Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Wojna polsko-bolszewicka 1944-56

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 11 kwi 2015, 06:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Polscy tyranobójcy

12 kwietnia 1945 roku, tuż po północy, w piwnicach budynku administracyjnego Zamku Lubelskiego komuniści przeprowadzili egzekucję jedenastu żołnierzy Armii Krajowej.

Wśród rozstrzelanych znaleźli się: dowódca lubelskiego Kedywu major Juliusz Nawrot-Nowakowski „Lucjan”, cichociemni - kapitan Mieczysław Szczepański „Dębina” i podporucznik Czesław Rossiński „Jemioła”, również ppor. Bolesław Mucharski „Lekarz” oraz siedmiu podoficerów i szeregowców. W akcie oskarżenia zarzucono im między innymi udział w przygotowaniach do zamachu na lidera rodzimych komunistów, Bolesława Bieruta, pełniącego wówczas funkcję przewodniczącego tzw. Krajowej Rady Narodowej (KRN).

Istotnie, kilka miesięcy wcześniej, w obliczu szalejącego czerwonego terroru, dowództwo Okręgu AK Lublin rozważało przeprowadzenie likwidacji czołowych kolaborantów – Bolesława Bieruta i Edwarda Osóbki-Morawskiego. Planów tych rychło poniechano, ale śledczy z bezpieki postanowili odwołać się do nich w śledztwie. Jeżeli pragnęli w ten sposób uwypuklić rzekome zbrodnicze inklinacje oskarżonych i dać odstraszający przykład, to w tym przypadku było to przysłowiowe wywoływanie wilka z lasu. W następnych latach odnotowano szereg prób zamachów na funkcjonariuszy komunistycznych wysokiego szczebla.

Niedoszłe porwanie Masłowa

Zamachy na dowódców Armii Czerwonej miały u nas tradycję, jeśli pamiętać o podjętej już w lipcu 1940 roku w okupowanym Lwowie próbie likwidacji marszałka Siemiona Timoszenki, dowódcy Frontu Ukraińskiego podczas inwazji na Polskę w 1939 roku.

Ową akcję przeprowadzili żołnierze Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Podczas emisji filmu dla sowieckich dostojników na terenie basenu przy ul. Kleparowskiej w tłum widzów ciśnięto granat obronny. Marszałek Timoszenko ocalał, choć 3 osoby poniosły śmierć, a 27 odniosło rany.

W „Polsce pojałtańskiej” o dużym szczęściu mógł mówić generał lejtnant Siergiej Szatiłow, szef sowieckiej misji wojskowej. 16 września 1945 roku samolot, którym podróżował został celnie ostrzelany przez partyzantów w okolicach Radomia. Wszakże maszyna mimo doznanych uszkodzeń i zranienia pilota zdołała bezpiecznie dotrzeć na lotnisko.

Nieco wcześniej, w sierpniu 1945 roku, śmiałą akcję zaplanowali żołnierze Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ), działający z rozkazu kapitana Józefa Rybickiego. Zamierzali oni porwać generała Wiktora Masłowa, attaché wojskowego ZSRS, aby wymienić go na aresztowanego przez bezpiekę pułkownika Jana Mazurkiewicza „Radosława”. Akcja nie powiodła się - generalski kierowca wykazał się profesjonalizmem, sprawnie wywożąc swego pryncypała z zagrożonego miejsca. Warto nadmienić, że wśród uczestników owego porwania był Jan Rodowicz „Anoda”, weteran słynnej akcji pod Arsenałem. Trzy lata później „Anoda” został aresztowany przez UB, a następnie zamordowany w śledztwie (jednym z powodów jego zatrzymania było oskarżenie o udział w rzekomym zamachu na wdowę po Feliksie Dzierżyńskim, Zofię – bezpieka na gwałt szukała winnych po wybuchu bojlera z wodą w Belwederze, gdzie przebywała wówczas małżonka „Żelaznego Feliksa”).

Najwyższym rangą dowódcą sowieckim zlikwidowanym przez polskie podziemie był podpułkownik Alfred Wnukowski, oficer Armii Czerwonej oddelegowany do KBW. Poległ on w lipcu 1946 roku pod Skaryszewem, w zasadzce dokonanej przez oddział WiN ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”. Niestety, podczas akcji zginęła również żona Wnukowskiego, Irena.

Rekiny i płotki

Nieco gęściej słał się trup wśród kadry kierowniczej UB średniego szczebla.

Ostatniego dnia marca 1945 roku do gmachu Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie zgłosił się posłaniec, który doręczył zaadresowany do Feliksa Grodka, kierownika PUBP kosz wiktuałów. Obdarowany nieopatrznie otworzył prezent – wówczas eksplozja bomby umieszczonej wewnątrz raniła go śmiertelnie. Zamach był odwetem za masakrę mieszkańców Hrubieszowa dokonaną cztery tygodnie wcześniej, kiedy to miejscowi ubecy wywlekli z domów i zastrzelili na miejscu 16 osób podejrzanych o działalność w podziemiu.

W innych akcjach od kul partyzantów zginęli m.in.: kierownik Powiatowego UBP z Działdowa Stanisław Piwko, szef PUBP w Kępnie Kazimierz Hetman oraz kierownik sekcji śledczej PUBP w Radomsku Jankiel Jakub Cukierman.

Głośnym echem w całym kraju odbił się zamach na Stefana Martykę - aktora, byłego dyrektora Teatru Polskiego, dyrektora Departamentu Teatrów w Ministerstwie Kultury i Sztuki, wreszcie spikera powszechniej znienawidzonej audycji radiowej „Fala 49”. W ostatnich latach swego życia Martyka z oddaniem „demaskował” na falach Polskiego Radia niecne knowania imperializmu amerykańskiego i równie kwieciście uzasadniał zasadność procesów wytaczanych rodzimym zaprzańcom spawy narodowej. Wyrok śmierci na Martyce wykonali 9 września 1951 roku w Warszawie bojownicy podziemnej organizacji „Kraj” (czterej bezpośredni likwidatorzy zostali potem aresztowani i straceni). Zasługi Martyki doceniła komunistyczne władza – sam wiceminister kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski wspominał z rozczuleniem spokojny, miękki głos pechowego spikera, który na fali polskiego radia zrywał z zakrytych nienawiścią twarzy zdrajców i agentów anglosaskich maskę kłamstwa. Sokorski, z właściwym sobie poczuciem humoru zaręczał, że Martyka brzydził się kłamstwem i kłamstwo zwalczał…

Łowy na Bieruta

Bolesław Bierut, pełniący z łaski Stalina szereg eksponowanych funkcji (przewodniczący KRN, następnie prezydent RP, sekretarz generalny PPR, I sekretarz KC PZPR oraz premier PRL) kilkakrotnie stał się celem zamachów.

Niektóre z nich ujawnił zbiegły na Zachód pułkownik UB Józef Światło. Według niego, w roku 1951 żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) pełniący wartę w Belwederze oddał strzał w stronę „towarzysza Tomasza” (partyjny pseudonim Bieruta), a następnie popełnił samobójstwo. W następnych dwóch latach podobnych ataków dokonali: młody człowiek uzbrojony w pistolet oraz robotnik wyposażony w siekierę; obu desperatów zastrzelono, choć nie obeszło się bez strat w szeregach funkcjonariuszy ochrony. Światło wspomniał również o eksplozji pieca w gmachu Rady Państwa w trakcie wizyty „towarzysza Tomasza”. Wybuch był ponoć kolejnym zamachem na jego życie.

Warto wspomnieć, że w opałach znalazła się kiedyś również rodzina głównego protegowanego Stalina w Polsce. W lipcu 1946 roku samochód, którym podróżowała siostra Bieruta, Zofia Malewska wraz z mężem, synem i synową, został zatrzymany w okolicy Marysina, na szosie Lublin-Włodawa przez oddział WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Niewola familii oberkolaboranta trwała ledwie dwie doby i była pełna komizmu. Aby przypodobać się partyzantom, brańcy rozpoczynali dzień chóralnym odśpiewaniem pieśni „Kiedy ranne wstają zorze”, wieczorem zaś z ich ust rozbrzmiewały gromko „Wszystkie nasze dzienne sprawy”. Pani Malewska głośno ubolewała przy tym nad niedolą swego brata, wedle jej opinii człowieka wielce pobożnego, ponoć tylko przymuszonego przez komunistów do pełnienia tak odpowiedzialnych funkcji…

Ostatecznie, decyzją komendanta Obwodu Włodawa WiN kapitana Zygmunta Szumowskiego „Komara”, rodzina Bieruta odzyskała wolność.

Snajperzy (?) z PAP

Jeśli wierzyć śledczym z UB, przynajmniej jeszcze jedna próba tyranobójstwa miała miejsce we wrześniu 1950 roku.

Bojownicy organizacji konspiracyjnej PAP (Polskiej Armii Podziemnej vel Polskiej Armii Powstańczej) Edward Dziewa i Eugeniusz Chudowolski rzekomo zamierzali wykorzystać uroczystości dożynkowe w Lublinie do zastrzelenia Bolesława Bieruta oraz towarzyszącego mu marszałka Konstantego Rokossowskiego. Jednak niemal w ostatniej chwili, zaledwie na kilka dni przed przybyciem do Lublina komunistycznych notabli, aresztowania rozbiły PAP.
Chudowolski i Dziewa zostali skazani na karę śmierci i straceni. Wiarygodność postawionych im zarzutów budzi ogromne wątpliwości. Oskarżony Chudowolski, domniemany pomysłodawca akcji, jej organizator i główny wykonawca, w chwili aresztowania należał do PAP zaledwie od 5 dni. Wedle aktu oskarżenia, konspiratorzy chcieli ostrzelać trybunę z dostojnikami ze stanowiska ogniowego usytuowanego w budynku oddalonym o 800 metrów. Wymagałoby to iście snajperskich kwalifikacji i takiegoż sprzętu, tymczasem domniemani zamachowcy nie posiadali ani jednego, ani drugiego; wedle śledczych dopiero zamierzali odebrać karabin członkowi ORMO. Wiele wskazuje na to, że rzekoma „Akcja K-B” (Kostek-Bolek) została zmyślona przez bezpiekę, która po rozbiciu małej lokalnej organizacji podziemnej chciała w ten sposób podnieść rangę swego sukcesu.

Bomba dla Gomułki

Łabędzim śpiewem takich i podobnych przedsięwzięć antykomunistycznej opozycji były ataki bombowe przeprowadzone w Zagórzu (obecnie dzielnica Sosnowca) przez samotnego zamachowca Stanisława Jarosa w 1959 i 1961 roku.

W obydwu celem był wizytujący południową Polskę I sekretarz PZPR Władysław Gomułka (podczas pierwszej wizyty towarzyszył mu sam I sekretarz Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Nikita Chruszczow). Akcje nie miały szans powodzenia – w pierwszym wypadku bomba wybuchła na trasie przejazdu kawalkady z dostojnikami na dwie godziny przed jej pojawieniem się; za drugim razem Jaros zaatakował na chybił trafił jedną z trzech kolumn samochodowych, którymi poruszali się notable, powodując ofiary jedynie wśród przypadkowych widzów. Stanisław Jaros, ujęty i skazany na karę śmierci, zginął 5 stycznia 1963 roku na szubienicy w katowickim więzieniu, jako ostatnia osoba stracona w Polsce za udział w antyrządowej działalności zbrojnej.

Komuch na sośnie

W grudniu 1946 roku minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz skierował list do ukrywającego się majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, dowódcy 5. Wileńskiej Brygady AK.

Minister zaproponował spotkanie celem omówienia warunków złożenia broni przez partyzantów, w zamian za gwarancję bezpiecznego opuszczenia kraju. „Łupaszka” nie namyślając się wiele, odpisał: Panie ministrze, możemy się spotkać pod jednym warunkiem – kiedy pan będzie wisiał na sośnie, to ja pod nią przyjdę.

Owa sugestia nie ziściła się. Żaden z komunistycznych ministrów nie zadyndał na sośnie ani na szubienicy. Najwyżsi rangą komunistyczni dostojnicy okazali się być poza zasięgiem partyzantów. Próby zamachów dokonane przez pojedynczych desperatów były nieskuteczne i zakończyły się tragicznie dla niedoszłych tyranobójców.

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/polscy-tyranobojcy,35102,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 13 kwi 2015, 10:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=25808

12 kwietnia 1945 – Zbrodnia UB w Siedlcach
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky

Obrazek
Na zdjęciu: W roku 1945 – pierwszym roku „umacniana władzy ludowej”, czyli sowieckiej na obecnym obszarze Polski – sowieckie NKWD-UB dopuściło się wielu ohydnych zbrodni. Jedną z takich zbrodni było zamordowanie 16 młodych ludzi z Siedlec (niektórzy mieli zaledwie 17 lat), „podejrzewanych” o przynależność do NSZ lub AK. Ufundowana w roku 1998 tablica pamiątkowa czekała „w areszcie” głupoty i politycznej poprawności przez trzy lata, ponieważ autorzy inskrypcji ośmielili się napisać, że ówczesne kierownictwo powiatowego UB w Siedlcach było narodowości żydowskiej a decydujący głos we wszystkich sprawach miał sowiecki „doradca”…


W roku 1945 – pierwszym roku „umacniana władzy ludowej”, czyli sowieckiej na obecnym obszarze Polski – sowieckie NKWD-UB dopuściło się wielu ohydnych zbrodni. Jedną z takich zbrodni było zamordowanie 16 młodych ludzi z Siedlec (niektórzy mieli zaledwie 17 lat), „podejrzewanych” o przynależność do NSZ lub AK. Ufundowana w roku 1998 tablica pamiątkowa czekała „w areszcie” głupoty i politycznej poprawności przez trzy lata, ponieważ autorzy inskrypcji ośmielili się napisać, że ówczesne kierownictwo powiatowego UB w Siedlcach było narodowości żydowskiej a decydujący głos we wszystkich sprawach miał sowiecki „doradca”…

Zbrodnię siedlecką przedstawiła m.in. Grażyna Dziedzińska 12 czerwca 2001 w „Naszej Polsce”:

– Podjechali pod dom ciężarówką około 22.00 w nocy. Było ich wielu; wszyscy uzbrojeni w pistolety maszynowe. Zapytali o Zbyszka, wówczas 17-letniego ucznia gimnazjum. Kiedy go nie znaleźli, splądrowali dom i pojechali do mieszkania Stokowskich. Stamtąd wywlekli Zbyszka i jego kolegę Romana Krystosiaka. Chłopcy zostali aresztowani przez UB i wywiezieni w nieznanym kierunku. Na drugi dzień ich ciała i ciała 14 innych zamordowanych rozrzucono na rogatkach.

O straszliwej nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 i o ludobójstwie popełnionym na 16 żołnierzach niepodległościowego podziemia opowiada mi siostra Zbigniewa Szczuki, mała, drobna pani, Irena Szczuka-Kisiel, której cichy głos załamuje się, kiedy wraca do tamtego koszmaru.
- Ojciec starał się o zabranie ciała Zbyszka z rogatek, ale nie pozwalali ich tknąć; miała to być „nauczka” dla wszystkich pozostałych żołnierzy NSZ i innych organizacji niepodległościowych oraz dla ich rodzin. Kiedy wreszcie dostał zezwolenie na zabranie zwłok z kostnicy, już ich tam nie było. Pojechał więc dorożką, razem z panem Domienieckim, znanym śpiewakiem z Warszawy, który się u nas zatrzymał – na cmentarz, ale był on już obstawiony funkcjonariuszami UB i NKWD, którzy na ich widok zaczęli repetować broń. Jak się potem dowiedzieliśmy, wszystkich zamordowanych wrzucono do wykopanego pod murem cmentarza dołu. Represje wobec naszej rodziny na tym się nie skończyły. Jeszcze przez długi czas ubecy wpadali do domu, grabili, co się dało: meble, dywany, obrazy, porcelanę, pamiątki rodzinne. Zabrali nawet wojskowy mundur mojego męża, który wówczas jeszcze był na froncie.

Rozmawiamy pod tablicą umieszczoną na murze budynku, niegdyś siedzibie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa i Prokuratury. Po długotrwałych, uporczywych staraniach, przede wszystkim Zygmunta Goławskiego – zasłużonego siedlczanina i wielkiego patrioty (ojca czterech synów i córki, dziadka 11 wnucząt, wszystkich wychowanych w umiłowaniu Boga, Honoru i Ojczyzny), byłego dowódcy oddziału NSZ Okręgu XII Podlaskiego (w którym walczył też Zbyszek Szczuka), więźnia UB i sowieckich łagrów, obecnie prezesa Zarządu Związku Żołnierzy NSZ i prezesa Związku Sybiraków w Siedlcach. Wykonana już w 1998 tablica miała być wreszcie odsłonięta i poświęcona. Podstawową „trudność” w jej upublicznieniu stanowiło to, iż wskazywała ona – chociaż nie imiennie – na pomysłodawców i dyrygentów, a w znacznym stopniu i bezpośrednich wykonawców ludobójstwa: wyszkolonych przez NKWD Żydów.
Wykonana w kształcie tarczy rycerskiej tablica, zwieńczona płaskorzeźbą głowy orła w koronie z krzyżami po bokach, ufundowana przez społeczeństwo ZŻNSZ i Sybiraków dla upamiętnienia zbrodni i oddania czci pomordowanym głosi m.in.:
Na wieczną pamięć żyjącym katom ku przestrodze. Winni tego mordu, polscy funkcjonariusze PUBP w Siedlcach, kierowani byli przez komendanta i kadrę narodowości żydowskiej oraz sowieckiego doradcę, oficera NKWD.

Poza wymienionymi już nazwiskami znajdują się na niej również nazwiska pozostałych spośród 16 zamordowanych, przy czym 7 to nieznani z nazwisk żołnierze podziemia (N.N.), prawdopodobnie torturowani w lochach UB, następnie rozstrzelani i przywiezieni na rogatki.
Tej samej nocy bowiem ubecy wpadli także do mieszkania Pilarczyków. Po pobiciu Franciszka Pilarczyka i zdemolowaniu mieszkania kazano się ubrać Mieczysławowi i Marianowi Pilarczykom, których rozstrzelano z broni maszynowej na ulicy Szkolnej. Ciężko ranny Marian doczołgał się do śmietnika. Oprawcy wrócili po Zygmunta i rozstrzelali go w odległości około 10 m od śmietnika, w którym ukrył się Marian.
Ciało Henryka Popka znaleziono przy ulicy Brzeskiej. Leżał obok zwłok mężczyzny N.N., obaj mieli ręce związane kablem. Aleksander Wierzejski (aktywny działacz POW, wójt gminy Krzesk Królowa Niwa – także przed wojną – komendant placówki Zbuczyn NSZ w czasie wojny), jak również Wacław i Stanisław Chacińscy z Karcz, zostali przewiezieni do Siedlec i rozstrzelani. Ich ciała wyrzucono na rogatkach miasta, podobnie jak ciało zamordowanego także tej nocy Zbigniewa Byczyńskiego […].

8 lutego 1990 z inicjatywy prezesa Związku Sybiraków Zygmunta Goławskiego do Prokuratury Rejonowej w Siedlcach został złożony wniosek o ściganie winnych zbrodni dokonanej w Siedlcach 12-13 kwietnia 1945 na 16 Polakach- żołnierzach z AK, NSZ i innych organizacji niepodległościowych. Postępowanie prokuratorskie udowodniło bezspornie, że mordu dokonali pracownicy PUBP w Siedlcach. Przestępstwo to zostało uznane za zbrodnię przeciwko ludzkości, nie podlegającą przedawnieniu. Szefem UB w Siedlcach był wówczas por. Edward Słowik – oficer narodowości żydowskiej, a tzw. doradcą – mjr Timoszenko, oficer NKWD. W czasach, gdy dopuszczono się tych zbrodni, w siedleckim UB na około 50 pracowników funkcje kierownicze pełniło 20 Żydów.
Uroczystość odsłonięcia tablicy ku czci 16 Polaków, żołnierzy AK, NSZ i innych organizacji niepodległościowych, zamordowanych w Siedlcach (3 VI 2001) rozpoczęła Msza św. w najstarszym kościele siedleckim – św. Stanisława biskupa, męczennika, odprawiona przez ks. proboszcza Mieczysława Łuszczyńskiego. Kombatanckie poczty sztandarowe oraz poczty sztandarowe młodzieży ze wszystkich szkół, prowadzone przez kompanię reprezentacyjną Wojska Polskiego, wkroczyły do świątyni w takt pięknego hymnu maryjnego Błękitne rozwińmy sztandary… odegranego przez orkiestrę wojskową.
Homilię wygłosił wikariusz biskupi ks. prałat dr Ryszard Borkowski. Powiedział o prześladowaniu chrześcijan od wieków po dzień dzisiejszy. O szerzącej się „modzie” na źle rozumianą tolerancję, relatywizm moralny, kosmopolityzm. Stwierdził, iż obecnie panuje tendencja do identyfikowania patriotyzmu z szowinizmem, a tymczasem jest on ubogaceniem człowieka i bezcennym wkładem w kulturę ludzkości; orientowaniem się na wspólne dobro, a nie własne egoistyczne cele.
- Jest sens i potrzeba, żebyśmy my, Polacy, urodzeni w tym kraju nad Wisłą, czuli się tutaj u siebie; tak jak w rodzinnym domu pełnym ciepła i poczucia bezpieczeństwa. I byśmy nie musieli nikogo przepraszać za to, że jesteśmy Polakami! Zwłaszcza że w ciągu wieków bez wahania udzielaliśmy gościny ludziom, którzy nie mogli się zadomowić w innych częściach świata.
Odsłonięcia tablicy ku czci 16 zamordowanych dokonali Irena Szczuka-Kisiel i ksiądz proboszcz, który również ją poświęcił. W swoim przemówieniu prezes Zygmunt Goławski zaznaczył, że winnymi zbrodni ludobójstwa popełnionej w Siedlcach byli przede wszystkim funkcjonariusze bezpieki pochodzenia żydowskiego, którzy zajmowali w tamtejszym PUBP najważniejsze stanowiska: oficerów śledczych, prokuratorów, sędziów. Ich herszt, bezwzględny kat, Żyd wyszkolony przez NKWD, który przybrał sobie nazwisko Edward Słowik, wykonując polecenia głównego ubeckiego zbira Jakuba Bermana, również Żyda, szalał na Podlasiu, wyłapując „wrogów ludu” i często osobiście ich torturując. Dlaczego młodzież polska szła do lasu, do konspiracji? Bo nie odpowiadał jej ani totalitarny system, ani żydokomunistyczna partia jako „przodująca siła narodu”, ani całkowicie podporządkowanie kraju przez reżim szpiega NKWD Bieruta i zbrodniarza Bermana Moskwie i Stalinowi.
Zbrodnia dokonana na 16 bohaterach walk z okupacją hitlerowską i sowiecką miała zastraszyć Polaków i zmusić ich do zaakceptowania władzy „ludowej”, opartej na armii sowieckiej i aparacie bezpieczeństwa kierowanym w większości przez żydowskich i sowieckich komunistów. I oto teraz po tym wszystkim, co nas spotkało: wywózkach na Sybir, torturach, strzałach w tył głowy, zagarnianiu mienia i prześladowaniu rodzin, w głównej mierze ze strony wysługujących się Sowietom Żydów, my mamy ich przepraszać? Na kolanach, posypując sobie głowy popiołem?! Za co? Za to, że nas wieszali i rozstrzeliwali?! Otóż oznajmiam, że my, środowiska niepodległościowe, którzyśmy walczyli o prawdziwie wolną Polskę i którzyśmy cierpieli i umierali w katowniach żydokomuny, nie będziemy przepraszać Żydów. Będziemy natomiast konsekwentnie, aż do skutku, żądać sprawiedliwych wyroków na funkcjonariuszy ubeckiego aparatu terroru, winnych zbrodni popełnionych na polskich patriotach – w tym zbrodni sądowych – i będziemy również stanowczo domagać się, aby w wyzwolonej po latach rządów komuny Polsce organizacje komunistyczne: PPR, PZPR, UB, MO, ORMO zostały uznane za zbrodnicze. Precedens już istnieje. Analogiczne wyroki miały miejsce w Norymberdze w stosunku do hitlerowskich organizacji NSDAP, SA, SS.
Leszek Żebrowski pisał o zbrodni siedleckiej w czerwcu 1995 w „Gazecie Polskiej”:

Znane są liczne miejsca zbrodni UB, popełnionych na Polakach po tzw. wyzwoleniu. Ale tylko niektóre z nich wywołały oddźwięk międzynarodowy, w dodatku tuż po ich ujawnieniu. Do takich zaliczyć można ohydne zamordowanie kilkunastu młodych ludzi w Siedlcach w nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.
Sprawa ta znana jest z wielu relacji naocznych świadków aresztowań i morderstw (w tym członków rodzin), a ponadto dwie niedoszłe ofiary, choć ciężko ranne - Marian Pilarczyk i Edward Prachnio – zdołały zbiec z ranami postrzałowymi z miejsca egzekucji.
W kwietniu 1992 Prokuratura Rejonowa w Siedlcach, na skutek zawiadomienia o przestępstwie, złożonego przez Zygmunta Goławskiego, wszczęła śledztwo w tej sprawie (sygn. akt Ds 30/92/S) i ustaliła co następuje:

Bezspornie ustalono (…), że krytycznej nocy zostali rozstrzelani: Aleksander Wierzejski, którego ciało znaleziono na tzw. wygonie; Stanisław i Wacław Chacińscy z Karcz, których ciała znaleziono na ul. Starowiejskiej; Mieczysław i Zygmunt Pilarczykowie, których ciała znaleziono na ul. Szkolnej; Zbigniew Szczuka i Roman Krystosiak, których ciała leżały na ul. Kazimierzowskiej; Henryk Popek, którego ciało leżało na ul. Brzeskiej. Tej samej nocy zostali prawdopodobnie rozstrzelani Zbigniew Byczyński i Zdzisław Bielecki. Nazwisk pozostałych ofiar nie udało się ustalić, podobnie jak rzeczywistej ich liczby. Przyczyną śmierci wyżej wymienionych osób były liczne rany postrzałowe pochodzące z broni maszynowej, za czym przemawiają znalezione wokół ciał duże ilości łusek, charakter i ilość ran.
Ponad wszelką wątpliwość ustalono również, że wyżej wymienione osoby zostały zatrzymane, a następnie rozstrzelane bez jakiejkolwiek decyzji uprawnionego organu. (…) Bezspornym jest również, że sprawcami tej zbrodni byli funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Siedlcach (…).
Zamordowano łącznie prawdopodobnie siedemnastu młodych mężczyzn (w tym 17-latków), niektórzy z nich byli żołnierzami AK i NSZ, ponadto dwie osoby, choć ciężko ranne, uszły z życiem. Ich los znamy dokładniej.
Do domu rodziny Pilarczyków UB-owcy wtargnęli w nocy, zdemolowali mieszkanie i pobili Franciszka Pilarczyka, a jego synom, Mieczysławowi i Marianowi nakazali wyjść przed dom. Tam doprowadzono mieszkającego w sąsiedztwie Zygmunta Pilarczyka, ale wkrótce został on zwolniony (prawdopodobnie został zatrzymany przez pomyłkę zamiast Henryka Pilarczyka, który wówczas działał w podziemiu i przebywał poza domem). Mieczysław i Marian zamordowani zostali seriami z karabinów maszynowych około 150 m od domu, w okolicy cmentarza żydowskiego. Po egzekucji jeden z ubeków dobił ich strzałami z pistoletu, mimo to Marian Pilarczyk przeżył. Ciężko ranny, ukrył się po egzekucji w pobliskim śmietniku.
Gehenna rodziny Pilarczyków nie została zakończona. Po godzinie UB ponownie podjechało pod ich dom. Tym razem zamordowany został zwolniony poprzednio Zygmunt.
Marian, podleczony w miejscowym szpitalu, został wkrótce wywieziony potajemnie do Drohiczyna przez ludzi z konspiracji.
Mord przeżył jeszcze jeden człowiek, Edward Prachnio, który mieszkał w domu Stanisława i Reginy Soćko. Ubowcy po zrewidowaniu mieszkania (zrabowali przy tej „czynności” dwie obrączki) wyprowadzili go na ulicę i zaczęli do niego strzelać. Mimo odniesionych ran, udało mu się uciec do pobliskich ogrodów, a stamtąd do kuzyna. Rano trafił do szpitala, gdzie aresztowało go UB i kilka miesięcy spędził w areszcie.
Ofiar miało być więcej, bo UB poszukiwało tej nocy również m.in. Jerzego Wojtkowskiego (Okręgowego Kierownika Akcji Specjalnej NSZ XII Okręgu) i jego żonę Barbarę, którzy byli nieobecni.
Prokuraturze nie udało się jednoznacznie ustalić sprawców. Z zeznań strażnika więziennego z tamtego okresu, Franciszka Brodzika, wynika że w 1945 r. w PUBP działała grupa operacyjna, w skład której wchodzili: dowódca o imieniu Bronek, narodowości żydowskiej, Marian Reduch, Czesław Sągol i funkcjonariusze o nazwiskach: Więckiewicz, Adamiak i Surowiec. Świadek ten podał, że od członków tej grupy dowiedział się, że w kwietniu 1945 r. wyciągnęli z domu, a następnie rozstrzelali w mieście kilkunastu chłopców, zaś ciała pochowali na cmentarzu w Siedlcach.
W innych zeznaniach przewijają się też nazwiska szefa UB o nazwisku lub pseudonimie Kwiatek, Stanisława Wnuka, Mieczysława Chomczyńskiego, Kazimierza Borkowskiego, Stanisława Zazuniaka, Mikołaja Melucha.
Marian Więckiewicz został zastrzelony przez organizację podziemną już następnego dnia, 13 kwietnia, a Czesław Sągol 8 lipca. Były aelowiec Mikołaj Meluch (dowódca „grupy specjalnej” Obwodu II AL) zginął w katastrofie lotniczej w Wietnamie jako oficer misji PRL-owskiej). Oficer UB Józef Kościuk, kierownik PUBP, został w tym samym roku zwolniony ze służby „za nadużycie władzy”. Wywiadowcy PUBP z tego okresu, Herszt i Braun Blumsztajnowie, zostali przeniesieni w ramach służby na Dolny Śląsk. Ci zaś funkcjonariusze UB i straży więziennej, których w tej sprawie zdołano przesłuchać, nic nie zdołali sobie przypomnieć…

Byli funkcjonariusze UB i MO zeznają, że nie wiedzą, kto dokonał opisanej zbrodni, zaś niektórzy podają, że nic o takim wydarzeniu nie słyszeli. Świadek, który prawdopodobnie krytycznej nocy pełnił służbę przy wejściu do budynku PUBP, nie zapamiętał żadnych szczególnych wydarzeń tej nocy.
Nic nie dały także „oględziny akt personalnych” podejrzanych ubowców. W postanowieniu o umorzeniu śledztwa (wobec niewykrycia sprawców!) prokuratura podała, iż brak materiału archiwalnego (…) uniemożliwia praktycznie wyjaśnienie wszystkich okoliczności popełnionej zbrodni. W dokumencie tym nie pojawiło się w ogóle nazwisko zastępcy szefa PUBP z tamtego okresu, Alberga, który był synem przedwojennego żydowskiego felczera z Siedlec.
Mimo iż byli ubowcy nie wiedzą, kto zbrodni dokonał, a nawet „nie słyszeli” o niej, sprawa ta żyła w społeczności siedleckiej. Nie było jednakże warunków, aby kiedyś mówić o niej publicznie, tym bardziej, iż z ręki podziemia zginęło dwóch spośród jej sprawców. Prawdopodobnie natychmiast wiadomość o zbrodni siedleckiej została przekazana przez podziemie niepodległościowe do wiadomości rządu RP, którego premierem był wówczas Tomasz Arciszewski. Ten zaś interweniował u brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, a on podnosił tę sprawę (obok wielu innych) w liście do Stalina.
Stalin w „osobistym i tajnym” piśmie do Churchilla odpowiedział:
Pismo Pana z 28 kwietnia w sprawie polskiej otrzymałem, Muszę stwierdzić, że nie mogę zgodzić się z argumentami, które przytacza Pan w uzasadnieniu swojego stanowiska. (…) Angielska służba informacyjna rozpowszechnia wiadomości o zabójstwach czy rozstrzale Polaków w Siedlcach. Te wiadomości angielskiej służby informacyjnej są od początku do końca zmyślone i przypuszczalnie zostały jej podsunięte przez agentów Arciszewskiego.
Była to dobrze sprawdzona, choćby po sprawie Katynia, metoda dezinformacji.
W maju 1945 na starostę siedleckiego wyznaczony został Lucjan Koć były kapitan podokręgu Batalionów Chłopskich. Doprowadził on do tego, iż szef PUBP i jego zastępca Alberg zostali aresztowani. Ale na krótko. Już latem 1945 zostali zwolnieni, a Alberg zgłosił się nawet do starosty Kocia o swoiste świadectwo moralności. Ten zaś zdecydowanie odmówił. Najbardziej skompromitowani w tej sprawie ubowcy zostali rozproszeni po Polsce.
W tej sprawie, jak również we wszystkich podobnych, śledztwo zostało umorzone. Przeszkodą jest przede wszystkim brak dokumentów archiwalnych UB z tamtego okresu, a może raczej nieporadność w ich poszukiwaniu? Postanowienie prokuratora zawiera bowiem następujący passus:
Nadmienić należy, że dokumenty z okresu będącego przedmiotem postępowania zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Sprawiedliwości poszukiwane były również wśród dokumentów tajnych i tajnych szczególnego przeznaczenia Archiwum MSW, Urzędu Ochrony Państwa, Centralnego Archiwum Wojskowego i Archiwum Oddziału II Sztabu Generalnego. Poszukiwania te jednak nie dały pozytywnego rezultatu.
Zbiorowy mord w Siedlcach uznany został, z uwagi na liczbę ofiar i okoliczności pozbawienia ich życia, za zbrodnię przeciw ludzkości, czyli taką, która nie ulega przedawnieniu. Można zatem mieć nadzieję, iż archiwa UB będą kiedyś ujawnione w całości i poznamy nie tylko sprawców ludobójstwa, ale ich inspiratorów i tych, którzy ich przez dziesiątki lat chronili przed wymiarem sprawiedliwości. Jeśli natomiast archiwa UB są tak „ubogie”, iż na ich podstawie nie uda się nic odtworzyć w podobnych sprawach, to dlaczego są tak pieczołowicie chronione? Czy może tylko z pietyzmu, aby papiery sprzed lat kilkudziesięciu po wyciągnięciu na światło dzienne zbyt nie pożółkły?

Piotr Szubarczyk

Wolna Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 01 maja 2015, 13:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2015/04/19/dr ... nistyczne/

Dr Leszek Pietrzak: Powstanie antykomunistyczne

Obrazek
Na zdjęciu: Oddział „Zapory”, Rzeszowszczyzna, lato 1946 r. Fot. za tajnahistoriarzeszowa.pl / wybór wg.pco


W 1945 r. w Polsce wybuchło powstanie przeciwko sowieckiej okupacji. Przez kilka lat walczyło w nich około 180 tys. osób. Komuniści zrobili wszystko co w ich mocy, aby wymazać ze zbiorowej pamięci historię ostatniego narodowego zrywu.
W sierpniu i wrześniu 1944 r. na terenach tzw. Polski Lubelskiej, Sowieci rozpoczęli aresztowania AK-owców i ich deportację w głąb ZSRR. Najnowsze ustalenia historyków wskazują, że wywieźli wówczas od 12 do 15 tysięcy osób.
Do końca 1944 r. Sowieci aresztowali około 20 – 25 tysięcy osób. Aresztowano nie tylko członków AK i innych organizacji konspiracyjnych, ale także przedstawicieli inteligencji, ziemiaństwa, przedwojennych urzędników i wojskowych, uznanych za „burżuazyjną reakcję”, wrogą ludowej władzy. Drugie półrocze 1944 r. było okresem szczególnym dla Polaków. Stacjonujący od lipca 1944 r. do stycznia 1945r. na linii Wisły sowiecki front powodował że, na terenach Polski Lubelskiej znalazło się blisko 2 mln sowieckich żołnierzy różnych formacji, których zadaniem było oczyszczenie przedpola dla komunistycznej władzy tylko z pozoru polskiej bo w rzeczywistości opierającej się na sowieckich doradcach. Zainstalowany w Lublinie PKWN w praktyce nie dysponował żadną siłą. Jego zbrojne ramie czyli UB było jeszcze w powijakach. Wszystkie funkcje policyjne i wojskowe przejęły na siebie j jednostki Armii Czerwonej i NKWD dopuszczające się na co dzień zwykłych przestępstw kryminalnych na obywatelach polskich, coraz bardziej zastraszanych sowiecka obecnością. Wystarczy jedynie wspomnieć, że w ponad 80% wszystkich aresztowanych jesienią 1944r. Polaków została aresztowana przez służby sowieckie. Apogeum sowieckich działań było podstępne aresztowanie w końcu marca 1945 r. 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego i wywiezienie ich do Moskwy, gdzie zorganizowano im pokazowy proces, który przeszedł do historii jako „Proces szesnastu”.
W takich warunkach politycznych i wojskowych narodziło się antykomunistyczne podziemie zbrojne w Polsce, bazujące na starych strukturach konspiracyjnych AK i innych organizacji konspiracyjnych. Można zatem przyjąć, ze powstanie antykomunistycznego podziemia w Polsce po wojnie było w znacznej mierze wywołane sprzeciwem przeciwko sowieckiej obecności i rządom ich popleczników.
Jednak tak naprawdę wojna z komunistyczna władzą zaczęła się dopiero na wiosnę 1945 r. gdy sowieckie jednostki frontowe przesunęły się na Zachód, maszerując na Berlin a pozostały tylko jednostki NKWD. Dopiero wtedy zaktywizowały się oddziały zbrojne Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) podległe powstałej w maju 1945r Delegaturze Sił Zbrojnych (DSZ), która swoim obszarem objęła wyłącznie obszar Polski w jej powojennych granicach.
Jak zatem wyglądała mapa powojennego antykomunistycznego podziemia. Jego najbardziej radykalny nurt wywodził się z obozu narodowego i reprezentowały go Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW). Obie te organizacje traktowały komunistów jako zdrajców i agentów obcego państwa. Liczyły, że Polska wywalczy wolność w mającej nastąpić nieuchronnie III wojnie światowej. Poza komunistami dla narodowców wrogiem były mniejszości narodowe. Struktury NSZ i NZW istniały prawie w całym kraju lecz najsilniejsze były w Białostockiem, Lubelskiem i Rzeszowskiem. Mniej radykalnym ale najsilniejszym nurtem było podziemie poakowskie reprezentowane najpierw przez struktury AK-DSZ a następnie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WIN). Podziemie poakowskie zdecydowanie najmocniej rozwinęło się na terenie Lubelszczyzny. Poza wspomnianymi wiosną 1945r. powstało cały szereg nowych organizacji podziemnych organizujących leśne oddziały zbrojne walczące z nowa władzą. Były wśród nich Wielkopolska Samodzielna Grupa Operacyjna „WARTA”, Konspiracyjne Wojsko Polskie na terenie Śląska i centralnej Polski oraz wiele innych pomniejszych organizacji.
Akcje oddziałów zbrojnych antykomunistycznego podziemia to ataki na siedziby UB, posterunki MO, areszty i więzienia oraz potyczki z grupami operacyjnymi bezpieki i wojsk sowieckich. Likwidowano również aktywistów PPR, UB-eków, milicjantów i agentów bezpieki. Masowy napływ ludzi do oddziałów zbrojnych podziemia nastąpił wiosną 1945 r. Na przestrzeni maja i czerwca 1945r., komunistyczna władza znajdowała się defensywie. Jej realna władza ograniczała się jedynie do miast wojewódzkich i powiatowych. W połowie 1945 r. główny ciężar walki z antykomunistycznym podziemiem musiały wziąć na siebie Wojska Wewnętrzne NKWD. Do walki z polskim podziemiem Sowieci zaangażowali blisko połowę jednostek NKWD jakie stacjonowały wówczas w Europie Środkowo – Wschodniej. Fakt ten mówi sam za siebie.
Rozwój podziemia został przyhamowany w lecie 1945 r. co wiązało się ze zmianami sytuacji politycznej. W czerwcu 1945 r. były premier Rządu Londyńskiego Stanisław Mikołajczyk zdecydował się wejść do zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TRJN) zostając wicepremierem. Powrót Mikołajczyka do Polski ożywił w tysiącach Polaków nadzieję na możliwość współrządzenia z komunistami. W lipcu 1945 TRJN zyskał uznanie mocarstw zachodnich, co w konsekwencji pozbawiało podziemie argumentu politycznego istnienia. 6 sierpnia 1945r. rozwiązana została DSZ, w ramach której funkcjonowały oddziały zbrojne poakowskiego podziemia. Z ogłoszonej przez rząd amnestii skorzystało ponad 30 tysięcy członków konspiracyjnych organizacji. Jednak nie wszyscy uwierzyli w możliwość normalnego życia. Już jesienią 1945 r. antykomunistyczne podziemie w Polsce zorganizowało się na nowo już w ramach powołanego 2 września 1945 r. Zrzeszenia WiN. Nadal działały zbrojne oddziały NSZ i NZW oraz wielu innych organizacji prowadzących walkę z władzą. Rozpoczął się drugi etap walki komunistyczną władzą, który trwał do wiosny 1947 r. kiedy to w wyniku kolejnej amnestii przestały istnieć jednolite struktury podziemnych antykomunistycznych organizacji.
Od października 1945r. do czerwca 1946 r. w niemal wszystkich województwach Polski, z wyjątkiem tzw. Ziem Odzyskanych operowały oddziały zbrojne podziemia. Wielu z nich udało się w niektórych powiatach wytworzyć stan swoistej dwuwładzy. Jednak potencjał podziemia ulegał coraz bardziej wyczerpaniu. Bezpieka stawała się coraz silniejsza i lepiej zorganizowana, a przede wszystkim rozbudowywała swoja agenturę. W połowie 1946 r. główny ciężar walki z podziemiem przejęła UB. NKWD zaczęło zmniejszać swoja aktywność. Do walki z podziemiem obok UB angażowane były Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), MO, ORMO i jednostki wojska, które nie niejednokrotnie nie chciały walczyć z podziemiem. Zmieniła się też taktyka zwalczania podziemia. Specjalnie utworzone grupy operacyjne bezpieki tropiły i ścigały poszczególne oddziały zbrojne podziemia dzień i noc aż do ich ostatecznej likwidacji. Grupy te dysponując łącznością, znaczną przewagą w uzbrojeniu i agenturą zyskały zdecydowana przewagę nad podziemiem. W końcu 1946 r. los podziemia wydawał się przesądzony. Wydarzenia polityczne w Polsce potwierdzały ten scenariusz. Przeprowadzone w dniu 30 czerwca 1946r. referendum zostało sfałszowane. Polacy wbrew postanowieniom jałtańskim zostali pozbawieni swobodnego wyboru formy rządów. Jeszcze większego oszustwa komuniści dokonali w dniu 19 stycznia 1947 r. gdy bezceremonialnie sfałszowali wyniki wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Jedyna legalna opozycje polityczną jakim był mikołajczykowski PSL przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
Na początku 1947 r. podziemie znalazł się w głębokim kryzysie. Kontynuowanie walki zbrojnej coraz bardziej traciło sens. Gdy 22 lutego 1957r. Sejm uchwalił amnestię, z podziemia wyszło blisko 54 tysiące członków AK, WiN, NSZ, NZW i innych organizacji a więzienia i areszty opuściło ponad 23 tysiące członków podziemnych organizacji i oddziałów zbrojnych. W podziemiu pozostali tylko „niezłomni” prowadzący beznadziejna walkę z komunistyczną władzą. W okresie 1949 -1956 były to już niewielkie kilkuosobowe grupy, które już znacznie rzadziej podejmowały otwarta walkę. Członkowie tych grup byli systematycznie zabijani i wyłapywani przez bezpiekę. Jedynie nielicznym udało się dotrwać do jesieni 1956r, kiedy to korzystając z październikowej odwilży wyszli z podziemia . Po roku 1956 w całej Polsce pozostało 6 partyzantów antykomunistycznego podziemia. Ostatni z nich sierż. Józef Franczak ps. „Lalek” został zastrzelony na Lubelszczyźnie w październiku 1963 r. Przez grupę operacyjną SB i ZOMO.
Najnowsze badania historyczne szacują, że przez wszystkie organizacje i grupy zbrojne antykomunistycznego podziemia przewinęło się nawet 180 tysięcy ludzi. Niemal połowa wywodziła się z AK by działać następnie w strukturach DSZ i WiN. Około 30 – 40 tysięcy związanych było z podziemiem narodowym. Pozostali należeli do organizacji i grup o zasięgu lokalnym. W bezpośredniej walce poległo według najnowszych szacunków od 8 do 10 tysięcy ludzi podziemia a około 21 tysięcy zmarło w więzieniach i aresztach UB. Była to cena jaka zapłacili Polacy w pierwszym starciu z komunizmem – cena jak pokazują badania niemała.
Tak jak każda armia, również armia antykomunistycznego podziemia miała swoich bohaterów i miała swoje Termopile. Nie zawsze to byli bohaterowie bez skazy, ale na pewno walczyli o naprawdę wolną Polskę, nie wiedząc kiedy rzeczywiście ona nadejdzie. Walczyli z wiarą, że ich walka nie będzie nadaremna, nawet kiedy poniosą klęskę. Zazwyczaj nie mieli rodzin ponieważ, jak stwierdził jeden z nich „nie był czas ku temu”. Mieli również ludzkie słabości.
Byli jednak żołnierzami z krwi i kości, nawet jeśli nie byli zawodowymi wojskowymi. Mieli zazwyczaj 25 – 30 lat. Wojna pozbawiła ich możliwości zdobycia wykształcenia, chyba, że udało im się zdobyć przedwojenną maturę. Posiadali za to bogate doświadczenia walcząc najpierw z okupantem niemieckim, a następnie z komunistyczna władzą. Mieli zazwyczaj silne cechy przywódcze i ogromny autorytet u podkomendnych. Na co dzień musieli zmagać się z trudami partyzanckiego życia, któremu bardzo często towarzyszyła walka z przeważającym wrogiem i mordercza ucieczka przed przeważającymi siłami NKWD i UB. Towarzyszyło im piekielne zmęczenie, strach przed beznadziejnym końcem. Jednak walczyli bardzo często do samego końca, dając potomnym przykład niesłychanej odwagi i hartu ducha.
Jednym z nich był mjr H.Dekutowski PS. „Zapora” – cichociemny, żołnierz AK a następnie dowódca zgrupowania oddziałów partyzanckich AK- WiN na Lubelszczyźnie, które w połowie 1945 r liczyło prawie 300 żołnierzy. Jego oddział stoczył kilkadziesiąt bitew i potyczek operując na terenie województw lubelskiego, kieleckiego i rzeszowskiego. „Zapora” znany był z akcji przeciwko tzw. Moskwom czyli wsiom silnie popierającym komunistyczną władzę. Kilka razy udało mu się opanować czasowo powiatowe miasta, jak miało to miejsce w dniu 27 IV 1945r. gdy opanował Janów Lubelski. Postać „Zapory” stała się symbolem niezłomności żołnierzy podziemia, a epilog jego partyzanckiej działalności symbolem zdrady. Gdy we wrześniu 1947 r. zdecydował się na wyjazd z Polski został w dniu 16 września 1947r. podstępnie aresztowany przez UB, w wyniku działalności agentów ulokowanych w jego otoczeniu. Przeszedł okrutne śledztwo UB, a następnie została skazany wraz z 6 towarzyszami na karę śmierci, która wykonano 7 marca 1949 r.
Na Lubelszczyźnie działał również mjr Marian Beranaciak „Orlik” również żołnierz AK i WiN, który w okresie okupacji niemieckiej dowodził jednym z oddziałów konspiracyjnego 15 Pułku Piechoty „Wilków” przeprowadzając ponad 20 akcji bojowych przeciwko Niemcom. W marcu 1945 r. „Orlik” ponownie zorganizował swój oddział partyzancki i rozpoczął walkę z komunistyczna władzą na terenie Puławskiego. W połowie 1945r. jego oddział „Orlika” liczył blisko 200 żołnierzy i operował w kilku powiatach Lubelszczyzny. „Orlik” przeprowadził wiele brawurowych akcji jak np. odbicie więźniów z aresztu puławskiego UB w dniu 24 IV 1945r. Jednak największą była bitwa stoczona w dniu 24 maja 1945 r.w Lesie Stockim koło Puław z siłami NKWD i UB. W bitwie tej wzięło udział po obu stronach blisko 1000 żołnierzy i była największą bitwą antykomunistycznego podziemia. Sam „Orlik” zginął w obławie UB w dniu 24 VI 1946 r.
Bohaterem antykomunistycznego podziemia był por. Jerzy Jaskulski – ps. „Zagończyk” – żołnierz puławskiej AK i WiN, a następnie twórca Inspektoratu ZZK (Związek Zbrojnej Konspiracji) na terenie Radomskiego. „Zagończyk” został jesienią 1944 r. aresztowany przez NKWD i skazany na karę śmierci. W brawurowy sposób udało mu się uciec z więzienia we Wronkach i wznowić działalność zbrojną w podziemiu. Wiosną 1946 r. podporządkował sobie oddziały podziemia działające na terenie radomskiego. Oddziały „Zagończyka” zlikwidowały kilkanaście posterunków MO i opanowały czasowo niektóre miasteczka w Radomskiem, w tym Szydłowiec i Skaryszew. „Zagończyk został podstępnie schwytany przez UB i w lutym 1947 r. skazany na karę śmierci.
Na Rzeszowszczyźnie działał inny bohater antykomunistycznego podziemia – Józef Zadzierski ps. „Wołyniak” – żołnierz NOW i NZW. Jego historia jest nietypowa. W lipcu 1944 r. „Wołyniak” na krótko uwierzył ludowej władzy i został komendantem MO w Leżajsku. Jednak już we wrześniu 1944 r. został aresztowany prze NKWD, skąd zdołał uciec. Wiosną 1945r. zorganizował blisko 200 – osobowy oddział w ramach rzeszowskiej NOW. Toczył walki zarówno z komunistami jak i z ukraińską UPA. Największą bitwą jakiej wziął udział oddział „Wołynika” była bitwa w dniu 19 marca 1945r. pod Kuryłówką z kilkusetosobową ekspedycją NKWD z której poległo 60-70 ludzi. Epilogiem jego tragicznego losu było samobójstwo popełnione w nocy z 28 na 29 grudnia 1946 r. Oddział „Wołyniaka” już pod dowództwem Adama Kusza „Adama” działał do 19 października 1950r. gdy została okrążony przez ekspedycję UB i KBW w Lasach Janowskich na Lubelszczyźnie. W trakcie kilkudniowej dramatycznej bitwy z okrążenia cudem udało się wydostać jedynie 6 partyzantom. Była to ostatnie Termopile oddziałów antykomunistycznego podziemia.
Z Rzeszowszczyzną wiąże się również inna barwną postać podziemia – kpt. Antoni Żubryd ps. „Zuch”.. Żubryd po wejściu Sowietów jesienią 1944 r. zgłosił się do pracy w PUBP w Sanoku jednak w maju 1945r. zdecydował się opuścić szeregi UB, „przy okazji” likwidując szefa sanockiego urzędu bezpieczeństwa. Żubryd skupił pod swoim dowództwem kilka oddziałów zbrojnych, które działały w powiatach Sanok, Krosno, Brzozów. Wiosną 1950 r. Żubryd miał pod swoją komendą blisko 150 ludzi. Likwidował UB – eków milicjantów, bronił miejscową ludność przed UPA. Jego tragiczny los dobiegł końca w dniu 24 X 1946r. kiedy wraz z żona został podstępnie zastrzelony przez agenta UB.
W pewnym sensie podobna jest również historia legendy podziemia na Podhalu – Józefa Kurasia „Ognia” – który w marcu 1944 r. został mianowany szefem PUBP w Nowym Targu, mając nadzieję, że będzie służył wolnej ojczyźnie. Tak się jednak nie stało i „Ogień” po miesiącu pracy w bezpiece zdecydował się na wyprowadzenie swoich ludzi do lasu i walkę z komunistami. Na przełomie 1945 i 1946 oddziały „Ognia” liczyły ponad 500 partyzantów i był najliczniejsze w całym kraju. Działalność partyzancka „Ognia” przez blisko dwa lata uniemożliwiała komunistycznej władzy zainstalowanie się na Podhalu. Atakował placówki UB w Zakopanem, Nowym Targu, Rabce oraz posterunki MO i placówki KBW w wielu miejscowościach Podhala. Kres jego działalności dobiegł końca 21 lutego 1947 r.w Ostrówku, gdy otoczony przez UB i KBW usiłował popełnić samobójstwo a następnie ujęty zmarł w wyniku doznanych ran.
Legendarnym bohaterem antykomunistycznego podziemia był mjr Zygmunta Szyndzielorz ps. „Łupaszka”. W okresie okupacji niemieckiej był dowódcą 5 Wileńskiej Brygady AK. We wrześniu 1944.r. „Łupaszka” z resztkami swojej brygady przebił się na Białostoczyznę, gdzie wkrótce został komendantem oddziałów zbrojnych w ramach Okręgu Białostockiego AK.
Wiosną 1945 r. Brygada „Łupaszki” prowadziła walki z oddziałami Armii Czerwonej i NKWD oraz grupami UB i MO. Rozbijano posterunki MO i urzędy gminne. W styczniu 1946 r. „Łupaszka” przeniósł swoją działalność konspiracyjną na Pomorze by po kilku miesiącach powrócić w Białostockie. Od kwietnia 1947 r. zaczął się ukrywać najpierw na Śląsku a potem w Zakopanem. Nadal sprawował dowództwo na nielicznym oddziałami swojej brygady. 30 czerwca 1948 w „Łupaszka” został aresztowany i skazany na wielokrotną karę śmierci.

Leszek Pietrzak
– Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki.

Źródło: http://zakazanahistoria.neon24.pl/post/ ... unistyczne , 1 marzec 2012.

Przeczytaj więcej artykułów tego autora na naszym portalu > > > TUTAJ.

POLISH CLUB ONLINE, 2015.04.19


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 16 maja 2015, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/8555-zginel ... e-nie-mowi

Zginęło kilka tysięcy Polaków. W szkołach o tym się nie mówi!
Michał Polak sobota, 21, luty 2015 19:45

Obrazek

Po 70. latach od Obławy Augustowskiej wciąż na próżno szukać na ten temat wzmianki w szkolnych podręcznikach. Co więcej, do tej pory nie przeprowadzono badań, z których jednoznacznie wynikałoby, ilu Polaków zginęło z rąk Rosjan.

Po ponad dwóch miesiącach od oficjalnego zakończenia II wojny światowej, sowieci wciąż mordowali Polaków. Tak działo się między innymi w lipcu 1945 roku w okolicach Białegostoku.



To była wielka akcja eksterminacyjna przeprowadzona na terenie powiatów augustowskiego, suwalskiego, sejneńskiego i sokólskiego przez sowieckie i polskie komunistyczne formacje policyjno-wojskowe i polityczne (NKWD, oddziały Armii Czerwonej, MO, UB, I Pułk Praski Ludowego Wojska Polskiego, PPR), nazywanej dzisiaj Obławą Augustowską.



Z rozkazu Józefa Stalina Sztab Generalny Armii Czerwonej opracował specjalny plan penetracji lasów Puszczy Augustowskiej w powiecie suwalskim województwa białostockiego w celu wyłapania i unieszkodliwienia działających tam polskich grup partyzanckich, nie chcących podporządkować się narzuconej przez Związek Sowiecki komunistycznej władzy, lecz uznających Rząd Polski w Londynie.



Operacja ta została przeprowadzona w lipcu 1945 roku przez liniowe pododdziały Armii Czerwonej 3. Frontu Białoruskiego liczące około 45 tysięcy żołnierzy, które wspierała 62. Dywizja Wojsk Wewnętrznych NKWD ZSRR, a także kompania 110 żołnierzy polskich z 1. Praskiego Pułku Piechoty pod dowództwem porucznika Maksymiliana Schnepfa oraz funkcjonariusze miejscowych UB i MO.

Główną operację przeprowadzono w dniach 12-19 lipca 1945 roku „przeczesując” lasy na terenie ziemi augustowskiej, sejneńskiej, sokólskiej i suwalskiej. W jej wyniku zatrzymano 7049 osób, z których po rewizji zwolniono 5115 osób. Osoby zatrzymane zostały umieszczone w utworzonych przez Sowietów tzw. punktach filtracyjnych.

Było ich co najmniej kilkadziesiąt we wszystkich objętych operacją powiatach. Mieściły się one w stodołach, chlewach, magazynach i szopach, czasami w piwnicach budynków w miastach. Zatrzymani byli poddawani brutalnemu śledztwu, połączonemu z biciem i torturowaniem. Niektórych więźniów krępowano drutem kolczastym lub przetrzymywano pod gołym niebem w dołach zalanych wodą.

Spośród zatrzymanych 514 osób zostało przekazanych za „linię Curzona” miejscowym organom NKWD-NKGB Litewskiej SRR. Z reszty zaś – według stanu na 21 lipca 1945 roku – przeznaczono do likwidacji 592 osoby, które zostały nazwane polskimi „bandytami”, a kolejne 828 osób zostały zakwalifikowane do dokładnego sprawdzenia, jeśli okaże się, że są Żołnierzami Armii Krajowej (według sowieckiej nomenklatury polskimi „bandytami”) będą przeznaczone do likwidacji.

Zgodnie z instrukcją ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR, Ławrentija Berii szef Głównego Zarządu Kontrwywiadu SMIERSZ generał pułkownik Wiktor Abakumow 20 lipca 1945 roku wysłał samolotem do Olecka (wówczas Treuburg) grupę katów pod dowództwem swego zastępcy generała majora Iwana Gorgonowa, do których dołączył na miejscu generał lejtnant Pawieł Zielenin - szef Zarządu Kontrwywiadu SMIERSZ 3. Frontu Białoruskiego.

Wiktor Abakumow wysyłając do Berii szyfrogram zaproponował następujący tok postępowania: „Zlikwidować wszystkich zidentyfikowanych bandytów w liczbie 592 osób. W tym celu zostanie wydzielona grupa operacyjna i batalion wojsk Zarządu SMIERSZ 3. Frontu Białoruskiego, sprawdzone w praktyce podczas szeregu akcji kontrwywiadowczych. Pracownicy operacyjni i żołnierze batalionu dostaną precyzyjne instrukcje co do trybu likwidacji bandytów. (...). W trakcie operacji zostaną podjęte niezbędne kroki, aby nie dopuścić do ucieczki któregokolwiek z bandytów. W tym celu oprócz udzielenia dokładnego instruktażu pracownikom operacyjnym i żołnierzom batalionu, rejony lasu, gdzie będzie prowadzona operacja, po wcześniejszym przeczesaniu zostaną okrążone. (...). Pozostałe 828 osób sprawdzimy w ciągu pięciu dni – wszystkich wykrytych pośród nich bandytów zlikwidujemy w ten sam sposób. Meldunek o liczbie wykrytych w tej grupie bandytów zostanie Wam wysłany”.

Z ustaleń poczynionych przez rosyjskie stowarzyszenie „Memoriał” i prof. Nikitę Pietrowa wynika, iż osoby zakwalifikowane jako „bandyci” zostały zgrupowane w specjalnym łagrze w pobliżu miejscowości Giby, na skraju Puszczy Augustowskiej, skąd drogą leśną były przewożone do ówczesnej strefy nadgranicznej BSRR do miejscowości Kalety w obwodzie grodzieńskim. Tam zapewne przeprowadzano egzekucje i tam prawdopodobnie znajdują się „doły śmierci” ze szczątkami Ofiar, ale sprawa ta nie została dotychczas ostatecznie wyjaśniona, w związku z czym przyjmuje się, że miejsce spoczynku doczesnych szczątków Ofiar Obławy Augustowskiej jest wciąż nieznane.

Nadal nie znamy też całej skali tej zbrodni, bowiem jeszcze do końca lipca 1945 roku były na tym terenie dokonywane aresztowania, a osoby wówczas zatrzymane też zaginęły bez wieści. Według ogólnych szacunków liczba Ofiar może sięgać 2000 osób. Ustalenie ich tożsamości będzie możliwe dopiero po udostępnieniu akt tej sprawy z archiwum FSB Federacji Rosyjskiej, jak również po przeprowadzeniu prac ekshumacyjno-archeologicznych na terytorium Republiki Białoruś.

Niemal zaraz po tych tragicznych wydarzeniach z lipca 1945 roku w lokalnym obiegu pojawiły się terminy „Obława” bądź „Obława Lipcowa”. W latach czterdziestych doszło określenie „kolejny Katyń”, a na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zaczęto używać terminu „Obława Augustowska”, który został powszechnie przyjęty, także w badaniach historycznych. Ta zbrodnicza operacja, w wyniku której śmierć poniosła tak duża grupa mieszkańców północno-wschodniej części Polski została przeprowadzona w warunkach obowiązującego w Europie pokoju, ponad dwa miesiące po kapitulacji hitlerowskich Niemiec.

Rodziny Ofiar do chwili obecnej nie doczekały się moralnej satysfakcji. Musiały swój ból ukrywać, ale mimo szykan, zastraszania i pogardy ze strony władz komunistycznych podejmowały na własną rękę próby wyjaśnienia losu swych bliskich. W latach osiemdziesiątych XX wieku próby dotarcia do prawdy o liście Ofiar Obławy Augustowskiej i miejscu Ich spoczynku podejmował Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku.

Na początku lat dziewięćdziesiątych śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Wojewódzka w Suwałkach, swoje wysiłki badawcze kontynuuje także Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Białymstoku.

W ostatnich latach intensywne starania o pełne wyjaśnienie tej zbrodni, niestety bez należytego wsparcia organów państwa polskiego, podejmuje Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 na czele z jego Prezesem Księdzem Prałatem Stanisławem Wysockim.

25 lipca 2014 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek grupy posłów Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość, których miałem zaszczyt reprezentować podczas prac legislacyjnych, podjął uchwałę w sprawie uczczenia pamięci ofiar Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku.

Państwo Polskie ma nadal moralny dług do pilnego spłacenia. Dlatego Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość złożył w dniu 19 lutego 2015 roku do Laski Marszałkowskiej projekt ustawy ustanawiającej 12 lipca – datę rozpoczęcia w 1945 roku operacji wojskowej 3. Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej przeciwko polskim obywatelom, mieszkańcom ziemi augustowskiej, sejneńskiej, sokólskiej i suwalskiej – Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.

Przywołana wyżej uchwała Sejmu z 25 lipca 2014 roku ma następujące brzmienie „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd ofiarom Obławy Augustowskiej, wyraża współczucie rodzinom pomordowanych oraz składa podziękowanie tym, którzy konsekwentnie poszukują prawdy o tym tragicznym wydarzeniu.

Ponad dwa miesiące po zakończeniu działań wojennych w Europie, w lipcu 1945 roku oddziały Armii Czerwonej i NKWD, przy wsparciu Ludowego Wojska Polskiego, Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, przeprowadziły w powiatach augustowskim, suwalskim, sejneńskim oraz sokolskim wielką operację pacyfikacyjną nazywaną dzisiaj Obławą Augustowską. Jej celem była likwidacja konspiracji niepodległościowej w północno-wschodniej Polsce i ostateczne podporządkowanie tego terenu komunistycznej władzy.

W tej sprawie interpelacje poselską złożył podlaski poseł PiS Jarosław Zieliński.

Pamięć o tej zbrodni powinna być ważnym elementem polskiej świadomości narodowej, a wiedza o Obławie Augustowskiej znaleźć właściwe odzwierciedlenie w szkolnych programach nauczania.” Uchwała ta zawiera rodzaj sformułowanego przez Sejm zobowiązania dla rządu, a w praktyce oznacza to zobowiązanie dla Ministra Edukacji Narodowej, które sprowadza się do spowodowania, aby „wiedza o Obławie Augustowskiej znalazła właściwe odzwierciedlenie w szkolnych programach nauczania”.

Wiedza o Obławie Augustowskiej jest wciąż – mimo upływu 70 lat od tego aktu ludobójstwa i 25 lat suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej – niepełna i stanowi nadal w znacznej mierze białą plamę w naszej historii. Przede wszystkim w dalszym ciągu nie znamy dokładnej liczby ofiar i miejsca spoczynku ich doczesnych szczątków.

Jednakże aby pamięć o tej zbrodni mogła stać się – zgodnie z intencją uchwały Sejmu i oczywistą potrzebą narodową – elementem polskiej świadomości zbiorowej, dostępne aktualnie informacje na jej temat powinny być obecne w szkolnych programach nauczania. Jest to oczywiście warunek niewystarczający, lecz nieodzowny.

Wobec powyższego, działając na podstawie art. 14 ust. 1 pkt 7 ustawy z dnia 9 maja 1996 roku o wykonywaniu mandatu posła i senatora (Dz. U. z 1996 r. Nr 73, poz. 350, z późn. zm.), proszę Panią Minister o odpowiedź na następujące pytania:

1. Czy treści dotyczące Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku znajdują się w aktualnie obowiązujących podstawach programowych na poszczególnych etapach nauczania w polskich szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych? Jeżeli tak, to proszę o wskazanie odpowiednich zapisów w tych dokumentach.

2. Jeżeli wiedza o Obławie Augustowskiej znajduje jakiekolwiek miejsce w podstawach programowych, proszę o informację, w jaki sposób hasła programowe odnoszące się do tej karty polskiej historii są realizowane, jak są one wypełniane w programach nauczania?

3. Czy treści dotyczące Obławy Augustowskiej znajdują odzwierciedlenie w podręcznikach dopuszczonych do użytku szkolnego? Jeżeli tak, proszę o wskazanie autorów i tytułów tych podręczników oraz właściwych ich fragmentów.

4. Jeżeli podręczniki szkolne zawierają treści poświęcone Obławie Augustowskiej, proszę o informację, kiedy były one ostatnio aktualizowane. Informacja ta ma istotne znaczenie dlatego, że w ostatnim czasie zostały ujawnione nowe, nieznane dotychczas dokumenty i okoliczności poszerzające wiedzę o Obławie Augustowskiej.

5. Jakie działania zostały podjęte przez Panią Minister i Ministerstwo Edukacji Narodowej po podjęciu przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 25 lipca 2014 roku w celu zrealizowania dyspozycji wynikającej z tej uchwały odnośnie „właściwego odzwierciedlenia o Obławie Augustowskiej w szkolnych programach nauczania”? Jakie są efekty tych działań?

Szkoda, że po 70. latach od Obławy Augustowskiej, wiedza o tych wydarzeniach wciąż jest tajemnicą nie tylko dla młodego pokolenia.

Michał Polak

fot. ipn

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 21 maja 2015, 20:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/w-nocy-z-20-na-21- ... mbertowie/

W nocy z 20 na 21 maja, 1945 roku oddział Armii Krajowej rozbił obóz NKWD w Rembertowie
21 maja 2015 00:03

Był to specjalny obóz nr. 10, który został założony w drugiej połowie września 1944r. zaraz po wkroczeniu sowietów do Rembertowa. Obóz był punktem zbornym przez wysyłka w głąb Związku Sowieckiego byli tam uwięzieni głównie żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych i innych formacji niepodległościowych, a także Niemcy, volksdeutsche, własowcy i osoby aresztowane na podstawie donosów.

W nocy z 20 na 21 maja 1945 roku obóz zaatakował i zdobył oddział dowodzony przez podporucznika Edwarda Wasilewskiego ps. „Wichura”. Łącznie z obozu udało się wyswobodzić ok. 500 osób, 200 z nich NKWD złapało ponownie na podstawie listów gończych. Pozostałych 1100 więźniów wywieziono do więzienia w Rawiczu z których 130 w trakcie transportu odbił oddział majora Mariana Bernaciaka ps. „Orlik”.



Na zdjęciu: Pomnik ofiar obozu NKWD nr. 10 w Rembertowie. Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 26 maja 2015, 19:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/03/0 ... ial-burza/

Pamięci Żołnierzom Wyklętym – oddział Burza.
Posted by Marucha w dniu 2015-03-02 (poniedziałek)

Obrazek
Mieczysław Wądolny ps. ‘’Mściciel’’


1 marca to dzień gdzie chylimy czoła przed tymi, którzy nie złożyli broni po roku 1945 mając cichą nadzieję że sojusznicy (którzy sprzedali Polskę Stalinowi) przybędą nam na ratunek, a zwłaszcza, że będą to oddziały polskie działające na zachodzie.
Na zdjęciu: Mieczysław Wądolny ps. ‘’Mściciel’’
Nie doczekawszy się pomocy oddawali często życie, zhańbieni po śmierci i obdarci z godności. Naszym obowiązkiem jest im tą godność przywrócić odfałszowując historię.
Historia 80. osobowego oddziału podległemu Armii Polskiej w Kraju „Burza” pod dowództwem Mieczysława Wądolnego pseudonim „Mściciel” zaczyna się w powiecie wadowickim i myślenickim, sięgając okolic Krakowa jak i samego Krakowa.
Działania oddziału objęły także okolice Babic – Okleśni – Podłęża. Okolic z których pochodzę i gdzie trzeba przywrócić dobre imięludziom podziemia antykomunistycznego.
Do współczesnych czasów panuje pogląd iż Mieczysław Wądolny oraz Mieczysław Spuła byli wyłącznie pospolitymi mordercami i bandytami grasującymi w tych okolicach, żyjących z rabunku i mordów.
Przez wiele lat lansowano jako obowiązujący pogląd, iż przeciętni obywatele Polski zmęczeni wojną pragnęli spokoju i chcieli budować państwo pod wodzą Polskiej Partii Robotniczej, odnosząc się pozytywnie do zachodzących przemian.
Dokumenty archiwalne tezy te obalają bezdyskusyjnie. Dobitnie świadczą o tym wyniki tzw. referendum ludowego z 30 czerwca 1946 r. gdzie komuniści nie mieli nawet 10 % poparcia. Niestety, miejsce volksdeustchów i hitlerowców zajęli członkowie aparatu komunistycznego i jego współpracownicy. Niechętni tego typu zamianie okazało się polskie podziemnie zbrojne, które nie miało zamiaru poddać się dobrowolnie następnemu reżimowi.

Oto historia pewnego oddziału „Burza”:
Celem priorytetowym dla oddziału „Burza” byli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa i radzieckiego NKWD. Powszechnie zdawano sobie sprawę, że UB-owcy i ich zwierzchnicy – instruktorzy z NKWD – byli najważniejszym ogniwem nowego reżimu w terenie i zbrojnym ramieniem partii komunistycznej.
Nie stosowano jednak zasady odpowiedzialności zbiorowej i każdy fakt zastrzelenia funkcjonariusza musiał być umotywowany. Dlatego też osoby zidentyfikowane jako agentura sowiecka skazywana była na karę chłosty (wysokość wyroku uzależniona była z reguły od aktywności danego działacza) lub w ostateczności, karę śmierci. Równocześnie przeprowadzano jako formę zadość uczynienia społeczno-gospodarczego na rzecz walczących o niepodległość Polski konfiskatę mienia.
Nieco inaczej traktowano żołnierzy ludowego Wojska Polskiego a nawet milicjantów (zwłaszcza szeregowych funkcjonariuszy MO). Jeżeli nie było wobec nich udokumentowanego zarzutu zbrodni przeciw Polakom, pozbawiano ich tylko broni i mundurów.
Jedynie w wypadkach stwierdzonej aktywnej współpracy z UB lub przynależności do PPR wykonywano karę chłosty, a bardzo rzadko karę śmierci. Ale tylko w przypadku nie zaprzestania pracy dla UB rozstrzeliwano.
Kolejnym aspektem wartym podkreślenia w badaniu dziejów konspiracji jest fakt, że żołnierze największego oddziału zbrojnego „Burza” po jego podporządkowaniu Armii Polskiej w Kraju nie tylko działali na terenie powiatu wadowickiego, ale wykonywali akcje zbrojne daleko poza jego granicami. Przykładem jest akcja ekspropriacyjna z 31 października 1946 r. na transport pieniędzy Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Krakowie. W centrum stolicy województwa, pomiędzy budynkiem DOKP przy pl. Matejki a Dworcem Głównym PKP, mimo konwojowania pieniędzy przez uzbrojonych strażników Służby Ochrony Kolei żołnierze„Mściciela” zdobyli 3.400 tys. złotych. Jak wiadomo, część z tych pieniędzy przeznaczonom.in. na pomoc ludności powiatu wadowickiego współpracującej z podziemiem i represjonowanej przez UB.
Z kolei jeszcze w lipcu 1946 r. płk A. Dellman podczas inspekcji w oddziale „Burza” rozkazał por. M. Wądolnemu zorganizowanie sieci informacyjnej APwK w woj. śląsko-dąbrowskim.
„Mściciel”zadanie budowy siatki informacyjnej powierzył swojemu zastępcy, ppor. Hieronimowi Wolniakowi „Samotny”, zaś zadania wywiadowcze dla niej opracował ppor. Mieczysław Loch „Jarema”, „Lech”. W siatce, której szefem został kpt. Eugeniusz Metta vel Zawistowski „Sprytny”, działał również m.in. mjr. Józef Bednarz„Wicher”. Jedna z grup wywiadowczych tej siatki działała aż w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Od października 1946 r. siatka śląska przygotowywała także akcję ekspropriacyjną w kopalni „Centrum” w Bytomiu. Miała się ona odbyć 1 grudnia, a wykonawcami mieli być żołnierze „Burzy”, którzy specjalnie w tym celu udali się do Bytomia. Wskutek opóźnień w przepływie informacji akcja ta nie została zrealizowana. Udała się natomiast akcja rekwizycyjna towaru w jednym ze sklepów tytoniowych w Bytomiu.
Używanie żołnierzy „Burzy” do akcji w nieznanym terenie i w dużych skupiskach miejskich świadczy o traktowaniu oddziału „Burza” jako kadrowego oddziału bojowo-dywersyjnego APwK (Armia Polska w Kraju) i o dobrym przygotowaniu wojskowym i konspiracyjnym żołnierzy.
Z aktywnością bojową podziemia wiąże się sprawa dysponowania odpowiednią bronią. Na nielicznych fotografiach partyzantów ziemi wadowickiej, zwłaszcza grup I. Sikory czy M. Spuły, widać młodych ludzi uzbrojonych przysłowiowo „po zęby” w nowoczesną broń automatyczną.

Obrazek

Zdobywano ją w akcjach zbrojnych, ale także w wyniku różnych działań logistycznych podziemia. Marian Pióro „Sęp” wspominał np. o zdobyciu w 1946 r. informacji o poniemieckiej broni maszynowej zmagazynowanej na strychu stacji PKP w Jawiszowicach. Broń tę bez żadnych problemów zapakowano w Jawiszowicach do skrzyń z napisami „ostrożnie szkło” i przewieziono pociągiem do stacji w Zagórzu, gdzie odebrali ją partyzanci.
Do jednej z najbardziej spektakularnych akcji zbrojnego podziemia niepodległościowego w miejscowości Wadowice doszło w biały dzień, tuż po południu 1 czerwca 1945 r. w centrum Wadowic. Przeprowadzono ją bez rozlewu krwi, a przebieg akcji mógłby posłużyć do napisania scenariusza sensacyjnego filmu.
Do budynku KKO znajdującego się zaledwie o 40 m od gmachu zajmowanego przez PUBP zbliżało się czterech młodych mężczyzn. Wartownik czuwający przed budynkiem UB nie zwrócił na nich uwagi. Podobnie zdawali się ich nie dostrzegać patrolujący ulicę nieco dalej funkcjonariusz MO i dwóch kolejnych ubeków. Mężczyźni weszli do wnętrza budynku, po czym od wewnątrz zaryglowali wielkie drzwi. W sali kasowo-obsługowej wydobyli broń i sterroryzowali siedem znajdujących się tam osób, pracowników banku i klientów, po czym związali ich i zakneblowali po uprzednim ustaleniu, gdzie przechowywana jest gotówka i depozyty. A właśnie w tym dniu, jak zwykle pierwszego w każdym miesiącu, zgromadzone były w sejfach KKO środki na wypłaty dla kilku wadowickich instytucji. Zdobyte wtedy aktywa przekazane zostały do sztabu okręgu NZW a w kilka dni później przeznaczone m.in. na zakup radiostacji. Część pieniędzy przeznaczono także na pomoc rodzinom żołnierzy podziemia, którzy musieli się ukrywać i nie mogli zapewnićutrzymania swoim najbliższym.
23 IX 1945 r. oddział Mieczysława Wądolnego „Mściciela” zlikwidował referenta UB z posterunku w Babicach (pow. Chrzanów), a po kilku tygodniach dokonał rozbicia i całkowitego zniszczenia posterunku MO, także w Babicach.
W rok później także w biały dzień w Wadowicach podjęto próbę likwidacji znanego z bezwzględności i sadyzmu sekretarza Komitetu Powiatowego PPR, Władysława Pasternaka.
Ten pochodzący z Targanic przedwojenny agent Kominternu już w 1920 r. był agitatorem bolszewickim (nie zgłosił się do WP) a po klęsce Armii Czerwonej pod Warszawą zbiegł z Polski do Francji, skąd wydalony został jako agent sowiecki w 1932 r. Do zamachu doszło 7 sierpnia 1946 r. na alei prowadzącej do stacji PKP w Wadowicach. Wykonawcami byli dwaj żołnierze oddziału „Burza” Mieczysława Wądolnego „Mściciela” – Adam Zygmunt „Wicher” „Błyskawica” oraz nieustalony z nazwiska partyzant „Boruta”.
Pasternak został ciężko ranny, ale przeżył. Efektem zamachu był fakt, iż Pasternak po wyleczeniu przestał chodzić do PUBP by uczestniczyć w przesłuchaniach i torturowaniu żołnierzy podziemia. Warto przypomnieć, iż już w lipcu 1945 r. wyroki śmierci wydane zostały także na dwóch słynących z sadyzmu funkcjonariuszy PUBP, Michała Czerkiedę (Czekierdę?) oraz Mariana Góralczyka. „Ostrzeżenie” otrzymałwtedy szef PUBP, ppor. Władysław Kubka (od 1960 r. Kubicki).
W Kalwarii Zebrzydowskiej w trakcie rozbicia posterunku MO 25 lipca 1946 r. przez jedną z grup oddziału Burza” Mieczysława Wądolnego „Mściciel”, zginął sowiecki doradca (instruktor) PUBP w Wadowicach – przez PPR-owców uważany za faktycznego szefa PUBP – kpt. Mikołaj Zabłockij.
W sierpniu 1946 r po zamordowaniu rodziny Zabagło z Okleśni, właściciela Młyna oraz dwóch jego córek, 14-sto i 17-sto letnich, za współpracę z podziemiem antykomunistycznym, oddział pod dowództwem Mieczysława Spuli ‘’Felusia’’ dokonuje akcji odwetowej w Podłężu i zabija dwóch milicjantów.
Mieczysław Wądolny ‘’Mściciel’’ ginie 13 stycznia 1947 roku.
W nocy liczne oddziały KBW z Krakowa i Wadowic otoczyły pewien dom w Łękawicy, gdzie nocował Wądolny z kilkoma podkomendnymi. Podczas próby ucieczki z tego domu, Wądolny zostaje zastrzelony przez jednego z żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Po śmierci Wądolnego w styczniu 1947 roku jego działalność partyzancką kontynuuje jeden z najwybitniejszych dowódców pododdziału „Mściciela”,Mieczysław Spuła –„Feluś” ze Spytkowic.
Terenem najczęstszych działań oddziału Spuły były okolice Brzeźnicy, Wysokiej i Kalwarii oraz także w Tłuczaniu, Stanisławiu Górnym i Dolnym, Ryczowie, Półwsiu, Paszkówce, Przytkowicach, Zebrzydowicach.
W lecie 1947 roku oddział ‘’Spuły ‘’ zapuścił się do Kalwarii Zebrzydowskiej i przeprowadził w Rynku atak na sekretarza PPR Kubackiego i posterunek milicji na ulicy Krakowskiej.
Podobne działania trwają do roku 1949.

Obrazek

Mieczysław Spuła ginie 11 czerwca 1949 roku z rąk, cieszącego się dużym zaufaniem Spuły, Kubarka (imię nieznane), ps. „Muzykant” – będącego „na usługach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Wraz z „Felusiem” śmierć poniósł oddany swemu dowódcy towarzysz broni, jego prawdziwy, jedyny przyjaciel, Kazimierz Kudłacik, ps.„Zenit”, pochodzący ze Skotnik. Obydwaj, Mieczysław Spuła i Kazimierz Kudłacik zostali zamordowani przez Kubarka podczas snu.
Do zbrodni doszło w lesie, zwanym „Babicak”, pod Krzemionką w Babicy. Po przewiezieniu ciał, podstępnie zamordowanych (których zgon stwierdził nieżyjący już wadowicki lekarz – Zygmunt Wisznowicer), do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wadowicach, za zamkniętym murem urzędu przebierano zwłoki w celu wykonania fotografii, także tych w „pozycji bojowej”, rozlepianych później w formie propagandowych plakatów, na murach i słupach ogłoszeniowych Wadowic przez pracowników operacyjnych UBP. Tu należy podkreślić, że przyjęty przez Wydział Operacyjny krakowskiego UBP który nadzorował akcję, sposób zamordowania bojowników o Wolną Polskę był tradycyjnym. Wszystkim podstawowym działaczom zbrojnego podziemia zamykano usta podczas tzw. „akcji przeciw bandytom” (np. Mieczysław Wądolny, ps. „Mściciel”, Feliks Kwarciak, ps.„Staszek”, Jan Sałapatek, ps. „Orzeł” i wielu innych).
Ówczesna władza nie chciała pozwolić na aresztowanie dowódców oddziałów zbrojnych oraz ich ”uczciwy proces” sądowy, ponieważ obawiała się, iż będą oni w stanie publicznie oczyścić się ze stawianych im zarzutów o bandytyzm i zbrodnie nie tylko przeciwko lokalnej władzy, ale także przeciwko lokalnej ludności, kiedy na forum publicznym poddadzą w wątpliwość słuszność socjalizmu i związanej z nim narzuconej „władzy ludowej”.
Historia jak wiele innych takich historii kończy się tragicznie dla Żołnierzy Wyklętych. Naszym jednak obowiązkiem jest przekazywać prawdęhistoryczną. Chwała Bohaterom !

Opr. Janusz Mucha
Dzielnica Małopolska Obozu Wielkiej Polski
Kontakt: janusz.mucha@owp.org.pl

Źródło:
„Przygotowani na najgorsze do końca wierni Polsce’’ – Michał Siwiec – Cielebon
”Walka z okupacją w latach 1939-1955 między Wisłą a Babią Górą’’ – Aleksy Siemionow.

http://www.owp.pl

http://kronikanarodowa.pl/index.php?opt ... &Itemid=95


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 08 cze 2015, 15:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/70693

Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie - część 1/2
Żołnierze Wyklęci, sob., 28/02/2015 - 01:40

ŻOŁNIERZE WYKLĘCI
Ostatnie Polskie Powstanie

Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności!
Jeśli walczymy i ponosimy ofiary to dlatego,
że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni,
w wolnej Ojczyźnie.
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok"
Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół,
stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem?
Zginąć! - odpowiedział szorstko Kmicic.
Henryk Sienkiewicz, "Potop"


Zbrojny opór przeciwko komunistycznemu zniewoleniu stawiany w latach 1944-1963 przez partyzantkę antykomunistyczną już od dawna przez wielu historyków nazywany jest ostatnim narodowym powstaniem. Przez szeregi powojennego podziemia działającego na ziemiach Polski (nie licząc walczących na wschód od linii Curzona po lipcu 1944 r.) przewinęło się ok. 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Żołnierze Wyklęci stoczyli setki bitew i potyczek o znaczeniu lokalnym, bez frontów i armii, ale w szeregach wielu walczących w oderwaniu od siebie oddziałów, przy ogromnej dysproporcji sił i obojętności „wolnego świata”. Dokładnie tak, jak ich przodkowie w latach 1863-1864.

Pomnik Fundacji "Pamiętamy" w Sokołowie Podlaskim, w hołdzie żołnierzom AK i struktur poakowskich Obwodu Sokołów Podlaski, 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka "Młota" oraz cywilnym mieszkańcom powiatu sokołowskiego poległym w walce z komunistycznym zniewoleniem w latach 1944-1953.
Początek zbrojnego oporu przeciwko sowietyzacji Polski rozpoczął się jeszcze w roku 1943 na Kresach Wschodnich RP, kiedy to oddziały AK, szczególnie w Okręgu Nowogródzkim, prócz działań antyniemieckich, toczyły regularną wojnę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi, których działalność od początku była przedłużeniem polityki organów bezpieczeństwa ZSRS, przygotowujących te tereny do ponownej okupacji i w efekcie trwałej ich aneksji. Mimo uzasadnionych obaw co do postawy „sojusznika naszych sojuszników”, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, oddziały AK w połowie 1944 r. przystąpiły do akcji „Burza”, wspierając w walce z Niemcami Armię Czerwoną. Po zakończeniu działań wojennych na Kresach dla wszystkich stało się jasne, że wkraczający ponownie na nasze ziemie Sowieci nie niosą Polakom wyzwolenia ani pokoju, lecz nową okupację. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK, bolszewicy rozpętali przeciwko jej żołnierzom orgię prześladowań. Polskie formacje partyzanckie zostały otoczone przez oddziały NKWD, rozbrojone, a tysiące żołnierzy (ponad 6 tys. z samej tylko Wileńszczyzny) zesłano do obozów w głębi ZSRS, skazano na wieloletnie więzienie, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. W tej sytuacji oddziały, którym udało się uniknąć rozbrojenia bądź rozbicia zostały rozformowane, a ich żołnierze podjęli próby przedarcia się na tereny położone w granicach dzisiejszej Polski. Część kresowych dowódców i żołnierzy AK, w tym najsłynniejsi - mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, por. Jan Borysewicz „Krysia”, ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” - postanowiła jednak pozostać za kordonem i walczyć do końca o niepodległość swoich rodzinnych stron. Ostatni z nich trwali z bronią w ręku jeszcze w połowie lat 50.

Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner". Jesienią 1944 r. dowodzone przez ppor. „Ragnera” siły partyzanckie i konspiracyjne Zgrupowania „Południe” AK były najpoważniejszym przeciwnikiem Sowietów na Nowogródczyźnie. Według raportów sowieckich miały one przeprowadzić 86 „aktów terrorystycznych”, 6 dywersji i 24 „inne napady zbrojne”. Ppor. Zajączkowski nazywany był przez Sowietów "cziort w oczkach" [чёрт в очках - diabeł w okularach]. 3 grudnia 1944 r. koło chutoru Jeremicze trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30-osobowy oddział. Jednostki sowieckie uzbrojone były w 3 czołgi, 8 ciężkich karabinów maszynowych, 58 ręcznych karabinów maszynowych, 100 automatów, 140 rewolwerów i 1110 karabinów. Transport zabezpieczało 25 samochodów. W walce zginęło 7 partyzantów, w tym dowódca.
Po przekroczeniu Bugu i Sanu, działania sowieckie były analogiczne do tych na Kresach. Nastąpiły masowe aresztowania działaczy politycznych i wyższych dowódców AK oraz podstępnie rozbrajanych żołnierzy, których osadzano m.in. w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku, przekształconym w obóz filtracyjny NKWD, skąd wywożono ich do obozów w głębi ZSRS lub wcielano, jako „mięso armatnie”, do jednostek frontowych. Działania te zostały znacznie zaostrzone w październiku 1944 r. Polscy komuniści, nie mając żadnej realnej władzy i poparcia społecznego, zmuszeni byli do całkowitego oparcia się „na bagnetach” Armii Czerwonej, której liczebność na terenie „Polski Lubelskiej” wynosiła w tym czasie ok. 2,5 mln żołnierzy. Na podstawie zawartego 26 lipca 1944 r. porozumienia, PKWN oddał obywateli polskich pod jurysdykcję wojskowych władz sowieckich. Bilans działań samych tylko dywizji NKWD w 1944 r. na terenach położonych na wschód od Wisły zamyka się aresztowaniem 16 820 ludzi, w tym 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z armii Berlinga i 1083 uchylających się od służby wojskowej.
Do walki z podziemiem skierowano również siły tworzonego wówczas aparatu bezpieczeństwa, który w praktyce służył likwidacji wszelkich form oporu wobec władzy komunistycznej w Polsce. Na obszarze „Polski Lubelskiej” siłami funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, NKWD, jednostek „ludowego” WP i Armii Czerwonej prowadzone były wielkie akcje pacyfikacyjne. W październiku 1944 r. wydany został dekret o ochronie państwa, na podstawie którego groziła kara śmierci z wszystkich jedenastu artykułów. Wyroki śmierci zatwierdzali komunistyczni generałowie: Karol Świerczewski i Michał Rola-Żymierski.
14 października 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, w którym obnażał główny cel komunistów - bezpardonową likwidację całego podziemia. Jako że rozkaz był tajny, nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności, a tym samym pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Major Szot rozkazywał:

[…] Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy /odpisy/, a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.
Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już od kilku miesięcy prowadzone były w terenie. Sytuacja ta zmusiła wielu żołnierzy podziemia do pozostania w konspiracji lub powrotu „do lasu”. W latach 1944-1945 niektóre całe okręgi AK (np. białostocki, lubelski, krakowski, poznański) pozostały w konspiracji. Wiosną i latem 1945 r. na obszarze dzisiejszej Polski w oddziałach partyzanckich walczyło około 15-17 tys. żołnierzy. Ważnym sygnałem, rozwiewającym ostatnie złudzenia, było podstępne aresztowanie 27 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Opuszczony przez Niemców pod koniec lipca 1944 roku teren obozu KL Majdanek w przeciągu miesiąca został w części przekształcony w obóz NKWD dla żołnierzy polskiego podziemia .
W sierpniu 1945 r. ogłoszono amnestię dla pozostających w konspiracji żołnierzy i działaczy politycznych. Niektórzy skorzystali z tej oferty, lecz niedługo po tym stali się ponownie ofiarami terroru komunistycznego. Do połowy października 1945 r. - według oficjalnych danych - wyszło z konspiracji ok. 42 tys. osób, z tego blisko 30 tys. z AK i organizacji poakowskich. Pozostała, dużo mniejsza część ujawnionych, wywodziła się z podziemia narodowego - Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), które jednak nadal pozostały w podziemiu i prowadziły aktywną działalność bojową przeciwko komunistom. Pozostali postanowili trwać w lesie, uznając amnestię za kolejny wybieg komunistów, w czym niestety mieli rację.
Wkrótce po zakończeniu akcji amnestyjnej sowiecki i rodzimy aparat bezpieczeństwa rozpoczął falę represji skierowanych przeciwko tym, którzy się ujawnili jak i tym, którzy z amnestii nie skorzystali. W obliczu nadal dużej siły podziemia uznano je za największe zagrożenie i coraz zacieklej było ono zwalczane. Mnożyły się działania zbrojne, które miały na celu likwidację poszczególnych oddziałów. W rezultacie dochodziło do zasadzek, obław, potyczek, a nawet bitew (często zwycięskich dla podziemia), nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że konspiracja niepodległościowa, wbrew tezom komunistycznej propagandy, z racji dysproporcji sił, nigdy nie była stroną inicjatywną w walce z polskimi komunistami i wspierającymi ich Sowietami. Jeśli żołnierze antykomunistycznego podziemia podejmowali operacje o pozornie ofensywnym charakterze, to w praktyce były one kolejnymi przykładami samoobrony, chodziło bowiem w większości o odbijanie aresztowanych i więzionych współtowarzyszy. Nawet w szczytowym okresie aktywności bojowej w 1945 r., siły podziemia dysponowały wyłącznie bronią lekką, a stawały do walki przeciwko kilkusettysięcznej Armii Czerwonej, Wojskom Wewnętrznym NKWD, „ludowemu” WP, funkcjonariuszom KBW, UB i MO, którzy dysponowali nieograniczonym arsenałem broni ciężkiej, włącznie z bronią pancerną i lotnictwem.

Obrazek
Zgrupowanie partyzanckie mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" , lato 1946 r.

Obrazek
Oddział I rejonu WiN w obwodzie chełmskim por. Henryka Lewczuka "Młota", Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), 3 sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby'm. Dowódca oddziału leży pierwszy z lewej.


Opór przeciwko sowieckiej dominacji od początku przybrał formę zorganizowanej walki zbrojnej. W beznadziejnych warunkach, przy całkowitej obojętności świata, przez ponad 10 lat prowadzono walkę z drugim okupantem i rodzimymi kolaborantami. Pierwszy etap tej walki, prowadzonej w latach 1944-1945, charakteryzował się największym nasileniem akcji zbrojnych przeciwko komunistom. Pomimo formalnego rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r., jej zadania przejęła organizacja NIE, przekształcona w maju tego roku w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. W konspiracji poakowskiej w tym okresie działało blisko 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie w podziemiu pozostało co najmniej 3 tysiące. W województwach wschodniej i centralnej Polski operowało kilkadziesiąt oddziałów partyzanckich, zaś za linią Curzona, na „straconych posterunkach”, walczyło ich przynajmniej 50, liczących od kilkunastu do nawet 200 ludzi.


Maj 1945 r. Żołnierze PAS NSZ Okręgu Lubelskiego z oddziału kpt. Mieczysława Pazderskiego "Szarego" .

Obrazek
Partyzanci puławskiego Inspektoratu WiN mjr. Mariana Brnaciaka "Orlika" , pluton Bolesława Mikusa "Żbika", Lato 1946 r.


Wystąpienia zbrojne przeciwko polskim komunistom i ich sowieckim mocodawcom w niektórych województwach przybrały rozmiary lokalnej wojny - powstania antykomunistycznego. Na terenach Wileńszczyzny i Nowogródczyzny wystąpienia te miały nieco mniejszy rozmach, ze względu na olbrzymie nasycenie terenu jednostkami NKWD i Armii Czerwonej, a także ze względu na politykę władz podziemnych, starających się ograniczyć działania zbrojne i - ratując najlepszą substancję narodu - przerzucić jak największą liczbę ludzi w granice dzisiejszej Polski.
W wielu województwach aparat partyjny i podległe im siły zostały po prostu „zmiecione”. Podziemie obsadziło swoimi ludźmi lub zlikwidowało administrację komunistyczną na szczeblu gminnym oraz terenowe posterunki milicji i referaty UB. Także za kordonem prowadzono tego typu akcje. Do końca 1944 r. na Kresach wykonano ich ponad 160 i choć w roku następnym intensywność działań zbrojnych nieco spadła, przeprowadzono ich jeszcze ok. 200.

Obrazek
Posterunek MO w Boćkach po akcji 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK po dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” . 7 maja 1945 r. "Zygmunt" rozbił posterunek MO w Boćkach, likwidując kilkunastu milicjantów, oficera NKWD st. lejt. Iwana Czernowa i jednego szeregowego enkawudzistę.

Obrazek
Zniszczona siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie po ataku połączonych oddziałów partyzanckich Zrzeszenia WiN i sotni UPA w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku .

Obrazek
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie po ataku oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" przeprowadzonym 22 października 1946 r., podczas którego uwolniono 76 więźniów i zlikwidowano 4 funkcjonariuszy UB. Na zdjęciu wyważone główne drzwi wejściowe do PUBP i zawalona klatka schodowa po wybuchu miny zdetonowanej przez " Jastrzębia" . Po prawej stronie w głębi widoczne drzwi do piwnicy, gdzie przetrzymywano więźniów.


W tym okresie komuniści mogli czuć się bezpiecznie jedynie w miastach wojewódzkich i powiatowych, które były miejscem stacjonowania garnizonów NKWD i wojska. Jednak nawet tam nie mogli całkowicie uniknąć ataków oddziałów partyzanckich, które brawurowo rozbijały więzienia i obozy, odbijając przetrzymywanych w nich współtowarzyszy. Jedną z najbardziej spektakularnych tego typu akcji było rozbicie więzienia w Kielcach, kiedy to z 4 na 5 sierpnia 1945 r. partyzanci z połączonych oddziałów kpt. Antoniego Hedy „Szarego” i por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” (ok. 200 osób), po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 osoby. 9 września 1945 r. oddziały partyzanckie AK, także pod dowództwem Stefana Bembińskiego „Harnasia", na pół godziny opanowały Radom, zdobyły więzienie i uwolniły ok. 300 aresztowanych, w większości swoich organizacyjnych kolegów. Równie spektakularny charakter miały akcje na obozy, w których NKWD przetrzymywało uwięzionych żołnierzy AK, jak np. w Rembertowie w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. wykonana przez oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”, w której uwolniono blisko 500 osób przeznaczonych do wywiezienia w głąb ZSRS. Ponadto wykonano przeszło 20 akcji uwalniania więźniów w miastach powiatowych, uderzając jednocześnie na kwaterujące tam siły bezpieczeństwa. Jedna z takich akcji miała wyjątkowo symboliczny wymiar. Gdy Europa hucznie świętowała dzień zwycięstwa nad Niemcami, w nocy 8 maja 1945 r. do Grajewa wkroczyło 200-osobowe zgrupowanie AK, dowodzone przez mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdę”. Opanowano miasto, zdobyto silnie broniony PUBP, skąd uwolniono ok. 120 więźniów.

Obrazek
Kpt. Antoni Heda "Szary" w marszu na koncentrację przed akcją na więzienie w Kielcach, 1945 r.


Oddziały partyzanckie niepodzielnie panowały w terenie, gdzie często dochodziło do zaciętych walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW. Były to niekiedy regularne bitwy, jak ta pod Kuryłówką (pow. leżajski) stoczona 7 maja 1945 r. przez oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, w której zginęło ok. 57 enkawudzistów. 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim (pow. puławski) podobnie druzgocące straty zadało grupie operacyjnej NKWD-UB 180-osobowe zgrupowanie AK-DSZ pod dowództwem mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”. Przeciwko partyzantom rzucono 680 funkcjonariuszy wspieranych pojazdami opancerzonymi. W trakcie walki zginęło 10 pracowników UBP i około 16 żołnierzy NKWD. Także na Podlasiu, w Miodusach Pokrzywnych, 18 sierpnia 1945 r. 1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” doszczętnie rozbił grupę operacyjną NKWD-UB-LWP (ok. 36 zabitych), pacyfikującą podlaskie wioski.

Obrazek
5. Brygada Wileńska AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" , Białostocczyzna 1945 r .


Zakres chronologiczny działalności podziemia w kolejnym okresie, czyli w latach 1945-1947, wyznacza przede wszystkim moment powołania 2 września 1945 r. Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, a kończy ogłoszenie przez komunistów w lutym 1947 r. kolejnej amnestii. Zrzeszenie WiN było bezpośrednim spadkobiercą AK i DSZ. Miała to być konspiracyjna organizacja, która początkowo chciała drogą walki politycznej przeszkodzić komunistom w zwycięstwie wyborczym. Działalnością Zrzeszenia kierował Zarząd Główny z prezesem na czele. Cywilno-polityczny model konspiracji udało się wcielić w życie jedynie w południowej części kraju. We wschodniej i centralnej Polsce, pomimo płynących z góry instrukcji, organizacja w dalszym ciągu miała charakter wojskowy. Tam nadal operowały silne oddziały partyzanckie, które stały się jedynym schronieniem dla prześladowanych przez bezpiekę żołnierzy podziemia.
W latach 1945–1947 najaktywniejszą działalność zbrojną prowadzono we wschodniej, południowej i centralnej części Polski. Na Kielecczyźnie, w Krakowskiem, części Łódzkiego, na Żywiecczyźnie, Mazowszu, Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie komuniści kontrolowali miasta wojewódzkie i powiatowe, bojąc się wypuszczać poza ich granice. Podziemie zbrojne największą aktywność przejawiało wiosną i latem 1946 r., a silne zgrupowania partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”, mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”, mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, czy kpt. Henryka Flame „Bartka” i wielu innych legendarnych dowódców, niepodzielnie panowały w terenie.


Pododdział zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia” . Gorce, Kiczora, lato 1946 r.

Obrazek
Przed szeregiem oddziałów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stoją od lewej: Józef Zadzierski „Wołyniak” , Stanisław Pelczar „Majka” i Bronisław Gliniak „Radwan”, Rzeszowszczyzna, 3 maja 1945 r.

Obrazek
Styczeń 1946 r. Część oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” . Dowódca siedzi przy rkm-ie.


Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie - część 2/2>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02 ... tanie.html

Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/html/13 ... ml?1746022

Źródło
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02 ... nie-1.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 08 cze 2015, 18:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/70694

Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie - część 2/2
Żołnierze Wyklęci, sob., 28/02/2015 - 01:40

Nie trzeba więcej, nie trzeba nadziei,
potrzebny tylko jeden krzyk Rejtana,
czasem potrzebna jedna Śmierć Okrzei,
chociażby bitwa była już przegrana
i sztandar w prochu, choćby go deptali,
ktoś jeszcze zginął, więc walka trwa dalej.
Marian Hemar


W połowie 1946 r., po sfałszowanym referendum ludowym, grupy operacyjne UB, KBW i NKWD wykonały kilka zakończonych sukcesem operacji, co poważnie osłabiło potencjał zbrojny podziemia i morale ludzi pozostających w konspiracji. 26 lipca 1946 r., po precyzyjnie zaplanowanej i przeprowadzonej akcji, aresztowany został dowódca działającego na Kielecczyźnie Związku Zbrojnej Konspiracji mjr Franciszek Jaskulski „Zagończyk”. W wyniku kolejnych działań operacyjnych całkowicie zlikwidowano tę organizację. We wrześniu 1946 r., po przeprowadzonej prowokacji, UB doprowadził do fizycznej likwidacji członków zgrupowania partyzanckiego NSZ kpt. Henryka Flame „Bartka” na Żywiecczyźnie. W wyniku tej akcji zamordowano ok. 200 partyzantów. Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ mjr. Antoniego Żubryda „Zucha” na skutek bezustannego nękania przez grupy operacyjne został rozproszony, a dowódcę i jego żonę zamordował wprowadzony do oddziału agent. Również straty poniesione w lutym 1947 r. przez zgrupowanie partyzanckie mjr. „Ognia” i śmierć jego samego, były efektem połączenia intensywnych działań pościgowych i agenturalnych.
Dzięki tego rodzaju operacjom poważnie osłabiono siły partyzanckie operujące do tej pory z dużym rozmachem. Równocześnie aparat bezpieczeństwa likwidował siatkę terenową podziemia oraz sztaby dowódcze wszystkich szczebli. W wyniku tych działań, na początku 1947 r. podziemie niepodległościowe znalazło się w głębokim kryzysie. 19 stycznia 1947 r. odbyły się wybory parlamentarne, których wyniki zostały sfałszowane. Kontynuowanie walki zbrojnej straciło sens. Ogłoszona 22 lutego 1947 r. amnestia objęła łącznie 76 574 osoby, doprowadzając tym samym do tak głębokiej destrukcji podziemia, że przestało ono być rzeczywistym zagrożeniem. Jednak mimo tego w lesie pozostało nadal od 1100 do 1800 najbardziej niezłomnych.

Obrazek
Żołnierze 2. szwadronu 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka "Młota" , Podlasie, jesień 1947 r.

Obrazek
Żołnierze I Brygady Podlaskiej NZW dowodzonej przez por. Tadeusza Narkiewicza "Ciemnego" (stoi 6 od lewej), maj 1947 r.

Obrazek
Zgrupowanie partyzanckie (Dowództwo Oddziałów Leśnych KWP Teren 731) kpt. Jana Małolepszego "Murata" (siedzi drugi od prawej), 30 sierpnia 1947 r. las klonowski.

Obrazek
Komendant połączonych powiatów NZW Łomża, Wysokie Mazowieckie i Ostrów Mazowiecka ppor. Kazimierz Żebrowski „Bąk” wśród żołnierzy (lato 1948 r.)


Intencją władz komunistycznych ogłaszających dwie kolejne amnestie nie było zapewnienie ludziom z podziemia powrotu do normalnego życia, lecz całkowita pacyfikacja oporu. Bezpiece pozostało jedynie zlikwidowanie małych, najczęściej niezwiązanych już z żadną formalną organizacją, oddziałów partyzanckich. Nie było to jednak takie proste, bowiem w podziemiu pozostali najaktywniejsi dowódcy i żołnierze, o największym doświadczeniu bojowym, niemogący już liczyć na łaskę komunistów. Funkcjonariusze UB i żołnierze KBW mieli więc przed sobą przeciwnika doświadczonego, silnie zmotywowanego i zdeterminowanego, dysponującego stosunkowo wąskim, lecz trudnym do penetracji zapleczem. Dlatego właśnie, pomimo wielkiego wysiłku militarnego i skomplikowanych kombinacji operacyjnych, ostanie grupy podziemia zostały rozbite dopiero w połowie lat 50.
W kolejnym okresie działalności powojennego podziemia niepodległościowego, trwającym od kwietnia 1947 r. do końca 1949 r., przestały istnieć centralne ośrodki kierownicze i znacznie zmniejszyła się skala oporu. MBP oceniało, że w 1948 r. działało jeszcze 158 oddziałów i grup partyzanckich liczących w sumie 1163 ludzi, a w 1949 r. 765 ludzi w 138 grupach. Zmienił się także charakter aktywności podziemia, nastawionego już wtedy na przetrwanie i zdobycie zaopatrzenia, niemniej jednak były to w dalszym ciągu liczne działania. Tylko w 1949 r. odnotowano 828 zbrojnych wystąpień podziemia, a sporo oddziałów wyróżniało się dużą aktywnością bojową. Należy tu wymienić przede wszystkim „leśnych” z Warszawskiego Okręgu NZW, którzy w latach 1947-1949 wykonali około 300 akcji przeciw siłom komunistycznym. Równie aktywne pozostały oddziały partyzanckie 6. Brygady Wileńskiej AK dowodzone przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” na Podlasiu, grupy podporządkowane kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi” na Lubelszczyźnie, czy wywodzący się ze zgrupowania „Ognia” oddział „Wiarusy” na Podhalu.

Obrazek
Oddział Komendy Powiatowej "Ciężki" dowodzony przez Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", wiosna 1948 r.

Obrazek
Oddział "Wiarusy" w 1947 r. - pierwszy z lewej dowódca Józef Świder "Mściciel", drugi z-ca dowódcy Dymitr Zasulski "Czarny", za nim Mieczysław Łysek "Grandziarz". Klęczy od lewej Adam Półtorak "Wicher", N.N.

Obrazek
Patrol Walentego Waśkowicza „Strzały”, podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu "Uskokowi" , w marszu: Jerzy Marciniak „Sęk”, Jan Belcarz „Dżym”, Czesław Jabłoński „Bąk”, Marian Puchacz „Kubuś” i Mieczysław Zwoliński „Jeleń”. „Dżym”, „Bąk” i „Kubuś” polegli pod Zawieprzycami 18 maja 1947 r.

Obrazek
Żołnierze I Brygady Podlaskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego . Od lewej N.N. "Śmiały", por. Henryk Jastrzębski "Zbych", por. Tadeusz Narkiewicz "Ciemny", sierż. Bolesław Olsiński "Pająk", "Szczerba" i ppor. Jan Skowroński "Cygan" (w wyniku jego zdrady osaczono i zabito por. T. Narkiewicza "Ciemnego").


W latach 1950-1952 coraz bardzie pogłębiało się rozdrobnienie podziemnego oporu. Według danych resortu, w listopadzie 1950 r. działało w Polsce blisko 100 grup zbrojnych, chwytających się jeszcze nadziei na wybuch wojny Zachodu z Sowietami. Były to niewielkie oddziały, a ich liczebność rzadko przekraczała 10 osób. Ogólny stan wahał się w granicach 500 osób. W końcu 1951 r. liczba grup partyzanckich zmniejszyła się do 88 (ok. 350 ludzi), które jednak nadal dysponowały wsparciem co najmniej kilkunastotysięcznej siatki terenowej. Tylko w 1952 r. przeprowadziły 948 akcji zbrojnych, jednak z czasem ponosiły coraz większe straty. Operujący na Rzeszowszczyźnie oddział NZW Adama Kusza „Kłosa” został rozbity w sierpniu 1950 r. Na Mazowszu w kwietniu 1951 r. osaczono i zlikwidowano oddział NZW sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, zaś pół roku później oddział WiN ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” na Lubelszczyźnie. Działające na Mazowszu i Podlasiu, pozostałości 6. Brygady Wileńskiej AK pod dowództwem kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” rozbito w 1952 r. Grupa NZW ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” walczyła na Białostocczyźnie do marca 1952 r., a w lutym 1953 r. poległ ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, były podkomendny kpt. „Uskoka”. Zasadniczo do końca 1952 r. władze bezpieczeństwa zdołały zlikwidować większość najgroźniejszych oddziałów partyzanckich, jednak sporadycznie aż do 1955 r. słychać było w Polsce strzały ginących w walce ostatnich niezłomnych.

Obrazek
Grupa żołnierzy NZW z oddziałów sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” . Pierwszy z lewej: dowódca jednego z patroli dywersyjnych Ildefons Żbikowski „Tygrys”, trzeci - sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”.

Obrazek
Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie więzienie).

Obrazek
Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" , stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia 1952 r. otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski "Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku , ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r., NN "Jurek", Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.


Podlasie 1951 r., kadra oddziału "Huzara". Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak "Tygrys" († 10 V 1952) , Eugeniusz Tymiński "Ryś" († 30 V 1951) , Wacław Zalewski "Zbyszek" († 11 X 1953) , Józef Mościcki "Pantera" († 22 IX 1953) , siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko "Zygmunt" († 22 IX 1953) , Adam Ratyniec "Lampart" († 11 V 1952) .

Z biegiem lat dogasała także antysowiecka walka na Kresach. Najsilniejszy opór zbrojny trwał na terytorium dawnych powiatów lidzkiego i szczuczyńskiego, a największy oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, bił się tam aż do połowy 1949 r. Ostatnie znane starcie zbrojne za kordonem miało miejsce w sierpniu 1953 r., kiedy to były partyzant AK z oddziału ppor. „Ragnera” - Hryncewicz „Bogdan” wystrzelał zastawioną na niego zasadzkę, zabijając 4 funkcjonariuszy NKWD.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary” , oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

Obrazek
Wiosna 1947 r., oddział "Ireny" ze zgrupowania ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" (siedzi w środku), na prawo od "Olecha" siedzi sierż. Paweł Klikowicz "Irena" - poległ 17 maja 1947 r. (wkrótce po wykonaniu tego zdjęcia) w starciu z NKWD pod Starodworcami; ciężko ranny w obie nogi osłaniał odwrót grupy po czym zastrzelił się nie chcąc wpaść w ręce Sowietów.


Po roku 1953 w lesie pozostali jedynie partyzanci ukrywający się pojedynczo lub w 2-3-osobowych grupkach, którzy tylko w wyjątkowych wypadkach przeprowadzali akcje z bronią w ręku. Byli oni systematycznie zabijani lub wyłapywani, a nieliczni, którym udało się dotrwać do jesieni 1956 r., ujawnili się w ramach amnestii. 23 sierpnia 1954 roku, podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach, zginął mjr Jan Tabortowski „Bruzda”, ostatni kadrowy oficer Armii Krajowej, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. W 1957 r., osaczony w bunkrze, zginął zastępca mjr. „Bruzdy”, ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego na Białostocczyźnie - ppor. Stanisław Marchewka „Ryba”. Symboliczny koniec oporu przeciwko komunistycznemu zniewoleniu wyznacza data 21 października 1963 r., kiedy to walcząc z obławą SB-ZOMO na Lubelszczyźnie, poległ ostatni z niezłomnych - sierż. Józef Franczak „Lalek”.

Obrazek
Patrol z oddziału NZW st. sierż. Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca” (stoi w środku), pow. Przasnysz, 1948 r. "Orzyc" wraz z kilkoma swoimi żołnierzami zginął 2 marca 1949 roku pod Gostkowem , podczas próby wyrwania się z okrążenia funkcjonariuszy MO, PUBP i 948 żołnierzy I Brygady KBW.

Obrazek
Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. "Wiarus" do 1952 r. był szefem PAS w Komendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie . Drugi od lewej - NN "Jastrząb", trzeci - Józef Grabowski "Vis" - brat "Wiarusa". "Wiarus" poległ 22 marca 1952 r. podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej WUBP Białystok oraz 2. Brygady KBW. Oprócz Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" polegli również: Lucjan Zalewski "Żbik" oraz Edward Wądołowski "Humor".

Obrazek
St. sierż. Józef Franczak "Lalek", "Laluś" . Zdjęcie z czerwca 1939 r. w mundurze żandarmerii Wojska Polskiego. Sierż. "Lalek" poległ 21 października 1963 r., podczas próby przedarcia się przez obławę SB-ZOMO w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie.


Bilansując straty poniesione przez Żołnierzy Wyklętych w latach 1944-1963, należy wymienić liczbę co najmniej 8 tys. poległych w walkach, nie mniej niż 30 tys. zamęczonych w więzieniach i podczas śledztw w katowniach bezpieki (w tym blisko pięć tysięcy ludzi straconych z wyroków różnego rodzaju sądów komunistycznych), kilkadziesiąt tysięcy wywiezionych do obozów koncentracyjnych w Związku Sowieckim (z których ok. 1/4 pobytu na „nieludzkiej ziemi” nie przeżyła) i kolejne kilkadziesiąt tysięcy uwięzionych.
Fizyczna eksterminacja żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie wystarczyła komunistom, wiedzieli bowiem, że ofiara ich życia może w przyszłości zrodzić mit, z którego nowe pokolenia Polaków będą czerpały siłę do walki z komuną. I właśnie dlatego ciała zgładzonych partyzantów grzebano potajemnie, by nie został po nich nawet krzyż na mogile, a propaganda przedstawiała ich jako pospolitych bandytów i patologicznych morderców. Jednak mimo tego, wielu dowódców antykomunistycznego podziemia pozostało na zawsze legendą polskiego oporu przeciwko systemowi komunistycznemu .
Systemowi, który w całych dotychczasowych dziejach ludzkości, był najbardziej perfidnym, największym i najgroźniejszym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności, w każdym jej wymiarze.

Obrazek
Żołnierze z oddziału NZW Jana Malinowskiego „Stryja” zabici w starciu z Grupą Operacyjną KBW-UB-MO, Sinogóra, 12 luty 1949 r. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.


Żołnierze patrolu NZW plut. Eugeniusza Lipińskiego "Mrówki" , polegli w walce z KBW i UB 15 października 1949 r. pod wsią Olszewka (gm. Jednorożec). Leżą od lewej: Stanisław Radomski "Kula", Stanisław Garliński "Cichy", Eugeniusz Lipiński "Mrówka", Alfred Gadomski "Kajdan" i Eugeniusz Kuligowski "Ryś". Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Pośmiertne zdjęcie partyzantów z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (patrol "Tygrysa"), poległych 25 II 1950 r.; od lewej: Ildefons Żbikowski "Tygrys", Józef Niski "Brzoza", Henryk Niedziałkowski "Huragan" i Władysław Bukowski "Zapora". Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Zdjęcie partyzantów z oddziału Czesława Czyża „Dzika", rozbitego 15 sierpnia 1950 r. Od góry leżą: Mieczysław Gompert "Słowik", Antoni Myśliński, Jan Mieczkowski "Wolny" i Józef (NN) "Śmigły". Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Bronisław Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" , polegli 13 kwietnia 1951 r. w kolonii Szyszki - zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz "Kazik" (z lewej) i ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu . Od lewej leżą: Henryk Barwiński "August", Kazimierz Żmijewski "Jan", Lucjan Krępski "Jastrząb", Feliks Gutkowski "Gutek", Piotr Suwiński "Stanisław", por. Wacław Grabowski "Puszczyk", Antoni Tomczak "Malutki". Zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
Fotografia pośmiertna ppor. Stanisława Kuchciewicza „Wiktora” wykonana najprawdopodobniej na terenie więzienia na Zamku w Lublinie w lutym 1953 r. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
23 sierpnia 1954 r., zdjęcie wykonane przez UB. Zwłoki mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy” , który zginął podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach. Był on ostatnim kadrowym oficerem AK, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Obrazek
21 października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie st. sierż. Józefa Franczaka, wykonane przez SB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych. Jego zwłoki pozbawione głowy złożono w grobie na cmentarzu w Lublinie. Po 20 latach siostra Franczaka otrzymała zgodę na ekshumację i złożenie szczątków brata w rodzinnym grobowcu w Piaskach. W styczniu 2015 roku, w wyniku śledztwa prowadzonego przez lubelski oddział IPN, w zbiorach Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odnaleziono czaszkę ostatniego partyzanta podziemia niepodległościowego st. sierż. Józefa Franczaka "Lalka".


Dopiero po 1989 r. powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o bohaterach ostatniego Narodowego Powstania, lecz nawet w wolnej Polsce potrzeba było ponad 20 lat, by mogli zostać upamiętnieni tak jak na to zasłużyli - świętem państwowym ku ich czci, Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” . Zaiste piękny to, choć spóźniony gest, niemniej bardzo potrzebny, kiedy nawet jeszcze dziś trudno jest przebić się z wiedzą o Nich do nowych pokoleń. A przecież jesteśmy to winni ludziom, którzy 70 lat temu, decydując się na walkę zbrojną, odrzucili możliwość egzystencji pod rządami kolaborantów. Tym, którzy broniąc naszej niepodległości, tradycji i wiary, do komunistów po prostu strzelali.
Czy był sens powstawać przeciw takiej sile? – zapytała Romualda Traugutta żona w „Kompleksie polskim” Konwickiego. Nie wiem, czy był sens. Wiem, że był mus. [...] Nie ma innej drogi, jeśli nie chcemy znikczemnieć, skarleć i umrzeć we wzgardzie innych ludów - odpowiedział ostatni naczelnik Powstania Styczniowego, stracony przez Rosjan na stokach Cytadeli Warszawskiej w 1864 r. Czy nasi ostatni Powstańcy myśleli podobnie? Zapewne tak. Wszak powinniśmy pamiętać, że jakkolwiek żołnierze antykomunistycznego podziemia prowadzili skazaną na militarną klęskę walkę, to jednak znakomita większość z nich, urodzona i wychowana w II Rzeczypospolitej, doskonale wiedziała dlaczego i o jakie wartości się biją, czym jest wolność i niepodległość. Sens Ich walki krótko, lecz jakże pięknie, oddał prof. Henryk Elzenberg pisząc:

Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. [...] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy.
I choćby tylko za to dziedzictwo jesteśmy Im winni pamięć i szacunek po wsze czasy!

GLORIA VICTIS !!!
Obrazek

Obrazek

Grzegorz Makus
historyk, twórca strony

"Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie"
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02 ... nie-1.html


Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie - część 1/2>
Strona główna>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/
Prawa autorskie>
http://podziemiezbrojne.blox.pl/html/13 ... ml?1746022

Źródło
http://podziemiezbrojne.blox.pl/2015/02 ... tanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 25 cze 2015, 18:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/kmrusFtRC2P

"DZIEWCZYNY WYKLĘTE"... kobieca konspiracja po 1945 roku.
Martyna1 28.3.2015 01:09

Koniec wojny nie był końcem walki
Były prześladowane, aresztowane, nierzadko - torturowane. Zmuszano je do współpracy, a oporne skazywano na śmierć. Ich winą była miłość do ojczyzny i odmowa podporządkowania się komunistycznej władzy. Mowa o "dziewczynach wyklętych", młodych bojowniczkach i sanitariuszkach, które po 1945 roku postanowiły wesprzeć tych żołnierzy dawnej Armii Krajowej, którzy nie złożyli broni.

O "żołnierzach wyklętych" wydaje się, że napisano już całkiem sporo i teksty te najczęściej dotyczą mężczyzn. Szymon Nowak postanowił uzupełnić istotną lukę, jaką są historie kobiet związanych z antykomunistycznym podziemiem, i przygotował obszerną książkę zatytułowaną właśnie "Dziewczyny wyklęte" opublikowaną nakładem wydawnictwa Fronda.

Ta ponadpięciusetstronicowa praca przybliża portrety kilkunastu najważniejszych zdaniem autora kobiet i dziewcząt, które pozostały w konspiracji po 1945 roku. W beletryzowanych dziejach każdej z nich przebija pewien zauważalny schemat, nie brakuje także subiektywnego zdania autora na temat podejmowanych przez bohaterki decyzji. Na kolejnych stronach galerii przedstawimy bliżej wybrane "wyklęte panny" i ich tragiczne losy w powojennej Polsce.

Dziewczyny wyklęte

autor: Szymon Nowak

Obrazek

Były piękne, młode. Kochały swoich chłopców, narzeczonych i mężów – ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH. Trwały przy nich aż do końca. KOCHAŁY TEŻ POLSKĘ. I O NIĄ WRAZ Z NIMI WALCZYŁY. Często z bronią w ręku, ale także przenosząc meldunki, opatrując rany, organizując kryjówki i zaplecze. Prowadząc działalność konspiracyjną. A gdy stało się jasne, że CHWILOWO PRZEGRALI – służąc słowem otuchy, tym nielicznym, którzy przetrwali...

Pierwsza na naszym rynku książka o dziewczynach z antykomunistycznego podziemia – o tych bardzo znanych i niemal zupełnie zapomnianych. O tych, które nie zawahały się, by oddać krajowi swą młodość, a niejednokrotnie i życie.

Oto szesnaście porywających opowieści o walce, dramatycznych wyborach, ucieczkach, upokorzeniach i więziennej wegetacji. Są to jednocześnie opowieści o MIŁOŚCI I NIENAWIŚCI, O ŻYCIU I O ŚMIERCI...

Ich indywidualne losy to tragiczna, lecz zarazem piękna część polskiej historii...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obrazek

Mamo, ja tak lubię broń (Hela ''Dziuńka'' Motykówna)
"Dziuńka" naprawdę nazywała się Hela Motykówna i od dzieciństwa była chłopczycą: bawiła się żołnierzykami, grała w piłkę nożną, wspinała się na drzewa. W dodatku uwielbiała dowodzić młodszymi braćmi, nosić zawsze czarne męskie ubrania i powtarzać, że zostanie żołnierzem, a przynajmniej sanitariuszką. W 1939 roku Hela miała 15 lat. Gdy rodzina Heli została zmuszona do przeniesienia się na Ziemie Obiecane, rodzice dziewczynki zauważyli, że córka przejawia bardzo niezdrową fascynację bronią.

Odradzali jej angażowanie się w partyzantkę i wydawałoby się, że dziewczyna spokornieje - do czasu, gdy na wiejską zabawę nie przyszli partyzanci. To tam Hela zobaczyła "partyzancką księżniczkę" - nastoletnią dziewczynę komendanta oddziału, a także przystojnego chłopca, który równie szybko mówił "chodź z nami", jak i "kocham cię". Tego samego wieczora Hela zostawiła dom rodzinny i wstąpiła do grupy Stanisława Panka "Rudego". Dostała swój wymarzony MP-40, mauser i zbrojovkę. Czyszczenie broni było dla niej wszystkim: zapominała o całym świecie, odpływała w świat marzeń.

Ale podczas tortur w bolesławieckim UB, gdzie trafiła po udanej zasadzce na swój oddział, marzyła tylko o szybkiej śmierci. Fakt, że jest w ciąży nie zmienił wiele w postępowaniu ubeków: nadal trwały całonocne przesłuchania. "Dziuńka" nie miała szans na ułaskawienie z rąk Bolesława Bieruta - została rozstrzelana wraz z nienarodzonym dzieckiem.

Obrazek

''Inka'' daje bandaż, bo jest potrzebna (Danusia Siedzikówna)
"Inka" była skromną, spokojną dziewczyną. Nieśmiała, cierpliwie znosiła zaczepki kolegów z grupy, czasem, kiedy coś odpaliła wzbudzała ogólną wesołość. Kiedy "Łupaszko" ogłosił decyzję o zakończeniu walki partyzanckiej, "Inka" - czyli Danusia Siedzikówna - poczuła się kompletnie zdezorientowana. Nie miała dokąd wracać: prócz babci i sióstr nie miała żadnej rodziny.

Ojciec został aresztowany i wywieziony na Syberię do kopalni złota, a matka, która podczas wojny konspirowała w ZWZ-AK, była brutalnie torturowana przez Niemców, a potem rozstrzelana. Dlatego na wieść o rozformowaniu oddziałów, "Inka" przepłakała całą noc: znów miała wrócić do życia, w którym nikomu nie była potrzebna. Pomocną rękę wyciągnął do Danusi jej ojciec chrzestny, który pomógł jej znaleźć pracę w leśnictwie niedaleko Ostródy. Jednak, gdy Danusię odnalazł kurier "Łupaszki" z wieścią, że major znów zbiera ludzi, "Inka" nie wahała się ani chwili. Dostała przydział do szwadronu podporucznika "Żelaznego" Zdzisława Badochy i znów była sanitariuszką leśnej grupy.

Nie miało dla niej znaczenia, po czyjej stronie są opatrywani przez nią ranni: znana jest historia, w której "Inka" opatruje rannych w potyczce z partyzantami milicjantów, choć przeznaczyła na to ostatnie bandaże, jakie miała w torbie.

KLIKNIJ TUTAJ, ABY POCZYTAĆ ŻYCIORYSY INNYCH POLSKICH BOHATEREK.
http://ksiazki.wp.pl/gid,17391456,page, ... leria.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 26 cze 2015, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/8962-zaboj ... -poczesnej

Zabójstwo na plebanii. 65. rocznica zbrodni w Poczesnej
Paweł Brojek czwartek, 02, kwiecień 2015 05:05

Obrazek

W nocy 2 kwietnia 1950 r., z Niedzieli Palmowej na poniedziałek Wielkiego Tygodnia, na plebanii w Poczesnej pod Częstochową nieznani sprawcy zamordowali pięć osób. Miejscowy proboszcz oraz jego współpracownicy zostali uduszeni...

Boguchwał Tuora, przyszły proboszcz parafii, urodził się 4 stycznia 1902 r. w Częstochowie.
Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w gimnazjum realnym w Maczkach (obecnie dzielnica Sosnowca). W 1925 r. wstąpił jako alumn do Seminarium Duchownego w Kielcach. W czerwcu 1927 r. zakończył naukę i jeszcze w tym samym miesiącu został wyznaczony na wikariat do parafii św. Mikołaja BM w Kromołowie pod Zawierciem.

Po kilku miesiącach pracy przeniesiony został do Wielunia, gdzie powierzono mu stanowisko kapelana klasztoru Sióstr Bernardynek oraz prefekta do nauczania religii w szkołach powszechnych. W 1928 r. powołano go na wikariusza parafii w Koziegłowach, gdzie pracował przez trzy lata, po czym przeniesiono na wikariat do parafii Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu. Od 1932 r. był słuchaczem wykładów na wydziale filozoficznym na Université Philotechnique w Brukseli.

Po ukończeniu studiów pracował kolejno w parafiach w Rząśni w powiecie radomszczańskim, w Galewicach pod Wieruszowem i Cieszęcinie, gdzie z powodu choroby zastępował tamtejszego proboszcza. We wrześniu 1941 r., po śmierci ówczesnego proboszcza ks. Józefa Kozakowskiego, został mianowany administratorem parafii św. Jana Chrzciciela w Poczesnej.

Służbę duszpasterską na tej placówce rozpoczął trudnym momencie, bo w czasie okupacji, kiedy to miejscowość znalazła się na obszarze III Rzeszy. Przetrwał wojnę, a po jej zakończeniu odbudowywał wraz z wiernymi kościół i plebanię ze zniszczeń. W 1948 r. został oficjalnie zatwierdzony jako proboszcz.

Mocno zaangażowany w rozwój życia katolickiego parafii, stał się wrogiem „władzy ludowej”. Był wielokrotnie przesłuchiwany przez UB, szykanowany i zastraszany. Mimo docierających do księdza pogłosek, że jego życie jest zagrożone, postanowił pozostać w parafii.

W 1950 r., w tygodniu przed Niedzielą Palmową, w parafii odbywały się pierwsze po wojnie misje święte, które zgromadziły tłumy wiernych. W ich trakcie księża misjonarze objeżdżali okoliczne wsie, odprawiając nabożeństwa, bardzo popularne wśród mieszkańców.

W nocy z 2 na 3 kwietnia, przebywający na plebanii proboszcz Tuora oraz czworo współpracujących z nim podczas misji parafian, zostali napadnięci przez nieznanych sprawców i brutalnie zamordowani. Wszyscy zginęli śmiercią przez uduszenie.

W powszechnej opinii miejscowej ludności morderstwa dokonało kilku mieszkańców wsi, którzy mieli je popełnić ze względów ideologicznych oraz z inspiracji władz. W wyniku przeprowadzonego śledztwa i procesu zbrodnię przypisano jednemu człowiekowi o nazwisku Omasta. Tożsamość prawdziwych sprawców, jak i ich motywy pozostają do dziś tajemnicą.

W 2000 r. parafialny oddział Akcji Katolickiej zorganizował uroczystość upamiętniającą 50-lecie śmierci pomordowanych na plebanii w Poczesnej. Jednym z elementów tej uroczystości było odsłonięcie tablicy ufundowanej przez parafian, wmurowanej przy wejściu do kościoła parafialnego, którego dokonał bp Antoni Długosz.

opr. Paweł Brojek
Źródło i fot.: parafia-poczesna.pl

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 31 lip 2015, 20:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/24-kwietnia-1945-r ... blicznego/

24 kwietnia 1945 roku, w Puławach ugrupowanie organizacji Wolność i Niezawisłość (WiN) rozbiło Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego
24 kwietnia 2015 00:01



Dokonało tego ugrupowanie pod dowództwem podporucznika Mariana Bernaciaka ps. „Orlik”.

Dzięki tej akcji uwolniono 107 więźniów. Podczas ataku zginęło pięciu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB) i dwóch Milicji Obywatelskiej (MO).

(Na zdjęciu: Krzyż Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” 1945-1954).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 01 sie 2015, 15:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/nocy-1-2-maja-1945 ... -bezpiecz/

W nocy z 1 na 2 maja 1945 roku w Krasnosielcu koło Makowa Mazowieckiego przeprowadzono udaną akcję odbicia 42 członków Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z więzienia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego
1 maja 2015 00:01

Akcję przeprowadzili żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) z oddziału Romana Dziemieszkiewicza ps. „Pogoda” (Brata Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój”). Akcja zakończyła się sukcesem, udało się odbić kilkudziesięciu żołnierzy NSZ i AK, przeznaczonych do wywózki w głąb ZSRR.
W sumie podczas akcji zginął tylko jeden spośród 60 żołnierzy biorących udział w ataku na areszt, był nim komendant Okręgu II – Mazowsze-Północne NSZ Julian Pszczółkowski. Zginęło także 9 agentów Urzędu Bezpieczeństwa (UB), a wielu zostało rannych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 01 sie 2015, 16:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/3-maja-1946-roku-o ... -defilade/

3 maja 1946 roku, oddział Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem kapitana Henryka Flame ps. „Bartek” przejął kontrolę nad miastem Wisła i urządził w niej defiladę
3 maja 2015 00:03

Na dzień 3 maja 1946 roku Henryk Flame „Bartek” zarządził dla wszystkich podległych mu oddziałów wchodzących w skład VII Okręgu NSZ wielką koncentrację w „kwaterze głównej” podległego mu zgrupowania, na Baraniej Górze. Według relacji Antoniego Bieguna ps. „Sztubak” żołnierze maszerowali odstawieni jak na paradę w mundurach, z przypiętymi orzełkami na mieczu, z ryngrafami z Matką Boską. Po drodze wielu ludzi zaskoczył ten widok, na początku myśleli, że idą żołnierze LWP. Gdy dotarło do nich, że są to partyzanci wtedy padały pytania „Czy już się zaczęło? Czy idziecie prać komunistów?” Wielu ludzi wręczało żołnierzom kwiaty i różne smakołyki.

Po wkroczeniu do Wisły kpt. Flame odebrał na otwartym polu defiladę. W zwartych szeregach kilkuset partyzantów przemaszerowało przed oczami zebranych licznie mieszkańców. Zabezpieczeniem całek akcji zajmował się oddział „Sztubaka”. W Wiśle stacjonował w tym czasie oddział wojska polskiego i sowieckiego niedaleko znajdowały się posterunki WOP atak jednak nie nastąpił, a do partyzantów dotarły informację, że w różnych posterunkach funkcjonariusze UB i MO zaczęli się barykadować albo w ogóle uciekli. Defilada była ewenementem w państwach „władzy ludowej”.

Obrazek
Kapitan Henryk Flame ps. „Bartek”. Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 03 sie 2015, 10:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/9268-70-ro ... -kurylowka

70. rocznica bitwy oddziałów podziemia narodowego z NKWD pod Kuryłówką
Paweł Brojek czwartek, 07, maj 2015 05:42

Obrazek

7 maja 1945 r. oddział Narodowej Organizacji Wojskowej dowodzony przez mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” odparł trzy natarcia NKWD na wieś Kuryłówka na Rzeszowszczyźnie. Zginęło co najmniej 57 enkawudzistów. Była to największa na ziemiach polskich bitwa oddziałów podziemia z sowietami.


Przed II wojną światową w Kuryłówce mieszkało ponad półtora tysiąca osób, Polaków i Ukraińców. Pod koniec października 1939 r. wieś została włączona do Generalnego Gubernatorstwa. We wrześniu 1942 r. Niemcy wspólnie z policją ukraińską aresztowała kilkunastu mężczyzn, część z nich trafiła później do obozu koncentracyjnego na Majdanku.

W czasie okupacji na Rzeszowszczyźnie działało podziemie narodowe. Okręg Rzeszowski Narodowej Organizacji Wojskowej należał do najlepiej zorganizowanych i zakonspirowanych struktur tej organizacji w skali całego kraju. Jego komendantem był Kazimierz Mirecki, pełniący jednocześnie funkcję prezesa zarządu okręgowego Stronnictwa Narodowego. Po scaleniu NOW z AK w marcu 1944 r. został on zastępcą komendanta Podokręgu AK Rzeszów.

Pod koniec lipca 1944 r. na tereny Leżajska i okolic wkroczyła Armia Czerwona, a wraz za nią NKWD. Rozpoczęły się represje wobec polskiego podziemia ze strony sowieckiego aparatu bezpieczeństwa oraz UB, aresztowano żołnierzy AK, NOW i przedstawicieli Delegatury Rządu na Kraj. We wrześniu zatrzymany został Józef Zadzierski „Wołyniak”, dowódca oddziału dyspozycyjnego komendy Okręgu Rzeszowskiego NOW, jednak zdołał zbiec z transportu do łagrów dwa miesiące później.

W lutym 1945 r. Kazimierz Mirecki wydał rozkaz wznawiający działalność Narodowej Organizacji Wojskowej na Rzeszowszczyźnie. W połowie marca przy dowództwie Okręgu powołano do życia Komendę Oddziałów Leśnych, którą początkowo kierował kpt. Tadeusz Gryblewski „Ostoja”. Na przełomie kwietnia i maja 1945 r. jego miejsce zajął mjr Franciszek Przysiężniak „Ojciec Jan”. Komendzie OL podlegały m.in. oddziały „Wołyniaka”.

Od wiosny 1945 r., w wyniku aresztowań w MO i w Wojsku Polskim byłych partyzantów polskiego podziemia, odnotowywano coraz częstsze przypadki dezercji. Oddziały Armii Czerwonej i NKWD atakowały posterunki MO podejrzane o współpracę z podziemiem antykomunistycznym oraz ścigały dezerterów. Ataki te dokonywały się często we współpracy z Ukraińcami.

Tak było 6 marca 1945 r., gdy 30-osobowa grupa czerwonoarmistów i Ukraińców dokonała napadu na siedzibę MO w Kuryłówce. Napastnicy rozbroili posterunek, a w drodze powrotnej obrabowali mieszkańców Kuryłówki, zabijając dwie osoby. Dwa tygodnie później doszło tam do kolejnej sowiecko-ukraińskiej napaści, która została powstrzymana przez zaalarmowany strzelaniną oddział „Wołyniaka”.

2 maja 1945 r. w Biłgoraju zdezerterował 3. Samodzielny Batalion Operacyjny Wojsk Wewnętrznych. W pościg wyruszył batalion 11. pułku pogranicznego NKWD. 6 maja niewielki oddział rozpoznawczy dotarł do Kuryłówki, który po ostrzelaniu przez partyzantów ze zgrupowania „Ojca Jana” został zmuszony do odwrotu. Spodziewając się ponownego ataku, rozpoczęto przygotowania do bitwy.

7 maja 1945 r. w godzinach rannych sowieci uderzyli na wieś od strony miejscowości Kulno. Jako pierwszy atak przyjął oddział Stanisława Pelczara „Majki”, następnie do walki wkroczyli żołnierze Bronisława Gliniaka „Radwana”, którzy przez godzinę odpierali ataki w okolicach szkoły i budynku gminy. Niedługo później wsparli ich partyzanci Franciszka Szarka „Lisa”. Jako ostatni dołączył do walki najliczniejszy i najlepiej uzbrojony oddział „Wołyniaka”.

Zacięte walki trwały do godzin popołudniowych, trzy kolejne natarcia sowietów, w tym ostatnie o godz. 15, zostały odparte. W zależności od źródła straty po stronie NKWD szacuje się na 50–70 poległych. W dokumentach i relacjach z bitwy najczęściej wymieniana jest liczba 57 zabitych enkawudzistów. Ze strony NOW poległo siedmiu żołnierzy, zaś pięciu zostało ciężko rannych.

Późnym popołudniem partyzanci wycofali się z Kuryłówki, wraz z nimi wieś opuściła część mieszkańców, obawiając się odwetu sowietów. Następnego dnia do Kuryłówki wkroczyła karna ekspedycja NKWD. Sowieci zamordowali osiem osób, spalonych zostało ok. 200 domów i zabudowań gospodarczych.

Kilka tygodni po pacyfikacji Komenda Okręgu NOW wypłaciła mieszkańcom wsi zapomogi. Pieniądze pochodziły z akcji ekspropriacyjnej na bank w Przemyślu, przeprowadzonej w czerwcu 1945 r.

Paweł Brojek

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna polsko-bolszewicka 1944-56
PostNapisane: 06 sie 2015, 14:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/7-maja-1945-roku-d ... ie-ze-wsi/

7 maja 1945 roku, doszło do bitwy pod Kuryłówką podczas, której oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) odparły trzy ataki NKWD po czym wycofały się ze wsi
7 maja 2015 00:01

Tego dnia patrol NOW z oddziału „Majki” napotkał oddział żołnierzy sowieckich. Doszło do wymiany ognia co zaalarmowało stacjonujących w Kuryłówce żołnierzy Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”. Oddziały narodowe rozpoczęły wycofywanie się ze wsi lecz powstrzymał ich wspomniany porucznik Przysiężniak, który nakazał obronę Kuryłówki. Przez godzinę odpierano ataki NKWD w okolicach szkoły i budynku gminy. Z odsieczą przybył oddział Stanisława Pelczara ps. „Majka”, a natarcie sowietów załamało się. Po przegrupowaniu swoich szeregów NKWD zaatakowało ponownie lecz tym razem na pomoc broniącym przybył oddział kapitana Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak” po czym kolejny atak został odparty. Walki trwały 7 godzin, a około 15:00 Sowieci spróbowali trzeci raz złamać opór oddziałów NOW lecz i to natarcie załamało się w ogniu karabinów maszynowych. Spodziewając się czwartego ataku porucznik Przysiężniak wydał rozkaz o odwrocie z wioski. Wraz z oddziałamy Narodowej Organizacji Wojskowej wieś opuściło część mieszkańców, obawiających się zemsty sowietów.

Podczas bitwy poległo siedmiu żołnierzy NOW, a pięciu zostało ciężko rannych. Straty sowieckie to 57 zabitych. Następnego dnia do Kuryłówki wkroczyli sowieci mordując 8 osób oraz paląc zabudowania wioski. Kilka tygodni później komenda NOW wypłaciła mieszkańcom wsi zapomogi. Pieniądze te zostały zdobyte w akcji ekspropriacyjnej na bank w Przemyślu, przeprowadzonej 26 czerwca 1945 roku.


Obrazek
Na zdjęciu porucznik major Franciszek Przysiężniak ps. „Ojciec Jan”. Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 155 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /