Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Świadomość historyczna

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 204 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 05 mar 2017, 15:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Żołnierze niezłomni, nadal są potrzebni

Jacek Bezeg

Obrazek
Żołnierze Niezłomni
foto: http://podlasie24.pl/wiadomosci/proza-i ... -niezlomni–d773.html


Zawarte w tytule stwierdzenie rozumieć można na różne sposoby. Przede wszystkim potrzebni są nam tamci chłopcy i mężczyźni jako wzór, pewien ideał do którego chcielibyśmy aby dążyły dorastające dziś pokolenia. Przez wieki mówiło się młodzieńcom o rycerzu, na którego słowie można było polegać, o Zawiszy. Tacy jak on byli właśnie, ci którzy pomimo formalnego zakończenia wojny, widząc ojczyznę zniewoloną trwali nadal w zbrojnym oporze przeciwko najeźdźcy.

Jednak zaraz na drugim miejscu postawiłbym inne „zadanie” jakie dziś Żołnierze Niezłomni spełniają dla nas, dla Polski i Polaków. Sformułował je kolega w dyskusji o czasach dawnych i ich wpływie na czasy dzisiejsze. Otóż samym swoim istnieniem dają oni w ręce naszym historykom bardzo istotny, zwłaszcza biorąc pod uwagę to co robią politycy niemieccy ostatnimi czasy, argument.

Słowa o „polskich obozach” mają wszak na celu zrównanie w oczach świata katów z ofiarami. Mówi się, że kilka niemieckich obozów po zakończeniu wojny funkcjonowało nadal tym razem już w polskich rękach.

Trzeba więc jasno powiedzieć o tym jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy tym co działo się w czasie wojny i po jej zakończeniu.

W czasie wojny obozy te działały jako część suwerennego niemieckiego państwa, a niemiecki naród wybrał sobie do kierowania tym państwem partię nazistowską dobrowolnie w demokratycznych wyborach. Nie są znane żadne formy sprzeciwu z jego strony przeciwko działaniom tej partii.

Przez wiele lat po wojnie, a z całą pewnością w okresie kiedy wspomniane obozy funkcjonowały Polska, na skutek decyzji aliantów, (naszych przedwojennych i obecnych sojuszników), nie była państwem suwerennym, lecz podległym władzy komunistów przybyłych z zewnątrz. Dowodem na to, że naród nasz nie zgadzał się na taką władzę, a więc i na istnienie tych obozów, działających zresztą na zgubę tego narodu, jest właśnie istnienie i walka Żołnierzy Niezłomnych. Usiłowali oni przecież usunąć komunistów działaniami zbrojnymi by przywrócić Polsce suwerenność, a więc i przerwać działalność haniebnych obozów.

Tak więc o ile Niemcy obozy koncentracyjne w Polsce jak i na własnym terytorium akceptowali w pełni, o tyle Polacy sprzeciwiali się ich istnieniu wszelkimi dostępnymi sposobami nie tylko w czasie wojny, ale i po jej formalnym zakończeniu.

Kultywowanie pamięci o Żołnierzach Niezłomnych, dokumentowanie ich działań, zbieranie, opracowywanie i rozpowszechnianie informacji o ich walce jest więc także budowaniem dźwigni i tarczy, narzędzi, które zapobiegną realizacji planów niegdysiejszych naszych katów pragnących dokonać tego, byśmy w oczach świata, zamienili się rolami.

Dawni nasi bohaterowie nabierają więc dziś nowych, ważnych znaczeń.

Pamiętajmy o nich, bo mówi Bóg: „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło”.

http://jacekbezeg.pl/2017/03/04/zolnier ... potrzebni/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 02 sie 2017, 08:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Dla Powstańców Warszawy

Inscenizacja historyczna, pieśni powstańcze czy pokaz umundurowania i broni – w ten sposób cześć powstańcom Warszawy oddali mieszkańcy stołecznej Pragi.

Skwer płk. Antoniego Żurowskiego na warszawskiej Pradze wypełnił się ludźmi. Gdzieniegdzie słychać pojedyncze głosy, które w ciągu kilku chwil zamilkły. Przez kilkadziesiąt sekund nie słychać nic, nagle ciszę przeszywa dźwięk syren. Wybiła godzina 17.00 – Godzina „W” – w której to 73 lata temu bohaterowie stolicy wystąpili zbrojnie przeciwko niemieckim okupantom. Przez minutę stoi Praga, Warszawa i cała Polska.

Dzieci, młodzież, dorośli i starsi. Kobiety i mężczyźni. Co roku 1 sierpnia wszyscy Polacy łączą się w myślach z żołnierzami Powstania Warszawskiego. Biało-czerwone flagi zalały place i ulice. Wśród zgromadzonych na Pradze byli też kibice Legii Warszawa.

Już na początku naszej rozmowy podkreślają, że nie chcą rozmawiać o tym, czy Powstanie Warszawskie miało sens. – To ulubiony temat mediów i polityków. Rozmawiajmy o tym cały rok, ale nie dzisiaj. Dajmy jeden dzień w roku żyjącym powstańcom, aby w spokoju mogli zapalić świeczki na grobach swoich bliskich. Bez polityki i zbędnego gdybania – podkreśla pan Paweł. – Nie jesteśmy tu dla dowódców, polityków czy historyków. My wspominamy zwykłych żołnierzy, którzy poświęcili się dla Polski – dodaje.

– Mówi się, że Powstanie musiało wybuchnąć, bo ludzie tak bardzo nienawidzili Niemców. Tylko czy nienawiść dałaby im taką siłę, żeby przez 63 dni walczyć w dramatycznych okolicznościach? Oni postanowili powstać, bo już dłużej nie mogli patrzeć, jak cierpieli ich bliscy – stwierdza pan Marek. – To nie nienawiść, to miłość do Polski i do Polaków wymusiła na nich ten dramatyczny ruch – wyjaśnia.

Kibice zauważają, że pamięć o Powstaniu była niszczona także po upadku komunizmu w Polsce. Bardzo długo milczano, o dramatycznych wydarzeniach z sierpnia i września 1944 roku. – Kto zaczął się domagać przywrócenia pamięci bohaterom? Kilku historyków, pojedyncze wydawnictwa. Później zaczęły krzyczeć stadiony. Temat Powstania wcześniej zagościł na meczach piłkarskich, niż państwo polskie zaczęło organizować oficjalne uroczystości – podkreśla pan Paweł.

Obecnie obchody wspomnienia wybuchu Powstania Warszawskiego zyskują coraz to rozbudowaną formę. Zgromadzeni na skwerze płk. Antoniego Żurowskiego mieli okazję wysłuchać koncertu pieśni patriotycznych i wspólnie śpiewać pieśni powstańcze. – Dla nas, dla osób starszych, jest to wspaniałe przeżycie. Przez lata PRL nie mogliśmy mówić o Powstaniu. Dziś publicznie możemy śpiewać pieśni, które kiedyś nasi rodzice śpiewali nam po cichu – mówi pani Helena, która na uroczystości przyszła z córką i wnukami. – Jestem tutaj dla Powstańców, ale też dla moich wnuków. Nie możemy oczekiwać od młodych postaw patriotycznych, jeżeli nie pokażemy im prawdziwych wzorców – wyjaśnia.

Mimo upałów Skwer żył energią dzieci i młodych ludzi. Dla najmłodszych szczególnym wydarzeniem było namacalne spotkanie z historią. Zgromadzeni mogli podziwiać autentyczną broń, umundurowanie i powstańcze wyposażenie. Jednakże nic nie zrobiło takiego wrażenia na młodzieży jak inscenizacja historyczna. Podczas niej grupy rekonstrukcyjne odwzorowały atak na koszary i obronę barykady. – Takie lekcje historii są o wiele ciekawsze, od tych, które mamy w szkole – przekonuje Antoś, wnuk Pani Heleny.

– I co z tego, że Powstanie wybuchło 73 lata temu? Co z tego, że formalnie przegraliśmy? Wtedy powstańcy nie sądzili, że ich ofiara wzbudzi w nas – współczesnych – nowego ducha. I tak jak kiedyś ludność stolicy powstała, gdy cała Europa klęczała, tak my dzisiaj wstajemy w imię Boga i historii. Bo wierzę w to, że krew, którą oni, i uczestnicy innych powstań, kiedyś wylali, sprawia, że jesteśmy ostatnim bastionem chrześcijaństwa – podkreśla pan Władysław. – Dlatego tu jestem z dziećmi i wnukami. Żeby przekonać młodych, że każda ofiara musi przynieść owoce – wyjaśnia.

Galerię z wydarzenia znajdziesz TUTAJ: http://naszdziennik.pl/galeria/186647,p ... radze.html

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... szawy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 16 sie 2017, 09:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Musimy nie tylko znać fakty historyczne, ale musimy umieć je właściwie odczytywać i rozumieć ich znaczenie.
Cud nad Wisłą to nie był tylko sukces wygranej bitwy z bolszewikami, to było również otwarcie możliwości dalszej pokojowej egzystencji Polski, Jej rozwoju, itp. Było to również uratowanie Europy przez zalewem sowieckiego destrukcyjnego śmiecia antycywilizacyjnego. Nie tylko Polska została wówczas uratowana, ale cała Europa. Gdyby nie nadludzki wysiłek tamtych wspaniałych Żołnierzy, to być może nasz świat byłby dzisiaj totalnie zrujnowany, zastraszony poza granice paniki, a nas być może w ogóle by nie było. Nas to znaczy Ciebie czytelniku, Twoich Bliskich, mnie i wielu innych. Tym, którzy wówczas nas obronili należy się najgłębszy pokłon wdzięczności i ... modlitwa za ich dusze. Tyle możemy dziś dla nich uczynić z wdzięczności za ich postawę.

Tym właśnie jest świadomość historyczna. Jest ona nie tylko znajomością faktów, ale i szerokim rozumieniem ich we wszystkich aspektach. Nawet, a może przede wszystkim w tych pozamaterialnych, duchowych.


Zwycięstwo tak wielkie

Uratowało przed zagładą nie tylko Rzeczpospolitą, ale łacińską cywilizację.

Obrazek

Przed kilkoma dniami – dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej i Urzędowi ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych – po raz pierwszy odbyły się uroczystości państwowe upamiętniające 80. rocznicę Operacji Polskiej NKWD – ludobójstwa dokonanego na co najmniej 111 tysiącach Polaków mieszkających w Związku Sowieckim. Zagłada naszych rodaków w 1937 roku stanowi dobrą ilustrację, przed czym nasi przodkowie uratowali nas w sierpniu 1920 roku.

„Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane ’Cudem nad Wisłą’” – mówił w czerwcu 1999 roku św. Jan Paweł II na cmentarzu w Radzyminie, gdzie spoczywają obrońcy Warszawy z 1920 roku.

Warszawska wiktoria przypieczętowana następnie na polach Komarowa i nad Niemnem pozwoliła nam na niecałe dwadzieścia lat zaczerpnąć wolności, która musiała wystarczyć na dziesięciolecia kolejnej niewoli. Stąd również nasz niespłacony dług wobec tamtego pokolenia zwycięzców.

„Przez trupa białej Polski”
Wielkość triumfu 1920 roku jest tym znaczniejsza, gdy dostrzeżemy, w jakim momencie do niego doszło i jak blisko Polska była od tragedii, która pogrzebałaby nie tylko naszą dopiero co odzyskaną niepodległość, ale doprowadziła do zagłady cywilizacji łacińskiej. Katastrofa wydawała się nieuchronna, nie tylko z powodu nadciągających bolszewickich hord, ale i obojętności czy wręcz wrogości naszych sąsiadów i wielu państw europejskich oraz ze względu na sytuację wewnętrzną, a przede wszystkim stan ducha Polaków. Zbyt wielu „lekkomyślnie traktowało najpoważniejsze podstawowe zagadnienia”, ludzie „bawili się więcej niż przed wojną”, stawiając wymagania i jedynie myśląc o „bogaceniu się chwilowym” i – jak podkreślał premier Władysław Grabski – „wszędzie ucztowanie, biesiadowanie, radowanie się przedwczesne”. Tymczasem ze wschodu nadchodziły coraz bardziej złowieszcze wiadomości.

4 lipca 1920 roku Michaił Tuchaczewski rozpoczął potężną kontrofensywę bolszewików znad Berezyny i Auty zatrzymaną dopiero pod Warszawą. Jej cel wyraźnie określał – wydany dwa dni wcześniej – słynny rozkaz nr 1423 Rady Wojenno-Rewolucyjnej Frontu Zachodniego: „Nadszedł czas zapłaty. W krwi rozgromionej armii polskiej utopicie przestępczy rząd Piłsudskiego. […] Skierujcie swój wzrok na zachód. Na zachodzie decydują się losy światowej rewolucji. Przez trupa białej Polski przechodzi droga do światowego pożaru. Na bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój ludziom pracy. Nadszedł czas wymarszu. Na Warszawę, Mińsk, Wilno – marsz!”.

I ten marsz niszczycielski w następnych tygodniach był coraz bliżej Warszawy, Lwowa. Czym większe było zagrożenie, tym większa następowała mobilizacja Narodu, który w swej większości uświadomił sobie, że stawką jest jego istnienie.

Zachodnie salony dla bolszewików
Tymczasem, gdy Polacy przerażeni zbliżającą się nawałnicą ze Wschodu skupiali wszystkie siły do czynu mającego uratować niepodległość, na brytyjsko-francuskiej konferencji w Hythe, trwającej od 8 do 10 sierpnia, członek bolszewickiego politbiura Lew Kamieniew przedstawił warunki rozejmowe dla Polski: granica na linii Curzona, demobilizacja wojsk polskich, rozbrojenie armii do 50 tysięcy oraz utworzenie „robotniczej milicji”, czyli polskiej Armii Czerwonej, przekazanie „nadwyżek uzbrojenia” Rosji, likwidacja polskiego przemysłu zbrojeniowego, swobodny tranzyt towarów rosyjskich i ludzi przez Polskę, co oznaczało sowietyzację Polski i pozbawienie jej niepodległości.

„Warunki powyższe są tak niedorzeczne, że nie potrafię sobie wyobrazić, by rząd polski mógł zastanawiać się nad nimi” – komentował lord Edgar d’Abernon, który później nazwie Bitwę Warszawską 18. decydującą bitwą świata. Natomiast brytyjski premier Lloyd George uznał bolszewickie żądania jako niegodzące w istnienie naszej niepodległości. Jego stanowisko poparł francuski premier Millerand, stawiając warunek, iż pomoc w uzbrojeniu dla walczącej Polski jest uzależniona od „mianowania naczelnego wodza, który nie pełniłby żadnej innej funkcji”, czyli odebrania dowództwa Józefowi Piłsudskiemu.

W przeddzień dojścia bolszewików do linii Wisły – 10 sierpnia – w londyńskim parlamencie, w galerii dla znamienitych gości zasiadał Kamieniew, przysłuchując się mowie brytyjskiego premiera tłumaczącego, że Polska, decydując się na walkę z Rosją sowiecką, popełniła wielki błąd i to ona wyłącznie ponosi całą winę i odpowiedzialność za tę wojnę. Lloyd George przedkładał porozumienie z Rosją nad udzielenie pomocy Polsce, ponieważ – jak wynikało z jego przemówienia – Rosja była ważna dla świata, a państwa leżące między Niemcami a Rosją, takie jak Polska, tak ważne nie były.

W 1920 roku pozostaliśmy osamotnieni, ale nie zabrakło sprawiedliwych, którzy w tej przełomowej chwili byli z nami. I to nie tylko Węgrzy, francuscy oficerowie, amerykańscy piloci, ale także tysiące żołnierzy, którzy bili się u boku Wojska Polskiego: Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie. W swej odezwie „Do ludu rosyjskiego” przestrzegali, że Rosjanie, strzelając do Polaków, strzelają w serca własnej wolności, a Polska „walczy o siebie i całą ludzkość, za dwie jej świętości, za wolność i ojczyznę”.

Duchowa mobilizacja Narodu
W momencie zagrożenia niepodległego bytu Ojczyzny Polacy zwrócili się ku duchowej stolicy, Jasnej Górze. W niedzielę, 11 lipca, przybyło sto tysięcy pielgrzymów z całej okolicy i Górnego Śląska, ślubując uroczyście: „Ojczyzny naszej bronić będziemy do ostatniej kropli krwi”. W przyjętej odezwie zaapelowali o niewzruszoną jedność w obronie Polski, zaprzestanie walk partyjnych, poniechanie wzajemnych uraz, „gdyż naród nie pozwoli, aby z życia jego i wolności robiono sobie igraszkę”.

W końcu lipca na Jasnej Górze jak co roku zebrał się Episkopat Polski. Podczas uroczystej Mszy św. w kaplicy Cudownego Obrazu, której przewodniczył Prymas Polski ks. kard. Edmund Dalbor, księża biskupi złożyli w imieniu całego Narodu hołd Matce Bożej i ponowili akt obrania Jasnogórskiej Pani Królową Korony Polskiej. Jednocześnie Episkopat dokonał Aktu Poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusa całego Narodu.

Zebrani przed Jasnogórskim Obrazem uroczyście ślubowali: „Idąc śladem poprzedników naszych, którzy pierwsi prosili o zaprowadzenie Mszy św. do Serca Jezusowego, przyrzekamy Tobie, Najświętsze Serce Jezusa, w tej uroczystej chwili, że będziemy szerzyli wśród wiernych, a mianowicie w seminariach duchownych nabożeństwo do Boskiego Serca Twego i zachęcali rodziny, aby się poświęcały Twojemu Sercu”.

Wobec coraz poważniejszego zagrożenia metropolita warszawski ks. kard. Aleksander Kakowski zarządził nabożeństwa błagalne za wstawiennictwem bł. Andrzeja Boboli, patrona Polski, i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. Od święta Przemienienia Pańskiego, czyli 6 sierpnia, do 15 sierpnia, czyli święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w warszawskich kościołach Ojców Jezuitów przy ulicy Świętojańskiej, św. Anny i św. Zbawiciela rano o dziewiątej i wieczorem o siódmej odprawiały się nowenny z wystawieniem Najświętszego Sakramentu oraz odmawiano litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa z aktem poświęcenia i litanie do św. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa.

Uderzyć znad Wieprza
Tymczasem 6 sierpnia, w rocznicę wymarszu z krakowskich Oleandrów I Kompanii Kadrowej, Józef Piłsudski przedstawił plan decydującego kontruderzenia. Miało ono wyjść znad Wieprza, gdzie pod osłoną twierdzy Dęblin koncentrowałaby się grupa uderzeniowa, która rozbiłaby Tuchaczewskiego związanego na północy przez 5. Armię Władysława Sikorskiego i pod Warszawą przez 1. Armię gen. Franciszka Latinika. Dowodzenie nad wojskami uderzeniowymi z południa, złożonymi z pięciu dywizji, objął osobiście Piłsudski.

W obliczu nadciągającej armii bolszewickiej rząd Wincentego Witosa postanowił nie opuszczać Warszawy i trwać do końca, choć wcześniej rozważano różne rozwiązania, zastanawiano się nad przeniesieniem do Poznania lub Krakowa. Piłsudski proponował Częstochowę, odwołując się do jej obrony z czasów potopu. W czwartek, 12 sierpnia, Piłsudski wyjechał na front, aby objąć dowodzenie. Po drodze pożegnał się z rodziną. „Był zmęczony i posępny. Ciężar olbrzymiej odpowiedzialności za losy kraju przygniatał go i sprawiał mękę” – zapamiętała Aleksandra Piłsudska, która usłyszała od męża: „Rezultat każdej wojny jest niepewny, aż do jej skończenia. Wszystko jest w ręku Boga”.

Z kolei stojący na czele około stutysięcznej Armii Ochotniczej – sformowanej w ciągu kilku tygodni – słabo wyszkolonej, ale pełnej ducha i podnoszącej morale wśród regularnej armii będącej stale w odwrocie – gen. Józef Haller noc z 12 na 13 sierpnia spędził w kwaterze w rektoracie Politechniki Warszawskiej. „Po przeczytaniu raportów wieczornych zasnąłem z gorącą modlitwą na ustach, z wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królową Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie się zbliżało w dniu 15 sierpnia”.

Następnego dnia podjął decyzję o rozpoczęciu bitwy w wigilię święta Matki Bożej. Tego samego dnia – 13 sierpnia – polski wywiad radiowy przechwycił depeszę sztabu Tuchaczewskiego, nakazującą rozpoczęcie decydującego uderzenia na Warszawę, co przyspieszyło polskie kontruderzenie. Od tego momentu największa polska radiostacja prowadziła skuteczne zakłócanie bolszewickich komunikatów. Na ich depesze nadawane alfabetem Morse’a „nakładano” nieustannie tekst Nowego Testamentu.

Albo zwycięstwo, albo jarzmo niewoli
W Warszawie słychać było już odgłosy walk, bolszewicy zaatakowali pod Radzyminem, o który zaczęły się krwawe walki, gdy w sobotę, 14 sierpnia, generał Haller, podobnie jak każdy dzień, rozpoczął od udziału w porannej Mszy św. w kościele św. Zbawiciela, gdzie właśnie na jego prośbę podjęto nowennę o uproszenie zwycięstwa. Tego dnia szef sztabu Wojska Polskiego gen. Tadeusz Rozwadowski wydał rano „Odezwę do żołnierzy z powodu rozpoczęcia bitwy pod Warszawą”, w gorących słowach apelując: „Albo rozbijemy dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo nowe jarzmo i ciężka niedola czeka nas wszystkich bez wyjątku”.

Od samego rana trwały zacięte walki pod Radzyminem. W pobliskim Ossowie ruszył do ataku 236. Ochotniczy Pułk Piechoty im. Weteranów Powstania Styczniowego złożony z uczniów i studentów warszawskich. Prowadził ich kapelan ks. Ignacy Skorupka. O pozwolenie wyruszenia w bój razem z ochotnikami poprosił ks. kard. Aleksandra Kakowskiego. „Jutro – powiedział ks. Skorupka – przyniesie nam zwycięstwo, bo Najświętsza Matka Boża jest z nami”.

Sobotni ranek 14 sierpnia spowity był gęstą mgłą. Bolszewicy wykorzystali ją do natarcia. Gdy rozpoczął się pierwszy atak, ks. Skorupka szedł w pierwszym szeregu. Podporucznik Słowikowski zauważył, że kapelan potknął się, ale nie widział, co stało się potem. Dopiero wieczorem odnalazł jego ciało. Śmierć ks. Skorupki stała się symbolem i legendą polskiego zwycięstwa pod Warszawą. O bohaterskim kapelanie tak pisał ks. kard. Kakowski: „Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami. Nie dla innych przyczyn, ale dlatego właśnie cały naród czci ks. Skorupkę jako bohatera narodowego”.

Bój nie tylko na karabiny i armaty
Nadeszła niedziela, 15 sierpnia – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Już nocą rozpoczęły się ponownie zacięte walki pod Radzyminem i trwały cały dzień. Świadkiem tych zmagań był premier Wincenty Witos, który przyjechał na front, „zagrzewając młodych ochotników wiejskich”. Było już ciemno, gdy po całodziennych zmaganiach Radzymin został ostatecznie odbity przez Polaków. Tego dnia zacięte walki trwały nad Wkrą, wielkim sukcesem było zdobycie przez ułanów Ciechanowa, gdzie w nasze ręce wpadła bolszewicka radiostacja, co sparaliżowało łączność wroga.

Kończył się historyczny dzień. O nim to generał Lucjan Żeligowski, jeden z jego bohaterów spod Radzymina, napisze: „Istniało bardzo duże napięcie sił materialnych, a szczególnie moralnych obu armii. Rosjanie widzieli przed sobą cel prawie osiągnięty. Z pozycji ich widać było ognie i światła Warszawy. My broniliśmy naszej stolicy już rozpaczą. Walczyły nie tylko armaty, karabiny i bagnety, ale serca i psyche obu armii. Oni byli zwycięzcami, my zwyciężonymi. Droga do Warszawy stała otworem. Zdawało się, że bez przeszkody wejść do niej może nieprzyjaciel”. Ale nie wszedł.

Nazajutrz znad Wieprza ruszyła decydująca ofensywa wojsk dowodzonych przez Marszałka Piłsudskiego. Bolszewicy w popłochu uciekali, do niewoli oddawały się całe oddziały.

Zaraz po tryumfie pod Warszawą i po zwycięskiej bitwie pod Komarowem, gdzie polscy ułani rozgromili konnicę Budionnego – ostatnich tak wielkich zmaganiach kawalerii w historii wojen, Ojciec Święty Benedykt XV wysłał 8 września list do polskich biskupów: „Nigdy bowiem nie wątpiliśmy, że Bóg będzie przy waszym narodzie, ile że tak świetnie w ciągu wieków religii się zasługiwał, a zapowiedzieliśmy publicznie obchody błagalne wtenczas, gdy prawie powszechnie o ocaleniu Polski zrozpaczono, a wrogowie też ilością i powodzeniem odurzeni, to między sobą bluźniercze pytanie stawiali: Gdzie jest Bóg ich? Niech przeto lud Polski, nieustające składając Bogu dzięki, to przede wszystkim ślubuje i przyrzeka, że i nadal też bronić będzie pod kierunkiem swych biskupów wiary katolickiej, tak jak Ojczyźnie swej wolność wywalczył: nie ma obawy dla ludu chrześcijańskiego, gdyż jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam?”.

Za trzy lata obchodzić będziemy stulecie tego wielkiego zwycięstwa, które podobnie jak Sobieski pod Wiedniem w 1683 roku uratowało nie tylko Rzeczpospolitą, ale łacińską cywilizację przed zagładą. Obie wiktorie były wynikiem nie tylko militarnego wysiłku, odwagi i poświęcenia walczących, ale także duchowej mobilizacji Narodu. W ten nurt wpisują się również narodziny „Solidarności” w 1980 roku, poprzedzone pierwszą pielgrzymką polskiego Papieża, co zapoczątkowało upadek komunizmu. Dzisiaj, żyjąc w niepodległej Polsce, pielęgnujemy to dziedzictwo stanowiące nie tylko element naszej pamięci, ale będące uniwersalnym fundamentem przyszłości.

Dr Jarosław Szarek, Prezes IPN

http://www.naszdziennik.pl/mysl/187551, ... elkie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 17 sie 2017, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Przetrwaliśmy dzięki wierze

Obrazek

Wiara w Boga i wierności własnej tradycji są gwarantami przetrwania narodu – podkreślił ks. abp Henryk Hoser. Na cmentarzu Poległych w Ossowie odbyły się wczoraj centralne obchody 97. rocznicy Bitwy Warszawskiej zwanej Cudem nad Wisłą. Uroczystej Mszy św. przewodniczył biskup warszawsko-praski. Wzięli w niej udział licznie zgromadzeni przedstawiciele władz parlamentarnych, samorządowych i Wojska Polskiego.

W homilii ks. abp Hoser podkreślił, że Maryja – Niepokalana i Wniebowzięta Matka Syna Bożego – jest dla całego wszechświata znakiem zwycięstwa dobra nad złem. – W sposób szczególny jako Naród mogliśmy tego doświadczyć w roku 1920 w czasie Bitwy Warszawskiej nazywanej również Cudem nad Wisłą – powiedział duchowny.
Wspomniał, że był to potrójny cud – jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działania militarnego.

– Z punktu widzenia ludzkich kalkulacji Polska 97 lat temu nie miała żadnych szans na pokonanie bolszewików. Społeczeństwo było wewnętrznie podzielone politycznie, a kraje ententy planowały kolejny – czwarty rozbiór naszego kraju. Zablokowały nawet pociągi z dostawami zakupionej już przez Polaków broni i amunicji, próbując dogadać się z bolszewikami – zwrócił uwagę ks. abp Hoser.

Kaznodzieja stwierdził, że 97 lat temu Europa nie miała świadomości zagrożenia płynącego z bolszewizmu. Tymczasem diagnoza polskich biskupów zawarta w specjalnej odezwie do episkopatów świata okazała się trafna.

– Już wówczas podkreślali oni, że Polska nie jest ostatnią przystanią dla nadciągającej ideologii, ale pomostem do zdobycia świata. Bolszewizm jest bowiem ostatnim wykwitem wszelkich zasad negacji, które godziły w rodzinę, wychowanie, ustrój socjalny i religię. Oprócz doktryny i czynów nosi on w sobie nienawiścią płonące serce. Jest żywym ujawnieniem się na ziemi ducha antychrysta – pisali polscy biskupi – przypomniał ordynariusz warszawsko-praski.

Ks. abp Hoser zwrócił jednocześnie uwagę, że zwycięstwem bolszewizmu okazał się pakt Ribbentrop-Mołotow, kiedy to ateistyczni przywódcy z piekła rodem podzielili między siebie nasz kraj.

– W konsekwencji bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację. Jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie – zauważył kaznodzieja.

Przywołując przykład św. Jana Pawła II, ks. abp Hoser podkreślił rolę kultywowania narodowej tradycji. – Dzięki wychowaniu na etosie obrońców Ojczyzny z 1920 roku młode pokolenie Polaków miało odwagę w 1939 roku stanąć do walki z okupantem. Mieli oni bowiem ogromne poczucie wartości własnego kraju – państwa, które z takim trudem zbudowali – powiedział ks. abp Hoser, przypominając, że byliśmy jedynym Narodem, który stworzył państwo podziemne.

Duchowny drugą Bitwą Warszawską nazwał Powstanie Warszawskie. – Pierwsza ochroniła Zachód przed zalewem bolszewizmu, który miał swoją piątą kolumnę we wszystkich zachodnich krajach, druga zaś ochroniła Zachód tym razem przed armią sowiecką, która była zdolna zająć tereny aż po Ren – zwrócił uwagę kaznodzieja.

Arcybiskup ubolewał jednocześnie nad ignorancją Europy i brakiem wdzięczności. – Mamy dziś do czynienia z próbami marginalizacji naszego kraju. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż jesteśmy znakiem sprzeciwu, ponieważ nie chcemy być Europą kołchozów banków i kołchozem korporacji. Polska jest uosobieniem tych wszystkich tendencji, wartości, idei i ducha, który budował Europę od czasów starożytnych – Europę łacińską i chrześcijańską – powiedział ks. abp Hoser, ostrzegając, że odcinając się od swoich korzeni, nasz kontynent nie może istnieć. Bez nich Europa przestanie istnieć – stwierdził kapłan.

– Europa Zachodnia nie chce kontynentu narodów, z których w końcu powstała i które są jej największym bogactwem. Tymczasem wierność własnym korzeniom, a więc własnej historii, tożsamości jest gwarantem przetrwania – powiedział biskup warszawsko-praski.

Na zakończenie kaznodzieja zaapelował do Polaków o szacunek dla własnej historii i tradycji. – Uczymy się ich po to, żebyśmy wiedzieli, skąd przychodzimy i dokąd idziemy. I jak dodał: – Jeśli Bóg z nami którzy przeciw nam. Zróbmy zatem wszystko, by w dzisiejszych czasach, gdzie widać widmo wojny, Cud nad Wisłą trwał. Byśmy oparci na Bożnej łasce i mocy, jaka płynie z Chrystusa, mogli iść z zaufaniem ku przyszłości – zachęcał ks. abp Hoser.

Po liturgii odbył się Apel Poległych i złożenie wieńców. W tym roku na Polanie Dębów Pamięci odsłonięto dwa kolejne popiersia: śp. Marii Kaczyńskiej – żony prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz śp. kapitana BOR Pawła Janeczka. Następnie odbyła się rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej, w której jak co roku wzięło udział kilka grup rekonstrukcyjnych, kilkaset statystów.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ierze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 18 gru 2017, 17:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Polska robota, czyli jak trzech matematyków złamało niemiecką Enigmę

Obrazek

Sukces trzech polskich matematyków zaważył na losach Europy, a może i świata. Polscy eksperci: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski złamali szyfry stosowane przez niemiecką III Rzeszę. Dzięki nim alianci mogli w czasie wojny odczytywać zaszyfrowane wiadomości. Pod koniec grudnia przypada rocznica złamania Enigmy.

Niemiecka maszyna szyfrująca, występująca pod kryptonimem Enigma, od końca lat 20. XX w. funkcjonowała w niemieckiej marynarce wojennej i w niemieckich wojskach lądowych. Od 1937 r. Enigma stała się głównym i podstawowym urządzeniem szyfrującym w III Rzeszy. Od tego momentu używały jej także Luftwaffe, policja, SD, Abwehra i MSZ. W związku z wejściem do służby nowej metody szyfrującej zachodnie wywiady starały się poznać sposoby, które pozwoliłyby łamać szyfr. W drugiej połowie lat 30. Brytyjczycy i Francuzi podjęli pierwsze próby złamania Enigmy. Okazały się one jednak bezskuteczne, ponieważ Niemcy często wprowadzali modyfikacje maszyny, głównie w wersji wojskowej. Pierwsze sukcesy w odczytywaniu Enigmy zanotowali polscy kryptolodzy. W grudniu 1932 roku polskim ekspertom udało się złamać kody Enigmy. W styczniu 1933 roku odczytano pierwsze szyfrogramy. Wiadomości udało się przechwycić matematykom zatrudnionym w Biurze Szyfrów Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego: Rejewskiemu, Różyckiemu i Zygalskiemu. Matematycy ci przez kolejne lata odczytywali informacje Enigmy, mimo jej modyfikowania przez niemieckie państwo. W przededniu wybuchu II wojny światowej Polacy przekazali Brytyjczykom i Francuzom tajemnice Enigmy, dzięki czemu mogli oni odczytywać depesze niemieckie oraz prowadzić dalsze badania związane z działaniem niemieckich kryptologów. Polscy specjaliści pomogli w tym wydatnie, przekazując Francji i Wielkiej Brytanii dwie zrekonstruowane kopie niemieckiej maszyny.

Sukces polskich matematyków okazał się być bardzo ważnym wsparciem dla Aliantów. Dzięki złamaniu Enigmy eksperci z Zachodu mogli prowadzić dalsze prace w dziedzinie dekryptażu niemieckich szyfrów kodowanych przy użyciu tej maszyny. Brytyjczycy prowadzili je przez cały okres II wojny światowej w ośrodku kryptologicznym Bletchley Park. Większość niemieckiej korespondencji szyfrowanej przy użyciu Enigmy była odczytywana przez służby brytyjskie. Sukces polskich kryptologów miał zatem olbrzymie znaczenie dla losów wojny. Odkrycie tajemnic Enigmy wydatnie zwiększyło przewagę aliantów w walce z niemiecką Rzeszą i przyczyniło się w znaczący sposób do pokonania niemieckich sił zbrojnych. Wojska i środowiska decyzyjne w krajach zachodnich mogły przewidywać niemieckie ruchy wojskowe, a także odczytywać tajemnice, przekazywane w bezpiecznej, jak się Niemcom zdawało, korespondencji. To również dzięki tym zasługom Polaków i Brytyjczyków II wojna światowa trwała krócej, dzięki czemu ograniczono dalsze straty ludzkie i materialne w Polsce i w Europie. Nazwiska trzech polskich matematyków: Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, którzy dokonali tak ważnego dla losów Europy odkrycia, powinny być powszechnie znane.

Kryptologia nie odeszła bynajmniej do historii. Jest równie ważna i dziś, m.in. dlatego, że każde państwo musi budować swoje kanały bezpiecznej łączności. Przekazywane informacje muszą być szyfrowane i odszyfrowywane tak, by nikt niepowołany nie mógł ich odczytać. Wraz z rozwojem technologicznym kryptologia przeszła szereg modyfikacji i dziś korzysta się z niej w sposób powszechny. Szyfrowanie treści stało się kluczowe dla bezpieczeństwa nie tylko państw, ale również transakcji finansowych, kontaktów międzyludzkich i szeregu innych aktywności. Tym bardziej Polacy powinni pamiętać o sukcesach polskich ekspertów w tej dziedzinie.

Stanisław Żaryn

Rzecznik Prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych
Opublikowano: 18.12.2017 16:30.

https://www.salon24.pl/u/stanislaw-zary ... cka-enigme


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 31 sty 2018, 10:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Balast Rzeszy

Prezes IPN dr Jarosław Szarek krytykuje ingerencję Izraela w polski proces legislacyjny.

Chodzi o histeryczną reakcję na nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która wprowadza kary za posługiwanie się kłamliwym sformułowaniem „polskie obozy śmierci”.

– Takie reakcje muszą się w Polsce źle kojarzyć. Ktoś, kto się na nie zdobywa, świadomie nie liczy się z polską wrażliwością i prawdą o naszej historii – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jarosław Szarek.

Przypisywanie Polsce odpowiedzialności za holokaust to wynik wieloletnich zaniedbań. W przypadku PRL jeszcze można zrozumieć, że po marionetkowych rządach komunistycznych nikt nie spodziewał się aktywnej obrony dobrego imienia i prawdy o naszych dziejach, bo same fałszowały historię. Jednak trudno pojąć, dlaczego niewiele w tej kwestii zmieniło się w okresie III Rzeczypospolitej. Co więcej, pewne środowiska w Polsce wtórowały głosom z Zachodu, które starały się obarczać nasze państwo odpowiedzialnością za rzekomy współudział w zbrodniczym procederze Niemiec nazistowskich. – III Rzeczpospolita to głównie lata pedagogiki wstydu – mówi prezes IPN. I wskazuje, że dekady bierności owocują właśnie takim niezwykle krzywdzącym obrazem Polski poza granicami.

Czy można ten czas nadrobić? – Bardzo potrzebna jest tu aktywna polityka państwa polskiego – zwraca uwagę dr Szarek. W jego przekonaniu potrzebujemy długoletniego przemyślanego programu promocji Polski i Polaków.

Andrzej Kulesza

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zeszy.html

Tym politykierom ze świata (obłędu) marzy się kozioł ofiarny w postaci kilku narodów, i kilku państw, którego można obciążyć odpowiedzialnością za własne zbrodnie i taką zafajdaną "wiedzę" przekazywać następnym pokoleniom, a np. Polakom wyjaśnić po tuskowsku "Polacy nic się nie stało".
Innymi słowy ponad narodowy szwindel.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 02 lut 2018, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Sojusznicy w zagładzie

Polacy są oskarżani o współudział w holokauście, ale to inne europejskie państwa wykazały się współpracą z Niemcami przy zagładzie Żydów.

Obrazek

Parlament zakończył prace nad zmianami w ustawie o IPN mającymi bronić przed obciążaniem Polski odpowiedzialnością za zbrodnie III Rzeszy. Tymczasem dokument stał się zarzewiem politycznego konfliktu z Izraelem i USA. Taki obrót sprawy to historyczny paradoks, bo właśnie Polska wyróżniała się w Europie postawą wobec prowadzonej przez Niemców zagłady Żydów. To polski rząd na uchodźstwie karał śmiercią kolaborantów i denucjatorów wydających Żydów administracji niemieckiej. Żadna polska siła polityczna czy społeczna nie dopuszczała nawet myśli o współpracy z okupantem. W tym samym czasie było to zjawisko powszechne w innych krajach podbitych przez III Rzeszę lub jej sojuszników.

– W Europie współpraca z Niemcami w holokauście była powszechna i na zachodzie, i na wschodzie. We Francji policja rządu Vichy współpracowała bardzo ściśle z Gestapo w wyłapywaniu Żydów, potem państwowa kolej francuska SNCF ich przewoziła do obozów zagłady. Nawet niedawno francuska kolej musiała zapłacić Żydom odszkodowanie – wymienia prof. Wiesław Wysocki, historyk z UKSW. – Podobnie było w Belgii, Holandii. Rząd Vidkunda Quislinga w Norwegii stał się wręcz synonimem kolaboracji z III Rzeszą (choć akurat w tym kraju mieszkało bardzo mało Żydów). Jedynie Dania się wyłamała. To był jedyny przypadek, gdy przekupiony szef miejscowego Gestapo wykazał pobłażliwość i pozwolił Żydom odpłynąć do Szwecji. Na wschodzie to Węgry, Rumunia, Słowacja, kraje bałtyckie, gdzie działały współpracujące z Niemcami formacje zbrojne – dodaje prof. Wysocki.

To dzięki współpracy władz europejskich państw Niemcom udało się unicestwić znaczną części Żydów żyjących na Starym Kontynencie. – Z zachodu transporty do obozów koncentracyjnych odbywały się pociągami pasażerskimi. Jadący nimi Żydzi nie zawsze byli świadomi tego, co ich czeka. Po podróży we względnie dobrych warunkach spotykało ich ponure zaskoczenie. Natomiast z Europy Środkowej Żydów wywożono w bydlęcych wagonach i od początku był widoczny element represji i strachu – tłumaczy prof. Wiesław Wysocki.

Do moralnych racji przemawiających za walką o dobre imię Polski nawiązywano też podczas senackiej debaty. – Polskie Państwo Podziemne wszelkie jednostkowe przypadki kolaboracji i szmalcownictwa ze strony Polaków traktowało jako zdradę. Kara za to była tylko jedna: wyrok śmierci z rąk żołnierzy Armii Krajowej, wydawany i wykonywany w trybie wojennym – mówił senator Artur Warzocha (PiS).

Obrady w izbie wyższej rozpoczęte w środę wieczorem trwały pięć godzin, a do ostatecznego głosowania doszło przed godz. 2.00 nad ranem. Najwięcej czasu zajęły pytania do reprezentującego rząd wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego i jego odpowiedzi. Wciąż wracano do tych samych argumentów. Opozycja zarzucała projektowi różne niejasności, kwestionowała celowość ustawy, jej zakres czy wysokość przewidzianych kar. Ostatecznie 57 senatorów opowiedziało się za przyjęciem wersji ustawy uchwalonej przez Sejm, 23 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... adzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 04 lut 2018, 21:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Cztery fundamentalne kwestie pomijane w temacie penalizacji kłamstwa o polskich obozach.

Od 10 dni trwają gorączkowe dyskusje na temat penalizacji kłamstwa oświęcimskiego bis oraz relacji z Izraelem.

W tych wszystkich programach, konferencjach, artykułach, komentarzach brakuje - z nieznanych mi powodów - co najmniej czterech fundamentalnych elementów.

1. Po pierwsze przypomnienia, że absurdem jest mówienie o "polskich obozach" w sytuacji gdy obozów koncentracyjnych zostało utworzonych ok. 12 000 (tak, tak nie przesłyszeliście się - słownie: dwanaście tysięcy) i zdecydowana większość z nich znajdowała się na terenie samych Niemiec a nie krajów okupowanych. Do setek tych obozów już od września 1939 r. trafiała dziesiątkami tysięcy polska inteligencja, duchowieństwa oraz każdy schwytany a nie rozstrzelany na miejscu polski "wrogi element".

http://www.wykop.pl/ramka/3516331/mapa- ... 1944-roku/

2. Po drugie WŁAŚCIWEGO uwypuklenia faktu, że Polacy byli PIERWSZYMI ofiarami Niemiec hitlerowskich. "Właściwego" tzn. nie ograniczającego się jedynie do stwierdzenia, że Polska została zaatakowana zbrojnie jako pierwsza. "Właściwego" tzn. wyraźnie przypominającego, że Polacy byli setkami tysięcy masowo mordowani, rozstrzeliwani, paleni, torturowani praktycznie od początku najazdu niemieckiego, czyli od 1 września 1939 r., natomiast tzw. "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej" (jako skutek wybuchu wojny z ZSRR i USA), rozbudowa sieci obozów na terenie Polski (m.in. Auschwitz-Birkenau, Majdanek, Bełżec, Sobibór, itd.) miało miejsce przede wszystkim od wiosny 1942 r. czyli aż DWA i PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ . Do tego czasu żydzi byli gromadzeni w gettach, skąd później Niemcy wywozili ich na śmierć.

3. Choćby wzmianki o obozie natychmiastowej zagłady VL Warschau (umiejscowionym w okolicach obecnego Dworca Zachodniego w Warszawie, dla którego badań kilkadziesiąt lat życia poświęciła Pani sędzia Maria Trzcińska) przeznaczonym DLA POLKÓW, w którym Niemcy zamordowali (także przy użyciu komór gazowych) 200 tys. Polaków. Dokładna liczba nie jest znana ze względu na celowe "mieszanie" ofiar z ofiarami Powstania Warszawskiego, ale taki pan MSZ Niemiec Sigmar Gabriel w ramach realnego aktu dobrej woli mógłby akta niemieckie dotyczące VL Warschau upublicznić.

4. Przypomnienia nieustannych nacisków środowisk żydowskich, których celem jest wymuszenie/kradzież 65 mld $ od społeczeństwa polskiego za bezspadkowe mienie pożydowskie. Zwrócenia uwagi na powołany przy rządzie Izraela zespół HEART, którego zadaniem jest zorganizowanie całego procederu kradzieży - czego przedfinalnym efektem jest projekt sławetnej ustawy nr 447 w kongresie USA na podstawie, której organizacje żydowskie przemysłu holocaustu mógłby szarpać Polskę w tej kwestii na gruncie prawa USA. Jak się ma przyklejanie Polsce łatki współsprawców holokaustu do próby okradzenia Polaków na 65 mld $ chyba nie trzeba tłumaczyć?


Gdyby 1/10 obecnego zainteresowania (czyli jeden pełny dzień) mediów w Polsce, dziennikarzy, polityków, ludzi kultury tematem polskiej martyrologii oraz kłamstw o "polskich obozach zagłady" została poświęcony tej sprawie w ciągu ostatnich 10 lat (czyli jeden intensywny dzień rocznie) - być może teraz nie byłoby wogóle problemu, bo wiedza o prawdzie zostałaby przekazana ignorantom i nieukom z zagranicy.

Dlaczego było tak, że ten temat nie istniał, nie tylko zresztą przez ostatnie 10 lat ale od początku 3 RP?

Dlaczego tak się działo, że funkcjonowało przyzwolenie ze strony tzw. "polskojęzycznych elyt" politycznych, społecznych, artystycznych na gnojenie obrazu Polaków? Dlaczego Prezydenci Kwaśniewski, Komorowski (w Jedwabnem) oraz podczas niedawnej wizyty w Izraelu także Prezydent Duda pośredni lub bezpośrednio oskarżali Polaków przed światem o współudział w Holokauście?

Dlaczego Prezydent Kaczyński zarządził wstrzymanie prac ekshumacyjnych w Jedwabnem gdy zaczynał z nich wyłaniać się obraz zbrodni niekorzystny dla środowisk żydowskich - jeśli chodzi o liczbę ofiar oraz sprawstwo niemieckie?

Dlaczego pracownicy placówek dyplomatycznych państwa polskiego, w większości pochodzenia żydowskiego (80% - prezes USOPAL pan Jan Kobylańsk) z chowu Unii Wolności, ostentacyjnie nie reagowali na pojawiające się w mediach zagranicznych określenia "polskie obozy zagłady"?

Dlaczego dotowano i promowano urzędowo kłamliwe filmy "(Gn)Ida", "Pokłosie", "W ciemności", itp.?

Opublikowano: 04.02.2018 10:48

https://www.salon24.pl/u/pinkpantherii/ ... ch-obozach

Wiedzy, kultury, rozumienia uczy normalna szkoła.
Lewacka szkoła uczy ignorancji, destrukcji, podporządkowania. Zawłaszcza umysły i czyni je jałowymi. Odrealnia rzeczywistość, a świadomość historyczną buduje na koniunkturalnych kłamstwach służących doraźnym celom.
Pokłosiem tego, jest życie w ciemności.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość historyczna
PostNapisane: 12 lip 2018, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Wołyń 43. Bohaterowie i rezuny

Obrazek

W niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku ktoś załomotał do drzwi plebanii w Porycku, małym miasteczku w powiecie włodzimierskim, na Wołyniu.

Proboszcz, ks. Bolesław Szawłowski ujrzał na progu zdyszanego mężczyznę. Przybysz był Ukraińcem z pobliskiej wioski. Przybiegł z ostrzeżeniem – jego rodacy z Ukraińskiej Powstańczej Armii szykują rzeź; uderzą w czasie Mszy św. rozpoczynającej się o godzinie 11.00. Ksiądz Szawłowski natychmiast rozesłał po miasteczku ministrantów, by kołatali do drzwi domów, przekazując straszną wieść. Ale ogromna większość mieszkańców nie uwierzyła, że ich sąsiadami są barbarzyńcy zdolni do mordu w świątyni. O godzinie 11.00 kościół wypełnił ufny, rozmodlony tłum.

Najpierw rozległ się krzyk. Mała dziewczynka wpadła do kościoła wołając, że na zewnątrz gromadzą się uzbrojeni ludzie. Zaraz potem huknął strzał – na progu stanęła zakrwawiona, chwiejąca się na nogach kobieta. Wśród wiernych wybuchła wrzawa, zaraz zagłuszona jazgotem broni maszynowej. Strumienie pocisków wpadały przez drzwi i okna, kładąc pokotem zgromadzonych.

Po chwili kanonada umilkła. W świątyni słychać było jęki rannych i przeraźliwy szloch. Wtedy rozległy się głośno wypowiedziane słowa modlitwy. Ksiądz Szawłowski, jak dotąd nietknięty, stał u ołtarza i udzielał wiernym zbiorowego rozgrzeszenia. Z zakrystii wyłonił się uzbrojony Ukrainiec. Wymierzył do kapłana. Po strzale ksiądz zachwiał się, ale dalej odmawiał modlitwę. Dopiero druga kula cisnęła nim o posadzkę.

Dwaj mordercy, z karabinami w dłoniach, urządzili obchód kościoła. Szli między ławkami, przyglądając się leżącym. Jeżeli zauważyli oznaki życia, dobijali ofiary pojedynczymi strzałami. Robili to bez pośpiechu, metodycznie, a ich działania cechowała upiorna sumienność. Potem bojówka UPA ruszyła na miasto, w poszukiwaniu pozostałych Polaków. Tych, których udało się zaskoczyć w domach, zabijano na miejscu, całymi rodzinami.

W ów straszny dzień krew lała się w dziesiątkach miejscowości Wołynia. Bandyci UPA uderzyli niemal równocześnie na 99 polskich wsi i miasteczek. W ciągu nocy i następnego dnia liczba zmasakrowanych siół wzrosła do 167. Podczas tych kilkudziesięciu godzin zamordowano co najmniej 11.000 bezbronnych ludzi.

Sprawcy
Założona w roku 1929 Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów już przed wojną prowadziła kampanię terrorystyczną przeciw państwu polskiemu.
Terroryści OUN z biegiem lat zacieśniali współpracę ze służbami specjalnymi hitlerowskich Niemiec. We wrześniu 1939 roku ochoczo wbili nóż w plecy Polakom broniącym się przed skoordynowaną agresją sąsiadów. Podczas wystąpień przeciw Wojsku Polskiemu ukraińska „piąta kolumna” wielokrotnie zebrała zasłużone baty. Ounowscy heroje powetowali to sobie na ludności cywilnej – dziś mało kto pamięta, że do masowych rzezi w województwach południowo-wschodnich doszło już w pierwszych tygodniach wojny. Niepełne szacunki mówią o zamordowaniu wówczas przez bojówkarzy ukraińskich co najmniej 3278 Polaków.

Różnice zdań między liderami szowinistów, Stepanem Banderą i Andrijem Melnykiem, doprowadziły do rozłamu na skłócone frakcje: OUN-B (banderowcy) i OUN-M (melnykowcy). Oba skrzydła wystąpiły aktywnie w czerwcu 1941 roku, po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, atakując tu i tam wycofującą się Armię Czerwoną, a przede wszystkim przeprowadzając kolejną serię pogromów Polaków i Żydów, znów zabijając tysiące ludzi.

Niemcy wypędzili Sowietów z Ukrainy, ale nie zamierzali przyznawać jej niepodległości. Wobec tego banderowskie skrzydło OUN zeszło do podziemia. Natomiast melnykowcy dość szybko pogodzili się z III Rzeszą, wystawiając u jej boku formacje policyjne i wojskowe (Wołyński Legion Samoobrony, Ochotnicze Pułki Policyjne SS „Galizien”, wreszcie 14. Ochotniczą Dywizję Grenadierów SS „Galizien”), które wkrótce zasłyną licznymi zbrodniami.

Niemcy powołali Ukraińską Policję Pomocniczą, przy pomocy której w ciągu dwóch lat wymordowali niemal całą sześćsettysięczną społeczność żydowską Małopolski Wschodniej i Wołynia. W policji służyli sympatycy OUN, także z frakcji banderowskiej, oficjalnie skłóconej z III Rzeszą, jako że wytępienie Żydów (a w przyszłości Polaków) pokrywało się z celami organizacji. Ukraińscy wachmani licznie zasilili załogi niemieckich obozów koncentracyjnych.

Genocidum atrox
W 1943 roku banderowcy postanowili rozpocząć samodzielną akcję ludobójczą. Odezwa OUN-B jasno wskazywała wrogów: „Narodzie! Wiedz! Moskwa, Polska, Węgrzy, Żydostwo - to Twoi wrogowie. Niszcz ich!”
Narzędziem zniszczenia miało być zbrojne ramię organizacji – Ukraińska Powstańcza Armia, wspierana przez Służbę Bezpieczeństwa (Służba Bezpeky) oraz pospolite ruszenie (Samoobronni Kuszczowi Widdiły – SKW), takoż tłumy doraźnie zwerbowanego ukraińskiego chłopstwa.
Za początek ludobójstwa w wykonaniu OUN-B przyjmuje się rzeź w kolonii Parośla na Wołyniu, dokonaną w dniu 9 lutego 1943 roku. Zamordowano tam 149 mieszkańców, a także 6 jeńców rosyjskich, których rezuni przywlekli ze sobą. Przybyli potem na miejsce zdarzenia Polacy z okolicznych wiosek byli zaszokowani tym, co ujrzeli. W chatach i na podwórkach leżeli mężczyźni obdarci ze skóry, kobiety z obciętymi piersiami, zadźgane nożami niemowlęta. Wiele ofiar miało odcięte głowy, innym przed śmiercią wyłupiono oczy, poodrzynano nosy i wargi…

Zbrodnia w Parośli nie była jednorazowym wybrykiem bandy degeneratów, ale elementem świadomie forsowanej strategii. Ataki fanatyków następowały raz za razem. Ich ofiarą padały zarówno pojedyncze polskie rodziny otoczone morzem ukraińskich sąsiadów, jak i skupiska liczące setki ludzi. Na porządku dziennym było odrąbywanie ofiarom głów i kończyn, najwymyślniejsze okaleczenia, wyrywanie języków, wypruwanie wnętrzności, palenie żywcem, zakopywanie żywcem, wbijanie na pal, wbijanie gwoździ w czaszkę, skalpowanie, ćwiartowanie przy pomocy siekier i pił. Maleńkie dzieci obnoszono na ostrzach wideł, albo wbijano na sztachety płotów. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy i wydzierano płody, niekiedy wkładając na ich miejsce żywego kota albo tłuczone szkło. Zwłoki ofiar bywały bezczeszczone - okaleczane, gwałcone, rzucane świniom na pożarcie. Znane były przypadki rozwieszania na ścianach wyprutych ludzkich jelit z podpisem „Polska od morza do morza”, krzyżowania niemowląt na ścianach z podpisem „polśkij oreł”, używania odciętej głowy do gry w piłkę nożną…

Banderowcy zmuszali osoby narodowości ukraińskiej, posiadające polskich współmałżonków, do ich zabijania. Dzieciom z mieszanych małżeństw dawano szansę ocalenia, każąc zabić polskiego rodzica.
Bandyci UPA zburzyli ćwierć tysiąca świątyń rzymskokatolickich, zamordowali około stu księży, zakonników i sióstr zakonnych. Z ich rąk zginęło również kilkudziesięciu duchownych prawosławnych i greckokatolickich, przeciwstawiających się mordercom. Pamiętając o tych bohaterach trzeba nadmienić, że znaczna liczba duchownych obrządków wschodnich zaangażowała się bez reszty w działalność OUN. Niektórzy z tych osobliwych kapłanów otwarcie podburzali wiernych do antypolskich wystąpień, posuwali się do bluźnierczego święcenia noży i siekier używanych podczas rzezi, a nawet sami uczestniczyli w napadach.

Rachunek krwi
W latach 1943-1945 ofiarą terroru UPA padło (przede wszystkim na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w mniejszym stopniu na Lubelszczyźnie i na Polesiu) od 120.000 do 140.000 etnicznych Polaków, a także kilkadziesiąt tysięcy polskich Ukraińców, Żydów, Ormian, Rosjan, Czechów, Cyganów.
Nadto tysiące mieszkańców Rzeczypospolitej UPA zabiła po 1945 r., po obu stronach nowoutworzonej granicy. Część z nich straciła życie już jako obywatele sowieccy, którymi mianowano ich po anektowaniu przez Stalina polskich województw południowo-wschodnich. Dalsze setki tysięcy obywateli (głównie Polaków i polskich Żydów) zginęło przy współudziale formacji ukraińskich na żołdzie niemieckim.

Dla porównania, wedle opublikowanych w 2009 roku danych Instytutu Pamięci Narodowej, w latach 1939-1945 terror sowiecki pochłonął życie 150.000 obywateli Rzeczypospolitej. Ilu ludzi ma świadomość, że w dziele zabijania Polaków banderowska wataha zbirów z siekierami i widłami, operująca na ograniczonym obszarze i w trzykrotnie krótszym czasie, zdołała dorównać krwawym antypolskim osiągnięciom całego imperium Stalina z jego Gułagiem, z jego dywizjami NKWD, ze Smierszem i całą resztą instrumentów terroru?

Żołnierze czy bandyci?
UPA działała przeciw Polsce, ale nie to powinno wpływać na jej ocenę.
W naszej historii mieliśmy wielu przeciwników, których wspominamy bez nienawiści, a nawet z szacunkiem, jako dzielnych wrogów, którzy wypełniali swój obowiązek wobec własnego narodu i ojczyzny. Nawet w odniesieniu do koszmarnych lat II wojny światowej, wypada inaczej ocenić poborowego wcielonego do Wehrmachtu czy Armii Czerwonej, walczącego na pierwszej linii - inaczej zaś oprawcę z Einsatzgruppen, Gestapo bądź NKWD.

Kłopot z UPA polega na tym, że jeśli pominąć zastraszony terrorem tłumek „przymusowych ochotników”, to składała się ona przede wszystkim z oprawców. Jej modus operandi był przerażający.

Zawsze, na każdym etapie działań ounowskich herojów, większość ich ofiar stanowili bezbronni cywile. Na 60.000 polskich ofiar Rzezi Wołyńskiej (1943-1944) znaleziono tylko 262 przypadki śmierci Polaków uzbrojonych, poległych w trakcie walki. Nie inaczej było na innych obszarach, w tych i innych latach.

Obrońcy OUN i UPA mówią, że organizacje te walczyły z Sowietami. Prawda, ale jak wyglądała ta walka? W kwietniu i maju 1941 roku w woj. tarnopolskim i na Wołyniu ounowska konspiracja zabiła 98 osób, uznanych za Sowietów i kolaborantów. Pominę fakt, że w tamtych czasach łatkę „sowieckiego agenta” dostawał każdy, kto nie zgadzał się z linią polityczną OUN. Czytelników zainteresuje pewnie, ilu z tych 98 zlikwidowanych było przedstawicielami resortów siłowych okupanta. Otóż było ich dokładnie SZEŚCIU – czterech milicjantów i dwóch żołnierzy Armii Czerwonej.

Równie ciekawymi danymi dysponujemy o okresie „powojennym” na Ukrainie Sowieckiej. Na 30.646 zabójstw przypisanych ukraińskim nacjonalistom w latach 1944-1953 zginęło raptem 8340 sowieckich żołnierzy i milicjantów, za to ponad 22.000 cywilów.

Czy to zwalczając Polaków, czy Sowietów, banderowcy najlepiej czuli się w roli katów bezbronnych. Jeżeli bandytów z UPA ktoś określa mianem żołnierzy i bojowników o wolność, to czemu do tego zacnego grona nie zaliczy również ukraińskich wachmanów z Auschwitz, Bełżca, Sobiboru i Treblinki?

Polski odwet
Próbuje się „równoważyć” ludobójstwo wołyńsko-małopolskie stwierdzeniem, że ofiary były po obu stronach.
Trudno kłaść na jednej szali zgładzonych cywilów wraz z poległymi w walce rezunami z UPA, policjantami, esesmanami z dywizji „Galizien”. Tym niemniej, trzeba to powiedzieć uczciwie, zdarzały się też polskie odwety wymierzone w ludność cywilną. Zginęło w nich kilka tysięcy osób.

Każda niewinna ofiara to o jedną za dużo. Jednak w tym przypadku wypada pamiętać o proporcjach. Strona polska nie prowadziła planowej akcji eksterminacyjnej. Akty ślepej zemsty były najczęściej samowolną inicjatywą dowódców niewielkich oddziałów partyzanckich, grup cywilów bądź pojedynczych mścicieli. Ukraińskie ofiary cywilne stanowiły kilka procent wielkości ofiar polskich (a jeszcze mniej, gdy uwzględnimy dokonania ukraińskich pomocników Hitlera). To, co po stronie polskiej było patologią, w przypadku działań UPA stanowiło normę.

To prawda, niektórzy Polacy po tym, co ujrzeli na Wołyniu czy gdzie indziej, przeszli straszną przemianę. Już nie byli tymi samymi ludźmi, co niegdyś. Nie każdy, widząc dzieci zarąbane siekierą, albo obdarte ze skóry, albo wbite na pal, jest w stanie zapanować nad rodzącym się uczuciem nienawiści. Bóg to osądzi – i chyba nawet dla Niego będzie to straszliwy dylemat.

Zdradzeni
W tamtych mrocznych latach naród ukraiński miał prawdziwych bohaterów.
Kiedy banderowcy wyrzynali setkę Polaków w Ciemierzyńcach (gm. Dunajów), maleńka Stasia Wilk, uciekając wpadła na podwórko sąsiadki, Ukrainki Ireny Chruścielowej. Umazani krwią zbrodniarze podążyli za ofiarą. Na ich widok pani Chruścielowa porwała dziecko na ręce, przycisnęła je do piersi, krzycząc oprawcom w twarz: „Nie dam! Nie dam!” Rozwścieczeni „żołnierze UPA” zarąbali kobietę i dziecko.

W Antolinie (gm. Ludwipol) Ukrainiec Michał Mieszczaniuk miał żonę-Polkę, razem cieszyli się rocznym dzieciątkiem. UPA kazała Mieszczaniukowi zgładzić żonę i dzieciaka, a on odmówił. Zapłacił za to głową.

W Tutowiczach (gm. Antonówka) „ukraińscy powstańcy” zamordowali swą koleżankę, Jarynę Wołoszyn. Powód? Nie chciała zabić polskiego dziecka.

W Żabczu (gm. Czaruków) ksiądz greckokatolicki Serafin Horosiewicz ukrywał czterech Polaków. Kiedy sprawa wydała się, banderowcy zamknęli ich razem w cerkwi i spalili żywcem.

W Niżborgu Nowym (gm. Kopyczyńce) pewien Ukrainiec głośno potępił mordowanie Polaków. Potem zginął z ręki własnego syna.

Takich przypadków były tysiące. Pamięć o Ukraińcach zamordowanych przez banderowców winna stać się pomostem łączącym narody polski i ukraiński. Ale czy tzw. „rzecznicy pojednania polsko-ukraińskiego” pamiętają o pani Chruścielowej, o Wołoszyn, o Mieszczaniuku? Nie! Oni chcą jednać się z tymi, którym dzisiaj na Ukrainie stawiane są pomniki – z herojami, co wbijali na pal, co wykłuwali oczy, co roztrzaskiwali dziecięce główki.

***
Dziś emocje rozpala konflikt polsko-żydowski. Słusznie przeciwstawiamy się insynuacjom i nieuzasadnionym roszczeniom. Jednak polski patriota musi odczuwać wstyd, widząc szacunek okazywany przez Żydów ich męczennikom. W parlamencie Izraela nie znalazł się nikt, kto by zakwestionował określanie zagłady Żydów mianem ludobójstwa; kto żądałby przekwalifikowania jej na jakąś „akcję o znamionach”. Żydowscy historycy i publicyści nie roztrząsali „dramatycznych wyborów i dylematów” wachmanów z Treblinki. Żaden izraelski polityk nie przekonywał, że nazywanie rzezi Żydów zbrodnią „wzbudza niepotrzebne emocje”; że dyplomatyczniej byłoby mówić o „tragicznych wydarzeniach w Birkenau”…

Tymczasem polskie ofiary banderowców, takoż uczciwi Ukraińcy ryzykujący niegdyś życiem za wierność Rzeczypospolitej, albo za zwykłą ludzką życzliwość okazaną polskim sąsiadom, są dziś zdradzani przez elity polityczne Kraju nad Wisłą, również przez wielu tutejszych dziejopisów i publicystów - w kwestii oceny zbrodni UPA bijących wszelkie rekordy skundlenia.

Andrzej Solak

https://www.pch24.pl/wolyn-43--bohatero ... 547,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 204 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /