Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 10 maja 2013, 11:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Tajniak w obiektywie kamery

Latem ubiegłego roku na wrocławskim Rynku mieszkańcy i licznie przybyli turyści, mogli oglądać instalację projektu poświęconego działalności Niezależnego Zrzeszenia Studentów 1980-1989 pod dość wymownym tytułem: „Bezpieka w obiektywie NZS”.

Nie wiem, czy całość tej bogatej historiografii udokumentowanej na dwustronnych banerach znajduje się w sieci? Warto sprawdzić, bowiem, jak dotąd, jest to jeden z nielicznych dokumentów z działalności SB zwłaszcza w czasie, kiedy socjalistyczna Europa przymierzała się zakosztować wolności, a co za tym idzie, zawrzeć przymierze ze znienawidzonym kapitalizmem.

Jak bardzo złowrogi, znienawidzony i niebezpieczny dla socjalistycznych wartości miał być, ten cieszący się złą sławą kapitalizm i zachodni styl życia, dało się zauważyć na ulicy – ludzie z reklamówkami z Peweksu w dłoniach, ludzie wystających przed kasami kin z filmami spoza krajów KDL, poszukiwanie sprzętów i urządzeń innych niż te rodzimej produkcji z obozu socjalistycznego.

Zanim przejdę do dalszej części wpisu poświęcę chwilę uwagi, jednak nie więcej niż tego wymaga temat, na opisanie zjawiska poprawiania danych w zestawieniach miesięcznych, kwartalnych i rocznych raportów kinowych ze sprzedaży biletów z podziałem na państwa, skąd filmy pochodziły. Dobry kierownik kina, to taki, który potrafił wykazać, że w większą popularnością cieszyły się filmy wywodzące się z krajów demokracji niż np. „Parszywa 12”, czy „Wejście smoka”.

Dobry kierownik kina wiedział również i to, jak tych widzów „robić”, a co za tym idzie mieć wysoką frekwencję na seansach filmów np. rumuńskich z choćby takim hitem jak: „Czyste ręce”.

Dobra frekwencja na seansach, z przewagą dla filmów z krajów demokracji ludowej (ciekawy oksymoron, prawda) nad filmami zachodnimi dawała wymierne korzyści – premie dla kierownictwa i załogi kina.
O tym, jak się wtedy „robiło” widzów piszę właśnie w swojej książce w rozdziale zatytułowanym: „Miasto oczami ulicy”. Książka w swojej formie i treści zbliżona jest do autobiografii, z tymże jednak wyjątkiem, że znajdzie się w niej sporo treści o zabarwieniu powieści sensacyjnej.

Wracając do ubiegłorocznej akcji: „Bezpieka w obiektywie NZS”, to bez chwili wahania przyznaję, że moją uwagę szczególnie przykuł jeden plakat z panem siedzącym w samochodzie rodzimej produkcji – fiat 125P (zapewne MR) z kamerą w ręku, który, jak przypuszczam, filmował kogoś, kogo na tym ujęciu niestety nie widzimy.

Wystarczył zaledwie rzut okiem i bez większego trudu rozpoznałem operatora kamery i nawet się tym faktem nie zdziwiłem, gdyż od dość dawna wiedziałem, że ten człowiek pracował dla służb PRL.

http://blog.wirtualnemedia.pl/wp-conten ... 23x300.jpg

Nie jest to zaiste ktoś zupełnie nieznany, ktoś, kto po zmianach ustrojowych się gdzieś zabunkrował na uboczu sceny, byleby zejść ludziom z oczu i pamięci, która bywa zawodna czasem. Przeciwnie, to człowiek aktywny, pisze, wydaje, pokazuje się czasem w telewizji. Ostatni raz w magicznym pudełku z wizją i fonią wystąpił i zrazu objawił się w nim jako ekspert od awioniki i katastrof lotniczych, co wywołało raczej powszechną wesołość i udowodniło, że za tą katastrofą z polskim prezydentem na pokładzie stoi ktoś, kogo będą do ostatniego bronić jak niepodległości.

Człowiek, o którym mowa nie ukrywał swojej niechęci, ocierającej się chwilami o nienawiść, do obu braci Kaczyńskich, ale szczególnie, podobnie jak środowisko z którego się wywodzi, nie znosił śp. prezydenta, Lecha Kaczyńskiego.

Ale zanim ten pan „operator” wystąpił w telewizji, w której podważył wszelkie analizy specjalistów zza Oceanu współpracujących z zespołem Antoniego Macierewicza, wpierw zwracał się z apelem o wsparcie; do tego kroku został niejako zmuszony sytuacją osobistą, a skromna dożywotnia emeryturą, którą przyznał jemu premier (nietrudno zgadnąć który) niestety nie jest wystarczająca i ledwo wiąże koniec z końcem stąd jego apel.

Osobiście uważam, że każdy ma prawo wystosować apel o wsparcie, kiedy konieczność taka nastąpi. Mnie jednak interesuje uzasadnienie jakie zostało wydane na okoliczność przyznania tej emerytury: „Za szczególne zasługi dla państwa polskiego”.
Jednak na próżno szukać choćby najmniejszej wzmianki za jakie to zasługi, i co oznaczać może przymiotnik: „szczególne”.

Dziwny to przypadek dziwnego działacza opozycyjnego, którego w kilku różnych środowiskach rozpoznano jako wtykę służb. Ten ów sam siebie określa mianem antykomunisty. Ale jest to całkowita niedorzeczność, bowiem z wszystkich informacji, jakie przez lata udało się zgromadzić na temat Służby Bezpieczeństwa, WSW i kilku jeszcze innych służb, bez najmniejszej chwili wahania trzeba przyznać, że wszystkie te służby, włącznie z ORMO, ZOMO i MO, należały do władzy. A władza do 89/91 bez wątpienia była komunistyczna.

Zatem, jak to jest, panie „operator”, że każe się pan zaliczać do antykomunistów jednocześnie współpracując z tamtą komunistyczną władzą i jej służbami!? Czy nie przypadkiem tamte działania – współpraca z tajnymi służbami PRL złożyły się na dzisiejszą skromną państwową emeryturkę?
Jak to jest, że oficjalnie podaje pan informacje o licznych zatrzymywaniach przez milicję i SB i po każdym takim natychmiast otrzymywał paszport i wyjeżdżał z kraju?
Jak to jest, że co najmniej kilkakrotnie zmuszony był ten pan salwować się ucieczką zaraz po tym, jak zostawał rozpoznany, a w jednym, szczególnym przypadku, uciekał z góralskiej chaty przez okno, i to samym środku ostrej zimy?
O wiele więcej wiedzy na ten temat posiada Jacek J., który z częścią informacji był łaskaw podzielić się z kilkoma osobami, a te przekazały wiedzę dalej.

Przyglądam się twarzom na tej witrynie i czytam nazwiska – uderza szczególnie jedno i kojarzy mi się z niskonakładowym filmem o rzekomym zamachu na „Bolka”. Kiepska, mdła propaganda za cenę miłości i potem szybka ścieżka kariery.
Jakby się uważniej rozglądnąć i dokładniej przyjrzeć, to tych nagłych i szybkich karier całkiem niemało

Wiem, że przyszło nam żyć pośród siebie, takich, jakimi jesteśmy naprawdę. Nie mnie osądzać, ale wiedzieć warto – później mniej boli.

Sprawdziłem w sieci, i znajduję kilka linków w tym ten: http://info.wiadomosci.gazeta.pl/szukaj ... e+bezpieki po kliknięciu w interesujący mnie tytuł „Twarze bezpieki na Rynku” dowiaduję się, że nastąpiło „nieprawidłowe przekierowanie”. Zatem dalej żyjemy pośród tajniaków, donosicieli, informatorów i funkcjonariuszy, którym demokratyczne państwo polskie – RP płaci za ich służalczość dla moskiewskiego dyktatu i skurwysyństwo wobec rodaków.

==============

...[był] Młodym zdolnym funkcjonariuszem SB we Wrocławiu w dziale technicznym ze specjalnością - fotooperator operacyjny...

http://wiktorsmol.salon24.pl/505034,taj ... wie-kamery


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 03 cze 2013, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Andrzej Kumor: Szansa może spaść jak grom z nieba

Jedną z bolączek polskiej polityki, w sytuacji zawłaszczonego państwa, jest brak narodowych środków pozwalających na finansowania działalności. W zwykłej sytuacji polityka finansowana jest przeważnie przez wielkie pieniądze, koncerny czy korporacje, które widzą możliwość dalekosiężnego zabezpieczenia interesów – stabilizacji systemu prawnego, dostępu do surowców, ochrony szlaków handlowych. To z kolei przekłada się na interes zwykłych ludzi, zazwyczaj przez wielki pieniądz w tej czy innej formie zatrudnionych albo bezpośrednio, albo przez związki gospodarcze.

W Polsce sytuacja jest inna, bo oprócz kilku wyprysków rachitycznego kapitału rodzimego, zazwyczaj zbudowanego na rabunku własności państwowej, wielkich polskich korporacji nie ma, zaś nawyk finansowania życia społecznego czy “płacenia za własne poglądy” zaginął wraz z hekatombą wojny.
Nawyk ten został skutecznie zadeptany przez kilka pokoleń hochsztaplerów, którzy obiecywali złote góry, a następnie uciekali z pieniędzmi.

Efekt jest taki, że rzeczywiste interesy pieniędzy zaangażowanych na terenie Polski niezbyt się pokrywają z interesami Polaków. Pieniądze te stoją na straży status quo, ponieważ obecna sytuacja w najlepszym stopniu je obsługuje. Polska taka jak dzisiaj, jest terenem eksploatacji, co pasuje jak ulał Niemcom, Rosjanom czy Żydom. Polska jako suwerenny ośrodek polityczno-gospodarczy została całkowicie wyciszona i spacyfikowana.

W tej sytuacji wszelkie próby sanacji podejmowane przez środowiska sfrustrowanych Polaków z szeroko rozumianej prawicy natrafią na ten właśnie problem. Obcy są w stanie podpłacić, spłacić i sfinansować najróżniejsze polityczne małpy na scenie polskiego cyrku. Polacy, poza zbiórką publiczną, którą trudno zorganizować, a łatwo sparaliżować, właściwie nie mają co przeciwstawić.

Piszę o tym, ponieważ wielu polskim komentatorom wydaje się, że nadchodzi czas zmian; schorowana Europa się przydusza, eurosystem rozchodzi się w szwach; być może pojawia się szansa ugrania prawdziwej Polski.

Być może. Z drugiej strony, jesteśmy we mgle, bez rozeznania, i to nie tylko dlatego, że nie ma polskich stabilnych źródeł finansowania polityki; jesteśmy jak te dzieci, ponieważ nie mamy polskich polityków – ludzi posiadających dostęp do koniecznych informacji i potrafiących trzeźwo je analizować. Mnożą się natomiast curiosa, jak wypowiedzi osób pretendujących do miana guru prawdziwych Polaków, które na przykład nie dostrzegają zmian w geopolityce minionych 20 lat, czy też z ferworem roztrząsają egzotyczne dzisiaj spory sprzed ponad pół wieku.

Dyletanci, zapalone głowy, mitomani i różnego umaszczenia nieudacznicy usiłujący zabrać się “tramwajem z napisem Polska”. Nie mamy też dzisiaj lidera, zaś do normalności najbliżej osobom na wejściu odrzucanym przez salony obu stron, jak na przykład Marian Kowalski.

Tak więc ci, którzy stoją twardo na gruncie, zmian nie chcą, zaś ci, którzy mogliby być (i powinni) motorem odbudowy, szybują w obłokach. Słowem, lekko nie jest. Gdyby jeszcze dało się jakoś zmobilizować społeczeństwo (dzisiaj nie bardzo jest jak i czym) – może byłaby szansa, tymczasem zaś można się zasadnie obawiać, że jakikolwiek nowy etap będzie nowym rozdaniem przy tym samym stoliku. Co oczywiście nie znaczy, że nie trzeba brać pod uwagę wszystkich możliwych scenariuszy; czasem szansa na sukces może spaść jak grom z jasnego nieba. I do takiej szansy musimy mieć głowy gotowe.

Jak to zrobić; choćby przez to, że poznamy graczy przy wspomnianym stoliku i nie będziemy debatować na poważnie z ich pacynkami. Polskie przebudzenie musi być budowane na trzech filarach:

po pierwsze, przechowaniu fascynacji polską kulturą i historią w obliczu potężnych asymilacyjnych wpływów kultur obcych – żydowskiej czy niemieckiej. Bez mody na Polskę, bez podtrzymywania narodowej dumy, w obliczu braku państwowej siły i sukcesu, przegramy;

po drugie, na odbudowie substancji materialnej narodu – czyli po prostu bogaceniu się i nadrabianiu strat majątkowych do Europy;

i po trzecie, na przenikaniu struktur korporacyjnych i administracyjnych zainteresowanych Polską.

Bez realizacji tych czynników Polska sczeźnie w ciągu jednego pokolenia.

Mój kolega Jan Kowalski uważa, że w Polsce po roku 1989 miała miejsce jedna udana rewolucja, było nią przekształcenie się aparatu władzy PRL we właścicieli gospodarki.

Problem tej “rewolucji” dla nas polega na tym, że aparat władzy, PRL, czyli elita komunistyczna, była ulepiona w ZSRS i niewielu w niej na Polakach zależało. Dlatego nie mogliśmy i nie możemy liczyć na niepodległość wychodzącą z ich szeregów. Polskie WSW nie były wojskiem patriotów, lecz konformistów, gdyż PRL nie była państwem niepodległym (a Związek Sowiecki był).

Popeerelowskie elity wkrótce siłą rzeczy odejdą do grobu, zaś ich zstępni nie mają już tej samej ikry. Są wychowani w koronkach. Dlatego prawdopodobnie nie będą w stanie upilnować schedy po tatusiach. I tu jest szansa dla nas.

Andrzej Kumor
Mississauga

http://www.goniec.net/

http://wirtualnapolonia.com/2013/06/01/ ... m-z-nieba/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 06 cze 2013, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
4 czerwca jak 22 lipca

Od dawna nie ma już Radiokomitetu ani urzędu cenzury. Polityką mediów nie rządzą już sekretarze partii od propagandy. Skąd zatem w głównych mediach elektronicznych taka zadziwiająca jedność ideowo-programowa w 24. rocznicę wyborów kontraktowych do Sejmu i Senatu?

Czy dlatego, że Sejm uchwalił 4 czerwca „Dniem Wolności i Praw Obywatelskich”, a w świętowanie tamtych, częściowo demokratycznych wyborów zaangażował się z wielką energią sam prezydent Bronisław Komorowski? Chociaż sam zarówno Okrągły Stół, jak i wybory bojkotował jako próbę oszustwa ze strony komunistów.

Przez ostatnie lata wybory z 1989 roku nie kojarzyły się z wolnością, radością, sukcesem, optymizmem itd. A to dlatego, że stały za nimi poufne ustalenia w Magdalence, a potem oficjalne przyklepanie ich podczas tzw. Okrągłego Stołu.

Dla Polaków autentycznie zaangażowanych w wolnościowe przemiany 4 czerwca to smutna rocznica obalenia w 1992 roku rządu Jana Olszewskiego. W tym czerwcowym zamachu stanu miał swój udział obecny premier Donald Tusk i oczywiście ówczesny prezydent Lech Wałęsa.

Premier Jan Olszewski w swoim pożegnalnym wystąpieniu postawił pamiętne pytanie: „Czyja Polska?”. Pytanie wciąż aktualne i znacznie ważniejsze od pytania: „Jaka Polska?”. To wtedy komunistyczną agenturę po obu stronach politycznego sporu o władzę związał na lata sojusz strachu przed lustracją, a ostatni dyrektor okręgowej cenzury w Olsztynie Czesław Małkowski mógł po latach zostać prezydentem miasta.

Jesteśmy świadkami tworzenia przez obecne elity III RP nowej świeckiej tradycji, przygotowującej nas do hucznych uroczystości za rok, kiedy to przypadnie ćwierćwiecze 35-procentowej pozornej wolności, jaką uzyskali Polacy w wyborach czerwcowych 1989 roku. To ukłon w stronę tych wszystkich, którzy III RP doprowadzili do tego stanu, w jakim dziś funkcjonuje, stanu symbiozy między tzw. solidarnościową opozycją a byłymi komunistami.

Ten stan opisał najlepiej Jerzy Urban, dziś częsty medialny komentator tych „uroczystych dni”: „Traktowaliśmy te wybory nie jako oddanie władzy”. Władza uzupełniała swój skład o tych, których potrafiła zaakceptować, w zamian za podobną akceptację. I tak już pozostało.

Stąd po 43 latach nie udało się rozliczyć odpowiedzialnych za masakrę na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Nie ma też winnych morderstw Grzegorza Przemyka, księdza Jerzego Popiełuszki, księży Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca (tuż przed Okrągłym Stołem) oraz licznych ofiar stanu wojennego.

Świętowaniu „Dnia Wolności” towarzyszy zakłamana ocena historycznych wydarzeń. Tadeusz Mazowiecki nie był „pierwszym niekomunistycznym premierem”. Był ostatnim komunistycznym premierem, gdyż nazwę PRL zmieniono na RP dopiero 29 grudnia 1989 roku. Wtedy też przywrócono białemu orłowi koronę. Prawdziwy pierwszy niekomunistyczny premier nie ogłosiłby grubej kreski, programowej bezkarności dla komunistycznych zbrodniarzy.

3 lipca 1989 roku Adam Michnik rzucił w „Gazecie Wyborczej” hasło „wasz prezydent, nasz premier” i już 19 lipca Wojciech Jaruzelski został wybrany na prezydenta, drugiego po Bierucie komunistycznego prezydenta w PRL. Było to możliwe dzięki przewadze jednego głosu „solidarnościowego” senatora z OKP Stanisława Bernatowicza, przy aktywnym udziale wielu wstrzymujących się od głosowania posłów „Solidarności”, co obniżyło wymaganą większość.

Nachalne i sztuczne eksponowanie dnia 4 czerwca jako nowego święta narodowego ma pogłębić „historyczny kompromis” z komunistami, w tym z SLD rwącym się do przyszłej władzy z PO. W tym sensie przypomina bardziej święto PKWN 22 lipca. Ma też inny cel. Zmarginalizowanie Święta Niepodległości 11 listopada. Jak twierdzi Jarosław Kaczyński, „tej władzy najwyraźniej ono nie odpowiada”, tym bardziej że prezydent Bronisław Komorowski deklaruje się ostatnio jako „gorący zwolennik federacji europejskiej”.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... lipca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 07 cze 2013, 13:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/54788-te ... tyce.pl%29

Tegoroczny 4 czerwca to jeszcze nic. Prezydent Komorowski chce, by 2014 rok był "całorocznym świętem wolności"

Nic dziwnego, że bolszewia tak pragnie świętować - odniosła przecież wielkie zwycięstwo nad Polską. Jako perfidni szydercy, urządzą to jeszcze tak, że miliony ogłupionych Polaków razem z nimi będzie świętować swą klęskę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 18 cze 2013, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
„Potępieni”, nie osądzeni

Przed 15 laty Sejm RP powziął uchwałę „w sprawie potępienia totalitaryzmu komunistycznego”. Rzadko kto przywołuje dziś tę uchwałę, bo nie ma się czym chwalić. Deklarowane przez posłów cele – „budować polską wolność i demokrację na fundamencie prawdy” oraz „oddać cześć bohaterom i osądzić przestępców” – nie zostały zrealizowane.

Zwłaszcza ten drugi. Polska po roku 1989 nie przeprowadziła dekomunizacji i nie ukarała sowieckich kolaborantów – nawet tych najbardziej znanych, mających polską krew na rękach. Polski „fundament prawdy” jest ulepiony z gliny.

Uchwałę z 18 czerwca 1998 roku opublikowano w Monitorze Polskim z roku 1998, nr 20, poz. 287. Warto ją przypominać funkcjonariuszom państwowym i samorządowym.

Podczas głosowania ujawniła się rozbieżność w ocenie systemu zniewalającego Polskę po wojnie. Posłowie z SLD (następcy PZPR) i z PSL (następcy ZSL) byli przeciw lub wstrzymali się od głosu. Tylko 4 posłów z obu tych partii (na 174 głosujących!) poparło treść uchwały!

Przeciw uchwale głosował też poseł „solidarnościowy” (!) Jacek Kuroń – kreowany dziś na bohatera narodowego!

1 maja 2012 r. przez Warszawę przeszedł pochód „lewicy”. Na czele szli byli funkcjonariusze PZPR z transparentem ukazującym zbrodnicze emblematy sowieckie i towarzysza MELS-a (portrety Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina). Jedynie Stalina zastąpił Trocki. Na naszych oczach narodził się nowy towarzysz: MELT! Obok szli policjanci „wolnej Polski”, by chronić towarzyszy przed „nacjonalistami” i „kibolami”. I to wszystko w kraju doświadczonym krwawo przez komunizm!

Przy okazji prowokacyjnego marszu rosyjskich kibiców przez Warszawę, podczas Euro 2012, dowiedzieliśmy się, że w Polsce nie ma zakazu paradowania z emblematami sowieckimi! Trybunał Konstytucyjny zezwolił na to – na wniosek SLD!

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/36000,p ... dzeni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 10 lip 2013, 06:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Spór o znak Polski Walczącej

Piotr Czartoryski-Sziler

Platforma Obywatelska chce w trybie pilnym objąć symbol Polski Walczącej ochroną prawną. Jednak w projekcie nie ma mowy o tym, na czym ta ochrona miałaby polegać.

Zastrzeżenia do pomysłu zgłasza Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz opozycja. Nowe przepisy zapisane w projekcie nowelizacji o ROPWiM mają spowodować, że znak Polski Walczącej będzie miał status „dobra ogólnonarodowego, podlegającego ochronie prawnej na zasadach przewidzianych dla dóbr osobistych”. Podmiotem uprawnionym do dochodzenia takiej ochrony byłby minister kultury. Podejmowałby działania w tym zakresie z własnej inicjatywy lub na wniosek Rady. W ten sposób przedstawianie znaku Polski Walczącej – kotwicy, mogłoby być zabronione np. na koszulkach, kubkach czy plakatach partyjnych.

Pierwsze czytanie projektu podzieliło wczoraj sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu. – Znak Polski Walczącej przekroczył barierę czasu i obecnie jest symbolem ogólnonarodowym – powiedziała Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), szefowa komisji. Jej koleżanka klubowa Ligia Krajewska przypomniała, że inicjatywę w sprawie prawnej ochrony znaku podjęły (dużo wcześniej) m.in. Związek Powstańców Warszawskich i Światowy Związek Żołnierzy AK.

Według posłów PiS, projekt nie jest dostatecznie przygotowany. – Ustawa ta, delikatnie mówiąc, jest niedopracowana. Nie mam wątpliwości, że chodzi o jedno – żeby 1 sierpnia policja miała pretekst do wyłapywania narodowców czy kibiców, którzy będą mieli koszulki z kotwicą – mówił Jacek Świat (PiS). Jak zaznaczył, znak Polski Walczącej jest święty dla każdego Polaka i w tym sensie już jest dobrem ogólnonarodowym, co oznacza, że może być używany przez wszystkich. Posłowie PiS zgłosili wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, ale został on w głosowaniu odrzucony. Następnie odmówili pracy nad projektem w podkomisji. Pomysł objęcia ochroną prawną znaku wstępnie poparło ministerstwo kultury, ale zastrzegło, że rząd nie zajął jeszcze stanowiska w tej sprawie.

Narzucone tempo prac miało spowodować, że projekt miałby być rozpatrywany dziś przez Sejm, a w piątek przez Senat. Zdaniem szefa ROPWiM Andrzeja Kunerta, projekt powinni ocenić wcześniej także weterani Armii Krajowej, którzy po wojnie wyemigrowali do Londynu. – Mam wielce mieszane uczucia, jeśli chodzi o tempo prac nad tą bardzo ważną nowelizacją. Jej przyjęcie w takim kształcie, który jest proponowany, mogłoby spowodować wielkie problemy – powiedział w Sejmie Kunert. – Nie ma w tym projekcie ani jednego słowa na temat tego, na czym miałaby polegać ta ochrona i przed czym. Czy ma to być ochrona polegająca na przeciwdziałaniu wypadkom korzystania w sposób przynoszący ujmę znakowi narodowemu, czy też ochrona znaku w każdym przypadku, gdy pozostaje on w niezgodzie z jego charakterem i znaczeniem, czyli np. przy wykorzystaniu go w celach komercyjnych lub politycznych? W jaki sposób i kto będzie o tym decydował, jeżeli to nie jest zapisane wprost? – podnosił Andrzej Kunert.

http://www.naszdziennik.pl/wp/47596,spo ... zacej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 07 sie 2013, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Historycy pod kontrolą

Zenon Baranowski

Rząd chce, aby Rada Instytutu Pamięci Narodowej oceniała dorobek naukowy jego pracowników. – Być może chodzi o kontrolę nad historykami – ostrzega prof. Mieczysław Ryba.

Zmiany zaproponowane przez rząd do przygotowywanej nowelizacji ustawy o IPN zmierzają do zwiększenia uprawnień, i tak już w tej chwili dużych, Rady Instytutu. Chodzi o wyposażenie dziesięcioosobowej rady w identyczne kompetencje względem pracowników Instytutu, jak te, które posiadają rady naukowe instytutów badawczych. „Chodzi o ocenę kwalifikacji pracowników naukowych, dokonywanie ocen ich dorobku naukowego oraz opiniowanie wniosków o stypendia naukowe” – głosi komunikat Centrum Informacyjnego Rządu.

– Jest to kuriozalna propozycja, tych pracowników jest wielu w różnych oddziałach Instytutu. I rada IPN, która nie jest przecież organem etatowym, tylko spotykającym się epizodyczne, miałaby jeszcze opiniować poszczególnych pracowników? Jak dziesięcioosobowa rada byłaby w stanie ocenić setki pracowników i realizować zadania rad naukowych? Trudno mi sobie to wyobrazić – mówi prof. Mieczysław Ryba, historyk z KUL i były członek Kolegium IPN (poprzednika rady). – Być może chodzi tu o coś innego. Pracownicy pozostają oczywiście w pewnej zależności od prezesa IPN, ale i zarazem mają swobodę w badaniach naukowych. Być może chodzi tu o jakąś kontrolę nad nimi – ocenia prof. Ryba.

Projekt nowelizacji ustawy o IPN generalnie dotyczy doprecyzowania możliwości zlecania przez Instytut „realizacji badań naukowych i upowszechniania wiedzy o najnowszej historii Polski oraz przeprowadzania konkursów na finansowanie ww. przedsięwzięć innym podmiotom”. W obecnym stanie prawnym IPN może finansować tego typu badania prowadzone jedynie przez organizacje pozarządowe. Jednak większość badań nad najnowszą historią Polski jest prowadzona przez uczelnie, instytuty Polskiej Akademii Nauk lub indywidualnie przez naukowców.

Rada Ministrów zwróciła uwagę, że „finansowanie badań naukowych z zakresu nauk humanistycznych należy do kompetencji Narodowego Centrum Nauki oraz Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach ustanowionego programu ’Narodowy Program Rozwoju Humanistyki’”. „Dzięki tym instrumentom mogą być i są finansowane także badania naukowe dotyczące najnowszej historii Polski” – podkreśla komunikat CIR.

IPN będzie mógł zlecać badania konkretnym podmiotom, głównie instytutom PAN, uczelniom, instytutom badawczym, ale i osobom fizycznym. Według rządu, „zaproponowane regulacje oznaczają przekazanie kompetencji w zakresie wyłaniania wykonawców badań naukowych i wiedzy historycznej innym podmiotom”, a „szczególną wątpliwość wzbudza możliwość powierzenia przeprowadzania takich konkursów osobom fizycznym”.

Profesor Ryba podkreśla, że „wszelkie działania poszerzające możliwości finansowe naukowców, którzy badają najnowszą historię Polski, w tym przeszłość totalitarną, są sensowne”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/50246,his ... trola.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 18 sie 2013, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/60392-li ... tyce.pl%29

Waldemar Glodek: Karpińskiego niszczyła komuna, Kluska dołuje układ pookrągłostołowy
28 LIP 2013 O 22:30

Obrazek
Roman Kluska ze swoimi owcami.
Fot. NS.NM.pl
Niedługo i owiec Polakom nie pozwolą paść


Zanim III RP dostąpiła przywileju niszczenia biznesmena informatycznego inż. Romana Kluski mieliśmy wcześniejszy modelowy przypadek z PRL z innym inżynierem, również z żyłką naukowo-biznesową w branży komputerowej.
Inż. Jacek Karpiński swoje potyczki z komunistyczną administracją i planową gospodarką rozwijającą sie na jedynie słusznej drodze rozpoczął prawie pół wieku temu. W zasadzie to już tyle czasu upłynęło, a komputery zmieniły parę generacji, że chciałoby się napisać to już daleka historia i można ją między bajki włożyć.
Bardziej jednak między bajki trzeba włożyć słynne zdanie Joanny Szczepkowskiej wypowieziane w Dzienniku TV: Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.
W owym czasie (zresztą jak się okazuje dzisiaj również) nie wiedza techniczna się liczyła a błyskotliwość partyjna, i na tym establiszmencie powstawały nowe kadry tak zwanych budowniczych nauki polski ludowej. Znacznie łatwiej przychodziło im zgłębić tajniki marksizmu-leninizmu niż skomplikowane dla nich prawa Ohma czy też Kirchhoffa.
Takie były wymagania, i tacy wypieszczeni w uczelnianych komitetach partyjnych naukowcy zajmowali kierownicze pozycje profesorów w Polskiej Akademii Nauk, gospodarce i administracji państwowej. Liczył się plan …letni i przyjaźń ze Związkiem Sowieckim. Oczywiście nie wszyscy tacy byli, dlatego też zwracam honor wszystkim tym co jednak doszli do nominacji profesorskich swoim zdeterminowaniem i pracą naukową.
Czy przez tę gromadę ignorantów ekonomiczno-technicznych mógł przebić się inż. Karpiński ze swoimi osiagnięciami w komputeryzacji, wtedy na miarę światowa? Nie mógł. Nie mógł również wyjść ze swoim cackiem K-202 zbyt daleko za podwarszawskie zakłady MERA. Ostatecznie inż. Karpińskiemu podziekowano a K-202 zamnęło swój żywot na kilku setkach egzemplarzy, przy posiadanych zamówieniach na kilka tysięcy.
W tej sytuacji komputerowiec Karpiński wydzierżawił na Warmii gospodarstwo, ukończył wymagany kurs rolniczy i zajął się hodowlą świń, krów i kur. W ten sposób zaprotestował przeciwko obstrukcji jakiej doznawał od władz PRL-u.
Minęły lata, komuna po spotkaniu w Nowym Jorku gen. Jaruzelskiego z Rockefellerem zaczęła szukać nowych, wygodnych dla siebie rozwiązań. I tak pokrętną drogą doszło do umowy przy okrągłym stole w wyniku której pod pozorem demokracji stworzono państwo totalitarne, a w zasadzie większą gminę Unii Europejskiej, która parę dni temu otrzymała nowość kibuc w centum Warszawy, nie licząc wsześniej instalowanych na polskich ziemiach mutacji sowieckich kołchozów.
Męczennikiem pookrągłostołowym jest również komputerowiec inż. Roman Kluska. Zaczął skromnie w 1988 roku ale dzieki wiedzy i smykałce biznesowej szybko się rozwinął.
W 2000 roku jednak pomimo sukcesu wycofał się z biznesu jak twierdził później z powodu korupcji i atmosfery zastraszania.
Kiedy Jarosław Kaczyński został premierem powołał Romana Kluskę na swojego doradce i ogłosił przyjęcie opracowanego przez inżyniera „Pakietu Kluski” w celu uproszczenia i ułatwienia działalności gospodarczej polskim biznesmenom.
Zaskakujące w tym były jednak słowa Kaczyńskiego, że na wprowadzenie zmian trzeba czekać aż osiem lat! Taka deklaracja zostala przyjęta sceptycznie przez wielu biznesmenów tym bardziej, że obaj Kaczyńscy byli u władzy. Drugi był wybrany Prezydentem RP. No ale co innego politykować a co innego robić reformy.
Okrzyknięcie wcześniejszych wyborów przez głównych wykonawców filmu dla młodych widzów pt. „O dwóch takich co ukradli księżyc” zakończyło się kompletną klapą.
Podsumowaniem asekuracyjnego działania był tragiczny 10 kwietnia 2010 roku.
Co bardziej im sympatyczni ludzie po dziś dzień twierdzą, że pakiet wszedłby w życie ale zawalił Palikot z Tuskiem poniewaz przestali kontunuacje jego wprowadzania po przejęciu wladzy. Można i tak się ustawiać do rzeczywistości.
Ale wracając do Kluski, to tak jak na początku przypomniałem o inż. Jacku Karpińskiem co się zajął świńmi, tak inż. od Optimusa i Onet.pl ruszył w góry ze swoimi kierdelami i zajął się unowocześnianiem oscypka.
Ale niech optymiści nie myślą, że teraz to już inż. Klusce idzie wszystko gładko. Polska tradycjami żyje. Kolejne rządy nie tylko nie wyrzucają zmurszałych przepisów ludowej twórczości, ale jeszcze wykazują się wielką operatywnością we wprowadzaniu własnych inicjatyw. O korupcji nie bedę pisał bo nie mam zamiaru odbierać chleba dziennikarzom śledczym.
Ale do sprawy. Kluska z oweczego mleka postanowił robić sery. A co za tym idzie potrzebna mleczarnia. Oczywiście zgodna z przepisami, wszystkie drzwi w mleczarni trzeba było wymieniać na ognioodporne. Powód? W świetle przepisów substancja, która ma tyle tłuszczu co owcze mleko musi być łatwopalna.
A tu jeszcze owce muszą gdzieś spać. O tym Kluska w innym miejscu opowiada jak to: 17 instytucji wyrażało mi zgodę na postawienie pierwszej małej obory na 150 owieczek, a cała procedura wydania zezwolenia trwała półtora roku.
Ciągle rosnące tabuny płodnych pseudointelektualistów biurowych w kraju, co zdolniejsi otrzymują europejskie nominacje i awansują na dobrze płatne posady w UE gdzie już nie krajowymi rzodkiewkami się zajmują a planują rozmiary ogórków, wybiegi dla kur, rozmiary śledzika i wiele innych atrakcyjnych dla nich utrudnień.
Administracja to w końcu nie jakaś tam podrzędna formacja mająca służyć obywatelowi o tak sobie, nawet jak ma o swojej działalności coś w tym temacie zapisane.
Aczkolwiek III RP to już nie PRL, to jednak nie po to została w porozumieniu magdalenkowo-okrągłostołowym stworzona żeby wracać do gierkowskiego: Aby Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej.

Waldemar Glodek

http://www.polishclub.org

Modesto, CA

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.28


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 24 sie 2013, 05:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
MON chce wniosku

Ministerstwo obrony nie spieszy się z pośmiertnym awansem rtm. Witolda Pileckiego. Czekamy na odpowiedni wniosek – tłumaczy resort. To jest powinność MON – ripostują organizacje kombatanckie.

Po upadku komunizmu postać bohaterskiego rtm. Pileckiego była stopniowo przypominana i honorowana. Począwszy od rehabilitacji w 1990 r., poprzez książki, albumy, filmy, pomniki, nazwy szkół i ulic, po najwyższe odznaczenia jak Order Orła Białego przyznany pośmiertnie w 2006 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Brakuje jednak awansu rotmis- trza na wyższy stopień oficerski. MON tłumaczy, że czeka na wniosek w tej sprawie.

– Do Departamentu Kadr MON nie wpłynął wniosek o pośmiertne mianowanie rotmistrza Witolda Pileckiego, który byłby podstawą do wszczęcia procedury mianowania – wyjaśnia ppłk Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON. – W chwili wystąpienia przez uprawniony podmiot o mianowanie Departament Kadr przystąpi do jego rozpatrzenia – dodaje.

– To jest postać tak wielka, że to sam resort obrony narodowej powinien podjąć w tej sprawie inicjatywę. Rotmistrz Pilecki jest jedną z piękniejszych, a jednocześnie najbardziej symbolicznych postaci tamtej epoki – podkreśla dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

MON powołuje się na ustawę o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej z 1967r. oraz rozporządzenie ministra obrony narodowej z 2010 r. w sprawie mianowania na stopnie wojskowe. Zgodnie z nimi „w szczególnie uzasadnionych przypadkach”, w uznaniu ich zasług, „z tytułu udziału w walkach o niepodległość państwa polskiego” oraz „z tytułu działalności na rzecz suwerennej i demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej” może nastąpić „pośmiertne mianowanie na wyższy stopień wojskowy. Mianowanie to może nastąpić tylko raz”. Mianowania tego dokonuje minister obrony narodowej, a w pewnych przypadkach prezydent.

Nie do końca są jasne przepisy wskazujące, kto występuje z takim wnioskiem o nominacje, o którym mówi MON. Rozporządzenie stanowi, że mogą to być m.in. „władze naczelne stowarzyszeń zrzeszających żołnierzy”, którzy brali udział w walkach o niepodległość państwa polskiego, lub właściwy „wojskowy komendant uzupełnień”.

W tym wyliczeniu brakuje szefa MON. Czy to oznacza, że organ, który dokonuje mianowania, nie może sam wystąpić z taką inicjatywą?

„Nasz Dziennik” spytał MON o istniejącą praktykę w resorcie, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

– Pewnie że mogą wystąpić z taką inicjatywą jakieś środowiska kombatanckie, chociażby i my jako Porozumienie czy Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, ale sądzę, że byłoby dobrze, żeby inicjatywa wyszła ze strony władz państwowych – uważa Bukowski.

Tadeusz Filipkowski, rzecznik Światowego Związku Żołnierzy AK, zapewnia, że jego środowisko stara się, aby odznaczenia otrzymali wszyscy zasługujący na to kombatanci. Ale w tej kwestii odsyła do zajmującego się kwestiami odznaczeń wiceprezesa Zarządu Głównego ŚZŻAK Jerzego Żelaśkiewicza, który akurat jest na urlopie.

– Nic mi nie wiadomo o tym –stwierdza historyk IPN Jacek Pawłowicz, autor albumu o Pileckim, pytany, czy pojawiały się inicjatywy dotyczące awansowania rotmistrza.

– Absolutnie powinien nastąpić taki gest w jego stronę, Order Orła Białego został mu już przyznany, w związku z tym jedyna rzecz, która pozostaje, to awans, nic innego w polskim systemie honorowania nie ma – podkreśla Bukowski.

Zwraca uwagę, że niedługo może nastąpić identyfikacja szczątków Pileckiego wśród tych wydobytych podczas ekshumacji na Powązkach.

– Prędzej czy później zostaną te szczątki zidentyfikowane. To byłaby znakomita okazja do awansu przy ponownym pochówku, gdziekolwiek by on nie był, ale można to zrobić i bez tej okazji, to może być 11 listopada, 15 sierpnia lub inna data – wskazuje.

Ostatnim awansem Pileckiego był ten z 11 listopada 1943 r., kiedy otrzymał stopień rotmistrza, czyli odpowiednik kapitana. W okresie międzywojennym oraz w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie stopień ten funkcjonował w kawalerii i formacjach pancernych o kawaleryjskim rodowodzie. Stopień rotmistrza był używany w Wojsku Polskim do 1947 roku.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iosku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 26 paź 2013, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Analogie, analogie. Ci sami ludzie to i te same metody, może tylko wszystko przebiega sprawniej i postarano się jeszcze o medialną oprawę uwiarygodniającą. Dla nas, dla naszej Ojczyzny to klęska, to upadek, to schody do ... piekła i brama otwarta na oścież.

99,8% za „demokracją ludową”

Piotr Szubarczyk

Na jesieni 1952 r. władza sowiecka w Polsce była już w pełni ukształtowana – z organami represji i propagandy, delegaturami organów sowieckich, z oficerami sowieckimi w wojsku i w bezpiece, występującymi jako doradcy (sowietnicy) lub jako „Polacy” na podrobionych papierach. Można było urządzać publiczne przedstawienia bez obawy, że aktorzy nie zapamiętali roli. W roli suflerów występowali ubecy, używający w razie potrzeby obcęgów do zrywania paznokci „wrogom ludu”. Był to szczytowy okres terroru powszechnego w Polsce. W więzieniach przebywało 49 tysięcy więźniów politycznych.

W tych warunkach doszło 26 października 1952 r. do „wielkiego święta demokracji socjalistycznej”, czyli „wyborów do sejmu”. Pierwszych w PRL. Ta nazwa pojawiła się właśnie w roku 1952, po napisaniu przez Stalina „konstytucji” dla tego tworu. Wynik „wyborów” można by nazwać cudem, większym niż elektryfikacja Związku Sowieckiego, gdyby nie fakt, że głosów w zasadzie nie liczono, a wynik ustalili znani specjaliści: Anatol Fejgin i Mojżesz Taboryski z ministerstwa bezpieki.

Okazało się, że na listę tzw. frontu narodowego – znanego od roku 1956 jako Front Jedności Narodu, z akcentem na „jedność”, czyli zgodę na wszystko, czego chce partia sowiecka w Polsce – głosowało 99,8 proc. wyborców! Ten „front” przygotowywał listy kandydatów na „wybory”. Aby oszczędzić wyborcy niepotrzebnych dylematów, FJN wystawiał jednego kandydata na jedno miejsce! Wzorowa postawa obywatelska polegała na tym, by głosować bez oglądania kartki i bez skreśleń. Dziś wzorowa postawa obywatelska polega na tym, by nie chodzić na referenda niepopierane przez władzę.

W roku 1983 FJN został przerobiony przez WRON-ę na PRON. Same te skróty wywoływały kiedyś wśród Polaków odruch niechęci, ale pamięć bywa krótka.

http://www.naszdziennik.pl/wp/57926,99- ... udowa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 02 lis 2013, 08:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Polityk grubej kreski

Mógł być pierwszym niekomunistycznym premierem w powojennej Polsce, ale działalność rządu, na którego czele stanął, pozwala nazywać go raczej pierwszym premierem postkomunistycznego układu.

Okres tzw. transformacji, kiedy to Tadeusz Mazowiecki „przeszłość odkreślił grubą linią”, pozwolił przenieść układy funkcjonujące w PRL-owskim systemie władzy do nowej, postkomunistycznej rzeczywistości i świetnie się w niej ulokować. W ten sposób zostały zabezpieczone interesy komunistycznych prominentów oraz funkcjonariuszy dawnego systemu, a oni sami mieli zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

Propagandysta

Karierę rozpoczął w 1949 r. współpracą z PAX-owskim tygodnikiem „Dziś i Jutro”, rok później, mając zaledwie dwadzieścia trzy lata, został zastępcą redaktora naczelnego dziennika „Słowo Powszechne”.

Na jego łamach Mazowiecki publikował m.in. takie deklaracje ideowe koncesjonowanych katolików: „Uważam, iż katolik nie ma żadnej potrzeby zaprzeczać wielkiej doniosłości, jaką w rozwoju myśli ludzkiej odegrały teorie Marksa i jego następców. Uznaję wielki wkład myśli marksistowskiej do ogólnego dorobku ludzkiej kultury”.

Jako sprawne narzędzie komunistycznej propagandy zabłysnął broszurą pt. „Wróg pozostał ten sam”, w której pisał o żołnierzach podziemia niepodległościowego: „Gdybyśmy przeglądnęli kroniki procesów członków organizacji podziemnych, spotkalibyśmy ludzi, którzy z całym cynizmem i premedytacją mordowali swych towarzyszy, kiedy uznali ich za niebezpiecznych”. W innym miejscu, porównując ich do hitlerowców, oskarżał o to, że są sojusznikami „wczorajszych oprawców z Dachau, Oświęcimia, Mauthausen”.

Kiedy kończyła się wojna, Tadeusz Mazowiecki miał osiemnaście lat, ale w przeciwieństwie do ogromnej części swoich rówieśników nie angażował się w żadne formy oporu przeciwko okupantowi.

Jednak gdy jego rówieśnicy w powojennej Polsce byli mordowani w komunistycznych więzieniach, pisał: „Byłoby jakąś ahistoryczną, sentymentalną ckliwością nie widzieć tego, że każda wielka przemiana dziejowa pociąga za sobą ofiary także w ludziach. Każda rewolucja społeczna przeciwstawia sobie tych, którzy bronią dotychczasowego porządku rzeczy, i tych, którzy walczą o nowy” i wzywał Kościół katolicki do potępienia „band podziemia” i zastosowania wobec nich sankcji kanonicznych.

Obiektem ataków Tadeusza Mazowieckiego był także „rewanżystowski” i „agenturalny” rząd londyński, któremu „ideologia lancy ułańskiej na usługach kapitalistycznej wolności zasłoniła historyczną szansę wydobycia Polski z wielowiekowych zaniedbań cywilizacyjnych”.


Katolik koncesjonowany


Bardzo trafnie o środowisku, z którym związany był Tadeusz Mazowiecki, wyraził się Prymas Polski Stefan Wyszyński, nazywając ich „katolickimi odszczepieńcami społecznymi”. Starali się oni przekonać społeczeństwo, że można połączyć bolszewizm z katolicyzmem, nie zważając na dekret Świętego Oficjum z 1949 r. grożący ekskomuniką wszystkim katolikom, którzy „wyznają komunizm, propagują go lub współpracują z komunistami”.

Jako lojalny i posłuszny partii propagandysta w 1953 r. został redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolików”. Za ten awans odwdzięczył się obrzydliwym atakiem na księży kurii krakowskiej oraz ks. bp. Czesława Kaczmarka.

Po wydaniu przez sąd wyroku skazującego ks. bp. Kaczmarka na 12 lat więzienia nowy redaktor naczelny „WTK” pisał: „Na rozprawie sądowej zanalizowana została przestępcza działalność oskarżonych, jak i jej skutki. Wychowanie nacechowane podejrzliwością i wrogością wobec postępu społecznego, atmosferą środowiska społecznego rozniecającą lub choćby tylko podtrzymującą bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim błędna postawa polityczna ks. bp. Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z prawem – oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych. Doprowadziły one do czynów skierowanych przeciwko interesom własnego narodu i postępu społecznego w okresie przedwojennym, okupacyjnym i w Polsce Ludowej”.

Ten atak Mazowieckiego na Kościół przypadł w sytuacji, gdy na księży zapadały wyroki śmierci, a w więzieniach przetrzymywano ponad tysiąc księży.

Postępowy katolik


W 1955 r. Mazowiecki rozstał się PAX-em i dwa lata później zaangażował się w tworzenie Klubów Postępowej Inteligencji Katolickiej, które uzyskały aprobatę władz. W 1958 r. Mazowiecki zakłada i zostaje redaktorem naczelnym „katolickiego” miesięcznika „Więź”, do którego Episkopat ustosunkowuje się krytycznie ze względu na propagowanie lewicowych poglądów.

O środowisku „Więzi” Prymas Stefan Wyszyński mówił: „Mienią siebie katolikami postępowymi, ale ten ich postęp nie idzie do przodu, lecz do tyłu”. Wkrótce – zgodnie z życzeniem władz – otwarcie zaangażowali się w walkę z Prymasem, któremu Mazowiecki zarzucał anachroniczną wizję Kościoła, zacofanie i konserwatyzm, nieustępliwość wobec władz, co rzekomo miało utrudniać nawiązanie dobrych stosunków PRL z Watykanem.

W 1963 r. Mazowiecki razem z Jerzym Turowiczem, Andrzejem Wielowieyskim i Stanisławem Stommą udał się do Rzymu, gdzie podczas Soboru Watykańskiego II intrygowali przeciwko Prymasowi. Jednym z ich zarzutów wobec ks. kard. Wyszyńskiego była jego maryjność.

Sam Prymas uważał, że ten atak jest skierowany nie tylko przeciwko niemu, ale także przeciwko Wielkiej Nowennie przed Milenium Chrztu Polski. Autorem tych intryg i zleceniodawcą działań podjętych przeciwko Prymasowi na Soborze był Zenon Kliszko, o czym zresztą ks. kard. Stefan Wyszyński pisał w wyjaśnieniu wysłanym do Papieża Pawła VI.

Również „Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich” z 1965 r. spotkało się z atakiem „Więzi” i Koła Poselskiego „Znak”, w którym Mazowiecki zasiadał od 1961 roku. Krytyka ta była odpowiedzią na oczekiwania władz i doskonale współbrzmiała z komunistyczną propagandą. Prymas krytykował lewicowe i promarksistowskie poglądy prezentowane przez redakcję „Więzi”, a pod koniec lat 60, po zamieszczonym w miesięczniku artykule na temat stanu kapłańskiego w Polsce, zabronił duchowieństwu pisania w periodyku Tadeusza Mazowieckiego.

Po wydarzeniach marca 1968 r. wobec dyskusji środowiska posłów Koła „Znak” Mazowiecki zdecydował się na poparcie Gomułki i lojalność wobec I sekretarza KC PZPR. 22 lipca 1969 r. pierwszy sekretarz uhonorował Mazowieckiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Tadeusz Mazowiecki ze względu na brak poparcia nowej ekipy rządzącej nie uzyskał zgody na kandydowanie do Sejmu w 1972 roku.


Obdarzony kredytem zaufania

Powszechnie uważa się, że w sierpniu 1980 r. Mazowiecki przywiózł do Stoczni Gdańskiej apel poparcia ze strony warszawskich intelektualistów dla strajkujących robotników. W rzeczywistości był to apel do MKS o podjęcie dialogu i wolę kompromisu. 22 sierpnia Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek przyjechali do stoczni i zgłosili się do prezydium MKS, oferując pomoc jako doradcy.

Zaraz potem na wniosek Mazowieckiego z Warszawy samolotem przylecieli kolejni doradcy. Miejsce w samolocie załatwił im wojewoda gdański, a na Okęciu w pokonaniu formalności pomagał pułkownik MSW, życząc na pożegnanie „pożytecznej pracy dla państwa socjalistycznego” (S. Cenckiewicz, „Anna Solidarność”).

– Pewnego dnia – wspomina Andrzej Gwiazda – Mazowiecki zaczął nam doradzać, abyśmy rezygnowali z rejestracji wolnych związków i zażądali nowych wyborów do rad zakładowych. Na moje zdziwienie, że to chyba jakaś pomyłka, usłyszałem: „No tak, wiedzieliśmy, że się nie zgodzicie, ale musieliśmy wam tak powiedzieć”. Zaraz też złożyli nam drugą propozycję, abyśmy się rejestrowali w CRZZ. Akurat przechodziło pięciu stoczniowców, więc powiedziałem im, żeby wyprowadzili panów doradców za bramę stoczni, a jak będą chcieli przyglądać się strajkowi, to załatwię im przepustki. Na drugi dzień wrócili skruszeni i więcej już takich propozycji nie składali. Do wyjaśnienia pozostaje kwestia, kto im kazał złożyć te propozycje – mówi Andrzej Gwiazda.

Mazowiecki próbował też forsować koncepcję rejestracji nie jednego związku, ale utworzenia federacji związków, co oczywiście w znaczący sposób osłabiałoby jego pozycję. Zachowawcza i ugodowa postawa doradcy „Solidarności” musiała być bardzo wyrazista, skoro w styczniu 1981 r. Jerzy Urban wystosował list do I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani, w którym proponował, aby jako przeciwwagę dla „Solidarności” utworzyć rząd koalicyjny z „katolikami typu Mazowiecki”.

Urban oczywiście nie pełnił jeszcze wtedy żadnych funkcji w rządzie, bo jego rzecznikiem został pół roku później, ale to z pewnością ciekawa ocena.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Tadeusz Mazowiecki został internowany, przez następne lata pełnił funkcję doradcy Lecha Wałęsy. W 1989 r. został zaproszony do obrad Okrągłego Stołu, przy którym odgrywał kluczową rolę, a jednocześnie był podobnie jak Bronisław Geremek, Marcin Król czy Stefan Bratkowski zwolennikiem daleko idących ustępstw wobec władzy.

Ochroniarz układu


– W 1990 r. jechałem z Mazowieckim pociągiem do Gdańska i zapytałem go o to, jakie powinny być perspektywy naszych dalszych działań – opowiada Piotr Ł. Andrzejewski, wieloletni senator. – W odpowiedzi usłyszałem: „Panie mecenasie, nie możemy zrobić niczego, co nie byłoby w ich interesie”.

Rzeczywiście interes władz PRL został przez premiera dobrze zabezpieczony. Opozycyjni działacze stanu wojennego z goryczą przyjęli nominację na szefa MSW (i na stanowisko wicepremiera) gen. Czesława Kiszczaka, a na szefa MON gen. Floriana Siwickiego. Pod ich rządami funkcjonariusze dawnego systemu natychmiast przystąpili do czyszczenia archiwów i palenia akt.

Polityka grubej kreski, jaką wprowadzał w życie Mazowiecki, prowadziła do licznych protestów młodzieży, która postrzegała kontraktową, pomagdalenkowską rzeczywistość jako zdradę. W tym przekonaniu utwierdzało ich zachowanie rządu, który nie wahał się w styczniu 1990 r. wysłać ZOMO, przemianowane na Oddziały Prewencji MO, do rozpędzenia demonstracji przed Salą Kongresową w Warszawie, gdzie odbywał się ostatni zjazd PZPR.

Jednak znacznie bardziej haniebnie zachował się premier Mazowiecki, kiedy kazał oddziałom prewencji i brygadzie komandosów rozpędzić młodzież, która zajęła budynek KW PZPR w Gdańsku, aby uniemożliwić rozpoczęte już palenie akt. OMPO rozbiły także demonstrację zawiązaną spontanicznie w pobliżu budynku partii.

W wyniku czyszczenia archiwów, za przyzwoleniem premiera Tadeusza Mazowieckiego, bezpowrotnie zniszczonych zostało setki tysięcy dokumentów – m.in. prawie wszystkie materiały Departamentu IV MSW, który zajmował się walką z Kościołem. Dawni funkcjonariusze aparatu represji po pozytywnej weryfikacji zasilali szeregi UOP, milicjanci przeszli do policji, a komu to nie odpowiadało, szedł na emeryturę lub do biznesu.


Uległość wobec Berlina

Rząd Tadeusza Mazowieckiego nie potrafił i nie chciał odciąć pępowiny łączącej Polskę z Rosją, czemu dał wyraz minister Krzysztof Skubiszewski podczas wizyty w Moskwie, deklarując, że „sojusz polsko-radziecki musi być kontynuowany bez względu na zmienione okoliczności”. Przedstawiciele rządu kilkakrotnie zapewniali, że Polska nie wystąpi ani przeciwko RWPG, ani przeciwko Układowi Warszawskiemu. Zresztą pierwszym zagranicznym gościem nowo powołanego premiera był Władimir Kriuczkow, szef KGB.

Zdaniem prof. Tadeusza Marczaka, Tadeusz Mazowiecki polskiej polityce zagranicznej nadał klientystyczny charakter. Doskonale to widać w relacjach z Niemcami.

– Co prawda udało mu się doprowadzić do traktatu granicznego z Niemcami, ale główna zasługa w tym przypada prezydentowi USA – to dzięki stanowczej postawie Amerykanów kanclerz Helmut Kohl uznał granicę na Odrze i Nysie, czemu wcześniej się opierał – przypomina prof. Marczak. – Jako premier Mazowiecki nie odważył się postawić na porządku dnia kwestii odszkodowań wojennych dla Polski, czym otworzył drogę do aroganckiego wysuwania roszczeń materialnych ze strony Niemców wobec Polski.

Z kolei jako doradca Bronisława Komorowskiego ds. zagranicznych Tadeusz Mazowiecki wziął udział w spektaklu w całym tego słowa nikczemnym. 10 lipca 2011 roku w Jedwabnem odczytał list prezydenta, w którym znalazło się sformułowanie o Narodzie Polskim jako „sprawcy” zbrodni na ludności żydowskiej.

– Brak danych, by ustalić, jaki był wkład Mazowieckiego w treść przesłania, ale trudno przypuszczać, żeby doradca prezydencki ograniczył się li tylko do roli lektora. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę, że główną wytyczną polityki historycznej Berlina jest przypisywanie współsprawstwa w zbrodni holokaustu innym narodom europejskim, a ostatnio szczególnie Polakom – rola Mazowieckiego rysuje się w jednoznacznie negatywnym świetle – stwierdza prof. Tadeusz Marczak.

Mazowiecki jest też symbolem tzw. transformacji ustrojowej w Polsce zapoczątkowanej planem Balcerowicza. – Po 24 latach coraz dobitniej widzimy jej efekty: zagłada przemysłu polskiego, stworzenie patologicznego systemu finansowego, obrócenie Polski w kraj kolonialny, a Polaków w lud kolonialny – podkreśla prof. Marczak. A wszystko to za cenę, jak zauważył znany chiński ekonomista Song Hongbing, „bolesnej utraty majątku narodowego”.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/58483,p ... reski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 06 lis 2013, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Jak niszczono akta SB

Zima przełomu lat 1989/1990 – od kilku miesięcy działał gabinet premiera Tadeusza Mazowieckiego. Jednak w najważniejszych ministerstwach nadal tkwiła komunistyczna nomenklatura, zaś w MSW trwało na masową skalę niszczenie dokumentów, nierzadko dowodów przestępstw popełnianych przez komunistyczny reżim.

Rząd z komunistami

Rząd Tadeusza Mazowieckiego został powołany 12 września 1989 roku. Premier nazywany jest mianem „pierwszego niekomunistycznego szefa rządu”. Jego zaplecze polityczne nie kryło triumfu i nawet po latach bezrefleksyjnie powtarza, że był to zasadniczy zwrot i zerwanie z komunizmem. Nic bardziej błędnego.

Komunistyczna PZPR posiadała czterech ministrów w tym gabinecie – Czesława Kiszczaka w MSW, Floriana Siwickiego w MON, Franciszka Wielądka w Ministerstwie Transportu, Żeglugi i Łączności oraz Marcina Święcickiego w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Kiszczak objął również stanowisko wicepremiera. W pozostałych ministerstwach pozostawiono kadry z czasów PRL, np. szefem Komitetu do Spraw Kultury Fizycznej i Sportu, czyli odpowiednika obecnego ministerstwa sportu, był Aleksander Kwaśniewski.

W dodatku Mazowiecki nie panował nad podległymi resortami. Najlepszym tego dowodem była sytuacja w MSW, w którym od kilku miesięcy trwała, wręcz przemysłowa, likwidacja akt Służby Bezpieczeństwa.

Masowe niszczenie akt

Proces niszczenia tych dokumentów rozpoczął się na przełomie 1988/1989 roku, trwał z przerwami podczas rozmów Okrągłego Stołu, był kontynuowany po wyborach 4 czerwca 1989 r., a w skali masowej rozpoczął się po sierpniowej nominacji Mazowieckiego na premiera.

Zacierano dowody przestępczych działań wobec przeciwników ustroju komunistycznego, ale także informacje o uplasowanych agentach w tych środowiskach, w tym także w rządzie Mazowieckiego.

Utworzenie rządu „pierwszego niekomunistycznego premiera” nie tylko nie zahamowało tego procederu, ale spowodowało wręcz jego przyspieszenie.

Niszczono akta tajnych współpracowników, spraw operacyjnych przeciwko opozycji oraz dokumenty departamentu zwalczającego Kościół i organizacje religijne, materiały prawne, ogólne wytyczne, instrukcje operacyjne, materiały szkoleniowe.

Doktor Radosław Peterman z IPN stwierdził, że polecenie niszczenia akt SB wydało kierownictwo MSW, w tym właśnie Kiszczak. Historyk cytował pismo zastępcy naczelnika Wydziału XIII Biura „B” MSW – była to specjalna jednostka biura obserwacji zajmująca się współpracą z tajnymi współpracownikami SB – płk. Stanisława Machnickiego z końca września 1989 r.: „Zgodnie z poleceniem Ministra Spraw Wewnętrznych [czyli Kiszczaka – przyp. aut.] uprzejmie proszę o niezwłoczne przejrzenie za ostatnie co najmniej 10 lat dokumentów dotyczących tzw. opozycji, która została zalegalizowana, oraz ich zniszczenie”.

Również pod koniec września 1989 r. dyrektor Departamentu Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW płk Zbigniew Litwin nakazał przejrzeć wszystkie wydawnictwa szkoleniowe i zniszczyć te, których treść przekraczała kompetencje SB.

W listopadzie 1989 r. Kiszczak zarządził likwidację departamentów III, IV, V i VI, tworząc na ich miejsce nowe. Zaraz po tej decyzji rozpoczęto na wielką skalę akcję likwidacji dokumentów. Zachowane dokumenty świadczą, że działo się to za wiedzą najwyższego szefostwa MSW. W trakcie telekonferencji kierownictwa MSW z naczelnikami Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych z 9 stycznia 1990 r. gen. Bogdan Stachura, bliski współpracownik Kiszczaka, wskazywał:

„Materiały archiwalne niszczyć zgodnie z wytycznymi – nieważne, że to się kiedyś przyda”. Natomiast gen. Krzysztof Majchrowski – ówczesny dyrektor Departamentu Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa, który powstał w miejsce osławionego Departamentu III, zwalczającego opozycję – nakazał: „Wszystkie osoby wykorzystywane przed 4 czerwca 1989 r. wyrejestrować, a materiały zniszczyć. Sprawy operacyjne poddać analizie tak, aby nie było dokumentów tajnych współpracowników”.

Tymczasem według obowiązującej instrukcji archiwalnej MSW akta operacyjne powinny być przechowywane w archiwum co najmniej 5 lat. Peterman podaje na przykładzie Łodzi szacunkowe dane tej hekatomby w archiwach MSW – z blisko 47 tys. teczek wyeliminowanych tajnych współpracowników zostało ok. 6 tys., czyli niespełna 13 proc., z 26 tys. spraw operacyjnych ocalało ok. 18 proc.; a z 192 teczek obiektowych pozostały 4, czyli 2 procenty!

Wywiad też niszczył

Jednak likwidowano archiwa również w departamentach, które nie uległy reorganizacji. Identyczną akcję niszczenia przeprowadzono w Departamencie I MSW, czyli w wywiadzie cywilnym. Decyzje o zniszczeniu akt zatwierdzał dyrektor lub zastępca dyrektora wywiadu. Według świadków akta były niszczone aż do lata 1990 r., w MSW nikt nie krył się z tym procederem.

Wprawdzie dokumenty zostały zniszczone, ale zachowały się protokoły ich niszczenia. Na tej podstawie można określić obszar zainteresowania wywiadu cywilnego PRL, jakie sprawy prowadził, jakimi osobami się interesował, do jakich informacji próbował dotrzeć oraz jak wywiad PRL kwalifikował poszczególne osoby. Również interesującą sprawą jest wybór dokumentów do zniszczenia.

Już w grudniu 1989 r. zniszczono materiały RO (zapewne rozpracowania operacyjnego lub rozpracowania obiektowego, czyli spraw operacyjnych) kryptonim „TRUPA”, dotyczące instytucji współpracujących z obiektem „Reszka”, tzn. wydawnictwem Editions Spotkania, które w Paryżu zorganizował antykomunistyczny działacz Piotr Jegliński. W uzasadnieniu stwierdzono: „Przyczyny, które legły u podstaw decyzji o założeniu RO – tj. rozrost strukturalny obiektu ’RESZKA’, nie uzasadniają dalszego jej prowadzenia w nowej sytuacji. Materiały sprawy ’TRUPA’ nie zawierają żadnych istotnych pod względem operacyjno-informacyjnym treści”. Materiały te zniszczono 13 grudnia 1989 r., ale zdjęto z ewidencji dopiero 24 stycznia 1990 roku.

Także materiały RO kryptonim „RESZKA” na temat Editions Spotkania uległy zniszczeniu. Uzasadniano, że „sprawa obiektowa ’RESZKA’ nie zawiera żadnych informacji od strony operacyjno-informacyjnych treści”. Zniszczono również materiały dotyczące francuskiego dziennikarza, którego pozyskano do współpracy w tej sprawie, ale potem poinformował on o wszystkim francuski kontrwywiad i osoby z Editions Spotkania. Decyzję o likwidacji tych materiałów akceptował naczelnik Wydziału IX ppłk Tadeusz Chętko.

Zniszczono też materiały RO „AGONIA” na temat Rządu RP na Obczyźnie oraz sprawy rozpracowania obiektowego kryptonim „GALETA” dotyczącej Towarzystwa „Solidarność” z Berlina Zachodniego. Te ostatnie akta zawierały „materiały pomocnicze” o piśmie „Pogląd”.

Likwidacji uległy również materiały rozpracowania obiektowego „WYZNAWCY” na temat „powiązań przywódców KPN z osobami prowadzącymi antypolską działalność”. Zniszczono także dokumenty rozpracowania obiektowego „PIRANIA” na temat działalności organizacji „Free Poland”, rozpracowania obiektowego kryptonim „MÓZG” o Studium Spraw Polskich oraz materiały RO „INSEKT” dotyczące Stowarzyszenia Kontakt w Paryżu.

Departament I niszczył również tzw. segregatory materiałów wstępnych (SMW). Są to – według IPN – dokumenty wstępnych spraw operacyjnych o najniższej kategorii, których nie można przekwalifikować na wyższą kategorię, np. Rozpracowanie Operacyjne albo Kontakt Operacyjny. Zlikwidowano SMW dotyczące np. Adama Schaffa, Agnieszki Holland, Andrzeja Seweryna, Leszka Kołakowskiego, Ladislawa Adamika.

Likwidacja rezydentur

Na podstawie protokołów brakowania można odtworzyć mapę placówek zagranicznych wywiadu cywilnego. Zlikwidowano materiały np. podteczki rezydentury „MEXICANO” w Meksyku z lat 1979-1986 (trzy tomy), Teczki Punktu Operacyjnego kryptonim „GARA” placówki w Tanzanii w latach 1981-1987 (dwa tomy), Teczki Ogniwa Operacyjnego „BOGOCZ” w Kolumbii w latach 1983-1985, teczki ogniwa operacyjnego „ANDOS” w latach 1982-1987, teczki ogniwa operacyjnego „SPEKTR” w Etiopii w latach 1981-1987 (dwa tomy), podteczki rezydentury „CZEKAN” na Węgrzech w latach 1981-1987 (dwa tomy), podteczki rezydentury w Bułgarii „FOSAL” w latach 1981-1987 (dwa tomy), podteczki punktu operacyjnego „HAON” w Chinach z okresu 1980-1987 (dwa tomy), podteczki rezydentury „VOND” w Czechosłowacji z lat 1982-1987 (dwa tomy), podteczki rezydentury w Wiedniu kryptonim „ŁAPEK” z okresu 1982-1987, podteczki rezydentury w Kolonii kryptonim „GRAT” z lat 1982-1987.

Z kolei Wydział IX Departamentu I zakwalifikował do zniszczenia materiały Rozpracowania Operacyjnego „SETTI” mające dotyczyć Rudolfa Skowrońskiego. W protokole stwierdzono, że „ww. został przejęty na kontakt z Dep. II w 1985 r., zrealizował w trakcie współpracy z nami zadania wywiadowcze w kraju i za granicą. Od roku utrzymywany z nim jest kontakt tylko sporadyczny ze względu na utratę możliwości wywiadowczych, przy czym nie przewidujemy ew. wznowienia sprawy”.

Skowroński był znanym biznesmenem, właścicielem spółki Inter Commerce, przez kilkanaście lat znajdował się na listach najbogatszych Polaków. Posiadał gospodarstwo rolne na Mazurach. W 2001 r. Andrzej Lepper pytał w Sejmie o łapówki dawane politykom, mówił o lądowaniu talibów w Klewkach, gdzie znajdowało się gospodarstwo Skowrońskiego.

W firmie Skowrońskiego pracował były funkcjonariusz wywiadu PRL Aleksander Makowski, który niedawno ujawnił, że w celach „biznesowych” razem podróżowali do Afganistanu. Od kilku lat Rudolf Skowroński jest poszukiwany listem gończym.

10 stycznia 1990 r. zniszczono materiały tematyczne „SPACE” dotyczące „dokumentacji technicznej promu”. Likwidacji uległy również dokumenty tzw. wywiadu naukowo-technicznego.

Tak masowe niszczenie dokumentów wywiadu, w tym zwłaszcza akt pozaeuropejskich rezydentur, sugeruje, że szefostwo spodziewało się w każdej chwili dymisji. Tymczasem rząd Mazowieckiego jeszcze przez ponad pół roku zwlekał z podjęciem takich decyzji, co umożliwiło jeszcze większe czystki w archiwach.

Wyparowały akta agentów i wywiadu nielegalnego

Likwidowano także dokumentację osób zarejestrowanych przez wywiad PRL, które w III RP objęły ważne stanowiska w administracji.

22 stycznia 1990 r. zniszczono akta Kontaktu Operacyjnego kryptonim „KAJ” dotyczące Janusza Kaczurby z Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. W protokole napisano: „Materiały archiwalne KO krypt. ’KAJ’ nie przedstawiają wartości operacyjnych oraz nie nadają się do celów szkoleniowych”. W III RP Kaczurba był doradcą ekonomicznym prezydenta Kwaśniewskiego, wiceministrem stanu w ministerstwie gospodarki. W 1999 r. przyznał się, że współpracował ze służbami PRL.

Dzień później zniszczono materiały teczki kontaktu operacyjnego ’GENF’ dotyczące Dariusza Mańczyka, pracownika MSZ od 1987 r. w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie. W protokole stwierdzono: „Dotychczasowy przebieg współpracy ’GENFA’ z naszą służbą uzasadnia zakończenie kontaktu z k.o. i zniszczenie materiałów sprawy w całości”.

Likwidowane były również stare akta osławionego ostatnio Wydziału XIV, czyli zajmującego się tzw. wywiadem nielegalnym. Zniszczona została sprawa tematyczna kryptonim „STEREK” dotycząca „wykorzystania działalności przedsiębiorstwa międzynarodowych przewozów samochodowych ’PEKAES’ do realizacji zadań w systemie łączności ’N’”. Sprawa została założona w sierpniu 1975 r. i była prowadzona w celu „zabezpieczenia sytuacji operacyjnych związanych z wykorzystaniem łączników ps. ’Włodeks’ i ’Elok’”.

Zniszczono również dokumenty Lokalu Konspiracyjnego „SETKA”, czyli dawnej siedziby pionu „N”. Złożono je do archiwum w 1979 r. w celu pozostawienia na okres 8 lat, ale wybrakowano je dopiero 23 stycznia 1990 roku.

31 stycznia 1990 r. niszczono także podteczkę personalną kryptonim „PEDAGOG” na temat osoby, która w latach 1972-1975 pozostawała w operacyjnym zainteresowaniu Wydziału XIV. „PEDAGOG” był przygotowywany do pracy wywiadowczej z pozycji „N” za granicą. W 1975 r. zrezygnowano z dalszego opracowania tej osoby ze względu na brak predyspozycji, a posiadane materiały sprawy złożono w archiwum Departamentu I MSW. W podteczce były dokumenty na temat „założenia teczki, oceny przebiegu przygotowania wymienionego do pracy wywiadowczej za granicą oraz dokumenty finansowe dotyczące wydatków na koszty spotkań, wypłaty uposażenia, zwrotu kosztów podróży i innych świadczeń złotowych, rozliczanych do numeru sprawy”.

Zlikwidowano również materiały Wydziału XIV o kryptonimie „FILARO” na temat osoby, która była wykorzystywana do realizacji zadań operacyjnych w systemie łączności „N” w latach 1973-1977. Potem współpracę rozwiązano z powodu utraty przez tę osobę „możliwości operacyjnych”. Dokumenty sprawy zdeponowano w archiwum Departamentu I, ale zniszczono je dopiero 23 stycznia 1990 roku.

Teczki o dziennikarzach

Na podstawie protokołów brakowania można stwierdzić, jakie osoby znajdowały się w orbicie zainteresowań wywiadu PRL i jak były one kwalifikowane przez tę służbę. Wywiad cywilny był szczególnie zainteresowany osobami ze świata nauki, kultury i mediów, które wyjeżdżały za granicę.

Od 1962 r. wywiad PRL prowadził rozpracowanie obiektowe „KULUARY” na temat dziennikarzy akredytowanych przy ONZ w Nowym Jorku. 11 stycznia 1990 r. akta zostały zniszczone w związku „z niemożliwością realizacji sprawy, wynikającą z sytuacji operacyjnej w terenie”.

Według protokołu zniszczenia, znany publicysta Edmund Męclewski był zakwalifikowany jako KO „ROGOZIŃSKI”.

Z kolei profesor Hieronim Kubiak, wykładowca na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, współzałożyciel Stowarzyszenia Kuźnica w Krakowie oraz w latach 80. członek władz PZPR, miał zostać zarejestrowany jako KO „SOCJOLOG”.

Sławomir Szof – dziennikarz radiowy, prezenter „Lata z Radiem” i korespondent TVP i PR w Rzymie – był określany jako KO „ANATRA”. Jerzy Ambroziewicz został zarejestrowany jako KO kryptonim „SERENO”. Ambroziewicz był dziennikarzem „Po Prostu”, „Argumentów”, korespondentem TVP i PR we Włoszech oraz redaktorem naczelnym Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.

Według protokołu zniszczenia dokumentów wywiadu PRL, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy radiowych Marek Niedźwiecki został wpisany jako Kontakt Operacyjny kryptonim „BERA”. Niedźwiecki prowadzi popularne programy muzyczne, ostatnio uczestniczył w kontrowersyjnej akcji „Orzeł może”, która w zamyśle miała zastąpić patriotyczne imprezy. Materiały dotyczące Niedźwieckiego zniszczono 17 stycznia 1990 roku.

Należy jednak podkreślić, że zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem cytowane dokumenty dostępne w IPN, dotyczące tych osób, nie są sądowym dowodem i dlatego nie można w tym przypadku mówić o świadomej współpracy.

Bezwolność Mazowieckiego

Należy również pamiętać, że w tym czasie zniknęły dokumenty przydatne w procesach lustracyjnych, co obecnie uniemożliwia przeprowadzenie skutecznej lustracji. W MSW trwała swoista „prywatyzacja dokumentów”. Doktor habilitowany Sławomir Cenckiewicz wskazywał, na przykładzie Gdańska, że wiele ze zmikrofilmowanych akt zniknęło wiosną 1990 roku.

Na początku 1990 r. informacje o likwidowaniu archiwów SB dotarły do posła Jana Marii Rokity, który był przewodniczącym sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW. 19 stycznia 1990 roku komisja Rokity zażądała od szefa MSW i prokuratora generalnego Józefa Żyty wyjaśnień w sprawie niszczenia akt.

Charakterystyczne, że premier Mazowiecki nie zajął się tą sprawą, tylko… odesłał Rokitę do Kiszczaka. W końcu proceder opisała „Gazeta Wyborcza”. 30 stycznia 1990 r. płk Kazimierz Piotrowski – dyrektor archiwum MSW – na konferencji prasowej oświadczył, że niszczenie akt odbywa się w związku z reorganizacją MSW i jest zgodne z prawem. Dopiero dzień później Kiszczak wydał decyzję zakazującą niszczenia dokumentów w MSW.

Charakterystyczne, że Kiszczak przekonywał Mazowieckiego, iż teczki „zaszkodzą wielu waszym ludziom”. Po latach tak opisał rozmowę z Mazowieckim na ten temat: „Rokita napisał do Mazowieckiego pismo na mnie za palenie dokumentów. Premier dał mi to pismo. Powiedziałem: Panie premierze, postępujemy zgodnie z przepisami i lepiej będzie, jeżeli niektóre dokumenty zniszczymy. Są w nich rzeczy kompromitujące nie resort i nie ludzi służby bezpieczeństwa, tylko byłą opozycję, wielu waszych kolegów. Może dojść do tragedii. Mazowiecki odpowiedział, że zabezpieczą je przed niepożądanymi osobami i lepiej, żeby ich nie palić. Pańska wola – odpowiedziałem i wydałem zakaz palenia. Tak więc nie może być mowy o nielojalności”.

Wprawdzie Kiszczak taką decyzję wydał, jednak niszczenie dokumentacji trwało nadal. Co więcej, nawet po uzyskaniu oficjalnych informacji o niszczeniu akt Mazowiecki nie przeprowadził zmian w kierownictwie MSW. Dopiero w marcu 1990 r. powołał Krzysztofa Kozłowskiego na stanowisko podsekretarza stanu w MSW, ale Kiszczak był szefem tego resortu aż do lipca 1990 roku.

Jednocześnie organizacje, które sprzeciwiały się ustaleniom Okrągłego Stołu i domagały się odejścia od tych porozumień, były nazywane radykalną opozycją. Media sprzyjające rządowi Mazowieckiego prowadziły zmasowany atak propagandowy.

Gabinet Mazowieckiego nie reagował na oddolne postulaty zmian politycznych, w tym przejęcia dokumentów po PRL. Tymczasem przynajmniej od zburzenia muru berlińskiego w listopadzie 1989 r. były możliwe takie zmiany i zdymisjonowanie komunistów. Jednak w Polsce jednostki MSW dalej prowadziły inwigilację „antyustrojowych organizacji”.

Zaskakująca opieszałość rządu „pierwszego niekomunistycznego premiera” spowodowała zniszczenie wielu dowodów przestępstw, umożliwiła byłym funkcjonariuszom SB przejęcie najwartościowszych dokumentów i wpływ na życie publiczne III RP. To są właśnie konsekwencje działalności rządu Tadeusza Mazowieckiego.

--------------------------------------------------------------------------------

Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Bączek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/58817,j ... ta-sb.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 07 lis 2013, 16:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/152/wypowied ... lsce-wojne

Wypowiedzieli Polsce wojnę
kokos26, 26 września, 2013 - 10:43

W ubiegłą sobotę 14 września obchodziliśmy 66 rocznicę urodzin błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. W przyszłym miesiącu minie z kolei 29 lat od jego męczeńskiej śmierci zadanej przez komunistyczny szwadron zawodowych oprawców. Śmierci, której towarzyszyły okrutne tortury z bestialskim wyrwaniem kapłanowi języka. 19 października 1984 roku przyjęty, jako dzień śmierci kapłana nie jest najprawdopodobniej jej prawdziwą datą tak jak nie jest do końca prawdziwy powszechnie podawany do wiadomości przebieg tej potwornej komunistycznej zbrodni.
Młodzi ludzie, dla których osoba księdza Jerzego Popiełuszki jest już tylko postacią historyczną, zapewne wyobrażają sobie, że 19 (?) października 1984 roku komunistyczni zbrodniarze na zlecenie Jaruzelskiego i Kiszczaka zamordowali ukochanego i uwielbianego przez cały bez wyjątków naród i Kościół, bohaterskiego kapłana. Nawet nie zdają sobie zapewne sprawy ile analogii istnieje między dniem dzisiejszym, a atmosferą, jaka panowała niemal trzydzieści lat temu.
Warto, więc przypomnieć, że w tamtych czasach, co do postawy księdza Popiełuszki nie było jednomyślności, powszechnego podziwu, wdzięczności, a ci, którzy dostrzegali jego wielkość, skromność, zawierzenie Bogu, poświęcenie i patriotyzm nie stanowili wówczas przytłaczającej większości.
Reżimowe media przedstawiały ks. Jerzego Popiełuszkę, jako jątrzącego wichrzyciela, który zamiast łączyć to dzielił Polaków, a jego kazania nazywano „seansami nienawiści”. Na czele tej nagonki stał dzisiejszy kumpel Michnika, Jerzy Urban, który pod pseudonimem Jan Ryn publikował kłamliwe obrzydliwe paszkwile i próbował szczuć opinię publiczną przeciwko kapłanowi, po czym już oficjalnie, jako rzecznik prasowy wojskowej junty Jaruzelskiego kontynuował te nieludzkie ataki. Nie kochali księdza Jerzego także wszyscy hierarchowie, choć tym jeszcze żyjącym zapewne wstyd się do tego dzisiaj przyznać.
Czy czegoś wam to nie przypomina? Czy nie widzicie podobieństwa tamtej nagonki z obecną działalnością pewnej codziennej gazety, która po śmierci papieża Jana Pawła II z ulgą zwolniła pedał hamulca, albo mówiąc dosadniej puściły jej zwieracze i dzisiaj dzień bez ataku na Kościół, któregoś z hierarchów czy kapłanów jest dla niej dniem straconym?
Z siatki esbeckich donosicieli jaka oplatała księdza Popiełuszkę, jednym z najbardziej zasłużonych był wieloletni autorytet Gazety Wyborczej i przyjaciel Adama Michnika, ksiądz kapuś Michał Czajkowski, ps. „Jankowski”, który przez niemal ćwierć wieku był płatnym komunistycznym szpiclem. Uczucie do niego ze strony Czerskiej i docenianie jego „zasług” w dialogu chrześcijaństwa z judaizmem przewyższało wielokrotnie miłość, jaką dzisiaj Michnik okazuje księdzu Lemańskiemu.
Esbecki ksiądz donosiciel był właśnie tym, który uroczyście poświęcił budynek „Agory” i zdobył aplauz tego towarzystwa domagając się kuriozalnego zakazu wykonywania w Wielki Piątek w kościołach pochodzącej z VIII wieku pieśni Ludu mój, ludu, jako antysemickiej, zmiany jej treści oraz wydrukowania errat do mszałów.
Warto, o tym wszystkim pamiętać zwłaszcza, kiedy Michnik podczas ostatniej debaty o Kościele zorganizowanej na Czerskiej powiedział cynicznie:
Jestem optymistą, że Pan Bóg ofiarował nam księdza Wojtka - to empiryczny dowód na jego istnienie
Myślę jednak Ojcze Redaktorze, że to nie Bóg ofiarował wam zarówno księdza kapusia Czajkowskiego zdrajcę Maleszkę ps. Ketman czy przywołanego księdza Wojtka. Kto za tym stoi łatwo się domyślić, bo swąd szatana wyczuwa się na kilometry.
Niektórzy pamiętają jeszcze Ojcze Redaktorze „ofiarowanego” wam „wspaniałego” jezuitę, ojca Staszka Obirka, który później zapałał uczuciem do żony izraelskiego dyplomaty, a dziś już jest waszym ekspertem od Kościoła w cywilu.
Bóg jest nieomylny, a więc niemożliwym jest, aby raz zsyłał wam kapusiów bezpieki i zdrajców Kościoła, a innym razem „wspaniałego” księdza Wojtka. Trochę cierpliwości. Jak wspaniały jest ksiądz Wojtek Lemański czas wkrótce pokaże.
Bezpardonowa walka z Kościołem prowadzona przez naszych wrogów jest faktem i tylko ślepiec może nie widzieć, ze ich od dawna już nie zadowala samo opisywanie rzeczywistości. Oni chcą ją tworzyć tak w wymiarze polityczno-społecznym, jak i kościelnym. Tylko skończony idiota uwierzy, że kierują nimi, jak sami obłudnie zapewniają, troska o Kościół i o nową ewangelizację.
Na tej organizowanej przez Gazetę Wyborczą debacie o Kościele Michnik zabawił się również w proroka wieszcząc:
W moim przekonaniu zbliża się taki kryzys Kościoła w Polsce, jakiego ten Kościół nie widział od czasów reformacji
Niepodległa i wolna Polska, która nadchodzi, wkrótce pokrzyżuje wasze zdradzieckie plany i nadzieje. Należy ufać, że dzisiejsza antykościelna krucjata i nieskrywana nienawiść do wszystkiego co polskie, narodowe i katolickie nie pociągnie za sobą niewinnych ofiar.
Słudzy kłamstwa zaczynają się bać, gdyż do Polaków z każdym dniem coraz mocniej dociera przesłanie księdza Jerzego Popiełuszki wypowiedziane na dwa lata przed męczeńską śmiercią:
„Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą.
Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu, na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności.
Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu.
Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później, jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie”

Tekst ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 05 gru 2013, 17:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Czerwone dynastie: Familia Kraśków – Jerzy Robert Nowak

Jednym ze szczególnie widocznych symptomów patologii awansów w naszym życiu publicznym jest szczególna kariera rodu Kraśków w telewizji publicznej.

Protoplastą tego klanu był osławiony Wincenty Kraśko, przez lata sekretarz KC PZPR ds. kultury. Kraśko wyróżniał się zarówno swymi dogmatycznymi poglądami, jak i skłonnościami do autorytarnego dyrygowania kulturą. Nader typowa pod tym względem była jego broszura z 1968 r. “Głos w dyskusji przedzjazdowej”, ostro piętnująca “krnąbrnych” literatów. Słynny pisarz i publicysta Stefan Kisielewski (Kisiel) tak skomentował udział Wincentego Kraśki w nikczemnej nagonce na twórców w 1968 r.: “(…) jak powiedział towarzysz Kraśko, kultura polska nie skorzysta z naszych usług. Znalazł się właściciel polskiej kultury – przerażony osioł” (S. Kisielewski, Dzienniki, Warszawa 1996, s. 16).

Bardzo duże wpływy Kraśki w sferze kultury ułatwiły karierę jego potomków w szczególnie atrakcyjnej jej dziedzinie – publicznej telewizji. Ciekawie opisała to dziennikarka “Tygodnika Solidarność” (nr z 19 listopada 2004 r.) Marzanna Stychlerz-Kłucińska w tekście “Kraśko i inni”, stwierdzając m.in.: “Kolejnym charakterystycznym zjawiskiem w TVP jest pokoleniowość, dziedziczenie stanowisk. Władza przechodzi z ojca na syna, a potem pałeczkę przejmują wnuki. Wystarczy, że przez jakiś czas senior rodu pełnił jakąś ważną funkcję. Klasycznym przykładem jest tu familia Kraśków. (…) Rodzina Kraśków stanowi jakby oddzielną instytucję w TVP. Początek dynastii dał Wincenty Kraśko, sekretarz KC PZPR ds. kultury.

Wszystko, co szło na antenę, było z nim konsultowane. Wkrótce w dziale kultury w TVP pojawił się młody Kraśko [Tadeusz - J.R.N.], przed kilku laty jeszcze młodszy [Piotr Kraśko - J.R.N.]. Średni Kraśko był człowiekiem kochliwym i zmieniał partnerki. Ale miał ludzkie odruchy, wszystkie byłe żony oraz liczne przejściowe przyjaciółki nadal pracują w TVP i jakoś – mówią moi rozmówcy – w tym sobie w miarę bezkonfliktowo funkcjonują. To swoisty fenomen. W ślad familii Kraśków poszli inni. (…) Jedna z większych telewizyjnych rodzin wraz z ‘przyległościami’, czyli dziećmi, kuzynami, kochankami oraz bliższymi i dalszymi znajomymi – wg Michała Mońki (dziennikarza związanego z ‘Solidarnością’) – liczy 64 osoby”.

Zarówno Tadeusz Kraśko (syn), jak i Piotr Kraśko (wnuk) nie odznaczali się szczególnymi zdolnościami, wręcz przeciwnie. Nadrabiali świetnym zadomowieniem się w “układach” i bardzo umiejętnym przystosowywaniem się do panujących w TVP reguł poprawności politycznej – zawsze płynęli z prądem. Nader typowa była pod tym względem wydana w 1992 r. w warszawskim lewicowym wydawnictwie BGW książka Tadeusza Kraśki “Pasjans telewizyjny”. Książka zawierała wybór zwierzeń licznych znanych dziennikarzy, wyraźnie zdominowanych przez starych wyjadaczy komunistycznej maści. Wśród “bohaterów” książki Kraśki znaleźli się m.in.: były prezes Radiokomitetu Włodzimierz Sokorski, osławiony prezes Radiokomitetu w czasach Edwarda Gierka Maciej Szczepański (zwany “krwawym Maciejem”), stalinowski pieniacz Zygmunt Kałużyński, byli długoletni tajni współpracownicy SB: prezes Radiokomitetu za rządu Tadeusza Mazowieckiego Andrzej Drawicz i Andrzej Szczypiorski, komunistyczni propagandyści: Zygmunt Broniarek i Adam Bronikowski. Kraśko nie zapomniał również o nagłośnieniu w swej książce takich osób znanych ze skrajnej lewicowej tendencyjności, jak: Aleksander Małachowski, Olga Lipińska czy Kazimierz Kutz i Janusz Rolicki.

W 1991 r. Tadeusz Kraśko wydał szczególnie zakłamaną książkę “Początek raz jeszcze. Z Andrzejem Szczypiorskim rozmawia Tadeusz Kraśko”. Było to pełne panegiryzmu wysławianie osoby A. Szczypiorskiego, znanego z histerycznych ataków na polskość i patriotyzm (stachanowca antypolonizmu) i na wartości chrześcijańskie, jak się później okazało, wieloletniego agenta SB. Kraśko bezkrytycznie nagłośnił w swej książce m.in. godne barona Münchausena samochwalcze opowieści Andrzeja Szczypiorskiego o tym, jak się “heroicznie” opierał bezpiece, jakim to był nonkonformistą i jak sam Kiszczak usprawiedliwiał się przed nim z jego internowania (s. 126). Kraśko nie zdobył się ani razu na próbę podważenia kłamstw Szczypiorskiego przez przypomnienie jego sławetnych proreżimowych wyczynów propagandowych. W rezultacie tolerowania wszystkich zafałszowań Szczypiorskiego pisana “na klęczkach” książka Kraśki jest faktycznie tylko kłamliwym “śmieciem”. W 1995 r. T. Kraśko wydał bezkrytyczny, arcynudnawy wywiad z Jerzym Turowiczem “Wierność” (Poznań).

W 1998 r. wydana została kolejna pełna zakłamania książka Kraśki “Czas skorpionów” stanowiąca w dużej części miniportrety różnych pisarzy. Znów znalazł się tam m.in. panegiryczny portret pisarza-agenta A. Szczypiorskiego, o którym Kraśko napisał m.in.: “W jego stylistyce nie ma ani jednego zbędnego znaku, to krystalicznie czysty wyraz myśli”. Dodajmy: myśli antypolskiej, antychrześcijańskiej, agenturalnej! Podobnymi pochwałami obdarzył również innego agenta SB Andrzeja Drawicza, od jesieni 1989 r. do końca 1990 r. głównego hamulcowego prawdziwych zmian w telewizji. Z jakim rozrzewnieniem Kraśko pisał o Drawiczu: “Był mądrym, dobrym i szlachetnym człowiekiem. (…) Wielu go kochało, niewielu rozumiało, małowierni potępiali”. Dodajmy, że w książce Kraśki znalazł się panegiryk o pisarzu Jerzym Kosińskim. Kraśko ogromnie wysławiał nawet jego najbardziej antypolską, paszkwilancką książkę “Malowany ptak”, wychwalał jej rzekomą “ponadczasową, biblijną narrację” (s. 130).

W ślady dobranego dziadka i ojca poszedł również najmłodszy z rodu Kraśków, telewizyjny redaktor Piotr Kraśko. Już jako korespondent TVP w Stanach Zjednoczonych na początku naszego stulecia okazał się absolutnym nieudacznikiem. Brutalnie obnażył wszystkie jego słabości merytoryczne i warsztatowe świetny znawca spraw Stanów Zjednoczonych i tamtejszej Polonii Zbigniew K. Rogowski. W tekście “Kraśko, niewypał w eterze” (“Nasza Polska” z 20 marca 2005 r.) Rogowski pisał o Kraśce: “Kolejny personalny niewypał. Donosi o jakichś marginalnych, peryferyjnych wydarzeniach, nie ma dojścia do ludzi politycznego establishmentu, nie dostrzega 10-milionowej Polonii, więc nic nie wie o jej życiu politycznym, na co dzień unika jak ognia relacji o zjawisku antypolonizmu. Szczególnie za brak obu tych tematów w korespondencjach Kraśki skarżyli mi się Polacy oglądający programy TVP za pośrednictwem TV Polonia. Zauważmy, że jak na medium wizualne Kraśko prezentuje się niekorzystnie: obcy akcent wymowy, słaba dykcja (proponuję kurs na I roku szkoły teatralnej)”.

Skrajne braki merytoryczne i fachowe młody Kraśko nadrabia podobnie jak jego ojciec Tadeusz gorliwością w atakowaniu tych, których trzeba (zgodnie z regułami “poprawności politycznej”). 18 września 2002 r. P. Kraśko “zabłysnął” jako redaktor prowadzący wzmożony atak paszkwilancki na Radio Maryja w telewizyjnym programie “Oblicza mediów”.
Kariera telewizyjna obu Kraśków świetnie pokazuje, do jakiego stopnia w telewizji publicznej (!) nie liczy się autentyczny talent (którego obu Kraśkom ewidentnie nie dostaje), lecz tylko rodowód z “dobrej”, czerwonej rodzinki.

Prof. Jerzy Robert Nowak

http://www.bibula.com/?p=11627


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między PRLem a III RP - podobieństwa i różnice
PostNapisane: 13 gru 2013, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30980
Pomost pomiędzy PRL a III RP

Obrazek

Od wprowadzenia stanu wojennego mijają właśnie 32 lata, a w świadomości wielu osób zaciera się nie tylko poczucie, ale też rozumienie tego, kto wówczas był bohaterem, a kto walczył przeciwko społeczeństwu i wypowiedział wojnę własnemu Narodowi.

Władze państwowe fetują Klub Generałów Wojska Polskiego, gdzie zasiadają relikty minionej epoki. 19 września jego członkowie zostali przyjęci w Belwederze przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ten sam prezydent zapali dziś w oknie Belwederu świecę – symbol pamięci o ofiarach stanu wojennego. Z jednej strony honory dla oprawców, z drugiej – dla ich ofiar. Trudno o większą hipokryzję.

O tym, jak ważne dla głowy państwa było spotkanie z reżimowymi generałami, świadczy obecność na nim sekretarza stanu, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego generała Stanisława Kozieja oraz dyrektora Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w BBN generała Lecha Konopki. W czasie spotkania prezydent specjalnie wyróżnił 90-letniego gen. Piotra Przyłuckiego, który w stanie wojennym był… komisarzem wojskowym w Ministerstwie Leśnictwa.

Nie tylko prezydent ceni sobie spotkania z „utrwalaczami władzy ludowej”, bo kilkakrotnie spotykał się z nimi także minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak oraz szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Cieniuch.

18 września w siedzibie MON zostało podpisane porozumienie dotyczące współpracy ministerstwa z Klubem Generałów, a ministrowi asystowali podsekretarz stanu ds. uzbrojenia gen. Waldemar Skrzypczak, dyrektor Departamentu Wychowania i Promocji Obronności płk Jerzy Gutowski oraz dyrektor gabinetu ministra obrony narodowej płk Piotr Nidecki.

Nie było to oczywiście pierwsze takie spotkanie, bo odbywały się one już wcześniej. Podczas wizyty u prezydenta Komorowskiego funkcjonariusze dawnego reżimu usłyszeli, że „istnieje potrzeba budowy dużej gamy instytucji oddziałujących na społeczeństwo w zakresie szeroko pojętej obronności państwa. Jednym z takich stowarzyszeń jest Klub Generałów Wojska Polskiego, skupiający generałów, których suma doświadczeń życiowych i zawodowych jest godna najwyższego uznania”. Przyjrzyjmy się więc, przed kim chyli czoła głowa naszego państwa.

WRON – reaktywacja

Klub powstał kilkanaście lat temu z inicjatywy generałów Ludowego Wojska Polskiego. Charakterystyczne jest to, że utworzono go w 1996 r., w czasie rządów tzw. postkomuny, czyli SLD. Znaleźli się w nim m.in. członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, np. gen. Józef Baryła, gen. Tadeusz Hupałowski, gen. Zbigniew Nowak, gen. Józef Użycki, gen. Zygmunt Zieliński, gen. Jerzy Jarosz. W gronie jego założycieli są tacy ludzie jak gen. Wojciech Barański, który jako szef Zarządu I Sztabu Głównego WP koordynował akcję użycia polskiego kontyngentu w inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku. W inwazji na Czechosłowację brał udział także Edward Dyski, wówczas dowódca 6. Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej, absolwent moskiewskiej Wojskowej Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. Klimenta.

Wśród założycieli klubu było więcej absolwentów moskiewskiej akademii, jak choćby gen. Jerzy Jarosz, któremu na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zlecono zadanie przygotowania akcji „oswobodzenia” Europy Zachodniej od imperialistów, w celu podjęcia odpowiednich przygotowań został wysłany jako attaché wojskowy do Brukseli. Był zaufanym człowiekiem gen. Jaruzelskiego.

Inny założyciel, również absolwent moskiewskiej akademii, gen. Roman Misztal w okresie stanu wojennego i po jego zakończeniu zaangażowany był w walkę z opozycją, a dokładnie jako szef Zarządu II Sztabu Generalnego (wywiadu) rozpracowywał związki pomiędzy opozycją a zagranicą.

W jednym ze sprawozdań z 1988 r. pisał: „Możliwość odczytania treści korespondencji prowadzonej między wrogimi ośrodkami w kraju i za granicą pozwala organom MSW skuteczniej kontrolować wrogą działalność”. W kręgu zainteresowań i działań operacyjnych podległego Misztalowi departamentu byli także duchowni polscy w Stolicy Apostolskiej.

Akcja infiltracji środowisk opozycyjnych i ich współpracowników na Zachodzie dla gen. Misztala była sprawą priorytetową, a szczególnie ulokowanie w tym środowisku agentury. On też zadbał o to, aby nie zabrakło służb specjalnych LWP na głównej linii frontu, czyli podczas demonstracji organizowanych przez „Solidarność”. Funkcjonariusze podległych mu służb, udając manifestantów, mieli za zadanie tworzyć tzw. zabezpieczenie, czyli pierścień okalający manifestantów, współdziałając z MO, ZOMO i SB. Był to jego osobisty pomysł.

Tym samym gen. Misztal pokazywał swoją lojalność wobec autorów stanu wojennego i głębokie przekonanie o konieczności obrony socjalistycznej Polski. Jego też należy zaliczyć do głównych autorów scenariusza uwłaszczenia postkomunistycznej nomenklatury oraz przejęcia przez funkcjonariuszy tajnych służb PRL znacznego majątku.

Klub reliktów przeszłości

W gronie członków Klubu Generałów znajdziemy wielu ludzi połączonych głęboką przyjaźnią z towarzyszami radzieckimi. Niewątpliwie bogatą przeszłość w tych kontaktach ma gen. dyw. Teodor Kufel, przeszkolony w ZSRS szef Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu formalnie podległego MON, faktycznie zaś, jak pisał prof. Wojciech Andrzej Roszkowski, w „Najnowszej historii Polski”: „półanalfabeta, ale wytrawny bezpieczniak, upatrzony na specjalne narzędzie KGB w Polsce” i nazywał go najwierniejszym agentem Moskwy.

Szef bezpieki wojskowej, z przeszłością w AL, w latach sześćdziesiątych kierował walką z Kościołem z ramienia wojska i represjami wobec wziętych do niego alumnów. Był także organizatorem antysemickich czystek w wojsku i prowokacji przeciwko niewygodnym generałom.

Powołał specjalny zespół do rozpracowań, w którego kręgu zainteresowań mógł znaleźć się każdy z prominentnych funkcjonariuszy, zarówno ci związani z nurtem „rewizjonistyczno-syjonistycznym”, jak i niezwiązani z nim, np. Czesław Kiszczak (zastępca Kufla) czy Jaruzelski. Choć należał do frakcji moczarowskiej, to przetrwał zmianę władzy, bo dysponował właściwymi hakami, które pozwoliły mu na uzyskanie w 1971 r. awansu na stopień generała dywizji.

Do klubu należy także Marian Ryba, który w 1945 r. zgłosił się do służby w Urzędzie Bezpieczeństwa. Od 1946 r. był prokuratorem, który oskarżał polskich patriotów i zasłynął tym, że domagał się dla nich surowych wyroków. W 1947 r. żądał kary śmierci dla plut. Władysława Ograbka ps. „Łokietek”, żołnierza Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Dla jego kolegów również zażądał najwyższego wymiaru kary lub bardzo surowego wyroku. Plutonowy Ograbek, jak chciał prokurator Ryba, został zamordowany. To nie jedyna ofiara Ryby.

Na sesji wyjazdowej sądu w Ostrowi Mazowieckiej Ryba oskarżał Władysława Kornelewskiego ps. „Grunt”, „Orlicz”, żołnierza Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, oraz jego adiutanta Henryka Olczaka ps. „Lew”, którzy także zostali skazani na śmierć. Wyrok został wykonany następnego dnia, więc skazani nie mieli nawet możliwości zwrócić się do Bieruta o akt łaski. Jego sumienie obciąża także mord sądowy na Edwardzie Szałańskim, żołnierzu NZW, zamordowanym w więzieniu w Płocku w 1951 roku. Oskarżał też Witolda Starczewskiego ps. „Wiktor”, „Wiktor-Pobóg” z Torunia, wobec którego sąd także orzekł najwyższy wymiar kary.

Z udziałem Ryby jako prokuratora na sali sądowej zapadały wyroki śmierci nawet dla tak młodych ludzi jak 21-letni Zdzisław Grześko czy 22-letni Marian Nowak z Szubina. Ten sam los podzielili inni skazani w tej sprawie. Ryba był współpracownikiem osławionego sędziego Mieczysława Widaja. Za gorliwość został doceniony i w latach 1956-1968 pełnił funkcję naczelnego prokuratora wojskowego.

Lista generałów, utrwalaczy władzy ludowej, jest dłuższa, znajduje się na niej np. gen. Józef Baryła głęboko zakorzeniony w czeluściach PPR. Baryła był w warszawskim komitecie razem z Marcelim Nowotką, a następnie został dowódcą oddziału AL. Pacyfikował nie tylko podziemie niepodległościowe po wojnie, ale miał także swój udział w pacyfikacji robotników na Wybrzeżu w 1970 roku.

Wówczas jako pierwszy otrzymał do akceptacji wniosek o użycie Wojsk Obrony Wewnętrznej i przekazał go do Sztabu Generalnego. W stanie wojennym był członkiem WRON, a od 1986 r. członkiem Biura Politycznego KC PZPR i drugą, po Jaruzelskim, osobą w partyjnej hierarchii. To jemu Jaruzelski zlecił akcję urabiania ideologicznego młodzieży (w swoim gabinecie zawiesił mapę Polski, na której chorągiewkami zaznaczał odwiedzone w tym celu miejsca) i postawił go na czele Zespołu ds. Patriotyczno-Obronnego Wychowania Społeczeństwa ze Szczególnym Uwzględnieniem Młodzieży.

Celem tego wychowania miało być utożsamianie się młodzieży z ideą internacjonalizmu i oddanie przyjaźni polsko-sowieckiej. Metody osiągnięcia tego celu określił następująco: „Trzeba pokazywać antynarodową postawę przeciwnika politycznego. Należy prowadzić ostrą, bezkompromisową walkę z jawną bzdurą i zakłamaniem prezentowanymi w prasie katolickiej (…)”.

Oczywiście nie mogło w Klubie Generałów zabraknąć gen. Floriana Siwickiego, jednego z autorów stanu wojennego, który należał do jego ścisłego kierownictwa, tzw. dyrektoriatu. IPN oskarżył go o udział w „grupie przestępczej o charakterze zbrojnym”, do której należeli także Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak oraz Tadeusz Tuczapski. Sąd przychylił się do tego oskarżenia, ale – jak to jest w zwyczaju w III RP – wyrok nie zapadł.

Zanim jednak Siwicki przeprowadził akcję pacyfikacji „Solidarności”, zdobył niezbędne doświadczenie w operacji „Dunaj”, dowodząc 2. Armią, wchodzącą w skład sowieckiego zgrupowania gen. Iwana Pawłowskiego. Siwicki miał wówczas pod swoim dowództwem 18 tys. 500 żołnierzy LWP dysponujących 471 czołgami i 542 transporterami opancerzonymi. Trzeba przypomnieć, że w czasie inwazji na Czechosłowację zginęło ok. 100 obywateli tego państwa.

Innym zasłużonym w walce z „wrogami ludu” generałem jest Józef Szewczyk, naczelny prokurator wojskowy w latach 1975-1984. W stanie wojennym domagał się podwyższenia wyroków dla górników z kopalni „Wujek”, obciążając ich winą za śmierć kolegów w starciach z ZOMO w dniu 16 grudnia 1981 roku. Jego zdaniem, strajkujący otrzymali zbyt niskie kary (3-4 lata więzienia), więc w rewizji nadzwyczajnej żądał podwyższenia wyroków do 8-10 lat. Trzeba też pamiętać, że to właśnie przed sądami wojskowymi zapadały najwyższe wyroki w stanie wojennym. Szewczyk osobiście angażował się w najważniejsze śledztwa.

Nadzorował również śledztwo w sprawie księdza Franciszka Blachnickiego, twórcy Ruchu Światło-Życie, oskarżonego o „wejście w porozumienie z osobami działającymi na rzecz obcych organizacji (…) w celu działalności na szkodę interesów politycznych PRL”.

Wiecznie żywa propaganda

W podpisanym z MON porozumieniu jest m.in. mowa o roli, jaką Klub Generałów ma odgrywać w działalności związanej z historią, tradycjami i kształtowaniem patriotyzmu, a sam minister – jak czytamy na stronie klubu – „podkreślił, iż porozumienie stanowi mocny sygnał dla całego wojska, że istnieje taka instytucja jak Klub Generałów WP, która zrzesza ludzi doświadczonych i kompetentnych”. Niestety dodał też, że „wykorzystywanie wiedzy i doświadczenia osób, które wcześniej pełniły wysokie stanowiska w wojsku, to właściwy kierunek, w jakim powinniśmy podążać”.

Generałowie aż się palą do tego, żeby dzielić się swoim doświadczeniem, a w szczególności uczyć żołnierzy patriotyzmu oraz historii. Czytając jednak publikacje zamieszczane na stronie klubu, nie mamy wątpliwości, że edukacja historyczna uprawiana przez jego członków ma służyć reanimacji ideologii, której służyli przez całe życie i budzić przekonanie, że to właśnie oni stali po właściwej stronie.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/62314,p ... ii-rp.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /