Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 28 lip 2014, 14:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/wiara/6473-sw-jan-p ... stynskiego

Św. Jan Paweł II o cierpieniach narodu palestyńskiego
Jan Bodakowski niedziela, 27, lipiec 2014 10:34

Św. Jan Paweł II o cierpieniach narodu palestyńskiegoŚw. Jan Paweł II nie był obojętny wobec cierpień Palestyńczyków udręczonych żydowską okupacją. Prezentujemy kilka wypowiedzi Papieża-Polaka, które wygłosił podczas swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej Papież Polak, kiedy 22 marca 2000 r. odwiedził obóz uchodźców palestyńskich w Deheisheh.


"Przez wszystkie lata mego pontyfikatu czułem się ściśle związany z narodem palestyńskim i jego cierpieniem".


"Mam nadzieję - i o to się modlę - że moja wizyta przyniesie wam jakąś pociechę w waszej trudnej sytuacji. Oby Bóg sprawił, że pomoże ona zwrócić uwagę świata na waszą nie kończącą się udrękę. Zostaliście pozbawieni wielu rzeczy najbardziej potrzebnych człowiekowi: odpowiedniego mieszkania, opieki lekarskiej, oświaty i pracy. Zwłaszcza zaś wspominacie ze smutkiem to wszystko, co zmuszeni byliście porzucić - nie tylko własność materialną, ale swoją wolność, więzi rodzinne, znane wam otoczenie i tradycje kulturowe, które podtrzymywały wasze życie osobiste i rodzinne".


"Poniżające warunki, w jakich często zmuszeni są żyć uchodźcy; utrzymywanie się przez długi czas sytuacji, które z trudem można tolerować w okolicznościach kryzysowych lub przez krótkie okresy przejściowe; fakt, że osoby wysiedlone zmuszone są pozostawać przez całe lata w obozach dla uchodźców - wszystko to ukazuje, jak pilnie potrzebne jest sprawiedliwe rozwiązanie problemów, które stanowią podłoże tej sytuacji".


"Droga młodzieży, zdobywając wykształcenie nie ustawajcie w zmaganiach o zajęcie należnego wam miejsca w społeczeństwie, mimo trudności i przeciwności, którym musicie stawiać czoło jako uchodźcy. Kościół katolicki czerpie szczególną satysfakcję z tego, że może służyć szlachetnej sprawie oświaty poprzez niezwykle cenną działalność Uniwersytetu w Betlejem, założonego w następstwie wizyty mojego poprzednika Pawła VI w 1964 r.".


"Drodzy bracia i siostry, drodzy uchodźcy, nie sądźcie, że wasze obecne położenie umniejsza waszą wartość w oczach Bożych! Nigdy nie zapominajcie, że macie godność Jego dzieci! Tutaj w Betlejem Boże Dziecię zostało złożone w żłobie w stajni; pasterze z okolicznych pól jako pierwsi usłyszeli niebiańskie orędzie pokoju i nadziei dla świata. Boży zamysł wypełnił się w uniżeniu i ubóstwie; prawdopodobnie pasterze z Betlejem byli waszymi poprzednikami, waszymi przodkami".


"Kościół za pośrednictwem swoich organizacji socjalnych i charytatywnych będzie nadal niósł wam pomoc i bronił waszej sprawy wobec świata".


Jan Bodakowski



© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.sanktuarium-czarna.pl/wydarz ... we-ii.html

CZŁOWIEK, KTÓRY ZMIENIŁ BIEG HISTORII ŚWIATA…

Obrazek
Jan Paweł II


W ostatnich dniach przed śmiercią oraz po pogrzebie Jana Pawła II byliśmy świadkami niespotykanej miłości do Papieża, nie tylko wśród katolików, ale również wśród wiernych innych chrześcijańskich Kościołów, osób nieochrzczonych oraz wszystkich ludzi dobrej woli. Według danych stolicy Apostolskiej, cztery miliony pielgrzymów z całego świata przyjechało do Rzymu, aby uczestniczyć w pogrzebie Jana Pawła II.
W czasie choroby, śmierci i pogrzebu Ojca Świętego byliśmy świadkami wielkiego szacunku, przywiązania i miłości do osoby Papieża. W czasie ostatnich dni życia Ojca Świętego dziesiątki tysięcy ludzi, w większości młodych, gromadziło się na placu św. Piotra, aby we wspólnej modlitwie towarzyszyć umierającemu Papieżowi.
W sobotę 2 kwietnia, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego o godz. 21.37 Ojciec Święty cicho wyszeptał „Amen” i odszedł do Domu Ojca. W tym czasie na Placu św. Piotra odmawiało różaniec tysiące wiernych. Po usłyszeniu wiadomości o śmierci Jana Pawła II wszyscy uklękli i zapadła głęboka cisza. W tym samym czasie setki milionów ludzi w Polsce i na całym świecie trwało w modlitwie. Wszędzie panowała niesamowita atmosfera braterskiej wspólnoty. Po śmierci Ojca Świętego do konfesjonałów ustawiały się długie kolejki, dokonywały się liczne nawrócenia…

Jan Paweł II do końca wypełniał wolę Bożą, przez całe swoje życie z wielką odwagą szedł drogą wiary i całkowitego zawierzenia się Maryi. Ojciec Święty odnosił się z ogromnym szacunkiem do każdego człowieka i domagał się, aby każda osoba miała zagwarantowane podstawowe prawa do życia, od poczęcia, aż do naturalnej śmierci. Dla Niego każdy człowiek był tak samo ważny.
Jan Paweł II w niezwykły sposób wypełniał swoją misję na ziemi, nauczał nas jak mamy żyć, cierpieć oraz umierać. Nauczył nas jak ważne jest życie oraz jak kruche jest ono na ziemi, a także jak wielkim skarbem jest wiara.
Pontyfikat Jana Pawła II zmienił bieg historii świata, przemieniając świadomość i serca setek milionów ludzi. Poprzez cierpienie i śmierć Ojca Świętego byliśmy świadkami wielkiego cudu oddziaływania miłości Chrystusa na niezliczone rzesze ludzi.
Pontyfikat Jana Pawła II trwał 26 lat i sześć miesięcy. W tym czasie odbył 104 pielgrzymki do 129 krajów. W sumie przemierzył 1271000 km, czyli 31 okrążeń kuli ziemskiej. Napisał 14 encyklik,11 konstytucji apostolskich, 45 listów apostolskich oraz niezliczone przemówienia homilie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 10 sie 2014, 14:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/2114948.Weigel-zachw ... a-Pawla-II

Weigel zachwycony muzeum Jana Pawła II
DODANE 2014-08-09 12:51

Słynny biograf Jana Pawła II, George Weigel, był zachwycony nowoczesną ekspozycją muzeum papieskiego w Wadowicach, którą nazwał „fenomenalną”. Pracownicy muzeum Domu Rodzinnego Jana Pawła II poinformowali, że muzealna ekspozycja może być inspiracją dla jego nowej książki.

Obrazek
MIROSŁAW RZEPKA /FOTO GOŚĆ George Weigel


Słynny biograf Jana Pawła II, George Weigel, zwiedził muzeum papieskie w Wadowicach. Według kierownictwa placówki, watykanista z USA był zachwycony nowoczesną ekspozycją. Pracownicy muzeum Domu Rodzinnego Jana Pawła II poinformowali, że muzealna ekspozycja, jaką zobaczył Weigel, może być inspiracją dla jego nowej książki. Profesor po zwiedzeniu wystawy określić miał ją jako „fenomenalną” i nie krył podziwu wobec pomysłodawców koncepcji. „Entuzjazm wybitnego pisarza jest potwierdzeniem, że wystawa umiejętnie prowadzi zwiedzających przez najistotniejsze momenty życia i pontyfikatu Jana Pawła II” – podkreślają przedstawiciele muzeum.

George Weigel jest amerykańskim pisarzem katolickim, teologiem, działaczem społecznym i politycznym, autorem wybitnej biografii papieża Jana Pawła II „Świadek nadziei”.

Dom Rodzinny Jana Pawła II mieści się w budynku, w którym urodził się Karol Wojtyła. Trzyletni remont, w latach 2010–2013, służył dostosowaniu budynku został do nowej wystawy autorstwa Barbary i Jarosława Kłaputów. Ekspozycja powiększyła się czterokrotnie – do ponad tysiąca metrów kwadratowych, na czterech kondygnacjach. Znalazły się w niej elementy oryginalnego wyposażenia, osobiste rzeczy Jana Pawła II oraz rękopisy. Dzięki środkom unijnym, a także dzięki wsparciu współzałożycieli muzeum,

Na wystawie zobaczyć można m.in. szkaplerz Ojca Świętego, liczne rękopisy z jego wierszami i utworami literackimi, oryginalne dokumenty z Uniwersytetu Jagiellońskiego z pierwszych lat studiów. W jednej z sal znajduje się kamyk z Mount Everest, który podarowała Janowi Pawłowi II Wanda Rutkiewicz. Himalaistka zdobyła najwyższa górę świata w tym samym dniu, kiedy Karol Wojtyła został papieżem. W sali „W Duchu Świętym” umieszczono oryginalne szaty kardynałów, biorących udział w pogrzebie Ojca Świętego oraz wierną kopię Ewangeliarza, który w skutek powiewu wiatru zamknął się tego dnia na papieskiej trumnie.

W innym pokoju umieszczono różaniec jednej z widzących z Fatimy, s. Łucji Dos Santos, podarowany papieżowi w 2000 r. Jest też replika kuli, która raniła papieża i została potem wmontowana w koronę Matki Bożej Fatimskiej, naznaczone krwią ubranie ochroniarza, który chwycił papieża padającego po trafieniu pociskami. Są pamiątki z licznych pielgrzymek papieskich, jak m.in. amerykański komiks Marvela z 1979 r., ilustrujący życie Karola Wojtyły.

Centralnym punktem wystawy jest dwupokojowe mieszkanie Wojtyłów z oryginalnym zlewem kuchennym. Wśród pamiątek tutaj zebranych są zdjęcia rodzinne, naczynia domowe, torebka Emilii Wojtyłowej, pamiątkowy medalion, haftowane przez mamę przyszłego papieża serwetki czy ręcznik z monogramem „Lolek”.

Wśród ciekawszych eksponatów jest m.in. pistolet, z którego Ali Agca strzelał do Jana Pawła II, czy replika łodzi rybackiej z czasów Jezusa. W muzeum zwiedzający wystawę mogą stąpać pod ukrytymi za szybą skrawkami ziemi przywiezionymi z różnych zakątków globu.

Papieskie muzeum w Wadowicach jest instytucją utworzoną przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego, województwo małopolskie, archidiecezję krakowską i gminę Wadowice.

KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 sie 2014, 07:03 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Święty Jan Paweł II

O Ukrainie

Witam was wszystkich, umiłowani Ukraińcy, od Doniecka po Lwów, od Charkowa po Odessę i Symferopol! W słowie „Ukraina” rozbrzmiewa echo wielkości waszej ojczyzny, której dzieje świadczą o jej szczególnym powołaniu jako pogranicza i bramy między Wschodem i Zachodem. W ciągu stuleci wasz kraj był bardzo ważnym skrzyżowaniem różnych kultur, gdzie spotykały się duchowe bogactwa Wschodu i Zachodu.

Ukraina ma oczywiste powołanie europejskie, dodatkowo podkreślone przez chrześcijańskie korzenie waszej kultury. Życzę wam, aby te korzenie umocniły jedność waszego narodu, wspomagając reformy, jakich dokonujecie, żywotną energią czerpaną z autentycznych, wspólnych wartości. Niech wasza ziemia nadal wypełnia swą szlachetną misję, zachowując dumę, którą tak wyraził cytowany tu już poeta: „Nie ma na świecie innej Ukrainy i nie ma innego Dniepru”. Narodzie, zamieszkujący tę ziemię, nie zapominaj o tym!

23 czerwca 2001 r. – Kijów. Ceremonia powitalna na lotnisku


Odzyskana niepodległość otwiera dziś przed wami okres nowy i wiele obiecujący, który zobowiązuje obywateli – jak często przypominał metropolita Andrzej Szeptycki – aby za cel stawiali sobie „budowę własnego domu”, czyli Ukrainy. Od dziesięciu lat wasz kraj jest wolnym i niepodległym państwem. To dziesięciolecie pokazało, że mimo zagrożenia bezprawiem i korupcją jego duchowe korzenie są silne. Życzę wam z całego serca, aby Ukraina nadal żywiła się ideałami moralności osobistej, społecznej i kościelnej, ideałami służby wspólnemu dobru, uczciwości i poświęcenia, nie zapominając o darze Dziesięciorga Przykazań. Zdumiewa żywotność jej wiary i moc, z jaką odradza się jej Kościół: korzenie jej przeszłości stały się rękojmią nadziei na przyszłość.

Drodzy bracia i siostry! Moc Boża, wspierająca wasz kraj, to moc łagodna, z którą trzeba współdziałać. Oddziałuje ona poprzez waszą wierność i ofiarną odpowiedź na wezwanie Chrystusa.

25 czerwca 2001 r., Kijów. Eucharystia sprawowana w obrządku ukraińsko-bizantyjskim na lotnisku Czajka 27 czerwca 2001 r.



Jedność i zgoda! Oto tajemnica pokoju i warunek prawdziwego, stabilnego rozwoju społecznego. Właśnie dzięki takiej harmonii zamierzeń i działań Ukraina, ojczyzna wiary i dialogu, doczeka się uznania swojej godności we wspólnocie narodów.

Przychodzi mi na myśl uroczysta przestroga waszego wielkiego poety Tarasa Szewczenki: „Jedynie w swoim własnym domu znajdziesz prawdę, siłę i wolność”. Ukraińcy, właśnie w żyznej glebie waszych tradycji tkwią korzenie waszej przyszłości! Wspólnie możecie ją budować; razem możecie podejmować wyzwania chwili obecnej, ożywiani wspólnymi ideałami, które stanowią niezniszczalne dziedzictwo waszej dawnej i najnowszej historii. Wspólna jest misja; wspólne niech będzie również działanie całego narodu ukraińskiego! […] Do zobaczenia, Ukraino! Słowami twojego największego poety upraszam „Boga mocnego i sprawiedliwego” o wszelkie błogosławieństwo dla dzieci twej ziemi, „po stokroć skrwawionej, ziemi niegdyś okrytej chwałą”. Drodzy bracia i siostry, wraz z waszym poetą i z wami ja również wołam: Niech Bóg zawsze cię strzeże, „o święta, święta Ojczyzno moja!”. Proszę Boga Wszechmogącego, aby ci błogosławił, narodzie ukraiński, i by uleczył wszystkie twoje rany. Niech Jego wielka miłość napełnia twe serce i niech cię prowadzi w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa, ku nowej, pełnej nadziei przyszłości. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!

Lwów. Ceremonia pożegnalna na lotnisku

http://www.naszdziennik.pl/wp/93287,o-ukrainie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 15 wrz 2014, 07:03 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
O krzyżu

Tak więc w znaczeniu doczesnym Chrystus nie przyjął na swą głowę żadnej korony. Przyjął tylko koronę z cierni, którą wtłoczono na Jego głowę, aby ośmieszyć „króla żydowskiego”. I z tą cierniową koroną na swej głowie Jezus z Nazaretu oddał duszę swoją w ręce Ojca na Kalwarii: ukrzyżowany Król. Bo przecież jeszcze nad głową Jego wypisano tytuł Jego winy: Jezus Nazarejczyk, król żydowski (J 19,19).

W taki sposób wypełniła się zapowiedź zwiastowania. Stolicą Dawida stał się dla Mesjasza krzyż na Kalwarii. Ale właśnie w tym uniżeniu ukrzyżowanego Króla nabierają pełnego znaczenia słowa: „Jego panowaniu nie będzie końca”. W zmartwychwstaniu Ukrzyżowany potwierdził, że jest Panem życia i śmierci. Panem, któremu w tajemnicy Odkupienia został oddany każdy człowiek. Panem, który ogarnia wszelki czas ludzkiego bytowania na ziemi, wprowadzając je do wieczności: „Jego panowaniu nie będzie końca”.

Przemówienie wygłoszone w czasie koronacji obrazów Matki Bożej, Częstochowa, 19 czerwca 1983 r.


Pozwólmy ogarnąć się tajemnicy Odkupienia! Może tak, jak ten setnik pod krzyżem, który w chwili śmierci Chrystusa wyznał: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39). Pozwólmy ogarnąć się tajemnicy Odkupienia. Wszyscy stoimy pod krzyżem. Cała ludzkość wciąż stoi pod krzyżem. Nasz naród od tysiąca lat stoi pod krzyżem. Pozwólmy się ogarnąć tajemnicy Odkupienia: tajemnicy Syna Bożego! W niej to odsłania się także do końca jakże nieraz trudna do rozwikłania tajemnica człowieka. I okazuje się, poprzez wszystkie cierpienia i upokorzenia, jego – człowieka – najwyższe powołanie.

Wraz z wszystkimi moimi rodakami – zwłaszcza z tymi, którzy najboleśniej czują cierpki smak zawodu, upokorzenia, cierpienia, pozbawienia wolności, krzywdy, podeptanej godności człowieka, staję pod krzyżem Chrystusa, aby na ziemi polskiej odprawiać nadzwyczajny Jubileusz Roku Odkupienia. Staję i wiem, że jak niegdyś na Kalwarii u stóp tego krzyża stoi Matka Chrystusa.

Homilia w czasie Mszy św. odprawionej w archikatedrze św. Jana Chrzciciela, Warszawa, 16 czerwca 1983 r.


Krzyż nie jest obcy Rzymowi, nie jest też obcy żadnemu człowiekowi – niezależnie od wieku, narodowości, kondycji społecznej. Podczas tego spotkania poznaliście wielu ludzi mniej lub bardziej sławnych. Na różne sposoby spotkali oni i spotykają Krzyż; zostali przez Krzyż dotknięci i niejako naznaczeni. Tak, Krzyż jest wpisany w życie człowieka. Kto próbuje usunąć go ze swojego życia, nie zna prawdy ludzkiej kondycji. Tak jest! Jesteśmy stworzeni do życia, ale nie możemy usunąć z naszej indywidualnej historii cierpienia i trudnych doświadczeń. Czyż i wy, młodzi przyjaciele, nie doświadczacie na co dzień rzeczywistości Krzyża? Gdy brak jest harmonii w rodzinie, gdy piętrzą się trudności w nauce, gdy uczucia pozostają nieodwzajemnione, gdy znalezienie pracy wydaje się prawie niemożliwe, gdy problemy ekonomiczne każą zrezygnować z założenia rodziny, gdy trzeba walczyć z chorobą czy samotnością i kiedy grozi wam pogrążenie w próżni wartości – czyż właśnie wtedy Krzyż nie staje się dla was wyzwaniem?

Przemówienie do młodzieży rzymskiej, plac św. Jana na Lateranie, 2 kwietnia 1998 r.


Jak pisałem w encyklice „Laborem exercens”, „w pracy […] chrześcijanin odnajduje cząstkę Chrystusowego Krzyża i przyjmuje ją w tym samym duchu odkupienia, w którym Chrystus przyjął za nas swój Krzyż. W tejże samej pracy dzięki światłu, jakie przenika w nas z Chrystusowego Zmartwychwstania, znajdujemy zawsze przebłysk nowego życia, nowego dobra, jakby zapowiedź nowego nieba i nowej ziemi (por. 2 P 3,13; Ap 21,1) – które właśnie poprzez trud pracy staje się udziałem człowieka i świata. Poprzez trud – a nigdy bez niego. Potwierdza to, z jednej strony, nieodzowność krzyża w duchowości ludzkiej pracy, z drugiej strony jednakże odsłania się w tym krzyżu-trudzie nowe dobro, które z tej pracy bierze początek. Z pracy rozumianej dogłębnie i wszechstronnie – ale nigdy bez niej” (n. 27).

Telegram z okazji pielgrzymki ludzi pracy do Piekar Śląskich, 26 maja 2001 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 wrz 2014, 06:53 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Święty ocalony od aborcji

W najnowszym odcinku wideobloga pro-life dr inż. Antoni Zięba przywołuje historię z najwcześniejszego okresu życia św. Jana Pawła II. Nie doczekalibyśmy się takiej wspaniałej osoby, gdyby nie odważna postawa pewnego żydowskiego lekarza.


Trwa I wojna światowa. Samuel Taub służy jako lekarz w wadowickim szpitalu garnizonowym, jest lubiany i ceniony przez mieszkańców miasta. Po wojnie postanawia na stałe osiedlić się w Wadowicach, gdzie poznaje rodzinę Wojtyłów. Karol Wojtyła senior i jego żona Emilia mają wówczas syna Edmunda, który urodził się w Krakowie w 1906 roku. Niestety, ich następne dziecko, córka Olga, umiera tuż po narodzeniu wskutek komplikacji poporodowych.

Po paru latach pani Emilia zachodzi w ciążę. Pojawiają się jednak duże trudności, jej zdrowie i życie są zagrożone. Ginekolog, który się nią zajmuje, zaleca dokonanie aborcji, czyli zabicie nienarodzonego dziecka. Na szczęście Wojtyłowie decydują się na konsultacje z innym lekarzem, którym jest Samuel Taub. Żydowski lekarz podejmuje wyzwanie medyczne, decyduje się poprowadzić pacjentkę i ratować jej nienarodzone dziecko.

– Jego troskliwa opieka i wskazówki medyczne doprowadziły do upragnionego przez Wojtyłów rozwiązania. 18 maja 1920 roku rodzi się ich syn Karol – przyszły święty Jan Paweł II. Istnieje powiedzenie, że Opatrzność pisze prosto na krzywych ludzkich liniach – tak właśnie było z narodzinami Karola Wojtyły. Ta historia walki o życie może być natchnieniem dla wszystkich rodziców, którzy zmagają się z trudnościami podczas ciąży. Niech wzorem państwa Wojtyłów nigdy nie tracą nadziei, ponieważ mają wspaniałego orędownika w Niebie – mówi dr inż. Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Historia Karola Wojtyły może być także umocnieniem dla lekarzy, by tak jak Samuel Taub zawsze służyli życiu. Święty Jan Paweł II niejednokrotnie wzywał ich do budowania cywilizacji miłości i życia. Tak było między innymi podczas kongresu lekarzy katolickich 20 marca 2004 r., kiedy powiedział: „Żadna kalkulacja kosztów nie może przesłonić wartości podstawowego dobra, które podlega ochronie, a mianowicie życia ludzkiego”. Niech ta historia pomaga lekarzom w podejmowaniu dobrych decyzji służących życiu każdego człowieka, bo tylko życie ma przyszłość.

Wideoblog można obejrzeć TUTAJ: http://www.pro-life.pl/mediablog/videob ... od-aborcji

Magdalena Pachorek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... orcji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 06 paź 2014, 07:49 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Święty Jan Paweł II

O Różańcu

Różaniec Najświętszej Maryi Panny, który pod tchnieniem Ducha Bożego rozwinął się stopniowo w drugim tysiącleciu, to modlitwa umiłowana przez licznych świętych, a Urząd Nauczycielski Kościoła często do niej zachęca. W swej prostocie i głębi pozostaje ona również w obecnym trzecim tysiącleciu, które dopiero co się zaczęło, modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości. Jest ona dobrze osadzona w duchowości chrześcijaństwa, które – po dwóch tysiącach lat – nic nie straciło ze swej pierwotnej świeżości i czuje, że Duch Boży pobudza je do „wypłynięcia na głębię” (Duc in altum), by opowiadać światu, a nawet „wołać” o Chrystusie jako Panu i Zbawicielu, jako „drodze, prawdzie i życiu” (J 14,6), jako „celu historii ludzkiej, punkcie, ku któremu zwracają się pragnienia historii i cywilizacji”.

List apostolski „Rosarium Virginis Mariae” nr 1


Głęboka pobożność maryjna biskupa znajduje stałe odniesienie w liturgii, gdzie Dziewica Maryja jest w sposób szczególny obecna w sprawowaniu tajemnic zbawienia i jest dla całego Kościoła wzorem słuchania i modlitwy, ofiary i duchowego macierzyństwa. Zadaniem biskupa jest więc dążyć do tego, by liturgia stanowiła „zawsze ’formę przykładową’, źródło natchnienia, stały punkt odniesienia i ostateczny cel” pobożności maryjnej Ludu Bożego. W świetle tej zasady również biskup powinien pielęgnować osobistą i wspólnotową duchowość maryjną poprzez pobożne ćwiczenia, zatwierdzone i polecane przez Kościół, szczególnie zaś poprzez odmawianie Różańca świętego, który jest kompendium Ewangelii. Jako dobry znawca tej modlitwy – całkowicie skoncentrowanej na kontemplacji zbawczych wydarzeń z życia Chrystusa, z którymi ściśle złączona była Jego święta Matka – każdy biskup powinien być także jej gorliwym promotorem.

Adhortacja apostolska „Pastores gregis”, nr 14


Odmawiać Różaniec oznacza bowiem uczyć się patrzeć na Jezusa oczyma Jego Matki, kochać Jezusa sercem Jego Matki. Wam również, drodzy młodzi, przekazuję dzisiaj symbolicznie koronkę Różańca. Niech przez modlitwę i rozważanie tajemnic Maryja prowadzi was bezpiecznie do swego Syna! Nie wstydźcie się odmawiać Różańca sami, kiedy idziecie do szkoły, na uczelnię czy do pracy, na ulicy i w środkach komunikacji publicznej; przyzwyczajajcie się odmawiać go ze sobą, w waszych grupach, ruchach i stowarzyszeniach; nie wahajcie się proponować go w domu waszym rodzicom i rodzeństwu, gdyż on ożywia i umacnia więzy pomiędzy członkami rodziny. Ta modlitwa pomoże wam być mocnymi w wierze, stałymi w miłości i radosnymi i wytrwałymi w nadziei.

Z Maryją, służebnicą Pańską, odkryjecie radość i płodność życia ukrytego. Z Nią, uczennicą Mistrza, pójdziecie za Jezusem drogami Palestyny, stając się świadkami Jego nauczania i Jego cudów. Z Nią, Matką bolesną, będziecie towarzyszyć Jezusowi w męce i śmierci. Z Nią, Oblubienicą nadziei, przyjmiecie radosne przesłanie Paschy i nieoceniony dar Ducha Świętego.

Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodych całego świata z okazji XVIII Światowych Dni Młodzieży (2003)


Od wieków z różańcem w ręku przychodzili tu pielgrzymi różnych stanów, rodziny i całe parafie, aby od Maryi uczyć się miłości do Chrystusa. I wybierali w ten sposób szkołę najlepszą. Rozważając bowiem tajemnice różańcowe, pa- trzymy na misterium życia, męki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jej oczyma, przeżywamy je tak, jak Ona w swym sercu matczynym je przeżywała. Odmawiając Różaniec, rozmawiamy z Maryją, powierzamy Jej ufnie wszystkie nasze troski i smutki, radości i nadzieje. Prosimy o to, by pomagała nam podejmować Boże plany i by wypraszała u Syna łaskę potrzebną do wiernego ich wypełniania. Ona – radosna, bolejąca, chwalebna, zawsze u boku Syna – jest równocześnie obecna pośród naszych codziennych spraw.

Przemówienie w sanktuarium maryjnym w Ludźmierzu, 7 czerwca 1997 r.

http://www.naszdziennik.pl/wp/101623,o-rozancu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 16 paź 2014, 07:13 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Święty nauczyciel świętości

36. rocznicę wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Papieża obchodzimy w roku jego kanonizacji. Współczesny Kościół ma szczęście do świętych Papieży: bł. Piusa IX, św. Piusa X, św. Jana XXIII, bł. Pawła VI (beatyfikacja już za 3 dni), św. Jana Pawła II. Trwa proces beatyfikacyjny Jana Pawła I. Kolejna rocznica wyboru na Stolicę Piotrową każe zatrzymać się nad fenomenem Papieża Polaka, a zarazem przypomnieć sobie nasze powołanie do świętości.

Jan Paweł II jest fascynującą postacią i budzi zainteresowanie współczesnego świata. Wiele ton papieru zużyto na książki i artykuły o nim. Nakręcono mnóstwo filmów fabularnych i dokumentalnych. Wszystkie są niczym kawałki mozaiki, które układają się w jedną całość. Pokazują Bożego człowieka – stróża i świadka obrazu Bożego.

Jan Paweł II przybliżył sobą rzeczywistość i tajemnicę świętości. To chyba jedyny (jak na razie) święty, z którym w różny sposób zetknęła się tak ogromna liczba ludzi. Jest znany i kochany na całym świecie, także w najdalszych zakątkach, „na krańcach świata”. Świętość, której uczył i o której dawał świadectwo, jawi się nam jako realna, możliwa dla wszystkich chrześcijan, bliska. Wystarczy tylko iść wiernie za Chrystusem, realizować swe powołanie z pasją i oddaniem. Kochać tych, do których Bóg nas posyła…

Postać Ojca Świętego zweryfikowała w wielu wiernych wizję świętości. Kojarzy się ona z ołtarzami, dymem kadzidła i błagalną litanią o potrzebną łaskę. Papież był święty wśród nas. Mówił dużo o świętości, to znaczy o tym, że człowiek odnajdzie w pełni siebie tylko wtedy, gdy zjednoczy się z Bogiem w modlitwie, pracy, cierpieniu, karierze zawodowej i życiu rodzinnym. Papież ukazywał, że świętość jest możliwa nie tylko dla niektórych, ale dla wszystkich. „Musicie od siebie wymagać!”, „Wypłyń na głębię!”, „Nie lękaj się!” – uczył starszych, dzieci i młodzież. A była to nauka dojrzewania w komunii z Chrystusem.

Jan Paweł II szedł do świata. Miał odwagę dzielić się swoją wiarą. Nie czekał, aż świat przyjdzie do niego. Dosłownie wybierał się w drogę, by spotkać człowieka. Był największym współczesnym misjonarzem, apostołem. Niósł Ewangelię tym, którzy nie słyszeli o Chrystusie, i tym, którzy już o niej zapomnieli. Prowadził dzieło ewangelizacji, modląc się, nauczając, cierpiąc. W encyklice „Redemptoris missio”, opublikowanej blisko 25 lat temu, podkreślał aktualność misyjnego powołania Kościoła. Zauważył w niej, że misja głoszenia Chrystusa światu dopiero się rozpoczęła, gdyż tylko dwa miliardy ludzi z ponad siedmiu żyjących obecnie na ziemi słyszało o Chrystusie. Ewangelia pozostaje jeszcze nieznana w wielu regionach świata.

Potrzebujemy odważnych świadków wiary. Takich, którzy jak Jan Paweł II będą mówić całą prawdę o człowieku i w imię dobra człowieka. Trzeba odwagi, by głosić Ewangelię bez retuszu, wolną od schlebiania gustom i słabościom. Uczmy się zatem apostolstwa od Papieża. Łączmy je z modlitwą i ofiarą. A w czasie zbliżającego się Tygodnia Misyjnego pamiętajmy o misjonarkach i misjonarzach, którzy budują młode Kościoły na całym świecie.

Ks. Zbigniew Sobolewski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 16 paź 2014, 18:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Jak dobry ojciec wskazywał nam drogę

Ze Stanisławem Markowskim, artystą fotografikiem, filmowcem, twórcą muzyki do hymnu „Solidarności”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obchodzimy 36. rocznicę wyboru na Stolicę Piotrową kard. Karola Wojtyły. Pamięta Pan dzień 16 października 1978 r.?
– Przyznam, że w miarę upływu czasu pamiętam sam dzień 16 października coraz bardziej jak przez mgłę, natomiast wciąż czuję w sercu emocje i radość, jaka towarzyszyła chyba nam wszystkim w związku z wyborem ks. kard. Wojtyły na Papieża.

Następnego dnia podczas spotkań z innymi ludźmi, przyjaciółmi, te emocje jakby narastały. To chyba najlepszy dowód, że radość i szczęście we wspólnocie przeżywa się mocniej i wyraźniej.

Tej wspólnoty, zwłaszcza w tamtych czasach, nie było za dużo, a decyzja konklawe spowodowała, że w tym czasie i od tego czasu byliśmy bardziej razem, wokół Jana Pawła II, a przez niego bliżej upragnionej wolności.

Kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z ks. kard. Karolem Wojtyłą?
– Po raz pierwszy zetknąłem się z ks. kard. Wojtyłą w 1976 r. podczas procesji Bożego Ciała. Widziałem ogromnie skupionego człowieka niosącego monstrancję z Panem Jezusem. Pamiętam też piękną homilię, jaką wówczas wygłosił. Mój starszy syn uczęszczał do przedszkola na Pędzichowie, które prowadziły siostry ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości, które z kolei dobrze znały ks. kard. Wojtyłę.

Siostry wraz z dziećmi organizowały przedstawienia dla ks. kard. Wojtyły z okazji różnych uroczystości, które odbywały się w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Te przedstawienia, których animatorką była s. Maria Goretti Nowak, bardzo podobały się i sprawiały wiele radości księdzu kardynałowi, który nawet nazwał to przedszkole „wesołym przedszkolem”.

Wraz z dziećmi na tych spotkaniach byli też rodzice, byłem również ja. Muszę powiedzieć, że było to coś niezwykłego: kardynał tańczył z dziećmi, brał je na ręce, bawił się z nimi, śmiał się, co pokazuje, jak ten człowiek bardzo kochał dzieci, zresztą udało mi się to utrwalić na zdjęciach.

Z czasem coraz bardziej uświadamiałem sobie to jego umiłowanie drugiego człowieka, które było widoczne chociażby po zamordowaniu w maju 1977 r. Staszka Pyjasa, kiedy podczas procesji Bożego Ciała ks. kard. Wojtyła, nawiązując do tej zbrodni, stawał zdecydowanie po stronie prawdy, zresztą zawsze stał po stronie pokrzywdzonych, słabszych.

Z drugiej jednak strony nigdy nie nawoływał do odwetu i odpłacania złem za zło, ale do wybaczenia. W tym, co mówił, była ogromna siła, odwaga i wezwanie do czynu, do przeciwstawiania się złu, ale nie siłą czy agresją, lecz miłością. Temu wszystkiemu towarzyszyła nadzieja na przemianę i lepszy świat.

Tę nadzieję wlewał także później w serca Polaków już jako Papież…
– Dawał nam nadzieję, dodawał odwagi w tych najtrudniejszych dla Polski czasach i była to odwaga zarówno do podjęcia drogi Chrystusa, jak i ta zwykła odwaga cywilna.

To było coś niespotykanego. Owszem, wcześniej taki czy może podobny głos można było usłyszeć podczas kazań na Jasnej Górze z ust Prymasa Wyszyńskiego i chyba tylko z nim można to było porównać. Święty Jan Paweł II był zawsze z nami, solidaryzował się z człowiekiem poniżanym. Dlatego dla mnie był to absolutny wzorzec przewodnika.

Niedawno o św. Janie Pawle II jako przewodniku mówił Pan podczas prezentacji swojej wystawy fotograficznej „Ku wolności z Janem Pawłem II” w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Jak odebrali to europarlamentarzyści?
– Wystawa przez pryzmat 41 zdjęć ukazuje naszą, Polaków, drogę ku wolności, którą na czele z naszym Narodem przeszedł Jan Paweł II. To, co mnie ogromnie wzruszyło, to fakt, że na otwarcie tej wystawy przyszli nie tylko Polacy, zresztą wyznający różny światopogląd, ale także eurodeputowani z innych krajów.

Przedstawiając tę wystawę, powiedziałem o Ojcu Świętym jako najwspanialszym moim przewodniku duchowym, oraz o Janie Pawle II, który rozbudzał tęsknotę do wolności i czynił to w wielu wymiarach. Dlatego słowa „wolność” i „Jan Paweł II” występują u mnie w parze i przywołuję je niejako automatycznie.

Na zakończenie, cytując słowa z hymnu „Solidarności” Jerzego Narbutta, do którego zresztą napisałem muzykę: „Lepiej byśmy stojąc umierali/ Niż mamy klęcząc na kolanach żyć”, powiedziałem: Europo, jeśli nie chcesz klęczeć przed barbarzyńcą jednym ze wschodu i drugim z południowego wschodu, to musisz uklęknąć przed Bogiem. Wywołało to aplauz wszystkich obecnych. Podchodzili do mnie różni ludzie z lewa i prawa, którzy w innych okolicznościach pewnie nigdy by tego nie zrobili. Usłyszałem też, że dawno już nikt w tym miejscu nie powiedział tak dobitnie o tak ważnych kwestiach, przywołując imię Boga. Myślę, że mamy taki czas, że Europa musi wybrać, najlepiej wzorując się na św. Janie Pawle II.

Miał Pan okazję fotografować z bliska Ojca Świętego wielokrotnie. Dużo zrobił Pan zdjęć Papieżowi?
– W sumie pewnie kilkaset, z czego kilkadziesiąt – nazwijmy to – węzłowych, ważnych, znaczących. I nie chodzi tu o moją subiektywną ocenę, chciałem czy nie, ale jestem pewien, że tak Pan Bóg prowadził, pozwalając mi stanąć w tym właśnie czasie i miejscu.

Tak naprawdę nigdy nie próbowałem ścigać się z innymi dziennikarzami czy fotoreporterami, którzy byli bardzo blisko Ojca Świętego, zresztą robiąc wiele fantastycznych portretów, jak chociażby Adam Bujak czy Krzysztof Gałązka.

Natomiast mnie najbardziej interesował kontekst danego wydarzenia, patrzyłem przez pryzmat Ojca Świętego na nas, Polaków. Przez tę perspektywę miałem świadomość, że ten nasz cudowny, kochany rodak, jeden z nas, wędruje po świecie i jest osobą, z którą liczą się także niewierzący, że jest autorytetem moralnym, apostołem Chrystusa. Takiego przywódcy, autorytetu moralnego nie było chyba ani wcześniej, ani nie ma dzisiaj i śmiem twierdzić, że nie będzie jeszcze długo.

Co fascynowało Pana w osobie Papieża?
– Fascynowało mnie przede wszystkim to, w jaki sposób Jan Paweł II był obecny wśród nas, jak cieszył się tą obecnością wśród swoich, jak dobry ojciec wskazując drogę, czasem karcąc, ale zawsze kochając.

Ojcu nigdy się nie odmawia, ojca zawsze się szanuje, kocha i stara się iść śladami jego wskazań. Dlatego św. Jan Paweł II był dla mnie jak drugi ojciec. Miał w sobie niezwykły dar od Pana Boga, dar ujmowania ludzi, ale jednocześnie zniewalania ludzi, ale ku dobremu. Chyba nikt, kto miał szczęście się z nim spotkać, nie pozostawał wobec tego spotkania i osoby Papieża obojętny.

Pytanie jest tylko o owoce tych naszych spotkań…
– Myślę, że w tych naszych warunkach, zwłaszcza po odejściu Jana Pawła II, nie sprawdziliśmy się jako Naród.

Co ma Pan na myśli?
– Może nie wszyscy, ale część na pewno nie zdaje egzaminu… Kiedy wydawało się, że nauka Jana Pawła II, jego pamięć jest żywa, zwłaszcza w obliczu beatyfikacji czy kanonizacji, to życie pokazuje, że mamy do czynienia ze skandalami wokół władzy, co ujawniły chociażby nie tak dawno podsłuchy czy wcześniejsze afery czy z mediami, wreszcie ze szkolnictwem, genderyzmem itp.

Przykre jest również to, że po odejściu tego dobrego ojca nie mamy autorytetu. Owszem, pozostała nauka, przesłania, słuchamy jego głosu, homilii w audycjach Radia Maryja, ale brakuje tego papieskiego głosu w innych mediach.

Nie wykorzystujemy w pełnym rozmiarze tego, co on nam zostawił, pozostając jedynie na powierzchni emocji, nie wgłębiając się w sedno, by coś dla siebie wybrać i kierować się tą nauką w życiu tu i teraz.

Wszystko jest moim zdaniem zbyt rozproszone. Nie chciałbym tworzyć wizji katastroficznej, ale moim zdaniem brakuje nam werwy. Mamy do czynienia z czymś, co określiłbym jako załamanie rąk, tymczasem trzeba podjąć walkę o prawdę i przyszłość naszych dzieci, naszych polskich rodzin. Nie jesteśmy sami, bo mamy potężnego orędownika w Niebie – św. Jana Pawła II.

Czy jest jakieś zdjęcie, którego okoliczności powstania wspomina Pan w szczególny sposób?
– Jest takie zdjęcie, które zrobiłem w czerwcu 1983 r. podczas pożegnania Papieża na lotnisku w Balicach. Było to podczas oficjalnych przemówień partyjnych notabli, zresztą przydługawych i nudnych. Papież stał na tle żegnających go tłumów i w pewnym momencie wykonał gest, który mógł się wydawać na pierwszy rzut oka jako otarcie potu z czoła, ale w geście tym Ojciec Święty pozostał przez kilkanaście sekund, jakby zastygł. Udało mi się uchwycić ten moment na zdjęciu.

To, że Jan Paweł II był mistykiem, to wiemy. Zresztą często na naszych oczach jakby zatrzymywał się na chwilę w kontemplacji Boga. Podobny moment, kiedy pogrążał się w modlitwie, udało mi się zatrzymać w kadrze w 1987 r. na placu Zamkowym w Warszawie pod kolumną Zygmunta, kiedy trzymając monstrancję, błogosławił cztery strony Polski, świata.

W pewnej chwili, przytulając monstrancję do czoła, jakby zastygł, nie zważając na to, że kapłan, który mu towarzyszył, chce tę monstrancję od niego odebrać. To skupienie, połączenie, jakby rozmowa bez słów z rzeczywistością transcendentną, z Panem Jezusem było aż nadto widoczne.

Po chwili tego skupienia Papież otworzył oczy, jakby wracając z innego wymiaru, w którym jeszcze przed chwilą był cały zatopiony. Dzięki teleobiektywowi mogłem niejako zajrzeć w twarz, więcej – w oczy tego mistyka. To pokazuje, że był wśród nas, ale wchodził też w bardzo intymny kontakt z Panem Bogiem.

Jedni o Janie Pawle II mówią „intelektualista″, inni ”humanista″, „obrońca praw człowieka″, ”Papież rodzin″. Czy jest jakieś określenie, które jest Panu najbliższe?
– „Ojciec″, po prostu ”ojciec″, to był, jest mój ojciec. Powiedzieć „przewodnik duchowy″ to mało, dlatego ”ojciec″, a więc człowiek, który był bardzo blisko. Czułem jego bliskość, ciepło jego rąk zarówno wtedy, kiedy przyjmowałem Komunię Świętą z jego rąk, jak i wtedy, kiedy go fotografowałem, czułem tę bliskość. To jest szczęście, ale także coś, co jest bardzo zobowiązujące. Poraża natomiast to – i mówię to ze wstydem – że jako Naród w dzisiejszych czasach nie wychodzimy naprzeciw jego oczekiwaniom.

Czy i w jaki sposób Papież jest obecny w Pana życiu?
– Często przywołuję św. Jana Pawła II w swoich myślach i modlitwach. Był jednak taki moment, kiedy został ogłoszony świętym, że mnie zawstydził, byłem onieśmielony. W pierwszym momencie z mojej strony powstał jakby dystans do tej wielkości, świętością mierzonej.

Potem jednak, oswajając się z tym faktem, coraz bardziej rozumiałem, że święty to nie żaden król, któremu trzeba budować pomniki z kamienia, ale człowiek, który żył jak my, był wielki, a jednocześnie bardzo skromny i poprzez współpracę z łaską Bożą i miłość osiągnął metę w Niebie. Nam zaś trzeba się bardziej starać, by być lepszymi, bo tego od nas oczekuje największy spośród nas, Polaków – św. Jan Paweł II.

Dziękuję za rozmowę.

Galeria zdjęć św. Jana Pawła II autorstwa Stanisława Markowskiego TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1036 ... owian.html

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... droge.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 18 paź 2014, 09:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Pan Bóg ma poczucie humoru

Z ks. dr. Mariuszem Bernysiem, autorem książki „Święty Jan Paweł II. Misja Bożego Miłosierdzia”, kapelanem szpitala przy ul. Banacha w Warszawie, rozmawia Beata Falkowska
Beata Falkowska

Karol Wojtyła jako młody robotnik w czasie wojny pracuje w Solvayu. Tuż obok jest klasztor Sióstr Miłosierdzia Bożego. Kilka lat wcześniej żyła i zmarła tam święta Siostra Faustyna. Dopiero dziś widzimy, że był Boży plan, w którym obojgu przypadła niezwykła misja. W Księdza książce „Święty Jan Paweł II. Misja Bożego Miłosierdzia” widać fascynację i zachwyt tym Bożym planem. Co było impulsem do jej napisania?
– W wydarzeniach, o których pani mówi, widać wypełnianie się Bożego planu na naszych oczach. Święty Jan Paweł II stracił wszystko: rodziców, brata, wielu przyjaciół, zamknięto uniwersytet, Ojczyzna utraciła wolność. Stracił wszystko, by w miejscu, gdzie święta Faustyna odeszła jako ofiara całopalna, odnaleźć Boże Miłosierdzie. Dzisiaj to najbardziej znany święty i najbardziej znana święta, którzy wyszli z naszej polskiej ziemi. Po sześćdziesięciu latach wrócił w to samo miejsce jako Papież w ostatniej pielgrzymce do Ojczyzny „Bóg bogaty w miłosierdzie”, by konsekrować bazylikę i dokonać najważniejszego, moim zdaniem, aktu zawierzenia w swoim pontyfikacie – zawierzenia świata i każdego człowieka Bożemu Miłosierdziu na czasy nasze i ostateczne. Nauczył nas, że akty zawierzenia, tak jak w 1984 roku zawierzenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, mogą zmieniać losy świata.

Marzyłem o napisaniu książki na ten temat. Najbardziej skłoniła mnie do tego wypełniona przez Papieża na niewyobrażalną skalę misja. To, o czym marzył, o co prosił Boga na naszych oczach, na przykład w odniesieniu do Ojczyzny, gdy w 1979 r. modlił się do Ducha Świętego na placu Piłsudskiego (wtedy Zwycięstwa), wypełniało się, niemożliwe stawało się możliwe. On najpierw rozmawiał z Bogiem, a potem z człowiekiem. Dlatego jego misja była pełna znaków nadprzyrodzonych. Stała się misją proroka, wielką mową Boga do nas wszystkich.

Zarówno św. Jana Pawła II, jak i św. Faustynę prowadziły przez życie słowa „Nie lękaj się”. Co łączyło skromną zakonnicę i Papieża Polaka?
– Łączyła ich misja do całego świata. Słowa „Nie lękajcie się” są kojarzone z Papieżem Polakiem, tymczasem niedawno uderzyło mnie przy lekturze „Dzienniczka”, że Siostra Faustyna w najtrudniejszych chwilach niemal zawsze słyszała te same słowa: „Nie lękaj się”. Za każdym razem, gdy w swoich objawieniach słyszała je od Jezusa lub Maryi, prowadziły ją do zwycięstwa: „Wtem ujrzałam wewnętrznie Pana, który mi rzekł: ’Nie lękaj się, córko moja, ja jestem z tobą’. W tym jednym momencie pierzchły wszystkie ciemności i udręczenia, zmysły zalane radością niepojętą, władze duszy napełnione światłem” (Dz. 103).

Systemy totalitarne sieją strach. Dzisiaj są one jeszcze bardziej niebezpieczne, gdyż działają w białych rękawiczkach. Człowieka stworzonego na obraz Boży stwarzają na obraz nowego człowieka bez Boga. Człowiek ma sam decydować o zadawaniu śmierci najbardziej bezbronnym istotom. Te cele osiąga się dzisiaj wyrafinowanymi metodami zastraszania. Często łamie się sumienia ludzi, którzy boją się, że stracą pracę, nie będą mieli za co spłacić kredytów itd. Słowa „Nie lękajcie się” w tym kontekście prowadzą do odkrycia prawdy, prawdziwego oblicza Boga. Zło osobowe wywołuje lęk, przestraszonemu człowiekowi każe pisać czarne scenariusze na temat własnej przyszłości. Lęk powstaje z kłamstwa, że człowiek jest sam, że nie da rady, nie podoła. Poznanie prawdy jest poznaniem prawdziwego oblicza Boga, który miłuje i troszczy się o człowieka, wyzwala z lęku. Na pytanie dziennikarza, które słowa z Ewangelii były dla św. Jana Pawła II najważniejsze w przemianach wyprowadzających naszą część świata ze zniewolenia systemami totalitarnymi, Ojciec Święty odpowiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32).

Świętą Faustynę i świętego Jana Pawła II łączyła misja przekazania światu prawdy o miłosierdziu Boga, to jest misja, którą Bóg zlecił Polsce, dlatego tych dwoje świętych z Polski stało się największymi prorokami Bożego Miłosierdzia w Kościele nowożytnym. Dołączył do nich bł. ks. Michał Sopoćko, który w jednej ze swoich zapisanych homilii prorokował: „Polska ma dać broń całemu światu w walce z bezbożnictwem, zepsuciem i mocami ciemności. Tą bronią jest orędzie o Bożym Miłosierdziu”.

Źródłem orędzia św. Faustyny są nadprzyrodzone objawienia, ale czy kult Miłosierdzia Bożego znalazł sprzyjające podglebie na polskiej ziemi?
– Trzeba podkreślić, że św. Jan Paweł II nie dokonałby tych wielkich przemian sam. Znalazł wspaniałe zaplecze w Narodzie, który pod jego duchowym przewodnictwem się zjednoczył i wspaniale zdał historyczny egzamin. Stworzono niemal rodzaj bezkrwawej rewolucji, przemian, które bez masowego przelewu krwi przyniosły wyzwolenie z totalitaryzmu. To zupełnie nowa jakość w historii. Jan Paweł II mówił w siedzibie UNESCO w Paryżu w 1980 roku: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą […] nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi, jak tylko własna kultura, która okazała się w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg”. W książce o Papieżu staram się wykazać tę siłę kultury polskiej, która doprowadziła nas do tak spektakularnego zwycięstwa.

W Księdza książce pada piękne stwierdzenie, że Boże Miłosierdzie poniosą ci, którzy są „dłużnikami miłosierdzia”, ci, którzy doświadczyli degradującej siły misterium nieprawości, nowo nawróceni.
– Owi „dłużnicy miłosierdzia” są najwierniejsi. Wielu z nich przyjeżdża na nocne czuwania przebłagalne do Bożego Miłosierdzia za Ojczyznę. Odbywają się one (początek o godz. 21.00) w każdy pierwszy piątek miesiąca pod patronatem „Naszego Dziennika” w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Kawęczyńskiej w Warszawie. To są wspaniali ludzie. Wielu z nich doświadczyło misterium zła, niesprawiedliwości, ale są pozyskani przez miłosierdzie. Oni niosą misję miłosierdzia przez radykalizm życia. Swoim stylem życia zachowują chrześcijański charakter dnia: piątku – dnia postu i pokuty, niedzieli – dnia Pańskiego. Nie podporządkowują się narzucanym, obcym wierze wzorcom, zachowują wierność tradycji, szukają Boga w wierze, a nie względów ludzkich.

To są ludzie, którzy idą drogą świętości, adorują regularnie Najświętszy Sakrament, przyjeżdżają w nocy na czuwania, aby zanurzyć się w Bogu. Jezus żywy, Eucharystyczny jest dla nich Przyjacielem. Są to ludzie zawierzenia jak Jan Paweł II, podejmują pielgrzymki do sanktuariów, wraz z Maryją wypraszają łaski, są niestrudzeni, obejmują swoją troską los Ojczyzny. Po beatyfikacji Jana Pawła II ks. Michał Dłutowski rzucił hasło, aby postawić dla upamiętnienia tego wydarzenia krzyże. Wielu z tych ludzi na swoich posesjach postawiło duże krzyże jako wotum wdzięczności. Myślę, że o takich ludziach jest mowa w siódmym dniu nowenny do Bożego Miłosierdzia.

Jak rozumieć Boże Miłosierdzie?
– Święta Faustyna i święty Jan Paweł II wnoszą nową jakość do, nazwijmy to, słownikowego rozumienia pojęcia miłosierdzia. Miłosierdzie rozumie się głównie horyzontalnie, czyli w odniesieniu do działań czysto ludzkich, jako działalność charytatywną. Natomiast u świętej Faustyny miłosierdzie rozumiane jest wertykalnie, czyli odnosi się głównie do Boga. Używany tak często przez nią przymiotnik „miłosierny” prawie zawsze odnosi się do Boga. W „Dzienniczku” nie ma w ogóle wyrażenia „miłosierdzie ludzkie”, tylko jest niezgłębione, niepojęte miłosierdzie Boga. Pełniąc natomiast czyny miłosierdzia, otrzymujemy od Boga jeszcze większe miłosierdzie. To ustawia istotę naszej wiary. Każe nam całkowicie zakorzenić się w Bogu. Dopiero z takiej postawy ducha płyną wielkie dzieła miłosierdzia dla człowieka, a nawet – jak w przypadku św. Faustyny i św. Jana Pawła II – dla całej ludzkości. Takie rozumienie wiary w miłosierdzie pokazuje, że nawet jeden człowiek niemający żadnych materialnych środków oddziaływania, jeśli zawierzy wszystko miłosierdziu Boga, potrafi dokonać dzieł niosących dobro nawet na globalną skalę.

Jak Boże Miłosierdzie może zwyciężać w naszej codzienności, w naszych sercach?
– Zwycięża przez odkrycie prawdy, prawdziwego obrazu Boga i siebie oraz zawierzenie się Bożemu Miłosierdziu. Człowiek bez prawdy nie może żyć. Kiedyś odkryłem w szpitalu, że to nie ja zajmuję się Bożym Miłosierdziem i choć mówię o nim, to być może w tamtym momencie byłem człowiekiem, który najbardziej potrzebował Bożego Miłosierdzia. Wtedy odkryłem, że to Boże Miłosierdzie zajmuje się mną, i to odkrycie było dla mnie przełomem…

„Wyobraźnia miłosierdzia” ma radosne oblicze. W książce wspomina Ksiądz także o humorze Jana Pawła II jako kluczu do ludzkich serc.
– Płacząca kobieta poprosiła mnie o wizytę w szpitalu u ciężko chorego męża. Był to zawodowy żołnierz, który kilkadziesiąt lat nie przystępował do sakramentu pojednania. Tym razem też nie chciał pojednać się z Bogiem. Wtedy zobaczyłem nad jego łóżkiem powieszony obrazek z uśmiechniętym Janem Pawłem II. Powiedziałem: „Tu jest święty Jan Paweł II, a jego ojciec, tak jak Pan, był zawodowym żołnierzem. Proszę potraktować moje zaproszenie do spowiedzi jako rozkaz z Nieba”. Ku mojemu zaskoczeniu otrzymałem odpowiedź: „A, skoro rozkaz, to trzeba wykonać, gdyż w życiu nie odmówiłem wykonania żadnego rozkazu”. I mężczyzna zaczął się szczerze spowiadać. Zauważyłem, że poczuł się szczęśliwy, gdyż Boże Miłosierdzie potrafi indywidualnie dotrzeć do serca każdego człowieka. W tym zdarzeniu dostrzegłem pogodne oblicze Bożego Miłosierdzia i to, czego tak często doświadczam – że Pan Bóg ma poczucie humoru.

Dziękuję za rozmowę.

--------------------------------------------------------------------------------

Książkę można nabyć w księgarniach „Naszego Dziennika”:

w Warszawie, al. Solidarności 83/89, tel. (22) 850 60 20, e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl

w Krakowie, ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45, e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl


http://www.naszdziennik.pl/wp/103981,pa ... umoru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 22 paź 2014, 07:40 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Jak dobry ojciec wskazuje nam drogę

Ze Stanisławem Markowskim, artystą fotografikiem, filmowcem, twórcą muzyki do hymnu „Solidarności”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Mariusz Kamieniecki

Obchodzimy 36. rocznicę wyboru na Stolicę Piotrową ks. kard. Karola Wojtyły. Pamięta Pan dzień 16 października 1978 roku?
– Przyznam, że w miarę upływu czasu pamiętam sam dzień 16 października coraz bardziej jak przez mgłę, natomiast wciąż czuję w sercu emocje i radość, jakie towarzyszyły chyba nam wszystkim w związku z wyborem ks. kard. Wojtyły na Papieża.

Następnego dnia podczas spotkań z innymi ludźmi, przyjaciółmi te emocje jakby narastały. To chyba najlepszy dowód, że radość i szczęście we wspólnocie przeżywa się mocniej i wyraźniej.

Tej wspólnoty, zwłaszcza w tamtych czasach, nie było za dużo, a decyzja konklawe spowodowała, że w tym czasie i od tego czasu byliśmy bardziej razem, wokół Jana Pawła II, a przez niego bliżej upragnionej wolności.

Kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z ks. kard. Karolem Wojtyłą?
– Po raz pierwszy zetknąłem się z ks. kard. Wojtyłą w 1976 r. podczas procesji Bożego Ciała. Widziałem ogromnie skupionego człowieka niosącego monstrancję z Panem Jezusem. Pamiętam też piękną homilię, jaką wówczas wygłosił. Mój starszy syn uczęszczał do przedszkola na Pędzichowie, które prowadziły siostry ze Zgromadzenia Córek Bożej Miłości, które z kolei dobrze znały ks. kard. Wojtyłę.

Siostry wraz z dziećmi organizowały przedstawienia dla księdza kardynała z okazji różnych uroczystości, które odbywały się w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Te przedstawienia, których animatorką była s. Maria Goretti Nowak, bardzo podobały się i sprawiały wiele radości ks. kard. Wojtyle, który nawet nazwał to przedszkole „wesołym przedszkolem”.

Wraz z dziećmi na tych spotkaniach byli też rodzice, byłem również ja. Muszę powiedzieć, że było to coś niezwykłego: kardynał tańczył z dziećmi, brał je na ręce, bawił się z nimi, śmiał się, co pokazuje, jak ten człowiek bardzo kochał dzieci. Zresztą udało mi się to utrwalić na zdjęciach.

Z czasem coraz bardziej uświadamiałem sobie to jego umiłowanie drugiego człowieka, które było widoczne chociażby po zamordowaniu w maju 1977 r. Staszka Pyjasa, kiedy podczas procesji Bożego Ciała ks. kard. Wojtyła, nawiązując do tej zbrodni, stawał zdecydowanie po stronie prawdy. Zresztą zawsze stał po stronie pokrzywdzonych, słabszych.

Z drugiej jednak strony nigdy nie nawoływał do odwetu i odpłacania złem za zło, ale do wybaczenia. W tym, co mówił, była ogromna siła, odwaga i wezwanie do czynu, do przeciwstawiania się złu, ale nie siłą czy agresją, lecz miłością. Temu wszystkiemu towarzyszyła nadzieja na przemianę i lepszy świat.

Tę nadzieję wlewał także później w serca Polaków już jako Papież…
– Dawał nam nadzieję, dodawał odwagi w tych najtrudniejszych dla Polski czasach i była to odwaga zarówno do podjęcia drogi Chrystusa, jak i ta zwykła odwaga cywilna.

To było coś niespotykanego. Owszem, wcześniej taki czy może podobny głos można było usłyszeć podczas kazań na Jasnej Górze z ust Prymasa Stefana Wyszyńskiego i chyba tylko z nim można to było porównać. Święty Jan Paweł II był zawsze z nami, solidaryzował się z człowiekiem poniżanym. Dlatego dla mnie był to absolutny wzór przewodnika.

Niedawno o św. Janie Pawle II jako przewodniku mówił Pan podczas prezentacji swojej wystawy fotograficznej „Ku wolności z Janem Pawłem II” w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Jak odebrali to europarlamentarzyści?
– Wystawa przez pryzmat 41 zdjęć ukazuje naszą, Polaków, drogę ku wolności, którą na czele z naszym Narodem przeszedł Jan Paweł II. To, co mnie ogromnie wzruszyło, to fakt, że na otwarcie tej wystawy przyszli nie tylko Polacy, zresztą wyznający różny światopogląd, ale także eurodeputowani z innych krajów.

Przedstawiając tę wystawę, powiedziałem o Ojcu Świętym jako o najwspanialszym moim przewodniku duchowym oraz o Janie Pawle II, który rozbudzał tęsknotę do wolności i czynił to w wielu wymiarach. Dlatego słowa „wolność” i „Jan Paweł II” występują u mnie w parze i przywołuję je niejako automatycznie.

Na zakończenie, cytując słowa z hymnu „Solidarności” Jerzego Narbutta, do którego zresztą napisałem muzykę: „Lepiej byśmy stojąc umierali/ Niż mamy klęcząc na kolanach żyć”, powiedziałem: „Europo, jeśli nie chcesz klęczeć przed barbarzyńcą jednym ze wschodu i drugim z południowego wschodu, to musisz uklęknąć przed Bogiem”. Wywołało to aplauz wszystkich obecnych. Podchodzili do mnie różni ludzie z lewa i prawa, którzy w innych okolicznościach pewnie nigdy by tego nie zrobili. Usłyszałem też, że dawno już nikt w tym miejscu nie powiedział tak dobitnie o tak ważnych kwestiach, przywołując imię Boga. Myślę, że mamy taki czas, że Europa musi wybrać, najlepiej wzorując się na św. Janie Pawle II.

Miał Pan okazję fotografować z bliska Ojca Świętego wielokrotnie. Dużo zrobił Pan zdjęć Papieżowi?
– W sumie pewnie kilkaset, z czego kilkadziesiąt – nazwijmy to – węzłowych, ważnych, znaczących. I nie chodzi tu o moją subiektywną ocenę, chciałem czy nie, ale jestem pewien, że tak Pan Bóg prowadził, pozwalając mi stanąć w tym właśnie czasie i miejscu.

Tak naprawdę nigdy nie próbowałem ścigać się z innymi dziennikarzami czy fotoreporterami, którzy byli bardzo blisko Ojca Świętego, zresztą robiąc wiele fantastycznych portretów, jak chociażby Adam Bujak czy Grzegorz Gałązka.

Natomiast mnie najbardziej interesował kontekst danego wydarzenia, patrzyłem przez pryzmat Ojca Świętego na nas, Polaków. Przez tę perspektywę miałem świadomość, że ten nasz cudowny, kochany rodak, jeden z nas, wędruje po świecie i jest osobą, z którą liczą się także niewierzący, że jest autorytetem moralnym, apostołem Chrystusa. Takiego przywódcy, autorytetu moralnego nie było chyba ani wcześniej, ani nie ma dzisiaj i śmiem twierdzić, że nie będzie jeszcze długo.

Co fascynowało Pana w osobie Papieża?
– Fascynowało mnie przede wszystkim to, w jaki sposób Jan Paweł II był obecny wśród nas, jak cieszył się tą obecnością wśród swoich, jak dobry ojciec wskazując drogę, czasem karcąc, ale zawsze kochając.

Ojcu nigdy się nie odmawia, ojca zawsze się szanuje, kocha i stara się iść śladami jego wskazań. Dlatego św. Jan Paweł II był dla mnie jak drugi ojciec. Miał w sobie niezwykły dar od Pana Boga, dar ujmowania ludzi, ale jednocześnie zniewalania ludzi, ale ku dobremu. Chyba nikt, kto miał szczęście się z nim spotkać, nie pozostawał wobec tego spotkania i osoby Papieża obojętny.

Pytanie jest tylko o owoce tych naszych spotkań…
– Myślę, że w tych naszych warunkach, zwłaszcza po odejściu Jana Pawła II, nie sprawdziliśmy się jako Naród.

Co ma Pan na myśli?
– Może nie wszyscy, ale część na pewno nie zdaje egzaminu… Kiedy wydawało się, że nauka Jana Pawła II, pamięć o nim są żywe, zwłaszcza w obliczu beatyfikacji czy kanonizacji, to życie pokazuje, że mamy do czynienia ze skandalami wokół władzy, co ujawniły chociażby nie tak dawno podsłuchy czy wcześniejsze afery z mediami, wreszcie ze szkolnictwem, genderyzmem itp.

Przykre jest również to, że po odejściu tego dobrego ojca nie mamy autorytetu. Owszem, pozostały nauka, przesłania, słuchamy jego głosu, homilii w audycjach Radia Maryja, ale brakuje tego papieskiego głosu w innych mediach.

Nie wykorzystujemy w pełnym rozmiarze tego, co on nam zostawił, pozostając jedynie na powierzchni emocji, nie wgłębiając się w sedno, by coś dla siebie wybrać i kierować się tą nauką w życiu tu i teraz.

Wszystko jest moim zdaniem zbyt rozproszone. Nie chciałbym tworzyć wizji katastroficznej, ale moim zdaniem brakuje nam werwy. Mamy do czynienia z czymś, co określiłbym jako załamanie rąk, tymczasem trzeba podjąć walkę o prawdę i przyszłość naszych dzieci, naszych polskich rodzin. Nie jesteśmy sami, bo mamy potężnego orędownika w Niebie – św. Jana Pawła II.

Czy jest jakieś zdjęcie, którego okoliczności powstania wspomina Pan w szczególny sposób?
– Jest takie zdjęcie, które zrobiłem w czerwcu 1983 r. podczas pożegnania Papieża na lotnisku w Balicach. Było to podczas oficjalnych przemówień partyjnych notabli, zresztą przydługawych i nudnych. Papież stał na tle żegnających go tłumów i w pewnym momencie wykonał gest, który mógł się wydawać na pierwszy rzut oka jako otarcie potu z czoła, ale w geście tym Ojciec Święty pozostał przez kilkanaście sekund, jakby zastygł. Udało mi się uchwycić ten moment na zdjęciu.

To, że Jan Paweł II był mistykiem, to wiemy. Zresztą często na naszych oczach jakby zatrzymywał się na chwilę w kontemplacji Boga. Podobny moment, kiedy pogrążał się w modlitwie, udało mi się zatrzymać w kadrze w 1987 r. na placu Zamkowym w Warszawie pod kolumną Zygmunta, kiedy trzymając monstrancję, błogosławił cztery strony Polski, świata.

W pewnej chwili, przytulając monstrancję do czoła, jakby zastygł, nie zważając na to, że kapłan, który mu towarzyszył, chce tę monstrancję od niego odebrać. To skupienie, połączenie, jakby rozmowa bez słów z rzeczywistością transcendentną, z Panem Jezusem było aż nadto widoczne.

Po chwili tego skupienia Papież otworzył oczy, jakby wracając z innego wymiaru, w którym jeszcze przed chwilą był cały zatopiony. Dzięki teleobiektywowi mogłem niejako zajrzeć w twarz, więcej – w oczy tego mistyka. To pokazuje, że był wśród nas, ale wchodził też w bardzo intymny kontakt z Panem Bogiem.

Jedni o Janie Pawle II mówią „intelektualista”, inni „humanista”, „obrońca praw człowieka”, „Papież rodzin”. Czy jest jakieś określenie, które jest Panu najbliższe?
– „Ojciec”, po prostu „ojciec”, to był, jest mój „ojciec”. Powiedzieć „przewodnik duchowy” to mało, dlatego „ojciec”, a więc człowiek, który był bardzo blisko. Czułem jego bliskość, ciepło jego rąk zarówno wtedy, kiedy przyjmowałem Komunię Świętą z jego rąk, jak i wtedy, kiedy go fotografowałem, czułem tę bliskość. To jest szczęście, ale także coś, co jest bardzo zobowiązujące. Poraża natomiast to – i mówię to ze wstydem – że jako Naród w dzisiejszych czasach nie wychodzimy naprzeciw jego oczekiwaniom.

Czy i w jaki sposób Papież jest obecny w Pana życiu?
– Często przywołuję św. Jana Pawła II w swoich myślach i modlitwach. Był jednak taki moment, kiedy został ogłoszony świętym, że mnie zawstydził, byłem onieśmielony. W pierwszym momencie z mojej strony powstał jakby dystans do tej wielkości świętością mierzonej.

Potem jednak, oswajając się z tym faktem, coraz bardziej rozumiałem, że święty to nie żaden król, któremu trzeba budować pomniki z kamienia, ale człowiek, który żył jak my, był wielki, a jednocześnie bardzo skromny i poprzez współpracę z łaską Bożą i miłość osiągnął metę w Niebie. Nam zaś trzeba się bardziej starać, by być lepszymi, bo tego od nas oczekuje największy spośród nas, Polaków – św. Jan Paweł II.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/104601,ja ... droge.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 29 lis 2014, 08:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Perły Jana Pawła II

Aldona Ciborowska

Z Marguerite A. Peeters, dyrektorem Instytutu Dialogu Międzykulturowego w Brukseli, analitykiem nowej globalnej etyki, rozmawia Aldona Ciborowska

Polski czytelnik zna Pani miłość do św. Jana Pawła II, któremu zawdzięcza Pani intuicję rozeznania własnego powołania. Znała go Pani osobiście. Wyrażenie, którego użył Jan Paweł II – „dla dialogu międzykulturowego”, włączyła Pani w nazwę stworzonego przez siebie Instytutu Dialogs Dynamics. Czym inspirował Jan Paweł II?

Obrazek

– Właśnie jestem w trakcie lektury biografii św. Jana Pawła II i ponownie uświadamiam sobie, że on od początku swojego pontyfikatu – bo już w pierwszej encyklice – mówi o nowym Adwencie, jako dar ofiarowuje współczesnemu człowiekowi tę właśnie perspektywę: „Jesteśmy więc poniekąd w okresie nowego Adwentu, w okresie oczekiwania” („Redemptor hominis”).

I widać wyraźnie, że w czasie gdy Zachód rozdzielił i odizolował rozum od wiary, człowieka od Boga, nauczanie Jana Pawła II zmierzało do pogodzenia Boga z człowiekiem, pogodzenia czynów ludzkich i czynów Chrystusowych, stąd nie dziwi fakt, że encyklika „Redemptor hominis” rozpoczyna się od słów: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest centrum kosmosu i historii. ’Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas’ (J 1,14). ’Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne’ (J 3,16)”.

W swoim nauczaniu Jan Paweł II z naciskiem podkreślał, że Chrystus odkupił człowieka. Moim zdaniem, w centrum jego nauczania była antropologia Chrystusowa. Zresztą Ojciec Święty sam dawał świadectwo osoby, która jest głęboko zjednoczona z Bogiem, osoby szczęśliwej, ukształtowanej przez wiarę, przez żywą relację z Osobą Trójjedynego Boga, z Osobą Maryi. Jestem przekonana, że miał doświadczenia mistyczne, był niejako w silnej jedności z Bogiem. Ta relacja uwidaczniała się w jego kontaktach z ludźmi, których spotykał. Ja sama w kontakcie z nim miałam doświadczenie odkrycia siebie jako osoby. Co to oznacza? To oznacza być w pełni tym, kim się jest przed Bogiem, a więc miałam doświadczenie wielkiej radości i szczęścia, doświadczenie, które dało mi ową intuicję – intuicję mojego powołania.

Co szczególnie zwróciło Pani uwagę w tym pontyfikacie?

– Myślę, że eschatologiczne rozumienie historii – co oznacza, że czas, w którym żyjemy, ma sens eschatologiczny, to nie jest jakikolwiek czas. Ponadto Ojciec Święty kładł nacisk na odpowiedzialność ludzką w historii i sam wpływał na historię. Rozmawiał z Bogiem, nie był pasywny, współdziałał z Bogiem we współczesnych mu wydarzeniach. Myślę, że właśnie wszystkie wspaniałe, cudowne zdarzenia końca reżimu sowieckiego ukazują i manifestują jego unię z Bogiem, w której był „aktorem”, tzn. brał czynny udział w historii. Był człowiekiem otwartym.

Co oznacza: „był człowiekiem otwartym”?

– To oznacza, że poszukiwał spotkania z człowiekiem jako osobą, przez swoją postawę, która umożliwiała owo spotkanie. To była miłość. I tutaj np. rozumienie dialogu międzykulturowego, właściwa interpretacja dialogu oznacza wychodzenie naprzeciw drugiego, pragnienie spotkania osoby drugiego, podczas gdy na Zachodzie rzeczy są odseparowane poprzez tzw. koncept laickości.

Na przykład prawa człowieka są interpretowane na sposób indywidualistyczny. Tymczasem Jan Paweł II łączy prawa z osobą ludzką, nie z człowiekiem rozumianym jedynie jako indywiduum (jednostka), ale z człowiekiem rozumianym jako osoba ludzka według obrazu Trójjedynego Boga, i nie ma innej drogi dla Zachodu, jak pogodzić prawa z osobą ludzką.

I tutaj znaki Opatrzności ukazują, że całe życie Jana Pawła II prowadziło do jego późniejszych spotkań z młodzieżą, owocowało w całym jego nauczaniu dla Kościoła powszechnego o kobiecie i mężczyźnie, o małżeństwie, o miłości ludzkiej (adhortacja „Familiaris consortio”).

Żaden Papież nie zostawił Kościołowi tak bogatego nauczania w sprawach małżeństwa i rodziny jak św. Jan Paweł II.

– Jan Paweł II, wybrany na Głowę Kościoła powszechnego 10 lat po rewolucji seksualnej roku 1968, 16 lat przed globalizacją tej rewolucji (konferencje ONZ w Kairze, Pekinie), dawał odpowiedź na problemy narodów Zachodu oraz niejako uprzedzająco przygotowywał narody nie-Zachodu na szok globalizacji tej zachodniej rewolucji seksualnej. Na przykład List apostolski z okazji Roku Maryjnego „Mulieris dignitatem” (O godności i powołaniu kobiety) z 1988 roku ukazuje się 7 lat przed konferencją w Pekinie. Opatrzność chciała, żeby nauczanie Kościoła było światłem w tej godzinie historii: „Dlatego też w chwili, kiedy ludzkość przeżywa tak głębokie przemiany, niewiasty przepojone duchem ewangelicznym mogą nieść wielką pomoc ludzkości, aby nie upadła”.

Papież miał swój wielki udział w tych głębokich przemianach ludzkości.

– 25 marca 1984 roku Jan Paweł II poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Również Rosja została poświęcona. Rosja, której problemy dobrze znał, pozostawał bowiem w głębokiej przyjaźni z Iriną Iłowajską-Alberti, Rosjanką, która po śmierci męża przez cztery lata była sekretarką Aleksandra Sołżenicyna podczas jego pobytu w USA. Pewnych faktów z tym związanych nie mogę ujawniać, natomiast mogę powiedzieć, że Papież był na bieżąco znajważniejszymi sekretami ówczesnych dziejów, w tym Rosji, również za sprawą amerykańskiego generała Vernona Waltersa, który – jak twierdzi mój tato, w okresie zimnej wojny ekspert strategii nuklearnej rządu amerykańskiego, mający częste kontakty z generałem, którego kochał jako zacnego człowieka, o wielkiej moralności – był osobą wiele znaczącą w administracji Ronalda Reagana oraz w administracji wielu poprzednich prezydentów USA. Otóż generał Vernon Walters regularnie, od początku pontyfikatu, telefonował do Papieża, informując go, jak się rzeczy mają. Walters był wierzącym katolikiem, każdego dnia uczestniczył we Mszy Świętej, był poliglotą, niezwykłą osobowością, zawsze zajmował ważne stanowiska, śledził sytuację w Polsce, co oczywiście wiązało się również z polityką Rosji. To on poinformował Papieża, że w nocy z 7 na 8 grudnia 1980 roku Breżniew odwołał rozkaz zaatakowania Polski, w której wówczas panowała bardzo napięta sytuacja. Ten cud był dziełem Maryi. Zresztą, to wydarzenie ma również związek z Martą Robin [francuską mistyczką żyjącą w XX w., założycielką Ognisk Światła i Miłości – dekret w sprawie ogłoszenia heroiczności jej cnót Kongregacja ds. Kanonizacyjnych wydała 7 listopada 2014 – przyp. AC].

Skąd takie przekonanie?

– Moi rodzice, począwszy od 1972 roku, wielokrotnie gościli w Châteauneuf-de-Galaure, gdzie żyła Marta Robin. Właśnie podczas jednego z pobytów dowiedzieli się od ks. George’a Finet – duchowego opiekuna Marty – że 8 grudnia 1980 roku wszystko się skończy, co w ustach Marty Robin oznaczało, że tego dnia skończy się zimna wojna. Marta zmarła trzy miesiące później, w marcu 1981 roku. Mój ojciec jest przekonany, że Marta złożyła ofiarę z życia w intencji zaprzestania działań zimnowojennych.

Dziś zamiar zniszczenia rodziny zastąpił zagrożenie nuklearne.

– Wpływowe lobby na Zachodzie demoluje podstawy cywilizacji chrześcijańskiej, można powiedzieć – wywołuje cichą wojnę, w której koniem trojańskim jest polityka równościowa z ideologią płci – gender, negującą prawdziwy obraz człowieka jako osoby i jego powołania do relacji miłości. Kluczowe pojęcia i mechanizmy działania tej rewolucji opisuję w podręczniku „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”, znanym w wielu krajach, również w Polsce, w Rosji.

I w tych sprawach otrzymaliśmy wielki dar od Boga: nauczanie o rodzinie Jana Pawła II jest wielkim darem dla Kościoła i ludzkości, do którego możemy powracać w czasie kryzysu małżeństwa i rodziny, który ludzkość przechodzi i przeżywa, w kryzysie polegającym na instytucjonalnej destrukcji porządku naturalnego. Działania „od góry”, narzucanie owych antynorm przez prawo pozytywne, które niesie ideowe przesłanie rewolucji seksualnej 1968 roku, doprowadza do wyrwania z korzeniami osoby ludzkiej z naturalnych, duchowych i kulturowych źródeł. Oczywiście są na Zachodzie młodzi, którzy pragną żyć w sposób tradycyjny. Z kolei w Rosji, w duchu tego narodu odczuwa się wielkie pragnienie Boga. Trwa wielka walka dotycząca definicji małżeństwa i rodziny. Jan Paweł II pozostawił swoje nauczanie w tym względzie, nauczanie Kościoła inspirujące obrońców wartości tradycyjnych i rodziny na świecie.

Encykliki, adhortacje, katechezy i listy apostolskie Jana Pawła II dotyczące rodziny to nieoceniona pomoc nie tylko dla małżonków i rodziców.

– Oczywiście. Widać to wyraźnie w jego nauczaniu, np. w „Familiaris consortio” pisze: „Sytuacja historyczna, w której żyje rodzina, przedstawia się więc jako mieszanina blasków i cieni. Dowodzi to, że historia nie jest po prostu procesem, który z konieczności prowadzi ku lepszemu, lecz jest wynikiem wolności, a raczej walki pomiędzy przeciwstawnymi wolnościami, czyli – według znanego określenia św. Augustyna – konfliktem między dwiema miłościami: miłością Boga, posuniętą aż do wzgardy sobą, i miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga.

Wynika z powyższego, że tylko wychowanie do miłości zakorzenionej w wierze może doprowadzić do osiągnięcia zdolności odczytywania ’znaków czasu’, które są historycznym wyrazem tej podwójnej miłości. Żyjąc w takim świecie, pod presją płynącą głównie ze środków społecznego przekazu, wierni nie zawsze potrafili i potrafią uchronić się przed zaciemnianiem podstawowych wartości i stać się krytycznym sumieniem kultury rodzinnej i aktywnymi podmiotami budowy autentycznego humanizmu rodzin. Niezbędne staje się zatem odzyskanie powszechnej świadomości prymatu wartości moralnych, które są wartościami osoby ludzkiej jako takiej. Uświadomienie sobie na nowo ostatecznego celu życia i jego podstawowych wartości jest wielkim zadaniem dnia dzisiejszego, mającym na celu odnowę społeczeństwa.

Kształtowanie sumienia moralnego, które uzdalnia każdego człowieka do osądzania i do rozpoznania właściwych sposobów urzeczywistniania siebie wedle swej pierwotnej prawdy, staje się wymaganiem nieodzownym i pierwszoplanowym”.

A zatem Jan Paweł II, który na początku swojego pontyfikatu mówił o nowym Adwencie, konsekwentnie przez cały czas swojej posługi przygotowywał ludzkość, uczył ją, by nie pozostała bezbronna i nieświadoma wyzwań, jakie stawia przed człowiekiem ten właśnie czas.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/115887,pe ... la-ii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 23 lut 2015, 09:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Rzecz o wielkim Polaku

Antoni K. Janicki

Polacy nie zawiedli się w swoich oczekiwaniach. Oto na pustkowiu naszego życia pojawił się Ten, który wyszedł z Polski, by zasiąść na tronie Piotrowym. Przez prawie 27 lat swojego heroicznego pontyfikatu, mozolnej pracy, cały oddany modlitwie, pouczał i zachęcał do nawrócenia zabłąkanych z fałszywej drogi. Aż do dnia, kiedy Pan powołał Go do siebie. Umierając, błogosławił nas i żegnał się słowami: „Szukałem Was, dziś oto Wy przyszliście do mnie - i za to Wam dziękuję”. A potem - zanim odszedł na zawsze - jeszcze dodał: „Amen”.
Wiara, nadzieja, miłość - oto trzy ewangeliczne prawdy, które legły u podstaw charyzmatycznego pontyfikatu Jana Pawła II, nazywanego przez nas naszym Papieżem, a przez świat - Papieżem Polakiem (Papa Polacco).
Dzięki wierze Jan Paweł II mógł wejść jako papież między ludzi, uzbrojony w słowa, które Chrystus skierował do swoich uczniów podczas burzy na jeziorze: „Nie lękajcie się!” i „Wypłyń na głębię!”.
Przez nadzieję potrafił - jak mało kto - dostrzec prostego człowieka, zmagającego się z swoimi egzystencjalnymi problemami i umiał dowieść, że choć zło nie zna granic, to dobro jest silniejsze od zła, a nasze chrześcijańskie i narodowe zwycięstwo przyjdzie przez Maryję: „Totus Tuus”.
Natomiast o miłości napisał wiele, bardzo wiele, dając nam za przykład Chrystusa Dobrego Pasterza - jako wzór, jak należy żyć i Go naśladować.

Dzisiaj, w kontekście tych ewangelicznych słów, możemy lepiej i pełniej rozumieć dzieła Karola Wojtyły, filozofa i teologa - teraz już nieobecnego wśród nas, a obwołanego przez świat wielkim i świętym. Jego nauczanie, przykład życia i działalność są antytezą twierdzenia Karola Bartha, że „z chwilą wcielenia Słowa Bożego filozofia traci rację bytu”. Papież Jan Paweł II, wyrażając teologiczne credo swojego pontyfikatu - „Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” - nie deklarował ani słowem zbędności Chrystusa i Jego Ewangelii w filozoficznym poznaniu człowieka.

W swoim fundamentalnym dziele Osoba i czyn, ściśle filozoficznym, zaczął kreślić „człowieka portret własny” z konkretną intencją teologiczną, zaczerpniętą z Ewangelii, zaś w studium Miłość i odpowiedzialność ów portret nabiera rumieńców. Autor nie ucieka od uczucia, które łączy się z człowiekiem w jego doczesności, ale zadziwia odwagą ewangeliczną stawiania kwestii teologicznych odnośnie ciała ludzkiego.
W ten sposób, w wątkach dotyczących ludzkiego ciała, Jego dzieło spełnia „funkcję służebną w sporze o wartości nadprzyrodzone czy ogólnoludzkie oraz w zmaganiach z wynaturzeniami obyczajowymi naszego i przyszłego czasu”.
Człowiek rozumiany w duchowo-cielesnych wymiarach absorbował Karola Wojtyłę zawsze. Napisał wiele szkiców i rozpraw na ten temat. W poemacie Przed sklepem jubilera zawarł jakby definicję ludzkiej miłości: „To jeden z tych procesów w wszechświecie, co sprowadza syntezę i jednoczy to, co rozdzielone, a co ciasne i ograniczone to rozszerza i ubogaca”.

Karol Wojtyła jako Jan Paweł II poszedł dalej - „krok w krok za słowem Słowa Bożego o człowieku”, a wartość i wielkość człowieczeństwa odnalazł we wcieleniu Słowa Bożego. Dlatego chrześcijaństwo wyłania się u Niego ze spotkania się w miłości świata Bożego ze światem ludzkim na wzór Jezusa Chrystusa, Boga i Człowieka w jednej osobie. Tymczasem we współczesnej umysłowości i cywilizacji zapomina się coraz bardziej o Bogu, a eksponuje się tylko świat ludzki bez Boga - w taki sposób, „jakby Boga w ogóle nie było”. Jan Paweł II musiał więc jednocześnie ukazać światu prawdziwą wizję człowieka: jego godność, wielkość, powołanie, przeznaczenie, ale też prawdziwie miłosiernego Boga. Człowiek - według Jana Pawła II - jest wcielonym obrazem Boga, a jego ciało przeznaczone jest do zmartwychwstania. Sakralność ciała podkreśla, według Niego, fakt, iż dzięki odkupieniu stało się ono własnością Chrystusa, co jest czytelnym znakiem Jego obecności w świecie. Dlatego „przeznaczenie ciała wyklucza jego nadużycie lub sprzeniewierzenie, bowiem musi ono powrócić do Boga, który je stworzył”. Jan Paweł II nowatorsko rozwinął teologię ciała i metafizykę jego powołania do świętości. Teologię ciała przedstawił w stu trzydziestu katechezach wygłoszonych podczas audiencji generalnych w latach 1979-84. Katechezy te oparł Papież na swej niepublikowanej książce, którą przygotował w 1978 r. Warto więc teraz ponownie prześledzić te Jego katechezy o Bogu i człowieku.

Biograf papieski - George Weigel stwierdza, że „teologia ciała Jana Pawła II jest najbardziej twórczą odpowiedzią chrześcijaństwa XX wieku na rewolucję seksualną i spowodowane przez nią rozbicie w pył osoby ludzkiej”. Papież występował przeciw deprecjonowaniu erotyzmu, sformułował ripostę dla zwolenników swawoli seksualnej: „Seksualność człowieka jest czymś o wiele wspanialszym niż to sobie wyobrażacie”. Papież nobilitował ludzką cielesność. Uczył: „Ciało, w swej męskości i kobiecości, jest «od początku» wezwaniem do tego, aby stawać się wyrazem ducha. Człowiek staje się nim również przez małżeńskie zjednoczenie mężczyzny i kobiety, gdy «łaczą się oni ze sobą tak ściśle, że stają się jednym ciałem». Chrystus broniący (...) nienaruszalnych praw owej jedności w ciele (por. Mt 19, 5-6), przez którą ciało w swej męskości i kobiecości nabiera godności znaku, w pewnym sensie znaku sakramentalnego, przestrzegając przed pożądliwością ciała, wyraża tę samą prawdę antycznej afirmacji ciała i potwierdza spójny z całością Jego nauczania etyczny sens tejże afirmacji. Ów sens etyczny nie ma nic wspólnego z manichejskim potępieniem, natomiast jest głęboko przeniknięty tajemnicą «odkupienia ciała przez Jezusa Chrystusa» (por. Rz 8, 23)”.

Podsumujmy: źródłem antropologii Jana Pawła II było i pozostaje nadal wcielone Słowo Boże! A więc „teologia może być również częścią teologii ciała!” - uczył nas tego już teraz nieobecny wśród nas Papież.
Przeto nie powinno dziwić ani zaskakiwać nikogo, kto jest świadom tajemnicy Wcielenia, że to Bóg (Słowo) stał się ciałem, a ciało weszło niejako - właśnie za sprawą Jana Pawła II - głównymi drzwiami do kościelnej teologii, czyli nauki o Bogu.
To w imię dobra człowieka Ojciec Święty Jan Paweł II praktycznie oddziaływał i działa nadal na wszystkie wymiary ludzkiej egzystencji, na wszystkie etapy życia ludzkiego. Wielką wagę przywiązywał do narodzin człowieka, z wielką determinacją bronił życia nienarodzonych - sam mówił, że jest papieżem życia i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Oddziaływał pedagogicznie na rodzinę, aby była silna Bogiem, zjednoczona. W ten sposób przybliżał ją do ideału podstawowej nadprzyrodzonej wspólnoty osób, jaką stanowi wspólnota Kościoła.
Wiele aktywności misyjno-wychowawczej Ojca Świętego poświęconej było życiu społecznemu, narodowemu i politycznemu - wiemy, Jaką rolę odegrało choćby jego przemówienie na pl. Zwycięstwa w 1979 r. w Polsce. Budził społeczeństwo do prawdy i wolności, jednak ostrzegał też nieustannie przed nowym totalitaryzmem, rodzącym się ze źle pojmowanej wolności.
Utorował nową drogę Kościołowi. Jak wiele zmieniło się w nim od czasu Soboru Watykańskiego II, w którym Karol Wojtyła, jak pisze w swym testamencie, brał udział „od pierwszego do ostatniego dnia”. W Kościele nastąpiła wyraźna przemiana i odnowa duchowa. W obecnym etosie Kościoła każdy człowiek może czuć się za niego odpowiedzialny, to Kościół będący wyzwaniem dla ludzi na przyszłość, pociągający do świętości.

Bóg pisze prosto i jasno na krzywych i ciemnych liniach. Tak jest też z „fenomenem Jana Pawła II”. Fenomen ten okazał się szczególnym darem Bożym na nasze współczesne i przyszłe lata, dokładnie odpowiada na podstawowe problemy Kościoła. A problemy te ukazał dobitnie już po pierwszym roku swojego pontyfikatu, kiedy to dopiero wierni zaczęli wyraźnie dostrzegać wiele zalet osobistych u rzymskiego Papieża: wybitną osobowość, silne oddziaływanie na jednostki i masy, wzięcie u chrześcijan i niechrześcijan, dar przywódczy, wzbudzanie zaufania, zdecydowanie, zdolności i subtelny umysł, słowem - przymioty w stylu Wielkiego Papieża. A przede wszystkim dał się poznać światu jako triumfalny pielgrzym, niestrudzony bojownik o pojednanie, pokój i prawa człowieka, o sprawiedliwość ludzką, a także o silny jednością i wiarą Kościół.

Wreszcie Papież wychowywał też cierpieniem i na koniec - również swoją śmiercią. W latach 80. i 90., gdy panował powszechny kult łatwości, użycia i przyjemności, Jan Paweł II zwracał uwagę na to, jak istotną rolę w rozwoju osoby odgrywa trud i cierpienie. Mówił wtedy np. do młodzieży: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali. Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia. Musicie od siebie wymagać, to znaczy właśnie więcej być, niż mieć” (Westerplatte, 12 czerwca 1987 r.).
Śmierć Jana Pawła II również była nauką dla drugich. Ojciec Święty zwrócił na to uwagę swoją pełną wiary i miłości postawą przy umieraniu: uczył nas, że śmierć - ten może najbardziej decydujący moment w życiu człowieka - winno się przyjąć z możliwie pełną świadomością, w cierpieniu i z odwagą. Wbrew panującej potocznie opinii nie powinno się oczekiwać, aby przyszła nagle - człowiek powinien do niej dojrzeć i wejść w ten okres z intencją wypełnioną nadzieją i wiarą. Właśnie tak jak Jan Paweł II.
Ten wielki nauczyciel ludzkości rzeczywiście żył i oddał swoje życie - jak napisał w swym duchowym testamencie - „dla zbawienia ludzi, dla ocalenia rodziny ludzkiej, a w niej wszystkich narodów i ludów (wśród nich serce w szczególny sposób się zwraca do mojej ziemskiej Ojczyzny)”.

A teraz albo tę Jego naukę przyjmiemy w darze w całości, albo ją też odrzucimy i niedługo zapomnimy.

http://www.niedziela.pl/artykul/46017/n ... kim-Polaku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 04 kwi 2015, 07:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31617
Nikt nie odchodził w taki sposób

Milena Kindziuk

Była sobota 2 kwietnia 2005 r. Świat zamarł. W ciszy. Szlochu. Modlitwie. Już wtedy wiedzieliśmy, czuliśmy, że po śmierci Jana Pawła II nic już nie będzie takie samo, że coś się na zawsze skończyło. Że uleciał kawałek także naszego życia

Obrazek
Fot. Grzegorz Gałązka


Okno papieskie na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego w Watykanie. To ono w dniach odchodzenia Ojca Świętego stało się najbardziej znanym punktem na świecie. Pokazywały je kamery telewizyjne wszystkich krajów na wszystkich kontynentach. Wpatrywały się w nie tłumy ludzi zgromadzonych na Placu św. Piotra.

Światło, które zza tego okna dobiegało, zdawało się mówić, że Papież – choć gaśnie – jeszcze żyje. Dobrze pamiętaliśmy, że tak niedawno nie miał siły uczestniczyć w Triduum Paschalnym, a w Wielki Piątek z krzyżem w ręku oglądał w telewizji transmisję Drogi Krzyżowej z rzymskiego Koloseum. W Niedzielę Wielkanocną, bardzo już schorowany, po operacji tracheotomii, próbował przemówić, ale niestety nie mógł już wypowiedzieć ani jednego słowa. Stan jego zdrowia z dnia na dzień wyraźnie się pogarszał. Papież umierał. – Przypominał mi Chrystusa, z tą różnicą, że Chrystus na krzyżu mógł mówić, Papież zaś odchodził w milczeniu – mówił później rzymskiemu dziennikowi „La Repubblica” dr Renato Buzzonetti, który od początku pontyfikatu leczył Jana Pawła II.

Światło w oknie sprawiało, że czuwaliśmy – w myśl słów papieskiego testamentu, którego treści wtedy jeszcze nie znaliśmy:


10 lat temu
2 kwietnia 2005 r. do Domu Ojca odszedł Jan Paweł II. Wieczorem na ulice Częstochowy wyszły tłumy. Tak działo się w całej Polsce. Obrazowi towarzyszy wiersz Jolanty Michny z tomiku „Pójdę w cień za Tobą”, zatytułowany: „Tamtego dnia”.
„Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan wasz przybędzie” (por. Mt 24, 42)
te słowa przypominają mi ostateczne wezwanie, które nastąpi wówczas, kiedy Pan zechce.
Papież nie chciał spędzać ostatnich chwil swego życia w szpitalu. Wolał umierać w domu. Prosił, by czytać mu Ewangelię wg św. Jana, by się przy nim głośno modlić. Tak też było.

Tymczasem do Rzymu napływało coraz więcej dziennikarzy, także zagranicznych korespondentów. I przede wszystkim młodzież. Dużo młodzieży. Plac przed Bazyliką św. Piotra był wtedy do granic naładowany emocjami. Stawał się niemym świadkiem tego, co za chwilę miało się wydarzyć. Po policzkach wielu ludzi płynęły łzy. Ale nie były to tylko puste emocje. Plac był też nasiąknięty modlitwą. Jak nigdy dotąd i nigdy potem. Podobnie cały świat: Japonia, Wietnam, Korea, Chiny, Indie, Filipiny, Ukraina, Izrael, Irlandia, Brazylia, Meksyk... I Polska. Szczególnie miasta najmocniej związane z Papieżem: Wadowice, Kraków – ze słynnym oknem przy Franciszkańskiej, Częstochowa. Także Warszawa, której mieszkańcy dobrze pamiętali pielgrzymki Jana Pawła II. W stolicy bowiem Papież był prawie za każdym razem, gdy odwiedzał Ojczyznę.

Sobota – 2 kwietnia 2005 r.

Wigilia święta Bożego Miłosierdzia. Do łóżka Papieża dochodziła z Placu św. Piotra modlitwa i śpiew młodzieży. „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie... I za to wam dziękuję” – wyszeptał na łożu śmierci. A potem żegnał się z najbliższymi – głaskał po głowie, gdy kolejno podchodzili do niego, błogosławił. W końcu napisał na maleńkiej karteczce: „Jestem radosny, wy także bądźcie. Módlmy się razem z radością. Wszystko powierzam Pannie Maryi”. Potem jeszcze szeptem powiedział do s. Tobiany: „Pozwólcie mi odejść do Pana”.

O 20.00 przy zapalonej gromnicy księża odprawili w pokoju Papieża Mszę św. poprzedzającą uroczystość Bożego Miłosierdzia. Ojciec Święty przyjął Wiatyk – kilka kropli Krwi konsekrowanej w czasie Mszy św. Twarz miał pogodną, jakby się uśmiechał. Był spokojny. Towarzyszyli mu najbliżsi: abp Stanisław Dziwisz i ks. Mieczysław Mokrzycki, kard. Marian Jaworski, abp Stanisław Ryłko, ks. Tadeusz Styczeń, polskie zakonnice pracujące w apartamentach papieskich, dr Wanda Półtawska, której Papież przed laty wymodlił uzdrowienie, oraz lekarze i pielęgniarze.

Wybiła 21.37.

– Ojciec Święty powrócił do Domu Ojca – na cały świat popłynął głos wikariusza papieskiego dla diecezji rzymskiej kard. Camillo Ruiniego.

Na Placu św. Piotra zapadła głucha cisza. Chwilę później rozległy się burzliwe oklaski. W ten charakterystyczny dla siebie sposób Włosi pożegnali „swojego” Papieża. Potem modlili się, śpiewali. Bez przerwy nadciągali wciąż nowi ludzie. W sumie – kilkadziesiąt tysięcy. Klękali, palili świece, odmawiali Różaniec, śpiewali. Padali sobie w ramiona.

W testamencie Papież zapisał:

Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia, czyli Paschy. Ufam też, że uczyni ją pożyteczną dla tej największej sprawy, której staram się służyć: dla zbawienia ludzi.
W Krakowie tuż po śmierci Jana Pawła II rozległo się bicie dzwonu Zygmunta. A potem śpiew: „Święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami...”. W Warszawie zawyły syreny. Także w innych miastach biły kościelne dzwony, ludzie wychodzili z domów, palili znicze, kładli kwiaty na ulicach. Zwłaszcza młodzież. Znów mnóstwo młodzieży. Szybko się okazało, że te chwile dotykały spraw bardzo osobistych. Wielu z trudem znajdowało słowa, by o nich mówić. Chyba że w konfesjonałach, które, jak wspominają księża, w tych dniach przeżywały prawdziwe oblężenie. I może to właśnie był pierwszy cud Papieża po jego śmierci.

Odejście Jana Pawła II dotknęło też oddalonych od Kościoła, wątpiących, nawet niewierzących. „Gotował się” Internet. 35 tomów, po 900 stron każdy, i ponad milion wpisów – tak wygląda drukowana wersja wirtualnych zapisków internautów w portalu Onet.pl. Powstała z tego Księga Kondolencyjna. Kard. Stanisław Dziwisz mówił później, odbierając tę Księgę: – Wolałbym, aby było napisane „Księga Życia”, a nie „Księga Kondolencyjna”, bo ostatnie dni Ojca Świętego były triumfem życia. W pierwszą sobotę kwietnia, w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia Bożego, Ojciec Święty zakończył pisanie, Bóg zamknął jego księgę życia.

Testament Papieża:

Po śmierci proszę o Msze Święte i modlitwy.
Dochodziła północ. Dwie godziny po śmierci Jana Pawła II mieszkańcy Warszawy masowo opuszczali kawiarnie, puby, kina i dyskoteki. Ludzie zaczęli spontanicznie zapełniać świątynie. Brali udział w Mszach św., a potem czuwali w świątyniach do rana. Zaczęły się wielkie narodowe rekolekcje. Tłumy zgromadziła 5 kwietnia narodowa Msza św. w intencji Papieża na pl. Piłsudskiego. To podczas niej padły słowa abp. Józefa Michalika: „Zapłacz, Matko Polsko, zapłacz, Ojczyzno, skoro odchodzi najznakomitszy z Twoich synów”. W Krakowie, pod oknem papieskim, niezwykłe rekolekcje prowadził kard. Franciszek Macharski. Na modlitwie gromadzili się mieszkańcy Wadowic.

Inne miasta Polski i świata reagowały podobnie. Wszystkie stacje telewizyjne na świecie nadawały programy informacyjne niemal wyłącznie o Papieżu. Świat jakby się zatrzymał. I tak było dzień w dzień, przez tydzień. Aż do pogrzebu.

Do Watykanu natomiast w tym czasie wciąż ściągały tłumy. Ludzie ustawiali się w gigantycznej, niekończącej się kolejce, by przejść obok wystawionego na katafalku ciała Ojca Świętego. Chcieli oddać mu hołd. Wyrazić wdzięczność. Co godzinę przechodziło blisko 20 tys. osób. Każda z nich stała średnio całą dobę, by przy Papieżu pobyć nie dłużej niż 10 sekund. W sumie – ponad 3 miliony ludzi.

W ten sposób nikt jeszcze nie odchodził.

Z testamentu Papieża:

Z możliwością śmierci każdy zawsze musi się liczyć. I zawsze musi być przygotowany do tego, że stanie przed Panem i Sędzią – a zarazem Odkupicielem i Ojcem. Więc i ja liczę się z tym nieustannie.
Sobota – 8 kwietnia 2005 r.

Prosta cyprysowa trumna z ciałem Papieża stała na Placu św. Piotra przed bazyliką. W miejscu, z którego Jan Paweł II tak wiele razy przemawiał do ludzi. Teraz przybyli, by towarzyszyć mu po raz ostatni.

Ceremonia pogrzebowa była piękna. Dostojna, niemal mistyczna. Zaczęła się od obrzędu zamknięcia trumny. Włożono do niej dokument zapieczętowany w metalowej tubie – tzw. rogito. Był to spisany po łacinie życiorys Papieża, poprzedzony informacją: „W blasku Chrystusa zmartwychwstałego, 2 kwietnia roku Pańskiego 2005 o godz. 21.37 wieczorem, gdy sobota dobiegała kresu i w liturgii rozpoczął się już Dzień Pański w Oktawie Wielkanocy, Niedziela Bożego Miłosierdzia, umiłowany Pasterz Kościoła Jan Paweł II przeszedł z tego świata do Ojca. Jego odejściu towarzyszył modlitwą cały Kościół, zwłaszcza młodzież”.

Następnie dokonano obrzędu przykrycia twarzy Papieża białym welonem. Kard. Dziwisz wspominał później, że był to najtrudniejszy moment w jego życiu. Chwila, w której chyba najbardziej odczuł ból rozstania. Odtąd nie będzie już mógł oglądać jego twarzy... Pocieszenie stanowiły słowa modlitwy, która towarzyszyła temu obrzędowi: „Wierzymy, że życie Jana Pawła II jest obecne w Tobie. Jego twarz, nieoświetlona już światłem tego świata, niech będzie na zawsze oświetlona Twoim wiecznym i niewyczerpanym Światłem. Jego twarz, która badała Twoje szlaki, żeby wskazać je Kościołowi, niech cieszy się Twoją łaską. Jego twarz, której my już nie będziemy oglądać, niech cieszy się Twoją obecnością”.

Na uroczystości pogrzebowe, oprócz rzesz pielgrzymów, przybyło 80 przywódców państw świata, w tym koronowane głowy. Oprócz duchowieństwa katolickiego ze wszystkich krajów obecne były delegacje Kościołów prawosławnych, protestanckich, przybyli również przedstawiciele judaizmu, islamu. Patriarchowie z katolickich Kościołów wschodnich odprawili egzekwie.

To właśnie na pogrzebie Jana Pawła II rzesze wznosiły słynne już dzisiaj okrzyki: „Santo subito!” (Święty natychmiast!). Wtedy też padły słowa ówczesnego dziekana Kolegium Kardynalskiego, kard. Josepha Ratzingera: „Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież jest obecnie w oknie Domu Ojca niebieskiego, widzi nas i nam błogosławi”.

A w testamencie papieskim czytamy:

Czuję, że znajduję się całkowicie w Bożych Rękach – i pozostaję nadal do dyspozycji mojego Pana, powierzając się Mu w Jego Niepokalanej Matce (Totus Tuus).
W tym samym czasie tysiące Polaków w czarnych strojach zgromadziły się na pl. Piłsudskiego. Byli też tacy, którzy czuwali tam przez całą noc. W sumie ponad 100 tys. ludzi: harcerze, delegacje szkół, studenci. Żegnali Papieża, tak jak cały świat. W górze powiewały flagi i transparenty.

O 10.00 zawyły syreny. Rozległo się bicie kościelnych dzwonów. Wszyscy w absolutnej ciszy oglądali transmisję ceremonii pogrzebowej. Z zapartym tchem obserwowali, jak wiatr otwierał kolejne stronice leżącego na trumnie ewangeliarza. Nikt nie miał wątpliwości, że to znak Ducha Świętego. Było to swoiste misterium.

Kiedy o 12.40 trumnę z ciałem Papieża niesiono do Bazyliki św. Piotra, armaty ustawione przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie wystrzeliły 26 razy – bo tyle było lat pontyfikatu Jana Pawła II. Potem ludzie znów gromadzili się na ulicach, palili znicze i kładli kwiaty. Po południu masowo brali udział w Mszach św. za duszę Papieża. Wieczorem ponad 200 tys. osób przeszło w Marszu Wdzięczności za Jana Pawła II. Wyruszyli z pl. Piłsudskiego, śpiewając „Barkę”. Całymi rodzinami, z małymi dziećmi. Było dużo młodzieży. Różnej: dyskotekowej, dresiarzy, także studentów. Byli również kibice Legii Warszawa. Wszyscy chcieli w ten sposób pożegnać Papieża, oddać mu ostatni hołd. Z zapalonymi świecami w rękach szli Marszałkowską, Królewską aż na pl. Zamkowy. Tam o 21.37 unieśli w górę płonące znicze. Zapadła cisza. Potem w mieście zawyły syreny. I cała Warszawa zgasła. Na 5 minut ludzie zgasili światła w swych domach. Na sygnał młodych, którzy SMS-ami rozsyłali taką prośbę. Zgasł nawet zegar milenijny na Pałacu Kultury.

„Nie cały umieram...”.
Jak twierdzi kard. Stanisław Dziwisz, Papież odchodził spokojnie. – Ludzie myślą, że te ostatnie godziny spędzone przy gasnącym Ojcu Świętym były dramatyczne, pełne grozy. Tak nie było. Bo Ojciec Święty stwarzał atmosferę wielkiego spokoju. On naprawdę wierzył, że idzie do Pana. Był tego w pełni świadom. W tych ostatnich chwilach, gdy byliśmy przy nim, widzieliśmy, że śmierć była dla niego przejściem do innego życia – mówił mi kard. Dziwisz w wywiadzie dla „Niedzieli”.

Znamienne, że po Mszy św. żałobnej w Watykanie, zanim lektykarze wnieśli trumnę do Grot Watykańskich, zatrzymali się na schodach, unieśli ją w górę i zwrócili w stronę zgromadzonych. Na znak pożegnania Papieża z ludźmi. I z ziemskim światem.

Odszedł, ale nie umarł. Jak sam bowiem napisał w „Tryptyku rzymskim”, trawestując Horacego: „Przecież nie cały umieram. To, co we mnie niezniszczalne, trwa”.

http://www.niedziela.pl/artykul/117532/ ... aki-sposob


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 04 maja 2015, 12:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/g8cqdDDL4oQ

Św. Jan Paweł II - List Apostolski Ecclesia Dei w sprawie schizmy abp Marcela Lefebvre
Schizmatycy idą po śmierci do piekła na wieczne potępienie 17.1.2015 23:34

Obrazek

LIST APOSTOLSKI [MOTU PROPRIO] ECCLESIA DEI W SPRAWIE ARCYBISKUPA MARCELA LEFEBVRE`A

1. Kościół Boży ze smutkiem przyjął wiadomość o nielegalnych święceniach, udzielonych 30 czerwca tego roku przez abpa Marcela Lefebvre'a. Obróciło to wniwecz wszystkie od lat podejmowane wysiłki, zmierzające do zapewnienia pełnej komunii z Kościołem Kapłańskiej Konfraterni św. Piusa X, założonej przez abpa Lefebvre'a. Na nic się zdały owe wysiłki, zwłaszcza podejmowane w ostatnich miesiącach, kiedy to Stolica Apostolska wykazała zrozumienie posunięte do granic możliwości1 .

2. Ów smutek odczuwa w sposób szczególny Następca Piotra, na którym spoczywa obowiązek pierwszego stróża jedności Kościoła 2 , bo chociaż ilość osób bezpośrednio zaangażowanych w te wydarzenia jest niewielka, to przecież każdą osobę Bóg kocha dla niej samej i każda została odkupiona krwią Chrystusa przelaną na Krzyżu dla zbawienia wszystkich. Szczególne okoliczności - obiektywne i subiektywne - w jakich spełniony został czyn abpa Lefebvre'a, stanowią dla wszystkich okazję do głębokiej refleksji oraz nowego zaangażowania w wierności Chrystusowi i Jego Kościołowi.

3. Czyn ten sam w sobie był aktem nieposłuszeństwa wobec Biskupa Rzymu w materii najwyższej wagi, mającej kapitalne znaczenie dla jedności Kościoła, jaką jest wyświęcanie biskupów, poprzez które urzeczywistnia się w sposób sakramentalny sukcesja apostolska. Tak więc tego rodzaju nieposłuszeństwo, zawierające w sobie praktyczną odmowę uznania prymatu rzymskiego, stanowi akt schizmatycki. Spełniając ten czyn - pomimo formalnego upomnienia przesłanego przez Kardynała 3 Prefekta Kongregacji Biskupów 17 czerwca - abp Lefebvre oraz kapłani Bernard Fellay, Bernard Tissier de Mallerias, Richard Williamson i Alfonso de Galarreta ściągnęli na siebie przewidzianą przez prawo kościelne ciężką karę ekskomuniki 4.

4. Korzenie tego schizmatyckiego aktu można dostrzec w niepełnym i wewnętrznie sprzecznym rozumieniu Tradycji. Niepełnym, bowiem niedostatecznie uwzględniającym żywy charakter Tradycji, "która - jak z całą jasnością uczy Sobór Watykański II - wywodząc się od Apostołów, czyni w Kościele postępy pod opieką Ducha Świętego. Zrozumienie przekazanych rzeczy i słów wzrasta bowiem dzięki kontemplacji oraz dociekaniu wiernych, którzy je rozważają w swoim sercu, dzięki głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych oraz dzięki nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali pewny charyzmat prawdy" 5. Przede wszystkim jednak wewnętrznie sprzeczne jest takie rozumienie Tradycji, które przeciwstawia ją powszechnemu Magisterium Kościoła przysługującemu Biskupowi Rzymu i Kolegium Biskupów. Nie można pozostać wiernym Tradycji, zrywając więź kościelną z tym, któremu, w osobie apostoła Piotra, sam Chrystus powierzył w swoim Kościele posługę jedności 6.

5. Wobec zaistniałej sytuacji poczuwam się do obowiązku uświadomienia wszystkim wiernym Kościoła katolickiego niektórych aspektów, które to smutne wydarzenie ukazuje w sposób szczególnie wyraźny.

a. Rezultat, do jakiego doszedł ruch założony przez abpa Lefebvre'a, może i powinien pobudzić wszystkich katolików do szczerego zastanowienia się nad własną wiernością Tradycji Kościoła, autentycznie interpretowanej przez zwyczajne i nadzwyczajne Magisterium, zwłaszcza przez Sobory Ekumeniczne: Nicejski i Watykański II. Ta refleksja winna doprowadzić do odnowionego i skutecznego przekonania o konieczności dalszego udoskonalania owej wierności i odrzucania błędnych, arbitralnych i nieuprawnionych aplikacji w dziedzinie doktryny, liturgii i dyscypliny. Przede wszystkim na biskupach, ze względu na ich pasterską misję, spoczywa poważny obowiązek przenikliwego, pełnego miłości i mocy czuwania nad tym, by owa wierność wszędzie była zachowywana 7. Trzeba jednakże, by wszyscy duszpasterze i wierni uświadomili sobie na nowo to, że różnorodność charyzmatów, tradycji duchowości i apostolstwa jest w Kościele nie tylko uprawniona, lecz także stanowi jego bogactwo, decydujące o pięknie jedności w różnorodności (o owym "współbrzmieniu, które pod działaniem Ducha Świętego z ziemskiego Kościoła wznosi się ku Niebu").

b. Chciałbym także powiedzieć teologom i innym ludziom biegłym w naukach kościelnych, że obecne wydarzenia także dla nich są wezwaniem. W istocie bowiem zakres i głębia nauczania Soboru Watykańskiego II domagając się dalszych, nowych dociekań, które jasno ukażą nieprzerwaną ciągłość istniejącą pomiędzy Soborem i Tradycją, zwłaszcza w odniesieniu do tych punktów, które, być może ze względu na swą nowość, nie zostały jeszcze dobrze zrozumiane w niektórych częściach Kościoła.

c. W zaistniałej sytuacji pragnę przede wszystkim zwrócić się z uroczystym, pełnym przejęcia, ojcowskim apelem do tych, którzy dotąd byli w rozmaity sposób związani z ruchem arcybiskupa Lefebvre'a, ażeby spełnili poważną powinność pozostania w jedności z Zastępcą Chrystusa w zjednoczeniu z Kościołem katolickim i by w żaden sposób nie wspierali już tego ruchu. Wszystkim winno być wiadome, że formalna przynależność do schizmy jest poważną obrazą Boga i pociąga za sobą ekskomunikę ustaloną przez prawo Kościoła 8. Tym wszystkim katolikom, którzy żywią przywiązanie do niektórych dawnych form liturgii i dyscypliny tradycji łacińskiej, pragnę wyrazić moją wolę - i proszę, by podjęli ją także biskupi oraz osoby pełniące w Kościele posługę duszpasterską - ułatwienia im komunii kościelnej poprzez decyzje mające na celu zagwarantowanie szacunku dla ich słusznych życzeń.

6. Zdając sobie sprawę z wagi i złożoności poruszonych w tym dokumencie problemów, mocą mojej Władzy Apostolskiej postanawiam co następuje:

a. ustanawia się Komisję, która współpracując z biskupami, dykasteriami Kurii Rzymskiej oraz zainteresowanymi środowiskami, będzie miała za zadanie ułatwić pełną komunię kościelną kapłanom, seminarzystom, wspólnotom zakonnym i poszczególnym ich członkom dotychczas w różny sposób związanych z Konfraternią założoną przez abpa Lefebvre'a, którzy pragną pozostać w jedności z Następcą św. Piotra w Kościele katolickim, zachowując swoje tradycje w zakresie duchowości i liturgii w świetle Protokołu podpisanego 5 maja tego roku przez kardynała Ratzingera i abpa Lefebvre'a;

b. w skład Komisji wchodzą kardynał przewodniczący oraz inni członkowie Kurii Rzymskiej w liczbie ustalonej stosownie do okoliczności;

c. ponadto wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską, poprzez szerokie i wielkoduszne zastosowanie wydanych już dawniej przez Stolicę Apostolską zaleceń co do posługiwania się Mszałem Rzymskim według typicznego wydania z roku 1962 9 .

7. W dobiegającym już końca roku poświęconym w sposób szczególny Najświętszej Dziewicy pragnę wszystkich wezwać do zjednoczenia się z Zastępcą Chrystusa w nieustannej modlitwie, którą kieruje on za pośrednictwem Matki Kościoła do Ojca słowami Syna: Ut unum sint!
Rzym, u św. Piotra, 2 lipca 1988, w dziesiątym roku Pontyfikatu.
Jan Paweł II

Przypisy

1 Por. Nota informacyjna z 16 czerwca 1988, "L'Osservatore Romano", wyd. polskie, 5/1988.

2 Por. SOBÓR WAT. I, Konstytucja Pastor aeternus, rozdz. 3: DS 3060.

3 Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 751.

4 Tamże, kan. 1382.

5 SOBÓR WAT. II, Konstytucja Dei verbum, n. 8; por. Sobór Wat. I, Konst. Dei Filius, rozdz. 4: DS 3020.

6 Por. Mt 16,18; Łk 10,16; Sobór Wat. I, Konst. Pastor aeternus, rozdz. 3: DS 3060.

7 Por. KPK, kan. 386; PAWEŁ VI, Adhortacja Ap. Quinque iam anni (8 grudnia 1970); ASS 63 (1971), ss. 97 - 106.

8 Por. KPK, kan. 1364.

9 Por. Kongregacja Kultu Bożego, Quattuor abhinc annos (3 października 1984); ASS 76 (1984), ss. 1088 - 1089.

ekai.pl/.../list-apostolski-motu-proprio-ecclesia-dei
http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x13 ... i/?print=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 02 cze 2015, 15:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/aH3vMFgowjA

Straszna tajemnica człowieka, który uratował świat
jamcio 5.3.2015 18:11

Fragmenty z książki Tajemnice Jana Pawła II

Zaraz po zamachu w 1981 roku, kiedy Jan Paweł II był jeszcze w szpitalu, podczas spotkania z przyjacielem Pavlem Hnilicą zwierzył mu się: „Zrozumiałem, że należy ratować ludzkość przed wojną światową i wojującym ateizmem”[2]. Próbował to robić na tysiące sposobów, pomimo że wielu pozostawało głuchych.

Co takiego „wiedział” Jan Paweł II, czego my wszyscy nie wiemy? Już w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis, będącej manifestem jego pontyfikatu, mówił o tym, iż wytwory pracy ludzkiego umysłu „mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć” (nr 15).

Są to słowa bardzo jasne, które tylko potwierdzą inną, kontrowersyjną wypowiedź Papieża w Fuldzie. W listopadzie 1980 roku, podczas podróży do Niemiec, Jan Paweł II spotkał się z grupą wiernych, którzy zapytali go o trzecią tajemnicę fatimską i przyszłość ludzkości. Oto jak, według niemieckiego czasopisma „Stimme des Glaubens” (nr 10 z 1981) przebiegała rozmowa, która się między nimi wywiązała:

- Co zawiera tajemnica fatimska? Miała być opublikowana już w roku 1960. Dlaczego nadal nie jest znana ogółowi?

- Z uwagi na treść robiącą wielkie wrażenie, a także aby nie niepokoić zbytnio sił światowego komunizmu wrażliwych na ingerencję moi poprzednicy wybrali «dyplomatyczną relację» (z trzeciej tajemnicy – przyp. aut.). Ponadto każdemu chrześcijaninowi powinna wystarczyć taka wiedza: kiedy się czyta, że oceany zatopią całe kontynenty, że ludzie nagle zostaną pozbawieni życia, z minuty na minutę, i to milionami… Kiedy się to wie, nie należy domagać się publikacji tej tajemnicy. Wielu chce wiedzieć tylko z ciekawości lub żądzy sensacji, zapominając że wiedza niesie ze sobą także odpowiedzialność… Oni chcą tylko zaspokoić swoją ciekawość. To bardzo niebezpieczne, kiedy jednocześnie nic się nie czyni, mówiąc: to i tak na nic…

W tym miejscu, według przekazu, Papież wziął do ręki różaniec i pokazał go zebranym, mówiąc: „Oto lekarstwo na zło! Módlcie się, módlcie się i o nic więcej nie pytajcie. O całą resztę zwróćcie się do Maryi”.

- Co się stanie z Kościołem?

- Musimy być dobrze przygotowani na bliskie już wielkie próby, włącznie z poświęceniem naszego życia i naszym całkowitym oddaniem Chrystusowi i dla Chrystusa (sześć miesięcy później miał miejsce zamach Ali Agcy – przyp. aut.). Próby będą mogły być mniej dotkliwe na skutek naszych modlitw, ale nie można ich uniknąć, gdyż prawdziwa odnowa Kościoła będzie mogła nastąpić tylko w taki sposób. Tak jak wiele razy Kościół odradzał się z krwi, tak i tym razem nie będzie inaczej. Bądźmy silni i przygotowani, ufając Chrystusowi i Jego Matce. Odmawiajmy dużo i często święty różaniec”[1].

Zaraz po zamachu w 1981 roku, kiedy Jan Paweł II był jeszcze w szpitalu, podczas spotkania z przyjacielem Pavlem Hnilicą zwierzył mu się: „Zrozumiałem, że należy ratować ludzkość przed wojną światową i wojującym ateizmem”[2]. Próbował to robić na tysiące sposobów, pomimo że wielu pozostawało głuchych. W gruncie rzeczy, gdybyśmy go dobrze słuchali, to właściwie wszystko nam powiedział swoim wyrazistym, pełnym troski głosem 25 marca 1984 roku na Placu św. Piotra, kiedy przed figurą Matki Bożej Fatimskiej na zakończenie Jubileuszowego Roku Odkupienia (który sam ogłosił) wygłosił dramatyczne i uroczyste słowa poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi:

I dlatego, o Matko ludzi i ludów, Ty, która znasz wszystkie ich cierpienia i nadzieje, Ty, która czujesz po macierzyńsku wszystkie zmagania pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światłością i ciemnością, jakie wstrząsają współczesnym światem – przyjmij nasze wołanie skierowane w Duchu Świętym wprost do Twojego Serca i ogarnij miłością Matki i Służebnicy ten nasz ludzki świat, który Ci zawierzamy i poświęcamy, pełni niepokoju o doczesny i wieczny los ludzi i ludów. (…)

O Serce Niepokalane! Pomóż nam przezwyciężyć grozę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości. Od głodu i wojny – wybaw nas!

I dodał, mocno akcentując słowa:

Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny – wybaw nas!

Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania – wybaw nas! Od nienawiści i podeptania godności dzieci Bożych – wybaw nas!

Przejęta troską modlitwa Ojca Świętego wyraziła cały ból i zło świata w słowach: „wybaw nas!”. I wreszcie:

Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi!

Siostra Łucja, ostatnia wizjonerka z Fatimy, potwierdziła, że „poświęcenie z 1984 roku pozwoliło uniknąć wojny atomowej, która miała się rozpętać w 1985″[3]. Jak wiadomo, siostra Łucja nadal miała objawienia maryjne. Oficjalne jest objawienie z 1984 roku ogłoszone przez samego kardynała Bertone[4]: Maryja rozmawiała wówczas z Łucją o poświęceniu i przy tej okazji mistyczka dowiedziała się, że uniknięto wojny nuklearnej.

Zatem przez siostrę Łucję dotarło do nas nadprzyrodzone objawienie. Praktycznie wiemy teraz – dzięki objawieniu Maryi – że Jan Paweł II w tamtym czasie naprawdę uratował świat i ludzkość przed wojną atomową.

Taki przebieg wydarzeń, choć może się wydawać absurdalny dla kogoś, kto przesiąkł krótkowzroczną mentalnością pozytywistyczną (niedostrzegającą głębi rzeczy), ujawnia niezwykłą moc, moc rzeczywistą, na ziemi i w niebie, którą Jezus przekazał Piotrowi. To właśnie jemu, jak pokazuje Matka Boża Fatimska, powierzone są historyczne losy ludzkości.

Być może wyda się absurdem wyobrażanie sobie, że zwyczajna, bezbronna ludzka istota ma jakiś nadprzyrodzony wpływ na historię. Ale tu chodzi o Kościół i Piotra, i to sam Jezus w Ewangelii udzielił mu tej tajemniczej władzy. Zresztą, aby mieć bardzo wymowny empiryczny dowód na władzę Kościoła nawet nad szatanem, wystarczy uczestniczyć w egzorcyzmach i widzieć skutki rozkazów, jakie kapłan wydaje złym duchom, zbuntowanym aniołom.

Ślad niedoszłej wojny nuklearnej pomiędzy komunistycznym Wschodem a Zachodem można odnaleźć w testamencie Jana Pawła II, w którym napisał:

Od jesieni roku 1989 sytuacja ta uległa zmianie. Ostatnie dziesięciolecie ubiegłego stulecia wolne było od dawniejszych napięć, co nie znaczy, że nie przyniosło z sobą nowych problemów i trudności. Niech będą dzięki Bożej Opatrzności w sposób szczególny za to, że okres tzw. „zimnej wojny” zakończył się bez zbrojnego konfliktu nuklearnego, którego niebezpieczeństwo w minionym okresie wisiało nad światem[5].

Ale czy z historycznego punktu widzenia do przyjęcia jest konstatacja, że uniknięto wojny atomowej, która miała wybuchnąć w 1985 roku? I dlaczego właśnie wtedy? Szperając w kronikach z tamtego okresu i dokumentach historyków, dowiadujemy się, że właśnie w latach 1983-1984 maksymalnie wzrosło napięcie pomiędzy blokiem sowieckim i NATO. Ponadto odkrywamy, że istotnie, w tamtym okresie użycie broni nuklearnej było przedmiotem rozważań. Umieszczenie pocisków Pershing II i Cruise stało się najbardziej dramatycznym momentem całej zimnej wojny, wraz z inicjatywą obrony strategicznej SDI, tak zwanej tarczy kosmicznej. Napięcie rosło coraz bardziej, przy czym w Związku Sowieckim, na Kremlu, rosło też polityczne zamieszanie.

Z powodu choroby Jurij Andropow nie był już w stanie mocno trzymać steru władzy, w partii rozpętała się walka grup i Konstanty Czernienko, należący do skrzydła militarystycznego, już próbował zapewnić sobie sukcesję. Był to czas – powtarzam – sowieckiej inwazji na Afganistan. To wszystko dotyczyło potęgi nuklearnej bardzo agresywnej militarnie, a jednocześnie paranoicznej i obawiającej się wrogich ataków.

Były szpieg KGB Oleg Gordijewski 16 października 1988 roku ujawnił w „Sunday Telegraph”, że kiedy pomiędzy 2 a 11 listopada 1983 roku wojska NATO przeprowadziły manewry pod kryptonimem „Celny łucznik” symulujące atak nuklearny, wywołało to prawdziwy alarm. „Sowieci poważnie brali pod uwagę możliwość użycia broni nuklearnej przeciwko USA – stwierdził Gordijewski. – Zachodnie stacje nasłuchu odnotowały nagły wzrost częstotliwości i nagłości komunikatów pomiędzy Moskwą i jej agentami w Europie. Wydawało się, że kraje Paktu Warszawskiego naprawdę podejrzewają, iż atak nuklearny Zachodu jest bliski. A to dlatego, że dowództwo NATO zmieniło nagle kody komunikacyjne «Celnego łucznika». To wystarczyło, by postawić w stan alarmu Sowietów, którzy 8 i 9 listopada trzymali palec niebezpiecznie blisko atomowego guzika”.

Słowo „Ryan”, kryptonim operacji sowieckiej, było akronimem „Ataku pociskami nuklearnymi”. W tamtych okolicznościach tragedii udało się uniknąć w ostatniej chwili, dzięki dokładniejszym informacjom o ćwiczeniach NATO, jednakże niebezpieczeństwo nie znikło, przeciwnie, jeszcze zwiększyło się. Sowieci przygotowali bowiem tak zwaną „maszynę apokalipsy”, skomputeryzowany system automatycznej odpowiedzi na domniemane ataki, zdolny zasypać cały Zachód gradem pocisków interkontynentalnych z głowicami atomowymi, które obróciłyby wszystko w popiół.

Z nastaniem Czernienki w miejsce Andropowa sowieckie przywództwo było coraz bardziej przekonane, że wobec militarnej i gospodarczej presji Ameryki Reagana i NATO, Związek Sowiecki (niebędący w stanie dotrzymać kroku Stanom i poradzić sobie z wewnętrznymi sprzecznościami) może uratować władzę komunistyczną tylko za pomocą ataku prewencyjnego. 70 tysięcy pocisków nuklearnych, którymi wówczas dysponowano, zupełnie wystarczało, aby obrócić w perzynę całą planetę.

W tych doprawdy apokaliptycznych okolicznościach, 25 marca 1984 roku na Placu św. Piotra Jan Paweł II przed figurą Matki Bożej Fatimskiej, w jedności z biskupami, dokonał, korzystając również z telewizyjnego przekazu międzykontynentalnego, uroczystego aktu, wypowiadając dramatyczne słowa o bliskim nuklearnym samozniszczeniu.

Zobaczmy teraz w oparciu o fakty, jaka była odpowiedź Matki Bożej Fatimskiej na to pełne troski błaganie. Zaledwie dwa miesiące po tym tajemniczym obrzędzie, będącym czymś w rodzaju światowego egzorcyzmu dokonanego przez namiestnika Chrystusa, w sowieckiej bazie w Siewieromorsku na Morzu Północnym doszło do wypadku, który prawdopodobnie odsunął straszliwy miecz Damoklesa wiszący nad światem. W jego wyniku uległ zniszczeniu militarny potencjał sowiecki skierowany na Zachód. Alberto Leoni, ekspert historii wojskowej, napisał: „Bez tego systemu pocisków kontrolujących Atlantyk ZSRR nie miało już najmniejszych szans na zwycięstwo. Dlatego opcja militarna została przekreślona”[6].

Czy akt powierzenia się opiece Maryi z Fatimy naprawdę oddalił światową katastrofę? Być może to przypadek (jak podpowiada ludzka logika), że wybuch w Siewieromorsku miał miejsce właśnie 13 maja 1984 roku, w święto Matki Bożej Fatimskiej i rocznicę pierwszego objawienia (w 1917 roku) oraz zamachu na Papieża (w 1981 roku) również przez Nią uratowanego. Ślady prowadzą zadziwiająco wyraźnie ku Maryi.

Jeśli wierzyć siostrze Łucji (która, znajdując się w portugalskiej klauzurze, nie mogła znać tajnych spraw Kremla ani Siewieromorska ujawnionych wiele lat później), Opatrzność pozwoliła uniknąć tragedii. Decydujące według siostry Łucji było poświęcenie świata, a szczególnie Rosji, Niepokalanemu Sercu Maryi, o co sama poprosiła w Fatimie. Poświęcenia tego uroczyście dokonał Jan Paweł II 25 marca 1984 roku, na zakończenie Roku Odkupienia[7].

Zresztą po tym akcie poświęcenia zdarzył się nie tylko wypadek w Siewieromorsku, z opisanym tu natychmiastowym skutkiem, lecz faktycznie staliśmy się świadkami radykalnej zmiany strategii na przeżycie sowieckich przywódców.

Na początku 1985 roku umarł bowiem Czernienko, a wraz z nim idea podnoszenia głowy i grożenia Zachodowi na jego własnym terytorium. ZSRR nie wytrzymał trudności, system gospodarczy i przemysłowy znalazły się w zapaści (czego dowodem stała się wkrótce także katastrofa w Czarnobylu). Człowiekiem Kremla został wybrany ktoś nowy, Michaił Gorbaczow, który – w porozumieniu z najbardziej świadomymi elitami reżimu (przede wszystkim z KGB) – postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając rozpaczliwą reformę systemu sowieckiego, która szybko okazała się niemożliwa do zrealizowania i doprowadziła do stopniowego rozpadu imperium. Stało się tak również dlatego, że chcąc nie chcąc Gorbaczow wprowadził nieco więcej wolności (by spróbować odbudować gospodarkę i zyskać wiarygodność w oczach Zachodu), co w nieunikniony sposób doprowadziło do eksplozji wszelkiego rodzaju przeciwieństw, począwszy od wolnościowej bomby, której lont tlił się w Polsce od lat, czyli Solidarności, bez której reżim faktycznie nie mógł rządzić krajem, bo nie miał ani poparcia, ani wiarygodności.

Tutaj właśnie wyłania się fundamentalna rola Jana Pawła II w pokojowym przejściu od komunizmu, którego historię, słabe punkty oraz mechanizmy działania Papież dobrze znał ze względu na swoje osobiste doświadczenia. Rola, jaką odegrał, doprowadziła do upadku komunistyczne reżimy poprzez sprzyjanie nie gwałtownym, lecz pokojowym procesom dezintegracji. Jest to wydarzenie historyczne podwójnie niewytłumaczalne i mające wszelkie cechy cudu.

[1] Watykańska służba prasowa zdementowała fakt tego spotkania, na co otrzymała odpowiedź, że istnieje nagranie przytoczonego dialogu. Jesienią 2007 roku kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu za Benedykta XVI, opublikował książkę-wywiad, w której po raz pierwszy oficjalnie potwierdził tamte deklaracje. Wypowiedź sekretarza stanu była następująca: „Nie zakładały one (te deklaracje – przyp. aut.) lektury tekstu Łucji (tekstu tajnego – przyp. aut.). Były ogólną oceną sytuacji Kościoła i trudności istniejących na tamtym etapie dziejów świata” (Tarcisio Bertone, Giuseppe de Carli, L’ultima veggente di Fatima, Rizzoli 2007, s. 60). To wyjaśnienie, odczytane dzisiaj na nowo, ze świadomością zjawisk mistycznych przeżywanych przez Jana Pawła II, mogłoby być rozwiązaniem zawiłej zagadki, której w przeciwnym razie, z odniesieniem do trzeciej tajemnicy fatimskiej, nie sposób wyjaśnić. To, że Papież „wiedział” (także o możliwości ataku na swoje życie), mogło pochodzić z innego rodzaju objawienia.

[2] Świadectwo przytoczone w: Andrea Tornielli, Fatima, il segreto svelato, Gribaudi 2000, s. 117.

[3] Takie oświadczenie znajduje się w wywiadzie telewizyjnym Carlosa Evaristo z 11 października 1992 roku (podczas spotkania z duchownymi spoza Portugalii) i potwierdzają je inne słowa siostry Łucji w Il Messaggio di Fatima (s. 54), gdzie dodaje, iż ta „wojna atomowa zniszczyłaby świat jeżeli nie całkowicie, to w znacznej części, zaś jakież szanse miałoby na przeżycie to, co by pozostało?” (wspomnienie zostało opublikowane przez Edizione Carmelo di Combra, Segretariato dei pastorelli, z imprimatur biskupa Leirii-Fatimy, ekscelencji Serafima de Sousa Ferreira e Silva).

[4] W długim wywiadzie dla „La Repubblica” (17 lutego 2005), kiedy zmarła siostra Łucja, kardynał Bertone oświadczył: „Łucja miała wizję w 1984 roku, ostatnią «publiczną», o której nigdy się nie mówiło. Podczas tego objawienia Matka Boża podziękowała jej za poświęcenie, o które prosiła Ona sama i mistyczka”.

[5] „L’Osservatore Romano”, nr 5/2005, s. 17.

[6] Tygodnik „Il Domenicale” z 7 sierpnia 2004 roku.

[7] „Zgodnie z tradycyjnym datowaniem Rok Odkupienia 1983-1984 wyznaczał 1950. rocznicę punktu zwrotnego w historii świata, zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa. (…) Pius XI ogłosił Rok Święty w 1933 roku dla uczczenia 1900. rocznicy śmierci Chrystusa – na ten właśnie precedens powołał się Jan Paweł II obwieszczając Rok Święty 1983-84″ (George Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 598).

https://dzieckonmp.wordpress.com/2015/0 ... wal-swiat/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 161 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /