Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 205 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 10 lip 2015, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Wszystko, co ważne. Dla Polski.

za: http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

Zbigniew J. Wieczorek

http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... &Itemid=15

„Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrywa” – Frederic Joliot-Curie

Większości Polakom wydaje się, że naród taki jak nasz, że kraj, który po latach nie tylko powrócił na polityczną mapę Europy, ale także odbudował się gospodarczo pod panowaniem komunistów nie może chyba spotkać już nic gorszego. Bo cóż jeszcze możemy sobie wyobrazić, jaka musiałaby być wykrzywiona nasza narodowa wyobraźnia, aby ciągle tylko skupiać się na potencjalnych nieszczęściach, które nas mogą spotkać. Chociaż każdy z pewnością pamięta, że już Cyceron pisał, że: „Historia jest nauczycielką życia” (Historia magistra vitae est), to jednak ciężko jest żyć z ciągle podniesionym mieczem i opuszczoną przyłbicą. Tak żyć mogą tylko nieliczni i w każdym narodzie jest ich zawsze niewielu. Jednak, czego możemy się spodziewać po nas samych, kiedy ci, którzy swoim charakterem przewyższali nas wszystkich, zostali nam brutalnie odebrani i jako naród zostaliśmy sami. Przez naszych „sojuszników” sprzedani, okłamani i zostawieni w imię ich własnych racji i interesów. Interesów, które żadnego z nich nigdy nie usprawiedliwiły, a ich splamione zdradą imię, nigdy nie zostało w naszych oczach oczyszczone.

Tak naprawdę nawet nie podjęto poważnej próby naprawy tego, co z nami zrobiono w czasie i po drugiej wojnie światowej. Bo czy ktoś przy zdrowych zmysłach, może na przykład uznać, nasze wejście do tzw. Unii Europejskiej za cokolwiek innego niż za próbę wchłonięcia nas? Z pewnością nie jest to rzeczywista akcja zadość uczynienia za zdradę i lata późniejszego udawania, że to, co nas spotkało po latach niemieckiej okupacji, w jakimkolwiek stopniu nam się należy.

My Polacy w czasie drugiej wojny stanowiliśmy czwartą, co do wielkości armię aliancką w Europie. Dorobek II RP, który wydawać by się mogło, udało się ocalić przed Niemcami, został nam skradziony przez naszych sojuszników. Rząd wywożąc z Polski 1208 skrzyń czystego złota posiadającego próbę 1000, a więc złota zupełnie czystego, bez domieszki, (jak relacjonował w 1966 r. Władysław Bojarski z eskorty polskiego transportu złota) nie mógł chyba przypuszczać, że ten polski skarb nie pomoże nam, wpłynąć na decyzje naszych sojuszników. Każda ze skrzyń ważyła 60 kilogramów, a więc na dzisiejsze czasy jest to majątek dość spory nawet w skali państwa. Osiemdziesiąt ton polskiego złota nigdy nie wróciło po wojnie do Polski.

Pozostało ono w bankach zachodnich. W październiku 1944 r. złoto wartości około 150 mln zł znalazło się w Nowym Jorku i Londynie, natomiast niespełna 70 mln zł trafiło do Banku Kanady w Ottawie. Największe części dostali ci, którzy odpowiedzialni są za zdradę swojego „polskiego sojusznika”, to oni podpisali na Konferencji jałtańskiej, oddanie Polski pod panowanie ZSRR. (Naszego komunistycznego wroga).

Wiele współczesnych źródeł podaje, informacje jakoby całe złoto II RP wróciło do PRL i zostało wykorzystane przez komunistów pod zastaw pożyczek. W konsekwencji przepadło, gdy pożyczki nie zostały spłacone. Jest to jednak część prawdy, z badań niezależnych historyków* wynika, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło zaledwie ok. 10 procent zdeponowanego w Dakarze skarbu II RP.

Sygnatariusze Konferencji jałtańskiej wiedzieli jak nas sprzedać, nie potrafili tylko zapewnić Polsce należnego wynagrodzenia za poniesione straty wojenne. Reparacje wojenne narzucone Niemcom nie uwzględniły na przykład ponad pięciu ton złota skradzionego przez Niemców z terenów Rzeczpospolitej, o zwrot, którego Polska wystąpiła.

Skradzione polskie złoto okrojone o jedenaście ton, które oficjalnie zabrała nam Anglia. Brytyjczycy otrzymali 3 mln funtów w złocie oraz 10 mln funtów w gotówce. We własnym interesie Londyn pertraktował z komunistami w Polsce. Dzięki temu otrzymał zwrot zaciągniętych pożyczek z września 1939 r. na sumę 75 mln funtów, a drugie tyle (komunistycznej) Polsce umorzono.

Nigdy też Polsce nie zwrócono 20 ton złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej. Nie wiadomo, kto przejął 3,8 ton złota, które pozostawiono w 1939 r. w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego?

Nie będę tu pisał, ledwo wspomnę o przedwojennej pożyczce w wysokości 210 tysięcy przedwojennych złotych, (co współcześnie z procentami stanowi pokaźną sumę) udzielonej przed wojną przez polski Departament Konsularny Ministerstwa Spraw Zagranicznych syjonistom-rewizjonistom, której Izrael nigdy nam nie oddał. [patrz Zarychta, Betar, Żabotinski md] Bo takich zaległości znalazłoby się dużo więcej.

Ktoś może mnie zapytać, dlaczego skłonny jestem wierzyć w częściowy tylko zwrot polskiego złota? Jest to dla mnie dosyć logiczną konsekwencją, działań powojennych rządów Anglii, Francji i USA. Kolaboracja z komunistami kosztem naszego narodu przyniosła im znaczące zyski.

Zawierane zaraz po zakończeniu wojny umowy odszkodowawcze z Francją czy z Wielką Brytania miały przede wszystkim charakter polityczny.** A beneficjantami byli rosyjsko-polscy komuniści, którym udało się zalegalizować i uprawomocnić zbrodnicze rządy nad Wisłą i ujarzmić naród Polski za cenę odszkodowań. Umowy zawarte były z 12 krajami, Francja i Wielka Brytania upomniały się o odszkodowanie za resztkowe ocalałe z wojny i znacjonalizowane, zaraz po wojnie mienie ich obywateli i instytucji, jakie przed wojną działały w Polsce i na Ziemiach Odzyskanych.

Zachodni „sojusznicy” odzyskiwali odszkodowania na dyktowanych przez siebie warunkach często o zawyżonej wartości za mienie ocalałe z pożogi wojennej. Te umowy między Polską, Francją i Wielką Brytanią zawierane były w bardzo wczesnym okresie komunizmu w Polsce, bo już w roku 1946 i 1947, te kraje upomniały się o odszkodowanie. Socjalistyczna, powojenna Polska była bardzo wdzięczna za poparcie i powojenne uznanie wschodniej lądowej granicy Rzeczypospolitej na tzw. Linii Curzona, w wyniku czego straciliśmy 278 tys. km kwadratowych wschodniego obszaru przedwojennej Polski, a miliony Polaków znalazło na kilka dekad w niewolniczej i obozowej niewoli, jeżeli w ogóle ją przeżyli.

Nasi „alianci” odzyskali olbrzymie wypłaty od Polski Ludowej kosztem niedoboru węgla w Polsce, który był głównym środkiem płatniczym. Polska „otrzymała” ziemie zachodnie i spłacała odszkodowania za znacjonalizowany majątek na tych terenach. (Polska ustawa nacjonalizacyjna z dnia 3 stycznia 1946 roku).

Na Ziemiach Odzyskanych tylko państwo mogło być właścicielem ziemi, (dzięki narzuconemu Polsce komunizmowi) a Polscy rolnicy mogli tylko posiadać ziemię na zasadzie wieczystego użytkowania. Według wymyślonej w tym celu nowej formuły prawnej.

Ameryka także upomniała się o odszkodowania, ale dopiero w latach sześćdziesiątych, między innymi za wyposażenie organizowanej na terenie Stanów Zjednoczonych, a potem na terenie Kanady polskiej armii gen Józefa Hallera.

Można mnożyć korzyści, jakie nasi przedwojenni sojusznicy odnieśli z uznania socjalistycznej Polski i pogrzebania legalnego polskiego rządu i polskich patriotów. Wszystko wskazuje na to, nawet po powierzchownej lekturze, że kraje te nigdy nie kierowały się takimi samymi zasadami w relacjach z nami, jak Polska w relacjach z nimi.

Widać to wyraźnie po rezolucji Izby Reprezentantów USA uchwalonej w 2008 roku, która niedyplomatycznym językiem, kategorycznie wzywa rząd polski do natychmiastowego uchwalenia ustawy, gwarantującej Żydom amerykańskim wypłacenie odszkodowań. To wszystko po podpisaniu umowy z 16 lipca 1960 r. Polska-USA, która stwierdza, że Polska zapłaci USA 40 milionów USD przeznaczonych na „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA z tytułu nacjonalizacji i innych rodzajów przejęcia mienia przez władze polskie” oraz że:

„Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał rządowi polskiemu ani nie będzie popierał roszczeń obywateli USA wobec rządu polskiego”. Jaki jest skutek tego bezprawnego nacisku USA na Polskę, widać w uchwalonych (powtarzam bezprawnych) odszkodowaniach dla żydów, między innymi obywateli USA.

Najwyższy czas odrzucić naiwne wierzenia o jakichkolwiek wartościach naszych sojuszników. Te kraje nigdy nie kierowały się niczym innym w relacjach z nami jak tylko wymiernymi korzyściami finansowymi.

Mówienie o przyjaźni potrwa tak długo, jak długo można będzie ciągle nas grabić i naciągać, oto jest prawdziwe oblicze tzw. naszych gwarancji międzynarodowych.

Ameryka i Anglia winne bardziej niż inni.

To właśnie USA i Anglia są najbardziej odpowiedzialne za to, co zrobiono z nami po zakończeniu II wojny światowej. Nie kto inny, tylko właśnie USA i Anglia podpisały umowy wiążące nas z ZSRR towarzysza Stalina, to zachód pod przewodnictwem nowego światowego mocarstwa, jakie wyrosło na skutek wojny z Niemcami w sercu Europy, sprzedał nas w ręce żydowskich komunistów (za „Dwieście lat razem” – Aleksandra Sołżenicyna) z ZSRR i pogrzebał nasze nadzieje na wolność, skazując naszych narodowych patriotów na walkę bez szans, z okrutnym okupantem. Zachodnie rządy już po miesiącu uznały nielegalne władze komunistyczne, powodując polityczną próżnię i niebyt naszego rządu na emigracji. Rząd USA uznał w lipcu 1945 r. „nowe” władze w Warszawie.

Plan Marshalla, jaki postawił między innymi Niemcy, w sytuacji gospodarczej znacznie nas przewyższającej, to także zasługa Ameryki. To, że Polska nie mogła po wojnie przyjąć tego planu ze względu na warunki i sytuację, w jakiej się znalazła wepchnięta w komunistyczne łapy, to także ich zasługa. Ktoś znający nasze losy i myślący kategoriami czysto ludzkimi spodziewałby się zadość uczynienia od zachodu w momencie, kiedy Polska „uwolniona” po latach, wraca do grona krajów demokratycznych. Nic bardziej błędnego, USA nie proponują nam „nowego planu Marshalla” nikt nie mówi nawet o zwrocie naszego złota, nie tylko tego, niby „zaginionego”, ale nawet tych dwudziestu ton legalnie zdeponowanych w zachodnich bankach.

Nie jesteśmy w ich oczach ofiarą ich polityki, byłym sojusznikiem, który walczył również o ich wolność pod hasłem powstania listopadowego „W imię Boga za naszą i waszą wolność”.

Jesteśmy dla zachodu świetnym kąskiem, gospodarczym eldorado, gdzie pieniądze w latach osiemdziesiątych po cichu skierowano do budowy elit (po) okrągłostołowych. Umacniając tych, którzy wraz z naszymi wrogami, będą nas kontrolować przez następne dziesięciolecia. Prawdziwe polskie preludium przed ukraińskim Majdanem.

Naszym byłym sojusznikom i zarazem zdrajcom, bo jest to, ta sama grupa państw, zawdzięczamy nasze powojenne losy i nieszczęścia. Czy patrząc z punktu widzenia naszej Ojczyzny, nie można dostrzec, kto jest, kto, i czym to się dla nas niedługo może skończyć?

+++

Dziś oficjalnie odżyły nasze sojusze, nasze relacje i nasze umowy, w niczym nie odbiegają od tych sprzed wojny. Kiedy przyjdzie moment próby tych sojuszy, efekt będzie dokładnie taki sam jak w 1939 roku. Nie możemy spodziewać się niczego innego, robiąc te same błędy, trudno jest liczyć na inny wynik i oczekiwać różnych skutków.

Piotr Zychowicz w książce „Pakt Ribbentrop-Beck” ocenia sojusze Becka z Wielką Brytanią i Francją, jako przejaw wielkiej naiwności. Niektórzy ciągle myślą, że jest jednak dziś inaczej i układy są poważniejsze, i Ameryka to nie Anglia sprzed II wojny światowej. Tylko czy to prawda?

Ameryka to militarne supermocarstwo, które tak naprawdę od czasów II wojny światowej nie zajmuje się niczym innym, jak dbaniem o interesy swoich 5% najbogatszych obywateli. Wojny, które toczyła i toczy od 1945 roku, niczego nie przyniosły poza dochodami dla wąskiej grupy wybranych. Amerykańska walka o „demokrację na świecie” nigdy niczego jeszcze nie zmieniła poza destrukcją i rozpadami państw, które są areną tych wydarzeń.

Niebezpieczna Rosja

Strasznie wygląda obraz agresywnej Rosji i na pewno jest się, czego bać, jeżeli ma się takiego wroga i to tuż za miedzą. Żyjąc tym strachem, nie wielu zauważyło, że to ten właśnie wróg i to zagrożenie na razie powstrzymuje upadek, naszego państwa. Choć brzmi to absurdalnie, to jesteśmy na razie potrzebni, jako strefa buforowa, dla Niemiec i zachodniej „starej” Europy. Gdyby nie ten fakt już dawno państwo takie jak nasze pozbawione własnego rządu, armii i gospodarki i tak kolosalnie zadłużone, przestałoby istnieć.

Jeżeli dojdzie do wojny to plany naszych „sojuszników” wydają się proste i dokładnie powtarzające scenariusz poprzedniej wojny światowej. Polska ma wejść do wojny pierwsza i ma ona rozegrać się na jej terenie.

Pozostaje tylko pytanie, czy USA i NATO chcą konfrontacji z Rosją i czy się na nią zdecydują, czy tylko popychając nas do machania szabelką na wschodnia stronę, pragną coś ugrać dla siebie i Izraela tak jak w przypadku Ukrainy. Jednak ten stan nie będzie trwał w nieskończoność i agresywnej Polski, Rosja nie będzie tolerować. Ewentualna konfrontacja między NATO i Rosją to wojna między dwoma konkurencyjnymi systemami finansowymi, skorumpowanym, działającym obecnie i nowym rodzącym się systemem bankowym pod kierownictwem państw BRICK. (Brazylii, Rosji, Indii, Chin oraz Republiki Południowej Afryki).

Wynik takiej konfrontacji wschodu i zachodu na naszym terenie może pozbawić nas tego, co najcenniejsze.

Polska dłużnikiem Rosji?

Wielu z nas często słyszy opinie, jako to my sami winni jesteśmy wszystkiemu, co złego dzieje się w naszym kraju. Nie widząc tego, co dzieje się poza oficjalną sceną polityczną, może to tak wyglądać.

Tym, którzy już nie pamiętają, przypomnę tylko rok 1990, kiedy wprowadzono przez rząd Mazowieckiego plan (Balcerowicza) autorstwa wielkich, zachodnich korporacji i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), J. Sachsa, zaakceptowany przez samego Wałęsę oraz doradców Solidarności (Geremek, Trzeciakowski, Michnik). Plan zakładał duszenie inflacji ograniczeniem wzrostu płac istniejącym już tzw. popiwkiem, czyli podatkiem, który wzrósł do 400-500 proc. oraz doprowadzeniem do bankructwa przedsiębiorstw państwowych między innymi brakiem dostępu do kredytów. Było to działanie dobrze zaplanowane i skonsultowane z zachodnimi instytucjami wymierzone przeciw Polsce w nowej wojnie gospodarczej, którą już przegraliśmy.

Na arenie polskiej polityki, bo to określenie bardziej pasuje do tego cyrku, który występuje w Polsce, jest to jednak zupełnie normalne i codzienne działanie tych, którzy zajęli miejsca za sterami polskiego rządu. Jednak polityka jest brudem, rynsztokiem i szambem, a ludzie w niej umoczeni często śmierdzą zielonym [zrabowanym md] dolarem. W to polityczne szambo my, jako naród musimy wskoczyć wszyscy razem i to na masową skalę. Bez tego nie mamy szans na żadne zmiany i dalej będziemy narzekać, że rządzą nami głupcy, bo ludzie mądrzy nie mają szans, by dostać się do władzy.

Wszyscy, którzy, na co dzień myślą o rodzinie, dzieciach i pracy, nawet nie zdają sobie sprawy, że to, co słyszymy od obecnych polityków, jest tak odległe od prawdy, jak ziemia od słońca, a szansa spełnienia tego, co nam się teraz mówi, jest tak samo realna, jak budowa mostu na księżyc z naszych podatków.

Nie wszyscy z pewnością wiedzą, że i my mamy złoty dług wobec Rosji. Któż dziś pamięta, że my przywłaszczyliśmy sobie z Rosji, naturalnej wielkości postać Chrystusa wykonaną ze szczerego złota? Było to po tym, jak Polacy wkroczyli na teren Kremla.

Nie myślę tu o wykorzystaniu przez Polskiego Hetmana skarbca carów, ale o figurze Chrystusa, która była jedyną ocalałą ze złotych, naturalnej wielkości rzeźb ostatniej wieczerzy. Jeśli kiedyś odzyskamy nasze złoto, to taką figurę Chrystusa powinniśmy Rosji zwrócić. Wcale nie dlatego że jest ze złota, ale dlatego, że to figura Chrystusa i być może tej właśnie postaci w ostatnich wiekach w Rosji brakuje.

W coś jednak trzeba wierzyć.

Poza Bogiem w nic nie musisz wierzyć, bo cała ta wiara w międzynarodowe układy, gwarancje obcych państw są nic nie warte. Nie możemy budować realnych układów na obietnicach skorumpowanych polityków i państw. „Honor to stroma wyspa bez [płaskich md] brzegów. Nie można na nią wrócić, gdy się ją już opuściło”. Pisał Nicolas Boileau-Despréaux, ale czy my o tym pamiętamy?

Nie pamiętamy czy pamiętać nie chcemy? Wolimy wierzyć, by spać spokojnie i nie myśleć o tym, jak nas potraktowano. Kiedy zawiedzie przyjaciel, czy sąsiad, ludzka pamięć jest często tak długa, że niemożliwe jest kontynuowanie jakiekolwiek relacji. Tego nie można zrobić w polityce, tego nie da się kontynuować w relacjach międzynarodowych. Tylko czy nie powinniśmy wyciągać wniosków ze wszystkiego, co nam zrobiono wcześniej?.

Tylko Polska

Polska jest krajem bogatym z bardzo biednymi obywatelami, to absurd, aby tak bogaty kraj i naród sprowadzić do roli żebraków w centrum Europy. Pozbawiając nas szansy, na własny niezależny rząd, i dając nam ustawioną w polityczno-finansowych rozgrywkach grupę rządzącą, mamy raj Unijnej demokracji demolujący nasz kraj i naród. Gdyby nasz kraj odzyskał pełną niepodległość finansową, polityczną i kontrolę nad swoim majątkiem i zasobami, to przy naszych zasobach i bogactwach bylibyśmy potęgą europejską w ciągu najbliższego ćwierćwiecza. Problem jest jednak taki, że wszystkim dookoła nas, nie potrzebna jest wolna Polska i robią wszystko, byśmy o takiej Polsce zapomnieli. Jest też spora grupa żyjących między nami, którym słowo Polska z niczym się nie kojarzy poza źródłem dobrych dochodów.

Można się tylko zastanawiać, którzy są gorsi i bardziej niebezpieczni, czy ci w kraju, czy ci poza jego granicami, jeżeli mają cele podobne, to nie może być nic dla Polski gorszego.

Tylko, co jest najważniejsze.

Nie ma chyba obecnie nic ważniejszego, nic bardziej naglącego niż przetrwanie.

Choć jest wielu, którzy ton tego odbiorą za apokaliptyczne wizje to jednak przy krótkim zastanowieniu się nad sytuacją naszego kraju, uświadomią sobie, że nie jest to tylko wynik jakiejś propagandy, ale rzeczywistość, która nas otacza.

– Przetrwanie nas, jako narodu oraz przetrwanie państwa w granicach, które ustalono po ostatniej wojnie, coś, co niektórym wydaje się oczywiste i niepodważalne, wcale nie jest takie w obecnej sytuacji Polski. Nieuregulowane sprawy z Niemcami, co do granic, ciągle istniejące roszczenia, co do zachodnich naszych terenów, wspieranie takich antypolskich organizacji jak Ruch Autonomii Śląska (RAŚ), z którym kolaboruje Platforma Obywatelska.

Dowodem na to jest zapis w konstytucji RFN, dotyczący granic z 1937 r. Jak wiemy obecny kształt terytorialny Rzeczpospolitej, ustalono na konferencji, która odbywała się w Poczdamie od 17 lipca do 2 sierpnia 1945 r. Ta konferencja ani jej postanowienia nie są w Niemczech uznawane za akt prawa międzynarodowego. Przede wszystkim, dlatego, że w Poczdamie nie było przedstawicieli Niemiec, oraz że decyzje konferencji nie były zgodne z zasadami prawa międzynarodowego i z obowiązującymi w tym czasie normami dotyczącymi praw człowieka. (Rzeczpospolita z dnia 21.07.2005). Pomijanym całkowicie problemem jest fakt niepodpisania przez Polskę i Niemcy traktatu pokojowego. Pozostałe podpisane przez obie strony traktaty i deklaracje, mogą w każdej chwili zostać zakwestionowane przez Niemiecki Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, właśnie na podstawie ww. zapisu w konstytucji.***

– Utrata niepodległości na rzecz UE bez potrzebnego Polsce zabezpieczenia własnego dorobku i ziemi.

To, co obecnie mamy, to sytuacja, gdzie polską ziemię można będzie oficjalnie wykupić za 1/3 cen europejskich i to już w połowie 2016 roku. Ciągle obowiązuje ustawa „zabezpieczająca” wyprzedaż Polskiej ziemi z roku 2004. Ustawa tak niedoskonała, że obecnie jesteśmy świadkami wykupu polskiej ziemi w tysiącach hektarów. Podstawieni np. bezrobotni Polacy za duże sumy wykupują na przetargach setki hektarów polskiej ziemi. Jak prawo na to pozwala?

Ci podstawieni Polacy posiadają wkład większościowy w spółkach, które dokonują zakupu, a po transakcji, następuje „legalna zmiana” wkładu Polskiego właściciela z większościowego na udział mniejszościowy. W ten sposób zagraniczny „mniejszościowy” nabywca staje się realnym właścicielem polskiej ziemi. To wszystko odbywa się w świetle prawa, zgodnie z ustawą z 2004 roku. Co nastąpi po roku 2016, kiedy nawet ta licha ustawa przestanie działać, nie muszę chyba pisać. Nawet taki kraj jak Meksyk potrafił zabezpieczyć swoje ziemie przed zachłannymi Amerykanami i wprowadził prawa zakazującego sprzedaży ziemi i ograniczającego nabywcę do dzierżawy. Francja i inne kraje w UE także zabezpieczyły się odpowiednimi przepisami. Wszyscy tylko nie Polska.

Obecna nowa (czerwcowa) ustawa wywalczona ponad czteromiesięcznym protestem rolników pozostawia wiele do życzenia i choć wzorowana na francuskich przepisach, jest typowym prawem kolonialnej Polski, gdzie zostawia się furtkę dla zachodnich spekulantów i różnej maści krętaczy, którzy już niedługo wykupią nasz kraj, (jeśli nic się natychmiast nie zmieni).

– Ziemia to nie wszystko, utraciliśmy własny przemysł i banki, narzucono nam klimatyczne przepisy rujnujące nasze państwo, pozbawiono nas kreowania moralności społecznej i wychowania młodzieży w duchu polskim. Nie dysponujemy nawet własnymi siłami zbrojnymi ani policją, które także podporządkowane są innym, lecz nie Polskim rządom. Na terenie naszego kraju działają zagraniczne służby monitorujące naszych obywateli, a ich siły bezpieczeństwa mogą interweniować, jeśli tylko uznają to za stosowne. Agenci obcych państw poruszają się po naszych miastach uzbrojeni i mogą użyć tej broni przeciw obywatelom Polski, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nasze media „mętnego nurtu” są już od lat w rękach wrogich nam państw. Ich przedstawicielstwa kontrolują nasz kraj przez różne loże czy fundacje, wspierają rodzimych polityków, którzy dla własnych korzyści robią wszystko, co ich mocodawcy nakazują.

Dziś Polacy nie mają innego wyjścia jak tylko spróbować, osłabić ten zabójczy system w najbliższych wyborach. Październikowe wybory zadecydują czy będziemy jeszcze istnieć i czy chociaż w niewielkim stopniu zahamujemy postępujący demontaż naszego państwa.

Wiem, że to absurdalne, co dzieje się obecnie. Nie mielibyśmy większości tych problemów, gdyby nie fakt wstąpienia (czy może raczej oddania nas) w struktury UE. Absurdem jest to, że ci, którym te problemy zawdzięczamy, będą nas teraz ratować.

Winni większości naszych problemów, mają plan pomocy dla naszego narodu i Polski. Czy ktokolwiek może uwierzyć, że jest to odpowiednie wyjście, aby im właśnie powierzyć to zadanie?

Raczej nie, tylko czy jest jakieś inne, jeśli naród nie chce zająć się polityką własnego kraju?

Albo się do października, jako naród obudzimy, albo nic się nie zmieni i będziemy dalej brać bierny udział w rozbiorze własnego państwa i likwidacji narodu Polskiego.

„Wzrusz, Boże, serce wolnego narodu, zrzuć zasłonę z jego oczu, aby wiedział, że wolność źle czynienia jest znakiem niedoskonałości rządu, a nie prerogatywą wolności!” – Andrzej Zamojski na sejmie 1763 r.


Dla Magazynu Polonijnego OWP

Zbigniew J. Wieczorek

Stany Zjednoczone Ameryki Płn.


* Tak twierdzi Krzysztof Kopeć, prowadzący portal poświęcony gospodarczej historii Polski, oraz informacje podane przez Wojciecha Surmacz w tekście „Porwane złoto II RP”

** Ryszard Ślązak – Zapłacone przez Polskę odszkodowania wobec Francji i Wielkiej Brytanii

***Za: Łukasz Kołak – Redaktor naczelny Kwartalnika Powiernictwa Polskiego

http://www.wyszperane.info/2015/07/09/w ... #more-4191


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 15 sie 2015, 14:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.augustynski.eu/sposob-na-potege/

Sposób na potęgę
07.08.2015

Tygodnik „wSieci” jak zwykle oszałamia nas, informując o sensacjach polityki. Otóż, proszę Państwa, po drugiej wojnie światowej Polska nigdy do tej pory nie zrzekła się odszkodowań za wojnę od Niemiec. A odszkodowania sięgają bagatela aż 850 mld dolarów i to bez uwzględnienia strat ludzkich. Mamy zatem trywialny i prawny …

SPOSÓB NA POTĘGĘ POLSKI.
warszawa1Wartość strat materialnych, które nasz kraj poniósł z powodu II wojny światowej i de facto polityki niemieckiej III Rzeszy, oszacowana została na 258 mld zł /49 mld dolarów amerykańskich/. Ale czas, jak wiadomo, nie stanął w 1939 roku i biegnie nieubłaganie dla Niemców. Otóż według Zarządu Rezerw Federalnych USA wymieniona kwota 49 mld dolarów /z 1939 r./, jest obecnie równa, a raczej była w sierpniu 2014 r. kwocie 845 mld dol. To pomnożenie tej kwoty wynika bezpośrednio ze skumulowanej inflacji, bez domagania się oprocentowania za zwłokę w płatności. Mało tego, Polska nieustająco ma prawo upominać się o te odszkodowania, gdyż nigdy nie zrzekła się do tego prawa. W aspekcie narastających żądań żydowskich, potwarzy typu „polskie obozy zagłady”, itp. Polacy stanowczo powinni się upominać o to zadośćuczynienie. Wszyscy wokoło wyciągają do nas rękę, krzyczą, żądają, wymuszają wręcz odszkodowania, a my co? Barany? Przecież nasz kraj został najechany, podbity i długie lata niszczony. Dlaczegóż to Polska ma się nie dopominać o odszkodowania za te barbarzyńskie czyny?
Niemcy do tej pory spłaciły już swoje reparacje wojenne za I wojnę światową, w wysokości 70 mln euro na rzecz Francji i Wielkiej Brytanii. Polska nie otrzymała prawie nic. Owszem 28 czerwca 1919 roku podpisano Traktat Wersalski i wówczas to w ramach odszkodowania przyznano nam Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie. To tak jakby podarować psu jego własną kość. Po II Wojnie Światowej utraciliśmy niepodległość na rzecz ZSRR. Sprawa odszkodowań wojennych po II Wojnie Światowej rozpatrywana była w Jałcie i Poczdamie. Wszystkie straty napadniętych przez Niemcy państw szacowano na 200 mld dolarów. Sowieci w ramach reparacji wojennych mieli dostać od byłej NRD odszkodowanie, a Polska miała otrzymać z tego 15%. W sierpniu 1953 roku Sowieci zrezygnowali z tych roszczeń, a dzień później zrobił to rząd PRL, oczywiście pod przymusem okupanta. Skoro cała dyplomacja światowa za rok odzyskania przez Polskę niepodległości uznała rok 1989, to zrzeczenie pod przymusem okupanta jest nieważne. Jak mogliśmy jako kraj zrzec się czegokolwiek, skoro nie byliśmy suwerennym państwem i zostało to uznane przez cały świat?
Dlatego tak skrzętnie Niemcy, używają w tej sprawie tylko mediów światowych. Dlatego też wykupili Polskie media, aby Polacy pod żadnym pozorem nie myśleli nawet na ten temat. Straty Polski po zakończeniu II Wojny Światowej były ogromne, wg. materiałów przedstawionych na Międzynarodowej Konferencji Reparacyjnej w Paryżu w roku 1946, straty rzeczowe Polski wyniosły 16,9 mld dolarów, 2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych, Polska musiała odstąpić Związkowi Radzieckiemu 48% swojego terytorium, tracąc na wschodzie około 178 000 km². Większość strat była skutkiem okupacji niemieckiej, za drugą część strat był odpowiedzialny okupant sowiecki. Do dziś strona niemiecka dochodzi roszczeń za rzekomo „zagrabione majątki” od Polski, podobnie jak Żydzi. A my co? Ubezwłasnowolnione niemowy? Przecież wg. światowych standardów i prawa, odszkodowania nam się należą, część z nich możemy wspaniałomyślnie odstąpić domagającym się od nas Niemcom i Żydom, a niebagatelną resztę spożytkować na rozwój naszego państwa. Polskie „niezawisłe sądy” oddają majątki stronie niemieckiej, respektowane są często decyzje sądów niemieckich, w Niemczech do dzisiaj nie uznaje się Polaków za mniejszość, tak jakby prawo hitlerowskie obowiązywało do dzisiaj, bo przed wojną Polacy byli normalną mniejszością narodową w Niemczech. Jak to w istocie jest? I dlaczego mamy być wstrzemięźliwi i spolegliwi wobec Niemców, skoro oni mają nas za nic?
Żądajmy odszkodowań, mówmy o tym głośno i donośnie na cały świat, obalajmy nieprawdy i półprawdy. A świat za to nabierze do Polski respektu.

PS. Po­lacy są naj­bar­dziej in­te­ligen­tnym na­rodem ze wszys­tkich, z który­mi spot­ka­li się Niem­cy pod­czas tej woj­ny w Europie. – Adolf Hitler


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 19 paź 2015, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Historia z „Naszym Dziennikiem”

Bitwa pod Wiedniem, zaślubiny Polski z morzem czy powstanie dywizjonu 303 – poznaj interesujące daty związane z historią Polski z „Naszym Dziennikiem”.

Wiesz, co się działo 6 października 1766 r.? A może kiedy została przywrócona granica polsko-turecka? Od końca września na fanpage'u „Naszego Dziennika” na Facebooku możesz znaleźć wyjątkowe kalendarium z grafikami przedstawiającymi ciekawe wydarzenia z historii Polski. Grafiki publikowane są codziennie.

Grafiki można lajkować i udostępniać.

Zapraszamy gorąco do odwiedzenia i polubienia naszego profilu na facebooku. Znajdziesz go TUTAJ: https://www.facebook.com/naszdziennik?_rdr=p

RS

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ikiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 22 paź 2015, 06:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Siła historii

Z Filipem Frąckowiakiem, warszawskim radnym i dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego, rozmawia Piotr Falkowski

Czym różni się bycie radnym w Warszawie od każdej innej działalności samorządowej?
– Warszawa jest wizytówką Polski. Nie przypadkiem przyjeżdża tu tylu ludzi – do pracy, jako turyści, nie przypadkiem to właśnie tu jest największa gospodarka. Jest to miasto, które w sposób wyjątkowy wykrwawiło się w czasie wojny, ale jednocześnie ma największą siłę patriotyczną ze wszystkich miast, cokolwiek by nie mówić o jego obecnej strukturze społecznej. Jestem dumny, że w komisji ds. nazewnictwa staram się usuwać wszystko to, co było niegodne Polski.

Walczy Pan też o zachowanie jako miejsca pamięci Reduty Ordona.
– Wśród wielu zabytków Warszawy ten jest szczególny. Wiemy, że przez ponad wiek czciliśmy pamięć obrońców reduty w niewłaściwym miejscu. Ale w tej chwili Reduta Ordona jest śmietniskiem. Jedynie prawdziwi zapaleńcy wieszają tam zdjęcia czy wydruki upamiętniające Powstanie Listopadowe. Cały teren został sprzedany deweloperowi, który chce tam wybudować budynki mieszkalne. To miejsce musi zostać wpisane do wojewódzkiego rejestru zabytków i uwzględnione w planie zagospodarowania przestrzennego miasta. Niestety, obecnie ścigamy się z czasem. Jeśli urzędnicy nie podejmą odpowiednich decyzji na czas, to tam powstanie cokolwiek, bez żadnej kontroli władz miasta.

Poza pracą w radzie prowadzi Pan Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego, którą przejął po ojcu.
– Przede wszystkim udało się tę izbę ocalić. Próby jej likwidacji to pokłosie polityki przyjaźni z Rosją prowadzonej przez Donalda Tuska po katastrofie smoleńskiej. Nie mogło być w Warszawie, na Starym Mieście, muzeum, w którym pokazujemy, jakie Rosja miała i ma plany względem Polski. Obecnie rozszerzyłem działalność izby. Stała się ona miejscem spotkań grup rekonstrukcyjnych. Udostępniamy salę na lekcje dla nauczycieli, którzy chcieliby uczyć młodzież, która ma w szkołach historię tylko do 1939 roku, gdy nie zdaje matury. Izba stała się ku mojemu zaskoczeniu ważnym punktem na mapie turystycznej Warszawy. Często dzwonią do mnie biura podróży, bo okazuje się, że uczestnicy wycieczek chcą zobaczyć nasze muzeum. Izba to ciężka praca, ale też wielka satysfakcja. Chciałbym w tym miejscu wyrazić wdzięczność „Naszemu Dziennikowi”, który objął patronatem wiele naszych inicjatyw. Izbę ogląda około tysiąca osób miesięcznie. Poza stałą ekspozycją mamy wystawy czasowe: o stanie wojennym w dokumentach, o Katyniu, wkrótce będzie wystawa dokumentów, głównie z IPN, pokazująca plany ataku ZSRS na Europę. Wreszcie od sierpnia ub.r. wystawa o płk. Kuklińskim jeździ po Polsce. Pokazaliśmy ją już w 15 miastach. Była też na Węgrzech i w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Izba niedawno zawarła porozumienie o współpracy z Instytutem Piłsudskiego w Nowym Jorku.

Dziękuję za rozmowę.
Filip Frąckowiak startuje do Sejmu z okręgu warszawskiego – zajmuje 15. miejsce na liście PiS.

Piotr Falkowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 05 sty 2016, 13:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Cichociemni to historia Polski

Obrazek

Z Janiną Bystrzycką, wdową po Przemysławie Bystrzyckim – cichociemnym, patriocie, działaczu Polskiego Podziemia Niepodległościowego, pisarzu, autorze ponad 20 książek, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rok 2016 decyzją Sejmu jest Rokiem Cichociemnych, a w lutym minie 75 lat od pierwszego spadochronowego zrzutu tych żołnierzy na teren okupowanej Polski...
– Cichociemni byli polskimi żołnierzami – ochotnikami szkolonymi w Wielkiej Brytanii z przeznaczeniem do zadań specjalnych. Następnie byli wysyłani do okupowanej przez Niemców Polski najpierw z Wielkiej Brytanii, a od końca 1943 r. z bazy we Włoszech. Rzeczywiście szkoda, że ta piękna karta historii coraz bardziej się zamyka. Niestety o tych naszych bohaterach niewiele się mówi, zapomina się. I to jest bardzo przykre. Często o bohaterach naszej polskiej wolności mówi się jako o Żołnierzach Wyklętych – co jest określeniem pejoratywnym. I choć każdy, a przynajmniej większość z nas wie, że byli to Żołnierze Niezłomni, którzy swoje życie złożyli na ołtarzu Ojczyzny, to mimo wszystko przewartościowanie i zmiana tego określenia jest konieczna, szczególnie z myślą o tych, którzy przyjdą po nas. Wielu z tych żołnierzy po rozwiązaniu Armii Krajowej trafiło do partyzantki, do podziemia. Byli prześladowani przez komunistyczne władze, byli znienawidzeni przez zbrodniczy system, wielu zostało skazanych na śmierć. Dziś z tego kilkusetosobowego grona żyje zaledwie kilkunastu cichociemnych, m.in. w Krakowie, Katowicach, i kilku za granicą, z którymi niestety nie mam kontaktu.

Wielu ludzi tak na dobrą sprawę nie wie, kim byli cichociemni…
– To niestety prawda. Nie każdy zna tę nazwę, zresztą w jednej z książek poświęconych cichociemnym, bodajże autorstwa Królikowskiego, już na wstępie pada pytanie: kim byli cichociemni i skąd się wzięła ta nazwa? Na to pytanie odpowiada mój śp. mąż Przemysław Bystrzycki – cichociemny, który mówi, że tak na dobrą sprawę nie wiadomo, kiedy i skąd się to wzięło. Można domniemywać, że między kolegami ktoś powiedział „cicho”, inny, że „ciemno” i tak z połączenia tych dwóch słów zrodziła się nazwa cichociemni. Wojnę i okupację przeżyłam w Radomiu i muszę powiedzieć, że już wówczas wiedzieliśmy o zrzutach spadochronowych. Kiedy poznałam swojego męża i kiedy powiedział mi, że jest cichociemnym, to nie kojarzyłam tej nazwy. Kiedy jednak sprecyzował, że jest spadochroniarzem AK, to wówczas miałam już pewność. Opowiedział, że został zrzucony w 1945 r. w Beskidzie Wyspowym k. Szczawy. Celem misji było zaś utrzymanie łączności radiowej ze sztabem Naczelnego Wodza w Londynie w ramach powstającego antysowieckiego podziemia, po ustąpieniu Niemców i rozwiązaniu AK.

Czy Pani mąż też był prześladowany?
– Mój mąż, oficer łączności specjalnej, został osadzony w więzieniu. Kiedy bowiem gen. Leopold Okulicki 19 stycznia 1945 r. rozwiązał AK, to powiedział, że żołnierzy w dalszym ciągu obowiązuje przysięga, zgodnie z którą mają wyzwolić Polskę. Każdy więc – teraz już na własną rękę – ma się starać pomóc Ojczyźnie. Zawiązały się różne organizacje, ale mąż nie wstąpił do żadnej z nich. Po upadku Powstania Warszawskiego nadal pracował dla Londynu dla swojej radiostacji w opactwie u Ojców Cystersów w Szczyrzycu, skąd codziennie nadawał wiadomości. Kiedy podczas pobytu w Krakowie zobaczył go żołnierz I Pułku Strzelców Podhalańskich, do którego mąż został przydzielony, i doniósł o tym, w 1950 r. do Poznania przyszła wiadomość, że władze wiedzą, iż mąż był cichociemnym, że działał w partyzantce. Wtedy od razu aresztowali nie tylko męża, ale także jednego z ojców cystersów oraz dwie inne osoby ze Szczyrzyc: gospodarza i łączniczkę. Było więzienie, rozprawa i pewnie byłby też wyrok śmierci. Siostra męża, która wyszła za mąż za działacza komunistycznego, sama zresztą też należała do partii, zabiegała, żeby wyrok nie był skazujący. Niewiele to jednak dało. Mąż zniszczył radiostację, co zresztą opisał w jednej ze swoich książek „Oddanie broni”. Został skazany na sześć lat więzienia, ale dzięki pieniądzom z Londynu spędził w więzieniu tylko rok.

Mąż do końca życia pozostał wierny idei cichociemnych?
– Tak, zresztą cechowała go prawdomówność. On się nikogo nie bał – tylko Pana Boga. Miał mnóstwo kolegów, ale nikogo z Poznania, bo zwyczajnie nie mógł się z nikim stamtąd dogadać. Sam pochodził z Przemyśla. Miał kolegów z Dubiecka, ze Strzyżowa, z Dębicy, z Warszawy, z Krakowa i z nimi się przyjaźnił. Owszem, utrzymywał kontakty z poznaniakami, ale nie były to przyjaźnie. Zawsze mówił prawdę także w okresie PRL-u, co – jak wiemy – było niewygodne dla ówczesnych władz. Przypominam sobie jedno ze spotkań z żołnierzami w Poznaniu, gdzie mówił o cichociemnych. W pewnym momencie jeden z oficerów zadał mu podchwytliwe pytanie: a co by pan powiedział – kto zrobił Katyń? Mąż – choć wyczuł podstęp – nie uchylił się jednak od odpowiedzi. – Jeśli będziecie w Warszawie, to idźcie i zobaczcie pomnik Nieznanego Żołnierza, i poszukajcie, czy którakolwiek z umieszczonych tam tablic jest poświęcona Katyniowi, czy jest tam informacja, że to Niemcy dokonali zbrodni. Takiej tablicy tam nie ma, są tylko tablice z miejsc, gdzie mordowali Niemcy. Biorąc to pod uwagę, sami możecie sobie odpowiedzieć na to pytanie, kto był sprawcą zbrodni katyńskiej – stwierdził mój mąż. Słysząc taką odpowiedź, ów oficer wyszedł z sali. Wtedy do męża podszedł żołnierz, który poinformował, że zadającym pytanie był oficer polityczny, który próbował go sprowokować, a następnie oskarżyć, ale to się nie udało. Mąż nie bał się ludzi i zawsze podkreślał, że boi się tylko Pana Boga i dentysty.

Pani mąż pisał książki. Ile książek zostało wydanych?
– Mąż wydał 24 książki, a historia jego życia zaczyna się od powieści autobiograficznej pt. „Nad Sanem, nad zielonookim 1923-39”, gdzie opisuje historię swojego dzieciństwa i młodości aż do wybuchu II wojny światowej. Kolejne książki to: „Płynie rzeka, płynie”, gdzie wiele uwagi poświęca czasom wojny i okupacji, dalej „Wiatr Kuszmurunu” – gdzie opisuje dramat polskich zesłańców w głąb Rosji do Kazachstanu, w tym swoją historię i najbliższych. Po półtora roku po dużych tarapatach i pobycie w więzieniu dostał się do wojska, do Armii Andersa, i przez Morze Kaspijskie, przez Afrykę trafił do Anglii, gdzie wstąpił do cichociemnych, i przez Włochy – Brindisi – w 1944 r. został zrzucony do Polski. W swoich książkach opowiadał przez pryzmat swoich życiowych doświadczeń historię Polski, którą kochał całym sercem i której służył do końca swoich dni. Przemysław Bystrzycki był laureatem wielu nagród i wyróżnień, kawalerem Orderu Virtuti Militari V klasy i szeregu innych odznaczeń. Zmarł 7 października 2004 r. w Poznaniu w wieku 81 lat.

W ubiegłym roku pożegnaliśmy najmłodszego z elitarnej grupy 316 cichociemnych, Kazimierza Śliwę. Znała go Pani osobiście?
– Oczywiście, znałam zarówno Kazimierza Śliwę, jak i jego żonę, z którą rozmawiałam w październiku, po pogrzebie jej męża. Kazimierz Śliwa był przyjacielem mojego męża, był o dwa lata od niego młodszy. Urodził się w 1925 r. w Katowicach, podobnie jak mój mąż był zasłużonym żołnierzem, został odznaczony m.in. Orderem Virtuti Militari. Był współzałożycielem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, wieloletnim prezesem Okręgu Pomorskiego. Dożył 90 lat. Majora Kazimierza Śliwę poznałam podczas wspólnych z mężem wyjazdów nad morze. Mieszkaliśmy u niego w Gdańsku-Wrzeszczu.

Dlaczego dzisiaj tak mało mówi się o cichociemnych?
– Nie umiem powiedzieć, z czego to wynika. Sądzę, że być może nie do końca historia cichociemnych pasowała poprzedniej władzy w Polsce. Tak jak wspomniałam, jest to przykre, bo cichociemni to historia Polski, piękna historia o ludziach, którzy nie tylko mówili o miłości do Ojczyzny, ale swoimi czynami dawali dowody swojego przywiązania i patriotyzmu. Ufam, że teraz, kiedy mamy nowego prezydenta Andrzeja Dudę, kiedy mamy nowy rząd, polityka historyczna przybierze inny kształt i historia Polski wybrzmi we właściwy sposób. Z inicjatywy Jednostki Wojskowej Grom powstała Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, która organizuje spotkania dla młodzieży, żeby zainteresować młodych ludzi historią Polski. Warto podkreślić, że młodzież dzisiaj odżywa, patriotycznie niejako rodzi się na nowo.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 17 lut 2016, 10:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Więcej historii, więcej świadomości

W moim przekonaniu taka działalność w perspektywie lat jest działalnością o charakterze antypaństwowym – powiedział o ograniczeniu lekcji historii w szkołach prezydent Andrzej Duda. Dziś w Pałacu Prezydenckim odbyło się posiedzenie Narodowej Rady Rozwoju w sprawie prowadzenia polityki historycznej.

Podczas wystąpienia na rozpoczęcie posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju prezydent stwierdził, że polityka historyczna jest stałym elementem funkcjonowania państwa.

– W przestrzeni międzynarodowej wszystkie rozsądne państwa, które rozumieją swoje potrzeby, które mają poczucie swojej państwowej godności, prowadzą aktywną politykę historyczną – powiedział Andrzej Duda.

Dodał, że nie może ona opierać się jedynie na reagowaniu na wszelkie próby szkalowania historii kraju, ale musi także przejawiać formę ofensywną, a więc informowania innych o wielkich osiągnięciach Narodu.

– Akcentowanie tego, co uważają w historii za ważne, co miało element państwowotwórczy, co buduje ich potencjał w rozwoju przyszłych pokoleń – wyliczał prezydent.

W opinii głowy państwa taką skuteczną politykę realizują sąsiedzi Polski.

– Wystarczy popatrzeć na to, co robią nasi sąsiedzi. Wyraźnie widać, że można realizować ofensywną politykę historyczną, chociaż ona wymaga wielu trudów i nakładów, ale jeżeli realizowana jest konsekwentnie, to osiąga zamierzone cele – przekonywał Andrzej Duda.

Zwracał przy tym uwagę na błędy, które prowadziła Polska w tej materii. Za przykład uznał zmniejszenie liczby godzin historii w szkołach.

– Wielkim elementem polityki historycznej jest także misja edukacyjna. To jest element o charakterze państwowotwórczym. Jeżeli ten element się wyrzuca, to […] w moim przekonaniu taka działalność w perspektywie lat jest działalnością o charakterze antypaństwowym – stwierdził prezydent.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 09 maja 2016, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Od niepodległości do niepodległości

Obrazek

Ponad 2 tys. artykułów, filmów, książek i e-booków połączonych z wydanym przez IPN kompendium wiedzy o historii Polski w latach 1918-1989 „Od niepodległości do niepodległości” udostępnionych w formie cyfrowej znalazło się na nowym portalu Instytutu.

– Idea portalu wyszła od naszej publikacji „Od niepodległości do niepodległości” wydanej w 2010 r. To kompendium wiedzy o najnowszej historii Polski skierowane głównie do uczniów, zwłaszcza maturzystów. Generalnie to książka mająca w sposób przystępny i nowoczesny przybliżać historię Rzeczypospolitej w XX w. – opowiadał pomysłodawca i koordynator portalu dr Tomasz Ginter.

– Taka też była idea śp. prezesa Janusza Kurtyki, by tę publikacją napisali młodsi historycy, z pokolenia, które się urodziło w latach 70. By na ich spojrzenie nie wpływały osobiste doświadczenia, tylko by napisali to rzeczywiście z punktu widzenia historyków – dodał.

Bazą portalu http://www.polska1918-89.pl/ jest udostępniona w formie cyfrowej książka „Od niepodległości do niepodległości”.

– Struktura publikacji opublikowanej z takim samym podziałem na rozdziały stała się pretekstem do udostępniania na jednym portalu także innych naszych zasobów w formie cyfrowej. To wszystkie publikacje wydane przez IPN i zamieszczone cyfrowo w sieci – relacjonował Ginter.

To artykuły, książki, filmy i e-booki, a także pierwszy wydany niedawno przez IPN audiobook – pamiętnik Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, żołnierza AK, po wojnie uczestnika podziemia antykomunistycznego.

Wszystkie te materiały zostały połączone z treścią publikacji. Na przykład pod rozdziałem o agresji Niemiec i ZSRS na Polskę w 1939 r. znajdziemy podlinkowane wszystkie materiały wiążące się z tym tematem – publikacje biograficzne, książki czy artykuły. Dodatkowo materiały otagowano kategoriami tematycznymi. Dla poszukujących informacji biograficznych jest osobna strona z biografiami. Są tam biogramy nie tylko osób szeroko znanych, ale wszystkich, których historie w jakiś sposób pojawiają się w materiałach IPN.

– W ten sposób użytkownik może dotrzeć do postaci zupełnie nieznanych lub zapomnianych, niekiedy niesłusznie, których osobiste losy są bardzo ciekawe. Przedstawiane biogramy, prezentowane alfabetycznie, również zostały otagowane kategoriami tematycznymi, więc można wyszukać wśród nich np. wyłącznie Żołnierzy Wyklętych lub Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – powiedział Ginter.

Jak zaznaczył, portal daje więc różnorodne możliwości dotarcia do materiałów, które można ściągnąć i w razie potrzeby wydrukować. – Może także być dużą pomocą dla nauczycieli, którzy mogą np. skorzystać z zamieszczanych tam fotografii. Portal jest bowiem ilustrowany zdjęciami głównie z zasobu archiwalnego, niekiedy po raz pierwszy publikowanymi, jak np. obszerny reportaż z pierwszej rejestracji „Solidarności” w październiku 1980 r. I te wszystkie fotografie też są do wyszukania. Na portalu zamieszczono także mapy i dokumenty, np. różnego typu plakaty informacyjne czy propagandowe – mówił pomysłodawca i koordynator portalu.

Ponieważ nauczyciele są, obok uczniów, ważną grupą docelową portalu, jest tam wiele przydatnych dla nich materiałów. – Na przykład omawiając bitwę pod Monte Cassino, wystarczy, że wyszukają podrozdział opisujący ten okres i znajdą tam potrzebne materiały dodatkowe. Jeżeli potrzebują informacji wyłącznie o tej bitwie, mogą także skorzystać z zamieszczonego na portalu obszernego kalendarium, gdzie daty są linkami do materiałów dotyczących konkretnego wydarzenia – wyjaśnił Ginter.

– Materiały są więc udostępniane w takiej formie, by jak najbardziej ułatwić użytkownikom dotarcie do interesujących ich informacji. Oczywiście portal będzie na bieżąco uzupełniany, ponieważ Biuro Edukacji Publicznej cały czas wydaje nowe publikacje. Dlatego ten zbiór stale będzie rósł. W tej chwili liczy ok. 3 tys. materiałów, z czego ponad 2 tys. obecnie zostało podlinkowanych na portalu. Jesteśmy w trakcie linkowania pozostałych. Na bieżąco będą także dochodziły kolejne materiały. Liczymy, że portal będzie żył i cały czas się rozrastał. W miarę potrzeby będziemy się również starali dodawać nowe funkcjonalności – podsumował pomysłodawca i koordynator portalu.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 23 cze 2016, 06:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Z historią Polski na wakacje

Z Maciejem Rędziniakiem, historykiem Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rzeszowski Oddział IPN, w ramach wakacyjnej akcji edukacyjnej organizuje akcję pn. „Lato z IPN 2016”. Co to za akcja i jaki jest jej cel?
– Akcja „Lato z IPN” prowadzona jest od kilku lat przez pracowników Oddziałowego Biura Edukacji Historycznej IPN w Rzeszowie. Jej celem jest pogłębienie wiedzy historycznej dzieci i młodzieży, a jednocześnie zmotywowanie – głównie poprzez zabawę – do głębszego zainteresowania się najnowszymi dziejami Polski. Mamy w planie warsztaty tematyczne, miniturnieje gier edukacyjnych IPN, gier planszowych, jak np. Kolejka opowiadająca o realiach życia w PRL, gra „303” opowiadająca o Dywizjonie 303 walczącym w Bitwie o Anglię czy gra „111” poświęcona Eskadrze Myśliwskiej walczącej w bitwie powietrznej o Warszawę.

Co czeka uczestników zajęć warsztatowych?
– W programie są m.in. historyczne gry terenowe różnymi szlakami, np. Szlakiem Getta Rzeszowskiego czy Szlakiem Żołnierzy Wyklętych, a więc zajęcia umożliwiające w aktywny sposób poznanie miejsc i postaci związanych z historią Rzeszowa na tle najnowszych dziejów Polski. Ponadto jest możliwość zwiedzenia miejsc związanych z historią chociażby Zamku Lubomirskich w Rzeszowie, obok którego przechodzimy, na co dzień, a nie zawsze – zwłaszcza młode pokolenie – pamiętamy o tragicznej roli, jaką w przeszłości odegrało to miejsce jako siedziba najpierw więzienia niemieckiego – w latach 1939-1944, a od sierpnia 1944 do 1981 r. więzienie komunistyczne, w którym zginęło wielu polskich patriotów, bohaterów naszej wolności. Możemy też przybliżyć zainteresowanym np. historię Powstania Warszawskiego, losy dzieci podczas II wojny światowej, temat zbrodni i kłamstwa katyńskiego czy historię herbu i flagi Polski. Krótko mówiąc, zaplanowaliśmy różne formy spotkań z historią najnowszą, gdzie każdy chętny z pewnością będzie mógł znaleźć coś interesującego dla siebie.

To nie pierwsza tego typu inicjatywa. Jak przebiegała w latach ubiegłych i czy ten projekt się sprawdza?
– Nasza akcja „Lato z IPN” jest prowadzona w okresie wakacyjnym, ale także podczas ferii zimowych „Ferie z IPN” czy w trakcie roku szkolnego. Jesteśmy otwarci i z myślą o szkołach woj. podkarpackiego przygotowujemy spotkania w terenie. W okresie wakacji jest zapotrzebowanie szczególnie ze strony organizatorów półkolonii, kolonii czy osiedlowych domów kultury. Zajęcia mają charakter także minikonkursów. Spotkania z młodzieżą i zajęcia warsztatowe prowadzone przez pracowników IPN będą się odbywały także w placówkach wypoczynku poza Rzeszowem. Niejako osobny rozdział tej naszej oferty wakacyjnej stanowią zajęcia dla uczestników turnusów Akcji Letniej Caritas Diecezji Rzeszowskiej w Ośrodku Wypoczynkowo-Rehabilitacyjnym Caritas w Myczkowcach, gdzie w ramach zajęć historycznych staramy się przybliżać ważne wydarzenia z historii np. Akcję „Burza” czy Żołnierzy Wyklętych, jak to bywało w latach ubiegłych.

Akcje „Lato z IPN” to akcje tematyczne. Proszę powiedzieć, co będzie głównym mottem tegorocznej akcji wakacyjnej?
– Tak jak wspomniałem, jesteśmy przygotowani na różne scenariusze tematyczne, wszystko zależy od zainteresowania konkretnych odbiorców. W tym roku przypada 75. rocznica pierwszego zrzutu Cichociemnych – żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych przerzuconych do okupowanej Polski jako wsparcie kadry Związku Walki Zbrojnej, a późniejszej Armii Krajowej. Byli to ochotnicy szkoleni w Wielkiej Brytanii do zadań specjalnych, m.in. do dywersji, sabotażu, wywiadu, łączności i działalności partyzanckiej. Była to elita Polski Walczącej z Niemcami. Zasilili m.in. organizacje dywersyjne „Wachlarz”, Związek Odwetu oraz Kierownictwo Dywersji Kedyw, walczyli także w oddziałach partyzanckich. Brali udział w Powstaniu Warszawskim. Ale po wojnie pamięć o tych bohaterach zacierano, próbując ją wymazać na zawsze z kart historii. Część została zamordowana w ubeckich więzieniach. Chcemy ich przypomnieć, bo na to zasługują, ale nie chcemy się ograniczać tylko do jednego tematu. Ciężko bowiem edukować dzieci przedszkolne w temacie Cichociemnych, Żołnierzy Wyklętych czy kłamstwa katyńskiego, dlatego z myślą o tej grupie przygotowaliśmy tematy – symboli narodowych, historii herbu i flagi Polski itp. Temat Cichociemnych będzie wiodącym we wspomnianym Ośrodku Wypoczynkowo-Rehabilitacyjnym Caritas w Myczkowcach, ale przy innych okazjach tematyka będzie szersza.

Czy to oznacza, że można sobie „zamówić” historyka IPN z prelekcją na konkretny temat?
– Można to tak nazwać. Jesteśmy na tyle elastyczni, że możemy przygotować temat czy grę terenową pod zamówienie. Np. w Rzeszowie dla młodszej grupy dzieci możemy przedstawić historyczne, często tragiczne wydarzenia w świetle przystępnym zarówno w formie gier czy prelekcji. Jesteśmy gotowi także na zajęcia w innych placówkach wypoczynku, o ile organizatorzy wyrażą zainteresowanie.

Jak można się skontaktować, aby zaprosić historyków rzeszowskiego IPN do spotkania z dziećmi czy młodzieżą wypoczywającą na Podkarpaciu?
– Bliższe informacje można uzyskać w siedzibie rzeszowskiego Oddziału IPN ul. Słowackiego 18. Umówić się na spotkanie czy uzgodnić tematykę i terminów zajęć można także telefonicznie, dzwoniąc pod nr tel. (17) 867 30 32 lub (17) 867 30 28 lub wysyłając e-mail: zenon.fajger@ipn.gov.pl lub katarzyna.kyc@ipn.gov.pl. Oczywiście Akcja „Lato z IPN” jest bezpłatna, co oznacza, że organizatorzy letniego wypoczynku: kolonii, półkolonii, zapraszając nas do siebie, nie ponoszą żadnych kosztów. Jednak prosimy, aby ze względów organizacyjnych zgłoszenia kierować z pewnym dwu, trzytygodniowym wyprzedzeniem.

Patrząc z perspektywy kilku ostatnich lat, czy możemy mówić o zwiększonym zapotrzebowaniu na wakacje poświęcone pogłębianiu wiedzy na temat najnowszej historii Polski?
– Historia staje się coraz bardziej modna. Młodzież potrzebuje autorytetów, mówiąc językiem współczesnym – idoli, których niestety dziś nie ma zbyt wielu. Dlatego często ludzie młodzi sięgają do historii II wojny światowej, Powstania Warszawskiego czy Żołnierzy Wyklętych i postaci dramatycznych ze względu na swoje koleje losu, ale jednocześnie bohaterów – często ich rówieśników, którzy w czasach czy to okupacji niemieckiej, czy później sowieckiej, a także w okresie PRL i zniewolenia komunistycznego mimo zagrożenia życia swoimi czynami zasłużyli na miano patriotów, bohaterów. Przykładem może być chociażby płk Łukasz Ciepliński ps. „Pług” czy np. Danuta Siedzikówna „Inka”, której postawa i ostatnie słowa „powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”, świadczą o jej niezwykłej dojrzałości mimo młodego wieku. Takie postawy patriotyzmu – choć dziś jest on ze zrozumiałych względów inaczej pojmowany niż za okupacji niemieckiej czy zniewolenia komunistycznego – są budujące także dla współczesnej młodzieży. I my jako IPN staramy się wychodzić naprzeciw temu zapotrzebowaniu i przekazywać – także w formie innej niż szkolny podręcznik, gdzie są tylko daty i wkuwanie na pamięć – pewne pojęcia, prawdę o naszych najnowszych dziejach i ludziach, którzy je tworzyli. Myślę, że to „przemycanie” historii przez nas w różnej także zabawowej, luźniejszej formie ma sens.

Czy takie spotkania z historią bardziej luźnej, jak Pan zauważył, są wstępem do głębszych refleksji, a może pasji w przyszłości?
– Myślę, że może to być impuls. O zainteresowaniu młodych ludzi historią najnowszą widać chociażby podczas zajęć w terenie. Są tam również – nazwijmy to – zapaleńcy, którzy indywidualnie, a często także w kilka czy kilkanaście osób organizują się w grupy np. rekonstrukcyjne i drążą temat, który poznali podczas „Lata z IPN”. Ten zapał gdzieś bierze początek, gdzieś się zaczyna. Tym większa nasza satysfakcja, jeżeli możemy się do tego przyczynić. Dotyczy to również woj. podkarpackiego. Historia Polski staje się modna i dotyczy to nie tylko Żołnierzy Wyklętych, którzy w tej chwili są najmodniejszym tematem, ale też wielu innych historii zarówno dla małych, jak i dla dużych, dla przedszkolaków, uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich, ale też dla starszych osób. Jesteśmy elastyczni i potrafimy się dostosować do aktualnego zapotrzebowania.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kacje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 25 lip 2016, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Tajemnice jednoczenia państw

W fenomenie Unii Europejskiej uwydatnia się obecnie bardzo trudny problem znalezienia najwłaściwszej struktury jednoczenia państw. Warto ten problem poddać jeszcze raz ogólnej refleksji, tym bardziej że dotychczasowa konstrukcja obecnej Unii mocno się zachwiała. Zacznijmy od krótkiego i bardzo uproszczonego przeglądu podobnych problemów w najdalszej przeszłości. Sięgając jak najgłębiej, dochodzimy do zjawiska dialektycznego napięcia między kategorią jedności i zarazem kategorią mnogości czy wielości w wielkich konstrukcjach społecznych. Problem ten został zarysowany bardzo głęboko jeszcze w Ewangelii. Oto z jednej strony cała wartość chrześcijaństwa jest po to, żeby stworzyć niepowtarzalny i wieczny świat osoby indywidualnej, której prawzorem jest Jezus Chrystus, a z drugiej strony osoba ta ma swój sens jedynie w społecznej jedności z innymi, czego prawzorem jest jedno i jedyne Mistyczne Ciało Chrystusa. I tak Ewangelia zdaje się głosić program pełnego globalizmu społecznego: „I nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10,16).

Sumer i państwa Sumeru
Każdy badacz życia społecznego z rozrzewnieniem spogląda na dzieje pierwszych wielkich kultur, państw i ludów pradawnego, do około 10 tysiąclecia przed n.Chr., Sumeru i zderza się z naczelną prawdą, że wszystkie ludy, państwa, kultury i imperia jednak przemijają. O tej kolebce naszej kultury i ustroju społeczeństw od ponad dwóch tysięcy lat kompletnie zapomnieliśmy. Odkryli ją na dobre dopiero archeologowie w XX wieku po n.Chr. A ile przetrwa UE uważana przez pseudouczonych już za wieczną? A całą kilkutysięczną w latach historię Sumeru można streścić jako dialektyczny proces zmagań między indywidualizmem każdego z owych państw a jednością w jednym państwie. Rewolucja neolityczna w postaci uprawy zbóż i domowej hodowli zwierząt doprowadziła po wiekach do powstania miast będących państwami, w południowej Mezopotamii, w dorzeczach Eufratu i Tygrysu, tworzącymi istne naówczas cuda: gospodarki, techniki, kultury, życia społecznego, dyplomacji, sztuki, literatury, historii i pisma (już od około roku 3500 przed n.Chr.). Ile jest treści i piękna w samych nazwach tych miast-państw: Eridu, Ur, Larsa, Uruk, Badtibira, Nina, Lagasz, Girsu, Umma, Szuruppak, Esznuna, Eninkimar, Sippar, Kszak, Kisz, Adab, Marad, Isin… Każde to minipaństwo otoczone było już w IV tysiącleciu ogrodami i gajami palmowymi, a dalej niwami zbóż, wioskami, siedliskami robotników rolnych, a dalej jeszcze kanałami, rowami irygacyjnymi, łąkami, gdzie pasło się bydło, i różnymi także akwenami pełnymi ryb i ptactwa. Wewnątrz miasta-państwa miały klasy społeczne króla, kapłanów, świątynie, domy państwowe, administrację, wojów, szkoły pisania i czytania tabliczek, a wreszcie ośrodki dyplomatyczne i polityczne.

I oto problem. Sumer to raczej pojęcie geograficzno-etnologiczne, ale nie państwo jako całość. Państwa sumeryjskie nie stworzyły nigdy właściwego państwa wspólnego mimo tożsamości etnicznej, wspólnego języka, religii, ustroju, literatury, mimo tożsamości ekonomii. Co więcej, państwa te prowadziły co jakiś czas przez całe tysiąclecia krwawe i bratobójcze wojny między sobą, spory, grabiły i wykazywały żądze hegemonialne – tak samo jak w nowożytnej Europie. Nie zespoliły ich też w jedną całość wielkie niebezpieczeństwa zewnętrzne, takie jak ustawiczne nękania i najazdy dzikich plemion pasterskich i nomadycznych: górali z Agros, Gutejczyków, Kasytów, Elamitów, Akadów, Amorytów, plemion saharyjskich i państw z północnej Mezopotamii. A jednak co najmniej już w III tysiącleciu wszyscy Sumerowie tęsknili za jednością Sumeru. „Gdy królestwo zostało spuszczone z nieba – czytamy w ”Liście królów„ – było ono w Eridu. Etana pasterz (król dynastii Kisz), ten, który do nieba wstąpił, ten, który zjednoczył wszystkie kraje (Sumeru), stał się królem i rządził 1560 lat”. W jedności zatem widziano siłę, szczęście, dobrobyt i „królestwo Boże”.

Istotnie, kiedy na początku III tysiąclecia hegemonię nad wieloma państwami zdobyło Ur, zapanował może dwustuletni pax sumeriana, przerwany jedynie walkami między Uruk i Kisz. Ale już w roku 2560 rozpętały się krwawe walki między co najmniej 8 miastami. Jednak pod koniec III tysiąclecia władca Ummy Lugalzagesi podbił militarnie wszystkie państwa Sumeru – ten sposób jednoczenia stosowany jest przez całe tysiąclecia do dziś. I to dokonanie przypisywane było mocom religijnym: „Kiedy Enlil, król całego kraju (Sumeru), uczynił Lugalzagesiego królem nad całym krajem i podporządkował mu wszystkie inne kraje od wschodu do zachodu (idea imperium światowego) i ustanowił jego prawo nad nimi, od Morza Dolnego (Zatoki Perskiej) przez Tygrys i Eufrat aż po Morze Górne (Śródziemne), drogi kraju stały się bezpieczne. Kraj żył w pokoju, ludzie z radością nawadniali pola, wszystkie dynastie Sumeru i poszczególni władcy z kraju podporządkowali się władzy zwierzchniej Uruk” (Inskrypcja, G. Roux, Mezopotamia, Warszawa 1998, s. 125).

I tak historia miała być prostą drogą do raju ziemskiego, do Dilmun. Jednak Sumerowie doświadczyli, że historia nie osiąga raju. Oto król semickiego Akadu, Szarrukin (po gr. Sargon) I Wielki (ok. 2334-2284), niepostrzeżenie zdobył władzę w Kisz i rozpoczął podbój całej ówczesnej Mezopotamii. Takie meteoryty bogów wojny zdarzają się do dziś niewytłumaczalnie. Jakoż około roku 2316 Sargon pobił też potężnego króla Lugalzagesiego, pojmał go i zawiózł w klatce do świętego miasta Nippur. Tak skończyło się zjednoczone siłą państwo Starego Sumeru. Powstało nowe państwo akadyjsko-sumeryjskie, które trwało około 130 lat, co dla historii było wielkim osiągnięciem.

Jednakże w roku 2200 Akadów rozgromili barbarzyńscy koczownicy z gór Argos, Gutejowie i panowali nad Sumero-Akadem do roku 2116. Dzięki poparciu przez Gutejów wysokiej kultury sumeryjskiej nastąpił jej renesans w latach 2113-2004. Jednak Nowy Sumer już był bardzo słaby. W roku 2004 azjaniccy Elamici, korzystając ze zdrady urzędników Ur (coś to nam mówi), złamali przymierze z Sumerem, zdobyli Ur, splądrowali je, ograbili doszczętnie, spalili i odeszli, a króla Ibbisina uprowadzili w klatce do Elamu. Taki był kres legendarnego Sumeru, zgodnie z wielkim prawem przemijania postaci tego świata (por. 1 Kor 7,31). Smętek „Skargi Ibbisina” tak wyraża los wielu państw, choćby największych:

„Wichura wściekła,

aby czas odmienić

I praw porządek zniszczyć,

przebudziła orkan…

Gdy An (naczelny Bóg) na wszystkie kraje gniewnie spojrzał…

Że ludzie wyjdą

ze swych ojczystych domów,

Uprowadzeni do wrogiego kraju,

Że Subartowie oraz Elamici,

Nieprzyjaciele ich,

zagarną i zniewolą.

Że król Sumeru sam

z pałacu wyjdzie,

Że Ibbisin do kraju Elam pójdzie,

Jak ptak, którego gniazdo

wyburzono,

Jak obcy, który w dom swój

nie powróci.

Na pustych brzegach rzek

Tygrysu i Eufratu

Wyrastać będzie tylko dzikie ziele

I nikt na drogach kraju nogi

nie postawi,

Nikt w dalszą podróż już się

nie wybierze.

W ruinę przemienione

będą miasta,

Lud ”czarnogłowych„

we własnych domach zginie.

An oraz Enlil (pan historii),

wszystkich krajów król,

Postanowili tak

i los tak wyznaczyli”

(„Skarga Ibbisina”, M. Bielicki, Zapomniany świat Sumerów, Warszawa 1966, s.164-165).

I tylko jedna z refleksji nad UE, która w porównaniu z Sumerem przemija wprost błyskawicznie – pod względem strukturalnym Sumer pozostawał zawsze najwyżej zjednoczeniem państw, nigdy nie był jednym monolitycznym państwem.

Starożytny Egipt jako monolit
Wielkim fenomenem jedności w postaci jednego ściśle państwa (choć z okresami rozbicia) był starożytny Egipt. Był to wielki cud dziejowy, że zaistniał niejako jeden naród i jedno państwo, trwające ponad 4 tysiące lat: od IV tysiąclecia przed n.Chr. do roku 641 po n.Chr. Przeszedł przy tym charakterystyczne fale rozwojowe, które przechodzą prawie wszystkie wielkie państwa. Zrodził się nad życiodajnym Nilem w długich walkach z różnymi plemionami, ludami i państewkami egipskimi i okolicznymi. Ukształtował się wyraźniej za pierwszych dynastii faraonów, zwłaszcza kiedy faraon Narmer (ok. 3020-2982) zjednoczył Egipt Górny z Dolnym. Pismo pojawiło się już około roku 3150. Wielki rozwój nastąpił w Starym Państwie za dynastii III-VI (2657-2166) i dynastii VII-XI (2166-2020), kiedy to rozwinęło się państwo władzy królewskiej, budowa piramid, wielkich świątyń, grobowców, posągów, sfinksów, a jednocześnie nastąpił rozwój sztuki, plastyki, architektury, rzeźby, literatury, poezji, teologii, szkół religijnych. Trochę to osłabło w okresie przejściowym (dynastia VII-XV) i w Państwie Średnim za dynastii XI-XII (2020-1793), zwłaszcza za czasów faraonów obcych: Hyksosów (od około 1630 roku do 1528) i za czasów separatystycznych królów tebańskich od dynastii XV do XVII. Egipt odrodził się mocno w Nowym Państwie za dynastii XVIII-XXI (1540-945). Potem jednak następował powoli schyłek: podstawowym problemem jest kryzys władzy królewskiej; faraonami bywają coraz częściej najeźdźcy: Libijczycy, Kuszyci, Czarni, Asyryjczycy, Persowie. Za czasów Greków i Rzymian (945-30) aż do roku 395 n.e. Egipt staje się częścią Cesarstwa Bizantyjskiego, a w roku 642 zostaje całkowicie podbity przez Arabów.

Podsumowując: mocą spajającą Egipt przez te wieki były: ścisła określoność terytoriów, żyzne rolnictwo i hodowla, silna władza monarchiczna, zwycięskie wyprawy zdobywcze, jedna kultura i sztuka oraz wspólna religia, co do której niektórzy badacze utrzymują, że mimo przyjmowania dwóch tysięcy bóstw w głębi rzeczy Egiptowi był bliski monoteizm, a liczne nazwy bogów oznaczały w zasadzie tylko przejawy sił i działań jednego Boga, choć i ten miewał nieraz różne nazwy w zależności od szkół politycznych i teologicznych, np. Re, Ptah, Amon czy Aton. Poza tym Egipcjanie przyjmowali wysoką rozwiniętą moralność, kult wyższych wartości, zmysł sprawiedliwości i przepotężne pragnienie wiecznego trwania. Przy czym silna władza centralna z czasem nie niwelowała życia osobistego swoich poddanych, lecz raczej sprzyjała subiektywizacji państwa, religii i kultury.

Unifikacje państwowe na Wschodzie
Trudno tu omawiać wszystko. Ale nie można nie wspomnieć o fenomenie Chin. Otóż ogromne Chiny również zaczęły się kształtować wśród krwawych walk i wojen od początku IV tysiąclecia, a konkretnie od trzech państewek królewskich zjednoczonych i rządzonych przez kolejne trzy dynastie: Xia (2295-1767), Shang – Yin (1766-1112 lub 1107) i następnie Zhou (1122 lub 1027-1221). Państwa te toczyły boje z sąsiadującymi plemionami, a od czasu do czasu – pradawnym zwyczajem – i między sobą. Ciekawe, że jedności państwowe znaczyły się prawie zawsze bratnią krwią. I potem Chiny rosły przez ustawiczne napaści na innych, grabieże i walki królów, państewek i ludów. A jednocześnie, jak pisał Konfucjusz w „Księdze Ceremonii” (Liji), na samym początku był – według wszystkich podań – Wiek Złoty, czyli Wielkiej Jedności (Ta-thunn) i pokoju. Faktycznie dopiero cesarz Zheng z dynastii Qin zjednoczył państwa chińskie w roku 221 przed n.Chr. Ale następowały ciągle bunty, podziały i walki. Aż silniejszego zjednoczenia dokonała dopiero – ciekawe – obca dynastia mongolska (1279-1368 po n.Chr.), następnie jeszcze mocniej dynastia mandżurska: l644-1911. Chińczycy buntowali się ciągle wobec rodzimych władców, ale mężczyźni prawie przez 270 lat nosili pokornie warkocze i tonsury na głowach na znak uległości cesarzom mandżurskim. O jedności państwa decydowała siła i przemoc, ostatecznie w roku 1949 krwawa przemoc marksisty i ateisty Mao Zedonga. Jest to bardzo trudne do wytłumaczenia.

Również jedność dzisiejszych Indii była trudnym procesem dziejowym. Zaczęło się około V tysiąclecia od mnogości na całym niemal Półwyspie Indyjskim plemion, ludów, języków (ok. 800 i 1700 dialektów), miast, księstw (ok. 300), kultur lokalnych, państw. Ale następowały kroki ku pewnej jedności od wspólnot drawidyjskich i kultur Indusu do podbojów przez nomadycznych Ariów około roku 1500. Ale i potem różne księstwa i państwa rodziły się nowe, rozwijały, walczyły, podbijały inne lub upadały pod ciosami drugich czy też rozkładały się z przyczyn wewnętrznych. Po prostu jest takie prawo dziejowe, że nie ma zjednoczeń bez wielkich trudności i walk. Historycy zachodni skarżą się historykom indyjskim dziś, że nie można zrozumieć dokładnie dziejów Indii, gdyż jest to jedna wielka kotłowanina zdarzeń, spraw, walk i ludzi. Jednak ten tygiel otrzymywał z czasem jakieś formy unifikacyjne. W roku 320 przed n.Chr. nastąpiło zjednoczenie licznych państw na północy półwyspu za dynastii Mauriów za cesarza Aśoki. Zaraz po nim powstało unifikacyjne imperium Guptów, które jednak w wieku V po n.Chr. zostało podbite przez Hunów. W wieku XI z kolei muzułmanie utworzyli wielki sułtanat w Delhi, który przetrwał 300 lat. Pod koniec XIV w. Delhi zostało podbite przez Mongołów. W wieku XVII i XVIII indyjscy Marathowie pokonali muzułmanów i utworzyli swoje wielkie państwo. Ale od wieku XVII Indie zaczęły się stawać kolonią Europejczyków, rzekomo chrześcijańskich, głównie Wielkiej Brytanii. Ale niektórzy historycy indyjscy mówią, że był i jeden wielki pożytek z tej kolonizacji, a mianowicie obudziła ona zmysł jedności narodowej. Dzięki temu Indie mogły w roku 1947 uzyskać wolność, choć rozpadły się jednak na dwa państwa: na Republikę Indii i Pakistan.

Również z podbojów zrodziło się w I tysiącleciu przed n.Chr. ogromne imperium staroperskie, rozbite przez Aleksandra Wielkiego w latach 334-331, a potem nowa Persja upadła z powodów rozbicia oligarchicznego i błędów ekonomicznych.

Grecja i Rzym
Ciekawe, że Grecja powtórzyła typ sumeryjski: nigdy nie była jednym państwem, a jedynie zbiorem miast-państw. W II i I tysiącleciu nadeszły nowe fale migracyjne na teren Grecji z północy: Achajów, Jonów i Dorów. I tak wyrastały nowe miasta-państwa: Ateny, Sparta, Korynt, Megara, Eretria, Teby, Mykeny, Delfy, Messena i liczne inne. A z czasem powstało ok. 160 miast kolonijnych pozostających w zasięgu Grecji. Mimo pewnej wspólnoty etnicznej każde miasto było państewkiem samodzielnym, autonomicznym i wolnym. Zgodnie z jakimś przeklętym prawem państwa te nie tylko współpracowały między sobą, ale też ostro konkurowały, waśniły się, a nawet prowadziły krwawe i wyniszczające wojny. Czasami tylko dla historycznych celów, np. obrony przed Persami, zawiązywały tzw. amfiktionie, czyli praktyczne zjednoczenie pewnej grupy państw. Ale i amfiktionie miewały jakieś dziwne prawa. Na przykład kiedy jakieś miasto zbuntowało się przeciw hegemonowi, np. Sparcie, to on miał wolność zastosowania tzw. andrapodismosu, czyli najazdu na to miasto, zburzenia go i wzięcia ludności do niewoli, a nawet do wymordowania wszystkich mężczyzn. Po pewnym czasie pomyślano o szerszych związkach i tak powstała Symmachia Spartańska (współobrona przed wrogami), czyli Związek Peloponeski, który jednak został rozbity przez wodza Teb, Epaminondasa, przywódcę Związku Beockiego w roku 371 pod Leuktrami. Nawet i symmachie walczyły między sobą. Ateny utworzyły Związek Morski przeciwko Sparcie (por. wojna peloponeska), przekształcony w związek Hellenów, mający objąć wszystkie miasta greckie. Ale wnet państwa zaczęły się z niego wycofywać. Ksenofont i Isokrates radzili, by jednoczyć Grecję metodami dyplomatycznymi. Jednak rady ich uważano za naiwne. Toteż zjednoczenia dokonali dopiero najeźdźcy: najpierw Filip Macedoński, którego Ateńczyk Isokrates wezwał, by zjednoczył Grecję, a po nim jego syn Aleksander Wielki. Aleksander chciał zjednoczyć Grecję i zresztą cały ówczesny świat, chciał zaprowadzić pewien ekumenizm religijny i kulturowy, równość ludzi bez względu na pochodzenie i narodowość, pokój, ład i sprawiedliwość i wzywał, by świat uważać za ojczyznę wszystkich ludzi. Jednak po jego śmierci historia Grecji wróciła na dawne tory: walki o władzę, o bogactwo i do szału niszczenia.

W roku 146 Grecję podbijają „barbarzyńscy” Rzymianie. Imperium Rzymskie zrodziło się również z miasta-państwa „Roma”, równie z krwi bratniej (bo jego założyciel [w roku 753 lub 747] Romulus zabił przeciwnego sobie brata Remusa), ale i na początku z połączenia się z plemieniem Sabinów. Jednak całe dalsze dzieje od epoki królewskiej przez republikańską do końca cesarskiej w roku 476 (na Zachodzie) to podboje i zdominowanie całego ówczesnego świata europejskiego, wokół śródziemnomorskiego i Bliskiego Wschodu. I to w większości dokonało się na mocy oręża i taktyk militarnych. Rzym niósł olbrzymie wartości polityczne, jurysprudencyjne, administracyjne, społeczne i militarne, a także poniósł wielkie zasługi w propagowaniu wielkich wartości Grecji: intelektualizmu, naukowości, dociekliwości, filozofii, literatury, sztuk wszelkiego rodzaju i rozwoju kultury duchowej.

Jednak z wiekami siły polityczne i militarne Rzymu i Italii wyczerpały się. Śmiesznie niektórzy historiografowie piszą, że Rzym upadł dlatego, że Italowie jako spoiwo władcze jedli z ołowianych naczyń, wskutek czego mieli zwyrodnieć fizycznie. Przecież w czasach wielkiego rozprzestrzenienia spoiwem, zwłaszcza poza Italią, stawali się już obcy. Nie wolno więc pomijać innych przyczyn upadku imperium, przyczyn, które pomija dziś UE u siebie, a mianowicie upadek duchowy, moralny, dyscyplinarny i ideowy (por. M. Klementowski, Powszechna historia ustroju, Warszawa 2012, s. 33 nn.).

A co dziś z UE?
Ostatnie czasy też nie rezygnowały w tworzeniu wielkich jedności z siły i przymusu. Niemcy chciały zbudować sobie „Tysiącletnią Rzeszę” z Europy ogniem i mieczem. Podobnie i Związek Sowiecki chciał stworzyć nowy świat przy użyciu brutalnej przemocy, totalnego zakłamania i ateistycznej utopii. Zresztą Moskwa sposobiła się do tego od swego początku: trzeci z kolei książę moskiewski Iwan I Kalita za pomoc Złotej Ordzie w tłumieniu przeciwko niej powstania bratniego księcia twerskiego otrzymał w roku 1328 tytuł wielkiego księcia włodzimierskiego i krzewił kulturę mongolsko-turańską. A po pobiciu Mongołów na Kulikowym Polu w roku 1380 nastąpił już ciągły podbój ziem ruskich i krajów sąsiednich. Niezadługo Moskwa uznała się za kontynuatorkę Cesarstwa Bizantyjskiego i za Trzeci Rzym. Nawet wiodące dziś imperium amerykańskie zrodziło się z inwazji imigrantów europejskich na ludy autochtońskie, imigranci musieli staczać krwawe wojny o wolność od państw macierzystych i wreszcie o ukształtowanie ustroju swego państwa. W każdym razie żadne wielkie państwo wieloskładowe nie powstaje bez przemocy i rozlewu krwi.

I oto od początków wieku XX zaczęto myśleć w wielu ośrodkach o dokonaniu niezwykłego tworu, który formułowano jak „Europa Ludów”, „Stany Zjednoczone Europy”, „Europa jako Nowa Ojczyzna”, „Unia Paneuropejska” i inne. Ale hitleryzm i sowietyzm oraz obie wojny światowe obnażyły bezlitośnie naszą naiwność. Mimo to grupa wielkich postaci historycznych katolickich uwierzyła, że może nastąpić jednak cud utworzenia prawdziwej i twórczej Europy na sposób dobrowolny, bez przymusu i bez utraty tożsamości. Robert Schuman (+1997), Alcide De Gasperi (+1954), Georges Bidualt (+1963), Paul Henri Spaak (+1972), Konrad Adenauer (+1967) i Charles de Gaulle (+1970) i niektórzy inni przyczynili się odważnie do stopniowego faktycznego budowania Wspólnoty Europejskiej. Wspólnota ta bazowała na chrześcijańskim uniwersalizmie i zarazem na absolutnym charakterze osoby ludzkiej oraz na łączeniu bazy materialno-gospodarczej z bazą kulturalną i duchową. I budowa takiej Wspólnoty Europejskiej postępowała od roku 1957. Ale oto ateiści, masoni, lewacy, postkomuniści ustanowili, że na miejsce Wspólnoty powstanie Unia Europejska jako jedno ścisłe państwo, i to tylko na bazie materialno-gospodarczej i ateistycznej, a miejsce sfery duchowej i religijnej zajmą jakieś mętne „nowe wartości europejskie”, jak nieokreślona wolność, równość, solidarność i inne.

Kodeks etyki wraz z całą tradycją ludzkości został wykreślony. I co gorsza: taki program jest narzucany wszystkim państwom członkowskim siłą lub podstępem. Jednocześnie zostały wypaczone główne zasady materialno-gospodarcze, jak np. wolny rynek. Stąd obie te sfery wymagają absolutnie korekty i redefinicji. Główne błędy wynikają z czysto materialistycznej i ateistycznej koncepcji człowieka jako jednostki i jako społeczności. Przede wszystkim żadna społeczność nie może żyć, rozwijać się i prosperować bez kategorycznej etyki. Tymczasem UE wyrzuca nie tylko prawdziwą religię chrześcijańską, ale także wyższą etykę. Jest to objaw śmiertelnej choroby społeczeństwa rzekomo „nowego”.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/162757, ... anstw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 16 sie 2016, 06:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Nie byłoby niepodległej Polski bez żołnierzy 1920 roku

Nie byłoby niepodległości Polski bez żołnierzy 1920 roku – powiedział szef MON Antoni Macierewicz podczas uroczystości na placu Piłsudskiego w Warszawie. Minister wręczył wyróżnienia i medale zasłużonym żołnierzom i pracownikom wojska.

Ceremonia w przededniu święta Wojska Polskiego, która w ostatnich latach odbywała się w MON, po raz pierwszy została zorganizowana przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Oprócz ministra i wiceministrów obrony wzięli w niej udział także szef BBN Paweł Soloch i najwyżsi dowódcy wojskowi.

Wśród wyróżnionych było troje powstańców warszawskich, którym Macierewicz wręczył akty mianowania na stopień porucznika. Zwracając się do tych kombatantów, szef MON powiedział, że są oni „łącznikiem z tymi żołnierzami, którzy pod Warszawą odparli nawałę bolszewicką, którzy sprawili, że Polska jest niepodległa”.

– Choć wiele zawdzięczamy wielkiej pracy politycznej Romana Dmowskiego podczas konferencji wersalskiej i wiele zawdzięczamy różnym sojusznikom, to nie byłoby Polski niepodległej na mapie, gdyby nie żołnierze 1920 roku. Nie byłoby Polski niepodległej na mapie, gdyby nie bohaterski czyn księdza Skorupki. Nie byłoby Polski niepodległej na mapie, gdyby nie geniusz Józefa Piłsudskiego – stwierdził Macierewicz.

Dla nich – podkreślił minister – niepodległość była najważniejsza.

– To jest głównym przesłaniem, które dzisiaj żołnierz polski, polska armia przedkłada i mówi do Narodu: pamiętajcie, nie ma rzeczy ważniejszej niż niepodległość państwa polskiego. Nic więcej nie będzie mogło być zrealizowane, nic nie będzie mogło być osiągnięte, nic nie będzie mogło być odbudowane, jeżeli nie będzie niepodległego państwa polskiego – mówił szef MON. Jak dodał, to jest testament, jaki otrzymaliśmy od żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej.

Zwracając się do wyróżnionych i awansowanych żołnierzy, minister powiedział, by pamiętali oni, że ciąży na nich wielki obowiązek i wyzwanie „tych żołnierzy, którzy przed 96 laty rzucili swój życia los na stos”.

– W każdym momencie swojej służby musicie sobie przypominać, że jesteście żołnierzami Wojska Polskiego. Nie ma chwalebniejszego zajęcia, nie ma rzeczy istotniejszej, jak służyć własnej ojczyźnie życiem i bronią, jak służyć zgodnie z najwyższymi wartościami: Bóg, Honor i Ojczyzna – podkreślił Macierewicz.

Dodał, że rząd zawsze będzie dążył do tego, by armia była jak najsilniejsza, jak największa i jak najskuteczniejsza.

– Ale równocześnie to ma być taka armia, której żołnierze są wzorem najwyższych wartości ludzkich i narodowych. Żołnierze muszą potrafić nie tylko walczyć, ale być zdolnymi w życiu codziennym swoją służbą i swoim zdeterminowaniem pomóc każdemu innemu, być tymi, którzy są zawsze na pierwszej linii działania na rzecz człowieka i ojczyzny – zaznaczył szef MON.

Nawiązując do ustaleń szczytu NATO w Warszawie z początku lipca, Macierewicz podkreślił, że już za kilka miesięcy w Polsce znajdą się wojska z innych państw Sojuszu.

– Stało się to także dzięki wam, dzięki waszej służbie, dzięki waszym zdolnościom, dzięki waszemu wysiłkowi – powiedział minister do żołnierzy.

Podczas uroczystości wpisem do Księgi Honorowej Wojska Polskiego wyróżniono kilkunastu żołnierzy i cztery jednostki wojskowe. Kolejnych 19 wojskowych odebrało tytuły honorowe „Zasłużony Żołnierz RP”. Ponad 200 żołnierzy i cywilów otrzymało odznaczenia resortowe. Kilkudziesięciu oficerów odebrało akty mianowania na wyższe stopnie, a kilkudziesięciu kolejnych żołnierzy – listy gratulacyjne.

Jeden żołnierz został odznaczony indywidualnie. Był to st. szer. Robert Wysocki z 1. Ośrodka Radioelektronicznego, który 3 sierpnia wydobył z płonącego auta dwie osoby poszkodowane w wypadku drogowym między Lidzbarkiem Warmińskim a Braniewem. W niedzielę otrzymał brązowy medal „Za zasługi dla obronności kraju”. Zebrani na pl. Piłsudskiego nagrodzili go brawami.

15 sierpnia – rocznica zwycięskiej bitwy w wojnie 1920 roku – został ogłoszony świętem Wojska Polskiego w 1923 r. i pozostawał nim do roku 1947. Później dzień wojska obchodzono 12 października, w rocznicę bitwy pod Lenino, by upamiętnić udział w tej batalii dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Od 1992 r. święto Wojska Polskiego ponownie jest obchodzone w połowie sierpnia.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -roku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 17 paź 2016, 20:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Widelec, a sprawa polska - w czym jeszcze Polska wyprzedziła Francję (i Europę)

Ostatnio, przy okazji wałkowanej aż do znudzenia sprawy caracalli, rozpętała się burza w szklance wody w związku z wypowiedzią wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego, który stwierdził, że to Polacy nauczyli Francuzów posługiwać się widelcem. Wypowiedź ta odbiła się szerokim echem nie tylko w mediach polskich. Również we Francji pochyliły się nad nią aż dwie stacje telewizyjne, które niby to pół żartem, ale też pół serio zaczęły wyjaśniać, że Francuzi wcale nie nauczyli się jeść widelcem od Polaków, kiedy Henryk Walezy gościł nad Wisłą, ale od Włochów, kiedy Henryk bawił w Wenecji - w każdym razie tę drugą wersję francuscy dziennikarze uznali za bardziej prawdopodobną. Tak, czy inaczej przy okazji tych wyjaśnień francuscy widzowie mieli okazję dowiedzieć się, że nad Wisłą zaczęto się posługiwać widelcem całe pół wieku wcześniej, niż nad Sekwaną. Na ministra Kownackiego zaraz posypał się grad krytyki, że jego wypowiedź jest niedyplomatyczna, a tymczasem była ona bardzo łagodna, bo pan minister mógł przypomnieć chociażby taki fakt, że w Wersalu nie było toalet, które w Polsce były wówczas absolutnym standardem, w związku z czym zdarzało się, że dworzanie Ludwika XIV załatwiali własne potrzeby na korytarzach.

Trzeba sobie bowiem powiedzieć że nie tylko w kwestii używania sztućców Polacy wyprzedzili Francuzów - mających się za perłę w koronie cywilizacji europejskiej - oraz wiele innych narodów Europy Zachodniej. Weźmy choćby taki stosunek do higieny osobistej. Kiedy Henryk Walezy został wybrany na króla Rzeczypospolitej i zjawił się na Wawelu zastał tam kurki z ciepłą i zimną wodą i za nic w świecie nie mógł zrozumieć do czego to służy, bo w jego ojczyźnie panowała w tym czasie filozofia streszczająca się w słowach: "częste mycie skraca życie", a za całą higienę osobistą starczało zmienianie bielizny. Tak zresztą pozostało aż do końca XVIII wieku. W tym samym czasie gdy Europa Zachodnia (bo przecież nie tylko Francja) tonęła w brudzie i unosił się nad nią straszliwy fetor niemytych ciał w Polsce niemal każdy dworek szlachecki dysponował łaźnią, a Polacy należeli do najbardziej dbających o higienę narodów Europy, na co zresztą zwracali uwagę przybysze z zagranicy, goszczący w naszej ojczyźnie.

To samo można powiedzieć o tolerancji, z której dzisiaj egzaminuje nas Europa Zachodnia, mimo że w swoim czasie nawet nie śniła się jej tolerancja, jaka już w drugiej połowie XIII wieku panowała w Polsce np. w stosunku do Żydów. Statut kaliski Bolesława Pobożnego z 1264 zapewniał temu narodowi, prześladowanemu wówczas na zachodzie Europy, najdalej posuniętą autonomię, jaką można sobie tylko wyobrazić. Należy bowiem pamiętać, że de facto Żydzi stanowili w Polsce - a potem Rzeczpospolitej - państwo w państwie: rządzi się własnymi prawami, sami ściągali ze swoich współwyznawców podatki, które potem odprowadzali do skarbu, a nawet mieli swój własny parlament, tak zwany Sejm Czterech Ziem, powołany przez króla Stefana Batorego. Proponowałbym, żeby pan Gross, pani Bikont, Cała albo Engelking-Boni pochylili się nad tym faktem i napisali na ten temat kilka książek. Ot, tak dla pełniejszego obrazu.

Również w kwestii praw obywatelskich Polska wyprzedzała pozostałe państwa: by przypomnieć przywilej neminem captivabimus (poł. XV w.), odpowiadający angielskiemu habeas corpus (1679 r.) i zabraniający uwięzienia bez wyroku sądu. Oczywiście odnosiło się to tylko do szlachty, co odpowiadało stosunkom w całej ówczesnej Europie, gdzie szlachetnie urodzeni cieszyli się większymi prawami, niż reszta ludności. Trzeba jednocześnie przypomnieć, że w przypadku polskiego szlachcica ze statusem obywatela łączyły się nie tylko prawa, ale i obowiązki np. musiał on w razie potrzeby stawać do walki orężnej z wrogiem, z czym wiązała się nie tylko konieczność opuszczenia domów, znoszenia wojennych niewygód i ponoszenia wydatków na utrzymanie i uzbrojenie, ale i ewentualność poniesienia śmieci, albo okaleczenia.

Dlatego właśnie wszystkim, którzy oburzają się wypowiedzią ministra Kownackiego, że nie dyplomatyczna, i że co o nas pomyślą w Paryżu proponuję, żeby się nieco wyluzowali, bo Francuzi naprawdę nie mają o co się na nas obrażać, a nawet jeżeli się obrażą to im przejdzie, zwłaszcza jak będą mieli szansę zrobić z nami jakiś obopólnie korzystny biznes. Gwarantuję, że jak nasi nadsekwańscy przyjaciele poczują dobry interes, to sami do nas przylecą, urażoną dumę uprzednio schowawszy głęboko do kieszeni.

http://lubczasopismo.salon24.pl/alexy/p ... e-i-europe


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 15 lis 2016, 09:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Polskie drogi do Niepodległości

Po odzyskaniu niepodległości największym zagrożeniem byli bolszewicy. Żeby ich pokonać, to oprócz siły militarnej i waleczności żołnierza jawiła się siła moralna – powiedział prof. Mieczysław Ryba. W środę, 9 listopada 2016 r., w Centrum Edukacyjnym IPN Przystanek Historia im. Janusza Kurtyki w Warszawie odbyło się spotkanie z profesorem pt. „Polskie drogi do Niepodległości”.

Obrazek

Podczas spotkania poruszono wątek zaangażowania Kościoła katolickiego w sprawy niepodległościowe. Profesor zauważył, że w czasach, gdy kształtowała się nasza niepodległość, II Rzeczpospolita stanęła przed wielkim zagrożeniem – pochodem bolszewików na zachód. Jak stwierdził, gdyby udało się „zarazić” Polaków rewolucją, o jakiejkolwiek niepodległości nie mogłoby być mowy.

– Po odzyskaniu niepodległości największym zagrożeniem byli bolszewicy. Żeby ich pokonać, to oprócz siły militarnej i waleczności żołnierza jawiła się siła moralna. Gdyby rewolucja wybuchła na ziemiach polskich, tak jak miało to miejsce w Niemczech – a w czasie trwania wojny polsko-bolszewickiej, wrzenie rewolucyjne było bardzo duże – to tej niepodległości by nie było. Wyobraźmy sobie, że na tyłach frontu mamy do czynienia z wrzeniem rewolucyjno-strajkowym i to w zasadzie oznacza koniec wojny – podkreślał prof. Ryba.

Wyjaśniał, że działania do wzniecenia rewolucji w Polsce zostały podjęte. M.in. w tym celu powołano do istnienia Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski w Białymstoku.

Polska stanęła przed trudnym zadaniem zgaszenia zapędów rewolucyjnych. W tej walce znaczącym sojusznikiem Warszawy był Kościół katolicki.

– Jak uchronić Polaków przed zagrożeniem rewolucyjnym i zachętą rewolucyjną w sytuacji olbrzymiej biedy powstałej w wyniku zniszczeń I wojny światowej? Otóż nie sposób było się odezwać do czego innego, jak do czynnika moralnego i siły duchowej, a Kościół jasno definiował bolszewizm, poprzez to, że był to wojujący ateizm. Bolszewickie barbarzyństwo było nie do przyjęcia a rola Kościoła nie do przecenienia – akcentował profesor.

Rola Kościoła w budowaniu niepodległości była niepodważalna. Tego faktu nie podważali nawet politycy, którzy nie utożsamiali się z wiarą rzymskokatolicką.

– Nawet ludzie słabej wiary lub wątpiący, którzy przez jakiś czas mieli z wiarą olbrzymie kłopoty, do których można zaliczyć Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, nie atakowali Kościoła. Dmowski wręcz go afirmował, nawet przed swoim pogłębionym nawróceniem. Jego książeczka: „Kościół, Naród, Państwo” pokazuje kluczową rolę Kościoła w dziejach Narodu. Jego teza jest prosta: bez katolicyzmu nie ma polskości. Nie istnieje taki byt w sensie kulturowym. I to jest absolutnie prawdziwa teza – podkreślał wykładowca KUL.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Warszawie.

RS

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 24 sty 2017, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Czas najwyższy, aby Polacy poznali prawdę

Obrazek

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj do wiadomości publicznej trafi pierwsza partia dokumentów ze zbioru zastrzeżonego IPN, zbioru zastrzeżonego akt, które polskie służby specjalne przejęły po służbach PRL i dotychczas przez blisko 27 lat były utajnione. Czego możemy się spodziewać?
– Mówiąc krótko, możemy się spodziewać politycznego trzęsienia ziemi, i to o dużej amplitudzie. Prawda bardzo często bywa niewygodna i teraz – czy się to komuś podoba, czy nie – wiele osób, które obrosły legendą czy sławą, będzie musiało stanąć w świetle prawdy i zmierzyć się z faktami. Prawda, w co wierzę – w końcu – ujrzy światło dzienne i nie będą to już tylko kulisy czy wiedza tajemna o bardzo ograniczonym zasięgu. Czas najwyższy, aby polskie społeczeństwo poznało prawdę.

Z jednej strony skończą się domysły, ale z drugiej skończy się bezkarność…
– To, że dopiero dzisiaj mamy ujrzeć kulisy PRL, to jest efekt grzechu zaniechania. Polska niestety nie zrobiła tego, co zrobili Niemcy z byłej NRD, co zrobiono w Czechosłowacji i wielu innych państwach byłego bloku sowieckiego, a więc opcję „0” i prawdziwą, a nie tylko pozorowaną dekomunizację. My niestety zamiast rozliczać głaskaliśmy system komunistyczny, budując na jego fundamencie nową Polskę. I dzisiaj mimo upływu lat za „grubą kreskę” wciąż płacimy wysoką cenę w postaci afer, wielu wątpliwości politycznych, wielu przestępstw czy zbrodni nigdy niewyjaśnionych, a często celowo zamiecionych pod dywan. Ten grzech zaniechania sprawił, że wiele z tych przestępstw się przedawniło – przestępstw, o których dzisiaj mówi się głośno, ale pod względem prawnym nic z tym nie można już zrobić. Na ustach zwłaszcza osób ze środowisk powiązanych z tamtym zbrodniczym systemem czy jego duchowych spadkobierców pojawiają się słowa skądinąd dobrze znane: „Nic się nie stało!”. I tak naprawdę to odtajnienie dzisiaj tzw. zbioru zastrzeżonego IPN jest pewną formą rekompensaty dla osób, które przez 27 lat za głoszenie prawdy były odsądzane od czci i wiary, ludzi, którzy byli wyzywani od oszołomów. I to – jak sądzę – jest kwintesencją tego, co się dzisiaj stanie.

Kiedy Pan mówi o tej sprawiedliwości dziejowej, to przypominają mi się słowa śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka, który często powtarzał, że liczy się tylko prawda, a wszelkie półprawdy czy ćwierćprawdy są niczym innym jak kłamstwem…
– Zgadzam się w stu procentach z ks. abp. Tokarczukiem. Istnieje albo prawda, albo fałsz. Nie ma nic pośredniego. Nie ma szarych kolorów. Jeżeli się buduje na niestabilnych fundamentach, niejasnych przesłankach, skutkuje to tym, co przeżyliśmy już jako Polska. Mam tu na myśli afery, posądzenia polityków, jednego czy drugiego premiera o szpiegostwo na rzecz obcych mocarstw itd. Takich przykładów na przestrzeni kilkudziesięciu czy kilkunastu ostatnich lat mieliśmy bardzo dużo. To pokazuje, że w ostateczności rachunki za brak rozliczenia się z przeszłością i tak płaci państwo, płacą obywatele RP. I to jest bardzo smutna puenta.

W dotychczasowej historii IPN nie było tak daleko idącego przedstawienia dokumentacji zgromadzonej w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Czy Pana zdaniem dzisiaj jest ten czas, kiedy należy to ujawnić?
– To najwyższy czas. To jest ostatni dzwonek, żeby osoby, które przeżyły na własnej skórze, które doświadczyły, czym był komunizm, które być może zostały niesprawiedliwie posądzone o niecne czyny, mogły usłyszeć słowo „przepraszam”. Ale jest to również czas dla sprawców, aby mogli przeprosić i powiedzieć: „Proszę o przebaczenie”. Odtajnienie akt zastrzeżonych IPN będzie też moralnym zwycięstwem, ale jednocześnie lekcją, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość, a mianowicie, że nie da się budować państwa na starych i słabych fundamentach.

Czy nowe fakty i prawda o III RP może pogrzebać parę politycznych karier?
– Z całą pewnością. Pytanie tylko, czy znieczulone przez polityków wiecznie trwającymi „wojnami na górze” zechce i w jaki sposób to przyjąć. Przecież na wielu polityków są dokumenty, są przeciwko nim dowody, są badania historyczne, a oni i tak twierdzą swoje, usiłując zakłamać rzeczywistość. Możemy zatem mieć do czynienia z sytuacją, że środowiska przekonane o niewinności swoich idoli nadal będą twierdziły, że jest to kolejny akt zemsty politycznej, a co za tym idzie – stabilne elektoraty za i przeciw pozostaną przy swoim zdaniu. Natomiast pozytywne jest to, że wreszcie historycy będą mieli swobodny dostęp do materiałów i zbiorów akt dotychczas niedostępnych. Mam nadzieję, że zaowocuje to kilkoma przyzwoitymi książkami opartymi na tych odtajnionych już aktach zastrzeżonych IPN.

Na swoim profilu stwierdził Pan, że to, co się działo 16 grudnia ubiegłego roku, to tylko była rozgrzewka. Co miał Pan na myśli?
– Kiedy zagłębimy się w metryki osób zasiadających w ławach sejmowych, szczególnie tych, których wiek przekracza 50 lat – a ta grupa jest dość liczna (zresztą w życiu publicznym wciąż funkcjonują byli premierzy, byli wysocy urzędnicy państwowi) – to jeśli w świetle ujawnionych dokumentów akt zastrzeżonych IPN ujawni się ich ewentualne powiązania, udział w działalności na szkodę państwa, żeby nie powiedzieć – przestępczej, to dla wielu takich ludzi może to być polityczne trzęsienie ziemi. Dlatego nie dziwi mnie zachowanie polityków niektórych ugrupowań politycznych, w tym szczególnie polityków Platformy. Przypomnę tylko słynną konwencję Platformy przed wyborami w 2015 r., kiedy jako pierwszy punkt pojawiła się likwidacja IPN. Pytanie, dlaczego Grzegorz Schetyna za punkt pierwszy, a więc najważniejszy dla Polski w ocenie Platformy, uznał likwidację IPN. Dzisiaj wraz z ujawnieniem zbioru dokumentów akt zastrzeżonych IPN mamy odpowiedź. I na tym polega problem, że niektóre środowiska będą musiały przełknąć znacznie większą żabę niż słynne wyjazdy do Portugalii. Jeśli się dobrze przyjrzeć wydarzeniom na scenie politycznej i poczynaniom części formacji politycznych, zaczyna się to wszystko układać w bardzo logiczną całość. Jutro mamy pogrzeb naszego klubowego kolegi Rafała Wójcikowskiego, który był wielkim posłem niezłomnym, patriotą, który miał bardzo jasny i ściśle określony stosunek do organów bezpieczeństwa PRL, który był wielkim zwolennikiem odtajnienia akt zbioru zastrzeżonego IPN. I los tak zrządził, że w dniu jego pogrzebu odbędzie się czy nastąpi to, na co on czekał. Szkoda, że nie doczekał tej chwili, której oczekiwał jako Polak, jako człowiek zakochany w swojej Ojczyźnie, życzący jej rozwoju w świetle prawdy.

Mija 27 lat od odzyskania niepodległości, a widać macki PRL wciąż są obecne i układ z Okrągłego Stołu i z Magdalenki wciąż ma się dobrze. Czy to nie chichot historii?
– Wiele białych plam dotyczących współczesnej historii Polski – wreszcie – będzie miało okazję się wypełnić prawdą, żelaznymi faktami, a nie – jak dotąd często bywało – domysłami, teoriami spiskowymi czy dziwnymi faktami medialnymi. Będziemy musieli się zmierzyć z naszą historią. Zarówno my, stojący z boku, a więc społeczeństwo, jak i ci, którzy są bohaterami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi czasów Polski PRL. To będzie lekcja pokory dla wszystkich. Dla tych, którzy ukrywali swoją przeszłość, robiąc karierę w wolnej Polsce, ale również dla tych, którzy popełnili grzech zaniechania, pozwalając, że karty historii, z którą już dawno powinniśmy się rozliczyć, wciąż były przed światem zakryte. Wielu sytuacji, które targały Polską i sceną polityczną na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, można było uniknąć, gdyby nie gruba kreska. Kwintesencją odtajnienia tych dokumentów będzie niestety smutna prawda, z której warto, abyśmy my, Polacy, wyciągnęli wnioski na przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rawde.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 03 lut 2017, 17:55 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Trzysta lat od sejmu niemego. Trzy wieki niewolniczego myślenia o Polsce

Obrazek

Chociaż z perspektywy dynamicznej oraz pełnej zwrotów i dramatów historii Polski wieków XVIII-XX sejm niemy uznać można jedynie za incydent, to jednak rok 1717 z całą pewnością był przełomowy. Właśnie wtedy myślenie o Polsce jako o „służebnicy cudzej” zatryumfowało w rodzimych umysłach a wewnętrzny spór okazał się ważniejszy niż niepodległość państwa.

Początki XVIII stulecia w Rzeczypospolitej to okres bardzo dziwny. Wiek XVII zakończył się kolizją litewską, czyli de facto wojną domową w jednej spośród części składowych państwa. Z kolei w początek nowego stulecia wkraczaliśmy z toczoną na naszym terytorium wielką wojną o zasięgu europejskim. Pod panowanie Szwedów wpadały kolejne polskie miasta. Skandynawski najeźdźca miał w naszym kraju swojego pretendenta do tronu i własne zaplecze polityczne, mimo iż przez kilka lat formalnie udział w wojnie brała nie Rzeczpospolita, a Saksonia, skąd pochodził król August II. W państwie w końcu doszło na tej niwie do wojny domowej między stronnikami Sasa a zwolennikami lgnącego ku Szwecji Stanisława Leszczyńskiego (obranego nawet królem). Tymczasem zawierając sojusz z Rosją monarcha rodem z Niemiec wciągnął nas na krótki okres do wojny.

Zawierucha nie tylko podkopała i tak krwawiącą narodową jedność oraz monarszy autorytet, ale również miała fatalne skutki gospodarcze i społeczne – pleniąca się zaraza dziesiątkowała Rzeczpospolitą. Na wielkiej wojnie północnej, w której nasz udział był incydentalny, straciliśmy bodaj najwięcej spośród wszystkich uczestników.

Zanim główni rozgrywający zawarli w roku 1721 pokój w Nystad – kończący erę szwedzkiej świetności i umożliwiający Rosji niebywały wcześniej awans – zamieszanie w Polsce doprowadziło do kilku przełomowych momentów. Ich znaczenie wykracza poza wiek XVIII.

Mediator z Petersburga

Nastroje antykrólewskie oraz klęski nieurodzaju spowodowały napięcia między Augustem II a szlachtą. Naród polityczny szybko przystąpił do antysaskiej samoorganizacji. Przerodziła się ona w roku 1715 w konfederację tarnogrodzką przeciw monarsze oraz jego znienawidzonym saskim oddziałom przebywającym na terytorium Rzeczpospolitej i stosującym niemalże okupacyjne praktyki aprowizacyjne. W końcu mediatorem w sporze o znamionach wojny domowej został – za zgodą zarówno szlachty jak i króla – rosyjski car Piotr I Wielki. Na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego wkroczyły moskiewskie oddziały. Mediację carskiego posła zatwierdził jednodniowy Sejm Rzeczpospolitej z 1 lutego roku 1717. Przeszedł on do historii jako sejm niemy.

Na owo miano zapracował panującym na nim swoistym milczeniem. W obawie przed zerwaniem (poprzez mechanizm liberum veto) posiedzenia, które miało zatwierdzić rozejm między Augustem II a szlachtą, nie mógł zabierać głosu nikt poza będącym istotną stroną w sporze marszałkiem sejmu Stanisławem Ledóchowskim (wcześniejszym marszałkiem konfederacji tarnogrodzkiej) oraz wybranymi do odczytywania uchwał posłami.

Mediacja obcego władcy w wewnętrznym polskim sporze i uciekanie się stron konfliktu do zagranicznego ośrodka, radykalnie umniejszyły międzynarodową pozycję Rzeczpospolitej. Natychmiastowo sprowadziły nas do pozycji rosyjskiego protektoratu, co zresztą utrwaliły przeprowadzone na linii Prusy-Rosja późniejsze zakulisowe ustalenia dotyczące gwarancji dla polskiego ustroju. Oto obcy umówili się, że Polacy bez ich zgody nie zmienią niczego w swoim systemie politycznym. Dalej było już tylko gorzej, zarówno pod względem politycznym jak i mentalnym. Kolejne pokolenia traktowały odwoływanie się w naszych wewnętrznych sporach do obcych jako rzecz naturalną. Tak jest do teraz.

Wraz z sejmem niemym rozpoczęła się haniebna epoka politycznego podporządkowania Rzeczypospolitej budowanemu właśnie Imperium Rosyjskiemu. Kolejne elekcje, wbrew nazwie, nie były już wolne, a warunki i wyniki dyktowały Polakom i Litwinom moskiewskie oddziały posłuszne carom oraz carskim ambasadorom. W ten sposób wybrano na króla Polski w roku 1733 syna Augusta II Mocnego – Augusta III Sasa, a w roku 1764 Stanisława Augusta Poniatowskiego, niegdysiejszego kochanka wszechwładnej carycy Katarzyny II.

Trzy rozbiory były w pewnym sensie efektem chęci podzielenia się przez Rosjan władzą nad Rzeczpospolitą, która to podejmując pewne reformy stawała się zbyt trudnym terenem do zarządzania przez tylko jeden ośrodek nadzorczy. Natomiast działające w kraju u schyłku wieku XVIII grupy polityczne, niezależnie od ich stosunku do ustroju państwa, niezwykle chętnie szukały możnego protektora na obcych dworach. Nawet walczący o odrzucenie rosyjskiej dominacji barszczanie spoglądali z nadzieją w kierunku osmańskiej Turcji.

Fatalne geopolityczne położenie sprawy polskiej w wieku XIX niejako w sposób naturalny umocniło tendencję do oglądania się w naszych narodowych dążeniach na innych graczy, co zresztą nie zawsze było kwestią wyboru. Obce interesy wpływały na decyzje o rozpoczęciu powstań a insurekcyjne rządy sporo uwagi poświęcały zdobyciu międzynarodowego uznania. Także w okresach względnej stabilizacji różne stronnictwa, chcąc uzyskać, zachować lub umocnić swoje wpływy, musiały splatać swoje dążenia z interesami zaborczych dworów.

Uzależnienie od siły lub słabości obcych doprowadziło w końcu do wykrystalizowania się prostej prawdy: Polska tylko wtedy odzyska niepodległość, gdy zaborcy staną ze sobą do walki. Taka sytuacja nastąpiła dopiero w roku 1914 a naród w spoglądaniu na ośrodki zagraniczne podzielił się na ufających w państwa centralne oraz liczących na wsparcie Ententy.

Nagła wolta i papierowi sojusznicy

Wtedy, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, spoglądanie na innych okazało się działaniem trafnym. Zgoła inaczej było jednak 21 lat po zakończeniu I wojny światowej, gdy od zachodniego wsparcia, a nie własnych narodowych sił, uzależniliśmy naszą państwową bytowość. Nagły geopolityczny zwrot sanacyjnej dyplomacji z kursu proniemieckiego na antyniemiecki odbył się zresztą nie bez wpływu czynnika wewnętrznego. W roku 1939 alianci zawiedli a my najpierw wykrwawiliśmy się na wszystkich frontach II wojny światowej, a potem – kolejny raz – wpadliśmy na długie dekady pod panowanie wschodniego sąsiada, tym razem działającego pod czerwonym, a nie carsko-imperialnym sztandarem.

Niczego nie nauczyły nas przemiany wewnętrzne oraz międzynarodowe z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Polskie „elity”, zarówno polityczne jak i kulturowe, od razu po uzyskaniu faktycznej (lub często wyłącznie formalnej) swobody, od razu poczęły szukać kolejnego protektora, zamiast myśleć o umacnianiu i upodmiotowieniu Ojczyzny. Wyborowi takiej drogi sprzyjał oczywiście głód kapitału, którego nie można było zastąpić patriotycznym frazesem o niepodległości. Niemniej jednak każdy, kto wspominał o budowie własnego potencjału w miejsce proponowanego nam podczepiania się pod międzynarodowy rydwan „końca historii”, nie mógł odnaleźć się w głównym nurcie polskiej polityki i zostawał, niemal urzędowo, uznany za szaleńca.

Służalcy z przyzwyczajenia

Ostatnim, najświeższym akordem zapoczątkowanego w roku 1717 służalczo-niewolniczego myślenia o Polsce, jest ogólnonarodowy i wręcz zadekretowany entuzjazm z powodu przyjazdu nas Wisłę garstki amerykańskich żołnierzy, którzy w żaden sposób nie zwiększają naszego bezpieczeństwa. Jednak ponowna obecność w Polsce zagranicznych sił zbrojnych w sposób symboliczny stawia nas na pozycji lennika USA, co rządzący próbują zresztą ukazać jako największy sukces polityki zagranicznej Rzeczpospolitej od czasu wejścia do NATO.

Nie lepsza od sprawców amerykańskiej obecności militarnej w naszym kraju, czyli rządzących, jest liberalna opozycja. Co ciekawe, jeden z jej czołowych przedstawicieli próbował swego czasu w swojej „błyskotliwej” wypowiedzi nawiązać do sejmu niemego. Niestety, lotny umysł ekonomisty o niewątpliwym historycznym zacięciu pomylił go z sejmem głuchym, o którym to podręczniki historii głucho milczą. Oprócz słownych przytyków zamieniających się często we wpadki, wrogowie PiS-u, nie potrafiąc realnie zagrozić władzy, uciekają się do najpodlejszych form donosów i denuncjacji własnej Ojczyzny u międzynarodowych macherów, gotowych – w interesie własnym, nie naszym – do podjęcia rozmaitych, krzywdzących nas ruchów.

Zapoczątkowany przez XVIII-wiecznych polskich polityków zwyczaj donoszenia na swoich do obcych, oczekiwanie od międzynarodowych ośrodków interwencji w nasze wewnętrzne sprawy, obcy wkład w naszą politykę oraz niezdolność elit i „elit” do podmiotowego myślenia o relacjach Polski i zagranicy, trwa w najlepsze. Co więcej, zgubny trend wcale nie zamiera, a kolejne pokolenia polityków zdają się brnąć w niego coraz głębiej. Trzy wieki fatalnego sposobu myślenia o Ojczyźnie są głęboką raną i trudno się łudzić, że zabliźni się ona w kilka lat. Trzeba jednak kiedyś rozpocząć narodowy proces leczniczy, gdyż bez niego na zawsze pozostaniemy jedynie pionkiem na szachownicy wielkich mocarstw.

Michał Wałach

http://www.pch24.pl/trzysta-lat-od-sejm ... 171,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 17 lut 2017, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
prof. Nowak: Wierzę, że Rosja odnajdzie nieimperialną formułę"

"Wojna była w tym czasie największym źródłem rewolucji, że oswoiła ludzi z zabijaniem" - ocenia sowietolog prof. Andrzej Nowak w wywiadzie dla "Plus Minus"
Prof. Nowak wskazuje na „fatalną” decyzję Rosji o dołączeniu do I wojny światowej. „Uważni obserwatorzy już wtedy mówili wprost, iż prawdopodobnie doprowadzi to do zguby Imperium. Rosja utraciła wielkie obszary, a wśród poddanych pojawiło się poczucie zdrady, kryzys wiary w rządzących, wręcz szpiegomania. Zwykli ludzie przestali wierzyć carowi i elitom” – ocenia.

Historyk ocenia, iż wybuch I wojny światowej był jedynie punktem zapalnym do rozpoczęcia rewolucji, która wisiała w powietrzu od lat. „Dochodzimy tu do idei rewolucyjnych, których świadomie forsowało równolegle kilka różnych grup opozycyjnych(…) Nic by z tych spisków nie wyszło, gdyby nie klęski na froncie, ogromne straty i coś jeszcze: wojna była w tym czasie największym źródłem rewolucji, że oswoiła ludzi z zabijaniem” - zaznacza Nowak.

Historyk jest zdania, że do ustabilizowania sytuacji w 1917 roku w Rosji zabrakło „narodowych przywódców” i „narodu rosyjskiego”. „Rosyjski lud nie stał się nowoczesnym narodem, zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie w ciągu zaledwie dwóch pokoleń od uwłaszczenia w 1847 roku, chłopi przeszli długą drogę od niewolniczej mentalności do mentalności gospodarzy, świadomych patriotów polskich. Chłop rosyjski tej drogi nie przeszedł” – podkreśla.

Sowietolog nakreśla wizję polityki Władimira Putina. „Celem jego polityki nie jest Rosja narodowa. To interpretacja minimalistyczna, która moim zdaniem nie odzwierciedla ani ambicji, ani realnych potrzeb Rosji Putina. Federacja Rosyjska nie jest i nigdy nie będzie krajem jednolitym etnicznie. Rosja ma niezwykłą, żywą pamięć imperialną, na którą Putin i ogromna większość elit państwowych jest szczególnie wrażliwa” - zauważa historyk.

Prof. Nowak wskazuje na wizję państw Zachodu na kulturę i dominację Rosji na mapie Europy. „W elitach Stanów Zjednoczonych, Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii pełno jest podobnych intelektualistów, którzy wiedzą, że na wschód od Niemiec istniej jedynie kultura rosyjska. Dlatego w imię tej kultury Rosja ma prawo dominować nad innymi +mniej kulturalnymi+ narodami” - mówi.

Sowietolog zaznacza, że ciężko jest znaleźć alternatywę dla wizji imperialnej Rosji. „Bardzo jest trudno przejść do innej Rosji. Wciąż nie tracę nadziei, że Rosja jeszcze odnajdzie swoją formułę nieimperialną, ale na pewno nie będzie to tak proste, jak naiwne w to wierzono w 1917 roku, a także ponownie w roku 1991. Dziś widać, że to jest zadanie na dziesięciolecia” - ocenia profesor.

MW/rp/plusminus

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z4YyMnMKJd

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 9349673001


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 205 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /