Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 23 sty 2015, 12:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.smakizpolski.com.pl/stworzen ... side-links

Stworzenia z Mitologii Słowiańskiej: Kłobuk – Opis Istoty
Opublikowano 23 kwietnia 2014, przez Adrian Cieśliński w kategorii Mitologia i słowiańskie bestie, Słowiańszczyzna

Kłobuk – w wierzeniach słowiańskich stwór opiekujący się dobytkiem i ogniskiem domowym. Utożsamiany z duszą martwego połodu. Przybierał najczęściej postać zmokłej kury, a także kaczki, gęsi, sroki, wrony, kota, a nawet człowieka.
Kłobuka można było sprowadzić do domu kusząc go jedzeniem lub przygarniając kurczaka. Można także było go sobie „wyhodować”, zakopując pod progiem domu poroniony płód, który po siedmiu dniach (według innych podań miesiącach lub latach) zamieniał się w kłobuka.
Kłobuk dbał o pomnożenie majątku swojego gospodarza. Czynił to jednak okradając sąsiadów.
http://www.smakizpolski.com.pl/wp-conte ... titled.mp4
.
Opracował: Adrian Cieśliński


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 24 sty 2015, 16:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/11 ... my-polacy/

Jesteśmy tu od zawsze — MY POLACY
Opublikowano 02/11/2014 by emjot



Wyniki badań DNA wskazują ciągłość genetyczną mieszkańców Polski od czasów starożytnego Rzymu.



Analizy DNA mitochondrialnego 43 osób żyjących na ziemiach polskich w okresie wpływów rzymskich i we wczesnym średniowieczu wskazują na ciągłość genetyczną w przypadku niektórych linii.
„Nasze dane pokazują, że współcześni Zachodni Słowianie, wśród analizowanych Europejczyków, mają profil mtDNA, który jest najbardziej podobny do występującego u dawnych mieszkańców Europy Środkowej.
Ta obserwacja wydaje się być w zgodzie z hipotezą autochtoniczną”
- piszą autorzy badań.
Najnowsze badania genetyczne poświęcone kwestii pochodzenia współczesnej ludności Polski są dziełem naukowców z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: dr Anny Juras, prof. Janusza Piontka, dr. Jakuba Z. Kosickiego i dr Mirosławy Dabert. — Wspomagali ich badacze z Danii, Szwecji i Estonii.
Naukowcy pobrali próbki z zębów 38 osób żyjących w okresie wpływów rzymskich (200 r. p.n.e. – 500 r. n.e.). — Pochodziły one ze szczątków znalezionych na dwóch stanowiskach identyfikowanych z kulturą wielbarską (Kowalewko i Rogowo) — i na dwóch identyfikowanych z kulturą przeworską (Karczyn, Gąski).
Znaczna część archeologów wiąże te kultury z germańskimi ludami Gotów i Wandalów. [czyli błędnie – MS]
— Próbki średniowieczne z lat 1000-1400 pochodziły z Cedyni i Ostrowa Lednickiego.
Genetykom udało się pozyskać DNA mitochondrialne (przekazywane przez matkę) od 23 osób z okresu wpływów rzymskich i 20 średniowiecznych mieszkańców naszych ziem.
— Uzyskane dane porównywali z genami czterech tysięcy przedstawicieli 18 narodów ze środkowej, wschodniej i północnej Europy, — a także z kilkudziesięcioma mtDNA pochodzącymi od dawnych mieszkańców ziem Danii i Niemiec.
Porównania ujawniły, że DNA mitochondrialne ludzi żyjących na naszych ziemiach w okresie wpływów rzymskich ma najwięcej wspólnych informatywnych haplotypów z materiałem pochodzącym od współczesnych Polaków.
— Szczególnie istotna zdaniem badaczy jest widoczna w wynikach kontynuacja linii H5a1. Miały ją trzy osoby z okresu wpływów rzymskich, jeden średniowieczny mieszkaniec Ostrowa Lednickiego i występuje ona również wśród współczesnych Polaków.
Ciągłość genetyczną badacze odnotowali też w przypadku jednej osoby z okresu wpływów rzymskich, która miała haplogrupę N1a1a2.
— Nie powtórzyła się ona co prawda u innych dawnych mieszkańców naszych ziem, ale naukowcy natrafili na nią u jednego ze współczesnych Polaków.
„Nasze dane pokazują, że współcześni Zachodni Słowianie, wśród analizowanych Europejczyków, mają profil mtDNA, który jest najbardziej podobny do występującego u dawnych mieszkańców Europy Środkowej. Ta obserwacja wydaje się być w zgodzie z hipotezą autochtoniczną”
- piszą autorzy badań.
Hipoteza ta zakłada pochodzenie Słowian z terenów Polski — w odróżnieniu od hipotezy allochtonistycznej, wedle której przybyli oni na nasze ziemie w połowie I tysiąclecia n.e. po odejściu części dotychczasowej ludności na zachód.
Badania wykazały jednak pewne różnice między obiema dawnymi populacjami z naszych ziem. — Ludność okresu wpływów rzymskich ma najwięcej wspólnych haplotypów ze współczesnymi Polakami, Czechami, Słowakami, a także Litwinami i Łotyszami.
— Ludność średniowieczna ma natomiast zdecydowanie najwięcej wspólnych haplotypów ze współczesnymi Polakami, Białorusinami i Bułgarami.
Badacze podkreślają, że są to wyniki oparte na danych pochodzących tylko z mtDNA i to ze stosunkowo niewielkiej próbki.
Jak piszą, — konieczne są dalsze badania, — w tym obejmujące DNA jądrowe oraz inne populacje, aby lepiej poznać powiązania między dawnymi i współczesnymi społecznościami, w tym kwestie wspólnego pochodzenia i zakresu potencjalnych domieszek.
Wyniki badań ukazały się w PLoS ONE.
—————————————————

Wojciech Pastuszka, Archeowiesci.pl
Teoria autochtoniczna pochodzenia Słowian – tłumaczy pochodzenie Słowian od hipotetycznego ludu nazwanego Prasłowianie, utożsamionego przez Józefa Kostrzewskiego z twórcami kultury łużyckiej[1].
— Prasłowianie mieli zamieszkiwać już w epoce brązu tereny dzisiejszej Polski (teoria autochtoniczna lub uwzględniająca wielokrotny, falowy napływ ludności słowiańskiej w różnych epokach).
Teza ta była popierana przez K. Jażdżewskiego, W. Hensla i L. Leciejewicza, wśród językoznawców poparli ją Tadeusz Lehr-Spławiński i Mikołaj Rudnicki oraz antropolog Jan Czekanowski[2], — teza ta z kolei była zwalczana przez nacjonalistycznych naukowców niemieckich[3].
Istnieją też koncepcje łączące kulturę trzciniecką z kolebką Prasłowian (na ziemiach polskich cztery grupy zachodnie tej kultury)[4].
Przesłanek dla potwierdzenia teorii autochtonicznego pochodzenia Słowian dostarczają niektóre współczesne badania genetyczne np. haplogrup mtDNA[5].
Epoka brązu – epoka prehistorii, następująca po epoce kamienia, a poprzedzająca epokę żelaza.
Epoka ta ma zróżnicowane ramy czasowe, zależne od terenu występowania. Najwcześniej, na południowym Kaukazie i w obszarze Morza Egejskiego, w III tysiącleciu p.n.e., wykształciły się ośrodki, w których opanowano umiejętność obróbki metali.
W Egipcie i na Bliskim Wschodzie (Dżemdet Nasr), za początek epoki brązu przyjmuje się umownie rok 3400 p.n.e., w Europie Południowej 2800 p.n.e.,
na terenach dzisiejszych wschodnich Niemiec i zachodniej Polski 2200 p.n.e.
Koniec epoki brązu przypada na lata 1000–700 p.n.e.

Archeowiesci.pl | dodane 2014-10-31

Juras A, Dabert M, Kushniarevich A, Malmström H, Raghavan M, et al. (2014) Ancient DNA Reveals Matrilineal Continuity in Present-Day Poland over the Last Two Millennia. PLoS ONE 9(10): e110839. doi:10.1371/journal.pone.0110839
http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_aut ... C5%82owian
http://pl.wikipedia.org/wiki/Epoka_br%C4%85zu
1.11.2014

Za; http://argo.neon24.pl/post/114625,jestesmy-tu-od-zawsze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 25 sty 2015, 13:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://vranovie.wordpress.com/2013/02/ ... t-ragasus/

Radagast – Ragasus – Rhodagaisus
Opublikowano 27 Luty 2013 by vranvelkrut

Bóg Wojny czy Król, a może ubóstwiony władca? Bowiem Slavorum & Soraborum Mars oraz Venedorum Rex. Na ogół Scyta czy bardziej król Gotów. By było śmieszniej u Zosimosa w dziele „Nowa historia” jest władcą wodzem Celtów i plemion germańskich geograficznie zza Renu i Dunaju (Istros to u niego dolny/wschodni Dunaj, praktycznie inna rzeka), z 405 roku, który szykował się do najazdu ale mu nie wyszło, bo atak uprzedził wyprawiając się na niego i jego Barbarzyńców, niejaki Wandal Stilic(z) z Alanami i Hunami…
Dlaczego to śmieszne no bo taki najazd z tych terenów wyszedł, i to w najbliższej możliwej rocznej dacie 406 roku, tylko dokonali go Wandalowie, Suewi i Alanowie, zresztą u Zosimosa Italię gnębił głownie Alaryk z swymi Gotami, oraz usilnie dążył do zdobycia Rzymu chociaż siedzibą Cesarzy był Mediolan od „286 – Mediolan zostaje rezydencją władców Cesarstwa Rzymskiego (do roku 402)”, a potem Ravena, a od 330 stolicą imperium było Bizancjum „w latach 330–395 stolica cesarstwa rzymskiego”.
http://www.tertullian.org/fathers/zosimus05_book5.htm
„While Alaric waited for his commands, Rhodogaisus, having collected four hundred thousand of the Celts, and the German tribes that dwell beyond the Danube and the Rhine, made the preparations for passing over into Italy. This intelligence, when first communicated, occasioned a general consternation. While the several towns sunk into despondency, and even Rome itself was filled with apprehension of its danger, Stilico took with him all the forces that were stationed at Tick Hum in Liguria, which amounted to about thirty cohorts, and all the auxiliaries that he could procure from the Alani and Huns, and without waiting for the approach of the enemy, crossed the Danube with all his forces. Thus attacking the Barbarians before they were aware, he completely destroyed their whole forces, none of them escaping, except a few which he added to the Roman auxiliaries; Stilico, as may be supposed, was highly elated by this victory, and led back his army, receiving garlands from the people of every place, for having in so unusual a manner delivered Italy from the dangers which she so much dreaded and expected. He arrived at Ravenna[…]”
W tekstach z XV-XVI wieku raczej Radagastus-Redagast czy Ragasus, później w XVII wieku Radagajs częściej w tekstach francuskich, w niemieckim mamy Radagaista.


radagaist


Tu mamy w indeksie Radagasta króla Venedów z książki z 1719.
http://books.google.pl/books?id=7HIybi7 ... navlinks_s


venedrumrex


Tu boga Radagasta Slavorum & Soraborum Mars. z 1715 http://books.google.pl/books?id=GsolrEG ... navlinks_s


swiety ogień


W tekście Pawła Diakona z 1512 jest Ragasus http://books.google.pl/books?id=bzBCAAA ... navlinks_s




Tu dwie formy w księdze z 1605 Radagastus-Redagastus jest też wydanie tej samej księgi ok 50 lat wcześniejsze.
http://books.google.pl/books?id=39Y8AAA ... navlinks_s



I jeszcze indeks w/w Radagasta jako boga Marsa wydania z 1715


soraborum mars


Na wiki mamy taką etymologię tego imienia „Radogost – imię męskie o konstrukcji typowej dla imion słowiańskich, niepoświadczone w dawnych źródłach polskich. Znaczenie imienia: „rad gościom (obcym)”. Jest odwróceniem imienia Gościrad. Jest to prawdopodobnie jedno z najwcześniej zapisanych imion słowiańskich (w formie Ardagast w VI wieku n.e. – jeśli nie chodziło o inne imię)”.
Mówiąc szczerze jak dla, boga wojny, byłaby by niedorzeczna, rado-goszcz, rado by odpowiadało Polskiemu Lado-Łado, też bóg wojny, goszcz mamy słowo gościec zapalenie (stawów-kości), czyli dziś stało się to słowo nazwą zapalenia-choroby kości, ale Rosjanie znają słowo koster-ognisko, wiadomo, że Scytowie palili „ogniska z kości”, wyżej mamy etymologię, Świętowita jako świętego-światła (sacred lumen).
Etymologia Radagast religijnie byłaby podobna, -goszcz to ogień-ognisko-płomień, Rado-Lado to raczej miecz g-ladius, stary miecz był czczony jako najwyższy bóg u Scytów, czyli MieczOgnisty.
Świątynia tego boga miała stać „na fundamencie z rogów dzikich zwierząt” rogów czyli rodzaj kości, czyli symbolizowała te ognisko z kości, w którym hartował się płonął miecz. Samo Swarożyć też ma znaczyć ogień.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 05 mar 2015, 10:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Minął tysiąc lat a Słowianie wciąż tak samo naiwni, sądzący Niemców podług siebie, wierzący w ich piękne słówka. A Niemcy wciąż tacy sami - kłamią, mówią piękne słówka, by na koniec oszukać i brutalnie zniszczyć. Zatajanie historii o niemieckich zbrodniach na Słowianach, o ich metodach, niewątpliwie ułatwia robotę.

Dla samych Ranów największą biedą było to, że zaraz po zwy-
cięstwie Duńczyków poczęli się wciskać na wyspę Niemcy. We
wszelkiej postaci i roli: kupców, nauczycieli, sołtysów, księży,
rzemieślników, a naj chętniej rycerzy do otoczenia księcia. Książę
słowiański był z reguly ufnego usposobienia, godził się na przyzna-
wanie łask, budował nowe miasta, dawał im przywileje. Niemcy za-
biegali, oddawali usługi i obiecywali a obiecywali. Aż poczuwszy się
na siłach w nowozałożonych miastach - pokazali kły. Lecz wówczas
było już za późno. Zwykła, stara historia łatwowierności, podstępu
i pięknych słów. Taka sama zawsze, aż do dni naszych. I do dni
naszych niczego nie mogąca nauczyć.


Józef Kisielewski, "Ziemia gromadzi prochy"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 11 mar 2015, 15:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Słowianie starożytni, ich charakter, pojęcia i zwyczaje. Prokop, piszący w VI w. po Chrystusie, powiada o Słowianach: „Wszyscy oni jednego języka używają – ani też kształtem ciał się nie różnią. Każdy bowiem jest słusznego wzrostu i bardzo silny. Kolor płci niezbyt biały, ani włosów zbyt jasny, chociaż te nigdy wcale czarnymi nie są, lecz najczęściej nieco w rude wpadają. Prosty ich umysł nie zna złości i fałszu”. Cesarz Maurycjus w VII w. mówi o nich: „Znoszą cierpliwie mróz i gorąco, obnażenie ciała i niedostatek żywności”; w innem miejscu dodaje słowa bardzo znamienne: „Niczyich rozkazów nie słuchają, a między sobą ciągle się swarzą i nienawidzą”; Witukind w X w. pisze: „Jest to lud twardy i pracowity, nawykły do najpodlejszej strawy, a co dla naszych (Niemców) zbytnim się zda ciężarem, Słowianie za igraszkę sobie to mają”. Cesarz Lew Mądry z IX w. zaświadcza, że „wolą swobodny i niezbyt zatrudniony żywot prowadzić, niż wielkimi zachody o doborne jadło lub bogactwa się starać”. O życiu społecznem Słowian pisze w X wieku Konstantyn Porfirogenita: „Panów te ludy (chorwackie, serbskie) nie mają, lecz żupanów, starostów, równie jak i reszta słowiańskich ludów”. Ditmar w XI w. podaje: „Ci, których zwykle Lutykami zowią, nie mają żadnego pana nad sobą. Jednomyślną naradą uchwały swoje stanowiąc, w wykonaniu postanowionych wszyscy zgadzać się winni. Jeżeli zaś który przy naradzie uchwałom się sprzeciwia, bywa kijami bity, lub jeżeli później publicznie opór stawia, niszczą mu wszystko ogniem, lub ciągłem pustoszeniem. Chociaż sami zmienni i podejrzliwi, wymagają od innych niezmienności i zaufania”. W innem miejscu tenże kronikarz powiada o Lutykach: „Pokój ślubują ustrzyżeniem kosmyka włosów z wierzchu głowy i trawą, albo podaniem ręki”. Żywociarz św. Ottona twierdzi w XIII w., że: „Jest zwyczaj na Pomorzu, iż książę tej krainy zakłada w niektórych grodach własną siedzibę, gdzie każdy, kto tylko tam się uciecze, bezpieczne od nieprzyjaciół schronienie miewa”. Opisując miejsca publicznych zborów u Pomorzan, mówi: „Były zaś w Szczecinie 4 kontyny, z pomiędzy których jedna, najgłówniejsza, była z przedziwną sztuką i nadzwyczajnym wymysłem zbudowana, mając wewnątrz i zewnątrz rzeźby i sterczące ze ścian obrazy ludzi, ptactwa i zwierząt, tak dokładnie podług natury oddane, iż zdawały się żyć i oddychać; a co najosobliwsza, iż barwy tych obrazów od żadnej deszczów lub śniegów niepogody nie pełzły, ani czerniały. Do tych budynków znosili Słowianie dziesięciny zdobycznych skarbów i bronie nieprzyjacielskie – i wszystko, co na morzu lub lądzie w boju zdobyli; tudzież złote i srebrne czary, które w dni uroczyste możni panowie stamtąd wydobywali, aby ich do ofiar, godów i uczt używać. Znajdował się tam także posąg bożka Tryglawa. Zaś 3 inne kontyny nie miały takiego poszanowania, ani takich też ozdób. Stały tam tylko naokoło ławy i stoły, ponieważ tam oni zwykle swoje narady i zgromadzenia odprawiali. Bo czyto na gody i biesiady, czy na igrzyska, czy dla naradzania się nad ważnemi sprawami, tam oni zawsze do tych budynków w pewne dni i godziny się schodzili”. Helmold mówi w XII w. o sądach w świątyniach i o przysięgach sądowych Pomorzan: „Zdarzyło się, żeśmy w naszej wędrówce przyszli do jednego gaju, który jest w tej krainie (Stargradzkiej), będącej zresztą polną płaszczyzną. Tam pomiędzy starożytnemi drzewami ujrzeliśmy dęby święte, przeznaczone ku czci bożka tej ziemi – Prowe (prawo, prawy), otoczone wkoło podsieniem i ogrodzone wytkniętym parkanem, w którym były 2 bramy. Oprócz licznych ołtarzy i bożków, przepełniających wszystką tutejszą ziemię, było to miejsce powszechną całej krainy świątynią, której kapłan wszelkich uroczystych i ofiarnych obrządków dopełniał. Tam lud tej ziemi z kapłanem i księżęciem zwykł był gromadzić się na sądy. Wstęp do środka był dozwolony tylko kapłanom i tym, co ofiary składali lub w niebezpieczeństwie życia byli. Takim bowiem nie odmawiano nigdy schronienia, ile że Słowianie tak wielkie dla swoich świątyń uszanowanie mają, iż wnętrza świątyni niczyją, nawet i nieprzyjacielską krwią pokalać nie chcą. Przysięga bywa z wielką trudnością dozwalana, gdyż przysięgać znaczy u Słowian tyle, co krzywoprzysięgać, a to z powodu mściwego gniewu Bogów”. Teofylaktus w IX w. opowiada: „Gdy cesarz Maurycjusz na wojnę przeciw Awarom do Tracyi wyruszył, schwytała straż cesarska 3 mężów bez mieczów i wszelkiej broni, tylko gęśle niosących. Spyta ich cesarz: jakiego są narodu, z jakiego kraju, i po co na rzymską ziemię wstąpili? Odpowiadają, iż są Słowianie i mieszkają nad oceanem Zachodnim. Tam to do ich narodu wyprawił Chagan (awarski) posłów z wielkimi dary dla książąt, prosząc ich o posiłki, książęta dary przyjęli, lecz posiłków nie dali, oświadczając, iż długość drogi jest dla nich zbyt uciążliwą. I z tem to ich do Chagana wysłali, aby mu tę odpowiedź zanieśli. Piętnaście miesięcy spędzili w drodze. Chagan, praw poselskich niepomny, powrotu im zabrania. Usłyszeli, iż Rzymianie potęgą i ludzkością najwyższej sławy doszli, przeto do Tracyi uciekli. Zajmują się gęślami, ponieważ nie umieją robić bronią, jako w ich krainie żelaza niemasz, a stąd też prócz domowych poswarek i rozruchów w spokoju i cichości żywot pędzą... Z czego cesarz ich naród pochwalił, gościnnie ich przyjął i podziwiwszy ich wzrost wysoki i potężną budowę ciała, do Heraklei ich wysłał”. O wyobrażeniach i obrzędach religijnych pisze Prokop (w VI w.): „Słowianie wyznają jednego Boga, twórcę piorunów, jedynego pana wszechświata, i święcą mu na ofiarę woły i inne zwierzęta. Nie wierzą w przeznaczenie. Gdy zapadłszy w chorobę, albo idąc na wojnę, śmierć przed sobą widzą, ślubują Bogu ofiary, po minionem niebezpieczeństwie wypełniają, co ślubowali, i sądzą, że to ślubowanie życie im ocaliło. Oprócz tego czczą jeszcze rzeki, boginki i inne bóstwa, wszystkim ofiary święcąc, a śród ofiar pewne wróżby czynią”. Ditmar mówi: „U Słowian ile krain, tyle jest świątyń i tyle różnych bożków cześć pogańską odbiera. Pomiędzy świątyniami gród Retre naczelne miejsce trzyma. Tam oni, śpiesząc na wojnę, pokłony biją, tam, wracając zwycięsko z wojny, należne znoszą dary i jako błagalną objatę kapłani bogom święcić mają; wróżbą losów i konia pilnie dochodzą. Okropny zaś gniew tych bogów bywa tylko ludzką lub zwierzęcą krwią złagodzony”. I dalej Ditmar mówi znowu: „W krainie Redarów jest miasto Riedegast, trójkątne i 3 bramy mające, a dokoła wielkim borem, który mieszkańcy za nietykalny i święty mają, otoczone. Dwie bramy tego miasta są dla wszystkich otwarte, trzecia ku wschodowi położona, najmniejsza tylko ścieżkę i tuż przyległe srogie morze okazuje. W tej stronie niemasz nic prócz świątyni misternie z drzewa zbudowanej i spoczywającej na podstawie z różnych rogów zwierzęcych. Ściany jej przyozdobione są zewnątrz dziwnie wyrzezanymi obrazami bogów i bogiń; wewnątrz zaś stoją wyciosani bożkowie, każdy z napisem swego imienia, groźnie w przyłbice i napierśniki odziani, między którymi najpierwszy nazywa się Swarasycy i przed innymi od wszystkich pogan czczony jest i wielbiony. Są tam także ich proporce wojenne, których, oprócz w czasie wojny, nigdy stąd nie ruszają. Dla strzeżenia tych proporców, wyznaczyli osobnych kapłanów, którzy czyniąc bożkom ofiary, lub aby gniew ich przebłagać, siedzą, gdy reszta stoi”. „Czczą też Słowianie bożków domowych i wielkie zaufanie w moc ich pokładając, przynoszą im ofiary. Słyszałem o pewnej lasce, u której na wierzchu była wyobrażona ręka, trzymająca żelazną obrączkę. Tę laskę nosił pasterz miejscowy od chaty do chaty, mówiąc przy wstępie na progu domostwa do laski: „Czuwaj, Henil, pilnuj!” – tak bowiem nazywała się ona w ich języku – poczem jedząc i pijąc uważali się za bezpiecznych pod strażą tego czaru”. Helmold opowiada: „Jest wiele rodzajów bałwochwalstwa u Słowian; nie wszyscy bowiem na te same obrzędy się zgadzają. Jedni mieszczą wizerunki swych bogów w budowanych świątyniach, jak np. owego bożka w Plonie, którego zwą Pogoda; inni bożkowie zamieszkują lasy lub gaje, jak np. Prowe, bożek Starogrodzian, a ci żadnych obrazów nie miewają. Niektórzy zaś bywają z dwoma lub trzema, a nawet więcej głowami wyobrażani. Wszakże mimo tylu różnokształtnych bożków, którym pola i lasy święcą a smutek i uciechy przyznają, nie przeczą Słowianie jednego Boga w niebie, władnącego resztą bożków, a osobiście tylko niebieskiemi sprawami zajętego. Inni bożkowie, którzy tylko poruczonych sobie obowiązków pilnują, zrodzili się ze krwi jego, będąc tem doskonalsi, im bliższe pokrewieństwo z owym największym Bogiem ich wiąże. Wszystkie pola i osady są pełne świętych uroczysk, ołtarzów i bożków. Prócz tych najsławniejszymi bożkami byli: Prowe, bożek krainy Starogrodzkiej, Żywa, bogini Polabingów, Radigast, bożek krainy Obotritów. Nad wszystkie zaś różnokształtne bóstwa słynął Swantewit (Świętowit), bożek krainy Rugjan, jako skuteczniejszy od innych, przed którego obliczem reszta bożków tylko półbożkami być się zdawała”. Jakoż ze wszystkich krain słowiańskich nadchodzą zapytania do tegoż bożka o wyrocznie. Wszystkie też krainy wyznaczoną ilość ofiar w corocznej dani posyłają, Swantewita Bogiem bogów uznając. W porównaniu z jego kapłanem jest książę tych Rugjan daleko mniej szanowany. Tento bowiem kapłan odpowiada na pytania wyroczni i roztrzygnienie losów tłómaczy. On od wróżby a książę z ludem od jego skinień zawisa. Rugjanie mają dla osobliwszej sławy swojej świątyni pierwszeństwo przed innymi ludami, i podczas gdy oni sami inne ludy do posłuszeństwa sobie niewolą, ich żadna niewola nie dosięga, ile że w niedostępnem miejscu mieszkają. Po otrzymanem zwycięstwie znoszą złoto i srebro do skarbnicy swojego bożka, resztę pomiędzy siebie dzielą. Kupcom nawet, którzy przypadkiem na wyspę Rugjan zawiną, nie wolno ani sprzedawać, ani kupować wprzódy, aż póki ze wszystkich swych towarów kosztownych ofiar Swantewitowi nie złożą. Słowianie wyznają, iż wszelkie szczęście od dobrego, wszelkie zaś nieszczęście od złego Boga pochodzi i stąd też złego Boga w swoim języku Zcerneboch (czarny bóg) nazywają. Wszyscy ci (bogowie) mieli swoich kapłanów i ofiarne libacje i rozliczne obrzędy religijne. Oprócz tego święcono podług wyroku rzuconych losów wróżebne na cześć tych bożków uroczystości, i schodzili się mężowie i niewiasty z dziećmi i czynili bożkom swoim ofiary z wołów i owiec, a czasem nawet z chrześcijan, których krew, jak mówili, jest miłą ich bogom. Zabiwszy ofiarę, kosztuje kapłan ich krwi, sądząc, iż przez to tem zdolniejszym do zrozumienia wróżby się stanie. Skoro obrzędy ofiarne się skończą, zabiera się lud do ucztowania i zgiełkliwej zabawy. Jest zaś dziwny zabobon u Słowian, iż przy swoich godach i pijatykach obnoszą czarę, w którą nie tyle błogosławieństw, ile słów przekleństw w imieniu dobrego lub złego boga wmawiają. Zresztą, czczą gaje i źródła i wszelkich zabobonów rozmaite błędy u nich panują”. Żywociarz św. Ottona zapewnia, że „Szczecin, nadzwyczaj wielkie miasto, i Julin, jeszcze większe, zawierały w swym okręgu trzy góry, z których średnia, najwyższa, najwyższemu pogańskiemu bożkowi Triglafowi poświęcona, miała trójgłowy posąg, z zasłoną na oczach i na ustach. Kapłani zaś tego bożka mówili, iż dlatego najwyższy Bóg ma 3 głowy, że panuje trzem królestwom, t. j. niebu, ziemi i piekłu; a zasłonę dlatego ma na twarzy, że umyślnie nie widzi i zamilcza występki ludzi. Był tam jeszcze w m. Szczecinie dąb ogromny i rozłożysty, a pod nim przeczyste źródło, które lud dla mieszkania tam niby jakiegoś bóstwa za święte uważając, wielce czcił i poważał”. O życiu domowem praojców naszych pisze w VII w. cesarz Maurycjus: „Krainy słowiańskie ciągną się powszechnie nad rzekami i stykają się zawsze tak blizko z sobą, że gdy pomiędzy niemi żadnej otwartej przestrzeni niemasz, a wszystko lasami pokryte, przeto kto tylko wyprawę do ich kraju podejmie, musi się u samego wstępu zatrzymać, gdyż cała dalsza kraina bywa zupełnie bezdrożna, niedostępna, gęstymi porośnięta lasami, w których mieszkańcy łatwo nadchodzących nieprzyjaciół podsłuchawszy, jak najspieszniej wgłąb przed nimi uchodzą. A jako ich młodzieńcy są bardzo zręczni i zwinni, przeto przy zdarzonej sposobności wpadają znienacka na żołnierzy, tak iż wyprawione przeciw nim wojska nigdy wiele im nie zaszkodzą. Zagrody ich leżą po większej części w lasach, nad rzekami, bagnami, lub trudnemi do przystępu jeziorzyskami. Potem robią zawsze po kilka wychodów w swoich mieszkaniach, dla różnych, jakie się zdarzyć mogą, wypadków. Wszystkie swoje dostatki chowają pod ziemię, nie posiadając nic otwarcie. Obfitują we wszelkie rodzaje bydła, jakoteż ziemiopłody, które składają na zapas, osobliwie proso i hreczkę. Są zaś Słowianie tak łaskawi na podróżnych i z tak rzadką troskliwością o to dbają, aby ich cało i bezpiecznie z miejsca na miejsce, dokąd im iść potrzeba, przeprowadzić, iż jeżeli przez opieszałość tego, komu pieczę nad nimi poruczono, szkoda jaka podróżnym się wydarzy, natenczas sąsiad niedbałego przewodnika zbrojno dom mu najeżdża, uważając sobie za cnotę pomścić obcego podróżnika”. Prokop (w VI wieku) powiada, że „Słowianie mieszkają w lichych, porozrzucanych chatach, i stąd też bardzo często miejsce siedzib zmieniają... dlatego zaś, że ich mieszkania tak zrzadka, jakby rozsiane po całej krainie leżą, zajmują oni tak wielką przestrzeń ziemi. Utrzymanie życia u Słowian bardzo mierne; strawa prosta i niewymyślna; czystość niewielka”. Lew Mądry nadmienia: „Do jadła używali najwięcej prosa, i byli bardzo skromni w potrawach. Niewiasty słowiańskie celują wstydliwością i są tak wierne, iż wiele z nich śmierć swoich mężów za własną śmierć uważając, same się uduszają, gdyż nie mogą owdowiałego znieść życia. Również i tę inną jeszcze cnotę ludzkości mieli (Słowianie), iż jeńców, którzy pojmani na wojnie, pomiędzy nimi żyli, nie do nieograniczonego czasu, jakby długo sami zechcieli, w niewoli zatrzymywali, lecz jeńcom to do woli zostawiali, wyznaczając im pewien czas służebnictwa, po upływie którego wolno im albo wracać nazad do swoich za umówioną nagrodą, albo, jeżeliby się im podobało, pozostać nadal u nich, jako równi i przyjaciele. Św. Bonifacy pisze w VIII w., iż „Wendowie tak gorliwie wzajemną miłość małżeńską dochowują, że małżonka po śmierci męża życie sobie odbiera, i za cnotliwą niewiastę ta pomiędzy innemi uchodzi, która własną ręką śmierć sobie zada, aby wraz z mężem na jednym zgorzała stosie”. Adam z Bremy pisze zaś w XI wieku, że „chociaż żyją w pogaństwie, co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, któryby zacniejszym był i dobrotliwszym”. Helmold poświadcza, że lubo gorliwość bałwochwalstwa nigdzie bardziej wygórowaną nie była, niż u Rugjan, zachowali oni przecież wiele cnót przyrodzonych. Są bowiem nadmiernie gościnni, a rodzicom swoim nadzwyczajną cześć wyrządzają. Niema też ani jednego ubogiego lub żebraka pomiędzy nimi. Skoro bowiem którego choroba osłabi, lub starość sił pozbawi, oddają go natychmiast pod opiekę spadkobiercy, a ten z największą ludzkością o niego ma staranie. Jakoż gościnność i uszanowanie dla rodziców bywają u Słowian za główne cnoty uważane. W drodze zaprosił nas (Niemców) Przybysław, książę Obotritów, abyśmy wstąpili do jego domu, który leżał opodal. I przyjął nas z wielką radością i hojną ucztę nam wyprawił. Przyniesiono nam stół zastawiony odrazu 20 daniami. Wtedy to z własnego doświadczenia się przekonałem, co mi dotąd tylko ze sławy wiadomo było, iż niemasz w świecie gościnniejszego narodu nad Słowian. W podejmowaniu bowiem gości jeden nad drugim jakby z nakazu się ubiega, tak iż nigdzie gospody szukać nie potrzebujesz. Wszystko też, co z rolnictwa, rybołówstwa, albo myśliwstwa zbiorą, hojnem szafowaniem dla gości trwonią, uważając każdego za tem zamożniejszego, im więcej jest rozrzutny. Któryto zbytek wielu z nich do kradzieży i rozboju pobudza, lecz nawet za występek tego nie mają, jeśli tylko, co się dziś w nocy skradnie, nazajutrz rano wraz z gośćmi się przepuści. Ktoby zaś chociaż to bardzo rzadko się zdarza – został przypadkiem postrzeżony, jak obcemu gościnności odmawiał, temu mogą wszyscy cały dom i majątek ogniem spustoszyć, i wszyscy też jednogłośnie na to się umawiają, ogłaszając takiego bezecnym, podłym i wykluczenia przez wszystkich godnym, kto się nie wzdrygał odmówić chleba gościowi”. Co do sposobów toczenia wojny powiada Konstanty Porfirogenita w X w. o Słowianach południowych, że nigdy ich łodzie dla napastowania kogoś wojną nie odpływają, chyba że ich ktoś sam zaczepił. Jeżdżą zaś na nich na targi, płynąc od miasta do miasta. Prokop (w VI w.) mówi, że „na wojnie uderza wielu pieszo na nieprzyjaciela, niosąc tarczę i włócznię w ręku, bez kolczugi na sobie”. Cesarz Maurycjus (w VII w.) pisze, że najpowszechniejszą ich bronią są 2 kopje, a niektórzy miewają tarcze mocne, ale tak ciężkie, iż z trudnością przenieść się dają. Są też u nich w używaniu drewniane łuki i małe strzały, zapuszczane trucizną. Zresztą porządku w boju nie znają i o szyk wspólny bynajmniej się nie troszczą. Jeżeli się wydarzy, iż sami wstępnym bojem na nieprzyjaciela uderzają, postępują zwolna pośród głośnych okrzyków naprzód, a gdy nieprzyjaciele na ich krzyk odpowiedzą, nacierają co żywo. Do różnych zaś ich fortelów należy także nurzać się zręcznie w wodzie. Tak iż będąc znienacka napadnięci, co prędzej w wodę skaczą i leżą tam w głębi na wznak, przez umyślnie na to przyrządzone długie, wewnątrz próżne, do powierzchni wody sięgające trzciny oddychając, dopóty się tam kryją, aż wreszcie wszelkie o nich podejrzenie zginie. Doradza też Maurycjus, aby wyprawy przeciw Słowianom podejmować w zimie, a przedewszystkiem, o ile że mają wielu niezgodnych książąt, należy niektórych bądź namową, bądź darami, na swoją przeciągnąć stronę, aby się wszyscy w nieprzyjacielskim duchu nie złączyli. Kamenjata wreszcie w X wieku notuje, że Słowianie „niczego tak doskonale nie umieją, jak celnie strzelać i w każdy zamierzony przedmiot ugodzić”. Znakomity dziejopisarz Karol Szajnocha, w jednym ze swoich „szkiców historycznych” zestawiając powyżej przytoczone wiadomości o Słowianach z 12-tu pisarzów średniowiecznych, wypowiada głęboki sąd, że „ten z narodów słowiańskich, który do dziś dnia dochował najczyściej powyższe cechy dawnego obyczaju słowiańskiego, jest przeto najbardziej dziś słowiańskim, że mniejsze lub większe wyzucie się z tych dawnych obyczajów, jakiemu który z dzisiejszych narodów słowiańskich uległ, znaczy właściwie mniejszy lub większy stopień jego wynarodowienia, wysłowiańszczenia – wierniejsze zaś przechowanie dawnego obyczaju i ducha jest najmocniejszem jego upoważnieniem do odzywania się w rzeczach, dotyczących ogółu Słowiańszczyzny; że więc nie temu, który najgłośniej o tem prawi, lecz temu, który najniezmienniej dawny obyczaj w sobie przechował, pierwszy głos w rozprawie o Słowiańszyznę się należy”. Z autorów, którzy pisali później o ludach słowiańskich, przytoczymy jeszcze Długosza, twierdzącego, że zacięta Niemka Krystyna, córka cesarza Henryka, poślubiona Władysławowi, najstarszemu synowi Bolesława Krzywoustego, matka i babka rozrodzonych Piastów śląskich, „z zelżywością twierdziła o Polakach, że byli nieschludni i zawżdy cuchnęli. Stroju i obyczajów polskich cierpieć nie mogła”. O Rusinach powiada Długosz, że „niestałego są umysłu, łatwo odmieniają swoje zdanie i rzadko między nimi tajemnica zachowaną być może” (II, 503, wydanie polskie Przezdzieckiego). Herman Skedel, Norymberczyk, bawiąc w Polsce w r. 1493, tak pisze o jej mieszkańcach: „Polscy obywatele cnotą, roztropnością i łagodnością celują, ludzkość i przyjemność hojnie i otwarcie ku wszelkim cudzoziemcom okazują”. Rorawjus, posłując do Polski 1540 r. od Stolicy apostolskiej, powiedział: „Naród polski umie cenić ludzi i wspaniale obdarzać, układnością obyczajów z najświetniejszym teraz europejskim narodem, t. j. z Włochy, dobija się o pierwszeństwo” (Chromiński w Dzienniku Wil. r. 1806, III, str. 216). Barklay (w Wizerunku) tak opisał Polaków: „Jest to naród mężny, potężnie je, próżnowanie lubi. Szlachta nad wszystko przekłada wolność i równość, ale jej plebejuszom udzielić nie chce. Żyją Polacy jako ziemianie i kochają swoją ojczyznę, ale również ubiegają się za zyskiem. Nie pozwalają nikogo więzić, aż prawem przekonany będzie. Za zabójstwo główszczyzną się opłacają. Królów szanują, lecz psują prawa; w politycznych rzeczach nie są skryci, a gdy stąd szwank odniosą, wtedy płaczą. Są utratni, ale nie szczodrzy. Złemu nie zabiegają. Żadna u nich bez zwady nie może się obejść biesiada. Zdrajcą nazywany u nich ten, kto na uczcie kielichów spełniać nie chce. Żyją w niechlujstwie z cielętami i prosiętami razem. Gospody ich najgorsze, i chleba w nich podróżnemu dostać trudno. Panowie wspaniałe stawiają gmachy, lecz o ich całość nie dbają, stąd pełno spustoszałych tam domów, w których dziurawe są dachy, a przez nie leje się deszcz i słota. W wierze są trwali, ale słowa dotrzymać nie lubią. Księży swych bardzo się boją. Postów przestrzegają święcie”. Za dużo cudzoziemcy pisali o Polakach, abyśmy nawet setną część tego pomieścić mogli w naszej Encyklopedyi. Poprzestajemy więc, zakończając słowami filozofa niemieckiego Fryderyka Nietzsche’go, który w zapiskach swoich autobiograficznych z roku 1883, zatem w czasie, kiedy umysł jego nie był jeszcze zamroczonym, tak pisze: „Polacy uchodzili w moich oczach za najzdolniejszych i najbardziej rycerskich między narodami słowiańskimi, a zdolności Słowian wydawały mi się wyższemi, aniżeli zdolności Niemców; sądzę nawet, że Niemcy dopiero przez silną przymieszkę krwi słowiańskiej weszli do rzędu uzdolnionych narodów. Z przyjemnością myślałem o prawie polskiego szlachcica obalenia przez proste veto uchwały całego zgromadzenia, a Polak Mikołaj Kopernik wydawał mi się korzystać z tego prawa przeciw poglądom wszystkich innych ludzi w największy i najgodniejszy sposób. Polityczne rozkiełznanie i słabość Polaków, tak samo ich rozwiązłość, były raczej dla mnie świadectwem ich uzdolnienia, aniżeli niezdolności. Chopina czczę szczególnie za to, że uwolnił muzykę od wpływów niemieckich, od dążności do brzydoty, bezdźwięku, filisterstwa, ociężałości i blagi. Piękność i szlachectwo ducha, a mianowicie szlachetna wesołość, swawola i wspaniałość duszy, obok ciepła południowca i głębokości uczucia, nie znalazły wcale przed nim wyrazu w muzyce”.

Zygmunt Gloger, ''Encyklopedia staropolska''


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 28 mar 2015, 11:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spolecze ... mpaign=rss

Bezczelne szwabskie kłamstwa runęły ostatecznie - badania genetyczne bezspornie wykazały, że jesteśmy tu od tysięcy lat. Krętacze natychmiast przystąpili do nowych krętactw, że np. nasi przodkowie nie mówili po słowiańsku, choć uczciwi lingwiści od dawna mówią o starożytności słowiańskiej mowy. Inne krętactwa mające oderwać naszych przodków od nas to kręcenie, że może nasi przodkowie mieli "inną charakterystykę kulturową". Ciekawe, że jak przypisywano nasze ziemie szwabom, o innych charakterystykach kulturowych nikt nie pomyślał.

Kopia artykułu:

Słowianie byli tu od zawsze?
Dodane przez Zyga
Opublikowano: Czwartek, 26 marca 2015 o godz. 19:07:03

Badania genetyków z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przemawiają za tezą, że przodkowie współczesnych Polaków zamieszkują nad Wisłą i Odrą od najdawniejszych czasów.

W wywiadzie dla Polskiego Radia profesor Tomasz Grzybowski Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu referuje wyniki badań swojego zespołu genetyków. Podważają one dominująca obecnie w naukach historycznych tak zwaną tworię allochtoniczną, która zakłada że w staożytności większość obecnych ziem polskich była zmieszkiwana przez plemiona nie-słowiańskie, głównie germańskie, sami zaś Słowianie mieli przybyć nad Wisłę i Odrę dopiero w VI-VII wieku naszej ery. "Raczej skłanialibyśmy się ku autochtonizmowi Słowian, ale zastrzegając mocno, że cechy genetyczne wcale nie muszą być tożsame z charakterystyką kulturową właściwą dla tych populacji" - mówi prof. Grzybowski w audycji "Naukowy zawrót głowy". Oznacza to, że biologiczni przedkowie większości z nas zamieszkują ziemia polskie już od odległych czasów starożytnych, a nawet prehistorcyznych. Nie oznacza to jednak, że już wówczas mówili oni językiem prasłowiańskim i czy sama kultura słowiańska miała swój początek nad Wisłą, czy raczej została przyjęta przez lokalnych mieszkańców w pewnym momencie historycznym z zewnątrz.

polskieradio.pl/kresy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 01 kwi 2015, 12:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://archeowiesci.pl/2014/12/15/domas ... ki-zelaza/

Domasław – nekropola arystokracji z wczesnej epoki żelaza
WOJCIECH PASTUSZKA – 15 GRUDNIA 2014

Wspaniałe zabytki sprzed ponad 2500 lat, które znaleziono kilka lat temu na wyjątkowym cmentarzysku pod Wrocławiem, będzie można przez najbliższe tygodnie podziwiać w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu.

Obrazek
W Domasławiu archeolodzy odkryli m.in. rozległe cmentarzysko z około 750-450 r. p.n.e.


Badania archeologiczne, które w latach 2006-2008 prowadził w Domasławiu (gmina Kobierzyce, pow. wrocławski) Zespół Badań Ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii PAN Oddział we Wrocławiu, były związane z budową obwodnicy Wrocławia. Przyniosły one znaleziska, które okazały się rewelacyjne w zakresie poznania kilku wycinków pradziejów. Najnowsza wystawa w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu ukazuje nam przełomowe odkrycie bogato wyposażonych grobów z wczesnej epoki żelaza (okres halsztacki 750-450 p.n.e.).
Waga odkryć w Domasławiu sprowadza się do tego, że zmuszają one badaczy do zmiany wielu aspektów obrazu kultury społeczeństw żyjących wówczas w zachodniej części ziem polskich. Znaleziska potwierdzają ich związek z ówczesnymi, głównymi nurtami cywilizacyjnymi, a w szczególności z kręgiem cywilizacji śródziemnomorskiej.
Porównanie konstrukcji i wyposażenia grobów z epoki brązu i epoki żelaza zaliczanych tradycyjnie do tej samej kultury łużyckiej pokazuje, że są to dwa różne światy. W grobach z wczesnej epoki żelaza po raz pierwszy w pradziejach w sposób tak jednoznaczny manifestuje się zróżnicowanie społeczne, a co za tym idzie, majątkowe tej ludności. Kształtuje się w tej społeczności rodzaj „arystokracji” utrzymującej bliskie kontakty z głównymi centrami kulturowymi Italii i alpejskiego kręgu kultury nazwanej halsztacką, od odkrytego i zbadanego w miejscowości Hallstatt w Austrii dużego cmentarzyska z bogato wyposażonymi grobami.
Zmienia się w dużej mierze obraz kultury materialnej, co czytelnie ilustruje wyposażenie i konstrukcja bogatych grobów, zwłaszcza blisko 300 odkrytych i zbadanych grobów komorowych o rozbudowanych konstrukcjach, głównie zrębowych, których występowanie koncentruje się w dużej mierze w jednej strefie cmentarzyska.

Obrazek
Najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem znalezionym na cmentarzysku w Domasławiu jest ten czterokołowy gliniany wózek


Poza konstrukcją wspomniane groby wyróżnia wyposażenie. Oprócz jednej popielnicy, a niekiedy kilku, w ich wnętrzu było po kilkanaście do ponad 50 innych naczyń-przystawek. Wśród nich częste są egzemplarze luksusowej halsztackiej ceramiki grafitowanej i malowanej. Łącznie w zbadanych 1028 obiektach z tego czasu archeolodzy znaleźli ponad 9000 wyrobów ceramicznych, głównie naczyń i ponad 2200 innych przedmiotów z brązu, żelaza, kamienia, szkła, bursztynu i in. Są wśród nich brązowe naczynia importowane z alpejskiego kręgu kultury halsztackiej i Italii podobnie jak 8 mieczy i wiele innych zabytków.
W zespole ceramiki malowanej niewątpliwie najcenniejszym zabytkiem, a zarazem rewelacją w skali europejskiej archeologii wczesnej epoki żelaza, jest czterokołowy wózek pochodzący z jednego z bogato wyposażonych grobów komorowych. Kultowa symbolika motywu wozu jest szeroko rozpowszechniona m.in. w epoce brązu i wczesnej epoce żelaza. Fakt złożenia tego egzemplarza w grobie zmarłego, należącego do wyróżniającej się części społeczeństwa, jak na to wskazuje konstrukcja i nader bogate wyposażenie grobu, nadaje mu określonego znaczenia w obrzędach grzebalnych. W tej symbolice dopatrywać się można oddziaływań kręgu cywilizacji śródziemnomorskich, w tym starożytnej Grecji.
Wystawę można oglądać od 20 grudnia do 15 lutego w Muzeum Archeologicznym, Oddziale Muzeum Miejskiego Wrocławia, ul. Cieszyńskiego 9, Arsenał Miejski.
Organizatorami wystawy są Muzeum Miejskie Wrocławia oraz Zespół Badań Ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk Oddział we Wrocławiu. Sponsorem – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział we Wrocławiu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 03 kwi 2015, 13:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://archeowiesci.pl/2014/12/17/skarb ... iego-pola/

Skarb z pomorskiego pola
WOJCIECH PASTUSZKA – 17 GRUDNIA 2014

Cenne przedmioty z epoki brązu znaleziono na polu w powiecie chojnickim. Skarb trafił już do muzeum, a znalazca może liczyć na nagrodę.

Obrazek
Skarb znalezionych podczas prac polowych w powiecie chojnickim. Fot. WUOZ w Gdańsku


Jak informuje Marcin Tymiński, rzecznik Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku, skarb odkryto przypadkiem w ostatnich dniach listopada podczas jesiennych robót polowych na jednym z pól powiatu chojnickiego. Tworzą go metalowe przedmioty z później epoki brązu, czyli lat 900-700 p.n.e.
Skarb tworzą trzy siekierki z tulejkami i uszkami, dłutko, grot oszczepu, fragment zapinki spiralnej, sześć ozdobnych tarczek do uprzęży końskiej oraz jedna tarczka we fragmentach, cztery ozdobne elementy uprzęży końskiej, cztery ozdoby ogłowia (to również elementy uprzęży końskiej), tarczki, kółeczka, fragmenty bransolety, trzy ozdoby z blachy zwiniętej oraz fragment pręta z tulejką. Łącznie znalezisko liczy 28 eksponatów.
Inspektorzy z WUOZ w Gdańsku określają znalezisko mianem sensacyjnego. Na tym terenie nigdy nie dochodziło do podobnych odkryć. W ocenie badaczy przedmioty prawdopodobnie ukryto przed wiekami. Archeolodzy przebadali już miejsce odkrycia i jego otoczenie, ale nie znaleźli już żadnych innych przedmiotów.
Decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków znalezisko trafiło do Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach. A znalazca, który po odkryciu skarbu, osobiście i niezwłocznie zawiadomił o nim konserwatora, może teraz liczyć na nagrodę.
– Taka postawa godna jest najwyższej pochwały – mówi Dariusz Chmielewski, wojewódzki konserwator zabytków w Gdańsku. – Mimo iż istnieje obowiązek prawny zgłaszania takich znalezisk, nie wszyscy się na to decydują. A każdy znalazca cennych przedmiotów, który zgłosi taki fakt, może liczyć na nagrodę pieniężną z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. O taką dla znalazcy z powiatu chojnickiego oczywiście wystąpimy.
O wysokości nagrody decyduje Minister Kultury. Jak informuje Marcin Tymiński, niewykluczone, że za znalezisko tak dużej wagi odkrywca otrzyma co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 03 kwi 2015, 14:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/szczodre- ... arodzeniem

Szczodre Gody czyli co Słowianie swiętowali przed Bożym Narodzeniem
leszekczarny, wt., 2014-12-16 20:44

Trudno w to uwierzyć, że minął kolejny rok i nadchodzi kolejne Boże Narodzenie, ulubione swięto większości Polaków. Choinka, prezenty, kolędowanie, dwanascie pysznych potraw na stole a pod nimi siano. Zwyczaje te znane są nam wszystkim ale już niewielu wie skąd tak naprawdę się wzięły. Ba wielu uważa je za czysto chrześcijańskie, nic bardziej mylnego. Większość zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem zawdzięczamy naszym przodkom z czasów przedchrześcijańskich.

Co zatem świętowali zimową porą Słowianie? Ano zanim na naszych ziemiach nastało chrześcijaństwo nasi przodkowie obchodzili 21-22 grudnia Szczodre Gody zwane czasami także swiętem Zimowego Staniasłońca. Jedno z czterech najważniejszych słowiańskich swiąt solarnych, wyznaczało ono nie tylko początek nowego roku słonecznego ale także początek roku liturgicznego i wegetacyjnego.

W czasie Szczodrych Godów następowało przesilenie zimowe, dni ponownie stają się dłuższe a noce krótsze. Następuje symboliczne zwycięstwo boga słońca-swiatła Swarożyca nad ciemoscią, przynosząc ludziom radosć i nadzieję. Zaczyna się nowy życiodajny cykl w którym Słońce-Swarożyc rozpoczyna swą podróż oświetlając Matkę Ziemię Mokosz.

Wieczorem 24 grudnia wszyscy mieszkańcy grodu i licznie przybyli na obchody mieszkańcy okolicznych osad szli do swiątyni. Przed swiątynią oczekiwali na księcia lub jego namiestnika i Radę Starszych. Po ich przybyciu wchodzono do swiątyni. Tam wierni obserwowali ceremonię złożenia do złotej kołyski figury Swarożyca. Towarzyszył temu spiew kapłanek, a w powietrzu unosił się zapach palonych w kadzielnicach ziół i żywicy. Po złożeniu Swarożyca w kołysce kapłani składali ofiary w postaci piwa, mleka, miodu i chleba. Po tym naczelny kapłan kropił zebranych w swiątyni wodą, używając w tym celu gałązkę sosny.

Po pokropieniu wiernych, kapłani uroczyscie wyprowadzali odzianą w powijaki figurę Swarożyca i rozpoczynała sie procesja w której obchodzono gród i podgrodzie. Ludzie którzy już zdążyli powrócić do swych domostw przyjmowali tam Swarożyca, ofiarowując mu dary czyli szczodre w postaci jadła, obrusów czy nawet cennego kruszca. Po zakończniu procesji w każdym domu nastepowała uroczysta wieczerza.

Obchody Szczodrych Godów trwały kilka dni i w tym czasie nie podejmowano się żadnych prac fizycznych. Kulminacyjnym momentem obchodów była uroczysta wieczerza, którą rozpoczynano od wzajemnego błogosławienia się pajdą chleba zaczynając oczywiscie od starszych rodu . Resztki chleba składano do naczyń obiatowych i zanoszono na cmetarz gdzie składano je na grobach zmarłych członków rodziny.

Obchodom towarzyszyły tańce, spiewy i wróżby. Ludzie odwiedzali się w domach wręczając sobie prezenty. W tym czasie nie zapominano oczywiście o przodkach, na cmentarzach palono ognie i urządzano rytualne uczty by dusze przodków mogły się przy nich ogrzać i posilić. Gdyż jak wierzono, w ten dzień duchy przodków schodzą na ziemię.

Wiara w duchy przodków i obcowanie z nimi były bardzo ważne dla Słowian i stanowiły jeden z fundamentów scalających rodzinę, opolę i plemię. Z czasem zwyczaj ucztowania na cmentarzu przeniesiono do domostw gdzie zostawiano na stole symboliczny pusty talerz dla przodków. Dzis zwyczaj ten znamy pod chrzescijańską interpretacją jako talerz dla wędrowca niespodzianie pukającego do naszych drzwi.

Na stole pod obrusem rozscielano słomę lub siano. Niektórzy badacze sugerują, że zabieg ten miał obłaskawić opiekuńczego demona Siema czuwającego nad rodziną i domostwem oraz zjednać sobie bóstwo pól i zboża znane jako Rgieł. Na podstawie wyciągniętych spod obrusa słomek dokonywano wróżby, próbowano przewidzieć czy los w nowym roku będzie dla domowników przychylny.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że wśród badaczy tematu nie ma zgodności co do funkcji wyżej wymienionych bóstw a także etymologii imion. W temat ten nie będę się zagłębiał gdyż nie jest to przedmiotem niniejszego artykułu.

W Szczodre Gody ludzie odwiedzali się w domach wręczając dzieciom podarki. Odwiedzinom towarzyszyły radosne spiewy i tańce, zwyczaj ten przetrwał do naszych czasów jako kolędowanie. Kolędnikom towarzyszy w tym Turoń, który także ma słowiańskie przedchrześcijańskie pochodzenie i według badaczy może uosabiać samego Welesa, jednego z bogów naczelnych Słowian.

Uczestnicy procesji obnosili po domach figurę przyozdobioną ornamentyką solarną, symbolizującą odrodzone Słońce-Swarożyca. Ten element przeszedł w folklorze polskim w gwiazdę betlejemską. Tradycyjnie na stołach znajdowało się 12 potraw, symbolizujących pierwotnie 12 pełni księżyca/miesiąca. Dzis zwyczaj ten upamiętnia 12 apostołów .

W kącie izby (zawsze wschodnim) ustawiano ostatni zżęty snop żyta zwany diduchem, miało to przynieść pomyślne plony w nowym roku. Snopek dekorowano suszonymi owocami, orzechami oraz figurkami z ciasta. Po swięcie snopek pieczołowicie przechowywano aż do wiosny. To z jego ziaren tradycyjnie rozpoczynano wiosenny zasiew pól.

Pod sufitem lub nad drzwiami zawieszano podłazniczkę czyli udekorowaną gałązkę swierku, jodły lub sosny. Ten zwyczaj a także zwyczaj dekorowania snopka żyta, wyparty został w XIX w przez importowany z Niemiec obyczaj ubierania choinki, który notabene także ma korzenie przedchrześcijańskie i w znaczeniu zbliżony jest do naszej rodzimej podłazniczki. Wiele ludów Europy z czasów poprzedzających chrześcijaństwo wyznawało kult wiecznie zielonego drzewa, będącego symbolem płodności i odrodzenia.


Powyżej przykład współczesnych diduchów


Ktos może zapytać jak to możliwe, że tyle pierwotnych obyczajów starej wiary przeniknęło do chrześcijaństwa? Trzeba jednak pamiętać, że lud wiejski w którym zachowało się najwięcej elementów starej wiary, zawsze pozostawał bardzo konserwatywny w sprawach tradycji i obyczaju. Chrześcijaństwo nie mogąc wyplenić starych obyczajów ani prosbą ani grozbą zaadaptowało większość z nich nadając im sprytnie nowe znaczenie i symbolikę. Pozostawiając je jednak wystarczająco znajome i swojskie.

Także data Bożego Narodzenia, które zaczęto obchodzić dopiero w IV w.n.e została ustalona na 25 grudnia a więc w okolice przesilenia zimowego. W ten sposób zastąpiono w Rzymie popularne obchody przesilenia zimowego Sol Invictus Bożym Narodzeniem. Rodzące się Słońce zastąpiono rodzącym się Chrystusem nazywanym (w prawosławiu do dzis) „Swiatłoscią swiata” a wszystko to w okolicach zimowego przesilenia obchodzonego przez tysiące lat. Zaszedł więc tutaj proces typowy i dotyczący także innych swiąt kościelnych.

Podobny proces obserwujemy w przypadku chrześcijańskich swiętych, patronujących różnym aspektom życia, zastąpili oni w tej roli oraz przejęli funkcje starych bogów opiekujących się różnymi dziedzinami życia ludzkiego. Swietnym przykładem takiego transferu jest zastąpienie Welesa opiekującego się między innymi bydłem swiętym Własem czyli sw Błażejem.

Tak więc siadając do świątecznego stołu miejmy świadomość, że nasze obyczaje choć zmienione są pomostem łączącym nas z naszymi odległymi przodkami. I obyczaje te czynią nas tym czym jestesmy jako naród. Celebrujmy w sposób swiadomy i godny tak aby pewnego dnia nie zostały nam tylko drogie prezenty zakupione z niewiadomego powodu w jaskrawo oświetlonych galeriach handlowych.

Spokojnego Bożego Narodzenia życzy wszystkim redakcja.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 09 kwi 2015, 19:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://bialczynski.wordpress.com/2014/12/30/45019/

Tadeusz Miller (1912 – 2007) „Trzy tysiące lat państwa polskiego” – fragment. Ku czci! (Bielsk Podlaski 2000).
Posted in nauka, Polska, Słowianie by bialczynski on 30 Grudzień 2014


T Miller mapa 1Mapa autorstwa Tadeusza Millera pochodzi z jego książki


©® copyright and all rights reserved by Tadeusz Miller

Przytaczamy tutaj skromny fragment ważnej dla Słowiańszczyzny pracy popularno-naukowej na temat odległych dziejów państwa Wenedów i Chorwatów (Hariów), nie żyjącego już niestety autora z Bielska Podlaskiego – Tadeusza Millera. Czynimy to, ponieważ nie może być tak, żeby postać tak ważna i zasłużona dla Słowiańszczyzny pozostawała wciąż w cieniu, nieznana, nie opisana, nie doceniona. Wydawnictwo Slovianskie Slovo zrobi wszystko, aby tę książkę wydać w najbliższej przyszłości, jako że wciąż, także obecnie, w roku już niemal 2015, świeżością spojrzenia, dalekowzrocznością i odwagą stawianych hipotez i wyciąganych wniosków autor wykracza poza konstatacje oficjalnej nauki. Oczywiście pan Tadeusz Miller, tak jak i ja w mojej pracy rekonstrukcyjnej nad Mitologią Słowian, mógł sobie pozwolić na więcej niż gdyby pisał dzieło ściśle naukowe, mógł polegać częściowo na domysłach i spekulacjach, jednakże nie zmienia to faktu, że korzystał z metod naukowych i włączył w toku pracy badawczej w obszar swego zainteresowania oraz wykorzystał, wszelkie dostępne historyczne źródła. Umówmy się też, że nauka historii w sprawach tak odległych i skąpych w źródła często jest zbiorem podobnych przypuszczeń i konstrukcji dedukcyjnych, które składają się w sumie na jakiś wykoncypowany przez autora obraz przeszłości.

Chcemy w tym szczególnym dniu, 31 grudnia 2014 na 1 stycznia 2015, publikując tutaj na Słowiańskim Blogu skromny fragmencik tej wielkiej i odważnej pracy, nie tylko zachęcić Wydawcę do wydania książki, ale też zmobilizować czytelników do jej zakupu i do zapoznania się z treścią dzieła, która to treść wciąż pozostaje aktualna.
Chciałbym zaznaczyć, że Autor, tak jak zresztą wielu, których prace tutaj są prezentowane, nie miał żadnych powiązań ze środowiskiem Rodzimej Wiary, lecz był przez całe życie patriotą, Polakiem, pasjonatem i odkrywcą Słowiańszczyzny. Tą pracą zasłużył sobie na pomnik i tytuł „Zasłużonego dla Słowiańszczyzny” i na hołd, jaki mu tutaj oddajemy ową cząstkową prezentacją jego dzieła.
Zanim jednak zaprezentujemy wstęp i pierwszy rozdział książki chciałbym oddać głos Winicjuszowi Kossakowskiemu, który w roku 2005 jako jedyny z nas odwiedził Tadeusza Millera i rozmawiał z nim pod koniec jego życia. Niech to wspomnienie spotkania nieco przybliży nam nie tyle postać autora, co wagę tej pracy dla niego samego. Dzisiaj z początkiem roku 2015 jest to ciągle praca wizjonerska i odkrywcza, lecz obecnie w dużym stopniu zweryfikowana pozytywnie przez wyniki naukowe dyscypliny tak twardej i bezwzględnej dla różnych wyssanych z palca teoryjek uznawanych powszechnie za godne miana „naukowych”, jaką jest genetyka genealogiczna.
We wrześniu tego roku rozmawiałem telefonicznie z żoną Tadeusza Millera i uzyskałem zgodę na tę publikację, która odda mu hołd, natomiast z powodu podeszłego wieku nie chciała ona już rozmawiać o wydaniu książkowym jego działa w Wydawnictwie Slovianskie Slovo. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości dojdzie do porozumienia między Wydawcą a spadkobiercami po Tadeuszu Millerze.
Czesław Białczyński

Winicjusz Kossakowski – spotkanie z Tadeuszem Millerem latem 2005 roku
Tadeusza Millera poznałem, gdy miał lat 83, schorowany, milczący, gotowy do słuchania bardziej niż do rozmowy z nieznajomym. Było lato 2005 roku w lipcu , dwudziestego siódmego. Dzień upalny, parny, męczący. Okna mieszkania szczelnie zamknięte.
Wrażliwy już był na przeciągi.
Książki po które przyjechałem, trzymano w domku opuszczonym, zarosłym bluszczem i zielem rozmaitym. Stare sprzęty i narzędzia ogrodnicze obok dłut, pił i sprzętu rzeźbiarskiego. W kątach rzeźby ledwo zaczęte w których już duch artysty zamieszkał, ale zabrakło sił na wykończenie. Przy ścianach, jedne na drugich paczki książkami wypełnione – prosto z drukarni – pachnące farbą.
Prace chude, niewielkie z gęsto upchanymi faktami z historii Wenetów – jeszcze nie Słowian .
– Żmudna praca lat bez mała sześćdziesięciu.
– Godziny przesiedziane w archiwach i bibliotekach
– Porywy radości, gdy odrzucony i zagrzebany w niepamięci szczegół historii rozbłyśnie, oświetli cząstkę drogi, da się poznać, zrozumieć.
Dzieje zaklęte w zdania i słowa – milczą, upakowane w paczuszki, pod zagrzybioną ścianą w opuszczonym domu.
Kupuję kilka paczek, może uda się umieścić je w księgarniach. Nierozprzedane egzemplarze pójdą na suweniry, dotrą do ludzi. Ilu z nich potrafi zrozumieć i docenić historię własną, podaną w prosty, niewyszukany sposób, oczyszczoną z „naukowych” śmieci „autorytetów”, typu Heleny Michnik, czy Bronisława Geremka?
„TRZY TYSIĄCE LAT PAŃSTWA POLSKIEGO jakiego nie znamy” Tadeusza Millera.
Tysiące przejrzanych starych map z nazwami rzek i miejscowości rozrzuconych po całej Europie, od Loary po Okę, mówi językiem Wenetów – Słowian.
-Po mapie Europy przewija się nitka drogi wskazującej wędrówkę ludów gockich, gdzieś z głębi stepów azjatyckich poprzez półwysep skandynawski i wyspy duńskie pakuje się w samo serce państwa Wenedów.
– Nazwy rzek i miast zdradzają ślady wędrówki Bałtów znad Oki na ziemie Słowian zamieszkałych nad Bałtykiem.
-Echo pamięci walk z ludami celtyckimi, wynalazcami żelaza, i imię słowiańskiego wodza Przemysła, zaklęte w nazwy grodów, które budował na obrzeżach swego imperium.
– Etymologia słów dawnych, zapomnianych.
Wszystko to ożywa i przemawia językiem zrozumiałym na kartkach książek pana Tadeusza.
Moja fascynacja jego pracami może mieć i przyczyny osobiste.
Właśnie w jego pracy traktującej o historii przedchrześcijańskiej mego narodu, znalazłem potwierdzenie własnych przemyśleń.
Sądzę, że udało mi się rozczytać alfabet Wenetów-Słowian. Zabytki historyczne odkryte w okolicach miejscowości Prilwice opisane runami polskimi, mówią dokładnie to samo co nazwy rzek i miejscowości z pracy pana Millera, rozszerzając temat o kulturę religijną i społeczną. Zabytki pisma runowego spisane w języku słowiańskim znajdowane są na terenach Europy, niegdyś państwa Słowian. Złożenie tych faktów stanowi już dowód niepodważalny, który sprzeciwia się rojeniom „autorytetów” niemieckich i – niestety – polskojęzycznych, którzy „sprowadzają” Słowian do Europy w wiekach średnich.
Gdy przekazałem panu Millerowi egzemplarz pracy „Polskie runy przemówiły”, po przejrzeniu jej powiedział: „Wiedziałem, wiedziałem. Prawda jest już udowodniona konkretnym materiałem źródłowym. Ale śmieci historyków we dwóch nie zmieciemy z historii Europy. Szkoda. Szkoda”.
Wkrótce zmarł.
„Szkoda. Szkoda”.
Winicjusz Kossakowski
Białystok – 9.11.2009r.

PS
Niżej przesyłam pracę T. Millera „Trzy tysiące lat państwa polskiego, jakiego nie znamy”. Sądzę, że warto ten materiał przybliżyć Narodowi Polskiemu.
– Mój list składa cześć jego pamięci.




Obrazek

Mgr inż. Arch. Tadeusz Miller
TRZY TYSIĄCE LAT
PAŃSTWA POLSKIEGO

Bielsk Podlaski 1964 – 2000




Spis treści

Wstęp…………………………………………………………………………………………………. 7
Rozdział 1 – Słowianie…………………………………………………………………………..9

Pierwotne siedziby Słowian …………………………………………………………………….9
Kolebka i praojczyzna Słowian ………………………………………………………………10
Słowianie. Pochodzenie nazwy ……………………………………………………………….11
Weneci – Wężowie ………………………………………………………………………………..12

Rozdział II – Pobliskie plemiona…………………………………………………………….16

Celtowie ………………………………………………………………………………………………..16
Wallowie – Weleci ………………………………………………………………………………….17
Scytowie ………………………………………………………………………………………………..19
Germanie ……………………………………………………………………………………………….19
Bałtowie …………………………………………………………………………………………………24

Rozdział III – Chorwaci…………………………………………………………………………..26

Neurowie …………………………………………………………………………………………………26
Więcicy i Radymicy…………………………………………………………………………………..26
Pochodzenie nazwy Neurów ………………………………………………………………………27
Nazwy rzek słowiańskich …………………………………………………………………………..30
Zagadnienie Chorwatów w nauce ……………………………………………………………….38
Nazwa Chorwatów ……………………………………………………………………………………39
Rola Chorwatów w wydarzeniach na Bałkanach w VII w. …………………………….42

Rozdział IV – Problem chorwacki ……………………………………………………………47

Granice Chorwacji …………………………………………………………………………………….47
Granica południowa …………………………………………………………………………………..49
Utrata Siedmiogrodu ………………………………………………………………………………….51
Granica południowo zachodnia ……………………………………………………………………52
Chorwaci, Pszowianie, Oboryci ……………………………………………………………………55
Legenda o św. Wacławie i św. Ludmile ………………………………………………………..55
Pszów i Pszowianie …………………………………………………………………………………….57
Granica zachodnia (współudział Słowian w wyprawach Germanów) ………………..62
Chorwaci nad Łabą ……………………………………………………………………………………63
Dagome Iudex ……………………………………………………………………………………………68
Szczecin stolicą Polski w X w. ……………………………………………………………………..69
Granica północna (morska) ……………………………………………………………………………71
Gall Anonim ……………………………………………………………………………………………….72
Selencja – Sillende ……………………………………………………………………………………….77
Rzymskie ślady topograficzne ……………………………………………………………………….81
Złoto Bałtyku ………………………………………………………………………………………………82
Granica północna lądowa, wschodnia i południowa wg Dagome Iudex ……………….88
Granica wschodnia …………………………………………………………………………………………89



Rozdział V – We wczesnym średniowieczu ………………………………………………….91

Wsie służebne ……………………………………………………………………………………………..91
Zasięg zdobyczy książąt kijowskich ………………………………………………………………94
Rozległość Chorwacji …………………………………………………………………………………..95
Państwo Samona – Wielka Morawa ………………………………………………………………..96
„Legendarni” władcy Polski …………………………………………………………………………..98
Grodowa organizacja obronna ………………………………………………………………………102
Polesianie. Dregowicze. Dulebowie ………………………………………………………………103
Ruś. Polska i ziemie wschodnie ……………………………………………………………………..104
Ekspansja Rusów na ziemie polskie ………………………………………………………………107
Odzyskanie Grodów Czerwieńskich ……………………………………………………………….110
Utrata części ziem wschodnich ……………………………………………………………………….112

Rozdział VI – Wielka droga …………………………………………………………………………114

Wielka droga wodna Wisła – Dniepr ……………………………………………………………….114
Łańcuch twierdz strażniczych …………………………………………………………………………114
Dorzecze Prypeci …………………………………………………………………………………………..115
Dorzecze Muchawca ………………………………………………………………………………………116

Rozdział VII – Osłabienie państwa …………………………………………………………………117

Grody Czerwieńskie, Czerwień, „Premyszl”, Przemyśl, Włodzimierz, Sącisko ……..117
Przemyśl ……………………………………………………………………………………………………….126
Włodzimierz ………………………………………………………………………………………………….128
Walki z Moisławem. Utrata Polesia i Podlasia wschodniego ………………………………..131
Powtórne odzyskanie Grodów Czerwieńskich …………………………………………………….132
Wielkie straty terytorialne …………………………………………………………………………………134
Utrata ziem Podlasia wschodniego ……………………………………………………………………..136
Wzrost znaczenia i upadek kasztelanii bielskiej …………………………………………………..139
Rozbicie dzielnicowe …………………………………………………………………………………………139

Rozdział VIII – Podlasie ……………………………………………………………………………………..141

Lachy, „Lechici” ………………………………………………………………………………………………..141
Pochodzenie nazwy Podlasie ……………………………………………………………………………….142
Położenie geograficzne ………………………………………………………………………………………143
Nazwa ……………………………………………………………………………………………………………….145

Rozdział IX – Chrześcijaństwo ………………………………………………………………………….151

Chrześcijaństwo na ziemiach wschodnich ……………………………………………………………..151
Chrześcijaństwo w Polsce ……………………………………………………………………………………155
Granice zasięgu mowy polskiej i jej zanik ……………………………………………………………..159

Rozdział X – Nazewnictwo „Onomastyka” …………………………………………………………161

Osadnictwo. Definicje …………………………………………………………………………………………..161
Klasyfikacja i krytyka stosowanej klasyfikacji i podziału …………………………………………164
Nazwy topograficzne i rodowe ………………………………………………………………………………168
Nazwy odojcowskie ……………………………………………………………………………………………..170
Nazwy miejscowe odmienne ………………………………………………………………………………….171
Nazwy dzierżawcze ………………………………………………………………………………………………173
Nazwy służebne ……………………………………………………………………………………………………176
Nazwy narodowe (etniczne) …………………………………………………………………………………….181
Kraj, Państwo, Obywatelstwo …………………………………………………………………………………..183
Nazwy od miejsca pochodzenia ……………………………………………………………………………….183
Nazwy kulturalne ……………………………………………………………………………………………………184
Nazwy zdrobniałe ……………………………………………………………………………………………………185
Polska, Polanie – nazwy narodowe z X w. …………………………………………………………………185

Rozdział XI – Uzupełnienie …………………………………………………………………………………..187

Kościół, obrządek …………………………………………………………………………………………………..187
Przegląd treści………………………………………………………………………………………………………….188
Wnioski …………………………………………………………………………………………………………………196

Rozdział XII – Nazwy geograficzne ………………………………………………………………………198

Znaczenie nazw fizjograficznych, plemiennych i miejscowych …………………………………..198
Rzeki ……………………………………………………………………………………………………………………198
Góry i wąwozy ………………………………………………………………………………………………………201
Morza, zatoki, jeziora, wyspy, półwyspy ……………………………………………………………………201
Plemiona i krainy …………………………………………………………………………………………………..202
Grody i osiedla ………………………………………………………………………………………………………205

Rozdział XIII – Mały słownik ……………………………………………………………………………..212

Zapomniane słowa ………………………………………………………………………………………………….212
Imiona, przydomki ………………………………………………………………………………………………….212
Źródła i literatura ……………………………………………………………………………………………………213

Mapy:

Kolebka i praojczyzna Słowian.
Imperium Wenetów.
Straty terytorialne.
Wybrzeża słowiańskie Wenetów.
„Szlak bursztynowy”.
Wielka arteria wodno – drogowa Bałtyk – Morze Czarne.
Pństwo Samona – Wielka Morawa.
Chorwacja przed X wiekiem.
Państwo Wenetów – Chorwatów.
Wiślanie – Polanie – Sławia – państwo Mieszka I.
Sącisko – Porta – Worota – Czermno.
Wsie służebne na ziemiach wschodnich.
Chrześcijaństwo w państwie Wiślana i Europie wschodniej.
Podziały w chrześcijaństwie.
Chrześcijaństwo w Polsce.


Wstęp

Praca niniejsza powstała w sposób niezamierzony, przez rozszerzenie tematu nie bronionej pracy doktorskiej pt. „Historia Podlasia średniowiecznego”, opracowywanej od 1975 r. na Uniwersytecie Warszawskim w Warszawie, która w międzyczasie rozrosła się z konieczności powiązania historii Podlasia z dziejami sąsiednich krain. I tak, metodą łańcuchową , wkrótce objęła nie tylko ziemie polskie, lecz wykroczyła daleko poza granice obecnej Polski, dając coraz bardziej przejrzysty obraz dziejów Narodu i Państwa Polskiego we wczesnym średniowieczu, w zakresie na jaki pozwalały wiadomości, dostępne źródła i czas. Pisana była bowiem dorywczo w chwilach wolnych od kłopotów i wielu obowiązków, jako jedna z przyjemnostek badawczych pozwalających oderwać się od codzienności, odetchnąć i pójść parę kroków naprzód w nieznane dzieje przeszłości.
Tak oto powstała seria broszur:
„Bielsk Podlaski jakiego nie znamy”.
„Podlasie jakiego nie znamy”,
„Jedna ze stolic Państwa Polskiego Bielsk Podlaski – jakiego nie znamy”.
A jego ukoronowaniem jest niniejsza książka – „3 tysiące lat Państwa Polskiego – jakiego nie znamy”.
Nie mogę też nie wspomnieć w tym miejscu p. Jana Wójtowicza nauczyciela z Bielska, wspomagającego mnie na początku przepisywaniem na maszynie, pierwszej osoby żywo zaciekawionej, której oczekiwania na nowe fakty z dziejów Bielska i okolicy były dla mnie dodatkowym bodźcem i zachętą do poszukiwań i prób wyjaśnienia tajemnic zamierzchłej przeszłości Podlasia.
Historia, to prawda o przeszłości pomagająca budować przyszłość. Zniekształcona staje się przyczyną błędnych poczynań i klęsk społeczeństwa.
Zapoznając się stopniowo z historią doszedłem do wniosku, że dotychczas przedstawiane w piśmiennictwie dzieje Państwa Polskiego nasuwają wiele wątpliwości i pytań, gdyż nie wydaje się możliwe, ażeby np. z chaosu powstało od razu świetnie zorganizowane i silne Państwo Polskie budzące respekt u sąsiadów, a założone jakoby dopiero przez Mieszka I.
Również nie ustalono dotąd, gdzie znajdowała się kolebka i praojczyzna Słowian, na jakie ziemie się rozprzestrzenili i jakie nazwy nosiły główne ich plemiona. Liczne próby odpowiedzi na te pytania, nie trafiają jednak do przekonania czytelnikom.
Pierwsze wiadomości o Słowianach przed początkiem nowej ery podaje Herodot, później po narodzeniu Chrystusa – informatorzy rzymscy: Pomponiusz Mela, Pliniusz Starszy, Tacyt, Ptolemeusz. Dzielą ich na dwa czy trzy odłamy: Wenetów mieszkających na północy, nad Wisłą i Oceanem Sarmackim, południowych Sklawinów i wschodnich Antów. Wspominają też lud nieznanego pochodzenia – Neurów Na północnym wschodzie terytoria słowiańskie sięgały klinem Dźwiny i Bałtyku. Z tych czasów nad morzem, przy ujściu rzeki Windawy przetrwał do XII w. wśród „Bałtów” i Ugrofinów odłam Wenetów odcięty przez przybyszów z jednej strony.
Dotąd nie ustalono ostatecznie kim byli Weneci i Neurowie. Skąd przybyli, jakiego byli pochodzenia ? Co oznacza ich nazwa ? Jaką posługiwali się mową ? Które zamieszkiwali ziemie ? Od kogo rolnicy – Słowianie przejęli nazwę narzędzi do uprawy roli ? Czy mieli własne, czy zapożyczyli obce ?Niepewne jest również przyjmowane dotychczas położenie pierwotnych siedzib Germanów.
Nie mniej niejasności i zapytań nasuwają twierdzenia współczesnych historyków, wobec jakoby milczenia dawnych źródeł pisanych, o niedawnym powstaniu Narodu Polskiego. Tak samo przeszkodę w rozwikłaniu wspomnianych zagadnień stanowi niepewność co do czasu wprowadzenia w Polsce chrześcijaństwa i późniejszych konsekwencji tego wydarzenia.
Ważnym zagadnieniem do rozstrzygnięcia pozostaje ustalenie pochodzenia ludów, które nadały nazwy topograficzne górom, rzekom i osiedlom w środkowej części Europy.
Zamierzeniem niniejszej pracy jest próba przedstawienia czasu zaistnienia, wielkości i znaczenia Państwa Polskiego, oraz rozbudzenia większego zaciekawienia bogatymi dziejami Europy Środkowej przed X wiekiem.
Na treść tej pracy złożyły się wiadomości o ziemiach i ludach zamieszkujących środkową Europę, przekazanych nam w dziełach autorów greckich, rzymskich, arabskich, angielskich, niemieckich, w latopisach ruskich, kronikach polskich, czeskich oraz własne odkrycia i wnioski. Jeżeli znajdzie ona u czytelników chociaż częściowe uznanie i przyczyni się do zmiany niektórych poglądów, a także dotychczasowych przekonań o naszej przeszłości, będzie to dla mnie najwyższą nagrodą.
Pragnę również w tym miejscu wyrazić szacunek i poważanie dla wszystkich autorów, z których dzieł korzystałem, a ich twierdzenia i przypuszczenia uważam za właściwe i słuszne, jak również dla tych z którymi się nie zgodziłem, lecz jednak one wszystkie razem pozwoliły mi jaśniej spojrzeć na zagadnienie i poznać istotę problemu.

Autor

ROZDZIAŁ I – SŁOWIANIE

Pierwotne siedziby Słowian

Według wiadomości pochodzących ze źródeł arabskich z IX w. na południowym wschodzie Polski, od górnego biegu Prutu na zachód, zamieszkiwali Chorwaci.
Nazwa ich, której w etymologii dotąd nie wyjaśniono, od stuleci zaprząta uwagę historyków poszukujących odpowiedzi. Kim byli ? Jakim plemieniem ? Gdzie znajdowały się ich pierwotne siedziby ? Co łączyło ich ze Słowianami zachodnimi ?
Nazwa Chorwaci powtarza się na Bałkanach, nad Adriatykiem, w Czechach, Polsce, po obu stronach Dunaju. Gdzie więc należałoby szukać miejsca jej narodzin ?
By znaleźć odpowiedź na powyższe pytania, trzeba cofnąć się daleko wstecz, do czasów jedności terytorialnej – praojczyzny Słowian. Miejscem jej położenia zajmowali się dziejopisowie różnych narodowości, a m. in. Nestor, W. Kadłubek, J. Długosz.
Według najbardziej znanej teorii praojczyzna Słowian znajdowała się nad średnim Dunajem, w środkowej Europie, częściowo na obszarze Rosji i Ukrainy. Ostatecznie, po stwierdzeniu bliskiego pokrewieństwa mowy słowiańskiej z litewską i germańską, praojczyznę umiejscowiono na północ od Karpat, na przestrzeni od Łaby do Wołgi, Turkiestanu, Morza Bałtyckiego i Czarnego. Powstały kolejne teorie, według których pierwotne siedziby Słowian znajdowały się na wschodzie lub na zachodzie Polesia. Wg J. Kostrzewskiego i L. Kozłowkiego praojczyzna Słowian obejmowała kraje od Łaby po Bug, od Pomorza po Karpaty. Najnowsze badania polskie i radzieckie umiejscawiają ją między Odrą i Dnieprem, lecz ustalenia dotyczące granicy północnej budzą wątpliwości. Badania archeologiczne, antropologiczne, nazewnicze itp. pozwoliły rozszerzyć wiedzę na ten temat, jednak znaczna rozbieżność poglądów świadczy o tym , że zagadnienie to nie zostało jeszcze dostatecznie wyjaśnione. Najstarszymi śladami życia na obszarze Europy są nazwy cieków, jezior, gór, znaleziska archeologiczne.
Nazwy rzek: Bug, Wisła, Odra, na ogół uznano za słowiańskie. I chociaż próbowano, nie wyjaśniono dotąd dokładnie ich pochodzenia i znaczenia, zaś Dniepru, Dniestru, Donu i Dunaju oraz Łaby zaliczono do obcych.
Z tym powierzchownym stanowiskiem nie można się było zgodzić, gdyż nie ulega wątpliwości, że większość wspomnianych rzek, jak również południowych dopływów Dunaju: Raby, Sawy, Drawy, Morawy, zachodnich dopływów Łaby oraz rzek Wezery i Renu, są nazwami słowiańskimi.
Tysiące nazw słowiańskich, chociaż zniekształconych, znajdujemy też w zachodnich Niemczech, nad Renem, w Szwajcarii, północnych Włoszech. Słowiański rodowód mają także takie nazwy plemienne i terytorialne jak: Venetes, Venti, Vindilia (wyspa), występujące nad zatoką Biskajską i w zachodniej Francji. Pisze o tym w swym dziele „Historia Słowian” – E. Bogusławski i przytacza wiele przykładów nazw świadczącej o pierwotnej słowiańskości obszarów dzisiejszych Niemiec.
Nazwy słowiańskie występują również dalej na zachodzie i północy Europy. Do takich należą między innymi Londyn, Belfast, Belford. Ich rodowód związany jest niewątpliwie z najazdami słowiańskimi i germańskimi na Wyspy Brytyjskie.
Pierwotną granicą Słowiańszczyzny na północnym wschodzie była rzeka Berezyna (od słowa brzeg – biereg, zn. brzeżna, biereżna, graniczna), na zachodzie z Celtami – Ren, Rhenus, słow. (H) ren, Hrań, Grań – granica – brzeg – krawędź – urwisko. Są również inne dowody, świadczące o pierwotności Słowian na olbrzymim obszarze niżu europejskiego. Pozwalają one twierdzić, że Słowianie zamieszkiwali w dolinie dorzecza Dunaju, po okresie ostatniego zlodowacenia, zajmując wydłużony obszar nizinny, ciągnący się od źródeł tej rzeki do zachodnich wybrzeży M. Czarnego. Śladem ich bytności na tym obszarze jest tzw. kultura selecka.

Kolebka i praojczyzna Słowian

Zagadnienie praojczyzny Słowian dręczy wiele umysłów i rodzi szereg pytań. Skąd rozprzestrzenili się Słowianie, gdzie była kolebka ich narodów ?
By rozwiązać to zagadnienie, należy cofnąć się o kilkanaście tysięcy lat, do okresu zlodowacenia krakowskiego. W Europie południowej łańcuchy górskie Karpat, Sudetów, a od zachodu – Alp, osłaniały od północy wielką kotlinę naddunajska, stwarzając w okresie cofającego się zlodowacenia cieplejszy mikroklimat i lepsze warunki do życia człowieka. Tą wielką dolinę zamieszkiwali Słowianie, toteż stała się kolebką wszystkich narodów słowiańskich (Mapa I). Tutaj też nastąpił podział Słowian na Wschodnich i zachodnich, narzucony naturalnym przedziałem doliny przez łańcuchy górskie Żelaznej Bramy.
W miarę ocieplania się klimatu, Słowianie znad Istru – dolnego Dunaju, późniejsi Antowie, rozprzestrzenili się na nizinę czarnomorską, zajęli środkowe i wschodnie dorzecze Dniepru. Natomiast Słowianie zachodni przeszli przez przełęcz Dukielską, przełom Łaby i dolinę górnego Dunaju i zajęli dzisiejsze Morawy, Czechy i Bawarię, środkową część niżu europejskiego, od Renu po Berezynę i od Alp po północne brzegi Jutlandii, wchłaniając lub wypierając na północ wędrowną ludność lapońską.
Różnice w mowie Słowian wschodnich i zachodnich ukształtowały się jeszcze w dolinie naddunajskiej, na skutek jej podziału przez góry Żelaznej Bramy, a następnie w czasie wielowiekowej wędrówki na północ i zachód. W chwili zetknięcia się na linii: górny Prót i Dniestr – Teterew i Berezyna, różnice te były już zdecydowanie zaznaczone w postaci mazurzenia Słowian zachodnich i braku tej cechy w mowie Słowian wschodnich.
Później gdy polepszyły się warunki klimatyczne na nizinach środkowoeuropejskich zwiększyła się liczba ludności słowiańskiej, zasiedlającej ziemie po wybrzeża Morza Północnego, Bałtyckiego i Adriatyckiego.

SŁOWIANIE. Pochodzenie nazwy

Przypuszczano do niedawna, że nazwa – Słowianie pochodzi od słów: słowo, swoi, nazwy jeziora lub rzeki, imienia naczelnika, a przyrostek – anie wskazuje na nazwę terenu.
Nazwa ta ma jednak inne pochodzenie i składa się z dwóch słów: Słowiański – łęg – nizina i łacińskiego – venio – przychodzę. Oznacza ludzi przychodzących z nizin S-łę/g/-veni/ ti.
W mowie potocznej uległa ona skróceniu „uproszczeniu” dźwięk -ł- wyrażano dwoma literami – u- stąd – Sueveni.
Również Vibius Sequester w swoim zestawieniu nazw plemion. Mówiąc o Słowianach, dźwięk –ł- wyraża dwoma literami –ue- tak jak ją wymawiają zwykle Polacy, tj. Suevi.
Wniosek powyższy o budowie n. „Słowianie” uwidacznia się też w zestawieniu różnych nazw Słowian i Polaków.
Słę/g/veni/ti. N. słow. – łać. – przybyli z łegów
Słowenie
Słowienie
Słowianie
Słowini
Sławini od imienia Piasta – Sław. Jego poddani to Sławini, a państwo – Sławia.
Źródła rzymskie najpierw nazywały Słowian – od przeszło dwóch tysięcy lat – Venetami, świadcząc tym o ciągłości istnienia narodu i państwa Wenetów. Później, w VI w. źródła greckie zaczęły nazywać Słowian – Sklawenami.
Sclavenoi – niewolnicy – jest to greckie zniekształcenie przezwiskowe nazwy Słowian południowych.


WENECI – Wężowie

Pierwsze wiadomości o polskich plemionach, [co jest niewątpliwie zaskakujące], podaje przed prawie trzema tysiącami lat historyk grecki, piszący o dziejach wojen grecko -–perskich, Herodot z Halikarnasu /Ks. IV 101/. Tymczasem w historiografii toczą się od dawna dyskusje, próbujące ustalić, które z plemion Europy środkowej, wymienionych przez starożytnych historyków, można uznać za słowiańskie Wenetów, Neurów, czy Sarmatów ? Twierdzi się jednocześnie, że we wczesnym średniowieczu obszar Polski zamieszkiwały różne drobne plemiona słowiańskie, przemieszane z wędrownymi grupami ludności germańskiej, oraz mówi się, że Państwo Polskie jakoby stworzył i umocnił dopiero w X w. Mieszko I.
Zwróćmy uwagę, że obecną nazwę – Polska – od X w. poprzedzały jeszcze inne nazwy. Na zachodzie nazywano ją Sławią. Thietmar użył najpierw nazwy – Poleni, Polenia, później – Polonia. Na wschodzie plemiona Ruskie nazywały Polaków – Lachami. Sądzi się również, że w użyciu była nazwa „Lędzice – Lędzianie”, lecz
„….Zagadnienie lokalizacji Lędziców (albo Lędzian) wywołuje poważne dyskusje naukowe”… „Pogląd głoszący , że Lędzianie to późniejsi Polanie, kryje wiele niejasności, których nie potrafią obecnie oświetlić ani źródła pisane, ani archeologiczne”.

Pisze Krzysztof Dąbrowski w: „Przymierze z archeologią” s. 112 1964.
Nie należy się temu dziwić, że tę nową , sztucznie stworzoną nazwę trudno powiązać z jakimkolwiek plemieniem.
Litwini i Łotysze nazywają państwo polskie – Lenkas, a Węgrzy – Lengiel. Nie zauważono, że źródłem tej nazwy był naczelny gród – Łęck (Łuck), którego okolicznych mieszkańców nazywano Łęcanami (Nestora – Łuticzi). Z nimi najpierw, idąc ze wschodu, zetknęli się Węgrzy i od nazwy – Łęcanie, zaczęli nazywać ogół plemion polskich i Państwo Polskie.
Nazwa Łęck (Łuck) pochodzi od łęku – zakola rzeki Styru, gdzie został zbudowany. Stąd łęk – lenk – leng w węgierskiej i bałtyckiej nazwie Polski.
Plemiona słowiańskie w średniowieczu i starożytności niewątpliwie nosiły jeszcze inne nazwy. Herodot opisując Scytię, wspomina Neurów, których siedziby umieszcza na północnej stronie górnego Dniestru i pisze, że Neurowie musieli opuścić swoje pierwotne siedziby, z powodu nadmiernego rozmnożenia się Węży w ich dawnej ojczyźnie.
Jak wiemy plemiona słowiańskie przybierały zwykle nazwy od rzek, nad którymi mieszkały. Przykładem takim są Wężowie nazwani od nazwy rzeki – Wąż, obecnej Warty, której współczesna nazwa pochodzi od słowa łacińskiego – verto, obracam, zmieniam. Pozostawili ją kupcy rzymscy wędrujący do Polski po stal, miód, wosk, kadzidło i bursztyn nad morze Bałtyckie. Kształt biegu rzeki ściśle odpowiada jej pierwotnej nazwie, gdyż wije się jak wielki wąż dziewięcioma zakolami, nim wpadnie do Odry.
Nazwa Wężów – Węzów (mazurzenie) Wielkopolan, zapisana w wymowie łacińskiej przez starożytnych historyków: Pliniusza, Ptolemeusza, Tacyta – przybrała formę – VENS w 1 . p. , l.mn. – VENETI, a w ustach Germanów – VENEDI. Nazwa tego plemienia występuje jako składnik wielu nazw na olbrzymim obszarze Europy: od Zatoki Biskajskiej (na zachodzie Francji), do Wysp Brytyjskich po Dźwinę, Berezynę, i od Morza Północnego, Bałtyckiego, po Adriatyckie.
Jeszcze starszym świadectwem dawnego istnienia plemienia Wenetów jest ich nazwa wymieniana około IX w. przed n. Chrystusa przez Homera – Henetoi (Wenetowie).
Już VIII w. przed n. Chrystusa Słowianie – Wallowie (Weleci) i Weneci kolejno opanowywali Wyspy Brytyjskie. Ślady swej bytności pozostawili w postaci nazw: Cornwalia, Walia. Dzisiaj spotykamy tam wiele nazw osiedli ze słowiańską podstawą wal, went, biel np.:
Wasall – Wallów wspólnota
Wales – Wallowie
Welshpool – kałuża Weletów
Wallington – wallijski ród
Wallisgsborough – Wallów miasteczko
Welland – ziemia Weletów
Wentor (w. While) – nie Wenetów
Belfast – bagienna twierdza
Bellingham – dom na bagnach
Belford – bagienny bród
Broadford – szeroki bród (ang.)
O Belgach (Weletach) pisze Cezar w Ks. V. 12.
„Wewnętrzną część Brytanii zamieszkują ludy, które w oparciu o przekazaną u nich tradycję twierdzą, że są tubylcami na wyspie, a w części nadmorskiej te ludy, które dla grabieży i prowadzenia wojny przybyły z Belgii (….), a po wszczęciu wojny tu pozostały i w dodatku poczęły uprawiać rolę”.
W Ks. II. 4. Cezar potwierdził panowanie Belgów (Weletów) w Brytanii:
„Królem ich (Suesjonów) był, jeszcze za naszych czasów, Dywicjakus …..który poza znaczną częścią tych obszarów dzierżył władzę także nad Brytanią”.
Później Weneci podporządkowali sobie Wallów i poszli dalej na zachód. Zajęli dzisiejszą północną Francję, po rzekę Loarę. Stworzyli potężne imperium rozpostarte od Zatoki Biskajskiej, po Berezynę / Mapa II. Pomimo upływu ponad dwóch tysięcy lat wiele nazw na obszarze Francji zachowało słowiańskie brzmienie i znaczenia np.;
Brenne – bagna między rzekami : Indre i Creuse
Sambre – Sambr (zambr), żubr dopływ Mozy
Brest – Brześć. Twierdza w Bretanii
Orlean – Orlin
Vend, vendresse, Ventoux, Vendome, Vendeuwre, Bellac, Bbelledonne, Bellegrade, (dwa razy) bagienny gród, Belleme, Belley, Belvere, Vandea, Rennes, Lucotecia (luc – łęg, ł. Tego bronić), obronna wyspa, Breda – bród, Lacus Venetus – (Jezioro Weneckie).
Na krańcach swego państwa Weneci zakładali silne twierdze np. Brest na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego w Bretanii, Brescia w północnych Włoszech, czy Brześć nad Bugiem. /Mapa II.
Niezwykle ważnym świadectwem zamieszkania Wenetów w północnej Francji, jeszcze w I. w. p.n.e., jest dokument napisany przez Gajusza Juliusza Cezara p.t. „Commentarii de bello Gallico” tj. – Sprawozdanie z wojny galijskiej. Pisał je jako wódz naczelny wojsk rzymskich, które podbiły Galilę (późniejszą Francję).
Stwierdza w niej, że Weneci zamieszkujący północne obszary Galii od rzeki Loary do Sekwany po wybrzeże Kanału La Manche i Ocean Atlantycki, nazywają siebie w swoim języku Aremoricae (are – przy, more – morze) tzn Pomorzanie. A więc nazwa Pomorzan wbrew twierdzeniom znana była już przed dwoma tysiącami lat. Wybrzeża tej krainy nazywa Cezar weneckimi. Dalej stwierdza że:
„Plemię to cieszy się największym znaczeniem na całym morskim wybrzeżu w tych stronach, ponieważ Wenetowie mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają inne plemiona”.

Dzięki żeglarskim i wojskowym umiejętnościom Pomorzanie trwali jeszcze długo w Bretanii pod panowaniem Celtów, a później Rzymian. Nie może być więc mowy o zacofaniu i dzikości plemion słowiańskich w starożytności, tak jak to przedstawiają niektórzy dziejopisowie. Dostarczył mi niedawno Winicjusz Kossakowski bardzo ciekawą broszurkę w której przekazuje oryginalny alfabet, którym posługiwali się Słowianie na przestrzeni dziejów. Alfabet odtworzył na podstawie publikowanych szkiców z wykopalisk na terenie Polski i Niemiec. Napisy na bóstwach, czy broni są wykonane w języku słowiańskim, są czytelne i wiążą się tematycznie z przedmiotami na których zostały wyryte. Dają pewne poglądy na wierzenia i organizację państwową. Napis na mieczu z Giecza – „Oje Krelam”- w staropolskim języku – Ster królom. Na dzirycie z Rozwadowa – „Bug u krelas’ – Bóg u króla. Na kamieniu z Bombergu wmurowanym w fundamenty chrześcijańskiej świątyni budowanej w czasach Mieszka I, jest wyryte bóstwo słowiańskie z napisem runami słowiańskimi „Nsz śwnt sweta Pan ist tam otz rad”. Poza tym logicznie brzmiące napisy na bóstwach odkrytych w Priwlicach w języku zbliżonym do serbo-chorwackiego. Istnieje wiele wykopalisk w muzeach niemieckich i innych, ozdobionych runami z pismem, którego jeszcze nie odczytano. Mam nadzieję, że alfabet odczytany przez pana Kossakowskiego przyczyni się do odszyfrowania napisów słowiańskich. Rozmieszczenie owych wykopalisk na mapie Europy to dowód na rozmieszczenie osadnictwa słowiańskiego. Alfabet Wenetów jest fonograficznym. Składa się z czterdziestu liter. Litery tworzono zarysowując narządy mowy w czasie wypowiadania głosek. Po jednorazowym wytłumaczeniu konstrukcji poszczególnych liter, człowiek przeciętnie zdolny, jest w stanie bezbłędnie zapamiętać cały alfabet.
Należy stwierdzić , że nazwa Weneci, jest zrozumiałą polską nazwą plemienną ludu pierwotnie zamieszkującego Europę środkową, tj. jeszcze przed przybyciem Germanów do Skandynawii. Nazwa jest wymieniona w najstarszych opisach starożytnych ludów Europy.


Mapa autorstwa Tadeusza Millera pochodzi z jego książki



Niniejszy fragment pochodzi z książki Tadeusza Millera „3 tysiące lat Państwa Polskiego – jakiego nie znacie”, wydanej dotychczas jedynie w małym nakładzie siłami własnymi autora w Bielsku Podlaskim, w roku 2000.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 13 kwi 2015, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wspanialarzeczpospolita.pl/2015/ ... h-niemcow/

Niemiecka teoria wszystkiego obalona przez samych Niemców?
Posted on 2015/04/12 by phoenix

Dzięki naszemu czytelnikowi i zamieszczonemu przez niego linkowi dotarłem do info… że te biedne Niemce już co by nie robili to wychodzi, że cała kultura jest od nas…

Orso przysłał ten link:

http://archeowiesci.pl/2015/02/14/europ ... szczegoly/

Można tam wyczytać, że kilka tysięcy lat temu Europę zalała ogromna rzesza ludzi z terenów dzisiejszej Polski, Ukrainy i Rosji. Zmieniła ona geny i kulturę Europejczyków całkowicie… Oczywiście nie jest powiedziane wprost, że byli to po prostu Słowianie… no ale prędzej Niemcy stwierdzą, że sami są z Syberii, niż napiszą, że coś mają od Słowian… więc cudów nie oczekuję… jednak należy tu bezwzględnie zauważyć, że badania przeprowadzono właśnie w Niemczech… i sami Niemcy (Uniwersytet w Tybindze) doszli do tych wniosków!

Opis ludzi przybyłych ze wschodu:

“Była to społeczność pasterzy, która około 5000 lat temu zajmowała ziemie dzisiejszej wschodniej Ukrainy oraz południowej Rosji. Ludzie ci należeli do pierwszych hodowców koni, a swych zmarłych chowali w jamach grobowych przykrywanych kurhanami. Genetycy ustalili, że pasterze ci byli potomkami łowców-zbieraczy ze Wschodniej Europy (których można identyfikować ze wspomnianymi wyżej północnymi Euroazjatami) oraz jakiejś populacji pochodzącej z Bliskiego Wschodu. Z nieznanego powodu 5000-4500 lat temu wyruszyli całymi rodzinami na zachód, a efekty tej wędrówki są widoczne po dziś dzień.”

Jest to przecież opis Słowian! Jedne z największych Kurhanów świata znajdują się w stolicy Słowian czyli w Krakowie!

Pada tam też ciekawe zdanie:

“Badania wykazały, że geny tych pasterzy są obecne w DNA wielu współczesnych Europejczyków, zwłaszcza w północnej części kontynentu, a najbardziej widoczne są u Norwegów, Szkotów i Litwinów.”

Oczywiście badań “przypadkowo” nie przeprowadzono wśród Polaków, Ukraińców czy Rosjan… bo wyniki mogłyby przerazić tych naukowców (pewnie na te badania już pieniędzy nie było)… a jakby zrobiono je na własną rękę… to by anulowano cały projekt przed publikacją wyników…

To zdanie tłumaczy wszystko:

“Zgromadzone dotąd genomy wskazują jednak, że na terenie Niemiec doszło wówczas do prawie całkowitej wymiany populacji.”

Każdy czytelnik tego bloga wie dokładnie co to znaczy.

Ostatnie z bardziej ciekawych kawałków:

“Reich i jego współpracownicy uważają, że to w trakcie tej migracji rozprzestrzeniła się w Europie przynajmniej część języków indoeuropejskich (rodzina do której należą m.in. języki celtyckie, germańskie, słowiańskie i romańskie).”

My dokładnie wiemy co to znaczy… po prostu nasz język przejęto, a potem nam wmówiono, że to my mamy zapożyczenia.

“Taka interpretacja wspiera tezę, że ojczyzna języków indoeuropejskich znajduje się właśnie gdzieś na północ od Morza Czarnego.”

Gdzieś na północ?!? Może podpowiem tym naukowcom (może któryś tu czyta)… Możecie zmarnować na badania jeszcze miliardy euro… a ja Wam za darmo powiem dokładnie gdzie… dokładnie na północ od Czarnego i na południe od Bałtyckiego (w międzymorzu, który do dziś zwie się Rzeczpospolitą).



Skoro takie rzeczy wychodzą z niemieckich uniwersytetów, to jest może jednak szansa na odkłamanie tej historii! Trzymam za nas kciuki!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 16 kwi 2015, 12:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2015/01/04/k ... h-niemiec/

Karol Stojanowski: O reslawizację Wschodnich Niemiec
Ostatnia aktualizacja: 4 stycznia 2015 | 8 Komentarzy | 581 Odsłon

1. Wschodnie Niemcy cmentarzyskiem słowiańskim
Niemcy nie są narodem tak jednolitym, jak np. Polacy. Poza zróżnicowaniem religijnym i językowym, odgrywa u nich bardzo poważną rolę zróżnicowanie szczepowe, czyli jak to się obecnie utarło, zróżnicowanie krwi. Narodowe terytorium niemieckie składa się z trzech zasadniczych części: germańskiej, celtoromańskiej i słowiańskiej. Germańskie terytorium w Niemczech obejmuje północno-zachodnie tereny na północ od Menu oraz na zachód od Łaby i Sali. Żywioł ściśle germański ekspandując ze swego terytorium zalał dzisiejsze południowe Niemcy, etnicznie przed tym celtyckie, oraz zgermanizował je. Terytorium południowych Niemiec uległo późniejszym wpływom rzymskim. Oba te terytoria razem połączone, przeprowadziły w średnich wiekach, znany ogólnie podbój zachodniej Słowiańszczyzny. Na skutek tego podboju powstało trzecie terytorium, tj. terytorium słowiańsko-niemieckie.
Jeszcze w średnich wiekach Słowiańszczyzna sięgała, jak wskazuje załączona mapa, bardzo daleko na zachód. Przekraczała ona Łabę oraz dochodziła do Sali. Na zachód od dzisiejszej polskiej granicy, tj. od dolnej Odry, Nysy Łużyckiej oraz na zachód od górskiego masywu czeskiego rozprzestrzeniały swe siedziby trzy wielkie ludy słowiańskie. Południe tego terytorium zamieszkiwali Serbowie Łużyccy zwani Łużyczanami. Nizinę nadbałtycką zajmowali na zachodzie po prawym i po lewym brzegu Łaby Obotryci [Obodryci]. Dalej zaś na wschód od Obotrytów aż do Odry rozciągały się siedziby Weletów, zwanych też Lutykami. Bardzo wyraziście unaocznia zasięg słowiański w Niemczech mapka, wyjęta z tajnego pisemka Wendischer Bote, wydawanego w czasie obecnej wojny [chodzi o II wojnę światową] przez „Związek Niemców Pochodzenia Słowiańskiego” (Verband der Deutschen slawischer Abstammung). Mapka ta wskazuje, że takie miasta, jak Hamburg, Kilonia, Lubeka, Magdeburg, Lipsk, nie mówiąc już o Berlinie, leżą na dawnych ziemiach słowiańskich, przy czym niektóre wyrazy są pochodzenia słowiańskiego (Lubeka, Lipsk, Berlin).
Napór germańsko-niemiecki na Słowian zaczął się jeszcze w VII w. po Chrystusie. Wtedy to Słowiańszczyźnie zagrażali germańscy Frankowie. W związku bodaj z tym naporem powstało najstarsze państwo Samona. Najpotężniejsze uderzenia spotkały Słowian w wieku X i XII. Akcję przeciwsłowiańską prowadziło dwóch monarchów z dynastii saskiej: Henryk I i Otton I w wieku X-tym oraz margrabia brandenburski Albrecht Niedźwiedź i książę saski Henryk Lew w wieku XII. Walki niemiecko–słowiańskie były bardzo krwawe i uporczywe. Słowianie bronili się bardzo dzielnie w wojnach obronnych i w powstaniach po podboju niezależnych państw słowiańskich. Na bohatera tych walk wyrósł zwłaszcza lud Weletów. Dramat słowiański za Odrą zakończył się w roku 1181, kiedy Pomorze Szczecińskie zdobyte dla Polski ponownie przez Bolesława Krzywoustego podporządkowało się Niemcom.
Podbój niemiecki był robiony z właściwym temu narodowi okrucieństwem. Ludność, zwłaszcza sfery zamożniejsze i kierownicze, masowo wyrzynano. Ze względów natury gospodarczej nie wszystkich Słowian wyniszczono fizycznie. Na skutek tego ludowa masa słowiańska na ogół pozostała przez długi czas słowiańską. W niektórych państewkach, które się Niemcom dobrowolnie podporządkowały, pozostawiono też słowiańską szlachtę, a nawet dynastie panujące przy życiu. Ziemie słowiańskie na zachód od Odry stały się po niemieckim podboju świadkiem drugiego procesu, tj. niemieckiej kolonizacji i germanizacji olbrzymich mas słowiańskich. Proces ten trwał nieprzerwanie od podboju obecnego niemieckiego wschodu aż do chwili dzisiejszej. Germanizacja posuwała się wprawdzie systematycznie, ale bardzo powoli i opornie. Jeszcze do dzisiejszego czasu nie zdołano zgermanizować Łużyczan, którzy przetrwali w ilości około 400 000 ludzi. Jeszcze w XVIII stuleciu resztki ludności słowiańskiej na zachód od Odry mówiły swoim językiem, który zachował się w pisanych zabytkach do dziś. Za czasów Lutra właściwie całe wschodnie Niemcy mówiły po słowiańsku. Jeszcze przy końcu XVIII stulecia w czasie rozbiorów Polski w tak zwanej kuźnicy kołłątajowskiej dyskutowano projekt połączenia dynastycznego Polski ze Saksonią. W ówczesnej bowiem Saksonii mieszkała wielka ilość Słowian, którą politycy polscy mieli zamiar obronić przed germanizacją.
Żywioł słowiański wewnątrz niemieckiego organizmu walczył nawet po zgermanizowaniu go. Był to typ walki zastępczej. Po prostu żywioł ten, któremu zniszczono jego kulturę i jego organizację społeczną, czuł się w niemieckich warunkach zbyt obco i starał się o zrzucenie jarzma niemieckiej kultury, walcząc z jej centrami czy też upostaciowaniami. Dziś uczeni badający historię Słowiańszczyzny wysuwają hipotezę, że średniowieczne wojny chłopskie były właściwie buntami chłopskiego elementu słowiańskiego przeciw niemieckim panom. Jest też wysoce prawdopodobne, że słowiańska krew była tym podłożem, które przyjęło niemiecki protestantyzm religijny. Trzeba bowiem pamiętać, że Niemcy nawrócili pogan połabskich gwałtem i wbrew ich woli na chrześcijaństwo. Skutek tego nawrócenia siłą na chrześcijaństwo był taki, że zgermanizowane elementy słowiańskie uważały chrześcijaństwo niejako instynktownie za wiarę obcą. Dawali tedy zgermanizowani Słowianie materiał do wszystkich rewolucyj religijnych, nie wyłączając ostatnich eksperymentów z niemieckim neopoganizmem współczesnym.

2. Nieco o ruchu reslawizacyjnym po wojnie światowej
Dopóki naród niemiecki był w okresie powodzenia, ekspansji i rozmachu, dopóty ta zgermanizowana masa słowiańska powiększała niemiecką potęgę. Nie miała ona najzupełniej, lub też posiadała bardzo rzadko świadomość swego słowiańskiego pochodzenia. Już jednakże po pierwszej wojnie światowej masa ta zaczęła się ruszać. Zaczęły się szerzyć nawet wewnątrz granic Rzeszy Niemieckiej bardzo ciekawe, choć dość sporadyczne, powroty do słowiańskiego pnia. (Oczywiście w Polsce i Czechosłowacji powroty te były bardzo liczne.) Działały w budzeniu się tego procesu rozmaite przyczyny. Przede wszystkim oddziaływała na wyobraźnię zniemczonych Słowian klęska Niemców i renesans polityczny Słowiańszczyzny, która posunęła była swe granice polityczne dość daleko na zachód. U wschodnich granic Niemiec pojawiły się nowe państwa słowiańskie, tj. państwo polskie i państwo czeskie, wydarte spod niemieckiego zaboru. Pojawienie się to przypominało zgermanizowanym Słowianom ich pochodzenie i zwracało uwagę na zmiany zaszłe w procesach etnicznych.
Bardzo ciekawym świadectwem literackim tych procesów jest książka niemieckiego dyplomaty Rudolfa Nadolnego. Jest to odpowiedź na książkę Masaryka, zatytułowaną „Nowa Europa”. Masaryk starał się w niej przekonać zarówno czeską, jak i też pozaczeską opinię publiczną, że Niemcy, podlegający doktrynie pangermańskiej, realizują od wieków program Drang nach Osten. Książka ta powstała w czasie pierwszej wojny światowej jako akt propagandy wewnętrznej i zewnętrznej późniejszego prezydenta republiki czechosłowackiej, a następnie po wojnie rozeszła się w kilku językach. Nadolny postanowił dać odpowiedź Masarykowi i w ten sposób powstała jego książka. Gruntowne jej streszczenie i omówienie znajdzie czytelnik w mojej książce dotyczącej niemieckiego rasizmu. Tutaj ograniczymy się jedynie do streszczenia końcowego rozdziału tej książki, zajmującego się przyszłością mieszanego niemiecko-słowiańskiego obszaru, położonego pomiędzy Wisłą a Karpatami, Łabą i Lasem Czeskim. Zadaje on sobie pytanie, czy kraj ten ulegnie dalszej slawizacji czy germanizacji, czy też powstanie tam coś nowego, tak jak to się dzieje dość często na terytoriach narodowo mieszanych. Niemiecki dyplomata wypowiada się za trzecią ewentualnością. Wierzy on poważnie w to, że na obszarze wschodnio-połabskim powstanie całkiem nowy naród, mianowicie naród wschodnio-połabski.
Przypatrzmy się tokowi myśli niemieckiego dyplomaty o słowiańskim nazwisku i słowiańskiej niewątpliwie krwi. Słowiańsko-niemieckie terytorium mieszane – powiada Nadolny – jest starym krajem niemieckim. Ludy słowiańskie są tam cudzoziemcami, ściśle mówiąc emigrantami na niemieckim obszarze. Mimo to, nie twierdzi Nadolny, że Słowianie nie mają na tym terenie praw obywatelskich. Prawa te są jednakże prawami imigrantów. Nawet jeśli Słowianie mieszkają na tych obszarach w masie, to nie mogą oni nadawać im swego wyglądu narodowego. Nadolny uważa za wielkie nieszczęście rozwój nadmiernego nacjonalizmu. Wedle niego tajemnicą rozwoju jest odnawianie się narodów i cywilizacji. Odnawianie się to jest rezultatem mieszania się rozmaitych elementów narodowych. Stosunki współżycia niemiecko-słowiańskiego oraz pierwsza wojna światowa doprowadziły do niesłychanego pomieszania narodowego na omawianym terytorium. Rewizja granic – oświadcza Nadolny – nic tu nie zdoła naprawić. Ludzie między Łabą i Wisłą są wymieszani na podobieństwo dwóch miar zboża. To, co w tej dziedzinie obserwujemy – powiada – wygląda właśnie na stadium rozwojowe jakiegoś nowego typu narodowego niemiecko-słowiańskiego.
Już dzisiaj – wywodzi autor – można z całą pewnością twierdzić, że istnieje odrębny typ człowieka wschodnio-połabskiego. Różni się on dość poważnie zarówno od zachodnio-połabskiego Niemca, jak też od czystego Słowianina zza Wisły. Nowy ten typ nie jest jeszcze jednolity. Zależy on od elementów, jakie się na niego złożyły. Typ ten cechują pewne zjawiska językowe, ogólno-cywilizacyjne, a zwłaszcza wspólne rysy charakteru narodowego. Na skutek tej mieszaniny w mieszanej sferze słowiańsko-niemieckiej obserwujemy wielką ilość wybitnych czynów i ludzi, a Berlin, Drezno i Praga są uznane nie bez powodu za ważne centra duchowe i polityczne.
Specjalny, nowo powstający typ narodowy, jakim jest typ wschodnio-połabski, jeszcze się nie zdołał uświadomić, nie mówi się o nim ostatecznie ani też się go nie bada. Dzieje się to wedle autora z tego względu, że dotychczas rozpatrywano ludzi tej strefy geograficznej pod kątem przynależności do żywiołu niemieckiego albo słowiańskiego, pod kątem walki obu elementów etnicznych. Tymczasem celem tych elementów nie jest wzajemne zwalczanie się, lecz wzajemne zjednoczenie się i stworzenie narodu.
Oprócz tego każe Nadolny pamiętać, że nowo powstający typ narodowy nie jest wszędzie jednakowy. Dziś jeszcze można w tej strefie obserwować całą gamę typów począwszy od czysto niemieckiego aż po czysto słowiański. Mimo to jednak, bez względu na język, wiąże te typy pewne podobieństwo. Nie darmo np. Czechów nazywają słowiańskimi Prusakami. Tysiącletnie wpływy niemieckie doprowadziły Czechów do tego, że stali się oni podobni do Prusaków. To samo twierdzi Nadolny o polskich elementach na odcinku północnym i na Śląsku. Bez względu na to, czy mieszkają ci ludzie po tej, czy po tamtej stronie dzisiejszej granicy polsko-niemieckiej, stali się oni na skutek wielorakich wpływów niemieckich innymi ludźmi, nie podobnymi do Polaków ze wschodu.
Najciekawsze jednak, że ten nowy naród wschodnio-połabski ma mówić po niemiecku, co więcej miałby mieć niemiecką kulturę. Uspokaja przytem autor prezydenta Masaryka, że to nie będzie żadna germanizacja żywiołu słowiańskiego. Od czegóż spekulacje prehistoryczne. Przecież omawiane terytoria były w bardzo dawnych okresach wedle Nadolnego germańskimi. A zatem Słowianie zaszedłszy tam zdobyli pewne prawa, ale tylko prawa do życia. Niemcy natomiast mają prawa gospodarza, prawa do swej mowy i kultury, do czego Słowianie muszą się dostosować. Książkę swą kończy autor jakby manifestem wiary w wyższą wartość cywilizacyjną i rasową, nowego narodu wschodnio-połabskiego. Będzie on – powiada – kuźnią wielkich ludzi takich jak Hus, Herder, Wallenstein i Moltke, Kant i Kopernik.
Książka Nadolnego jest dla naszego zagadnienia dokumentem pierwszorzędnej wagi. Cóż właściwie Nadolny proponuje? Oto ni mniej ni więcej tylko wytworzenie na wschód od Łaby nowego narodu mówiącego wprawdzie po niemiecku, ale mającego swoją własną a odrębną od reszty Niemców świadomość narodową. Istotą tej odrębności jest w przedstawieniu Nadolnego poczucie dużej przymieszki krwi słowiańskiej na terytorium niemieckim. Powstałby zatem naród mówiący wprawdzie po niemiecku, ale nawiązujący do słowiańskości, a co za tym idzie do Słowiańszczyzny. Nasuwa się tu pytanie, czy była to ze strony autora fantastyczna utopia, czy też taki „naród wschodnio-połabski” mógł rzeczywiście powstać. Pytanie to ma charakter nie tylko czysto teoretyczny, akademicki. Pozytywna albo negatywna odpowiedz na to pytanie może mieć także znaczenie polityczne. Pozy­tywna odpowiedź na to pytanie może się stać ważną wskazówką etnogenetyczną wpływająca istotnie na sformowanie się obecnie na terytorium pomiędzy Odrą i Nysą, Łabą i Salą nowych a właściwie starych; słowiańskich elementów narodowych.
W rzeczywistości idea Nadolnego nie była ideą utopijną. Tego bowiem typu naród, o jakim myślał Nadolny, rzeczywiście istnieje, a nawet posiada swe własne państwo. Narodem tym jest naród irlandzki. Irlandczycy, należący do rodziny narodów celtyckich, różniący się od Anglików językiem, religią, obyczajami i kulturą, ulegli w ciągu swoich dziejów daleko idącej asymilacji na rzecz żywiołu angielskiego. Cała Irlandia, za wyjątkiem bardzo cieniutkiego skrawka zachodniego, mówiła i właściwie ciągle jeszcze mówi językiem angielskim. Jedynie w tym cieniutkim pasie nadmorskim językiem codziennego życia był celtycki język irlandzki. Mimo to Irlandczycy, mówiący językiem angielskim i żyjący kulturą angielską, podjęli długoletnią walkę polityczną, nie wyłączając walki zbrojnej ze swą angielską metropolią. Walka uwieńczona została zdobyciem własnej państwowości przez Irlandczyków. Dopiero po uzyskaniu swego własnego państwa Irlandczycy zaczęli receltyzowac swoją wyspę. 0 ile mi przy tym wiadomo, proces tej receltyzacji nie jest jeszcze zakończony, nawet na terytorium samodzielnej republiki irlandzkiej.
Czy Rudolf Nadolny zdawał sobie sprawę z tej irlandzkiej analogii, trudno dziś przesądzić. W ogóle trudno jest rozstrzygnąć na podstawie jego książki, jako pewnego rodzaju dokumentu psychologiczno-politycznego, czy był to twór polityka niemieckiego, czy ideologa słowiańskiego, czy też pewnego rodzaju spowiedź mieszańca słowiańsko-niemieckiego? Słowiańskie elementy są w książce bardzo mocne. Nadolny nie jest na tyle zgermanizowany, ażeby nie odczuwał w sobie słowiańskiej krwi. Krew ta jest u niego nawet powodem dumy. Książka Nadolnego jest irracjonalnym wyznaniem wiary mieszańca germańsko-słowiańskiego, świadomego swej odrębności wobec żywiołu niemieckiego.
Drugą przyczyną powodującą na niemieckim wschodzie ferment reslawizacyjny stał się niemiecki rasizm. Nie tu miejsce na gruntowną. analizę tego ze wszech miar interesującego prądu. Ciekawych czytelników odsyłam do dwóch moich książek poświęconych niemieckiemu rasizmowi. Ograniczę się tu tylko do stwierdzenia, że niemieccy rasiści w swych pracach idealizowali rasy zamieszkujące terytorium zachodnio-niemieckie tj. rasę nordyczną i falicką. Rasy natomiast wschodnio-bałtycką i wschodnią, tworzące wedle niemieckich rasistów podkład rasowy niemieckiego wschodu oceniali bardzo negatywnie. Stąd rasiści w stosunkach wewnętrznych stale drażnili zasymilowaną masę słowiańską, przypominając jej rzekomą niższość rasową. Rasizm wprowadził w Niemczech i bardzo szeroko spopularyzował zwyczaj badania historii rodzinnych. Niejeden Niemiec pochodzenia słowiańskiego został dzięki badaniom dziejów swej rodziny uświadomiony co do swego słowiańskiego pochodzenia. Ra­sizm też podniósł do wyżyn religijnych pojecie krwi. Ta mistyka krwi ogarniała w swoisty sposób nie tylko Niemców pochodzenia germańskiego, ale też i Niemców pochodzenia słowiańskiego.
Niebezpieczeństwo musiało być w tej dziedzinie dość poważne i dla wtajemniczonych dość widoczne, kiedy tu i ówdzie odzywały się dzwonki na alarm, a nawet próbowano stwarzać doktryny mające na celu zahamować i nie dopuścić do procesu reslawizacyjnego w Niemczech. Tak np. von Kappher w jednym z czasopism rasistowskich poświęca temu zagadnieniu cały artykuł. Autor podaje w tym artykule szkic historii zmagań niemiecko-słowiańskich. Zaznacza w nim w szczególności, że Pomorze jest najmniej zgermanizowane ze wszystkich dzielnic zniemczonej Słowiańszczyzny. Wyjmujemy z artykułu ciekawą dla naszego zagadnienia cytatę: Za wyjątkiem nielicznych wysp czysto niemieckich całe wschodnie Niemcy są przetkane słowiańskim elementem; przemieszany z germańskim, zgermanizowany lud słowiański i litewski [jest] wszędzie. Mówić jednak o polskości jest bardzo śmiało. Nie mówmy za wiele – przynajmniej tu na wschodzie – o naszej germańskości, lecz starajmy się o to, aby być dobrymi Aryjczykami.
Tezom niemieckiego ruchu rasowego przeciwstawiała się bardzo ciekawa książka dwóch docentów nie­mieckich Fr. Merkenschlagera i K. Sallera. Tytułu tej książce dostarczyła nazwa starożytnego miasta słowiańskiego u ujścia Odry „Vineta”. Autorzy twierdzą, że Niemcy nie są ani germańskie, ani słowiańskie, ani celtyckie, gdyż obecnie powstaje z tych elementów składowych nowa rasa niemiecka. Obaj uczeni w innych swych pracach wskazują na rozkładowy charakter niemieckiego rasizmu. Wysunęli tedy ideę tzw. rasy niemieckiej, mającej na celu bronić naród niemiecki przed rozbijaniem go na elementy składowe. Omawiana książka stara się przywiązać Niemców uczuciowo do idei rasy niemieckiej. Autorzy bardzo jed­nak wysoko cenią element słowiański, któremu poświęcają bardzo dużo miejsca. Książka ma coś w swej treści z idei i ducha Nadolnego. Propaguje ona dalszy podbój Słowiańszczyzny, ściślej mówiąc Polski i Czechosłowacji. W odróżnieniu od rasistów hitlerowskich autorzy „Vinety” chcieliby Słowian raczej zniemczyć niż wytępić. Książka ta została przez reżim hitlerowski skonfiskowana.
Jak te sprawy załamywały się w duszy poszczególnej jednostki, możemy się zorientować w przypadku barona Henryka v. Sprengera, właściciela Działynia pod Gnieznem. Wedle pewnej relacji ten właściciel około 12.000 morgów ziemi, nie znający języka polskiego, twierdził, że jest Słowianinem, gdyż rodzina jego wywodzi się z wyspy Rugii. Mimo, że sam byt protestantem, czuł dziwną słabość do katolickiego kleru. Na kilka lat przed obecną wojną zapisał majątek „Obora” biskupstwu gnieźnieńskiemu. Na przewłaszczenie tego majątku nie zgodziło się jednak województwo poznańskie. Córkę swą jedynaczkę chciał wychować w kulturze polskiej, na co nie zgodziła się żona, patriotka niemiecka, pochodząca z Berlina. Na tym tle małżeństwo się rozeszło i matka wychowała córkę na Niemkę. Sprenger na łożu śmierci w roku 1939 sprzedał cały majątek Polakowi-sąsiadowi. Ściśle mówiąc sprzedał mu za minimalna cenę, chcąc ominąć akt darowizny. Myślał on, że tą drogą zmusi swą córkę do wyjścia za mąż za Polaka, nabywcę majątku.
Ruch reslawizacyjny w Niemczech został zahamowany przez hitleryzm. Działał tu zarówno terror wewnętrzny, jak też przede wszystkim olbrzymie natężenie niemieckiego nacjonalizmu i olbrzymie powodzenie niemieckiej machiny wojennej. Mimo to jednak wydaje się, że ruch ten nie tyko nie zamarł, ale zaczął się właśnie organizować. Tak by przynajmniej należało sądzić po numerze tajnego pisma słowiańskiego wychodzącego w czasie wojny w języku niemieckim. Pismo nosi nazwę Wendischer Bote i wychodziło jako organ związku Niemców słowiańskiego pochodzenia. Pismo stoi na niskim, ludowym poziomie. Rzuca ono hasła skorzystania z niemieckiej klęski i oddzielenia całych wschodnich Niemiec od Rzeszy Niemieckiej. Oprócz odezwy „Związku Niemców Słowiańskiego Pochodzenia” 34 artykuliki o Obotrytach i Weletach. Poza tym mamy tam przedruk z pism Herdera, dotyczący słowiańskości Wschodnich Niemiec. Niestety na numerze pisma czy też może jednorazowej ulotki nie ma daty wydania.
Jak zatem widzimy, ruch reslawizacyjny robił w Niemczech pewne postępy. Wytwarzały się warunki do jego ugruntowania i rozszerzenia się. Wojna obecna posunęła zachodnie granice Słowiańszczyzny nad Odrą i za Odrą. To oczywiście powinno wzmóc ten ruch wydatnie. Uważamy, że ruchowi temu powinien przyjść z pomocą nie tyko świat słowiański, ale w ogóle cały świat cywilizowany, cała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Powinno się umożliwić polityczną działalność reslawizacyjną tym elementom, które wykażą w tym kierunku chęci. Powinno się grupy mówiących dziś po niemiecku Słowian oddać pod ochronę międzynarodową i uchronić ich od niemieckiego terroru. Terenom zamieszkałym przez zgermanizowanych Słowian trzeba dać taką organizacje, aby w nich mogły się równocześnie wyżywać zarówno elementy słowiańskie jak też elementy ciążące do Niemców. To może się stać tyko w organizacjach państwowych niezależnych od Niemiec, a podległych Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ze względu na szczepowe zróżnicowanie dawnych Słowian oraz ze względu na rożny stopień ich zgermanizowania wydaje mi się, że należałoby na północno-wschodnim terenie obecnych Niemiec stworzyć pod międzynarodową ochroną dwa państwa służące celom reslawizacji, a to państwo łużyckie i państwo połabskie.

3. Zagadnienie państwa łużyckiego
Południe terytorium słowiańskiego dzisiejszych Niemiec Wschodnich zamieszkiwali Łużyczanie. Była to, jak pisze dr Gołąbek, przestrzeń znaczna, Na południe mianowicie graniczyli Łużyczanie z Czechami, na północ sięgali daleko za Berlin, na wschodzie stykali się bezpośrednio z plemionami polskimi, na zachód rozciągali swe posiadłości aż do dzisiejszej Wirtembergii, czyli mówiąc dokładniej mieszkali miedzy Salą, Hawelą, Odrą, Bobrą, Kwisą i Górami Sudeckimi, skąd na zachód sięgali aż do Werry i Fuldy, na południe pod Jabłoniec i górę Jeszted. W owych odległych czasach zaliczano do Łużyczan jeszcze inne plemiona jak Chudiców, Głomaczów i Dalemińców nad Muldą, przy czym należy wiedzieć, że stosunkowo dość długo Łużyczanami nazywano tylko mieszkańców terenów nad Dolna Sprewą, czyli obecnych Dolnych Łużyczan, natomiast obecni Górni Łużyczanie nosili nazwę Milczan.
Dziś są Łużyczanie najmniejszym ludem słowiańskim. Resztki jego siedzą rozbite w królestwie saskim i pruskim, w regencjach budziszyńskiej, legnickiej i frankfurckiej. Oficjalna niemiecka statystyka za rok 1926 podaje na całym terytorium łużyckim tylko 71.000 Łużyczan. Jeszcze w roku 1910 ta sama statystyka podała 111.167 Łużyczan. Sami Łużyczanie oceniali swą liczebność w roku 1926 na 200.000 do 250.000 ludzi. Mimo wszystkich przeciwności losów Łużyczanie twardo trzymają się przy życiu. Ewald Müllerw książce wydanej w roku 1893 oblicza ilość Łużyczan na 63.000. Wysuwa on przypuszczenie, że za lat 60 Łużyczanie wymrą całkowicie, licząc się z przypuszczalnym ich rocznym ubytkiem 1000 ludzi. Tymczasem minęło lat 50 a Łużyczan raczej przybyło nawet, wedle niemieckich statystyk. Tenże sam autor przytacza w tym związku przewidywanie Niemców z czasów Lutra, wedle którego Łużyczanie mieli wymrzeć za lat sto. Minęły jednak cztery stulecia, a Łużyczanie żyją, trzymając się swego języka, a nawet w ostatnim ćwierćwieczu bardzo poważnie rozwinęli swe życie narodowe we wszystkich dziedzinach. Ostatnio zaś Łużycko-serbski Komitet Narodowy stwierdza na podstawie danych statystycznych z r. 1939, że liczba Łużyczan waha się od 400 do 500 tysięcy ludności.
Początkowo przed podbojem niemieckim żyli Łużyczanie swoim własnym życiem państwowym, rządzeni przez rodzimych książąt, których, potomkowie w linii żeńskiej żyją do dziś. Już Karol Wielki przez założenie marchii wschodnich, między którymi znajdowała się nad Salą Marchia Łużycka, dał początek idei podboju Łużyczan. Istotny podbój rozpoczął król Henryk I w roku 928, a zakończył margrabia Gero w roku 963. Łużyczanie po podbiciu robili szereg powstań przeciwniemieckich. W roku 1002 Bolesław Chrobry odebrał Łużyce Niemcom. Polacy walcząc z Niemcami byli w posiadaniu Łużyc do roku 1031. Od ustąpienia naszych przodków z Łużyc pozostali już w nich Niemcy aż do wkroczenia na terytorium łużyckie wojsk radzieckich i polskich w roku 1945. Wprawdzie były czasy, kiedy Łużyce należały do Czech, ale Czechy pozostawały w zależności od Niemiec.
Po niemieckim podboju zepchnięto Łużyczan do najniższych warstw społecznych, wyniszczając ich pod względem biologicznym, kulturalnym i narodowym. Łużyczanie przeżyli przez te z górą tysiąc lat prawdziwe piekło udręki i poniżenia. Mimo to utrzymali swą narodowość i swój język na szczątkowym terytorium, sterczącym jak dwie skaliste, małe wysepki, oblane niemieckim morzem. Uratowało Łużyczan kilka okresów wolnościowych, które Niemcy przeżywały. W tych to okresach zaczynali Łużyczanie pisać w swoim języku i uratowali w ten sposób swoją narodowa odrębność. Po raz pierwszy taką sposobność uzyskali Łużyczanie w czasie reformacji, która dała początek piśmiennictwa w języku łużyckim. Po tym duży krok naprzód postąpili w okresie romantyzmu. Niemiecki romantyzm, emocjonujący się wszystkim, co wybiegało poza dotychczasowy schemat, zainteresował się także Łużyczanami i podnosi w ten sposób dość wysoko sympatie dla łużyckich odrębności kulturalnych. Odbiły się także na możliwościach łużyckich lata 1848–1850. Najbardziej jednak brzemienna w następstwa była dla Łużyczan pierwsza wojna światowa. Wtenczas to Łużyczanami zainteresowali się Czesi, którzy chcieli włączyć do Czechosłowacji przynajmniej Górne Łużyce, przylegające do Czech. Czesi sfinansowali odpowiednią akcję polityczną i kulturalną na Łużycach. Łużyczanie wysłali nawet swego przedstawiciela na konferencję pokojową, oczywiście w charakterze nieoficjalnym. Ten cały okres został wzmocniony przez to, że Niemcy przeszły okres względnej swobody politycznej zakończony dopiero rewolucją hitlerowską. W tym okresie Łużyczanie zorganizowali się dość dobrze pod względem oświatowym, gospodarczym a nawet politycznym. Dopiero system hitlerowski tuż bezpośrednio przed wojna wyrządził Łużyczanom wielkie szkody, likwidując ich narodowy dorobek ostatnich dziesięcioleci.
Rozwiązanie zagadnienia państwa łużyckiego nie jest łatwe. Łużyczanie rozpatrywani jako lud mówiący swym własnym, słowiańskim językiem są narodem małym, po prostu malutkim. Sami nie mogliby oczywiście zorganizować i utrzymać swego własnego państwa. Terytorium ich składa się z dwu nie połączonych ze sobą wysp łużyckich, tj. Łużyc Górnych i Dolnych. Oba te terytoria różnią się pomiędzy sobą dość znacznie pod względem językowym i religijnym. Dolne, protestanckie Łużyce, mówią narzeczem bardziej zbliżonym do polszczyzny, podczas gdy Górne, przeważnie katolickie Łużyce zbliżają się językowo bardziej do czeszczyzny. U Łużyczan zaznaczają się wielkie sympatie słowiańskie. Starsze pokolenie budowało raczej na Czechach. Przed wojną zaczęła nurtować w młodym pokoleniu łużyckim myśl oparcia się o Polskę. Wynikało to przede wszystkim z tego, że Łużyczanie, żyli w Niemczech. razem z. Polakami i stad szły silniejsze wzajemne kontakty.
Do Łużyc, zwłaszcza Górnych, wysuwają pretensje Czesi, na zasadzie przynależności Łużyc w pewnym okresie do korony czeskiej. Rozwiązanie to miało po poprzedniej wojnie światowej nawet pewną rację. Śląsk miał należeć wtedy do Niemiec. Łużyce zatem nie mogłyby się utrzymać jako państwo samodzielne, będąc otoczone z trzech stron niemieckimi posiadłościami. Obecnie jednakże, kiedy Śląsk wrócił do polskiej macierzy takie same pretensje do Łużyc może wysuwać Polska na podstawie ich przynależności do Polski za czasów pierwszych Piastów. Zarówno jednak polska jak też czeska inkorporacja Łużyc nie byłaby na miejscu. Łużyczanie powinni otrzymać dla swego narodu odrębne państwo, gwarantowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych.
Trudno byłoby mi tutaj dokładnie określać granice tego nowego państwa słowiańskiego. Chciałbym tylko zastanowić się nad głównymi zasadami tego tworu państwowego. Nie można i nie należy tworzyć malutkiego państwa ograniczonego do Łużyczan mówiących dziś po łużycku. Byłby to twór bardzo słaby. Należy obecnie stworzyć wielkie, najmniej dwumilionowe a nawet trzymilionowe państwo łużyckie podobne w swej strukturze i w swym charakterze socjologicznym do państwa irlandzkiego. W nowym państwie łużyckim Łużyczanie nie zgermanizowani musieliby posiąść możność reslawizacji swych zgermanizowanych ziomków. W ciągu lat kilkudziesięciu możnaby przez system szkolny nauczyć na powrót Łużyczan mówiących dziś po niemiecku, języka łużyckiego, tak jak uczy się dziś Irlandczyków mówiących po angielsku języka irlandzkiego. W związku z tą zasadą granice państwa łużyckiego i jego terytorium musza być tak ustalone, aby dzisiejszy ośrodek mówiących po łużycku Łużyczan mógł sprostać zadaniom reslawizacji państwa. Aby temu zadaniu Łużyczanie mogli sprostać, trzeba koniecznie doprowadzić do terytorialnego połączenia pomiędzy Łużyczanami Górnymi i Dolnymi. Z przestrzeni oddzielającej oba te szczepy należy wysiedlić Niemców, a na to miejsce osiedlić ludność łużycką. W ten sposób powstałoby jednolite terytorium, które by stanowiło już dość poważny ośrodek asymilacyjny dla części państwa, mówiącego obecnie po niemiecku.

4. O państwo reslawizacyjne Połabian
Na północ i północny-zachód od Łużyczan oraz na zachód od Odry mieszkały dwa ludy tzw. połabskie, tj. Obotryci na zachodzie i Weleci na wschodzie. Do grupy obotryckiej wchodziły następujące szczepy: Obotryci w ścisłym tego słowa znaczeniu, Warnowie i Wagrowie. Do grupy weleckiej należeli: Ratarowie, Doleńcy, Czrezpienianie, Chyzini, Morzyczanie, Linianie, Hawolanie albo Stodoranie, Sprewianie i prawdopodobnie Lubuszanie. Bardzo dla omawianych przez nas zagadnień ważni Drzewianie, mieszkający na zachód od Łaby wokół Lüneburga, należeli albo do Obotrytów, albo też do Weletów.
Niestety ta gałąź zachodnich Słowian uległa germanizacji o wiele szybciej i gruntowniej. Najdłużej opierali się jej kresowi, załabscy Drzewianie, których język zaginął w drugiej połowie XVIII stulecia. Wedle danych historyka Zachodniej Słowiańszczyzny Widajewicza Niemcy dopiero po wydaniu zakazu używania nienawistnej słowiańskiej mowy mogli zlikwidować tak daleko na zachód wysunięty cypel słowiański. Ale znamienna rola Drzewian nie kończy się na tak długim zachowaniu słowiańskości – pisze Widajewicz – jeszcze jeden szczegół z ich przeszłości godzien jest uwagi. Oto zostały po nich zabytki piśmienne, jedyne obszerne zabytki, jakie po dawnych Połabianach posiadamy. Odgrywają one rolę słowiańskiego testamentu, gdyż powstały w najostatniejszej fazie zaniku Drzewian. Mieszkaniec tych stron Jan Parum Schultze (1678—1734) opracował kronikę, w której opisał zwyczaje i tryb życia tamtejszych Słowian, a pastor Chrystian Hennig zestawił w początkach XVIII wieku słownik ich mowy. Dla badaczy języka połabskich Słowian są to zabytki nieocenionej wartości. Dziad i ojciec Schultzego znali dobrze ojczystą mowę, siostra rozumiała niewiele, a młodszy brat nic już nie pojmował. Zapisał więc Schultze znamienną uwagę: „Gdy ja i je­szcze ze trzy osoby umrzemy, nikt już wiedzieć nie będzie, jak po słowiańsku nawet psa nazwać”.
Mimo tego, że Słowiańszczyznę połabską zgermanizowano szybciej i bez reszty, nie zanikła tam świadomość słowiańska. Jest ona rozlana dość szeroko. Kto był po wojnie światowej u tzw. Wendów Lüneburskich, tj. właśnie u Drzewian, ten wic o tym, że ci Wendowie posiadają świadomość swej przynależności szczepowej w bardzo wybitnym stopniu. Swą wendyjską przynależnością wyraźnie się szczycą i chlubią. To samo jest w Meklemburgii, gdzie świadomość słowiańska utrzymała się specjalnie u szlachty, dawniej słowiańskiej, a dziś zgermanizowanej. Podobno u szla­chty tej od jakiegoś czasu utrwala się zwyczaj, że je­den ze synów w rodzinie uczy się jakiegoś żyjącego języka słowiańskiego. Poważną też świadomość słowiańską posiada Rugia, pomimo to, że najprędzej dała się zgermanizować. A poza tym rozbudza się ta świadomość na całym terytorium słowiańskim, dawniej zamieszkałym przez Połabian. Przed wojną obecną np. przyszedł do Instytutu Zachodnio–Słowiańskiego w Poznaniu list od Niemca z Kilonii, donoszący o tym, że piszący list doszedł na podstawie badań nad historią swojej rodziny do przekonania, że w nim nie płynie ani kropla krwi niemieckiej. Wobec tego autor listu prosi o wskazówki, jak ma się nauczyć języka polskiego, jako najbliższego języka dawnych jego przodków, który to język bez śladów zaginął.
Oczywiście tak prosto zagadnienia połabskiego rozwiązać nie można, jak to zrobił ów Kilończyk. Myśląc o reslawizacji Połabian, można się oprzeć jedynie o testament językowy upartych Drzewian. Po prostu musi się znaleźć pewna ilość Słowian połabskich, która wróci do swego zamarłego już języka, a następnie stanie się kadrą reslawizacyjną na terenie zamieszkałym przez Słowian połabskich mówiących dziś po niemiecku. Nonsensowna utopia – powie niejeden – naród, który przestał mówić swoim językiem nie wraca już do niego. Otóż nie! Znowu jesteśmy obecnie świadkami takiego niezmiernie ciekawego zjawiska socjologicznego. Dowodu na możliwość powrotu do swego starego języka dostarczają nam Żydzi palestyńscy, którzy w pokaźnej ilości wrócili do języka hebrajskiego, wymarłego o wiele dawniej, aniżeli język słowiańskich Drzewian. Zapewne, że świadomość narodowa Żydów jest o wiele większa, aniżeli świadomość narodowa Połabian. Ale i ta ostatnia istnieje przynajmniej w zarodku, na co starałem się przytoczyć dowody. Państwo zatem Połabian, będące instrumentem reslawizacji, byłoby państwem ilustrującym proces powstawania państwa żydowskiego w Palestynie. W skład państwa połabskiego, które można by nazwać państwem Wendow (Wendland), powinnyby wejść wszystkie ziemie Obotrytow i Lutykow oraz te skrawki dawnej Słowiańszczyzny, które nie wejdą ewentualnie w skład państwa łużyckiego albo czeskiego. Byłoby to państwo duże, oparte o Morze Niemieckie i Bałtyckie, graniczące z Polską, Łużycami, Niemcami i Danią. W państwie tym znajdowałyby się tak wielkie miasta, jak Berlin, Magdeburg, Lubeka, Kilonia i Hamburg. Przez długi jeszcze czas językiem potocznym a nawet urzędowym w państwie połabskim byłby język niemiecki. Język połabski dopiero by powoli wprowadzano. Wprowadzono by go najpierw ochotniczo, a w miarę upowszechnienia wprowadzono by go do urzędów. Organizacja Zjednoczonych Narodów byłaby protektorem państwa połabskiego, pilnując, aby elementy chcące się reslawizowac nie były narażone na terror i szykany Niemców o hitlerowskim poglądzie na świat.

5. Reslawizacja jedyną gwarancją uspokojenia Niemiec
Na zakończenie tej broszury chcę się zastanowić nad wpływem, jaki wywarłoby stworzenie państwa łużyckiego i państwa połabskiego na niemieckie możliwości zaborcze. Zarówno poprzednia, jak i obecna wojna światowa, wykazały, że Niemcy są narodem niebezpiecznym dla pokoju światowego. W obu tych wojnach wykazały one niesłychanie zaborczy charakter, który oczywiście nie tak prędko się zmieni i który będzie ich pchał do dalszych awantur wojennych, o ile tylko zmienią się warunki dzisiejsze. Pokuszę się tu o odpowiedź na pytanie, dlaczego niemiecki charakter narodowy ma tak silne rysy zaborczości.Za pierwszą i najważniejszą przyczynę zaborczości niemieckiej uważam właśnie udany zabór ziemi słowiańskiej. Najpierw zabór ten niesłychanie powiększał niemiecki potencjał narodowy, co dawało Niemcom przewagę ilościową nad innymi narodami europejskimi, a zatem nie tylko ufność we własne siły, ale też możność prowadzenia zwycięskich wojen zaborczych. Niezmiernie też ważną przyczyną niemieckiej zaborczości była kompletna bezkarność podboju Zachodnich Słowian. Każdy niemiecki polityk myślał, że jeśli udały się dotychczasowe podboje, to udadzą się następne. Obecnie wprawdzie ponieśli Niemcy wielką klęskę militarną, ale nie jest pewne, czy sprowadzi to w ich charakterze narodowym takie zmiany, że zaniechają oni na przyszłość polityki podboju.
Stworzenie w ostatecznym traktacie pokojowym dwu projektowanych tutaj państw reslawizacyjnych, pomniejszyłoby przede wszystkim bardzo poważnie niemiecki potencjał wojenny. Niemcy staliby się narodem tak wielkim jak europejscy Anglicy, Francuzi, czy też Włosi. Wielkość ta gwarantowałaby Niemcom narodowy i państwowy byt oraz możliwości poważnej twórczości cywilizacyjnej, odbierałaby im natomiast realne możliwości podboju innych sąsiednich narodów. Powstanie państw zachodnio-słowiańskich byłoby wreszcie widocznym zadośćuczynieniem za krzywdy, jakie Niemcy Słowiańszczyźnie wyrządzili. To odstręczałoby w przyszłości od wszelkich zamysłów zdobywczych oraz powstrzymywałoby ich od rzucania hasła Drang nach Osten.
Po powstaniu państw zachodnio-słowiańskich za Odrą upadłby raz na zawsze, bez jakiejkolwiek możliwości odrodzenia się, najpotworniejszy twór historii, tj. państwo pruskie. Z państwem tym zniknęłyby z terenów Europy tradycje Hohenzollernów, tradycje Fryderyka zwanego Wielkim, Bismarcka, Wilhelma i ich najwszechstronniejszego wcielenia, tj. Hitlera. Niemcy ograniczone do zachodniego i południowego swego terytorium straciłyby wiele ze swej zaborczej psychiki. Jeżeli w najbliższym traktacie pokojowym nie powstaną projektowane zachodnio-słowiańskie państwa reslawizacyjne, to Niemcy wywołać mogą trzecią wojnę światową.
Mówi się dzisiaj bardzo wiele na temat moralności politycznej. Postulat moralności w polityce jest postulatem słusznym. Rozpatrując wysunięte tu projekty na terenie wschodnich Niemiec dwóch państw reslawizacyjnych musimy stwierdzić, że projekty te są moralnie uprawnione. Są one bowiem ze wszechmiar sprawiedliwe. Przecież Niemcy podbili te kraje, stosując takie same metody wojowania, jakie stosowali w obecnej wojnie. Potem zasymilowali element słowiański przy pomocy siły i gwałtu. Jest tedy ważną sprawą moralno-polityczną umożliwienie Słowianom powrotu do ich własnej narodowości. Powrót ten będzie tylko wypełnieniem się dziejowej sprawiedliwości na terenie Wschodnich Niemiec.

Karol Stojanowski

Niniejsza rozprawa ukazała się w roku 1946, u schyłku życia wrocławskiego naukowca. Profesor Karol Stojanowski (1903 – 1947), w latach międzywojennych związany ze Stronnictwem Narodowym (od roku 1935 członek Komitetu Głównego tej partii) orędownik współpracy narodów słowiańskich (przede wszystkim gorący przyjaciel Czechów i Słowaków), w czasie wojny redaktor Państwa Narodowego, na którego łamach postulował jako jeden z pierwszych polskich polityków granicę zachodnią odrodzonej Polski na Odrze i Nysie.

Obrazek
Karol Stojanowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 12 maja 2015, 12:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://vranovie.wordpress.com/2014/02/ ... -wojewoda/

Tysięcznik czyli Wojewoda
Opublikowano 17 Luty 2014 by vranvelkrut

& Województwo Tysiąca

Ten tytuł tysięczników-wojewodów, czy setników raz ustanowiony towarzyszy nam przez tysiąclecia, aż dziwne, że nikt na to nie zwraca uwagi, mamy jakby jakiś zaczarowany naród analfabetów, nieznający własnej historii.
Podczas powstania kościuszkowskiego tworzono milicje „Tworzono ją w większych miastach. Obejmowała ona zamieszkałych w mieście mężczyzn od 15 do 50 roku życia. Formowano z nich oddziały trzytysięczne. Te dzieliły się na tysięczne i dalej na 100 osobowe roty. Rotami dowodzili dziesiętnicy i setnicy. Ci z kolei wybierali tysięczników i trzytysięczników, którym przydzielano do pomocy oficerów zawodowych (komendantów militarnych).”
Ten podział na setki czy tysiące mamy też u Ibrahima ibn Jakuba „Ma on (Mieszko) trzy tysiące pancernych, podzielonych na oddziały, a setka ich znaczy tyle, co dziesięć secin innych (wojowników).”
Kadłubek przypisuje stworzenie tej organizacji Siemowitowi, temu który żył według Kadłubka, właśnie, dlaczego właśnie o tym niżej gdzieś, w czasach Cezara.
On [Siemowit] jakby wśród martwych popiołów nie tylko iskrę chwały Polaków wzniecił, lecz nieśmiertelne miano Polski niemal między znaki zodiaku wpisał Nie tylko bowiem przywołał znowu do siebie te plemiona, które przedtem odpadły z powodu gnuśności Pompiliusza, lecz wcielił do swego państwa inne jeszcze kraje, przez innych nie tknięte. Dla nich ustanowił dziesiętników, pięćdziesiętników, setników, kolegium trybunów, tysięczników, (czyli) wojewodów, naczelników miast, drużynników, rządców i w ogóle wszelkie władze.
(U Kadłubka mamy tytuł tysięczników obok tytułu wojewodów bo jak się okazuje to ten sam tytuł.)
No i w czasach Cezara w tym, cytacie niżej mamy organizację militarną i terytorialną Suevów czyli podział kraju na 100 okręgów militarnych, z których stale wysłano na wojnę 1000 osobowe odziały zawiązywane terytorialne. Naturalną nazwą wodza takiej grupy wojowników wydaje się tysięcznik, a nazwą terytorium województwo, czy jest gdzieś kontynuacja tej organizacji terytorialnej i militarnej w Europie?
„Suevowie to największy i najbitniejszy lud pomiędzy wszystkimi Germanami.
(identycznie o Słowiańszczyźnie Adam z Bremy: „Sclavania igitur, amplissima Germaniae provintia, a Winulis incolitur, qui olim dicti sum Wandali; […][Słowiańszczyzna, największy z krajów germańskich, jest zamieszkana przez Winnilów, których dawniej zwano Wandalami. […]”)
Podobno kraj ich ma sto okręgów plemiennych, z których rokrocznie wyprawiają za granicę w celach wojennych po tysiąc zbrojnych. Reszta, która pozostała w kraju, troszczy się o żywność dla siebie i dla tamtych; po roku tamci na zmianę idą pod broń, a ci pozostają w kraju. W ten sposób nie przerywa się u nich ani uprawy roli, ani szkolenia i doskonalenia w sztuce wojennej.”
Bez żadnych większych problemów znajdziemy kto to kontynuuje, okazuje się, że tysięcznik jako stopień tytuł dowódcy wojsk jest używany przez Słowian jeszcze w IX-X wieku i zamiennie nazywany bywa wojewodą, a nawet takie województwo nazwa się jednoznacznie „województwem tysiąca„, wyżej z opisu Cezara wiemy, że o tysiąc zbrojnych rzeczowo chodzi.



Ten tytuł zastali i przejęli od Słowian Węgrzy, zresztą widać ze względu nawet na samą tą całą nomenklaturę organizacyjną z słowiańskim słownictwem, że w Państwie Wielkomorawskim, byli bardziej takimi Albańczykami w Kosowie niż samodzielnymi zdobywcami bo początkowo mieli być przeciw Bułgarom sojusznikiem tzw., Wielkich Moraw tych geograficznie Imre Boby, z ośrodkiem stołecznym w Margus/Pożarewaczu.



Słowiańszczyzna jest dokładną kontynuacją organizacyjną i militarną państwa/państw Suevów to jest jasne jak 2×2=4.
ps. źródła cytatów.
https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/b ... _59_69.pdf
http://rcin.org.pl/iae/Content/37569/WA ... NSKI_I.pdf
Mała polemika z poglądem opartym tylko na Tacycie, że Semnonowie to całe państwo Suevów, nawet sama licząca 600 000 kroków (600 km) granica, oddzielająca Suevów od Germanów, dowodzi, że Suevia z opisu „O Wojnie” nie jest małym plemiennym państwem o powierzchni Brandenburgii, a bardzo rozległym i ludnym krajem, czyli ścisły opis demograficzny, z liczbami 1000 i sto, w dziele Cezara „O Wojnie”, opisuje dokładniej organizację Suevów, niż niby dokładny folklorystyczny opis Semnonów w „Germanii” Tacyta.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=102980
Wyżej jest dyskusja o demografii Semnonów, że te 100 powiatów to organizacja terytorialna Semnonów…
Jeśli zajmowali teren obecnej Brandemburgii ok. 30 tyś km2, przy zaludnieniu 12 osób na km2, takie tu padają liczby, to byłoby by to ok 400 tys. ludzi.
Tylko z wyżej wspomnianego tytułu „O Wojnie” wiadomo, że były to okręgi mobilizacyjne 1000(2000) wolnych i raczej względnie młodych konnych wojowników, stale do wojny ćwiczonych, czyli łącznie 200 000, z żonami, dziećmi jakimiś krewnymi czy inwalidów wojennych itp., daje to populację raczej bliską 1 miliona, ziemski okręg mobilizacyjny który opisuje „O Wojnie” to raczej dokładnie co do znaczenia Woje-Wództwo.
Polska była jeszcze do niedawna podzielona na 49 województw, a terytorium Polski to połowa ziem Suevi-Słowian Zachodnich, czyli ówcześnie podział na 100 województw jest całkiem możliwy, chyba to był podział na równe demograficzne wiejskie okręgi (hodowla koni), tak by mogły sprostać demograficznie w wystawianiu tej liczby 1000 wojowników. W 1619 w Polsce też były regionalnie dość małe województwa, nie większe od tych w/w 49, jak woj. rawskie, malborskie, chełmińskie itd.

Obrazek

Liczba 100 okręgów wojskowych wskazywałaby, że ktoś czyli królowe Suevów chcieli mieć 100u dość zależnych od siebie wojewodów, z których żaden nie miał dość sił na na „zamach stanu”, a jednak dość silnych i terytorialnie niezależnych, by nie zapanował nad nimi nadrzędny wódź.

I może ostatnia mapka nałożenie mapy Słowian Zachodnich tak już ok., V do X wieku na terytorium Suevi w tzw. Wielkiej Germanii.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 28 maja 2015, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://bialczynski.wordpress.com/2015/ ... dem-matka/

Mikołaj Jarmakowski – Alternatywna historia cywilizacji – Słowianie NARODEM MATKĄ?
Posted in Polska, Słowianie by bialczynski on 1 Marzec 2015

Współczesna ortodoksyjna i akademicka nauka wywodzi dzisiejszą cywilizację od pasterskiego ludu Sumerów, który rzekomo miał dać początek pismu. Koło, natomiast – według tychże źródeł akademickich – ma swoje źródło w cywilizacji Mezopotamii. Wszelkie dowody archeologiczne, które nie mieszczą się w jakże ciasnych ramach powyższego dogmatu są wyrzucane na śmietnik historii i kolokwialnie mówiąc „zamiatane pod dywan”.
Cywilizacja Sumeru rozwijała się od 4300 do 2500 roku p.n.e. Akademicka i oficjalna wersja historii z tego okresu wywodzi „stworzenie” pisma.
Kultura Vinca rozwijała się w południowo-wschodniej Europie w okresie 5000-4000 p.n.e. Wyróżniamy dwie fazy rozwoju tej cywilizacji: starszą, czyli Turdaş lub Vinča A i B oraz młodszą, czyli Pločnik lub Vinča C i D. Na bazie kultury Vinca w czasach późniejszych (IV, III w. p.n.e.) powstała kultura badeńska. Pierwsze odkrycia z terenów tej kultury pochodzą z 1908 roku. Na terenach, które były objęte zasięgiem przez kulturę Vinca znaleziono ok. 1000 glinianych statuetek przedstawiających kobiety w pozycji siedzącej lub stojącej. Powszechna była ponadto metalurgia; odkrycie warsztatu metalurgicznego w Pločniku przesunęło epokę miedzi w Europie o 500 lat wstecz. Ludność tej kultury zajmowała się przeważnie hodowlą i rolnictwem. Hodowano: bydło, kozy, świnie i psy, uprawiano zaś: pszenicę, jęczmień, soczewicę i groch. Nadwyżki ze zbiorów wymieniano na sól i obsydian. Największe odkryte osady kultury Vinca to: Divostin, Potporanj, Selevac, Pločnik, Predionica Liobcova oraz Ujvar. Według badań genetycznych społeczność tej kultury (podaję za – https://bialczynski.wordpress.com/tag/pismo-vinca/) tworzyli Staroeuropejczycy (haplogrupa I2) oraz Scyto-Słowianie, czy Prasłowianie – haplogrupa R1A.
Kultura Vinca stworzyła swoje własne pismo – potwierdza to szereg dowodów archeologicznych załączonych pod artykułem. Symbole zaś religijne i solarne z Turdaş-Vinča pokrywają się niemal zupełnie z symboliką kultury łużyckiej i przedłużyckiej. Prasłowiański alfabet kultury Vinca jest zatem pierwszym alfabetem prasłowiańskim i najstarszym na świecie, wyprzedzającym Sumer oraz kulturę minojską (współtworzoną przez Słowian) o 2000-1000 lat.
Bardziej kontrowersyjnym odkryciem z terenów kultury Vinca jest, jednakże kopalnia węgla (lub miedzi) w Rudnej Gławie (140 km od Belgradu), która datowana jest na ok. 5000 rok p.n.e. Ciekawostką jest to, że ślady po kulturze Vinca znaleziono w południowej Francji. Wskazywałoby to, iż ludność tej kultury musiała dość intensywnie migrować na zachód.
Reasumując: na dwa, trzy tysiące lat przez Sumerem, w Europie południowo-wschodniej rozwijała się kultura Vinca, która posiadała pismo, rozwinięty przemysł i rzemiosło, sztukę oraz obróbkę metali. Kulturę tą tworzyli Prasłowianie (którzy zjawili się Europie ok. 8000 r p.n.e.) oraz Staroeuropejczycy (przybywający w Europie od ok. 30 000 lat). Wielu badaczy uważa, że kultura Vinca stworzyła podwaliny dla kultury minojskiej; dowodem na, to jest ścisłe pokrewieństwo symboli religijnych obu kultur oraz podobieństwo pisma Vinca do minojskiego pisma linearnego „A”. Tyle o piśmie. Przejdźmy do sprawy wynalezienia koła.
Ortodoksyjna nauka akademicka wbrew zdrowemu rozsądkowi przypisuje stworzenie koła tylko i wyłącznie cywilizacji Mezopotamii (ok. 3000 p.n.e) oraz Egiptu (ok. 3300 p.n.e). Tymczasem najstarsze znalezisko przedstawiające koło pochodzi z Polski, a ściślej mówiąc z Bronocic (woj. świętokrzyskie). Waza z Bronocic liczy sobie 5500 lat, czyli pochodzi z ok. 3500 r p.n.e. Na tej wazie znajduje się wizerunek koła rytualnego – najstarszy na świecie. Zatem początku koła nie należy szukać tylko i wyłącznie w Mezopotamii i Egipcie, ale również na Słowiańszczyźnie; najpewniej wynalezienie koła przez Prasłowian było równoległe z wynalezieniem koła w Mezopotamii i Egipcie. Rozstrzygnięcia tego kto wynalazł koło należy jednak pokładać w przyszłych odkryciach archeologicznych.
Na zakończenie słów kilka wypadałoby rzec o kulturze Cucuteni (powszechnie zwanej kulturą trypolską lub cucuteni-trypole). Ludność, która tworzyła tą kulturę (haplogrupy R1A) budowała wielkie – jak na tamten czas – protomiasta. Przeważnie były to ośrodki miejskie rozlokowane na obszarze 150 hektarów, mieszczące ok. 12 – 15 tysięcy mieszkańców. Dla porównania – miasta Międzyrzecza i Egiptu nie przekraczały 30 hektarów. Wnioski wynikające z powyższego zestawiania danych archeologicznych są jednoznaczne.

Opracował: Mikołaj Jarmakowski

https://www.facebook.com/slavicetnoart?fref=ts
https://www.facebook.com/lechistanpl?fref=ts

Obrazek
ZESTAWIENIE ZNAKÓW I SYMBOLI KULTURY VINCA


ARTEFAKT ARCHEOLOGICZNY POKRYTY PISMEM - KULTURA VINCA
MODEL ŚWIĄTYNI POKRYTY PISMEM – KULTURA VINCA

Obrazek
PISMO KULTURY VINCA NA TLE PISM INNYCH LUDÓW

Obrazek
TRYPOLSKIE PROTOMIASTO

Obrazek
WAZA Z BRONOCIC

Obrazek
TABLICZKA Z GRADESNICY – KULTURA VINCA


SYMBOLE RELIGIJNE I SOLARNE – KULTURA VINCA

Obrazek
DRUGA TABLICZKA Z GRADESNICY – KULTURA VINCA


Ja dodam tutaj tylko dla porządku, że Kultura Vincza (Vinca, a nie Vincha – jak to zapisuje transkrypcja germańska, czyli po prostu „wincza” w słowiańskiej wymowie) nazwana tak od miejsca pierwszych znalezisk w miejscowości Vincza, która stała się częścią Belgradu oczywiście „przypadkiem tylko” koresponduje z Venec – Wenecja i Vinidi – Wenedia.
Tych wszystkich rzeczy, które tutaj tak łatwo połączył logicznie Michał Jarmakowski nie da się rzecz jasna połączyć ze Słowianami i ich obecnością w Europie od około 8000 roku p.n.e. tylko pod warunkiem, że nie uznaje się za obowiązujące wyników badawczych nauki ścisłej jaką jest genetyka genealogiczna.
Według prawodawców analiza genetyczna DNA wystarczy by z 99% pewnością zidentyfikować zbrodniarza, zabójcę i skazać go na karę śmierci lub dożywocie, czyli zadecydować o życiu lub śmierci człowieka, ale dla „nauki akademickiej” nie jest ona wystarczająco pewnym narzędziem dla weryfikacji opisowych, opartych na spekulacjach teorii cywilizacyjnych budowanych przez archeologów i historyków.
Zabawna niekonsekwencja.

CB

Obrazek
Pani z Vincza



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 29 maja 2015, 11:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/2 ... zapoznany/

Tadeusz Miller – geniusz zapoznany
Posted by Marucha w dniu 2015-05-27 (środa)

O historyku, Tadeuszu Millerze, badającym najdawniejsze dzieje Polski i Słowiańszczyzny wiemy niewiele. Nie ma go nawet w Wikipedii, gdzie znalazło się miejsce dla takich gówien, jak Bronisław Geremek, Helena Michnik czy cała plejada żydowskich „naukowców” piszących Polakom ich historię.
Oto maleńki okruch wiedzy o tym zapoznanym geniuszu, naukowcu wyklętym.
Nie wiemy nawet, jak wyglądał…
Apeluję: jeśli ktoś posiada jakiekolwiek informacje o Tadeuszu Millerze, może jakieś zdjęcie, cokolwiek – proszę gorąco, niech się tu z nami podzieli swą wiedzą.
Admin


Obrazek
Imperium Wenetów


Winicjusz Kossakowski – spotkanie z Tadeuszem Millerem latem 2005 roku
Tadeusza Millera poznałem, gdy miał lat 83, schorowany, milczący, gotowy do słuchania bardziej niż do rozmowy z nieznajomym. Było lato 2005 roku w lipcu , dwudziestego siódmego. Dzień upalny, parny, męczący. Okna mieszkania szczelnie zamknięte.
Wrażliwy już był na przeciągi.
Książki po które przyjechałem, trzymano w domku opuszczonym, zarosłym bluszczem i zielem rozmaitym. Stare sprzęty i narzędzia ogrodnicze obok dłut, pił i sprzętu rzeźbiarskiego. W kątach rzeźby ledwo zaczęte w których już duch artysty zamieszkał, ale zabrakło sił na wykończenie. Przy ścianach, jedne na drugich, paczki książkami wypełnione – prosto z drukarni – pachnące farbą.
Prace chude, niewielkie z gęsto upchanymi faktami z historii Wenetów – jeszcze nie Słowian.
– Żmudna praca lat bez mała sześćdziesięciu.
– Godziny przesiedziane w archiwach i bibliotekach
– Porywy radości, gdy odrzucony i zagrzebany w niepamięci szczegół historii rozbłyśnie, oświetli cząstkę drogi, da się poznać, zrozumieć.
Dzieje zaklęte w zdania i słowa – milczą, upakowane w paczuszki, pod zagrzybioną ścianą w opuszczonym domu.
Kupuję kilka paczek, może uda się umieścić je w księgarniach. Nierozprzedane egzemplarze pójdą na suweniry, dotrą do ludzi. Ilu z nich potrafi zrozumieć i docenić historię własną, podaną w prosty, niewyszukany sposób, oczyszczoną z „naukowych” śmieci „autorytetów”, typu Heleny Michnik, czy Bronisława Geremka?
„TRZY TYSIĄCE LAT PAŃSTWA POLSKIEGO jakiego nie znamy” Tadeusza Millera.
Tysiące przejrzanych starych map z nazwami rzek i miejscowości rozrzuconych po całej Europie, od Loary po Okę, mówi językiem Wenetów – Słowian.
– Po mapie Europy przewija się nitka drogi wskazującej wędrówkę ludów gockich, gdzieś z głębi stepów azjatyckich poprzez półwysep skandynawski i wyspy duńskie pakuje się w samo serce państwa Wenedów.
– Nazwy rzek i miast zdradzają ślady wędrówki Bałtów znad Oki na ziemie Słowian zamieszkałych nad Bałtykiem.
– Echo pamięci walk z ludami celtyckimi, wynalazcami żelaza, i imię słowiańskiego wodza Przemysła, zaklęte w nazwy grodów, które budował na obrzeżach swego imperium.
– Etymologia słów dawnych, zapomnianych.
Wszystko to ożywa i przemawia językiem zrozumiałym na kartkach książek pana Tadeusza.
Moja fascynacja jego pracami może mieć i przyczyny osobiste. Właśnie w jego pracy traktującej o historii przedchrześcijańskiej mego narodu, znalazłem potwierdzenie własnych przemyśleń.
Sądzę, że udało mi się rozczytać alfabet Wenetów-Słowian. Zabytki historyczne odkryte w okolicach miejscowości Prilwice opisane runami polskimi, mówią dokładnie to samo co nazwy rzek i miejscowości z pracy pana Millera, rozszerzając temat o kulturę religijną i społeczną. Zabytki pisma runowego spisane w języku słowiańskim znajdowane są na terenach Europy, niegdyś państwa Słowian. Złożenie tych faktów stanowi już dowód niepodważalny, który sprzeciwia się rojeniom „autorytetów” niemieckich i – niestety – polskojęzycznych, którzy „sprowadzają” Słowian do Europy w wiekach średnich.
Gdy przekazałem panu Millerowi egzemplarz pracy „Polskie runy przemówiły”, po przejrzeniu jej powiedział: „Wiedziałem, wiedziałem. Prawda jest już udowodniona konkretnym materiałem źródłowym. Ale śmieci historyków we dwóch nie zmieciemy z historii Europy. Szkoda. Szkoda”.
Wkrótce zmarł.
„Szkoda. Szkoda”.

Winicjusz Kossakowski
Białystok – 9.11.2009r.

https://bialczynski.wordpress.com/tag/tadeusz-miller/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /