Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 20 sie 2011, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
PRL a III RP próba oceny gospodarczej

Prawie pięć lat temu dokonałem porównania osiągnięć II i III RP. Z perspektywy tych kilku lat wyraźnie widać, że temat ten nie był á propos, a logicznym krokiem byłaby raczej komparatywna ocena PRLu i III RP. Dziś można bowiem z całą pewnością stwierdzić, że oba te twory są jakościowo tożsame. PRL to półkolonia Sowieckiej Rosji, a III RP została już w pełni skolonizowana przez zachód a w szczególności wielkomocarstwowe Niemcy. Dlatego też postanowiłem przeprowadzić analizę tego zagadnienia w kilku kluczowych aspektach.

Zdaję sobie przy tym sprawę, że zainteresowanie tego typu tematyką jest minimalne. Ci którzy oprócz konsumpcji piwa i polskojęzycznych telewizji angażują się jeszcze w inne intelektualne działania wolą dyskutować o zagadnieniach typu exemplum „czy Palikot miał prawo powiedzieć to czy tamto o Kaczyńskim, czy też nie”. Temat tu poruszony może być co najwyżej skwitowany znudzonym ziewnięciem. Pomimo to musi on stanowić fundament każdej rzetelnej próby prognozowania przyszłości naszego państwa i narodu oraz szacunku szans przed nimi stojących.

I dlatego postanowiłem zająć się tym zagadnieniem.

Dywagacje warto rozpocząć analizą gospodarki obu tych tworów, gdyż stanowi ona podstawę materialnego bytu każdej społeczności. Pomimo jakościowego podobieństwa obu omawianych tworów, ich gospodarki stanowią swe zaprzeczenie. Paradoks ten łatwo tłumaczy koncepcja funkcji jaką przypisywały Polsce rządzące Nią mocarstwa.

W strategicznych planach Rosji Sowieckiej Polska, wraz z innymi krajami tzw. Demoludu, miała odgrywać rolę technologicznego i przemysłowego zaplecza dla zbrojnego ramienia tego imperium. W związku z tym wszystkie siły skoncentrowane były na powojennej odbudowie zniszczonego kraju i rozwoju kluczowych gałęzi przemysłu, a w szczególności ciężkiego. W porównaniu z konkurencyjnym zachodem gospodarka ta była technologicznie zacofana, ale w połączeniu z bogactwem surowcowym naszego kraju stanowiła istotny potencjał produkcyjny dostarczający uzbrojenia i dóbr konsumpcyjnych całemu imperium oraz innym krajom pierwszego i trzeciego świata. Wytwarzane produkty były toporne według standardów zachodnich, ale dzięki polityce monetarnej utrzymującej niską wartość niewymienialnej złotówki, niezwykle tanie, a ich jakość (w segmencie eksportowym) przewyższała wielokrotnie, tą którą oferuje dziś światu gospodarka chińska. System ten, podobnie jak dzisiejszy chiński, oparty był na wyzysku taniej siły roboczej, posiadającej ograniczony dostęp do dóbr konsumpcyjnych przezeń produkowanych, podczas gdy import wspomagał jedynie gałęzie gospodarki kluczowe dla wysiłku zbrojeniowego imperium. W ramach wspierania ideologii komunistycznej, Polska zmuszona też była do przekazywania „danin” Rosji i penetrowanym przez nią krajom trzeciego świata, a w szczególności arabskim. Niewątpliwym plusem tej smutnej sytuacji było jednak wykształcenie wysoko-wykwalifikowanej siły roboczej i doskonałej kadry technicznej. W momencie odzyskania niepodległości, ten potencjał ludzki byłby w stanie szybko przeprofilować produkcję z „militarnej” na „cywilną” stopniowo zmodernizować przodujące gałęzie gospodarki, tak by stanowiły groźną konkurencję nawet na wymagających rynkach zachodnich.

Stało się jednak inaczej. Zanim bowiem czerwone imperium zaakceptowało oderwanie Polski i innych krajów Demoludu ze swego obszaru dominacji, uzgodniono już ze Stanami Zjednoczonymi (patrz szczyt na Cyprze) scenariusz „transformacji”, która miała polegać na przekazaniu delikwentów w ręce zachodu. Proces ten wewnętrznie wspierać mieli wyselekcjonowani komunistyczni zaprzańcy, którzy tak jak Balcerowicz otrzymali uprzednio stosowne wyszkolenie w Stanach Zjednoczonych (patrz stypendia Fulbrighta).

Zgodnie z wizją zachodu, Polska i inne kraje Demoludu miały zostać przekształcone z „producentów” w „konsumentów”, otwierając gigantyczny nienasycony rynek dla zachodnich koncernów. Przy pomocy instrumentów finansowych „zbankrutowano” polską realną gospodarkę, niszcząc ją lub oddając za bezcen w zachodnie ręce. Sektor finansów, kluczowy z punktu widzenia kontroli gospodarki, oddano w ręce banków zachodnioeuropejskich. Ten proces balcerowiczowskiej „transformacji” przeprowadzono w przedziale kilku zaledwie lat powodując w społeczeństwie niespotykaną w czasach pokoju traumę. Na gruzach realnej gospodarki stworzono fikcyjną jej wersję znaną pod jej angielskim skrótem FIRE (finance, insurance, real estate). Jedynym materialnym jej „pomnikiem” są wszechobecne lśniące szkłem i stalą „galerie handlowe”, w których zachodnie koncerny upychają tubylcom szmelc produkowany na masową skalę w chińskich zakładach tychże. W okresie dwudziestolecia III RP unowocześniono jednak budownictwo, które zaspakaja potrzeby uwłaszczonej na polskim majątku nomenklatury i innych aferzystów, oraz tych szczęśliwców, którzy wspierani są finansowo przez rodziny z zagranicy. Potrzeby mieszkaniowe ogółu społeczeństwa zaspakajane są głównie przy pomocy niekończącej się masowej emigracji, która drastycznie redukuje zapotrzebowanie na krajowym rynku nieruchomości. Wszelkie, pozostałe po balcerowiczowskiej zagładzie, dziedziny gospodarki ulegają dalszemu upadkowi i dewastacji (exemplum infrastruktura, rolnictwo).

Gdyby więc z obrazu polskiej gospodarki usunąć posiadane przez obcy kapitał sieci handlowe, banki i nieliczne funkcjonujące jeszcze zakłady przemysłowe, oraz te realne inwestycje (np. nieruchomości), które powstały z „datków” emigrantów, to Polsce i Polakom nie pozostałoby praktycznie nic własnego oprócz nisko- lub nie-zagospodarowanych obszarów kraju, czyli tyle bogactwa ile uchowało się po niemieckiej okupacji w 1945 roku. Można więc z całą odpowiedzialnością skonkludować, że cały dorobek PRLu (jak nędzny by on nie był) został skutecznie zniwelowany przez naszych zachodnich „przyjaciół” i współpracujących z nimi rodzimych sprzedawczyków.

Aby skutecznie przeprowadzić zbrodniczą operację tych rozmiarów bez narażania się na społeczny bunt, należało w jakiś sposób spacyfikować naród. Dokonano tego przy pomocy zmasowanej propagandy medialnej i programowego otumaniania młodego pokolenia w „zreformowanym” na potrzeby kolonizatorów szkolnictwie.

Rezultaty tego kulturkampf’u, o całą magnitudę przewyższają w obszarze obyczajowym „osiągnięcia” uzyskane przezeń w sferze gospodarczej. Ale to jest temat drugiej części analizy.

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/ ... spodarczej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 25 sie 2011, 18:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
PRL a III RP próba oceny obyczajowej

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/

Oraz na naszym forum:

viewtopic.php?f=3&t=798&p=39283#p39283


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 01 wrz 2011, 20:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
PRL a III RP próba oceny politycznej

Okres PRLu to czas dominacji prymitywnej XIX-wiecznej filozofii materialistycznej. Wschodni okupant wcielał ją w życie ignorując całkowicie wymiar duchowy człowieka. Podobnie jak brunatni socjaliści z hitlerowskich Niemiec, tak ich czerwoni koledzy z ZSRR opierali się wyłącznie na materialnych atrybutach swej dominacji. Z tego też powodu ich sukces był ograniczony.

Rola i miejsce PRLu w „rodzinie państw socjalistycznych” były jasno zdefiniowane. Każdy wiedział też jakie są granice swobód narodowych wyznaczonych przez Kreml w ramach tej „rodziny”. Polska miała być ateistycznym państwem „robotników i chłopów” wdrażającym wraz ze Związkiem Radzieckim jedynie słuszną idee komunistycznego raju. Toporna azjatycka propaganda nie próbowała manipulować człowiekiem, a jedynie wtłaczać mu na siłę „ideały socjalizmu”. Nawet najgłupsi członkowie społeczeństwa nie wyłączając funkcjonariuszy partyjnych nie wierzyli w tą retorykę i traktowali ją jako swoistą formę świeckiego rytuału wymaganego przez pogardzany przez nich w głębi duszy Kreml. Wszyscy zdawali sobie też jasno sprawę ze smutnego faktu całkowitej zależności Polski od sowieckiego okupanta.

Programowa walka z Wiarą Katolicką koncentrowała się na niszczeniu materialnego Jej przejawu, jakim były struktury Kościoła. Jak na prawdziwych materialistów przystało, komuniści pozbawiali Kościół majątku, represjonowali księży i administracyjnie ograniczali możliwości Jego funkcjonowania, ignorując przy tym cały wymiar duchowy Chrześcijaństwa. W rezultacie pozostawili prawie w nienaruszonym stanie, to co chcieli zniszczyć- Wiarę w Zbawiciela. Na dodatek zaniepokojona atakami hierarchia Kościelna upatrywała w zniewolonym Narodzie sojusznika w tych zmaganiach, wspierając go zarówno w wymiarze duchowym jak i materialnym.

Sytuacja uległa diametralnej zmianie w momencie „transformacji ustrojowej”. Nowy (zachodni) okupant do ujarzmienia Narodu zastosował znacznie bardziej wyrafinowane metody, odrzucając fizyczną przemoc na korzyść manipulacji za pomocą wypracowanych i sprawdzonych w „demokracji” metod inżynierii społecznej. W kraju zapanowała upragniona wolność i nikt nikogo do niczego nie zmuszał.

W przeciwieństwie do czasu PRLu, gdzie „wszystko było jasne”, okres III RP charakteryzuje się pełną nieświadomością Narodu z faktu,że jest On celem zmasowanej agresji. Odbywała się ona i nadal odbywa na płaszczyźnie materialnej (gospodarczej) i duchowej (obyczajowej) ale zawsze za pomocą niezauważalnych dla ofiary metod pośrednich takich jak: manipulacja, kłamstwo, otumanianie i demoralizacja. O jej mechanizmach pisałem szczegółowo zarówno w dwu ostatnich publikacjach, jak i wielu poprzednich.

W ciągu dwudziestolecia III RP, bez najmniejszego odruchu sprzeciwu Naród pozwolił się doszczętnie ograbić, w procesie demokratycznym przekazał całą możliwą władzę w ręce najgorszego z dostępnych na „politycznym rynku” ugrupowania, jakim bez wątpienia jest Platforma Obywatelska, oraz dał przyzwolenie na swą degradację do roli białego murzyna w unijnej kolonii, jaką dziś stanowi nasza Ojczyzna.

Co najgorsze, prawie nikt z obywateli nie jest świadomy tej sytuacji! Skrajne patologie tego okresu sprzedane zostały społeczeństwu przez polskojęzyczne media jako normę na jedynie słusznej drodze do globalistycznego raju.

Władze III RP zastosowały w relacjach z Kościołem swoiste „zawieszenie broni”. Na płaszczyźnie materialnej pozwalają mu swobodnie funkcjonować, korzystać z odzyskanego na-powrót mienia, zagrabionego w PRLu przez komunistów. Hierarchia kościelna może swobodnie działać w ramach struktur społecznych i państwowych. Takie postępowanie łagodzi niewątpliwie konflikt na styku kościół-państwo, który wrzał w okresie PRLu. Władze kościelne nie postrzegają już struktur państwowych czy nadrzędnych nad nimi-unijnych jako wrogów.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że wielu obecnych hierarchów popełniło (jak to się eufemistycznie określa) „nieroztropność” w swych kontaktach ze służbą bezpieczeństwa ancien régime i w obawie przed kompromitacją zainteresowanych jest w utrzymaniu przyjaznych stosunków z obecną władzą bez względu na to komu i czemu ona służy. Archiwalne informacje z okresu PRLu są bowiem w posiadaniu zarówno administrującej Polską kliki, jak i kontrolujących ją zagranicznych ośrodków decyzyjnych. Naród nie może więc dziś w pełni liczyć na wsparcie kościoła hierarchicznego.

Wspomniane „zawieszenie broni” nie oznacza jednak zaprzestania walki z Chrześcijaństwem, tyle że obecnie jest ona prowadzona w bardziej odpowiednim kierunku. Pod pozorem postępu,nowoczesności i tolerancji zwalcza się wszystkie duchowe wartości jakie Ono reprezentuje. Propaguje się relatywizm moralny, rozwiązłość, zboczenia wszelkiej maści, a przede wszystkim totalne kłamstwo, na które komunistów nigdy nie było stać.

Retuszowali oni nieudolnie rzeczywistość nazywając przykładowo strajki „przestojami w pracy”, masowe demonstracje „wybrykami chuligańskimi” itd. Obecni władcy nie wahają się nazywać nędzy „dobrobytem”, złodziejstwa „przedsiębiorczością”, kolonialnego zniewolenia „wolnością”, czy ignorancji „wykształceniem”. Na ich potrzeby nowoczesna technologia informatyczna stworzyła cały wirtualny świat, w który wierzą miliony, pomimo że nie ma on nic wspólnego z otaczającą nas rzeczywistością.

Polska nie jest w swej sytuacji odosobniona. Inne państwa i narody poddawane są podobnej kuracji. W charakterze dygresji ilustrującej ten temat pragnę zacytować fragment publikacji, w której znany serbski publicysta Nebojsa Malic przedstawia „swoje” władze w Belgradzie:

Reżim Tadica stworzył wirtualną rzeczywistość, w której destrukcja zwana jest rozwojem, złodziejstwo dobrym zarządzaniem, upodlenie źródłem do dumy, a zdrada stanu najwyższą formą patriotyzmu.

Zanim przystąpię do krytycznej oceny obecnej sytuacji, pragnę podkreślić że skoncentruję się jedynie na tych którzy potencjalnie mogliby zapoczątkować proces sanacji naszej Ojczyzny, czyli w aspekcie politycznym na szeroko pojętym obozie PiSu, a światopoglądowym na polskich katolikach.

Groteską można by bowiem nazwać próby udowadniania apostołom Urbana, że ich działania sieją samo zło i demoralizację w społeczeństwie, lub członkom Platformy Obywatelskiej, że ich ugrupowanie w możliwie największym stopniu szkodzi interesom Państwa i Narodu Polskiego. Jedni i drudzy po to właśnie zostali umocowani, a takowa krytyka była by w istocie pochwałą za wzorowo wykonywaną robotę. Zostawmy więc księciu kłamstwa pochwały jego sług i w duchu ewangelicznej pokory skoncentrujmy się na ocenie naszych autentycznych rodaków.

Obecnie na politycznym horyzoncie nie widać postaci, którą można by uznać za prawdziwego męża stanu. Na ławach opozycji sejmowej zasiada wprawdzie spora grupa osób ideowych, ale pokutuje wśród nich odwieczny polski paradygmat „klienta wielkich mocarstw”. Co prawda Polska nie funkcjonuje w próżni, a nawet wręcz przeciwnie, jest solidnie zakotwiczoną kolonią Unii Europejskiej, ale permanentne poszukiwanie rozwiązań naszych problemów przy pomocy możnych „przyjaciół” z zewnątrz zakrawa na polityczny infantylizm.

Ilustrację tej tendencji stanowić może niedawna debata sejmowa na temat raportu smoleńskiego, którą można tu na youtube obejrzeć. W trakcie gorącej interpelacji parlamentarnej, Pan minister Antoni Macierewicz stwierdził autorytatywnie, że Amerykanie, w przeciwieństwie do Rosjan są naszymi przyjaciółmi. Nie umniejszając nic z niewątpliwych zasług pana ministra na polu rozpracowywania post-komunistycznej agentury, z przykrością należy stwierdzić, że zagalopował się on nieco w swych konkluzjach. Od dłuższego już czasu straszy on środowiska patriotyczne rosyjskim niedźwiedziem. Według mojej skromnej oceny rosyjskie czołgi nie ukazały się jeszcze z za zakrętu historii i wcale nie jest pewne, czy w ogóle się ukażą. Prawdą jest, że Rosjanie jako idealni kandydaci do brudnej roboty, byli bezpośrednimi wykonawcami „smoleńskiego wypadku”, ale nie ulega również żadnej wątpliwości że bez przynajmniej cichego przyzwolenia ze strony UE (Niemiec) i Stanów Zjednoczonych, nawet stary KGB-ta Putin nie odważyłby się dokonać aktu agresji na wyższych oficerach NATO, o prezydencie sojuszniczej wobec zachodu Polski nie wspominając.

Faktem jest też to,że nie Rosja ale właśnie Niemcy są „niewidocznym” okupantem Polski. Wraz ze znacznym osłabieniem pozycji USA w Europie i świecie Unia Europejska, której kraj nasz jest podrzędnym członkiem, stała się w całej pełni swoistym niemieckim „stealth empire”. Dzięki temu faktowi posiadają one pełną kontrolę nad III RP i to nie tylko przy pomocy swej agentury, ale również poprzez jawne struktury unijne. Stwierdzenie to dotyczy oczywiście również innych społeczeństw unijnych pogrążonych w błogiej nieświadomości. Pierwszymi, którzy przejrzą na oczy będą zapewne Grecy w momencie gdy Niemcy zaczną odbierać im poszczególne wyspy.

Nie ma najmniejszego powodu dla którego warto by odwracać uwagę polskich środowisk patriotycznych od tego smutnego i jeszcze dla nich „zakrytego” faktu. A niewątpliwie czyni to antyrosyjski rejwach generowany przez Pana posła Macierewicza.

Nie ma też racjonalnej przyczyny dla „koronowania” USA na przyjaciela Polski. W dwu poprzednich i wielu innych publikacjach przedstawiam powody dla których nie można uznać Stanów za naszego sojusznika. Społeczeństwo amerykańskie nie jest nam wrogie, ale samo stało się ofiarą rządzącej nim de facto kliki lichwiarzy z Wall Street i będącej na jej usługach klasy politycznej funkcjonującej w ramach obu partii politycznych tego kraju.

Fakt, że podczas niedawnej wizyty w Ameryce pan minister był przez tych polityków poklepywany, ani o jotę nie zmienia rzeczywistości. Na marginesie pragnę przypomnieć, że „magister” Kwaśniewski też był poklepywany i to przez samego imperatora Busha. I co z tego wynika? Tylko to że obaj panowie byli poklepywani.

Przez całe dziesięciolecia zachód stosuje w stosunku do Polski tą samą do znudzenia banalną taktykę pustych gestów i tą samą łajdacką zdradziecką strategię, a polscy politycy dalej biorą ją za dobrą monetę. Przez grzeczność wstrzymam się od skomentowania tego faktu.

Czas już najwyższy zerwać z infantylną praktyką stosowaną od pokoleń przez naszych patriotycznych przywódców, w ramach której, jeżeli do doktryny politycznej brakowało potężnego sojusznika, to się go po prostu imaginowało. Taki polityczny surrealizm sprowadził na naszą Ojczyznę hekatombę nieszczęść od września 39 począwszy, przez sierpień 44 a na Smoleńsku kończąc. Niewątpliwie przydałby się Polsce sojusznik, ale jak go nie ma to nie ma!!

Pomimo postępów laicyzacji, Kościół Katolicki i Katolicy ciągle stanowią istotny element na polskim firmamencie politycznym. Nie wszystkie Jego polityczne działania wydają się jednak być zbawiennymi. Szczególnym smutkiem napawa fakt ciągłego poparcia „integracji europejskiej” przez Watykan. Namawiał do niej Polaków Jan Paweł II, kontynuuje Jego linię Benedykt XVI, który w czasie niedawnej wizyty w Chorwacji, w której większość populacji jest już przeciwna integracji, namawiał tamtejszych katolików do wsparcia tego procesu pomimo „nadmiernej biurokracji tam występującej” (cytuję Jego wypowiedź za agencjami prasowymi). Czyżby Benedykt XVI uznał monstrualną biurokrację unijną za jedyne zło tam występujące?

Z politycznego punktu widzenia, zachwalanie przez państwo (Watykan) nie będące członkiem jakiejś organizacji (UE) przystąpienie do niej innemu państwu, zakrawa na dyplomatyczne faux pas. Jeśli natomiast takim działaniom przyświeca troska o dobro wyższe jakim jest re-chrystianizacja Europy zachodniej, którą katolickie społeczeństwa „wschodu” mogłyby skatalizować, to powinno się w takiej sytuacji wyraźnie to im zakomunikować. Z moich obserwacji wynika bowiem, że Polakami głosujący za przystąpieniem do Unii Europejskiej nie kierowała chęć poświęcenia się na ołtarzu re-chrystianizacji, ale perspektywa poprawy warunków swego materialnego bytowania.

Kręte są drogi Opatrzności Bożej i być może ofiara złożona przez nasze społeczeństwo zaowocuje upragnioną re-chrystianizacją, choć nic na to obecnie nie wskazuje. Zaszłością można natomiast nazwać rezultat „integracji” w postaci włączenia Polski do odrodzonego niemieckiego imperium (stealth empire).

Kościół w swym materialnym wymiarze nie może uniknąć działań politycznych, ale w miarę możliwości powinien zadbać o to by nie służyły one jednym kosztem drugich. Natomiast za niepokojący można uznać fakt, że bez względu na to czy na tronie Piotrowym zasiada „polski” czy „niemiecki” Papierz, rezultaty watykańskiej dyplomacji niezmiennie służą Niemcom a szkodzą Polsce i innym krajom tego regionu. Ewentualnym krytykom takiej optyki pragnę w tym miejscu przypomnieć, że zgodnie z doktryną samego Kościoła Katolickiego, Papierz jest nieomylny jedynie w sprawach wiary. Świeccy katolicy mają prawo a nawet obowiązek kierowania się w swym politycznym działaniu własnym sumieniem i dobrem własnego Narodu a nie wytycznymi watykańskiego sekretarza stanu.

Na obecnym etapie pozostaje nam jedynie nadzieja, że kolejny Papierz skoryguje tą ewidentną niedoskonałość polityki watykańskiej.

Nic na świecie nie jest doskonałe i z tego powodu również polscy katolicy wykazują wiele niedoskonałości. Jedną z głównych jest to co pozwoliłem sobie nazwać umownie „skłonnością do mesjanizmu”.

Z okazji niedawnej rocznicy „Cudu nad Wisłą” , JKM wyraził pogląd że określenie to celowo wtłoczyli Polakom nasi wrogowie. Starali oni zakodować w polskiej podświadomości przeświadczenie, że Polak nie może wygrać z Rosjaninem czy Niemcem, a jeśli ma to miejsce to tylko w postaci „cudu”. Dzięki swym mesjanistycznym skłonnościom Naród łatwo przełknął taką wersję.

Zwycięstwo nad Bolszewikami w 1920 było wynikiem zastosowania przez wybitną polską generalicję pionierskiego na owe czasy konceptu wojny błyskawicznej (blitzkrieg), polegającej na szybkim przegrupowaniu mobilnych związków takich jak kawaleria czy wojska pancerne, w celu zaskoczenia i rozbicia przeważających sił wroga.

Każdy inny naród na naszym miejscu roztrąbiłby po świecie chwałę geniusza swych generałów, ale nie Polacy. Oni skromnie ofiarowali laur zwycięstwa Jasnogórskiej Pani. Nie wiem czy Królowa Polski zadowolona jest z tego nieproszonego zaszczytu, przypuszczam natomiast że głęboko zasmuca Ją polski infantylizm.

Również dziś, rzesze katolików odbywają pielgrzymki na Jasną Górę, gdzie u stóp Królowej Polski składają swe troski. Po ochłonięciu z duchowej ekstazy zwijają proporce i sztandary i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wracają do domu,....oczekując na kolejny wyimaginowany „cud”.

Na najwyższą pochwałę zasługują wszelkie praktyki religijne, ale ich rzetelne wykonywanie nie zwalnia katolików od przyziemnych działań materialnych. Nie oczekujmy więc, że NMP zastąpi swymi przybocznymi aniołami „premiera” Tuska czy „prezydenta” Komorowskiego. Jeśli chcemy by te osobniki zniknęły raz na zawsze z horyzontu naszej polityki, musimy dokonać tego sami!

Pozytywnym przykładem takiej koncepcji katolicyzmu jest Radio Maryja z jego dyrektorem ojcem Rydzykiem na czele. Dlatego też znajduje się ono w ogniu wściekłych ataków wszystkich „postępowych sił”.

Nie na Redemptorystach, czy innym zakonie spoczywa jednak obowiązek pracy dla dobra Ojczyzny, ale na świeckich członkach kościoła. Zadaniem kościoła jest jedynie ich poprawne uformowanie. Miejmy nadzieję, że zarówno jedni jak i drudzy wywiążą się rzetelnie z ciążących na nich obowiązków. Co daj Boże Amen!

http://www.ignacynowopolskiblog.salon24 ... olitycznej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 12 wrz 2011, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
MICHTRIX

Z Forum Nowego Państwa
Temat: Michtrix
Przysłał: MoR


Kiedy pierwszy raz w 1993 roku w III RP w wyborach parlamentarnych wygrali postkomuniści, wszyscy byli przekonani, że to tylko 'przypadek', 'dziecięca choroba demokracji', 'chwilowa przekora społeczeństwa zmęczonego transformacją'. Zwycięstwo Kwaśniewskiego z Wałęsą w 1995 r. też było tylko niezręcznym 'wypadkiem przy pracy', bo 'tylko z aroganckim Wałęsą mógł wygrać postkomunista'.

W 2000 roku w Polsce, doświadczonej pół wiekiem komunizmu, w wolnych, demokratycznych wyborach zwycięża ponownie Kwaśniewski, postkomunista wywodzący się z PZPR-owskiego establishmentu. Ale tym razem już nie z konfliktowym Wałęsą czy peletonem skłóconych 'prawicowców'. Nie, Krzaklewski, lider NSZZ 'Solidarności' i AWS-u - konfederacji ugrupowań wywodzących się z 'Solidarności' lat 80-dziesiątych - zajmuje miejsce w tych wyborach dalekie trzecie miejsce, po byłym komuniście Kwaśniewskim, a co gorsza, także po konfidencie komunistycznych tajnych służb specjalnych Olechowskim.

Co się stało? I czy aby na pewno wybory wygrał Kwaśniewski? A kim jest Kwaśniewski? Kwaśniewski to gruby kłamczuch - alkoholik, typowy PZPR-owski aparatczyk o nalanej twarzy ze średnim wykształceniem.

Czy aby na pewno? Większości Polakom Kwaśniewski jawi się jako przystojny, wykształcony, pełny klasy i czaru prawdomówny mąż stanu. Wykazują to zarówno badania opinii publicznej, jak i wyniki ostatniego głosowania.

Wiec jeśli nie wygrał Kwaśniewski, to kto w takim razie wygrał?

Tak naprawdę ostatnie wybory wygrał MICHTRIX.

Ale co to takiego jest ten MICHTRIX?

W futurystycznym filmie 'MATRIX' umysłami ludzkimi rządzi wielki program komputerowy nazywający się MATRIX (czyli macierz, matryca). Pomimo, ze przedstawiona w filmie faktyczna egzystencja ludzi jest godna pożałowania - zanurzeni w półpłynnej mazi służą maszynom przyszłości wyłącznie jako źródło energii - to omamieni przez MATRIX'a śnią oni ciągle 'normalny' świat i traktują go jako jak najbardziej rzeczywisty.

W Rzeczpospolitej Polskiej AD. 2000 niepodzielnie rządzi MICHTRIX: rzeczywistość wirtualna, medialno - religijna, skoncentrowana w większości mediów - począwszy od jednej z głównych central w 'Gazecie Wyborczej', poprzez 'Politykę', media tzw. publiczne - TVP i Polskie Radio, aż po (trzymając się terminologii komputerowej) 'serwery peryferyjne' -'Tygodnik Powszechny', 'Angorę', 'NIE', 'Trybunie', a także prasę kobiecą i młodzieżową.

MICHTRIX to nie tylko konkretni ludzie, instytucje medialne, środowiska i partie polityczne - to także specyficzny stan umysłu - na wpół hipnoza, na wpół religijny trans, gdzie logika i racjonalne łączenie elementarnych faktów przyjmowane są z pełnym przerażenia spojrzeniem - 'Oszołom!'.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

Trudno ustalić, czy MICHTRIX to tylko złożony program multimedialny, czy raczej szczególnie złośliwy mega-wirus. Jednak wyjątkowa potrzeba MICHTRIX'a niszczenia wszelkich nie będących pod jego wpływem ośrodków niezależnego myślenia wskazuje na to drugie.

Tezę, że MICHTRIX to tylko wielki wirus, potwierdzić może także fakt, że MICHTRIX ochrania za wszelka cenę wszystkich 'swoich', często kosztem samej tkanki społecznej i interesowi publicznemu. 'Swój' (czyli MICHTRIX'a) prezydent Warszawy - Swięcicki czy Piskorski - zawsze będzie przedstawiany przez MICHTRIX'a jako 8-my cud Świata, mimo, że stolica jest najniebezpieczniejszym miastem Polski, brudnym i fatalnie zarządzanym. Natomiast 'pozasystemowi' (bo AWS - owscy) wojewodowie Kempski czy Pietkiewicz, wprowadzający np. tzw. telefon obywatelski - znany i od wielu lat stosowany na Zachodzie skuteczny sposób na walkę z urzędniczą korupcja i nadużyciami - to dla MICHTRIX'a (i wszystkich będących pod jego wpływem) oczywiście 'faszyści stosujący bolszewickie metody'.

Dlatego jeśli ktoś napada w centrum Warszawy na redaktor Olejnik i kradnie jej torebkę, to za oczywiste uważa ona natychmiastowe wezwanie do siebie na dywanik przed TVN-owskie kamery kogoś z AWS-u, by wykrzyczeć swoje oburzenie, 'jak AWS mógł do czegoś takiego doprowadzić?!' Nigdy, powtarzam, nigdy natomiast nie przyjdzie do głowy pani Olejnik, by taką samą awanturę zrobić publicznie np. burmistrzowi Warszawy Piskorskiemu z UW. 'Piskorski? Przecież on jest taki młody, dynamiczny, robi świetną robotę dla naszej stolicy. Wszystkiemu winni są oni - prawicowe oszołomy z AWS.'

Cokolwiek jest coś źle, dla MICHTRIX'a winna jest zawsze 'prawica'.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX tworzy 'Wirtualną III RP' - kraj pozornego dostatku i szczęśliwości, gdzie jedynym zagrożeniem są nie mafie, układy i postkomunistyczne sitwy partyjno-ubeckie w bankowości, finansach, wielkich centralach handlowych, spółdzielniach mieszkaniowych, mediach publicznych i prywatnych, ale 'klerykalno -faszystowskie ugrupowania skrajnej prawicy' - AWS, ROP i wszelkie inne wywodzące się z tradycji 'Solidarności', nie-MICHTRIX-owe 'fundamentalistyczne ciemne siły'.

MICHTRIX może wygenerować każdą, chociażby najbardziej nieprawdopodobną rzeczywistość wirtualną - komunistycznych kolaborantów i zdrajców Polski ukazać jako 'pełnych zwątpień, rozterek i dylematów moralnych budowniczych lepszego jutra', a autentycznych patriotów, od wielu lat walczących o demokrację i wolność w Polsce, przedstawić jako 'ogarniętych nienawiścią i żądzą odwetu klerykalnych dewotów'.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

Balcerowicza - osobnika o aparycji furiata-szaleńca, liberalno-monetarystycznego fundamentalisty, którego sztuka retoryczna sprowadza się do mechanicznie klepanego sloganu "Moje pomysły są DOBRE, pomysły innych są ZŁE", MICHTRIX ukazuje jako pełnego filozoficznych głębi samotnego rycerza wolnego rynku.

Unia Wolności - zakompleksiona, skłócona partyjka agresywnych wobec wszelkiej politycznej konkurencji frustratów - w MICHTRIX'ie to cichy klub subtelnych intelektualistów - filozofów, zmagających się z niewdzięcznym 'ciemnym ludem', 'agresywną tłuszczą'.

SLD, czyli kontynuatorkę (po zmianie nazwy i niewielkim przypudrowaniu bezwzględnej bandyckiej gęby) PZPR-u - organizacji o charakterze totalitarnym, przestępczym i kolaboracyjnym - dzisiaj siedlisko i rozsadnik 'czerwonych kapitalistów', w których pierwsze skrzypce gra partyjny 'beton' - Miller, Wiaderny, Oleksy i Urban – MICHTRIX prezentuje jako wrażliwych społecznie socjaldemokratów.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX może, posługując się programem multimedialnym "PSY" zob. film "Psy") wmówić, ze 'straszliwi dekomunizatorzy - lustratorzy' chcieli 'wysłać tysiące ludzi na hak'.

A prawda? Kogo obchodzi prawda? Prawda to 'oszołomstwo' i 'czepianie się szczegółów'. Antykomunizm, zapisany głęboko w najnowszej historii Polski, a także w konstytucji III RP (zob. art. 13 "Konstytucji RP"), MICHTRIX przedstawia zawsze jako 'zoologiczny' i 'jaskiniowy'. Każdy, kto temu zaprzecza, to 'prymitywny faszystowsko-bolszewicki oszołom'- chociaż to właśnie MICHTRIX pełen jest po-komunistycznej, post-bolszewickiej agresji i nienawiści (zob. np. "Narodziny i upadek imperium - ZSRR 1917-1991", Józef Smaga, Kraków 1992; rozdziały "Nowodialektyka", str. 70 i "Styl to człowiek", str. 72)

W ogóle, każdy, kto myśli inaczej niż MICHTRIX i pozostaje poza jego wpływem, to 'oszołom', 'faszysta', 'intrygant', 'religiant', 'fundamentalista' i 'antysemita'.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX może np. 'zniknąć' film 'Obywatel Poeta' o jednym z największych polskich poetów naszych czasów, Księciu Poetów, Zbigniewie Herbercie, tylko dlatego, ze w filmie tym Herbert mówi krytycznie o Miłoszu i Michniku (zob. www.pai.pl).

MICHTRIX może 'zniknąć', a raczej 'zamilczeć na śmierć' fakt pijaństwa Kwaśniewskiego na jednym z największych polskich sanktuariów - charkowskich grobach oficerów polskich zamordowanych przez Sowietów. A tych, którzy będą ujawniać o tym prawdę - dokumentalny film – MICHTRIX przedstawi jako... kłamców i manipulatorów. Fakt, że telewizja publiczna i 'Gazeta Wyborcza' świadomie przemilczały informację o pijaństwie Kwaśniewskiego w Charkowie, jest dla MICHTRIX'a całkowicie naturalny i normalny. Ale fakt, że ktoś ośmielił się przedstawić pokazujący to film dokumentalny (a nie np. relacje czy inscenizacje), jest dla MICHTRIX'a niewybaczalnym grzechem. Dla MICHTRIX'a Herbert to 'nie-osoba', a Charków to 'nie-fakt'.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX może kazać zatupać, zakrzyczeć, zagadać i zaśmiać każdego, kto nie jest z nim związany, kto stanowi nawet tylko potencjalne czy wyimaginowane zagrożenie czy chociażby konkurencję.

W piątek 6 października - w ostatni dzień kampanii prezydenckiej, MICHTRIX uruchomił program 'kogucik - Gembarowski'. Krzaklewski zaproszony do studia TVP jako gość został na oczach milionów telewidzów skutecznie zakrzyczany przez gospodarza Piotra Gembarowskiego. Program 'kogucik - Gembarowski' oczywiście później przepraszał, ze 'miał zły dzień.', ale zarazem ostatnia szansa Krzaklewskiego na poprawę własnego wizerunku została skutecznie zablokowana.

Podobne programiki 'koguciki' uruchamiane są, gdy system wczesnego ostrzegania 'swój' (SLD, UW, UP) - 'obcy' (AWS, ROP i w ogóle każdy 'nie-swoj') wykryje zbliżającego się 'obcego'. Programiki 'koguciki' mogą mieć różne nazwy - Gembarowski, Olejnik, Kwiatkowski, ale wspólny jest zawsze ich sposób działania - zadziobać, zakrzyczeć, nie dać dojść do słowa, wyśmiać. Zniszczyć.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

Wbrew rozsiewanym przez siebie masowo dezinformacjom, MICHTRIX nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek 'lewicą' czy 'prawicą', 'postmodernizmem' czy 'wartościami', 'postępem' czy 'konserwatyzmem'. Jest poza i ponad takimi określeniami. W zależności od potrzeb może korzystać zarówno z takich słów jak 'patriotyzm' czy 'kosmopolityzm', 'wiara' czy 'racjonalizm', 'nowoczesność' czy 'tradycja'. Wszystko są to dla MICHTRIX'a jedynie środki do jedynego celu - totalnej, całkowitej i absolutnej WŁADZY. MICHTRIX będzie mówił o 'wolności' i 'tolerancji', by bezwzględnie zdominować, zniewolić lub nawet zniszczyć każdego, kto mu w tym spróbuje przeszkodzić. MICHTRIX użyje w tym celu wszelkich środków i metod - kłamstw, cenzury, propagandy, dezinformacji, fałszerstw i przeinaczeń. Natomiast na wszelkie wzmianki o dziennikarskiej etyce czy też odpowiedzialności społecznej mediów (zob. np. Maciej Mrozowski "Między manipulacją a poznaniem - Człowiek w świecie mass-mediów", Warszawa 1991, rozdz. 'Doktryny komunikowania masowego', str. 146) MICHTRIX reaguje wściekłym wyciem 'Wolny rynek!', 'Precz z cenzurą!', 'Bolszewickie metody!'. Bo dobrze wie, ze to właśnie jest dla niego jedyne prawdziwe zagrożenie.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX najbardziej pogardza tymi, którzy mu się oddają i ufają. W nienawiści, ale i pełnym zawiści respekcie ma tych nielicznych, którzy go widzą, takim, jaki MICHTRIX naprawdę jest - pełnym kompleksów i frustracji, nienawidzącym świata, ale przede wszystkim siebie, absolutnym, doskonałym... ZEREM.

Bo MICHTRIX jest tylko iluzją - wielką, nadętą, bufoniastą, niepewną siebie i dlatego wściekle arogancką nicością, która jak monstrualny pasożyt musi żywic się sokami innych - wartościami, moralnymi racjami, prawdziwymi, głębokimi uczuciami, takimi jak miłość, współczucie, godność, poczucie dumy ze wspólnej historii i tradycji, których to MICHTRIX sam nie mając, silnie łaknie i pożąda, a które po pożarciu i przetrawianiu przemienia w ich płytkie emocjonalnie parodie i karykatury - łzawe melodramaty, błahe i nieprawdziwe tragedie, sztuczne, nerwicowe miłostki i romansidła, emocjonalnie rozedrgane akcje 'na rzecz' i 'przeciwko'.

I dlatego właśnie wszyscy niby - 'bohaterowie' i pseudo - 'autorytety moralne' MICHTRIX'a są załgani i fałszywi - w sobie, swojej nijakości, małości i bylejakości, a niekiedy i podłości; w swojej młodości – gdy pisywali wiersze ku czci największych zbrodniarzy XX wieku albo pragnęli przyłączenia Polski do ZSRR jako tej republiki - historii, która by najchętniej 'zniknęli', albo jeszcze chętniej przerobili w 'czas walki i heroizmu', tak, by chociaż ich własne dzieci nie pogardzały nimi. MICHTRIX może im nawet załatwić Nobla.

MICHTRIX MOZE WSZYSTKO

MICHTRIX działa miękko, oswaja i uzależnia. Używa kolorów, obrazów i ciepłych słów. Dopiero kiedy już absolutnie uzależni i zmonopolizuje komunikację ze światem zewnętrznym, zaczyna delikatnie modelować i przerabiać umysły na swoją modłę. Ale do tego MICHTRIX potrzebuje faktycznego monopolu na informację. Dlatego kolejno marginalizuje, przejmuje bądź niszczy niezależne od niego media (zob. "Polski Czas", RTL 7).

MICHTRIX wcale nie musi czytać 'Polityki', 'Tygodnika Powszechnego', 'Trybuny', bo przecież doskonale wie, co tam znajdzie - MICHTRIX-a.

Natomiast wbrew pozorom i pomimo deklarowanej oficjalnie niechęci do 'oszołomów i faszystów' MICHTRIX jest bardzo ciekawy, co myślą i piszą o nim 'pozasystemowi', 'pozaukładowi' - normalni ludzie. Dlatego MICHTRIX zaczyna dzień od dokładnej lektury 'Życia', 'Nowego Państwa', 'Gazety Polskiej', Tygodnika 'Solidarność', 'Arcan', 'Czasu Kultury', uważnego słuchania Radia 'Plus', i z niepokojem oczekuje pojawienia się 'Telewizji Familijnej'. Nie dlatego, że są 'prawicowe' - MICHTRIX sam najlepiej wie, ze słowo 'prawica' nie oznacza nic i jest tylko kolejną udanie podrzuconą dezinformacją, zasłoną skutecznie zamazującą, zaciemniającą rzeczywistość - MICHTRIX po prostu wie, że w tych kilku ocalałych enklawach, nad którymi nie zdołał jeszcze rozciągnąć swojej całkowitej kontroli, czai się to, co jest dla niego najstraszniejszym zagrożeniem - prawda, zdrowy rozsądek, uczciwość.

MICHTRIX nas obserwuje. Popatrzmy i my na niego.

http://www.ojczyzna.pl/Arch-Teksty/michtrix.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 22 wrz 2011, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
2 102 401 straconych minut

W opisywanym przeze mnie niedawno ,,Rent'' śpiewano o 525 600 sezonach miłości.A przedstawienie...w realu trwało ok dwu godzin.Rząd Tuska zaserwował nam ponad dwa miliony ,,sezonów miłości'' w czasie realnym ,niestety,takimż samym.Jedyną przerwą w tym tragikomicznym spektaklu w którym Matrix medialny zasłonił rzeczywistość większości Polaków ,tragiczna a zarazem wzniosłą ,było tych kilka dni po największej w dziejach Polski na przestrzeni wieków ....katastrofie,wypadkowi ,morderstwie elit,trudno dziś to nazwać. Po tych kilku dniach rozpoczął sie znowu chocholi taniec grany przez TVN,GW,Politykę ,Wprost i wszystkie ,,elity intelektualne''.Chochola gra od 1945 roku nie zamilkła do dziś.I chociaż muzycy inni to z tej samej chewry. I,co najbardziej tragiczne,tańczących coraz więcej. Nawet nie zauważą ,gdy zostaną na bruku bo ich mieszkanko zostanie ,,wynajęte'' innym, o lepszej zdolności płatniczej.Kiedyś mieli ulice,ale dziś i je Grabarczyk i Bufetowa(w Warszawie) rozkopali.

Do dzis myślałam ,że jest nadzieja 9 października.Ale i Pan Bóg chyba chce nam tę ziemie wysadzić bo nawet reduty nie chcemy(umiemy) obronić.

http://amanasunta84.salon24.pl/345101,2 ... nych-minut


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 12 paź 2011, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Emigracja wewnętrzna

Wybory parlamentarne 9 października to więcej niż przegrana. To klęska i zmarnowana szansa Polski. Trzeba spojrzeć w zuchwałe oczy prawdy! Największą klęską jest fakt, że ponad połowa obywateli nie wzięła w ogóle udziału w wyborach. To tak zwana milcząca większość, jak się to określa w USA. Wygląda na to, że ludzie nie utożsamiają się nie tylko z żadną partią, z żadnym politykiem, żadnym programem, ale przestają się utożsamiać także z własnym państwem. Żadna to dla mnie satysfakcja, że rok temu przestrzegałem przed tym dokładnie na tej stronie. W wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej nastąpiła tak jak za komuny, jak za PRL, alienacja polityczna, czyli wyobcowanie się władzy od społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów - także rządu Donalda Tuska - obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem, a nawet z Ojczyzną. Kolejne wybory i niska w nich frekwencja są tylko jednym z bardzo wielu na to dowodów. W amerykańskiej socjologii politycznej nazywa się to zjawisko emigracją wewnętrzną. Na emigrację wewnętrzną udaje się coraz więcej obywateli, dokładnie tak jak za PRL. Jest to zjawisko niesłychanie niepokojące i tak jak za PRL winę za to ponoszą rządzący, o których poeta pisał: "Wy - którzy Rzecząpospolitą władacie". To zjawisko osłabia państwo, co więcej - może prowadzić do anarchizacji państwa. To niezwykle groźna erozja polityczna Polski.
III RP to państwo zmarnowanych i marnotrawionych szans, to państwo nie na miarę swoich potencjalnych możliwości. III RP to w dużej mierze Polska skorumpowana, nieuczciwa. To Polska agentury, aferzystów, nikczemników i manipulatorów, wprowadzających do mediów tzw. tematy zastępcze, robiących Polakom wodę z mózgu. Państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe swoim obywatelom. To państwo gnębi i oszukuje swych obywateli, marnotrawi ogromne podatki przez nich płacone. Media stały się pierwszą władzą nie tylko w Polsce, ale w skali globalnej są szkodliwe, gdy hałaśliwa mniejszość zakrzyczy milczącą większość. Zwykli Polacy tak jak za PRL coraz częściej są poniewierani przez tych, którzy powinni im pomagać i służyć. Podobnie jak za komuny PRL nie była państwem robotników i chłopów, tylko partyjnych biurokratów, tak samo III RP jest państwem urzędników, a nie obywateli.

W wyniku politycznej selekcji negatywnej do rządów nad Polakami dostają się miernoty, ludzie niekompetentni, często skorumpowani. Nigdy dotąd w całej historii Polski, nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników. Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych Polaków - już prawie nic nie da się normalnie załatwić, wszędzie najpierw odmowa, a potem można pisać odwołanie do urzędników. W labiryncie często bzdurnych i wykluczających się wzajemnie przepisów Polacy tracą bezproduktywnie swoją energię, inicjatywy i czas. Arogancja władzy w Polsce występuje na każdym kroku. "Obywatelską" jest tylko Platforma, natomiast zwykli obywatele III RP liczą się coraz mniej, z każdym rokiem stają się coraz bardziej ubezwłasnowolnieni przez dokuczliwe przepisy, represyjne urzędy, bezdusznych urzędników. Marszałek Piłsudski prawie 90 lat temu pytał: Czy wiecie, panowie, dlaczego budynek Sejmu jest okrągły? I sam na to pytanie odpowiedział: A czy ktoś widział kwadratowy cyrk? Ta anegdota jest ciągle aktualna, szczególnie teraz, po wyborach 9 października, gdy w polskim Sejmie zasiadają ponowie posłowie pokroju Palikota, Pitery, Niesiołowskiego i spółki.

Józef Szaniawski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 12&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 10 gru 2011, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Obroża

Zaskakująca jest siła starych przyzwyczajeń, skala wasalnej mentalności, prowincjonalnych kompleksów i usłużności wobec silniejszego. Tak, jakby rządzący Polską jej nie kochali i nie wiedzieli, co to są polskie interesy, a historia nie była nauczycielką życia i nie lubiła się powtarzać. W czasach saskich i stanisławowskich jawnie działały agentury obcych mocarstw. Niektórzy nawet głosili, że przejawem "cnót obywatelskich i patriotyzmu" jest branie garściami pruskich talarów czy moskiewskich rubli oraz działanie na zgubę Ojczyzny. W okresie PRL służalcze wobec Związku Sowieckiego kierownictwo PZPR i rząd oraz reżimowe media i tzw. postępowa inteligencja przekonywali Polaków, że aby zbudować "świetlaną przyszłość", należy "zrezygnować z części suwerenności" i oddać się pod "zbawcze" skrzydła Moskwy. W 1976 r. zmieniono nawet Ustawę Zasadniczą i wiernopoddaństwo wobec Moskwy zadekretowano w ówczesnej Konstytucji.
W III RP przeżywamy swoiste déjá vu, czyli doświadczamy odczucia, że to, co przeżywamy obecnie, już kiedyś się wydarzyło. Niektórzy też działają w imię "świetlanej przyszłości", ale już nie "światowej ojczyzny proletariatu", lecz zfederalizowanej Unii Europejskiej zarządzanej przez Berlin. W ten sposób zakwestionowali pierwotną ideę integracji europejskiej, która polegała na zeuropeizowaniu Niemiec, a okazało się, że na naszych oczach dochodzi do zgermanizowania Europy kontynentalnej. A wyjątkowo gorliwie zabiega o to kierownictwo rządzącej krajem Platformy Obywatelskiej i kierownictwo państwa oraz chór ich popleczników i ideologów utopijnego europeizmu, którzy głoszą dogmat, że dla dobra projektu europejskiego i euro należy zrezygnować z prerogatyw suwerenności i oddać się pod "zbawcze" teutońskie skrzydła.
David Cameron potrafi dbać o interesy kraju, którego jest premierem, podobnie władze Czech czy Węgier. W Polsce sprzeczne z Konstytucją i niekonsultowane ze społeczeństwem ani parlamentem zrzeczenie się znacznej części atrybutów naszej niepodległości i żebranie o "bratnią pomoc" z Berlina jest przedstawiane przez rządzących jako "racja stanu". Jest to robione w jedwabnych rękawiczkach z użyciem bogatego arsenału socjotechnicznego, dzięki czemu białe jest przedstawiane jako czarne, a czarne jako białe. Przypomina się znana bajka Jeana de La Fontaine´a w tłumaczeniu Adama Mickiewicza "Pies i wilk", w której pies radzi wilkowi, jak ma się w życiu "ustawić":
"Idź między ludzi - i na służbę
przystań´´
"Lecz w tej służbie co robić?´´
- wilk znowu zapyta.
"Co robić? - dziecko jesteś!
Służba wyśmienita:
Ot jedno z drugiem nic a nic!
Dziedzińca pilnować granic,
Przybycie gości szczekaniem głosić,
Na dziada warknąć,
Żyda potarmosić,
Panom pochlebiać ukłonem,
Sługom wachlować ogonem.
A za toż, bracie, niczego nie braknie´´ (...).
Pies mówił, a wilk słuchał:
uchem, gębą, nosem,
Nie stracił słówka;
połknął dyskurs cały
I nad smacznej przyszłości
medytując losem,
Już obiecane wietrzył specyjały!
Wtem patrzy... "A to co?´´
- "Gdzie?´´ - "Ot tu, na karku´´.
"Eh, błazeństwo!...´´ - "Cóż przecie?´´ - "Oto, widzisz, troszkę
Przyczesano, - bo na noc
kładą mi obróżkę,
Ażebym lepiej pilnował folwarku!´´
"Czy tak? Pięknąś wiadomość schował na ostatku´´.
"I cóż, wilku, nie idziesz?´´
"Co nie, to nie, bratku:
Lepszy w wolności kęsek lada jaki
Niźli w niewoli przysmaki".
Bajka ma oczywisty morał. Oczywisty dla tych, którzy są patriotami, a nie zwolennikami obroży za byle kąsek.

Jan Maria Jackowski
--------------------------------------------------------------------------------
Okazało się, że na naszych oczach dochodzi do zgermanizowania Europy kontynentalnej

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 10&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 13 gru 2011, 16:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
1981 i 2011 - a wszystko jest podobnie!

"80 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych i 9 tys. samochodów." - wiadomość grubą czcionką na portalu Money.pl.

No to nieźle nas zabezpieczają - pomyślałem. Wczoraj wieczorem Śródmieście było super zabezpieczone: na każdym rogu brygada uzbrojonych po zęby policjantów, Nowomiejską grupami po czterech chodzili, a na Marszałkowskiej przy Litewskiej, koło IPN-u, całe zgrupowanie. Skąd oni ich tylu nawieźli? Chyba znowu musieli sięgnąć po rezerwy z prowincji, żeby się tylko chłopaki w tej Warszawie nam nie pogubili! A na ulicy Ikara - widzieliście? Cały oddział szturmowy nowego ZOMO zablokował ulicę, cała ulica Jaruzelskiego! O ironio! Chciał się stanem wojennym ochronić przed tą dziką, niepoczytalną, żądną krwi swołoczą, a tu trzydzieści lat minęło i nic! Znowu trzeba pały wyciągać na postrach! Ale władza ta sama, tak samo działa na rozkazy Jaruzelskiego, dyspozycyjna, broni swego "męża stanu"...

Chwila, moment! Za szybko myślę! Ten artykuł w Money.pl, to przepraszam, jest wspomnieniowy, przypomina dane z 13 grudnia 1981 r.... Ale co się dziwicie, że mi się tak skojarzyło: przecież wszystko bardzo jest podobnie!

http://news.money.pl/artykul/30;rocznic ... .html?p=md

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/3 ... t-podobnie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 23 gru 2011, 17:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
III RP a PRL- czy coś się zmieniło?

Albo ile się nie zmieniło...Zainspirowany wpisem Godziemby ( viewtopic.php?f=5&t=1342&p=42894#p42894 ) o numerach postanowiłem pogrzebać w stosie staroci. Znalazłem książeczkę w formacie starych "tygrysów" zatytułowaną "Białe plamy 3. Reporterska Aukcja Zdarzeń", Warszawa 1989. Na marginesie kolejnego 13. grudnia sami popatrzcie jak łatwo prać wam mózgi. Pierwszy tekst M. Iłowickiego, W cieniu na wulkanie to krótki opis społeczeństwa polskiego pod koniec lat 80. tych XX wieku. Kilka fragmentów:

"Otóż badania te wskazują, że konflikt pierwszy (społeczne aspiracje — rzeczywistość) odczuwa zdecydowana większość społeczeństwa, w tym także wielu zwolenników systemu. W konflikcie drugim (władza — opozycja) zaangażowanych jest — jako przeciwnicy — ok. 30% Polaków (taki był stan w r. 1987 — procenty ulegają znacznym wahaniom). Dla porządku dodam, że ogromna część (większość) czynnych uczestników konfliktu drugiego odczuwa także konflikt pierwszy, o którym można zatem powiedzieć, że dotyczy właściwie całego narodu. Natomiast ci, którzy pozostają na uboczu aktywnego konfliktu władza — opozycja ( w r. 1987 było ich do 70%, czyli większość społeczeństwa), znajdują się „w sferze cienia", albo jak się to także czasami określa „w sferze szarości". Nie oznacza to, iż sympatyzują oni z systemem czy wspierają władzę, lub są obojętni wobec opozycji — przeciwnie, można z wielu dodatkowych wskaźników wnosić, że są to potencjalni przeciwnicy systemu. Jednakże dzisiaj czują, iż nie mają żadnego wpływu na sprawne funkcjonowanie państwa i gospodarki i mają coś w rodzaju „kompleksu Solidarności". To znaczy żywią przekonanie, że protest jest w tym systemie nieskuteczny, a może być bardzo kosztowny. Boją się zatem konfrontacji, ale też nie wierzą w porozumienie i kompromisy (bo ta władza zawsze „wykoleguje"). Nie wierzą także w realną poprawę swego losu [pogrubienie moje-Unicorn].

Od opozycji ludzie ze strefy cienia oczekują działań na rzecz usensownienia systemu, ale opozycja nie ma warunków do takiego działania, nie chce zaś konfrontacji „siłowej". Trzeba przyznać ze smutkiem, że opozycja nie ma dobrego programu pozytywnego, zaś władza swych programów naprawy państwa i gospodarki po prostu nie wykonuje. Z drugiej strony ludzie — jak wspomniałem — nie chcą kompromisów. Zatem opozycja idąca na kompromis może stracić autorytet i zaufanie, władza zaś próbująca kompromisów będzie już zawsze (na podstawie długiego doświadczenia) podejrzewana o oszustwo. 70% Polaków ze strefy cienia (może najtrafniejsze jest określenie „centrum ponuro milczące") boi się więc zarówno konfrontacji, jak i kompromisu, obawia się zmian, ale uważa, że tak dalej być nie może. Jest to sytuacja, w której na krótką metę kryzys działa stabilizująco, ale jest to równowaga bardzo nietrwała. Tego rodzaju sprzeczności mogą łatwo doprowadzić do wybuchu. Ludzie „ponurego centrum" żyją zatem w cieniu, ale jest to cień rzucany przez wulkan, który może wybuchnąć w sposób niekontrolowany. Spustem czy zapalnikiem może być— jak się zdaje — dalsze pogorszenie się warunków życia."

Za: "Białe plamy 3. Reporterska Aukcja Zdarzeń, Warszawa 1989, s. 15- 16.

"Większość Polaków (nieco mniej niż 2/3) żyje dziś „na styk". Oznacza to, iż każda zwyżka cen lub zmniejszenie dochodów, względnie jakiś losowy wypadek może spowodować załamanie się budżetu. Ludzie ci z wielkim lękiem patrzą w przyszłość i z trudem wiążą koniec z końcem.

Wreszcie 1/3 Polaków (grupa ta stale się powiększa) żyje w stanie ubóstwa, nawet na skraju nędzy — to znaczy nie osiąga nawet oficjalnie ustalonego tzw. minimum socjalnego. Do tej grupy „poniżej" zalicza się aż połowa rencistów i emerytów, są tu liczne osoby niesprawne, rodziny wielodzietne, część robotników niewykwalifikowanych, drobni urzędnicy, spora część zaczynających pracę młodych lekarzy, nauczycieli, naukowców i innych.

Otóż młodzież polska II połowy lat osiemdziesiątych ma pełną świadomość (potwierdzają to wyniki badań), iż normalną pracą nie zdobędzie ani mieszkania, ani dóbr trwałego użytku, ani nie zaspokoi ambicji zawodowych. Młodzi ludzie wiedzą (i widzą), że ani wykształcenie, ani pracowitość, ani zdolności nie zapewniają im godziwego poziomu życia i samorealizacji", ibidem, s. 19.

Przeskok w czasy nam bliższe:

"Statystyczny Polak żyjący w biedzie, to nastolatek żyjący na wsi razem z rodzicami i przynajmniej trójką rodzeństwa. Ale to tylko statystyka. Problem ubóstwa coraz częściej dotyka także samotne matki z niepełnosprawnym dzieckiem, kobiet z minimalnymi pensjami, mieszkańców miejskich enklaw biedy, rodzin wielodzietnych czy absolwentów wyższych uczelni - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Według raportu przygotowanego przez Anti-Poverty Network i Social Watch, aby określić poziom ubóstwa, nie wystarczy wskaźnik PKB, który mówi tylko o ile średnio wzrosła produkcja.

Trzeba spojrzeć na inne wskaźniki, które pokazują odmienne tendencje. Z jednej strony liczba skrajnie ubogich zmniejszyła się do 2 mln, ale z drugiej strony jest coraz więcej tych, którzy mają problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb materialnych. Według szacunków raportu, problem ubóstwa może dotyczyć w Polsce nawet 13 mln osób."

Za: Wiadomości.onet.pl.

"Przy tym wskaźniku odsetek ubogich jest mniejszy i wynosi 5,7 proc. Może być jednak znacznie wyższy jeśli za kryterium posłuży tzw. relatywna granica ubóstwa. To z kolei parametr według którego za ubogiego uznany zostanie ten, kto na utrzymanie przeznaczy mniej niż połowę średnich miesięcznych wydatków innych gospodarstw domowych. Przy takim przeliczniku zagrożonych ubóstwem jest aż 17,3 proc. Polaków."

Za: Money.pl.

http://unicorn.ricoroco.com/nucleo/?itemid=837


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 16 sty 2012, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 25 sty 2012, 12:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Najlepiej stać po stronie czystego sumienia – rozmowa z Pawłem Zyzakiem, autorem biografii „Lech Wałęsa. Idea i historia”

O powodach napisania nowej książki, o wartości nonkonformizmu w Polsce, a także o bieżącej polityce i III RP rozmawiamy z autorem głośnej biografii Lecha Wałęsy, Pawłem Zyzakiem.

Portal ARCANA: Twoja książka wywołała swojego czasu burzę. Ataki medialne, bezprecedensowe oszczerstwa, doprowadzenie do wyrzucenia z pracy stanowiły poważną presję - czy po upływie dwóch i pół roku od wydania książki żałujesz, że zdecydowałeś się na taki nieodwracalny krok?

Paweł Zyzak: Oczywiście, że nie żałuję. Jeśli książka spowodowała pewne nieodwracalne straty w kondycji Instytutu Pamięci Narodowej lub Uniwersytetu Jagiellońskiego, to dla mnie osobiście stała się odskocznią, stwarzając zbiór szeregu możliwości w rozwoju kariery. Dziś jeżdżę po świecie, otrzymuję propozycje stypendiów naukowych, a w środowisku szeroko pojętej prawicy jestem osobą darzoną, co dla mnie szczególnie ważne – zaufaniem. Byłbym nieszczery, gdybym teraz powiedział, że żałuję wszystkiego co się wydarzyło.

Historycy wracając po pewnym czasie do swoich prac, wiele by do nich dopisali nowych treści i spostrzeżeń. Jak jest w przypadku twojej biografii Lecha Wałęsy? Jakie poprawki byś tam wprowadził?

Na pewno gdybym napisał ją rok później, znalazłoby się w niej jeszcze więcej faktów dotyczących życiorysu Lecha Wałęsy.

Myślę, że mój język stoi obecnie na wyższym poziomie i wciąż ewoluuje. Nawet w książkach Bronisława Wildsteina widać symptomy tej ewolucji. Z każdym rokiem jego pisarstwo jest doskonalsze.

Nie usunąłbym żadnego z tzw. kontrowersyjnych fragmentów książki. Wręcz przeciwnie – wzbogaciłbym je o szereg kolejnych faktów. Na pewno uzupełniłbym książkę o kwestię oddźwięku „Solidarności” za granicą oraz o wątek jej relacji ze Stanami Zjednoczonymi, sympatyzującymi mocno z narodem polskim.

Wiele osób wspierało Cię po wydaniu książki, także poprzez zakup Twojej publikacji, przychodzili na spotkania z Tobą, wyrażali swoje uznanie. To dla nich, interesujących się czy wszystko u Ciebie w porządku, chciałbym spytać, co się teraz z Tobą dzieje, w jakim stadium swojego życia jesteś, jak Ci się powodzi?

Naturalnie pamiętam o tym wsparciu i na pewno będę miał okazję podać dalej tę iskierkę. Obecnie kontynuuję swoją drogę naukową, chciałbym zostać historykiem z prawdziwego zdarzenia, przynajmniej doktorem (tytuł magistra nie jest tytułem naukowym). Nie aspiruję więc do udziału w wielkiej akademickiej dyskusji historycznej o ostatnich dekadach PRL, choć moim zdaniem pod rządami PO-PSL oklapła i stała się jałowa. W naszym wieku, jesteśmy rówieśnikami, powinniśmy jeszcze przysłuchiwać się starszym i mądrzejszym oraz sporo czytać. To prawda, wystartowałem z pisarstwem nieco wcześniej, ale biologii nie oszukam, więc szlifuję umiejętności.

III RP poznałeś na dwa sposoby – jej korzenie zbadałeś poprzez własne poszukiwania naukowe, a częściowo poznałeś ją przez własne doświadczenia. Próba wprowadzenia cenzury, ograniczenia wolności słowa i wolności badań naukowych, ataki personalne, to wszystko składa się na ponury obraz naszych elit. Ale od czasu wydania książki wiele się zmieniło, miała miejsca tragedia smoleńska, te patologie państwa wypływają na każdym kroku. Jaka jest Twoja diagnoza współczesnej Polski?

Jeśli chodzi o „sprawę Zyzaka”, to była to, moim zdaniem, sprawa dla polskiej nauki przełomowa. Była granicą, której przekroczenie obudziło na dobre ducha służalczości drzemiącego w pewnych kręgach naukowych, przywykłych do koegzystencji z reżimem komunistycznym. Bez powodu, bo reżim ten przeminął, a nawet najostrzejsze słowa polityków, gnębionych zresztą przez ten reżim jeszcze dwadzieścia kilka lat temu, nie przyniosły jego reaktywacji. Jeżeli udało się zastraszyć najstarszy w Polsce uniwersytet, to jakie inne środowisko naukowe zdołałoby się oprzeć podobnym naciskom? Katastrofa smoleńska, odwrotnie, istotnie zagroziła suwerenności państwa i rozsierdziła macki byłego reżimu. Katastrofa stała się z kolei punktem krytycznym dla polskiej polityki i nieodwracalnym upadkiem dziennikarstwa par excellence. Od tego momentu wypadki w naszym kraju nabrały tempa. Uśpiona nomenklatura rozciągająca się od służb po administrację, żywiąca się sokami społeczeństwa, uznała, że może jej ono zagrozić. Możliwość osądzenia osób odpowiedzialnych za katastrofę smoleńską może wywołać falę zmian, którą trudniej będzie zatrzymać niż tę wywołaną „aferą Rywina”.

Po publikacji książki S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka, „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” dr Cenckiewicz wydał publikację „Sprawa Lecha Wałęsy”, w której opisywał dzieje dyskusji wokół agenturalności byłego prezydenta. Czy była ona dla Ciebie inspiracją w wydaniu „Gorszego niż faszysta”?

W jakimś stopniu tak. Podobnie uczynił Jan Tomasz Gross, wydawszy książkę Wokół „Sąsiadów”: polemiki i wyjaśnienia, opisującą szum medialny po ukazaniu się Sąsiadów. We wstępie do Gorszego niż faszysta przyznałem, że pierwotnie nosiłem się z zamiarem poszerzenia pierwszej książki o nowy rozdział, opisujący burzę wokół książki. Pisząc go coraz bardziej przecierałem oczy ze zdumienia. „A jednak nie przypuszczałem, że to było... aż tak... z tym otoczeniem”, że zacytuję przedwojennego socjalistę Mieczysława Niedziałkowskiego. Zadziałał w okresie „sprawy Zyzaka” cały, pełny łańcuch tzw. układu: rząd – media – służby specjalne - okrągłostołowe elity – celebryci - służby specjalne – prokuratura – sądownictwo - świat nauki. Niewybaczalnym błędem byłoby nie napisać szerszej rozprawy na temat wypadków wokół książek o Wałęsie, a nie mogłem czekać, aż ktoś inny to być może uczyni. Materiały internetowe, na których częściowo opiera się moja praca, znikają, niekiedy są modyfikowane. Gorszy niż faszysta, napisany trochę z zaskoczenia, umożliwił mi zamrożenie furii medialno-politycznej, za pomocą której przetrącono kręgosłup nie tyle ludziom, ile wspaniałym ośrodkom naukowym. Uważam, że takie dokumenty jak ten, książka Wojciecha Sumlińskiego Z mocy bezprawia, czy publikacje o „katastrofie smoleńskiej”, to coś, o co każdy z nas może się pokusić, oddając jednocześnie cegiełkę na rzecz przyszłych pokoleń.

Kiedy dziś, po 30 latach, patrzymy na ludzi Solidarności widzimy często, że jej bardziej odważni członkowie zostali zepchnięci na margines życia społecznego, a często ci nastawieni kunktatorsko zrobili błyskotliwe kariery polityczne. Spójrzmy na przykład ś.p. Anny Walentynowicz – gdy Lech Wałęsa zostawał prezydentem, ona musiała dorabiać do głodowej emerytury. Z tego mogą rodzić się niepokojące wnioski – może bardziej się opłaca siedzieć cicho i być wyczulonym na to, z której strony wiatr wieje?

Co 10, czy 20 lat przychodzi w Polsce przełom, który znosi aktualne elity i wynosi inne. Historia zatacza koło, ale nic nie jest już takie jak dawniej, ponieważ niektórych błędów nie jesteśmy w stanie naprawić, a niektórych rozwiązań powielić. Trudno w takiej dynamice przewidywać wydarzenia i ich następstwa. Podobnie to, czy aktualnie lepiej być leniem czy krzykaczem. Najlepiej stać po stronie czystego sumienia, tym bardziej, że w tej chwili to najlepszy „program polityczny” dla Polski. Trzeba budować zręby niepodległościowych struktur i instytucji, bo dziedzictwo tej pracy wypłynie na powierzchnię. Choć Anna Walentynowicz nie doczekała się upragnionej przez siebie Polski, jej dziedzictwo również przyniesie plon.



Rozmawiał Jakub Maciejewski



Paweł Zyzak (ur. 1984 w Żywcu) – mieszka w Bielsku-Białej. Z wykształcenia technik elektronik i magister historii, ukończył Uniwersytet Jagielloński. Stypendysta The Institute of World Politics oraz The Albert Shanker Institute – American Federation of Teachers. Uczestnik Project on Cold War Studies na Uniwersytecie Harvarda. Doktoryzuje się na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się historią najnowszą.

Publikuje w dwumiesięczniku „Arcana”, „Dziejach Najnowszych” i periodyku społeczno-historycznym „Glaukopis”; na łamach prasy: w „Gazecie Polskiej”, „Nowym Państwie”, „Gościu Niedzielnym”, „Najwyższym Czasie” oraz „Naszym Dzienniku”.

Laureat Nagrody Literackiej imienia Jacka Maziarskiego oraz Nagrody Literackiej imienia Józefa Mackiewicza; obu za książkę Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku.

http://www.portal.arcana.pl/Najlepiej-s ... ,2179.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 26 sty 2012, 08:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Dzika lustracja zamieciona pod dywan

Ani prokuratura, ani władze Instytutu Pamięci Narodowej nie są zainteresowane wyjaśnieniem, jak to się stało, że dwie pracownice biura lustracyjnego IPN w Lublinie w tajemnicy przed przełożonym zainicjowały samowolnie i poza jakąkolwiek kolejnością procedurę lustracyjną wobec znanego lubelskiego adwokata, a jedyną poinformowaną o tym fakcie osobą okazał się dziennikarz lokalnego dodatku do "Gazety Wyborczej". Wcześniej dziennikarz od blisko roku specjalizował się w pisaniu niepochlebnych tekstów dotyczących eurodeputowanego PiS prof. Mirosława Piotrowskiego z KUL, a lustrowany mecenas był pełnomocnikiem profesora w procesie o zniesławienie wytoczonym naczelnikowi Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Lublinie. Jednak przeprowadzająca kontrolę w lubelskim biurze lustracyjnym komisja IPN nie dostrzegła w tych okolicznościach niczego podejrzanego, podobnie zresztą jak prokuratura, która już umorzyła śledztwo. Sprawą zajmie się teraz sąd, do którego wpłynęło zażalenie na postanowienie prokuratora o umorzeniu postępowania.


"Wyborcza" na lustracyjnym tropie
Afera wyszła na jaw pod koniec czerwca ubiegłego roku, gdy jeden z dziennikarzy "Gazety Wyborczej" w Lublinie usiłował uzyskać od rzecznika prasowego lubelskiego IPN potwierdzenie, że Instytut lustruje mec. Stanisława Estreicha, znanego lubelskiego adwokata, byłego dziekana rady adwokackiej i sędziego Trybunału Stanu, aktualnie pełnomocnika prof. Mirosława Piotrowskiego w procesie o zniesławienie wytoczonym dr. Stanisławowi Poleszakowi, naczelnikowi OBEP IPN w Lublinie. Z pytaniem o to pani rzecznik zwróciła się do dyrektora lubelskiego IPN, od którego dowiedziała się, że taka lustracja nie jest prowadzona. Jednak dociekliwość dziennikarza od miesięcy specjalizującego się w atakach na prof. Piotrowskiego musiała zapalić w kierownictwie lubelskiego IPN czerwoną lampkę alarmową. Dlaczego lustrowany miał być akurat Estreich, skoro jest tylko jednym z 400 lubelskich adwokatów czekających od prawie czterech lat na weryfikację swoich oświadczeń lustracyjnych? Po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że jednak dziennikarz był lepiej poinformowany niż dyrektor IPN w Lublinie, a nawet naczelnik Biura Lustracyjnego lubelskiego IPN.
"W dniu 29 czerwca 2011 r. ujawniłem na liście nr 74 z dnia 07 czerwca 2011 r. przekazanej do poszczególnych OBUiAD i BUiAD Warszawa, że znajdują się tam - jako trzy ostatnie pozycje 1405, 1406 i 1407 - osoby niewymienione w porządku alfabetycznym spośród obecnie opracowywanej listy kandydatów na radnych", napisał w notatce służbowej prok. Daniel Załuski, naczelnik biura lustracyjnego w lubelskim IPN, wszczynając postępowanie dyscyplinarne. "Projekt listy nie był ze mną konsultowany, jak również nie uprzedzono mnie, że na w/w liście znajdują się osoby wskazane w pkt 1405-1407".
O ile umieszczenie poza kolejnością dwóch nazwisk na liście lustracyjnej, zdaniem naczelnika, można było jakoś uzasadnić, o tyle lustrację mec. Estreicha uznał za niezgodną z procedurami obowiązującymi w biurze.
"Poważne moje wątpliwości budzi również fakt, iż adwokat Estreich jest pełnomocnikiem Mirosława Piotrowskiego, europosła, w sporze zawisłym przed sądem w Lublinie z pracownikiem tut. IPN, panem Sławomirem Poleszakiem", napisał prok. Załuski w notatce.

Proces i fakty prasowe
Trudno było nie skojarzyć tych faktów, jako że głośny proces Piotrowski vs. Poleszak trwa już blisko półtora roku ze zmiennym dla zwaśnionych stron szczęściem i huczy o nim nie tylko cały lubelski IPN. Od początku w lubelskiej "Gazecie Wyborczej" "obsługiwał" go głównie jeden dziennikarz, właśnie ten, który pytał o lustrację mecenasa, a w swoich tekstach jednoznacznie opowiadał się po jednej ze stron sporu. Sugerował, że prof. Piotrowski przenosi polemikę naukową na salę sądową, co jest złamaniem akademickiego etosu. Tłumaczenia Piotrowskiego, że nie jest zwolennikiem debaty naukowej przed sądem, a w procesie wytoczonym Poleszakowi nie chodzi o polemikę naukową, ale osądzenie ewidentnych kłamstw rozpowszechnionych świadomie w celu podważenia jego dorobku i kompetencji naukowych, nie mogły się przebić przez coraz to nowe "fakty prasowe" produkowane w "Wyborczej". Dziennikarz ten był autorem sławnego newsa o rzekomym "wytupaniu" prof. Piotrowskiego w czasie wystąpienia na Radzie Wydziału Humanistycznego KUL, co zdementował m.in. prowadzący obrady dziekan wydziału prof. Krzysztof Narecki.
Apogeum kampanii prasowej przeciwko Piotrowskiemu przypadło na marzec i kwiecień 2011 r., kiedy w reakcji na korzystny dla niego werdykt sądu okręgowego, który uchylił decyzję sądu rejonowego o umorzeniu i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia, "Gazeta Wyborcza" opublikowała list otwarty podpisany przez ok. 160 osób, w większości historyków, w którym zarzucono prof. Piotrowskiemu łamanie obowiązujących w świecie nauki standardów i "zamykanie ust nauce przy pomocy sądów".

Lustratorki w obronie kolegi
Pod listem w obronie dr. Poleszaka podpisali się też niektórzy pracownicy lubelskiego IPN, w tym również dwie panie z biura lustracyjnego. To właśnie one blisko dwa miesiące po podpisaniu listu, w czasie gdy ich przełożony na początku czerwca ubiegłego roku poszedł na urlop, samowolnie wszczęły procedurę lustracyjną mec. Stanisława Estreicha, pełnomocnika procesowego Piotrowskiego. Okazało się to bardzo proste. Wystarczyło tylko pod ułożoną alfabetycznie listą podlegających lustracji samorządowców dopisać nazwisko adwokata, pominąć obowiązującą procedurę nakazującą w podobnych przypadkach sporządzenie notatki służbowej uzasadniającej takie działanie i nie pytać o zgodę naczelnika biura lustracyjnego. Nie musiały się nawet zgadzać inicjały nazwisk. Gdy naczelnik wrócił z urlopu, głęboko zakonspirowana lustracja była już w toku. Do 14 oddziałów IPN w całej Polsce trafiło nazwisko mecenasa z poleceniem przeprowadzenia szerokiej kwerendy. Indagowane na okoliczność, kto zainspirował je do podjęcia lustracji akurat mec. Estreicha w trzy i pół roku po złożeniu przez niego oświadczenia lustracyjnego jako pierwszego z grupy lubelskich adwokatów, a także jak przebiegał proces podjęcia przez nie tej decyzji, kobiety zasłoniły się niepamięcią, co spotkało się z pełnym zrozumieniem ze strony kontrolerów IPN oraz śledczych prokuratury. "Obie rozpytywane wykluczyły jednak w tej sprawie jakikolwiek wpływ lub nacisk podchodzący od osób spoza Biura Lustracyjnego", stwierdzono w protokole pokontrolnym IPN.


"Wyborcza" wiedziała, adwokat nie
Tajemnicą pozostaje jednak rola dziennikarza "Gazety Wyborczej" w dzikiej lustracji mec. Estreicha. To, że się dopytywał o tę lustrację, dobrze świadczy o jego zawodowej dociekliwości, ale otwarte pozostaje pytanie, skąd o niej wiedział. Początkowo w śledztwie prowadzonym i już umorzonym przez lubelską prokuraturę rejonową zupełnie pominięto ten wątek, podobnie jak w czasie kontroli wewnętrznej IPN. Dopiero po złożeniu przez prof. Piotrowskiego zażalenia na decyzję o umorzeniu śledztwa, prokuratura zdecydowała się przesłuchać dziennikarza i rzecznika prasowego IPN, którą przepytywał on w sprawie lustracji. I tu również okazało się, jak zawodna może być ludzka pamięć. Dziennikarz twierdził, że o lustracji mecenasa słyszał "od kogoś, ale nie pamięta od kogo". Podobno Estreich miał się żalić na "mieście", że "Gazeta Wyborcza" przygotowuje artykuł dotyczący jego lustracji w oparciu o dokumenty znajdujące się w IPN.
Ale tej wersji stanowczo zaprzecza sam mecenas niemający w czerwcu ubiegłego roku zielonego pojęcia o wszczętej wobec niego lustracji. Podczas zeznań w prokuraturze oświadczył, że o podjęciu przez IPN działań mających na celu weryfikację jego oświadczenia lustracyjnego dowiedział się na początku sierpnia ubiegłego roku od prof. Piotrowskiego. Uważa, że doszło do samowolnego działania pracowników IPN polegającego na niezgodnym z ustawą rozpoczęciu postępowania lustracyjnego, gdyż została zmieniona kolejność grup zawodowych, których oświadczenia podlegały weryfikacji, a ponadto jego nazwisko znajdujące się na 54. pozycji listy lubelskich adwokatów zostało bez powodu wpisane poza kolejnością. Działania te mecenas jednoznacznie wiąże z "występowaniem w charakterze pełnomocnika w sporze prof. Mirosława Piotrowskiego z panem Sławomirem Poleszakiem".

Zbytnie zaufanie nie kompromituje IPN?
W następstwie ujawnionej afery lustracyjnej w połowie sierpnia 2011 r. w lubelskim pionie lustracyjnym przeprowadzono kontrolę funkcjonowania biura w okresie od 1 stycznia do 31 lipca 2011 roku. Ujawniona w jej toku samowolna lustracja mec. Estreicha nie spowodowała jednak żadnych negatywnych konsekwencji dla jej sprawczyń. Zarówno kontrola wewnętrzna IPN, jak i postępowanie prokuratorskie skupiły się na formalnoprawnym aspekcie działań pracownic biura lustracyjnego i uznały, że skoro mec. Estreich był osobą podlegającą lustracji, to wszczęcie jej nawet w tajemnicy przed naczelnikiem nie stanowiło naruszenia prawa. Utajnienie całej operacji przed naczelnikiem i niesporządzenie wymaganej notatki urzędowej komisja IPN uznała jedynie za pewne uchybienie pragmatyce służbowej, które należy wyeliminować w przyszłości.
Kontrola wykazała szereg innych nieprawidłowości w pracy pionu lustracyjnego IPN w Lublinie. Z protokołu pokontrolnego wynika, że w okresie półrocznym doszło do 17 przypadków umieszczenia na "listach sprawdzeniowych" osób z grupy kierowniczych stanowisk w administracji rządowej i samorządowej "poza ustalonym w biurze porządkiem działań". I te nieprawidłowości zostały potraktowane przez komisję niezwykle wyrozumiale jako wynik "omyłki mającej swe źródło w zbytnim zaufaniu w wyniki automatycznego wyszukiwania". Aż strach pomyśleć, co by wykazała kontrola funkcjonowania urzędu w dłuższym okresie.
O nieprawidłowościach w funkcjonowaniu Oddziałowego Biura Lustracyjnego w Lublinie może świadczyć również opisywany przez prasę przypadek przekazania jednej z miejskich komisji wyborczych na Lubelszczyźnie nieprawdziwych danych, w wyniku czego nastąpiło zatajenie ubeckiej przeszłości kandydata na radnego w obwieszczeniu wyborczym.
Z jednej strony "errare humanum est" i "nie myli się tylko ten, kto nic nie robi", ale z drugiej zastanawiająca jest wyjątkowa pobłażliwość organów kontrolnych IPN, jak również prokuratury wobec nieprawidłowości stwierdzonych przy procesie lustracyjnym. Niezgodne z ideą lustracji działania niektórych pracowników IPN mogą bowiem skompromitować tak ważną i potrzebną dla Polski instytucję, a także tak istotny dla przejrzystości polskiego życia publicznego proces.

Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 01 lut 2012, 18:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Jaki wpływ na nas, na naszą codzienność, naszą świadomość, naszą duchowość, na nasze postrzeganie, ma skaza na naszym rozwoju, jaką jest okres peerelowskiego zsowietyzowania.
Druga wojna światowa i początkowy okres PRL - u wymordowały nam większość naszej inteligencji. Spora jej część, która przeżyła wojnę nigdy nie powróciła do kraju.
Bolszewizm mógł wspierany militarną siłą niszczyć nam naszą kulturę i wprowadzać w jej miejsce własne wyobrażenie kultury. Okres III RP zamiast zwrócić się sercem i umysłem w stronę wolnej Ojczyzny, rozpoczął swoją antypolską krecią robotę i jednych z nas stoczył na samo dno człowieczeństwa, a innym uprzytomnił, że to nie jest tylko pluralizm i twórcze różnienie się, ale zdecydowana i bezwzględna walka z tym co polskie.


Wszyscy jesteśmy postkomuną

Podziały ideologiczno-polityczne, a nawet moralne ułożyły się dzisiaj na linii akceptacji PRL-u lub zaprzeczeniu jego istnienia. W naturalny sposób łagodniej traktuje komunizm lewica. A co jeśli komunizm pozostawił swoje piętno także na tych „prawych”?


Każda akcja ma swoją reakcję. Podobnie jak każde środowisko, w jakim obraca się człowiek pozostawia na nim swój ślad, a czasem przekształca go na swoje podobieństwo. W historii wiele jest podobnych przykładów. Zromanizowani barbarzyńcy, zbarbaryzowani Rzymianie, europeizujący się Indianie, asymilujący Żydzi. Zazwyczaj zjawisko wchodzenia w nową wspólnotę i wykorzeniania ze starej przychodziło z czasem, po kilku pokoleniach. Głównie przebiegało przez praktykę – kultywowane zwyczaje, język jakim posługiwano się na co dzień. O wiele ostrzej wyglądało to w reżimach totalitarnych. W totalitaryzmach człowiek jest dosłownie tresowany, aby w określonych sytuacjach postępował zgodnie z narzuconym mu wzorem. Dobrym tego przykładem jest Związek Radziecki, czy bardziej aktualna sytuacja w Korei Północnej. Zadanie wtłoczenia w psychikę człowieka określonych schematów miała propaganda. I w większości się jej udawało. Czy Niemcy tak gorliwie wspieraliby Hitlera, gdyby nie nowatorskie techniki propagandowe III Rzeszy?

W podobny sposób określają nas warunki w których się wychowujemy. Z reguły dzieci z rozbitych rodzin, czy dzieci alkoholików gorzej funkcjonują w rodzinie i społeczeństwie. Niekiedy przejmowanie jakichś dramatycznych doświadczeń odbywa się drogą pośrednią. Götz Aly doszukuje się źródeł rewolty studenckiej lat 60. w Niemczech w nieprzepracowanej traumie pokolenia ich rodziców, związanej z doświadczeniem totalitarnego reżimu i II wojny światowej. Równie mocno wpływają na nas nasze własne doświadczenia z czasów młodości, a nawet późniejsze. Im bardziej są traumatyczne, tym mocniejszy jest ich wpływ. Wielu osobom doświadczenie obozu koncentracyjnego czy sowieckiego łagru złamało życiorys. Czy tak obawialibyśmy się „zdyskryminować” kogokolwiek, gdyby nie było Holocaustu? Czy rzucalibyśmy się w wir indywidualizmu, gdyby nie wcześniejsza trauma totalitaryzmów, w których człowiek nic nie znaczył? O wiele bardziej dramatyczne reperkusje miała (wspomniana już przeze mnie we wcześniejszym tekście) I wojna światowa. W bardzo ciekawy sposób relację między doświadczeniem a późniejszym postępowaniem ilustruje Ben Scott przytaczając słowa weterana Wielkiej Wojny:„People told us that the War was over. That made us laugh. We ourselves are the War. Its flame burns strongly in us. It envelops our whole being and fascinates us with the enticing urge to destroy. We obeyed…and marched onto the battlefields of the postwar world just as we had gone into battle on the Western Front: singing, reckless and filled with the joy of adventure as we marched to the attack; silent, deadly, remorseless in battle.” [1] Oczywiście, nie zawsze doświadczenie wojny prowadziło wyłącznie do faszyzmu. Jak bardzo na Polsce okresu międzywojennego zaciążyła wojna? Nie tylko materialnie, ale i moralnie. Albo chociażby w języku. Przecież wojskowych określeń używali nie tylko ci, którzy odbyli służbę w Legionach.

No właśnie. Walka. Czasem przyglądając się dzisiejszej prawicy można dojść do wniosku, że wciąż walczy ona z komunizmem. Ze złym totalitarnym państwem, które zaraz ich zaknebluje i wsadzi do więzień. Naturalnie jest w tym duża przesada. Niezależnie od tego jak bezkarnie czuje się dzisiejsza władza, to Tusk nie jest Jaruzelskim, a wlepiająca rażące mandaty za krytykowanie prezydenta policja nie jest ZOMO. (Tu zapewne wielu stanęło w oczach słynne przemówienie Kaczyńskiego…) Niektórzy wciąż jednak mentalnie tkwią w tamtej epoce. Niby skąd wzięła się retoryka pt. „Ja siedziałem za stanu wojennego i mi się należy.”? Reprezentowana, notabene, nie tylko przez Adama Michnika. Zupełnie jak piłsudczycy, którzy wszystko sprowadzali do swoich wojennych zasług. Niekiedy „przeszłościowe” postawy prowadzą do zacietrzewienia. Znam człowieka, który do dzisiaj walczy z twierdzeniami, które wylansowała swojego czasu komunistyczna propaganda, choć już dawno odeszły one do lamusa. Niemniej ta osoba została tak bardzo doświadczona niesprawiedliwością PRL-owskiej propagandy, że się w pewnym sensie zatrzymała się wśród ówczesnych haseł. Ten człowiek wciąż walczy.

No, warto by zapytać czy nie otaczają nas wciąż relikty reżimowej propagandy epoki wczesnego Gierka, czy późnego Jaruzelskiego? No i tu pewnie mielibyśmy problem. Wciąż jeżdżąc na konferencje spotykam się z tezą zakładającą, że Piłsudski negatywnie przyczynił się do rozwoju polskiej armii w II RP, bo był stary i stetryczały. Problem polega na tym, że pogląd ten został dawno zrewidowany przez profesjonalnych badaczy. Krótko po zamachu majowym zmniejszono stany kawalerii i zwiększono nakłady na lotnictwo. Doprawdy, czyste wsteczniactwo. A pamiętajmy, że armia była oczkiem w głowie, nomen omen, Marszałka. Ten przykład nie wskazuje, oczywiście, że cała nasza historiografia jest zdominowana przez narrację, jaka skończyła się wraz z 1989 r., ale pokazuje, że niektóre twierdzenia są zdumiewająco żywotne. Na szczęście stopniowo odchodzą w zapomnienie wraz z tym, jak nadrabiamy zaległości z okresu PRL. Nie da się jednak ukryć, że potrwa to bardzo długo.

A weźmy na tapetę np. publicystykę. Sądzić by można, że mijanie się z faktami było charakterystyczne wyłącznie dla propagandy komunistycznej. Problem polega na tym, że pojawiająca się w mediach głównego nurtu narracja do złudzenia ją niekiedy przypomina. Ten problem ma już w prawicowej prasie i na prawicowych blogach bibliografię długą jak stąd do Mandżurii. Podobne tendencje mogliśmy obserwować np. w czasie Marszu Niepodległości. Nic tylko „skrajna prawica” i „faszyści”. (Co ciekawsze, tradycyjnym orężem propagandowym ZSRR był antyfaszyzm… Ale to już inna bajka.) Albo kibice, którzy automatycznie stają się zadymiarzami za to, że śmieli skrytykować Tuska. No i dowód koronny: Błasik był w kokpicie, chociaż go nie było. Przecież podobnych argumentów używała i komunistyczna władza w stosunku do tych, którzy śmieli ją skrytykować, albo, nie daj Boże, wszcząć jakiś protest. Czasem przybiera to formę już nie naciągania faktów, ale zwyczajnego negowania rzeczywistości, co szczególnie dostrzegalne jest w kwestii katastrofy smoleńskiej.

To właśnie ona wyciągnęła na wierzch cały postkomunistyczny potencjał otaczającej nas rzeczywistości. Z jednej strony mamy uderzająco przypominającą stare slogany narrację o miłości do rosyjskiego Niedźwiedzia charakterystyczną dla mainstreamu. Naturalnie przyczyny tej narracji są diametralnie inne. Przed 1989 r. karty rozdawał ZSRR, a dziś Unia. I to pochwałom z Zachodu podporządkowane było tuż po katastrofie (i jest dalej) postępowanie rządu. Wielokrotnie pisałem też o „pędzie na Zachód”, tak doskonale widocznym wśród naszych elit, który jest zwyczajnym postkolonializmem. Nie bez powodu w prawicowej retoryce pojawił się termin „kłamstwa smoleńskiego”. Sytuacja faktycznie wydaje się przypominać w dużej mierze tą, z jaką mieliśmy do czynienia w PRL-u. Zginęła (choć jednak wątpliwe, aby została zabita celowo) reprezentacja polskiego państwa i ponownie wszelkie nieścisłości zostają złożone na ołtarzu dobrych relacji z Rosją. Nic więc dziwnego, że retoryka i zachowania, które towarzyszą całej sprawie są wręcz reminiscencją walki z kłamstwem katyńskim.

Nigdy nie rozliczyliśmy PRL. Nigdy nie postawiliśmy prawdziwej grubej kreski, która oddzieliłaby nas od tego co „złe” pozwalając nam zbudować to, co „dobre”. Kreska Mazowieckiego nic właściwie nie oddzieliła, a jedynie zatarła te różnice. Oczywiście twierdzenie, że „wciąż tkwimy w czasach komuny”, jakie cechuje wielu prawicowców (ze szczególnym uwzględnieniem Salonowiczów) jest mocno przesadzone, żeby nie powiedzieć – głupie. No, przejeżdżam się po tak drogiej mi prawicy po całości, ale przyznać należy, że to lewica ma z „prylem” największy zgryz. Bo nawet Nowa (sic!) Lewica w postaci Zaratustry-Sierakowskiego do dziś nie może tak naprawdę potępić Jaruzelskiego. Zły „reżim” („system”?) – to, to tak, ale jak trzeba wyjechać personalnie, to nagle jakoś język się plącze.

Ale żeby nie było, miało być szczególnie po prawicy, to będzie. I to tak, żeby ubodło: Uroczystości patriotyczne. Najdroższe sercu każdego polskiego prawicowca. Czy nie mają w sobie coś z PRL? Ten nadęty patos… Dopiero od niedawna staramy się zachęcać ludzi do pójścia na uroczystości czymś innym niż niekończące się tyrady patriotycznych proroków. Pomniejsze uroczystości wciąż tak jednak wyglądają. I najczęściej skupiają się mimo wszystko na tym, co zarówno prawi jak i lewi określają jako „grobowy patriotyzm”. Klęski, nieudane powstania, męczeństwa itp. itd. Nie powiem, warto kultywować taką pamięć, a nawet trzeba. Można sobie w ten sposób uświadomić, że jestem dawnym pokoleniom coś winien. Ale czy u nas nie przyjmowało to formy patologicznej? Postkomunistycznej? Przecież to właśnie komuniści lubowali się w kulcie męczenników pomijając, dajmy na to, sukcesy polskiego oręża. A na czym, jeśli nie na męczeństwie miał się opierać etos bojownika o strawę robotniczą? No, dobrze wyjątkiem był Grunwald. Bo Niemcy to odwieczny wróg dla reżimowej propagandy i… Dla endecji. A po 1989 r. postendecji.

No właśnie, poza polityką też przecież istnieje świat. A w życiu codziennym? Gdzie oczu nie zwrócisz, tam PRL, panie! Pracę dostaje się głównie dzięki znajomościom. Aparatczycy nie-nie-nie-wcale-nie-powiem-jakiej-partii lądują na intratnych stanowiskach kolonizując spółki skarbu państwa. No i to całe rozpoczynanie roboty dopiero od wielkiego dzwonu, jak kierownik patrzy, albo jak Bardzo Ważna Persona zawita do naszego miasta. Nagle drogi robią się równiejsze, szyby czystsze, kobiety ładniejsze, dzieci bardziej uśmiechnięte, a trawa bardziej zielona. Normalnie tak nie ma. Właściwie mentalność dzisiejszego Polaka nie odbiega za bardzo od koncepcji homo sovieticus/homo peerelus. Jak politycy chcą się nachapać to co najwyżej ponarzekamy, ale jak zdrożeją przetwory mięsne czy „zabiorą nam Internet”, to wtedy strajk i okupacja. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem z tą aluzją do strajków w 1980 r., może faktycznie, nie jest to na miejscu, ale nie oszukujmy się – „Solidarność” liczyłaby zapewne o wiele mniej, gdyby stopa życiowa była wyższa. Cały naród nie walczył z komunizmem. Większość chciała po prostu przetrwać. Nie bez powodu czasy Gierka są tak rzewnie wspominane. („Gierek kradł i myśmy kradli.”) I sporo nam z tego do dziś zostało. Oczywiście po 1989 r. mieliśmy do czynienia z wybuchem wielkich nadziei, które najlepiej opisały słowa Lecha Wałęsy. Ten porównał Polaków do wędrujących przez pustynię Żydów. Aby Naród Wybrany mógł wejść do Ziemi Obiecanej stare pokolenie musiało wymrzeć, a ich miejsce zastąpiło młode, nie pamiętające niewoli. No i zaczęła się gonitwa mesjanistycznych wizji… Pokolenie ’89, Pokolenie JP2 i co tam jeszcze wtedy nie było… Mały odblask tych wymysłów mieliśmy okazję obserwować przy ostatnich protestach przeciwko ACTA. Ależ Gadowskiego wtedy poniosło… (O czym już pisałem.) Młodzież się przebudziła, przebuduje nam Polskę itp. itd. Problem polega na tym, że starsze pokolenie uczy na pustyni nas, czyli młodą generację, jak żyć w łańcuchach. Niby skąd wziął się nasz konformizm? My też jesteśmy niewolnikami, którzy uczą się kochać bat. I pożądać marchewki, która tkwi w drugiej ręce. Postkomuną jestem więc, chcąc nie chcąc, również i ja. Rocznik ’89.

Skłonność Polaków do kombinowania, którą się tak chlubimy, także pochodzi (jeśli chodzi o nasze czasy) z tendencji postkomunistycznych. Bo jak nic nie było, to coś musiało być. Naturalnie dziś sklepowe półki nie świecą pustkami, ale tendencja pozostała. Przyoblekła się w nowe formy, zmieniła swój kontekst i wyewoluowała, ale zasadniczo wciąż jest tym samym. Warto dorzucić do tego nieskromnego worka również to, co jest nikczemne w naszych pańszczyźnianych instynktach. Trzymamy się razem, nawet jeśli wszystko idzie źle, bo tkwimy w tym samym g… Ale gdy tylko ktoś ma szansę się wybić reguły się zmieniają. Zaraz staje się sztywnym egoistą, choć jeszcze przed chwilą był ciepły, milutki i solidarny. Nasze postawy można by podsumować słowami Jokera z „Mrocznego Rycerza”: „Ich moralność, ich zasady… To kiepski żart. Zapominają o nich przy najmniejszych kłopotach. Są tak dobrzy jak pozwala im świat.”

Nie żyjemy w PRL. Ale on w dużej mierze żyje w nas. Inne są bezpośrednie przyczyny otaczających nas zjawisk, ale nasza mentalność przemienia się bardzo powoli. Kontekst się zmienił, ale mechanizmy pozostały te same. Otacza nas demokracja, ale z lekkim posmakiem komuny.

A dla tych, którzy twierdzą, że nie ma w nas nic z postkomunizmu pytanie: Czemu większość dyskusji na Salonie kończy się wyzywaniem właśnie od komuchów?

__________________________

[1] B. Scott, The Origins of the Freikorps: A Reevaluation, “University of Sussex Journal of Contemporary History”, 2000, nr 1, www.sussex.ac.uk/history/documents/1-sc ... reikorps,s. 6.

http://horatius.salon24.pl/387044,wszys ... postkomuna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 22 lut 2012, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
Autorytaryzm rodem z PRL

Z prof. Stanisławem Mikołajczakiem, przewodniczącym Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, kierownikiem Zakładu Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego i Onomastyki na UM w Poznaniu, rozmawia Mariusz Bober

Akademicki Klub Obywatelski kolejny raz z troską włącza się do dyskusji nad obecną sytuacją społeczną. Na co szczególnie zwracają Państwo uwagę w wydanym oświadczeniu?
- W oświadczeniu wskazaliśmy na przejawy autorytaryzmu na dwóch płaszczyznach: politycznej i medialno-kulturowej. Na tej pierwszej obserwuje się od dłuższego czasu groźne zjawisko ograniczania praw opozycji do swobodnego wyrażania swoich opinii, w tym przedstawiania społeczeństwu innych niż rządzący pomysłów na sprawowanie władzy, proponowania innych rozwiązań niż te, które narzuca rząd. Szczególnie groźnym zjawiskiem jest swego rodzaju kneblowanie opozycji np. poprzez dyktowanie jej, kogo może desygnować do sejmowych komisji, w tym tak ważnej, jak Komisja ds. Służb Specjalnych, ponieważ to ona powinna kontrolować, jakie działania służby specjalne podejmują wobec obywateli. Rządzący podobnie zachowywali się podczas posiedzeń komisji nadzwyczajnych, powoływanych do badania sytuacji patologicznych w państwie polskim. Tymczasem jeszcze kilka lat temu dobrym zwyczajem było, że właśnie na czele takich komisji stawał poseł z największej partii opozycyjnej, aby kontrolować osoby sprawujące władzę. Takie działania naruszają standardy funkcjonowania państwa demokratycznego.

A co najbardziej niepokoi na płaszczyźnie kulturalno-medialnej?
- W tej dziedzinie wytwarzana jest presja, która pośrednio oddziałuje na kształtowanie opinii publicznej. Ilustracją tego zagrożenia było zachowanie przewodniczącej sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej podczas czwartkowego posiedzenia. Zademonstrowała ona dobitnie, jak władza nie dopuszcza opozycji do głosu, jak ignoruje racje merytoryczne i demonstruje swoją przewagę w Sejmie. Wynik głosowania i tak był przesądzony arytmetyką poselską, ale opozycja mogła przedstawić społeczeństwu swoje racje (przebieg obrad był transmitowany przez stacje telewizyjne) - do tego jednak nie chciano dopuścić. Wszak decyzja KRRiT o odmowie przyznania Telewizji Trwam koncesji na nadawanie na platformie cyfrowej ma charakter polityczny, a nie merytoryczny - nie można więc było dopuścić, by tę prawdę poznali obywatele, by zobaczyli, że deklarowany pluralizm medialny jest czystą propagandą.

Opisane przez Pana nadużycia władzy to nie jedyne dziedziny postępującego autorytaryzmu w wydaniu PO.
- To prawda. W oświadczeniu nie poruszaliśmy np. nieprawidłowości dostrzegalnych w dziedzinie sądownictwa. Niektóre wyroki, które zapadają w sprawie rozliczeń z okresem PRL, a także dotyczące różnych afer, jak również opieszałość polskich sądów w rozstrzyganiu spraw oraz wydawanie przez nie wyroków rażąco niesprawiedliwych, jeśli sprawy mają kontekst polityczny - wskazują na niewłaściwe funkcjonowanie sądownictwa. Chodzi zwłaszcza o sposób rozpatrywania spraw z pogranicza biznesu i jego kontaktów ze światem polityki. Ujawniające się patologie w tej dziedzinie utrudniają tymczasem rozwój gospodarczy w Polsce.

To znamienne, że PO, która wcześniej straszyła, iż PiS "psuje demokrację", dziś wkracza na drogę autorytaryzmu...
- Po ponad 4 latach okazało się, że zarzuty stawiane PiS o nadużycia władzy są całkowicie bezpodstawne, a prowadzone postępowania zostały jedno po drugim umorzone. Dzieje się to jednak niemal w całkowitej ciszy medialnej. Gdy zaś kierowano zarzuty pod adresem PiS, były one nagłaśniane przez większość mediów całymi tygodniami, a nawet latami.
Prawdziwą dyskusję uznaje się za nieważną i przyznaje priorytet własnym racjom przekazywanym przez media. Do społeczeństwa docierają w efekcie fałszywe informacje o tym, co dzieje się w Polsce. Źle informowane społeczeństwo nie może podejmować racjonalnych decyzji, a władza niekontrolowana patologizuje się. A to w dalszej perspektywie jest bardzo groźne.

Ostrzegają Państwo przed polityką obecnych władz, która wręcz odstrasza obywateli od państwa, co skutkuje tym, że nie identyfikują się z nim. Państwo pod rządami koalicji PO - PSL przestaje służyć obywatelom?
- Niewątpliwie obecne władze nie traktują wszystkich obywateli jednakowo, czyli dzieli się nas na osoby pierwszej i drugiej kategorii w dostępie do rynku pracy, życia politycznego i publicznego oraz możliwości swobodnego komunikowania się i przekazywania wartości, według których pragniemy kształtować życie publiczne w naszym państwie.

Czy o tym świadczy pojawienie się znanego z PRL zjawiska "drugiego obiegu" medialnego i kulturalnego?
- Jeżeli w państwie uważanym za demokratyczne pojawia się drugi obieg informacyjny, a także artystyczno-dokumentacyjny, zwłaszcza w odniesieniu do sposobu wyjaśniania katastrofy smoleńskiej (wydarzenia o skali tragedii narodowej), to oznacza, że reguły demokratyczne są w kardynalny sposób łamane. Przypomina się sytuacja ze stanu wojennego.
Znów spotykamy się ze zjawiskiem znanym z czasów PRL, czyli "filmami-półkownikami" [od półek archiwów, na których długo zalegały, ponieważ były niezgodne z linią partii -red.]. Jest wiele takich produkcji, które choć ukończone, nie są dopuszczane do emisji publicznej ze względu na zawarte w nich treści. Chodzi zwłaszcza o filmy na temat katastrofy smoleńskiej oraz rzeczywistego przebiegu wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu, gdzie przy Pałacu Prezydenckim czuwali obrońcy krzyża, takie jak "Mgła", "Krzyż", "Przebudzenie". Podobnie traktuje się filmy o polskich bohaterach, np. o "Roju" [st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz - red.], które w złym świetle pokazują byłych "włodarzy" PRL. Ich emisja w mediach publicznych jest blokowana, a przecież media te mają służyć obywatelom, mają pełnić misję m.in. edukacyjną i formacyjną. Władze odmawiają też finansowania ważnych dla polskiej kultury lub tożsamości środowisk politycznych "niszowych" pism, które - pozbawione dotacji - wegetują na rynku medialnym. Nie żałuje się natomiast pieniędzy na wspieranie pism i środowisk lewicowych, lewackich i liberalnych.

AKO, któremu patronuje śp. Prezydent Lech Kaczyński, zwraca uwagę także na problemy piętnowane przez niego, a więc brak dbałości o interes państwa. Wyrażają Państwo też zaniepokojenie sposobem wyjaśniania katastrofy smoleńskiej...
- Nasz klub przyjął patronat śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby pokazać, że świat wartości i sposób uprawiania polityki, dbania o polski interes narodowy, który prezentował były szef państwa, był nam bardzo bliski. Dlatego bardzo duże znaczenie ma dla nas zgodne z prawdą wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej i jesteśmy żywo zainteresowani wskazaniem jej prawdziwych przyczyn. W tym kontekście jesteśmy pełni uznania dla prac sejmowego zespołu ds. wyjaśniania tej katastrofy pod kierownictwem posła Antoniego Macierewicza oraz presji, jaką wywierają w tej sprawie prawicowe media. Dzięki ich determinacji i uporczywym działaniom zdemaskowano "prawdy" MAK-u i komisji Jerzego Millera. Jesteśmy też pełni uznania dla niektórych środowisk naukowych w Polsce i poza granicami naszego kraju, które, nie poddając się presji politycznej, z dużym zaangażowaniem dążą do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Dziś trzeba jasno stwierdzić, że podstawą w tym procesie jest uzyskanie kluczowych dowodów, a więc czarnych skrzynek i wraku samolotu, oraz ponowne sprawdzenie terenu katastrofy.

Oświadczenie ma charakter otwarty i jest także apelem do rządzących?
- Tak, po to wyliczaliśmy nieprawidłowości, które wywołują nasze obawy, aby pobudzić rządzących do refleksji i spróbować skłonić ich do zmiany zachowań. Choć niestety ostatnie decyzje władz, podjęte zwłaszcza na czwartkowym, skandalicznie prowadzonym posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, nie dają na to nadziei. Bulwersujące jest zwłaszcza zachowanie przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka, człowieka wywodzącego się z jądra środowiska decydującego o kształcie polskiego życia publicznego. Mamy jednak nadzieję, że przyjdzie moment refleksji i nastąpi przemiana ich postaw i działań.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 24 mar 2012, 14:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30802
„Dobry ubek” Tusk i „warchoły”

Stara ubecka taktyka prowadzenia śledztw, którą odziedziczyli i wdrożyli rodzimi komunistyczni bezpieczniacy wyszkoleni przez doświadczonych, starszych kolegów po fachu z NKWD, służyła Donaldowi Tuskowi od samego początku po objęciu władzy i stosowana jest do dziś w ścisłej kooperacji z zaprzyjaźnionymi mediami.

W skrócie polega ten chytry plan na tym, że kiedy jedni całymi dniami nękają „wrogów ludu” brutalnymi przesłuchaniami, sadzaniem delikwenta na nodze odwróconego taboretu, wyrywaniem paznokci i nieustannym rozjaśnianiu oblicza 100 watową żarówką, gdzieś w zaciszu szykuje się by wkroczyć w odpowiednim momencie do akcji tak zwany „dobry ubek”.

Dzięki temu podsądny może na jego ramieniu złożyć obolałą twarz z wybitymi zębami oraz skorzystać z poczęstunku w postaci ciepłej herbatki i papierosa. Przy okazji dowiaduje się, jakie to „dobry ubek” cierpi moralno-etyczne katusze z tego powodu, że przyszło mu współpracować z prymitywnymi nadgorliwcami, którzy oczywiście bez jego zgody i wiedzy doprowadzili delikwenta do opłakanego stanu zdrowia i ducha.

Ten plan „dobry ubek” Tusk stosował z powodzeniem jeszcze za życia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a jako oprawców oddelegował politycznych sadystów typu Palikot i Niesiołowski, zaś on sam, najczęściej z dyżurnym katolikiem w PO, czyli posłem Gowinem o sarnich oczętach, po każdym seansie nienawiści załamywali ręce nad niesubordynowanymi partyjnymi kumplami obiecując ich surowe ukaranie kończące się na kilku pompkach i przysiadach, a najczęściej na słownej reprymendzie, do której miało rzekomo dochodzić gdzieś w czterech ścianach i bez świadków.

Niczym innym jak kolejną odsłoną tego samego spektaklu była nagła zapowiedź postawienia Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro przed Trybunałem Stanu, po czym Tusk jak na dobrego ubeka przystało wystosował eleganckie zaproszenie do prezesa PiS na rozmowy w swojej kancelarii.

Dzięki temu sprytnemu zabiegowi wiodące media i portale internetowe wykorzystując manifestacje zorganizowaną przez opozycję w dniu 14 marca mogły puścić w obieg następującą zbitkę dwóch informacji przeznaczonych dla pospólstwa:

„Tusk zaprasza prezesa PiS na rozmowę” oraz „Kaczyński chce podpalić Polskę”

I tak oto po latach znowu mamy trzymającego na rękach maleńką sarenkę, współczesnego Bieruta o gołębim sercu, czyli Tuska, ogłaszającego amnestię dla „karła reakcji” oraz wrednego bandyty „kaczora”, który nie potrafi docenić tego wspaniałomyślnego gestu i wraca do lasu by kontynuować „anty-polską” działalność.

Symptomów świadczących o tym, że za rządów PO cofamy się do czasów PRL-u jest dużo więcej.

Szczególnie tym, którzy pamiętają owe czasy na pewno nie umknął znamienny fakt triumfalnego powrotu do propagandowego języka słowa „Warchoły” na wieść o tym, że związek zawodowy Solidarność planuje protesty podczas Euro 2012.

Ten powrót do przeszłości zainicjował na telewizyjnej antenie sam profesor Leszek Balcerowicz, niekwestionowany guru salonu, który dla establishmentu III RP jest niemal tym, kim był Lenin dla komunistów.

Oczywiście, kiedy ten były i zasłużony pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR oraz „twórca cudu gospodarczego”, powraca do dawnego słownictwa swoich partyjnych idoli, to sytuacja musi być dla salonowców nieciekawa.

Tak samo kruche podstawy ma mit „niekwestionowanego autorytetu od ekonomii”, jakim obdarowano na salonach tego partyjnego aparatczyka i karierowicza. On sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tylko jedno zdanie z książki "Underwriting democracy" napisanej przez jego pryncypała i dobroczyńcę, spekulanta giełdowego Georga Sorosa, założyciela Fundacji Batorego i człowieka roku 2000 Gazety Wyborczej, obróciłoby ten mit w pył.

Ot, co nieopacznie wyrwało się Sorosowi:

"Poprosiłem Czesława Kiszczaka, aby ten zwrócił się do Bronisława Geremka z prośbą o wytypowanie człowieka, odpowiedniego do realizacji "tego zadania”.

„Tego zadania”, czyli planu Sorosa ochrzczonego nad Wisłą „Planem Balcerowicza”.
Bardzo ciekawi mnie do dziś dlaczegóż to Soros szukając figuranta do realizacji w Polsce geszeftu swojego autorstwa zwrócił się do Kiszczaka i Geremka, pomijając charyzmatycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego? Czyżby Mazowiecki był tylko takim samym figurantem jak Balcerowicz i stąd te dzisiejsze splendory spadające na nich z rąk beneficjentów okrągłego stołu, czyli złodziei polskiego narodowego majątku?

Warto też pamiętać, że pakiet 10 ustaw składających się na plan Sorosa i wprowadzony przez wyznaczonego do tego zadania Balcerowicza, podpisał nie kto inny jak Prezydent RP, Wojciech Jaruzelski, 31 grudnia 1989 roku.

Jak widzimy wiele jest powodów, dla których po 22 latach od magdalenkowego geszeftu powracają nie tylko dobrzy i źli ubecy, ale legendarne warchoły, które zapewne doprowadzą do powrotu na ulice współczesnej wersji ZOMO, które postara się przywrócić dawny ład i porządek.

Pojawiły się ostatnio plotki, że Tusk jest szykowany przez „europejskie elity” na następcę szefa Komisji Europejskiej, Jose Manuela Baroso.

Ta wieść wyjaśnia mi w końcu zagadkę, dlaczego to Tusk wita lub żegna się z Henryką Bochniarz czy Danutą Huebner przez podanie dłoni, a składa się w scyzoryk i całuje po rękach Angelę Merkel.

Nie zdziwię się, jeżeli kiedyś jakaś odważna telewizja pokaże jak Putin podczas urlopu wsiada na konia po grzbiecie Bronisława Komorowskiego.

Zanosi się na to, że po Jerzym Buzku drugi Polak obejmie wysokie stanowisko w brukselskiej biurokracji i obaj mają wielkie zasługi. Co ich łączy najbardziej?

Obydwaj od dawna należą do jednej partii, która wbrew pozorom nie nazywa się Platforma Obywatelska, ale „Eureko”.

Rząd Buzka sprzedał temu konsorcjum za 3 miliardy złotych, łamiąc prawo, akcje PZU, podczas gdy ekipa Tuska po 10 latach za ich odkupienie i wypłacenie odszkodowanie dla „Eureko” zapłacił 12 miliardów.

To się nazywa „biznes” robiony na głupich Polaczkach.

Taka bezprecedensowa proeuropejskość i oddanie międzynarodówce finansowej prowadzi geszefciarzy zamiast za kratki na brukselskie trony. Oczywiście w nagrodę za strzyżenie i golenie własnego narodu.

http://kokos.salon24.pl/402228,dobry-ub ... i-warcholy


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /