Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 04 mar 2013, 13:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Oto co pisze pan profesor Wilhelm Bogusławski w swojej książce wydanej w 1887 roku o tytule "Dzieje Słowiańszczyzny północno-zachodniej do połowy XIII wieku":

Zapisane przez Greków i Rzymian nazwy rzek, gór, osad i ludów w I i II w. poświadczają, że na przestrzeni od Dunaju do morza słowiańskiego (mare Svevicum), siedział ten sam naród, który w VI w. pod nazwą Słowian poznano, naród milionowy, podzielony na plemiona kojarzące się w związki państwowe, mające swych zwierzchników pewien stan kultury pastersko-rolniczej. Nie słynął on świetnością czynów wojennych, grabieżą i uciskiem sąsiadów, ale usilną pracą podnosił kraj ze stanu natury, rozwijał w cichości osadnictwo, mnożył się i rozpływem własnego żywiołu zakreślał granice narodowości. Podania narodowe i świadectwa dziejowe, nie czynią najmniejszej wzmianki o wydarciu przez Słowian gwałtem jakiej bądź okolicy do innego narodu należącej, pełne są wspomnień o spokojnem osiedleniu okolic niezaludnionych, o zakadaniu grodów i podnoszeniu rolnictwa. Osiedlenie odbywało się spokojnie w ciągu długich wieków, przez nikogo niedostrzeżone, jak wszelkie dzieło Boże, początek którego tajemnica okrywa. A my z dokumentami i świadectwami historycznemi rozważając przeszłość, przychodzimy do przekonania, że do rozpływu na ogromnych przestrzeniach północno-zachodniej Słowiańszczyzny, nie oręż, a siekiera i radło praojcom naszym torowały drogę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 06 cze 2013, 22:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nauka.wiara.pl/doc/1572099.Epoka ... pasiastego

Krzemień kilka tysięcy lat temu był surowcem strategicznym. Nasi przodkowie żyli wtedy w szczęśliwych czasach - Teutonów jeszcze w Europie nie było, Grecja dopiero się rodziła, o Rzymie nikt jeszcze nie słyszał, Celtowie też jeszcze w Europie się nie pojawili. Słowianie spokojnie karczowali lasy, obsiewali pola, hodowali zwierzęta domowe, tworzyli pierwsze grody. Wszystko z drewna. Ale i kamień był potrzebny - na narzędzia. Żyli sobie Słowianie spokojnie od Atlantyku po Ural, tworząc imperium bez imperatora, społeczeństwo idealnie samorządne. Każda żupa czy kasztelania rządziła sobą sama - państw nie było, sił zbrojnych nie było, bo nie były potrzebne. Dopiero pojawienie się agresywnego Cesarstwa Rzymskiego wymusiło na Słowianach stworzenie pierwszych organizacji przypominających państwo. A jeszcze bardziej konieczność utworzenia państwa stworzyli Teutoni - wyjątkowi okrutnicy i sadyści, z którymi rozmawiać można było tylko z pomocą miecza. Wraz z przybyciem do Europy Teutonów skończyła się słowiańska idylla.

Kopia artykułu:

Epoka krzemienia pasiastego
DODANE 2013-05-31 06:40

Andrzej Capiga, Marta Woynarowska

O tym że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje przekonały się najlepiej Opatowskie Krzemionki, które dekadę temu nie zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Czy zainteresowani pójdą po rozum do głowy?

Obrazek
MARTA WOYNAROWSKA Trasa pełna jest ukrytych tajemnic


Kompleks prehistorycznych kopalń krzemienia pasiastego w Krzemionkach Opatowskich koło Ostrowca Świętokrzyskiego został odkryty przez geologa Jana Samsonowicza 19 lipca 1922 roku. Na właściwy trop naprowadzili go mieszkańcy, informując o tajemniczych zagłębieniach. Wprawdzie 90. rocznica tego odkrycia minęła w ubiegłym roku, lecz naukową konferencję dotyczącą tego wydarzenia zorganizowano teraz. Przybyli na nią konserwatorzy przyrody i zabytków, reprezentanci lokalnego samorządu oraz przedstawiciele świata nauki z kraju i z zagranicy: Słowacji, Czech i Austrii. Spotkanie nie miało tylko odświętnego charakteru, przeciwnie – przebiegało wręcz burzliwie.
Trzy drogi
– Chciałem, abyśmy najpierw zdiagnozowali, a następnie pokazali problemy, które w kopalni występują – a jest ich sporo – i w końcu podyskutowali nad działaniami, które trzeba podjąć, by je przezwyciężyć. Moim celem było też posadzić przy wspólnym stole wszystkich zainteresowanych dalszym losem Krzemionek, ponieważ przez ostatnie lata współpraca między środowiskiem naukowym, konserwatorskim, samorządem lokalnym i samym muzeum nie była najlepsza. Udało się nam również pokazać kilka dobrych przykładów podobnej współpracy w takich archeologicznych obiektach, jak Biskupin, Ostrów Lednicki czy Ojcowski Park Narodowy – mówi Włodzimierz Szczałuba, dyrektor Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Świętokrzyskim.
W konferencji kluczowe były dwa wystąpienia: profesorów Zbigniewa Kobylińskiego i Jana Lecha. Ten pierwszy podjął sprawę zgłoszenia Krzemionek na „Listę światowego dziedzictwa UNESCO”. Pierwsza taka próba została podjęta pod koniec lat 90. ubiegłego wieku i zakończyła się niepowodzeniem; nie było w tej sprawie wspólnego frontu środowisk naukowych, konserwatorskich i samorządowych. Polskie piekiełko wykorzystali Belgowie, którzy na tak prestiżową listę wpisali swoją kopalnię.
Zdaniem prof. Zbigniewa Kobylińskiego, Opatowskie Krzemionki mają trzy wyjścia. Po pierwsze: porozumieć się z Belgami co do rozszerzenia wpisu o polską kopalnię (najmniej realna); po drugie: nawiązać współpracę w ramach nadgranicznego układu z kopalniami w innych krajach, na przykład na terenie Moraw; po trzecie: starać się o wpis Krzemionek jako parku kulturowego. Której by jednak wersji nie wybrać, wpisanie czegokolwiek na światową listę jest teraz, zdaniem profesora, dużo trudniej niż 10 lat temu. Wynika to bowiem z pewnych trendów, kładących nacisk na wpisywanie na listę obiektów spoza Europy, którą uznano za przeszacowaną.
Profesor Jan Lech, wybitny badacz górnictwa krzemienia, zwrócił z kolei uwagę na zagrożenia związane z ochroną Opatowskich Krzemionek. Rozbudzony bowiem nadmiernie popyt na krzemień pasiasty, wykorzystywany jako kamień jubilerski, sprawił, że zwiększyła się liczba jego poszukiwaczy.

Włodzimierz Szczałuba potwierdza, że w latach 2008–2009 było kilka przypadków nielegalnego wydobycia krzemienia z kopalni. Od tego czasu ostrowieckie muzeum nie może sprzedawać wyrobów z tego kamienia. Zabronił tego konserwator zabytków, wychodząc z założenia, że nikt nie posiada licencji na wydobywanie krzemienia, stąd wszelka jego sprzedaż jest nielegalna. Włodzimierz Szczałuba dziwi się temu. – A przecież z nabyciem krzemienia nie mają problemu jubilerzy. Jest on sprzedawany w Bałtowie, na Świętej Katarzynie czy w Sandomierzu – zauważa dyrektor.
Jedyna taka w Polsce
Spory i problemy omijają jednak turystów, którzy licznie przyjeżdżają, by zobaczyć ten unikat, nie tylko w skali kraju. – Rocznie Krzemionki odwiedza ok. 36 tys. turystów – mówi Włodzimierz Szczałuba.
– Są to nie tylko wycieczki szkolne, obserwujemy stały wzrost liczby turystów indywidualnych, w tym też zagranicznych. Naturalnie najwięcej gości mamy w okresie typowo turystycznym – od wiosny do jesieni. Wynika to głównie ze specyfiki Krzemionek, które są niejako muzeum na wolnym powietrzu. Od ubiegłego roku Muzeum Historyczno-Archeologiczne (którego główna siedziba mieściła się w Pałacu Wielopolskich w dzielnicy Częstocice) wzbogaciło się o okazały kompleks w Krzemionkach, gdzie oprócz biur administracji ma trzy potężne sale wystawienniczo-konferencyjne. Można w nich zwiedzać ekspozycje poświęcone historii tego niezwykłego miejsca oraz z bliska zobaczyć odkryte tu prehistoryczne ozdoby, naczynia i przede wszystkim narzędzia wykonane z krzemienia. Po kopalniach turystów oprowadzają przewodnicy, nie ma bowiem możliwości indywidualnego zwiedzania. Grupy wyruszają w trasę co 20 minut.
– Dla nauki Krzemionki zostały odkryte podczas kartowania geologicznego tego terenu w 1922 r. przez geologa, przyszłego profesora, Jana Samsonowicza pochodzącego z Ostrowca Świętokrzyskiego. O ciekawych, nieznanego pochodzenia zagłębieniach poinformowali go miejscowi – informuje zwiedzających przewodnik Tomasz Machula. W kolejnych latach dwudziestolecia oraz w okresie powojennym na terenie Krzemionek Opatowskich prowadzone były badania archeologiczne, które pozwoliły zgłębić metody wydobywcze stosowane przez prehistorycznych górników, ale także poznać poniekąd ich codzienne życie. Dzisiaj, dzięki wieloletniej pracy kolejnych pokoleń archeologów, turyści mogą niemal „dotknąć” prehistorii. Oprócz podziemnej trasy, głównej atrakcji Krzemionek, niedawno została udostępniona zrekonstruowana wioska neolityczna.
– Krzemień pasiasty to niezwykle cenny surowiec dla naszych przodków. Wykonywali z niego szereg narzędzi codziennego użytku. Krzemień to ówczesna stal. Powstał on w górnej jurze, czyli w okresie od 159,4 do 154 mln lat temu, w czasie, gdy na Ziemi panowały dinozaury. Znajduje się w warstwie wapienia pelitowego i występuje w formie konkrecji, nazwijmy to – obłych kamieni, które mają wielkość od gołębiego jajka do bulastych „bochnów” i kilkumetrowej długości plaskurów – wyjaśnia pan Tomasz.

Ludzie w rejonie Krzemionek pojawili się w okresie neolitu i wczesnego brązu, czyli ok. 5 tys. lat temu, i mniej więcej wówczas też zaczęli wydobywać krzemień. Czynili to na różne sposoby, o czym świadczą, zachowane do dzisiaj, cztery rodzaje kopalń: jamowe, niszowe, filarowo-komorowe oraz komorowe, które były najgłębsze, schodziły bowiem do 8–9 m w głąb ziemi. Archeolodzy na polu eksploatacyjnym w Krzemionkach doliczyli się ok. 3,5–4 tys. kopalń. Śladami po nich, widocznymi do dzisiaj, są małe zapadliska.
– Widzicie państwo te doły? – pyta zwiedzających Tomasz Machula, wskazując ręką szereg dobrze widocznych zagłębień. – Jest ich całe mnóstwo, bo ok. 2 tys. Tego typu kraj- obraz pokopalniany oraz doskonale zachowane wyrobiska nie zachowały się nigdzie indziej. Ten nasz przetrwał dzięki temu, że ludzie zaczęli go przekształcać dopiero w XX w. Wielkie zasługi dla utrzymania Krzemionek ma prof. Stefan Krukowski, którego staraniem w 1939 r. został ustanowiony tutaj rezerwat chroniący pas pola górniczego – dodaje.
W związku z poszerzaniem terenu rezerwatu po II wojnie nastąpiło stopniowe wysiedlanie wioski Krzemionki. Ostatni mieszkaniec opuścił ją w latach 80. ub. wieku. Pokonując ścieżkę edukacyjną, zwiedzający mogą – dzięki rekonstrukcjom neolitycznych realiów – poznać ubiór ówczesnych ludzi, narzędzia, jakimi się posługiwali, a także jak wyglądała praca w tutejszych kopalniach.
Zrekonstruowane szyby górnicze, fantomy prehistorycznych górników schodzących w kopalnianą otchłań, podczas gdy inni w tym czasie obrabiają wydobyty krzemień doskonale działają na wyobraźnię, zwłaszcza najmłodszych. Chociaż nie brakuje również dociekliwych dorosłych.
– To oni wówczas nosili już spodnie? – dziwi się jedna z turystek. Największe emocje budzi jednak przejście przez podziemną trasę, gdzie można zobaczyć wyrobiska, komory wydrążone przed tysiącleciami i „górników” przybierających dziwne pozy, by móc wyłuskać widoczny krzemień. Na jednym z filarów zachował się charakterystyczny znak wykonany węglem, który stał się logo Rezerwatu „Krzemionki”. Po wyjściu na powierzchnię przed zwiedzającymi jeszcze jedna atrakcja – zrekonstruowana wioska neolityczna. – Jak ciepło, jak miło – stwierdza starszy pan. – Zmarzłem tam, pod ziemią.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 07 cze 2013, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Nic dziwnego, że nasi przodkowie tak chętnie i łatwo przyjęli Chrześcijaństwo. Oto fragment wierzeń naszych przodków w czasach pogaństwa.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 12 cze 2013, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Słowianie wierzyli, że dusze są nieśmiertelne. Wiemy z Dziejów Apostolskich, ile wysiłku musieli apostołowie włożyć, by przekonać o tym ludzi z obszaru Morza Śródziemnego. Naszych przodków do tego nie trzeba było przekonywać - sami doszli do tego tysiące lat przed narodzinami Jezusa Chrystusa.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 22 gru 2013, 22:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mojazadruga.blogspot.com/2013/01 ... ZADRUGA%29

Dawni mieszkańcy Kujaw robili sery już ponad 7 tys. lat temu

Obrazek

Ślady produkcji serów sprzed ponad 7 tys. lat temu odkryto na naczyniach znalezionych na Kujawach. Publikacja na ten temat, autorstwa naukowców brytyjskich, amerykańskich i polskich, ukazała się w "Nature".
Pradziejowi mieszkańcy Europy Środkowej wytwarzali sery już ponad 7 tys. lat temu - twierdzą naukowcy z University of Bristol (Wielka Brytania), Princeton University (USA), Uniwersytetu Gdańskiego, Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi oraz Muzeum Archeologicznego w Poznaniu.
Do takiego wniosku doprowadziły ich analizy fragmentów ...
ceramicznych naczyń, znajdowanych od lat w osadach pierwszych rolników w naszej części Europy. "Rolnicy ci reprezentowali społeczności tzw. kultury ceramiki wstęgowej rytej i wywodzili się z obszarów leżących na południe od Karpat. Co ciekawe, wsie tych najstarszych rolników odkrywane są na terenach pokrytych najbardziej urodzajnymi ziemiami. Jednym z takich regionów, zresztą najważniejszym na Niżu Polskim, są Kujawy. Pierwsi rolnicy osiedlali się tu od ok. 5 400 lat p.n.e." - powiedziała PAP jedna z autorek publikacji, prof. Marzena Szmyt z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i Muzeum Archeologicznego w Poznaniu.

Obrazek

Wytwarzane przez nich naczynia, użyte w badaniu, pochodzą m.in. z Brześcia Kujawskiego, Miechowic, Smólska, Wolicy Nowej, Starego Nakonowa i Ludwinowa, i mają ok. 7 tys. lat. Swoją fachową nazwę (naczynia sitowate) zawdzięczają charakterystycznemu dziurkowaniu. W rzeczywistości do złudzenia przypominają współczesne cedzaki. To, że mogły służyć do odcedzania ściętego mleka, archeolodzy podejrzewali od dawna. Na potwierdzenie tej tezy brakowało im jednak mocnych dowodów.

Dostarczyły ich teraz badania chemiczne przeprowadzone w Organic Geochemistry Unit na uniwersytecie w Bristolu. "Polegały one na poszukiwaniu w ściankach tych naczyń śladów po żywności, jaką w nich przetwarzano, np. tłuszczy" - tłumaczy prof. Szmyt.

W kujawskich naczyniach faktycznie znaleziono ślady świadczące o przetwarzaniu mleka. "Ponieważ są to naczynia z dziurkami na całej powierzchni, mleko nie mogło być w nich przechowywane ani gotowane. Mogło natomiast być przetwarzane na sery, a raczej twarogi - taką metodą, jaką znamy z naszych domów. W końcu do dziś smakosze robią sobie sami twarożki z mleka wiejskiego, odcedzając je – po zakwaszeniu i lekkim podgrzaniu - na sicie. Ta technologia nie zmieniła się od szóstego tysiąclecia przed naszą erą!" - podkreśla archeolog.

Jak zaznacza archeolog, ogromnym osiągnięciem badaczy jest jednoznaczne potwierdzenie, że metody przetwarzania mleka na sery stosowane były już przez najstarsze społeczności rolnicze w Europie środkowej. „Tym samym potwierdza się wysoki poziom ich umiejętności. Aktualnie zatem najstarsze takie świadectwa pochodzą z Kujaw, co nas szczególnie cieszy. Ale to dopiero pierwszy krok. W przyszłości zapewne okaże się, że podobne umiejętności znane były także pierwszym rolnikom w innych częściach Europy" - podkreśla prof. Szmyt.

Autorzy publikacji zwracają też uwagę, że umiejętność przetwarzania mleka, a zwłaszcza produkcji sera, była szalenie ważna w tych pradziejowych społecznościach - pozwalała przez dłuższy czas przechowywać przetwory z mleka tak, by się nie psuły, ułatwiała również ich ewentualny transport. Przede wszystkim było to korzystne dla ludzi, gdyż białka mleka przetworzonego ludzki organizm trawi i przyswaja o wiele łatwiej, niż mleka nieprzetworzonego.

"Warto dodać, że ślady produktów mlecznych odkryte zostały na naczyniach z północno-zachodniej Turcji oraz z Libii. Są one datowane na 8 i 7 tysięcy lat temu. Nie były to jednak sita, dlatego nie wiadomo, jakie produkty mleczne były w nich przechowywane lub gotowane" - dodaje prof. Szmyt.

PAP - Nauka w Polsce

Badania DNA dowodzą ciągłość genetyczna ludności zamieszkujących Europe Środka.
http://mojazadruga.blogspot.co.uk/2011/ ... my-na.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 06 kwi 2014, 20:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/02/07 ... czytaniem/

Jak to było z tym czytaniem
Posted by Marucha w dniu 2014-02-07 (piątek)

Jak wszystkim powszechnie wiadomo, do przyjęcia chrześcijaństwa ludy słowiańskie pisma nie znały i dopiero wraz ze światłem nowej wiary otrzymały one zdolność utrwalania swych myśli i słów w tej postaci. Z drugiej strony od czasu do czasu pojawiają się głosy, że ten i ów odkrył “runy słowiańskie”. Oczywiście, każdy poważny historyk wyśmiewa podobne hipotezy i całkowicie owe odrzuca z braku dowodów istnienia czegoś takiego. Nawiasem mówiąc istotnie, byłoby nieco dziwne, gdyby takie pismo istniało i nie dotrwało do naszych czasów.
Ja jednak, ponieważ poważnym historykiem jeszcze nie jestem, odkąd przeczytałem tę teorię u Białczyńskiego [1], nie daje mi ona spokoju i powraca od czasu do czasu. Natychmiast dodać trzeba, że powołana praca nie jest dziełem ściśle naukowym, co sam autor przyznaje. Tym niemniej opiera się na solidnych naukowych podstawach, nawet jeśli pozostawione przez niedostatek źródeł luki są uzupełniane fantazją autora.
W pracy tej Białczyński podejrzewa, jakoby istniało tajemne pismo runiczne, znane tylko pogańskim kapłanom, niedostępne natomiast ludowi. Jeżeli tak istotnie było, to jego zaginięcie łatwo da się wytłumaczyć wrogością kapłanów starej wiary względem głosicieli Chrystusa i tępieniem tych pierwszych przez tych ostatnich. Wszystko to jednak tylko mgliste przypuszczenia.

Obrazek
Współczesna genetyka lokuje Słowian na Bałkanach już w 8000 roku p.n.e. – Tabliczki z Tartaria – 5300 rok p.n.e. – to może być pismo słowiańskie
(za bialczynski.wordpress.com)


Dziś natomiast zastanowiło mnie coś innego. Otóż, obserwując widniejący na czapeczce współpasażera w autobusie napis “LEGO”, wspomniałem na znaczenie tego łacińskiego słowa, a wykłada się ono: “czytać”, ale także “układać”. Etymologia jest więc oczywista. A jak to jest z polskim słowem “czytać”? – zadumałem się. I doszedłem do wniosku, że nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
Słowo to nie wygląda na zapożyczenie z jakiegokolwiek znanego mi jeżyka zachodniego. Nie wydaje się pochodzić ani od łac. legere, ani od niem. lesen, a już na pewno pochodzić nie może od ang. read. A zatem skąd? Jeżeli Słowianie przed przybyciem misjonarzy chrześcijańskich nie znali pisma, to na cóż byłoby im podobne słowo? Podobnie rzecz ma się z innymi kluczowymi dla tej dziedziny wyrazami, jak “pisać” [2] i “pismo” [3].
Zastanawiające jest ponadto, że, jak podaje słownik internetowy Logos Dictionary, we wszystkich bodaj jezykach słowiańskich wyrazy te brzmią niemal identycznie:

polski czytać pisać pismo [4]
bośniacki čitati - -
bułgarski чета пиша писане [5]
chorwacki čitati - pisanje
czeski čitat psát písmo
rosyjski читать писать письмо
serbski читати писати писање
słowacki čítať písať -
słoweński - pisati -
ukraiński читати - -

Z góry przepraszam nieobeznanych z cyrylicą za brak transkrypcji, ale po peirwsze jestem ich zagorzałym wrogiem (alfabet łaciński nie dysponuje odpowiednikami co najmniej połowy znaków cyrylicy), a po drugie to co jest zapisane alfabetem łacińskim wystarcza chyba w zupełności, by unaocznić to, co unaocznić miałem zamiar.
A mianowicie języki ze wszystkich zakądków Słowiańszczyzny – od Bułgarii na południu po Polskę i Ruś na północy wykazują daleko idące podobieństwo, jeśli idzie o słowa, które w języku nie znającym formy pisemnej nie mają w moim przekonaniu racji bytu. Może to świadczyć o tym, że słowa te powstały jeszcze zanim doszło podziału Słowian na trzy zasadnicze grupy : zachodnią (Polska, Czechy, Słowacja, Połabie), wschodnią (Ruś) i południową (Bałkany z wyjątkiem Peloponezu). O ile mi wiadomo, ale przyznaje, że nie spradziłem tego jeszcze, podział ten nastąpił jeszcze przed początkiem chrystianizacji Słowiańszczyzny wschodniej i zachodniej, a może także i południowej.
Jeżeli to prawda, to wydaje się to świadczyć o tym, że słowa związane z pismem istniały w języku Słowian jeszcze zanim ludy Słowiańskie zapoznały się z pismem łacińskim, tudzież cyrylicą. Jedynym wytłumaczeniem tego stanu rzeczy byłoby twierdzenie, że Słowianie i owszem, mieli jakieś pismo, którego zabytki jednakowoż nie dotrwały do naszych czasów, co zresztą nietrudno byłoby wytłumaczyć wrogością misjonarzy do wszystkiego, co pogańskie z pismem włącznie.
Jako jednak trzeźwo myślący historyk, daleki jestem od jednoznacznego twierdzenia o istnieniu takiego pisma na tak niejasnych i niepewnych zupełnie podstawach, tym niemniej powołany powyżej argument, o ile ktoś go nie obali, wykazując mi jakieś przeoczenie w wywodzie, zachęci być może kogoś (w tym mnie) do podjęcia dalszych badań nad zagadnieniem pisma słowiańskiego.
——————–
1) C. Białczyński, Mitologia Słowian. Księga Tura, Kraków 2000. Na stronie 253 znalazłem wzmiankę na ten temat, ale pamiętam, że autor w innym miejscu pisał o tym obszerniej. Niestety, na dzień dzisiejszy nie potrafię właściwego fragmentu odnaleźć.
2) łac. scribere; niem. schreiben.
3) łac. scriptura; niem. Schrift.
4) Myślniki oznaczają brak danych, a w żadnym razie brak słowa w danym języku :p. Brak danych oczywiście wynika tylko z tego, że nie mam w tej chwili czasu na poszukiwania, a materiał dotąd zebrany z całą pewnością wykazuje idealną niemal zbieżność po około tysiącleciu, odkąd zaczęły się wyodrębniać poszczególne języki słowiańskie ze wspólnej poprzednio mowy prasłowiańskiej.
5) Jakkolwiek istnieją poważne wątpliwości co do etnicznego rodowodu tego narodu, brak jest wątpliwości, że “krew słowiańska” stanowi istotny jego element, a ich język wykazuje duże podobieństwa do języków słowiańskich.

http://drax.jogger.pl/2009/03/23/jak-to ... czytaniem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 26 kwi 2014, 22:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=10746

Słowianie wcale nie przybyli do Europy we wczesnym średniowieczu. Według ostatnich badań, byli tu od zawsze
lut 24, 2014 Admin Historia do 1918 r. 0

Genetycy podważają teorię części polskich archeologów. Być może Słowianie wcale nie pojawili się w Polsce dopiero we wczesnym średniowieczu.
Wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie przybyli do Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Tak przynajmniej wynika z badań genetycznych zespołu badawczego prof. Tomasza Grzybowskiego z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy.
- Raczej skłanialibyśmy się ku autochtonizmowi Słowian, ale zastrzegając mocno, że cechy genetyczne wcale nie muszą być tożsame z charakterystyką kulturową właściwą dla tych populacji
- mówi prof. Grzybowski w „Naukowym zawrocie głowy”.
Badania trwały prawie 10 lat. Naukowcy przebadali materiał genetyczny pobrany od 2,5 tys. osób z różnych populacji narodów słowiańskich.
Okazało się, że przodkowie niektórych z nich żyli w Europie już w epoce brązu – czyli 4 tysiące lat temu, a może nawet już w Neolicie, siedem tysięcy lat temu.

Audycja na stronie Polskiego Radia – POSŁUCHAJ!
http://www.polskieradio.pl/7/179/Artyku ... zy-w-szoku




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 02 wrz 2014, 11:21 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Cicha depopulacja Słowian

Obrazek
Eko-Kontra: Ochrona Życia Ludzi i Istot wszystkich na Ziemi – jest naszym obowiązkiem.

Mając wiedzę o planowanym skrytobójczym masowym mordowaniu ludzi – musimy działać przeciwko zbrodniarzom, demaskować ich, ścigać i sądzić.

Ziemia. Gdy weźmiemy pod uwagę fakt iż ludzie wyprodukowali szereg chorób – przeciwko ludziom możemy sobie łatwo wyobrazić zagrożenie dla ludzkości. Infoekspres.pl – Media Niezależne

Po co ludzie produkują broń biologiczną ?

Ślepiec nie zobaczy, ale zrozumie iż chodzi o wyrafinowaną wojnę z ludzkością.

Ten, kto ma oczy i uszy powinien widzieć, słyszeć i rozumieć zagrożenia wynikające z celowego wywoływania chorób na skalę większą, takie jak: epidemia i pandemia.

Skoro już człowiek potrafi wykorzystywać wyprodukowane w laboratoriach choroby, to, czy może mieć problem z przemieszczeniem ich i zostawianiem wirusa w określonym miejscu i czasie ?

Z rozprzestrzenionym wirusem choroby – potrzeba walczyć, co skutkuje wprowadzeniem Przymusowych Szczepień. Rzecz jasna wszystko jest zaplanowane, bowiem nie ma przypadku w tym, że najpierw produkuje się choroby, potem szczepionki, następnie prawo: Przymusowych Szczepień.

Rodzą się pytania:

1. Do czego mają służyć Szczepienia Przymusowe, kiedy już wiemy, że choroby są wytworem laboratoryjnym ?

2. Dlaczego się wywołuje histerię o rozprzestrzenianiu epidemii, a nawet pandemii ?

Szczepienia Przymusowe – powodują uszkodzenia mózgu, zniszczenie immunologiczne systemu (układ obronny każdego człowieka), powikłania chorobowe, szereg innych skutków i śmierć, bowiem to w szczepionkach tkwi tajemnica mordowania ludzkości.

Nagłaśnianie historii – zaplanowanego rozprzestrzeniania wirusów określonych chorób – przez media na usługach zbrodniarzy służy wywołaniu paniki i zaakceptowaniu Szczepień Przymusowych, które zbrodniarze będą mogli wykonywać – bez sprzeciwu, bez oporu. Tym sposobem można „bezszelestnie mordować” i nikt się nie zorientuje.

Komu służą media głównego nurtu ?!

Do kogo należą lub pod czyją są kontrolą ?

Otrzymujemy jasną odpowiedź. W związku z tym musimy je lekceważyć, bojkotować, a wmomencie właściwym – zdelegalizować. Wszystkich ludzi, którzy nas przez lata oszukiwali i pracowali ze zbrodniarzami potrzeba potraktować identycznie, aby nie uszli przed sprawiedliwością.

Podsumowując temat należy w kilku punktach określić iż nie jest on „teorią spiskową” jak nam przez lata wmawiano dla uśpienia naszej czujności, lecz wyrafinowanym spiskiem – faktycznym, realizowanych działań od stuleci, podobnie jak wywoływanie wojny dla bogacenia się jednych, a mordowania drugich i niewolenia pozostałych przy życiu – na drodze do przejmowania władzy nad Ziemią.

Obecnie wiadomo iż zbrodniarze wykorzystują szereg wirusów chorób, aby pozbywać się niewygodnych ludzi na Ziemi.

Dzięki pracy wielu ludzi na całej Ziemi dziś możemy odkrywać Prawdę o zbrodniczym planie przeciwko całej ludzkości.

Zobacz teraz film o Zbrodniczych Szczepieniach Przymusowych

Obejrzyj i Przekaż dalej dla Ochrony Zdrowia i Ludzi na Ziemi

David Icke: Śmiertelny Zastrzyk – Prawdziwa historia Szczepień:
https://www.youtube.com/watch?feature=p ... UMu0HQNi3s

Eko-Kontra Zieloni

Komitet Obrony Środowiska Naturalnego Ziemi

Polska Niezależna Organizacja Zielonych. Biuro w Szczecinie, Polska

(Cytat użyty w grafice Eko-Kontra artykułu jest własnością Piotra Moskwy)

Źródło informacji: www.infoekspres.pl

niezaleznemediapodlasia.pl/cicha-depopulacja-slowian/#more-6920

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 24 paź 2014, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://przeklej.org/file/iuwIxz/3000-la ... skiego.zip

Książka pod tytułem "3000 lat państwa polskiego" jest bliższa temu, czego uczono Polaków w szkołach przed rozbiorami.



https://marucha.files.wordpress.com/201 ... mowily.pdf

Książka opisuje pismo, jakie było w Polsce używane przed przyjęciem pisma łacińskiego. Fragment dawnego pisma polskiego można zobaczyć na dzisiejszym banknocie 10 złotowym, gdzie widnieje denar z czasów Mieszka I.




http://marucha.wordpress.com/2014/10/23 ... -podstawa/

Polski to podstawa
Posted by Marucha w dniu 2014-10-23 (czwartek)

Autor poniższego filmu słusznie zauważa złożoność języka polskiego, niestety jednak nie zauważa, dlaczego tak jest.

http://www.youtube.com/watch?v=78FpZVVEpk8

Podsumujmy:

* Najbardziej rozpowszechnioną grupą językową świata, są języki indoeuropejskie
* Języki indoeuropejskie wpłynęły w mniejszym lub większym stopniu na praktycznie WSZYSTKIE inne języki świata
* Najbardziej archaiczną rodziną językową wśród języków indoeuropejskich jest rodzina słowiańska
* Najbardziej archaicznym językiem słowiańskim jest język polski (fonetyka i gramatyka) lub słoweński (gramatyka).
* W językach indoeuropejskich, tylko trzy języki zachowały samogłoski nosowe: francuski (om, em, am), portugalski (om) i polski (om, em i rzadko am).
* Tylko języki słowiańskie rozróżniają 3 rodzaje głosek gardłowych: CH, H, i G. Gdzie jako H należy rozumieć dźwięk między CH i G. Pozostałe języki rozpoznają tylko dwie, tylko arabski rozpoznaje aż 6 rodzajów H. 3 takie jak po słowiańsku, a dodatkowo (Arab nie uzna ich za H): Hamzah (pauza gardłowa), Ayin (spółgłoska niema słyszana czasem jak H lub A) i tak zwane „ta marbuta” czyli nieme T, niby nie czytane wcale, ale w zasadzie to czytane jak słabe H (znane np. jako ostatnia głoska słowa Ałła / Allah). Ilość głosek gardłowych jest cały czas redukowana np. hiszpański, włoski czy francuski nie mają ich prawie wcale, poza literą G czytaną tylko przed O, U lub A, w pozostałych przypadkach czyta się Ż lub DŻ.
* Język polski posiada największą ilość różnych dźwięków ze wszystkich języków europejskich. Porównywalną ilość dźwięków mają tylko języki Hindustanu.
* ABS czyli Absolutny Brak Samogłosek dotyczy właściwie tylko języków słowiańskich, indyjskich i semickich (będzie o tym oddzielny artykuł). Spółgłosek używamy prawie dwukrotnie częściej niż samogłosek, pozostałe rodziny językowe używają ich mniej więcej po równo np. pl:chrząszcz, Brda; sk:vlk, krk; sa:krsna, samskrt. Młodsze języki zazwyczaj dokładają samogłoski do starych słów, by ułatwić wymowę.
* Tylko w portugalskim i polskim (oraz pochodnych: kaszubskim i łużyckim) L wymienia się na Ł (jest to wymiana bardzo archaiczna).
* Etymologia słów pierwotnych wskazuje najczęściej na pochodzenie słowiańskie, w odróżnieniu od słów wtórnych (np. w średniowieczu większość słów pochodziła z łaciny i greki, później z francuskiego, a obecnie z angielskiego – choć rdzenie są nadal słowiańskie).
* Nazwy własne z Biblii oraz nazwy miejsc w Izraelu mają nazwy słowiańskie np. góry: Hor, Har, Horeb oraz Nebo.
* Imię Nabuchodonozora oznacza: „Niebosa, ochrońcie granice”. Nabu znaczy „niebo” oczywiście przypadkowo.
* Najstarszym obecnie znanym wizerunkiem koła i wozu jest Waza z Bronocic (między Krakowem i Kielcami). Waza ma 5500 lat. Jej odkrycie spowodowało przesunięcie datowania odkrycia koła o 500-1000 lat wstecz.
* Pierwsze koła i wozy powstały najprawdopodobniej w Polsce / Lechii, bo w Polsce żyły konie i tury, które były w stanie je pociągnąć, dlatego nie dziwi, że zdrobnione słowa koło i oś pochodzące z języka polskiego są obecne w prawie każdym języku Euroazjatyckim np. koło → kółko → el: kuklos, en: circle itd. oś → ośka → la:axis, en:axis.
* Sanskryt, uważany za jeden z najstarszych języków świata, oraz ten, w którym mówiła ludzkość do momentu zbudowania wieży Babel, ma zadziwiająco dużo zapożyczeń z języka prasłowiańskiego (prapolskiego). Dotyczy to szczególnie słownictwa rodzinnego, filozoficznego i religijnego. Bóg → Bhaga, Dom → Damas, Sława → Śrava, Bolesław → Bhuriśrava, Znać → Znać, Wiedza → Veda, Łono → Joni, Przebudzony → Buddha, Żona → Żen, Mąż → Manusz, Ciocia → Caca (Wujek), Rodzić → Rodhać, a nawet Jebać → Jebać (kopulować), „jaka, taka i siaka” → „jaka, taka ca śaka”.
* Bogowie ze wszystkich kontynentów mają słowiańskie imiona: Góra → Hora → Horanos → Uranos, Bór → Boreas, Gaj → Gaja, Pan → Faun, Dewa → Deva, Bóg → Bog / Bhaga / Bożika, Czarny → Kriszna → Chrystus, Jasny → Jezus, Góra → Horus i HatHor, Dzień → Zeus, Jar → Hera, Mir → Mitra, Około nas → Oceanos, Rod → Eros, Woda (Wodra) → Hydros itd.
* Słownictwo podstawowe również jest tożsame z polskim: Wioska → el: oikos (dom), Wieś → ger: Vic / Vik (osada portowa, porównaj Wiking). Dom → fr:Animal Domestique (Zwierzę Domowe), Kniga → ger: Koenig/King (król), Żona → el:Gine (Kobieta porównaj Ginekologia), Serce (Serdce / Serdeczny) → el:Kardio (serce np. kardiologia), Sto → Centuria / Century (wiek), Gołąb → la:Columbus (Gołąb).

Raczej ciężko uznać to wszystko za przypadek.

Pytanie brzmi: Dlaczego w szkole, gazetach, telewizji czy kościele [? - admin] o tym wieczna cisza?

phoenix84pl

https://wspanialarzeczpospolita.wordpre ... -podstawa/




http://marucha.wordpress.com/2014/10/23 ... -islandii/

Słowianie byli pierwsi na Islandii
Posted by Marucha w dniu 2014-10-23 (czwartek)

Obrazek

Przemysław Urbańczyk, mediewista archeolog, wraz z międzynarodową ekipą archeologów prowadził w 1999 roku poszukiwania najstarszych śladów osadnictwa na Islandii.
Trwające od połowy lipca do połowy sierpnia poszukiwania archeologiczne przebiegające na północy wyspy, a dokładniej w rejonie jeziora Myvatn, doprowadziły do odkrycia trzech słowiańskich półziemianek na terenie osady Sveigakot.
Wybuch wulkanu Veidivotn, w połowie X wieku pozwolił na dokładne określenie budowy chat, ponieważ została naruszona warstwa popiołu w czasie ich wznoszenia. Datuje się, iż zostały zbudowane po 950 roku.
Zdaniem polskiego uczonego, jedynym wyjaśnieniem pojawienia się na Islandii charakterystycznych półziemianek jest obecność w grupach pierwszych osadników islandzkich osób zapewne pochodzenia słowiańskiego, znających zasady budowy półziemianek i lubiących w takich domostwach mieszkać. Były to budowle kwadratowe, nie przekraczające dwudziestu metrów kwadratowych. Ich podłoga znajdowała się poniżej poziomu gruntu. Piec budowany był zawsze w rogu pomieszczenia. Takie chaty w IX i X wieku występowały na terenach nad Łabą, Odrą, Wisłą oraz na Rusi.
Skandynawskie domy mieszkalne we wczesnym średniowieczu wyglądały zupełnie inaczej. Były to owalne, długie konstrukcje naziemne z paleniskiem pośrodku, które nie mają żadnych analogii do budownictwa słowiańskiego.
Słowianie przybyli na Islandię wraz z Wikingami, którzy stanowili społeczność bardzo otwartą przyjmując przedstawicieli różnych ludów jak Celtów, Germanów czy Słowian (byli to raczej Połabianie, a nie nasi przodkowie znad Wisły).
Do tej pory na terenie Islandii odkryto dwadzieścia trzy podobne słowiańskie chaty w kilkunastu miejscach. Ale tych nietypowych dla wyspy konstrukcji jest zapewne znacznie więcej, bo duża część wczesnośredniowiecznych osad nie została jeszcze w ogóle przebadana.

Za: Informacje.is

http://gniazdo.rodzimowiercy.pl/tekst.php?tekstid=1440




http://marucha.wordpress.com/2014/07/08 ... -kolowego/

Waza z Bronocic – najstarszy na świecie wizerunek pojazdu kołowego
Posted by Marucha w dniu 2014-07-08 (wtorek)

Bronocicka osada
Rozciągająca się wzdłuż Nidzicy, aż do Wisły pagórkowata kraina, była zamieszkiwana już w starożytności. Ślady osadnictwa w najbliższej okolicy Działoszyc sięgają okresu kultury lubelsko-wołyńskiej i pucharów lejkowatych. Wykopaliska w pobliskich Bronocicach (3 km) przyczyniły się do poznania rozwoju społeczności neolitycznych dorzecza Nidzicy, a więc okresu młodszej epoki kamienia stanowiącej przejście do epoki brązu.

Obrazek
Prawdopodobny wygląd bronocickiego osiedla neolitycznego na podstawie osady nad Dnieprem. Rekonstrukcja wg. Passek 1949.


Badania wykopaliskowe w Bronocicach wykonywano w ramach współpracy naukowej Instytutu Historii Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie i Uniwersytetu Stanu New York w Buffalo. Poszukiwania sondażowe rozpoczęto w 1967 r., a prace terenowe wykonano w trakcie akcji wykopaliskowej w latach 1974-1977.
Bronocice są położone na Wyżynie Małopolskiej, w środkowym odcinku dorzecza Nidzicy (prawe skrzydło). To typowa kraina wyżyn lessowych, o urozmaiconej rzeźbie wyniosłych wzniesień i głęboko wciętych dolin.
Stanowisko archeologiczne zajmuje 52 ha i zostało odkryte w 1967 r. Jako makroregion przyjęto obszar o promieniu 10 km wokół stanowiska. Południowa część tego terenu wchodzi w skład Płaskowyżu Proszowickiego, a północna należy do Wyżyny Miechowskiej. Środkiem rozciąga się szeroka dolina Nidzicy. Gleby zróżnicowane; oprócz lessu, margle kredowe (skały), aluwia (osady rzeczne – żwiry, piaski, muły) oraz czarnoziem, gleby brunatne, rędziny i mady. Różnice wysokości między dnami większych dolin i wierzchowinami wzgórz wynoszą ponad 50 m. Teren silnie wilgotny, w niektórych miejscach okresowo zalewany.
Stanowisko archeologiczne zajmuje 52 ha i zostało odkryte w 1967 r. Jako makroregion przyjęto obszar o promieniu 10 km wokół stanowiska. Południowa część tego terenu wchodzi w skład Płaskowyżu Proszowickiego, a północna należy do Wyżyny Miechowskiej. Środkiem rozciąga się szeroka dolina Nidzicy. Gleby zróżnicowane; oprócz lessu, margle kredowe (skały), aluwia (osady rzeczne – żwiry, piaski, muły) oraz czarnoziem, gleby brunatne, rędziny i mady. Różnice wysokości między dnami większych dolin i wierzchowinami wzgórz wynoszą ponad 50 m. Teren silnie wilgotny, w niektórych miejscach okresowo zalewany.

Obrazek
Plan osady


Bronocickie osiedle, można podzielić na trzy naturalne obszary – A, B i C (na osi zachód – wschód). Pierwsze dwa zajmują po 18 ha, a obszar C – 16 ha.
Początki bronocickiej osady datowane są na okres 3880/3700 – 3640 BC (3100/3000 – 2900 bc, okres Br I). Powstała wówczas ok. 5-cio hektarowa osada zamieszkała przez ludność kultury pucharów lejkowatych w obszarze C i była następstwem 2,4 ha osady, osadników kultury lubelsko – wołyńskiej. Podczas drugiej fazy osadnictwa (Br II), datowanej na okres 3640 – 3480 BC (2900 – 2700 bc) obszar zajmowany przez osadę powiększył się do 8 ha, zajmując obszary ze strefy A. Następnie, na lata 3480 – 3060 BC (2700 – 2500 bc) przypada trzeci okres rozwoju bronocickiej osady (Br III), zajmującej już wówczas obszar 18 ha (rozrosła się osada w obszarze A).
Wraz z końcem trzeciej fazy rozwoju, kończy się okres osadnictwa ludności kultury pucharów lejkowatych, a rozpoczyna się ekspansja ludności kultury badeńskiej. Na ten okres (3060 – 2880 BC; 2500 – 2300 bc) przypada czwarta faza rozwoju osady (Br IV), zajmująca już obszar ok. 26 ha (obszar A i B). Schyłek neolitycznej osady w Bronocicach przypada na jej fazę piątą (Br V), obejmującą okres 2880 – 2690 BC (2300 – 2100 bc), podczas której nastąpiło również zmniejszenie powierzchni osady w stosunku do jej rozmiaru z fazy poprzedniej, gdyż zajmowała już tylko 17 ha (obszar B).
W wyniku badań prowadzonych na obszarze znajdującym się w promieniu 10 kilometrów od stanowiska w Bronocicach oraz wcześniejszych, odkryto właściwy rozwój osady oraz jej wpływ na inne ówczesne osady znajdujące się w okolicy.

Obrazek
Schemat V-kształtnego rowu biegnącego przed wałami.


W okresie największego rozwoju mieszkało tutaj do 500 osób. Była to największa osada w regionie liczącym 314 km2 (zamieszkiwanym wówczas maksymalnie przez ok. 6000 osób), stanowiąca jego centrum i skupiająca wokół siebie (w promieniu 5 km) wszystkie osiedla, określane dzisiaj mianem średnich (o powierzchni 5 – 10 ha).
Przypuszczalnie bronocickie osiedle, jako centrum regionu, było najprawdopodobniej siedzibą władz regionalnego „państewka”, a jego mieszkańcy mieli wyższy status społeczny, byli bogatsi i mieli pewne przywileje. Potwierdzają to wykopaliska archeologiczne, wykazując tutaj obecność o wiele większej ilości towarów wówczas cennych i rzadko spotykanych oraz analizując szczątki kostne zwierząt – było ich więcej i, co jest pewnym ewenementem, aż 25% należało do owiec (a w związku z obecnością tutaj dużej ilości przęślików i ciężarków tkackich, można wnioskować, że osada mogła posiadać monopol tekstylny). Również konstrukcja i rozmiar domów istniejących w bronocickim osiedlu była rzadko spotykana w innych neolitycznych osiedlach w regionie (prawdopodobnie piętrowe).

Obrazek
Odkopywanie rowu i palisady wchodzących w skład osiedla.


Osada otoczona była fortyfikacjami pochodzącymi z okresu kultury pucharów lejkowatych (Br II) i kultury badeńskiej (szczególnie Br V). Umocnienia (Br V) otaczały powierzchnię 2,4 ha. Składały się one z v-kształtnego rowu biegnącego przed wałami, na których znajdowała się drewniana palisada – płoty z dużych słupów drewnianych i fosa. Palisada tworzyła zwieńczenie wału. Pozostałości palisady wskazują na zakończenie owalne słupów o grubości około 20 cm, w odległości ok. 3,5 cm, wbijanych na głębokość 20-30 cm.
Odkryto dwie formy umocnień: starsza – rów ostrodenny (głębokość ok. 4 m) z palisadą umieszczoną po wewnętrznej stronie zakola; młodsza – rów posiadał płaskie dno z drewnianą konstrukcją słupową. Wewnątrz obwarowań byty obiekty osadnicze z fosą. Mniejsze domy swoim kształtem przypominały szałasy.
W osadzie znaleziono również cmentarzysko, składające się z szeregu jam, w których składano ciała (np. z okresu Br IV pochodzi zbiorowy pochówek 17 osób). Wśród jam osadniczych, w centrum powierzchni obwiedzionej rowem, odkryto grób szkieletowy, męski i kobiecy. Zmarły był pochowany zapewne w pozycji siedzącej z podkurczonymi nogami. Badania antropologiczne wykazały, że miał ok. 30 lat, wzrostu 167 cm; kobieta około 30-50 lat, wzrostu 149,6 cm. Zachowały się pozostałości wylepiska i ślady ognia. Przy wlocie grobowca ustawiono część darów.

Obrazek
Zbiorowy pochówek 17 osób z okresu Br IV


Na szczególną uwagę zasługują wyroby ceramiczne, zwłaszcza ręcznie lepione naczynia z gliny. Charakteryzują się bogactwem form i pięknie ułożonymi motywami zdobniczymi, które umieszczano przeważnie w górnych częściach, m.in. guzy, ucha, proste układy linii rytych. Formy naczyń to amfory z baniastymi brzuścami i lejkowa-tymi szyjkami. Inne są uformowane stożkowato, z szerokimi otworami lub smukłe i niskie, bez zdobień. Były też misy na pustych nóżkach, zdobione wałkiem z nacięciami. Charakterystyczna technologia to faktura gładka lub nierówna, szorstka, przecierana, błyszcząca, matowa. Barwy najczęściej brunatne, jasne i ciemne.
W trakcie prac wykopaliskowych wydobyto 209 przedmiotów, m.in. rylce, grociki; przeważnie z krzemienia jurajskiego o zabarwieniu brązowym. Wśród narzędzi największą grupę tworzą wiórowce, drapacze wykonane najczęściej z grubych wiórów. Natomiast znaleziono tylko dwa rylce. Ciekawym wykopaliskiem są dwa grociki, dotychczas nie znane w obrębie kultury lubelsko-wołyńskiej. Pierwszy okaz, bardzo foremny, z trzonkiem o długości 3,6 cm, wykonany z krzemienia jurajskiego. Drugi grocik z krzemienia wołyńskiego ma kształt trójkątny.
Zajęcia tkackie poświadczają znaleziska fragmentów przęślików glinianych i ciężarków tkackich.
Neolityczny krajobraz w okolicach Bronocic był raczej krajobrazem bezleśnym. Wpływało na to duże karczowanie lasów, związane z dużym zapotrzebowaniem na drewno, które trwało niemal przez cały okres neolitu. Ocenia się, że „średnioroczna” ilość spalanego drewna w bronocickiej osadzie wynosiła ok. 1 tony na dzień, zaś w całym regionie – ok. 15-16 ton. Ponadto trzeba uwzględnić, iż było zapewne również duże wykorzystywanie drewna w budownictwie oraz jako materiał użytkowy. Badania wykazały, że początkowo dominującym gatunkiem drzewa był dąb, następnie sosna, co można tłumaczyć wykorzystywaniem sosny jako materiału zastępczego, w związku ze zmniejszeniem się pierwotnych drzewostanów (dębów). W rolnictwie dominował system leśno – odłogowy, ze znaczącym udziałem ognia jako podstawowego elementu pozyskiwania nowych terenów pod uprawy. W produkcji roślinnej dominowały zboża, zwłaszcza pszenica (płaskurka, samopsza, zwyczajna i zbitokłosa), ponadto jęczmień i proso. Znano wówczas również mak, soczewicą, groch i len. W pobliżu osiedla znaleziono również liczne szczątki wielu gatunków roślin dzikich, a zaledwie kilka roślin synantropijnych (przystosowanych do bytowania w sąsiedztwie lub obecności ludzkiej).
W bronocickiej osadzie odnaleziono ponad 8700 kości zwierzęcych (z ok. 30.000 znalezionych w południowo – wschodniej Polsce). Na ich podstawie ustalono, że w hodowli zwierzęcej dominowało bydło (47 – 49%) przed owcami i kozami (24 – 31%) oraz świniami (22 – 28%).

Obrazek
Tabela przedstawiająca wielkość hodowli zwierzęcej w bronocickiej osadzie (wg Kruk i Milisauskas 1991, zmieniona


Znaczna przewaga bydła uzasadnia jego znaczenie dla neolitycznego osiedla, ponieważ było ono wykorzystywane jako siła pociągowa w rolnictwie (np. orka) i trakcji kołowej. Ponadto bydło było hodowane również dla mleka i mięsa, choć miało to mniejsze znaczenie. Występuje tu natomiast większa ilość drobnych przeżuwaczy niż świń (inaczej niż w innych osiedlach), co było zapewne spowodowane przejęciem przez osadę w Bronocicach, jako ośrodka centralnego, monopolu na produkcję wełny i ubrań. W neolitycznej bronocickiej osadzie nie zabrakło również udomowionego psa oraz od czasów późnego osadnictwa kultury badeńskiej (Br V) – konia. Ważnym elementem późnego neolitu była również dobrze rozwinięta sieć dróg przystosowanych do komunikacji kołowej, które wiązały ze sobą znaczne obszary Europy.
http://www.bronocice.dzialoszyce.info/osada.htm

Waza z Bronocic
W latach siedemdziesiątych pracownicy Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, na prawym brzegu Nidzicy, prowadzili badania na terenie osady istniejącej tam ponad trzy tysiące lat p.n.e. Znaleziono tutaj elementy dawnego naczynia, które zostało zrekonstruowane. Widniał na nim rysunkowy ornament narracyjny przedstawiający drzewa, pola, drogi i wodę, a przede wszystkim wóz ciągniony przez parę bowitów (wołów). Nowsze badania wzbogaciły naszą wiedzę odnośnie techniki uprawy roli u neolitycznej ludności Polski przedhistorycznej.

Obrazek
Rozwinięcie rysunku z bronocickiej wazy


W tym okresie znany był już zaprzęg wozu z kołami pełnymi, a wołki sprzęgano jarzmem.
Wynalazek koła to wynik wielu stopniowych usprawnień związanych ze zmieniający się potrzebami transportu, dróg, a przede wszystkim z nowym sposobem użycia zwierząt domowych. Początkowo wprowadzono wehikuły na płozach, podkładając pod nie wałki toczne z obrobionych pni drzewnych. Przenoszenie większych ciężarów, niejednokrotnie pod górę, wymagało innego urządzenia.
Z rolniczymi społecznościami Europy Środkowej łączą się najstarsze dowody znajomości wozu na kontynencie europejskim, a według współczesnych badań i na świecie! Szczególnie ważny wkład w tym zakresie wniosła polska archeologia.
Jednym z najważniejszych odkryć związanych z neolitem jest naczynie – waza z Bronocic. Znaleziono je w płytkiej jamie (80 cm) o trapezowatym przekroju, nakrytej miąższą pokrywą deluwialną (gleby osadowej), zbadanej w całości i nienaruszonej związkami strato-granicznymi (układami warstwy skorupy ziemskiej).
Z warstwy położonej bezpośrednio nad jej dnem wydobyto średniej wielkości wazę. Z jej zachowanych fragmentów odtworzono całą formę naczynia. Jego kształt i technologia odpowiadają charakterystyczne ceramiki pochodzącej z fazy BR III rozwoju osiedla społeczności kultury pucharów lejkowatych w Bronocicach.
Na podstawie datowań 14 C, uzyskanych dla fazy BR III, można pośrednio określić wiek naczynia pomiędzy 3491 BC i 3060 BC. Również z tym datowaniem są zgodne inne składniki zespołów zabytków z odkrytej jamy.

Obrazek
Zrekonstruowana „waza z wozami” z Bronocic pochodząca z 3500 r. pne.


Górna część bronocickiej wazy jest obwiedziona ornamentem, który tworzy narrację złożoną z sekwencji kilku symboli. W pełnym motywie zdobniczym szczególną uwagę zwraca rysunek wozu czterokołowego, który został powtórzony aż pięciokrotnie!
Na wazie zachowały się dwa kompletne wyobrażenia i znaczna część trzeciego. Stosunkowo łatwym do odczytania składnikiem rysunku jest drzewo, ale nie można jednoznacznie określić jego gatunku. Natomiast inne elementy ornamentu powodują już różnorodność interpretacji ich znaczenia. Składnikami bronocickiego rysunku mogą być pola z drogami, układ domów w osadzie i wyobrażenie rzeki Nidzicy.
Wyjaśnienie zagadkowych rysunków jest tym trudniejsze, że nie znajdują one analogii w zabytkach neolitu europejskiego. Relatywnych odpowiedników można by jedynie poszukiwać na tzw. piktogramach z kultury Uruk w południowej Mezopotamii.
Jednak najważniejszym składnikiem ornamentu na unikatowej wazie z Bronocic są rysunki czterokołowego pojazdu, przedstawionego w rzucie poziomym z kotami wyobrażonymi z profilu. Najwięcej wątpliwości budzi rysunek koła na podeście wozu między osiami. Być może jest to otwór przeznaczony na umieszczenie rytualnej figury? Wóz jest wyposażony w dyszel z rozdwojeniem (na jednym rysunku nawet z potrójnym zakończeniem!). Jego kształt, przypominający współczesną literę V to przypuszczalnie ilustracja jarzma przyrożnego, co świadczyłoby o zaprzęganiu pary zwierząt. Wśród szczątków kostnych, znalezionych w Bronocicach, znajdują się też poroża wołów z charakterystycznymi starciami, które przypuszczalnie powstały od wiązadeł uprzęży.

Obrazek
Fragment rogu bydlęcego (wołu) z wytarciem od sznura znalezionego w Bronocicach, rys. M. Zender


Datowanie znalezionych kości zwierzęcych w Bronocicach wykonano w Laboratorium Radiowęgla w Groningen w Holandii. Uzyskano dla nich datę 3635 – 3370 BC, co odpowiada relatywnie chronologii faz rozwoju osady w Bronocicach i oznaczenia wieku unikatowego naczynia z piktogramami.
Bezwzględne datowanie zabytku ma duże znaczenie, gdyż świadczy o tym, że rysunki na wazie z Bronocic są najstarszym, jednoznacznym dowodem używania wozu odkrytego dotąd na obszarach Starego Świata, od wybrzeży atlantyckich po Azję Centralną i pochodzą sprzed 5500 lat.
Utrwalone na wazie wozy z Bronocic są także wcześniejsze od kredowego modelu koła, odkrytego w 1974 r. przez ekspedycję holenderską na stanowisku Jebel Aruda, nad środkowym Eufratem w Syrii. Ten przedmiot datowano trzema oznaczeniami C 14: 3340-3105 BC, 3340-3040 BC oraz 3335-2890 BC, a więc wozy z Bronocic są również starsze od tego zabytku!

A teraz coś na wesoło – jak doszło do powstania wazy z tym jakże znaczącym rysunkiem.
Opowiadanie autorstwa Romana Antoszewskiego:
http://www.antoranz.net/CURIOSA/ZBIOR7/ ... 003_UFO.HT

http://www.bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 06 lis 2014, 17:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/przeglad- ... romowladny

Przegląd bogów słowiańskich, Perun gromowładny
leszekczarny, ndz., 2013-03-10 14:18

Obrazek
Bóg Perun gromowładny - Źródło: th05.deviantart.net


Perun, ogólnosłowianski bóg gromowładny. Nazwa pochodzi od nazwy gromu perun i znaczy tyle, co “ten, co uderza”. W wierzeniach Bałtów analogicznym bogiem był litewski Perkunas staropruski Parcuns i łotewski Perkuons. Istnienie bóstwa poświadczone jest zarówno przez zabytki piśmiennictwa jak i przez archeologię oraz folklor ludowy a także przez toponomastykę np. nazwy gór lasów i miejscowości na Bałkanach w Polsce i na Połabiu dla przykładu, Perunovac, Peruni Vrh, Perunja Ves i góra Perun na półwyspie Istria oraz Piorunowy Dział nad Popradem.


Miejsca lub przedmioty, w które uderzył piorun były sakralizowane a człowiek porażony piorunem uważany był za docenionego przez boga. W 1652r podróżnicy po Żmudzi byli zdziwieni żalem swego żmudzkiego kolegi, który był zawiedziony, że piorun go oszczędził i był szczęśliwy, gdy znalazł siodło spalone piorunem i mógł zjeść odrobine świętego popiołu, który dawał sile i życie bez chorób. Ruski latopis, Powieść minionych lat spisany w końcu 11 wieku wspomina jak to książę Włodzimierz wystawił w Kijowie posagi bogom “I począł Włodzimierz panować w Kijowie sam jeden. I wystawił posagi poza dziedzińcem dworskim. Peruna drewnianego, a głowa jego srebrna , a was zloty i Chorsa i Dazboga i Striboga i Siemargla i Mokosz. I ofiarowywali im zowiąc ich bogami i przywozili syny swoje i córki i ofiarowywali biesom, i splamili ziemie ofiarami swymi, i splamiła się ziemia ruska ” Ten sam latopis w innym fragmencie wspomina traktat zawarty w 907r pomiędzy Rusią a Bizancjum. Dla zatwierdzenia traktatu książę Oleg i jego wojowie “Klęli się na swoje miecze i na Peruna swojego boga i na Wołosa boga bydlęcego, i tak został utwierdzony pokój". Podobnie w 971r książę Światosław zatwierdzał traktat z Bizancjum przysięgając wraz ze swa drużyna na Peruna a “wszystka Ruś” klęła się na Wołosa. Wreszcie ten sam latopis opisuje nagły koniec bogów w 988r, kiedy książę Włodzimierz zadecydował o przyjęciu chrześcijaństwa ”Przyszedł sam do Kijowa, skoro przyszedł, kazał bałwany powywracać jedne rozsiekać, drugie wydać na ogień, Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry wedle Boryczowa na ruczaj, a dwunastu ludziom kazał go ciąć prętami przywlekłszy porzucili go do Dniepru”

O czci oddawanej Perunowi w Nowogrodzie Wielkim dowiadujemy się sie z trzeciego latopisu nowogrodzkiego. Było tam wzgórze poświęcone Perunowi. Z rozkazu księcia biskup Jakim-Joachim w roku 988 kazał ”zniszczyć miejsce święte i posiec Peruna, który w Nowogrodzie Wielkim wznosił się na Peryni i związawszy sznurami wleczono go po błocie bijać go batami i popychając i wrzucili go do Wołchowa i zakazał Jakim aby nikt go nie przyjmował. Szedł zaś rano nad rzekę podgrodzianin chcąc garnki wieźć do miasta, a to Perun przypłynął do brzegu. Odepchnął on go kijem a ty-powiedział –Peruszycu do sytości jadłeś i piłeś, a teraz popłyń precz, płyn ze świata potworo”. Potwierdzeniem prawdziwości słów latopisu okazały się prace archeologiczne Walentina Siedowa z 1953r odkryto wtedy pozostałości miejsca kultu, jeszcze w 19 wieku żeglarze mijający to miejsce rzucali do wód jeziora drobną ofiarę.

Także Prokopiusz z Cezarei w swojej Wojnie Gockiej pisze: ”Uważają, bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne”. W innej części słowiańszczyzny na Połabiu zanotowane zostały przez Helmolda w Chronica Slavorum, czyli kronice Słowian bóstwa takie jak Porenut i Prowe. Aleksander Gieysztor oraz większość badaczy skłonny jest te bóstwa identyfikować z Perunem, które mogły być lokalnymi wariantami, odmianami bóstwa najwyższego Peruna. Jedynie Aleksander Bruckner uważa Peruna za zeslawizowanego Thora Waregów. Także Świętowit, Rugewit, Jarowit czczone na Połabiu oraz ruski Jaryło identyfikowane są z Perunem. Zadziwiający jest tutaj fakt braku jednolitego nazewnictwa dla bóstwa naczelnego, jest to tłumaczone istnieniem wśród Słowian prawa tabu zakazującego wymawiania imienia gromowładcy(aż do 20 wieku tylko starsi ludzie na Litwie i Łotwie mieli prawo wymawiać imię Perkuna i Perkona, czasami w zdrobniałej formie Perkunelis i Perkonitis) analogia ta występuje także u Bałtów. Jeszcze w 14 wieku Słowo Grigorija ,duszpasterskie pouczenie gani lud „ I ninie po ustroniach modlą się do tego przeklętego boga Peruna”.

Obrazek

Głównymi funkcjami Peruna były, władza prawna, siła fizyczna oraz umiejętności militarne. Eliade widzi także Peruna, jako opiekuna płodnorodności, jako bóstwo burzy deszczowej, zbliżając go tym do wedyjskiego Indry, który wywołuje i kontroluje opady i włada także piorunem. Na poparcie tezy funkcji dawcy życiodajnego deszczu warto wspomnieć walkę Peruna ze Żmijem-smokiem wiążącym wody. Natychmiast nasuwa się tu skojarzenie zatargu i pojedynku Indry ze smokiem–wężem Wrytra, który chowa wodę i bydło przed Indrą. W mitologii Słowian wielkim przeciwnikiem Peruna był Weles – Wołos, którego często utożsamiano ze Żmijem .Ciekawe, ze w polskiej kulturze ludowej zachowała się pamięć o żmii wrogu słońca. W folklorze Serbii i Bułgarii zachował się obrzęd, który ma na celu uzyskanie opadów przez wygnanie lub zabicie żmii. Innym obrzędem mającym na celu uzyskanie opadów jest zachowany na słowiańszczyźnie południowej zwyczaj, w którym dzieci tańcząc wybierają młodą dziewczynę nie gotową jeszcze do zamążpójścia(najlepiej, jeśli jest to ostatnie dziecko kobiety przed utrata płodności). Dziewczyna jest nago prowadzona przez wieś w tanecznej procesji przybrana tylko w ziela i kwiaty a staruchy i gospodynie oblewają ja woda. W Macedonii dziewczyna ta znana jest pod nazwa Perepuny, lud grecki zna Perperunę a rumuński Piripirune. Tym sposobem doszliśmy do żeńskiej towarzyszki Peruna Perperuny zwanej czasami Dodola.

Pora przejść do symboliki i atrybutów charakterystycznych dla Peruna. Koń oraz wóz używane przez Peruna i przez jego późniejsze substytuty w folklorze św. Elijasza i św. Jerzego dosiadającego białego konia, prowadza nas do zdumiewających porównań. Powraca znowu wedyjski Indra ze swoim epitetem rathesta, co znaczy „ten, kto stoi na wozie” W Iranie wojownicy na rydwanach nazywani byli rathaesta. W 16 wieku na Żmudzi odnotowano bóstwo Ratainicza boga koni! Także Indra przedstawiany jest na wozie bojowym z maczuga w prawicy walcząc ze smokiem Wrytrą, piorunoreki uśmiercił smoka, oswobodzil wody, góry rozczepil”.

W tradycji bałto-słowiańskiej Perun, jako bron używa także kamiennego pioruna. Ludność słowiańska odnajdująca podłużne kamienie lub fulguryty (szkliwo kwarcowe wytopione przez piorun) nazywała te obiekty piorunowymi strzałami np. na mazurach są to boże prątki a narzędzia kopalne to piorunowe kliny na Ukrainie jest to hromowa strilka w Serbii strijela natomiast u Słoweńców strela. Odnalezienie takiego przedmiotu uznawano za dar losu, wkładano go do kolebki, pocierano nim wymiona krów, gdy traciły mleko lub umieszczano pod dachem dla ochrony przed piorunem. Słowianie używali strzałek piorunowych do leczenia chorób oczu, boleści, od uroku, przy połogu. Także młot należy do symboliki Peruna tutaj zachodzi podobieństwo z germańskim Thorem.Za atrybut i bron Peruna uważano także topór, który dawał magiczna moc. Kładziono go pod loże rodzącej kobiety, na próg obory, na pole w czasie zasiewu. Broń Peruna zabezpieczała też przed nieczystymi silami i choroba. Wiemy o ogólnosłowiańskim zwyczaju uderzania się po głowie kamieniem, czasami żelazem, gdy rozlegnie się pierwszy grzmot wiosenny, na Ukrainie trzy razy ze słowami „kamen holowa”, co ma nadać głowie odporność kamienia.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/charakter ... -zaswiatow

Charakterystyka Welesa, słowiańskiego boga bydła, magii, przysięg i zaświatów
leszekczarny, ndz., 2013-03-24 12:15

http://tojuzbylo.pl/sites/default/files ... pg|600|600
Weles na jednej ze współczesnych ilustracji

W panteonie słowiańskich bogów jedną z istotniejszych postaci był Weles lub Wolos. Jest to ogólnosłowiański bóg magii, przysięg, sztuki i bogactwa jest to także pan świata zmarłych, czyli słowiańskiej Nawii.

Pośród Bałtów znany był jako Velinas, Velnis, Veles. Ustalenie pochodzenia nazwy tego bóstwa jest niezwykle trudne. Zwykle nazwę próbuje się wyprowadzać z kilku rdzeni np. Toporow wyprowadza nazwę ze słowa „volst”, co znaczy „włość”, czyli mienie należące do wspólnoty, nazwę wyprowadza się także z indoeuropejskiego rdzenia „wel”, czyli „widzieć”. Na Inna możliwość odszukania prardzenia imienia Weles wskazywał Jakobson mianowicie „vel”, czyli „spojrzenie przenikliwe” , „wzrok”.



Kult Welesa potwierdzony jest w zabytkach piśmiennictwa. Powieść doroczna najstarszy zabytek ruski wspomina Wolosa, jako boga, na którego przysięgała „Vsja Rus” „wszystka Rus” prze zatwierdzaniu traktatów z Bizancjum. Ruska legenda o chrzcie Włodzimierza wspomina jak to utopiono dwa pogańskie idole Welesa i Peruna, posąg Welesa został zatopiony w Poczajnie dopływie Dniepru. Ślady istnienia bóstwa zachowały się w nazewnictwie miejsc i miejscowości w całej słowiańszczyźnie np. Wolosacze lub Wolosacz uroczysko leśne na Białorusi, góra Veles w Bośni wieś Veles w Bułgarii wieś Wołogoszcz w województwie lubuskim.

W Polsce w Tatrach mamy górę Wołoszyn „podanie o smoku Wołoszynie” tam gdzie padł pokonany smok tam wyrosła góra Wołoszyn. Potwierdzone są miejsca kultu Welesa np. w Rostowie istniał kamienny posag Welesa zniszczony przez św. Awramaija Rostowskiego. Podążając analogia (kult Radegasta w Radogoszczy) można przypuszczać, że w Wołogoszczy (dzisiejszy Wolgast po niemieckiej stronie zalewu szczecińskiego) czczono Wolosa.



Analizę funkcji boskich Welesa zacznę od jego odpowiedzialności za bogactwo i opiekę nad bydłem. U ówczesnych Słowian miernikiem bogactwa była ilość bydla. Wspomniana już Powieść doroczna określa Welesa, jako „skotij bog”, czyli „bóg bydła”. Jednak sprawa dyskusyjna jest czy określenie Wolosa jak „boga bydła” ogranicza jego funkcje wyłącznie do spraw gospodarskich.

Co do tego wątpliwości miał już Bruckner, który widział w nim boga klątwy, majątku i handlu, anonimowego boga, którego posąg wymieniony jest w opisie targu w Kazaniu przez Ibn Fadlana, Bruckner utożsamia z Wolosem. Bruckner twierdzi, że Weles nie miał nic wspólnego z bydłem a manipulacje chrześcijańskich duchownych przeniosły opiekę nad bydłem ze św. Błażeja, czyli ruskiego św.Wlasa na pogańskiego Welesa. Pojawiła się nawet opinia (Henryk Lowmiański), że to św. Błażej, grecki Blasios, bułgarski Vlas opiekun bydła został spoganizowany przez kupców ruskich i przyniesiony na Rus, jako Wolos.



Należy też wymienić wedyjskiego Warunę, któremu tradycja indyjska przypisuje krowę i znajomość tajemnic świętych krów, które odsłania poetom. A to pokazuje kolejne podobieństwo Waruny do Welesa. W kolejnym zabytku piśmiennictwa staroruskiego "Słowo o wyprawie Igora" datowanego na XII wiek, wieszcz –poeta Bojan jest nazwany, jako „Welesowe wnucze”, czyli potomek Welesa. Jednorodność funkcji Welesa i Waruny wydaje się wiec być prawdopodobna. Tutaj warto powrócić do etymologii imienia Weles, które nie musiało się narodzić wcale z imienia Waruny tylko z jakieś formy przejściowej np.: z osoby wedyjskiego demona Wala, władcy i stróża krów. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że odległym wspomnieniem welesowego kultu bydlęcego może być Turoń.

Weles był także gwarantem przysięgi (pamiętamy traktaty rusko-bizantyjskie) a łamiących przysięgę miał karać klątwą choroby w tym kontekście nasuwa się analogia Welesa do Waruny, który jak zapewnia Rygweda także jest gwarantem kontraktów a odstępców kara choroba!(Mamy także aluzje do jego związków ze światem zmarłych, o której wspomnę później). Także irańska wersja Waruny Achura Mazda jest bogiem karającym winnych. Wedle wzmianki pod rokiem 971 ci co złamią przysięgę na Wolosa zostaną „wyzłoceni jako złoto” „da budiem zoloty jako zoloto” cóż to znaczy? Tajemnicze to i enigmatyczne. Ale objaśnienie leży w staroruskim terminie „zolotucha”, czyli skrofuły. Łamiący przysięgę ryzykowali zemstę Welesa w postaci gruźlicy gruczołów chłonnych i szczególnie wtórną gruźlice skóry, skrofulodermę powodującą żółtaczkę chorego. W Polsce mamy zapis etnograficzny o zamawianiu choroby zwanej zołotnikiem.

Welesowi przypisuje się także funkcje chtoniczne, czyli boga zmarłych i pasterza dusz. Wierzono, że mieszka w sercu niedostępnego bagna znajdującego się w Nawii krainie umarłych gdzie u korzeni Drzewa Kosmicznego stoi jego tron. Archaizmy zachowane w folklorze ludów bałtyjskich pomagają nam w analizie wierzeń słowiańskich. I tak w XVII wieku wymieniony jest Velionis, jako deus animarum „ bóstwo dusz”. Łotysze znają dusze zmarłych, jako veli a Vels jest bogiem śmierci. Królestwo zwierząt rządzone jest przez Velesa lub Velinasa łowcy i opiekuna bydła inne źródła wskazują na bagna, jako na siedzibę Velinasa a jeśli człowiek mu zawini „żółknie”. W Czechach znany jest demon Veles, który ma powiazania pozagrobowe. Można w nim upatrywać boga Welesa, który, wraz z nadejściem chrześcijaństwa zredukowany został do sfery demonologicznej i w takiej formie pozostał w folklorze.

Partner i adwersarz. Aleksander Gieysztor uznał, że Weles jest władca jednej z dwóch sfer kosmosu. Tak wiec z Perunem jest współrządcą wszechświata tak jak indoeuropejski Mitra i Waruna. Ten prastary indoeuropejski schemat współpracy poprzez zawodnictwo zachował się w wielu formach i wariantach mitu o stworzeniu świata w całej Słowiańszczyźnie. Różne warianty ukazują współpracę boga nieba z istotą władająca siłami chaosu, symbolizowanymi przez odmęty wód. A wiec współpracownik boga nieba jest równocześnie jego adwersarzem. Ich współpraca opiera się na ciągłej walce zapewniającej światu ciągłość i rozwój. W jeżykach słowiańskich ten adwersarz zwany jest biesem lub po prostu Veles. Istota ta często jest przedstawiana, jako smok lub Żmij zoomorficzne wcielenie Welesa, a powszechne u Indoeuropejczyków jest utożsamianie gadów ze sfera podziemia. Żmij miał pilnować wejścia do Wyraju- Nawii słowiańskiej krainy umarłych, które znajdowało się w koronie Drzewa Kosmicznego.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/demonolog ... c-pierwsza

Demonologia słowiańska - studium część pierwsza
admin, śr., 2013-04-24 09:35


źródło: encyklopedia Mythics


Bogowie słowiańscy zostali utopieni w Dnieprze i Zbruczu ich popioły zostały wywiane ze zgliszcz Arkony a święte gaje wykarczowane przez krzewicieli nowej wiary. Jednak mglista pamięć o nich przetrwała w świadomości współczesnych czasem pokryta obcym nalotem i częściowo schrystianizowana.

Nasz folklor roi się od różnych istot, które niegdyś otaczały bogów pierwszego rzędu, a po zniszczeniu miejsc kultu kontynuowały swój byt w kręgu domowym. Pomagały ludziom rozumieć budowę świata i jego fazy. Szczególną rolę dla naszych przodków, odgrywały dusze zmarłych członków rodziny lub bliskich osób. Wierzono, że dusza jest obrazem, kopią człowieka za życia.

Obraz ten po śmierci człowieka odlatuje z wiatrem w zaświaty. Ale może powracać do swiata żywych a nawet jesć i pić. W celu zapewnienia spokoju duszom zmarłych Słowianie odprawiali rozbudowane ceremonie pogrzebowe. Aż do nadejścia chrześcijaństwa dominował pochowek w formie ciałopalenia, który miał oczyszczającą moc słońca i ognia. Choć u Słowian bałkańskich znane są cmentarzyska szkieletowe, tu należy się dopatrywać silnego wpływu Awarów.

Informacji o obrzędach ciałopalenia dostarcza nam arabski kronikarz Ibn Rosteh IX-X w. “Kiedy kto z nich umrze, palą go w ogniu, zaś ich kobiety, kto gdy im umrze, krajają sobie nożem ręce i twarze, Gdy zmarły zostanie spopielony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają ją na pagórku” Słowianie wschodni jeszcze w XIX wieku wznosili nad takim pochowkiem niewielkie domki. Ciekawa jest też relacja czeskiej kroniki Kosmasa, która wspomina

“pogrzeby, które odbywały się po lasach i na polach i korowody, które odprawiali podług pogańskiego zwyczaju, na dwóch i trzech rozstajnych drogach jakby dla spokoju duszy także i bezbożne igry, które wyprawiali nad swoimi zmarłymi tańcząc z nałożonymi na twarz maskami i wywołując cienie zmarłych"

Z tekstów bizantyjskich i arabskich wiemy o obrzędach, w których występowało dobrowolne lub nie, zadawanie sobie śmierci przez wdowę. Tak jak dary grobowe jest to wyrazem przekonania, że dusze nieboszczyka trzeba wyprawić na tamten świat wyposażoną we wszystko, czego może potrzebować i nie miała, po co wracać. Ważnym elementem obrzędów pogrzebowych były stypy, po staropolsku strawie, po starorusku triznie a chorwacku karminie. Stypę odprawiano w czterdzieści dni po śmierci lub w rocznice śmierci.

Zapisy folklorystyczne z Polski mówią o zwyczaju pozostawiania wolnego miejsca za stołem dla zmarłego. Na Białorusi gospodarz wywołuje zmarłych przodków wypowiadając słowa “Święci dziadowie, przychodźcie do nas wieczerzać. Proszę was na wieczerzę”. Niekiedy odbywa się to przy grobie, co przyjęli i zachowali Romowie. Pośród Słowian wschodnich i południowych wierzono, że dusza, aby dostać się na tamten świat musi przejść przez rzekę czasem po moście albo w bród. Aby ułatwić to zadanie budowano kładkę przez potok czasami z wycięciem śladu ludzkiej stopy. Wrzucano też do trumny grosz na zapłatę za przewóz.

Słowianie nie obawiali się dusz zmarłych, którzy odeszli w sposób naturalny. Ich obecność była nawet pożądana. Z tej grupy wywodzą się demony ludziom przyjazne okazujące im swą pomoc, pomnażając dobytek, chroniąc zabudowę i plon. Do tej grupy powrócę później, lecz najpierw omówię istoty, których się bano i wystrzegano. Różne wiedźmy, zmory i upiory rekrutowały się z dusz ludzi zmarłych gwałtownie lub nieszczęśliwie np topielcy, dzieci niechrzczone, samobójcy, porońce, kobiety zmarłe w czasie połogu, narzeczeni zmarli bezpośrednio przed ślubem. Istoty te mają wiele cech wspólnych jak czasowa niewidzialność, ciemna lub czerwona skóra, niewielki wzrost, obfite owłosienie gęste brwi, osobliwe zęby, duże wargi, długie sutki brak lub nadmiar palców, często zwierzęce lub ptasie stopy.

Istoty te potrafią się przedzierzgać w zwierzęta lub ptaki. Potrafią się uprzykrzać ludziom na wiele sposobów. Najczęściej wywołując choroby. Osobliwością wyobraźni Słowian jest załaskotanie lub zagłaskanie na śmierć .Demony duszą, straszą jękami, śmiechem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, odmieniają niemowlęta, męczą ciężarne kobiety a czasem nawet porywają młode dziewczyny, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi.

Wczesną pożyczką jest strzyga lub w wersji męskiej strzyż i strzygoń. Nazwa pochodzi z łacińskiego striga i greckiego striks. Jest to inwencja słowiańska nałożona na rodzimego wampira, czy upiora.Za strzygi uważano dusze ludzi urodzonych z dwoma duszami dwoma sercami i drugim rzędem zębów. Za strzygę uważano tez noworodki urodzone z wykształconymi zębami. Kiedy za życia zidentyfikowano strzygę wypędzano ją z siedzib ludzkich.

Strzygi ginęły zazwyczaj młodo i kiedy jedna dusza odchodziła druga żyła nadal i by przetrwać musiała polować. Latała więc w nocy pod postacią sowy, wysysała krew i wyżerała wnętrzności. Oprócz polowania mściła się na ludziach za krzywdy doznane za życia. Podobnie jak upiora i wampira strzygę można było zabić wbijając gwoździe lub pale w różne części ciała. Upiory napastują własną rodzinę wchodzą w stosunki z żywymi i swoimi żonami, czym powodują korowód śmierci. Epidemia strachu wywołana serią zgonów na wsi wywoływała magiczne działania wobec zwłok uznanych za wampira czy upiora.

Dokonywano tego przed pochówkiem lub na zwłokach wydobytych z grobu. Rzucano do trumny mak, trumnę przygniatano głazem, czasem posuwano się do kaleczenia zwłok przebijając pierś lub głowę dużym gwoździem lub kołkiem. Na Rusi składano upiorom ofiary próbując je przebłagać. Nazwy tych upiorów przetrwały także w nazewnictwie miejscowości w Polsce mamy Wąpiersk a pod Rypinem są Strzygi. Także dusze niemowląt zmarłych przed chrztem, lub spędzonych płodów oraz młodych dziewcząt potrafią być mściwe, złośliwe i wrogie gdyż chodzi im o zemstę za przerwane życie .Przyjmują one formę dzikiego piszczącego ptactwa napadającego na kobiety ciężarne i rodzące. W Bułgarii znano je, jako navi w Serbii, jako navije , Słowenii navje a w Polsce i na Ukrainie latawce lub porońce.

Powróćmy teraz do duchów i demonów domu, zagrody i roli. Czyli duchów rodzinnych opiekujących się podstawową jednostką społeczną. Duchy domu są przyjazne i pożyteczne uznawano, że przebywają za piecem na strychu pod podłogą lub w chlewie, uważano je za członków rodziny. Ducha domowego nazywano po prostu domowym lub domownikiem czasem gospodarzem i ojczulkiem. Cechowała go gospodarność i współodpowiedzialność za dom i przychówek. Wieszczył także członkom rodziny rzeczy dobre i złe. Jeśli rodzina przenosiła się do nowego domu uroczyście upraszano go o pójście z nimi. Domownik niekiedy pokazywał się ludziom, ale zawsze w nocy.

Wyobrażano go sobie, jako czarnego i rogatego, ale najczęściej przypominał głowę rodu lub siwego starca przypominającego zmarłego dziada lub ojca ubranego oczywiście na chłopską modłę. W niektórych regionach dodawano mu żonę zwaną domachą lub domowichą, która wyłaziła spod podłogi i przędła. Domowego odżywiano by miał silę przepędzać obce i inne szkodliwe duchy jak na przykład złośliwego bannika, ducha łaźni lub owinnika, ducha gumna.

Do innych nie przychylnych duszków domowych należały nocnice, wywołujące bóle piersi matek oraz płacz i krzyk dzieci. U nas znamy je jako płaczki a na Rusi, jako płaksy. Rosyjski historyk Michaił N. Tichomirow wspomniał o swojej gospodyni rodem ze wsi, która co wieczór zostawiała miseczkę mleka dla domowego. Domowy potrafił także być groźny. Kiedy był niezadowolony z domowników, potrafił swym pocałunkiem wywołać pryszcze na ustach a nawet pobiciem połamać kości. W Polsce Duch domowy znany był pod nazwa Żyrowego (od słowa żyr, czyli tłustość).

Z kultem ducha domowego wśród Słowian południowych, łączy się cześć węża domowego. Na Białorusi trzymano po domach zaskrońce. W Serbii żmija cuvakuca, co znaczy ta, co czuwa nad domem w Chorwacji jest to żmija kucarica. W Bułgarii znają stopana, który w zamian za opiekę upomina się o jedzenie. Ofiarę składa mu najstarsza kobieta zarzynając nad ogniem czarną kurę tak by krew spłynęła do dołka zakrywanego potem ziemią. Cząstki kury wraz z chlebem i winem zanoszono mu na strych.

Podobny zwyczaj praktykowano w Polsce jeszcze w XII wieku. W czasie budowy nowego domu lub studni, zakopywano w narożniku ofiarę zakładzinową w postaci czarnego koguta, jajka albo głowy zwierzęcia. Dowodem na to są wykopaliska w Szczecinie i Gdańsku, i można w tym widzieć ofiarę dla duchów domowych. Upraszając je w ten sposób o opiekę nad całym grodem.

Ofiara zakładzinowa znaleziona pod wałem grodu z VIII wieku w Bonikowie, składała się z kilku garnków z kaszą, zbożem, mięsem i napojami. Do zapożyczeń germańskich należą znane w Wielkopolsce , Czechach w Słowenii skrzaty (z germańskiego scrato) podobnie polski chobold pochodzi od germańskiego kobold, lecz są to zapożyczenia dosyć późne i pochodzą z czasów pełnego średniowiecza. Do zapożyczeń bałtyjskich i ugrofińskich należą krasnoludki , kraśniaki i małoludki.

Ważne miejsce w demonologii Słowian zajmuje południca. Jest to demon kobiecy powstający z wiru powietrznego. Pokazuje się w samo południe w najgorętszej porze dnia.Południca może być niebezpieczna dla pracujących w polu. Południca zwykle przechadza się miedzami łamiąc ludziom karki. Mimo to miała za zadanie ochronę zboża.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/czesc-dru ... owianskiej

Część druga studium demonologii słowiańskiej
admin, pt., 2013-04-26 18:19


Słowniański Leszy bieży przez knieje - wyobrażenie artystyczne


Wyobraźnię Słowian pobudzała woda, która miała dla nich znaczenie oczyszczające i uzdrawiające, magia emanująca z niej wywoływała fascynacje i strach. Dlatego brzegi leśnych jezior i rzek zaludniły się istotami tajemniczymi i niebezpiecznymi.

Słowianie praktykowali obrzęd karmienia wody składając ofiary z chleba soli, kur, jagniąt miało to zapobiec powodziom lub posusze a także pomóc w szczęśliwiej podróży drogą wodną lub przy budowie mostu, grobli. Słowianie uważali, że człowieka tonącego nie ratuje się, aby nie osłabić wody. Demony wodne pochodziły z dusz ludzi przedwcześnie zmarłych lub zmarłych nagle, szczególnie zaś topielców i dzieci przeklętych przez matki. To im składano dary a nie samemu żywiołowi wody gdyż Słowianie nie deifikowali matki- wody jak np. robiły to ludu ugrofińskie. Wodni topcowie, bo tak nazywa ich wykład katechizmu ks. Pawła Gilowskiego z 1579roku, w Rosji noszą nazwę vodjanoj lub łobasta(z tureckiego Albasta), u Czechow i Słowaków są to vodniki i vodni.

Były to istoty złe i złośliwe, wylegujące się na brzegach. Zwabionych ludzi topiły w wirach, potrafiły przyjmować postać ryb i zwierząt. Z okolic Archangielska pochodzi wzmianka o ofiarowaniu całą gromadą bóstwu wodnemu konia. Konia kupowano nie targując się o cenę, namaszczano łeb konia miodem i topiono przywiązując dwa kamienie do szyi roku 1887 Zygmunt Gloger odnotował, że nad jednym z jezior augustowskich ludność dorocznie rzuca kurę w tonie jeziora dla topielców, co ma ich obłaskawić.


Wyobrażenie wodnika


Na pograniczu wód i lasów żyją rusałki znane tylko na Białorusi i Ukrainie, są to dusze młodych dziewcząt, które nagie z rozpuszczonymi włosami przybranymi w wianki, śpiewem i tańcem przy nowiu wabią i zadają zagadki do rozwiązania. Łaskoczą też aż do załaskotania na śmierć. Starszą nazwą rusałek są wiły, które występują w staroruskich tekstach kościelnych z X i XIw. Wiłom składano ofiary pod drzewami w jaskiniach i na kamieniach. Są to istoty ogniookie czasami kozionogie mogą przybierać postać łabędzi i sokołów. Pląsami i śpiewem wabiły młodych chłopców. Do tej samej grupy zaliczyć można naszą rodzimą boginkę, mamunę, odmienice i dziwożone, białoruską czarciche i ukraińską dziwą-babę.


Wyobrażenie Rusałek


Boginkami miały się stawać kobiety zmarłe przy porodzie, samobójczynie i morderczynie dzieci. Porywały one lub podmieniały dzieci w kołyskach na własne szkaradne. Sposobem na odzyskanie dziecka było porzucenie podmieńca wtedy dziwożona tknięta płaczem dziecka oddawała porwane i zabierała swoje. Wyobrażano je sobie, jako stwory szkaradne, długopierśne, wielkogłowe i krzywonogie, prały według nich ubrania kijankami o północy. Do innych mitycznych mieszkańców wód należą, świetlki i błędne ognie. Są to małe demony, które rozpalały na bagnach ognie zwodząc ludzi w topieliska. Zdarzało się, że demony te litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu drogę z bagien. Słowianie wierzyli, że ognikami stawały się dusze ludzi okrutnych i nieuczciwych za życia.


Wyobrażenie wilkołaka


Inną dziedziną zamieszkaną przez duchy i demony były lasy, które jak woda fascynowały i przerażały ludzi. Las pozostał dla nich dziedziną mroczną i nieoswojoną. Najważniejszym duchem leśnym był Leszy, białoruski lesavik ich polskimi odpowiednikami były borowy, Boruta, serbsko-chorwacki vucij-pastir (wilczy pasterz) oraz ich żeńska odmiana Gorska majka, sumina mati (Górska matka). Duch lasu był duchem raczej neutralnym w stosunku do ludzi. Jego postawa zależała od tego, z jakimi zamiarami przychodzili do lasu, mógł zaprowadzić intruzów w głąb lasu lub bezpiecznie z niego wyprowadzić zagubionych, mógł wydać na pastwę dzikich zwierząt lub ochronić przed atakiem zbójców, przybierał postać wilka, puchacza lub wichru, jego wzrost zależał od wysokości drzewostanu, przez który przechodził. Wyobrażano go sobie, jako mężczyznę o nienaturalnie białej twarzy.

Pięknym przykładem tego jak stare wierzenia przetrwały w folklorze jest podanie zanotowane przez Bohdana Baranowskiego w, którym borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska, w tych czasach wyobrażano go sobie w mundurze strażnika leśnego. W przedstawieniu huculskim wypasał on stada jeleni a jego straż tworzą niedźwiedzie. W celu zapewnienia spokoju od leśnego ducha składano mu odpowiednie ofiary. Jako władczyni lasu pojawia się czasem Baba Jaga. Z podziwem patrzył chłop słowiański na niedźwiedzia uosobienie siły. Obchodzono święta-uczty, które miały mu pomóc lepiej ułożyć się do zimowego snu 30 listopada i wstać z niego 25 marca.

Gliniane łapy niedźwiedzie składano w kurhanach, wszystko to jest objawem czci dla niedźwiedzia, o którym chłop rosyjski mawiał ” silniejszy jest od samego czarta”. Innym mieszkańcem lasu otaczanym przez Słowian był dzik. W licu przednim wału grodu gnieźnieńskiego z X wieku archeolodzy odkryli rzeźbiony łeb dziczy. Tak jak pazury kreta, szpony ptaków i poroże zwierzyny płowej miało to chronić od uroku. Thietmar w początku XI wieku odnotował mit Redarów, że ”ilekroć grożą im srogie przeciwności krwawej wojny domowej, wychodzi z jeziora potężny odyniec z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów”.

Podziw dla mieszkańców lasu objawiał się nie tylko w bojaźni, ale też w chęci imitacji cech przydatnych w wale o byt, stąd powszechne były amulety mające odstraszać złe moce i dodające odwagi czy przebiegłości np. picie z turzego rogu dawało siłę a noszenie pasów ze skóry tura ułatwiało kobietom połóg. Wilkołactwo zostało po raz pierwszy odnotowane wśród Prasłowian przez Herodota V wiek p.n.e. i odnosiło się do ludu Neurów. Według jednej z hipotez wierzenia w wilkołactwo miały swój początek w obrzędach inicjacyjnych młodzieży wojskowej.

Drogą doświadczeń magiczno–religijnych i przy pomocy substancji oszołamiających dochodziło do rytualnego przekształcenia młodych wojowników w zwierzę, uwalniając bezgraniczną agresywność, a założenie skóry drapieżnika przekształcało ich psychikę zwalniając z norm ludzkich. W Skandynawii znani są berserk (skóry niedźwiedzie).Obchodzono także „wilcze święta”, co przetrwało w folklorze i w czasach późniejszych w Bułgarii i wśród Hucułów zapraszano wilka na ucztę wigilijną. Unikano także wymawiania jego nazwy ”nie wywołuj wilka z lasu”.


Wyobrażenie płanetnika


Także powietrze nie było wolne od duchów i demonów, zjawiska atmosferyczne przerażały i zadziwiały człowieka. Dlatego upatrywali tam interwencji duchów. Ogólnosłowiańskie złowrogie smoki powietrzne zwane żmijami miały wiele nazw lokalnych zależnie od regionu Słowiańszczyzny. Znane są nam bałkańskie ażdachy i chały nazwa ta jest perska i za pośrednictwem ludów tureckich przyjęta przez Słowian.

Mieszkają one w czarnych chmurach lub jeziorach. Potrafią niszczyć dobytek porywać ludzi wichurą, zagrażają słońcu pożarciem, stad przekonanie, że krwawa barwa słońca to wynik ich ukąszeń a swoimi skrzydłami powodowały zaćmienia. Górale polscy i słowaccy umieszczają je w jaskiniach i bagnach. Są ślady wierzeń, że to czarownicy wypuszczali smoki i można zobaczyć ich ogony zwisające z chmur. Z Polski i z Rosji są wzmianki wierzeń, że tęcza to ogromny smok pijący wodę z morza i rzek, aby ją zwrócić chmurom. Chmury były miejscem przebywania także ludzi-demonów takich jak obłocznicy, płanetnicy, chmurnicy. W

Wierzenia o chmurnikach mają dwoiste znaczenie, czasami mówi się o nich jak w Małopolsce, jako o żywych, młodych i silnych chłopcach wciągniętych przez burze w chmury gdzie nimi kierują. Na Bałkanach są to dusze żywych, mądrych junaków czasem tylko dziewcząt, które we śnie lecą do walki z obcymi duchami, aby oddalić grad lub aby sprowadzić potrzebny deszcz. W Bośni, Serbii i Czarnogórze nazywają ich stuha, czasami ich rozmowy słychać w górach. Na pograniczu macedońsko-bułgarskim miejsce stuhy zajmuje zmaj lub zmej. Jest to człowiek, który urodził się z małymi skrzydełkami pod pachami. We śnie leci na bój z potworami takimi jak ażdachy i chały powodującymi zniszczenie.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/slowiansk ... ione-rugii

Słowiańskie łodzie odnalezione na Rugii
leszekczarny, czw., 2014-01-09 16:52


Źródło: Slavorum


Legendarna wyspa Rugia skrywa wiele tajemnic, z czasów , kiedy była sercem potężnej organizacji plemiennej Ranów. Często tylko przypadek z dużą dozą szczęścia powoduje, że udaje nam się wydrzeć tajemnice zazdrośnie skrywaną przez ziemie. Tak było w 1967 r. we wiosce Ralswiek, w czasie prac ziemnych pod nową drogę koparka wykopała duże fragmenty drewna.

Zaintrygowani robotnicy zanieśli swe znalezisko do pracujących w pobliżu archeologów. Archeolodzy natychmiast rozpoczęli prace i wkrótce odkopali 4 słowiańskie łodzie i osadę targową. Osada ta była jednym z najważniejszych portów, jaki istniał nad Bałtykiem w VIII w.

Także ze względu na korzystne położenie w głębi zatoki, chroniące port przed falami Bałtyku przypuszcza się, że było to także miejsce stacjonowania floty Ranów. Osada została zniszczona w czasie Duńskiego najazdu, o czym świadczy spalenizna w warstwach z tego okresu. Obok 4 łodzi słowiańskich wisienką na torcie archeologów jest skarb 2203 arabskich monet. Niestety archeolodzy z powodu braku funduszy musieli zasypać swe znalezisko. W 1980r stanowisko zostało ponownie na krótko odkopane, w celu demonstracji podczas międzynarodowej konferencji archeologicznej.

Dopiero w 1993r znalazły się pieniądze i projekt ruszył pełną parą. Szczątki łodzi zakonserwowano i zatrudniono zespół rekonstruktorów pod kierownictwem Hanusa Jensena w celu budowy repliki. Archeolodzy oszacowali, że łodzie zostały wybudowane około 977 r z drzewa pozyskanego na Rugii lub Pomorzu. Użycie przez wczesnośredniowiecznych budowniczych drewnianych kołków w celu łączenia fragmentów łodzi, wskazuje definitywnie na słowiański rodowód łodzi. Wikingowie w tym czasie używali metalowych.



W czasie prac rekonstrukcyjnych dokładano starań, aby łodzie zostały wykonane w technologi i narzędziami dostępnymi w X w. Przestrzenie w poszyciu uszczelniano mieszanką ludzkich i psich włosów oraz wełną owczą, do konserwacji użyto żywicy. Po 26 latach starań grupy entuzjastów, 1000 letnie statki Słowian narodziły się na nowo.

Na tym jednak nie koniec historii! Grupa rekonstruktorów odbyła rejs z Rugii na Wolin, statkiem przez siebie wybudowanym. Zawijając do innych historycznych miast portowych Słowian jak np.: dzisiejsze Wolgast kiedyś Wołogoszcz.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/tajemnicz ... sko-serbii

Tajemnicze znalezisko z Serbii
leszekczarny, pon., 2014-01-13 14:29


Foto: media serbskie


Dwa tajemnicze artefakty z epoki brązu, zostały odnalezione w 1903r we wsi Dupljaja w Serbii. Dziś artefakty te znane są jako - Dupljajska kolica, a ich wiek szacowany jest na 3500 lat.

Naukowcy wierzą, że antropomorficzne wyobrażenia o ptasich głowach to bóstwa płodności. Specjaliści przypuszczają, że podobne kultowe rydwany mogły być wykorzystywane w obrzędach płodności. Odpędzających od pól złe moce i zapewniające dobre plony. Uwagę zwraca starożytny symbol swastyki, ozdabiający artefakty. Swastyka jest starożytnym symbolem, znanym z wielu kultur. Od Japonii i Koreii po Indie i Iran.

Swastyka używana była przez większość ludów europejskich w tym Słowian. Wśród których zwana jest swarzycą lub swargą, i otaczana była najwyższym szacunkiem. Najstarsza znana swastyka i terenów słowiańskich datowana jest na 6000 lat. Samo słowo swastyka pochodzi z sanskrytu i znaczy tyle, co „przynoszący szczęście”. Swastyka najczęściej kojarzona jest z kultem solarnym, jako symbol ognia i Słońca. Używana powszechnie, jako talizman przynoszący szczęście, bywała też symbolem bogiń płodności. Ciekawy temat zapomnianej symboliki naszych przodków, postaram się przybliżyć w osobnym artykule.



W czasie prac archeologicznych natknięto się także na pozostałości dużego miasta Słowian Karasz, które było największą twierdzą w Banacie w XI w . Na terenie miasta odnaleziono ruiny kamiennego kościoła oraz innego budynku, który był prawdopodobnie pałacem książęcym. Wśród znalezisk są także setki monet z centralnej i zachodniej Europy oraz fragmenty złotej i srebrnej biżuterii.




http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/bitwa-o-konungahele

Bitwa o Konungahelę
leszekczarny, wt., 2014-08-12 16:04



10 sierpnia 1136 r rozegrała się mało znana acz jedna z największych bitew lądowo- morskich epoki średniowiecza. Flota księcia Pomorza Racibora I posiłkowana przez Ranów i Połabian, pobiła koalicję duńsko-norweską w bitwie o Konungahelę.

Racibor I będący lennikiem Bolesława Krzywoustego znajdował się niemal ciągle w konflikcie z Danią, która prowadziła agresywną ekspansję na tereny południowego Bałtyku. Impulsem do działania dla Pomorzan było zawarcie sojuszu pomiędzy królem Danii Erykiem II a władcą Marchii Północnej Albrechtem Niedźwiedziem znanym ze swej brutalności w czasie krucjat połabskich.

Celem wyprawy na Duńczyków było wyeliminowanie jednego z sojuszników, zanim połączone siły agresorów uderzą pierwsze. Przygotowania do wyprawy ruszyły pełną parą a Bolesław Krzywousty nie tylko o niej wiedział ale zaangażował się w nią finansowo. To on sfinansował budowę potężnej floty i opłacił najemników z Nowogrodu Wielkiego.

Przygotowania rozpoczęto w samą porę gdyż do Racibora I przyszła informacja o wyprawie Duńczyków na Rugię. Wyprawa ta została zainspirowana i sfinansowana przez biskupa Asgera któremu zależało na schrystianizowaniu i podporządkowaniu tego ważnego osrodka Słowian który ciągle trwał przy wierze przodków. Racibor I do którego dołączyli Ranowie postanowił przechwycić i zniszczyć flotę Eryka II jeszcze na na duńskich wodach.

Kiedy doszło do spotkania wrogich flot okazało się, że większa częsć floty duńskiej nie ma serca do walki i zawróciła nie podejmując wyzwania, widząc to Eryk II także opuścił plac boju. Ta częsć floty duńskiej, która zdecydowała się na walkę została szybko otoczona.



W tym momencie Racibor I wykazał się zmysłem politycznym i zatrzymał masakrę jaką urządzili sobie pogańscy Ranowie. Racibor I wiedział, że okazanie łaski pokonanym i porzuconym przez swego króla wojownikom duńskim, osłabi i tak wątłą pozycję Eryka II na wiecu do którego miało dojsć.

Racibor I kontynuował wyprawę i postanowił zdobyć i zniszczyć Roskilde miasto traktowane przez Eryka II jako stolicę. Miasto i port poddały się bez walki natomiast cytadelę broniącą miasto i port zdobyto szturmem. Po obowiązkowym splądrowaniu i spaleniu miasta i cytadeli Słowianie powrócili do siebie by dokończyć przygotowania do głównej wyprawy.

Na cel wyprawy obrano miasto Konungahela (dzis Kungalv kilkanaście km na północ od Goteborga). W tym okresie było to duże, bogate i ludne miasto będące ważnym osrodkiem handlu w regionie.

Szczegółowy opis wyprawy i samej bitwy znamy dzięki islandzkiemu sagamadrowi z XIIIw Snorremu Sturlasonowi który opisał tamte wydarzenia w sadze „Heimskringla” co znaczy Krąg Swiata. Relacja wydaje się być wiarygodna gdyż autor opisuje wydarzenia na podstawie wspomnień naocznego ich świadka, swego wychowawcy Jana Loptssona.

Flota Słowian liczyła 650 okrętów i statków transportowych na każdym z nich miało być 44 wojowników i 2 konie, łatwo wiec policzyć, że siły inwazyjne liczyły co najmniej 28 000 wojowników w tym ponad 1000 konnych. Nawet jeśli liczby są przesadzone to flota i armia inwazyjna musiała być imponująca. Dla porównania Wilhelm Zdobywca w roku 1066 dokonał inwazji Anglii na 690 okrętach i miał do dyspozycji około 7000 wojowników z czego 2000 to wojownicy konni.




http://niezlomni.com/?p=19410

Południca, czyli demon „napastujący ludzi pracujących w samo południe, zabijający ich lub wyrządzający szkody na ciele…”
wrz 07, 2014 Admin Klaser, Mitologia 0

Niemiecki znaczek pocztowy z 1991 roku, na którym przedstawiono łużycką opowieść o południcyNiemiecki znaczek pocztowy z 1991 roku, na którym przedstawiono łużycką opowieść o południcy
przypołudnica, południca – znany w północnej części obszaru słowiańskiego (od Łużyczan przez Czechów , Słowaków i Polaków po Wielkoruś) demon „przechadzający się latem podczas żniw po polach, napastujący ludzi pracujących w samo południe, zabijający ich lub wyrządzający szkody na ciele” (St. Urbańczyk).
Domniemywa się związku przypołudnicy z wirami powietrznymi, tworzącymi się często latem w upalne godziny przypołudniowe, zwłaszcza przed burzą. Czyżby to północnosłowiański odpowiednik południowosłowiańskich wił (K. Moszyński), wszakże o ograniczonym zasięgu działania?
Leksykograf polski Grzegorz Knapiusz (1623) wymienił obok siebie przypołudnicę, czyli czarownicę ukazującą się w południe, wiedźmę albo latawicę, ukazującą się po południu, latawca ukazującego się w nocy .
źródło: Jerzy Strzelczyk „Mity,podania i wierzenia dawnych Słowian”

Obrazek
Niemiecki znaczek pocztowy z 1991 roku, na którym przedstawiono łużycką opowieść o południcy



Południca z dzieckiem, autor: Robert Sawa, źródło: Archiwum Ikonografii Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”





http://niezlomni.com/?p=19504

Badnjak – słowiańska istota demoniczna, którą do dziś pali się w wigilię Bożego Narodzenia
wrz 08, 2014 Admin Mitologia 0


Współczesny obrzęd palenia Badnjaka w cerkwi św. Sawy w Belgradzie, styczeń 2010


Badnjak (serbsko-chorw.; bułg. Badnik) – znana u Słowian południowych istota demoniczna, wyobrażana w postaci pniaka lub gałęzi z cechami antropomorfizującymi (zwłaszcza broda), które palono w wigilię Bożego Narodzenia („polano bożonarodzeniowe”).
„Cechy starcze Badnjaka przeciwstawiają go młodemu bogu (zob. Bożicz). Wszystko to [jak również etymologiczne związki z nazwami bóstw innych ludów - J. S.] pozwala w Badnjaku dostrzec pierwotnie wężowe bóstwo chtoniczne, którego spalenie oznaczało początek nowego cyklu wegetacyjnego, gwarantującego obfitość i płodność (z iskier płonącego Badnjaka wyciągano wnioski co do reprodukcji bydła)” (Kempiński, 64).

źródło: Jerzy Strzelczyk. „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 30 gru 2014, 20:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=19938

Dzięki Słowianom wiara w upiory i wilkołaki stała się popularna, a słowo wampir jest słowiańskie. Oraz o plemieniu Słowian, które według Herodota było wilkołakami
wrz 10, 2014 Admin Mitologia 0


Vracolaci i pricolici”Vracolaci i pricolici”


Najciekawsze wytwory fantazji słowiańskiej, wcale nie tak sie­lankowo nastrojonej, jakby się na zasadzie Starej baśni Kraszew­skiego wydawało, to upiory i wilkołaki; wiara w nie nie od Sło­wian wyszła, ale się od nich walnie rozeszła. Wampir przecież słowo międzynarodowe, jest słowiańskie a najstarsze podanie euro­pejskie właśnie wilkołaków Słowian dotyczy.
Lud nie zna wampirów. Zna zamiast nich łacińską strzygę. Strzyga to człowiek o dwu duchach, który z zębami się rodzi, po śmierci zostaje zębatą strzygą, bo ksiądz chrzci tylko jednego ducha i ten po śmierci ulata za planety, a zły (duch nie chrzczony) pozostaje w ciele i człowieka wyprowadza z mogiły, aby dusił ludzi i bydlęta. Małoruś zowie też strzygi „dwodusznyki” lub „dwaduszni”. Opowieścio tym, jak strzyga z grobu wychodzi i krew pije z ludzi, najpierw z krewnych a potem i z obcych, jak trupa strzygi poznać po cerze rumianej, śladach krwi u ust, pożarciu wszystkiego na sobie samym, nim się na innych rzuci; jak należy go kołem osinowym do ziemi przybić i głowę uciąć — należą dowiary powszechnej, europejskiej.
Łacińską nazwę znajdujemy już w uchwale w Paderborn z r. 745, skazującej na śmierć przez spa­lenie takiego, co by zwiedziony przez czarta wierzył wedle zwycza­ju pogańskiego, że mężczyzna lub kobieta bywa strzygą (strigam) i ludzi pożera. JSTajmylniej pomawiał B. Berwiński w Studiach o literaturze ludowej (1854) wiek XVII, jakoby wtedy dopiero ten okropny zabobon, urodzony w nowożytnej Grecji lub na południu Słowiańszczyzny, dostał się do Polski i tu się w wyobraźni lu­dowej utrwalił.
upiórupiór
Sam zabobon jest odwieczny; sama nazwa wy­kazuje, gdzie urósł, mianowicie nie na ziemi słowiańskiej, lecz na klasycznej, rzymskiej, strix, strigis, to nazwa puszczyka (niby od pisku jego, od stridere), ptaka grobowego, wieszczącego nie­szczęście; jego postać bierze nar siebie martwica-demon i w nocy dzieci nawiedza, krew im i dorosłym wysysa, wnętrzności pożera; w tego puszczyka przetwarza się wiedźma, gdy na ożogu kominem czy oknem wylata; o tym starożytnym szczególe później zapom­niano i czarownica na ożogu nie odmienia własnego kształtu, ale nietoperza i kreta przed i za sobą wiedzie. Więc komik rzymski pyta: co za strzygi (striges) wyżarły ci nerwy, a Owidiusz prawi o chciwym ptactwie, latającym nocą i czyhającym na dzieci bez dozoru, i pyta, czy są z natury takimi, czy mocą zaklęcia się stały. Szczegóły o tych strzygach rzymskich zebrał Witold Klin­ger w uczonym dziele rosyjskim *. Zwierzę w przesądach klasycz­nych i współczesnych, Kijów 1911 (s. 352), s. 65—68. Strzyga więc a może i buba, którą dzieci u nas od XVII wieku straszą (od bu-bo — sowy; przesądny Ezymianin strasznie się ich obawiał, por. Klinger s. 69), są jak rusałki pochodzenia rzymskiego, ale do nas nie od południa, przez Bałkan (jak rusałki), lecz wprost od zachodu przybyły, czego dowodzi nazwa na Bałkanie nie znana (u Włochów dziś strega tylko czarownica) Całkiem co innego nasz upiór.
Słowa upiór dawniejsze zabytki polskie nie znają; nie ma go ks. Poklatecki (Pogrom czarnoksięskie błędy, latawców zdrady i alchemickie fałsze jako rozpłasza, spisany z r. 1595), ani Ząbko­wic w Młocie na czarownice (1614 r.), ani Postępek prawa czartowskiego (1570), ani Sejm piekielny [1622]. Dopiero jezuita ks. Gengell w Eversio atheismi (z r. 1716) wyraźnie go wymienia; tłumaczę z jego łaciny: „trup tego rodzaju, jeśli męski, nazywa się z małoruska (ex Buthenico) upier, jeśli żeński, upierzyca, jak­byś rzekł: ciało upierzone; czy dlatego, że takie ruchliwe i wartkie, czy że pióra jakieś a może z poduszki zmarłego wzięte i spopie­lone a na trupa lekko rozprószone, temu czarodziejstwu służą”.
Obszernie rozwodzi się ks. B. Chmielowski w osławionych Nowych Atenach z r. 1754 na kilkudziesięciu stronicach „o upierach”, bo „pełno w ruskich krajach tej opinii, historii, awantur z okazji upierów”; upierem staje się trup człowieka, które jako nie chrzczone dziecko oddała w moc szatana baba-czarownica; upier albo upierzyca tak zwani od pierza, że się tak rychło uwi­jają, jakby pierze i skrzydła mieli; grasują podczas moru, szerząc zarazę.
Współcześnie pojawia się spolszczona zupełnie forma upio­rów u Drużbackiej, u ks. F. Bohomolca (Diabeł w swojej postaci, r. 1772) i innych. Nasz upiór pochodzi więc z tego samego źródła, co i rusałka i kołtun (tak od kiełtania, ‚chwiania się, zwi­sania’ nazwany) i inne przesądy i mimo pozoru polskiego nie jest polskim. Euski upir znany ze średniowiecza jako imię własne (pop Upir Lichoj przepisał w r. 1047 Księgi proroków). Upir po­wstał w ustach Serbów, Eusi, Czechów z pierwotnego wąpir, któ­ry pod formą wampir po Europie od XVII wieku grasuje; wąpir nie jest jakąś niemożliwą turecką pożyczką, jak bają, lecz jest rdzennie słowiański, brzmiałby po polsku wąpirz (por. wąpiory, bety, pierzyny w ks. Macieja Kleckiego Zwierciadle saskim z r. 1610, dziś już tylko w- stronach ku Kaszubszczyźnie znane; te rzeczywiście tak od piór nazwane); zawiera więc przedrostek w- w formie wą-, jak w wątek od tkania, Wąbrzeźno, wądół, wąwóz, wątór, wągroda (wygon śród wsi), Wąwelnica i Wąwelno od Wa­welu (zamiast Wanwel, tak nie od wola nazwany, lecz znaczący tyle co czeskie ouvali, tj. wąwóz); Wąkole; Wąchock, Wąkopna wola; Wangrosna; Wąsosze (od sochy); Wąpielsk (od. piel—–pę­dzić); Wąpiersk obok Wąpierz (nazwa łąki); Wąchabno. Ks. Kozierowski (III 364) zapisał i nazwę kmiecą Wąpierz, Wyąpyrz około r. 1513, ale i Wampior około r. 1507; na koniec węsad (wąsad, mylnie wąsaez), reumatyzm, co się wsadza w kości.
Przytoczyłem umyślnie wszystkie złożenia z wą-, które ozna­czają położenie lub wejście środkowe. Druga część, pir lub pyr (w rosyjskim piszą upyr, ale ta pisownia nie rozstrzyga, bo to nie rosyjskie, lecz małoruskie słowo, gdzie każde i brzmi jak y), nazwana tak jest od latania, powtarza się w serbskim pirac ‚nie­toperz, (por. u Słowieńców pirożlek, to samo), w męto-pir ‚nieto­perz’, le-pir ‚motyl’, w czasownikach perą i pariti ‚latam’, w przy­słówku wysprz (u nas w XV wieku) ‚do góry’ (w-izpr’), w rze­czowniku pióro i pierzyna; to samo w nazwie nietopirza (XV wiek), utworzonej jak nazwy roślin niełota lub nietojeść (nietojest), tj. „to nie ta”, „to nie pierzn(nie ptak, bo jaj nie znosi); albo sząto-pierza (u Kaszubów, bo się szęta— Itłucze’, rosyjskie szatafsia, pierz = ‚ptak’). Mylniej wywodzą nazwę nietoperza od nocy; nazwa ta ulega najrozmaitszym zmianom, których dalej nie wyliczamy; jest i latoperz od latania i inne. Go do wymiany samogłosek należy porównać dira i dyra ‚dziura’ (do der — drę).
Wąpirz jest więc dosłownie latawcem, „wlotem” niby jak nietoperz i trafnym instynktem był wiedziony Cu vi er, kiedy pewne gatunki nietoperzów wampirami przezwał.. Lecz dzisiejsze znaczenie wampirów jako upiorów ssących krew i zawlekających swoje ofiary za sobą do grobu — nie jest pierwotne. Bo mito­logia słowiańska, staroruska, zna upiorów jako istoty boskie, którym się składa ofiary, wampirom zaś nikt ofiar nie składa, bo je można tylko tępić; ruscy zaś kaznodzieje gromią stale tych, co kładą treby (ofiary) upiorom i bereginiom.
Były więc pierwotnie upiory bóstwami (drobnymi) i, jak z nazwy wynika, powietrznymi, wzniecały np. wiatry; dzisiejsza demonologia ludowa już ich w tej funkcji nie zna i duchy, co wichry wzniecają, inaczej nazywa. Na Rusi np. zowie ich litunami (od latania); w naszych dawnych zabytkach nieraz o nich mowa, np. w Sejmie Piekielnym (wy­danie z 1622 r.) zdaje sprawę przed Lucyferem i Liton, wicher:
„Wywracałem domy z gruntu i wysokie lasy, Ziemia drżała, kiedym trzaskał strasznymi pioruny, Czegom piorunem nie rozbił, tom ogniem zapalił. Drugichem też paraliżem na członkach zarażał itd. W tragedii szkolnej Ga wat o wic a o Janie Chrzcicielu z r. 1619 opowiada w ruskim „intermedium” (międzyakcie humorystycz­nym) „wołowiec” Dynis, jak go (we śnie) w piekle „biły mia ta po ehryptowi Zitonowe” — nazwa oparła się aż o Łotyszów (lectons ‚wicher i diabeł’, ‚słota’). Nazwie litun odpowiadałaby nasza nazwa latawiec (stąd wyszedł i małoruski litaweć) dla ducha powietrznego (Ozesi tak nazywają orła papierowego), latawiec jednak, acz się zawsze w powietrzu jeszcze unosi, nocą szczególnie, przestał być wichrem i przystał za skrzata-gospodarza, ducha domowego, co w pudle za piecem leży, kaszą go karmią, a on znosi dostatek pieniężny czy zbożowy, bo postacie i nazwy demonów stale spły­wają się i odmieniają.
Klasyczne pojęcie i postać strzygi gdzieś na Bałkanie, w Mace­donii, która zachowała niektóre nosówki, na latawea-wampira przeniesiono; na początku XVII wieku rozeszła się po Europie baśń o wampirach, o rzeczy i nazwie kiełkującej dawno na Bał­kanie (spotykamy się w XIV wieku, za cara serbskiego Duszana z podobną „wiarą”), na Rusi, gdzie nie obcej wampira, ale swojej formie upira tę własność przypisują; na Białej Rusi wupar przy­lega językiem ostrym jak żądło do piersi i zadaną ranką wysysa krew gorącą, najpierw tych, którzy mu wrogami byli za życia a potem i swoich; ofiarę poznać po bladej twarzy, nie przytaczam opowiadań o tym, jak można wupara zobaczyć.
Nasz upiór, choć z Rusi przywędrował, nie wyrugował dawnej strzygi i cech krwiożerczości nie nabrał, a jest po prostu duchem nieboszczyka, straszącym, zjawiającym się po nocy, wychodzącym z grobu. I buł­garski varnpir, vąper, vaper nie przybiera owych strasznych cech, staje się jednak tym szkodliwszym, im dłużej się tuła, staje się w końcu zupełnie człowiekiem (ale nie ma kości tylko chrząstki), żeni się, płodzi dzieci, które jedyne potem wampirów poznają i zabijają; o wysysaniu krwi słyszymy wyjątkowo; zbóje i wiedźmy stają się wampirem, ale taki los czeka i zwłoki, przez które zwierzę (kot i inne) przeskoczyło, albo przez które podawano sobie ręce czy naczynie.
Nazywa się i lepirem (motylem) i mimo woli łączymy go, jak i leleka z nocnymi zwierzętami, z nietoperzami; i z leleka miejscami czarta uczyniono (np. w Sejmie piekielnym z 1622 r.). Obok wampirów-upi(o)r ów drugi twór demonologii słowiań­skiej to wilkołak. Forma tego słowa podwójna: złożona, wilko-dlak (wilkołak niby drogą wyrzutni brzmienia d powstał!), mający sierść wilka (diaka sierść, staropruskie tlokis, z czego litewska nazwa niedźwiedzia lokis); albo w XV do XVIII wieku u nas częsta wilkołek od wilkoł; jeszcze Wacław Potocki z bajek o wilkołkach się natrząsał. Rej w Figlikach Zwierzyńcowych opowiada:
Jednej paniej pokąsał wilk w oborze owce, Wójt powiada: wilkołek, niech mówi kto co chce; Słyszę ma ogon by wilk a jako chłop godzi, (Dżiewczątko też maluczkie za macierzą chodzi). Potym drugi przyjechał; miał złe szalawary, I powiesił przez ławkę ogon wilczy stary. Dziewczę zajrzy pod ławkę, mamie ukazała, Mówiąc, iż to wilk siedzi, by siuty (owce) schowała.
Powtarza się to pojęcie i nazwa we wszystkich językach sło­wiańskich, a z nich bez zmian przejęli ją Grecy, Albańczycy, Rumuni. W piątym wieku przed Chr. zapisał zaś Herodot w czwar­tej „Muzie” o narodzie Neurów, siedzących za Scytami, między Kar­patami wschodnimi a Dnieprem, co następuje:
tryb ich życia scytyjski „ależ ci ludzie muszą być czarodziejami. Ro prawią o nich Scytowie i ci Grecy, co w ziemi scytyjskiej, mieszkają, że raz corocznie każdy z tych Neurów na dni kilka wilkiem zostaje i znowu tym samym powstaje. Nie dam się takim wywodom prze­konać, ale mimo to prawią, ba, prawiąc zaklinają się”.
Powszechna niemal zgoda nowszych badaczy uznała w Neurach szczep sło­wiański, siedzący nad Dniestrem górnym i śladów tej dawnej nazwy poszukiwała w licznych Nurach, Nureaoh, ziemi Nurskiej (na Mazowszu), w porzeczu zachodniego Rugu (miasteczko Nur nad Rugiem, dopływy Rugu Nura, Nurzec z Nurczykiem).
A o tych samych Neurach opowiada Herodot jeszcze inną cudowność, bo oto na wiek ludzki przed pochodem Dariusza na Scytów (w koń­cu szóstego wieku przed Chr.) wypadło im całą swą ziemię opuś­cić z powodu wężów, bo i własna ich ziemia w węże obfituje, a jesz­cze ich więcej z pustyni nad nimi położonej padło, tak że udrę­czeni osiedlili się między Rudinami (szczep nie znany co do przy­należności etnicznej i co do siedzib — nad Dnieprem?), porzu­ciwszy ziemię własną. Musieli oczywiście do niej później wrócić, chociaż Herodot tego wyraźnie nie prawi, bo inaczej skądby rozprawiał o ziemi neuryjskiej — Neuris — w przeciwstawieniu do Scytii? Pobyt u Rudinów był przejściowy.
lotawicalotawica
Neurowie byli istotnie Słowianami i Herodot prawi już o Słowianach wtedy, gdy o Germanach nikt jeszcze niczego nie słyszał, ale z dotychczasowymi wykładami obu podań Herodotowych zgodzić się nie można. Boć najpierw Dniestr to nie Rug; po wtóre żaden naród słowiański nigdy się Nurami (= Neurami) nie nazywał; Nur, Nurzec są to nazwy miejscowości (nur znaczy wieża; nura drzwi; nyriszte sadyba) nie ludów; po trzecie: gdyby każdy Nur (Neur) co roku wilkołakował, toćby sami Nurowie musieli w krótkim czasie siebie i bydło wyżreć, bo wilkołak bardzo jest krwiożerczy i drapieżny. Więc przeczę baśni Herodotowej, jakoby wszyscy Neurowie stawali się wilkołakami, a mimo to uznaję pełną jej prawdę. Każdy Neur wilkołakował; przysięgali na to ci, którzy coś o tym wiedzieli, ale Neur, Nur czy Nyr póź­niej, to nie cały naród czy szczep, lecz tylko osobna w nim kasta, czarownik. Tylko czarownicy-Neurowie wilkołakowali dorocznie i nazwę tych czarowników, tej kasty, przemieniono mylnie, utoż­samiono z nazwą całego ludu. Jak się ten lud nazywał, nie wiemy; od jego czarowników, przemieniających się rokrocznie na kilka dni w wilków i kąsających ludzi i bydło, a zwanych Nurami czy Nyrami, przechrzcili komiwojażerowie greccy i scytyjscy cały na­ród Neurami-Nurami. Tak się tłumaczy podanie Herodotowe, nielogiczne, gdyby istotnie do całego ludu się odnosiło, ależ co innego naród cały, a co innego wydzielający się spośród niego czarowniey-Nurowie, od których grozy sąsiedzi cały ich naród tym mianem przezwali. Co się bajki wężowej dotyczy, to wiemy o mnóstwie gadów, poleskich szczególniej; nie powtórzę znanego ustępu ze Słowackiego w liście do matki o owych wężach wod­nych poleskich; i tu fantazja komiwojażerowska (znamyż ją do syta i od Fenicjan) fakt wyolbrzymiła, utworzyła z mnóstwa ga­dów plagę taką, że aż musieli Neurowie przed nią na jakiś czas z własnej się ziemi wycofać. Ani myślę upatrywać” w tym podaniu jakiejś alegorii, jakoby nieprzyjaciele obcy, wężami z jakiegoś powodu przezwani (węże noszono jako godło na dawnych cho­rągwiach i znakach wojskowych), Neurów z ich sadyb pierwot­nych ruszyli — bajano nawet o Bastarnach germańskich, którzy Neurów tak naszli.
Biorę więc oba opowiadania Herodotowe dosłownie. Co się wilkołactwa Neurów tyczy, różnie je tłumaczono; porównywano ich z rzymskimi luperkami, chronicielami stad od wilków, którzy we dni Luperkaliów (w lutym) w skórach zwie­rzęcych miasto obiegali — znaczyłoby to, że Neurowie sami wil­czury przywdziewali i stąd bajka o ich wilkołactwie urosła; innym dawało powód do niej to, że wilcy zimą pod zagrody podchodzą i w nich upatrywano nieprzyjaciół-ludzi pod tą niby powłoką. W nazwie Nurów upatrywano szkodliwych, złośliwych (czarow­ników), nie szczepu, bo nyr i nur jest powszechną w dawnej Sło-wiańszczyźnie nazwą ludzi występnych, złych, godzących z po-dełba na bliźniego; nurkiem patrzy mówiono u nas jeszcze w XVI wieku ogólnie o takim, ponury; w cerkiewnym języku: nyńv zły, pronyriti oszukać, ignuriti strawić nędznie (życie, dni); białoruskie: nura żal, wynurić zabić, zniszczyć, rosyjskie: nyra, pronyra o czło­wieku zdrajcy, iznurjat’ wysilać, wyniszczyć; liczne podobne sło­wa wymienia słownik etymologiczny Miklosicha.
Wilholactwa, lykantropii, nie znał pierwotny świat klasyczny, świat Herodota, dopiero późniejsze czasy stworzyły, zarówno strzygi-wampirów, jak i wilkołaków-czarowmków. W dawnej Grecji tylko w Arkadii kapłan wilczego Zeusa, losem wyznaczony, sta­wał się wilkiem, skosztowawszy wnętrzności ludzkich; za Cesar­stwa były czarownik lub wiedźma przybierali nocą wilcze kształ­ty. Z czasem wiara owa stała się powszechnie europejska i miewa wszędzie równe niemal cechy; uporniej trzyma się wschodu sło­wiańskiego. Na Białej Busi czarownik przewraca się trzykrotnie przez nóż zatknięty w ziemi z osobliwszym (nieznanym) zaklę­ciem i staje się wilkiem; taki wilk, większy od zwykłego, ma szcze­gólniej wielką głowę, cztery oczy; nasyciwszy się krwi ludzkiej, przewraca się znowu przez ów nóż w stronę przeciwną i staje się człowiekiem; gdyby ktoś ów nóż z ziemi wyrwał przedtem, mu­siałby wilkołak na zawsze wilkiem pozostać; czarami można pos­politych ludzi odmieniać w wilków, które płaczą łzami ludzkimi, gdy je ścigają.
StrzygaStrzyga
Na jakiej podstawie urosły te potworne baśnie? Powszechna wiara w odmieńców wyszła z przedstawienia, że dusza przybiera zwierzęce kształty (starzy Prusowie twierdzili to o zmarłych), między tymi kształtami duszy-zwierza wilk zabrał znaczące miej­sce — ależ to nie wystarcza dla objaśnienia wilkołactwa. Nie myślę wyliczać wszelkich prób tłumaczenia wyłącznie patologicz­nego (lykantropia jest i chorobą umysłową), czy wyłącznie reli­gijnego (z wiary w duszę-zwierzę); streścił je Klinger, s. 221— 228, i zbyt jednostronnie zaprzeczył patologicznym wywodom. Ukąszony przecież przez wściekłego wilka (czy psa, a dawniej takie wypadki nie bywały chyba zbyt rzadkie) sam kąsał i prze­rażał ludzi, i to wpłynęło niewątpliwie na powstanie baśni w cza­sach, kiedy wilk, groźny szybkością i wytrwałością ruchu, krwio-żerczością i zjawianiem się stadami (inaczej niż niedźwiedź) bywał straszną plagą wschodniej Europy. Z samej wiary w duszę-zwierzę wilkołacttco dla swojej specyficzności (dusza odmienia się i w liczne inne zwierzęta, lecz w stosunku do innych zwierząt nie ma mowy o niczym podobnym) uróść nie mogło; złożyły się na to i inne wpływy. Wilkołak za życia, staje się po śmierci wampirem; Grecy dzisiejsi wampira przezywają słowiańskim terminem wilkołaka — tak ściśle spajają się te wytwory fantazji demonologicznej. Z wiary w duszę-zwierzę urosła baśń o Popielu.

Aleksander Brückner, fragment książki „Mitologia słowiańska”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 10 sty 2015, 18:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Otóż jest pewna chwila w historii, kiedy ci Saksończycy, jeden z najkrwawszych, najbezwzględniejszych i najbardziej pozbawionych sumienia ludów germańskich - skarżą się płaczliwymi słowami na bitność słowiańskich Obotrytów. Skarżą się swoim biskupom, piszą skargi do Rzymu, rozwlekają płaczliwe lamenty wobec całej Europy.
Oni, oprawcy i zbóje, jakich mało zna historia, bezwzględni i pozbawieni skrupułów, dla których wyrżnięcie całego plemienia jest nie wartą wzmianki drobnostką - oni właśnie nie mogą sobie dać ze Słowianami rady! Co prawda, sytuacja jest paradoksalna: skarży się oprawca, że ofiara nie chce potulnie kłaść łba pod topór.


Józef Kisielewski, "Ziemia gromadzi prochy"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 15 sty 2015, 17:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/10/17 ... em-dunaju/

Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?
Posted by Marucha w dniu 2014-10-17 (piątek)

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij.
Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy.
Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków?
Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych.
Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nie odbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy.
Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium.
Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nieprzekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński
http://bialczynski.wordpress.com

Na temat Wałów Żmijowych zobacz np.:
https://marucha.wordpress.com/2014/08/2 ... jowe-waly/
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 19 sty 2015, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2014/10/2 ... a-artanja/

Al-Firag, Biała Chorwacja, Artanja
Posted by Marucha w dniu 2014-10-22 (środa)

Admin starał się poprawić fatalną interpunkcję i chaotyczną składnię, utrudniającą zrozumienie artykułu, ale czasami musiał się poddać; artykuł jest jednak ciekawy.
Admin


A jako że państwu Lechitów wydarzyło się powstać na obszarze zawierającym rozległe lasy i gaje, o których starożytni wierzyli, iż zamieszkuje je Diana (Artemida) i że Diana rości sobie władztwo nad nimi, […] Diana w ich języku Dziewanną zwana […] cieszyła się szczególnym kultem i szczególnym nabożeństwem.” Długosz (czyli Arte’mida władczynią i królową Arty, a Artanja to rodzaj Artemizjum kraju wyznawców Artemidy)
Z nazwą Artanji i Chorwacji związane są nazwy mieczy; ma się ochotę na taką parafrazę Reja: A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy po łacinie i niemiecku nie gęgają, iż swoje nazwy mieczy, szabli mają. Polska karabela (sanskryt karavāla znaczy miecz, lub bułat; litewski kalavijas – miecz). Oboczności dźwięczności v-b, r-l, takie same jak np. polska szabla – po czesku to šavle, po angielsku sabre; polskie karwat, kord – litewskie kardo, węgierskie kardja.
Nazwy peryferyjne wskazują, jaką nazwę zapożyczyły [niezrozumiałe – admin], że pierwotnie to był bardziej kard, a kord to zruszczenie, tak jak mówiliśmy w staropolskim Charwaty (karwat – miecz), a teraz z ruska Chorwaty, czyli Artanja – K’Ardanja.
O lokalizacji Artaniji mamy taki cytat:
Ал-истахри. Из «Книги климатов» (ок 850 г.)
„Русы состоят из трех племен, из коих одно ближе к Булгару, а царь его живет в городе, называемом Куяба, который город больше Булгара; другое племя называют Славия и еще племя называют Артания, а царь его находится в Арте. Купцы прибывают в Куябу. Что же касается Арты, то никто туда не входил, ибо они (жители) убивают всякого чужестранца, путешествующего по их земле; только что они спускаются по воде и торгуют, но никому не рассказывают о своих делах и не допускают никого провожать их. Из Арты вывозятся черные соболи и свинец. Русы сожигают тела свои когда умирают, а с богатыми их сожигаются девушки для блаженства душ своих. Одежда их – короткие куртки. Арта находится между Хазаром и великим Булгаром, который граничит с Румом к северу. Они многочисленны и так сильны, что наложили дань на пограничные места из Рума, внутренние Булгаре же суть христиане”.
W transliteracji [dlaczego, do jasnej cholery, w transliteracji ANGIELSKIEJ? – admin]
Al-istakhri. Iz «Knigi klimatov» (ok 850 g.)
„Rusy sostoyat iz trekh plemen, iz koikh odno blizhe k Bulgaru, a tsar’ yego zhivet v gorode, nazyvayemom Kuyaba, kotoryy gorod bol’she Bulgara; drugoye plemya nazyvayut Slaviya i yeshche plemya nazyvayut Artaniya, a tsar’ yego nakhoditsya v Arte. Kuptsy pribyvayut v Kuyabu . Chto zhe kasayetsya Arty, to nikto tuda ne vkhodil, ibo oni (zhiteli) ubivayut vsyakogo chuzhestrantsa, puteshestvuyushchego po ikh zemle; tol’ko chto oni spuskayutsya po vode i torguyut, no nikomu ne rasskazyvayut o svoikh delakh i ne dopuskayut nikogo provozhat’ ikh. Iz Arty vyvozyatsya chernyye soboli i svinets. Rusy sozhigayut tela svoi kogda umirayut, a s bogatymi ikh sozhigayutsya devushki dlya blazhenstva dush svoikh. Odezhda ikh – korotkiye kurtki. Arta nakhoditsya mezhdu Khazarom i velikim Bulgarom, kotoryy granichit s Rumom k severu. Oni mnogochislenny i tak sil’ny, chto nalozhili dan’ na pogranichnyye mesta iz Ruma, vnutrenniye Bulgare zhe sut’ khristiane”.
Czyli całkowicie i jednoznacznie Artanja to to samo co Biała Chorwacja vel państwo Al-Firag. Z innych wzmianek wiadomo, że z Arty było cztery dni do Kujaby i cztery dni do Salawy, cztery dni w tamtych czasach to 100-120 km, czyli była to odległość od granic państwa Arta do stolic sąsiednich państw. Lokalizację Sławi (Salawi), mamy w obecnym Halle (Salle) Soławie, która ma zresztą w herbie arcypolską czy arcychorwacką Leliwę do dziś.
Po serbołużycku: Halle (Solawa) jo bźezwokrejsne město w Saksko-Anhaltskej pśi rěce Solawa.
Najstarszy znany historyczny herb Chorwacji – znana również w innych krajach Leliwa – żółta (złota) gwiazda z białym (srebrnym)półksiężycem w jasnoniebieskim polu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_Chorwacji
„Urtab ( panstwo Arta-Artanija) — gorod, v kotorom ubivayut chuzhezemtsev vsegda, kogda oni poseshchayut yego. On proizvodit ves’ma tsennyye klinki i mechi, kotoryye mozhno sognut’ vdvoye, no kak tol’ko ruku ubirayut, oni vozvrashchayutsya v prezhneye polozheniye.” [i znów angielska transskrypcja, jakby nie było polskiej – admin]
W tym pierwszym tekście też zamiast czarnych soboli mamy czarne szable, te sobole to oczywiście błąd w innych podobnych wzmiankach, tu cytat, akapit wyżej, mamy drogocenne miecze i klingi, wykazujące cechy sprężystości; opis jako czarne szable jest dodatkowym wskazaniem, że już wtedy produkowano coś co nazwano karwatami czy karabelami.
Rekonstrukcja tych granic, oczywiście w pewnym przybliżeniu na mapie, też jest całkiem jasna. Państwo Al-Firag ma walczyć toczyć wojny ze zmiennym szczęściem z Frankami, Bizancjum, Bazkarda (Baszkirami-Baszkortostan Bashkir’, Bashkirda, Bashkir horde) i innymi ludami, dlatego tak szeroko na wschodzie musiały sięgać jego granice, trudno powiedzieć o maksymalnym zasięgu, bo mogły sięgać Ałtaju, ale na pewno w jakimś czasie.
Kliknij, aby powiększyć
Biała Chorwacja w lokalizacji z chorwackiej wikipedii
Co ciekawe – tak się lokalizuje archeologicznie i antropologicznie ojczyznę Słowian.

Obrazek

Jeśli wrócimy do czasów wcześniejszych mamy całkowicie jasną sytuację, jak i kiedy powstała Arta. Było to związane z ekspansją ludów kultur przeworskiej i wielbarskiej na Poddnieprze, co całkowicie zgadza się z opisem etnogenezy Słowian u Jordanesa.

Obrazek

Za http://vranovie.wordpress.com
https://vranovie.wordpress.com/2013/10/ ... a-artanja/

Polecamy też inny artykuł o Białej Chorwacji:
https://marucha.wordpress.com/2013/12/2 ... chorwacja/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Słowianie
PostNapisane: 23 sty 2015, 12:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://vranovie.wordpress.com/2011/11/ ... %CC%B1ran/

Chrobacja to w języku Słowian wielki kraj – πολλήν χώραν (pollin chóran).
Opublikowano 7 Listopad 2011 by vranvelkrut

W źródłach greckich mamy z ok. 950 mamy dość jednoznaczną etymologię nazwy Chrobacja. Jest to nazwa πολλήν χώραν (pollin chóran) co tłumaczone jest jako „wielki kraj” bardzo podobna do nazwy Polski czy Polaków w innych językach np. w niemieckim Polin to Polak [πολλήν χώραν (pollin chóran)]. Istnieje więc pewne prawdopodobieństwo, że nazwa Polski w takim wypadku jest greckiego pochodzenia.



Najstarszym herbem Chorwacji bałkańskiej jest Leliwa i takie symbole mamy na staterach sprzed 2000 lat.

Obrazek

W Polsce mamy dużo herbów będących wariantami Leliwy np; „Mach (Księżyc odmienny, Leliwa odmienny, Machow) − kaszubski herb szlachecki”.

Obrazek

Nasze godło to w zasadzie też przeróbka Leliwy, o czym świadczy herb Orla, bo srebrny orzeł z uniesionymi skrzydłami symbolizował Księżyc (w heraldyce srebrny to biały, tzw. metal nie ma tam białego koloru).

Obrazek

Nic dziwnego, że najstarsze orły Piastów mają Leliwę na piersi, jak i sami Piastowie taki znak samodzielny Leliwy noszą, bo pierwotnie naszym znakiem był księżyc w pozycji kowadła, na którym Swarog wykuł Słońce.



Obrazek
Henryk Brodaty



rekonstrukcja


Na czerwono zakreskowano obszar kultury archeologicznej sukow-dziedzice z VII-IX wieku, Selencja.



Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /