oraz dowództwa Armią Wielkopolską, mężnie walczącej w obronie polskich terytoriów.
Niezwykle interesującą częścią dzieła gen. Dowbor-Muśnickiego jest ponad dwieście załączników, wśród których znajdziemy m.in. artykuły oraz korespondencje wojskowe z gen. Józefem Hallerem, generałem Francuskiej Misji Wojskowej czy też ministrami Rządu Polskiego.

Obrazek

„Moje wspomnienia” gen. Dowbor-Muśnickiego są autentycznymi zapiskami wydanymi po raz pierwszy w 1935 r., co pozwala poczuć klimat trudnych czasów przełomu XIX i XX w. Wertując poszczególne rozdziały osobistych przemyśleń przywódcy Powstania Wielkopolskiego odkrywamy postać wielkiego Polaka, odważnego i rycerskiego mężczyzny, któremu przyświecał jeden cel – odzyskanie przez Ojczyznę niepodległości.
Wielokrotnie można zauważyć jego głęboki szacunek do hierarchii i Kościoła oraz miłość do Polski. Nienawidził kłamstwa i oszustwa. Bardzo krytycznie odnosił się wobec socjalizmu i jego wyznawców, wśród których zauważał ogromną część półinteligentów i marzycieli. „Nie ma nigdzie tyle wypadków ohydnego szpiegostwa, donosicielstwa, przekupstwa i zdrady swoich, jak właśnie wśród socjalistów” – pisze autor. Jako największą nagrodę w swoim życiu uznawał odzyskanie przez Polskę niepodległości oraz możliwość pośmiertnego pochowania w ziemi ojczystej.
Dzieło gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego ma ogromny walor historyczny, ukazuje też autoportret niezłomnego, szlachetnego bohatera. Wartkość akcji i bardzo przystępny literacki styl powodują, że czytelnik nie potrafi oderwać się od książki. Obok tych wspomnień nie można przejść obojętnie.

Paweł Ozdoba

Gen. Józef Dowbor-Muśnicki, Moje wspomnienia, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2013, s. 868

http://www.pch24.pl/general-zwyciezca-o ... 712,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 29 paź 2013, 13:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/3856-85-ro ... o-z-kutnem

85. rocznica śmierci Antoniego Troczewskiego – lekarza i działacza endecji związanego z Kutnem
Paweł Brojek niedziela, 22-09-13 07:35

Obrazek

Od czasów szkolnych związany z endecją, po przeprowadzce do Kutna działalność polityczną kontynuował stojąc na czele tamtejszych struktur Ligi Narodowej a później Związku Ludowo-Narodowego. Był cenionym lekarzem i społecznikiem, za swe liczne zasługi otrzymał godność honorowego obywatela miasta Kutna.

Antoni Troczewski urodził się 1 czerwca 1861 r. w Łomży w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Jego ojciec Antoni brał udział w powstaniu styczniowym. Po ukończeniu miejscowego gimnazjum rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

Jeszcze podczas nauki wstąpił Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, rozpoczynając w ten sposób aktywną działalność społeczno-polityczną w ramach endecji.

Po ukończeniu studiów w 1891 r. przybył do Kutna, gdzie początkowo pracował jako lekarz nieetatowy, a następnie został dyrektorem szpitala św. Wawrzyńca. Dzięki dokonanej przez niego reorganizacji placówka ta stała się jedną z najlepszych w dawnym Królestwie Polskim. Szpital zyskał nowe oddziały, dobudowano także pawilon z przeznaczeniem na dom starców.

Działalność polityczną kontynuował stojąc na czele struktur Ligi Narodowej a później Związku Ludowo-Narodowego w powiecie kutnowskim. Z jego inicjatywy został założony „Tygodnik Kutnowski” - główny organ prasowy endecji w regionie, uważany za najbardziej opiniotwórczy w okresie międzywojennym. Prywatnie był jednym z bliskich przyjaciół Romana Dmowskiego.

Był aktywnym społecznikiem. Z jego inicjatywy powołano do życia pierwszą w Kutnie szkołę średnią – Szkołę Realną Polskiej Macierzy Szkolnej. Założył i przewodniczył licznym stowarzyszeniom i organizacjom, m.in. Towarzystwu Dobroczynności, Towarzystwu Krajoznawczemu czy Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół”.

Za swe liczne zasługi dla lokalnej społeczności w 1919 r. otrzymał godność honorowego obywatela miasta Kutna.

Antoni Troczewski zmarł 22 września 1928 r., został pochowany na cmentarzu miejskim w Kutnie. Mowę pożegnalną nad jego grobem wygłosił Roman Dmowski.

Paweł Brojek
źródło: um.kutno.pl, endecja.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 18 lis 2013, 10:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Pianista, kompozytor, premier

Należał do pokolenia, które opłakało Powstanie Styczniowe, ale nie zaniechało marzeń o niepodległości.

Ignacy Jan Paderewski urodził się 18 listopada 1860 r. w Kuryłówce na Podolu. Jego mama umarła przy porodzie. Ojciec Zygmunt był powstańcem styczniowym. Sprawę niepodległości chłopiec rozumiał już w dzieciństwie.

Kształcił się w warszawskim Instytucie Muzycznym. Ożenił się z Antoniną Korsakówną. Żona umarła, zostawiając mu kalekiego synka. Wyjechał dla niego za granicę, koncertował. Spotkał Helenę Modrzejewską, która pomogła mu finansowo, otwarła drogę na świat. Występował w Londynie przed królową Wiktorią, w USA był uważany za najlepszego pianistę świata.

Wydawał majątek na sprawy narodowe. Zlecił Antoniemu Wiwulskiemu wykonanie pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie, poświęconego w 500-lecie bitwy w obecności około 150 tysięcy rodaków z całej Polski.

Można go uważać za jednego z wskrzesicieli Rzeczypospolitej. Wykorzystał sławę, zbierał fundusze na pomoc Polsce, mówił prezydentowi USA Woodrowowi Wilsonowi o sprawie polskiej. Prezydent w swoim orędziu (1918) uznał wskrzeszenie Polski za jeden z warunków pokoju na świecie.

Paderewski był animatorem zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Jako premier rządu RP i minister spraw zagranicznych razem z Romanem Dmowskim reprezentował Polskę na konferencji wersalskiej.

Zarabiał krocie na koncertach w USA. Na jego występ w Madison Square Garden (1932) przybyło 15 tysięcy słuchaczy! Po agresji niemiecko-sowieckiej na Polskę został przewodniczącym Rady Narodowej na Uchodźstwie. Powiedział wtedy: „Nie zginie Polska, nie zginie, ale trwać będzie na wieki”.

Zmarł 29 czerwca 1941 r. w Nowym Jorku. Pochowany został na Cmentarzu Narodowym w Arlington. 29 czerwca 1992r. trumnę z jego prochami przewieziono do katedry św. Jana w Warszawie.

Nie zginie pamięć o wielkim synu Narodu, ale trwać będzie na wieki.

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/59892,p ... emier.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 02 gru 2013, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/1871-wojna ... rke-i-syna

Wojna zabrała mu żonę, dwie córki i syna
Paweł Brojek środa, 09-10-13 06:41

Obrazek

Wojna zabrała mu żonę, dwie córki i syna Dziś mija 70. rocznica śmierci płk. Stanisława Thiela – powstańca wielkopolskiego, w czasie II wojny światowej dowódcy Inspektoratu Ziem Zachodnich Narodowych Sił Zbrojnych.

Stanisław Thiel urodził się 20 października 1881 r. we Wrocławiu w rodzinie ziemiańskiej. Po ukończeniu gimnazjum w rodzinnym mieście odbył praktyki rolnicze na Śląsku i Pomorzu, a następnie studiował na wydziale rolniczym wrocławskiego uniwersytetu. W 1905 r. objął rodzinny majątek w Doruchowie koło Ostrzeszowa.

W sierpniu 1914 r. został powołany do armii niemieckiej, służył w Zapasowym Szwadronie Taborów w Poznaniu, zaś w lutym 1915 r. objął dowództwo oddziału pontonowego. Za udział w walkach na terenie Francji i Rosji został odznaczony Krzyżem Żelaznym I i II klasy.

Po wybuchu powstania w Wielkopolsce w styczniu 1919 r. objął dowództwo lokalnego odcinka frontu, a następnie stanął na czele sił powstańczych w powiecie ostrzeszowskim. W sierpniu 1919 r. objął dowództwo 11. Pułku Strzelców Wielkopolskich, na czele którego w styczniu 1920 r. brał udział w przejęciu powiatu kępińskiego oraz części Śląska.

Od kwietnia 1920 r. pracował w Ministerstwie Spraw Wojskowych, jednak na własną prośbę wrócił do służby liniowej.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej dowodził 33. Brygadą Piechoty, pełnił też obowiązki dowódcy 17. Dywizji Piechoty. Za udział w walkach odznaczony został krzyżem Virtuti Militari 5 klasy, czterokrotnie otrzymał również Krzyż Walecznych.

W maju 1922 r. na własną prośbę przeszedł do rezerwy i powrócił do rodzinnego majątku w Doruchowie. Brał czynny udział w życiu społeczno-politycznym Ostrzeszowa, był działaczem Stronnictwa Narodowego oraz członkiem Związku Towarzystwa Powstańców i Wojaków.

Po wkroczeniu Niemców we wrześniu 1939 r. opuścił wraz z rodziną Doruchów i przebywał na Podlasiu. Na początku października powrócił na teren powiatu ostrzeszowskiego, gdzie wkrótce został aresztowany i osadzony w ostrzeszowskim więzieniu, a następnie w Forcie VII w Poznaniu. Zwolniony dzięki łapówce w lutym 1940 r., ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem.

Po przedostaniu się do Warszawy włączył się w nurt konspiracji niepodległościowej wstępując w szeregi Narodowej Organizacji Wojskowej. Jako przeciwnik scalenia NOW z Armią Krajową, w połowie 1942 r. wszedł w skład Narodowych Sił Zbrojnych. Objął wówczas dowództwo Inspektoratu Ziem Zachodnich z siedzibą w Warszawie. Pełniąc tę funkcję kładł szczególny nacisk na propagandę, wywiad i szkolenie kadr.

Płk Stanisław Thiel zmarł nagle 9 października 1943 r. Pochowany na Cmentarzu Powązkowskim, w 1965 r. został przeniesiony do rodzinnego grobowca w Doruchowie. Na wniosek Dowódcy NSZ, płk. Tadeusza Kurcyusza, w styczniu 1944 r. został pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady.

Tragicznie potoczyły się również losy najbliższej rodziny płk. Thiela. Żona Maria zmarła w więziennym szpitalu w 1940 r., córka Krystyna poległa jako sanitariuszka w powstaniu warszawskim. Syn Stanisław, żołnierz AK, przypuszczalnie zginął w obozie Radogoszcz, druga z córek, Katarzyna, zmarła na gruźlicę w 1943 r.

Z całej rodziny wojnę przeżył jedynie najmłodszy syn, Kazimierz, dziś wybitny specjalista inżynierii lądowej i wodnej, profesor w Instytucie Budownictwa Wodnego Polskiej Akademii Nauk.

opr. Paweł Brojek
źródło: panstwo.net, ostrzeszow.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Elity II Rzeczypospolitej
PostNapisane: 12 gru 2013, 23:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4096-65-ro ... demokracji

65. rocznica śmierci Zygmunta Wasilewskiego – polityka i ideologa Narodowej Demokracji
Paweł Brojek piątek, 25-10-13 05:58

Obrazek

Publicysta, krytyk literacki, w latach 30. senator RP z ramienia Stronnictwa Narodowego. Był redaktorem czołowych czasopism przedwojennej Polski, m.in. „Gazety Warszawskiej” i „Myśli Narodowej”. Zmarł 25 października 1948 r. w Wiśle.

Zygmunt Wasilewski urodził się 29 kwietnia 1865 r. we wsi Siekierno na Kielecczyźnie. W 1884 r. ukończył gimnazjum w Kielcach, następnie studiował prawo na uniwersytetach w Warszawie, Kijowie i Sankt Petersburgu. Po ukończeniu studiów w 1889 r. rozpoczął karierę adwokacką, którą wkrótce porzucił na rzecz dziennikarstwa.

Od początku był związany z powstającą narodową demokracją – w 1887 r. został członkiem „Zetu”, a dwa lata później Ligi Narodowej. W latach 1892–1894 był bibliotekarzem w Muzeum Polskim w szwajcarskim Rapperswilu.

Po powrocie do Warszawy w 1894 r. został wydawcą i redaktorem naczelnym tygodnika „Głos”. W 1901 r. przeniósł się do Lwowa, gdzie na 13 lat objął redakcję naczelną „Słowa Polskiego”. W 1915 r. wyjechał wraz z rodziną do Kijowa.

Wezwany przez Dmowskiego przeniósł się do Petersburga, gdzie do końca 1917 r. redagował tygodnik społeczno-polityczny „Sprawa Polska”. Po powrocie do Kijowa w 1918 r. został redaktorem dziennika „Przegląd Polski”.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do Warszawy. W listopadzie 1918 r. został redaktorem naczelnym wznowionej jako organ prasowy endecji „Gazety Warszawskiej”, a w 1925 r. „Myśli Narodowej”, z którą był związany do momentu wybuchu II wojny światowej.

Jako publicysta zajmował się zagadnieniami politycznymi i kulturowymi, podejmował też kwestie regionalizmu i tzw. patriotyzmu lokalnego. Bez względu na podejmowaną tematykę wszystkich analiz dokonywał z punktu widzenia ideologii narodowej.

Był nie tylko cenionym publicystą, lecz także uznanym krytykiem literackim. Za swe studia zakresu literatury w 1935 r. otrzymał nagrodę Akademii Umiejętności, zaś w 1938 r. nagrodą za całokształt twórczości uhonorowała go redakcja „Prosto z Mostu”.

W latach 1930–1935 zasiadał w Senacie RP z ramienia Stronnictwa Narodowego.

Okupację spędził w Warszawie. Po upadku powstania warszawskiego opuścił miasto wraz z ludnością cywilną. Początkowo mieszkał w Krakowie, a od maja 1946 r. w Wiśle.

Zmarł 25 października 1948 r., został pochowany na miejscowym cmentarzu parafialnym. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

opr. Paweł Brojek
źródło: polskietradycje.pl, senat.edu.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /