Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 15 lip 2014, 18:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/5533-55-ro ... irchmayera

55. rocznica śmierci gen. Jerzego Kirchmayera
Paweł Brojek piątek, 11, kwiecień 2014 06:22

Obrazek

W kampanii wrześniowej 1939 r. oficer sztabu Armii „Pomorze”, później w Komendzie Głównej AK, współautor planu „Burza”. Od września 1944 w „ludowym” Wojsku Polskim. Oskarżony o działalność przeciwko władzom komunistycznym, w 1951 r. został skazany na dożywocie w tzw. procesie generałów.


Urodził się 29 sierpnia 1895 r. w Krakowie. Pierwsze nauki pobierał we Lwowie, później kształcił się w gimnazjum jezuickim w Chyrowie, gdzie 1914 r. uzyskał świadectwo dojrzałości. Jako obywatel austriacki został po wybuchu I wojny światowej aresztowany przez władze rosyjskie i wywieziony w głąb Rosji.

W 1918 r. wstąpił do III Korpusu Polskiego na Wschodzie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zasilił szeregi polskich sił zbrojnych. W czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w 7. Pułku Artylerii Polowej. Po wojnie pozostał w wojsku.

W 1921 r. ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii w Poznaniu, później służył w pułkach artylerii w Grudziądzu i Wilnie. W latach 1924-1926 pracował w Biurze Artylerii Francuskiej Misji Wojskowej w Warszawie.

Od 1930 r. studiował w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. W 1932 r., po ukończeniu kursu i otrzymaniu dyplomu naukowego oficera dyplomowanego, został przydzielony do Dowództwa 13 Dywizji Piechoty w Równem, a następnie w Sztabie Inspektoratu Armii w Toruniu.

Podczas kampanii wrześniowej był zastępcą szefa Oddziału Operacyjnego Sztabu Armii „Pomorze”. W czasie walk w Puszczy Kampinoskiej został ciężko ranny.

Po wyleczeniu rozpoczął działalność konspiracyjną w szeregach ZWZ-AK. Od kwietnia 1940 r. był szefem Sztabu Okręgu Warszawa-Województwo. Po klęsce Francji przeszedł załamanie i jesienią 1940 r. złożył swoją dymisję. Do służby powrócił wiosną 1941 r. jako oficer Oddziału Operacyjno-Szkoleniowego Komendy Głównej AK.

We wrześniu 1942 r. współtworzył drugi plan powstania powszechnego, a jesienią 1943 r. - plan akcji „Burza”. Podczas powstania warszawskiego przebywał w Otwocku na rekonwalescencji po amputacji nogi.

Po przedostaniu się do Lublina w sierpniu 1944 r. wstąpił do LWP. Pełnił funkcję kierownika Wojskowego Biura Historycznego w Wojskowym Instytucie Naukowo-Wydawniczym, a następnie szefa Oddziału Historycznego Sztabu Generalnego. Od 1947 r. wykładał historię wojskowości w Akademii Sztabu Generalnego. W 1948 r. został przeniesiony w stan spoczynku.

W maju 1950 r. został aresztowany przez bezpiekę. Wraz z kilkoma innymi generałami oskarżono go o udział w „dywersyjno-szpiegowskiej organizacji działającej w Wojsku Polskim”. W trakcie śledztwa, w wyniku wymuszonych torturami zeznań, przyznał się do stawianych mu zarzutów.

Podczas tzw. procesu generałów, który toczył się w sierpniu 1951 r. przez Najwyższym Sądem Wojskowym, został skazany na karę dożywotniego więzienia. Po zakończonym procesie odwołał wszystkie zeznania, nie zostało to jednak uwzględnione.

W październiku 1955 r. ze względu na stan zdrowia zmniejszono mu wyrok do 12 lat więzienia i udzielono rocznej przerwy w odbywaniu kary. W 1956 r., po umorzeniu sprawy oficerów sądzonych w „procesie generałów”, został zrehabilitowany.

Poświęcił się pracy naukowej, m.in. w Instytucie Historii PAN. Był autorem wielu publikacji z dziedziny historii wojskowości, dotyczących zwłaszcza kampanii wrześniowej i powstania warszawskiego.

Gen. Jerzy Kirchmayer zmarł 11 kwietnia 1959 r. w Otwocku. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

opr. Paweł Brojek
Źródło: naukawpolsce.pap.pl
fot. dws-xip.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 30 lip 2014, 14:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/5652-mord- ... man-rypson

Po 1944 Katyń trwał dalej.

Kopia artykułu:

Mord w majestacie prawa. Ppłk Roman Rypson
Paweł Brojek poniedziałek, 28, kwiecień 2014 05:57

Obrazek

Zaczynał od kawalerii, ale później związał się lotnictwem, które pasjonowało go od dzieciństwa. Był dowódcą eskadr, na czele jednej z nich walczył we wrześniu 1939 r. w bitwie nad Bzurą. Okupację spędził w oflagu, po wojnie wrócił do czynnej służby wojskowej. Fałszywie oskarżony o działalność szpiegowską został zamordowany przez komunistów.


Roman Rypson urodził się 16 lutego 1899 r. w Jedlnie koło Radomska. Uczęszczał do gimnazjów w Radomsku i Częstochowie. Jako członek Polskiej Organizacji Wojskowej brał czynny udział w rozbrajaniu niemieckich żołnierzy w Radomsku i okolicy.

W listopadzie 1918 r. wstąpił ochotniczo do odrodzonego Wojska Polskiego. Jako żołnierz 1 Pułku Ułanów Krechowieckich brał udział w walkach z Ukraińcami na froncie w Galicji Wschodniej. Później przejmował z rąk niemieckich Pomorze Gdańskie i Kaszuby. W 1920 r. walczył w wojnie polsko-bolszewickiej na froncie wołyńskim.

Po wojnie wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie. Awansowany do stopnia podporucznika, otrzymał przydział do 3 Zapasowego Dywizjonu Taborów w Grodnie, gdzie został dowódcą plutonu.

W 1924 r. wstąpił do Szkoły Pilotów w Bydgoszczy, a rok później rozpoczął studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lotniczych w Grudziądzu, przeniesionej później do Dęblina. Jako instruktor szkolił kandydatów na pilotów. W latach 30. pełnił funkcje dowódcze w eskadrach lotniczych.

W kampanii wrześniowej 1939 r. brał udział jako dowódca 46. Eskadry Obserwacyjnej wspierającej 15. Dywizję Piechoty wchodzącej w skład armii „Pomorze”. Po bitwie nad Bzurą przedarł się do Warszawy. Aresztowany przez Niemców, trafił do oflagu II C Woldenberg. W niewoli przebywał do wyzwolenia w 1945 r.

Po wojnie powrócił do kraju i początkowo pracował w instytucjach cywilnych w Toruniu. Po kilku miesiącach powrócił do czynnej służby wojskowej jako szef sztabu w 15 Zapasowym Pułku Lotniczym w Radomiu. Od marca 1946 r. był wykładowcą w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie.

Odwołany ze stanowiska wykładowcy, latem 1947 r. został przeniesiony do Wydziału Planowania w Dowództwie Wojsk Lotniczych. Początkowo pełnił funkcję kierownika sekcji przemysłowej, a z czasem został szefem wydziału.

W czerwcu 1952 r., w ramach czystek politycznych, został przeniesiony do rezerwy i zaraz potem aresztowany i poddany brutalnemu śledztwu, którym kierował sowiecki oficer ppłk Naum Lewandowski.

15 października 1952 r. ppłk Roman Rypson wraz z trzema innymi oficerami stanął przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie. W tzw. procesie drugiej grupy oficerów lotnictwa został oskarżony o działalność konspiracyjno-szpiegowską i skazany na karę śmierci.

Wyrok przez rozstrzelanie wykonano 28 kwietnia 1953 r. w mokotowskim więzieniu.

Ppłk Roman Rypson został zrehabilitowany w 1957 r. w następstwie opracowania raportu przez tzw. Komisję Mazura. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Kwaterze „Na Łączce”.

Paweł Brojek
Źródło: ladzice.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.prawy.pl/historia/5749-61-la ... -kaczynski

61. lat temu zmarł ks. Zygmunt Kaczyński
Paweł Brojek wtorek, 13, maj 2014 05:41

61. lat temu zmarł ks. Zygmunt Kaczyński13 maja 1953 r. w więzieniu mokotowskim zmarł ks. Zygmunt Kaczyński - poseł, członek Rządu RP na uchodźstwie, dziennikarz i działacz społeczny. Odsiadywał tam wyrok za „usiłowanie zmiany przemocą jego demokratycznego ludowego ustroju”. Najprawdopodobniej został zamordowany w trakcie jednego z przesłuchań.


Urodził się 15 października 1894 r. Uczestniczył jako kapelan w wojnie polsko-bolszewickiej. Sprawował również funkcję redaktora czasopism o tematyce katolickiej i społecznej, był także dyrektorem Katolickiej Agencji Prasowej i kanonikiem Kapituły Warszawskiej. Działacz partii chadeckich.

We wrześniu 1939 r. uczestniczył w pracach Obywatelskiego Komitetu Obrony Warszawy Stefana Starzyńskiego. W związku z możliwym aresztowaniem wyjechał do Francji, potem do Wielkiej Brytanii. Był członkiem władz RP na uchodźstwie m.in. jako członek Rady Narodowej, wiceszef Ministerstwa Informacji i Dokumentacji. W latach 1943-44 był ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego w rządzie Stanisława Mikołajczyka.

Do kraju wrócił jesienią 1945 r. Rozwinął działalność duszpasterską, głosząc kazania w wielu stołecznych świątyniach. Był także członkiem Prymasowskiego Komitetu Odbudowy Kościołów Stolicy i Naczelnej Rady Odbudowy m.st. Warszawy.

Ks. Kaczyński i jego środowisko szybko stał się przedmiotem zainteresowania i rozpracowywania komunistycznej bezpieki. Przetrzymywany w areszcie przez dłuższy czas, mimo interwencji władz kościelnych, został w sierpniu 1951 r. skazany przez Wojewódzki Sąd Wojskowy na 10 lat więzienia za działalność na szkodę państwa polskiego poprzez „usiłowanie zmiany przemocą jego demokratycznego ludowego ustroju”. Duchowny trafił do więzienia na ul. Rakowieckiej, gdzie - jak relacjonuje historyk Mirosław Biełaszko z IPN - cieszył się sympatią współwięźniów.

Jak zaznaczył Biełaszko, historia śmierci duchownego ma wiele znaków zapytania. „Współwięźniowie opowiadali, że strażnicy widząc jego uraz na tle światła, zapalali mu jego wielokrotnie podczas nocy, praktycznie uniemożliwiając sen. Pojawiały się też głosy, że był bity w czasie przesłuchań. Jego siostra odwiedziła go kilka dni przed śmiercią i był w dobrej kondycji, a w akcie zgonu, który miał nastąpić z przyczyn naturalnych 13 maja 1953 r., wymieniono szereg chorób, na które miał cierpieć” - opowiadał historyk.

Ks. Zygmunt Kaczyński spoczął w grobie rodzinnym na Powązkach. „Jego siostra opowiadała wówczas prymasowi, że na cmentarz przywieziono otwartą trumnę. Głowa księdza była okryta gazetami, przez które widać było krew. Prawdopodobnie miał więc rozbitą głowę lub był po sekcji zwłok. Przywieziono go tylko w bieliźnie, rodzina wyprosiła jednak przebranie w sutannę i z towarzyszeniem sześciu księży i najbliższych złożono go w rodzinnym grobowcu” - dodał Biełaszko.

Pośmiertnie w 1958 r. ks. Kaczyński został oczyszczony z zarzutów i uniewinniony przez stołeczny Sąd Wojewódzki.

opr. Paweł Brojek

Źródło: PAP


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 02 sie 2014, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/05/03 ... la-ubecje/

Defilada, która sparaliżowała ubecję
Posted by Marucha w dniu 2014-05-03 (sobota)

Obrazek

Zamanifestujemy naszą wolę służenia Ojczyźnie w dniu Święta Królowej Polski – wezwał swoich partyzantów Henryk Flame „Bartek”. Wielka defilada jego zgrupowania miała się odbyć pod samym nosem komunistycznego wojska, UB i MO.
Gdy legendarny dowódca oddziałów NSZ, kpt. Henryk Flame „Bartek” tworzył swoje zgrupowanie w ramach VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego, był 26-letnim, doświadczonym już żołnierzem Wojska Polskiego. Miał za sobą walkę w kampanii 1939 roku, pobyt w niemieckim obozie pracy i działalność w konspiracji.
Flame zbudował oddział – jak na warunki partyzanckie – potężny, bo liczący około 300 żołnierzy (w szczytowym momencie nawet 312). Rozbudowawszy swoje siły „Bartek” dowodził żołnierzami NSZ w czterech powiatach dwóch województw śląsko-dąbrowskiego i krakowskiego: cieszyńskim, bielskim, bialskim, pszczyńskim i żywieckim. By dowodzić tak dużym zgrupowaniem nie wystarczyło być jedynie sprawnym żołnierzem, ale przede wszystkim charyzmatycznym i twardym przywódcą.

Modlitwa i kara śmierci
Flame był bardzo pedantyczny. Chciał, żeby jego żołnierze zawsze byli ubrani w – na miarę możliwości – schludne mundury. Chodziło nie tylko o kwestię estetyki, ale także o wymiar propagandowy takiego ubioru. Społeczeństwo bowiem, jak twierdził dowódca zgrupowania, miało chętniej utożsamiać się z dobrze umundurowanymi żołnierzami.
Obraz życia codziennego oddziału znacznie odbiegał od tego, jaki rysują nierzadko dzisiaj promotorzy narracji historycznej o degeneracji, zepsuciu i nędzy antykomunistycznych powstańców. Rozkład dnia oddziału Flamego był zgodny z zaleceniami specjalnej instrukcji powszechnej dla wszystkich oddziałów NSZ.
Gdy partyzant otwierał oczy nad ranem, pierwszą jego czynnością była modlitwa. Oto jej poruszająca treść:
„Panie Boże Wszechmogący, daj nam siły i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęcamy życie nasze. Niech z krwi niewinnie przelanej braci naszych, pomordowanych w lochach gestapo i czeki; niech z łez naszych matek i sióstr wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib; niech z mogił żołnierzy polskich poległych na polach naszych i na obczyźnie – powstanie Wielka Polska! O Mario, Królowo Korony Polskiej, błogosław pracy naszej i naszemu orężowi! O spraw Miłościwa Pani, Patronko naszych rycerzy, aby wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym i Twoim wizerunkiem. Amen”.
Podobnie żołnierze modlili się przed snem. W ciągu dnia czyszczono broń i sprzęt, organizowano piętnastominutowe pogadanki ideowo-wychowawcze, prowadzono ćwiczenia.
Żołnierze spali w jaskiniach, namiotach lub szałasach. Sam Flame zorganizował swój sztab w trudno dostępnym miejscu Beskidu Śląskiego, na Baraniej Górze. Otoczył się tam najbliższymi ludźmi, stąd rozpuszczał swoich łączników, którzy wędrowali z rozkazami do poszczególnych grup.
„Bartek” był twardym dowódcą. Doskonale wiedział, czym może grozić poluzowanie dyscypliny w oddziale partyzanckim. Nie chcąc więc dopuścić do demoralizacji żyjących w surowych warunkach żołnierzy, Flame nie wahał się karać swoich podwładnych śmiercią. Najwyższy wymiar kary wymierzany był za współpracę z UB, morderstwa, złodziejstwo czy nawet odmowę podporządkowania się rozkazom dowódcy.

„Idziecie prać komunistów?”
3 maja 1946 roku Flame zarządził koncentrację oddziałów w swojej kwaterze na Baraniej Górze. Najpierw zaczął dyscyplinować podległych sobie żołnierzy, niektórym udzielił nagany. Następnie motywował swoje zgrupowanie, przypominając, że celem walki jest obrona wiary katolickiej oraz walka o wielką, narodową Polskę. Na koniec „Bartek” miał wezwać oddziały do zamanifestowania woli „służenia Ojczyźnie w dniu Święta Królowej Polski”.
Po tych słowach zgrupowanie wyruszyło do Wisły, by tam defilować w pełnym umundurowaniu, na oczach mieszkańców miasta. O wielkich chwilach wzruszenia w trakcie marszu ludzi „Bartka” wspomina w książce Tomasza Greniucha „Król Podbeskidzia” dowódca jednego z największych oddziałów zgrupowania, Antoni Biegun „Sztubak”:
„Ruszyły oddziały za oddziałami, partyzanci (…) jak na paradę: w pełnych mundurach, z przypiętymi orzełkami na mieczu, z ryngrafami z Matką Boską. (…) Szliśmy radośni i podnieceni, a na drodze, którą maszerowaliśmy, zaczęły rozgrywać się niezwykłe, wzruszające sceny. Spotkanych po drodze ludzi, kiedy po chwilowym osłupieniu, zorientowali się, kogo mają przed sobą, ogarniał szał radości. (…) Wielu ludzi pytało, podobnie jak niedawno niektórzy spośród nas: czy już się zaczęło? Czy idziecie prać komunistów?”.
Podczas marszu, partyzanci spotkali też ciężarówki z wycieczkowiczami. „Czy to już powstanie?” – mieli pytać, po czym wręczali żołnierzom czekoladę i papierosy.
W takiej atmosferze zgrupowanie „Bartka” dotarło do Wisły.

„Pozostaliśmy wierni”
Gdy oddziały dotarły do celu, kpt. Flame odebrał defiladę. Żołnierze, w zwartych szeregach maszerowali przed swoim dowódcą, na oczach licznie zgromadzonych mieszkańców. W książce Greniucha można odnaleźć poruszające wspomnienie należącej do oddziału Ireny Stawowczyk „Sarny”:
„To była nasza pierwsza defilada! (…) Dla nas wojna jeszcze się nie skończyła! (…) Nie zapomnę nigdy tego uczucia podniecenia i radości, jaka ogarnęła nasze szeregi, tego uczucia dumy, że możemy ogłosić wszem i wobec: oto jesteśmy, nie poddaliśmy się, pozostaliśmy wierni!”.
Uroczysta defilada partyzantów „Bartka” budziła respekt nie tylko z uwagi na podniosłą atmosferę, ale także dlatego, że żołnierze maszerowali pod nosem komunistycznego wojska, Armii Czerwonej, oraz funkcjonariuszy MO i UB. Ubezpieczający defiladę świetnie uzbrojony oddział „Sztubaka” nie miał jednak dużo pracy. Komuniści bowiem po prostu przestraszyli się oddziałów zgrupowania Flamego. Manifestacja Narodowych Sił Zbrojnych musiała ich niemal sparaliżować, bo mimo, że żołnierze zgrupowania nie planowali żadnej akcji o charakterze zbrojnym to, jak wynika ze wspomnień samego „Sztubaka”, funkcjonariusze MO i UB w Żywcu zabarykadowali się ze strachu, a ubowcy z Milówki po prostu uciekli.
Jak imponująco musiała wyglądać defilada zgrupowania „Bartka” obrazuje też wspomnienie komunistycznego pisarza-propagandzisty, Jana Brzozy zamieszczone w książce „Beskidzkie noce”:
(…) syrena fabryczna zagwizdała na alarm. Maszyny stanęły i robotnicy wybiegli przed tartak (…). Wszyscy spieszyli w stronę bramy, skąd rozległy się okrzyki: „Wojsko idzie!”. (…) Potem szmer przycichł, gdyż zza rogu pojawił się jeździec na białym koniu. Był w mundurze wojskowym typu angielskiego, na plecach wisiał mu maszynowy pistolet, głowę przykrywał szeroki beret aliancki. (…) Za nim nadeszły kolumny żołnierzy. Szli dwójkami po obu stronach ulicy w szyku bojowym (…). Każda grupa stanęła przed „Bartkiem” na baczność, meldując mu stan liczebny i gotowość bojową. Po przyjęciu raportu „Bartek” krótko przemówił, podkreślając, że NSZ walczy o wielką narodową Polskę, w obronie wiary katolickiej.
Kpt. Flame był dumny ze swoich żołnierzy. Po defiladzie podziękował im za dyscyplinę, podkreślając przy tym ogromne znaczenie propagandowe takiej manifestacji. „Bartek” zagrał na nosie komunistom. Bezradność sił bezpieczeństwa wobec wielkiej defilady partyzantów doprowadziła władze do białej gorączki. 3 maja 1946 roku był tym dniem, gdy czerwoni nabrali determinacji do tego, by zlikwidować burzące im krew w żyłach grupy leśne NSZ z VII Okręgu NSZ. Od tego momentu „Bartek” dla regionalnych sił bezpieczeństwa stał się celem numer jeden.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/defilada--ktora-spa ... 631,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 04 sie 2014, 10:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://parezja.pl/60-rocznica-antykatol ... akcji-x-2/

60. rocznica antykatolickiej akcji ”X-2”
3 sierpnia 2014

Obrazek
Foto: pl.wikipedia.org


3 sierpnia 1954 roku na Ziemiach Odzyskanych funkcjonariusze UB i milicja aresztowali zakonnice z kilkudziesięciu zakonów i umieścili je w obozach pracy.

Decyzję o aresztowaniach i wywózkach podjął JózefNie żyje Józef Kowalski - weteran wojny polsko-bolszewickiej. Więcej ... » Cyrankiewicz. Celem tej antykatolickiej akcji według władz PRLPrzyszły papież na podsłuchu - zapiski z archiwum SB. Więcej ... »-owskich było zlikwidowanie wszelkich wpływów niemieckich w klasztorach. Podczas tej akcji zlikwidowano 300 klasztorów, a do obozu pracy trafiło aż 1500 zakonnic.

Zakonnice musiały w obozach pracy praować na rzecz spółdzielni państwowych oraz dla wojska. Były tam inwigilowane i często zmuszane do opuszczenia zgromadzenia. W samych obozach pracy nie było prądu, ani podstawowych rzeczy sanitarnych. Zimą brakowało nawet opału. Zakonnice odzyskały wolność w 1956 roku.

W 2002 roku Instytut Pamieci Narodowej wszczął śledztwo w sprawie akcji ”X-2Śledztwo ws. podpalonej tęczy umorzone. Więcej ... »”, jednak ostatecznie zostało ono umorzone z powodu śmierci oprawców oraz braku danych o części winnych.

Na podstawie: pch24.pl

Autor Anna Oflus


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 04 sie 2014, 18:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... &Itemid=56

Sędzia "Śmierć" Sowiecka sprawiedliwość w Polsce 1944-1956

"Na szczególną uwagę w tym gronie zasługuje komunistyczny sędzia pochodzenia ukraińskiego Włodzimierz Ostapowicz, który tylko w latach 1946-1947 skazał na śmierć "w imieniu Rzeczypospolitej" (!) ponad 200 polskich patriotów. Większość skazanych rozstrzelano lub powieszono. W sumie za sprawą Ostapowicza zamordowano 174 osoby"

Wrocławskie Towarzystwo Naukowe Societas Vistulana we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej wydało bardzo ważną dla naszej powojennej historii książkę. Jej autorem jest dr Krzysztof Szwagrzyk, młody, lecz niezwykle już zasłużony badacz stalinowskiego systemu represji w Polsce, naczelnik Biura Edukacji Publicznej oddziału wrocławskiego IPN. Doktor Szwagrzyk przedstawia "prawników czasu bezprawia" - sędziów i prokuratorów wojskowych pierwszej dekady (1944-1956) sowieckiego dominium w Polsce.
Młodszemu Czytelnikowi wyjaśnijmy od razu, że nie jest to wąskie studium sądownictwa wojskowego. Okres stalinowskiego terroru powszechnego w Polsce był bowiem permanentnym "stanem wojennym", a głównym narzędziem zbrodni sądowych na polskich patriotach w tym czasie były nie sądy powszechne, lecz

Wojskowe Sądy Rejonowe
wywodz ące się ze złowrogich sądów doraźnych powstałych tuż po wojnie, skierowanych przeciwko podziemiu niepodległościowemu. Prezentowały one chętnie swoje bolszewickie spektakle przed setkami ludzi spędzanych do różnych miejsc publicznych - zarówno w dużych miastach, jak i po wsiach sprzyjających żołnierzom antysowieckiej konspiracji niepodległościowej. Chodziło o sterroryzowanie Polaków. Odstraszające komunikaty o "wyrokach" śmierci na polskich patriotach drukowano w nakładzie 10-15 tys. egzemplarzy, zupełnie jak w okresie okupacji hitlerowskiej, i wieszano je w miejscach publicznych.
"Jurysdykcji" utworzonych w lipcu 1946 r. Wojskowych Sądów Rejonowych podlegali nie tylko wojskowi, czyli oficerowie i żołnierze drugiej konspiracji niepodległościowej, dezerterzy z wojska "ludowego" czy z milicji. Stawali przed nimi cywile, nawet młodzież gimnazjalna oskarżona o działanie mające na celu "obalenie władzy ludowej". Jedną z pierwszych prac pionu naukowego IPN był program badawczy

Indeks represjonowanych
Pracownicy wszystkich oddziałów IPN systematycznie przeglądali zachowane akta WSR, wydzielając z nich wyroki śmierci z powodów politycznych. Większość tych "wyroków" została wykonana. Ponad trzy tysiące nazwisk z podaniem imienia i nazwiska ofiary, miejsca "sądzenia", wykonania wyroku (politycznego zabójstwa) lub zamiany na długoletnie więzienie znajdzie Czytelnik na stronach internetowych IPN: http://www.ipn.gov.pl, w dziale "Indeks represjonowanych". Listę otwiera płk Piotr Abakanowicz ps. "Barski", "Grzędziel", ojciec wybitnej rzeźbiarki Magdaleny Abakanowicz, pułkownik Wojska Polskiego, w latach 1944-1945 komendant okręgu warszawskiego Narodowych Sił Zbrojnych. Aresztowany w 1945 r., skazany na karę śmierci zamienioną na karę dożywotniego więzienia, został zakatowany 1 czerwca 1948 r. przez więziennego strażnika we Wronkach.
"Indeks represjonowanych" to dopiero początek programu badawczego. Poza WSR bogate żniwo śmierci zebrały inne sądy wojskowe oraz sądy powszechne. Już na podstawie dotychczasowych danych można zaprzeczyć rozpowszechnianej od dawna tezie, jakoby okres stalinowskiego terroru w Polsce rozpoczął się dopiero na przełomie lat 1948/1949. On trwał od zarania PRL-u, kiedy sekretarzem generalnym PPR był jeszcze Władysław Gomułka, przed wojną członek agenturalnej Komunistycznej Partii Polski, a od 1941 r. do końca życia członek Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), późniejszej KPZR. Ten sam, któremu Polacy tak naiwnie powierzyli swoje najskrytsze nadzieje w roku 1956. To właśnie Gomułka był zwolennikiem "likwidowania" organizatorów strajków z lat 1945-1948 (rok 1970 był po prostu recydywą), to za jego sekretarzowania orzeczono 2/3 wszystkich politycznych wyroków śmierci pierwszej dekady komunistycznego państwa w Polsce!

Obraz "sprawiedliwości"
Krzysztof Szwagrzyk przedstawia w swej książce najważniejsze "akty prawne" państwa komunistycznego w Polsce, będące podstawą powszechnego terroru i zbrodni sądowych, dobór ludzi na stanowiska sędziów i prokuratorów, szczególnie duży udział w tym systemie niesprawiedliwości oficerów sowieckich i oficerów pochodzenia żydowskiego, chore relacje między "sądami" a Informacją Wojskową i UB, które w sprawach politycznych praktycznie decydowały o "wyroku", stosunki służbowe, postępowania dyscyplinarne, losy sądowych zabójców po względnej liberalizacji systemu w roku 1956, obecny stosunek państwa do tych, którzy przeżyli rok 1989 i dożywali lub dożywają jeszcze swych dni z solidnymi emeryturami od państwa polskiego, które nie ma sił, by uwolnić się od miazmatów komunizmu.
"44-osobowa grupa oficerów sowieckich aż do połowy lat 50. decydowała o obliczu wojskowego wymiaru sprawiedliwości, czyniąc z niego jedną z najbardziej represyjnych formacji państwa" - pisze dr Szwagrzyk. Co gorsza, bardzo szybko przenieśli oni do Polski najgorszy wzór ze Związku Sowieckiego: modelowy "trybunał" podporządkowany całkowicie bezpiece i władzom politycznym. Większość tych ludzi nosiła polskie nazwiska, takich pewnie wybierano. Zresztą zmiana nazwiska nie stanowiła problemu. Z językiem polskim było już znacznie gorzej. Ci "Polacy" wracali zwykle po wypełnieniu zadań do swej sowieckiej ojczyzny. Ich kwalifikacje prawnicze były często bardzo podejrzane. Sędzia Władysław Olecki był buchalterem w fabryce obuwia w Leningradzie, potem urzędnikiem w fabryce konserw we Frunze. Antoni Skulbaszewski studiował mechanizację gospodarki wiejskiej w Taszkiencie. O innym sowieckim prokuratorze Janie Amonsie sam przełożony napisał, że sporządzone przez niego dokumenty "graniczą nierzadko z niezamierzonym przez autora komizmem". Wśród sowieckich "prawników" byli też weterani wojny polsko-bolszewickiej. Po której walczyli stronie, dodawać nie trzeba. W Polsce nie czuli się jednak obco. Wszak wiceministrem obrony narodowej był ich towarzysz z wojny przeciwko "jaśniepanom polskim" Karol Świerczewski. Dowodził bolszewicką kompanią, zabijał polskich żołnierzy. Do dziś ma ulice swego imienia w rządzonych przez postkomunistów miasteczkach, nawet pomnik w Lęborku!
Wiele było wśród sędziów i prokuratorów osób pochodzenia żydowskiego (choć nie tak wiele, jak w bezpiece). Znaczna część z nich przybyła do Polski w taborach armii sowieckiej. Podobnie jak Sowieci, zmieniali często nazwiska (czasem tylko imiona) na polskie. Wyróżniali się wykształceniem, aż 14 posiadało przedwojenny stopień doktora nauk prawnych. To decydowało o szybkich awansach. Wyróżniała ich poza tym niemal stuprocentowa przynależność do PPR/PZPR. W sumie dr Szwagrzyk zidentyfikował 75 sędziów i prokuratorów wojskowych pochodzenia żydowskiego, przy czym wielu zajmowało najwyższe stanowiska w tym systemie, m.in. Henryk Holder (naczelny prokurator wojskowy), Oskar Karliner (szef Zarządu Sądownictwa Wojskowego) czy Fajga Mindla Danielak vel Wolińska (szefowa wydziałów w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej).

Sowiecka menażeria
Bardzo cenny jest obszerny aneks opracowania - stanowiący połowę objętości 500-stronicowej książki. Autor zamieścił tu swego rodzaju "słownik biograficzny" byłych sędziów i prokuratorów. Zebrał 421 biogramów! Bezcenne źródło informacji dla historyków, dziennikarzy zajmujących się historią, nauczycieli i innych osób zainteresowanych tym okresem. W tej galerii znajdziemy m.in. znane z licznych publikacji, niesławne postacie Fajgi Danielak; Iwana vel Jana Amonsa; Abrahama Kleina vel Romana Bojki; Lucjana Czubińskiego, który już w wieku 23 lat był prokuratorem wojskowym (!), w czasach Gierka prokuratorem generalnym, a w czasach Jaruzelskiego wiceministrem w stopniu komunistycznego generała; Adama Gajewskiego, który w roku 1946 w Gdańsku skazał na śmierć 17-letnią sanitariuszkę AK Dankę Siedzikównę; Abrama Wolfa vel Władysława Litmanowicza, który po gorliwej służbie w "ludowej" sprawiedliwości poświęcił się szachom; Stefana Szechtera vel Michnika, który miał dylemat: kariera w sądownictwie czy w Akademii Politycznej im. Dzierżyńskiego; Hilarego Minca, który zanim został "geniuszem gospodarczym" sowieckiego kroju, był prokuratorem wojskowym - i wielu, wielu innych, wśród nich "specjalistów" i "doradców" sowieckich, sprowadzanych do Polski na pisemne, zachowane do dziś prośby Bieruta i jego kompanii.

Sędzia "Śmierć"
Na szczególną uwagę w tym gronie zasługuje komunistyczny sędzia pochodzenia ukraińskiego Włodzimierz Ostapowicz, który tylko w latach 1946-1947 skazał na śmierć "w imieniu Rzeczypospolitej" (!) ponad 200 polskich patriotów. Większość skazanych rozstrzelano lub powieszono. W sumie za sprawą Ostapowicza zamordowano 174 osoby (To nie jest, Czytelniku, błąd korektorski: sto siedemdziesiąt cztery osoby)! Byli to w większości ludzie młodzi, przeciwstawiający się sowietyzacji Polski, np. 20-letni Piotr Grabowski ps. "Bajan" z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
Nazywano Ostapowicza sędzią "Śmierć". Bardzo lubił publiczne przedstawienia, w których odgrywał główną rolę. Jego "sądom" przyglądały się setki spędzonych w tym celu ludzi. Ulubionymi miejscami występów "Śmierci" były Teatr Miejski w Białymstoku i tamtejsze kino "Ton". Po spektaklu wydawał dyspozycje co do drukowania tysięcy ulotek ze swoimi "wyrokami". Krzysztof Szwagrzyk postanowił poświęcić mu osobny artykuł w ostatnim numerze "Biuletynu IPN" (nr 12/2005, s. 47-59). Pisze tam m.in.: "20 listopada 1979 r. na łamach ´Słowa Polskiego´ opublikowano nekrolog: Dnia 18 listopada 1979 r. we Wrocławiu zmarł mgr Włodzimierz Ostapowicz, emerytowany adwokat i obrońca wojskowy (...) odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (...), lektor Komitetu Dzielnicowego PZPR Wrocław-Stare Miasto. W zmarłym adwokatura wrocławska traci sumiennego pracownika, szanowanego i cenionego kolegę"... Pochowano "Śmierć" na cmentarzu Osobowickim, tuż za bramą, blisko głównej alei. "Zawsze świeże kwiaty i płonące znicze stanowią widoczne świadectwo pamięci (...). W przeciwległym krańcu Polski [Białostockie - P.Sz.], pół wieku po tragicznych ´procesach´, rodziny ofiar Ostapowicza wciąż bezskutecznie poszukują miejsc ich pochówku" - pisze w sentencji swego artykułu dr Szwagrzyk.
Sędzia "Śmierć" nie doczekał się w Polsce żadnego filmu. Szkoda, bo amerykańskie filmy o bandytach z Dzikiego Zachodu czy o Alu Capone zbladłyby przy tej biografii. Doczekał się za to filmu dokumentalnego, na zamówienie telewizji publicznej, kpt. Romuald Rajs "Bury" - zasłużony w walkach z Niemcami i komunistyczną bezpieką oficer wileńskiej AK, potem białostockiego NZW. Nie tak dawno Agnieszka Arnold w I programie TVP przedstawiła go jako antysemitę i anty-Białorusina. Kapitan Rajs został skazany na śmierć przez komunistyczny "sąd" wojskowy w pokazowym procesie w białostockim kinie "Ton" (1949 r.) i zamordowany w więziennej celi. Kilku z jego żołnierzy skazał osobiście sędzia "Śmierć"...

To niemożliwe!
Kwiaty na gro bie sędziego "Śmierci" nie powinny nikogo dziwić. Niejeden zbrodniarz był wzorowym ojcem rodziny. Znamy to dobrze z historii. W przypadku naszych "bohaterów" sprawa wygląda podobnie. Prawdy o swojej "pracy" nie przekazywali swoim dzieciom, które zapamiętały ich jako dobrych ojców, zapewniających im bardzo dobre warunki utrzymania, wykształcenie i stanowisko. Wśród tych dzieci i bliskich stalinowskich sędziów są znani dziś sędziowie, prokuratorzy, aktorzy, redaktorzy wielonakładowych gazet, urzędnicy ministerstw, profesorowie wyższych uczelni - zauważa dr Szwagrzyk. Ci ludzie tworzą potężne lobby opiniotwórcze, zamazujące skutecznie prawdziwy obraz ludzi i instytucji komunistycznego państwa w Polsce, tworzące mity na temat ówczesnych sędziów, prokuratorów, bezpieczniaków, aparatczyków, a nawet zdemaskowanych po latach konfidentów. "Znając jego rzetelność i uczciwość, nigdy nie zlecili mu prowadzenia żadnej sprawy politycznej. Taka jest prawda, którą ja znam z przekazu mego ojca" - napisała do dr. Szwagrzyka córka jednego z sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego lat 1949-1950, przedtem politruka w "ludowym" wojsku. "Wczuwam się w tragedię zamordowanych patriotów. Ich potomnym i ich rodzinom głęboko współczuję, ale również wczuwam się w tragedię mojego ojca. Pozwolę sobie stwierdzić, mając na to szereg uzasadnień, że był on również ofiarą komunizmu" (!) - twierdzi syn sędziego, którego dr Szwagrzyk zalicza do grupy tych, "których działalność doprowadziła do śmierci dziesiątek osób, a oni sami stali się symbolami komunistycznego bezprawia i bezwzględności". Do tej samej grupy zalicza sędziego, którego żona napisała przed paru laty: "Był człowiekiem solidnym i z zasadami. Nie dawał się powodować politycznym naciskom (...). Uznawał tylko podległość obowiązującemu prawu. Był człowiekiem prawym"... I jako człowiek "prawy" karał za "przestępstwa szczególnie niebezpieczne w okresie odbudowy państwa", zgodnie z dekretem? Czy to znaczy, że patrioci polscy przeciwstawiający się podporządkowaniu Ojczyzny Związkowi Sowieckiemu byli "nieprawi"? Zanim usłyszeli wyrok od "prawego" sędziego, przechodzili tortury w UB, potem znosili obelgi "prawego" prokuratora, który nazywał ich bandytami, zarzucał współpracę z Niemcami w czasie wojny (ulubiony zarzut komunistycznych prokuratorów wobec wybitnych oficerów Polskiego Państwa Podziemnego, np. wobec szefa Kedywu AK, gen. Augusta E. Fieldorfa "Nila"), upokarzał, skazywał na wieczne zapomnienie, przekonany, że komunizm w Polsce będzie trwał wiecznie. Dziś dzieci tych ludzi ostrzegają nas obłudnie przed "faszyzacją" kraju i "polskim antysemityzmem"!
Piotr Szubarczyk

Krzysztof Szwagrzyk. Prawnicy czasu bezprawia. Sędziowie i prokuratorzy wojskowi w Polsce 1944-1956. Wyd. Towarzystwo Naukowe Societas Vistulana we współpracy z IPN. Kraków-Wrocław 2005
Zainteresowanym Czytelnikom polecam także wcześniejszą książkę dr. Krzysztofa Szwagrzyka na ten sam temat: Zbrodnie w majestacie prawa 1945-1955. Warszawa 2000

Pierwsi szefowie Wojskowych Sądów Rejonowych[edytuj | edytuj kod]
W tym budynku znajdował się WSR w Szczecinie
WSR w Białymstoku – kpt. Włodzimierz Ostapowicz
WSR w Bydgoszczy – kpt. Stanisław Stasica
WSR w Gdańsku – płk Piotr Parzeniecki
WSR w Katowicach – mjr Stanisław Baraniuk
WSR w Kielcach – mjr Michał Kowalski
WSR w Krakowie – mjr Zbigniew Zawistowski
WSR w Lublinie – mjr Wacław Trzepiński
WSR w Łodzi – kpt. Mikołaj Nippe
WSR w Olsztynie – mjr Jan Krzechowiec
WSR w Poznaniu – mjr Władysław Garnowski
WSR w Rzeszowie – mjr Stanisław Mercik
WSR w Szczecinie – mjr Filip Feld
WSR w Warszawie – ppłk Beniamin Karpiński
WSR we Wrocławiu – mjr Bronisław Ochnio
Z dniem 5 sierpnia 1954 zostały rozwiązane sądy w Kielcach, Koszalinie i Rzeszowie, natomiast reszta z dniem 31 sierpnia 1955.
WSR w Koszalinie przekształcono w Wydział Zamiejscowy WSR w Szczecinie.
WSR upoważnione zostały do rozpatrywania spraw karnych nie tylko przeciwko żołnierzom i funkcjonariuszom Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Wojsk Ochrony Pogranicza (od 1949) i funkcjonariuszom Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego czy Milicji Obywatelskiej, ale także osobom cywilnym oskarżonym o tzw. "zbrodnie stanu". Najczęściej byli to prawdziwi lub wyimaginowani przeciwnicy systemu komunistycznego, żołnierze różnych formacji polskiego podziemia niepodległościowego i partyzanci Ukraińskiej Powstańczej Armii. WSR uważane są z jeden z najbardziej represyjnych organów sądowniczych w stalinowskiej Polsce. Oskarżonym wymierzano niejednokrotnie na kary wieloletniego więzienia lub karę śmierci. Z dotychczasowych badań wynika, że WSR wydały ok. 3500 wyroków śmierci (ponad 1300 wykonano). Większość z nich zapadła z powodów politycznych.
Skazani na karę śmierci
WSR w Białymstoku 273 orzeczonych, 146 wykonanych (53,48%)
WSR w Bydgoszczy 127 orzeczonych, 38 wykonanych (29,92%)
WSR w Gdańsku 59 orzeczonych, 17 wykonanych (28,81%),
WSR w Katowicach 264 orzeczone, 154 wykonanych (58,33)
WSR w Kielcach 163 orzeczone, 47 wykonanych (28,83%)
WSR w Krakowie 392 orzeczone, 172 wykonanych (43,88%)
WSR w Koszalinie 7 orzeczonych, 2 wykonane (28,57%)
WSR w Lublinie 313 orzeczonych, 112 wykonanych (35,78%)
WSR w Łodzi 201 orzeczonych, 65 wykonanych (32,34%)
WSR w Olsztynie 66 orzeczonych, 10 wykonanych (15,5%)
WSR w Opolu 9 orzeczonych, 5 wykonanych (55,55%)
WSR w Poznaniu 189 orzeczonych, 76 wykonanych (40,21%)
WSR w Rzeszowie 122 orzeczonych, 20 wykonanych (16,39%)
WSR w Szczecinie 96 orzeczonych, 43 wykonanych (44,79%)
WSR w Warszawie 878 orzeczonych, 328 wykonanych (37,36%)
WSR we Wrocławiu 309 orzeczonych, 136 wykonanych (44,01%)
WSR w Zielonej Górze 15 orzeczonych, 5 wykonanych (33,33%)

Od kilku lat Instytut Pamięci Narodowej publikuje wykazy osób skazanych przez WSR na karę śmierci z powodów politycznych:
T. Bereza, P. Chmielowiec, Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie w latach 1946–1954, Rzeszów 2004.
T. Kurpierz, Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach 1946–1955, Katowice 2004.
F. Musiał, Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie 1946-1955, Kraków 2005.
K. Szwagrzyk, Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu 1946–1955, Wrocław 2002.
J. Żelazko, „Ludowa” sprawiedliwość. Skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi (1946–1955), Łódź 2007
D. Burczyk, I. Hałagida, A. Paczoska-Hauke, Skazani na karę śmierci przez Wojskowe Sądy Rejonowe w Bydgoszczy, Gdańsku i Koszalinie 1956-1955, Gdańsk 2009.




http://www.prawy.pl/historia/1666-65-ro ... szynskiego

65. rocznica zamordowania Adama Doboszyńskiego
Paweł Brojek piątek, 29, sierpień 2014 10:02

Obrazek

Jeden z czołowych ideologów obozu narodowego w latach 30., organizator słynnej "wyprawy myślenickiej" i działacz konspiracyjny. Został zamordowany przez UB strzałem w tył głowy za rzekomą..." współpracę z wywiadem hitlerowskich Niemiec i Stanów Zjednoczonych".

Adam Doboszyński przyszedł na świat 11 stycznia 1904 r. w Krakowie, w rodzinie ziemiańskiej.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej przez kilka miesięcy walczył jako ochotnik w 6. pułku artylerii ciężkiej w Krakowie. W 1920 r. zdał maturę a następnie podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale prawa, skąd po kilku miesiącach przeniósł się do Wyższej Szkoły Technicznej w Gdańsku.

Podczas studiów działał w organizacjach narodowych, był współzałożycielem „Bratniej Pomocy Zrzeszenia Studentów Polskich” oraz prezesem Związku Akademików Gdańskich "Wisła".

W 1925 r. ukończył studia, uzyskując dyplom inżyniera budowlanego. W kolejnych latach kontynuował naukę w Szkole Nauk Politycznych w Paryżu, którą przerwał z powodu kłopotów materialnych rodziny. Po powrocie do kraju ukończył z wyróżnieniem Szkołę Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie, uzyskując stopień podporucznika rezerwy.

Działalność stricte polityczną rozpoczął na początku lat 30. wstępując do Obozu Wielkiej Polski. W 1933 r. podczas pobytu w Anglii nawiązał znajomość z Gilbertem Keithem Chestertonem, pisarzem i myślicielem, zwolennikiem dystrybucjonizmu - doktryny politycznej odrzucającej zarówno kapitalizm jak i komunizm. Znajomość ta wywarła duży wpływ na poglądy Doboszyńskiego, który w 1934 r. wydał pracę "Gospodarka narodowa” uznaną wkrótce w kręgach narodowych za symbol scalenia polskiego nacjonalizmu z nauką społeczną Kościoła katolickiego.

W połowie lat 30., gdy bardzo wyraźnie uwidoczniły się głębokie spory wewnątrz obozu narodowego, opowiedział się za przynależnością do Stronnictwa Narodowego. Pod koniec 1934 r. objął funkcję prezesa Zarządu Powiatowego SN w Krakowie. Jako sprawny organizator struktur działał aktywnie na polu propagowania ruchu narodowego, wygłaszał odczyty w środowiskach robotniczych, organizował związki zawodowe "Praca Polska", zrzeszające robotników w ramach Stronnictwa Narodowego. Swoje poglądy publikował w wielu artykułach i drukach propagandowych, brał też udział w odczytach akademickich.

Przeszkodą dla działalności politycznej Doboszyńskiego były częste represje władz sanacyjnych w postaci konfiskat druków czy też rozwiązywania zebrań przez policję. W proteście przeciwko szykanom wobec członków SN w Polsce, a w swoim powiecie w szczególności, podjął on decyzję o przeprowadzeniu zbrojnej demonstracji, nazwanej później "wyprawą myślenicką". Celem akcji była chęć wymierzenia sprawiedliwości wobec myślenickiego starosty Antoniego Basary, znanego z tolerowania korupcji, faworyzowania przedsiębiorców narodowości żydowskiej oraz utrudniania działalności Stronnictwu Narodowemu.

W nocy z 22 czerwca na 23 czerwca 1936 r. grupa kilkudziesięciu narodowców z Doboszyńskim na czele opanowała zbrojnie na kilka godzin miasteczko Myślenice. W trakcie akcji rozbrojono posterunek policji i zerwano kable telefoniczne. W znajdujących się na rynku sklepach żydowskich stłuczono szyby wystawowe, a znajdujące się w nich towary zostały zniesione na rynek i podpalone.

Podczas procesu Doboszyński wyjaśniał, że akcją tą chciał wpłynąć na opinię publiczną i nastawić ją przeciwko sanacji oraz komunistom inspirowanym przez żydowską mniejszość w kraju. Za organizację marszu został skazany na więzienie, które opuścił w lutym 1939 r.

Po wybuchu II wojny światowej wstąpił ochotniczo do wojska. Ranny w bitwie pod Lwowem, trafił do niewoli niemieckiej, z której zbiegł. Po klęsce kampanii wrześniowej wyemigrował do Francji a następnie do Wlk. Brytanii. Za zasługi wojenne został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Na emigracji pozostał w wojsku w randze porucznika, prowadząc równocześnie na własną rękę działalność polityczną. Brał m.in. udział w pracach powołanego wiosną 1942 r. Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego, którego celem było wypracowanie wspólnego stanowiska politycznego i zbliżenia Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego "ABC" i falangistów Bolesława Piaseckiego.

Jednocześnie prowadził działalność publicystyczną, pisał artykuły do polskich i angielskich czasopism, był współwydawcą pisma „Jestem Polakiem”. Na łamach gazet propagował katolickie koncepcje ustrojowe i społeczno-gospodarcze, dawał wyraz swej niechęci do gen. Sikorskiego i jego uległej wobec ZSRR polityki, informował o zbrodni katyńskiej.

W grudniu 1946 r. powrócił do Polski. W ciągu pierwszej połowy 1947 r. odbył kilkadziesiąt spotkań z działaczami narodowymi i katolickimi w całym kraju. W tym czasie napisał swoją ostatnią pracę "W pół drogi", w której zawarł syntezę swej myśli politycznej.

3 lipca 1947 r. w Poznaniu został aresztowany przez UB. Trwające dwa lata śledztwo prowadził osobiście znany z brutalności płk Różański. Doboszyńskiemu postawiono absurdalny zarzut współpracy z wywiadem hitlerowskich Niemiec i Stanów Zjednoczonych. W lipcu 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na śmierć. Wyrok poprzez strzał głowy został wykonany 29 sierpnia w więzieniu mokotowskim.

Po latach starań rodziny i przyjaciół, 29 kwietnia 1989 r., Sąd Najwyższy ostatecznie oczyścił Adama Doboszyńskiego ze wszystkich powojennych zarzutów, dokonując jego pośmiertnej rehabilitacji. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w Kwaterze "Na Łączce".

Paweł Brojek
źródło: endecja.pl, dziennikpolski24.pl

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://niezlomni.com/?p=19353

Słowo "kołchoz" było na początku ściśle cenzurowane
Bożena Sarnowska 06.09.2014


Zdjęcie obywatela czytającego Manifest PKWN, Wikimedia Commons


6 września 1944 Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego uchwalił dekret o przeprowadzeniu reformy rolnej. Komunistom zależało na pozyskaniu poparcia chłopów, szczególnie małorolnych i bezrolnych.

*
Dekret o reformie rolnej - komentarz prof. Wojciecha Roszkowskiego Dodaj do playlisty
* Proces kolektywizacji wsi w Polsce. Powstanie spółdzielni produkcyjnych i państwowych gospodarstw rolnych. Skala kolektywizacji. Losy spółdzielni produkcyjnych po 1956 - komentarz dr Janusza Gmitruka

- Na cele reformy rolnej przeznaczone będą nieruchomości ziemskie o charakterze rolniczym (…) stanowiące własność, albo współwłasność osób fizycznych lub prawnych, jeżeli ich rozmiar łączny przekracza bądź 100 ha powierzchni ogólnej, bądź 50 ha użytków rolnych - głosił art. 2 wydanego dekretu.

Wywłaszczenie miało się odbywać bez odszkodowania. - Właściciele nie dostawali żadnej rekompensaty, mieli co prawda możliwość uzyskania wynagrodzenia urzędniczego, ale nie było ono w jakiejkolwiek sposób proporcjonalne do wartości utraconej ziemi - słyszymy w komentarzu prof. Wojciecha Roszkowskiego, w audycji z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej”.

Natomiast chłopi byli zobowiązani do zapłaty za ziemię, miała ona stanowić równowartość rocznych plonów. Dla drobnych gospodarstw mogło być to spore obciążenie, ale władze spłatę rozłożyły na lata.

Komuniści, wydając ten jeden dekret dokonali rewolucji społecznej, zlikwidowali wielką własność ziemską, taką, jaka istniała na ziemiach polskich przez stulecia.

- Względy społeczne przemawiały za podjęciem takich zmian. Jednak pod względem ekonomicznym reforma rolna nie mogła się udać. Wyliczenia opłacalności, produktywności gospodarstw wielkich i małych wskazują na to, że podział wielkiej własności był nieuzasadniony, a wręcz szkodliwy - mówił prof. Wojciech Roszkowski i dodawał:

- Komuniści na początku bardzo unikali haseł związanych z kolektywizacją, za użycie słowa ”kołchoz” można było iść do więzienia, ale już po 3 latach nie ukrywali, że ich celem jest, na wzór radziecki, kolektywizacja polskiej wsi.

Posłuchaj komentarzy na temat reformy rolnej i zmian na wsi na przełomie lat 40. i 50. w Polsce.

Więcej faktów z najnowszych dziejów Polski znajdziesz w serwisie w cyklu "Historia najnowsza – Polska" oraz na platformie moje.polskieradio.pl>>>
http://moje.polskieradio.pl/station/57/ ... %93-Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 10 wrz 2014, 06:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Ta ohydna czerwona chmura, która po 1944r . zaczęła przykrywać piękne i czyste polskie niebo niosła ze sobą zniszczenie, szaber, zakłamanie i śmierć.
Śmierć tych, którzy dla dalszych losów Polski byli najważniejsi - inteligencji.
Razem z tą czerwoną chmurą wlazła do Polski prymitywna kultura stepowa i zaczęła wspólnie z "naukowym" materializmem niszczyć duchowe podstawy naszej polskiej egzystencji. Nasz świat starano się wówczas i kontynuuje się to obecnie, wywrócić do góry nogami i rozdeptać.


Dowód ubeckiej zbrodni

W jamie nr 27, w piwnicy na terenie ogrodu więzienia UB w Białymstoku, w kieszeni munduru leżącej przy jednym ze szkieletów odnaleziono monetę z 1949 roku. To dowód, że mordowała bezpieka.

Wczoraj trwała dalsza eksploracja jamy śmierci w piwnicy na terenie ogrodu dawnego więzienia Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Kopernika w Białymstoku.

Prowadzący prace znaleźli w niej do tej pory trzy ludzkie szkielety i wiele pojedynczych kości, świadczące o tym, że szczątków może tu być o wiele więcej. Na dwóch czaszkach stwierdzono wyraźne ślady przestrzału – kaliber pocisku 9 milimetrów. Wśród znalezionych przy szkieletach przedmiotów są między innymi metalowe szkaplerze, łańcuszek, pędzel do golenia, fragmenty polskich mundurów z okresu międzywojnia (w tych mundurach mogli chodzić tylko żołnierze podziemia niepodległościowego), wojskowe guziki z orzełkiem w koronie i najistotniejsze znalezisko: PRL-owska miedziano-niklowa moneta 10-groszowa z roku 1949. Znajdowała się ona w kieszeni munduru jednej z ofiar. – Ta moneta może być niezbitym dowodem, że odkryte w dole śmierci, w piwnicy, szczątki, ludzkie to ofiary zbrodni UB – mówi „Naszemu Dziennikowi” prokurator IPN Białystok Zbigniew Kulikowski, prowadzący śledztwo, w ramach którego dokonywane są ekshumacje.

Szczegółowe badania odkrytych w piwnicy trzech szkieletów przyniosły bardzo zaskakujące rezultaty. Okazało się bowiem, że są one bardzo dobrze zachowane, a na kościach zachowały się fragmenty tkanki miękkiej. – Na szkieletach zachowały się fragmenty tkanki miękkiej z przemianą woskowo-tłuszczową. Szczątki są w bardzo dobrym stanie. Mogły być pochowane nawet na początku lat 50. – relacjonuje archeolog Adam Falis, prowadzący prace wykopaliskowe w dawnym ogrodzie więzienia UB. Jego zdaniem, to, że znalezione szczątki ludzkie są nadzwyczaj dobrze zachowane, sprawiły warunki, w jakich spoczywały. Murowana piwnica była bowiem pozbawiona roślinności, której bakterie przyspieszają rozkład zwłok.

– Znalezione w piwnicy na terenie dawnego ogrodu szczątki trzech osób są równie dobrze zachowane jak te, które odnaleźliśmy podczas prac ziemnych przeprowadzonych w maju, w dolnych pomieszczeniach obecnego aresztu śledczego – tłumaczy Falis. Zaskakujące było odkrycie wówczas dwóch szkieletów młodych mężczyzn z zachowanymi szczątkami tkanki miękkiej i ubrań. Pierwszy z nich ma ślady postrzału w głowę. Przy tym szkielecie znaleziono portfel zawierający najprawdopodobniej resztki dokumentów. Ślady obrażeń na drugim szkielecie przypuszczalnie mogą być również śladami postrzałowymi. Odkrywki na terenie aresztu, podczas których znaleziono w maju te dwa szkielety, zostały przeprowadzone w ramach drugiego śledztwa dotyczącego byłego więzienia UB, wszczętego przez IPN już w 2006 roku. Prace będą tu podjęte na nowo w listopadzie. Prowadzący prace wysnuli hipotezę na temat sposobu, w jaki zginęły ofiary podjęte z piwnicy.

Według jednej z teorii istnieje prawdopodobieństwo, że w piwnicy, której nie ma na żadnych mapach, mogły być wykonywane egzekucje, a ofiary wrzucane do wykopanego w niej dołu. Po raz pierwszy w Polsce podczas obecnego etapu prac na terenie dawnego ogrodu Więzienia Karno-Śledczego UB przy ul. Kopernika w Białymstoku do badań terenu wykopaliskowego wykorzystywany jest najnowszej generacji dron. – Zdjęcia lotnicze, jakie wykonuje dron, porównujemy na bieżąco z posiadanymi przez nas archiwalnymi zdjęciami lotniczymi terenu dawnego więzienia UB w Białymstoku, m.in. z roku 1949. To pozwala nam m.in. ustalić, co się od tamtych czasów do tej pory w dawnym ogrodzie UB zmieniło. Na zdjęciach archiwalnych są np. budynki i sad, których dziś już nie ma – przypomina prok. Zbigniew Kulikowski z białostockiego pionu śledczego IPN.

Zdjęcia wykonywane przez drona stanowić będą również dokumentację obecnie prowadzonych prac. – Do tej pory korzystaliśmy ze zdjęć satelitarnych, teraz możemy wykorzystać zdjęcia zrobione przez drona, m.in. do dokumentacji stanowiska szkieletowego, tj. położenia jam grobowych. Te zdjęcia z drona są o wiele lepszej jakości, są bardzo dokładne – mówi dr Andrzej Ossowski, szef Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, uczestniczący w pracach. – Wcześniej, aby uzyskać zdjęcie precyzyjne, musieliśmy się wspinać na jakieś wysokie obiekty. Teraz dron, robiąc zdjęcia lotnicze, nas w tym wyręcza – dodaje. Dron należy do Polskiej Bazy Genetycznej. Niedawno genetykom ofiarowała go Fundacja Niezłomni. Wczoraj na terenie dawnego przywięziennego ogrodu rozpoczęły się działania przygotowawcze do nowych odkrywek. Demontowano betonowe ogrodzenie w zachodnio-północnej części terenu wykopalisk. Przeprowadzone bowiem w ostatnich dniach majowego etapu prac wykopy sondażowe ujawniły tam jamę grobową. Usunięto też betonowe elementy silosu, na których stało ogrodzenie.

Prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na terenie dawnego ogrodu Więzienia Karno-Śledczego UB w Białymstoku przy ul. Kopernika 21 prowadzone są w zakresie śledztwa IPN w sprawie zbrodni zabójstwa osób osądzonych w tym więzieniu przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie 1939-1956. Podczas dotychczas przeprowadzonych prac w 23 dołach śmierci znaleziono szczątki ponad 200 osób. Są to ofiary powojennych zbrodni UB, okupantów niemieckich i sowieckich.

Czyny, w wyniku których zginęły osoby znajdowane na terenie ogrodu więziennego, kwalifikuje się jako zbrodnie przeciwko ludzkości. Prowadzone przez IPN dochodzenie dotyczy zabójstw osób osadzonych w tym więzieniu, m.in. członków polskich organizacji niepodległościowych, w okresie od drugiej połowy września 1939 r. do 1956 r., czyli zarówno okupacji sowieckiej, niemieckiej, jak i działalności UB. Główny cel tych prac to odnalezienie szczątków ponad dwustu ofiar zbrodni komunistycznych, przede wszystkim zamordowanych na terenie dawnego białostockiego więzienia. Wyniki obecnie prowadzonych prac dowodzą, że szczątków tych może być jednak o wiele więcej.


--------------------------------------------------------------------------------

IPN prosi o próbki
Naukowcy z Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów przyjechali do Białegostoku, by na terenie Aresztu Śledczego przy ul. Kopernika zabezpieczać materiał DNA pobierany ze szczątków ludzkich odnalezionych w ramach śledztwa dotyczącego zbrodni popełnionych przez okupanta niemieckiego i funkcjonariuszy państwa komunistycznego w latach 1939-1956. Na miejscu będziemy zabezpieczać materiał pochodzący z odnajdowanych szczątków ludzkich oraz od krewnych osób pomordowanych.

Dlatego apelujemy do rodzin poszukujących swoich bliskich o zgłaszanie się do Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów. Wprzypadku tak trudnych badań jedynie analiza DNA może pomóc w identyfikacji ofiar. Proporcje ilości wydobytych już szczątków (przeszło 200) w stosunku do ilości zgłaszających się rodzin (125 osób) są nadal niewspółmierne.

Z poważaniem Milena Bykowska
Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów
Katedra Medycyny Sądowej PUM
Pomorski Uniwersytet Medyczny
w Szczecinie
al. Powstańców Wlkp. 72
70-111 Szczecin
tel. (91) 484 98 73

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rodni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 18 wrz 2014, 08:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Lewacka dzicz to najlepiej potrafi dręczyć, okradać, kłamać, wymyślać i przemocą narzucać dziecinnie głupawe doktryny i zabijać.
W zabijaniu to lewactwo bolszewickie jest jeszcze lepsze od lewactwa nazistowskiego.


Egzekucja na kolanach

Sposób przestrzału czaszki młodego mężczyzny, którego szczątki odnaleziono w piwnicy białostockiego więzienia UB, świadczy, że ofiara klęczała podczas egzekucji
Adam Białous, Białystok

W trakcie prac ekshumacyjnych prowadzonych na terenie byłego więzienia UB w Białymstoku wydobyto już szczątki 44 osób. Nadal odnajdywane są rzeczy osobiste. Wczoraj w jamach odkrytych wokół ściętych drzew odnaleziono medalik z Matką Bożą i kolejny krzyżyk.

Wczoraj rozpoczęły się też sondaże w pobliżu bloków mieszkalnych. Sprawdzony zostanie obszar wokół tych, które na terenie dawnego przywięziennego ogrodu stawiano nawet w drugiej połowie lat 90.

– Rozpoczęliśmy wykopy sondażowe w okolicy bloku mieszkalnego wzniesionego na terenie byłego ogrodu więziennego całkiem niedawno, bo w roku 1996. Relacje świadków, którzy widzieli odnajdywane podczas ziemnych prac budowlanych szczątki ludzkie, są więc, w przypadku jego budowy, bardzo świeże – mówi dr Marcin Zwolski, historyk z białostockiego IPN. – Wykopy są bardzo trudne, w ziemi zalega wiele gruzu, a pod nim jest twarda glina. Możemy używać jedynie szpadli – tłumaczy Zwolski.

Wczoraj trwały także dalsze prace ekshumacyjne związane z wydobywaniem ludzkich szczątków odkrytych pod korzeniami dwóch wyciętych i wykarczowanych drzew – topoli i jesionu, które znajdowały się w dwóch skrajnych punktach pasa ziemi wzdłuż rozebranego muru dawnego ogrodu. Wokół jesionu odkryto aż trzy jamy grobowe. W środę rozpoczęto podejmowanie kości. Zostały one w pewnym stopniu naruszone przez wrastające w nie korzenie drzewa.

Natrafiono również na nową jamę grobową, która jest zlokalizowana w miejscu, gdzie jeszcze kilka dni temu stał słup oświetleniowy. Najwyraźniej podczas jego instalacji mogiła została naruszona.

Zbigniew Kulikowski, prokurator prowadzący śledztwo, w ramach którego toczą się prace, zapoznał się już z wstępną oceną rzeczy odnalezionych kilka dni temu w jednym ze zbiorowych grobów. Oceny tej dokonał biegły z zakresu konserwacji zabytków archeologicznych z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Były to najprawdopodobniej szczątki portfela, w którym stwierdzono odcisk jakiegoś obrazka wotywnego, bliżej niezidentyfikowany kawałek drewna i zapisane kartki papieru. Podjęta zostanie próba odczytania ich treści.

Są już również pierwsze hipotezy dotyczące sposobu śmierci, w jaki zginął młody mężczyzna, którego szczątki razem ze szkieletami kolejnych dwóch osób znaleziono w ubiegłym tygodniu podczas eksploracji jamy w piwnicy w dawnym więziennym ogrodzie. Co najmniej na dwóch czaszkach stwierdzono wyraźne ślady przestrzału. – Biegły przez nas powołany po wstępnym zbadaniu czaszki tego młodego mężczyzny powiedział, że kanał biegu kuli od otworu wlotowego do wylotowego może wskazywać, iż osoba ta podczas egzekucji mogła być w pozycji klęczącej – relacjonuje prokurator Kulikowski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/98281,egz ... anach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 05 sty 2015, 21:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=20957

Siepacze UB z Poznania mordowali jak w Katyniu. Wstrząsająca relacja księdza, który opowiada, jak zamordowano sołtysa za przenocowanie członków „bandy”
wrz 26, 2014 Admin PRL, Relacje 1


Jan Młynarek


Żołnierze wyklęci i zbrodnie SB – o tych tematach mówi się coraz głośniej. Mało kto jednak wie, że w okresie PRL do mordowania żołnierzy podziemia dochodziło również niedaleko Poznania. Sposób zabijania – identyczny, jak w Katyniu.
Dziś w lesie pod Gądkami ma miejsce uroczystość odsłonięcia pomnika żołnierzy wyklętych, zamordowanych w tamtejszych lasach. Projekt uczczenia ofiar zaakceptowała Rada Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa. Niestety mimo dzisiejszej uroczystości wciąż mało wiemy o tym, co miało miejsce pod Poznaniem w okresie stalinowskim.

Rachel powiedział „Amen”, Młynarek strzelił
Dokładnie 68 lat temu w gądeckich lasach, szef aresztu Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu – Jan Młynarek zabił strzałem w tył głowy sołtysa wsi Sucharzewo, Władysława Rachela. Powód wykonania wyroku? Rachel przenocował członków oddziału podziemnego. Relację dotyczącą tej zbrodni znamy z opisu kapelana więziennego, który był wówczas na miejscu- ks. Hieronima Lewandowskiego:
Władysław Rachel z Sucharzewa pow. Mogilno. Sołtys, mąż zaufania wsi, ojciec pięciorga dzieci. W Boże Ciało prowadził księdza pod baldachimem. Skazany za to, że „dwakroć przyjął bandę z lasu na noc i ugościł ich”. Doniósł o tym sąsiad. Za współpracę z „bandą” na podstawie Małego Kodeksu otrzymał wyrok śmierci. Egzekucja miała miejsce w Gądkach, po prawej stronie, 26 września 1946 roku. Młynarek kazał mu uklęknąć , strącił mu nakrycie głowy. Zacząłem odmawiać „Pod Twoją obronę”. Młynarek z rewolwerem w ręku czekał. Gdy Rachel powiedział „Amen”, Młynarek strzelił.

Skala zbrodni
Ks. Lewandowski, który był świadkiem wykonania co najmniej 30 wyroków śmierci, opisując Jana Młynarka mówił:
Gdy samochód zatrzymywał się przy lesie, Młynarek szedł przodem, szukając odpowiedniego miejsca. Później przepuszczał nas i strzelał w tył głowy.
Wiadomo tylko, że w Poznaniu i okolicach w okresie stalinowskim wykonano co najmniej 112 wyroków śmierci. Niestety wciąż mało się o tym mówi, więc i powszechna wiedza na temat zbrodni popełnianych przez Jana Młynarka i jego współpracowników z UB pozostaje na poziomie minimalnym. Dzisiejsza uroczystość to pierwszy krok w kierunku przywołania pamięci poznańskich ofiar stalinizmu. Do pełnego wyjaśnienia zbrodni i ich skali jeszcze droga daleka, ale im więcej mówić się będzie o losie kilkudziesięciu więźniów politycznych, tym szybciej wiedza ta wyjdzie poza mury archiwów.

Uroczystość
Budowa pomnika to pomysł Nadleśnictwa Babki i Głosu Wielkopolskiego, a jego fundatorem jest znany poznański biznesmen Adam Smorawiński. W inicjatywę zaangażował się były dowódca jednostki na Krzesinach, Bronisław Stróżyński. Wspierają ją również burmistrz Kórnika, Jerzy Lechnerowski oraz proboszcz z Robakowa, ks. kanonik Piotr Piec.

źródło: MiastoPoznaj.pl


Mieczysław Kasprzyk i Włodzimierz Wrzeszcz z Nadleśnictwa Babki oraz rzeźbiarz Roman Kosmala przy kamieniu przekazanym na pomnik / Fot. Krzysztof M. Kaźmierczak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 24 lut 2015, 06:49 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7539
Lokalizacja: Podlasie
Kim była ciotka Idy?

Obrazek

Helena Wolińska, która inspirowała postać Wandy Gruz z filmu „Ida”, stanowiła w komunistycznym systemie „przedsionek śmierci”. Podpisywane przez nią wnioski o aresztowanie skutkowały ciężkim dla ofiar śledztwem, a w wielu przypadkach kończyły się śmiercią polskich patriotów – mówi PCh24.pl Tadeusz M. Płużański, autor książek o nieukaranych zbrodniach komunistycznych.

W oscarowym filmie „Ida”, postać ciotki tytułowej bohaterki, komunistyczna prokurator Wanda Gruz, zmaga się z własnymi wątpliwościami i dramatyczną przeszłością. Postać ta wzorowana jest na komunistce, Helenie Wolińskiej. Kim ona była?


To osoba pełniąca najwyższe stanowiska w stalinowskiej machinie zbrodni. Pozycję zawdzięczała swojemu konkubentowi, Franciszkowi Jóźwiakowi, który walczył w komunistycznej partyzantce. To u jego boku Wolińska zaczęła karierę. Potem Jóźwiak został szefem Milicji Obywatelskiej i wiceministrem bezpieczeństwa publicznego. Helena Wolińska wylądowała zaś w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej w stopniu podpułkownika.

Wolińska była też żoną słynnego profesora, Włodzimierza Brusa…


Tak, związek z nim sformalizowała w 1940 roku. Później jednak związała się nieformalnie ze wspomnianym Jóźwiakiem, dzięki któremu zrobiła karierę. Następnie, po 1956 roku, wróciła do Brusa, dając kosza Jóźwiakowi. I tak z „pani generałowej” – bo Jóźwiak był w stopniu generała – stała się „panią profesorową”. Włodzimierz Brus bowiem – w rzeczywistości Beniamin Zylberberg – to znany już wówczas naukowiec, początkowo marksistowski ekonomista, a później rewizjonista.

Proszę powiedzieć coś o ofiarach Heleny Wolińskiej. To byli bardzo znani ludzie antykomunistycznego podziemia…


Wolińska, jako wojskowy prokurator, wystawiała wniosek o tymczasowe aresztowanie. Ofiarami Wolińskiej byli m.in. AK-owcy generał August Fieldorf Nil, Wojciech Borzobohaty czy Juliusz Sobolewski.

Wolińska wnioskowała o aresztowanie na podstawie gotowych blankietów. Przypuszczam, że niespecjalnie się zastanawiała kogo aresztuje, po prostu podpisywała gotowe papiery. Myślę, że przyświecała jej jedna motywacja: nienawiść do tego, co polskie i do Polaków. Dla niej nazwiska Fieldorf czy Sobolewski nie miały żadnego znaczenia. Byli to Polacy, których trzeba było wykończyć.

Wolińska de facto stanowiła swoisty „przedsionek śmierci”. Podpisywane przez nią wnioski o aresztowanie skutkowały ciężkim dla ofiar śledztwem, a w wielu przypadkach kończyły się śmiercią polskich patriotów. Wolińska stała więc na początku tego łańcucha zbrodni.

Wolińska jeszcze w czasach komunizmu, na fali emigracji po 1968 roku, wyjechała z Brusem do Wielkiej Brytanii. W 1998 roku ministerstwo sprawiedliwości chciało jej ekstradycji, by postawić ją przed wymiarem sprawiedliwości. Wówczas twierdziła, że podłożem takich działań jest antysemityzm. Ciekawe jest to, że zarzucając innym nienawiść do Żydów, sama stała za wyrokiem dla Władysława Bartoszewskiego, działacza Żegoty, czyli organizacji pomagającej Żydom w czasie okupacji.

To, co wówczas mówiła należy włożyć między bajki. Wolińska po prostu nienawidziła Polaków – tak w czasie wojny jak i po niej. Warto przytoczyć jej reakcję na starania prokuratora o ekstradycję Wolińskiej. Stwierdziła wówczas, że stawiającemu jej zarzuty bezpodstawnych aresztowań polskich patriotów, ukręciłaby łeb.

Wolińską bardzo źle wspominały również rodziny jej ofiar. Na przykład żona wspomnianego żołnierza AK, Juliusza Sobolewskiego, Krystyna udała się do Wolińskiej z prośbą by zweryfikowała swój wniosek oskarżycielski dla męża. Sobolewskiego skazano bowiem na karę śmierci. Komunistyczna prokurator kazała wynosić się jej z gabinetu, twierdząc, że to najgorszy dzień w jej życiu, bo właśnie zmarł towarzysz Stalin.

Tadeusz Płużański dla PCh24.pl

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/kim-byla-ciotka-idy-,34158,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 12 mar 2015, 12:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4382-zmarl ... ydukiewicz

Zmarł w niejasnych okolicznościach w ubeckim więzieniu
Paweł Brojek środa, 03, grudzień 2014 09:01

W okresie międzywojennym działacz Stronnictwa Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aresztowany w ramach Sonderaktion Krakau, przez rok przebywał w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po wojnie działał w podziemu antykomunistycznym. Zmarł w niejasnych okolicznościach w szpitalu więziennym we Wrocławiu.

Lech Haydukiewicz urodził się 10 stycznia 1915 r. w Orłowej na Śląsku Cieszyńskim, w rodzinie z tradycjami patriotycznymi. W 1922 r. wraz z całą familią przeprowadził się do Krakowa.

W 1933 r. ukończył IV Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza i rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 1937 r. był asystentem wolontariuszem przy Katedrze Historii Nowożytnej u prof. Władysława Konopczyńskiego.

W trakcie studiów wstąpił do Stronnictwa Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej. W latach 1935–1936 był prezesem okręgu małopolskiego MW. W ramach Bratniej Pomocy prowadził pracę wychowawczą wśród młodzieży szkół średnich i studentów. Publikował też artykuły w pismach narodowych.

W czasie okupacji hitlerowskiej, 6 listopada 1939 r., został aresztowany wraz z profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach przeprowadzanej przez Niemców Sonderaktion Krakau. Początkowo przebywał w więzieniu we Wrocławiu, a następnie przez blisko rok w obozach Sachsenhausen i Dachau.

Szczęśliwie zwolniony w październiku 1940 r., powrócił do Krakowa. W czasie okupacji pracował w piwnicach węgierskiej firmy produkującej wina, która mieściła się w kamienicy, gdzie mieszkała rodzina Haydukiewiczów.

W kwietniu 1943 r. wszedł do zarządu tajnej Bratniej Pomocy Studentów UJ. Brał również udział w pracach wydziału organizacyjnego Zarządu Okręgowego konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego.

We wrześniu 1944 r., w zastępstwie ojca przebywającego w Warszawie, został uwięziony przez gestapo w więzieniu na Montelupich, gdzie przebywał przez trzy miesiące.

Po zakończeniu wojny ukrywał się przed Sowietami, posługując się panieńskim nazwiskiem matki. Jako Władysław Kwiatkowski podjął pracę w Spółdzielni Pracy w Wiśle, stanowiącej azyl dla działaczy narodowych.

Jesienią 1945 r. powrócił do działalności konspiracyjnej. Był członkiem Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego, kierownikiem wydziału organizacyjnego, a później wydziału skarbu. Na początku 1946 r. podjął też przerwane studia historyczne na UJ.

W grudniu 1946 r. został zatrzymany przez UB razem z pięcioma innymi przywódcami Stronnictwa i trafił do więzienia na Rakowieckiej. Po trwającej półtora roku odsiadce, w pokazowym procesie, który miał miejsce w maju 1948 r., został skazany na 15 lat więzienia.

Początkowo był więziony w Warszawie na Mokotowie, a następnie od lutego 1949 r. we Wronkach, gdzie umieszczony w separatce załamał się i zachorował. Jesienią tego roku przewieziono go do szpitala więziennego we Wrocławiu.

Lech Haydukiewicz zmarł w niejasnych okolicznościach 3 grudnia 1949 r. Tego samego dnia odwiedziła go żona, ale bez żadnych wyjaśnień odmówiono jej widzenia. Ekshumowane zwłoki wydano rodzinie dopiero po kilku miesiącach.

W 1993 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na wniosek żony Marii i syna Władysława unieważnił wyrok skazujący Lecha Haydukiewicza.

opr. Paweł Brojek
Źródło: Andrzej R. Małecki: Ofiara dwóch totalitaryzmów Lech Władysław Haydukiewicz, Alma Mater 2008 nr 108 s.40


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 12 mar 2015, 17:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/2154-tragi ... kiej-obawy

Tragiczna śmierć ojca i syna podczas ubeckiej obławy
środa, 03, grudzień 2014 13:17
Paweł Brojek

Obrazek
Na zdjęciu: Ojciec i syn, Kazimierz Żebrowski ,,Bąk'” i Jerzy Żebrowski ,,Konar”, polegli 3 XII 1949 r.


3 grudnia 1949 r. w obławie UB i KBW wraz ze swoim synem zginął Kazimierz Żebrowski „Bąk”, ostatni dowódca Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Kazimierz Żebrowski przyszedł na świat 4 marca 1901 r. w miejscowości Żebry na Podlasiu w szlacheckiej rodzinie z tradycjami patriotycznymi. Jego dziadek walczył w powstaniu styczniowym. Po ukończeniu szkoły wiejskiej i gimnazjum w Zambrowie pracował w rodzinnym gospodarstwie.

W 1924 r. dostał powołanie do wojska, służył w 33 pp. w Łomży oraz w tamtejszej Państwowej Komisji Uzupełnień. Po odbyciu służby powrócił na wieś. Prócz pracy na roli działał aktywnie w Stronnictwie Narodowym, był też prezesem Akcji Katolickiej w gminie Szczepankowo.

Zmobilizowany we wrześniu 1939 r. w stopniu kaprala rezerwy, służył w żandarmerii. Po wkroczeniu Armii Czerwonej dostał się do sowieckiej niewoli. Po powrocie w rodzinne strony w listopadzie tego roku związał się podziemiem niepodległościowym, przyjął pseudonim „Bąk”. W ramach Związku Walki Zbrojnej organizował struktury konspiracyjne w Szczepankowie, pełniąc tam funkcję komendanta.

Zadenuncjowany na początku 1940 r. jako przedwojenny działacz SN, uniknął aresztowania przez NKWD, ale musiał się ukrywać. W czerwcu tego roku jego cała rodzina została zesłana na Syberię. Z transportu uratował się jedynie jego najstarszy syn Jerzy, w przyszłości również partyzant, walczący u boku ojca.

W 1942 r. przeszedł wraz ze znaczną częścią struktury Związku Walki Zbrojnej z Łomżyńskiego do Narodowej Organizacji Wojskowej, a następnie w grudniu 1943 r. do Narodowych Sił Zbrojnych. Pełnił funkcję komendanta jednego z rejonów w Okręgu Białostockim. Latem 1944 r. stanął na czele scalonego z AK oddziału partyzanckiego NSZ operującego na terenie bagien nadnarwiańskich w ramach I batalionu 33 pp. Armii Krajowej. W ramach tej jednostki brał udział w operacji „Burza”.

Jesienią 1944 r. na skutek donosu został aresztowany przez NKWD i deportowany w głąb Związku Radzieckiego. Po kilkunastu miesiącach uciekł, powrócił w rodzinne strony i kontynuował działalność konspiracyjną w szeregach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Sprawował funkcję dowódcy kompanii, następnie I batalionu „Burza” w powiecie łomżyńskim. W czerwcu 1947 r. stanął na czele Wydziału Organizacyjnego w Komendzie Powiatowej NZW w Łomży. W kolejnych miesiącach objął funkcję komendanta powiatów: Łomża, Wysokie Mazowieckie oraz Ostrów Mazowiecka.

Dążąc do odbudowy i konsolidacji zniszczonych struktur narodowego podziemia, 1 lipca 1948 r. stanął na czele struktur NZW w województwie białostockim, obejmując nieformalnie stanowisko komendanta Okręgu III NZW Białystok i przyjmując stopień porucznika.

3 grudnia 1949 r. „Bąk” został otoczony przez grupę operacyjną UB-KBW wraz z synem Jerzym ps. „Konar” na konspiracyjnej kwaterze w Mężeninie w powiecie łomżyńskim. Podczas próby wyjścia z obławy „Bąk” dobił ciężko rannego syna, a następnie sam się zastrzelił. Ich zwłoki zabrane przez UB do Łomży nigdy nie zostały wydane rodzinie.

Miejsce pochówku ojca i syna pozostaje nieznane.

opr. Paweł Brojek

Źródło: nsz.com.pl, podziemiezbrojne.blox.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 16 mar 2015, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/7756-70-ro ... wszczyznie

70. rocznica śmierci ks. Michała Pilipca – kapelana AK na Rzeszowszczyźnie
Paweł Brojek poniedziałek, 08, grudzień 2014 05:10

Obrazek

Po wybuchu II wojny światowej zaangażował się w działalność konspiracyjną w ramach Związku Walki Zbrojnej. W 1944 r. został oficjalnym kapelanem Obwodu Rzeszów AK. Aresztowany, a następnie zamordowany przez UB za jawną krytykę nowej władzy, był jednym z pierwszych księży, którzy padli ofiarą systemu komunistycznego w Polsce.

Michał Pilipiec przyszedł na świat 28 listopada 1912 r. w Tarnawcach na Podkarpaciu, w wielodzietnej, mieszanej rodzinie polsko-ukraińskiej. Po skończeniu szkoły powszechnej w Tarnawcach uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. J. Słowackiego w Przemyślu.

W 1931 r. zdał maturę i wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Po święceniach kapłańskich w 1936 r. ks. był wikariuszem w parafiach w Pniowie, później w Futomie, a tuż przed wybuchem II wojny światowej w Błażowej pod Rzeszowem.

W pierwszych miesiącach okupacji włączył się w parafialne akcje pomocy na rzecz wysiedlonych, ubogich, skierowanych do wyjazdu na roboty przymusowe. W lutym 1940 r. rozpoczął działalność podziemną, będąc współorganizatorem lokalnej placówki ZWZ w Błażowej. W 1942 r. ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy.

Sam też kształcił innych z religii i łaciny. Z jego inicjatywy i pod jego redakcją został opracowany „Modlitewnik Żołnierza Polskiego”, w którym znalazły się modlitwy dnia codziennego do świętych patronów oraz typowo żołnierskie, a także pieści kościelne i patriotyczne.

Wiosną 1944 r., po awansie do stopnia kapitana, został kapelanem Obwodu Rzeszów AK. Brał udział w akcji „Burza” na Rzeszowszczyźnie. Do jego obowiązków należało m.in. informowanie rodzin partyzantów o ich śmierci. Udzielał też pomocy duchowej i materialnej aresztowanym oraz wdowom i sierot po poległych żołnierzach.

Po zajęciu Błażowej przez Armię Czerwoną, we wrześniu 1944 r. podjął pracę jako katecheta i nauczycie łaciny w miejscowym gimnazjum. Zarówno podczas kazań, jak i zwykłych rozmów, jawnie krytykował system komunistyczny i zachęcał do walki z wrogą propagandą.

4 grudnia 1944 r. został aresztowany przez UB w kościele po odprawieniu Mszy św. roratnej i osadzony w więzieniu na Zamku w Rzeszowie, gdzie przebywali już inni żołnierze AK. Zarzucono mu ukrywanie materiałów konspiracyjnych oraz broni.

Po kilku dniach tortur, 8 grudnia 1944 r., razem z czterema partyzantami został wywieziony w rejon lasów głogowskich pod Rzeszowem i tam rozstrzelany. Ciała, podpalone przez ubeków dla utrudnienia identyfikacji, zostały pochowane przez miejscową ludność w anonimowej mogile. Dowodzący egzekucją ubek mjr Bartosz Głowacki napisał później w raporcie, że więźniowie zostali zabici podczas próby ucieczki.

W 1977 r. dokonano ekshumacji i identyfikacji szczątków wszystkich pomordowanych, które następnie pochowano na cmentarzu w Błażowej. Od kilkunastu lat trumna ze szczątkami ks. Michała Pilipiuka znajduje się w miejscowym kościele parafialnym.

opr. Paweł Brojek
Źródło: katolicy1844.republika.pl


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 30 mar 2015, 22:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/12/13/le ... -wojskowa/

Leszek Żebrowski: O najpilniej strzeżonej tajemnicy PRL. Informacja Wojskowa.
13/12/2014

Obrazek
jaruzelski-towarzsze
NIEZŁOMNI.com


Więźniowie modlili się, aby nie trafić w ich ręce, tylko w łapy UB. Co łączy Kiszczaka, Michnika, Jaruzelskiego i Cimoszewicza? O najpilniej strzeżonej tajemnicy PRL

Obrazek
źr.: wojciechromerowicz.salon2


Spośród wszystkich instytucji oraz jawnych i tajnych służb komunistycznych w Polsce po 1944 r. najbardziej tajemniczą i najmniej znaną do dziś pozostaje Główny Zarząd Informacji, zwany potocznie Informacją Wojskową. O ile doskonale wiemy, jak zbrodnicza i okrutna była bezpieka “cywilna”, o tyle bezpieka “wojskowa”, czyli IW, pozostaje w cieniu. Powstanie IPN niewiele zmieniło w tym zakresie – nie ma całościowych badań tej instytucji, brak jest poważnych, analitycznych opracowań i monografii. Trudno to sensownie wytłumaczyć, skoro jest przecież zapotrzebowanie społeczne na zbadanie skrywanych zakamarków Polski Ludowej, a badanie wszystkich zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest naszym obowiązkiem.
Początek IW można liczyć od powołania zalążków tej służby w Wojsku Polskim, tworzonym w Związku Sowieckim na polecenie Stalina, pod komendą ppłk./gen. Zygmunta Berlinga. Został on 31 lipca 1939 r. usunięty z WP w związku z głośną sprawą obyczajową, w wojnie obronnej udziału nie brał. Aresztowany przez Sowietów, szybko przeszedł na stronę wroga, podczas gdy jego koledzy trafili do Katynia i innych miejsc okrutnej kaźni. Po utworzeniu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS został powołany do służby, ale po ich ewakuacji do Iranu pozostał w sowieckiej ojczyźnie. Za dezercję był skazany na degradację do stopnia szeregowca i na karę śmierci za zdradę. Dopiero Sowieci w 1943 r. awansowali go do stopnia pułkownika, następnie generała “WP”.

Informacja Sowiecka


Michał Rola-Żymierski w mundurze Marszałka Polski


Pierwszy rozkaz organizacyjny dotyczący Informacji wyszedł 14 maja 1943 roku. O ile późniejsza bezpieka była swoistym “państwem w państwie” (podlegała bowiem władzom partii komunistycznej), o tyle organa Informacji od początku były obcym ciałem, gdyż zwierzchnictwo nad nimi sprawowali ich sowieccy przełożeni. Była to więc służba całkowicie sowiecka i odgórnie obsadzona przez obywateli sowieckich.
Do 1945 r. wszelkie rozkazy i pisma sporządzano w języku rosyjskim, dla ułatwienia pracy, aby nie było potrzeby wykonywania polskich tłumaczeń. Na jej czele stał oficer sowiecki płk Piotr Kożuszko.
Pierwszym dokumentem normatywnym IW był prawdopodobnie “Regulamin o Zarządzie Informacji przy Naczelnym Dowódcy Wojska Polskiego i jego organach” z 30 września 1944 roku. Został zatwierdzony przez gen. Michała Rolę-Żymierskiego. Jest to dokument w całości napisany po rosyjsku (“ściśle tajny”) i Żymierski też podpisał go alfabetem rosyjskim. Wszyscy podejrzani i aresztowani pod zarzutem prowadzenia “wrogiej działalności” przeciwko ZSRS mieli być natychmiast przekazywani kontrwywiadowi sowieckiemu “Smiersz”. A była to kategoria bardzo niejasna, ponieważ praktycznie każdego można było podciągnąć pod taką działalność.

Wszechobecna i wszechwładna
Wraz z postępującą rozbudową “ludowego” WP bardzo szybko rozrastała się Informacja, która z założenia miała być służbą kontrwywiadowczą w wojsku. Jako taka powinna być całkowicie apolityczna, ale nałożono na nią szereg zadań związanych z realizacją ideologii “walki klas” oraz rozbudowano ją nie tylko w jednostkach wojskowych, ale także w Korpusie Bezpieczeństwa Publicznego (KBW) i Wojskach Ochrony Pogranicza (WOP). Przez szereg lat istniał nawet tzw. Wydział Wojskowy przy Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli mówiąc wprost – przy komunistycznej cenzurze.
Informacja Wojskowa mogła dosłownie wszystko – każdy jej funkcjonariusz mógł dokonywać rewizji, zatrzymania i aresztowania dowolnej osoby. Mógł interesować się życiem osobistym każdego obywatela, jego powiązaniami rodzinnymi i towarzyskimi, życiem prywatnym i zawodowym. Miał prawo werbowania w prawie nieograniczonym zakresie agentury i współpracowników. Co ciekawe, agentem mógł zostać nawet oficer w stopniu generała, choć taki werbunek musiał zatwierdzić minister obrony narodowej.
Istniał specjalny wykaz kategorii “osób podejrzanych”, który był stale rozszerzany, przez co zainteresowania organów Informacji obejmowały coraz większy krąg obywateli. Tylko część tych uprawnień była określona przez przepisy regulaminowe – większość wynikała z ich całkowitej bezkarności i faktycznej odpowiedzialności wyłącznie przed sowieckimi zwierzchnikami. I choć formalnie w kręgu zainteresowania powinni być tylko wojskowi wszystkich rodzajów broni, to przez rozpracowywanie ich rodzin, krewnych i znajomych wojskowa bezpieka mogła represjonować dosłownie wszystkich. Miała zresztą przeznaczony własny aparat śledczy i operacyjny oraz własne areszty i więzienia.
Była więc jeszcze jednym narzędziem represji komunistycznego państwa. Jej nazwa budziła taką grozę, że stalinowscy więźniowie wspominają, jak modlili się po ich aresztowaniu przez IW, aby zostali przekazani w łapy UB, uważając, że tak będzie dla nich lepiej!

“Spolszczenie”, czyli odruszczenie
Doktor Zbigniew Palski, znakomity badacz dziejów tej instytucji, napisał:
W latach 1943-1944, 100% stanowisk w Informacji obsadzonych było przez oficerów radzieckich. Pierwsza grupa Polaków napłynęła w połowie 1944 r. – było ich najprawdopodobniej 17, objęli jednak stanowiska tłumaczy i protokolantów”
Ciekawe są ustalenia dr. Z. Palskiego odnośnie do narodowości kadry kierowniczej organów Informacji w latach 1945-1956: “Przeanalizujmy jeszcze odsetek oficerów polskich narodowości żydowskiej zajmujących kierownicze stanowiska w organach. Wymienione wcześniej zasadnicze stanowiska kierownicze zajmowało w latach 1945-1956 30 oficerów polskich narodowości żydowskiej (16,9%). Stanowiska wyłącznie szefowskie (łącznie z zastępcami szefów GZI) zajmowało 17 oficerów tej narodowości (18,7%). Stanowiska kierownicze w GZI (z zastępcami włącznie) zajmowało 16 oficerów polskich narodowości żydowskiej (20,8%), zaś bez zastępców (lecz z zastępcami szefów GZI) 9 oficerów tej narodowości (22,5%)”. Nietrudno zauważyć, że ten odsetek wyraźnie rósł w miarę badania coraz wyższych szczebli dowódczych tej służby. W dodatku w tych statystykach nie jest uwzględniana narodowość oficerów sowieckich, a przecież nie byli to wyłącznie Rosjanie.

Obrazek
Anatol Fejgin


Od tego czasu następuje dalszy napływ oficerów LWP do Informacji Wojskowej (której formalne nazwy, struktura organizacyjna i podporządkowanie służbowe zmieniały się aż do 1957 r., czyli do jej formalnego przekształcenia w Wojskową Służbę Wewnętrzną (WSW)).Oficerowie sowieccy powoli odchodzą, zwalniając miejsce dla oficerów “polskich”, co jest pojęciem bardzo względnym z uwagi na ich pochodzenie. Na przykład w sierpniu 1945 r. na stanowiska zastępców szefa Głównego Zarządu Informacji powołani zostali oficerowie “polscy”: płk Anatol (Natan) Fejgin i płk Eugeniusz Zadrzyński (obaj pochodzenia żydowskiego). W grudniu 1945 r. płk Piotr Kożuszko został odwołany do Związku Sowieckiego, a na jego miejsce przyszedł płk Jan Rutkowski (przedwojenny komunista pochodzenia żydowskiego). Także jego następca, płk Stefan Kuhl, był pochodzenia żydowskiego, jak również szefowie czterech z pięciu wydziałów (oddziałów). I tak: Wydziałem I kierował płk Aleksander Kokoszyn, Wydziałem II – płk Ignacy Krzemień, Wydziałem III – płk Jerzy Fonkowicz, Wydziałem IV – płk Władysław Kochan, i Wydziałem V – ppłk Wincenty Klupiński. Z wyżej wymienionych tylko płk Kochan był pochodzenia polskiego. Czyli spolszczenie polegało wyłącznie na formalnym odruszczeniu.

“Nie matura, lecz chęć szczera”
Z uwagi na uwarunkowania ideologiczne kadra kierownicza organów Informacji nie musiała charakteryzować się specjalistycznym przygotowaniem zawodowym do tego rodzaju pracy, jaką był kontrwywiad, specjalnymi predyspozycjami umysłowymi czy statusem wykształcenia. Liczył się przede wszystkim staż w ruchu komunistycznym, całkowita lojalność wobec przełożonych i bezwzględność wobec “wrogów klasowych”. Z tej racji najcięższe zbrodnie mogły być bezkarnie popełniane przez funkcjonariuszy Informacji, ponieważ to oni stanowili rdzeń “ludowej władzy” i cieszyli się ogromnym zaufaniem ze strony swych sowieckich przełożonych. Ale przedwojennych kadr było za mało w stosunku do potrzeb, zresztą nie tylko do obsadzania etatów w Informacji. W związku z tym już od 1945 r. trwało szkolenie (początkowo bardzo pobieżne, później bardziej rozbudowane) na potrzeby tej służby. Latem 1945 r. powołano więc Szkołę Oficerów Informacyjnych (OSInf.) dla wychowania kadr niezbędnych do obsady wszystkich etatów, a tych było coraz więcej. Rekrutowano do niej przede wszystkim słuchaczy Oficerskiej Szkoły Polityczno-Wychowawczej, ściśle wyselekcjonowanych nie tyle pod kątem inteligencji i wyników w nauce, ile czystości klasowej i oddania władzy ludowej. Oficerowie Informacji musieli być bowiem przede wszystkim lojalni i całkowicie posłuszni. Nie byli od samodzielnego myślenia, mieli tylko fanatycznie wykonywać zadania nałożone na nich przez przełożonych. Jednocześnie wyrabiano w nich poczucie bezkarności i ogromnej władzy, jaką ich obdarzyła partia komunistyczna.

Ilość i “jakość”
Jeden z absolwentów OSInf., kpt. Mierosławski, przesłuchiwany w 1957 r. na fali ówczesnej “odwilży”, zeznał: “Mówiono zawsze, że informacja to zbrojne ramię partii i nikomu nie podlega. Podkreślano, że nie podlega Ministrowi Obrony Narodowej”. Komendantami i wykładowcami tejże szkoły byli oficerowie sowieckiego kontrwywiadu Smiersz, którzy też wszczepiali swoim uczniom zasadę, że bicie podejrzanych jest jedną z głównych metod uzyskiwania wartościowych zeznań. Zastępca szefa GZI płk Anatol (Natan) Fejgin mawiał wprost, że “d… nie szklanka”, i nakazywał tak postępować z osobami przesłuchiwanymi, zarówno mężczyznami, jak i kobietami, które były dodatkowo upokarzane przez rozbieranie od naga i bicie przez kilku oficerów naraz.
IW jest jednak mniej znana niż bezpieka “cywilna”, gdyż była od niej znaczniej mniej liczna, a więc i nie tak widoczna. W listopadzie 1945 r. były to 1244 etaty, w 1947 r. już 2371 etatów, w roku 1952 – 3272, w 1953 r. – 4130. Do tego oczywiście dochodziła “obsługa”, czyli plutony ochrony, pracownicy kontraktowi itp.
Była to więc służba wprawdzie kilkakrotnie mniejsza niż aparat MBP, ale też zapisała się w pamięci jej więźniów jako wyjątkowo okrutna i bezwzględna. Nic dziwnego, skoro wykształceniem poniżej średniego legitymowało się około 90 procent funkcjonariuszy! Tak było w zasadzie do końca formalnego istnienia IW.
Nie przeszkadzało to jednak osobom jakże często ograniczonym umysłowo zajmować wysokich stanowisk i bardzo szybko awansować w hierarchii. Dla przykładu: Władysław Kochan, w 1945 r. zaledwie chorąży, w 1947 r. był już podpułkownikiem; Ignacy Krzemień (Ignacy Berger-Ruderman) w 1944 r. kapitan (stopień prawdopodobnie z wojny domowej w Hiszpanii, gdzie był komisarzem politycznym batalionu w “XIII Brygadzie Międzynarodowej”), w 1945 r. został pułkownikiem; Stefan Kuhl, w 1944 r. zaledwie chorąży, w 1946 r. już pułkownik; Naum Lewandowski, w 1945 r. kapitan Armii Czerwonej, dwa lata później już pułkownik; Mieczysław Notkowski (Mojżesz Kipersztein), w 1944 r. chorąży, w 1945 r., w 1950 r. już major; Stefan Sarnowski (Stefan Zylbersztejn), w 1945 r. chorąży Armii Czerwonej, w 1948 r. major; Jerzy Szerszeń, podporucznik Armii Czerwonej w 1945 r., w 1948 r. już podpułkownik. Były to kariery niezwykłe i niczym – poza oczywiście zasługami dla Smiersza i IW – nieuzasadnione.

Czesław Kiszczak: “Na kafelki!”
Warto kilka słów poświęcić także na to, co jest istotą osławienia Informacji Wojskowej, a co pozostaje w głębokim cieniu zbrodni popełnionych przez UB. Archiwa IW były najpilniej strzeżoną tajemnicą w Polsce Ludowej oraz – co jest niezrozumiałe – także po 1989 roku. Ogromną ich część, bo prawie 90 procent, zdążyli zniszczyć wychowankowie i zaufani funkcjonariusze gen. Czesława Kiszczaka. Ostatni szef Wojskowej Służby Wewnętrznej (taką nazwę przybrała w 1957 r. IW) gen. Edmund Buła zdołał jednak wszystko zmikrofilmować i osobiście przekazać do… Moskwy, władzom sowieckiego wywiadu GRU. Za ten czyn został skazany na niewysoki wyrok (oczywiście w zawieszeniu). Na skutek tego dawni funkcjonariusze oraz ich rozległa agentura mogą spać spokojnie, cieszą się przywilejami rodem z PRL, wysokimi stopniami wojskowymi, odznaczeniami, ogromnymi emeryturami.
Trzeba zatem przypomnieć, że uchwałą sejmową z 1994 r. Informacja Wojskowa została potępiona jako formacja zbrodnicza. Dlaczego? Może kilka małych przykładów nieco otworzy nam oczy.
Jedna z kobiet, przesłuchiwana w tzw. sprawie zamojsko-lubelskiej, zeznawała w 1956 r.: “(…) pamiętam, że w jednym pokoju było kilku oficerów, którzy kazali mi się rozebrać do naga (…). Jeden oficer pytał mnie, a gdy ja nie mogłam udzielić takiej odpowiedzi, jakich żądano, drugi oficer kazał mi wyciągnąć przed siebie ręce i bił mnie po rękach jakąś linią czy listwą. Następnie ktoś zakneblował mi usta żakietem czy swetrem i gdy leżałam na krześle, twarzą do krzesła, inni oficerowie w niesamowity okrutny sposób bili mnie po całym ciele jakąś deską czy szczapą drewnianą (…). Po tym biciu byłam również kopana po ciele, a oficerowie szturchali mnie w obite miejsca i ironicznie pytali, czy boli. Proceder bicia mnie w ten sposób, nagiej i wyszydzanej oraz oglądanej, powtarzał się kilkakrotnie”. Poddawano ją też innym wymyślnym torturom, a gdy chciała pić, dawano jej spluwaczkę, żeby napiła się “wody”. Nic dziwnego, że po takim śledztwie trafiła do szpitala psychiatrycznego.
W liście do redakcji “Naszej Polski” z 27 marca 2001 r. (po znanym wywiadzie gen. Kiszczaka dla “Gazety Wyborczej” z 6 marca 2001 r.) pani M. Wojciechowska napisała:
“Porucznika Czesława Kiszczaka ‘poznałam’ na początku 1948 r. Jak się sam przedstawił: ‘czy wiesz, w czyich rękach się znajdujesz, w rękach kontrwywiadu!’ Znajdowałam się wówczas w podziemiach Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego złapana na nielegalnym przekroczeniu granicy polsko-niemieckiej, posądzona o szpiegostwo. W czasie przesłuchań (było to chyba III p.) przychodzili wyżsi oficerowie rosyjscy i pytali: ‘czy już mówi?’. Ponieważ nic nie mówiłam, po całodziennym przesłuchaniu (konwejer) por. Cz. Kiszczak wysłał mnie na noc do karceru, bez okien, pryczy, napełnionego powyżej kostek wodą. W Głównym Zarządzie Informacji Wojska Polskiego stosowano straszne metody śledcze, bicie, kopanie, a byli tam Białorusini, Rosjanie i Żydzi (…). Po przejrzeniu teczek przesłuchiwanych, żywych i straconych, znalazłoby się wiele protokołów przesłuchań z podpisem por. Cz. Kiszczaka”.
Zapewne niewiele uda się już znaleźć w związku z dokonanymi zniszczeniami z okresu tzw. transformacji ustrojowej. Ale to nie znaczy, że nic już nie ma.
W 1952 r. Zbigniew Kucharski, wówczas ppor. piechoty w 18. DP w Ełku, chciał wziąć potajemnie ślub kościelny (oficjalnej zgody przełożonych przecież by nie dostał). Ktoś go zauważył, jak wchodził na plebanię, ktoś doniósł i zaczął się jego wieloletni dramat. Został aresztowany przez UB, następnie przekazano go Informacji Wojskowej. Tak to wspominał:
Na drugi dzień przyjechał po mnie kapitan Czesław Kiszczak, szef Wydziału Informacji w Ełku (…). Kiszczak powiedział dwa słowa: na kafelki. (…) przez ponad dwa miesiące mnie przesłuchiwali (…). Jedzenie w aluminiowej misce kładli mi na ziemię, żeby mnie upodlić i porównać do psa. Nie widziałem światła dziennego ponad dwa miesiące”.
Z. Kucharski jako “wróg klasowy” został skazany na sześć lat więzienia. Sprawiedliwości nigdy nie doczekał, choć zmarł w 1993 roku. W 1996 r. prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej poinformował wdowę po nim, że nie dopatrzył się “elementów niesłusznej represji politycznej w stosunku do oskarżonego” i w związku z tym “dalsza korespondencja w przedmiotowej sprawie (…) pozostanie bez odpowiedzi”. I pozostała. Czy to tylko głęboka niewiedza aparatu nowego (?) wymiaru sprawiedliwości wojskowej po 1989 roku? Tego nie wiemy… Wiemy natomiast, że redaktor naczelny “Gazety Wyborczej” uznał Kiszczaka za “człowieka honoru”, co oburzyło nawet wierne kręgi czytelników jego gazety. Podobnie jak (nie)zrozumiałe fetowanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

“Wolski”, “Kazimierczak” i inni


25-letni major Wojciech Jaruzelski (1948)


Może pewnym przyczynkiem do zrozumienia takich fenomenów będzie sprawa agentury Informacji Wojskowej, która nie była tak liczna jak agentura bezpieki, ale gatunkowo, owszem, jest o czym mówić. Całkiem niedawno ujawniono przecież, że bardzo cennym agentem Informacji był… Wojciech Jaruzelski, i to już od 1946 r., a więc praktycznie od początku swej oszałamiającej kariery w komunistycznym wojsku. Miał po prostu dwie twarze – na zewnątrz oficer liniowy, później oficer polityczny, a tak naprawdę – agent IW, który działał pod pseudonimem “Wolski” i był bardzo wysoko (zapewne niebezpodstawnie) oceniany przez swych oficerów prowadzących. Według niepotwierdzonych pogłosek (na podstawie szczątkowej dokumentacji enerdowskiej Stasi) jednym z nich miał być późniejszy… gen. Kiszczak, co też może w jakiś sposób tłumaczyć jego karierę przy Jaruzelskim.
W pewnym sensie trudno się dziwić Jaruzelskiemu, że wybrał taką drogę. W okresie stalinowskim aż jedna piąta korpusu oficerskiego “ludowego” Wojska Polskiego została zwerbowana przez organa IW, w tym bardzo wielu wyższych oficerów! Ówczesny por. Jaruzelski w 1946 r. nie był zatem osamotniony…
Jednym z cennych agentów IW w sądownictwie stalinowskim był sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie (z racji swej dyspozycyjności i innych zasług był oddelegowany do Najwyższego Sądu Wojskowego) kpt. Stefan Michnik. W 1949 r. zgłosił się ochotniczo do służby wojskowej, pisząc w podaniu:
Będąc członkiem PZPR i ZMP, pracą swą w Odrodzonym Wojsku Polskim pragnę przyczynić się do zbudowania socjalizmu w Polsce. (…) Podczas mego pobytu w ZSRR, widząc, jak naród radziecki walczy o swą niepodległość, doszedłem do przekonania, że tylko taki ustrój jest zdolny do walki o życie, o lepsze jutro. Pragnę też, aby w Polsce zapanował taki ustrój”.
Miał bardzo dobre referencje – jego rodzice działali w II RP w zdelegalizowanej, terrorystyczno-agenturalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU), która nie uznawała suwerenności i niepodległości Polski.
W 1950 r. doszło do zwerbowania Stefana Michnika przez IW. Oficer, który dokonał werbunku, zaznaczył w jego charakterystyce:
Wyglądem swoim, jak i zachowaniem podchorąży M[ichnik] w ogóle nie daje po sobie poznać semickiego pochodzenia, tak że fakt ten w żadnym razie nie będzie wpływał ujemnie na pracę agenturalną”.
Pod pseudonimem “Kazimierczak” S. Michnik został rezydentem, któremu podlegało kilku agentów.

Dezinformacje o Informacji

Obrazek
Płk Marian Cimoszewicz


Dziś obrońcy “etosu” Informacji Wojskowej (i jej następczyni – Wojskowej Służby Wewnętrznej) to bardzo zwarte i ściśle powiązane ze sobą środowisko. To także kręgi rodzinne i towarzyskie, co widać chociażby przy jakichkolwiek próbach dokonania bardzo spóźnionych, ale jakże koniecznych rozliczeń. I widać po kolejnych głosowaniach w parlamencie, kto jest za, a kto zdecydowanie przeciw. Szkoda tylko, że wyborcy nie zdają sobie z tego sprawy i nie widzą swych kandydatów inaczej, niż ci się sami prezentują. I nie jest to tylko wymowne milczenie, co jeszcze byłoby zrozumiałe. Dochodzi również do publicznych deklaracji, w których dzieci bardzo ciepło i całkowicie bezkrytycznie wyrażają się o takich rodzicach, a niektóre gazety usłużnie użyczają im swych łamów.
Na przykład Włodzimierz Cimoszewicz, po 1989 r. gwiazda “nowej” formacji, czyli po prostu środowiska post(?)komunistycznego, którego ojciec, płk Marian Cimoszewicz, był m.in. szefem Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii Technicznej, wypowiedział się w “Gazecie Wyborczej”: “Mój ojciec był oficerem Informacji Wojskowej, ale ja wierzę, że był w porządku. Wyciąganie takich spraw to jest ten rodzaj draństwa, którego nie cierpię najbardziej” (“GW” z 6 lutego 1996 r.).
A więc mamy “wyprać” przeszłość, bo synowi to nie w smak?
W “Rzeczpospolitej” (z 4-5 czerwca 2005 r.) zrobił ze swego ojca… ofiarę medialnych publikacji: “Moja rodzina płaciła bardzo dużą cenę za to, że byłem w polityce. Ośmielam się stwierdzić, że mój ojciec umarł wcześniej z powodu brutalnych ataków na niego i na mnie”. Było to w okresie, gdy W. Cimoszewicz kandydował (początkowo ze sporymi szansami) na stanowisko prezydenta RP, czyli na najwyższy urząd w Polsce!
Oficerowie Informacji Wojskowej, oprócz ścigania (i zabijania) “wrogów klasowych”, organizowali również akcję rozpracowywania, skłócania i kompromitowania polskiej emigracji niepodległościowej w Londynie. Jednym z oficerów IW, którzy w Londynie po wojnie “filtrowali” osoby zamierzające powrócić do Polski, był znany nam już… Cz. Kiszczak (zatrudniony w ambasadzie Polski Ludowej na etacie… woźnego). Później tłumaczył się, że służył emigracji wyłącznie pomocą. Z odnalezionych ostatnio raportów wynika jednak, że w 1950 r. podpisał dokument, w którym oskarżał 220 polskich oficerów z emigracji o terroryzm i szpiegostwo! To tak miała wyglądać jego pomoc?
Dzisiejsze łgarstwa oficerów Informacji nie mają granic, a byli funkcjonariusze nie mają nawet krzty wstydu. Słyszałem kiedyś publiczne wyjaśnienia jednego z nich (bodajże w randze podpułkownika), że Informacja Wojskowa służyła wyłącznie do… informowania żołnierzy. Pewnie stał taki w jednostce z doczepioną dwukierunkową tablicą: “tu kantyna”, “tu latryna”…

Ideologiczni propagandziści i pospolici złodzieje
Informacja Wojskowa organizowała również własne akcje propagandowe w celu zohydzenia dorobku Polskiego Państwa Podziemnego, etosu Powstania Warszawskiego, gloryfikacji GL i AL. Warto zajrzeć na przykład do broszury wydanej w maju 1948 r. pt. “Obóz reakcji polskiej w latach 1939-45″ (Warszawa – Główny Zarząd Informacji WP, VII Oddział, sygnowana jako: “Tajne!”, a kolejne egzemplarze były numerowane). Zredagowali ją m.in. Luna Brystygier, Juliusz Burgin, Stefan Jędrychowski, Wincenty Rzymowski, Chaim Heller, Seweryn Żurawicki (późniejszy profesor Uniwersytetu Warszawskiego, który “uczył” mnie… historii myśli ekonomicznej). Był to materiał szkoleniowy do akcji propagandowych prowadzonych głównie w wojsku.
Jeszcze jedno oblicze IW trzeba tu zaznaczyć – tak jak i inne służby tajne Polski Ludowej, IW gromadziła podczas akcji pacyfikacyjnych, przeszukań, rewizji czy pospolitych napadów tzw. fundusz operacyjny, który rozliczany był tylko częściowo. Z jego zasobów oficerowie czerpali bardzo obficie korzyści materialne, które były istotnym “dodatkiem” do oficjalnej pensji. Bez skrupułów przywłaszczano sobie również depozyty osób zatrzymanych i aresztowanych: zegarki, pieniądze (złotówki i dewizy), złoto, wieczne pióra i w ogóle wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość.
Funkcjonariusze IW nigdy nie zostali rozliczeni za swe zbrodnie. Wprawdzie w grudniu 1956 r. powołano nawet w tym celu specjalną komisję (tzw. Komisja Mazura). W raporcie wymieniono zaledwie 43 funkcjonariuszy GZI (w ogóle nie analizowano spraw ogniw terenowych), w stosunku do niektórych zalecono wszczęcie postępowań karnych. Aresztowano tylko dziesięciu, ale jeden z nich, płk Stefan Kuhl, już po godzinie został zwolniony. Wyroki otrzymali zaledwie dwaj: płk Władysław Kochan i ppłk Mieczysław Notkowski – wyłącznie “za nadużycie władzy”. Pierwszy z nich spędził w więzieniu zaledwie dwa miesiące, drugi “aż” dziewięć. Nie było degradacji i pozbawiania stopni wojskowych na szerszą skalę itp. Na tym zakończyła się “odnowa” IW, sprowadzona praktycznie do zmiany jej nazwy na WSW. Wszelkiej odpowiedzialności uniknęli funcjonariusze, którzy wyjechali do Związku Sowieckiego lub Izraela. Raport zaś nie został nawet opublikowany.

Powroty po latach: awanse i medale
O najbardziej “pokrzywdzonych”, czyli wyrzuconych ze służby, zdegradowanych itp., ich kolesie zadbali po latach, przywracając niektórych do służby wojskowej, awansując ich i odznaczając. Tak było m.in. z mjr. Józefem Kulakiem (współwinnym śmierci ppłk. Lucjana Załęskiego, szefa sztabu 3. DP w Lublinie), który 12 października 1983 r. został awansowany do stopnia podpułkownika; ppłk Eugeniusz Niedzielin (też podejrzany o morderstwo) dostał w rezerwie awans do stopnia pułkownika; ppłk Edmund Czekała (podejrzany o morderstwo) – awansowany do stopnia pułkownika 17 września 1982 r.; mjr Jan Wojda (podejrzany o morderstwo) powołany ponownie do służby wojskowej i awansowany; kpt. Benedykta Knapiuka awansowano w rezerwie do stopnia majora 30 września 1981 r.; mjr Edward Grzelak (za przestępstwa wyrzucony z IW już w 1953 r. i zdegradowany do stopnia szeregowca) 17 września 1982 r. – w haniebną rocznicę najazdu sowieckiego na Polskę – został awansowany w rezerwie do stopnia podpułkownika; kpt. Tadeusz Jurczak otrzymał awans do stopnia majora 30 września 1981 r.; mjr Jerzy Wenelczyk został awansowany do stopnia podpułkownika 27 września 1980 r., a 1 lutego 1981 r. powrócił do służby wojskowej (w WSW).
Ponadto wielu z nich zostało odznaczonych w PRL orderami i krzyżami, umieszczano ich w newralgicznych miejscach w dyplomacji, gospodarce, nauce, mediach. Przecież byli towarzyszami najbardziej zaufanymi. No i czekały ich oczywiście tłuste emerytury, bo przecież przyzwyczaili się do łatwego życia kosztem “klasy robotniczej”.
Kto o tym decydował, kto jest za to odpowiedzialny? Przecież wszystkie nici w swych rękach trzymali Jaruzelski i Kiszczak, “ludzie honoru”. Dziś [artykuł ukazał się w 2008 roku] owi “sympatyczni staruszkowie” migają się, jak mogą, chcąc uniknąć jakiejkowiek odpowiedzialności, a mowa o odebraniu im i ich podowładnym przywilejów materialnych powoduje, że natychmiast pojawiają się kampanie medialne w ich obronie, mędzenie o “odpowiedzialności zbiorowej”, “żądzy odwetu” i “zoologicznym antykomunizmie”. Ale jeśli coś było zoologiczne, to przede wszytkim postępowanie tych ludzi, pozbawione jakichkolwiek ludzkich odruchów. Dziś kłamią, zacierają za sobą ślady i biorą nas na litość. Czy wezmą? To tylko od nas zależy. Nie jesteśmy bowiem całkiem bezbronni – jeśli określone tytuły prasowe, stacje telewizyjne i radiowe kłamią w ich obronie, jeśli robią to określeni politycy i “autorytety moralne”, możemy z nich po prostu zrezygnować. Będzie to mieć dwojakie skutki – po pierwsze, nie będą tego robić za nasze pieniądze, po drugie zaś – przestaną zatruwać nasze umysły. Coś przecież należy się od nas ofiarom Informacji Wojskowej, dziś zapomnianym i jakże często bezimiennym.

Leszek Żebrowski

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 8-9 listopada 2008, Nr 262 (3279)

Za: http://niezlomni.com/?p=15631 , 12.12.2014

Zdjęcie główne: Hrubieszów, koniec maja 1946 r. PRLowcy oficerowie sztabu 5 p.p., biorący udział w pościgu za oddziałami podziemia niepodległościowego AK-WIN, po nocnym ataku 27/28-o5-1946 r. Pierwszy z lewej stoi świeżo zwerbowany por. Wojciech Jaruzelski (od 29-03-1946 r. jako tajny informator „Wolski”).
Od prawej stoją: por. Pietrykowski i kpt. Kotwicki. Zródło: portal Gen. Leopold Okulicki, 1898 – 1946. / wybór zdjęcia wg.pco

Dr Leszek Zebrowski na Facebook … .

Artykuły, wykłady i prelekcje video historyka dr. Leszka Żebrowskiego na naszym portalu znajdziesz > > > TUTAJ .
http://www.polishclub.org/?s=Leszek+%C5 ... mit=Szukaj

POLISH CLUB ONLINE, 2014.12.13


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 01 kwi 2015, 19:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/7842-roczn ... kolobrzegu

To jeden z wielu przykładów mówiących, że walka żołnierzy wyklętych z przeogromną potęgą nie była żadną donkiszoterią, bezsensowną walką z wiatrakami, ale była czynnym oporem utrudniającym swobodne mordowanie resztek polskiej inteligencji. Żydomasoński okupant mordował wszystkich wartościowych Polaków, nie zważając, czy dana osoba walczy w podziemiu, czy też próbuje ułożyć sobie życie w takich warunkach, jakie są. Opór stawiany bolszewii musiał siłą rzeczy znacznie zmniejszyć ilość stalinowskich mordów, ratując życie tysiącom wartościowych Polaków. Jednocześnie nasi niezłomni czynem zadają do dziś kłam tym, co twierdzą, że Polska dobrowolnie przyjęła komunę.

Kopia artykułu:

Rocznica mordu sądowego na pierwszym powojennym kapitanie Kołobrzegu
Paweł Brojek wtorek, 16, grudzień 2014 05:26

Obrazek

16 grudnia 1952 r. w kazamatach więzienia mokotowskiego w Warszawie zamordowany został kmdr Stanisław Mieszkowski – obrońca polskiego Wybrzeża, więzień niemieckich oflagów, po wojnie komandor Marynarki Wojennej, fałszywie oskarżony o działalność szpiegowską w ramach tzw. spisku komandorów.

Urodził się 17 czerwca 1903 r. w Piotrkowie Trybunalskim. Uczęszczał do gimnazjów w rodzinnym mieście i Pabianicach, działał w harcerstwie. Po wybuchu I wojny światowej został wywieziony wraz z rodziną do Rosji. Po powrocie do Polski w 1919 r. podjął naukę w Państwowym Gimnazjum im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego w Siedlcach.

Po wybuchu wojny z bolszewikami wstąpił ochotniczo w szeregi Wojska Polskiego, otrzymując przydział do piechoty. Wraz ze swym pułkiem pełnił służbę na terenie Śląska Cieszyńskiego. Po demobilizacji powrócił do szkoły, gdzie w 1923 r. zdał maturę.

Po ukończeniu kursu unitarnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie w 1924 r. wstąpił do Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu. Naukę zakończył trzy lata później w stopniu podporucznika, po czym rozpoczął służbę w polskich siłach morskich funkcją oficera wachtowego trałowca ORP „Rybitwa”. W 1930 r. ukończył roczne studia w „Ecole des officers canonniers” we francuskim Tulonie.

Po powrocie do Polski doskonalił swoje umiejętności na coraz wyższych szczeblach w hierarchii służbowej na okrętach Floty. Służbę na morzu łączył z pracą w administracji, m.in. jako szef Referatu Broni Kierownictwa Marynarki Wojennej, oraz jako wykładowca szkolący kadry w Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty w Gdyni.

W połowie lat trzydziestych służył między innymi jako dowódca torpedowca ORP „Ślązak” czy ORP „Mazur”. Jako specjalista, w 1936 r. we francuskim Hawrze, brał udział w misji nadzorczej budowy zamówionego przez Polskę stawiacza min ORP „Gryf”. Rok później był I oficerem artylerii w pierwszych załogach niszczycieli OORP „Grom” i „Błyskawica” oraz zasiadał w komisjach odbioru tych okrętów w Cowes w Wielkiej Brytanii.

Podczas kampanii wrześniowej dowodził początkowo grupą kanonierek i kanonierką ORP „Generał Haller”, uczestnicząc w obronie polskiego wybrzeża przed lotnictwem niemieckim, a następnie 3 września wraz z załogą okrętu wzmocnił załogę Helu, walcząc w obronie półwyspu do kapitulacji 2 października.

Okupację spędził w niemieckich oflagach: X B Nienburg, XVIII B Spittal i od maja 1940 r. w II C Woldenberg, gdzie przebywał do końca wojny. W niewoli zajmował się między innymi nauczaniem języków obcych. W 1945 r. powrócił do Polski i rozpoczął pracę na stanowisku kapitana portu w Kołobrzegu.

Z początkiem 1946 r. został powołany do służby czynnej w Marynarce Wojennej w Gdyni. Pełnił kolejno funkcje dowódcy Flotylli Trałowców, następnie organizował Oficerską Szkołę Marynarki Wojennej na Oksywiu, będąc następnie p.o. komendanta tej szkoły. Od 1947 r. był szefem Sztabu Głównego Marynarki Wojennej, zaś 15 listopada 1949 r. objął dowództwo polskiej Floty.

Aresztowany w październiku 1950 r. przez Zarząd Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni na podstawie sfabrykowanych dowodów, znalazł się w grupie siedmiu przedwojennych oficerów marynarki oskarżonych pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa.

Po blisko dwóch latach brutalnego pełnego nadużyć śledztwa, 15 lipca 1952 r. stanął przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie, któremu przewodniczył płk Piotr Parzeniecki. Sądzony w tzw. procesie komandorów, wziął na siebie całą odpowiedzialność za organizowanie „spisku w wojsku” prosząc sąd o darowanie życia swoim kolegom.

21 lipca 1952 r. kmdr Mieszkowski został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie poprzez strzał w tył głowy. Ciało zostało potajemnie pogrzebane na terenie Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.

W 1956 r. Naczelny Sąd Wojskowy wznowił postępowanie i uchylił wyrok sprzed 4 lat, stwierdzając całkowitą niewinność wszystkich skazanych w „procesie komandorów”.

Szczątki kmdr. Stanisława Mieszkowskiego odnaleziono wiosną 2013 r. na kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach.

opr. Paweł Brojek
Źródło i fot. IPN


© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 03 kwi 2015, 12:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/4477-rozst ... -ps-ciotka

Polska nauczycielka została "wyzwolona" przez Armię Czerwoną z pod okupacji hitlerowskiej.

Kopia artykułu:

Rozstrzelana za działalność w Armii Krajowej
Paweł Brojek czwartek, 18, grudzień 2014 10:33

Obrazek

Nauczycielka, w czasie okupacji referentka w Okręgu Lublin AK. Podczas tajnej jednodniowej rozprawy sądowej postawiono jej zarzut działalności w Armii Krajowej. Była pierwszą kobietą-żołnierzem podziemia rozstrzelaną w tzw. Polsce Lubelskiej na mocy wyroku komunistycznego sądu.

Zofia Pelczarska urodziła się w 1897 r. Była nauczycielką oraz kierowniczką Szkoły Powszechnej nr 12 w Lublinie.

W czasie okupacji niemieckiej pracowała jako referentka w Wojskowej Służbie Kobiet Okręgu Lublin Armii Krajowej. Była pierwszą kobietą-żołnierzem w Komendzie Inspektoratu Rejonowego Puławy AK.

6 listopada 1944 r. została aresztowana przez kontrwywiad Armii Czerwonej „Smiersz” i uwięziona na Zamku Lubelskim. 8 grudnia, podczas jednodniowej rozprawy sądowej toczącej się bez udziału prokuratora i obrońcy na posiedzeniu niejawnym, postawiono jej zarzut działalności w Armii Krajowej.

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie skazał ją na karę śmierci. W uzasadnieniu wyroku zacytowano jej oświadczenie, w którym stwierdziła, iż „uznaje jedynie rząd emigracyjny, zaś PKWN nie uznaje”.

Wyrok sądu zatwierdzony przez gen. Karola Świerczewskiego został wykonany w więzieniu na Zamku Lubelskim 18 grudnia 1944 r. Zofia Pelczarska była pierwszą kobietą-żołnierzem AK rozstrzelaną w Polsce Ludowej na mocy wyroku sądowego.

Jej ciało zostało złożone w zbiorowej mogile straconych więźniów Zamku Lubelskiego na cmentarzu przy ul. Unickiej. Dziś jej imię nosi jedna z ulic Lublina.

Paweł Brojek
fot. zs11.pl

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /