Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 399 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 23, 24, 25, 26, 27  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 06 gru 2015, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=31465

Powstańcze Biogramy/6 grudnia – Wacława Potemkowska
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky

Obrazek

Wacława Potemkowska

pseudonim "Malwa"
funkcja sanitariuszka
data urodzin 1898-12-06
data śmierci 1944-08-02



Miejsce urodzenia
Kapuściany, powiat Racławski – Podole

Imiona rodziców
Ignacy – Augustyna z domu Krzyczkowska

Wykształcenie i praca zawodowa do 1939 r.
Po wczesnej śmierci ojca, rodzina przenosi się do miejscowości Winnica. Tutaj Wacława uczęszcza do gimnazjum, w którym w 1918 r. zdaje maturę. Rozpoczyna studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Filologia polska i klasyczna. Utrzymuje się ucząc na kursach i udzielając korepetycji. W 1924 r. rozpoczyna pracę jako nauczycielka języka polskiego w Koedukacyjnym Gimnazjum Humanistycznym w Sokółce koło Grodna. Jednak już po roku przenosi się do pracy w Grajewie. Pracując w Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika była opiekunką 1. Drużyny Harcerek i działała w Kole Przyjaciół Harcerstwa. Współpracowała również z gimnazjalnym kołem dramatycznym, z którym wystawiała szereg sztuk teatralnych. W okresie od 1.11.1931 r. do 1.08.1932 r. pełniła obowiązki dyrektora grajewskiego Gimnazjum. W 1936 r. została przeniesiona do Gimnazjum w Ostrowi Mazowieckiej, w którym uczyła aż do 1939 r. Jej przyjazd wspominają byli uczniowie tego gimnazjum następująco: "W 1936 roku przybyła do nas nowa polonistka, pani Wacława Potemkowska. Poprzedzała ją fama niezwykłości. Wiedzieliśmy, że młodzież gimnazjum w Grajewie, żegnając ją, udekorowała kwiatami cały wagon kolejowy."

Twórczość
Równocześnie z pracą pedagogiczną Wacława Potemkowska zajmuje się twórczością literacką dla dzieci i młodzieży. Pisze krótkie opowiadania i czytanki, drukowane już od 1921 r. Sukces odnosi wydana w 1930 r. powieść "Wielki spór w piątej klasie", którą zadedykowała w następujący sposób: "Dziewczętom i Chłopcom, którzy w roku szkolnym 1928/29 chodzili do V klasy Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Grajewie, opowieść tę, wśród pracy nad nimi i z myślą o nich rozpoczętą poświęca, – autorka”. Czytelnicy i krytycy życzliwie przyjmują też powieść "Czterolistna koniczyna" (wyd. 1932/33 rok). W 1931 r. – jako owoc wycieczki pisarki do Grecji – powstają opowiadania oraz powieść "Gaja", za którą Potemkowska otrzymuje I nagrodę w konkursie Rady Książki i Książnicy "Atlas" oraz zostaje laureatką PEN Klubu Polskiego. W 1939 r. ukazuje się powieść obyczajowa "Wielka Warszawa". Niestety na skutek wybuchu II wojny światowej, niemożliwy staje się druk kilku innych powieści i dramatów.

Udział w konspiracji 1939-1944
Podczas okupacji, jako instruktor harcerski angażuje się w działalność konspiracyjną na terenie Warszawy, m.in. uczy młodzież na tajnych kompletach oraz publikuje wiersze o tematyce patriotycznej w prasie konspiracyjnej. Działa w szerach Armii Krajowej pod ps. "Malwa”.

Oddział
"Bakcyl" (Sanitariat Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej) – I Obwód "Radwan"

Szlak bojowy
Śródmieście Południe

Miejsce (okoliczności) śmierci
Poległa jako sanitariuszka na skrzyżowaniu ul. Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej. Po wojnie ekshumowana i pochowana na Powązkach w kwaterze 332 (w tym samym grobie leży jej matka i brat zm. w 1975r.).


źródło: www.1994.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 09 gru 2015, 14:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=31530

Powstańcze Biogramy/8 grudnia – Zbigniew Wacław Certowicz
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky



Zbigniew Wacław Certowicz

pseudonim "Redlicz"
data urodzin 1920-11-24
data śmierci 1989-12-08



Stopień
podporucznik

Miejsce urodzenia
Kraków

Imiona rodziców
Jan – Wacława z domu Hubert

Udział w konspiracji 1939-1944
I Obwód "Radwan" (Śródmieście) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – 1. Rejon "Róg" – oficer łączności

Oddział
Armia Krajowa – Grupa "Północ" – zgrupowanie "Róg" – kompania łączności, następnie batalion łączności Okręgu Warszawskiego AK.

Szlak bojowy
Stare Miasto – kanały – Śródmieście Północ

Losy po Powstaniu
Niewola niemiecka – brak informacji o miejscach pobytu

Numer jeniecki
1584

Rodzina walcząca w Powstaniu Warszawskim
W Powstaniu brali udział jego brat Władysław (poległ 2 sierpnia 1944) oraz żona Krystyna Procner-Certowicz

Miejsce śmierci
Warszawa

Informacje dodatkowe
Syn ppłk Jana Certowicza zamordowanego w Katyniu.



źródło: http://www.1994.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 14 gru 2015, 13:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/obcokrajo ... arszawskim

Obcokrajowcy w Powstaniu Warszawskim
leszekczarny, wt., 2015-08-04 13:24

Obrazek
public domain


Czy wiecie, że do walki Warszawiaków z niemieckim okupantem przyłączyło się kilkuset obcokrajowców?

Byli wśród nich m.in. Węgrzy, Słowacy, Gruzini, Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Grecy, Brytyjczycy, Włosi, Ormianie, Rosjanie, a także pojedynczy przedstawiciele innych narodów: Azer, Czech, Ukrainiec ,Rumun , Australijczyk i Nigeryjczyk. Niektórzy z nich – np. pochodzący z Nigerii August Agbola O Brown mieszkali w Warszawie przed wojną. Kolejnym przykładem są Słowacy z których wielu pracowało w gazowni na Czerniakowie. W czasie powstania, w porozumieniu z AK, utworzyli oni 535 pluton Słowaków, który m.in. wziął udział w natarciu na Belweder 1 sierpnia 1944 roku. W powstańczych szeregach znaleźli się również niemieccy dezerterzy oraz cudzoziemcy, którzy uciekli z robót przymusowych lub obozów jenieckich.

Do powstania przyłączyła się także większość spośród 348 Żydów uwięzionych w obozie przy ul. Gęsiej, którzy zostali uwolnieni przez żołnierzy AK w pierwszych dniach sierpnia. Byli wśród nich obywatele Grecji, Holandii, Niemiec i Węgier. Brali udział w pracach fortyfikacyjnych i pomocniczych (transportowali rannych i broń, gasili pożary). Niektórzy uczestniczyli także w działaniach bojowych. Ponadto w powstaniu udział wzięło również wielu Żydów ukrywających się dotąd na terenie miasta. W gronie tym znaleźli się m.in. członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej, którym udało się przeżyć powstanie w gettcie (np. Marek Edelman i Icchak Cukierman); uciekinierzy z obozu w Treblince Samuel Willenberg i Jechiel Rajchman, a także młodociani bracia Hochmanowie Zalman „Miki Bandyta” oraz Perec „Cwaniak”. Według niektórych źródeł liczba Żydów walczących w powstaniu warszawskim mogła osiągnąć tysiąc osób.

Szczególnie Węgrzy okazali Polakom pomoc choć oficjalnie pozostawali w niewygodnym i obmierzłym dla nich sojuszu z Niemcami. W momencie wybuchu powstania w okolicach Warszawy stacjonował II korpus węgierski składający się łącznie z 4 dywizji. Były to jednostki mocno poturbowane w walkach na froncie wschodnim jednak ciągle przedstawiały sporą siłę mając w swoim składzie około 40.000 żołnierzy. Strona Polska podjęła rozmowy z Dowódcą II korpusu, mające na celu przekonanie Węgrów do przyłączenia się do powstania. Rozmowy były bardzo zaawansowane jednak z wielu względów Węgrzy nie mogli przejść na stronę Polaków. W tamtym czasie bowiem rząd węgierski myślał już o wypowiedzeniu sojuszu Niemcom i sprowadzenie do kraju II korpusu było dla nich priorytetem. Niemcy widząc chwiejną postawę Węgrów grozili im okupacją Węgier przy użyciu wojsk nie tylko niemieckich ale też słowackich, chorwackich i rumuńskich. Możliwość okupacji Węgier przez wrogich im sąsiadów była oczywiście nie do przyjęcia dla Węgrów. W takiej sytuacji posiadanie dodatkowych żołnierzy na terytorium Węgier było dla Węgrów sprawą najważniejszą.



Na terenach kontrolowanych przez Węgrów dochodziło do masowej fraternizacji polskich mieszkańców z wojskiem węgierskim. Węgrzy pomagali nie tylko ludności cywilnej ale także polskim partyzantom operującym w okolicach Warszawy. Często Węgrzy po prostu okazywali polskim partyzantom życzliwą neutralność, zawierając lokalne porozumienia o wzajemnym nie wchodzeniu sobie w drogę. W wielu przypadkach jednak Węgrzy informowali Polaków o miejscach stacjonowania jednostek niemieckich i ostrzegali partyzantów o planowanych atakach niemieckich. Węgrzy wiele razy zaopatrywali partyzantów w broń amunicję, żywność i środki opatrunkowe tak bardzo potrzebne oddziałom leśnym. Polskie oddziały partyzanckie w miarę swobodnie poruszały się po terenach stacjonowania jednostek węgierskich, które udawały, że nie widzą przemieszczających się Polaków. Niemcy oczywiście wiedzieli o kolaboracji Węgrów z Polakami i próbowali temu przeciwdziałać. Węgrzy pomagający Polakom i złapani na gorącym uczynku byli rozstrzeliwani. Tak się stało w Konstancinie i Podkowie Leśnej gdzie do dziś są groby kilkunastu węgierskich żołnierzy rozstrzelanych przez Niemców za pomoc okazaną Polakom. Miejscowa ludność pamięta o Węgrach dbając o groby, które są zawsze zadbane.

Obrazek

Do najbardziej spektakularnego dowodu przyjazni Polaków i Węgrów doszło 29 września 1944 roku pod Joktarowem. Grupa AK "Kampinos" przebijająca się w Góry Świętokrzyskie została osaczona przez Niemców i rozbita w bitwie na wiele mniejszych grup. Wielu Polaków zostało wziętych do niewoli przez Węgrów. Wielu Polaków zostało nakarmionych, napojonych, zaopatrzonych w żywność i amunicję a następnie wypuszczonych przez żołnierzy 1 Dywizji Honwedów. Ponad 100 polskich partyzantów zbyt wyczerpanych z powodu odniesionych w walkach ran, pozostawało pod opieką Węgrów w Joktarowie. Do Joktarowa przyjechał oddział SS żądając wydania im Polaków. Węgrzy odmówili wydania "swoich" jak to określili Polaków. Zirytowani tym Niemcy zagrozili użyciem broni, w odpowiedzi na to Węgrzy z bronią w ręku otoczyli rannych partyzantów kordonem. Ostatecznie do strzelaniny nie doszło i wściekli Niemcy musieli odjechać z niczym. Postawa Węgrów zapewne uratowała życie ponad setki partyzantów, którzy niechybnie zostaliby zamordowani w kolejnej masowej egzekucji.

Jak by się zakończyło Powstanie Warszawskie gdyby 40.000 Węgrów przeszło na stronę Polaków? Odpowiedz na to pytanie pozostanie na zawsze w sferze dywagacji w kręgu historii alternatywnej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 17 gru 2015, 13:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.teologiapolityczna.pl/wojcie ... asadnicza/

Wojciech Roszkowski: Rola księży w czasie Powstania była zasadnicza
05-08-2015

Obrazek

Msze Święte odbywały się - jeśli tak można powiedzieć - w pewnym szczególnym uniesieniu. Ludność cywilna brała udział w tych Mszach czy nabożeństwach modląc się po prostu o przeżycie Powstania - Teologii Polityczynej o roli Kościoła, ludności cywilnej i dalszych losach Powstania Warszawskiego mówi prof. Wojciech Roszkowski
Mateusz Dudek: Kościół w Powstaniu, odegrał znaczącą rolę, niejednokrotnie duchowni
z poświęceniem płacili najwyższą cenę, za pomoc niesioną walczącej stolicy. Jaka była rola księży w Powstaniu Warszawskim?
Prof. Wojciech Roszkowski: Rola księży była zasadnicza, należy pamiętać, że znakomita większość powstańców byli to ludzie wierzący, w związku z tym, idąc do powstania w sposób zupełnie naturalny potrzebowali wsparcia duchowego. Księża, którzy pełnili swoją służbę w czasie okupacji w trudnych warunkach, często włączali się do oddziałów powstańczych jako kapelani, udzielając sakramentu pokuty, eucharystii, odprawiając pogrzeby, bo przecież w czasie powstania bardzo dużo ludzi ginęło wobec tego, posługa ich była konieczna. Ponadto, udzielali ślubów - a znakomita ich większość - to były śluby kościelne. Księża byli bardzo potrzebni i te potrzeby zaspakajali. Byli z powstańcami tam, gdzie trzeba było.
M.D.: Jak wyglądało życie religijne mieszkańców Warszawy podczas Powstania?
W.R.: Było ono utrudnione, czasami front przebiegał przez środek kościoła, między innymi przez kościół św. Krzyża, w tym momencie ciężko było je wykorzystywać do celów sakralnych. Natomiast na obszarach pod kontrolą oddziałów powstańczych, Msze Święte odbywały się - jeśli tak można powiedzieć - w pewnym szczególnym uniesieniu. Ludność cywilna brała udział w tych Mszach czy nabożeństwach modląc się po prostu o przeżycie Powstania. Podczas nabożeństw dominowało duże napięcie emocji, wiary oraz nastrojów silnie patriotycznych.
M.D.: Co się stało z ludnością cywilną po upadku Powstania Warszawskiego?
W.R.: W znakomitej większości, mieszkańcy Warszawy, którzy przeżyli powstanie - proszę pamiętać, że w czasie powstania niezależnie od 30 tysięcy żołnierzy, AK i innych formacji, którzy ponieśli ofiarę najwyższą - zginęło również od 150 do 180 tysięcy ludności cywilnej. Zwłaszcza w masakrach na Ochocie i Woli, w bombardowaniach na starym mieście, we wszystkich miejscach, gdzie powstanie trwało w dużym nasileniu - ludność cywilna ginęła. Ci, co przeżyli, zostali praktyczne w całości wysiedleni. Zaraz po kapitulacji w pierwszych dniach października, Niemcy przystąpili, z jednej strony do wysiedlania ludności cywilnej, a z drugiej do burzenia pozostałej części budynków mieszkalnych. Ludność cywilna została wypędzona do obozów przejściowych, przede wszystkim w Pruszkowie, gdzie odbywały się selekcje. Część mężczyzn zdolnych do pracy, została wysyłana na roboty do Niemiec. Część kobiet z dziećmi, była przymuszona do osiedlenia się czy to w okolicach Warszawy, czy na Mazowszu. Spora część ludności cywilnej trafiała do Auschwitz i innych obozów niemieckich. Kolejną historią, na którą warto zwrócić uwagę jest ludność wiejska zwłaszcza Mazowsza. Świadczyła ona wysiedleńcom z Powstania bardzo znaczącą pomoc, przechowując ich właściwie przez cały okres jesieni i zimy, aż do wiosny następnego roku. Dziesiątki tysięcy ludzi w ten sposób przetrwało zimę.

Z Prof. Wojciechem Roszkowskim rozmawiał Mateusz Dudek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 25 sty 2016, 20:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://parezja.pl/prezydent-duda-odznac ... rszawskim/

Prezydent Duda odznaczył Węgra walczącego w Powstaniu Warszawskim
25 stycznia 2016

Obrazek
http://ahm.1944.pl/Stefan _Elek


W sobotę 23 stycznia odbyła się uroczystość odznaczenia Węgra, który walczył w Powstaniu Warszawskim. Stefan Elek urodził się w 1917 roku i od wojny mieszka w Polsce.

Decyzją prezydenta Andrzeja Dudy Stefan Elek został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W imieniu głowy państwa odznaczenie wręczył minister Maciej Łopiński.

Elek urodził się na Węgrzech w roku 1917, a w 1944 przyjechał do Polski jako kawalerzysta. Wspólnie ze swoim oddziałem odmówił walki przeciwko Polakom w Powstaniu Warszawskim. Po nawiązaniu kontaktu z Armią Krajową, bronił polskiej ludności cywilnej. Szacuje się, że uratował od kilkuset do nawet dwóch tysięcy cywilów.

Nasz udział w tej strasznej sprawie polegał na tym, że węgierskie konie ciągnęły polskie wozy i na wozach tych biednych warszawiaków, którym jakoś udało się uratować swoje życie. Powstania Warszawskiego nigdy nie zapomnę, to było jak koniec świata – powiedział Elek.

Zdaniem prezydenckiego ministra odznaczony Węgier jest człowiekiem wybitnym, a jednocześnie symbolem związków, jakie łączyły i łączą nasze dwa narody.

To odznaczenie nosi człowiek wybitny, prawy, mężny, wierny. Człowiek – symbol związków, jakie łączyły i łączą nasze dwa narody, Polskę i Węgry – powiedział Łopiński.

Stefan Elek po zakończeniu wojny zamieszkał w Polsce. Po aresztowaniu przez Rosjan został wysłany do ZSRR. Udało mu się jednak uciec z transportu i osiedlić w Gdańsku. Ma 98 lat.

MG/radiogdansk.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 31 lip 2016, 07:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Aleksander Jabłonowski o zdradzie w Powstaniu Warszawskim

Ustalono w Teheranie : Polakom zrobimy Powstanie.


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 01 sie 2016, 09:21 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31134
Znów poszedłbym do Powstania

Ze Zbigniewem Wiesławem Rylskim ps. „Brzoza”, majorem w stanie spoczynku, podczas Powstania Warszawskiego żołnierzem batalionu „Parasol”, rozmawia Karolina Goździewska

Obrazek

Jak przyjął Pan decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego?
– Z wielkim entuzjazmem i radością przyjęliśmy wiadomość, że 1 sierpnia mamy się stawić w wyznaczonym miejscu koncentracji. Jako wyszkolony w czasie wojny podchorąży po pięciu latach konspiracji i przynależności do Szarych Szeregów i VI/XXVI Obwodu AK na Pradze liczyłem, że udział w Powstaniu Warszawskim przyniesie nam tak upragnioną wolność. Budujący był też entuzjazm warszawiaków, którzy w pierwszych dniach Powstania czynnie nam pomagali. Razem z nami budowali barykady, wspomagali np. żywnością i nie tylko.

Gdzie walczył Pan w pierwszych dniach Powstania?
– Jako żołnierz III Obwodu AK na Woli w grupie szturmowej brałem udział w akcji zdobycia szpitala na Czystem, lecz bez powodzenia. Niemcy byli przygotowani, a my zbyt słabi. Zostaliśmy odepchnięci i rozproszeni.

Wraz z moim przyjacielem „Szarym” Edmundem Burkiewiczem zdecydowaliśmy się powrócić na kwatery do szkoły przy ul. Karolkowej, skąd wyszliśmy do akcji, a przedtem pełniliśmy funkcje wywiadowcze.

Po powrocie do szkoły dowiedzieliśmy się, że na rogu ul. Karolkowej przy Lesznie jest barykada i przy niej żołnierze 2. kompanii batalionu „Parasol” pod dowództwem „Kopcia” Stanisława Jastrzębskiego. Zgłosiliśmy się, lecz „Kopeć” odesłał nas do Domu Starców przy ul. Żytniej i tu zostaliśmy wcieleni do II plutonu 1. kompanii batalionu „Parasol”.

W dniach od 3 do 5 sierpnia broniliśmy skutecznie arterii, a nawet zdobyliśmy broń i amunicję od Niemców pokotem leżących na Wolskiej. Byliśmy usatysfakcjonowani, odnosząc zwycięstwo. Nasze straty były znikome. Wielu Niemców zostało zabitych i wielu rannych. Mieliśmy do czynienia z doborowym i doświadczonym, bezwzględnym przeciwnikiem, specjalnie szkolonym w ramach oddziału SS brygady Dirlewangera, większość kryminalistów, bandziorów.

Po kilku dniach walk nasze natarcie załamało się, byliśmy zmuszeni wrócić na cmentarze ewangelickie. Obrona cmentarzy nie była łatwa. Niemcy na cmentarze skierowali huraganowy ogień artylerii, moździerzy, granatników, a także wozy pancerne i czołgi. Pomimo takiej przewagi przez następne trzy dni, od 6 do 9 sierpnia, odpieraliśmy ataki. Oczywiście ponosiliśmy poważne straty, wielu zabitych i rannych. Ogromną stratą było ciężkie zranienie na terenie Domu Starców dowódcy batalionu „Parasol” Adama Borysa ps. „Pług” i wycofanie z czynnej służby. Bezpośrednie dowodzenie przejął „Jeremi” Jerzy Zborowski mający wówczas 22 lata.

Dowódca Pańskiego plutonu, sierżant podchorąży „Gryf” Janusz Brochwicz-Lewiński, obecnie generał brygady, szybko zszedł z pola walki?
– Został również ciężko ranny 8 sierpnia w czasie obrony cmentarza ewangelickiego przy ul. Młynarskiej. Byliśmy wtedy ulokowani wzdłuż grobów w odległości 10 metrów za kaplicą Halpertów, z dobrą widocznością muru cmentarnego, z otworami wybitymi działami czołgowymi, którymi wdzierała się piechota niemiecka. „Gryf” stał wśród nas, lecz wyróżniał się posturą i aktywnością. W pewnym momencie Janusz przy mnie się osunął i zobaczyłem zalaną krwią twarz. Zacząłem wzywać sanitariuszkę – do dziś nie ustaliłem, kto to był – i razem odciągnęliśmy „Gryfa” i po załadowaniu na samochód spełniający rolę sanitarki odwieźliśmy go na Stare Miasto do szpitala przy Bonifraterskiej. Jestem przekonany, że został zraniony przez strzelca wyborowego.

Miał całą szczękę zniszczoną. Szpital łącznie z korytarzami pełny był pokotem leżących rannych. Na lekarzu wymusiłem, by zrobił nieodzowny pierwszy opatrunek mojemu dowódcy.

A jak przebiegały dalsze walki?
– W obronie cmentarzy kalwińskiego i ewangelickiego przebywaliśmy do 9 sierpnia. W tym dniu otrzymaliśmy rozkaz przesunięcia batalionu „Parasol” na Stare Miasto do odwodu dowódcy Grupy Północ. Późnym popołudniem objęliśmy kwatery w Pałacu Krasińskich.

Z Pałacu Krasińskich wychodziliśmy na pozycje obronne rozmieszczane na terenie byłego getta. Niezależnie od nieprzerywanego ognia artyleryjskiego, moździerzowego oraz granatników zastosowano ciężką artylerię, tzw. krowy, szafy niszczące i zapalające budynki, jak również systematyczne nękające naloty samolotowe, bombardujące zajęte przez nas pozycje. Oczekiwaliśmy nadaremnie konkretnej pomocy ze strony sojuszników w formie desantu, zrzutów broni i amunicji. Dokonywane zrzuty nie zawsze do nas docierały. Brakowało też nowych kadr, na które liczyliśmy, że dotrą do nas drogą lotniczą. Po nieudanej próbie połączenia się z Żoliborzem, a później ze Śródmieściem w nocy z 31 sierpnia na 1 września główny trzon batalionu oraz gros rannych i chorych kanałami przeszedł do Śródmieścia. Jako ranny przeszedłem również.

Walczył Pan do końca Powstania?
– Po przejściu kanałami do Śródmieścia i po krótkim odpoczynku w zespole scalonego oddziału w liczbie około 140 ludzi (dwa plutony) przeszedłem na Czerniaków i od 9 września czynnie uczestniczyłem w walkach obronnych ulic Ludnej, Okrąg, Solec i Wilanowskiej. Tu, na Czerniakowie, obrona pozycji była bardziej uciążliwa, a Niemcy od początku zastosowali goliaty i czołgi. Wreszcie w ostatnim momencie z 23 na 24 września dostałem się wpław na drugi brzeg Wisły. Płynąłem w obosiecznym ogniu ostrzału ckm z przyczółków mostowych.

Powstanie Warszawskie miało sens? Dziś też by Pan walczył?
– Teraz to ja jestem staruszek i od wielu lat mamy spokój. Ale gdyby to było konieczne, z całą pewnością poszedłbym. Jestem przekonany, że nasza dzisiejsza młodzież również nie zawahałaby się, pomimo tej dyskusji o bezsensowym Powstaniu Warszawskim.

To prawda, że wielu żołnierzy i cała przyszła kadra dała ofiarę krwi, jak również zginęły wielkie rzesze ludności cywilnej, podobnie jak w innych powstaniach z przeszłości w obronie Ojczyzny. Moim zdaniem, wszystkie współczesne zrywy niepodległościowe powstały dzięki naszej przeszłości. Miłość do Ojczyzny czynami się mierzy.

Ma Pan dziś 93 lata, wkrótce ukaże się pierwsza Pana książka.
– Biografię żołnierzy batalionu „Parasol” opracowywałem jako uzupełnienie książki śp. Piotra Stachiewicza pt. „Parasol”. Doszedłem do wniosku, że byłoby dobrze, gdyby mi się udało opracować życiorysy maksymalnej liczby byłych żołnierzy zarejestrowanych w batalionie „Parasol”. Moje dzieło rozpocząłem w 2000 roku i zakończyłem w 2014 roku. Mam nadzieję, że książka ukaże się we wrześniu tego roku. Moją pracę wykonałem bezinteresownie, aby utrwalić pamięć moich współtowarzyszy walki.

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Goździewska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/163309, ... tania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 01 sie 2016, 13:14 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Powstanie warszawskie - Bohaterstwo i zdrada



Zdradzili nas wszyscy. Nasi tzw. "sojusznicy" skazali Powstanie na unicestwienie.
Nikt nie ruszył na pomoc. Powstańcy byli pozostawieni sami sobie.
Zagłada była nieunikniona. Było to na rękę Stalinowi, który za jednym zamachem pozbył się polskiej elity. Cały polski kwiat został w tym Powstaniu zniszczony. AK, NSZ - w Powstaniu zginęło wielu polskich patriotów. Stalin miał ułatwione zadanie. Gdyby nie Powstanie Warszawskie, to Stalin po zakończeniu wojny musiałby zmierzyć się z AK, NSZ - musiałby ich pozabijać, aby zaprowadzić w Polsce komunizm. A tak pozbył się ich za jednym zamachem.

W Teheranie "sojusznicy" ustalili : zrobimy Polakom Powstanie.

To była nikczemna zdrada, i podły plan Stalina.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 02 sie 2016, 08:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31134
Powstanie, którego nie dało się uniknąć

Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą akademickim, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obchodzimy 72. rocznicę Powstania Warszawskiego. Mimo upływu lat ciągle trwa spór o sens rozpoczęcia walki. Dlaczego?
– Każde wydarzenie historyczne można krytykować, Powstanie nie jest więc czymś wyjątkowym. Uważam, że szczegółowa analiza historyczna obala wszelką krytykę omawianego przez nas wydarzenia. Przede wszystkim nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wybuch Powstania był nie do uniknięcia. Młodzież, która była nastawiona patriotycznie, a my dzisiaj nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego patriotyzmu uświadomić, nie mogła pogodzić się z tym, że jeszcze do niedawna niepodległa Polska miałaby się zamienić w kraj zależny od Moskwy. Sama myśl o tym wydawała się nie do zniesienia, więc robiono wszystko, żeby uratować kraj od „czerwonej zarazy”. Liczono przy tym na dyplomację. Zakładano, że alianci drugi raz nas nie zdradzą i postawią opór Stalinowi, a przez to uratujemy niepodległość. Nie wiedziano wtedy nic o tym, że podczas Konferencji w Teheranie w 1943 r. zostaliśmy sprzedani. Następnie ze wschodu ciągnęły pociągi z pobitymi żołnierzami Wermachtu. Wydawało się więc, że III Rzesza upada, a szanse powstańców są duże. Liczono też na uderzenie Armii Czerwonej, która sama wzywała do zbrojnego wystąpienia. Przesłanek, które dawały szansę na pozytywne rozstrzygnięcie Powstania, było wiele. Ludzie w lecie 1944 r. naprawdę mieli podstawy do tego, żeby wierzyć w sukces Powstania.

Współcześnie wiele osób patrzy na Powstanie przez pryzmat jego skutków, jak zniszczona Warszawa czy śmierć 200 tys. cywilów.
– Pamiętajmy, że do Warszawy zbliżała się Armia Czerwona. Miasto to przecięte Wisłą dawało szansę Niemcom na długą obronę. Warszawa ze swoją zabudową mogłaby być drugim Stalingradem. Gdy zarzuca się powstańcom, że doprowadzili do zniszczenia Warszawy, zapomina się, że miasto to miało służyć za punkt długotrwałego oporu niemieckiego przed Sowietami. Z tego faktu trzeba zdawać sobie sprawę, a muszą o nim pamiętać te osoby, które zbyt pochopnie krytykują powstańców. Następna kwestia to śmierć tysięcy ludzi. Samych powstańców zginęło około 16 tys. osób. Ginęły także osoby cywilne, o czym pan wspomniał. Tylko obarczanie powstańców winą za ich śmierć jest niesprawiedliwością. Zarzut ten należy stawiać zbrodniarzom niemieckim, którzy mordowali na masową skalę ludność cywilną. To oni odpowiadają za to, co się stało. Oni też z reguły nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za to, co zrobili, a najlepszym przykładem tego jest Heinrich Reinefarth. Człowiek ten doprowadził do śmierci 50 tys. mieszkańców Woli. Następnie spokojnie dożywał żywota na generalskiej emeryturze, pełniąc funkcję burmistrza Westerland w Szlezwiku-Holsztynie. Dlatego też nie można obarczać powstańców winą za śmierć cywilów, bo ich krew jest na niemieckich rękach.

Były jednak osoby, które stanowczo sprzeciwiały się wybuchowi Powstania. Takie stanowisko miał m.in. gen. Władysław Anders.
– W przypadku tak istotnego wydarzenia jak wybuch Powstania rozważano wszelkie opcje i każda była traktowana jak najbardziej poważnie. Rozmowy prowadził zarówno rząd polski na uchodźstwie, jak i Komenda Główna AK. Z drugiej strony jestem gotów wyrazić tezę, że nawet gdyby decyzja o wybuchu Powstania nie zapadła, to ci młodzi ludzie i tak by poszli do walki. Niemcy dokonali szeregu posunięć, które nie pozostawiały wyboru. Chciano dokonać branki przypominającą tę znaną z Powstania Styczniowego. Heinrich Himmler wydał rozkaz o zaangażowaniu nawet 200 tys. osób w budowę fortyfikacji. Polacy nakaz ten powszechnie zbojkotowali. Kwestią czasu było to, kiedy Niemcy zaczną zmuszać do prac. Myślę więc, że Powstanie wybuchłoby spontanicznie, nawet gdyby nikt nie wydał rozkazu do uderzenia.

Później przyszły lata komunizmu i o Powstaniu nie można było mówić głośno. Dlaczego obawiano się legendy bohaterów sierpnia 1944?
– Wokół Powstania pojawiały się pytania niewygodne dla władzy. Na przykład dlaczego Powstanie trwało tak długo i upadło? Czy tyle osób musiało zginąć? Od kogo powstańcy otrzymali wsparcie? Zbrodnie niemieckie nie tłumaczą wszystkiego. Pamiętajmy, że Armia Czerwona celowo została wstrzymana i czekała, kiedy Niemcy rozprawią się z Powstaniem. Ten fakt był problemem dla władz komunistycznych PRL. Musimy pamiętać, że poszczególne rządy PRL prowadziły „propagandę historyczną”, której w żaden sposób nie należy łączyć ze znaną ze współczesności „polityką historyczną”. Propaganda zakładała, że wojsko polskie było podzielone na te słuszne oddziały walczące u boku Armii Czerwonej i były te, które odrzucały przyjaźń Sowietów. Te np. walczyły pod Monte Cassino, Tobrukiem czy Narwikiem. W Polsce taką armią była AK. Aby oddać sprawiedliwość muszę wspomnieć, że od lat 60. akcenty propagandowe tonowano, starano się mówić, że polscy żołnierze byli bohaterscy wszędzie – i pod Monte Cassino, i pod Tobrukiem – ale ich dowódcy błędnie wykorzystywali ich potencjał, często marnując ich ofiarę. W latach 70. powstawało już całkiem sporo filmów dokumentalnych o Powstaniu, więc milczenie o wydarzeniach z sierpnia 44 roku nie było traktowane jako dogmat komunizmu. Oczywiście produkcje te powstawały pod z góry określoną tezę.

W Powstaniu udział brała też w niewielkim stopniu Armia Ludowa. Mieliśmy do czynienia z zawłaszczaniem historii, w której sukcesy Powstania przypisywano żołnierzom AL?
– Tak, można mówić o zawłaszczaniu. Sugerowano, że polskie podziemie tworzyły dwa wielkie bloki militarne – Armia Krajowa i Armia Ludowa. Zgodnie z prawdą nie ukrywano, że AK tworzyło od 300 do 350 tys. zaprzysiężonych żołnierzy, ale kłamano w liczebności AL. Twierdzono, że ta organizacja wojskowa liczyła sobie od 50 do 150 tys. żołnierzy. To było totalną bzdurą! Samo 50 tys. żołnierzy, to jest już liczba z sufitu. Potyczki AL z okupantem pompowano do ogromnych rozmiarów. Propagandowo były one odpowiednio wykorzystywane. Ale rzeczywiście około 500 żołnierzy AL walczyło w Powstaniu, mimo że ich władze wojskowe i polityczne patrzyły na to nieprzychylnym okiem. Ale u tych młodych chłopaków górę nad politycznymi kalkulacjami brał patriotyzm.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iknac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 03 sie 2016, 08:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31134
Warszawiacy nie mają żalu do powstańców

Wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy wygłoszone 1 sierpnia 2016 r. podczas obchodów 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego na cmentarzu Powstańców Warszawy.

Szanowny Panie Marszałku Senatu, Szanowna Pani Marszałek Sejmu, Szanowna Pani Prezydent, Szanowni Państwo Ministrowie, Czcigodny Księże Biskupie, Generale, Kapelanie Wojska Polskiego, ale przede wszystkim Czcigodni Kombatanci, wszyscy Szanowni Państwo!

To bardzo przejmujące miejsce. Jesteśmy tu, na tym cmentarzu, gdzie zgromadzono popioły Warszawy. Powstańcy, słyszałem to sam dwa dni temu, przepraszają warszawiaków za cierpienie. To niezwykły gest świadczący o wielkiej empatii tych pięknych ludzi. Wtedy młodych, dziś już w jesieni życia. O wspaniałej empatii, bo oni cały czas pamiętają o tym wielkim cierpieniu miasta i jego mieszkańców. Ale jestem przekonany, że warszawiacy nie mają żadnego żalu do swoich powstańców. Za to, co stało się wtedy w sierpniu, wrześniu i październiku 1944 roku, 72 lata temu.

Nie mają żalu po pierwsze dlatego, że wiedzą, czemu młodzi ludzie, młoda Warszawa poszła do powstania. Poszła do powstania, bo chciała wolności. Poszła do powstania, bo miała dosyć strachu. Poszła do powstania, bo chciała znowu pięknej, wolnej Polski. Bezpiecznej Polski. Ich Polski. Polski, która była niszczona przez wtedy już prawie pięć lat przez Niemców, przez hitlerowców. Polski, w której mordowano polskich obywateli. Polski, której nie było, bo była okupowana. Polski, naszej ziemi, na której Niemcy realizowali przemysł zagłady, mordując i naszych współobywateli, i obywateli innych państw. Codzienne łapanki, codzienne rozstrzelania, strach. Przecież każdy mógł zostać rozstrzelany, każdy mógł zostać zatrzymany, mógł wylądować na Pawiaku. Mógł być torturowany, mógł być wywieziony do obozu koncentracyjnego, a w najlepszym wypadku na przymusowe roboty do Niemiec.

Młodzi mieli tego dość. Postanowili stanąć, praktycznie bez broni, i walczyć o swoje państwo, licząc na to, że uda się wyzwolić Warszawę, może trochę więcej, a potem przyjdzie Armia Czerwona i jakoś to będzie. Przecież na to tak naprawdę liczyli. Co pisał „Ziutek” w swoim pięknym wierszu? Pisał: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś nas wybawiła od czarnej śmierci”.

Mieli świadomość tego, co nadchodzi, ale jednak wierzyli w to, że dadzą radę. Czy robili to tylko dla siebie? Przecież nie. Przecież robili to dla Polski, dla Warszawy, dla jej mieszkańców, dla swoich sąsiadów, dla ludzi, z którymi mieszkali na tej samej ulicy. Po to była ta cała walka, po to się krwawili.

Przecież większość mieszkańców Warszawy, tych, którzy zostali zamordowani, bo większość została po prostu zamordowana, zginęli nie w walce, nie podczas walk, nie na skutek tego, że powstańcy walczyli, bronili swoich pozycji i byli bombardowani. Zginęła dlatego, że Niemcy, wyparłszy powstańców, w systematyczny, zimny sposób mordowali ludzi kamienica po kamienicy. To było absolutne bestialstwo. Takie, jakiego wcześniej w historii nikt nie robił. Dopiero Niemcy realizowali je w obozach koncentracyjnych i w Warszawie, w powstańczej Warszawie.

Czy ktoś się tego spodziewał, że będą mordowali każdego ulica po ulicy? Nie wiem dzisiaj, ale myślę, że nie. Myślę, że nawet powstańcy, którzy widzieli przecież okupację, żyli w niej, byli w konspiracji, wiedzieli, że ich koledzy byli torturowani, mordowani, przecież chyba nawet powstańcy się tego nie spodziewali, że może dojść do czegoś takiego. A jednak Niemcy to zrobili.

I to jest właśnie historyczna prawa. Większość z – jak niektórzy podają – 180 tysięcy mieszkańców Warszawy, których nazywamy dzisiaj cywilnymi ofiarami Powstania Warszawskiego, została wymordowana, a nie zginęła w czasie walk. Warszawa została owszem zniszczona, ale też walki nie zniszczyły jej tak bardzo jak późniejszy proces zagłady miasta, realizowany metodycznie przez Niemców już po powstaniu, przez Niemców, kiedy już wyparto powstańców. Wtedy podpalano, burzono, wysadzano domy.

Straty Warszawy zostały wyliczone, a w związku z tym określone także na ponad 43 mld dolarów. To gigantyczna kwota. Ale warszawiacy potrafili odbudować swoją stolicę. Niektórzy mówią, że nie jest tak piękna, jak była przed wojną, kiedy była nazwana Paryżem tej części Europy. Ale jest tętniącą życiem i dumną stolicą Polski. I mówię to dzisiaj z podniesioną głową jako prezydent Rzeczypospolitej. Ale mówię to warszawiakom także jako ten, który większość swojego życia spędził w Krakowie i tam się urodził. Warszawa jest pięknym miastem, z którego możecie być państwo dumni. I chylę dzisiaj jako prezydent czoła przed wszystkimi tymi, którzy oddali życie. Czy to w walce jak powstańcy, czy to przez to, że zostali zamordowani.

Zostali zamordowani, bo byli stąd. Zostali zamordowani, bo byli warszawiakami. Zostali zamordowani, bo byli Polakami. To dlatego właśnie ich zabito. I tu, na tym cmentarzu, są ich prochy. Ponad sto tysięcy. Ponad sto tysięcy ludzi jest pochowanych tylko tutaj. Na samej Woli zebrano ponad dwanaście ton popiołów z ulic dzielnicy. To jest ofiara, jaką zapłaciła Warszawa za pragnienie wolności, za bunt przeciwko okupantowi. Straszliwa ofiara.

Ale mimo tej ofiary ja głęboko wierzę, że Warszawa nie ma pretensji do swoich powstańców, że nie muszą oni Warszawy przepraszać, bo oni to robili dla Warszawy, bo oni walczyli, krwawili się dla Polski.

Także czy może przede wszystkim właśnie dla tych, którzy ucierpieli, dla swoich sąsiadów, dla swoich rodzin, dla tych ludzi z innych dzielnic, żeby była wolność. I cierpieli także po wojnie, bo byli prześladowani. Bo władzom, z oczywistych przyczyn historycznych, nie pasowało, by powstanie warszawskie, ten wielki pokaz siły i patriotyzmu, było kultywowane, by był kult powstania, by była podkreślana jego wartość, a przede wszystkim postawa dążenia do wolności i wielkiego patriotyzmu.

W związku z czym ten cmentarz zarastał. Nie dbano o niego. Dziś jest piękny. Tak jak piękne jest Muzeum Powstania Warszawskiego, tak jak piękne są mogiły powstańców na Wojskowych Powązkach. Bo Warszawa jest dumna ze swojej historii, bo Polska jest dumna z Warszawy, jest dumna z tego, że młodzi ludzie umieli chwycić za broń, że poszli z visami na tygrysy, bo chcieli wolności, bo byli patriotami, bo pamiętali o wielkim micie niepodległości, o który walczyli ich ojcowie. Wiedzieli, jaką ona ma wartość, i chcieli ją za wszelką cenę odzyskać. Nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, dla warszawiaków i dla każdego innego skrawka Polski. Nigdy Polska nie zapomni o swoich bohaterach. Nigdy nie zapomni o wspaniałych powstańcach warszawskich. Nigdy nie zapomni o mieszkańcach Warszawy, którzy oddali życie za pragnienie wolności i za swoje miasto.

Szanowni Państwo!

To wielki obowiązek, mój i mam nadzieję każdego prezydenta, który po mnie nastanie, by zawsze głośno o tym mówić, czym było powstanie warszawskie. Bo to właśnie, tak jak mówiłem ostatnio, dwa dni temu, to dzięki powstańcom, możliwe było w moim przekonaniu odzyskanie wolności w 1989 roku, bo oni ten mit w sobie przenieśli, bo oni przekazali go młodszym pokoleniom. I dzisiaj są wreszcie przez najmłodsze pokolenia czczeni. Tak jak byli czczeni powstańcy styczniowi w II Rzeczypospolitej. Dziękuję za to i dziękuję też powstańcom, że nie zapominają o zwykłych mieszkańcach miasta. I tak jak przedtem powiedziałem, pokazuje to niezwykłą empatię bohaterów. Polska jest dumna z Warszawy, Polska jest dumna z warszawiaków, z ich postawy niezłomnej.

Cześć i chwała bohaterom. Wieczna pamięć poległym i pomordowanym!

www.prezydent.pl

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ancow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 23 wrz 2016, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spolecze ... mpaign=rss

Węgierski żołnierz nigdy nie strzeli do Polaka - wspomnienia Węgra, świadka Powstania Warszawskiego [+VIDEO]
Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Poniedziałek, 04 stycznia 2016 o godz. 12:12:37

Obrazek

Porucznik Zoltán Beke wspomina Powstanie Warszawskie.


Węgierski żołnierz-świadek Powstania Warszawskiego, opowiedział o swoich wspomnieniach z II wojny światowej, w tym z Powstania Warszawskiego.

Jednym ze wspomnień są serdeczne stosunki, jakie w tym czasie utrzymywali ze sobą Polacy i Węgrzy, mimo że przez większość wojny znajdowali się w przeciwnych blokach.

https://www.youtube.com/watch?v=uly2aNZ ... r_embedded

youtube.com / Kresy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 25 maja 2017, 18:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/0 ... i-polakow/

Zapomniany kat Powstania. Miał na sumieniu nawet 100 tysięcy Polek i Polaków
ARTYKUŁ | 11.08.2016 | Autor: Sławomir Mamoń

Obrazek

Heinz Reinefarth co do joty wypełnił rozkaz Himmlera o walce z Polakami "wszelkimi środkami" (źródło: domena publiczna; koloryzacja: Rafał Kuzak).To on odpowiadał za rzeź Woli. Pod jego rozkazami byli zwyrodnialcy, którzy zmasakrowali Ochotę. Jego siepacze zabijali masowo mężczyzn, kobiety i dzieci na warszawskich ulicach, podwórzach, w powstańczych szpitalach. Jego zbrodnie są znane, lecz kary nigdy nie doczekał.
Młody prawnik z Chociebuża przeszedł długą drogę od „adwokata nazistów” do „namiestnika” Himmlera w Kraju Warty i pacyfikatora Powstania Warszawskiego. Jeszcze bardziej pokręcona jest jednak ścieżka, która z Norymbergi zaprowadziła go… na fotel burmistrza Westerlandu na wyspie Sylt! Ten kat Powstania w spokoju dożył swoich dni, otoczony sympatią i szacunkiem.


Droga do Warszawy

Dzień po wygranych przez nazistów wyborach do Reichstagu Heinz Reinefarth, czując zbliżającą się koniunkturę, wstąpił do NSDAP, a z końcem roku został członkiem SS.
Dzięki pozycji „adwokata nazistów” kariera Reinefartha kwitła. Ale młody Reinefarth osiągał sukcesy nie tylko w cywilu. W trakcie kampanii wrześniowej walczył w Wehrmachcie i dosłużył się Krzyża Żelaznego i awansu. Prawdziwą chwałę przyniosła mu kampania na Zachodzie, gdzie jako zwykły feldfebel doprowadził do wzięcia do niewoli kilku tysięcy Francuzów, za co dostał, jako jeden z niewielu podoficerów, Krzyż Rycerski.

Obrazek
Heinz Reinefarth wykazał się w akcji Heim ins Reich. By zrobić miejsce dla Niemców ze Wschodu, trzeba było wyrzucić z domów Polaków… Na zdjęciu razem z Arthurem Greiserem (po prawej) wita milionowego Niemca przesiedlonego do Kraju Warty (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).


Od kwietnia 1942 był generałem majorem policji. Następnie został przydzielony do sztabu Głównego Inspektora SS w Protektoracie Czech i Moraw, gdzie wezwał go Kurt Daluege, jego długoletni protektor. We wrześniu 1943 przeniesiono Reinefartha do Głównego Urzędu Policji Porządkowej SS.
Pozycję Daluegego osłabiła konfrontacja z Hansem Frankiem, ale Reinefarth miał już nowego, potężniejszego protektora. Zainteresował się nim sam Himmler, który, jak pisze Philipp Marti w książce „Sprawa Reinefartha”: starannie wyszukiwał osoby na przyszłe kierownicze stanowiska. Głównymi kryteriami była ideologiczna spolegliwość i sprawność (…).

Obrazek
Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Philippa Marti „Sprawa Reinefartha” Wydawnictwa Świat Książki, która jest dostępna na Znak.com.pl!


Reinefarth celował w jednym i drugim, dlatego od stycznia 1944 pełnił funkcję Wyższego Dowódcy SS i Policji w Kraju Warty. Mimo tego, że swoje stanowisko określał jako „szumnie brzmiący tytuł, za to żadnej treści” i „zupełnie bez znaczenia”, starał się jakoś wykazać. Okazją była akcja przesiedleń ludności polskiej i tworzenia miejsc zamieszkania dla Niemców znad Morza Czarnego. Philipp Marti w „Sprawie Reinefartha” cytuje jego słowa, wypowiedziane na spotkaniu szefów sztabów wysiedleńczych:
Te liczby nie wystarczają. Więcej Niemców czarnomorskich przybywa, niż wysiedla się Polaków. (…) Liczy się tylko i wyłącznie sukces. (…) Drobiazgami nie należy się przejmować (…).
W efekcie takiego postawienia sprawy brutalne wysiedlenia Polaków z Warthegau nabrały na sile. Dla Reinefartha los wybrał jednak inne zadanie – nie miał przesiedlać Polaków, miał ich zabijać.

Obrazek
Ambicja Reinefartha doprowadziła do tego, że akcja wypędzenia Polaków z Wielkopolski stała się jeszcze bardziej brutalna (autor: Wilhelm Holtfreter, źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).


”Mam mniej amunicji niż jeńców”

Wybuch powstania 1 sierpnia, mimo tego, że Niemcy spodziewali się większej akcji polskiego podziemia, był dla nich pewnym zaskoczeniem. Brak rezerw, gdyż wszystkie możliwe siły walczyły z Armią Czerwoną, zmusił ich do użycia tego, co było pod ręką.
3 sierpnia przebywający w Poznaniu Himmler wysłał do Warszawy Reinefartha. Wraz z nim przybyły dwa bataliony złożone z wielkopolskich policjantów, które miały stanowić trzon sił przeznaczonych do tłumienia zrywu powstańczego.

O AUTORZE
Sławomir Mamoń - Absolwent historii na UP w Krakowie, pasjonat historii militarnej późnego antyku i II wojny światowej oraz krucjat; modelarz amator.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 28 lip 2017, 18:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/09/2 ... al-11-lat/

29 września 1944 roku zginął jeden z najmłodszych uczestników Powstania Warszawskiego. Miał 11 lat
Posted by Marucha w dniu 2016-09-29 (czwartek)



Mimo, że nie walczył w batalionie „Zośka”, to jego grób znajduje się pośród w ich kwaterze.
Jędruś Szwajkert ps.”Jędrek” miał 11 lat gdy ginął od niemieckiego pocisku. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, obok „Zośki”, „Alka” i „Rudego”.
Jako członek Harcerskiej Służby Pomocniczej „Zawiszaków” Bloku Cytadela, mały Jędrek brał udział w budowie barykad, służył jako pomoc w punkcie sanitarnym, dostarczał meldunki i zdobywał jedzenie dla walczących Powstańców.
Zginął 29 września 1944 roku, po tym jak Niemcy wtargnęli do jego rodzinnego domu i nakazali opuszczenie budynku. Do wychodzących z bloku ludzi padł strzał oddany z czołgu. Jędrek został ciężko ranny, ale niemieccy żołnierze nie pozwolili go ratować.
PJ

Źródło: polskieradio.pl, niezalezna.pl
http://prostozmostu.net/news/29-wrzesni ... ial-11-lat


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 31 lip 2017, 15:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Generał Ścibor-Rylski o walkach w Powstaniu: Ocaliła nas sowiecka artyleria
(generał Zbigniew Ścibor-Rylski w tym roku skończył 100 lat)

Obrazek

"3 września dostajemy rozkaz pójścia na Czerniaków. My jedni z pierwszych z „Radosławem”, z 3 na 4 w nocy, przez plac Trzech Krzyży, wcześniej przez barykadę, Alejami Jerozolimskimi przeszliśmy. Pamiętam, że plac Trzech Krzyży był bardzo zniszczony, gruzy, blachy. Jeszcze był rów wzdłuż Książęcej" - wspomina generał Zbigniew Ścibor-Rylski, pseudonim Motyl, w czasie Powstania Warszawskiego major Armii Krajowej, żołnierz batalionu "Czata 49" zgrupowania "Radosław". Jego relacja znajduje się w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Poszliśmy na Czerniaków. Nasza kompania „Czata 49”, batalion zajął miejsce kwatery na Okrąg. Teraz zaczęła się gehenna Czerniakowa. Zaraz na drugi dzień, jak tylko przyszliśmy, zaczęły walić „krowy”. „Krowy” to takie moździerze sprzężone i od razu osiem pocisków, wyjąc, z charakterystycznym świstem wylatuje. Potem działo kolejowe było bardzo dużego kalibru. Akurat Okrąg trafił pocisk, zasypało kilku kolegów. Znowu znaleźliśmy się w takim małym piekiełku. Niemcy chcieli koniecznie nas zlikwidować, bo wiedzieli, że ten przyczółek, to jest jedyna droga połączenia ze wschodnim brzegiem, przez Wisłę. To jest jedyna możliwość połączenia się wojsk polskich. Na Czerniakowie było zgrupowanie „Kryski” i zostało podporządkowane „Radosławowi”, został dowódcą całego odcinka. Była odprawa dowódców z majorem „Kryską” i podzieleni zostali, że on połowę Czerniakowa będzie obsadzał, a Zgrupowanie „Radosław” drugą połowę od Okrąg, od Mostu Poniatowskiego, Zagórna, Wilanowska. Niemcy nacierali najbardziej przy ulicy Czerniakowskiej od ZUS-u, przed wojną był tam Zakład Ubezpieczeń Społecznych, i od południa za przystanią „Bajki”. Tam już był „Kryska”.

Najbardziej nękające były walki artyleryjskie. Artyleria niemiecka po nas waliła, moździerze. Niemcy nie byli dopuszczani do nas, kamienica przez nas obsadzona. Nie dopuszczaliśmy możliwości zdobycia tej kamienicy przez Niemców. Broniliśmy się. Natomiast pociskami artylerii, moździerzy, największe straty nam wyrządzali Niemcy. Tak dotrwaliśmy do 15 września. W nocy z 14 na 15 września przyszedł zwiad Wojska Polskiego, czterech żołnierzy, jeden był ranny, został u nas, a ci trzej z powrotem, razem z porucznikiem „Jagodą”, Kazimierzem Augustowskim. Został on wysłany przez „Radosława” z powrotem, żeby przyprowadzić pierwsze oddziały Wojska Polskiego na nasz brzeg. Kazimierz Augustowski popłynął przez Wisłę z tymi trzema. A przedtem jeszcze był wysłany major „Kmita” od „Radosława” na drugi brzeg Wisły, na Saską Kępę i ode mnie jako osłona, mój kolega, porucznik Marczyk. Wziął sobie pięciu chłopców, od siebie żołnierzy i majora Kmitę eskortował na tamtą stronę łodzią, z meldunkami, dokładnym naszym położeniem. Pułkownik „Radosław” dał mu dokładne nasze położenie, żeby Wojsko Polskie, nasza 1 Armia, orientowała się jakie ulice są przez nas obsadzone, jak położyć ogień artylerii, przede wszystkim.

Tak stało się, nastąpiło pierwsze lądowanie wojsk „berlingowców”. Pierwszy batalion przepłynął bez żadnych strat, w nocy z 15 na 16 września chyba. Dowódcą tego batalionu był porucznik Kononkow. Zaraz zostali rozmieszczeni. Następne łodzie lądowały tak samo tej nocy. Wszystkie pontony bez strat przepłynęły, bo Niemcy jeszcze się nie zorientowali. Ale wywiad niemiecki się zorientował po przepłynięciu pierwszych batalionów Kononkowa i położyli ogień bardzo silny po nas z moździerzy i artylerii. No ale pierwszy batalion z działkami przeciwczołgowymi został od razu wysłany na ulicę Czerniakowską, żeby jak czołgi wejdą atakować. Działka przeciwpancerne już tam zajęły stanowiska. Rozmieszczone zostały wszystkie plutony „berlingowców”. Do każdego plutonu był przydzielony nasz łącznik, przecież oni nie orientowali się, jak się mają zachować. Plutony „berlingowców” zostały rozprowadzone w terenie i od razu pierwszego dnia był bardzo silny ogień artylerii, moździerzy, pocisk padł i porucznik Kononkow tuż przy mnie zginął. Znowu ten mój łut szczęścia, ocalałem a on zginął. Był radiotelegrafista, który pierwszy przepłynął z Kononkowem i ten radiotelefon był u „Radosława” umieszczony w piwnicy. Radiotelegrafista przez radio podał, że porucznik Kononkow nie żyje. Wtedy z tamtej strony dowódca pułku pyta się: „A kto tam jest najstarszy stopniem”, radiotelegrafista mówi: „A jest taki kapitan młody”, „Dawaj go”. Biorę słuchawkę i mówię: „Tu melduje się kapitan »Motyl«”, a on powiedział: „Obejmujecie dowództwo nad batalionem po śmierci Kononkowa”. I w taki sposób ja, oficer Armii Krajowej, zostałem dowódcą „berlingowców”.

(...)

Pamiętam na Wilanowskiej, gdzie „Radosław” miał swoją kwaterę, ja też byłem wtedy przy nim, byli ranni w piwnicach, byli „berlingowcy” i Niemcy atakowali nas. Podchodzili już pod samą kamienicę. Z pierwszego i z drugiego piętra ostrzeliwaliśmy się, ale był taki moment, że już by na pewno wtargnęli, bo dużą siłą, z dwoma czołgami, podeszli bardzo blisko. Wtedy przez radiotelefon wezwaliśmy ogień artylerii po nas, po naszym kwadracie. Jak radiotelegrafista podał żeby po naszym kwadracie strzelali, to tam powiedzieli: „To przecież wy tam jesteście!”, a on mówi tak: „Niemcy są przy kamienicy naszej”. Tylko dzięki tej artylerii wtedy zza Wisły, Niemcy zostali odparci, bo my już nie dali byśmy rady, dostalibyśmy się wtedy do niewoli. To był taki moment. „Radosław” już kazał dziurę z piwnicy rozbić, aby móc na tyły się wycofywać. No i już prawie byłaby beznadziejność, bo Niemcy byli z frontu a my na tyły i jeszcze [byśmy] się uratowali. Dzięki tej artylerii, nigdy tego nie zapomnę, zostaliśmy ocaleni. Następnie przez radiotelefon „Radosław” podaje do dowódcy sytuację naszą, że jest już tylu rannych, że dalej walczyć nie można. To było z 18 na 19 września. Wtedy z tamtej strony ciągle odpowiadano: Nielzja tak gawarit! Dierży, dierży! – Musicie trzymać przyczółek, a „Radosław” mówi: „Dobrze, będziemy trzymać, jeżeli przyjdą pontony i zabiorą rannych”. Taka była sytuacja. Oni powiedzieli: „Dobrze, przysyłamy pontony, zabierzemy wam wszystkich rannych”.

Wtedy „Radosław” dał polecenie, żeby wszystkich rannych nad samym brzegiem Wisły ułożyć, przygotować do ewakuacji. Ranni byli wyniesieni z piwnic, z domów i umieszczeni nad samą Wisłą. Im nic nie groziło, dlatego że była duża skarpa i pociski artyleryjskie przelatywały nad nimi. Ja też byłem nad samą Wisłą. Tam działy się naprawdę dantejskie sceny, bo jak pierwszy ponton przyszedł, to najciężej rannych na nim umieściliśmy i dwie, lub trzy sanitariuszki. Przyszedł drugi ponton, tak samo najciężej rannych umieściliśmy. Wtedy był taki moment, że był Fryderyk Zoll, ojciec Andrzeja Zolla, pod nazwiskiem Kozłowski i Zygmunt Milewicz – cichociemny i była „ciotka”, która opiekowała się cichociemnymi. Oni we trójkę przyszli ze Śródmieścia i mieli być przetransportowani na drugą stronę Wisły. Oni stanęli, niestety widocznie jakoś niefortunnie, bo pocisk z moździerza niemieckiego, wybuchł niedaleko nich, że „ciotka Antosia” jednym odłamkiem została zabita, stojąc między nimi. Zygmunt Milewicz został tylko ranny w nogę. Oni też zostali przetransportowani na drugą stronę Wisły, Frydryk Zoll, wtedy Kozłowski i Zygmunt Milewicz. Ale ranni zostają nad brzegiem Wisły, więc „Radosław” znów przez radiotelefon mówi: „Przysyłajcie pontony, bo jeżeli nie zabierzecie tych rannych, to ja Czerniaków opuszczę”. No naturalnie z tamtej strony znowu awantura, krzyki, że nie wolno nam opuścić Czerniakowa i że pontony przyjdą. Żadne pontony już nie przyszły i „Radosław” dał polecenie, że 20 września wchodzimy do kanału na Solcu i poszliśmy na Mokotów. Niektóre oddziały jak z „Miotły”, „Zośki” nie zostały powiadomione, mimo że były posłane łączniczki przez „Irmę” do wszystkich. Sześć łączniczek chyba wyszło wtedy do naszych oddziałów dalej stacjonujących, żeby przyszli na Solec i żebyśmy weszli do kanałów, no ale widocznie one zginęły. Cała reszta zgrupowania weszła do kanału.

Było bardzo trudne przejście, bo pod górę, liną się trzeba było podciągać. Tam było spiętrzenie wody, tak że niższego wzrostu łączniczki miały dosłownie po usta tą wodę, trzymały się wysokich. Mnie trzymała się Basia Kolendo, łączniczka od „Irmy”. Dosłownie trzymając się ramienia, przepływała to spiętrzenie, takie były momenty. Ale przeszliśmy na Mokotów, tam kilka dni było odprężenia. Oddziały nasze brały udział w walkach o Królikarnię. Nawet jeszcze kilku kolegów z „Czaty 49” zginęło przy obronie Królikarni.

Przyszedł 25 wrzesień i „Radosław” daje rozkaz przejścia na Śródmieście. Przeszliśmy kanałami, mieliśmy dobrych przewodników, tak że nie zabłądziliśmy. Cała reszta oddziałów przeszła na ulicę Nowogrodzką i róg Alei Ujazdowskich. Tam doczekaliśmy się 2 października.

PRZECZYTAJ CAŁĄ RELACJĘ W ARCHIWUM HISTORII MÓWIONEJ MPW >>> http://www.1944.pl/archiwum-historii-mo ... i,494.html

http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ ... leria.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie
PostNapisane: 01 sie 2017, 07:29 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31134
Dla powstańców ważna była wierność ideałom i wartościom

Obrazek

Z Katarzyną Gajdą-Bator z Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie rozmawia Mariusz Kamieniecki

W 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego rzeszowski Oddział IPN organizuje warsztaty edukacyjne poświęcone temu wydarzeniu. Jaki jest cel tej akcji edukacyjnej i do kogo jest ona adresowana?
– Warsztaty edukacyjne poświęcone 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego są skierowane przede wszystkim do młodzieży, ale również do dzieci. Zajęcia podzieliliśmy na dwie części. Pierwsza, która odbędzie się w godz. od 9.00 do 13.00 w siedzibie IPN przy ul. Szopena 23 w Rzeszowie jest skierowana do dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, między 6. a 13. rokiem życia. Zainauguruje ją wykład – pogadanka historyka rzeszowskiego Oddziału IPN poświęcona uczestnictwu – właśnie dzieci i młodzieży – w tym zrywie narodowo-wyzwoleńczym sprzed 73 lat oraz symbolom narodowym.

Następnie ta pogadanka przerodzi się w zajęcia warsztatowe związane z pracą na źródłach historycznych z tamtego czasu. Ich efektem ma być projekt graficzny przygotowany na podstawie wysłuchanego wykładu. Wszyscy uczestnicy zajęć dla dzieci i młodzieży otrzymają nagrody. Natomiast druga część warsztatów, która rozpocznie się o godz. 14.00 także w siedzibie rzeszowskiego IPN, adresowana jest do osób powyżej 16. roku życia. Dla tej grupy zaplanowaliśmy pokazy filmowe z cyklu „Miniatury powstańcze”. Będą to relacje „świadków historii” – uczestników wydarzeń sprzed 73 lat.

Ponadto będziemy też uczestniczyć w Godzinie „W” podczas obchodów miejskich, gdzie odbędzie się Apel Poległych i złożenie kwiatów pod pomnikiem Pamięci Armii Krajowej Podokręgu Rzeszów. O godz. 18.00 podczas Mszy św. w kościele pw. Świętego Krzyża w Rzeszowie będziemy – wspólnie z przedstawicielami władz i mieszkańcami Rzeszowa – modlić się w intencji poległych i pomordowanych powstańców oraz ludności cywilnej Warszawy. Po Eucharystii planowane jest wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych – powstańczych. Rzeszowskie obchody rocznicowe odbędą się pod Honorowym Patronatem Związku Powstańców Warszawskich.

Czym jest inicjatywa „Notatki z Powstania Warszawskiego”?
„Notatki z Powstania Warszawskiego” to wspólne przedsięwzięcie naszego oddziału IPN oraz Polskiego Radia Rzeszów. Od dzisiaj przez 63 kolejne dni (do 3 października br.), od poniedziałku do soboty, o godz. 8.40 z powtórką o godz. 17.05 oraz w niedzielę o godz. 9.05 z powtórką o godz. 17.05 na antenie rzeszowskiej rozgłośni będą emitowane relacje z kolejnych dni Powstania Warszawskiego. To kalendarium powstańcze przygotowane w formie literackiej opowieści ma przypomnieć młodemu pokoleniu postaci bohaterów, zdarzenia i miejsca, w których rozgrywały się wydarzenia z 1944 r. opisujące również to, co działo się w przeddzień zrywu narodowego i dwa dni po jego zakończeniu.

Proszę powiedzieć, jakie zainteresowanie towarzyszy warsztatom edukacyjnym przygotowanym przez rzeszowski Oddział IPN?
–Chętnych do wzięcia udziału w zajęciach edukacyjnych jest dużo. Już wcześniej można było zgłaszać zarówno grupy zorganizowane, jak też osoby indywidualne. O tym, że zainteresowanie tą formą zajęć edukacyjnych jest spore, najlepiej świadczy fakt, że jeszcze dzisiaj otrzymywaliśmy zgłoszenia. Jest jeszcze kilka wolnych miejsc, dlatego wszystkich chętnych prosimy o kontakt nr. tel. (17) 86 06 054.

Rocznica to także czas wyrażania wdzięczności. Jak każdy z nas może podziękować powstańcom warszawskim – bohaterom polskiej wolności?
– Przede wszystkim ważna jest pamięć i przekazywanie tej historii przyszłym pokoleniom. Powstańcy powoli odchodzą od nas, bo takie są koleje życia, ale ich duch, ich dokonania i odwaga oraz umiłowanie Ojczyzny pozostają jako świadectwo i zadanie, które mamy obowiązek zachowywać i nieść ku przyszłości. Wszystko po to, aby pamięć tego bohaterskiego zrywu została w Narodzie na zawsze.

To jest ważny element naszej narodowej tożsamości. Póki, co – tu i teraz 1 sierpnia, kiedy o godz. 17.00, w Godzinie „W” zawyją syreny, zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o tych, dzięki którym możemy dziś żyć w wolnej Polsce. Zapraszamy też do udziału we wcześniej wspomnianych uroczystościach organizowanych jutro w Rzeszowie, ale także w innych miejscach Podkarpacia i Polski. Włączenie się w jakikolwiek sposób w te wydarzenia będzie wyrazem hołdu oddanego tym, którzy złożyli swoje życie w ofierze na ołtarzu Ojczyzny. W wielu wypadkach była to także ofiara młodości, bo na ogół byli to bardzo młodzi ludzie, którzy mieli swoje życiowe plany, ambicje, często były to też dzieci, którym błogi czas dorastania brutalnie przerwała wojenna pożoga. Jakikolwiek sposób przypominania, upamiętniania tych wydarzeń i bohaterów wybierzemy, będzie on ważny i potrzebny.

Dlaczego przypominanie powstańczego zrywu i Godziny „W” jest tak istotne?
– Nie ma dobrej przyszłości bez pamięci czy odniesień do przeszłości. Pamięć o przeszłości scala naród w sensie ogólnym i lokalnym. Weźmy chociażby woj. podkarpackie, okręg rzeszowski, gdzie wybuch Powstania Warszawskiego był tak naprawdę częścią walki organizowanej przez Armię Krajową w ramach Akcji „Burza”, której plan został opracowany przez Komendę Główną AK i rząd emigracyjny w Londynie w drugiej połowie 1943 r. i stanowił alternatywę dla planu powszechnego powstania przeciwko Niemcom, przewidywanego na wypadek ogólnego rozkładu armii niemieckiej.

Jako pierwsi akcję „Burza” rozpoczęli w styczniu 1944 r. żołnierze AK na Wołyniu, dalej „Burza” przetoczyła się przez Wileńszczyznę, Białostockie, Lwowskie, Lubelskie, a także przez teren Rzeszowskiego Inspektoratu Rejonowego AK obejmującego trzy obwody: rzeszowski, kolbuszowski i dębicki. Akcja „Burza” miała obronić ludność polską przed wycofującymi się oddziałami niemieckimi oraz zamanifestować dążenia Polaków do niepodległości, a także przywrócić na terenach wyzwolonych spod okupacji hitlerowskiej polską administrację i uchronić przed kolejną okupacją, tym razem sowiecką.

Dlatego przypominanie o historii i tych, którzy ją tworzyli, jest ogromnie ważne. Dzisiaj mamy wolność i nikt nie zabrania nam mówić otwarcie o historii i o uczuciach patriotycznych, które w PRL-u były tłamszone, a patrioci prześladowani.

Czy młodzież powstańcza może być również wzorem, autorytetem dla dzisiejszego młodego pokolenia Polaków?
– Z całą pewnością tak. Młodzież powstańcza – choć ich walka nie zakończyła się militarnym sukcesem, to z całą pewnością okazała się moralnym zwycięstwem. Dla nich ważna była wierność ideałom i wartościom, takim jak miłość i oddanie Ojczyźnie, w obronie których walczyli i często oddawali swe młode życie. To byli ludzie, których cechowały odwaga, miłość i oddanie Ojczyźnie. Te wartości są istotne również dla nas współcześnie żyjących.

Zresztą są to cechy, którymi powinien odznaczać się każdy Polak – także w czasach pokoju. Ojczyźnie można służyć na różny sposób. Dziś patriotyzm już nie wymaga krwi, ale wierności Polsce w małych sprawach i sumiennego wykonywania codziennych obowiązków – każdy według swojego stanu i zawodu. Coraz więcej powstaje klas o charakterze wojskowym czy militarnym, a liczba chętnych świadczy, że wychowanie patriotyczne jest dla młodych Polaków ogromnie ważne. Mundur jest dla młodych ludzi przedmiotem marzeń i chlubą.

Ostatnimi czasy – jak Pani wspomniała – żywa jest moda na patriotyzm, ale czy nie są to tylko chwilowe emocje, które jak moda przemijają?
– Symbolika jest bardzo ważna. I nawet jeśli założyć, że dla niektórych są to tylko emocje, to ta chwila, która być może z czasem wyhamuje, chwila dobrze przeżyta, i tak jest bardzo cenna. Patriotyzm niczym ziarno rzucone w glebę prędzej czy później wyda owoc. Myślę, że każdego Polaka, młodszego czy starszego, cieszy widok koszulki z polskimi bohaterami czy symbolami narodowymi, z Polską Walczącą, noszonymi z dumą, i to nie tylko przez młodzież. Jeśli do tego dodamy naklejki na samochodach z bohaterami Powstania Warszawskiego, z symbolami powstańczymi czy z postaciami Żołnierzy Niezłomnych po latach przywracanymi zbiorowej pamięci, to jest to powód do optymizmu. Patriotyzm i pamięć o bohaterach naszej polskiej wolności są potrzebne i ważne dla naszej zbiorowej pamięci.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sciom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 399 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 23, 24, 25, 26, 27  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /