Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 206 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 07 mar 2014, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Historia się powtarza

Janusz Wojciechowski

Wczoraj Gruzja, dzisiaj Ukraina, jutro państwa bałtyckie, pojutrze Polska? Gdy w marcu 1938 roku Hitler przeprowadził Anschluss Austrii – Europa nie protestowała. W końcu Austria to właściwie Niemcy, Austriacy po niemiecku gadają…

Gdy we wrześniu 1938 roku zajmował czeskie Sudety, konfuzja owszem była, ale podpisany został pakt w Monachium – hurra, mamy trwały pokój! W marcu 1939 roku Hitler zajął całe Czechy… no cóż, nie ma Czech, trudno, nie róbmy afery, za to jest Słowacja…

Gdy 1 września uderzył na Polskę, Zachód jeszcze ze dwa dni kombinował – może by Polska jednak oddała ten Gdańsk i korytarz, dostanie ten wariat, to się uspokoi, po co tyle zamieszania… Historia się powtarza, i to wcale nie jako farsa.

Gdy Rosja pacyfikowała Czeczenię – było cicho. W końcu Czeczenia to część Federacji, Rosja miała prawo…

Gdy zajmowali Abchazję, gdy rosyjskie czołgi szły na Gruzję – Europa z trudem się odezwała, a konkretnie Sarkozy, ale dopiero po dramatycznej akcji Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze zgrzyta w pamięci ten szyderczy śmiech z prezydenta Kaczyńskiego, szyderca nie wiedział, że śmieje się z siebie…

No, ale w końcu to była tylko Gruzja, dawny Związek Sowiecki, rosyjska strefa wpływów…

Teraz Rosja wzięła Krym – no tak, ale Krym to – jak przekonywała w niedzielę posłanka PO Julia Pitera – taka rosyjska perła w koronie. Rosjanie są do Krymu przywiązani, trzeba to zrozumieć.

Potem wezmą całą Ukrainę, w końcu Kijów to kolebka rosyjskiej państwowości. Aż wreszcie przyjdzie kolej na Warszawę, a Zachód dalej będzie kombinował, jakby tu załagodzić sprawę…

Nie mamy armat, nie mamy armii, którą moglibyśmy wysłać demonstracyjnie na manewry nad Bugiem. Ale mamy słowa, które nam zostawił w pamięci Lech Kaczyński – dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a w końcu i Polska. I dodajmy jeszcze – że na Polsce to się wcale nie zakończy. Musimy to powtarzać w Europie. Na tyle nas chyba jeszcze stać.

Wpis pochodzi z bloga na portalu NaszDziennik.pl.

http://www.naszdziennik.pl/wp/70421,his ... tarza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 12 mar 2014, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Przedmurze

Prof. Feliks Koneczny

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

W Polsce toczy się walka o przyszłość Europy. Nasze położenie geograficzne sprawia, że póki my nie ulegniemy zarazie, tamci dalej na zachodzie są bezpieczni. Wykazało doświadczenie, że agitacja bolszewicka nie jest słabsza nad Tamizą niż nad Wisłą i że szanse tej w Anglii wcale nie słabsze niż u nas. A jednak da sobie Anglia radę, póki nie ulegnie Polska. Lecz gdyby przednie straże bolszewizmu przeniosły się do Polski, jakżeż trudno byłoby Zachodowi obronić się! Od losu Polski zawisł w tym względzie los całej Europy. A skoro losy tej walki w Polsce zawisły od tego, czy Kościół podniesie śmiało sztandar swój, który jest zarazem sztandarem Ojczyzny nie tylko naszej, ale wszelkiego pojęcia ojczyzny w ogóle, to losy Europy zawisły od losów Kościoła w Polsce.

Fragment pochodzi z: „Kościół w Polsce wobec cywilizacji” (1928)
--------------------------------------------------------------------------------

Idea Polski jako przedmurza chrześcijaństwa związana była dawniej z zagrożeniem, jakie niósł islam, nacierając na Europę od wschodu. W XX w. miejsce islamu zajął bolszewizm, którego centrum stała się Moskwa, który jednak swoje macki wypuścił po całej Europie. Ale i wtedy Polska ze swą wyraźną tożsamością łacińską nadal była przedmurzem Europy. A dziś? Dziś bronimy Europy przed nową ideologią, jakimś neobolszewizmem, który pojęcia Europy używa przewrotnie jako narzędzia do zniszczenia Europy, jej dziedzictwa klasycznego i chrześcijańskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/70935,przedmurze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 04 kwi 2014, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Zrozumieć historię

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z prof. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL, prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej im. prof. Czesława Strzeszewskiego w Lublinie, rozmawia Beata Falkowska

Pańska najnowsza książka „Odkłamać wczoraj i dziś” prowadzi nas przez polskie dzieje, demaskując manipulacje i ukazując nieprzemijające piękno naszego dziedzictwa. W manipulowaniu historią chodzi bardziej o proste uzasadnienie aktualnej polityki, o długofalowe kształtowanie wypaczonej tożsamości Narodu czy może czasem to zwykłe nieuctwo?

– Przed laty znany polski historyk Józef Szujski napisał rozprawę „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”. Podczas promocji mojej książki, jaka odbyła się w Lublinie 26 marca br., swój wykład zatytułowałem „O prawdziwej historii jako mistrzyni dobrej polityki”. Fałszowanie historii, z jakim mieliśmy do czynienia w czasach totalitaryzmu komunistycznego, poniekąd trwa. Nasze polskie zmagania z atakami w stylu publicystyki Jana Tomasz Grossa doskonale to ilustrują. Dla liberalnej, postmodernistycznej ideologii tożsamość narodowa jest zagrożeniem, należy ją przyćmić lub wręcz zniszczyć. To dlatego z bohaterskiego Narodu, który przeciwstawił się w dwudziestym wieku dwóm totalitaryzmom, robi się niejednokrotnie Naród zbrodniarzy.

Ponieważ badanie dziejów zachęca do patriotyzmu (do miłości Ojczyzny), najlepiej jest to zaciemnić. W imię utopii multikulturalizmu robi się wiele, by historię wyrugować z polskiego systemu edukacyjnego. I to, poza próbą przeinaczania polskich dziejów, jest najgroźniejsze.

Bez historii stajemy się bezbronni jak dzieci?
– Propagowanie ahistoryzmu musi nas sprowadzić na manowce cywilizacyjne. A stąd już tylko krok do złej polityki. Bez historii trudno jest budować wspólnotę narodową, nie sposób zrozumieć „misji dziejowej narodu”, nie można też nakreślić wspólnotowych (w tym państwowych) celów. Zresztą nie będziemy umieli wyeliminować błędów przeszłości, gdy się tej przeszłości nie zna. Jak może współczesny polityk troszczyć się np. o swoje państwo, gdy nie wie, jaką cenę przyszło zapłacić Narodowi za tę suwerenność przez dziesięciolecia walk o odzyskanie niepodległości? W jaki sposób polski polityk zrozumie nasze uwarunkowania międzynarodowe, gdy nie zapozna się ze znaczeniem współpracy niemiecko-rosyjskiej? Jak będzie mógł chronić własny Naród przed naporem różnych, obcych ideologii, gdy nie będzie wiedział, czym była utopia komunizmu, narodowego socjalizmu itp.?

Zapytam trochę prowokacyjnie: czy nie jest tak, że historię zawsze odbiera się subiektywnie i tendencyjnie, czyli po prostu jest ona jakoś zniekształcana ze względu na współczesne oczekiwania? Jak rzetelnie uprawiać historię?
– W tzw. współczesnej, zachodniej metodologii historii dominują dziś nurty, które mówią, że nie ma prawdy, że są tylko „narracje”. Historia jest więc tutaj czymś w rodzaju swobodnej ekspresji, zakotwiczonej w dziedzinie sztuki, gdzie nie ma możliwości dojścia do prawdy. Nic bardziej mylnego. Jeśli trzymamy się tradycyjnej metodologii, wiemy, jakie obowiązują zasady przy ustalaniu faktów (wykorzystanie najszerszej bazy źródłowej oraz opracowań). Wiemy też, jak budować narrację, by opisywane zjawiska nie były wyrwane z kontekstu. Wreszcie, jeśli skorzystamy z dorobku filozoficznego, mamy wszystkie narzędzia, aby zrozumieć procesy kulturowe w opisywanej epoce, aby ocenić też na poziomie obiektywnym dane poglądy i działania ludzi z przeszłości. Po prostu historia wtedy jest ciekawa i wartościowa, gdy odpowiada na wszystkie pytania dotyczące rozumienia dziejów i gdy jej celem pozostaje prawda, a nie swobodna „narracja” takiego czy innego dziejopisarza.

Kto jest dla Pana mistrzem w badaniu historii i rozumieniu dziejów?
– Całą swoją początkową drogę naukową przebyłem w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w I Katedrze Historii Nowożytnej, gdzie kierownikiem był prof. dr hab. Ryszard Bender. To właśnie pod jego okiem zdobywałem kolejne stopnie naukowe, a profesor zawsze mnie wspierał i wyciągał do mnie pomocną dłoń. Wielką inspiracją jest dla mnie dziedzictwo, jakie zostawił po sobie Feliks Koneczny. Jego spojrzenie nie jest zredukowane li tylko do wymiaru faktów, lecz jest osadzone w wielkich procesach cywilizacyjnych. Rozumieć, czym jest cywilizacja łacińska i jakie zmagania cywilizacyjne dokonywały się przez wieki, to wiedza wręcz bezcenna. Dzięki temu możemy nie tylko wiedzieć, jaki był ciąg zdarzeń (ustalenie faktów), ale możemy rozumieć historię.

Nie sposób nie odnieść się tutaj do dorobku Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, której założycielem był ojciec profesor Mieczysław Albert Krąpiec. Historia jako nauka humanistyczna musi oprzeć się w swych metodologicznych odniesieniach na jakiejś bazie filozoficznej. Nigdy tego nie ukrywałem, że najcenniejsza jest tu filozofia realistyczna, oparta na nurcie arystotelesowsko-tomistycznym.

Gdy patrzymy na przeszłość przede wszystkim pod kątem analogii ze współczesnością, to czy nie popełniamy błędu myślenia ahistorycznego nieuwzględniającego zmieniających się okoliczności, mentalności, stosunków społeczno-ekonomicznych?
– Oczywiście tego typu pomyłki są nagminne. Wydaje się, że właśnie w taki, wyrwany z kontekstu historycznego sposób, są np. oceniane stosunki polsko-żydowskie w okresie międzywojennym. W sposób wypaczony niejednokrotnie patrzy się np. na wyprawy krzyżowe w wiekach średnich. Dalej pokazuje się w sposób nieuprawniony rzekomą nietolerancję Kościoła w Polsce wobec innowierców. Próbuje się oczerniać Żołnierzy Niezłomnych – że wspomnę sprawę Witolda Pileckiego, opisywaną w mojej książce. Wydaje się jednak, że wszystko to robi się najczęściej z pobudek ideologicznych, po to aby zmanipulować obraz przeszłości.

Jakie kłamstwa o naszych dziejach uważa Pan za najbardziej szkodliwe dla postrzegania polskości i kształtowania strategii rozwoju narodowego?
– Mam wrażenie, że najwięcej kłamstw dotyczy opisu roli Kościoła katolickiego w dziejach Polski i jego znaczenia w budowaniu kultury narodowej. Ponieważ Kościół był od samego początku niemal organicznie związany z dziejami naszego Narodu (od momentu chrztu w 966 roku), wrogowie Polski starali się za wszelką cenę przerwać tę więź. Działo się to również na poziomie opisów historycznych w czasach komunistycznych, gdzie Kościół oskarżano o ciemnotę i zdradę. Dzieje się tak i dzisiaj.

A który okres naszej historii uważa Pan za najbardziej interesujący z punktu widzenia aktualnej sytuacji Polski? Mamy wiele głosów o analogiach z okresem saskim, przedrozbiorowym, wskazuje się na podobne metody demontażu państwa.
– Czasy II Rzeczypospolitej, do których powinniśmy z natury rzeczy nawiązywać, łączyły się z wielkim umiłowaniem suwerenności, z wielkim kultem walk wyzwoleńczych. Dzisiaj większość elit nie ceni sobie tego wielkiego dobra, stając na stanowisku kosmopolitycznym. Jest to z jednej strony mocno lansowane przez środowiska lewicowe w UE, z drugiej strony – do złudzenia przypomina czasy upadku Polski w osiemnastym wieku. Pamiętać tylko musimy, że ówczesna głupota polityczna doprowadziła do rozbiorów i do nieprawdopodobnych cierpień kolejnych pokoleń. A byli i wówczas wielcy ludzie, którzy nas przestrzegali przed panoszącym się kosmopolityzmem politycznym. Podczas promocji książki zacytowałem księdza Stanisława Konarskiego, który widząc upadek elit, pisał: „Bojaźń jakaś, lichość umysłów i podłość generalna opanowała wszystko. Interesów prywatnych, ambicji, emulacji, łakomstwa taka moc jest, iż zda się, że w nas pamięć o Rzplitej i Ojczyźnie wygasła”. Czyż słowa te nie pasują idealnie do opisu współczesnej rzeczywistości? Pozwoli pani, że zwrócę uwagę choćby na jeden mały fakt. W czasie kryzysu ukraińskiego wielu liberalnych polityków stwierdziło, że w sposób przyspieszony należy przyjąć w Polsce walutę euro, gdyż wtedy Europa realnie będzie nas bronić przed Rosją (będzie bowiem jednocześnie bronić stabilności swojej waluty). A więc nie argumenty rzeczowe co do opłacalności wprowadzenie euro, suwerenności monetarnej Polski, ale argument strachu – że pod panowaniem zewnętrznego systemu będziemy bezpieczni. A więc już nie członkostwo w NATO, ale wspólna waluta ma nas chronić przed zewnętrznym atakiem. W osiemnastym wieku, kiedy w granicach Rzeczypospolitej szalały różne wojska i bandy, już po przeprowadzeniu rozbiorów wielu mówiło: to dobrze, będzie spokój, a Turcja nas już nie zaatakuje – wszak jesteśmy częścią składową silnych państw. Turcja nas nie zaatakowała, ale Naród przez następne dziesięciolecia i stulecia musiał przelewać krew za niepodległość. Za głupotę płaci się wysoką cenę.

Może Pan podać przykład współczesnego wydarzenia, w którym gdyby brano pod uwagę doświadczenie historii, udałoby się uniknąć poważnego błędu?
– Wystarczy sobie przypomnieć ostatnie wypadki międzynarodowe i przykre uświadomienie sobie, że bezpieczni będziemy dopiero wtedy, gdy będziemy mieli silną armię. Wiele lat mówiono nam, że NATO nas obroni, Europa nas obroni i wojsko jest nam niepotrzebne. Tymczasem w sytuacji kryzysowej kraj musi liczyć przede wszystkim na siebie. Osiemnastowieczny „pacyfizm” szlachty (brak podatków na silną armię) i późniejsza katastrofa niczego naszych rządzących nie nauczyły.

Dedykował Pan książkę swoim synom. Proszę się podzielić doświadczeniem historyczno-patriotycznego wychowania w swojej rodzinie.
– Moi synowie, Wojciech i Stanisław, noszą imiona dwóch wielkich biskupów, patronów Polski. Kiedy wraz z żoną wybieraliśmy dla nich imiona, przyświecała nam myśl sięgnięcia do wzorców najbardziej polskich i najbardziej chrześcijańskich. Dwunastowieczny biskup Iwo z Chartres stwierdził, że „widzimy więcej, bo jako karły stoimy na barkach olbrzymów” (tzn. korzystamy z potężnego dorobku minionych pokoleń). Dedykując synom książkę, widzę w nich jakby całe młode pokolenie Polaków, któremu winniśmy ukazać tych olbrzymów. „Odkłamać wczoraj” po to, by lepiej móc zbudować teraźniejszość i przyszłość. Nasz wysiłek, w tym w jakiejś mierze mój jako historyka, jest skoncentrowany na tym, by odsłonić rzeczywistość, ukazać olbrzymów również dla przyszłych pokoleń Polaków. Wtedy one będą również mogły stanąć na ich barkach i widzieć więcej, zarówno w swoim życiu osobistym, jak i publicznym. Nie możemy ich skazać na rolę „europejskich karłów” nastawionych li tylko na zaspokajanie prostych, przyziemnych potrzeb.

Motto mojej książki jest zaczerpnięte z myśli Prymasa Wyszyńskiego i je również zadedykowałem m.in. moim synom: „Naród, który nie wierzy w swą wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej”.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/73486,z ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 08 kwi 2014, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Edukacja to pierwszy etap kształtowania polskiej duszy. Świadomość historyczna, świadomość kulturowa są niezbędne dla wykształcenia się polskiej duszy, dla zrozumienia i dla pokochania jedynej tak pięknej rzeczy, wśród innych spraw tego świata, jaką jest polskość.
Patriotyzm jest tutaj jakby przedprożem dla Świątyni Polskości. Wiedza i rozumienie wprowadzają nas do tej Świątyni. Wiara czyni nas ludźmi o mocnym kręgosłupie moralnym. Pozwala nam żyć godnie, z honorem w Świątyni Polskości, jaką jest Polska.


Smak polskości

O. prof. Mieczysław A. Krąpiec

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Gimnazjum było nadzwyczajne, na najwyższym poziomie. Zresztą profesorowie naszego gimnazjum później kończyli studia na uniwersytetach z uniwersyteckimi tytułami: profesor Machalski został profesorem UJ, czy profesorowie łaciny i greki. I myśmy dzięki takiemu gimnazjum byli głęboko wkorzenieni w kulturę europejską. Już wtedy czytaliśmy „Iliadę”, „Odyseję”, dzieła Ajschylosa, „Antygonę” Sofoklesa, a także Platona. A więc czuliśmy się wkorzenieni. Dla nas – mówiąc metaforycznie – zdobycze Aleksandra Wielkiego to była lektura obowiązująca i dlatego całe dzieje Europy były dla nas czymś naturalnym; na tej glebie Europy wyrastała polskość. Wiedziało się też, że później, po rozpadnięciu się Imperium Rzymskiego powstawały – dzięki Kościołowi, poprzez zakony – różne państwa i że Polska dołączyła w rozwoju do państw zachodnioeuropejskich. I jeszcze, co było rzeczą ciekawą, że w szkołach tak zwanych powszechnych – wówczas ja cztery klasy szkoły powszechnej skończyłem i do gimnazjum poszedłem – było obowiązkiem znać poczet królów polskich – wszystkich. Ja do dziś pamiętam, od Mieszka I do ostatniego, Poniatowskiego. Wisiał poczet królów i nauczycielka o każdym z nich coś mówiła i dlatego dla nas historia Polski była czymś tak żywym.

Fragment pochodzi z: „Porzucić świat absurdów. Z Mieczysławem A. Krąpcem OP rozmawia ks. Jan Sochoń”, Lublin 2002

--------------------------------------------------------------------------------

Formacja młodego człowieka na Polaka jest procesem długim. Jeżeli bowiem polskość wyrasta z gleby kultury klasycznej i chrześcijańskiej, taką kulturę młody Polak musi poznawać nie przelotnie, ale systematycznie, od rodzinnego domu poczynając, poprzez szkołę podstawową i średnią. Wtedy dopiero zaczyna sobie uświadamiać, jak pięknym kwiatem jest kultura polska, jak pięknie pozwala nam być ludźmi. A wtedy całe jej dzieje nabierają sensu i smaku, w każdym pokoleniu. Dlatego właśnie taki był program edukacji w wolnej Polsce. Jeśli programu takiego dziś nie ma, to skąd się wezmą wolni i dumni Polacy?

http://www.naszdziennik.pl/wp/73921,smak-polskosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 23 kwi 2014, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Drapieżny Wschód

Zygmunt Krasiński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Stoim u wrót nieba lub piekła, ale jeszcze Polska nie zginęła! Ona powinna wszelkiemu piekłu stanąć w poprzek i na przełaj wszelkiemu, mówię, bo choć jedno jest, ale przybiera kształty bardzo różne i zwodzi oczy ludzkie, a kształt różny jego pochodzi od tego, czy skupione w jednej osobistości Gengis-hanowej [Dżyngis chana], czy też po zniknieniu tej osobistości, rozlane po tłumie, a po tłumie wyobrazicielu tradycji Gengis-hanowej i wschodniego świata, czyhającego na zachodni. Polska nie zginęła, bo świat ocali i zbawi. Gdyby go nie miała ocalić i zbawić, piekło wszelkiego zwrotu przezwyciężając, to by zginęła. Kto zewschodni zupełnie Polskę, odzachodniając ją zupełnie, ten ją zgubi.

Fragment listu do Augusta Cieszkowskiego, 16 kwietnia 1848 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Państwo Mongołów było w XIII w. największym imperium w dziejach świata. Nie mogło to się zdarzyć przypadkiem ani też dzięki geniuszowi jednego wodza, lecz stać za tym musiała metoda zarówno organizacji państwa, jak i tak olbrzymich podbojów. A choć imperium to upadło, to jego metody, wraz z elementami cywilizacji, wsączone zostały w niektóre podbite narody tak mocno, że są żywe po dziś dzień. Są mocniejsze niż biologiczne pochodzenie, niż kultura, niż religia. Mają zdolność przepoczwarzania się, łudzenia, kuszenia, manipulacji, by upatrzoną ofiarę schwytać, zniewolić albo nawet zabić. Polska nie może zapomnieć, że ciągle jest obiektem takich właśnie podchodów, będących echem dawnych najazdów.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75328,dra ... schod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 29 kwi 2014, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Dzisiaj pod rządami PO jest dokładnie tak samo, jak to przedstawił Krasiński...
To trzeba dostrzegać, zrozumieć, przejrzeć na wylot, pojąć, aby móc się odnaleźć we własnym Polskim Domu.
Medialna propaganda sieje wśród nas zarazę podziału, nieufności, zawiści. My musimy przerosnąć sztuczki medialnej i politycznej propagandy.
Do tego potrzebne są nam jak powietrze, jak woda, jak pokarm ... elity narodowe.
Pracujmy nad sobą, nad swoją wiedzą, poszukujmy prawdy, rozwijajmy się ... dla siebie dla Polski, dla Polaków, dla normalności, dla tego aby nikt nam nie mógł "pluć w twarz".
Mamy Ojczyznę, to kochajmy Ją i szanujmy. Szanujmy też siebie samych.


Dziel i rządź!

Zygmunt Krasiński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Hipokryzja to straszna: dobro wrzkomo robić, by zły cel, skutek piekielny osiągnąć – może lepiej złe, by dobry cel! Ale piekła warto i jedno, i drugie. Skonfiskować wojskiem trudno było, zatem oczynszujem, że w końcu szlachta jakby po konfiskacie gołą będzie i poniszczoną. Poniszczonych łatwiej przemienić w szpiegów, łotrów, zdrajców – skądinąd już potęgi nie mają! Takie rozumowanie, taka logika; czuję ją – a tymczasem w Europie kadzić nam będzie nawet propaganda liberalna! „Wielki, wielki mocarz, dobroczyniący!” – Jakaż to Lebensironie! [ironia losu] – O lud: to broń dwusieczna! Stronnictwa wyrywają ją sobie i każde do piersi drugiego je przystawia, aż nadejdzie dzień, w którym to narzędzie o swoich siłach chodzić zacznie! A wtedy i wrogów i benefaktorów swoich pogodzi!

Fragment listu do Augusta Cieszkowskiego, 12 września 1846 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Rzymska zasada „divide et impera!” (dziel i rządź!) stosowana jest przez systemy imperialne lub totalitarne po dziś dzień. W przypadku Polski stosował ją car, stosowali też komuniści. Miało to znaczenie nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim polityczne. Chodziło o to, żeby nie dopuścić do konsolidacji warstwy ziemiańskiej z warstwą chłopską, dzięki czemu powstałby cały Naród Polski, obejmujący wszystkie warstwy społeczne. Stąd właśnie, by temu przeciwdziałać, ostrzono apetyty chłopskie na własność szlachecką, głosząc, że dzięki okradzeniu jednych, wzbogaci się drugich. W rzeczywistości najpierw okradziono jednych, potem drugich; ziemię zaczęli przejmować nasłani koloniści albo po prostu zabierało ją państwo. A Naród ciągle nie może się odrodzić.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75890,dziel-i-rzadz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 15 maja 2014, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Historia trwa

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Janem Józefem Kasprzykiem, aktorem „Naszego Teatru”, rozmawia Beata Falkowska

W spektaklu „Z Katynia do Smoleńska” „Naszego Teatru” wciela się Pan w dwie diametralnie różne postaci. To było aktorskie wyzwanie?
– Owszem, ponieważ w ciągu dwóch godzin przenoszę się z bieguna dobra na biegun zła. W pierwszej części wcielam się w rolę oficera z obozu w Kozielsku. Postać szczególnie mi bliską z uwagi na to, że jeden z kuzynów mojej babci, porucznik rezerwy Władysław Matla, zginął w Katyniu. Zagranie tej roli jest swego rodzaju hołdem składanym kuzynowi i tym, którzy zginęli wiosną 1940 roku. Ponieważ jest to spektakl z gatunku teatru faktu, gdzie jedną z kluczowych scen jest ta, w której „wielcy” ówczesnego świata – Stalin, Roosevelt i Churchill – grają losami Europy i Polski, nieodzowne było pokazanie samego Stalina. I właśnie tę postać największego zbrodniarza, jakiego ludzkość wydała, przypadło mi zagrać w drugiej części spektaklu. To oczywiście duże wyzwanie aktorskie. Czy mu sprostałem, pozostawiam ocenie widzów.

Spektakl jest oparty w całości na materiałach źródłowych.
– W pierwszej części spektaklu opowiadamy o losach oficerów zamordowanych w Katyniu przez pryzmat ich listów, wierszy, dzienników. W drugiej części pokazujemy, jakie były polityczne kulisy tej zbrodni. Gdy Beria odczytuje w gabinecie Stalina notatkę, która stała się podstawą rozkazu o zamordowaniu polskich oficerów, w nieprawdopodobny sposób wybrzmiewają liczby generałów, pułkowników, majorów, kapitanów, poruczników skazanych na śmierć. Kilka lat temu przetoczyła się przez Polskę dyskusja, czy Katyń był ludobójstwem, czy nie. Słuchając tej notatki Berii, można powtórzyć za śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, że jeżeli Katyń nie był ludobójstwem, to co w takim razie jest ludobójstwem? To była zbrodnia ludobójstwa, która w swym założeniu miała pozbawić Polskę jej elity, nie tylko w wymiarze wojskowym. W części kolejnej, gdy przywołujemy sprawę Jałty, śledztwa katyńskiego prowadzonego w Kongresie USA, rozmowy Churchilla z gen. Andersem, widzimy, jak wielka była z jednej strony nienawiść imperialnej Rosji sowieckiej do Polski, a z drugiej – jak wielka była niewdzięczność aliantów wobec Polski. W tej grze politycznej Polska niestety przegrała i stała się jej ofiarą na ponad pół wieku.

Kończycie akordem smoleńskim.
– Trudno zakończyć spektakl inaczej. Można powiedzieć, że katastrofa smoleńska wpisała się trwale w dzieje sprawy katyńskiej. 70. rocznica mordu w Katyniu to miał być moment, w którym –między innymi w planowanym przemówieniu – śp. prezydent Lech Kaczyński miał nazwać zbrodnię katyńską tak, jak ona na to zasługuje: ludobójstwo. Byłby to ważny akt, także w wymiarze międzynarodowym, w trwającej tyle lat walce o pamięć historyczną i sprawiedliwość.

Jak odbiera Pan żywe reakcje publiczności podczas spektaklu?
– Piłsudski powiedział kiedyś, że „naród, który traci pamięć, przestaje być narodem”. Osoby, które przyszły na spektakl i reagują bardzo żywo, to jest ta substancja Narodu, który nie stracił pamięci. To ludzie, dla których Katyń nie jest obrazem obojętnym, historią z zamierzchłej przeszłości. Gdy żywiołowo reagują na pokazane na scenie rozmowy w Jałcie, jest to, można powiedzieć, jakaś forma krzyku rozpaczy. Pokazuje to, że historia nie jest obszarem zamkniętym, że historia dzieje się dalej. Dopóki o niej pamiętamy, dopóki budzi ona emocje, możemy mówić o wspólnocie, czyli o narodzie. Fukuyama nie miał racji, historia się nie skończyła, trwa. Muszę dodać, że na spektakl przychodzą rodziny katyńczyków, dzieci, wnuki pomordowanych, którzy chcą zamanifestować, że to cały czas jest dla nich żywe. To też jest wartość tego spektaklu.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/77245,h ... -trwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 21 cze 2014, 06:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Jak odtruć historię?

Przez prawie pół wieku państwo zwane PRL robiło wszystko, aby świadomość historyczna Polaków w odniesieniu do II wojny światowej była jednostronna: za krzywdy wyrządzone Polsce odpowiedzialna jest III Rzesza Niemiecka, która dzięki Związkowi Sowieckiemu została pokonana, a Polska odzyskała wolność.

Taki obraz II wojny światowej utrwalano w edukacji, w nauce, w mediach, w sztuce – wszędzie tam, gdzie odbywa się proces nie tylko zdobywania wiedzy, ale właśnie budowania świadomości w skali społecznej. A choć żyły pokolenia, które wiedziały, również z autopsji, że wojna z polskiego punktu widzenia przebiegała inaczej, to jednak zarówno zastraszenie, jak i szczelna państwowa cenzura skutecznie wpływały na utrwalenie tylko tej jednej wersji.

Niewygodna prawda
Po roku1989 państwo zmieniło ustrój, a urząd cenzury został zniesiony. Nie wiązało się to jednak automatycznie z odzyskaniem i odtruciem pamięci. Do tego potrzebne były nie tylko żmudne badania, ale również skuteczne ich upowszechnianie. A to wcale nie było takie proste, ponieważ odtruwanie pamięci to proces bardzo długi, zwłaszcza gdy PRL-owska wersja historii ciągle była obecna w wydawanych do tej pory i dostępnych publikacjach, a także w cieszących się znaczną popularnością filmach. Ta wersja obecna była w świadomości milionów komunistów jako historia im najbliższa, z której do końca wcale nie zamierzali rezygnować. A wraz z odzyskiwaniem politycznych wpływów środowiska wywodzące się z PZPR chętnie blokowały odzyskiwanie pamięci przez Polaków.

Co składa się na tę pamięć? Problemem tym zajmuje się w swojej najnowszej książce „Zatruwanie pamięci” Leszek Żebrowski. Jest to zbiór artykułów, jakie w latach 2002-2012 ukazywały się na łamach „Naszego Dziennika”. Dotyczą one wydarzeń, które odnoszą się do takich miejscowości jak Jedwabne, Naliboki i Koniuchy, a obejmują okres 1941-1944. Nazwy tych miejscowości są wprawdzie w naszej zbiorowej pamięci coraz lepiej rozpoznawalne, ale ciągle zbyt słabo. Zresztą są to tylko przykłady tego, co spotkało Polskę i Polaków w czasie II wojny światowej, a o czym Polacy mieli nie wiedzieć.

Dlaczego po roku 1989 w dalszym ciągu obowiązuje swoista zmowa milczenia? Dlatego że w grę wchodzą zbrodnie, o których prawda jest ciągle pewnym środowiskom nie na rękę. A przecież Polacy nigdy nie stosowali kryteriów odpowiedzialności zbiorowej, lecz zawsze starali się dociec, kto faktycznie był winny. Leszek Żebrowski zadaje w sposób uzasadniony konkretne pytania: Kto był winny? Kto był winny zbrodni w Jedwabnem, w Nalibokach, w Koniuchach?

W Jedwabnem winą obarczono Polaków. Jednak taka wersja nie da się utrzymać, ponieważ zawiera zbyt wiele luk i błędów, nawet celowych fałszerstw. W Nalibokach i w Koniuchach doszło do mordów na bezbronnej ludności polskiej ze strony nie tylko sowieckiej partyzantki. A jednak prawda na ten temat bywa ukrywana albo ujawniana jest małymi kroczkami w taki sposób, aby nie była zbyt czytelna, a na pewno by nie stała się jasnym punktem odniesienia, który pomaga lepiej zrozumieć skalę nieszczęść, jakie dotknęły Polskę na Kresach.

Polski punkt widzenia
Leszek Żebrowski stara się z całym taktem i poczuciem odpowiedzialności historyka podjąć temat współudziału niektórych środowisk żydowskich w akcjach mających charakter zdecydowanie antypolski. Sprawa jest dlatego delikatna, że poruszając taki temat, nie można wpaść w pułapkę antysemityzmu, który jest ideologią, a w pracy historyka chodzi o ustalenie faktów.

W przypadku zbrodni w Jedwabnem oficjalnie podawana wersja, jakoby Polacy spalili 1600 Żydów, nie wytrzymuje krytyki, ponieważ zbyt wiele informacji jest nieprawdziwych, a nawet sprzecznych, zarówno co do liczby ofiar, jak i sprawców. W końcu liczba ofiar zmalała do 300-400. Okazało się też, że osoby uznane za świadków tej zbrodni wcale nie były jej świadkami, a ze względu na przerwanie procesu ekshumacji nie można dokładnie zrekonstruować tego, co się wydarzyło. Jednak fałszywa wersja wydarzeń znalazła się w podręcznikach do historii, a co gorsza – poszła w świat, przypinając Polakom łatkę antysemitów. Trwa to po dziś dzień.

O ile w Jedwabnem o morderstwo na Żydach zostali oskarżeni Polacy, choć wszystko wskazuje na to, że kierowniczą i główną rolę musieli odgrywać Niemcy, to w Nalibokach i w Koniuchach w ramach partyzantki sowieckiej odpowiedzialna za zbrodnie na bezbronnej ludności polskiej była partyzantka żydowska. Sprawa mordów okazała się na tyle drażliwa, że na różne sposoby próbuje się ten wątek podnieść na taki poziom ogólności, aby nie można było wprost powiedzieć, kto za te zbrodnie był odpowiedzialny. Metodę taką stosuje nawet IPN, natomiast miłośnicy filmu mogą „delektować się” produkcją Hollywood („Defiance” – „Opór”), która szerokim łukiem omija problem współodpowiedzialności za mord w Nalibokach tych, których kreuje na bohaterów.

Wynika z tego, że Polacy w dalszym ciągu mają nie znać swojej historii, własnego bohaterstwa, własnych strat, zwłaszcza na Kresach, gdyż narzucany jest nam obcy punkt widzenia, a my mamy odgrywać rolę zahukanych winowajców, którzy na hasło „antysemityzm” zdolni są wziąć na siebie odpowiedzialność za zbrodnie przez nas niepopełnione albo nie dociekać, kto tak naprawdę dopuścił się zbrodni na nas.

Książka Leszka Żebrowskiego to nie tylko próba rzetelnej rekonstrukcji i oceny brzemiennych w skutki wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie II wojny światowej, ale również próba odtrucia narodowej pamięci w taki sposób, aby zyskać szerszą perspektywę historyczną. Właśnie z tych powodów z książką tą warto się zapoznać, ponieważ pomaga ona odzyskać polski punkt widzenia na nasze sprawy, nasze losy, nasze tragedie i nasze bohaterstwo. A skoro zatruwanie pamięci nadal trwa, nie ma innej odtrutki niż prawda ukazana jasno i rzetelnie.

Prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/82786,j ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 05 lip 2014, 06:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Melodia w tonacji GRU

Kłamstwo panoszy się w naukach historycznych za sprawą niezwykle poręcznego pojęcia „narracji”. Bez znaczenia są twarde fakty – ważna jest ich segregacja oraz interpretacja zgodna z założoną tezą. „Nie jest ważne, jak było, tylko jak się komuś obecnie wydaje. To już nie jest nauka, to toporna ideologia i prostacka propaganda” – powiada znany historyk Leszek Żebrowski, autor wydanej ostatnio książki „Zatruwanie pamięci”.

Mają więc swoją „narrację historyczną” Niemcy, mają ją Rosjanie, a także Żydzi. Ci pierwsi – o czym pisze Żebrowski – zamazują własną odpowiedzialność za zbrodnie i obozy koncentracyjne, zasłaniając się „nazizmem”. I tak z mediów zachodnich dowiadujemy się, że „naziści” (bo przecież nie Niemcy) opanowali Republikę Weimarską w 1933 roku, sprzymierzyli się ze Stalinem, uderzyli na Polskę w 1939 roku, zakładali „polskie” obozy koncentracyjne… Historyk, który od ćwierć wieku zmaga się z nieprawdą, ujmuje rzecz lapidarnie: „Coraz częściej mamy do czynienia z nową wykładnią historii współczesnej. Kaci w mundurach Wehrmachtu przedstawiani są jako dzielni żołnierze, którzy w wolnych chwilach opiekują się ludnością cywilną w okupowanym kraju, dostarczając jej rozrywek”.

Żebrowski staje na ubitej ziemi przeciwko Janowi Tomaszowi Grossowi, który zatruwa umysły czytelników na Zachodzie i w Polsce, dowodząc pseudonaukowymi metodami, że Polskie Państwo Podziemne było z gruntu antysemickie, bo nie powstrzymało holokaustu. Polski historyk uderza w „narrację” żydowską, odkrywając szerokie obszary konsekwentnie pomijanych faktów, takich jak współpraca Żydów na Kresach z Sowietami przeciwko polskim oddziałom niepodległościowym. Dociera do najdrobniejszych szczegółów, rzuca światło prawdy na współudział Żydów w zbrodni na mieszkańcach Naliboków i Koniuchów. Demitologizuje działalność braci Bielskich, z których Hollywood uczyniło heroicznych przywódców partyzantki żydowskiej. Mierzy się wreszcie z tematem drażliwym, jakim jest sprawa Jedwabnego, stawiając niewygodne pytania i odkrywając fakty podważające bezdyskusyjną już, niestety, wykładnię tamtych tragicznych wydarzeń, według której winę za mord Żydów ponosi wyłącznie zdziczała i przeżarta nienawiścią do sąsiadów polska ludność.

Żydowska agentka GRU „Zosia”
Słowa Żebrowskiego o instrumentalnym traktowaniu historii potwierdza sączący się od lat do powszechnej świadomości na Zachodzie i w Polsce prosty przekaz: „lewicowy równa się antyfaszystowski” – dość przypomnieć warszawską wystawę ku czci Róży Luksemburg, wykreowanej na „zdeklarowaną przeciwniczkę wojny”, czy pamiętny rajd niemieckich lewackich „antyfaszystów”, którzy zjechali do Warszawy w Święto Niepodległości, by „rozprawić się z polskimi brunatnymi siłami”.

W tę utrwaloną już kalkę wpisuje się wydana w tym roku przez Żydowski Instytut Historyczny powieść izraelskiej autorki Jehudit Kafri „Zosia. Od doliny Jezreel do Czerwonej Orkiestry”. Autorka kreśli sentymentalny obraz życia Zofii Poznańskiej, Żydówki z Kalisza, na której historię natknęła się, badając dzieje własnej rodziny. W międzywojniu Poznańska, zdeklarowana syjonistka, wyjechała do Palestyny, gdzie – jak podaje Jehudit Kafri – poznała polskiego Żyda, zawodowego rewolucjonistę Leopolda Treppera rodem z Nowego Targu. Ten wprowadził ją do Palestyńskiej Partii Komunistycznej, a pod koniec lat 30. XX wieku w struktury tzw. Czerwonej Orkiestry, przedstawionej przez pisarkę jako grupa „antyfaszystowskich” działaczy, związanych wprawdzie z Moskwą, ale działających ze szlachetnych pobudek. Zofia Poznańska, „jedna z anonimowych bohaterek II wojny światowej – jak mówi Jehudit Kafri – dobrze rozumiała, na czym polega doniosłość działalności antynazistowskiej w tym czasie” i stawiła czoła hitlerowskiemu reżimowi. Pojmana razem ze swoim dowódcą kapitanem Michaiłem Makarowem oraz innymi agentami sowieckimi przez gestapo w grudniu 1941 roku, brutalnie przesłuchiwana, popełniła samobójstwo.

Orkiestra stroi instrumenty
Czym była Czerwona Orkiestra, której apologię znajdujemy w izraelskiej powieści? Siatką założoną przez sowiecki wywiad wojskowy GRU w 1938 roku na Zachodzie w celu infiltracji środowisk wojskowych III Rzeszy. Przedsięwzięcie miało dla Stalina zasadnicze znaczenie, bo od gigantycznych kredytów niemieckich i dostaw zbrojeniowych w zamian za surowce z ZSRS zależało powodzenie sowieckich planów podbicia Europy. Ekspansja terytorialna komunizmu możliwa była wówczas tylko dzięki współpracy z Niemcami. Stalin potrzebował więc jak najwięcej informacji o swoim potężnym sojuszniku.

W literaturze poświęconej Czerwonej Orkiestrze – kryptonim „Rote Kapelle” nadało siatce GRU gestapo w 1942 roku – trudno trafić na nazwisko Poznańskiej. Prawdopodobnie była jednym z wielu współpracowników. Także życie jej założyciela, Leopolda Treppera, wciąż obfituje w białe plamy. Wiadomo, że komunizował od młodości, że w latach 20. organizował strajki górnicze w Dąbrowie Górniczej, a w 1923 roku wyjechał do Palestyny, gdzie związał się z bolszewizmem. Deportowany do Francji za „działalność wywrotową”, osiadł w Marsylii – tam został zwerbowany przez GRU. Kursował między Paryżem a Moskwą, a wreszcie w 1937 roku otrzymał – jako sprawdzony agent – od szefa GRU polecenie zorganizowania sieci szpiegowskiej w Europie Zachodniej. Przedsięwzięcie nabrało realnych kształtów w 1938 roku, gdy współpraca militarna Stalina z Hitlerem kwitła w najlepsze. Idea była prosta i nienowa: powołać do życia przedsiębiorstwa handlowe i produkcyjne, a pod ich szyldem ukryć działalność agenturalną. Plan przewidywał, że firmy powstaną w państwach otaczających III Rzeszę. Kilkuosobowe grupy miały zdobywać informacje o potencjale militarnym i przemysłowym Niemiec, o rozmieszczeniu wojsk oraz ich ruchach.

Trepper, zgodnie z zasadami obowiązującymi „nielegała”, wyjechał z Moskwy przez Sztokholm do Antwerpii, gdzie przedzierzgnął się w kanadyjskiego przedsiębiorcę, by osiąść wreszcie w Brukseli. Założył tam w 1938 roku za sowieckie pieniądze firmę importowo-eksportową i zajmował się sprzedażą płaszczy nieprzemakalnych we Francji, Włoszech, w Holandii, Danii, Szwecji, Norwegii oraz w samych Niemczech. W istocie nawiązywał kontakty i werbował informatorów.

Gra na czerwoną nutę
Dla wzmocnienia brukselskiej placówki GRU przysłało w 1939 roku, przed wybuchem II wojny światowej, dwóch „Urugwajczyków”: Anatolija Gurewicza, doświadczonego jeszcze w Hiszpanii, oraz Michaiła Makarowa – tego właśnie, z którym Zofia Poznańska wpaść miała w ręce gestapo.

Działalnością całej sieci GRU kierowało zatem dwóch ludzi: Trepper, nazywany „Dużym Szefem”, i Anatolij Gurewicz – „Mały Szef”. Ten pierwszy przeniósł centralę po upadku Francji w czerwcu 1940 roku do Paryża. Od 1941 roku z jego inicjatywy w okupowanej stolicy Francji działać zaczęła firma handlowa, a w Brukseli powstała druga, kierowana przez Gurewicza.

Obie instytucje zdobyły dla Moskwy wiele informacji, ale rzeczywistych rozmiarów sowieckiej infiltracji w III Rzeszy nie znamy. Podczas gdy brukselska agentura Gurewicza rozszerzała kontakty z producentami sprzętu wojskowego dla Wehrmachtu w Pradze i Monachium, firma Treppera, ulokowana na Polach Elizejskich, w sąsiedztwie siedziby niemieckiej Organizacji Todt, wypłynęła na szersze wody. Organizacja Todt prowadziła prace budowlane na rzecz wojska wszędzie tam, dokąd dotarły niemieckie wojska. Trepper niezawodnym instynktem szpiega wyczuł możliwość utworzenia za jej pośrednictwem solidnej bazy informacyjnej. Zainstalował tam swoich ludzi, a także zdobył „niemieckich przyjaciół”, urządzając zakrapiane przyjęcia i wyciągając informacje. A nie były to dane bez znaczenia: przy wódce wydobył na przykład z niemieckiego inżyniera zwierzenia o przygotowaniach do uderzenia na Sowiety. Tę informację, podobnie jak wszystkie inne dotyczące planu niemieckiego ataku, Stalin po prostu zlekceważył. Dla Treppera pracowali kolejarze francuscy, od których dostawał materiały o transportach wojskowych, oraz skomunizowane związki zawodowe, przekazujące dane o produkcji zbrojeniowej. Podsłuch telefoniczny założony w paryskiej siedzibie niemieckiego kontrwywiadu Abwehry przyniósł żniwo obfite: GRU znała na czas rozkazy kursujące między Paryżem a Berlinem. Stosowano też metody stare jak świat: „damy do towarzystwa” wypytywały oficerów o stacjonowanie jednostek, straty, nastroje w Wehrmachcie.

Kiedy Niemcy uderzyły na Sowiety, szczególnego znaczenia nabrała intensywna łączność radiowa, ponieważ poczta dyplomatyczna przestała działać. Niemcy zaczęli szaleć po Brukseli, szukając radiostacji. Wreszcie w grudniu 1941 roku namierzyli mieszkanie, skąd nadawał wspomniany już Makarow, zwierzchnik komórki, której członkiem miała być Zofia Poznańska. Wpadli na gorącym uczynku.

W lipcu 1942 roku zaczęły się aresztowania w Paryżu, ponieważ gestapo powołało Sonderkommando do wykrycia sowieckich „grajków” – jak w żargonie agenturalnym nazywano telegrafistów. Do jesieni 1942 roku Niemcy zlikwidowali sieć. Wpadki nastąpiły jedna po drugiej: w listopadzie schwytano Gurewicza, którego wsypał Makarow, a niedługo po nim – Treppera. Obu szefom udało się ujść z życiem, ponieważ Niemcy postanowili wykorzystać ich do szpiegowskiej gry z Sowietami.

Agent GRU na czele Żydów w PRL
Trepper wykorzystał do ucieczki względną swobodę ruchów, jaką uzyskał dzięki współpracy z gestapo. Poprosił o zawiezienie do apteki, po czym opuścił ją spokojnie tylnym wyjściem. I przepadł. Nie jest jasne, jak przedostał się do ZSRS po wojnie, wiadomo natomiast, że przywitano go tam jak wroga. Dziesięcioletni wyrok odsiadywał na Łubiance i w Lefortowie. Opuściwszy więzienie, przeprowadził się w połowie lat 50. do Polski z żoną i synami.

Agent GRU, używając nazwiska Leib Domb, został w 1962 roku – po Grzegorzu Smolarze (ojcu Aleksandra i Eugeniusza) – przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Do Izraela wyemigrował po wojnie sześciodniowej. W 1973 roku opublikował autobiografię „The Great Game”, której polskie tłumaczenie ukazało się jesienią 2012 roku („Wielka gra”). Zmarł w Jerozolimie w 1982 roku.

Byłem Stirlitzem…
Sprawę Anatolija Gurewicza prowadził Heinz Pannwitz, odpowiedzialny za pacyfikację czeskiej wsi Lidice. Pannwitz zdawał sobie sprawę z tego, że Niemcy wojny wygrać nie mogą, a los swój przypieczętował udziałem w masakrze. We współpracy z Gurewiczem dostrzegł szansę na ocalenie skóry. Postanowił przekazać Sowietom materiały ze śledztwa przeciwko Czerwonej Orkiestrze, licząc na sowiecką wdzięczność. Gurewiczowi natomiast, który sypał na potęgę, zależało na przekonaniu centrali GRU, że do wpadki doszło bez jego winy. Nie wiemy, jak i kiedy Rosjanin przedostał się do Sowietów – według jego oficjalnego życiorysu spędził 25 lat w łagrach. Ale gdy wraz ze wzrostem wpływów służb w latach 90. historie dawnych sowieckich „bohaterów” zaczęły się pojawiać w prasie, Gurewicz wypłynął. Dawał wywiady, doczekał się własnej strony internetowej. Sugerował nawet, że sowiecki serial „Siedemnaście mgnień wiosny” został osnuty na kanwie jego historii, a on sam był pierwowzorem postaci Stirlitza…

Przeciw Hitlerowi – w imię bolszewizmu
O Czerwonej Orkiestrze wiemy wciąż niewiele. Znamy poszczególne wątki, które urywają się niespodziewanie; brakuje danych liczbowych. Wasilij Mitrochin, archiwista KGB, który na początku lat 90. XX wieku przekazał Brytyjczykom owoc swej wieloletniej pracy – notatki sporządzane potajemnie w kwaterze KGB – podaje, że Czerwona Orkiestra liczyła 117 agentów.

„Narracja” żydowska, kreująca agentkę GRU na bohaterkę, splata się z rosyjską, według której Sowiety zawsze były wrogami III Rzeszy. „Zosia – twierdzi autorka powieści gloryfikującej siatkę GRU – stała się uczestnikiem walki po stronie Armii Czerwonej. A bez wielkiego wkładu Armii Czerwonej w zwycięstwo, Hitler i jego przerażający reżim mógł wygrać wojnę i władać sporą częścią świata”.

Agentura GRU działała przeciwko Hitlerowi, służąc imperialnej idei sowieckiej. Czy jest powód, by gloryfikować jej agentów? Rację ma Leszek Żebrowski, gdy mówi, że „określone grupy interesów, ale też siły polityczne, mają możliwości i cel prowadzenia takiej polityki historycznej, jaka jest dla nich przydatna”.

Anna Zechenter

http://www.naszdziennik.pl/mysl/84081,m ... i-gru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 11 lip 2014, 06:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Antidotum na kłamstwo

Dr Jarosław Szarek

Bronić się można wyłącznie prawdą, zadawaniem niewygodnych pytań, szukaniem odpowiedzi na bulwersujące nas sprawy. I pokazywaniem, że o tych sprawach można pisać inaczej, przede wszystkim, zgodnie z elementarnym poczuciem przyzwoitości” – czytamy we wstępie do najnowszej książki Leszka Żebrowskiego „Zatruwanie pamięci”, stanowiącej zbiór artykułów opublikowanych na łamach „Naszego Dziennika” w latach 2002-2012.

Autor jest znanym historykiem, publicystą historycznym i w tych dwóch zdaniach zawarł również uniwersalne przesłanie na ten czas, gdy zatruwana jest nie tylko pamięć, ale toksyny nieprawości zdają się wnikać w każdą sferę naszego życia. To nie tylko jego opinia, lecz doświadczenie, które Żebrowski wyniósł jeszcze z antykomunistycznej opozycji końca lat 70. XX wieku. W odróżnieniu od wielu swych rówieśników nie ograniczył wierności prawdzie do zmagań z peerelowskimi kłamstwami, ale po 1989 roku zmierzył się z tymi, którymi obficie raczy nas okrągłostołowa republika. Swą dociekliwość w dochodzeniu do prawdy połączył z erudycją i naukową rzetelnością, cnotami niepożądanymi tak w PRL, jak i w III RP.

Badacz niepokorny
Był prekursorem historycznych badań nad prawdziwym obliczem GL-AL, przywracał nie tylko pamięć, a przede wszystkim dobre imię Narodowym Siłom Zbrojnym, obdzierając ich obraz z propagandowych ohydztw, wskazywał na komunistyczne korzenie „elit” III RP. Dzisiaj jest to już oczywiste, ale gdy w latach 90. pisał o tym Żebrowski, był jednym z nielicznych. Zajmował się tematami, których większość historyków wolała nie zauważać albo omijała je z daleka, aby nie narazić się na podejrzenie o myślozbrodnię, choćby – „antykomunizm” i tę najstraszniejszą – „antysemityzm”. Tą drogą kroczył konsekwentnie i odważnie, nie mogąc liczyć na wsparcie instytucji naukowych najczęściej wpisujących się w główny nurt politycznej, historycznej poprawności. Dobrze ilustrują to główne wątki „Zatruwania pamięci” zawarte w podtytule „Jedwabne, Naliboki, Koniuchy (1941-1944). Politykierstwo historyczne w III RP”.

Precyzyjnie, cytując pomijane źródła, rozprawia się w książce z manipulacjami dotyczącymi zbrodni na Żydach w Jedwabnem. Wykreowany fałszywy mit stał się okazją do rozpętania histerycznych oskarżeń Polaków o współudział w holokauście. Żebrowski opisuje mordy w Nalibokach i Koniuchach dokonane przez żydowskich i sowieckich partyzantów. Zestawia fakty z przebiegiem wydarzeń „ustalonym” przez najczęściej – najdelikatniej ujmując – niechętną Polakom historiografię żydowską. Tę jednak przyjmują bezkrytycznie kręgi opiniotwórcze w naszym kraju, co jedynie dowodzi ich wyobcowania z narodowej wspólnoty.

Pamiętamy jeszcze „potok medialnych zachwytów i wrzasków” nad publikacjami Jana Tomasza Grossa. Żebrowski wykazuje jego dyskwalifikującą niewiedzę i podkreśla, że „zaniedbywanie ustalania prawdy rodzi określone skutki”. Tylko bowiem w takiej atmosferze mógł powstać tak zakłamany film jak „Pokłosie” ukazujący Polaków „w zwyrodniałym świetle”. Bardzo prosty schemat: „Źli Polacy, dobrzy Żydzi. Mordercy i ofiary. Rabusie i właściciele”. I ten film powstał za nasze pieniądze, wpisując się w politykę „kulturalną” rządu PO – PSL oraz – jak podkreśla Żebrowski – „spełnia oczekiwania tych sił, które chcą nas obarczyć współudziałem w holokauście, to zaś wiąże się z łatwiejszym pozyskaniem kilkudziesięciu miliardów dolarów w ramach ’odszkodowań’”. To fragment zamieszczonego w książce tekstu sprzed dwóch lat, dzisiaj decyzję o ich wypłacie przegłosowali już zgodnie posłowie.

Nie przemogą
Autor zauważa „bezkrytyczne opracowania i albumy coraz częściej gloryfikujące armię niemiecką, męstwo niemieckich żołnierzy…” niewspominające o ich zbrodniach, o tym, iż wspólnie ze Stalinem dokonali agresji na Polskę, unicestwiając nasze niepodległościowe elity. I pyta wprost. „Czy to już nowa, europejska wykładnia dziejów II wojny światowej. Być może to dopiero początek fali radykalnych zmian…”. Słowa te pisał w styczniu 2010 roku. Wtedy były tylko książki, a dzisiaj jesteśmy już po filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” przedstawiającym dobrych, biednych Niem- ców zmuszonych przez nazistów do udziału w wojnie z odrażającymi, brudnymi Polakami-antysemitami, bez których holokaust nie byłby możliwy. I ten obraz nachalnie, wbrew faktom narzucają Polakom samozwańcze „elity” wyrastające z PRL i mentalnie w nim zanurzone. To one „zatruwają pamięć”, ale jak zauważył przed pięciu laty Żebrowski: „To wszystko już było. Co prawda już mało kto pamięta stalinizm i ówczesną szkołę, ale cel przecież był ten sam: wyhodowanie ’człowieka szczególnego pokroju’. Dziś ten sam cel jest realizowany bez brutalnej przemocy fizycznej, bo już nie jest to potrzebne. Zamiast tego wystarczy przemoc psychiczna – narzucanie swej woli i zwalczanie wszystkich opornych zarzutami o antysemityzm, dyskryminację, nietolerancję itp.”. Rzeczywistość szybko przyniosła potwierdzenie tych słów, gdy przed rokiem prof. Krzysztof Jasiewicz stał się obiektem haniebnej nagonki, gdyż wnioski, do jakich doszedł w swych badaniach, były odmienne od tych mających obowiązywać.

Żebrowski podkreśla, że „społeczeństwo jest wystarczająco rozbrojone i ubezwłasnowolnione, aby poddawać się takim prądom, tym bardziej że zmiany nie następują gwałtownie. Stosowana jest metoda ’małych kroków’. Ale są one coraz szybsze. Od nas zależy, czy damy się potulnie wodzić za nos i prowadzić w stronę pożądaną przez wiecznych rewolucjonistów i burzycieli cywilizacyjnych fundamentów”.

Ma rację, burzyciele się spieszą, doświadczamy tego każdego dnia, ale ich działania napotykają na opór. Coraz wyraźniej narasta on wśród młodego pokolenia Polaków. Wydaje się ono coraz mniej podatne na kłamstwa atakujące naszą pamięć. Duża i niepodważalna w tym zasługa Leszka Żebrowskiego, a jego „Zatruwanie pamięci” jest dobrym antidotum dla każdego niechcącego im się poddać.

http://www.naszdziennik.pl/wp/84797,ant ... mstwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 30 lip 2014, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Skala niezrozumienia Rosjan

Filip Frąckowiak

10 lat temu, w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, rosyjski ambasador w Polsce Nikołaj Afanasjewski napisał w liście do Polaków, że powinniśmy pamiętać o wspólnej walce o wyzwolenie. W liście tym, opublikowanym w oficjalnym wydawnictwie zawierającym listy od zagranicznych przedstawicieli w Polsce, Rosjanin pisał także o wspólnym wrogu tamtych czasów. Niestety, pomimo układu o nieagresji nie ma żadnej daty w historii drugiej wojny światowej, którą wspólnie mogliby świętować Rosjanie i Polacy. Od 23 sierpnia 1939 roku, czyli podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, a de facto Hitler – Stalin, aż do 8 maja 1945 r., czyli kapitulacji Niemiec (lub nawet 9 maja, jak by chcieli Rosjanie). Okres Powstania Warszawskiego jest jednym z tych, które Moskwa próbowała zafałszować, aby ukryć karygodne działania w interesie imperium rosyjskiego. Przeciwko Polakom, nie tylko tym, którzy walczyli w Warszawie, ale w całej Polsce. Niech wspomnę tylko namawianie mieszkańców miasta do walki, aby wspólnie pokonać Niemców na tym odcinku frontu. Potem celowe czekanie, aż Niemcy wyrżną miasto. Odmowa udostępnienia zachodnim aliantom lotnisk potrzebnych do międzylądowania podczas udzielania powstańcom pomocy. Później Rosjanie oskarżyli Polaków o kolaborację z Niemcami tylko po to, aby ich zamordować pod fałszywym zarzutem o zdradę.

Każdy z autorów tekstów publicystycznych, naukowych cieszy się, gdy jego wnioski, przemyślenia, wyniki badań trafiają do jak najszerszego odbiorcy. Moje felietony kieruję do czytelników „Naszego Dziennika”, piszę także do wszystkich zatroskanych o przyszły los Polski. Zaskoczeniem był dla mnie ich przedruk w Rosji. W minionym tygodniu felieton zatytułowany „Imperium zła” jeszcze tego samego dnia, po ukazaniu się na łamach „Naszego Dziennika”, został przetłumaczony na język rosyjski i umieszczony na kilku rosyjskich portalach internetowych. Nie jest zaskoczeniem, że Rosjanie czytają polską prasę. Zastanawiać może fakt, że już 12 godzin po ukazaniu się polskiego artykułu, w Rosji ukazuje się jego tłumaczenie. W felietonie tym próbowałem wykazać w krótkiej analizie różnice cywilizacyjne pomiędzy Rosją a Polską i Europą, z których wynika traktowanie przeciwnika politycznego, jego pośmiertnych szczątków w kontekście historycznym i współczesnym. Rozgorzała internetowa dyskusja o tym, dlaczego Polacy nie rozumieją rosyjskiego zaangażowania w II wojnę światową, wielką wojnę ojczyźnianą i o polskich kompleksach. (Rosyjską ocenę mojej osoby celowo pominę). Powszechnie Rosjanie nie rozumieją krzywdy Polaków, nawet nie zastanawiają się nad nią. Liczy się mocarstwowe rozumienie kampanii antyhitlerowskiej. Nie ma też szans w dającej się przewidzieć przyszłości, aby nasi wschodni sąsiedzi dostrzegli cierpienia podbitych przez siebie narodów. Musieliby uznać swoją winę i premedytację we wszystkich zbrodniach na Narodzie Polskim od 1939 roku aż do 1989.

W 2004 roku słowa rosyjskiego ambasadora wydały mi się na tyle oburzające, że wysłałem protest do mediów. Odpowiedź na pytanie, jakie słowa do Polaków w 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego skieruje rosyjski ambasador, jest oczywista. Takie, jakie Władimir Putin i cały aparat rosyjskiej władzy kieruje do Europy codziennie: manipulacji faktami i propagandy mającej zakryć niebezpieczne i karygodne działania w interesie imperium rosyjskiego. Skala wzajemnego niezrozumienia obejmuje właściwie cały zakres współpracy międzypaństwowej. Polska powinna na tym budować swoje relacje z Rosją. Nie na próbie zjednywania rosyjskich przywódców, ponieważ to nigdy nie nastąpi. Wyjątkiem mógłby być szczególnie słaby przywódca na Kremlu, taki jakim był Borys Jelcyn. Ale do tego Moskwa w najbliższych dekadach nie dopuści.

http://www.naszdziennik.pl/wp/88419,ska ... osjan.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 01 sie 2014, 21:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Nazwy własne

We współcześnie konstruowanych broniach ciekawą rolę odgrywają ich nazwy. Jedną z bomb nowej generacji nazwano w Rosji „Ojciec”.

Skutki rażenia nią porównywalne są ze skutkami zastosowania broni jądrowych, choć wykorzystuje się tu inne zasady fizyko-chemiczne. Z powietrza mianowicie wysysany jest błyskawicznie tlen, aż do ostatniego atomu. W obszarze rażenia żaden organizm żywy nie ma szans, umiera natychmiast. Opracowanie tego rodzaju pocisków było przełomem w badaniach nad bronią masowego zabijania.

Co mówi ta nazwa? Z wykorzystanym tu słowem związane są silne ludzkie uczucia. Silne i głębokie przeświadczenia i doznania ludzi wszystkich pokoleń. Wywołuje błyskawiczny ciąg skojarzeń, które sięgają podstawowej kategorii bytu. Pojęcia podstawowego dla świadomości, decydującego o tym, że jako ludzie wiemy, kim jesteśmy. Wiedzieć kim się jest można tylko przez odniesienie do innego Bytu, tego, który jest ponad nami.

Tego, Który Jest.

Pojęcie to dane jest przez Boga w Objawieniu, rozwinięte w dogmatach przez Kościół.

Na początku tego ciągu skojarzeń pojawia się pojęcie Ojca. Ojca – Dawcy Życia, Stwórcy Świata. Tego, który czeka w Niebie; pragnie widzieć tam nas wszystkich. Który kocha ponad wszystko.

Dziś jako ludzkość dzielimy się na tych, którzy to rozumieją i tych, którzy nie są w stanie tego pojąć. Ta pierwsza grupa stale się kurczy, do drugiej wciąż dobijają nowi. Są to ludzie najbardziej nieszczęśliwi na ziemi. Ludzie duchowo okaleczeni.

Dlaczego zatem wybrano to słowo na określenie śmiercionośnej broni? Słowo, którego podstawowym sensem jest miłość Stwórcy do stworzenia miałoby się oto – zgodnie z czyimś zamysłem – kojarzyć z zagładą? Ojciec unicestwiający życie? Kto to taki? Czyj to ojciec? Kto może tak go nazwać?

Słowo użyte, jak w tym wypadku, niezgodnie z jego treścią, może także stać się bronią. Bronią bardzo niebezpieczną. Może razić, zabijać duchowo. Wywołać zagubienie, zamęt pojęciowy. Burzyć pewność opartą na religii, wiedzy filozoficznej, rodzimej kulturze, cywilizacji, doświadczeniu. Może prawdziwie zabijać.

Ten stopień paraliżu psychicznego
„Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właściwie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami”, przestrzegał Józef Mackiewicz w Drodze donikąd.

Nadużycie słów, posługiwanie się nimi w nazewnictwie i reklamie, czy w pozornie logicznych konstrukcjach zdaniowych, z wyraźnym celem zatarcia, przeinaczenia sensu, to manipulacja. To zbrodnia przeciw Słowu, ugodzenie w Boga.

Jesteśmy dziś w samym jądrze intensywnych zabiegów manipulowania świadomością ludzką. Niezgoda na zabicie nienarodzonego dziecka nazywana jest łamaniem prawa i karana jak przestępstwo. Lekarze mają być zabójcami czynnie lub pośrednio – by zostawiono ich w spokoju, pozwolono pracować, nie ciągano po sądach. Tylko, jaki właściwie zawód będą wykonywać? Przecież nie kończyli akademii katów…

Manipulacja jest bronią zawodowych kłamców. Posługiwali się nią, ze swoistym mistrzostwem, faryzeusze oskarżający Jezusa. Przy każdej okazji, niezmordowanie. Zastawiali na niego pułapki, próbowali „łapać za słowo”. Wciągali w tę manipulację pobożnych Izraelitów, podporządkowanych prostodusznie ich autorytetowi. Ci prości ludzie nieraz gubili się, zaplątani dramatycznie pomiędzy własne, tak silne doznania przy spotkaniach z Jezusem, a lojalnością wobec władzy religijnej. Jezus uzdrawiał ich, leczył, wyjaśniał prawdy wiary, nawracał, zawsze napełniając szczęściem i pokojem, a jednak część z nich uległa sile fałszywego autorytetu tej władzy. Fałsz ten zawsze demaskował Jezus.

Popis manipulacji faryzeusze dali w czasie procesu Jezusa. Użyli całej potęgi swej inteligencji, całej finezji wielomównego kłamstwa, którym posługiwali się niczym chirurg skalpelem, by wciągnąć w pułapkę Piłata. Umiejętnie go zastraszyć. Tę pseudodyskusję faryzeuszy z Piłatem naznaczyły silnie zabiegi semantyczne. Żonglowania znaczeniami, przeinaczania sensu słów i pojęć. A także wielki teatr histerii: sztucznie wzniecane emocje i popisy fałszywej pobożności.

W efekcie tych zabiegów namiestnik Judei poległ. Zagrał przed tłumem rolę, jaką mu wyznaczono: króla błaznów. Udając, że nie ma z tym wszystkim nic wspólnego, wydał wyrok śmierci na Jezusa – w całym majestacie władzy cesarskiej, którą reprezentował.

Milczący pochód jego stu żołnierzy na koniach, z włóczniami i tarczami, w zbrojach i hełmach towarzyszył wynędzniałemu, zakrwawionemu i posiniaczonemu od razów bicza Skazańcowi w Jego Drodze na Golgotę. Pogańskie państwo, z groteskową w tym kontekście prezentacją swojej siły, paradą oddziału niezwyciężonej armii, wzięło na siebie hańbę śmierci Najświętszego i Najniewinniejszego.

Odtąd historia będzie rejestrować wydarzenia o podobnym przebiegu i scenerii, w różnych miejscach świata. Manifestacje tych samych potęg będą się powtarzać regularnie i zawierać podobne elementy dramaturgii.

Podobną w swej wymowie scenę przedstawia Mickiewicz w Ustępie III części „Dziadów”. Ów dumny szereg uzbrojonych żołnierzy w grubych mundurowych szynelach, z postawionymi kołnierzami, na ciężkich koniach, towarzyszący kibitkom i brnącym po kolana w śniegu, obdartym wygnańcom ze swojego kraju. Ludziom także bardzo młodym, dzieciom prawie, okutym w łańcuchy, pędzonym przez tysiące kilometrów w głąb kontynentu skutego lodem. „…z miny zgadłbyś łatwo, /Że wielki człowiek, wielki tryumf poprowadzi. /Tryumf Cara północy – zwycięzcy nad dziatwą…”

Podobnie przedstawiała się droga Romualda Traugutta i jego towarzyszy, na plac na terenie cytadeli warszawskiej, na którym wznosiły się przeznaczone dla nich szubienice. Był 5 sierpnia 1864 roku. Jechali na wózkach służących do przewożenia gnoju, każdy osobno. Razem z nimi jechali zakonnicy, kapucyni. Otoczeni oddziałem jeźdźców na ogromnych koniach, w paradnych mundurach. Połyskiwały szable i bagnety, lśniło złoto, mieniła się czerwień wyłogów szykownych żołnierskich strojów. Grała orkiestra wojskowa. Przed śmiercią, zanim włożono im na oczy opaski, mogli ucałować krzyż.

Skutki defektu
Polacy mają pewien organiczny defekt, z punku widzenia duchowości charakterystycznej dla protestantyzmu z jednej, a cywilizacyjnego i mentalnego oblicza Wschodu z drugiej strony. W rezultacie istnienia tego defektu standardy wprowadzane obecnie przez nowoczesne państwa nie chcą się u nas przyjmować. Napotykają na opór. Są odrzucane.

Polacy nie potrafią zabijać. Bardzo to dziś denerwuje tych, którzy pragną unifikacji, także i w tej dziedzinie. Skoro zabijanie nie jest problemem ani na Zachodzie, ani Wschodzie – dzieci, starców, chorych, niewygodnych narodów, krnąbrnych polityków – skoro to zwykły obowiązek nowoczesnego społeczeństwa, na który potulnie zgodzono się w imię ideałów humanistycznych – wcześniej komunistycznych i nazistowskich - praw jednostki, porządku i ładu, który gwarantuje silniejszy, to dlaczego wy, Polacy wierzgacie?, strofują nas coraz bardziej poirytowani.

Nie potrafią zabijać, ale potrafią bronić swój kraj przed przemocą. Nie szczędzą krwi.

Tę właściwość polskiej natury dobrze wyraża postać jednego z przywódców Powstania Kościuszkowskiego, szewca Jana Kilińskiego.

„Kiliński gotował się do powstania jak człowiek pobożny; nie masz w nim nic podobnego do innego przywódcy rewolucyjnego owych czasów, Hugona Kołłątaja”, zauważył Mickiewicz podczas kursu II-go wykładów paryskich, powołując się na pamiętniki Kilińskiego. „Rozpoczął, jak sam mówi, od spowiedzi z całego życia i przyjął Komunię świętą wśród obfitych łez; później pożegnał się z dziećmi i żoną, mając oczy bez łez i serce niewzruszone, i wyszedł na miasto”.

Znany z wielkiego męstwa, w swoich zapiskach usilnie stara się własne zasługi pomniejszyć. Mickiewicza uderza fakt, że nie widać tu ani nienawiści, ani żądzy zemsty. Kiliński „walczy jak żołnierz, chce tylko wrogów uczynić niezdolnymi do walki. Chciałby, jak sam mówi, przepłoszyć ich, bo przykro mu było wyrządzać im krzywdę.

Ze wszystkich pamiętnikarzy polskich on jeden zdaje się żałować, że zabija nieprzyjaciół; unika nawet w opowiadaniu wyrazu: zabijać. W czasie natarcia na odwach rosyjski padł oficer i paru żołnierzy rosyjskich; Kiliński mówi, że musiał >uspokoić< tego oficera; potem >sprzątnąć< oficera kozackiego. Nigdy nie używa wyrazu: zabijać”.

Kiliński był zwykłym warszawskim mieszczaninem, ale najwyraźniej nie chodził ze wzrokiem wbitym w ziemię. Patrzył w niebo.

Spójrz w górę !
„Podczas zaburzeń warszawskich wezwano Kilińskiego przed księcia Repnina, posła rosyjskiego. Książę, przed którym wszyscy drżeli, bardzo się zdumiał, że ten szewc staje przed nim ze spokojem i dumą; myśląc, że Kiliński nie jest świadom, z kim ma do czynienia, zapytywał go parokrotnie, czy wie z kim rozmawia; wreszcie odwinąwszy futra, pokazał szewcowi swoje liczne gwiazdy i wstęgi, mówiąc doń: >Patrz, łyku, i drżyj!< – >Panie, odpowiedział Kiliński – co dzień widzę na niebie tysiące gwiazd, a nie drżę!<”.

„Oto odpowiedź wzniosła”, dodaje Mickiewicz.*)

Państwa totalitarne, państwa despotyczne zawsze sięgają po broń kłamstwa. Być silnym i niezwyciężonym jak Bóg, być panem swoich poddanych jak groźny, zaślepiony gniewem ojciec wobec krnąbrnych dzieci… Być jak nieuchronnie nadciągający i smagający narody bicz boży. Być kimś, do kogo zbliżać się trzeba na kolanach, przed kim się pada na twarz i bije czołem o ziemię. Być kimś, kto budzi strach. To niektórych małych i nędznych Piłatów, królów błaznów przyprawia o zawrót głowy, pociąga jak narkotyczna trucizna.

Totalitaryzm i każdy ustrój despotycznej władzy, która stawia się ponad władzą Boga, przyjmuje za pewnik, że kłamstwo to doskonałe narzędzie walki, bo „skoncentrowane kłamstwo ludzkie posiada siłę, której granic na razie nie znamy”, jak przypominał Józef Mackiewicz. I dzięki tej sile można dokonać przewrotu – także w dziedzinie sięgającej sfery ducha, jak język, znaczenie słów, sens prawd odwiecznych – przyjmowanych za pośrednictwem tego systemu znaków, jakim jest mowa ludzka.

Dlatego tak wiele zależy dziś od prawidłowej, chrześcijańskiej z ducha edukacji. W czasach zamętu semantycznego wprowadzanego na wielu płaszczyznach, także tam, gdzie najmniej byśmy się tego spodziewali, prawidłowego znaczenia słów i pojęć może dziś nauczyć tylko rodzina, wspomagana przez Kościół. Tylko tam poznać można prawidłowy sens wyrazu: „ojciec”.

Jeżeli ludzkość nie będzie go znać, utraci więź z Bogiem. Nie będzie wiedziała sama, kim jest. Popadnie w najstraszliwszą z chorób. Ponieważ będzie żyła czymś wręcz odwrotnym do prawdy, jej zaprzeczeniem. A to nigdy nie uchodzi bezkarnie.

Widać to dziś bardzo wyraźnie, poprzez przykład ludzi dorosłych, którzy nie mieli nigdy rodziców. Nie mieli ojca i matki – bo byli od dzieciństwa sierotami, lub utracili ich, bo ich ojcowie i matki zdezerterowali. Opuścili potomstwo, odeszli lub psychicznie się od swoich dzieci odseparowali, powiedzmy biorąc rozwód i „dzieląc się” dziećmi. Te dzieci są to osoby z całkowicie zaburzonymi relacjami z innymi ludźmi, niezdolne do tworzenia trwałych więzi uczuciowych. Jakichkolwiek więzi opartych na zaufaniu. Każdy obowiązek rodzinny, każda więź – także społeczna – jest dla nich czymś niemożliwym, ciężarem ponad siły. Są to ludzie chorzy.

Ich dzieci zawsze mają problem z wiarą. Nie wiedzą, kim jest Bóg. Nie potrafią zrozumieć, że bycie Bogiem Ojcem oznacza, że się bezgranicznie swoje stworzenie kocha. Bardziej niż najczulsza matka swoje dziecko.

Tak bardzo, że wydaje się na śmierć własnego Syna, drugą Osobę Trójcy, by stworzenie nie zginęło na wieki.

Nie łatwo to pojąć.

Tacy ludzie, osieroceni psychicznie nie rozumieją też nic z tego, co Bóg – Człowiek mówi do nich: „Dla was umarłem”. Nie rozumieją, czym jest Ofiara. Ich droga do wiary jest trudna. Odrzucają wszelką więź.

Ale tak samo jak w czasach Jezusa, uzdrowi ich właśnie wiara. Wtedy odzyskają Ojca – i przestaną tak bardzo cierpieć z powodu swoich ojców biologicznych. Będą potrafili im przebaczyć. Przebaczenie to warunek miłości; nie istnieje bez niej, a ona bez niego… Sami staną się dobrymi ojcami dla swoich dzieci. Dobrymi rodzicami, nauczycielami, przełożonymi, duszpasterzami.

Jakoby zwalczał buntowników…
Ci w samolotach ze śmiercionośną bronią zwróceni są całkowicie ku ziemi. Mają oczy wbite w jej przepaść.

Ci, którzy są wolni duchem, wzrok kierują w górę, ku nieboskłonowi. Zatopieni w tym widoku, zajęci są całkowicie światem realnym, jedyną prawdziwą rzeczywistością. Jak Maryja. Zwrócona całkowicie ku Niebu. Nie przeszkadzało to Jej w niczym stąpać mocno po ziemi, być zaangażowanym w pełni w bieg ziemskich spraw. Nie oddzielała ich jednak nigdy od rzeczywistości wiecznej, niewidzialnej.

Wszystko bowiem jest niebem, dla tego, kto jest na drodze do nieba. Wszystko jest piekłem dla tego, kto znajduje się na drodze do piekła.

Ci, których twarze zwrócone są ku ziemi mają zawsze – cokolwiek by nie deklarowali – tylko jedno pragnienie, jeden cel: zawojować ziemię, podporządkować sobie wszystkie narody, zagarnąć wszystkie bogactwa. Posiąść ją całą.

Dlatego właśnie potrzebna jest – co zdaje się uchodzić uwadze naszych hierarchów – modlitwa Kościoła za Rosję. Poświęcenie jej Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Jak o to prosiła w Fatimie.

Czy politycy polskiej opozycji wiedzą na pewno, kto jest ich przeciwnikiem? Jak oni definiują wroga?

Czy rozumieją to, co stało się odkryciem królów polskich już w XVI wieku, na czym mianowicie polega niebezpieczeństwo potęgi ze Wschodu, z którą mieli do czynienia?

Czy hierarchowie Kościoła, na których spada odpowiedzialność wypełnienia prośby z Fatimy wiedzą, co znaczy słowo „Rosja”, użyte przez Matkę Bożą?

To jeszcze wówczas, w XVI wieku nie było tak całkiem jasne. Potęga ta budziła jednak uczucie nieokreślonej grozy; było to widoczne coraz bardziej w twórczości polskich poetów i pisarzy, zauważa Adam Mickiewicz.

„Istotnie, idea podstawowa władzy rosyjskiej jest wręcz odmienna od tej, na której oparte są monarchie europejskie”, dodaje wykładowca Collège de France.

Wręcz odmienna, wręcz odwrotnie… By to pojąć trzeba znać dobrze prawa logiki, ale i zasady metafizyki. Trzeba znać historię chrześcijaństwa i historię naszego kontynentu, ale nie tę poprawną politycznie.

Trzeba też dotrzeć do istoty przesłania Matki Bożej w Fatimie. Jedynego w historii objawień, w którym pada nazwa polityczna, a mianowicie nazwa państwa rosyjskiego. Jest mowa o konieczności nawrócenia Rosji. O jego warunkach. Wszystko jest powiedziane: prosto, bardzo zwięźle, bardzo jasno. Matka Boża jest Osobą konkretną.

Nie wiadomo tylko dlaczego Jan XXIII był bliski omdlenia, jak powtarza się to w relacjach, gdy otworzył kopertę z zapisem treści Tajemnicy Fatimskiej.

Mickiewicz przeprowadza swój dowód na tę absolutną odmienność Rosji od innych państw, posługując się dogłębną znajomością historii. Przypomina, że władcy europejscy, „ilekroć rozważali swoje prawa zwierzchności, powoływali się zawsze na jakieś ustanowienie, na jakiś pakt; przestrzegali nawet pewnych form, uświęcających powszechnym zdaniem ich prawa.

Wiadomo, że Karol Wielki i jego potomkowie udawali się po namaszczenie do Rzymu i dopiero po tej uroczystej chwili rachowano początek ich rządów. Gdzie indziej partie polityczne odwoływały się do praw, które monarchowie czerpią, według ich mniemania, z władzy zwierzchniej ludu. Ale potęga cara rosyjskiego wznosi się ponad te wszystkie wywody. Nie rządzi on z prawa nadanego mu przez namaszczenie; nie panuje z mocy tytułu imperatorskiego; namaszczenie, tytuły, a nawet słuszne prawa dziedziczne do tronu nie odgrywają żadnej, ale to zgoła żadnej roli w naturze władzy monarchy rosyjskiego”.

Mickiewicz spędził w Rosji kilka lat zesłania, w zaborze rosyjskim dzieciństwo i młodość. Przyjaźnił się z wieloma Rosjanami, studiował przez całe życie jej literaturę, interesował się postępem nauki w Rosji, czytał wszystkie ważne dzieła na temat jej historii. Nigdy nie zaryzykował naiwnego lub nieudokumentowanego sądu na jej temat.

„Tym się tłumaczy, że carowie rosyjscy nie prowadzili układów z żadnym monarchą europejskim jako równi z równymi. Czują się w głębi duszy wyższymi ponad wszystkich monarchów. Zasady tej nie ujęli w formuły, nie jest ona nigdzie spisana. (…) Jakżeby Piotr [Wielki] mógł kusić się na obalenie wszystkich monarchii, gdyby je uważał za prawnie ugruntowane. To dowód, że przed samym sobą nigdy praw ich nie uznawał”. Mickiewicz, przywołując także łatwość, z jaką Rosja łamie traktaty („wewnętrznie nie uznawała ich nigdy za obowiązujące dla jej sumienia”) widzi istotne powinowactwo ze starożytnym Rzymem, który nigdy nie uznawał praw jakichkolwiek państw. Ich legalności. Obce armie były dla niego tłumem wichrzycieli, wrogów prawdziwego porządku.

„Rzecz to mało znana”, dodaje Mickiewicz, „a jednak niezaprzeczalna, że wojsko rosyjskie ma toż samo uczucie, co prawda niejasne, swojej wyższości; mniema, że tylko ono jest armią, armią w pełnym słowa znaczeniu; na wszelkie inne wojsko spogląda tak, jakby na przykład armia regularna patrzyła na oddział ochotniczy; ma je za coś, co przedrzeźnia wojsko, za coś przemijającego.. (….) rząd rosyjski walcząc z wrogami, nie może oprzeć się myśli, jakoby zwalczał buntowników, a wojsko rosyjskie uważa ich zawsze za zdrajców”.

W ten sposób największy z naszych poetów dochodzi do konkluzji, wskazuje na przyczynę „okrucieństw, jakich Rosja dopuszczała się i ciągle dopuszcza się w Polsce”, jak mówił w Paryżu w 1842 roku.

Gdzie szukać wyjaśnienia?
To wszystko jest zaprzeczeniem idei europejskiej, idei scalającej nasz kontynent. Stawia Rosję, państwo w XIX w. przecież uznawane za chrześcijańskie, w kontrze wobec zasad, które tu, w Europie obowiązywały – zwłaszcza do wybuchu rewolucji protestanckiej i do czasu jej wiekopomnego następstwa – rozbiorów Polski.

Mickiewicz uważa, że dojść do takiego poczucia wyższości, bycia ponad wszelkim prawem można tylko środkami, które nie są „ludzkimi”, jak powiada. To musi być jakieś szczególnego rodzaju natchnienie.

„Żadna konstytucja, żadne prawo, żaden pakt, nie natchną nigdy człowieka myślą, jakoby był wyższy ponad wszelkie prawo, ponad wszelki pakt, jakoby był władcą nad władcami”.

W historii istniały jednak postacie, które były przez to poczucie owładnięte. Mickiewicz przywołuje wodzów hord azjatyckich. A konkretnie postać Dżingischana – i scenę historyczną z 1210 roku.

„Wódz ciemnej, nieznanej hordy rozpoczął swój zawód od plunięcia w twarz posłowi chińskiemu, posłowi najpotężniejszego z cesarzy, który śmiał go traktować jak równego. Zapowiedział mu, że podbije państwo jego monarchy i słowa dotrzymał. Wyprawił też posłów do wszystkich królów całej ziemi, wzywając ich, aby się poddali jego władzy; wyprawił nawet posła do króla francuskiego. Nie znał on położenia geograficznego Francji; ale na pewno, gdyby był pożył dłużej, uderzyłby i na nią.**) (…) W Rosji [natchnienie to] wkorzeniło się w ustrój, utworzyło hierarchię, nie przestało żyć, trwać i działać”.

Mickiewicz wiele miejsca w swych prelekcjach poświęca rozważaniom, jaką ideę mógłby przeciwstawić świat Zachodu błędnej idei samodzierżawia, jaką przyjęli władcy Rosji.

Ciekawe, że właśnie o „błędach Rosji” mówiła w Fatimie Matka Boża.

Poeta dochodzi do wniosku, że będzie ją można pokonać jakąś ideą wcieloną w instytucje państwowe. W wielu miejscach swych prelekcji podkreśla, że państwo, które zwycięży Wschód, pokona jego mentalność, to państwo, które będzie swoje prawa opierać na prawie Ewangelii.

Uważa, że Polska jest do tego przygotowywana przez wieki swojej historii. („Zanurzyć się w historię, to przestać być protestantem”, mawiał kardynał John Newman…) Jej lud jest społecznością, która najgłębiej i w sposób najbardziej radykalny – spośród narodów Europy – przyjęła chrześcijańskie zasady życia.

Mickiewicz jest przekonany także, że prawdziwymi ciemiężycielami tego ludu – polskiego, słowiańskiego, rosyjskiego także – nie byli obcy, najeźdźcy, ale ci, spośród jego panów (tzw. elit, dziś powiedzielibyśmy), którzy codziennie pokazują, z przewrotną satysfakcją, że naigrawają się z religii tego ludu. Ci, którzy „…przechodzą z dumnie podniesioną głową mimo krzyża, w którym chłop pokłada jedyną nadzieję przyszłości”.

„…Oto ucisk najgorszy, ucisk moralny”, stwierdza Mickiewicz wobec zdumionej paryskiej publiczności.

W tym kontekście poeta w sposób trafny ukazuje sens zdrady głównej i typ zdrajcy ***), sądząc, że tak jak wzorem zdrajcy w czasach Chrystusa stał się Judasz, tak dzisiejsi zdrajcy idei Polski chrześcijańskiej staną się odstraszającym przykładem dla potomności .

„Bardzo to być może, że Polska jest nawet przeznaczona wydać kiedyś arcy-typ zdrajcy politycznego, podobnie jak chrześcijaństwo wydało niegdyś typ zaprzańca religijnego””, mówi Mickiewicz, jakby przeczuwając przyszłe postawy ludzi starających się naukowo osłabić wiarę Polaków, by oddać ich dusze na łup ideologii, sekciarstwa i herezji.

Ciekawe swoją drogą, że wszyscy zdrajcy Polski szczerze nienawidzili Mickiewicza. Uwierał ich potężnie, jak kamień noszony w wygodnym dopasowanym bucie.

Obszary dawnej Rzeczpospolitej, Polska z całym bogactwem duchowym i kulturowym Kresów, to w oczach Mickiewicza ojczyzna ludzi, którzy „nie mając już czego spodziewać się od ziemi, zwracają oczy ku niebu”. I to ich wyróżnia, to ich też przedziwnie chroni i wciąż umacnia.

Nigdzie Bowiem pojęcie Boga, zaufanie i miłość ku Niemu, jako kochającemu Ojcu nie są równie dojmujące. „Nigdzie lud nie zaznał tak żywej miłości Boga, nigdzie dusza nie pozostała tak gorąca jak wśród tego ludu słowiańskiego; nigdzie oczekiwanie przyszłości nie jest równie żarliwe i mocne. Można słusznie powiedzieć, że ludność ta mimo całego swego ubóstwa i nędzy jest najpotężniejszym narzędziem, jakie Bóg zachował dla zaprowadzenia dobra na ziemi” (A.Mickiewicz).

Nikt też z naszych władców nie pytał tutaj nigdy - dokąd byliśmy wolni - „Co to jest prawda?”

Widać to wszystko w Polsce jak na dłoni również i dziś – z pewnego wszakże dystansu.

Dostrzegają tę prawidłowość polscy emigranci rozsiani po całym świecie. I cudzoziemcy odwiedzający Polskę – ci, którzy mają oczy.

Poświadczają to dziś właśnie setki pielgrzymek, które idą z każdego zakątka Polski. Suną niespiesznie pylącymi drogami upalnego lata, cienistymi ścieżkami rozgrzanych lasów, asfaltowymi nitkami usianymi nieprzeliczonymi krzyżami i kapliczkami.

Idą w nich ludzie, którzy uczynili właściwy użytek ze swojego rozumu. Nie żyją marzeniami, emocjami. Wiedzą, Komu mają oddać hołd. Nie chełpią się z nie swoich darów. Pielgrzymi to ludzie wielkiej pokory.

Wiedzą, Kto posiada władzę prawdziwą. I dlatego najprawdziwiej kocha. Widzą przed sobą Postać o twarzy delikatnej i smutnej, ale nie posępnej, na której skroniach spoczywa Korona. Postać otoczoną tłumem Aniołów. Idą ku swojej Królowej. Ku Jasnej Górze.
_______________________

*) Adam Mickiewicz – Prelekcje paryskie. Kurs drugi, wykład XIX – 12 kwietnia 1842
**) W przypisie autor przekładu Leon Płoszewski dodaje, że gdy przed następcą Dżingischana, chanem Mangu stanęła misja Ludwika XI (w 1254 r.) przesłał on przez nią odpowiedź, wzywając króla i Francję do usłuchania rozkazów Boga i syna bożego Dżingischana; misję tę sparafrazował Słowacki w dramacie Książę Michał Twerski.
***) „Zdradzić, jest to opuścić ideę trudną do zrealizowania, to porzucić żmudny obowiązek dla korzyści namacalnych, oczywistych i łatwo uchwytnych” – A. Mickiewicz, wykład XIX.
________

W tekście wykorzystałam fragment rozdziału „Nazwy własne” mojej książki „Patrząc na kobiety”

http://ewapolak-palkiewicz.pl/nazwy-wlasne/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 23 sie 2014, 09:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Zło nie rezygnuje, nie mija, nie zanika, ono czeka na nową nadarzającą się okazję. Zło wciąż żyje i wciąż nam zagraża. Zło wywodzące się od naszych dwu najbliższych sąsiadów. Obecnie już nadto się u nas, w Polsce, rozpanoszyło. Czas zmienić okrągłostołowe rządy i odbudować, i umocnić Ojczyznę.

Pakt Hitler – Stalin

Trzy ćwierci wieku to wystarczający czas, by dostrzec prawdziwe źródła II wojny światowej. Ta wojna zrodziła się z nienawiści Niemiec, upokorzonych klęską wojenną roku 1918, i Związku Sowieckiego –kontynuującego najgorsze tradycje imperialnej Rosji. To była nienawiść do Europy wolnych narodów, które się wybiły na niepodległość w wyniku rozpadu Austro-Wegier, klęski Niemiec, zrewoltowania i osłabienia Rosji. Ta wojna była próbą powrotu do XIX-wiecznej Europy – więzienia narodów. Rozbudzane dziś w Rosji imperialne tęsknoty do zbrodniczego Związku Sowieckiego, nazywanie jego częściowego rozpadu „największym nieszczęściem XX wieku”[!], jest niebezpiecznym znakiem żywotności tego sposobu myślenia, który doprowadził do największego nieszczęścia w dziejach nowożytnego świata. Ofiar II wojny światowej nie policzono do dziś. Szacuje się je na co najmniej 50 mln ludzi!

Nie można przyjmować optyki postsowieckiej, wedle której całe zło wyszło wyłącznie z Niemiec, a głównym dobroczyńcą ludzkości w przezwyciężeniu tego zła było państwo Stalina. Wychodząc od tego fałszywego twierdzenia, elity Zachodu usprawiedliwiały po wojnie swoją zgodę na sowiecki imperializm i niewolenie innych narodów, także nas – Polaków. Uprawiały kłamstwo katyńskie.

Przeciwko „dyktatowi wersalskiemu”
Na nienawiści do ustalonego w traktacie wersalskim porządku politycznego w Europie Niemcy Hitlera i Sowiety Stalina zbudowały – mimo deklarowanych różnic ideologicznych – tajne porozumienie, nazywane potocznie paktem Ribbentrop-Mołotow, otwierające drogę do nowej wojny. Oba totalitarne państwa były jednakowo za tę wojnę odpowiedzialne. Niemcy to uznały, Rosja do dziś zaprzecza. Wybitny rosyjski poeta Andriej Wozniesienski nazwał sygnatariuszy tajnego paktu „krwawymi bliźniakami”. To sedno sprawy.

Od Polski, broniącej swego niepodległego bytu, „rozpętało się piekło” (określenie użyte w tytule historii II wojny światowej Maxa Hastingsa), Polska była „skrwawioną ziemią”, częścią „Europy Ribbentropa i Mołotowa” (określenia Timothy Snydera) i najbardziej skrzywdzonym po wojnie państwem koalicji antyniemieckiej.

„Linia polityczna”
W niedzielę, 20 sierpnia 1939 r., Adolf Hitler napisał do Stalina półprywatny list: „Panie Stalin […], Niemcy wznawiają linię polityczną, która była korzystna dla obu państw w ciągu minionych stuleci”… Nawiązał w ten sposób do rozbiorów Polski. Do Europy bez Polski, Finlandii, Łotwy, Litwy, Estonii, Czechosłowacji, Węgier, Jugosławii – państw, które wybiły się na niepodległość po zakończeniu I wojny światowej.

Tak zaczynał się sowiecko-niemiecki tajny pakt. Nie był on doraźnym aliansem służącym bezpieczeństwu Sowietów, jak formułuje to dziś obłudnie postsowiecka polityka historyczna. To był zamach na europejski cud niepodległości z jesieni 1918 roku. To była totalna wojna z ideą niepodległości i samostanowienia narodów. Stalin proponował Hitlerowi rozpoczęcie wojny. Otwierał drogę do niemieckich blietzkriegów, ale i do podbojów sowieckich w Polsce, Rumunii, Finlandii i w krajach nadbałtyckich.

Stalin przyjął niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joachima Ribbentropa w środę, 23 sierpnia, i ten dzień powinien być zapamiętany jako właściwy początek II wojny światowej – wywołanej przez Niemcy i Związek Sowiecki w jednakowym stopniu.

W liście Hitlera do Stalina mowa jest o „dodatkowym protokole, jakiego pragnie rząd sowiecki”. Jasno z tego wynika, że to przede wszystkim Sowieci byli inicjatorami tajnego porozumienia. To przede wszystkim oni chcieli tajnego podziału Europy i ustalenia, co należy do niemieckiej, a co do sowieckiej strefy podbojów. Hitler, według tej korespondencji, spełniał „pragnienia” sowieckie.

Te „pragnienia” dotyczyły przede wszystkim Polski, największego państwa powersalskiego. Nas dotyczył najważniejszy artykuł paktu:

„Na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia terytoriów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew-Wisła-San. Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego, zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych. W każdym razie oba rządy rozwiążą tę kwestię na drodze przyjacielskiego porozumienia”.

W październiku 1939 r. Hitler oświadczył, że Polska traktatu wersalskiego nigdy się nie odrodzi, „co gwarantują dwie największe potęgi Ziemi”. Mołotow dodał, że Polska, „bękart traktatu wersalskiego”, nie odrodzi się w żadnej postaci. Także w tej kwestii Stalin przebił Hitlera…

Wszyscy wiedzieli
W środę, 23 sierpnia 1939 r., ministrowie spraw zagranicznych Związku Sowieckiego i Niemiec podpisali w Moskwie jawny pakt o nieagresji. Najważniejszy był jednak tajny protokół o podziale Europy Środkowej.

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie Laurence Steinhardt poznał pełną treść tajnego paktu już następnego dnia rano. Depeszował do sekretarza stanu USA Cordella Hulla: „Zostałem poinformowany w ścisłym zaufaniu, że osiągnięto wczoraj wieczorem pełne porozumienie między rządami sowieckim a niemieckim odnośnie do spraw terytorialnych w Europie Wschodniej, w wyniku którego Estonia, Łotwa, wschodnia Polska i Besarabia są uznane za sferę żywotnych interesów sowieckich […]. Poinformowano mnie, że rokowania były prowadzone osobiście przez Stalina, który nie ukrywał przed Ribbentropem, iż był od dawna za zbliżeniem sowiecko-niemieckim”.

Stany Zjednoczone poinformowały Wielką Brytanię i Francję o treści tajnego porozumienia. Do Warszawy wiadomość nie dotarła, choć był to przecież akt IV rozbioru naszego kraju.

Na zdjęciu z archiwum niemieckiego MSZ widzimy Mołotowa podpisującego dokumenty. Za nim stoją uśmiechnięty Stalin i poważny Ribbentrop. Nad głowami Stalina i Ribbentropa spogląda na wszystkich i patronuje diabelskiemu paktowi Lenin… Potem odbył się bankiet, podczas którego Joachim von Ribbentrop powiedział, że czuje się na Kremlu „jak wśród towarzyszy partyjnych w Berlinie”. Ribbentropa przebił Stalin, wznosząc toast: „Wiem, jak mocno naród niemiecki kocha swojego wodza i dlatego chcę wypić za jego zdrowie”. Widać Stalin też go kochał… Potem było zdrowie Stalina, zdrowie rządu sowieckiego i toast za pomyślny rozwój stosunków między Niemcami a Związkiem Sowieckim. Teraz można już było przystąpić do podbojów i zbrodni. 9 dni później zacznie się II wojna światowa. Związek Sowiecki Stalina był odpowiedzialny, na równi z Niemcami, za wywołanie II wojny światowej – niezależnie od tego, jak tę rzecz interpretuje dziś rosyjska polityka historyczna, która w swoich najbardziej absurdalnych enuncjacjach usprawiedliwia sowiecko-niemiecki pakt chęcią pokrzyżowania rzekomych planów ekspansji Polski na Związek Sowiecki.

Aktywna pamięć
Trzeba było 70 lat, by Zachód przyjął do wiadomości znaczenie złowieszczego paktu. W roku 2009 r. Unia Europejska – z inicjatywy polskich parlamentarzystów – ustanowiła Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu: „Mając na uwadze podpisany między Związkiem Sowieckim a Niemcami pakt Ribbentrop-Mołotow z dnia 23 sierpnia 1939, który za sprawą tajnych protokołów dodatkowych podzielił Europę na dwie strefy interesów […], Unia wzywa do wsparcia działania ’Aktywna pamięć europejska’, którego celem jest zapobieżenie powtórzeniu się zbrodni nazizmu i stalinizmu w jakiejkolwiek formie”.

Co innego jednak deklaracje o „aktywnej pamięci”, a co innego prawdziwa europejska pamięć, zdominowana przez bałtycką rurę i francuskie intratne kontrakty na uzbrojenie do Rosji. Złowieszczy pakt sowiecko-hitlerowski krąży jak widmo nad Europą, która odrzuca historię jako „światło prawdy” (lux veritatis).

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/92957,p ... talin.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 10 wrz 2014, 11:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Jaką rolę w życiu człowieka, w życiu społeczeństw i w życiu narodów odgrywa wolność?
Bez rozwiązania tej kwestii, bez świadomego i nieskrępowanego poruszania się w problemach ludzkich, w problemach społecznych, w problemach naszego świata, nie ma mowy o stworzeniu takiego, naszego świata, w którym panował by taki ład kulturowy, aby nasze życia, mogły się rozwijać i służyć dobru naszemu i dobru ogólnemu. Wewnętrzna i zewnętrzna wolność człowieka i narodów, daje szansę każdemu z nas na budowę własnej, kompatybilnej z naszą kulturą, tożsamości i własnej nie skrępowanej fałszem i poprawnością polityczną, świadomości.
A pełna tożsamość i głęboka świadomość (mądrość) są niezbędne dla ubogacenia naszego człowieczeństwa doczesnością i dla wybrania właściwego kierunku doczesnej pielgrzymki i dotarcia u schyłku życia do Bram Wieczności.


Wyspa wolności

Ronald Reagan

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Zapytajcie, proszę, mieszkańców Łotwy, Litwy i Estonii, zapytajcie, proszę, Polaków, Czechów, Słowaków, Węgrów, Bułgarów, Rumunów i Wschodnich Niemców. Zapytajcie mieszkańców tych krajów, jak to jest żyć na świecie, w którym Związek Sowiecki jest Numerem Jeden. Nie chciałbym mieszkać na takim świecie i myślę, że wy również nie. Teraz powiem wam o innym wysokim urzędniku Departamentu Stanu – Helmucie Sonnenfeldtcie, o którym Kissinger mówi: „mój Kissinger”. Wyraził on przekonanie, że narody podbite przez Związek Sowiecki powinny porzucić wszelkie dążenia do odzyskania suwerenności i po prostu przyłączyć się do Związku Sowieckiego. Powiedział on: „Ich pragnienie wyrwania się spod kontroli Sowietów grozi nam III wojną światową”. Mówiąc inaczej, niewolnicy powinni pogodzić się ze swoim losem. No cóż, nie wierzę w to, że ludzie, których spotykam podczas każdego State of the Union [doroczne wspólne posiedzenie obu Izb Kongresu USA], zgadzają się z tym. Nie wierzę, że gotowi są wyrzucić tę wyspę wolności na śmietnik historii razem z kośćmi dawno umarłych cywilizacji. Jeśli chcecie, możecie to nazwać mistycyzmem, ja jednak zawsze wierzyłem w istnienie Boskiego planu. Jestem pewien, że Bóg nieprzypadkowo umieścił ten wielki kontynent między dwoma oceanami. Stwórca chciał, aby stał się on domem dla wszystkich kochających wolność, gotowych porzucić swoje miejsce urodzenia. […] Rozprzestrzeniliśmy się na tej ziemi, budując farmy i miasta – wszystko to bez pomocy planów federalnych i programów rządowych.

Fragment pochodzi z przemówienia „Aby odbudować Amerykę”, 31 marca 1976 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Religijne źródła utworzenia Stanów Zjednoczonych skoncentrowane były wokół idei wolności. Takiej wolności, która nie występuje przeciwko Bogu, a w państwie znajduje oparcie dla swej twórczej inicjatywy. Gdy jednak miejsce religii zajmie ateizm, a społeczeństwem zawładną biurokraci, wtedy skończy się „amerykański sen”, a narodzi się kolejny socjalistyczny moloch. Dlatego warto walczyć o Amerykę, w imię wolności.

http://www.naszdziennik.pl/wp/96437,wyspa-wolnosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 15 wrz 2014, 15:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra...

Spadkobiercy oficera Armii Czerwonej

Łukasz Karpiel 2014-9-10 pch24

„Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra…”. Czy można lepiej rozpocząć powieść? Jak mawiał klasyk, przypuszczam że wątpię. Rocznica sowieckiej agresji na Polskę jest doskonałą okazją, by sięgnąć po „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego. Dwunastego września upływa dokładnie pół wieku od śmierci autora.

Jego życiorys mógłby stać się kanwą dla niejednego filmu sensacyjnego. Praca dla wywiadu, napad z bronią w ręku, służba w AK, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Znajdziemy w CV pisarza także karty dużo mroczniejsze: przemyt narkotyków czy głębokie uzależnienie.

Jednak nie awanturnicze losy Sergiusza Piaseckiego interesują nas w tym momencie najbardziej. Na scenę wchodzi bowiem starszy lejtnant Michaił Zubow. To bowiem w świat jego zapisków wprowadza nas lektura powieści (dziennika) Sergiusza Piaseckiego. Lejtnant jest człowiekiem z doskonale poukładanym światem, znającym prawdę i wiedzącym, komu zawdzięcza swój „dobrobyt”.

Być może kiedyś jego ciało zamieszkiwał prawdziwy człowiek, wraz ze swoimi wątpliwościami i rozterkami, jednak skutecznie go stamtąd usunięto. Odpowiedzialnym za wyprodukowanie nowego „Miszki” jest, oczywiście, system komunistyczny. Takich ukształtowanych - choć lepiej w tym przypadku chyba mówić o deformacji - "ludzi sowieckich" posyła Józef Stalin w bój, którego stawką jest zwycięstwo ojczyzny proletariatu. I właśnie zderzeniu świata sowieckiego z rzeczywistością polskich Kresów poświęcone są „Zapiski”.

Trzeba pamiętać, że nie mamy tu do czynienia z podróżnikiem, który z ciekawością i pewną dawką pokory bada nowopoznany świat. Jest wręcz przeciwnie, Zubow wkracza do Polski z całym potężnym ładunkiem nienawiści i pogardy. Kresy jawią mu się jako spełnienie kapitalistycznego snu, czy raczej koszmaru. W każdym widzi potencjalnego agresora lub w najlepszym wypadku ofiarę „faszystowskiej” propagandy. Brzmi znajomo? Zdecydowanie tak! W podobnym duchu ukształtowane są dziś zastępy zawodowych rewolucyjnych bezbożników walczących z „zatęchłym” porządkiem.

Połączenie całkowitej immunizacji umysłowej z wściekłą nienawiścią to ich znak rozpoznawczy. Oni wiedzą, kto jest wrogiem, a kto potencjalnym sojusznikiem. Wchodzenie z nimi w jakiekolwiek próby dialogu są skazane na porażkę. Wątek antyklerykalny pojawia się zresztą także w książce Piaseckiego, choćby w pełnym pogardy geście zerwania medalika ofiarowanego Zubowowi przez opiekującą się nim Polkę.

W naszej popkulturze nie ma zbyt wielu artefaktów dotyczących okresu okupacji sowieckiej. Przez popkulturę rozumiem to wszystko, co skierowane jest do masowego odbiorcy. Do miana popkulturowego pretenduje we wspomnianej tematyce np. obraz „Katyń” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Film ten trafił „pod strzechy”, niosąc wraz ze sobą sporą dawkę wiedzy historycznej, nie pojawiającej się dotąd w szerokim obiegu. Z pewnością większość Polaków potrafi wymienić nazwy niemieckich obozów koncentracyjnych, jednak czy z podobną łatwością potrafi wskazać miejsca kaźni naszych rodaków z Kresów? Czy wciąż w wielu umysłach komunizm jawi się jako najbardziej zbrodniczy totalitaryzm a Stalin jako jeden spośród najkrwawszych tyranów XX wieku? Można mieć spore wątpliwości, czy tak właśnie jest.

Można pokusić się o postawienie tezy, iż wciąż zbyt wielu z nas nie docenia wpływu komunistycznej tresury. Nie ma się co łudzić, że jej ofiarą padli tylko ludzie sowieccy tacy jak Zubow. Lata sączenia propagandy, czerwonego szkolnictwa oraz planowej ateizacji także w naszym kraju odcisnęły swoje upiorne znamię. Dlatego tym bardziej trzeba poznać „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, by śmiejąc się przez łzy, które trudno powstrzymać, dostrzec, że również w Polsce AD 2014 obecni są duchowi spadkobiercy Zubowa. Ba, mają się całkiem dobrze! Możliwe, jak zapowiada jeden z bohaterów filmu „Układ zamknięty”, iż jeszcze kiedyś warkną. Bądźmy na to przygotowani.

Łukasz Karpiel

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 206 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /